Około miesiąc później Joasia została wypisana ze szpitala. Maciek starał się pomagać siostrze jak tylko mógł – wyręczał ją w pracach domowych, uczył się gotować by nie musiała ze złamaną nogą stać przy garnkach czy też robił zakupy. Pomagał jej także Sebastian. Pomimo że siostra i jej przyjaciel namawiali Maćka, ten nie chciał jechać na klasową wycieczkę. Uważał iż bardziej jest potrzebny tutaj. Żadna siła nie była w stanie zabrać go do Zakopanego wraz z kolegami i koleżankami z klasy.
- Esz – westchnęła Joasia – Znasz takie powiedzenie, zagłaskać kotka na śmierć?
- Nie jesteś żadnym kotem, a ja ciebie nie głaskam – odparł, nie pojmując humoru siostry – Ja po prostu wyręczam cię w pracach, do których nie jesteś zdolna.
- O przepraszam, aż tak źle ze mną nie jest – upomniała się Joasia – Złamana noga nie ma nic do rzeczy przy wrzucaniu rzeczy do pralki.
- Ciekawe tylko jak byś się schylała.
- Może mi jeszcze włosy uczeszesz? - uśmiechnęła się niewinnie
- A chcesz?
- Maciek! - aż podskoczył, kiedy usłyszał podniesiony ton głosu kobiety – Nie żebym miała ci za złe że tak się o mnie troszczysz, ale błagam cię, nie rób wszystkiego za mnie. Mam już dość tego leżenia i nic nie robienia, wystarczy że w szpitalu tak było.
- No to nie wiem – rozłożył bezradnie ręce – Odkurzacza na pewno ci nie dam, już to widzę jak podskakujesz na jednej nodze i się gimnastykujesz.
- To może obiad?
- Niech ci będzie – dał za wygraną, ponieważ nie miał lepszego zajęcia dla siostry. Wydało mu się to najbezpieczniejszym zadaniem dla kobiety ze złamaną nogą. Wystarczy że przygotuje sobie wszystkie składniki i przez kolejnych kilkanaście minut nie będzie musiała się przemieszczać. Nie to co przy sprzątaniu czy zakupach.
- A jak tam w szkole.
- Aśka, błagam – jęknął – Jest sobota.
- No wiem, ale w tygodniu jakoś nie było okazji pogadać, bo miałeś dużo nauki. Rozmawiałam z Sebastianem po wywiadówce.
Maciek milczał, jakby był niezainteresowany tematem. W głębi duszy wiedział jednak, że siostra i tak w skrócie opowie mu jaką relację zdał jej mężczyzna.
- Wychowawczyni cię pochwaliła. Podobno poprawiłeś oceny, no i oczywiście zachowanie.
- Staram się – skwitował krótko, po czym natychmiast włączył odkurzacz, aby zagłuszyć ewentualną dalszą część rozmowy. Jakoś ten nowy wizerunek nie bardzo przypadł mu do gustu, lecz z drugiej strony z tego całego buntowania się nic nie wynikało. Teraz nawet z perspektywy czasu uznał że był głupi, skoro sprawiało mu to radość. Czyżby wydoroślał?
- Nie, mężczyźni nigdy nie dorastają – powiedział sobie w myślach, przypominając sobie Mateusza. Co prawda nie odważył się porozmawiać z siostrą o jej byłym chłopaku, ale cieszył się że to już przeszłość. Może i miał dobre serce, ale tego Maciek nie wiedział, bo na tyle dobrze go nie znał. Nie miał za to wątpliwości, że to osoba, którą bardzo łatwo zdominować. Może nawet lubił, kiedy nim sterowano. Cóż, są tacy ludzie na świecie.
Chociaż on sam przestał przeciwstawiać się wszystkim dookoła, nie oznaczało to że stał się uległy. Już nie tak często, ale wciąż potrafił postawić sprawę jasno, twardo trzymać się swojego zdania, ale starał się używać delikatniejszych słów. Cząstka dawnego charakteru pozostanie w nim na zawsze, jednak nie tak jak wcześniej – w nadmiarze, tylko w odpowiednich ilościach.
Po obiedzie w odwiedziny przyszedł Sebastian. Maciek postanowił im nie przeszkadzać i wyszedł na spacer. Wciąż miał nadzieję że między nimi coś zaiskrzy, ładnie razem wyglądali, świetnie się dogadywali... Byliby idealną parą. Wiadomo, czasem się posprzeczali, ale w jakim związku nie dochodzi do kłótni, które ostatecznie wychodzą na dobre, bo po każdym pogodzeniu się więź jest silniejsza niż przedtem. Trzymał za nich kciuki.
Ponieważ brakowało mu towarzystwa, zadzwonił po Martę. Dziewczyna dołączyła do niego kilka minut później.
- Jak siostra?
- Psychicznie jest w świetniej formie, fizycznie musi być jeszcze trochę cierpliwa i poczekać na zdjęcie gipsu.
- To dobrze – uśmiechnęła się – Dokąd idziemy?
- Gdziekolwiek – odparł bez namysłu – Wiesz, chciałbym ją wyswatać z Sebastianem. Pasują do siebie idealnie, tylko nie wiem czy ona coś do niego czuje.
- Lepiej chyba będzie, jeśli nie będziesz się wtrącał.
- Też tak myślę – przyznał rację koleżance – Ja na przykład na jej miejscu nie chciałbym żeby ktoś mnie z taką Sylwią swatał.
- A czemu nie? Coś z nią nie tak?
- Nie no, Sylwia jest nawet ładną dziewczyną, całkiem sympatyczną – przyznał, chcąc wybrnąć z kłopotliwej sytuacji. Nie zdołał się w porę ugryźć w język, podając akurat taki a nie inny przykład. Przecież Marta przyjaźni się z Sylwią, mogłaby jej coś podpowiedzieć, szepnąć na ucho... albo przypadkiem, nieświadomie powiedzieć o jedno słowo za dużo tak jak on teraz.
- Tylko po prostu charakterami byśmy do siebie nie pasowali. A wiesz, w związku nie chodzi tylko o to żeby mieć ładną dziewczynę czy przystojnego faceta. Trzeba sobie ufać, trzeba ze sobą rozmawiać, trzeba się nawzajem rozumieć... inaczej to nie ma sensu. No i oczywiście trzeba być szczerym i wiernym.
Urzekły ją te słowa. Jeśli Maciek naprawdę tak uważał, był niezłym materiałem na chłopaka. Już od dawna się jej podobał, ale wcześniej irytował ją swoim zachowaniem. Dopiero ta przemiana dała dziewczynie nadzieję, że być może coś z tego będzie. O ile oczywiście ona jemu też się spodobała.
- To jaki jest twój ideał kobiety? - liczyła że w ten sposób się czegoś dowie
- Szczerze? Moja siostra – odparł z uśmiechem
- No tak, tylko że z siostrą nie umówisz się na randkę – zauważyła
- Drugiej takiej na świecie już nie spotkam. Ale to nie znaczy że nie znajdę kobiety, która będzie ze mną zawsze i wszędzie, pomimo wszystko i zaakceptuje mnie takiego jakim jestem. Sama widziałaś jaka była ze mnie wredota, a mimo to Aśka wzięła mnie z domu dziecka, dbała o mnie jak tylko mogła, starała się by niczego mi nie brakło, byśmy mogli żyć jak dawniej... Mówię ci, każdy chciałby mieć taką siostrę.
Marta pokiwała głową. Wciąż się uśmiechała, ale już nie tak jak wcześniej. W jej wyrazie twarzy pojawiła się odrobina smutku i goryczy, bowiem zdała sobie sprawę że nie wpisuje się w ten ideał Maćka. Ona nie akceptowała tej jego buntowniczej natury, odwróciłaby się od niego, gdyby znów zaczął się zachowywać tak jak wcześniej. A nie tego oczekiwał od wybranki swojego serca.
- Hej, co jest? - Maciek natychmiast zauważył że coś jest nie tak
- Nie, nic – mruknęła, spoglądając w niebo – Śnieg zaczyna padać.
- Nie mydl mi oczu śniegiem – złapał ją za rękę i zatrzymał się – Mów o co chodzi.
Dziewczyna spuściła głowę i westchnęła ciężko. Skoro chce wiedzieć to powie mu prawdę. Trudno, najwyżej nawet na jego przyjaźń nie będzie mogła liczyć. Oddychała głęboko, zbierając się na odwagę. Myślała że gdy kiedyś będzie mu o tym mówić, to tak po prostu wydusi to z siebie, jakby mówiła po prostu „ładna dzisiaj pogoda”. Chciała mu to wyznać patrząc mu prosto w oczy, ale to ją onieśmielało. Wbiła więc wzrok w ziemię i powiedziała to trochę innymi słowami.
- Podobasz mi się.
- Ja?! - wyrwało mu się, nim cokolwiek zdążył pomyśleć – Ja tobie?
- No przecież nie ja tobie.
- Tego nie powiedziałem – zaprzeczył natychmiast, na co Marta z nadzieją podniosła głowę
- Tylko że ja nie jestem twoim ideałem.
- Ideałem – parsknął śmiechem – Marta, ideały nie istnieją.
- Jak to? Przecież sam mówiłeś że twoim ideałem jest Aśka.
- A ty zauważyłaś że z siostrą nie mogę umówić się na randkę. A teraz na poważnie... - wziął głęboki oddech – Nie powiem, zaskoczyłaś mnie. Jesteś fajną dziewczyną, powiem więcej, ślicznie wyglądasz jak ci te płatki śniegu poprószyły na włosy...
- Dobra, przestań – gwałtownie odsunęła się od niego – Jednak nic się nie zmieniłeś. Wiesz ile mnie to kosztowało by wyznać ci prawdę?! A ty co? Zgrywasz się ze mnie! Nikt mnie jeszcze tak nie upokorzył!
Odwróciła się na pięcie i szybkim krokiem odeszła. Maciek stał jak wryty. Nie wiedział gdzie popełnił błąd. Marta miała rację, nic się nie zmieniło. Nadal był gówniarzem, tylko teraz po prostu nie afiszował się z tym tak bardzo.
Do domu wrócił późnym wieczorem, wściekły na siebie jak nigdy dotąd. Joasia od razu zauważyła że coś się stało. Trudno było nie zauważyć, kiedy trzasnął drzwiami tak, że te mało co nie wyleciały z zawiasów. Pokuśtykała za nim do pokoju. Leżał na łóżku ze wzrokiem wbitym w sufit.
- Co jest? - spytała, siadając na skraju
- Aśka, nie chce mi się o tym gadać. Wybacz, ale brakuje jeszcze tego żebym tobie palnął jakąś głupotę.
- Niech zgadnę. Dziewczyna.
Maciek od razu przeniósł wzrok na blondynkę i uniósł się na łokciach. Skąd wiedziała.
- Intuicja – wzruszyła ramionami, uśmiechając się – Zobaczysz, przejdzie jej. Poczekaj chwilę, kup jakiegoś kwiatka i przeproś.
- Aśka... - rzekł błagalnym tonem – To nie pomoże. Ona czuje się upokorzona, rozumiesz? Jestem idiotą. Zwykłym skretyniałem idiotą. Niczego się nie nauczyłem.
- Zamiast wyrzucać sobie własną głupotę to lepiej pomyśl co jej powiesz.
- Wolałbym zostać sam – powiedział wprost, nie zastanawiając się czy urazi Aśkę czy nie. Lepsze to niż stwierdzenie żeby swoje rady zachowała dla siebie. Wtedy miałaby pełne prawo być wściekła. Zrozumiała jednak że ma nie najlepszy nastrój i wyszła z pokoju. Po prostu musi przemyśleć kilka spraw, a na pewno znajdzie jakieś rozwiązanie.
Po długim namyśle (miał na to całą niedzielę) zdecydował że załatwi to po swojemu. Stanowczo, może nawet trochę brutalnie. Zabawa w delikatność nie najlepiej wyszła mu w sobotę, dlatego teraz powie wprost co mu leży na sercu. A co, ona mu nie powiedziała to on powie jej. Cierpliwie wyczekał ostatniej poniedziałkowej lekcji. Marta przez cały dzień starała się go zauważać, choć on nawet nie próbował z nią porozmawiać. Wiedział że to nic nie da. Kiedy dziewczyna wracała do domu, poszedł za nią. Odwracała się co jakiś czas, widziała go, ale nic z tego nie robiła. W końcu, kiedy weszli do parku, Maciek dogonił ją, złapał za rękę i przyciągnął do siebie.
- Co ty robisz? - wycedziła przez zęby, patrząc za niego ze złością w oczach
- Rozumiem, masz prawo być wściekła. Źle się wysłowiłem w sobotę.
- Zapomnij o tym – rzuciła, próbując się wyrwać, ale z marnym skutkiem. Ponieważ nie ustępowała, Maciek musiał przycisnąć ją do drzewa.
- Puść mnie!
Nie chciała się uspokoić, więc nie miał wyjścia. Pocałował ją. Dopiero po chwili dziewczyna uspokoiła się, przestała szarpać, a nawet zarzuciła mu ręce na szyję. Oddawała mu przez chwilę pocałunki, dopóki nie oderwał się od jej ust.
- A teraz mnie posłuchaj. Sama widziałaś że owijanie w bawełnę słabo mi wychodzi, więc skoro tak bardzo ci się podobam to będziesz musiała zaakceptować że jestem szczery do bólu.
- To znaczy że... - zaczęła z nadzieją w głosie, ale Maciek jej przerwał
- Znaczyć może wiele. Ja mam ci do powiedzenia tyle że masz w sobie coś wyjątkowego i jesteś ładna. Jest tylko jeden problem. Nie jestem jeszcze gotowy by mieć dziewczynę, po prostu nadal jestem gówniarzem.
- Nie bierz sobie do serca tego co wtedy mówiłam. Byłam zdenerwowana.
- Dobra, Marta, nie będę przeciągał. Teraz nie ma szans byśmy byli parą, ale jeśli za kilkanaście tygodni bądź kilka miesięcy nadal będziesz chciała to możemy spróbować.
Zacisnęła wargi i skinęła głową. Czyli podobała mu się, ale potrzebuje czasu. No tak, faceci zawsze dojrzewali trochę później.
- Ale póki co to możemy się przyjaźnić?
- Oczywiście – objął ją ramieniem i ruszył powoli do przodu – To teraz, jako dobry przyjaciel odprowadzę cię do domu, co ty na to?
- Prowadź – uśmiechnęła się i także objęła go ramieniem
THE END
wtorek, 9 grudnia 2014
piątek, 5 grudnia 2014
Zbuntowany cz. 8
Sobotniego ranka Maciek wziął prysznic, zjadł śniadanie i wybrał się do szpitala, by czuwać przy siostrze. Zmienił Sebastiana, który towarzyszył dziewczynie przez całą noc. Joasia wciąż nie wybudziła się od czasu operacji, jednak lekarze twierdzili że jej stan się poprawia. Nastolatek był sceptycznie nastawiony do tych tez. Skoro jest lepiej, to dlaczego wciąż nie odzyskała przytomności?
- Wiesz Aśka... - mówił do niej, przypominając sobie że prawdopodobnie ona go słyszy – Jakoś nigdy nie wiedziałem jak mam to powiedzieć. Bo widzisz, tak na co dzień to człowiek sobie żyje i żyje i nie zastanawia się że kiedyś go już nie będzie albo będzie tylko że zostanie sam... Tak w ogóle to przepraszam za środowy wieczór, w ogóle przepraszam za wszystko, byłem okropny. Nie ma co wyliczać wszystkich moich grzeszków, bo nie starczyłoby czasu. Dobra, już – postanowił sobie – Nie będę odwlekał, tylko powiem co miałem powiedzieć. Chyba nigdy wcześniej tego ode mnie nie słyszałaś... Kocham cię siostrzyczko.
Uważniej przyjrzał się jej twarzy. Odniósł wrażenie jakby kąciki ust lekko się uniosły, jakby uśmiechała się przez sen. Chyba jednak naprawdę go słyszała. A może tylko mu się wydawało?
- Maciek, nie daj się zwariować – powiedział sobie w myślach
- Możesz mi nie wierzyć, bo moje zachowanie sugerowało coś innego... - kontynuował – Ja już wcześniej to czułem, od zawsze mi na tobie zależało. Nie potrafiłem tylko tego okazać, a po śmierci rodziców kompletnie się pogubiłem. Myślałem że lepiej będzie jeśli się od ciebie odetnę, że dzięki temu nie będę przeżywał tego samego co wtedy. Idiota ze mnie. Właśnie wtedy powinniśmy się nawzajem wspierać, a ja głupi odtrącałem twoją pomoc. Teraz dotarło do mnie jak wiele mi poświęciłaś, jak wiele dla mnie zrobiłaś. I dopiero teraz zacząłem to doceniać – powiedział łamiącym się głosem – Mam tylko nadzieję że nie jest zbyt późno. Bardzo chciałbym zrobić coś dla ciebie, wiesz?
Delikatnie wziął w ręce jej dłoń. Opuścił wzrok i westchnął ciężko.
- Ale nic nie mogę, jestem bezradny. I to mnie najbardziej wkurza. Bo ty nie zasłużyłaś na to, przecież to będzie droga przez piekło. Te wszystkie zabiegi, rehabilitację... Ale ja będę przy tobie, tym razem nie popełnię tego błędu i nie zostawię cię samej. I Sebastian też. Możesz być dumna że masz takiego przyjaciela.
Długo jeszcze zwierzał się ze swoich problemów, ze wspomnień i z tego co teraz leżało mu na sercu. Po południu do szpitala wrócił Sebastian, a Maciek poszedł do domu. Nie mógł znaleźć sobie miejsca, nawet gra na komputerze nie pozwalała mu oderwać myśli od rzeczywistości. Aż nagle w pokoju rozległ się dźwięk telefonu. Brunet zerwał się jak oparzony, nawet nie sprawdził kto dzwoni, tylko natychmiast odebrał połączenie.
- Przyjeżdżaj, obudziła się – usłyszał głos w słuchawce
Nie zwlekając ani chwili zgarnął do kieszeni klucze i portfel, zarzucił kurtkę, założył buty, z tego całego pośpiechu miał problemy by trafić kluczem do zamka. Wskoczył na rower i pędził w kierunku szpitala ile tylko miał sił w nogach. Chciał tam jak najszybciej dotrzeć, ale potrafił jednocześnie zachować ostrożność. Jeszcze by tego brakowało, żeby podzielił los siostry i wylądował w sali obok.
Nie miał już sił, kiedy zostawił rower przed szpitalem, lecz mimo to szedł spiesznym krokiem znaną już sobie trasą, by zobaczyć się z Asią. Wpadł do sali zdyszany, kiedy właśnie siostra rozmawiała z Sebastianem.
- Matko i córko, jak ty wyglądasz – uśmiechnęła się, kiedy zobaczyła go całego czerwonego na twarzy z potarganymi przez wiatr włosami – Siadaj, gdzieś ty się tak spieszył? Przecież nigdzie się nie wybieram.
- Oj Aśka, Aśka... - pokręcił głową – Nawet nie wiesz jak się cieszę że znów możemy pogadać.
- Ja też się cieszę że cię widzę. Że was widzę – poprawiła się, spoglądając najpierw na Maćka, a potem na Sebastiana.
W poniedziałek Joasia została przeniesiona na zwykłą salę, co oznaczało że Sebastian i Maciek mogli przychodzić do niej już tylko w wyznaczonych godzinach. Pielęgniarki sztywno przestrzegały pory odwiedzin i nie pozwalały zostać choćby minutę dłużej. Dziewczyna powoli nabierała sił, ale czekała ją długa rehabilitacja. Uraz nogi okazał się być poważniejszy niż wcześniej się wydawało, lecz nikt nie wykluczał że po kilku miesiącach Asia wróci do pełni zdrowia.
- No i jak siostra? - Marta zagadnęła Maćka na przerwie
- W porządku, jest lepiej. A co u ciebie?
Dziewczyna uniosła brwi zdumiona. Maciek nigdy nie interesował się sprawami innych, nigdy nie zadawał takich pytań. Kiedy już któryś z kolegów przychodził do niego się zwierzyć czy prosić o poradę, to jednak starał się wysłuchać, pomóc, ale nigdy sam nie przejmował inicjatywy w takich rozmowach.
- A no wiesz, jakoś leci... Ten sprawdzian z fizyki mi nie poszedł.
- Tobie nie poszedł – uśmiechnął się pod nosem – Ewci nie poszedł.
- Daj już spokój, dobrze?
- No dobra, dobra. Ja w każdym razie skończyłem z żywotem buntownika, że tak to nazwę.
- Czyli jednak tak jak myślałam – stwierdziła
- Co myślałaś?
- Że wypadek siostry cię zmieni. Że przemyślisz kilka spraw, że zrozumiesz co dla ciebie jest najważniejsze...
- Ale – podniósł palec wskazujący, żeby podkreślić to co za chwilę powie – To nie znaczy że jeśli ktoś mi zajdzie za skórę to nie odmówię sobie zemsty.
- Maciek – westchnęła zrezygnowana
- No co?
- Zemsta to nie zawsze najlepsze rozwiązanie.
- Ja tam wolę stwierdzenie że zemsta najlepiej smakuje na zimno – puścił do niej oczko – Ale spokojnie, ty nie masz się czego obawiać. Jesteś sympatyczna, wiesz?
- Dzięki za komplement – uśmiechnęła się – Jak chcesz to potrafisz być miły.
Maciek zaśmiał się pod nosem. Całkiem przypadkiem sprawił przyjemność Marcie. Wcale nie zastanawiał się jaka będzie jej reakcja, choć nie trudno było przewidzieć że pozytywna, po prostu powiedział co w tej chwili myślał o niej.
- To też komplement? - nie wyglądał na złego, raczej na rozbawionego
- Kurczę, nie o to mi chodziło – zaczęła się bronić – Chciałam powiedzieć że częściej mógłbyś się tak zachowywać. Spokojny, poważny, powie coś miłego... Tylko wiesz, z tą powagą to też nie należy przesadzać.
- Marta, ja i powaga? Chyba kpisz, to dwa sprzeczne pojęcia – pokręcił głową z uśmiechem – Chodźmy lepiej na lekcję, bo się spóźnimy.
- Widzisz! I ty myślisz że uda ci się ze mnie zrobić idiotkę? - dla żartu uderzyła go lekko w ramię
Nie każdy w klasie wierzył w przemianę Maćka, ale też nikt (z wyjątkiem Marty) nie wiedział co takiego wydarzyło się w jego życiu. Dawid wymyślił zakłady i wraz z kolegami typowali jak długo potrwa okres „ciszy przed burzą”. Według spiskowych teorii Maciek uspokoił się na jakiś czas by uśpić czujność nauczycieli, a potem wykonać numer, jakiego jeszcze nikt w tej szkole nie zrobił. Co to miało być – nie wiedzieli, ale z pewnością coś takiego, co na zawsze zapadnie w pamięci zarówno grona pedagogicznego, jak i wszystkich uczniów uczęszczających do szkoły. Dla kolejnych roczników historia tego występu będzie legendą przekazywaną co roku pierwszoklasistom.
- Tej, Marta – zagadnęła ją Sylwia, koleżanka z ławki – Co ty się tak ostatnio wokół Maćka kręcisz?
- Lepiej go poznaję – odparła niewzruszona, nie domyślając się przypuszczeń koleżanki
- Od której strony?
- Od tej lepszej.
- Serio? Nie boisz się że wykorzysta cię do kolejnej głupoty czy coś?
Marta tylko uśmiechnęła się pod nosem. Chciałaby powiedzieć koleżance że Maciek się zmienił, ale mógłby mieć do niej pretensje, gdyby zdradziła jego tajemnicę.
- Ej, a może ty się w nim zakochałaś?
- Weź nawet tak nie żartuj – natychmiast zaprzeczyła, co wzbudziło podejrzenia Sylwii
- Mam rację – stwierdziła z satysfakcją – Widzę jak ci rumieńce wychodzą na policzkach.
- Sylwia, przestań – machnęła ręką znudzona – To że trochę z nim pogadam to jeszcze o niczym nie świadczy.
- Powiem więcej – on się uspokoił, bo ty też mu się podobasz i nie chce tego schrzanić.
- Teraz to już totalnie odpłynęłaś – omal nie parsknęła śmiechem. Powstrzymała się tylko dlatego, by nie zwrócić na siebie uwagi nauczycielki i reszty klasy. O ile było w tym trochę prawdy że Maciek się jej podobał to nie wierzyła by on coś w niej widział. Po prostu przypadkiem dowiedziała się że jego siostra leży w szpitalu i dlatego to właśnie jej się zwierzał. Zaufał jej trochę jakby z przymusu.
- Ej, a jedziesz na tą wycieczkę? - Sylwia wznowiła rozmowę
- Jaką znowu wycieczkę?
- No tak, zakochana to myśli o niebieskich migdałach
- No już, wystarczy – westchnęła zażenowana – Przypomnisz mi o co chodzi z tą wycieczką?
- No ta trzydniowa, od środy do piątku w ostatnim tygodniu przed świętami. Nic ci to nie mówi?
Dziewczyna pokręciła głową.
- Do Zakopanego.
- Aaa, już wiem – przypomniała sobie – Nie wiem jeszcze, zastanowię się.
- Jasne, jasne. Jak Maciek pojedzie to ty też, ale jak nie...
- Sylwia... - wycedziła przez zęby
- Dobra, ja nic nie mówiłam. Ale mówię ci, będzie zajebiście. Jedź.
- Pogadam jeszcze z rodzicami – ucięła dyskusję.
----
Jeszcze tak w odpowiedzi na komentarz spod poprzedniej części:
Droga Alutko, zapewniam że prawdopodobnie pod koniec tego roku bądź na początku przyszłego napiszę coś, co raczej będzie zaskakujące, być może nawet kontrowersyjne ;) Plany są już od pewnego czasu (od października bodajże), ale czekam na odpowiedni termin, żeby w mocnym stylu zakończyć ten rok bądź mocno zacząć przyszły rok ;)
- Wiesz Aśka... - mówił do niej, przypominając sobie że prawdopodobnie ona go słyszy – Jakoś nigdy nie wiedziałem jak mam to powiedzieć. Bo widzisz, tak na co dzień to człowiek sobie żyje i żyje i nie zastanawia się że kiedyś go już nie będzie albo będzie tylko że zostanie sam... Tak w ogóle to przepraszam za środowy wieczór, w ogóle przepraszam za wszystko, byłem okropny. Nie ma co wyliczać wszystkich moich grzeszków, bo nie starczyłoby czasu. Dobra, już – postanowił sobie – Nie będę odwlekał, tylko powiem co miałem powiedzieć. Chyba nigdy wcześniej tego ode mnie nie słyszałaś... Kocham cię siostrzyczko.
Uważniej przyjrzał się jej twarzy. Odniósł wrażenie jakby kąciki ust lekko się uniosły, jakby uśmiechała się przez sen. Chyba jednak naprawdę go słyszała. A może tylko mu się wydawało?
- Maciek, nie daj się zwariować – powiedział sobie w myślach
- Możesz mi nie wierzyć, bo moje zachowanie sugerowało coś innego... - kontynuował – Ja już wcześniej to czułem, od zawsze mi na tobie zależało. Nie potrafiłem tylko tego okazać, a po śmierci rodziców kompletnie się pogubiłem. Myślałem że lepiej będzie jeśli się od ciebie odetnę, że dzięki temu nie będę przeżywał tego samego co wtedy. Idiota ze mnie. Właśnie wtedy powinniśmy się nawzajem wspierać, a ja głupi odtrącałem twoją pomoc. Teraz dotarło do mnie jak wiele mi poświęciłaś, jak wiele dla mnie zrobiłaś. I dopiero teraz zacząłem to doceniać – powiedział łamiącym się głosem – Mam tylko nadzieję że nie jest zbyt późno. Bardzo chciałbym zrobić coś dla ciebie, wiesz?
Delikatnie wziął w ręce jej dłoń. Opuścił wzrok i westchnął ciężko.
- Ale nic nie mogę, jestem bezradny. I to mnie najbardziej wkurza. Bo ty nie zasłużyłaś na to, przecież to będzie droga przez piekło. Te wszystkie zabiegi, rehabilitację... Ale ja będę przy tobie, tym razem nie popełnię tego błędu i nie zostawię cię samej. I Sebastian też. Możesz być dumna że masz takiego przyjaciela.
Długo jeszcze zwierzał się ze swoich problemów, ze wspomnień i z tego co teraz leżało mu na sercu. Po południu do szpitala wrócił Sebastian, a Maciek poszedł do domu. Nie mógł znaleźć sobie miejsca, nawet gra na komputerze nie pozwalała mu oderwać myśli od rzeczywistości. Aż nagle w pokoju rozległ się dźwięk telefonu. Brunet zerwał się jak oparzony, nawet nie sprawdził kto dzwoni, tylko natychmiast odebrał połączenie.
- Przyjeżdżaj, obudziła się – usłyszał głos w słuchawce
Nie zwlekając ani chwili zgarnął do kieszeni klucze i portfel, zarzucił kurtkę, założył buty, z tego całego pośpiechu miał problemy by trafić kluczem do zamka. Wskoczył na rower i pędził w kierunku szpitala ile tylko miał sił w nogach. Chciał tam jak najszybciej dotrzeć, ale potrafił jednocześnie zachować ostrożność. Jeszcze by tego brakowało, żeby podzielił los siostry i wylądował w sali obok.
Nie miał już sił, kiedy zostawił rower przed szpitalem, lecz mimo to szedł spiesznym krokiem znaną już sobie trasą, by zobaczyć się z Asią. Wpadł do sali zdyszany, kiedy właśnie siostra rozmawiała z Sebastianem.
- Matko i córko, jak ty wyglądasz – uśmiechnęła się, kiedy zobaczyła go całego czerwonego na twarzy z potarganymi przez wiatr włosami – Siadaj, gdzieś ty się tak spieszył? Przecież nigdzie się nie wybieram.
- Oj Aśka, Aśka... - pokręcił głową – Nawet nie wiesz jak się cieszę że znów możemy pogadać.
- Ja też się cieszę że cię widzę. Że was widzę – poprawiła się, spoglądając najpierw na Maćka, a potem na Sebastiana.
W poniedziałek Joasia została przeniesiona na zwykłą salę, co oznaczało że Sebastian i Maciek mogli przychodzić do niej już tylko w wyznaczonych godzinach. Pielęgniarki sztywno przestrzegały pory odwiedzin i nie pozwalały zostać choćby minutę dłużej. Dziewczyna powoli nabierała sił, ale czekała ją długa rehabilitacja. Uraz nogi okazał się być poważniejszy niż wcześniej się wydawało, lecz nikt nie wykluczał że po kilku miesiącach Asia wróci do pełni zdrowia.
- No i jak siostra? - Marta zagadnęła Maćka na przerwie
- W porządku, jest lepiej. A co u ciebie?
Dziewczyna uniosła brwi zdumiona. Maciek nigdy nie interesował się sprawami innych, nigdy nie zadawał takich pytań. Kiedy już któryś z kolegów przychodził do niego się zwierzyć czy prosić o poradę, to jednak starał się wysłuchać, pomóc, ale nigdy sam nie przejmował inicjatywy w takich rozmowach.
- A no wiesz, jakoś leci... Ten sprawdzian z fizyki mi nie poszedł.
- Tobie nie poszedł – uśmiechnął się pod nosem – Ewci nie poszedł.
- Daj już spokój, dobrze?
- No dobra, dobra. Ja w każdym razie skończyłem z żywotem buntownika, że tak to nazwę.
- Czyli jednak tak jak myślałam – stwierdziła
- Co myślałaś?
- Że wypadek siostry cię zmieni. Że przemyślisz kilka spraw, że zrozumiesz co dla ciebie jest najważniejsze...
- Ale – podniósł palec wskazujący, żeby podkreślić to co za chwilę powie – To nie znaczy że jeśli ktoś mi zajdzie za skórę to nie odmówię sobie zemsty.
- Maciek – westchnęła zrezygnowana
- No co?
- Zemsta to nie zawsze najlepsze rozwiązanie.
- Ja tam wolę stwierdzenie że zemsta najlepiej smakuje na zimno – puścił do niej oczko – Ale spokojnie, ty nie masz się czego obawiać. Jesteś sympatyczna, wiesz?
- Dzięki za komplement – uśmiechnęła się – Jak chcesz to potrafisz być miły.
Maciek zaśmiał się pod nosem. Całkiem przypadkiem sprawił przyjemność Marcie. Wcale nie zastanawiał się jaka będzie jej reakcja, choć nie trudno było przewidzieć że pozytywna, po prostu powiedział co w tej chwili myślał o niej.
- To też komplement? - nie wyglądał na złego, raczej na rozbawionego
- Kurczę, nie o to mi chodziło – zaczęła się bronić – Chciałam powiedzieć że częściej mógłbyś się tak zachowywać. Spokojny, poważny, powie coś miłego... Tylko wiesz, z tą powagą to też nie należy przesadzać.
- Marta, ja i powaga? Chyba kpisz, to dwa sprzeczne pojęcia – pokręcił głową z uśmiechem – Chodźmy lepiej na lekcję, bo się spóźnimy.
- Widzisz! I ty myślisz że uda ci się ze mnie zrobić idiotkę? - dla żartu uderzyła go lekko w ramię
Nie każdy w klasie wierzył w przemianę Maćka, ale też nikt (z wyjątkiem Marty) nie wiedział co takiego wydarzyło się w jego życiu. Dawid wymyślił zakłady i wraz z kolegami typowali jak długo potrwa okres „ciszy przed burzą”. Według spiskowych teorii Maciek uspokoił się na jakiś czas by uśpić czujność nauczycieli, a potem wykonać numer, jakiego jeszcze nikt w tej szkole nie zrobił. Co to miało być – nie wiedzieli, ale z pewnością coś takiego, co na zawsze zapadnie w pamięci zarówno grona pedagogicznego, jak i wszystkich uczniów uczęszczających do szkoły. Dla kolejnych roczników historia tego występu będzie legendą przekazywaną co roku pierwszoklasistom.
- Tej, Marta – zagadnęła ją Sylwia, koleżanka z ławki – Co ty się tak ostatnio wokół Maćka kręcisz?
- Lepiej go poznaję – odparła niewzruszona, nie domyślając się przypuszczeń koleżanki
- Od której strony?
- Od tej lepszej.
- Serio? Nie boisz się że wykorzysta cię do kolejnej głupoty czy coś?
Marta tylko uśmiechnęła się pod nosem. Chciałaby powiedzieć koleżance że Maciek się zmienił, ale mógłby mieć do niej pretensje, gdyby zdradziła jego tajemnicę.
- Ej, a może ty się w nim zakochałaś?
- Weź nawet tak nie żartuj – natychmiast zaprzeczyła, co wzbudziło podejrzenia Sylwii
- Mam rację – stwierdziła z satysfakcją – Widzę jak ci rumieńce wychodzą na policzkach.
- Sylwia, przestań – machnęła ręką znudzona – To że trochę z nim pogadam to jeszcze o niczym nie świadczy.
- Powiem więcej – on się uspokoił, bo ty też mu się podobasz i nie chce tego schrzanić.
- Teraz to już totalnie odpłynęłaś – omal nie parsknęła śmiechem. Powstrzymała się tylko dlatego, by nie zwrócić na siebie uwagi nauczycielki i reszty klasy. O ile było w tym trochę prawdy że Maciek się jej podobał to nie wierzyła by on coś w niej widział. Po prostu przypadkiem dowiedziała się że jego siostra leży w szpitalu i dlatego to właśnie jej się zwierzał. Zaufał jej trochę jakby z przymusu.
- Ej, a jedziesz na tą wycieczkę? - Sylwia wznowiła rozmowę
- Jaką znowu wycieczkę?
- No tak, zakochana to myśli o niebieskich migdałach
- No już, wystarczy – westchnęła zażenowana – Przypomnisz mi o co chodzi z tą wycieczką?
- No ta trzydniowa, od środy do piątku w ostatnim tygodniu przed świętami. Nic ci to nie mówi?
Dziewczyna pokręciła głową.
- Do Zakopanego.
- Aaa, już wiem – przypomniała sobie – Nie wiem jeszcze, zastanowię się.
- Jasne, jasne. Jak Maciek pojedzie to ty też, ale jak nie...
- Sylwia... - wycedziła przez zęby
- Dobra, ja nic nie mówiłam. Ale mówię ci, będzie zajebiście. Jedź.
- Pogadam jeszcze z rodzicami – ucięła dyskusję.
----
Jeszcze tak w odpowiedzi na komentarz spod poprzedniej części:
Droga Alutko, zapewniam że prawdopodobnie pod koniec tego roku bądź na początku przyszłego napiszę coś, co raczej będzie zaskakujące, być może nawet kontrowersyjne ;) Plany są już od pewnego czasu (od października bodajże), ale czekam na odpowiedni termin, żeby w mocnym stylu zakończyć ten rok bądź mocno zacząć przyszły rok ;)
czwartek, 4 grudnia 2014
Zbuntowany cz. 7
- Nawet gdybym chciała, nie było szans – odparła Marta – Wystrzeliłeś jak z procy, jeszcze do tego na rowerze.
- To co tu robisz?
- Zapomniałam kluczy i przyszłam po nie do mojej mamy. Jest tu pielęgniarką. A ty? To ma coś związek z tą wczorajszą wizytą policji w szkole, tak?
Maciek westchnął ciężko i usiadł na krzesełku przy ścianie. Marta przysiadła obok.
- Przyszli mi powiedzieć, że moją siostrę potrącił samochód. Leży tu nieprzytomna.
- Co z nią? Coś poważnego?
- Lekarze nie chcą mi wiele mówić. Zresztą, sam nie wiem czy chcę wiedzieć – przyznał przygnębiony – Póki nie zdaję sobie sprawy z powagi sytuacji jest mi łatwiej żyć z nadzieją że ona z tego wyjdzie.
- Bo wyjdzie, zobaczysz.
Położyła dłoń na jego ramieniu. Spojrzał na nią smutno, proszącym wzrokiem, jakby chciał usłyszeć więcej słów, które go pokrzepią. Dziewczyna przytuliła go i wyszeptała mu do ucha że z każdym dniem będzie lepiej, musi się tylko uzbroić w cierpliwość, bo to będą niewielkie kroczki, ale nawet taki jeden będzie miał znaczenie i zbliży jego siostrę do powrotu do zdrowia.
- Marta... - spytał łamiącym się głosem – Spieszy ci się do domu?
- Mogę z tobą zostać, jeśli o to ci chodzi.
- Nie na długo, kilka, może kilkanaście minut. Aż się wezmę w garść, bo mam teraz taki kryzysowy moment...
Maciek opowiedział jej o śmierci rodziców, jak bardzo cierpiał kiedy ich zabrakło. Wyjaśnił jej, że nie chciał się do nikogo przywiązywać, nawet do siostry, by kolejny raz nie przechodzić przez to samo. Przez pewien czas myślał że mu się udało, że Aśka jest tylko taką współlokatorką, z którą musi dzielić mieszkanie dopóki się nie usamodzielni, ale obecna sytuacja zweryfikowała tą opinię. Przyznał się koleżance, że wiele rzeczy mu się nie podoba na tym świecie i że jeśli nie będzie ich akceptował to wykreuje sobie taką rzeczywistość, która będzie mu odpowiadała. Stąd takie, a nie inne jego zachowanie. Teraz jednak, kiedy był bezradny wobec stanu zdrowia siostry, zrozumiał że to nie miało żadnego sensu, że nie da się uciec od poszczególnych części otaczającego nas świata. Trzeba zaakceptować jego całość taką jaką jest albo po prostu odejść. Zrozumiał, że jego mit uległ. Nie zawsze jest się panem swojego losu. Przecież Aśka nie mogła zdecydować że nie wpadnie pod samochód, po prostu tak miało się stać. Maciek nie mógł nic zrobić, że Aśka nagle wstanie z łóżka i jak dawniej pójdzie do pracy, zrobi zakupy czy umówi się na randkę. Nie wszystko można kontrolować. Mit runął.
- Rozumiem – przyznała Marta – Chciałeś być kimś, kto będzie mógł wszystko, chciałeś być ideałem.
- Ideał sięgnął bruku – przytoczył fragment wiersza
- Ale nie ma ludzi wszechmogących, idealnych też nie ma. Nie prościej jest być po prostu sobą?
- Sobą – powtórzył kpiąco – Kiedy ja siebie nie znam, przez ostatnie dwa lata zgrywałem idiotę.
- Maciek, to nie takie trudne. Wystarczy kierować się głosem serca. Co ci mówi twoje serce?
- Teraz? - spojrzał na Martę, a ta w odpowiedzi skinęła głową – Że jestem we właściwym miejscu, choć to nie pomoże Aśce.
- Uwierz mi, pomoże – zapewniła go – Wiesz, osoba nawet jak jest nieprzytomna to czuje obecność bliskich osób, a nawet słyszy co się do niej mówi. Zdarza się, że niektórzy po obudzeniu się pamiętają wszystko. Maciek, idź do niej.
Uniósł brwi ze zdumienia, ale ta tylko ponagliła go by poszedł do siostry. Podziękował jej za rozmowę i wsparcie, wziął też od niej numer telefonu, bowiem zapewniła go że może na nią liczyć, gdyby czegoś potrzebował. On na razie chciał tylko jednego – by Aśka wyzdrowiała.
Dwie godziny później zamienił się z Sebastianem przy łóżku dziewczyny – student czuwał, natomiast nastolatek wybrał się pod uczelnię Mateusza. Uważnie obserwował twarze osób opuszczających budynek, aż w końcu wśród nich dostrzegł chłopaka swojej siostry. Nie zaczepił go od razu, tylko zarzucił kaptur na głowę i poszedł za nim. Nie bawił się w detektywa czy innego śledczego, po prostu szedł tą samą drogą. Jeśli Mateusz go zauważy, trudno, porozmawiają na ulicy. Jeśli nie, doprowadzi go do swojego mieszkania, a tam brunet będzie mógł sobie pozwolić na trochę więcej agresji. Ciekawe czy na swoim terenie będzie tak samo wystraszony jak podczas niedzielnego spotkania, czy może będzie miał więcej odwagi i pewności siebie.
Maciek przyspieszył kroku, kiedy zobaczył że Mateusz otwiera drzwi od klatki schodowej. Musiał zdążyć zanim się zatrzasną, w przeciwnym razie nie będzie mógł zobaczyć do którego mieszkania wchodzi chłopak Aśki. Na szczęście jego szybkie kalkulacje okazały się prawidłowe i zdążył. Utrzymywał odległość pół piętra od Mateusza, dopóki ten nie zatrzymał się przy drzwiach jednego z mieszkań i nie przekręcił klucza w zamku. Dopiero wtedy zaczepił chłopaka.
- Cześć – rzucił sucho, chwycił za klamkę i otworzył drzwi, jakby był u siebie – Musimy pogadać.
- Cześć – odparł niepewnie Mateusz, ale wpuścił Maćka do mieszkania. Zresztą, nie miał wiele do powiedzenia. Gdyby się sprzeciwił, Maciek sam by wtargnął do środka.
- Aśka jest w szpitalu – oznajmił bez ogródek
- Wiem – odparł cicho, po czym poszedł do kuchni. Nastolatek ruszył za nim.
- Jak to wiesz? I ani razu u niej nie byłeś?! I ty się śmiesz nazywać jej chłopakiem?!
- To ona mnie tak nazywała.
- Co się stało w środę wieczorem? Ty jej coś zrobiłeś?
- Nigdy nie wyrządziłbym jej krzywdy – odparł – A co do naszego spotkania to nie twoja sprawa.
Maciek nie zamierzał łatwo odpuścić. Zobaczył pusty talerz stojący na szafce. Nie zastanawiając się długo, chwycił go i zrzucił na podłogę.
- Co ty robisz?! - Mateusz aż podskoczył wystraszony
- Co się stało w środę?
- Odczep się!
Tym razem Maćkowi wpadł w ręce talerz ze zlewu, który ostatecznie także skończył na podłodze. Po kolejnej odmowie nastolatek stłukł szklankę, a następny miał być kubek, który znalazł na suszarce.
- Nie, tylko nie kubek od mamusi – Mateusz był bliski rozpaczy
- Więc?
- Skompromitowałem się przed nią – chłopak rozłożył ręce i opuścił głowę – Byliśmy tu obok, w pokoju, ja poszedłem do toalety i wróciłem w samych bokserkach. Myślałem że ona też tego chciała, ale tylko... powiedziała mi że musimy porozmawiać o przyszłości naszego związku. Ale już żadnej przyszłości nie będzie, bo mnie rzuciła.
- A może z wściekłości pojechałeś za nią i to ty ją przejechałeś, co? - zmrużył oczy, obserwując reakcję Mateusza
- No co ty, przecież ja samochodu nie mam. Prawa jazdy zresztą też nie.
- No tak, taka pierdoła jak ty nie umiałaby wrzucić pierwszego biegu – nie mógł powstrzymać się od komentarza – A w jakim nastroju wychodziła?
- Wściekła. Mówiła coś pod nosem że Maciek miał rację, czy jakoś tak.
- No bo miałem – stwierdził – Mam nadzieję że mówisz prawdę, bo jak się dowiem że to ty, to załatwię ci przepustkę do innego świata.
Po rozmowie z Mateuszem Maciek postanowił się przejść tą samą drogą, którą prawdopodobnie wracała Joasia po zerwaniu ze swoim chłopakiem. Szczególną uwagę zwrócił na miejsce zdarzenia. Przystanął tam na chwilę, rozejrzał się uważnie, jakby miał nadzieję że znajdzie coś, co pomogłoby mu w ustaleniu zdarzeń z feralnego wieczora. Jak na złość żadnych kamer na zewnątrz, mimo że w okolicy znajdowało się kilka niewielkich sklepików, nad którymi znajdowały się najzwyklejsze mieszkania. Może któryś z lokatorów coś widział? Nawet jeśli, to z pewnością przesłuchiwała ich już policja.
- Maciek, Maciek... - westchnął w duchu – A czy to ważne kto ją potrącił? Co ci to da że ten ktoś trafi za kratki? Aśki to nie uzdrowi...
Powoli ruszył w dalszą część trasy. Był załamany, przygnębiony, a do tego głodny. Nie miał ochoty na jedzenie, ale już tak bardzo skręcało go w żołądku, że musiał cokolwiek przełknąć. Wrócił do domu, żeby wziąć szybki prysznic, przebrać się i stłumić głód, a potem pójść do szpitala, ale poprzednia nieprzespana noc dała o sobie znać. Kiedy przysiadł w fotelu by chwilę odetchnąć, jego organizm natychmiast spowolnił funkcje życiowe i zapadł w sen.
- Cierpisz, co? - spytał go szyderczy głos – Cierpisz, widzę to.
- Czego ty chcesz?
- Czego chcę? - zaśmiał się – Chcę żeby piekielny ogień cię pochłonął. Chcę twojej duszy.
- To weź ją sobie – wykrzyczał poirytowany Maciek – Weź ją sobie nawet teraz, ale zostaw Aśkę w spokoju! Ona nie zasłużyła...
- Ty pieprzony egoisto! - przerwał mu głos – Ty sobie pójdziesz do beztroskiej smażalni, a ona co? Ma cierpieć za was dwoje? Ma znosić te wszystkie trudy w samotności, ma dźwigać ten cholerny krzyż?
- To co mam zrobić? Co mam dla niej zrobić?
- Dobij ją – poradził – Myślisz że tak łatwo będzie jej wrócić do normalnego życia? Najpierw kilka miesięcy śpiączki, potem leczenie i długa rehabilitacja, uzależnienie od leków, trudności w nawet najprostszych czynnościach życiowych, ślad w psychice na zawsze, aż po ostatni dzień życia...
Nagle znaleźli się w szpitalu, przy łóżku Joasi. Maciek nie widział postaci, która do niego mówiła, ale znów usłyszał jej głos.
- Pomóż jej odejść. Nic dobrego już jej na tym świecie nie spotka.
Brunet chwycił róg poduszki i delikatnie wysunął ją spod głowy siostry. Nie była już podłączona do tych wszystkich aparatur i kroplówek, nie miała żadnych opatrunków. Jakby w ogóle nigdy nic się nie stało.
- Asia – szepnął drżącym głosem.
Ona jednak nie zareagowała, była nieprzytomna. Maciek mocno ścisnął poduszkę i powoli zbliżał ją do twarzy blondynki. Już niewiele brakowało, centymetr, może dwa, kiedy z całej siły rzucił nią o ścianę i padł na kolana.
- Nie mogę, kurwa, nie mogę!
- Tchórz! - tym razem odpowiedziało mu kilka głosów – Tchórz! Tchórz! Tchórz!
Nagle obudził się wystraszony i cały zlany potem. Zerwał się na równe nogi, wymacał kontakt na ścianie i włączył światło. Zobaczył że jest w mieszkaniu, że nikogo oprócz niego tutaj nie ma.
- Ja pierdolę, co to było... - wyszeptał do samego siebie, oparł się o ścianę i osunął na podłogę.
- To co tu robisz?
- Zapomniałam kluczy i przyszłam po nie do mojej mamy. Jest tu pielęgniarką. A ty? To ma coś związek z tą wczorajszą wizytą policji w szkole, tak?
Maciek westchnął ciężko i usiadł na krzesełku przy ścianie. Marta przysiadła obok.
- Przyszli mi powiedzieć, że moją siostrę potrącił samochód. Leży tu nieprzytomna.
- Co z nią? Coś poważnego?
- Lekarze nie chcą mi wiele mówić. Zresztą, sam nie wiem czy chcę wiedzieć – przyznał przygnębiony – Póki nie zdaję sobie sprawy z powagi sytuacji jest mi łatwiej żyć z nadzieją że ona z tego wyjdzie.
- Bo wyjdzie, zobaczysz.
Położyła dłoń na jego ramieniu. Spojrzał na nią smutno, proszącym wzrokiem, jakby chciał usłyszeć więcej słów, które go pokrzepią. Dziewczyna przytuliła go i wyszeptała mu do ucha że z każdym dniem będzie lepiej, musi się tylko uzbroić w cierpliwość, bo to będą niewielkie kroczki, ale nawet taki jeden będzie miał znaczenie i zbliży jego siostrę do powrotu do zdrowia.
- Marta... - spytał łamiącym się głosem – Spieszy ci się do domu?
- Mogę z tobą zostać, jeśli o to ci chodzi.
- Nie na długo, kilka, może kilkanaście minut. Aż się wezmę w garść, bo mam teraz taki kryzysowy moment...
Maciek opowiedział jej o śmierci rodziców, jak bardzo cierpiał kiedy ich zabrakło. Wyjaśnił jej, że nie chciał się do nikogo przywiązywać, nawet do siostry, by kolejny raz nie przechodzić przez to samo. Przez pewien czas myślał że mu się udało, że Aśka jest tylko taką współlokatorką, z którą musi dzielić mieszkanie dopóki się nie usamodzielni, ale obecna sytuacja zweryfikowała tą opinię. Przyznał się koleżance, że wiele rzeczy mu się nie podoba na tym świecie i że jeśli nie będzie ich akceptował to wykreuje sobie taką rzeczywistość, która będzie mu odpowiadała. Stąd takie, a nie inne jego zachowanie. Teraz jednak, kiedy był bezradny wobec stanu zdrowia siostry, zrozumiał że to nie miało żadnego sensu, że nie da się uciec od poszczególnych części otaczającego nas świata. Trzeba zaakceptować jego całość taką jaką jest albo po prostu odejść. Zrozumiał, że jego mit uległ. Nie zawsze jest się panem swojego losu. Przecież Aśka nie mogła zdecydować że nie wpadnie pod samochód, po prostu tak miało się stać. Maciek nie mógł nic zrobić, że Aśka nagle wstanie z łóżka i jak dawniej pójdzie do pracy, zrobi zakupy czy umówi się na randkę. Nie wszystko można kontrolować. Mit runął.
- Rozumiem – przyznała Marta – Chciałeś być kimś, kto będzie mógł wszystko, chciałeś być ideałem.
- Ideał sięgnął bruku – przytoczył fragment wiersza
- Ale nie ma ludzi wszechmogących, idealnych też nie ma. Nie prościej jest być po prostu sobą?
- Sobą – powtórzył kpiąco – Kiedy ja siebie nie znam, przez ostatnie dwa lata zgrywałem idiotę.
- Maciek, to nie takie trudne. Wystarczy kierować się głosem serca. Co ci mówi twoje serce?
- Teraz? - spojrzał na Martę, a ta w odpowiedzi skinęła głową – Że jestem we właściwym miejscu, choć to nie pomoże Aśce.
- Uwierz mi, pomoże – zapewniła go – Wiesz, osoba nawet jak jest nieprzytomna to czuje obecność bliskich osób, a nawet słyszy co się do niej mówi. Zdarza się, że niektórzy po obudzeniu się pamiętają wszystko. Maciek, idź do niej.
Uniósł brwi ze zdumienia, ale ta tylko ponagliła go by poszedł do siostry. Podziękował jej za rozmowę i wsparcie, wziął też od niej numer telefonu, bowiem zapewniła go że może na nią liczyć, gdyby czegoś potrzebował. On na razie chciał tylko jednego – by Aśka wyzdrowiała.
Dwie godziny później zamienił się z Sebastianem przy łóżku dziewczyny – student czuwał, natomiast nastolatek wybrał się pod uczelnię Mateusza. Uważnie obserwował twarze osób opuszczających budynek, aż w końcu wśród nich dostrzegł chłopaka swojej siostry. Nie zaczepił go od razu, tylko zarzucił kaptur na głowę i poszedł za nim. Nie bawił się w detektywa czy innego śledczego, po prostu szedł tą samą drogą. Jeśli Mateusz go zauważy, trudno, porozmawiają na ulicy. Jeśli nie, doprowadzi go do swojego mieszkania, a tam brunet będzie mógł sobie pozwolić na trochę więcej agresji. Ciekawe czy na swoim terenie będzie tak samo wystraszony jak podczas niedzielnego spotkania, czy może będzie miał więcej odwagi i pewności siebie.
Maciek przyspieszył kroku, kiedy zobaczył że Mateusz otwiera drzwi od klatki schodowej. Musiał zdążyć zanim się zatrzasną, w przeciwnym razie nie będzie mógł zobaczyć do którego mieszkania wchodzi chłopak Aśki. Na szczęście jego szybkie kalkulacje okazały się prawidłowe i zdążył. Utrzymywał odległość pół piętra od Mateusza, dopóki ten nie zatrzymał się przy drzwiach jednego z mieszkań i nie przekręcił klucza w zamku. Dopiero wtedy zaczepił chłopaka.
- Cześć – rzucił sucho, chwycił za klamkę i otworzył drzwi, jakby był u siebie – Musimy pogadać.
- Cześć – odparł niepewnie Mateusz, ale wpuścił Maćka do mieszkania. Zresztą, nie miał wiele do powiedzenia. Gdyby się sprzeciwił, Maciek sam by wtargnął do środka.
- Aśka jest w szpitalu – oznajmił bez ogródek
- Wiem – odparł cicho, po czym poszedł do kuchni. Nastolatek ruszył za nim.
- Jak to wiesz? I ani razu u niej nie byłeś?! I ty się śmiesz nazywać jej chłopakiem?!
- To ona mnie tak nazywała.
- Co się stało w środę wieczorem? Ty jej coś zrobiłeś?
- Nigdy nie wyrządziłbym jej krzywdy – odparł – A co do naszego spotkania to nie twoja sprawa.
Maciek nie zamierzał łatwo odpuścić. Zobaczył pusty talerz stojący na szafce. Nie zastanawiając się długo, chwycił go i zrzucił na podłogę.
- Co ty robisz?! - Mateusz aż podskoczył wystraszony
- Co się stało w środę?
- Odczep się!
Tym razem Maćkowi wpadł w ręce talerz ze zlewu, który ostatecznie także skończył na podłodze. Po kolejnej odmowie nastolatek stłukł szklankę, a następny miał być kubek, który znalazł na suszarce.
- Nie, tylko nie kubek od mamusi – Mateusz był bliski rozpaczy
- Więc?
- Skompromitowałem się przed nią – chłopak rozłożył ręce i opuścił głowę – Byliśmy tu obok, w pokoju, ja poszedłem do toalety i wróciłem w samych bokserkach. Myślałem że ona też tego chciała, ale tylko... powiedziała mi że musimy porozmawiać o przyszłości naszego związku. Ale już żadnej przyszłości nie będzie, bo mnie rzuciła.
- A może z wściekłości pojechałeś za nią i to ty ją przejechałeś, co? - zmrużył oczy, obserwując reakcję Mateusza
- No co ty, przecież ja samochodu nie mam. Prawa jazdy zresztą też nie.
- No tak, taka pierdoła jak ty nie umiałaby wrzucić pierwszego biegu – nie mógł powstrzymać się od komentarza – A w jakim nastroju wychodziła?
- Wściekła. Mówiła coś pod nosem że Maciek miał rację, czy jakoś tak.
- No bo miałem – stwierdził – Mam nadzieję że mówisz prawdę, bo jak się dowiem że to ty, to załatwię ci przepustkę do innego świata.
Po rozmowie z Mateuszem Maciek postanowił się przejść tą samą drogą, którą prawdopodobnie wracała Joasia po zerwaniu ze swoim chłopakiem. Szczególną uwagę zwrócił na miejsce zdarzenia. Przystanął tam na chwilę, rozejrzał się uważnie, jakby miał nadzieję że znajdzie coś, co pomogłoby mu w ustaleniu zdarzeń z feralnego wieczora. Jak na złość żadnych kamer na zewnątrz, mimo że w okolicy znajdowało się kilka niewielkich sklepików, nad którymi znajdowały się najzwyklejsze mieszkania. Może któryś z lokatorów coś widział? Nawet jeśli, to z pewnością przesłuchiwała ich już policja.
- Maciek, Maciek... - westchnął w duchu – A czy to ważne kto ją potrącił? Co ci to da że ten ktoś trafi za kratki? Aśki to nie uzdrowi...
Powoli ruszył w dalszą część trasy. Był załamany, przygnębiony, a do tego głodny. Nie miał ochoty na jedzenie, ale już tak bardzo skręcało go w żołądku, że musiał cokolwiek przełknąć. Wrócił do domu, żeby wziąć szybki prysznic, przebrać się i stłumić głód, a potem pójść do szpitala, ale poprzednia nieprzespana noc dała o sobie znać. Kiedy przysiadł w fotelu by chwilę odetchnąć, jego organizm natychmiast spowolnił funkcje życiowe i zapadł w sen.
- Cierpisz, co? - spytał go szyderczy głos – Cierpisz, widzę to.
- Czego ty chcesz?
- Czego chcę? - zaśmiał się – Chcę żeby piekielny ogień cię pochłonął. Chcę twojej duszy.
- To weź ją sobie – wykrzyczał poirytowany Maciek – Weź ją sobie nawet teraz, ale zostaw Aśkę w spokoju! Ona nie zasłużyła...
- Ty pieprzony egoisto! - przerwał mu głos – Ty sobie pójdziesz do beztroskiej smażalni, a ona co? Ma cierpieć za was dwoje? Ma znosić te wszystkie trudy w samotności, ma dźwigać ten cholerny krzyż?
- To co mam zrobić? Co mam dla niej zrobić?
- Dobij ją – poradził – Myślisz że tak łatwo będzie jej wrócić do normalnego życia? Najpierw kilka miesięcy śpiączki, potem leczenie i długa rehabilitacja, uzależnienie od leków, trudności w nawet najprostszych czynnościach życiowych, ślad w psychice na zawsze, aż po ostatni dzień życia...
Nagle znaleźli się w szpitalu, przy łóżku Joasi. Maciek nie widział postaci, która do niego mówiła, ale znów usłyszał jej głos.
- Pomóż jej odejść. Nic dobrego już jej na tym świecie nie spotka.
Brunet chwycił róg poduszki i delikatnie wysunął ją spod głowy siostry. Nie była już podłączona do tych wszystkich aparatur i kroplówek, nie miała żadnych opatrunków. Jakby w ogóle nigdy nic się nie stało.
- Asia – szepnął drżącym głosem.
Ona jednak nie zareagowała, była nieprzytomna. Maciek mocno ścisnął poduszkę i powoli zbliżał ją do twarzy blondynki. Już niewiele brakowało, centymetr, może dwa, kiedy z całej siły rzucił nią o ścianę i padł na kolana.
- Nie mogę, kurwa, nie mogę!
- Tchórz! - tym razem odpowiedziało mu kilka głosów – Tchórz! Tchórz! Tchórz!
Nagle obudził się wystraszony i cały zlany potem. Zerwał się na równe nogi, wymacał kontakt na ścianie i włączył światło. Zobaczył że jest w mieszkaniu, że nikogo oprócz niego tutaj nie ma.
- Ja pierdolę, co to było... - wyszeptał do samego siebie, oparł się o ścianę i osunął na podłogę.
środa, 3 grudnia 2014
Zbuntowany cz. 6
Policjanci zawieźli go do szpitala, jednak tam nie pozwolono mu jeszcze zobaczyć się z Joasią, która i tak nie wybudziła się jeszcze po operacji. Mógł jedynie oglądać przez szybę jak jego siostra leży nieprzytomna, podłączona do aparatur. Lekarz prowadzący stwierdził że najważniejsza będzie najbliższa doba. Potem powinno być już tylko lepiej, o ile dziewczyna przeżyje.
- Nie mówią mi wszystkiego – pomyślał Maciek – Stan ciężki, ale konkretnie co? Połamane żebra, przebite płuco, zmiażdżone jakieś naczynia krwionośne czy jeszcze coś innego? Musi być cholernie źle, skoro nie chcą mi podać żadnych szczegółów...
- Jeszcze jedna sprawa – zagadnął policjant – Pan chyba jest niepełnoletni, prawda?
- Prawda.
- W takim razie musi pan poprosić kogoś, by się panem zajął na czas pobytu siostry w szpitalu. W przeciwnym wypadku trafi pan do ośrodka wychowawczego.
Nie chciał żeby go gdzieś zabierali, ale nie miał nikogo, kto mógłby mu pomóc. Jedyną osobą, która przyszła mu do głowy był Sebastian. Skoro jest przyjacielem Aśki, to może jednak się zgodzi?
Na szczęście miał do niego numer telefonu. Kiedyś spisał go sobie z telefonu Joasi, tak na wszelki wypadek. Zadzwonił, przedstawił się i pokrótce wyjaśnił że blondynka miała wypadek. Poprosił go by przyjechał do szpitala, choć bez tego też opuściłby zajęcia i wybrał się do tej placówki.
- Kolega będzie za kilka minut – oznajmił – Jak doszło do tego wypadku?
- Wciąż próbujemy to ustalić. Dostaliśmy wezwanie że młoda kobieta została potrącona przez samochód. Mężczyzna który wezwał pogotowie nie widział nikogo w pobliżu, znalazł ją już po zajściu.
- Czyli gówno wiecie – mruknął pod nosem, odwracając się na pięcie
Policjanci przesłuchali Maćka, ale opuścili budynek dopiero po przyjeździe Sebastiana i jego deklaracji że zajmie się bratem poszkodowanej. Chłopak wypytywał Maćka o szczegóły, ale ten niewiele mógł mu powiedzieć. Brunet liczył na to, że być może w rozmowie z pełnoletnią osobą lekarz poda jakieś konkretne informacje o obrażeniach kobiety.
- Wiesz że będę musiał wprowadzić się do waszego mieszkania?
- Wiem, wiem – westchnął – Dzięki że się zgodziłeś.
- Nie ma sprawy. Aśka jest moją przyjaciółką, na pewno zachowałaby się tak samo na moim miejscu.
Maciek pokiwał głową. Dręczyły go wyrzuty sumienia że tak ostro potraktował Asię wczorajszego wieczora. Nie mógł jej stracić. Dwa lata temu zabrakło rodziców, została mu tylko ona. Choć nigdy nie potrafił tego okazać, bardzo kochał siostrę.
- Wiesz co jej powiedziałem, kiedy wczoraj wychodziła? Że wygląda jak dziwka. Kretyn ze mnie... Tylko dlatego, że wkurzało mnie, że spotyka się z tym dupkiem Mateuszem. Ona zasługuje na kogoś lepszego.
- Miłe to nie było – przyznał Sebastian – Ale co by to zmieniło, gdybyś inaczej się zachował? Chyba nie myślisz że nie doszłoby do tego wypadku...
- A co jeśli już nigdy nie będę miał okazji jej przeprosić? - wydusił jednym tchem
- Nawet tak nie myśl. Aśka jest młoda i silna, będzie walczyć. Ma przecież ciebie, ma dla kogo żyć.
- Na jej miejscu nie chciałbym żyć dla takiego brata – uśmiechnął się ironicznie
- Nie mówiłbyś tak, gdybyś wiedział co mi o tobie mówiła – poklepał go po ramieniu – Że masz trudny charakter i jesteś trochę zagubiony, ale w głębi duszy dobry z ciebie chłopak i że w ogień byś za nią wskoczył.
- Pierdolenie. Po prostu nie chciała się przyznać że jestem nie do zniesienia.
- A ja widzę, że miała rację. Jesteś tu przy niej, martwisz się, masz wyrzuty sumienia że byłeś wobec niej opryskliwy.
- Dobra, weź daj spokój – machnął ręką – Wybielanie mojego wizerunku w niczym jej nie pomoże. Lepiej będzie jeśli pogadamy sobie z tym jej Mateuszem. Albo nie, ja z nim pogadam, a ty zostań przy niej.
- Chcesz na własną rękę szukać winnego? - uniósł brwi ze zdumienia – Może lepiej zostawić to policji?
- Policja – powtórzył z pogardą – Wiesz co zrobili przez całe czternaście godzin? Ustalili jej tożsamość i powiadomili rodzinę, czyli mnie. Oni czekają na gotowe, czekają aż Aśka się obudzi i powie co się stało. A jeśli nie będzie pamiętała po prostu umorzą śledztwo.
Maciek nie czekał na odpowiedź ze strony Sebastiana, tylko ruszył w stronę wyjścia. Student tylko pokiwał bezradnie głową.
- No tak, zapomniałem że nie wierzysz w system...
Po powrocie do domu Maciek przeszukiwał biurko Joasi, w poszukiwaniu jakiegokolwiek kontaktu z Mateuszem. Wiedział że nie powinien tego robić, ale zamierzał rozmówić się z chłopakiem siostry, licząc na to że choć trochę pomoże to w ustaleniu wydarzeń wczorajszego wieczora.
- Wszystko fajnie, tylko skąd wezmę jego adres?
Udało mu się jednak ustalić gdzie studiuje i kiedy ma następne zajęcia. Dzisiaj nie było szans by zastać go na uczelni, ale za to jutro popołudniu...
- No nic, trzeba poczekać. Cierpliwość popłaca – pocieszał się
Kiedy z powrotem wrzucał rzeczy do szuflady, do jego rąk trafił pamiętnik siostry. Pokusa by zajrzeć do środka była ogromna. W końcu dowiedziałby się czy Aśka naprawdę kocha tego całego Mateusza, czy może Sebastian jest kimś więcej niż przyjacielem, ale nie miała odwagi mu tego wyznać. Ręce zadrżały mu, ścisnął mocniej zeszyt w rękach, by następnie wrzucić go do szuflady. Wygrał z samym sobą. Nie mógł tego zrobić, nie mógł tak po prostu zagłębić się w tajemnicach siostry. Miała prawo do prywatności i trzeba to uszanować.
Wieczorem brunet wrócił do szpitala, by zmienić Sebastiana. Joasia wciąż nie odzyskała przytomności, ale lekarze pozwolili już wejść do sali w ochronnym fartuchu i ochraniaczach na buty. Zanim starszy z nich wyszedł z budynku, wymienili jeszcze kilka zdań na korytarzu.
- No i co? Gadałeś z tym Mateuszem?
- Nie, ale wiem gdzie studiuje. Ma jutro zajęcia do 17:30, więc tak około tej godziny zaczaję się na niego.
- Nie prościej byłoby zadzwonić? - zdziwił się Sebastian
- Boję się, że nie będzie chciał ze mną gadać. A tak w ogóle to twoi rodzice nie będą mieli ci za złe że wyprowadzisz się na kilka tygodni?
- Myślę, że zrozumieją – przyznał po chwili namysłu – A nawet jeśli nie to jestem dorosły i nie mogą mnie zmusić do zmiany decyzji.
Maciek pokiwał głową. Wręczył mu zapasowe klucze, odprowadził wzrokiem dopóki nie zniknął za rogiem. Następnie brunet wszedł na salę pooperacyjną i zajął miejsce przy łóżku Joasi.
Chociaż Maciek wolałby zostać z siostrą, na prośbę Sebastiana poszedł do szkoły. Trafiła do niego argumentacja, że jeśli będzie opuszczał lekcje to ktoś może uznać iż opieka nad nim sprawowana jest nieprawidłowo, a wtedy trafiłby do ośrodka wychowawczego. To nie było w jego stylu, jednak tym razem podjął taką decyzję w imię wyższej wartości. Gdyby go zabrali, z pewnością miałby ograniczony czas na wizyty w szpitalu.
- O, Maciek – od razu zauważyli jego obecność – Jak było? Co przeskrobałeś?
- Nic – odparł cicho, mijając grupkę kolegów z klasy
- To czego od ciebie chcieli?
- Nie twój zasrany interes.
Trudno było nie dostrzec, że brunet chodzi przygnębiony, trochę ospały, jakby bez chęci do życia. Jego głos był cichy i znudzony. Dopiero po kilku godzinach tak naprawdę docierało do niego, co się stało. Docierało też, że nic nie może zrobić, że jest bezradny. To właśnie najbardziej go irytowało.
Nie był sobą. Przez całą lekcję języka niemieckiego, a potem polskiego siedział cicho, w ogóle nie przeszkadzał, a kiedy został wybrany do odpowiedzi przez nauczycielkę, ku zaskoczeniu wszystkich grzecznie odparł że nie jest przygotowany i chce od razu dostać ocenę niedostateczną. Tym razem odpuścił sobie uwagę o bezsensownym i niesprawiedliwym systemie, który wymaga sporo sił od uczniów, a jednocześnie przynosi niewspółmiernie małe korzyści.
- Chory czy co?
- Ci policjanci nieźle musieli go przemaglować
- Widzicie jak on w ogóle wygląda? Cień samego siebie – komentarze na temat Maćka wciąż nie milkły.
Marcie nawet trochę zrobiło się go żal, ale złość po środowym wybryku wciąż nie ustąpiła. Przechodziła obok niego, ale nie zatrzymała się, poszła dalej jak gdyby nigdy nic. Wtedy nagle podbiegł do niej chłopak ze starszej klasy i klepnął ją w pośladek. Dziewczyna natychmiast odwróciła się na pięcie, chciała go uderzyć w twarz, ale on w porę zorientował się w jej zamiarach i chwycił ją za nadgarstek.
- Ej, ty! - Maciek postanowił interweniować – Zostaw ją
- Bo co? A może wolałbyś żeby to ciebie klepnąć? - rzucił drwiąco tegoroczny maturzysta
- A może chciałbyś dostać w żeby?
- Ohoho, bohater się znalazł.
Maciek pchnął go na ścianę i złapał za szyję.
- Przeproś ją.
- Dobra, luz – postanowił odpuścić, widząc że brunet zdenerwował się jego głupim żartem – Przepraszam.
- No, i żeby mi to ostatni raz było.
- Dzięki że mnie broniłeś – powiedziała Marta
- Nie podniecaj się tak, to tylko dobre wychowanie – rzucił chłodno, wracając na swoje wcześniejsze miejsce
Na każdej kolejnej lekcji marzył tylko o tym, by już opuścić szkołę i wrócić do szpitala. Prawdopodobnie nic się nie zmieniło, Sebastian miał dać znać gdyby coś się stało. Co kilka minut sprawdzał telefon, ale żadnej wiadomości nie dostał. W końcu doczekał się. Punktualnie kwadrans po czternastej zadzwonił dzwonek obwieszczający „radosną nowinę” - koniec siódmej lekcji, a że był to piątek, dla większości klas w szkole było to równoznaczne z początkiem weekendu. Maciek wsiadł na rower i czym prędzej pognał w znanym sobie kierunku.
Kiedy dotarł do szpitala, Sebastian postanowił że zrobi jakieś zakupy. W końcu mimo wypadku Joasi musieli jakoś normalnie funkcjonować. Maciek przypominał sobie o tym kilka minut później, gdy wychodził za potrzebą do toalety. Kiedy wracał już do sali i dzieliło go już tylko kroków, stanął jak wryty. W jego kierunku z naprzeciwka szła koleżanka z jego klasy, Marta.
- Maciek? - rzuciła zdumiona, zatrzymując się w odległości zaledwie jednego kroku od niego. Nie spodziewała się, że go tutaj zastanie. A tym bardziej on nie spodziewał się jej.
- Co... co ty tu robisz? Śledziłaś mnie? - spytał lekko oburzony
- Nie mówią mi wszystkiego – pomyślał Maciek – Stan ciężki, ale konkretnie co? Połamane żebra, przebite płuco, zmiażdżone jakieś naczynia krwionośne czy jeszcze coś innego? Musi być cholernie źle, skoro nie chcą mi podać żadnych szczegółów...
- Jeszcze jedna sprawa – zagadnął policjant – Pan chyba jest niepełnoletni, prawda?
- Prawda.
- W takim razie musi pan poprosić kogoś, by się panem zajął na czas pobytu siostry w szpitalu. W przeciwnym wypadku trafi pan do ośrodka wychowawczego.
Nie chciał żeby go gdzieś zabierali, ale nie miał nikogo, kto mógłby mu pomóc. Jedyną osobą, która przyszła mu do głowy był Sebastian. Skoro jest przyjacielem Aśki, to może jednak się zgodzi?
Na szczęście miał do niego numer telefonu. Kiedyś spisał go sobie z telefonu Joasi, tak na wszelki wypadek. Zadzwonił, przedstawił się i pokrótce wyjaśnił że blondynka miała wypadek. Poprosił go by przyjechał do szpitala, choć bez tego też opuściłby zajęcia i wybrał się do tej placówki.
- Kolega będzie za kilka minut – oznajmił – Jak doszło do tego wypadku?
- Wciąż próbujemy to ustalić. Dostaliśmy wezwanie że młoda kobieta została potrącona przez samochód. Mężczyzna który wezwał pogotowie nie widział nikogo w pobliżu, znalazł ją już po zajściu.
- Czyli gówno wiecie – mruknął pod nosem, odwracając się na pięcie
Policjanci przesłuchali Maćka, ale opuścili budynek dopiero po przyjeździe Sebastiana i jego deklaracji że zajmie się bratem poszkodowanej. Chłopak wypytywał Maćka o szczegóły, ale ten niewiele mógł mu powiedzieć. Brunet liczył na to, że być może w rozmowie z pełnoletnią osobą lekarz poda jakieś konkretne informacje o obrażeniach kobiety.
- Wiesz że będę musiał wprowadzić się do waszego mieszkania?
- Wiem, wiem – westchnął – Dzięki że się zgodziłeś.
- Nie ma sprawy. Aśka jest moją przyjaciółką, na pewno zachowałaby się tak samo na moim miejscu.
Maciek pokiwał głową. Dręczyły go wyrzuty sumienia że tak ostro potraktował Asię wczorajszego wieczora. Nie mógł jej stracić. Dwa lata temu zabrakło rodziców, została mu tylko ona. Choć nigdy nie potrafił tego okazać, bardzo kochał siostrę.
- Wiesz co jej powiedziałem, kiedy wczoraj wychodziła? Że wygląda jak dziwka. Kretyn ze mnie... Tylko dlatego, że wkurzało mnie, że spotyka się z tym dupkiem Mateuszem. Ona zasługuje na kogoś lepszego.
- Miłe to nie było – przyznał Sebastian – Ale co by to zmieniło, gdybyś inaczej się zachował? Chyba nie myślisz że nie doszłoby do tego wypadku...
- A co jeśli już nigdy nie będę miał okazji jej przeprosić? - wydusił jednym tchem
- Nawet tak nie myśl. Aśka jest młoda i silna, będzie walczyć. Ma przecież ciebie, ma dla kogo żyć.
- Na jej miejscu nie chciałbym żyć dla takiego brata – uśmiechnął się ironicznie
- Nie mówiłbyś tak, gdybyś wiedział co mi o tobie mówiła – poklepał go po ramieniu – Że masz trudny charakter i jesteś trochę zagubiony, ale w głębi duszy dobry z ciebie chłopak i że w ogień byś za nią wskoczył.
- Pierdolenie. Po prostu nie chciała się przyznać że jestem nie do zniesienia.
- A ja widzę, że miała rację. Jesteś tu przy niej, martwisz się, masz wyrzuty sumienia że byłeś wobec niej opryskliwy.
- Dobra, weź daj spokój – machnął ręką – Wybielanie mojego wizerunku w niczym jej nie pomoże. Lepiej będzie jeśli pogadamy sobie z tym jej Mateuszem. Albo nie, ja z nim pogadam, a ty zostań przy niej.
- Chcesz na własną rękę szukać winnego? - uniósł brwi ze zdumienia – Może lepiej zostawić to policji?
- Policja – powtórzył z pogardą – Wiesz co zrobili przez całe czternaście godzin? Ustalili jej tożsamość i powiadomili rodzinę, czyli mnie. Oni czekają na gotowe, czekają aż Aśka się obudzi i powie co się stało. A jeśli nie będzie pamiętała po prostu umorzą śledztwo.
Maciek nie czekał na odpowiedź ze strony Sebastiana, tylko ruszył w stronę wyjścia. Student tylko pokiwał bezradnie głową.
- No tak, zapomniałem że nie wierzysz w system...
Po powrocie do domu Maciek przeszukiwał biurko Joasi, w poszukiwaniu jakiegokolwiek kontaktu z Mateuszem. Wiedział że nie powinien tego robić, ale zamierzał rozmówić się z chłopakiem siostry, licząc na to że choć trochę pomoże to w ustaleniu wydarzeń wczorajszego wieczora.
- Wszystko fajnie, tylko skąd wezmę jego adres?
Udało mu się jednak ustalić gdzie studiuje i kiedy ma następne zajęcia. Dzisiaj nie było szans by zastać go na uczelni, ale za to jutro popołudniu...
- No nic, trzeba poczekać. Cierpliwość popłaca – pocieszał się
Kiedy z powrotem wrzucał rzeczy do szuflady, do jego rąk trafił pamiętnik siostry. Pokusa by zajrzeć do środka była ogromna. W końcu dowiedziałby się czy Aśka naprawdę kocha tego całego Mateusza, czy może Sebastian jest kimś więcej niż przyjacielem, ale nie miała odwagi mu tego wyznać. Ręce zadrżały mu, ścisnął mocniej zeszyt w rękach, by następnie wrzucić go do szuflady. Wygrał z samym sobą. Nie mógł tego zrobić, nie mógł tak po prostu zagłębić się w tajemnicach siostry. Miała prawo do prywatności i trzeba to uszanować.
Wieczorem brunet wrócił do szpitala, by zmienić Sebastiana. Joasia wciąż nie odzyskała przytomności, ale lekarze pozwolili już wejść do sali w ochronnym fartuchu i ochraniaczach na buty. Zanim starszy z nich wyszedł z budynku, wymienili jeszcze kilka zdań na korytarzu.
- No i co? Gadałeś z tym Mateuszem?
- Nie, ale wiem gdzie studiuje. Ma jutro zajęcia do 17:30, więc tak około tej godziny zaczaję się na niego.
- Nie prościej byłoby zadzwonić? - zdziwił się Sebastian
- Boję się, że nie będzie chciał ze mną gadać. A tak w ogóle to twoi rodzice nie będą mieli ci za złe że wyprowadzisz się na kilka tygodni?
- Myślę, że zrozumieją – przyznał po chwili namysłu – A nawet jeśli nie to jestem dorosły i nie mogą mnie zmusić do zmiany decyzji.
Maciek pokiwał głową. Wręczył mu zapasowe klucze, odprowadził wzrokiem dopóki nie zniknął za rogiem. Następnie brunet wszedł na salę pooperacyjną i zajął miejsce przy łóżku Joasi.
Chociaż Maciek wolałby zostać z siostrą, na prośbę Sebastiana poszedł do szkoły. Trafiła do niego argumentacja, że jeśli będzie opuszczał lekcje to ktoś może uznać iż opieka nad nim sprawowana jest nieprawidłowo, a wtedy trafiłby do ośrodka wychowawczego. To nie było w jego stylu, jednak tym razem podjął taką decyzję w imię wyższej wartości. Gdyby go zabrali, z pewnością miałby ograniczony czas na wizyty w szpitalu.
- O, Maciek – od razu zauważyli jego obecność – Jak było? Co przeskrobałeś?
- Nic – odparł cicho, mijając grupkę kolegów z klasy
- To czego od ciebie chcieli?
- Nie twój zasrany interes.
Trudno było nie dostrzec, że brunet chodzi przygnębiony, trochę ospały, jakby bez chęci do życia. Jego głos był cichy i znudzony. Dopiero po kilku godzinach tak naprawdę docierało do niego, co się stało. Docierało też, że nic nie może zrobić, że jest bezradny. To właśnie najbardziej go irytowało.
Nie był sobą. Przez całą lekcję języka niemieckiego, a potem polskiego siedział cicho, w ogóle nie przeszkadzał, a kiedy został wybrany do odpowiedzi przez nauczycielkę, ku zaskoczeniu wszystkich grzecznie odparł że nie jest przygotowany i chce od razu dostać ocenę niedostateczną. Tym razem odpuścił sobie uwagę o bezsensownym i niesprawiedliwym systemie, który wymaga sporo sił od uczniów, a jednocześnie przynosi niewspółmiernie małe korzyści.
- Chory czy co?
- Ci policjanci nieźle musieli go przemaglować
- Widzicie jak on w ogóle wygląda? Cień samego siebie – komentarze na temat Maćka wciąż nie milkły.
Marcie nawet trochę zrobiło się go żal, ale złość po środowym wybryku wciąż nie ustąpiła. Przechodziła obok niego, ale nie zatrzymała się, poszła dalej jak gdyby nigdy nic. Wtedy nagle podbiegł do niej chłopak ze starszej klasy i klepnął ją w pośladek. Dziewczyna natychmiast odwróciła się na pięcie, chciała go uderzyć w twarz, ale on w porę zorientował się w jej zamiarach i chwycił ją za nadgarstek.
- Ej, ty! - Maciek postanowił interweniować – Zostaw ją
- Bo co? A może wolałbyś żeby to ciebie klepnąć? - rzucił drwiąco tegoroczny maturzysta
- A może chciałbyś dostać w żeby?
- Ohoho, bohater się znalazł.
Maciek pchnął go na ścianę i złapał za szyję.
- Przeproś ją.
- Dobra, luz – postanowił odpuścić, widząc że brunet zdenerwował się jego głupim żartem – Przepraszam.
- No, i żeby mi to ostatni raz było.
- Dzięki że mnie broniłeś – powiedziała Marta
- Nie podniecaj się tak, to tylko dobre wychowanie – rzucił chłodno, wracając na swoje wcześniejsze miejsce
Na każdej kolejnej lekcji marzył tylko o tym, by już opuścić szkołę i wrócić do szpitala. Prawdopodobnie nic się nie zmieniło, Sebastian miał dać znać gdyby coś się stało. Co kilka minut sprawdzał telefon, ale żadnej wiadomości nie dostał. W końcu doczekał się. Punktualnie kwadrans po czternastej zadzwonił dzwonek obwieszczający „radosną nowinę” - koniec siódmej lekcji, a że był to piątek, dla większości klas w szkole było to równoznaczne z początkiem weekendu. Maciek wsiadł na rower i czym prędzej pognał w znanym sobie kierunku.
Kiedy dotarł do szpitala, Sebastian postanowił że zrobi jakieś zakupy. W końcu mimo wypadku Joasi musieli jakoś normalnie funkcjonować. Maciek przypominał sobie o tym kilka minut później, gdy wychodził za potrzebą do toalety. Kiedy wracał już do sali i dzieliło go już tylko kroków, stanął jak wryty. W jego kierunku z naprzeciwka szła koleżanka z jego klasy, Marta.
- Maciek? - rzuciła zdumiona, zatrzymując się w odległości zaledwie jednego kroku od niego. Nie spodziewała się, że go tutaj zastanie. A tym bardziej on nie spodziewał się jej.
- Co... co ty tu robisz? Śledziłaś mnie? - spytał lekko oburzony
wtorek, 2 grudnia 2014
Zbuntowany cz. 5
Maciek połączył ze sobą wszystkie fakty i domysły. Osoba szanowana i lubiana przez nauczycieli, której w ciemno można wierzyć. Czyli ma świetną reputację wśród pracowników szkoły, zapewne nie tylko dzięki zachowaniu, ale także ocenom. Do tego jest to osoba, która chciała zaszkodzić Marcie poprzez treść plotki oraz jemu, zrzucając na niego oskarżenie. W klasie była tylko jedna osoba, która pasowała do tego „profilu”. Ewa Paszteciak. Czyli to miałaby być zemsta za uzyskanie lepszego wyniku na sprawdzianie? Głupi motyw, ale biorąc pod uwagę jej reakcję po ogłoszeniu ocen, całkiem prawdopodobny. Ale co miała do Marty? A może Marta była tylko przypadkową ofiarą? W końcu kogoś te plotki musiały dotyczyć.
- Już ja ci pokażę – poprzysiągł sobie w duchu.
Do końca lekcji był jakby nieobecny, ani razu nie spojrzał w stronę Marty, która chyba już mu nie wierzyła. Ale uwierzy, kiedy dostanie niepodważalny dowód winy Ewy. Na przerwie poszedł za „podejrzaną”. Zamierzał sprowokować ją do przyznania się i nagrać to, ale zanim wyszła na podwórko, podeszła do niej wychowawczyni i zaprowadziła ją do pokoju nauczycielskiego.
- Mam cię suko – teraz już nie miał wątpliwości że to właśnie Ewa chce zrzucić na niego winę
Zaczekał aż dziewczyna wróci z powrotem na korytarz. Stało się to kilka chwil później. Nie chciał atakować jej od razu przy pokoju nauczycielskim, żeby nie domyśliła się że ją obserwował. W tym czasie włączył dyktafon w smartfonie i kilka kroków później.
- Ewa, możemy pogadać?
- Czego chcesz? - odparła obojętnie, zatrzymując się przy ścianie
- Wiem że to ty. Po co rozpuszczasz plotki o Marcie?
- Nie rozumiem o czym mówisz.
- Przestań udawać – rzucił stanowczo – Dobrze wiem że chcesz się na mnie odegrać i dlatego zrzucasz winę na mnie. Ale dlaczego akurat o Marcie musiałaś nagadać bzdur.
- Wiesz co? - uśmiechnęła się szyderczo – Marta za bardzo cwaniakowała, no to się doigrała. A ty... ty po prostu jesteś dupkiem. Niepotrzebnie się wypierasz, bo to mnie nauczyciele będą wierzyć, a nie tobie.
- No i co ci to da? Cieszysz się że na nią nagadałaś? Cieszysz się że mnie udupiłaś? Jesteś z siebie dumna?
- Owszem, jestem. Powiem więcej: zrobiłabym to jeszcze raz.
- Prawda i tak wyjdzie na jaw – ostrzegł ją na co ona parsknęła śmiechem i odeszła. Nie wiedziała że Maciek nagrał całą rozmowę i ma teraz dowód, który oczyści go z zarzutów. Nie zamierzał szantażować dziewczyny. Od razu poszedł do wychowawczyni, aby odtworzyć jej tę wymianę zdań...
Na lekcję fizyki dotarł mocno spóźniony, ale usprawiedliwiła to wychowawczyni, która tym razem poprosiła do siebie Ewę. Rozmowa trwała dobre kilkanaście minut, dopiero pod koniec zajęć dziewczyna wróciła do klasy ze spuszczoną głową i zatrzymała się na środku, pod samą tablicą.
- Ewa ma wam wszystkim coś ważnego do powiedzenia – oznajmiła wychowawczyni, na co fizyk usunął się na bok i przysiadł na krześle
- To ja wygadywałam te wszystkie bzdury o Marcie, przyznaję się – powiedziała jednym tchem, nie podnosząc wzroku ani na chwilę – Chciałabym ją z tego miejsca za to przeprosić.
- Coś jeszcze? - dodała wychowawczyni, gdy Ewa zamilkła
- I Maćka, za fałszywe oskarżenia.
- Wracaj na miejsce – zwróciła się do niej – Przepraszam bardzo, już może pan kontynuować lekcję.
Na przerwie, przed drugą lekcją fizyki większość klasy powtarzała materiał do sprawdzianu. Maciek wpadł jednak na pewien pomysł. Nie zamierzał puścić Ewie tego płazem. Pożyczył ściągę od Adriana, poszedł do szkolnego ksero wykonać kopię, a następnie schował ją do kieszeni.
- Maciek? - podeszła do niego Marta – Czy ja dobrze widziałam?
- Co widziałaś?
- Ściąga? Przecież ty jesteś całkiem dobry z fizyki.
- Ale to nie dla mnie – uśmiechnął się chytrze – To dla Ewy.
- Słucham?
- Wiesz co będzie jeśli fizyk ją nakryje ze ściągą? To będzie hit miesiąca!
- Maciek... - westchnęła – Mamy prawo być na nią wściekli, ale to jeszcze nie powód...
- Zasłużyła sobie na to. Niech wie że z nami się nie zaczyna.
- Chyba z tobą, to twój pomysł – nie chciała mieć z tym nic wspólnego – A tak w ogóle jak zamierzasz jej to podrzucić?
- Nie martw się, mam swoje sposoby – puścił do niej oczko
- Odpuść – rzekła błagalnym tonem – Maciek, proszę cię.
Nie zdążył jej odpowiedzieć, bowiem przerwa dobiegła końca, a fizyk przyszedł równo z dzwonkiem by otworzyć klasę. Dziewczyna miała jednak nadzieję że posłucha jej prośby i odmówi sobie zemsty. Brunet jednak chciał za wszelką cenę dopiec Ewie, by już nigdy nie odważyła się wrobić go w jakąś aferę. Zanim nauczyciel rozdał testy, poprosił klasową prymuskę by wyrwała mu kartkę z zeszytu. Wykorzystał moment jej nieuwagi, gdy otwierała zeszyt i wtedy wsunął ściągę pod papier, który miała przygotowany dla siebie. Teraz pozostało tylko czekać. Prędzej czy później Ewa podniesie kartkę, a wtedy ściąga będzie widoczna. Nauczyciel będzie musiał to zauważyć.
Tak też się stało. Mniej więcej w połowie lekcji, kiedy dziewczyna odwracała stronę, dostrzegła mały papierowy kwadracik na ławce. Podniosła go zaintrygowana, lecz zanim zdążyła cokolwiek przeczytać, nauczyciel podszedł do niej i poprosił o oddanie mu karteczki.
- Proszę, proszę – mruknął pod nosem – Wzór na pierwszą prędkość kosmiczną, na drugą, na siłę grawitacji... Ewa, po kim jak po kim, ale po tobie bym się tego nie spodziewał.
- Ale to nie moje!
- No jak nie twoje, przecież widziałem że to ty trzymasz ściągę w ręce.
- Uuu, Ewcia ściągała – padł już pierwszy komentarz
- Nieładnie
- Pałę jej!
- Przykro mi, ale to koniec sprawdzianu dla ciebie – niemal siłą musiał wyrwać jej kartkę, na której pisała – Zapraszam w drugim terminie, a teraz, skoro już skończyłaś, możesz iść do domu. To wasza ostatnia lekcja, prawda?
Kilka osób przytaknęło, natomiast Ewa pospiesznie wrzuciła wszystkie rzeczy do torby i ze łzami w oczach wybiegła z klasy. Marta spuściła głowę zażenowana. Czyli jednak Maciek nie odpuścił.
Po lekcji dogoniła go w drodze do domu. Szedł sam, więc od razu mogła przejść do rzeczy.
- Przecież prosiłam cię, żebyś nic nie robił! Ewa wszystko odwołała, to wystarczy.
- Zasłużyła na karę – rzucił niewzruszony
- Zawsze musi wyjść na twoje, co? Zawsze musisz robić wszystko po swojemu?
- O co ci chodzi? Ty nie chciałaś, ale za to ja miałem ochotę dać jej nauczkę.
Zatrzymała się i złapała go za ramię. Obrócił się, dopiero wtedy spojrzał na nią. Nie wyglądała na zachwyconą.
- Komu ty chciałeś zrobić na złość? Mnie czy jej? Bo mnie się jednak zdaje, że mi też chciałeś dowalić. I wiesz co? - uśmiechnęła się ironicznie – Udało ci się. Bo teraz wszyscy myślą że to ja ciebie namówiłam, a ty mnie po prostu kryjesz. Dzięki wielkie!
- No tak, strzel focha, to najlepiej potrafisz!
Marta zacisnęła zęby, spojrzała w obie strony i widząc że nic nie nadjeżdża, przeszła na drugą stronę ulicy. Była wściekła. No ale na co liczyła? Że właśnie jej posłucha, skoro nawet zdanie własnej siostry go nie obchodziło? Pretensje tak naprawdę mogła mieć tylko do siebie. Gdyby nie widziano ich razem przed sprawdzianem, nikt nie podejrzewałby ich o spisek.
Maciek po powrocie do domu tradycyjnie rzucił plecak w kąt i zasiadł przed komputerem. Nic lepszego nie miał do roboty. Doskonale wiedział że Aśka ugotuje coś do jedzenia i posprząta kiedy wróci z pracy. Wyłączył grę dopiero gdy siostra wróciła. Ku jego zaskoczeniu, dzisiaj kupiła dla nich jedzenie ze słoika. Nastolatek przyjrzał się uważnie, po czym prychnął.
- Coś ci nie pasuje? - Aśka odwróciła głowę w jego stronę
- Żarcie ze słoika? To co to, porządnego obiadu dzisiaj nie będzie?
- To też porządny obiad, nie rozumiem o co ci chodzi.
- Nie możesz nic ugotować?
- Dzisiaj nie mam czasu – rozłożyła bezradnie ręce – Jestem umówiona.
- Z Sebastianem? - spytał z nadzieją w głosie
- Nie, z Mateuszem.
- Z tym deklem – dodał pod nosem, jednak mimo to Asia usłyszała komentarz
- Nie mów tak o nim. Tak naprawdę to go nie znasz.
- I nie chcę poznać. Idę na rower.
Joasia nie przejęła się słowami brata. Przyzwyczaiła się już że często bywa niezadowolony. Spędził godzinę poza domem, a kiedy wrócił, blondynka kończyła przygotowywać się do randki ze swoim chłopakiem. Ubrała cienką, prawie prześwitującą żółtą bluzkę z dużym dekoltem, czarną spódniczkę do połowy ud, rajstopy i dziesięciocentymetrowe szpilki. Usta wymalowała czerwoną szminką, rzęsy podkreśliła czarnym tuszem, a swoje długie blond włosy spięła w koka.
- Niepotrzebnie się starasz – rzucił, przechodząc obok niej
- Niby dlaczego?
- Bo nawet jak się rozbierzesz i rozłożysz nogi szeroko to ten twój Mateusz i tak nie będzie wiedział co robić.
- Naprawdę, masz specyficzne poczucie humoru... - pokręciła głową zrezygnowana – Jak wyglądam?
- Gdybym nie był twoim bratem to rzuciłbym się na ciebie, zerwał ubranie i posuwał do utraty tchu.
Spojrzała na niego spode łba. Liczyła na poważną odpowiedź.
- Dobra, skoro chcesz żebym naprawdę powiedział co myślę... Tylko nie mów potem że jestem bezczelny – zaznaczył – Wyglądasz jak dziwka. Jeszcze mogłabyś rzuć rzuć gumę i kręcić kółka lśniącą, skórzaną torebką, a nie mogłabyś odpędzić się od stada napalonych facetów gotów wywalić kilka zielonych banknotów byle tylko cię przelecieć.
- Wiesz co? Tym razem przesadziłeś! Twoje zachowanie w niedzielę jeszcze przełknęłam, ale porównanie do prostytutki... Nigdy ci tego nie wybaczę!
Zgarnęła torebkę z szafki i płaszcz z wieszaka, po czym wyszła trzaskając drzwiami. Maciek wzruszył ramionami, w ogóle nie zareagował na groźbę siostry.
- Prędzej czy później ci przejdzie – powiedział sobie w myślach.
Następnego ranka ze zdumieniem stwierdził że Aśka nie wróciła na noc. „Czyli jednak Mateusz wiedział co robić z dziewczyną w łóżku” - pomyślał. Nawet nie zadzwonił do siostry, stwierdził że nie będzie psuł jej humoru z rana. Zapewne nadal się na niego gniewała za wczoraj. Poszedł do szkoły jak gdyby nigdy nic. Nie miał pojęcia co stało się tej nocy, jego domysły były dalekie od prawdy. Przed lekcją próbował jeszcze podejść do Marty, ale ta wyraźnie go ignorowała. Nadal gniewała się za wczoraj.
- A kij z nią, niech się focha – machnął ręką zrezygnowany. Postanowił robić to samo co ona – nie zwracać uwagi.
Klasa II „c” siedziała na religii i słuchała kolejnej z opowieści księdza, kiedy w sali rozległo się pukanie do drzwi, a w progu pojawił się dyrektor i dwóch policjantów.
- Szukamy Maćka Cebulskiego – oznajmił jeden z mundurowych. Maciek natychmiast wstał i oznajmił że to o niego chodzi.
- Stary, coś ty przeskrobał? - rzucił Tomek Sztacheta. W odpowiedzi brunet wzruszył tylko ramionami. Nie miał pojęcia w jakiej sprawie przychodzi do niego policja. Czyżby rewanż ze strony Ewy?
- To się doigrał – stwierdziła Paulina, kiedy drzwi sali się zamknęły. Minęła dobra chwila nim ksiądz uspokoił klasę.
- O co chodzi? - spytał Maciek
- Joanna Cebulska to pańska rodzina?
- To moja siostra. Ale... czego wy od niej chcecie?
- Pana siostra jest w szpitalu.
Wykonał krok w tył i oparł się o ścianę. W pierwszej chwili przyszło mu do głowy że została zgwałcona. Przecież była nawet trochę wyzywająco ubrana, jakiś facet zapewne nie wytrzymał, zaciągnął w jakiś ciemny róg i tam...
- Wczorajszego wieczora została potrącona przez samochód.
Sam nie wiedział czy to lepsze niż gwałt, czy nie. Ale dlaczego powiadomili go dopiero teraz? Gdy o to spytał, policjanci wyjaśnili że nie znaleziono przy niej dokumentów, sprawca natomiast zbiegł z miejsca wypadku. Dopiero rano, po operacji, pielęgniarka ją zidentyfikowała. Był tak wstrząśnięty, że nawet nie zastanawiał się skąd pracownica szpitala znała jego siostrę.
- Chcę do niej pojechać.
- Zawieziemy tam pana.
Wrócił do klasy tylko po to, by zabrać swoje rzeczy. Nie dało się nie zauważyć, że chłopak jest blady i ledwie trzyma się na nogach. Niektórzy nawet dostrzegli strach w jego oczach. Nie wiedzieli o czym rozmawiał z policją, ale doszli do wniosku że musiało stać się coś poważnego, skoro tak bardzo się przejął i opuszczał lekcję.
- Już ja ci pokażę – poprzysiągł sobie w duchu.
Do końca lekcji był jakby nieobecny, ani razu nie spojrzał w stronę Marty, która chyba już mu nie wierzyła. Ale uwierzy, kiedy dostanie niepodważalny dowód winy Ewy. Na przerwie poszedł za „podejrzaną”. Zamierzał sprowokować ją do przyznania się i nagrać to, ale zanim wyszła na podwórko, podeszła do niej wychowawczyni i zaprowadziła ją do pokoju nauczycielskiego.
- Mam cię suko – teraz już nie miał wątpliwości że to właśnie Ewa chce zrzucić na niego winę
Zaczekał aż dziewczyna wróci z powrotem na korytarz. Stało się to kilka chwil później. Nie chciał atakować jej od razu przy pokoju nauczycielskim, żeby nie domyśliła się że ją obserwował. W tym czasie włączył dyktafon w smartfonie i kilka kroków później.
- Ewa, możemy pogadać?
- Czego chcesz? - odparła obojętnie, zatrzymując się przy ścianie
- Wiem że to ty. Po co rozpuszczasz plotki o Marcie?
- Nie rozumiem o czym mówisz.
- Przestań udawać – rzucił stanowczo – Dobrze wiem że chcesz się na mnie odegrać i dlatego zrzucasz winę na mnie. Ale dlaczego akurat o Marcie musiałaś nagadać bzdur.
- Wiesz co? - uśmiechnęła się szyderczo – Marta za bardzo cwaniakowała, no to się doigrała. A ty... ty po prostu jesteś dupkiem. Niepotrzebnie się wypierasz, bo to mnie nauczyciele będą wierzyć, a nie tobie.
- No i co ci to da? Cieszysz się że na nią nagadałaś? Cieszysz się że mnie udupiłaś? Jesteś z siebie dumna?
- Owszem, jestem. Powiem więcej: zrobiłabym to jeszcze raz.
- Prawda i tak wyjdzie na jaw – ostrzegł ją na co ona parsknęła śmiechem i odeszła. Nie wiedziała że Maciek nagrał całą rozmowę i ma teraz dowód, który oczyści go z zarzutów. Nie zamierzał szantażować dziewczyny. Od razu poszedł do wychowawczyni, aby odtworzyć jej tę wymianę zdań...
Na lekcję fizyki dotarł mocno spóźniony, ale usprawiedliwiła to wychowawczyni, która tym razem poprosiła do siebie Ewę. Rozmowa trwała dobre kilkanaście minut, dopiero pod koniec zajęć dziewczyna wróciła do klasy ze spuszczoną głową i zatrzymała się na środku, pod samą tablicą.
- Ewa ma wam wszystkim coś ważnego do powiedzenia – oznajmiła wychowawczyni, na co fizyk usunął się na bok i przysiadł na krześle
- To ja wygadywałam te wszystkie bzdury o Marcie, przyznaję się – powiedziała jednym tchem, nie podnosząc wzroku ani na chwilę – Chciałabym ją z tego miejsca za to przeprosić.
- Coś jeszcze? - dodała wychowawczyni, gdy Ewa zamilkła
- I Maćka, za fałszywe oskarżenia.
- Wracaj na miejsce – zwróciła się do niej – Przepraszam bardzo, już może pan kontynuować lekcję.
Na przerwie, przed drugą lekcją fizyki większość klasy powtarzała materiał do sprawdzianu. Maciek wpadł jednak na pewien pomysł. Nie zamierzał puścić Ewie tego płazem. Pożyczył ściągę od Adriana, poszedł do szkolnego ksero wykonać kopię, a następnie schował ją do kieszeni.
- Maciek? - podeszła do niego Marta – Czy ja dobrze widziałam?
- Co widziałaś?
- Ściąga? Przecież ty jesteś całkiem dobry z fizyki.
- Ale to nie dla mnie – uśmiechnął się chytrze – To dla Ewy.
- Słucham?
- Wiesz co będzie jeśli fizyk ją nakryje ze ściągą? To będzie hit miesiąca!
- Maciek... - westchnęła – Mamy prawo być na nią wściekli, ale to jeszcze nie powód...
- Zasłużyła sobie na to. Niech wie że z nami się nie zaczyna.
- Chyba z tobą, to twój pomysł – nie chciała mieć z tym nic wspólnego – A tak w ogóle jak zamierzasz jej to podrzucić?
- Nie martw się, mam swoje sposoby – puścił do niej oczko
- Odpuść – rzekła błagalnym tonem – Maciek, proszę cię.
Nie zdążył jej odpowiedzieć, bowiem przerwa dobiegła końca, a fizyk przyszedł równo z dzwonkiem by otworzyć klasę. Dziewczyna miała jednak nadzieję że posłucha jej prośby i odmówi sobie zemsty. Brunet jednak chciał za wszelką cenę dopiec Ewie, by już nigdy nie odważyła się wrobić go w jakąś aferę. Zanim nauczyciel rozdał testy, poprosił klasową prymuskę by wyrwała mu kartkę z zeszytu. Wykorzystał moment jej nieuwagi, gdy otwierała zeszyt i wtedy wsunął ściągę pod papier, który miała przygotowany dla siebie. Teraz pozostało tylko czekać. Prędzej czy później Ewa podniesie kartkę, a wtedy ściąga będzie widoczna. Nauczyciel będzie musiał to zauważyć.
Tak też się stało. Mniej więcej w połowie lekcji, kiedy dziewczyna odwracała stronę, dostrzegła mały papierowy kwadracik na ławce. Podniosła go zaintrygowana, lecz zanim zdążyła cokolwiek przeczytać, nauczyciel podszedł do niej i poprosił o oddanie mu karteczki.
- Proszę, proszę – mruknął pod nosem – Wzór na pierwszą prędkość kosmiczną, na drugą, na siłę grawitacji... Ewa, po kim jak po kim, ale po tobie bym się tego nie spodziewał.
- Ale to nie moje!
- No jak nie twoje, przecież widziałem że to ty trzymasz ściągę w ręce.
- Uuu, Ewcia ściągała – padł już pierwszy komentarz
- Nieładnie
- Pałę jej!
- Przykro mi, ale to koniec sprawdzianu dla ciebie – niemal siłą musiał wyrwać jej kartkę, na której pisała – Zapraszam w drugim terminie, a teraz, skoro już skończyłaś, możesz iść do domu. To wasza ostatnia lekcja, prawda?
Kilka osób przytaknęło, natomiast Ewa pospiesznie wrzuciła wszystkie rzeczy do torby i ze łzami w oczach wybiegła z klasy. Marta spuściła głowę zażenowana. Czyli jednak Maciek nie odpuścił.
Po lekcji dogoniła go w drodze do domu. Szedł sam, więc od razu mogła przejść do rzeczy.
- Przecież prosiłam cię, żebyś nic nie robił! Ewa wszystko odwołała, to wystarczy.
- Zasłużyła na karę – rzucił niewzruszony
- Zawsze musi wyjść na twoje, co? Zawsze musisz robić wszystko po swojemu?
- O co ci chodzi? Ty nie chciałaś, ale za to ja miałem ochotę dać jej nauczkę.
Zatrzymała się i złapała go za ramię. Obrócił się, dopiero wtedy spojrzał na nią. Nie wyglądała na zachwyconą.
- Komu ty chciałeś zrobić na złość? Mnie czy jej? Bo mnie się jednak zdaje, że mi też chciałeś dowalić. I wiesz co? - uśmiechnęła się ironicznie – Udało ci się. Bo teraz wszyscy myślą że to ja ciebie namówiłam, a ty mnie po prostu kryjesz. Dzięki wielkie!
- No tak, strzel focha, to najlepiej potrafisz!
Marta zacisnęła zęby, spojrzała w obie strony i widząc że nic nie nadjeżdża, przeszła na drugą stronę ulicy. Była wściekła. No ale na co liczyła? Że właśnie jej posłucha, skoro nawet zdanie własnej siostry go nie obchodziło? Pretensje tak naprawdę mogła mieć tylko do siebie. Gdyby nie widziano ich razem przed sprawdzianem, nikt nie podejrzewałby ich o spisek.
Maciek po powrocie do domu tradycyjnie rzucił plecak w kąt i zasiadł przed komputerem. Nic lepszego nie miał do roboty. Doskonale wiedział że Aśka ugotuje coś do jedzenia i posprząta kiedy wróci z pracy. Wyłączył grę dopiero gdy siostra wróciła. Ku jego zaskoczeniu, dzisiaj kupiła dla nich jedzenie ze słoika. Nastolatek przyjrzał się uważnie, po czym prychnął.
- Coś ci nie pasuje? - Aśka odwróciła głowę w jego stronę
- Żarcie ze słoika? To co to, porządnego obiadu dzisiaj nie będzie?
- To też porządny obiad, nie rozumiem o co ci chodzi.
- Nie możesz nic ugotować?
- Dzisiaj nie mam czasu – rozłożyła bezradnie ręce – Jestem umówiona.
- Z Sebastianem? - spytał z nadzieją w głosie
- Nie, z Mateuszem.
- Z tym deklem – dodał pod nosem, jednak mimo to Asia usłyszała komentarz
- Nie mów tak o nim. Tak naprawdę to go nie znasz.
- I nie chcę poznać. Idę na rower.
Joasia nie przejęła się słowami brata. Przyzwyczaiła się już że często bywa niezadowolony. Spędził godzinę poza domem, a kiedy wrócił, blondynka kończyła przygotowywać się do randki ze swoim chłopakiem. Ubrała cienką, prawie prześwitującą żółtą bluzkę z dużym dekoltem, czarną spódniczkę do połowy ud, rajstopy i dziesięciocentymetrowe szpilki. Usta wymalowała czerwoną szminką, rzęsy podkreśliła czarnym tuszem, a swoje długie blond włosy spięła w koka.
- Niepotrzebnie się starasz – rzucił, przechodząc obok niej
- Niby dlaczego?
- Bo nawet jak się rozbierzesz i rozłożysz nogi szeroko to ten twój Mateusz i tak nie będzie wiedział co robić.
- Naprawdę, masz specyficzne poczucie humoru... - pokręciła głową zrezygnowana – Jak wyglądam?
- Gdybym nie był twoim bratem to rzuciłbym się na ciebie, zerwał ubranie i posuwał do utraty tchu.
Spojrzała na niego spode łba. Liczyła na poważną odpowiedź.
- Dobra, skoro chcesz żebym naprawdę powiedział co myślę... Tylko nie mów potem że jestem bezczelny – zaznaczył – Wyglądasz jak dziwka. Jeszcze mogłabyś rzuć rzuć gumę i kręcić kółka lśniącą, skórzaną torebką, a nie mogłabyś odpędzić się od stada napalonych facetów gotów wywalić kilka zielonych banknotów byle tylko cię przelecieć.
- Wiesz co? Tym razem przesadziłeś! Twoje zachowanie w niedzielę jeszcze przełknęłam, ale porównanie do prostytutki... Nigdy ci tego nie wybaczę!
Zgarnęła torebkę z szafki i płaszcz z wieszaka, po czym wyszła trzaskając drzwiami. Maciek wzruszył ramionami, w ogóle nie zareagował na groźbę siostry.
- Prędzej czy później ci przejdzie – powiedział sobie w myślach.
Następnego ranka ze zdumieniem stwierdził że Aśka nie wróciła na noc. „Czyli jednak Mateusz wiedział co robić z dziewczyną w łóżku” - pomyślał. Nawet nie zadzwonił do siostry, stwierdził że nie będzie psuł jej humoru z rana. Zapewne nadal się na niego gniewała za wczoraj. Poszedł do szkoły jak gdyby nigdy nic. Nie miał pojęcia co stało się tej nocy, jego domysły były dalekie od prawdy. Przed lekcją próbował jeszcze podejść do Marty, ale ta wyraźnie go ignorowała. Nadal gniewała się za wczoraj.
- A kij z nią, niech się focha – machnął ręką zrezygnowany. Postanowił robić to samo co ona – nie zwracać uwagi.
Klasa II „c” siedziała na religii i słuchała kolejnej z opowieści księdza, kiedy w sali rozległo się pukanie do drzwi, a w progu pojawił się dyrektor i dwóch policjantów.
- Szukamy Maćka Cebulskiego – oznajmił jeden z mundurowych. Maciek natychmiast wstał i oznajmił że to o niego chodzi.
- Stary, coś ty przeskrobał? - rzucił Tomek Sztacheta. W odpowiedzi brunet wzruszył tylko ramionami. Nie miał pojęcia w jakiej sprawie przychodzi do niego policja. Czyżby rewanż ze strony Ewy?
- To się doigrał – stwierdziła Paulina, kiedy drzwi sali się zamknęły. Minęła dobra chwila nim ksiądz uspokoił klasę.
- O co chodzi? - spytał Maciek
- Joanna Cebulska to pańska rodzina?
- To moja siostra. Ale... czego wy od niej chcecie?
- Pana siostra jest w szpitalu.
Wykonał krok w tył i oparł się o ścianę. W pierwszej chwili przyszło mu do głowy że została zgwałcona. Przecież była nawet trochę wyzywająco ubrana, jakiś facet zapewne nie wytrzymał, zaciągnął w jakiś ciemny róg i tam...
- Wczorajszego wieczora została potrącona przez samochód.
Sam nie wiedział czy to lepsze niż gwałt, czy nie. Ale dlaczego powiadomili go dopiero teraz? Gdy o to spytał, policjanci wyjaśnili że nie znaleziono przy niej dokumentów, sprawca natomiast zbiegł z miejsca wypadku. Dopiero rano, po operacji, pielęgniarka ją zidentyfikowała. Był tak wstrząśnięty, że nawet nie zastanawiał się skąd pracownica szpitala znała jego siostrę.
- Chcę do niej pojechać.
- Zawieziemy tam pana.
Wrócił do klasy tylko po to, by zabrać swoje rzeczy. Nie dało się nie zauważyć, że chłopak jest blady i ledwie trzyma się na nogach. Niektórzy nawet dostrzegli strach w jego oczach. Nie wiedzieli o czym rozmawiał z policją, ale doszli do wniosku że musiało stać się coś poważnego, skoro tak bardzo się przejął i opuszczał lekcję.
poniedziałek, 1 grudnia 2014
Zbuntowany cz. 4
- Jak ja nienawidzę poniedziałków... - westchnął Maciek, kiedy na wpół przytomny zerwał się z łóżka, by wyłączyć go irytujący dźwięk budzika – I jeszcze ta cholerna biologia na początek!
Dzisiaj przez niego klasa powtarzała sprawdzian. Nauczycielka zagroziła, że jeśli jeszcze raz powtórzy się sytuacja z ubiegłego tygodnia to wszystkim za pytania, do których ktokolwiek poda odpowiedzi, niezależnie od tego czy będą one prawidłowe czy nie, wszyscy dostaną zero punktów przy tych zadaniach. Maciek nie chciał psuć wyników innym osobom z klasy. Przecież nie byli jego wrogami. Poza tym, powtarzanie tego samego wybryku byłoby co najmniej nudne.
- Chociaż jakby tak Paszteciakowa dostała tróję to byłaby niezła akcja – przyznał, wyobrażając sobie lament dziewczyny, dla której każda inna ocena niż piątka czy szóstka była porażką nie do zniesienia.
Nigdy nie radził sobie dobrze z biologią, ale tym razem był przygotowany. Specjalnie żeby jego poprzedni plan się udał musiał wykuć na blachę cały materiał. O dziwo, przez ten tydzień niewiele tej wiedzy ulotniło się z jego umysłu.
- No to zaskoczę wszystkich i napiszę najlepiej ze wszystkich ten sprawdzian – uśmiechnął się pod nosem.
Choć nauczycielka zapowiadała że dzisiejsze zadania będą trudniejsze niż poprzednio, większość klasy tego nie odczuła. Uważali iż poziom trudności był zbliżony do tego sprzed tygodnia, a może nawet trochę łatwiej było uzbierać kilka punkcików zapewniających ocenę dopuszczającą. Po przerwie głównym tematem rozmów był właśnie pisany przez nich sprawdzian.
- Jak ci poszło? - spytała Sylwia
- A wiesz, tak sobie. Z trójki będę zadowolona – przyznała Anka – A tobie?
- Średnio, też liczę na trzy.
- A ja tam jestem z siebie zadowolona – do rozmowy wtrąciła się Ewa – Znów będę najlepsza w klasie.
Dziewczyny puściły jej uwagę mimo uszu. Ewa potrafiła być irytująca, szczególnie kiedy właśnie przechwalała się swoimi wynikami w nauce, kiedy nie kryła się ze swoim samouwielbieniem. Jak to kiedyś stwierdziła Natalia, powinna wyjść za mąż za swoje odbicie lustrzane. Dozgonna i bezinteresowna miłość gwarantowana.
- Oj Ewcia, Ewcia – przechodząca obok Marta nie mogła darować sobie komentarza – Żebyś ty się nie zdziwiła...
- A co, może ty lepiej ode mnie napisałaś?
- Nie wiem, może – uśmiechnęła się tajemniczo – Ale mam nadzieję że w końcu ktoś utrze ci nosa. A najlepiej żeby to był ktoś, po kim nie można spodziewać się takiego wyniku...
I rzeczywiście, Marta miała rację. Tydzień później nauczycielka przyniosła już sprawdzone prace klasowe i dyktowała oceny.
- Dąbek, jak zwykle się nie popisałeś. Niedostateczny. Flacki, to samo. Wy to chyba nigdy się nie nauczycie na pierwszy termin. Chorzy byście byli...
- No to zaraz jeszcze Cebulski do paki i mamy tradycyjny zestaw – zaśmiał się Filip
- Ty się Kasjer tak nie ciesz, bo trzecią i ostatnią osobą która dostała jedynkę jesteś właśnie ty.
- Cooo?! - chłopak wytrzeszczył oczy, a po klasie rozległ się cichy chichot.
- Zamydla Ola dwa – kontynuowała nauczycielka – Mielnik Iwona dwa, Mieszalski Tomek dwa, Rafał Wilowski dwa, Woźnica Krzysztof dwa plus, Kwaśnik Czarek dwa plus...
- Robi się ciekawie – szepnęła Sylwii na ucho Anka
- Kranicka Anna trzy, Sztacheta Tomasz trzy, Gizior Katarzyna trzy, Nowak Anna trzy, Bogacka Sylwia trzy plus... Jakuż Bartłomiej trzy plus... Kturyj Adrian cztery, Trzepielnik Dawid cztery, Lułecka Paulina cztery, Przela Marta cztery plus. Paszteciak Ewa pięć.
- No i co cwaniaro? - rzuciła Ewa do Marty półszeptem
- I teraz największe zaskoczenie poniedziałkowego sprawdzianu. Cebulski Maciej pięć. Dwadzieścia trzy punkty na dwadzieścia trzy możliwe. Widzisz, jak chcesz to jednak potrafisz, gratuluję.
Ewa, a zresztą nie tylko ona ale i większość klasy, nie mogła uwierzyć w to co usłyszała. Ten sam Cebulski, który dotychczas miał dwie dwóje i jedynkę z biologii teraz był od niej lepszy? Jakim cudem?! Jak to się stało?!
- Proszę pani, a to na pewno nie jest żadna pomyłka? - zapytała ze łzami w oczach
- Ale o co ci chodzi? Maciek, choć w dość kontrowersyjny sposób już dwa tygodnie temu pokazał że jest przygotowany. Po prostu się nauczył, szkoda tylko że chęci ma raz na rok...
Brunet tylko rozłożył ręce, kiedy spoczął na nim wzrok nauczycielki. Co miał powiedzieć? Że tym razem chciał wszystkich zaskoczyć? Wiele osób było jednak zadowolonych, a przede wszystkim ci, którzy nie lubili Ewy. Dla niej to był spory cios, dotychczas miała Maćka za idiotę, tak jak jeszcze kilka niektórych osób, które nie miały okazji lepiej go poznać.
Maciek jednak nie obnosił się z tym sukcesem. Sam nawet ucinał temat, choć trochę cieszyło go że jest na językach całej klasy. Niektórzy nawet sugerowali, że to początek jego wielkiej przemiany, że nagle z buntownika stanie się pilnym uczniem, a ten wynik na sprawdzianie z biologii to pierwszy krok. On jednak zamierzał pozostać sobą, a ta dobra ocena miała być jednorazowym wyskokiem, który być może jeszcze kiedyś powtórzy.
Dwa dni później Maciek zaraz po drugiej lekcji, języku polskim, poszedł za salę gimnastyczną zapalić papierosa. Było tam też kilka osób z maturalnej klasy, a nawet niektórzy z pierwszej, ale największe tłumy zawsze schodziły się po trzeciej lekcji, na najdłuższej przerwie w ciągu dnia. Właśnie dlatego brunet przychodził jedną godzinę lekcyjną wcześniej, nie lubił zbyt dużych zgromadzeń, wolał trzymać się z daleka. Nagle niespodziewanie zza rogu wyszła Marta. Zatrzymała się, odnalazła wzrokiem Maćka i podeszła do niego.
- Nie wiedziałem że palisz – zwrócił się do niej
- Nie palę, chcę z tobą pogadać.
- Ze mną? - uniósł brwi ze zdumienia – Zaraz, zajęty jestem.
Marta jednak nie zamierzała czekać. Wyrwała mu papierosa z ręki, rzuciła na ziemię i przydepnęła. Wyglądała na zdenerwowaną.
- Idziemy czy wolisz gadać przy wszystkich.
- No dobrze, już dobrze – dał za wygraną. Poszli na boisko szkolne, gdzie o tej porze nie było ani żywej duszy. Idealne miejsce by porozmawiać w cztery oczy.
- Dobrze się bawisz? - rzuciła ostrym tonem
- Słucham?
- Pytam czy dobrze się bawisz.
- A możesz mi powiedzieć o co ci chodzi? - naprawdę nie wiedział z jakiego powodu dziewczyna ma do niego pretensje
- Już ty dobrze wiesz o co...
- Gdybym wiedział, to bym nie pytał.
- Rozpuszczasz o mnie ploty – powiedziała to tak, jakby miała już dowody że to jego sprawka
- Że co? Jakie niby ploty?
- Że sypiam z facetem mojej matki! Człowieku, ty jesteś nienormalny! To że po rozwodzie moich rodziców polubiłam jej nowego partnera to jeszcze nic nie znaczy. Ale ty oczywiście musiałeś wymyślić jakąś bajeczkę, bo nie byłbyś sobą gdybyś czegoś nie odwalił. A wiesz w ogóle że słowa mogą zranić i to bardzo?
- Czekaj, czekaj – Maciek starał się zachować spokój pomimo oskarżeń koleżanki – Ktoś rozpowiada w szkole że sypiasz ze swoim ojczymem?
- Nie ktoś, tylko ty! Miałbyś chociaż odwagę się przyznać – rzuciła z pogardą
- Nie będę przyznawał się do czegoś, czego nie zrobiłem.
- Akurat, nie ty – Marta wciąż była przekonana że ma rację – To kto?
- Skąd ja mam to wiedzieć? Co ja kurwa, jasnowidz? Słuchaj, ja mam różne odpały, sama wiesz. Ale nigdy nie rozpuszczałem plotek. To nie w moim stylu.
- No to kto? - powtórzyła, tym razem spokojniej
- Masz jakieś podejrzenia?
- Ciebie. Ale skoro twierdzisz że to nie ty...
- Bo to nie ja – podkreślił dobitnie – Komuś musiałaś nieźle zajść za skórę, skoro coś takiego wymyślił.
- Teraz wszyscy się ze mnie śmieją i mi docinają – westchnęła załamana
- Wszyscy? A ja co, zacząłem się śmiać? Normalnie pękłem ze śmiechu...
- To ty jeden... No i może jeszcze Sylwia i Anka. A reszta dobrze się bawi moim kosztem... Niech no tylko ja dorwę tego co te ploty rozpuszcza... - zacisnęła rękę w pięść – Maciek, mam do ciebie prośbę.
- Ty do mnie? A zawsze myślałem że za mną nie przepadasz.
- Bo na siłę robisz z siebie idiotę, chociaż ostatnio nic nie zrobiłeś...
- No właśnie, trochę nudno zaczyna się robić – przyznał z uśmiechem – To co to za prośba? Tylko nie wymagaj zbyt wiele.
- Niech ta rozmowa zostanie między nami, dobrze?
- A to akurat mogę dla ciebie zrobić.
Oboje na kolejną lekcję dotarli lekko spóźnieni. Nauczyciel angielskiego nie był zachwycony, od zawsze był wyczulony na punkcie punktualności. Dlatego też pierwsze pytanie, które miało wprowadzić do tematu lekcji, zostało skierowane do Maćka.
- What do you think, why people should be nice for themselves?
- What I think? - uniósł brwi – I'm not thinking now. Sory, I have no idea what to say.
- Ok, so Marta, the same question.
Ona jednak myślała o tym co Maciek powiedział jej na przerwie. Komuś musiała mocno zajść za skórę, tylko komu? Nie odpowiedziała nauczycielowi, musiał wyznaczyć inną osobę. Nie przypominała sobie, by wyrządziła komuś jakąś krzywdę, by ktoś mógł mieć do niej żal i w ten sposób się mścić. Niespodziewanie w połowie lekcji w sali pojawiła się ich wychowawczyni.
- Maciek, Marta, pójdziecie ze mną.
Wymienili porozumiewawcze spojrzenia. Żadne z nich nie miało pojęcia w jakiej sprawie zostali poproszeni. Wychowawczyni zaprowadziła ich do pokoju nauczycielskiego, tam posadziła ich naprzeciwko siebie.
- Sprawa dotyczy was obojga i nie jest zbyt przyjemna – zaczęła, by potem rzucić prosto z mostu – Maciek, może wytłumaczysz mnie i swojej koleżance dlaczego rozpowiadasz nieprzyjemne kłamstwa na jej temat?
- Więc do pani też już to dotarło – westchnęła zasmucona nastolatka
- To nie ja. Rozmawiałem już z Martą, wyjaśniłem jej że to nie jest w moim stylu.
- Ale jedna z uczennic twierdzi że słyszała na własne uszy jak mówiłeś to do jednej z dziewczyn.
- Więc to jednak ty? - Marta spojrzała na niego z ukosa
- Która to uczennica? Może to właśnie ona rozpowiada te plotki, a teraz próbuje zrzucić winę na mnie?
- Nie wierzę żeby kłamała. To osoba szanowana przez nauczycieli i pilna uczennica. Maciek, lepiej będzie jeśli się przyznasz.
- Lepiej dla kogo? Pani mi nie wierzy i to tylko dlatego, że ja mam kilka wybryków na koncie, a ta co tak uprzejmie doniosła jest czysta, tak? Przecież zawsze się przyznawałem, dlaczego miałbym teraz zaprzeczać?
- Ty mi to wyjaśnij.
- Proszę bardzo – Maciek aż wstał, bo nie mógł wysiedzieć z nerwów – Po prostu nie zamierzam się przyznać do czegoś, czego nie zrobiłem.
- A masz jakieś dowody swojej niewinności?
- Że co? - prychnął – To ja mam udowadniać swoją niewinność? To jest chore! Niech mi ta cała uczennica udowodni że to ja rozpowiadam te plotki, to wtedy mogę dobrowolnie poddać się karze. Ale ona tego nie udowodni, bo w tej sprawie jestem niewinny!
Odwrócił się na pięcie i wyszedł trzaskając drzwiami. Nauczycielka wołała go jeszcze kiedy był w progu, ale nie zareagował. Odesłała Martę na lekcję, a sama postanowiła się ponownie rozmówić z dziewczyną, która oskarżyła Cebulskiego.
Dzisiaj przez niego klasa powtarzała sprawdzian. Nauczycielka zagroziła, że jeśli jeszcze raz powtórzy się sytuacja z ubiegłego tygodnia to wszystkim za pytania, do których ktokolwiek poda odpowiedzi, niezależnie od tego czy będą one prawidłowe czy nie, wszyscy dostaną zero punktów przy tych zadaniach. Maciek nie chciał psuć wyników innym osobom z klasy. Przecież nie byli jego wrogami. Poza tym, powtarzanie tego samego wybryku byłoby co najmniej nudne.
- Chociaż jakby tak Paszteciakowa dostała tróję to byłaby niezła akcja – przyznał, wyobrażając sobie lament dziewczyny, dla której każda inna ocena niż piątka czy szóstka była porażką nie do zniesienia.
Nigdy nie radził sobie dobrze z biologią, ale tym razem był przygotowany. Specjalnie żeby jego poprzedni plan się udał musiał wykuć na blachę cały materiał. O dziwo, przez ten tydzień niewiele tej wiedzy ulotniło się z jego umysłu.
- No to zaskoczę wszystkich i napiszę najlepiej ze wszystkich ten sprawdzian – uśmiechnął się pod nosem.
Choć nauczycielka zapowiadała że dzisiejsze zadania będą trudniejsze niż poprzednio, większość klasy tego nie odczuła. Uważali iż poziom trudności był zbliżony do tego sprzed tygodnia, a może nawet trochę łatwiej było uzbierać kilka punkcików zapewniających ocenę dopuszczającą. Po przerwie głównym tematem rozmów był właśnie pisany przez nich sprawdzian.
- Jak ci poszło? - spytała Sylwia
- A wiesz, tak sobie. Z trójki będę zadowolona – przyznała Anka – A tobie?
- Średnio, też liczę na trzy.
- A ja tam jestem z siebie zadowolona – do rozmowy wtrąciła się Ewa – Znów będę najlepsza w klasie.
Dziewczyny puściły jej uwagę mimo uszu. Ewa potrafiła być irytująca, szczególnie kiedy właśnie przechwalała się swoimi wynikami w nauce, kiedy nie kryła się ze swoim samouwielbieniem. Jak to kiedyś stwierdziła Natalia, powinna wyjść za mąż za swoje odbicie lustrzane. Dozgonna i bezinteresowna miłość gwarantowana.
- Oj Ewcia, Ewcia – przechodząca obok Marta nie mogła darować sobie komentarza – Żebyś ty się nie zdziwiła...
- A co, może ty lepiej ode mnie napisałaś?
- Nie wiem, może – uśmiechnęła się tajemniczo – Ale mam nadzieję że w końcu ktoś utrze ci nosa. A najlepiej żeby to był ktoś, po kim nie można spodziewać się takiego wyniku...
I rzeczywiście, Marta miała rację. Tydzień później nauczycielka przyniosła już sprawdzone prace klasowe i dyktowała oceny.
- Dąbek, jak zwykle się nie popisałeś. Niedostateczny. Flacki, to samo. Wy to chyba nigdy się nie nauczycie na pierwszy termin. Chorzy byście byli...
- No to zaraz jeszcze Cebulski do paki i mamy tradycyjny zestaw – zaśmiał się Filip
- Ty się Kasjer tak nie ciesz, bo trzecią i ostatnią osobą która dostała jedynkę jesteś właśnie ty.
- Cooo?! - chłopak wytrzeszczył oczy, a po klasie rozległ się cichy chichot.
- Zamydla Ola dwa – kontynuowała nauczycielka – Mielnik Iwona dwa, Mieszalski Tomek dwa, Rafał Wilowski dwa, Woźnica Krzysztof dwa plus, Kwaśnik Czarek dwa plus...
- Robi się ciekawie – szepnęła Sylwii na ucho Anka
- Kranicka Anna trzy, Sztacheta Tomasz trzy, Gizior Katarzyna trzy, Nowak Anna trzy, Bogacka Sylwia trzy plus... Jakuż Bartłomiej trzy plus... Kturyj Adrian cztery, Trzepielnik Dawid cztery, Lułecka Paulina cztery, Przela Marta cztery plus. Paszteciak Ewa pięć.
- No i co cwaniaro? - rzuciła Ewa do Marty półszeptem
- I teraz największe zaskoczenie poniedziałkowego sprawdzianu. Cebulski Maciej pięć. Dwadzieścia trzy punkty na dwadzieścia trzy możliwe. Widzisz, jak chcesz to jednak potrafisz, gratuluję.
Ewa, a zresztą nie tylko ona ale i większość klasy, nie mogła uwierzyć w to co usłyszała. Ten sam Cebulski, który dotychczas miał dwie dwóje i jedynkę z biologii teraz był od niej lepszy? Jakim cudem?! Jak to się stało?!
- Proszę pani, a to na pewno nie jest żadna pomyłka? - zapytała ze łzami w oczach
- Ale o co ci chodzi? Maciek, choć w dość kontrowersyjny sposób już dwa tygodnie temu pokazał że jest przygotowany. Po prostu się nauczył, szkoda tylko że chęci ma raz na rok...
Brunet tylko rozłożył ręce, kiedy spoczął na nim wzrok nauczycielki. Co miał powiedzieć? Że tym razem chciał wszystkich zaskoczyć? Wiele osób było jednak zadowolonych, a przede wszystkim ci, którzy nie lubili Ewy. Dla niej to był spory cios, dotychczas miała Maćka za idiotę, tak jak jeszcze kilka niektórych osób, które nie miały okazji lepiej go poznać.
Maciek jednak nie obnosił się z tym sukcesem. Sam nawet ucinał temat, choć trochę cieszyło go że jest na językach całej klasy. Niektórzy nawet sugerowali, że to początek jego wielkiej przemiany, że nagle z buntownika stanie się pilnym uczniem, a ten wynik na sprawdzianie z biologii to pierwszy krok. On jednak zamierzał pozostać sobą, a ta dobra ocena miała być jednorazowym wyskokiem, który być może jeszcze kiedyś powtórzy.
Dwa dni później Maciek zaraz po drugiej lekcji, języku polskim, poszedł za salę gimnastyczną zapalić papierosa. Było tam też kilka osób z maturalnej klasy, a nawet niektórzy z pierwszej, ale największe tłumy zawsze schodziły się po trzeciej lekcji, na najdłuższej przerwie w ciągu dnia. Właśnie dlatego brunet przychodził jedną godzinę lekcyjną wcześniej, nie lubił zbyt dużych zgromadzeń, wolał trzymać się z daleka. Nagle niespodziewanie zza rogu wyszła Marta. Zatrzymała się, odnalazła wzrokiem Maćka i podeszła do niego.
- Nie wiedziałem że palisz – zwrócił się do niej
- Nie palę, chcę z tobą pogadać.
- Ze mną? - uniósł brwi ze zdumienia – Zaraz, zajęty jestem.
Marta jednak nie zamierzała czekać. Wyrwała mu papierosa z ręki, rzuciła na ziemię i przydepnęła. Wyglądała na zdenerwowaną.
- Idziemy czy wolisz gadać przy wszystkich.
- No dobrze, już dobrze – dał za wygraną. Poszli na boisko szkolne, gdzie o tej porze nie było ani żywej duszy. Idealne miejsce by porozmawiać w cztery oczy.
- Dobrze się bawisz? - rzuciła ostrym tonem
- Słucham?
- Pytam czy dobrze się bawisz.
- A możesz mi powiedzieć o co ci chodzi? - naprawdę nie wiedział z jakiego powodu dziewczyna ma do niego pretensje
- Już ty dobrze wiesz o co...
- Gdybym wiedział, to bym nie pytał.
- Rozpuszczasz o mnie ploty – powiedziała to tak, jakby miała już dowody że to jego sprawka
- Że co? Jakie niby ploty?
- Że sypiam z facetem mojej matki! Człowieku, ty jesteś nienormalny! To że po rozwodzie moich rodziców polubiłam jej nowego partnera to jeszcze nic nie znaczy. Ale ty oczywiście musiałeś wymyślić jakąś bajeczkę, bo nie byłbyś sobą gdybyś czegoś nie odwalił. A wiesz w ogóle że słowa mogą zranić i to bardzo?
- Czekaj, czekaj – Maciek starał się zachować spokój pomimo oskarżeń koleżanki – Ktoś rozpowiada w szkole że sypiasz ze swoim ojczymem?
- Nie ktoś, tylko ty! Miałbyś chociaż odwagę się przyznać – rzuciła z pogardą
- Nie będę przyznawał się do czegoś, czego nie zrobiłem.
- Akurat, nie ty – Marta wciąż była przekonana że ma rację – To kto?
- Skąd ja mam to wiedzieć? Co ja kurwa, jasnowidz? Słuchaj, ja mam różne odpały, sama wiesz. Ale nigdy nie rozpuszczałem plotek. To nie w moim stylu.
- No to kto? - powtórzyła, tym razem spokojniej
- Masz jakieś podejrzenia?
- Ciebie. Ale skoro twierdzisz że to nie ty...
- Bo to nie ja – podkreślił dobitnie – Komuś musiałaś nieźle zajść za skórę, skoro coś takiego wymyślił.
- Teraz wszyscy się ze mnie śmieją i mi docinają – westchnęła załamana
- Wszyscy? A ja co, zacząłem się śmiać? Normalnie pękłem ze śmiechu...
- To ty jeden... No i może jeszcze Sylwia i Anka. A reszta dobrze się bawi moim kosztem... Niech no tylko ja dorwę tego co te ploty rozpuszcza... - zacisnęła rękę w pięść – Maciek, mam do ciebie prośbę.
- Ty do mnie? A zawsze myślałem że za mną nie przepadasz.
- Bo na siłę robisz z siebie idiotę, chociaż ostatnio nic nie zrobiłeś...
- No właśnie, trochę nudno zaczyna się robić – przyznał z uśmiechem – To co to za prośba? Tylko nie wymagaj zbyt wiele.
- Niech ta rozmowa zostanie między nami, dobrze?
- A to akurat mogę dla ciebie zrobić.
Oboje na kolejną lekcję dotarli lekko spóźnieni. Nauczyciel angielskiego nie był zachwycony, od zawsze był wyczulony na punkcie punktualności. Dlatego też pierwsze pytanie, które miało wprowadzić do tematu lekcji, zostało skierowane do Maćka.
- What do you think, why people should be nice for themselves?
- What I think? - uniósł brwi – I'm not thinking now. Sory, I have no idea what to say.
- Ok, so Marta, the same question.
Ona jednak myślała o tym co Maciek powiedział jej na przerwie. Komuś musiała mocno zajść za skórę, tylko komu? Nie odpowiedziała nauczycielowi, musiał wyznaczyć inną osobę. Nie przypominała sobie, by wyrządziła komuś jakąś krzywdę, by ktoś mógł mieć do niej żal i w ten sposób się mścić. Niespodziewanie w połowie lekcji w sali pojawiła się ich wychowawczyni.
- Maciek, Marta, pójdziecie ze mną.
Wymienili porozumiewawcze spojrzenia. Żadne z nich nie miało pojęcia w jakiej sprawie zostali poproszeni. Wychowawczyni zaprowadziła ich do pokoju nauczycielskiego, tam posadziła ich naprzeciwko siebie.
- Sprawa dotyczy was obojga i nie jest zbyt przyjemna – zaczęła, by potem rzucić prosto z mostu – Maciek, może wytłumaczysz mnie i swojej koleżance dlaczego rozpowiadasz nieprzyjemne kłamstwa na jej temat?
- Więc do pani też już to dotarło – westchnęła zasmucona nastolatka
- To nie ja. Rozmawiałem już z Martą, wyjaśniłem jej że to nie jest w moim stylu.
- Ale jedna z uczennic twierdzi że słyszała na własne uszy jak mówiłeś to do jednej z dziewczyn.
- Więc to jednak ty? - Marta spojrzała na niego z ukosa
- Która to uczennica? Może to właśnie ona rozpowiada te plotki, a teraz próbuje zrzucić winę na mnie?
- Nie wierzę żeby kłamała. To osoba szanowana przez nauczycieli i pilna uczennica. Maciek, lepiej będzie jeśli się przyznasz.
- Lepiej dla kogo? Pani mi nie wierzy i to tylko dlatego, że ja mam kilka wybryków na koncie, a ta co tak uprzejmie doniosła jest czysta, tak? Przecież zawsze się przyznawałem, dlaczego miałbym teraz zaprzeczać?
- Ty mi to wyjaśnij.
- Proszę bardzo – Maciek aż wstał, bo nie mógł wysiedzieć z nerwów – Po prostu nie zamierzam się przyznać do czegoś, czego nie zrobiłem.
- A masz jakieś dowody swojej niewinności?
- Że co? - prychnął – To ja mam udowadniać swoją niewinność? To jest chore! Niech mi ta cała uczennica udowodni że to ja rozpowiadam te plotki, to wtedy mogę dobrowolnie poddać się karze. Ale ona tego nie udowodni, bo w tej sprawie jestem niewinny!
Odwrócił się na pięcie i wyszedł trzaskając drzwiami. Nauczycielka wołała go jeszcze kiedy był w progu, ale nie zareagował. Odesłała Martę na lekcję, a sama postanowiła się ponownie rozmówić z dziewczyną, która oskarżyła Cebulskiego.
czwartek, 27 listopada 2014
Zbuntowany cz. 3
Po powrocie do domu Maciek rzucił plecak w kąt i od razu usiadł przy komputerze. Miał jeszcze dwie, może trzy godziny spokoju, nim Aśka wróci z pracy. A jak wróci to jak zwykle będzie mu truła by posprzątał swój pokój albo przynajmniej wyszedł na spacer i zaczerpnął świeżego powietrza, zamiast ciągle bezmyślnie gapić się w ekran komputera czy telewizora. Słuchawki w uszy, myszka w dłoń i całkowicie wyłączył się ze świata. Wciągnął się w grę wojenną, którą kilka dni wcześniej nielegalnie ściągnął z internetu. Standardowa praktyka nie tylko jego, ale także kolegów. O ile Maciek po prostu nie miał pieniędzy na kupowanie gier, to jego rówieśnicy decydowali się na takie działanie gdyż rodzice nie zawsze chcieli spełniać ich zachcianki.
Kiedy Joasia wróciła, nastolatek dla świętego spokoju spełnił jedną z jej próśb i wybrał się do supermarketu na niewielkie zakupy. Dziewczyna zrobiła mu listę, żeby niczego nie zapomniał.
- Wiesz co Aśka? - westchnął znudzony, kiedy wrócił do domu – Ludzie oszaleli. Latają między półkami jak pojebani, sami nie wiedzą co chcą kupić, biorą jeszcze te rozwrzeszczane bachory ze sobą...
- Dzieciaki – poprawiła go
- Nie, to nie są dzieciaki. To są wredne, rozwrzeszczane bachory. Jeden taki, co był z mamusią za mną w kolejce, stwierdził że będzie zabawnie jeśli cały czas będzie mnie uderzał wózkiem po nogach. Normalnie miałem ochotę go kopnąć.
- Maciek... - spojrzała na niego z politowaniem – Ty też do najmilszych nie należysz.
- Ale nikogo wózkiem czy innym cholerstwem nie uderzam. W ogóle, pamiętasz kiedy ostatnio kogoś pobiłem?
- Pod koniec maja, takiego jednego z równoległej klasy.
- Bo mu się należało – stwierdził
- Tak, tylko że ty zacząłeś i to ty bardziej oberwałeś. A tak w ogóle to dzwoniła do mnie nauczycielka matematyki.
Maciek teatralnie przewrócił oczami.
- Już musiała się poskarżyć, co?
- Co tak w ogóle miał znaczyć ten występ? - spojrzała na niego wymownie
- Wiesz... - zaczął niepewnie, ale szybko znalazł odpowiedź – W jednym się z tobą zgadzam Asiu. System edukacji jest do dupy.
- I co? Ty zamierzasz go zmienić właśnie takim postępowaniem?
- Nie, ja po prostu nie zamierzam w tym brać udziału. No wiesz, bierne uczestniczenie to jednak przyzwolenie na dalsze szerzenie głupoty.
- No i co? Ty myślisz że to coś da? A w ogóle to musiałeś powiedzieć tej nauczycielce coś takiego? Wiesz przecież że to przykre... I to nie jej wina że musi was uczyć takiego materiału.
- Aśka, tu nie chodzi o to czego uczy tylko jak! Ona gada sama dla siebie, nikt nie jest w stanie zrozumieć co ona chce nam przekazać. Może po prostu nie nadaje na nauczycielkę? Ktoś w końcu musiał jej to uświadomić.
- Ty chyba jednak jesteś bezczelny – pokręciła głową z bezradności
- Nie Asiu, ja jestem szczery. Szczery aż do bólu.
Nie kontynuowała tej rozmowy, bo wiedziała że to nie ma sensu. Maciek i tak będzie uważał że nie zrobił nic złego. Próbowała wiele razy, ale nigdy nie przekonała go do zmiany postępowania. W gruncie rzeczy to był dobry chłopak, lecz... trochę zagubiony. Może właśnie brakowało mu rodziców? Aśka nigdy nie będzie w stanie ich zastąpić, zawsze będzie ukochaną, troskliwą starszą siostrą. To wiele, ale nie wystarczająco by być dla niego takim autorytetem, jakim mógłby być dla niego ojciec lub matka.
- Maciek, jeszcze jedno – zatrzymała go, kiedy już chciał wrócić do swojego pokoju – W niedzielę przyjdzie do nas na kawę mój chłopak. Myślę że to już najwyższy czas żebyście się poznali. Bądź dla niego miły, okej?
- Do niedzieli jeszcze daleko – rzucił obojętnie, zbywając prośbę siostry. Blondynka miała jednak nadzieję, że weźmie to sobie do serca i się postara.
Maciek wyczekiwał niecierpliwie nadchodzącej niedzieli, lecz nie ze względu na spotkanie które zaaranżowała jego siostra, ale ze względu na hitowy mecz w lidze angielskiej. Wicelider tabeli, Manchester City na swoim stadionie podejmował lidera, Arsenal Londyn. Na szczęście mecz był w godzinach wieczornych i nie będzie musiał robić Asi tej przykrości by zignorować jej chłopaka by móc obejrzeć hit kolejki.
- Poznajcie się – powiedziała Joasia, kiedy przyprowadziła obu do salonu – Mój brat, Maciek, mój chłopak, Mateusz.
Nastolatek zmierzył wzrokiem wybranka siostry. Miał długie, jasne włosy z grzywką opadającą na czoło, duże okulary, a na sobie koszulę i spodnie garniturowe, jakby przyszedł na oficjalne spotkanie. Szkoda że jeszcze krawata nie założył.
- A kwiatek dla niej to gdzie? - spytał niezbyt uprzejmym tonem
- Maciek – wycedziła przez zęby Joasia
- Przepraszam, nie pomyślałem – odparł chłopak i spuścił głowę zawstydzony
- Nie szkodzi, wcale tego nie oczekiwałam – próbowała załagodzić atmosferę – To ja może zrobię kawę.
- Herbatę poproszę, kawa szkodzi.
Maciek parsknął śmiechem. Joasia miała pewne obawy by zostawiać ich samych, ale nie miała pretekstu by wyciągnąć stamtąd brata i przypomnieć mu o co prosiła. Miała tylko nadzieję że Mateusz nie zrazi się do niej przez zachowanie Maćka.
- Lubisz sport?
- Tak, bardzo lubię. Przede wszystkim szachy...
- Inteligent pieprzony – mruknął Maciek pod nosem
- Co mówiłeś? - nie dosłyszał
- Pytałem czy piłkę nożną lubisz. Bo ja to bardzo.
- No... piłkę też – skłamał, licząc na zawiązanie się jakieś nici porozumienia – Ekstraklasę na przykład oglądam.
- Ekstraklasę – powiedział przez śmiech – Serio, oglądasz ekstraklasę? No nie mogę!
Joasia, słysząc w kuchni śmiechy myślała że jednak zaczęli się dogadywać, jednak kiedy weszła tam i zobaczyła że Mateusz siedzi na kanapie skulony, poczerwieniały ze wstydu, domyśliła się że Maciek daje mu popalić.
- O, Aśka, nawet dobrze że jesteś, bo mam takie pytanie które dotyczy was obu. Uprawialiście już seks?
Nie mogła uwierzyć własnym uszom. Naprawdę o to spytał? I to tak wprost, bez żadnych oporów? Co za bezczelny gówniarz! Specjalnie to zrobił, przecież gdyby naprawdę chciał to wiedzieć to podszedłby do tego delikatnie, podczas szczerej rozmowy z siostrą, a nie takiego spotkania.
- Przepraszam – Mateusz zerwał się z miejsca i pobiegł do toalety
- No i co? Zadowolony z siebie jesteś?! - Aśka nie ukrywała że jest wściekła – Przecież cię prosiłam!
- Asia, skąd ty go wytrzasnęłaś? - wcale się nie przejął tym do czego doprowadził – Na pierwszy rzut oka widać że to ciota.
- Ciota – prychnęła – Sam jesteś ciota! Nie potrafisz się zachować!
- Potrafię.
- No tak, tylko nie chcesz. Powiedz mi, dlaczego? Co ja ci złego zrobiłam?
- Chcesz wiedzieć? Dobra, powiem ci, choć i tak nie uwierzysz. To dla twojego dobra. Zasługujesz na kogoś lepszego, chociażby na Sebastiana. Ten to jest porządny chłop, nie rozumiem co ci się w nim nie podoba.
Aśka opadła na fotel zrezygnowana. Mogła się tego spodziewać. Jej brat zawsze musiał mieć ostatnie słowo, zawsze musiał znaleźć jakąś odpowiedź.
- Jak tobie się tak bardzo podoba to może ty się z nim umówisz?
- Aśka, daj spokój – kucnął przy niej – Czy ja wyglądam na pedała?
- Maciek, do cholery... - znów wzbierała w niej złość – Jestem dorosła, mam dwadzieścia lat, czy mógłbyś więc pozwolić że sama będę o sobie decydować? Zawsze musisz mi robić na złość?! I jeszcze ten tekst że robisz to dla mnie. Mógłbyś przynajmniej być szczery...
- Kiedy ja mówię prawdę.
Joasia spojrzała na niego z politowaniem. Nie wierzyła mu. Uważała że dobrze bawi się jej kosztem.
- Nagle się dobrotliwy znalazł – mruknęła poirytowana – Jak chcesz coś dla mnie zrobić to przeproś Mateusza.
- Ani mi się śni – odparł z uśmiechem
- I widzisz, ty śmiesz twierdzić że chcesz dla mnie dobrze? Weź idź do swojego pokoju i nie odzywaj się do mnie.
- Skoro tak sprawiasz sprawę – wyprostował się dumnie – Proszę bardzo, ty też się do mnie nie odzywaj!
- A żebyś wiedział! - zawołała za nim – Tak, szczery aż do bólu... kurewsko szczery, a raczej kurewsko bezczelny – powiedziała pod nosem.
Zapomniała już nawet o tym, że Mateusz zamknął się w łazience i jak do tej pory nie wyszedł. Dopiero kiedy poszła za potrzebą, czyli po około godzinie poprosiła go żeby opuścił pomieszczenie. W międzyczasie zaczęła myśleć czy Maciek nie ma racji. Co to za facet, który nie umie się gówniarzowi postawić, a przed trudnymi pytaniami chowa się w łazience? Czy naprawdę kogoś takiego potrzebuje? Stwierdziła jednak, że nie ma co kierować się pochopnymi wnioskami. Dała sobie trochę czasu by to wszystko przemyśleć. Przeprosiła za brata i pożegnała swojego chłopaka. Tego dnia rozczarowali ją obaj – zarówno Maciek, jak i Mateusz.
-----
Przeszło 4 lata temu, 10 września 2010 padła magiczna bariera 100 scenków. Wtedy to było dla mnie dużo, nie spodziewałem się że tyle tego będzie, ale na tym się na szczęście nie skończyło. Potem, 29 kwietnia 2011 było 200, 6 listopada 2011 było 300, 14 marca 2012 400, 28 lipca 2012 500, 23 listopada 2012 600, 21 lipca 2013 700, a 17 lutego 2014 800. Dzisiaj ta lista powiększa się o kolejną datę: 27 listopada 2014 - 900. Wciąż są pomysły, wciąż są czytelnicy - czego chcieć więcej? Oby kolejnej setki ;)
Kiedy Joasia wróciła, nastolatek dla świętego spokoju spełnił jedną z jej próśb i wybrał się do supermarketu na niewielkie zakupy. Dziewczyna zrobiła mu listę, żeby niczego nie zapomniał.
- Wiesz co Aśka? - westchnął znudzony, kiedy wrócił do domu – Ludzie oszaleli. Latają między półkami jak pojebani, sami nie wiedzą co chcą kupić, biorą jeszcze te rozwrzeszczane bachory ze sobą...
- Dzieciaki – poprawiła go
- Nie, to nie są dzieciaki. To są wredne, rozwrzeszczane bachory. Jeden taki, co był z mamusią za mną w kolejce, stwierdził że będzie zabawnie jeśli cały czas będzie mnie uderzał wózkiem po nogach. Normalnie miałem ochotę go kopnąć.
- Maciek... - spojrzała na niego z politowaniem – Ty też do najmilszych nie należysz.
- Ale nikogo wózkiem czy innym cholerstwem nie uderzam. W ogóle, pamiętasz kiedy ostatnio kogoś pobiłem?
- Pod koniec maja, takiego jednego z równoległej klasy.
- Bo mu się należało – stwierdził
- Tak, tylko że ty zacząłeś i to ty bardziej oberwałeś. A tak w ogóle to dzwoniła do mnie nauczycielka matematyki.
Maciek teatralnie przewrócił oczami.
- Już musiała się poskarżyć, co?
- Co tak w ogóle miał znaczyć ten występ? - spojrzała na niego wymownie
- Wiesz... - zaczął niepewnie, ale szybko znalazł odpowiedź – W jednym się z tobą zgadzam Asiu. System edukacji jest do dupy.
- I co? Ty zamierzasz go zmienić właśnie takim postępowaniem?
- Nie, ja po prostu nie zamierzam w tym brać udziału. No wiesz, bierne uczestniczenie to jednak przyzwolenie na dalsze szerzenie głupoty.
- No i co? Ty myślisz że to coś da? A w ogóle to musiałeś powiedzieć tej nauczycielce coś takiego? Wiesz przecież że to przykre... I to nie jej wina że musi was uczyć takiego materiału.
- Aśka, tu nie chodzi o to czego uczy tylko jak! Ona gada sama dla siebie, nikt nie jest w stanie zrozumieć co ona chce nam przekazać. Może po prostu nie nadaje na nauczycielkę? Ktoś w końcu musiał jej to uświadomić.
- Ty chyba jednak jesteś bezczelny – pokręciła głową z bezradności
- Nie Asiu, ja jestem szczery. Szczery aż do bólu.
Nie kontynuowała tej rozmowy, bo wiedziała że to nie ma sensu. Maciek i tak będzie uważał że nie zrobił nic złego. Próbowała wiele razy, ale nigdy nie przekonała go do zmiany postępowania. W gruncie rzeczy to był dobry chłopak, lecz... trochę zagubiony. Może właśnie brakowało mu rodziców? Aśka nigdy nie będzie w stanie ich zastąpić, zawsze będzie ukochaną, troskliwą starszą siostrą. To wiele, ale nie wystarczająco by być dla niego takim autorytetem, jakim mógłby być dla niego ojciec lub matka.
- Maciek, jeszcze jedno – zatrzymała go, kiedy już chciał wrócić do swojego pokoju – W niedzielę przyjdzie do nas na kawę mój chłopak. Myślę że to już najwyższy czas żebyście się poznali. Bądź dla niego miły, okej?
- Do niedzieli jeszcze daleko – rzucił obojętnie, zbywając prośbę siostry. Blondynka miała jednak nadzieję, że weźmie to sobie do serca i się postara.
Maciek wyczekiwał niecierpliwie nadchodzącej niedzieli, lecz nie ze względu na spotkanie które zaaranżowała jego siostra, ale ze względu na hitowy mecz w lidze angielskiej. Wicelider tabeli, Manchester City na swoim stadionie podejmował lidera, Arsenal Londyn. Na szczęście mecz był w godzinach wieczornych i nie będzie musiał robić Asi tej przykrości by zignorować jej chłopaka by móc obejrzeć hit kolejki.
- Poznajcie się – powiedziała Joasia, kiedy przyprowadziła obu do salonu – Mój brat, Maciek, mój chłopak, Mateusz.
Nastolatek zmierzył wzrokiem wybranka siostry. Miał długie, jasne włosy z grzywką opadającą na czoło, duże okulary, a na sobie koszulę i spodnie garniturowe, jakby przyszedł na oficjalne spotkanie. Szkoda że jeszcze krawata nie założył.
- A kwiatek dla niej to gdzie? - spytał niezbyt uprzejmym tonem
- Maciek – wycedziła przez zęby Joasia
- Przepraszam, nie pomyślałem – odparł chłopak i spuścił głowę zawstydzony
- Nie szkodzi, wcale tego nie oczekiwałam – próbowała załagodzić atmosferę – To ja może zrobię kawę.
- Herbatę poproszę, kawa szkodzi.
Maciek parsknął śmiechem. Joasia miała pewne obawy by zostawiać ich samych, ale nie miała pretekstu by wyciągnąć stamtąd brata i przypomnieć mu o co prosiła. Miała tylko nadzieję że Mateusz nie zrazi się do niej przez zachowanie Maćka.
- Lubisz sport?
- Tak, bardzo lubię. Przede wszystkim szachy...
- Inteligent pieprzony – mruknął Maciek pod nosem
- Co mówiłeś? - nie dosłyszał
- Pytałem czy piłkę nożną lubisz. Bo ja to bardzo.
- No... piłkę też – skłamał, licząc na zawiązanie się jakieś nici porozumienia – Ekstraklasę na przykład oglądam.
- Ekstraklasę – powiedział przez śmiech – Serio, oglądasz ekstraklasę? No nie mogę!
Joasia, słysząc w kuchni śmiechy myślała że jednak zaczęli się dogadywać, jednak kiedy weszła tam i zobaczyła że Mateusz siedzi na kanapie skulony, poczerwieniały ze wstydu, domyśliła się że Maciek daje mu popalić.
- O, Aśka, nawet dobrze że jesteś, bo mam takie pytanie które dotyczy was obu. Uprawialiście już seks?
Nie mogła uwierzyć własnym uszom. Naprawdę o to spytał? I to tak wprost, bez żadnych oporów? Co za bezczelny gówniarz! Specjalnie to zrobił, przecież gdyby naprawdę chciał to wiedzieć to podszedłby do tego delikatnie, podczas szczerej rozmowy z siostrą, a nie takiego spotkania.
- Przepraszam – Mateusz zerwał się z miejsca i pobiegł do toalety
- No i co? Zadowolony z siebie jesteś?! - Aśka nie ukrywała że jest wściekła – Przecież cię prosiłam!
- Asia, skąd ty go wytrzasnęłaś? - wcale się nie przejął tym do czego doprowadził – Na pierwszy rzut oka widać że to ciota.
- Ciota – prychnęła – Sam jesteś ciota! Nie potrafisz się zachować!
- Potrafię.
- No tak, tylko nie chcesz. Powiedz mi, dlaczego? Co ja ci złego zrobiłam?
- Chcesz wiedzieć? Dobra, powiem ci, choć i tak nie uwierzysz. To dla twojego dobra. Zasługujesz na kogoś lepszego, chociażby na Sebastiana. Ten to jest porządny chłop, nie rozumiem co ci się w nim nie podoba.
Aśka opadła na fotel zrezygnowana. Mogła się tego spodziewać. Jej brat zawsze musiał mieć ostatnie słowo, zawsze musiał znaleźć jakąś odpowiedź.
- Jak tobie się tak bardzo podoba to może ty się z nim umówisz?
- Aśka, daj spokój – kucnął przy niej – Czy ja wyglądam na pedała?
- Maciek, do cholery... - znów wzbierała w niej złość – Jestem dorosła, mam dwadzieścia lat, czy mógłbyś więc pozwolić że sama będę o sobie decydować? Zawsze musisz mi robić na złość?! I jeszcze ten tekst że robisz to dla mnie. Mógłbyś przynajmniej być szczery...
- Kiedy ja mówię prawdę.
Joasia spojrzała na niego z politowaniem. Nie wierzyła mu. Uważała że dobrze bawi się jej kosztem.
- Nagle się dobrotliwy znalazł – mruknęła poirytowana – Jak chcesz coś dla mnie zrobić to przeproś Mateusza.
- Ani mi się śni – odparł z uśmiechem
- I widzisz, ty śmiesz twierdzić że chcesz dla mnie dobrze? Weź idź do swojego pokoju i nie odzywaj się do mnie.
- Skoro tak sprawiasz sprawę – wyprostował się dumnie – Proszę bardzo, ty też się do mnie nie odzywaj!
- A żebyś wiedział! - zawołała za nim – Tak, szczery aż do bólu... kurewsko szczery, a raczej kurewsko bezczelny – powiedziała pod nosem.
Zapomniała już nawet o tym, że Mateusz zamknął się w łazience i jak do tej pory nie wyszedł. Dopiero kiedy poszła za potrzebą, czyli po około godzinie poprosiła go żeby opuścił pomieszczenie. W międzyczasie zaczęła myśleć czy Maciek nie ma racji. Co to za facet, który nie umie się gówniarzowi postawić, a przed trudnymi pytaniami chowa się w łazience? Czy naprawdę kogoś takiego potrzebuje? Stwierdziła jednak, że nie ma co kierować się pochopnymi wnioskami. Dała sobie trochę czasu by to wszystko przemyśleć. Przeprosiła za brata i pożegnała swojego chłopaka. Tego dnia rozczarowali ją obaj – zarówno Maciek, jak i Mateusz.
-----
Przeszło 4 lata temu, 10 września 2010 padła magiczna bariera 100 scenków. Wtedy to było dla mnie dużo, nie spodziewałem się że tyle tego będzie, ale na tym się na szczęście nie skończyło. Potem, 29 kwietnia 2011 było 200, 6 listopada 2011 było 300, 14 marca 2012 400, 28 lipca 2012 500, 23 listopada 2012 600, 21 lipca 2013 700, a 17 lutego 2014 800. Dzisiaj ta lista powiększa się o kolejną datę: 27 listopada 2014 - 900. Wciąż są pomysły, wciąż są czytelnicy - czego chcieć więcej? Oby kolejnej setki ;)
środa, 26 listopada 2014
Zbuntowany cz. 2
Czwartkowe zajęcia klasa II „c” rozpoczęła od drugiej lekcji, którą była religia. Część osób odpuszczała ten przedmiot i przychodziła dopiero na trzecią godzinę lekcyjną, jeszcze inni wykorzystywali te zajęcia do odrabiania zadań domowych czy też grania na smartfonach. Ksiądz nie miał nic przeciwko, dopóki nikt nie przeszkadzał w prowadzeniu lekcji. Doskonale wiedział że jego wiernych słuchaczy można policzyć na palcach jednej ręki, jednak nie chciał nikogo do niczego zmuszać. Znał podejście uczniów i wiedział że nie jest w stanie tego zmienić. Przymuszanie do aktywności na lekcji mogłoby tylko ich zniechęcić, co poskutkowałoby zmniejszeniem frekwencji. A tak, między wierszami, może jakieś szczątkowe informacje do nich dotrą...
Po modlitwie na rozpoczęcie zajęć, jedynej części lekcji w której wszyscy obecni brali udział, ksiądz ku zaskoczeniu wszystkich nie zaczął opowiadać o czym będą rozmawiać, a zadał klasie pytanie.
- Powiedzcie mi moi drodzy, o czym była ewangelia w zeszłą niedzielę?
I kolejna niespodzianka – zgłosił się Maciek. Ten który zawsze wyciągał słuchawki i wyłączał się z zajęć teraz zamierzał w nich aktywnie uczestniczyć? Nie, to niemożliwe. Coś musiał kombinować... Ksiądz udzielił mu głosu.
- Trochę czasu od tej niedzieli minęło, zapomniałem już – uśmiechnął się niewinnie – Ale za to pamiętam coś innego. Allleluuuuuja! Allleluuuuja! - zaczął śpiewać
Niektórzy otwierali usta ze zdumienia, jeszcze inni podśmiewali się po cichu. Maciek jednak osiągnął swój cel, zaabsorbował uwagę całej klasy, czego chyba jeszcze nigdy w ciągu pierwszych kilkunastu tygodni nauki w tym roku szkolnym nie udało się księdzu.
- To nie jest odpowiedź na moje pytanie – zauważył spokojnie ksiądz
- A mogę zadać pytanie?
- Proszę.
- No bo ja już tu czegoś nie rozumiem proszę księdza... Według Pisma Świętego pierwszym dniem tygodnia jest niedziela, prawda?
- Owszem, nawet podczas Mszy Świętej mówione jest „pierwszy dzień tygodnia, w którym Jezus Chrystus zmartwychwstał”.
- A przykazanie kościelne mówi że w niedzielę i święta nakazane jest uczestniczyć we Mszy Świętej i powstrzymywać się od prac niekoniecznych – zauważył – Tak jak Pan Bóg odpoczywał siódmego dnia podczas stwarzania świata. No właśnie, siódmego! Niedziela jest więc siódmym dniem tygodnia.
- Skąd taki wniosek?
- Bo Pan Bóg odpoczywał siódmego dnia i my na ten wzór też powinniśmy odpoczywać siódmego dnia.
Klasa z uwagą przysłuchiwała się dyskusji Maćka z księdzem. Trzeba było przyznać że nastolatek tym razem dość umiejętnie podszedł duchownego. Teraz czekali na jego ruch. Musiał jakoś wybrnąć z tej sytuacji.
- Niedziela jest pierwszym dniem tygodnia, tak jest napisane – podkreślił ksiądz – A my odpoczywamy siódmego dnia, lecz nie tygodnia tylko takiego trochę innego cyklu. Jakby policzyć dni robocze to mamy pierwszy poniedziałek, drugi wtorek i tak dalej i wtedy wychodzi siódma niedziela. Ale to ona jest pierwszym dniem tygodnia.
- Mnie ksiądz nie przekonał – pokręcił głową zrezygnowany – Tydzień to jest właśnie taki cykl. Po co stosować jakieś dwa podziały? Równie dobrze według tego co ksiądz mówi to ja sobie za pierwszy dzień, ale już dajmy na to miesiąca, przyjąć na przykład dwudziesty, bo wtedy babcia dostaje emeryturę. To bez sensu.
- Chciałeś żebym wyjaśnił, to wyjaśniłem. Szkoda że tego nie rozumiesz.
- Jak połowa klasy albo i więcej – zauważył, ale ksiądz puścił tę uwagę mimo uszu i wrócił do pytania wyjściowego, czyli o ewangelię z ostatniej niedzieli. Natychmiast do odpowiedzi zgłosiła się klasowa prymuska, Ewa Paszteciak.
Jak zwykle na lekcji wychowania fizycznego Maciek zdecydował się nie ćwiczyć. Nauczycielka ostrzegła go że jeśli jeszcze kilka razy taka sytuacja się powtórzy, będzie zmuszona wystawić mu zagrożenie. On jednak zlekceważył jej słowa.
- Zagrożenie z wuefu, łaha haha – wyśmiewał się w szatni
- Ty, Maciek. Co to za dupa wczoraj z tobą była? - spytał Rafał Wilowski, który wraz z Cebulskim i Krzyśkiem Woźnicą nie brał udziału w zajęciach
- Jaka dupa?
- Taka szczupła, blondi, fajny tyłek... grzmocisz ją?
- To moja siostra debilu – rzucił oburzony – Ty widziałeś kiedyś żeby brat z siostrą? Trzeba być nienormalnym chyba.
- Ja widziałem – wtrącił się Krzysiek – Wczoraj moja matka oglądała Trudne przypadki i tam było właśnie że facet zakochał się w dziewczynie, a potem się okazało że jest jego przyrodnią siostrą.
- Weź ty się lepiej nie odzywaj. Nie wiedzieli że są rodzeństwem, to co innego.
Zapadła cisza. Maciek, znudzony trochę nicnierobieniem wyciągnął z plecaka marker i zaczął bazgrać coś po ścianie, którą już wcześniej przyozdabiały starsze roczniki w poprzednich latach. Wśród napisów znajdowały się między innymi wzór na deltę, wyzwiska na znienawidzone kluby (przodowała tam przede wszystkim FC Barcelona) czy też wierszyki o niektórych uczniach.
- Morawiecka prawi morały, a Patryk K. i Darek H. to dwa pedały – przeczytał na głos Rafał – To twoje?
- Nie, ten niżej.
- Czarek gej, wącha klej. Kreatywne.
- To wymyśl coś lepszego – rzucił obojętnie
- Kto na Alicję kładzie chuj, niech postawi krzyżyk swój.
- To o naszej wychowawczyni? Nieźle - przyznał, wręczając Rafałowi marker - Idę zajarać, idziecie ze mną? - spytał, kiedy Rafał dopisał swój wierszyk
- Masz fajki? - odparł zdumiony – Skąd?
- Ze sklepu? Idziesz?
- No idę, idę. A ty Krzysiek?
- Nie, dzięki.
- Tylko nas nie podkabluj. Bo jak coś powiesz to masz w ryj – zagroził Rafał
Po lekcji wychowania fizycznego klasa II „c” przeniosła się do gabinetu pani Morawieckiej, polonistki, a zarazem ich wychowawczyni. Była to młoda, około trzydziestoletnia kobieta która dopiero trzeci rok uczyła w tej szkole i pierwszy raz dostała klasę. Mimo że nie miała dużego doświadczenia, szybko zyskała sobie szacunek i sympatię uczniów. Może dlatego że lepiej ich rozumiała niż większość nauczycieli... Choć jej lekcje nie zawsze były ciekawie, sporo osób chętnie na nie przychodziło.
Kolejną lekcją była matematyka z jedną z najbardziej znienawidzonych nauczycielek w szkole. Na taką a nie inną opinię zapracowała sobie swoim zachowaniem. Sporo wymagała, a niewiele potrafiła nauczyć, wytłumaczyć. Była to starsza, blisko sześćdziesięcioletnia kobieta w okularach, trochę przy kości, ale bez nadwagi. Jej uśmiech przyprawiał niektórych o mdłości, a wyglądało to tak że chowała dolną wargę za górne żeby. Niektórzy porównywali ją wtedy do królika.
- Sprawdzam obecność – oznajmiła, uśmiechając się w swoim stylu – Bogacka Sylwia.
- Jestem!
- Cebulski Maciej.
- Jest – rzucił niechętnie
- Ząbek Jarosław.
- Dąbek – poprawił ją
- A tak, przepraszam, jest... Flaczki Jakub.
- Flacki! - odparł oburzony
- Jak?
- Flacki!
- No to mówię Flaczki.
- Naucz się czytać stara pindo – mruknął Maciek pod nosem, ale na tyle głośno, że mogły to usłyszeć wszystkie osoby dookoła niego. Krzysiek od razu parsknął śmiechem.
- A ty z czego się cieszysz? Każdemu może się zdarzyć przejęzyczenie – upomniała go nauczycielka – Flaczki Jakub.
Tym razem przy kolejnej pomyłce zaśmiała się większa część klasy. Kuba już nawet poczerwieniał ze złości, choć jednocześnie ta sytuacja też go bawiła.
- eF eL A Ce Ka I! - przeliterował swoje nazwisko
- Aaaa! - westchnęła nauczycielka – No to teraz będzie dobrze. F... Flaczki!
Teraz już cała klasa zaczęła się śmiać. Matematyczka poczekała aż się uspokoją i dokończyła sprawdzać obecność, nie podejmując kolejnej próby przeczytania nazwiska Kuby.
Przez kolejne kilkanaście minut opowiadała o funkcji liniowej, rysowała na tablicy wykresy, jednak klasa niewiele z tego zrozumiała. W końcu ktoś nie wytrzymał i poprosił ją, aby powiedziała jeszcze raz, wszystko od początku.
- Trzeba było słuchać uważnie – rzekła oburzona – Kto wytłumaczy koleżance?
W sali rozległa się głucha cisza.
- No co? Nikt nie ma wrażenia że to rozumie? - znów uśmiechnęła się w ten „ohydny” sposób
- To przez to że pani uczyć nie umie – Maciek zebrał się na odwagę i wprost powiedział co myśli
- Słucham? To może ty wyjdziesz teraz na środek i poprowadzisz zajęcia?
- Z przyjemnością – odparł bez namysłu – Koledzy i koleżanki, o ile się orientuję, było jakieś zadanie domowe na dzisiaj, prawda? No to wyciągamy je, raz-dwa.
Niektórzy niechętnie sięgali do plecaka, wiedząc że mają źle wykonane zadania. Inni dumnie się wyprostowali, pewni swego, jeszcze inni zdenerwowali się. Nie spodziewali się że ich kolega mógłby tak ich „wkopać” z tym zadaniem domowym.
- Ty masz, ty też, ciebie Ewa nawet nie pytam bo ty zawsze masz. Paulina, a z twoim zadaniem co?
- Nie mam – wzruszyła ramionami bezradnie
- No i prawidłowo! - oznajmił ku zaskoczeniu wszystkich – To w szkole mamy się uczyć, nie w domu. Plus dla wszystkich co nie zrobili, za odwagę i ryzyko! A żeby ci co się napracowali, stracili czas, nie czuli się pokrzywdzeni to oni też dostaną plusa.
Od razu na sali zapanował entuzjazm. Niektórzy nawet krzyczeli że byłby z niego świetny nauczyciel, a nawet pojawił się postulat „Maciek na dyrektora”. Załamana nauczycielka patrzyła na to podpierając się łokciem, aż w końcu wstała, wzięła spod tablicy drewnianą linijkę i uderzyła w nią biurko dwukrotnie. Natychmiast zapanował spokój.
- Co to miało być? - spytała Cebulskiego
- No jak co? Sama pani poprosiła żebym poprowadził lekcję, więc...
- Siadaj, dostajesz uwagę.
- Może jeszcze za to że wykonałem pani polecenie? - powiedział drwiąco – Tak samo jak ksiądz chciał mi dać uwagę za to że śpiewałem pieśni religijne na lekcji religii! Absurd goni absurd...
- O ile wiem twoja siostra była już kilka razy wzywana do szkoły, a ostatni raz wczoraj. Chcesz żeby znowu musiała tu przyjeżdżać? Swoją drogą, taka z niej pilna uczennica była, a brat istny diabeł...
- To może niech pani wodę święconą na lekcję przyniesie?
Klasa zaśmiała się pod nosem. Nauczycielka nie miała już siły walczyć z Maćkiem. Opadła na krzesło i sięgnęła po podręcznik. Zadała im kilka zadań, a Cebulskiemu zapowiedziała że to on będzie rozwiązywał je na tablicy na kolejnych zajęciach. On jednak niczym się nie przejmował. Siedział z uśmiechem na twarzy i czekał na dzwonek, który miał oznajmić koniec lekcji.
Po modlitwie na rozpoczęcie zajęć, jedynej części lekcji w której wszyscy obecni brali udział, ksiądz ku zaskoczeniu wszystkich nie zaczął opowiadać o czym będą rozmawiać, a zadał klasie pytanie.
- Powiedzcie mi moi drodzy, o czym była ewangelia w zeszłą niedzielę?
I kolejna niespodzianka – zgłosił się Maciek. Ten który zawsze wyciągał słuchawki i wyłączał się z zajęć teraz zamierzał w nich aktywnie uczestniczyć? Nie, to niemożliwe. Coś musiał kombinować... Ksiądz udzielił mu głosu.
- Trochę czasu od tej niedzieli minęło, zapomniałem już – uśmiechnął się niewinnie – Ale za to pamiętam coś innego. Allleluuuuuja! Allleluuuuja! - zaczął śpiewać
Niektórzy otwierali usta ze zdumienia, jeszcze inni podśmiewali się po cichu. Maciek jednak osiągnął swój cel, zaabsorbował uwagę całej klasy, czego chyba jeszcze nigdy w ciągu pierwszych kilkunastu tygodni nauki w tym roku szkolnym nie udało się księdzu.
- To nie jest odpowiedź na moje pytanie – zauważył spokojnie ksiądz
- A mogę zadać pytanie?
- Proszę.
- No bo ja już tu czegoś nie rozumiem proszę księdza... Według Pisma Świętego pierwszym dniem tygodnia jest niedziela, prawda?
- Owszem, nawet podczas Mszy Świętej mówione jest „pierwszy dzień tygodnia, w którym Jezus Chrystus zmartwychwstał”.
- A przykazanie kościelne mówi że w niedzielę i święta nakazane jest uczestniczyć we Mszy Świętej i powstrzymywać się od prac niekoniecznych – zauważył – Tak jak Pan Bóg odpoczywał siódmego dnia podczas stwarzania świata. No właśnie, siódmego! Niedziela jest więc siódmym dniem tygodnia.
- Skąd taki wniosek?
- Bo Pan Bóg odpoczywał siódmego dnia i my na ten wzór też powinniśmy odpoczywać siódmego dnia.
Klasa z uwagą przysłuchiwała się dyskusji Maćka z księdzem. Trzeba było przyznać że nastolatek tym razem dość umiejętnie podszedł duchownego. Teraz czekali na jego ruch. Musiał jakoś wybrnąć z tej sytuacji.
- Niedziela jest pierwszym dniem tygodnia, tak jest napisane – podkreślił ksiądz – A my odpoczywamy siódmego dnia, lecz nie tygodnia tylko takiego trochę innego cyklu. Jakby policzyć dni robocze to mamy pierwszy poniedziałek, drugi wtorek i tak dalej i wtedy wychodzi siódma niedziela. Ale to ona jest pierwszym dniem tygodnia.
- Mnie ksiądz nie przekonał – pokręcił głową zrezygnowany – Tydzień to jest właśnie taki cykl. Po co stosować jakieś dwa podziały? Równie dobrze według tego co ksiądz mówi to ja sobie za pierwszy dzień, ale już dajmy na to miesiąca, przyjąć na przykład dwudziesty, bo wtedy babcia dostaje emeryturę. To bez sensu.
- Chciałeś żebym wyjaśnił, to wyjaśniłem. Szkoda że tego nie rozumiesz.
- Jak połowa klasy albo i więcej – zauważył, ale ksiądz puścił tę uwagę mimo uszu i wrócił do pytania wyjściowego, czyli o ewangelię z ostatniej niedzieli. Natychmiast do odpowiedzi zgłosiła się klasowa prymuska, Ewa Paszteciak.
Jak zwykle na lekcji wychowania fizycznego Maciek zdecydował się nie ćwiczyć. Nauczycielka ostrzegła go że jeśli jeszcze kilka razy taka sytuacja się powtórzy, będzie zmuszona wystawić mu zagrożenie. On jednak zlekceważył jej słowa.
- Zagrożenie z wuefu, łaha haha – wyśmiewał się w szatni
- Ty, Maciek. Co to za dupa wczoraj z tobą była? - spytał Rafał Wilowski, który wraz z Cebulskim i Krzyśkiem Woźnicą nie brał udziału w zajęciach
- Jaka dupa?
- Taka szczupła, blondi, fajny tyłek... grzmocisz ją?
- To moja siostra debilu – rzucił oburzony – Ty widziałeś kiedyś żeby brat z siostrą? Trzeba być nienormalnym chyba.
- Ja widziałem – wtrącił się Krzysiek – Wczoraj moja matka oglądała Trudne przypadki i tam było właśnie że facet zakochał się w dziewczynie, a potem się okazało że jest jego przyrodnią siostrą.
- Weź ty się lepiej nie odzywaj. Nie wiedzieli że są rodzeństwem, to co innego.
Zapadła cisza. Maciek, znudzony trochę nicnierobieniem wyciągnął z plecaka marker i zaczął bazgrać coś po ścianie, którą już wcześniej przyozdabiały starsze roczniki w poprzednich latach. Wśród napisów znajdowały się między innymi wzór na deltę, wyzwiska na znienawidzone kluby (przodowała tam przede wszystkim FC Barcelona) czy też wierszyki o niektórych uczniach.
- Morawiecka prawi morały, a Patryk K. i Darek H. to dwa pedały – przeczytał na głos Rafał – To twoje?
- Nie, ten niżej.
- Czarek gej, wącha klej. Kreatywne.
- To wymyśl coś lepszego – rzucił obojętnie
- Kto na Alicję kładzie chuj, niech postawi krzyżyk swój.
- To o naszej wychowawczyni? Nieźle - przyznał, wręczając Rafałowi marker - Idę zajarać, idziecie ze mną? - spytał, kiedy Rafał dopisał swój wierszyk
- Masz fajki? - odparł zdumiony – Skąd?
- Ze sklepu? Idziesz?
- No idę, idę. A ty Krzysiek?
- Nie, dzięki.
- Tylko nas nie podkabluj. Bo jak coś powiesz to masz w ryj – zagroził Rafał
Po lekcji wychowania fizycznego klasa II „c” przeniosła się do gabinetu pani Morawieckiej, polonistki, a zarazem ich wychowawczyni. Była to młoda, około trzydziestoletnia kobieta która dopiero trzeci rok uczyła w tej szkole i pierwszy raz dostała klasę. Mimo że nie miała dużego doświadczenia, szybko zyskała sobie szacunek i sympatię uczniów. Może dlatego że lepiej ich rozumiała niż większość nauczycieli... Choć jej lekcje nie zawsze były ciekawie, sporo osób chętnie na nie przychodziło.
Kolejną lekcją była matematyka z jedną z najbardziej znienawidzonych nauczycielek w szkole. Na taką a nie inną opinię zapracowała sobie swoim zachowaniem. Sporo wymagała, a niewiele potrafiła nauczyć, wytłumaczyć. Była to starsza, blisko sześćdziesięcioletnia kobieta w okularach, trochę przy kości, ale bez nadwagi. Jej uśmiech przyprawiał niektórych o mdłości, a wyglądało to tak że chowała dolną wargę za górne żeby. Niektórzy porównywali ją wtedy do królika.
- Sprawdzam obecność – oznajmiła, uśmiechając się w swoim stylu – Bogacka Sylwia.
- Jestem!
- Cebulski Maciej.
- Jest – rzucił niechętnie
- Ząbek Jarosław.
- Dąbek – poprawił ją
- A tak, przepraszam, jest... Flaczki Jakub.
- Flacki! - odparł oburzony
- Jak?
- Flacki!
- No to mówię Flaczki.
- Naucz się czytać stara pindo – mruknął Maciek pod nosem, ale na tyle głośno, że mogły to usłyszeć wszystkie osoby dookoła niego. Krzysiek od razu parsknął śmiechem.
- A ty z czego się cieszysz? Każdemu może się zdarzyć przejęzyczenie – upomniała go nauczycielka – Flaczki Jakub.
Tym razem przy kolejnej pomyłce zaśmiała się większa część klasy. Kuba już nawet poczerwieniał ze złości, choć jednocześnie ta sytuacja też go bawiła.
- eF eL A Ce Ka I! - przeliterował swoje nazwisko
- Aaaa! - westchnęła nauczycielka – No to teraz będzie dobrze. F... Flaczki!
Teraz już cała klasa zaczęła się śmiać. Matematyczka poczekała aż się uspokoją i dokończyła sprawdzać obecność, nie podejmując kolejnej próby przeczytania nazwiska Kuby.
Przez kolejne kilkanaście minut opowiadała o funkcji liniowej, rysowała na tablicy wykresy, jednak klasa niewiele z tego zrozumiała. W końcu ktoś nie wytrzymał i poprosił ją, aby powiedziała jeszcze raz, wszystko od początku.
- Trzeba było słuchać uważnie – rzekła oburzona – Kto wytłumaczy koleżance?
W sali rozległa się głucha cisza.
- No co? Nikt nie ma wrażenia że to rozumie? - znów uśmiechnęła się w ten „ohydny” sposób
- To przez to że pani uczyć nie umie – Maciek zebrał się na odwagę i wprost powiedział co myśli
- Słucham? To może ty wyjdziesz teraz na środek i poprowadzisz zajęcia?
- Z przyjemnością – odparł bez namysłu – Koledzy i koleżanki, o ile się orientuję, było jakieś zadanie domowe na dzisiaj, prawda? No to wyciągamy je, raz-dwa.
Niektórzy niechętnie sięgali do plecaka, wiedząc że mają źle wykonane zadania. Inni dumnie się wyprostowali, pewni swego, jeszcze inni zdenerwowali się. Nie spodziewali się że ich kolega mógłby tak ich „wkopać” z tym zadaniem domowym.
- Ty masz, ty też, ciebie Ewa nawet nie pytam bo ty zawsze masz. Paulina, a z twoim zadaniem co?
- Nie mam – wzruszyła ramionami bezradnie
- No i prawidłowo! - oznajmił ku zaskoczeniu wszystkich – To w szkole mamy się uczyć, nie w domu. Plus dla wszystkich co nie zrobili, za odwagę i ryzyko! A żeby ci co się napracowali, stracili czas, nie czuli się pokrzywdzeni to oni też dostaną plusa.
Od razu na sali zapanował entuzjazm. Niektórzy nawet krzyczeli że byłby z niego świetny nauczyciel, a nawet pojawił się postulat „Maciek na dyrektora”. Załamana nauczycielka patrzyła na to podpierając się łokciem, aż w końcu wstała, wzięła spod tablicy drewnianą linijkę i uderzyła w nią biurko dwukrotnie. Natychmiast zapanował spokój.
- Co to miało być? - spytała Cebulskiego
- No jak co? Sama pani poprosiła żebym poprowadził lekcję, więc...
- Siadaj, dostajesz uwagę.
- Może jeszcze za to że wykonałem pani polecenie? - powiedział drwiąco – Tak samo jak ksiądz chciał mi dać uwagę za to że śpiewałem pieśni religijne na lekcji religii! Absurd goni absurd...
- O ile wiem twoja siostra była już kilka razy wzywana do szkoły, a ostatni raz wczoraj. Chcesz żeby znowu musiała tu przyjeżdżać? Swoją drogą, taka z niej pilna uczennica była, a brat istny diabeł...
- To może niech pani wodę święconą na lekcję przyniesie?
Klasa zaśmiała się pod nosem. Nauczycielka nie miała już siły walczyć z Maćkiem. Opadła na krzesło i sięgnęła po podręcznik. Zadała im kilka zadań, a Cebulskiemu zapowiedziała że to on będzie rozwiązywał je na tablicy na kolejnych zajęciach. On jednak niczym się nie przejmował. Siedział z uśmiechem na twarzy i czekał na dzwonek, który miał oznajmić koniec lekcji.
wtorek, 25 listopada 2014
Zbuntowany cz. 1
Nigdy nie wiadomo co może się wydarzyć. Los doświadcza ludzi na różne sposoby, na niektórych „zerka” bardziej łagodnym okiem, a innym rzuca kłody pod nogi. Joanna Cebulska należała właśnie do tej drugiej grupy. Zaledwie dwudziestoletnia blondwłosa szczupła i niewysoka dziewczyna. Dziewczyna? Nie, kobieta. Jej zachowanie jednoznacznie wskazywało że kobieta dorosła nie tylko wiekiem, lecz także charakterem, osobowością. Podejmowała odpowiedzialne i dojrzałe decyzje, stawiała czoła problemom, których niestety nie brakowało. A wszystko zaczęło się dwa lata temu, kiedy zginęli jej rodzice. Asia była wtedy jeszcze przed maturą, a jej młodszy brat chodził do gimnazjum. Ponieważ dziewczyna była już pełnoletnia, nie zabrano jej do domu dziecka, w przeciwieństwie do Maćka, jej brata. Blondynka natychmiast wystąpiła o prawo do opieki nad nim, lecz procedury trwały kilka miesięcy – przede wszystkim dlatego że nie miała żadnego źródła dochodów. Do czasu matury utrzymywała się z oszczędności po rodzicach. Potem dopiero gdy znalazła pracę sąd zgodził się by brat z nią zamieszkał.
Niestety, śmierć rodziców i kilkumiesięczny pobyt w domu dziecka zmieniły Maćka nie do poznania. Miał pretensje do całego świata, nie mając żadnego konkretnego powodu do złości, wzbogacił język o kilkanaście wulgaryzmów, stał się opryskliwy i bezkompromisowy. Często awanturował się z Joasią, ale nigdy nie podniósł na nią ręki. Kobieta uważała że jednak coś dobrego w nim jest, skoro uznawał zasadę że nie wolno mu uderzyć dziewczyny. Mimo wszystko zachowały się w nim jeszcze resztki szacunku czy honoru. Sama nie wiedziała jak to nazwać. Chwilami naprawdę miała go dość, nie potrafiła z nim wytrzymać, lecz mimo wszystko kochała tego swojego niesfornego brata. Próbowała go zmienić, żeby był taki jak dawniej, ale jemu chyba za bardzo odpowiadał nowy charakter i nie zamierzał wracać do wizerunku spokojnego, pokornego, pogodzonego z losem chłopca. Jak stwierdził, przypominał wtedy „wielkoduszną ciapę, która zawsze dostanie po tyłku i nie ma z niej żadnego pożytku”. Wolał być buntownikiem.
Joasia pracowała jako sekretarka w jednym z biurowców. Choć szukano przede wszystkim kobiet po studiach, to jednak blondwłosa zaryzykowała, wysłała aplikację i o dziwo została zaproszona na rozmowę kwalifikacyjną. Sporo w tym pomogła jej nieprzeciętna uroda. W liceum chyba połowa męskiej części klasy kochała się w Joasi. Niektórzy nawet próbowali się z nią umówić na randkę, ale wszyscy dostawali kosza. Nie w głowie były jej spotkania z chłopakami, gdyż wtedy była jeszcze w żałobie po śmierci rodziców. Mało kto wiedział o jej trudnej sytuacji. Dyrektor, wychowawca, jeszcze kilku nauczycieli i Sebastian, jej najlepszy przyjaciel. Znali się od pierwszej klasy podstawówki, w pierwszej klasie liceum niektórzy nawet żartowali że to takie „klasowe małżeństwo”, bo zawsze trzymali się razem. Sebastian był wysokim i szczupłym brunetem, ale wśród dziewczyn nie uchodził za „ciacho”. Pewnie dlatego że nie chodził na siłownię i nie przywiązywał sporej wagi do kształtów swojego ciała. Równie dobrze mógłby być gruby, ważyć przeszło sto kilogramów. Dla niego istotna była przede wszystkim higiena. Musiał być czysty i porządnie ubrany. Co z tego że ktoś będzie przystojny, jeśli będzie miał brud pod paznokciami czy nieprzyjemny zapach? Raczej żadna dziewczyna takiego nie zechce.
Oprócz urody, Joasia zaimponowała szefowi swoją postawą. Kiedy została spytana dlaczego pomimo braku wykształcenia i tak młodego wieku chce pracować jako sekretarka, wyjaśniła że nie potrzebuje papierka ze studiów by dobrze wykonywać swoje obowiązki. Plus za szczerość i odwagę, minus za lekceważący stosunek do nauki. Kiedy prezes firmy zwrócił jej na to uwagę, dodała że system edukacji nie jest doskonały i gdyby jednak skończyła studia to i tak potrzebowałaby przeszkolenia przed podjęciem pracy na konkretnym stanowisku, w tym przypadku sekretarki. Zresztą, czy parzenia kawy bądź kultury osobistej uczą podczas wykładów bądź ćwiczeń? To raczej wynosi się z domu. Pan prezes zaryzykował i nie żałował – Joasia sprawdziła się, po roku miał o niej nawet lepszą opinię niż o poprzedniczce, która teoretycznie była bardziej wykwalifikowana.
- Panie prezesie... - odezwała się nieśmiało, stając w drzwiach gabinetu – Ja wiem że pan prezes prosił by nie przeszkadzać...
- O co chodzi pani Joanno?
- Dzwonili do mnie ze szkoły brata. Znowu coś nawywijał i muszę tam natychmiast jechać. Ja oczywiście odpracuję te godziny...
- W porządku, może pani jechać.
- Dziękuję.
Nie była to już pierwsza taka sytuacja. Szef na szczęście był wyrozumiały, sam miał dzieci, choć trochę młodsze, to chyba jednak musiał doświadczyć pewnych problemów. Joasia nawet nie miała czasu się przebrać, w białej koszulce, czarnej marynarce i czarnych spodniach od razu pojechała do liceum, w którym niegdyś sama się uczyła. Jeszcze nie dawno stawiała się przed nauczycielami jako uczennica, a teraz jako prawny opiekun jednego z licealistów. Dla niektórych pracowników to był szok. Maciek był zupełnym przeciwieństwem Asi, w ogóle nie przypominał swojej siostry, która zapisała się w historii szkoły jako pilna, wybitna uczennica (zajęła 2. miejsce na etapie wojewódzkim konkursu biologicznego).
- O, witaj Joasiu – odezwała się nauczycielka biologii, która wciąż nie mógł się przyzwyczaić że przychodzi tu już nie jako uczennica – To znaczy, przepraszam, pani Asiu.
- Nie szkodzi – mruknęła znudzona – Co tym razem?
- Pisali sprawdzian. Na początku nic nadzwyczajnego się nie działo, ale w pewnym momencie wstał i zaczął dyktować odpowiedzi. Nie mogłam go uspokoić.
- A dobre chociaż?
- O dziwo, tak.
- Chociaż tyle – szepnęła Joasia – W końcu zaczął się uczyć, to chyba jednak dobry znak?
- Dobry, ale to że przez niego klasa będzie musiała powtórzyć ten sprawdzian... Ja nie rozumiem z czego się pani cieszy. Wciąż mamy z nim problemy.
- Pani Wiesławo, ja już myślałam że coś gorszego wymyślił. Po tym jak rzucał szklanymi butelkami przez okno i spalił zadanie domowe na lekcji to już bałam się myśleć co będzie kolejne.
Joasia jak zwykle musiała zapewnić że porozmawia z bratem o tym co dzieje się w szkole i spróbuje nad nim zapanować. Doskonale wiedziała że to niczego nie zmieni, bo gdyby miało to w czymś pomóc, to już wcześniej byłyby widoczne efekty. Mimo tego co się stało, dziewczyna cieszyła się. Skoro podawał dobre odpowiedzi, to musiał się nauczyć materiału na ten sprawdzian. I to z biologii, z którą od zawsze miał problemy!
Zaczekała kwadrans do końca lekcji i zabrała brata do domu. Udawała że jest na niego wściekła, przez prawie całą drogę nie odezwała się ani słowem.
- Wiesz co Aśka, ja ciebie nie rozumiem. Ciągle po ciebie dzwonią i mówią ci to samo, a ty dalej jeździsz...
- A co, wolałbyś żebym miała to gdzieś? Zrozum, że gdyby nie ja to już by cię wywalili.
- Za to że nauczyłem się na sprawdzian? - zaśmiał się – Proszę cię, nie bądź naiwna. Oni tak tylko straszą bo myślą że to coś da, a tak naprawdę to potrzebują uczniów bo inaczej nie dostaną państwowej kasy.
- A tak w ogóle to po co to zrobiłeś? - ciekawość nie dawała jej spokoju
- Bo nie jestem tak zły jak myślisz? Nie nauczyli się to chciałem podzielić się wiedzą.
- Jasne – zaśmiała się – Ty chciałeś im pomóc.
- No tak.
- Ktoś kto cię nie zna może by uwierzył, ale nie twoja własna siostra. Po prostu chciałeś wkurzyć nauczycielkę, a że nie miałeś lepszego pomysłu...
- Ja nie mam pomysłu? To jeszcze zobaczymy...
- Ty – pogroziła mu palcem – Nawet nie próbuj.
- Bo co?
Aśka nie wytrzymała. Wcisnęła hamulec mocniej niż powinna, zatrzymała samochód. Spojrzała na brata. Uśmiechał się chytrze, jakby już wymyślił plan, po którego realizacji blondynka znów będzie musiała stawić się w szkole. W przeciwieństwie do niej miał czarne włosy, był wyższy o pół głowy. Im dłużej na niego patrzyła, tym większą miała ochotę by go związać, zakneblować i wsadzić do bagażnika. Przynajmniej wtedy nie zrobiłby nic głupiego.
- Do jasnej cholery, Maciek... - zaczęła zrezygnowana – Odkąd zabrałam cię z domu dziecka zachowujesz się tak jak byś w ogóle tego nie chciał. Robisz wszystko żeby mnie zniechęcić, specjalnie olałam studia i poszłam do pracy żeby nas utrzymać, a ty co? Na każdym kroku pokazujesz że masz mnie gdzieś, wszystko masz gdzieś. Swoim zachowaniem udowadniasz że nie zasługujesz na to co masz.
- Będziesz mi teraz wypominać, co? - rzucił zdenerwowany – A mówiłem żebyś znalazła sobie bogatego faceta i szła na studia, to nie.
- Nie będę robiła z siebie dziwki. Ty jak chcesz, proszę bardzo, znajdź sobie idiotkę, która będzie cię utrzymywać. A nie, przepraszam, ty ją dostałeś w prezencie od losu. Niejaką Joannę Cebulską
- Weź się wyluzuj. Nigdy nie powiedziałem że jesteś głupia czy czegoś w tym stylu, sama świrujesz bez powodu.
- Bez powodu? - rzuciła kpiąco – A twoje zachowanie? Codziennie przejmuję się czy jakoś damy radę, czy przeżyjemy do kolejnej wypłaty, a jak tylko dzwonią ze szkoły to mało zawału nie dostaję! No i co ci to daje? Co ci to da że kogoś wkurzysz, obrazisz, że coś rozwalisz? Bawi cię to? No to ciekawe czy będzie ci do śmiechu jak już zostaniesz sam.
- Ty, a ty przypadkiem nie musisz wracać do pracy – zauważył, lecz nie z troski o siostrę, ale po to by dała mu spokój
- Rodzice się w grobie przewracają jak widzą co ty odwalasz...
Chyba jednak uderzyła go w czuły punkt, bo rzucił jej spojrzenie pełne pogardy i natychmiast wysiadł z samochodu. Joasia opadła na oparcie fotela, zmęczona rozmową z bratem. Tego nawet nie można było nazwać rozmową. Zero porozumienia, po prostu nie nadawali na tych samych falach. Bywa. Nie zawsze rodzeństwo musi mieć świetne relacje.
Niestety, śmierć rodziców i kilkumiesięczny pobyt w domu dziecka zmieniły Maćka nie do poznania. Miał pretensje do całego świata, nie mając żadnego konkretnego powodu do złości, wzbogacił język o kilkanaście wulgaryzmów, stał się opryskliwy i bezkompromisowy. Często awanturował się z Joasią, ale nigdy nie podniósł na nią ręki. Kobieta uważała że jednak coś dobrego w nim jest, skoro uznawał zasadę że nie wolno mu uderzyć dziewczyny. Mimo wszystko zachowały się w nim jeszcze resztki szacunku czy honoru. Sama nie wiedziała jak to nazwać. Chwilami naprawdę miała go dość, nie potrafiła z nim wytrzymać, lecz mimo wszystko kochała tego swojego niesfornego brata. Próbowała go zmienić, żeby był taki jak dawniej, ale jemu chyba za bardzo odpowiadał nowy charakter i nie zamierzał wracać do wizerunku spokojnego, pokornego, pogodzonego z losem chłopca. Jak stwierdził, przypominał wtedy „wielkoduszną ciapę, która zawsze dostanie po tyłku i nie ma z niej żadnego pożytku”. Wolał być buntownikiem.
Joasia pracowała jako sekretarka w jednym z biurowców. Choć szukano przede wszystkim kobiet po studiach, to jednak blondwłosa zaryzykowała, wysłała aplikację i o dziwo została zaproszona na rozmowę kwalifikacyjną. Sporo w tym pomogła jej nieprzeciętna uroda. W liceum chyba połowa męskiej części klasy kochała się w Joasi. Niektórzy nawet próbowali się z nią umówić na randkę, ale wszyscy dostawali kosza. Nie w głowie były jej spotkania z chłopakami, gdyż wtedy była jeszcze w żałobie po śmierci rodziców. Mało kto wiedział o jej trudnej sytuacji. Dyrektor, wychowawca, jeszcze kilku nauczycieli i Sebastian, jej najlepszy przyjaciel. Znali się od pierwszej klasy podstawówki, w pierwszej klasie liceum niektórzy nawet żartowali że to takie „klasowe małżeństwo”, bo zawsze trzymali się razem. Sebastian był wysokim i szczupłym brunetem, ale wśród dziewczyn nie uchodził za „ciacho”. Pewnie dlatego że nie chodził na siłownię i nie przywiązywał sporej wagi do kształtów swojego ciała. Równie dobrze mógłby być gruby, ważyć przeszło sto kilogramów. Dla niego istotna była przede wszystkim higiena. Musiał być czysty i porządnie ubrany. Co z tego że ktoś będzie przystojny, jeśli będzie miał brud pod paznokciami czy nieprzyjemny zapach? Raczej żadna dziewczyna takiego nie zechce.
Oprócz urody, Joasia zaimponowała szefowi swoją postawą. Kiedy została spytana dlaczego pomimo braku wykształcenia i tak młodego wieku chce pracować jako sekretarka, wyjaśniła że nie potrzebuje papierka ze studiów by dobrze wykonywać swoje obowiązki. Plus za szczerość i odwagę, minus za lekceważący stosunek do nauki. Kiedy prezes firmy zwrócił jej na to uwagę, dodała że system edukacji nie jest doskonały i gdyby jednak skończyła studia to i tak potrzebowałaby przeszkolenia przed podjęciem pracy na konkretnym stanowisku, w tym przypadku sekretarki. Zresztą, czy parzenia kawy bądź kultury osobistej uczą podczas wykładów bądź ćwiczeń? To raczej wynosi się z domu. Pan prezes zaryzykował i nie żałował – Joasia sprawdziła się, po roku miał o niej nawet lepszą opinię niż o poprzedniczce, która teoretycznie była bardziej wykwalifikowana.
- Panie prezesie... - odezwała się nieśmiało, stając w drzwiach gabinetu – Ja wiem że pan prezes prosił by nie przeszkadzać...
- O co chodzi pani Joanno?
- Dzwonili do mnie ze szkoły brata. Znowu coś nawywijał i muszę tam natychmiast jechać. Ja oczywiście odpracuję te godziny...
- W porządku, może pani jechać.
- Dziękuję.
Nie była to już pierwsza taka sytuacja. Szef na szczęście był wyrozumiały, sam miał dzieci, choć trochę młodsze, to chyba jednak musiał doświadczyć pewnych problemów. Joasia nawet nie miała czasu się przebrać, w białej koszulce, czarnej marynarce i czarnych spodniach od razu pojechała do liceum, w którym niegdyś sama się uczyła. Jeszcze nie dawno stawiała się przed nauczycielami jako uczennica, a teraz jako prawny opiekun jednego z licealistów. Dla niektórych pracowników to był szok. Maciek był zupełnym przeciwieństwem Asi, w ogóle nie przypominał swojej siostry, która zapisała się w historii szkoły jako pilna, wybitna uczennica (zajęła 2. miejsce na etapie wojewódzkim konkursu biologicznego).
- O, witaj Joasiu – odezwała się nauczycielka biologii, która wciąż nie mógł się przyzwyczaić że przychodzi tu już nie jako uczennica – To znaczy, przepraszam, pani Asiu.
- Nie szkodzi – mruknęła znudzona – Co tym razem?
- Pisali sprawdzian. Na początku nic nadzwyczajnego się nie działo, ale w pewnym momencie wstał i zaczął dyktować odpowiedzi. Nie mogłam go uspokoić.
- A dobre chociaż?
- O dziwo, tak.
- Chociaż tyle – szepnęła Joasia – W końcu zaczął się uczyć, to chyba jednak dobry znak?
- Dobry, ale to że przez niego klasa będzie musiała powtórzyć ten sprawdzian... Ja nie rozumiem z czego się pani cieszy. Wciąż mamy z nim problemy.
- Pani Wiesławo, ja już myślałam że coś gorszego wymyślił. Po tym jak rzucał szklanymi butelkami przez okno i spalił zadanie domowe na lekcji to już bałam się myśleć co będzie kolejne.
Joasia jak zwykle musiała zapewnić że porozmawia z bratem o tym co dzieje się w szkole i spróbuje nad nim zapanować. Doskonale wiedziała że to niczego nie zmieni, bo gdyby miało to w czymś pomóc, to już wcześniej byłyby widoczne efekty. Mimo tego co się stało, dziewczyna cieszyła się. Skoro podawał dobre odpowiedzi, to musiał się nauczyć materiału na ten sprawdzian. I to z biologii, z którą od zawsze miał problemy!
Zaczekała kwadrans do końca lekcji i zabrała brata do domu. Udawała że jest na niego wściekła, przez prawie całą drogę nie odezwała się ani słowem.
- Wiesz co Aśka, ja ciebie nie rozumiem. Ciągle po ciebie dzwonią i mówią ci to samo, a ty dalej jeździsz...
- A co, wolałbyś żebym miała to gdzieś? Zrozum, że gdyby nie ja to już by cię wywalili.
- Za to że nauczyłem się na sprawdzian? - zaśmiał się – Proszę cię, nie bądź naiwna. Oni tak tylko straszą bo myślą że to coś da, a tak naprawdę to potrzebują uczniów bo inaczej nie dostaną państwowej kasy.
- A tak w ogóle to po co to zrobiłeś? - ciekawość nie dawała jej spokoju
- Bo nie jestem tak zły jak myślisz? Nie nauczyli się to chciałem podzielić się wiedzą.
- Jasne – zaśmiała się – Ty chciałeś im pomóc.
- No tak.
- Ktoś kto cię nie zna może by uwierzył, ale nie twoja własna siostra. Po prostu chciałeś wkurzyć nauczycielkę, a że nie miałeś lepszego pomysłu...
- Ja nie mam pomysłu? To jeszcze zobaczymy...
- Ty – pogroziła mu palcem – Nawet nie próbuj.
- Bo co?
Aśka nie wytrzymała. Wcisnęła hamulec mocniej niż powinna, zatrzymała samochód. Spojrzała na brata. Uśmiechał się chytrze, jakby już wymyślił plan, po którego realizacji blondynka znów będzie musiała stawić się w szkole. W przeciwieństwie do niej miał czarne włosy, był wyższy o pół głowy. Im dłużej na niego patrzyła, tym większą miała ochotę by go związać, zakneblować i wsadzić do bagażnika. Przynajmniej wtedy nie zrobiłby nic głupiego.
- Do jasnej cholery, Maciek... - zaczęła zrezygnowana – Odkąd zabrałam cię z domu dziecka zachowujesz się tak jak byś w ogóle tego nie chciał. Robisz wszystko żeby mnie zniechęcić, specjalnie olałam studia i poszłam do pracy żeby nas utrzymać, a ty co? Na każdym kroku pokazujesz że masz mnie gdzieś, wszystko masz gdzieś. Swoim zachowaniem udowadniasz że nie zasługujesz na to co masz.
- Będziesz mi teraz wypominać, co? - rzucił zdenerwowany – A mówiłem żebyś znalazła sobie bogatego faceta i szła na studia, to nie.
- Nie będę robiła z siebie dziwki. Ty jak chcesz, proszę bardzo, znajdź sobie idiotkę, która będzie cię utrzymywać. A nie, przepraszam, ty ją dostałeś w prezencie od losu. Niejaką Joannę Cebulską
- Weź się wyluzuj. Nigdy nie powiedziałem że jesteś głupia czy czegoś w tym stylu, sama świrujesz bez powodu.
- Bez powodu? - rzuciła kpiąco – A twoje zachowanie? Codziennie przejmuję się czy jakoś damy radę, czy przeżyjemy do kolejnej wypłaty, a jak tylko dzwonią ze szkoły to mało zawału nie dostaję! No i co ci to daje? Co ci to da że kogoś wkurzysz, obrazisz, że coś rozwalisz? Bawi cię to? No to ciekawe czy będzie ci do śmiechu jak już zostaniesz sam.
- Ty, a ty przypadkiem nie musisz wracać do pracy – zauważył, lecz nie z troski o siostrę, ale po to by dała mu spokój
- Rodzice się w grobie przewracają jak widzą co ty odwalasz...
Chyba jednak uderzyła go w czuły punkt, bo rzucił jej spojrzenie pełne pogardy i natychmiast wysiadł z samochodu. Joasia opadła na oparcie fotela, zmęczona rozmową z bratem. Tego nawet nie można było nazwać rozmową. Zero porozumienia, po prostu nie nadawali na tych samych falach. Bywa. Nie zawsze rodzeństwo musi mieć świetne relacje.
czwartek, 20 listopada 2014
VII. Scen nr 70 - epilog
Sekcja zwłok wykazała że Anita zmarła w wyniku obrażeń wewnętrznych, które spowodowały krwotok. Dziewczyna nie miała szans przeżyć tamtej nocy bez fachowej pomocy medycznej. Pięć dni po feralnym zdarzeniu w jej rodzinnym mieście odbył się pogrzeb. Maciek nie miał odwagi spojrzeć w oczy rodzicom brunetki, czuł się odpowiedzialny za to co się stało, choć nie miał żadnego wpływu na działania Marty. Co wieczór wyrzucał sobie że wcześniej nie zorientował się iż to Czeresińska stoi za porwaniem. Od początku to była jedyna osoba, której Anita przeszkadzała, a on to przegapił, szukał sprawcy na wielu frontach, a gdyby nie przypadek to nigdy nawet nie pomyślałby o czarnowłosej.
Dziewczyna przeżyła postrzał, miała szczęście że kula ominęła tętnicę udową. Po zbadaniu przez biegłego psychiatrę kobieta zamiast do więzienia, miała trafić na zamknięty oddział szpitala psychiatrycznego. Jej los stał się obojętny Maćkowi. Cokolwiek by się nie stało z Martą, nie wróci to życia Anicie.
Sebastian był gotów odstąpić koledze swój termin urlopu, rezygnując tym samym z wyjazdu nad morze wraz ze swoją rodziną, jednak Maciek nie zgodził się na to. Wziął tylko jeden dzień urlopu by pojechać na pogrzeb. Liczył na to że praca pomoże mu wrócić do normalności, ale nawet tam czuł się gorzej niż wcześniej. Stracił pewność siebie, nie potrafił się skupić, popełniał proste błędy nawet w raportach. Marta Igielska wspierała go, powtarzała że to tylko stan przejściowy, że po urlopie znów będzie tak dobry jak dawniej. Ale on już nie widział sensu by dalej w tym brnąć. Żył tak byle tylko dożyć końca dnia, jakby jutro już nie istniało. Na dłuższą metę to jednak nie było dobre rozwiązanie.
- Czeresińska chce się ze mną zobaczyć - wyznał przedostatniego dnia przed urlopem
- Słucham? - Igielska nie kryła zdumienia - Po tym wszystkim co zrobiła ona ma czelność prosić cię o odwiedziny?!
- Podobno przyjmuje już leki i zrozumiała że popełniła błąd. Chce przeprosić.
- Co za pieprzona egoistka! Chce choć trochę uciszyć sumienie, ale nawet nie pomyślała ile to ciebie będzie kosztowało!
- Marta, daj już spokój.
- Ej! Ty chyba nie zamierzasz do niej pójść, co?
- Nie chcę jej widzieć - przyznał cicho - Mam ją gdzieś, tylko teraz ta pracownica szpitala nie da mi spokoju przez kilka dni.
- Maciek... - westchnęła - Zaraz jedziesz na urlop, prawda? Weź wyłącz telefon i odpocznij porządnie, potrzebujesz tego.
Igielska miała rację. Powinien wyjechać, wyłączyć telefon i odciąć się od tego wszystkiego, żeby się zregenerować, nabrać sił i po powrocie stawić wszystkiemu czoła. I tak też zrobi.
Po powrocie z wakacji Anna Wapiecka postanowiła zmienić swoje życie. Zrozumiała że dalej nie może być tak jak było dotychczas. Złożyła pozew o rozwód i wyprowadziła się z domu. Nie potrafiła znieść tego że Krystian cały czas traktuje ją jak powietrze. Na początku myślała że to jeszcze uda się naprawić, że mąż jej wybaczy. Teraz do niej dotarło, że nie ma ku temu szans. Dzieci nie zabrała ze sobą, ale obiecała że będzie je odwiedzać w weekendy. Tak było lepiej dla nich, ona miała niebezpieczną pracę i nieprzewidywalny czas, w przeciwieństwie do ich ojca. Jego nie wezwą w środku nocy, prawie zawsze wróci o ustalonej porze. Gdyby chciała walczyć o prawo do opieki przed sądem, z tego powodu miałaby mniejsze szanse.
Sebastian za to zdawał się być w świetnym humorze po powrocie do Krakowa. Jego partnerka od razu to zauważyła.
- Jak było?
- Świetnie. Powiem ci, bez cienia wątpliwości, to były moje najlepsze wakacje w życiu.Nasze relacje zacieśniły się, a na dodatek... Dorota zgodziła się zostać moją żoną.
- Żartujesz?! Oświadczyłeś się jej?
- Na plaży, w blasku księżyca, tylko we dwoje...
- Romantycznie - przyznała Anka - A co z dzieckiem zrobiliście?
- Musiałem poprosić recepcjonistkę by miała na nią oko i zafundowałem jej duży puchar lodów.
- No proszę, jaki kombinator... A wiesz, zrezygnowaliśmy z Michałem z adopcji.
Uśmiech zniknął nie tylko z jej twarzy, ale także z twarzy Sebastiana. Nie spodziewał się takiego zakończenia.
- Dlaczego?
- Przemyślałam dokładnie to co mi mówiłeś. Dziecko to nie jest zabawka czy jakiś telewizor albo komputer, który możesz wymienić jak ci się znudzi...
- Może to i lepiej?
- Może.
W dobrym nastroju przez kilka ostatnich dni był Rafał, mimo że jego urlop skończył się już dwa tygodnie wcześniej. No ale jak miał być nieszczęśliwy, skoro zakochał się z wzajemnością? Kiedy już w końcu przyznał się przed kolegami że spotyka się z kobietą, ci naciskali by uchylił rąbka tajemnicy i powiedział coś o swojej wybrance - jak się poznali, jak wygląda czy jaki ma charakter. Mężczyzna dzielnie odpierał "ataki", a spokój odzyskał po zapewnieniu że wkrótce ją przedstawi.
Na początku września skończył się urlop Maćkowi i Marcie. Kobieta już z samego rana pojawiła się na komendzie, jakby przez te dwa tygodnie stęskniła się za obowiązkami. Zaparzyła sobie mocną kawę, nawiązała dialog z Sebastianem, opowiadając jak miło spędziła czas w górach. Wkrótce do dyskusji włączyła się także Anka, gdy przyszła do biura. Czas mijał, a Maćka wciąż nie było.
- Zapomniał że to już koniec wolnego - zażartował Sebastian
- A co jeśli... on się jeszcze nie pozbierał? - zmartwiła się Igielska
- On? Proszę cię, ma mocny charakter.
- Nawet najmocniejszy charakter można złamać. Maciek tego nie pokazuje, ale w środku ma jednak jakąś taką wrażliwość. Jemu naprawdę na tej Anicie zależało, nawet jeśli tego nie mówił.
- Nie wiedziałem że już tak dobrze się znacie. Maciek czuł wobec ciebie jakąś taką niechęć - stwierdził - Myślałem że nie chce cię bliżej poznać.
- Po prostu nie było cię tam, kiedy znalazł ją martwą. To nie był ten sam człowiek.
W końcu po kilku minutach brunet zjawił się w biurze z jakimś kartonem w ręku. Postawił go na biurku i zaczął do środka wrzucać po kolei wszystko, co tylko wpadło mu w ręce.
- Co robisz?
- Pakuję się - odpowiedział cicho - Byłem u starego, odchodzę.
- Żartujesz, prawda?
- A wyglądam jakbym żartował?
Odpowiedź brzmiała "nie". Już nie tylko Marta, ale także Sebastian i Anka odłożyli długopisy, spoglądając na aspiranta.
- Mam dość Krakowa, dość policji i w ogóle dość dotychczasowego życia. Wyjeżdżam na stałe - wyjaśniał - Sprzedam mieszkanie i zacznę wszystko od nowa. Po prostu... potrzebuję zmian.
- Masz już konkretne plany? - odezwał się Sebastian
- Tak i nie. Wyprowadzam się do Świnoujścia, zawsze marzyłem by mieszkać blisko morza. A co tam będę robił... Jeszcze nie wiem. Może wrócę na taksówki.
To była jego ostateczna decyzja. Nic go już tutaj nie trzymało, a fascynacja morzem podczas urlopu wzrosła. Nie miał żadnych oporów by rzucić wszystko i wyjechać. Nie bał się tego wyzwania, a wręcz przeciwnie - ono dodało mu sił oraz nadało nowy sens jego życiu. Potrzebował celu. Tym celem było teraz zbudowanie swojego życia od zera, od fundamentów. Kolegom nie pozostało nic innego tylko życzyć mu powodzenia.
- Jeszcze przez kilka dni będę w Krakowie, dopóki nie sprzedam mieszkania - oznajmił - Także możecie mnie odwiedzić, tylko nie próbujcie mnie namawiać do zmiany zdania. Ja już podjąłem decyzję.
- Dobra, to my zrobimy ci w weekend imprezę pożegnalną - zadeklarował Sebastian
- Nie ma takiej potrzeby, ale skoro chcecie... To widzimy się w weekend. Trzymajcie się!
Wziął karton ze swoimi rzeczami pod pachę i wyszedł. Wiedział że prawdopodobnie już nigdy tu nie wróci, ale jakoś nie było mu szkoda. Teraz uważał iż to najlepsza decyzja jaką mógł podjąć, ale czy z perspektywy czasu będzie tak samo? Tego nie wie nikt...
----
Zdecydowałem się zakończyć to opowiadanie, ponieważ nie mam pomysłu na rozwinięcie tych bohaterów, na jakąś ciekawą fabułę z nimi związaną. Prawdę mówiąc to odpowiadanie zaczynało mnie już męczyć, chciałem tylko zamknąć wątek z Anitą i dać sobie spokój. Tak też zrobiłem. Uważam że nie ma sensu ciągnąć tego na siłę. Ale nie oznacza to końca bloga, po prostu teraz zajmę się krótszymi historiami o różnej tematyce.
Dziewczyna przeżyła postrzał, miała szczęście że kula ominęła tętnicę udową. Po zbadaniu przez biegłego psychiatrę kobieta zamiast do więzienia, miała trafić na zamknięty oddział szpitala psychiatrycznego. Jej los stał się obojętny Maćkowi. Cokolwiek by się nie stało z Martą, nie wróci to życia Anicie.
Sebastian był gotów odstąpić koledze swój termin urlopu, rezygnując tym samym z wyjazdu nad morze wraz ze swoją rodziną, jednak Maciek nie zgodził się na to. Wziął tylko jeden dzień urlopu by pojechać na pogrzeb. Liczył na to że praca pomoże mu wrócić do normalności, ale nawet tam czuł się gorzej niż wcześniej. Stracił pewność siebie, nie potrafił się skupić, popełniał proste błędy nawet w raportach. Marta Igielska wspierała go, powtarzała że to tylko stan przejściowy, że po urlopie znów będzie tak dobry jak dawniej. Ale on już nie widział sensu by dalej w tym brnąć. Żył tak byle tylko dożyć końca dnia, jakby jutro już nie istniało. Na dłuższą metę to jednak nie było dobre rozwiązanie.
- Czeresińska chce się ze mną zobaczyć - wyznał przedostatniego dnia przed urlopem
- Słucham? - Igielska nie kryła zdumienia - Po tym wszystkim co zrobiła ona ma czelność prosić cię o odwiedziny?!
- Podobno przyjmuje już leki i zrozumiała że popełniła błąd. Chce przeprosić.
- Co za pieprzona egoistka! Chce choć trochę uciszyć sumienie, ale nawet nie pomyślała ile to ciebie będzie kosztowało!
- Marta, daj już spokój.
- Ej! Ty chyba nie zamierzasz do niej pójść, co?
- Nie chcę jej widzieć - przyznał cicho - Mam ją gdzieś, tylko teraz ta pracownica szpitala nie da mi spokoju przez kilka dni.
- Maciek... - westchnęła - Zaraz jedziesz na urlop, prawda? Weź wyłącz telefon i odpocznij porządnie, potrzebujesz tego.
Igielska miała rację. Powinien wyjechać, wyłączyć telefon i odciąć się od tego wszystkiego, żeby się zregenerować, nabrać sił i po powrocie stawić wszystkiemu czoła. I tak też zrobi.
Po powrocie z wakacji Anna Wapiecka postanowiła zmienić swoje życie. Zrozumiała że dalej nie może być tak jak było dotychczas. Złożyła pozew o rozwód i wyprowadziła się z domu. Nie potrafiła znieść tego że Krystian cały czas traktuje ją jak powietrze. Na początku myślała że to jeszcze uda się naprawić, że mąż jej wybaczy. Teraz do niej dotarło, że nie ma ku temu szans. Dzieci nie zabrała ze sobą, ale obiecała że będzie je odwiedzać w weekendy. Tak było lepiej dla nich, ona miała niebezpieczną pracę i nieprzewidywalny czas, w przeciwieństwie do ich ojca. Jego nie wezwą w środku nocy, prawie zawsze wróci o ustalonej porze. Gdyby chciała walczyć o prawo do opieki przed sądem, z tego powodu miałaby mniejsze szanse.
Sebastian za to zdawał się być w świetnym humorze po powrocie do Krakowa. Jego partnerka od razu to zauważyła.
- Jak było?
- Świetnie. Powiem ci, bez cienia wątpliwości, to były moje najlepsze wakacje w życiu.Nasze relacje zacieśniły się, a na dodatek... Dorota zgodziła się zostać moją żoną.
- Żartujesz?! Oświadczyłeś się jej?
- Na plaży, w blasku księżyca, tylko we dwoje...
- Romantycznie - przyznała Anka - A co z dzieckiem zrobiliście?
- Musiałem poprosić recepcjonistkę by miała na nią oko i zafundowałem jej duży puchar lodów.
- No proszę, jaki kombinator... A wiesz, zrezygnowaliśmy z Michałem z adopcji.
Uśmiech zniknął nie tylko z jej twarzy, ale także z twarzy Sebastiana. Nie spodziewał się takiego zakończenia.
- Dlaczego?
- Przemyślałam dokładnie to co mi mówiłeś. Dziecko to nie jest zabawka czy jakiś telewizor albo komputer, który możesz wymienić jak ci się znudzi...
- Może to i lepiej?
- Może.
W dobrym nastroju przez kilka ostatnich dni był Rafał, mimo że jego urlop skończył się już dwa tygodnie wcześniej. No ale jak miał być nieszczęśliwy, skoro zakochał się z wzajemnością? Kiedy już w końcu przyznał się przed kolegami że spotyka się z kobietą, ci naciskali by uchylił rąbka tajemnicy i powiedział coś o swojej wybrance - jak się poznali, jak wygląda czy jaki ma charakter. Mężczyzna dzielnie odpierał "ataki", a spokój odzyskał po zapewnieniu że wkrótce ją przedstawi.
Na początku września skończył się urlop Maćkowi i Marcie. Kobieta już z samego rana pojawiła się na komendzie, jakby przez te dwa tygodnie stęskniła się za obowiązkami. Zaparzyła sobie mocną kawę, nawiązała dialog z Sebastianem, opowiadając jak miło spędziła czas w górach. Wkrótce do dyskusji włączyła się także Anka, gdy przyszła do biura. Czas mijał, a Maćka wciąż nie było.
- Zapomniał że to już koniec wolnego - zażartował Sebastian
- A co jeśli... on się jeszcze nie pozbierał? - zmartwiła się Igielska
- On? Proszę cię, ma mocny charakter.
- Nawet najmocniejszy charakter można złamać. Maciek tego nie pokazuje, ale w środku ma jednak jakąś taką wrażliwość. Jemu naprawdę na tej Anicie zależało, nawet jeśli tego nie mówił.
- Nie wiedziałem że już tak dobrze się znacie. Maciek czuł wobec ciebie jakąś taką niechęć - stwierdził - Myślałem że nie chce cię bliżej poznać.
- Po prostu nie było cię tam, kiedy znalazł ją martwą. To nie był ten sam człowiek.
W końcu po kilku minutach brunet zjawił się w biurze z jakimś kartonem w ręku. Postawił go na biurku i zaczął do środka wrzucać po kolei wszystko, co tylko wpadło mu w ręce.
- Co robisz?
- Pakuję się - odpowiedział cicho - Byłem u starego, odchodzę.
- Żartujesz, prawda?
- A wyglądam jakbym żartował?
Odpowiedź brzmiała "nie". Już nie tylko Marta, ale także Sebastian i Anka odłożyli długopisy, spoglądając na aspiranta.
- Mam dość Krakowa, dość policji i w ogóle dość dotychczasowego życia. Wyjeżdżam na stałe - wyjaśniał - Sprzedam mieszkanie i zacznę wszystko od nowa. Po prostu... potrzebuję zmian.
- Masz już konkretne plany? - odezwał się Sebastian
- Tak i nie. Wyprowadzam się do Świnoujścia, zawsze marzyłem by mieszkać blisko morza. A co tam będę robił... Jeszcze nie wiem. Może wrócę na taksówki.
To była jego ostateczna decyzja. Nic go już tutaj nie trzymało, a fascynacja morzem podczas urlopu wzrosła. Nie miał żadnych oporów by rzucić wszystko i wyjechać. Nie bał się tego wyzwania, a wręcz przeciwnie - ono dodało mu sił oraz nadało nowy sens jego życiu. Potrzebował celu. Tym celem było teraz zbudowanie swojego życia od zera, od fundamentów. Kolegom nie pozostało nic innego tylko życzyć mu powodzenia.
- Jeszcze przez kilka dni będę w Krakowie, dopóki nie sprzedam mieszkania - oznajmił - Także możecie mnie odwiedzić, tylko nie próbujcie mnie namawiać do zmiany zdania. Ja już podjąłem decyzję.
- Dobra, to my zrobimy ci w weekend imprezę pożegnalną - zadeklarował Sebastian
- Nie ma takiej potrzeby, ale skoro chcecie... To widzimy się w weekend. Trzymajcie się!
Wziął karton ze swoimi rzeczami pod pachę i wyszedł. Wiedział że prawdopodobnie już nigdy tu nie wróci, ale jakoś nie było mu szkoda. Teraz uważał iż to najlepsza decyzja jaką mógł podjąć, ale czy z perspektywy czasu będzie tak samo? Tego nie wie nikt...
----
Zdecydowałem się zakończyć to opowiadanie, ponieważ nie mam pomysłu na rozwinięcie tych bohaterów, na jakąś ciekawą fabułę z nimi związaną. Prawdę mówiąc to odpowiadanie zaczynało mnie już męczyć, chciałem tylko zamknąć wątek z Anitą i dać sobie spokój. Tak też zrobiłem. Uważam że nie ma sensu ciągnąć tego na siłę. Ale nie oznacza to końca bloga, po prostu teraz zajmę się krótszymi historiami o różnej tematyce.
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)