Obserwowała okolice pętli tramwajowej już od kilku minut. Umówiła się z Malewskim na dziewiętnastą, choć zjawiła się tam znacznie wcześniej. Z jakiegoś, nawet sobie nieznanego powodu, chciała zobaczyć skąd przyjdzie i upewnić się że mężczyzna jest sam. Skarciła się w myślach za przesadną podejrzliwość, jednak były to zaledwie słowa. Mimo wszystko chciała zachować maksymalną ostrożność. Oddaliła się nieco od oświetlonej alejki, spacerowała między drzewami, usiłując pozostać niezauważoną.
Malewski, niewysoki i nieco zaokrąglony brunet, ubrany w jasny płaszcz i czarne spodnie, przyjechał tramwajem. Marta spostrzegła go, gdy kroczył pewnie w stronę parku, zostawiając już za sobą ulicę, przejście dla pieszych i przystanek. Mężczyzna minął dwie ławki, zatrzymał się przy trzeciej. Rozejrzał się dookoła, po czym spojrzał na zegarek. Obserwowała go jeszcze przez chwilę. Trwał w bezruchu, ze spuszczoną głową, jakby ktoś zamienił go w kamienny posąg. Powoli ruszyła w jego kierunku, upewniając się, że w pobliżu nie ma żadnych innych osób.
- Nie chciałeś rozmawiać na komendzie – zagaiła, stając naprzeciw niego
- Byłem bardzo zajęty, a stary ciskał piorunami gdzie tylko się dało – rozłożył bezradnie ręce – Co się dzieje? Zerwaliśmy przecież kontakt, kiedy sprawa została zamknięta. Ani razu się nie odezwałaś i raczej nie miałaś zamiaru tu przyjeżdżać.
- Coś przeoczyliśmy – oznajmiła z przekonaniem graniczącym z pewnością – Mój ojciec mnie szukał. Ale nie było dane nam się spotkać, bo się zastrzelił. Rozumiesz?
- Nie bardzo – westchnął pod nosem – Co chcesz przez to powiedzieć?
- Ktoś nie chciał żebyśmy się spotkali. Pytanie brzmi: kto i dlaczego?
Spojrzała mu prosto w oczy, jakby w nich miała odnaleźć odpowiedź. Zbity z tropu mężczyzna odwrócił głowę. Śmiała teoria i pewność siebie brunetki zaskoczyły go.
- Czekaj, czekaj – zaczął po chwili zastanowienia – Jeżeli łączysz te dwie sprawy ze sobą... Dlaczego to on zginął, a ty tu stoisz i rozmawiasz ze mną? Marta, pomyśl. To ciebie szukali, to ty miałaś być ofiarą. Porwali cię, a ty im zwiałaś i ich pogrążyłaś. To się nie klei.
- A co jeśli to próba wyciągnięcia mnie z kryjówki?
- W takim razie skuteczna – mimowolnie uniósł kąciki ust – Dlaczego w takim razie jeszcze nic ci się nie stało?
Nie potrafiła tego wyjaśnić. Nie była w stanie złożyć jakiejkolwiek sensownej koncepcji, o którą mogłaby oprzeć poszczególne teorie. Wszystko było dziełem jej intuicji, przypuszczeń i wyobraźni. Nic, co mogłaby udowodnić.
- Nadal jednak coś tu śmierdzi – nie zamierzała tak łatwo odpuścić – Przekonywałeś mnie że mój mąż jest wtyką. Pokazywałeś zdjęcia, jego bilingi. Chciałeś żebym w to wierzyła.
- Takie miałem informacje. Wszystko się zgadzało.
- Tak się zgadzało że w ogóle nawet nie był podejrzany! - krzyknęła, po czym natychmiast się rozejrzała czy w pobliżu nie ma osób trzecich – Dlaczego? To był twój pomysł?
- Marta, ja sam myślałem że on ma coś za uszami – usiłował przekonać ją, że jego działanie nie było celowe – Inny komisarz dość sprawnie manipulował informacjami. Kiedy się zorientowałem, było już za późno. Nie mogłem ci powiedzieć, dla twojego dobra.
- Dla mojego dobra, tak? - powtórzyła drwiąco – Dla mojego dobra odciąłeś mnie od jedynego faceta, którego kochałam! Że ja byłam taka głupia i cię posłuchałam!
- Właśnie o tym mówię. Rzuciłabyś to wszystko w cholerę, narażając i siebie, i jego – wyjaśnił, zachowując spokój – W tamtej chwili liczyło się przede wszystkim twoje bezpieczeństwo. Nie mogliśmy ryzykować.
- Co to za komisarz? Kto to taki? Żyje? Siedzi? - ożywiła się nagle po chwili zastanowienia
- Nie idź w to – poradził jej, ale pozostała nieugięta i wciąż czekała na odpowiedź – Dobrze, ale pod jednym warunkiem.
Uniosła brwi zaintrygowana. Była w stanie zrobić wiele, lecz tym razem w granicach zdrowego rozsądku. Nie wiedziała przecież na ile cenna okaże się wskazówka. Mogła być tak samo bezwartościowa, jak i okazać się punktem zwrotnym.
- Nie pisz, nie dzwoń, nie przychodź. Nie znamy się i tej rozmowy wcale nie było.
- Boisz się?
- Nie chcę mieć z tym nic wspólnego. Ta sprawa wiele mnie kosztowała i nie chcę do niej wracać.
- Dobrze – skinęła głową – Tyle mogę dla ciebie zrobić. Mów.
Kilka kolejnych zdań mężczyzna powiedział jej na ucho. Nie zamierzał jej powstrzymywać. Nie interesował go jej dalszy los, kolejne kroki. On zrobił swoje przed laty i nie był nic jej winien.
Ciszę i spokój w mieszkaniu Stawarskiego przerwała wizyta Maćka i Mateusza. Głośne i uporczywe pukanie do drzwi zmusiło komisarza do opuszczenia miejsca przed telewizorem. Mężczyzna nie krył zaskoczenia na widok czarnowłosego, szczególnie że tym razem nie był sam. O ile spodziewał się iż mężczyzna tak łatwo nie złoży broni i będzie drążył, o tyle Maciek wrócił szybciej niż przewidywał.
- Napijecie się czegoś? - zaproponował, wpuszczając ich do środka
- Nie przyszliśmy tu na herbatkę – odparł sucho Maciek
- Domyślam się. Skoro uprzejmości mamy za sobą to przejdźmy do rzeczy.
- Chcemy porozmawiać o Dawidzie Kamińskim – wtrącił Mateusz, na co Stawarski machnął ręką
- Dawne czasy. Ale... no tak... - uśmiechnął się podejrzliwie – Przecież razem z Dawidem zajmowaliśmy się tym handlem żywym towarem przed trzema laty. Nie mam nic do dodania. Powiedziałem już, co miałem do powiedzenia.
- Tylko że Kamiński nie żyje.
Artur pokręcił głową z niedowierzaniem. Przenosił wzrok to na Mateusza, to na Maćka, ale poważne miny kolegów po fachu dały mu do zrozumienia, że to nie jest blef ani tym bardziej okrutny żart.
- Jak to się stało? - zapytał zaniepokojony
- Zbyt duża dawka alkoholu. Niby taki banał, a jednak... - blondyn skrzywił się z niesmakiem – Wiem że minęło sporo czasu odkąd przestaliście razem pracować, ale... może utrzymywaliście ze sobą kontakt?
Mężczyzna przysiadł na kanapie i ukrył twarz w dłoniach. Maciek i Mateusz wymienili spojrzenia. Brunet czuł że coś jest na rzeczy. Stawarski za bardzo przejął się tym co usłyszał.
- Dawid mnie znienawidził. Doniosłem na niego że nie panuje nad nerwami. Na jednej z akcji o mało nie zastrzelił podejrzanego, gdy ten chciał uciec przez balkon. Musiałem to zrobić.
- Czyli nie rozmawialiście ze sobą – podsumował Mateusz
- Kto wiedział o naszym porannym spotkaniu? - rzucił Maciek, patrząc na sprawę z innego punktu widzenia
- No właściwie to nasza trójka – rozłożył bezradnie ręce – No może jeszcze mój partner, był w biurze podczas mojej rozmowy z Mateuszem.
- Jak on się nazywa?
- Rafał Malewski. Ale... chyba go nie podejrzewasz? Przecież on nawet nie brał udziału w tym śledztwie przed trzema laty.
Maciek przewrócił oczami i westchnął ciężko. Sprawa była na tyle skomplikowana, że nawet przy takich detalach nie mógł myśleć zero-jedynkowo. Argument Artura nie był wystarczająco dobry, by mógł uznać że należy pominąć jego partnera w tej sprawie.
- Kamiński umiera na kilkanaście godzin przed naszym spotkaniem. Tak jakby ktoś przewidział mój kolejny krok i postanowił mnie uprzedzić. To logiczne że jeśli u ciebie odbiję się od ściany, to spróbuję się dowiedzieć czegoś u drugiego komisarza.
- Zaraz, zaraz. Mnie też o coś podejrzewasz?
- Nie byłeś zbyt rozmowny – odparł tajemniczo
Rozmowę przerwał dźwięk telefonu Kupczyka. Podczas gdy on odebrał połączenie, Maciek był bliski kłótni ze Stawarskim. Artur uważał że czarnowłosy jest przewrażliwiony na punkcie tej sprawy, a jego teorie są absurdalne.
- Zbieramy się – Mateusz zwrócił się do Maćka, wciąż ściskając w ręku telefon – Po drodze ci opowiem.
Wiadomość, którą otrzymał Mateusz dawała nadzieję na spory postęp w sprawie. Na komendę zadzwonił sąsiad Kamińskiego, informując że jakaś podejrzana postać próbuje się dostać do mieszkania byłego policjanta. Zbliżając się do kamienicy, komisarze wyłączyli syrenę, by nie spłoszyć osobnika, o ile jeszcze tam był.
Na miejsce dotarli jako pierwsi, przed funkcjonariuszami, którzy wyruszyli w drogę z komendy. Szybko pokonali schody, które doprowadziły ich na drugie piętro. Na korytarzu nie spotkali jednak nikogo. Wymienili porozumiewawcze spojrzenia. Mateusz skinął głową. Rozumieli się jak za dawnych czasów. Zgodnie wyciągnęli bronie. Czarnowłosy nacisnął klamkę, uchylił lekko drzwi i jako pierwszy wślizgnął się do środka. Skierował się w stronę pokoju, zaś jego towarzysz w przeciwną. Rozglądał się uważnie, kiedy usłyszał zdecydowany głos blondyna. Natychmiast zdecydował się do niego dołączyć.
- Nie ruszaj się! A teraz powoli odłóż latarkę i ręce na głowę.
Postać posłusznie wykonała polecenie. Mateusz wciąż do niej celował, a Maciek w tym czasie podniósł latarkę i skierował światło na kaptur. Ponieważ zatrzymany stał plecami do nich, nie mogli jeszcze dostrzec twarzy.
- Odwróć się – nakazał Kupczyk
Maciek wciąż utrzymywał latarkę w takim samym położeniu, oślepiając jej światłem zatrzymanego. Zaskoczony Mateusz opuścił broń, zaś Strzewiński westchnął ciężko.
- Odwołaj patrol – zwrócił się do Mateusza, zaś sam podszedł do kobiety. Skierował na bok wiązkę światła, odczekał chwilę aż oczy brunetki przyzwyczają się do półmroku i będzie w stanie go zobaczyć. Mrugnęła kilkukrotnie, zanim mogła mu się przyjrzeć.
- Cześć Marta – rzucił chłodno, wpatrując się jej prosto w oczy. Głos uwiązł jej w gardle. Nie wiedziała co powiedzieć, jak zareagować. W tej chwili pragnęła zapaść się pod ziemię.
- Nie patrz tak na mnie – wyszeptała błagalnym tonem, a jej oczy się zaszkliły – Proszę cię.
- Tylko tyle masz mi do powiedzenia? - uniósł brwi zdumiony – Marta, naprawdę?!
- Chciałam żebyś się wściekł i to zostawił – wyjaśniła potulnie – Nie mogę cię dłużej narażać... Nie chcę.
- Mam ci pogratulować szlachetności, czy co? - wciąż przemawiała przez niego złość – Za późno. Siedzę w tym po uszy, tak jak ty.
Jej ciałem wstrząsnął nieprzyjemny dreszcz. Zrozumiała że on także nie będzie mógł żyć w spokoju, dopóki nie uda się rozwikłać tej zagadki. Zniszczyła jego dotychczasowe życie, a zastąpiła je sprawa, którą się zajmowali. Sprawa, w którą to ona go wciągnęła, choć wcale nie musiała go dotyczyć.