piątek, 30 grudnia 2011

Czas dorosnąć cz. 10


- Gdzie on jest? - zapytała otwierając oczy
- Nie przywieźliśmy go – wyznała cicho Marta
- Jak to nie? Dlaczego? Nie chciał wrócić? - pytała Asia
- Nic z tych rzeczy – zaprzeczyła policjantka
- Rozmawialiście z nim w ogóle? - zapytała niecierpliwie. Chciała mieć już jasną sytuację.
- Nie – ponownie zaprzeczyła
- Więc co?
- On nie żyje – oznajmił Maciek. Z oczu Asi pociekły łzy. W pokoju zapanowała głucha cisza. Sebastian podszedł do niej, lecz kiedy tylko położył jej rękę na ramieniu, odwróciła się i wybiegła z pokoju. Chciał iść za nią, lecz przyjaciel go zatrzymał.
- Daj jej trochę czasu – poradził
- Jak zginął? - zapytał wbijając wzrok w podłogę
- Właściwie to nie powinieneś pytać jak zginął, tylko jak umarł – poprawiła go Marta
- To znaczy że... to znaczy że on nie był zamordowany? - spytał sceptycznie
- Nie. Miał zawał mięśnia sercowego – oznajmiła
- Co mogło być tego przyczyną? - zastanawiał się na głos
- Prawdopodobnie to, że został okradziony kilka minut po waszej ostatniej rozmowie. Mało tego, jego gospodarstwo jest zadłużone. Domyślam się, że wyjechał do Anglii, by zarobić na spłatę długu i gdyby nie kradzież, to pewnie udało by mu się wyjść na prostą – opowiedziała
- Chcę zostać sam – oświadczył po chwili. Marta i Maciek opuścili mieszkanie. Martwił się o przyszłość Joasi. Nie dość, że została sama, to jeszcze musi zmierzyć się z organizacją pogrzebu oraz długami po ojcu. A najgorsze było to, że to on musiał powiedzieć jej o długach gospodarstwa. Kiedy wróciła, usiadł obok niej na kanapie i objął ramieniem.
- No to zostałam sama. Teraz wszystko w moich rękach – powiedziała ocierając łzę
- Asiu, jest coś o czym powinnaś wiedzieć – zaczął trudny temat
- Tak? - zapytała
- Gospodarstwo jest zadłużone – wykrztusił
- Ach, o to chodzi – westchnęła
- Wiedziałaś o tym? - zapytał zdziwiony
- Trudno żebym nie wiedziała, przecież tam mieszkałam - przyznała
- Co zamierzasz z tym zrobić? - oparł się wygodnie o kanapę i czekał na odpowiedź
- Sprzedam to wszystko. Sama przecież nie dam rady się tym zajmować – oznajmiła
- Jesteś tego pewna? - powątpiewał w słuszność jej decyzji
- Tak. Przemyślałam to dokładnie. Nie po to się uczę, by potem robić w polu. Poza tym... to jedyne słuszne wyjście. Nie mam skąd wziąć pieniędzy na spłatę długu – odparła pewnie
- Jest jeszcze jedna kwestia do omówienia. Pogrzeb – przypomniał
- Dam sobie radę – zapewniła go. Postanowiła, że nie będzie się zajmowała kilkoma sprawami naraz. Najpierw załatwi sprawy pogrzebowe, dopiero potem zajmie się sprawami majątkowymi, a kiedy już zamknie ten rozdział, pomyśli o swojej przyszłości. Jednego jednak była już teraz pewna – bez pomocy Sebastiana nie da sobie rady. Najważniejsze, że walczyła o lepszą przyszłość. Nie załamała się, nie spoczęła na laurach, tylko próbuje poradzić sobie ze wszystkim, co na nią spadło. Właśnie za to podziwiała samą siebie, pomimo iż nie potrafiła wytłumaczyć, skąd takie postanowienie i siła do jego realizacji. Stanęła przy oknie i spojrzała na gwiazdy.
- Przyszłość musi być lepsza – powiedziała sobie. Do tego chciała dążyć, taki sobie cel obrała...

           Minęło pół roku. Sebastian miał akurat wolne i niecierpliwie czekał, aż Joasia wróci z rozmowy kwalifikacyjnej. Zgłosiła się do restauracji, gdy zobaczyła że poszukują kelnerki. Policjant bardzo się cieszył, że jego przyjaciółka chce się usamodzielnić. Jednak miał jej coś bardzo ważnego do powiedzenia. Niestety, nie wiedział jak ma to wyrazić. Ona była dla niego kimś więcej. Czuł, że musi to zrobić, że chce jej o tym powiedzieć, ale jednocześnie bał się jej reakcji. Kiedy wróciła do domu zadowolona, postanowił zebrać się na odwagę.
- I jak było? - zapytał na wstępie
- Świetnie. Dostałam tę pracę – oznajmiła rozradowana
- To wspaniale – przyznał z radością
- Aż nie mogę uwierzyć, że tak bardzo się zmieniłam przez ostatni rok – oznajmiła zamyślona
- Mam nadzieję, że nie żałujesz – zasugerował
- No coś ty. Oczywiście, że nie – oświadczyła – Do pełni szczęścia brakuje mi już tylko jakiegoś fajnego chłopaka – dodała po chwili z uśmiechem
- Znam takiego jednego – powiedział poważnym tonem
- Tak? A co to za jeden? - zapytała równie poważnie
- Stoi tu przed tobą – wyznał. Zamurowało ją. Nie spodziewała się, że zainteresuje się akurat nią. Sądziła, że w jego oczach nadal jest niedojrzałą dziewczyną. Myliła się. On zauważył w niej prawdziwą kobietę.
- Nawet mi się podoba – odpowiedziała z lekkim uśmiechem. Sebastian podszedł do niej i przytulił ją.
- Kocham cię – szepnął jej do ucha
- Ja ciebie też – odpowiedziała mocniej wtulając się w jego ramiona.
--------
I tym optymistycznym akcentem kończę to opowiadanie oraz moje scenki w roku 2011. Pozwoliłem sobie zrobić małe podsumowanie:
- w roku 2011 na blogu ukazało się 15 krótkich opowiadań i jedno długie (64 części). Moim zdaniem najlepszym było "Prawdziwe małżeństwo". Zachęcam was, żebyście w komentarzu wybrali najlepsze, waszym zdaniem, opowiadanie roku.
- Najdłuższe opowiadanie ("Na sukces trzeba zapracować") składało się z 12 części
- Najdłuższa przerwa w historii bloga nastąpiła od 19.01.2011 do 29.01.2011 (10 dni) i spowodowana była brakiem internetu
- Najdłuższa seria scenków dzień po dniu, w tym roku trwała 6 scenków (11.07 - 16.07)
- W tym roku, na blogu ukazało się 176 scenków, co jest o 17,3% lepszym wynikiem niż w roku 2010 (150 scenków)

środa, 28 grudnia 2011

Czas dorosnąć cz. 9


          Sebastian postanowił, że najlepiej będzie, jeśli zabierze Asię w jakieś zaciszne miejsce i tam sobie odpoczną. Wynajął dwa pokoje w zacisznym pensjonacie nad morzem. Pomimo że był dopiero marzec, policjant uwielbiał przebywać nad morzem. Być może dlatego, iż na wiosnę nie było tam aż tylu ludzi, co latem. Postanowił powiedzieć Asi o swoich planach, nie przyjmując odmowy, ponieważ był pewien, że taki wyjazd wyjdzie jej na dobre. Wszedł cicho do jej pokoju i usiadł na skraju łóżka.
- Śpisz? - zapytał odgarniając kosmyk włosów z jej policzka
- Nie – odezwała się otwierając oczy
- Wziąłem urlop w pracy – poinformował dziewczynę
- Po co? Boisz się, że popełnię samobójstwo? - zasugerowała
- Ufam, że tego nie zrobisz – przyznał kładąc jej rękę na ramieniu
- Sebastian? - podniosła się do pozycji siedzącej. Spojrzał na nią z lekkim niepokojem.
- Tak? - spytał drżącym głosem. Przedłużająca się cisza pogłębiała jego zmartwienie. Z każdą chwilą, był coraz bardziej zestresowany.
- Zabierz mnie stąd. Chcę stąd wyjechać, odpocząć – wyznała. Odetchnął z ulgą. Kiedy lekko się uśmiechnął, spojrzała na niego zdezorientowana.
- No co jest? - zapytała poirytowana
- Właśnie chciałem zaproponować ci dokładnie to samo – powiedział rozbawiony. Asia także się uśmiechnęła.
- Wygląda na to, że czytasz w moich myślach – stwierdziła zadowolona. Jej humor znacznie się poprawił, w zaledwie jedną chwilę.
- Jeszcze nie wyjechaliśmy, a ty już się uśmiechasz – zauważył z uśmiechem. Joasia nic już nie powiedziała, tylko przytuliła się do mężczyzny. Jej serce zabiło mocniej, poczuła się spokojna i bezpieczna. Uważała, że ich relacje są przyjacielskie, lecz nie zobaczyła, że zaczyna przekraczać granicę...

           Nad morzem spędzili niecałe dwa tygodnie. Ich wyjazd miał trwać nieco dłużej, lecz przerwał go powrót Marty i Maćka z Londynu. Sebastian na razie nic nie mówił Asi, ale odniósł wrażenie, że dowiedzieli się czegoś nowego. Dziewczyna wypoczęła, wszystko na spokojnie przemyślała, dzięki czemu nabrała dystansu do ostatnich wydarzeń. Po tym wszystkim, była już w pełni świadoma, że życie nie jest piękną, beztroską bajką, w której dzieją się cuda, lecz wiedziała, że wszystko może się zdarzyć – i dobre, i złe. Nauczyła się także, by nie patrzeć do tyłu w życiu, tylko iść do przodu, ponieważ życie wspomnieniami nic nie daje. Taki styl życia może jedynie doprowadzić do przegapienia kolejnych pięknych chwil. Powspominać można, lecz nie można żyć tym cały czas – taki wniosek wyciągnęła. Próbowała przygotować się na najgorsze, że już nigdy nie zobaczy ojca i od teraz musi radzić sobie sama. Czy się to udało? Kolejne dni, tygodnie, miesiące to wykażą. Poświęciła także trochę czasu na zastanowienia się, kim tak naprawdę jest dla niej Sebastian. Nie potrafiła tego nazwać. Był jej bardzo bliski, jak rodzina, może nawet jak brat, ale nie tak bardzo, jak mąż. Nie miała wątpliwości, że to jej pierwsze, poważne uczucie do mężczyzny. Musiała jeszcze odnaleźć odpowiedź na tylko jedno pytanie: czy to tylko zauroczenie, czy to początek prawdziwej miłości? Ale na to potrzebowała czasu. Chciała wiedzieć, co o niej sądzi Sebastian, jak to wygląda z jego strony. Wieczorem, kiedy byli już w domu, zapukała do drzwi jego pokoju i lekko je uchyliła.
- Mogę? - spytała nieśmiało
- Jasne, wejdź – odpowiedział obracając się w jej stronę. Zamknęła drzwi i stanęła przy ścianie.
- Dziękuję ci za ten wyjazd. Poukładałam sobie parę spraw – zaczęła
- Cieszę się, że mogłem pomóc – odparł podchodząc do niej
- A tak właściwie to co o mnie myślisz? - zagadnęła nagle. Sebastian, zaskoczony jej pytaniem, przez chwilę nie mógł znaleźć odpowiedzi
- Z młodej, nierozgarniętej dziewczyny stałaś się odpowiedzialną kobietą... Los cię mocno doświadczył... - odrzekł wymijająco
- Konkrety poproszę – oznajmiła, spodziewając się najgorszego
- No cóż... szczerze? - spytał, by zyskać na czasie
- Jak najbardziej – przytaknęła
- Jesteś ładną... miłą... i po prostu fajną dziewczyną. Co ja będę wymyślał, moim zdaniem możesz podobać się facetom i tyle – odpowiedział machnąwszy ręką
- Co masz na myśli mówiąc, że mogę podobać się facetom? - drążyła temat
- Yyy... no że... bo... no po prostu, znajdą się tacy faceci, którym się spodobasz – próbował się wytłumaczyć
- A tobie? - wypaliła nagle, zapominając, że posunęła się za daleko. Wiedziała, że nie powinna była spytać tak wprost. On natomiast nie wiedział, co ma jej powiedzieć. Z niezręcznej sytuacji wybawił ich dzwonek do drzwi.
- Pójdę otworzyć – poinformował Sebastian. Po chwili wrócił do pokoju, a wraz z nim przyszli Maciek i Marta.
- Mamy informacje o twoim ojcu – zwrócił się do Asi policjant
- Właściwie to już koniec sprawy – dodała Marta
- Znaleźliście go? - zapytała dziewczyna
- Tak – przytaknęła policjantka. Blondynka przymknęła oczy. Trudne chwile niepewności właśnie teraz się kończyły.

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Czas dorosnąć cz. 8


Asia nie miała pojęcia o spotkaniu, na które umówił się Sebastian. Policjant pokładał duże nadzieje w kontaktach Marty, ponieważ pracowała kiedyś w Londynie i ma kilka znajomych osób na tamtejszej komendzie, co miało ułatwić przepływ informacji oraz współpracę. Spokojnym krokiem wszedł do mieszkania, w którym czekał już na niego Maciek i jego znajoma. Pomimo że nie dawał nic po sobie poznać, był bardzo zestresowany i podenerwowany.
- Marta, poznaj, to mój kolega z pracy Sebastian – przedstawił swojego przyjaciela aspirant
- Miło mi – powiedziała dziewczyna. Sebastian przyjrzał się jej dokładniej. Delikatna cera, brązowe oczy, ciemne włosy sięgające do ramion, szczupła, zgrabna figura – tak by ją opisał. Na oko może mieć 20 – 25 lat.
- Mi również – odpowiedział po chwili
- A więc co to za sprawa, w której potrzebujecie mojej skromnej pomocy? - zapytała przenosząc wzrok z jednego policjanta, na drugiego
- No nie takiej skromnej... - przyznał Maciek
- Chodzi o zaginięcie – zaczął Sebastian
- Zaginięcie? Maciek, chyba pomyliłeś adresy. Pamiętasz przecież, że specjalistą od zaginięć jest Paweł – rzekła bezradnie
- Daj nam dokończyć, a przekonasz się, że dobrze trafiłem – odparł
- Zamieniam się w słuch – oznajmiła zakładając nogę na nogę
- Mój znajomy ma gospodarstwo w oddalonej o jakieś 7 – 8 kilometrów stąd wsi. W tamtym roku przyniosło tak mało zysku, że musiał znaleźć jakąś pracę na zimę, by móc utrzymać to wszystko. Zostawił mi swoją córkę pod opiekę, gospodarstwem zajmują się sąsiedzi, a on pojechał do Londynu. Cały czas utrzymywaliśmy kontakt, który urwał się dopiero przedwczoraj – opowiedział Sebastian
- Kiedy wyjechał? - zapytała
- Trzy miesiące temu – odparł bez namysłu
- Czy wydawało ci się coś podejrzanego jak rozmawialiście? Może czegoś lub kogoś się obawiał? Jakoś dziwnie się zachowywał? - zasypała go pytaniami
- Cóż... nie, nic takiego nie mówił. W głosie też nic nie wyczuwałem, wyglądało na to, że wszystko jest w porządku – odpowiadał cierpliwie
- Sprawdziłem tę firmę, z którą podpisał umowę nasz zaginiony – oznajmił Maciek, chcąc uwolnić Sebastiana od kolejnych pytań – Nic podejrzanego – dodał po chwili
- Trzeba będzie pojechać do Londynu – stwierdziła Marta
- Ja nie mogę, ktoś musi zostać z Aśką – zaznaczył od razu Sebastian
- A ty Maciek? - spytała pożerając go wzrokiem. Wiedział już, że nie powinien jej odmawiać.
- Wiesz, że mój angielski nie jest dobry. Ale jeśli chcesz to pojadę – zadeklarował
- Świetnie, więc załatw sprawę ze starym. Jutro wylatujemy – zarządziła
- Już jutro? - zdziwił się Sebastian
- Szkoda czasu – odparła westchnąwszy
Kiedy wrócił do domu, było już kilkanaście minut po godzinie czternastej. Asia siedziała przy stole i płakała. Bez słowa podszedł do niej i przytulił ją. Cierpliwie czekał aż sama się odezwie, ponieważ nie chciał na nią naciskać. Stwierdził, że jeśli zechce to sama mu powie. Nie żałował jej czasu, tulił ją do siebie dobre 5 minut, zanim się od niego lekko odsunęła.
- Ja już nie mam siły – wyznała
- Na co nie masz siły? - zapytał spokojnie
- Na czekanie. Ta niepewność mnie wyniszcza. Nie wiem na co mam się przygotować, czy wróci czy nie wróci... czy w ogóle jeszcze żyje – powiedziała ściszając głos
- Bądź dobrej myśli – poradził
- Łatwo ci mówić – odparła pogardliwie. Lecz tak naprawdę nie miała pojęcia, że on doskonale wie, jakie uczucia jej towarzyszą, jak bardzo jest jej ciężko, jak bardzo pragnie by to się już skończyło. Nie miała pojęcia, że on kiedyś przeżywał to samo. Postanowił opowiedzieć jej to, mając nadzieję, że doda jej to otuchy.
- Moja narzeczona kiedyś zaginęła – wyznał smutnym głosem. Asia otarła łzy i spojrzała na niego zdumiona.
- Ile wtedy miałeś lat? - spytała próbując przypomnieć sobie sąsiadkę, lecz bezskutecznie
- Dziewiętnaście. To była pierwsza dziewczyna, którą szczerze kochałem, z całego serca – wyjawił
- Co wtedy zrobiłeś?
- To co ty teraz. Zamartwiałem się, rozpaczałem. Chciałem rzucić to wszystko i wyjechać gdzieś, gdzie nie będę o tym myślał. Ale jednak tego nie zrobiłem i teraz cieszę się, że jednak tutaj zostałem. Odczuwałem pustkę i ogromny ból. Straciłem sens życia, najbliższą mi osobę. Moje życie toczy się dalej, więc musiałem iść do przodu. Znalazłem sobie nowy cel w życiu i z czasem mi przeszło – opowiedział
- Podziwiam cię – rzekła patrząc mu prosto w oczy
- Ty też potrafisz sobie poradzić. Tylko musisz w to uwierzyć – uświadomił jej
- Z twoją pomocą dam radę – wyszeptała, a następnie przytuliła się do niego. Zaczynał mieć wątpliwości, czy nie staje się dla niej zbyt ważną osobą.

sobota, 24 grudnia 2011

Czas dorosnąć cz. 7


Kolejne godziny mijały w napiętej atmosferze. Kiedy minęła pełna doba od ich ostatniej rozmowy, Asia postanowiła złożyć oficjalne zgłoszenie. Razem z Sebastianem pojechała na komendę. Śledztwo mieli poprowadzić Ania i Maciek. Po rozmowie, policjant poprosił ją, żeby poczekała na korytarzu, a sam postanowił pogadać jeszcze z Maćkiem, lecz tym razem nieoficjalnie.
- Słuchaj... mam nadzieję, że nie będziesz miał mi za złe, jak się czasem wtrącę do śledztwa – wyznał
- No co ty. Oczywiście, że nie – zapewnił
- Martwię się o nią. Jest w kiepskim stanie – spostrzegł
- Z tego co mówiłeś, poza ojcem to ona już nie ma nikogo...
- Tak. I boję się, że może tego nie wytrzymać – wyjawił przyjacielowi
- Zadzwonię do Marty – oznajmił, obróciwszy się w stronę okna. Wyciągnął z kieszeni telefon i wybrał jej numer. Odebrała po kilku sygnałach.
- Słucham? - odezwał się kobiecy głos w słuchawce
- Cześć Marta, Maciek z tej strony – powitał ją
- Cześć, miło cię słyszeć – odpowiedziała z radością w głosie
- Co tam u ciebie słychać? - zapytał, odwlekając główny temat rozmowy
- No... niewiele się zmieniło, ogólnie jest w porządku – odparła – A u ciebie? - dodała po chwili
- Mam pewien problem i przydałaby mi się twoja pomoc – wyjawił
- Ciocia Dobra Rada słucha, możesz mówić – zażartowała
- To nie jest rozmowa na telefon. Kiedy mogłabyś przyjechać?
- Choćby jutro – odpowiedziała, lecz Maciek nie potraktował tego poważnie
- Proszę cię, nie żartuj sobie – rzekł błagalnym tonem
- Ale ja teraz nie żartuję – powiedziała poważnym tonem – Spodziewaj się mnie jutro – oznajmiła
- No to do zobaczenia – zakończył rozmowę. Umówił się z Sebastianem, żeby on także był obecny podczas rozmowy z Martą, bowiem on może jej udzielić więcej szczegółowych informacji.
- Z kim rozmawiałeś? - zapytała Ania, kiedy wyszli z kuchni
- Z Sebastianem – odpowiedział zdziwiony. Brunetka głęboko westchnęła.
- Miałam na myśli rozmowę przez telefon – wyjaśniła po chwili
- Ach tak, więc o to ci chodziło – stwierdził lekko uderzając się ręką w czoło
- Doczekam się odpowiedzi? - spytała poirytowana
- Z Martą – odparł wzruszając ramionami
- A kto to jest Marta? - zapytała groźnie, lecz oni tego nie zauważyli
- Ania, daj mu spokój – rzekł znudzony Sebastian
- Nie wtrącaj się – rzuciła szybko
- Marta to moja znajoma. Przyjedzie tu jutro, ponieważ może nam dużo pomóc w śledztwie – wyjaśnił Maciek
- Sami sobie doskonale damy radę – warknęła, po czym odeszła
- Nie rozumiem co w nią wstąpiło – powiedział bezradnie
- Pewnie jest zła, że nie skonsultowałeś z nią tej decyzji. Wiesz jakie są kobiety, uwielbiają mieć władzę nad facetami. Przejdzie jej – uspokoił przyjaciela
- To co, do domu? - zaproponował
- Dzisiaj już nic więcej nie zrobimy – stwierdził Sebastian. Uścisnęli sobie dłonie, po czym wyszli z biura.
- Przepraszam, że musiałaś tyle czekać – zwrócił się do Asi. Nie odpowiedziała, tylko poszła za nim z opuszczoną głową. W samochodzie, przez całą drogę panowała grobowa cisza. Kiedy policjant zaparkował przed swoim blokiem, zauważył, że dziewczyna śpi. Delikatnie wziął ją na ręce i zaniósł na górę. W nocy nie mógł spać. Kilkakrotnie próbował dodzwonić się do jej ojca, jednak bezskutecznie. Rano Asia zastała go z kubkiem kawy w ręce, stojącego przy oknie.
- Wiadomo coś nowego? - odezwała się smętnym głosem
- Jak chcesz to możesz nie iść dzisiaj do szkoły – odpowiedział wymijająco
- Czyli nic nowego – stwierdziła
- Musimy czekać – powiedział bezradnie rozkładając ręce
- Do szkoły pójdę, bo jak nie zajmę się czymś, to oszaleję – poinformowała
- Słuchaj... a może pojadę do Londynu się rozejrzeć? - zaproponował
- Nie! - krzyknęła – To znaczy... nie chcę zostać sama, a poza tym... bałabym się, że ty też nie wrócisz – wyznała cicho
- W porządku, zostanę z tobą – oznajmił. Ich rozmowę przerwał telefon Sebastiana. Mężczyzna odwrócił się i odebrał połączenie.
- Tak?
- Marta przyjedzie około trzynastej. Możemy się spotkać pół godziny później u mnie w mieszkaniu – oznajmił Maciek
- Dobrze, odpowiada mi – potwierdził. Schował telefon do kieszeni i podszedł do Asi.
- Obiecuję ci, że go znajdziemy – powiedział półszeptem
- Informuj mnie nie bieżąco. Nie zatajaj nic przede mną – poprosiła. Nic nie odpowiedział. Wiedział, że spełnienie jej prośby może nie być takie proste, ponieważ nie chciał przekazywać informacji niepotwierdzonych. Uważał, że lepiej dla niej będzie, gdy niektórych informacji nie będzie znała, gdyż zbyt optymistyczne wiadomości mogą się nie potwierdzić.

piątek, 23 grudnia 2011

Czas dorosnąć cz. 6


Trzy miesiące później.
Pomimo że Sebastiana dziwiła przemiana Asi, musiał przyznać, że była ona prawdziwa. Dziewczyna naprawdę nie przypominała tej samej, którą była jeszcze około 100 dni temu. Teraz stała razem z Sebastianem na lotnisku i wspólnie czekali na jej ojca. Oboje przygotowali się na to, że jest to ostatni dzień ich wspólnego mieszkania.
- Długo jeszcze? - zapytała zniecierpliwiona
- Trzy minuty – odparł spoglądając na zegarek
- Nie mogę się doczekać chwili, w której znów go zobaczę – wyznała. Sebastian pokiwał twierdząco głową.
- Na pewno spakowałaś wszystko? - zapytał odwracając wzrok. Z jednej strony, chciałby żeby jeszcze została. Ale z drugiej, cieszył się, że wreszcie będzie u swojego ojca, bowiem tak dla niej będzie najlepiej. Rozmawiając wczoraj przez telefon ustalili, że z lotniska pojadą do mieszkania Sebastiana, skąd wezmą bagaż Joasi, a następnie policjant odwiezie ich na wieś. Jego rozmyślania przerwał głos spikera, który zapowiedział dwudziestominutowe opóźnienie samolotu z Londynu.
- To sobie jeszcze poczekam – stwierdziła lekko zdenerwowana Asia
- Może usiądziemy? - zaproponował
- No dobrze – powiedziała znudzona
- Zobaczysz, warto będzie poczekać te dodatkowe kilkanaście minut – zapewnił ją
- Oczywiście – odparła z nutką ironii
- Nawet jeśli teraz wkurza cię to wydłużające się czekanie, to cała złość minie, gdy zobaczysz swojego ojca – uspokajał ją
- Mam złe przeczucia – wyjawiła
- No właśnie, przeczucia nie zawsze się sprawdzają – bagatelizował sprawę
- Kobieca intuicja się nie myli – szła w zaparte
- Zobaczysz, będzie dobrze. Przecież wczoraj z nim rozmawialiśmy – uspokajał ją
- Wczoraj skończyło się 17 godzin temu – przypomniała. W odpowiedzi tylko westchnął i już się nie odezwał. Dwadzieścia minut później samolot z Londynu wylądował na krakowskich Balicach. Asia cierpliwie wyczekiwała i wyglądała swojego ojca, lecz nawet gdy wszyscy ludzie spotkali już swoich bliskich i opuścili już lotnisko.
- Nie ma go – stwierdziła rozczarowana, rozglądając się dookoła
- Może do niego zadzwoń? - zaproponował. Wyciągnęła telefon i wybrała numer ojca.
- Nie odpowiada – oznajmiła po chwili
- Chodźmy stąd – zarządził Sebastian
- Nie! - krzyknęła, kiedy złapał ją za rękę
- W domu się zastanowimy co dalej – zasugerował, lecz ona nie zareagowała. Dopiero teraz zauważył łzy w jej oczach.
- Coś musiało się stać – powiedziała półszeptem. Sebastian podszedł do niej i przytulił.
- Wszystko się wyjaśni, zobaczysz – pocieszał ją. Powoli zaprowadził ją do samochodu i zawiózł do swojego mieszkania. Asia położyła się na łóżku i po kilku minutach zasnęła. Sebastian wtedy zadzwonił do swojego kolegi z pracy, Maćka.
- Cześć Sebastian – przywitał go
- Cześć. Słuchaj, jak się nazywała ta twoja znajoma policjantka, która pracowała w Londynie? - zapytał
- Pewnie chodzi ci o Martę – odpowiedział
- No tak, być może będę potrzebował jej pomocy – wyznał
- A co takiego się stało? - spytał lekko zaniepokojony
- To nie jest rozmowa na telefon. Poza tym, ta sprawa jest trochę zbyt świeża, by było to oficjalne zgłoszenie – wyjaśnił
- No dobrze. To ja jeszcze wstrzymam się z telefonem do Marty – oznajmił
- Ok, w porządku. Chciałem tylko wiedzieć czy w razie potrzeby mógłbyś z nią pogadać – wytłumaczył się
- Nie ma problemu. No to do jutra
- Cześć – odpowiedział i rozłączył się. Wybrał numer do ojca Asi, lecz nadal nie odpowiadał. Westchnął głęboko i poszedł zobaczyć co u niej. Spała spokojnie, więc poprawił jej koc i wyszedł. Wpatrując się w szybę, przeklął w myślach samego siebie, za to, że chciał by dziewczyna jeszcze u niego została. I faktycznie zostanie, dlatego obwiniał siebie za zaistniałą sytuację.

środa, 21 grudnia 2011

Czas dorosnąć cz. 5


Gdy weszła do jego sypialni, zauważyła, że śpi. Z pewnością był bardzo osłabiony. Postawiła herbatę na stoliku i powoli zdjęła mu buty. Następnie wzięła z krzesła koc i delikatnie przykryła nim mężczyznę. Szklankę z herbatą zabrała z powrotem, stwierdzając, że gdy się obudzi to zaparzy nową. Pozmywała naczynia, a później wzięła ze sobą książkę i poszła do sypialni Sebastiana, żeby nie musiał wstawać, kiedy się obudzi. Usiadła na fotelu i zaczęła czytać. W pewnej chwili zasnęła z książką na kolanach.

Wracała na wieś z szerokim uśmiechem. Posadziła Sebastiana za kratki, udając, że została przez niego zgwałcona. Jej ojciec znienawidził go, a dla córki starał się jak tylko mógł, żeby poczuła się lepiej. Tylko jedna osoba wiedziała o tej całej intrydze – jej matka. Kiedy tylko jej ojciec wyszedł, doszło do kłótni.
- Masz natychmiast pojechać na policję i powiedzieć całą prawdę – strofowała ją matka
- Ani mi się śni – odparła ignorująco
- Nie tak cię wychowałam – rzekła z niedowierzaniem
- Swoje już zrobiłaś. Urodziłaś mnie, pozwoliłaś mi przeżyć. A teraz mam 18 lat i nic mi nie możesz zrobić – powiedziała patrząc jej prosto w oczy. Kobieta nie mogła uwierzyć, że te słowa pochodzą z ust jej córki
- Wiesz, że to nieuczciwe? - zapytała drżącym głosem
- No i co mnie to obchodzi? Ty całe życie jesteś uczciwa i co z tego masz?! No co?! Jakie korzyści daje przestrzeganie tego pieprzonego prawa?! - wykrzyczała jej w twarz
- Uspokój się – poprosiła
- Nie mam zamiaru! - pyskowała blondynka
- Jeśli nie pójdziesz i nie powiesz prawdy na policji... to ja to zrobię – oświadczyła
- Nie zrobisz tego
- A właśnie, że zrobię. I to nawet teraz – odrzekła stanowczo
- Ani mi się waż – powiedziała ostro Asia
- Ty mi rozkazujesz? Chyba coś ci się poprzestawiało w twojej mózgownicy – odpowiedziała wyśmiewając ją
- Pożałujesz – wycedziła przez zęby i niewiele myśląc sięgnęła po nóż, a następnie rzuciła się na matkę...

Właśnie w tej chwili obudziła się zalana potem. Kiedy rozejrzała się dookoła i zrozumiała otaczającą ją rzeczywistość, podniosła książkę, zamknęła ją i odłożyła na bok.
- Nigdy więcej nie będę czytała horrorów tuż przed snem – postanowiła
- Co mówiłaś? - spytał Sebastian, podnosząc się na łokciach
- Obudziłam cię? Przepraszam – powiedziała, gdy pokiwał twierdząco głową
- Nie szkodzi. Która to już godzina?
- Za trzy minuty siódma – odparła spoglądając na zegarek – Jak się czujesz? - dodała po chwili
- Lepiej niż wczoraj, ale szczyt formy to nie jest – odpowiedział szczelniej otulając się kocem
- Chcesz herbaty? - zapytała lekko się uśmiechając
- No jak zrobisz... - na jego twarzy także zagościł uśmiech
- No jasne – powiedziała obróciwszy się na pięcie. Zatrzymała się jeszcze w progu i spojrzała na niego.
- Wszystko w porządku? - zapytał lekko podnosząc głowę
- Dziękuję ci za wczoraj – mówiła półszeptem, ze łzami w oczach
- W porządku. Nie rozmawiajmy już o tym, są przyjemniejsze tematy – zaproponował. Asia odpowiedziała mu uśmiechem i poszła do kuchni. Przez prawie cały dzień była zajęta – zrobiła zakupy, ugotowała obiad, posprzątała mieszkanie i zrobiła pranie, a popołudniu znalazła nawet czas na upieczenie ciasta. Kiedy wieczorem przyniosła Sebastianowi gorącej herbaty z cytryną, policjant złapał ją za rękę.
- Usiądź sobie i odpocznij trochę – zaproponował
- Nie ma takiej potrzeby – odpowiedziała mu delikatnie się uśmiechając
- Ale chciałbym z tobą porozmawiać – rzucił prosto z mostu
- No to mów
- Nie rób zbyt wiele prac domowych – poprosił
- Nie podobają ci się moje porządki – stwierdziła nieśmiało się uśmiechając
- To nie o to chodzi. Po prostu... to ja miałem pilnować ciebie, nie ty mnie – odpowiedział, wyrażając swoje niezadowolenie z zaistniałej sytuacji
- Nie ma problemu – zapewniła go
- Przepraszam, że tak wyszło – rzekł smutno
- To ja powinnam przeprosić... za to, że cię szantażowałam – opuściła głowę i wbiła wzrok w podłogę
- Było, minęło. Nie gniewam się – odpowiedział, puszczając do niej oczko
- Wiesz, ulżyło mi – wyznała
- Do łazienki pozwolisz mi iść samemu czy twierdzisz, że nie obejdzie się bez twojej pomocy? - zażartował
- Bardzo śmieszne. Myślę, że dasz sobie radę sam – odparła zadowolona. Wiedziała bowiem, że skoro żarty się go trzymają, to z jego samopoczuciem musi być dobrze.
- Jutro będę w pełnej formie – oświadczył
- Mam nadzieję – rzekła uśmiechając się. W duchu przyznała sobie, że całkiem dobrze się to ułożyło. Zagadką dla niej pozostawało tylko jedno – jak w jednej chwili mogła przejść metamorfozę z nieogarniętej dziewczyny w odpowiedzialną kobietę? A może to tylko złudzenie? Czas to zweryfikuje.

niedziela, 18 grudnia 2011

Czas dorosnąć cz. 4


Asia bawiła się w najlepsze na dyskotece. Grupa chłopaków z jej klasy popijała wódkę przy stoliku, kilka dziewczyn piło drinki przy barze, jeszcze inni tańczyli, a ona chwaliła się swojej koleżance, jak udało jej się owinąć wokół palca Sebastiana.
- No i widzisz, wiedziałam, że jak to powiem to już mi nie podskoczy – rzekła zadowolona
- Nie przesadzasz trochę? - spytała nie podzielając optymizmu przyjaciółki
- Coś ty, oczywiście że nie – odparła znudzona, bowiem domyślała się, że teraz będzie wysłuchiwać, że nie powinna była grać tak ostro
- No cóż, jak wolisz. Ale wydaje mi się, że on się z tego i tak wyplącze – wyznała Beata
- Wyplącze? Niby jak? - zapytała, będąc pewna, że to niemożliwe
- Nie wiem – odpowiedziała rozkładając ręce
- To skąd to przeczucie?
- To glina – przypomniała jej
- No i co z tego? - bagatelizowała znaczenie jego zawodu
- To, że na pewno jest cwany. Nawet jeśli wygląda na głupiego – to właśnie jego spryt, nikt nie będzie go podejrzewał, że jest w stanie czegoś się dowiedzieć albo coś wykombinować – wyjaśniła
- Z tego on nie ma szans się wywinąć – oznajmiła pewnie
- Nie bądź taka pewna, bo nagle może się okazać, że to nie ty masz na niego haka, a on na ciebie – ostrzegła ją
- Dobra, dobra, ja swoje wiem i mam wszystko pod kontrolą – zapewniała
- Dzisiaj masz, a jutro to on może mieć. Musisz cały czas być czujna – doradziła. Przerwały rozmowę, ponieważ do dziewczyn podeszli dwaj chłopacy z tej samej klasy i poprosili je do tańca. Bez wahania się zgodziły i wyszły za nimi na parkiet.

Tymczasem Sebastian spacerował po parku. Zastanawiał się, jak może odwrócić role i uzyskać przewagę nad Aśką. Usłyszał dźwięk swojego telefonu, więc wyciągnął go z kieszeni i odebrał połączenie.
- Witam panie Marku – powiedział, kiedy usłyszał głos ojca dziewczyny
- Jak Asia? Wszystko w porządku? - zapytał z troską w głosie
- Tak, radzę sobie i dobrze się dogadujemy – skłamał, nie chcąc go martwić
- Mam do ciebie prośbę – zwrócił się do Sebastiana
- Tak?
- Nie bądź zbyt surowy dla Asi. To dobra dziewczyna – rzekł pan Marek
- Dobrze. Ja już muszę kończyć, do usłyszenia – powiedział szybko
- Cześć – pożegnał go. Sebastian usiadł na ławce i przeczekał moment, w którym zakręciło mu się w głowie. Z minuty na minutę czuł się gorzej. „Tak, bardzo dobra dziewczyna z tej Asi” - mruknął pod nosem ironicznie. „Żeby nam chociaż w miarę przeciętnie się układało” - dodał po chwili. Wziął głęboki oddech, wstał i powolnym krokiem ruszył w stronę domu.

Było już około godziny 22:30, kiedy Asia opuściła bar. Wypiła tylko jednego drinka, więc była całkiem trzeźwa. Cieszyła się, że poszła na tę dyskotekę i zastanawiała się, czego następnym razem może zażądać od Sebastiana. Była tak zamyślona, że nawet nie zauważyła, że ktoś ją śledzi. W pewnej chwili mężczyzna po cichu do niej podbiegł, zatkał jej usta i zaciągnął w ciemną uliczkę. Zaczęła się szarpać, lecz napastnik był o wiele silniejszy.
- Rozbierzesz się sama czy mam ci pomóc? - wyszeptał jej do ucha, uśmiechając się szyderczo
- Wal się – odparła stanowczo. Rozzłoszczony popchnął ją na ziemię i dwa razy kopnął w brzuch. Schylił się do niej i próbował rozpiąć jej kurtkę, kiedy ktoś uderzył go w głowę. Asia próbowała się podnieść, w czym pomógł jej wybawca.
- Spieprzamy – powiedział znajomy głos. Nie wiedziała, jak udało się jej to zrobić, ale pobiegła za nim do samochodu. Dopiero tam, kiedy już jechali, czuła jak bardzo boli ją brzuch. Spojrzała na kierowcę, który dopiero teraz ściągnął z głowy kaptur.
- Sebastian? - wyszeptała zdumiona. Pokręciła głową z niedowierzaniem. On natomiast nic nie odpowiedział. Całą drogę do jego mieszkania przejechali w milczeniu. Dopiero tam, kiedy policjant długo nie wysiadał ze swojego renault, Asia się odezwała.
- Wszystko w porządku?
- Chodźmy na górę – odparł wymijająco. Kiedy doszli już do mieszkania i zobaczyła jego spojrzenie, zrobiło jej się głupio.
- Przepraszam – powiedziała wbijając wzrok w podłogę
- Masz szczęście, że nie mam siły się na ciebie złościć – rzekł oparłszy się o ścianę. Asia podniosła wzrok. Jego wygląd był niepokojący.
- Dobrze się czujesz? - zapytała podchodząc bliżej
- No właśnie nie najlepiej. Dlatego kazałem ci uciekać za mną, bo wiedziałem, że mogę mieć problem z pokonaniem tego gościa – powiedział przymykając oczy. Asia położyła dłoń na jego czole.
- Masz gorączkę – oznajmiła

- Przejdzie mi – odparł i zrobił dwa kroki w przód, lecz się zachwiał
- Połóż się do łóżka, a ja ci zrobię gorącej herbaty – zaproponowała. Przypilnowała go, gdy szedł do sypialni, po czym skierowała się do kuchni. W tej chwili, coś się w niej zmieniło. Zrozumiała, jak głupio się zachowywała i że teraz, kiedy Sebastian jest chory, stoi przed nią duże wyzwanie, prawdziwy egzamin dojrzałości, bowiem cały ciężar odpowiedzialności, za dom, za niego i za siebie, musiała utrzymać na swoich barkach.

piątek, 16 grudnia 2011

Czas dorosnąć cz. 3


- Mówię ci, jak wszedłem tam to całowała się z chłopakiem. Nie chcę myśleć, co by się stało, gdybym wrócił kilkanaście minut później – zwierzał się następnego dnia Sebastian
- Może tylko nie potrzebnie dramatyzujesz – zasugerował Rafał
- Akurat wkładał ręce pod jej bluzkę – obronił swoją tezę
- Co zamierzasz z tym zrobić? - zapytał sięgając po kubek z kawą
- Poprosiła mnie, bym nic nie mówił jej ojcu – wyjawił
- Tylko nie mów, że się na to zgodziłeś – rzekł zawiedziony
- A co miałem zrobić? Gdybym mu to powiedział, to nie tylko Aśka by oberwała, ale także ja – tłumaczył się
- Czyli nie chronisz jej, tylko swój tyłek – podsumował Rafał
- To było po prostu najlepsze wyjście. Zrozum, on musi tam zarobić kasę, a gdybym go poinformował o tym zdarzeniu, to wróciłby tutaj, bo uznałby że sobie nie radzę – dalej szedł w zaparte
- Bo taka jest prawda – przypomniał przyjacielowi
- Zamiast mi o tym przypominać to może byś coś doradził? - rzekł z wyrzutem
- Daj jej jakiś zakaz i tyle – rzucił bez wytężania umysłu
- Myślisz, że będzie go przestrzegała? Oczywiście, że nie, a do łóżka jej przecież nie przywiążę – odparł z niezadowoleniem
- Chciałeś rady, to ci dałem – rzekł dając do zrozumienia, że nie chce dalej rozmawiać na ten temat
- Dzięki – rzucił ironicznie Sebastian, opuszczając kuchnię. Czuł się trochę osłabiony, więc papierkowa robota nie szła mu dzisiaj najlepiej. Na szczęście swoją pomoc zaproponował mu inny z komisarzy, Maciek, który zadeklarował wypełnienie pozostałych raportów i wysłał do domu kolegę, by mógł się trochę podleczyć. Kiedy kilkanaście minut później otworzył drzwi od swojego mieszkania, poczuł przyjemny zapach pieczonego mięsa, co mile go zaskoczyło.
- Dobrze, że już jesteś. Zrobiłam obiad – powiedziała Asia oparłszy się o ścianę
- To bardzo miłe z twojej strony. Jestem głodny jak wilk – odpowiedział z uśmiechem. Wróciła do kuchni, podała do stołu i zadowoleniem stwierdziła, że poprawiła mu humor, co było jej celem.
- Świetnie gotujesz – przyznał, kiedy skończył jeść
- No wiesz, jestem jedyną kobietą w tym domu – odpowiedziała szczerząc zęby
- Dziękuję, było przepyszne – powiedział wstawiając naczynia do zmywarki
- Sebastian? - zapytała słodkim głosikiem
- Tak?
- Mogę iść dzisiaj na imprezę? - kontynuowała swój przymilny ton. Przedłużająca się cisza coraz bardziej ją irytowała. Cały miły nastrój w jednej chwili prysł.
- Nie – odparł szorstko
- Dlaczego nie? - spytała oburzona
- To, że nie powiedziałem twojemu ojcu o wczorajszym zajściu, nie oznacza, że nie poniesiesz żadnych konsekwencji – oświadczył stanowczo
- Nie pogrywaj sobie ze mną – ostrzegła
- Słuchaj, to że między nami są tylko cztery lata różnicy, nie znaczy, że możesz sobie na wszystko pozwalać – rzekł zdenerwowany jej zachowaniem
- Jeśli zadzwonię do ojca i powiem, że chciałeś mnie zgwałcić, a ty zaprzeczysz, to zastanów się, komu uwierzy – powiedziała z szyderczym uśmiechem, patrząc mu prosto w oczy, w których malował się gniew. Wiedziała, że to poskutkuje, że właśnie trafiła w ten punkt, który jest dla niej kluczem do pełnej swobody, którą ograniczał jej policjant.
- Nie zrobisz tego – powiedział cicho po dłuższej chwili
- Tak ci się tylko wydaje – odparła coraz bardziej ciesząc się z wygranej
- Gdybyś choć trochę wiedziała, jak bardzo cierpią ofiary gwałtu, nie odważyłabyś się używać tego do szantażu – rzekł walcząc z samym sobą. Niewiele brakowało, by mógł stracić panowanie nad sobą
- A ty niby wiesz? - zakpiła
- Zdążyłem się już napatrzeć w ciągu dwóch lat pracy w policji – powiedział opuszczając głowę
- Więc mogę iść na tą imprezę? - zapytała z szatańskim uśmiechem
- Dobrze, jak sobie chcesz. Masz 18 lat, nie chcesz pomocy, więc weź ten ciężar odpowiedzialności na siebie – odparł obojętnie
- Na siebie? Chyba zapomniałeś, że to ty odpowiadasz za mnie przed moim ojcem, nie ja – przypomniała mu. Jego oczy znów zapłonęły gniewem, lecz tym razem także zdołał się opanować.
- Idź, bo już coraz bardziej mnie denerwujesz. Tylko uważaj na siebie – odpowiedział machnąwszy ręką
- Uważaj na siebie? Za kogo ty mnie masz? Nie jestem pięcioletnim dzieckiem i doskonale sobie dam radę – oburzyła się
- Rób co chcesz, w końcu dorosła jesteś – rzucił idąc do kuchni
- I mogłeś tak powiedzieć od razu. Oszczędziłoby nam to wiele konfliktów. To ja już sobie pójdę na tę imprezę, ciao – powiedziała zadowolona, wychodząc z mieszkania. Sebastian wyciągnął z szafki butelkę wódki. Nie mógł uwierzyć, że posunęła się tak daleko. Zdecydowanie za daleko. Nerwy jeszcze bardziej go wyczerpały, najchętniej położyłby się i zasnął. Postanowił jednak wziąć się w garść, odstawił wódkę z powrotem do szafki i wyszedł się przewietrzyć.

środa, 14 grudnia 2011

Czas dorosnąć cz. 2


- Odwieziesz mnie do szkoły? - zapytała Asia następnego ranka, wchodząc do kuchni. Sebastian był przygotowany na taką ewentualność, więc zdążył już zjeść śniadanie.
- Jasne – odpowiedział upijając kolejny łyk kawy
- Wiesz, może będzie wygodniej, jeśli nie będziesz traktował mnie jako swoją podwładną, którą musisz się opiekować – zasugerowała
- Ja cię wcale tak nie traktuję – odparł mężczyzna
- A jak? - zapytała zaciekawiona
- Jak córkę mojego bardzo dobrego sąsiada, którą muszę przypilnować, by nie zrobiła czegoś głupiego – wyjaśnił
- Szkoda. Myślałem, że skoro mam 18 lat...
- To że masz w dowodzie osiemnastkę, nie znaczy, że jesteś odpowiedzialna – przerwał jej natychmiast, poirytowany jej argumentem
- Masz rację. Nie martw się, zobaczysz że jestem bardzo odpowiedzialna jak na swój wiek – chwaliła się
- To się jeszcze okaże – odparł nie będąc pewnym, czy nie przeceniła samej siebie. Zaraz po tym, jak zawiózł ją pod szkołę, pojechał na komendę, gdzie zwierzył się Rafałowi.
- Teoretycznie dobrze trafiłeś, bo ja ze swoją siostrą też nie miałem łatwo – zauważył jego przyjaciel, przypominając sobie wydarzenia sprzed sześciu lat.
- Gdyby to była chociaż moja siostra, to miałbym sensowny argument, by jej czegoś zabronić. A tak... nie jestem nawet jej rodziną, więc jakim prawem nie pozwalam jej na samowolkę? - zapytał bezradnie
- Nadanym tobie przez jej ojca – stwierdził
- No niby tak... ale z drugiej strony jest pełnoletnia – przypomniał Sebastian
- Może i jest, ale widocznie nie potrafi się sama sobą odpowiednio zająć, skoro jej ojciec poprosił cię o opiekę nad nią – odpowiedział
- I to jest najgorsze. Ona tej opieki nie uznaje, uważa, że skoro ma 18 lat to ma prawo robić co chce, pomimo tego że jest cholernie nieodpowiedzialna – denerwował się na próżno
- Będziesz miał ciężko, dopóki nie doceni twojej obecności
- Dzięki, to mnie pocieszyłeś – odparł ironicznie i wrócił do pracy. Do domu wrócił około 20:00. Policjant spodziewał się niezbyt przyjemnego widoku, kiedy pojawi się w mieszkaniu, ale to co zobaczył, przechodziło najśmielsze wyobrażenia. Przy wejściu leżały kartony po pizzy, jeden z kawałków leżał rozdeptany na podłodze, rozlane piwo i butelki po nim, a w salonie na kanapie siedziały dwie dziewczyny, a pomiędzy nimi chłopak.
- Gdzie Aśka? - zapytał z trudem powstrzymując złość
- Poszła do sypialni – odpowiedziała jedna z nastolatek
- To my chyba już pójdziemy – zasugerowała druga. Powoli wstali, skłonili się gospodarzowi i chwiejnym krokiem opuścili mieszkanie. Sebastian skierował się do sypialni. Kiedy otworzył drzwi, stanął jak wryty. Asia całowała się z jakimś chłopakiem, który właśnie wsuwał ręce pod jej bluzkę.
- Co to ma być?! - krzyknął utraciwszy panowanie nad sobą. Para natychmiast od siebie odskoczyła. Asia opuściła głowę zawstydzona, a chłopak patrzył zdezorientowany na Sebastiana.
- Na co się gapisz? Wyjazd! - wrzasnął wskazując mu drzwi. Nastolatek posłusznie udał się we wskazanym kierunku. Gdy wyszedł, policjant podszedł do dziewczyny.
- Co ci strzeliło do głowy?! Jesteś tu zaledwie 24 godziny a już robisz problemy! - wykrzyczał zdenerwowany. Asia skuliła się jeszcze bardziej. Kiedy zauważył, że po jej policzku płynie łza, serce mu zmiękło.
- Mam nadzieję, że nie zdarzyło się więcej niż widziałem – powiedział łagodniejszym tonem
- Nie – odpowiedziała ocierając łzę
- Jesteś kompletnie nieodpowiedzialna – stwierdził niedowierzająco
- Przepraszam – rzekła cicho
- Posprzątasz to? - zapytał nastawiony tylko na jedną możliwą odpowiedź
- Oczywiście – odparła smutno – Sebastian?
- Tak? - zapytał westchnąwszy
- Proszę cię, nie mów o tym ojcu – powiedziała błagalnym tonem
- Podziwiam twoją odwagę. Zrobiłaś imprezę, nie wiedząc kiedy wrócę, poszłaś całować się z chłopakiem, pomimo że w każdej chwili mógł was nakryć jeden ze znajomych, a teraz jeszcze prosisz mnie, by to zostało między nami – wyliczał
- Nie powiesz? - zapytała nerwowo przegryzając wargę
- Chyba prosisz o zbyt wiele – odparł stanowczo
- Daj mi drugą szansę – poprosiła
- No nie wiem... - zawahał się
- Obiecuję ci, że jej nie zmarnuję – zadeklarowała
- Dobrze, tym razem ci odpuszczę – ustąpił. Asia z radości rzuciła mu się na szyję i pocałowała go w policzek.
- Dziękuję – powiedziała uśmiechając się
- To był pierwszy i ostatni raz – przestrzegł ją. Jednak ona była pewna, że jeszcze nie raz jej odpuści, lecz następnym razem nie będzie go brała na litość, ale zastosuje dość mocną taktykę.

niedziela, 11 grudnia 2011

Czas dorosnąć cz. 1


           Kraków, ulica Pomorska. Z komendy policji wychodzi młody mężczyzna i wsiada do samochodu. Wygląda na około 25 lat, lecz tak naprawdę ma 3 lata mniej. Pracuje w policji od 2 lat, od tego czasu mieszka w Krakowie. Wcześniej mieszkał na wsi, oddalonej od miasta o jakieś 7 kilometrów. Wyjeżdżając z miejsca pracy, nie spodziewał się, że będzie miał gości...
           Brunet wszedł szybkim krokiem po schodach i ku jego zdziwieniu, pod swoimi drzwiami spotkał sąsiada swoich rodziców i jakąś młodą dziewczynę.
- Cześć Sebastian – przywitał go radośnie mężczyzna i podał mu rękę
- Witam, panie Marku – odparł policjant, uścisnąwszy dłoń
- To może wejdziemy do środka? - zaproponował
- Oczywiście – rzekł sięgając do kieszeni po klucze. Otworzył drzwi i ruchem ręki zaprosił ich do środka. Dziewczyna, wchodząc do mieszkania rzuciła mu złowrogie spojrzenie. Cała trójka weszła do salonu. Goście usiedli na kanapie, a gospodarz w fotelu.
- Nieźle się urządziłeś – powiedział pan Marek, rozglądając się dookoła
- Dziękuję – odparł zadowolony
- Nie wiem czy pamiętasz, ale to moja córka, Joasia – powiedział obejmując blondynkę ramieniem
- Szczerze mówiąc nie poznałem jej – przyznał dokładniej się jej przyglądając
- Jak wiesz, od ponad trzech lat jestem wdowcem – zaczął dążyć do sedna sprawy
- Tak, bardzo pan przeżywał śmierć żony – odpowiedział przypomniawszy sobie, jak sąsiedzi pomagali mu zajmować się gospodarstwem, ponieważ on nie miał do tego głowy
- Joasia ma tylko mnie. A teraz... w tym roku mieliśmy taki kryzys, że nie wystarczy nam na węgiel – kontynuował
- I co pan zamierza? - zapytał lekko zmartwiony
- Mam propozycję pracy, ale w Anglii. To oznacza, że...
- Że zostanę tu sama i bez problemu sobie poradzę – przerwała ojcu
- A właśnie, że sobie nie poradzisz. Masz szkołę i na razie na tym się skup – odparł czterdziestolatek
- Chciałby pan, żebym miał na nią oko? - zapytał Sebastian
- Tak. Różnica wieku między wami to tylko 4 lata, więc powinieneś się z nią jakoś dogadać... - rzekł błagalnie
- Dziękuję bardzo za zaufanie, ale ja mam tutaj pracę i nie mogę codziennie dojeżdżać – odparł smutno
- Właśnie dlatego pomyślałem... czy może Asia mogłaby zamieszkać u ciebie? Do szkoły i tak chodzi w Krakowie, bo u nas liceum nie ma. Nawet by jej to wyszło na dobre, bo nie musiałaby jeździć codziennie te kilka kilometrów w obie strony. Nie będzie to dla ciebie problem? - powiedział z nadzieją w głosie
- W takim razie... ja nie mam nic przeciwko i zgodzę się, ale tylko wtedy, jeśli Asia będzie chciała – odparł spokojnie
- Jak dla mnie może być – rzekła z udawaną obojętnością. Tak naprawdę od początku liceum marzyła o zamieszkaniu w Krakowie. Gdyby wiedziała, że ojciec ma taki plan, zupełnie inaczej by się nastawiła do tej rozmowy. Oczami wyobraźni widziała już te wszystkie imprezy, na które będzie chodziła. Będzie miała teraz do tego idealne warunki! Nie dość, że będzie mieszkała w Krakowie, to jeszcze będzie pod opieką dwudziestodwulatka, a co on może jej zrobić, skoro jest tylko 4 lata od niej starszy i nie jest jej rodziną? Po ustaleniu reszty szczegółów, pan Marek przyniósł z bagażnika walizkę z rzeczami córki i odjechał.
- Będzie jakaś kolacja? - zapytała nieśmiało, wchodząc do kuchni
- Jasne, lodówka jest do twojej dyspozycji – odparł Sebastian, wyciągając z szafki otwieracz do piwa
- Myślałam, że ty się tym zajmiesz – rzekła odważniej, niż poprzednim razem
- Masz te 18 lat czy nie? - spytał retorycznie
- Kobiecie wieku się nie wypomina – powiedziała niezadowolona
- Ależ ja nie wypominam. A nawet jeśli to 18 lat to piękny wiek i nie ma powodów, by się go wstydzić – wyjaśnił
- To może chociaż piwem się podzielisz? - zasugerowała. Sebastian westchnął.
- W lodówce na drzwiach – odparł. Asia wyciągnęła jedną butelkę i postawiła przed nim. Otworzył ją, a następnie swoją
- Dziękuję – odparła, zabrawszy swoje piwo. Sebastian pokręcił głową, nie dowierzając, że ludzie aż tak bardzo mogą się zmienić. Jeszcze trzy lata temu nienawidziła piwa, a teraz sama je popijała przed telewizorem. Wyrzucił kapsle i dołączył do niej.
- Mam propozycję – rzekła, przełączając na inny kanał
- Tak?
- Ja się sobą doskonale zajmę. Zgodziłam się tylko po to, by ojciec się nie martwił. Potrafię dać sobie radę sama – zasugerowała
- Nawet o tym nie myśl. Nie pozwolę ci wrócić na wieś samej – odparł stanowczo
- Ale ja nie o tym. Po prostu nie marnuj swojego czasu na kontrolowanie mnie – zaproponowała
- Aśka... twój ojciec mi zaufał. Jeśli coś ci się stanie, urwie mi łeb – przypomniał
- Nic mi się nie stanie – odpowiedziała słodkim tonem. Wiele osób w tej chwili by jej uległo, ale nie Sebastian.
- Ja jednak wolę tego sam dopilnować – odpowiedział, nie dając się zwodzić
- Jak chcesz – rzekła lekko zawiedziona. Nie była przygotowana, na to, że nie osiągnie celu. Stwierdziła, że może jednak nie być z nim tak łatwo, jak się wydawało. Westchnęła i upiła kolejny łyk piwa.

piątek, 9 grudnia 2011

Dla waszego dobra cz. 5


Trzy tygodnie później.
Asia właśnie kończyła opowiadać, jak skłóciła Rafała i Anię na dobre. Para nie rozmawiała ze sobą już trzeci dzień, co bardzo cieszyło Sebastiana.
- Warto było czekać tyle czasu na ten moment – oznajmił
- To znaczy? - zapytała lekko przygaszona wyrzutami sumienia. Pomyślała, jakby się poczuła w roli Ani, gdyby ktoś próbował rozdzielić ją i ukochanego.
- Tyle czasu gromadziliśmy informacje, teraz ich skłóciliśmy. Nie ma na co czekać, trzeba zadać ostateczny cios – kontynuował z szatańskim uśmiechem
- Jesteś pewien, że słusznie robimy? - podchwyciła nieśmiało
- Przecież sami na początku ustaliliśmy, że lepiej będzie, jeśli nie będą razem – przypomniał
- A ty jak byś się poczuł, gdyby ktoś próbował rozbić twój związek? - jej pytanie było dla niego tak trudne, że nie odpowiedział na nie. Dlaczego jego sumienie nie reagowało? Było już zniszczone przez wcześniejsze przeżycia. Nie widział żadnych przeciwieństw, które mogłyby go powstrzymać przed rozbiciem związku Ani i Rafała. Ale teraz nie robił tego dla dobra przyjaciela. Teraz chciał w ten sposób zemścić się na byłej żonie. To wyzwanie, które stało się dla niego punktem honoru, zabiło w nim resztki dobra i przemieniło w zimnego, bezlitosnego potwora.
- Dobrze. Jak chcesz to ostatecznie skończyć? - zapytała krzyżując ręce
- Prześpisz się z Rafałem – oznajmił
- Że co?! Zwariowałeś! - wykrzyknęła oburzona
- Mam rozumieć, że się wyłamujesz? - zbliżył się do niej i spojrzał głęboko w oczy. Wzbudził w niej strach. Nie wiedziała dlaczego, ale zaczynała się go bać.
- Nie licz już na moją pomoc – odparła zebrawszy w sobie odwagę
- Dobrze. Teraz już poradzę sobie bez ciebie. Tylko nie wchodź mi w drogę – oznajmił ostro
- Bo co? - spytała lekceważąco
- Nie zapominaj, że to ty mi o wszystkim donosiłaś i to ty ich teraz skłóciłaś, więc będziesz miała swój udział w rozpadzie tego związku. Chyba nie chcesz, by Ania się o tym dowiedziała? - na jego twarzy pojawił się chytry uśmiech. Aśka wzięła głęboki oddech i nerwowo przegryzła wargę. Miał ją w garści. Za późno zorientowała się, że niewłaściwie postępowała.
- W takim razie możesz być spokojny – oznajmiła czując wstręt do samej siebie
- Świetnie – podsumował – wiedziałem, że podejmiesz dobrą decyzję – dodał zadowolony
- Żebyś tylko tego nie żałował – ostrzegła go
- Wynoś się – powiedział wskazując na drzwi. Asia bez słowa opuściła jego mieszkanie. Sebastian stwierdził, że musi działać bardzo szybko, albo pozbyć się dziewczyny. Pomimo że zapewniła go, że nie wejdzie mu w drogę, stwarzała jednak potencjalne zagrożenie dla jego planu...

- Aniu, musimy porozmawiać – oznajmiła Asia, kiedy przyjaciółka wpuściła ją do mieszkania
- Mów – odparła ciekawa, co ma jej do powiedzenia
- Jestem ci winna przeprosiny – wyznała skruszona
- Nie sądziłam, że będziesz miała odwagę to zrobić. Sebastian mi o wszystkim powiedział – odparła brunetka
- Co ci powiedział? - zapytała zdumiona
- Że to przez ciebie pokłóciłam z Rafałem i chciałaś nas rozdzielić. Wczoraj się o tym dowiedział, a dzisiaj ze mną rozmawiał. Nie spodziewałam się tego po tobie – odparła
- A powiedział ci, że też brał w tym udział? - spytała, próbując ukryć swoją złość
- Przestań kłamać. A już przez chwilę pomyślałam, że naprawdę tego żałujesz – powiedziała wściekła Ania
- Bo żałuję – oparła cicho
- Jeśli to wszystko, co masz do powiedzenia, to do zobaczenia – wyprosiła ją grzecznie. Asia wyszła zdenerwowana, trzaskając drzwiami. To Sebastian złamał umowę, więc mogła bez wyrzutów mu przeszkodzić. Zastanawiała się tylko, jaki ma cel, pomagając jej pogodzić się z Rafałem... Na odpowiedź długo nie musiała czekać. Zobaczyła jak zatrzymuje swój samochód przed blokiem i wyciąga broń. Wysiadła z samochodu i nie czekając długo, podbiegła do niego.
- Co ty robisz?! - krzyknęła otwierając drzwi
- Uspokój się. Czyszczę broń, nie widzisz? - odparł ignorancko
- I przypadkiem w kogoś wystrzeli, tak? - zasugerowała
- Uważaj, bo ten przypadek może trafić ciebie – rzekł ściszając głos
- Nie boję się ciebie – oznajmiła stanowczo. Nagle poczuła ból w okolicach brzucha, a przed oczami zrobiło jej się ciemno, po czym straciła przytomność. Kiedy się obudziła, leżała w podartym ubraniu na trawie. Podniosła się i dopiero wtedy zauważyła, że ktoś przed nią stoi.
- Ze mną się nie zadziera – oznajmił szorstko Sebastian
- Co ty mi zrobiłeś? - zapytała słaniając się na nogach i zaciskając zęby z bólu. Miała wiele ran na całym ciele, które mocno dawały o sobie znać
- Nie powinnaś się nad tym zastanawiać, bo i tak zaraz zginiesz. Ostatnie życzenie? - powiedział sięgając po broń
- Chciałabym, żeby ktoś mnie przytulił – wyznała cicho. Sebastian, niczego nie podejrzewając, podszedł do niej roześmiany i objął ramieniem. Wtedy coś się w nim poruszyło. Niestety, było już za późno, bowiem Aśka wyrwała mu broń i popchnęła go na ziemię. Doskonale ukryła, że ma jeszcze w sobie wiele siły.
- Byłabyś świetną aktorką – przyznał Sebastian
- Ale jednak jestem policjantką – rzekła smutno. Nie powiedziała tego, ale Sebastian nie był jej obojętny. Widząc jednak, jaki on jest, wiedziała, że nie może z nim żyć. A teraz musiała podjąć decyzję, albo ona zabije jego, albo on ją.
- Aśka, proszę – rzekł błagalnym tonem. Ona jednak była nieugięta. Bez wahania zastrzeliła go. W tej chwili była dokładnie taka jak on – zimna i bezlitosna. Nie potrafiła sobie z tym poradzić. Kiedy wróciła do domu, przebrała się i napisała list pożegnalny, w którym przeprosiła Anię i poprosiła ją o wybaczenie oraz wyjaśniła przyczyny zabicia Sebastiana. Położyła go na stole i zrobiła trzy kroki w tył. Wzięła broń, przystawiła ją sobie do głowy i uroniwszy dwie łzy, dwie ostatnie w swoim życiu, drążącą ręką pociągnęła za spust.

środa, 7 grudnia 2011

Dla waszego dobra cz. 4


Wieczorem, kiedy Sebastian siedział na kanapie i oglądał telewizję, usłyszał pukanie do drzwi. Myśląc, że jest to Rafał, wstał ochoczo i poszedł otworzyć. Ku jego zaskoczeniu, ujrzał Joasię, która nie tracąc ani chwili weszła do środka.
- Co ty tu robisz? Przecież w każdej chwili może tu przyjść Rafał – burknął niezadowolony
- Ja tylko na chwilę. Przyszłam cię ostrzec – oznajmiła z kamienną twarzą
- Ostrzec? - powtórzył zdziwiony
- Tylko spróbuj wyjawić Ani albo Rafałowi, co kombinujemy, a przysięgam ci, że gorzko tego pożałujesz – powiedziała ze złością w oczach
- Skąd ci to przyszło do głowy? - zapytał spokojnie
- Przestań udawać. Widzę, że nadal ją kochasz.
- No i co z tego? - przerwał jej lekceważącym tonem
- To, że być może twoim motywem nie jest dobro Rafała. Nie potrafisz znieść myśli, że ona jest z kimś innym, a nie z tobą. Nie wytrzymujesz każdej chwili, w której inny facet ją obejmuje. Nie jest tak?
- Przestań – rzucił ostrzegawczo
- Czyli jednak tak jest... - stwierdziła sceptycznie
- To nie twoja sprawa – odparł ostro
- Tak, masz rację. To nie jest moja sprawa, dlatego nie będę ci tego wybijać z głowy, jeśli nie chcesz. Wracając do tematu, to miałbyś dobrą szansę na ponowne wkupienie się w łaski byłej żony, nieprawdaż? - zasugerowała
- Aśka, przecież to się kupy nie trzyma! Po cholerę miałbym ratować jej związek, skoro chciałbym, żeby była ze mną? Najpierw musiałaby zostać sama, a do tego przecież dążymy – wyjaśnił
- No dobrze, bo bałam się...
- To się nie bój. Mamy umowę, prawda? Więc dotrzymam jej warunków – oświadczył
- A tak naprawdę co czujesz do Ani? - spytała podejrzliwie
- Pogadamy o tym, ale nie teraz. Wolałbym, żeby Rafał nie zastał nas tutaj razem – dał jej do zrozumienia, żeby już poszła
- To do zobaczenia jutro – powiedziała i opuściła jego mieszkanie. Około pięć minut później przyszedł Rafał. Sebastian wyciągnął piwo z lodówki, po czym dołączył do swojego gościa.

          Nazajutrz pierwsza na komendzie pojawiła się Asia. Po wczorajszej rozmowie z Anią, bardzo współczuła Sebastianowi. Dowiedziała się, że przyjaciółka była z nim tylko dla pieniędzy, które otrzymał w spadku po rodzicach. Razem wszystko wydali, a kiedy rzeczywistość powróciła, zaczęła go zdradzać, co zakończyło się rozwodem. Od tej strony jej nie znała. Miała wrażenie, że zaczyna je dzielić coraz większy dystans. Jej rozmyślania przerwał Rafał, który wszedł do biura.
- Nie zaspałeś – stwierdziła z udawanym zdziwieniem
- Aśka, proszę cię. Kiedy my się przestaniemy kłócić? - spytał podchodząc do niej
- Nigdy?
- A może właśnie teraz? - zaproponował. Asię zamurowało. Nie sądziła, że kiedykolwiek Rafał pierwszy wyciągnie rękę do zgody.
- To jak? - zapytał po chwili milczenia
- No dobrze – powiedziała zdumiona. Zastanawiała się, co stoi za jego przemianą. Albo raczej kto. Kiedy tylko Sebastian pojawił się na komendzie, od razu zaciągnęła go do kuchni.
- Co ty mu nagadałeś? - zapytała półszeptem
- Ja? - nie zrozumiał, o co jej chodzi
- No, co powiedziałeś Rafałowi? Nagle stał się taki miły i uprzejmy – oznajmiła
- Pogodził się z tobą? To świetnie – ucieszył się
- Sebastian, w co ty pogrywasz? - spytała z lekkim niepokojem
- Nie martw się, nie każę ci go uwodzić – uspokoił ją
- No, ja myślę. Bo inaczej to bym ci chyba oczy wydrapała – odparła
- Opracowałem całkiem niezły plan, ale ty go musisz wykonać – wyjawił
- Znaczy, że ja mam wykonać całą brudną robotę? - nie kryła oburzenia
- Ja już jestem spalony, nie dam rady tego zrobić – wyjawił
- A co to za plan? - zapytała zaciekawiona
- Teraz, jak będziesz w dobrych relacjach z Rafałem, ja będę go odsyłać do ciebie w sprawach sercowych. Ania się tobie zwierza, dzięki czemu, będziesz wiedzieć o wszystkim, co pomoże ci w podburzaniu ich przeciwko sobie – wytłumaczył
- Sprytne – przyznała
- Zobaczysz, że za miesiąc ten związek to będzie już tylko przeszłość – rzekł zadowolony, zacierając ręce. Asia także się uśmiechnęła, jednak w głębi duszy wyrzuty sumienia zaczynały dawać znać o sobie.

niedziela, 4 grudnia 2011

Dla waszego dobra cz. 3


- Jest w niej bardzo zakochany – zauważyła Asia
- Raczej ślepo w nią zapatrzony – rzucił kąśliwie
- Na jedno wychodzi – skwitowała
- Nie uważam, żeby to była odpowiednia kobieta dla niego – wyznał oparłszy głowę na łokciu
- Co, uprzedzenie do byłej żony? - zauważyła ironicznie
- Nazywaj to sobie jak chcesz. Ale to, że to ona mnie zdradziła i nawet tego nie żałowała to jest fakt stwierdzony – rzekł trochę oburzony
- Nie sądzę, żeby Rafał był odpowiednim facetem dla Ani – myślała na głos blondynka
- A ja nie uważam, żeby Anka była odpowiednią kobietą dla Rafała – skontrował – Lepiej by było, gdyby wcale nie byli razem – dodał po chwili
- Jesteś genialny! - wykrzyknęła Asia, przerywając krótkie milczenie
- Że co?
- Genialny jesteś – powtórzyła
- To słyszałem, ale co ja takiego powiedziałem? - zapytał zdumiony
- Mogę cię zacytować?
- Jasne – odparł ciekawy co miała na myśli, mówiąc że jest genialny
- Lepiej by było, gdyby wcale nie byli razem – przypomniała
- No i co w tym genialnego? - spytał zawiedziony
- Skoro tak by było lepiej, to trzeba by było do tego doprowadzić, nie uważasz? - zasugerowała
- A kto miałby do tego doprowadzić? - jego pytanie zirytowało Aśkę. Wstała i podeszła do okna, przetarłszy ręką czoło.
- Czy wam, facetom, jest tak ciężko wytężyć swój umysł? - w jej głosie można było wyczuć nutkę niezrozumienia
- W moim przypadku bez kawy to nie jest to takie proste – powiedział z szatańskim uśmiechem. Policjantka wzięła głęboki oddech i wyszła do kuchni. Wróciła po kilku minutach z kubkiem kawy.
- Masz – rzekła stawiając kubek na jego biurku. Upił jeden, może dwa łyki i podniósł się z krzesła
- Świetna. Tak dobrej jeszcze nie piłem – oznajmił uśmiechnięty. Z zadowoleniem stwierdził, że Asia się lekko zarumieniła.
- Oj tam, przesadzasz – powiedziała lekko zawstydzona. Zawsze nie wiedziała jak reagować, gdy ktoś powie jej komplement. Czasami dziękowała, a czasami, tak jak teraz, poddawała go w wątpliwość.
- To teraz wróćmy do naszej wcześniej rozmowy. My mamy ich rozdzielić, tak? - zapytał podchodząc do niej
- Nareszcie załapałeś o co mi chodzi – stwierdziła zadowolona. Sebastian zaczął udawać, że się waha.
- Jeżeli nie chcesz mi pomóc to ok, nie musisz. Tylko nie wchodź mi wtedy w drogę – odezwała się po chwili milczenia
- Oczywiście, że ci pomogę. Robimy to przecież dla naszych przyjaciół – odparł, jakby nie było w tym nic złego
- No to świetnie. Ty zajmiesz się Rafałem, ja Anią – zadecydowała
- A masz już jakiś plan działania?
- Konkretnego jeszcze nie, ale na razie wystarczy to, że przeprosisz Rafała i pójdziesz z nim na piwo. Wtedy wybadasz teren, czyli...
- Dobrze, nie musisz mi dalej tłumaczyć – wciął się jej w zdanie
- Powodzenia – powiedziała ucinając temat. Następnie wzięła się do pracy, czyli wypełniała raporty. Sebastian zrobił to samo. Kiedy skończył, poszedł do Rafała i go przeprosił. Na szczęście, przyjaciel już się na niego nie gniewał. Umówili się na godzinę 20:00 u niego w mieszkaniu. Tymczasem Ania wróciła do biura, ponieważ zapomniała torebki.
- A ty jeszcze pracujesz? - zapytała widząc przyjaciółkę wypełniającą ostatnie kartki
- Już kończę. Masz jakieś plany na wieczór? - spytała podnosząc wzrok znad papierów
- Nie, dlaczego pytasz? - odparła, gdy wzięła swoją torebkę
- Może byśmy urządziły sobie taki babski wieczór? - zaproponowała Asia
- No w sumie... dlaczego nie? - odpowiedziała z uśmiechem
- O 20:00, w moim mieszkaniu – ustaliła
- To jesteśmy umówione – potwierdziła brunetka
- Słuchaj... - wyrwało jej się, lecz natychmiast ugryzła się w język
- Tak? - zatrzymała się w drzwiach
- Nie, już nic – próbowała urwać temat
- Powiedz – Ania nie odpuszczała
- No dobrze... można ufać Sebastianowi? - zapytała, obawiając się, czy nie doniesie Rafałowi o propozycji, którą mu złożyła
- Ja mu nie ufam, ale myślę, że ty możesz – odparła i niemal natychmiast opuściła biuro, chcąc uniknąć kolejnych pytań. Jej odpowiedź jeszcze bardziej zmartwiła Asię.

piątek, 2 grudnia 2011

Dla waszego dobra cz. 2


Następnego dnia rano, Sebastian pojawił się w biurze jako pierwszy i czekał na resztę ekipy. Miał nadzieję, że jego partnerką nie będzie Anka. Zrobił sobie kawy i usiadł przy biurku, które od dzisiaj było jego stanowiskiem pracy. Nie krył zdumienia, kiedy kilka minut później do biura wszedł jego znajomy – Rafał. Był to wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna. Sebastian poznał go, pomimo że ściął zupełnie swoje czarne włosy i był teraz całkowicie łysy.
- Cześć stary – przywitał kolegę brunet
- Sebastian? Ty tutaj? Wspaniale! - odpowiedział z radością w głosie
- Od dzisiaj tu pracuję. Opowiadaj, co tam u ciebie się zmieniło – zarządził Sebastian
- Bardzo wiele. Kiedy my się ostatnio widzieliśmy? Rok temu? - próbował sobie przypomnieć
- Tak, około rok minął – potwierdził
- No więc... przez cały rok jestem w konflikcie z taką jedną dziewczyną, z wyglądu niezła, ale charakter... okropny! Jakieś dwa miesiące temu się zakładaliśmy, no i przegrałem, czego efektem była moja nowa fryzura – opowiadał
- A raczej jej brak – zażartował kolega
- Jak kto woli. W sumie to nawet mi to odpowiada, więc zostanę przy tym na dłużej. Poza tym... poznałem fajną dziewczynę – wyjawił z uśmiechem
- Pewnie ta fajna to ta blondynka, na którą wczoraj wpadłem, a ta konfliktowa to Ania – pomyślał komisarz
- Jak przyjdzie, to ci ją przedstawię. Na pewno przypadniecie sobie do gustu – zapewnił. W tej właśnie chwili, brunetka weszła do biura, podeszła do niego i ucałowała go w policzek. Dopiero kiedy się obróciła, zauważyła z kim rozmawiał jej ukochany. Na twarzach obojga pojawiło się zakłopotanie.
- Aniu, to jest właśnie... - zaczął Rafał
- My już się znamy – przerwała mu i pospiesznie wyszła z biura. Nie sądziła, że on może znać jej byłego męża. Co gorsze, nawet chyba nie wiedział, że byli małżeństwem. Dogonił ją przy wyjściu na schody.
- Hej, co się stało? - zapytał łagodnie
- Nic, po prostu... kiedy ostatni raz się widzieliśmy, nie mieliśmy dobrych relacji – powiedziała dość ogólnie o swoich relacjach z Sebastianem
- Czy on coś ci kiedyś zrobił? - ton jego głosu nie wróżył nic dobrego
- Musimy o tym rozmawiać?! - rzuciła ostro. Obok nich właśnie przeszła blondynka, którą wczoraj spotkał Sebastian. Joanna, bo tak miała na imię, w głębi duszy cieszyła się, że się kłócą. To właśnie z nią kłócił się Rafał; ona natomiast uważała, że to nie jest odpowiedni facet dla jej przyjaciółki. Na korytarzu została przez niego lekko potrącona, kiedy ją wyprzedzał.
- Nie denerwuj mnie nawet! - krzyknęła do niego, lecz nie zareagował. Weszła za nim do biura i zobaczyła jak rzuca się z pięściami na Sebastiana.
- Odwaliło ci?!
- Co zrobiłeś Ani? - wycedził przez zęby
- O co ci chodzi? - spytał komisarz, próbując uwolnić się od uścisku
- Zostaw go – wtrąciła się Aśka
- Sp***dalaj – rzucił do niej
- Uważaj na słowa, bo wtedy mogę się już nie powstrzymać – ostrzegł go Sebastian. W tej chwili był tak zdenerwowany jego zachowaniem, że miał gdzieś całą przeszłość i nie wahałby się czy go uderzyć.
- To na co czekasz? - prowokował go Rafał. Asia odwróciła się na chwilę, by zobaczyć, czy nikt nie idzie do biura. Kiedy ponownie spojrzała na policjantów, była zszokowana. Teraz to Sebastian przytrzymywał Rafała.
- A teraz uspokój się i powiedz co ode mnie chciałeś
- Co cię łączyło z Anią? - rzucił z niepokojem. Sebastian go puścił i odwrócił się
- Mieliście romans? - zgadywał nie doczekawszy się odpowiedzi
- Gorzej – odparł zamyślony
- To znaczy? - drążył temat
- To jest moja była żona. Rozwiedliśmy się jakieś dwa lata temu, kiedy jeszcze cię nie znałem – wyjawił
- Zmarnowałeś jej kawał życia – stwierdził bezpodstawnie Rafał
- Skąd miałem wiedzieć, że to się tak potoczy? Że mój kumpel zakocha się w mojej byłej żonie?
- Lepiej by było, gdyby cię nigdy nie spotkała – rzucił zdenerwowany
- To nie jest odpowiednia kobieta dla ciebie. Wiem, że skoro mi z nią nie wyszło, to i tobie nie wyjdzie, ale to z jej powodu rozpadło się nasze małżeństwo – tłumaczył
- Tak, najlepiej będzie jak zwalisz winę na nią – rzekł ironicznie
- To ona mnie zdradziła, nie ja ją – argumentował
- Na pewno dałeś jej jakiś powód. Gdybyś się bardziej starał, to by do tego nie doszło. Byłeś po prostu złym mężem – osądził Rafał, po czym wyszedł z biura. Jego słowa zabolały Sebastiana. Myślał, że są z Rafałem bardzo dobrymi kolegami, a tymczasem on go bezpodstawnie osądził. To był kolejny cios dla niego. Usiadł przy biurku i ukrył twarz w dłoniach.

środa, 30 listopada 2011

Dla waszego dobra cz. 1


Kraków, godziny wieczorne. Młoda dziewczyna właśnie opuszczała komendę policji, kiedy wpadła na mężczyznę, który właśnie wchodził do budynku.
- Jak chodzisz baranie?! - wrzasnęła zdenerwowana. Mężczyzna przytrzymał ją, pomagając jej utrzymać równowagę
- Przepraszam panią najmocniej, nie chciałem – odparł brunet, po czym skłonił się lekko. Kobieta przez chwilę stała, dziwiąc się jego zachowaniu. Spodziewała się bowiem, że odkrzyknie jej coś w stylu: „To ty powinnaś uważać jak chodzisz!”. Myślała, że tak uprzejmych facetów już nie ma, lecz przekonała się, że była w błędzie.
- W porządku, ostatecznie się nic takiego nie stało – rzekła poprawiając grzywkę
- Da się pani zaprosić na kawę z baranem? - spytał żartobliwie
- Odwołuję to, jak pana nazwałam. Oczywiście, że dam się zaprosić, ale to nie dzisiaj i nie jutro – odpowiedziała, otwierając drzwi od swojego samochodu
- Pojutrze? - zapytał z nadzieją w głosie
- Hmm... tak, odpowiada mi – powiedziała, wsiadając za kierownicę
- O 18:00 w kawiarni Słonecznej – zarządził mężczyzna
- Tak jest – odpowiedziała, po czym zamknęła drzwi. Przejrzała się w lusterku.
- Aśka, co ty robisz? - zapytała samą siebie – Nie znasz go, a przecież z nieznajomymi nie się nie umawiasz. Zwariowałaś – stwierdziła i uśmiechnęła się do samej siebie. Pomyślała, że trochę szaleństwa w życiu nie zaszkodzi. Włączyła silnik i odjechała.
           Tymczasem ów mężczyzna poszedł do biura komendanta. Usiadł w krześle naprzeciw niego i czekał na pytania.
- Miło mi jest powitać u siebie najlepszego policjanta z województwa dolnośląskiego – rzekł komendant
- Mi również jest miło, że znalazłem u pana posadę – odparł nadkomisarz
- To dla nas zaszczyt, że zachciał pan u nas pracować – kontynuował swoje szef
- Jestem po prostu zwykłym policjantem, o stopniu nadkomisarza – rzekł skromnie mężczyzna
- No dobrze, w takim razie od jutra pan zaczyna – oznajmił i uścisnął mu dłoń. Kiedy wyszedł z gabinetu, znów zaczął myśleć o dziewczynie, którą spotkał wchodząc tutaj. Czy to możliwe, żeby ona tu pracowała? Wyglądała bardzo młodo, na 18 – 19 lat, a jej gładka i delikatna cera poddawały w wątpliwość, czy ona może być policjantką. Kiedy skierował się ku wyjściu, spotkał swoją dawną znajomą.
- Sebastian? - zapytała zdziwiona brunetka
- Anka... - syknął niezadowolony
- Cóż za spotkanie – zauważyła ironicznie
- Oj tak, coś niesamowitego – odparł pobłażliwie
- Co ty tutaj robisz? - spytała wściekle
- Schodzę po schodach, nie widać? - odparł kąśliwie
- Zapomnij o tym co nas łączyło – oznajmiła sucho i ruszyła dalej, lecz on złapał ją za rękę
- To jest dla mnie bardzo ważne i nie mogę sobie tak po prostu o tym zapomnieć – wyznał patrząc jej prosto w oczy
- Obojętnie jak, ale o tym zapomnij. To nie wróci. To już przeszłość – odwróciła głowę, uciekając od jego spojrzenia
- Aniu...
- Nie rozumiesz, że jesteśmy przeciwieństwami? - przerwała mu natychmiast
- Przeciwieństwa się przyciągają – upierał się Sebastian
- Dla ciebie życie poza pracą to spokojne, poukładane spędzanie czasu i odpoczynek. Dla mnie to czas, w którym nie muszę nad niczym myśleć i mogę się bawić – wyjaśniała mu powody swojej racji
- Bo trzeba być rozsądnym, życie to nie jest zabawa – odrzekł ściszając głos
- No właśnie, ty tak uważasz, ja myślę zupełnie inaczej, dlatego to nie miało żadnego sensu. Dobrze wiesz, że to ja wszystko zepsułam i wiesz co? Nie żałuję tego i zrobiłabym to po raz drugi, bez żadnego zawahania – wyznała, po czym odeszła. Jej słowa zabolały Sebastiana. A jednak, to co o niej myślał po rozstaniu, było prawdą.
- Nie mogę jej zaufać. Nie chcę mieć z nią już nic wspólnego. Ona dla mnie nie istnieje – mruknął pod nosem i opuścił komendę.

niedziela, 27 listopada 2011

Na sukces trzeba zapracować cz. 12


Tor Interlagos, to ten, na którym rok temu po raz pierwszy pojawiłem się w garażu zespołu Lotus Renault. To był rok wzlotów i upadków, to tutaj zaczęła się moja przygoda z tym zespołem i właśnie tutaj się zakończy. Boulier był wściekły, kiedy oznajmiłem mu, że nie przedłużę kontraktu i przechodzę do Ferrari. W mediach już się o tym rozniosła wieść, a niezadowolony szef teamu, na konferencji gadał pod publikę.
- Cieszy mnie, że to dzięki nam zaistniał w Formule 1, to naprawdę świetne uczucie znaleźć jakiś talent i go wypromować – odpowiedział na pytanie dziennikarza. Tak naprawdę, to ta odpowiedź brzmiałaby: „Zrobiliśmy z niego świetnego inżyniera w świecie F1, a on odwdzięcza się przejściem do innego zespołu.”
- A ty co możesz powiedzieć o współpracy z Lotus Renault? - zapytał ten sam dziennikarz. Nie lubiłem piarowej gadki, lecz ty razem musiałem zataić pewne fakty, ponieważ mógłbym zaszkodzić Kubicy ujawniając fakt, że to dzięki niemu dostałem tam posadę, przez co zdenerwowany zespół mógłby mu zepsuć strategię.
- Był to bardzo dobry rok dla mnie, relacje z kierowcami są dobre, współpraca także szła świetnie, co zresztą widać po wynikach Roberta, szczególnie w końcówce sezonu – odparłem spokojnie
- A jakie są cele na ten wyścig? – zapytała dziennikarka jednej z brytyjskich telewizji
- Cóż... w klasyfikacji konstruktorów tracimy 17 punktów do McLarena i spróbujemy ich wyprzedzić. Postaramy się, aby Robert wygrał, a na którym miejscu zakończy ten sezon, to już będzie zależało także od wyników Alonso i Vettela – wyjaśnił Eric

           W piątek na torze przywitała nas słoneczna pogoda. Temperatura powietrza wynosiła aż 31 stopni Celsjusza, a toru 40. Opony nie zapewniały wystarczająco przyczepności, przez co bardzo często realizator pokazywał uślizgi tylnej osi u wielu kierowców. Jednak na kwalifikacje i wyścig zapowiadano deszcz, więc nie jeździliśmy zbyt wiele na pierwszym i drugim treningu, taka była decyzja Bouliera, ponieważ uznał, że nie ma sensu szukać ustawień na suchą nawierzchnię, skoro ma padać. Jedyne co zrobiliśmy to ustawiliśmy odpowiednio przełożenia i poziom docisku, a resztę trzeba będzie za pomocą symulacji komputerowych. Trzeci trening także odbywał się w słonecznej pogodzie, ale nie było już tak gorąco jak wczoraj. Zaczęliśmy mieć wątpliwości, czy faktycznie będzie padało w kwalifikacjach. Zmieniliśmy ustawienia na pośrednie, tzn. nie będziemy zbyt wiele tracić, gdy będzie sucho, ale nie będziemy także tracić, gdy będzie mokro. Najszybszy na ostatniej sesji treningowej w tym sezonie był Vettel, przed Alonso i Hamiltonem. Kubica uzyskał dziewiąty czas. Jeśli meteorolodzy się mylili, to czekają nas bardzo trudne kwalifikacje.

           Nad tor nadciągnęły czarne chmury, co dawało nadzieję, że jednak spadnie deszcz. Pomimo ciemniejącego nieba, całe Q1 odbyło się na suchej nawierzchni. Podobnie było w drugiej części czasówki, lecz w ostatnich jej pięciu minutach, pojawiło się kilka komunikatów dotyczących spodziewanych opadów.
- Ok Lewis, najprawdopodobniej Q3 będziemy musieli rozpocząć na przejściówkach – inżynier Hamiltona poinformował swojego kierowcę
- Oczekujemy deszczu w ciągu najbliższych dziesięciu minut – Simon Rennie zwrócił się do Kubicy
- Jest szansa dla ciebie, deszcz będzie w Q3 – oznajmił Schumacherowi sam Ross Brawn, czyli szef zespołu Mercedes GP
- Sebastian, za 3 minuty zacznie padać – zakomunikował Vettelowi jego inżynier wyścigowy. Jak się okazało, najogólniejsza informacja, czyli Rossa Brawna była najtrafniejsza. Na cztery minuty i dwadzieścia osiem sekund do końca sesji wszyscy kierowcy byli już w garażach, ponieważ na tor spadła nagle potężna ulewa, że nawet na oponach deszczowych ciężko byłoby jechać, o ściganiu się nie wspominając. Tak więc już znaliśmy wyniki, bo było jasne, że nikt nie poprawi swojego czasu. Największym pechowcem był Fernando Alonso, który zdołał zrobić tylko jedno okrążenie pomiarowe, na którym wypadł z toru i stracił trochę czasu, przez co był dopiero dziesiąty, co przy Pole Position Vettela dawało mu marne szanse na trzeci w karierze tytuł mistrza świata. Dobrze pojechał Kubica, który wywalczył czwarte pole startowe.
- Ja tego nie zniosę, jeśli przegram z nim po raz drugi – warknął Alonso, który nie żywił sympatii do Vettela
- Pietrow raczej nie stanie na twojej drodze – zażartowałem przypominając sobie GP Abu Dhabi 2010
- Mam nadzieję, że będzie padało, pod tym kątem mam ustawiony bolid – wyznał Hiszpan
- Ja również, zresztą chyba większość kierowców wybrała takie ustawienia – sugerował Kubica
- Kurczę, jeśli nie w tym, to w następnym sezonie pokonamy go – rzekł optymistycznie. Ferrari faktycznie miało bardzo mocny skład na sezon 2013 – dwóch kierowców z pierwszej trójki tego sezonu. Ale póki co, mnie i Roberta czekał jeszcze jeden wyścig w barwach Lotus Renault.

           Tym razem prognozy okazały się trafne. Na starcie padał deszcz, na szczęście nie tak mocny jak wczoraj. Charlie Whiting, ku uciesze kibiców, zadecydował że start nie będzie lotny. Świetnie wykorzystał okazję Hamilton, który był jednym z najlepiej jeżdżących kierowców po deszczu. Jednak z tyłu stawki doszło do karambolu w drugim zakręcie. Aż pięciu kierowców nie było w stanie kontynuować jazdy. Vettel zdążył jeszcze stracić pozycję na rzecz Felipe Massy, który żegnał się z Ferrari. Co dziwne, nigdy nie jeździł wybitnie na deszczu, a teraz był na drugim miejscu. Prowadził Hamilton, trzeci Vettel, czwarty Kubica, a Alonso przebił się na ósmą pozycję. Kierowcy podążali za samochodem bezpieczeństwa, do czasu, gdy bolidy rozbite na drugim zakręcie zostały uprzątnięte z toru. Kiedy ogłoszono, że samochód bezpieczeństwa zjeżdża do boksów, Hamilton spowolnił stawkę, Massa zahamował i... nagle jego samochód obróciło i znalazł się na poboczu razem z Vettelem, który miał urwane koło w bolidzie. Brazylijczyk domyślił się, co się stało.
- Co za p***dolony idiota! Byłem na drugim miejscu! - wrzasnął zdenerwowany
- Felipe, uszkodzenia są zbyt poważne, to już koniec wyścigu – powiedział smutno Rob Smedley.
- To był spisek! On specjalnie zahamował, żebym w niego wjechał i się rozbił, dzięki czemu Alonso zostanie mistrzem! - krzyczał rozpaczliwie Vettel. Samochód bezpieczeństwa musiał zostać na torze trochę dłużej, ponieważ w tamtym zakręcie leżało dużo odłamków z części bolidów Massy i Vettela. Niestety, zanim zostały uprzątnięte, Alonso przebił na jednym z nich oponę i spadł na ostatnie miejsce. W garażu Red Bulla zapanowała radość, ponieważ układ: Hiszpan bez punktów i Kubica drugi, dawał mistrzostwo Vettelowi. Po wznowieniu wyścigu Hamilton i Kubica odjechali pozostałym zawodnikom, natomiast Alonso popisywał się fantastycznymi manewrami wyprzedzania. Niektóre z nich nawet wydawały się niemożliwe do wykonania. Na pięć okrążeń przed końcem zapanował niepokój w garażu Red Bulla. Kubica atakował Hamiltona, a Alonso był już dziesiąty. Atak Polaka zakończył się niepowodzeniem, a Vettel odetchnął z ulgą.
- Robert, odpuść Hamiltonowi w pierwszym zakręcie, trzymaj się bardzo blisko niego i atakuj w zakręcie numer 4 – poradziłem Kubicy. Poskutkowało. Na następnym okrążeniu Polak znalazł się na prowadzeniu, jednak w zakręcie numer 1, na trzy okrążenia przed metą kierowca McLarena odzyskał prowadzenie. Zapowiadała się ciekawa walka do samego końca. Tymczasem Alonso był już dziewiąty. W tej chwili mistrzem zostawał Vettel. Jeśli Hiszpan wyprzedzi jednego kierowcę, to on zostanie mistrzem świata po raz trzeci w karierze, jeśli Robert wygra, to on zostanie mistrzem. Ostatnie okrążenie. Kubica drugi, Alonso dziewiąty. Kierowca Ferrari wyprzedza Raikkonena w zakręcie numer 4 i jest ósmy! Red Bull tego nie zauważa, są zbyt przejęci walką o zwycięstwo. Końcówka drugiego sektora, Kubica atakuje... nie udało się! Vettel skacze z radości, ale w ostatnim zakręcie Hamilton pojechał zbyt szeroko i teraz jedzie z Robertem bok w bok! Jeszcze tylko kilkaset metrów! Polak jest na wewnętrznej w ostatnim łuku, więc teoretycznie jest w lepszej sytuacji i... mija metę przed Hamiltonem o jedną długość bolidu! Będzie przed Vettelem w klasyfikacji!
- Ależ emocje! Rewelacyjny wyścig! - krzyknął Simon Rennie do Roberta. Czekaliśmy aż Alonso ukończy wyścig. Po kilkunastu sekundach dojechał jako ósmy. Przebita opona nie przeszkodziła mu w wyprzedzeniu Vettela w klasyfikacji, ale uniemożliwiła zdobycie mistrzostwa świata.
- Alonso P8. Jesteś mistrzem świata! - wrzasnąłem przez radio
- Żartujecie sobie? - zapytał sceptycznie. Nie docierało do niego, że to co jeszcze 5 wyścigów temu wydawało się niemożliwe, stało się faktem
- Kto mistrzem? - zapytał zmęczony Alonso
- Kubika! - krzyknął Andrea Stella
- Kubica?! A więc nie Vettel! - wrzasnął radośnie
- Pokonałeś Vettela jednym punktem! Będziemy mieli w Ferrari dwóch najlepszych kierowców minionego sezonu! - ekscytował się inżynier Hiszpana
Wszyscy z zespołu pobiegli do miejsca, gdzie zatrzymywały się bolidy. Niecierpliwie czekaliśmy, aż Robert wysiądzie i podejdzie do barierek. Każdy chciał go uścisnąć. Wokół niego zebrało się wiele dziennikarzy, ale on nawet nie zwrócił na nich uwagi, tylko podszedł do nas, żeby podziękować za ten cały sezon. Wskazał mnie, żebym poszedł z nim na podium i odebrał nagrodę dla teamu, za zwycięstwo w wyścigu. Hymn Polski odegrany na podium, brzmiał dzisiaj wyjątkowo.

sobota, 26 listopada 2011

Na sukces trzeba zapracować cz. 11


Trzeci trening był zdecydowanie gorszy niż poprzednie dwa. Robert zdołał przejechać tylko dwa okrążenia, ponieważ w jego bolidzie awarii uległa skrzynia biegów. Do końca sesji Polak nie pojawił się już na torze.
- Wejście do Q3 będzie ogromnym sukcesem – warknął. Najgorsze było to, że ta skrzynia została zamontowana na poprzedni weekend wyścigowy, a zgodnie z regulaminem, musi wytrzymać 4 takie weekendy, w przeciwnym razie kierowca otrzyma karę przesunięcia o 5 miejsc do tyłu na starcie.
- Da się coś z tym zrobić? - zapytał zaglądając do mechaników
- Przykro mi, ale konieczna jest wymiana – oświadczył jeden z nich
- Cholera – mruknął pod nosem
- Zdążycie do kwalifikacji? - wtrąciłem się
- Mamy szczęście, że awaria nastąpiła od razu. Na trzy minuty przed rozpoczęciem sesji bolid będzie gotowy do jazdy – odparł. Poklepałem Roberta po ramieniu i odniosłem jego kask na półkę

           Według prognoz pogody, podczas trwania kwalifikacji miał spaść deszcz. To spowodowało, że już po upływie niecałej minuty od rozpoczęcia Q1, na torze mieliśmy wszystkich, 24 kierowców. Tym razem meteorolodzy nie trafili, podczas 20 minut pierwszej części czasówki, na tor nie spadła ani jedna kropla deszczu. Odpadli tradycyjnie, kierowcy najsłabszych trzech zespołów, czyli Caterhama, Marussi (obecnie Virgin) i HRT. Towarzystwa im dotrzymał Pastor Maldonado z Williamsa. W drugiej części ponownie wszyscy kierowcy wyjechali na tor od razu i także nie padało. Po kolejnych 15 minutach walkę o pola startowe zakończyli m.in. Pietrow, który był 13. i dość niespodziewanie Massa, będący dwa oczka wyżej. Pozostało już tylko 10 minut, żeby dowiedzieć się kto wystartuje z Pole Position do jutrzejszego wyścigu.
- Wreszcie pojawił się ten upragniony deszcz – rzekłem do Simona Rennie, inżyniera wyścigowego Roberta
- Zmieniamy coś w ustawieniach? - zapytał
- A jakie prognozy na jutro?
- Deszcz, jeszcze przed wyścigiem – odparł spoglądając na komputer siedzącego obok meteorologa
- No to zaryzykujmy i przedłużmy przełożenie pierwszego biegu – odparłem. Skinął głową i poinformował Roberta o zmianie. Natomiast ja zakomunikowałem mechanikom, co mają zrobić. Po upływie dwóch minut od rozpoczęcia ostatniej części kwalifikacji, Polak wyjechał na tor. Deszcz zrobił swoje, a mianowicie, zamieszał stawką. Wyniki były nieco zaskakujące:

1. M. Schumacher Mercedes 1:52.130
2. R. Kubica Renault 1:52.761
3. L. Hamilton McLaren 1:52.989
4. S. Vettel Red Bull 1:53.102
5. M. Webber Red Bull 1:53.106
6. J. Button McLaren 1:53.418
7. F. Alonso Ferrari 1:53.684
8. K. Raikkonen Williams 1:54.009

- Czyli startuję z siódmego pola – stwierdził Robert
- Jeśli wyścig zakończy się tak, jakie będzie ustawienie na starcie, to Vettel zostanie mistrzem świata trzeci raz z rzędu – dodałem smutno. Nie lubiłem Niemca. Nie ze względu na narodowość, ale ze względu na charakter. Dla niego drugie miejsce to było za mało, nie potrafił się nim cieszyć, nawet gdy nie miał szans na więcej. Potrafił się obrazić na każdego, kto był przed nim. A najbardziej denerwujący dla jego antyfanów był jego gest – pokazany wskazujący palec. Pocieszam się tym, że nie pokazuje środkowego.

- Jeśli jutro będzie padało, to wygra Schumacher – upierał się Rafał
- A ja ci mówię, że Vettel go wyprzedzi – odparłem wesoło
- W sumie to mam nadzieję, że Kubica z tego drugiego pola dużo ugra – rozmarzył się
- Z drugiego pola nic nie ugra, bo został cofnięty o 5 pól za wymianę skrzyni biegów – przypomniałem mu
- No tak... czyli Vettel będzie mistrzem – rzekł lekko zawiedziony
- Nadzieja jeszcze w Alonso – odrzekłem chytrze
- Myślisz, że ma jakiegoś asa w rękawie? - zapytał z nadzieją w głosie
- Jutro się okaże – uciąłem temat

           Jak się okazało, na 5 minut przed startem wyścigu deszcz ustał, lecz tor był bardzo mokry. Zdecydowano, że start będzie lotny (czyli jazda za Safety Carem i zakaz wyprzedzania się do momentu, w którym SC zjedzie). Już po drugim okrążeniu SC zjechał do boksów i wyścig rozpoczął się na dobre. Alonso zdołał wyprzedzić Buttona, a Vettel walczył z Hamiltonem. W pewnej chwili Vettel, opóźnił hamowanie, lecz obrał zły tor jazdy i wpadł w tył McLarena Brytyjczyka, uszkadzając w nim zawieszenie, a w swoim bolidzie urywając koło. Obaj kierowcy odpadli z rywalizacji. Stawka układała się następująco: Schumacher, Webber, Alonso, Button, Kubica. Pierwszym, który zjechał po opony przejściowe był kierowca Red Bulla, lecz jak się chwilę później okazało, na torze było jeszcze zbyt dużo wody na ten typ opon, przez co bolid nie chciał się trzymać toru. W zakręcie numer 1 Australijczyk popełnił błąd, wypadł z toru i rozbił swój bolid o barierę. Był to pierwszy wyścig od 2008 roku, w którym żaden z bolidów tego teamu nie zdobył ani jednego punktu. Kilka okrążeń później na zmianę opon zjechali jednocześnie Button i Kubica. Szybciej zmiany dokonali mechanicy McLarena, więc Brytyjczyk utrzymał pozycję przed Robertem. Jednak na przejściowych oponach lepiej spisywał się bolid Renault i dwa okrążenia później, na trzecim miejscu w tabeli widniało nazwisko Polaka. Alonso zbyt późno zjechał na zmianę opon, przez co stracił jedno miejsce, a Schumacher pozostał na pozycji lidera. Na 20 okrążeń przed końcem sytuacja wyglądała następująco:

1. M. Schumacher lap 35
2. R. Kubica +2.651
3. F. Alonso +4.162
4. J. Button +4.918

Na torze pojawiła się sucha linia jazdy, która pozwalała już na użycie opon przeznaczonych na suchą nawierzchnię. Jako pierwszy swoich mechaników odwiedził lider wyścigu. Wtedy Kubica zaczął notować najlepsze czasy okrążeń. Schumacher stracił trochę podczas wyprzedzania będącego na piątym miejscu Kimiego Raikkonena, lecz gdy wreszcie udało mu się znaleźć przed Finem, był najszybszy na torze. Zdecydowaliśmy, że to dobry moment, żeby zmienić Robertowi opony. Na tym samym okrążeniu zjechał także Alonso. Po dobrej zmianie, nerwowo oczekiwaliśmy wyjazdu na tor i... po chwili zapanowała radość w naszym garażu! Obaj zdołali wyjechać przed siedmiokrotnym mistrzem świata! Okrążenie później opony zmienił Button, lecz czekał o to jedno okrążenie za długo i wyjechał za bolidem Mercedesa. W czołówce nic, poza różnicami czasowymi, do końca wyścigu się nie zmieniło. Kubica wygrał, co jeszcze w piątek, a nawet po kwalifikacjach, wydawało się niemożliwe! Alonso odjechał drugi, a trzeci był Schumacher.
- Świetny wyścig Robert! Piękna robota! - krzyknął rozradowany Simon Rennie
- Rewelacyjna jazda! - wtrąciłem
- Dziękuję, taktyka była świetna, samochód prowadził się całkiem nieźle pomimo problemów na początku – odparł lekko wzruszony. W jego głosie wyczułem niedowierzanie, że udało mu się wygrać.
- Nadal możesz być mistrzem świata – poinformowałem go, lecz nie doczekałem się odpowiedzi. Z moich kalkulacji wynikało, że Alonso traci teraz zaledwie 3 punkty do Vettela, a Robert 18. Wraz z zespołem, poszedłem szczęśliwy zobaczyć Roberta na podium. To był nasz dzień. Nie było takiej chwili, w której bym zwątpił w zachowanie szans przez Kubicę, na tytuł mistrza świata w tym roku. Wszystko miało się rozstrzygnąć za dwa tygodnie, w Brazylii.

czwartek, 24 listopada 2011

Na sukces trzeba zapracować cz. 10


Podczas GP Belgii, jak to na torze Spa-Francorchamps, wiele się działo. Wyścig rozpoczynał się na mokrym torze, lecz przy świecącym słońcu. Z każdą następną chwilą tor przesychał. Liderem był Vettel, drugi Alonso, trzeci Rosberg, czwarty Kubica. Postanowiliśmy zaryzykować i to Robert był pierwszym kierowcą, który odwiedził swoich mechaników. Czas pierwszego okrążenia na oponach przeznaczonych do jazdy po suchej nawierzchni, był aż o trzy sekundy gorszy od czasu Vettela. W tej chwili jednak linia wyścigowa przesychała na tyle szybko, że Polak na następnym kółku był najszybszy, odrabiając pięć dziesiątych sekundy do lidera. Widząc to, inne zespoły także swoim kierowcom zmienili ogumienie. Massa nie mógł wyczuć punktów hamowania na miękkich oponach, wyjechał na mokrą część toru, wpadł w poślizg i rozbił swój bolid. Na torze leżało wiele odłamków, więc wyjechał Safety Car. W dalszej części wyścigu rozgrywało się wiele pojedynków, lecz na dalszych miejscach. Vettel zdołał utrzymać prowadzenie, drugi był Kubica, a za nim Alonso walczył z Rosbergiem. Do mety zostały zaledwie 4 okrążenia. I wtedy stała się rzecz niesamowita! W drugim sektorze zaczął padać deszcz, a w pierwszym i trzecim było sucho! Takie rzeczy były możliwe tylko na torze Spa. Wraz z mechanikami wstaliśmy z krzeseł, niedowierzając. Vettel wypadł z toru i spadł na czwarte miejsce. Liderem wyścigu był teraz Kubica! Jednak tor w drugim sektorze był na tyle mokry, że nie można było ryzykować, wszyscy zjeżdżali po opony przejściowe. Mechanicy zawalili zmianę opon, przez co Rosberg wyprzedził Polaka. Wydawało się już, że Niemiec jedzie po pierwsze zwycięstwo w karierze, lecz wyjechał za szeroko, co natychmiast próbował wykorzystać Kubica. Kierowca Mercedesa wrócił na tor prosto przed bolid Renault i... doszło do kolizji! Rosberg miał urwane tylne skrzydło i przebitą oponę z tyłu, a Robert jechał bez przedniego spoilera i prawego koła. Po wyścigu nie ukrywał swojej złości, musieliśmy go przypilnować by nie poszedł do garażu Mercedesa i nie doprowadził do rękoczynów, jak niegdyś Schumacher w 1998 roku, kiedy właśnie na tym torze wjechał w McLarena prowadzonego przez Davida Coultharda. W wyścigu ostatecznie wygrał Vettel, drugi był Hamilton, który w deszczu jeździł fantastycznie, a na podium znalazło się jeszcze miejsce dla Fernando Alonso. Robert zdołał dojechać na trzech kołach jako szósty. To był zdecydowanie najbardziej zwariowany wyścig tego sezonu.
           We Włoszech i w Singapurze także triumfował młody Niemiec. Była to już jego siódma wygrana z rzędu i dziewiąta w tym sezonie. Eksperci zaczynali się zastanawiać, kto zdoła go pokonać i kiedy? Byli już niemal pewni, że zostanie mistrzem świata po raz trzeci z rzędu. W głębi duszy miałem nadzieję, że tym kto przerwie zwycięską passę Vettela będzie Kubica. Na GP Japonii przygotowaliśmy poprawki, w których pokładaliśmy duże nadzieje. Te nadzieje zostały spełnione, następne trzy wyścigi, czyli GP Japonii, GP Korei i GP Indii, wygrał Robert. Teraz właśnie zbliżało się GP Abu Dhabi, przedostatnia runda tego sezonu. Spoglądaliśmy właśnie na klasyfikacje mistrzostw świata.
- Vettel jest w komfortowej sytuacji – zauważył Robert
- Co nie znaczy, że nie można go pokonać – dodałem
- Tak, matematyczne szanse są... on ma 303 punkty, drugi Alonso ma 282, a na trzecim miejscu jestem ja z liczbą 260 punktów. Dalej to już przepaść, czwarty Button 188 punktów – przeczytał klasyfikację ze strony internetowej
- Zostało 50 punktów do zdobycia, więc znamy już najlepszą trójkę tego sezonu. Tylko nie wiemy jaka jest kolejność – podsumowałem
- Tracę do Vettela 43 punkty. To nie będzie łatwe do odrobienia. Nawet Alonso będzie miał problem, bo traci 21 punktów. Zwycięstwo Vettela daje mu mistrzostwo – stwierdził
- Tak, jest duża szansa, że właśnie po tym wyścigu poznamy mistrza świata – przyznałem
- Mam nadzieję, że jednak to się stanie w Brazylii. Byłaby wtedy ciekawsza rywalizacja – wyznał
- No dobrze, kalkulacje zostaw mi. A jak wygląda klasyfikacja konstruktorów? - spytałem zaglądając w ekran laptopa
- My już na pewno nie mamy szans na zwycięstwo – przypomniał
- Bardziej interesuje mnie sytuacja Ferrari – wyjawiłem
- Wolisz pracować u mistrzów świata niż u wicemistrzów? - zagadnął z uśmiechem
- To chyba oczywiste – odparłem w równie dobrym humorze, co on
- Więc wygląda to tak: liderem jest Red Bull, czerwoni (tak nazywa się Ferrari, ze względu na czerwone barwy bolidu) tracą do nich 65 punktów, trzeci McLaren do Ferrari traci 41 punktów, a my do McLarena 38
- W klasyfikacji konstruktorów można zdobyć jeszcze najwięcej 86 punktów, więc kolejność może się jeszcze zmienić – zauważyłem
- Dobra, ja idę na kolację, a ty? - zapytał mnie wstając
- A ja pomyślę nad propozycjami ustawień do sprawdzenia – odparłem i podałem mu rękę na pożegnanie
           Na treningu musieliśmy bardzo ciężko pracować, ponieważ bolid nie prowadził się najlepiej i nie mogliśmy znaleźć przyczyny. Ostatecznie Robert był ósmy. Najlepszy czas uzyskał Alonso, drugi był Vettel, a trzeci Schumacher. Na drugim treningu niewiele poprawiliśmy samochód, bardzo dużą zasługę miał w tym Kubica, co zaowocowało jego szóstym czasem w tabeli wyników. Pierwszy tym razem był dość niespodziewanie Webber, drugi Button, a trzeci Vettel. Wyglądało na to, że to będzie bardzo trudny wyścig dla nas, a Robert straci szansę na walkę o wyższą pozycję na koniec sezonu.

wtorek, 22 listopada 2011

Na sukces trzeba zapracować cz. 9


Postanowiłem zapytać o zdanie Asię. Ostatnio zbliżyliśmy się do siebie, obecnie była moją najlepszą przyjaciółką. Pomyślałem także o Rafale, lecz uznałem, że to nie jest temat na rozmowę telefoniczną. Zapukałem delikatnie do drzwi, lecz nie otrzymałem odpowiedzi. Spróbowałem ponownie. Po chwili, otworzyła mi drzwi, przeczesując włosy ręką.
- Przepraszam, że cię obudziłem, ale muszę się ciebie poradzić – wyjaśniłem
- Wejdź – powiedziała cicho i wpuściła mnie do środka. Usiadłem na fotelu, a ona na łóżku.
- Rozmawiałem z Kubicą – zacząłem dość ogólnie
- Czyżbyś wracał do pracy w Renault? - spytała podejrzliwie
- Skąd wiedziałaś, że o tym chcę porozmawiać? - nie kryłem zdumienia jej pytaniem
- Kobieca intuicja – odparła z uśmiechem
- To jeszcze nie przesądzone czy wracam – wróciłem do tematu
- Dlaczego? - zapytała łagodnie
- Boulier ma zadzwonić do mnie jutro, a ja nie jestem pewien, czy chcę tam pracować – wyznałem
- Domyślam się, czemu nie chcesz. Spójrz na to z innej strony. Jeśli odrzucisz tą propozycję, możesz już nigdy nie pracować w Formule 1 – zasugerowała
- No właśnie, że nawet jak się nie zgodzę, to będę – odparłem tajemniczo
- Dostałeś inne propozycje? - spytała sceptycznie
- No cóż... można to tak nazwać – odparłem po chwili milczenia
- Force India? Williams? A może Mercedes? - zgadywała
- Nie, nie i jeszcze raz nie – zaprzeczyłem
- Caterham? Sauber? - kontynuowała
- Także nie – odparłem rozbawiony. Uwielbiałem zgadywanki, ale tylko wtedy, gdy to nie ja zgadywałem.
- HRT? - rzuciła z lekkim przerażeniem w oczach
- Ferrari – odparłem spokojnie
- Ty chyba żartujesz! - zarzuciła mi. Skrzyżowała ręce na piersiach i wpatrywała mi się prosto w oczy. Widząc brak reakcji z mojej strony, jej pewność z każdą chwilą słabła.
- Naprawdę? - spytała cicho. Pokiwałem twierdząco głową, na co rzuciła mi się na szyję z radości.
- Gratuluję! - wykrzyknęła i pocałowała mnie w policzek. Lekko się zarumieniła i wróciła na swoje miejsce.
- To zasługa Kubicy – wyjawiłem
- On też przechodzi do Ferrari?
- Nie mogę na to pytanie odpowiedzieć, obiecałem dochować tajemnicy – odparłem, pomimo iż wiedziałem, że zdołała się wszystkiego domyślić
- Rozumiem. Więc co z tym Renault? - drążyła temat
- Robert chciałby, żebym do nich wrócił. Powiedział, że moja pomoc będzie mu bardzo potrzebna w walce o tytuł – odparłem
- Jesteś mu to winien – stwierdziła
- Jest jeszcze druga kwestia – wyjawiłem, dopiero teraz dochodząc do pewnych wniosków
- Jaka? - spytała dociekliwie
- Byłem z nimi na początku sezonu. Włożyłem wkład w ten bolid i powinienem osobiście dopilnować, by ten projekt zakończył się sukcesem – wyznałem
- Tak, dobrze mówisz – ku mojemu zaskoczeniu, doskonale zrozumiała, co miałem na myśli
- Wracam do Renault – oznajmiłem wstając
- A co ze mną? - spytała nieśmiało
- Cóż... - udawałem, że się zastanawiam – myślę, że nic się nie stanie, jeśli na ten wyścig przyprowadzę ze sobą gościa – rzekłem puszczając do niej oczko
- Kochany jesteś – rzekła i przytuliła się do mnie
- No dobrze, forma bolidu spada, więc trzeba coś wymyślić – powiedziałem. Pożegnałem się z nią i poszedłem do swojego pokoju, gdzie włączyłem laptopa i dokładnie przejrzałem zdjęcia bolidów z poprzedniego wyścigu. Doszukiwałem się różnic, pomiędzy innymi czołowymi samochodami, a naszym. Nie zauważyłem ich wiele, bo pozornie wszystkie bolidy wyglądają podobnie, ale tutaj także detale mają znaczenie. Po spisaniu listy, zacząłem analizować, jaki to może mieć wpływ na zachowanie bolidu. Doszedłem do wniosku, że większość z nich w przypadku naszego samochodu się nie sprawdzi, ale jedna, bardzo niewielka część mogła pozwolić na zyskanie około 0.1 lub 0.2 sekundy. To niewiele, ale ile to już razy zdarzało się, że różnica pomiędzy jednym, a dwoma innymi miejscami była właśnie na tym poziomie? Postanowiłem przekazać jutro te wiadomości inżynierom. Kiedy kładłem się spać, było już kilka minut po północy. Jednakże, kiedy leżałem w łóżku i już zasypiałem, wpadł mi do głowy pewien pomysł, dotyczący zwiększenia docisku przy wykorzystaniu pokrywy silnika. Sama nazwa tej myśli nie mówi wiele, lecz rysunek wyjaśniałby wszystko. Zapaliłem lampkę i wyciągnąłem z szafki długopis i notes. Otworzyłem go na ostatniej stronie i zapisałem:

Wlot powietrza do silnika podzielić na dwie części w poziomie, w stosunku 1:2. Dolna część wlotu będzie spełniała swoją dotychczasową funkcję (czyli chłodzenie silnika). Powietrze przepływające przez górną część będzie wylatywać na tylny spoiler, przez specjalny otwór, utworzony w tylnej części pokrywy silnika. Większa ilość powietrza przepływająca przez tylne skrzydło da większą siłę docisku.

Rano obudził mnie telefon od Bouliera. Dogadaliśmy się odnośnie współpracy przez resztę sezonu, a dodatkowo poinformowałem go, że przyprowadzę ze sobą gościa na to Grand Prix. Tak jak się spodziewałem, nie było to problemem. Na kilka minut przed rozpoczęciem treningu, podszedł do nas Kubica. Zapoznałem go z Asią, a potem zaczęliśmy rozmawiać o kwestiach technicznych.
- Uważasz, że to przednie skrzydło dające więcej docisku będzie lepsze? - zapytał
- Tak sądzę. Z tamtym skrzydłem może pojawić się zbyt duża podsterowność – uzasadniłem
- Cieszę się, że znów z nami pracujesz – powiedział poklepując mnie po ramieniu
- Nawet wpadłem już na pewien pomysł, który pomoże zwiększyć docisk – zdradziłem
- Vettel, strzeż się – zażartował Robert, po czym wsiadł do bolidu. Chwilę później rozpoczęła się pierwsza sesja treningowa przed GP Belgii.

niedziela, 20 listopada 2011

Na sukces trzeba zapracować cz. 8


- Powiedziałam coś nie tak? - wyrwała mnie z zamyślenia
- Nie, tylko... nie miałem pojęcia, że interesujesz się F1 – odparłem ściszając głos
- Moim marzeniem zawsze było, żeby zobaczyć wyścig na żywo. Niestety, nigdy nie miałam na tyle pieniędzy, by kupić bilet. Za każdym razem, gdy sobie odłożyłam pieniądze, zawsze znajdował się jakiś nowy wydatek – wyznała
- A na jaki wyścig chciałabyś najbardziej pojechać? - spytałem z szatańskim uśmiechem. Miałem trochę pieniędzy na koncie, które zdążyłem zarobić, a miał jeszcze przyjść przelew z karą za przedwczesne zerwanie kontraktu ze strony Lotus Renault.
- Grand Prix Belgii. Uwielbiam ten tor! Te zakręty jak Eau Rouge, Blanchimont... - zaczęła wymieniać
- Załatwione – rzuciłem szybko. Spojrzała na mnie zdumiona
- Naprawdę? - spytała sceptycznie
- Tak, bardzo chętnie pojadę na ten wyścig i równie chętnie wezmę kogoś do towarzystwa – odparłem zerkając na telewizor
- Ale... ja nie mogę się na to zgodzić. Nie chcę, żeby ktoś za mnie płacił
- Masz urodziny na początku września, prawda? - spytałem pomimo tego, że dokładnie wiedziałem. Miałem już plan, by przekonać ją do tego wyjazdu.
- Tak, konkretnie czwartego września – odpowiedziała, niczego nie podejrzewając
- Wyścig jest drugiego września – oświadczyłem z uśmiechem
- Ale...
- No chyba nie odrzucisz mojego prezentu? - przerwałem jej, wyraźnie zadowolony z siebie
- Wiesz ty co... - odparła i lekko się uśmiechnęła
- No co? - zapytałem radośnie
- Cwany jesteś – rzekła, nie mogąc uwierzyć, że tak łatwo udało mi się ją przechytrzyć
- Dlatego pracuję w Formule 1 – powiedziałem z przyzwyczajenia – pracowałem – poprawiłem po chwili
- Co teraz zamierzasz? - spytała z powagą
- Odpocznę i wtedy się zastanowię – uciąłem temat. Nie chciałem teraz o tym rozmawiać. Na tor znów zaczęli wyjeżdżać kierowcy, więc na tym skupiliśmy swoją uwagę i wymienialiśmy się opiniami.
Pomimo że nie pracowałem w Renault już od czterech miesięcy, utrzymywałem kontrakt z Kubicą. Niestety, nie udało mu się znaleźć osoby odpowiedzialnej, za tamtego maila. Robert dzielił się ze mną uwagami, lecz miałem zbyt mało danych, by móc odpowiednio rozwiązać problemy. Czasem udawało się częściowo poprawić samochód, czasem wcale. To było dla mnie niesamowite. Nie miałem wykształcenia w tym kierunku, miałem niewielkie doświadczenie i mimo to, miałem duże uznanie jednego z najlepszych kierowców Formuły 1. Niezmiernie mnie to cieszyło. Od mojego odejścia forma Renault spadała w dół. Po zwycięstwie w Monako, Kubica zdołał jeszcze stanąć na podium w dwóch następnych wyścigach – GP Kanady i GP Europy. Potem było już tylko gorzej. Pietrow zdobył punkty dopiero w GP Węgier, czyli ostatnim rozegranym dotychczas wyścigu. Klasyfikacje po 11 z 19 wyścigów wyglądały następująco:

1. S. Vettel Red Bull 210
2. F. Alonso Ferrari 196
3. R. Kubica Renault 155
4. J. Button McLaren 127
5. L. Hamilton McLaren 100

1. Red Bull 304
2. Ferrari 261
3. McLaren 227
4. Renault 177

Kubica utrzymywał miejsce w pierwszej trójce, tylko dzięki przewadze z początku sezonu, jednak strata do Vettela była już całkiem duża. Eksperci twierdzili, że jedynym, który będzie mógł pokonać Niemca, który wygrał poprzednie cztery wyścigi, będzie Fernando Alonso. Ferrari było doskonale przygotowane na końcówkę sezonu i mieli przygotowane poprawki na Singapur. Ale Red Bull przecież nie śpi i także pracuje.
W czwartek przyjechałem z Asią do hotelu. Kiedy położyła się spać, żeby wypocząć po podróży, zadzwoniłem do Kubicy i umówiłem się z nim w hotelowym barze. Podobno w zespole wybuchła jakaś wewnętrzna afera. Pół godziny później, czekałem na niego przy jednym ze stolików. Przywitał się ze mną i usiadł naprzeciw mnie.
- Załatwiłem ci pracę – rzucił od razu
- Jak to u Bouliera, to nie wiem czy jestem zainteresowany – odparłem z niechęcią
- Zdecydowanie lepiej. W Ferrari – oznajmił, że aż zachłysnąłem się wodą, którą popijałem
- Gdzie? - spytałem, nie mogąc uwierzyć własnym uszom
- Tak, nie żartuję. Jak wiesz w 2010 roku miałem podpisaną opcję z Ferrari, która miała zostać zmieniona w kontrakt obowiązujący od 2013 roku. Niestety, przez mój wypadek do tego nie doszło, ale widząc moją dobrą formę, wznowili negocjacje. Jak wiesz, lubią podawać skład na przyszły rok podczas GP Włoch, a to już za tydzień. Więc udało mi się wynegocjować, że będę mógł ze sobą przyprowadzić do zespołu jedną osobę – wyjaśnił
- Czyli za rok będziesz jeździł w Ferrari? - zapytałem zaskoczony
- Tak jest, ale to ma być tajemnica. Bardzo cicho było o negocjacjach, więc niech ta wiadomość będzie niespodzianką
- Jasne, nic nie powiem – zapewniłem
- A ta afera, o której wspominałem... wyjaśniło się, kto wysłał tego maila. To był jeden z mechaników, który od tego wyścigu pracuje w Red Bullu – powiedział półszeptem

- Ciekawe czy jaśnie pan Boulier raczy się do mnie odezwać – ironizowałem
- Oskarżył cię, bo właśnie ten mechanik powiedział, że widział jak to robiłeś. Eric nie miał pojęcia, że on kłamie. Red Bull, wiedział, że jestem bardzo groźnym rywalem Vettela w walce o mistrzostwo, dlatego przekupili go, żeby doprowadził do osłabienia naszego bolidu – wyjaśnił
- Ja bym to nazwał po prostu pomocą puszkom
- Też tak może być. A Boulier zadzwoni do ciebie jutro z przeprosinami. Zapyta cię, czy chciałbyś wrócić – wyjawił
- No nie wiem, czy mam ochotę pomagać temu panu – rzekłem niepewnie
- Jeżeli nie chcesz pomagać jemu, to pomóż chociaż mi, bo mogę mieć kłopoty nawet w walce o trzecie miejsce, o mistrzostwie już nie wspominając – oznajmił, po czym wstał, uścisnął mi rękę i wyszedł.