czwartek, 31 grudnia 2015

Uczuciowa pułapka cz. 9

           Następnego dnia Sebastian przyszedł do szpitala, aby zobaczyć się z Maćkiem. Chciał na własne oczy zobaczyć że przyjaciel ma się dobrze i tylko kwestią czasu będzie jego powrót do zdrowia. Przyszedł wczesnym popołudniem. Zastanawiał się czy nie przemycić mu trochę jedzenia, bowiem to szpitalne z pewnością mu nie smakowało. Ostatecznie zrezygnował, myśląc że jeśli ma wstrząśnienie mózgu to nie będzie miał apetytu.
- Jak ty się w ogóle czujesz? - spytał zaraz po przywitaniu
- Nie jest źle, poza tym że chce mi się rzygać. Znaczy chce mi się i nie. Jakby to powiedzieć... - westchnął – Czuję taką gulę w gardle i nudności na żołądku, ale jak już się doczołgałem do toalety to nic nie wyszło.
- Rozumiem. Głowa cię nie boli?
- Nie, na razie nie. Dostałem jakieś tabletki przeciwbólowe. W ogóle to nudno tutaj. Poszedłbym już do domu.
- A wiadomo coś kiedy wychodzisz?
- Nie chcą mi nic mówić, matka też nie – skrzywił się lekko – Chyba nie mówią mi wszystkiego.
- Ale co i dlaczego mieliby przed tobą ukrywać?
- Pojęcia nie mam – zamilkł na chwilę, by zmienić temat – Ewelina była u mnie rano.
- Czyli...
- Martwi się – kontynuował, nie zwróciwszy uwagi na wtrącenie Sebastiana – Chyba nawet czuje się winna, choć nie powinna. Nie no, będzie dobrze.
- Rozmawialiście... o was?
- Dzisiaj nie. Wczoraj. Tutaj, w szpitalu. Twierdzi że potrzebuje trochę czasu.
- Po tym co zrobiłeś na tej imprezie to nie powinna mieć żadnych wątpliwości.
- Daj jej spokój – odparł zrezygnowany, jakby pogodzony z porażką – Lepiej powiedz jak się mają sprawy z Aśką.
- Zrobiłem coś szalonego.
- Co?
- Całowałem się z nią.
Maciek parsknął śmiechem. To miało być szalone? Przecież była jego dziewczyną, to normalne że się całują.
- Ale nie tak jak zawsze – wyjaśnił – Rzuciłem się na nią jak bym chciał ją zamordować. Chciałem ją tylko nastraszyć, ale kiedy znalazłem się tak blisko jej twarzy... Nigdy się tak nie całowaliśmy. Tak spragnieni tych pocałunków, tak łapczywie, jak ryba, która wyjęta z wody łapie powietrze...
- Ty czasem też nie dostałeś w głowę? Pokaż no się...
- Nie, nie. I nic nie piłem. Ja poczułem wtedy coś takiego... no coś... nie wiem jak to nazwać, kurde. Ale od razu cała mi złość przeszła, zapomniałem o tej kłótni, o wszystkim, o całym świecie.
- Gadasz takie głupoty, że wyjaśnienie może być tylko jedno – w odpowiedzi na to Sebastian spojrzał wyczekująco – Miłość.
- Mi... co?! Tobie chyba jednak został ślad po tym uderzeniu – nie przyjmował do wiadomości że mógł się zakochać – Przecież ja nigdy...
- No to widocznie jest ten pierwszy raz. Pomyśl trochę. Dobrze ci z Aśką, tak?
- No tak.
- Nie możesz przestać o niej myśleć?
- Od czasu tego pocałunku – przyznał
- Chcesz z nią być?
- To znaczy...
- Chcesz czy nie?
- W tej chwili tak. W przyszłości... nie wiem.
- Chrzanić przyszłość, cholera wie co będzie za kilka lat – poruszył się trochę gwałtowniej, przez co znowu poczuł się gorzej – Patrz. Z wcześniejszymi dziewczynami miałeś układ, trochę się zabawicie i do widzenia. Przed Aśką to zataiłeś, bo wiedziałeś że wtedy nic z tego. Chciałeś ją mieć, nie wnikam dlaczego...
- Wtedy sobie myślałem... myślałem że to fajna dupa, byłoby z kim się pokazać, a i sam na sam mogło być ciekawie. No wiesz co mam na myśli.
- Wiem, wiem – odetchnął głęboko – Tylko że Aśka to dziewczyna nie z tej półki.
- Teraz to widzę. Jest mądra, ma wiele do powiedzenia, można się z nią pośmiać, ma dystans do życia, choć nie zawsze ma go wobec siebie. Lubi postawić na swoim i nie zawsze potrafi się przyznać do błędu, ale w głębi duszy chce dobrze, ma w sobie jakieś takie ciepło, jest troskliwa i opiekuńcza i tego też oczekuje, chociaż zgrywa niezależną twardzielkę, która wie co robić i twardo stąpa po ziemi. Naprawdę dobrze czuję się w jej towarzystwie.
- Z żadną dziewczyną nie wytrzymałeś tak długo. W końcu zaczęło ci się udzielać jej towarzystwo.
- Nie rozumiem.
- No tak, nie zauważyłeś – uśmiechnął się pod nosem – Mniej imprezujesz, mniej pijesz, lepiej się uczysz i stałeś się bardziej odpowiedzialny, choć ostatnio gdzieś ci to trochę uciekło.
- No ale żeby zaraz zakochany? - sam nie wiedział dlaczego nie chciał się przyznać do swoich uczuć. Nie tylko przed nim, nie tylko przed całym światem, ale przede wszystkim przed samym sobą – W sumie to nie wiem...
- Bo to pierwszy raz. Zresztą, nie ma o czym gadać – nagle Maciek zmienił ton, jakby zaczął lekceważyć tę sprawę – Jak ci z nią dobrze, to po prostu z nią bądź. Nie myśl co będzie za miesiąc, rok czy dwa. Bierz co masz teraz, bo potem możesz żałować że zamiast korzystać z chwili to marnowałeś czas na zadręczanie się pierdołami.
- Łatwo ci mówić – westchnął, wyglądając przez okno – W końcu to nie o twoje uczucia chodzi.
- Ale gdy chodziło o moje zrobiłem to samo – zauważył – Zamiast dłużej się zastanawiać i snuć wizję poszedłem do Eweliny i powiedziałem co chciałem.
- I dalej nie wiesz na czym stoisz.
- Ale jestem o krok dalej. Niedługo sprawa będzie rozwiązana. Cholernie nie łatwo jest czekać, ale tak naprawdę co robiłem wcześniej? Czekałem. I pewnie ktoś inny by ją poderwał, a ja bym sobie codziennie patrząc w lustro wyrzucał własną głupotę i tchórzostwo.
- Tylko że ja nie wiem czy w dobrą stronę idę.
- Strasznie niezdecydowany się zrobiłeś – czarnowłosy pokręcił lekko głową zrezygnowany, czego chwilę później żałował, bowiem znów wróciły nudności – Jeszcze kilka minut temu mówiłeś że jest ci z nią dobrze, że całowaliście się i to było coś niezwykłego, a teraz jakbyś chciał się wycofać. Co jest z tobą?
- Nie wiem, cholera, nie wiem – ukrył twarz w dłoniach – Zawsze wiedziałem czego chcę, co powinienem robić, a teraz... pustka.
- Wiesz, ja nie mogę za ciebie decydować. Co mogłem, to ci poradziłem. Reszta jest w twoich rękach.
- Dzięki – klepnął go w ramię, po czym wstał. Maciek nie wiedział czy to była nutka rozczarowania w jego głosie, czy po prostu obojętność zmieszana z niepewnością.
Brunet pożegnał się z kolegą, życzył mu zdrowia. Od razu po opuszczeniu szpitala skierował się do parku. Miał nadzieję że tam uda mu się wyciszyć i pomyśleć, podjąć jakąś decyzję.
Ale zaraz... skąd w ogóle taka potrzeba? Przecież jeszcze wczoraj wieczorem, jak odprowadził Joasię dotarło do niego że naprawdę mu na niej zależy. Że jest pierwszą dziewczyną, która nie była jedynie przygodą. Już nie. Nie tylko nie zasługiwała na to, ale Sebastian już tego nie chciał. Czuł że coś go do niej ciągnie. Jakaś niewidzialna siła, której nie potrafił się już opierać. Więc skąd teraz wątpliwości? Zadał sobie kilka pytań. Nie znalazł na nie odpowiedzi, ale za to mógł sobie odpowiedzieć na to pierwsze. Skoro to uczucie pojawiło się i przybrało na sile tak nagle, to skąd pewność że podobnie nie zdarzy się w drugą stronę? Że tak nagle z dnia na dzień przestanie chcieć z nią być i że to stanie się jak będzie już za późno, kiedy będą już na zawsze związani ślubem lub dzieckiem.
Wyciągnął papierosa i zapalił. Mocno zaciągał się dymem, chcąc przewrócić wszystkie myśli do góry nogami. Tylko tak mógł je ponownie poukładać, a te niepotrzebne wyrzucić. To trochę tak jak z robieniem porządków. Wziąć wszystko, przejrzeć i co trzeba to zostawić, a co nie – do kosza. Przypomniały mu się słowa Maćka. Powinien się przestać zadręczać przyszłością, tym co będzie i tym czego nie jest w stanie przewidzieć. Powinien korzystać z życia, cieszyć się chwilą. Powinien przestać stwarzać sobie problemy, których przecież tak naprawdę nie było. I zrobi to. Obiecał sobie.
Wyciągnął z kieszeni telefon i wybrał numer do Asi.
-------
Powoli zbliżamy się do końca tego opowiadania. Nie ma sensu żeby ciągnąć je w nieskończoność na rozterkach Sebastiana, dlatego pojawią się jeszcze dwa przeskoki w czasie, które doprowadzą akcję do finału.
A dzisiaj kończy się 2015 rok. Nie był to udany rok dla mnie, jeśli chodzi o pisanie. Wiele się jednak wydarzyło, wiele zmian, ale to wcale nie jest dla mnie usprawiedliwieniem. Kryzys zaczął się wcześniej, więc nie ma co zwalać winy. Ilościowo wyszło bardzo słabo, jakieś 1/3 tego, co pojawiło się w 2014 roku, czyli dotychczasowy najsłabszy wynik. Mam nadzieję że przynajmniej jakościowo udało mi się stanąć na wysokości zadania. Złote czasy dla blogów o w11 niestety już dawno minęły, ale nie zamierzam jeszcze kończyć. Mam jeszcze coś do zrobienia.

Życzę wam wszystkiego dobrego w 2016 roku i żeby był lepszy niż poprzedni.

niedziela, 27 grudnia 2015

Uczuciowa pułapka cz. 8

            Kiedy znów otworzył oczy, znajdował się w ciepłym i cichym miejscu. Całkowicie stracił poczucie czasu, a chwilowo także pamięć. Rozejrzał się dookoła. Białe ściany, jasne światło i ta cisza. Jak dobrze że była. Okropnie bolała go głowa. Jeszcze nie wiedział dlaczego. Dopiero po chwili zobaczył iż przy łóżku siedzi jakaś postać. Kobieta. Młoda. Ciemne włosy. Ewelina. Tak, to była ona. Patrzyła na niego lekko zaniepokojona. Nic nie mówiła, pozwoliła mu dojść do siebie. Opadł na poduszkę i złapał się za głowę. Zamiast włosów poczuł na dłoni coś miękkiego, jakiś materiał.
- Co się stało? - zapytał ochrypłym głosem
- Jesteś w szpitalu. Dostałeś w głowę krzesłem.
- Że czym?
- Nic nie pamiętasz?
- Nie mogę sobie przypomnieć. Pamiętam tyle że dałaś mi kosza i... pustka.
Dziewczyna westchnęła. Miała nadzieję że nie odebrał jej odpowiedzi jako odmowę. Myliła się. Poczuł się odrzucony. Chyba nie powinno ją to dziwić.
- Wcale nie dałam ci kosza, tylko poprosiłam o trochę czasu.
- Myślałem że powiedziałaś to by mnie spławić.
- Wrócimy do tej rozmowy, obiecuję – miała śmiertelnie poważny wyraz twarzy – A z tym krzesłem... Rafał się zaczął do mnie dobierać, ty zareagowałeś.
- I to on? To się popisałem...
- Szarpaliście się – kontynuowała, puszczając mimo uszu jego wtrącenie – Pchnąłeś go w tłum, tamci też zaczęli się bić. Chwilę potem zobaczyłam tylko jak to krzesło leci na twoją głowę i rozpada się na kawałki. Matko boska, miałeś chyba z pół głowy we krwi. Chwiałeś się na nogach i pomogłam ci wyjść, a potem straciłeś przytomność.
- To znaczy że... rozpętałem bójkę na imprezie?
- Można tak powiedzieć.
- Ja pierdolę – powiedział półszeptem przymykając oczy – Matka mnie zabije.
- W takim razie zostało ci parę minut życia, bo ona już tu jest. Rozmawia z lekarzem.
Nie odpowiedział. Wiedział że jak tylko jego stan się poprawi, czeka go poważna pogadanka. Matka zawsze go przestrzegała by uważał na siebie na tych imprezach, by nie pił za dużo, by nie stała mu się jakaś krzywda. No i stała się. I to z jego winy, przecież to on zaczął. Zawsze się o niego martwiła kiedy znikał z domu późnym wieczorem, ale teraz? Teraz to zejdzie na zawał z tych nerwów, jeśli spóźni się choćby minutę albo nie odbierze telefonu czy nie odpisze na smsa. A ile to razy zapewniał że wie co robi, że jest odpowiedzialny... Tak, teraz dał doskonały temu przykład.

            Kilka minut później Ewelina opuściła budynek. Na zewnątrz czekali na nią Joasia i Sebastian. Właściwie to byli zajęci sobą. Rozmawiali, wręcz krzyczeli. Brunet też był trochę poturbowany po bójce, ale do stanu Maćka było mu jeszcze daleko. Dziewczyna natomiast gestykulowała energicznie, co jakiś czas kręcąc głową z niedowierzaniem. Wyglądało to na kłótnię. Mimo to Ewelina podeszła bliżej. Musiała przekazać im informacje od lekarza, w końcu tyle czekali, martwili się.
- Kretyn, po prostu kretyn! - wypaliła blondynka – Jak mogłeś pomyśleć że teraz chcę mieć z tobą dziecko?! Teraz, rok przed maturą, chwilę przed osiemnastką, bez pracy, bez wykształcenia, bez niczego.
- A skąd miałem wiedzieć co ci chodzi po głowie? Ty zawsze masz jakieś dziwne pomysły, a potem się wypierasz. O, właśnie, tak jak teraz.
- Tak, ja, zawsze do cholery ja! Chociaż raz byś się przyznał do swojej głupoty. Czyj to był pomysł żeby jeździć samochodem bez prawka, no?
- No i co, stało się coś?
- Miałeś farta że ten radiowóz cię nie zatrzymał.
- No miałem, dobrze. Ale nie zaprzeczysz że ci się podobało.
- Co nie zmienia faktu że to było nieodpowiedzialne.
Wciąż się kłócili, żadne z nich nie zwróciło uwagi że już przez chwilę Ewelina stoi obok i czeka aż się uspokoją, niechętnie wysłuchując wyrzutów z jednej i z drugiej strony. Nie mogła tego wytrzymać, ale nie chciała się wtrącać. Obiecała sobie jednak, że jeszcze chwila i to przerwie.
- Po prostu lubię się dobrze bawić.
- Dorośnij wreszcie, człowieku.
- Jakoś dotychczas nie przeszkadzało ci to jaki jestem – zauważył urażony
- Bo myślałam że do poważnych spraw potrafisz podejść poważnie, ale nie, ty ze wszystkiego musisz robić cyrk. Zamiast pogadać ze mną to nie, ty wymyślasz sobie że „Aśka chce żebym ją zapłodnił” i mnie unikasz. Nie no, brawo. Gratuluję inteligencji! - zakończyła ironicznie
- Przestańcie – wtrąciła Ewelina, ale żadne z nich jej nie posłuchało
- Za to ty nie masz za grosz luzu. Wszystko traktujesz poważnie, nawet nie można zażartować na twój temat bo strzelasz focha. Tak, fochy, to jest to co ci najlepiej wychodzi. Weź wreszcie...
- Zamknijcie się do kurwy zajebanej nędzy! - wybuchnęła Ewelina, która nigdy nie słynęła z wulgarnego języka. Dlatego też natychmiast zarówno Asia, jak i Sebastian zamilkli i spojrzeli na nią zszokowani.
- To znaczy... przepraszam – powiedziała cichym, lekko drżącym głosem
- Co z nim? - spytał Sebastian
- Ma wstrząśnienie mózgu – westchnęła zaniepokojona – Zostawią go trochę na obserwacji.
- Wyjdzie z tego, zobaczysz.
- Będzie dobrze – rzuciła bez przekonania, po czym odeszła na bok i wezwała taksówkę. Sebastian tymczasem ruszył za Joasią, która zdążyła odejść już kawałek.
- A ty co? Drogę zgubiłeś? - wciąż była na niego zła po kłótni
- Nie? - odpowiedział pytająco – Odprowadzę cię, przecież nie będziesz szła sama po mieście.
- Przecież wiem gdzie mieszkam, trafię – rzuciła drwiąc z jego propozycji
- Niewątpię – rzekł jadowicie – Ale wiesz, jest ciemno, późno... Zło czai się wszędzie.
- Właśnie idzie obok mnie – wypowiedziała, nim zdążyła ugryźć się w język. Tym razem przesadziła. To mogło zaboleć, miał prawo się obrazić. Chciała go przeprosić, ale nie zdążyła. Złapał ją za ramiona, przycisnął do ściany i... pocałował. Nagle cały gniew przerodził się w namiętność. Oddawała mu pocałunki, nie potrafiąc się oderwać od jego ust, mimo że już ciężko było jej oddychać przez nos. Ale w końcu to on się odsunął. Nie mogli przecież tak całować się w nieskończoność w miejscu publiczym.
- Przepraszam – powiedział patrząc w jej oczy – Za wszystko.
- Ja też przepraszam – odparła, oddychając ciężko
- To co, idziemy?
- Idziemy.
Wziął ją za rękę i ruszyli powolnym krokiem przed siebie. Mimo przeprosin Joasia wciąż miała wyrzuty sumienia za tą ostatnią kwestię, którą wypowiedziała. Ruszyło go, na pewno. Ta niespodziewana, gwałtowna reakcja była jednoznacznym dowodem. Tylko dlaczego zamiast się zdenerwować, odwrócić na pięcie i odejść, on rzucił się na nią i zaczął całować? Wniosek był tylko jeden. Za bardzo mu na niej zależało. Potrafił schować swoje urazy i zakończyć tę bezsensowną kłótnię. Musiał mieć pewność że dziewczyna bezpiecznie dotrze do domu, chciał osobiście tego dopilnować. Ale jak on to zrobił... Przez chwilę całkowicie ją zdominował. Joasia z lekkim niepokojem stwierdziła, że to jej się podobało. Że to był taki impuls, jakiego potrzebował ich związek po tych kilku miesiącach rutyny, kiedy okres pierwszego wrażenia, poznawania się, minął, a ich relacja stanęła w miejscu. Chyba nawet go trochę rozumiała, że się przestraszył kiedy zaczęła mówić o dziecku. Nie rozumiała tylko dlaczego nie chciał z nią o tym porozmawiać, dlaczego wolał uciekać. Może właśnie tak wyobrażał sobie tą rozmowę? Wrzaski, krzyki, wyrzuty, dogryzanie. Ale teraz już sobie wszystko wyjaśnili i to się liczyło. Co chwila zerkała na niego jakby wzrokiem miała go sprowokować do powtórzenia swojego czynu. Coś zaiskrzyło. Nigdy tak jej nie całował. Zawsze miała takie wrażenie że on robi to automatycznie, jak zaprogramowany robot, że jego usta za każdym razem wykonują te same, identyczne ruchy. Że to tylko jakby wyuczony odruch, który nawet nie dociera do świadomości. Dzisiaj pierwszy raz poczuła taką magię, jakiś impuls, że on przeżywa ten pocałunek, że czuje go wszystkimi zmysłami. Na samo wspomnienie po jej plecach przechodził przyjemny dreszcz.
Oparła głowę o jego ramię. Zwolnił trochę kroku, aby mogła iść równo z nim. Była tak rozkojarzona, że nawet nie zwracała uwagi na drogę i czas. Nie zauważyła nawet kiedy dotarli pod jej dom.
- Dlaczego się zatrzymałeś? - spytała, kiedy stali już dłuższą chwilę
- Bo jesteśmy na miejscu – odparł, unosząc kąciki ust
- Widzimy się jutro?
- Wiesz co... lepiej jak zrobimy sobie wolne od siebie w ten weekend.
- Może i tak... - westchnęła lekko zawiedziona – To co, w poniedziałek w szkole?
- Jasne – odparł, po czym pocałował ją na pożegnanie. Długo i namiętnie, ale tym razem nie z zaskoczenia. I to musiało jej wystarczyć na cały weekend. Brunet zaczekał aż jego dziewczyna zniknie za drzwiami i dopiero wtedy ruszył w dalszą drogę.

czwartek, 24 grudnia 2015

Uczuciowa pułapka cz. 7

           Sebastian postanowił posłuchać rady Maćka i trzymać swoją dziewczynę na dystans. Liczył że dzięki temu blondynka poczuje się samotna i zacznie zwracać uwagę na innych chłopaków. Miał nawet dobry pretekst by spędzać z nią mniej czasu – zbliżająca się matura. Co prawda zostały mu jeszcze trzy miesiące, ale mógł powoli zaczynać przygotowania. Zresztą, nie zamierzał już teraz się uczyć. Na razie miała to być jedynie wymówka by mieć mniej czasu dla Joasi.
Nie mógł jednak odmówić zaproszenia na piątkową imprezę. Nikt by mu nie uwierzył że w weekend będzie się uczył. Postanowił więc zmienić strategię. Zamierzał upić się razem z Maćkiem, tak żeby Asia poczuła się zażenowana jego postawą. Liczył na pomoc ze strony przyjaciela, ale ten miał niestety inne plany.
- Wiesz, może ten pomysł nie jest zły, nie chcę go oceniać. Ale ja... ja muszę pogadać z Eweliną. Rozumiesz, nie mogę przesadzić.
- Jasne – westchnął – To może chociaż jednego na odwagę?
- Nie zaszkodzi – przyznał z uśmiechem. Brunet rozlał wódkę do kieliszków, wziął oba, po czym jeden z nich podał przyjacielowi. Wypili równocześnie duszkiem. Wtedy podeszła do nich Joasia.
- No ładnie – rzuciła z pretensją w głosie – Wy tu sobie pijecie...
- Aśka, błagam – odparł Sebastian, nie pozwalając jej dokończyć – Jest impreza.
- No ja wszystko rozumiem. Ale że pijecie beze mnie?
Wymienili się spojrzeniami. Blondynka tylko raz piła wódkę na imprezie i obiecała sobie wtedy że nigdy więcej nie weźmie jej do ust. Od tamtej pory piła jedynie wino, tak jak większość dziewczyn.
- Przecież nie lubisz wódki – przypomniał brunet
- A kto powiedział że będę piła wódkę? Nalejesz mi wina? - wskazała na ciemną butelkę stojącą na stole. Chłopak mozolnie podniósł się ze swojego miejsca. W tym czasie Joasia skinieniem głowy dała znać Maćkowi, żeby zostawił ich samych. Zawahał się przez chwilę, wiedział że Sebastian będzie na niego zły. Ale może jednak lepiej by wszystko sobie wyjaśnili.
- Dobra, to ja idę szukać Eweliny.
Tak naprawdę wyszedł na zewnątrz żeby zapalić. Miał nadzieję że dym tytoniowy doda mu choć trochę odwagi albo przynajmniej go odpręży. Bał się tej rozmowy. Nie miał pojęcia jak to rozegrać. Co powinien zrobić? Podejść tak po prostu i powiedzieć „hej, podobasz mi się, zostaniesz moją dziewczyną?” Nie, zbyt bezpośrednio. Wyśmiałaby go. Tego właśnie najbardziej się obawiał. Że niezależnie od jego podejścia dziewczyna zadrwi z niego, że w ogóle sobie wyobrażał że mogliby być parą. W końcu Ewelina była naprawdę ładną, atrakcyjną, dziewczyną. Miała brązowe oczy, tak jak on, długie, kasztanowe włosy opadające na ramiona, smukłą sylwetkę i kształtne pośladki. Podobała się chłopakom. Mogłaby wybierać z wielu. Dlaczego miałaby chodzić właśnie z nim? Co mógłby jej zaoferować? Przecież jest cichy, nieśmiały, jakby lekko wycofany, choć czasem bywał porywczy. Nie umiał patrzeć komuś w oczy przez dłużej niż kilka sekund. Zaraz odwracał wzrok. Nie potrafił mówić o swoich uczuciach, jakby się ich wstydził. A to przecież nic złego że się w niej zakochał. Ale był za to czuły, wyrozumiały i wierny. Tylko czy właśnie takiego chłopaka potrzebowała...
- Nie pójdziesz, nie spróbujesz to się nie dowiesz – powiedział sobie w duchu – Co mam do stracenia? Najwyżej będą się ze mnie śmiali. A co mam do zyskania?
Nie musiał odpowiadać sobie na to pytanie. Kąciki jego ust mimowolnie uniosły się ku górze. Na co jeszcze czekał? Aż skończy palić. Nie układał w głowie żadnego planu. I tak na widok Eweliny wszystkie regułki by szlag trafił. Po prostu wyrzuci z siebie co czuje, a potem... potem niech się dzieje co chce.
Wrócił do środka, rozejrzał się dookoła, ale nigdzie wśród tańczących par nie dostrzegł tej, której szukał. Sprawdził też przy stoliku z przekąskami i napojami. Nie było jej. Zaczepił więc jedną z dziewczyn, kilka razy widział ją z Eweliną, więc automatycznie nasunął mu wniosek że się kolegują.
- Hej, nie wiesz gdzie jest Ewelina?
- Poszła do toalety – rzuciła, nawet nie spoglądając na rozmówcę. Łazienka zlokalizowana była na górze. Maciek postanowił zaczekać na schodach. Dobiegały tam przytłumione dźwięki muzyki z parteru. Chłopak próbował się wyciszyć, ale bez oczekiwanego skutku. Aż nagle jego uszu dobiegły jakieś krzyki z góry. Postanowił sprawdzić co się dzieje, ale ledwie zdążył wejść po schodach, drzwi jednego z pokoi uchyliły się i wypadła stamtąd wściekła, czerwona jeszcze na twarzy Ewelina. Zrobiła zaledwie jeden krok i zderzyła się z Maćkiem. Zachwiała się i upadłaby, gdyby nie to że chłopak szybko złapał ją za ramiona.
- Kurwa, no jak leziesz... - zaczęła, lecz natychmiast zamilkła gdy zobaczyła czarnowłosego – To znaczy... przepraszam.
- Możemy pogadać? - spytał lekko zdenerwowany
- Nie wiem czy to odpowiedni moment, miałam nieprzyjemne spotkanie.
- Chodź – nie zamierzał czekać. Złapał ją za rękę i pociągnął za sobą. Wyszli na zewnątrz, w to samo miejsce, w którym jeszcze kilka minut temu palił papierosa.
- Co jest? - spytała zdziwiona jego zachowaniem dziewczyna
- Masz chłopaka?
- Słucham?
- Odpowiedz.
- A co cię to obchodzi? - warknęła poirytowana jego bezpośredniością – Możesz mi wyjaśnić co jest grane?
- Podobasz mi się – wyrzucił jednym tchem. Ewelina była zaskoczona jego wyznaniem. Nie zauważyła nic podejrzanego w zachowaniu Maćka, coś co by na to wskazywało. A może to ona nie chciała widzieć...
- Ty chcesz powiedzieć że... zakochałeś się we mnie?
- Tak – skinął głową, jednocześnie spuszczając wzrok. Czekał na odpowiedź, jakby od niej miało zależeć jego życie. Bo w pewnym sensie zależało. Serce waliło mu jak oszalałe. Nic w tej chwili się dla niego nie liczyło, nie zwracał na nic uwagi. Chciał tylko usłyszeć cokolwiek co będzie oznaczało spełnienie jego marzeń albo dostać chociażby jakiś znak.
- Kurde – westchnęła – Nie spodziewałam się. Nie żebym coś do ciebie miała, wręcz przeciwnie, jesteś super. Ale... zawsze myślałam że traktujesz mnie tylko jak kumpelę.
- Bo tak było. Aż w końcu dotarło do mnie że to coś więcej. Wiem, mamy różne charaktery, ale... warto spróbować.
- Nie zrozum mnie źle – ten początek nie wróżył nic dobrego – Potrzebuję trochę czasu.
- Spoko – westchnął zrezygnowany – Przynajmniej próbowałem.
- Maciek, ja nie mówię nie. Daj mi trochę czasu, za kilka dni wrócimy do tej rozmowy, dobrze?
Wrócili do środka. Oboje podeszli do stolika. Maciek od razu wypił kieliszek wódki, ona zaś nalewała sobie wina. Do czarnowłosego natychmiast podszedł Sebastian.
- Gadałeś z nią?
- Kosz – odparł krótko i treściwie – Ma mnie za pierdołę. Jak wszystkie dziewczyny z naszej szkoły.
- Powiedziała ci tak?
- Nie musiała – westchnął, na co Sebastian w mig pojął że przyjaciel źle zrozumiał jej słowa. Chciał go pocieszyć, ale wtedy do Eweliny podszedł Rafał. Złapał ją za pośladek. Ta natychmiast się odwróciła i chciała mu dać w twarz, ale on był szybszy i udaremnił ten atak. Próbował ją pocałować, choć ta nie chciała, usiłowała go odepchnąć. Rozgoryczony i poirytowany niepowodzeniem Maciek nie mógł na to patrzeć. Chwycił go ramieniem za szyję i odciągnął od dziewczyny.
- Odwal się od niej – warknął, rzucając rywala na ziemię
- A ty kurwa kto? - odparł, szybko się podnosząc – Anioł stróż?
- Dla ciebie może być nawet ksiądz proboszcz.
Rzucili się obaj na siebie z pięściami. Raz jeden okładał drugiego, a drugi pierwszego. Kiedy pozostali to zobaczyli, otoczyli ich kółkiem i dopingowali swoich faworytów. Wbrew pozorom żaden nie uzyskał zdecydowanej przewagi. Aż w końcu Maciek odepchnął od siebie Rafała, a ten poleciał w tłum. Wtedy rozpoczęło się piekło. Wszyscy zaczęli się przepychać, a po chwili bić. Maciek, korzystając z chwili że znalazł się poza centrum zamieszania, podszedł do Eweliny. Myślał że dla niego to już koniec bitwy i nawet nie miał pojęcia jak bardzo się mylił.
- Wszystko w porządku?
- Tak, dziękuję – chciała go przytulić, lecz nagle, niespodziewanie z którejś strony został uderzony krzesłem. Rozpadło się ono na kilka kawałków, zaś czarnowłosy upadł na ziemię. Złapał się za głowę, a następnie spojrzał na rękę. Była cała we krwi. Nagle poczuł że ktoś go ciągnie za ramię. Próbował wstać, gdyż wiedział że tu nie jest bezpieczny. Z trudem stanął na nogi. Chciał znaleźć Ewelinę, ale w tym tłumie nie było to możliwe. Dopiero kiedy wykonał kilka kroków przed siebie zorientował się że to ona go prowadzi i pomaga utrzymać równowagę.
- Jest bardzo źle? - spytał lekko zachrypłym głosem, kiedy wyszli już z centrum zamieszania
- Strasznie – odparła cicho, patrząc na jego rozbitą głowę. Krew spływała przez ucho, aż do szyi – Musisz jechać na pogotowie.
- Nie dam rady – wysapał, opierając się o ścianę
- Pojadę z tobą. Wezwę taksówkę – oznajmiła drżącym głosem
- A co z Sebą i Aśką?
- Nie wiem, cholera, nie widziałam ich.
- Wracam tam.
- Zwariowałeś?! Maciek, nie ruszaj się. Jesteś ranny!
Chciał odpowiedzieć, ale brakło mu sił. Zobaczył tylko ciemność przed oczami, a jego ciało bezwładnie osunęło się na ziemię.

wtorek, 22 grudnia 2015

Uczuciowa pułapka cz. 6

           Minęło kilka miesięcy. Sebastian i Joasia oficjalnie zostali parą i spędzali ze sobą wiele czasu. Wydawało się że chłopak pod jej wpływem się trochę ustatkował: mniej imprezował, poprawił wyniki w nauce, a nawet sprawiał wrażenie odpowiedzialnego. W głębi duszy nadal był jednak tym samym chłopakiem co przedtem. Wciąż kochał imprezy, a że teraz chodził na nie rzadziej, to bardziej niż poprzednio cenił sobie każdą, na której się pojawiał. Sporo rozmawiał z koleżankami i kolegami, w końcu był duszą towarzystwa. Na szczęście Joasia nie była zaborcza i nie szukała na siłę powodów do zazdrości. Ale to nie oznaczało że jej nie zależało na Sebastianie. Wręcz przeciwnie. Właśnie dlatego pilnowała się by „nie nakładać mu klosza” i nie ograniczać mu wolności, której przecież tak bardzo potrzebował. Była dla niego niczym powietrze. Wszystkiego mógłby się wyrzeć w imię wyższej wartości, ale nigdy nie tego. Gdyby tylko ktoś spróbował mu ją ograniczać...
Nadeszła wiosna i świat budził się do życia. Temperatura powoli rosła z dnia na dzień, a słońce pojawiało się coraz częściej i na dłużej. Joasia i Sebastian w taką pogodę chętnie wychodzili na spacery.
- Jak myślisz – zaczęła po chwili milczenia – Jak to będzie wyglądało za pięć lat?
- Ale co?
- No jak co? - zaśmiała się – No my.
- Nie mam pojęcia – wzruszył ramionami – Pięć lat to kupa czasu. Wszystko może się zmienić.
- Wszystko oprócz jednego. Nadal będziemy się kochać, prawda?
Szybko przełknął ślinę i skinął głową. Nie wyobrażał sobie żeby przez tyle czasu nadal mieć tą samą partnerkę. Że już nie będzie mógł tyle imprezować, że już nie będzie mógł podrywać innych dziewczyn, że będzie musiał myśleć nie tylko o sobie, ale także o niej...
- Marzy mi się żebyśmy za pięć lat byli kochającym się małżeństwem z dwójką dzieci. No dobrze, może przesadziłam z tą dwójką, ale chociaż jedno moglibyśmy mieć.
No jeszcze dzieci by chciała z nim mieć! Świetnie! Sebastian nie dawał po sobie poznać że coś jest nie tak. Nie był zachwycony jej wizją przyszłości. Nie sądził że ona się w nim naprawdę zakocha. Myślał że dziewczyna potraktuje to jako dobrą zabawę, okazję do rozrywki, oderwania się od nauki. Owszem, podobała mu się i dobrze czuł się w jej towarzystwie, ale wizja stałego związku go przerażała.
- Idziemy do mnie?
Po tym co chwilę wcześniej usłyszał miał dziwne skojarzenia. Pomyślał że Joasia już teraz chce się starać o to dziecko. Ale zaraz, zaraz, ona przecież ma dopiero niespełna 18 lat. Gdyby dziewczyna zaszła w ciążę, Sebastian mógł być pewien że jej ojciec będzie gonił go przez całe miasto z siekierą albo, co gorsza, z pistoletem.
- Sebastian?
- Przepraszam, dzisiaj nie mogę. Umówiłem się na piwo z kolegą, dawno nie wychodziliśmy, więc sama wiesz...
- Rozumiem – skinęła głową
- Ale za to odprowadzę cię pod same drzwi – uśmiechnął się sztucznie, robiąc dobre wrażenie. Tak naprawdę miał wolny wieczór i skłamał, by pozbyć się jej towarzystwa. I choć nie miał w planach spotkania z Maćkiem, to jednak zamierzał do niego pójść. W końcu był jego najlepszym kumplem, kogo ma prosić o pomoc jak nie najlepszego kumpla?

           Maciek nie miał ochoty na chodzenie po knajpach, dlatego zaprosił Sebastiana do siebie. Brunet tak bardzo nalegał, że aż ciężko było odmówić. Po drodze kupił jeszcze cztery piwa w sklepie, po czym poszedł do domu kolegi. Zadzwonił do drzwi, odczekał chwilę i zobaczył w progu czarnowłosego. Poszli od razu do jego pokoju. Maciek zamknął drzwi, sięgnął po otwieracz do butelek i po chwili wręczył otwarte piwo swojemu gościowi. Drugie wziął dla siebie. Usiedli na kanapie, stuknęli butelkami i niemal równocześnie pociągnęli z nich po solidnym łyku. Maciek sięgnął po pilota od telewizora i zaczął przeskakiwać po kanałach.
- Nuda. Nuda. Gówno jakieś. Nuda – komentował kolejne obrazki z ekranu
- Dobra, chrzanić telewizję – westchnął Sebastian – Miałeś rację. Miałeś tą pieprzoną rację.
- Ale że...? - nie wiedział co jego przyjaciel ma na myśli
- Żebym nie brał się za Aśkę, bo to nie mój typ. Zawsze masz tą pieprzoną rację. Powtarzałeś że wielkie przyjaciółeczki Marta i Paulina się pokłócą. I co? Pokłóciły się. Mówiłeś że Czarek nie powinien startować do Olki, bo dostanie kosza. I co? Dostał. Mówiłeś że nie powinienem startować do Aśki. I co? Wystartowałem, choć nie powinienem. Że ja głupi musiałem cię nie posłuchać!
- No dobra, ale co się w ogóle stało?
- Właśnie zdałem sobie sprawę jakim idiotą byłem. Wiesz co mi powiedziała? - spytał retorycznie – Że za pięć lat chciała by być moją żoną i mieć ze mną dziecko. Wyobrażasz to sobie?
Mimo powagi sytuacji Maciek nie mógł się powstrzymać od śmiechu. Wizja Sebastiana jako głowy rodziny, kochającego męża i odpowiedzialnego ojca w wieku już 24 lat nie mogła wywołać innej reakcji.
- Wybacz – mówił, uspokajając się – Ale jak sobie o tym pomyślałem to...
- Dobra, dobra – machnął ręką zrezygnowany
- Naiwna jest. No tak – dodał, kiedy Sebastian na niego spojrzał pytającym wzrokiem – Nie dość że uwierzyła ci w to że ją kochasz to jeszcze myśli że stworzycie piękną rodzinkę. Gratuluję, wybitnie spieprzyłeś sprawę.
- Weź mnie nie dobijaj...
- A co mam ci powiedzieć? Że wszystko jakoś się ułoży i będzie dobrze? - mówił podniesionym głosem – Pierdolenie. Co ty sobie wyobrażałeś jak ją podrywałeś? Że taka pilna, poukładana dziewczyna nagle poczuje w sobie diabła i zejdzie na złą drogę? Że będzie bawić się, imprezować, chlać i puszczać się z facetami których pierwszy raz na oczy widzi?
- Ej, ej, ej – Sebastian go pohamował – Po pierwsze, nie chodziło o puszczanie się, tylko o dobrą zabawę.
- W łóżku – sprecyzował czarnowłosy
- No nawet jeśli, to co? Jeśli jedno i drugie chce to w czym problem? - w odpowiedzi Maciek tylko wzruszył ramionami, więc Sebastian kontynuował – Po drugie, nie z facetami, tylko z jednym, a w tym przypadku chodzi o mnie. A po trzecie, nie widzi mnie pierwszy raz na oczy. A tak w ogóle to co ty taki zdenerwowany?
- Zakochałem się – wyznał po chwili milczenia
- To raczej powinieneś być szczęśliwy.
- Wszystko fajnie, gdyby jeden debil nie kręcił się koło niej.
- Co to za dziewczyna i co to za debil? - nie krył swojej ciekawości
- Ewelina – powiedział cicho – Tak, ta od nas z klasy. Jest zajebista i mam tu na myśli nie tylko wygląd, ale i charakter.
- A ten debil?
- Ten debil ślini się na jej widok i skacze koło niej jak piesek. Nawet nie mam jak się przebić...
- Próbuj Maciek, próbuj do cholery – zachęcał przyjaciela – Jeśli ci na niej zależy to nie odpuszczaj choćby nie wiem co.
- Łatwo mówić.
- Z takim podejściem to jej nie zdobędziesz. A kto to w ogóle ten koleś?
- Rafał Wilecki.
- A, ten – uśmiechnął się – Znam go. Nie jakoś dobrze, ale kojarzę. Leci na wszystko co się rusza i ma fajny tyłek. Minie trochę czasu i odpuści sobie.
- Gorzej jak zdąży ją wykorzystać – zmartwił się czarnowłosy
- Ewelina to mądra dziewczyna, nie da się.
- Może i mądra, ale wszystkie lecą na puste tekściki o miłości, o przyspieszonym biciu serca, o wspólnym oglądaniu gwiazd... Po prostu lubią jak faceci się im tak podlizują.
- W takim razie zostaje ci tylko jedno – oznajmił, na co Maciek posłał mu pytające spojrzenie – Nie pozwól by ją zranił. A skoro już o tym mowa, to co ja mam zrobić z Aśką...
- Zerwij z nią – rzucił po chwili milczenia
- Co? Przecież nie mogę jej tego zrobić. Byłbym ostatnią świnią, gdybym jej to zrobił.
- A to że ją uwiodłeś mimo że jej nie kochasz to było okej? Zrozum, im dłużej będziesz z nią tkwił w tym związku, tym bardziej będziesz ją krzywdził. Jak skończycie szkołę to ona się wkręci na maksa, będzie chciała z tobą zamieszkać, nie rozumiesz tego?
- Nie mogę jej tego zrobić. Nie potrafię.
- Niech cię szlag – warknął – Czekaj... a gdyby to ona z tobą zerwała?
- Ale jak? Za co, dlaczego?
- Chociażby dlatego że zakochała się w innym. Ty będziesz miał dla niej mniej czasu, no wiesz w końcu matura, trzeba się uczyć, ona kogoś pozna, poczuje się odtrącona przez ciebie, osamotniona i... no wiesz co dalej.
- Niegłupie – przyznał po chwili namysłu – Ale skąd pewność że Aśka się zakocha w tym nowym gościu?
- Jeśli on będzie w niej zakochany to się koło niej zakręci i o to zadba.
- A jak ją zostawi?
- To już nie twój problem. Chyba nie chcesz tkwić w tym związku do końca życia tylko dlatego, że rozstanie będzie bolało Aśkę.
- No pewnie że nie. Ale chciałbym to zrobić jak najdelikatniej, z korzyścią i dla mnie, i dla niej – wyjaśnił
Czuł że zrobił źle wchodząc ten związek. O ile w poprzednich jego dziewczyny chciały tego samego co on, tutaj od początku mógł się domyślić że Joasia nie szuka chłopaka na chwilę, tylko będzie miała poważne zamiary i tego samego jednocześnie oczekiwała. Była naprawdę fajną, sympatyczną i ładną dziewczyną, ale on nie potrafił mieć na stałe jednej partnerki. Nie chciał wpaść w rutynę, która zabiłaby ewentualne uczucie. Do Joasi coś czuł. Miłość to było za duże słowo, ale jednak nie chciał by cierpiała, a jednocześnie miał nadzieję że wkrótce będzie mógł z nią zerwać. To było dziwne. Tym bardziej że nadal czuł się doskonale w jej towarzystwie, ale wizja spędzenia z nią reszty życia, z jedną kobietą, rezygnując z wolności już w tak młodym wieku go przerażała.

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Uczuciowa pułapka cz. 5

          Spotkanie można było uznać za udane. Joasia relacjonując Ani wydarzenia z piątkowego wieczora uparcie i w pełni świadomie unikała słowa randka, jakby chciała ukryć że między nią a Sebastianem faktycznie może coś być. Na razie nawiązali nić porozumienia. Obejrzeli w kinie komedię (ale nie romantyczną), co pozytywnie zaskoczyło dziewczynę. Spodziewała się właśnie nudnej jak flaki z olejem historii pewnej miłości z przeszkodami, która i tak miałaby się skończyć szczęśliwie, bądź horroru, gdzie przez niemal cały film zamykałaby oczy przy drastycznych scenach i cały czas tuliła się w rękaw jego kurtki. Tymczasem on potrafił wykroczyć poza stereotypowe standardy i wybrać coś, na czym oboje świetnie się bawili.
- A potem odprowadził mnie do domu – kontynuowała – Bardzo fajnie nam się gadało, rozmowa sama się kleiła. Nawet mamy ze sobą trochę wspólnego.
- Czyżby? - Ania uniosła brwi zaintrygowana
- On też uwielbia seriale kryminalne. Na przykład taka Kobra 11. Nie zgadniesz kto jest jego ulubioną postacią, wyłączając oczywiście Semira.
- Chris Ritter – rzuciła bez zastanowienia
- Skąd wiesz?
- To proste. Mówisz że macie coś wspólnego, to jest twoja ulubiona postać... Po prostu logika – wzruszyła ramionami, jakby wcale nie miała wpływu na tę odpowiedź
- A wiesz co zrobił jak było mi zimno?
- Oddał ci swoją kurtkę.
Asia pokiwała głową z lekkim zaskoczeniem. Znów prawidłowo.
- Klasyka – wyjaśniła – Każdy normalny facet to zrobi będąc na randce.
- Na spotkaniu – poprawiła ją
- Aśka, kogo ty chcesz oszukać? - westchnęła, nie mogąc już wytrzymać jak jej przyjaciółka z uporem usiłuje zmienić obraz tej relacji – Wpadłaś mu w oko, a on tobie, przecież to widać. Nie zapraszałby cię, gdyby nie liczył na coś więcej, a ty nie zgodziłabyś się, gdyby to miał być zwykły, jednorazowy wypad do kina. A teraz spójrz mi prosto w oczy i powiedz że się mylę.
Blondynka odgarnęła kosmyk włosów z twarzy. Przełknęła ślinę, wzięła głęboki oddech, gotowa powiedzieć wszystko, co tylko przyjdzie jej do głowy. Ale kiedy tylko spotkała się ze spojrzeniem brunetki, mechanizm odpowiadający za kłamstwa po prostu się zaciął. Joasia ponownie wzięła wdech i powiedziała zdecydowanym głosem:
- No i co z tego? Robię coś złego?
- Nie, to nawet dobrze że z kimś się spotykasz. Ale wiadomo jaki jest Sebastian, on się nigdy nie angażuje. Jak mu się znudzisz to po prostu cię zostawi. Nawet przez myśl mu nie przejdzie że będziesz cierpiała. Aśka – dodała z politowaniem – To że on jako pierwszy spojrzał na ciebie jak na kobietę to nie znaczy że to on jest tym właściwym dla ciebie. Nie zrozum mnie źle, to twoje życie, możesz robić co chcesz, ale jestem twoją przyjaciółką i martwię się że to wszystko może się dla ciebie nieciekawie skończyć.
- Spokojnie, mam wszystko pod kontrolą – zapewniła
- Właśnie widać. Oczy ci się świecą.
- Co?
- Oczy ci się świecą jak o nim mówisz. Zakochujesz się.
Nie wiedziała co powiedzieć. Na szczęście rozmowę przerwał dzwonek na lekcję i gwar rozmów chłopaków z klasy, którzy szli korytarzem w kierunku reszty grupy. Dziewczyny także tam dołączyły. Asia nie chciała przyjąć do wiadomości tego co powiedziała jej Ania, ale nie mogła wiedzieć że właśnie te uczucia, które jej towarzyszyły podczas spotkania i rozmowy z Sebastianem są charakterystycznymi dla zauroczenia. A to był właśnie krok w stronę zakochania się.

          Sebastian jednak nie pojawił się w szkole ani w poniedziałek, ani we wtorek. Choć Joasia pisała do niego smsy, a on jej odpisywał, nie dowiedziała się nic konkretnego. Jednego dnia pisał o opiece nad młodszym bratem, który zachorował, a na drugi dzień rzekomym powodem nieobecności miał być sprawdzian z historii, na który nie zdążył się przygotować. Dziewczyna czuła że coś jest nie tak, że Sebastian nie mówi jej całej prawdy. Przez chwilę nawet pomyślała że brunet próbuje jej unikać, ale tak naprawdę nie miał powodu. Miałoby to sens dopiero, gdyby do czegoś między nimi doszło, dlatego szybko odrzuciła taką hipotezę. Musiała poznać prawdę. Że też nie mogła go poprosić o adres... Mogła zrobić tylko jedną rzecz. Tylko jedna osoba mogła jej pomóc. I był to niestety nielubiany przez nią Maciek.
- Cześć – podeszła do niego i uśmiechnęła się sztucznie. Chłopak rozejrzał się dookoła, ale nie zobaczył w pobliżu nikogo, kto byłby zwrócony w stronę blondynki.
- Tak, do ciebie mówię – przyznała, widząc jego dezorientację – Ty się kolegujesz z Sebastianem, prawda?
- Chyba mu nie zamierzasz wybierać znajomych? - odparł chłodno
- Nie, broń Boże. Raczej chodzi mi o to że... Potrzebuję jego adres.
- Adres – powtórzył jak echo – Po co ci?
- Musisz wiedzieć?
- Muszę. Skoro sam ci nie dał to musiał mieć jakiś powód.
- Nie dał, bo go o to nie spytałam. Proste.
- Nie możesz więc go zapytać? Zadzwoń, chyba masz jego numer skoro jesteś jego, znaczy przepraszam, będziesz jego dziewczyną.
- Słucham?
Maciek czasem lubił trochę podkoloryzować rzeczywistość i ukazać wszystko tak, jakby chciał widzieć to jego rozmówca. Pomyślał że teraz ma właśnie okazję poprawić „notowania” Sebastiana u Joasi i nie zamierzał z tej okazji nie skorzystać.
- Często o tobie mówi. Że mu się podobasz, że mu się często śnisz, że uwielbia twój uśmiech – zaczął wyliczać – że lubi z tobą rozmawiać, że nie może zasnąć dopóki nie napiszesz mu dobranoc.
Joasia patrzyła na niego ze zdumieniem. Nie mogła uwierzyć w to że Sebastian naprawdę mówił o niej takie rzeczy właśnie Maćkowi, właśnie temu który jej nie lubił.
- No dobra, trochę przesadziłem z tym dobranoc, ale to było tak dobre że nie mogłem tego nie powiedzieć – pomyślał, po czym zwrócił się do dziewczyny:
- No co? Zakochał się chłopak. Mówił że tak naprawdę nigdy nie spotkał dziewczyny, z którą mógłby po prostu siedzieć i nic nie robić, a i tak byłby szczęśliwy. Nigdy, dopóki nie poznał ciebie. Że otworzyłaś mu oczy, bo dotychczas to dla niego tylko imprezy były ważne, a ty mu pokazałaś świat z innej perspektywy. Aha, i najważniejsze, że byłby idiotą gdyby sobie ciebie odpuścił albo cię zranił.
- To dlaczego coś kręci? - zapytała lekko zdezorientowana – Czuję to, nie mówi mi całej prawdy. No nie wierzę że nie przyszedł do szkoły bo macie jakiśtam sprawdzian z historii.
W rzeczywistości żadnego sprawdzianu nie było, ale Maciek, by nie ujawnić kłamstwa kolegi, przyznał jedynie że był on naprawdę trudny.
- Mówię ci, pogadaj z nim. Tylko mnie w to nie mieszaj, okej?
- A ten adres? - spytała z nadzieją w głosie. Tylko tak mogła poznać całą prawdę – pójść tam.
- Tylko się z nim nie kłóć, bo mnie zabije – choć nie mówił poważnie, nie zabrzmiało to jak żart. Podał jej adres, za co dziewczyna podziękowała, ale zastrzegła jednocześnie że jeśli podał jej złe dane i zrobił to celowo to będzie żałował.
- Aż taki wredny nie jestem – skwitował, mając nadzieję iż Sebastian nie będzie miał mu za złe tego co zrobił.

          Był zaskoczony kiedy po otwarciu drzwi zobaczył u progu Asię. Kiedy osłupienie minęło odsunął się na bok i wpuścił ją do środka. Od razu zauważyła że ma czerwony nos, a jego głos brzmiał nieswojo. Zaprowadził ją do salonu, po czym chrząknął i powiedział:
- Napijesz się czegoś?
- Nie, nie będę ci robić kłopotu.
- Żaden kłopot – odparł, lecz za chwilę pospiesznie wyciągnął chustkę z kieszeni i zasłonił się nią tuż przed kichnięciem – Spokojnie, do herbaty czy do soku ci nie kichnę – dodał po chwili z uśmiechem.
- Przeziębiłeś się – stwierdziła z troską – To dlatego nie ma cię w szkole. Dlaczego mi nie powiedziałeś prawdy?
- Nie chciałem cię martwić – usiadł naprzeciw niej, ale w odpowiedniej odległości, nie chcąc jej zarazić
- I codziennie wymyślałbyś nową wymówkę? Proszę cię...
- Przepraszam.
- Nie ma za co. Ale pamiętaj że zawsze masz być ze mną szczery, jasne? - pokiwał głową, więc dopiero teraz zadała pytanie, które cisnęło jej się na usta od samego początku – To przez ten nasz spacer po kinie, prawda? Zmarzłeś, bo dałeś mi swoją kurtkę i to przez to się przeziębiłeś, tak?
- Szalałem na rowerze w weekend i mnie przewiało.
- Sebastian – wycedziła przez zęby
- Dobrze, dobrze – westchnął – Masz rację. Ale nie obwiniaj się, doskonale wiedziałem co robię i gdybym miał to zrobić jeszcze raz to bez wahania.
- Powinieneś jeść teraz dużo owoców. I oczywiście pić herbatę z cytryną, sok z cebuli, mleko z miodem i czosnkiem...
- Aśka, Aśka – powstrzymał ją, nim się nakręciła – Ale nie wszystko naraz, bo wyjdzie z tego mieszanka wymiotna.
- No pewnie że nie. Osobiście ci coś jutro przyniosę.
- Asiu, nie trzeba.
- Ale chcę. A teraz będę lecieć, mam trochę dzisiaj dużo na głowie.
- Jasne, nie zatrzymuję cię – zrobił krok w jej stronę, ale wtedy przypomniał sobie dlaczego nie powinien jej teraz przytulać – No tak, tak – westchnął – Miło że przyszłaś, ale zastanawia mnie jedna rzecz... Skąd wiedziałaś gdzie mieszkam?
- Tajemnica – na jej twarzy zagościł szeroki uśmiech – No to... do jutra, pa.
Odprowadził dziewczynę do drzwi. Domyślał się że to Maciek mógł podać adres, ale on przecież się z Aśką nie lubił. Nie wierzył że jedno podeszłoby do drugiego i tak po prostu by sobie rozmawiali. A nawet gdyby ona go poprosiła, to on by odmówił, aby zrobić jej na złość. A może jednak...
- Zresztą, czy to ważne? - pomyślał – Przyszła do mnie, to się liczy! - wykonał gest radości wracając do swojego pokoju

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Uczuciowa pułapka cz. 4

          Z pomocą Joasi nie tylko zrobił zadanie, ale też zrozumiał jak je zrobić. Na lekcji sam zgłosił się jako ochotnik, wprawiając w osłupienie nauczycielkę. Zawsze mogła spodziewać się aktywności na lekcji po pewnej grupie osób, ale Sebastian nigdy do niej nie należał. Jeszcze większe było jej zaskoczenie, gdy chłopak sam bezbłędnie rozwiązał zadanie.
- No proszę, czyżbyś przyłożył się do matematyki? - spytała z nutką satysfakcji w głosie
- A jakoś tak mi pasuje ten temat.
Wrócił do ławki i zajął miejsce koło Maćka. Ten spojrzał na niego pytająco. Domyślał się że to ma coś wspólnego z Aśką Mizialską.
- Wytłumaczyła mi co nieco na przerwie – wyjaśnił szeptem – Chyba nie masz mi tego za złe?
- Nie, w porządku. Ale jak ją do tego przekonałeś?
- Tylko się nie gniewaj – uprzedził – Powiedziałem jej że jest lepsza od ciebie i że nie umiesz tłumaczyć.
Maciek tylko uśmiechnął się pod nosem. Z jednej strony nie obrażał się bez powodu i takie małe kłamstwo nie robiło mu wielkiej różnicy. Ale z drugiej strony sprawiło mu to trochę przykrości. Starał się to ukryć, by Sebastianowi nie było głupio.
- Przepraszam, ale musiałem się do niej zbliżyć.
- Wiesz że kłamstwem nic nie zdziałasz? Co najwyżej schrzanisz sprawę.
- Wiem co robię – zapewnił, obiecując sobie w duchu że to był tylko jeden, jedyny raz
- Mam nadzieję.

          Tymczasem Joasia siedziała na lekcji języka angielskiego i uważnie słuchała nauczyciela. Była chyba jedyną osobą zainteresowaną tematem, reszta obgadywała poprzedni mecz Ligi Mistrzów, bawiła się telefonami, bądź miała inne swoje zajęcia. W końcu otrzymali zadanie by w parach porozmawiać na temat zakupów. Większość jednak nie miała zamiaru trzymać się narzuconego obrębu i kontynuowali poprzednie rozmowy.
- Aśka – koleżanka z ławki szturchnęła ją w bok – Chrzanić to zadanie.
Blondynka podniosła wzrok zdumiona. Ania, podobnie jak ona, też przykładała się do nauki, ale tym razem musiała mieć coś ważnego do powiedzenia, skoro polecenie wydane przez nauczyciela zeszło na drugi plan.
- Co się dzieje?
- To raczej ja powinnam ciebie spytać. Chodzisz z Sebastianem?
- Z kim? - w pierwszej chwili nie skojarzyła o kogo chodzi
- Z Sebastianem Wolańskim. Ten brunet z III „c”. Gadaliście na przerwie.
- No i? To jeszcze o niczym nie świadczy – zauważyła
- Dlatego pytam.
Joasia westchnęła i przewróciła oczami. Była zaskoczona że coś takiego przyszło do głowy przyjaciółce.
- Tylko mu pomagałam zrobić zadanie z matmy. To nie mój typ.
- Całe szczęście – odetchnęła z ulgą – To podobno kobieciarz. Chce się tylko zabawić, mieć się z kim pokazać, a jak mu się jakaś dziewczyna znudzi to leci za następną.
- Nie słucham plotek – odparła, udając że nie znała wcześniej tej opinii
- Wiesz co... - kontynuowała, zauważywszy że Asia niczego się nie domyśla – Padło chyba na ciebie.
- Co?
- Wpadłaś mu w oko. Myślisz że on tego zadania nie mógł spisać od pierwszej lepszej osoby? Oczywiście że mógł. Ale przyszedł do ciebie.
- I naściemniał mi że Maciek jest słaby. To akurat wiem że zrobił to specjalnie – przyznała z lekkim uśmiechem na twarzy
- Więc dlaczego się zgodziłaś?
- Mam przecież dobre serce – oznajmiła tajemniczym głosem
- Aśka, ty coś kombinujesz. Mów.
- Ja? No coś ty, taka grzeczna i wzorowa uczennica...
- Ile my się znamy? Cztery, pięć lat?
- No dobra, masz mnie – przyznała – To fajne uczucie kiedy ktoś się o ciebie stara. Powiem więcej, żaden chłopak jeszcze nie dawał mi sygnałów że jest mną zainteresowany.
- Chyba nie chcesz się z nim umówić? - ton głosu dziewczyny zabrzmiał niepokojąco
- Dlaczego nie? Spróbować można. Jedna randka to jeszcze nic. Spróbuję go przerobić. Jeśli się nie uda, trudno, a jeśli wyjdzie... to dam mu szansę.
- Aśka... to chyba nie jest dobry pomysł – ostrzegła przyjaciółkę – Nim się obejrzysz to będziesz w nim zakochana. A on cię wykorzysta i porzuci.
- Nie dam się – zapewniła, przekonana że będzie miała pełną kontrolę nad swoimi uczuciami. Nie miała jeszcze doświadczenia w sprawach sercowych, więc nie mogła wiedzieć że nad tym nie zawsze da się zapanować...

          Joasia chciała żeby Sebastian się starał, żeby pokazał że mu zależy. Ale wiedziała też że nie może przesadzać, bo jeśli chłopak nie będzie widział efektów swoich działań to odpuści. Na razie jednak nie padła z jego strony żadna konkretna propozycja. Dwa dni później wychodząc ze szkoły dziewczyna zwolniła kroku, licząc na to że brunet także opuści budynek i za chwilę ją dogoni. Musiała wykazać się odrobiną cierpliwości, gdyż Sebastian nie wiedział że blondynka skończyła zajęcia o godzinę szybciej niż według planu i nie zamierzał się spieszyć.
- Idziemy jeszcze na fajkę? - zaproponował Maciek, kiedy kierowali się do wyjścia
- W sumie to czemu nie... - odparł, ale kiedy zobaczył Joasię na podwórku, szybko postanowił zmienić zdanie – Albo wiesz co? Dzisiaj jednak nie.
Maciek uniósł brwi ze zdumienia. Pożegnał się z kumplem i odprowadził go wzrokiem. Kiedy zobaczył jak zrównuje się z blondynką, wszystko stało się jasne. W odpowiedzi jedynie pokręcił głową z uśmiechem.
- Dziewczyna ważniejsza niż fajki – pomyślał – Nie poznaję go.
Miłość podobno zmienia ludzi. Sam w to nie wierzył, ale teraz miał przed oczami dowód na prawdziwość tej tezy. I to jeszcze kto! Sebastian, który przecież nigdy miał się nie zakochać, który związki traktował tylko przejściowo, przelotnie, a całym ich sensem była jedynie dobra zabawa. Okazało się jednak że nawet takiego luzaka jak on potrafiło poukładać. Przynajmniej taki wniosek wyciągnął Maciek.
- Jak ci minął dzień? - spytał, skręcając w tą samą stronę co dziewczyna
- A ty nie idziesz do domu? - udawała zdumienie
- Idę, ale tak trochę na około. No co? Odprowadzę cię, jeśli oczywiście nie masz nic przeciwko.
- Jak ci się chce – rzuciła obojętnie, choć w głębi duszy była zadowolona – A dzień... w porządku, chociaż mógł być lepszy. A twój?
- Do bani – westchnął – Musiałem odpowiadać na biologii, a że nie byłem przygotowany...
- Rozumiem. Biologia też nie jest moim ulubionym przedmiotem – przyznała – Ciężko mi wchodzi, ale jak się przyłożę to jakoś się jeszcze nauczę.
- Ja nie mam motywacji. Zresztą, na co mi ta biologia. Nie zdaję z niej matury, nie przyda mi się na studiach, a większość materiału i tak wyparuje z głowy. Byle mieć te dwa i w kwietniu do widzenia.
- W kwietniu?
- No tak, maturzyści kończą rok wcześniej.
- Racja, zapomniałam. Gdzie wybierasz się na studia?
- Szczerze? Jeszcze nie wiem. Nie zastanawiałem się nad tym tak na poważnie – przyznał – Tak, wiem, czasu jest coraz mniej.
- A na dzień dzisiejszy bierzesz coś pod uwagę?
- Jedyne co mi na razie przychodzi do głowy to ekonomia.
- Ekonomia – powtórzyła jak echo – Niezły wybór. Podobno po tym możesz mieć spokojną i dobrze płatną pracę, no ale... taką trochę nudną i monotonną.
- Dobra, nie gadajmy już o szkole i o nauce, okej? - w odpowiedzi dziewczyna skinęła głową – Jakie filmy lubisz?
- Filmy?
- No tak. Muszę wiedzieć na co kupić bilety do kina. Oczywiście, jeśli zgodzisz się ze mną pójść, bo samemu to jakoś tak... no w każdym razie, wolę towarzystwo.
- A dlaczego akurat moje? - spytała zaciekawiona
- Bo jesteś ładna, inteligentna i myślę że to może być miły wieczór.
- A tak bez słodzenia? - wiedziała że trochę się jej podlizuje
- No to... jesteś fajną dziewczyną i dobrze się z tobą gada.
- No dobrze... - uśmiechnęła się tajemniczo – Piątek wieczór?
- Pasuje.
- To jesteśmy umówieni. A co do filmu... zaskocz mnie.

wtorek, 17 listopada 2015

Uczuciowa pułapka cz. 3

          Niezadowolony Sebastian bez entuzjazmu pojawił się w piątek na ósmej lekcji na konsultacjach z matematyki, by poprawić ocenę ze sprawdzianu. Nie był najlepiej przygotowany, dlatego w razie czego przygotował sobie ściągę, choć obawiał się że tutaj będzie trudniej z niej skorzystać niż podczas zwykłej lekcji. Tu będzie tylko kilka osób, co zwiększało nauczycielce pole widzenia. Chciał to jak najszybciej mieć za sobą.
W sali oprócz niego były jeszcze cztery osoby. Marcin Herański z jego klasy, można by rzec że stały bywalec konsultacji, po niemal każdym sprawdzianie przychodził na poprawę. Po jego lewej stronie w rzędzie pod oknami siedział jakiś chłopak z III „a”, zaś w pierwszej ławce dwie dziewczyny – blondynka i brunetka.
- Ale się dobrały – uśmiechnął się pod nosem
W pierwszej chwili pomyślał że one też na poprawę i że matematyczka zaraz je przesadzi. Z czasem okazało się jednak iż dziewczyny przygotowują się do konkursu. O ile brunetkę kojarzył z widzenia, blondynki za nic w świecie nie mógł sobie przypomnieć. Pisał swój sprawdzian, ale co chwilę zerkał na dziewczyny. Sam nie wiedział dlaczego go zainteresowały. W końcu jedna z nich została wywołana do tablicy. Zaczęła rozwiązywać zadanie, zapisywała kolejne cyfry i znaki, ale wciąż była daleko od rozwiązania.
- Ewa, poczekaj – nauczycielka podeszła do niej i zaczęła coś tłumaczyć. Odwróciła się przodem do tablicy, co Sebastian postanowił wykorzystać. Szybkim ruchem ręki wyciągnął ściągę z rękawa, odszukał szybko potrzebne wzory, spisał je do brudnopisu i schował karteczkę do kieszeni. Dopiero wtedy zauważył że blondynka go obserwuje. Teraz mógł się jej dokładniej przyjrzeć. Tak, widział ją już kilka razy na korytarzu. Miała bladą cerę, dziecięce rysy twarzy, ale dzięki temu wyglądała uroczo. Miała też ładne, niebieskie oczy. Sebastian rzucił jej błagalne spojrzenie. Skinęła lekko głową i powoli odwróciła się w stronę tablicy. Mimo to nie odetchnął z ulgą. Nie wiedział co dziewczyna zrobi później. Na wszelki wypadek zaczekał do końca lekcji z oddaniem sprawdzianu. Bał się że kiedy wyjdzie to blondwłosa powie nauczycielce co widziała.
Wychodząc ze szkoły zobaczył ją kilka kroków przed sobą. Niewiele myśląc przyspieszył. Podbiegł do niej.
- Hej – rzucił, kiedy zrównali się ze sobą – Dzięki że nic nie powiedziałaś.
- W porządku, to nie moja sprawa – odpowiedziała nawet nie odwracając głowy w jego stronę
- Idziesz w tamtą stronę? - pokazał ręką na wprost – To świetnie, ja też.
Zatrzymała się, spojrzała na niego zdumiona i uniosła brwi.
- Yyy, nie? Skręcam w prawo. Cześć – powiedziała chłodno, po czym odwróciła się na pięcie
- Hej, poczekaj! - zawołał – Powiedz chociaż jak masz na imię.
- Joanna, dla znajomych Asia. Ale dla ciebie Joanna.
- Ładnie – uśmiechnął się, lecz ona nie zwróciła na to uwagi i poszła w swoją stronę. Sebastian stał jeszcze przez chwilę odprowadzając wzrokiem smukłą sylwetkę dziewczyny. Nigdy wcześniej nie zwrócił na nią uwagi i to chyba był błąd.
- Niezła jest – przyznał po chwili – Ładna i taka zadziorna. Ma charakter dziewczyna.

          Z trudem wytrzymał do poniedziałku. Chciał jak najszybciej opowiedzieć Maćkowi o dziewczynie, która tak nagle i niespodziewanie wbiła się do jego umysłu i nie chciała z niego wyjść. Coraz więcej o niej myślał, a tym samym coraz bardziej chciał ją poderwać. Miała w sobie coś, co go pociągało. Była taka zdecydowana, pewna siebie, a do tego ładna.
- A mówią że miłość od pierwszego wejrzenia nie istnieje – stwierdził Maciek, kiedy wysłuchał przyjaciela
- Miłość – powtórzył drwiąco – Jaka miłość, chłopie... Miłości nie ma...
- ...jest matematyka – dokończył za niego
- No w sumie – zastanowił się przez chwilę – Dzięki matmie się poznaliśmy.
- Dobra, która to?
- Wiesz co... nie widzę jej tutaj. Ale przejdziemy się po szkole i na pewno gdzieś ją znajdziemy.
Maciek tylko westchnął ciężko. Nie podobał mu się pomysł chodzenia po całym budynku i szukania tej tajemniczej blondwłosej piękności. Nie rozumiał całej tej fascynacji Sebastiana. Nie rozumiał dlaczego tak bardzo chciałby z nią chodzić, przecież jemu zależało tylko na tym by się z nią przespać. Czy warto było biegać za dziewczyną miesiącami tylko dla kilku chwil przyjemności z nią spędzonych? A potem zostać przez nią znienawidzony? Ale to było życie Sebastiana, jego sprawa. Jeśli chciał tak postępować, proszę bardzo. Nie miał przecież prawa by mu tego zabronić. Mógł się jedynie z tym nie zgadzać. Kiedyś mu o tym powiedział, ale brunet zaczął wtedy tłumaczyć dlaczego uważa związki za bezsensowne. Według niego wszystko sprowadzało się do zaspokojenia potrzeb, a małżeństwa były wynikiem przyzwyczajenia do konkretnego partnera bądź partnerki oraz dzieleniem codziennych obowiązków takich jak zakupy, pranie, sprzątanie, gotowanie, prasowanie czy najważniejsze – zarabianie pieniędzy. Oczywistym było że lepiej będzie opłacić mieszkanie z dwóch pensji niż z jednej.
- O, jest – głos Sebastiana wyrwał go z zamyślenia – Ta chuda blondi.
Maciek zmrużył oczy, pokiwał głową i zawrócił. Nie musiał się jej przyglądać.
- Ej, co jest? Znasz ją? - dopytywał brunet zaskoczony reakcją kolegi
- Znam. Odpuść ją sobie.
Zamilkli na chwilę obaj. Do Sebastiana zaczęły docierać najgorsze scenariusze. Nie chciał z niej rezygnować, ale jeśli Maciek już coś do niej czuł to musiałby odpuścić.
- Chyba nie chcesz mi powiedzieć że wy coś razem... - zasugerował z niepokojem w głosie
- Zwariowałeś? Do takiej nigdy bym nie startował.
- Ale co? Nie podoba ci się czy co?
- Nie no, nawet ładna jest – przyznał szczerze – Ale to wszechwiedząca, zarozumiała, egocentryczna, rozpieszczona kujonka.
- No i co z tego? - uśmiechnął się pobłażliwie – Wyzwanie.
- Przecież to nie twój typ.
- Na pewno nie jest taka zła jak mówisz. Po prostu dała ci kiedyś popalić i dlatego jej nie lubisz - rzucił pierwsze wyjaśnienie jakie przyszło mu na myśl, ale po minie Maćka zauważył że jest w tym trochę prawdy - Czekaj, czekaj. Przecież ona chodzi na to kółko matematyczne.
- Szkoda że nie na różańcowe – wypalił ironicznie, mimo że sam rok temu uczęszczał na dodatkowe zajęcia z matematyki
- To tam się spotkaliście – szybko domyślił się jak było – I tam okazała się lepsza. I to cię boli, co?
- Możemy o tym nie gadać?
- Ale Maciek, porażka to żaden wstyd – poklepał go po ramieniu – To jak ona się nazywa i do jakiej klasy chodzi?
- Aśka Mizialska, klasa II „b”. Powodzenia.
- No co? Ja nie dam rady? - uśmiechnął się, nie zdając sobie jeszcze sprawy przed jakim wyzwaniem stoi
- Najlepiej zaproś ją na randkę do biblioteki, bo od książek to jej nie oderwiesz – zażartował
- Ze mną wyjdzie na ludzi.

           Mimo że za pierwszym razem nie wypadł najlepiej, postanowił spróbować drugi raz. Jednak teraz bogatszy o nową wiedzę opracował strategię, którą miał ocieplić swój wizerunek w oczach dziewczyny. Wiedział że musi znaleźć z nią jakąś wspólną cechę. Miał tylko nadzieję że Maciek się na niego nie obrazi gdy dowie się co o nim powiedział...
- Cześć Asiu – zagadnął do niej na następnej przerwie. Dziewczyna odwróciła głowę i westchnęła na jego widok.
- Dla ciebie Joanno.
- Skoro tak chcesz, Joanno – uśmiechnął się – Jesteś dobra z matmy, prawda? Co ja gadam. Najlepsza jesteś.
Przechyliła głowę i skrzyżowała ręce na piersi. Milczała przez chwilę, czekając na kolejne komplementy.
- No wiesz, widziałem cię w akcji w piątek. Robi wrażenie.
- Nie jestem herbatą – powiedziała spokojnie, wprawiając Sebastiana w zakłopotanie
- Co? Ale dlaczego herbatą? Nie rozumiem.
- No bo tak mi słodzisz i słodzisz... Pewnie masz spory zapas cukru, co nie?
Uśmiechnął się do niej. Dziwnie się poczuł, ale nie zamierzał się poddać.
- Mam do ciebie prośbę. Pomożesz mi z zadaniem z matmy? Nie mogę go rozwiązać, a za chwilę lekcja. Nie chcę dostać kolejnej jedynki. Proszę cię, Asi... Joanno.
- A Maciek Koźniak? Chodzicie do jednej klasy, podobno jest taki dobry.
- Koleguję się z Maćkiem – przyznał – Ale jeśli chodzi o matmę... Wcale nie jest taki dobry jak się wydaje. Tylko się przechwala że nie wiadomo co to on, a tak naprawdę jak przychodzi co do czego to średniak. I nie umie tłumaczyć.
Ciężko mu było tak mówić o przyjacielu, ale tylko w ten sposób mógł przekonać Joannę. Dziewczyna wahała się jeszcze przez chwilę, po czym wzięła swoją torbę i ruszyła razem z nim w kierunku schodów.
- Masz szczęście że mam dobre serce.

środa, 11 listopada 2015

Uczuciowa pułapka cz. 2

           Maciek musiał przyznać że Ewelina to jednak fajna dziewczyna. Wcześniej nie znali się zbyt dobrze, w szkole raczej nie mieli okazji by ze sobą pogadać. Jednak potem poszła ona spędzić trochę czasu z innymi kolegami, ale czarnowłosy, ośmielony po tańcu z nią, postanowił spróbować drugi raz. Nawet nie zauważył kiedy przestał się nad sobą użalać i zaczynał naprawdę dobrze bawić.
Tymczasem Sebastian bezskutecznie próbował pozbyć się towarzystwa Izy. Cały czas z nim tańczyła, nie dopuszczała do niego innych dziewczyn, a kiedy on szedł się napić to ona razem z nim. Obiecała sobie że go zdobędzie i że stanie się to jeszcze na tej imprezie. Podobał się jej. Nie zamierzała z niego rezygnować, tym bardziej że obecnie nie miał żadnej dziewczyny. Musiała wykorzystać okazję.
- Iza, do cholery... - nie wytrzymał już po jakimś czasie, kiedy razem z nim wyszła na papierosa, mimo iż nie paliła – Czemu za mną ciągle łazisz?
- Ja? - zrobiła niewinną minę – No chyba nie chcesz mi powiedzieć że źle ci w moim towarzystwie.
Dokładnie tak myślał, ale nie chciał urazić dziewczyny. Fakt, była wredna, ale i tak nie chciał jej źle potraktować. Chciałby jakoś delikatnie jej to wyjaśnić, ale nie tak dobitnie, wprost.
- Nie, ale... No wiesz, nie jesteśmy sami na tej imprezie. Są inne dziewczyny, z nimi też chciałbym chwilę potańczyć. Są koledzy, chciałbym z nimi trochę pogadać, wypić.
- No ale po co? Masz przecież mnie – uśmiechnęła się zalotnie
- Co za dużo to nie zdrowo – rzucił pół żartem, pół serio
- Lubisz mnie?
Właśnie na to pytanie wolałby nie odpowiadać. Może jednak lepiej było powiedzieć jej prawdę, mimo że była ona bolesna? No i w końcu miałby spokój! Nie zdążył jednak nic powiedzieć, bowiem to ona się odezwała.
- Bo ja ciebie to bardzo – zrobiła krok w jego stronę – Wiesz, jesteś taki fajny, przystojny, wyluzowany...
- Jak większość chłopaków – odparł skromnie, nie domyślając się do czego zmierza rudowłosa
- Nie, nie – pokręciła lekko głową – Ty masz w sobie coś...
Nie dokończyła, ponieważ wspięła się na palce, zarzuciła mu ręce na szyję i pocałowała go. Przez chwilę nie reagował zaskoczony. Kiedy jednak dotarło do niego co się dzieje, natychmiast ją odepchnął, omal nie przypalając jej ręki papierosem.
- Co to było? - tym razem nie krył już swego oburzenia jej zachowaniem
- Nie podobało ci się?
- Ani trochę – warknął – I jeśli chcesz mi powiedzieć że wydawało ci się że tego chce to mówię ci że źle ci się wydawało. Chciałem być po prostu miły, jakoś delikatnie powiedzieć ci żebyś w końcu się odczepiła, ale do ciebie nic nie dociera. Przykleiłaś się do mnie jak gówno do podeszwy buta.
- Wiesz co? Jesteś okropny! Ja tu się staram żeby było ci miło, a ty mi się tak odwdzięczasz...
- Nie prosiłem cię o to.
- A idź w cholerę – machnęła ręką i wróciła do środka. Sebastianowi ulżyło. W końcu sobie poszła. Nie mógł już dłużej wytrzymać jej towarzystwa, musiał wybuchnąć. Dokończył palić papierosa i także wszedł do domu. Rozejrzał się dookoła, poszukując wzrokiem Maćka. Za trzecim razem go dostrzegł. Tańczył z Beatą, chociaż ciężko to było nazwać tańcem. Raczej podskakiwali radośnie w rytm muzyki, co jakiś czas łapiąc się za ręce i obracając w kółeczku o 180 stopni. Najważniejsze jednak że dobrze się bawili.

           Po weekendzie, po imprezie urodzinowej Eweliny klasa III „c” pisała sprawdzian z matematyki. I to już na drugiej lekcji! W poniedziałek! Naturalną koleją rzeczy było że większość osób się nie przygotowało, toteż mieli skromne oczekiwania – byle zdobyć minimalną liczbę punktów na ocenę pozytywną. Sebastianowi jednak nie szło najlepiej. Nie mógł się skupić, zadania wydawały się wyjątkowo trudne. Już trzy razy czytał polecenie i za każdym razem brzmiało ono abstrakcyjnie. Na szczęście Maciek, który dobrze sobie radził, napisał na kartce rozwiązanie i mu podsunął. Zrobił to akurat gdy nauczycielka odwróciła się plecami do nich. Wydawało się że z pomocą przyjaciela uda mu się wybrnąć z tarapatów, ale rozkojarzony wpisał rozwiązanie pod innym poleceniem. Nauczycielka nie mogła tego uznać, więc tydzień później odebrał ocenę niedostateczną.
- Ja pieprzę – łapał się za głowę, nie wierząc że mógł popełnić tak banalny błąd – Ale ze mnie idiota.
- Zdarza się – Maciek nie bardzo wiedział co ma powiedzieć – Pójdziesz, poprawisz i z głowy.
- A wiesz kiedy są konsultacje z matmy?
- No kiedy?
- Piątek, ósma lekcja. Rozumiesz to? Przed samym weekendem, do piętnastej w szkole, tylko po to żeby zaliczyć jakiś pieprzony sprawdzian – irytował się – Ale sam jestem sobie winien. Jak mogłem nie zauważyć że piszę pod innym poleceniem... - pokręcił głową
Na przerwie poszli zapalić. Brunet musiał odreagować to czego dowiedział się na lekcji matematyki. Wciąż wyrzucał sobie własną głupotę i nieuwagę. A najgorsze było chyba jednak to, że naprawdę musiał nauczyć się na ten sprawdzian. Na konsultacjach nie będzie miał obok siebie Maćka, który zawsze coś mu podpowiedział, gdy pojawiała się taka potrzeba. Tam będzie zdany tylko i wyłącznie na swoje umiejętności bądź intuicję.
- Ty, Seba. A co ta Iza tak na ciebie patrzy jakby zaraz z jej oczu miały wyjść takie lasery? - zaśmiał się chwilę po tym jak przechodziła obok
- A wiesz, na urodzinach Eweliny cały czas za mną łaziła to się wkurzyłem i powiedziałem wprost że ma się odczepić. A że się obraziła... w dupie to mam.
- Ona chyba na ciebie leci.
- Kto? Iza?
- Nie kuźwa, matematyczka. Oczywiście że Iza.
- Skąd ten pomysł?
- Beata tak twierdzi. Ale mówi że szkoda ciebie na tę wredotę. I wiesz co myślę? Ma 107% racji.
- Weź przestań – oburzył się, ale tylko w żartach – Za kogo wy mnie macie? Że ja bym chciał chodzić z taką Izą? Z tym rudzielcem? No proszę cię – uśmiechnął się z politowaniem – No fakt, brzydka nie jest, ale ona jest pier-dol-nię-ta – specjalnie przesylabował wyraz, by zaakcentować jego znaczenie w tym zdaniu – Mnie takie pustaki nie interesują.
- No i to samo jej powiedziałem.
Na lekcję języka polskiego dotarli lekko spóźnieni. Nauczycielka, a zarazem wychowaczyni klasy, pani Góralska, zdecydowanie nie tolerowała spóźnień. Papierosów także nie, a co gorsza dla Maćka i Sebastiana, od razu wyczuła ich zapach, gdy podeszła bliżej. Około czterdziestoletnia, niewysoka kobieta o kasztanowych prostych włosach stanęła naprzeciw nich i skrzyżowała ręce na piersi.
- Panowie mają mi coś do powiedzenia? – powiedziała swoim sennym, cichym głosem
- Przepraszamy za spóźnienie – odezwał się Maciek, wyprzedzając Sebastiana, by ten nie wdał się w dyskusję
- Coś jeszcze? Papieroski były, prawda?
- Pełnoletni jesteśmy – zauważył brunet
- Jesteście przede wszystkim na terenie szkoły.
- Ale myśmy nie palili na terenie szkoły – ciemnowłosy sprytnie wybrnął
- Maciej, po tobie to w ogóle bym się nie spodziewała.
- No wie pani, trzeba się odstresować – wzruszył ramionami z uśmiechem
- Taaak? - uniosła brwi – A czym ty się tak stresujesz?
Tym razem Maciek nie zdołał uprzedzić Sebastiana. Stało się to, czego się obawiał. Brunet postanowił dopiec nauczycielce, która swoją dociekliwością i brakiem wyrozumiałości denerwowała wielu uczniów.
- Lekcją polskiego z panią – odparł, na co klasa wybuchnęła śmiechem. Maciek z trudem się powstrzymywał, mimo iż wiedział że za to im teraz nie odpuści
- Zabawne – mruknęła ze stoickim spokojem – W takim razie panowie żartownisie siądą sobie w pierwszej ławeczce – rozejrzała się po klasie – Dziewczyny, znajdźcie sobie jakieś nowe miejsce, a panowie od teraz, do końca szkoły będą tu siedzieć.
- Dobrze że to ostatni rok – tym razem to Maciek nie powstrzymał się od komentarza
- Słucham? - spytała pani Góralska
- Nie, nic.
- A teraz... - uśmiechnęła się tajemniczo, kiedy usiedli – Panowie wyciągną sobie karteczki i zapiszą pytania.
- Od rana ten dzień jest chujowy – szepnął Maćkowi na ucho – Tej Góralskiej to mąż chyba dawno nie przeorał w łóżku. W sumie to mu się nie dziwię.
Czarnowłosy uśmiechnął się i zacisnął zęby, powstrzymując od śmiechu. Widząc zadowolenie obu chłopaków polonistka zirytowała się bardziej, choć nie dała po sobie niczego poznać. Dała im najtrudniejsze pytania, jakie mogła dać z ostatnich trzech tematów. Wiedzieli już nie nic z tego nie będzie. Ale nie przejmowali się tym ani trochę. Obaj zgodnie stwierdzili że warto było błysnąć przed całą klasą i dopiec Góralskiej, nawet za cenę tej jedynki.

piątek, 6 listopada 2015

Uczuciowa pułapka cz. 1

            Było już trzy tygodnie po rozpoczęciu roku szkolnego. Większość uczniów klasy III „c”, która w maju przyszłego roku przystępowała do matury, miała już skończone 18 lat. Wśród nich był też Sebastian, wysoki, wesoły, sympatyczny i koleżeński brunet. Choć nie był szczególnie uzdolniony, a jego wygląd raczej nie wyróżniał się na tle innych, podobał się dziewczynom. Był towarzyski, śmiały, potrafił odpowiednio pokierować rozmową tak by zainteresować przedstawicielkę płci przeciwnej. Lubił kiedy jakaś dziewczyna zwracała na niego uwagę. Nie kierował się uczuciami, po prostu chciał dobrze się bawić i miło spędzać czas w dobrym towarzystwie. Większości pań to nie przeszkadzało, z czego Sebastian był zadowolony. Na razie nie wyobrażał sobie by mógł być w jakimś stałym związku, mieć wobec kogoś zobowiązania, które wymagałyby od niego odpowiedzialności. Nie czuł się jeszcze na to gotowy. Miał przecież dopiero 18 lat!
Dotychczas chodził z trzema dziewczynami – pierwszą była czarnowłosa Beata, która zaimponowała mu swoją otwartością i dystansem do życia. Po pewnym czasie chodził z Magdą, z którą przeżył swój pierwszy raz, ale ona z czasem zakochała się w innym chłopaku i zerwali. Sebastian nie przyznał się jej, lecz jemu także na rękę było to rozstanie, bowiem na oku miał już Kamilę. Z nią jednak do niczego nie doszło, bowiem nie miała za grosz inteligencji, a jedyne co mogła zaoferować chłopakowi to walory w postaci dużego biustu i jędrnych pośladków. Choć z zewnątrz mogło to wyglądać inaczej, Sebastian miał jednak swoje zasady. Nie rzucał się na każdą, która jest chętna i ma ładną buzię, duże piersi czy pupę. Jednocześnie nie mogła to być też dziewczyna, która wymagałaby od niego czegoś więcej. Po prostu chciał żeby oboje dobrze się bawili, miło spożytkowali czas, a potem każde bez wyrzutów odeszło w swoją stronę.
Także wśród męskiej części klasy Sebastian był lubiany. Zawsze można było z nim wyjść na piwo i pogadać na każdy temat. Można było odnieść wrażenie że nie podchodził do życia poważnie. Miał w sobie sporo luzu, dzięki czemu nie podejmował pochopnych decyzji, a także rzadko się denerwował.
- Idziesz na osiemnastkę do Eweliny? - zagadnął go na przerwie Maciek. Był on najlepszym przyjacielem Sebastiana, choć mało mieli ze sobą wspólnego. Łatwiej chyba było wytknąć różnice niż podobieństwa, które jedno, jedyne rzucało się w oczy od razu – obaj mieli ciemne włosy i byli podobnego wzrostu. Maciek miał jednak czarne i gęste włosy, Sebastian był krótko ścięty. Ten pierwszy był raczej typem samotnika, nie przepadał za tłumem, mało mówił o sobie, był nieśmiały w kontaktach z dziewczynami. Sebastian odnosił wrażenie że jego przyjaciel wstydzi się uczuć. Mimo to był inteligentny, odpowiedzialny i poważny. Potrafił się śmiać z samego siebie, choć w głębi duszy nie było mu do śmiechu. Po prostu nie chciał wyjść na gbura. Kiedy zdarzało mu się popełnić gafę, najchętniej schowałby się gdzieś pod ziemią i nie wychodził dopóki ludzie nie zapomną.
- No pewnie że tak. Impreza! - odparł entuzjastycznie
- Nie przeszkadza ci że tam będzie Magda ze swoim chłopakiem?
- Dlaczego miałoby?
- W końcu to twoja była?
- No i? Byliśmy ze sobą, dobrze się bawiliśmy, ale się skończyło. Ja poszedłem w swoją stronę, ona w swoją i tyle. Nie mieliśmy wobec siebie żadnych oczekiwań, rozstaliśmy się w dobrej atmosferze, więc? - wyjaśnił, nie rozumiejąc gdzie Maciek widzi problem – Nie ma powodów byśmy mieli siebie unikać. A ty?
- Sypialiście ze sobą – przypomniał, nie domyślając się że nie to brunet miał na myśli
- Pytam czy idziesz.
- No wiesz... - zawahał się przez chwilę – Chyba jednak zostanę w domu.
- Nie zaprosiła cię? - wytrzeszczył oczy ze zdumienia – No nie gadaj.
- Zaprosiła – bąknął pod nosem
- No to nad czym ty się chłopie zastanawiasz.
- Nie mam prezentu – wypalił nagle, doznawszy olśnienia
- Prezent – Sebastian się uśmiechnął – Kup jej stringi.
Maciek nie wytrzymał i wybuchnął śmiechem. Od razu zorientował się że Sebastian go podpuszcza. Byłby głupi gdyby faktycznie posłuchał tej rady. Wyobraził sobie scenę, w której ich koleżanka rozpakowuje właśnie taki prezent. Ciekawe co by sobie pomyślała.
- Jeszcze bym dostał w pysk.
- A co, od niej byś nie chciał? Brzydka nie jest.
- Jak tobie się podoba to weź ją poderwij. Masz moje błogosławieństwo – wykonał szybki ruch ręką, przypominający gest krzyża
- A na serio to kupisz flaszkę albo wino dla dziewczyn i będzie okej. Oprócz Eweliny będzie przecież masa innych dziewczyn. No chyba mi nie powiesz że żadną z byś nie tańczył.
- Nie umiem tańczyć – uśmiechnął się, robiąc dobrą minę do złej gry
- Oj, no to pobujacie się w rytm muzyki. A potem byście porozmawiali, umówili się na kolejny raz i jeszcze jeden i... zostalibyście parą – nakreślał pozytywną wizję zdarzeń
- Ja tam dziewczyny do szczęścia nie potrzebuję.
- Jak by ci się taka laska przed tobą rozebrała... to byś poczuł różnicę – uśmiechnął się tajemniczo
- W spodniach? - również się uśmiechnął
- No... w spodniach też.
Tylko z Sebastianem Maciek mógł sobie pozwolić na tak swobodną rozmowę. Znali się już od czasów podstawówki, mieszkali na tym samym osiedlu, chodzili do tych samych szkół, do tych samych klas, ale nie zawsze siadali w jednej ławce, by nie spędzać razem przesadnie dużo czasu.
- Idziemy na szluga? - zaproponował czarnowłosy
- Czemu nie... Tylko że nie mam fajek – odparł smutno
- Ale ja mam, chodź.
O ile nikogo nie dziwiło że Sebastian pojawiał się za budynkiem sali gimnastycznej, gdzie zwykle zbierało się grono szkolnych palaczy, obecność Maćka wciąż była dla niektórych zaskoczeniem. Uchodził przecież za takiego cichego i spokojnego chłopaka, do którego nie pasują imprezy, alkohol czy papierosy. I tak też po części było – imprezy owszem, to nie jego styl, ale papierosy szybko polubił (niedawno zaczął palić), a w domu w weekend popijał sobie wieczorem piwo przed komputerem lub telewizorem. Wciąż myślał o tej imprezie urodzinowej. Niewiele osób go zapraszało, bowiem spodziewali się że nie przyjdzie. Tak też było. A może by tak zrobić wyjątek... Może nie będzie tak źle...
- Dobra, idę – rzucił nagle, gdy wracali do szkoły
- Co?
- Idę na te cholerne urodziny.
- No, brawo! Dobra decyzja!
- Tylko... jak ja mam się ubrać? - powiedział trochę ściszonym głosem. Wstydził się przyznać, że nie ma o tym bladego pojęcia.
- Normalnie, na luzie. Na przykład tak jak teraz.

            Maciek w ogóle nie potrafił sobie wyobrazić jak ta impreza może wyglądać. Sebastian na wszelki wypadek zaproponował że pójdą tam razem. Obawiał się że czarnowłosy nie będzie miał odwagi by o to poprosić, a że sam nie będzie się czuł pewnie to może nawet pomyśleć aby się wycofać. A na to Sebastian nie mógł pozwolić. Musiał go w końcu wyciągnąć z domu, musiał go wyciągnąć do ludzi, musiał mu pomóc. W końcu to był jego przyjaciel. Nie mógł go tak zostawić samemu sobie, żeby zmarnował w swoim pokoju najlepsze lata życia, kiedy jest wolny i nie ma żadnych zobowiązań.
Ewelina mieszkała w sporym, piętrowym domu. Jej rodzice wyjechali na weekend, dając jej tym samym okazję na zorganizowanie swojej imprezy urodzinowej. Wraz z trzema koleżankami to one „obsługiwały” imprezę. Jedna z nich otworzyła drzwi chłopakom, a następnie zaprowadziła ich na piętro, gdzie znajdowała się już większość zaproszonych gości.
Maciek był zaskoczony rozmiarami salonu, który po odsunięciu stołu na bok zdawał się być jeszcze większy niż zwykle. Sebastian tylko pokiwał głową z uznaniem. Do tego drogi sprzęt nagłaśniający. Na środku tańczyło już kilka par. Kilka osób znajdowało się też przy stolikach. Sebastian i Maciek tam poszli. Pełno zakąsek, chipsów, słonych paluszków. I oczywiście alkohole: piwo, wino, wódka, a nawet whisky.
- Rodzice musieli dać jej duży budżet – rzucił Maciek do Sebastiana, ale głośna muzyka zagłuszyła jego słowa. Na początek wypili po kieliszku i zaraz potem do bruneta przykleiła się rudowłosa Iza. Nie była lubiana w klasie, głównie ze względu na charakter. Zawsze myślała tylko o sobie, jeśli działała to tylko z korzyścią dla siebie, zdarzało jej się nawet wykorzystywać innych do swoich celów. Ale Ewelina powiedziała że nie robi wyjątków i zaprasza całą klasę, więc słowa musiała dotrzymać. Iza już wcześniej zagięła parol na Sebastiana. Chciała go uwieść, a podejście Sebastiana do dziewczyn ułatwiało jej zadanie. Zaproponowała taniec i nie czekając na odpowiedź pociągnęła go za sobą. Maciek został sam i nie wiedział co zrobić. Rozejrzał się dookoła. To nie był jego świat. Wypił drugi kieliszek, a potem wziął piwo. Oparł się wygodnie o ścianę i popijał je spokojnie, zastanawiając się dlaczego nie może być taki jak inni. Dlaczego nie ma odwagi by się odezwać, dlaczego nie może być pewny siebie, dlaczego się boi że nie zostanie zaakceptowany. Przecież jeśli nie spróbuje, sam siebie skazuje na to że będzie z boku, pomijany i niezauważany.
Wyszedł na balkon żeby zapalić. Powierzchnia bardziej jednak przypominała taras, tyle że na piętrze. Było tam może z trzy lub cztery osoby. Stanął przy barierce, postawił na niej piwo i odpalił papierosa. Minęła chwila i obok niego ktoś się pojawił. Nie zwrócił na to jednak uwagi.
- Nie wiedziałam że palisz – usłyszał dziewczęcy głos
- To już wiesz – rzucił obojętnie. Był zły na siebie że jednak tu przyszedł. Doszedł do wniosku że to jedynie strata czasu.
- Fajnie że przyszedłeś.
- Czy ja wiem? Odwróć się i spójrz na nich. Wszystkich. Przecież to nie moja bajka. Co ja tu do cholery robię?
- Przyszedłeś dobrze się bawić. Maciek, kuźwa, co z tobą? Nie pozwolę żeby ktokolwiek był smutny na mojej imprezie urodzinowej – dopiero teraz odwrócił głowę w bok i zobaczył że to Ewelina stoi obok niego – Dopal papierosa i chodź.
- Ale po co?
- Nie pytaj tylko chodź. Chcesz tak jak oni? No dawaj! - zachęcała go.

wtorek, 3 listopada 2015

Misja cz. 11

           Niewiele ponad godzinę później w szkole pojawiła się policja. Mężczyzna który znalazł pobitego Rafała zawiadomił odpowiednie służby, a te z kolei znalazły przy nim legitymację szkolną, która doprowadziła ich właśnie do pobliskiego budynku. Po krótkiej rozmowie z dyrektorem komisarze pojawili się w klasie II b.
- Podkomisarz Gonek i aspirant Kruczyński – kobieta przedstawiła siebie i kolegę. Na pierwszy rzut oka ogóle nie przypominała policjantki. Była drobna, niska, ale w tym ciele było tyle energii, a w głosie tyle pewności siebie, że nie trudno było zauważyć iż jest to silna osobowość.
- Przychodzimy tu w ważnej sprawie – kontynuował jej współpracownik – Wasz kolega, Rafał Holt, został dzisiaj pobity. Znaleziono go nieprzytomnego, rozumiecie co to znaczy?
- Ale czego państwo od nas oczekują? - wypaliła nagle Wiktoria, której wcale nie było żal Rafała. Uważała że zasłużył sobie na to swoim zachowaniem.
- Że nam pomożecie w ustaleniu sprawcy. Może Rafał miał jakichś wrogów, czegoś się obawiał?
Nikt jednak nie był w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Nikt, z wyjątkiem Sebastiana. Ten tylko spuścił wzrok, licząc na to że tajemnica zostanie dochowana. Oczywiście, podejrzewał że za pobiciem stoi Kasański. Był wręcz tego pewien. Ale mówiąc o wszystkim policji mógł także przysporzyć problemów przyjacielowi. Przecież przez pewien czas zadawał się z nimi, brał czynny udział w ich działaniach, więc mogły mu grozić jakieś konsekwencje. Postanowił że na własną rękę rozprawi się z Kasańskim. Niestety, ktoś jednak wskazał Sebastiana jako najlepszego kolegę Rafała. Policjanci poprosili by wyszedł z nim z klasy.
- Jak zachowywał się Rafał w ostatnim czasie?
- A jak miał się zachowywać? - wypalił chłodno – Normalnie. No... może był trochę smutny, bo dziewczyna go odrzuciła. A tak poza tym nic podejrzanego.
- Nie wydawał się jakiś taki dziwny, może bardziej uważny albo wycofany?
- Nie.
- Miał wrogów?
- Raczej nie, a przynajmniej nie takich, o których by wiedział. Owszem, nie wszyscy go lubią, ale tak żeby ktoś toczył z nim otwartą wojnę to nie.
- Czyli nie wykluczasz że to mógł być ktoś z waszej szkoły?
- Trudno powiedzieć. Równie dobrze to mógł być przypadkowy koleś, z którym się pokłócił i doszło do bójki.
- Nikogo nie podejrzewasz?
- Nie.
- Na razie to tyle. Gdyby przypomniało ci się coś ważnego, skontaktuj się z nami.
- Jasne – odparł bez przekonania, po czym wrócił do klasy. Policjanci wymienili między sobą spojrzenia.
- Coś kręci – stwierdził.
- Nie mówi nam całej prawdy – przytaknęła mu, uznając że warto będzie go obserwować.

           Tymczasem Filip i Adam przebywali w swojej kryjówce. Popijali piwo, choć nie było czego świętować – przecież ostatecznie nie udało im się złapać Agaty. Byli jednak pewni swego, że prędzej czy później dziewczyna znajdzie się w ich rękach. Ona i jej partnerka.
- O cholera – rzucił nagle Kor – Psy były w szkole.
- Było mięso to i węszą – w ogóle nie przejął się wizytą policji
- A jak do nas dotrą?
- Niby jak? Już po Błażeju węszyli i nic nie było, to i teraz nic na nas nie znajdą.
- A kumpel Rafała? Co jeśli im wyśpiewa o nas?
- Byłby wtedy cholernym idiotą. Chyba nie chciałby żeby jego lalce stała się jakaś krzywda, prawda?
- A kto go tam wie.
- Boisz się?
- Czego? Gościu nawet nie odważy się podskoczyć – Filip był na tyle przekonany o swojej sile, że nie dopuszczał myśli o starciu z Sebastianem. A gdyby nawet do niego doszło, był pewien iż to on wyjdzie z tego zwycięsko. Nie spodziewał się jednak że Sebastian szykuje odwet za pobicie Rafała.

Marta dowiedziała się o planach Sebastiana tuż przed ostatnią lekcją. Natychmiast chciała z nim rozmawiać, odwieść go od tego pomysłu. Niestety, on już omawiał plan z kolegami. Mimo to udało jej się odciągnąć go na bok.
- Co ty odpierdalasz? - postanowiła że nie będzie szczędziła ostrych słów, byle przemówić mu do rozumu
- O co ci chodzi?
- Jeszcze się pytasz! Dobrze wiesz o co. Chcesz się odegrać na Kasańskim. Sebastian, do cholery! - złapała go za ramiona – Odbiło ci? Chcesz być taki jak on?
- Nie chcę, wiesz dobrze że nie jestem zwolennikiem takich metod.
- To dlaczego to robisz?
- Bo to jedyny sposób. Takich jak on można pokonać tylko ich własną bronią.
Odwrócił się na pięcie, by wrócić do kolegów, ale ona przeskoczyła na drugą stronę i znów znalazła się przed nim.
- Sebastian, proszę cię – wyszeptała błagalnym tonem
- Będzie dobrze. Pogadamy potem – pogładził ją po ramieniu, chcąc ją uspokoić
- Sebastian – jej głos zabrzmiał śmiertelnie poważnie – Jeśli to zrobisz... to już nigdy w życiu się do ciebie nie odezwę.
- Nie możesz postawić mnie przed takim wyborem.
- Mogę. Bo tu chodzi o twoje bezpieczeństwo, dotarło do ciebie?!
- O twoje też.
- Słucham?
- Później ci wszystko wyjaśnię. Obiecuję ci że wszystko będzie dobrze. Zaufaj mi.
Pokiwała głową i wtedy stało się coś, czego zupełnie się nie spodziewała. Sebastian tak po prostu, spontanicznie ją pocałował. Wszystkie uczucia wymieszały się w jej głowie. Była zaskoczona tym co zrobił, zmartwiona tym co ma się wydarzyć, a jednocześnie szczęśliwa, bo zdała sobie sprawę że jemu naprawdę na niej zależy. Pomimo że nie byli już parą, wciąż coś do niego czuła. To dlatego tak bardzo się o niego bała. I naprawdę wiele by dała, by wszystko dobrze się skończyło. Ale mogła niestety jedynie czekać.

           Do spotkania doszło w lasku pod szkołą. Sebastian, choć sam tego chciał, nie mógł odmówić bowiem Kasański zagroził że zrobi krzywdę Marcie, jeśli ten nie zechce z nim rozmawiać. Nie wiedział że to pułapka. Filip nie zamierzał go zastraszać. Wiedział że to na tyle silny charakter, by nie dać się złamać. Dlatego postanowił ostrzec go w inny sposób. Zamierzał zrobić z nim dokładnie to samo co z Rafałem. Ale teraz już nie sam z Adamem, a z całą swoją ekipą. Za drzewami ukryli się Adam, Aleks, Krzysztof, Hubert i Mikołaj.
- No dobra, czego chcesz? - spytał Sebastian, kiedy Filip się zatrzymał
- Chcę żebyś wiedział jedną rzecz. Do mnie się nie podskakuje.
W tym momencie jego koledzy wyszli z ukrycia i otoczyli Sebastiana. Ten zdał sobie sprawę ze swojej trudnej sytuacji. Rozejrzał się dookoła, po czym uśmiechnął smutno.
- Sześciu na jednego? Brawo. Gdzie wasza godność i honor? Gdzie wasz rozum? Słuchacie tego idioty jak stado baranów, jak jakieś pieprzone lemingi, które wierzą we wszystko co usłyszą. Całe to pieprzenie Kasańskiego to nie jest żadna idea. On nie ma żadnego celu. On potrzebował tylko bandy idiotów, która będzie w niego ślepo zapatrzona i będzie mu włazić w dupę bez wazeliny tak że aż stanie się dwudziestokrotnie większa niż przed rozpechaniem.
- Oj, grabisz sobie chłopcze – westchnął z pogardą Kasa
- Wiesz co? Ty jednak jesteś niedojebany. Naprawdę myślałeś że przyjdę sam. Serio? To powiem ci tylko tyle: pierdol się.
I wtedy jak na zawołanie wybiegli koledzy Sebastiana. Zaskoczeni ludzie Kasańskiego nie wiedzieli co ze sobą zrobić. Pierwszą reakcją Wałki była ucieczka. Nawet nie próbowano go gonić. Zaskoczeni Krzysiek i Hubert szybko dali powalić się na ziemię, Adam próbował się wycofać i jedynie bronił się przed ciosami, nie atakując rywali. Tylko Kasański i Aleks Walski zażarcie walczyli. Ten pierwszy rzucił się na Sebastiana. Brunet ledwo dawał sobie z nim radę, ale nie śmiał prosić któregoś z kolegów o pomoc. Tymczasem Walski szybko tracił siły i dał się pokonać. Wtedy też ktoś odciągnął Filipa od Sebastiana. Ten złapał chwilę oddechu, po czym podniósł się i rozejrzał. Byli otoczeni przez policję. Stopniowo kolejne osoby podnosiły ręce do góry, aż w końcu wszyscy się poddali.
Po złożeniu zeznań i wyjaśnień Sebastian został wypuszczony z aresztu. Był trochę poobijany, ale nie czuł bólu. Przed wyjściem czekała na niego Marta. Kiedy tylko go zobaczyła, rzuciła mu się na szyję.
- Obiecałem ci że wszystko się dobrze skończy – powiedział cicho
- Dobrze? Bałam się że zostaniesz tam na dłużej albo że coś ci się stało...
- Marta, powiedz mi jedną rzecz. Czy to ty wezwałaś policję?
- Przepraszam.
- Nie masz za co. Ostatecznie dobrze się stało. Wiesz co? Chodźmy na spacer.

           Kilka tygodni później Rafał został wypisany ze szpitala i wrócił do szkoły. Jeszcze nie był w najlepszej formie, ale chciał szybko nadrobić zaległości i podziękować osobiście kolegom za to, że stanęli po jego stronie.
- Wiesz, wcale nie jestem z siebie dumny. Bądźmy szczerzy, nie mam z czego być dumny. Całe to wplątanie się do grupy Kasańskiego było głupie. Zachowałem się jak gówniarz, który nie dostał zabawki.
- Masz rację – Sebastian przytaknął, skinąwszy głową
- Może też niesprawiedliwie potraktowałem Agatę i Wiktorię. Ale ja po prostu nie umiem inaczej. I to nie dlatego że coś do niej czuję. Po prostu taki jestem. Taki trochę moherowy, tradycjonalista, realista. Zero romantyzmu, polotu czy fantazji. Albo coś jest białe, albo coś jest czarne. Nie ma czegoś takiego jak szare.
- A tak w ogóle to dlaczego nie powiesz głośno że kochasz Agatę?
- Bo po tym wszystkim zrozumiałem że to za duże słowo. Nie można kochać kogoś, kto cię odrzuca. Znaczy można, ale to już trzeba głębiej nad tym pomyśleć.
- To może lepiej nie wchodźmy w filozofię – Sebastian tak szybko zakończył temat, jak go zaczął
- W każdym razie moja misja skończona. Przebolałem, odpokutowałem, zrozumiałem. Teraz zajmę się nauką i za rok zdam tę cholerną maturę najlepiej jak się da.
- Ty i nauka – zaśmiał się – No na pewno.
- No dobra, z tym ostatnim to żartowałem – poklepał go po ramieniu, po czym jak za starych dobrych czasów poszli na wagary zamiast na ostatnią piątkową lekcję, czyli religię.

wtorek, 27 października 2015

Misja cz. 10

          Informacja o innej orientacji Wiktorii szybko rozeszła się po szkole. Już następnego dnia jej kłótnia z Martą, a raczej to co podczas niej powiedziała, było głównym tematem rozmów wśród uczniów. Różnie to przyjmowali. Niektórzy uważali że to takie nowoczesne i unikalne, że łamie dotychczasowe stereotypy dotyczące związków, inni nie kryli swojego zaskoczenia, a jeszcze inni byli wręcz oburzeni, mimo że ta sytuacja bezpośrednio ich nie dotyczyła.
- Ja nie rozumiem... że tak dziewczyna z dziewczyną. To musi być obrzydliwe – mówił jeden z drugoklasistów do swojego kolegi
- A wiesz, może jedna z nich to taki babochłop, że niby kobieta, ale taka męska – naśmiewał się drugi. Jednak od razu im mina zrzedła, kiedy podeszła do nich Wiktoria, która przechodząc obok usłyszała fragment rozmowy.
- Mówiłeś coś? - spojrzała mu prosto w oczy ze złością – No proszę, powtórz to. Powiedz mi to prosto w twarz.
- Nie no, to nic takiego...
- Nic takiego? To zamknij się i nie gadaj głupot. Każdy ma prawo do miłości, a jeśli to cię tak boli to znajdź sobie dziewczynę albo chłopaka i zajmij się swoim życiem.
Niestety, to nie była jedyna nieprzyjemność jaka ją spotkała w szkole tego dnia. Kiedy przyszła do szatni, by przebrać się na wf, kilka dziewczyn wyszło z szatni.
- Ej, dziewczyny, co się dzieje? - zawołała za nimi
- Co się dzieje? Ty się pytasz co się dzieje? - jedna z nich zatrzymała się w drzwiach – Nie będziemy się z tobą przebierać. Nie będziesz mi się na cycki albo na tyłek gapiła.
- Ale ja... - nie zdążyła dokończyć, ponieważ nastolatka trzasnęła drzwiami. Usiadła zrezygnowana na ławce. Szybko przy niej znalazła się Kasia, która już wcześniej wiedziała o związku Agaty i Wiktorii. Nadal się z nimi przyjaźniła, dlatego teraz postanowiła pocieszyć załamaną Wiktorię.
- Nie przejmuj się. Ludzie tacy już są.
- Jacy? Nietolerancyjni? - spytała smutnym głosem
- No tak. Zawsze jak ktoś robi coś inaczej niż oni to będą się z niego śmiać, pluć na niego, gardzić. Nie wiem skąd to się bierze, może po prostu to zazdrość?
- Teraz rozumiem dlaczego chciała to utrzymać w tajemnicy.
- Przestań, Wiki. Będziesz się przejmować bandą debili? No już, głowa do góry, uśmiech na twarz i nie daj się.
Pokiwała głową, choć nie było tak łatwo uśmiechnąć się i udawać że nic się nie stało, że to wszystko jej nie rusza. Ale to chyba było najlepsze co mogła zrobić. Jeśli inni zobaczą że przejmuje się ich zaczepkami, wciąż będą atakować.
Nie miała jednak świadomości że najgorsze dopiero przed nią. Filip Kasański także już wiedział o wszystkim i nie zamierzał tego tak zostawić. Nie mógł sobie pozwolić, by lesbijka, których przecież tak bardzo nienawidzi, bezkarnie chodziła po jego szkole...

          O wszystkim wiedział także Rafał. Cała szkoła mówiła o Wiktorii, lecz ani razu nie padło imię Agaty. Być może jeszcze nie wiedzieli że to ona jest partnerką Drzewickiej. Ale prędzej czy później to i tak wyjdzie na jaw. Nie mógł bezczynnie czekać, musiał działać. W tej chwili nie było dla niego najważniejsze by opuścić bez konsekwencji grupę Kasańskiego, lecz by zapewnić bezpieczeństwo Agacie. Tak, tylko jej. Wiktorii wcale nie było mu szkoda. Nawet by się nie sprzeciwił, gdyby chcieli zrobić jej krzywdę. W końcu to ją winił za to że Agata zmieniła orientację, że to przez nią nigdy nie dostał szansy od dziewczyny. Uważał że sprowadziła ją na złą drogę. Nie przychodziło mu do głowy, że Agata sama podjęła taką decyzję, że była w pełni tego świadoma i że też tego chciała.
- Musisz iść do niej i powiedzieć całą prawdę – poradził mu Sebastian
- Chyba sobie żartujesz. Przecież ona mnie znienawidzi.
- No i dobra, ale przynajmniej będzie wiedziała że musi być ostrożna. Ja wiem że ty chcesz jej bronić, ale ona musi wiedzieć o wszystkim.
- Nie przejdzie mi to przez gardło – wyznał po chwili
- Mam poprosić Martę? Wiesz, dziewczyna z dziewczyną zawsze się lepiej dogada...
Rafał spojrzał z ukosa na przyjaciela. Dopiero po chwili ten zrozumiał jak to dla niego zabrzmiało.
- Przepraszam, miałem na myśli to że po prostu jej będzie łatwiej o tym powiedzieć.
- Dobra, idziemy do niej.
Obeszli całą szkołę, jednak nigdzie nie mogli jej znaleźć. Sebastian wyciągnął już telefon by do niej zadzwonić, lecz wtedy zaczepiła ich jedna z koleżanek czarnowłosej. Powiedziała im że widziała jak Marta wychodziła z Kasańskim na podwórze.
- Niech to szlag – zaklął pod nosem Sebastian – Idziemy, szybko.
Rafał od razu wiedział gdzie mógł ją zaprowadzić. Pobiegli za pobliskie garaże i zobaczyli jak Filip przydusza dziewczynę ramieniem.
- Ej, zostaw ją! - Sebastian już chciał się na niego rzucić, ale Rafał go w porę powstrzymał
- O, jest i wsparcie. Rafał, widzę że już zdążyłeś zmienić stronę. Wiesz co robię ze zdrajcami?
- Wiem, ale mam dla ciebie propozycję. Wystawię ci tą Wiktorię, a ty dasz mi spokój.
- Mało – rzucił bez zastanowienia
- To czego jeszcze chcesz?
- Ona ma kogoś, wiem to. Imię i nazwisko. Do tego trzymasz język za zębami.
- To drugie mogę ci zagwarantować.
- Imię i nazwisko – powtórzył stanowczo, znów przyduszając Martę. Rafał spojrzał na Sebastiana. Widział że nie wytrzyma, że za chwilę poda mu te cholerne nazwisko, by ratować swoją dziewczynę. Postanowił więc go ubiec.
- Kasia Lucha – wypalił, zaskakując tym samym i Martę, i Sebastiana. Kasański poklepał go po ramieniu i odszedł. Czarnowłosa jeszcze przez chwilę uspokajała oddech, zaś Sebastian ze zdziwioną miną patrzył na Rafała.
- No co? Przecież nie wydam Agaty.
- Ale on i tak się dowie.
- Zajmie mu to trochę czasu. Trzeba tylko szybko wyciągnąć ją ze szkoły, a potem zastanowimy się co dalej.
- Marta, pomożesz nam? - spytał Sebastian, ale Rafał po tym co zobaczył chwilę wcześniej, postanowił że lepiej jej do tego nie mieszać
- Nie trzeba, sam to zrobię.
Nie zamierzał czekać do następnej przerwy. Wiedział że Kasański niebawem dowie się prawdy i to Agata stanie się jego celem. Wiedział też że Filip będzie chciał ukarać go za kłamstwo, ale nie to było teraz najważniejsze. Wszedł do klasy i przeprosił za spóźnienie.
- Ja byłem u pani higienistki – zaczął tłumaczyć, na pytanie nauczycielki dlaczego się spóźnił – Brat Agaty się źle czuje i dobrze by było, gdyby zaprowadziła go do domu.
Po chwili zastanowienia nauczycielka wypuścia dziewczynę, a sam Rafał skłamał że za chwilę wróci na lekcje, tylko wyjaśni jej co się stało. Natychmiast pociągnął ją w stronę wyjścia, mimo jej protestów.
- Nie czas na rozmowy. Zaraz ci wszystko wyjaśnię, a z twoim bratem wszystko w porządku, normalnie jest na lekcji.
- To po co ta szopka?
- Bo musisz zniknąć ze szkoły. Grozi ci niebezpieczeństwo.
- Że co?
Byli już za terenem szkoły, więc zwolnił trochę kroku. Myślał że są już bezpieczni.
- Kojarzysz Filipa Kasańskiego? Rasista, homofob i w ogóle – powiedział w skrócie
- No i? - nadal nie widziała związku z niebezpieczeństwem
- On i jego koledzy chcą zrobić ci krzywdę. Za to że jesteś z Wiktorią.
- Jaja sobie robisz.
Spojrzała na niego, ale nie wyglądał jakby to wszystko było jedynie ponurym żartem. Był śmiertelnie poważny, może nawet lekko przestraszony. Nie mógł kłamać.
- Zaraz, zaraz – zastanowiła się chwilę – Skoro to co mówisz jest prawdą... to jej też będą chcieli zrobić krzywdę.
- Nią się nie przejmuj, da sobie radę.
- Nie przejmuj się? Czy ty sam siebie słyszysz?! W ogóle jak ci mogło wpaść do głowy żeby mnie wyciągnąć ze szkoły, a ją tam zostawić? Ty idioto!
Natychmiast odwróciła się na pięcie i przyspieszyła kroku. Rafał próbował ją zatrzymać prośbami, groźbami, a nawet siłą, ale na niewiele to się zdało. Agata była zdecydowana. Niestety przed szkołą czekali Kasański i Kor, którzy znali już prawdę.
- To oni – powiedział, zatrzymując ją. Czekali na ich ruch. Powoli wstali.
- Co teraz?
- Uciekaj, ja ich zatrzymam – z niepokojem obserwował jak się zbliżają – No już, spieprzaj!
Kiedy ona zaczęła biec, oni również. Rafał przygotował się. Jeden z nich biegł na niego, drugi miał pobiec za Agatą. Adam już prawie rzucił się na Rafała, ale ten uskoczył w bok i w tym samym momencie popchnął przeciwnika, tak że ten zderzył się ze swoim kompanem. Dzięki temu zyskał jeszcze chwilę dla Agaty. Kasański pobiegł jeszcze za nią, ale po chwili wrócił.
- Uciekła suka – wycedził przez zęby, patrząc jak Adam z Rafałem się siłują – Dobra, koniec zabawy.
Złapał Rafała za rękę i mu ją wykręcił. Adam zdołał się uwolnić, złapał go za drugą rękę. Filip jeszcze zadał mu cios w brzuch, a potem zaprowadzili go za garaże. Próbował się jeszcze bronić, ale ich było dwóch. Jak tylko udało mu się obronić przed jednym to drugi go atakował. Odczuwał coraz więcej bólu, tracił koncentrację i siły. Widział też krew na swojej ręce, kiedy otarł ją o swój nos. W końcu padł na ziemię. Był wyczerpany, ale oni i tak nie dali mu spokoju. Kopnęli go jeszcze kilka razy, a Kasański na koniec jeszcze raz uderzył go w głowę. Nie wiedział już co się dzieje, nie wiedział gdzie jest, jak bardzo go pobili i w ogóle za co. Nie wiedział już nic. Oczy same mu się zamykały. Nie chciał już z tym walczyć. Nawet nie był w stanie się poruszyć, choć ból jakby jednak ustępował.
- Niech się dzieje co chce – pomyślał, po czym zamknął oczy i stracił przytomność.