poniedziałek, 16 lutego 2015

Na życiowym zakręcie cz. 2

           Z każdą kolejną minutą dziewczyna traciła kontakt z rzeczywistością. Maciek nie był w stanie wydobyć z niej jakichkolwiek informacji, więc postanowił sprawdzić jej torebkę. Chciał zamówić taksówkę i odwieźć ją do domu, ale póki co nie znalazł adresu.
- O, jest – ucieszył się, kiedy odnalazł dowód osobisty – Marta Bogacka, urodzona 4 kwietnia 1988, adres zamieszkania... Warszawa?!
Opuścił ręce zrezygnowany. Czyli z dowodu na pewno nie dowie się pod jaki adres powinien ją odwieźć. I co teraz? Przynajmniej wiedział kim ona jest, ale na niewiele to się zdało. Po chwili zastanowienia stwierdził, że nie ma innego wyjścia – musi zabrać ją do siebie i przenocować. Przecież nie może zostawić jej samej sobie, nie w takim stanie. Kobieta ledwo trzymała się na nogach, oczy same się jej zamykały, nie wiedziała co się do niej mówi.
- Sukinsyn musiał dać jej coś mocnego – pomyślał.
Jakoś udało mu się doprowadzić ją te trzy ulice dalej, pod swój blok. Jednak schody okazały się już przeszkodą nie do przejścia. Nawet z jego pomocą dziewczyna nie dawała rady. Wziął ją na ręce i wniósł na górę, na drugie piętro. Dopiero wtedy poczuł ból i przypomniał sobie o ranie, jaką zadał mu przeciwnik. Najpierw jednak musiał zająć się Martą. Ułożył ją na kanapie, zdjął buty z jej nóg, podłożył dwie poduszki pod głowę i przykrył kocem. Dziewczyna już spała. Popatrzył jeszcze przez chwilę na nią, a potem poszedł do łazienki. Zdjął kurtkę i koszulkę, przyjrzał się rozcięciu między barkiem a łokciem. Nie wyglądało na głębokie, część rany już nawet zaschnęła. Przemył ramię, by zmyć zaschniętą krew z okolic rany. Teraz nie wyglądało to tak strasznie jak przedtem. Odpuścił sobie robienie opatrunku.
- To tylko draśnięcie – wytłumaczył samemu sobie przed lustrem, po czym poszedł spać.

           Następnego ranka wstał jako pierwszy, wziął prysznic i zabrał się za przygotowanie śniadania dla gościa. Co jakiś czas zaglądał do salonu, by sprawdzić czy dziewczyna nadal śpi. Dopiero po godzinie dziesiątej zauważył że dziewczyna ma otwarte oczy i wpatruje się w sufit. Kiedy usłyszała jego kroki, natychmiast zamknęła oczy i udała że śpi. Maciek uśmiechnął się pod nosem, przysiadł na skraju kanapy i powiedział łagodnym tonem:
- Hej, widziałem że już nie śpisz.
- Gdzie ja jestem? - spytała, podnosząc się na łokciach. W tym samym momencie zakręciło się jej w głowie, opadła z powrotem na poduszki – Cholera, moja głowa.
- Pamiętasz coś z wczorajszego wieczoru?
- Tak – westchnęła – Byłam w klubie z moim chłopakiem, no i... no nie wiem. Ciebie to już w ogóle nie pamiętam. Skąd się wziąłeś?
- Ja też tam byłem. Przypadkiem zauważyłem że ten twój... chłopak – ostatnie słowo powiedział z wyraźną ironią – wrzuca ci coś do drinka. Myślałem że jestem przewrażliwiony i nie chciałem niepotrzebnie robić afery.
- Ale chyba zrobiłeś, prawda?
- Dopiero kiedy zobaczyłem jak cię wyprowadza. Dobierał się do ciebie.
- Żartujesz? - znów podniosła się na łokciach – Niby dlaczego mam ci wierzyć? A może to ty mi coś wrzuciłeś żeby mnie wykorzystać, co?
- Wcale nie musisz mi wierzyć – westchnął, spodziewając się podobnej reakcji z jej strony – Ale mam propozycję: zadzwoń do swojego chłopaka, powiedz mu że jesteś w domu i nie pamiętasz jak się tam znalazłaś. Jestem ciekaw co ci odpowie.
- Mam go podpuścić? - zdziwiła się
- Tak. Jestem pewien że nawet słowem nie wspomni o tym co naprawdę zdarzyło się wczoraj.
Maciek podał jej torebkę. Zostawił brunetkę samą, by nie musiała się krępować jego obecnością podczas rozmowy. Zajął miejsce przy stole w kuchni, a po kilku minutach dołączyła do niego Marta. Nie wyglądała na zachwyconą. Usiadła naprzeciw i wsparła się na łokciach.
- Powiedział że za dużo wypiłam i mnie odprowadził.
- Przyznałaś mu się że wiesz jak było?
- Nie, jeszcze nie. To nie rozmowa na telefon.
- Słusznie – skinął głową – Jesteś głodna?
- Nie... daj mi szklankę wody.
Spełnił jej prośbę. Wypiła wszystko jednym łykiem, na co Maciek zareagował uniesieniem brwi.
- Jeszcze jedną.
Podał jej całą butelkę. Od razu poczuła się lepiej, choć jeszcze trochę bolała ją głowa.
- Jaką mam pewność że nie skorzystałeś z okazji? - wypaliła nagle, krzyżując ręce na piersiach
- To znaczy?
- Że nie przeleciałeś mnie, kiedy nie byłam świadoma co się ze mną dzieje.
- Strasznie podejrzliwa jesteś – stwierdził z uśmiechem
- Dziwisz się? Budzę w obcym miejscu, jakiś obcy facet się mną zajmuje i do tego mówi mi że mój chłopak chciał mnie zgwałcić. Co byś pomyślał na moim miejscu?
- Nie wiem – wzruszył ramionami – Ale wiesz tyle że ten twój chłopak nie mówi ci prawdy.
- Co nie znaczy że ty mówisz prawdę.
Pokręcił głową, wciąż się uśmiechając. Sam nie wiedział co bawi go w tej sytuacji. Czy ta podejrzliwość Marty czy to że nie miał szans by jej udowodnić że tak było naprawdę.
- Nie masz żadnej pewności. Nic nie pamiętasz i możesz mi wierzyć albo nie.
- Strasznie pewny siebie jesteś – zauważyła
- Bo nie mam powodu by się czegokolwiek obawiać. To czy mi uwierzysz czy nie niczego dla mnie nie zmienia, bo wiem że nie mam nic na sumieniu.
Skinęła głową. Może faktycznie było tak jak mówił, ale może też wykorzystał ją i z tego powodu był taki zadowolony.
- Powiem ci coś – uśmiechnęła tajemniczo – Mam gdzieś czy się ze mną przespałeś, czy nie. Nie pamiętam by do czegoś między nami doszło, więc dla mnie tego nie było. Dzięki za pomoc, za nocleg i za wodę.
- Wybierasz się gdzieś? - spytał lekko zaskoczony, obserwując jak dziewczyna zakłada buty
- Owszem, do domu.
- Czekaj, odwiozę cię.
- Tak? - uniosła brwi zdumiona – To czemu nie zrobiłeś tego wczoraj?
- Bo nie znałem twojego adresu, a ty nie byłaś już w stanie by mi go podać.
Zrobiło się jej trochę głupio. Niepotrzebnie na niego naskoczyła. Ale nie wyglądał na zdenerwowanego tą sytuacją, wręcz przeciwnie. Rozbawiła go.
- Wygłupiłam się?
- Nie no, w porządku, nic się nie stało.
Otworzył drzwi i puścił ją przodem. Jeszcze na szybko poprawiła ubranie i fryzurę przed lustrem.
Okazało się że dziewczyna mieszka tylko pięć minut drogi stąd (jadąc samochodem). Nie było więc okazji by dłużej porozmawiać, niewiele dowiedziała się o nim. Wzięła od niego numer telefonu, zapewniając że umówi się z nim na kawę, aby w ten sposób podziękować mu za to co zrobił.
- Co za kobieta – powiedział sobie w myślach – Niesamowita.

           Także w poniedziałek Maciek miał dobry humor. Miał nadzieję że dziewczyna naprawdę umówi się z nim na kawę, że nie powiedziała tego tylko po to, by ją spławić. Ale chyba nie, bo przecież znał jej adres, mógł w każdej chwili tam pojechać i wtedy spojrzeć jej prosto w twarz, a gdyby go oszukała to chyba nie byłoby dla niej miłe.
Nie trudno było zauważyć zadowolenie bruneta. Nie przeszkadzało mu nawet to, że od samego rana czekały na niego raporty.
- Tej, co ty taki wesoły dzisiaj? - Sebastian zaczepił go w kuchni
Sebastian był trzy lata starszy od Maćka, wcześniej pracowali razem jako asystenci, ale rok temu dostał awans i został komisarzem. Prywatnie byli bardzo dobrymi przyjaciółmi, wychodzili razem na piwo co jakiś czas, rozmawiali ze sobą, zwierzali się sobie, wiedząc że ten drugi potraktuje to poważnie.
- Poznałem naprawdę fajną dziewczynę.
- I co, umówiła się z tobą?
- Jeszcze nie, ale już wkrótce...
- Jaka ona jest? Ładna jakaś?
- No a co myślałeś, że na jakiś pasztet się rzucę? - rzucił półżartem, półserio – Nie no, wygląd to nie wszystko, ale charakterek to ona ma...
- Co, uderzyła się już w twarz? - zaśmiał się
- Nie, ale jest trochę zadziorna. Wydaje mi się, że lubi postawić na swoim, sprawia wrażenie osoby inteligentnej, wyrachowanej, opanowanej, ale w środku jest wrażliwa.
- I ty to wszystko wiesz po pierwszym spotkaniu?
- Wiedzieć jeszcze nie wiem, ale takie wrażenie odniosłem.
- Tej, oczy ci się świecą jak o niej mówisz.
- Wkręcasz mnie – spojrzał na przyjaciela z politowaniem
- Nie no, serio. Ty się w niej zakochałeś. A mówią że miłość od pierwszego wejrzenia nie istnieje...
- Bo to nie jest miłość. Na razie mnie zauroczyła, zobaczymy czy coś z tego będzie. Ale nie powiem, chciałbym żeby wyszło.
- No to powodzenia. Żebyś nie musiał latać tak długo jak ja za Aśką – poklepał go po ramieniu
Joasia także była policjantką. Pracowała razem z Sebastianem, ale kiedy zaczęli się ze sobą spotykać, przeniosła się do wydziału ruchu drogowego. Nie chciała mieszać życia zawodowego z prywatnym, stąd taka decyzja. Obecnie byli parą, mieszkali razem i planowali ślub.
- No ale chyba nie żałujesz, co?
- No pewnie że nie. Ale żeby się udało to nie trzeba pół roku podrywać dziewczyny by w końcu zgodziła się iść z tobą na randkę.

czwartek, 12 lutego 2015

Na życiowym zakręcie cz. 1

           Sobota, piękny choć mroźny lutowy poranek. Termometry wskazywały temperaturę niewiele powyżej zera, co oznaczało że już niebawem biała śnieżna „pokrywa”, która spadła tej nocy na ulice Krakowa, najzwyczajniej w świecie stopnieje.
- Normalny proces fizyczny przejścia ze stanu stałego do ciekłego – mruknął wysoki, szpupły brunet, wyglądający przez okno komendy przy ul. Pomorskiej – Nic nadzwyczajnego.
Już trzeci raz z rzędu dostał dyżur w weekend. Szef chyba na niego się uwziął. Nie dał mu nawet dojść do słowa. Po prostu powiedział „aspirancie Strzewiński, przyjdziecie do pracy w sobotę”. I ta jego obleśna, skrzywiona mina. On chyba nigdy się nie uśmiechał. Jakie to szczęście że latem odejdzie na emeryturę... Wytrzymać jeszcze te kilka miesięcy i mieć nadzieję iż centrala przyśle kogoś lepszego.
Maciej Strzewiński, tak dokładnie nazywał się brunet. Miał 29 lat, krótkie włosy, najwyżej dwudniowy zarost, ubierał się zawsze w czarny t-shirt, skórzaną kurtkę i dżinsowe spodnie. Lubił swoją pracę, ale czasem miał jej dość. Tak jak dzisiaj. Zamiast wyjść gdzieś na spacer, przewietrzyć się, on musiał siedzieć w biurze bez celu i czekać aż coś się stanie. Jak na zimę była bardzo ładna pogoda, co tylko dodatkowo przygnębiało policjanta.
Szkołę policyjną ukończyłby z wyróżnieniem, gdyby nie to, że jego zdolności fizyczne były przeciętne. Starał się pracować nad siłą i kondycją, ale nie przyniosło to sporych rezultatów. Trochę się poprawił, ale nadal pod tym względem pozostawał średniakiem. Odznaczał się za to intelektem. Miał dobrego, jak to się mówi, „nosa”, potrafił szybko skojarzyć fakty i powiązać je ze sobą. Jego największym sukcesem dotychczas było odkrycie tożsamości seryjnego gwałciciela. Koledzy planowali już prowokację, jednak wycofali się ze swych zamiarów, gdy Maciek wytłumaczył im dlaczego to właśnie ten mężczyzna według niego jest winny. Śledzili go i przyłapali na gorącym uczynku. Dzięki temu nie musieli się już martwić o dowody.
Brunet nie miał zbyt wielu okazji by wykazać się inicjatywą, gdyż nie pozwalało mu na to jego stanowisko. Jako asystent musiał słuchać komisarzy i wykonywać ich polecenia. Czasem jeździł z nimi na akcję, ale tam też nie odgrywał znaczącej roli. Cierpliwie czekał na awans. Być może już za rok lub dwa zrobi kolejny krok na drabince hierarchii i wtedy być może będzie miał okazję do rozwinięcia skrzydeł.
W jego życiu prywatnym trochę się wydarzyło, ale ostatnio nastąpiła długa stagnacja. Wieloletnia burza rozpoczęła się gdy poszedł do szkoły policyjnej. Rodzice byli temu przeciwni, widzieli go na kierowniczym stanowisku. Nie chcieli by zmarnował swój wielki potencjał. On jednak postanowił na swoim, przez co zerwali kontakt. Do dzisiaj żadna ze stron nie wyciągnęła ręki na zgodę. Kiedy miał 24 lata, poznał dziewczynę, w której zakochał się na zabój. Pracował wtedy w drogówce. Chodzili ze sobą, potem on się jej oświadczył, a niespełna rok później pobrali się. Maciek był szczęśliwy, ale nie na długo. Jakiś czas później wyszło na jaw, że jego żona jeszcze przed ślubem go zdradzała. Znajdowała sobie starszych, ale majętnych mężczyzn, którzy chętnie kupowali jej prezenty. Prawdopodobnie gdyby nie zaszła w ciążę z jednym ze swoich kochanków, jeszcze przez długi czas brunet o niczym nie miałby pojęcia. Mało tego, dziewczyna oskarżyła go że to jego wina, gdyż za mało zarabia i musiała sobie poradzić sama. Okazało się że tak naprawdę w ogóle jej nie znał. Jakie to szczęście że ślub był jedynie cywilny! Rozwód udało się załatwić bardzo szybko, Maciek zgodził się odstąpić od orzeczenia o winie, jeśli ona nie będzie żądała podziału majątku. Zgodziła się bez wahania, w końcu nie miała do czynienia z milionerem, niewiele mogła na tym ugrać. Z perspektywy czasu Strzewiński uznał że niepotrzebnie tak łatwo odpuścił, ale wtedy zależało mu na jak najszybszym uzyskaniu rozwodu.
Kiedy awansował, przeprowadził się do Krakowa. To właśnie tu spędził ostatnie dwa, spokojne, a może nawet trochę nudne lata życia. Na imprezy nie miał czasu ani ochoty. Rzucił się w wir pracy, ale w weekendy chętnie zostawał w domu. Rozrywki nie brakowało – mecze ligowe piłki nożnej czy siatkówki, wyścigi samochodowe bądź motocyklowe, a zimą skoki narciarskie. Sport zawsze go interesował, ale nie miał zdolności by zostać właśnie jednym z piłkarzy bądź skoczkiem narciarskim. Mógłby oglądać zmagania godzinami, nigdy się przy tym nie nudził.
Na szczęście w ten weekend skoki odbywały się w godzinach popołudniowych. Pozostało tylko czekać do czternastej, by móc w końcu pojechać do domu... Znudzony spojrzał na zegarek.
- Dziesiąta osiemnaście – westchnął, znów odwracając głowę w stronę okna. Że też zapomniał wziąć krzyżówek z domu... przynajmniej miałby jakieś zajęcie.
- Zaraz, zaraz – wyprostował się nagle – Gdzie ja mam głowę?!
Dopiero teraz przypomniał sobie że w swoim biurku, w szufladzie zostawił książkę. Nawet jej nie zaczął czytać, po prostu którejś soboty ją tu przywiózł, ale miał trochę zaległych raportów z tygodnia, więc schował ją i przeleżała tak do dzisiaj.
Uradowany zajął miejsce na krześle, wyprostował nogi i wziął do ręki książkę. Lektura tak go pochłonęła, że nawet nie zauważył jak szybko minęły te niespełna cztery godziny. Gdyby nie alarm w telefonie ustawiony na czternastą, siedziałby dalej na komendzie i czytał.
Choć chciałby jeszcze dziś skończyć tę książkę, nie zabrał jej do domu. Wolał zostawić ją w biurku, na wypadek gdyby za tydzień lub dwa znów miał dyżur i potrzebował jakiegoś zajęcia, by nie umrzeć z nudów.
W domu nie trudno było o znalezienie sobie czegoś dla zabicia czasu. Najpierw gotowanie, a dokładniej przygotowanie mrożonej pizzy w piekarniku, potem chwila przy komputerze, by potem zasiąść wygodnie z piwem przed telewizorem i obejrzeć konkurs skoków narciarskich.
- I proszę państwa, na belce startowej Piotr Żyła – zapowiedział komentator. Owszem, pojawił się tam skoczek, ale nie był to Polak. Maciek tylko pokręcił głową, powstrzymując się od komentarza.
- To jest Marinus Kraus – rzekł drugi głos z telewizora
- A tak, przepraszam. Mistrz świata juniorów z Zakopanego z 2008 roku – znów się pomylił, lecz tym razem drugi z komentujących nie zwrócił na to uwagi
- I będzie daleki lot, wysoko wyszedł z proguuu! - zamilkł jednak, gdy skoczek wylądował przed pierwszą czerwoną linią – No nie, jednak nie.
- My jednak liczymy na dobry skok Piotra Żyły, który już za chwilę na belce... A Michael Neumayer poza trzydziestką.
- Marinus Kraus.
- A tak, przepraszam...
Maciek nie mógł już tego dłużej słuchać. Był pewien, że sam byłby w stanie lepiej skomentować konkurs niż tych dwoje. Przełączył na konkurencyjną stację, która również transmitowała zawody, lecz z innym komentatorem.
- No, i od razu lepiej – stwierdził po chwili.
Konkurs wygrał nie kto inny, tylko Kamil Stoch. Maciek był bardzo zadowolony z takiego zakończenie, a także z dalekich skoków Polaka. Nielubiany przez niego Gregor Schlierenzauer był poza pierwszą dziesiątką tych zawodów, co było kolejnym powodem do radości.
- Szkoda tylko, że nie pomyślałem aby zwiększyć zapas piwa... - mruknął niezadowolony, kiedy zobaczył pustą szafkę. Nie pozostało mu nic innego jak... iśc do klubu i tam jeszcze trochę wypić.
- A kij, dawno nie byłem – machnął ręką – Może akurat tym razem będzie fajnie.
Ponieważ miał tylko piętnaście minut drogi piechotą, nie zamawiał taksówki. Doszedł do wniosku że spacer dobrze mu zrobi. Przewietrzył się trochę, przez co w ogóle już nie czuł że wypił wcześniej dwa piwa, wszedł do klubu i zajął miejsce przy barze. Na parkiecie tańczyło kilka par, a pozostali zajęli miejsca przy stolikach. Każdy miał jednak jakieś towarzystwo. Każdy, tylko nie on.
- Co podać? - z zamyślenia wyrwał go głos barmana
- Pi... Albo nie. Pięćdziesiątkę poproszę.
Rozejrzał się po sali, jakby szukał znajomych twarzy. Przy jednym stoliku trzy dziewczyny głośno się śmiały i rozmawiały, przy innym dwóch mężczyzn, prawdopodobnie kolegów, siedziało przy piwie, na parkiecie jeden z mężczyzn bez krępacji trzymał obie dłonie na pośladkach swojej partnerki. Nie było jeszcze tak dużo ludzi, ale godziny szczytu dopiero się zbliżały. Tak jak przewidział, po dwudziestej zrobiło się trochę tłoczno. Maciek miał już za sobą dwie setki i teraz po ponad półgodzinnej przerwie zamówił piwo. Jakaś blondynka usiadła obok niego, poprosiła aby postawił jej drinka. Zmierzył ją wzrokiem. Nie była brzydka, ale jakoś szczególnie ładna też nie. Zgodził się, aby nie wyjść na gbura i sknerę. Dziewczyna próbowała nawiązać z nim rozmowę, ale on bardziej zainteresowany był brunetką w rogu sali. Siedziała obok mężczyzny, który obejmował ją ramieniem. Choć niewiele widział przy tej odległości w słabym świetle dyskoteki, to jednak na pierwszy rzut oka dziewczyna spodowała mu się. Gdyby była sama, odważyłby się podejść i spróbować nawiązać kontakt. W pewnej chwili brunetka wyszła do toalety. Maciek nadal patrzył w tamtym kierunku, aż nagle spostrzegł że mężczyzna wrzuca coś do jej drinka. Zastanawiał się czy powinien ją ostrzec. Postanowił jednak że nie będzie się wtrącał, tylko poczeka na rozwój wydarzeń. Nieświadoma niczego dziewczyna wypiła drinka. Z każdą minutą czuła się coraz gorzej, zbladła, a kiedy mężczyzna wyprowadzał ją na zewnątrz, ledwo trzymała się na nogach. Policjant nie miał już wątpliwości. Natychmiast zeskoczył z barowego stołka i poszedł za nimi. Trochę zakręciło mu się w głowie, ale to szybko minęło. Wyszedł na zewnątrz i rozejrzał się. Para właśnie znikała za rogiem. Pobiegł za nimi. Zatrzymał się dopiero przy zakręcie, wyjrzał delikatnie zza budynku. Usłyszał tylko bełkot dziewczyny.
- Przestań, proszę cię.
Ruszył naprzód, dopiero kiedy zrobił kilka kroków to zobaczył męską sylwetkę przyciskającą damską do muru. Miejsce było niemal idealne, bowiem padał tam cień od pobliskiego drzewa.
- Zostaw ją – odezwał się Maciek.
Mężczyzna jednak nie zareagował. Nadal próbował rozbierać brunetkę, która nie miała siły się bronić. Nie czekał dłużej. Podszedł tam i siłą oderwał go od dziewczyny.
- Prosisz się o wpierdol – zagroził mężczyzna
- No to na co jeszcze czekasz? No dawaj!
Ruszył na niego z pięściami, ale brunet wykorzystał to że był w cieniu i odsunął się w odpowiednim momencie, tak że tamten tego nie zauważył i uderzył ręką w betonowy mur. Zawył z bólu. Ale na tym się nie skończyło. Maciek złapał go za ubranie, pociągnął i powalił na ziemię. Przycisnął kolanem jego klatkę piersiową, przez co napastnik zaczął się dusić.
- No i co teraz? Kto tu zbiera wpierdol?
Nie przewidział jednak że mężczyzna ma nóż. Wyjął go z kieszeni i zadał cios w ramię. Szybko zrzucił z siebie Maćka, a następnie uderzył go prosto w twarz. Policjant długo czekał w pozycji na czworaka, liczył na to że tamten znów zaatakuje. Spojrzał w jego stronę i tak się stało. Chciał go kopnąć w brzuch, ale wtedy brunet wyprostował się, złapał za nogę rywala i pociągnął mocno w górę. Znów powalił go na ziemię, wtedy też nóż wypadł mu z ręki. Maciek dwukrotnie uderzył go pięścią w policzek, a następnie pchnął w stronę ulicy i kazał odejść. Mężczyzna wiedział że już nic nie wskóra, więc splunął tylko na ziemię, a następnie ruszył przed siebie.
- Już nic ci nie grozi, jesteś bezpieczna – powiedział do dziewczyny, która przez cały czas tej walki skrywała się za drzewem.
- Dzięki – wybekłotała półprzytomna, opierając się o drzewo
- No i co ja mam teraz z tobą zrobić?
--------
Dzisiaj mija pięć lat odkąd zacząłem pisać bloga. Cieszę się że już tak długo to trwa, chciałbym żeby trwało jak najdłużej, ale kiedyś trzeba będzie powiedzieć stop. Być może nie będzie szóstej rocznicy, a może jednak... Czas pokaże, ale miejmy nadzieję że będzie dobrze.

poniedziałek, 9 lutego 2015

Każdy medal ma dwie strony cz. 5

           Sebastian długo zastanawiał się co zrobić z Joasią i ze swoim życiem. Tysiące myśli kłębiło się w jego głowie. Rzucić wszystko w cholerę, wyjechać z nią i spróbować w sobie rozkochać? Czy może tak jak mówił Maciek, wziąć ją siłą i nie zwracać uwagi na wszelki opór stawiany przez dziewczynę? Puścić ją wolno? Żadne z rozwiązań nie wydawało się być doskonałe. Owszem, miały one swoje zalety, ale też sporo wad. Jednego był tylko pewien – tak dalej być nie może. Odkąd w jego życiu pojawiła się blondwłosa piękność, stracił równowagę. Już nie był tym pewnym siebie, charyzmatycznym biznesmenem, który nad wszystkim potrafił zapanować i zawsze na chłodno kalkulował, decydując się tylko na to, co było dla niego najlepsze. Teraz był kompletnie rozbity emocjonalnie i to tylko dlatego, że spodobała mu się dziewczyna, która nic do niego nie czuje, no może poza wdzięcznością. Żałował że ją kupił. Nie spodziewał się takich konsekwencji. Myślał że pójdzie gładko, że dziewczyna prędzej czy później da się zaciągnąć do łóżka i zostanie jego kochanką. Chociażby dlatego, by wiedziała na czym stoi, by mogła żyć godnie, bez strachu, tak jak przed uprowadzeniem. Joasia miała jednak na tyle silny charakter, że poradziła sobie z tym wszystkim lepiej niż ktokolwiek. Ale to też po części była jego wina. Kobieta zacisnęła zęby i przeszła przez najgorsze, a kiedy on dobrze ją traktował, odzyskała wiarę w siebie, dotarło do niej że nie musi być uległa.
- A Maciek mnie ostrzegał... - powiedział sobie w myślach – Mam za swoje.
Potrzebował zmian, dzięki którym znów wyjdzie na prostą. Nie wiedział tylko co takiego ma zrobić. Dał sobie czas do jutra. Im szybciej załatwi sprawę, tym lepiej. Normalnie byłby w stanie wybrać najlepsze rozwiązanie, ale teraz brakowało mu tej umiejętności zachowania zimnej krwi. Zdecydował że najlepiej będzie wyprowadzić Aśkę z równowagi. Wtedy zyska przewagę i z powrotem przejmie kontrolę nad wszystkim, co dookoła niego się działo.
- Muszę ją mieć... - szeptał przez sen, wiercąc się niespokojnie z boku na bok

           Rano wstał niezbyt wypoczęty, ale zmobilizowany. Dni dobroci dla Joasi właśnie dobiegły końca. Od teraz musi być surowy i bezwzględny, w końcu to on był tu szefem, a ona była podwładną. Nie przepuścił już pierwszej okazji, by okazać swoją wyższość. Blondynka właśnie przygotowywała śniadanie, kiedy on zatrzymał się obok niej, wziął zamach i klepnął ją w pośladek. Dziewczyna aż podskoczyła wystraszona. Odwróciła głowę i zobaczyła że to nie kto inny, tylko Sebastian.
- Co to miało być? - spytała zaskoczona
- Jak to co? Miłe powitanie – uśmiechnął się, zajmując miejsce przy stole – Co tam dobrego szykujesz?
- Jajecznicę.
- Słucham? - spytał podniesionym tonem – Jaja sobie robisz?
- Tobie – odparła lekko ściszonym głosem
- Tylko na tyle cię stać?! Masz pełną lodówkę, kilkaset euro na zakupy, a ty mi wyjeżdżasz z jakąś jajecznicą? To ma być śniadanie dla prawdziwego mężczyzny?!
- O co ci chodzi? Wyżywasz się za to że cię odrzuciłam, tak?
- Nie wywiązujesz się ze swoich obowiązków. Mam ci przypomnieć ile pieniędzy i dobrego serca wyłożyłem żebyś mogła żyć normalnie?
- Normalnie? - rzuciła kpiąco – To że mam sypiać z tobą z wdzięczności to ma być normalne życie?
- Przynajmniej będziesz miała jednego faceta, a nie setki klientów jak inne dziewczyny.
- I mam być z tego powodu dumna, tak? Do tej pory chciałeś żebym była szczęśliwa, a teraz nagle ci już nie przeszkadza że mam robić coś wbrew sobie?
Sebastian zaśmiał się głośno. Nie zamierzał przyznawać dziewczynie racji, bo w ten sposób nie osiągnąłby celu. Skłamał, by wyprowadzić ją z równowagi, tak jak sobie założył przed tą rozmową.
- Naiwna jesteś złotko. Miałem nadzieję że w ten sposób cię przekonam do siebie, ale jak widać, nie udało się. A moja cierpliwość jest bliska końca...
- Ty pieprzony egoisto! - zdenerwowała się, lecz mężczyzna natychmiast przywołał ją do porządku
- Licz się ze słowami! Naprawdę byłoby ci dobrze, ale skoro nie chcesz... trudno. Ja nie zamierzam rezygnować z przyjemności.
Podniósł się z krzesła i wykonał krok w jej stronę. Szybko domyśliła się jakie ma zamiary. Gdyby to był jeden z pierwszych dni jej pobytu, z pewnością uległaby, nie miałaby odwagi się postawić. Teraz jednak czuła się silna, zrozumiała że wcale nie musi zgadzać się na wszystko, co zgotował jej los. Była gotowa walczyć. Chwyciła w dłoń patelnię i rzuciła nią w stronę Sebastiana. Brunet zdołał uniknąć ciosu.
- Nie bądź śmieszna – pokręcił głową, wciąż zbliżając się do niej – Nie dasz mi rady.
Rzuciła się do ucieczki, ale nim otworzyła drzwi, mężczyzna zdążył złapać ją za rękę. Kiedy pociągnął mocno, blondynka wpadła w jego ramiona.
- Nie wyglądasz na waleczną. Ale to nic, lubię dziewczyny z charakterem.
Usiłowała się wyrwać z jego uścisku, ale jej starania nie przyniosły efektu. Przestała się szamotać, by nie tracić sił, a następnie pozwoliła pocałować, licząc na to że brunet się rozluźni i wtedy będzie miała szansę ucieczki.
- Zobaczysz, spodoba ci się – wyszeptał w przerwie pomiędzy pocałunkami.
Jedną rękę zarzuciła mu na szyję, dla odwrócenia uwagi, drugą błądziła po kuchennym blacie, szukając jakiegokolwiek przedmiotu, który mógłby pomóc jej w tej sytuacji. W pobliżu znajdował się nóż. Delikatnie palcami wyczuła jego ostrze, wygięła się trochę do tyłu, by sięgnąć po niego i... udało się! Jakie to szczęście że Sebastian potraktował ten ruch jako oznakę zadowolenia i nie przerywał zajęcia. Całował ją po szyi, a wtedy ona ścisnęła mocno rękojeść noża i wbiła mu go w udo. Natychmiast ją puścił, zawył z bólu. Dziewczyna odepchnęła go, rzuciła się do ucieczki.
- Ty suko! - usłyszała za sobą jego rozwścieczony głos.
Mały sukces osiągnięty. Wygrała bitwę, ale nie wojnę. Pobiegła na górę po schodach, do swojego pokoju. Natychmiast wcisnęła do kieszeni odłożonych potajemnie kilkaset euro, nerwowo i niedbale wrzucała ubrania do plecaka. Z ranną nogą Sebastian jej nie dogoni. Pozostała tylko kwestia wydostania się z domu...
Wyjrzała przez okno. Piętro było jednak zbyt wysoko, by ryzykować. Nie była na tyle wysportowana, by mieć pewność że z tej wysokości będzie w stanie odpowiednio wylądować i nie zrobić sobie krzywdy. Ale nie miała innego wyjścia. Do zamkniętych drzwi zaczął dobijać się Sebastian.
- Aśka, otwieraj to do kurwy nędzy! I tak mi nie uciekniesz!
Zawahała się przez chwilę. Spojrzała z niepokojem na drzwi, a potem na jedyną drogę ucieczki.
- Otwieraj bo wyważę! - wrzasnął ponownie, co było dla niej jednoznacznym sygnałem
- Żywej mnie nie dostaniesz – powiedziała pod nosem, wyrzucając plecak przez okno. Zaraz po tym ona sama stanęła na parapecie, wzięła głęboki oddech i odbiła się nogami. Tych niespełna trzech sekund lotu nigdy nie będzie w stanie zapomnieć. Jej ciało wszystkie ruchy wykonywało automatycznie. Kiedy tylko jej stopy dotknęły ziemi błyskawicznie ugięła nogi i przerzuciła ciężar ciała na prawy bark. Upadła na niego, przeturlała się dwukrotnie, tym samym przemieniając siłę na moment obrotowy. Wylądowała na plecach, jeszcze nie do końca wierzyła że jej się udało. A może to tylko przez szok nie czuła bólu. Nie zastanawiając się ani chwili złapała plecak i pobiegła w stronę ogrodzenia. Przerzuciła bagaż na drugą stronę, wdrapała się zmotywowana udanym skokiem z okna i przeszła na drugą stronę. Nigdy w życiu nie podejrzewała że jest zdolna do czegoś takiego. Ale czego się nie robi by ratować życie...
Kiedy Sebastian wtargnął do pokoju, ona już była na drodze i ruszyła biegiem prosto przed siebie. Zaklął pod nosem, ruszył za nią w pogoń. Nie miał zamiaru odpuścić, mimo że rana krwawiła coraz bardziej. Zdołał dotrzeć do samochodu, odpalił silnik, pilotem otworzył bramę. Ale z każdą kolejną czynnością stawał się coraz słabszy, prowadzenie pojazdu w tym stanie było nie lada wyzwaniem, a ponadto niosło za sobą spore ryzyko. Ale dla niego liczyło się tylko jedno – dopaść Joasię. Machnąłby na to ręką, gdyby nie to, że dziewczyna sporo wiedziała i gdyby tylko poszła na policję... A po dzisiejszym poranku na pewno to zrobi.
- Trzeba było puścić ją wolno – warknął
Teraz nie mógł tego zrobić. Dziewczyna była niewygodnym świadkiem i należało ją zlikwidować. Jak najszybciej, póki nikt o niczym nie wie. Miał nawet plan, przejedzie ją samochodem, ale najpierw musiał ją odnaleźć...
W końcu jednak stracił na tyle krwi, że nie miał już siły zapanować nad samochodem. Na jednym z zakrętów wypadł z drogi i uderzył w słup. Mimo tego przeżył, spędził kilkanaście tygodni w szpitalu, ale po zeznaniach Joasi było pewne że kilka kolejnych lat spędzi w więzieniu. Dziewczyna wróciła do Polski i tam z pomocą psychologa próbowała rozpocząć życie od nowa...

piątek, 6 lutego 2015

Każdy medal ma dwie strony cz. 4

- Zostało w ciebie trochę dobra, trochę uczuć. Ale jesteś bardzo pogubiony przez to co spotkało cię w młodości. Ten zawód miłosny... - głos na chwilę uwiązł jej w gardle – Szkoda tylko że znowu źle trafiłeś. Bardzo bym chciała ci pomóc, ale nie mogę działać wbrew sobie. Proszę cię, zrozum to. Przy odpowiedniej kobiecie mógłbyś wrócić na właściwą drogę, ale ja tą kobietą nie jestem. Nie tego oczekiwałeś, przepraszam. Zawiodłam cię, ale nie mogę ci dać tego, czego pragniesz.
Zerwała się z miejsca, ale Sebastian złapał ją za rękę. Nie próbowała się wyrwać, nie miała odwagi. Zimny dreszcz przeszedł jej po plecach. Powoli odwróciła głowę w jego stronę. Ku jej zaskoczeniu, nie wyglądał na zdenerwowanego.
- Jesteś tego pewna?
- Nie mówiłabym tego, gdybym nie była.
- Okej, idź – powiedział cicho, spuszczając wzrok – Chcę zostać sam.
- Przepraszam – wyszeptała, choć to nie była jej wina że stało się tak a nie inaczej.
- Idź już – warknął zniecierpliwiony.
Zostawiła go samego, choć nie była do końca przekonana czy dobrze robi. Z drugiej strony, jej widok mógłby go tylko rozwścieczyć. Nic dziwnego że nie chciał jej widzieć. Był dla niej dobry, starał się jak tylko potrafił, ale to nie wystarczyło. Po prostu nie był w jej typie. Sebastian był z natury dominatorem, lubił kontrolować sytuację i właśnie w takim układzie czuł się najlepiej. Ona potrzebowała mężczyzny, który będzie dla niej równorzędnym partnerem, który będzie w stanie przejąć inicjatywę w razie potrzeby, ale też będzie wiedział kiedy odpuścić.
Tej nocy nie zmrużyła oka. Nie dlatego że miała wyrzuty sumienia, lecz przez strach. Nie miała żadnych wątpliwości że po tym co usłyszała i co powiedziała poprzedniego wieczora nic już nie będzie tak jak dawniej. Spodziewała się najgorszego – brunet da jej wybór między małżeństwem albo śmiercią. Mówił że ją kocha? No i co z tego, przecież prowadził agencję towarzyską, zmuszał inne dziewczyny do prostytucji. Skoro to nie było dla niego problemem, dlaczego miałby mieć jakieś opory przed nakazaniem jednemu ze swoich ludzi pozbawienia jej życia? Zapewne niejedna dziewczyna tak kończyła, jeśli próbowała uciekać bądź stawiała opór.

            Następnego ranka Sebastian długo nie wstawał z łóżka. Po tym jak został odrzucony przez Joasię, upił się do nieprzytomności w swoim pokoju. Nie chciał z nikim rozmawiać. Bolała go głowa, w gardle paliło i suszyło, natomiast w żołądku odczuwał takie dziwne ssanie, jakby ktoś wsadził mu tam rurę od odkurzacza. Nie mógł się nawet przekręcić na drugi bok, bowiem wszystkie mięśnie bolały go, jak po najcięższym treningu siłowym.
- Co ja do cholery robiłem po pijaku? - spytał samego siebie, próbując przywołać wspomnienia. Na nic to się zdało. Był zbyt pijany.
Dopiero w południe poczuł się trochę lepiej. Na tyle, by zwlec się z łóżka i dotrzeć jakoś pod prysznic. Stał nieruchomo pod strumieniem ciepłej wody przez kilka minut,  potem niedbale wytarł się ręcznikiem i zarzucił szlafrok. Usiadł w fotelu, po czym zadzwonił do Maćka, by ten zjawił się w jego pokoju.
- Nieciekawie wyglądasz – przyznał jego kolega, który jednak nie wyglądał na zaskoczonego takim stanem Sebastiana
- Ty, co ja wczoraj robiłem?
- Chlałeś – odparł beztrosko – Ale to chyba akurat pamiętasz.
- Co jeszcze?
- Gadałeś coś o jakimś dziecku, ale dość niewyraźnie i niespójnie, więc niewiele zrozumiałem. Oprócz tego wygadywałeś że Aśka i tak będzie twoja czy tego chce czy nie, że ją kupiłeś i ona nie ma nic do gadania, a potem poszedłeś do piwnicy żeby wyżyć się na ciężarach.
- O matko, to dla tego mnie tak wszystko boli...
- Nie, byłeś tak wstawiony że nawet nie dałeś rady podnieść żadnego ciężaru. Uparłeś się że sam wejdziesz po schodach no i... nie wszedłeś.
- Zrobiłem coś głupiego?
- Nie, chyba nie. A przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo.
Pokiwał głową. Rozkoszował się tą chwilą ciszy, ale nie długo, bowiem chwilę później Maciek znów zabrał głos.
- To przez Aśkę, prawda? - domyślił się – Cholera, a mówiłem ci że ta dziewczyna doprowadzi cię do zguby, no. Cud że jeszcze nie uciekła i nie poszła na policję.
- I nie pójdzie – powiedział cicho, bez przekonania – Na pewno nie po tym jak powiedziałem jej że ją kocham.
- Co takiego?! - mężczyzna aż złapał się za głowę – Ty chyba nie mówisz poważnie.
- Nie krzycz tak, łeb mi pęka – upomniał go – Zakochałem się w niej, tyle że ona mnie nie chce.
Maciek pokręcił głową z niedowierzaniem.
- Wiesz ty co? Już po pijaku gadałeś bardziej sensownie. Co się będziesz z nią pierdolił? Bierz ją do łóżka, gdyby nie ty to już dawno setka facetów by ją przeleciała, dzień i noc musiałaby przyjmować klientów! Suka nie docenia jaki prezent od losu dostała...
- Chyba nie chcesz mi powiedzieć że powinienem ją zgwałcić...
- Tak, właśnie to powinieneś zrobić – przyznał bez skrupułów – Jak wykupywałeś inne dziewczyny i przywoziłeś do swojego burdelu to nie miałeś problemów by je zmusić!
- Ale tu nie chodzi o jakąś inną, pierwszą lepszą. Mówisz o Aśce!
- Do reszty ci odjebało przez tą sukę – powiedział, nerwowo przechadzając się po pokoju – Weź się za nią albo pozbądź się jej bo stracisz wszystko co masz.
- Nie potrzebuję tego – rzucił, ku zaskoczeniu Maćka – Jedyne czego pragnę to być kochanym. I to właśnie przez nią.
- Miłości nie ma, ale jest kasa. Tylko to się w życiu liczy.
- Mówisz tak, bo nigdy żadna cię nie chciała – nieświadomie uderzył w czuły punkt. Maciek zatrzymał się, skrzyżował ręce i spojrzał z ukosa na Sebastiana.
- A wiesz dlaczego? Bo nigdy nie miałem kasy. Od zawsze na to leciały, myślisz że dlaczego prostytutka to najstarszy zawód świata?
- Aśka mnie nie chce, mimo że mam kasę.
- Przestań z tą Aśką! - warknął podenerwowany – Ciągle gadasz tylko o niej.
- Za to na ciebie działa jak czerwona płachta na byka.
- Bo odkąd się pojawiła, odpłynąłeś. Nie jesteś już tym twardo stąpającym po ziemi facetem. Zrobiły się z ciebie ciepłe kluchy, bo Asia to, Asia tamto, Asia sramto. Nie da się już z tobą wytrzymać!
- No to proszę bardzo, droga wolna!
- Słucham?
- Jak ci tak bardzo to przeszkadza to idź poszukaj sobie nowej pracy. To ja tu jestem szefem i ja ustalam warunki. Nie zapominaj się.
Maciek z dumą uniósł głowę i wyszedł bez słowa. Potraktował te słowa jak wypowiedzenie. Po tylu latach przyjaźni, po tylu latach wzorowej, nienagannej pracy... I to przez jakąś głupią blondynę, którą znał raptem kilka tygodni. Co on o niej wiedział? Właściwie to nic. To że przypomina mu jego pierwszą miłość jeszcze o niczym nie świadczy. Ale stracił dla niej głowę, był gotów chyba nawet pójść na policję, przyznać się do wszystkiego, gdyby to miało dać mu szansę na zdobycie jej serca. Maciek nie miał zamiaru tkwić dłużej w tym chorym układzie. Nie chciał zasypiać każdego dnia ze świadomością, że Sebastian jest zdolny do wszystkiego i następnego ranka może tu się zjawić policja i ich aresztować. Brunet sam mu powiedział, żeby poszukał sobie nowej pracy...

            Joasia sumiennie wykonywała swoje obowiązki, mając nadzieję że dzisiaj nie natknie się na Sebastiana. Nawet nie wiedziała że mężczyzna w ogóle nie opuścił swojego pokoju, myślała że z samego rana pojechał do pracy i nie zamierza wcześnie wracać. Kiedy myła podłogę w salonie, zauważyła Maćka, kierującego się w stronę drzwi z torbą w ręku. Zdziwiona tym faktem, zatrzymała go.
- Co jest?
- Jak to co? - rzucił zdenerwowany – Już tu nie pracuję, osiągnęłaś swój cel.
- Słucham?
- Nie zgrywaj idiotki. Sebastian daje się nabierać na te twoje gierki bo jest naiwny, ale ze mną nie masz szans. Doskonale wiem że chciałaś się mnie pozbyć, bo od samego początku byłem przeciw tobie. Byłem przeszkodą, byś mogła owinąć sobie Sebastiana wokół palca.
Nie rozumiała skąd wysnuł taką teorię i dlaczego uważał że osiągnęła cel. Pokręciła głową zdezorientowana.
- Dalej brniesz w zaparte? Szkoda mojego czasu. Nie musisz się przyznawać, i tak wszystko wiem. Mam ci tylko do powiedzenia dwa słowa – wziął głęboki oddech, po czym rzucił jednym tchem – Pierdol się.
Dziewczyna stała jeszcze przez chwilę w tym samym miejscu osłupiała. Z dworu dochodził do jej uszu warkot silnika. Odjeżdżał, z torbą. Wyprowadził się? Na to wygląda. Ale dlaczego twierdził że to przez nią? Przyczyniła się do tego? Ale jak?
- Chyba już wiem... - przysiadła na kanapie – Rozmawiali o mnie i się pokłócili.