Nie zwlekał ani chwili. Opuścił samochód i pobiegł za nią. Chwycił ją i przyciągnął do siebie, wziął w ramiona, nie pozwalając jej na zbyt dużo ruchu. Nie miała wystarczająco sił by się wyrwać. Po kilku próbach odpuściła, wtuliła się w niego i pozwoliła płynąć łzom. Przy nim mogła sobie na to pozwolić. Potrzebowała jego bliskości, jego wsparcia, ale jakaś wewnętrzna blokada nie pozwalała jej tego przyznać. Jakaś cząstka jej nakazywała zapomnieć o tym co ich łączyło, o tym uczuciu, o tym że był najważniejszą osobą w jej życiu.
- Kłótnie do niczego nas nie doprowadzą – powiedział, opuszczając ręce
- Wiem, Maciek – odparła ze spuszczoną głową, pociągając nosem. Wyjęła z kieszeni chusteczki i otarła łzy ze swoich policzków.
- Poprowadzisz? - wskazała na samochód. Potwierdził skinieniem głowy.
Następne kilometry pokonali w milczeniu. Czarnowłosy nie chciał się do tego przyznać przed samym sobą, ale bał się o Martę. Nie dlatego że mogła wpakować się w kłopoty, drążąc sprawę śmierci rodziców. Ona już je miała. Nie była w najlepszej kondycji psychicznej. Wciąż przeżywała ich rozłąkę. Nie wiedział jak z nią rozmawiać, o czym mówić, czego unikać, by nie doprowadzić do wybuchu emocji. Ostatnie dni musiały być dla niej bardzo trudne. Zapewne życie w przekonaniu że już nigdy się nie spotkają, że to co było między nimi to zamknięty rozdział, było zdecydowanie łatwiejsze. Wszystko zmieniły tragiczne wieści ze Szczecina. Nic dziwnego że była na skraju załamania.
- Wykończysz się – wypalił niespodziewanie, lecz nie uzyskał żadnej odpowiedzi – Marta?
Na moment obrócił głowę w bok i zobaczył że brunetka śpi. Mimowolnie uśmiechnął się pod nosem. Zawsze kiedy to on pierwszy się budził, obserwował ją przez dłuższą chwilę, składał delikatny pocałunek na jej policzku i dopiero wtedy wstawał z łóżka. Teraz musiał jednak uważać na drogę. Westchnął głęboko, skupiając się na prowadzeniu pojazdu. Żałował że te chwile pozostały jedynie nostalgicznym wspomnieniem.
Po czterech godzinach jazdy zatrzymał się na stacji benzynowej na krótki odpoczynek. Marta wciąż spała. Maciek teraz mógł się jej uważnie przyjrzeć. Delikatna, nieco blada cera, lśniące proste włosy, pełne usta. Oparta o zagłówek głowa była nieco przechylona w jego stronę, tak jakby na niego patrzyła, choć oczy miała zamknięte. Jego serce zabiło mocniej. Najbardziej podobała mu się właśnie taka, naturalna, kiedy kosmetyki nie zakrywały jej naturalnego piękna. Nie mógł się powstrzymać. Wyciągnął przed siebie rękę i delikatnie odgarnął kosmyk włosów za jej ucho, kiedy poczuł ścisk na swoim nadgarstku. Kobieta otworzyła oczy. Spojrzała najpierw na dłoń, a potem na Maćka i puściła jego rękę.
- Przestraszyłeś mnie – wyznała, poprawiając się w fotelu
- Przepraszam, nie chciałem. Tak pięknie wyglądałaś...
- Daj spokój – rzuciła chłodno, nie chcąc przywoływać wspomnień – Gdzie jesteśmy?
- Zostało nam jakieś osiemdziesiąt kilometrów. Chcesz coś? Może jesteś głodna?
- Kawy.
- Zaraz wracam.
Ukryła twarz w dłoniach. Nie sądziła że przebywanie z nim okaże się tak trudne do zniesienia. Była przekonana iż uporała się z przeszłością, że odcięła się od niej i będzie mogła podejść do tego na chłodno, bez emocji. Ale jak to możliwe, skoro potrzebowała osoby, której ufa? Nie mogła liczyć na jego pomoc i wsparcie, jednocześnie zapominając o tym co ich łączyło.
- Bez cukru, tak jak lubisz – oznajmił, podając jej kubek
- Pamiętałeś... - westchnęła zamyślona – Dzięki.
- Jak się czujesz?
Zaskoczył ją pytaniem. Nie była w stanie ocenić czy to tylko grzeczność, czy jednak troska. Co miała mu powiedzieć? Skłamać że jest dobrze, kiedy biła się z tysiącem myśli, a sytuacja ją przytłaczała? Zadowoli się taką odpowiedzią? Uwierzy? Czy przyznać się do słabości? Wyjawić swoje lęki, otworzyć się? A może udawać że nie usłyszała?
- Jedźmy już – starała się wybrnąć z niewygodnego położenia. Ku jej zaskoczeniu Maciek nie drążył. W milczeniu ruszyli w dalszą drogę. Najwyraźniej jej reakcja pozwoliła uzyskać czarnowłosemu informację, której potrzebował. Przyjrzała się jego twarzy, usiłując odczytać coś z jej wyrazu. Wydawał się być nieco zmartwiony. Jakby coś nie dawało mu spokoju. Przymknęła oczy i odwróciła głowę. Zrujnowała mu życie. Złamała mu serce. Dokonała szkody, która na zawsze odciśnie ślad w jego osobowości. Nie rozumiała dlaczego nie wyrzucił jej za drzwi, dlaczego jej pomaga, jak w ogóle jest w stanie na nią patrzeć. Ona w jego sytuacji dalej uznałaby go za martwego. Nie wpuściłaby z powrotem do swojego życia. Nie pozwoliłaby na wywrócenie całego świata do góry nogami po raz drugi.
Do Szczecina dotarli w środku nocy. Odkąd wjechali do miasta, Marta na bieżąco wskazywała drogę Maćkowi. W pewnym momencie poprosiła by zwolnił i zgasił światła. Już wcześniej zadawał sobie pytanie co mogą zrobić o tej porze i dlaczego brunetka tak zaplanowała wyjazd. Wziął głęboki oddech, usiłując zachować zimną krew. Ale to nie było takie proste, kiedy nie wiedział jakie zamiary ma kobieta, ani jak wygląda jej plan. Wolałby mieć sytuację pod kontrolą, tymczasem zmuszony był zdać się na Martę.
- Możesz mi powiedzieć co zamierzasz?
- Zaraz się dowiesz – rzuciła zdawkowo – Teraz w prawo.
Od pięciu minut błądzili po osiedlu domków jednorodzinnych. Czego mogła tutaj szukać? Wydawało mu się że zna tę okolicę, choć teraz, w nocy, nie było łatwo to ocenić.
- Zatrzymaj się i zgaś silnik.
Wykonał polecenie. Kiedy się rozejrzał, zrozumiał dokąd go poprowadziła. Znajdowali się przed domem jej rodziców.
- Chyba nie chcesz się włamać – spytał niepewnie, obserwując jak Marta ubiera bluzę z kapturem i rękawiczki
- Spokojnie, mam klucze – puściła do niego oczko
- Okej, tylko dlaczego przyjeżdżamy tu w nocy?
- Wolałabym żeby nikt nas tutaj nie widział. Aha, Maciek – spoważniała nagle – Ty zostajesz.
- Nie ma mowy – zaprotestował, choć zdawał sobie sprawę że jest na przegranej pozycji. Marta była uparta i żadne ustępstwa nie wchodziły w grę
- Ktoś musi obserwować okolicę, a ja znam każdy kąt tego domu i wiem gdzie szukać – rozłożyła ręce – Jakby coś się działo, dzwoń. Jak nie wrócę za dwadzieścia minut to spadaj stąd.
Nie miał wyjścia. Odprowadził ją wzrokiem, z nadzieją iż brunetka wie co robi. Powinien iść z nią. Zgrywała twardą i opanowaną, a w głębi duszy zapewne była przerażona. Sama, w środku nocy, w ciemności, niby w znajomych murach, zaś teraz wyjątkowo mrocznych i tajemniczych. W domu, w którym zaledwie kilka dni temu zamordowano jej rodziców.
Nerwowo spoglądał na zegarek. Oczywiście przed Martą za nic w świecie nie chciałby pokazać swojego zdenerwowania. Tak samo jak ona. Sekundy mijały powoli, jakby ktoś powstrzymywał wskazówkę, usiłując zatrzymać czas.
Nie mógł się powstrzymać. Wyszedł na zewnątrz i zapalił papierosa. Okolica o tej porze zupełnie opustoszała. Ludzie spali spokojnie w swoich domach, jakby nic złego się nie wydarzyło. Wszędzie zgaszone światła, nawet w domu, do którego weszła Marta. Zerkając na podwórko, usiłował wyobrazić sobie przebieg zdarzeń. Ilu było napastników? Na czyje zlecenie działali? Jak weszli do środka, nie zostawiając śladów włamania?
- Nie mogli ich zostawić, skoro tutejsza policja uwierzyła w samobójstwo – zakładał, zaciągając się dymem papierosowym – Zwabili go do gabinetu? Niekoniecznie... Zmusili.
Rzucił peta na ziemię i rozejrzał się po okolicy, jakby nagle miał pojawić się starszy pan, który każe mu posprzątać. Pusto. Marty też jeszcze nie było. Spojrzał na zegarek. Zostały trzy minuty. Nie wracał do samochodu. Nie byłby w stanie wysiedzieć. Wyznaczony termin właśnie dobiegał końca. Spoglądał na dom z nadzieją że kobieta za chwilę z niego wyjdzie i jak gdyby nigdy nic odjadą spokojnie przed siebie. Denerwował się coraz bardziej. Kazała mu uciekać. Tylko tyle i aż tyle. Wsiadł do auta i odpalił silnik. Nie, nie mógł jej tam zostawić. Otworzył drzwi i wtedy usłyszał głośny, piskliwy dźwięk alarmu. Nie wiedział co się stało, nie wiedział jak szukać Marty, ale był pewien że teraz musi ją stamtąd wyciągnąć.
Nagle zobaczył że przez podwórko biegnie jakaś postać z plecakiem na ramieniu. Czyli jednak cała ta „szopka” nie była bezpodstawna. Maciek natychmiast wyskoczył z samochodu, by zatrzymać podejrzanie wyglądającą osobę. Wpadł na nią przy bramie i ściągnął kaptur z jej głowy.
- Co ty do cholery robisz?! - Marta była zaskoczona, a zarazem podenerwowana jego zachowaniem – Spadamy stąd, już!
Bez słowa podbiegli do samochodu, wskoczyli do środka i odjechali z piskiem opon. Tym razem już nie wskazywała mu drogi. Miał jak najszybciej oddalić się od tego miejsca.
- Myślałem że coś się stało. Plecak mnie zmylił – tłumaczył się Maciek
- Okej, okej – odetchnęła – Przepraszam. Mogłam ci zdradzić więcej szczegółów.
Czarnowłosy uśmiechnął się pod nosem. Więcej szczegółów! Jakby mu w ogóle o jakichkolwiek szczegółach powiedziała.
- Pieprzony alarm – mruknął – Że to cholerstwo musiało się włączyć...
- Samo się nie włączyło – wyznała, spuszczając głowę. Maciek aż zjechał na pobocze i odwrócił się w jej stronę.
- Słucham? - spytał lekko podniesionym tonem – Chcesz mi powiedzieć że ty to zrobiłaś?
Skinęła głową. Spodziewała się że będzie wściekły, dlatego nie powiedziała mu o swoich zamiarach. Obawiała się że spróbuje ją powstrzymać. Ukradkiem obserwowała jak kręci głową z niedowierzaniem, a potem uderza dłonią w kierownicę.
- Strzewińska, czyś ty kurwa na głowę upadła?!
- Janicka – poprawiła go nieśmiałym tonem
- W dupie mam jak się nazywasz! Popieprzyło cię?! Przyjeżdżamy tu specjalnie w środku nocy, żeby nikt nas nie zobaczył, stawiasz mnie na czatach i cała szopka po to, żeby włączyć pierdolony alarm?!
- Nie pozwolę by policja uznała to jako samobójstwo i zamknęła sprawę – broniła się – Ojciec nie zabiłby się sam, a już na pewno nie zrobiłby mamie krzywdy.
- I to jest twój genialny plan, tak? Upozorować włamanie, żeby myśleli że coś jest na rzeczy. Nie no, super! Brawo Marta! Wiesz co? Jesteś idiotką.
Tego było już za wiele. Miał prawo być zły, miał prawo się z nią nie zgadzać, ale na obrażanie nie mogła dać przyzwolenia. Chwyciła plecak i wysiadła z samochodu, trzaskając drzwiami.