Sebastian upierał się że załatwi sprawę z nękaniem nieoficjalnie, po swojemu, jednak Marta nie chciała się na to zgodzić. Bała się że narobi sobie problemów. Odkąd zamieszkała u niego ani razu nie spotkała swojego prześladowcy. Nie dawał znaku życia. Nie mogła sobie przypomnieć kiedy ostatni raz czuła się wypoczęta. W końcu mogła normalnie się wyspać, bez koszmarów, bez nerwowego szamotania się z pościelą. Wiedziała że jest bezpieczna, choć milczenie ze strony stalkera ją niepokoiło. Nie wierzyła by najzwyczajniej w świecie sobie odpuścił. Zapewne coś przygotowywał.
- Ale na pewno? - po raz kolejny zapytała Sebastiana czy nie złamał obietnicy. Wymusiła ją na nim. Zadeklarował że niczego nie zrobi bez jej zgody.
- Marta, przecież obiecałem – westchnął – Chyba że to Maciek. No co? On też się o ciebie martwi.
- Jego też prosiłam.
- Myślisz że cię posłucha? - nie był przekonany – On robi swoje. Jak się uprze to nie ma na niego siły.
- Masz rację – wypaliła ni z gruchy, ni z pietruchy – W gruncie rzeczy nie jest taki zły. Trzeba mieć tylko... trochę wyrozumiałości na te jego głupawkę.
- Idę, zaraz zaczyna się mecz – oznajmił, zostawiając ją samą w kuchni. Gdyby nie okoliczności, cieszyłby się z jej obecności w mieszkaniu. Pomagała mu, gotowała, sprzątała. I najważniejsze – miał z kim porozmawiać. Po wyprowadzce siostry odczuł pewną pustkę. Marta zdołała ją wypełnić. Zdawał sobie jednak sprawę że to tylko rozwiązanie tymczasowe. Że niedługo znów zostanie sam, że te cztery ściany ponownie opustoszeją. Chyba najwyższy czas to zmienić. Miał już w końcu 33 lata, mógłby się ustatkować, ożenić. Ale jeszcze nigdy nie spotkał kobiety, która zdołałaby na stałe zagościć w jego sercu.
Obawy Marty potwierdziły się dwa dni później. Dziewczyna pojawiła się w biurze z paczką w ręce i poprosiła Sebastiana ze sobą. Nie chciała rozmawiać przy Joasi, kobiety miały nie najlepsze relacje. Nawet nie próbowały się polubić, a teraz, kiedy mężczyzna pomagał koleżance, blondwłosa jakby jeszcze bardziej ją znienawidziła. Znała Sebastiana już parę lat i o ile zmieniały się kobiety w jego łóżku, o tyle ona wciąż była jego przyjaciółką. Zawsze mogli szczerze porozmawiać, liczyć na siebie, wspierać. Teraz Marta zagrażała temu statusowi. Blondwłosa zauważyła że mają jakieś tajemnice, że Sebastian unika tego tematu.
- A ona czego znowu chce? - powiedziała na głos, licząc na reakcję obecnych w biurze Maćka i Ani
- Biega za nim jak kot z pęcherzem – wtórowała przyjaciółce. Żadna z nich nie miała jednak pojęcia w jakiej sytuacji znalazła się brunetka. Maciek nie zamierzał zdradzać tajemnicy, dlatego nie odezwał się ani słowem. Dziewczyny zauważyły że on coś wie, więc postanowiły go sprowokować.
- Wpadł jej w oko – stwierdziła Joasia – W sumie nic dziwnego, Sebastian to fajny facet. Ale jeśli on sobie weźmie kogoś takiego jak Marta...
- Spokojnie, obie doskonale wiemy że Sebastiana nie interesują poważne związki.
Dwie pary oczu skierowały się na Maćka. Czarnowłosy poczuł jakby pewien rodzaj presji, który nie pozwalał mu się skupić na aktualnie wykonywanym zadaniu. Odłożył więc długopis i przeciągnął się. Udawał że wszystko jest w porządku, ale one wciąż oczekiwały na jego odpowiedź.
- A wy co, zazdrosne? - odezwał się w końcu – Czy może obgadujecie ich tak po prostu, dla zasady?
- A co ty taki zdenerwowany? W związku się nie układa?
- Nie jestem w żadnym związku – oznajmił spokojnym tonem
- Ach, to wszystko wyjaśnia – Joasia uśmiechnęła się drwiąco – Brakuje kobiety, co?
- Nie bardziej niż wam brakuje faceta – odgryzł się, a następnie opuścił biuro. Musiał odetchnąć, choć udało mu się utrzymać nerwy na wodzy. Nie zamierzał jednak walczyć z pokusą zapalenia papierosa, która pojawiła się chwilę wcześniej.
Tymczasem w kuchni Marta drżącymi palcami ponownie rozpakowała niewielkie pudełeczko i pokazała mu jego zawartość. Sebastian nie musiał długo się przyglądać by stwierdzić że jest to damska bielizna. I to dość skąpa. Nawet nie zgadywał kto przysłał tę paczkę. Wiedział że prześladowca znów uderzył i znów przestraszył kobietę.
- W środku był też list – podała mu kartkę
- Moja piękna – odczytał w myślach – Wyprowadziłaś się. Szkoda, ale jak widzisz, potrafię do ciebie dotrzeć. Mam dla ciebie prezent. Takiej jeszcze nie masz. Chętnie cię w niej zobaczę. Już niedługo...
- Psychol – stwierdziła roztrzęsiona, gdy Sebastian skończył czytać
- Załatwię to – oznajmił sucho
- Nie rób nic na własną rękę. Słyszysz? - spojrzała mu prosto w oczy – Nie rób, proszę. Złożę oficjalne doniesienie.
- I co? - zaśmiał się – Marta, oboje doskonale wiemy jak to wygląda. Dostanie najwyżej zawiasy i sądowy zakaz zbliżania się do ciebie. A nawet jak go złamie? Zanim zdążysz to zgłosić, on może już zrobić ci krzywdę. A jeszcze wcześniej, nim dojdzie do procesu, zwariujesz i wylądujesz w psychiatryku.
- To co mam do cholery zrobić? - w jej głosie mieszały się złość i bezradność
- Zaufaj mi i pozwól działać – położył dłoń na jej ramieniu, a ona wtedy odwróciła się przodem i przytuliła do niego. Bała się. Ale miał rację, to nie mogło dłużej trwać.
Wieczorem Maciek umówił się na kolejne spotkanie ze swoją nową znajomą. Tym razem zabrał ją na spacer do parku. Wygarniał sobie że jest mało pomysłowy, że nie jest w stanie zaimponować żadnej dziewczynie, że jest sztywny, ale jednak rozmowa z Eweliną się kleiła. Dobrze im się rozmawiało przy kawie i tak było też teraz, w parku.
- Opowiesz mi coś o sobie? - poprosiła, gdy wyczerpali już temat pogody i ulubionych deserów
- No co... jak widać jestem facetem, jak widać idę właśnie przez park z sympatyczną dziewczyną...
- Konkrety – upomniała go z uśmiechem – No chyba że mam cię pytać.
- Co ja mam ci powiedzieć? - wzruszył ramionami
- Wszystko. Prawdę i tylko prawdę.
- Czuję się jak przy spowiedzi. Mam lat 28, jestem kawalerem, ostatni raz spowiadałem się... - przerwał, bowiem Ewelina nie wytrzymała i parsknęła śmiechem
- Musisz przyznać że potrafię rozbawić kobietę. A to wbrew pozorom nie jest takie proste.
- Dobrze, już – mówiła wciąż się śmiejąc – Ja naprawdę chcę się czegoś o tobie dowiedzieć.
- Więc co chcesz wiedzieć? - trochę spoważniał, ale wciąż czuł się swobodnie
- Bądź dzielny – ostrzegła go – Pierwsze pytanie... gdzie pracujesz?
- A nie uciekniesz jak się dowiesz?
- Prawda i tylko prawda – przypomniała. Rozpiął kurtkę i odchylił, odsłaniając broń. Kobieta aż przystanęła. Przełknęła ślinę i wzięła głęboki oddech.
- Dobrze, już o nic nie pytam.
- Ale... - zrozumiał że źle to rozegrał. Przestraszył ją i zepsuł atmosferę. Wyciągnął odznakę i podał jej, by jak najszybciej naprawić swój błąd.
- Przepraszam, nie chciałem cię wystraszyć.
- Źle cię zrozumiałam – wyjaśniła – Więc pracujesz w policji?
- Wydział śledczy. Głównie zabójstwa, ale też porwania, gwałty, jakieś mocniejsze pobicia...
- Nie jest bezpiecznie, co?
- Czasem nie – przyznał – Ale jak widzisz, jestem tutaj, żyję.
- To dlatego nie masz nikogo? Przez pracę?
- Nie – czuł narastającą w gardle gulę, przez którą coraz trudniej było przełykać ślinę – Nie chcę o tym rozmawiać. Nie teraz, nie dzisiaj.
- Przepraszam.
- Nic się nie stało, nie wiedziałaś – uśmiechnął się lekko, by jego słowa zabrzmiały wiarygodnie – Może kiedyś ci opowiem.
- Lubisz swoją pracę, prawda?
- Czasem mnie wkurza – pokiwał głową na boki – Ale można tak powiedzieć że lubię.
- Można tak powiedzieć? - podchwyciła
- Nigdy się nie zastanawiałem. Ale na pewno nie jest tak żebym walczył ze sobą by iść do pracy. To chyba dobrze, co nie?
- Dobrze, dobrze – uśmiechnęła się – Masz rodzeństwo?
- Młodszą siostrę. Mieszka we Wrocławiu ze swoim chłopakiem, studiuje. Bo wiesz, ja jestem z Wrocławia, ale niedawno się przeprowadziłem.
- I jak ci się podoba w Krakowie?
- Wciąż go poznaję – oznajmił zgodnie z prawdą – Ale jak do tej pory jestem pod wrażeniem.
- Cieszę się.
- To może teraz twoja kolej? Opowiesz coś o sobie?
- Pewnie chciałbyś wiedzieć ile mam lat, co? - rzuciła półżartem, półserio, trącając go w ramię
- No ale niestety nie mogę o to zapytać, więc liczę na to że sama mi powiesz – puścił do niej oczko
- A na ile wyglądam? - uniosła brew zaciekawiona
- Siedemnaście – wypalił bez zastanowienia
- Ej no, serio pytam!
- Tak serio... nie wiem, z dwadzieścia pięć lat, może ze dwa więcej. Na pewno jesteś młodsza ode mnie.
- Z tym ostatnim to się zgodzę. Kilkanaście dni temu skończyłam 27 lat, więc byłeś blisko. Mieszkam sama, po studiach rodzice kupili mi mieszkanie tutaj. Zresztą, oni też mieszkają w Krakowie, ale na obrzeżach, w dzielnicy willowej. Jak już się pewnie domyślasz, mam bogatych rodziców. Ale spokojnie, nie odbiło mi – opowiadała, a Maciek cierpliwie jej wysłuchiwał – Wiem że pieniądze nie spadają z nieba, tylko trzeba sobie na nie zarobić. Czasem jest to ciężka praca. Pewnie myślisz że skończyłam jakieś dobre studia i mam dobrze płatną pracę. Trochę prawda, ale nie do końca. Skończyłam zarządzanie i administrację, pracuję w dużym biurze, w dziale human resources. Wiesz co to jest, prawda? No tak, głupio pytam. Na zarobki nie narzekam, ale czasem nudzi mnie takie siedzenie w biurze w papierach. Wiesz o czym mówię. Ta praca jest trochę jakby sztywna, dlatego dużo chodzę na imprezy. Uwielbiam tańczyć, uwielbiam się bawić. Muszę po prostu odreagować...
Ewelina mówiła jak natchniona, widać było że dużo ma do powiedzenia i że chętnie dzieli się tą opowieścią. Maciek za to wolał słuchać. Nie zadawał pytań, bo sama odpowiednio kierowała swoim monologiem, nie przerywał jej, tylko słuchał z zainteresowaniem. Chciał bliżej poznać tę dziewczynę. Zaintrygowała go. Była nie tylko ładna, ale miała też w sobie jakąś taką pozytywną energię, która udzielała się ludziom w jej otoczeniu.
wtorek, 26 kwietnia 2016
czwartek, 21 kwietnia 2016
VIII. Scen nr 20
Była zdecydowana że nie przyjmie niczyjej pomocy. Choć nie wiedziała co zrobić by uwolnić się od swojego prześladowcy, chciała załatwić to sama. Wstydziła się przyznać że ma z tym problem. Nie wiedziała dlaczego, ale wstydziła się. Myślała że wyjdzie na życiową pokrakę, że będą ją obgadywać za plecami i śmiać się z niej, że to wszystko jej zaszkodzi. Nie zdawała sobie sprawy z powagi sytuacji. Bała się, ale liczyła na pokonanie strachu. Wierzyła w to.
Wszystko jednak uległo zmianie gdy wróciła z pracy i zastała potworny bałagan. W pierwszej chwili stanęła jak wryta i rozglądała się dookoła z niedowierzaniem. Ubrania powyrzucane z szafek na podłogę, zdjęcia rozrzucone po stole, jakieś papiery, dokumenty... Oparła się o ścianę i osunęła na ziemię. Była zrozpaczona. Kto i dlaczego to zrobił?
Po chwili doszła do siebie. Upewniła się że jest sama w mieszkaniu, następnie sprawdziła drzwi (nie znalazła na nich śladów włamania), zamknęła je na klucz i zadzwoniła po Sebastiana. Domyślała się już czyja to sprawka. O ile wcześniej łudziła się że mężczyzna po jakimś czasie da sobie spokój, teraz przeraziła się nie na żarty. On był w mieszkaniu, dotykał jej rzeczy, jej ubrań, bielizny... Na samą myśl o tym robiło się jej niedobrze. Mógł przeglądać wszystko, jej dokumenty z ubezpieczenia, akt urodzenia, świadectwa szkolne, cokolwiek co tylko wpadło mu w ręce. Czuła się jakby zdarł z niej ubranie i napawał się widokiem jej nagiego ciała.
Kilkanaście minut później Sebastian zapukał do drzwi. Kobieta upewniła się, spoglądając przez wizjer, następnie wpuściła go do środka. Nie krył zdziwienia na widok bałaganu.
- Co tu się stało? Tornado przeszło? - chciał rozluźnić atmosferę, lecz Marta nie miała nastroju do żartów
- Gorzej – powiedziała cicho – On tu był...
- Jaki on? - nie skojarzył w pierwszej chwili – Chcesz mi powiedzieć że ten facet który za tobą łazi buszował po twoim mieszkaniu?
- Jak widzisz.
Nie powiedział nic. Objął ją, a ona położyła głowę na jego ramieniu. Nie chciała być sama. Była mu wdzięczna że mimo jej wcześniejszego zachowania przyjechał i w dodatku tak szybko.
- Ale to nie wszystko – oznajmiła po chwili – Zostawił wiadomość.
- Co napisał?
- Chodź, zobaczysz – złapała go za rękę i pociągnęła do łazienki. Na lustrze, czerwoną szminką narysowane było wielkie serce, w środku zaś napisane drukowanymi literami „Marta Pietrzycka”
- Pietrzycka? - spytał zdumiony – Przecież ty nazywasz się Marta Kłosińska.
- Sebastian, jak ty nic nie rozumiesz... - jęknęła, przewracając oczami – On mi zamienił nazwisko na swoje.
- Psychol, zboczeniec, włamywacz – podsumował Sebastian – I wiemy że nazywa się Pietrzycki.
- Tyle to już wcześniej wiedziałam.
- Dlaczego nic nie mówiłaś? Od razu byśmy to załatwili.
- Niby jak? Co, poprosisz go grzecznie a on cię posłucha?
- Dokładnie tak – szepnął z tajemniczym błyskiem w oku – Wezmę ze sobą Maćka i załatwimy sprawę. A póki co... nie możesz tu zostać sama.
- Dlaczego nie? - zaprotestowała tylko dla zasady – Posprzątam i będzie dobrze.
- Marta, on tu może w każdej chwili wejść. Chyba nie chciałabyś żeby zakradł się tu w środku nocy i wślizgnął ci się do łóżka.
- Przestań! - wykrzyknęła piskliwym głosem, gdy ujrzała przerażającą wizję oczyma wyobraźni.
- O proszę – Maciek nie krył zaskoczenia gdy następnego ranka zobaczył Sebastiana i Martę wysiadających z jednego samochodu – Już po burzy?
- Przecież żadnej burzy nie było – w odpowiedzi wzruszył ramionami
- No tak, to tylko tornado co zwie się Marta – nie potrafił sobie odmówić kolejnego pstryczka w stronę brunetki
- Żebyś ty zaraz nie stał się pierwszą ofiarą tego tornada – zagroziła pół żartem, pół serio – A tak w ogóle to przepraszam za wczoraj. Przesadziłam, wiem o tym. Nie gniewasz się, prawda? Wiesz jak to jest...
- No tak, tornado – uśmiechnął się, dając do zrozumienia że nie ma jej za złe wczorajszej awantury – Jakby co możesz na mnie liczyć.
- Obym nie musiała – zastrzegła, a chwilę później zniknęła za drzwiami komendy. Maciek podszedł do Sebastiana, który po raz kolejny bezskutecznie próbował odpalić papierosa. Wyciągnął swoją zapalniczkę i odpalił.
- Co się stało wczoraj wieczorem? - domyślał się że zmiana zachowania Marty nie wzięła się z niczego
- Co miało się stać? O nie, na pewno nie to co myślisz – dodał, widząc dwuznaczny uśmiech na jego twarzy
- Przecież nic nie mówię – udawał niewiniątko – Zresztą, będzie miała dość facetów na jakiś czas po tej historii.
- Którą trzeba wreszcie zakończyć. Gość włamał się do jej mieszkania, splądrował wszystkie szafki. Wszystkie dokumenty, notatki, zdjęcia, ubrania... nawet bielizna. Wszystko wpadło w jego łapy.
- Marta musi się czuć okropnie – westchnął ze współczuciem – Ale dobrze że przyszła do pracy. Że nie dała się zastraszyć, że próbuje o tym nie myśleć.
- A na lustrze narysował serce i podpisał je „Marta Pietrzycka”. Dlatego nocowała u mnie - dokończył relację. W przeciwieństwie do niego, Maciek od razu skojrzał że nazwisko zostało celowo zmienione.
- Co zamierzasz?
- Przez chwilę myślałem że powinna wnieść oficjalne zgłoszenie, ale te wszystkie procedury, prokuratora, sądy... Ona tego nie wytrzyma, przez ten cały czas on będzie za nią łaził i ją straszył.
- Albo nawet zrobi jej krzywdę – od razu brał pod uwagę najgorsze możliwości – Więc?
- Najpierw powiedz mi czy mogę na ciebie liczyć.
- Wiadomo – oznajmił – Gość musi dostać za swoje...
Tymczasem w biurze znajdowały się jedynie Joasia i Ania. Blondynka jako jedyna z komisarzy wiedziała o ciąży przyjaciółki i nie zamierzała zostawić jej z tym samej. Kobieta nie miała nikogo, ojciec dziecka mieszkał daleko i nawet nie miał pojęcia że po tej jednej, jedynej nocy już na zawsze będzie coś ich łączyć. Rodzina Ani mieszkała pod Lublinem, a jej najbliższy przyjaciel zginął kilkanaście tygodni temu. Nic dziwnego że kobieta była trochę przestraszona, zagubiona, zdezorientowana. Wizja samotnego macierzyństwa, przy tej pracy, musiała być przerażająca.
- Podziwiam cię, wiesz? - wyznała Joasia – W takiej sytuacji ty zachowujesz spokój i próbujesz żyć normalnie.
- Daj spokój – machnęła ręką – W głębi duszy chciałabym uciec jak najdalej, zostawić wszystko, rzucić to w cholerę i niczym się nie przejmować. Ale obiecałam sobie: żadnych pochopnych decyzji.
- A podjęłaś już jakąś?
Kobieta pokręciła przecząco głową.
- No tak... - westchnęła, opierając się na łokciu – Nie ma idealnego rozwiązania.
- Nie ma – powtórzyła cicho zawiedziona – A wiesz że Maciek wczoraj umówił się z jakąś panną? - postanowiła zmienić temat na przyjemniejszy
- Co ty mówisz... Skąd wiesz? No bo chyba sam ci nie powiedział?
- Wyszedł wcześniej. On, rozumiesz? - choć czarnowłosy pracował tu od niedawna, jego znakiem rozpoznawczym szybko stało się że zawsze jako ostatni opuszczał komendę – Nie chciałam ciągnąć go za język żeby nie wyjść na ciekawską, ale przyznał się że jest umówiony.
- To skąd wiesz że z kobietą?
- Sebastian to potwierdził. Z tego co mówił to Maciek pomógł jej wymienić jej koło w samochodzie i ona w ramach podziękowania umówiła się z nim na kawę.
- I co, big love? - zadrwiła Joasia, która nie miała szczęścia w miłości i z tego powodu miała trochę drwiący stosunek do tego tematu
- A czemu nie? Fajnie. Albo wyobraź sobie że facet wpada na ciebie w sklepie, ty upadasz, leżysz na tej podłodze i czekasz...
- A on wydziera się: jak łazisz ofermo?! - Aśka bezpardonowo sprowadziła ją na ziemię – Wybacz Ola, ale za dużo amerykańskich filmów się naoglądałaś.
- A o czym? - do biura nagle wpadł Maciek, który na całe szczęście usłyszał jedynie ostatnie zdanie. Zakłopotane dziewczyny wymieniły się spojrzeniami. Nie chciały by wyszło na jaw że rozmawiały między innymi o nim.
- Kino akcji. Wiesz, jakieś porwania, pościgi, strzelaniny – wybrnęła brunetka
- Mamy to prawie na co dzień – zaśmiał się jej partner – Chociaż dzisiaj to będziemy musieli raportami się zadowolić.
Uśmiech na jego twarzy nie pozostawiał cienia wątpliwości – wczorajsze spotkanie było udane.
Wszystko jednak uległo zmianie gdy wróciła z pracy i zastała potworny bałagan. W pierwszej chwili stanęła jak wryta i rozglądała się dookoła z niedowierzaniem. Ubrania powyrzucane z szafek na podłogę, zdjęcia rozrzucone po stole, jakieś papiery, dokumenty... Oparła się o ścianę i osunęła na ziemię. Była zrozpaczona. Kto i dlaczego to zrobił?
Po chwili doszła do siebie. Upewniła się że jest sama w mieszkaniu, następnie sprawdziła drzwi (nie znalazła na nich śladów włamania), zamknęła je na klucz i zadzwoniła po Sebastiana. Domyślała się już czyja to sprawka. O ile wcześniej łudziła się że mężczyzna po jakimś czasie da sobie spokój, teraz przeraziła się nie na żarty. On był w mieszkaniu, dotykał jej rzeczy, jej ubrań, bielizny... Na samą myśl o tym robiło się jej niedobrze. Mógł przeglądać wszystko, jej dokumenty z ubezpieczenia, akt urodzenia, świadectwa szkolne, cokolwiek co tylko wpadło mu w ręce. Czuła się jakby zdarł z niej ubranie i napawał się widokiem jej nagiego ciała.
Kilkanaście minut później Sebastian zapukał do drzwi. Kobieta upewniła się, spoglądając przez wizjer, następnie wpuściła go do środka. Nie krył zdziwienia na widok bałaganu.
- Co tu się stało? Tornado przeszło? - chciał rozluźnić atmosferę, lecz Marta nie miała nastroju do żartów
- Gorzej – powiedziała cicho – On tu był...
- Jaki on? - nie skojarzył w pierwszej chwili – Chcesz mi powiedzieć że ten facet który za tobą łazi buszował po twoim mieszkaniu?
- Jak widzisz.
Nie powiedział nic. Objął ją, a ona położyła głowę na jego ramieniu. Nie chciała być sama. Była mu wdzięczna że mimo jej wcześniejszego zachowania przyjechał i w dodatku tak szybko.
- Ale to nie wszystko – oznajmiła po chwili – Zostawił wiadomość.
- Co napisał?
- Chodź, zobaczysz – złapała go za rękę i pociągnęła do łazienki. Na lustrze, czerwoną szminką narysowane było wielkie serce, w środku zaś napisane drukowanymi literami „Marta Pietrzycka”
- Pietrzycka? - spytał zdumiony – Przecież ty nazywasz się Marta Kłosińska.
- Sebastian, jak ty nic nie rozumiesz... - jęknęła, przewracając oczami – On mi zamienił nazwisko na swoje.
- Psychol, zboczeniec, włamywacz – podsumował Sebastian – I wiemy że nazywa się Pietrzycki.
- Tyle to już wcześniej wiedziałam.
- Dlaczego nic nie mówiłaś? Od razu byśmy to załatwili.
- Niby jak? Co, poprosisz go grzecznie a on cię posłucha?
- Dokładnie tak – szepnął z tajemniczym błyskiem w oku – Wezmę ze sobą Maćka i załatwimy sprawę. A póki co... nie możesz tu zostać sama.
- Dlaczego nie? - zaprotestowała tylko dla zasady – Posprzątam i będzie dobrze.
- Marta, on tu może w każdej chwili wejść. Chyba nie chciałabyś żeby zakradł się tu w środku nocy i wślizgnął ci się do łóżka.
- Przestań! - wykrzyknęła piskliwym głosem, gdy ujrzała przerażającą wizję oczyma wyobraźni.
- O proszę – Maciek nie krył zaskoczenia gdy następnego ranka zobaczył Sebastiana i Martę wysiadających z jednego samochodu – Już po burzy?
- Przecież żadnej burzy nie było – w odpowiedzi wzruszył ramionami
- No tak, to tylko tornado co zwie się Marta – nie potrafił sobie odmówić kolejnego pstryczka w stronę brunetki
- Żebyś ty zaraz nie stał się pierwszą ofiarą tego tornada – zagroziła pół żartem, pół serio – A tak w ogóle to przepraszam za wczoraj. Przesadziłam, wiem o tym. Nie gniewasz się, prawda? Wiesz jak to jest...
- No tak, tornado – uśmiechnął się, dając do zrozumienia że nie ma jej za złe wczorajszej awantury – Jakby co możesz na mnie liczyć.
- Obym nie musiała – zastrzegła, a chwilę później zniknęła za drzwiami komendy. Maciek podszedł do Sebastiana, który po raz kolejny bezskutecznie próbował odpalić papierosa. Wyciągnął swoją zapalniczkę i odpalił.
- Co się stało wczoraj wieczorem? - domyślał się że zmiana zachowania Marty nie wzięła się z niczego
- Co miało się stać? O nie, na pewno nie to co myślisz – dodał, widząc dwuznaczny uśmiech na jego twarzy
- Przecież nic nie mówię – udawał niewiniątko – Zresztą, będzie miała dość facetów na jakiś czas po tej historii.
- Którą trzeba wreszcie zakończyć. Gość włamał się do jej mieszkania, splądrował wszystkie szafki. Wszystkie dokumenty, notatki, zdjęcia, ubrania... nawet bielizna. Wszystko wpadło w jego łapy.
- Marta musi się czuć okropnie – westchnął ze współczuciem – Ale dobrze że przyszła do pracy. Że nie dała się zastraszyć, że próbuje o tym nie myśleć.
- A na lustrze narysował serce i podpisał je „Marta Pietrzycka”. Dlatego nocowała u mnie - dokończył relację. W przeciwieństwie do niego, Maciek od razu skojrzał że nazwisko zostało celowo zmienione.
- Co zamierzasz?
- Przez chwilę myślałem że powinna wnieść oficjalne zgłoszenie, ale te wszystkie procedury, prokuratora, sądy... Ona tego nie wytrzyma, przez ten cały czas on będzie za nią łaził i ją straszył.
- Albo nawet zrobi jej krzywdę – od razu brał pod uwagę najgorsze możliwości – Więc?
- Najpierw powiedz mi czy mogę na ciebie liczyć.
- Wiadomo – oznajmił – Gość musi dostać za swoje...
Tymczasem w biurze znajdowały się jedynie Joasia i Ania. Blondynka jako jedyna z komisarzy wiedziała o ciąży przyjaciółki i nie zamierzała zostawić jej z tym samej. Kobieta nie miała nikogo, ojciec dziecka mieszkał daleko i nawet nie miał pojęcia że po tej jednej, jedynej nocy już na zawsze będzie coś ich łączyć. Rodzina Ani mieszkała pod Lublinem, a jej najbliższy przyjaciel zginął kilkanaście tygodni temu. Nic dziwnego że kobieta była trochę przestraszona, zagubiona, zdezorientowana. Wizja samotnego macierzyństwa, przy tej pracy, musiała być przerażająca.
- Podziwiam cię, wiesz? - wyznała Joasia – W takiej sytuacji ty zachowujesz spokój i próbujesz żyć normalnie.
- Daj spokój – machnęła ręką – W głębi duszy chciałabym uciec jak najdalej, zostawić wszystko, rzucić to w cholerę i niczym się nie przejmować. Ale obiecałam sobie: żadnych pochopnych decyzji.
- A podjęłaś już jakąś?
Kobieta pokręciła przecząco głową.
- No tak... - westchnęła, opierając się na łokciu – Nie ma idealnego rozwiązania.
- Nie ma – powtórzyła cicho zawiedziona – A wiesz że Maciek wczoraj umówił się z jakąś panną? - postanowiła zmienić temat na przyjemniejszy
- Co ty mówisz... Skąd wiesz? No bo chyba sam ci nie powiedział?
- Wyszedł wcześniej. On, rozumiesz? - choć czarnowłosy pracował tu od niedawna, jego znakiem rozpoznawczym szybko stało się że zawsze jako ostatni opuszczał komendę – Nie chciałam ciągnąć go za język żeby nie wyjść na ciekawską, ale przyznał się że jest umówiony.
- To skąd wiesz że z kobietą?
- Sebastian to potwierdził. Z tego co mówił to Maciek pomógł jej wymienić jej koło w samochodzie i ona w ramach podziękowania umówiła się z nim na kawę.
- I co, big love? - zadrwiła Joasia, która nie miała szczęścia w miłości i z tego powodu miała trochę drwiący stosunek do tego tematu
- A czemu nie? Fajnie. Albo wyobraź sobie że facet wpada na ciebie w sklepie, ty upadasz, leżysz na tej podłodze i czekasz...
- A on wydziera się: jak łazisz ofermo?! - Aśka bezpardonowo sprowadziła ją na ziemię – Wybacz Ola, ale za dużo amerykańskich filmów się naoglądałaś.
- A o czym? - do biura nagle wpadł Maciek, który na całe szczęście usłyszał jedynie ostatnie zdanie. Zakłopotane dziewczyny wymieniły się spojrzeniami. Nie chciały by wyszło na jaw że rozmawiały między innymi o nim.
- Kino akcji. Wiesz, jakieś porwania, pościgi, strzelaniny – wybrnęła brunetka
- Mamy to prawie na co dzień – zaśmiał się jej partner – Chociaż dzisiaj to będziemy musieli raportami się zadowolić.
Uśmiech na jego twarzy nie pozostawiał cienia wątpliwości – wczorajsze spotkanie było udane.
poniedziałek, 18 kwietnia 2016
VIII. Scen nr 19
Po powrocie na komendę Maciek zaparzył sobie kolejną kawę. Nie spodziewał się że dziewczyna przyzna się od razu do morderstwa, dlatego spodziewał się długiej nocy. Jego partnerka od razu chciała zacząć przesłuchanie, lecz mężczyzna uznał że lepiej będzie dać trochę czasu zatrzymanej.
- Jeśli chcesz możesz jechać do domu – powtórzył wypowiedziane już wcześniej słowa
- Zostanę – zapewniła, choć czuła się zmęczona – Myślisz że to ona?
- Nie mamy więcej podejrzanych – zauważył z niepokojem – Bez powodu nie przyszłaby do jego mieszkania.
- To jeszcze nie znaczy że to ona.
Upił spory łyk kawy i gestem wskazał na korytarz. Wiedziała co ma na myśli. Oboje poszli do pokoju przesłuchań, gdzie siedziała już bratanica ofiary.
- Wiesz jak to wygląda? - spytał Maciek, zajmując miejsce naprzeciw niej, podczas gdy Ania oparła się o ścianę – Włamanie to w tej chwili twój najmniejszy problem.
- Włamanie? - uniosła brwi zdumiona – Przecież drzwi były otwarte.
- I co, chodzisz tak przez całą klatkę schodową i sprawdzasz gdzie jest otwarte? A potem wchodzisz jak do siebie?
- Czego tam szukałaś? - wypaliła od razu pani komisarz, nie dając nastolatce szansy by odpowiedzieć na poprzednie pytanie
- Kasy – odparła bezpardonowo – No co, pożyczał od mojego starego, wiecie o tym. Jego nie ma, a kasa została, więc pomyślałam że sobie ją wezmę.
- Wiesz że to jest kradzież?
- Zaraz tam kradzież – wzruszyła ramionami – To kasa mojego starego, więc tak jakby moja.
- Jakoś ci nie wierzę – oznajmił czarnowłosy – Powiedz prawdę.
- Mówię.
Maciek wyciągnął z kieszeni plastikową torebkę z kolczykiem w środku i rzucił ją stół. Dziewczyna przez chwilę wpatrywała się w niego, a następnie podniosła wzrok.
- Poznajesz?
- Nie – pokręciła głową
- Kłamiesz – rzucił kąśliwie – To właśnie tego szukałaś. Zgubiłaś go gdy szarpałaś się ze stryjem. Jak widzisz, byliśmy szybsi.
- Nie wiem o czym pan mówi.
- Powiedz całą prawdę – Ania postanowiła ją przekonać – Ile ty masz lat? Szesnaście, siedemnaście? Załóżmy że przed sądem będziesz odpowiadać jako osoba dorosła. Wiesz co ci grozi? Dwadzieścia pięć lat. Więcej niż całe twoje dotychczasowe życie.
Nastolatka milczała. Nie wyglądała jakby się wahała, raczej nie wiedziała co powiedzieć by przekonać komisarzy do swojej wersji. Spojrzała najpierw na niego, potem na nią i uśmiechnęła się drwiąco.
- Nie zrobicie ze mnie kozła ofiarnego – oznajmiła zbulwersowana – Mój ojciec wam na to nie pozwoli.
- A tatuś w ogóle wie że córeczka wymknęła się z domu? - mruknęła Ania, na co zatrzymana opuściła głowę – No właśnie...
- To że nie umiecie znaleźć sprawy to nie jest mój problem. Prędzej czy później mnie wypuścicie.
- Przekonamy się rano – oznajmił Maciek, prostując się – A póki co prześpisz się w areszcie. I pomyśl sobie że czeka cię... jeszcze 9124 takie noce. A przepraszam, zapomniałem, rok przestępny co cztery lata. Mała poprawka – 9130.
Niespiesznie opuścili pokój przesłuchań, jednak dziewczyna nie zmieniła zdania. Zgodnie postanowili że nie ma sensu tu dłużej siedzieć i pojadą do domów odpocząć, a rano porównają jej odciski palców z tymi na nożu i wtedy będą mieli jasną sytuację.
Kolejny ranek, kolejna kawa. Ledwo zdołał zebrać się z łóżka i dotrzeć do łazienki by przemyć twarz. Pokonanie tej drogi okazało się nie lada wyzwaniem. Potem jednak było już łatwiej. Kawa i papieros spalony na balkonie postawiły go na nogi. Jedynym śladem po niemal całej nieprzespanej nocy były lekko podkrążone oczy.
Nie dość że późno wrócił to jeszcze nie mógł zasnąć. Do czwartej nad ranem kręcił się z boku na bok, myśląc o zatrzymanej dziewczynie (nie znał motywu i to nie dawało mu spokoju), o swojej byłej dziewczynie (sam nie wiedział co przywołało wspomnienia), o swojej nowej znajomej, Ewelinie, której przecież obiecał spotkanie przy kawie (najpierw chciał jednak zakończyć śledztwo) i o Ance, o jej tajemniczych dolegliwościach, o których prawdę jak na razie znała tylko Joasia. Obiecał sobie że w weekend położy się wcześniej i odeśpi. Tak, już wiele razy to sobie obiecywał. Nigdy jednak nie zdołał spełnić tej obietnicy.
Słuchając radia dotarł pod komendę. Ani oczywiście jeszcze nie było, ale nie zamierzał robić jej wyrzutów. Spodziewał się że niebawem kobieta wybierze się na urlop. Potrzebowała tego. Zmęczenie miała wręcz wypisane na twarzy. Wiedział że coś się dzieje, ale wiedział też że kobieta się do niczego nie przyzna. Nie jemu.
Sam więc poprosił Martę by porównała odciski palców z narzędzia zbrodni i zatrzymanej. Skinęła głową i bez słowa odwróciła się na pięcie. Wcześniej tak się nie zachowywała. Zawsze albo była pełna energii i nie zwracała uwagi na jego zaczepki, albo reagowała na nie ripostą. Nigdy jednak nie milczała.
Odpowiedź chwilę później przyniósł Sebastian. Usiadł naprzeciw, wyglądał na rozczarowanego. Maciek zawiesił na nim wzrok, czekając na jego wyjaśnienia.
- Gadałem wczoraj z Martą – westchnął – Źle to rozegrałem.
- To znaczy?
- Stwierdziła że mam ją za strachliwą gówniarę, którą wiecznie trzyma za rączkę. Aha, i przy okazji pouczyła mnie że... - wziął głęboki oddech, siląc się na poważny ton – Że jest silną, niezależną i odważną kobietą i da sobie radę.
- Idiotka – czarnowłosy rozłożył ręce, zaś Sebastian zmarszczył czoło – No po prostu idiotka.
- Maciek – upomniał go karcącym spojrzeniem
- No co? Komu i co ona chce udowodnić? Boi się, ale nie, nie weźmie pomocy bo... bo właśnie co? W czym ma problem? Że niby nie będzie odważna? Poprosić o pomoc czy ją przyjąć to też w pewnym sensie odwaga.
- Jej to powiedz – warknął poirytowany
- A żebyś wiedział że powiem. Za parę minut tu będzie, zobaczysz.
Nie nastawiał się bojowo na tę rozmowę. Nie mógł z nią walczyć, bowiem w ten sposób jeszcze bardziej by ją zniechęcił do przyjęcia pomocy. Zamierzał położyć nacisk na wiarygodność. Musiał być przekonywający, ale nie stanowczy, jeśli chciał osiągnąć sukces. Nie spodziewał się jednak że Marta jest wściekła nie na Sebastiana, tylko na niego.
- Zaczekaj – zawołał ją, gdy rzuciła na jego biurko teczkę z raportem – Pogadamy?
- My? - spytała ze złością – Po co? Żebyś znowu rozpowiadał o moich problemach.
- Marta, to nie tak...
- Prosiłam cię! - wypaliła, uderzając dłońmi w blat – Prosiłam żebyś zachował to dla siebie. Jeden raz ci zaufałam. Pierwszy i ostatni.
- Daj sobie cokolwiek wyjaśnić...
- Niby co? Marta, ja się o ciebie martwiłem, naprawdę, możesz mi nie wierzyć, ale zrobiłem to dla twojego dobra – zniżyła głos, chcąc naśladować styl Maćka – Wielkie dzięki!
- Ten facet jest niebezpieczny, dociera to do ciebie?
- Zajmij się sobą, okej? - zignorowała jego uwagę – Zdaje się że masz sprawę, prawda? Czekałeś chyba na ekspertyzę, więc proszę, masz ją na swoim biurku.
Ruszyła już ku wyjściu, ale coś sobie przypomniała i zatrzymała się w progu. Podeszła do biurka Sebastiana, pochyliła się trochę do przodu i spojrzała mu w oczy.
- Ciebie też o to proszę. Nikomu nie mów i zostaw to w spokoju. Jeśli będę potrzebowała pomocy, dam ci znać. Rozumiemy się?
- No dobrze – westchnął po chwili wahania
- Chcesz mu zrobić krzywdę? - wtrącił Maciek – Temu prześladowcy.
Przez chwilę była zaskoczona jego słowami, potem jednak na jej twarzy pojawiło się zażenowanie.
- Wiesz co... ty jak coś powiesz... - pokręciła głową i wyszła z biura. W drzwiach minęła się z Anią, która wpadła tam zdyszana i od razu zajęła swoje miejsce.
- Przepraszam, zaspałam.
- Spokojnie, najważniejsze przed tobą – oznajmił Maciek – Dopiero co dostałem analizę odcisków.
- I co?
- Nie czytałem – wzruszył ramionami – Nawet nie zdążyłem się zastanowić czy czekać na ciebie. Ale dobra, spokojnie. Zdejmij kurtkę, odsapnij... Może kawy albo herbaty?
- Wody.
Maciek już się podnosił, ale Sebastian go uprzedził i zadeklarował że on spełni tę prośbę. Ania tymczasem ponagliła partnera by odczytał treść raportu od techników...
Niespełna godzinę później kolejny raz przesłuchiwali bratanicę ofiary. Tym razem nie mieli już żadnych wątpliwości. Nie potrzebowali jej przyznania się do winy. Chcieli tylko dowiedzieć się dlaczego go zabiła.
- Szantażował cię? Dobierał się do ciebie? - zgadywała Ania – Zrobił ci krzywdę?
- To ja go szantażowałam – nie mogła słuchać kolejnych sugestii. Komisarze wymienili się spojrzeniami – Przypadkiem dowiedziałam się o jego romansie. Wiedziałam że ojciec pożycza mu kasę i da mu ile trzeba. Nie mogłam nie skorzystać.
- I po co ci to było?
- Myślałam że warto. Ale jego cierpliwość się skończyła. Powiedział że nie będzie już płacił, a jeśli coś powiem to stanie mi się coś złego. Groził mi nożem. Wtedy pomyślałam że... - wstrzymała oddech na chwilę – Że specjalnie się zranię i oskarżę go o atak. To miała być taka mała zemsta. Szarpaliśmy się, nawet nie wiem kiedy wyrwałam mu ten nóż i... sami wiecie co się stało.
- Nie można było tak od razu?
- Liczyłam na to że nie znajdziecie dowodów...
- To się przeliczyłaś – podsumował krótko czarnowłosy. Już chcieli opuścić pokój przesłuchań, kiedy nastolatka zadała im jeszcze jedno pytanie.
- Co teraz ze mną będzie?
- To już zależy od prokuratora.
- Jeśli chcesz możesz jechać do domu – powtórzył wypowiedziane już wcześniej słowa
- Zostanę – zapewniła, choć czuła się zmęczona – Myślisz że to ona?
- Nie mamy więcej podejrzanych – zauważył z niepokojem – Bez powodu nie przyszłaby do jego mieszkania.
- To jeszcze nie znaczy że to ona.
Upił spory łyk kawy i gestem wskazał na korytarz. Wiedziała co ma na myśli. Oboje poszli do pokoju przesłuchań, gdzie siedziała już bratanica ofiary.
- Wiesz jak to wygląda? - spytał Maciek, zajmując miejsce naprzeciw niej, podczas gdy Ania oparła się o ścianę – Włamanie to w tej chwili twój najmniejszy problem.
- Włamanie? - uniosła brwi zdumiona – Przecież drzwi były otwarte.
- I co, chodzisz tak przez całą klatkę schodową i sprawdzasz gdzie jest otwarte? A potem wchodzisz jak do siebie?
- Czego tam szukałaś? - wypaliła od razu pani komisarz, nie dając nastolatce szansy by odpowiedzieć na poprzednie pytanie
- Kasy – odparła bezpardonowo – No co, pożyczał od mojego starego, wiecie o tym. Jego nie ma, a kasa została, więc pomyślałam że sobie ją wezmę.
- Wiesz że to jest kradzież?
- Zaraz tam kradzież – wzruszyła ramionami – To kasa mojego starego, więc tak jakby moja.
- Jakoś ci nie wierzę – oznajmił czarnowłosy – Powiedz prawdę.
- Mówię.
Maciek wyciągnął z kieszeni plastikową torebkę z kolczykiem w środku i rzucił ją stół. Dziewczyna przez chwilę wpatrywała się w niego, a następnie podniosła wzrok.
- Poznajesz?
- Nie – pokręciła głową
- Kłamiesz – rzucił kąśliwie – To właśnie tego szukałaś. Zgubiłaś go gdy szarpałaś się ze stryjem. Jak widzisz, byliśmy szybsi.
- Nie wiem o czym pan mówi.
- Powiedz całą prawdę – Ania postanowiła ją przekonać – Ile ty masz lat? Szesnaście, siedemnaście? Załóżmy że przed sądem będziesz odpowiadać jako osoba dorosła. Wiesz co ci grozi? Dwadzieścia pięć lat. Więcej niż całe twoje dotychczasowe życie.
Nastolatka milczała. Nie wyglądała jakby się wahała, raczej nie wiedziała co powiedzieć by przekonać komisarzy do swojej wersji. Spojrzała najpierw na niego, potem na nią i uśmiechnęła się drwiąco.
- Nie zrobicie ze mnie kozła ofiarnego – oznajmiła zbulwersowana – Mój ojciec wam na to nie pozwoli.
- A tatuś w ogóle wie że córeczka wymknęła się z domu? - mruknęła Ania, na co zatrzymana opuściła głowę – No właśnie...
- To że nie umiecie znaleźć sprawy to nie jest mój problem. Prędzej czy później mnie wypuścicie.
- Przekonamy się rano – oznajmił Maciek, prostując się – A póki co prześpisz się w areszcie. I pomyśl sobie że czeka cię... jeszcze 9124 takie noce. A przepraszam, zapomniałem, rok przestępny co cztery lata. Mała poprawka – 9130.
Niespiesznie opuścili pokój przesłuchań, jednak dziewczyna nie zmieniła zdania. Zgodnie postanowili że nie ma sensu tu dłużej siedzieć i pojadą do domów odpocząć, a rano porównają jej odciski palców z tymi na nożu i wtedy będą mieli jasną sytuację.
Kolejny ranek, kolejna kawa. Ledwo zdołał zebrać się z łóżka i dotrzeć do łazienki by przemyć twarz. Pokonanie tej drogi okazało się nie lada wyzwaniem. Potem jednak było już łatwiej. Kawa i papieros spalony na balkonie postawiły go na nogi. Jedynym śladem po niemal całej nieprzespanej nocy były lekko podkrążone oczy.
Nie dość że późno wrócił to jeszcze nie mógł zasnąć. Do czwartej nad ranem kręcił się z boku na bok, myśląc o zatrzymanej dziewczynie (nie znał motywu i to nie dawało mu spokoju), o swojej byłej dziewczynie (sam nie wiedział co przywołało wspomnienia), o swojej nowej znajomej, Ewelinie, której przecież obiecał spotkanie przy kawie (najpierw chciał jednak zakończyć śledztwo) i o Ance, o jej tajemniczych dolegliwościach, o których prawdę jak na razie znała tylko Joasia. Obiecał sobie że w weekend położy się wcześniej i odeśpi. Tak, już wiele razy to sobie obiecywał. Nigdy jednak nie zdołał spełnić tej obietnicy.
Słuchając radia dotarł pod komendę. Ani oczywiście jeszcze nie było, ale nie zamierzał robić jej wyrzutów. Spodziewał się że niebawem kobieta wybierze się na urlop. Potrzebowała tego. Zmęczenie miała wręcz wypisane na twarzy. Wiedział że coś się dzieje, ale wiedział też że kobieta się do niczego nie przyzna. Nie jemu.
Sam więc poprosił Martę by porównała odciski palców z narzędzia zbrodni i zatrzymanej. Skinęła głową i bez słowa odwróciła się na pięcie. Wcześniej tak się nie zachowywała. Zawsze albo była pełna energii i nie zwracała uwagi na jego zaczepki, albo reagowała na nie ripostą. Nigdy jednak nie milczała.
Odpowiedź chwilę później przyniósł Sebastian. Usiadł naprzeciw, wyglądał na rozczarowanego. Maciek zawiesił na nim wzrok, czekając na jego wyjaśnienia.
- Gadałem wczoraj z Martą – westchnął – Źle to rozegrałem.
- To znaczy?
- Stwierdziła że mam ją za strachliwą gówniarę, którą wiecznie trzyma za rączkę. Aha, i przy okazji pouczyła mnie że... - wziął głęboki oddech, siląc się na poważny ton – Że jest silną, niezależną i odważną kobietą i da sobie radę.
- Idiotka – czarnowłosy rozłożył ręce, zaś Sebastian zmarszczył czoło – No po prostu idiotka.
- Maciek – upomniał go karcącym spojrzeniem
- No co? Komu i co ona chce udowodnić? Boi się, ale nie, nie weźmie pomocy bo... bo właśnie co? W czym ma problem? Że niby nie będzie odważna? Poprosić o pomoc czy ją przyjąć to też w pewnym sensie odwaga.
- Jej to powiedz – warknął poirytowany
- A żebyś wiedział że powiem. Za parę minut tu będzie, zobaczysz.
Nie nastawiał się bojowo na tę rozmowę. Nie mógł z nią walczyć, bowiem w ten sposób jeszcze bardziej by ją zniechęcił do przyjęcia pomocy. Zamierzał położyć nacisk na wiarygodność. Musiał być przekonywający, ale nie stanowczy, jeśli chciał osiągnąć sukces. Nie spodziewał się jednak że Marta jest wściekła nie na Sebastiana, tylko na niego.
- Zaczekaj – zawołał ją, gdy rzuciła na jego biurko teczkę z raportem – Pogadamy?
- My? - spytała ze złością – Po co? Żebyś znowu rozpowiadał o moich problemach.
- Marta, to nie tak...
- Prosiłam cię! - wypaliła, uderzając dłońmi w blat – Prosiłam żebyś zachował to dla siebie. Jeden raz ci zaufałam. Pierwszy i ostatni.
- Daj sobie cokolwiek wyjaśnić...
- Niby co? Marta, ja się o ciebie martwiłem, naprawdę, możesz mi nie wierzyć, ale zrobiłem to dla twojego dobra – zniżyła głos, chcąc naśladować styl Maćka – Wielkie dzięki!
- Ten facet jest niebezpieczny, dociera to do ciebie?
- Zajmij się sobą, okej? - zignorowała jego uwagę – Zdaje się że masz sprawę, prawda? Czekałeś chyba na ekspertyzę, więc proszę, masz ją na swoim biurku.
Ruszyła już ku wyjściu, ale coś sobie przypomniała i zatrzymała się w progu. Podeszła do biurka Sebastiana, pochyliła się trochę do przodu i spojrzała mu w oczy.
- Ciebie też o to proszę. Nikomu nie mów i zostaw to w spokoju. Jeśli będę potrzebowała pomocy, dam ci znać. Rozumiemy się?
- No dobrze – westchnął po chwili wahania
- Chcesz mu zrobić krzywdę? - wtrącił Maciek – Temu prześladowcy.
Przez chwilę była zaskoczona jego słowami, potem jednak na jej twarzy pojawiło się zażenowanie.
- Wiesz co... ty jak coś powiesz... - pokręciła głową i wyszła z biura. W drzwiach minęła się z Anią, która wpadła tam zdyszana i od razu zajęła swoje miejsce.
- Przepraszam, zaspałam.
- Spokojnie, najważniejsze przed tobą – oznajmił Maciek – Dopiero co dostałem analizę odcisków.
- I co?
- Nie czytałem – wzruszył ramionami – Nawet nie zdążyłem się zastanowić czy czekać na ciebie. Ale dobra, spokojnie. Zdejmij kurtkę, odsapnij... Może kawy albo herbaty?
- Wody.
Maciek już się podnosił, ale Sebastian go uprzedził i zadeklarował że on spełni tę prośbę. Ania tymczasem ponagliła partnera by odczytał treść raportu od techników...
Niespełna godzinę później kolejny raz przesłuchiwali bratanicę ofiary. Tym razem nie mieli już żadnych wątpliwości. Nie potrzebowali jej przyznania się do winy. Chcieli tylko dowiedzieć się dlaczego go zabiła.
- Szantażował cię? Dobierał się do ciebie? - zgadywała Ania – Zrobił ci krzywdę?
- To ja go szantażowałam – nie mogła słuchać kolejnych sugestii. Komisarze wymienili się spojrzeniami – Przypadkiem dowiedziałam się o jego romansie. Wiedziałam że ojciec pożycza mu kasę i da mu ile trzeba. Nie mogłam nie skorzystać.
- I po co ci to było?
- Myślałam że warto. Ale jego cierpliwość się skończyła. Powiedział że nie będzie już płacił, a jeśli coś powiem to stanie mi się coś złego. Groził mi nożem. Wtedy pomyślałam że... - wstrzymała oddech na chwilę – Że specjalnie się zranię i oskarżę go o atak. To miała być taka mała zemsta. Szarpaliśmy się, nawet nie wiem kiedy wyrwałam mu ten nóż i... sami wiecie co się stało.
- Nie można było tak od razu?
- Liczyłam na to że nie znajdziecie dowodów...
- To się przeliczyłaś – podsumował krótko czarnowłosy. Już chcieli opuścić pokój przesłuchań, kiedy nastolatka zadała im jeszcze jedno pytanie.
- Co teraz ze mną będzie?
- To już zależy od prokuratora.
środa, 13 kwietnia 2016
VIII. Scen nr 18
Ania pomimo wolnego dnia nie czuła się wypoczęta. Posprzątała mieszkanie, zrobiła sobie porządny obiad, jakiego już dawno nie miała okazji zjeść, a potem rozwiązała kilka krzyżówek, położyła się na kanapie i włączyła telewizor. Z czasem jednak powtórka któregoś już tam odcinka serialu coraz mniej absorbowała jej uwagę, aż w końcu kobieta zasnęła z pilotem w ręku. Dopiero kilka godzin później obudziło ją głośne pukanie do drzwi.
- A, to ty – rzuciła, gdy zobaczyła Aśkę – Wejdź.
Wróciła do salonu, zostawiając gościa samego sobie. Nie doszła jeszcze do siebie po długiej nieplanowanej drzemce. Blondynka wzięła szklankę wody i zajęła miejsce w fotelu.
- Ola, co się dzieje? - spytała z lekkim niepokojem w głosie – Ostatnio nie wyglądasz najlepiej.
- Mam gorszy moment w życiu.
- Mówisz jak byś chciała mnie spławić.
Kobieta poprawiła włosy i spojrzała niepewnie na przyjaciółkę. Wiedziała że może jej ufać, że może jej o wszystkim powiedzieć, ale tym razem brakowało jej odwagi. Sama jeszcze nie pogodziła się z wieściami jakie otrzymała kilkanaście dni temu, wciąż do niej nie docierało co usłyszała do lekarza. Z drugiej strony nie miała już siły udawać że nic się nie dzieje, że jest twarda i niezależna i doskonale daje sobie radę.
- Ola? - pochyliła się lekko do przodu i spojrzała jej w oczy
- No dobrze, powiem ci – westchnęła, odwróciwszy głowę – Prędzej czy później i tak się dowiesz. Wszyscy się dowiedzą. I tak tego nie ukryję.
- Czego?
- Jestem w ciąży.
Nie wiedziała co odpowiedzieć. Była zaskoczona. Ania nie wspominała że się z kimś spotyka. Joasia zastanowiła się kto mógłby być ojcem dziecka i wtedy pomyślała o jej poprzednim partnerze, który niedawno zginął.
- Nie, nie z nim – zaprzeczyła gdy zobaczyła przerażony wzrok blondynki – Ojciec mojego dziecka żyje. Jest maklerem giełdowym, mieszka w Poznaniu. Chodziliśmy razem do liceum, bardzo mi się wtedy podobał, ale nigdy nic między nami nie było. Jakieś dwa miesiące temu byłam na zlocie klasowym. Spotkałam go, zaczęliśmy rozmawiać... no tak wyszło, cholera, przecież nie będę ci opowiadała tej nocy ze szczegółami, nie?
- Powiedziałaś mu?
- Oszalałaś? - wytrzeszczyła oczy – Mam mu rozwalić całe życie tylko dlatego że raz się przespaliśmy?
- Nawet jeśli to ma prawo wiedzieć że będzie ojcem. Przecież nikt mu nie każe rzucać wszystkiego w cholerę i zaczynać od nowa.
- Ale on i tak to zrobi. Nie mogę na to pozwolić – oznajmiła ze smutkiem
- Kochasz go?
- To nie ma znaczenia.
- Ola, przestań pieprzyć. Wolisz być samotną matką która ledwo wiąże koniec z końcem niż wziąć to co ci się należy? Dobra, nie chcesz myśleć o sobie to nie, ale co z dzieckiem? Naprawdę chcesz pozbawić je ojca?
- Aśka – jęknęła błagalnie – Nic już nie mów, dobrze? Mam jeden wielki mętlik w głowie, sama już nie wiem co powinnam... Zastanawiam się już od tygodnia, ale nic z tego nie wynika.
- Daj sobie jeszcze trochę czasu. Weź urlop, wyjedź...
- Nie – powiedziała stanowczo – Chcę pracować, chcę żyć normalnie. Mam do ciebie tylko jedną prośbę... Nie mów nikomu, jak przyjdzie odpowiedni moment to sama powiem.
- Jak chcesz. Wiedz że na mnie zawsze możesz liczyć.
- Dzięki – po raz pierwszy od początku tej rozmowy się uśmiechnęła. Niby takie proste, standardowe słowa, ale jednak dodały jej otuchy.
Następnego ranka Maciek pojawił się na komendzie wcześniej, licząc że zastanie tam Sebastiana i będzie mógł z nim porozmawiać. Nie chodziło o jego sprawę, w której czuł że jest już blisko rozwiązania, tylko o Martę. Czarnowłosy domyślił się iż kobieta uniesie się honorem i nikogo nie poprosi o pomoc, dlatego postanowił działać. Słyszał że ostatnio była w barze z Sebastianem, dlatego to właśnie jemu chciał powiedzieć o całej sytuacji.
Oczywiście Sebastian pojawił się na komendzie lekko spóźniony. Maciek zaproponował że zrobi kawę i pociągnął go za sobą do kuchni. Upewnił się że na korytarzu nikogo nie ma, po czym zamknął drzwi. Musiał dbać o dyskrecję. Gdyby przez niego cały wydział dowiedział się o problemach Marty, kobieta by naprawdę była na niego wściekła.
- Jak wyglądają twoje relacje z Martą? - spytał wprost, zajmując się jednocześnie przygotowaniem kawy
- Ale że... nie rozumiem pytania. Jeśli pytasz o to czy jest coś między nami to nie, droga wolna.
Czarnowłosy zacisnął zęby, ale niewiele mu to pomogło. Parsknął śmiechem, rozsypując kawę na stoliku.
- Proszę cię, ja i Marta – mówił rozbawiony – Nie wiem jak mogło ci to przyjść do głowy.
- No to o co ci chodzi?
Odczekał chwilę, spoważniał i podszedł bliżej, na odległość dwóch kroków.
- Ona ma kłopoty – oznajmił ściszonym głosem – Jakiś facet za nią łazi, ona się go boi. Prosiła żebym nikomu nie mówił, ale ode mnie ona pomocy nie przyjmie, sama też nie poprosi, a to tak nie może zostać...
- Pewnie że nie. Dobrze że mi o tym mówisz – klepnął go w ramię
- Wiedziałem że tak tego nie zostawisz – był zadowolony z osiągnięcia swojego celu – To ty zanieś kawę do biura, a ja spadam.
- Dokąd? - uniósł brwi ze zdumienia
- Mam sprawę, chyba nie zapomniałeś? Coś mi świta, ale nie jestem jeszcze pewien...
Zrobił to co uważał za najlepsze rozwiązanie. Anka nie podzielała jego entuzjazmu, nie wierzyła w jego teorię że morderczyni wróci na miejsce zbrodni by znaleźć swój kolczyk. Mimo to została z nim na komendzie, by obserwować obraz z ukrytych kamer zainstalowanych w mieszkaniu.
- Naprawdę myślisz że to się uda?
- Wcześniej były nasze plomby na drzwiach, więc nie chciała ich naruszyć. Teraz, mając wolną drogę, wejdzie tam w poszukiwaniu swojej własności, żeby nie wpadła ona w nasze ręce.
- Ale ona już wpadła – przypomniała mu
- Ale ona o tym nie wie.
Przez chwilę siedzieli w milczeniu i bezmyślnie wpatrywali się w monitory. Oboje zdawali sobie sprawę że to może być długa noc, że być może tego wieczora nic się nie zdarzy i następnego dnia znów będą musieli obserwować obraz z mieszkania. Maciek jeszcze nie wiedział o ciąży swojej partnerki, ale z uwagi na jej wcześniejsze zasłabnięcie myślał że powinna się jeszcze trochę oszczędzać.
- Jak chcesz to możesz jechać do domu – zasugerował, starając się jednocześnie by nie zabrzmiało to zbyt stanowczo
- Po co? Przecież nikt tam na mnie nie czeka... - westchnęła, opierając brodę na biurku
- Widzisz, na mnie też – chciał ją pocieszyć, ale nie osiągnął oczekiwanego skutku – Kawy?
- Herbaty – rzuciła obojętnie
- Herbaty? - powtórzył zdumiony
- Tak, herbaty.
Czas dłużył się niemiłosiernie, a zmęczenie zaczęło dawać im się we znaki już po godzinie dwudziestej drugiej. Żadne jednak nie chciało ustąpić, mimo sugestii kobiety by się zmieniali co dwie godziny i jedno z nich ucinało sobie w tym czasie drzemkę. Na szczęście to nie trwało już długo. Około kwadrans przed dwudziestą trzecią zobaczyli jakąś postać w kapturze.
- Jedziemy tam – postanowił Maciek, zrywając się z krzesła. Wiedział że nie mieli zbyt wiele czasu. Dziesięć, najwyżej piętnaście minut. Na szczęście ruch był już znacznie mniejszy niż za dnia.
Dziewczyna nie spodziewała się że ktoś może ją obserwować. Kolejny raz nerwowo przeczesywała dywan w poszukiwaniu swojego kolczyka. Im dłużej to trwało, tym bardziej się niecierpliwiła. Chciała już stamtąd wyjść, mieć to za sobą, mieć już pewność że nie ma tu po niej żadnego śladu. Była pewna że zgubiła ten kolczyk właśnie tutaj. Przez chwilę nawet pomyślała że policja mogła już go mieć, ale doszła do wniosku że gdyby tak się stało to by ją zatrzymali i przesłuchiwali. Nawet nie zdawała sobie sprawy jak łatwo dała się podejść. Że właśnie znajdowała się w zastawionej przez nich pułapce. Chciała już opuścić mieszkanie i wrócić tu jutro, by sprawdzić jeszcze raz, kiedy nagle zapaliło się światło. Aż podskoczyła wystraszona. W fotelu siedział policjant, który z nią rozmawiał o stryju. Między palcami trzymał jakiś niewielki przedmiot.
- Tego szukasz, kochana? - rzucił drwiącym tonem
- Nie, ja... ja chciałam znaleźć te pieniądze które pożyczał od ojca - postanowiła udawać że nic nie wie, choć zdawała sobie sprawę że to nie będzie miało sensu
- Nie kłam. Przyszłaś po ten feralny kolczyk. Należy do ciebie, prawda?
- Nie. Pierwszy raz widzę go na oczy – szła w zaparte
- Posłuchaj... twoja sytuacja nie wygląda dobrze. Pobierzemy odciski palców i wszystko będzie jasne. Przyznaj się, sąd weźmie to pod uwagę i da ci mniejszy wyrok. Masz całe życie przed sobą, chcesz to wszystko spędzić w więzieniu?
- Nic na mnie nie macie, bo to nie ja – wciąż upierała się przy swoim.
- Dobra, ręce do tyłu – Maciek stracił już cierpliwość – Jesteś zatrzymana pod zarzutem zabójstwa Marcina Jalika – oznajmił, zakładając jej kajdanki.
- A, to ty – rzuciła, gdy zobaczyła Aśkę – Wejdź.
Wróciła do salonu, zostawiając gościa samego sobie. Nie doszła jeszcze do siebie po długiej nieplanowanej drzemce. Blondynka wzięła szklankę wody i zajęła miejsce w fotelu.
- Ola, co się dzieje? - spytała z lekkim niepokojem w głosie – Ostatnio nie wyglądasz najlepiej.
- Mam gorszy moment w życiu.
- Mówisz jak byś chciała mnie spławić.
Kobieta poprawiła włosy i spojrzała niepewnie na przyjaciółkę. Wiedziała że może jej ufać, że może jej o wszystkim powiedzieć, ale tym razem brakowało jej odwagi. Sama jeszcze nie pogodziła się z wieściami jakie otrzymała kilkanaście dni temu, wciąż do niej nie docierało co usłyszała do lekarza. Z drugiej strony nie miała już siły udawać że nic się nie dzieje, że jest twarda i niezależna i doskonale daje sobie radę.
- Ola? - pochyliła się lekko do przodu i spojrzała jej w oczy
- No dobrze, powiem ci – westchnęła, odwróciwszy głowę – Prędzej czy później i tak się dowiesz. Wszyscy się dowiedzą. I tak tego nie ukryję.
- Czego?
- Jestem w ciąży.
Nie wiedziała co odpowiedzieć. Była zaskoczona. Ania nie wspominała że się z kimś spotyka. Joasia zastanowiła się kto mógłby być ojcem dziecka i wtedy pomyślała o jej poprzednim partnerze, który niedawno zginął.
- Nie, nie z nim – zaprzeczyła gdy zobaczyła przerażony wzrok blondynki – Ojciec mojego dziecka żyje. Jest maklerem giełdowym, mieszka w Poznaniu. Chodziliśmy razem do liceum, bardzo mi się wtedy podobał, ale nigdy nic między nami nie było. Jakieś dwa miesiące temu byłam na zlocie klasowym. Spotkałam go, zaczęliśmy rozmawiać... no tak wyszło, cholera, przecież nie będę ci opowiadała tej nocy ze szczegółami, nie?
- Powiedziałaś mu?
- Oszalałaś? - wytrzeszczyła oczy – Mam mu rozwalić całe życie tylko dlatego że raz się przespaliśmy?
- Nawet jeśli to ma prawo wiedzieć że będzie ojcem. Przecież nikt mu nie każe rzucać wszystkiego w cholerę i zaczynać od nowa.
- Ale on i tak to zrobi. Nie mogę na to pozwolić – oznajmiła ze smutkiem
- Kochasz go?
- To nie ma znaczenia.
- Ola, przestań pieprzyć. Wolisz być samotną matką która ledwo wiąże koniec z końcem niż wziąć to co ci się należy? Dobra, nie chcesz myśleć o sobie to nie, ale co z dzieckiem? Naprawdę chcesz pozbawić je ojca?
- Aśka – jęknęła błagalnie – Nic już nie mów, dobrze? Mam jeden wielki mętlik w głowie, sama już nie wiem co powinnam... Zastanawiam się już od tygodnia, ale nic z tego nie wynika.
- Daj sobie jeszcze trochę czasu. Weź urlop, wyjedź...
- Nie – powiedziała stanowczo – Chcę pracować, chcę żyć normalnie. Mam do ciebie tylko jedną prośbę... Nie mów nikomu, jak przyjdzie odpowiedni moment to sama powiem.
- Jak chcesz. Wiedz że na mnie zawsze możesz liczyć.
- Dzięki – po raz pierwszy od początku tej rozmowy się uśmiechnęła. Niby takie proste, standardowe słowa, ale jednak dodały jej otuchy.
Następnego ranka Maciek pojawił się na komendzie wcześniej, licząc że zastanie tam Sebastiana i będzie mógł z nim porozmawiać. Nie chodziło o jego sprawę, w której czuł że jest już blisko rozwiązania, tylko o Martę. Czarnowłosy domyślił się iż kobieta uniesie się honorem i nikogo nie poprosi o pomoc, dlatego postanowił działać. Słyszał że ostatnio była w barze z Sebastianem, dlatego to właśnie jemu chciał powiedzieć o całej sytuacji.
Oczywiście Sebastian pojawił się na komendzie lekko spóźniony. Maciek zaproponował że zrobi kawę i pociągnął go za sobą do kuchni. Upewnił się że na korytarzu nikogo nie ma, po czym zamknął drzwi. Musiał dbać o dyskrecję. Gdyby przez niego cały wydział dowiedział się o problemach Marty, kobieta by naprawdę była na niego wściekła.
- Jak wyglądają twoje relacje z Martą? - spytał wprost, zajmując się jednocześnie przygotowaniem kawy
- Ale że... nie rozumiem pytania. Jeśli pytasz o to czy jest coś między nami to nie, droga wolna.
Czarnowłosy zacisnął zęby, ale niewiele mu to pomogło. Parsknął śmiechem, rozsypując kawę na stoliku.
- Proszę cię, ja i Marta – mówił rozbawiony – Nie wiem jak mogło ci to przyjść do głowy.
- No to o co ci chodzi?
Odczekał chwilę, spoważniał i podszedł bliżej, na odległość dwóch kroków.
- Ona ma kłopoty – oznajmił ściszonym głosem – Jakiś facet za nią łazi, ona się go boi. Prosiła żebym nikomu nie mówił, ale ode mnie ona pomocy nie przyjmie, sama też nie poprosi, a to tak nie może zostać...
- Pewnie że nie. Dobrze że mi o tym mówisz – klepnął go w ramię
- Wiedziałem że tak tego nie zostawisz – był zadowolony z osiągnięcia swojego celu – To ty zanieś kawę do biura, a ja spadam.
- Dokąd? - uniósł brwi ze zdumienia
- Mam sprawę, chyba nie zapomniałeś? Coś mi świta, ale nie jestem jeszcze pewien...
Zrobił to co uważał za najlepsze rozwiązanie. Anka nie podzielała jego entuzjazmu, nie wierzyła w jego teorię że morderczyni wróci na miejsce zbrodni by znaleźć swój kolczyk. Mimo to została z nim na komendzie, by obserwować obraz z ukrytych kamer zainstalowanych w mieszkaniu.
- Naprawdę myślisz że to się uda?
- Wcześniej były nasze plomby na drzwiach, więc nie chciała ich naruszyć. Teraz, mając wolną drogę, wejdzie tam w poszukiwaniu swojej własności, żeby nie wpadła ona w nasze ręce.
- Ale ona już wpadła – przypomniała mu
- Ale ona o tym nie wie.
Przez chwilę siedzieli w milczeniu i bezmyślnie wpatrywali się w monitory. Oboje zdawali sobie sprawę że to może być długa noc, że być może tego wieczora nic się nie zdarzy i następnego dnia znów będą musieli obserwować obraz z mieszkania. Maciek jeszcze nie wiedział o ciąży swojej partnerki, ale z uwagi na jej wcześniejsze zasłabnięcie myślał że powinna się jeszcze trochę oszczędzać.
- Jak chcesz to możesz jechać do domu – zasugerował, starając się jednocześnie by nie zabrzmiało to zbyt stanowczo
- Po co? Przecież nikt tam na mnie nie czeka... - westchnęła, opierając brodę na biurku
- Widzisz, na mnie też – chciał ją pocieszyć, ale nie osiągnął oczekiwanego skutku – Kawy?
- Herbaty – rzuciła obojętnie
- Herbaty? - powtórzył zdumiony
- Tak, herbaty.
Czas dłużył się niemiłosiernie, a zmęczenie zaczęło dawać im się we znaki już po godzinie dwudziestej drugiej. Żadne jednak nie chciało ustąpić, mimo sugestii kobiety by się zmieniali co dwie godziny i jedno z nich ucinało sobie w tym czasie drzemkę. Na szczęście to nie trwało już długo. Około kwadrans przed dwudziestą trzecią zobaczyli jakąś postać w kapturze.
- Jedziemy tam – postanowił Maciek, zrywając się z krzesła. Wiedział że nie mieli zbyt wiele czasu. Dziesięć, najwyżej piętnaście minut. Na szczęście ruch był już znacznie mniejszy niż za dnia.
Dziewczyna nie spodziewała się że ktoś może ją obserwować. Kolejny raz nerwowo przeczesywała dywan w poszukiwaniu swojego kolczyka. Im dłużej to trwało, tym bardziej się niecierpliwiła. Chciała już stamtąd wyjść, mieć to za sobą, mieć już pewność że nie ma tu po niej żadnego śladu. Była pewna że zgubiła ten kolczyk właśnie tutaj. Przez chwilę nawet pomyślała że policja mogła już go mieć, ale doszła do wniosku że gdyby tak się stało to by ją zatrzymali i przesłuchiwali. Nawet nie zdawała sobie sprawy jak łatwo dała się podejść. Że właśnie znajdowała się w zastawionej przez nich pułapce. Chciała już opuścić mieszkanie i wrócić tu jutro, by sprawdzić jeszcze raz, kiedy nagle zapaliło się światło. Aż podskoczyła wystraszona. W fotelu siedział policjant, który z nią rozmawiał o stryju. Między palcami trzymał jakiś niewielki przedmiot.
- Tego szukasz, kochana? - rzucił drwiącym tonem
- Nie, ja... ja chciałam znaleźć te pieniądze które pożyczał od ojca - postanowiła udawać że nic nie wie, choć zdawała sobie sprawę że to nie będzie miało sensu
- Nie kłam. Przyszłaś po ten feralny kolczyk. Należy do ciebie, prawda?
- Nie. Pierwszy raz widzę go na oczy – szła w zaparte
- Posłuchaj... twoja sytuacja nie wygląda dobrze. Pobierzemy odciski palców i wszystko będzie jasne. Przyznaj się, sąd weźmie to pod uwagę i da ci mniejszy wyrok. Masz całe życie przed sobą, chcesz to wszystko spędzić w więzieniu?
- Nic na mnie nie macie, bo to nie ja – wciąż upierała się przy swoim.
- Dobra, ręce do tyłu – Maciek stracił już cierpliwość – Jesteś zatrzymana pod zarzutem zabójstwa Marcina Jalika – oznajmił, zakładając jej kajdanki.
czwartek, 7 kwietnia 2016
VIII. Scen nr 17
Na komendzie pojawił się już w wyśmienitym humorze, mimo blisko czterdziestominutowego spóźnienia. Nieobecność Maćka oczywiście nie uszła uwadze komendanta, ale nawet jego narzekania i groźby nie wyprowadziły go z równowagi. Normalnie zapewne klął by w myślach, wymyślał coraz to nowsze przezwiska, złorzeczenia, powtarzał jaki to antyludzki i niewyrozumiały jest ich przełożony...
Dzisiaj wszystko po prostu po nim spłynęło. Jakby to nie stało się naprawdę. Z uśmiechem na twarzy zalewał sobie kawę, co zaskoczyło Sebastiana.
- Stary cię nie ochrzanił?
- Ochrzanił – potwierdził bez mrugnięcia okiem
- I ty tak po prostu... nie rusza to ciebie? - dziwił się jego zachowaniu
- Dzisiaj wyjątkowo nie. Widzisz, ładna pogoda, słoneczko wyszło... No i dostałem numer telefonu od takiej ładnej dziewczyny
- Ty szczęściarzu – klepnął go w ramię – To ja się teraz nie dziwię że ty taki zadowolony.
- Dobra, pośmialiśmy się, a teraz do roboty – zakomunikował, udając komendanta. Zaśmiali się obaj, po czym wrócili do biura. Ponieważ Ania wzięła wolne, Maciek został sam ze sprawą. Zastanawiał się dlaczego nóż został na miejscu zbrodni. Niedopatrzenie mordercy spowodowane szokiem czy może celowe działanie? Co jeśli zabójca miał rękawiczki i specjalnie zostawił narzędzie by ich zmylić?
Jeszcze raz przejrzał raport z sekcji zwłok, ale on tylko potwierdzał to co wiedzieli już na miejscu zbrodni. Został zamordowany nożem. Tym nożem, który znaleźli w mieszkaniu. Mieli odciski palców kobiety, prawdopodobnie sprawczyni. Nie była to żona. Kochanka? Ania wczoraj dała do analizy szklankę z jej mieszkania, którą ukradkiem wyniosła. A jeśli to też nie ona? Była jeszcze jedna?
Przeglądając wszystkie dokumenty zwrócił uwagę na operacje bankowe. Przez jego konto nie przepływały żadne duże sumy pieniędzy, a jednak pożyczał ich sporo od brata.
- Zbierał kasę na mieszkanie i trzymał ją w domu? - mówił sobie w myślach – W takiej okolicy? Ryzykowne...
Teraz to już w ogóle nie wiedział co myśleć. Motyw rabunkowy w jednej chwili powiększył grono potencjalnych sprawców o kolejnych kilkanaście osób. Przecież to mógł być każdy z jego sąsiadów, jeśli tylko wiedzieli że mężczyzna trzyma w domu takie pieniądze...
Kilkanaście minut później w biurze pojawiła się Marta. Uśmiechnęła się do Sebastiana, on zrobił to samo. Poprzedni wieczór spędzony w knajpie uświadomił im że dobrze im się rozmawia (wcześniej mieli mało okazji). Szybko jednak odwróciła głowę, żeby nikt nie zauważył tej wymiany spojrzeń.
- Panie komisarzu – zwróciła się do Maćka przesadnie poważnym tonem – Przykro mi, nadal jest pan w kropce – podała mu kartkę z wynikiem analizy kolejnych odcisków palców
- Cholera – westchnął ciężko, przejeżdżając ręką po czole – Zawsze przynosisz dobre wiadomości, co? - rzucił ironicznie
- Postaraj się bardziej to przyniosę lepsze.
Kobieta opuściła biuro, zaś Maciek pokręcił głową i przeczytał dokładnie zapis z kartki. Kochankę ofiary też mógł wykluczyć z grona podejrzanych. Siedział przez chwilę w bezruchu, a potem zerwał się z miejsca i zabrał swoją kurtkę.
- Idę – powiedział do Asi i Sebastiana, ale nie dał im szansy by cokolwiek odpowiedzieć, bowiem już go nie było.
Dużo myślał, próbował łączyć fakty, ale ciągle brakowało mu jakiegoś elementu w tej całej układance. Uważnie przyjrzał się drzwiom mieszkania, analizując możliwość włamania. Technicy nie znaleźli śladów wskazujących na taką ewentualność. Musiał znać sprawcę. Żonę i kochankę wykluczył z grona podejrzanych. Brat który przyszedł po swoje pieniądze? Ale on miał alibi. Zresztą, po co miał zabijać swojego dłużnika? W ten sposób nie osiągnąłby swojego celu.
Wszedł do mieszkania i założył gumowe rękawiczki. Nie miał nakazu, więc wszystko co teraz robił było działaniem nieoficjalnym. Zaczął przeszukiwać szuflady, teczki, papiery. Faktury z budowy, wyciągi z banku... Ani śladu po pieniądzach. W końcu w jego ręce wpadł notes. Zapiski z godzinami, miejsca spotkań... Zatrzymał się dopiero na ostatniej stronie. Zatytułowana była wielkim „N” w nagłówku, niżej zaś zapisane były ciągi cyfr. Przypominały one numery telefonów, ale bez wątpienia nimi nie były. Cokolwiek oznaczały, Maciek uznał że mogą być istotne dla ich sprawy i sfotografował je.
Jeszcze przez kilka minut przeglądał rozmaite dokumenty, ale nic więcej nie zwróciło jego uwagi. Zmęczony poszukiwaniami przysiadł na podłodze i oparł się o bok sofy. Nieświadomie znalazł się tuż obok miejsca, w którym leżało ciało Jalika. Przejechał ręką po dywanie i w którymś momencie wyczuł pod palcami niewielki, twardy przedmiot, który zaraz uskoczył w bok. Coś jakby mały kluczyk. Cofnął rękę, jeszcze raz, powoli, wyszukiwał znalezisko. Zajęło mu to dobrą chwilę, ale warto było. Ścisnął je mocno palcami i uniósł przed oczy. Był to niewielki, srebrny kolczyk.
- Brawo Marta, gratuluję – powiedział czarnowłosy, gdy spotkał się z nią – Ty i twoja ekipa spisaliście się na medal.
- O co ci chodzi? - zrobiła zdziwioną minę
- O to – pokazał jej kolczyk znaleziony na miejscu zbrodni – Wysilisz choć na chwilę szare komórki i zgadniesz gdzie to znalazłem czy szkoda czasu i mam od razu powiedzieć?
- Nie mogłeś tam być – zauważyła zaniepokojona
- Dlatego oficjalnie wy to znaleźliście. Zrób co trzeba, za pół godziny zabieram kolczyk z powrotem – oznajmił stanowczo, po czym wcisnął jej w dłoń worek ze znaleziskiem i odwrócił się na pięcie.
Równe pół godziny później przyszedł do niej by odebrać przedmiot. W pokoju przesłuchań czekała już żona ofiary. Maciek chciał jej pokazać kolczyk by upewnić się że nie należy on do niej.
- Zdążyłaś?
- Jak widać – wyprostowała się dumnie – Coś jeszcze czy mogę już iść do domu?
- Z mojej strony wszystko. Nie musisz dziękować, polecam się na przyszłość – rzucił z szyderczym uśmiechem. Kobieta pokręciła głową z dezaprobatą.
- Pajac – skwitowała pod nosem, kiedy już poszedł. Nie zamierzała dłużej siedzieć w pracy. Chciała jak najszybciej wrócić do domu, wziąć ciepłą kąpiel i odpocząć. Wczoraj do późna piła z Sebastianem, więc nie była w najlepszej formie.
Ledwie opuściła komendę, zobaczyła go. Znów na nią czekał. Stał pewnie obok jej samochodu. Przez chwilę chciała zawrócić, ale nie mogła pokazać że się go boi. Ruszyła. Czuła że cała w środku drży, ale usiłowała pokazać że jest twarda. Że jego gierka psychologiczna nie działa. Nie miała jednak odwagi by spojrzeć w jego stronę. Podeszła do samochodu jak gdyby nic i wtedy złapał ją za rękę.
- Nie przywitasz się?
- Z tobą? Na pewno nie.
Spróbowała się wyrwać, ale on wtedy mocniej ścisnął za nadgarstek. Skrzywiła się, przechyliła trochę w bok i zacisnęła zęby.
- Puść, to boli – wycedziła
- Mnie też boli – spojrzał z gniewem prosto w jej oczy – Przez ciebie.
- Zostaw mnie! - krzyknęła, a nagle obok pojawił się Maciek
- Jakiś problem? - ręce trzymał za plecami, jednak w każdej chwili był gotów zaatakować lub się bronić – Puść ją.
- O proszę, twój rycerz – rzucił drwiąco do Marty – A białego konia gdzie zgubiłeś?
- Puścisz ją czy mam ci pomóc?
Zwolnił uścisk, na co kobieta natychmiast cofnęła się i schowała za policjantem. Chciała poprosić Maćka by już odpuścił, ale nie mogła nic powiedzieć. Czuła ogromną gulę w gardle, ledwo połykała ślinę z tych nerwów.
- Jeszcze się spotkamy – oświadczył groźnie mężczyzna i ruszył przed siebie, celowo wymijając Martę o ledwie kilka centymetrów.
- Chodź – powiedział ciepłym tonem – Uspokój się i chodź.
Kilkanaście minut później siedziała w biurze naprzeciw Maćka. Wzrok wbiła w blat jego biurka, dłońmi zaś oplotła kubek z gorącą herbatą.
- Dziękuję – wyszeptała – Nie musiałeś.
- Ale chciałem. Tylko nie mów że niepotrzebnie, okej? Marta, może o tym nie wiesz, ale w gruncie rzeczy to ja cię lubię. Nie jestem idiotą, choć pewnie tak o mnie myślisz, ale to nieważne. Widzę że coś się dzieje, że masz problemy.
- I ty postanowiłeś mi pomóc? - uśmiechnęła się ironicznie. Nie wierzyła że mógłby chcieć to robić tak po prostu, z dobrego serca, nie oczekując nic w zamian. Nie dla niej.
- Nic na siłę – odparł spokojnie – Domyślam się że nie chcesz. Ale sama sobie nie poradzisz. Boisz się, jesteś przewrażliwiona, zmęczona tą sytuacją. Ten facet cię nęka, prawda?
Przymknęła oczy i westchnęła cicho. Myślała że dobrze się z tym ukrywa, że nikt nie zauważy i że sama rozwiąże ten problem. Musiała przyznać mu rację. To już ją przerosło.
- Ile to trwa? - dał jej chwilę czasu, ale i tak nie spodziewał się odpowiedzi – Mniejsza o to. I tak zdecydowanie za długo. Musisz poprosić kogoś o pomoc – przez chwilę chciał położyć dłoń na jej ramieniu by okazać swoje wsparcie, ale w ostatniej chwili zrezygnował – Nie muszę to być ja. Znamy się krótko, nasze relacje wyglądają jak wyglądają, rozumiem że mi nie ufasz. Ale idź do kogoś. Najlepiej niech to będzie osoba przy której nie będziesz o tym myśleć i będziesz czuła się bezpiecznie.
- Dziękuję – podniosła wzrok – Naprawdę.
- Jeśli chcesz odwiozę cię do domu.
- Zdaje się że masz jeszcze trochę pracy.
- Nie ucieknie – uśmiechnął się, a wtedy Marta zrozumiała co miał na myśli Sebastian, gdy mówił że Maciek w gruncie rzeczy jest w porządku, tylko trzeba go lepiej poznać. Miał po prostu nietypowy charakter.
- Wiesz co... posiedzę tu jeszcze trochę i sama pojadę. Wracaj do pracy, nie będę ci przeszkadzać.
- Nie spieszy mi się – odparł, choć i tak chwilę później zajął się papierami. Czasem zerkał na nią ukradkiem. Nie mógł pozbyć się przeczucia że kobieta i tak nie posłucha jego rady. Nie będzie miała odwagi by o tym opowiedzieć, by się przyznać że ma problem i nie jest w stanie sama się z nim uporać.
Dzisiaj wszystko po prostu po nim spłynęło. Jakby to nie stało się naprawdę. Z uśmiechem na twarzy zalewał sobie kawę, co zaskoczyło Sebastiana.
- Stary cię nie ochrzanił?
- Ochrzanił – potwierdził bez mrugnięcia okiem
- I ty tak po prostu... nie rusza to ciebie? - dziwił się jego zachowaniu
- Dzisiaj wyjątkowo nie. Widzisz, ładna pogoda, słoneczko wyszło... No i dostałem numer telefonu od takiej ładnej dziewczyny
- Ty szczęściarzu – klepnął go w ramię – To ja się teraz nie dziwię że ty taki zadowolony.
- Dobra, pośmialiśmy się, a teraz do roboty – zakomunikował, udając komendanta. Zaśmiali się obaj, po czym wrócili do biura. Ponieważ Ania wzięła wolne, Maciek został sam ze sprawą. Zastanawiał się dlaczego nóż został na miejscu zbrodni. Niedopatrzenie mordercy spowodowane szokiem czy może celowe działanie? Co jeśli zabójca miał rękawiczki i specjalnie zostawił narzędzie by ich zmylić?
Jeszcze raz przejrzał raport z sekcji zwłok, ale on tylko potwierdzał to co wiedzieli już na miejscu zbrodni. Został zamordowany nożem. Tym nożem, który znaleźli w mieszkaniu. Mieli odciski palców kobiety, prawdopodobnie sprawczyni. Nie była to żona. Kochanka? Ania wczoraj dała do analizy szklankę z jej mieszkania, którą ukradkiem wyniosła. A jeśli to też nie ona? Była jeszcze jedna?
Przeglądając wszystkie dokumenty zwrócił uwagę na operacje bankowe. Przez jego konto nie przepływały żadne duże sumy pieniędzy, a jednak pożyczał ich sporo od brata.
- Zbierał kasę na mieszkanie i trzymał ją w domu? - mówił sobie w myślach – W takiej okolicy? Ryzykowne...
Teraz to już w ogóle nie wiedział co myśleć. Motyw rabunkowy w jednej chwili powiększył grono potencjalnych sprawców o kolejnych kilkanaście osób. Przecież to mógł być każdy z jego sąsiadów, jeśli tylko wiedzieli że mężczyzna trzyma w domu takie pieniądze...
Kilkanaście minut później w biurze pojawiła się Marta. Uśmiechnęła się do Sebastiana, on zrobił to samo. Poprzedni wieczór spędzony w knajpie uświadomił im że dobrze im się rozmawia (wcześniej mieli mało okazji). Szybko jednak odwróciła głowę, żeby nikt nie zauważył tej wymiany spojrzeń.
- Panie komisarzu – zwróciła się do Maćka przesadnie poważnym tonem – Przykro mi, nadal jest pan w kropce – podała mu kartkę z wynikiem analizy kolejnych odcisków palców
- Cholera – westchnął ciężko, przejeżdżając ręką po czole – Zawsze przynosisz dobre wiadomości, co? - rzucił ironicznie
- Postaraj się bardziej to przyniosę lepsze.
Kobieta opuściła biuro, zaś Maciek pokręcił głową i przeczytał dokładnie zapis z kartki. Kochankę ofiary też mógł wykluczyć z grona podejrzanych. Siedział przez chwilę w bezruchu, a potem zerwał się z miejsca i zabrał swoją kurtkę.
- Idę – powiedział do Asi i Sebastiana, ale nie dał im szansy by cokolwiek odpowiedzieć, bowiem już go nie było.
Dużo myślał, próbował łączyć fakty, ale ciągle brakowało mu jakiegoś elementu w tej całej układance. Uważnie przyjrzał się drzwiom mieszkania, analizując możliwość włamania. Technicy nie znaleźli śladów wskazujących na taką ewentualność. Musiał znać sprawcę. Żonę i kochankę wykluczył z grona podejrzanych. Brat który przyszedł po swoje pieniądze? Ale on miał alibi. Zresztą, po co miał zabijać swojego dłużnika? W ten sposób nie osiągnąłby swojego celu.
Wszedł do mieszkania i założył gumowe rękawiczki. Nie miał nakazu, więc wszystko co teraz robił było działaniem nieoficjalnym. Zaczął przeszukiwać szuflady, teczki, papiery. Faktury z budowy, wyciągi z banku... Ani śladu po pieniądzach. W końcu w jego ręce wpadł notes. Zapiski z godzinami, miejsca spotkań... Zatrzymał się dopiero na ostatniej stronie. Zatytułowana była wielkim „N” w nagłówku, niżej zaś zapisane były ciągi cyfr. Przypominały one numery telefonów, ale bez wątpienia nimi nie były. Cokolwiek oznaczały, Maciek uznał że mogą być istotne dla ich sprawy i sfotografował je.
Jeszcze przez kilka minut przeglądał rozmaite dokumenty, ale nic więcej nie zwróciło jego uwagi. Zmęczony poszukiwaniami przysiadł na podłodze i oparł się o bok sofy. Nieświadomie znalazł się tuż obok miejsca, w którym leżało ciało Jalika. Przejechał ręką po dywanie i w którymś momencie wyczuł pod palcami niewielki, twardy przedmiot, który zaraz uskoczył w bok. Coś jakby mały kluczyk. Cofnął rękę, jeszcze raz, powoli, wyszukiwał znalezisko. Zajęło mu to dobrą chwilę, ale warto było. Ścisnął je mocno palcami i uniósł przed oczy. Był to niewielki, srebrny kolczyk.
- Brawo Marta, gratuluję – powiedział czarnowłosy, gdy spotkał się z nią – Ty i twoja ekipa spisaliście się na medal.
- O co ci chodzi? - zrobiła zdziwioną minę
- O to – pokazał jej kolczyk znaleziony na miejscu zbrodni – Wysilisz choć na chwilę szare komórki i zgadniesz gdzie to znalazłem czy szkoda czasu i mam od razu powiedzieć?
- Nie mogłeś tam być – zauważyła zaniepokojona
- Dlatego oficjalnie wy to znaleźliście. Zrób co trzeba, za pół godziny zabieram kolczyk z powrotem – oznajmił stanowczo, po czym wcisnął jej w dłoń worek ze znaleziskiem i odwrócił się na pięcie.
Równe pół godziny później przyszedł do niej by odebrać przedmiot. W pokoju przesłuchań czekała już żona ofiary. Maciek chciał jej pokazać kolczyk by upewnić się że nie należy on do niej.
- Zdążyłaś?
- Jak widać – wyprostowała się dumnie – Coś jeszcze czy mogę już iść do domu?
- Z mojej strony wszystko. Nie musisz dziękować, polecam się na przyszłość – rzucił z szyderczym uśmiechem. Kobieta pokręciła głową z dezaprobatą.
- Pajac – skwitowała pod nosem, kiedy już poszedł. Nie zamierzała dłużej siedzieć w pracy. Chciała jak najszybciej wrócić do domu, wziąć ciepłą kąpiel i odpocząć. Wczoraj do późna piła z Sebastianem, więc nie była w najlepszej formie.
Ledwie opuściła komendę, zobaczyła go. Znów na nią czekał. Stał pewnie obok jej samochodu. Przez chwilę chciała zawrócić, ale nie mogła pokazać że się go boi. Ruszyła. Czuła że cała w środku drży, ale usiłowała pokazać że jest twarda. Że jego gierka psychologiczna nie działa. Nie miała jednak odwagi by spojrzeć w jego stronę. Podeszła do samochodu jak gdyby nic i wtedy złapał ją za rękę.
- Nie przywitasz się?
- Z tobą? Na pewno nie.
Spróbowała się wyrwać, ale on wtedy mocniej ścisnął za nadgarstek. Skrzywiła się, przechyliła trochę w bok i zacisnęła zęby.
- Puść, to boli – wycedziła
- Mnie też boli – spojrzał z gniewem prosto w jej oczy – Przez ciebie.
- Zostaw mnie! - krzyknęła, a nagle obok pojawił się Maciek
- Jakiś problem? - ręce trzymał za plecami, jednak w każdej chwili był gotów zaatakować lub się bronić – Puść ją.
- O proszę, twój rycerz – rzucił drwiąco do Marty – A białego konia gdzie zgubiłeś?
- Puścisz ją czy mam ci pomóc?
Zwolnił uścisk, na co kobieta natychmiast cofnęła się i schowała za policjantem. Chciała poprosić Maćka by już odpuścił, ale nie mogła nic powiedzieć. Czuła ogromną gulę w gardle, ledwo połykała ślinę z tych nerwów.
- Jeszcze się spotkamy – oświadczył groźnie mężczyzna i ruszył przed siebie, celowo wymijając Martę o ledwie kilka centymetrów.
- Chodź – powiedział ciepłym tonem – Uspokój się i chodź.
Kilkanaście minut później siedziała w biurze naprzeciw Maćka. Wzrok wbiła w blat jego biurka, dłońmi zaś oplotła kubek z gorącą herbatą.
- Dziękuję – wyszeptała – Nie musiałeś.
- Ale chciałem. Tylko nie mów że niepotrzebnie, okej? Marta, może o tym nie wiesz, ale w gruncie rzeczy to ja cię lubię. Nie jestem idiotą, choć pewnie tak o mnie myślisz, ale to nieważne. Widzę że coś się dzieje, że masz problemy.
- I ty postanowiłeś mi pomóc? - uśmiechnęła się ironicznie. Nie wierzyła że mógłby chcieć to robić tak po prostu, z dobrego serca, nie oczekując nic w zamian. Nie dla niej.
- Nic na siłę – odparł spokojnie – Domyślam się że nie chcesz. Ale sama sobie nie poradzisz. Boisz się, jesteś przewrażliwiona, zmęczona tą sytuacją. Ten facet cię nęka, prawda?
Przymknęła oczy i westchnęła cicho. Myślała że dobrze się z tym ukrywa, że nikt nie zauważy i że sama rozwiąże ten problem. Musiała przyznać mu rację. To już ją przerosło.
- Ile to trwa? - dał jej chwilę czasu, ale i tak nie spodziewał się odpowiedzi – Mniejsza o to. I tak zdecydowanie za długo. Musisz poprosić kogoś o pomoc – przez chwilę chciał położyć dłoń na jej ramieniu by okazać swoje wsparcie, ale w ostatniej chwili zrezygnował – Nie muszę to być ja. Znamy się krótko, nasze relacje wyglądają jak wyglądają, rozumiem że mi nie ufasz. Ale idź do kogoś. Najlepiej niech to będzie osoba przy której nie będziesz o tym myśleć i będziesz czuła się bezpiecznie.
- Dziękuję – podniosła wzrok – Naprawdę.
- Jeśli chcesz odwiozę cię do domu.
- Zdaje się że masz jeszcze trochę pracy.
- Nie ucieknie – uśmiechnął się, a wtedy Marta zrozumiała co miał na myśli Sebastian, gdy mówił że Maciek w gruncie rzeczy jest w porządku, tylko trzeba go lepiej poznać. Miał po prostu nietypowy charakter.
- Wiesz co... posiedzę tu jeszcze trochę i sama pojadę. Wracaj do pracy, nie będę ci przeszkadzać.
- Nie spieszy mi się – odparł, choć i tak chwilę później zajął się papierami. Czasem zerkał na nią ukradkiem. Nie mógł pozbyć się przeczucia że kobieta i tak nie posłucha jego rady. Nie będzie miała odwagi by o tym opowiedzieć, by się przyznać że ma problem i nie jest w stanie sama się z nim uporać.
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)