Minęło kilka dni. Joasia czuła się już swobodniej w nowym miejscu, ale gdzieś z tyłu głowy wciąż siedziała niepewność, która od czasu do czasu nie dawała jej spokoju. Na razie Sebastian był miły, uprzejmy, wyrozumiały, prawił jej komplementy. To było nawet miłe. Miał w sobie coś co ją pociągało, ale z drugiej strony bała się go. Czego można spodziewać się po tajemniczym mężczyźnie, który prowadzi burdel? Tak, właśnie burdel. Tak to trzeba nazwać, choć nie miała odwagi powiedzieć tego na głos. Nie chciała podpaść Sebastianowi. Widziała go już kilka razy zdenerwowanego. Gdyby to na nią się pogniewał, nie miałaby lekko.
Dostała nawet dokumenty, trochę gotówki i klucze do domu. Otrzymała nową tożsamość, nowe nazwisko, jednak imię pozostał takie samo. Sebastian stwierdził że jest zbyt ładne żeby tak to prostu wybrać dla niej inne.
- Chyba zaczynam go rozumieć – przyznał któregoś razu Maciek – To nie ty przewróciłaś mu w głowie, tylko samotność. Potrzebował kobiety nie tylko do łóżka, ale też do rozmowy, wspólnego spędzania czasu, wsparcia... Na pierwszy rzut oka wydawałaś się być idealną kandydatką.
Od tamtej pory obraz sytuacji stał się jaśniejszy. Jeśli prawdą było to co mówił brunet, to Sebastian najwyraźniej chciał ją w sobie rozkochać. To dlatego ją kupił, dał jej szansę na normalne życie, był miły i prawił komplementy. Jeśli pewnego dnia mu odmówi, to wszystko się skończy.
O ile coraz lepiej wywiązywała się z obowiązków i nie sprawiało jej to tyle trudu co na początku, to jednak nie wyglądała na szczęśliwą. Prędzej czy później Sebastian będzie chciał się z nią przespać, a wtedy będzie miała tylko dwa wyjścia: zrobić to wbrew sobie, sprzedać swoje ciało w zamian za wygodne życie... ale wtedy będzie należała tylko do jednego mężczyzny. Jeśli się przyzwyczai, krzywda się jej nie stanie. Ale jak w ogóle do czegoś takiego można się przyzwyczaić?!
Owszem, był przystojny i mógł podobać się kobietom. Nawet jeśli jego prawdziwym obliczem był ten bezwzględny, surowy przestępca, który zmusza kobiety do prostytucji dla własnego zysku, to jednak miał w sobie ludzkie odruchy. W końcu potrafił się zmobilizować, starać się dla osoby, na której mu zależało. Bo musiało zależeć, inaczej nie zmieniałby swojego postępowania. Ale to nie był ten mężczyzna, którego mogłaby pokochać. Sama nie potrafiła wskazać czego mu brakuje. Może po prostu nie byli sobie pisani, a on mimo to chciał spróbować?
Drugie wyjście – postawić się. Ale co to da? Co z tego że ona sama nie pozbędzie się honoru, skoro on zrobi to za nią? Zgwałci i zabije czy odeśle do swojego lokalu, by zadowalała zdradzających żony biznesmenów czy mało atrakcyjnych mężczyzn, dla których jedyną szansą na zaspokojenie jest kupienie sobie kilku upojnych chwil. A gdyby tak... docenił jej odwagę? Nie, to zbyt piękne by było prawdziwe.
Sebastian zauważył, że Joasia ostatnimi czasy posmutniała. Ta piękna blondwłosa kobieta kompletnie zawładnęła jego rozumem. Zakochał się w niej do szaleństwa. Byłby nawet gotów rzucić to wszystko w diabły i zacząć nowe życie, gdzieś daleko stąd i tylko z nią. Przeszedłby każdą górę, przepłynąłby każdą rzekę, nic nie byłoby w stanie powstrzymać, by uczynić wybrankę serca szczęśliwą. Dlatego kiedy już od dłuższego czasu nie widywał uśmiechu na jej twarzy, postanowił wziąć sprawy w swoje ręce.
Był wieczór, Joasia myła podłogę w kuchni. Zajęcie tak bardzo ją pochłonęło, że nie zauważyła kiedy mężczyzna wszedł do pomieszczenia i stanął tuż obok niej. W pewnej chwili podstawił nogę przed mopa, by zwróciła na niego uwagę. Blondynka przez chwilę wpatrywała się w jeden punkt, wzięła głęboki oddech i podniosła głowę. Intuicja podpowiadała jej, że to jest właśnie ten wieczór, kiedy wszystko się zmieni.
- Zostaw to – powiedział z uśmiechem, po czym złapał ją za rękę i pociągnął za sobą. Nie protestowała, gdyż wiedziała że to niczego nie zmieni.
Kiedy znaleźli się w salonie, ku swojemu zaskoczeniu, zobaczyła zastawiony stół rozmaitymi potrawami kuchni śródziemnomorskiej. A na środku bukiet kwiatów. I to wszystko dla niej. Pokręciła głową z niedowierzaniem. Czym sobie zasłużyła? Co takiego dobrego w życiu zrobiła, że los teraz jej tak wspaniale odpłacał? Nie spodziewała się tego po Sebastianie. Kto jak kto, ale on? Romantyk? Przecież każda kobieta chciałaby mieć takiego faceta! A ona jeszcze wybrzydzała.
W pierwszej chwili, wciąż będąc w szoku, dziewczyna odwróciła się na pięcie i chciała zerwać się z miejsca, ale Sebastian trzymał ją tak mocno, że uniemożliwił jej jakikolwiek ruch w stronę drzwi.
- Zjesz ze mną kolację – oznajmił spokojnym tonem, wskazując na stół. Nie miała wyjścia. Odpuściła.
Podczas kolacji zachowywał się jak dżentelmen. Usługiwał Joasi jakby to ona tu wszystkim rządziła, a on był jedynie służącym. Gdyby ktoś go nie znał, nawet przez myśl by mu nie przeszło czym tak naprawdę zajmuje się Sebastian.
Po kolacji przenieśli się z winem na kanapę. Alkohol pomógł kobiecie się trochę rozluźnić, swobodniej czuła się w towarzystwie bruneta. Cały czas jednak starała się zachować czujność.
- Asiu... - powiedział półszeptem, delikatnie muskając opuszkami palców jej włosy – Wiesz że jesteś piękną kobietą?
- Wiem – spoważniała nagle, domyślając się że nadchodzi punkt kulminacyjny ich rozmowy
- Wręcz idealną, jak ze snu...
- Przesadzasz – poczerwieniała lekko w reakcji na komplement
- Chciałbym ci wszystko wyjaśnić... Ale musisz mi coś obiecać.
Przechyliła głowę w bok zaintrygowana.
- Po pierwsze że to zostanie tylko między nami. Po drugie, ty też będziesz ze mną szczera.
- Okej – odparła po chwili namysłu
- Od początku dręczy cię dlaczego cię kupiłem. A może nie tyle to, co sam fakt że nie zrobiłem z tobą tego co z resztą dziewczyn. Mam rację?
Joasia w milczeniu skinęła głową. Pozwoliła mu kontynuować.
- Przypominasz mi kogoś. Kogoś, kto był bardzo ważny dla mnie, przez lata gościła w moim sercu mimo tego co się stało... Aż w końcu pojawiłaś się ty. Byłem pewien że nie jestem już zdolny nikogo pokochać, ale ty okazałaś się być jeszcze lepsza. Piękniejsza, cudowniejsza. Masz niesamowity charakter, wspaniałą, wrażliwą duszę. Pokonujesz wszelkie trudności, jesteś inteligentna, świadoma swej tożsamości i dumna z niej, życzliwa, masz dobre serce... Ja w życiu nie spotkałem takiej kobiety. Myślałem że nie zasłużyłaś na to co się spotkało, ale z drugiej strony... inaczej bym cię poznał. Żadna kobieta nie potrafiła zrobić ze mną tego co ty. Dzięki tobie odzyskałem wiarę w miłość, na nowo odnalazłem sens życia. Ja wiem że jestem złym człowiekiem i nie usprawiedliwia mnie nawet to, że dla ciebie taki nie byłem...
- Właśnie... Jak to jest że to wszystko nic dla ciebie nie znaczy, że bez mrugnięcia okiem potrafisz zmusić te dziewczyny do sprzedawania swojego ciała, a dla mnie...
- Sam nie wiem – wzruszył ramionami – Ja po prostu tracę swój cały chłód i opanowanie przy tobie. Zakochałem się, to wszystko.
Joasia pochyliła się do przodu i ukryła twarz w dłoniach. Nigdy żaden mężczyzna nie powiedział tego, co usłyszała od Sebastiana. On naprawdę się w niej zakochał. Jeśli „dostanie kosza”, będzie załamany. Być może przez tą miłość nic jej nie zrobi, ale chyba nie zasłużył na takie rozczarowanie. Przecież już kiedyś dziewczyna go skrzywdziła, przyznał to. Pewnie dlatego był taki jaki był.
- A co z tą dziewczyną? - zapytała dla odwrócenia uwagi od głównego tematu rozmowy – Co takiego ci zrobiła?
- Planowaliśmy wspólną przyszłość, a ona... bez słowa wyjaśnienia zostawiła mnie dla kogoś innego.
- Najlepszy przyjaciel? - strzeliła na ślepo
- Nie, dziewczyna. Rozumiesz to?! Do samego końca mnie okłamywała, a potem dowiedziałem się że jestem dla niej mniej atrakcyjny niż jej koleżanka!
Zabrakło słów. Nie wiedziała co powiedzieć, jak go pocieszyć. Ale w pewnym stopniu zrozumiała dlaczego jest taki nieczuły wobec krzywdy swoich pracownic, którą przecież sam im wyrządzał.
- Teraz twoja kolej – powiedział cichym, spokojnym tonem – Co o mnie myślisz? Tylko szczerze, tak jak obiecałaś.
I co teraz? Nie chciała go zranić, nie chciała by znów cierpiał, tylko tym razem przez nią. Ale jakie miała wyjście? Postąpić wbrew sobie i posłużyć się kłamstwem czy też rozczarować go, ale spełnić obietnicę dotyczącą szczerości? Cokolwiek by zdecydowała, nie było to rozwiązanie idealne. Musiała zdecydować się na mniejsze zło. W jej mniemaniu Sebastian nie zasłużył na kolejne rozczarowanie, ale to że właśnie tak się stało nie było ani jego, ani jej winą. Nie miał wpływu na to że się w niej zakochał, ale ona też nie mogła zmusić się by coś do niego poczuć.
-------
Niestety ostatnio części pojawiały się bardzo rzadko. Brakowało mi motywacji do pisania, dopiero teraz udało mi się zebrać by skleić kolejną część. Jest to jeden z większych kryzysów jakich doświadczyłem od założenia bloga (jeśli nie największy), ale mam nadzieję że to jeszcze nie ostatni dzwonek, że jeszcze nie trzeba będzie kończyć i uda się z tego wyjść, wrócić na dobry poziom i regularność. Dziękuję wam, czytelnikom, że macie cierpliwość i wciąż zaglądacie na bloga. Obiecuję że to nie jest ostatnie opowiadanie, ale nie wiem jak długo będzie się ciągnęło i kiedy pojawi się następna część. Mam nadzieję, że już niedługo.
sobota, 31 stycznia 2015
piątek, 9 stycznia 2015
Każdy medal ma dwie strony cz. 2
Wieczorem dostała od Sebastiana czyste ubranie i bieliznę. Miał trochę nowych, nieużywanych kobiecych rzeczy, bowiem wszystkie dziewczyny które przyjeżdżały do niego z nielegalnych licytacji nie miały nic poza tym, co miały na sobie. W interesie nowego „właściciela” kobiety było zapewnienie jej odpowiedniego, atrakcyjnego wyglądu.
- Przepraszam, ale nie mam nic innego – uśmiechnął się bezradnie, kiedy Joasia uważnie przyjrzała się krótkiej, obcisłej czarnej spódniczce – Jutro Maciek weźmie cię na zakupy to wybierzesz sobie coś ładnego.
Joasia nie miała wyboru. Zresztą, tak długo chodziła w jednym i tym samym ubraniu, które było już nie tylko brudne, ale też miała nieprzyjemny zapach, że była gotowa ubrać się we wszystko, co dostanie się w jej ręce.
- Najpierw chciałabym jednak wziąć prysznic – wyznała nieśmiało, wbijając wzrok w podłogę
- No tak, to oczywiste. Jak wyjdziesz z pokoju to skręć w lewo, drugie drzwi po prawej to będzie łazienka. Zaczekam na ciebie w salonie.
Długo rozkoszowała się strumieniem wody spływającym po jej ciele. Przez ładnych kilka dni nie miała okazji by się odświeżyć. Co prawda tam gdzie przez pewien czas była przetrzymywana przez porywaczy wraz z innymi dziewczynami była łazienka, ale warunki w niej były wręcz opłakane. Brak ogrzewania, zimna woda czy też wąska i niewygodna wanna, w której nawet nie była w stanie wyprostować nóg. Czasem zdarzało się, że mężczyźni ją podglądali. Zapewne nie tylko ją. Tutaj mogła w końcu spokojnie, w komfortowych warunkach skorzystać z łazienki. Bez zbędnego pośpiechu, bez żadnych obaw.
Po niespełna godzinie była już gotowa. Marzyła już tylko o tym żeby rzucić się na łóżko i porządnie wyspać, ale musiała pokazać się Sebastianowi. Miała nadzieję, że nie będzie miał jej za złe że tyle to trwało.
- No, no – aż cmoknął z wrażenia – Lepiej niż to sobie wyobrażałem.
Zarumieniła się trochę, kiedy zauważyła że mężczyzna wręcz pożera ją wzrokiem. No ale czemu się dziwić, skoro miała na sobie czerwoną, cienką bluzkę z dużym dekoltem i krótką, obcisłą spódniczkę, która ledwie zasłaniała jej pośladki. Do tego te blond włosy ułożone w takim jakby pięknym nieładzie. Sebastian wstał, podszedł do niej i przyciągnął do siebie. Pomyślała że za chwilę ją pocałuje, a potem zacznie rozbierać i nie czekając na przyzwolenie będzie kochał się z nią na kanapie czy gdziekolwiek. Ku jej zaskoczeniu przytulił ją i szepnął do ucha:
- Jesteś taka piękna... Zbyt piękna na prostytutkę.
Następnie odsunął się na krok, pocałował w dłoń i najzwyczajniej w świecie odszedł.
- Do jutra – rzucił w progu, nie oglądając się za nią
Nie rozumiała o co mu chodzi, czego od niej chce. Myślała że ma być jego kochanką. Ale skoro tak by było, to nie odpuściłby w takiej chwili. A może to tylko gra? Może chce trzymać ją w niepewności do tego momentu, w którym nie wytrzyma i popełni jakiś błąd?
Chwiejnym krokiem ruszyła w stronę schodów. W pokoju czekało już na nią pościelone łóżko. Uniosła brwi ze zdumienia, nie wiedziała czym sobie zasłużyła. Nie miała jednak siły, by długo się nad tym zastanawiać. Wystarczyło tylko kilka sekund pod kołdrą, by zasnęła na dobre.
Następnego dnia kiedy się obudziła, w pierwszej chwili myślała że to wszystko to był tylko sen. To całe porwanie, licytacja i Sebastian, który dosyć niespodziewanie był dla niej uprzejmy poprzedniego wieczora. Ale kiedy rozejrzała się dookoła, zdała sobie sprawę że to wszystko dzieje się naprawdę. Wstała z łóżka, ubrała się, ale nie wychodziła z pokoju. W niewielkim pomieszczeniu, gdzie ściany miały jasnożółty kolor, oprócz szerokiego i wygodnego łóżka po drugiej stronie znajdował się fotel, obok biurko z lampką i krzesłem, a przy oknie telewizor. Na podłodze wyłożony był miękki, delikatny w dotyku czerwony dywan. Joasia stwierdziła, że to bardziej wygląda na pokój gościnny niż pokój gospodyni.
- Może nie miał miejsca by mnie zakwaterować... - pomyślała, choć wydawało się to jej zbyt absurdalną teorią. Jak w takiej dużej willi mogłoby braknąć miejsca? A może po prostu wszystkie pokoje były tak wyposażone? No bo przecież dziewczyny z licytacji nie trafiały do domu Sebastiana, ona była wyjątkiem.
Jej rozważania przerwało pukanie do drzwi. Spodziewała się że ktokolwiek za nimi stoi, nie będzie czekał na jej odpowiedź i natychmiast wejdzie to środka. Tak się jednak nie stało.
- Proszę – odpowiedziała lekko zachrypłym głosem. W progu stanął czarnowłosy szczupły mężczyzna, podobnego wzrostu co Sebastian. Jego gniewne spojrzenie natychmiast uchwyciło drobną, bezbronną blondynkę.
- Dzień dobry pani Joanno – głos jednak miał łagodny, pomimo że mężczyzna silił się na oficjalny ton – Jestem kierowcą szefa, zgodnie z jego poleceniem mam dzisiaj zabrać panią na zakupy.
- Tak, wspominał coś wczoraj – przyznała, powoli podnosząc się z fotela – Właściwie to ja jestem gotowa...
- Świetnie – mruknął pod nosem – Tylko dwie sprawy. Pierwsza, proszę mi mówić po imieniu, bo przez te oficjalne zwroty to atmosfera się robi jakaś taka sztywna.
- Joanna – podeszła do niego i podała mu rękę – Możesz mi mówić Asia.
- Maciek.
- A ta druga sprawa? - zapytała, jakby trochę ośmielona przejściem na „ty”
- No cóż... - uśmiechnął się tajemniczo – Śniadanie. Seb wyraźnie zaznaczył żebym nawet nie próbował gdziekolwiek cię zabierać bez śniadania. Zapraszam do kuchni.
Spodziewała się, że to ona będzie musiała przygotować posiłek, ale ku jej zaskoczeniu, przy stole zastała już gotowe kanapki. Była pewna że to Sebastian za tym stał.
- Powiedz mi... co ja tu tak właściwie robię? - zwróciła się do Maćka
- Najpierw zjedz, pogadamy w drodze na zakupy.
- A ty? - rzuciła, kiedy zauważyła że mężczyzna kieruje się ku wyjściu
- Nie jestem głodny, nie o tej porze. Taki nawyk.
Choć nie chciała się do tego przyznać przed samą sobą, to musiała przyznać że zaczynało się jej tu podobać. Ale tak jak teraz nie będzie zawsze. Pewnie tylko na początku jest traktowana jak księżniczka, żeby uśpić jej czujność i szybko zdobyć zaufanie. A potem... potem cholera wie co. Raczej nie do burdelu, bo do tego nie była potrzebna jej zgoda. Gosposia? Przecież Sebastian mógł zatrudnić pierwszą lepszą kobietę, która umie gotować i nie musiałby płacić kilkuset tysięcy za nią. Jego kochanka? Do tego też tak naprawdę nie potrzebował przyzwolenia. Mógł ją mieć w każdej chwili, wystarczyłoby użyć tylko trochę siły i mógłby z nią robić co tylko zechce. Istniało chyba tylko jedno logiczne wytłumaczenie. Nie chciał jej skrzywdzić. Ale dlaczego? Zakochał się od pierwszego wejrzenia czy co?
Kilka minut później jechała już z Maćkiem do centrum miasta. Od początku drogi mężczyzna nie odezwał się ani słowem, jakby w ogóle nie miał pasażera. Kobieta czasem spoglądała na niego, ale z tego też nic sobie nie robił.
- Jakie są plany wobec mnie? - zapytała w pewnej chwili
- A myślisz że ja wiem co Sebowi chodzi po głowie? Pytałem go, ale nie chciał mi powiedzieć. Odkąd cię zobaczył na tej licytacji to jest jakiś dziwny.
- Spodobałam mu się?
- To na pewno – przyznał z uśmiechem – Ale nigdy się tak nie zachowywał, a znam go bardzo długo. Jakieś dwanaście lat. Miał różne kobiety, w niektórych nawet naprawdę był zakochany, ale nigdy nie dawał wejść sobie na głowę. Na twoim punkcie to chyba kompletnie zwariował.
- Sama nie wiem co o tym myśleć – przyznała – Kupił mnie i zamiast dać do burdelu czy zrobić ze mnie swoją kochankę to on co? Wysyła mnie na zakupy. Przecież to nie logiczne.
- Wiesz co... On może ma zaćmiony umysł, ale ja nie – zasugerował
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Spróbuj tylko wywinąć jakiś numer, choćby ucieczka, to pożałujesz. W ogóle to uważam że to co robi to głupota, jest za dobry dla ciebie. A kto ma dobre serce to musi mieć twardy tyłek...
- Niby dlaczego miałabym uciec? Przecież dobrze mnie traktuje, a poza tym nie mam ani kasy, ani dokumentów.
- I bardzo dobrze – uśmiechnął się pod nosem – Ale zapamiętaj sobie, jeśli ty mu się tak odpłacisz za tę jego dobroć że będzie miał problemy to nawet jeśli on ci wybaczy, to ja nie. I zemszczę się za niego, bo to mój kumpel. Jasne?
Dziewczyna skinęła głową. Do tej pory nie przyszło jej na myśl by uciekać, nawet gdyby miała okazję to by z niej nie skorzystała. Nie wiedziała jednak co ją tu czeka. Ucieczka niosłaby za sobą pewne ryzyko, ale pozostanie w tym domu też.
-------
Droga Alutko, to jednak nie jest to opowiadanie, które zamierzałem "wydać" pod koniec zeszłego roku. Brakło mi weny, dlatego też zdecydowałem się wybrać inny pomysł na opowiadanie, by tamten zostawić sobie na lepsze czasy, by naprawdę fajnie wyszło.
- Przepraszam, ale nie mam nic innego – uśmiechnął się bezradnie, kiedy Joasia uważnie przyjrzała się krótkiej, obcisłej czarnej spódniczce – Jutro Maciek weźmie cię na zakupy to wybierzesz sobie coś ładnego.
Joasia nie miała wyboru. Zresztą, tak długo chodziła w jednym i tym samym ubraniu, które było już nie tylko brudne, ale też miała nieprzyjemny zapach, że była gotowa ubrać się we wszystko, co dostanie się w jej ręce.
- Najpierw chciałabym jednak wziąć prysznic – wyznała nieśmiało, wbijając wzrok w podłogę
- No tak, to oczywiste. Jak wyjdziesz z pokoju to skręć w lewo, drugie drzwi po prawej to będzie łazienka. Zaczekam na ciebie w salonie.
Długo rozkoszowała się strumieniem wody spływającym po jej ciele. Przez ładnych kilka dni nie miała okazji by się odświeżyć. Co prawda tam gdzie przez pewien czas była przetrzymywana przez porywaczy wraz z innymi dziewczynami była łazienka, ale warunki w niej były wręcz opłakane. Brak ogrzewania, zimna woda czy też wąska i niewygodna wanna, w której nawet nie była w stanie wyprostować nóg. Czasem zdarzało się, że mężczyźni ją podglądali. Zapewne nie tylko ją. Tutaj mogła w końcu spokojnie, w komfortowych warunkach skorzystać z łazienki. Bez zbędnego pośpiechu, bez żadnych obaw.
Po niespełna godzinie była już gotowa. Marzyła już tylko o tym żeby rzucić się na łóżko i porządnie wyspać, ale musiała pokazać się Sebastianowi. Miała nadzieję, że nie będzie miał jej za złe że tyle to trwało.
- No, no – aż cmoknął z wrażenia – Lepiej niż to sobie wyobrażałem.
Zarumieniła się trochę, kiedy zauważyła że mężczyzna wręcz pożera ją wzrokiem. No ale czemu się dziwić, skoro miała na sobie czerwoną, cienką bluzkę z dużym dekoltem i krótką, obcisłą spódniczkę, która ledwie zasłaniała jej pośladki. Do tego te blond włosy ułożone w takim jakby pięknym nieładzie. Sebastian wstał, podszedł do niej i przyciągnął do siebie. Pomyślała że za chwilę ją pocałuje, a potem zacznie rozbierać i nie czekając na przyzwolenie będzie kochał się z nią na kanapie czy gdziekolwiek. Ku jej zaskoczeniu przytulił ją i szepnął do ucha:
- Jesteś taka piękna... Zbyt piękna na prostytutkę.
Następnie odsunął się na krok, pocałował w dłoń i najzwyczajniej w świecie odszedł.
- Do jutra – rzucił w progu, nie oglądając się za nią
Nie rozumiała o co mu chodzi, czego od niej chce. Myślała że ma być jego kochanką. Ale skoro tak by było, to nie odpuściłby w takiej chwili. A może to tylko gra? Może chce trzymać ją w niepewności do tego momentu, w którym nie wytrzyma i popełni jakiś błąd?
Chwiejnym krokiem ruszyła w stronę schodów. W pokoju czekało już na nią pościelone łóżko. Uniosła brwi ze zdumienia, nie wiedziała czym sobie zasłużyła. Nie miała jednak siły, by długo się nad tym zastanawiać. Wystarczyło tylko kilka sekund pod kołdrą, by zasnęła na dobre.
Następnego dnia kiedy się obudziła, w pierwszej chwili myślała że to wszystko to był tylko sen. To całe porwanie, licytacja i Sebastian, który dosyć niespodziewanie był dla niej uprzejmy poprzedniego wieczora. Ale kiedy rozejrzała się dookoła, zdała sobie sprawę że to wszystko dzieje się naprawdę. Wstała z łóżka, ubrała się, ale nie wychodziła z pokoju. W niewielkim pomieszczeniu, gdzie ściany miały jasnożółty kolor, oprócz szerokiego i wygodnego łóżka po drugiej stronie znajdował się fotel, obok biurko z lampką i krzesłem, a przy oknie telewizor. Na podłodze wyłożony był miękki, delikatny w dotyku czerwony dywan. Joasia stwierdziła, że to bardziej wygląda na pokój gościnny niż pokój gospodyni.
- Może nie miał miejsca by mnie zakwaterować... - pomyślała, choć wydawało się to jej zbyt absurdalną teorią. Jak w takiej dużej willi mogłoby braknąć miejsca? A może po prostu wszystkie pokoje były tak wyposażone? No bo przecież dziewczyny z licytacji nie trafiały do domu Sebastiana, ona była wyjątkiem.
Jej rozważania przerwało pukanie do drzwi. Spodziewała się że ktokolwiek za nimi stoi, nie będzie czekał na jej odpowiedź i natychmiast wejdzie to środka. Tak się jednak nie stało.
- Proszę – odpowiedziała lekko zachrypłym głosem. W progu stanął czarnowłosy szczupły mężczyzna, podobnego wzrostu co Sebastian. Jego gniewne spojrzenie natychmiast uchwyciło drobną, bezbronną blondynkę.
- Dzień dobry pani Joanno – głos jednak miał łagodny, pomimo że mężczyzna silił się na oficjalny ton – Jestem kierowcą szefa, zgodnie z jego poleceniem mam dzisiaj zabrać panią na zakupy.
- Tak, wspominał coś wczoraj – przyznała, powoli podnosząc się z fotela – Właściwie to ja jestem gotowa...
- Świetnie – mruknął pod nosem – Tylko dwie sprawy. Pierwsza, proszę mi mówić po imieniu, bo przez te oficjalne zwroty to atmosfera się robi jakaś taka sztywna.
- Joanna – podeszła do niego i podała mu rękę – Możesz mi mówić Asia.
- Maciek.
- A ta druga sprawa? - zapytała, jakby trochę ośmielona przejściem na „ty”
- No cóż... - uśmiechnął się tajemniczo – Śniadanie. Seb wyraźnie zaznaczył żebym nawet nie próbował gdziekolwiek cię zabierać bez śniadania. Zapraszam do kuchni.
Spodziewała się, że to ona będzie musiała przygotować posiłek, ale ku jej zaskoczeniu, przy stole zastała już gotowe kanapki. Była pewna że to Sebastian za tym stał.
- Powiedz mi... co ja tu tak właściwie robię? - zwróciła się do Maćka
- Najpierw zjedz, pogadamy w drodze na zakupy.
- A ty? - rzuciła, kiedy zauważyła że mężczyzna kieruje się ku wyjściu
- Nie jestem głodny, nie o tej porze. Taki nawyk.
Choć nie chciała się do tego przyznać przed samą sobą, to musiała przyznać że zaczynało się jej tu podobać. Ale tak jak teraz nie będzie zawsze. Pewnie tylko na początku jest traktowana jak księżniczka, żeby uśpić jej czujność i szybko zdobyć zaufanie. A potem... potem cholera wie co. Raczej nie do burdelu, bo do tego nie była potrzebna jej zgoda. Gosposia? Przecież Sebastian mógł zatrudnić pierwszą lepszą kobietę, która umie gotować i nie musiałby płacić kilkuset tysięcy za nią. Jego kochanka? Do tego też tak naprawdę nie potrzebował przyzwolenia. Mógł ją mieć w każdej chwili, wystarczyłoby użyć tylko trochę siły i mógłby z nią robić co tylko zechce. Istniało chyba tylko jedno logiczne wytłumaczenie. Nie chciał jej skrzywdzić. Ale dlaczego? Zakochał się od pierwszego wejrzenia czy co?
Kilka minut później jechała już z Maćkiem do centrum miasta. Od początku drogi mężczyzna nie odezwał się ani słowem, jakby w ogóle nie miał pasażera. Kobieta czasem spoglądała na niego, ale z tego też nic sobie nie robił.
- Jakie są plany wobec mnie? - zapytała w pewnej chwili
- A myślisz że ja wiem co Sebowi chodzi po głowie? Pytałem go, ale nie chciał mi powiedzieć. Odkąd cię zobaczył na tej licytacji to jest jakiś dziwny.
- Spodobałam mu się?
- To na pewno – przyznał z uśmiechem – Ale nigdy się tak nie zachowywał, a znam go bardzo długo. Jakieś dwanaście lat. Miał różne kobiety, w niektórych nawet naprawdę był zakochany, ale nigdy nie dawał wejść sobie na głowę. Na twoim punkcie to chyba kompletnie zwariował.
- Sama nie wiem co o tym myśleć – przyznała – Kupił mnie i zamiast dać do burdelu czy zrobić ze mnie swoją kochankę to on co? Wysyła mnie na zakupy. Przecież to nie logiczne.
- Wiesz co... On może ma zaćmiony umysł, ale ja nie – zasugerował
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Spróbuj tylko wywinąć jakiś numer, choćby ucieczka, to pożałujesz. W ogóle to uważam że to co robi to głupota, jest za dobry dla ciebie. A kto ma dobre serce to musi mieć twardy tyłek...
- Niby dlaczego miałabym uciec? Przecież dobrze mnie traktuje, a poza tym nie mam ani kasy, ani dokumentów.
- I bardzo dobrze – uśmiechnął się pod nosem – Ale zapamiętaj sobie, jeśli ty mu się tak odpłacisz za tę jego dobroć że będzie miał problemy to nawet jeśli on ci wybaczy, to ja nie. I zemszczę się za niego, bo to mój kumpel. Jasne?
Dziewczyna skinęła głową. Do tej pory nie przyszło jej na myśl by uciekać, nawet gdyby miała okazję to by z niej nie skorzystała. Nie wiedziała jednak co ją tu czeka. Ucieczka niosłaby za sobą pewne ryzyko, ale pozostanie w tym domu też.
-------
Droga Alutko, to jednak nie jest to opowiadanie, które zamierzałem "wydać" pod koniec zeszłego roku. Brakło mi weny, dlatego też zdecydowałem się wybrać inny pomysł na opowiadanie, by tamten zostawić sobie na lepsze czasy, by naprawdę fajnie wyszło.
sobota, 3 stycznia 2015
Każdy medal ma dwie strony cz. 1
Mroźny, zimowy wieczór. Średniej wielkości miasto na północy Włoch. W jednym z domów na uboczu zebrało się kilku „biznesmenów” z różnych części kraju, by dokonać pewnych transakcji. Nie były one jednak legalne. Towarem, który kupowali owi panowie były młode kobiety w wieku pomiędzy 20 a 35 lat. Każdy z nich prowadził działalność zwaną delikatnie domem publicznym. Kobiety nie były chętne do współpracy, dlatego często się zdarzało że któraś uciekała bądź po prostu traciła życie podczas próby ucieczki. Do Włoch sprowadzano je siłą, zabierano im dokumenty, faszerowano narkotykami, przez co nie do końca zdawały sobie sprawę z tego co się dzieje. Potem o ich losie decydował „właściciel”. To od niego zależało ilu i jakich klientów będzie przyjmować, czy nadal będzie przyjmować narkotyki, czy będzie bita i poniżana, czy też otrzyma może trochę lepsze warunki. Te, które godziły się na wszystko zazwyczaj dostawały odrobinę swobody. Można powiedzieć, że ceniono sobie współpracę...
Wśród zgromadzonych tam mężczyzn byli przedstawiciele różnych narodowości. Dominowali oczywiście Włosi, lecz znalazł się tam także jeden Hiszpan, dwóch Niemców, Francuz, Rosjanin oraz Polak. Był najmłodszy w całym gronie, miał niewiele przeszło 30 lat, był przystojnym, wysokim i dobrze zorganizowanym brunetem. Cały biznes przejął po ojcu blisko dwa lata temu, kiedy tamten niespodziewanie zmarł na zawał serca. Dzięki temu że już wcześniej aktywnie działał w organizacji ojca, nie miał większych problemów by utrzymać ten biznes.
Choć nie narzekał on na brak dziewczyn w swoim lokalu to z czystej ciekawości przyjechał obejrzeć potencjalne kandydatki. Uwielbiał patrzeć na piękne kobiece ciała. Kiedy któraś z nich szczególnie mu się podobała, wdawał się z nią w romans. Nie przeszkadzało mu że jednocześnie sypia ona z kilkoma innymi mężczyznami. W końcu on miał z tego pieniądze, to najbardziej dla niego się liczyło. Nie obchodziło go, że jego kolejne kochanki robiły sobie nadzieję na lepszy los, że zamieszkają w jego willi i w końcu zmienią swoje życie. Prędzej czy później dziewczyna ginęła z jego rąk, jeśli nie godziła się na rozstanie.
- Seb, co jest? Czemu jeszcze żadnej nie kupiłeś? - zagadał do niego zaprzyjaźniony Rosjanin, Witalij Gwintow, który swoją działalność prowadził całkiem niedaleko, bowiem w miasteczku oddalonym o jakieś 50 kilometrów od miasta, w którym swój lokal miał Sebastian. Brunet tylko uśmiechnął się ze spokojem.
- Póki co nie potrzebuję kobiet, chyba że trafi się jakaś ekstra sztuka...
Puścił do niego oczko. Witalij zrozumiał co chce przez to powiedzieć. Najładniejsze dziewczyny przyjmowały mniej klientów, ale wcale nie przynosiły z tego powodu mniejszych dochodów. Cena za noc z taką kobietą mogła kosztować nawet pięć razy więcej niż podstawowa stawka.
Sebastian czekał na okazję do samego końca. I w końcu trafił, ostatnia z kandydatek była tą, którą musiał mieć za wszelką cenę. Ale nie mógł dać tego po sobie poznać, aby inni nie podbili ceny zbyt wysoko. Szczupła, blondwłosa dziewczyna została wprowadzona do salonu w samej bieliźnie, tak jak jej poprzedniczki. Kiedy zobaczyła tylu mężczyzn obserwujących ją półnagą, zawstydziła się. Spuściła głowę, a wtedy długie blond włosy zasłoniły jej twarz. Chociaż tyle...
Na zewnątrz cierpliwie już od jakiegoś czasu czekali szoferzy. Kierowcą Sebastiana był także Polak, jego kolega z czasów liceum, zanim jeszcze Sebastian wyjechał do ojca do Włoch. Cztery lata temu został oskarżony o gwałt na córce jednego z ważniejszych jegomościów. Gdyby nie znalazł się prawdziwy sprawca, mężczyzna nie miałby żadnych szans podczas rozprawy, dlatego też zdecydował się na ucieczkę z kraju. Sebastian przekonał ojca by ten dał mu pracę.
W końcu długie oczekiwanie zakończyło się. Mężczyźni kolejno co pięć minut opuszczali dom, wsiadali do samochodów, które natychmiast odjeżdżały. Nie inaczej postąpił brunet.
- I co, jak tam? Kupiłeś jakąś? - zagadał chwilę później kierowca
- Ładna i młoda. Za dwa dni będzie u nas.
- Warta swojej ceny?
- Myślę że tak. Oby tylko umiała gotować.
- Słucham? - uniósł brwi ze zdumienia, a następnie zerknął w lusterko wsteczne – Po co komu gotowanie w burdelu?
- Ona nie trafi do burdelu.
- Co? To po cholerę ją kupiłeś? - spytał z nutką zdenerwowania w głosie
- Miałem taki kaprys, stać mnie przecież na to, prawda? Nie bój się, nie stracisz ani grosza ze swojej pensji.
- No ale dobra, nawet jeśli chcesz zrobić z niej swoją kochankę to po co ma umieć gotować? Przecież masz już gosposię.
- Już niedługo – uśmiechnął się tajemniczo – Jak tylko przyjedzie ta dziewczyna to podziękuję jej za współpracę.
- Seb, Zwariowałeś – bardziej zabrzmiało jako stwierdzenie niż pytanie
- Jesteś moim kumplem, ale i tak nie zrozumiesz. Skup się lepiej na drodze.
Pokiwał głową. W tej kwestii akurat mógł się zgodzić z Sebastianem.
Dwa dni później mężczyźni organizujący nielegalną aukcję przyjechali do Sebastiana białym busem, w którym oprócz nich znajdowała się też wykupiona przez bruneta dziewczyna. Była skuta kajdankami i miała worek na głowie. Zdjęli go jej dopiero w środku, to samo zrobili z kajdankami. Pożegnali się z Sebastianem i zostawili ich samych. Dziewczyna stała onieśmielona tuż przed nim ze wzrokiem wbitym w podłogę. Nie miała odwagi spojrzeć mu w oczy, w ogóle się odezwać. Sebastian obszedł ją dookoła jakby jeszcze raz chciał ją obejrzeć. Nie zareagowała.
- Usiądź proszę – wskazał jej miejsce na fotelu – Nie bój się mnie, nie zrobię ci krzywdy.
Dziewczyna nie uwierzyła w jego słowa, ale jednak dodało to jej jakiejś otuchy, odrobinę pewności siebie.
- Każdą dziewczynę zapraszasz do domu nim trafi do burdelu?
- Żadnej – odparł z uśmiechem, licząc na to że dziewczyna domyśli się iż ma wobec niej inne plany
- Czyli... mam być twoją kochanką?
- A chciałabyś? - spojrzał na nią uwodzicielsko
- Mogę powiedzieć nie? - uśmiechnęła się, by na wszelki wypadek móc obrócić to w żart
- Dobra, teraz na poważnie – poprawił ubranie i usiadł naprzeciw niej – Jak ci na imię?
- Asia... - rzekła półszeptem – To znaczy, Joanna.
- Joanna – powtórzył z zadumą – Ślicznie. Powiedz mi coś więcej o sobie.
- Dobra, skończ te głupie gierki. Powiedz mi wprost czego ode mnie oczekujesz, a nie będziemy udawać że niby przypadkiem się poznaliśmy. I wyjaśnij mi do cholery po co mnie kupiłeś, skoro nie zamierzasz dać mnie do burdelu – wypaliła poirytowana. Dopiero po chwili przypomniała sobie z kim rozmawia i zdała sobie sprawę że nie powinna była dać się ponieść emocjom. Sebastian nie wyglądał na zachwyconego jej reakcją. Wstał z miejsca, podszedł do fotela i spojrzał na nią z góry.
- To ja tu stawiam warunki, jasne? - rzucił chłodno.
Dziewczyna skinęła głową.
- Specjalnie zwolniłem gosposię, żeby zrobić dla ciebie miejsce. Gówno mnie obchodzi czy umiesz gotować czy nie, czy poradzisz sobie z praniem, prasowaniem, zmywaniem czy sprzątaniem. Daję ci tydzień, siedem dni, sto sześćdziesiąt osiem godzin, ileś tam minut, kurewsko dużo sekund i ani jednej dłużej! I jeszcze jedno, nie interesuj się moimi motywami. Jak tak bardzo chcesz to jeszcze mogę cię odesłać do burdelu, ale radziłbym ci docenić że daję ci szansę i ją wykorzystać.
Przejechał powoli dłonią po jej policzku, a następnie odwrócił się na pięcie i odszedł. Joasia siedziała jeszcze przez chwilę zdezorientowana na fotelu. Czego tak naprawdę od niej chciał? Przecież gdyby potrzebował gosposi, mógłby normalnie jej poszukać, na normalnych warunkach. Nie musiał wydawać kilkuset tysięcy by mieć dziewczynę, która zajmie się jego domem. Za tym musiał się kryć pewien ważny powód...
Rozejrzała się dookoła, ale nikogo nie dostrzegła. A przecież nawet nie powiedział jej od czego powinna zacząć...
Wśród zgromadzonych tam mężczyzn byli przedstawiciele różnych narodowości. Dominowali oczywiście Włosi, lecz znalazł się tam także jeden Hiszpan, dwóch Niemców, Francuz, Rosjanin oraz Polak. Był najmłodszy w całym gronie, miał niewiele przeszło 30 lat, był przystojnym, wysokim i dobrze zorganizowanym brunetem. Cały biznes przejął po ojcu blisko dwa lata temu, kiedy tamten niespodziewanie zmarł na zawał serca. Dzięki temu że już wcześniej aktywnie działał w organizacji ojca, nie miał większych problemów by utrzymać ten biznes.
Choć nie narzekał on na brak dziewczyn w swoim lokalu to z czystej ciekawości przyjechał obejrzeć potencjalne kandydatki. Uwielbiał patrzeć na piękne kobiece ciała. Kiedy któraś z nich szczególnie mu się podobała, wdawał się z nią w romans. Nie przeszkadzało mu że jednocześnie sypia ona z kilkoma innymi mężczyznami. W końcu on miał z tego pieniądze, to najbardziej dla niego się liczyło. Nie obchodziło go, że jego kolejne kochanki robiły sobie nadzieję na lepszy los, że zamieszkają w jego willi i w końcu zmienią swoje życie. Prędzej czy później dziewczyna ginęła z jego rąk, jeśli nie godziła się na rozstanie.
- Seb, co jest? Czemu jeszcze żadnej nie kupiłeś? - zagadał do niego zaprzyjaźniony Rosjanin, Witalij Gwintow, który swoją działalność prowadził całkiem niedaleko, bowiem w miasteczku oddalonym o jakieś 50 kilometrów od miasta, w którym swój lokal miał Sebastian. Brunet tylko uśmiechnął się ze spokojem.
- Póki co nie potrzebuję kobiet, chyba że trafi się jakaś ekstra sztuka...
Puścił do niego oczko. Witalij zrozumiał co chce przez to powiedzieć. Najładniejsze dziewczyny przyjmowały mniej klientów, ale wcale nie przynosiły z tego powodu mniejszych dochodów. Cena za noc z taką kobietą mogła kosztować nawet pięć razy więcej niż podstawowa stawka.
Sebastian czekał na okazję do samego końca. I w końcu trafił, ostatnia z kandydatek była tą, którą musiał mieć za wszelką cenę. Ale nie mógł dać tego po sobie poznać, aby inni nie podbili ceny zbyt wysoko. Szczupła, blondwłosa dziewczyna została wprowadzona do salonu w samej bieliźnie, tak jak jej poprzedniczki. Kiedy zobaczyła tylu mężczyzn obserwujących ją półnagą, zawstydziła się. Spuściła głowę, a wtedy długie blond włosy zasłoniły jej twarz. Chociaż tyle...
Na zewnątrz cierpliwie już od jakiegoś czasu czekali szoferzy. Kierowcą Sebastiana był także Polak, jego kolega z czasów liceum, zanim jeszcze Sebastian wyjechał do ojca do Włoch. Cztery lata temu został oskarżony o gwałt na córce jednego z ważniejszych jegomościów. Gdyby nie znalazł się prawdziwy sprawca, mężczyzna nie miałby żadnych szans podczas rozprawy, dlatego też zdecydował się na ucieczkę z kraju. Sebastian przekonał ojca by ten dał mu pracę.
W końcu długie oczekiwanie zakończyło się. Mężczyźni kolejno co pięć minut opuszczali dom, wsiadali do samochodów, które natychmiast odjeżdżały. Nie inaczej postąpił brunet.
- I co, jak tam? Kupiłeś jakąś? - zagadał chwilę później kierowca
- Ładna i młoda. Za dwa dni będzie u nas.
- Warta swojej ceny?
- Myślę że tak. Oby tylko umiała gotować.
- Słucham? - uniósł brwi ze zdumienia, a następnie zerknął w lusterko wsteczne – Po co komu gotowanie w burdelu?
- Ona nie trafi do burdelu.
- Co? To po cholerę ją kupiłeś? - spytał z nutką zdenerwowania w głosie
- Miałem taki kaprys, stać mnie przecież na to, prawda? Nie bój się, nie stracisz ani grosza ze swojej pensji.
- No ale dobra, nawet jeśli chcesz zrobić z niej swoją kochankę to po co ma umieć gotować? Przecież masz już gosposię.
- Już niedługo – uśmiechnął się tajemniczo – Jak tylko przyjedzie ta dziewczyna to podziękuję jej za współpracę.
- Seb, Zwariowałeś – bardziej zabrzmiało jako stwierdzenie niż pytanie
- Jesteś moim kumplem, ale i tak nie zrozumiesz. Skup się lepiej na drodze.
Pokiwał głową. W tej kwestii akurat mógł się zgodzić z Sebastianem.
Dwa dni później mężczyźni organizujący nielegalną aukcję przyjechali do Sebastiana białym busem, w którym oprócz nich znajdowała się też wykupiona przez bruneta dziewczyna. Była skuta kajdankami i miała worek na głowie. Zdjęli go jej dopiero w środku, to samo zrobili z kajdankami. Pożegnali się z Sebastianem i zostawili ich samych. Dziewczyna stała onieśmielona tuż przed nim ze wzrokiem wbitym w podłogę. Nie miała odwagi spojrzeć mu w oczy, w ogóle się odezwać. Sebastian obszedł ją dookoła jakby jeszcze raz chciał ją obejrzeć. Nie zareagowała.
- Usiądź proszę – wskazał jej miejsce na fotelu – Nie bój się mnie, nie zrobię ci krzywdy.
Dziewczyna nie uwierzyła w jego słowa, ale jednak dodało to jej jakiejś otuchy, odrobinę pewności siebie.
- Każdą dziewczynę zapraszasz do domu nim trafi do burdelu?
- Żadnej – odparł z uśmiechem, licząc na to że dziewczyna domyśli się iż ma wobec niej inne plany
- Czyli... mam być twoją kochanką?
- A chciałabyś? - spojrzał na nią uwodzicielsko
- Mogę powiedzieć nie? - uśmiechnęła się, by na wszelki wypadek móc obrócić to w żart
- Dobra, teraz na poważnie – poprawił ubranie i usiadł naprzeciw niej – Jak ci na imię?
- Asia... - rzekła półszeptem – To znaczy, Joanna.
- Joanna – powtórzył z zadumą – Ślicznie. Powiedz mi coś więcej o sobie.
- Dobra, skończ te głupie gierki. Powiedz mi wprost czego ode mnie oczekujesz, a nie będziemy udawać że niby przypadkiem się poznaliśmy. I wyjaśnij mi do cholery po co mnie kupiłeś, skoro nie zamierzasz dać mnie do burdelu – wypaliła poirytowana. Dopiero po chwili przypomniała sobie z kim rozmawia i zdała sobie sprawę że nie powinna była dać się ponieść emocjom. Sebastian nie wyglądał na zachwyconego jej reakcją. Wstał z miejsca, podszedł do fotela i spojrzał na nią z góry.
- To ja tu stawiam warunki, jasne? - rzucił chłodno.
Dziewczyna skinęła głową.
- Specjalnie zwolniłem gosposię, żeby zrobić dla ciebie miejsce. Gówno mnie obchodzi czy umiesz gotować czy nie, czy poradzisz sobie z praniem, prasowaniem, zmywaniem czy sprzątaniem. Daję ci tydzień, siedem dni, sto sześćdziesiąt osiem godzin, ileś tam minut, kurewsko dużo sekund i ani jednej dłużej! I jeszcze jedno, nie interesuj się moimi motywami. Jak tak bardzo chcesz to jeszcze mogę cię odesłać do burdelu, ale radziłbym ci docenić że daję ci szansę i ją wykorzystać.
Przejechał powoli dłonią po jej policzku, a następnie odwrócił się na pięcie i odszedł. Joasia siedziała jeszcze przez chwilę zdezorientowana na fotelu. Czego tak naprawdę od niej chciał? Przecież gdyby potrzebował gosposi, mógłby normalnie jej poszukać, na normalnych warunkach. Nie musiał wydawać kilkuset tysięcy by mieć dziewczynę, która zajmie się jego domem. Za tym musiał się kryć pewien ważny powód...
Rozejrzała się dookoła, ale nikogo nie dostrzegła. A przecież nawet nie powiedział jej od czego powinna zacząć...
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)