Poniedziałek. Zdecydowanie najgorszy dzień każdego tygodnia. Bo pierwszy, bo po weekendzie, bo rozpoczyna pięciodniowy (a czasem nawet sześciodniowy) maraton pracy. Już sama świadomość tego może zepsuć samopoczucie, a co dopiero gdy poprzedniego wieczora wypiło się odrobinę za dużo. Maciek zarzekał się że to był ostatni raz, że teraz będzie się pilnował by nie przesadzić, szczególnie jeśli na drugi dzień musi iść do pracy, ale do tej pory niejednokrotnie składał takie deklaracje przed samym sobą, a potem znów kończyło się tak samo. Zawsze w dobrym towarzystwie jego instykt samozachowawczy tracił swoją siłę i nie przemawiał mu do rozsądku.
Ponieważ nie chciał prowadzić samochodu w tym stanie, poprosił Sebastiana by ten go podwiózł. Na jego nieszczęście jechała z nimi też Marta. Przez ostatnie dwa miesiące, po całej historii z jej psychopatycznym wielbicielem, zbliżyli się do siebie z Sebastianem. Nic dziwnego że jechała z nim do pracy. W przeciwieństwie do Maćka, kobieta była w znakomitym humorze. Tryskała energią, śmiała się, żartowała, podśpiewywała piosenki grane w radiu... Brunetowi nie było to na rękę, ale nie mógł mieć do niej pretensji. Zacisnął zęby i wytrzymał te kilka minut wśród drażniących go dźwięków i przyświecającym od czasu do czasu słońcem. W końcu dotarli na komendę.
- Więcej z nią nie piję – zarzekał się pod nosem, kiedy razem z Sebastianem przemierzali korytarz – Ona mnie wykończy.
- Dała ci popalić, co? - zaśmiał się
- A weź daj spokój. Kto by się spodziewał że taka zgrabna Ewelinka ma mocniejszą głowę ode mnie...
- Zabolało?
- Ty się nie śmiej, bo ciebie też by spiła – przyspieszył kroku, bowiem znaleźli się blisko kuchni. Tam Maciek od razu złapał za butelkę z wodą i pociągnął solidny łyk. Tego było mu trzeba. Od razu poczuł ulgę i chwilowe orzeźwienie.
- Anka jeszcze na urlopie?
- Jeszcze – skinął głową – Jak chcesz wiedzieć coś więcej to Aśki pytaj, ona ma z nią kontakt.
- Z Aśką ostatnio coś nie najlepiej się dogadujemy – zaczął mimowolnie temat – Mam wrażenie że...
- Że co?
- Że jest zazdrosna o Martę.
Z trudem powstrzymał się od śmiechu. Sebastian był ostatnim facetem, który mógłby spodobać się Aśce. Przecież była profesjonalistką, oddzielała życie zawodowe od prywatnego i nigdy nie umówiłaby się z kolegą z pracy. To była jej pierwsza, żelazna zasada, o której zawsze przypominała gdy ktoś próbował ją zaprosić na kawę czy do kina. Podkreślała że może się zaprzyjaźnić, ale nigdy nic więcej.
- Ja nie mówię że ona się we mnie zakochała – dodał, gdy poczuł na sobie spojrzenie Maćka – Jest zazdrosna, ale jako przyjaciółka. Wiesz co mam na myśli?
- Nie da się zaprzeczyć że Aśka i Marta się nie lubią – zaobserwował to kiedyś, gdy pomagał Asi i Sebastianowi w jednym śledztwie – Może tu wcale nie chodzi o ciebie tylko...
- Tylko co?
- Tylko Aśka być może nieoficjalnie rywalizuje z Martą. Cieszy się gdy jej coś w życiu wyjdzie, a tamtej nie. Taka zwyczajna zawiść. Może po prostu wścieka się że Marta znalazła faceta, a ona nie.
- Nie jestem jej facetem – zaprzeczył, choć zaczerwienił się na twarzy
- Tak, jasne. Na kilometr widać że macie się ku sobie. Cały wydział o tym gada i większość trzyma za was kciuki.
- Serio? - podejrzewał że o nim i o Marcie krążą plotki, ale udał zaskoczonego by uzyskać więcej informacji
- Serio. Po tej akcji z tym psycholem ona już wie że z tobą jest bezpieczna. A to dla kobiet jest najważniejsze. Więc jeśli ona ci się podoba to nie zastanawiaj się i działaj.
Klepnął go w ramię, po czym udał się do biura. Poczuł się trochę lepiej, więc uznał to za dobry moment by zacząć pracę. Sebastian jeszcze przez chwilę zastanawiał się nad słowami kolegi. Jakoś do tej pory nie pomyślał że on i pani technik mogliby być parą. Musiał przyznać że podobała mu się. Przynajmniej przed samym sobą. Ale nie widział siebie w poważnym związku. Do tej pory kończyło się tylko na niewiele znaczących przelotnych romansach. A może najwyższy czas by się ustatkować?
Kilkanaście minut po dziesiątej Joasia i Sebastian dostali wezwanie do szpitala. Tomek nie przekazał im zbyt wiele informacji. Wiedzieli tylko że sprawa dotyczy gwałtu, że kobieta sama zgłosiła się do szpitala i że nie chce z nikim rozmawiać. Ku niezadowoleniu blondwłosej, Sebastian uparł się by to ona prowadziła. Kilka minut później zrozumiała dlaczego – co chwilę wyciągał telefon i pisał smsy.
- Nie masz nic innego do roboty? - warknęła poirytowana
- O co ci chodzi?
- Twój telefon co chwilę dzwoni. Zaczyna mnie to drażnić, wiesz?
- Dobrze, wyciszę go.
Jak zapewnił, tak zrobił. Kobieta jednak wciąż nie wyglądała na zadowoloną. Domyślał się że wcale nie chodzi jej o to że pisze, ale z kim pisze. Zapewne zauważyła albo zgadła.
- Asia... mogę mieć do ciebie pytanie?
- To zależy o co chcesz zapytać.
- Dlaczego ostatnio jesteś do mnie wrogo nastawiona?
- Że jak? - spytała kpiąco – Wrogo? Chyba coś ci się pomyliło.
- Myślisz że nie zauważyłem zmiany w twoim zachowaniu? Zrobiłaś się wobec mnie arogancka, zadziorna i chłodna. Przecież kumplujemy się, pracujemy razem...
- Wydaje ci się – brnęła w zaparte, nie chcąc się przyznać że chodzi o Martę
- Nie rób ze mnie idioty, okej? - tym razem to on się oburzył – Jeśli masz coś do mnie to powiedz to wprost.
Milczała, grając na zwłokę. Wiedziała że lada chwila będą w szpitalu i zajmą się pracą, a do rozmowy wrócą przy innej okazji. Będzie miała czas by znaleźć dobrą wymówkę.
- A może to ja mam zapytać wprost? - wypalił poirytowany jej milczeniem. Poczuła jak robi się jej gorąco, trochę mocniej szarpnęła kierownicą i... zatrzymała się. Byli na miejscu.
- Weźmy się do roboty – oznajmiła chłodno, otwierając drzwi
- Wrócimy do tej rozmowy – zakomunikował poważnym tonem
Czekał cierpliwie na korytarzu, podczas gdy jego partnerka rozmawiała z ofiarą. Spodziewał się że będzie ciężko, że nie dowiedzą się zbyt wiele i nie ruszą prędko z miejsca. Tym większe było jego zaskoczenie, gdy Joasia zdawała mu relację.
- Wyobraź sobie że sprawca nawet szczególnie się nie krył. Po prostu, zabrał ją do siebie, tam zaczął się do niej dobierać, ona protestowała, ale że była pijana to nie miała siły się bronić. Po wszystkim poszła do domu, długo siedziała pod prysznicem. Nie wiedziała co zrobić. Dopiero rano pomyślała o obdukcji i zgłoszeniu.
- Wiemy kim jest sprawca?
- To jej szef. Niejaki Mirosław Kulega – powiedziała z pogardą – Z tego co jeszcze powiedziała mi ofiara, już wcześniej proponował jej seks w zamian za awans. Za każdym razem odmawiała.
- Sama nie chciała, to wziął ją siłą...
- Jedziemy po niego – oznajmiła ni z gruchy, ni z pietruchy – No co? Powinien być w pracy, mam adres od ofiary.
- Asia...
- Nie teraz – powiedziała stanowczo, domyślając się że chce wrócić do rozmowy sprzed kilkudziesięciu minut
- No to kiedy? Podaj konkretny termin, ja się dostosuję – był zdeterminowany by wszystko wyjaśnić z przyjaciółką
- Jesteś niemożliwy, wiesz? - westchnęła. Ku jej zaskoczeniu zaczął się uśmiechać do samego siebie, a chwilę potem śmiać.
- No co? - spytała zdumiona, a także lekko rozbawiona jego reakcją
- W końcu zabrzmiałaś jak ta dawna Aśka, a nie jakaś zafochana paniusia – powiedział z rozbrajającą szczerością
- Ja ci pokażę zafochaną paniusię – pogroziła mu palcem w żartach. Już dawno z nią tak nie rozmawiał. Z dystansem, na luzie, bez żadnych niedomówień. Brakowało mu tego. W końcu, chociaż przez chwilę, pokazała przed nim swoje prawdziwe oblicze, czego już dawno nie robiła.
czwartek, 26 maja 2016
wtorek, 17 maja 2016
VIII. Scen nr 23
Nie wychodziła. Choć nie była bezpieczna, tutaj mogła myśleć trzeźwo. Nie miała z nim szans, o ile go nie obezwładni przynajmniej na chwilę. Zastanawiała się co może zrobić. Zaskoczyć go gdy będzie ją rozbierał? Zbyt ryzykowne. Wyskoczyć z łazienki i od razu biec ku drzwiom? Od razu pobiegnie za nią. Potrzebowała więcej czasu. Rozejrzała się po półkach, jakby szukając przedmiotu, który mógłby jej pomóc...
Ostatnie sekundy dłużyły się niemiłosiernie. Oddychała głęboko, serce waliło jej jak młot. Ostatnia szansa. Musi ją wykorzystać. Nie pozwoli się skrzywdzić. Wiedziała że czas minął i napastnik za chwilę zacznie dobijać się do drzwi. Stanęła więc przy nich i nasłuchiwała. Chodził w pobliżu. Słyszała jego ciężkie kroki w niewielkich odstępach czasu. Zapewne się niecierpliwił. Ona też. Chciała mieć to za sobą, chciała się od niego uwolnić, ale nie mogła robić żadnych pochopnych ruchów. Opracowała plan i zamierzała się go kurczowo trzymać.
- Marta, jesteś tam? - usłyszała jego podniesiony głos. Mocniej zacisnęła palce, przełknęła ślinę i odpowiedziała drżącym tonem:
- Jestem
- Otwieraj – oznajmił stanowczo – Otwieraj albo wyważę tę drzwi.
Powoli zbliżyła dłoń do zamka i chwyciwszy go palcami, przekręciła szybkim ruchem. Przylgnęła do ściany jak najbardziej to było możliwe. Wpadł tam jak szalony. Odwrócił się w jej stronę, a wtedy ona wyciągnęła zza pleców odświeżacz powietrza i prysnęła mu w oczy.
- Co ty robisz wariatko! - wrzasnął, odchylając się i zasłaniając rękoma. Dokładnie tak jak zakładała! Rzuciła w niego sprayem i natychmiast wybiegła z pomieszczenia. Prosto do drzwi. Przekręciła zamek i wybiegła na klatkę schodową. Nie zwalniała tempa. Wiedziała że mężczyzna szybko może się pozbierać. Musiała maksymalnie wykorzystać tę chwilę, uciec na tyle, by nie mógł jej odnaleźć...
Gdy tylko usłyszała o wypadku przyjaciółki, pojawiła się w szpitalu najszybciej jak tylko mogła. Tylko ona wiedziała o ciąży brunetki. Zdawała sobie sprawę iż pozornie niegroźne zdarzenie może mieć opłakane skutki w tym przypadku. Chciała się z nią zobaczyć, podnieść ją na duchu, wesprzeć, lecz nie było to możliwe. Z trudem od lekarza dyżurnego wyciągnęła informację że Ania jest operowana, a jej stan jest poważny. Wiedziała jak to może się skończyć. W duchu modliła się by wszystko dobrze się skończyło. Nie wierzyła że los może być aż tak okrutny dla przyjaciółki. Najpierw strata przyjaciela, teraz to. Zdecydowanie za dużo.
- Proszę jechać do domu, to jeszcze potrwa – zwróciła się do niej pielęgniarka
- Zostanę – oznajmiła cicho nie podnosząc wzroku. Może i miała jakieś obowiązki w domu, ale nie to było teraz ważne. Zdawała sobie sprawę że Ania będzie jej potrzebować. W końcu nie bez powodu to właśnie ją powiadomiła.
- Marta, co się stało? - Sebastian wpadł do biura komisarzy i od razu przykucnął przy kobiecie – Jesteś cała?
- Tak – wyszeptała, kładąc głowę na jego ramieniu – Dobrze że jesteś.
Maciek, który wraz z komisarzem przyjechał na komendę, widząc tę scenę trwał w milczeniu. Posłał jedynie pytające spojrzenia Ani i Rafałowi.
- Wpadła tu cała roztrzęsiona i zmarznięta – zaczęła kobieta – Nie chciała nic mówić, prosiła tylko żeby zadzwonić po ciebie i zapłacić za taksówkę – zwróciła się do Sebastiana
- Ile?
- Później się rozliczymy – wiedziała że to nie najlepszy moment na takie tematy
- Rafał, Ania, chodźcie na fajkę – zaproponował Maciek, domyślając się że brunetka nie będzie chciała rozmawiać w ich obecności
- Przecież... - zaczęła, ale gdy zobaczyła zdecydowanie kolegi domyśliła się co ma na myśli – A dobra, przewietrzę się.
Zamknęli za sobą drzwi, zostawiając Martę i Sebastiana samych. Dopiero w jego ramionach dziewczyna poczuła się bezpiecznie. Po chwili poczuła że głaszcze ją po włosach. Musiała mu powiedzieć. Komu jeśli nie jemu?
- Co się stało? - spytał jeszcze raz najbardziej łagodnym tonem, na jaki było go stać
- Dorwał mnie... Przyszedł do mieszkania, ja myślałam że to ty... otworzyłam – poczerwieniał ze złości, ale zacisnął zęby i pozwolił jej kontynuować – Chciałam uciec, ale przewrócił mnie, przycisnął do podłogi... Myślałam że to koniec – pociągnęła nosem i otarła napływające do oczu łzy – Ale on kazał mi iśc do łazienki. Po pięciu minutach zaczął się dobijać, chciał żebym wyszła. Schowałam się za drzwiami, wpuściłam go, a kiedy zbliżył się do mnie... prysnęłam mu w oczy odświeżaczem powietrza. Uciekłam, złapałam taksówkę i przyjechałam tutaj.
Sebastian mimowolnie się uśmiechnął. Wcale nie było mu żal napastnika, który przez najbliższych kilkanaście godzin będzie odczuwał podrażnienie spojówek. Ujął jej dłoń i potrząsnął lekko.
- Mądra dziewczyna – spojrzał jej prosto w oczy – Świetnie się spisałaś, wiesz? Już wszystko dobrze, nie zostawię cię ani na sekundę samej dopóki ten świr jest na wolności.
Minęło dobrych kilka godzin nim operacja dobiegła końca. Joasia do samego końca wierzyła w pomyślność działań lekarzy, jednak to nie wystarczyło. Kilkanaście minut przed dwudziestą pierwszą otrzymała tę tragiczną wiadomość. Poroniła. Może Ania nie była zachwycona, bała się trochę jak to będzie, ale na pewno nie chciała by tak to się skończyło.
Zmęczenie wzięło nad nią górę. Po kilkukrotnym zapewnieniu lekarza że brunetka nie wybudzi się tak prędko, pojechała do domu. Była wściekła. Po prostu, bez powodu. Przeklinała los, który w ostatnim czasie dostarczał jej przyjaciółce tyle cierpienia. Najgorsza chyba była jednak bezradność. Musiała na to patrzeć i nie mogła nic zrobić. Nie była w stanie pomóc. Jedyne co mogła zrobić to być przy niej i wspierać. I tyle robiła. Ale dla niej to było za mało.
Z samego rana pojechała na komendę by poinformować o wypadku Ani i poprosić o wolne. Komendant nie wyglądał na zachwyconego, ale nie mógł nic zrobić – Joasia od początku roku nie wzięła ani jednego dnia urlopu i wciąż miała prawo do czterech dni urlopu na żądanie. Z tej możliwości właśnie skorzystała. Nie miała innego wyjścia, postawiła na swoim, wyzywając w myślach przełożonego od gburów, a także zarzucając mu brak współczucia i empatii.
To na nią spadł ten obowiązek by poinformować Anię o tym co się stało. Właściwie to sama się na to zgodziła, licząc że od niej lepiej to przyjmie niż od lekarza. Ale jak w ogóle można spokojnie zareagować na wiadomość o stracie dziecka? Usiłowała się na to przygotować, ale wszystko wzięło w łeb gdy brunetka się wybudziła. Joasia miała jeszcze chwilę gdy lekarz ją wyprosił z sali by zbadać pacjentkę, ale to też nie pomogło.
- Ola? - przysiadła przy jej łóżku – Jak się czujesz?
- Właściwie to... - westchnęła – Nic nie czuję.
- Pewnie leki jeszcze działają – odwróciła głowę w stronę okna. Powinna to zrobić od razu, nie odwlekać, ale nie potrafiła znaleźć słów
- Co z dzieckiem? - tego właśnie blondwłosa najbardziej się obawiała. Że zapyta. To przecież normalne. Czas wyłożyć kawę na ławę. Ale w tym momencie wielka gula narosła jej w gardle. Ciężko było jej przełknąć ślinę, a co dopiero mówić. Ania jednak domyśliła się co znaczy milczenie. Przecież gdyby nic się nie stało, nie miałaby problemu by ją o tym zapewnić.
- Co robisz? - rzuciła zdziwiona, gdy zobaczyła że przyjaciółka podnosi się i zrywa z siebie przewody od urządzeń monitorujących jej stan – Przestań, słyszysz?! Jesteś po operacji, musisz leżeć!
- Straciłam dziecko, a ty mi każesz leżeć spokojnie?! - próbowała ją odepchnąć, ale nie miała na tyle siły – Zostaw mnie! Puszczaj!
Minęła chwila nim w sali pojawili się lekarz i pielęgniarka. Udało im się przytrzymać Anię i zrobić jej zastrzyk uspokajający. Joasia była załamana. Wiedziała że przyjaciółka źle zareaguje na tę wiadomość, ale nie sądziła że aż tak. Ania nic już nie mówiła, wbiła wzrok w ścianę. Gdy leki zaczęły działać, wszystko stało się jej obojętne. Przyjaciółka cały czas przy niej siedziała. Również milczała. Bo co miała powiedzieć? Że wszystko będzie dobrze? Że wszystko się ułoży? Że trzeba żyć dalej? W tym momencie te słowa brzmiały dziwnie pusto i sztucznie. Ukryła twarz w dłoniach, zdając sobie sprawę że to dopiero początek drogi, którą będzie musiała przejść brunetka.
Ostatnie sekundy dłużyły się niemiłosiernie. Oddychała głęboko, serce waliło jej jak młot. Ostatnia szansa. Musi ją wykorzystać. Nie pozwoli się skrzywdzić. Wiedziała że czas minął i napastnik za chwilę zacznie dobijać się do drzwi. Stanęła więc przy nich i nasłuchiwała. Chodził w pobliżu. Słyszała jego ciężkie kroki w niewielkich odstępach czasu. Zapewne się niecierpliwił. Ona też. Chciała mieć to za sobą, chciała się od niego uwolnić, ale nie mogła robić żadnych pochopnych ruchów. Opracowała plan i zamierzała się go kurczowo trzymać.
- Marta, jesteś tam? - usłyszała jego podniesiony głos. Mocniej zacisnęła palce, przełknęła ślinę i odpowiedziała drżącym tonem:
- Jestem
- Otwieraj – oznajmił stanowczo – Otwieraj albo wyważę tę drzwi.
Powoli zbliżyła dłoń do zamka i chwyciwszy go palcami, przekręciła szybkim ruchem. Przylgnęła do ściany jak najbardziej to było możliwe. Wpadł tam jak szalony. Odwrócił się w jej stronę, a wtedy ona wyciągnęła zza pleców odświeżacz powietrza i prysnęła mu w oczy.
- Co ty robisz wariatko! - wrzasnął, odchylając się i zasłaniając rękoma. Dokładnie tak jak zakładała! Rzuciła w niego sprayem i natychmiast wybiegła z pomieszczenia. Prosto do drzwi. Przekręciła zamek i wybiegła na klatkę schodową. Nie zwalniała tempa. Wiedziała że mężczyzna szybko może się pozbierać. Musiała maksymalnie wykorzystać tę chwilę, uciec na tyle, by nie mógł jej odnaleźć...
Gdy tylko usłyszała o wypadku przyjaciółki, pojawiła się w szpitalu najszybciej jak tylko mogła. Tylko ona wiedziała o ciąży brunetki. Zdawała sobie sprawę iż pozornie niegroźne zdarzenie może mieć opłakane skutki w tym przypadku. Chciała się z nią zobaczyć, podnieść ją na duchu, wesprzeć, lecz nie było to możliwe. Z trudem od lekarza dyżurnego wyciągnęła informację że Ania jest operowana, a jej stan jest poważny. Wiedziała jak to może się skończyć. W duchu modliła się by wszystko dobrze się skończyło. Nie wierzyła że los może być aż tak okrutny dla przyjaciółki. Najpierw strata przyjaciela, teraz to. Zdecydowanie za dużo.
- Proszę jechać do domu, to jeszcze potrwa – zwróciła się do niej pielęgniarka
- Zostanę – oznajmiła cicho nie podnosząc wzroku. Może i miała jakieś obowiązki w domu, ale nie to było teraz ważne. Zdawała sobie sprawę że Ania będzie jej potrzebować. W końcu nie bez powodu to właśnie ją powiadomiła.
- Marta, co się stało? - Sebastian wpadł do biura komisarzy i od razu przykucnął przy kobiecie – Jesteś cała?
- Tak – wyszeptała, kładąc głowę na jego ramieniu – Dobrze że jesteś.
Maciek, który wraz z komisarzem przyjechał na komendę, widząc tę scenę trwał w milczeniu. Posłał jedynie pytające spojrzenia Ani i Rafałowi.
- Wpadła tu cała roztrzęsiona i zmarznięta – zaczęła kobieta – Nie chciała nic mówić, prosiła tylko żeby zadzwonić po ciebie i zapłacić za taksówkę – zwróciła się do Sebastiana
- Ile?
- Później się rozliczymy – wiedziała że to nie najlepszy moment na takie tematy
- Rafał, Ania, chodźcie na fajkę – zaproponował Maciek, domyślając się że brunetka nie będzie chciała rozmawiać w ich obecności
- Przecież... - zaczęła, ale gdy zobaczyła zdecydowanie kolegi domyśliła się co ma na myśli – A dobra, przewietrzę się.
Zamknęli za sobą drzwi, zostawiając Martę i Sebastiana samych. Dopiero w jego ramionach dziewczyna poczuła się bezpiecznie. Po chwili poczuła że głaszcze ją po włosach. Musiała mu powiedzieć. Komu jeśli nie jemu?
- Co się stało? - spytał jeszcze raz najbardziej łagodnym tonem, na jaki było go stać
- Dorwał mnie... Przyszedł do mieszkania, ja myślałam że to ty... otworzyłam – poczerwieniał ze złości, ale zacisnął zęby i pozwolił jej kontynuować – Chciałam uciec, ale przewrócił mnie, przycisnął do podłogi... Myślałam że to koniec – pociągnęła nosem i otarła napływające do oczu łzy – Ale on kazał mi iśc do łazienki. Po pięciu minutach zaczął się dobijać, chciał żebym wyszła. Schowałam się za drzwiami, wpuściłam go, a kiedy zbliżył się do mnie... prysnęłam mu w oczy odświeżaczem powietrza. Uciekłam, złapałam taksówkę i przyjechałam tutaj.
Sebastian mimowolnie się uśmiechnął. Wcale nie było mu żal napastnika, który przez najbliższych kilkanaście godzin będzie odczuwał podrażnienie spojówek. Ujął jej dłoń i potrząsnął lekko.
- Mądra dziewczyna – spojrzał jej prosto w oczy – Świetnie się spisałaś, wiesz? Już wszystko dobrze, nie zostawię cię ani na sekundę samej dopóki ten świr jest na wolności.
Minęło dobrych kilka godzin nim operacja dobiegła końca. Joasia do samego końca wierzyła w pomyślność działań lekarzy, jednak to nie wystarczyło. Kilkanaście minut przed dwudziestą pierwszą otrzymała tę tragiczną wiadomość. Poroniła. Może Ania nie była zachwycona, bała się trochę jak to będzie, ale na pewno nie chciała by tak to się skończyło.
Zmęczenie wzięło nad nią górę. Po kilkukrotnym zapewnieniu lekarza że brunetka nie wybudzi się tak prędko, pojechała do domu. Była wściekła. Po prostu, bez powodu. Przeklinała los, który w ostatnim czasie dostarczał jej przyjaciółce tyle cierpienia. Najgorsza chyba była jednak bezradność. Musiała na to patrzeć i nie mogła nic zrobić. Nie była w stanie pomóc. Jedyne co mogła zrobić to być przy niej i wspierać. I tyle robiła. Ale dla niej to było za mało.
Z samego rana pojechała na komendę by poinformować o wypadku Ani i poprosić o wolne. Komendant nie wyglądał na zachwyconego, ale nie mógł nic zrobić – Joasia od początku roku nie wzięła ani jednego dnia urlopu i wciąż miała prawo do czterech dni urlopu na żądanie. Z tej możliwości właśnie skorzystała. Nie miała innego wyjścia, postawiła na swoim, wyzywając w myślach przełożonego od gburów, a także zarzucając mu brak współczucia i empatii.
To na nią spadł ten obowiązek by poinformować Anię o tym co się stało. Właściwie to sama się na to zgodziła, licząc że od niej lepiej to przyjmie niż od lekarza. Ale jak w ogóle można spokojnie zareagować na wiadomość o stracie dziecka? Usiłowała się na to przygotować, ale wszystko wzięło w łeb gdy brunetka się wybudziła. Joasia miała jeszcze chwilę gdy lekarz ją wyprosił z sali by zbadać pacjentkę, ale to też nie pomogło.
- Ola? - przysiadła przy jej łóżku – Jak się czujesz?
- Właściwie to... - westchnęła – Nic nie czuję.
- Pewnie leki jeszcze działają – odwróciła głowę w stronę okna. Powinna to zrobić od razu, nie odwlekać, ale nie potrafiła znaleźć słów
- Co z dzieckiem? - tego właśnie blondwłosa najbardziej się obawiała. Że zapyta. To przecież normalne. Czas wyłożyć kawę na ławę. Ale w tym momencie wielka gula narosła jej w gardle. Ciężko było jej przełknąć ślinę, a co dopiero mówić. Ania jednak domyśliła się co znaczy milczenie. Przecież gdyby nic się nie stało, nie miałaby problemu by ją o tym zapewnić.
- Co robisz? - rzuciła zdziwiona, gdy zobaczyła że przyjaciółka podnosi się i zrywa z siebie przewody od urządzeń monitorujących jej stan – Przestań, słyszysz?! Jesteś po operacji, musisz leżeć!
- Straciłam dziecko, a ty mi każesz leżeć spokojnie?! - próbowała ją odepchnąć, ale nie miała na tyle siły – Zostaw mnie! Puszczaj!
Minęła chwila nim w sali pojawili się lekarz i pielęgniarka. Udało im się przytrzymać Anię i zrobić jej zastrzyk uspokajający. Joasia była załamana. Wiedziała że przyjaciółka źle zareaguje na tę wiadomość, ale nie sądziła że aż tak. Ania nic już nie mówiła, wbiła wzrok w ścianę. Gdy leki zaczęły działać, wszystko stało się jej obojętne. Przyjaciółka cały czas przy niej siedziała. Również milczała. Bo co miała powiedzieć? Że wszystko będzie dobrze? Że wszystko się ułoży? Że trzeba żyć dalej? W tym momencie te słowa brzmiały dziwnie pusto i sztucznie. Ukryła twarz w dłoniach, zdając sobie sprawę że to dopiero początek drogi, którą będzie musiała przejść brunetka.
wtorek, 3 maja 2016
VIII. Scen nr 22
Marta dała sobie dwa dni na zastanowienie. Musiała zgodzić się z Sebastianem, że oficjalne zawiadomienie niewiele pomoże. Potrzebne było inne rozwiązanie. Brunet upierał się by przeprowadzić męską rozmowę z prześladowcą, lecz im bardziej naciskał, kobieta była coraz bardziej nieprzychylna tej propozycji.
- Spotkam się z nim – wypaliła – Spotkam i wszystko wyjaśnię.
- I co, myślisz że ty mu przeliterujesz że nie chcesz go widzieć na oczy, a on tak po prostu cię posłucha? - spytał drwiąco – Nie bądź naiwna. To wariat, do niego dotrą tylko naprawdę mocne argumenty.
- Czyli co? - podeszła do okna i oparła się o parapet – Wpieprzysz mu, połamiesz palce, podtopisz go w kiblu... Co jeszcze?
- Za dużo filmów się naoglądałaś – stwierdził, choć przed samym sobą nie mógł zaprzeczyć że w tym przypadku zamierzał użyć podobnych metod.
- Nie zgadzam się. Nie pozwalam ci, rozumiesz?! - podniosła głos, odwracając się gwałtownie
- Jeszcze ci go szkoda? A może ty chcesz żeby on za tobą łaził, co? - puściły mu nerwy – Może to taki rodzaj gry, że niby taka niedostępna, pokrzywdzona...
Nie mogła tego słuchać. Jak w ogóle mógł tak pomyśleć? Jak w ogóle te słowa przeszły mu przez gardło i to w jej obecności? Teraz, kiedy żyje w niepewności, w ciągłym strachu. Przesadził. Podeszła do niego, zdecydowanym ruchem wzięła zamach i uderzyła go otwartą dłonią w twarz. Aż sama poczuła jak skóra ją zapiekła. Bez słowa jednak odwróciła się i odeszła. Trzasnęła drzwiami od pokoju i na jakiś czas zapanowała cisza.
Sebastian odczekał kilka minut, chciał by ochłonęła. W obecnej sytuacji kłótnie były ostatnią rzeczą której potrzebowali. Zastukał delikatnie, nie usłyszawszy żadnej odpowiedzi uchylił drzwi i wślizgnął się do środka. Kobieta leżała na łóżku, odwrócona plecami. Usiadł przy niej, położył dłoń na ramieniu. Nie reagowała.
- Przepraszam – powiedział cicho – Nie wiedziałem co mówię, poniosło mnie. Wiesz jak to jest w nerwach – uśmiechnął się lekko. Ponieważ brunetka ani drgnęła, przeszedł na drugą stronę i zobaczył że ma zamknięte oczy. Spała. Spała albo udawała że śpi, bo nie chce rozmawiać. Wyjął z szafy koc, ostrożnie ją przykrył i zostawił samą.
Ania po skończeniu raportów bez pośpiechu opuściła komendę, planując sobie spokojny weekend. Zrobi zakupy by wypełnić pustkę w lodówce, ugotuje sobie porządny obiad, w końcu teraz powinna dobrze się odżywiać, a potem odpocznie na kanapie przed telewizorem i położy się wcześniej spać. Już od kilku dni odczuwała nienaturalną potrzebę snu, nawet gdy spała po dziesięć czy nawet jedenaście godzin. No tak, hormony. To one były odpowiedzialne za wszystkie odchylenia od normy potrzeb organizmu.
Przechodząc obok regału ze słodyczami bez zawahania wzięła aż trzy tabliczki czekolady. Zawsze ją lubiła, ale teraz, w ciąży, odczuwała jeszcze większe zapotrzebowanie na nią niż kiedykolwiek. Sporo rzeczy znalazło się w jej koszyku nim znalazła się w kolejce do kasy. Czekała cierpliwie, aż w pewnym momencie zwróciła uwagę na rozmowę ochroniarza z młodym mężczyzną. Był wysoki i szczupły, miał na sobie czarną kurtkę, ciemne spodnie i czapkę z daszkiem. Wyglądał za zdenerwowanego. Rozejrzał się dookoła, po czym zaskoczył ochroniarza, odpychając go i rzucając się do ucieczki. Instynkt policjantki mimowolnie zadziałał. Jeszcze za nim usłyszała krzyk „łapać złodzieja” rzuciła się w pogoń. Z trudem omijała ludzi na swojej drodze, jednak z nikim się nie zderzyła. Szybka reakcja pozwoliła na utrzymanie niewielkiego dystansu za ściganym. Teraz tylko wystarczyło go nadrobić. Żałowała że zostawiła broń w samochodzie. Mężczyzna przeciskał się między samochodami na parkingu, licząc na to że w ten sposób uda mu się zgubić policjantkę. Z pomocą przyszedł mu nieświadomy niczego rowerzysta, który wyjechał zza jednego z pojazdów i nie zdążył zareagować. Zderzył się z Anią. W wyniku kolizji oboje wylądowali na ziemi.
- Cholera jasna! - wrzasnął poirytowany, podnosząc się na klęczki. Rzucił okiem na rower, a następnie na kobietę, która wciąż leżała. Nic nie mówiła, obejmowała rękami swój brzuch, a na jej twarzy pojawił się grymas.
- Proszę pani? Wszystko w porządku? Dobrze się pani czuje? - zapytał już nie zdenerwowany a zaniepokojony, gdy zdał sobie sprawę że kobieta jednak ucierpiała podczas zderzenia
- Kierownica ją chyba uderzyła w brzuch – świadek podszedł bliżej i podzielił się swoimi informacjami
- Chyba?
- Nie wiem, wszystko działo się tak szybko...
- Niech pan dzwoni po karetkę – nakazał mu rowerzysta, gdy zobaczył że kobieta blednie. Choć była przytomna, wszystko działo się jakby obok niej. Słyszała głosy, widziała jakichś ludzi pochylających się nad nią, ale nie zdawała sobie sprawy z sytuacji. Czuła jedynie ból i narastający chłód. Mężczyzna mówił do niej, lecz na nic nie reagowała. Robiła się coraz słabsza. Nie wiedziała jak długo to trwało. Dopiero w karetce poczuła się lepiej.
- Słyszy mnie pani? - zapytał po raz kolejny lekarz, nie przerywając badań. Kątem oka spostrzegł że skinęła głową.
- Coś panią boli? - w odpowiedzi wskazała na brzuch
- Ja jestem w ciąży – powiedziała cicho, przymykając oczy. Wciąż była jeszcze oszołomiona po wypadku. Dopiero dotarło do niej że podczas kolizji dziecku mogło stać się coś złego.
- Pamięta pani co się stało?
- Tak. Będzie dobrze, prawda? - w jej głosie pojawił się niepokój
- Będzie – zapewnił lekarz, spojrzawszy jej w oczy – Czy mam kogoś powiadomić?
Milczała. Nie miała nikogo, ale nie chciała być sama. Pierwszą osobą jaka przyszła jej na myśl była Joasia. W końcu była jej przyjaciółką, mogła na nią liczyć.
- Podam panu numer – wyszeptała zrezygnowana. Nie chciała jej martwić ani obarczać swoimi problemami, ale tym razem nie miała wyjścia.
Gdy dziewczyna wstała, Sebastiana nie było w mieszkaniu. Musiał wyjść kiedy się zdrzemnęła. Nie wiedziała po co, ani dokąd, ale domyślała się że postanowił działać jednak na własną rękę. Była na niego zła. Czuła że będzie miał przez to kłopoty, a tego nie chciała. Przecież tyle jej pomógł, nie mogła od niego wymagać, a tym bardziej sprawiać mu problemy. Dlaczego nie potrafił tego zrozumieć? Dlaczego tak bardzo się angażował, dlaczego się poświęcał?
- Mam tylko nadzieję że nie zrobi nic głupiego – powiedziała do siebie. Pobicie i groźby według niej nie były dobrym rozwiązaniem. Obawiała się że mężczyzna po tym wcale nie odpuści, a wręcz przeciwnie – posunie się jeszcze dalej.
Usłyszała trzask zamka w drzwiach. Nie przerywała swoich czynności. Jeśli będzie chciał porozmawiać, dogadać się, odezwie się jako pierwszy. Coraz wyraźniej słyszała kroki. Zbliżał się, aż w końcu przystanął po drugiej stronie stołu. Milczał. Marta odstawiła kubek z herbatą i obróciła się. Aż podskoczyła, gdy zobaczyła jego twarz. Z przerażeniem stwierdziła że zaledwie dwa metry dalej, za stołem, stoi jej prześladowca.
- Cześć piękna – oznajmił, uśmiechając się tryumfalnie.
Brunetka szybko zaczęła analizować swoje niewielkie pole manewru. Zacząć krzyczeć? Natychmiast ją uciszy. Nawet jeśli ktoś zdąży to usłyszeć to nie zareaguje. Szukać noża i się bronić? Za mało czasu, nie zdąży. Tylko ucieczka miała szanse na powodzenie. Niewielkie, ale w tej beznadziejnej sytuacji musiała spróbować. Zerwała się nagle z miejsca, ale on zrobił to samo. Jeszcze zanim dopadła do drzwi popchnął ją. Kobieta wylądowała na zimnych kaflach przedpokoju. Mężczyzna złapał ją, odwrócił na plecy, a następnie przysiadł okrakiem nad jej brzuchem, złapał ją za nadgarstki i przycisnął ręce do podłogi.
- Puść mnie – wycedziła przez zęby
- Nie tak prędko kochanie – wyglądał na rozbawionego całą sytuacją, w przeciwieństwie do obezwładnionej Marty – Ja zawsze dostaję to, czego chcę. A chcę ciebie.
Nagle napluła mu w twarz. Myślała że uda się go zdekoncentrować, doprowadzić do sytuacji, w której mogłaby się uwolnić i uciec, ale on wciąż trzymał ją mocno. Przetarł twarz dłonią, po czym uderzył nią dziewczynę w policzek.
- Ostra jesteś, ale to ja będę dominował w tym związku.
- Jakim związku?! - oburzyła się – Co ty chrzanisz?!
- Spodoba ci się, zobaczysz. Jeszcze będziesz błagała o więcej.
Chwycił ją za udo, a wtedy już nie miała wątpliwości co zamierza z nią zrobić. Za wszelką cenę chciała się bronić, ale w tym położeniu nie miała takiej możliwości. Zresztą, mężczyzna był silniejszy. Musiała pokonać go sprytem. Uwodzić go i wykorzystać jego słabość? Nie, nie uwierzy. Jeszcze chwilę temu mu się stawiała, a teraz nagle sama chce iść z nim do łóżka? Może i jest wariatem, ale nie idiotą.
- Marta – wyszeptał jej do ucha, a następnie musnął ustami szyję. Czuła wstręt i odrazę – Jesteś taka piękna...
Myślała że nie ma szans, że za chwilę będzie musiała przejść przez najgorsze, ale dostała jeszcze trochę czasu. Niespodziewanie wstał, podniósł ją i popchnął w głąb mieszkania.
- Idź do łazienki, przygotuj się – rozkazał jej – Weź prysznic, popraw fryzurę. Postaraj się, proszę – pochylił się do przodu by ją pocałować, ale ona się odsunęła – I tak tego nie unikniesz – przypomniał surowo, rozczarowany jej reakcją.
Marta zamknęła drzwi od łazienki na zamek, pochyliła się nad umywalką i przemyła twarz. Była w pułapce. Telefon zostawiła w sypialni, nie miała możliwości by skontaktować się z Sebastianem. Jeśli nie wróci w ciągu tych pięciu minut, nie będzie mógł jej pomóc. Oparła się o ścianę i osunęła na podłogę. Zrozumiała że popełniła błąd lekceważąc Pietrzyckiego.
- Spotkam się z nim – wypaliła – Spotkam i wszystko wyjaśnię.
- I co, myślisz że ty mu przeliterujesz że nie chcesz go widzieć na oczy, a on tak po prostu cię posłucha? - spytał drwiąco – Nie bądź naiwna. To wariat, do niego dotrą tylko naprawdę mocne argumenty.
- Czyli co? - podeszła do okna i oparła się o parapet – Wpieprzysz mu, połamiesz palce, podtopisz go w kiblu... Co jeszcze?
- Za dużo filmów się naoglądałaś – stwierdził, choć przed samym sobą nie mógł zaprzeczyć że w tym przypadku zamierzał użyć podobnych metod.
- Nie zgadzam się. Nie pozwalam ci, rozumiesz?! - podniosła głos, odwracając się gwałtownie
- Jeszcze ci go szkoda? A może ty chcesz żeby on za tobą łaził, co? - puściły mu nerwy – Może to taki rodzaj gry, że niby taka niedostępna, pokrzywdzona...
Nie mogła tego słuchać. Jak w ogóle mógł tak pomyśleć? Jak w ogóle te słowa przeszły mu przez gardło i to w jej obecności? Teraz, kiedy żyje w niepewności, w ciągłym strachu. Przesadził. Podeszła do niego, zdecydowanym ruchem wzięła zamach i uderzyła go otwartą dłonią w twarz. Aż sama poczuła jak skóra ją zapiekła. Bez słowa jednak odwróciła się i odeszła. Trzasnęła drzwiami od pokoju i na jakiś czas zapanowała cisza.
Sebastian odczekał kilka minut, chciał by ochłonęła. W obecnej sytuacji kłótnie były ostatnią rzeczą której potrzebowali. Zastukał delikatnie, nie usłyszawszy żadnej odpowiedzi uchylił drzwi i wślizgnął się do środka. Kobieta leżała na łóżku, odwrócona plecami. Usiadł przy niej, położył dłoń na ramieniu. Nie reagowała.
- Przepraszam – powiedział cicho – Nie wiedziałem co mówię, poniosło mnie. Wiesz jak to jest w nerwach – uśmiechnął się lekko. Ponieważ brunetka ani drgnęła, przeszedł na drugą stronę i zobaczył że ma zamknięte oczy. Spała. Spała albo udawała że śpi, bo nie chce rozmawiać. Wyjął z szafy koc, ostrożnie ją przykrył i zostawił samą.
Ania po skończeniu raportów bez pośpiechu opuściła komendę, planując sobie spokojny weekend. Zrobi zakupy by wypełnić pustkę w lodówce, ugotuje sobie porządny obiad, w końcu teraz powinna dobrze się odżywiać, a potem odpocznie na kanapie przed telewizorem i położy się wcześniej spać. Już od kilku dni odczuwała nienaturalną potrzebę snu, nawet gdy spała po dziesięć czy nawet jedenaście godzin. No tak, hormony. To one były odpowiedzialne za wszystkie odchylenia od normy potrzeb organizmu.
Przechodząc obok regału ze słodyczami bez zawahania wzięła aż trzy tabliczki czekolady. Zawsze ją lubiła, ale teraz, w ciąży, odczuwała jeszcze większe zapotrzebowanie na nią niż kiedykolwiek. Sporo rzeczy znalazło się w jej koszyku nim znalazła się w kolejce do kasy. Czekała cierpliwie, aż w pewnym momencie zwróciła uwagę na rozmowę ochroniarza z młodym mężczyzną. Był wysoki i szczupły, miał na sobie czarną kurtkę, ciemne spodnie i czapkę z daszkiem. Wyglądał za zdenerwowanego. Rozejrzał się dookoła, po czym zaskoczył ochroniarza, odpychając go i rzucając się do ucieczki. Instynkt policjantki mimowolnie zadziałał. Jeszcze za nim usłyszała krzyk „łapać złodzieja” rzuciła się w pogoń. Z trudem omijała ludzi na swojej drodze, jednak z nikim się nie zderzyła. Szybka reakcja pozwoliła na utrzymanie niewielkiego dystansu za ściganym. Teraz tylko wystarczyło go nadrobić. Żałowała że zostawiła broń w samochodzie. Mężczyzna przeciskał się między samochodami na parkingu, licząc na to że w ten sposób uda mu się zgubić policjantkę. Z pomocą przyszedł mu nieświadomy niczego rowerzysta, który wyjechał zza jednego z pojazdów i nie zdążył zareagować. Zderzył się z Anią. W wyniku kolizji oboje wylądowali na ziemi.
- Cholera jasna! - wrzasnął poirytowany, podnosząc się na klęczki. Rzucił okiem na rower, a następnie na kobietę, która wciąż leżała. Nic nie mówiła, obejmowała rękami swój brzuch, a na jej twarzy pojawił się grymas.
- Proszę pani? Wszystko w porządku? Dobrze się pani czuje? - zapytał już nie zdenerwowany a zaniepokojony, gdy zdał sobie sprawę że kobieta jednak ucierpiała podczas zderzenia
- Kierownica ją chyba uderzyła w brzuch – świadek podszedł bliżej i podzielił się swoimi informacjami
- Chyba?
- Nie wiem, wszystko działo się tak szybko...
- Niech pan dzwoni po karetkę – nakazał mu rowerzysta, gdy zobaczył że kobieta blednie. Choć była przytomna, wszystko działo się jakby obok niej. Słyszała głosy, widziała jakichś ludzi pochylających się nad nią, ale nie zdawała sobie sprawy z sytuacji. Czuła jedynie ból i narastający chłód. Mężczyzna mówił do niej, lecz na nic nie reagowała. Robiła się coraz słabsza. Nie wiedziała jak długo to trwało. Dopiero w karetce poczuła się lepiej.
- Słyszy mnie pani? - zapytał po raz kolejny lekarz, nie przerywając badań. Kątem oka spostrzegł że skinęła głową.
- Coś panią boli? - w odpowiedzi wskazała na brzuch
- Ja jestem w ciąży – powiedziała cicho, przymykając oczy. Wciąż była jeszcze oszołomiona po wypadku. Dopiero dotarło do niej że podczas kolizji dziecku mogło stać się coś złego.
- Pamięta pani co się stało?
- Tak. Będzie dobrze, prawda? - w jej głosie pojawił się niepokój
- Będzie – zapewnił lekarz, spojrzawszy jej w oczy – Czy mam kogoś powiadomić?
Milczała. Nie miała nikogo, ale nie chciała być sama. Pierwszą osobą jaka przyszła jej na myśl była Joasia. W końcu była jej przyjaciółką, mogła na nią liczyć.
- Podam panu numer – wyszeptała zrezygnowana. Nie chciała jej martwić ani obarczać swoimi problemami, ale tym razem nie miała wyjścia.
Gdy dziewczyna wstała, Sebastiana nie było w mieszkaniu. Musiał wyjść kiedy się zdrzemnęła. Nie wiedziała po co, ani dokąd, ale domyślała się że postanowił działać jednak na własną rękę. Była na niego zła. Czuła że będzie miał przez to kłopoty, a tego nie chciała. Przecież tyle jej pomógł, nie mogła od niego wymagać, a tym bardziej sprawiać mu problemy. Dlaczego nie potrafił tego zrozumieć? Dlaczego tak bardzo się angażował, dlaczego się poświęcał?
- Mam tylko nadzieję że nie zrobi nic głupiego – powiedziała do siebie. Pobicie i groźby według niej nie były dobrym rozwiązaniem. Obawiała się że mężczyzna po tym wcale nie odpuści, a wręcz przeciwnie – posunie się jeszcze dalej.
Usłyszała trzask zamka w drzwiach. Nie przerywała swoich czynności. Jeśli będzie chciał porozmawiać, dogadać się, odezwie się jako pierwszy. Coraz wyraźniej słyszała kroki. Zbliżał się, aż w końcu przystanął po drugiej stronie stołu. Milczał. Marta odstawiła kubek z herbatą i obróciła się. Aż podskoczyła, gdy zobaczyła jego twarz. Z przerażeniem stwierdziła że zaledwie dwa metry dalej, za stołem, stoi jej prześladowca.
- Cześć piękna – oznajmił, uśmiechając się tryumfalnie.
Brunetka szybko zaczęła analizować swoje niewielkie pole manewru. Zacząć krzyczeć? Natychmiast ją uciszy. Nawet jeśli ktoś zdąży to usłyszeć to nie zareaguje. Szukać noża i się bronić? Za mało czasu, nie zdąży. Tylko ucieczka miała szanse na powodzenie. Niewielkie, ale w tej beznadziejnej sytuacji musiała spróbować. Zerwała się nagle z miejsca, ale on zrobił to samo. Jeszcze zanim dopadła do drzwi popchnął ją. Kobieta wylądowała na zimnych kaflach przedpokoju. Mężczyzna złapał ją, odwrócił na plecy, a następnie przysiadł okrakiem nad jej brzuchem, złapał ją za nadgarstki i przycisnął ręce do podłogi.
- Puść mnie – wycedziła przez zęby
- Nie tak prędko kochanie – wyglądał na rozbawionego całą sytuacją, w przeciwieństwie do obezwładnionej Marty – Ja zawsze dostaję to, czego chcę. A chcę ciebie.
Nagle napluła mu w twarz. Myślała że uda się go zdekoncentrować, doprowadzić do sytuacji, w której mogłaby się uwolnić i uciec, ale on wciąż trzymał ją mocno. Przetarł twarz dłonią, po czym uderzył nią dziewczynę w policzek.
- Ostra jesteś, ale to ja będę dominował w tym związku.
- Jakim związku?! - oburzyła się – Co ty chrzanisz?!
- Spodoba ci się, zobaczysz. Jeszcze będziesz błagała o więcej.
Chwycił ją za udo, a wtedy już nie miała wątpliwości co zamierza z nią zrobić. Za wszelką cenę chciała się bronić, ale w tym położeniu nie miała takiej możliwości. Zresztą, mężczyzna był silniejszy. Musiała pokonać go sprytem. Uwodzić go i wykorzystać jego słabość? Nie, nie uwierzy. Jeszcze chwilę temu mu się stawiała, a teraz nagle sama chce iść z nim do łóżka? Może i jest wariatem, ale nie idiotą.
- Marta – wyszeptał jej do ucha, a następnie musnął ustami szyję. Czuła wstręt i odrazę – Jesteś taka piękna...
Myślała że nie ma szans, że za chwilę będzie musiała przejść przez najgorsze, ale dostała jeszcze trochę czasu. Niespodziewanie wstał, podniósł ją i popchnął w głąb mieszkania.
- Idź do łazienki, przygotuj się – rozkazał jej – Weź prysznic, popraw fryzurę. Postaraj się, proszę – pochylił się do przodu by ją pocałować, ale ona się odsunęła – I tak tego nie unikniesz – przypomniał surowo, rozczarowany jej reakcją.
Marta zamknęła drzwi od łazienki na zamek, pochyliła się nad umywalką i przemyła twarz. Była w pułapce. Telefon zostawiła w sypialni, nie miała możliwości by skontaktować się z Sebastianem. Jeśli nie wróci w ciągu tych pięciu minut, nie będzie mógł jej pomóc. Oparła się o ścianę i osunęła na podłogę. Zrozumiała że popełniła błąd lekceważąc Pietrzyckiego.
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)