niedziela, 29 grudnia 2013

Druga szansa cz. 9

- Aśka, ja... - chciał coś powiedzieć, lecz dziewczyna natychmiast mu przerwała
- Nie skreślaj mnie już na starcie. Spróbujmy... Proszę...
Westchnął ciężko i przewrócił teatralnie oczami. Sam już nie wiedział co o tym myśleć. Dobrze, niech jej będzie. On już wystarczająco dużo o tym powiedział, a ona mimo wszystko chce tego układu. Niech na własnej skórze się przekona, że to nie był najlepszy pomysł. Chyba tylko w taki sposób to może do niej dotrzeć.
- Zgoda. Ale tylko na miesiąc.
Uradowana dziewczyna rzuciła mu się na szyję. Nie miał serca gasić tej radości moralną gadką o cierpliwości czy zmienności życia. Zresztą, kto mógł wiedzieć co się wydarzy przez ten miesiąc? Które z nich zmieni zdanie? A może żadne?

         Joasia nie zamierzała się szczególnie wysilać. Przeprowadziła się do Sebastiana i liczyła, że to wystarczy. Znała go na tyle dobrze by wiedzieć, że jeśli ma ją pokochać, to tylko taką jaka jest, naturalną, prawdziwą. Nie musiała pokazywać, iż jej zależy – zrobiła to, kiedy błagała go o drugą szansę. Ona już zrobiła krok naprzód. Teraz piłeczka znajdowała się po jego stronie, teraz to jego kolej, by wykonać ruch.
Nie łatwo przyszło mu przyzwyczaić się do mieszkania z blondynką. Nie chodziło o to, że miała zastrzeżenia wobec jego stylu bycia, zachowania czy stosunku do niej, bo takich nie było. Sama świadomość, że dziewczyna jest obecna tu, razem z nim, była dla niego trudna do zaakceptowania. Próbował doszukiwać się przyczyny w wydarzeniach z przeszłości, a także w osobowości Joasi, lecz z marnym skutkiem. W końcu stwierdził, że problem leży w jego psychice. Sam, automatycznie ograniczał się w kontaktach z dziewczyną. Nie czuł się swobodnie w towarzystwie blondynki.
Spali osobno – on przeniósł się do salonu, na kanapę, a ona w sypialni. To nie pomagało im się zbliżyć do siebie duchowo, ale gdyby spali razem w jednym łóżku, mogłoby być jeszcze gorzej. Pewnych ograniczeń nie można od razu przeskoczyć, czasem potrzebny jest czas. Tak było też tutaj.

         Czas mijał, a oni wciąż stali w miejscu. Sebastian traktował Asię z dystansem. Blondynka odniosła wrażenie, że nie dostrzega w niej kobiety. Nie była już nawet przyjaciółką – jedynie współlokatorką, która wkrótce zniknie z jego życia. Ciekawe czy z utęsknieniem czekał na ten dzień, kiedy skończy się „okres próbny”. Może nawet rozpoczął już odliczanie?
Z każdym dniem nadzieja Joasi malała. Powoli docierało do niej, że mężczyzna którego pokochała, tak naprawdę nigdy nic do niej nie czuł. Nie brała tego pod uwagę. Okrutna prawda musiała zaboleć. Przed Sebastianem jednak nic nie dawała po sobie poznać. Tak trudno było przyznać się do błędu... Nie tylko przed nim, ale też przed samym sobą.
Na jeden dzień przed poważną rozmową, która ich czekała, Joasia postanowiła spróbować jeszcze raz. A nuż rzutem na taśmę uda się coś wskórać? Dać pewien impuls, tą iskierkę, dzięki której zapłonąłby płomień miłości. Przygotowała kolację. Oprócz pysznego jedzenia atmosferę kształtował mrok rozświetlony blaskiem świec oraz wino. Wypity alkohol uderzył do głowy Sebastianowi, jednak nie tak bardzo, by całkowicie stracić nad sobą kontrolę. Przez chwilę, kiedy znalazł się bardzo blisko Joasi, a ona sama przysunęła do niego, wydawało się, że wygrała. Uległ jej czarowi. Całowali się, na początku delikatnie, potem coraz bardziej namiętnie, próbując na bieżąco zaspokajać narastające pożądanie. Ta noc mogła skończyć się w łóżku, ale...
- Przepraszam – oderwał się od jej ust
- Co jest?
- Nie mogę. Nie kocham cię.
Mimo iż spodziewała się, że wkrótce usłyszy te słowa, brutalna prawda ją zabolała. Poczuła ukłucie w okolicach serca. Ogarnęła ją ogólna niechęć do całego świata. Odwróciła głowę zawstydzona.
- W porządku. Nie mogę cię zmusić.
- Nie gniewaj się...
- Ale ja się nie gniewam – starała się, by jej głos zabrzmiał naturalnie – Miałam tylko nadzieję że zmienisz zdanie.
- Niepotrzebnie – rzucił krótko
- Przecież to nic nie kosztuje...
- Właśnie widzę. Starasz się być twarda przede mną, ale kiedy zostaniesz sama, rozkleisz się i nawet nie będziesz próbowała zatrzymywać łez.
- Życiowy znawca się znalazł – prychnęła z pogardą – Skąd wiesz że mnie przez ten miesiąc się nie odwidziało?
- Bo byłaś zawiedziona moją odmową.
- Ta rozmowa do niczego nie prowadzi – postanowiła szybko uciąć tę dyskusję.
O dziwo, Sebastian ją poparł. Nie chciał jej dobijać, nie musiał niczego udowadniać. Wyglądało na to, że w końcu zrozumiała, iż nie mogą być razem.
Wstała i bez słowa udała się do sypialni. Postanowiła, że następnego ranka spakuje się i wyprowadzi. Dostała drugą szansę, o którą tak bardzo prosiła. Jeśli ona nie przyniosła jej tego, czego oczekiwała, nie pozostało nic innego jak pogodzić się z losem i... żyć dalej. Kiedyś przyjdzie ten dzień, gdy znów zaświeci dla niej słońce.

         O ile dziewczyna długo rozczulała się nad przeszłością, nad jej związkiem z Sebastianem, on miał na głowie inne zmartwienie – a konkretnie Ankę i jej ciążę. Kłótni z byłą dziewczyną nie było końca. Była pewna, że to dziecko Sebastiana, bowiem jej szef zarzekał się, że jest bezpłodny. Chłopak jednak uparcie obstawał, że najpierw musi zobaczyć wyniki badań DNA, które potwierdzą jego ojcostwo. Annę strasznie irytował brak ufności Sebastiana wobec niej, lecz miał on solidne podstawy, by jej nie wierzyć. Raz już go oszukała i zdradzała – dlaczego nie zrobiłaby tego po raz drugi? Zbyt wiele nasłuchał się o przypadkach, gdzie kobieta wrabiała faceta w ojcostwo tylko dlatego, że chciała do niego wrócić, bądź miała inne niecne zamiary wobec niego.

         Kilka miesięcy później, kiedy Ania urodziła, Sebastian zrobił badania. Wyniki jednoznacznie wskazały, że to on jest ojcem jej dziecka. Wiadomość ta nie była dla niego dobra, ale nie załamała go. Odważnie stanął do rozmowy z byłą narzeczoną, bo tylko w ten sposób mogli osiągnąć kompromis.
- No i co? Dziecko jest twoje, mówiłam – mruknęła udając obojętną
- Teraz to wiem. Jeśli będziesz potrzebowała pomocy...
- Nie wrócisz do mnie, prawda?
- To nie wchodzi w grę. Na razie mam po dziurki w nosie wszelkich związków i miłości... Muszę odpocząć.
- Szkoda. Sama nie dam rady zająć dzieckiem.
- Sama? Przecież masz rodziców... Na pewno ci pomogą, na mnie też możesz liczyć – deklarował
- Ale ja nie dam rady psychicznie. Bez wsparcia partnera...
Wreszcie do niego dotarło, co dziewczyna chce mu powiedzieć. Jeśli on do niej nie wróci, ona nie będzie zajmować się dzieckiem. Szantażowała go, ale nie miał zamiaru ulec. Szybko znalazł wyjście z tej sytuacji...
- Skoro tak... Zrzeknij się praw rodzicielskich, a ja wezmę dziecko do siebie i się nim zajmę. Sam, bez ciebie i twojej pomocy. Zastanów się nad tym.
Nie mówiąc nic więcej odwrócił się na pięcie i wyszedł. Zostawił ją samą ze swoimi myślami...

         Stało się. Ania zrzekła się praw rodzicielskich, a jedynym prawnym opiekunem dziecka został Sebastian. Mężczyzna miał już za sobą studia, kilka nieudanych związków, pewien bagaż doświadczenia życiowego i... kilkutygodniowe dziecko, którym musiał się zająć. Nic go już nie trzymało w tym mieście. Wiedział, że sam nie da rady pogodzić pracy z wychowaniem potomka. Zrobił to, co wydało mu się najbardziej rozsądne – wrócił do rodzinnego miasta, gdzie mógł zacząć wszystko od początku, mając wsparcie i pomoc najbliższej rodziny.

czwartek, 26 grudnia 2013

Druga szansa cz. 8

          Joasia przyjechała do Krakowa w kwietniu. Choć miała sporo czasu, by zastanowić się nad swoim życiem, pomyśleć co dalej, nie podjęła żadnej decyzji. Nie była w stanie określić, czy chce wrócić do dawnej stolicy Polski. Póki co przyjechała tu, aby załatwić sprawy na uczelni.
Jej stan zdrowia poprawiał się z każdym dniem, ale postępy nie były duże. Jednak póki dziewczyna widziała efekty rehabilitacji, nie traciła wiary i zyskiwała nowe siły oraz cierpliwość. W tej chwili mogła już chodzić, utykając na jedną nogę i wspomagając się kulą. Brakowało jeszcze trochę siły, aby była w stanie samodzielnie iść. Wciąż nad tym pracowała.
Zadowolona, że udało się jej pomyślnie załatwić sprawy, powoli opuściła budynek. Nie spodziewała się, iż spotka Sebastiana. Ledwie wyszła na zewnątrz, usłyszała za sobą jego głos.
- Asia? To ty?
Odwróciła głowę. Szybko ją dogonił i znalazł się tuż obok. Uśmiechnęła się do niego, po czym odpowiedziała:
- Nie, Duch Święty. A ty przypadkiem nie masz za chwilę zajęć?
- Odwołali. Wilczyński znowu nie przyjechał.
- Bywa i tak – wzruszyła ramionami.
- Co powiesz na kawę? - wypalił nagle – Dawno się nie widzieliśmy, więc może...
- Okej – przerwała mu – Tylko powoli, nie jestem jeszcze w optymalnej formie.
Żadne z nich nie odzywało się, pokonując kolejne metry. Joasia czuła się trochę niezręcznie, natomiast Sebastian nie wiedział od czego zacząć rozmowę. Całą drogę się zastanawiał, lecz niczego sensownego nie wymyślił. W końcu, kiedy złożyli zamówienie, a chwilę później na stoliku pojawiły się dwie filiżanki z kawą, chłopak się odezwał.
- Co u ciebie? - rzucił bez zastanowienia
- Dobrze. Jeżdżę na rehabilitację, motywacji mi nie brakuje... Nie ma co rozpamiętywać przeszłości, było minęło. Trzeba żyć dalej.
- No tak... - westchnął – Gorzej jeśli przeszłość sama do ciebie wróci.
- Nie rozumiem.
Dziewczyna pokręciła głową. Sebastian uśmiechnął się smutno i upił łyk kawy.
- Anka – wyjaśnił krótko
- Nie daje ci spokoju?
- Twierdzi, że jest w ciąży. Że ja jestem ojcem jej dziecka, rozumiesz? Że mam do niej wrócić, bo inaczej nie wypłacę się z alimentów!
- Trzeba było uważać. Nie wiesz skąd się dzieci biorą?
- Mówiła, że bierze tabletki antykoncepcyjne...
- Czyli kłamała – skwitowała Joasia – A ona w ogóle jest w ciąży?
- Tak, nawet byłem z nią u ginekologa. Nie ulega wątpliwości, będziemy mieli syna. Ale ja nie chcę z nią być, a nie mam innego wyjścia, bo jak przyjdzie mi płacić alimenty...
Wyglądał na zrozpaczonego. Asia starała się zachować spokój i dystans, ale w tym momencie jej serce zmiękło. Odruchowo wyciągnęła rękę i położyła ją na dłoni swojego byłego chłopaka, w geście wsparcia.
- Nie zapędzaj się tak. Ona cię zdradzała, prawda?
- Musimy do tego wracać? - spojrzał na nią błagalnie
- Posłuchaj... skąd pewność, że on nie jest ojcem? Skoro sypiała i z tobą, i z nim to on też może być, że tak powiem, sprawcą tej ciąży.
- Jak się o tym przekonać? Przecież to dopiero czwarty miesiąc!
Blondynce cisnęło się na usta kilka słów na temat inteligencji rozmówcy, lecz powstrzymała się od komentarzy ze względu na powagę sytuacji.
- Powiedz jej, żeby na ciebie nie liczyła, póki nie dostaniesz dowodów na to, że to twoje dziecko. Nawet jak teraz pójdzie to sądu, to nic nie wskóra bez badań DNA. Zrobisz je po narodzinach i wtedy będziesz miał jasność.
- A jeśli to naprawdę będzie moje dziecko?
Joasia wzruszyła ramionami.
- Nie martw się tym na zapas. Wiesz... wracam na uczelnię od października. Cały rok od nowa – postanowiła zmienić temat
- Co mam ci powiedzieć? Podjęłaś chyba najrozsądniejszą decyzję. Ominęło cię sporo wykładów, nie wiem czy ktokolwiek byłby w stanie to nadrobić.
- Wracam do Krakowa – oznajmiła, dziwiąc się samej sobie. Do tej pory nie była pewna, a teraz, tak nagle, pod wpływem impulsu podjęła decyzję.
- Super – odparł niewzruszony.
Zawiodła się. Myślała że Sebastian ucieszy się z tej wiadomości, a tymczasem nie zrobiło to na nim nawet najmniejszego wrażenia. Mimo to nie poddała się. W ostatnim czasie nie brakowało jej woli walki, dlatego postanowiła spróbować jeszcze raz, tym razem wprost.
- Mogę mieć do ciebie osobiste pytanie?
- Jasne.
- Zależy ci na mnie choć trochę?
Tego się nie spodziewał. Wytrzeszczył oczy, o mało nie krztusząc się kawą. Choć otwarcie deklarował, że nie może być dla niej kimś więcej niż przyjacielem, teraz, kiedy miałby powiedzieć jej to prosto w oczy, zaniemówił. Słowa nie mogły przejść mu przez gardło. Wyglądała uroczo, jak zwykle, ale dopiero od niedawna zaczął to dostrzegać. Wciąż jednak nie rozumiał, dlaczego dziewczyna cały czas jest dla niego ważna i nie zniknęła z jego życia po rozstaniu. Musiało istnieć coś, co mimowolnie ciągnęło go do niej, co słabło podczas rozłąki i nasilało się w jej towarzystwie. Ale on o tym nie wiedział.
- Sebastian?
- Yyy... a czemu pytasz? - liczył na to, że uda mu się wymknąć od odpowiedzi
- Odpowiedz mi, proszę
- Ale...
- Proszę.
Pochyliła się lekko do przodu i spojrzała mu prosto w oczy. Wiedziała już, że nie będzie w stanie zaprzeczyć.
- Wiesz... Nie, nic nie wiesz. Nawet ja sam nie wiem! Czasem w ogóle mnie nie interesujesz, nic dla mnie nie znaczysz, ale czasem nie mogę przestać o tobie myśleć. Raz stajesz mi się coraz bliższa, raz jesteś bardzo odległa, zupełnie obca. Nie wiem co to wszystko ma do cholery znaczyć i nie wiem jak się pozbyć tego pieprzonego uczucia. Jak widzisz, minęło tyle lat, a ja ani trochę nie dorosłem. Cały czas jestem gówniarzem, który nie potrafi się ustabilizować...
- Skończ! - przerwała mu nagle – Daj nam drugą szansę.
- Słucham? - myślał że dziewczyna żartuje, ale ona mówiła całkiem poważnie
- Spróbujmy jeszcze raz. Nie widzisz że ty tego chcesz? Twoja podświadomość odsuwa mnie, bo wściekasz się, że nie jestem tak blisko jak byś tego pragnął.
- Już raz byłaś blisko – przypomniał – I co? Jak się skończyło?
- Byliśmy młodzi i głupi. To był tylko szczeniacki romans.
- Niepotrzebnie się na to zgodziłem. Drugi raz tego błędu nie popełnię.
- Ach tak?! Więc twoim zdaniem to był błąd? No proszę, ładnych rzeczy się dowiaduję po latach – mruknęła poirytowana
- Skrzywdziłem cię i teraz też tak będzie. Nie jestem stały w uczuciach, przykro mi – rozłożył bezradnie ręce.
Joasia jednak nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Wstała i podeszła do niego. On także wstał. Z trudem wspięła się na palce i lekko pocałowała go w usta.
- Posłuchaj. Jeśli mnie teraz odtrącisz, też mnie zranisz. Nie ma nic do stracenia, słyszysz? Chcę spróbować, bo wiem, że jest szansa aby nam się udało. Jeśli się mylę to trudno, wtedy dam sobie spokój.
- Aśka...
- Proszę cię – szepnęła, przytulając się do niego
- Nie wymagaj ode mnie rzeczy niemożliwych.
- Nie każę ci się zakochać. Chcę tylko, żebyś trochę pobył ze mną, a potem zdecydował czego chcesz.
Zamilkł. Nawet jeśli będzie próbował tłumaczyć jej to na inne sposoby, ona nie odpuści. Ale nie mógł tak od razu podjąć tak ważnej decyzji. Od tego przecież zależy kilka najbliższych tygodni jego życia.

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Druga szansa cz. 7

         Nie potrafił jej okłamywać. Choć lekarze ostrzegali go, że dziewczyna powinna wystrzegać się wszelkich nerwów i stresu, kiedy zapytała go o Sebastiana, wyznał całą prawdę. Przytoczył nawet słowa, które powiedział byłemu chłopakowi blondynki. Milczenie z jej strony stawało się coraz bardziej niepokojące...
Nie miała siły się denerwować. Dotarło do niej tylko tyle, że Sebastian postanowił zerwać z nią kontakt i to przez Maćka. Nawet nie wiedziała co powinna mu powiedzieć. Wyrzucić go za drzwi, „pogłaskać po głowie” czy może w odwecie ona zerwie z nim kontakt? Zdrowy rozsądek podpowiadał jej, by niczego nie robić pochopnie. Teraz, kiedy leżała tu, w szpitalu, niemal przykuta do łóżka, pomoc kogoś z zewnątrz mogła się okazać nieoceniona. Ale przecież miała jeszcze Rafała, przynajmniej tak myślała. Być może on jest w lepszym stanie i wkrótce się nią zajmie?
- Byłeś u Rafała? Jak on się czuje?
Po jego reakcji szybko domyśliła się, że nie jest najlepiej. Chciała go ponaglić, lecz właśnie w tym momencie się odezwał.
- Nie przeżył wypadku.
Nie musiał jej tego powtarzać. O dziwo przyjęła to dość spokojnie. Zapewne był to jakiś efekt uboczny po przyjmowanych lekach albo po prostu szok. Przymknęła oczy i odwróciła głowę w bok. Tylko w ten sposób mogła się poruszyć. Na więcej nie miała siły.
- Zostaw mnie samą – szepnęła
- Przyjdę do ciebie wieczorem.
Powoli podniósł się i bez słowa opuścił salę. Szedł szpitalnym korytarzem, trzymając w ręku kurtkę. Nienawidził takich chwil. Nie dość że nie mógł pomóc koleżance, to jeszcze schrzanił sprawę z jej byłym. Na pewno znalazłaby w nim oparcie. A tak... wszystko spoczęło na jego barkach, o ile Aśka jeszcze mu ufa.

         Minął miesiąc. Temperatura powietrza sięgała maksimum 10 stopni poniżej zera, a niebo obdarowało Kraków białym, puszystym śniegiem. Końcówka stycznia odznaczała się typowo zimową aurą, a prognozy pogody zapowiadały jej utrzymanie przez kilkanaście kolejnych dni.
Trzydziestego stycznia Maciek obchodził imieniny. Właściwie trudno było to nazwać obchodzeniem, gdyż traktował to jako zwykły, kolejny dzień roboczy. Zamierzał jedynie wypić jedno piwo po pracy, żeby w ten sposób uczcić to swoje święto. Nawet przez myśl mu nie przeszło, że w knajpie może spotkać kogoś znajomego...
- Jedno piwo poproszę. Kufel – zwrócił się do barmana. Chwilę później odebrał zamówienie. Obejrzał się dookoła i wtedy spostrzegł, że przy jednym ze stolików siedzi Sebastian. Zawahał się przez chwilę, lecz ostatecznie podszedł do byłego chłopaka Joasi i przywitał się z nim.
- Nie myślałem, że cię tu spotkam – odpowiedział Sebastian – Aśka kiedyś mówiła, że jesteś mało towarzyski.
- Ja bym powiedział, że zamknięty w sobie – uśmiechnął się niemrawo – Jak leci?
- W porządku, a u ciebie?
- Też.
Zamilkli. Gdyby nie gwar rozmów z sąsiednich stolików, na sali zapadłaby głucha cisza. Mężczyźni wykorzystali tę chwilę, by upić trochę piwa ze swoich kufli.
- A co u Aśki? - Sebastian spróbował rozwinąć tę rozmowę
- Wyjechała. Zapewnia, że daje radę, ale w jej głosie słychać jakieś takie zmęczenie, znudzenie... Nie wiem z czego to wynika. Nie pozbierała się jeszcze po śmierci Rafała, czy trudne początki rehabilitacji...
- Dokąd wyjechała?
- Do rodziców. Nie wiem czy powinienem to mówić, ale Aśka w pewnym sensie skorzystała na tym wypadku.
Sebastian wyglądał na zaskoczonego tym stwierdzeniem. Przecież tam zginął jej narzeczony, ona została poważnie ranna i jak na razie nie jest w stanie samodzielnie chodzić. Jak mogłaby zyskać na czymś takim?
- Jej relacje z matką uległy znacznej poprawie – wyjaśnił
- Esz – westchnął – Czy zawsze musi się stać coś złego, żeby pewne osoby zastanowiły się nad swoim postępowaniem?
- Wiem, ten świat jest pojebany. Nic na to nie poradzisz.
- Jakie są prognozy lekarzy? Mówiła ci?
- Z tego co wiem, za cztery miesiące powinna chodzić. Ale to nie będzie koniec, bo będzie musiała popracować nad kondycją i wytrzymałością.
Ponownie zrobili chwilę przerwy w dialogu. Tym razem to Maciek odezwał się pierwszy po chwili milczenia z obu stron.
- Nie żałujesz zerwania kontaktu?
- Trochę – mruknął po chwili zastanowienia – Brakuje mi jej, świetna kumpela, sam o tym dobrze wiesz. Ale... nie umiałbym się tak zachować, żeby nie dawać jej nadziei. Nie chciałem jej w sobie rozkochać. Już raz byliśmy razem...
- Nie pali się za sobą mostów – odparł Maciek
- Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki.
- Aśka już nie jest taka jak kiedyś. Ty też nie. Oboje się zmieniliście.
- Co sugerujesz? Ja do niej nic nie czuję, rozumiesz? Zależy mi na niej jak na przyjaciółce, nie jak na ukochanej osobie. Tak swoją drogą... jak tobie się układa w miłości?
Mężczyzna o mało nie zachłysnął się piwem. Nie spodziewał się, że usłyszy takie pytanie. Bardziej go rozbawiło, niż zdenerwowało. Próbował ostatnio umówić się z uroczą brunetką na kawę, lecz niestety, poniósł kolejną, już nie tak bardzo bolesną porażkę.
- Nie układa się – rozłożył bezradnie ręce – Nie wiem dlaczego te wszystkie dziewczyny ode mnie uciekają. Chyba nie jestem taki najgorszy, co?
- A to nie mnie pytaj.
- No racja, Aśkę spytam. Niemniej, przyzwyczaiłem się już, że każda kolejna próba kończy się niepowodzeniem.
- Kiedyś w końcu się uda – uśmiechnął się pokrzepiająco.
Razem z Sebastianem wypili po jeszcze jednym piwie, rozmawiając już o mniej poważnych tematach, takich jak sport, muzyka, gdzie nie omieszkali skrytykować „gwiazd” dzisiejszych czasów, które tak naprawdę nie miały za grosz talentu, a nawet dyskutowali o wyższości płynu do płukania ust nad tradycyjną szczoteczką i pastą do zębów.
Po opuszczeniu baru pożegnali się i każdy ruszył w swoją stronę. Sebastian nie mógł się pozbyć wspomnień związanych z Joasią. Obrazy przewijały mu się przed oczyma, a on nie potrafił tego powstrzymać. Każde miejsce, które mijał, pokonując drogę do domu, przypominało mu scenkę, związaną właśnie z tym miejscem, nim i blondynką. Ależ pięknie wyglądała, kiedy uśmiechała się, a wiatr przeczesywał jej długie, proste, jasne włosy. Czy ona naprawdę nic dla niego nie znaczyła? Jeszcze kilka takich widoków i zacznie poważnie się zastanawiać, czy nie jest w błędzie.
Tymczasem dziewczyna zadzwoniła do Maćka, żeby złożyć mu życzenia z okazji imienin. Grzecznie podziękował i nawet pochwalił się swoim przypadkowym spotkaniem z Sebastianem. Nie zdążył ugryźć się w język. Ton głosu dziewczyny natychmiast stał się ponury, lekko przyciszony. Bez tego entuzjazmu, z którym go witała czy wyliczała kolejne życzenia.
- Co u niego?
- Właściwie to nic nowego. Pytał o ciebie.
- Naprawdę? Co mu powiedziałeś?
- Prawdę. Że powoli wracasz do siebie po wypadku, że zaczęłaś rehabilitację, że wyjechałaś do rodziców...
- Yhym. To miło, że się interesuje – powiedziała z ukłuciem żalu
- Wolałabyś, żeby zadzwonił do ciebie, zamiast wypytywać znajomego, prawda?
- Strasznie za nim tęsknię – wyznała – Łudziłam się, że zmieni zdanie, ale teraz... chyba czas, żeby się z tym pogodzić. Trzeba żyć dalej.
- Wierzę w ciebie.
- Mam to szczęście, że zawsze spadam na cztery łapy. Teraz też tak będzie.
- Trzymaj się! I dzięki za życzenia. Pa.
- Pa.

piątek, 20 grudnia 2013

Druga szansa cz. 6

          Sebastian dotarł do szpitala w kilkanaście minut. Jego była dziewczyna leżała właśnie na stole operacyjnym. Z tego co dowiedział się od Maćka, a ten z kolei od lekarzy, blondynka miała liczne urazy wewnętrzne, czego skutkiem było krwawienie. Liczyła się każda minuta. Przyjaciel Joasi był świadomy, że w każdej chwili może wyjść lekarz i oznajmić że jest już za późno... Mimo to wierzył. Nawet gdyby tylko cud mógł ją uratować, wierzył że ona z tego wyjdzie. Póki oddychała, póki tlił się jeszcze ostatni płomyk nadziei – nie mógł zwątpić.
Swoimi spostrzeżeniami nie podzielił się z Sebastianem. Chłopak był wystarczająco przybity samą informacją o wypadku. Siedział skulony na krześle, ze splecionymi dłońmi, spuszczoną głową i wzrokiem wbitym w płytki na podłodze. W duchu modlił się, żeby chociaż ona z tego wyszła. Prosił Boga, żeby nie zabierał jej z tego świata. Dziewczyna wciąż była młoda i miała jeszcze niemal całe życie przed sobą.
Operacja skończyła się nad ranem. Stan Joasi wciąż był ciężki, ale na szczęście lekarze zdołali opanować sytuację.
- Teraz wszystko zależy od niej – powiedział ten, który przeprowadzał operację – Ma młody organizm i to zadziała na jej korzyść. Gorzej będzie z jej psychiką. Kiedy dowie się, że jej narzeczony zginął...
- Panie doktorze, jak my mamy jej to powiedzieć?
- Najlepiej na razie nie mówić. Po wybudzeniu będzie musiała odzyskać trochę sił, zanim usłyszy taką wiadomość. To spory wstrząs...
Mężczyzna w białym fartuchu zrobił kilka kroków w głąb korytarza. Maciek pokręcił głową, po czym rzucił kpiąco:
- Jasne, phi! - prychnął – Bo ona wcale nie będzie o niego pytać.
Usiadł na krzesełku obok Sebastiana. Położył obie dłonie na swoim karku i podniósł głowę do góry. Odczuwał już pierwsze oznaki zmęczenia, ale nie dawał tego po sobie poznać. W tej chwili najważniejsza była Joasia. Nie można było dokładnie określić czasu, kiedy dziewczyna się obudzi. Ani on, ani Sebastian nie mieli jednak wątpliwości, że obecność kogoś bliskiego będzie jej w tym czasie bardzo potrzebna.
- Ty coś do niej czujesz? - wypalił nagle Sebastian
- Słucham?
- Pytam, czy jesteś w niej zakochany.
- Oboje wiemy, że to wspaniała dziewczyna – przyznał Maciek – Ale to nie jest ta, z którą mógłbym spędzić resztę życia. Jest świetną kumpelą i niech tak zostanie. Ona na pewno by tutaj była, gdybym ja leżał tam za ścianą, na łóżku... nieprzytomny... pod kroplówką...
Sebastian poczuł się głupio. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że to nie jest najlepszy moment na takie rozmowy. Na szczęście Maciek nie wyglądał na obrażonego. Chyba nawet nie odebrał tego jako oznakę zazdrości ze strony byłego chłopaka Asi. Sebastianowi ulżyło, lecz tylko na chwilę, bowiem ku jego zaskoczeniu, mężczyzna postanowił ciągnąć temat.
- Za to tobie chyba nie do końca przestała się podobać.
- Zawsze mi się podobała – uśmiechnął się pod nosem – Zawsze wygląda tak uroczo, kiedy się uśmiecha... I to doprowadziło do zauroczenia. To nawet nie była miłość. Przez jakiś czas sypialiśmy ze sobą, ale poza łóżkiem... Doszło nawet do tego, że nie mogliśmy na siebie patrzeć.
- Może dla ciebie to tylko koleżanka, ale...
- Ale?
- Ty dla niej znaczysz coś więcej – wyjawił
- Sugerujesz, że ona mnie kocha?
W milczeniu obserwował jak jego rozmówca odwraca głowę. Jak tylko Aśka wyzdrowieje, urwie mu łeb. Miał trzymać język za zębami, nikomu nic nie mówić, a tymczasem... Zdecydował jednak, że skoro już zaczął, to powinien skończyć te rozmowę. Tak będzie lepiej, niż gdyby Sebastian miał dopytywać się Aśki o szczegóły.
- Mówię ci to wprost. Wiesz że ona wszystkich partnerów porównywała do ciebie?
- Słucham?
- Być może nawet sama nie jest świadoma tego co czuje. Ona mi nie powiedziała „Hej, kocham Sebastiana, ale nie mów nikomu”. Ja po prostu widziałem jak ona o tobie mówi, jak opowiadała o emocjach, które dostarcza jej twoja osoba. Powiedziała też, że nigdy nic takiego nie czuła. Nie chciała mi wierzyć, że to miłość...
Sebastian nie dowierzał własnym uszom. Nigdy nie przyszło mu do głowy, że Aśka chciałaby do niego wrócić, że znów mogliby być razem. Dla niego to był rozdział zamknięty, piękna przygoda, która z czasem nieuchronnie zbliżała się do końca. Był pewien że ta sympatia, jaką darzy go dziewczyna, to nic więcej jak przyjaźń, a tymczasem okazuje się, że przez kontynuację tej znajomości po rozstaniu, blondynka się w nim zakochała.
- Po co mi to mówisz? - skrzywił się lekko, a w jego głosie zabrzmiała nutka zdumienia zmieszanego z irytacją
- Bo nie chcę, żebyś ją skrzywdził. Mam nadzieję, że będziesz wiedział jak się zachować wobec niej.
- Wydajesz się być sympatyczny, ale... nie wtrącaj się w moje relacje z Aśką, okej?
- Ona jest dla mnie jak siostra – wyznał – Jeśli uroni przez ciebie choć jedną łzę... Zapewniam, że ty też nie będziesz szczęśliwy. Ostrzegłem cię, powiedziałem jakie oczekiwania wobec ciebie ma Aśka. Co ty z tym zrobisz, to już nie moja działka.
Przez chwilę oboje siedzieli w milczeniu, unikając swoich spojrzeń. W końcu Maciek wstał, rzucił krótkie „będę po południu” i ruszył w kierunku wyjścia.
Jego słowa jeszcze przez długi czas dźwięczały w uszach Sebastiana. Mężczyzna był wściekły, ale sam nie wiedział na kogo i z jakiego powodu. Na siebie, że nie zrobił nic, aby kiedyś ratował ich związek, na Aśkę, że obdarzyła go uczuciem czy na Maćka, że mu o tym powiedział. Wolałby o tym nigdy nie usłyszeć – przynajmniej teraz nie miałby problemu z podejściem do dziewczyny. Nie wiedział jak dokładnie ma wytyczyć granicę, by nie dać blondynce żadnych nadziei na związek, lecz by pozostać jej przyjacielem. W końcu doszedł do wniosku, że to niemożliwe.

          Maciek, tak jak obiecał, przyjechał do szpitala wczesnym popołudniem. Joasia wciąż nie obudziła się po operacji, za to Sebastian czekał na niego już chyba od dłuższego czasu. Wyglądał na zniecierpliwionego, gdyż nerwowo chodził po korytarzu, co chwilę zerkając w stronę schodów bądź windy.
- Słuchaj, przemyślałem to wszystko – zaczął – Muszę zerwać z nią kontakt.
- Zwariowałeś?! Teraz chcesz to zrobić? Teraz, kiedy ona cię potrzebuje? - Maciek o mało nie złapał go za ubranie ze złości
- Jak to sobie wyobrażasz? No jak? Nie mogę być blisko niej, jeśli nie mogę jej dawać żadnych nadziei na powrót...
- Naprawdę aż tak? Nie możesz poczekać aż chociaż wyjdzie ze szpitala?
- Im szybciej tym lepiej. Nie zostanie z tym wszystkim sama, ma przecież ciebie – klepnął go w ramię i ruszył w stronę wyjścia
- Zaczekaj! Co ja mam jej powiedzieć? Jak wytłumaczyć twoją nieobecność?
Sebastian zawahał się przez chwilę. Stanął przed trudnym wyborem, ale kierował się dobrem swojej byłej dziewczyny. Był gotów nawet skoczyć w ogień, jeśli to miałoby jej pomóc.
- Powiedz że... że stchórzyłem. Że się przestraszyłem... Tak, wiem co o mnie pomyśli.
- Ale...
- Powodzenia! - podniósł rękę na pożegnanie, a za chwilę zniknął za zakrętem.
Maciek stał tak przez chwilę w osłupieniu. Nie dość że narzeczony Joasi zginął, to jeszcze dziewczyna straciła przyjaciela. I to właśnie przez niego. Dopiero teraz zaczynało to do niego docierać. Teraz to on miał ochotę uciec, tak jak zrobił to Sebastian. Tyle że on zrobił to dla dobra Joasi, zaś Maciek ze strachu...
- Ja pierdolę, co ja narobiłem! - mówił sobie w myślach – Aśka mnie zabije...
Siedząc na korytarzu zwymyślał siebie od najgorszych. Ani trochę mu nie pomogło. Wciąż miał wyrzuty sumienia, a co najgorsze, nie wiedział jak spojrzeć w oczy Joasi i przyznać się przed nią do błędu.

środa, 18 grudnia 2013

Druga szansa cz. 5

          Joasia po dłuższym namyśle zgodziła się pojechać na święta do rodziców Rafała. Mężczyzna długo nie mógł uwierzyć, że jego partnerka podjęła taką decyzję. Jeszcze kilka razy pytał, czy jest pewna tej decyzji i czy nie zmieni zdania, zanim zadzwonił do swojej mamy, by przekazać jej wesołą nowinę. Wzruszył się, kiedy usłyszał w telefonie jak bardzo cieszyła się, że znów będzie mogła zobaczyć syna, a przy okazji poznać jego ukochaną.
Rafał pochodził z Tarnobrzega – liczącego około dziewięćdziesiąt tysięcy miasta położonego nad Wisłą, przy granicy województwa podkarpackiego z województwem świętokrzyskim. Jego rodzice mieszkali w niedużym, przytulnym domku jednorodzinnym. Mężczyzna wychowywał się w nim wraz z dwójką swoich braci – starszym o dwa lata Michałem i młodszym o pięć lat Adamem. Drugi wyjechał za granicę przed rokiem i nie mógł przyjechać na święta, ale ten pierwszy, podobnie jak Rafał, miał spotkać się z rodzicami przy wigilijnym stole.
Przez 4 dni Joasi i Rafała nie było w Krakowie. Wyjechali na dzień przed Wigilią, żeby z rana pomóc jeszcze przy organizacji. Matka mężczyzny szybko polubiła wybrankę syna. Cieszyła się, że wreszcie trafił na dobrą, uczynną, pracowitą i skromną dziewczynę, która go kocha. Po śniadaniu obie panie zabrały się za przygotowywanie potraw, podczas gdy mężczyźni pojechali na miasto, by zrobić zakupy, a przede wszystkim przywieźć choinkę. Tradycją domu było, że co roku pojawiała się prawdziwa choinka, naturalne drzewo wycięte z lasu. Ojciec Rafała zawsze, co roku, kupował od tego samego, zaufanego dostawcy. Dzięki temu miał pewność, że wszystko jest legalne, a cena nie należała do wygórowanych.
Po południu w domu zjawił się Michał wraz ze swoją żoną i niespełna trzyletnim synkiem. Kiedy na niebie pojawiła się pierwsza gwiazdka, wszyscy zasiedli do stołu. Joasia poczuła tę rodzinną atmosferę, do której tak bardzo chętnie wracali Rafał i jego bracia. Żałowali tylko, że Adam nie mógł przyjechać, ale zadzwonił zaraz po kolacji, jakby wyczuł odpowiedni moment. Joasia pomyślała, że powinna zrobić to samo. Wyszła na chwilę przed dom, żeby złożyć życzenia swoim rodzicom i chwilę z nimi porozmawiać. Niestety, jej matka, zamiast cieszyć się że znów może usłyszeć głos córki, nie była w stanie powstrzymać się od komentarzy. Nawet nie próbowała ukrywać, że ma do niej żal, za to że zdecydowała się pojechać do „obcych” ludzi zamiast do nich. Pospiesznie zakończyła rozmowę, prosząc by pozdrowiła ojca i przekazała mu życzenia, a następnie podniosła wzrok ku niebu.
- Dlaczego ona taka jest? Dlaczego u nas nigdy nie było tak jak tutaj? Tutaj czuję się tę radość, czuć że wszyscy są rodziną, a nie...
Westchnęła ciężko, sięgając pamięcią wstecz. Nie mogła sobie przypomnieć lepszej Wigilii niż ta, którą spędzała tutaj.

          Tymczasem Sebastian również wybrał się do swoich rodziców. Punkt dwunasta wyruszył w kierunku Rzeszowa, licząc że przyjedzie sporo wcześniej przed rozpoczęciem kolacji. Nie mógł przewidzieć, że na drodze zdarzy się wypadek, który zablokuje całą szerokość trasy i będzie ona nie przejezdna.
Klął w myślach, spędzając kolejne minuty na tylnym siedzeniu w swoim samochodzie. Służby porządkowe miały się wyrobić w niespełna dwie godziny, a tymczasem minęły już trzy. Co jakiś czas dzwonił do matki, żeby ją uspokoić i zapewnić o swojej obecności. W końcu zdał sobie sprawę, że nie zdąży.
- Mamo, nie wiem ile to jeszcze potrwa – westchnął ciężko, patrząc przed siebie – Robią co mogą, ale coś nie mogą usunąć tego rozbitego samochodu. Przepraszam.
- Ale to nie twoja wina – uspokoiła go – Szkoda tylko, że nie ma cię tu z nami.
- Będę. Jak tylko droga będzie przejezdna, ruszam i jadę do was. Może będę na wieczór.
- Trzymaj się.
- Wesołych Świąt, mamo.
- Tobie też, synku.
Mijały kolejne minuty, a samochody wciąż ani drgnęły. Sebastian przymknął na chwilę oczy, kiedy z zamyślenia wyrwało go pukanie w szybę. Podniósł się i wysiadł z samochodu.
- Słucham? - zapytał mężczyzny, w którym rozpoznał kierowcę renault clio stojącego bezpośrednio z przodu
- Wie pan, święta są, zimno takie, a my tu tak stoimy... Zapraszam na gorącą herbatę.
- Skąd pan w środku tego pola wziął herbatę?
- Z domu – wzruszył ramionami – Chodźmy.
Sebastian przeszedł wraz z mężczyzną do jego samochodu, gdzie czekało już dwóch innych kierowców. „Gospodarz” wyciągnął z torby termos i plastikowe kubki. Chwilę wcześniej rozmawiał ze strażakami i dowiedział się, że za kilka minut droga na pewno będzie przejezdna. Wracając do swojego samochodu zobaczył, że inni kierowcy pozbierali się w grupki, żeby jakoś, dzięki rozmowie umilić sobie czas tego oczekiwania i wpadł na dokładnie taki sam pomysł.
Nie minęło nawet pół godziny, a samochody z przodu ruszyły. Mężczyźni pożegnali się i każdy wrócił do swojego pojazdu. Sebastian stwierdził, że towarzystwo było całkiem miłe, ale w głębi duszy cieszył się, że w końcu może jechać dalej. Nie mógł się doczekać, by znów zobaczyć swoich rodziców, uściskać swoją młodszą siostrę i po raz kolejny we czwórkę pójść na pasterkę.
Drugiego dnia świąt, kiedy rozmawiał z Elą o byłych partnerach, dziewczyna stwierdziła, że ze wszystkich jego byłych najbardziej lubiła Joasię. Sebastian tylko uśmiechnął się pod nosem.
- No co? Pasowaliście do siebie!
- Chyba jednak nie bardzo. Może z wyglądu byliśmy dobrze dobraną parą, ale z charakteru... Ona ciągle była taka sztywna, poważna, za to uważała że to ja jestem zbyt ignorancki i niedojrzały.
- Szkoda że wam nie wyszło – przyznała
- Ale za to teraz jesteśmy dobrymi kumplami, wiesz? Chyba jeszcze nigdy nie mieliśmy tak dobrych relacji, jak ostatnio.
- Nawet jak byliście razem?
- Nawet wtedy.

          Wieczorem Sebastian wyruszył w drogę do Krakowa. Obdarowany ciastem, uśmiechnięty i wypoczęty – jego dobrego humoru nie zepsuły nawet złe warunki atmosferyczne, które wymagały sporo skupienia i ostrożności na drodze, ani późna pora, ani nawet fakt, że już jutro wraca do pracy i znów całymi wieczorami będzie rozwoził pizzę, z wyjątkiem dni wolnych.
Dzień później wypadła właśnie jego zmiana. Miał więcej zleceń niż zwykle, ale to pewnie dlatego, że spora część osób miała wolne już do końca tego roku i zamierzała z tego czasu korzystać. Skończył rozwozić kolejną turę i wracał do pizzerii, słuchając radia. Ponieważ wybiła pełna godzina, podawano serwis informacyjny.
- Tragiczny wypadek pod Krakowem – kiedy usłyszał nazwę miejscowości, zwiększył głośność radia – Kierowca volkswagena polo stracił panowanie nad kierownicą i ze sporą prędkością uderzył w drzewo. Zginął na miejscu, a kobieta, która z nim jechała, została w krytycznym stanie przewieziona do szpitala.
- No tak, warunki są ciężkie. Strasznie ślisko i jeszcze ta mgła... – westchnął. Sam się o tym przekonał wczoraj, kiedy na drodze było podobnie. Dwukrotnie wpadłby w poślizg i być może nawet jego samochód wylądowałby w rowie, lecz szybka kontra kierownicą pozwoliła utrzymać pojazd na drodze i zapanować nad nim.
Nawet przez myśl mu nie przeszło, że ta dwójka to mogliby być jego znajomi. Nie przejął się zbytnio informacją z radia – codziennie ktoś umierał, wypadki często się zdarzały, szczególnie w takich warunkach i przy tak dużym natężeniu ruchu, jakie spowodowane było świętami. Dokończył swoją zmianę, nie myśląc o niczym szczególnym szczególnym. Zbierał się właśnie do domu, kiedy zadzwonił jego telefon. Na wyświetlaczu pojawił się nieznajomy numer.
- Słucham, kto mówi?
- Maciek z tej strony, znajomy Aśki – jego głos brzmiał nienaturalnie, jakby nie wiedział co się z nim dzieje – Aśka jest w szpitalu, właśnie ją operują.
- Co się stało? - jego serce zabiło mocniej
- Mieli wypadek z Rafałem. Ich samochód uderzył w drzewo.
- Mówili coś w radiu. Ale to chyba nie ten... - głos uwiązł mu w gardle. Milczenie z drugiej strony słuchawki mogło oznaczać tylko jedno.
- Nie... - szepnął do samego siebie – Więc Rafał...
- ...nie żyje – dokończył za niego.

niedziela, 15 grudnia 2013

Druga szansa cz. 4

           Sebastian poczuł się dotknięty zdradą Ani. Naprawdę był w niej zakochany i choć zdawał sobie sprawę, że dziewczyna ma skłonności do flirtowania, że zwracanie na siebie uwagi facetów daje jej sporo radości, wierzył że pozostanie mu wierna. Nigdy na myśl mu nie przyszło, aby ją podejrzewać. Nie dawał jednak tego po sobie poznać. Otoczył się grubą, zimną skałą, przez którą nie mogła przejść nawet Joasia. Zamknął się w sobie, nie chciał z nikim rozmawiać – nawet kolega z roku, który próbował rozwiązać mu język z pomocą alkoholu, nie zdołał nic wskórać. Blondynka coraz bardziej martwiła się o swojego przyjaciela.
Cierpiał w samotności. Wmawiał sobie, że jest silny i za kilka dni mu przejdzie, ale czas nie goił tych ran. Wcale nie czuł się lepiej. Być może potrzebował szczerej rozmowy, lecz nie czuł się gotowy, by wyrzucić z siebie to, co tak bardzo ciążyło mu na sercu.
Joasia postanowiła, że nie zostawi przyjaciela samemu siebie. Obiecała, że mu pomoże, choć sama jeszcze nie wiedziała jak to zrobi. Rozmawiała na ten temat z Rafałem, lecz on także nie był w stanie wskazać odpowiednich działań. Pomyślała, że być może inny jej dobry kolega, Maciek, będzie wiedział co zrobić. Zaprosiła go do siebie, podała herbaty i usiadła naprzeciw niego.
- Aśka, wiesz że nie lubię owijania w bawełnę – przerwał na chwilę, by upić łyk napoju ze szklanki – I wiesz, że cholernie lubię dobrą herbatę. Wal śmiało.
- Pomyślałam, że może ty będziesz wiedział... bo raczej szczęścia do kobiet nie masz – spojrzała na niego niepewnie.
Maciek, oprócz tego że nie należał do najbardziej atrakcyjnych osób, miał jeszcze jedną poważną wadę. Zbyt często unosił się gniewem. Często słusznie, ale czasem wystarczyło powiedzieć tylko jedno słowo, by wyprowadzić go z równowagi. Joasia wiedziała, że to co rzekła, może zirytować mężczyznę, ale postanowiła zaryzykować. Chodziło przecież o dobro Sebastiana.
- Raczej – uśmiechnął się ironicznie – Chyba chciałaś powiedzieć wcale. Nie muszę ci przypominać moich starań o Ewelinę?
- Po prostu zadurzyłeś się w nieodpowiedniej kobiecie. Ona każdym facetem pogrywała. Wodziła za nos, byle tylko jej służyli.
- No dobrze, zboczyliśmy trochę z tematu, ale do rzeczy...
- Pamiętasz Sebastiana?
- Twojego byłego? Pewnie że tak. Był w porządku, ale ty uważałaś, że nie jest wystarczająco dojrzały dla ciebie.
Joasia pokiwała głową.
- Przyjaźnimy się. I on właśnie teraz spotykał się z taką jedną Anką, trochę podobna z charakteru do Eweliny.
- To już mu współczuję.
- Przyłapał ją na zdradzie. Rozstali się, a on od tamtej pory zamknął się w sobie, prawie wcale nie wychodzi z domu, tyle co do pracy, nic go nie interesuje, ale udaje że wszystko jest w porządku.
Mężczyzna westchnął ciężko i odwrócił wzrok w stronę okna. Znał Joasię na tyle dobrze, by wiedzieć co za chwilę usłyszy.
- Pogadasz z nim? Czasem lepiej wygadać się komuś obcemu...
- Każdy na swój sposób odreagowuje nieudany związek. Musisz być cierpliwa.
- Mam patrzeć jak on się męczy?
- Jeśli uważasz się za jego przyjaciółkę... Wiesz co bym zrobił, gdyby ktoś mi cały czas nad uchem gadał „będzie dobrze, jak nie ta to inna, nie była ciebie warta, tego kwiatu to pół światu”? No wiesz?
Uśmiechnęła się pod nosem. Przypomniała sobie, jak pocieszała go po nieudanej przygodzie z Eweliną. Maciek wtedy złapał pierwszy przedmiot, jaki miał pod ręką i rzucił nim w kierunku dziewczyny. Na szczęście to była poduszka i gdyby nawet nie zdążyła się uchylić, nic poważnego by się nie stało.
Wtedy nie było im do śmiechu, ale teraz miło wspominali ten moment. Podchodzili do tego zdarzenia z dystansem.
- Ty to ty – odparła – Naprawdę czasem jesteś zbyt nerwowy.
- Chyba mieliśmy rozmawiać o Sebastianie – delikatnie naprowadził ją na właściwe tory
- Dobra, przecież wiem że nie lubisz dużo mówić o sobie – westchnęła – To jak twoim zdaniem powinnam się zachować?
- Masz po prostu być. Jeśli będzie potrzebował rozmowy, sam do ciebie z tym przyjdzie. Nie rób niczego na siłę. To jest taka gra psychologiczna. Im bardziej będziesz chciała go do czegoś przymusić, tym bardziej będzie chciał tego uniknąć.
- I odwrotnie? To mam się nim wcale nie interesować? - rzuciła kpiąco
- Interesować, ale jeśli mówi ci że wszystko jest dobrze, to udawaj że kupujesz tą wersję. On wie, że ty widzisz co innego.
- Yhym. Dzięki, wiedziałam że ty coś na to poradzisz. Jak mogę ci się odwdzięczyć?
Uśmiechnęła się, przekrzywiając lekko głowę. Wyglądała trochę, jakby się do niego zalecała. Nieświadoma tego, wciąż trwała w tej pozie. Mogła sobie jednak na to pozwolić, gdyż Maciek miał swoje zasady i nigdy nie poderwałby cudzej dziewczyny. Poza tym, mężczyzna nigdy nie dostrzegł w niej swojej potencjalnej partnerki, za to dobrą koleżankę, do której można przyjść z każdym problemem, czy też tak po prostu pogadać – owszem. Nigdy nie nazywał kobiet przyjaciółkami, ponieważ według niego przyjaźń mogła rodzić się tylko pomiędzy osobami tej samej płci. Takie miał poglądy i nigdy nie dał sobie wmówić, że istnieje także przyjaźń pomiędzy kobietą i mężczyzną.
- No wiesz Aśka, jak to między nami kumplami. Raz ty mnie pomożesz, raz ja tobie – puścił do niej oczko – Ale herbatka świetna, musisz mnie jeszcze kiedyś poczęstować.
- Nie ma problemu – uśmiechnęła się i odprowadziła gościa do drzwi.

           Czas płynął nieubłaganie. Listopad się skończył i nadszedł grudzień. Na ulicach Krakowa spadł pierwszy śnieg, wystawy sklepowe urozmaicone były przez różne świąteczne gadżety, a ludzie powoli zaczynali myśleć o przygotowaniach do Bożego Narodzenia. Dla Joasi i Rafała były to pierwsze wspólne święta. Rok temu, kiedy już chodzili ze sobą, ale nie mieszkali jeszcze razem, każde z nich pojechało do swoich rodziców. W tym roku rozważali dwie opcje: albo pojadą do rodziców mężczyzny, albo zostaną w Krakowie, tylko we dwoje. Możliwość spędzenia świąt u rodziców blondynki szybko odrzucili, ze względu na incydenty i głupie komentarze podczas ostatniej ich wizyty.
- Moi rodzice bardzo chcieliby cię poznać. Uwierz mi, nie będzie tak źle – starał się namówić partnerkę
- A co jeśli mnie nie polubią? Święta powinny być spokojne, spędzane w miłej atmosferze. Nie chcę psuć tego czasu nam i również im.
- Och, jaka ty wspaniałomyślna – zadrwił – Zepsujesz, jeśli nie pojedziesz. Nie chcę potem wysłuchiwać pretensji, że nie byłem z nimi w święta.
- Aha, czyli zawsze mamy do nich jeździć na Boże Narodzenie?
- Aśka, kurde... - Rafałowi brakowało już argumentów – Byliśmy u twoich rodziców, dlaczego nie możemy teraz pojechać do moich?
- Bo to święta! Na zwykły weekend, okej, nie ma problemu. Ale to są nasze pierwsze wspólne święta, rozumiesz?
- Pierwsze i nie ostatnie – zaznaczył Rafał
- Skąd wiesz? Skąd pewność że będziemy razem za rok?
- Bo cię kocham i nie zamierzam cię zostawić. No chyba że ty masz inne plany.
- Wiesz co? - warknęła zdenerwowana – Mam najlepsze rozwiązanie dla nas obojga. Ty jedź do swoich rodziców, ja pojadę do swoich albo zostanę tutaj. Ale na pewno nie pojadę z tobą!
Chciała wyjść, ale Rafał zagrodził jej przejście. Coś go tknęło, żeby nie wypuszczać partnerki w takim stanie. Złapał ją za ramiona i przyciągnął do siebie.
- Już, nie kłóćmy się – szepnął jej do ucha – Jeśli ty nie pojedziesz, to ja też nie. Nie obchodzi mnie, gdzie będziemy spędzali święta, byle razem.
Joasia odetchnęła z ulgą. Nie czuła się wygraną, bo nie o to tutaj chodziło. Bez słowa położyła głowę na jego ramieniu i przymknęła oczy.

środa, 11 grudnia 2013

Druga szansa cz. 3

          Kilka dni później, pod koniec miesiąca, Joasia spotkała się z Sebastianem, aby podziękować za samochód i oddać mu kluczyki. Mężczyzna proponował, żeby dziewczyna przyszła do niego, lecz ona wolała uniknąć spotkania z Anią. Blondynce udało się przekonać przyjaciela, że lepiej będzie, jeśli pójdą porozmawiać do kawiarni.
- Dziękuję – powiedziała, podsuwając mu leżące na stole kluczyki – Samochód stoi pod moim blokiem, więc liczę na to, że mnie odprowadzisz.
Asia uśmiechnęła się i puściła do niego oczko.
- Bardzo chętnie – odpowiedział – Jak było u rodziców?
Dziewczyna od razu posmutniała.
- Fatalnie.
- Jeśli nie chcesz o tym rozmawiać to okej, zrozumiem.
- Wiesz co? - zagaiła, przekrzywiając głowę – Właściwie to chcę o tym z kimś pogadać. Jesteś idealną osobą, poznałeś moich rodziców i może ty mi wyjaśnisz, jakie uczucia musiały towarzyszyć Rafałowi, że tak postąpił.
- Zamieniam się w słuch.
- Początek nie był zły, poza komentarzami na temat różnicy wieku. Sześć lat to chyba nie jest aż tak dużo, co?
Sebastian przytaknął skinieniem głowy.
- Potem chcieliśmy pójść na spacer, to od razu przesłuchanie, po co, dokąd, na jak długo... Rafał zaproponował, że kupi wino na wieczór, na co moja matka wypaliła żeby nie robił z jej córki, czyli ze mnie, alkoholiczki. Wyobrażasz sobie?!
- No tak, przecież wielki problem był już jak jadłem za dużo na śniadanie. A jak powiedziałem, że mogę zapłacić, to oburzyła się, że ją stać na gości i nikt nie będzie jej za to płacił.
- Mama zawsze miała trudny charakter – przyznała – Ale jeśli chodzi o moich chłopaków, to zdecydowanie przesadza.
- Dobra, gdzie był dramat?
- Nakryła nas w łóżku – ściszyła głos, żeby przypadkiem nikt obcy nie usłyszał
- Słucham?! Tak bezpardonowo weszła do pokoju kiedy się kochaliście?
- Nawet nie zaczęliśmy. Rafał miał jeszcze spodnie na sobie, ja bieliznę. Wściekła się, bo pościeliła Rafałowi w gościnnym. Poszliśmy spać osobno, a rano...
Sebastian nadstawił uszu z zaciekawieniem.
- Rano obudziłam się w twoim samochodzie, ubrana, już w drodze powrotnej. Rafał nas spakował, ubrał mnie i zaniósł do samochodu, póki moja matka jeszcze spała.
Spodziewała się, że chłopak zrobi wielkie oczy i popatrzy z niedowierzaniem, lecz stało się inaczej. Poczerwieniał na twarzy, z trudem powstrzymując się od śmiania. Joasia nie miała pojęcia, co tak bardzo go rozbawiło.
- Ma chłop jaja – odparł – Ale nawet nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo naraził się twojej mamusi. Uciec? Od niej? Od takiej zatroskanej, uprzejmej kobiety?
- Proszę cię, nie nabijaj się.
- Tak czy inaczej, musiał mieć sporo odwagi, skoro zdecydował się na tak desperacji krok.
- Ty lepiej mi doradź, co ja mam matce powiedzieć...
- Jak to co? Wszystko co ci leży na wątrobie. Powiedz jej że jesteś dorosła, że masz swoje życie i masz prawo o nim decydować, a ona, jeśli nie chce cię stracić, musi to zaakceptować. Aśka, postaw się w końcu! Jak długo masz zamiar pozwalać jej na wtrącanie się?
Dziewczyna pokręciła głową. Nie była przekonana co do rady przyjaciela.
- Myślisz że to pomoże?
- Przynajmniej rozwiąże ten problem. Albo twoja matka przestanie się czepiać, albo... albo obrazi się i zerwie z tobą kontakt.
- Super – skwitowała, dopijając ostatni łyk kawy – Na mnie czas.
Sebastian zapłacił rachunek, założył kurtkę i wraz ze swoją byłą dziewczyną udał się w kierunku jej domu. Po drodze poruszył jeszcze temat prezentu urodzinowego dla Ani. Dziewczyna miała obchodzić 29-tą rocznicę narodzin jeszcze w tym tygodniu. Joasia zdawała się być niezbyt zainteresowana tematem. Starała się pomóc tylko ze względu na szacunek i sympatię dla przyjaciela, nie dlatego, by partnerka Sebastiana była zadowolona z prezentu. Gdyby tu nie chodziło o niego, doradziłaby mu jak najgorzej, żeby tylko zrobić na złość tej zarozumiałej, przekonanej o swojej wyższości paniusi. Sam fakt, że miała bogatych rodziców i „sztuczną” urodę, osiąganą tylko dzięki tonom kosmetyków i innych chemikaliów, nie oznaczał jeszcze, że była pępkiem świata.
Ponieważ Asia i Ania bardzo różniły się charakterami, blondynce trudno było wskazać, jaki podarunek spodoba się dziewczynie. Sebastian szybko odgadł, że Joasię zadowoliłoby cokolwiek, jeśli byłby to dar od serca. Ostatecznie ustalili, że najlepszym prezentem na urodziny Ani będą kolczyki.

          Sebastian niecierpliwie wyczekiwał tego dnia. Oprócz prezentu, przygotował dla ukochanej romantyczną kolację, tylko we dwoje. Specjalnie poprosił o wolne w pracy, aby móc spędzić cały wieczór z Anią. Pracowała ona jako sekretarka w dużej korporacji. Mężczyzna postanowił zrobić jej niespodziankę i przyjechać po nią do pracy. Przyjechał pięć minut przed czasem. Czekał na nią w samochodzie, ani przez chwilę nie spuszczając oczu z wejścia do biurowca. Jednak mijały kolejne minuty, a dziewczyny wciąż ani śladu.
- Już pięć po... - mruknął, spoglądając nerwowo na zegarek
Postanowił dłużej nie czekać. Zostawił samochód na parkingu i wszedł do budynku. Przy wyjściu minął się z jakimś mężczyzną, ubranym w garnitur, z teczką w ręku.
- Przepraszam, czy wychodziła już młoda, ładna, niewysoka szatynka?
Myślał, że być może zwolniła się wcześniej albo ją przeoczył. Facet rozwiał jego wątpliwości.
- Zapewne chodzi panu o Anię, sekretarkę pana prezesa. Jeszcze powinna być w biurze.
- Dziękuję – rzucił i przyspieszonym krokiem ruszył w głąb korytarza.
Choć był tu wcześniej tylko dwa razy, pamiętał drogę. Bez problemu trafił do „przedsionka” gabinetu prezesa, gdzie znajdowało się biurko jego ukochanej. Zostawiła na nim spory nie ład, bo wydało mu się dziwne.
- Ania zawsze ceniła sobie porządek – pomyślał – Może teraz sprząta u prezesa, a potem zajmie się swoim stanowiskiem.
Nie zastanawiając się ani chwili dłużej, nacisnął klamkę i wtargnął do środka. Widok, jaki zastał, zamurował go. Jego dziewczyna siedziała na biurku w objęciach swojego szefa, próbując rozpiąć mu koszulę. Nie zauważyli, że od niedawna ktoś im się przygląda. Wciąż się całowali, a ręką mężczyzny zatrzymała się na jędrnym pośladku kobiety.
- Ania... - wykrztusił z trudem Sebastian
Dopiero teraz spostrzegli jego obecność. Oderwali się od siebie jak oparzeni, lecz było o kilka chwil za późno. Po tym co zobaczył, zrozumiał dlaczego dziewczyna czasem wracała później z pracy. Nie miał żadnych wątpliwości, że Anka od pewnego czasu ma romans ze swoim szefem.
- Ja ci to wszystko wytłumaczę – natychmiast się zerwała, by do niego podbiec, ale on odwrócił się na pięcie i wyszedł.
Pobiegła za nim. Dogoniła go na korytarzu i złapała za rękę.
- Ja to robię dla nas!
- Dla nas? Zdradzasz mnie, żeby było mi miło, tak?!
- Dostaję większą pensję, żeby w końcu kupić własne mieszkanie! Chcesz całe życie wynajmować?!
- Wiem na pewno, że nie chcę cię więcej widzieć. Jesteś zwyczajną dziwką. Robisz to za pieniądze.
Odepchnął ją i ruszył przed siebie.
- Sebastian! - zawołała za nim
- Już nie jesteś moją dziewczyną! - odparł – I cholernie żałuję, że kiedykolwiek nią byłaś! - dodał po chwili
-------
Uff, w końcu jest. Przepraszam, że musieliście tyle czekać. Potrzebuję trochę odpoczynku, a niestety, mam teraz dużo do nauki w szkole i nie mogę zagwarantować czy coś jeszcze pojawi się w tym tygodniu.

czwartek, 5 grudnia 2013

Druga szansa cz. 2

          Joanna miała duże opory przed spotkaniem z Sebastianem i jego nową dziewczyną. Nie potrafiła znaleźć w sobie ani odrobiny entuzjazmu, który pozwoliłby jej na robienie dobrej miny do złej gry. Zgodziła się tylko ze względu na samochód. Tylko tego potrzebowała, nawet nie zastanawiała się, czy warto aż tak się poświęcać dla tego celu.
- Nie mam w co się ubrać – mruknęła niezadowolona.
Rafał puścił te uwagę mimo uszu. Siedział w fotelu przed telewizorem i przełączał kanały, szukając czegoś interesującego. Ze sporym spokojem spojrzał na zegarek. Mieli jeszcze trochę ponad godzinę do wyjścia. Ziewnął znudzony i odwrócił się w stronę blondynki.
- Zostaw te sukienki. Przecież to nie jest żadne oficjalne spotkanie, tylko koleżeńska kolacja, prawda?
- No i?
- Jest po co się tak stroić? No chyba że chcesz pokazać Sebastianowi ile stracił – zaśmiał się pod nosem
- Wiesz ty co... To ja się staram, żebyśmy wypadli jak najlepiej.
- Wystarczy być sobą – uciął krótko temat
- Nie rozumiem cię. W ogóle nie interesuje cię, jakie zdanie sobie wyrobi o tobie Sebastian i ta jego zołza?
- O widzisz, właśnie dlatego nie! - wskazał palcem na Joasię. Ta w odpowiedzi wzruszyła ramionami.
- Nie rozumiem.
- Jeszcze nie poznałaś jego dziewczyny, a już jej nie lubisz. Równie dobrze Sebastian może z góry założyć że jestem zły i choćbym stawał na głowie, nie zmienię tego. Szkoda moich starań. Albo mnie polubi, albo nie.
Dziewczyna skrzywiła się, rzuciła kilka słów pod nosem, po czym wróciła do przeglądania swojej zawartości szafy.
- Która?
Kiedy Rafał po raz kolejny odwrócił głowę w stronę ukochanej, zobaczył że trzyma w ręku dwie sukienki – długą, cienką, lekko prześwitującą, o fioletowej barwie oraz sięgającą mniej więcej do kolan krwistoczerwoną.
- Żadna. Jak dla mnie możesz być nago – podszedł do niej i pocałował w policzek
Joasia głośno westchnęła.
- Ja tu mam poważne dylematy, a ty sobie żarty stroisz – rzekła udając oburzoną
- Oj, naprawdę, życiowy dramat! - zakpił – Jutro na pierwszych stronach gazet, Joanna B. lat 24, z sukienką grozy w ręku. Szok i niedowierzanie! Tragedia młodej kobiety! Mając pełną szafę dziewczyna nic nie może na siebie założyć!
- Dobrze, już dobrze – uspokoiła go lekko roześmiana – To jak mam się ubrać?
- Tak jak zawsze, byle wygodnie – wzruszył ramionami – Ja właśnie tak zamierzam pójść. Dobrze by było, żebyśmy nie różnili się zbytnio od siebie.
- Masz rację – powiedziała cicho. Podeszła do niego, przytuliła się i przymknęła oczy. Tak bardzo lubiła z nim przebywać... Nie wiedziała dlaczego wciąż była zazdrosna o kolejne partnerki Sebastiana. Przecież minęło sporo czasu, jak nie są już razem, a ona zakochała się w innym mężczyźnie. Może pragnęła zbyt wiele? Może chciała być tą najważniejszą dla więcej niż jednego faceta?

          Tak jak się spodziewała, nie polubiła Anki. Jej styl wypowiedzi wydawał się być prostacki, czasem arogancki. Cały czas przytulała się do Sebastiana, jakby celowo chciała zdenerwować Joasię.
- Co za zapatrzona w siebie pusta laleczka! Gdyby tylko mogła, zamknęła by go w klatce albo nawet wypaliła oczy, żeby nie mógł się oglądać za innymi – pomyślała blondynka
Zauważyła też, że Sebastian nie był już taki jak kiedyś. Dawniej prawie nic go nie interesowało, liczyła się tylko zabawa, a teraz? Teraz to on biegał między kuchnią a salonem, pewnie żeby ta jego Ania przypadkiem nie połamała sobie tipsów, to on przygotował prawie wszystkie potrawy (z wyjątkiem kurczaka, którego zamówił na wynos w restauracji) i wyglądał na bardziej odpowiedzialnego niż dotychczas.
Joasia zrozumiała, że dopiero teraz dojrzał. Zastanawiała się tylko, czy z miłości do swojej pustej, napompowanej lali, jak to dziewczyna określała w myślach partnerkę swojego byłego chłopaka, czy po prostu samoistnie zmieniła się jego mentalność, wynikająca ze stale przybywającego wieku i życiowego doświadczenia.
Z trudem uśmiechała się i próbowała być miła dla Anny. Nowa dziewczyna Sebastiana miała proste czarne włosy sięgające do szyi, sporych rozmiarów biust który, sądząc po dużym dekolcie, chętnie eksponowała, delikatną cerę, makijaż podkreślający jej urodę bądź też maskujący jej prawdziwe oblicze. Joasia stwierdziła, że gdyby postawić je obie razem, większość mężczyzn wybrała by właśnie czarnowłosą, choć jej uroda była jedynie sztuczna.
- Ja przynajmniej nie mam się czego wstydzić i nie muszę się poprawiać.
Rafał tego wieczora był bardzo rozmowny. Cały czas toczył konwersację z Sebastianem, a kiedy ten wychodził do kuchni, mężczyzna rozpoczynał dialog z jego partnerką. Blondynka nie mogła zrozumieć, jak był w stanie polubić Anię.
- Widać cycki mogą wszystko – westchnęła w myślach – Facet zobaczy dekolt i już jest zaślepiony, nie widzi że to wredna siksa, mało inteligentna... a o kontakcie wzrokowym można zapomnieć.
Gdyby tylko odważyła się powiedzieć to na głos, zarzucono by jej zazdrość. Ale ona wmawiała sobie, że nie ma czego zazdrościć czarnowłosej. Była grubsza, niższa, miała krzywe usta (to akurat był wymysł bujnej wyobraźni Joasi), flirtowała z każdym napotkanym facetem, który zawiesił na niej wzrok na dłużej niż 10 sekund, a jej maślane oczka, które robiła za każdym razem, kiedy prosiła o coś Sebastiana, przyprawiały Asię o wymioty.
Na szczęście zdołała dotrwać do końca spotkania, powstrzymując się od uszczypliwych komentarzy, ze sztucznym uśmiechem na twarzy przez całą kolację. Rafał wziął kluczyki od Sebastiana, po czym podziękował mu, pożegnał się i razem z Joasią opuścili mieszkanie.
- Co ty w niej widziałeś? - mruknęła Anka, kiedy wrócił do salonu – Zezowata, to po pierwsze.
- No, no, ostro zaczynasz – zaśmiał się – Ale z tym trochę przesadziłaś. Aśka ma wzrok w porządku.
- Chude to, prawie same kości, to po drugie – kontynuowała niezrażona – Żadnego makijażu to po trzecie. Może ona po prostu nie umie się posługiwać zawartością kosmetyczki? O ile w ogóle taką posiada. Cicha to po czwarte. Dała bozia język to może zrobiłaby z niego użytek?
- Chyba dobrze, że się nie przekrzykiwała – bronił swojej byłej dziewczyny – Wolałabyś, żeby wcinała się tobie w środku zdania? Nie czuła się pewnie w temacie, to chyba lepiej, że nic nie mówiła.
- Dziwne, że ten Rafał ją chciał – pomyślała sobie – Taki fajny facet, a taką głupią i brzydką dziewuchę wziął... Nie wierzę, że inna go nie chciała.
W podobny sposób w drodze powrotnej Joasia myślała o Ani.
- Może i Sebastian trochę się ogarnął... Ale gust do dziewczyn chyba stracił. Przecież po mnie chodził jeszcze z taką Martą, ona była całkiem normalna... Fakt, też jej nie lubiłam, ale ona biła na łeb tą całą Ankę. Przynajmniej miała trochę rozumu, może nawet więcej niż trochę.
Z zamyślenia wyrwał ją głos chłopaka:
- Powiem ci, że Sebastian to całkiem fajny gość. Mogę cię o coś spytać?
- Wal – rzuciła obojętnie
- Dlaczego się rozstaliście?
- Zbyt różne charaktery. Okej, w łóżku było fajnie, niby tęskniliśmy za sobą, ale kiedy zamieszkaliśmy razem... to była katastrofa. Zaczęły się kłótnie, zwykle bez powodu, nawet nie wiadomo było kto zaczął. W pewnym momencie nawet nie pamiętaliśmy, kiedy ostatni raz się do siebie przytulaliśmy, kiedy szczerze rozmawialiśmy... Na dłuższą metę to nie miało sensu. Nigdy nie stworzylibyśmy dobranej pary.

środa, 4 grudnia 2013

Druga szansa cz. 1

          Chłodne, listopadowe popołudnie. Młoda, urocza, blondwłosa dziewczyna o zielonych oczach i szczupłej sylwetce przysiadła na ławce w parku. Miała na sobie czarny płaszcz i dżinsowe spodnie. Korzystając z wolnej chwili, podłączyła słuchawki do swojego smartfona i włączyła jeden ze swoich ulubionych kawałków – November Rain zespołu Guns n' Roses.
Na szczęście w tym momencie tytułowy listopadowy deszcz nie padał. Dziewczyna musiałaby wtedy jak najszybciej dotrzeć do domu, aby nie zmoknąć zbytnio, co przy niskich temperaturach mogłoby skutkować przeziębieniem.
Niewiele ponad miesiąc wcześniej zaczęła ostatni rok studiów, na kierunku marketing i zarządzanie. Przed uczelnią spotkała swojego byłego chłopaka. Był w tym samym wieku, co ona, także studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim, lecz jego interesowała historia. Spotykali się ze sobą przez pewien czas, ale ostatecznie doszli do wniosku, że nie pasują do siebie. Rozstali się w przyjaznej atmosferze i wciąż utrzymywali ze sobą kontakt.
Nagle jakiś młody mężczyzna usiadł obok niej na ławce. To był on. Miał niebieskie oczy, krótkie czarne włosy i blade usta. Ubrał się jak na co dzień, w swoją ulubioną czarną kurtkę i dżinsowe spodnie. Z daleka wyglądał prawie tak samo jak jego była dziewczyna. Odróżniały ich jedynie kolor i długość włosów oraz postura – on, szeroki barczysty, dobrze zbudowany, ona drobna i na pozór delikatna, szczupła.
Trącił ją lekko w ramię, na co ona wyjęła z ucha słuchawkę i odwróciła głowę w jego stronę.
- Cześć Asiu – przywitał ją z uśmiechem.
Ona w odpowiedzi tylko przewróciła teatralnie oczami.
- Znowu paliłeś – westchnęła, szybko wyczuwając zapach papierosów – Obiecałeś mi, że z tym skończysz, pamiętasz?
- Pamiętam, pamiętam – odparł ze spuszczoną głową. Było mu głupio, że zawiódł przyjaciółkę – To nie jest takie proste. Próbuję za każdym razem, schodzę do pewnego poziomu, ale dalej już nie daję rady.
- I ta twoja Anka pozwala ci na to?
- A co ma zrobić? Przynajmniej nie próbuje zmieniać mnie na siłę.
Joasia w mig pojęła aluzję. Przez chwilę chciała odpowiedzieć mu jakimś uszczypliwym komentarzem, nawiązującym do wydarzeń z przeszłości. Szybko jednak porzuciła ten pomysł. Uznała, że lepiej będzie pokazać mu, że sprawił jej przykrość. Tak, wzbudzenie w nim poczucia winy przyniesie lepszy skutek niż zdenerwowanie go.
- Chciałam dla ciebie jak najlepiej. Dobrze, nie wracajmy do tego.
- Przepraszam – odparł, kiedy zorientował się że nie powinien był w taki sposób odzywać się do dziewczyny – Chciałaś się ze mną spotkać.
Blondynka skinęła głową.
- Będę potrzebowała twojej pomocy. A właściwie to my – ja i Rafał.
- Yhym. Brzmi ciekawie. Zwykle to ty pomagałaś mi, kiedy miałem jakieś tarapaty.
- No widzisz, będziesz miał okazję się zrewanżować – poklepała go po ramieniu
- Oczywiście, jeśli będę w stanie wam pomóc...
- Będziesz, będziesz – uśmiechnęła się tajemniczo – Znamy się trochę i zapewniam cię, że gdybym wiedziała, że to niemożliwe, nie zwróciłabym się do ciebie.
- No dobrze... zamieniam się w słuch.
- Trochę zimno się zrobiło – mruknęła – Może odprowadzisz mnie do domu, a po drodze wszystko ci opowiem?
Sebastian przystał na tę propozycję. Okazało się, że samochód jej narzeczonego uległ awarii i zostanie w serwisie przez najbliższe dwa tygodnie. W najbliższy weekend mężczyzna miał poznać jej rodziców. Dziewczyna nie chciała przekładać wizyty, aby jej rodzice nie pomyśleli źle o Rafale. Zwykle mieli skłonność do krytykowania każdego wybranka córki, a każdy, nawet najmniejszy problem potrafili wyolbrzymić do tego stopnia, by skutecznie podnieść ciśnienie partnerowi Joasi. Dziewczyna oczyma wyobraźni widziała już, jak na spotkaniu w innym terminie cały czas wypominają Rafałowi nieporadność – jako partner ich córki, nie żadnej innej tylko wyjątkowej dziewczyny, powinien znaleźć inny środek transportu i stawić się na spotkanie w umówionym terminie.
- Jeśli przełożymy to na inny dzień, to będzie katastrofa. Chyba nie muszę ci mówić co będzie się działo, jeśli zyskają taki argument...
- No ba – odparł Sebastian, który miał już okazję poznać rodziców dziewczyny – Powiem ci, że nawet mi go żal.
- Czemu?
- A jest ktoś, kto wyszedł cało ze starcia z twoimi rodzicami?
- No cóż... Nie – odparła po chwili namysłu
- Rozumiem że mam was odwieźć?
- Nie chcielibyśmy ci zabierać czasu, więc gdybyś mógł pożyczyć nam samochód na weekend... Chyba że będziesz go jeszcze potrzebował, to wtedy gdybyś mógł nas zawieźć i przywieźć...
Mężczyzna uśmiechnął się, objął przyjaciółkę ramieniem i przyciągnął ją ku sobie.
- Nie ma problemu. Wpadnijcie do nas jutro na kolację. W sumie to chyba dobra okazja, żeby się poznać, co? Ja poznam Rafała, ty Ankę...
Joasia skrzywiła się lekko, ale szybko przybrała normalny wyraz twarzy. Wcale nie miała ochoty poznawać nowej dziewczyny swojego byłego partnera, wyrobiła sobie o niej złe zdanie z opowieści Sebastiana, mimo że on mówił o niej w samych superlatywach. Blondynka wmawiała sobie, że to nie ma nic wspólnego z zazdrością, lecz prawda była taka, iż nie mogła znieść myśli, że inna kobieta mogła być lepsza od niej. Odniosła wrażenie, że przez tą Ankę wszystkie wspomnienia chłopaka z ich związku straciły dla niego jakiekolwiek znaczenie.
Kiedyś podczas jednej z rozmów przyznała się, że czasem się zastanawia, czy jest szczęśliwy, czy jeszcze czasem o niej myśli. Odpowiedź znacząco ją rozczarowała. Wypalił jedynie „nie musisz się martwić, jest mi z nią dobrze”. Czara goryczy przelała się jednak, gdy w ogóle nie zainteresował się, jak jej układa się z Rafałem. Powiedział „dobrze że kogoś masz” i na tym skończył temat. Winą za tę postawę obarczyła oczywiście jego nową partnerkę. Nie przyszło jej do głowy, że to mógł być sposób na radzenie sobie z nową sytuacją, jaką wywołało rozstanie.
- Hej? Ziemia do Aśki!
- Yyy... co?
- Pytałem co o tym sądzisz?
Szybko myślami wróciła do ostatniego fragmentu ich rozmowy, który pamiętała. Chwilę zajęło jej odnalezienie pytania, na które wyczekiwał odpowiedzi. Zanim się to udało, Sebastian znów się odezwał.
- Wszystko w porządku? Co się z tobą dzieje?
- Nie, nic – machnęła ręką lekceważąco
- Na pewno?
- Po prostu miałam ciężki dzień. Wiesz jak to jest, czasem luz na wykładach, a czasem ledwo się wyrabiasz z notowaniem.
Chłopak skinął głową.
- Rozumiem cię. Też czasem jak wrócę z uczelni to ledwo żyję... A jeszcze potem te rozwożenie pizzy w niewygodnym, firmowym gruchocie...
- Ciężkie życie studenta – zaśmiała się
- No niestety, nie każdy dostanie od rodziców na wszystkie wydatki.
- Nie narzekaj, nie masz tak źle. Spotkałam ostatnio Maćka, kolegę z liceum. Wiesz co robi?
- Nie mam pojęcia. Skończył z średnim?
- Ma rok w plecy. Kilka miesięcy szukał pracy, aż w końcu zakotwiczył się na kasie w supermarkecie. Nie zawsze może być na wykładach, bo czasem pracuje w weekendy. Wszystko musi nadrabiać podręcznikami.
Nagle poczuła mocne szarpnięcie. To Sebastian złapał ją za rękę i pociągnął do ciebie. Spojrzała na niego pytająco.
- No chyba jesteśmy na miejscu, co nie?
Dopiero teraz spojrzała na numer bloku i klatki schodowej. Od mieszkania dzieliło ją już tylko kilka pięter.
- Dzięki.
- Trafisz do drzwi? Może lepiej cię odprowadzę aż do progu? - uśmiechnął się chytrze
- Haha, śmieszne, naprawdę.
- To co? Jutro o dziewiętnastej?
- Będziemy – zapewniła Joasia, po czym pocałowała go w policzek na pożegnanie i zniknęła w budynku. Sebastian stał jeszcze przez chwilę, włożył ręce do kieszeni. Natrafił na paczkę papierosów. Ścisnął ją mocniej, powoli zaczął wyciągać, lecz wewnętrzny głos mu podpowiedział:
- Nie. Na dzisiaj wystarczy.
O dziwo, posłuchał. Rozluźnił uścisk, a następnie ruszył powolnym, spacerowym krokiem.

sobota, 30 listopada 2013

VI. Scen nr 106 - epilog

          Kilka miesięcy później Marta urodziła zdrowego syna. Maciek znów poczuł się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, podobnie jak prawie 16 lat wcześniej, kiedy na świat przyszła Kaja. Ani przez chwilę świeżo upieczeni rodzice nie przejmowali się sporą różnicą wieku w rodzeństwie – najważniejsze, że po komplikacjach w czasie ciąży ich trzecie dziecko było zdrowe. Po kilku dniach pobytu w szpitalu brunetka wraz z synkiem wróciła do domu. Na brak szczęścia w życiu prywatnym Strzewińscy nie mogli narzekać. Karolina oficjalnie zgodziła się być dziewczyną Mateusza i spotykała się z nim często. Kaja natomiast przyłożyła się do nauki jak nigdy, co zaowocowało rewelacyjnymi wynikami i stypendium. Maciek i Marta na początku nie mogli pogodzić się z wyjazdem córki, lecz ostatecznie pozwolili jej się rozwijać. Szkoda byłoby nie wykorzystać takiej szansy, jaką dostała.

          Kiedy romans Joasi i Sebastiana wyszedł na jaw, szybko stał się tematem numer jeden na komendzie. Koledzy z wydziału nie szczędzili ognistych plotek czy ostrych komentarzy. Niektórzy nawet zastanawiali się głośno, czy pewnego razu nie zastaną ich na biurku w niedwuznacznej sytuacji.
Z każdą kolejną nocą zainteresowanie Sebastiana partnerką malało. Kobieta doskonale to widziała, ale póki jeszcze pociągała mężczyznę, korzystała z tej przyjemności, jaką były niezobowiązujące spotkania. Taki romans zdecydowanie pozwolił jej inaczej spojrzeć na świat po rozstaniu z mężem. Zamiast niepotrzebnie się dobijać i rozdrapywać stare rany, zgodnie z myślą „carpe diem”, starała się cieszyć każdą dobrą chwilą swojego życia.
Aż w końcu pewnego dnia stało się to, co nieuchronnie się zbliżało – koniec romansu. Sebastian bez słowa wyjaśnienia zainteresował się inną kobietą i spędził z nią noc. Nawet nie raczył poinformować Joasi, z którą spędził najwięcej czasu spośród kobiet, z którymi sypiał po śmierci narzeczonej. Miała w sobie coś więcej niż wszystkie kochanki komisarza, ale to nie wystarczyło, by zdobyć jego serce. A może on już tego serca nie miał?
Zresztą, cel Aśki był zupełnie inny. Nie szukała stałego partnera, chciała się po prostu dobrze bawić. I tak też było. Niczego nie żałowała. Ani jednej chwili spędzonej z Sebastianem, nawet także tego, w jaki sposób to się skończyło. Trwało to dłużej niż się spodziewała – całe cztery miesiące i sześć dni. Tyle czasu minęło od ich pierwszej nocy do ostatniej.
Nie przewidziała tylko konsekwencji. Kiedy tylko zorientowała się, że miesiączka spóźnia się już o trzy dni, pobiegła do apteki i kupiła test ciążowy. Całkowicie oddając się przyjemnościom, zapominali o zabezpieczaniu się. To nie mogło się skończyć inaczej.
Postanowiła nic nie mówić Sebastianowi. Z pewnością nie był dobrym materiałem na ojca. Pożyczyła od Maćka pieniądze i poddała się aborcji. Mężczyzna stanowczo odradzaj jej ten zabieg, ale nie potrafił jej zatrzymać. Dopiero po fakcie zaczęła żałować swojej decyzji, ale wtedy było już za późno. Od tamtej pory Aśka nigdy już nie była taka sama.
Za to Sebastian bawił się w najlepsze. Nie miał pojęcia, że jego była kochanka cierpi. Oburzony jego postawą Maciek próbował przemówić mu do rozsądku, powtarzał że takie przygodne romanse go kiedyś zgubią. I niestety miał rację.
W knajpie poznał niejaką Anitę. Kiedy przenieśli się do mieszkania, był już tak pijany, że stracił nad sobą kontrolę. Dziewczyna wyciągnęła z torebki narkotyki i podała jemu. Sama także wzięła. Lecz on chciał więcej. Nie powstrzymywała go. W pewnym momencie stracił przytomność. Kobieta spanikowała i uciekła.
Znaleźli go dopiero po dwóch dniach. Zmartwieni jego nieobecnością przyjaciele postanowili go odwiedzić. Pomoc nie mogła przybyć na czas, ponieważ nie mieli pojęcia o problemach, w jakich się znalazł Sebastian. Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną zgonu było przedawkowanie narkotyków.

          Nie najlepsze wieści przyszły także z Katowic, od Sylwii i Tomka. Okazało się, że kobieta ma nowotwór płuc. Przyjaciele jeździli do niej w każdy weekend, aby wspierać ją w walce z chorobą, a także pomóc Tomkowi, który w ostatnim czasie głównie krążył między komendą a szpitalem. Choć rudowłosa z każdym dniem marniała, zdawała się być coraz słabsza, nikt nie tracił wiary, że pokona chorobę. Bardzo zależało jej na tym, by zostać żoną Tomka. Bała się, że może nie być z nią już tak dobrze, żeby była w stanie wziąć ślub. Skromna uroczystość odbyła się w szpitalnej kaplicy, świadkami byli Maciek (tak bardzo nie lubiany przez Sylwię swego czasu) i Joasia. Nadszedł jednak taki dzień, od którego wszystko zaczęło się poprawiać. Chorej wracał humor, apetyt, a przede wszystkim wracało zdrowie. Wszystko wskazywało na to, że wykryty jeszcze we wczesnym stadium nowotwór został pokonany.

          Nie tylko Sylwia wracała do zdrowia. Także brat Joasi, Wojtek, po wielomiesięcznej rehabilitacji cieszył się pełnią życia. Rehabilitacja przyniosła oczekiwane skutki, a nawet lepsze. Na początku przewidywano, że mężczyzna będzie w stanie chodzić o własnych siłach, lecz będzie miał problem z ruchomością kolana. Dzięki ciężkiej pracy, jaką wykonywał narzeczony Ani, udało mu się osiągnąć swój cel, wznieść się ponad lekarskie prognozy. Całość została zwieńczona drugim ślubem tej wiosny. Ania i Wojtek pobrali się, a na uroczystości pojawili się nawet Tomek z Sylwią.

          Komisarze przewidywali, że niebawem czeka ich kolejny ślub, a to za sprawą Rafała i Jagody. Związek prawniczki z policjantem rozkwitał i chyba nic nie mogło stanąć na przeszkodzie temu uczuciu. Mężczyzna czuł, że wreszcie znalazł swoją drugą połówkę. Tym razem to miało się udać, nie tak jak z Olą, gdzie to on bardziej angażował się w związek, a ona pozostawała bierna. Teraz widział, że Jagodzie zależy na nim nie mniej, niż jemu na niej. To było jednak szczere uczucie, z głębi serca. Rafał próbował odcinać się od porównań Jagody z Olą, ponieważ nie chciał kochać dziewczyny za to, że jest przeciwnością jego byłej. On ją kochał za to, jaka jest. I pragnął, żeby nigdy się nie zmieniała.

czwartek, 28 listopada 2013

VI. Scen nr 105

           Kilkanaście minut później znów zadzwonił dzwonek do drzwi mieszkania Sebastiana. Komisarz, spodziewając się kolejnej wizyty Dawida, tym razem był gotów na unik w każdym momencie. Raz dał się zaskoczyć – i to wystarczyło. Ostrożnie uchylił drzwi, a kiedy okazało się, że to Joasia, odetchnął z ulgą.
- Już myślałem, że znowu będę musiał stawić czoła twojemu mężowi – wypalił, wpuszczając dziewczynę do środka. Miała ze sobą sporych rozmiarów torbę podróżną. Postawiła ją na podłodze i wraz z gospodarzem weszła do salonu.
- Więc jednak był tutaj – powiedziała do samej siebie – Odgrażał się, że poważnie z tobą porozmawia.
- Naprawdę dzięki naszej wspólnej nocy uświadomiłaś sobie, że to nie ten facet?
- Wcale nie żałuję tego, że go zdradziłam – przyznała, podchodząc do okna – Byłam jedynie zła na siebie, bo kiedyś sobie obiecałam...
- Nie ważne co było kiedyś. Ludzie za bardzo się zmieniają.
Nie odpowiedziała. Wciąż stała przy oknie i wpatrywała się gdzieś w dal. Mężczyzna podszedł do niej z tyłu, objął w pasie i pocałował w szyję.
- Proszę cię... Ledwo co rozstałam się z mężem, ostatnią rzeczą o której teraz myślę to nowy związek.
- Ale czy ktoś tu mówi o związku? Chyba nie zaprzeczysz, że dobrze było nam razem w łóżku.
- Co chcesz przez to powiedzieć? - Joasia nie zrozumiała, do czego zmierzał Barański
- Aga była tą jedyną. Od czasu jej śmierci nie potrafię nikogo pokochać. Nie nadaję się do stałego związku. Co innego, jeśli mówimy o kilku niezobowiązujących spotkaniach, czy jak kto woli – randkach.
Blondynka przekrzywiła głowę i spojrzała na niego z ukosa.
- Chcesz mnie zaciągnąć do łóżka? Czysty seks, bez żadnego zaangażowania uczuciowego, dobrze rozumiem?
Mężczyzna odpowiedział skinieniem głowy.
- Masz takie cudowne ciało... Jedna noc to za mało, by się nim nacieszyć. Pragnę cię jak żadnej innej kobiety, ale nie potrafię się w tobie zakochać. Ty masz za sobą nieudane małżeństwo, też nie w głowie tobie miłości. Ale taki mały romans... całkiem niezła forma odreagowania, nie uważasz?
- I ty myślisz, że ja się na to zgodzę? - rzuciła kpiąco. Sebastian postanowił nie tracić czasu, ujął jej twarz w dłonie i pocałował kobietę w usta. Im dłużej połączeni byli w namiętnym pocałunku, tym bardziej Asia traciła głowę. Aż w końcu doszła do wniosku, że jest dorosła, jest wolnym człowiekiem i może się zabawić. Dała za wygraną. Postanowiła zaszaleć ze swoim partnerem z pracy. Doskonale wiedziała, że z tego nie zrodzi się nic poważnego. Najwyżej skończy się na kilkunastu nocach. Ale nie dostrzegła w tym nic złego.
- Na co jeszcze czekasz? - szepnęła mu do ucha – Zabierz mnie do sypialni i przekonaj, że warto się zgodzić.
Uśmiechnęła się uwodzicielsko. Drugi raz nie trzeba było mu powtarzać. Wziął ją na ręce i zaniósł do pokoju obok, gdzie do dyspozycji mieli szerokie, wygodne łóżko.

           Następny dzień miał być bardzo ważny dla Rafała. Mężczyzna wreszcie postanowił wyznać ukochanej co czuje. Nie był w stanie dłużej „bawić się w podchody”, udawać że jest cierpliwy. Musiał się tego dowiedzieć, czy istnieje szansa, aby kiedykolwiek on i Jagoda byli razem. To właśnie z nią chciał ułożyć sobie życie, ona wydawała się być tą właściwą, jedyną. Ale kiedyś myślał tak o Oli, a skończyło się nieprzyjemnie. Co jeśli tym razem będzie tak samo? Rafał wziął to pod uwagę, ale nie chciał o tym myśleć. Nawet jeśli koniec miałby być tragiczny, to dla tych kilku pięknych chwil spędzonych razem, warto było zaryzykować.
- Wiesz, ja z Martą próbowałem kilka razy – opowiadał Maciek – Za pierwszym razem rywalizowałem o nią z Adrianem. Niestety, wolała tamtego frajera. Za drugim razem jak już mieszkaliśmy razem, na krótko po porodzie, zaoferowałem jej, że mogę być ojcem dla jej dziecka. Wtedy nie chciała. Dopiero kiedy Karolina miała niecałe dwa lata, sama mi się podłożyła.
- Rozebrała się i wskoczyła do twojego łóżka? - zaśmiał się Rafał
- A co, myślisz że tak się skończy twój wieczór z Jagodą? - kolega nie pozostał mu dłużny
- Szczerze mówiąc... podoba mi się taka wizja. A jak z tą Martą naprawdę było?
- Powiedziała mi, że jest w stanie związać się tylko z takim facetem, który pokocha ją i jej córkę. I to w momencie, kiedy miałem dziecko na rękach. Rozumiesz?!
- I ty tak od razu na nią poleciałeś?
- Wciąż mi się podobała, nie było się nad czym zastanawiać. Nawet nie przyszło mi do głowy, że mogłaby zdecydować się na małżeństwo z rozsądku.
- Widać, że ta kobieta cię kocha – przyznał Rafał – Też bym chciał mieć taką żonę.
- Znajdziesz, o ile to nie jest ta, do której wybierasz się wieczorem.
Uśmiechnął się do niego, poklepał po ramieniu i życzył mu szczęścia.
- Będę trzymał kciuki – rzucił w drzwiach. Ledwie wyszedł, w biurze pojawiła się Aśka. Dawno nie była taka szczęśliwa. Szła żwawym, szybkim krokiem, omal nie podskakując, a na jej twarzy malował się szeroki, śnieżnobiały uśmiech.
- No proszę, wszyscy dookoła szczęśliwi, tylko ja taki drętwy jestem? Dobra noc z mężem, co? - wyszczerzył zęby
- Noc cudowna, ale nie koniecznie z mężem – odparła niejednoznacznie – A ty co? Ruszyłbyś się gdzieś w końcu! Chyba nie zamierzasz rozpaczać po Olce aż do czterdziestki.
- Już dawno o niej zapomniałem. Nawet dobrze się stało, wiesz? Jagoda bije ją na głowę pod każdym względem.
Joasia, podobnie jak Maciek, życzyła mu powodzenia i zapewniła, że również kibicuje ich związkowi, jeśli do czegoś między nimi dojdzie. Rafał zatrzymał ją jeszcze na chwilę.
- A co z Wojtkiem? Dawno nic nie mówiłaś...
- Co tu mówić? - wzruszyła ramionami – Nie wiem jak Anka go przekonała, ale poszedł na rehabilitację. I w końcu jest postęp!
- Świetnie. Wiesz, siła miłości.
Joasia przechyliła głowę, wciąż się uśmiechając.
- Być może.

           Wieczorem Rafał przyszedł do Jagody na kolację. Najbliższe minuty miały wyjaśnić, czy mężczyzna będzie upadłym aniołem, z połamanymi skrzydłami i podartą szatą, czy też tym, którego wezmą do nieba i osiągnie pełnię radości.
Kiedy tylko dziewczyna wpuściła go do mieszkania, wręczył jej pokaźny bukiet róż. Uśmiechnięta szatynka wstawiła kwiaty do wazonu, po czym dołączyła do swojego gościa. W milczeniu zjedli przygotowane przez nią posiłki. Atmosfera zdawała się być lekko napięta, a to dlatego, że Rafał obawiał się reakcji Jagody na miłosne wyznanie.
Po skończonej kolacji usiedli obok siebie na kanapie, z lampkami wina w rękach. Mężczyzna uznał, że to jest ten moment. Teraz albo nigdy. Objął ją ramieniem i przyciągnął lekko do siebie.
- Podobasz mi się – powiedział cicho
- Nie jesteś pierwszym mężczyzną, który mi to mówi – uśmiechnęła się tajemniczo
- Jesteś urocza, ale oprócz tego... niezwykle dobra, inteligentna, zaradna, sumienna, wierna, życzliwa. Nie, ja nie potrafię tego ująć własnymi słowami.
- Czego?

Look into my eyes - you will see 
What you mean to me 
Search your heart - search your soul 
when find me then you'll search no more 

Zrozumiała, co chce w ten sposób jej powiedzieć. I wcale nie wyglądała na zaskoczoną czy zawiedzioną. Wręcz przeciwnie – jakby na to czekała od pewnego czasu. Postanowiła również odpowiedzieć mu słowami piosenki.

Hello!
Is it me you're looking for?
I can see it in your eyes
I can see it in your smile
You're all I've ever wanted
And my arms are open wide
Because you know just what to say
And you know just what to do
And I want to tell you so much...

W tym momencie, zamiast dokończyć, zbliżyła się swoje wargi do jego ust i delikatnie do pocałowała.
- Też cię kocham – dokończyła szeptem.
Podczas gdy się całowali, w cicho grającym radiu, chyba całkiem nieprzypadkowo, „leciał” fragment jeszcze innej piosenki, która mogłaby opisać uczucia obydwojga:

It's getting dark too dark to see
Feels like I'm knockin' on heaven's door
Knock-knock-knockin' on heaven's door
Knock-knock-knockin' on heaven's door
Knock-knock-knockin' on heaven's door
Knock-knock-knockin' on heaven's door

THE END

--------
Zdecydowałem się ostatecznie zakończyć to opowiadanie, ponieważ uważam, że to jest najlepszy moment by to zrobić. Wciąż ma ono spory potencjał, lecz obawiam się, że ani teraz, ani za kilka miesięcy nie będę w stanie go wykorzystać. Pewne wątki powinny potoczyć się inaczej, ale stało jak się stało - dlatego też kończę opowiadanie, póki jest ono jeszcze dobre.
Jutro bądź w sobotę dodam jeszcze epilog, a najpóźniej w poniedziałek rozpocznę zaplanowane już wcześniej, opowiadanie o charakterze obyczajowym, pt. "Druga szansa".

środa, 27 listopada 2013

VI. Scen nr 104

         Po wielu dniach nadziei i oczekiwań, śledztwo w końcu ruszyło. Komisarze znaleźli konkretny trop i wszystko wskazywało na to, że wkrótce mogą zakończyć serię zabójstw niepoczytalnego mężczyzny. Bogatsi o nową wiedzę i pewne fakty z życia mordercy, wyruszyli na poszukiwania do potencjalnych kryjówek, zaś Joasia i Wiktor pojechali aż do Warszawy, do ojca Mateusza Marczyńskiego, a Sebastian z Moniką wybrał się do Domu Dziecka, w którym chłopak spędził ostatnie miesiące przed osiągnięciem pełnoletności. Przez wychowawców zdołali dotrzeć do jego dawnego współlokatora, ten z kolei pomógł im namierzyć kolegę Mateusza, który mieszkał z nim przez pewien czas.
Około godziny siedemnastej Rafał zwołał zebranie na komendzie. Oprócz Asi i Wiktora, którzy wciąż byli w drodze powrotnej z Warszawy, w biurze stawili się: Kamil, Kaśka, Monika, Maciek, Sebastian i Paulina. Prowadzący sprawę komisarz chciał podsumować wszystkie zebrane informacje i ustalić plan wieczornej akcji, podczas której mieli ostatecznie ująć seryjnego mordercę.
- Sprawa wygląda tak – chłopak nie wykazywał zaburzeń psychicznych, ale... do czasu. Sebastian przycisnął trochę jego kumpla, postraszył oskarżeniem o współudział i poskutkowało. Marczyński był świadkiem gwałtu, a kiedy dzień później zobaczył jak jego matka wychodzi z łazienki, owinięta tylko ręcznikiem, nie wytrzymał. Rzucił się na nią i zrobił to samo, co wydarzyło się wczoraj.
Wszyscy zdawali się być zszokowani. Wymieniali zdumione spojrzenia, zastanawiając się, jak można tak wielką krzywdę wyrządzić własnej rodzicielce. Jedynie Maciek zdawał się być niewzruszony. On już wiele widział przez kilkanaście lat pracy w policji. Kiedyś prowadził sprawę kobiety, która zabiła męża, ponieważ ten gwałcił ich córki. Przypomniał sobie to i dlatego wcale nie zdziwiło go, że coś takiego może się stać również w drugą stronę.
- Przypuszczam, że kobieta popełniła samobójstwo, bo nie mogła pogodzić się z myślą, że syn jej to zrobił. Nie wiem dlaczego dopiero po pięciu latach zaczął działać, ani co mają znaczyć te wycięte piersi i inne znaki, ale... mam nadzieję, że dzisiaj się tego dowiemy. Kumpel umówił się z naszym poszukiwanym w parku nadodrzańskim o dwudziestej pierwszej. Plan jest następujący...

         Kilka godzin później, park. Policjanci przez cały czas obserwowali mężczyznę, który miał im pomóc w ujęciu groźnego przestępcy. Ze sporym zniecierpliwieniem oczekiwali pojawienia się poszukiwanego.
- A co jeśli nie przyjdzie? - spytała Paulina
- Proszę cię, nawet o tym nie myśl – skarcił ją Rafał. Nie wierzył, że teraz, kiedy są już tak blisko, coś może się nie udać.
Cierpliwie czekali na swoich pozycjach. Kolejne minuty zdawały się upływać bardzo wolno, niczym godziny, lecz w końcu ich cierpliwość została nagrodzona. Pojawił się mężczyzna, w którym rozpoznali osobę z portretu pamięciowego. Rafał natychmiast przyłożył słuchawkę do ucha, aby wiedzieć, o czym rozmawiają.
- Była u mnie policja. Pytali o ciebie.
- Co im powiedziałeś?
- Że rok temu się wyprowadziłeś i od tamtej pory nie mamy kontaktu – skłamał, w głębi duchu modląc się, aby Mateusz uwierzył w taką wersję wydarzeń
- Dobra. Odwdzięczę ci się jakoś.
- Czekaj – złapał go za ramię – To prawda, że to ty stoisz za tymi mordami?
- A bo co?
- Podziwiam cię. Masz sporo odwagi, skoro jeszcze z tym nie skończyłeś. Powiedz mi, co wtedy czujesz?
Marczyński zaśmiał się głośno.
- Czuję się, jakbym był panem całego świata. Niektórzy całe wieki próbują zdobyć jedną dziewczynę, podczas gdy ja sobie jakąś upatrzę i już za kilka minut jest moja. Nieważne czy tego chce.
- W gazetach piszą że wycinasz im piersi i wkładasz wibratory do ust. Po co?
- Co ty, kurwa, wywiad robisz?!
Mężczyzna speszył się. Przez chwilę wydawało mu się, że Mateusz go przejrzał, zorientował się, że to pułapka.
- Spokojnie, tylko żartowałem! - klepnął go w ramię – Powiem ci. Uwielbiam kobiece piersi. Uwielbiam na nie patrzeć, dotykać je... Mam już całkiem fajną kolekcję. A będzie jeszcze lepsza. A wibrator? Chciałem, żeby miały jakąś pamiątkę po mnie. Taką uniwersalną.
- Przystopuj trochę. Przynajmniej na jakiś czas, póki psy węszą – poradził koledze
- Wiem co mam robić. Dzięki za ostrzeżenie.
Mężczyźni uścisnęli sobie dłonie, po czym każdy z nich odszedł w inną stronę. Policjanci odczekali chwilę, by odległość między Mateuszem i jego kolegą zwiększyła się, a wtedy Rafał wydał rozkaz...
Trzech policjantów pojawiło się przed nim. Morderca natychmiast zawrócił, lecz za sobą także zobaczył funkcjonariuszy. Otoczyli go. Jakkolwiek próbowałby się bronić, nie miał szans się bronić. Posłusznie wykonywał polecenia – uklęknął, położył ręce na karku i dał się skuć.
- Pieprzony zdrajca – mruknął pod nosem, kiedy prowadzono go do radiowozu

- Twoja rozmowa z kumplem była nagrywana. Każdy sąd uzna to jako dowód – oznajmił Rafał, podczas przesłuchania na komendzie – Niby wiemy już wszystko, ale wciąż nie rozumiem jednego.
Kąciki ust przestępcy uniosły się do góry. To co usłyszał, ucieszyło go. Teraz, kiedy media będą hucznie pisać oraz mówić o jego zatrzymaniu, wszyscy będą się zastanawiać... ale nad czym?
- Od tego co zrobiłeś matce minęło 5 lat. Dlaczego dopiero teraz zacząłeś zabijać?
- To będzie mój sekret. Media rozpętają burzę, prześcigając się w podawaniu kolejnych przyczyn. Będę sławny.
Może dopiero teraz poczuł się silny, by atakować? Może jakieś wydarzenie przypomniało mu o tym, co zdarzyło się pięć lat temu i zaburzyło jego psychikę? Można by się godzinami zastanawiać nad przyczyną. Ale tylko on sam, ten który zabijał, Mateusz Marczyński, wiedział jaka jest prawda. I zamierzał zabrać tę tajemnicę ze sobą do grobu.

         Sebastian wrócił do domu w świetnym humorze. Udało się rozwiązać sprawę, która zaprzątała jego myśli od wielu dni. Teraz, kiedy psychopatyczny morderca został zatrzymany, kobiety znów mogły poczuć się bezpieczne. Kiedy tylko pomyślał o płci przeciwnej, natychmiast przed jego oczyma pojawił się obraz Joasi. Wiele by dał, żeby chociaż jeszcze jeden raz przeżyć z nią to, co podczas wspólnie spędzonej nocy. Popijał w kuchni wódkę, myśląc o dziewczynie. Ale to nie była ta jedyna, która wzbudziłaby w nim taki żar miłości, żeby spędzić z nią resztę życia. Pożądał jedynie jej ciała.
Niespodziewanie ktoś zapukał do drzwi. Pomyślał, że to Rafał przyszedł mu potowarzyszyć, lecz okazało się, że był to Dawid, mąż Asi.
- Powiedziała mi o wszystkim – uśmiechnął się tajemniczo, po czym zamachnął się i uderzył Sebastiana w twarz. Policjant stracił równowagę, a jego nosa popłynęła krew.
- Nie obchodzi mnie to, czy było wam fajnie, czy nie. Mam gdzieś nawet to, że pieprzyłeś moją żonę. Wiesz co mnie boli? Wiesz?
Pokręcił głową. Wciąż był jeszcze w szoku po tym, co przed chwilą usłyszał.
- Dzięki tobie uświadomiła sobie, że nie jestem miłością jej życia, rozumiesz?! Przez ciebie mnie zostawiła! Gdybyś jej nie przeleciał, nigdy by jej nie przyszło do głowy, żeby mnie opuścić.
Sebastian wstał i spojrzał prosto w oczy rywalowi.
- Ona tak naprawdę nigdy cię nie kochała. Wyszła za ciebie tylko dlatego, że w pewnym momencie poczuła się bardzo samotna, a ty się podstawiałeś. Od dawna żałowała tego małżeństwa, ale nie chciała się przyznać do błędu. Okłamywała samą siebie.
- Źle jej ze mną nie było.
- Taki pewny jesteś? Skąd możesz to wiedzieć, jeśli widzisz tylko czubek własnego nosa?! Nie jesteś ani trochę lepszy ode mnie. Tobie też zależało tylko na tym, żeby z nią sypiać. Tylko że ty chciałeś ją mieć na wyłączność, przywiązać do siebie na zawsze. Nic do niej nie czujesz. Interesuje się tylko jej tyłek.
- Mam wielu wpływowych znajomych. Pożałujecie tego.
- Mamy wielu wspaniałych przyjaciół. Na pewno nam pomogą. A teraz się wynoś.
Zaskoczony, że mężczyzna nie dał się zastraszyć, stał w bezruchu, jak słup. Nie tego się spodziewał. Sebastian postanowił mu pomóc i wypchnął go z mieszkania, po czym zamknął drzwi.

wtorek, 26 listopada 2013

VI. Scen nr 103

          Kilkanaście minut później Rafał i jego przyjaciółka byli już na izbie przyjęć. Towarzyszył im jeden mundurowy, podczas gdy reszta ekipy pojechała na miejsce zdarzenia. Mężczyzna starał się udawać dzielnego przed Jagodą, podczas gdy pielęgniarka szyła niegroźne rozcięcie na ramieniu.
- Komisarzu – odezwał się policjant po krótkiej rozmowie telefonicznej – Nie uwierzy pan co znaleźliśmy w samochodzie napastnika.
- Mów.
- Wibratory. Dokładnie takie, jak te w ustach ofiar.
Obie kobiety obecne w gabinecie zamarły. Rafał pożałował, że nie poprosił o opuszczenie gabinetu, tym bardziej że pielęgniarka będzie miała teraz świetny temat do plotek z koleżankami. Opatrywała policjanta, który stanął oko w oko z seryjnym zabójcą! To z pewnością był powód do dumy.
- Skończyła pani? - kobieta skinęła głową – Dziękuję, może pani zostawić nas samych?
Pracownica szpitala spełniła prośbę komisarza. Nie wyprosił jednak Jagody, ponieważ ona także brała udział w tym zajściu. Nie mógł uwierzyć w swoje szczęście – podczas gdy bezskutecznie szukali tego groźnego przestępcy, on sam się podstawia. Prawdopodobnie nie wiedział, że będzie miał do czynienia z policjantem. Inaczej nie porywałby się na taki, wręcz samobójczy krok. A może Rafał bardziej powinien cieszyć się z tego, że on i Jagoda wyszli z tego cało?
- Miałam być następna... - wyszeptała kobieta.
Komisarz i policjant w mundurze wymienili porozumiewawcze spojrzenia.
- Dostaniesz ochronę – zapewnił, kładąc dłonie na jej ramionach – Nie pozwolimy cię skrzywdzić.
- Rafał, ja... ja widziałam jego twarz.
- Potrafisz ją opisać? - zapytał z nadzieją w głosie. On sam niewiele pamiętał. Był zbyt pochłonięty walką, by zwracać uwagę na wygląd napastnika.
- Nie wiem, chyba tak. Spróbuję.
- Radek, jedziemy na komendę – zwrócił się do mundurowego.

          To miał być przełomowy moment w sprawie. Kiedy tylko portret pamięciowy był gotowy, patrole rozpoczęły poszukiwania. Cały czas obserwowano miejsce bójki z Rafałem, w razie gdyby mężczyzna chciał wrócić po swój samochód. Natomiast z samego rana komisarz udał się do komendanta, by uzyskać zgodę na upublicznienie wizerunku podejrzanego. Kilkanaście minut później portret pamięciowy pojawił się w telewizji.
Zdarzenie z wczorajszego wieczora tchnęło w komisarzy nowe siły i nadzieje. Każdy czuł, że są na dobrej drodze i tym razem się uda, a licznik ofiar zostanie zatrzymany. Niestety, szybko okazało się, że jeszcze tej samej nocy sprawca zamordował inną kobietę.
- Cholera – zaklęła pod nosem Joasia, będąc na miejscu zbrodni
- Koniecznie potrzebował zaspokojenia – mruknął partner blondynki – Nie udało się z jedną, to zaatakował drugą.
- Sporo ryzykował.
- Może lubi ryzyko?
- Cokolwiek lubi, ma nierówno pod sufitem – jeszcze raz spojrzała na ciało martwej dziewczyny. Tym razem jednak sprawca nie wyciął piersi, jedynie brutalnie pobił swoją ofiarę, połamał jej kości, zgwałcił ją, a potem zabił. Technicy zakryli ciało, a policjantka pokręciła głową, po czym wróciła do samochodu.
- Telefon ci dzwoni – zauważył Sebastian, kiedy wracali na komendę
- Niech dzwoni – wzruszyła ramionami obojętnie
- Niech zgadnę... Dawid?
- Nic ci do tego – warknęła
- Czyli jednak. Wiesz jakie jest najlepsze pocieszenie na problemy w małżeństwie?
Nie czekając na jej odpowiedź, położył dłoń na jej kolanie. Miał nadzieję, że w końcu ulegnie, lecz tym razem po raz kolejny jasno zaznaczyła, że nie jest zainteresowana romansem.
- Przestań – strąciła jego rękę
W tej chwili był ostatnią osobą, której chciała się zwierzać. Mąż miał tego wieczora ważne spotkanie biznesowe i liczył na to, że Joanna będzie mu towarzyszyć. Żona tłumaczyła mu, że w jej pracy, szczególnie teraz, przy tym śledztwie nic nie jest pewne, ale on nie potrafił tego zrozumieć. Żądał jej obecności, co doprowadziło do kłótni. W efekcie dziewczyna wyszła do pracy w nie najlepszym humorze, trzaskając drzwiami na zakończenie.
- Może chce mnie przeprosić, a może dolać oliwy do ognia – rozważała, bawiąc się telefonem w ręce. Ostatecznie zdecydowała, że powinna tam być. Wybrała jego numer, ale dopiero kiedy pozbyła się towarzystwa Sebastiana. Nie chciała rozmawiać z mężem w jego towarzystwie. Kto wie do czego byłby zdolny...
- Dawid? Słuchaj, nie mogę ci nic obiecać, ale... postaram się być, dobrze?

          Czas płynął nieubłaganie. Mimo że policjanci znali już wygląd mordercy, wciąż jedynym śladem, na jaki trafili, było siódme ciało. Mężczyzna przepadł jak kamień w wodę, aż w końcu wieczorem...
- Ja w sprawie tego pana, co jego zdjęcie pokazują w telewizji – w biurze pojawiła się staruszka, na oko mogła mieć około 80 lat. Sebastian natychmiast podstawił krzesło starszej pani.
- Tak? Proszę mówić.
- Ja go chyba znam, ale... ostatni raz widziałam tego człowieka pięć lat temu. A wie pan, krótkie włosy wtedy miał, nie takie puszyste jak pudel (miała na myśli kręcone włosy), no i pamięć nie ta... Ale to chyba on.
Komisarz z zaciekawieniem przysłuchiwał się historii młodego chłopca, wychowywanego samotnie przez matkę. Aż w końcu pewnego dnia kobieta została zgwałcona. Nie poradziła sobie z traumą, popełniła samobójstwo. Nastolatek trafił do domu dziecka i więcej staruszka go nie spotkała.
- Jak nazywała się ta kobieta?
- Marczyńska. Mariola Marczyńska.
- Dziękujemy bardzo za informację. Sporo nam pani pomogła.
- Miło mi, że mogłam się na coś przydać. W moim wieku ludzie to już stare próchno, tylko leżeć i paciorki przekładać.
- Proszę nie przesadzać – uśmiechnął się do niej serdecznie – Jeszcze raz bardzo dziękuję!
Po opuszczeniu komendy przez kobietę, natychmiast udał się do archiwum, w celu poszukiwania akt sprawy Marioli Marczyńskiej. Nie zajęło mu to wiele czasu, a kiedy znalazł, zabrał ze sobą do biura.
Postanowił ściągnąć natychmiast Rafała i Paulinę, a także Joasię. Cieszył się, że będzie mógł zepsuć jej randkę – przynajmniej tak zrozumiał z podsłuchanego fragmentu rozmowy. Będzie to taka mała zemsta za odrzucenie, choć wcześniej nawet nie przyszło mu do głowy, żeby próbować się odegrać.
- Mam nadzieję, że to co znalazłeś, to coś ważnego – zastrzegła blondynka
- A co, miałaś coś lepszego do roboty?
- Wyobraź sobie że tak.
- No to przykro mi, że cię wyciągnąłem z łóżka.
Kobieta puściła ten komentarz mimo uszu. Wraz z partnerem wkroczyła do biura, gdzie czekali już Rafał i Paulina.
- 18 maja 2008 roku – zaczął Barański – Mariola Marczyńska złożyła zawiadomienie o przestępstwie. Została zgwałcona, co potwierdzały wyniki obdukcji lekarskiej. Dwa dni później syn po powrocie ze szkoły zastał ją martwą. Powiesiła się na żyrandolu.
Na chwilę urwał i rozejrzał się po twarzach. Nikt nie domyślał się, do czego zmierza.
- Sprawcy nie znaleziono. Syn, Mateusz Marczyński, to właśnie ten mężczyzna z portretu pamięciowego. Miał wtedy 16 lat. Trafił do domu dziecka, a kiedy osiągnął pełnoletność wyprowadził się do jakiegoś kolegi, a po skończeniu przez niego szkoły ślad po nim zaginął.
- Uważasz że na jego działanie miało wpływ śmierć matki i fakt, że została zgwałcona? - wtrąciła Paulina
- Motywacją później się zajmiemy. Teraz musimy jak najszybciej go znaleźć, nim zgwałci i zabije kolejną ofiarę.
- Mści się za matkę? Przecież to nielogiczne, dlaczego miałby wtedy zabijać kobiety?
- Rafał, mówiłem, motywacja na bok. Ja nie mam wątpliwości że to on. Była sąsiadka Marczyńskich go rozpoznała. Myślę, że ta sprawa jest tutaj kluczem. Ona doprowadzi nas do tego chłopaka...