Informacja o innej orientacji Wiktorii szybko rozeszła się po szkole. Już następnego dnia jej kłótnia z Martą, a raczej to co podczas niej powiedziała, było głównym tematem rozmów wśród uczniów. Różnie to przyjmowali. Niektórzy uważali że to takie nowoczesne i unikalne, że łamie dotychczasowe stereotypy dotyczące związków, inni nie kryli swojego zaskoczenia, a jeszcze inni byli wręcz oburzeni, mimo że ta sytuacja bezpośrednio ich nie dotyczyła.
- Ja nie rozumiem... że tak dziewczyna z dziewczyną. To musi być obrzydliwe – mówił jeden z drugoklasistów do swojego kolegi
- A wiesz, może jedna z nich to taki babochłop, że niby kobieta, ale taka męska – naśmiewał się drugi. Jednak od razu im mina zrzedła, kiedy podeszła do nich Wiktoria, która przechodząc obok usłyszała fragment rozmowy.
- Mówiłeś coś? - spojrzała mu prosto w oczy ze złością – No proszę, powtórz to. Powiedz mi to prosto w twarz.
- Nie no, to nic takiego...
- Nic takiego? To zamknij się i nie gadaj głupot. Każdy ma prawo do miłości, a jeśli to cię tak boli to znajdź sobie dziewczynę albo chłopaka i zajmij się swoim życiem.
Niestety, to nie była jedyna nieprzyjemność jaka ją spotkała w szkole tego dnia. Kiedy przyszła do szatni, by przebrać się na wf, kilka dziewczyn wyszło z szatni.
- Ej, dziewczyny, co się dzieje? - zawołała za nimi
- Co się dzieje? Ty się pytasz co się dzieje? - jedna z nich zatrzymała się w drzwiach – Nie będziemy się z tobą przebierać. Nie będziesz mi się na cycki albo na tyłek gapiła.
- Ale ja... - nie zdążyła dokończyć, ponieważ nastolatka trzasnęła drzwiami. Usiadła zrezygnowana na ławce. Szybko przy niej znalazła się Kasia, która już wcześniej wiedziała o związku Agaty i Wiktorii. Nadal się z nimi przyjaźniła, dlatego teraz postanowiła pocieszyć załamaną Wiktorię.
- Nie przejmuj się. Ludzie tacy już są.
- Jacy? Nietolerancyjni? - spytała smutnym głosem
- No tak. Zawsze jak ktoś robi coś inaczej niż oni to będą się z niego śmiać, pluć na niego, gardzić. Nie wiem skąd to się bierze, może po prostu to zazdrość?
- Teraz rozumiem dlaczego chciała to utrzymać w tajemnicy.
- Przestań, Wiki. Będziesz się przejmować bandą debili? No już, głowa do góry, uśmiech na twarz i nie daj się.
Pokiwała głową, choć nie było tak łatwo uśmiechnąć się i udawać że nic się nie stało, że to wszystko jej nie rusza. Ale to chyba było najlepsze co mogła zrobić. Jeśli inni zobaczą że przejmuje się ich zaczepkami, wciąż będą atakować.
Nie miała jednak świadomości że najgorsze dopiero przed nią. Filip Kasański także już wiedział o wszystkim i nie zamierzał tego tak zostawić. Nie mógł sobie pozwolić, by lesbijka, których przecież tak bardzo nienawidzi, bezkarnie chodziła po jego szkole...
O wszystkim wiedział także Rafał. Cała szkoła mówiła o Wiktorii, lecz ani razu nie padło imię Agaty. Być może jeszcze nie wiedzieli że to ona jest partnerką Drzewickiej. Ale prędzej czy później to i tak wyjdzie na jaw. Nie mógł bezczynnie czekać, musiał działać. W tej chwili nie było dla niego najważniejsze by opuścić bez konsekwencji grupę Kasańskiego, lecz by zapewnić bezpieczeństwo Agacie. Tak, tylko jej. Wiktorii wcale nie było mu szkoda. Nawet by się nie sprzeciwił, gdyby chcieli zrobić jej krzywdę. W końcu to ją winił za to że Agata zmieniła orientację, że to przez nią nigdy nie dostał szansy od dziewczyny. Uważał że sprowadziła ją na złą drogę. Nie przychodziło mu do głowy, że Agata sama podjęła taką decyzję, że była w pełni tego świadoma i że też tego chciała.
- Musisz iść do niej i powiedzieć całą prawdę – poradził mu Sebastian
- Chyba sobie żartujesz. Przecież ona mnie znienawidzi.
- No i dobra, ale przynajmniej będzie wiedziała że musi być ostrożna. Ja wiem że ty chcesz jej bronić, ale ona musi wiedzieć o wszystkim.
- Nie przejdzie mi to przez gardło – wyznał po chwili
- Mam poprosić Martę? Wiesz, dziewczyna z dziewczyną zawsze się lepiej dogada...
Rafał spojrzał z ukosa na przyjaciela. Dopiero po chwili ten zrozumiał jak to dla niego zabrzmiało.
- Przepraszam, miałem na myśli to że po prostu jej będzie łatwiej o tym powiedzieć.
- Dobra, idziemy do niej.
Obeszli całą szkołę, jednak nigdzie nie mogli jej znaleźć. Sebastian wyciągnął już telefon by do niej zadzwonić, lecz wtedy zaczepiła ich jedna z koleżanek czarnowłosej. Powiedziała im że widziała jak Marta wychodziła z Kasańskim na podwórze.
- Niech to szlag – zaklął pod nosem Sebastian – Idziemy, szybko.
Rafał od razu wiedział gdzie mógł ją zaprowadzić. Pobiegli za pobliskie garaże i zobaczyli jak Filip przydusza dziewczynę ramieniem.
- Ej, zostaw ją! - Sebastian już chciał się na niego rzucić, ale Rafał go w porę powstrzymał
- O, jest i wsparcie. Rafał, widzę że już zdążyłeś zmienić stronę. Wiesz co robię ze zdrajcami?
- Wiem, ale mam dla ciebie propozycję. Wystawię ci tą Wiktorię, a ty dasz mi spokój.
- Mało – rzucił bez zastanowienia
- To czego jeszcze chcesz?
- Ona ma kogoś, wiem to. Imię i nazwisko. Do tego trzymasz język za zębami.
- To drugie mogę ci zagwarantować.
- Imię i nazwisko – powtórzył stanowczo, znów przyduszając Martę. Rafał spojrzał na Sebastiana. Widział że nie wytrzyma, że za chwilę poda mu te cholerne nazwisko, by ratować swoją dziewczynę. Postanowił więc go ubiec.
- Kasia Lucha – wypalił, zaskakując tym samym i Martę, i Sebastiana. Kasański poklepał go po ramieniu i odszedł. Czarnowłosa jeszcze przez chwilę uspokajała oddech, zaś Sebastian ze zdziwioną miną patrzył na Rafała.
- No co? Przecież nie wydam Agaty.
- Ale on i tak się dowie.
- Zajmie mu to trochę czasu. Trzeba tylko szybko wyciągnąć ją ze szkoły, a potem zastanowimy się co dalej.
- Marta, pomożesz nam? - spytał Sebastian, ale Rafał po tym co zobaczył chwilę wcześniej, postanowił że lepiej jej do tego nie mieszać
- Nie trzeba, sam to zrobię.
Nie zamierzał czekać do następnej przerwy. Wiedział że Kasański niebawem dowie się prawdy i to Agata stanie się jego celem. Wiedział też że Filip będzie chciał ukarać go za kłamstwo, ale nie to było teraz najważniejsze. Wszedł do klasy i przeprosił za spóźnienie.
- Ja byłem u pani higienistki – zaczął tłumaczyć, na pytanie nauczycielki dlaczego się spóźnił – Brat Agaty się źle czuje i dobrze by było, gdyby zaprowadziła go do domu.
Po chwili zastanowienia nauczycielka wypuścia dziewczynę, a sam Rafał skłamał że za chwilę wróci na lekcje, tylko wyjaśni jej co się stało. Natychmiast pociągnął ją w stronę wyjścia, mimo jej protestów.
- Nie czas na rozmowy. Zaraz ci wszystko wyjaśnię, a z twoim bratem wszystko w porządku, normalnie jest na lekcji.
- To po co ta szopka?
- Bo musisz zniknąć ze szkoły. Grozi ci niebezpieczeństwo.
- Że co?
Byli już za terenem szkoły, więc zwolnił trochę kroku. Myślał że są już bezpieczni.
- Kojarzysz Filipa Kasańskiego? Rasista, homofob i w ogóle – powiedział w skrócie
- No i? - nadal nie widziała związku z niebezpieczeństwem
- On i jego koledzy chcą zrobić ci krzywdę. Za to że jesteś z Wiktorią.
- Jaja sobie robisz.
Spojrzała na niego, ale nie wyglądał jakby to wszystko było jedynie ponurym żartem. Był śmiertelnie poważny, może nawet lekko przestraszony. Nie mógł kłamać.
- Zaraz, zaraz – zastanowiła się chwilę – Skoro to co mówisz jest prawdą... to jej też będą chcieli zrobić krzywdę.
- Nią się nie przejmuj, da sobie radę.
- Nie przejmuj się? Czy ty sam siebie słyszysz?! W ogóle jak ci mogło wpaść do głowy żeby mnie wyciągnąć ze szkoły, a ją tam zostawić? Ty idioto!
Natychmiast odwróciła się na pięcie i przyspieszyła kroku. Rafał próbował ją zatrzymać prośbami, groźbami, a nawet siłą, ale na niewiele to się zdało. Agata była zdecydowana. Niestety przed szkołą czekali Kasański i Kor, którzy znali już prawdę.
- To oni – powiedział, zatrzymując ją. Czekali na ich ruch. Powoli wstali.
- Co teraz?
- Uciekaj, ja ich zatrzymam – z niepokojem obserwował jak się zbliżają – No już, spieprzaj!
Kiedy ona zaczęła biec, oni również. Rafał przygotował się. Jeden z nich biegł na niego, drugi miał pobiec za Agatą. Adam już prawie rzucił się na Rafała, ale ten uskoczył w bok i w tym samym momencie popchnął przeciwnika, tak że ten zderzył się ze swoim kompanem. Dzięki temu zyskał jeszcze chwilę dla Agaty. Kasański pobiegł jeszcze za nią, ale po chwili wrócił.
- Uciekła suka – wycedził przez zęby, patrząc jak Adam z Rafałem się siłują – Dobra, koniec zabawy.
Złapał Rafała za rękę i mu ją wykręcił. Adam zdołał się uwolnić, złapał go za drugą rękę. Filip jeszcze zadał mu cios w brzuch, a potem zaprowadzili go za garaże. Próbował się jeszcze bronić, ale ich było dwóch. Jak tylko udało mu się obronić przed jednym to drugi go atakował. Odczuwał coraz więcej bólu, tracił koncentrację i siły. Widział też krew na swojej ręce, kiedy otarł ją o swój nos. W końcu padł na ziemię. Był wyczerpany, ale oni i tak nie dali mu spokoju. Kopnęli go jeszcze kilka razy, a Kasański na koniec jeszcze raz uderzył go w głowę. Nie wiedział już co się dzieje, nie wiedział gdzie jest, jak bardzo go pobili i w ogóle za co. Nie wiedział już nic. Oczy same mu się zamykały. Nie chciał już z tym walczyć. Nawet nie był w stanie się poruszyć, choć ból jakby jednak ustępował.
- Niech się dzieje co chce – pomyślał, po czym zamknął oczy i stracił przytomność.
wtorek, 27 października 2015
wtorek, 20 października 2015
Misja cz. 9
Chwilę później za Mikołajem na zewnątrz wyszedł także ubrany już Kasański. Przez chwilę obserwował jak siedemnastolatek stoi nieruchomo ze wzrokiem wbitym w ziemię, po czym podszedł do niego i klepnął go w ramię.
- Co jest z tobą?
- Ja nigdy nie miałem dziewczyny... - wyznał drżącym głosem
- No to teraz masz okazję. Okazję, która się nie powtórzy.
- Ja... - zawahał się przez moment – Ja chcę. Ale nie umiem. Nie umiem tak przy was, przy wszystkich. Nie mogę jak tak ona na mnie patrzy...
- Co znaczy nie mogę? - jego ton stał się nieprzyjemny – Pamiętasz co ci mówiliśmy? Czego cię uczyliśmy? Do kurwy nędzy, jesteś jednym z nas. Zdałeś ten pierdolony egzamin, tak? No zdałeś. Więc co ci nagle odjebało?
- Ja naprawdę chcę... - powiedział rozpaczliwym głosem – Ale...
- Przestań pieprzyć! Skoro chcesz to dlaczego tego nie zrobisz? No idź tam kurwa i to zrób! Jesteś facet, pokaż że masz jaja i to dosłownie. A jak nie to trzymaj język za zębami i wypierdalaj. No już, wybieraj!
Po chwili Mikołaj zerwał się i pobiegł przed siebie, w głąb lasu. Kasański pokiwał głową. Spodziewał się że właśnie takiego wyboru dokona.
- Jesteś ciotą! Pierdoloną ciotą! - wołał za nim, po czym wyciągnął z kieszeni papierosa i zapalił. Mimo wszystko był z siebie zadowolony. Jego ludzie, z wyjątkiem Wałki, sprawdzili się. Teraz znał ich prawdziwą wartość, wiedział już jak wiele są w stanie dla niego zrobić. Teraz dopiero poczuł realną siłę swojej grupy. Teraz mógł obierać bardziej agresywne taktyki, bardziej kontrowersyjne rozwiązania, żeby w końcu przeciwnicy zaczęli się z nim liczyć.
- Dobra, panowie – powiedział, kiedy wrócił do środka – Załóżcie jej te szmaty i niech wypierdala.
Kobieta ledwo trzymała się na nogach. Wcale nie czuła się lepiej, choć najgorsze już minęło. Pchnęli ją w kierunku wyjścia, lecz Filip wziął ją pod ramię, wyprowadził na zewnątrz, a następnie złapał ręką pod brodę.
- Posłuchaj uważnie suko. Spróbuj pójść na policję albo komukolwiek powiedzieć co się stało, a już nie będzie tak przyjemnie. Zrozumiałaś?
Patrzyła na niego nieobecnym wzrokiem. W ogóle nie zareagowała na to co powiedział. Było jej już wszystko jedno, czy ją znowu zgwałcą czy nie, czy ją pobiją albo nawet zabiją. Czasu nie dało się cofnąć, nie dało się już odwrócić tego co się stało. To niestety nie był żaden zły sen. Zareagowała dopiero gdy Kasa złapał ją za włosy i szarpnął.
- Pytałem o coś.
- Tak – powiedziała cicho
- Co tak?
- Zrozumiałam.
Puścił ją i pchnął naprzód. Szła powoli chwiejnym krokiem w nieznanym kierunku. Filip tylko splunął na ziemię gdy znikała mu z pola widzenia, po czym wrócił do środka.
- Co z nimi? - Adam wskazał na Rafała i Błażeja
- Zdrajcę do samochodu – oznajmił, jednocześnie kucając przy Rafale – Rafiki, pobudka – rzucił, klepiąc go w policzek
- Co, co jest, co się dzieje? - zareagował po chwili, udając że dopiero odzyskał przytomność
- Wspaniałe show cię ominęło. Żałuj, może nawet sam byś skorzystał. Fajna suka była, nie chłopaki? Szkoda tylko że lesba – ostatnie słowo wypowiedział z pogardą
- Cholera, moja głowa – syknął – Jak to w ogóle się stało?
- Błażej jest zdrajcą. Chciał ratować to dziewczę i przywalił ci w głowę. A czego jak czego, ale zdrady to nie toleruję... - oznajmił z tajemniczym błyskiem w oku
Następnego dnia w szkole wszyscy z grupy udawali że nic się stało poprzedniego wieczora. Rafałowi świetnie udawało się grać spokojnego i opanowanego, nie wzbudzając tym samym żadnych podejrzeń. Sumienie jednak nie dawało mu spokoju. Chociaż on nie brał w tym udziału, to jednak zaangażował się w tę działalność, dał się omotać i uwierzył że nie robią nic złego. Teraz dopiero, gdy doszło to tragedii, przejrzał na oczy. Ale było już za późno. Przecież nie mógł tak po prostu podejść do Kasańskiego i powiedzieć „rezygnuję”. Nie pozwoliłby mu na to. Nie chciał podzielić losu Błażeja.
- Seba, musimy pogadać po szkole – zagadnął na jednej z lekcji – Będę czekał na blokach, okej?
- A czemu nie pod szkołą?
- Potem ci wyjaśnię – uciął temat, obawiając się że ktoś mógłby podsłuchać ich rozmowę i poznać jakieś szczegóły z wczorajszego wieczora
Tymczasem na przerwie Wiktoria podeszła do Marty i odciągnęła ją na bok. Dziewczyny nie znały się zbyt dobrze, ale ta pierwsza wiedziała, że dotychczas to u niej mogła zdobyć najwięcej informacji o innych uczniach.
- Posłuchaj, chciałabym się dowiedzieć czegoś o Rafale Holcie.
Czarnowłosa przechyliła głowę na bok i uniosła brwi.
- To raczej pogadaj z Sebastianem, w końcu to jego kumpel.
- Oj Marta, Marta – pokręciła głową – Nie zgrywaj idiotki. Przecież obie wiemy że jesteś skarbnicą plotek w tej szkole. Wiesz wszystko o każdym. Więc?
- Skończyłam z tym – oznajmiła stanowczo – Pogadaj z Sebastianem.
- Dobra, inaczej – nie zamierzała dać za wygraną – Co chcesz w zamian? Kasę? Ile?
- Nic nie chcę, nic ci nie powiem.
- Aha – rzuciła oburzona – A może chodzi ci o to że jestem lesbijką? To dlatego nie chcesz ze mną gadać?
Było już za późno, gdy zorientowała się co właśnie zrobiła. Kilka osób stojących w pobliżu usłyszało jej słowa. Niektórzy się tajemniczo uśmiechali, inni wyglądali na zaskoczonych, a pozostali albo udawali że nic do nich nie dotarło, albo faktycznie nie usłyszeli.
- Ty nietolerancyjna kretynko! - naskoczyła na nią – Widzisz co narobiłaś?
- Ja? Sama się ujawniłaś – Marta odwróciła się na pięcie i zakończyła tym samym rozmowę z Wiktorią, która pospiesznym krokiem uciekła w głąb korytarza.
Rafał czekał na Sebastiana w umówionym miejscu. Co chwila rozglądał się nerwowo, obawiając się że ktoś z grupy może go obserwować. Nikogo jednak nie dostrzegał, ani po drodze, ani teraz. Aby umilić sobie oczekiwanie wyciągnął papierosa i zapalił go. Palony tytoń pozwolił mu choć trochę się uspokoić.
- Ty palisz – spytał zaskoczony Sebastian, kiedy wyszedł zza rogu
- Przy nich się nauczyłem – wyznał, jakby trochę zawstydzony
- Dobra, mów co się dzieje.
- Wpadłem w gówno. Wiem, miałeś rację, ostrzegałeś mnie, a ja głupi nie słuchałem. Ale trudno, stało się, teraz jednak chcę to odkręcić. Tylko jak?
Przez chwilę milczeli, bowiem żaden nie wiedział co powiedzieć.
- Jest tylko jeden sposób – odezwał się Sebastian – Musisz pokazać Kasańskiemu że się go nie boisz i masz go gdzieś.
- Ta, bo mi odpuści. Wiesz co wczoraj zrobił? Napuścił swoich ludzi na innego swojego człowieka, bo ten chciał ratować lesbijkę, którą zgwałcili.
- Co zrobili?!
- Ciszej, Seba, do cholery – upomniał go – Jeśli mu powiem że rzucam to w cholerę zrobią ze mną to samo.
- To jak zamierzasz stamtąd wyjść?
- Nie wiem, ale nie chcę się zaprzyjaźnić z ostrym dyżurem.
- Policja?
- Zwariowałeś? Oni akurat najwięcej mi pomogą... Będę miał jeszcze bardziej przerąbane.
- Więc co?
- Nie wiem, kurwa, nie wiem! - denerwował się z powodu swojej bezradności – Nie ma przecież sytuacji bez wyjścia, tak?
- Cholera. Nie wiem co ci poradzić. Nic sensownego nie przychodzi mi do głowy.
- A bezsensownego?
- Też nic. Chociaż... czekaj – mruknął – Przejąć kontrolę nad czymś, co mu zależy. Wtedy możesz postawić sprawę tak że jak nie da ci spokoju to to straci.
- Czekaj, czekaj – zastanowił się przez chwilę – To nie takie głupie... Musimy tylko się dowiedzieć na czym najbardziej mu zależy.
- Pogadam z Martą, może coś wie. Znaczy ona skończyła z plotkami – dodał, kiedy zobaczył minę Rafała – Ale może jeszcze z czasów kiedy się tym zajmowała...
- Pogadaj z nią. I przeproś ją ode mnie, będzie wiedziała za co.
Przybili sobie piątkę, po czym rozeszli się każde w swoją stronę. Rafał wiedział że czeka go trudne zadanie, ale sam sobie na to zasłużył. Nie mógł mieć do nikogo pretensji, jedynie do siebie.
- Co jest z tobą?
- Ja nigdy nie miałem dziewczyny... - wyznał drżącym głosem
- No to teraz masz okazję. Okazję, która się nie powtórzy.
- Ja... - zawahał się przez moment – Ja chcę. Ale nie umiem. Nie umiem tak przy was, przy wszystkich. Nie mogę jak tak ona na mnie patrzy...
- Co znaczy nie mogę? - jego ton stał się nieprzyjemny – Pamiętasz co ci mówiliśmy? Czego cię uczyliśmy? Do kurwy nędzy, jesteś jednym z nas. Zdałeś ten pierdolony egzamin, tak? No zdałeś. Więc co ci nagle odjebało?
- Ja naprawdę chcę... - powiedział rozpaczliwym głosem – Ale...
- Przestań pieprzyć! Skoro chcesz to dlaczego tego nie zrobisz? No idź tam kurwa i to zrób! Jesteś facet, pokaż że masz jaja i to dosłownie. A jak nie to trzymaj język za zębami i wypierdalaj. No już, wybieraj!
Po chwili Mikołaj zerwał się i pobiegł przed siebie, w głąb lasu. Kasański pokiwał głową. Spodziewał się że właśnie takiego wyboru dokona.
- Jesteś ciotą! Pierdoloną ciotą! - wołał za nim, po czym wyciągnął z kieszeni papierosa i zapalił. Mimo wszystko był z siebie zadowolony. Jego ludzie, z wyjątkiem Wałki, sprawdzili się. Teraz znał ich prawdziwą wartość, wiedział już jak wiele są w stanie dla niego zrobić. Teraz dopiero poczuł realną siłę swojej grupy. Teraz mógł obierać bardziej agresywne taktyki, bardziej kontrowersyjne rozwiązania, żeby w końcu przeciwnicy zaczęli się z nim liczyć.
- Dobra, panowie – powiedział, kiedy wrócił do środka – Załóżcie jej te szmaty i niech wypierdala.
Kobieta ledwo trzymała się na nogach. Wcale nie czuła się lepiej, choć najgorsze już minęło. Pchnęli ją w kierunku wyjścia, lecz Filip wziął ją pod ramię, wyprowadził na zewnątrz, a następnie złapał ręką pod brodę.
- Posłuchaj uważnie suko. Spróbuj pójść na policję albo komukolwiek powiedzieć co się stało, a już nie będzie tak przyjemnie. Zrozumiałaś?
Patrzyła na niego nieobecnym wzrokiem. W ogóle nie zareagowała na to co powiedział. Było jej już wszystko jedno, czy ją znowu zgwałcą czy nie, czy ją pobiją albo nawet zabiją. Czasu nie dało się cofnąć, nie dało się już odwrócić tego co się stało. To niestety nie był żaden zły sen. Zareagowała dopiero gdy Kasa złapał ją za włosy i szarpnął.
- Pytałem o coś.
- Tak – powiedziała cicho
- Co tak?
- Zrozumiałam.
Puścił ją i pchnął naprzód. Szła powoli chwiejnym krokiem w nieznanym kierunku. Filip tylko splunął na ziemię gdy znikała mu z pola widzenia, po czym wrócił do środka.
- Co z nimi? - Adam wskazał na Rafała i Błażeja
- Zdrajcę do samochodu – oznajmił, jednocześnie kucając przy Rafale – Rafiki, pobudka – rzucił, klepiąc go w policzek
- Co, co jest, co się dzieje? - zareagował po chwili, udając że dopiero odzyskał przytomność
- Wspaniałe show cię ominęło. Żałuj, może nawet sam byś skorzystał. Fajna suka była, nie chłopaki? Szkoda tylko że lesba – ostatnie słowo wypowiedział z pogardą
- Cholera, moja głowa – syknął – Jak to w ogóle się stało?
- Błażej jest zdrajcą. Chciał ratować to dziewczę i przywalił ci w głowę. A czego jak czego, ale zdrady to nie toleruję... - oznajmił z tajemniczym błyskiem w oku
Następnego dnia w szkole wszyscy z grupy udawali że nic się stało poprzedniego wieczora. Rafałowi świetnie udawało się grać spokojnego i opanowanego, nie wzbudzając tym samym żadnych podejrzeń. Sumienie jednak nie dawało mu spokoju. Chociaż on nie brał w tym udziału, to jednak zaangażował się w tę działalność, dał się omotać i uwierzył że nie robią nic złego. Teraz dopiero, gdy doszło to tragedii, przejrzał na oczy. Ale było już za późno. Przecież nie mógł tak po prostu podejść do Kasańskiego i powiedzieć „rezygnuję”. Nie pozwoliłby mu na to. Nie chciał podzielić losu Błażeja.
- Seba, musimy pogadać po szkole – zagadnął na jednej z lekcji – Będę czekał na blokach, okej?
- A czemu nie pod szkołą?
- Potem ci wyjaśnię – uciął temat, obawiając się że ktoś mógłby podsłuchać ich rozmowę i poznać jakieś szczegóły z wczorajszego wieczora
Tymczasem na przerwie Wiktoria podeszła do Marty i odciągnęła ją na bok. Dziewczyny nie znały się zbyt dobrze, ale ta pierwsza wiedziała, że dotychczas to u niej mogła zdobyć najwięcej informacji o innych uczniach.
- Posłuchaj, chciałabym się dowiedzieć czegoś o Rafale Holcie.
Czarnowłosa przechyliła głowę na bok i uniosła brwi.
- To raczej pogadaj z Sebastianem, w końcu to jego kumpel.
- Oj Marta, Marta – pokręciła głową – Nie zgrywaj idiotki. Przecież obie wiemy że jesteś skarbnicą plotek w tej szkole. Wiesz wszystko o każdym. Więc?
- Skończyłam z tym – oznajmiła stanowczo – Pogadaj z Sebastianem.
- Dobra, inaczej – nie zamierzała dać za wygraną – Co chcesz w zamian? Kasę? Ile?
- Nic nie chcę, nic ci nie powiem.
- Aha – rzuciła oburzona – A może chodzi ci o to że jestem lesbijką? To dlatego nie chcesz ze mną gadać?
Było już za późno, gdy zorientowała się co właśnie zrobiła. Kilka osób stojących w pobliżu usłyszało jej słowa. Niektórzy się tajemniczo uśmiechali, inni wyglądali na zaskoczonych, a pozostali albo udawali że nic do nich nie dotarło, albo faktycznie nie usłyszeli.
- Ty nietolerancyjna kretynko! - naskoczyła na nią – Widzisz co narobiłaś?
- Ja? Sama się ujawniłaś – Marta odwróciła się na pięcie i zakończyła tym samym rozmowę z Wiktorią, która pospiesznym krokiem uciekła w głąb korytarza.
Rafał czekał na Sebastiana w umówionym miejscu. Co chwila rozglądał się nerwowo, obawiając się że ktoś z grupy może go obserwować. Nikogo jednak nie dostrzegał, ani po drodze, ani teraz. Aby umilić sobie oczekiwanie wyciągnął papierosa i zapalił go. Palony tytoń pozwolił mu choć trochę się uspokoić.
- Ty palisz – spytał zaskoczony Sebastian, kiedy wyszedł zza rogu
- Przy nich się nauczyłem – wyznał, jakby trochę zawstydzony
- Dobra, mów co się dzieje.
- Wpadłem w gówno. Wiem, miałeś rację, ostrzegałeś mnie, a ja głupi nie słuchałem. Ale trudno, stało się, teraz jednak chcę to odkręcić. Tylko jak?
Przez chwilę milczeli, bowiem żaden nie wiedział co powiedzieć.
- Jest tylko jeden sposób – odezwał się Sebastian – Musisz pokazać Kasańskiemu że się go nie boisz i masz go gdzieś.
- Ta, bo mi odpuści. Wiesz co wczoraj zrobił? Napuścił swoich ludzi na innego swojego człowieka, bo ten chciał ratować lesbijkę, którą zgwałcili.
- Co zrobili?!
- Ciszej, Seba, do cholery – upomniał go – Jeśli mu powiem że rzucam to w cholerę zrobią ze mną to samo.
- To jak zamierzasz stamtąd wyjść?
- Nie wiem, ale nie chcę się zaprzyjaźnić z ostrym dyżurem.
- Policja?
- Zwariowałeś? Oni akurat najwięcej mi pomogą... Będę miał jeszcze bardziej przerąbane.
- Więc co?
- Nie wiem, kurwa, nie wiem! - denerwował się z powodu swojej bezradności – Nie ma przecież sytuacji bez wyjścia, tak?
- Cholera. Nie wiem co ci poradzić. Nic sensownego nie przychodzi mi do głowy.
- A bezsensownego?
- Też nic. Chociaż... czekaj – mruknął – Przejąć kontrolę nad czymś, co mu zależy. Wtedy możesz postawić sprawę tak że jak nie da ci spokoju to to straci.
- Czekaj, czekaj – zastanowił się przez chwilę – To nie takie głupie... Musimy tylko się dowiedzieć na czym najbardziej mu zależy.
- Pogadam z Martą, może coś wie. Znaczy ona skończyła z plotkami – dodał, kiedy zobaczył minę Rafała – Ale może jeszcze z czasów kiedy się tym zajmowała...
- Pogadaj z nią. I przeproś ją ode mnie, będzie wiedziała za co.
Przybili sobie piątkę, po czym rozeszli się każde w swoją stronę. Rafał wiedział że czeka go trudne zadanie, ale sam sobie na to zasłużył. Nie mógł mieć do nikogo pretensji, jedynie do siebie.
środa, 14 października 2015
Misja cz. 8
Ostatnia lekcja, fizyka. Pisali sprawdzian. Rafał silił się jak mógł, lecz na próżno. Czwarty raz już zabierał się za to samo zadanie, lecz w każdej próbie zatrzymywał się w tym samym momencie, z którego nie potrafił poprowadzić dalej rozwiązania. Na jego szczęście było też kilka pytań testowych, gdzie nawet nie znając odpowiedzi mógł próbować zgadnąć. Miał przynajmniej 33% szansy na to że odpowiedź którą intuicyjnie wybierze okaże się dobra.
- Nie, nie mogę – pomyślał, przecierając oczy – Może jakimś cudem będzie dwója, a jak nie to pójdę na poprawkę.
Wstał, wziął kartkę z ławki i zaniósł nauczycielowi. Niemal w tym samym czasie to samo zrobiła Agata. Stanęli przy biurku ramię w ramię. Wymienili spojrzenia i zgodnie odwrócili głowy na wprost. Nauczyciel wziął od nich sprawdziany i pozwolił iść do domu, z racji że nie mieli już potem żadnych zajęć. Dziewczyna uznała to za dobry moment by porozmawiać z nim. Pospiesznie zgarnęła torbę i bluzę, po czym przyspieszonym krokiem opuściła salę.
- Rafał, poczekaj – rzuciła na korytarzu. Chłopak odwrócił się przez ramię i zwolnił krok.
- Czego chcesz? - odparł chłodnym tonem
- Martwię się o ciebie – wyznała po chwili, kiedy zdołała go dogonić na schodach
- Niepotrzebnie.
- Zmieniłeś się. Cholernie się zmieniłeś. Wiem że to przeze mnie, ale nie chciałam cię zranić. Na niektóre rzeczy po prostu nie mamy wpływu.
- Bywa – udał że się tym nie przejmuje. Tak naprawdę nie było mu łatwo rozmawiać o swoich uczuciach, tym bardziej że jego rozmówczynią była dziewczyna, w której nieszczęśliwie się zakochał.
- Rafał, kurde. Przecież każdy ma prawo do miłości, prawda?
- Ale żeby dziewczyna z dziewczyną? To jest miłość? To... to jakaś chora zabawa, przygoda, a nie miłość.
- Nie rozumiesz mnie, okej. Nie wymagam tego od ciebie.
- To czego do cholery chcesz? - wszedł jej się w zdanie – Co, zostańmy przyjaciółmi? Po tym wszystkim? Po tym jak się rozczarowałem, po tym jak ci nagadałem, mam patrzeć jak się miziacie z Wiktorią i to ma być dla mnie przyjemne? No chyba cię pojebało.
- Rafał, proszę... po prostu chciałabym żebyś ty też był szczęśliwy.
- Patrzcie państwo, święta Agatka z Krakowa się znalazła – zakpił – Wiesz co? Trzymaj się ode mnie z daleka. Im dalej będziesz ode mnie, tym szczęśliwszy będę. Zadowolona? No pewnie nie, bo ty byś chciała zbawić świat. Był już taki jeden, pamiętasz jak skończył? Nie baw się w to, zajmij się sobą i daj ludziom spokój. Jak ci tak dobrze z tą twoją Wiktorią to po jaką cholerę się wpieprzasz w życie innych ludzi? Odrzuciłaś mnie, okej, miałaś prawo, a teraz w końcu się odpierdol, dotarło?
Stała ze spuszczoną głową i słuchała jak wypowiada te słowa z rosnącą frustracją i agresją. Chyba jednak miał rację. Powinna dać mu spokój, przestać mącić mu w głowie i nie odświeżać ran, które i tak dopiero zaczynały się goić. Ale to wszystko dlatego że martwiła się o niego. Taka już była. Myślała że szczera rozmowa pomoże, tymczasem przyniosła całkiem odwrotny skutek.
- Dotarło – potwierdziła cichym, stłumionym głosem – Jestem idiotką, wiem – dodała z nadzieją że Rafał jednak temu zaprzeczy, co by znaczyło że ich relacja nie jest całkiem zniszczona
- Jesteś – odparł, po czym ruszył w swoją stronę, zostawiając ją samą. Potwierdziły się więc jej podejrzenia – nienawidził jej.
Wieczorem Filip zgromadził część grupy, która zgłosiła się do jego tajemniczej akcji. Nie chciał nikomu zdradzać szczegółów, dopóki nie będzie miał pewności że te osoby wezmą w tym udział. O wszystkim wiedział tylko Adam, który wraz ze swoim przyjacielem opracował plan działania. Na spotkaniu stawili się Filip wraz z Adamem, Mati, Aleks, Błażej, Mikołaj i oczywiście Rafał. Niewiele im powiedział. Tylko tyle, by na niego czekali i że będzie się działo w ten wieczór. Było już ciemno. Zabrał ze sobą Błażeja i Adama. Czekali pod klatką schodową, podczas gdy Kasański był w środku. Trwało to kilka minut. W końcu na horyzoncie pojawiła się jakaś kobieta. Minęła obu nastolatków, spokojnym krokiem weszła do klatki, nieświadoma tego co ją czeka. Zdążyła pokonać tylko dwa, może trzy schody, kiedy zobaczyła przed sobą Filipa.
- Witam sąsiadkę – powiedział prześmiewczym tonem. Nim cokolwiek zdążyła zrobić, poczuła szarpnięcie w tył i dłoń zatykającą jej usta. Upadłaby, ale czyjeś ręce ją przytrzymały. To byli Adam i Błażej. Zaprowadzili ją do samochodu i wepchnęli na tylną kanapę. Obaj napastnicy wcisnęli się po bokach, zaś Filip usiadł za kierownicą. Odjechali. Kobieta próbowała się bronić, ale musiała przecież stawić czoła dwóm silnym chłopakom. Nie miała szans. Związali jej ręce z tyłu, zakleili usta srebrną taśmą. Zasłonili też oczy opaską, by nie widziała drogi.
Gdy byli na miejscu, reszta czekała na nich. Wysiedli z samochodu, wyciągnęli dziewczynę i powalili ją na kolana. Stanęli dookoła niej.
- Oto nasza dzisiejsza zdobycz – zaczął Kasa – Wiecie kto to jest? Moja sąsiadka, jest lesbijką – mówiąc to położył jej dłoń na ramieniu – Nie, nie będzie nam opowiadać jak to jest. Nie będzie nam mówić że mamy to akceptować, tolerować. Jest tu po to, by zrozumieć swój błąd. Wyleczymy ją panowie. Jak? Nasza kochana matka natura obdarzyła nas pewnym narządem... Trzeba z niego korzystać, prawda? Połączmy więc przyjemne z pożytecznym, uświadomimy koleżance jak wielki błąd popełnia rezygnując z facetów. Co wy na to?
Na twarzach zgromadzonych malowało się zaskoczenie, strach i niepewność. Nikt jednak nie miał odwagi przeciwstawić się liderowi grupy. Nie mieli jednak też odwagi by tak po prostu zgwałcić kobietę. Dlaczego mieliby to robić? Czy coś złego im zrobiła? Według Kasańskiego wystarczającym powodem było że po prostu miała inną orientację seksualną. Do wszystkich docierało jednak że tym razem to nie jest malowanie po ścianach, przebijanie opon w samochodach czy głuche i puste postulaty. Tym razem to nie był szczeniacki wybryk, tylko poważne przestępstwo.
- No co z wami? Nie widzę entuzjazmu – oznajmił tonem nieznoszącym sprzeciwu – Dobra, ja zacznę, że tak powiem, przetrę szlaki, a potem sami będziecie chcieli spróbować... Rafał, Błażej, idźcie ją przygotować.
- To znaczy... - zaczął niepewnie Rafał
- Rozbierzcie ją. Do naga – szczególny nacisk położył na ostatnie dwa słowa
Zaprowadzili ją do wnętrza drewnianej chatki. Kobieta próbowała się wyszarpnąć, ale jej starania szły na marne. Błażeja jednak ruszyło sumienie. Nie mógł pozwolić by doszło do tego gwałtu. Wiedział że cała grupa jest pod silnym wpływem lidera i że może liczyć tylko na siebie. Kiedy został trochę z tyłu, wziął zamach i uderzył złączonymi rękoma w kark Rafała. Ten padł nieprzytomny na ziemię. Błażej natychmiast chwycił więzy, którymi skrępowane były ręce kobiety i próbował je rozwiązać. Niestety, do pomieszczenia wszedł także Adam, który postanowił osobiście dopilnować by wszystko poszło zgodnie z planem.
- Co tu się... o ty... - nie dokończył, ponieważ wymierzył Błażejowi silny cios. Następnie wziął go za ubranie i wyprowadził na zewnątrz. Natychmiast przedstawił Kasańskiemu całą sytuację.
- Mati, bierz sznury z bagażnika i zwiąż go – polecił, leć ten miał opory przed wykonaniem zadania. W końcu tym razem miał stanąć przeciw swojego kolei – No już!
Ponaglenie szybko podziałało. Związali go i posadzili w kącie w chatce. Do drugiego kąta przenieśli nieprzytomnego Rafała.
- Co z nim?
- Niech śpi, a my lepiej zajmijmy się naszym gościem – oznajmił szyderczo, zacierając ręce. Pozbawił kobietę ubrań, a potem sam ściągnął swoje. Rzucił ją na materac. Odruchowo złączyła nogi, ale on je rozchylił szeroko i położył się na niej. Niektórzy oglądali te sceny z zaciekawieniem, inni z lekkim przerażeniem. Dłonią przejechał jej po policzku, odkleił taśmę z ust.
- Ty gnoju, tu skurwysynu! - wykrzyczała od razu
- Nie panikuj. Zawsze się trochę gwałci. To tylko penis. Prawdziwy, naturalny, a nie jakieś gumowe dziadostwo z sex shopu.
- Nienawidzę cię. Jesteś popierdolony! Zostaw mnie, natychmiast!
Pozostawał głuchy na jej prośby. Ona krzyczała, natomiast on robił swoje. Płakała, błagała, wiła się, nie mogąc się uwolnić. Czuła się osaczona, upokorzona. On się z niej naśmiewał, gwałcił ją, a pozostali tylko patrzyli. Nikt nie chciał jej pomóc, ba, nawet sami nabierali ochoty by zrobić to samo co Filip. Zdała sobie sprawę, że opór nic nie da. Że to ich tylko bawi, że dla nich jej zachowanie jest żałosne, a może i nawet prowokujące. Poddała się, pragnęła by mieć to jak najszybciej za sobą. Następny był Adam, po nim przyszła kolej na Matiego, a następnie Aleksa. W międzyczasie, Rafał odzyskał przytomność. Uwagę wszystkich skupiały jednak wydarzenia na materacu, więc nikt tego nie zauważył. Za to on widział wszystko. Widział jak jego koledzy gwałcą tę dziewczynę, jak się z niej śmieją, jak ją poniżają. Nie potrafił sobie wyobrazić co w tej chwili czuła. Jednak mimo przerażenia zachował zimną krew. Uznał że najlepiej będzie udawać nieprzytomnego, dopóki wszystko się nie skończy. Dzięki temu nie zmuszą go by zrobił z nią to samo.
Ostatni miał być Mikołaj. Zanim jednak się rozebrał, kucnął przy materacu. Wyciągnął rękę i drżącymi palcami dotknął jej piersi. Natychmiast ją cofnął, jakby miał przed sobą krokodyla, który chce go ugryźć. Potem jednak powtórzył ten ruch, tym razem całą dłonią. Uśmiechnął się, choć był blady i krople potu pojawiły się na jego czole. Drugą dłoń położył na jej udzie. Powoli zaczął przesuwać w stronę krocza, dzieliła go już niewielka odległość, po czym zerwał się i wybiegł na zewnątrz z okrzykiem:
- Nie mogę, nie dam rady!
- Nie, nie mogę – pomyślał, przecierając oczy – Może jakimś cudem będzie dwója, a jak nie to pójdę na poprawkę.
Wstał, wziął kartkę z ławki i zaniósł nauczycielowi. Niemal w tym samym czasie to samo zrobiła Agata. Stanęli przy biurku ramię w ramię. Wymienili spojrzenia i zgodnie odwrócili głowy na wprost. Nauczyciel wziął od nich sprawdziany i pozwolił iść do domu, z racji że nie mieli już potem żadnych zajęć. Dziewczyna uznała to za dobry moment by porozmawiać z nim. Pospiesznie zgarnęła torbę i bluzę, po czym przyspieszonym krokiem opuściła salę.
- Rafał, poczekaj – rzuciła na korytarzu. Chłopak odwrócił się przez ramię i zwolnił krok.
- Czego chcesz? - odparł chłodnym tonem
- Martwię się o ciebie – wyznała po chwili, kiedy zdołała go dogonić na schodach
- Niepotrzebnie.
- Zmieniłeś się. Cholernie się zmieniłeś. Wiem że to przeze mnie, ale nie chciałam cię zranić. Na niektóre rzeczy po prostu nie mamy wpływu.
- Bywa – udał że się tym nie przejmuje. Tak naprawdę nie było mu łatwo rozmawiać o swoich uczuciach, tym bardziej że jego rozmówczynią była dziewczyna, w której nieszczęśliwie się zakochał.
- Rafał, kurde. Przecież każdy ma prawo do miłości, prawda?
- Ale żeby dziewczyna z dziewczyną? To jest miłość? To... to jakaś chora zabawa, przygoda, a nie miłość.
- Nie rozumiesz mnie, okej. Nie wymagam tego od ciebie.
- To czego do cholery chcesz? - wszedł jej się w zdanie – Co, zostańmy przyjaciółmi? Po tym wszystkim? Po tym jak się rozczarowałem, po tym jak ci nagadałem, mam patrzeć jak się miziacie z Wiktorią i to ma być dla mnie przyjemne? No chyba cię pojebało.
- Rafał, proszę... po prostu chciałabym żebyś ty też był szczęśliwy.
- Patrzcie państwo, święta Agatka z Krakowa się znalazła – zakpił – Wiesz co? Trzymaj się ode mnie z daleka. Im dalej będziesz ode mnie, tym szczęśliwszy będę. Zadowolona? No pewnie nie, bo ty byś chciała zbawić świat. Był już taki jeden, pamiętasz jak skończył? Nie baw się w to, zajmij się sobą i daj ludziom spokój. Jak ci tak dobrze z tą twoją Wiktorią to po jaką cholerę się wpieprzasz w życie innych ludzi? Odrzuciłaś mnie, okej, miałaś prawo, a teraz w końcu się odpierdol, dotarło?
Stała ze spuszczoną głową i słuchała jak wypowiada te słowa z rosnącą frustracją i agresją. Chyba jednak miał rację. Powinna dać mu spokój, przestać mącić mu w głowie i nie odświeżać ran, które i tak dopiero zaczynały się goić. Ale to wszystko dlatego że martwiła się o niego. Taka już była. Myślała że szczera rozmowa pomoże, tymczasem przyniosła całkiem odwrotny skutek.
- Dotarło – potwierdziła cichym, stłumionym głosem – Jestem idiotką, wiem – dodała z nadzieją że Rafał jednak temu zaprzeczy, co by znaczyło że ich relacja nie jest całkiem zniszczona
- Jesteś – odparł, po czym ruszył w swoją stronę, zostawiając ją samą. Potwierdziły się więc jej podejrzenia – nienawidził jej.
Wieczorem Filip zgromadził część grupy, która zgłosiła się do jego tajemniczej akcji. Nie chciał nikomu zdradzać szczegółów, dopóki nie będzie miał pewności że te osoby wezmą w tym udział. O wszystkim wiedział tylko Adam, który wraz ze swoim przyjacielem opracował plan działania. Na spotkaniu stawili się Filip wraz z Adamem, Mati, Aleks, Błażej, Mikołaj i oczywiście Rafał. Niewiele im powiedział. Tylko tyle, by na niego czekali i że będzie się działo w ten wieczór. Było już ciemno. Zabrał ze sobą Błażeja i Adama. Czekali pod klatką schodową, podczas gdy Kasański był w środku. Trwało to kilka minut. W końcu na horyzoncie pojawiła się jakaś kobieta. Minęła obu nastolatków, spokojnym krokiem weszła do klatki, nieświadoma tego co ją czeka. Zdążyła pokonać tylko dwa, może trzy schody, kiedy zobaczyła przed sobą Filipa.
- Witam sąsiadkę – powiedział prześmiewczym tonem. Nim cokolwiek zdążyła zrobić, poczuła szarpnięcie w tył i dłoń zatykającą jej usta. Upadłaby, ale czyjeś ręce ją przytrzymały. To byli Adam i Błażej. Zaprowadzili ją do samochodu i wepchnęli na tylną kanapę. Obaj napastnicy wcisnęli się po bokach, zaś Filip usiadł za kierownicą. Odjechali. Kobieta próbowała się bronić, ale musiała przecież stawić czoła dwóm silnym chłopakom. Nie miała szans. Związali jej ręce z tyłu, zakleili usta srebrną taśmą. Zasłonili też oczy opaską, by nie widziała drogi.
Gdy byli na miejscu, reszta czekała na nich. Wysiedli z samochodu, wyciągnęli dziewczynę i powalili ją na kolana. Stanęli dookoła niej.
- Oto nasza dzisiejsza zdobycz – zaczął Kasa – Wiecie kto to jest? Moja sąsiadka, jest lesbijką – mówiąc to położył jej dłoń na ramieniu – Nie, nie będzie nam opowiadać jak to jest. Nie będzie nam mówić że mamy to akceptować, tolerować. Jest tu po to, by zrozumieć swój błąd. Wyleczymy ją panowie. Jak? Nasza kochana matka natura obdarzyła nas pewnym narządem... Trzeba z niego korzystać, prawda? Połączmy więc przyjemne z pożytecznym, uświadomimy koleżance jak wielki błąd popełnia rezygnując z facetów. Co wy na to?
Na twarzach zgromadzonych malowało się zaskoczenie, strach i niepewność. Nikt jednak nie miał odwagi przeciwstawić się liderowi grupy. Nie mieli jednak też odwagi by tak po prostu zgwałcić kobietę. Dlaczego mieliby to robić? Czy coś złego im zrobiła? Według Kasańskiego wystarczającym powodem było że po prostu miała inną orientację seksualną. Do wszystkich docierało jednak że tym razem to nie jest malowanie po ścianach, przebijanie opon w samochodach czy głuche i puste postulaty. Tym razem to nie był szczeniacki wybryk, tylko poważne przestępstwo.
- No co z wami? Nie widzę entuzjazmu – oznajmił tonem nieznoszącym sprzeciwu – Dobra, ja zacznę, że tak powiem, przetrę szlaki, a potem sami będziecie chcieli spróbować... Rafał, Błażej, idźcie ją przygotować.
- To znaczy... - zaczął niepewnie Rafał
- Rozbierzcie ją. Do naga – szczególny nacisk położył na ostatnie dwa słowa
Zaprowadzili ją do wnętrza drewnianej chatki. Kobieta próbowała się wyszarpnąć, ale jej starania szły na marne. Błażeja jednak ruszyło sumienie. Nie mógł pozwolić by doszło do tego gwałtu. Wiedział że cała grupa jest pod silnym wpływem lidera i że może liczyć tylko na siebie. Kiedy został trochę z tyłu, wziął zamach i uderzył złączonymi rękoma w kark Rafała. Ten padł nieprzytomny na ziemię. Błażej natychmiast chwycił więzy, którymi skrępowane były ręce kobiety i próbował je rozwiązać. Niestety, do pomieszczenia wszedł także Adam, który postanowił osobiście dopilnować by wszystko poszło zgodnie z planem.
- Co tu się... o ty... - nie dokończył, ponieważ wymierzył Błażejowi silny cios. Następnie wziął go za ubranie i wyprowadził na zewnątrz. Natychmiast przedstawił Kasańskiemu całą sytuację.
- Mati, bierz sznury z bagażnika i zwiąż go – polecił, leć ten miał opory przed wykonaniem zadania. W końcu tym razem miał stanąć przeciw swojego kolei – No już!
Ponaglenie szybko podziałało. Związali go i posadzili w kącie w chatce. Do drugiego kąta przenieśli nieprzytomnego Rafała.
- Co z nim?
- Niech śpi, a my lepiej zajmijmy się naszym gościem – oznajmił szyderczo, zacierając ręce. Pozbawił kobietę ubrań, a potem sam ściągnął swoje. Rzucił ją na materac. Odruchowo złączyła nogi, ale on je rozchylił szeroko i położył się na niej. Niektórzy oglądali te sceny z zaciekawieniem, inni z lekkim przerażeniem. Dłonią przejechał jej po policzku, odkleił taśmę z ust.
- Ty gnoju, tu skurwysynu! - wykrzyczała od razu
- Nie panikuj. Zawsze się trochę gwałci. To tylko penis. Prawdziwy, naturalny, a nie jakieś gumowe dziadostwo z sex shopu.
- Nienawidzę cię. Jesteś popierdolony! Zostaw mnie, natychmiast!
Pozostawał głuchy na jej prośby. Ona krzyczała, natomiast on robił swoje. Płakała, błagała, wiła się, nie mogąc się uwolnić. Czuła się osaczona, upokorzona. On się z niej naśmiewał, gwałcił ją, a pozostali tylko patrzyli. Nikt nie chciał jej pomóc, ba, nawet sami nabierali ochoty by zrobić to samo co Filip. Zdała sobie sprawę, że opór nic nie da. Że to ich tylko bawi, że dla nich jej zachowanie jest żałosne, a może i nawet prowokujące. Poddała się, pragnęła by mieć to jak najszybciej za sobą. Następny był Adam, po nim przyszła kolej na Matiego, a następnie Aleksa. W międzyczasie, Rafał odzyskał przytomność. Uwagę wszystkich skupiały jednak wydarzenia na materacu, więc nikt tego nie zauważył. Za to on widział wszystko. Widział jak jego koledzy gwałcą tę dziewczynę, jak się z niej śmieją, jak ją poniżają. Nie potrafił sobie wyobrazić co w tej chwili czuła. Jednak mimo przerażenia zachował zimną krew. Uznał że najlepiej będzie udawać nieprzytomnego, dopóki wszystko się nie skończy. Dzięki temu nie zmuszą go by zrobił z nią to samo.
Ostatni miał być Mikołaj. Zanim jednak się rozebrał, kucnął przy materacu. Wyciągnął rękę i drżącymi palcami dotknął jej piersi. Natychmiast ją cofnął, jakby miał przed sobą krokodyla, który chce go ugryźć. Potem jednak powtórzył ten ruch, tym razem całą dłonią. Uśmiechnął się, choć był blady i krople potu pojawiły się na jego czole. Drugą dłoń położył na jej udzie. Powoli zaczął przesuwać w stronę krocza, dzieliła go już niewielka odległość, po czym zerwał się i wybiegł na zewnątrz z okrzykiem:
- Nie mogę, nie dam rady!
środa, 7 października 2015
Misja cz. 7
- Ja już zrobiłam matmę, jak tobie idzie z biologią? - Wiktoria zagadnęła Agatę, gdy po południu razem odrabiały zadania domowe. Janocka jednak nie potrafiła się skupić. Wciąż myślała o nieprzyjemnym spotkaniu z Rafałem, wciąż słyszała ten potok słów przepełnionych nienawiścią. Wiedziała że go zraniła, choć nie chciała tego zrobić. Tak naprawdę nie miała na to wpływu, ale mimo to czuła się winna.
- Agata? Co jest? - szturchnęła ją w ramię
- Przepraszam, zamyśliłam się.
- I w międzyczasie napisałaś zaledwie jedno zdanie – zauważyła, spoglądając do zeszytu – Co się stało?
- Przedwczoraj spotkałam na mieście Rafała. Wygarnął mi wszystko.
- Niby co?
- Że jestem głupia i naiwna, że daję sobą pomiatać, że niby nasz związek to dla mnie tylko zabawa, przygoda...
- Palant – prychnęła – Skąd on może wiedzieć jak jest? Jakim prawem cię ocenia? - nie kryła swojego oburzenia
- Zawiodłam go. Rozczarowałam. On się zakochał, a ja...
- Przestań, Aga – przerwała stanowczo – To nie twoja wina że wybrał dziewczynę, która nie odwzajemnia jego uczuć. To jeszcze nie powód, by cię nienawidzić. Przecież wiesz jak to jest z uczuciami. Często nie masz na nie wpływu. Przecież nie powiesz „chcę się w tobie zakochać” i nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, tak się stanie.
- Mimo wszystko mogłam to lepiej rozegrać.
- To nie twoja wina, zrozum. To on się zakochał i to on ma problem. Nie może cię do niczego zmusić. To on musi sobie z tym poradzić.
- I właśnie tym lekiem ma być nienawiść do mnie, tak? Dziękuję bardzo – westchnęła
- Olej go – poradziła Wiktoria – Jemu właśnie o to chodziło, żeby zachwiać twoją równowagą, żebyś straciła pewność siebie i poczuła się winna. Nie daj się wciągnąć w jego psychologiczne gierki.
- Łatwo ci mówić. To nie tobie powiedział to wszystko prosto w oczy.
- Lepiej dla niego. Jak bym mu strzeliła w pysk to cała szkoła by się z niego śmiała że dał się pobić dziewczynie – odparła bojowo
- Wiki, proszę cię...
- Dobra, wracamy do zadań. Rób tą biologię, bo wiesz że u mnie z tym słabo. Ja się biorę za angielski.
Wiktoria jednak nie zamierzała tak tego zostawić. Widziała że to co powiedział Rafał, zabolało jej ukochaną. Poprzysięgła mu zemstę. Sama jednak nie zamierzała porywać się na wyższego i silniejszego chłopaka, dlatego też o pomoc poprosiła przyjaciół – Janka i Artura. Opowiedziała im o wszystkim, wyjaśniła sytuację. Obiecali że wybiją Rafałowi z głowy te wszystkie głupoty. Dosłownie.
Rafał akurat szedł na spotkanie grupy, kiedy postanowili go zaatakować. Jeden stanął na jego drodze, drugi zaś stanął za nim.
- Cześć Rafał – Artur przywitał go cynicznie – Pozdrowienia od Agaty.
Kiedy tylko chłopak usłyszał te słowa, od razu odczytał ich zamiary. Nie czekając ani chwili uskoczył w bok, spodziewając się ataku z tyłu. Tamci jednak nie zniechęcili się jego sprytnym ruchem. Ruszyli na niego we dwóch. Holt złapał jednego i pchnął na drugiego, po czym sam przeszedł do ataku. Janek otrzymał silny cios w policzek, jednak Artur dzięki temu miał chwilę by zatrzymać przeciwnika. Siłowali się przez chwilę, aż obaj padli na ziemię. Rafał przez moment był przygnieciony ciężarem rywala, ale nie stracił zimnej krwi i zdołał się obrócić, tak że teraz to on był na górze.
- I co teraz? - spytał zadowolony z siebie, uciskając lekko jego szyję. Chciał się rozejrzeć gdzie jest Janek, lecz w tym momencie było już za późno. Chłopak przełożył mu ramię pod głową i odciągnął od kolegi.
- Dawaj. Lej go – zachęcił Artura, który wziął zamach i uderzył Rafała w twarz. Cios był tak silny, że Janek ledwo go utrzymał. Jego kolega znów odchylił rękę, lecz nagle ktoś go chwycił za nadgarstek i wykręcił go.
- Ładnie to tak? Dwóch na jednego? - spytał spokojnym tonem Krzyśpan, który przechodząc nieopodal wraz z Marcinem Ruterem, zauważył bójkę i postanowił wspomóc Rafała.
- Może wyrównamy szanse – wtrącił się Marcin, chwytając Janka za włosy i tym samym zmuszając do wypuszczenia Rafała. Brunet złapał oddech, odsunął się na bok i z lekkim przerażeniem, ale też i z podziwem obserwował kolegów w akcji.
- Tknijcie go jeszcze raz, a spotkacie się ze skalpelem na ostrym dyżurze – zagroził Krzysztof, kiedy uznał że już wystarczająco pobili obu nastolatków. Następnie wraz z Marcinem i Rafałem oddalili się.
- Co to za jedni? Znasz ich? - wypytywał Rafała kilka chwil później
- Są z mojej klasy, ale nie wiem o co im chodziło. Może ktoś ich na mnie napuścił.
- Kto?
- Nie mam pojęcia – skłamał, nie chcąc zdradzić że to Agata stoi za wszystkim. Z drugiej strony nie mógł uwierzyć że dziewczyna nasłała kolegów, żeby go pobili. To do niej nie pasowało. Chyba że komuś się wyżaliła... ale im? Facetom? Nigdy. To musiała być dziewczyna. I nagle wszystko stało się dla niego jasne... Wiktoria.
- Dowiem się – zapewnił. Postanowił udać że potrzebuje trochę czasu, dla zachowania pozorów. Niestety, nie pomyślał o tym że jeśli wyda Wiktorię to celem stanie się także Agata...
Następnego dnia Janek i Artur nie pojawili się w szkole. Tylko Rafał wiedział jaki jest tego powód, ale nie zamierzał tego zdradzać. Pewnie mieli wiele śladów po walce, podczas gdy on tylko miał zaschniętą krew po rozcięciu na wardze. Nie było to za bardzo widoczne, trzeba było stanąć naprzeciw niego w niedużej odległości by to dostrzeć. Pierwszą osobą był Sebastian, który postanowił wyjaśnić dlaczego Marta dziwnie się zachowuje w jego obecności.
- Co ty, biłeś się?
- A nawet jeśli to co? Nie wolno.
- Dobra, dobra – odpuścił – Ja do ciebie i tak w innej sprawie.
- No? - mruknął zaciekawiony
- Co chcesz od Marty?
- Mówiła coś? - lekko zmrużył oczy
- Właśnie nic nie chce mówić. Widziałem was razem. Co jej powiedziałeś?
- Nie twoja sprawa – odparł z wyższością – A ta twoja Marta... jak będzie trzymać język za zębami to nie ma się czego bać.
- Ty gnoju – wycedził przez zęby, z trudem się powstrzymując by go nie zaatakować – Jeśli jej choć jeden włos z głowy spadnie to pożałujesz, rozumiesz?
- Patrzcie państwo, jaki bohater się znalazł – rzekł szyderczo – Co, nagle big love cię wzięło?
- A może? Ale co ty o tym możesz wiedzieć, skoro ty chcesz mieć Agatę na wyłączność. Właśnie tak jest, ty jej nie kochasz, ty po prostu chcesz ją mieć, jak zabawkę, jak rzecz. Równie dobrze mogłaby być twoją niewolnicą. Masz w dupie jej uczucia, tylko twoje się liczą.
- Zamknij się.
- Prawda boli, co? Zostaw Martę w spokoju, tak będzie dla ciebie lepiej.
- Nie mów mi co mam robić. I nie zadzieraj ze mną, bo już dwóch takich było. Janek i Artur. Poczekaj aż się w końcu pojawią w szkole, zrozumiesz dlaczego.
- A idź do diabła – machnął ręką i poszedł w głąb korytarza.
Rafał jeszcze przez chwilę analizował tę rozmowę, po czym wrócił myślami do wczorajszego spotkania. „To będzie akcja jakiej jeszcze nie było. Teraz wchodzimy na najwyższy poziom. Tylko najlepsi, najodważniejsi są w stanie tego dokonać, dlatego nie każdy będzie musiał brać w tym udział. Rozumiem że nie każdy jest gotowy, w końcu jest to coś nowego, coś czego jeszcze nie zrobiliśmy. Teraz pokażemy swoją siłę, teraz będą musieli się z nami liczyć” - mówił Kasa na wczorajszym zebraniu. Dał im dwadzieścia cztery godziny na zastanowienie się. Ale Rafał był już zdecydowany. Chciał wziąć w tym udział. Chciał to zrobić. To mu naprawdę pomagało, dzięki temu czuł się silniejszy. Nie bał się już mówić tego co myśli, nie bał się że coś pójdzie nie tak, nie bał się niczego.
- Agata? Co jest? - szturchnęła ją w ramię
- Przepraszam, zamyśliłam się.
- I w międzyczasie napisałaś zaledwie jedno zdanie – zauważyła, spoglądając do zeszytu – Co się stało?
- Przedwczoraj spotkałam na mieście Rafała. Wygarnął mi wszystko.
- Niby co?
- Że jestem głupia i naiwna, że daję sobą pomiatać, że niby nasz związek to dla mnie tylko zabawa, przygoda...
- Palant – prychnęła – Skąd on może wiedzieć jak jest? Jakim prawem cię ocenia? - nie kryła swojego oburzenia
- Zawiodłam go. Rozczarowałam. On się zakochał, a ja...
- Przestań, Aga – przerwała stanowczo – To nie twoja wina że wybrał dziewczynę, która nie odwzajemnia jego uczuć. To jeszcze nie powód, by cię nienawidzić. Przecież wiesz jak to jest z uczuciami. Często nie masz na nie wpływu. Przecież nie powiesz „chcę się w tobie zakochać” i nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, tak się stanie.
- Mimo wszystko mogłam to lepiej rozegrać.
- To nie twoja wina, zrozum. To on się zakochał i to on ma problem. Nie może cię do niczego zmusić. To on musi sobie z tym poradzić.
- I właśnie tym lekiem ma być nienawiść do mnie, tak? Dziękuję bardzo – westchnęła
- Olej go – poradziła Wiktoria – Jemu właśnie o to chodziło, żeby zachwiać twoją równowagą, żebyś straciła pewność siebie i poczuła się winna. Nie daj się wciągnąć w jego psychologiczne gierki.
- Łatwo ci mówić. To nie tobie powiedział to wszystko prosto w oczy.
- Lepiej dla niego. Jak bym mu strzeliła w pysk to cała szkoła by się z niego śmiała że dał się pobić dziewczynie – odparła bojowo
- Wiki, proszę cię...
- Dobra, wracamy do zadań. Rób tą biologię, bo wiesz że u mnie z tym słabo. Ja się biorę za angielski.
Wiktoria jednak nie zamierzała tak tego zostawić. Widziała że to co powiedział Rafał, zabolało jej ukochaną. Poprzysięgła mu zemstę. Sama jednak nie zamierzała porywać się na wyższego i silniejszego chłopaka, dlatego też o pomoc poprosiła przyjaciół – Janka i Artura. Opowiedziała im o wszystkim, wyjaśniła sytuację. Obiecali że wybiją Rafałowi z głowy te wszystkie głupoty. Dosłownie.
Rafał akurat szedł na spotkanie grupy, kiedy postanowili go zaatakować. Jeden stanął na jego drodze, drugi zaś stanął za nim.
- Cześć Rafał – Artur przywitał go cynicznie – Pozdrowienia od Agaty.
Kiedy tylko chłopak usłyszał te słowa, od razu odczytał ich zamiary. Nie czekając ani chwili uskoczył w bok, spodziewając się ataku z tyłu. Tamci jednak nie zniechęcili się jego sprytnym ruchem. Ruszyli na niego we dwóch. Holt złapał jednego i pchnął na drugiego, po czym sam przeszedł do ataku. Janek otrzymał silny cios w policzek, jednak Artur dzięki temu miał chwilę by zatrzymać przeciwnika. Siłowali się przez chwilę, aż obaj padli na ziemię. Rafał przez moment był przygnieciony ciężarem rywala, ale nie stracił zimnej krwi i zdołał się obrócić, tak że teraz to on był na górze.
- I co teraz? - spytał zadowolony z siebie, uciskając lekko jego szyję. Chciał się rozejrzeć gdzie jest Janek, lecz w tym momencie było już za późno. Chłopak przełożył mu ramię pod głową i odciągnął od kolegi.
- Dawaj. Lej go – zachęcił Artura, który wziął zamach i uderzył Rafała w twarz. Cios był tak silny, że Janek ledwo go utrzymał. Jego kolega znów odchylił rękę, lecz nagle ktoś go chwycił za nadgarstek i wykręcił go.
- Ładnie to tak? Dwóch na jednego? - spytał spokojnym tonem Krzyśpan, który przechodząc nieopodal wraz z Marcinem Ruterem, zauważył bójkę i postanowił wspomóc Rafała.
- Może wyrównamy szanse – wtrącił się Marcin, chwytając Janka za włosy i tym samym zmuszając do wypuszczenia Rafała. Brunet złapał oddech, odsunął się na bok i z lekkim przerażeniem, ale też i z podziwem obserwował kolegów w akcji.
- Tknijcie go jeszcze raz, a spotkacie się ze skalpelem na ostrym dyżurze – zagroził Krzysztof, kiedy uznał że już wystarczająco pobili obu nastolatków. Następnie wraz z Marcinem i Rafałem oddalili się.
- Co to za jedni? Znasz ich? - wypytywał Rafała kilka chwil później
- Są z mojej klasy, ale nie wiem o co im chodziło. Może ktoś ich na mnie napuścił.
- Kto?
- Nie mam pojęcia – skłamał, nie chcąc zdradzić że to Agata stoi za wszystkim. Z drugiej strony nie mógł uwierzyć że dziewczyna nasłała kolegów, żeby go pobili. To do niej nie pasowało. Chyba że komuś się wyżaliła... ale im? Facetom? Nigdy. To musiała być dziewczyna. I nagle wszystko stało się dla niego jasne... Wiktoria.
- Dowiem się – zapewnił. Postanowił udać że potrzebuje trochę czasu, dla zachowania pozorów. Niestety, nie pomyślał o tym że jeśli wyda Wiktorię to celem stanie się także Agata...
Następnego dnia Janek i Artur nie pojawili się w szkole. Tylko Rafał wiedział jaki jest tego powód, ale nie zamierzał tego zdradzać. Pewnie mieli wiele śladów po walce, podczas gdy on tylko miał zaschniętą krew po rozcięciu na wardze. Nie było to za bardzo widoczne, trzeba było stanąć naprzeciw niego w niedużej odległości by to dostrzeć. Pierwszą osobą był Sebastian, który postanowił wyjaśnić dlaczego Marta dziwnie się zachowuje w jego obecności.
- Co ty, biłeś się?
- A nawet jeśli to co? Nie wolno.
- Dobra, dobra – odpuścił – Ja do ciebie i tak w innej sprawie.
- No? - mruknął zaciekawiony
- Co chcesz od Marty?
- Mówiła coś? - lekko zmrużył oczy
- Właśnie nic nie chce mówić. Widziałem was razem. Co jej powiedziałeś?
- Nie twoja sprawa – odparł z wyższością – A ta twoja Marta... jak będzie trzymać język za zębami to nie ma się czego bać.
- Ty gnoju – wycedził przez zęby, z trudem się powstrzymując by go nie zaatakować – Jeśli jej choć jeden włos z głowy spadnie to pożałujesz, rozumiesz?
- Patrzcie państwo, jaki bohater się znalazł – rzekł szyderczo – Co, nagle big love cię wzięło?
- A może? Ale co ty o tym możesz wiedzieć, skoro ty chcesz mieć Agatę na wyłączność. Właśnie tak jest, ty jej nie kochasz, ty po prostu chcesz ją mieć, jak zabawkę, jak rzecz. Równie dobrze mogłaby być twoją niewolnicą. Masz w dupie jej uczucia, tylko twoje się liczą.
- Zamknij się.
- Prawda boli, co? Zostaw Martę w spokoju, tak będzie dla ciebie lepiej.
- Nie mów mi co mam robić. I nie zadzieraj ze mną, bo już dwóch takich było. Janek i Artur. Poczekaj aż się w końcu pojawią w szkole, zrozumiesz dlaczego.
- A idź do diabła – machnął ręką i poszedł w głąb korytarza.
Rafał jeszcze przez chwilę analizował tę rozmowę, po czym wrócił myślami do wczorajszego spotkania. „To będzie akcja jakiej jeszcze nie było. Teraz wchodzimy na najwyższy poziom. Tylko najlepsi, najodważniejsi są w stanie tego dokonać, dlatego nie każdy będzie musiał brać w tym udział. Rozumiem że nie każdy jest gotowy, w końcu jest to coś nowego, coś czego jeszcze nie zrobiliśmy. Teraz pokażemy swoją siłę, teraz będą musieli się z nami liczyć” - mówił Kasa na wczorajszym zebraniu. Dał im dwadzieścia cztery godziny na zastanowienie się. Ale Rafał był już zdecydowany. Chciał wziąć w tym udział. Chciał to zrobić. To mu naprawdę pomagało, dzięki temu czuł się silniejszy. Nie bał się już mówić tego co myśli, nie bał się że coś pójdzie nie tak, nie bał się niczego.
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)