czwartek, 31 grudnia 2015

Uczuciowa pułapka cz. 9

           Następnego dnia Sebastian przyszedł do szpitala, aby zobaczyć się z Maćkiem. Chciał na własne oczy zobaczyć że przyjaciel ma się dobrze i tylko kwestią czasu będzie jego powrót do zdrowia. Przyszedł wczesnym popołudniem. Zastanawiał się czy nie przemycić mu trochę jedzenia, bowiem to szpitalne z pewnością mu nie smakowało. Ostatecznie zrezygnował, myśląc że jeśli ma wstrząśnienie mózgu to nie będzie miał apetytu.
- Jak ty się w ogóle czujesz? - spytał zaraz po przywitaniu
- Nie jest źle, poza tym że chce mi się rzygać. Znaczy chce mi się i nie. Jakby to powiedzieć... - westchnął – Czuję taką gulę w gardle i nudności na żołądku, ale jak już się doczołgałem do toalety to nic nie wyszło.
- Rozumiem. Głowa cię nie boli?
- Nie, na razie nie. Dostałem jakieś tabletki przeciwbólowe. W ogóle to nudno tutaj. Poszedłbym już do domu.
- A wiadomo coś kiedy wychodzisz?
- Nie chcą mi nic mówić, matka też nie – skrzywił się lekko – Chyba nie mówią mi wszystkiego.
- Ale co i dlaczego mieliby przed tobą ukrywać?
- Pojęcia nie mam – zamilkł na chwilę, by zmienić temat – Ewelina była u mnie rano.
- Czyli...
- Martwi się – kontynuował, nie zwróciwszy uwagi na wtrącenie Sebastiana – Chyba nawet czuje się winna, choć nie powinna. Nie no, będzie dobrze.
- Rozmawialiście... o was?
- Dzisiaj nie. Wczoraj. Tutaj, w szpitalu. Twierdzi że potrzebuje trochę czasu.
- Po tym co zrobiłeś na tej imprezie to nie powinna mieć żadnych wątpliwości.
- Daj jej spokój – odparł zrezygnowany, jakby pogodzony z porażką – Lepiej powiedz jak się mają sprawy z Aśką.
- Zrobiłem coś szalonego.
- Co?
- Całowałem się z nią.
Maciek parsknął śmiechem. To miało być szalone? Przecież była jego dziewczyną, to normalne że się całują.
- Ale nie tak jak zawsze – wyjaśnił – Rzuciłem się na nią jak bym chciał ją zamordować. Chciałem ją tylko nastraszyć, ale kiedy znalazłem się tak blisko jej twarzy... Nigdy się tak nie całowaliśmy. Tak spragnieni tych pocałunków, tak łapczywie, jak ryba, która wyjęta z wody łapie powietrze...
- Ty czasem też nie dostałeś w głowę? Pokaż no się...
- Nie, nie. I nic nie piłem. Ja poczułem wtedy coś takiego... no coś... nie wiem jak to nazwać, kurde. Ale od razu cała mi złość przeszła, zapomniałem o tej kłótni, o wszystkim, o całym świecie.
- Gadasz takie głupoty, że wyjaśnienie może być tylko jedno – w odpowiedzi na to Sebastian spojrzał wyczekująco – Miłość.
- Mi... co?! Tobie chyba jednak został ślad po tym uderzeniu – nie przyjmował do wiadomości że mógł się zakochać – Przecież ja nigdy...
- No to widocznie jest ten pierwszy raz. Pomyśl trochę. Dobrze ci z Aśką, tak?
- No tak.
- Nie możesz przestać o niej myśleć?
- Od czasu tego pocałunku – przyznał
- Chcesz z nią być?
- To znaczy...
- Chcesz czy nie?
- W tej chwili tak. W przyszłości... nie wiem.
- Chrzanić przyszłość, cholera wie co będzie za kilka lat – poruszył się trochę gwałtowniej, przez co znowu poczuł się gorzej – Patrz. Z wcześniejszymi dziewczynami miałeś układ, trochę się zabawicie i do widzenia. Przed Aśką to zataiłeś, bo wiedziałeś że wtedy nic z tego. Chciałeś ją mieć, nie wnikam dlaczego...
- Wtedy sobie myślałem... myślałem że to fajna dupa, byłoby z kim się pokazać, a i sam na sam mogło być ciekawie. No wiesz co mam na myśli.
- Wiem, wiem – odetchnął głęboko – Tylko że Aśka to dziewczyna nie z tej półki.
- Teraz to widzę. Jest mądra, ma wiele do powiedzenia, można się z nią pośmiać, ma dystans do życia, choć nie zawsze ma go wobec siebie. Lubi postawić na swoim i nie zawsze potrafi się przyznać do błędu, ale w głębi duszy chce dobrze, ma w sobie jakieś takie ciepło, jest troskliwa i opiekuńcza i tego też oczekuje, chociaż zgrywa niezależną twardzielkę, która wie co robić i twardo stąpa po ziemi. Naprawdę dobrze czuję się w jej towarzystwie.
- Z żadną dziewczyną nie wytrzymałeś tak długo. W końcu zaczęło ci się udzielać jej towarzystwo.
- Nie rozumiem.
- No tak, nie zauważyłeś – uśmiechnął się pod nosem – Mniej imprezujesz, mniej pijesz, lepiej się uczysz i stałeś się bardziej odpowiedzialny, choć ostatnio gdzieś ci to trochę uciekło.
- No ale żeby zaraz zakochany? - sam nie wiedział dlaczego nie chciał się przyznać do swoich uczuć. Nie tylko przed nim, nie tylko przed całym światem, ale przede wszystkim przed samym sobą – W sumie to nie wiem...
- Bo to pierwszy raz. Zresztą, nie ma o czym gadać – nagle Maciek zmienił ton, jakby zaczął lekceważyć tę sprawę – Jak ci z nią dobrze, to po prostu z nią bądź. Nie myśl co będzie za miesiąc, rok czy dwa. Bierz co masz teraz, bo potem możesz żałować że zamiast korzystać z chwili to marnowałeś czas na zadręczanie się pierdołami.
- Łatwo ci mówić – westchnął, wyglądając przez okno – W końcu to nie o twoje uczucia chodzi.
- Ale gdy chodziło o moje zrobiłem to samo – zauważył – Zamiast dłużej się zastanawiać i snuć wizję poszedłem do Eweliny i powiedziałem co chciałem.
- I dalej nie wiesz na czym stoisz.
- Ale jestem o krok dalej. Niedługo sprawa będzie rozwiązana. Cholernie nie łatwo jest czekać, ale tak naprawdę co robiłem wcześniej? Czekałem. I pewnie ktoś inny by ją poderwał, a ja bym sobie codziennie patrząc w lustro wyrzucał własną głupotę i tchórzostwo.
- Tylko że ja nie wiem czy w dobrą stronę idę.
- Strasznie niezdecydowany się zrobiłeś – czarnowłosy pokręcił lekko głową zrezygnowany, czego chwilę później żałował, bowiem znów wróciły nudności – Jeszcze kilka minut temu mówiłeś że jest ci z nią dobrze, że całowaliście się i to było coś niezwykłego, a teraz jakbyś chciał się wycofać. Co jest z tobą?
- Nie wiem, cholera, nie wiem – ukrył twarz w dłoniach – Zawsze wiedziałem czego chcę, co powinienem robić, a teraz... pustka.
- Wiesz, ja nie mogę za ciebie decydować. Co mogłem, to ci poradziłem. Reszta jest w twoich rękach.
- Dzięki – klepnął go w ramię, po czym wstał. Maciek nie wiedział czy to była nutka rozczarowania w jego głosie, czy po prostu obojętność zmieszana z niepewnością.
Brunet pożegnał się z kolegą, życzył mu zdrowia. Od razu po opuszczeniu szpitala skierował się do parku. Miał nadzieję że tam uda mu się wyciszyć i pomyśleć, podjąć jakąś decyzję.
Ale zaraz... skąd w ogóle taka potrzeba? Przecież jeszcze wczoraj wieczorem, jak odprowadził Joasię dotarło do niego że naprawdę mu na niej zależy. Że jest pierwszą dziewczyną, która nie była jedynie przygodą. Już nie. Nie tylko nie zasługiwała na to, ale Sebastian już tego nie chciał. Czuł że coś go do niej ciągnie. Jakaś niewidzialna siła, której nie potrafił się już opierać. Więc skąd teraz wątpliwości? Zadał sobie kilka pytań. Nie znalazł na nie odpowiedzi, ale za to mógł sobie odpowiedzieć na to pierwsze. Skoro to uczucie pojawiło się i przybrało na sile tak nagle, to skąd pewność że podobnie nie zdarzy się w drugą stronę? Że tak nagle z dnia na dzień przestanie chcieć z nią być i że to stanie się jak będzie już za późno, kiedy będą już na zawsze związani ślubem lub dzieckiem.
Wyciągnął papierosa i zapalił. Mocno zaciągał się dymem, chcąc przewrócić wszystkie myśli do góry nogami. Tylko tak mógł je ponownie poukładać, a te niepotrzebne wyrzucić. To trochę tak jak z robieniem porządków. Wziąć wszystko, przejrzeć i co trzeba to zostawić, a co nie – do kosza. Przypomniały mu się słowa Maćka. Powinien się przestać zadręczać przyszłością, tym co będzie i tym czego nie jest w stanie przewidzieć. Powinien korzystać z życia, cieszyć się chwilą. Powinien przestać stwarzać sobie problemy, których przecież tak naprawdę nie było. I zrobi to. Obiecał sobie.
Wyciągnął z kieszeni telefon i wybrał numer do Asi.
-------
Powoli zbliżamy się do końca tego opowiadania. Nie ma sensu żeby ciągnąć je w nieskończoność na rozterkach Sebastiana, dlatego pojawią się jeszcze dwa przeskoki w czasie, które doprowadzą akcję do finału.
A dzisiaj kończy się 2015 rok. Nie był to udany rok dla mnie, jeśli chodzi o pisanie. Wiele się jednak wydarzyło, wiele zmian, ale to wcale nie jest dla mnie usprawiedliwieniem. Kryzys zaczął się wcześniej, więc nie ma co zwalać winy. Ilościowo wyszło bardzo słabo, jakieś 1/3 tego, co pojawiło się w 2014 roku, czyli dotychczasowy najsłabszy wynik. Mam nadzieję że przynajmniej jakościowo udało mi się stanąć na wysokości zadania. Złote czasy dla blogów o w11 niestety już dawno minęły, ale nie zamierzam jeszcze kończyć. Mam jeszcze coś do zrobienia.

Życzę wam wszystkiego dobrego w 2016 roku i żeby był lepszy niż poprzedni.

niedziela, 27 grudnia 2015

Uczuciowa pułapka cz. 8

            Kiedy znów otworzył oczy, znajdował się w ciepłym i cichym miejscu. Całkowicie stracił poczucie czasu, a chwilowo także pamięć. Rozejrzał się dookoła. Białe ściany, jasne światło i ta cisza. Jak dobrze że była. Okropnie bolała go głowa. Jeszcze nie wiedział dlaczego. Dopiero po chwili zobaczył iż przy łóżku siedzi jakaś postać. Kobieta. Młoda. Ciemne włosy. Ewelina. Tak, to była ona. Patrzyła na niego lekko zaniepokojona. Nic nie mówiła, pozwoliła mu dojść do siebie. Opadł na poduszkę i złapał się za głowę. Zamiast włosów poczuł na dłoni coś miękkiego, jakiś materiał.
- Co się stało? - zapytał ochrypłym głosem
- Jesteś w szpitalu. Dostałeś w głowę krzesłem.
- Że czym?
- Nic nie pamiętasz?
- Nie mogę sobie przypomnieć. Pamiętam tyle że dałaś mi kosza i... pustka.
Dziewczyna westchnęła. Miała nadzieję że nie odebrał jej odpowiedzi jako odmowę. Myliła się. Poczuł się odrzucony. Chyba nie powinno ją to dziwić.
- Wcale nie dałam ci kosza, tylko poprosiłam o trochę czasu.
- Myślałem że powiedziałaś to by mnie spławić.
- Wrócimy do tej rozmowy, obiecuję – miała śmiertelnie poważny wyraz twarzy – A z tym krzesłem... Rafał się zaczął do mnie dobierać, ty zareagowałeś.
- I to on? To się popisałem...
- Szarpaliście się – kontynuowała, puszczając mimo uszu jego wtrącenie – Pchnąłeś go w tłum, tamci też zaczęli się bić. Chwilę potem zobaczyłam tylko jak to krzesło leci na twoją głowę i rozpada się na kawałki. Matko boska, miałeś chyba z pół głowy we krwi. Chwiałeś się na nogach i pomogłam ci wyjść, a potem straciłeś przytomność.
- To znaczy że... rozpętałem bójkę na imprezie?
- Można tak powiedzieć.
- Ja pierdolę – powiedział półszeptem przymykając oczy – Matka mnie zabije.
- W takim razie zostało ci parę minut życia, bo ona już tu jest. Rozmawia z lekarzem.
Nie odpowiedział. Wiedział że jak tylko jego stan się poprawi, czeka go poważna pogadanka. Matka zawsze go przestrzegała by uważał na siebie na tych imprezach, by nie pił za dużo, by nie stała mu się jakaś krzywda. No i stała się. I to z jego winy, przecież to on zaczął. Zawsze się o niego martwiła kiedy znikał z domu późnym wieczorem, ale teraz? Teraz to zejdzie na zawał z tych nerwów, jeśli spóźni się choćby minutę albo nie odbierze telefonu czy nie odpisze na smsa. A ile to razy zapewniał że wie co robi, że jest odpowiedzialny... Tak, teraz dał doskonały temu przykład.

            Kilka minut później Ewelina opuściła budynek. Na zewnątrz czekali na nią Joasia i Sebastian. Właściwie to byli zajęci sobą. Rozmawiali, wręcz krzyczeli. Brunet też był trochę poturbowany po bójce, ale do stanu Maćka było mu jeszcze daleko. Dziewczyna natomiast gestykulowała energicznie, co jakiś czas kręcąc głową z niedowierzaniem. Wyglądało to na kłótnię. Mimo to Ewelina podeszła bliżej. Musiała przekazać im informacje od lekarza, w końcu tyle czekali, martwili się.
- Kretyn, po prostu kretyn! - wypaliła blondynka – Jak mogłeś pomyśleć że teraz chcę mieć z tobą dziecko?! Teraz, rok przed maturą, chwilę przed osiemnastką, bez pracy, bez wykształcenia, bez niczego.
- A skąd miałem wiedzieć co ci chodzi po głowie? Ty zawsze masz jakieś dziwne pomysły, a potem się wypierasz. O, właśnie, tak jak teraz.
- Tak, ja, zawsze do cholery ja! Chociaż raz byś się przyznał do swojej głupoty. Czyj to był pomysł żeby jeździć samochodem bez prawka, no?
- No i co, stało się coś?
- Miałeś farta że ten radiowóz cię nie zatrzymał.
- No miałem, dobrze. Ale nie zaprzeczysz że ci się podobało.
- Co nie zmienia faktu że to było nieodpowiedzialne.
Wciąż się kłócili, żadne z nich nie zwróciło uwagi że już przez chwilę Ewelina stoi obok i czeka aż się uspokoją, niechętnie wysłuchując wyrzutów z jednej i z drugiej strony. Nie mogła tego wytrzymać, ale nie chciała się wtrącać. Obiecała sobie jednak, że jeszcze chwila i to przerwie.
- Po prostu lubię się dobrze bawić.
- Dorośnij wreszcie, człowieku.
- Jakoś dotychczas nie przeszkadzało ci to jaki jestem – zauważył urażony
- Bo myślałam że do poważnych spraw potrafisz podejść poważnie, ale nie, ty ze wszystkiego musisz robić cyrk. Zamiast pogadać ze mną to nie, ty wymyślasz sobie że „Aśka chce żebym ją zapłodnił” i mnie unikasz. Nie no, brawo. Gratuluję inteligencji! - zakończyła ironicznie
- Przestańcie – wtrąciła Ewelina, ale żadne z nich jej nie posłuchało
- Za to ty nie masz za grosz luzu. Wszystko traktujesz poważnie, nawet nie można zażartować na twój temat bo strzelasz focha. Tak, fochy, to jest to co ci najlepiej wychodzi. Weź wreszcie...
- Zamknijcie się do kurwy zajebanej nędzy! - wybuchnęła Ewelina, która nigdy nie słynęła z wulgarnego języka. Dlatego też natychmiast zarówno Asia, jak i Sebastian zamilkli i spojrzeli na nią zszokowani.
- To znaczy... przepraszam – powiedziała cichym, lekko drżącym głosem
- Co z nim? - spytał Sebastian
- Ma wstrząśnienie mózgu – westchnęła zaniepokojona – Zostawią go trochę na obserwacji.
- Wyjdzie z tego, zobaczysz.
- Będzie dobrze – rzuciła bez przekonania, po czym odeszła na bok i wezwała taksówkę. Sebastian tymczasem ruszył za Joasią, która zdążyła odejść już kawałek.
- A ty co? Drogę zgubiłeś? - wciąż była na niego zła po kłótni
- Nie? - odpowiedział pytająco – Odprowadzę cię, przecież nie będziesz szła sama po mieście.
- Przecież wiem gdzie mieszkam, trafię – rzuciła drwiąc z jego propozycji
- Niewątpię – rzekł jadowicie – Ale wiesz, jest ciemno, późno... Zło czai się wszędzie.
- Właśnie idzie obok mnie – wypowiedziała, nim zdążyła ugryźć się w język. Tym razem przesadziła. To mogło zaboleć, miał prawo się obrazić. Chciała go przeprosić, ale nie zdążyła. Złapał ją za ramiona, przycisnął do ściany i... pocałował. Nagle cały gniew przerodził się w namiętność. Oddawała mu pocałunki, nie potrafiąc się oderwać od jego ust, mimo że już ciężko było jej oddychać przez nos. Ale w końcu to on się odsunął. Nie mogli przecież tak całować się w nieskończoność w miejscu publiczym.
- Przepraszam – powiedział patrząc w jej oczy – Za wszystko.
- Ja też przepraszam – odparła, oddychając ciężko
- To co, idziemy?
- Idziemy.
Wziął ją za rękę i ruszyli powolnym krokiem przed siebie. Mimo przeprosin Joasia wciąż miała wyrzuty sumienia za tą ostatnią kwestię, którą wypowiedziała. Ruszyło go, na pewno. Ta niespodziewana, gwałtowna reakcja była jednoznacznym dowodem. Tylko dlaczego zamiast się zdenerwować, odwrócić na pięcie i odejść, on rzucił się na nią i zaczął całować? Wniosek był tylko jeden. Za bardzo mu na niej zależało. Potrafił schować swoje urazy i zakończyć tę bezsensowną kłótnię. Musiał mieć pewność że dziewczyna bezpiecznie dotrze do domu, chciał osobiście tego dopilnować. Ale jak on to zrobił... Przez chwilę całkowicie ją zdominował. Joasia z lekkim niepokojem stwierdziła, że to jej się podobało. Że to był taki impuls, jakiego potrzebował ich związek po tych kilku miesiącach rutyny, kiedy okres pierwszego wrażenia, poznawania się, minął, a ich relacja stanęła w miejscu. Chyba nawet go trochę rozumiała, że się przestraszył kiedy zaczęła mówić o dziecku. Nie rozumiała tylko dlaczego nie chciał z nią o tym porozmawiać, dlaczego wolał uciekać. Może właśnie tak wyobrażał sobie tą rozmowę? Wrzaski, krzyki, wyrzuty, dogryzanie. Ale teraz już sobie wszystko wyjaśnili i to się liczyło. Co chwila zerkała na niego jakby wzrokiem miała go sprowokować do powtórzenia swojego czynu. Coś zaiskrzyło. Nigdy tak jej nie całował. Zawsze miała takie wrażenie że on robi to automatycznie, jak zaprogramowany robot, że jego usta za każdym razem wykonują te same, identyczne ruchy. Że to tylko jakby wyuczony odruch, który nawet nie dociera do świadomości. Dzisiaj pierwszy raz poczuła taką magię, jakiś impuls, że on przeżywa ten pocałunek, że czuje go wszystkimi zmysłami. Na samo wspomnienie po jej plecach przechodził przyjemny dreszcz.
Oparła głowę o jego ramię. Zwolnił trochę kroku, aby mogła iść równo z nim. Była tak rozkojarzona, że nawet nie zwracała uwagi na drogę i czas. Nie zauważyła nawet kiedy dotarli pod jej dom.
- Dlaczego się zatrzymałeś? - spytała, kiedy stali już dłuższą chwilę
- Bo jesteśmy na miejscu – odparł, unosząc kąciki ust
- Widzimy się jutro?
- Wiesz co... lepiej jak zrobimy sobie wolne od siebie w ten weekend.
- Może i tak... - westchnęła lekko zawiedziona – To co, w poniedziałek w szkole?
- Jasne – odparł, po czym pocałował ją na pożegnanie. Długo i namiętnie, ale tym razem nie z zaskoczenia. I to musiało jej wystarczyć na cały weekend. Brunet zaczekał aż jego dziewczyna zniknie za drzwiami i dopiero wtedy ruszył w dalszą drogę.

czwartek, 24 grudnia 2015

Uczuciowa pułapka cz. 7

           Sebastian postanowił posłuchać rady Maćka i trzymać swoją dziewczynę na dystans. Liczył że dzięki temu blondynka poczuje się samotna i zacznie zwracać uwagę na innych chłopaków. Miał nawet dobry pretekst by spędzać z nią mniej czasu – zbliżająca się matura. Co prawda zostały mu jeszcze trzy miesiące, ale mógł powoli zaczynać przygotowania. Zresztą, nie zamierzał już teraz się uczyć. Na razie miała to być jedynie wymówka by mieć mniej czasu dla Joasi.
Nie mógł jednak odmówić zaproszenia na piątkową imprezę. Nikt by mu nie uwierzył że w weekend będzie się uczył. Postanowił więc zmienić strategię. Zamierzał upić się razem z Maćkiem, tak żeby Asia poczuła się zażenowana jego postawą. Liczył na pomoc ze strony przyjaciela, ale ten miał niestety inne plany.
- Wiesz, może ten pomysł nie jest zły, nie chcę go oceniać. Ale ja... ja muszę pogadać z Eweliną. Rozumiesz, nie mogę przesadzić.
- Jasne – westchnął – To może chociaż jednego na odwagę?
- Nie zaszkodzi – przyznał z uśmiechem. Brunet rozlał wódkę do kieliszków, wziął oba, po czym jeden z nich podał przyjacielowi. Wypili równocześnie duszkiem. Wtedy podeszła do nich Joasia.
- No ładnie – rzuciła z pretensją w głosie – Wy tu sobie pijecie...
- Aśka, błagam – odparł Sebastian, nie pozwalając jej dokończyć – Jest impreza.
- No ja wszystko rozumiem. Ale że pijecie beze mnie?
Wymienili się spojrzeniami. Blondynka tylko raz piła wódkę na imprezie i obiecała sobie wtedy że nigdy więcej nie weźmie jej do ust. Od tamtej pory piła jedynie wino, tak jak większość dziewczyn.
- Przecież nie lubisz wódki – przypomniał brunet
- A kto powiedział że będę piła wódkę? Nalejesz mi wina? - wskazała na ciemną butelkę stojącą na stole. Chłopak mozolnie podniósł się ze swojego miejsca. W tym czasie Joasia skinieniem głowy dała znać Maćkowi, żeby zostawił ich samych. Zawahał się przez chwilę, wiedział że Sebastian będzie na niego zły. Ale może jednak lepiej by wszystko sobie wyjaśnili.
- Dobra, to ja idę szukać Eweliny.
Tak naprawdę wyszedł na zewnątrz żeby zapalić. Miał nadzieję że dym tytoniowy doda mu choć trochę odwagi albo przynajmniej go odpręży. Bał się tej rozmowy. Nie miał pojęcia jak to rozegrać. Co powinien zrobić? Podejść tak po prostu i powiedzieć „hej, podobasz mi się, zostaniesz moją dziewczyną?” Nie, zbyt bezpośrednio. Wyśmiałaby go. Tego właśnie najbardziej się obawiał. Że niezależnie od jego podejścia dziewczyna zadrwi z niego, że w ogóle sobie wyobrażał że mogliby być parą. W końcu Ewelina była naprawdę ładną, atrakcyjną, dziewczyną. Miała brązowe oczy, tak jak on, długie, kasztanowe włosy opadające na ramiona, smukłą sylwetkę i kształtne pośladki. Podobała się chłopakom. Mogłaby wybierać z wielu. Dlaczego miałaby chodzić właśnie z nim? Co mógłby jej zaoferować? Przecież jest cichy, nieśmiały, jakby lekko wycofany, choć czasem bywał porywczy. Nie umiał patrzeć komuś w oczy przez dłużej niż kilka sekund. Zaraz odwracał wzrok. Nie potrafił mówić o swoich uczuciach, jakby się ich wstydził. A to przecież nic złego że się w niej zakochał. Ale był za to czuły, wyrozumiały i wierny. Tylko czy właśnie takiego chłopaka potrzebowała...
- Nie pójdziesz, nie spróbujesz to się nie dowiesz – powiedział sobie w duchu – Co mam do stracenia? Najwyżej będą się ze mnie śmiali. A co mam do zyskania?
Nie musiał odpowiadać sobie na to pytanie. Kąciki jego ust mimowolnie uniosły się ku górze. Na co jeszcze czekał? Aż skończy palić. Nie układał w głowie żadnego planu. I tak na widok Eweliny wszystkie regułki by szlag trafił. Po prostu wyrzuci z siebie co czuje, a potem... potem niech się dzieje co chce.
Wrócił do środka, rozejrzał się dookoła, ale nigdzie wśród tańczących par nie dostrzegł tej, której szukał. Sprawdził też przy stoliku z przekąskami i napojami. Nie było jej. Zaczepił więc jedną z dziewczyn, kilka razy widział ją z Eweliną, więc automatycznie nasunął mu wniosek że się kolegują.
- Hej, nie wiesz gdzie jest Ewelina?
- Poszła do toalety – rzuciła, nawet nie spoglądając na rozmówcę. Łazienka zlokalizowana była na górze. Maciek postanowił zaczekać na schodach. Dobiegały tam przytłumione dźwięki muzyki z parteru. Chłopak próbował się wyciszyć, ale bez oczekiwanego skutku. Aż nagle jego uszu dobiegły jakieś krzyki z góry. Postanowił sprawdzić co się dzieje, ale ledwie zdążył wejść po schodach, drzwi jednego z pokoi uchyliły się i wypadła stamtąd wściekła, czerwona jeszcze na twarzy Ewelina. Zrobiła zaledwie jeden krok i zderzyła się z Maćkiem. Zachwiała się i upadłaby, gdyby nie to że chłopak szybko złapał ją za ramiona.
- Kurwa, no jak leziesz... - zaczęła, lecz natychmiast zamilkła gdy zobaczyła czarnowłosego – To znaczy... przepraszam.
- Możemy pogadać? - spytał lekko zdenerwowany
- Nie wiem czy to odpowiedni moment, miałam nieprzyjemne spotkanie.
- Chodź – nie zamierzał czekać. Złapał ją za rękę i pociągnął za sobą. Wyszli na zewnątrz, w to samo miejsce, w którym jeszcze kilka minut temu palił papierosa.
- Co jest? - spytała zdziwiona jego zachowaniem dziewczyna
- Masz chłopaka?
- Słucham?
- Odpowiedz.
- A co cię to obchodzi? - warknęła poirytowana jego bezpośredniością – Możesz mi wyjaśnić co jest grane?
- Podobasz mi się – wyrzucił jednym tchem. Ewelina była zaskoczona jego wyznaniem. Nie zauważyła nic podejrzanego w zachowaniu Maćka, coś co by na to wskazywało. A może to ona nie chciała widzieć...
- Ty chcesz powiedzieć że... zakochałeś się we mnie?
- Tak – skinął głową, jednocześnie spuszczając wzrok. Czekał na odpowiedź, jakby od niej miało zależeć jego życie. Bo w pewnym sensie zależało. Serce waliło mu jak oszalałe. Nic w tej chwili się dla niego nie liczyło, nie zwracał na nic uwagi. Chciał tylko usłyszeć cokolwiek co będzie oznaczało spełnienie jego marzeń albo dostać chociażby jakiś znak.
- Kurde – westchnęła – Nie spodziewałam się. Nie żebym coś do ciebie miała, wręcz przeciwnie, jesteś super. Ale... zawsze myślałam że traktujesz mnie tylko jak kumpelę.
- Bo tak było. Aż w końcu dotarło do mnie że to coś więcej. Wiem, mamy różne charaktery, ale... warto spróbować.
- Nie zrozum mnie źle – ten początek nie wróżył nic dobrego – Potrzebuję trochę czasu.
- Spoko – westchnął zrezygnowany – Przynajmniej próbowałem.
- Maciek, ja nie mówię nie. Daj mi trochę czasu, za kilka dni wrócimy do tej rozmowy, dobrze?
Wrócili do środka. Oboje podeszli do stolika. Maciek od razu wypił kieliszek wódki, ona zaś nalewała sobie wina. Do czarnowłosego natychmiast podszedł Sebastian.
- Gadałeś z nią?
- Kosz – odparł krótko i treściwie – Ma mnie za pierdołę. Jak wszystkie dziewczyny z naszej szkoły.
- Powiedziała ci tak?
- Nie musiała – westchnął, na co Sebastian w mig pojął że przyjaciel źle zrozumiał jej słowa. Chciał go pocieszyć, ale wtedy do Eweliny podszedł Rafał. Złapał ją za pośladek. Ta natychmiast się odwróciła i chciała mu dać w twarz, ale on był szybszy i udaremnił ten atak. Próbował ją pocałować, choć ta nie chciała, usiłowała go odepchnąć. Rozgoryczony i poirytowany niepowodzeniem Maciek nie mógł na to patrzeć. Chwycił go ramieniem za szyję i odciągnął od dziewczyny.
- Odwal się od niej – warknął, rzucając rywala na ziemię
- A ty kurwa kto? - odparł, szybko się podnosząc – Anioł stróż?
- Dla ciebie może być nawet ksiądz proboszcz.
Rzucili się obaj na siebie z pięściami. Raz jeden okładał drugiego, a drugi pierwszego. Kiedy pozostali to zobaczyli, otoczyli ich kółkiem i dopingowali swoich faworytów. Wbrew pozorom żaden nie uzyskał zdecydowanej przewagi. Aż w końcu Maciek odepchnął od siebie Rafała, a ten poleciał w tłum. Wtedy rozpoczęło się piekło. Wszyscy zaczęli się przepychać, a po chwili bić. Maciek, korzystając z chwili że znalazł się poza centrum zamieszania, podszedł do Eweliny. Myślał że dla niego to już koniec bitwy i nawet nie miał pojęcia jak bardzo się mylił.
- Wszystko w porządku?
- Tak, dziękuję – chciała go przytulić, lecz nagle, niespodziewanie z którejś strony został uderzony krzesłem. Rozpadło się ono na kilka kawałków, zaś czarnowłosy upadł na ziemię. Złapał się za głowę, a następnie spojrzał na rękę. Była cała we krwi. Nagle poczuł że ktoś go ciągnie za ramię. Próbował wstać, gdyż wiedział że tu nie jest bezpieczny. Z trudem stanął na nogi. Chciał znaleźć Ewelinę, ale w tym tłumie nie było to możliwe. Dopiero kiedy wykonał kilka kroków przed siebie zorientował się że to ona go prowadzi i pomaga utrzymać równowagę.
- Jest bardzo źle? - spytał lekko zachrypłym głosem, kiedy wyszli już z centrum zamieszania
- Strasznie – odparła cicho, patrząc na jego rozbitą głowę. Krew spływała przez ucho, aż do szyi – Musisz jechać na pogotowie.
- Nie dam rady – wysapał, opierając się o ścianę
- Pojadę z tobą. Wezwę taksówkę – oznajmiła drżącym głosem
- A co z Sebą i Aśką?
- Nie wiem, cholera, nie widziałam ich.
- Wracam tam.
- Zwariowałeś?! Maciek, nie ruszaj się. Jesteś ranny!
Chciał odpowiedzieć, ale brakło mu sił. Zobaczył tylko ciemność przed oczami, a jego ciało bezwładnie osunęło się na ziemię.

wtorek, 22 grudnia 2015

Uczuciowa pułapka cz. 6

           Minęło kilka miesięcy. Sebastian i Joasia oficjalnie zostali parą i spędzali ze sobą wiele czasu. Wydawało się że chłopak pod jej wpływem się trochę ustatkował: mniej imprezował, poprawił wyniki w nauce, a nawet sprawiał wrażenie odpowiedzialnego. W głębi duszy nadal był jednak tym samym chłopakiem co przedtem. Wciąż kochał imprezy, a że teraz chodził na nie rzadziej, to bardziej niż poprzednio cenił sobie każdą, na której się pojawiał. Sporo rozmawiał z koleżankami i kolegami, w końcu był duszą towarzystwa. Na szczęście Joasia nie była zaborcza i nie szukała na siłę powodów do zazdrości. Ale to nie oznaczało że jej nie zależało na Sebastianie. Wręcz przeciwnie. Właśnie dlatego pilnowała się by „nie nakładać mu klosza” i nie ograniczać mu wolności, której przecież tak bardzo potrzebował. Była dla niego niczym powietrze. Wszystkiego mógłby się wyrzeć w imię wyższej wartości, ale nigdy nie tego. Gdyby tylko ktoś spróbował mu ją ograniczać...
Nadeszła wiosna i świat budził się do życia. Temperatura powoli rosła z dnia na dzień, a słońce pojawiało się coraz częściej i na dłużej. Joasia i Sebastian w taką pogodę chętnie wychodzili na spacery.
- Jak myślisz – zaczęła po chwili milczenia – Jak to będzie wyglądało za pięć lat?
- Ale co?
- No jak co? - zaśmiała się – No my.
- Nie mam pojęcia – wzruszył ramionami – Pięć lat to kupa czasu. Wszystko może się zmienić.
- Wszystko oprócz jednego. Nadal będziemy się kochać, prawda?
Szybko przełknął ślinę i skinął głową. Nie wyobrażał sobie żeby przez tyle czasu nadal mieć tą samą partnerkę. Że już nie będzie mógł tyle imprezować, że już nie będzie mógł podrywać innych dziewczyn, że będzie musiał myśleć nie tylko o sobie, ale także o niej...
- Marzy mi się żebyśmy za pięć lat byli kochającym się małżeństwem z dwójką dzieci. No dobrze, może przesadziłam z tą dwójką, ale chociaż jedno moglibyśmy mieć.
No jeszcze dzieci by chciała z nim mieć! Świetnie! Sebastian nie dawał po sobie poznać że coś jest nie tak. Nie był zachwycony jej wizją przyszłości. Nie sądził że ona się w nim naprawdę zakocha. Myślał że dziewczyna potraktuje to jako dobrą zabawę, okazję do rozrywki, oderwania się od nauki. Owszem, podobała mu się i dobrze czuł się w jej towarzystwie, ale wizja stałego związku go przerażała.
- Idziemy do mnie?
Po tym co chwilę wcześniej usłyszał miał dziwne skojarzenia. Pomyślał że Joasia już teraz chce się starać o to dziecko. Ale zaraz, zaraz, ona przecież ma dopiero niespełna 18 lat. Gdyby dziewczyna zaszła w ciążę, Sebastian mógł być pewien że jej ojciec będzie gonił go przez całe miasto z siekierą albo, co gorsza, z pistoletem.
- Sebastian?
- Przepraszam, dzisiaj nie mogę. Umówiłem się na piwo z kolegą, dawno nie wychodziliśmy, więc sama wiesz...
- Rozumiem – skinęła głową
- Ale za to odprowadzę cię pod same drzwi – uśmiechnął się sztucznie, robiąc dobre wrażenie. Tak naprawdę miał wolny wieczór i skłamał, by pozbyć się jej towarzystwa. I choć nie miał w planach spotkania z Maćkiem, to jednak zamierzał do niego pójść. W końcu był jego najlepszym kumplem, kogo ma prosić o pomoc jak nie najlepszego kumpla?

           Maciek nie miał ochoty na chodzenie po knajpach, dlatego zaprosił Sebastiana do siebie. Brunet tak bardzo nalegał, że aż ciężko było odmówić. Po drodze kupił jeszcze cztery piwa w sklepie, po czym poszedł do domu kolegi. Zadzwonił do drzwi, odczekał chwilę i zobaczył w progu czarnowłosego. Poszli od razu do jego pokoju. Maciek zamknął drzwi, sięgnął po otwieracz do butelek i po chwili wręczył otwarte piwo swojemu gościowi. Drugie wziął dla siebie. Usiedli na kanapie, stuknęli butelkami i niemal równocześnie pociągnęli z nich po solidnym łyku. Maciek sięgnął po pilota od telewizora i zaczął przeskakiwać po kanałach.
- Nuda. Nuda. Gówno jakieś. Nuda – komentował kolejne obrazki z ekranu
- Dobra, chrzanić telewizję – westchnął Sebastian – Miałeś rację. Miałeś tą pieprzoną rację.
- Ale że...? - nie wiedział co jego przyjaciel ma na myśli
- Żebym nie brał się za Aśkę, bo to nie mój typ. Zawsze masz tą pieprzoną rację. Powtarzałeś że wielkie przyjaciółeczki Marta i Paulina się pokłócą. I co? Pokłóciły się. Mówiłeś że Czarek nie powinien startować do Olki, bo dostanie kosza. I co? Dostał. Mówiłeś że nie powinienem startować do Aśki. I co? Wystartowałem, choć nie powinienem. Że ja głupi musiałem cię nie posłuchać!
- No dobra, ale co się w ogóle stało?
- Właśnie zdałem sobie sprawę jakim idiotą byłem. Wiesz co mi powiedziała? - spytał retorycznie – Że za pięć lat chciała by być moją żoną i mieć ze mną dziecko. Wyobrażasz to sobie?
Mimo powagi sytuacji Maciek nie mógł się powstrzymać od śmiechu. Wizja Sebastiana jako głowy rodziny, kochającego męża i odpowiedzialnego ojca w wieku już 24 lat nie mogła wywołać innej reakcji.
- Wybacz – mówił, uspokajając się – Ale jak sobie o tym pomyślałem to...
- Dobra, dobra – machnął ręką zrezygnowany
- Naiwna jest. No tak – dodał, kiedy Sebastian na niego spojrzał pytającym wzrokiem – Nie dość że uwierzyła ci w to że ją kochasz to jeszcze myśli że stworzycie piękną rodzinkę. Gratuluję, wybitnie spieprzyłeś sprawę.
- Weź mnie nie dobijaj...
- A co mam ci powiedzieć? Że wszystko jakoś się ułoży i będzie dobrze? - mówił podniesionym głosem – Pierdolenie. Co ty sobie wyobrażałeś jak ją podrywałeś? Że taka pilna, poukładana dziewczyna nagle poczuje w sobie diabła i zejdzie na złą drogę? Że będzie bawić się, imprezować, chlać i puszczać się z facetami których pierwszy raz na oczy widzi?
- Ej, ej, ej – Sebastian go pohamował – Po pierwsze, nie chodziło o puszczanie się, tylko o dobrą zabawę.
- W łóżku – sprecyzował czarnowłosy
- No nawet jeśli, to co? Jeśli jedno i drugie chce to w czym problem? - w odpowiedzi Maciek tylko wzruszył ramionami, więc Sebastian kontynuował – Po drugie, nie z facetami, tylko z jednym, a w tym przypadku chodzi o mnie. A po trzecie, nie widzi mnie pierwszy raz na oczy. A tak w ogóle to co ty taki zdenerwowany?
- Zakochałem się – wyznał po chwili milczenia
- To raczej powinieneś być szczęśliwy.
- Wszystko fajnie, gdyby jeden debil nie kręcił się koło niej.
- Co to za dziewczyna i co to za debil? - nie krył swojej ciekawości
- Ewelina – powiedział cicho – Tak, ta od nas z klasy. Jest zajebista i mam tu na myśli nie tylko wygląd, ale i charakter.
- A ten debil?
- Ten debil ślini się na jej widok i skacze koło niej jak piesek. Nawet nie mam jak się przebić...
- Próbuj Maciek, próbuj do cholery – zachęcał przyjaciela – Jeśli ci na niej zależy to nie odpuszczaj choćby nie wiem co.
- Łatwo mówić.
- Z takim podejściem to jej nie zdobędziesz. A kto to w ogóle ten koleś?
- Rafał Wilecki.
- A, ten – uśmiechnął się – Znam go. Nie jakoś dobrze, ale kojarzę. Leci na wszystko co się rusza i ma fajny tyłek. Minie trochę czasu i odpuści sobie.
- Gorzej jak zdąży ją wykorzystać – zmartwił się czarnowłosy
- Ewelina to mądra dziewczyna, nie da się.
- Może i mądra, ale wszystkie lecą na puste tekściki o miłości, o przyspieszonym biciu serca, o wspólnym oglądaniu gwiazd... Po prostu lubią jak faceci się im tak podlizują.
- W takim razie zostaje ci tylko jedno – oznajmił, na co Maciek posłał mu pytające spojrzenie – Nie pozwól by ją zranił. A skoro już o tym mowa, to co ja mam zrobić z Aśką...
- Zerwij z nią – rzucił po chwili milczenia
- Co? Przecież nie mogę jej tego zrobić. Byłbym ostatnią świnią, gdybym jej to zrobił.
- A to że ją uwiodłeś mimo że jej nie kochasz to było okej? Zrozum, im dłużej będziesz z nią tkwił w tym związku, tym bardziej będziesz ją krzywdził. Jak skończycie szkołę to ona się wkręci na maksa, będzie chciała z tobą zamieszkać, nie rozumiesz tego?
- Nie mogę jej tego zrobić. Nie potrafię.
- Niech cię szlag – warknął – Czekaj... a gdyby to ona z tobą zerwała?
- Ale jak? Za co, dlaczego?
- Chociażby dlatego że zakochała się w innym. Ty będziesz miał dla niej mniej czasu, no wiesz w końcu matura, trzeba się uczyć, ona kogoś pozna, poczuje się odtrącona przez ciebie, osamotniona i... no wiesz co dalej.
- Niegłupie – przyznał po chwili namysłu – Ale skąd pewność że Aśka się zakocha w tym nowym gościu?
- Jeśli on będzie w niej zakochany to się koło niej zakręci i o to zadba.
- A jak ją zostawi?
- To już nie twój problem. Chyba nie chcesz tkwić w tym związku do końca życia tylko dlatego, że rozstanie będzie bolało Aśkę.
- No pewnie że nie. Ale chciałbym to zrobić jak najdelikatniej, z korzyścią i dla mnie, i dla niej – wyjaśnił
Czuł że zrobił źle wchodząc ten związek. O ile w poprzednich jego dziewczyny chciały tego samego co on, tutaj od początku mógł się domyślić że Joasia nie szuka chłopaka na chwilę, tylko będzie miała poważne zamiary i tego samego jednocześnie oczekiwała. Była naprawdę fajną, sympatyczną i ładną dziewczyną, ale on nie potrafił mieć na stałe jednej partnerki. Nie chciał wpaść w rutynę, która zabiłaby ewentualne uczucie. Do Joasi coś czuł. Miłość to było za duże słowo, ale jednak nie chciał by cierpiała, a jednocześnie miał nadzieję że wkrótce będzie mógł z nią zerwać. To było dziwne. Tym bardziej że nadal czuł się doskonale w jej towarzystwie, ale wizja spędzenia z nią reszty życia, z jedną kobietą, rezygnując z wolności już w tak młodym wieku go przerażała.

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Uczuciowa pułapka cz. 5

          Spotkanie można było uznać za udane. Joasia relacjonując Ani wydarzenia z piątkowego wieczora uparcie i w pełni świadomie unikała słowa randka, jakby chciała ukryć że między nią a Sebastianem faktycznie może coś być. Na razie nawiązali nić porozumienia. Obejrzeli w kinie komedię (ale nie romantyczną), co pozytywnie zaskoczyło dziewczynę. Spodziewała się właśnie nudnej jak flaki z olejem historii pewnej miłości z przeszkodami, która i tak miałaby się skończyć szczęśliwie, bądź horroru, gdzie przez niemal cały film zamykałaby oczy przy drastycznych scenach i cały czas tuliła się w rękaw jego kurtki. Tymczasem on potrafił wykroczyć poza stereotypowe standardy i wybrać coś, na czym oboje świetnie się bawili.
- A potem odprowadził mnie do domu – kontynuowała – Bardzo fajnie nam się gadało, rozmowa sama się kleiła. Nawet mamy ze sobą trochę wspólnego.
- Czyżby? - Ania uniosła brwi zaintrygowana
- On też uwielbia seriale kryminalne. Na przykład taka Kobra 11. Nie zgadniesz kto jest jego ulubioną postacią, wyłączając oczywiście Semira.
- Chris Ritter – rzuciła bez zastanowienia
- Skąd wiesz?
- To proste. Mówisz że macie coś wspólnego, to jest twoja ulubiona postać... Po prostu logika – wzruszyła ramionami, jakby wcale nie miała wpływu na tę odpowiedź
- A wiesz co zrobił jak było mi zimno?
- Oddał ci swoją kurtkę.
Asia pokiwała głową z lekkim zaskoczeniem. Znów prawidłowo.
- Klasyka – wyjaśniła – Każdy normalny facet to zrobi będąc na randce.
- Na spotkaniu – poprawiła ją
- Aśka, kogo ty chcesz oszukać? - westchnęła, nie mogąc już wytrzymać jak jej przyjaciółka z uporem usiłuje zmienić obraz tej relacji – Wpadłaś mu w oko, a on tobie, przecież to widać. Nie zapraszałby cię, gdyby nie liczył na coś więcej, a ty nie zgodziłabyś się, gdyby to miał być zwykły, jednorazowy wypad do kina. A teraz spójrz mi prosto w oczy i powiedz że się mylę.
Blondynka odgarnęła kosmyk włosów z twarzy. Przełknęła ślinę, wzięła głęboki oddech, gotowa powiedzieć wszystko, co tylko przyjdzie jej do głowy. Ale kiedy tylko spotkała się ze spojrzeniem brunetki, mechanizm odpowiadający za kłamstwa po prostu się zaciął. Joasia ponownie wzięła wdech i powiedziała zdecydowanym głosem:
- No i co z tego? Robię coś złego?
- Nie, to nawet dobrze że z kimś się spotykasz. Ale wiadomo jaki jest Sebastian, on się nigdy nie angażuje. Jak mu się znudzisz to po prostu cię zostawi. Nawet przez myśl mu nie przejdzie że będziesz cierpiała. Aśka – dodała z politowaniem – To że on jako pierwszy spojrzał na ciebie jak na kobietę to nie znaczy że to on jest tym właściwym dla ciebie. Nie zrozum mnie źle, to twoje życie, możesz robić co chcesz, ale jestem twoją przyjaciółką i martwię się że to wszystko może się dla ciebie nieciekawie skończyć.
- Spokojnie, mam wszystko pod kontrolą – zapewniła
- Właśnie widać. Oczy ci się świecą.
- Co?
- Oczy ci się świecą jak o nim mówisz. Zakochujesz się.
Nie wiedziała co powiedzieć. Na szczęście rozmowę przerwał dzwonek na lekcję i gwar rozmów chłopaków z klasy, którzy szli korytarzem w kierunku reszty grupy. Dziewczyny także tam dołączyły. Asia nie chciała przyjąć do wiadomości tego co powiedziała jej Ania, ale nie mogła wiedzieć że właśnie te uczucia, które jej towarzyszyły podczas spotkania i rozmowy z Sebastianem są charakterystycznymi dla zauroczenia. A to był właśnie krok w stronę zakochania się.

          Sebastian jednak nie pojawił się w szkole ani w poniedziałek, ani we wtorek. Choć Joasia pisała do niego smsy, a on jej odpisywał, nie dowiedziała się nic konkretnego. Jednego dnia pisał o opiece nad młodszym bratem, który zachorował, a na drugi dzień rzekomym powodem nieobecności miał być sprawdzian z historii, na który nie zdążył się przygotować. Dziewczyna czuła że coś jest nie tak, że Sebastian nie mówi jej całej prawdy. Przez chwilę nawet pomyślała że brunet próbuje jej unikać, ale tak naprawdę nie miał powodu. Miałoby to sens dopiero, gdyby do czegoś między nimi doszło, dlatego szybko odrzuciła taką hipotezę. Musiała poznać prawdę. Że też nie mogła go poprosić o adres... Mogła zrobić tylko jedną rzecz. Tylko jedna osoba mogła jej pomóc. I był to niestety nielubiany przez nią Maciek.
- Cześć – podeszła do niego i uśmiechnęła się sztucznie. Chłopak rozejrzał się dookoła, ale nie zobaczył w pobliżu nikogo, kto byłby zwrócony w stronę blondynki.
- Tak, do ciebie mówię – przyznała, widząc jego dezorientację – Ty się kolegujesz z Sebastianem, prawda?
- Chyba mu nie zamierzasz wybierać znajomych? - odparł chłodno
- Nie, broń Boże. Raczej chodzi mi o to że... Potrzebuję jego adres.
- Adres – powtórzył jak echo – Po co ci?
- Musisz wiedzieć?
- Muszę. Skoro sam ci nie dał to musiał mieć jakiś powód.
- Nie dał, bo go o to nie spytałam. Proste.
- Nie możesz więc go zapytać? Zadzwoń, chyba masz jego numer skoro jesteś jego, znaczy przepraszam, będziesz jego dziewczyną.
- Słucham?
Maciek czasem lubił trochę podkoloryzować rzeczywistość i ukazać wszystko tak, jakby chciał widzieć to jego rozmówca. Pomyślał że teraz ma właśnie okazję poprawić „notowania” Sebastiana u Joasi i nie zamierzał z tej okazji nie skorzystać.
- Często o tobie mówi. Że mu się podobasz, że mu się często śnisz, że uwielbia twój uśmiech – zaczął wyliczać – że lubi z tobą rozmawiać, że nie może zasnąć dopóki nie napiszesz mu dobranoc.
Joasia patrzyła na niego ze zdumieniem. Nie mogła uwierzyć w to że Sebastian naprawdę mówił o niej takie rzeczy właśnie Maćkowi, właśnie temu który jej nie lubił.
- No dobra, trochę przesadziłem z tym dobranoc, ale to było tak dobre że nie mogłem tego nie powiedzieć – pomyślał, po czym zwrócił się do dziewczyny:
- No co? Zakochał się chłopak. Mówił że tak naprawdę nigdy nie spotkał dziewczyny, z którą mógłby po prostu siedzieć i nic nie robić, a i tak byłby szczęśliwy. Nigdy, dopóki nie poznał ciebie. Że otworzyłaś mu oczy, bo dotychczas to dla niego tylko imprezy były ważne, a ty mu pokazałaś świat z innej perspektywy. Aha, i najważniejsze, że byłby idiotą gdyby sobie ciebie odpuścił albo cię zranił.
- To dlaczego coś kręci? - zapytała lekko zdezorientowana – Czuję to, nie mówi mi całej prawdy. No nie wierzę że nie przyszedł do szkoły bo macie jakiśtam sprawdzian z historii.
W rzeczywistości żadnego sprawdzianu nie było, ale Maciek, by nie ujawnić kłamstwa kolegi, przyznał jedynie że był on naprawdę trudny.
- Mówię ci, pogadaj z nim. Tylko mnie w to nie mieszaj, okej?
- A ten adres? - spytała z nadzieją w głosie. Tylko tak mogła poznać całą prawdę – pójść tam.
- Tylko się z nim nie kłóć, bo mnie zabije – choć nie mówił poważnie, nie zabrzmiało to jak żart. Podał jej adres, za co dziewczyna podziękowała, ale zastrzegła jednocześnie że jeśli podał jej złe dane i zrobił to celowo to będzie żałował.
- Aż taki wredny nie jestem – skwitował, mając nadzieję iż Sebastian nie będzie miał mu za złe tego co zrobił.

          Był zaskoczony kiedy po otwarciu drzwi zobaczył u progu Asię. Kiedy osłupienie minęło odsunął się na bok i wpuścił ją do środka. Od razu zauważyła że ma czerwony nos, a jego głos brzmiał nieswojo. Zaprowadził ją do salonu, po czym chrząknął i powiedział:
- Napijesz się czegoś?
- Nie, nie będę ci robić kłopotu.
- Żaden kłopot – odparł, lecz za chwilę pospiesznie wyciągnął chustkę z kieszeni i zasłonił się nią tuż przed kichnięciem – Spokojnie, do herbaty czy do soku ci nie kichnę – dodał po chwili z uśmiechem.
- Przeziębiłeś się – stwierdziła z troską – To dlatego nie ma cię w szkole. Dlaczego mi nie powiedziałeś prawdy?
- Nie chciałem cię martwić – usiadł naprzeciw niej, ale w odpowiedniej odległości, nie chcąc jej zarazić
- I codziennie wymyślałbyś nową wymówkę? Proszę cię...
- Przepraszam.
- Nie ma za co. Ale pamiętaj że zawsze masz być ze mną szczery, jasne? - pokiwał głową, więc dopiero teraz zadała pytanie, które cisnęło jej się na usta od samego początku – To przez ten nasz spacer po kinie, prawda? Zmarzłeś, bo dałeś mi swoją kurtkę i to przez to się przeziębiłeś, tak?
- Szalałem na rowerze w weekend i mnie przewiało.
- Sebastian – wycedziła przez zęby
- Dobrze, dobrze – westchnął – Masz rację. Ale nie obwiniaj się, doskonale wiedziałem co robię i gdybym miał to zrobić jeszcze raz to bez wahania.
- Powinieneś jeść teraz dużo owoców. I oczywiście pić herbatę z cytryną, sok z cebuli, mleko z miodem i czosnkiem...
- Aśka, Aśka – powstrzymał ją, nim się nakręciła – Ale nie wszystko naraz, bo wyjdzie z tego mieszanka wymiotna.
- No pewnie że nie. Osobiście ci coś jutro przyniosę.
- Asiu, nie trzeba.
- Ale chcę. A teraz będę lecieć, mam trochę dzisiaj dużo na głowie.
- Jasne, nie zatrzymuję cię – zrobił krok w jej stronę, ale wtedy przypomniał sobie dlaczego nie powinien jej teraz przytulać – No tak, tak – westchnął – Miło że przyszłaś, ale zastanawia mnie jedna rzecz... Skąd wiedziałaś gdzie mieszkam?
- Tajemnica – na jej twarzy zagościł szeroki uśmiech – No to... do jutra, pa.
Odprowadził dziewczynę do drzwi. Domyślał się że to Maciek mógł podać adres, ale on przecież się z Aśką nie lubił. Nie wierzył że jedno podeszłoby do drugiego i tak po prostu by sobie rozmawiali. A nawet gdyby ona go poprosiła, to on by odmówił, aby zrobić jej na złość. A może jednak...
- Zresztą, czy to ważne? - pomyślał – Przyszła do mnie, to się liczy! - wykonał gest radości wracając do swojego pokoju

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Uczuciowa pułapka cz. 4

          Z pomocą Joasi nie tylko zrobił zadanie, ale też zrozumiał jak je zrobić. Na lekcji sam zgłosił się jako ochotnik, wprawiając w osłupienie nauczycielkę. Zawsze mogła spodziewać się aktywności na lekcji po pewnej grupie osób, ale Sebastian nigdy do niej nie należał. Jeszcze większe było jej zaskoczenie, gdy chłopak sam bezbłędnie rozwiązał zadanie.
- No proszę, czyżbyś przyłożył się do matematyki? - spytała z nutką satysfakcji w głosie
- A jakoś tak mi pasuje ten temat.
Wrócił do ławki i zajął miejsce koło Maćka. Ten spojrzał na niego pytająco. Domyślał się że to ma coś wspólnego z Aśką Mizialską.
- Wytłumaczyła mi co nieco na przerwie – wyjaśnił szeptem – Chyba nie masz mi tego za złe?
- Nie, w porządku. Ale jak ją do tego przekonałeś?
- Tylko się nie gniewaj – uprzedził – Powiedziałem jej że jest lepsza od ciebie i że nie umiesz tłumaczyć.
Maciek tylko uśmiechnął się pod nosem. Z jednej strony nie obrażał się bez powodu i takie małe kłamstwo nie robiło mu wielkiej różnicy. Ale z drugiej strony sprawiło mu to trochę przykrości. Starał się to ukryć, by Sebastianowi nie było głupio.
- Przepraszam, ale musiałem się do niej zbliżyć.
- Wiesz że kłamstwem nic nie zdziałasz? Co najwyżej schrzanisz sprawę.
- Wiem co robię – zapewnił, obiecując sobie w duchu że to był tylko jeden, jedyny raz
- Mam nadzieję.

          Tymczasem Joasia siedziała na lekcji języka angielskiego i uważnie słuchała nauczyciela. Była chyba jedyną osobą zainteresowaną tematem, reszta obgadywała poprzedni mecz Ligi Mistrzów, bawiła się telefonami, bądź miała inne swoje zajęcia. W końcu otrzymali zadanie by w parach porozmawiać na temat zakupów. Większość jednak nie miała zamiaru trzymać się narzuconego obrębu i kontynuowali poprzednie rozmowy.
- Aśka – koleżanka z ławki szturchnęła ją w bok – Chrzanić to zadanie.
Blondynka podniosła wzrok zdumiona. Ania, podobnie jak ona, też przykładała się do nauki, ale tym razem musiała mieć coś ważnego do powiedzenia, skoro polecenie wydane przez nauczyciela zeszło na drugi plan.
- Co się dzieje?
- To raczej ja powinnam ciebie spytać. Chodzisz z Sebastianem?
- Z kim? - w pierwszej chwili nie skojarzyła o kogo chodzi
- Z Sebastianem Wolańskim. Ten brunet z III „c”. Gadaliście na przerwie.
- No i? To jeszcze o niczym nie świadczy – zauważyła
- Dlatego pytam.
Joasia westchnęła i przewróciła oczami. Była zaskoczona że coś takiego przyszło do głowy przyjaciółce.
- Tylko mu pomagałam zrobić zadanie z matmy. To nie mój typ.
- Całe szczęście – odetchnęła z ulgą – To podobno kobieciarz. Chce się tylko zabawić, mieć się z kim pokazać, a jak mu się jakaś dziewczyna znudzi to leci za następną.
- Nie słucham plotek – odparła, udając że nie znała wcześniej tej opinii
- Wiesz co... - kontynuowała, zauważywszy że Asia niczego się nie domyśla – Padło chyba na ciebie.
- Co?
- Wpadłaś mu w oko. Myślisz że on tego zadania nie mógł spisać od pierwszej lepszej osoby? Oczywiście że mógł. Ale przyszedł do ciebie.
- I naściemniał mi że Maciek jest słaby. To akurat wiem że zrobił to specjalnie – przyznała z lekkim uśmiechem na twarzy
- Więc dlaczego się zgodziłaś?
- Mam przecież dobre serce – oznajmiła tajemniczym głosem
- Aśka, ty coś kombinujesz. Mów.
- Ja? No coś ty, taka grzeczna i wzorowa uczennica...
- Ile my się znamy? Cztery, pięć lat?
- No dobra, masz mnie – przyznała – To fajne uczucie kiedy ktoś się o ciebie stara. Powiem więcej, żaden chłopak jeszcze nie dawał mi sygnałów że jest mną zainteresowany.
- Chyba nie chcesz się z nim umówić? - ton głosu dziewczyny zabrzmiał niepokojąco
- Dlaczego nie? Spróbować można. Jedna randka to jeszcze nic. Spróbuję go przerobić. Jeśli się nie uda, trudno, a jeśli wyjdzie... to dam mu szansę.
- Aśka... to chyba nie jest dobry pomysł – ostrzegła przyjaciółkę – Nim się obejrzysz to będziesz w nim zakochana. A on cię wykorzysta i porzuci.
- Nie dam się – zapewniła, przekonana że będzie miała pełną kontrolę nad swoimi uczuciami. Nie miała jeszcze doświadczenia w sprawach sercowych, więc nie mogła wiedzieć że nad tym nie zawsze da się zapanować...

          Joasia chciała żeby Sebastian się starał, żeby pokazał że mu zależy. Ale wiedziała też że nie może przesadzać, bo jeśli chłopak nie będzie widział efektów swoich działań to odpuści. Na razie jednak nie padła z jego strony żadna konkretna propozycja. Dwa dni później wychodząc ze szkoły dziewczyna zwolniła kroku, licząc na to że brunet także opuści budynek i za chwilę ją dogoni. Musiała wykazać się odrobiną cierpliwości, gdyż Sebastian nie wiedział że blondynka skończyła zajęcia o godzinę szybciej niż według planu i nie zamierzał się spieszyć.
- Idziemy jeszcze na fajkę? - zaproponował Maciek, kiedy kierowali się do wyjścia
- W sumie to czemu nie... - odparł, ale kiedy zobaczył Joasię na podwórku, szybko postanowił zmienić zdanie – Albo wiesz co? Dzisiaj jednak nie.
Maciek uniósł brwi ze zdumienia. Pożegnał się z kumplem i odprowadził go wzrokiem. Kiedy zobaczył jak zrównuje się z blondynką, wszystko stało się jasne. W odpowiedzi jedynie pokręcił głową z uśmiechem.
- Dziewczyna ważniejsza niż fajki – pomyślał – Nie poznaję go.
Miłość podobno zmienia ludzi. Sam w to nie wierzył, ale teraz miał przed oczami dowód na prawdziwość tej tezy. I to jeszcze kto! Sebastian, który przecież nigdy miał się nie zakochać, który związki traktował tylko przejściowo, przelotnie, a całym ich sensem była jedynie dobra zabawa. Okazało się jednak że nawet takiego luzaka jak on potrafiło poukładać. Przynajmniej taki wniosek wyciągnął Maciek.
- Jak ci minął dzień? - spytał, skręcając w tą samą stronę co dziewczyna
- A ty nie idziesz do domu? - udawała zdumienie
- Idę, ale tak trochę na około. No co? Odprowadzę cię, jeśli oczywiście nie masz nic przeciwko.
- Jak ci się chce – rzuciła obojętnie, choć w głębi duszy była zadowolona – A dzień... w porządku, chociaż mógł być lepszy. A twój?
- Do bani – westchnął – Musiałem odpowiadać na biologii, a że nie byłem przygotowany...
- Rozumiem. Biologia też nie jest moim ulubionym przedmiotem – przyznała – Ciężko mi wchodzi, ale jak się przyłożę to jakoś się jeszcze nauczę.
- Ja nie mam motywacji. Zresztą, na co mi ta biologia. Nie zdaję z niej matury, nie przyda mi się na studiach, a większość materiału i tak wyparuje z głowy. Byle mieć te dwa i w kwietniu do widzenia.
- W kwietniu?
- No tak, maturzyści kończą rok wcześniej.
- Racja, zapomniałam. Gdzie wybierasz się na studia?
- Szczerze? Jeszcze nie wiem. Nie zastanawiałem się nad tym tak na poważnie – przyznał – Tak, wiem, czasu jest coraz mniej.
- A na dzień dzisiejszy bierzesz coś pod uwagę?
- Jedyne co mi na razie przychodzi do głowy to ekonomia.
- Ekonomia – powtórzyła jak echo – Niezły wybór. Podobno po tym możesz mieć spokojną i dobrze płatną pracę, no ale... taką trochę nudną i monotonną.
- Dobra, nie gadajmy już o szkole i o nauce, okej? - w odpowiedzi dziewczyna skinęła głową – Jakie filmy lubisz?
- Filmy?
- No tak. Muszę wiedzieć na co kupić bilety do kina. Oczywiście, jeśli zgodzisz się ze mną pójść, bo samemu to jakoś tak... no w każdym razie, wolę towarzystwo.
- A dlaczego akurat moje? - spytała zaciekawiona
- Bo jesteś ładna, inteligentna i myślę że to może być miły wieczór.
- A tak bez słodzenia? - wiedziała że trochę się jej podlizuje
- No to... jesteś fajną dziewczyną i dobrze się z tobą gada.
- No dobrze... - uśmiechnęła się tajemniczo – Piątek wieczór?
- Pasuje.
- To jesteśmy umówieni. A co do filmu... zaskocz mnie.