Kilkanaście miesięcy później.
Kwiecień. Coraz dłuższe dni, więcej słońca, cieplejszy wiatr i pojawiająca się zieleń dookoła. Przyroda na dobre budziła się do życia po długiej, lecz łagodnej zimie. Na początku miesiąca przypadła Wielkanoc, a po niej ostatnie dni szkoły przed maturą. W przeciwieństwie do większości rówieśników, Joasia spokojnie podchodziła do myśli o egzaminie dojrzałości. To nie był zwykły sprawdzian, na który można wykuć większą lub mniejszą część materiału. Tutaj potrzebna była wiedza z trzech ostatnich lat. Blondwłosa czuła że dobrze przepracowała ten czas i nie obawiała się egzaminów. Traktowała to jako kolejny krok na swojej drodze. Taki sam jak egzamin po szkole podstawowej czy gimnazjalnej, taki sam jak koniec każdego roku szkolnego, kiedy jedna z ocen na końcowych się wahała i trzeba było postawić kropkę nad i.
Nawet nie zwróciła uwagi że minęło już półtora roku od śmierci mamy. Wydawało się jej że największy progres zrobiła tuż po feralnym zdarzeniu. Wtedy to nagle ujawniła swoją dojrzałość, zaopiekowała się bratem, pomagała zajmować się domem, nie zaniedbując przy tym szkoły. I miała jeszcze czas dla swojego chłopaka! Czasem nawet gdy musiała zrobić coś w domu lub po prostu zostać z bratem, zapraszała go do siebie, byle mogła być w jego towarzystwie.
Po tym jak uporała się ze śmiercią mamy to była największa i chyba jedyna zmiana w jej życiu. Sebastian zagościł w nim na dobre, powoli zdobywając serce blondwłosej. To dzięki niemu zrozumiała czym jest miłość między dwojgiem ludzi, dlaczego mówi się o „drugiej połówce”, jak to jest być zazdrosną i jak bardzo może zależeć na niegdyś obcej osobie.
Z nim czuła się bezpiecznie, wiedziała że zawsze może na niego liczyć, że o wszystkim może mu powiedzieć. Stał się jakby integralną, choć niezależną częścią jej. Mogła dzielić z nim wszystko, tak jak by był nią. Odnalazła w nim siebie. Odnalazła bratnią duszę. Przyjaciołom się ufa, pomaga, martwi się o nich, dzieli się z nimi smutkami i radościami, ale oni są inni. A taka osoba trafia się tylko raz i z nią można spędzić całe życie. Utwierdzała się w swoich przekonaniach, kiedy wyobrażając sobie przyszłość, kilka lat później, widziała także ukochanego, a na jej twarzy wtedy gościł uśmiech. Ta myśl ją nie przerażała – wręcz przeciwnie, dodawała otuchy i entuzjazmu.
Wydawałoby się że życie jest piękne, że Joasia jest na właściwych torach i zmierza prosto ku szczęściu. Ale kiedy wszystko idzie dobrze, może się zdarzyć coś, co wszystko zniszczy. Blondynka zdawała sobie sprawę że to właśnie się zbliża. Czas płynął nieubłaganie, każdego dnia zbliżając ją do tego momentu. Koniec szkoły miał zachwiać jej równowagą. Musiała obrać nowy kierunek, wyznaczyć sobie jakiś cel, a co gorsza, groziło jej rozstanie z Sebastianem. Szczególnie że ich plany na przyszłość sporo się różniły...
- Tato, możemy porozmawiać? - zagaiła pewnego wieczora. Mężczyzna podniósł wzrok znad gazety. Widząc poważną minę córki, porzucił wszelkie dotychczasowe czynności.
- Co się dzieje? - zapytał, zajmując miejsce w fotelu. Blondynka usiadła na kanapie, przy stoliku. Splotła dłonie i wbiła w nie wzrok. Wiedziała że to co za chwilę powie, nie spodoba się ojcu
- Chyba nie chcesz powiedzieć mi że jesteś w ciąży? - uprzedził ją, nim zdążyła otworzyć usta – Wiesz, nie obraziłbym się na wnuki, ale jest jeszcze za wcześnie.
- Tato, proszę cię – westchnęła – Nie zaszłam w ciążę, pilnujemy się.
- No ja myślę – pogroził palcem – Więc co cię gryzie?
- Długo myślałam nad tym co dalej – podniosła nieco głowę i napotkała pytające spojrzenie taty – No wiesz, matura lada moment, trzeba coś potem ze sobą zrobić.
- Coś? - podchwycił zdumiony – Asia, mów jaśniej, proszę.
- Mam wątpliwości czy studia to właściwa decyzja – wyznała jednym tchem. Tak jak myślała, ojciec nie był zadowolony. Przez moment skubał brodę w myśleniu, zastanawiając się jak przekonać córkę do kontynuowania nauki.
- Jesteś zdolna, masz duże możliwości. Nie powinnaś tego marnować.
- Tato – westchnęła – Pogadajmy jak dorośli. Zdaję sobie sprawę z tego jaka sytuacja jest w domu, ile cię to wszystko kosztuje. Okej, na razie dajesz radę, ale naprawdę chcesz zostać sam z Bartkiem? Chcesz mieć cały dom tylko na swojej głowie, chcesz zarabiać na siebie i na niego i jeszcze opłacać mi studia? Nie ma mowy.
- Mną się nie przejmuj, dam radę – zapewnił, poruszony postawą córki
- Zaorasz się.
- Asia, zadbaj o siebie, o swoją przyszłość.
- Właśnie chcę to zrobić – oznajmiła sucho – Chcę na siebie zarobić, chcę mieć pewność że nie braknie nam na podstawowe potrzeby.
- A brakowało ci czegoś przez ostatnie półtora roku? - spytał z pretensją w głosie, dotknięty jej wyjaśnieniem
- Ciebie – wypaliła bezpardonowo – Prawie każdą sobotę spędzasz w pracy na nadgodzinach, żeby więcej zarobić. Rozumiem to że robisz to dla nas, dla mnie i Bartka, że się starasz... Ale nie tędy droga. Nie możesz brać wszystkiego na siebie.
- Jestem waszym ojcem. Kto ma o was zadbać jeśli nie ja?
- A kto o ciebie zadba? - spytała z troską, wiedząc że i tak nie uzyska odpowiedzi – Jestem dorosła. Pozwól mi o sobie zadecydować.
- Ja ci niczego nie zabraniam – uniósł ręce w geście obrony – Chcę tylko dla ciebie jak najlepiej.
- W takim razie zaakceptuj moją decyzję.
- Dobrze to przemyślałaś?
- Długo – odparła nieco wymijająco – Wystarczająco długo.
- Jesteś uparta jak twoja mama – rozłożył bezradnie ręce – A co z Sebastianem? Z tego co mówiłaś przenosi się do Krakowa. Nie chcesz pójść za nim?
Milczała. Właśnie tego pytania się obawiała. Od dawna ją nurtowało, ale unikała odpowiedzi tak długo jak mogła. Decyzja blondwłosej mogła oznaczać tylko jedno. Wybór między ukochanym a rodziną. Najpierw los odebrał jej matkę, a teraz stawiał przed piekielnie trudnym wyborem. Nie mogła tak po prostu iść na studia do Krakowa, nie myśląc o tym że ojciec staje na głowie by jej to zapewnić.
- Nie mogę – odpowiedziała cicho, ukrywając twarz w dłoniach
- Asia – westchnął, przesiadając się obok niej – Przestań się zadręczać. Mamy trochę oszczędności, kiedyś z mamą odkładaliśmy właśnie na twoje studia.
Objął ją ramieniem. Blondynka jednak nie wyglądała na pocieszoną jego słowami.
- I co? Starczy tego na pięć lat? - spytała bez przekonania
- Na początek na pewno. Jeśli chcesz, możesz dorabiać w wakacje, a jeśli trzeba będzie to wezmę kredyt. Nie rezygnuj ze swoich marzeń. A przede wszystkim nie rezygnuj z Sebastiana. Widzę jak bardzo ci na nim zależy. Przecież bez niego to ty nie pójdziesz do żadnej pracy tylko będziesz przepłakiwać całe dnie – uśmiechnął się krzepiąco
Joasia wtuliła się w ramiona taty. Postanowiła ponownie przeanalizować sytuację i zastanowić się przed podjęciem ostatecznej decyzji. Nie łudziła się jednak że nowe fakty wiele zmienią. Brała już pod uwagę scenariusz z pracą w wakacje, jednak wobec całorocznych kosztów to nie było zbyt wiele. Teraz mogła jednak uwzględnić oszczędności. Jednego była pewna – nie pozwoli na żaden kredyt.
Po ostatnim egzaminie maturalnym Joasia i Sebastian wraz z przyjaciółmi spotkali się wieczorem w barze, by świętować zakończenie kolejnego etapu w życiu. Choć nikt tego głośno nie mówił, chyba każde z nich zdawało sobie sprawę że jest to też w pewnym sensie spotkanie pożegnalne. Wszyscy mieli swoje plany, dość zróżnicowane, wskazując na to iż ich drogi się rozejdą. Joasia wciąż nie była przekonana co będzie robić po wakacjach. Dopiero w najbliższych dniach miała wybrać się do banku by założyć konto, a następnie otrzymać przelew. Od decyzji zależało całe jej życie. Na szali znalazł się przecież także jej związek z Sebastianem.
Nie powiedziała nic chłopakowi o swoich rozterkach. Bała się że zrezygnuje ze studiów, żeby tylko zostać z nią. Nie mogła na to pozwolić. Nie mogła rujnować jego przyszłości, hamować rozwoju. Nie mogła być ciężarem. Ani dla niego, ani dla ojca. Wydawało się więc że najlepsze dla innych rozwiązanie jest najgorsze dla niej. Ale skoro ktoś musiał cierpieć i mogła wybrać kto, chciała żeby najwięcej spadło na nią. Wzięła pod uwagę że Sebastianowi też nie byłoby łatwo po rozstaniu, ale mogła odpowiednio to poprowadzić...
Jak zwykle brunet odprowadził ją pod samą klatkę schodową. Niczego nie podejrzewał. Nie domyślał się nawet z jakimi dylematami boryka się jego ukochana. Kiedy zniknęła mu z oczu, ruszył przed siebie. Blondwłosa natomiast pokonała kolejne schody i znalazła się pod drzwiami mieszkania. Niewiele wypiła, więc nie miała problemów z trafieniem kluczem do zamka. Zauważyła od razu światło padające z pokoju. Czyli ojciec jeszcze nie spał. Postanowiła się pokazać że wróciła. Zapukała lekko w drzwi i je uchyliła. Rozmawiał przez telefon. Nie zauważył Joasi.
- Wiem mamo – westchnął – Asia jest uparta, twierdzi że nie może żyć wygodnie w Krakowie wiedząc jak sobie żyły wypruwam. Jak jej powiem to już w ogóle się nie zgodzi! Najpierw muszę ją przekonać. A jak nie to chyba poproszę jej chłopaka o pomoc... Dobrze mamo, zadzwonię jutro.
Odwrócił się i zobaczył w progu blondwłosą. Nie zdawał sobie sprawy że już wróciła i jak wiele z tej rozmowy usłyszała, ale zobaczywszy poczerwieniałą ze złości twarz córki, domyślił się że wystarczająco dużo.
niedziela, 31 grudnia 2017
sobota, 30 grudnia 2017
Zdana na siebie cz. 9
Chwilę później na korytarzu pojawiła się Ania. Joasia nie kryła zdumienia jej pojawieniem się. Nie była wystarczająco skupiona, by skojarzyć iż to sprawka Sebastiana. Zresztą, miał za chwilę wrócić, przynajmniej tak mówił.
- Sebastian rzucił mi karteczkę że czekasz na mnie tutaj – wyjaśniła krótko – Stary numer z toaletą zawsze działa.
- Musiał już zostać w klasie, co nie? - zapytała z nutką rozczarowania w głosie
- No, drugi raz nie łatwo byłoby mu się wyrwać. Co się dzieje?
- Byłam w sądzie – wyznała, opierając się o ścianę – To wszystko wróciło...
- Tak myślałam. Jeśli chcesz to zerwę się z lekcji, pójdziemy pogadać.
- Nie, nie zawalaj przeze mnie – pokręciła głową zrezygnowana – Chciałam po prostu komuś o tym powiedzieć. Czuję się beznadziejnie. Uciekłam z tej sali zaraz po zeznaniach, nie mogłam wytrzymać. Myślałam że po prostu wybuchnę płaczem, położę się na podłodze i zwinę w kłębek.
- Już dobrze – przytuliła przyjaciółkę – Już po wszystkim. Byłaś dzielna, zrobiłaś swoje.
- Dzięki Ania – westchnęła – Wiesz, to dobrze wiedzieć że nie jesteś ze wszystkim sama. Że ktoś wie o twoim problemie i możesz zawsze przyjść po radę albo przynajmniej się wygadać. Jakoś tak lżej się robi na duszy.
- Znam to uczucie – puściła do niej oczko
- Dobra, wracaj na lekcję, żeby nie było że długo cię nie ma. A ja... ja wrócę do domu, wezmę kąpiel, a potem nie wiem co...
- Trzymaj się.
- Aha, jeszcze jedno. Podziękuj Sebastianowi ode mnie. Zrobiłabym to osobiście, ale nie mam siły czekać do dzwonka.
Następnego ranka czuła się jak nowo narodzona. Ciepła kąpiel i długi sen pozwoliły jej ciału na regenerację, a tym samym odzyskanie sił. Może brakowało jej nieco entuzjazmu po wczorajszej wizycie w sądzie, ale uważała to za kwestię czasu. Trochę czasu spędzonego w towarzystwie przyjaciół, pełne skupienie na dzisiejszym sprawdzianie z chemii i standardowy rytm dnia z pewnością pomogą jej poczuć się lepiej.
Przekroczyła próg szkoły, rozpinając kurtkę i zdejmując szalik. Od razu skierowała się w stronę szatni, by schować swoje okrycie wierzchnie do szafki. Była tak zaaferowana tą czynnością, iż nie zwróciła uwagi że ktoś stanął obok niej. W końcu każdy kto przychodził rano do szkoły musiał zrobić to samo, gdyż nauczyciele nie tolerowali kurtek, płaszczy czy parasoli na swoich lekcjach. Joasia zamknęła szafkę i wyprostowała się.
- Cześć – usłyszała od chłopaka stojącego obok. Odwróciła głowę w jego stronę i uśmiechnęła się ironicznie.
- Do mnie mówisz?
- Możemy porozmawiać? - Michał był zdecydowany. Nie pozostało jej nic innego jak go wysłuchać. Wolała to zrobić niż widzieć go na każdym kroku gdzieś niedaleko. Przewróciła oczami i skrzyżowała ręce na piersi.
- Przepraszam cię. Tym razem szczerze, naprawdę – choć patrzył jej prosto w oczy, nie wierzyła w jego intencje.
- Co cię tak nagle wzięło?
- Jak mnie ostatnio opieprzyłaś... Miałaś rację. Ale muszę przyznać, zaimponowałaś mi. Myliłem się co do ciebie. Myślałem że jesteś jak te wszystkie laski z naszej klasy, ale nie. Masz charakter, masz swoje zdanie i potrafisz go bronić, masz swoją godność.
- No i? - nie potrafiła odgadnąć do czego zmierza
- Takie dziewczyny są wyjątkowe i... dobra – wziął głęboki oddech – Umówisz się ze mną?
Zacisnęła usta, powstrzymując się od śmiechu. Nie lubiła go, nie szanowała, ale nie chciała go poniżyć. Nie zamierzała też pogrywać, tak jak z Sebastianem, by nie dawać mu nadziei. Pozostało więc postawić sprawę jasno.
- Że ja z tobą? - uniosła brwi – Okej, szczerość za szczerość. Nie.
- Dlaczego? - miał nadzieję usłyszeć inną odpowiedź
- Choćby dlatego że cię nie lubię, a nawet jak by było inaczej, nie jesteś w moim typie – rozłożyła ręce w geście bezradności – Zresztą, spotykam się już z kimś innym.
- A może innym razem?
- Nie licz na to.
Nie blefowała. Miała zamiar umówić się z Sebastianem. Po wczorajszym postanowiła dać mu szansę. Niby niewielki gest, ale wywarł wrażenie na Joasi. Skoro nie lekceważy jej nawet przy takich drobnych sprawach, to znaczy że nie będzie także w poważnych. A to już dało jej do myślenia, podobnie jak jego cierpliwość. Kiedy proponował jej spacer, dziewczyna myślała że trochę się zgrywa, próbując w ten sposób się przypodobać. Że taki wyluzowany, wesoły z niego chłopak. Teraz, wracając myślami do tej rozmowy, zauważyła jakby pozytywną energię, życzliwość skierowaną w jej stronę. A ona specjalnie starała się być niemiła!
- Mimo to mnie nie olał – stwierdziła w myślach, zastanawiając się o czym to może świadczyć.
Kiedy kończyła się ostatnia lekcja, Joasia przygotowywała się do „ataku”. Całe szczęście że Sebastian siedział tylko dwie ławki dalej. Zamierzała zaproponować mu spacer. Chciała by to była miła niespodzianka. Chciała by pomyślał że to wyszło tak spontanicznie. Kiedy tylko zadzwonił dzwonek, a wszyscy zerwali się do pakowania swoich książek, Joasia szybko pokonała niewielki dystans dzielący ją od Sebastiana i złapała go za rękę.
- Poczekasz na mnie chwilę? - spytała z udawaną nieśmiałością
- Dobrze – odparł po chwili zaintrygowany. Blondynka specjalnie powoli zbierała książki, by jako ostatni opuścili salę lekcyjną.
- Przejdziemy się? – zaproponowała, gdy ramię w ramię pokonywali korytarz
- Jednak – ucieszył się Sebastian
- No i co się szczerzysz? - rzuciła pół żartem, pół serio – To tylko spacer!
- Tylko? Parę dni temu nawet nie chciałaś o tym słyszeć i mówiłaś że cię wkurzam – przypomniał, nie kryjąc swej satysfakcji
- To było parę dni temu! - broniła się nieporadnie – Każdy ma prawo do zmiany zdania.
- Miałem rację wczoraj – westchnął – Stuprocentowa kobieta.
Posłała mu groźne spojrzenie, dając mu do zrozumienia że stąpa po kruchym lodzie. Dostrzegła aluzję, ale zauważyła też podkreślenie dojrzałości i kobiecości w swojej osobie.
- Jak się obrazisz to przynajmniej będę miał powód by kupić ci kwiaty – rzucił kolejnym żartem. Joasia pokręciła głową, uśmiechając się lekko. Każdego innego chłopaka uznałaby za błazna, który nieudolnie próbuje popisać się swoim specyficznym poczuciem humoru. Przy Sebastianie poczuła co innego. Słyszała radość w jego głosie, widziała błysk w jego oczach. Naprawdę się cieszył z tego spaceru. Joasia musiała przyznać że gdzieś w głębi duszy, ona także.
Kolejne tygodnie przyniosły kolejne spotkania z Sebastianem. W międzyczasie minęły święta, które blondwłosa wraz z tatą i bratem spędzili u rodziców mamy. Wymieniła setki smsów i wiadomości na czacie z chłopakiem, doceniając dobrodziejstwa dzisiejszej technologii. Musiała przyznać, na razie przed samą sobą, że dobrze czuje się w jego towarzystwie i chętnie spędza z nim czas. Brakowało jej jeszcze odwagi by nazwać to miłością, gdyż dopiero pierwszy raz miała do czynienia z tym uczuciem. Jednego była pewna – zależało jej na nim.
Nie mogła się doczekać powrotu do domu i kolejnego spotkania. Umówili się jeszcze przed sylwestrem. Sebastian zabrał ją na lodowisko. Dotychczas miała okazję dwukrotnie jeździć na łyżwach, a było to jeszcze w gimnazjum, na wycieczkach szkolnych. Nie czuła się pewnie, ale dzięki wskazówkom bruneta i jego pomocy udało się jej pokonać kilka okrążeń przy bandzie.
Odprowadził ją pod same drzwi klatki schodowej. Nie chciała się z nim rozstawać. Złapała go za rękę i przyciągnęła do siebie, wtulając się w niego.
- Jakie masz plany na sylwestra? - zapytał, delikatnie głaszcząc ją po włosach
- Rodzice Ani idą na jakiś bal, więc będziemy z Martą siedzieć u niej. Taki trochę babski wieczór. Poobgadujemy trochę chłopaków, pośpiewamy i ogólnie miło spędzimy czas.
- A ze mną też miło spędzasz czas?
- Też pytanie – uśmiechnęła się i podniosła głowę. Ich spojrzenia się spotkały. Patrzyli w sobie w oczy milczeniu, nie zwracając uwagi że dystans między ich twarzami się zmniejsza. Joasia przymknęła powieki, a po chwili poczuła jego usta przy swoich. W tym momencie jakby cały świat się dla niej zatrzymał. Czuła wewnątrz przyjemne ciepło, czuła że jej serce bije nieco mocniej. Z żadnym chłopakiem nie weszła jeszcze w tak głęboką relację. Chciała by ta chwila trwała wiecznie, ale Sebastian powoli odsunął się od niej.
- To teraz tak już będziemy się żegnać? - spytał z uśmiechem
- Najlepiej jak byśmy wcale nie musieli się żegnać – puściła do niego oczko – Napiszesz?
Skinął głową. Nie spuszczał z niej wzroku, dopóki nie zniknęła w klatce schodowej. Teraz, gdy miał pewność że jest bezpieczna, w domu, mógł wrócić do siebie.
- Sebastian rzucił mi karteczkę że czekasz na mnie tutaj – wyjaśniła krótko – Stary numer z toaletą zawsze działa.
- Musiał już zostać w klasie, co nie? - zapytała z nutką rozczarowania w głosie
- No, drugi raz nie łatwo byłoby mu się wyrwać. Co się dzieje?
- Byłam w sądzie – wyznała, opierając się o ścianę – To wszystko wróciło...
- Tak myślałam. Jeśli chcesz to zerwę się z lekcji, pójdziemy pogadać.
- Nie, nie zawalaj przeze mnie – pokręciła głową zrezygnowana – Chciałam po prostu komuś o tym powiedzieć. Czuję się beznadziejnie. Uciekłam z tej sali zaraz po zeznaniach, nie mogłam wytrzymać. Myślałam że po prostu wybuchnę płaczem, położę się na podłodze i zwinę w kłębek.
- Już dobrze – przytuliła przyjaciółkę – Już po wszystkim. Byłaś dzielna, zrobiłaś swoje.
- Dzięki Ania – westchnęła – Wiesz, to dobrze wiedzieć że nie jesteś ze wszystkim sama. Że ktoś wie o twoim problemie i możesz zawsze przyjść po radę albo przynajmniej się wygadać. Jakoś tak lżej się robi na duszy.
- Znam to uczucie – puściła do niej oczko
- Dobra, wracaj na lekcję, żeby nie było że długo cię nie ma. A ja... ja wrócę do domu, wezmę kąpiel, a potem nie wiem co...
- Trzymaj się.
- Aha, jeszcze jedno. Podziękuj Sebastianowi ode mnie. Zrobiłabym to osobiście, ale nie mam siły czekać do dzwonka.
Następnego ranka czuła się jak nowo narodzona. Ciepła kąpiel i długi sen pozwoliły jej ciału na regenerację, a tym samym odzyskanie sił. Może brakowało jej nieco entuzjazmu po wczorajszej wizycie w sądzie, ale uważała to za kwestię czasu. Trochę czasu spędzonego w towarzystwie przyjaciół, pełne skupienie na dzisiejszym sprawdzianie z chemii i standardowy rytm dnia z pewnością pomogą jej poczuć się lepiej.
Przekroczyła próg szkoły, rozpinając kurtkę i zdejmując szalik. Od razu skierowała się w stronę szatni, by schować swoje okrycie wierzchnie do szafki. Była tak zaaferowana tą czynnością, iż nie zwróciła uwagi że ktoś stanął obok niej. W końcu każdy kto przychodził rano do szkoły musiał zrobić to samo, gdyż nauczyciele nie tolerowali kurtek, płaszczy czy parasoli na swoich lekcjach. Joasia zamknęła szafkę i wyprostowała się.
- Cześć – usłyszała od chłopaka stojącego obok. Odwróciła głowę w jego stronę i uśmiechnęła się ironicznie.
- Do mnie mówisz?
- Możemy porozmawiać? - Michał był zdecydowany. Nie pozostało jej nic innego jak go wysłuchać. Wolała to zrobić niż widzieć go na każdym kroku gdzieś niedaleko. Przewróciła oczami i skrzyżowała ręce na piersi.
- Przepraszam cię. Tym razem szczerze, naprawdę – choć patrzył jej prosto w oczy, nie wierzyła w jego intencje.
- Co cię tak nagle wzięło?
- Jak mnie ostatnio opieprzyłaś... Miałaś rację. Ale muszę przyznać, zaimponowałaś mi. Myliłem się co do ciebie. Myślałem że jesteś jak te wszystkie laski z naszej klasy, ale nie. Masz charakter, masz swoje zdanie i potrafisz go bronić, masz swoją godność.
- No i? - nie potrafiła odgadnąć do czego zmierza
- Takie dziewczyny są wyjątkowe i... dobra – wziął głęboki oddech – Umówisz się ze mną?
Zacisnęła usta, powstrzymując się od śmiechu. Nie lubiła go, nie szanowała, ale nie chciała go poniżyć. Nie zamierzała też pogrywać, tak jak z Sebastianem, by nie dawać mu nadziei. Pozostało więc postawić sprawę jasno.
- Że ja z tobą? - uniosła brwi – Okej, szczerość za szczerość. Nie.
- Dlaczego? - miał nadzieję usłyszeć inną odpowiedź
- Choćby dlatego że cię nie lubię, a nawet jak by było inaczej, nie jesteś w moim typie – rozłożyła ręce w geście bezradności – Zresztą, spotykam się już z kimś innym.
- A może innym razem?
- Nie licz na to.
Nie blefowała. Miała zamiar umówić się z Sebastianem. Po wczorajszym postanowiła dać mu szansę. Niby niewielki gest, ale wywarł wrażenie na Joasi. Skoro nie lekceważy jej nawet przy takich drobnych sprawach, to znaczy że nie będzie także w poważnych. A to już dało jej do myślenia, podobnie jak jego cierpliwość. Kiedy proponował jej spacer, dziewczyna myślała że trochę się zgrywa, próbując w ten sposób się przypodobać. Że taki wyluzowany, wesoły z niego chłopak. Teraz, wracając myślami do tej rozmowy, zauważyła jakby pozytywną energię, życzliwość skierowaną w jej stronę. A ona specjalnie starała się być niemiła!
- Mimo to mnie nie olał – stwierdziła w myślach, zastanawiając się o czym to może świadczyć.
Kiedy kończyła się ostatnia lekcja, Joasia przygotowywała się do „ataku”. Całe szczęście że Sebastian siedział tylko dwie ławki dalej. Zamierzała zaproponować mu spacer. Chciała by to była miła niespodzianka. Chciała by pomyślał że to wyszło tak spontanicznie. Kiedy tylko zadzwonił dzwonek, a wszyscy zerwali się do pakowania swoich książek, Joasia szybko pokonała niewielki dystans dzielący ją od Sebastiana i złapała go za rękę.
- Poczekasz na mnie chwilę? - spytała z udawaną nieśmiałością
- Dobrze – odparł po chwili zaintrygowany. Blondynka specjalnie powoli zbierała książki, by jako ostatni opuścili salę lekcyjną.
- Przejdziemy się? – zaproponowała, gdy ramię w ramię pokonywali korytarz
- Jednak – ucieszył się Sebastian
- No i co się szczerzysz? - rzuciła pół żartem, pół serio – To tylko spacer!
- Tylko? Parę dni temu nawet nie chciałaś o tym słyszeć i mówiłaś że cię wkurzam – przypomniał, nie kryjąc swej satysfakcji
- To było parę dni temu! - broniła się nieporadnie – Każdy ma prawo do zmiany zdania.
- Miałem rację wczoraj – westchnął – Stuprocentowa kobieta.
Posłała mu groźne spojrzenie, dając mu do zrozumienia że stąpa po kruchym lodzie. Dostrzegła aluzję, ale zauważyła też podkreślenie dojrzałości i kobiecości w swojej osobie.
- Jak się obrazisz to przynajmniej będę miał powód by kupić ci kwiaty – rzucił kolejnym żartem. Joasia pokręciła głową, uśmiechając się lekko. Każdego innego chłopaka uznałaby za błazna, który nieudolnie próbuje popisać się swoim specyficznym poczuciem humoru. Przy Sebastianie poczuła co innego. Słyszała radość w jego głosie, widziała błysk w jego oczach. Naprawdę się cieszył z tego spaceru. Joasia musiała przyznać że gdzieś w głębi duszy, ona także.
Kolejne tygodnie przyniosły kolejne spotkania z Sebastianem. W międzyczasie minęły święta, które blondwłosa wraz z tatą i bratem spędzili u rodziców mamy. Wymieniła setki smsów i wiadomości na czacie z chłopakiem, doceniając dobrodziejstwa dzisiejszej technologii. Musiała przyznać, na razie przed samą sobą, że dobrze czuje się w jego towarzystwie i chętnie spędza z nim czas. Brakowało jej jeszcze odwagi by nazwać to miłością, gdyż dopiero pierwszy raz miała do czynienia z tym uczuciem. Jednego była pewna – zależało jej na nim.
Nie mogła się doczekać powrotu do domu i kolejnego spotkania. Umówili się jeszcze przed sylwestrem. Sebastian zabrał ją na lodowisko. Dotychczas miała okazję dwukrotnie jeździć na łyżwach, a było to jeszcze w gimnazjum, na wycieczkach szkolnych. Nie czuła się pewnie, ale dzięki wskazówkom bruneta i jego pomocy udało się jej pokonać kilka okrążeń przy bandzie.
Odprowadził ją pod same drzwi klatki schodowej. Nie chciała się z nim rozstawać. Złapała go za rękę i przyciągnęła do siebie, wtulając się w niego.
- Jakie masz plany na sylwestra? - zapytał, delikatnie głaszcząc ją po włosach
- Rodzice Ani idą na jakiś bal, więc będziemy z Martą siedzieć u niej. Taki trochę babski wieczór. Poobgadujemy trochę chłopaków, pośpiewamy i ogólnie miło spędzimy czas.
- A ze mną też miło spędzasz czas?
- Też pytanie – uśmiechnęła się i podniosła głowę. Ich spojrzenia się spotkały. Patrzyli w sobie w oczy milczeniu, nie zwracając uwagi że dystans między ich twarzami się zmniejsza. Joasia przymknęła powieki, a po chwili poczuła jego usta przy swoich. W tym momencie jakby cały świat się dla niej zatrzymał. Czuła wewnątrz przyjemne ciepło, czuła że jej serce bije nieco mocniej. Z żadnym chłopakiem nie weszła jeszcze w tak głęboką relację. Chciała by ta chwila trwała wiecznie, ale Sebastian powoli odsunął się od niej.
- To teraz tak już będziemy się żegnać? - spytał z uśmiechem
- Najlepiej jak byśmy wcale nie musieli się żegnać – puściła do niego oczko – Napiszesz?
Skinął głową. Nie spuszczał z niej wzroku, dopóki nie zniknęła w klatce schodowej. Teraz, gdy miał pewność że jest bezpieczna, w domu, mógł wrócić do siebie.
piątek, 29 grudnia 2017
Zdana na siebie cz. 8
- Cóż – westchnął Sebastian – Jakoś przeżyję.
- Wkurzasz mnie – wypaliła nagle, poirytowana jego spokojem. Chciała go spławić, chciała by sobie poszedł, ale on najwyraźniej nie miał takiego zamiaru.
- Wiesz ile wspaniałych znajomości się tak zaczyna? - mimowolnie uniósł kąciki ust
- I co, że niby nasza będzie następna? - odparła drwiącym tonem – Po co w ogóle chciałeś ze mną rozmawiać? Szukasz przyjaciół? Wybacz, zły adres.
- Dopytywałem o ciebie. Dwa razy – kontynuował niezrażony – Nie chciałem żebyś pomyślała że stchórzyłem. Że uciekłem po tym jak się dowiedziałem o śmierci twojej mamy.
- Okej, widzę. Coś jeszcze czy możemy zakończyć tą dziwną dyskusję?
- Wcześniej miałem zamiar zaprosić cię do kina, ale teraz... myślę że to nie jest odpowiedni moment.
- Brawo, mam zacząć klaskać? - złożyła ręce, by podkreślić swoją złośliwość
- Dlaczego próbujesz mnie do siebie zrazić? Przecież taka nie jesteś.
Trafiony, zatopiony. Sama nie potrafiła sobie odpowiedzieć na to pytanie. Nie była nim zainteresowana? Może nie teraz, ale w innych okolicznościach chyba dałaby mu szansę. Szczególnie że nie odpuszczał. Każdy inny chłopak na jego miejscu machnąłby ręką i dał sobie spokój. Sebastian ewidentnie był nią zainteresowany. Przyjrzała mu się uważnie. Sympatyczny wyraz twarzy, ładny uśmiech, zaczesana nieco do góry niedługa grzywka, ciemne włosy, szerokie barki. Mógł podobać się dziewczynom. Ale czy jej?
- Jaka? - otrząsnęła się, czując że zbyt długo milczy, dryfując gdzieś po oceanie swoich myśli – Wredna, wkurzająca, zimna? Skąd możesz wiedzieć że nie? Nie znasz mnie zbyt dobrze.
- Właśnie chciałbym lepiej poznać.
- W kinie? No, na pewno, jak będziemy siedzieli przez dwie godziny i w milczeniu oglądali film.
- Fakt, kino niekoniecznie jest dobre na pierwsze spotkanie – przyznał, celowo uniknąwszy słowa „randka” - Ale gdybyś miała kiedyś ochotę na spacer...
- Kiedyś? - spojrzała na niego zdumiona
- Wydaje mi się że dzisiaj spotkałbym się z odmową. Jutro być może też, pojutrze... sam nie wiem. Nie chcę być natarczywy, nie chcę cię wkurzać codziennymi zaproszeniami, więc... po prostu daj znać jak będziesz chciała. Moja propozycja będzie długo aktualna.
Posłał jej szeroki uśmiech, po czym ruszył w sobie tylko znanym kierunku. Joasia odprowadziła go wzrokiem, dopóki nie zniknął jej z pola widzenia.
- Wątpię – powiedziała do samej siebie. Nie minęło wiele czasu jak obok blondwłosej pojawiła się Ania.
- I co? Jak poszło? - dopytywała zaciekawiona
- Nareszcie sobie poszedł – wzruszyła ramionami w geście obojętności
- Jak to sobie poszedł? Dałaś mu kosza?
- Nie mogłam – stwierdziła z nutką zawodu w głosie – Zabezpieczył się, skubany.
Musiała przyznać że sprytnie to rozegrał. Cierpliwie, z wyczuciem. Sama już nie wiedziała czy odmówiłaby, gdyby wprost zaprosił ją na spacer. Miał w sobie coś intrygującego. Teraz zostawił „piłeczkę” po jej stronie. Tylko od niej zależało czy podejmie grę i ją odbije.
Mijały kolejne dni. W szkole szybko znaleźli sobie inny obiekt zainteresowań, a Joasia mogła cieszyć się spokojem. Stopniowo nadrabiała zaległe sprawdziany, zdobywając dobre oceny. Nie była w stanie sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz tak solidnie przyłożyła się do nauki. Była z siebie zadowolona. Po raz kolejny udowodniła sobie że ma duże możliwości, tylko nie zawsze idą one w parze z chęciami.
Również Bartek dobrze radził sobie w szkole. Nauczyciele pochwalili go, że jest spokojniejszy i jego wyniki w nauce także uległy poprawie. Blondwłosa doszła do wniosku iż chłopiec bardziej angażuje się w to co robi, by w ten sposób zagłuszyć tęsknotę za mamą.
Pewnego wieczora, gdy pomagała mu odrabiać lekcję, oderwał się od książki i usiadł obok siostry. Zaintrygowana spojrzała na niego.
- Mama patrzy na nas tam z nieba, prawda?
- Tak – odparła zaskoczona pytaniem – Może my tego nie widzimy, ale na pewno jest z nami.
- Chciałbym żeby była ze mnie dumna.
- Jest – przyznała, obejmując go ramieniem – Starasz się, jesteś dzielny. Ona o tym wszystkim wie.
- A ty? Ty jesteś ze mnie dumna?
- Oczywiście – rzuciła bez wahania – Dlaczego miałoby być inaczej?
- Bo ja... muszę ci się do czegoś przyznać.
Milczała. Zastanawiała się co takiego chce wyznać. Chyba nie zrobił nic złego. Na pewno nie w szkole, bo nauczyciele na pewno by o tym powiedzieli. W domu? Ale co takiego mógł zrobić? Stłuc szklankę czy talerz?
- Ja czasem zapominam o mamie. Jak się w szkole bawimy na przerwach z kolegami albo jak się uczę...
- To nic złego – westchnęła – To nie znaczy że o niej nie pamiętasz. Wręcz przeciwnie, właśnie tak powinieneś żyć. Bawić się, śmiać, uczyć, rozwijać. Może wydaje ci się to dziwne, ale o to chodziło.
- Nie rozumiem – przyznał zdezorientowany
- Ja też tak mam. Pamięć nie polega na tym by cały czas myśleć o jednym. Ważne że wiesz jak było z mamą, że kiedy będziesz chciał to możesz w swojej głowie przywołać te wszystkie fajne chwile które z nią przeżyłeś. Że jak któregoś dnia wstaniesz rano to będziesz wiedział że to były jej urodziny. Że pójdziesz na cmentarz i zaniesiesz jej kwiaty. To jest... - szukała odpowiedniego porównania, by dziewięcioletni chłopiec mógł to zrozumieć – To jak się uczysz. Zapamiętujesz coś, ale nie musisz sobie tego cały czas mówić. Wracasz po to na sprawdzianie i to przychodzi tak samo, naturalnie.
- Czyli że w każdej chwili mogę o niej pomyśleć?
- Tak, o to mi chodziło. I to wystarczy. Mama na pewno by nie chciała żebyśmy zaniedbywali szkołę, dom, siebie. Jak ona tam z góry patrzy na nas to chce widzieć nas zdrowych, uśmiechniętych, szczęśliwych. Wie że tęsknimy, ale kiedy widzi że dajemy radę to ona też jest szczęśliwa i się nie martwi.
Odetchnęła z ulgą. Na początku pytanie nieco ją przerosło, obawiała się że nie będzie w stanie znaleźć odpowiednich słów, by uspokoić brata. Kiedy na jego twarzy znów pojawił się uśmiech, wiedziała że się udało. Znów sprostała wyzwaniu.
- Wiesz co Asia? Ja zawsze myślałem że ty jesteś taka mądralińska – po raz kolejny zaskoczył siostrę szczerością – Nadal jesteś, ale nareszcie się to przydaje.
Pokręciła głową, po czym także się uśmiechnęła. Nie wiedziała czy potraktować to jako komplement, ale nie potrafiła się złościć po tych słowach. Dzieci potrafiły zaskakiwać, wprawiając czasem w zakłopotanie, lecz niekiedy dać trochę radości, nawet takim pozornie nieprzyjemnym stwierdzeniem.
Kolejny, już prawie zimowy poranek, rozpoczął się od opadów śniegu. Dodatnia temperatura sprawiła jednak że każdy kolejny płatek, który spotkał się z podłożem, topniał. Pogoda jakby oddawała nastrój Joasi po opuszczeniu łóżka. Starała się uciekać myślami od tego dnia, ale musiał on nadejść. Nie szła dzisiaj do szkoły. O godzinie dziesiątej miała rozpocząć się rozprawa sądowa sprawcy wypadku, na której blondwłosa miała pojawić się w charakterze świadka.
Prędzej czy później musiałaby się z tym zmierzyć. Wrócić myślami do feralnego piątkowego popołudnia, odtworzyć przebieg zdarzeń i opowiedzieć go przed sądem. A co najgorsze, miała zobaczyć na sali sprawcę. Gdy o nim myślała, tylko jeden obraz pojawiał się jej przed oczami. Wtedy gdy opuścił samochód, gdy chwiał się na nogach i nieobecnym wzrokiem spoglądał na rozpaczliwie udzielającą pierwszą pomoc nastolatkę.
Nawet Ani nie przyznała się że to dzisiaj. Wspomniała raz czy dwa o rozprawie, ale nie podała terminu. Zapewne skojarzy fakty i domyśli się co jest powodem jej nieobecności.
Ubrała białą koszulę i czarną spódnicę do kolan. Wygodne trampki, ze względu na pogodę, a także na miejsce w które się wybierała, zamieniła na zamszowe kozaki na obcasie. Na wierzch założyła czarny płaszcz.
W sądzie Joasi towarzyszył ojciec. Widział jak wiele ją to kosztuje i postanowił być z nią tego dnia. Nie mówiła tego głośno, ale z pewnością potrzebowała wsparcia. Potrzebowała kogoś, kto mimo wszystko zawsze będzie po jej stronie.
Niemal jednym tchem opowiedziała o wypadku. Unikała mówienia o swoich uczuciach, tylko fakty, to co widziała. Nie przygotowywała się do zeznań. Nie chciała przywoływać tego widoku wcześniej. Obawiała się że nie zdoła tego powtórzyć przed sądem.
Odetchnęła, gdy spełniła swoją rolę. Natychmiast opuściła salę. Nie chciała dłużej tam być. Nie interesowało ją co mają do powiedzenia biegli, prokurator czy sam sprawca wypadku. Nie obchodziło jej jaki zapadnie wyrok, o ile skończy się tylko na tej rozprawie. Co to za różnica, pięć czy dziesięć lat? W jej życiu to niczego nie zmieniało.
- Zawieź mnie do szkoły – poprosiła ojca, kiedy wziął ją w ramiona
- Chyba nie zamierasz wrócić na lekcje? Masz usprawiedliwiony cały dzień.
- Muszę się zobaczyć z Anią. Choć przez chwilę.
Zgodnie z prośbą, ojciec podwiózł ją pod szkołę. Ponieważ trwała jeszcze lekcja, musiała poczekać. Nalegała by wrócił do domu, a ona poszła na piętro. Na korytarzu żadnej żywej duszy poza nią. Nagle poczuła niepokój. Jakby znalazła się zupełnie sama w nieznanym miejscu. Przez moment stała w miejscu, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Straciła rachubę czasu, aż usłyszała czyjeś kroki. Odwróciła się w stronę dźwięku i zobaczyła znajomą postać.
- Aśka? To ty? - Sebastian zmierzył ją od kozaków, przez płaszcz, rozpuszczone blond włosy aż po czubek głowy.
- Nie, ksiądz proboszcz – rzuciła obojętnie
- Wyglądasz jakoś tak... inaczej. Poważnie, ale... stuprocentowa młoda kobieta.
Uśmiechnęła się mimowolnie. Nie wiedziała dlaczego tak zareagowała. Czy to miał być komplement? Czy ona tak to odebrała?
- Nie powinieneś być na lekcjach?
- A ty?
- Ja jestem usprawiedliwiona. Muszę tylko zamienić dwa słowa z Anią.
- To na co czekasz?
- Na przerwę?
- Okej – uśmiechnął się tajemniczo – Zaraz wracam – oznajmił, po czym wbiegł po schodach na kolejne piętro. Joasia zrobiła dwa kroki na przód i zajrzała za nim. Była ciekawa co tak nagle wpadło mu do głowy, że zerwał się jak oparzony.
- Wkurzasz mnie – wypaliła nagle, poirytowana jego spokojem. Chciała go spławić, chciała by sobie poszedł, ale on najwyraźniej nie miał takiego zamiaru.
- Wiesz ile wspaniałych znajomości się tak zaczyna? - mimowolnie uniósł kąciki ust
- I co, że niby nasza będzie następna? - odparła drwiącym tonem – Po co w ogóle chciałeś ze mną rozmawiać? Szukasz przyjaciół? Wybacz, zły adres.
- Dopytywałem o ciebie. Dwa razy – kontynuował niezrażony – Nie chciałem żebyś pomyślała że stchórzyłem. Że uciekłem po tym jak się dowiedziałem o śmierci twojej mamy.
- Okej, widzę. Coś jeszcze czy możemy zakończyć tą dziwną dyskusję?
- Wcześniej miałem zamiar zaprosić cię do kina, ale teraz... myślę że to nie jest odpowiedni moment.
- Brawo, mam zacząć klaskać? - złożyła ręce, by podkreślić swoją złośliwość
- Dlaczego próbujesz mnie do siebie zrazić? Przecież taka nie jesteś.
Trafiony, zatopiony. Sama nie potrafiła sobie odpowiedzieć na to pytanie. Nie była nim zainteresowana? Może nie teraz, ale w innych okolicznościach chyba dałaby mu szansę. Szczególnie że nie odpuszczał. Każdy inny chłopak na jego miejscu machnąłby ręką i dał sobie spokój. Sebastian ewidentnie był nią zainteresowany. Przyjrzała mu się uważnie. Sympatyczny wyraz twarzy, ładny uśmiech, zaczesana nieco do góry niedługa grzywka, ciemne włosy, szerokie barki. Mógł podobać się dziewczynom. Ale czy jej?
- Jaka? - otrząsnęła się, czując że zbyt długo milczy, dryfując gdzieś po oceanie swoich myśli – Wredna, wkurzająca, zimna? Skąd możesz wiedzieć że nie? Nie znasz mnie zbyt dobrze.
- Właśnie chciałbym lepiej poznać.
- W kinie? No, na pewno, jak będziemy siedzieli przez dwie godziny i w milczeniu oglądali film.
- Fakt, kino niekoniecznie jest dobre na pierwsze spotkanie – przyznał, celowo uniknąwszy słowa „randka” - Ale gdybyś miała kiedyś ochotę na spacer...
- Kiedyś? - spojrzała na niego zdumiona
- Wydaje mi się że dzisiaj spotkałbym się z odmową. Jutro być może też, pojutrze... sam nie wiem. Nie chcę być natarczywy, nie chcę cię wkurzać codziennymi zaproszeniami, więc... po prostu daj znać jak będziesz chciała. Moja propozycja będzie długo aktualna.
Posłał jej szeroki uśmiech, po czym ruszył w sobie tylko znanym kierunku. Joasia odprowadziła go wzrokiem, dopóki nie zniknął jej z pola widzenia.
- Wątpię – powiedziała do samej siebie. Nie minęło wiele czasu jak obok blondwłosej pojawiła się Ania.
- I co? Jak poszło? - dopytywała zaciekawiona
- Nareszcie sobie poszedł – wzruszyła ramionami w geście obojętności
- Jak to sobie poszedł? Dałaś mu kosza?
- Nie mogłam – stwierdziła z nutką zawodu w głosie – Zabezpieczył się, skubany.
Musiała przyznać że sprytnie to rozegrał. Cierpliwie, z wyczuciem. Sama już nie wiedziała czy odmówiłaby, gdyby wprost zaprosił ją na spacer. Miał w sobie coś intrygującego. Teraz zostawił „piłeczkę” po jej stronie. Tylko od niej zależało czy podejmie grę i ją odbije.
Mijały kolejne dni. W szkole szybko znaleźli sobie inny obiekt zainteresowań, a Joasia mogła cieszyć się spokojem. Stopniowo nadrabiała zaległe sprawdziany, zdobywając dobre oceny. Nie była w stanie sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz tak solidnie przyłożyła się do nauki. Była z siebie zadowolona. Po raz kolejny udowodniła sobie że ma duże możliwości, tylko nie zawsze idą one w parze z chęciami.
Również Bartek dobrze radził sobie w szkole. Nauczyciele pochwalili go, że jest spokojniejszy i jego wyniki w nauce także uległy poprawie. Blondwłosa doszła do wniosku iż chłopiec bardziej angażuje się w to co robi, by w ten sposób zagłuszyć tęsknotę za mamą.
Pewnego wieczora, gdy pomagała mu odrabiać lekcję, oderwał się od książki i usiadł obok siostry. Zaintrygowana spojrzała na niego.
- Mama patrzy na nas tam z nieba, prawda?
- Tak – odparła zaskoczona pytaniem – Może my tego nie widzimy, ale na pewno jest z nami.
- Chciałbym żeby była ze mnie dumna.
- Jest – przyznała, obejmując go ramieniem – Starasz się, jesteś dzielny. Ona o tym wszystkim wie.
- A ty? Ty jesteś ze mnie dumna?
- Oczywiście – rzuciła bez wahania – Dlaczego miałoby być inaczej?
- Bo ja... muszę ci się do czegoś przyznać.
Milczała. Zastanawiała się co takiego chce wyznać. Chyba nie zrobił nic złego. Na pewno nie w szkole, bo nauczyciele na pewno by o tym powiedzieli. W domu? Ale co takiego mógł zrobić? Stłuc szklankę czy talerz?
- Ja czasem zapominam o mamie. Jak się w szkole bawimy na przerwach z kolegami albo jak się uczę...
- To nic złego – westchnęła – To nie znaczy że o niej nie pamiętasz. Wręcz przeciwnie, właśnie tak powinieneś żyć. Bawić się, śmiać, uczyć, rozwijać. Może wydaje ci się to dziwne, ale o to chodziło.
- Nie rozumiem – przyznał zdezorientowany
- Ja też tak mam. Pamięć nie polega na tym by cały czas myśleć o jednym. Ważne że wiesz jak było z mamą, że kiedy będziesz chciał to możesz w swojej głowie przywołać te wszystkie fajne chwile które z nią przeżyłeś. Że jak któregoś dnia wstaniesz rano to będziesz wiedział że to były jej urodziny. Że pójdziesz na cmentarz i zaniesiesz jej kwiaty. To jest... - szukała odpowiedniego porównania, by dziewięcioletni chłopiec mógł to zrozumieć – To jak się uczysz. Zapamiętujesz coś, ale nie musisz sobie tego cały czas mówić. Wracasz po to na sprawdzianie i to przychodzi tak samo, naturalnie.
- Czyli że w każdej chwili mogę o niej pomyśleć?
- Tak, o to mi chodziło. I to wystarczy. Mama na pewno by nie chciała żebyśmy zaniedbywali szkołę, dom, siebie. Jak ona tam z góry patrzy na nas to chce widzieć nas zdrowych, uśmiechniętych, szczęśliwych. Wie że tęsknimy, ale kiedy widzi że dajemy radę to ona też jest szczęśliwa i się nie martwi.
Odetchnęła z ulgą. Na początku pytanie nieco ją przerosło, obawiała się że nie będzie w stanie znaleźć odpowiednich słów, by uspokoić brata. Kiedy na jego twarzy znów pojawił się uśmiech, wiedziała że się udało. Znów sprostała wyzwaniu.
- Wiesz co Asia? Ja zawsze myślałem że ty jesteś taka mądralińska – po raz kolejny zaskoczył siostrę szczerością – Nadal jesteś, ale nareszcie się to przydaje.
Pokręciła głową, po czym także się uśmiechnęła. Nie wiedziała czy potraktować to jako komplement, ale nie potrafiła się złościć po tych słowach. Dzieci potrafiły zaskakiwać, wprawiając czasem w zakłopotanie, lecz niekiedy dać trochę radości, nawet takim pozornie nieprzyjemnym stwierdzeniem.
Kolejny, już prawie zimowy poranek, rozpoczął się od opadów śniegu. Dodatnia temperatura sprawiła jednak że każdy kolejny płatek, który spotkał się z podłożem, topniał. Pogoda jakby oddawała nastrój Joasi po opuszczeniu łóżka. Starała się uciekać myślami od tego dnia, ale musiał on nadejść. Nie szła dzisiaj do szkoły. O godzinie dziesiątej miała rozpocząć się rozprawa sądowa sprawcy wypadku, na której blondwłosa miała pojawić się w charakterze świadka.
Prędzej czy później musiałaby się z tym zmierzyć. Wrócić myślami do feralnego piątkowego popołudnia, odtworzyć przebieg zdarzeń i opowiedzieć go przed sądem. A co najgorsze, miała zobaczyć na sali sprawcę. Gdy o nim myślała, tylko jeden obraz pojawiał się jej przed oczami. Wtedy gdy opuścił samochód, gdy chwiał się na nogach i nieobecnym wzrokiem spoglądał na rozpaczliwie udzielającą pierwszą pomoc nastolatkę.
Nawet Ani nie przyznała się że to dzisiaj. Wspomniała raz czy dwa o rozprawie, ale nie podała terminu. Zapewne skojarzy fakty i domyśli się co jest powodem jej nieobecności.
Ubrała białą koszulę i czarną spódnicę do kolan. Wygodne trampki, ze względu na pogodę, a także na miejsce w które się wybierała, zamieniła na zamszowe kozaki na obcasie. Na wierzch założyła czarny płaszcz.
W sądzie Joasi towarzyszył ojciec. Widział jak wiele ją to kosztuje i postanowił być z nią tego dnia. Nie mówiła tego głośno, ale z pewnością potrzebowała wsparcia. Potrzebowała kogoś, kto mimo wszystko zawsze będzie po jej stronie.
Niemal jednym tchem opowiedziała o wypadku. Unikała mówienia o swoich uczuciach, tylko fakty, to co widziała. Nie przygotowywała się do zeznań. Nie chciała przywoływać tego widoku wcześniej. Obawiała się że nie zdoła tego powtórzyć przed sądem.
Odetchnęła, gdy spełniła swoją rolę. Natychmiast opuściła salę. Nie chciała dłużej tam być. Nie interesowało ją co mają do powiedzenia biegli, prokurator czy sam sprawca wypadku. Nie obchodziło jej jaki zapadnie wyrok, o ile skończy się tylko na tej rozprawie. Co to za różnica, pięć czy dziesięć lat? W jej życiu to niczego nie zmieniało.
- Zawieź mnie do szkoły – poprosiła ojca, kiedy wziął ją w ramiona
- Chyba nie zamierasz wrócić na lekcje? Masz usprawiedliwiony cały dzień.
- Muszę się zobaczyć z Anią. Choć przez chwilę.
Zgodnie z prośbą, ojciec podwiózł ją pod szkołę. Ponieważ trwała jeszcze lekcja, musiała poczekać. Nalegała by wrócił do domu, a ona poszła na piętro. Na korytarzu żadnej żywej duszy poza nią. Nagle poczuła niepokój. Jakby znalazła się zupełnie sama w nieznanym miejscu. Przez moment stała w miejscu, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Straciła rachubę czasu, aż usłyszała czyjeś kroki. Odwróciła się w stronę dźwięku i zobaczyła znajomą postać.
- Aśka? To ty? - Sebastian zmierzył ją od kozaków, przez płaszcz, rozpuszczone blond włosy aż po czubek głowy.
- Nie, ksiądz proboszcz – rzuciła obojętnie
- Wyglądasz jakoś tak... inaczej. Poważnie, ale... stuprocentowa młoda kobieta.
Uśmiechnęła się mimowolnie. Nie wiedziała dlaczego tak zareagowała. Czy to miał być komplement? Czy ona tak to odebrała?
- Nie powinieneś być na lekcjach?
- A ty?
- Ja jestem usprawiedliwiona. Muszę tylko zamienić dwa słowa z Anią.
- To na co czekasz?
- Na przerwę?
- Okej – uśmiechnął się tajemniczo – Zaraz wracam – oznajmił, po czym wbiegł po schodach na kolejne piętro. Joasia zrobiła dwa kroki na przód i zajrzała za nim. Była ciekawa co tak nagle wpadło mu do głowy, że zerwał się jak oparzony.
czwartek, 28 grudnia 2017
Zdana na siebie cz. 7
Nadszedł poniedziałek. Joasia jak gdyby nic przygotowywała się do szkoły. Powrót do standardowych, codziennych czynności zapewniał jej wewnętrzny spokój. Tym razem była na to gotowa. Czuła się pewnie. Spięła włosy w kucyk, poprawiła grzywkę, przeglądając się w lustrze. Obserwując swoje odbicie, odniosła wrażenie że dawna Joasia wróciła. Mimowolnie uśmiechnęła się do samej siebie.
Obiecała tacie że odbierze Bartka po szkole. Dotychczas tym obowiązkiem dzielili się rodzice, choć zdarzało się iż chłopiec sam pokonywał niedługą drogę do domu. Jednak ze względu na to co przeszli przez ostatnie tygodnie, ojciec poprosił blondwłosą o pomoc. O ile rano mógł jeszcze zaprowadzić syna przed wyjściem do pracy, po południu nie miał już takiej możliwości.
Szła spokojnym, spacerowym krokiem, przekonana iż mniej więcej w połowie drogi spotka się z Anią. Dziewczyny ustaliły że jedna poczeka na drugą, w razie gdyby nie trafiły na siebie w jednym momencie. Równie dobrze mogły się spotkać dopiero w szkole, jednak szatynka chciała mieć na nią oko od samego początku. Piątkowa rozmowa uspokoiła ją, lecz wciąż pozostawał cień niepewności. Nie minęły nawet dwie minuty jak Joasia dotarła na umówione miejsce, a pojawiła się tam jej przyjaciółka. Po przywitaniu obie ruszyły w stronę szkoły.
- Aśka... - rzuciła niepewnie – Nie powiedziałam ci o pewnej rzeczy.
- O jakiej?
- Myślałam że zmienisz zdanie i jeszcze poczekasz, ale... w sumie i tak musiałabyś się z tym zmierzyć – chciała się nieco wytłumaczyć
- Mów – ponagliła ją blondwłosa
- Mieszkamy w niewielkim miasteczku, sporo osób się zna. A wiesz jaka jest Marzenka z naszej klasy.
- Marzenka – westchnęła pod nosem. Błyskawicznie połączyła fakty. Wspomniana koleżanka słynęła z długiego języka. Jeśli usłyszała jakąś ciekawą nowinę, natychmiast musiała się nią podzielić z innymi. Nawet nie próbowała weryfikować czy ma ona cokolwiek wspólnego z prawdą.
- Cholerna plotkara – dodała Ania
- Chcesz mi powiedzieć że Marzenka się dowiedziała o śmierci mojej mamy i cała klasa już wie?
Miała dość owijania w bawełnę. Właśnie tego obawiała się wcześniej – tej delikatności i współczucia. Teraz jednak podchodziła do tego z dystansem. Nie była rozdrażniona tak jak wtedy, nie tłumiła już w sobie gniewu, którego przecież nie mogła wyładować na losie.
- Byłaś przez moment na ustach całej klasy. Co prawda znaleźli już sobie inny temat, ale jak się pojawisz to zainteresowanie może wrócić.
Joasia wzruszyła ramionami. Na to też nie mogła nic poradzić. Jedyną słuszną metodą było przeczekanie całej fali. Pozostało jej sięgnąć po swoją wewnętrzną siłę, uzbroić się w cierpliwość i ze spokojem skupić się na swoich zadaniach.
Właśnie tak sobie to wyobrażała. Część osób, z którymi miała słaby kontakt, unikała jej, gdyż nie wiedzieli jak się zachować. Zaobserwowała jak odwracają wzrok, kiedy na nich spoglądała. Uśmiechnęła się pod nosem. Lepsze to niż fałszywe zapewnienia o współczuciu i grzecznościowa deklaracja chęci pomocy. Znaleźli się też tacy obłudnicy, a wśród nich okryta złą sławą Marzena. Ponieważ obiecała sobie że nie będzie walczyć, w ciszy wysłuchała każdego z osobna, wyśmiewając ich w myślach.
- Byłaby dobrym politykiem – komentowała, nie wypowiadając żadnego z tych słów na głos – Albo aktorem.
Ostatnią grupę stanowili znajomi Asi. W tym przypadku dziewczyna nie miała wątpliwości że jeśli ktoś proponował pomoc, to będzie mogła z niej skorzystać w razie potrzeby. Można było policzyć ich na palcach jednej ręki, ale jej to wystarczało. Wolała kilku przyjaciół, którzy będą na dobre i na złe niż kilkudziesięciu, na których nie mogłaby polegać.
- Maciek, ty będziesz miał zadanie specjalnie – powiedziała przesadnie poważnym tonem – Matma. Do czwartku muszę ogarnąć materiał.
- Wiesz, ja ci wytłumaczę, ale ile ty z tego zrozumiesz – rzucił pół żartem, pół serio, na co blondwłosa trąciła go w łokieć
- A ja? Co ja mogę dla ciebie zrobić? - wtrącił nagle Kuba
- Jak będziesz potrzebny to na pewno się zgłoszę – puściła do niego oczko – A w ogóle... Proszę was, zachowujcie się normalnie, okej? Nie chcę żadnej taryfy ulgowej, żadnej litości... Mam żyć normalnie, jasne? - zwróciła się także do Ani, Pauliny, a także Marty, która od feralnych wydarzeń niespodziewanie znalazła się w paczce Joasi. Dziewczyna wcześniej przyjaźniła się już z Pauliną i trochę też z Anią, jednak do tej pory nie złożyło się by lepiej poznać blondwłosą.
- Jak będzie trzeba komuś dać w ryj to na pewno się przydasz – Maciek jak zwykle dogryzał nieco Kubie, bowiem w gimnazjum znany był z częstego udziału w bójkach. Co ważniejsze, w większości przypadków wychodził z nich zwycięsko.
- Asia sama sobie doskonale radzi, co nie? – rzuciła Marta, nawiązując do jej ataku na Michała
- Proszę cię – spuściła głowę zażenowana – Całe szczęście że w domu rozeszło się po kościach.
- Zawsze miałaś wyrozumiałych rodziców – odparł Kuba i natychmiast poczuł na sobie kilka karcących spojrzeń – Kurde, Asia, przepraszam.
- Za co? - rozejrzała się po twarzach przyjaciół – To że nie moja mama zginęła, nie znaczy że mamy unikać tego tematu. Okej, nie chcę o tym rozmawiać, ale co? Będziecie unikać słów „rodzice, mama, śmierć, wypadek” żeby mi nie przypominać? No błagam...
- Asiu, my po prostu... - zaczęła Paulina, ale nie wiedziała jak dokończyć
- Nie wiecie jak się zachować, tak? Rozumiem. Boicie się że możecie nieumyślnie sprawić mi przykrość i staracie się być delikatni. Słuchajcie... ten wypadek już wystarczająco namieszał mi w domu. Nie chcę żeby to wpłynęło na nasze relacje. Chcę żeby było jak dawniej, żebyście się nie krępowali w moim towarzystwie, bo przeżyłam traumę. Jeśli chcecie mi pomóc... bądźcie po prostu sobą, jak dawniej.
- Spróbujemy – zadeklarowała Marta – Ale wiesz że wszystko co robimy to z troski?
- Wiem – uśmiechnęła się lekko – I choć trochę mnie to wkurza, doceniam.
Nie mogła mieć za złe przyjaciołom że są ostrożni wobec niej. Zapewne ona na ich miejscu zachowałaby się tak samo. Była też wdzięczna im za to że są. Że ten oczekiwany przez nią powrót przyniósł to czego oczekiwała. Znowu poczuła tę atmosferę, presji nauki, dłużących się lekcji, wygłupów kolegów, nieśmiesznych żartów, z których jednak wszyscy się śmiali, tą lekkość, której brakowało jej od czasu wypadku. Teraz wreszcie wiedziała że jest na właściwej drodze.
Przez moment przeniosła się myślami do szkoły podstawowej. Usiłowała wyobrazić sobie brata wśród kolegów. Czy on też cieszy się z powrotu? Czy w towarzystwie kolegów poczuł się jak dawniej? Wydawało się jej nawet że dziecięca nieświadomość i bezpośredniość może w tym pomóc. Dziewięciolatkowie nie będą zastanawiali się nad ewentualnym cierpieniem, nad podejściem do osoby po takim przeżyciu. Będą wygłupiać się, żartować i śmiać jak dawniej. Przynajmniej taką miała nadzieję.
Po drugiej lekcji niespodziewanie Joasię zaczepił Michał. Śladów po zadrapaniach już nie było, ale chłopak za wszelki wypadek stał w bezpiecznej odległości, by dziewczyna nie zdołała dosięgnąć go ręką.
- Chciałem z tobą porozmawiać.
Uniosła brwi zdumiona. Ostatnie czego spodziewała się od niego usłyszeć to właśnie te słowa. Właściwie były to jedne z ostatnich, jak się okazało gdy blondwłosa zgodziła się go wysłuchać. Obiecała przyjaciołom że za chwilę do nich wróci, po czym odeszła na bok z Michałem.
- Więc? - spytała zaintrygowana
- Przepraszam. Głupio się czuję po tej ostatniej akcji.
Nie mogła uwierzyć własnym uszom. Nie znała go za dobrze, ale na postawie obserwacji jego zachowań odniosła wrażenie że ma do czynienia z osobą, którą bawią głupie żarty i raczej niewiele do niego dociera.
- Należało mi się – kontynuował – Ale gdybym wtedy wiedział co się stało, nie zaczepiałbym cię.
Uśmiechnęła się pogardliwie. Teraz już poznała jego motywy. Pozory jednak nie myliły – to zwykły dupek.
- Przepraszasz mnie, bo sumienie cię ruszyło jak usłyszałeś o śmierci mojej mamy czy dotarło do ciebie że twoje zachowanie było głupie?
- Ja pi... - urwał natychmiast, gdy zdał sobie sprawę że mówi to na głos – To znaczy, Aśka...
- Tak myślałam. Gdybyś nic nie wiedział, nawet by ci do głowy nie przyszło żeby przeprosić. Wiesz co? A niech cię to sumienie gryzie. Wal się!
Ruszyła zdecydowanym krokiem, zostawiając osłupiałego chłopaka pod ścianą. Kilka głębokich oddechów pozwoliło jej się uspokoić. Pamiętała o obietnicy danej samej sobie, ale tym razem nie mogła się nie zdenerwować. I nie miało to wiele wspólnego z tym co się wydarzyło feralnego wieczora ani kilka dni po nim. Nie mogła pojąć że miał tupet by przepraszać ją tylko dlatego że tak wypadało albo by samemu poczuć się lepiej!
Wśród przyjaciół czekał na nią kolejny rozmówca. W ostatniej chwili powstrzymała się by nie przewrócić oczami. Tak, Ania mówiła że dopytywał o nią, lecz blondwłosa nie spodziewała się iż faktycznie przyjdzie z nią porozmawiać.
- Asia, ktoś na ciebie czeka – rzuciła szatynka, wskazując na Sebastiana
- Okej, chodź – cofnęła się kilka kroków
Oparła się o ścianę i skrzyżowała ręce na piersi. Czuła na sobie wzrok przyjaciół. Nie czuła się z tym komfortowo, ale pocieszała ją myśl że są na wystarczająco daleko, by nie usłyszeć ani słowa.
- Jak się czujesz? - zapytał spokojnym, ciepłym tonem. Joasia postanowiła pokazać tą gorszą stronę swojego charakteru. Jeśli go odstraszy, przynajmniej nie będzie musiała marnować czasu na niego.
- Naprawdę cię to interesuje?
- Naprawdę – odparł niewzruszony – Chciałem już wcześniej z tobą porozmawiać, ale sama wiesz, nie złożyło się.
- A teraz się złożyło? - uniosła brwi
- Chyba tak, skoro rozmawiamy – uśmiechnął się – To co, odpowiesz mi na pytanie?
- Nie, nie odpowiem. Wybacz, będziesz musiał z tym jakoś żyć.
Milczał. Wydawało się że zbiła go z tropu, że zaskoczyła go swoją reakcją. Przyglądała mu się uważnie, usiłując wyczytać nieco z jego twarzy. Nie była przekonana czy może już święcić triumfy.
Obiecała tacie że odbierze Bartka po szkole. Dotychczas tym obowiązkiem dzielili się rodzice, choć zdarzało się iż chłopiec sam pokonywał niedługą drogę do domu. Jednak ze względu na to co przeszli przez ostatnie tygodnie, ojciec poprosił blondwłosą o pomoc. O ile rano mógł jeszcze zaprowadzić syna przed wyjściem do pracy, po południu nie miał już takiej możliwości.
Szła spokojnym, spacerowym krokiem, przekonana iż mniej więcej w połowie drogi spotka się z Anią. Dziewczyny ustaliły że jedna poczeka na drugą, w razie gdyby nie trafiły na siebie w jednym momencie. Równie dobrze mogły się spotkać dopiero w szkole, jednak szatynka chciała mieć na nią oko od samego początku. Piątkowa rozmowa uspokoiła ją, lecz wciąż pozostawał cień niepewności. Nie minęły nawet dwie minuty jak Joasia dotarła na umówione miejsce, a pojawiła się tam jej przyjaciółka. Po przywitaniu obie ruszyły w stronę szkoły.
- Aśka... - rzuciła niepewnie – Nie powiedziałam ci o pewnej rzeczy.
- O jakiej?
- Myślałam że zmienisz zdanie i jeszcze poczekasz, ale... w sumie i tak musiałabyś się z tym zmierzyć – chciała się nieco wytłumaczyć
- Mów – ponagliła ją blondwłosa
- Mieszkamy w niewielkim miasteczku, sporo osób się zna. A wiesz jaka jest Marzenka z naszej klasy.
- Marzenka – westchnęła pod nosem. Błyskawicznie połączyła fakty. Wspomniana koleżanka słynęła z długiego języka. Jeśli usłyszała jakąś ciekawą nowinę, natychmiast musiała się nią podzielić z innymi. Nawet nie próbowała weryfikować czy ma ona cokolwiek wspólnego z prawdą.
- Cholerna plotkara – dodała Ania
- Chcesz mi powiedzieć że Marzenka się dowiedziała o śmierci mojej mamy i cała klasa już wie?
Miała dość owijania w bawełnę. Właśnie tego obawiała się wcześniej – tej delikatności i współczucia. Teraz jednak podchodziła do tego z dystansem. Nie była rozdrażniona tak jak wtedy, nie tłumiła już w sobie gniewu, którego przecież nie mogła wyładować na losie.
- Byłaś przez moment na ustach całej klasy. Co prawda znaleźli już sobie inny temat, ale jak się pojawisz to zainteresowanie może wrócić.
Joasia wzruszyła ramionami. Na to też nie mogła nic poradzić. Jedyną słuszną metodą było przeczekanie całej fali. Pozostało jej sięgnąć po swoją wewnętrzną siłę, uzbroić się w cierpliwość i ze spokojem skupić się na swoich zadaniach.
Właśnie tak sobie to wyobrażała. Część osób, z którymi miała słaby kontakt, unikała jej, gdyż nie wiedzieli jak się zachować. Zaobserwowała jak odwracają wzrok, kiedy na nich spoglądała. Uśmiechnęła się pod nosem. Lepsze to niż fałszywe zapewnienia o współczuciu i grzecznościowa deklaracja chęci pomocy. Znaleźli się też tacy obłudnicy, a wśród nich okryta złą sławą Marzena. Ponieważ obiecała sobie że nie będzie walczyć, w ciszy wysłuchała każdego z osobna, wyśmiewając ich w myślach.
- Byłaby dobrym politykiem – komentowała, nie wypowiadając żadnego z tych słów na głos – Albo aktorem.
Ostatnią grupę stanowili znajomi Asi. W tym przypadku dziewczyna nie miała wątpliwości że jeśli ktoś proponował pomoc, to będzie mogła z niej skorzystać w razie potrzeby. Można było policzyć ich na palcach jednej ręki, ale jej to wystarczało. Wolała kilku przyjaciół, którzy będą na dobre i na złe niż kilkudziesięciu, na których nie mogłaby polegać.
- Maciek, ty będziesz miał zadanie specjalnie – powiedziała przesadnie poważnym tonem – Matma. Do czwartku muszę ogarnąć materiał.
- Wiesz, ja ci wytłumaczę, ale ile ty z tego zrozumiesz – rzucił pół żartem, pół serio, na co blondwłosa trąciła go w łokieć
- A ja? Co ja mogę dla ciebie zrobić? - wtrącił nagle Kuba
- Jak będziesz potrzebny to na pewno się zgłoszę – puściła do niego oczko – A w ogóle... Proszę was, zachowujcie się normalnie, okej? Nie chcę żadnej taryfy ulgowej, żadnej litości... Mam żyć normalnie, jasne? - zwróciła się także do Ani, Pauliny, a także Marty, która od feralnych wydarzeń niespodziewanie znalazła się w paczce Joasi. Dziewczyna wcześniej przyjaźniła się już z Pauliną i trochę też z Anią, jednak do tej pory nie złożyło się by lepiej poznać blondwłosą.
- Jak będzie trzeba komuś dać w ryj to na pewno się przydasz – Maciek jak zwykle dogryzał nieco Kubie, bowiem w gimnazjum znany był z częstego udziału w bójkach. Co ważniejsze, w większości przypadków wychodził z nich zwycięsko.
- Asia sama sobie doskonale radzi, co nie? – rzuciła Marta, nawiązując do jej ataku na Michała
- Proszę cię – spuściła głowę zażenowana – Całe szczęście że w domu rozeszło się po kościach.
- Zawsze miałaś wyrozumiałych rodziców – odparł Kuba i natychmiast poczuł na sobie kilka karcących spojrzeń – Kurde, Asia, przepraszam.
- Za co? - rozejrzała się po twarzach przyjaciół – To że nie moja mama zginęła, nie znaczy że mamy unikać tego tematu. Okej, nie chcę o tym rozmawiać, ale co? Będziecie unikać słów „rodzice, mama, śmierć, wypadek” żeby mi nie przypominać? No błagam...
- Asiu, my po prostu... - zaczęła Paulina, ale nie wiedziała jak dokończyć
- Nie wiecie jak się zachować, tak? Rozumiem. Boicie się że możecie nieumyślnie sprawić mi przykrość i staracie się być delikatni. Słuchajcie... ten wypadek już wystarczająco namieszał mi w domu. Nie chcę żeby to wpłynęło na nasze relacje. Chcę żeby było jak dawniej, żebyście się nie krępowali w moim towarzystwie, bo przeżyłam traumę. Jeśli chcecie mi pomóc... bądźcie po prostu sobą, jak dawniej.
- Spróbujemy – zadeklarowała Marta – Ale wiesz że wszystko co robimy to z troski?
- Wiem – uśmiechnęła się lekko – I choć trochę mnie to wkurza, doceniam.
Nie mogła mieć za złe przyjaciołom że są ostrożni wobec niej. Zapewne ona na ich miejscu zachowałaby się tak samo. Była też wdzięczna im za to że są. Że ten oczekiwany przez nią powrót przyniósł to czego oczekiwała. Znowu poczuła tę atmosferę, presji nauki, dłużących się lekcji, wygłupów kolegów, nieśmiesznych żartów, z których jednak wszyscy się śmiali, tą lekkość, której brakowało jej od czasu wypadku. Teraz wreszcie wiedziała że jest na właściwej drodze.
Przez moment przeniosła się myślami do szkoły podstawowej. Usiłowała wyobrazić sobie brata wśród kolegów. Czy on też cieszy się z powrotu? Czy w towarzystwie kolegów poczuł się jak dawniej? Wydawało się jej nawet że dziecięca nieświadomość i bezpośredniość może w tym pomóc. Dziewięciolatkowie nie będą zastanawiali się nad ewentualnym cierpieniem, nad podejściem do osoby po takim przeżyciu. Będą wygłupiać się, żartować i śmiać jak dawniej. Przynajmniej taką miała nadzieję.
Po drugiej lekcji niespodziewanie Joasię zaczepił Michał. Śladów po zadrapaniach już nie było, ale chłopak za wszelki wypadek stał w bezpiecznej odległości, by dziewczyna nie zdołała dosięgnąć go ręką.
- Chciałem z tobą porozmawiać.
Uniosła brwi zdumiona. Ostatnie czego spodziewała się od niego usłyszeć to właśnie te słowa. Właściwie były to jedne z ostatnich, jak się okazało gdy blondwłosa zgodziła się go wysłuchać. Obiecała przyjaciołom że za chwilę do nich wróci, po czym odeszła na bok z Michałem.
- Więc? - spytała zaintrygowana
- Przepraszam. Głupio się czuję po tej ostatniej akcji.
Nie mogła uwierzyć własnym uszom. Nie znała go za dobrze, ale na postawie obserwacji jego zachowań odniosła wrażenie że ma do czynienia z osobą, którą bawią głupie żarty i raczej niewiele do niego dociera.
- Należało mi się – kontynuował – Ale gdybym wtedy wiedział co się stało, nie zaczepiałbym cię.
Uśmiechnęła się pogardliwie. Teraz już poznała jego motywy. Pozory jednak nie myliły – to zwykły dupek.
- Przepraszasz mnie, bo sumienie cię ruszyło jak usłyszałeś o śmierci mojej mamy czy dotarło do ciebie że twoje zachowanie było głupie?
- Ja pi... - urwał natychmiast, gdy zdał sobie sprawę że mówi to na głos – To znaczy, Aśka...
- Tak myślałam. Gdybyś nic nie wiedział, nawet by ci do głowy nie przyszło żeby przeprosić. Wiesz co? A niech cię to sumienie gryzie. Wal się!
Ruszyła zdecydowanym krokiem, zostawiając osłupiałego chłopaka pod ścianą. Kilka głębokich oddechów pozwoliło jej się uspokoić. Pamiętała o obietnicy danej samej sobie, ale tym razem nie mogła się nie zdenerwować. I nie miało to wiele wspólnego z tym co się wydarzyło feralnego wieczora ani kilka dni po nim. Nie mogła pojąć że miał tupet by przepraszać ją tylko dlatego że tak wypadało albo by samemu poczuć się lepiej!
Wśród przyjaciół czekał na nią kolejny rozmówca. W ostatniej chwili powstrzymała się by nie przewrócić oczami. Tak, Ania mówiła że dopytywał o nią, lecz blondwłosa nie spodziewała się iż faktycznie przyjdzie z nią porozmawiać.
- Asia, ktoś na ciebie czeka – rzuciła szatynka, wskazując na Sebastiana
- Okej, chodź – cofnęła się kilka kroków
Oparła się o ścianę i skrzyżowała ręce na piersi. Czuła na sobie wzrok przyjaciół. Nie czuła się z tym komfortowo, ale pocieszała ją myśl że są na wystarczająco daleko, by nie usłyszeć ani słowa.
- Jak się czujesz? - zapytał spokojnym, ciepłym tonem. Joasia postanowiła pokazać tą gorszą stronę swojego charakteru. Jeśli go odstraszy, przynajmniej nie będzie musiała marnować czasu na niego.
- Naprawdę cię to interesuje?
- Naprawdę – odparł niewzruszony – Chciałem już wcześniej z tobą porozmawiać, ale sama wiesz, nie złożyło się.
- A teraz się złożyło? - uniosła brwi
- Chyba tak, skoro rozmawiamy – uśmiechnął się – To co, odpowiesz mi na pytanie?
- Nie, nie odpowiem. Wybacz, będziesz musiał z tym jakoś żyć.
Milczał. Wydawało się że zbiła go z tropu, że zaskoczyła go swoją reakcją. Przyglądała mu się uważnie, usiłując wyczytać nieco z jego twarzy. Nie była przekonana czy może już święcić triumfy.
środa, 27 grudnia 2017
Zdana na siebie cz. 6
Zdawało się iż z każdym kolejnym dniem szara codzienność powoli powraca do ich domu, lecz nieco inna niż dotychczas. Joasia przejęła część obowiązków, wiedząc że niełatwo będzie ojcu samemu wszystko pogodzić. Tak właśnie miało teraz wyglądać jej życie. Musiała tą swoją dojrzałość i odpowiedzialność, o której wielokrotnie mówili rodzice, przenieść na czyny.
Najbardziej cieszyła się że brat zaczął z nią rozmawiać. Uważała to za swój największy sukces w ostatnich dniach. Nie była starszą siostrą już tylko w teorii. Tak jak podejrzewała, Bartek szukał w niej oparcia i opieki. Sama zauważyła też że chłopiec dużo rozumie jak na swój wiek. Musieli mieć to w genach.
Pewnego wieczora postanowiła szczerze porozmawiać z tatą. Czuła że nie tylko ona tego potrzebuje. Sprawiał wrażenie pogodzonego z losem, ale co tak naprawdę skrywał w głębi? Czy była to jedynie maska, próba dźwignięcia atmosfery w domu, która załamała się feralnego wieczora? Siedział w kuchni zamyślony. Nie zwrócił uwagi na Joasię stojącą w progu. Usiadła naprzeciw niego i splotła dłonie.
- Wciąż nie mogę się przyzwyczaić – wyznała, chcąc nawiązać rozmowę
- Jesteś bardzo dzielna – mruknął, odwracając głowę w jej stronę
- A ty? Jak ty sobie z tym radzisz?
Uśmiechnął się sztucznie. Tak jak podejrzewała, nie chciał wyznać prawdy. Nie jej.
- Życie toczy się dalej – odparł wymijająco – Robię to co muszę.
- Powinieneś robić to co chcesz.
- Robię – powtórzył spokojnie – Chcę żeby było jak dawniej.
- Nie będzie. Dobrze o tym wiesz.
- Inaczej. Chcę żeby niczego wam nie brakowało. Chcę żebyście mieli normalny dom.
- Tato, do cholery – rzuciła stanowczo, nie podnosząc głosu – Jestem prawie dorosła, pogadajmy szczerze.
- Asia – chwycił ją za dłoń – Każde z nas musi to przeżyć na swój sposób. Jest okej, o ile można tak powiedzieć.
- Dobrze – odpuściła – Ale gdybyś chciał się wygadać albo coś by się działo... Proszę cię, nie rób tajemnic.
Na jego twarzy zagościł niewielki uśmiech. Tym razem prawdziwy. Był dumny z córki. Wciąż się o nią martwił, ale ta rozmowa utwierdziła go w przekonaniu że jest silna.
- Nie walcz z tym. Świetnie radzisz sobie z Bartkiem i za to ci dziękuję. Za pomoc w domu też. Ale jeśli sama nie zaakceptujesz że jesteśmy teraz w trójkę, nigdy nie będziesz żyć normalnie.
- Daj spokój – wzruszyła ramionami – Jesteśmy przecież rodziną, musimy trzymać się razem.
- Cała mama.
Odwrócił głowę. Wiedziała dlaczego. Powoli podniosła się i ruszyła ku drzwiom, lecz zatrzymała się, gdy ponownie usłyszała jego głos.
- Byłem dzisiaj w szkole. Rozmawiałem z twoją wychowawczynią.
Zamarła. Zapomniała że będzie musiała się z tym zmierzyć. Powinna była pierwsza powiedzieć ojcu o incydencie. Wzięła głęboki oddech i powoli się odwróciła. Nie przygotowała się na burę, lecz nie mogła zaprzeczyć że na nią zasłużyła.
- To był zbyt duży szok dla ciebie, a ja to zlekceważyłem. Powinienem postawić na swoim i nie pozwolić ci iść do szkoły. Przepraszam.
Zamurowało ją. Za co chciał ją przeprosić? Za jej agresję? Za jej samodzielną decyzję? Wytrzeszczyła na moment oczy, a następnie pokręciła głową.
- Żartujesz? To ja przepraszam. Powinnam ciebie posłuchać, a nie upierać się na swoim i w takim momencie sprawiać problemy. Ale to się nie powtórzy.
- Okej, sprawa wyjaśniona.
- Tato – westchnęła – Nie bierz zbyt wiele na swoją głowę. Jestem prawie dorosła – przypomniała, po czym udała się do swojego pokoju
Pod koniec drugiego tygodnia zaprosiła Anię, by z jej pomocą uzupełnić zaległości. Od najbliższego poniedziałku zamierzała wrócić do szkoły. Tym razem była na to przygotowana. Dotychczas uważała że teksty „nie przejmuj się” czy „czas leczy rany” to banały, lecz musiała przyznać że coś w tym było. Za radą ojca przyjęła do wiadomości że mama już nie wróci, że tak już będzie. Na początku każda taka pojedyncza myśl ją przerażała, nawet mimo że wcześniej się ona pojawiała. Wtedy jednak traktowała to bardziej jako przypuszczenie niż jako fakt. Z czasem, z każdą kolejną godziną, dniem, reagowała na to spokojniej. I tak nie mogła nic na to poradzić. Nie mogła tego zmienić. Domowe zajęcia zaś sprawiały że obraz z wypadku przestał powracać w nieoczekiwanych momentach, gdyż jej umysł koncentrował się na czymś innym.
Niepokoiła się trochę o brata. Starała się go angażować w prace domowe, by pomóc mu nieco w taki sam sposób jak sobie. Wydawało się że radzi sobie z tym co się stało, lecz Joasia wciąż nie miała pewności czy zaakceptował tą rzeczywistość. Zastanawiała się czy nie powinna zostać z nim w domu jeszcze przez kilka dni, ale chłopiec deklarował chęć powrotu do szkoły i do kolegów.
Bartek bawił się w swoim pokoju, podczas gdy Asia i Ania usiadły w kuchni. Blondwłosa podała herbatę, zajęła miejsce naprzeciw przyjaciółki i uniosła nieco kąciki ust.
- Opowiadaj, co ciekawego w szkole?
- Przede wszystkim, żebym nie zapomniała – zaznaczyła na wstępie – Masz pozdrowienia od Marty. Udusiłaby mnie, gdybym nie przekazała – zaśmiała się lekko
- Podziękuj jej ode mnie. Tylko nie zapomnij – pogroziła jej palcem w żartach
- Sebastian znowu się o ciebie pytał. Powiedziałam że jesteś chora – w odpowiedzi blondynka pokiwała jedynie głową – Caryca oddała sprawdziany z matmy. Tak jak się spodziewałam, idziemy razem na poprawkę.
- Kiedy?
- Czwartek po lekcjach. Zdążysz?
- Nie mam wyjścia – rozłożyła ręce – Wiesz jaka jest caryca.
- Gdyby tylko wiedziała w jakiej jesteś sytuacji...
- Daj spokój – mruknęła Joasia – Nie mogę się ciągle użalać i szukać taryfy ulgowej, bo straciłam mamę. Ludzie tracą bliskich, a potem żyją dalej. Ja też muszę...
- Brakuje ci jej, co? - nie była pewna reakcji przyjaciółki, lecz postanowiła zaryzykować. Najwyżej blondwłosa wścieknie się i wyrzuci ją za drzwi. Ale skoro sama twierdzi że musi wrócić do normalności, to nie może ciągle unikać tematu.
- Nie powiem że nie tęsknię za nią – na jej twarzy zagościł nagle smutek – Ale co mam zrobić? Byłam bezradna i w tej sprawie zawsze będę. Takie życie. W sumie to tak jak zakochasz się w kimś, a on ciebie nie chce. Musisz to po prostu przeżyć.
- Podziwiam cię – wyznała – Dostałaś solidnego kopa od życia, a ty wstałaś i jakby nic idziesz dalej.
- Weź – machnęła ręką – Ja to ja, ale mój brat? Nie rozumiem jak on sobie z tym radzi. Ale dobra, nie muszę, ważne żeby on dawał radę. Na początku było ciężko, ale potem złapałam z nim kontakt, spędziłam z nim teraz dużo czasu, bawiłam się z nim, pomagałam, starałam się zaangażować go w jakieś prace domowe typu sprzątanie...
- Zastępujesz mu matkę.
Blondwłosa spojrzała na przyjaciółkę z nutką zaskoczenia i niepokoju. Sama na to nie spojrzała w ten sposób i nie spodziewała się że ktokolwiek może tak odebrać jej troskę. Nie chciała być dla niego drugą mamą. Nie wystraszyła się odpowiedzialności, lecz tego jak może teraz wyglądać świat dla jej brata. Nie mogła być dla niego jak matka! Przecież jest jego starszą siostrą!
- Słucham? - spytała drżącym głosem
- Asia, spokojnie. Nie wiem co pomyślałaś, ale chyba nie to miałam na myśli – odparła, zwracając uwagę na delikatnie pobladłą twarz blondynki – Zastępujesz, w sensie że ze wszystkim z czym przychodził do mamy, będzie przychodził do ciebie. W końcu zostałaś jedyną kobietą w tym domu...
- Sama nie wiem czy to dobrze, czy źle.
- Chyba dobrze. Jak podrośnie to się usamodzielni i zapamięta cię jako dobrą, kochającą siostrzyczkę, która zawsze służyła mu pomocą.
- Ania... - westchnęła z politowaniem
- Dobra, na poważnie teraz. Wydaje mi się że on musiał to sobie mniej więcej tak wytłumaczyć. Że jak mamy nie ma, to starsza siostra będzie się nim zajmować. W końcu to tylko dziecko. Będzie tęsknił, ale też nie będzie miał poczucia że dom jest jakiś... wybrakowany. Zobaczysz, będzie dobrze.
- Obyś miała rację – odparła nieco bez przekonania. Próbowała wyobrazić sobie jak ona wytłumaczyłaby sobie taką sytuację jako dziewięciolatka, ale nie była w stanie. Zbyt wiele czasu minęło od tamtej pory. Pozostało jedynie cieszyć się że w jakikolwiek sposób chłopiec pogodził się ze śmiercią mamy.
- To co z tym Sebastianem? - postanowiła zmienić temat, nie chcąc dłużej rozmawiać o domowych problemach.
Najbardziej cieszyła się że brat zaczął z nią rozmawiać. Uważała to za swój największy sukces w ostatnich dniach. Nie była starszą siostrą już tylko w teorii. Tak jak podejrzewała, Bartek szukał w niej oparcia i opieki. Sama zauważyła też że chłopiec dużo rozumie jak na swój wiek. Musieli mieć to w genach.
Pewnego wieczora postanowiła szczerze porozmawiać z tatą. Czuła że nie tylko ona tego potrzebuje. Sprawiał wrażenie pogodzonego z losem, ale co tak naprawdę skrywał w głębi? Czy była to jedynie maska, próba dźwignięcia atmosfery w domu, która załamała się feralnego wieczora? Siedział w kuchni zamyślony. Nie zwrócił uwagi na Joasię stojącą w progu. Usiadła naprzeciw niego i splotła dłonie.
- Wciąż nie mogę się przyzwyczaić – wyznała, chcąc nawiązać rozmowę
- Jesteś bardzo dzielna – mruknął, odwracając głowę w jej stronę
- A ty? Jak ty sobie z tym radzisz?
Uśmiechnął się sztucznie. Tak jak podejrzewała, nie chciał wyznać prawdy. Nie jej.
- Życie toczy się dalej – odparł wymijająco – Robię to co muszę.
- Powinieneś robić to co chcesz.
- Robię – powtórzył spokojnie – Chcę żeby było jak dawniej.
- Nie będzie. Dobrze o tym wiesz.
- Inaczej. Chcę żeby niczego wam nie brakowało. Chcę żebyście mieli normalny dom.
- Tato, do cholery – rzuciła stanowczo, nie podnosząc głosu – Jestem prawie dorosła, pogadajmy szczerze.
- Asia – chwycił ją za dłoń – Każde z nas musi to przeżyć na swój sposób. Jest okej, o ile można tak powiedzieć.
- Dobrze – odpuściła – Ale gdybyś chciał się wygadać albo coś by się działo... Proszę cię, nie rób tajemnic.
Na jego twarzy zagościł niewielki uśmiech. Tym razem prawdziwy. Był dumny z córki. Wciąż się o nią martwił, ale ta rozmowa utwierdziła go w przekonaniu że jest silna.
- Nie walcz z tym. Świetnie radzisz sobie z Bartkiem i za to ci dziękuję. Za pomoc w domu też. Ale jeśli sama nie zaakceptujesz że jesteśmy teraz w trójkę, nigdy nie będziesz żyć normalnie.
- Daj spokój – wzruszyła ramionami – Jesteśmy przecież rodziną, musimy trzymać się razem.
- Cała mama.
Odwrócił głowę. Wiedziała dlaczego. Powoli podniosła się i ruszyła ku drzwiom, lecz zatrzymała się, gdy ponownie usłyszała jego głos.
- Byłem dzisiaj w szkole. Rozmawiałem z twoją wychowawczynią.
Zamarła. Zapomniała że będzie musiała się z tym zmierzyć. Powinna była pierwsza powiedzieć ojcu o incydencie. Wzięła głęboki oddech i powoli się odwróciła. Nie przygotowała się na burę, lecz nie mogła zaprzeczyć że na nią zasłużyła.
- To był zbyt duży szok dla ciebie, a ja to zlekceważyłem. Powinienem postawić na swoim i nie pozwolić ci iść do szkoły. Przepraszam.
Zamurowało ją. Za co chciał ją przeprosić? Za jej agresję? Za jej samodzielną decyzję? Wytrzeszczyła na moment oczy, a następnie pokręciła głową.
- Żartujesz? To ja przepraszam. Powinnam ciebie posłuchać, a nie upierać się na swoim i w takim momencie sprawiać problemy. Ale to się nie powtórzy.
- Okej, sprawa wyjaśniona.
- Tato – westchnęła – Nie bierz zbyt wiele na swoją głowę. Jestem prawie dorosła – przypomniała, po czym udała się do swojego pokoju
Pod koniec drugiego tygodnia zaprosiła Anię, by z jej pomocą uzupełnić zaległości. Od najbliższego poniedziałku zamierzała wrócić do szkoły. Tym razem była na to przygotowana. Dotychczas uważała że teksty „nie przejmuj się” czy „czas leczy rany” to banały, lecz musiała przyznać że coś w tym było. Za radą ojca przyjęła do wiadomości że mama już nie wróci, że tak już będzie. Na początku każda taka pojedyncza myśl ją przerażała, nawet mimo że wcześniej się ona pojawiała. Wtedy jednak traktowała to bardziej jako przypuszczenie niż jako fakt. Z czasem, z każdą kolejną godziną, dniem, reagowała na to spokojniej. I tak nie mogła nic na to poradzić. Nie mogła tego zmienić. Domowe zajęcia zaś sprawiały że obraz z wypadku przestał powracać w nieoczekiwanych momentach, gdyż jej umysł koncentrował się na czymś innym.
Niepokoiła się trochę o brata. Starała się go angażować w prace domowe, by pomóc mu nieco w taki sam sposób jak sobie. Wydawało się że radzi sobie z tym co się stało, lecz Joasia wciąż nie miała pewności czy zaakceptował tą rzeczywistość. Zastanawiała się czy nie powinna zostać z nim w domu jeszcze przez kilka dni, ale chłopiec deklarował chęć powrotu do szkoły i do kolegów.
Bartek bawił się w swoim pokoju, podczas gdy Asia i Ania usiadły w kuchni. Blondwłosa podała herbatę, zajęła miejsce naprzeciw przyjaciółki i uniosła nieco kąciki ust.
- Opowiadaj, co ciekawego w szkole?
- Przede wszystkim, żebym nie zapomniała – zaznaczyła na wstępie – Masz pozdrowienia od Marty. Udusiłaby mnie, gdybym nie przekazała – zaśmiała się lekko
- Podziękuj jej ode mnie. Tylko nie zapomnij – pogroziła jej palcem w żartach
- Sebastian znowu się o ciebie pytał. Powiedziałam że jesteś chora – w odpowiedzi blondynka pokiwała jedynie głową – Caryca oddała sprawdziany z matmy. Tak jak się spodziewałam, idziemy razem na poprawkę.
- Kiedy?
- Czwartek po lekcjach. Zdążysz?
- Nie mam wyjścia – rozłożyła ręce – Wiesz jaka jest caryca.
- Gdyby tylko wiedziała w jakiej jesteś sytuacji...
- Daj spokój – mruknęła Joasia – Nie mogę się ciągle użalać i szukać taryfy ulgowej, bo straciłam mamę. Ludzie tracą bliskich, a potem żyją dalej. Ja też muszę...
- Brakuje ci jej, co? - nie była pewna reakcji przyjaciółki, lecz postanowiła zaryzykować. Najwyżej blondwłosa wścieknie się i wyrzuci ją za drzwi. Ale skoro sama twierdzi że musi wrócić do normalności, to nie może ciągle unikać tematu.
- Nie powiem że nie tęsknię za nią – na jej twarzy zagościł nagle smutek – Ale co mam zrobić? Byłam bezradna i w tej sprawie zawsze będę. Takie życie. W sumie to tak jak zakochasz się w kimś, a on ciebie nie chce. Musisz to po prostu przeżyć.
- Podziwiam cię – wyznała – Dostałaś solidnego kopa od życia, a ty wstałaś i jakby nic idziesz dalej.
- Weź – machnęła ręką – Ja to ja, ale mój brat? Nie rozumiem jak on sobie z tym radzi. Ale dobra, nie muszę, ważne żeby on dawał radę. Na początku było ciężko, ale potem złapałam z nim kontakt, spędziłam z nim teraz dużo czasu, bawiłam się z nim, pomagałam, starałam się zaangażować go w jakieś prace domowe typu sprzątanie...
- Zastępujesz mu matkę.
Blondwłosa spojrzała na przyjaciółkę z nutką zaskoczenia i niepokoju. Sama na to nie spojrzała w ten sposób i nie spodziewała się że ktokolwiek może tak odebrać jej troskę. Nie chciała być dla niego drugą mamą. Nie wystraszyła się odpowiedzialności, lecz tego jak może teraz wyglądać świat dla jej brata. Nie mogła być dla niego jak matka! Przecież jest jego starszą siostrą!
- Słucham? - spytała drżącym głosem
- Asia, spokojnie. Nie wiem co pomyślałaś, ale chyba nie to miałam na myśli – odparła, zwracając uwagę na delikatnie pobladłą twarz blondynki – Zastępujesz, w sensie że ze wszystkim z czym przychodził do mamy, będzie przychodził do ciebie. W końcu zostałaś jedyną kobietą w tym domu...
- Sama nie wiem czy to dobrze, czy źle.
- Chyba dobrze. Jak podrośnie to się usamodzielni i zapamięta cię jako dobrą, kochającą siostrzyczkę, która zawsze służyła mu pomocą.
- Ania... - westchnęła z politowaniem
- Dobra, na poważnie teraz. Wydaje mi się że on musiał to sobie mniej więcej tak wytłumaczyć. Że jak mamy nie ma, to starsza siostra będzie się nim zajmować. W końcu to tylko dziecko. Będzie tęsknił, ale też nie będzie miał poczucia że dom jest jakiś... wybrakowany. Zobaczysz, będzie dobrze.
- Obyś miała rację – odparła nieco bez przekonania. Próbowała wyobrazić sobie jak ona wytłumaczyłaby sobie taką sytuację jako dziewięciolatka, ale nie była w stanie. Zbyt wiele czasu minęło od tamtej pory. Pozostało jedynie cieszyć się że w jakikolwiek sposób chłopiec pogodził się ze śmiercią mamy.
- To co z tym Sebastianem? - postanowiła zmienić temat, nie chcąc dłużej rozmawiać o domowych problemach.
niedziela, 24 grudnia 2017
Zdana na siebie cz. 5
Joasia wróciła do domu, odprowadzona przez Martę i Anię. Przez całą drogę milczała. Wychowawczyni ze względu na trudną sytuację rodzinną zgodziła się poczekać z rozmową na temat bójki, za to Michał stał się klasowym pośmiewiskiem, za sprawą zadrapań na policzku, które zafundowała mu blondwłosa. Ona jednak nie interesowała się ani trochę szkolnym życiem. Zamierzała się odciąć od towarzystwa, by poukładać sobie pewne sprawy, spróbować zrozumieć i pogodzić się z losem. Najtrudniejsze jednak wciąż na nią czekało. Pogrzeb.
Nie potrafiła sobie wyobrazić tego dnia. Nie przyjmowała do wiadomości że nadszedł czas na ostateczne pożegnanie z mamą. Że pozostała już tylko w ich sercach i pamięci. Nie wiedziała czy będzie w stanie w ogóle w tym uczestniczyć, czy będzie w stanie na to patrzeć. Lecz wewnętrzny głos nakazywał jej tam być. Czuła że musi to zrobić, by zachować czyste sumienie i móc spojrzeć w lustro.
To miała być skromna uroczystość. Najbliższa rodzina, czyli mąż i dzieci oraz kilku znajomych z pracy. Bez stypy, tylko msza w cmentarnej kapliczce, a potem pochówek. Joasia zgodziła się z decyzją ojca, by nie organizować poczęstunku. Gości i tak nie było wiele, a oni sami potrzebowali spokoju. Nie widziała sensu w przygotowaniu „szopki”, na której wszyscy udawaliby że jest okej, stało się i już. A to przecież nie było jakieś byle pstryknięcie palcem – stracili najbliższą osobę.
Blondwłosa miała przygotować krótką przemowę, by powiedzieć kilka ciepłych słów o swojej mamie, lecz tyle było wspomnień, tyle historii mogłaby przytoczyć, że aż ciężko było jej cokolwiek złożyć. Ostatecznie postawiła na spontaniczność, przynajmniej wypadnie naturalnie.
Jako pierwszy mówił jej ojciec. Niewiele słów do niej docierało. Zrozumiała jedynie iż „wierzy że Iza jest gdzieś tam na górze, gdzie nie ma już bólu i cierpienia i trzyma za nas kciuki, byśmy sobie poradzili i właśnie dla niej musimy”. Uśmiechnęła się pod nosem ironicznie. Czy chciał przez to powiedzieć że ona jest szczęśliwa, a będzie jeszcze bardziej jeśli przestaną się przejmować jej śmiercią? Wydało się jej to dość abstrakcyjne.
- Pierdolenie – skwitowała w myślach.
Nadeszła jej kolej. Rozejrzała się dookoła, zwracając uwagę na poważne twarze zgromadzonych. Przez moment żałowała że nie ma ich więcej, lecz z drugiej strony po co? Żeby spora część osób przybrała maskę i tylko sprawiała wrażenie zainteresowanych bądź zmartwionych? To była dobra decyzja – skromny pochówek, dla tych którzy naprawdę chcą w nim uczestniczyć.
- To była moja mama – zaczęła drżącym głosem – Była? Jest! Zawsze nią pozostanie. Możecie pomyśleć że to mi najłatwiej będzie się pogodzić z jej odejściem, w końcu jestem prawie dorosła, prawie samodzielna i za te kilka lat i tak bym się wyprowadziła. Czasem sama tak myślę. Ale tak naprawdę... nie potrafię zrozumieć dlaczego tak się stało. Nie potrafię myśleć o tym że już nigdy jej nie zobaczę, że nigdy nie usłyszę jej głosu. Wydaje mi się że to sen, że kiedy się obudzę to znów się spotkamy. Dlaczego to tak bardzo boli? Chyba dlatego że była wspaniałą osobą. Ciepłą, życzliwą, pomocną, odpowiedzialną. Zawsze mogłam na nią liczyć. Najlepsze czego mogłabym życzyć innym... to właśnie żeby ich mama też taka była.
Wróciła do ławki. Była zaskoczona swoim opanowaniem. Powstrzymała łzy, nie pozwoliła by głos się załamał. Musiała powiedzieć to głośno. Musiała przypomnieć że miała najlepszą mamę na świecie.
Wychodząc z cmentarza, Joasia dostrzegła dwie znajome postacie. Nie spodziewała się odwiedzin w takim miejscu, nawet Ani. Wraz z nią była Marta, która jako pierwsza w szkole dowiedziała się o tej tragedii.
- Zaraz do was dołączę – powiedziała do taty i brata. Odeszła kawałek na bok, zarzucając kaptur na głowę.
- Cześć – rzuciła cicho. Chciała spytać o powód ich wizyty, ale przecież znała odpowiedź, a pytanie „co wy tu robicie” raczej nie zabrzmiałoby dobrze. Dotarło do niej że dziewczyny robią to z troski i jakiekolwiek szczątkowe informacje będą lepsze niż niewiedza.
- Jak się czujesz? - spytała Ania, kładąc dłoń na ramieniu
- Źle. Potrzebuję trochę czasu – westchnęła – To nie minie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, a w sumie to szkoda że nie. Nie wiem już co mnie bardziej boli: czy sam fakt że straciłam matkę, czy że nie wyobrażam sobie że mogę się z tym dalej żyć.
- Musisz – odparła cicho Marta – Jeśli chcesz wrócić do normalności...
- Wiem. Inaczej będę świrować jak ostatnio. Co tam w szkole? - zmieniła temat, nie chcąc dłużej rozdrapywać świeżych ran
- Żałuj że nie widziałaś Michała – Ania się uśmiechnęła – Ma trzy piękne zadrapania po twoich paznokciach. Cała klasa się z niego śmieje.
- Pośmieją się i przestaną – wzruszyła ramionami – Jak sprawdzian z matmy?
- Trudny jak cholera. Chyba spotkamy się na drugim terminie – powiedziała pół żartem, pół serio – Jak chcesz to możemy ci na bieżąco przynosić zeszyty, spiszesz sobie notatki...
Usta Joasi poruszyły się nieco, układając w niewielki uśmiech. Była wdzięczna za zaoferowaną pomoc, ale w tej chwili jej nie potrzebowała.
- Dzięki, skorzystam, ale jeszcze nie dzisiaj – zapewniła – Na razie nie mam do tego głowy.
- No tak, jasne. Gdybyś czegoś potrzebowała...
- Odezwę się – dokończyła za nią – Naprawdę, nie musicie się martwić. W tej chwili nikt nie jest w stanie mi pomóc, więc tylko niepotrzebnie zawracacie sobie głowę.
- Aśka – westchnęła z politowaniem Ania – Czy ty zawsze musisz być taka?
- Jaka? Zresztą, nieważne. Wybaczcie, ale muszę iść. Odezwę się.
Dziewczyny wymieniły spojrzenia, kiedy Joasia dołączyła do swojej rodziny. Sprawiała wrażenie spokojnej i opanowanej, lecz obie podejrzewały że to jedynie pozory. W gruncie rzeczy blondwłosa wciąż była niczym tykająca bomba – w każdej chwili mogła wybuchnąć. A co gorsza, na jednym wybuchu nie musiało się skończyć.
- Jest lepiej niż w poniedziałek. Zaczyna rozmawiać i nie obraża się na cały świat – stwierdziła Marta, na co Ania skinęła głową. W przeciwieństwie do brunetki, szatynka nie była co do tego przekonana, choć bardzo chciała w to wierzyć.
Miała nadzieję że stopniowo z każdym dniem będzie łatwiej. Czas podobno leczy rany, ale w tym przypadku Joasia nie odczuwała poprawy. Ojciec szybko wrócił do pracy, zaś ona opiekowała się młodszym bratem. Nawet nie miał ochoty na zabawę. Oglądał telewizję lub grał na komputerze, ale tak naprawdę nie angażował się w to co robi. Mało jadł i mało mówił. Domyślała się że to skutek stresu po tym co przeszedł. Sama nie wiedziała co powinna powiedzieć, jak go pocieszyć, jak wytłumaczyć, lecz chciała by się przed nią otworzył. Może chociaż po rozmowie poczuje ulgę, skoro nie mogła mu w inny sposób pomóc.
- Bartek... zjedz coś
- Nie chcę – mruknął pod nosem
- Musisz jeść, żeby mieć siłę i rosnąć.
- Nie chcę – powtórzył wyraźniej
- Bartek, proszę cię...
- Po co? Żeby kiedyś zniknąć na zawsze tak jak mama?
Wzięła głęboki oddech. Bała się pytań, na które nie mogłaby odpowiedzieć. Sama znajdowała ich mnóstwo w swojej głowie. A przy dziewięcioletnim chłopcu musiała też ostrożnie dobierać słowa.
- Pamiętasz ile fajnych momentów było z mamą? Jak zawsze udawała że nie widzi jak podjadasz cukierki przed obiadem, jak pomagała ci w nauce, jak byłeś chory i sama też piła mleko z miodem i czosnkiem, bo sam nie chciałeś, i wiele innych?
Popatrzył na Joasię smutnym wzrokiem. Owszem, były to miłe spojrzenia, ale w tym momencie w głowie dziewięciolatka dominowała inna myśl.
- Już tak nie będzie.
- Masz rację – westchnęła – Ale gdyby mamy w ogóle nie było to nie byłoby też tamtych chwil. I właśnie o nich musimy pamiętać. Mama na zawsze pozostanie w naszych myślach i sercach.
- Chciałbym żeby była tutaj, a nie tylko we wspomnieniach.
- Wiem, ja też bym chciała – odparła nieco ściszając głos. O ile udawało się jej zachować cierpliwość, czuła się całkowicie bezsilna. Czuła że błądzi, że nawet nie wie czego tak naprawdę poszukuje.
- Ale masz jeszcze mnie i tatę – dodała po chwili – A tata ma nas. To się nie zmieniło. Zawsze możesz przyjść do mnie albo do niego...
Obserwowała uważnie brata, który nie zareagował na ostatnie słowa i wciąż bawił się palcami. Westchnęła cicho, wspierając się na łokciu. Nie miała pojęcia jak do niego dotrzeć.
- Chciałabym być taka jak mama – powiedziała do siebie na głos
- Jesteś do niej podobna – po chwili padła odpowiedź młodszego brata
- Ale z zachowania. To byłoby najlepsze co mogłabym dla niej zrobić. Mogłabym zadbać o to by coś po niej pozostało...
Jeszcze raz przemyślała to co powiedziała i doznała nagłego olśnienia. Postanowiła spróbować ponownie zachęcić Bartka do jedzenia. Wzięła kanapkę i ugryzła kęs. Zauważyła że brat przygląda się jej z zainteresowaniem.
- Skoro ty nie chcesz... szkoda żeby się zmarnowało.
Zrobiła dokładnie to, co zrobiłaby mama. Z niecierpliwością oczekiwała rezultatów, ale Bartek wciąż jedynie obserwował siostrę.
- Na pewno nie jesteś głodny?
Miała właśnie zabrać talerz z kanapkami, kiedy chłopiec wziął jedną z nich. Joasia odetchnęła z ulgą, a jednocześnie cieszyła się że w końcu się udało.
- W takim razie zjemy razem – oznajmiła, uśmiechnąwszy się lekko
Nie potrafiła sobie wyobrazić tego dnia. Nie przyjmowała do wiadomości że nadszedł czas na ostateczne pożegnanie z mamą. Że pozostała już tylko w ich sercach i pamięci. Nie wiedziała czy będzie w stanie w ogóle w tym uczestniczyć, czy będzie w stanie na to patrzeć. Lecz wewnętrzny głos nakazywał jej tam być. Czuła że musi to zrobić, by zachować czyste sumienie i móc spojrzeć w lustro.
To miała być skromna uroczystość. Najbliższa rodzina, czyli mąż i dzieci oraz kilku znajomych z pracy. Bez stypy, tylko msza w cmentarnej kapliczce, a potem pochówek. Joasia zgodziła się z decyzją ojca, by nie organizować poczęstunku. Gości i tak nie było wiele, a oni sami potrzebowali spokoju. Nie widziała sensu w przygotowaniu „szopki”, na której wszyscy udawaliby że jest okej, stało się i już. A to przecież nie było jakieś byle pstryknięcie palcem – stracili najbliższą osobę.
Blondwłosa miała przygotować krótką przemowę, by powiedzieć kilka ciepłych słów o swojej mamie, lecz tyle było wspomnień, tyle historii mogłaby przytoczyć, że aż ciężko było jej cokolwiek złożyć. Ostatecznie postawiła na spontaniczność, przynajmniej wypadnie naturalnie.
Jako pierwszy mówił jej ojciec. Niewiele słów do niej docierało. Zrozumiała jedynie iż „wierzy że Iza jest gdzieś tam na górze, gdzie nie ma już bólu i cierpienia i trzyma za nas kciuki, byśmy sobie poradzili i właśnie dla niej musimy”. Uśmiechnęła się pod nosem ironicznie. Czy chciał przez to powiedzieć że ona jest szczęśliwa, a będzie jeszcze bardziej jeśli przestaną się przejmować jej śmiercią? Wydało się jej to dość abstrakcyjne.
- Pierdolenie – skwitowała w myślach.
Nadeszła jej kolej. Rozejrzała się dookoła, zwracając uwagę na poważne twarze zgromadzonych. Przez moment żałowała że nie ma ich więcej, lecz z drugiej strony po co? Żeby spora część osób przybrała maskę i tylko sprawiała wrażenie zainteresowanych bądź zmartwionych? To była dobra decyzja – skromny pochówek, dla tych którzy naprawdę chcą w nim uczestniczyć.
- To była moja mama – zaczęła drżącym głosem – Była? Jest! Zawsze nią pozostanie. Możecie pomyśleć że to mi najłatwiej będzie się pogodzić z jej odejściem, w końcu jestem prawie dorosła, prawie samodzielna i za te kilka lat i tak bym się wyprowadziła. Czasem sama tak myślę. Ale tak naprawdę... nie potrafię zrozumieć dlaczego tak się stało. Nie potrafię myśleć o tym że już nigdy jej nie zobaczę, że nigdy nie usłyszę jej głosu. Wydaje mi się że to sen, że kiedy się obudzę to znów się spotkamy. Dlaczego to tak bardzo boli? Chyba dlatego że była wspaniałą osobą. Ciepłą, życzliwą, pomocną, odpowiedzialną. Zawsze mogłam na nią liczyć. Najlepsze czego mogłabym życzyć innym... to właśnie żeby ich mama też taka była.
Wróciła do ławki. Była zaskoczona swoim opanowaniem. Powstrzymała łzy, nie pozwoliła by głos się załamał. Musiała powiedzieć to głośno. Musiała przypomnieć że miała najlepszą mamę na świecie.
Wychodząc z cmentarza, Joasia dostrzegła dwie znajome postacie. Nie spodziewała się odwiedzin w takim miejscu, nawet Ani. Wraz z nią była Marta, która jako pierwsza w szkole dowiedziała się o tej tragedii.
- Zaraz do was dołączę – powiedziała do taty i brata. Odeszła kawałek na bok, zarzucając kaptur na głowę.
- Cześć – rzuciła cicho. Chciała spytać o powód ich wizyty, ale przecież znała odpowiedź, a pytanie „co wy tu robicie” raczej nie zabrzmiałoby dobrze. Dotarło do niej że dziewczyny robią to z troski i jakiekolwiek szczątkowe informacje będą lepsze niż niewiedza.
- Jak się czujesz? - spytała Ania, kładąc dłoń na ramieniu
- Źle. Potrzebuję trochę czasu – westchnęła – To nie minie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, a w sumie to szkoda że nie. Nie wiem już co mnie bardziej boli: czy sam fakt że straciłam matkę, czy że nie wyobrażam sobie że mogę się z tym dalej żyć.
- Musisz – odparła cicho Marta – Jeśli chcesz wrócić do normalności...
- Wiem. Inaczej będę świrować jak ostatnio. Co tam w szkole? - zmieniła temat, nie chcąc dłużej rozdrapywać świeżych ran
- Żałuj że nie widziałaś Michała – Ania się uśmiechnęła – Ma trzy piękne zadrapania po twoich paznokciach. Cała klasa się z niego śmieje.
- Pośmieją się i przestaną – wzruszyła ramionami – Jak sprawdzian z matmy?
- Trudny jak cholera. Chyba spotkamy się na drugim terminie – powiedziała pół żartem, pół serio – Jak chcesz to możemy ci na bieżąco przynosić zeszyty, spiszesz sobie notatki...
Usta Joasi poruszyły się nieco, układając w niewielki uśmiech. Była wdzięczna za zaoferowaną pomoc, ale w tej chwili jej nie potrzebowała.
- Dzięki, skorzystam, ale jeszcze nie dzisiaj – zapewniła – Na razie nie mam do tego głowy.
- No tak, jasne. Gdybyś czegoś potrzebowała...
- Odezwę się – dokończyła za nią – Naprawdę, nie musicie się martwić. W tej chwili nikt nie jest w stanie mi pomóc, więc tylko niepotrzebnie zawracacie sobie głowę.
- Aśka – westchnęła z politowaniem Ania – Czy ty zawsze musisz być taka?
- Jaka? Zresztą, nieważne. Wybaczcie, ale muszę iść. Odezwę się.
Dziewczyny wymieniły spojrzenia, kiedy Joasia dołączyła do swojej rodziny. Sprawiała wrażenie spokojnej i opanowanej, lecz obie podejrzewały że to jedynie pozory. W gruncie rzeczy blondwłosa wciąż była niczym tykająca bomba – w każdej chwili mogła wybuchnąć. A co gorsza, na jednym wybuchu nie musiało się skończyć.
- Jest lepiej niż w poniedziałek. Zaczyna rozmawiać i nie obraża się na cały świat – stwierdziła Marta, na co Ania skinęła głową. W przeciwieństwie do brunetki, szatynka nie była co do tego przekonana, choć bardzo chciała w to wierzyć.
Miała nadzieję że stopniowo z każdym dniem będzie łatwiej. Czas podobno leczy rany, ale w tym przypadku Joasia nie odczuwała poprawy. Ojciec szybko wrócił do pracy, zaś ona opiekowała się młodszym bratem. Nawet nie miał ochoty na zabawę. Oglądał telewizję lub grał na komputerze, ale tak naprawdę nie angażował się w to co robi. Mało jadł i mało mówił. Domyślała się że to skutek stresu po tym co przeszedł. Sama nie wiedziała co powinna powiedzieć, jak go pocieszyć, jak wytłumaczyć, lecz chciała by się przed nią otworzył. Może chociaż po rozmowie poczuje ulgę, skoro nie mogła mu w inny sposób pomóc.
- Bartek... zjedz coś
- Nie chcę – mruknął pod nosem
- Musisz jeść, żeby mieć siłę i rosnąć.
- Nie chcę – powtórzył wyraźniej
- Bartek, proszę cię...
- Po co? Żeby kiedyś zniknąć na zawsze tak jak mama?
Wzięła głęboki oddech. Bała się pytań, na które nie mogłaby odpowiedzieć. Sama znajdowała ich mnóstwo w swojej głowie. A przy dziewięcioletnim chłopcu musiała też ostrożnie dobierać słowa.
- Pamiętasz ile fajnych momentów było z mamą? Jak zawsze udawała że nie widzi jak podjadasz cukierki przed obiadem, jak pomagała ci w nauce, jak byłeś chory i sama też piła mleko z miodem i czosnkiem, bo sam nie chciałeś, i wiele innych?
Popatrzył na Joasię smutnym wzrokiem. Owszem, były to miłe spojrzenia, ale w tym momencie w głowie dziewięciolatka dominowała inna myśl.
- Już tak nie będzie.
- Masz rację – westchnęła – Ale gdyby mamy w ogóle nie było to nie byłoby też tamtych chwil. I właśnie o nich musimy pamiętać. Mama na zawsze pozostanie w naszych myślach i sercach.
- Chciałbym żeby była tutaj, a nie tylko we wspomnieniach.
- Wiem, ja też bym chciała – odparła nieco ściszając głos. O ile udawało się jej zachować cierpliwość, czuła się całkowicie bezsilna. Czuła że błądzi, że nawet nie wie czego tak naprawdę poszukuje.
- Ale masz jeszcze mnie i tatę – dodała po chwili – A tata ma nas. To się nie zmieniło. Zawsze możesz przyjść do mnie albo do niego...
Obserwowała uważnie brata, który nie zareagował na ostatnie słowa i wciąż bawił się palcami. Westchnęła cicho, wspierając się na łokciu. Nie miała pojęcia jak do niego dotrzeć.
- Chciałabym być taka jak mama – powiedziała do siebie na głos
- Jesteś do niej podobna – po chwili padła odpowiedź młodszego brata
- Ale z zachowania. To byłoby najlepsze co mogłabym dla niej zrobić. Mogłabym zadbać o to by coś po niej pozostało...
Jeszcze raz przemyślała to co powiedziała i doznała nagłego olśnienia. Postanowiła spróbować ponownie zachęcić Bartka do jedzenia. Wzięła kanapkę i ugryzła kęs. Zauważyła że brat przygląda się jej z zainteresowaniem.
- Skoro ty nie chcesz... szkoda żeby się zmarnowało.
Zrobiła dokładnie to, co zrobiłaby mama. Z niecierpliwością oczekiwała rezultatów, ale Bartek wciąż jedynie obserwował siostrę.
- Na pewno nie jesteś głodny?
Miała właśnie zabrać talerz z kanapkami, kiedy chłopiec wziął jedną z nich. Joasia odetchnęła z ulgą, a jednocześnie cieszyła się że w końcu się udało.
- W takim razie zjemy razem – oznajmiła, uśmiechnąwszy się lekko
poniedziałek, 18 grudnia 2017
Zdana na siebie cz. 4
Niełatwo było znaleźć spokojny moment na rozmowę podczas międzylekcyjnych przerw. Wszechobecny gwar i tłok uniemożliwiał Ani podjęcie tematu. Okazja nadeszła, gdy dziewczyny wracały z toalety. Szatynka przystanęła na chwilę i chwyciła przyjaciółkę za rękę. Joasia natychmiast zatrzymała się, po czym spojrzała w jej kierunku z nieco spuszczoną głową. Chciała uniemożliwić jej spojrzenie prosto w oczy, w obawie iż dziewczyna się czegoś domyśli.
- Jesteś dzisiaj jakaś nieswoja – zagaiła
- Wydaje ci się – odparła błyskawicznie, co nie uszło uwadze Ani
- Nawet nie zapytałaś dlaczego.
Dała się podejść. Podniosła wzrok i poczuła że wszystko się sypie. Że ta skorupa, która miała ją chronić przed całym światem się rozsypała. Była nieco zaskoczona stwierdzeniem przyjaciółki. Przecież tak bardzo się starała by wyglądać naturalnie!
- Coś jest na rzeczy, prawda? - spytała z troską
- Ania... - westchnęła – Umówmy się że jeśli będę chciała pogadać to sama do ciebie przyjdę, okej?
Taka odpowiedź nie satysfakcjonowała dziewczyny. Ale co mogła zrobić? Aśka była uparta i ciężko było ją przycisnąć. Nie pozostało jej nic innego jak przystać na jej propozycję.
- Martwię się o ciebie – wyznała – Myślałam że masz gorszy dzień, ale jak mi Marta powiedziała w jakim stanie cię zobaczyła...
- No tak, Marta – powiedziała cicho pod nosem.
- Nie gniewaj się na nią. Też się martwi.
- To niech się martwi o siebie – warknęła, zrywając się z miejsca. Ania natychmiast ruszyła za nią. Że też musiała za dużo powiedzieć! Była zła na siebie, ale teraz nie miało to już żadnego znaczenia.
- Marta, możesz na chwilę? - zawołała Asia, kiedy odnalazła brunetkę na korytarzu.
Odeszły kawałek w kierunku schodów. Domyślała się o co chodzi. Spodziewała się takiego rozwiązania. W końcu Ania była jej przyjaciółką i zapewne nie mogła spiskować za jej plecami.
- Nikomu więcej nie powiedziałam. Nie jestem plotkarą – zaznaczyła od razu, nim Joasia zdążyła cokolwiek powiedzieć
- Zajmij się sobą, okej? - rzuciła nieprzyjemnym tonem – Po co ci to? Masz zbyt nudne życie?
- Może nie ma jakiejś wielkiej zażyłości między nami... ale lubię cię, jesteś w porządku. Nie to co te wszystkie tapeciary z naszej klasy, co tylko by tyłki wypinały przed chłopakami.
- Próbujesz mnie urobić miłymi słówkami?
Joasia uśmiechnęła się kpiąco, co zirytowało Martę. Rozumiała że blondwłosa ma prawo być zła, ma prawo poznać jej motywy, ale najwyraźniej nie chciała. W zamian za to usiłowała ją sprowokować. Do czego? Nie miała pojęcia, lecz niewątpliwie z pełną świadomością grała jej na nerwach.
- Może to twoje metody i tak ci się to skojarzyło – zasugerowała, by pokazać Joasi że nie będzie bezczynnie słuchać jej zaczepek. Nie zauważyła że zrobiła właśnie to, czego chciała uniknąć – dała się sprowokować
- A twoje metody? Wyciąganie brudów z czyjegoś życia? A potem co? Opisujesz w internecie czy obsmarowujesz za plecami w szkole?
- Taaak, już pół szkoły wie że prawie się poryczałaś bo nie przyszłaś na urodziny – rzuciła ironicznie, nieświadomie uderzając w czuły punkt. Joasia zamilkła. Złość wciąż kotłowała się wewnątrz niej, ale w tym momencie nie znajdowała ujścia. Nie wiedziała dlaczego to robi. Po co w ogóle ta cała bezsensowna rozmowa. Przez moment zakręciło się jej w głowie, choć cały czas trwała w bezruchu.
- Chciałam ci pomóc – przerwała ciszę brunetka
- Pomóc – powtórzyła z sarkazmem, odzyskując nagle siły – Słabo ściemniasz, Marta. Po prostu jesteś wścibska i musiałaś zaspokoić swoją ciekawość. Wiesz co? Wal się.
Niespodziewany zwrot akcji nastąpił, gdy wtrącił się jeden z chłopaków z ich klasy. Michał od dłużej chwili podsłuchiwał tę wymianę zdań, mając z tego niezły ubaw.
- Ale wy jesteście głupie – mówił, śmiejąc się – Ohoho, jesteś spoko, Aśka, a nie, pojechałaś mi to już nie jesteś. Dobra, to wal się Marta – drwił z dziewcząt, na co Marta rzuciła mu zażenowane spojrzenie.
- Spierdalaj – rzuciła Aśka. Chciała odejść, bowiem sytuacja zaczynała ją przerastać. Czuła że jeszcze chwila i wybuchnie. Potrzebowała samotności, wyciszenia, lecz Michał ruszył za nią.
- Najpierw wal się, teraz spierdalaj – nie przestawał z niej kpić – A jakichś ładnych słów mamusia cię nauczyła?
Jej reakcja była instynktowna. W jednej chwili, niczym rażona piorunem, odwróciła się na pięcie i rzuciła na niego. Marta natychmiast interweniowała, usiłując obezwładnić blondwłosą. Podczas gdy Michał nieporadnie usiłował bronić się przed jej „atakami”. Poruszała na tyle zwinnie rękoma, że nie był w stanie ich złapać. Dopiero brunetce udało się zrobić. Chwyciła Aśkę za ramię, usiłując odciągnąć ją od chłopaka.
- Co tu się dzieje?! - wrzasnęła nauczycielka historii, gdy zobaczyła zamieszanie na korytarzu. Joasia oddychała głęboko, włosy przysłoniły jej połowę poczerwieniałej twarzy, Marta odsunęła się na odległość dwóch kroków, jakby wcale nie brała w tym udziału, zaś Michał przetarł nieco piekący policzek. Nie wiedział jeszcze że ma trzy czerwone krechy po paznokciach blondwłosej.
- To one... One się rzuciły na mnie! - blondyn natychmiast się poskarżył
- Sprowokowałeś ją – odparła spokojnie Marta – A ja tylko próbowałam ją powstrzymać – dodała, kiedy spoczął na niej wzrok surowej nauczycielki
- Wy dwie, do pokoju nauczycielskiego – oznajmiła tonem nieznoszącym sprzeciwu – A ty do pielęgniarki. Jak ty wyglądasz...
Nie docierało do niej co takiego się wydarzyło. Widziała przed oczami parę swoich włosów, stolik, przy którym siedziała, a naprzeciw Martę. Delikatnie poruszyła głową, rozglądając się na lewo i prawo, po czym stwierdziła że znajduje się w pokoju nauczycielskim. Nie potrafiła sobie przypomnieć jak tu się znalazła i dlaczego jest tu z brunetką. Pamiętała że kłóciła się z nią, o ile można to tak nazwać. Doszło do bójki? Uderzyła się w głowę i stąd dziura w pamięci? Ale przecież wtedy byłaby u szkolnej pielęgniarki, a Marta miałaby jakiekolwiek ślady walki. Spojrzała na swoje palce. Złamany paznokieć jako pierwszy rzucił się jej w oczy. Coś musiało się wydarzyć.
- Marta – rzuciła półszeptem – Co my tu robimy?
- Jeszcze się pytasz? - odparła zaskoczona – Rzuciłaś się na Michała jak byś chciała go rozszarpać. Dosłownie.
Usiłowała odtworzyć taką scenę w wyobraźni, ale wydawało się jej to abstrakcją. Wtedy jednak przypomniała sobie jego zaczepki i ostatnie słowa, które zdążył powiedzieć. Ale to co było potem... nie mogła uwierzyć że to zrobiła.
- A ty? Ty też? - podniosła nieco wzrok, kierując pytanie do Marty
- Próbowałam się powstrzymać, ale strasznie się rzucałaś. Nie denerwuj się, ale twoja reakcja...
Urwała natychmiast, bowiem drzwi do pokoju otworzyły się i pojawiła się w nich wychowawczyni klasy. Była lubianą i szanowaną przez uczniów osobą, ciepłą, otwartą i życzliwą. Joasia opuściła głowę. Prawdę mówiąc, wolałaby już słuchać krzyków historyczki niż rozmawiać spokojnie z wyrozumiałą nauczycielką. Tym bardziej, iż zdała sobie właśnie sprawę że ją zawiodła.
- Asia, jak się czujesz? Strasznie blada jesteś – spytała, zajmując krzesło obok brunetki. No tak, tylko ona tak mogła się zachować. Zamiast gromić czy uświadamiać jej powagę występku, pyta o samopoczucie!
- Przepraszam za wyrażenie, ale do dupy – odparła cicho
- Czyli żałujesz tego co zrobiłaś?
Nagle odzyskała pewność siebie. Choć nie pamiętała kluczowego momentu, to jednak była w pełni świadoma „punktu zapalnego”.
- Tego nie powiedziałam – rzuciła, starając się nie podnosić głosu – A nawet zrobiłabym to drugi raz.
- Asia – westchnęła z politowaniem wychowawczyni
- W sumie to mu się należało – dodała niespodziewanie Marta – Ja wiem że takie głupie żarty należy ignorować i że agresja jest niedopuszczalna, ale takie wjeżdżanie na rodziców?
- Właśnie, Asiu, będę musiała powiadomić rodziców – oznajmiła, puszczając mimo uszu uwagę brunetki
- Świetnie – rzuciła ironicznie w myślach – To konieczne? - spytała na głos
- Niestety. Marta, możesz iść, a ty Asia poczekasz aż ktoś po ciebie przyjedzie.
- Obawiam się że nie przyjedzie – rzuciła, a do oczu napłynęły jej łzy. Nie miała już siły udawać że nic się nie stało, zgrywać twardzielki, że wszystko po niej spływa. Przecież w środku była kompletnie rozbita, a to co wydarzyło się dzisiaj, było najlepszym tego dowodem. Ojciec jednak miał rację – powinna zostać w domu.
- Jak to nie przyjedzie? - nie kryła zdumienia
- Tata ma na głowie ważniejsze sprawy – powiedziała, zanim sobie zdała sprawę jak to zabrzmiało – Załatwia pogrzeb.
- No to w takim razie mama.
Nie wytrzymała. Pozwoliła płynąć łzom. Przegrała. Przegrała z losem, przegrała z samą sobą. Była przekonana że da sobie radę, a tymczasem okazało się że nic nie jest w stanie zrobić. Wszystko zdawało się być takie trudne, od piątku każdy kolejny dzień był długi, ponury, każdy kolejny jakby gorszy. Jej dusza dźwigała ogromny balast i nie miała pojęcia w jaki sposób mogłaby się go pozbyć.
- To jej pogrzeb – wyłkała, nie zważając nawet na to że Marta jeszcze nie opuściła pokoju. Miała już gdzieś co sobie pomyśli, jak wiele osób się dowie, ilu będzie jej współczuć, a ilu unikać, nie wiedząc jak się zachować w jej obecności.
- Jesteś dzisiaj jakaś nieswoja – zagaiła
- Wydaje ci się – odparła błyskawicznie, co nie uszło uwadze Ani
- Nawet nie zapytałaś dlaczego.
Dała się podejść. Podniosła wzrok i poczuła że wszystko się sypie. Że ta skorupa, która miała ją chronić przed całym światem się rozsypała. Była nieco zaskoczona stwierdzeniem przyjaciółki. Przecież tak bardzo się starała by wyglądać naturalnie!
- Coś jest na rzeczy, prawda? - spytała z troską
- Ania... - westchnęła – Umówmy się że jeśli będę chciała pogadać to sama do ciebie przyjdę, okej?
Taka odpowiedź nie satysfakcjonowała dziewczyny. Ale co mogła zrobić? Aśka była uparta i ciężko było ją przycisnąć. Nie pozostało jej nic innego jak przystać na jej propozycję.
- Martwię się o ciebie – wyznała – Myślałam że masz gorszy dzień, ale jak mi Marta powiedziała w jakim stanie cię zobaczyła...
- No tak, Marta – powiedziała cicho pod nosem.
- Nie gniewaj się na nią. Też się martwi.
- To niech się martwi o siebie – warknęła, zrywając się z miejsca. Ania natychmiast ruszyła za nią. Że też musiała za dużo powiedzieć! Była zła na siebie, ale teraz nie miało to już żadnego znaczenia.
- Marta, możesz na chwilę? - zawołała Asia, kiedy odnalazła brunetkę na korytarzu.
Odeszły kawałek w kierunku schodów. Domyślała się o co chodzi. Spodziewała się takiego rozwiązania. W końcu Ania była jej przyjaciółką i zapewne nie mogła spiskować za jej plecami.
- Nikomu więcej nie powiedziałam. Nie jestem plotkarą – zaznaczyła od razu, nim Joasia zdążyła cokolwiek powiedzieć
- Zajmij się sobą, okej? - rzuciła nieprzyjemnym tonem – Po co ci to? Masz zbyt nudne życie?
- Może nie ma jakiejś wielkiej zażyłości między nami... ale lubię cię, jesteś w porządku. Nie to co te wszystkie tapeciary z naszej klasy, co tylko by tyłki wypinały przed chłopakami.
- Próbujesz mnie urobić miłymi słówkami?
Joasia uśmiechnęła się kpiąco, co zirytowało Martę. Rozumiała że blondwłosa ma prawo być zła, ma prawo poznać jej motywy, ale najwyraźniej nie chciała. W zamian za to usiłowała ją sprowokować. Do czego? Nie miała pojęcia, lecz niewątpliwie z pełną świadomością grała jej na nerwach.
- Może to twoje metody i tak ci się to skojarzyło – zasugerowała, by pokazać Joasi że nie będzie bezczynnie słuchać jej zaczepek. Nie zauważyła że zrobiła właśnie to, czego chciała uniknąć – dała się sprowokować
- A twoje metody? Wyciąganie brudów z czyjegoś życia? A potem co? Opisujesz w internecie czy obsmarowujesz za plecami w szkole?
- Taaak, już pół szkoły wie że prawie się poryczałaś bo nie przyszłaś na urodziny – rzuciła ironicznie, nieświadomie uderzając w czuły punkt. Joasia zamilkła. Złość wciąż kotłowała się wewnątrz niej, ale w tym momencie nie znajdowała ujścia. Nie wiedziała dlaczego to robi. Po co w ogóle ta cała bezsensowna rozmowa. Przez moment zakręciło się jej w głowie, choć cały czas trwała w bezruchu.
- Chciałam ci pomóc – przerwała ciszę brunetka
- Pomóc – powtórzyła z sarkazmem, odzyskując nagle siły – Słabo ściemniasz, Marta. Po prostu jesteś wścibska i musiałaś zaspokoić swoją ciekawość. Wiesz co? Wal się.
Niespodziewany zwrot akcji nastąpił, gdy wtrącił się jeden z chłopaków z ich klasy. Michał od dłużej chwili podsłuchiwał tę wymianę zdań, mając z tego niezły ubaw.
- Ale wy jesteście głupie – mówił, śmiejąc się – Ohoho, jesteś spoko, Aśka, a nie, pojechałaś mi to już nie jesteś. Dobra, to wal się Marta – drwił z dziewcząt, na co Marta rzuciła mu zażenowane spojrzenie.
- Spierdalaj – rzuciła Aśka. Chciała odejść, bowiem sytuacja zaczynała ją przerastać. Czuła że jeszcze chwila i wybuchnie. Potrzebowała samotności, wyciszenia, lecz Michał ruszył za nią.
- Najpierw wal się, teraz spierdalaj – nie przestawał z niej kpić – A jakichś ładnych słów mamusia cię nauczyła?
Jej reakcja była instynktowna. W jednej chwili, niczym rażona piorunem, odwróciła się na pięcie i rzuciła na niego. Marta natychmiast interweniowała, usiłując obezwładnić blondwłosą. Podczas gdy Michał nieporadnie usiłował bronić się przed jej „atakami”. Poruszała na tyle zwinnie rękoma, że nie był w stanie ich złapać. Dopiero brunetce udało się zrobić. Chwyciła Aśkę za ramię, usiłując odciągnąć ją od chłopaka.
- Co tu się dzieje?! - wrzasnęła nauczycielka historii, gdy zobaczyła zamieszanie na korytarzu. Joasia oddychała głęboko, włosy przysłoniły jej połowę poczerwieniałej twarzy, Marta odsunęła się na odległość dwóch kroków, jakby wcale nie brała w tym udziału, zaś Michał przetarł nieco piekący policzek. Nie wiedział jeszcze że ma trzy czerwone krechy po paznokciach blondwłosej.
- To one... One się rzuciły na mnie! - blondyn natychmiast się poskarżył
- Sprowokowałeś ją – odparła spokojnie Marta – A ja tylko próbowałam ją powstrzymać – dodała, kiedy spoczął na niej wzrok surowej nauczycielki
- Wy dwie, do pokoju nauczycielskiego – oznajmiła tonem nieznoszącym sprzeciwu – A ty do pielęgniarki. Jak ty wyglądasz...
Nie docierało do niej co takiego się wydarzyło. Widziała przed oczami parę swoich włosów, stolik, przy którym siedziała, a naprzeciw Martę. Delikatnie poruszyła głową, rozglądając się na lewo i prawo, po czym stwierdziła że znajduje się w pokoju nauczycielskim. Nie potrafiła sobie przypomnieć jak tu się znalazła i dlaczego jest tu z brunetką. Pamiętała że kłóciła się z nią, o ile można to tak nazwać. Doszło do bójki? Uderzyła się w głowę i stąd dziura w pamięci? Ale przecież wtedy byłaby u szkolnej pielęgniarki, a Marta miałaby jakiekolwiek ślady walki. Spojrzała na swoje palce. Złamany paznokieć jako pierwszy rzucił się jej w oczy. Coś musiało się wydarzyć.
- Marta – rzuciła półszeptem – Co my tu robimy?
- Jeszcze się pytasz? - odparła zaskoczona – Rzuciłaś się na Michała jak byś chciała go rozszarpać. Dosłownie.
Usiłowała odtworzyć taką scenę w wyobraźni, ale wydawało się jej to abstrakcją. Wtedy jednak przypomniała sobie jego zaczepki i ostatnie słowa, które zdążył powiedzieć. Ale to co było potem... nie mogła uwierzyć że to zrobiła.
- A ty? Ty też? - podniosła nieco wzrok, kierując pytanie do Marty
- Próbowałam się powstrzymać, ale strasznie się rzucałaś. Nie denerwuj się, ale twoja reakcja...
Urwała natychmiast, bowiem drzwi do pokoju otworzyły się i pojawiła się w nich wychowawczyni klasy. Była lubianą i szanowaną przez uczniów osobą, ciepłą, otwartą i życzliwą. Joasia opuściła głowę. Prawdę mówiąc, wolałaby już słuchać krzyków historyczki niż rozmawiać spokojnie z wyrozumiałą nauczycielką. Tym bardziej, iż zdała sobie właśnie sprawę że ją zawiodła.
- Asia, jak się czujesz? Strasznie blada jesteś – spytała, zajmując krzesło obok brunetki. No tak, tylko ona tak mogła się zachować. Zamiast gromić czy uświadamiać jej powagę występku, pyta o samopoczucie!
- Przepraszam za wyrażenie, ale do dupy – odparła cicho
- Czyli żałujesz tego co zrobiłaś?
Nagle odzyskała pewność siebie. Choć nie pamiętała kluczowego momentu, to jednak była w pełni świadoma „punktu zapalnego”.
- Tego nie powiedziałam – rzuciła, starając się nie podnosić głosu – A nawet zrobiłabym to drugi raz.
- Asia – westchnęła z politowaniem wychowawczyni
- W sumie to mu się należało – dodała niespodziewanie Marta – Ja wiem że takie głupie żarty należy ignorować i że agresja jest niedopuszczalna, ale takie wjeżdżanie na rodziców?
- Właśnie, Asiu, będę musiała powiadomić rodziców – oznajmiła, puszczając mimo uszu uwagę brunetki
- Świetnie – rzuciła ironicznie w myślach – To konieczne? - spytała na głos
- Niestety. Marta, możesz iść, a ty Asia poczekasz aż ktoś po ciebie przyjedzie.
- Obawiam się że nie przyjedzie – rzuciła, a do oczu napłynęły jej łzy. Nie miała już siły udawać że nic się nie stało, zgrywać twardzielki, że wszystko po niej spływa. Przecież w środku była kompletnie rozbita, a to co wydarzyło się dzisiaj, było najlepszym tego dowodem. Ojciec jednak miał rację – powinna zostać w domu.
- Jak to nie przyjedzie? - nie kryła zdumienia
- Tata ma na głowie ważniejsze sprawy – powiedziała, zanim sobie zdała sprawę jak to zabrzmiało – Załatwia pogrzeb.
- No to w takim razie mama.
Nie wytrzymała. Pozwoliła płynąć łzom. Przegrała. Przegrała z losem, przegrała z samą sobą. Była przekonana że da sobie radę, a tymczasem okazało się że nic nie jest w stanie zrobić. Wszystko zdawało się być takie trudne, od piątku każdy kolejny dzień był długi, ponury, każdy kolejny jakby gorszy. Jej dusza dźwigała ogromny balast i nie miała pojęcia w jaki sposób mogłaby się go pozbyć.
- To jej pogrzeb – wyłkała, nie zważając nawet na to że Marta jeszcze nie opuściła pokoju. Miała już gdzieś co sobie pomyśli, jak wiele osób się dowie, ilu będzie jej współczuć, a ilu unikać, nie wiedząc jak się zachować w jej obecności.
wtorek, 12 grudnia 2017
Zdana na siebie cz. 3
Nie chciała tego przyznać nawet przed samą sobą, ale atmosfera w domu była nie do zniesienia. Ta nienaturalna cisza, wszechobecny smutek, łzy w oczach domowników jedynie pogarszały i tak już złe samopoczucie Joasi. Chciała by nigdy się to nie wydarzyło, ale była bezradna. Nie miała żadnego wpływu na tamtą sytuację i to ją najbardziej bolało.
Wściekała się na los. Usiłowała nie zadawać sobie pytań, na które i tak nie mogła odpowiedzieć, ale one same pojawiały się wśród jej myśli. Dlaczego właśnie ją to spotkało? Dlaczego wszystko rozegrało się na jej oczach? Czy na pewno nic nie dzieje się bez przyczyny? W takim razie co było powodem? Co czekało na końcu tej piekielnie trudnej drogi?
Mimo że znalazła się w szkole, wśród znajomych twarzy, wciąż czuła że jest sama. Nikt nie miał pojęcia przez co przeszła w ten weekend. Może to i lepiej? Nie chciała współczucia ani litości. Nie chciała by ktokolwiek jej przypominał. Najpierw musiała się pogodzić z losem, zaakceptować to co się stało. Brzmiało to absurdalnie, ale jednocześnie Joasia zdała sobie sprawę że tylko wtedy będzie mogła żyć normalnie.
Podczas gdy znajomi wymieniali się wrażeniami z urodzinowej imprezy Marty, blondwłosa odnalazła ją wzrokiem i podeszła bliżej. Czuła się zobowiązana by osobiście przeprosić za nieobecność, mimo wcześniejszych deklaracji. Wyciągnęła z plecaka niewielkie opakowanie, które miała wręczyć koleżance trzy dni wcześniej.
- Cześć Marta – zaczęła, szukając kolejnych słów, które mogłaby wypowiedzieć – Miałam ci to dać w piątek, ale... przepraszam, nie mogłam – urwała natychmiast, gdy zaczęła tracić panowanie nad głosem
- W porządku, nie musiałaś – uśmiechnęła się krzepiąco – Nie przejmuj się tym tak bardzo, skoro wyskoczyło ci coś ważnego to rozumiem.
- Mam nadzieję że się nie gniewasz.
- Oczywiście że nie. To tylko mała imprezka, luz.
- To dobrze – odparła cicho, po czym odwróciła się na pięcie i odeszła. Marta zmierzyła ją wzrokiem. W pierwszej chwili myślała że dziewczyna przesadnie przejmuje się opuszczoną imprezą, ale teraz była pewna że nie o to chodzi.
- Widziałaś to? - zwróciła się do swojej koleżanki, Agi – Jest jakaś dziwna.
- Nie wiedziała jak zareagujesz – szybko znalazła usprawiedliwienie
- Tak, przejmuje się jakąś głupią popijawą – rzuciła ironicznie – Ona ma jakiś problem.
- Daj spokój, to nie twoja sprawa.
Choć miała trochę racji, Marta chciała dowiedzieć się co takiego się stało. Zachowanie Joasi nieco ją zaintrygowało, ale przede wszystkim zaniepokoiło. Kiedy spojrzała jej prosto w oczy, odniosła wrażenie że blondwłosa w każdej chwili może wybuchnąć płaczem. Dotychczas silna i pewna siebie dziewczyna miałaby płakać bo nie było jej na imprezie? Czy może z obawy że koleżanka z klasy się na nią obrazi? Przecież to były błahostki, z takich powodów się nie płacze!
- Chłopak – zgadywała w myślach – Nieszczęśliwie się zakochała?
Tymczasem po krótkiej wymianie zdań Joasia zdała sobie sprawę że natychmiastowy powrót do szkoły wcale nie był takim dobrym pomysłem. Wcale nie czuła się lepiej. Jedynie przestała myśleć bezpośrednio o śmierci mamy, bowiem zastanawiała się jak nie dać nic po sobie poznać, jak udawać że nic się nie wydarzyło. Myślała że będzie łatwiej. Że w szkole wróci dawna Aśka, a ta rozbita, zrozpaczona zamknie się w szafie dopóki nie skończą się lekcje. Czytała kiedyś w gazecie że człowiek różnie się zachowuje, w zależności od środowiska w którym aktualnie przebywa. Że inną osobowością jest w domu, wśród rodziny, a inną w szkole czy w pracy. O ile wcześniej dostrzegła w tym trochę prawdy, teraz to nie działało. Była tak samo zdekoncentrowana, rozkojarzona, bezbronna jak w domu.
Usiłowała wziąć się w garść, kiedy obok przykucnęła Ania. Domyślała się że przyjaciółka szybko zauważy jej podły humor i będzie drążyć temat. Chciała na szybko wymyślić jakąś wymówkę, ale... czego tak naprawdę miała się wstydzić? Przecież nie zrobiła nic złego! Ani ona, ani jej mama. Dlaczego ma to ukrywać przed Anią czy przed całym światem? Ale przypomniała sobie że chce normalnego traktowania. A jeśli powie prawdę, wszyscy będą obchodzić się z nią „jak z jajkiem”. Wolała już tłumić w sobie emocje niż na każdym kroku spotykać się z litością i współczuciem. W końcu nie po to tutaj przyszła – miała wrócić do normalnego rytmu jak najszybciej.
- Jak było? - blondwłosa zaczęła jako pierwsza, siląc się na normalny ton – Przepraszam że cię wystawiłam.
- Aśka, przestań – błyskawicznie skarciła przyjaciółkę – Jakie wystawiłam? Wypadło ci coś, spoko. Bywa.
Bywa? Uśmiechnęła się ironicznie w duchu. Lecz Ania nie znała sytuacji. Gdyby tylko wiedziała, na pewno nie użyłaby takich słów. Od razu ucięłaby temat imprezy i usiłowała podnieść na duchu blondwłosą. Właśnie tego Asia zamierzała uniknąć.
- Coś tam potańczyliśmy z Rafałem – uśmiechnęła się, a na jej twarzy pojawił się lekki rumieniec
- Tylko taniec? - spytała z niedowierzaniem
- Nooo – westchnęła – Całowaliśmy się, a po imprezie odprowadził mnie do domu.
- Czyli jesteście parą?
- Właściwie to tak, ale zastanawiamy się jak powiedzieć o tym znajomym.
- Normalnie? Prosto z mostu? - zaproponowała bez namysłu – Zresztą, mi już powiedziałaś, jedna osoba z głowy.
- Nie jestem przekonana czy jego koledzy mnie lubią – zwierzyła się ze swojej obawy – W sensie czy będą mnie lubić jako jego dziewczynę.
- A co oni mają do gadania? - rzuciła nieprzyjemnym tonem – Przepraszam, to nie tak miało zabrzmieć – dodała gdy zdała sobie sprawę iż źle dobrała słowa
- Sebastian się o ciebie dopytywał – niespodziewanie zmieniła temat – Wyglądał na niepocieszonego twoją nieobecnością
- Sebastian? - podniosła brwi zdumiona – A on nie latał za Beatą?
- Raczej ona za nim – wyjaśniła krótko – Daj mu się zagadać – zasugerowała, z nadzieją iż chłopak choć trochę podoba się Joasi. Znała go jeszcze z gimnazjum i zawsze miała o nim dobre zdanie. Pomyślała że mógłby stworzyć z blondwłosą fajną parę.
Rozmowę dziewczyn przerwał pierwszy tego dnia dzwonek. Asia odetchnęła z ulgą. Nie miała ochoty rozmawiać o sobie, a tym bardziej o ewentualnych związkach. Brnęła w ten temat tylko dlatego, by Ania nie nabrała żadnych podejrzeń.
Na pierwszych dwóch lekcjach Joasia była dziwnie milcząca. Nie potrafiła się skupić, przywoływała w myślach wspomnienia najlepszych chwil jakie spędziła z mamą. O dziwo była przy tym bardzo spokojna, tak jakby za chwilę miała te wszystkie momenty przeżyć jeszcze raz, jakby miała się z nią spotkać po powrocie do domu. Została nawet dwukrotnie upomniana przez nauczycielkę, lecz nic sobie z tego nie robiła.
Rozkojarzenie Joasi nie uszło uwadze Marty, co utwierdziło ją w dotychczasowych przekonaniach. Przyjęła wcześniejsze założenie, iż chodzi o chłopaka. Ciekawość nie pozwalała jej tego tak po prostu zostawić. Chciała tylko wiedzieć kto skradł serce blondwłosej, nie zamierzała w żaden sposób wykorzystywać tej informacji ani jej rozpowszechniać. Lubiła zagadki. Uwielbiała je rozwiązywać. Być może był to efekt licznie przeczytanych kryminałów, gdzie analizowała zebrane w fabule dowody i poszlaki, by następnie odgadnąć jaka była tajemnica, która stanowiła główny wątek akcji. Doszła do wniosku że osoba której szuka była na jej urodzinach, ponieważ nie pojawiła się na nich Joasia. To już stwarzało pewien krąg „podejrzanych”, jednak dziewczynie nie pasował pewien mały szczegół...
Po lekcji zaczepiła Anię, z nadzieją że obie znajdą jakiś trop. W końcu była najbliżej Joasi, mimo że dziewczyny poznały się zaledwie rok temu, na początku szkoły. Jeśli blondwłosa miała się komuś zwierzyć ze swoich problemów sercowych, to właśnie jej.
- Fakt, jest dzisiaj jakaś nieswoja – przyznała, kiedy Marta podzieliła się z nią swoimi spostrzeżeniami – Ale nie sądzę by chodziło o chłopaka. Przecież w piątek zachowywała się normalnie, cieszyła się na tą imprezę.
- Czyli coś musiało się stać po szkole.
- Chyba że... - po dłuższym zastanowieniu nad teorią koleżanki zmieniła nieco zdanie – Może faktycznie miała kogoś, chciała go zabrać na urodziny i sprawa się sypnęła w ostatniej chwili?
- W pierwszej chwili myślałam że to ktoś z naszej klasy i po prostu nie chciała się z nim widzieć na imprezie. Ale przyszła do szkoły, więc to jakby się wyklucza.
- Przycisnę ją trochę, może mi powie.
- Ania, tylko delikatnie – poprosiła ją, przysuwając się nieco bliżej – Kiedy mnie przepraszała... miała zaszklone oczy. Rozumiesz?
Skinęła głową. Zrozumiała że obie stąpają po kruchym lodzie, ale po rozmowie z Martą zaczęła się martwić o przyjaciółkę. Jeszcze nigdy nie widziała jej łez, a nawet przed lekcjami Joasia sprawiała wrażenie tylko nieco smutniejszej niż zwykle.
Wściekała się na los. Usiłowała nie zadawać sobie pytań, na które i tak nie mogła odpowiedzieć, ale one same pojawiały się wśród jej myśli. Dlaczego właśnie ją to spotkało? Dlaczego wszystko rozegrało się na jej oczach? Czy na pewno nic nie dzieje się bez przyczyny? W takim razie co było powodem? Co czekało na końcu tej piekielnie trudnej drogi?
Mimo że znalazła się w szkole, wśród znajomych twarzy, wciąż czuła że jest sama. Nikt nie miał pojęcia przez co przeszła w ten weekend. Może to i lepiej? Nie chciała współczucia ani litości. Nie chciała by ktokolwiek jej przypominał. Najpierw musiała się pogodzić z losem, zaakceptować to co się stało. Brzmiało to absurdalnie, ale jednocześnie Joasia zdała sobie sprawę że tylko wtedy będzie mogła żyć normalnie.
Podczas gdy znajomi wymieniali się wrażeniami z urodzinowej imprezy Marty, blondwłosa odnalazła ją wzrokiem i podeszła bliżej. Czuła się zobowiązana by osobiście przeprosić za nieobecność, mimo wcześniejszych deklaracji. Wyciągnęła z plecaka niewielkie opakowanie, które miała wręczyć koleżance trzy dni wcześniej.
- Cześć Marta – zaczęła, szukając kolejnych słów, które mogłaby wypowiedzieć – Miałam ci to dać w piątek, ale... przepraszam, nie mogłam – urwała natychmiast, gdy zaczęła tracić panowanie nad głosem
- W porządku, nie musiałaś – uśmiechnęła się krzepiąco – Nie przejmuj się tym tak bardzo, skoro wyskoczyło ci coś ważnego to rozumiem.
- Mam nadzieję że się nie gniewasz.
- Oczywiście że nie. To tylko mała imprezka, luz.
- To dobrze – odparła cicho, po czym odwróciła się na pięcie i odeszła. Marta zmierzyła ją wzrokiem. W pierwszej chwili myślała że dziewczyna przesadnie przejmuje się opuszczoną imprezą, ale teraz była pewna że nie o to chodzi.
- Widziałaś to? - zwróciła się do swojej koleżanki, Agi – Jest jakaś dziwna.
- Nie wiedziała jak zareagujesz – szybko znalazła usprawiedliwienie
- Tak, przejmuje się jakąś głupią popijawą – rzuciła ironicznie – Ona ma jakiś problem.
- Daj spokój, to nie twoja sprawa.
Choć miała trochę racji, Marta chciała dowiedzieć się co takiego się stało. Zachowanie Joasi nieco ją zaintrygowało, ale przede wszystkim zaniepokoiło. Kiedy spojrzała jej prosto w oczy, odniosła wrażenie że blondwłosa w każdej chwili może wybuchnąć płaczem. Dotychczas silna i pewna siebie dziewczyna miałaby płakać bo nie było jej na imprezie? Czy może z obawy że koleżanka z klasy się na nią obrazi? Przecież to były błahostki, z takich powodów się nie płacze!
- Chłopak – zgadywała w myślach – Nieszczęśliwie się zakochała?
Tymczasem po krótkiej wymianie zdań Joasia zdała sobie sprawę że natychmiastowy powrót do szkoły wcale nie był takim dobrym pomysłem. Wcale nie czuła się lepiej. Jedynie przestała myśleć bezpośrednio o śmierci mamy, bowiem zastanawiała się jak nie dać nic po sobie poznać, jak udawać że nic się nie wydarzyło. Myślała że będzie łatwiej. Że w szkole wróci dawna Aśka, a ta rozbita, zrozpaczona zamknie się w szafie dopóki nie skończą się lekcje. Czytała kiedyś w gazecie że człowiek różnie się zachowuje, w zależności od środowiska w którym aktualnie przebywa. Że inną osobowością jest w domu, wśród rodziny, a inną w szkole czy w pracy. O ile wcześniej dostrzegła w tym trochę prawdy, teraz to nie działało. Była tak samo zdekoncentrowana, rozkojarzona, bezbronna jak w domu.
Usiłowała wziąć się w garść, kiedy obok przykucnęła Ania. Domyślała się że przyjaciółka szybko zauważy jej podły humor i będzie drążyć temat. Chciała na szybko wymyślić jakąś wymówkę, ale... czego tak naprawdę miała się wstydzić? Przecież nie zrobiła nic złego! Ani ona, ani jej mama. Dlaczego ma to ukrywać przed Anią czy przed całym światem? Ale przypomniała sobie że chce normalnego traktowania. A jeśli powie prawdę, wszyscy będą obchodzić się z nią „jak z jajkiem”. Wolała już tłumić w sobie emocje niż na każdym kroku spotykać się z litością i współczuciem. W końcu nie po to tutaj przyszła – miała wrócić do normalnego rytmu jak najszybciej.
- Jak było? - blondwłosa zaczęła jako pierwsza, siląc się na normalny ton – Przepraszam że cię wystawiłam.
- Aśka, przestań – błyskawicznie skarciła przyjaciółkę – Jakie wystawiłam? Wypadło ci coś, spoko. Bywa.
Bywa? Uśmiechnęła się ironicznie w duchu. Lecz Ania nie znała sytuacji. Gdyby tylko wiedziała, na pewno nie użyłaby takich słów. Od razu ucięłaby temat imprezy i usiłowała podnieść na duchu blondwłosą. Właśnie tego Asia zamierzała uniknąć.
- Coś tam potańczyliśmy z Rafałem – uśmiechnęła się, a na jej twarzy pojawił się lekki rumieniec
- Tylko taniec? - spytała z niedowierzaniem
- Nooo – westchnęła – Całowaliśmy się, a po imprezie odprowadził mnie do domu.
- Czyli jesteście parą?
- Właściwie to tak, ale zastanawiamy się jak powiedzieć o tym znajomym.
- Normalnie? Prosto z mostu? - zaproponowała bez namysłu – Zresztą, mi już powiedziałaś, jedna osoba z głowy.
- Nie jestem przekonana czy jego koledzy mnie lubią – zwierzyła się ze swojej obawy – W sensie czy będą mnie lubić jako jego dziewczynę.
- A co oni mają do gadania? - rzuciła nieprzyjemnym tonem – Przepraszam, to nie tak miało zabrzmieć – dodała gdy zdała sobie sprawę iż źle dobrała słowa
- Sebastian się o ciebie dopytywał – niespodziewanie zmieniła temat – Wyglądał na niepocieszonego twoją nieobecnością
- Sebastian? - podniosła brwi zdumiona – A on nie latał za Beatą?
- Raczej ona za nim – wyjaśniła krótko – Daj mu się zagadać – zasugerowała, z nadzieją iż chłopak choć trochę podoba się Joasi. Znała go jeszcze z gimnazjum i zawsze miała o nim dobre zdanie. Pomyślała że mógłby stworzyć z blondwłosą fajną parę.
Rozmowę dziewczyn przerwał pierwszy tego dnia dzwonek. Asia odetchnęła z ulgą. Nie miała ochoty rozmawiać o sobie, a tym bardziej o ewentualnych związkach. Brnęła w ten temat tylko dlatego, by Ania nie nabrała żadnych podejrzeń.
Na pierwszych dwóch lekcjach Joasia była dziwnie milcząca. Nie potrafiła się skupić, przywoływała w myślach wspomnienia najlepszych chwil jakie spędziła z mamą. O dziwo była przy tym bardzo spokojna, tak jakby za chwilę miała te wszystkie momenty przeżyć jeszcze raz, jakby miała się z nią spotkać po powrocie do domu. Została nawet dwukrotnie upomniana przez nauczycielkę, lecz nic sobie z tego nie robiła.
Rozkojarzenie Joasi nie uszło uwadze Marty, co utwierdziło ją w dotychczasowych przekonaniach. Przyjęła wcześniejsze założenie, iż chodzi o chłopaka. Ciekawość nie pozwalała jej tego tak po prostu zostawić. Chciała tylko wiedzieć kto skradł serce blondwłosej, nie zamierzała w żaden sposób wykorzystywać tej informacji ani jej rozpowszechniać. Lubiła zagadki. Uwielbiała je rozwiązywać. Być może był to efekt licznie przeczytanych kryminałów, gdzie analizowała zebrane w fabule dowody i poszlaki, by następnie odgadnąć jaka była tajemnica, która stanowiła główny wątek akcji. Doszła do wniosku że osoba której szuka była na jej urodzinach, ponieważ nie pojawiła się na nich Joasia. To już stwarzało pewien krąg „podejrzanych”, jednak dziewczynie nie pasował pewien mały szczegół...
Po lekcji zaczepiła Anię, z nadzieją że obie znajdą jakiś trop. W końcu była najbliżej Joasi, mimo że dziewczyny poznały się zaledwie rok temu, na początku szkoły. Jeśli blondwłosa miała się komuś zwierzyć ze swoich problemów sercowych, to właśnie jej.
- Fakt, jest dzisiaj jakaś nieswoja – przyznała, kiedy Marta podzieliła się z nią swoimi spostrzeżeniami – Ale nie sądzę by chodziło o chłopaka. Przecież w piątek zachowywała się normalnie, cieszyła się na tą imprezę.
- Czyli coś musiało się stać po szkole.
- Chyba że... - po dłuższym zastanowieniu nad teorią koleżanki zmieniła nieco zdanie – Może faktycznie miała kogoś, chciała go zabrać na urodziny i sprawa się sypnęła w ostatniej chwili?
- W pierwszej chwili myślałam że to ktoś z naszej klasy i po prostu nie chciała się z nim widzieć na imprezie. Ale przyszła do szkoły, więc to jakby się wyklucza.
- Przycisnę ją trochę, może mi powie.
- Ania, tylko delikatnie – poprosiła ją, przysuwając się nieco bliżej – Kiedy mnie przepraszała... miała zaszklone oczy. Rozumiesz?
Skinęła głową. Zrozumiała że obie stąpają po kruchym lodzie, ale po rozmowie z Martą zaczęła się martwić o przyjaciółkę. Jeszcze nigdy nie widziała jej łez, a nawet przed lekcjami Joasia sprawiała wrażenie tylko nieco smutniejszej niż zwykle.
wtorek, 5 grudnia 2017
Zdana na siebie cz. 2
Nie docierało do niej co takiego się stało. Nie pamiętała jak znalazła się na szpitalnym korytarzu i nie orientowała się ile czasu tam spędziła. Wciąż przed oczyma miała ten obraz. Ciało jej mamy leciało bezwładnie ku jezdni. Nie czuła już strachu, nie czuła złości. Nic nie czuła. Było po wszystkim. Lekarze dołożyli wszelkich starań by utrzymać kobietę przy życiu, lecz to nie wystarczyło.
Jej umysł wypełniała pustka. Nigdy nie pomyślała że można tak po prostu wyjść z domu i już nigdy nie wrócić. Że śmierć może przyjść tak nagle i tak okrutnie zabrać bliską osobę. Że mimo pewności, iż kiedyś życie musi się skończyć, nigdy nie jest się na to gotowym. A szczególnie w taki sposób, w takim wieku, kiedy wciąż ma się wiele wspaniałych chwil przed sobą.
Wsparła głowę na łokciu, wpatrując się w jeden punkt. Nie zwróciła uwagi że jakaś postać przystanęła obok. W ogóle nie zauważała jakiegokolwiek ruchu na korytarzu.
- Asia? - mężczyzna przykucnął obok córki, usiłując spojrzeć jej w oczy
- Widziałam to – wyznała zapłakanym głosem – Widziałam i nic nie mogłam zrobić, rozumiesz?!
Nie odpowiedział. Wziął ją w ramiona i mocno przytulił. Sam był zrozpaczony, ale kiedy zobaczył kompletnie rozbitą Joasię, natychmiast pojął że musi być silny.
- Byłaś bardzo dzielna – pocieszał ją – Lekarz mi powiedział że natychmiast udzieliłaś pierwszej pomocy. Jestem z ciebie dumny.
- I co z tego?! - zaczęła się wyrywać, ale ojciec mocno trzymał ją w ramionach – Co z tego? - powtórzyła ciszej – Nie pomogłam jej.
- Zrobiłaś wszystko co mogłaś. Chodź, zabiorę cię do domu.
Powoli podniosła się na nogi i nieco chwiejnym krokiem ruszyła ku wyjściu ramię w ramię ze swoim tatą. Podziwiała jego spokój w tej sytuacji. Właściwie to nie wyglądał jakby przed chwilą zmarła mu żona. Był jedynie bardziej poważny niż zwykle. A może tak działał na niego szok? Może jeszcze nie zrozumiał co takiego się wydarzyło? Joasia nie potrafiła odpowiedzieć. Wiedziała że spokój na pewno będzie potrzebny, by powiedzieć bratu o śmierci mamy. Miała nadzieję iż ten obowiązek nie spadnie na nią. Nie potrafiłaby.
- Bartek wie? - spytała nieśmiało
- Jeszcze nie. Powiem mu, ale... chciałbym żebyś przy tym była. Boję się jak zareaguje...
Skinęła głową. Rozumiała jego obawę. Jak powiedzieć dziewięcioletniemu chłopcu że już nigdy nie zobaczy swojej mamy? To nie jest jakiś nagły wyjazd na tydzień, dwa, może miesiąc. To nie jest rozstanie na chwilę. Nawet gdyby ktokolwiek z nich dostał szansę by się pożegnać, to nie byłoby możliwe. Bo jak pożegnać się na zawsze z kimś bliskim?
- Zaraz jedziemy – oznajmił przy samochodzie, wyciągając papierosa. Joasia od razu wsiadła do środka, jakby chciała się schować przed całym światem. Obserwowała przez szybę zachowanie taty. Dopiero teraz dostrzegła kilka szczegółów, na które wcześniej w ogóle nie zwróciła uwagi. Kiedy podnosił papierosa do ust, palce mu nieco drżały. I oczy. Może zwyczajną, poważną miną był w stanie zamaskować emocje, ale oczy nie mogły kłamać. Widziała w nich smutek i żal. Widziała je zaszklone, jakby w każdej chwili gotowe wybuchnąć płaczem. Nie chciała dłużej na to patrzeć. Odwróciła głowę w drugą stronę.
- Dusi to w sobie – stwierdziła w myślach
Rozmowa z Bartkiem przebiegła zaskakująco spokojnie. Ojciec delikatnie tłumaczył, nawiązując do telewizji, nieba i aniołów, by w końcu powiedzieć że to spotkało teraz ich rodzinę. Że zostali we trójkę a mama jest w niebie i spogląda na nich z góry. Joasia starała się być w gotowości, by w razie potrzeby pomóc tacie, choć sama tak naprawdę miała ochotę rzucić przed siebie dowolnym przedmiotem i zamknąć się w pokoju z płaczem. Chłopiec zadał jeszcze kilka pytań, chcąc sobie lepiej wytłumaczyć zaistniałą sytuację. Wydawało się że przyjął to znacznie lepiej niż się spodziewali. Aż za dobrze.
- Tato – poszła za nim do kuchni, kiedy Bartek zniknął za drzwiami swojego pokoju – Coś mi tu nie gra.
- Co masz na myśli?
Wzięła głęboki oddech. Postanowiła powiedzieć wprost o swojej teorii.
- On udaje. Chce żebyśmy myśleli że jest już duży i rozumie... - Joasi załamał się głos. Postawa dziewięciolatka zaimponowała jej, nieco wzruszyła, ale też w pewnym stopniu podłamała. Odniosła wrażenie że tylko ona nie potrafi być silna i cierpieć w milczeniu. A może to i dobrze? Może oni też powinni się otworzyć, by wspólnie, we trójkę poradzić sobie z tym bólem?
- Pójdę do niego – oznajmił, zostawiając Joasię samą. Przez moment czekała na efekt, lecz ciekawość wzięła nad nią górę. Skierowała swe kroki w tym samym kierunku co chwilę wcześniej jej ojciec i spojrzała przez uchylone drzwi. Chłopiec wypłakiwał się w ramię taty, a on przytulał go w milczeniu. Spostrzegła że po jego policzku spłynęła pojedyncza łza. Odwróciła się i oparłszy się o ścianę, osunęła powoli na podłogę. Miała ochotę krzyczeć z bezsilności. Zatkała usta dłonią, chcąc się powstrzymać. Była wściekła na los, na życie, że w tym momencie okazało się tak okrutne. Zrozumiała że ta rana jest ogromna i nie zagoi się prędko, a cała trójka jeszcze długo będzie cierpieć. Najgorsze wciąż było jednak przed nimi – pogrzeb.
Tej nocy nie mogła zmrużyć oka. Było jej zimno, mimo że zwinęła się w kłębek i otuliła kołdrą. Zmęczenie dawało o sobie znać, ale kiedy tylko opadły powieki, znów znajdowała się na feralnym przejściu dla pieszych. Parę razy wycierała ręce o pościel, chcąc się upewnić że nie ma na dłoniach ani kropli krwi, że to tylko wymysł jej wyobraźni.
Była przekonana że powinna sobie najszybciej poradzić z tą stratą. Dla taty to była najbliższa osoba, żona, przeżyli razem tyle lat... Dziewięcioletnie dziecko znacznie bardziej potrzebowało matki niż nastolatka. Dlatego to ona powinna być silna. To ona powinna jako pierwsza wrócić do normalnego życia. Ale w tym momencie nawet sobie nie wyobrażała by mogła pogodzić się z losem.
W końcu nad ranem jej organizm się poddał. Myśli w końcu zaczęły się rozpływać, gdy jej umysł przechodził w stan snu. Był krótki i niespokojny, ciało nie zdążyło się zregenerować. Przynajmniej minęło kolejnych kilka godzin. Ale to właściwie nie miało znaczenia. Od wypadku każda kolejna była taka sama. Pusta i bezsensowna. Nawet nie zdawała sobie sprawy ile dokładnie ich minęło. Sięgnęła po telefon, by sprawdzić. Zastanawiała się czy pozostali domownicy śpią, czy może też borykali się z podobnymi rozterkami co ona, czy ta noc była dla nich równie trudna.
- Prawie siódma – stwierdziła, spoglądając na ekran telefonu. Dostrzegła także pięć nieodebranych połączeń: dwa od Marty, trzy od Ani, a także dwie wiadomości od niej. Podczas gdy one się doskonale bawiły, ona przeżywała największe chwile grozy w swoim niemal siedemnastoletnim życiu. Pokręciła lekko głową. Jakie to życie jest popieprzone!
Wcześniej nie miała czasu przejmować się imprezą. Właściwie teraz też nie, ale po przeczytaniu smsów od Ani doszła do wniosku że dziewczyna zaniepokoiła się jej nieobecnością. Nie wiedziała jak się wytłumaczyć. Nie chciała pisać o tym co się stało. Nie chciała o tym opowiadać. Nie chciała się przyznać, że to tak bardzo boli.
„Przepraszam Aniu, naprawdę nie mogłam. Bardzo ważna sprawa rodzinna. Nagła, niespodziewana. Nie miałam głowy by myśleć o zabawie.”
Miała już wysłać wiadomość, lecz przeczytała ją ponownie. A potem jeszcze raz i jeszcze jeden. Rzuciła telefon obok poduszki i rozpłakała się. Jej matka zginęła wczoraj, a ona tak po prostu pisze „sprawa rodzinna, nagła, niespodziewana”.
- No bo jak mogła być spodziewana?! - powiedziała ze złością w myślach – Aśka, ty idiotko. Lepiej nic nie pisz.
Potrzebowała kilku minut by się wyciszyć. Parę głębszych oddechów i kolejna próba. Skasowała cały tekst i zaczęła od nowa.
„Nie martw się, jest ok. Naprawdę nie mogłam, przepraszam.”
Uśmiechnęła się ironicznie pod nosem. Jest okej? Było zdecydowanie daleko od okej. Nawet „do dupy” byłoby zbyt dobrym określeniem w odniesieniu do tego jak się czuła. Ponownie usunęła całą treść, by napisać tylko jedno słowo - „przepraszam”. Błyskawicznie wysłała wiadomość, zarówno do Ani, jak i do Marty, zanim znowu dopatrzy się w tym jakichkolwiek niezgodności.
- Czy nawet wysłanie jednego pieprzonego smsa musi być takie trudne?
Mocniej wtuliła głowę w poduszkę. Nie spodziewała się niczego w ten weekend. Prawdopodobnie całą sobotę przeleży w łóżku, a jedynym wyjątkiem będą wyjścia do toalety.
Po trudnym i ponurym weekendzie nadszedł poniedziałek. Joasia wiedziała że ojca czeka teraz piekło formalności, które musi załatwić. Policja, urząd, zakład pogrzebowy, ksiądz... Najgorzej czuła się z tym, iż nie chciał jej pomocy. Stwierdził iż dziewczyna jest niepełnoletnia, więc nie powinna zajmować się tymi sprawami. Tak naprawdę nie chciał by blondwłosa pogłębiała swój ból w ten sposób. Już wystarczająco stresu przeżyła, będąc świadkiem tego zdarzenia, a potem gdy zaraz po wypadku składała zeznania policjantom. Z każdą kolejną rozmową utwierdzał się w przekonaniu że Joasi trudno jest rozmawiać o śmierci mamy.
- Zostaniecie w domu – oznajmił przy śniadaniu – Zadzwonię zaraz do waszych szkół i wyjaśnię nieobecność...
- Pójdę – odpowiedziała nieco zachrypniętym głosem Joasia. Mężczyzna podniósł wzrok, spoglądając w oczy córce – Pójdę – powtórzyła nieco pewniej.
- Wolałbym żebyś została. Zajmiesz się Bartkiem.
Chciał ją chronić. Obawiał się iż nastolatka nie jest gotowa na natychmiastowy powrót do towarzystwa, a jej decyzja jest podyktowana impulsem. Nie chciał by wróciła potem do domu w jeszcze gorszym stanie. O ile mogło być gorzej.
- Wziąłeś wolne – przypomniała, nawiązując do rozmowy telefonicznej sprzed kilku minut
- Mam parę spraw do załatwienia, wiesz o tym.
- Weźmiesz go ze sobą, poczeka w samochodzie.
- Asia – westchnął głęboko
- Nie wytrzymam w domu. Nie mogę siedzieć i nic nie robić, bo ciągle o tym myślę. Ciągle mam ten sam obraz przed oczami, rozumiesz? - podniosła nieco ton głosu – Muszę się czymś zająć – dodała ciszej
- Dobrze. Moim zdaniem jest za wcześnie, ale jeśli ma ci to pomóc... - rozłożył bezradnie ręce
- Mam nadzieję – mruknęła pod nosem. Sama nie była przekonana czy coś to zmieni, ale kiedyś i tak musiałaby wrócić do normalnego życia. Postanowiła więc zrobić to jak najszybciej.
Jej umysł wypełniała pustka. Nigdy nie pomyślała że można tak po prostu wyjść z domu i już nigdy nie wrócić. Że śmierć może przyjść tak nagle i tak okrutnie zabrać bliską osobę. Że mimo pewności, iż kiedyś życie musi się skończyć, nigdy nie jest się na to gotowym. A szczególnie w taki sposób, w takim wieku, kiedy wciąż ma się wiele wspaniałych chwil przed sobą.
Wsparła głowę na łokciu, wpatrując się w jeden punkt. Nie zwróciła uwagi że jakaś postać przystanęła obok. W ogóle nie zauważała jakiegokolwiek ruchu na korytarzu.
- Asia? - mężczyzna przykucnął obok córki, usiłując spojrzeć jej w oczy
- Widziałam to – wyznała zapłakanym głosem – Widziałam i nic nie mogłam zrobić, rozumiesz?!
Nie odpowiedział. Wziął ją w ramiona i mocno przytulił. Sam był zrozpaczony, ale kiedy zobaczył kompletnie rozbitą Joasię, natychmiast pojął że musi być silny.
- Byłaś bardzo dzielna – pocieszał ją – Lekarz mi powiedział że natychmiast udzieliłaś pierwszej pomocy. Jestem z ciebie dumny.
- I co z tego?! - zaczęła się wyrywać, ale ojciec mocno trzymał ją w ramionach – Co z tego? - powtórzyła ciszej – Nie pomogłam jej.
- Zrobiłaś wszystko co mogłaś. Chodź, zabiorę cię do domu.
Powoli podniosła się na nogi i nieco chwiejnym krokiem ruszyła ku wyjściu ramię w ramię ze swoim tatą. Podziwiała jego spokój w tej sytuacji. Właściwie to nie wyglądał jakby przed chwilą zmarła mu żona. Był jedynie bardziej poważny niż zwykle. A może tak działał na niego szok? Może jeszcze nie zrozumiał co takiego się wydarzyło? Joasia nie potrafiła odpowiedzieć. Wiedziała że spokój na pewno będzie potrzebny, by powiedzieć bratu o śmierci mamy. Miała nadzieję iż ten obowiązek nie spadnie na nią. Nie potrafiłaby.
- Bartek wie? - spytała nieśmiało
- Jeszcze nie. Powiem mu, ale... chciałbym żebyś przy tym była. Boję się jak zareaguje...
Skinęła głową. Rozumiała jego obawę. Jak powiedzieć dziewięcioletniemu chłopcu że już nigdy nie zobaczy swojej mamy? To nie jest jakiś nagły wyjazd na tydzień, dwa, może miesiąc. To nie jest rozstanie na chwilę. Nawet gdyby ktokolwiek z nich dostał szansę by się pożegnać, to nie byłoby możliwe. Bo jak pożegnać się na zawsze z kimś bliskim?
- Zaraz jedziemy – oznajmił przy samochodzie, wyciągając papierosa. Joasia od razu wsiadła do środka, jakby chciała się schować przed całym światem. Obserwowała przez szybę zachowanie taty. Dopiero teraz dostrzegła kilka szczegółów, na które wcześniej w ogóle nie zwróciła uwagi. Kiedy podnosił papierosa do ust, palce mu nieco drżały. I oczy. Może zwyczajną, poważną miną był w stanie zamaskować emocje, ale oczy nie mogły kłamać. Widziała w nich smutek i żal. Widziała je zaszklone, jakby w każdej chwili gotowe wybuchnąć płaczem. Nie chciała dłużej na to patrzeć. Odwróciła głowę w drugą stronę.
- Dusi to w sobie – stwierdziła w myślach
Rozmowa z Bartkiem przebiegła zaskakująco spokojnie. Ojciec delikatnie tłumaczył, nawiązując do telewizji, nieba i aniołów, by w końcu powiedzieć że to spotkało teraz ich rodzinę. Że zostali we trójkę a mama jest w niebie i spogląda na nich z góry. Joasia starała się być w gotowości, by w razie potrzeby pomóc tacie, choć sama tak naprawdę miała ochotę rzucić przed siebie dowolnym przedmiotem i zamknąć się w pokoju z płaczem. Chłopiec zadał jeszcze kilka pytań, chcąc sobie lepiej wytłumaczyć zaistniałą sytuację. Wydawało się że przyjął to znacznie lepiej niż się spodziewali. Aż za dobrze.
- Tato – poszła za nim do kuchni, kiedy Bartek zniknął za drzwiami swojego pokoju – Coś mi tu nie gra.
- Co masz na myśli?
Wzięła głęboki oddech. Postanowiła powiedzieć wprost o swojej teorii.
- On udaje. Chce żebyśmy myśleli że jest już duży i rozumie... - Joasi załamał się głos. Postawa dziewięciolatka zaimponowała jej, nieco wzruszyła, ale też w pewnym stopniu podłamała. Odniosła wrażenie że tylko ona nie potrafi być silna i cierpieć w milczeniu. A może to i dobrze? Może oni też powinni się otworzyć, by wspólnie, we trójkę poradzić sobie z tym bólem?
- Pójdę do niego – oznajmił, zostawiając Joasię samą. Przez moment czekała na efekt, lecz ciekawość wzięła nad nią górę. Skierowała swe kroki w tym samym kierunku co chwilę wcześniej jej ojciec i spojrzała przez uchylone drzwi. Chłopiec wypłakiwał się w ramię taty, a on przytulał go w milczeniu. Spostrzegła że po jego policzku spłynęła pojedyncza łza. Odwróciła się i oparłszy się o ścianę, osunęła powoli na podłogę. Miała ochotę krzyczeć z bezsilności. Zatkała usta dłonią, chcąc się powstrzymać. Była wściekła na los, na życie, że w tym momencie okazało się tak okrutne. Zrozumiała że ta rana jest ogromna i nie zagoi się prędko, a cała trójka jeszcze długo będzie cierpieć. Najgorsze wciąż było jednak przed nimi – pogrzeb.
Tej nocy nie mogła zmrużyć oka. Było jej zimno, mimo że zwinęła się w kłębek i otuliła kołdrą. Zmęczenie dawało o sobie znać, ale kiedy tylko opadły powieki, znów znajdowała się na feralnym przejściu dla pieszych. Parę razy wycierała ręce o pościel, chcąc się upewnić że nie ma na dłoniach ani kropli krwi, że to tylko wymysł jej wyobraźni.
Była przekonana że powinna sobie najszybciej poradzić z tą stratą. Dla taty to była najbliższa osoba, żona, przeżyli razem tyle lat... Dziewięcioletnie dziecko znacznie bardziej potrzebowało matki niż nastolatka. Dlatego to ona powinna być silna. To ona powinna jako pierwsza wrócić do normalnego życia. Ale w tym momencie nawet sobie nie wyobrażała by mogła pogodzić się z losem.
W końcu nad ranem jej organizm się poddał. Myśli w końcu zaczęły się rozpływać, gdy jej umysł przechodził w stan snu. Był krótki i niespokojny, ciało nie zdążyło się zregenerować. Przynajmniej minęło kolejnych kilka godzin. Ale to właściwie nie miało znaczenia. Od wypadku każda kolejna była taka sama. Pusta i bezsensowna. Nawet nie zdawała sobie sprawy ile dokładnie ich minęło. Sięgnęła po telefon, by sprawdzić. Zastanawiała się czy pozostali domownicy śpią, czy może też borykali się z podobnymi rozterkami co ona, czy ta noc była dla nich równie trudna.
- Prawie siódma – stwierdziła, spoglądając na ekran telefonu. Dostrzegła także pięć nieodebranych połączeń: dwa od Marty, trzy od Ani, a także dwie wiadomości od niej. Podczas gdy one się doskonale bawiły, ona przeżywała największe chwile grozy w swoim niemal siedemnastoletnim życiu. Pokręciła lekko głową. Jakie to życie jest popieprzone!
Wcześniej nie miała czasu przejmować się imprezą. Właściwie teraz też nie, ale po przeczytaniu smsów od Ani doszła do wniosku że dziewczyna zaniepokoiła się jej nieobecnością. Nie wiedziała jak się wytłumaczyć. Nie chciała pisać o tym co się stało. Nie chciała o tym opowiadać. Nie chciała się przyznać, że to tak bardzo boli.
„Przepraszam Aniu, naprawdę nie mogłam. Bardzo ważna sprawa rodzinna. Nagła, niespodziewana. Nie miałam głowy by myśleć o zabawie.”
Miała już wysłać wiadomość, lecz przeczytała ją ponownie. A potem jeszcze raz i jeszcze jeden. Rzuciła telefon obok poduszki i rozpłakała się. Jej matka zginęła wczoraj, a ona tak po prostu pisze „sprawa rodzinna, nagła, niespodziewana”.
- No bo jak mogła być spodziewana?! - powiedziała ze złością w myślach – Aśka, ty idiotko. Lepiej nic nie pisz.
Potrzebowała kilku minut by się wyciszyć. Parę głębszych oddechów i kolejna próba. Skasowała cały tekst i zaczęła od nowa.
„Nie martw się, jest ok. Naprawdę nie mogłam, przepraszam.”
Uśmiechnęła się ironicznie pod nosem. Jest okej? Było zdecydowanie daleko od okej. Nawet „do dupy” byłoby zbyt dobrym określeniem w odniesieniu do tego jak się czuła. Ponownie usunęła całą treść, by napisać tylko jedno słowo - „przepraszam”. Błyskawicznie wysłała wiadomość, zarówno do Ani, jak i do Marty, zanim znowu dopatrzy się w tym jakichkolwiek niezgodności.
- Czy nawet wysłanie jednego pieprzonego smsa musi być takie trudne?
Mocniej wtuliła głowę w poduszkę. Nie spodziewała się niczego w ten weekend. Prawdopodobnie całą sobotę przeleży w łóżku, a jedynym wyjątkiem będą wyjścia do toalety.
Po trudnym i ponurym weekendzie nadszedł poniedziałek. Joasia wiedziała że ojca czeka teraz piekło formalności, które musi załatwić. Policja, urząd, zakład pogrzebowy, ksiądz... Najgorzej czuła się z tym, iż nie chciał jej pomocy. Stwierdził iż dziewczyna jest niepełnoletnia, więc nie powinna zajmować się tymi sprawami. Tak naprawdę nie chciał by blondwłosa pogłębiała swój ból w ten sposób. Już wystarczająco stresu przeżyła, będąc świadkiem tego zdarzenia, a potem gdy zaraz po wypadku składała zeznania policjantom. Z każdą kolejną rozmową utwierdzał się w przekonaniu że Joasi trudno jest rozmawiać o śmierci mamy.
- Zostaniecie w domu – oznajmił przy śniadaniu – Zadzwonię zaraz do waszych szkół i wyjaśnię nieobecność...
- Pójdę – odpowiedziała nieco zachrypniętym głosem Joasia. Mężczyzna podniósł wzrok, spoglądając w oczy córce – Pójdę – powtórzyła nieco pewniej.
- Wolałbym żebyś została. Zajmiesz się Bartkiem.
Chciał ją chronić. Obawiał się iż nastolatka nie jest gotowa na natychmiastowy powrót do towarzystwa, a jej decyzja jest podyktowana impulsem. Nie chciał by wróciła potem do domu w jeszcze gorszym stanie. O ile mogło być gorzej.
- Wziąłeś wolne – przypomniała, nawiązując do rozmowy telefonicznej sprzed kilku minut
- Mam parę spraw do załatwienia, wiesz o tym.
- Weźmiesz go ze sobą, poczeka w samochodzie.
- Asia – westchnął głęboko
- Nie wytrzymam w domu. Nie mogę siedzieć i nic nie robić, bo ciągle o tym myślę. Ciągle mam ten sam obraz przed oczami, rozumiesz? - podniosła nieco ton głosu – Muszę się czymś zająć – dodała ciszej
- Dobrze. Moim zdaniem jest za wcześnie, ale jeśli ma ci to pomóc... - rozłożył bezradnie ręce
- Mam nadzieję – mruknęła pod nosem. Sama nie była przekonana czy coś to zmieni, ale kiedyś i tak musiałaby wrócić do normalnego życia. Postanowiła więc zrobić to jak najszybciej.
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)