Maciek z trudem przełknął ślinę. Chciałby jej powiedzieć jak bardzo się o nią martwił, jak bardzo pragnął zobaczyć jej promienny uśmiech, usłyszeć jej głos, spojrzeć w oczy... Lecz tak jak zawsze, tak też i tym razem, nie potrafił mówić wprost o swoich uczuciach. Szczególnie teraz, kiedy ich relacja była skomplikowana i na dobrą sprawę ciężko było w jakikolwiek konkretny sposób ją opisać. Przyjaciele? Partnerzy? Byli małżonkowie? Wspólnicy? Nie miał pojęcia gdzie leży granica, której nie powinien był przekraczać.
- Dobrze cię widzieć – brunetka uniosła kąciki ust. Odpowiedział jej tym samym.
- Jak się czujesz?
- Chyba okej – nieznacznie wzruszyła ramionami – Na razie nie boli.
- Uratowałaś mi życie – zauważył, zawierając w głosie swój podziw dla jej postawy
- Drobiazg – zaśmiała się cicho – Przecież ty byś zrobił to samo.
- Może – puścił do niej oczko, na co ona udała obrażoną – Najważniejsze że nic ci nie jest. Nie wybaczyłbym sobie...
- No już, już, nie przesadzaj – westchnęła – Nie miałeś nic do gadania, zasłoniłam cię i koniec.
- Jak zawsze – pokręcił głową – Zawsze wychodzi na twoje.
- Byłam ci to winna – przyznała, przybierając poważny wyraz twarzy
- Nie. Nigdy tak nie myśl.
Uśmiechnęła się do niego. Na chwilę zapomniała o wszystkim dookoła, o tym co przeszli, ile złego się wydarzyło w ostatnich dniach. Pierwszy raz od dawna poczuła wewnętrzny spokój. Pierwszy raz od dawna uwierzyła że może być dobrze.
- Cieszę się że jesteś – oznajmiła półszeptem
Czarnowłosy mimowolnie uniósł kąciki ust. Odwrócił głowę, usiłując ukryć to przed Martą. Wiedział w jakim kierunku zmierza rozmowa. Tego się właśnie obawiał. Z tyłu głowy wciąż miał Burynowicza i nie czuł się jeszcze gotowy na poważne tematy.
- Powinnaś odpocząć – postanowił szybko zmienić temat
- Ty też. Wyglądasz jak... - urwała na moment, nie mogąc znaleźć słowa które mogłoby oddać ten widok – Dobra, nieważne.
- Wiesz przecież że nie mogę.
- Nie musisz mnie pilnować.
Pokiwał głową. Czuł że Marta jest nieco poirytowana przerwaniem rozmowy. Ewidentnie chciała mu coś przekazać, ale on obawiał się tego co może usłyszeć. Bał się że brunetka w delikatny sposób będzie usiłowała dać mu do zrozumienia by odpuścił. Nie tylko sprawę, ale także ich relację.
- Muszę dorwać tego śmiecia. I nie, nie dlatego że strzelał do mnie – zniżył ton głosu – Dlatego że trafił ciebie.
Nie pozostało jej nic innego, jak przewrócić oczami. Zbyt dobrze znała jego upór. W tej kwestii ustępował chyba tylko jednej osobie. Była nią oczywiście, jak w przypadku większości mężczyzn, żona. Jednak zanim Marta zdążyła się zastanowić w jaki sposób go nieco wyhamować, czarnowłosy znajdował się już na zewnątrz.
- Nic się nie domyśla – podsumowała w myślach, wpatrując się w sufit. Teraz mogła jedynie mieć nadzieję że Maciek także i tym razem da sobie radę. Był doświadczonym i dobrym gliną, niejedną sprawę rozwiązał i z gorszych tarapatów wychodził obronną ręką. Wiedział co robi. Wierzyła w to.
- Dobrze cię widzieć – brunetka uniosła kąciki ust. Odpowiedział jej tym samym.
- Jak się czujesz?
- Chyba okej – nieznacznie wzruszyła ramionami – Na razie nie boli.
- Uratowałaś mi życie – zauważył, zawierając w głosie swój podziw dla jej postawy
- Drobiazg – zaśmiała się cicho – Przecież ty byś zrobił to samo.
- Może – puścił do niej oczko, na co ona udała obrażoną – Najważniejsze że nic ci nie jest. Nie wybaczyłbym sobie...
- No już, już, nie przesadzaj – westchnęła – Nie miałeś nic do gadania, zasłoniłam cię i koniec.
- Jak zawsze – pokręcił głową – Zawsze wychodzi na twoje.
- Byłam ci to winna – przyznała, przybierając poważny wyraz twarzy
- Nie. Nigdy tak nie myśl.
Uśmiechnęła się do niego. Na chwilę zapomniała o wszystkim dookoła, o tym co przeszli, ile złego się wydarzyło w ostatnich dniach. Pierwszy raz od dawna poczuła wewnętrzny spokój. Pierwszy raz od dawna uwierzyła że może być dobrze.
- Cieszę się że jesteś – oznajmiła półszeptem
Czarnowłosy mimowolnie uniósł kąciki ust. Odwrócił głowę, usiłując ukryć to przed Martą. Wiedział w jakim kierunku zmierza rozmowa. Tego się właśnie obawiał. Z tyłu głowy wciąż miał Burynowicza i nie czuł się jeszcze gotowy na poważne tematy.
- Powinnaś odpocząć – postanowił szybko zmienić temat
- Ty też. Wyglądasz jak... - urwała na moment, nie mogąc znaleźć słowa które mogłoby oddać ten widok – Dobra, nieważne.
- Wiesz przecież że nie mogę.
- Nie musisz mnie pilnować.
Pokiwał głową. Czuł że Marta jest nieco poirytowana przerwaniem rozmowy. Ewidentnie chciała mu coś przekazać, ale on obawiał się tego co może usłyszeć. Bał się że brunetka w delikatny sposób będzie usiłowała dać mu do zrozumienia by odpuścił. Nie tylko sprawę, ale także ich relację.
- Muszę dorwać tego śmiecia. I nie, nie dlatego że strzelał do mnie – zniżył ton głosu – Dlatego że trafił ciebie.
Nie pozostało jej nic innego, jak przewrócić oczami. Zbyt dobrze znała jego upór. W tej kwestii ustępował chyba tylko jednej osobie. Była nią oczywiście, jak w przypadku większości mężczyzn, żona. Jednak zanim Marta zdążyła się zastanowić w jaki sposób go nieco wyhamować, czarnowłosy znajdował się już na zewnątrz.
- Nic się nie domyśla – podsumowała w myślach, wpatrując się w sufit. Teraz mogła jedynie mieć nadzieję że Maciek także i tym razem da sobie radę. Był doświadczonym i dobrym gliną, niejedną sprawę rozwiązał i z gorszych tarapatów wychodził obronną ręką. Wiedział co robi. Wierzyła w to.
Maciek w międzyczasie wyszedł przed szpital i zapalił papierosa. Choć nie miał jeszcze konkretnego planu działania, zdawał sobie sprawę że musi wykorzystać swoją sytuację. Według założenia był celem i pozostało przekuć to w atut. Zaciągając się dymem, wyciągnął telefon i wybrał numer Mateusza.
- Posłuchaj mnie teraz uważnie – zaczął poważnym tonem – Stoję przed szpitalem i palę papierosa. Przyślij kogoś do Marty, na wypadek gdyby Burynowicz się tu zjawił pod moją nieobecność.
- Jacek może być? - odezwał się głos w słuchawce
- Ktokolwiek. Ja będę tu jeszcze przez piętnaście minut, potem ruszam na komendę, jeśli do tej pory nic się nie wydarzy. Myślę, że on może mnie obserwować.
- Myślisz czy jesteś pewien?
- Nie wiem – westchnął – Próbuję wczuć się w jego rolę, ale cholera wie co mu siedzi w głowie.
- Dobra, to widzimy się potem na komendzie – zakończył Mateusz.
Czarnowłosy rozejrzał się uważnie, ale nie dostrzegł niczego, co nakazywałoby mu wytężyć swoją uwagę. W tym momencie jego głowę oprócz kilku rozterek wypełniała pustka. Próbował to sobie jakoś sensownie poukładać, lecz za każdym razem brakowało jakiegoś elementu, który pozwalałby ułożyć logiczny ciąg wydarzeń.
Kilkadziesiąt minut później przekroczył próg gdańskiej komendy i od razu skierował się do biura. Ponieważ nie zastał tam nikogo, zajął miejsce przy swoim dawnym stanowisku pracy, by zastanowić się i spróbować przyjąć nowe założenia. Spędził w milczeniu i skupieniu kilkanaście minut, kiedy w pomieszczeniu pojawiła wysoka długowłosa blondynka z papierową teczką w dłoni.
- O, cześć Maciek – przywitała go Kasia, jedna z asystentek, która miała dawniej okazję współpracować z komisarzem – Zapewne czekasz na Mateusza?
- I tak, i nie. Właściwie to nie wiem – westchnął – A w ogóle co tu tak pusto?
- Nagła mobilizacja, włamanie do jubilera. Ale... wcześniej udało nam się sprawdzić nieruchomości po starym Burynowiczu.
- I co? - rzucił z nutką wątpliwości w głosie
- Czysto. Dom za miastem stoi pusty od jego śmierci, sąsiedzi potwierdzili. Mieszkanie, które odziedziczył nasz poszukiwany, zostało sprzedane przez pełnomocnika przed dwoma laty.
- Masz nazwisko tego pełnomocnika?
- Maciek – westchnęła ciężko – Nie możesz jechać do niego sam. Nie pracujesz u nas, nie prowadzisz tej sprawy. Nawet nie powinnam ci w ogóle mówić...
- Ale mówisz – wtrącił z tajemniczym uśmiechem – Dobrze, zaczekam na Matiego i pojadę z nim, okej?
- Okej, to ja też na niego poczekam i wtedy ci powiem, dobrze? - odparła triumfalnie. Maciek pokręcił głową, ale nie wyglądał na rozczarowanego. Wręcz przeciwnie.
- Wiesz, Kasia, zawsze mówiłem że masz potencjał, tylko potrzebujesz więcej pewności siebie, a to przyjdzie wraz z doświadczeniem. Przyszło nie tylko to, ale też i asertywność.
- Tak, ty mówiłeś – żartobliwie stuknęła się w czoło – Nie bierz mnie na komplementy, to się nie uda.
Pokiwał głową. Rzeczywiście, trochę podkoloryzował rzeczywistość, licząc że koleżanka przynajmniej się zawaha. Przed laty na pewno zdołałby przekonać asystentkę, jednak jej młodzieńcze kompleksy i ustępliwość odeszły w niepamięć. Nie czuła się już gorsza tylko dlatego że przeżyła mniej brawurowych akcji, że złapała mniej przestępców, czy też dlatego że inni dłużej pracowali w policji. Z czasem musiała zrozumieć że w niczym nie ustępuje pozostałym, by wykorzystywać pełnię swoich umiejętności i kontynuować pracę w policji.
Po kilku minutach dalszych rozmyślań Maciek postanowił rozprostować kości. Przeszedł się dwukrotnie po korytarzu, a potem jakby nogi go same zaprowadziły na zewnątrz. Przedłużające się oczekiwanie powodowało stopniowy wzrost irytacji, a tą czarnowłosy postanowił stłumić dymem nikotynowym.
- Przecież to może się ciągnąć jeszcze kilka godzin – stwierdził w myślach niezadowolony. Trzymając między palcami jednej dłoni żarzącego się papierosa, drugą sięgnął po telefon. Szybko przewinął listę kontaktów, wybierając numer, którego teraz potrzebował.
- Dobry wieczór komendancie. Możemy porozmawiać? Mam pomysł.
- Strzewiński... - westchnął ciężko – Jest już po dwudziestej, nie możesz poczekać do jutra?
- Mógłbym, ale nie wiem czy tego jutra doczekam – rzucił kąśliwie – Więc?
- Dobra, ale tym razem ja nie będę za tobą jeździł. Słoneczna 37, czekam na ciebie pół godziny i ani minuty dłużej.
Po zakończonej rozmowie Maciek szybko sprawdził drogę na internetowej mapie. Uśmiechnął się pod nosem, w duchu stwierdzając że nie będzie musiał łamać przepisów by dotrzeć tam w wyznaczonym czasie.
Dwadzieścia pięć minut później był na ulicy Słonecznej. Była to wąska, lecz długa uliczka, przy której znajdowało się kilka starych, jedno lub dwupiętrowych budynków mieszkalnych oraz kilkanaście domków. Właśnie przy furtce do jednego z nich czarnowłosy dostrzegł swojego dawnego przełożonego. Zatrzymał samochód, wtedy Stary zajął miejsce pasażera.
- To co, może jakaś mała przejażdżka? - zaproponował komendant, na co Maciek wrzucił pierwszy bieg i gwałtownie ruszył z miejsca – A co z twoją Martą?
- Wybudziła się, to najważniejsze – stwierdził z udawaną obojętnością – Ale chyba nie będziemy rozmawiać o niej. Teraz muszę się zająć Burynowiczem.
- Nie bój się, my się nim zajmujemy – oznajmił ze spokojem w głosie
- I nic nie macie.
- A ty coś masz?
- Mam – rzucił tajemniczo Strzewiński – Mam coś, co może wywabić Burynowicza. A właściwie to kogoś. Siebie.
- To jest ten twój pomysł? - zapytał Stary, zdumiony pewnością Maćka – Chcesz się podłożyć, żeby cię dorwał i wtedy go złapać?
- To pewna jego część – przyznał – Powinniśmy wypuścić Malewskiego.
Mężczyzna zaśmiał się, nie biorąc na poważnie tych słów. Dopiero po chwili zrozumiał że czarnowłosy nie żartuje.
- Nie ma mowy. W tej chwili to nasz jedyny punkt zaczepienia, a ty chcesz się go pozbyć. I co? Dasz mu ogon? Przecież to glina, zorientuje się...
- I właśnie o to chodzi – stwierdził, ku jego zaskoczeniu