niedziela, 30 września 2012

Gdzieś jest sprawiedliwość cz. 2


       Następnego dnia Joasia, wychodząc z domu z zaskoczeniem stwierdziła, że czarny mercedes stoi pod jej blokiem. W środku siedział Sebastian. Kiedy ją dostrzegł, wysiadł z auta i otworzył przed nią drzwi.
- Dziękuję – uśmiechnęła się, siadając na fotelu pasażera. Zaczekała aż usiądzie za kierownicą i odpali silnik.
- Nie szukam szofera – oznajmiła, kiedy ruszyli z miejsca
- Słucham?
- Nie musisz mnie za każdym razem wozić – wyjaśniła – Wkrótce mój samochód wróci z naprawy i będę samodzielna.
- Ale w towarzystwie jest przyjemniej jechać, nieprawdaż? - uśmiechnął się do niej uwodzicielsko. W głębi duszy cieszyła się, że zrobił jej tak miłą niespodziankę. Jednak miała swoje prywatne powody, dla których nie chciała tego otwarcie pokazać. Dlaczego nie? To tylko ona była w stanie zrozumieć, nikt inny. A w szczególności faceci. Oni nigdy nie potrafili zrozumieć kobiet. Zawsze szli na łatwiznę, najchętniej wybieraliby najprostsze rozwiązania, które według płci przeciwnej nie zawsze były najlepsze. Po prostu trzeba było sobie coś logicznie poukładać, jednak dla mężczyzn taki tok myślenia był nie do przyjęcia. Każdy kto żył na tym świecie musiał już to zrozumieć, że kobiety i mężczyźni się różnią i nie zawsze się rozumieją.

         Fakt, że Joasia i Sebastian wysiedli z jednego samochodu, wywołał burzę plotek na wydziale. Mało kto wierzył w prawdziwą wersję, którą oboje podawali. Zamiast przyjąć do wiadomości, że mężczyzna po prostu podwiózł kobietę, tak z dobrego serca, po koleżeńsku, oni doszukiwali się oznak wspólnie spędzonej nocy lub romansu. Każdy uśmiech blondynki wywoływał szmery i śmiechy w biurze asystentów. A szczególnie, kiedy patrzyła na Sebastiana. Wmawiali każdemu, z którym dyskutowali na ten temat, że w jej spojrzeniu jest jakiś dziki ogień i pożądanie. Najchętniej rzuciłaby się na niego i zdarła ubrania. Mimo że to było nieprawdą, prawie każdy w to uwierzył mniej lub bardziej.
Anka była wściekła, wręcz gotowała się ze złości. Dlaczego Sebastian wybrał tę drobną blondyneczkę a nie ją? Może nie wiedział że Anka jest na każde jego skinienie palcem? Nie, przecież dawała mu dostateczną ilość znaków, każdy by się domyślił. Przecież Aśka nigdy nie zapewni mu wystarczającej rozrywki. Piersi ma przecież mniejsze od niej, tyłek bardziej płaski, nawet nie ma do czego się przytulić, bo to chude takie, a w łóżku zapewne potrafi tylko leżeć jak kłoda i patrzeć na niego. Nawet na imprezy nie ubierała się choć trochę wyzywająco, dlatego Ania uważała, że blondynka nie nadaje się do spraw erotycznych. A taki mężczyzna jak Sebastian potrzebuje mocnych doznań. Pocieszyła się tym, że zapewne szybko się nią znudzi. Taka „szara myszka” przecież nie pasuje do niego. Nie wiedziała dwóch istotnych rzeczy. „Szare myszki”, jak to nazywała takie kobiety, też wiele potrafiły (może nawet więcej), tylko się z tym nie obnosiły tak jak Ania i inne tego typu dziewczyny. Poza tym, Sebastian obiecał sobie zerwać z życiem podrywacza i poszukiwacza przygód. Chciał się ustabilizować, a takie właśnie kobiety jak brunetka, nie bardzo pasowały do stałego związku.
- Seba? - zapytał nieśmiało Maciek. Anka akurat wyszła na chwilę z biura, więc korzystając z okazji, chciał zapytać go o prawdziwość krążących po wydziale plotek. Wolał nie robić tego przy niej, chociaż chętnie podniósłby jej ciśnienie, lecz mogłoby się to źle dla niego skończyć. W porannym napadzie furii o mało nie zdemolowała biura.
- Tak?
- To prawda że spałeś z Aśką?
- Co? - otworzył usta ze zdziwienia – Cegła czy co spadło ci na łeb?
- Nie no, tylko...
- Tylko co? - Sebastian zmrużył oczy, oczekując odpowiedzi. Chyba jednak lepiej było nie zaczynać tego tematu.
- No na wydziale... wszyscy mówią że... tacy zadowoleni dzisiaj chodzicie i razem przyjechaliście na komendę... no że musiało się coś wydarzyć z waszym udziałem – z trudem przełknął ślinę. Z niepokojem patrzył, jak kolega zaciska rękę w pięść i uderza nią o biurko.
- Kto takie pierdoły rozprowadza po komendzie?! Anka? Rafał? Tomek? Bartek? - wypytywał podenerwowany. Maciek za każdym razem kręcił głową. - Stary?!
- Też nie – zaprzeczył stanowczo
- To kto do cholery?!
- Przepraszam, ale nie mogę ci powiedzieć od kogo to usłyszałem. Wiesz przecież, że nigdy nie donosiłem i nie będę tego robił.
- Ale to nie będzie donosicielstwo... Ehh, dobra – machnął zrezygnowany ręką, uspokoiwszy się trochę.
- Mało to razy kogoś u nas obgadywali? Będziecie głównym tematem rozmów przez kilka dni, a potem się znudzi, znajdą sobie nową sensację. Coś jak dziennikarze.
- Ta, a ja i Aśka jesteśmy parą celebrytów i normalnie robimy furorę – pokręcił głową z dezaprobatą – Ja się nie martwię o siebie, ale o nią. Jest wrażliwa, oby tylko nie przejęła się tym za bardzo.
- Aśka nie pracuje tu od dziś, wie jak jest – poklepał go po ramieniu
- Właśnie, bym zapomniał – uderzył się otwartą dłonią w czoło – Twój pies lubi się bawić z tobą w siłowanie się? Na zasadzie że ty trzymasz jeden koniec przedmiotu, a on drugi i ciągniecie – wyjaśnił, widząc zdumione spojrzenie kolegi.
- Lubi, a co?
- A lubi obgryzać przedmioty, buty czy jakieś inne przedmioty?
- Kiedyś dałem mu do zabawy moją starą koszulę. Była już podarta, więc żadnego pożytku z niej nie miałem – odparł po chwili zastanowienia. W milczeniu obserwował jak Sebastian sięga do kieszeni i wyciąga z niej ten sam różowy krawat, który dostał wczoraj od Ani.
- Daj mu to ode mnie – popatrzyli na siebie, po czym obaj parsknęli śmiechem
- Nie wiem czy będzie chciał się tym bawić – zaśmiał się Maciek
- A co, nie przepada za krawatami? Kolor mu się nie spodoba?
- Jak wyczuje jej zapach to będzie omijał go na kilometr – szepnął mu na ucho, żartując sobie. Wziął krawat od Seby i schował do kieszeni w kurtce.
- Podeślę ci zdjęcia jak rozrywa to coś, czego nosić na szyi się nie da – uśmiechnął się szyderczo
- Nie odmówię sobie tego widoku
- A może tak pokazać też Ani?
- Lepiej nie, bo wydrapie mi oczy albo kupi nowy – zaśmiali się obaj i wrócili na miejsca za biurkami. Czas gonił ich nieubłaganie, a raporty musiały zostać wypełnione dzisiaj.

        Tego wieczora Sebastian także odwoził Joasię do domu. Dobrze wiedział, że to jeszcze bardziej podkręci plotki o nich, jednak chciał oddać partnerce przysługę i nie obchodziło go, jak inni będą to komentować.
- I jak pracowało się z Rafałem? - zapytał, kiedy odjechali już kawałek. Sylwia w tamten poniedziałek pojechała na urlop, więc stary zarządził, że na czas jej nieobecności w prowadzeniu śledztw pomagać komisarzowi będzie na zmianę pozostała czwórka. Tym razem była kolej Asi.
- W porządku, mamy już dwóch podejrzanych, sprawa nie stoi w miejscu – wyjaśniła krótko – Słyszałam, że jesteśmy tematem numer jeden na wydziale.
- Tak... gadają co ślina im na język przyniesie
- Pewnie – przytaknęła, kiwnąwszy głową – Wcale się tym nie przejmuję, a ty?
- Też nie. I na dowód tego przyjedziemy jutro na komendę razem, co?
- No jeśli chce ci się jechać po mnie to bardzo chętnie się z tobą zabiorę – puściła do niego oczko. Nie zwróciła uwagi kiedy to się zaczęło dziać, ale ostatnio ich relacje ociepliły się, stali się sobie bliżsi. Nie miała wątpliwości, że to początek wielkiej przyjaźni, a może nawet czegoś więcej.

Gdzieś jest sprawiedliwość cz. 1


         Kolejny nudny dzień w pracy Sebastian rozpoczął tradycyjnie od porannej kawy. Nie był to jednak zwyczajny poranek jak każdy inny. Mężczyzna obchodził dzisiaj swoje trzydzieste urodziny i jakoś nie bardzo cieszył się z tego faktu. W tym wieku powinien mieć już żonę, może nawet dzieci, ustabilizować się, jasno określić swój życiowy cel. A on nadal zachowywał się jak gówniarz: pakował się w związki bez przyszłości, spotykał się z kobietami tylko dla seksu. Najlepiej dla niego byłoby zatrzymać się w wieku osiemnastu, może dziewiętnastu lat. Lecz czasu zatrzymać nie można. Sebastian w dniu dzisiejszym, w drodze do pracy postanowił sobie, że zmieni coś w swoim życiu. Najwyższy czas, aby wydorośleć, pomyśleć o jakimś poważnym związku z kobietą, znaleźć tę właściwą, tę jedyną. Ta trzydziestka musiała robić na nim jakieś większe wrażenie, bowiem nigdy nie zajmował się głębszymi przemyśleniami nad swoim życiem uczuciowym. Po prostu wykorzystywał swój urok osobisty, to że był przystojny, aby zwracać na siebie uwagę kolejnych kobiet, które miały ochotę się zabawić, przeżyć jednorazową przygodę. Nie interesowało go nawet to, czy jest ona mężatką, czy ma dzieci, rodzinę, czy jest sama. Jeśli upatrzył sobie ją jako cel, musiał zaciągnąć ją do łóżka. Rzadko zdarzało mu się wycofywać i zmieniać obiekt westchnień z powodu porażki.
Lecz były też takie kobiety, które wcale nie zwracały uwagi na jego zaloty. Ba, nawet go potępiały. Najgłośniej robiła to Sylwia, partnerka Rafała. Kobietą była ona bardzo mądrą, miała bogate doświadczenie życiowe, największe z całego zespołu, gdyż była najstarsza wśród nich. Wielokrotnie namawiała Sebastiana do zmiany stylu życia. Niestety, bezskutecznie. Mężczyzna nadal wiódł beztroskie i bogate życie erotyczne. Aż do teraz. Tak nagle, z niezrozumiałych nikomu przyczyn zmienił zdanie. Tylko on wiedział dlaczego to robi. Pomimo tego, większość, jeśli nie cały zespół, cieszyła się z podjętej przez niego decyzji.
Sebastian podobał się szczególnie dwóm kobietom na komendzie. Pierwszą z nich była pracująca z Maćkiem Ania. Już niejednokrotnie demonstrowała swój duży dekolt przed mężczyzną, lecz on zdawał się jej nie zauważać. Maciek nie mógł powstrzymać się od uszczypliwych komentarzy na ten temat, które doprowadzały policjantkę do czerwoności. Nie miał z nią łatwo, dlatego ostrzegł kolegę przed ewentualnym romansem z nią. Mógłby wpakować się w coś więcej niż tylko jedna czy dwie noce, coś gorszego, z czego nie byłoby łatwo się wyplątać. Lepiej było trzymać się od niej z daleka. Zresztą, pomimo dużego biustu, jakoś go nie kręciła. Miała w sobie coś, co go zniechęcało do bliższego zapoznania się z kobietą. Drugą zauroczoną była Joasia. Skromna, lubiana, ale także zadziorna i uparta, drobna, lecz sprytna oraz inteligentna blondynka. Pracowała razem z Sebastianem i niemal od zawsze starała mu się przypodobać, nie tylko jako partnerka, ale również jako kobieta. Niestety, tej drugiej w niej nie widział. Może dlatego, że nie potrafił wyobrazić jej sobie szalejącej z facetem w łóżku? Dotychczas to uznawał za skalę kobiecości. Oczywiście było to błędne myślenie.
- Cześć Sebastian! - zawołała Ania u progu biura. Maciek o mało nie wypluł popijanej właśnie kawy na jej widok. Miała na sobie cienką, jasną bluzkę z czarnym dekoltem, przez którą widać było jej czarny biustonosz. Maciek zastanawiał się czy kolory nie zostały specjalnie dobrane, aby uzyskać taki efekt. Do tego obcisłe czarne spodnie, które podkreślały kształty jej pośladek, ud i łydek. Podeszła do biurka mężczyzny i pochyliła się nad nim tak, że jej biust znajdował się na wysokości jego oczu.
- Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin – zarzuciła mu na szyję różowy krawat w czerwone paski. Co za wstyd. Jeśli myślała, że on kiedykolwiek to „coś” ubierze, była w błędzie tak wielkim jak jej piersi.
- Dzięki – odparł z grzeczności, błagalnie spoglądając na Maćka. Nie miał żadnego pomysłu, który pomógłby mu pozbyć się natrętnej kobiety. Komisarz z trudem powstrzymywał się od śmiechu. Z perspektywy widza, sytuacja wyglądała wręcz komicznie.
- Może wpadniesz do mnie wieczorem? Oblejemy twoje urodziny...
- Oblać to mogę ciebie wodą – wtrącił się Maciek, który ostatecznie zdecydował się pomóc koledze. Anka odeszła od mężczyzny i podeszła do swojego partnera. Wzięła kubek z kawą i wylała na kupkę raportów.
- O jak mi przykro... Taki niefortunny wypadek – ironizowała, uśmiechając się chytrze. Najdziwniejsze było to, że komisarz wybuchnął dzikim, nieopanowanym śmiechem, co zaniepokoiło policjantkę.
- No i z czego tak rżysz? - skrzyżowała ręce na piersiach
- Bo te raporty są twoje! Tomek je tutaj położył i poszedł szukać moich! - Ania pokręciła głową, lecz już po chwili zaczęła je przebierać i rozkładać na biurku, w celu wysuszenia. Maciek przez cały dzień wypominał jej wpadkę, doprowadzając ją do wściekłości. Na dodatek stary jej nie oszczędził i rozkazał myć podłogi na całym wydziale przez następny tydzień. Wymarzony dzień szybko zamienił się w koszmar. Zaplanowała sobie, że wieczorem upije Sebastiana i spędzi z nim cudowną noc, a tymczasem zamiast niego czekał na nią mop.

        Po skończonej pracy, kiedy szykował się już do wyjścia, podeszła do niego Joasia. Stanęła przy nim i nieśmiało spojrzała mu w oczy.
- Tak? - zapytał najmilszym tonem, na jaki było go stać. Kobieta w milczeniu wyciągnęła coś zza pleców i położyła na biurku. Był to skórzany pasek do spodni. Mężczyzna rzucił jej pytające spojrzenie.
- Wszystkiego najlepszego. Nie wiedziałam, co ci kupić na urodziny, więc... zdecydowałam się na coś prostego – wyjaśniła. Sebastian pokiwał głową.
- Dzięki. Miałem właśnie kupić sobie nowy.
- Poważnie? - spytała z nutką niedowierzania w głosie
- Poważnie. Strzał w dziesiątkę, jakbyś czytała w moich myślach – uśmiechnął się lekko i pocałował ją w policzek. Odwróciła głowę, rumieniąc się na policzkach. W głębi duszy kumulowała się radość, że prezent mu się spodobał. Nie chciała jednak pokazywać przed nim, jak bardzo się z tego powodu cieszy. Przez chwilę zapadła niezręczna cisza. Joasia nie odważyła się podnieść wzroku i spojrzeć na mężczyznę.
- Odwieźć cię do domu?
- A nie będzie to żaden problem? - powiedziała delikatnym głosikiem, który dość dziwnie zabrzmiał. Pewnie przez tą nieśmiałość. Zrobiło się jej jeszcze bardziej głupio, ale na szczęście Sebastian nie komentował tego tonu.
- Nawet jeśli by był, to nie powinnaś o tej porze wracać sama – puścił do niej oczko. Kiwnęła twierdząco głową, na znak że chce by ją odwiózł. Pomógł ubrać jej płaszcz i zaprowadził ją do samochodu. Pierwszy raz zdarzyło się, aby przez całą drogę rozmawiali. Zawsze brakowało im tematów, a teraz jakby byli zupełnie innymi ludźmi. Joasia poczuła, że wreszcie odnosił się do niej z sympatią. Nie jak do osoby współpracującej, ale jak do koleżanki, przyjaciółki, Na tym jej najbardziej zależało. Do dzisiaj. To był pierwszy krok, który miał sprawić, że się lepiej poznają. Ten krok miał ich do siebie zbliżyć.
--------
Następna część ukaże się... dzisiaj wieczorem.

sobota, 29 września 2012

Przyjaźń na zawsze cz. 6


        Następne dni, tygodnie nie przynosiły poprawy. Wręcz przeciwnie – było coraz gorzej. Sebastian coraz rzadziej wstawał ze szpitalnego łóżka, sprawiało mu to coraz więcej trudności. Dużo stracił na wadze, cera mu zbladła, a włosy powypadały. To był cień tego człowieka, który jeszcze pół roku temu cieszył się pełnią życia, a teraz z trudem walczył o powrót tych pięknych chwil. Ten morderczy wysiłek musiał zostać wynagrodzony. To nie może się tak skończyć. Joasia nie wyobrażała sobie, że za jakiś czas może już go nie być na tym świecie. Potrzebowała go jak tlenu, przecież razem dorastali, razem pracowali, prawie całe życie spędzili razem! Żadna ludzka siła ich nie rozdzieliła. Nawet chorobie się nie udało. Ale choroba może doprowadzić go do śmierci, a z nią już nie wygrają.

        Był chłodny poranek, 15 października. Sebastian jak co dzień leżał na łóżku i wpatrywał się w sufit. Ostatnio to stało się jego najczęstszą rozrywką. Na spacery brakowało mu już sił, a na wózku nie chciał siadać. Robił to, kiedy było to konieczne, czyli jak wozili go na badania czy gdzieś. Czuł, że koniec jest już blisko. Jego droga dobiegała końca. Nie miał wątpliwości, że już nie wygra. Nowotwór wyniszczył jego organizm. Przegrał tę walkę. Joasia cały czas miała nadzieję, że jej losy da się jeszcze odwrócić. Ale Sebastian wiedział, że to już nie możliwe. Nie mówił jej o tym, aby jej nie martwić, zresztą nie przyjęłaby tego do wiadomości. W ostatnich dniach mało czasu spędzali ze sobą, ale to głównie przez niego. Kobieta nadal przychodziła tak często jak kiedyś, lecz odsyłał ją do domu. Przypominał jej, że ma także swoje życie i także nim musi się zajmować. Ale to nie wystarczało. Musiał mówić że jest bardzo zmęczony i udawał że zasypia. Kiedy wychodziła, otwierał oczy i odprowadzał ją wzrokiem. Nie chciał, żeby patrzyła na jego cierpienie. Chciał oszczędzić jej bólu. Teraz czuł, że są to jego ostatnie godziny. Nie wiadomo skąd ta myśl, ale po prostu to wiedział. Poprosił pielęgniarkę, aby zadzwoniła do kobiety. Asia wzięła wolne w pracy i wsiadła w samochód.
Zanim dojechała do kliniki, Sebastian zasnął. Śniło mu się, że stoi na cmentarzu obok Joasi, przy czyimś grobie. Mówił do niej, lecz ona go nie słyszała. Ale on doskonale słyszał ją. Wpatrywała się w grób, rozmawiając z kimś. Zapewne z tą osobą, która tam leżała. Chciał odczytać tablicę, ale nie dostrzegł na niej żadnych liter. Była pusta. Joasia pochyliła się, trzymając paczkę zapałek w ręku. Zapaliła znicz i postawiła na grobie. Poczuł szarpnięcie. Obraz nagle zniknął. Otworzył oczy i ujrzał szpitalną salę, w której leżał. Momentalnie przypomniał sobie wszystko i zorientował się, że to był tylko sen. Asia siedziała przy nim i trzymała go za rękę. Czuwała przy nim od rana aż do teraz, czyli godziny dwudziestej. Nie odeszła ani na krok. Dziwnym trafem potrzeby fizjologiczne nie przypominały o sobie, a od długiego siedzenia w jednej pozycji ani przez chwilę nie poczuła bólu.
- Asia... - wyszeptał, wpatrując się w twarz kobiety
- Dasz radę. Nie raz pokonywaliśmy już kryzysy, pamiętasz?
- Ostatnie chwile to najlepszy czas na wspomnienia – uśmiechnął się smutno
- Przestań. Jeszcze będziesz swoim dzieciom opowiadał o naszej przyjaźni – wyciągnęła rękę, aby pogłaskać go po policzku. Od razu rzucił mu się w oczy brak pierścionka na palcu.
- Rozstaliście się?
- Wczoraj wieczorem – przyznała po chwili, ze spuszczoną głową – Jego kochanka jest w ciąży, odszedł do niej.
- Zostaniesz sama – westchnął ciężko
- Mam jeszcze ciebie – mruknęła zaniepokojona. Sebastian chyba wiedział co mówi. Dlaczego wszystko miało jej zostać odebrane? Dlaczego musiała stracić to, co dla niej najważniejsze? Dlaczego musiała pogodzić się z tym, że najbliższa jej sercu osoba właśnie odchodzi? Sama nie wiedziała czy chce, aby to się działo na jej oczach. Z jednej strony to będzie wielki ból, ale z drugiej chce z nim być w jego ostatnich chwilach. Mężczyzna oddychał z dużym trudem, jakby na coś jeszcze czekał nim zaśnie na zawsze.
- Zawsze byłaś dla mnie najważniejsza. Jesteś dla mnie wszystkim. Całym światem. To dzięki tobie przeżyłem tyle wspaniałych chwil w życiu – wyznał, patrząc prosto w jej niebieskie oczy. Napłynęły do nich łzy.
- Dlaczego to jest takie niesprawiedliwe? Dlaczego musimy się rozstać?
- Poświęcasz dla mnie wszystko. Może właśnie dlatego. Gdyby nie ja, zrobiłabyś wspaniałą karierę międzynarodową. Ale ze względu na mnie zostałaś w Polsce. Pamiętasz? Zawsze cię wstrzymywałem. Teraz czas, abyś rozwinęła skrzydła. Beze mnie będzie to możliwe.
- Ale ja nie chcę, słyszysz?! Jest mi dobrze tak jak jest, wolę być z tobą niż robić karierę! - krzyczała rozpaczliwie, jakby do od jego woli zależała decyzja. Niestety, nie mógł zostać, choć bardzo chciał. Ścisnął rękę Joasi najmocniej jak tylko mógł.
- Wybacz mi, że doprowadziłem się do takiego stanu. Wybacz, że odchodzę. Ale nie mam innego wyjścia – spojrzał jej głęboko w oczy. Powieki zdawały się być coraz cięższe, ale walczył z nimi. Musiał usłyszeć jeszcze raz usłyszeć jej głos przed śmiercią. Musiał usłyszeć odpowiedź.
- Nie mam do ciebie żalu. Dziękuję ci, że byłeś ze mną przez tyle lat – wyszeptała, dając upust łzom. Sebastian powoli położył głowę na poduszce i zamknął oczy.
- Ja też ci dziękuję – rzucił, nim jego dusza opuściła ciało. Asia poczuła, że uścisk jego dłoni się rozluźnił. Pobiegła po lekarza. Nie mogła się pogodzić ze stratą. Reanimowali go. Bezskutecznie.
- Czas zgonu dwudziesta osiem – oznajmił chłodno lekarz. Joasia zaniosła się płaczem. Zrozumiała, że już nigdy nie usłyszy jego głosu. Dotarło do niej, że została sama.

        Dokładnie rok później, 15 października, osiem minut po dwudziestej zapaliła znicz na jego grobie i przysiadła na ławce, odmówiwszy wcześniej modlitwę za jego duszę. Przez pierwszy miesiąc od jego śmierci przychodziła tu codziennie, a potem co tydzień.
- Ilekroć brakuje mi twojego uśmiechu, patrzę na wspólne zdjęcie z naszych ostatnich wakacji – uśmiechnęła, wyciągając fotografię z kieszeni. Pomimo że w mroku niewiele mogła dostrzec, wpatrywała się w nią.
- Kiedyś jeszcze się spotkamy, jak skończy się moje życie. Ale nie wiem kiedy to nastąpi. I znów będziemy razem – pojedyncza łza spłynęła jej po policzku. Chciałaby się teraz do niego przytulić.
- Dopóki będę żyła i miała siły, będę tu przychodziła. Nie opuszczę cię, nigdy. Nawet jeśli dzieli nas różnica światów – uśmiechnęła się do samej siebie. Nagle poczuła, jakby ktoś położył jej dłoń na ramieniu. Odwróciła głowę, ale nikogo nie dostrzegła. Usłyszała tylko szelest niesionych przez wiatr liści.
- Wiem że ty też mnie nie opuściłeś.
-------
Pierwsza część nowego opowiadania ukaże się jutro.

piątek, 28 września 2012

Przyjaźń na zawsze cz. 5


        Kilka dni później Sebastian miał już za sobą pierwszą chemioterapię i przygotowywał się już do wyjazdu na wakacje z Joasią. Chemię zniósł całkiem dobrze, jedynie przez 2 - 3 kolejne dni czuł się trochę gorzej i wymiotował. Następną miał przyjąć za trzy tygodnie. Wiedział, że z każdą następną będzie słabszy, aż w końcu będzie musiał pozostać w szpitalu. Ale teraz wszystkie problemy zostawiał tu, w Polsce, i wyjeżdżał do Chorwacji aby odciąć się od nich, zapomnieć o tym co złe, wypocząć i nabrać sił do walki. Droga do pokonania choroby nie będzie łatwa i krótka.
Pakował się wieczorem, po raz trzeci próbując poprawnie złożyć koszulę. I znów się nie udało. Pokręcił głową zrezygnowany i rozłożył ją na łóżku w sypialni. Wtedy usłyszał pukanie do drzwi. Podniósł się z kolan i poszedł otworzyć. Za drzwiami ujrzał swoją przyjaciółkę. Bez słowa weszła do środka, stawiając torbę przy ścianie.
- Pokłóciłam się z nim. Jest zazdrosny, bo wyjeżdżam z tobą a nie z nim - wyjaśniła, kiedy napotkała pytające spojrzenie mężczyzny - Jak to mówił "nie spodziewał się że tak otwarcie go zdradzę" - naśladowała jego głos
- Palant. Nie wie co to prawdziwa przyjaźń to widzi między nami romans - stwierdził, rozkładając bezradnie ręce - Przejmujesz się nim?
- Nie. Albo zaakceptuje naszą znajomość, albo może pakować walizki - postawiła sprawę jasno, co ucieszyło Sebastiana. Nadal był dla niej bardzo ważny. Nawet najważniejszy, skoro była gotowa rozstać się z narzeczonym, aby nie zaniedbywać przyjaciela. Była mu oddana, co właśnie teraz udowadniała. A on jej.
- Pomożesz mi się spakować? - zapytał nieśmiało, na co kobieta parsknęła śmiechem. Pokiwała głową.
- Jak dziecko - mruknęła pod nosem do siebie. Sebastian zaprowadził ją do sypialni, gdzie razem poskładali ubrania i spakowali je do walizki. Mężczyzna zgodził się, aby kobieta została u niego na noc. Nie chciała wracać do domu, bo to praktycznie oznaczało kolejną kłótnię. Michał nie miał zamiaru odpuścić, nie w takiej sprawie. Zachowywał się, jakby zabierano mu ulubioną zabawkę. Nie spodobało się to Joasi, poczuła się traktowana przedmiotowo. Wcale nie wysłuchał jej argumentów, narzucał jej swoje zdanie na ten temat, próbując wymusić przeprosiny i poczucie winy. W końcu, kiedy była już gotowa, wyszła trzaskając drzwiami. Próbował zatrzymać ją siłą, lecz jako doświadczona policjantka nie miała większych problemów by sobie z nim poradzić. Jeśli on mógł wmawiać jej swoją opinię, ona mogła postawić go przed faktem dokonanym. Tej nocy nie mogła spać. Myślała o tym związku. Pierwszy raz, odkąd się z nim spotykała, miała wątpliwości czy naprawdę chce z nim być. Nigdy nie był zaborczy. Zmienił się od oświadczyn. Chyba coś mu wtedy odbiło, kiedy został przyjęty przez Joasię. Poczuł władzę nad partnerką, pomimo że nie dała mu do tego żadnych przesłanek. Blondynka zamierzała pozostać niezależna, a on pomyślał, że jeśli jest jego narzeczoną, to musi się z nim zgadzać i być mu posłuszna. Ha, nic bardziej mylnego! Czasy średniowieczne skończyły się kilkaset lat temu. Ale to był jego problem, nie jej. Na pocieszenie pozostał jej wyjazd z Sebastianem. Za kilkanaście godzin wylecą samolotem do Chorwacji, zostawiając wszystkie smutki i troski za sobą. Dla nich nie ma miejsca ani w walizkach, ani w głowach Asi i Sebastiana. Kobieta stwierdziła, że gdyby byli kilka lat młodsi, a wydarzenia inaczej by się potoczyły, spróbowałaby rozkochać go w sobie. To on o nią dbał i starał się aby była szczęśliwa. To on zawsze ją rozumiał. To na niego zawsze mogła liczyć. To jemu ufała najbardziej. To w jego towarzystwie czuła się najlepiej. Sebastian był najbliżej jej ideału mężczyzny, jeśli w ogóle nim nie był. Ale ten związek nie opierałby się na miłości, więc nie wiadomo czy miałby szansę przetrwać.

        W Chorwacji spędzili razem wspaniałe 10 dni. Musieli znosić swoje towarzystwo przez łącznie ponad 240 godzin, lecz dla żadnego z nich nie było to zbyt wiele. Nie narzekali ani trochę na nadmiar spędzonego wspólnie czasu. Wręcz przeciwnie - twierdzili że to było za mało! Te słowa tym bardziej nabierały sensu, w związku z pogłębiającą się chorobą mężczyzny. Czasem zakaszlał, co przypominało im obojgu o nowotworze, jednak żadne z nich nie wspominało o tym ani słowem, zgodnie z obietnicą. W samolocie przyznali, że jadą wypocząć i nie rozmawiają o problemach, które czekają na rozwiązanie po ich powrocie. Ale przed tem mieli do dyspozycji trochę czasu, aby się rozerwać. Pływali w morzu, opalali się, zwiedzali miasto, co wieczór wspólnie oglądali filmy, chodzili razem na spacery, czasem gubiąc drogę i wychodząc z niewiadomo której strony lasu. Nie przejmowali się tym, że nie znają drogi powrotnej - najważniejsze było, że trzymali się razem. Nigdy jeszcze tak bardzo nie odczuwali tej więzi, która ich łączy. Tego nie dało opisać się żadnymi słowami. O tym mogli się przekonać tylko na własnej skórze i własnych uczuciach. Oboje zgodnie stwierdzili, że były to najwspanialsze dni w ich życiu.

         Ale powrót do Polski był jak zimny prysznic. Wszystko wróciło, ale jakby ze zdwojoną siłą. Problemy zdawały się być o wiele trudniejsze niż przed wyjazdem, pomimo że trzymali się razem i wspólnie próbowali im zaradzić. Nie tak to sobie wyobrażali. Szara, codzienna rzeczywistość okazała się dla nich brutalna i bezlitośnie wystawiła ich cierpliwość na próbę. Michał nie odzywał się do Joasi i starał się unikać. Do tego doszły podejrzenia o zdradę, kiedy w jego szafce znalazła prezerwatywy, mimo że nie kochali się ze sobą od dłuższego czasu. Może i nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że z każdym dniem ich ubywało, aż w końcu nie było ani jednej. Była jednak zbyt zajęta wspieraniem Sebastiana, aby uporządkować swoje sprawy. Zaniedbała swoje życie prywatne, aby pomóc przyjacielowi. Była najbliższą mu osobą i nie mogła zostawić go samego. Mężczyzna był jej bardzo wdzięczny.
Drugiej chemioterapii jego organizm nie zniósł już tak lekko jak poprzedniej. Podczas drogi powrotnej Joasia musiała się dwukrotnie zatrzymywać, ponieważ Sebastian wymiotował. Oboje nie mieli wątpliwości, że wkrótce mężczyzna będzie musiał pozostać w klinice, jednak żadne z nich nie miało odwagi powiedzieć tego na głos.
- Cześć! - zawołała z przedpokoju, zamykając za sobą drzwi. Sebastian dał jej drugie klucze od mieszkania, aby mogła wchodzić do niego swobodnie kiedy i po co chce. Zajmowała się nim, a także jego właścicielem, ponieważ już drugi dzień nie ruszał się z łóżka.
- Cześć - odparł słabym głosem. Joasia położyła dłoń na jego czole. Nie miał gorączki, więc był już jakiś progres. Ale nadal był słaby, od rana prawie wcale nie wstawał z łóżka. Kobieta zabrała miskę i opróżniła ją z wymiotów. Kiedy wróciła, przysiadła na skraju łóżka i pogłaskała go po policzku.
- Aśka, widzisz jak ja to źle znoszę?
- Widzę - rzekła cicho, niepokojąc się z bliżej niewiadomych przyczyn
- Ja nie dam rady... to mnie przerasta, rozumiesz? - spojrzał na nią z nadzieją w oczach. Zrozumiała sugestię. Chciał, aby pozwoliła mu zrezygnować z lecznia. Chciał przygotować się na śmierć i spożytkować w konkretny sposób czas, jaki mu jeszcze pozostał. Pokręciła głową. Nie zgodzi się na to. Nie pozwoli tak po prostu mu odejść. Nigdy.
- Obiecałeś mi, pamiętasz?
- Pamiętam - westchnął ciężko, przymykając oczy
- Dopóki jest promień nadziei, że wyzdrowiejesz, musisz walczyć. Słyszysz? - potrząsnęła lekko jego ramieniem. Poruszył się lekko, Asia to dostrzegła. Spojrzała na niego ze współczuciem. Jeśli tylko istniałaby taka możliwość, zamieniłaby się z nim rolami. Wzięłaby tę chorobę na siebie. Nie chciała, żeby cierpiał, wolała żeby to jej działa się krzywda, a nie jemu. Ale tak już jest z przyjaciółmi - oddaliby za siebie wszystko.
--------
Dzisiaj taka głównie opisowa część ;) Ostatnia już jutro.

czwartek, 27 września 2012

Przyjaźń na zawsze cz. 4

         Sebastian o dziwo lekko przyjął wiadomość o chorobie, tak jakby nie był w pełni świadomy tego, co się z nim dzieje. Joasia zdążyła się już uspokoić, a nawet wracał jej dobry humor. Pomyślała że skoro tak spokojnie zareagował na tę wieść, to i łatwo da się namówić na leczenie. Niestety, myliła się. Najwidoczniej wcześniej był w szoku i nie zrozumiał powagi sytacji. Teraz, czyli kilkanaście minut po przekazaniu wiadomości przez Joasię, mężczyzna był wściekły. Wszyscy i wszystko dookoła doprowadzało go do szału. Irytował się z byle powodu. Blondynka mimo jego krzyków i wrzasków nie poddawała się, nadal próbując nakłonić przyjaciela do podjęcia leczenia.
- Seba, proszę cię! - wołała błagalnie kobieta
- Aśka, do cholery, czy ty nie rozumiesz po polsku?! Zostaw w mnie samego! - wstał z łóżka i zaczął się z nią szarpać. W normalnych warunkach zapewne nie miałaby z nim najmniejszych szans. Ale teraz, kiedy był osłabiony, mogła skutecznie stawiać mu opór. Nie był w stanie przesunąć jej nawet o centymetr. Kiedy zdał sobie z tego sprawę, psychicznie poczuł się jeszcze gorzej. Odpuścił. Przybity, usiadł na skraju łóżka i wbił wzrok w podłogę. Joasia podniosła się ze stołka i przysiadła obok niego. Położyła swoją dłoń na jego ramieniu. Spojrzał na nią nieśmiało.
- Widzisz? Musisz iść na leczenie.
- Po co, Aśka, po co? Oboje wiemy, że choroba jest zaawansowana. Szansa jest bardzo niewielka. A wiesz skąd jest ta szansa? - pokręciła lekko głową - Z nadziei.
- Dlatego powinieneś ja mieć. Powinieneś wierzyć, że wydrowiejesz...
- Ale nie mam. Więc umrę. Po co tylko przedłużać cierpienie? Pozostało mi tylko korzystać z życia póki jeszcze mogę i odliczać dni do końca - stwierdził smutno, znów pochylając się w dół. Asia postanowiła złapać się ostatniej deski ratunku - podejść do sprawy psychologicznie. Może tak uda się jej wpłynąć na jego decyzję.
- Zależy ci na mnie? - wypaliła niespodziewanie
- Tak - rzucił odruchowo, bez zastanowienia. Nigdy nie musiał o tym długo myśleć. On po prostu to czuł. Czuł że chce być obecny w jej życiu, że jest dla niego szczególną osobą, ważniejszą niż inni. Było mu dobrze w jej towarzystwie.
- To dlaczego chcesz mnie zostawić? - spytała smutno. Było w tym trochę aktorstwa, gdyż wiedziała że choroba nie jest od niego zależna.
- Zostawić? Ale jak? Ja bym chciał być z tobą przez wieczność...
- To tylko słowa - prychnęła - Daj mi jakiś dowód, że to prawda
- Nie wierzysz mi? - tego się nie spodziewała. Myślała że będzie chciał wiedziać jak może jej to udowodnić, a tym czasem okazał się sprytniejszy niż ona. Przez chwilę milczała, zastanawiając się nad odpowiedzią. Jak na złość nie mogła znaleźć odpowiedniej wymówki. Nie pozostało nic innego jak zignorować pytanie.
- Zrób wszystko, by zostać ze mną na tym świecie. Pójdź na leczenie, zanim będzie już za późno.
- Asia...
- Wolisz oddać swoje życie niż o nie zawalczyć - kontynuowała - Źle ci tu? Znudziło ci się? Przecież masz mnie. Obiecaliśmy coś sobie i ja zamierzam dotrzymać tej obietnicy.
- No tak, w końcu już niedługo będziesz z niej zwolniona - uśmiechnął się do samego siebie
- Przestań. Chciałabym, żeby obowiązywała mnie jeszcze przez kilkadziesiąt lat. Jeśli wygrasz z chorobą, pomyśl, ile jeszcze będzie przed tobą cudownych chwil, wspaniałych momentów radości? Będziesz miał jeszcze przynajmniej drugie tyle czasu, co już masz za sobą. Naprawdę uważasz, że osiągnąłeś już wszystko, co mogłeś osiągnąć? Aż tak nisko się cenisz?
- Spędziłem wiele wspaniałych lat z cudowną kobietą, która jest moją przyjaciółką. I to mi wystarczy. Wiele nie potrzebuję.
- Sebastian, proszę cię... - mruknęła bezradnie - Zrób to dla mnie
- Asiu, pozwól mi samemu zadecydować o swoim życiu - odwrócił głowę, aby uniknąć jej spojrzenia. Zawsze ulegał jej urokowi osobistemu. Do tego jeszcze ten ton, te oczy, ta nadzieja... Czuł, że jego opór słabnie.
- Dobrze, pozwolę - Sebastian poczuł ulgę. Jeszcze chwila, a dałby za wygraną. - Ale jak wyzdrowiejesz, bo za kilka tygodni nie będziesz miał czym decydować - oznajmiła stanowczo, na co on pokręcił głową.
- Sebastian. Seba - mówiła spokojnym, delikatnym głosem - spójrz mi w oczy i powiedz mi że nie pójdziesz na leczenie. Zrób to, proszę. Powiedz mi wprost, że będę patrzeć jak się poddajesz i powoli umierasz.
- Aśka - westchnął ciężko. Odwrócił się w jej stronę, ich spojrzenia się spotkały. Wargi mu zadrżały. Chciał to powiedzieć, ale nie mógł. Głos uwiązł mu w gardle. Łzy napłynęły mu do oczu. Momentalnie zerwał się z miejsca, przysunął się bliżej przyjaciółki i wziął ją w ramiona.
- Dobrze. Wygrałaś. Robię to tylko dla siebie - szepnął jej do ucha. Joasia uśmiechnęła się pod nosem. Misja wykonana.
- Wierzę, że ci się uda. Będę trzymać kciuki. Nie zostawię cię z tym samego, pomogę jak tylko będę mogła - zadeklarowała, odsuwając się lekko od mężczyzny. Uśmiechał się tajemniczo, z niewiadomych przyczyn. Kobieta rzuciłą mu pytające spojrzenie.
- Mam tylko jeden warunek - oznajmił uradowany
- Żmija! - rzuciła żartobliwie
- Rozstań się z Michałem - nagle jego twarz przybrała śmiertelnie poważny wyraz. Nie wyglądał, jakby żartował. Joasia otworzyła usta ze zdumienia. Jak śmie żądać od niej czegoś takiego? Jakim prawem każe jej wybierać między nim a narzeczonym? Chce się przekonać kto jest ważniejszy? Ale po co? Przecież zapewniała go, że nikt nigdy nie zajmie jego miejsca. Nie wierzy jej? Nie ufa?
- Słucham?
- Tak tylko się zgrywałem - uśmiechnął się i poklepał przyjaciółkę po ramieniu. Przymknęła oczy i odetchnęła z ulgą. Puls się uspokoił, bicie serca wróciło do normalnego rytmu.
- Ja cię kiedyś uduszę za te głupie żarty - pokręciła głową z dezaprobatą
- To musisz się pospieszyć, bo możesz nie zdążyć
- Sebastian! Przestań tak żartować, to nie jest śmieszne - strofowała go, niczym pięciolatka, który coś nabroił - I uwierz wreszcie, że możesz z tego wyjść.
- Dla ciebie wszystko jest możliwe - uśmiechnął się do niej. Zawsze była optymistką, nawet w najtrudniejszych sytuacjach. Może dzięki temu wychodziła z opresji obronną ręką i często miała dobry humor?
- To co to za warunek?
- Pamiętasz jak obiecałem ci, że zabiorę cię do Chorwacji?
- To było jakieś 20 lat temu! I w żartach! - zaśmiała się, przypominając sobie tamtejszą rozmowę. Była smutna i wściekła, że rodzice znów zabierają ją w góry. Jeździli tam na wakacje co roku. Była tym po prostu znudzona. Zazdrościła koleżance, że ta wyjeżdża za granicę. Sebastian, aby pocieszyć Joasię, obiecał jej wtedy że pojadą we dwoje do Chorwacji. Kiedy już dorośli i taka ewentualność była możliwa, żadne z nich nie podeszło do tej propozycji poważnie. Jednak Sebastian w końcu zdecydował się zrealizować ten pomysł i zaproponować jej wspólne wakacje.
- Chciałem zaproponować ci to w sierpniu, kiedy sezon wakacyjny w pełni, ale wtedy... sama wiesz, nie będzie to możliwe. Dlatego chciałbym zrobić to teraz, póki jeszcze mam siłę.
- A nie możemy zrobić tego jak wyzdrowiejesz? Tylko nie mów mi, że do tego może nie dojść. Ja takiej wiadomości nie przyjmuję - pokręciła głową, aby wzmocnić znaczenie tych słów
- To wtedy wybierzemy się gdzieś po raz drugi. To jak? Pojedziesz ze mną? Chyba jeszcze znajdziemy jakieś last minute, co?
- Pewnie! - klasnęła dłońmi z radości - Ale porozmawiamy z lekarzem, aby ustalić termin tak, żeby to mogło się odbyć już po rozpoczęciu leczenia. Bo chyba nie musisz cały czas leżeć w szpitalu, prawda?
- Prawda. Dogadamy to jakoś - puścił do niej oczko, zapewniając że wszystko będzie dobrze. Joasia bardzo cieszyła się z propozycji przyjaciela. Nie brała pod uwagę, że może to być ich ostatni wspólny wyjazd i jedyny zagraniczny. Sebastian także zamierzał na ten czas odrzucić wszystkie złe myśli, aby w pełni korzystać i cieszyć się z wypoczynku w towarzystwie najbliższej mu osoby.
--------
Myślę, że opowiadanie zakończy się jeszcze w dwóch częściach. Następna jutro.

środa, 26 września 2012

Przyjaźń na zawsze cz. 3

          Mężczyzna odzyskał przytomność dopiero w nocy. Dochodziła już godzina dwudziesta trzecia. Zmęczenie Joasi było aż nadto widoczne: opadające powieki, które co chwilę podnosiła, by potem znów opadły i znów je podnieść do góry. Mimo że oczy kleiły się jej do snu, obiecała sobie że będzie czuwać. Poza tym ziewała coraz częściej. Stwierdziła, że kawa bardzo dobrze by jej zrobiła. Przypomniała sobie, jak jedna z pielęgniarek wspomiała, że obok recepcji znajduje się automat z kawą. Przez chwilę wahała się, czy zostawić Sebastiana samego. W obawie że mogłaby zasnąć, zdecydowała się pójść. Kiedy już miała podnosić się ze stołka, poczuła czyjąś dłoń na swojej dłoni. Odwróciła głowę i z radością stwierdziła, że Sebastian trzyma ją za rękę i patrzy w jej stronę z ledwo widocznym na twarzy uśmiechem. Był strasznie blady i zapewne osłabiony.
- Długo tu siedzisz? - wyszeptał, po kilku nieudanych próbach odezwania się swoim głosem. Chrząkał, kaszlał, ale jakoś nie udało mu się złapać odpowiedniego tonu.
- Nie martw się o to - uspokoiła go, głaszcząc po policzku - Nie jestem tu tak długo, żeby całkowicie nie mieć już siły. Gdybym musiała odpocząć, pojechałabym do domu.
- Ale i tak jesteś zmęczona. Widzę to - stwierdził, przyjrzawszy się jej uważniej - Za dobrze się znamy, przede mną takich rzeczy nie ukryjesz - puścił do niej oczko
- Dobrze, przyznaję: marzę o ciepłej kąpieli i łóżku. Teraz już tak. Wcześniej chciałam żebyś się wreszcie obudził i pogadał ze mną. Brakowało mi już tych twoich złotych myśli, rad i głosu.
- No, na głos będziesz musiała jeszcze trochę poczekać - zauważył ze smutkiem
- Ale będzie warto - uśmiechnęła się, mając nadzieję że to udzieli się także i jemu. Potrzebował teraz wsparcia, kogoś kto pomoże mu odciągnąć myśli od obecnej sytuacji, kto pomoże mu uciec od problemów, trosk i zmartwień. To właśnie robiła Asia. Starała się poprawić mu humor.
- Co mi właściwie jest? - jego twarz natychmiast przybrała poważny wyraz. Jego spojrzenie już z wyprzedzeniem strofowało Joasię, aby nawet nie próbowała się wykręcać od odpowiedzi, szukać wymówek albo zmyślać że jest lepiej niż w rzeczywistości.
- Lekarz podejrzewa przemęczenie. Ostatnio naprawdę zbyt wiele bierzesz na siebie, wiesz? - mężczyzna tylko przewrócił teatralnie oczami, przygotowując się na długi wykład. Kobieta jednak była już tak zmęczona, że po prostu nie miała chęci na prawienie morałów przyjacielowi.
- Obiecaj mi, że zaczniesz o siebie dbać - powiedziała tonem nie znoszącym sprzeciwu
- Asia...
- Człowieku, do cholery, masz 35 lat! I co? Zasłabłeś w pracy, wylądowałeś w szpitalu. Wiesz co to jest? - irytowała się blondynka. Nie mogła wysiedzieć w miejscu, wstała i gestykulowała rękoma. Wierzyła, że w ten sposób łatwiej będzie przemówić mu do rozsądku.
- Przepracowanie?
- Ostrzeżenie! Jeśli nie zwolnisz tempa, nie zmienisz czegoś w swoim życiu to za kilkanaście miesięcy skończysz w piachu! Dostaniesz tak rozległy zawał serca, że nawet jakby to się stało tu, pod samym szpitalem albo nawet i w środku, to nie mogliby cię uratować! Dociera coś do ciebie?!
- Aśka, nie dramatyzuj. I kto tu się denerwuje? - próbował ją wytrącić z równowagi, aby wycofała się ze swojego żądania
- Obiecaj - nie dawała za wygraną
- Obiecuję - mruknął, wzdychając ciężko
- Głośniej - syknęła przez zęby
- Wiesz przecież, że nie jestem w stanie teraz mówić głośniej - przypomniał. Joasia pokiwała głową.
- Dobra. Pamiętaj, obiecałeś - pogroziła mu palcem. Nagle cała złość z niej uszła, a w jej miejscu pojawił się smutek i troska.
- Nie chciałabym cię stracić - wyznała cicho, spuszczając wzrok na dół. Dlaczego tak rzadko mówili sobie o tym, że są dla siebie ważni? Niby to było oczywiste i wiedzeli o tym oboje, ale człowiek jest istotą zmienną. Kto wie czy za kilka miesięcy, rok, może dwa, nadal będzie tak samo? A nawet jeśli będzie, to zawsze jest miło o tym usłyszeć.
- Mi też na tobie zależy - przyznał po chwili. Zapadła niezręczna cisza. Oboje chcieli się przeprosić za popołudniową kłótnię, lecz żadne nie miało na tyle odwagi, by się odezwać i zacząć ten temat.
- Nie będziesz miał nic przeciwko, jak już sobie pójdę? - spytała nieśmiało. Zdecydowała się wycofać. Dla Sebastiana to także było najlepsze wyjście, więc ochoczo przystał na propozycję kobiety, argumentując ją zmęczeniem i tym, że powinna się wyspać. On także musi wypoczywać, więc Joasia po prostu nudziłaby się, siedząc w szpitalu. Odetchnął z ulgą, kiedy opuściła salę. Nie dlatego, że męczyła go jej obecność, ale dlatego, że nie chciał przy niej się rozklejać. Dopiero teraz, kiedy znalazł się w szpitalu, dotarło do niego że ma tylko ją. Wcześniej nie przyjmował tego do wiadomości. Co on by bez niej zrobił? Człowiek samotny usycha z tęsknoty za towarzystwem ludzi, jego uczucia umierają, aż w końcu staje się on zły i nieczuły. Nie ma żadnego celu w życiu, staje się bezużyteczny. Taki los czekałby go, gdyby nie ona. To dlatego tak zareagował na wieść o jej zaręczynach. Bał się zmian. Michał nie akceptował ich bliskich relacji, wolał żeby Asia i Sebastian byli zwykłymi kolegami z pracy niż bliskimi przyjaciółmi, którzy znają się od dziecka i spędzają wiele czasu ze sobą. Prawdopodobnie widział w nim rywala. Ale Sebastian nigdy nie odważyłby się zrujnować życia Joasi. Nigdy by jej nie skrzywdził. Nie potrafił tego zrobić. Nawet gdyby go do tego zmuszano, największe tortury i wszelkie groźby nie przyniosłyby efektu. Prędzej dałby się zabić.

         Następnego dnia, wczesnym popołudniem Joasia zjawiła się w szpitalu, aby porozmawiać z lekarzem prowadzącym Sebastiana. Urwała się z pracy najszybciej jak tylko mogła. Zrobiła tylko połowę papierów, z pozostałymi obiecał rozprawić się Maciek, kiedy poprosiła go o pomoc i wyjaśniła dlaczego tak bardzo jej na tym zależy, powiedział że: "może być nawet ta większa połowa." Kobieta cierpliwie słuchała uwag lekarza i odpowiadała na jego pytania. Nie miał już żadnych wątpliwości, wiedział co dolega pacjentowi. Diagnoza, jaką postawił, była dla Joasi druzgocąca. Ze łzami w oczach wyszła z pomieszczenia. Oparła się o ścianę i uniosła głowę ku górze.
-Dlaczego akurat on?! Przecież jest taki młody, jeszcze nawet nie znalazł kobiety swojego życia! I już ma być koniec? - mówiła sobie w myślach. Lekarz zdiagnozował nowotwór. Choroba to oczywiście jeszcze nie był wyrok i blondynka była niemal pewna że przyjaciel z tego wyjdzie, ponieważ jest silny, ambitny i uparty. Nigdy nie odpuszczał, dopóki nie osiągnął postawionego przed sobą celu. Lubił wyzwania. Może choroba była jednym z nich? Kolejna przeszkoda, którą trzeba pokonać, aby czuć się szczęśliwym. Może dzięki temu jego życie przyjmie dla niego większą wartość? Kiedy brał udział w niebezpiecznej akcji, nigdy nie bał się brać najmniej bezpiecznych pozycji. Uważał że jeśli ktoś miałby zginąć, to lepiej żeby to był on, bo pozostali mają żony, dzieci, a on jest sam. Tak naprawdę jego życie wcale nie było mniej warte niż ich. Najwidoczniej to co miał od życia otrzymać, było jeszcze przed nim.
Ale to wszystko prysło jak bańka mydlana, kiedy lekarz oznajmił, że nowotwór zdążył się już rozwinąć. Choroba była już w zaawansowanym stadium. Szansa na wyzdrowienie była już niewielka, ale jednak była. Sebastian musiał jak najszybciej poddać się chemioterapii, jeśli chce nadal żyć. Joasia wzięła głęboki oddech i ruszyłą pewnym krokiem, aby powiedzieć przyjacielowi o wszystkim i nakłonić do leczenia. Jednak z każdym krokiem coraz bardziej się bała tej rozmowy. Tak jakby ta pewność siebie została w tym miejscu, w którym stała przez jakiś czas po rozmowie z lekarzem. Zatrzymała się przed salą Sebastiana, próbując zebrać myśli. Nie mogła się skupić, sama nie wiedziała dlaczego. Wyobraziła sobie, że stoi obok przyjaciela i chce mu powiedzieć o chorobie. Ale nic nie przechodziło jej przez gardło. Wściekając się na samą siebie, uderzyła dłonią w ścianę. Jakby ten ból, który teraz sobie zadała, miał ją odblokować. Zaczynała żałować, że wzięła na siebie ten ciężar poinformowania mężczyzny o jego stanie zdrowia. Nie spodziewała się ani trochę, że może to być takie trudne.

niedziela, 23 września 2012

Przyjaźń na zawsze cz. 2


         Sebastian szedł po schodach na dół, z zamiarem zapalenia papierosa. Nigdy nie udało mu się pokonać nałogu, palił przez ostatnie 18 lat przynajmniej pół paczki dziennie. To było minimum. Jeśli dzień był długi i męczący, zdarzało mu się wypalić nawet całą paczkę albo i więcej. Głód nikotynowy wzmagał się szczególnie wtedy, gdy się denerwował. Tak jak teraz. Wydawało mu się, że idzie już wieczność. Pomimo że minął tylko jedną osobę, zdawało mu się, że jest tutaj tłoczno, że co chwilę kogoś mija. Wszystko zdawało się wirować. Przyspieszył kroku, aby szybciej wyjść na zewnątrz. Chwilę osłabienia wytłumaczył sobie zmęczeniem i silnym głodem nikotynowym. Świeże powietrze i papieros dobrze mu zrobią. Na pewno wtedy poczuje się lepiej.
W drzwiach omal nie staranował Maćka, który wnosił na komendę jakieś pudła. Mężczyzna postawił je obok schodów, tak aby nie przeszkadzały w przejściu i poszedł za kolegą. Spotkał bruneta siedzącego na masce swojego samochodu, z papierosem w ustach. Maciek przysiadł obok niego.
- Nigdy się nie uwolnię od tych cholernych fajek – stwierdził smutno, przerywając milczenie.
- Uwierz mi, potrafisz. Musisz tylko bardzo chcieć i mieć kogoś, kto będzie cię w tym wspierał – uśmiechnął się lekko do kolegi – Aśka byłaby idealna – dodał po chwili namysłu. Sebastian spojrzał na niego kpiąco.
- Nie mam tak silnej woli jak ty. Poza tym, ty miałeś problem z wódką, a ja mam z papierosami. To dwie zupełnie inne sprawy.
- To i to jest nałóg – zauważył policjant
- I tylko to je łączy. Powiedz sam, dlaczego przestałeś pić?
- Bo w końcu dostrzegłem do czego mnie to doprowadzi. Dopiero kiedy straciłem Anię zrozumiałem, że muszę z tym walczyć. Żałuję że nie zauważyłem tego wcześniej – spuścił głowę zawstydzony. Ania była miłością jego życia. Spotkał ją kiedyś w parku, z czasem zaczęli się spotykać, a ich znajomość przerodziła się w coś więcej. Wszystko układało się jak w bajce, żyli razem, szczęśliwie, mieli plany: dziecko, ślub. Aż w końcu pewnego razu partnerka Maćka z komendy, Anita, została postrzelona. Maciek spóźnił się o ułamki sekund. Gdyby strzelił do zabójcy minimalnie wcześniej, ten nie zdążyłby nacisnąć na spust. Kilka godzin później kobieta zmarła w szpitalu. Maciek obwiniał się o jej śmierć i zaczął pić. Codziennie wracał pijany do domu, robił Ani awantury, oskarżał o zdrady. To było nie do zniesienia. Raz nawet przyszedł nietrzeźwy do pracy i tylko dzięki interwencji kolegów z wydziału nie został zwolniony. W ostatniej chwili ukryli go przed starym. Ani puściły nerwy i w końcu się wyprowadziła do siostry. Lecz tam policjant ją także nachodził, więc zdecydowała się na wyjazd za granicę. Maciek poszedł na terapię i pokonał nałóg. Próbował się z nią skontaktować, lecz nie chciała z nim rozmawiać. We Włoszech poznała przystojnego biznesmena i wyszła za niego za mąż. Maciek dał za wygraną.
- Nadal cierpisz? - spytał ze współczuciem
- Minęły już przeszło trzy lata, a wspomnienia nadal są żywe, jakby to stało się wczoraj – przyznał ze smutkiem. Żałował tego, co się stało. Ale za błędy trzeba płacić. I on płacił aż do dzisiaj, aż do teraz.
- Widzisz, i tu jest różnica. Jak mówili ci, do czego cię to doprowadzi, to nie słuchałeś. Musiałeś się przekonać na własnej skórze, że tak będzie. W przypadku papierosów albo będzie już za późno, albo nigdy nie poczujesz do czego cię to zaprowadzi – wyjaśnił Sebastian, zaciągając się dymem. Spojrzał na kolegę, który w odpowiedzi kiwnął głową. Nadal siedział przygnębiony. Komisarz zastanawiał się, jak może go pocieszyć, kiedy tamten w końcu się odezwał.
- Dobrze się stało – Sebastian wytrzeszczył oczy ze zdumienia. Nie spodziewał się, że kiedykolwiek usłyszy coś takiego z jego ust. - Jak przyszłość czekała by ją ze mną? Żadna. Przecież wystarczy jeden kieliszek, a nawet jeden łyk alkoholu i cała terapia pójdzie się jebać, znów zacznę chlać bez opamiętania. I znowu miałaby się użerać z pijakiem?
- Wygrałeś z nałogiem, nie jesteś pijakiem – wtrącił Sebastian. Drugi z mężczyzn pokręcił głową.
- Alkoholik zawsze zostanie alkoholikiem. Z tym Włochem na pewno wiedzie piękne, beztroskie życie. Zadba o nią lepiej niż ja.
- Ale jeśli to ciebie kochała, to z nim nigdy nie będzie w pełni szczęśliwa.
- Ze mną też by nie była. Wiecznie bałaby się, czy nie wrócę do nałogu, czy znów nie stanę się wredny i nieczuły. Sam sobie na to zapracowałem. I ty też na coś sobie zapracujesz tym nałogiem – poklepał go po plecach, po czym odszedł. Sebastian uśmiechnął się drwiąco.
- Ta, ciekawe na co – mruknął pod nosem, przydeptując rzuconego przed chwilą na chodnik papierosa. Po zaspokojeniu głodu nikotynowego poczuł się o wiele lepiej. Zadowolony, nie pamiętając już o kłótni z Joasią sprzed kilku minut, ruszył w kierunku komendy. Przed samymi drzwiami złapał go atak kaszlu. To już czwarty dzisiaj. Pozostałe trzy miał rano. Na szczęście żaden z nich nie przydarzył mu się przy Asi. Na pewno kazałaby mu jechać do lekarza. Oparł się ręką o ścianę, czekając aż przejdzie. Zdarzały mu się one coraz częściej, a z każdym dniem były one silniejsze. Sebastian jednak to lekceważył, twierdząc że tylko go trochę przewiało i trochę podrażniło gardło. Przez pierwsze cztery dni leczył się sam, biorąc tabletki. Ale musiał z nich zrezygnować, gdyż nie można było ich zbyt długo stosować. Zdecydował się na domowe sposoby – takie jak herbata z cytryną czy mleko z miodem. A poprawy jak nie było, tak nie było.
Po chwili wrócił już do biura, pewien że ma spokój aż do wieczora. Najwyżej może raz czy dwa zakaszle przy partnerce, ale to jeszcze nie objaw jakiejkolwiek choroby. Dziwiło go jedynie to, że nie bolało go gardło. Nie znalazł na to odpowiedzi, więc po prostu zignorował to.
Około godzinę później znów wszystko zaczynało wirować, tak jak wtedy na schodach. Podniósł się już, aby wyjść na kolejnego papierosa, i wtedy złapał go kolejny atak kaszlu. Na początku Joasia udawała, że nie zwraca uwagi, ale kiedy dostrzegła krew na jego dłoni, natychmiast się zerwała na równe nogi i stanęła przy nim.
- Co ci jest?
- Nic takiego, przemęczenie – wychrypiał, znów zanosząc się kaszlem. Z ręki, którą zasłaniał usta, ściekało coraz więcej krwi. Pochodziła ona z jamy ustnej mężczyzny. A skąd tam się wzięła? Odpowiedzi było wiele. To już nie były żarty, to musiało być coś poważnego.
- Pomóż mi wyjść na świeże powietrze – poprosił, kiedy napad kaszlu ustał. Ledwie uszli dwa, może trzy kroki, blady jak ściana Sebastian padł bezwładnie na ziemię. Stracił przytomność. Asia próbowała go cucić, lecz bezskutecznie. Na komendzie w jednej chwili zapanował totalny chaos, ktoś krzyczał spanikowany, ktoś biegał po korytarzu w jedną i w drugą stronę, jeszcze inni się patrzyli, a jeszcze ktoś pomagał Asi.

- Panie doktorze, co z nim? - zapytała z troską blondynka, kiedy niecałą godzinę później lekarz wyszedł z sali, w której położono Sebastiana.
- Pani jest kimś z rodziny?
- On nie ma rodziny. Jestem jego przyjaciółką, najbliższą mu osobą – nie chciała posługiwać się pracą jako pretekstem do wyciągnięcia informacji. Miała nadzieję, że lekarz okaże się wyrozumiałością i będzie ją informował o stanie zdrowia pacjenta, pomimo że nie jest jego rodziną.
- Cóż...  jego organizm jest wycieńczony. Powinien więcej odpoczywać, częściej się badać, uprawiać jakiś sport... - podrapał się po głowie zamyślony – Niepokoi mnie tylko to kaszlenie krwią, o którym pani wcześniej wspominała. Normalnie postawiłbym na przemęczenie, ale coś mi mówi, że trzeba to dokładnie sprawdzić. Po badaniach będę mógł stwierdzić co mu dolega.
- Dziękuję. A czy mogłabym do niego iść?
- Nie tylko mogłaby pani, ale nawet musi – uśmiechnął się krzepiąco – Przyda mu się towarzystwo, kiedy się obudzi – Joasia po raz drugi podziękowała lekarzowi, ubrała fartuch ochronny i po cichu wślizgnęła się do sali Sebastiana. Usiadła na stołku, znajdującym się tuż przy łóżku i delikatnie ujęła jego dłoń.
--------
Następna część ukaże się jutro.

sobota, 22 września 2012

Przyjaźń na zawsze cz. 1


- Cześć Sebastian – rzuciła Joasia, wchodząc do biura komisarzy na komendzie policji przy ulicy Pomorskiej w Krakowie. Około trzydziestopięcioletni brunet podniósł głowę znad papierów leżących na biurku i odpowiedział szczupłej blondynce o bladej cerze. Dziewczyna obdarzyła go swym śnieżnobiałym uśmiechem, siadając naprzeciw niego.
Z Sebastianem znała się od najmłodszych lat. Razem chodzili do podstawówki i do liceum, razem wstąpili do policji i wspólnie pracowali przez lata. Wiele osób z ich otoczenia postrzegało ich jako parę, a nawet niektórzy próbowali ich wyswatać, lecz nigdy to co ich połączyło, nie przerodziło się w miłość. Była to silna, ale nietypowa więź. Nawet jeśli istniała przyjaźń damsko-męska, to co ich łączyło było czymś innym, czymś wyjątkowym. To było o wiele więcej. Nazywali to przyjaźnią, bo nie wiedzieli jak inaczej mogą to określić. Zapewniali, że nie potrafią żyć bez siebie, składali sobie wiele obietnic, które zamierzali dotrzymać. Cel był jeden: utrzymać kontakt tak długo, jak to tylko możliwe. Jedynym, co mogło ich rozłączyć, była śmierć.
- Co robisz? - zagadnęła, podpierając brodę dłońmi. Sebastian westchnął ciężko, kręcąc głową.
- Czytam
- Co czytasz? - uśmiech nie znikał z jej twarzy. Była szczęśliwa i nic ani nikt nie był w stanie zepsuć jej wspaniałego humoru. Spędziła cudowny wieczór i noc z mężczyzną swojego życia, który  kilkanaście godzin wcześniej oświadczył się jej. Joasia już od jakiegoś czasu o tym marzyła. A teraz, kiedy stało się to faktem, po prostu się cieszyła. Nawet najbardziej wredna postać na tej komendzie, którą był oczywiście komendant, była bezsilna wobec satysfakcji jaką odczuwała kobieta.
- Raporty – mruknął zrezygnowany
- Raporty? - powtórzyła jak echo zdumiona
- Tak, raporty – potwierdził Sebastian, wskazując na jej biurko. Centralnie, na samym środku, znajdowała się ta sama sterta raportów. Spojrzała na partnera. On także miał te same dokumenty, którymi zajmowali się wcześniej. Uniosła brwi ze zdumienia.
- A w jakim celu?
- Stary wykrył w nich jakieś nieprawidłowości. Tylko że, menda, nie powiedział w których. Co za szuja. I teraz musimy przeglądnąć je wszystkie, znaleźć błędy i poprawić – z niepokojem rzucił na nią okiem. Spodziewał się z jej strony gwałtownej, nerwowej reakcji, napadu wściekłości i podniesionego tonu głosu. Podeszła do biurka, by usiąść przy nim. Mężczyzna spodziewał się, że zaraz zrzuci to wszystko z biurka i będzie musiał pomóc jej w sprzątaniu. Tymczasem ona ze spokojem sięgnęła po pierwszą teczkę.
- Zrobi się – powiedziała z uśmiechem na twarzy. Jej partner wytrzeszczył oczy ze zdumienia. To było do niej niepodobne. Chora była? Zmęczona? To na pewno nie była jej naturalna reakcja.
- Aśka, ty się dobrze czujesz?
- Świetnie. Wręcz rewelacyjne – nie zwracając na niego większej uwagi zabrała się za czytanie. Często na nią zerkał, zastanawiając się co stoi za jej przemianą. Musiała mieć ogromny powód do radości, żeby nie przejmować się starym. Na samo wspomnienie o nim każdy drżał. Aśka nigdy nie była taką optymistką, kiedy szef kazał im robić coś, czego się nie spodziewali. W końcu jednak dostrzegła, że Sebastian ją obserwuje. Postanowiła delikatnie poruszyć ten temat.
- Seba?
- Tak? - udawał tak bardzo zaczytanego, że ledwie odsunął od siebie raport. Przeczuwał, że został już zdemaskowany.
- Czemu mi się tak przyglądasz?
- Tak, to znaczy jak? - sprawiał wrażenie, że nie wie o czym mówi dziewczyna. Asia zbyt dobrze go znała, aby tego nie przewidzieć. Znali się już tyle lat, że czytali ze swoich min jak z książki. Wiedzieli, kiedy drugie z nich ma jakieś problemy, czymś się przejmuje, ukrywa coś czy kłamie. Sebastian nie miał szans, aby wymigać się od odpowiedzi.
- Dobra, inaczej – wzięła głęboki oddech, zastanawiając się jak sformułować nowe pytanie – Co chwilę na mnie patrzysz.
- Aaa, o to ci chodzi
- Tylko nie mów, że zaczęłam ci się podobać. Nie waż się. Nie chcę nawet tego słyszeć. Nie mów mi tego, proszę – zaczynała panikować. Zakochanie się jednego z nich zabiłoby tę przyjaźń. Tak twierdziła Joasia. Nigdy nie czuła nic więcej do Sebastiana niż przyjaźń i obiecała sobie, że nie przekroczy tej granicy. Nie posunie się o krok dalej. I dlatego chciała, żeby on także tego nie robił.
- Mogę cię zapewnić, że nie – zaśmiał się, na co blondynka zrobiła obrażoną minę. Nawet przez chwilę się gniewała, ale szybko zdała sobie sprawę, że mężczyzna się nie nabijał, tylko po prostu rozśmieszyły go jej podejrzenia.
- Odpowiesz? - ponagliła go
- Zastanawiam się skąd u ciebie taki dobry humor, że nawet staremu nie udało się go popsuć.
- Chciałam ci to powiedzieć po pracy, ale widzę że nie wytrzymasz – pokręciła głową z uśmiechem, podnosząc się z miejsca. Podeszła do biurka partnera i wyciągnęła prawą rękę przed siebie.
- Co? - spojrzał na nią zdziwiony. Przeniósł wzrok na jej dłoń, lecz nie dostrzegł tam niczego szczególnego, po czym znów utkwił spojrzenie w jej oczach.
- Facet – przewróciła teatralnie oczami. Zniechęcona reakcją Sebastiana zrezygnowała z udzielania dalszych podpowiedzi, na rzecz powiedzenia wszystkiego wprost. Tylko wtedy zrozumie, co chce mu przekazać.
- Michał mi się oświadczył – oznajmiła głosem drżącym ze szczęścia. Już czekała na gratulacje i wybuch radości z jego strony. Zamiast tego doczekała się suchego pytania warunkującego jej związek.
- Czy to znaczy że zaakceptował naszą przyjaźń? - rozczarowana kobieta odwróciła się na pięcie i wróciła do swojego biurka. Wiedziała, że jeśli powie mu prawdę, zacznie robić jej wyrzuty. A może nawet każe jej wybierać między przyjacielem a narzeczonym... Nie umiałaby dokonać wyboru. Cokolwiek by zdecydowała, żałowałaby swej decyzji. Nie, nie pozwoli się szantażować. Ani nikomu obcemu, ani komuś ze znajomych, ani staremu, ani nawet Sebastianowi. Nie ma prawa stawiać ją przed takim wyborem.
- Jest o ciebie zazdrosny, ale myślę że mu przejdzie – wyznała, z niecierpliwością czekając na jego odpowiedź. Miała złe przeczucia... Nie, to nawet nie były przeczucia. Ona to wiedziała. Była pewna, że nie spotka się to z aprobatą przyjaciela. Wstał od biurka i podszedł do okna.
- Obiecaliśmy sobie, że nasze związki nie wpłyną na naszą przyjaźń. Pamiętasz?
- Zazdrość Michała nie wpływa na moje relacje z tobą. To dla mnie sygnał, że mu zależy na tym związku.
- Nie rozumiesz. On będzie sprawdzał twoje smsy, będzie zabraniał nam się spotykać, będzie nakłaniał cię do kłótni ze mną. Będzie dążył do obniżenia mojej wartości w twoich oczach, aby zakończyć naszą znajomość. Zdejmij wreszcie klapki z oczu! - Joasia pokręciła głową, uśmiechając się ironicznie. Miała już tego dość, powoli puszczały jej nerwy. Uznała to za dobry moment, aby wyciągnąć asa z rękawa.
- Obiecaliśmy sobie także, że nie będziemy wtrącać się w swoje życie prywatne, prawda? - uderzenie z tej strony okazało się strzałem w dziesiątkę. Sebastian zacisnął zęby, nie wiedząc co ma teraz odpowiedzieć. Chciał uświadomić Aśce, że popełnia błąd, ale teraz to on go zrobił. Remis.
- To ty pierwsza złamałaś obietnicę – zarzucił jej, wskazując na nią palcem
- Uważaj, żebym czego innego ci nie złamała – zagroziła, powoli zbliżając się do niego
- Daj mi spokój – powiedział jej prosto w twarz. Tego się nie spodziewała. Żeby usłyszeć coś takiego po tylu latach przyjaźni?! Bezczelność. Odwrócił się na pięcie i wyszedł. Joasia była pewna, że przez cały dzień utrzyma dobry humor. Była w błędzie, bowiem po tej rozmowie ulotnił się nie wiadomo gdzie.
--------
Myślę, że będzie to krótkie opowiadanie, tak na 6 - 7 części. Druga z nich ukaże się jutro.

czwartek, 20 września 2012

Zbuntowana nastolatka cz. 13


- Gdzie ty jesteś? - spytał, kiedy odebrał połączenie i przystawił słuchawkę do ucha. W tym czasie Maciek w pokoju asystentów próbował namierzyć, gdzie znajduje się telefon dziewczyny. Sebastian wiedział, że musi trochę przeciągnąć rozmowę, aby udało się ją zlokalizować.
- Nie mogę powiedzieć ci gdzie teraz jestem, bo tu przyjedziesz. Ale mogę ci zdradzić, że za pół godziny będę w domu Badyla. Zrobię, co do mnie należy i będzie po wszystkim – mówiła spokojnym tonem, jakby nic takiego nie miało się zdarzyć.
- Co zamierzasz?
- Uniemożliwić mu kolejne ataki.
- Aśka, to nie jest najlepsze wyjście... - zaczął rozpaczliwie. Chciał już przedstawić jej miliony powodów, dla których powinna odpuścić, wycofać się póki może. Lecz nastolatka brutalnie mu przerwała.
- Nie pierdol mi tu o sprawiedliwości! W więzieniu będzie miał dach nad głową i miskę z żarciem. To ma być sprawiedliwa kara? Chyba sobie kpisz!
- Asiu, nie warto sobie marnować życia! Możesz zawojować cały świat, a jeśli go zabijesz, to zawojujesz co najwyżej celę, w której spędzisz najbliższe 25 lat! - na wszelkie sposoby próbował odwieźć ją od tego szalonego pomysłu. Wątpił w skuteczność swoich słów, ale w ten sposób przedłużał rozmowę, na czym także mu zależało.
- Mam to w dupie! - wrzasnęła poirytowana. Głębsze myślenie nad słusznością swej decyzji doprowadzało ją do szału.
- To nie wróci życia tamtym kobietom
- Ale może uratować kolejne – odparła szybko. Sebastian zastanawiał się nad odpowiedzią, kiedy w drzwiach biura pojawił się Maciek z laptopem pod pachą. Ruchem ręki pokazał, że powinni już iść. A więc namierzył ją. Dobrze byłoby jednak cały czas monitorować jej położenie, gdyż nie mają pewności czy dziewczyna nie będzie się przemieszczać. Dlatego Sebastian postanowił przeciągać tę rozmowę jak najdłużej się tylko da. Musieli zrezygnować z koguta, ponieważ to od razu spłoszyłoby nastolatkę.
- Doceń to, że powiedziałam ci o tym wszystkim – odezwała się po dłuższej chwili ciszy. Chciałaby nie być teraz sama. Ale nie mogła poprosić Sebastiana o dotrzymanie towarzystwa. Wtedy nie osiągnęłaby celu, bowiem on by ją zatrzymał.
- Doceniam
- Jesteś jedyną osobą, której ufam. Dlatego teraz do ciebie zadzwoniłam i mówię ci o tym wszystkim. Po prostu brakowało mi już twojego towarzystwa, chciałam znów usłyszeć twój głos. Dzięki tobie na wiele spraw spojrzałam inaczej. Życie nie jest już dla mnie tym samym co przedtem, ma teraz inne znaczenie i sens. Ale nie będę mogła iść tą ścieżką, póki on jest na wolności. Zrozum mnie, proszę.
- Staram się – westchnął ciężko, z trudem przełknąwszy ślinę. Głupio mu było, kiedy usłyszał że ma do niego zaufanie, a on musi używać podstępów, aby jej przeszkodzić. Ale miał bardzo silny argument, który całkowicie go usprawiedliwiał: robił to dla jej dobra.
- Ale i tak ci nie wychodzi, co? - uśmiechnęła pod nosem. Wymagałaby za dużo. Mężczyźnie nigdy nie było łatwo zrozumieć kobietę. Sebastian przez chwilę nie wiedział co powiedzieć. Nastolatka wsłuchała się w szum dobiegający ze słuchawki telefonu.
- Jedziesz samochodem – stwierdziła. Jej głos nagle zabrzmiał chłodno i nieprzyjemnie. Policjant natychmiast zrozumiał, że został zdemaskowany.
- Tak, jadę do domu – próbował ratować sytuację – Miałem dużo papierkowej roboty na komendzie, dopiero przed chwilą skończyłem.
- I cały dzień siedziałeś w biurze?
- Tak – odparł szybko, bez mrugnięcia okiem. Żywił nadzieję, że Joasia w to uwierzy.
- Kłamiesz! Wiem że byliście w Czarnym Lotosie, widziałam was jak wchodziliście! - wykrzyczała rozpaczliwym tonem. Poczuła się zraniona. Jedyna osoba, której ufa, od której oczekiwała wsparcia, okłamała ją. Ciekawe czy zrobił by to też stojąc z nią twarzą w twarz?
- Kurwa mać – zaklął w myślach Sebastian. Nie mógł uwierzyć, że byli tak blisko niej i ją przeoczyli. Jak mogli popełnić taki błąd?! Prawdopodobnie znajdowała się w promieniu kilku metrów, a oni zamiast się rozejrzeć, od razu wpadli do lokalu jak burza. A mogliby już być pewni, że jest bezpieczna.
- Wiesz co? Już nigdy mnie nie zobaczysz! Nigdy! - dała się ponieść emocjom. Tak naprawdę nie byłaby w stanie tego powiedzieć. Sytuację ułatwił fakt, że rozmawiają przez telefon, a nie w swojej obecności. Wcale tak nie myślała. Po prostu chciała wyładować swoje emocje.
- Aśka! Przepraszam! Mam nadzieję że kiedyś mi wybaczysz! - zdążył krzyknąć do mikrofonu, nim dziewczyna się rozłączyła. W nerwach wrzuciła telefon do kieszeni, nie wyłączając go. Zapomniała o tym. Dzięki temu komisarze cały czas śledzili jej położenie. Postanowiła nie czekać ani chwili i już teraz rozprawić się z Badylem raz na zawsze. Przez zdenerwowanie wzrosła jej pewność siebie. Czuła, że chce to zrobić, że nie może się wycofać.

        Niecałe pięć minut później stanęła w odległości kilkunastu metrów od niewielkiej chatki na uboczu, do której prowadziła polna droga. Wyciągnęła scyzoryk, otworzyła go, przyjrzała się uważnie ostrzu i schowała nożyk w rękawie. Do drugiej ręki wzięła kamień i rzuciła nim w szybę na pięterku. Chwilę później usłyszała dźwięk tłuczonego szkła. Trafiła. Kiedy w tamtym pomieszczeniu zapaliło się światło, rzuciła się biegiem w kierunku drzwi. Wślizgnęła się do środka i ukryła za kanapą. Nie musiała długo czekać aż mężczyzna wrócił na dół i usiadł na niej. Oglądał telewizję, więc jego uwaga była skupiona na jednym przedmiocie, nie na tym co się dzieje wokół. Wychyliła nóż z rękawa, podniosła się i przystawiła mu ostrze do gardła.
- Dobry wieczór panu – powiedziała ironicznie – A może już nie taki dobry?
- Bardzo dobry – uśmiechnął się do samego siebie – nie sądziłem że sama do mnie przyjdziesz. Chyba bardzo dobrze ci ze mną było skoro tu przyszłaś. Bo przyszłaś po jeszcze, prawda? - mężczyzna zachował spokój i opanowanie, czym zaskoczył Joasię. Nie tego się spodziewała. Przewidywała wiele wersji zdarzeń, ale coś takiego nawet nie przyszło jej do głowy.
- Przyszłam po twoją duszę. Najwyższy czas, aby trafiła już do piekła – odparła lekko podenerwowana. Nie była już tak pewna siebie jak na początku. Badyl wyczuł niepewność w jej głosie, więc postanowił kontynuować tę taktykę.
- Mmm – mruknął zadowolony – Uwielbiam kobiety diablice. Są wspaniałe w łóżku. Są tak ogniste, że żadne inne tak mnie nie rozpalają.
- W łóżku, to ty możesz co najwyżej konać – czuła, że traci kontrolę nad sobą. Doszła do wniosku, że dalsza dyskusja może tylko doprowadzić do nieoczekiwanego zwrotu akcji. Trzeba to skończyć, tu i teraz. Ręka jej zadrżała na myśl o wbiciu noża w jego gardło. Myślała, że będzie w stanie to zrobić. Myliła się. Przestępca natychmiast to wykorzystał. To stało się bardzo szybko. W jednej chwili wytrącił jej nóż z ręki, zerwał się na równe nogi, złapał ją i pociągnął tak, że upadła na kanapę. Natychmiast usiadł na niej okrakiem i jedną ręką przytrzymał jej dłonie. Był silniejszy niż się spodziewała. Kolejny błąd. Sebastian jednak miał rację. Teraz było jednak już za późno.
- Żadna nie może się równać z tobą. Masz takie fajne piersi... zajebiste. Odkąd mi uciekłaś, marzyłem, by przeżyć to po raz drugi – Joasia z przerażeniem w oczach obserwowała, jak zbliża swoją drugą rękę do jej ciała i próbuje zerwać z niej bluzkę. Po dłuższej chwili mu się udało.
- Coś wspaniałego – westchnął z rozkoszy, kiedy położył dłoń na jej piersi. Zacisnęła zęby, tłumiąc krzyk. Nie straciła jeszcze przytomności umysłu, szukała wyjścia z tej trudnej sytuacji. Lecz ono nie istniało. Poczuła, że zsuwa jedno z ramiączek i próbuje włożyć rękę pod jej stanik. Zamknęła oczy, marząc aby za chwilę obudzić się z krzykiem i stwierdzić że to tylko zły sen. Nawet nie usłyszała hałasu wywołanego wyważaniem drzwi. Do pomieszczenia wpadli Maciek i Sebastian z pistoletami w ręku.
- Zostaw ją, bo ci łeb rozwalę! - krzyknął Maciek. Badyl powoli zszedł z dziewczyny. Wtedy pełen złości komisarz pchnął go na ziemię i zakuł w kajdanki. W międzyczasie Sebastian pomógł wstać Asi, ściągnął z siebie bluzę i okrył nią dziewczynę.
- Jak dobrze że jesteście... - wyszeptała, wtulając się w ramiona mężczyzny.

        Trzy godziny później siedziała w salonie u Sebastiana i popijała gorącą herbatę z cytryną. W milczeniu obserwowała krążącego po pomieszczeniu mężczyznę. Jego twarz nie wyrażała żadnych uczuć i emocji. Spodziewała się kazania, jaka to jest głupia i lekkomyślna, że zdecydowała się na coś takiego, że jest gówniarą, że jest nieodpowiedzialna i różne podobne słowa. Tym większe było jej zaskoczenie, gdy usiadł obok niej i wziął ją w ramiona.
- Martwiłem się o ciebie – wyznał, odetchnąwszy z ulgą
- Przepraszam. Gdybyście nie zdążyli...
- Przestań – przerwał, nie chcąc żeby się zadręczała nieprzyjemnymi wizjami. Ostatecznie nic jej się nie stało i to było najważniejsze.
- Jesteś dla mnie bardzo ważna. Jesteś dla mnie jak siostra – pocałował ją w czoło
- A ty jesteś dla mnie jak brat – położyła głowę na jego ramieniu. Zawsze marzyła, żeby mieć starszego brata, na którego zawsze mogłaby liczyć. Już nawet straciła wiarę, że jej marzenie może się kiedykolwiek spełnić. Ale los jest nieprzewidywalny i zgotował jej niespodziankę. I zrobi tak zapewne jeszcze nie raz.
--------
I na tym kończy się to opowiadanie. Pierwsza część nowego opowiadania ukaże się jutro.

środa, 19 września 2012

Zbuntowana nastolatka cz. 12


        Maciek i Sebastian dokładnie sprawdzili wszystkie numery, jakie pojawiły się na bilingach Joasi. Nie było ich dużo, a więc też nie zajęło im to dużo czasu. W sumie były to 4 osoby. Trzy koleżanki, do których dzwoniła jeszcze przed zaginięciem i jakiś chłopak, do którego dzwoniła tego ranka. Zarzekał się, że nie ma pojęcia gdzie może być Asia. Policjanci twierdzili jednak inaczej. I to oni mieli rację. Przekonali się o tym wieczorem, kiedy Kuba przyszedł na komendę.
- Panie komisarzu, przyznaję się, kłamałem – oznajmił ze spuszczoną głową – Ale ja musiałem spełnić jej prośbę, byłem jej winny przysługę.
- To dlaczego przyszedłeś teraz do nas i ją wydałeś? Przecież ona ci tego nie wybaczy – Maciek nieufnie spojrzał na chłopaka. Wyglądał na zdenerwowanego. Ręce mu się trzęsły przez prawie cały czas. A najbardziej wtedy, gdy policjanci mówili.
- Jeśli nie powiecie jej, że to ja, nie będzie wiedziała. Po prostu pomyśli że wpadliście na jakiś trop i ją znaleźliście. Ona nie wie w co się pakuje! On jest tak niebezpieczny, że jego były wspólnik odpuścił sobie walkę z nim o dwieście tysięcy złotych!
- Zaraz, zaraz – przerwał mu komisarz – jakie dwieście tysięcy?
- Jak kiedyś robili interesy, Badyl nie do końca się z nim rozliczył, tyle właśnie był mu winien. Próbował wymusić na nim zwrot pieniędzy, a on wtedy zgwałcił mu żonę i zabił. Precel ma jeszcze dzieci, więc w obawie że im też stanie się coś złego, odpuścił.
- I już więcej nie współpracowali?
- Nie. Z tego co wiem Precel zawsze marzył o zemście, ale boi się o te swoje dzieci. Jeśli ktoś będzie chciał zrobić krzywdę Badylowi, z chęcią pomoże mu w białych rękawiczkach – wyjaśnił Kuba. Cały czas obawiał się, że padnie pytanie, skąd ma te wszystkie informacje. Ale nie to było teraz najważniejsze. Trzeba było zatrzymać Joasię, nim to wszystko zajdzie za daleko i stanie się jej jakaś krzywda.
- Co to znaczy w białych rękawiczkach? - Sebastian po raz pierwszy wtrącił się do rozmowy
- No dajmy na to... wesprze finansowo czy da broń...
- Jasna cholera... I ty wysłałeś Aśkę do niego?! - krzyknął z niedowierzaniem policjant. Jeśli martwił się o Joasię, dlaczego jej na to pozwolił? Czy nie mógł dać jej jakiegoś fałszywego tropu? Wtedy jednak nie myślał o tym. Chciał tylko wywiązać się z umowy, aby go nie podała na policję. Dopiero później zaczął żałować, że nie pomyślał, iż może być wilk syty i owca cała. Teraz było za późno aby to zrobić, więc przyszedł na komendę. I tak ryzykował, bo mogli się dowiedzieć o tym, że jest dilerem. A wtedy na wolność by nie wyszedł.
- Seba, jedziemy – zarządził Maciek – Ty możesz iść, ale w razie potrzeby do ciebie zadzwonimy – rzucił do Kuby.
- A wiecie w ogóle gdzie jechać? - wtrącił nieśmiało chłopak. Policjanci momentalnie zatrzymali się i spojrzeli na siebie.
- No gdzie?
- Brzozowa 46. Precel jest właścicielem lokalu „Czarny Lotos”
- Dzięki – zerwali się niczym sportowiec startujący do biegu. Od razu wyciągnęli koguta, aby jak najszybciej dotrzeć na miejsce. Z Pomorskiej na Brzozową to był spory kawałek drogi, więc ta pomoc bardzo im się przydała. Pędzili przez miasto, omijając zjeżdżające na boki pojazdy. Udało im się dotrzeć na miejsce w rekordowo krótkim czasie jak na ten odcinek. Wyskoczyli z samochodu, trzasnęli drzwiami i wbiegli do lokalu. Nawet ochroniarze nie zdążyli ich zatrzymać, więc rzucili się za nimi do biegu. Zatrzymali ich przy drzwiach, prowadzących do gabinetu szefa.
- A panowie co? - zapytał jeden z goryli
- Chcielibyśmy porozmawiać z szefem. To pilne – oznajmił Maciek, wyciągnąwszy odznakę. Na to drugi z ochroniarzy otworzył przed nimi drzwi i zaprowadził ich do Precla. Był to młody, szczupły mężczyzna o blond włosach i surowym spojrzeniu. Na oko miał między 30 a 35 lat. Z uśmiechem na twarzy przywitał komisarzy. Spodziewał się ich wizyty, lecz starał się nie dać tego po sobie poznać. Wypytywali go o dawne interesy z Badylem, o ich kontakty, o chęć zemsty, a na koniec o spotkanie z Asią. Mimo że czasem dawał się ponieść emocjom, kiedy ochłonął to odpowiadał cierpliwie na wszystkie pytania. Nie zaprzeczył, że nastolatka u niego była, ale nie potwierdził, że jej pomógł. Sebastian zwrócił uwagę na to, że Precel miał powód do zemsty i z pewnością ucieszyłby się, gdyby coś złego przytrafiło się Badylowi. Na to był jednak przygotowany. Joasia poinformowała go, że policja będzie chciała ją znaleźć nim dotrze do przestępcy, więc nie może powiedzieć komisarzom dokąd się wybiera. Zaznaczył, że Aśka jest zbyt młoda i kompletnie niedoświadczona, aby móc podołać takiemu zadaniu. Nie wybił jej z głowy tego pomysłu, ale nie udzielił jej poparcia. Zapewne będzie szukała innej drogi do Badyla. Precel miał dobrze opanowaną mimikę twarzy, dzięki czemu wyglądał całkiem przekonująco. W ten sposób zmylił ich z tropu.

        Wrócili na komendę zrezygnowani. Nie mieli już żadnych pomysłów, jak można odnaleźć Asię. Zastanawiali się nad zgłoszeniem oficjalnego zaginięcia, ale wtedy prawdopodobnie w sprawę musieliby wmieszać ich rodziców. A może oni coś wiedzieli?
- Sebastian – odezwał się Maciek, przerywając trwającą już od dłuższego czasu ciszę. Mężczyzna nie zareagował na głos przyjaciela, więc ten spróbował ponownie.
- Seba!
- Co? - odwrócił głowę w jego stronę
- Tak jej nie złapiemy
- Chcesz się poddać? Dobra! Ale ja nie zamierzam przestać! Znajdę ją i jeśli nie chcesz mi w tym pomóc, zrobię to sam! - zdenerwowany zerwał się z krzesła.
- Poczekaj! Wiem jak ją zatrzymać!
- No jak? - stanął przy jego biurku i spojrzał mu prosto w oczy
- Będziemy jej szukać nie wiadomo ile, a ona w tym czasie spotka się już z Badylem. Musimy przyjąć inną taktykę.
- Jaką? - Maciek wstał z krzesła, zamknął drzwi i ściszył głos, aby mieć pewność że nikt go nie usłyszy oprócz Sebastiana
- Znajdziemy Badyla zanim ona to zrobi. Zaczekamy aż ona go zaatakuje i wtedy złapiemy zarówno ją, jak i jego.
- A dlaczego nie zatrzymamy go od razu?
- Obawiam się, że wtedy Aśka będzie chciała dotrzeć do więzienia i dopiąć swego – powiedział zmartwiony. Sebastian pokiwał twierdząco głową. Chciał coś odpowiedzieć, lecz usłyszał wtedy dźwięk swojego telefonu. Na wyświetlaczu pojawił się napis „Aśka”.
--------
Następna część ukaże się jutro.

wtorek, 18 września 2012

Zbuntowana nastolatka cz. 11


        Próbował dzwonić do niej wielokrotnie, lecz nie przyniosło to żadnego skutku. Przez większość czasu miała wyłączony telefon. Tomkowi udało się ustalić, że jej telefon logował się w różnych, nie powiązanych ze sobą miejscach, mniej więcej co dwie godziny. Sebastian jeździł tam, rozglądał się po okolicy, pytał ludzi, lecz nie znalazł jakiegokolwiek śladu po nastolatce. Odwiedził także park, w którym się poznali, ławkę, na której rozmawiali po raz pierwszy, pojechał także na miejsce, w którym doszło przed laty do gwałtu. I nadal nic. Czuł się bezsilny, bezradny. Spróbował się wyciszyć, skupić się przez chwilę. Błysk intelektu. Oświeciło go. Aśka kiedyś opowiadała mu, gdzie nocowała po wyprowadzeniu się z domu. Postanowił sprawdzić tamte okolice. Może zaszyła się gdzieś tam? Przecież nie spędzi nocy na dworcu albo w parku! Jednak na melinie spotkani ludzie albo byli naćpani czy pijani i nie nadawali się do rozmowy, albo nie mieli kontaktu z Joasią odkąd się wyprowadziła. Zrezygnowany wrócił do domu. Pozostawała mu jeszcze tylko jedna szansa.
Następnego dnia z samego rana pojechał do jej szkoły. Miał nadzieję, że dowie się czegoś od jej koleżanek. Może miała jakieś miejsce w którym lubiła przebywać, które pomagało jej rozwiązać problemy. Niestety, żadna z nich nie była w stanie wskazać takiego miejsca. Aśka trzymała się raczej sama, a jeśli już rozmawiała z koleżankami z klasy, to nigdy nie zwierzała się ze swoich problemów. Życie nauczyło ją, że nawet najmniejsze tajemnice powinna trzymać tylko dla siebie. Jedyną osobą, do której miała tak duże zaufanie, był Sebastian. Dotarlo do niego w końcu, że sam sobie nie poradzi. Nie dlatego, że był za słabym policjantem, zbyt mało doświadczonym. Przecież radził sobie świetnie i drzemał w nim wielki potencjał. To co utrudniało mu tak bardzo prowadzenie poszukiwań? Sprawy prywatne. Za bardzo zależało mu na znalezieniu Joasi, ponieważ martwił się o nią. W takiej sytuacji, kiedy nie jest w stanie wykorzystać w 100% swoich możliwości, nie trudno było przeoczyć nawet dobrze widoczny szczegół.

- Maciek, musisz mi pomóc – oznajmił, kiedy tylko przekroczył próg biura. Zaskoczony komisarz odłożył raporty na bok i spojrzał na przyjaciela pytająco. Sebastian usiadł na krześle, wyciągnął jakiś kawałek papieru z kieszeni i położył na biurku.
- Aśka zniknęła. Zostawiła mi to na biurku – wyjaśnił. Maciek uważnie przeczytał wiadomość. Dziewczyna poinformowała w niej, że nie może darować zabójcy Magdy, że posadzenie go w więzieniu i tak nic nie da, bo za kilka lat przecież wyjdzie, a jak nie to ucieknie i ktoś musi się na nim zemścić. Z racji że to ona jest jedyną żyjącą jego ofiarą, wzięła na siebie obowiązek wymierzenia mu sprawiedliwej kary. Nie może przecież pozwolić, aby krzywdził i mordował kolejne niewinne kobiety.
- Jasna cholera... - skomentował, kiedy skończył czytać.
- No właśnie... musimy ją zatrzymać, zanim zrobi coś głupiego! Tu nie chodzi tylko o to, że może pójść siedzieć za zabójstwo. Badyl jest przecież sprytnym gościem, inaczej nie wywinąłby się z wcześniejszych morderstw! Ona może nie dać mu rady i wtedy zrobi to, czego nie udało mu się przed dwoma laty!
- Wiem, nie musisz mi tego tłumaczyć... zlecę Tomkowi sprawdzenie billingów – nie czekając na reakcję Sebastiana, wstał z krzesła i opuścił biuro.

         W międzyczasie Joasia spotkała się na obrzeżach miasta ze swoim dawnym znajomym, Kubą. Handlował narkotykami w liceach, w świat przestępczy wciągnął go wujek. To on załatwiał mu towar, który młody chłopak rozprowadzał wśród rówieśników. Dlaczego akurat Kuba? Ten sam wujek, który teraz robił interesy ze swoim bratankiem, przed laty pracował dla Badyla. Miała nadzieję, że w ten sposób pozna miejsce pobytu przestępcy.
- Cześć Kubuś – powiedziała do chłopaka, który nie spodziewał się jej przybycia od strony lasu. Stał tyłem do niej. Usłyszawszy jej głos, gwałtownie się odwrócił.
- Aśka? To ty? - wytrzeszczył oczy, wpatrując się w nią. Zawsze pamiętał ją jako czarnowłosą, naburmuszoną, wściekłą na cały świat dziewczyną. A teraz miała długie blond włosy opadające na ramiona. Wyglądała uroczo, podchodząc do niego z lekko przekrzywioną głową i tajemniczym uśmiechem na twarzy. Co miał on oznaczać? Nie wiadomo. Był trochę taki złowrogi, ale jednocześnie szyderczy. Wyglądała na pewną siebie.
- Nie kurwa, Duch Święty – roześmiała się, denerwując Kubę. Szybko przybrała poważny wyraz twarzy i zatrzymała się tuż przed chłopakiem. Dzieliła ich odległość dwóch, może trzech kroków.
- Zmieniłaś się – stwierdził po chwili – Nie tylko z wyglądu, ale i z charakteru.
- No ba. Kiedy ostatni raz się widzieliśmy? Niecały rok temu?
- No jakoś tak będzie. Dobra, czego ode mnie chcesz? Bo na pewno nie przyszłaś pogadać sobie i powspominać stare czasy.
- Pewnie że nie – wzięła głęboki oddech i przeszła do sedna sprawy – Twój wujek kiedyś pracował dla Dariusza „Badyla” Badylowskiego. Chcę, żebyś wyciągnął od niego informację jak można do niego dotrzeć.
- Aśka, ty wiesz o co prosisz? - spytał lekko zbladły Kuba. Jego wujek i on o mało nie zginęli z jego ręki. Z jednej strony obawiał się poruszać ten temat (po co wsadzać kij w mrowisko?), a z drugiej obawiał się o koleżankę. Ona jednak nie wyglądała na przejętą. Ostrzeżenia nie robiły na niej najmniejszego wrażenia. Nie zamierzała się wycofać, musiała osiągnąć cel.
- To nie będzie takie łatwe...
- Ratowanie ci tyłka, kiedy złapał cię polonista też nie było łatwe – zasugerowała, patrząc z ukosa na Kubę. Chłopak westchnął ciężko i pokiwał głową.
- Dobrze. Zrobię co się da
- Świetnie. Wiedziałam że na ciebie można liczyć. Jesteś solidny i na pewno mnie nie zawiedziesz – posłała mu piękny uśmiech i odwróciła się na pięcie – Jak coś ustalisz to zadzwonisz do mnie albo napiszesz. Spotkamy się wtedy i pogadamy – dodała, odchodząc w kierunku lasu. Miała prawo być z siebie zadowolona. Po ustaleniu drogi, jaką będzie chciała dotrzeć do Badyla, wykonała już pierwszy krok tego planu. Nie mogła nawet na chwilę stracić czujności, bo wtedy mogła dać się złapać. Była w stu procentach pewna, że Sebastian łatwo nie odpuści i będzie próbował ją zatrzymać.
--------
Następna część ukaże się jutro.

poniedziałek, 17 września 2012

Zbuntowana nastolatka cz. 10


         Wieczorem Sebastian pomagał Joasi przy zadaniu domowym z matematyki. Nigdy nie szło mu dobrze z tego przedmiotu, w liceum miał nawet poprawkę. Dziewczynie to absolutnie nie przeszkadzało, bo ona doskonale radziła sobie z tym materiałem. Tak naprawdę chodziło jej o to, aby zająć czymś mężczyznę, odciągając jego myśli od śmierci Magdy. Póki co plan działał – Sebastian był tak pochłonięty robieniem zadań z nastolatką, że nawet nie zauważył kiedy minęła godzina dwudziesta pierwsza. W jej towarzystwie czas płynął szybko i przyjemnie. Z transu wyrwało go dopiero pukanie do drzwi. Przeprosił Asię i poszedł otworzyć. Na korytarzu ujrzał Maćka. Komisarz wszedł do środka i uścisnął dłoń przyjacielowi.
- Przepraszam że o tak późnej porze...
- W porządku – przerwał natychmiast gospodarz. Wolał nie wiedzieć w jakiej sprawie przyjechał. Bez powodu na pewno by się tu nie zjawił. Chciał sprawdzić jak sobie radzi z tym wszystkim? Joasia mówiła mu o rozmowie z Maćkiem, więc zadzwoniłby do niej. Chyba że nie miał do niej zaufania... ale przecież zapewniał, że będzie spokojny. Dlatego Sebastian podejrzewał wizytę służbową. Chcąc nie chcąc, musiał jeszcze odbyć te rozmowę.
- Słuchaj, ty byłeś dobry z matmy, nie? - spytał, chcąc zyskać jeszcze chwilę czasu na przygotowanie się do poważnej rozmowy. Czuł, że może spodziewać się nawet najgorszych wieści.
- No tak. A czemu pytasz?
- Właśnie pomagałem Asi z zadaniem domowym i nie możemy rozgryźć jednego zadania z funkcji kwadratowej. Pomożesz?
- Pewnie – Sebastian zaprowadził go do pokoju nastolatki. Oboje z niedowierzaniem obserwowali jak komisarz po przeczytaniu polecenia rozpisuje po kolei wszystkie działania i oblicza wynik. Następnie wytłumaczył im wszystko krok po kroku, co trzeba robić, aby prawidłowo rozwiązać to zadanie. Nawet największe asy z klasy Joasi nie umiały tego tak szybko i sprawnie zrobić.
- Rozumiesz już wszystko?
- Jestem w szoku... tak, rozumiem – pokiwała głową, siadając przy biurku
- To zrób jeszcze jakieś podobne zadanie, ale tym razem sama. A z tobą Seba mam do pogadania – odeszli kilka kroków w kierunku drzwi. Maciek położył już dłoń na klamce, kiedy usłyszał głos przyjaciela.
- Wal. Śmiało – ponaglił go, kiedy ten nadal milczał. Spojrzał znacząco na dziewczynę. Gospodarz pokiwał głową, na znak że może mówić przy niej. Nie miał żadnych tajemnic przed swoją współlokatorką i nie zamierzał mieć. Jeśli będzie chciała, posłucha tego co Maciek ma do powiedzienia i włączy się do dyskusji. A może wymyśli coś mądrego, zwróci uwagę na jakiś szczegół? A jeśli nie będzie tym zainteresowana, uda że nic nie słyszała. Niech sama zdecyduje.
- Pod paznokciami ofiary zabezpieczono materiał DNA sprawcy. Sprawdziliśmy to i mamy gościa w bazie. Niejaki Dariusz Badylewski, pseudonim Badyl – Joasia aż podskoczyła, ściągając na siebie uwagę policjantów. Sebastian od razu dostzegł, że wygląda jakoś tak nieswojo. Trzymała rękę zaciśniętą w pięść, jakby miała zaraz kogoś zaatakować. Więcej nie trzeba było mu mówić.
- Wiesz co, może lepiej chodźmy do salonu – pospiesznie otworzył drzwi i przepuścił przyjaciela. Zostawili Joasię samą. Miał nadzieję, że ta chwila wystarczy aby ochłonęła.
- No i co z tym Badylewskim? - zapytał, kiedy miał już pewność że nie będzie ich słychać w pokoju nastolatki. Maciek wyciągnął z kieszeni jego zdjęcie i podał Sebastianowi.
- Pobicia, napady, wymuszenia, gwałty... i zabójstwa. W tym się specjalizował, o wiele go oskarżano, ale tylko jeden gwałt mu udowodniono. Była to jedyna ofiara gwałtu, która przeżyła. Posługiwała się fałszywymi danymi, nie znamy jej prawdziwej tożsamości – rozłożył bezradnie ręce. Natomiast Sebastian skojarzył fakty i doznał nagłego olśnienia. Wiedział już gdzie jej szukać i jak do niej dotrzeć. Nie chciał jednak nic o tym mówić, dopóki z nią nie porozmawia.
- Nie kojarzę gościa. Ani z nazwiska, ani z wyglądu.
- Zarządziłem już jego poszukiwania. Dobrze by było dotrzeć do tej ofiary, może ona coś wie, gdzie powinniśmy go szukać. No i może być w niebezpieczeństwie, Badyl na pewno będzie chciał się odegrać za to, że wsadziła go za kratki.
- No pewnie tak... - przytaknął Sebastian, chcąc jak najszybciej przystąpić do działania. Ale najpierw musiał pozbyć się towarzystwa Maćka. Gdy zastanawiał się, jak najuprzejmiej wyprosić przyjaciela, problem sam się rozwiązał.
- Późno jest, będę leciał. Paulina pewnie czeka na mnie. Nie zaśnie, póki nie wrócę
- Jasne, leć – mężczyźni pożegnali się ze sobą. Sebastian odprowadził go jeszcze do drzwi, a potem od razu poszedł do Joasi. Nastolatka siedziała na kanapie z nogami podkulonymi pod brodę. Nawet nie zwróciła uwagi na niego. Tak jakby wcale go nie było.
- Asia? - spytał łagodnie – To on, prawda?
- Ja wiedziałam, że przeszłość kiedyś do mnie wróci... - wyszeptała. Zeskoczyła na podłogę, podeszła do Sebastiana i przytuliła się do niego. - Wiedziałam, że przyjdzie czas, że będę musiała się z nim rozliczyć...
- Odpowiesz mi na parę pytań?
- Dawaj – powiedziała obojętnym tonem. Jej głowę zaprzątała tylko jedna myśl: Magda była przypadkową ofiarą czy jej śmierć miała być ostrzeżeniem dla Joasi? Niby fałszywe dane po części ją chroniły, ale przecież Badyl znał jej wygląd. Nie będzie miał większych problemów ze znalezieniem jej. Pojeździ po szkołach, poobserwuje, a potem wyśledzi i wszystko stanie się dla niego jasne. Postanowiła nie iść jutro do szkoły. Pomyślała, że tak będzie bezpieczniej.
- Jak to się stało, że przeżyłaś? Wszystkie inne kobiety zabijał.
- Miałam wielkie szczęście, któremu nawet frajer dałby radę pomóc. Kiedy już to zrobił... wsadził mi ręce pod bluzkę. Podobały mu się moje piersi, więc chciał się nimi jeszcze trochę zabawić. Ta bluzka była trochę obcisła, więc nie miałby łatwo próbując szybko wyciągnąć ręce. Kiedy już byłam pewna, że głębiej nie wsadzi tych swoich łapsk, sięgnęłam do obu kieszeni w jego kurtce. W jednej z nich był scyzoryk. Niewiele myśląc wbiłam mu go w udo, a potem wyślizgnęłam się z jego objęć i uciekłam ile sił w nogach – opowiedziała, unikając jego wzroku. Wstydziła się mówić o tym, ale przemogła się tylko dlatego, że mogło to pomóc w sprawie, naprowadzić ich na jakiś trop.
- A jak zdobyłaś fałszywe dokumenty?
- Znajomy się w tym specjalizował. Koleżeńska przysługa
- Dobra, ostatnie pytanie – zadecydował, widząc że to ją kosztuje dużo nerwów – Nie wiesz gdzie możemy go znaleźć?
- Nie mam pojęcia. Mnie zaatakował na osiedlu bloków i zaciągnął do parku. A to łamanie nóg ofiarom to chyba jakaś nowa taktyka. Może właśnie zapoczątkowana przez moją ucieczkę.
- Dobrze, to by było na tyle. Jakbyś czegoś potrzebowała, wiesz gdzie mnie szukać – pocałował ją w czoło i ruszył ku drzwiom. Otworzyła usta, by coś powiedzieć, lecz głos uwiązł jej w gardle. Zabrakło odwagi, aby poprosić, żeby jeszcze nie odchodził i został z nią chwilę dłużej.

        Następnego dnia Sebastian z samego rana pojechał na komendę. Okazało się, że poszukiwania Badyla przed dwoma laty prowadzili Anka i Rafał z tej samej komendy. Mężczyzna skonsultował się z nimi, lecz nie dowiedział się czegoś, co mogłoby zdecydowanie pomóc. Wtedy złapano go w parku dopiero po miesiącu, kiedy zaatakował następną kobietę. Teraz może być bardziej uważny niż przedtem, co dodatkowo utrudniało zadanie. Później podzielił się z Maćkiem informacjami, które uzyskał od Joasi. One niestety także nie pomogły ruszyć sprawy do przodu. Utknęli. Zrezygnowany wrócił do domu. Cały wieczór nie mógł się nadziwić, czemu Asia tak długo nie wychodzi z pokoju. W końcu zdecydował się to sprawdzić. Kiedy wszedł do pokoju, nie dostrzegł ani jej, ani rzeczy. Żadnego śladu jej pobytu. Na biurku leżała jakaś kartka. Natychmiast wziął ją i przeczytał uważnie.
- Cholera... - mruknął pod nosem – Dziewczyno, czyś ty zwariowała?
--------
Następna część ukaże się jutro.

niedziela, 16 września 2012

Zbuntowana nastolatka cz. 9


- Widzisz, nie kochał jej, ale przywiązał się do niej. Teraz rozumiem, dlaczego tak ciężko było mu zakończyć ten związek. Namawiałem go do tego, zanim jeszcze wiedział o ciąży.
- Ile czasu może potrzebować? Kilka tygodni, miesięcy?
- Ciężko powiedzieć. Zależy od charakteru i otoczenia. Jeśli wydarzyłoby się coś, co zmusiłoby go do działania, być może pozbierałby się szybciej. Ale nie naciskajmy na niego, bądźmy cierpliwi – Joasia kiwnęła twierdząco głową. Chciała coś powiedzieć i już otworzyła usta, aby się odezwać, kiedy do biura wszedł Tomek. Położył przed komisarzem jakąś kartkę papieru i stanął dumnie, jakby oczekiwał na oklaski.
- Co to jest? - rzucił mu pytające spojrzenie
- Raport z sekcji zwłok. Adam wręcz stawał na głowie, aby jak najszybciej go przygotować.
- Niesamowity jest... - wziął do ręki dokument, z niedowierzaniem wpatrując się w druk i podpis lekarza sądowego. - Dzięki. Powiedz mu, że ma u mnie piwo.
- Dobrze – odparł lekko zawiedziony. Kolejny raz cudze starania zostały dostrzeżone, a jego nie. Dlaczego ten świat musiał być tak niesprawiedliwy?
- Albo nie. Co to jest jedno piwo... pół litra.
- Ale jedna butelka piwa to pięćset mililitrów, a to jest pół litra – skomentował zdumiony asystent. Joasia teatralnie przewróciła oczami, natomiast wściekły już Maciek uderzył dłonią w biurko.
- Boże, widzisz i nie grzmisz... - mruknął pod nosem – Pół litra wódki, nie piwa!
- Aha – pokiwał głową i odszedł. Asia spojrzała na komisarza ze współczuciem, na co on tylko wzruszył ramionami. Blondynka cierpliwie czekała aż mężczyzna skończy czytać. Miała nadzieję, że zechce podzielić się z nią tymi informacjami. Gdyby tylko wiedziała kto jej to zrobił, na pewno by mu tego nie darowała...
- Musiała bardzo cierpieć przed śmiercią. Bezpośrednią przyczyną zgonu były rany kłute klatki piersiowej. Dokładnie trzy. Z tym że nie zginęła od razu, po prostu sprawca ją tam zostawił i umarła. Oprócz tego połamane żebra, przebite płuco, obrażenia wewnętrzne, krwotok i połamane nogi – zakończył łamiącym się głosem. Najgorsze było jeszcze przed nim.
- Połamane nogi? Po co ktoś to zrobił?
- Podejrzewam że sprawca chciał patrzeć na jej cierpienie i chciał w ten sposób uniemożliwić jej ucieczkę.
- Biedna Magda – wyszeptała pod nosem Joasia. Widać było, że także się przejęła całą sprawą. Maciek miał wątpliwości, czy nie zataić przed nią kilku istotnych faktów, które byłyby jeszcze bardziej dołujące, lecz zapewniła go, że chce wiedzieć o wszystkim.
- Liczne otarcia i zadrapania. Próbowała bronić się przed napastnikiem... O, świetnie – dziewczyna natychmiast podniosła wzrok i utkwiła go w twarzy komisarza. Wyglądała trochę bardziej pogodnie niż kilka chwil temu. A więc chyba znalazł coś, co mogłoby być dobrym punktem zaczepienia.
- Mamy niezbity dowód. Pod paznokciami zabezpieczono naskórek sprawcy. Jeśli złapiemy gnoja to już się z tego nie wywinie – zapewnił uradowany
- Jeśli złapiecie... - powtórzyła pesymistycznie nastawiona Asia. Nie miała zaufania do policji, po tym jak śledztwo w sprawie gwału na niej zostało umorzone. Nic dziwnego, skoro nie mogli znaleźć sprawcy to po co mają zaprzątać sobie tym głowę?
- Jest jeszcze coś... - zaczął niepewnie – przed śmiercią została zgwałcona
- Zabiłabym gnoja – powiedziała, zaciskając rękę w pięść
- Od wymierzania sprawiedliwości jest sąd, nie ty! - upomniał ją ostrym tonem. Obawiał się, że może zrobić coś głupiego pod wpływem impulsu. Joasia zerwała się z krzesła, więc Maciek natychmiast złapał ją za rękę.
- Poczekaj. Obiecuję, że zamknę tego drania, który jej to zrobił.
- Mogę jakoś pomóc? - spytała po chwili, starając się ochłonąć i nabrać trochę dystansu.
- Bezpośrednio w sprawie nie, ale... zajmij się Sebą. On teraz może potrzebować wsparcia, nie ma głowy do niczego i nie jest w stanie ogarnąć wszystkiego. Nie wiadomo co przyjdzie mu na myśl, jeszcze narobi sobie kłopotu... Zaopiekujesz się nim?
- Pewnie. On mi pomógł, dał mi szansę. Był jedyną osobą, która we mnie uwierzyła. I nadal jest... Wreszcie mam okazję odwdzięczyć mu się za to wszystko. Nie martw się, zadbam o niego najlepiej jak tylko potrafię – zapewniła. Mężczyzna spojrzał na nią ufnie. Pokiwał głową, na znak że daje jej zielone światło, że będzie całkowicie spokojny. Blondynka puściła go niego oczko, po czym wyszła.
- Dzięki – powiedział do samego siebie – Chciałem powiedzieć, że robisz to dla niego, nie dla mnie, a ty pokazałaś mi, że doskonale to wiesz i rozumiesz. Chyba cię nie doceniałem...

        Kiedy wróciła do domu, Sebastian jeszcze spał. Postanowiła, że zajmie się pracami domowymi. Po kontroli lodówki oraz wszystkich szafek i szafeczek w kuchni, sporządziła listę zakupów. Wzięła ją ze sobą, a także portfel Sebastiana i wyszłą do sklepu. Po powrocie wypakowała wszystkie zakupy, zabrała się za gotowanie obiadu (spodziewała się, że Sebastian nie będzie miał apetytu, ale obiecała sobie że wtedy go przymusi i zje przynajmniej jedną porcję. Przecież musi jeść, a jeśli nie będzie tego robił, opadnie z sił i zacznie chorować), a następnie wysprzątała salon i zrobiła pranie. Policjant wyszedł z sypialni dopiero wieczorem. Wyglądał jeszcze gorzej niż rano: wygniecione ubranie, potargane włosy, a na twarzy wręcz wypisane zmęczenie, jakby sen zamiast pozwolić choć trochę odpocząć, odebrał mu resztę sił. Strach na wróble był mniej straszny.
- Aśka, to się dzieje naprawdę czy to był tylko koszmarny sen? - usiadł na kanapie obok dziewczyny. Mimo że był zdołowany, pół żywy i myślał tylko o śmierci partnerki, ucieszyła się że w końcu się odezwał. Jeśli wyrzuci to wszystko z siebie, będzie mu lżej.
- Przykro mi, ale to prawda – odłożyła książkę na bok i przysunęła się bliżej.
- Nie tęsknię za nią. Nie kochałem jej. Byłem z nią tylko ze względu na dziecko. Trochę mi głupio z tego powodu. A teraz nagle jej nie ma. Nie spodziewałem się tego.
- Trudno, żeby spodziewać się śmierci.
- No tak, racja. To dla mnie szok. Była obecna w moim życiu tyle czasu, a teraz nagle z niego zniknęła. Nawet nie zdążyłem jej przeprosić za wszystko. Zawsze obarczałem ją winą za nasze kłótnie. Nigdy nie powiedziałem jej „przepraszam”, rozumiesz? - jego głos drżał niepewnie. Więc to nie śmierć zrobiła na nim największe wrażenie, ale wyrzuty sumienia i poczucie winy. Joasia stwierdziła w myślach, że będzie to przeżywał tak samo intensywnie, ale nie tak długo jak w przypadku cierpienia z przywiązania do zmarłej osoby.
- Nie zasłużyła na taką śmierć. Ona powinna jeszcze żyć. Przecież była takim dobrym człowiekiem! To mnie powinni zabić. Wykorzystałem ją, a kiedy mi się znudziła, chciałem rzucić jak zabawkę. Bawiłem się jej uczuciami. Okłamywałem ją, oszukiwałem. A raz nawet ją zdradziłem... To ja powinienem zginąć, nie ona – kontynuował. Dziewczyna cierpliwie słuchała przyjaciela, jak to wszystko z siebie wyrzuca. Poczuła się trochę jak w roli pośrednika między nim a Magdą, bo to jej powinien o tym mówić. Ale kiedy jeszcze żyła, brakowało mu odwagi aby się do wszystkiego przyznać. Nie tylko przed nią, ale nawet przed samym sobą. To drugie było właśnie najtrudniejsze. To właśnie z samym sobą jest najcięższa walka, bo wtedy przeciwnik zna cię na wylot. Wie czego się spodziewać, wie co zrobić, aby wygrać. Teraz zrobił ten krok, ale było za późno na drugi.
- Nawet nie zdążyłem poprosić ją o wybaczenie... i już nigdy nie będę mógł tego zrobić – urwał. Spod przymkniętej powieki wypłynęła łza. Joasia nie czekała już ani chwili dłużej. Uznała że to jest właśnie ten moment, w którym ona powinna wkroczyć do akcji. Objęła go ramieniem po przyjacielsku.
- Myślę, że ona nie ma o to do ciebie żalu
- A skąd ty to możesz wiedzieć?! - odepchnął ją oburzony. Jakim prawem decydowała za Magdę? Jak mogła w ogóle coś takiego powiedzieć?
- Słuchaj, jeśli była dobrym człowiekiem, trafiła do nieba. Osiągnęła pełnię wiekuistego szczęścia. W tamtym świecie dowiedziała się o wszystkim i wybaczyła ci. Bo tam już nie ma takich uczuć jak strach, smutek czy żal. Tam jest tylko dobro. Wchodząc do nieba wybaczyła ci i wszystkim swoim winowajcom. A teraz patrzy na ciebie z góry i na pewno chce, abyś przestał się zadręczać. Widocznie tam, na górze ktoś uznał że musicie się rozstać. Ją wziął do siebie, za to jaka była na tym świecie, a tobie dał drugą szansę, żebyś wyciągnął wnioski z popełnionych błędów i stał się lepszym człowiekiem. Nadal jesteś na drodze do realizacji swojego życiowego celu, natomiast Magda spełniła już swoje powołanie. Ten związek tylko by ją krzywdził, a to chyba nie byłoby dobrą nagrodą, prawda? Ona jest tam szczęśliwa, niczego jej nie brakuje.
- Może i masz rację – westchnął ciężko. Przez chwilę patrzył na nią smutnymi oczyma. Wyciągnął ramiona i przytulił się do niej. Może z zewnątrz było to niewidoczne, ale rozmowa z przyjaciółką bardzo podniosła go na duchu.
--------
Następna część ukaże się jutro.