Obserwowała okolice pętli tramwajowej już od kilku minut. Umówiła się z Malewskim na dziewiętnastą, choć zjawiła się tam znacznie wcześniej. Z jakiegoś, nawet sobie nieznanego powodu, chciała zobaczyć skąd przyjdzie i upewnić się że mężczyzna jest sam. Skarciła się w myślach za przesadną podejrzliwość, jednak były to zaledwie słowa. Mimo wszystko chciała zachować maksymalną ostrożność. Oddaliła się nieco od oświetlonej alejki, spacerowała między drzewami, usiłując pozostać niezauważoną.
Malewski, niewysoki i nieco zaokrąglony brunet, ubrany w jasny płaszcz i czarne spodnie, przyjechał tramwajem. Marta spostrzegła go, gdy kroczył pewnie w stronę parku, zostawiając już za sobą ulicę, przejście dla pieszych i przystanek. Mężczyzna minął dwie ławki, zatrzymał się przy trzeciej. Rozejrzał się dookoła, po czym spojrzał na zegarek. Obserwowała go jeszcze przez chwilę. Trwał w bezruchu, ze spuszczoną głową, jakby ktoś zamienił go w kamienny posąg. Powoli ruszyła w jego kierunku, upewniając się, że w pobliżu nie ma żadnych innych osób.
- Nie chciałeś rozmawiać na komendzie – zagaiła, stając naprzeciw niego
- Byłem bardzo zajęty, a stary ciskał piorunami gdzie tylko się dało – rozłożył bezradnie ręce – Co się dzieje? Zerwaliśmy przecież kontakt, kiedy sprawa została zamknięta. Ani razu się nie odezwałaś i raczej nie miałaś zamiaru tu przyjeżdżać.
- Coś przeoczyliśmy – oznajmiła z przekonaniem graniczącym z pewnością – Mój ojciec mnie szukał. Ale nie było dane nam się spotkać, bo się zastrzelił. Rozumiesz?
- Nie bardzo – westchnął pod nosem – Co chcesz przez to powiedzieć?
- Ktoś nie chciał żebyśmy się spotkali. Pytanie brzmi: kto i dlaczego?
Spojrzała mu prosto w oczy, jakby w nich miała odnaleźć odpowiedź. Zbity z tropu mężczyzna odwrócił głowę. Śmiała teoria i pewność siebie brunetki zaskoczyły go.
- Czekaj, czekaj – zaczął po chwili zastanowienia – Jeżeli łączysz te dwie sprawy ze sobą... Dlaczego to on zginął, a ty tu stoisz i rozmawiasz ze mną? Marta, pomyśl. To ciebie szukali, to ty miałaś być ofiarą. Porwali cię, a ty im zwiałaś i ich pogrążyłaś. To się nie klei.
- A co jeśli to próba wyciągnięcia mnie z kryjówki?
- W takim razie skuteczna – mimowolnie uniósł kąciki ust – Dlaczego w takim razie jeszcze nic ci się nie stało?
Nie potrafiła tego wyjaśnić. Nie była w stanie złożyć jakiejkolwiek sensownej koncepcji, o którą mogłaby oprzeć poszczególne teorie. Wszystko było dziełem jej intuicji, przypuszczeń i wyobraźni. Nic, co mogłaby udowodnić.
- Nadal jednak coś tu śmierdzi – nie zamierzała tak łatwo odpuścić – Przekonywałeś mnie że mój mąż jest wtyką. Pokazywałeś zdjęcia, jego bilingi. Chciałeś żebym w to wierzyła.
- Takie miałem informacje. Wszystko się zgadzało.
- Tak się zgadzało że w ogóle nawet nie był podejrzany! - krzyknęła, po czym natychmiast się rozejrzała czy w pobliżu nie ma osób trzecich – Dlaczego? To był twój pomysł?
- Marta, ja sam myślałem że on ma coś za uszami – usiłował przekonać ją, że jego działanie nie było celowe – Inny komisarz dość sprawnie manipulował informacjami. Kiedy się zorientowałem, było już za późno. Nie mogłem ci powiedzieć, dla twojego dobra.
- Dla mojego dobra, tak? - powtórzyła drwiąco – Dla mojego dobra odciąłeś mnie od jedynego faceta, którego kochałam! Że ja byłam taka głupia i cię posłuchałam!
- Właśnie o tym mówię. Rzuciłabyś to wszystko w cholerę, narażając i siebie, i jego – wyjaśnił, zachowując spokój – W tamtej chwili liczyło się przede wszystkim twoje bezpieczeństwo. Nie mogliśmy ryzykować.
- Co to za komisarz? Kto to taki? Żyje? Siedzi? - ożywiła się nagle po chwili zastanowienia
- Nie idź w to – poradził jej, ale pozostała nieugięta i wciąż czekała na odpowiedź – Dobrze, ale pod jednym warunkiem.
Uniosła brwi zaintrygowana. Była w stanie zrobić wiele, lecz tym razem w granicach zdrowego rozsądku. Nie wiedziała przecież na ile cenna okaże się wskazówka. Mogła być tak samo bezwartościowa, jak i okazać się punktem zwrotnym.
- Nie pisz, nie dzwoń, nie przychodź. Nie znamy się i tej rozmowy wcale nie było.
- Boisz się?
- Nie chcę mieć z tym nic wspólnego. Ta sprawa wiele mnie kosztowała i nie chcę do niej wracać.
- Dobrze – skinęła głową – Tyle mogę dla ciebie zrobić. Mów.
Kilka kolejnych zdań mężczyzna powiedział jej na ucho. Nie zamierzał jej powstrzymywać. Nie interesował go jej dalszy los, kolejne kroki. On zrobił swoje przed laty i nie był nic jej winien.
Ciszę i spokój w mieszkaniu Stawarskiego przerwała wizyta Maćka i Mateusza. Głośne i uporczywe pukanie do drzwi zmusiło komisarza do opuszczenia miejsca przed telewizorem. Mężczyzna nie krył zaskoczenia na widok czarnowłosego, szczególnie że tym razem nie był sam. O ile spodziewał się iż mężczyzna tak łatwo nie złoży broni i będzie drążył, o tyle Maciek wrócił szybciej niż przewidywał.
- Napijecie się czegoś? - zaproponował, wpuszczając ich do środka
- Nie przyszliśmy tu na herbatkę – odparł sucho Maciek
- Domyślam się. Skoro uprzejmości mamy za sobą to przejdźmy do rzeczy.
- Chcemy porozmawiać o Dawidzie Kamińskim – wtrącił Mateusz, na co Stawarski machnął ręką
- Dawne czasy. Ale... no tak... - uśmiechnął się podejrzliwie – Przecież razem z Dawidem zajmowaliśmy się tym handlem żywym towarem przed trzema laty. Nie mam nic do dodania. Powiedziałem już, co miałem do powiedzenia.
- Tylko że Kamiński nie żyje.
Artur pokręcił głową z niedowierzaniem. Przenosił wzrok to na Mateusza, to na Maćka, ale poważne miny kolegów po fachu dały mu do zrozumienia, że to nie jest blef ani tym bardziej okrutny żart.
- Jak to się stało? - zapytał zaniepokojony
- Zbyt duża dawka alkoholu. Niby taki banał, a jednak... - blondyn skrzywił się z niesmakiem – Wiem że minęło sporo czasu odkąd przestaliście razem pracować, ale... może utrzymywaliście ze sobą kontakt?
Mężczyzna przysiadł na kanapie i ukrył twarz w dłoniach. Maciek i Mateusz wymienili spojrzenia. Brunet czuł że coś jest na rzeczy. Stawarski za bardzo przejął się tym co usłyszał.
- Dawid mnie znienawidził. Doniosłem na niego że nie panuje nad nerwami. Na jednej z akcji o mało nie zastrzelił podejrzanego, gdy ten chciał uciec przez balkon. Musiałem to zrobić.
- Czyli nie rozmawialiście ze sobą – podsumował Mateusz
- Kto wiedział o naszym porannym spotkaniu? - rzucił Maciek, patrząc na sprawę z innego punktu widzenia
- No właściwie to nasza trójka – rozłożył bezradnie ręce – No może jeszcze mój partner, był w biurze podczas mojej rozmowy z Mateuszem.
- Jak on się nazywa?
- Rafał Malewski. Ale... chyba go nie podejrzewasz? Przecież on nawet nie brał udziału w tym śledztwie przed trzema laty.
Maciek przewrócił oczami i westchnął ciężko. Sprawa była na tyle skomplikowana, że nawet przy takich detalach nie mógł myśleć zero-jedynkowo. Argument Artura nie był wystarczająco dobry, by mógł uznać że należy pominąć jego partnera w tej sprawie.
- Kamiński umiera na kilkanaście godzin przed naszym spotkaniem. Tak jakby ktoś przewidział mój kolejny krok i postanowił mnie uprzedzić. To logiczne że jeśli u ciebie odbiję się od ściany, to spróbuję się dowiedzieć czegoś u drugiego komisarza.
- Zaraz, zaraz. Mnie też o coś podejrzewasz?
- Nie byłeś zbyt rozmowny – odparł tajemniczo
Rozmowę przerwał dźwięk telefonu Kupczyka. Podczas gdy on odebrał połączenie, Maciek był bliski kłótni ze Stawarskim. Artur uważał że czarnowłosy jest przewrażliwiony na punkcie tej sprawy, a jego teorie są absurdalne.
- Zbieramy się – Mateusz zwrócił się do Maćka, wciąż ściskając w ręku telefon – Po drodze ci opowiem.
Wiadomość, którą otrzymał Mateusz dawała nadzieję na spory postęp w sprawie. Na komendę zadzwonił sąsiad Kamińskiego, informując że jakaś podejrzana postać próbuje się dostać do mieszkania byłego policjanta. Zbliżając się do kamienicy, komisarze wyłączyli syrenę, by nie spłoszyć osobnika, o ile jeszcze tam był.
Na miejsce dotarli jako pierwsi, przed funkcjonariuszami, którzy wyruszyli w drogę z komendy. Szybko pokonali schody, które doprowadziły ich na drugie piętro. Na korytarzu nie spotkali jednak nikogo. Wymienili porozumiewawcze spojrzenia. Mateusz skinął głową. Rozumieli się jak za dawnych czasów. Zgodnie wyciągnęli bronie. Czarnowłosy nacisnął klamkę, uchylił lekko drzwi i jako pierwszy wślizgnął się do środka. Skierował się w stronę pokoju, zaś jego towarzysz w przeciwną. Rozglądał się uważnie, kiedy usłyszał zdecydowany głos blondyna. Natychmiast zdecydował się do niego dołączyć.
- Nie ruszaj się! A teraz powoli odłóż latarkę i ręce na głowę.
Postać posłusznie wykonała polecenie. Mateusz wciąż do niej celował, a Maciek w tym czasie podniósł latarkę i skierował światło na kaptur. Ponieważ zatrzymany stał plecami do nich, nie mogli jeszcze dostrzec twarzy.
- Odwróć się – nakazał Kupczyk
Maciek wciąż utrzymywał latarkę w takim samym położeniu, oślepiając jej światłem zatrzymanego. Zaskoczony Mateusz opuścił broń, zaś Strzewiński westchnął ciężko.
- Odwołaj patrol – zwrócił się do Mateusza, zaś sam podszedł do kobiety. Skierował na bok wiązkę światła, odczekał chwilę aż oczy brunetki przyzwyczają się do półmroku i będzie w stanie go zobaczyć. Mrugnęła kilkukrotnie, zanim mogła mu się przyjrzeć.
- Cześć Marta – rzucił chłodno, wpatrując się jej prosto w oczy. Głos uwiązł jej w gardle. Nie wiedziała co powiedzieć, jak zareagować. W tej chwili pragnęła zapaść się pod ziemię.
- Nie patrz tak na mnie – wyszeptała błagalnym tonem, a jej oczy się zaszkliły – Proszę cię.
- Tylko tyle masz mi do powiedzenia? - uniósł brwi zdumiony – Marta, naprawdę?!
- Chciałam żebyś się wściekł i to zostawił – wyjaśniła potulnie – Nie mogę cię dłużej narażać... Nie chcę.
- Mam ci pogratulować szlachetności, czy co? - wciąż przemawiała przez niego złość – Za późno. Siedzę w tym po uszy, tak jak ty.
Jej ciałem wstrząsnął nieprzyjemny dreszcz. Zrozumiała że on także nie będzie mógł żyć w spokoju, dopóki nie uda się rozwikłać tej zagadki. Zniszczyła jego dotychczasowe życie, a zastąpiła je sprawa, którą się zajmowali. Sprawa, w którą to ona go wciągnęła, choć wcale nie musiała go dotyczyć.
poniedziałek, 16 grudnia 2019
środa, 13 listopada 2019
Czas nie leczy ran cz. 23
Zmierzająca do Gdańska Marta wciąż nie była świadoma dalszych działań Maćka. Odkąd zniknęła mu z oczu, zostawiwszy list pożegnalny, nie miała z nim kontaktu. Domyślała się iż mężczyzna próbował dzwonić, pisać smsy, ale jej telefon pozostawał niezalogowany do sieci. Nie miała odwagi go włączyć, nie chciała zobaczyć ilości niezrealizowanych połączeń, nie chciała czytać wiadomości pełnych wyrzutów. Czarnowłosy miałby do tego prawo. Znowu obdarzył ją zaufaniem, choć jednak ograniczonym. Zaryzykował, a ona zawiodła. Żałowała tego. Nie tyle samej decyzji, co sposobu w jaki to zrealizowała. Kolejny raz wykonała niewłaściwy ruch, zanim zdążyła go dobrze przemyśleć.
- Idiotka – skwitowała w myślach
Spaliła za sobą ostatni most. Straciła jedyną osobę, na którą mogła liczyć w swojej beznadziejnej sytuacji. Odrzuciła jedyną pomoc, jaką mogła uzyskać. Nie rozumiała z czego to wynika. Dlaczego raniła najbliższych, kiedy chciała ich chronić? Dlaczego każda decyzja obracała się przeciw niej?
Czuła że traci grunt pod nogami. Właściwie to stało się już dawno temu, ale jeszcze przez trzy lata łudziła się, iż panuje nad sytuacją. Teraz zrozumiała jak bardzo się myliła. Teraz, kiedy wszystko się rozsypało, a ona nieporadnie usiłowała to pozbierać do kupy. Rodzice zostali zamordowani, zaś Maciek z pewnością już jej nienawidził i nie chciał w ogóle o niej słyszeć. Zapewne gdyby córka była starsza, także by się od niej odwróciła. Była jednak jeszcze zbyt mała, potrzebowała matki, jej ciepła i bliskości. A ona zostawiła samą, u ciotki którą widziała raz w życiu, jeszcze jako niemowlę, a tym samym nie miała prawa jej pamiętać. Równie dobrze mogłaby ją zostawić na kilka dni u opiekunki albo innej obcej osoby. Jak miała dalej wierzyć w siebie i myśleć pozytywnie? Nie wiedziała nawet kogo ma szukać lub gdzie. Nie miała żadnego punktu zaczepienia, żadnego planu ani pomysłu. Wszystko zależało od jednego spotkania...
Maciek popołudnie spędzał na komendzie przy ulicy Wesołej. Dotychczas mu znane pomieszczenia tym razem wydawały się nieprzyjazne i obce. Czuł jakby znalazł się po drugiej stronie barykady. Krukowski zdawał się być nieco podejrzliwy wobec niego, zaś Mateusz, choć starał się to ukryć, poczuł się urażony wcześniejszymi sugestiami czarnowłosego. W końcu znali się dość dobrze, niegdyś razem pracowali. Dlaczego Maciek miałby być wobec niego podejrzliwy?
- Rozmawiałem z niejaką Aleksandrą Nadajską. Tak, tą co prowadzi śledztwo w sprawie śmierci twoich teściów – oznajmił sucho blondyn, zasiadając przy biurku, naprzeciw Maćka – Nie wiem dlaczego, ale chyba udzielił się jej twój sceptyzm.
- To znaczy? - uniósł brwi zaintrygowany
- Nasza koleżanka po fachu też uważa że to nie jego sprawka. Ale porównamy zebrany materiał dowodowy i być może wtedy nie będzie żadnych wątpliwości.
Czarnowłosy uśmiechnął się pogardliwie. Jak dobrze znał Mateusza, tak tym razem nie rozumiał jego postawy. Przecież był dobrym policjantem, bystrym i spostrzegawczym. Nie mógł nabrać się na coś takiego.
- Wygodne rozwiązanie. Zmarli nie mogą się bronić.
- O co ci chodzi? - warknął, mierząc go wzrokiem
- Były glina dopuszcza się zbrodni i poszlaki trzyma sobie w tapczanie, zamiast się ich skutecznie pozbyć. Tak, poszlaki, bo sam magazynek czy jakieś wydruki z komputera jeszcze o niczym nie świadczą. To za mało na dowód. Nie widzisz tego czy nie chcesz widzieć?
Mateusz westchnął zrezygnowany. Prawdopodobnie w przypadkowym śledztwie byłby skłonny zgodzić się z nim. Przecież tok rozumowania czarnowłosego był prawidłowy.
- A ty co widzisz? - nadal szedł w zaparte – Że ktoś sprzątnął Kamińskiego i podrzucił mu te rzeczy, byśmy myśleli że to jego sprawka? Okej, w takim razie kto? Bo dlaczego to chyba wiemy. I jak zamierzasz udowodnić udział osób trzecich, skoro wszystko wskazuje na to że facet się zachlał?
- To akurat twój problem, którego starasz się uniknąć – rzucił ostro – Nie interesuje mnie Kamiński ani wygodne rozwiązanie sprawy. Interesuje mnie prawda.
- Maciek, do cholery – warknął, chcąc przywołać go do porządku – Wszystko przez tę twoją Martę. Odbiło ci gdy zginęła. Ja rozumiem że ty ją kochałeś, ale... to było dawno, powinieneś zająć się sobą, ułożyć sobie życie na nowo i cieszyć się nim, zamiast grzebać w sprawach, które właściwie ciebie nie dotyczą.
Mężczyzna pokiwał głową. Wyglądało na to że jego były partner nie ma większego pojęcia o sprawie sprzed trzech lat i nie wie że Marta upozorowała swoją śmierć. Tym samym mógł go ostatecznie wykluczyć z grona podejrzanych. Dotychczas chciał w to wierzyć, teraz już zyskał przekonanie. Poczuł ulgę, mimo pewnych wyrzutów sumienia. Nie łatwo było się przyznać że zwątpił w partnera.
- Stawarski – oznajmił nagle cicho – Przecież Stawarski pracował z Kamińskim.
- Ale... myślisz że to jego sprawka czy może być zagrożony?
- Sam nie wiem – wzruszył ramionami – Ale chyba musimy z nim się spotkać.
Po przybyciu do Gdańska Marta od razu zdecydowała się pojechać na komendę przy ulicy Mickiewicza. To tam kiedyś pracował komisarz, który poprowadził ją przez całą sprawę. To on pomógł jej upozorować wypadek, w którym rzekomo zginęła. On zapewnił jej nowe dokumenty, schronienie, pieniądze na start. On kontaktował się z nią przez kolejne dwa lata, informując o postępach w śledztwie. Aż w końcu to właśnie on oznajmił że banda została ostatecznie rozbita, że zagrożenie minęło i kobieta jest już bezpieczna. Zamierzała podzielić się z nim swoimi odkryciami i podejrzeniami. Mężczyzna być może nawet nie miał pojęcia, iż ktoś został w tej sprawie pominięty, a po latach próbuje się zemścić.
- Dzień dobry, szukam starszego aspiranta Malewskiego – oznajmiła dyżurnemu, licząc na jego pomoc
- A pani w jakiej sprawie?
- Byłam świadkiem pobicia i przypomniał mi się pewien, być może istotny, szczegół – skłamała, nie chcąc zdradzać przypadkowym osobom prawdziwych powodów
- Pójdzie pani po schodach na górę, na drugie piętro, potem korytarzem w prawo i trzecie drzwi po lewo.
- Dziękuję! - rzuciła, po czym szybko wbiegła po schodach na górę. Drzwi od biura komisarzy były lekko uchylone. Wkroczyła do środka zdecydowanie, wyprostowana, pewna siebie. Stwarzała pozory. Nie zamierzała okazywać swojej słabości, na pewno nie tak od razu. Stanęła przy biurku Malewskiego i skrzyżowała ręce na piersi.
- Cześć Paweł – wypaliła brunetka, zanim jeszcze zwrócił na nią uwagę. Mężczyzna przyjrzał się jej uważnie i powoli podniósł z fotela.
- Co ty tu robisz? - nie krył zdumienia jej obecnością, ale też nie pałał entuzjazmem. Jakby przeczuwał że pojawienie się Marty niesie ze sobą spore kłopoty. Przecież zerwali kontakt blisko rok temu, po oficjalnym zamknięciu sprawy handlu żywym towarem. Nie odwiedziłaby go tak po prostu, bez powodu albo chociażby w celu podziękowania za pomoc.
- Musimy pogadać. Wiesz o czym – oznajmiła poważnym tonem
- Jestem zajęty – w odpowiedzi wskazał na swoje biurko
- Mam czas, mogę poczekać.
- Dobra – westchnął ciężko – Widzimy się o dziewiętnastej w parku Oliwskim, przy pętli tramwajowej. Okej?
- Okej – rzuciła niezbyt zadowolona. Nie chciała czekać, ale z jakiegoś powodu Malewski nie chciał rozmawiać na komendzie. Obawiał się kogoś? Podsłuchów, kolegów? Być może jego udział w tej sprawie nie był zbyt głośny i nie chciał go zdradzać.
Przez moment pomyślała, iż policjant potrzebuje czasu na przygotowanie się do spotkania. Ale do czego miałby się przygotować? Przez jej głowę przemknęły czarne myśli. Mógłby celowo ją wprowadzić w błąd? Byłby skłonny ją wystawić? Była nieco przewrażliwiona, a tym samym niczym zbyt podejrzliwa. Szybko ucięła te rozważania. Nie chciała popełnić kolejnego błędu, zaś daleko wysunięte teorie spiskowe w żaden sposób nie pomagały. Tym bardziej że nie miała żadnych podstaw ku temu, by tak sądzić. W tym momencie nieoceniona okazałaby się pomoc Maćka. Mężczyzna miał więcej dystansu i mógł spojrzeć na wszystko z trochę innego punktu widzenia. Mógłby pomóc jej w odnalezieniu resztek zdrowego rozsądku.
Resztę popołudnia wykorzystała na zapewnienie sobie noclegu oraz uzupełnieniu braków w organizmie. Zjadła porządny obiad i wypiła dwie herbaty. Zastanawiała się jak rozegrać rozmowę z Malewskim. Zaatakować, oskarżając o niedokładne przeprowadzenie śledztwa czy udawać roztrzęsioną, wystraszoną i bezradną, próbując wzbudzić jego litość? Tym razem musiała odrzucić jakiekolwiek pobudki wynikające z jej charakteru i przekonań, by móc zdecydować co będzie dla niej lepsze. Tylko jednego była pewna. Musiała na siebie uważać.
- Idiotka – skwitowała w myślach
Spaliła za sobą ostatni most. Straciła jedyną osobę, na którą mogła liczyć w swojej beznadziejnej sytuacji. Odrzuciła jedyną pomoc, jaką mogła uzyskać. Nie rozumiała z czego to wynika. Dlaczego raniła najbliższych, kiedy chciała ich chronić? Dlaczego każda decyzja obracała się przeciw niej?
Czuła że traci grunt pod nogami. Właściwie to stało się już dawno temu, ale jeszcze przez trzy lata łudziła się, iż panuje nad sytuacją. Teraz zrozumiała jak bardzo się myliła. Teraz, kiedy wszystko się rozsypało, a ona nieporadnie usiłowała to pozbierać do kupy. Rodzice zostali zamordowani, zaś Maciek z pewnością już jej nienawidził i nie chciał w ogóle o niej słyszeć. Zapewne gdyby córka była starsza, także by się od niej odwróciła. Była jednak jeszcze zbyt mała, potrzebowała matki, jej ciepła i bliskości. A ona zostawiła samą, u ciotki którą widziała raz w życiu, jeszcze jako niemowlę, a tym samym nie miała prawa jej pamiętać. Równie dobrze mogłaby ją zostawić na kilka dni u opiekunki albo innej obcej osoby. Jak miała dalej wierzyć w siebie i myśleć pozytywnie? Nie wiedziała nawet kogo ma szukać lub gdzie. Nie miała żadnego punktu zaczepienia, żadnego planu ani pomysłu. Wszystko zależało od jednego spotkania...
Maciek popołudnie spędzał na komendzie przy ulicy Wesołej. Dotychczas mu znane pomieszczenia tym razem wydawały się nieprzyjazne i obce. Czuł jakby znalazł się po drugiej stronie barykady. Krukowski zdawał się być nieco podejrzliwy wobec niego, zaś Mateusz, choć starał się to ukryć, poczuł się urażony wcześniejszymi sugestiami czarnowłosego. W końcu znali się dość dobrze, niegdyś razem pracowali. Dlaczego Maciek miałby być wobec niego podejrzliwy?
- Rozmawiałem z niejaką Aleksandrą Nadajską. Tak, tą co prowadzi śledztwo w sprawie śmierci twoich teściów – oznajmił sucho blondyn, zasiadając przy biurku, naprzeciw Maćka – Nie wiem dlaczego, ale chyba udzielił się jej twój sceptyzm.
- To znaczy? - uniósł brwi zaintrygowany
- Nasza koleżanka po fachu też uważa że to nie jego sprawka. Ale porównamy zebrany materiał dowodowy i być może wtedy nie będzie żadnych wątpliwości.
Czarnowłosy uśmiechnął się pogardliwie. Jak dobrze znał Mateusza, tak tym razem nie rozumiał jego postawy. Przecież był dobrym policjantem, bystrym i spostrzegawczym. Nie mógł nabrać się na coś takiego.
- Wygodne rozwiązanie. Zmarli nie mogą się bronić.
- O co ci chodzi? - warknął, mierząc go wzrokiem
- Były glina dopuszcza się zbrodni i poszlaki trzyma sobie w tapczanie, zamiast się ich skutecznie pozbyć. Tak, poszlaki, bo sam magazynek czy jakieś wydruki z komputera jeszcze o niczym nie świadczą. To za mało na dowód. Nie widzisz tego czy nie chcesz widzieć?
Mateusz westchnął zrezygnowany. Prawdopodobnie w przypadkowym śledztwie byłby skłonny zgodzić się z nim. Przecież tok rozumowania czarnowłosego był prawidłowy.
- A ty co widzisz? - nadal szedł w zaparte – Że ktoś sprzątnął Kamińskiego i podrzucił mu te rzeczy, byśmy myśleli że to jego sprawka? Okej, w takim razie kto? Bo dlaczego to chyba wiemy. I jak zamierzasz udowodnić udział osób trzecich, skoro wszystko wskazuje na to że facet się zachlał?
- To akurat twój problem, którego starasz się uniknąć – rzucił ostro – Nie interesuje mnie Kamiński ani wygodne rozwiązanie sprawy. Interesuje mnie prawda.
- Maciek, do cholery – warknął, chcąc przywołać go do porządku – Wszystko przez tę twoją Martę. Odbiło ci gdy zginęła. Ja rozumiem że ty ją kochałeś, ale... to było dawno, powinieneś zająć się sobą, ułożyć sobie życie na nowo i cieszyć się nim, zamiast grzebać w sprawach, które właściwie ciebie nie dotyczą.
Mężczyzna pokiwał głową. Wyglądało na to że jego były partner nie ma większego pojęcia o sprawie sprzed trzech lat i nie wie że Marta upozorowała swoją śmierć. Tym samym mógł go ostatecznie wykluczyć z grona podejrzanych. Dotychczas chciał w to wierzyć, teraz już zyskał przekonanie. Poczuł ulgę, mimo pewnych wyrzutów sumienia. Nie łatwo było się przyznać że zwątpił w partnera.
- Stawarski – oznajmił nagle cicho – Przecież Stawarski pracował z Kamińskim.
- Ale... myślisz że to jego sprawka czy może być zagrożony?
- Sam nie wiem – wzruszył ramionami – Ale chyba musimy z nim się spotkać.
Po przybyciu do Gdańska Marta od razu zdecydowała się pojechać na komendę przy ulicy Mickiewicza. To tam kiedyś pracował komisarz, który poprowadził ją przez całą sprawę. To on pomógł jej upozorować wypadek, w którym rzekomo zginęła. On zapewnił jej nowe dokumenty, schronienie, pieniądze na start. On kontaktował się z nią przez kolejne dwa lata, informując o postępach w śledztwie. Aż w końcu to właśnie on oznajmił że banda została ostatecznie rozbita, że zagrożenie minęło i kobieta jest już bezpieczna. Zamierzała podzielić się z nim swoimi odkryciami i podejrzeniami. Mężczyzna być może nawet nie miał pojęcia, iż ktoś został w tej sprawie pominięty, a po latach próbuje się zemścić.
- Dzień dobry, szukam starszego aspiranta Malewskiego – oznajmiła dyżurnemu, licząc na jego pomoc
- A pani w jakiej sprawie?
- Byłam świadkiem pobicia i przypomniał mi się pewien, być może istotny, szczegół – skłamała, nie chcąc zdradzać przypadkowym osobom prawdziwych powodów
- Pójdzie pani po schodach na górę, na drugie piętro, potem korytarzem w prawo i trzecie drzwi po lewo.
- Dziękuję! - rzuciła, po czym szybko wbiegła po schodach na górę. Drzwi od biura komisarzy były lekko uchylone. Wkroczyła do środka zdecydowanie, wyprostowana, pewna siebie. Stwarzała pozory. Nie zamierzała okazywać swojej słabości, na pewno nie tak od razu. Stanęła przy biurku Malewskiego i skrzyżowała ręce na piersi.
- Cześć Paweł – wypaliła brunetka, zanim jeszcze zwrócił na nią uwagę. Mężczyzna przyjrzał się jej uważnie i powoli podniósł z fotela.
- Co ty tu robisz? - nie krył zdumienia jej obecnością, ale też nie pałał entuzjazmem. Jakby przeczuwał że pojawienie się Marty niesie ze sobą spore kłopoty. Przecież zerwali kontakt blisko rok temu, po oficjalnym zamknięciu sprawy handlu żywym towarem. Nie odwiedziłaby go tak po prostu, bez powodu albo chociażby w celu podziękowania za pomoc.
- Musimy pogadać. Wiesz o czym – oznajmiła poważnym tonem
- Jestem zajęty – w odpowiedzi wskazał na swoje biurko
- Mam czas, mogę poczekać.
- Dobra – westchnął ciężko – Widzimy się o dziewiętnastej w parku Oliwskim, przy pętli tramwajowej. Okej?
- Okej – rzuciła niezbyt zadowolona. Nie chciała czekać, ale z jakiegoś powodu Malewski nie chciał rozmawiać na komendzie. Obawiał się kogoś? Podsłuchów, kolegów? Być może jego udział w tej sprawie nie był zbyt głośny i nie chciał go zdradzać.
Przez moment pomyślała, iż policjant potrzebuje czasu na przygotowanie się do spotkania. Ale do czego miałby się przygotować? Przez jej głowę przemknęły czarne myśli. Mógłby celowo ją wprowadzić w błąd? Byłby skłonny ją wystawić? Była nieco przewrażliwiona, a tym samym niczym zbyt podejrzliwa. Szybko ucięła te rozważania. Nie chciała popełnić kolejnego błędu, zaś daleko wysunięte teorie spiskowe w żaden sposób nie pomagały. Tym bardziej że nie miała żadnych podstaw ku temu, by tak sądzić. W tym momencie nieoceniona okazałaby się pomoc Maćka. Mężczyzna miał więcej dystansu i mógł spojrzeć na wszystko z trochę innego punktu widzenia. Mógłby pomóc jej w odnalezieniu resztek zdrowego rozsądku.
Resztę popołudnia wykorzystała na zapewnienie sobie noclegu oraz uzupełnieniu braków w organizmie. Zjadła porządny obiad i wypiła dwie herbaty. Zastanawiała się jak rozegrać rozmowę z Malewskim. Zaatakować, oskarżając o niedokładne przeprowadzenie śledztwa czy udawać roztrzęsioną, wystraszoną i bezradną, próbując wzbudzić jego litość? Tym razem musiała odrzucić jakiekolwiek pobudki wynikające z jej charakteru i przekonań, by móc zdecydować co będzie dla niej lepsze. Tylko jednego była pewna. Musiała na siebie uważać.
wtorek, 29 października 2019
Czas nie leczy ran cz. 22
Aleksandra Nadajska nie była zaskoczona telefonem Maćka. Spodziewała się iż prędzej czy później Strzewiński będzie potrzebował jej informacji. W zamian za adres zamieszkania Dawida Kamińskiego, czarnowłosy zmuszony był obiecać iż podzieli się z policjantką ewentualnymi ustaleniami. Teoretycznie mieli ten sam cel – odnaleźć zabójcę Kłosińskich, choć ich wizje były dalekie od spójnych. O ile ona wraz ze swoim partnerem rozmawiała już z byłym komisarzem, o tyle niewiele wniosło to do śledztwa. Czarnowłosy miał jednak nieco inny zbiór danych, inne możliwości i miał szansę to wykorzystać.
Od koleżanki po fachu uzyskał też kilka informacji z życiorysu Kamińskiego, a przede wszystkim ostatnich lat. Parę miesięcy po sprawie prowadzonej ze Stawarskim, ten drugi zgłosił przekroczenie uprawnień przez partnera. Policjant został przebadany przez psychiatrę, a następnie uznany za niepoczytalnego, w wyniku czego skierowano go na leczenie do zamkniętego ośrodka. Opuścił go po pół roku, jednak bez szans na dalszą karierę w policji. Maciek miał wątpliwości co do tego czy oficjalna wersja jest w pełni prawdziwa. Mogła to być forma ostrzeżenia dla komisarza, bądź też celowe działanie jego samego.
Bardziej od kariery zawodowej Kamińskiego i jej schyłku był ciekaw sprawy porwań kobiet, szczególnie udziału Burynowicza, oraz spotkania z prokuratorem Kłosińskim. Za kilka chwil miał uzyskać odpowiedź na dręczące go pytania i dopasować kolejne elementy tej skomplikowanej ukladanki. Wysoka, stara kamienica, z odpadającym tynkiem, odsłaniającym nieco czerwonych cegieł, nie wyglądała zbyt przyjaźnie. Nie zrobiło to na nim jednak większego wrażenia. Bez problemu dostał się do środka, pchnąwszy drzwi do klatki schodowej. Zabezpieczenie domofonem nie miało prawa działać, skoro zamek został wyłamany. Maciek pokręcił głową z niedowierzaniem. Mieszkańcy czuli się na tyle pewnie czy najzwyczajniej w świecie żaden z nich nie zainteresował się tematem? Okolica nie wyglądała ciekawie. Nie zdziwiłby się, gdyby każdy po zmroku nie poruszał się tu bez noża bądź gazu pieprzowego. Sam znał w Krakowie sporo takich miejsc.
Szybko pokonywał kolejne, drewniane schody, puszczając mimo uszu każde skrzypnięcie kolejnych desek, wywołane naciskiem jego stóp. Zatrzymał się na drugim piętrze odetchnął nieco i rozejrzał. Przez niewielkie okno na korytarzu wpadało trochę dziennego światła. Promienie słońca padały na ścianę, pozwalając mu dostrzec wymalowane bądź wydrapane wulgarne napisy. Nie poświęcając im już więcej uwagi, nacisnął na dzwonek. Uśmiechnął się pod nosem. Oczywiście że nie działał. Dlaczego nie był tym faktem zaskoczony? Energicznym ruchem stuknął dwukrotnie w drzwi. Odpowiedziała mu jedynie cisza. Powtórzył ruch, a kiedy wciąż nie usłyszał żadnej reakcji z wewnątrz, delikatnie nacisnął klamkę. Mieszkanie było otwarte. Nie był pewien czy to bardziej instynkt, czy ciekawość, ale coś nakazywało mu zajrzeć do środka. Sięgnął do kieszeni po rękawiczki, wsunął je na dłonie. Od razu spostrzegł uchylone drzwi do jednego z pomieszczeń. Powoli zmierzał w tamtym kierunku, uważnie omijając rozrzucone na podłodze buty i kurtkę. Jeszcze zanim przekroczył próg pokoju, zobaczył ciało. Nienaturalnie blada cera, ręce rozłożone szeroko. Sprawdzenie pulsu było tylko formalnością.
- Niech to szlag – zaklął pod nosem, gdy upewnił się że mężczyzna nie żyje. Sięgnął po telefon i zadzwonił do Nadajskiej.
- Co jest? Co tak szybko? - wypaliła z nutką niepokoju w głosie
- Kamiński nic mi nie powie – oznajmił rozczarowany – Trup.
- Zabójstwo?
- Nie wiem, nie widzę żadnej rany, żadnych śladów. Jest tylko bałagan, butelki po wódce, no i oczywiście on.
- Spadaj stamtąd – poradziła błyskawicznie – Nikt cię nie widział?
- Chyba żartujesz. Powinniśmy się dowiedzieć dlaczego Kamiński jest martwy i czy ktoś mu w tym pomógł.
- Pakujesz się w kłopoty. Nie powinno cię tam być, rozumiesz? - rzuciła zdenerwowana. Maciek nie rozumiał dlaczego kobieta nalegała na przemilczenie sprawy.
- Nie bój się, nie wsypię cię – oznajmił z nadzieją że to ją uspokoi. Współpraca z Nadajską mogła się okazać dość cenna, lecz nie na tyle by bezwzględnie słuchać jej wskazówek. Musiał postawić na swoim. Zakończył połączenie i wybrał kolejny numer. Tym razem zadzwonił na policję.
Kilkanaście minut później pod kamienicą pojawiły się trzy radiowozy, zaś w mieszkaniu zaroiło od policyjnych techników. Pojawił się także patolog oraz dwaj tutejsi policjanci. Były partner Maćka, Mateusz, skupił się na oględzinach miejsca potencjalnej zbrodni, natomiast jego kolega miał za zadanie przesłuchanie czarnowłosego.
- Aspirant Damian Krukowski, Komenda przy ulicy Wesołej w Gdańsku – przedstawił się, zachowując przesadnie poważny wyraz twarzy – Pan znalazł ciało?
- Tak i to ja po was zadzwoniłem – przewrócił oczyma. Kto inny miałby to być, skoro do czasu ich przyjazdu był jedyną żyjącą osobą w tym mieszkaniu?
- Mogę prosić dokument tożsamości? - zapytał, otwierając notes
- Jasne – mruknął, po czym wyjął portfel, a z niego dowód osobisty. Policjant pokiwał głową, kiedy przyjrzał się danym osobowym.
- Maciej Strzewiński, urodzony 23 sierpnia 1985 – szeptał, pomagając sobie w sporządzeniu notatek – Więc to pan znalazł ciało...
Czarnowłosy westchnął cicho. Usiłował odnaleźć pokłady swojej cierpliwości, której zwykle nie było zbyt wiele. Nie mógł dać się sprowokować ani zdradzić prawdziwego powodu wizyty w mieszkaniu Kamińskiego. Im mniej osób wiedziało o jego zamiarach, tym większe szanse miało ich powodzenie.
- Jak pan znalazł się w mieszkaniu?
- Po prostu, nacisnąłem klamkę i wszedłem przez drzwi – odparł niewzruszony – Tak, było otwarte.
- W jakim celu odwiedził pan denata?
- Stary znajomy – skłamał, zgodnie z założeniem przyjętym przed kilkoma minutami – Pomyślałem że jak już jestem w Gdańsku to odwiedzę starego kumpla i zobaczę jak mu się wiedzie.
- Jak widać, już nie wiedzie – skwitował policjant, wywołując politowanie na twarzy Maćka – Miał jakichś bliskich, krewnych?
- Raczej był samotny. Nie jestem pewien, dawno nie rozmawialiśmy.
- Jak dawno?
Dociekliwość aspiranta nieco zirytowała Maćka. Potrzebował chwili zastanowienia przed podaniem odpowiedzi, by dokonać najlepszego wyboru. Nie musiał tego robić, gdyż z opresji wybawił go Mateusz. Klepnął partnera w ramię, zwracając na siebie jego uwagę.
- Ja z nim pogadam, ty leć do techników.
- Ale... co potem napiszę w raporcie?
- Nie martw się, ogarniemy to razem – uśmiechnął się serdecznie do młodszego kolegi. Maciek pokręcił głową z niedowierzaniem.
- Ech, młodzież – skwitował blondyn, kiedy jego partner ich opuścił – Chodźmy na zewnątrz, zapalisz sobie – zaproponował, chcąc przeprowadzić rozmowę z Maćkiem sam na sam. Szybko pokonali schody i znaleźli się przed budynkiem. Mateusz obserwował jak czarnowłosy odpala papierosa, siląc się na groźny wyraz twarzy.
- Wiem po co tu przyszedłeś – oznajmił sucho – Powiedz że nie masz z tym nic wspólnego.
- Mati, proszę cię – Maciek wyglądał bardziej na rozbawionego niż zmartwionego sugestią – Widać że facet jest martwy od kilku godzin.
- Nie było cię tu wcześniej?
- Tak, specjalnie wróciłbym teraz i rżnął głupa żeby odsunąć od siebie podejrzenia – wciąż kpił z teorii spiskowych byłego partnera, ale tym razem w jego głosie pojawiła się irytacja.
- Dobra, trochę przesadzam – spuścił z tonu – Martwię się, bo wiem jak bardzo jesteś zdesperowany.
- Wiesz – powtórzył ironicznie – Gówno wiesz.
- Właśnie o tym mówię! Gdyby Kamiński powiedział coś co by cię wyprowadziło z równowagi...
- Ale nie powiedział, bo nie żyje – nie pozwolił mu dokończyć – Swoją drogą... Czy to nie dziwne?
Maciek lekko przymknął oczy, mierząc partnera wzrokiem. Mateusz nie domyślał się do czego teraz zmierza czarnowłosy.
- Przyjeżdżam do Gdańska, spotykam się ze Stawarskim, który nie chce mówić. Drugim komisarzem prowadzącym interesujące mnie śledztwo był Kamiński. Prawdopodobnie kilka godzin przed moją wizytą umiera. Przypadek?
- Nie wierzysz w przypadki – zauważył blondyn, przypominając sobie często powtarzane niegdyś słowa
- Myślę że są trzy osoby, które wiedziały że trafię do niego. Tożsamości jednej z nich nie mogę zdradzić, obiecałem. Ale ona dopiero dzisiaj dowiedziała się że jestem w Gdańsku, choć jej zachowanie też wzbudziło moje podejrzenia. Drugą jest Stawarski. A trzecią... - zawahał się, wziął głęboki oddech – Trzecią jesteś ty.
- Odbiło ci?! - w jego głosie irytacja mieszała się z przerażeniem – Człowieku, pracowaliśmy razem dwa lata, byliśmy partnerami, ile razy ryzykowaliśmy życiem lub zdrowiem jeden za drugiego?!
Maciek zdawał sobie sprawę że rzucanie podejrzenia na Mateusza jest na wyrost. Doświadczenie i fakty mówiły jednak, iż nie może go pominąć.
- Wysłałeś mnie do Stawarskiego, a o Kamińskim nie wspomniałeś ani słowa – uzasadnił swoje zdanie
- Stawarski wciąż jest gliną, łatwiej było do niego trafić. Skąd miałem wiedzieć że nic konkretnego ci nie powie?
Rozmowę przerwał im telefon Mateusza. Rozgniewany policjant jedynie kiwał głową, mając słuchawkę przy uchu.
- Idziemy na górę – oznajmił szorstko, nie zdradzając żadnych szczegółów. Maciek ruszył za nim w milczeniu, tłumiąc wyrzuty sumienia. Nie mógł sobie pozwolić na chwilę słabości. Nie mógł dopuścić do głosu sentymentów i wrażliwości. Już przy Marcie nie potrafił zachować zimnej krwi i skończyło się to tak, że nie wiedział co się z nią dzieje.
Wrócili do pokoju, w którym znaleziono ciało Kamińskiego. Technicy pochylali się nad otwartym tapczanem, fotografując skrzynię i jej zawartość. Jeden z nich podszedł do komisarzy.
- Znaleźliśmy kilka ciekawych fantów. Magazynek z nabojami, kaliber 9,5 mm. Co ciekawe, nie ma broni. Kasa, dużo kasy. Będzie jakieś piętnaście, może dwadzieścia tysięcy. I wydruk mapy z internetu. Nasz denat interesował się jednym ze szczecińskich osiedli domków jednorodzinnych, ale za tę gotówkę to nawet garażu by tam nie kupił.
Maciek z kamiennym wyrazem twarzy wyminął technika i podszedł do okna. Patrzył gdzieś daleko przed siebie, w niewidoczny dla innych punkt. Jego oddech zwolnił, stał się nieco cięższy. Wbrew pozorom, daleko było mu teraz do spokoju. Taki sam kaliber miała broń, z której zginął prokurator Kłosiński. Do tego mapa. Nie mógł odpędzić od siebie myśli, iż Dawid Kamiński ma coś wspólnego ze śmiercią rodziców Marty. A być może nawet za nią odpowiada...
Od koleżanki po fachu uzyskał też kilka informacji z życiorysu Kamińskiego, a przede wszystkim ostatnich lat. Parę miesięcy po sprawie prowadzonej ze Stawarskim, ten drugi zgłosił przekroczenie uprawnień przez partnera. Policjant został przebadany przez psychiatrę, a następnie uznany za niepoczytalnego, w wyniku czego skierowano go na leczenie do zamkniętego ośrodka. Opuścił go po pół roku, jednak bez szans na dalszą karierę w policji. Maciek miał wątpliwości co do tego czy oficjalna wersja jest w pełni prawdziwa. Mogła to być forma ostrzeżenia dla komisarza, bądź też celowe działanie jego samego.
Bardziej od kariery zawodowej Kamińskiego i jej schyłku był ciekaw sprawy porwań kobiet, szczególnie udziału Burynowicza, oraz spotkania z prokuratorem Kłosińskim. Za kilka chwil miał uzyskać odpowiedź na dręczące go pytania i dopasować kolejne elementy tej skomplikowanej ukladanki. Wysoka, stara kamienica, z odpadającym tynkiem, odsłaniającym nieco czerwonych cegieł, nie wyglądała zbyt przyjaźnie. Nie zrobiło to na nim jednak większego wrażenia. Bez problemu dostał się do środka, pchnąwszy drzwi do klatki schodowej. Zabezpieczenie domofonem nie miało prawa działać, skoro zamek został wyłamany. Maciek pokręcił głową z niedowierzaniem. Mieszkańcy czuli się na tyle pewnie czy najzwyczajniej w świecie żaden z nich nie zainteresował się tematem? Okolica nie wyglądała ciekawie. Nie zdziwiłby się, gdyby każdy po zmroku nie poruszał się tu bez noża bądź gazu pieprzowego. Sam znał w Krakowie sporo takich miejsc.
Szybko pokonywał kolejne, drewniane schody, puszczając mimo uszu każde skrzypnięcie kolejnych desek, wywołane naciskiem jego stóp. Zatrzymał się na drugim piętrze odetchnął nieco i rozejrzał. Przez niewielkie okno na korytarzu wpadało trochę dziennego światła. Promienie słońca padały na ścianę, pozwalając mu dostrzec wymalowane bądź wydrapane wulgarne napisy. Nie poświęcając im już więcej uwagi, nacisnął na dzwonek. Uśmiechnął się pod nosem. Oczywiście że nie działał. Dlaczego nie był tym faktem zaskoczony? Energicznym ruchem stuknął dwukrotnie w drzwi. Odpowiedziała mu jedynie cisza. Powtórzył ruch, a kiedy wciąż nie usłyszał żadnej reakcji z wewnątrz, delikatnie nacisnął klamkę. Mieszkanie było otwarte. Nie był pewien czy to bardziej instynkt, czy ciekawość, ale coś nakazywało mu zajrzeć do środka. Sięgnął do kieszeni po rękawiczki, wsunął je na dłonie. Od razu spostrzegł uchylone drzwi do jednego z pomieszczeń. Powoli zmierzał w tamtym kierunku, uważnie omijając rozrzucone na podłodze buty i kurtkę. Jeszcze zanim przekroczył próg pokoju, zobaczył ciało. Nienaturalnie blada cera, ręce rozłożone szeroko. Sprawdzenie pulsu było tylko formalnością.
- Niech to szlag – zaklął pod nosem, gdy upewnił się że mężczyzna nie żyje. Sięgnął po telefon i zadzwonił do Nadajskiej.
- Co jest? Co tak szybko? - wypaliła z nutką niepokoju w głosie
- Kamiński nic mi nie powie – oznajmił rozczarowany – Trup.
- Zabójstwo?
- Nie wiem, nie widzę żadnej rany, żadnych śladów. Jest tylko bałagan, butelki po wódce, no i oczywiście on.
- Spadaj stamtąd – poradziła błyskawicznie – Nikt cię nie widział?
- Chyba żartujesz. Powinniśmy się dowiedzieć dlaczego Kamiński jest martwy i czy ktoś mu w tym pomógł.
- Pakujesz się w kłopoty. Nie powinno cię tam być, rozumiesz? - rzuciła zdenerwowana. Maciek nie rozumiał dlaczego kobieta nalegała na przemilczenie sprawy.
- Nie bój się, nie wsypię cię – oznajmił z nadzieją że to ją uspokoi. Współpraca z Nadajską mogła się okazać dość cenna, lecz nie na tyle by bezwzględnie słuchać jej wskazówek. Musiał postawić na swoim. Zakończył połączenie i wybrał kolejny numer. Tym razem zadzwonił na policję.
Kilkanaście minut później pod kamienicą pojawiły się trzy radiowozy, zaś w mieszkaniu zaroiło od policyjnych techników. Pojawił się także patolog oraz dwaj tutejsi policjanci. Były partner Maćka, Mateusz, skupił się na oględzinach miejsca potencjalnej zbrodni, natomiast jego kolega miał za zadanie przesłuchanie czarnowłosego.
- Aspirant Damian Krukowski, Komenda przy ulicy Wesołej w Gdańsku – przedstawił się, zachowując przesadnie poważny wyraz twarzy – Pan znalazł ciało?
- Tak i to ja po was zadzwoniłem – przewrócił oczyma. Kto inny miałby to być, skoro do czasu ich przyjazdu był jedyną żyjącą osobą w tym mieszkaniu?
- Mogę prosić dokument tożsamości? - zapytał, otwierając notes
- Jasne – mruknął, po czym wyjął portfel, a z niego dowód osobisty. Policjant pokiwał głową, kiedy przyjrzał się danym osobowym.
- Maciej Strzewiński, urodzony 23 sierpnia 1985 – szeptał, pomagając sobie w sporządzeniu notatek – Więc to pan znalazł ciało...
Czarnowłosy westchnął cicho. Usiłował odnaleźć pokłady swojej cierpliwości, której zwykle nie było zbyt wiele. Nie mógł dać się sprowokować ani zdradzić prawdziwego powodu wizyty w mieszkaniu Kamińskiego. Im mniej osób wiedziało o jego zamiarach, tym większe szanse miało ich powodzenie.
- Jak pan znalazł się w mieszkaniu?
- Po prostu, nacisnąłem klamkę i wszedłem przez drzwi – odparł niewzruszony – Tak, było otwarte.
- W jakim celu odwiedził pan denata?
- Stary znajomy – skłamał, zgodnie z założeniem przyjętym przed kilkoma minutami – Pomyślałem że jak już jestem w Gdańsku to odwiedzę starego kumpla i zobaczę jak mu się wiedzie.
- Jak widać, już nie wiedzie – skwitował policjant, wywołując politowanie na twarzy Maćka – Miał jakichś bliskich, krewnych?
- Raczej był samotny. Nie jestem pewien, dawno nie rozmawialiśmy.
- Jak dawno?
Dociekliwość aspiranta nieco zirytowała Maćka. Potrzebował chwili zastanowienia przed podaniem odpowiedzi, by dokonać najlepszego wyboru. Nie musiał tego robić, gdyż z opresji wybawił go Mateusz. Klepnął partnera w ramię, zwracając na siebie jego uwagę.
- Ja z nim pogadam, ty leć do techników.
- Ale... co potem napiszę w raporcie?
- Nie martw się, ogarniemy to razem – uśmiechnął się serdecznie do młodszego kolegi. Maciek pokręcił głową z niedowierzaniem.
- Ech, młodzież – skwitował blondyn, kiedy jego partner ich opuścił – Chodźmy na zewnątrz, zapalisz sobie – zaproponował, chcąc przeprowadzić rozmowę z Maćkiem sam na sam. Szybko pokonali schody i znaleźli się przed budynkiem. Mateusz obserwował jak czarnowłosy odpala papierosa, siląc się na groźny wyraz twarzy.
- Wiem po co tu przyszedłeś – oznajmił sucho – Powiedz że nie masz z tym nic wspólnego.
- Mati, proszę cię – Maciek wyglądał bardziej na rozbawionego niż zmartwionego sugestią – Widać że facet jest martwy od kilku godzin.
- Nie było cię tu wcześniej?
- Tak, specjalnie wróciłbym teraz i rżnął głupa żeby odsunąć od siebie podejrzenia – wciąż kpił z teorii spiskowych byłego partnera, ale tym razem w jego głosie pojawiła się irytacja.
- Dobra, trochę przesadzam – spuścił z tonu – Martwię się, bo wiem jak bardzo jesteś zdesperowany.
- Wiesz – powtórzył ironicznie – Gówno wiesz.
- Właśnie o tym mówię! Gdyby Kamiński powiedział coś co by cię wyprowadziło z równowagi...
- Ale nie powiedział, bo nie żyje – nie pozwolił mu dokończyć – Swoją drogą... Czy to nie dziwne?
Maciek lekko przymknął oczy, mierząc partnera wzrokiem. Mateusz nie domyślał się do czego teraz zmierza czarnowłosy.
- Przyjeżdżam do Gdańska, spotykam się ze Stawarskim, który nie chce mówić. Drugim komisarzem prowadzącym interesujące mnie śledztwo był Kamiński. Prawdopodobnie kilka godzin przed moją wizytą umiera. Przypadek?
- Nie wierzysz w przypadki – zauważył blondyn, przypominając sobie często powtarzane niegdyś słowa
- Myślę że są trzy osoby, które wiedziały że trafię do niego. Tożsamości jednej z nich nie mogę zdradzić, obiecałem. Ale ona dopiero dzisiaj dowiedziała się że jestem w Gdańsku, choć jej zachowanie też wzbudziło moje podejrzenia. Drugą jest Stawarski. A trzecią... - zawahał się, wziął głęboki oddech – Trzecią jesteś ty.
- Odbiło ci?! - w jego głosie irytacja mieszała się z przerażeniem – Człowieku, pracowaliśmy razem dwa lata, byliśmy partnerami, ile razy ryzykowaliśmy życiem lub zdrowiem jeden za drugiego?!
Maciek zdawał sobie sprawę że rzucanie podejrzenia na Mateusza jest na wyrost. Doświadczenie i fakty mówiły jednak, iż nie może go pominąć.
- Wysłałeś mnie do Stawarskiego, a o Kamińskim nie wspomniałeś ani słowa – uzasadnił swoje zdanie
- Stawarski wciąż jest gliną, łatwiej było do niego trafić. Skąd miałem wiedzieć że nic konkretnego ci nie powie?
Rozmowę przerwał im telefon Mateusza. Rozgniewany policjant jedynie kiwał głową, mając słuchawkę przy uchu.
- Idziemy na górę – oznajmił szorstko, nie zdradzając żadnych szczegółów. Maciek ruszył za nim w milczeniu, tłumiąc wyrzuty sumienia. Nie mógł sobie pozwolić na chwilę słabości. Nie mógł dopuścić do głosu sentymentów i wrażliwości. Już przy Marcie nie potrafił zachować zimnej krwi i skończyło się to tak, że nie wiedział co się z nią dzieje.
Wrócili do pokoju, w którym znaleziono ciało Kamińskiego. Technicy pochylali się nad otwartym tapczanem, fotografując skrzynię i jej zawartość. Jeden z nich podszedł do komisarzy.
- Znaleźliśmy kilka ciekawych fantów. Magazynek z nabojami, kaliber 9,5 mm. Co ciekawe, nie ma broni. Kasa, dużo kasy. Będzie jakieś piętnaście, może dwadzieścia tysięcy. I wydruk mapy z internetu. Nasz denat interesował się jednym ze szczecińskich osiedli domków jednorodzinnych, ale za tę gotówkę to nawet garażu by tam nie kupił.
Maciek z kamiennym wyrazem twarzy wyminął technika i podszedł do okna. Patrzył gdzieś daleko przed siebie, w niewidoczny dla innych punkt. Jego oddech zwolnił, stał się nieco cięższy. Wbrew pozorom, daleko było mu teraz do spokoju. Taki sam kaliber miała broń, z której zginął prokurator Kłosiński. Do tego mapa. Nie mógł odpędzić od siebie myśli, iż Dawid Kamiński ma coś wspólnego ze śmiercią rodziców Marty. A być może nawet za nią odpowiada...
piątek, 18 października 2019
Czas nie leczy ran cz. 21
Rozgoryczony i rozczarowany Maciek spędził jeszcze trochę czasu w parku. Długo bił się z myślami, dopóki jego organizm nie dał mu znaku, że jest zbyt zimno by tak długo przesiadywać na świeżym powietrzu. Nieco zmarznięty mężczyzna udał się do najbliższej kawiarni, by trochę się ogrzać. Zamówił sobie kawę i odetchnął nieco. Próbował nabrać nieco dystansu, stłumić swoje emocje. Jednak zanim udało mu się odnaleźć spokój, otrzymał wiadomość od Sebastiana. Portret pamięciowy podejrzanego o włamanie do jego mieszkania. Uważnie oglądał szkic, usiłując przypomnieć sobie rysy twarzy tej osoby, lecz niestety na próżno. Mimo pełnego skupienia i dłuższego zastanowienia musiał dać za wygraną. Nie znał go.
- Zadzwoń jak będziesz miał chwilę – przeczytał w myślach załączony w wiadomości tekst. Nie namyślając się wcale, wybrał z listy numer przyjaciela. Cierpliwie wsłuchiwał się w kolejne sygnały, aż w końcu usłyszał głośny, entuzjastyczny ton.
- Cześć Maciek – przywitał się z nim na początku rozmowy – Jak sprawy idą?
- Beznadziejnie – westchnął – Ale słyszę że chyba masz dobre wieści.
- Czy dobre to już sam ocenisz. Mamy tego gościa w bazie.
- Dajesz – rzucił krótko, zainteresowany postacią, której rysopis widział przed chwilą
- Facet nazywa się Filip Burynowicz, ma 26 lat. Niespełna dwa lata temu skazany przez Sąd Okręgowy w Gdańsku wyrokiem w zawieszeniu. Nie zgadniesz za co.
- Za włamanie? - podał swoją pierwszą myśl
- Nie, ale powinno cię to zainteresować. Przygotowania do handlu ludźmi. Nie udowodniono mu że brał czynny udział w procederze, ale sypnął paru kolegów i sąd też wziął to pod uwagę.
- Masz coś więcej o tej sprawie? - zapytał, chcąc upewnić się czy wspominany przez Sebastiana człowiek był związany z grupą, o której rozmawiał kilkadziesiąt minut temu
- Daj mi chwilę... - przez moment Maciek zmuszony był wysłuchać ciszy w słuchawce – Burynowicz zeznał że prowadził rekrutację kobiet do rzekomej pracy za granicą. Wiedział że przewożą je do Niemiec, a tam transport przejmowali inni. Był przekonany że chodzi o obozy, rozumiesz, pozbawiają osoby dokumentów i zmuszają do zapieprzania po dwanaście godzin dziennie. Zdecydował się na współpracę z policją, gdy dowiedział się że kobiety są sprzedawane do domów publicznych.
- Sumienie go ruszyło? - rzucił ironicznie Maciek – Co teraz porabia?
- Zmienił fach na włamania – zażartował Sebastian – Wyjechał za granicę po rozprawie, ale skoro był widziany u ciebie, to wiemy że jest w Polsce.
- Dobra, jesteś w stanie sprawdzić kto prowadził tę sprawę?
- Podeślę ci smsem jak uda mi się to ustalić.
- Świetnie, dzięki.
Nie pozostało mu nic innego, tylko czekać. Układanka, choć wciąż skomplikowana, zyskała kilka nowych elementów. Wiedział już na czym powinien się skupić, na czym oprzeć swoje teorie. Wbrew pozorom, Burynowicz mógł mieć sporo za uszami. Jego rola nie musiała kończyć się tylko na tym, co zostało mu udowodnione. Z jakiegoś powodu pojawił się w Krakowie i włamał do mieszkania policjanta. Tym powodem musiała być Marta.
- Cholera, gdzie ty jesteś? - zapytał w myślach, zastanawiając się co teraz robi brunetka.
Zamówił drugą kawę, oczekując na kolejne wieści od Sebastiana. Był pewien że nazwisko, które ujrzy na ekranie będzie mu znane. To miała być tylko formalność, potwierdzenie przypuszczeń. Czuł że w tym momencie się nie myli. Energicznie chwycił telefon, kiedy usłyszał jego dźwięk.
- Raporty ze sprawy sporządzili komisarz Artur Stawarski i podkomisarz Dawid Kamiński – przeczytał w myślach, po czym uderzył się otwartą dłonią w czoło. Przypomniał sobie to drugie nazwisko, które padło podczas rozmowy z Aleksandrą Nadajską. Postanowił skorzystać z wizytówki otrzymanej wtedy od policjantki. Miał nadzieję że kobieta nadal chce współpracować i pomoże mu ustalić adres mężczyzny.
Marta miała za sobą ciężką noc. Świadomość, że jutro znów opuści córkę i będzie musiała jej o tym powiedzieć, nie pozwalała jej na spokojny sen. Dręczyły ją wyrzuty sumienia. Nie tylko z powodu dziecka, lecz także przez Maćka. Nie zasłużył na to. Nie powinna była tak go potraktować. Przecież on się zaangażował, rzucił wszystko dla niej, mimo że go bardzo zraniła. Teraz znów to robiła. Chciała jednak by się wycofał, nie narażał się, nie ryzykował. Potrzebowała go, ale w końcu zrozumiała, że nie może go wykorzystywać. Nie miała prawa wywracać jego życia do góry nogami. Brunetka jedynie nie zdawała sobie sprawy, że jej ruch przyniósł odwrotny skutek i Maciek poczuł się jeszcze bardziej zmotywowany do działania.
Musiała jednak skupić się na sobie i swoich zadaniach. Zamierzała dowiedzieć się kim jest mężczyzna, którego policja pominęła w śledztwie. Mężczyzna, który przez te trzy lata żył na wolności, gdzieś z dala od tego wszystkiego i nagle z jakiegoś powodu postanowił wrócić do dawnych spraw, by zamknąć definitywnie ten rozdział. Musiała być szybsza i sprytniejsza. Albo on to zakończy, albo ona.
Przypomniała sobie jak do tego wszystkiego doszło. Jak zrozpaczony partner przyjaciółki poprosił ją o pomoc, gdy nie dostawał od ukochanej żadnego znaku życia. Uśmiechnęła się z politowaniem do samej siebie, wyrzucając sobie naiwność. Wtedy jednak nie wiedziała że to wszystko jest ukartowane, a mężczyzna wciąga ją w niebezpieczną grę. Owszem, kobieta naprawdę zaginęła, ale jej facet wiedział co się stało. Wykorzystał jej zniknięcie, by zwabić Martę. Po co? Nie potrafiła odpowiedzieć. Co chcieli z nią zrobić? Miała podzielić los innych dziewczyn? Wiedzieli że porywają byłą policjantkę? Dotychczas myślała że nikt już nie jest w stanie odpowiedzieć jej na to pytanie. Grupa została rozbita, część ludzi zginęła, pozostali siedzieli w więzieniu. Jak się okazało, jednak nie wszyscy.
Podczas wspólnego śniadania z ciotką i córką brunetka siedziała przybita i nieobecna. Nie miała pojęcia jak oznajmić czteroletniemu dziecku że znowu nie zobaczy swojej mamy przez kilkanaście kolejnych dni, tygodni... A może nawet w ogóle? Walczyła o coś więcej niż sprawiedliwość, niż ukaranie mordercy jej rodziców. Stawką prawdopodobnie było jej życie. Dlaczego ten jeden człowiek uważał ją za zagrożenie? A może było ich więcej? Może chodziło o zemstę? Nie interesowały ją odpowiedzi. Chciała tylko wrócić do normalnego życia, odzyskać spokój i zająć się córką.
Wzięła głęboki oddech. Nie czuła się przygotowana do tej rozmowy, nie potrafiła tego zrobić. Wymieniła porozumiewawcze spojrzenie z ciotką. Kobieta bez słowa opuściła pomieszczenie. Chętnie wspomogłaby Martę, lecz brunetka upierała się że chce to zrobić sama. Wiedziała że rani córkę, lecz nie mogła postąpić inaczej.
- Córeczko... – zaczęła drżącym głosem – Wiesz że bardzo za tobą tęskniłam?
- Ja też – odpowiedziała dziewczynka
- Fajnie jest u cioci, prawda? Lubisz ją?
W odpowiedzi energicznie potrząsnęła twierdząco głową. Brunetka jednak nie poczuła ulgi. Zdawała sobie sprawę, że córka nie mogła jeszcze wiedzieć w jakim kierunku zmierza ta rozmowa. Czuła narastającą gulę w gardle, która utrudniała wypowiadanie każdego kolejnego słowa.
- Zostaniesz z nią jeszcze kilka dni? Ja... ja muszę jeszcze gdzieś pojechać – wyznała z żalem, wciąż patrząc w zielone oczka dziewczynki. Od początku rozmowy nie było w nich tej radości, którą dostrzegła jeszcze poprzedniego wieczora. Zupełnie jakby wiedziała, jakby wyczuwała powagę sytuacji i to co ma nastąpić.
- Mogę z tobą?
Marta przymknęła oczy. Serce pragnęło by nie przeczyć, nie zostawiać jej już nigdy więcej. Marta musiała się kontrolować by ten głos pozostał wewnątrz, a rozum decydował o każdym wypowiedzianym słowie.
- Naprawdę bym chciała... Nie mogę, przepraszam – mówiła przytłumionym głosem. Była bliska płaczu. Nie potrafiła w żaden sposób usprawiedliwić się przed samą sobą. Choć twierdziła że to słuszne rozwiązanie, że walczy o bezpieczeństwo swoje i córki, że nie może postąpić inaczej, nie była do tego przekonana. Wewnętrzny głos, który jej to powtarzał, nie miał już żadnej siły przebicia.
- Ale przyjedziesz potem?
Pokiwała głową. Nie była w stanie dalej mówić. Mocno przytuliła córeczkę i długo nie wypuszczała jej z objęć. Wydawałoby się że dziewczynka przyjęła tę wiadomość nad wyraz spokojnie, o ile ją zrozumiała. Marta nie mogła już nic więcej zrobić. Wszystko zależało od tej małej, czteroletniej istoty, od tego jak ona sama sobie poradzi.
- Jesteś bardzo dzielna, wiesz? Kocham cię – wyszeptała jej do ucha – Wrócę, obiecuję.
Brunetka poczuła się nieco silniejsza. Nie mogła się poddać, miała dla kogo walczyć. Przecież ona sama miała jeszcze sporo pięknych chwil przed sobą, a jej córka całe życie! Nie mogła pozwolić by ktoś to zniszczył. Musiała znów odnaleźć w sobie chłód, wyciszyć emocje, odciąć układ nerwowy i działać.
Kilkanaście minut później była już bliska poukładania sobie wszystkiego. Odzyskiwała pewność siebie i motywację. Chciała jeszcze trochę czasu spędzić z córką, zanim zniknie na kolejnych parę dni. Niezauważona uchyliła drzwi do pokoju. Dziewczynka leżała na łóżku i płakała. Albo dopiero teraz do niej dotarło co usłyszała, albo zupełnie tak jak jej mama, nie chciała nikomu okazywać swojej słabości. Marta przypomniała sobie jak kiedyś, gdy była jeszcze dzieckiem, ojciec na nią mocno nawrzeszczał. Nie pamiętała już z jakiego powodu. Zacisnęła wtedy zęby, starała się zachować kamienną twarz. Dopiero gdy zamknęła się w pokoju, została sama ze sobą, dała upust emocjom i pozwoliła popłynąć łzom. Po prostu się wstydziła, że nie jest wystarczająco silna.
Postanowiła się wycofać. Nie mogła nic zrobić. Była wściekła na samą siebie. Jej córka cierpiała w samotności, a ona nie potrafiła jej pomóc, nawet pocieszyć. Poszła do łazienki i spojrzała w lustro.
- Jak możesz? - spytała samej siebie – Jak możesz być tak okrutna?
Dopiero teraz zdała sobie sprawę co zrobiła. Zostawiła czteroletnie dziecko same sobie. Wystawiła na ciężką próbę, której nie powinno być poddane w takim wieku. Jaka matka wyjeżdża na kilkanaście dni i ryzykuje że już nigdy nie wróci? Jaka matka stawia dziecko w sytuacji, której nie jest w stanie zrozumieć? Powinna tu być, cały czas, zapewnić jej bezpieczeństwo i komfort, normalne warunki do rozwoju, zwyczajny dom, ojca, ciepłą i kochającą rodzinę.
Uderzyła otwartą dłonią w ścianę, a potem oparła na niej czoło. Oddychała ciężko. Nienawidziła samej siebie. Nie rozumiała gdzie popełniła błąd, kiedy zaczęła się ta czarna seria. Każda decyzja była zła, a następne jeszcze gorsze. Czuła że cokolwiek by nie zrobiła, nie poprawi swojej sytuacji. Z każdym kolejnym krokiem pogrążała się coraz bardziej. Utkwiła w pułapce, którą sama dla siebie przygotowała. Tą pułapką było przecież jej życie.
- Zadzwoń jak będziesz miał chwilę – przeczytał w myślach załączony w wiadomości tekst. Nie namyślając się wcale, wybrał z listy numer przyjaciela. Cierpliwie wsłuchiwał się w kolejne sygnały, aż w końcu usłyszał głośny, entuzjastyczny ton.
- Cześć Maciek – przywitał się z nim na początku rozmowy – Jak sprawy idą?
- Beznadziejnie – westchnął – Ale słyszę że chyba masz dobre wieści.
- Czy dobre to już sam ocenisz. Mamy tego gościa w bazie.
- Dajesz – rzucił krótko, zainteresowany postacią, której rysopis widział przed chwilą
- Facet nazywa się Filip Burynowicz, ma 26 lat. Niespełna dwa lata temu skazany przez Sąd Okręgowy w Gdańsku wyrokiem w zawieszeniu. Nie zgadniesz za co.
- Za włamanie? - podał swoją pierwszą myśl
- Nie, ale powinno cię to zainteresować. Przygotowania do handlu ludźmi. Nie udowodniono mu że brał czynny udział w procederze, ale sypnął paru kolegów i sąd też wziął to pod uwagę.
- Masz coś więcej o tej sprawie? - zapytał, chcąc upewnić się czy wspominany przez Sebastiana człowiek był związany z grupą, o której rozmawiał kilkadziesiąt minut temu
- Daj mi chwilę... - przez moment Maciek zmuszony był wysłuchać ciszy w słuchawce – Burynowicz zeznał że prowadził rekrutację kobiet do rzekomej pracy za granicą. Wiedział że przewożą je do Niemiec, a tam transport przejmowali inni. Był przekonany że chodzi o obozy, rozumiesz, pozbawiają osoby dokumentów i zmuszają do zapieprzania po dwanaście godzin dziennie. Zdecydował się na współpracę z policją, gdy dowiedział się że kobiety są sprzedawane do domów publicznych.
- Sumienie go ruszyło? - rzucił ironicznie Maciek – Co teraz porabia?
- Zmienił fach na włamania – zażartował Sebastian – Wyjechał za granicę po rozprawie, ale skoro był widziany u ciebie, to wiemy że jest w Polsce.
- Dobra, jesteś w stanie sprawdzić kto prowadził tę sprawę?
- Podeślę ci smsem jak uda mi się to ustalić.
- Świetnie, dzięki.
Nie pozostało mu nic innego, tylko czekać. Układanka, choć wciąż skomplikowana, zyskała kilka nowych elementów. Wiedział już na czym powinien się skupić, na czym oprzeć swoje teorie. Wbrew pozorom, Burynowicz mógł mieć sporo za uszami. Jego rola nie musiała kończyć się tylko na tym, co zostało mu udowodnione. Z jakiegoś powodu pojawił się w Krakowie i włamał do mieszkania policjanta. Tym powodem musiała być Marta.
- Cholera, gdzie ty jesteś? - zapytał w myślach, zastanawiając się co teraz robi brunetka.
Zamówił drugą kawę, oczekując na kolejne wieści od Sebastiana. Był pewien że nazwisko, które ujrzy na ekranie będzie mu znane. To miała być tylko formalność, potwierdzenie przypuszczeń. Czuł że w tym momencie się nie myli. Energicznie chwycił telefon, kiedy usłyszał jego dźwięk.
- Raporty ze sprawy sporządzili komisarz Artur Stawarski i podkomisarz Dawid Kamiński – przeczytał w myślach, po czym uderzył się otwartą dłonią w czoło. Przypomniał sobie to drugie nazwisko, które padło podczas rozmowy z Aleksandrą Nadajską. Postanowił skorzystać z wizytówki otrzymanej wtedy od policjantki. Miał nadzieję że kobieta nadal chce współpracować i pomoże mu ustalić adres mężczyzny.
Marta miała za sobą ciężką noc. Świadomość, że jutro znów opuści córkę i będzie musiała jej o tym powiedzieć, nie pozwalała jej na spokojny sen. Dręczyły ją wyrzuty sumienia. Nie tylko z powodu dziecka, lecz także przez Maćka. Nie zasłużył na to. Nie powinna była tak go potraktować. Przecież on się zaangażował, rzucił wszystko dla niej, mimo że go bardzo zraniła. Teraz znów to robiła. Chciała jednak by się wycofał, nie narażał się, nie ryzykował. Potrzebowała go, ale w końcu zrozumiała, że nie może go wykorzystywać. Nie miała prawa wywracać jego życia do góry nogami. Brunetka jedynie nie zdawała sobie sprawy, że jej ruch przyniósł odwrotny skutek i Maciek poczuł się jeszcze bardziej zmotywowany do działania.
Musiała jednak skupić się na sobie i swoich zadaniach. Zamierzała dowiedzieć się kim jest mężczyzna, którego policja pominęła w śledztwie. Mężczyzna, który przez te trzy lata żył na wolności, gdzieś z dala od tego wszystkiego i nagle z jakiegoś powodu postanowił wrócić do dawnych spraw, by zamknąć definitywnie ten rozdział. Musiała być szybsza i sprytniejsza. Albo on to zakończy, albo ona.
Przypomniała sobie jak do tego wszystkiego doszło. Jak zrozpaczony partner przyjaciółki poprosił ją o pomoc, gdy nie dostawał od ukochanej żadnego znaku życia. Uśmiechnęła się z politowaniem do samej siebie, wyrzucając sobie naiwność. Wtedy jednak nie wiedziała że to wszystko jest ukartowane, a mężczyzna wciąga ją w niebezpieczną grę. Owszem, kobieta naprawdę zaginęła, ale jej facet wiedział co się stało. Wykorzystał jej zniknięcie, by zwabić Martę. Po co? Nie potrafiła odpowiedzieć. Co chcieli z nią zrobić? Miała podzielić los innych dziewczyn? Wiedzieli że porywają byłą policjantkę? Dotychczas myślała że nikt już nie jest w stanie odpowiedzieć jej na to pytanie. Grupa została rozbita, część ludzi zginęła, pozostali siedzieli w więzieniu. Jak się okazało, jednak nie wszyscy.
Podczas wspólnego śniadania z ciotką i córką brunetka siedziała przybita i nieobecna. Nie miała pojęcia jak oznajmić czteroletniemu dziecku że znowu nie zobaczy swojej mamy przez kilkanaście kolejnych dni, tygodni... A może nawet w ogóle? Walczyła o coś więcej niż sprawiedliwość, niż ukaranie mordercy jej rodziców. Stawką prawdopodobnie było jej życie. Dlaczego ten jeden człowiek uważał ją za zagrożenie? A może było ich więcej? Może chodziło o zemstę? Nie interesowały ją odpowiedzi. Chciała tylko wrócić do normalnego życia, odzyskać spokój i zająć się córką.
Wzięła głęboki oddech. Nie czuła się przygotowana do tej rozmowy, nie potrafiła tego zrobić. Wymieniła porozumiewawcze spojrzenie z ciotką. Kobieta bez słowa opuściła pomieszczenie. Chętnie wspomogłaby Martę, lecz brunetka upierała się że chce to zrobić sama. Wiedziała że rani córkę, lecz nie mogła postąpić inaczej.
- Córeczko... – zaczęła drżącym głosem – Wiesz że bardzo za tobą tęskniłam?
- Ja też – odpowiedziała dziewczynka
- Fajnie jest u cioci, prawda? Lubisz ją?
W odpowiedzi energicznie potrząsnęła twierdząco głową. Brunetka jednak nie poczuła ulgi. Zdawała sobie sprawę, że córka nie mogła jeszcze wiedzieć w jakim kierunku zmierza ta rozmowa. Czuła narastającą gulę w gardle, która utrudniała wypowiadanie każdego kolejnego słowa.
- Zostaniesz z nią jeszcze kilka dni? Ja... ja muszę jeszcze gdzieś pojechać – wyznała z żalem, wciąż patrząc w zielone oczka dziewczynki. Od początku rozmowy nie było w nich tej radości, którą dostrzegła jeszcze poprzedniego wieczora. Zupełnie jakby wiedziała, jakby wyczuwała powagę sytuacji i to co ma nastąpić.
- Mogę z tobą?
Marta przymknęła oczy. Serce pragnęło by nie przeczyć, nie zostawiać jej już nigdy więcej. Marta musiała się kontrolować by ten głos pozostał wewnątrz, a rozum decydował o każdym wypowiedzianym słowie.
- Naprawdę bym chciała... Nie mogę, przepraszam – mówiła przytłumionym głosem. Była bliska płaczu. Nie potrafiła w żaden sposób usprawiedliwić się przed samą sobą. Choć twierdziła że to słuszne rozwiązanie, że walczy o bezpieczeństwo swoje i córki, że nie może postąpić inaczej, nie była do tego przekonana. Wewnętrzny głos, który jej to powtarzał, nie miał już żadnej siły przebicia.
- Ale przyjedziesz potem?
Pokiwała głową. Nie była w stanie dalej mówić. Mocno przytuliła córeczkę i długo nie wypuszczała jej z objęć. Wydawałoby się że dziewczynka przyjęła tę wiadomość nad wyraz spokojnie, o ile ją zrozumiała. Marta nie mogła już nic więcej zrobić. Wszystko zależało od tej małej, czteroletniej istoty, od tego jak ona sama sobie poradzi.
- Jesteś bardzo dzielna, wiesz? Kocham cię – wyszeptała jej do ucha – Wrócę, obiecuję.
Brunetka poczuła się nieco silniejsza. Nie mogła się poddać, miała dla kogo walczyć. Przecież ona sama miała jeszcze sporo pięknych chwil przed sobą, a jej córka całe życie! Nie mogła pozwolić by ktoś to zniszczył. Musiała znów odnaleźć w sobie chłód, wyciszyć emocje, odciąć układ nerwowy i działać.
Kilkanaście minut później była już bliska poukładania sobie wszystkiego. Odzyskiwała pewność siebie i motywację. Chciała jeszcze trochę czasu spędzić z córką, zanim zniknie na kolejnych parę dni. Niezauważona uchyliła drzwi do pokoju. Dziewczynka leżała na łóżku i płakała. Albo dopiero teraz do niej dotarło co usłyszała, albo zupełnie tak jak jej mama, nie chciała nikomu okazywać swojej słabości. Marta przypomniała sobie jak kiedyś, gdy była jeszcze dzieckiem, ojciec na nią mocno nawrzeszczał. Nie pamiętała już z jakiego powodu. Zacisnęła wtedy zęby, starała się zachować kamienną twarz. Dopiero gdy zamknęła się w pokoju, została sama ze sobą, dała upust emocjom i pozwoliła popłynąć łzom. Po prostu się wstydziła, że nie jest wystarczająco silna.
Postanowiła się wycofać. Nie mogła nic zrobić. Była wściekła na samą siebie. Jej córka cierpiała w samotności, a ona nie potrafiła jej pomóc, nawet pocieszyć. Poszła do łazienki i spojrzała w lustro.
- Jak możesz? - spytała samej siebie – Jak możesz być tak okrutna?
Dopiero teraz zdała sobie sprawę co zrobiła. Zostawiła czteroletnie dziecko same sobie. Wystawiła na ciężką próbę, której nie powinno być poddane w takim wieku. Jaka matka wyjeżdża na kilkanaście dni i ryzykuje że już nigdy nie wróci? Jaka matka stawia dziecko w sytuacji, której nie jest w stanie zrozumieć? Powinna tu być, cały czas, zapewnić jej bezpieczeństwo i komfort, normalne warunki do rozwoju, zwyczajny dom, ojca, ciepłą i kochającą rodzinę.
Uderzyła otwartą dłonią w ścianę, a potem oparła na niej czoło. Oddychała ciężko. Nienawidziła samej siebie. Nie rozumiała gdzie popełniła błąd, kiedy zaczęła się ta czarna seria. Każda decyzja była zła, a następne jeszcze gorsze. Czuła że cokolwiek by nie zrobiła, nie poprawi swojej sytuacji. Z każdym kolejnym krokiem pogrążała się coraz bardziej. Utkwiła w pułapce, którą sama dla siebie przygotowała. Tą pułapką było przecież jej życie.
środa, 9 października 2019
Czas nie leczy ran cz. 20
Marta obrała jednak inny kierunek niż Maciek. Przyjechała do Torunia, gdzie mieszkała jej ciotka, siostra prokuratora Kłosińskiego. Tajemnicza śmierć mężczyzny nie była jedynym powodem, dla którego brunetka zjawiła się pod drzwiami jej domu.
Spokojnie, jakby nigdy nic przeszła przez furtkę, pokonała fragment podwórka, zmierzając chodnikiem z kostki brukowej do drzwi domu. Z zewnątrz właściwie nic się nie zmieniło. Kremowy kolor elewacji wydawał się być tak samo jasny jak przed trzema laty, a także kilka dni temu. Nacisnęła dzwonek, po czym wyprostowała się i cierpliwie oczekiwała na reakcję z drugiej strony. Wolałaby tu zjawić się w innych okolicznościach, znając już mordercę jej rodziców, z poczuciem że już nikomu, a tym bardziej jej bliskim, nie zagrozi.
- Marta? - kobieta nie kryła zaskoczenia na widok brunetki – Już po wszystkim?
- Nie, ciociu – westchnęła brunetka, przekraczając próg domu – To dopiero początek. Pogadamy potem, najpierw muszę zobaczyć się z małą.
Starsza z kobiet skinęła głową i odprowadziła Martę wzrokiem. Nie pochwalała jej działań, ale też nie odmawiała pomocy. W końcu brunetka była jej jedyną bratanicą. Sama nigdy nie miała dzieci, a z mężem rozstała się po piętnastu latach małżeństwa. Sporo czasu zainwestowała w swoją karierę zawodową, która niestety okazała być przeszkodą do udanego życia rodzinnego. Nie można było jednak zostać jednym z najlepszych prawników w okolicy, nie ponosząc przy tym żadnych kosztów.
Tymczasem Maciek dotarł już do Gdańska. Od razu przyjechał na komendę, na której kiedyś było dane mu pracować. Zmierzając dobrze znanymi sobie korytarzami dotarł do swojego dawnego biura. Tam czekał na niego partner z tamtych lat, Mateusz Kupczyk. Był to średniego wzrostu blondyn, szczupłej postury z sympatycznym wyrazem twarzy. Nie stwarzał pozorów groźnej osoby, ale wykorzystując swoje atuty w postaci zwinności i szybkości potrafił sobie radzić nawet z silniejszymi od siebie przeciwnikami.
- Od godziny powinienem być w domu – zauważył z udawanym wyrzutem, wyciągając ku niemu rękę
- Dzięki za miłe powitanie – odparł, podając mu dłoń
- Tak jak prosiłeś, prześwietliłem dokładnie Jarosława Gniadackiego. Uwaga, teraz zaskoczenie. Siedzi.
- Bardziej mnie interesuje fragment kartoteki sprzed trzech lat.
- Udowodniono mu udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Zwabiali młode kobiety, głównie w wieku od 20 do 29 lat pod pozorem pracy w Niemczech jako gospodynie domowe, opiekunki dzieci lub osób starszych. Tak naprawdę kobiety trafiały do burdeli na południu kraju, a nawet do Francji i Hiszpanii.
Maciek potrzebował chwili by przeanalizować dotychczasowe dane. Zdawkowe informacje od Marty w połączeniu z tym co usłyszał przed chwilą pozwoliły mu wysnuć nowe teorie. Tylko dlaczego brunetka miałaby paść ich ofiarą? Przecież nie szukała pracy za granicą.
- Wiemy coś więcej o tej grupie? - Maciek ożywił się po dłuższej chwili namysłu
- Mogę ci dać namiar na komisarza, który prowadził tę sprawę. Ale obiecaj mi jedną rzecz.
- Nie ma mowy – pokręcił głową – Nie daję słowa, którego nie mogę dotrzymać.
- Nic się nie zmieniłeś – stwierdził z uśmiechem – Ale to chyba będziesz mógł dla mnie zrobić. Pogadasz z nim jutro, a teraz idziemy na piwo.
- Noooo – westchnął ciężko – Dobra, niech ci będzie.
Marta spędzając czas z córką straciła rachubę czasu. Odwlekała jednak poważną rozmowę, nie czując się na siłach by oznajmić jej że rozłąka jeszcze trochę potrwa. W końcu dziewczynka zmęczona emocjami i zabawą zasnęła przytulona do brunetki. Kobieta delikatnie odsunęła się, przykryła ją kocem i delikatnie pocałowała w czoło. Sama też była zmęczona, ale czekała ją jeszcze rozmowa z ciotką.
Zeszła po schodach na parter, do salonu. Przysiadła na kanapie, splotła dłonie i spuściła wzrok. Ciotka popijała wino w fotelu, nieobecnym wzrokiem wpatrywała się w okno, w odległą i nieznaną przestrzeń. Wydawało się że w ogóle nie zauważyła Marty.
- Chcesz? - spytała, wskazując palcem na stół, w stronę butelki z winem. Brunetka pokręciła głową.
- Nie – odparła cicho – Zawiodłam wszystkich. Wszystko przeze mnie.
- Napij się, to ci pomoże.
- Nie chcę – odmówiła silniejszym tonem – Wiesz dlaczego ojciec zginął? Pewnie, skąd miałabyś wiedzieć... Próbował do mnie dotrzeć. Jak widać, nie tylko on...
- A co z Barbarą? Wiedziała o tym? Ona nie zginęła od kuli.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Szukam tylko jakiejś logiki – rozłożyła bezradnie ręce – Pomyśl. Wpadli do ich domu, chcieli wyciągnąć informacje o tobie. Nie udaje się, zabijają ich. Raczej zabiliby ich oboje z broni.
Marta nagle podniosła głowę i przysunęła rękę bliżej pasa. Zapaliła jej się czerwona lampka. Ufała ciotce, w końcu zostawiła córkę pod jej opieką, ale to co usłyszała wzbudziło jej podejrzenia.
- Skąd wiesz że moja mama nie zginęła od kuli?
- Rozmawiałam z policją. Marta, ja też nie wierzę że Zbyszek mógłby zabić Basię, a potem sam się zastrzelić. Ale też nie wierzę żeby to miało związek z twoją ucieczką trzy lata temu.
- Poprosiłam Maćka o pomoc. Kilka dni po naszym spotkaniu ktoś się włamał do jego mieszkania i nic nie ukradł. Przypadek?
- Do mnie nikt nie przyszedł – zauważyła właścicielka domu
- Widocznie nikt nie wie o twoim udziale. Ty sama też właściwie niewiele wiesz.
- A ten twój Maciek... on był w końcu w tym umoczony?
Ukryła twarz w dłoniach. Nie chciała rozmawiać o mężu. Przez chwilę udało jej się zapomnieć że po raz kolejny go rozczarowała, że musi być na nią wściekły i teraz nie będzie mowy o choćby odrobinie zaufania. Miała tylko nadzieję że ta złość zaprowadzi go z powrotem do Krakowa.
- Nie był. Dałam się zrobić jak idiotka.
Następnego ranka Maciek skontaktował się z Arturem Stawarskim, komisarzem który prowadził śledztwo w sprawie zaginięć młodych kobiet. Już godzinę później udało mu się z nim spotkać w parku. Mężczyzna miał akurat wolne i nie chciał pojawiać się na komendzie, by przypadkiem nie musiał tam zostać dłużej.
- Mateusz coś tam o tobie wspominał. Podobno pracowałeś kiedyś w Gdańsku.
- Tak było – potwierdził czarnowłosy – Ale sytuacja życiowa zmusiła mnie do pewnych zmian.
- Przygotowałem się do tej rozmowy – oznajmił komisarz, dając do zrozumienia że wie dlaczego Maciek się z nim spotkał – Czego oczekujesz?
- Kto z nich siedzi, kto się uratował, kto stał za całą bandą – wyrzucił jednym tchem – I jaki do cholery związek z całą sprawą miała moja żona.
- Powiem ci ile mogę – westchnął – Przejrzałem ponownie akta sprawy. Ani razu nie pada tam twoje nazwisko. Marta, tak? Ona w tej sprawie nie istnieje.
- Czyli co? Nie zeznawała? Zwiała, ukryła się i odcięła się od wszystkiego? - nie krył rozczarowania tym co przed chwilą usłyszał
- Nie wiem, może to nie ta sprawa – rozłożył bezradnie ręce, lecz mimo to postanowił kontynuować – Rozpracowanie grupy zajęło nam kilka miesięcy. Nie byli jakoś szczególnie groźni, ale doskonale zacierali ślady. Większość ludzi zginęła. W różnych odstępach czasu, różne sposoby. Ktoś się starał by nie wyglądało to na eliminowanie ludzi, którzy mogli sypnąć.
- Zgaduję że nie udało się udowodnić związku między zabójstwami a udziałem w grupie.
- Jedno – oznajmił, po czym na moment wstrzymał oddech – Szef bandy. Został zastrzelony przez swoich ludzi, kiedy stracili grunt pod nogami i próbował zwiać z kasą.
- Kto jeszcze oprócz Gniadackiego żyje?
Stawarski wstał z ławki. Zamierzał zakończyć rozmowę, nie zdradzając Maćkowi nazwisk.
- Nie szukaj ich, to nic nie da – poradził zawiedzionemu koledze po fachu – To byli jakby podwykonawcy. Za całym przedsięwzięciem stali Niemcy. Oni rozprowadzali kobiety po Europie, wyrabiali nowe papiery, uzgadniali ceny, terminy. Nasi to byli tylko pionki. Mieli znaleźć dziewczyny i przetransportować je za granicę. Sprawą od lat zajmuje się interpol, to jest gruba, międzynarodowa sprawa.
Przerwał na chwilę, obserwując reakcję swojego rozmówcy. Zapewne nie tego oczekiwał, ale żadnych lepszych informacji nie mógł mu przekazać.
- Gdyby twoja żona wpakowała się w coś takiego... - dodał po chwili – Podejrzewam że nie przeżyłaby dłużej niż trzy miesiące.
- Niemcy nie musieli o niej wiedzieć. Mogła nadepnąć naszym na odcisk i chcieli załatwić to na własną rękę.
- Odpuść, naprawdę nie warto. Uwierz w jej prawdę i pogódź się z tym.
Maciek prychnął, obserwując jak mężczyzna się oddala. Nadal nie ruszył z miejsca, nie udało mu się ustalić żadnych konkretów. Jeżeli Marta miała jakikolwiek związek z tymi ludźmi, był w stanie zrozumieć wszystko co zrobiła przed laty, tajemnice oraz wczorajsze zniknięcie. Mógł ją usprawiedliwić przed samym sobą, ale nie był jeszcze w pełni przekonany by to zrobić.
- Uwierz w jej prawdę – powtórzył z ironią w głosie – Nawet nie chciała mi powiedzieć swojej wersji wydarzeń...
Spokojnie, jakby nigdy nic przeszła przez furtkę, pokonała fragment podwórka, zmierzając chodnikiem z kostki brukowej do drzwi domu. Z zewnątrz właściwie nic się nie zmieniło. Kremowy kolor elewacji wydawał się być tak samo jasny jak przed trzema laty, a także kilka dni temu. Nacisnęła dzwonek, po czym wyprostowała się i cierpliwie oczekiwała na reakcję z drugiej strony. Wolałaby tu zjawić się w innych okolicznościach, znając już mordercę jej rodziców, z poczuciem że już nikomu, a tym bardziej jej bliskim, nie zagrozi.
- Marta? - kobieta nie kryła zaskoczenia na widok brunetki – Już po wszystkim?
- Nie, ciociu – westchnęła brunetka, przekraczając próg domu – To dopiero początek. Pogadamy potem, najpierw muszę zobaczyć się z małą.
Starsza z kobiet skinęła głową i odprowadziła Martę wzrokiem. Nie pochwalała jej działań, ale też nie odmawiała pomocy. W końcu brunetka była jej jedyną bratanicą. Sama nigdy nie miała dzieci, a z mężem rozstała się po piętnastu latach małżeństwa. Sporo czasu zainwestowała w swoją karierę zawodową, która niestety okazała być przeszkodą do udanego życia rodzinnego. Nie można było jednak zostać jednym z najlepszych prawników w okolicy, nie ponosząc przy tym żadnych kosztów.
Tymczasem Maciek dotarł już do Gdańska. Od razu przyjechał na komendę, na której kiedyś było dane mu pracować. Zmierzając dobrze znanymi sobie korytarzami dotarł do swojego dawnego biura. Tam czekał na niego partner z tamtych lat, Mateusz Kupczyk. Był to średniego wzrostu blondyn, szczupłej postury z sympatycznym wyrazem twarzy. Nie stwarzał pozorów groźnej osoby, ale wykorzystując swoje atuty w postaci zwinności i szybkości potrafił sobie radzić nawet z silniejszymi od siebie przeciwnikami.
- Od godziny powinienem być w domu – zauważył z udawanym wyrzutem, wyciągając ku niemu rękę
- Dzięki za miłe powitanie – odparł, podając mu dłoń
- Tak jak prosiłeś, prześwietliłem dokładnie Jarosława Gniadackiego. Uwaga, teraz zaskoczenie. Siedzi.
- Bardziej mnie interesuje fragment kartoteki sprzed trzech lat.
- Udowodniono mu udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Zwabiali młode kobiety, głównie w wieku od 20 do 29 lat pod pozorem pracy w Niemczech jako gospodynie domowe, opiekunki dzieci lub osób starszych. Tak naprawdę kobiety trafiały do burdeli na południu kraju, a nawet do Francji i Hiszpanii.
Maciek potrzebował chwili by przeanalizować dotychczasowe dane. Zdawkowe informacje od Marty w połączeniu z tym co usłyszał przed chwilą pozwoliły mu wysnuć nowe teorie. Tylko dlaczego brunetka miałaby paść ich ofiarą? Przecież nie szukała pracy za granicą.
- Wiemy coś więcej o tej grupie? - Maciek ożywił się po dłuższej chwili namysłu
- Mogę ci dać namiar na komisarza, który prowadził tę sprawę. Ale obiecaj mi jedną rzecz.
- Nie ma mowy – pokręcił głową – Nie daję słowa, którego nie mogę dotrzymać.
- Nic się nie zmieniłeś – stwierdził z uśmiechem – Ale to chyba będziesz mógł dla mnie zrobić. Pogadasz z nim jutro, a teraz idziemy na piwo.
- Noooo – westchnął ciężko – Dobra, niech ci będzie.
Marta spędzając czas z córką straciła rachubę czasu. Odwlekała jednak poważną rozmowę, nie czując się na siłach by oznajmić jej że rozłąka jeszcze trochę potrwa. W końcu dziewczynka zmęczona emocjami i zabawą zasnęła przytulona do brunetki. Kobieta delikatnie odsunęła się, przykryła ją kocem i delikatnie pocałowała w czoło. Sama też była zmęczona, ale czekała ją jeszcze rozmowa z ciotką.
Zeszła po schodach na parter, do salonu. Przysiadła na kanapie, splotła dłonie i spuściła wzrok. Ciotka popijała wino w fotelu, nieobecnym wzrokiem wpatrywała się w okno, w odległą i nieznaną przestrzeń. Wydawało się że w ogóle nie zauważyła Marty.
- Chcesz? - spytała, wskazując palcem na stół, w stronę butelki z winem. Brunetka pokręciła głową.
- Nie – odparła cicho – Zawiodłam wszystkich. Wszystko przeze mnie.
- Napij się, to ci pomoże.
- Nie chcę – odmówiła silniejszym tonem – Wiesz dlaczego ojciec zginął? Pewnie, skąd miałabyś wiedzieć... Próbował do mnie dotrzeć. Jak widać, nie tylko on...
- A co z Barbarą? Wiedziała o tym? Ona nie zginęła od kuli.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Szukam tylko jakiejś logiki – rozłożyła bezradnie ręce – Pomyśl. Wpadli do ich domu, chcieli wyciągnąć informacje o tobie. Nie udaje się, zabijają ich. Raczej zabiliby ich oboje z broni.
Marta nagle podniosła głowę i przysunęła rękę bliżej pasa. Zapaliła jej się czerwona lampka. Ufała ciotce, w końcu zostawiła córkę pod jej opieką, ale to co usłyszała wzbudziło jej podejrzenia.
- Skąd wiesz że moja mama nie zginęła od kuli?
- Rozmawiałam z policją. Marta, ja też nie wierzę że Zbyszek mógłby zabić Basię, a potem sam się zastrzelić. Ale też nie wierzę żeby to miało związek z twoją ucieczką trzy lata temu.
- Poprosiłam Maćka o pomoc. Kilka dni po naszym spotkaniu ktoś się włamał do jego mieszkania i nic nie ukradł. Przypadek?
- Do mnie nikt nie przyszedł – zauważyła właścicielka domu
- Widocznie nikt nie wie o twoim udziale. Ty sama też właściwie niewiele wiesz.
- A ten twój Maciek... on był w końcu w tym umoczony?
Ukryła twarz w dłoniach. Nie chciała rozmawiać o mężu. Przez chwilę udało jej się zapomnieć że po raz kolejny go rozczarowała, że musi być na nią wściekły i teraz nie będzie mowy o choćby odrobinie zaufania. Miała tylko nadzieję że ta złość zaprowadzi go z powrotem do Krakowa.
- Nie był. Dałam się zrobić jak idiotka.
Następnego ranka Maciek skontaktował się z Arturem Stawarskim, komisarzem który prowadził śledztwo w sprawie zaginięć młodych kobiet. Już godzinę później udało mu się z nim spotkać w parku. Mężczyzna miał akurat wolne i nie chciał pojawiać się na komendzie, by przypadkiem nie musiał tam zostać dłużej.
- Mateusz coś tam o tobie wspominał. Podobno pracowałeś kiedyś w Gdańsku.
- Tak było – potwierdził czarnowłosy – Ale sytuacja życiowa zmusiła mnie do pewnych zmian.
- Przygotowałem się do tej rozmowy – oznajmił komisarz, dając do zrozumienia że wie dlaczego Maciek się z nim spotkał – Czego oczekujesz?
- Kto z nich siedzi, kto się uratował, kto stał za całą bandą – wyrzucił jednym tchem – I jaki do cholery związek z całą sprawą miała moja żona.
- Powiem ci ile mogę – westchnął – Przejrzałem ponownie akta sprawy. Ani razu nie pada tam twoje nazwisko. Marta, tak? Ona w tej sprawie nie istnieje.
- Czyli co? Nie zeznawała? Zwiała, ukryła się i odcięła się od wszystkiego? - nie krył rozczarowania tym co przed chwilą usłyszał
- Nie wiem, może to nie ta sprawa – rozłożył bezradnie ręce, lecz mimo to postanowił kontynuować – Rozpracowanie grupy zajęło nam kilka miesięcy. Nie byli jakoś szczególnie groźni, ale doskonale zacierali ślady. Większość ludzi zginęła. W różnych odstępach czasu, różne sposoby. Ktoś się starał by nie wyglądało to na eliminowanie ludzi, którzy mogli sypnąć.
- Zgaduję że nie udało się udowodnić związku między zabójstwami a udziałem w grupie.
- Jedno – oznajmił, po czym na moment wstrzymał oddech – Szef bandy. Został zastrzelony przez swoich ludzi, kiedy stracili grunt pod nogami i próbował zwiać z kasą.
- Kto jeszcze oprócz Gniadackiego żyje?
Stawarski wstał z ławki. Zamierzał zakończyć rozmowę, nie zdradzając Maćkowi nazwisk.
- Nie szukaj ich, to nic nie da – poradził zawiedzionemu koledze po fachu – To byli jakby podwykonawcy. Za całym przedsięwzięciem stali Niemcy. Oni rozprowadzali kobiety po Europie, wyrabiali nowe papiery, uzgadniali ceny, terminy. Nasi to byli tylko pionki. Mieli znaleźć dziewczyny i przetransportować je za granicę. Sprawą od lat zajmuje się interpol, to jest gruba, międzynarodowa sprawa.
Przerwał na chwilę, obserwując reakcję swojego rozmówcy. Zapewne nie tego oczekiwał, ale żadnych lepszych informacji nie mógł mu przekazać.
- Gdyby twoja żona wpakowała się w coś takiego... - dodał po chwili – Podejrzewam że nie przeżyłaby dłużej niż trzy miesiące.
- Niemcy nie musieli o niej wiedzieć. Mogła nadepnąć naszym na odcisk i chcieli załatwić to na własną rękę.
- Odpuść, naprawdę nie warto. Uwierz w jej prawdę i pogódź się z tym.
Maciek prychnął, obserwując jak mężczyzna się oddala. Nadal nie ruszył z miejsca, nie udało mu się ustalić żadnych konkretów. Jeżeli Marta miała jakikolwiek związek z tymi ludźmi, był w stanie zrozumieć wszystko co zrobiła przed laty, tajemnice oraz wczorajsze zniknięcie. Mógł ją usprawiedliwić przed samym sobą, ale nie był jeszcze w pełni przekonany by to zrobić.
- Uwierz w jej prawdę – powtórzył z ironią w głosie – Nawet nie chciała mi powiedzieć swojej wersji wydarzeń...
czwartek, 26 września 2019
Czas nie leczy ran cz. 19
Zatrzymał samochód przed domem jej rodziców. Było to jedyne miejsce, jakie przyszło mu do głowy. Odetchnął z ulgą, kiedy dostrzegł brunetkę przy furtce. Wpatrywała się nieustannie w drzwi domu, jakby za chwilę miały się otworzyć, a w nich przywitałaby ją mama. Maciek nie chciał przerywać tej wizji. Przystanął obok kobiety i zaczekał aż sama zwróci na niego uwagę.
- To moja wina – przyznała cicho, pociągając nosem – To wszystko przeze mnie.
- Nie mów tak – odparł, obejmując ją ramieniem. Marta przytuliła się do niego. Zawsze był po jej stronie, nawet gdyby miała przeciw sobie cały świat. Musiał mieć do niej naprawdę dużą słabość.
- Nie mam siły, Maciek – czuła że za chwilę się rozklei. Nie chciała dłużej przed nim udawać. Tylko przy nim mogła sobie pozwolić na chwilę słabości, na bycie sobą, na odkrycie swoich uczuć. Nie musiał nic mówić. Wystarczyła jej już jego obecność.
- Chodź, musisz odpocząć – zaprowadził ją do samochodu. Zdawał sobie sprawę że dzisiaj już niewiele będą w stanie zrobić. Brunetka potrzebowała teraz spokoju, musiała ochłonąć i przyjąć do wiadomości że ta sprawa prawdopodobnie jest powiązana z nią i jej przeszłością.
Większość drogi do hotelu pokonali w milczeniu. Maciek nie chciał naciskać, wiedząc że Marta bije się z myślami i tłumi w sobie sporo emocji. Niewiele mógł zrobić. To ona musiała znaleźć w sobie siłę by kontynuować działania i stawić czoła wydarzeniom sprzed trzech lat.
Wciąż niewiele wiedział co wtedy się stało. Brunetka wspomniała raz o porwaniu, lecz nie drążył tematu. Uwierzyła że on jest w to zamieszany, dlatego zniknęła. Nie czuła się bezpieczna, nawet z nim. Komu jednak zależało na jej śmierci i jaki był tego powód? Czy ten człowiek mógł nadal czyhać na jej życie i próbował zdobyć informacje od jej ojca?
- Maciek, dlaczego ty to wszystko robisz? - przerwała nagle milczenie
- Ale co?
- Jesteś przy mnie, wspierasz. Rzuciłeś wszystko, pracę, dziewczynę, całe swoje życie.
Z trudem przełknął ślinę. Nie chciał o tym rozmawiać. Nie mógł powiedzieć prawdy, ośmieszyłby się. Starał się wypierać tę myśl, oszukiwał samego siebie, ale wszystko co robił świadczyło ku jednemu. Nadal ją kochał.
- Dziewczynę – powtórzył drwiąco – Nie byliśmy już razem.
- Jest z tobą w ciąży – przypomniała lekko rozczarowana
- Nie wiadomo czy ze mną. Sypiała z innym w tym samym czasie.
Wyczuła nutkę irytacji w jego głosie, choć nie była przekonana czy to właśnie z powodu tego co powiedziała.
- Szkoda że wam nie wyszło – dodała, pogarszając nastrój Maćka. Mężczyzna zacisnął zęby, powstrzymując się od wypowiedzenia słów, których najprawdopodobniej by żałował. Marta nie podejmowała już żadnego tematu. Nie chciała się z nim kłócić, a po krótkiej wymianie zdań o Ewelinie atmosfera zrobiła się nieco napięta.
Po powrocie do hotelu Marta spędziła dobrych kilkadziesiąt minut w łazience. Maciek wykorzystał ten czas by odświeżyć kilka kontaktów z Gdańska. Liczył na wyciągnięcie kilku istotnych informacji, choć tych mogła dostarczyć przede wszystkim brunetka. Zakończył właśnie jedną z rozmów, gdy pojawiła się w pokoju. Od razu położyła się na łóżku, podkuliła nogi. Maciek przysiadł na skraju łóżka, wpatrując się w nią. Była teraz całkiem bezsilna, bezbronna... Odwrócił głowę, by nie zobaczyła że do jego oczu napływają łzy. Obiecał sobie że rozwiąże tę sprawę, nawet jeśli Marta załamie się i odpuści. Zrobi to dla niej.
Jeszcze tego samego dnia Maciek ponownie spotkał się z komisarzami ze szczecińskiej komendy. Usiłował wybadać jak dużo wiedzą, porównać to ze swoimi informacjami i przypuszczeniami. Co do jednego byli zgodni – należało sprawdzić trop dotyczący przeszłości Marty, jednak Pilarski nie był skłonny do współpracy. Uważał że Janicka może sporo wnieść do sprawy, ale w pierwszej kolejności chciał jej zeznań. Nie zamierzał pozwolić na to, by prowadziła własne śledztwo.
Rozczarowany Maciek zapalił papierosa przed komendą. Miał nadzieję że dowie się czegoś nowego. Pozostało liczyć na dawnych kolegów z Gdańska. W tej chwili na celowniku miał policjantów prowadzących sprawę zaginięcia Marty, którzy przekazali mu informację o jej śmierci. Czuł że powinien zacząć od innej strony, ale w tej chwili nie miał większego pola manewru.
- Masz ognia? – niespodziewanie zaczepiła go Nadajska. Nawet nie zauważył kiedy kobieta wyszła z budynku i przystanęła obok niego. Czarnowłosy bez słowa podał jej zapalniczkę.
- Mój partner nie jest takim służbistą na jakiego wygląda – przyznała, odpaliwszy papierosa – Po prostu boi się że Janicka może namieszać i skomplikować sprawę.
- Dlatego ma ze sobą głos rozsądku – wskazał na siebie – Fakt, ma teraz trudny czas. Ale to była policjantka, zna się na rzeczy.
- Myślisz że ona wie kto mógł to zrobić?
- Nie. Oczywiście że wie więcej od nas, ale tego na pewno nie.
- No tak, gdyby wiedziała to już dawno by coś z tym zrobiła – westchnęła ciężko blondynka – Uważaj na nią.
Maciek posłał jej pytające spojrzenie. Nie wiedział jak interpretować ostatnie słowa rozmówczyni. Prośba by jej pilnował czy ostrzeżenie?
- Myślę że jej nie doceniasz – rozwiała jego wątpliwości – Z jakiegoś powodu nie chce podzielić swoją wiedzą. Nie wiem, może w grę wchodzą jakieś mroczne rodzinne tajemnice?
- Sugerujesz coś czy strzelasz na ślepo? - rzucił nieco poirytowany tym co usłyszał
- Prawdopodobnie ktoś nie chciał dopuścić do ich spotkania. Dlaczego? Myślę że Janicka to wie.
- Czyli strzelasz na ślepo. Nic nie macie, prawda? Śledztwo stoi w miejscu, a jedyną waszą opcją jest Marta – Maciek postanowił nieco sprowokować kobietę, licząc że jej ambicja weźmie górę
- Nie ukrywam że mogłaby nam znacząco pomóc, ale bez niej też sobie poradzimy. Tylko potrwa to trochę dłużej.
- Dopóki nie stanie się cud i nie złapiecie nowego punktu zaczepienia.
- Kłosiński spotkał się z Dawidem Kamińskim – wyjawiła, nim zdążyła się ugryźć w język – Mówi ci coś to nazwisko? Łączyło go coś z twoją żoną?
- Coś mi się obiło o uszy, ale nie sądzę żeby Marta miała z nim kontakt.
- Pracuje w Gdańsku, wy mieszkaliście w Gdańsku... Nie, nie mam na myśli romansu – dodała szybko, kiedy zobaczyła jak twarz Maćka robi się czerwona – Podkomisarz Kamiński trzy lata temu prowadził śledztwo w sprawie zaginięcia kilku młodych kobiet. Wyszła z tego grubsza sprawa, handel żywym towarem. Kłosiński szukał córki i spotkał się z nim.
- To jeszcze o niczym nie świadczy.
- Dlatego musimy się dowiedzieć czy Janicka miała coś wspólnego z tą sprawą. Daj znać jak uda ci się coś z niej wyciągnąć – podała mu swoją wizytówkę – No co? Dla dobra sprawy powinniśmy działać wspólnie.
Maciek postanowił nie mówić Marcie o wizycie na komendzie i rozmowie z Nadajską. Nie chciał by brunetka pomyślała że próbuje robić coś za jej plecami, nie chciał nadszarpnąć jej zaufania. Czuł że to jedyna droga by kobieta wyznała mu całą prawdę. Musiał być po jej stronie. Właściwie nie musiał, tylko chciał.
W hotelu spotkała go jednak niemiła niespodzianka. Nie zastał Marty w pokoju, nie było także jej bagażu. Wziął kilka głębszych oddechów, próbował zachować spokój. Do głowy przychodziły mu najgorsze myśli. Dopiero po chwili na stoliku przy łóżku zauważył kopertę. Nauczony doświadczeniem sięgnął do kieszeni po rękawiczki. Zawsze nosił ze sobą przynajmniej jedną parę, nigdy nie było wiadomo kiedy mogły się przydać.
Powoli, drżącymi palcami wyciągnął zawartość koperty. Kilkanaście stuzłotowych banknotów i kartka. List. Od razu rozpoznał pismo Marty.
Maciek!
Przepraszam że cię w to wszystko wciągnęłam. Wpadłam jak huragan i wywaliłam Ci całe życie do góry nogami. Nie powinnam była w ogóle do Ciebie przychodzić. Dla Ciebie Marta nie żyje i tego powinniśmy się trzymać. Dziękuję Ci za wszystko co dla mnie zrobiłeś. Nie jestem w stanie opisać jak wiele to dla mnie znaczy... Wiem, że znowu Cię krzywdzę, wybacz. Nie tak to miało wyglądać. Przemyślałam to. Sprawa znalazła się w takim miejscu, w którym muszę sama stawić temu czoła. Nie mogę Cię dłużej narażać, nie mogę Cię wykorzystywać. Wróć do swojego życia i zapomnij o mnie. Tak będzie najlepiej. Powinnam powiedzieć Ci to prosto w oczy, ale stchórzyłam. Nie miałam wystarczająco odwagi po tym, co dla mnie zrobiłeś. Nigdy nie będę w stanie spłacić tego długu wdzięczności. Zostawiam pieniądze za hotel, żebyś nie musiał za mnie płacić. I tak zachowałam się podle i niehonorowo. Zasługujesz na prawdę, ale wiem że wtedy nie odpuścisz. Wybacz mi. Albo nie. Znienawidź i zapomnij. Tak będzie najlepiej.
Marta
Upuścił kartkę na ziemię i ukrył twarz w dłoniach. Nie wierzył że to zrobiła, że była do tego zdolna. Zastanawiał się na ile byłoby możliwe żeby kobieta napisała ten list pod przymusem. Pismo jednak wyglądało na staranne i spokojne, jakby dokładnie przemyślała to co chce napisać. Małe szanse by została uprowadzona, a list i zniknięcie jej bagażu służyłyby uśpieniu jego czujności.
- Nie tak prędko Marta – powiedział cicho do samego siebie – Nie odpuszczę.
Zerwał się z miejsca i zaczął pospiesznie pakować swoje rzeczy. Jeszcze tego wieczora chciał być w Gdańsku.
- To moja wina – przyznała cicho, pociągając nosem – To wszystko przeze mnie.
- Nie mów tak – odparł, obejmując ją ramieniem. Marta przytuliła się do niego. Zawsze był po jej stronie, nawet gdyby miała przeciw sobie cały świat. Musiał mieć do niej naprawdę dużą słabość.
- Nie mam siły, Maciek – czuła że za chwilę się rozklei. Nie chciała dłużej przed nim udawać. Tylko przy nim mogła sobie pozwolić na chwilę słabości, na bycie sobą, na odkrycie swoich uczuć. Nie musiał nic mówić. Wystarczyła jej już jego obecność.
- Chodź, musisz odpocząć – zaprowadził ją do samochodu. Zdawał sobie sprawę że dzisiaj już niewiele będą w stanie zrobić. Brunetka potrzebowała teraz spokoju, musiała ochłonąć i przyjąć do wiadomości że ta sprawa prawdopodobnie jest powiązana z nią i jej przeszłością.
Większość drogi do hotelu pokonali w milczeniu. Maciek nie chciał naciskać, wiedząc że Marta bije się z myślami i tłumi w sobie sporo emocji. Niewiele mógł zrobić. To ona musiała znaleźć w sobie siłę by kontynuować działania i stawić czoła wydarzeniom sprzed trzech lat.
Wciąż niewiele wiedział co wtedy się stało. Brunetka wspomniała raz o porwaniu, lecz nie drążył tematu. Uwierzyła że on jest w to zamieszany, dlatego zniknęła. Nie czuła się bezpieczna, nawet z nim. Komu jednak zależało na jej śmierci i jaki był tego powód? Czy ten człowiek mógł nadal czyhać na jej życie i próbował zdobyć informacje od jej ojca?
- Maciek, dlaczego ty to wszystko robisz? - przerwała nagle milczenie
- Ale co?
- Jesteś przy mnie, wspierasz. Rzuciłeś wszystko, pracę, dziewczynę, całe swoje życie.
Z trudem przełknął ślinę. Nie chciał o tym rozmawiać. Nie mógł powiedzieć prawdy, ośmieszyłby się. Starał się wypierać tę myśl, oszukiwał samego siebie, ale wszystko co robił świadczyło ku jednemu. Nadal ją kochał.
- Dziewczynę – powtórzył drwiąco – Nie byliśmy już razem.
- Jest z tobą w ciąży – przypomniała lekko rozczarowana
- Nie wiadomo czy ze mną. Sypiała z innym w tym samym czasie.
Wyczuła nutkę irytacji w jego głosie, choć nie była przekonana czy to właśnie z powodu tego co powiedziała.
- Szkoda że wam nie wyszło – dodała, pogarszając nastrój Maćka. Mężczyzna zacisnął zęby, powstrzymując się od wypowiedzenia słów, których najprawdopodobniej by żałował. Marta nie podejmowała już żadnego tematu. Nie chciała się z nim kłócić, a po krótkiej wymianie zdań o Ewelinie atmosfera zrobiła się nieco napięta.
Po powrocie do hotelu Marta spędziła dobrych kilkadziesiąt minut w łazience. Maciek wykorzystał ten czas by odświeżyć kilka kontaktów z Gdańska. Liczył na wyciągnięcie kilku istotnych informacji, choć tych mogła dostarczyć przede wszystkim brunetka. Zakończył właśnie jedną z rozmów, gdy pojawiła się w pokoju. Od razu położyła się na łóżku, podkuliła nogi. Maciek przysiadł na skraju łóżka, wpatrując się w nią. Była teraz całkiem bezsilna, bezbronna... Odwrócił głowę, by nie zobaczyła że do jego oczu napływają łzy. Obiecał sobie że rozwiąże tę sprawę, nawet jeśli Marta załamie się i odpuści. Zrobi to dla niej.
Jeszcze tego samego dnia Maciek ponownie spotkał się z komisarzami ze szczecińskiej komendy. Usiłował wybadać jak dużo wiedzą, porównać to ze swoimi informacjami i przypuszczeniami. Co do jednego byli zgodni – należało sprawdzić trop dotyczący przeszłości Marty, jednak Pilarski nie był skłonny do współpracy. Uważał że Janicka może sporo wnieść do sprawy, ale w pierwszej kolejności chciał jej zeznań. Nie zamierzał pozwolić na to, by prowadziła własne śledztwo.
Rozczarowany Maciek zapalił papierosa przed komendą. Miał nadzieję że dowie się czegoś nowego. Pozostało liczyć na dawnych kolegów z Gdańska. W tej chwili na celowniku miał policjantów prowadzących sprawę zaginięcia Marty, którzy przekazali mu informację o jej śmierci. Czuł że powinien zacząć od innej strony, ale w tej chwili nie miał większego pola manewru.
- Masz ognia? – niespodziewanie zaczepiła go Nadajska. Nawet nie zauważył kiedy kobieta wyszła z budynku i przystanęła obok niego. Czarnowłosy bez słowa podał jej zapalniczkę.
- Mój partner nie jest takim służbistą na jakiego wygląda – przyznała, odpaliwszy papierosa – Po prostu boi się że Janicka może namieszać i skomplikować sprawę.
- Dlatego ma ze sobą głos rozsądku – wskazał na siebie – Fakt, ma teraz trudny czas. Ale to była policjantka, zna się na rzeczy.
- Myślisz że ona wie kto mógł to zrobić?
- Nie. Oczywiście że wie więcej od nas, ale tego na pewno nie.
- No tak, gdyby wiedziała to już dawno by coś z tym zrobiła – westchnęła ciężko blondynka – Uważaj na nią.
Maciek posłał jej pytające spojrzenie. Nie wiedział jak interpretować ostatnie słowa rozmówczyni. Prośba by jej pilnował czy ostrzeżenie?
- Myślę że jej nie doceniasz – rozwiała jego wątpliwości – Z jakiegoś powodu nie chce podzielić swoją wiedzą. Nie wiem, może w grę wchodzą jakieś mroczne rodzinne tajemnice?
- Sugerujesz coś czy strzelasz na ślepo? - rzucił nieco poirytowany tym co usłyszał
- Prawdopodobnie ktoś nie chciał dopuścić do ich spotkania. Dlaczego? Myślę że Janicka to wie.
- Czyli strzelasz na ślepo. Nic nie macie, prawda? Śledztwo stoi w miejscu, a jedyną waszą opcją jest Marta – Maciek postanowił nieco sprowokować kobietę, licząc że jej ambicja weźmie górę
- Nie ukrywam że mogłaby nam znacząco pomóc, ale bez niej też sobie poradzimy. Tylko potrwa to trochę dłużej.
- Dopóki nie stanie się cud i nie złapiecie nowego punktu zaczepienia.
- Kłosiński spotkał się z Dawidem Kamińskim – wyjawiła, nim zdążyła się ugryźć w język – Mówi ci coś to nazwisko? Łączyło go coś z twoją żoną?
- Coś mi się obiło o uszy, ale nie sądzę żeby Marta miała z nim kontakt.
- Pracuje w Gdańsku, wy mieszkaliście w Gdańsku... Nie, nie mam na myśli romansu – dodała szybko, kiedy zobaczyła jak twarz Maćka robi się czerwona – Podkomisarz Kamiński trzy lata temu prowadził śledztwo w sprawie zaginięcia kilku młodych kobiet. Wyszła z tego grubsza sprawa, handel żywym towarem. Kłosiński szukał córki i spotkał się z nim.
- To jeszcze o niczym nie świadczy.
- Dlatego musimy się dowiedzieć czy Janicka miała coś wspólnego z tą sprawą. Daj znać jak uda ci się coś z niej wyciągnąć – podała mu swoją wizytówkę – No co? Dla dobra sprawy powinniśmy działać wspólnie.
Maciek postanowił nie mówić Marcie o wizycie na komendzie i rozmowie z Nadajską. Nie chciał by brunetka pomyślała że próbuje robić coś za jej plecami, nie chciał nadszarpnąć jej zaufania. Czuł że to jedyna droga by kobieta wyznała mu całą prawdę. Musiał być po jej stronie. Właściwie nie musiał, tylko chciał.
W hotelu spotkała go jednak niemiła niespodzianka. Nie zastał Marty w pokoju, nie było także jej bagażu. Wziął kilka głębszych oddechów, próbował zachować spokój. Do głowy przychodziły mu najgorsze myśli. Dopiero po chwili na stoliku przy łóżku zauważył kopertę. Nauczony doświadczeniem sięgnął do kieszeni po rękawiczki. Zawsze nosił ze sobą przynajmniej jedną parę, nigdy nie było wiadomo kiedy mogły się przydać.
Powoli, drżącymi palcami wyciągnął zawartość koperty. Kilkanaście stuzłotowych banknotów i kartka. List. Od razu rozpoznał pismo Marty.
Maciek!
Przepraszam że cię w to wszystko wciągnęłam. Wpadłam jak huragan i wywaliłam Ci całe życie do góry nogami. Nie powinnam była w ogóle do Ciebie przychodzić. Dla Ciebie Marta nie żyje i tego powinniśmy się trzymać. Dziękuję Ci za wszystko co dla mnie zrobiłeś. Nie jestem w stanie opisać jak wiele to dla mnie znaczy... Wiem, że znowu Cię krzywdzę, wybacz. Nie tak to miało wyglądać. Przemyślałam to. Sprawa znalazła się w takim miejscu, w którym muszę sama stawić temu czoła. Nie mogę Cię dłużej narażać, nie mogę Cię wykorzystywać. Wróć do swojego życia i zapomnij o mnie. Tak będzie najlepiej. Powinnam powiedzieć Ci to prosto w oczy, ale stchórzyłam. Nie miałam wystarczająco odwagi po tym, co dla mnie zrobiłeś. Nigdy nie będę w stanie spłacić tego długu wdzięczności. Zostawiam pieniądze za hotel, żebyś nie musiał za mnie płacić. I tak zachowałam się podle i niehonorowo. Zasługujesz na prawdę, ale wiem że wtedy nie odpuścisz. Wybacz mi. Albo nie. Znienawidź i zapomnij. Tak będzie najlepiej.
Marta
Upuścił kartkę na ziemię i ukrył twarz w dłoniach. Nie wierzył że to zrobiła, że była do tego zdolna. Zastanawiał się na ile byłoby możliwe żeby kobieta napisała ten list pod przymusem. Pismo jednak wyglądało na staranne i spokojne, jakby dokładnie przemyślała to co chce napisać. Małe szanse by została uprowadzona, a list i zniknięcie jej bagażu służyłyby uśpieniu jego czujności.
- Nie tak prędko Marta – powiedział cicho do samego siebie – Nie odpuszczę.
Zerwał się z miejsca i zaczął pospiesznie pakować swoje rzeczy. Jeszcze tego wieczora chciał być w Gdańsku.
sobota, 14 września 2019
Czas nie leczy ran cz. 18
Marta leżała na łóżku i wpatrywała się w sufit. Powinna właśnie siedzieć przed komputerem, przeglądać lokalne serwisy i szukać artykułów, w których mogła się znaleźć jakakolwiek wzmianka o jej ojcu. Maciek liczył na to że być może kilka miesięcy temu trafiła się jakaś głośna sprawa, której warto byłoby się przyjrzeć. Brunetka jednak nie była w stanie się skupić. Cały czas myślała o swoim byłym mężu. Jak przebiegło spotkanie z tutejszą policją? Jak mu poszło? Zatrzymają go? To byłby najgorszy scenariusz...
Odpowiedzi na dręczące pytania miała otrzymać kilkadziesiąt minut później. Maciek wpadł do pokoju nieco zdyszany. Na jego widok od razu się podniosła. Dlaczego był ubrany inaczej? Dlaczego wyglądał jakby przed kimś uciekał? Choć nie zdążył jeszcze nic powiedzieć, zdała sobie sprawę że sytuacja jest krytyczna.
- Wyłącz telefon i pakuj się. Spadamy stąd – nie tracąc czasu chwycił swój bagaż
- Co jest grane?
- Później ci wyjaśnię. Dali mi ogon, ale chyba go zgubiłem.
- Chyba? - powtórzyła zaniepokojona – Czekaj, co? Ogon? Dlaczego?
- Podejrzewają cię. Wiedzą że żyjesz i myślą że to ty zabiłaś swoich rodziców – wyrzucił jednym tchem. Marta pokręciła głową z niedowierzaniem i usiadła na skraju łóżka. Nie wierzyła w to co przed chwilą usłyszała.
- Zostaw to – mruknęła pod nosem, by za chwilę powtórzyć to znacznie głośniej – Zostaw to, do cholery!
Ukryła twarz w dłoniach. To wszystko ją przerosło. Podejrzenie ścięło ją z nóg. Straciła resztki pewności siebie. Nie wiedziała co chce dalej robić, ale jednego była pewna – nie zamierzała uciekać. Skoro prawda wyszła na jaw, nie musiała tego robić.
- Powiedziałeś im? - spytała cicho, nie podnosząc wzroku
- O tobie? Jasne że nie. Marta... - wziął głęboki oddech – To twój ojciec cię odnalazł.
- Co? - rzuciła machinalnie, jakby nie była zainteresowana tematem
- Rozszyfrowali dane z jego komputera. Zbierał informacje o Marcie Janickiej. Tak, o tobie.
Przymknęła oczy. Nie wiedziała co o tym myśleć. Co jej ojciec zamierzał zrobić z tą wiedzą? Spotkałby się z nią? Jak dotarł do tych informacji?
- Marta, wybacz, ale... - kontynuował, choć czuł że to nie jest odpowiedni moment – Muszę ci zadać to pytanie. Marta Czapska to też ty?
- W życiu nie wpadłabym na tak idiotyczne nazwisko – warknęła, zaprzeczając.
- Czyli to był blef – odetchnął z ulgą – Wiedziałem, kurwa, wiedziałem – wycedził przez zęby z nutką satysfakcji.
- Maciek? - brunetka nagle się podniosła i spojrzała mu w oczy – Zabierz mnie do nich. Nie będę się ukrywać. Nie jestem winna i jestem w stanie to udowodnić.
- Ale że... teraz?
- Tak, teraz.
Nie pozostało mu nic innego jak wykonać jej polecenie. Nie przejmował się już policyjnym duetem, który miał go obserwować, nie myślał jak się wytłumaczy z wyprowadzenia ich w pole, czy będzie w ogóle taka konieczność. Martwił się o Martę. Wiedział że zabolało ją to co usłyszała. Prawdopodobnie kwestią czasu było spotkanie brunetki z ojcem. Gdyby nie nagła śmierć, być może już by do niego doszło...
Przez całą drogę milczała. Nie reagowała na próby nawiązania rozmowy przez Maćka, nawet mimo tego że mężczyzna wybierał bezpieczne tematy i próbował odciągnąć jej myśli od nowych wieści. W tym momencie nie interesowała ją ani pogoda, ani tutejsze kamienice, a tym bardziej że wypadałoby pomyśleć o jakimś obiedzie lub kolacji.
- Pójdziesz ze mną? - odezwała się niespodziewanie, gdy Maciek zaparkował samochód przed komendą – Proszę.
- Jeżeli to ci pomoże...
Kiwnęła głową. Nie wiedziała dlaczego, ale przy nim odnajdowała siłę i wewnętrzny spokój. Był tą bezpieczną przystanią, do której zawsze mogła wrócić i przeczekać sztorm. Wiedziała że może na niego liczyć, w końcu dzisiaj po raz kolejny to udowodnił. Chciał ją chronić. Miała ogromny dług wdzięczności wobec niego i czuła że nigdy nie będzie w stanie go spłacić.
Gdyby nie towarzystwo Maćka, zapewne zatrzymałaby się, zawróciła do toalety i tam się rozpłakała. Ciężar zdawał się wzrastać z każdą chwilą. Nie była pewna czy chce o tym rozmawiać, a tym bardziej z obcymi ludźmi. Mimo wszystko przekroczyła próg biura, w którym dwie godziny wcześniej był już Maciek. Na jej widok policjanci poderwali się z miejsc.
- Pani Marta Janicka? - blondynka odezwała się jako pierwsza
- Tak, to ja. Jeżeli uważacie że zamordowałam Zbigniewa i Barbarę Kłosińskich to przyszłam wyprowadzić was z błędu – oznajmiła z udawaną pewnością siebie – Tego dnia byłam jeszcze w Rzeszowie, sprawdźcie. Byłam w pracy, później w dwóch, może trzech sklepach, na pewno jestem gdzieś na monitoringu.
- Spokojnie, może pani usiądzie? - zaproponował Pilarski, odsuwając jej krzesło od biurka. Marta prychnęła, lecz skorzystała z propozycji
- Macie nas za idiotów? - zwrócił się zarówno do niej, jak i do Maćka – Oczywiście że to sprawdziliśmy. Chcieliśmy nakłonić pana Strzewińskiego do współpracy, ale jak widać, woli działać nielegalnie razem z panią. Gratuluję.
- To czego od nas chcecie? - wtrącił Maciek, który nie był zadowolony z faktu że w tej kwestii dał się zmylić
- Komuś nie na rękę było ewentualne spotkanie Kłosińskiego z córką, znaczy z panią. Może nawet to że on ją odnalazł...
Marta z trudem przełknęła ślinę. Właśnie przekonała się że nie tylko ona ma takie zdanie. Pośrednio to przez nią zginęli rodzice. Powtarzała sobie iż nie może cofnąć czasu, a mimo to wytykała sobie błędy popełnione w przeszłości.
- Komu? - zapytał czarnowłosy, zakłócając przedłużającą się ciszę
- Może panna Kłosińska nam coś podpowie? Znaczy, przepraszam, Janicka...
Maciek zacisnął zęby, powstrzymując się od komentarza. Znał tę praktykę, ale nie podobało mu się granie na emocjach gdy chodziło o Martę. Jej spokój i tak był już mocno zachwiany, a ona sama była jednym wielkim kłębkiem nerwów.
- Gdybym wiedziała to już dawno bym go rozszarpała.
- Czyli co? Przyjechaliście tu i błądzicie sobie we mgle? - zadrwiła policjantka, dołączając do gry prowadzonej przez partnera – Coś mi się nie chce w to wierzyć...
- Na co mielibyśmy czekać, gdybyśmy znali zabójcę? - dodał Maciek, chcąc nieco odciążyć Martę w tym starciu
- Jak na moje... pani Strzewińska – Janicka rozdaje karty i chce żebyśmy tańczyli jak ona zagra. Z panem jej się udało – wskazał w tym momencie na Maćka
- Czego wy kurwa ode mnie chcecie? - brunetka zdawała się być na skraju wytrzymałości – Nie wiem, do cholery, nie wiem kto mógł to zrobić!
- Dziwne że tylko oni zginęli. Wam nikt nic nie zrobił, a oni nie żyją.
Marta nagle pobladła. Przypomniała sobie o włamaniu do mieszkania Maćka. Nie potrzebowała wiele czasu by połączyć wszystkie informacje w jedną całość. Nie zwracając uwagi na to w jakim miejscu się znalazła i w jakich okolicznościach, zerwała się z miejsca i wybiegła.
- To właśnie chcieliście osiągnąć? Brawo! - rzucił poirytowany Maciek, po czym pobiegł za kobietą, nie zwracając już uwagi na zdumionych policjantów. Wymienili między sobą spojrzenia. Nie byli odpowiednio przygotowani na pojawienie się córki prokuratora i jej przesłuchanie. Błyskawiczny pomysł postawienia jej pod ścianą poprzez grę psychologiczną nie pozwolił im uzyskać żadnych informacji.
- Schrzaniliśmy – podsumowała Nadajska, dając do zrozumienia partnerowi iż zdaje sobie sprawę z popełnionego błędu
Kiedy Maciek znalazł się na zewnątrz budynku, nie dostrzegł Marty ani przy samochodzie, ani nigdzie w pobliżu. Zaklął pod nosem ze złości. Nie znał miasta, nie wiedział gdzie teraz jej szukać. Była nieco nieprzewidywalna, zbyt rozchwiana emocjonalnie. Mogła być naprawdę wszędzie.
Odwiedził kilka barów w okolicy, ale w żadnym nie zastał brunetki. Zrozumiał że to bez sensu. Nie mógł myśleć typowo jak facet, musiał wczuć się w rolę Marty. Nie było to łatwe, ale przy odpowiednim skupieniu pozwoliło mu wytypować jedno miejsce, które bezwarunkowo powinien sprawdzić.
W międzyczasie postanowił zadzwonić do Sebastiana. Chciał omówić kwestię włamania do jego mieszkania. Po przesłuchaniu Marty na szczecińskiej komendzie wrócił do teorii, którą na wstępie odrzucił, uznając za zbyt absurdalną.
- Sąsiadka widziała mężczyznę przebranego za kuriera, który kręcił się po klatce schodowej kilkadziesiąt minut przed zgłoszeniem – mówił Sebastian z satysfakcją w głosie. W końcu mógł przekazać przyjacielowi dobre nowiny. Maciek nie był jednak skłonny do optymizmu.
- Nic nie zginęło, prawda?
- Wygląda na to że nie. W sumie trochę to dziwne. Nawet jeśli nie miałeś wartościowych rzeczy to żeby odejść tak bez łupu...
- No właśnie – westchnął czarnowłosy – Co myślisz o teorii... że ten ktoś szukał informacji o Marcie?
- Czekaj, czekaj. Ty chyba nie łączysz... - zaczął z niepokojem w głosie, lecz Maciek błyskawicznie mu przerwał
- Tak, właśnie tak. Właśnie to robię.
- Jeżeli masz rację to jesteś w niebezpieczeństwie.
- Macie portret pamięciowy tego gościa? - puścił jego uwagę mimo uszu
- Jutro będzie. Podeślę ci jak tylko będę go miał.
- Dzięki. Jesteśmy w kontakcie.
- No, na razie.
Nie martwił się sobą, zagrożeniem jakie na niego mogło czyhać. W tej chwili liczyło się tylko odnalezienie Marty. Jeżeli na komuś zależało zabójcy to przede wszystkim na brunetce. To ona była kluczem do całej sprawy i tylko ona mogła rozwiązać zagadkę jego tożsamości oraz motywu. Ale nie chodziło tylko o zagrożenie ze strony tej jednej konkretnej osoby. Zbliżał się zmrok, a zestawienie samotnej kobiety i ciemnych uliczek według Maćka nie wróżyło nic dobrego. Owszem, była policjantką, przeszła masę szkoleń i potrafiła się bronić. To jednak nie uspokoiło go ani trochę. Co gorsza, w jej obecnym stanie, czarnowłosy nie miał pewności że Marta będzie w stanie wytrzymać sama ze sobą.
Odpowiedzi na dręczące pytania miała otrzymać kilkadziesiąt minut później. Maciek wpadł do pokoju nieco zdyszany. Na jego widok od razu się podniosła. Dlaczego był ubrany inaczej? Dlaczego wyglądał jakby przed kimś uciekał? Choć nie zdążył jeszcze nic powiedzieć, zdała sobie sprawę że sytuacja jest krytyczna.
- Wyłącz telefon i pakuj się. Spadamy stąd – nie tracąc czasu chwycił swój bagaż
- Co jest grane?
- Później ci wyjaśnię. Dali mi ogon, ale chyba go zgubiłem.
- Chyba? - powtórzyła zaniepokojona – Czekaj, co? Ogon? Dlaczego?
- Podejrzewają cię. Wiedzą że żyjesz i myślą że to ty zabiłaś swoich rodziców – wyrzucił jednym tchem. Marta pokręciła głową z niedowierzaniem i usiadła na skraju łóżka. Nie wierzyła w to co przed chwilą usłyszała.
- Zostaw to – mruknęła pod nosem, by za chwilę powtórzyć to znacznie głośniej – Zostaw to, do cholery!
Ukryła twarz w dłoniach. To wszystko ją przerosło. Podejrzenie ścięło ją z nóg. Straciła resztki pewności siebie. Nie wiedziała co chce dalej robić, ale jednego była pewna – nie zamierzała uciekać. Skoro prawda wyszła na jaw, nie musiała tego robić.
- Powiedziałeś im? - spytała cicho, nie podnosząc wzroku
- O tobie? Jasne że nie. Marta... - wziął głęboki oddech – To twój ojciec cię odnalazł.
- Co? - rzuciła machinalnie, jakby nie była zainteresowana tematem
- Rozszyfrowali dane z jego komputera. Zbierał informacje o Marcie Janickiej. Tak, o tobie.
Przymknęła oczy. Nie wiedziała co o tym myśleć. Co jej ojciec zamierzał zrobić z tą wiedzą? Spotkałby się z nią? Jak dotarł do tych informacji?
- Marta, wybacz, ale... - kontynuował, choć czuł że to nie jest odpowiedni moment – Muszę ci zadać to pytanie. Marta Czapska to też ty?
- W życiu nie wpadłabym na tak idiotyczne nazwisko – warknęła, zaprzeczając.
- Czyli to był blef – odetchnął z ulgą – Wiedziałem, kurwa, wiedziałem – wycedził przez zęby z nutką satysfakcji.
- Maciek? - brunetka nagle się podniosła i spojrzała mu w oczy – Zabierz mnie do nich. Nie będę się ukrywać. Nie jestem winna i jestem w stanie to udowodnić.
- Ale że... teraz?
- Tak, teraz.
Nie pozostało mu nic innego jak wykonać jej polecenie. Nie przejmował się już policyjnym duetem, który miał go obserwować, nie myślał jak się wytłumaczy z wyprowadzenia ich w pole, czy będzie w ogóle taka konieczność. Martwił się o Martę. Wiedział że zabolało ją to co usłyszała. Prawdopodobnie kwestią czasu było spotkanie brunetki z ojcem. Gdyby nie nagła śmierć, być może już by do niego doszło...
Przez całą drogę milczała. Nie reagowała na próby nawiązania rozmowy przez Maćka, nawet mimo tego że mężczyzna wybierał bezpieczne tematy i próbował odciągnąć jej myśli od nowych wieści. W tym momencie nie interesowała ją ani pogoda, ani tutejsze kamienice, a tym bardziej że wypadałoby pomyśleć o jakimś obiedzie lub kolacji.
- Pójdziesz ze mną? - odezwała się niespodziewanie, gdy Maciek zaparkował samochód przed komendą – Proszę.
- Jeżeli to ci pomoże...
Kiwnęła głową. Nie wiedziała dlaczego, ale przy nim odnajdowała siłę i wewnętrzny spokój. Był tą bezpieczną przystanią, do której zawsze mogła wrócić i przeczekać sztorm. Wiedziała że może na niego liczyć, w końcu dzisiaj po raz kolejny to udowodnił. Chciał ją chronić. Miała ogromny dług wdzięczności wobec niego i czuła że nigdy nie będzie w stanie go spłacić.
Gdyby nie towarzystwo Maćka, zapewne zatrzymałaby się, zawróciła do toalety i tam się rozpłakała. Ciężar zdawał się wzrastać z każdą chwilą. Nie była pewna czy chce o tym rozmawiać, a tym bardziej z obcymi ludźmi. Mimo wszystko przekroczyła próg biura, w którym dwie godziny wcześniej był już Maciek. Na jej widok policjanci poderwali się z miejsc.
- Pani Marta Janicka? - blondynka odezwała się jako pierwsza
- Tak, to ja. Jeżeli uważacie że zamordowałam Zbigniewa i Barbarę Kłosińskich to przyszłam wyprowadzić was z błędu – oznajmiła z udawaną pewnością siebie – Tego dnia byłam jeszcze w Rzeszowie, sprawdźcie. Byłam w pracy, później w dwóch, może trzech sklepach, na pewno jestem gdzieś na monitoringu.
- Spokojnie, może pani usiądzie? - zaproponował Pilarski, odsuwając jej krzesło od biurka. Marta prychnęła, lecz skorzystała z propozycji
- Macie nas za idiotów? - zwrócił się zarówno do niej, jak i do Maćka – Oczywiście że to sprawdziliśmy. Chcieliśmy nakłonić pana Strzewińskiego do współpracy, ale jak widać, woli działać nielegalnie razem z panią. Gratuluję.
- To czego od nas chcecie? - wtrącił Maciek, który nie był zadowolony z faktu że w tej kwestii dał się zmylić
- Komuś nie na rękę było ewentualne spotkanie Kłosińskiego z córką, znaczy z panią. Może nawet to że on ją odnalazł...
Marta z trudem przełknęła ślinę. Właśnie przekonała się że nie tylko ona ma takie zdanie. Pośrednio to przez nią zginęli rodzice. Powtarzała sobie iż nie może cofnąć czasu, a mimo to wytykała sobie błędy popełnione w przeszłości.
- Komu? - zapytał czarnowłosy, zakłócając przedłużającą się ciszę
- Może panna Kłosińska nam coś podpowie? Znaczy, przepraszam, Janicka...
Maciek zacisnął zęby, powstrzymując się od komentarza. Znał tę praktykę, ale nie podobało mu się granie na emocjach gdy chodziło o Martę. Jej spokój i tak był już mocno zachwiany, a ona sama była jednym wielkim kłębkiem nerwów.
- Gdybym wiedziała to już dawno bym go rozszarpała.
- Czyli co? Przyjechaliście tu i błądzicie sobie we mgle? - zadrwiła policjantka, dołączając do gry prowadzonej przez partnera – Coś mi się nie chce w to wierzyć...
- Na co mielibyśmy czekać, gdybyśmy znali zabójcę? - dodał Maciek, chcąc nieco odciążyć Martę w tym starciu
- Jak na moje... pani Strzewińska – Janicka rozdaje karty i chce żebyśmy tańczyli jak ona zagra. Z panem jej się udało – wskazał w tym momencie na Maćka
- Czego wy kurwa ode mnie chcecie? - brunetka zdawała się być na skraju wytrzymałości – Nie wiem, do cholery, nie wiem kto mógł to zrobić!
- Dziwne że tylko oni zginęli. Wam nikt nic nie zrobił, a oni nie żyją.
Marta nagle pobladła. Przypomniała sobie o włamaniu do mieszkania Maćka. Nie potrzebowała wiele czasu by połączyć wszystkie informacje w jedną całość. Nie zwracając uwagi na to w jakim miejscu się znalazła i w jakich okolicznościach, zerwała się z miejsca i wybiegła.
- To właśnie chcieliście osiągnąć? Brawo! - rzucił poirytowany Maciek, po czym pobiegł za kobietą, nie zwracając już uwagi na zdumionych policjantów. Wymienili między sobą spojrzenia. Nie byli odpowiednio przygotowani na pojawienie się córki prokuratora i jej przesłuchanie. Błyskawiczny pomysł postawienia jej pod ścianą poprzez grę psychologiczną nie pozwolił im uzyskać żadnych informacji.
- Schrzaniliśmy – podsumowała Nadajska, dając do zrozumienia partnerowi iż zdaje sobie sprawę z popełnionego błędu
Kiedy Maciek znalazł się na zewnątrz budynku, nie dostrzegł Marty ani przy samochodzie, ani nigdzie w pobliżu. Zaklął pod nosem ze złości. Nie znał miasta, nie wiedział gdzie teraz jej szukać. Była nieco nieprzewidywalna, zbyt rozchwiana emocjonalnie. Mogła być naprawdę wszędzie.
Odwiedził kilka barów w okolicy, ale w żadnym nie zastał brunetki. Zrozumiał że to bez sensu. Nie mógł myśleć typowo jak facet, musiał wczuć się w rolę Marty. Nie było to łatwe, ale przy odpowiednim skupieniu pozwoliło mu wytypować jedno miejsce, które bezwarunkowo powinien sprawdzić.
W międzyczasie postanowił zadzwonić do Sebastiana. Chciał omówić kwestię włamania do jego mieszkania. Po przesłuchaniu Marty na szczecińskiej komendzie wrócił do teorii, którą na wstępie odrzucił, uznając za zbyt absurdalną.
- Sąsiadka widziała mężczyznę przebranego za kuriera, który kręcił się po klatce schodowej kilkadziesiąt minut przed zgłoszeniem – mówił Sebastian z satysfakcją w głosie. W końcu mógł przekazać przyjacielowi dobre nowiny. Maciek nie był jednak skłonny do optymizmu.
- Nic nie zginęło, prawda?
- Wygląda na to że nie. W sumie trochę to dziwne. Nawet jeśli nie miałeś wartościowych rzeczy to żeby odejść tak bez łupu...
- No właśnie – westchnął czarnowłosy – Co myślisz o teorii... że ten ktoś szukał informacji o Marcie?
- Czekaj, czekaj. Ty chyba nie łączysz... - zaczął z niepokojem w głosie, lecz Maciek błyskawicznie mu przerwał
- Tak, właśnie tak. Właśnie to robię.
- Jeżeli masz rację to jesteś w niebezpieczeństwie.
- Macie portret pamięciowy tego gościa? - puścił jego uwagę mimo uszu
- Jutro będzie. Podeślę ci jak tylko będę go miał.
- Dzięki. Jesteśmy w kontakcie.
- No, na razie.
Nie martwił się sobą, zagrożeniem jakie na niego mogło czyhać. W tej chwili liczyło się tylko odnalezienie Marty. Jeżeli na komuś zależało zabójcy to przede wszystkim na brunetce. To ona była kluczem do całej sprawy i tylko ona mogła rozwiązać zagadkę jego tożsamości oraz motywu. Ale nie chodziło tylko o zagrożenie ze strony tej jednej konkretnej osoby. Zbliżał się zmrok, a zestawienie samotnej kobiety i ciemnych uliczek według Maćka nie wróżyło nic dobrego. Owszem, była policjantką, przeszła masę szkoleń i potrafiła się bronić. To jednak nie uspokoiło go ani trochę. Co gorsza, w jej obecnym stanie, czarnowłosy nie miał pewności że Marta będzie w stanie wytrzymać sama ze sobą.
czwartek, 5 września 2019
Czas nie leczy ran cz. 17
Godzinę później Maciek zjawił się na komendzie przy ulicy Kościuszki w Szczecinie. Choć miał sporo wątpliwości jak się zachować, nie potrafiąc przewidzieć w którym kierunku potoczy się rozmowa, nie zamierzał dać po sobie nic poznać. Wziął głęboki oddech, wyprostował się, stawiał pewnie kolejne kroki by sprawiać wrażenie zdecydowanego. Nie mógł sobie pozwolić na chwilę słabości, którą ewentualnie mogliby wykorzystać policjanci prowadzący sprawę.
Zmierzał przed siebie w nieznanym kierunku z kurtką przerzuconą przez ramię. W budynku było dość ciepło, a niewielki stres, który mu towarzyszył, potęgował odczucia dotyczące temperatury. Zapytany o drogę jeden z mundurowych wskazał mu właściwy kierunek. Wziął głęboki oddech przed wejściem do biura. Zwykle był po drugiej stronie. To on zadawał pytania, wysnuwał teorię i rzucał podejrzenia. Tym razem role się odwróciły.
Wyprostował się, podniósł głowę, po czym minął otwarte na oścież drzwi. Zobaczył mężczyznę, który stojąc przy oknie przeglądał papiery, zaś przy biurku kobietę trzymającą w ręku kubek z kawą.
- Podkomisarz Rafał Pilarski? - spytał Maciek, na co w odpowiedzi mężczyzna skinął głową – Maciej Strzewiński, rozmawialiśmy przez telefon.
- Proszę usiąść – wskazał mu krzesło, po czym przeniósł wzrok na kobietę – To moja partnerka, starszy aspirant Aleksandra Nadajska. Jak się pewnie pan domyśla, prowadzimy sprawę śmierci pana teściów...
- Prowadzicie? - uniósł brwi zdumiony, postanowiwszy wykorzystać niewielkie pokłady aktorskiego talentu, które posiadał – Myślałem że dla was wszystko jest jasne.
Nie wiedział czy obrał dobrą strategię. Żadne rozwiązanie nie dawało mu oczekiwanych gwarancji. Zamierzał grać nieco wycofanego, niezainteresowanego sprawą. Obecność Marty zamierzał przemilczeć. Nie tylko nie pomogłoby to ani jemu, ani jej, ale też wzięliby go za wariata. Oficjalnie kobieta nie żyła od trzech lat.
- Wierzy pan we wszystko co mówią media? Samobójstwo to tylko oficjalna wersja dla wyciszenia sprawy... Jako kolega po fachu powinien pan znać taki zabieg.
- Albo wygodne zakończenie sprawy – dodał z triumfalnym uśmiechem – Dobrze, do rzeczy. O czym chcieliście rozmawiać? Nie zamierzam spędzić tu całego dnia.
- Ktoś był w domu Kłosińskich dwa dni po morderstwie – wtrąciła kobieta, podnosząc się do pozycji stojącej – I na pewno nie był to sprawca w celu zatarcia śladów. Wręcz przeciwnie, jakby ktoś chciał nam coś podpowiedzieć...
- Tak się składa że dzień wcześniej poprosił pan o urlop i teraz jest pan w Szczecinie – uzupełnił jej partner. Odbili piłeczkę na jego stronę. Czekali na odpowiedź i obserwowali reakcję.
- Co w związku z tym? - zachowywał czujność i nie pozwalał się sprowokować. Chcieli żeby sam to powiedział. Chcieli żeby się przyznał. Nic z tego.
- To byli pańscy teściowie. Szuka pan mordercy na własną rękę? - zapytała blondwłosa, podchodząc bliżej do Maćka
- Teściowie to nie rodzina – udawał niewzruszonego – Ale znałem tych ludzi, więc pomyślałem że wypadałoby być na ich pogrzebie.
- Wiesz ile trwają procedury. Minie jeszcze kilka dni zanim ciała zostaną wydane rodzinie by mogli zorganizować pogrzeb – policjantka zdawała się tracić cierpliwość
- Dobra, dość tego pokera – komisarz Pilarski postanowił przejąć pałeczkę i skorzystać ze swojego „asa” – Czekasz aż cię zapytamy czy byłeś ich w domu, tak? Chcesz usłyszeć to pytanie wprost? Po co, skoro zaprzeczysz? Po co, skoro wiemy że to nie ty?
Tym razem to Maciek poczuł się zbity z tropu. Oczekiwał że będą chcieli jemu przypisać odpowiedzialność za to zdarzenie. Jeżeli było inaczej, czego potrzebowali od niego? W jakim celu go wezwali? Kogo podejrzewali?
- Mamy dane z komputera Kłosińskiego – kontynuował mężczyzna – Trochę zajęło nam przejście przez hasła i zabezpieczenia, ale... ciekawych rzeczy się dowiedzieliśmy.
- Co ja mam z tym wspólnego? - zgrywał znudzonego, choć tak naprawdę chciał usłyszeć co znaleźli
- Kłosiński zbierał informacje na temat niejakiej... Marty Janickiej. A tak właściwie to... Marty Strzewińskiej.
Maciek prychnął i odwrócił głowę w bok. Chciał uniknąć kontaktu wzrokowego, by nie dać się zdemaskować. Teraz zaczynał wszystko rozumieć. Miał dostarczyć im jak najwięcej informacji o Marcie, bądź nawet zaprowadzić ich do niej.
- Przecież ona nie żyje od trzech lat – przypomniał, mimo że doskonale wiedział iż to nieprawda
- A jednak. Kłosiński odkrył że Marta Strzewińska upozorowała swoją śmierć i wiedzie szczęśliwe życie pod innym nazwiskiem.
Maciek nie zareagował. Myślał że już to do niego dotarło, że „przetrawił” tę informację. Jednak kiedy teraz usłyszał to od policjantów, poczuł się nieswojo. Jakby znów dostał od życia siarczysty policzek, jak mąż któremu mówi się że jego żona go zdradza. Zastanawiał się czy Marta wiedziała że ojciec ją odnalazł, czy się z nim spotkała, czy był to kolejny istotny fakt zatajony przez nią. Miał dosyć. Czuł że brunetka nie jest z nim do końca szczera i prowadziła wobec niego jakąś dziwną grę.
- Twoja żona żyje, słyszysz? - Nadajska lekko trąciła go w ramię – Wiedziałeś o tym?
- To jakieś bzdury – pokręcił głową – Przecież badania DNA wskazały...
- Zostały ustawione. Zapłaciła dobrą kwotę by wynik potwierdzał jej tożsamość.
Przymknął oczy. Nie chciał o tym myśleć. Nie chciał teraz szukać wyjaśnień i usprawiedliwień dla Marty. Przestał się koncentrować na swojej strategii, a jego umysłem znowu zawładnęły wątpliwości co do brunetki i jej zachowania.
- To kto do cholery tam zginął? - wycedził przez zęby, powstrzymując jeszcze narastającą irytację
- Tym się zajmiemy, ale najpierw musimy odnaleźć Janicką. Kontaktowała się z tobą? Wiesz gdzie się ukrywa?
- Niby skąd? - wzruszył ramionami, nie wiedząc dlaczego tym razem skłamał – Po co ona w ogóle to zrobiła?
- Dobra, przestań ściemniać. Przyjechałeś tu albo z nią, albo po nią. Od trzech lat nie utrzymywałeś kontaktu z teściami, nie przepadali za tobą. Nie pierdol że przyjechałeś na ich pogrzeb, bo nawet nie wiadomo kiedy on się odbędzie.
Maciek milczał. W tym momencie czuł się przytłoczony. Przez chwilę chciał powiedzieć że nie widział Marty i przyjechał jej szukać, ale nie byłby w stanie wyjaśnić jak dowiedział się o niej. Nie wiedział co zrobić. Nie wiedział jak się zachować, jakie rozwiązanie będzie w tym momencie najlepsze.
- Janicka miała klucze. W domu nie było żadnych śladów włamania. Mogła wejść i zabić ich oboje. A potem zrobiła to drugi raz, by naprowadzić nas na fałszywy trop – wyjaśnił mężczyzna
- Bzdura. Ona kochała rodziców. Zawsze była po ich stronie.
- Ciebie też kochała, a oszukała was wszystkich i zniknęła. Ojciec mógł ją zdemaskować i sprowadzić na nią kłopoty. Więc się go pozbyła.
- Macie na to dowody czy to tylko luźne bądź wygodne teorie? - Maciek nie zamierzał w to wierzyć. O ile było wiele znaków zapytania i miał sporo do zarzucenia Marcie, nigdy nie dała mu powodów by mógł ją podejrzewać o zabójstwo.
- Zanim stała się Martą Janicką, używała innego nazwiska. Marta Czapska spędziła w szpitalu psychiatrycznym pół roku. Terapia nie przynosiła skutku, ona została uznana za osobę niepoczytalną i nie pozwolono jej opuścić szpitala na własne żądanie. Czapska uciekła i ślad po niej zaginął. Najprawdopodobniej zmieniła tożsamość i zaczęła wszystko od nowa.
- Może być niebezpieczna – dodała blondynka – Zastanów się. Dla dobra tej sprawy powinniśmy współpracować...
- Nie jestem w stanie wam pomóc – nie zastanawiał się długo. Nie zamierzał wydać Marty. Nie wierzył w ich oskarżenia, zaś porachunki z brunetką zamierzał wyrównać sam.
- Dobrze, to na razie wszystko – zakończył rozmowę Pilarski – Jest pan wolny.
- Jest pan wolny – powtórzył drwiąco, po czym zerwał się z krzesła i szybkim krokiem opuścił pomieszczenie. Był zły. Nie wiedział czy bardziej na Martę, za te wszystkie tajemnice, czy na siebie, że tak naiwnie jej wierzył. Ile było prawdy w tym co usłyszał? Jak często zmieniała tożsamość? Naprawdę spędziła pół roku w szpitalu psychiatrycznym? Nie, to już za dużo. Brunetka nie wyglądała na osobę niezrównoważoną. Blefowali. Na pewno. Chcieli go zmiękczyć. Znał te sztuczki, przecież sam wielokrotnie je stosował.
Doświadczenie podpowiadało mu by zachować czujność. Postanowił nie wracać jeszcze do hotelu. Zmierzał w stronę centrum. Mijając kolejne sklepy, trafił na niewielką restaurację. Nie zastanawiając się długo, wszedł do środka, zamówił pierwsze danie, na jakie tylko zwrócił uwagę w menu. Nie był głodny, ale musiał zachowywać pozory. Oczekując na posiłek, uważnie obserwował otoczenie.
Miał trochę czasu by przemyśleć następne kroki. Jeżeli jego podejrzenia nie są tylko przewrażliwieniem bądź wymysłem wyobraźni, musiał wykazać się sprytem. Miał już pewien pomysł...
Wyłączył telefon, a następnie z restauracji udał się do najbliższej galerii handlowej. Odwiedził kilka sklepów z odzieżą, spędzając w każdym dłuższą chwilę, by dopiero w ostatnim zrobić zakupy. Następnie udał się do toalety. Szybko się przebrał, porzucając poprzednie ubranie. Naciągnął kaptur na głowę i wyszedł ze spuszczoną głową, starając się jak najbardziej ukryć twarz. Wyszedł przez parking podziemny.
- Nie ze mną te numery – powiedział pod nosem, czując że jego plan się powiódł. By zyskać pewność, udał się jeszcze na niedługi spacer po parku. Dopiero potem mógł wrócić do hotelu.
Zmierzał przed siebie w nieznanym kierunku z kurtką przerzuconą przez ramię. W budynku było dość ciepło, a niewielki stres, który mu towarzyszył, potęgował odczucia dotyczące temperatury. Zapytany o drogę jeden z mundurowych wskazał mu właściwy kierunek. Wziął głęboki oddech przed wejściem do biura. Zwykle był po drugiej stronie. To on zadawał pytania, wysnuwał teorię i rzucał podejrzenia. Tym razem role się odwróciły.
Wyprostował się, podniósł głowę, po czym minął otwarte na oścież drzwi. Zobaczył mężczyznę, który stojąc przy oknie przeglądał papiery, zaś przy biurku kobietę trzymającą w ręku kubek z kawą.
- Podkomisarz Rafał Pilarski? - spytał Maciek, na co w odpowiedzi mężczyzna skinął głową – Maciej Strzewiński, rozmawialiśmy przez telefon.
- Proszę usiąść – wskazał mu krzesło, po czym przeniósł wzrok na kobietę – To moja partnerka, starszy aspirant Aleksandra Nadajska. Jak się pewnie pan domyśla, prowadzimy sprawę śmierci pana teściów...
- Prowadzicie? - uniósł brwi zdumiony, postanowiwszy wykorzystać niewielkie pokłady aktorskiego talentu, które posiadał – Myślałem że dla was wszystko jest jasne.
Nie wiedział czy obrał dobrą strategię. Żadne rozwiązanie nie dawało mu oczekiwanych gwarancji. Zamierzał grać nieco wycofanego, niezainteresowanego sprawą. Obecność Marty zamierzał przemilczeć. Nie tylko nie pomogłoby to ani jemu, ani jej, ale też wzięliby go za wariata. Oficjalnie kobieta nie żyła od trzech lat.
- Wierzy pan we wszystko co mówią media? Samobójstwo to tylko oficjalna wersja dla wyciszenia sprawy... Jako kolega po fachu powinien pan znać taki zabieg.
- Albo wygodne zakończenie sprawy – dodał z triumfalnym uśmiechem – Dobrze, do rzeczy. O czym chcieliście rozmawiać? Nie zamierzam spędzić tu całego dnia.
- Ktoś był w domu Kłosińskich dwa dni po morderstwie – wtrąciła kobieta, podnosząc się do pozycji stojącej – I na pewno nie był to sprawca w celu zatarcia śladów. Wręcz przeciwnie, jakby ktoś chciał nam coś podpowiedzieć...
- Tak się składa że dzień wcześniej poprosił pan o urlop i teraz jest pan w Szczecinie – uzupełnił jej partner. Odbili piłeczkę na jego stronę. Czekali na odpowiedź i obserwowali reakcję.
- Co w związku z tym? - zachowywał czujność i nie pozwalał się sprowokować. Chcieli żeby sam to powiedział. Chcieli żeby się przyznał. Nic z tego.
- To byli pańscy teściowie. Szuka pan mordercy na własną rękę? - zapytała blondwłosa, podchodząc bliżej do Maćka
- Teściowie to nie rodzina – udawał niewzruszonego – Ale znałem tych ludzi, więc pomyślałem że wypadałoby być na ich pogrzebie.
- Wiesz ile trwają procedury. Minie jeszcze kilka dni zanim ciała zostaną wydane rodzinie by mogli zorganizować pogrzeb – policjantka zdawała się tracić cierpliwość
- Dobra, dość tego pokera – komisarz Pilarski postanowił przejąć pałeczkę i skorzystać ze swojego „asa” – Czekasz aż cię zapytamy czy byłeś ich w domu, tak? Chcesz usłyszeć to pytanie wprost? Po co, skoro zaprzeczysz? Po co, skoro wiemy że to nie ty?
Tym razem to Maciek poczuł się zbity z tropu. Oczekiwał że będą chcieli jemu przypisać odpowiedzialność za to zdarzenie. Jeżeli było inaczej, czego potrzebowali od niego? W jakim celu go wezwali? Kogo podejrzewali?
- Mamy dane z komputera Kłosińskiego – kontynuował mężczyzna – Trochę zajęło nam przejście przez hasła i zabezpieczenia, ale... ciekawych rzeczy się dowiedzieliśmy.
- Co ja mam z tym wspólnego? - zgrywał znudzonego, choć tak naprawdę chciał usłyszeć co znaleźli
- Kłosiński zbierał informacje na temat niejakiej... Marty Janickiej. A tak właściwie to... Marty Strzewińskiej.
Maciek prychnął i odwrócił głowę w bok. Chciał uniknąć kontaktu wzrokowego, by nie dać się zdemaskować. Teraz zaczynał wszystko rozumieć. Miał dostarczyć im jak najwięcej informacji o Marcie, bądź nawet zaprowadzić ich do niej.
- Przecież ona nie żyje od trzech lat – przypomniał, mimo że doskonale wiedział iż to nieprawda
- A jednak. Kłosiński odkrył że Marta Strzewińska upozorowała swoją śmierć i wiedzie szczęśliwe życie pod innym nazwiskiem.
Maciek nie zareagował. Myślał że już to do niego dotarło, że „przetrawił” tę informację. Jednak kiedy teraz usłyszał to od policjantów, poczuł się nieswojo. Jakby znów dostał od życia siarczysty policzek, jak mąż któremu mówi się że jego żona go zdradza. Zastanawiał się czy Marta wiedziała że ojciec ją odnalazł, czy się z nim spotkała, czy był to kolejny istotny fakt zatajony przez nią. Miał dosyć. Czuł że brunetka nie jest z nim do końca szczera i prowadziła wobec niego jakąś dziwną grę.
- Twoja żona żyje, słyszysz? - Nadajska lekko trąciła go w ramię – Wiedziałeś o tym?
- To jakieś bzdury – pokręcił głową – Przecież badania DNA wskazały...
- Zostały ustawione. Zapłaciła dobrą kwotę by wynik potwierdzał jej tożsamość.
Przymknął oczy. Nie chciał o tym myśleć. Nie chciał teraz szukać wyjaśnień i usprawiedliwień dla Marty. Przestał się koncentrować na swojej strategii, a jego umysłem znowu zawładnęły wątpliwości co do brunetki i jej zachowania.
- To kto do cholery tam zginął? - wycedził przez zęby, powstrzymując jeszcze narastającą irytację
- Tym się zajmiemy, ale najpierw musimy odnaleźć Janicką. Kontaktowała się z tobą? Wiesz gdzie się ukrywa?
- Niby skąd? - wzruszył ramionami, nie wiedząc dlaczego tym razem skłamał – Po co ona w ogóle to zrobiła?
- Dobra, przestań ściemniać. Przyjechałeś tu albo z nią, albo po nią. Od trzech lat nie utrzymywałeś kontaktu z teściami, nie przepadali za tobą. Nie pierdol że przyjechałeś na ich pogrzeb, bo nawet nie wiadomo kiedy on się odbędzie.
Maciek milczał. W tym momencie czuł się przytłoczony. Przez chwilę chciał powiedzieć że nie widział Marty i przyjechał jej szukać, ale nie byłby w stanie wyjaśnić jak dowiedział się o niej. Nie wiedział co zrobić. Nie wiedział jak się zachować, jakie rozwiązanie będzie w tym momencie najlepsze.
- Janicka miała klucze. W domu nie było żadnych śladów włamania. Mogła wejść i zabić ich oboje. A potem zrobiła to drugi raz, by naprowadzić nas na fałszywy trop – wyjaśnił mężczyzna
- Bzdura. Ona kochała rodziców. Zawsze była po ich stronie.
- Ciebie też kochała, a oszukała was wszystkich i zniknęła. Ojciec mógł ją zdemaskować i sprowadzić na nią kłopoty. Więc się go pozbyła.
- Macie na to dowody czy to tylko luźne bądź wygodne teorie? - Maciek nie zamierzał w to wierzyć. O ile było wiele znaków zapytania i miał sporo do zarzucenia Marcie, nigdy nie dała mu powodów by mógł ją podejrzewać o zabójstwo.
- Zanim stała się Martą Janicką, używała innego nazwiska. Marta Czapska spędziła w szpitalu psychiatrycznym pół roku. Terapia nie przynosiła skutku, ona została uznana za osobę niepoczytalną i nie pozwolono jej opuścić szpitala na własne żądanie. Czapska uciekła i ślad po niej zaginął. Najprawdopodobniej zmieniła tożsamość i zaczęła wszystko od nowa.
- Może być niebezpieczna – dodała blondynka – Zastanów się. Dla dobra tej sprawy powinniśmy współpracować...
- Nie jestem w stanie wam pomóc – nie zastanawiał się długo. Nie zamierzał wydać Marty. Nie wierzył w ich oskarżenia, zaś porachunki z brunetką zamierzał wyrównać sam.
- Dobrze, to na razie wszystko – zakończył rozmowę Pilarski – Jest pan wolny.
- Jest pan wolny – powtórzył drwiąco, po czym zerwał się z krzesła i szybkim krokiem opuścił pomieszczenie. Był zły. Nie wiedział czy bardziej na Martę, za te wszystkie tajemnice, czy na siebie, że tak naiwnie jej wierzył. Ile było prawdy w tym co usłyszał? Jak często zmieniała tożsamość? Naprawdę spędziła pół roku w szpitalu psychiatrycznym? Nie, to już za dużo. Brunetka nie wyglądała na osobę niezrównoważoną. Blefowali. Na pewno. Chcieli go zmiękczyć. Znał te sztuczki, przecież sam wielokrotnie je stosował.
Doświadczenie podpowiadało mu by zachować czujność. Postanowił nie wracać jeszcze do hotelu. Zmierzał w stronę centrum. Mijając kolejne sklepy, trafił na niewielką restaurację. Nie zastanawiając się długo, wszedł do środka, zamówił pierwsze danie, na jakie tylko zwrócił uwagę w menu. Nie był głodny, ale musiał zachowywać pozory. Oczekując na posiłek, uważnie obserwował otoczenie.
Miał trochę czasu by przemyśleć następne kroki. Jeżeli jego podejrzenia nie są tylko przewrażliwieniem bądź wymysłem wyobraźni, musiał wykazać się sprytem. Miał już pewien pomysł...
Wyłączył telefon, a następnie z restauracji udał się do najbliższej galerii handlowej. Odwiedził kilka sklepów z odzieżą, spędzając w każdym dłuższą chwilę, by dopiero w ostatnim zrobić zakupy. Następnie udał się do toalety. Szybko się przebrał, porzucając poprzednie ubranie. Naciągnął kaptur na głowę i wyszedł ze spuszczoną głową, starając się jak najbardziej ukryć twarz. Wyszedł przez parking podziemny.
- Nie ze mną te numery – powiedział pod nosem, czując że jego plan się powiódł. By zyskać pewność, udał się jeszcze na niedługi spacer po parku. Dopiero potem mógł wrócić do hotelu.
wtorek, 27 sierpnia 2019
Czas nie leczy ran cz. 16
Wiedziała że Maciek właśnie bije się z myślami. Powinien wrócić, ogarnąć mieszkanie, oszacować straty, spisać listę zaginionych rzeczy. Rutynowe działania po każdym włamaniu. Być może nawet zaangażować się w poszukiwanie sprawcy... Jednak dominowało w nim poczucie zobowiązania wobec Marty. Obiecał jej pomoc. Zbyt emocjonalnie podchodziła do sprawy, a on miał być jej głosem rozsądku. Tylko on mógł uchronić ją przed wpakowaniem się w nowe kłopoty.
- Wracaj do Krakowa – oznajmiła stanowczo – Poradzę sobie jakoś.
- Jakoś – rzucił kpiąco – Nie ma mowy, zostaję z tobą.
Pokręciła głową. Mogła się tego spodziewać. Zawsze chciał dotrzymać danego słowa, nawet jeśli odbijało się to na nim.
- Nie musisz. Powinieneś zająć się swoimi sprawami.
- Wiele tam nie zdziałam.
Otworzyła usta, by coś dodać, lecz w porę zdołała się powstrzymać. Nie chciała by Maciek poczuł się tu niepotrzebny. Usiłowała zrozumieć w jak trudnym położeniu się teraz znalazł. Gdziekolwiek by nie był, czy u siebie, czy z nią, myślami uciekałby także do tego drugiego miejsca.
Nagle pojawił się pewien pomysł. Wymagał od niej poświęcenia, lecz czuła że jest mu to winna. Za sprawy z przeszłości i za to że po tym wszystkim potrafił rzucić wszystko dla niej. Mogła odwrócić role. Tym razem to ona miałaby porzucić swoje sprawy.
- Mam jechać z tobą? - spytała drżącym głosem – Tego chcesz?
- Nic od ciebie nie chcę – wypalił poirytowany, zanim zdał sobie sprawę jak to zabrzmiało – To znaczy... na pewno nie chcę żebyś rezygnowała ze swoich priorytetów.
- Ty właśnie rezygnujesz ze swoich – nie zamierzała dać za wygraną
- Skąd wiesz jakie one są?
- To może mi powiesz?
Skrzyżowała dłonie na piersi, oczekując odpowiedzi. Mężczyzna nie mógł jej udzielić. Jakaś wewnętrzna siła nie pozwalała mu na dobre się przed nią otworzyć. Nie potrafił powiedzieć że wciąż jest dla niego ważna, że nigdy nie potrafił o niej zapomnieć i zakochać się w innej kobiecie. Nie mógł jej stracić po raz drugi. Nie mógł też pozwolić na to by poświęcała się dla niego.
- Jutro się zastanowimy co dalej – oznajmił, dając brunetce do zrozumienia że nie zmieni swojego zdania. Pokręciła głową z niezadowoleniem, ale on nie zwracał już na nią uwagi. Chwilę później zniknął za drzwiami łazienki, zostawiając ją samą ze swoimi myślami.
- Ale on jest uparty – mruknęła niezadowolona pod nosem.
Tego dnia nie zamienili już ani słowa. Maciek wziął prysznic, zwolnił łazienkę i od razu poszedł spać. A przynajmniej udawać przed nią, by nie poruszać już żadnego kłopotliwego tematu.
O ile Marta zasnęła niemal błyskawicznie, on co chwila przewracał się z boku na bok. Nie spodziewał się że dla niego to także będzie trudny czas. Gdzieś z tyłu głowy kołatały się myśli o Ewelinie i jej ciąży. W pewnym momencie nawet poczuł wyrzuty sumienia że wyjechał bez słowa, ale uparcie wmawiał sobie, iż nie powinien mieć wobec niej żadnych zobowiązań, dopóki nie zyska pewności że jest ojcem tego dziecka. Znaczną część jego umysłu zajmowały jednak bolesne przeżycia sprzed trzech lat, które wróciły niczym błyskawica i burzliwa relacja z Martą. Nie potrafił pozbyć się poczucia że toczy się między nimi gra, w której żadne nie potrafiło zyskać znaczącej przewagi. Jeszcze sprawa śmierci jej rodziców – to właśnie na tym powinien się skupić, by rozwiązać tę zagadkę. Na domiar złego włamanie. Nie przejmował się nim zbytnio, w końcu nie miał zbyt wiele do stracenia. Broń zabrał ze sobą, a rzeczy szczególnie wartościowych nie posiadał. Dla niego nie było w tym nic nadzwyczajnego – włamywacz obserwując okolicę zauważył że przez ostatnich kilkadziesiąt godzin nikt nie pojawił się w mieszkaniu. Wiedział jednak że Marta tak łatwo nie odpuści i będzie namawiać go na powrót do Krakowa. Pojawiała się wątpliwość czy kobieta nie zmieniła zdania i zdecydowała się zrezygnować z jego pomocy. W tym momencie dostała idealny pretekst by pozbyć się jego towarzystwa.
W końcu zmęczenie wzięło górę. Zasypiając podświadomie przytulił się brunetki, jakby to właśnie miało mu zagwarantować spokojny sen, z dala od trudnej rzeczywistości.
Tym razem to Marta obudziła się jako pierwsza. Poczuła się dziwnie otwierając oczy w objęciach Maćka. Jakby nigdy nic złego się nie wydarzyło i wciąż byli szczęśliwym małżeństwem. Delikatnie wysunęła się spod jego ramienia, by zająć się poranną toaletą i wybrać do sklepu po jakieś śniadanie. Że też nie mogła wybrać nieco droższej oferty z trzema posiłkami dziennie zamiast jednego! Wtedy jednak nie koncentrowała się na tym i nie zastanawiała się nad ewentualnymi wygodami.
Kilkanaście minut później była już gotowa do wyjścia. Zanim opuściła pokój, postanowiła jeszcze zajrzeć do telefonu Maćka. Uśmiechnęła się pod nosem, gdy bez problemu poradziła sobie z blokadą ekranu. Wystarczyło narysować ten sam symbol, z którego korzystał przed laty. Potrzebowała tylko jednego numeru telefonu...
Idąc chodnikiem i mijając kolejnych ludzi wsłuchiwała się w dźwięk oczekiwania na połączenie w słuchawce telefonu. Jej tętno nieco przyspieszyło, a oddech stał się głębszy. Z każdym kolejnym sygnałem narastała chęć by się wycofać, lecz zanim podjęła ostateczną decyzję, usłyszała dźwięczny głos mężczyzny.
- Halo?
- Cześć Seba – rzuciła niepewnie, mocniej przyciskając telefon do ucha. Odpowiedziała jej cisza. Poznał ją po głosie? Wiedział że jej śmierć została sfingowana? Musiał wiedzieć. Maciek nie pojechałby w ciemno, nie mówiąc nikomu co się z nim dzieje. Zresztą, kontaktowali się na bieżąco. Na pewno wiedział.
- Marta? - wypalił zaskoczony po chwili – Co jak co, ale telefonu od ciebie to bym się nie spodziewał...
- Powiedz mi coś więcej o tym włamaniu. Maciek się zaciął, upiera się że zostaje tutaj i nie chce nic powiedzieć.
- Może ma ku temu powody? Skoro on ci nic nie mówi to nie wiem czy ja powinienem...
- Proszę cię. Nie powinien upierać się jak osioł, tylko wrócić i zająć się swoimi sprawami. Skoro nie chcesz nic powiedzieć, a on mnie nie chce słuchać... Może ty byś go przekonał?
- Zapomnij. Nie wiem co kombinujesz, ale nie zamierzam ci w tym pomagać.
Rozumiała to wrogie nastawienie. Patrzył na cierpienie przyjaciela, którego przyczyną była ona. Zresztą, z całą ekipą z Pomorskiej rozstała się w przyjacielskich relacjach. Nikt nie spodziewał się po niej czegoś takiego. Oszukała ich wszystkich. Nic dziwnego że był podejrzliwy i jej nie ufał.
- Nic nie kombinuję – oznajmiła, siląc się na spokojny ton – Chcę dla niego dobrze.
- Szkoda że wtedy o tym nie pomyślałaś.
Zacisnęła zęby. Zabolały ją te słowa, ale w tej chwili miała ważniejszy cel i była gotowa przyjąć wszystkie możliwe obelgi dla jego realizacji.
- Nie chcę pakować go w kłopoty. Okej, już to zrobiłam – dodała, uprzedzając go – Nie powinnam była. Ale jeśli on oleje to włamanie to może być jeszcze gorzej.
- Nie martw się, jestem na miejscu i kontroluję sytuację. Jeżeli będzie taka potrzeba to ściągnę go z powrotem, a póki co... nie wywiń mu kolejnego numeru, jasne? Nie zasłużył na to.
- Wiem że nie – westchnęła – Nie zamierzam. Cokolwiek o mnie myślisz, jedno się nie zmienia. Nigdy nie chciałam dla niego źle. Nawet wtedy.
Zakończyła rozmowę. Nie była z siebie zadowolona. Chciała dobrze, a tym samym dała Maćkowi kolejny powód by jej nie ufać. Znów zrobiła coś za jego plecami. Co gorsza, Sebastian prędzej czy później powie mu o tym telefonie. W tej sytuacji mogła zrobić tylko jedno – uprzedzić ten ruch i przyznać się.
Kiedy kilkanaście minut później wróciła do hotelu, Maciek wściekły przechadzał się z jednego końca pokoju do drugiego. W pierwszej chwili przyszło jej na myśl że Sebastian nie dał jej szansy się wytłumaczyć i od razu powiadomił przyjaciela. Nawet nie była na niego zła. Prawdopodobnie postąpiłaby tak samo.
- Dzięki Marta! - rzucił ironicznie na powitanie – Dzwonili do mnie z tutejszej komendy.
- W jakiej sprawie? - spytała nieco zbita z tropu. Jej podejrzenia się nie sprawdziły, ale to wcale jej nie uspokoiło. Wniosek z jego słów i reakcji był jednoznaczny – sprowadziła na niego kłopoty.
- W jakiej? - powtórzył po niej nieco wyższym tonem niż było to konieczne – Oczywiście że w sprawie twoich rodziców. A konkretnie włamania do ich domu. W sumie na co ja liczyłem... Przecież to było oczywiste że gdy tylko zorientują się że nie ma mnie w Krakowie to będę głównym podejrzanym.
Opadła na łóżko i ukryła twarz w dłoniach. Poczuła że traci grunt pod nogami. Wszystko co robiła, obracało się przeciwko niej. Porażka za porażką. Żałowała że przyszła po pomoc do Maćka. Nie powinna była w ogóle pokazywać mu się na oczy. Miał ją powstrzymywać przed nieplanowanymi i nierozsądnymi działaniami, ale nie był w stanie, skoro ona stawiała na swoim i robiła coś bez jego wiedzy.
- Przepraszam – wyszeptała, szlochając. Maciek usiadł obok i objął ją ramieniem. Wciąż miał do niej słabość i przynajmniej przed samym sobą nie potrafił już udawać że jest inaczej. Zdał sobie sprawę że jego reakcja była zbyt ostra, nawet jeśli kobieta ponosiła za to winę.
- Już, dobrze – przyciągnął ją nieco do siebie, by wtuliła się w jego ramię – Jakoś z tego wybrnę. Uprę się że przyjechałem rano albo coś innego... Może przy okazji czegoś się dowiem...
- Nie chciałam. Uwierz mi, naprawdę.
- Wiem, Marta – oznajmił ciepłym i łagodnym tonem, choć złość jeszcze mu całkiem nie przeszła. Starał się być mimo wszystko wyrozumiały choćby ze względu na to, przez co przechodziła.
- Wracaj do Krakowa – oznajmiła stanowczo – Poradzę sobie jakoś.
- Jakoś – rzucił kpiąco – Nie ma mowy, zostaję z tobą.
Pokręciła głową. Mogła się tego spodziewać. Zawsze chciał dotrzymać danego słowa, nawet jeśli odbijało się to na nim.
- Nie musisz. Powinieneś zająć się swoimi sprawami.
- Wiele tam nie zdziałam.
Otworzyła usta, by coś dodać, lecz w porę zdołała się powstrzymać. Nie chciała by Maciek poczuł się tu niepotrzebny. Usiłowała zrozumieć w jak trudnym położeniu się teraz znalazł. Gdziekolwiek by nie był, czy u siebie, czy z nią, myślami uciekałby także do tego drugiego miejsca.
Nagle pojawił się pewien pomysł. Wymagał od niej poświęcenia, lecz czuła że jest mu to winna. Za sprawy z przeszłości i za to że po tym wszystkim potrafił rzucić wszystko dla niej. Mogła odwrócić role. Tym razem to ona miałaby porzucić swoje sprawy.
- Mam jechać z tobą? - spytała drżącym głosem – Tego chcesz?
- Nic od ciebie nie chcę – wypalił poirytowany, zanim zdał sobie sprawę jak to zabrzmiało – To znaczy... na pewno nie chcę żebyś rezygnowała ze swoich priorytetów.
- Ty właśnie rezygnujesz ze swoich – nie zamierzała dać za wygraną
- Skąd wiesz jakie one są?
- To może mi powiesz?
Skrzyżowała dłonie na piersi, oczekując odpowiedzi. Mężczyzna nie mógł jej udzielić. Jakaś wewnętrzna siła nie pozwalała mu na dobre się przed nią otworzyć. Nie potrafił powiedzieć że wciąż jest dla niego ważna, że nigdy nie potrafił o niej zapomnieć i zakochać się w innej kobiecie. Nie mógł jej stracić po raz drugi. Nie mógł też pozwolić na to by poświęcała się dla niego.
- Jutro się zastanowimy co dalej – oznajmił, dając brunetce do zrozumienia że nie zmieni swojego zdania. Pokręciła głową z niezadowoleniem, ale on nie zwracał już na nią uwagi. Chwilę później zniknął za drzwiami łazienki, zostawiając ją samą ze swoimi myślami.
- Ale on jest uparty – mruknęła niezadowolona pod nosem.
Tego dnia nie zamienili już ani słowa. Maciek wziął prysznic, zwolnił łazienkę i od razu poszedł spać. A przynajmniej udawać przed nią, by nie poruszać już żadnego kłopotliwego tematu.
O ile Marta zasnęła niemal błyskawicznie, on co chwila przewracał się z boku na bok. Nie spodziewał się że dla niego to także będzie trudny czas. Gdzieś z tyłu głowy kołatały się myśli o Ewelinie i jej ciąży. W pewnym momencie nawet poczuł wyrzuty sumienia że wyjechał bez słowa, ale uparcie wmawiał sobie, iż nie powinien mieć wobec niej żadnych zobowiązań, dopóki nie zyska pewności że jest ojcem tego dziecka. Znaczną część jego umysłu zajmowały jednak bolesne przeżycia sprzed trzech lat, które wróciły niczym błyskawica i burzliwa relacja z Martą. Nie potrafił pozbyć się poczucia że toczy się między nimi gra, w której żadne nie potrafiło zyskać znaczącej przewagi. Jeszcze sprawa śmierci jej rodziców – to właśnie na tym powinien się skupić, by rozwiązać tę zagadkę. Na domiar złego włamanie. Nie przejmował się nim zbytnio, w końcu nie miał zbyt wiele do stracenia. Broń zabrał ze sobą, a rzeczy szczególnie wartościowych nie posiadał. Dla niego nie było w tym nic nadzwyczajnego – włamywacz obserwując okolicę zauważył że przez ostatnich kilkadziesiąt godzin nikt nie pojawił się w mieszkaniu. Wiedział jednak że Marta tak łatwo nie odpuści i będzie namawiać go na powrót do Krakowa. Pojawiała się wątpliwość czy kobieta nie zmieniła zdania i zdecydowała się zrezygnować z jego pomocy. W tym momencie dostała idealny pretekst by pozbyć się jego towarzystwa.
W końcu zmęczenie wzięło górę. Zasypiając podświadomie przytulił się brunetki, jakby to właśnie miało mu zagwarantować spokojny sen, z dala od trudnej rzeczywistości.
Tym razem to Marta obudziła się jako pierwsza. Poczuła się dziwnie otwierając oczy w objęciach Maćka. Jakby nigdy nic złego się nie wydarzyło i wciąż byli szczęśliwym małżeństwem. Delikatnie wysunęła się spod jego ramienia, by zająć się poranną toaletą i wybrać do sklepu po jakieś śniadanie. Że też nie mogła wybrać nieco droższej oferty z trzema posiłkami dziennie zamiast jednego! Wtedy jednak nie koncentrowała się na tym i nie zastanawiała się nad ewentualnymi wygodami.
Kilkanaście minut później była już gotowa do wyjścia. Zanim opuściła pokój, postanowiła jeszcze zajrzeć do telefonu Maćka. Uśmiechnęła się pod nosem, gdy bez problemu poradziła sobie z blokadą ekranu. Wystarczyło narysować ten sam symbol, z którego korzystał przed laty. Potrzebowała tylko jednego numeru telefonu...
Idąc chodnikiem i mijając kolejnych ludzi wsłuchiwała się w dźwięk oczekiwania na połączenie w słuchawce telefonu. Jej tętno nieco przyspieszyło, a oddech stał się głębszy. Z każdym kolejnym sygnałem narastała chęć by się wycofać, lecz zanim podjęła ostateczną decyzję, usłyszała dźwięczny głos mężczyzny.
- Halo?
- Cześć Seba – rzuciła niepewnie, mocniej przyciskając telefon do ucha. Odpowiedziała jej cisza. Poznał ją po głosie? Wiedział że jej śmierć została sfingowana? Musiał wiedzieć. Maciek nie pojechałby w ciemno, nie mówiąc nikomu co się z nim dzieje. Zresztą, kontaktowali się na bieżąco. Na pewno wiedział.
- Marta? - wypalił zaskoczony po chwili – Co jak co, ale telefonu od ciebie to bym się nie spodziewał...
- Powiedz mi coś więcej o tym włamaniu. Maciek się zaciął, upiera się że zostaje tutaj i nie chce nic powiedzieć.
- Może ma ku temu powody? Skoro on ci nic nie mówi to nie wiem czy ja powinienem...
- Proszę cię. Nie powinien upierać się jak osioł, tylko wrócić i zająć się swoimi sprawami. Skoro nie chcesz nic powiedzieć, a on mnie nie chce słuchać... Może ty byś go przekonał?
- Zapomnij. Nie wiem co kombinujesz, ale nie zamierzam ci w tym pomagać.
Rozumiała to wrogie nastawienie. Patrzył na cierpienie przyjaciela, którego przyczyną była ona. Zresztą, z całą ekipą z Pomorskiej rozstała się w przyjacielskich relacjach. Nikt nie spodziewał się po niej czegoś takiego. Oszukała ich wszystkich. Nic dziwnego że był podejrzliwy i jej nie ufał.
- Nic nie kombinuję – oznajmiła, siląc się na spokojny ton – Chcę dla niego dobrze.
- Szkoda że wtedy o tym nie pomyślałaś.
Zacisnęła zęby. Zabolały ją te słowa, ale w tej chwili miała ważniejszy cel i była gotowa przyjąć wszystkie możliwe obelgi dla jego realizacji.
- Nie chcę pakować go w kłopoty. Okej, już to zrobiłam – dodała, uprzedzając go – Nie powinnam była. Ale jeśli on oleje to włamanie to może być jeszcze gorzej.
- Nie martw się, jestem na miejscu i kontroluję sytuację. Jeżeli będzie taka potrzeba to ściągnę go z powrotem, a póki co... nie wywiń mu kolejnego numeru, jasne? Nie zasłużył na to.
- Wiem że nie – westchnęła – Nie zamierzam. Cokolwiek o mnie myślisz, jedno się nie zmienia. Nigdy nie chciałam dla niego źle. Nawet wtedy.
Zakończyła rozmowę. Nie była z siebie zadowolona. Chciała dobrze, a tym samym dała Maćkowi kolejny powód by jej nie ufać. Znów zrobiła coś za jego plecami. Co gorsza, Sebastian prędzej czy później powie mu o tym telefonie. W tej sytuacji mogła zrobić tylko jedno – uprzedzić ten ruch i przyznać się.
Kiedy kilkanaście minut później wróciła do hotelu, Maciek wściekły przechadzał się z jednego końca pokoju do drugiego. W pierwszej chwili przyszło jej na myśl że Sebastian nie dał jej szansy się wytłumaczyć i od razu powiadomił przyjaciela. Nawet nie była na niego zła. Prawdopodobnie postąpiłaby tak samo.
- Dzięki Marta! - rzucił ironicznie na powitanie – Dzwonili do mnie z tutejszej komendy.
- W jakiej sprawie? - spytała nieco zbita z tropu. Jej podejrzenia się nie sprawdziły, ale to wcale jej nie uspokoiło. Wniosek z jego słów i reakcji był jednoznaczny – sprowadziła na niego kłopoty.
- W jakiej? - powtórzył po niej nieco wyższym tonem niż było to konieczne – Oczywiście że w sprawie twoich rodziców. A konkretnie włamania do ich domu. W sumie na co ja liczyłem... Przecież to było oczywiste że gdy tylko zorientują się że nie ma mnie w Krakowie to będę głównym podejrzanym.
Opadła na łóżko i ukryła twarz w dłoniach. Poczuła że traci grunt pod nogami. Wszystko co robiła, obracało się przeciwko niej. Porażka za porażką. Żałowała że przyszła po pomoc do Maćka. Nie powinna była w ogóle pokazywać mu się na oczy. Miał ją powstrzymywać przed nieplanowanymi i nierozsądnymi działaniami, ale nie był w stanie, skoro ona stawiała na swoim i robiła coś bez jego wiedzy.
- Przepraszam – wyszeptała, szlochając. Maciek usiadł obok i objął ją ramieniem. Wciąż miał do niej słabość i przynajmniej przed samym sobą nie potrafił już udawać że jest inaczej. Zdał sobie sprawę że jego reakcja była zbyt ostra, nawet jeśli kobieta ponosiła za to winę.
- Już, dobrze – przyciągnął ją nieco do siebie, by wtuliła się w jego ramię – Jakoś z tego wybrnę. Uprę się że przyjechałem rano albo coś innego... Może przy okazji czegoś się dowiem...
- Nie chciałam. Uwierz mi, naprawdę.
- Wiem, Marta – oznajmił ciepłym i łagodnym tonem, choć złość jeszcze mu całkiem nie przeszła. Starał się być mimo wszystko wyrozumiały choćby ze względu na to, przez co przechodziła.
czwartek, 15 sierpnia 2019
Czas nie leczy ran cz. 15
Późnym popołudniem, po powrocie do hotelu skupili się na wyciągach bankowych, które Marta znalazła w plecaku. Ułożyli je chronologicznie i analizowali, usiłując odtworzyć historię transakcji z ostatnich kilkunastu tygodni. Znaleźli też potwierdzenie zawieszenia spłaty kredytu na rok, mimo że stan konta nie wskazywał na żadne problemy finansowe. Ich podejrzenia wzbudził jednorazowy przelew na kwotę piętnastu tysięcy złotych. Maciek musiał wystosować kolejną prośbę do Sebastiana.
- Nie trudź się – wymamrotała, kiedy sięgnął po telefon – To fałszywe nazwisko.
- Skąd wiesz?
Pokazała mu paszport. Dane osobowe pokrywały się z odbiorcą. Mężczyzna wykonał przelew do samego siebie. Czyżby czuł zbliżające się niebezpieczeństwo i przygotowywał do ucieczki? Dlaczego więc nie przelał całej kwoty? Po co w ogóle to robił, skoro miał gotówkę? Kiedy zamierzał zniknąć? Ile czasu mu brakło? Dzień, dwa? Tydzień?
- Wiedział że coś się stanie – stwierdziła brunetka, nieobecnym wzrokiem wpatrując się w kartkę z informacjami o przelewie – Idę się przejść.
- Iść z tobą?
- Nie. Chcę być sama.
Odprowadził ją wzrokiem do drzwi. Rozumiał że to dla niej szok i dlatego uszanował jej prośbę. Właśnie zdała sobie sprawę że to nie musiało się tak skończyć. Że była szansa na ratunek. Zabolało na nowo. Maciek tylko westchnął ze współczuciem, po czym wrócił do papierów. Postanowił je przejrzeć do końca i podzielić się z Martą nowymi odkryciami, gdyby takie się znalazły. A pierwsze pojawiło się już od razu. Brunetka nie sprawdziła daty. Przelew wykonano ponad miesiąc temu. Zbyt długo na potencjalne przygotowanie do ucieczki przed niebezpieczeństwem. Musiało mieć to związek z czymś innym lub był to zwykły przypadek.
Nie zdawała sobie sprawy jak długo spacerowała po okolicy. Potrzebowała się wyciszyć i uspokoić. Na początku spaceru się udało, lecz potem rzeczywistość coraz mocniej przypominała o sobie i domagała się kolejnych działań. Wciąż nie dawały jej spokoju dokumenty na Maćka i jego podejrzane powiązania sprzed trzech lat. Powinna była to wyjaśnić od razu, kiedy wpadła do jego mieszkania z bronią. Nie będzie już miała lepszego momentu. Ani na spokojnie, ani tym bardziej gdy puszczą jej wszystkie hamulce i nerwy przejmą nad nią kontrolę. Nie spodziewała się jednak że stanie się to już za parę minut...
Maciek nie zauważył kiedy wróciła. Stał przy oknie, twarzą do szyby i rozmawiał przez telefon. Słowa, które usłyszała brunetka, wskazywałyby na to że pojawiła się w zupełnie nieoczekiwanym przez niego momencie.
- Tak, wiem że minęły trzy lata... Nie mogłem odpuścić takiej okazji. Co potem? Wrócę do Krakowa, do swojego życia... o ile stary mnie po wszystkim nie wywali – zaśmiał się pod nosem – Dobra, dzięki, trzymaj się.
- Jakiej okazji? Z kim rozmawiałeś? - wypaliła stanowczo Marta, zachowując bezpieczną odległość od niego
- Z Sebastianem – wydusił zaskoczony jej podejrzliwością – Nie wiem co usłyszałaś i co sobie pomyślałaś...
- Wystarczająco dużo. Jaka ja jestem głupia! - pokręciła głową z niedowierzaniem – Co mnie podkusiło żeby przyjść właśnie do ciebie!
- Marta, spokojnie, wyjaśnij...
- Co cię łączy z Jarosławem Gniadackim? - podeszła bliżej i spojrzała mu prosto w oczy. Zmrużył je lekko. A więc jednak, coś było na rzeczy. Przecież to z nim był na jednym ze zdjęć, które znalazła rano.
- Dlaczego pytasz?
- Odpowiedz.
- Interesy – odparł, siląc się na jak najbardziej spokojny ton. Brunetka pokiwała głową, a po policzkach popłynęły jej łzy. Więc to prawda. Jej mąż nie był osobą, za którą go miała.
- Interesy – powtórzyła jak echo – Nazwijmy rzeczy po imieniu. Byłeś wtyką, Maciek. Chroniłeś im tyłki!
- Czekaj, co? - spytał zaskoczony jej zarzutami – Jaką wtyką? Marta, do cholery...
- Porwali mnie, ale im zwiałam. Wiedziałeś o tym? Wiedziałeś, prawda?
Miała jeszcze nadzieję że to tylko straszna pomyłka. Maciek mógł zostać odsunięty od informacji, kiedy sprawy zaczęły dotyczyć jej. Nie musieli mu o tym mówić. Nie musieli go traktować jak równego współpracownika. Nie musieli mieć żadnych oporów przed zlikwidowaniem jej, tylko dlatego że była żoną ich informatora.
Chciała by zaprzeczył. Chciała usłyszeć że się myli, że popełniła błąd i pochopnie oceniła Maćka. Wciąż jednak w głowie miała wszystkie argumenty świadczące przeciw niemu. Zdjęcia, kontakty z Gniadackim, słowa policjantów przed trzema laty... Przecież był ich kolegą po fachu, nie sugerowaliby zagrożenia z jego strony bez powodu.
- Nie rozumiem – wykrztusił zmieszany – Możesz zacząć, po kolei, od początku?
- Możesz nie udawać i się przyznać? - na jej twarzy niepokój mieszał się wraz ze złością. Miała ochotę wziąć spory zamach i uderzyć go w policzek, ale jakaś wewnętrzna siła nie pozwalała jej tego zrobić. Patrzyła mu w oczy. Czekała na cud, na jakieś racjonalne wytłumaczenie tej dziwnej sytuacji.
- Dobrze – westchnął ciężko, a po plecach Marty przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Nie była pewna czy powinni wracać do wydarzeń sprzed trzech lat, ale potrzebne było oczyszczenie atmosfety.
- Pamiętasz że trochę nam się nie wiodło z kasą? - kontynuował, zaś brunetka skinęła głową w odpowiedzi na jego pytanie – Chciałaś wrócić do pracy, ja na to nie pozwalałem... To nie jest tak że unosiłem się honorem, że jako facet powinienem nas utrzymać, a ty zajmować się dzieckiem. Wiem, ten model jest przestarzały, nie żyjemy w latach 60. poprzedniego wieku.
- Maciek, do rzeczy.
- Owszem, słyszałem o powiązaniach Gniadackiego z handlarzami żywym towarem, ale nie zagłębiałem się w to. Facet grał w kasynie i dobrze mu szło. Pomyślałem że mogę to wykorzystać.
- Miał nauczyć cię grać? - rzuciła drwiąco
- Inaczej. Przypadkiem znalazłem przy nim kokainę i obiecałem przymknąć na to oko, jeśli zagra dla mnie. Trzydzieści procent z wygranej dla niego, reszta dla mnie.
- Przypadkiem – pokręciła głową z niedowierzaniem – Podłożyłeś mu ją?
- Musiałem go przekonać do współpracy – wzruszył ramionami. Wszystko szło dobrze, do czasu...
- Ty idioto... - wycedziła przez zęby – Dlaczego mi nic nie powiedziałeś?! Niech to szlag... Niech to szlag!
Chwyciła szklany wazon z szafki i cisnęła nim o podłogę. Następnym co wpadło jej w ręce była poduszka. Chwilę później leciała już w stronę Maćka. Czarnowłosy natychmiast postanowił interweniować, nim kobieta zdemoluje cały pokój. Choć nie zamierzała mu się poddać, przewaga siły zrobiła swoje. Zaprowadził ją do łazienki, odkręcił wodę i ochlapał ją po twarzy.
- Już, uspokoiłaś się? - powoli ją puścił, uważnie obserwując każdy ruch. Spojrzała na niego z wyrzutem. Nie wiedział czy teraz bardziej ma pretensje o to co usłyszała, czy o sposób w jaki postanowił pomóc jej ochłonąć.
- Nie chciałam słyszeć że możesz być wtyką – wyznała cicho – Ale sam dałeś mi powody bym tak pomyślała. Kretyn.
Minęła go w drzwiach ze spuszczoną głową. Miała mieszane uczucia. Ulżyło jej, lecz jednocześnie zdała sobie sprawę że gdyby Maciek wtedy powiedział jej prawdę, nie musiałaby znikać bez niego. Mogli wyjechać razem, nadal być szczęśliwą rodziną. Oboje to zniszczyli.
- Dlatego przede mną się ukrywałaś? - nie zamierzał dać jej spokoju. Oczekiwał wyjaśnień, skoro już poruszyli ten temat.
- Przed tobą – zaśmiała się drwiąco – Nawet gdybyś był tą cholerną wtyką... byłbyś płotką, Maciek. Nie miałam żadnych powodów żeby się ciebie obawiać.
- Czyżby? - podszedł na tyle blisko niej, że znalazła się przy samej ścianie. Oparł się dłońmi na wysokości jej ramion, uniemożliwiając ewentualną ucieczkę. Ich spojrzenia się spotkały. Nagle całe to napięcie, które nagromadziło się między nimi, przybrało zupełnie inny charakter. Tak przed laty, kiedy ich ciągłe kłótnie w końcu zaowocowały namiętnym romansem. Brunetka przymknęła oczy, a wtedy Maciek powoli zbliżył się do jej ust. Pocałował ją, objął w talii. Przez moment oddawała mu pocałunki, po czym odsunęła się i uderzyła go otwartą dłonią w policzek.
Czarnowłosy pomyślał że popełnił błąd i posunął się za daleko, lecz zanim zdążył ją przeprosić, zarzuciła mu ręce na szyję i teraz to ona go pocałowała. Mimo to czuł się niezręcznie. Nie wiedział na jak wiele może sobie pozwolić, a także dokąd to wszystko zmierza. Nie potrafił wyczuć czego chce Marta. Oderwie się od niego i poprzestanie na tym czy może pójdzie z nim na całość i skończy się to upojną nocą w łóżku? W tym momencie jej pragnął i prawdopodobnie gdyby nie ostrzegawczy „liść” w policzek, posunąłby się o krok dalej.
Z opresji wyratował go dźwięk telefonu. Natychmiast oderwał się od Marty, która próbowała ściągnąć mu koszulkę. Nie wiedział na ile to była gra, a na ile kobieta dała się ponieść uczuciom. Na wszelki wypadek wolał zachować ostrożność. Jednak informacja, którą otrzymał od Sebastiana sprawiła że natychmiast porzucił rozważania nad swoją relacją z brunetką, a skupił się na ważniejszych problemach.
- Co się stało? - spytała, zauważając jego zdenerwowanie
- Było włamanie do mojego mieszkania.
- Nie trudź się – wymamrotała, kiedy sięgnął po telefon – To fałszywe nazwisko.
- Skąd wiesz?
Pokazała mu paszport. Dane osobowe pokrywały się z odbiorcą. Mężczyzna wykonał przelew do samego siebie. Czyżby czuł zbliżające się niebezpieczeństwo i przygotowywał do ucieczki? Dlaczego więc nie przelał całej kwoty? Po co w ogóle to robił, skoro miał gotówkę? Kiedy zamierzał zniknąć? Ile czasu mu brakło? Dzień, dwa? Tydzień?
- Wiedział że coś się stanie – stwierdziła brunetka, nieobecnym wzrokiem wpatrując się w kartkę z informacjami o przelewie – Idę się przejść.
- Iść z tobą?
- Nie. Chcę być sama.
Odprowadził ją wzrokiem do drzwi. Rozumiał że to dla niej szok i dlatego uszanował jej prośbę. Właśnie zdała sobie sprawę że to nie musiało się tak skończyć. Że była szansa na ratunek. Zabolało na nowo. Maciek tylko westchnął ze współczuciem, po czym wrócił do papierów. Postanowił je przejrzeć do końca i podzielić się z Martą nowymi odkryciami, gdyby takie się znalazły. A pierwsze pojawiło się już od razu. Brunetka nie sprawdziła daty. Przelew wykonano ponad miesiąc temu. Zbyt długo na potencjalne przygotowanie do ucieczki przed niebezpieczeństwem. Musiało mieć to związek z czymś innym lub był to zwykły przypadek.
Nie zdawała sobie sprawy jak długo spacerowała po okolicy. Potrzebowała się wyciszyć i uspokoić. Na początku spaceru się udało, lecz potem rzeczywistość coraz mocniej przypominała o sobie i domagała się kolejnych działań. Wciąż nie dawały jej spokoju dokumenty na Maćka i jego podejrzane powiązania sprzed trzech lat. Powinna była to wyjaśnić od razu, kiedy wpadła do jego mieszkania z bronią. Nie będzie już miała lepszego momentu. Ani na spokojnie, ani tym bardziej gdy puszczą jej wszystkie hamulce i nerwy przejmą nad nią kontrolę. Nie spodziewała się jednak że stanie się to już za parę minut...
Maciek nie zauważył kiedy wróciła. Stał przy oknie, twarzą do szyby i rozmawiał przez telefon. Słowa, które usłyszała brunetka, wskazywałyby na to że pojawiła się w zupełnie nieoczekiwanym przez niego momencie.
- Tak, wiem że minęły trzy lata... Nie mogłem odpuścić takiej okazji. Co potem? Wrócę do Krakowa, do swojego życia... o ile stary mnie po wszystkim nie wywali – zaśmiał się pod nosem – Dobra, dzięki, trzymaj się.
- Jakiej okazji? Z kim rozmawiałeś? - wypaliła stanowczo Marta, zachowując bezpieczną odległość od niego
- Z Sebastianem – wydusił zaskoczony jej podejrzliwością – Nie wiem co usłyszałaś i co sobie pomyślałaś...
- Wystarczająco dużo. Jaka ja jestem głupia! - pokręciła głową z niedowierzaniem – Co mnie podkusiło żeby przyjść właśnie do ciebie!
- Marta, spokojnie, wyjaśnij...
- Co cię łączy z Jarosławem Gniadackim? - podeszła bliżej i spojrzała mu prosto w oczy. Zmrużył je lekko. A więc jednak, coś było na rzeczy. Przecież to z nim był na jednym ze zdjęć, które znalazła rano.
- Dlaczego pytasz?
- Odpowiedz.
- Interesy – odparł, siląc się na jak najbardziej spokojny ton. Brunetka pokiwała głową, a po policzkach popłynęły jej łzy. Więc to prawda. Jej mąż nie był osobą, za którą go miała.
- Interesy – powtórzyła jak echo – Nazwijmy rzeczy po imieniu. Byłeś wtyką, Maciek. Chroniłeś im tyłki!
- Czekaj, co? - spytał zaskoczony jej zarzutami – Jaką wtyką? Marta, do cholery...
- Porwali mnie, ale im zwiałam. Wiedziałeś o tym? Wiedziałeś, prawda?
Miała jeszcze nadzieję że to tylko straszna pomyłka. Maciek mógł zostać odsunięty od informacji, kiedy sprawy zaczęły dotyczyć jej. Nie musieli mu o tym mówić. Nie musieli go traktować jak równego współpracownika. Nie musieli mieć żadnych oporów przed zlikwidowaniem jej, tylko dlatego że była żoną ich informatora.
Chciała by zaprzeczył. Chciała usłyszeć że się myli, że popełniła błąd i pochopnie oceniła Maćka. Wciąż jednak w głowie miała wszystkie argumenty świadczące przeciw niemu. Zdjęcia, kontakty z Gniadackim, słowa policjantów przed trzema laty... Przecież był ich kolegą po fachu, nie sugerowaliby zagrożenia z jego strony bez powodu.
- Nie rozumiem – wykrztusił zmieszany – Możesz zacząć, po kolei, od początku?
- Możesz nie udawać i się przyznać? - na jej twarzy niepokój mieszał się wraz ze złością. Miała ochotę wziąć spory zamach i uderzyć go w policzek, ale jakaś wewnętrzna siła nie pozwalała jej tego zrobić. Patrzyła mu w oczy. Czekała na cud, na jakieś racjonalne wytłumaczenie tej dziwnej sytuacji.
- Dobrze – westchnął ciężko, a po plecach Marty przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Nie była pewna czy powinni wracać do wydarzeń sprzed trzech lat, ale potrzebne było oczyszczenie atmosfety.
- Pamiętasz że trochę nam się nie wiodło z kasą? - kontynuował, zaś brunetka skinęła głową w odpowiedzi na jego pytanie – Chciałaś wrócić do pracy, ja na to nie pozwalałem... To nie jest tak że unosiłem się honorem, że jako facet powinienem nas utrzymać, a ty zajmować się dzieckiem. Wiem, ten model jest przestarzały, nie żyjemy w latach 60. poprzedniego wieku.
- Maciek, do rzeczy.
- Owszem, słyszałem o powiązaniach Gniadackiego z handlarzami żywym towarem, ale nie zagłębiałem się w to. Facet grał w kasynie i dobrze mu szło. Pomyślałem że mogę to wykorzystać.
- Miał nauczyć cię grać? - rzuciła drwiąco
- Inaczej. Przypadkiem znalazłem przy nim kokainę i obiecałem przymknąć na to oko, jeśli zagra dla mnie. Trzydzieści procent z wygranej dla niego, reszta dla mnie.
- Przypadkiem – pokręciła głową z niedowierzaniem – Podłożyłeś mu ją?
- Musiałem go przekonać do współpracy – wzruszył ramionami. Wszystko szło dobrze, do czasu...
- Ty idioto... - wycedziła przez zęby – Dlaczego mi nic nie powiedziałeś?! Niech to szlag... Niech to szlag!
Chwyciła szklany wazon z szafki i cisnęła nim o podłogę. Następnym co wpadło jej w ręce była poduszka. Chwilę później leciała już w stronę Maćka. Czarnowłosy natychmiast postanowił interweniować, nim kobieta zdemoluje cały pokój. Choć nie zamierzała mu się poddać, przewaga siły zrobiła swoje. Zaprowadził ją do łazienki, odkręcił wodę i ochlapał ją po twarzy.
- Już, uspokoiłaś się? - powoli ją puścił, uważnie obserwując każdy ruch. Spojrzała na niego z wyrzutem. Nie wiedział czy teraz bardziej ma pretensje o to co usłyszała, czy o sposób w jaki postanowił pomóc jej ochłonąć.
- Nie chciałam słyszeć że możesz być wtyką – wyznała cicho – Ale sam dałeś mi powody bym tak pomyślała. Kretyn.
Minęła go w drzwiach ze spuszczoną głową. Miała mieszane uczucia. Ulżyło jej, lecz jednocześnie zdała sobie sprawę że gdyby Maciek wtedy powiedział jej prawdę, nie musiałaby znikać bez niego. Mogli wyjechać razem, nadal być szczęśliwą rodziną. Oboje to zniszczyli.
- Dlatego przede mną się ukrywałaś? - nie zamierzał dać jej spokoju. Oczekiwał wyjaśnień, skoro już poruszyli ten temat.
- Przed tobą – zaśmiała się drwiąco – Nawet gdybyś był tą cholerną wtyką... byłbyś płotką, Maciek. Nie miałam żadnych powodów żeby się ciebie obawiać.
- Czyżby? - podszedł na tyle blisko niej, że znalazła się przy samej ścianie. Oparł się dłońmi na wysokości jej ramion, uniemożliwiając ewentualną ucieczkę. Ich spojrzenia się spotkały. Nagle całe to napięcie, które nagromadziło się między nimi, przybrało zupełnie inny charakter. Tak przed laty, kiedy ich ciągłe kłótnie w końcu zaowocowały namiętnym romansem. Brunetka przymknęła oczy, a wtedy Maciek powoli zbliżył się do jej ust. Pocałował ją, objął w talii. Przez moment oddawała mu pocałunki, po czym odsunęła się i uderzyła go otwartą dłonią w policzek.
Czarnowłosy pomyślał że popełnił błąd i posunął się za daleko, lecz zanim zdążył ją przeprosić, zarzuciła mu ręce na szyję i teraz to ona go pocałowała. Mimo to czuł się niezręcznie. Nie wiedział na jak wiele może sobie pozwolić, a także dokąd to wszystko zmierza. Nie potrafił wyczuć czego chce Marta. Oderwie się od niego i poprzestanie na tym czy może pójdzie z nim na całość i skończy się to upojną nocą w łóżku? W tym momencie jej pragnął i prawdopodobnie gdyby nie ostrzegawczy „liść” w policzek, posunąłby się o krok dalej.
Z opresji wyratował go dźwięk telefonu. Natychmiast oderwał się od Marty, która próbowała ściągnąć mu koszulkę. Nie wiedział na ile to była gra, a na ile kobieta dała się ponieść uczuciom. Na wszelki wypadek wolał zachować ostrożność. Jednak informacja, którą otrzymał od Sebastiana sprawiła że natychmiast porzucił rozważania nad swoją relacją z brunetką, a skupił się na ważniejszych problemach.
- Co się stało? - spytała, zauważając jego zdenerwowanie
- Było włamanie do mojego mieszkania.
poniedziałek, 5 sierpnia 2019
Czas nie leczy ran cz. 14
- Nic takiego – pokiwał głową, nie zdając sobie sprawy że wypowiedział te słowa na głos. Spojrzał z lekkim niepokojem na Martę. Wyglądała na zadowoloną z siebie. Nagle jej zachowanie wydało mu się podejrzane. Jeżeli dokonała rezerwacji wcześniej... Skąd wiedziała że zgodzi się by z nią pojechać? Dlaczego chciała być z nim w jednym pokoju? Dlaczego mieli spać razem? Czy zamierzała wykorzystać śmierć swoich rodziców by się do niego zbliżyć? Tylko po co, skoro trzy lata temu uciekła i zniknęła?
Zdał sobie sprawę że jego wyobraźnia dostała zbyt dużo swobody, a jego rozważania wysunęły się zdecydowanie za daleko. Mimo wszystko nie powinien nawet tak pomyśleć. Musiałaby już być kompletnie wyprana z uczuć, bezduszna i perfidna. Nie mogła się tak bardzo zmienić przez te trzy lata. Nie potrafiłaby tak dobrze grać. Naprawdę cierpiała z powodu śmierci rodziców, a odnalezienie i ukaranie sprawcy postawiła sobie za punkt honoru.
- Idę pod prysznic – oznajmiła, wyciągnąwszy ręcznik ze swojego bagażu – Ogarniesz coś do jedzenia?
- Jasne – rzucił machinalnie – Jakieś specjalne życzenia?
- Weź truskawki, bitą śmietanę i szampana. No co? - zaśmiała się, kiedy go zamurowało – Przecież nie mówię poważnie.
Pokiwał głową, nieco zbity z tropu jej żartem, po czym opuścił pokój. Brunetka jeszcze przez chwilę skupiała swój wzrok na beżowej tapecie zdobiącej ścianę. Tak naprawdę chciała się pozbyć towarzystwa Maćka. Potrzebowała dwóch, może trzech minut by zyskać pewność że mężczyzna nie wpadnie tu nagle, oznajmiając że zapomniał portfela czy innej rzeczy, która byłaby mu koniecznie potrzebna.
Sięgnęła po plecak i powoli, drżącymi rękoma rozsunęła zamek błyskawiczny. Wysypała całą zawartość na łóżko. Pierwszym co rzuciło jej się w oczy był spory plik pieniędzy. Kilkanaście tysięcy w gotówce. Obok dwa paszporty, najprawdopodobniej na fikcyjne nazwiska. Zerknęła na dane tylko po to, by upewnić się że miała rację. Uśmiechnęła się pod nosem. Nie zapomniał o żonie. Gdyby z jakiegoś powodu musiał zniknąć, zabrałby ją ze sobą. I on miałby ją zabić? Osobę, którą tak bardzo kochał, o którą zawsze dbał i chciał dla niej jak najlepiej? Jeśli ktokolwiek w to wierzył, to tylko dlatego że ich nie znał.
Znalazła jeszcze kilka wyciągów bankowych. Od razu odłożyła je na bok, bowiem jej uwagę przyciągnęły dwie teczki. W jednej znajdowały się zdjęcia i dane niektórych osób, którym potencjalnie mogła się nie podobać jego zawodowa kariera. Sięgnęła pamięcią do nazwisk, które sprawdziła na własną rękę. Spora część z nich się pokrywała. Nie zanosiło się na przełom. Pozostała jeszcze druga teczka. Zamarła, kiedy zobaczyła jej zawartość. Sporo zdjęć Maćka, spisany cały przebieg jego pracy w policji, opisy kilku śledztw, nawet kserokopie jego raportów. Po plecach przeszedł jej nieprzyjemny dreszcz.
- Szukał na niego haka – stwierdziła bez cienia wątpliwości – Tylko po co? Obwiniał go za moją śmierć i chciał go zniszczyć?
Pokręciła głową z niedowierzaniem. Nawet na przestępców nie było tyle papierów, ile na jej męża. Trafiła też na przygotowane orzeczenie o niezdolności do wykonywania zawodu. Z podpisem lekarza psychiatry, z pieczątką, lecz bez wpisanej daty. Zapewne to miała być karta przetargowa, as w rękawie. Czy jej ojciec miał jakiekolwiek powody by obawiać się Maćka?
Miała mętlik w głowie. Przejrzała kilka zdjęć. Wszystkie robione z ukrycia, w różnych miejscach – przed komendą policji, na osiedlu bloków, na leśnym parkingu, nawet na miejscu wypadku, w którym rzekomo zginęła... Skupiła się na jednej fotografii. Maciek był tam na plaży z jakimś mężczyzną. Wiedziała z kim, rozpoznała go. Wspomnienia sprzed trzech lat wróciły. Tak bardzo się wtedy bała, była na skraju załamania. Cały jej świat legł wtedy w gruzach. Nie chciała wierzyć że jej mąż może być złym człowiekiem, że prowadzi podwójne życie. Że człowiek, któremu ufała, za którego kiedyś dałaby się pokroić, może bez skrupułów przyczynić się do jej krzywdy. Nic nie było takie jak sobie wyobrażała. Nie wiedziała jak się teraz zachować. Ukryć ten fakt przed czarnowłosym czy zażądać prawdy?
- Znam cię – warknęła z wyrzutem, wpatrując się w postać Maćka na zdjęciu – Kimkolwiek jesteś, nie dałbyś mnie skrzywdzić. Nie pozwoliłbyś, prawda?
Kiedy Maciek wrócił z zakupami, brunetka zajmowała jeszcze łazienkę. W oczekiwaniu na nią przysiadł sobie na krześle i rozejrzał się po pomieszczeniu. Beżowa tapeta z wypukłymi paskami i kwiatami wydała mu się tandetna. Ale czego spodziewać się po pokoju, który jest używany przez średnio sto pięćdziesiąt, a może nawet dwieście osób rocznie? Wykładzina na podłodze stylizowana wyglądem na drewniane panele wyglądała na dosyć zadbaną. Kolejnym przedmiotem, który przykuł jego uwagę był pozłacany żyrandol. Przypominał trochę koronę drzewa, tylko zamiast liści znajdowały się tam niewielkie żaróweczki. Czarnowłosy był skłonny doliczyć się ich ilości, lecz przerwało mu pojawienie się Marty.
- Możesz iść – wskazała ręką na drzwi, za którymi się znajdowała jeszcze chwilę temu
- Kupiłem bułki, ser, jogurt, sok pomarańczowy... - przerwał wyliczanie, gdy dostrzegł że kobieta nie jest zainteresowana tym co mówi. Westchnął cicho i już bez słowa poszedł pod prysznic. Marta nasłuchiwała uważnie. Jej uszu dobiegł szum wody, a wtedy zaczęła przeszukiwać bagaż Maćka. Nie mogła się powstrzymać. Teczka, którą znalazła w plecaku, poddała w wątpliwość zaufanie.
Przeglądała jego rzeczy szybko i niedbale. Nie znalazła nic poza ubraniami, kosmetykami czy innymi rzeczami codziennego użytku. Wbrew pozorom wcale jej nie ulżyło. Przecież gdyby Maciek chciał coś przed nią ukryć to na pewno nie trzymałby tego tak po prostu w bagażu.
- Idiotka – skwitowała z ironicznym uśmiechem. Pozostało tylko jakoś wytłumaczyć ten bałagan, który zrobiła w torbie. Nie musiała się długo zastanawiać.
- Maciek, masz ładowarkę do telefonu? - krzyknęła przez drzwi – Chyba nie wzięłam swojej.
Nie słyszała jego odpowiedzi. Nawet na nią nie czekała. Dla zachowania pozorów zabrała wspomniany przedmiot i podłączyła do kontaktu. Przysiadła na skraju łóżka z zasępioną miną. Nie mogła przestać myśleć o znalezisku sprzed kilkunastu minut. Postanowiła że ukryje ten fakt przed Maćkiem, ale będzie uważnie przyglądać się jego zachowaniu.
Dwie godziny później Marta i Maciek wybrali się na spotkanie z Januszem Głogowskim. Nie mógł się ich spodziewać. Brunetka chciała wykorzystać efekt zaskoczenia i po prostu zagadać go w pracy. Ustaliła z czarnowłosym że to ona będzie rozmawiać, a on ma być w pobliżu i w razie potrzeby reagować. Miała nadzieję iż nie będzie takiej potrzeby, skoro zaczepi go w miejscu publicznym.
Mężczyzna udał że wybiera się na zakupy, podczas gdy ona pewnym siebie krokiem podeszła do stojącego nieopodal kas ochroniarza.
- Pan Janusz Głogowski? - wyciągnęła dłoń na powitanie, nie czekając na odpowiedź – Agnieszka Brylska-Mróz, psychiatra. Mogę zająć chwilę?
- Psychiatra? - spytał zaskoczony – Pani wybaczy, jestem w pracy.
- Chodzi o mojego byłego pacjenta, pańskiego brata, Bartosza.
Mężczyzna odwrócił na moment głowę. Usłyszała ciche westchnięcie.
- Dobrze, ale tylko chwilę. Chodźmy na zewnątrz.
Kiedy znaleźli się przed niewielką galerią handlową, mężczyzna wyciągnął paczkę papierosów i poczęstował brunetkę. Odmówiła, choć czasem zdarzało jej się zapalić. Nie zamierzała jednak tego robić z potencjalnym mordercą jej rodziców.
- Bartek nie żyje, czego pani chce?
- A teraz nie żyje prokurator, który żądał najwyższego wymiaru kary dla niego. Pewnie pan słyszał w telewizji.
- Przypadek? – uśmiechnął się, co zirytowało Martę, choć nie wyprowadziło z równowagi – Dlaczego to w ogóle panią interesuje?
- Bartosz miał do niego żal. Właśnie o ten wyrok.
Czuła że stąpa po kruchym lodzie. Blefowała, ale to był jedyny sposób by nawiązać rozmowę z mężczyzną. Gdyby oznajmiła że jest policjantką albo wyznała wprost że to był jej ojciec, byłaby spalona już na starcie. Nie przewidziała tylko jednej rzeczy...
- Nie jesteś żadnym pieprzonym psychiatrą – rzucił, patrząc jej prosto w oczy – Tajemnica lekarska, mówi ci to coś? Psiarnia, detektyw czy ludzie z miasta? Kto cię przysyła i czego chcecie?
- Zabiłeś go? Jego i żonę? - spytała wprost, wiedząc że jest już na straconej pozycji
- Wal się. Ty, twoi koledzy, twoi mocodawcy... Ktokolwiek kto za tobą stoi. Co cię to kurwa obchodzi? Zostawcie mnie w spokoju.
Zdenerwowany mężczyzna przydepnął niedopałek papierosa, który przed chwilą rzucił na ziemię i zniknął za rozsuwanymi drzwiami. Brunetka zaklęła cicho pod nosem. Nie mogła jednoznacznie wykluczyć go z grona podejrzanych po tej rozmowie, ale odniosła wrażenie iż ma on inne problemy na swojej głowie.
- I jak? Facet wyglądał na lekko zaniepokojonego – Maciek dołączył do niej gdy zobaczył ochroniarza ponownie na terenie obiektu
- Schrzaniłam – oznajmiła krótko, ruszając w stronę parkingu
- Mówiłem żeby go śledzić i wyciągnąć z niego co trzeba...
- Maciek, do cholery – przewróciła oczami – To były wojskowy, umie się bronić.
- Dobra, chodźmy na jakąś kawę, co? Poproszę Sebastiana żeby nam dobrze prześwietlił tego pana...
Skinęła głową. Słowa Maćka i jego pewność siebie wobec proponowanego rozwiązania siłowego przygnały kolejne wątpliwości co do niego. Nie była w stanie uwierzyć że był przekonany iż będzie w stanie obezwładnić dobrze wyszkolonego mężczyznę, który połowę swojego życia spędził w wojsku. A tym bardziej zmusić go do mówienia! Naprawdę tak bardzo się myliła? Naprawdę tak mało o nim wiedziała? Znała jego ryzykowne i kontrowersyjne metody, ale dotychczas stosował je tylko w ostateczności. A może to był tylko wierzchołek góry lodowej?
Zdał sobie sprawę że jego wyobraźnia dostała zbyt dużo swobody, a jego rozważania wysunęły się zdecydowanie za daleko. Mimo wszystko nie powinien nawet tak pomyśleć. Musiałaby już być kompletnie wyprana z uczuć, bezduszna i perfidna. Nie mogła się tak bardzo zmienić przez te trzy lata. Nie potrafiłaby tak dobrze grać. Naprawdę cierpiała z powodu śmierci rodziców, a odnalezienie i ukaranie sprawcy postawiła sobie za punkt honoru.
- Idę pod prysznic – oznajmiła, wyciągnąwszy ręcznik ze swojego bagażu – Ogarniesz coś do jedzenia?
- Jasne – rzucił machinalnie – Jakieś specjalne życzenia?
- Weź truskawki, bitą śmietanę i szampana. No co? - zaśmiała się, kiedy go zamurowało – Przecież nie mówię poważnie.
Pokiwał głową, nieco zbity z tropu jej żartem, po czym opuścił pokój. Brunetka jeszcze przez chwilę skupiała swój wzrok na beżowej tapecie zdobiącej ścianę. Tak naprawdę chciała się pozbyć towarzystwa Maćka. Potrzebowała dwóch, może trzech minut by zyskać pewność że mężczyzna nie wpadnie tu nagle, oznajmiając że zapomniał portfela czy innej rzeczy, która byłaby mu koniecznie potrzebna.
Sięgnęła po plecak i powoli, drżącymi rękoma rozsunęła zamek błyskawiczny. Wysypała całą zawartość na łóżko. Pierwszym co rzuciło jej się w oczy był spory plik pieniędzy. Kilkanaście tysięcy w gotówce. Obok dwa paszporty, najprawdopodobniej na fikcyjne nazwiska. Zerknęła na dane tylko po to, by upewnić się że miała rację. Uśmiechnęła się pod nosem. Nie zapomniał o żonie. Gdyby z jakiegoś powodu musiał zniknąć, zabrałby ją ze sobą. I on miałby ją zabić? Osobę, którą tak bardzo kochał, o którą zawsze dbał i chciał dla niej jak najlepiej? Jeśli ktokolwiek w to wierzył, to tylko dlatego że ich nie znał.
Znalazła jeszcze kilka wyciągów bankowych. Od razu odłożyła je na bok, bowiem jej uwagę przyciągnęły dwie teczki. W jednej znajdowały się zdjęcia i dane niektórych osób, którym potencjalnie mogła się nie podobać jego zawodowa kariera. Sięgnęła pamięcią do nazwisk, które sprawdziła na własną rękę. Spora część z nich się pokrywała. Nie zanosiło się na przełom. Pozostała jeszcze druga teczka. Zamarła, kiedy zobaczyła jej zawartość. Sporo zdjęć Maćka, spisany cały przebieg jego pracy w policji, opisy kilku śledztw, nawet kserokopie jego raportów. Po plecach przeszedł jej nieprzyjemny dreszcz.
- Szukał na niego haka – stwierdziła bez cienia wątpliwości – Tylko po co? Obwiniał go za moją śmierć i chciał go zniszczyć?
Pokręciła głową z niedowierzaniem. Nawet na przestępców nie było tyle papierów, ile na jej męża. Trafiła też na przygotowane orzeczenie o niezdolności do wykonywania zawodu. Z podpisem lekarza psychiatry, z pieczątką, lecz bez wpisanej daty. Zapewne to miała być karta przetargowa, as w rękawie. Czy jej ojciec miał jakiekolwiek powody by obawiać się Maćka?
Miała mętlik w głowie. Przejrzała kilka zdjęć. Wszystkie robione z ukrycia, w różnych miejscach – przed komendą policji, na osiedlu bloków, na leśnym parkingu, nawet na miejscu wypadku, w którym rzekomo zginęła... Skupiła się na jednej fotografii. Maciek był tam na plaży z jakimś mężczyzną. Wiedziała z kim, rozpoznała go. Wspomnienia sprzed trzech lat wróciły. Tak bardzo się wtedy bała, była na skraju załamania. Cały jej świat legł wtedy w gruzach. Nie chciała wierzyć że jej mąż może być złym człowiekiem, że prowadzi podwójne życie. Że człowiek, któremu ufała, za którego kiedyś dałaby się pokroić, może bez skrupułów przyczynić się do jej krzywdy. Nic nie było takie jak sobie wyobrażała. Nie wiedziała jak się teraz zachować. Ukryć ten fakt przed czarnowłosym czy zażądać prawdy?
- Znam cię – warknęła z wyrzutem, wpatrując się w postać Maćka na zdjęciu – Kimkolwiek jesteś, nie dałbyś mnie skrzywdzić. Nie pozwoliłbyś, prawda?
Kiedy Maciek wrócił z zakupami, brunetka zajmowała jeszcze łazienkę. W oczekiwaniu na nią przysiadł sobie na krześle i rozejrzał się po pomieszczeniu. Beżowa tapeta z wypukłymi paskami i kwiatami wydała mu się tandetna. Ale czego spodziewać się po pokoju, który jest używany przez średnio sto pięćdziesiąt, a może nawet dwieście osób rocznie? Wykładzina na podłodze stylizowana wyglądem na drewniane panele wyglądała na dosyć zadbaną. Kolejnym przedmiotem, który przykuł jego uwagę był pozłacany żyrandol. Przypominał trochę koronę drzewa, tylko zamiast liści znajdowały się tam niewielkie żaróweczki. Czarnowłosy był skłonny doliczyć się ich ilości, lecz przerwało mu pojawienie się Marty.
- Możesz iść – wskazała ręką na drzwi, za którymi się znajdowała jeszcze chwilę temu
- Kupiłem bułki, ser, jogurt, sok pomarańczowy... - przerwał wyliczanie, gdy dostrzegł że kobieta nie jest zainteresowana tym co mówi. Westchnął cicho i już bez słowa poszedł pod prysznic. Marta nasłuchiwała uważnie. Jej uszu dobiegł szum wody, a wtedy zaczęła przeszukiwać bagaż Maćka. Nie mogła się powstrzymać. Teczka, którą znalazła w plecaku, poddała w wątpliwość zaufanie.
Przeglądała jego rzeczy szybko i niedbale. Nie znalazła nic poza ubraniami, kosmetykami czy innymi rzeczami codziennego użytku. Wbrew pozorom wcale jej nie ulżyło. Przecież gdyby Maciek chciał coś przed nią ukryć to na pewno nie trzymałby tego tak po prostu w bagażu.
- Idiotka – skwitowała z ironicznym uśmiechem. Pozostało tylko jakoś wytłumaczyć ten bałagan, który zrobiła w torbie. Nie musiała się długo zastanawiać.
- Maciek, masz ładowarkę do telefonu? - krzyknęła przez drzwi – Chyba nie wzięłam swojej.
Nie słyszała jego odpowiedzi. Nawet na nią nie czekała. Dla zachowania pozorów zabrała wspomniany przedmiot i podłączyła do kontaktu. Przysiadła na skraju łóżka z zasępioną miną. Nie mogła przestać myśleć o znalezisku sprzed kilkunastu minut. Postanowiła że ukryje ten fakt przed Maćkiem, ale będzie uważnie przyglądać się jego zachowaniu.
Dwie godziny później Marta i Maciek wybrali się na spotkanie z Januszem Głogowskim. Nie mógł się ich spodziewać. Brunetka chciała wykorzystać efekt zaskoczenia i po prostu zagadać go w pracy. Ustaliła z czarnowłosym że to ona będzie rozmawiać, a on ma być w pobliżu i w razie potrzeby reagować. Miała nadzieję iż nie będzie takiej potrzeby, skoro zaczepi go w miejscu publicznym.
Mężczyzna udał że wybiera się na zakupy, podczas gdy ona pewnym siebie krokiem podeszła do stojącego nieopodal kas ochroniarza.
- Pan Janusz Głogowski? - wyciągnęła dłoń na powitanie, nie czekając na odpowiedź – Agnieszka Brylska-Mróz, psychiatra. Mogę zająć chwilę?
- Psychiatra? - spytał zaskoczony – Pani wybaczy, jestem w pracy.
- Chodzi o mojego byłego pacjenta, pańskiego brata, Bartosza.
Mężczyzna odwrócił na moment głowę. Usłyszała ciche westchnięcie.
- Dobrze, ale tylko chwilę. Chodźmy na zewnątrz.
Kiedy znaleźli się przed niewielką galerią handlową, mężczyzna wyciągnął paczkę papierosów i poczęstował brunetkę. Odmówiła, choć czasem zdarzało jej się zapalić. Nie zamierzała jednak tego robić z potencjalnym mordercą jej rodziców.
- Bartek nie żyje, czego pani chce?
- A teraz nie żyje prokurator, który żądał najwyższego wymiaru kary dla niego. Pewnie pan słyszał w telewizji.
- Przypadek? – uśmiechnął się, co zirytowało Martę, choć nie wyprowadziło z równowagi – Dlaczego to w ogóle panią interesuje?
- Bartosz miał do niego żal. Właśnie o ten wyrok.
Czuła że stąpa po kruchym lodzie. Blefowała, ale to był jedyny sposób by nawiązać rozmowę z mężczyzną. Gdyby oznajmiła że jest policjantką albo wyznała wprost że to był jej ojciec, byłaby spalona już na starcie. Nie przewidziała tylko jednej rzeczy...
- Nie jesteś żadnym pieprzonym psychiatrą – rzucił, patrząc jej prosto w oczy – Tajemnica lekarska, mówi ci to coś? Psiarnia, detektyw czy ludzie z miasta? Kto cię przysyła i czego chcecie?
- Zabiłeś go? Jego i żonę? - spytała wprost, wiedząc że jest już na straconej pozycji
- Wal się. Ty, twoi koledzy, twoi mocodawcy... Ktokolwiek kto za tobą stoi. Co cię to kurwa obchodzi? Zostawcie mnie w spokoju.
Zdenerwowany mężczyzna przydepnął niedopałek papierosa, który przed chwilą rzucił na ziemię i zniknął za rozsuwanymi drzwiami. Brunetka zaklęła cicho pod nosem. Nie mogła jednoznacznie wykluczyć go z grona podejrzanych po tej rozmowie, ale odniosła wrażenie iż ma on inne problemy na swojej głowie.
- I jak? Facet wyglądał na lekko zaniepokojonego – Maciek dołączył do niej gdy zobaczył ochroniarza ponownie na terenie obiektu
- Schrzaniłam – oznajmiła krótko, ruszając w stronę parkingu
- Mówiłem żeby go śledzić i wyciągnąć z niego co trzeba...
- Maciek, do cholery – przewróciła oczami – To były wojskowy, umie się bronić.
- Dobra, chodźmy na jakąś kawę, co? Poproszę Sebastiana żeby nam dobrze prześwietlił tego pana...
Skinęła głową. Słowa Maćka i jego pewność siebie wobec proponowanego rozwiązania siłowego przygnały kolejne wątpliwości co do niego. Nie była w stanie uwierzyć że był przekonany iż będzie w stanie obezwładnić dobrze wyszkolonego mężczyznę, który połowę swojego życia spędził w wojsku. A tym bardziej zmusić go do mówienia! Naprawdę tak bardzo się myliła? Naprawdę tak mało o nim wiedziała? Znała jego ryzykowne i kontrowersyjne metody, ale dotychczas stosował je tylko w ostateczności. A może to był tylko wierzchołek góry lodowej?
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)