wtorek, 26 sierpnia 2014

Utracona nadzieja cz. 7

Kilka dni później.
- Panie doktorze! Panie doktorze! - zawołała rozpaczliwym głosem pielęgniarka
- O co chodzi?
- Pacjent spod czwórki uciekł.
Lekarz tylko pokiwał głową. To już nie pierwszy taki wybryk. Za pierwszym i za drugim razem udało im się go powstrzymać, tym razem okazał się być sprytniejszy. Od samego początku były z nim problemy. Nie chciał współpracować, odmawiał przyjmowania leków, żądał natychmiastowego wypisania z oddziału, a czasem nawet bywał agresywny. A to wszystko przez brak alkoholu, którego tak bardzo pragnął jego organizm...
- Ochrona powiadomiona?
- Oczywiście! - siostra oddziałowa dumnie się wyprostowała
- Świetnie, proszę tylko dodać że może być niebezpieczny – rzucił chłodno, po czym odwrócił się na pięcie i odszedł.
On tymczasem szedł parkową alejką, mocno ściskając w dłoni szyjkę butelki po wódce. Cudowne uczucie. Wypił całe pół litra. Sam. Nie rozumiał dlaczego wszyscy zabraniają mu tej niesamowitej rozkoszy, którą poczuł gdy w jego ustach znalazły się pierwsze krople trunku. Nie rozumiał dlaczego trzymali go tak daleko od tego. Ale teraz to się nie liczyło. Wyrwał się z ich szponów, odzyskał wolność, znów mógł oddawać się swoim przyjemnościom. Teraz już nikt go nie zatrzyma. Nikt.
- Dzień dobry panu, sierżant Jagodziński oraz starszy sierżant Marewicz – nagle przed jego oczami pojawiło się dwóch umundurowanych funkcjonariuszy policji – Dokumenty poproszę.
Sebastian rozłożył bezradnie ręce i roześmiał się.
- Nie mam.
Policjanci wymienili między sobą porozumiewawcze spojrzenia. Jeden przesunął się nieco w bok, podczas gdy drugi został naprzeciw bruneta i kontynuował rozmowę.
- A jak się pan nazywa?
- Sebastian, miło mi – wyciągnął do niego rękę, wciąż się śmiejąc
- Proszę pana, to nie są żarty – upomniał go – Imię i nazwisko poproszę.
- Sebastian... Sebastian... cholera, no, nie pamiętam. Ale jak wrócę do domu to poszukam w papierach i dam znać.
Zrobił już jeden krok naprzód, ale mundurowy zatrzymał go jednym ruchem ręki.
- To jeszcze nie koniec. Pan pojedzie z nami, musimy coś wyjaśnić.
- Co niby?
- Uciekł pan ze szpitala, a następnie ukradł pan butelkę wódki ze sklepu, tę samą, którą trzyma pan w dłoni, tyle że wtedy jeszcze miała zawartość, demolując przy tym regał z alkoholem. Właściciel jest właśnie w trakcie wyceny szkód i strat. Z pewnością przekroczą tysiąc złotych...
- Chyba ci coś na mózg padło – wybełkotał, próbując go ominąć. Złapany przez funkcjonariusza, zaczął się szarpać. Chciał zaatakować go butelką, ale wtedy drugi z policjantów chwycił go za nadgarstek i wykręcił mu rękę.
- Puszczajcie! - krzyczał, kiedy prowadzili go do radiowozu – Ludzie! Napaść w biały dzień! Uczciwych obywateli zamykają!
Krzyczał coś jeszcze, ale po zamknięciu drzwi samochodu niewiele było słychać na zewnątrz. Od razu zawieźli go do szpitala, gdzie miał zostać zbadany przez lekarza, a także przesłuchany przez obu mundurowych.

- Panie Sebastianie... - lekarz usiłował do niego dotrzeć, ale on nie słuchał – Proszę zrozumieć.
- Panie doktorze – był już o wiele spokojniejszy niż wcześniej, a to za sprawą leków, które dostał godzinę wcześniej – Pan jest lekarzem, to niech pan mi to wytłumaczy. Jak można leczyć zdrowego człowieka?
- No widzi pan... w tym jest sedno sprawy. Pan sobie nie zdaje sprawy ze swojej choroby. Jest pan alkoholikiem, uciekł pan ze szpitala i zdemolował sklep, tylko po to by napić się wódki. Pan już stracił kontrolę nad sobą.
- Panie doktorze... - powiedział z politowaniem – Ja siebie nie kontroluję? Ja po prostu nie lubię kiedy inni mówią mi co mam robić.
- Ale ja panu nie rozkazuję... Sugeruję tylko, że powinien pan zdecydować się na leczenie, a decyzja należy do pana.
- Nie i koniec – uparcie pozostawał przy swoim stanowisku
- Proszę to przemyśleć, ma pan jeszcze czas.
Lekarz opuścił pomieszczenie i zostawił go samego w sali. Na zewnątrz, na korytarzu siedział policjant. Kątem oka zerknął na drzwi, by upewnić się że to nie Sebastian wyszedł. Takie dostał zadanie – pilnować by brunet nie uciekł i nie pogorszył swojej i tak już złej sytuacji. W końcu będzie musiał odpowiedzieć za wyrządzenie szkód w sklepie oraz kradzież.
Policjant po raz drugi podniósł głowę znad gazety, bowiem teraz pielęgniarka podeszła do drzwi z czystą pościelą na rękach. Uśmiechnęła się do mundurowego, po czym zniknęła za drzwiami.
- Ja to pana nie rozumiem – odezwała się nagle, zmieniając pościel. Sebastian, który stał przy oknie odwrócony plecami do niej, przekręcił głowę w bok.
- To znaczy?
- Chory czy nie chory... Co panu szkodzi pojechać do tego ośrodka? Posiedzi pan ze dwa lub trzy tygodnie i pana puszczą, będzie miał pan spokój. A tak? Będą ciągać po sądach, wołać odszkodowania za straty materialne i moralne, dowalą jeszcze jakiś wyrok w zawieszeniu...
Z tej strony na to nie spojrzał. Nie pomyślał że jeśli zgodzi się na leczenie to uniknie odpowiedzialności karnej.
- Ale to będzie oszustwo – powiedział sobie w myślach
No i co z tego? Przecież nie on jeden tak postępuje. Wiele osób udaje chorobę psychiczną, żeby trafić do szpitala zamiast do więzienia. W ten sposób skracali wyroki z kilku lat do roku lub dwóch, albo i krócej. Po co mu robić długi przez jakieś grzywny czy zadośćuczynienia, skoro może wyjechać na kilka tygodni i mieć to wszystko z głowy.
- W sumie racja – westchnął – Może pani zawołać lekarza?
- Oczywiście, już po niego idę.
- Nie będzie tak źle – pocieszał samego siebie

Pan doktor czekał jak na szpilkach u siebie w gabinecie. Nerwowo chodził od ściany do ściany, wyczekując na wieści od pielęgniarki. To on poprosił ją, by podsunęła taką myśl pacjentowi. On sam nie mógł tego zrobić, byłoby to nieetyczne. Lekarz musi kierować się przede wszystkim dobrem pacjenta. Co prawda jego intencje były słuszne, to jednak ta metoda nie do końca to ujawniała. W końcu chory powinien pojechać tam by się leczyć, a nie po to, by uniknąć kary za jakieś haniebne występki.
- No i co? - przystanął niemal na baczność, kiedy w progu pojawiła się blondwłosa kobieta
- Chce z panem rozmawiać, chyba się zgodzi.
- Świetnie – mruknął pod nosem, mimowolnie unosząc kąciki ust – Miejmy nadzieję, że tam sobie z nim poradzą, że tam zrozumie co z nim nie tak. Skoro my nie umiemy mu tego uświadomić... No nic, ważne że pojedzie.

niedziela, 17 sierpnia 2014

Utracona nadzieja cz. 6

          Zaraz po kłótni Joasia poszła do sypialni, wyciągnęła z szafy torbę podróżną i pospiesznie, bez większego zastanowienia zaczęła wrzucać do niej swoje rzeczy. Swetry, koszulki, bieliznę czy spodnie, kosmetyki czy drobiazgi. Wszystko lądowało niedbale we wnętrzu torby.
- Asiu, co robisz?
Aż podskoczyła, wystraszona, kiedy usłyszała głos Sebastiana. To dlatego się tak spieszyła. Liczyła na to, że zdąży przygotować bagaż nim brunet zauważy iż nie rzucała słów na wiatr. Nie udało się.
- Pakuję się – odpowiedziała cicho, kontynuując przerwaną czynność
- Słucham?
Nie wyglądał na zadowolonego. Obawiała się że w każdej chwili ją zaatakuje, tak jak zrobił to wcześniej. Mimo to nie przestała się pakować. Nie mogła mu teraz ulec. Podjęła decyzję – odchodzi i nie wróci dopóki jej ukochany się nie opamięta.
- Sam kazałeś mi odejść.
- Przecież wiesz że nie mówiłem tego poważnie – położył dłonie na jej ramionach i spojrzał prosto w oczy. Odwróciła głowę i zacisnęła wargi.
- Ja cię naprawdę kocham... Przepraszam, trochę mnie poniosło. W nerwach mówi się różne rzeczy, których się potem żałuje. Przepraszam.
- A za dwa lub trzy dni zrobisz to samo?
- Aśka – westchnął ciężko, spuszczając głowę – Dlaczego ty taka jesteś?
- Jaka? Chcę dla ciebie jak najlepiej, zrozum wreszcie!
- I dlatego mnie tak gnębisz?
- Ja cię gnębię? - spytała z niedowierzaniem – Ja cię wyzywam, ja cię biję tak jak ty mnie przed chwilą?
Odsunął się od niej. Opuścił ręce, zacisnął dłonie w pięści. Joasia czuła, że sytuacja robi się niebezpieczna. Sebastian był nieobliczalny, nie wiadomo było czego się po nim spodziewać. Sprzeciwienie się mu było sporym ryzykiem. A jak ona, drobna, nieduża, szczupła blondyneczka ma dać radę takiemu silnemu mężczyźnie?
- Idź – wycedził przez zęby – Idź póki ci na to nie pozwalam.
Nawet nie zastanowiła się czy zabrała wszystko. Zarzuciła niedomkniętą torbę na ramię i wręcz wybiegła z pokoju. Brunet stał przez chwilę w bezruchu, dysząc ciężko, wpatrując się na zdjęcie stojące na półce. Był na nim on i blondynka, która właśnie przed chwilą opuściła pomieszczenie. Ona opierała głowę na jego ramieniu w pełnym zaufaniu, wtedy czuła się przy nim bezpiecznie. Oboje byli szczęśliwy. Sebastian podszedł do drzwi, zamachnął się i uderzył pięścią w szybę. Kawałki stłuczonego szkła pokaleczyły mu dłoń. Cofnął ją natychmiast, ale było już za późno. Przymknął oczy i zawył z bólu.

          Na początku odejście Joasi nawet go ucieszyło. W końcu nikt nie miał do niego pretensji, nikt nie zmieniał go na siłę. Teraz mógł pić bez żadnych ograniczeń, żadnego oporu. Nie musiał się kryć. Odpowiadało mu to, ale tylko do czasu. Po kilku dniach zaczął odczuwać brak ukochanej. Oprócz tego że nie miał kto przygotować mu posiłku i nie dbał o zrobienie porządnych zakupów, poczuł się bardzo samotny. Wtedy postanowił, że ją odzyska. Zadzwonił jeden raz, drugi, trzeci... Ale numer nie odpowiadał. Najprawdopodobniej wyrzuciła starą kartę do kosza i kupiła nową.
- Niech to szlag – zaklął pod nosem
Na tym nie zamierzał jednak poprzestać. Wiedział, że Joasia nie mogła wyjechać z miasta. Nie miała żadnej rodziny, a każdy z nielicznego grona znajomych mieszkał w Krakowie. Nawet jeśli dziewczyna opuściła tę okolicę, nie zrobiła tego sama. Ktoś musiałby jej w tym pomóc...
Na początek pojechał do Anki, a potem do Rafała. Tam niestety nie było ani śladu blondynki, od kilku dni nie dała im znaku życia. Nawet nie wiedzieli że coś złego się dzieje w związku Joasi i Sebastiana, że się rozstali. Wtedy pomyślał o Maćku. No tak, kiedyś przecież podkochiwał się w blondwłosej kobiecie. Na pewno by jej nie odmówił, o cokolwiek by poprosiła. Albo jest u niego, albo on zorganizował jej wyjazd.
- Owszem, była u mnie tydzień temu – przyznał w rozmowie z Sebastianem – Ale nic nie mówiła że wyjeżdża. Powiedziała mi tylko że odeszła od ciebie, bo masz problem z alkoholem i nie panujesz nad sobą.
- Nie mam żadnego problemu – wypalił natychmiast oburzony
- To że ty go nie widzisz, nie znaczy że go nie ma
- Mędrzec pieprzony się znalazł – prychnął – Zresztą, nie gadamy o mnie tylko o niej.
- Dobra, będę z tobą szczery. Ona nie wróci do ciebie, dopóki się nie ogarniesz. Człowieku, zrozum wreszcie że ten alkohol cię wyniszcza.
- Nie będziesz mi mówił co mam robić – gniew zapłonął w jego oczach – Gdzie Aśka?
- Nie powiedziała mi dokąd pójdzie.
- Kłamiesz – stwierdził tonem nieznoszącym sprzeciwu
- Myślisz że ona naprawdę zatrzymałaby się tutaj? Zostałaby w miejscu, w którym mógłbyś ją bez problemu odnaleźć?
Skinął głową w milczeniu. Maciek tylko rozłożył bezradnie ręce i obrócił się w stronę okna.
- Masz chociaż jej nowy numer telefonu?
- Dzwoni z zastrzeżonego – westchnął – Powiedziała że musi być ostrożna by przypadkiem nie wpadł w twoje ręce, nawet gdybym sam dobrowolnie ci nie dał.
- Kurwa – zaklął na głos, drapiąc się po głowie – Powiedz jej że za nią tęsknię. Że jest mi przykro i chcę ją prosić o drugą szansę.
- Okej, przekażę.
Sebastian nie był do końca przekonany czy może ufać Maćkowi. W końcu to Aśkę znał dłużej, a w dodatku dziewczyna kiedyś mu się podobała. Nie trudno było stwierdzić, że w tej sprawie będzie po jej stronie.
Po wyjściu na zewnątrz brunet zastanowił się przez chwilę. Sprawdzić kogoś jeszcze czy wracać do domu? Wyciągnął ręce z kieszeni, wyprostował je. Zobaczył że palce mu drżą. Przejechał dłonią po czole, by następnie ruszyć szybkim krokiem prosto w stronę najbliższego pubu.
Na drugi dzień zamierzał iść do biura w którym pracowała Joasia i tam spróbować się czegoś dowiedzieć. Poprzedniego wieczoru popił jednak na tyle, że nie był w stanie podnieść się z łóżka. Męczył się przez kilka kolejnych godzin, bowiem jego organizm domagał się alkoholu, a on nie miał siły by iść do sklepu i uzupełnić zapasy. Rozpaczał, majaczył, błagał by ten stan w końcu minął. Przez jakiś czas nawet myślał że umiera. W nocy nie mógł spać, choć czuł się potwornie zmęczony, a oczy same mu się zamykały.
Wkrótce jednak sytuacja uległa pogorszeniu. Bank zabrał mu mieszkanie, bowiem nie spłacał kredytu. Na szczęście letnie noce nie były aż tak chłodne, więc uniknął przeziębienia kiedy spał na ławce w parku. Sprzedał już nawet telefon i pamiątkowy pierścionek po babci, który miał wręczyć Joasi podczas oświadczyn, do których ostatecznie nie doszło. Powoli kończyły mu się pieniądze i nie miał już źródła, z którego mógłby znaleźć nowe środki na alkohol. Jednak póki miał za co pić, nie martwił się tym co będzie jutro.
Ludzie, którzy przechodzili obok kręcili głową z niedowierzaniem, czasem mruczeli coś pod nosem. Nie rozumieli jak już o dziewiątej rano można leżeć totalnie pijanym pod ławką. On sam nie widział do jakiego stanu się doprowadził.
Nie wiadomo jak długo by to trwało, gdyby los tego nie przerwał. Któregoś wieczora, kiedy wychodził ze sklepu pijany, wściekły że odmówili mu sprzedaży alkoholu, nie zauważył nadjeżdżającego samochodu. Był zbyt zamroczony, by zareagować. Nawet nie wiedział kiedy wtargnął na ulicę, nie usłyszał klaksonu i pisku zblokowanych opon hamującego samochodu. W pewnym momencie stracił przytomność i nic już nie czuł.

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Utracona nadzieja cz. 5

           Nie wrócił na noc. Joasia, choć bardzo chciała, nie potrafiła się o niego nie martwić. Za bardzo jej na nim zależało. To dlatego pragnęła by przestał pić, by zerwał z nałogiem. Im bardziej zatracał się w piciu, tym mniej zostawało go dla dziewczyny.
Wrócił nad ranem, mokre od ulewnego deszczu ubranie wręcz kleiło się do jego ciała. Był pijany, a na dłoni, w okolicy nadgarstka miał zadrapania. Sam nie był w stanie się przebrać. Joasia zdjęła z niego mokre rzeczy, owinęła ręcznikiem i kocem, napoiła gorącą herbatą, po czym pomogła dotrzeć do łóżka.
Kiedy obudził się drugiego dnia, w okolicach południa, nie pamiętał co wydarzyło się wczorajszej nocy. Nie wiedział w jaki sposób pozbył się ubrania, nie miał pojęcia jak dotarł do łóżka. Joasia była w pracy, nie mógł jej o to zapytać.
Był do tego stopnia oszołomiony, że przez kolejnych kilkanaście minut nie zdawał sobie sprawy jaki jest dzień tygodnia i która godzina. Podjął dwie próby stanięcia na nogach, ale był zbyt słaby. Ale chęć spożycia piwa bądź innego alkoholu ciągle w nim wzbierała. W końcu osiągnęła taki poziom, że zdołał podnieść się z łóżka. Powoli, cały czas podpierając się o ścianę, dotarł do kuchni. Drżącą ręką otworzył drzwi lodówki... Z rozczarowaniem musiał stwierdzić, że nie ma tam ani kropli piwa. Lekko poirytowany machnął ręką i opadł na stołek. Wsparł głowę na łokciach, które oparł na blacie stołu. Zacisnął zęby, zmagając się z nałogiem, z wymaganiami swojego organizmu. Stłumił w gardle krzyk. Chciało mu się płakać, jakby to miało w czymś pomóc, coś zmienić.
Znów stracił poczucie czasu. Nie wiedział jak długo tam siedzi, w tej pozycji, z głową opartą na łokciach. W końcu Joasia wróciła z pracy. Przyniosła ze sobą torbę z niewielkimi zakupami. Chleb, mleko, herbata i woda mineralna. Podstawowe rzeczy.
- Sebastian? - spytała z lekkim strachem w głosie, bowiem ani razu nie poruszył się odkąd przyszła
- Która godzina?
- Kilka minut po siedemnastej
- Ta – westchnął, próbując się podnieść
- Jak się czujesz?
- Fatalnie – rzucił bez zastanowienia – Łeb mi pęka, w gardle cholernie piecze, a o bólu pleców już nie wspomnę...
Blondynka już otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili ugryzła się w język. Chciała przypomnieć mu że sam jest sobie winien, lecz zrezygnowała po tym jak stwierdziła, że nie będzie go dodatkowo drażnić.
- Kochasz mnie? - spytała nagle
- Oczywiście że tak.
- Więc zrób coś dla mnie. Przestań pić. Albo przynajmniej ogranicz się do minimum.
- Dobrze – o dziwo zgodził się bez żadnych protestów i negocjacji – Zrobię to tylko i wyłącznie dla ciebie. Zobaczysz, udowodnię ci że mi naprawdę zależy.
Podchodziła z dystansem do jego deklaracji. Jego postawa w ostatnich dniach nie służyła ani wierze w jego obietnice, ani zaufaniu. Nie oznaczało to jednak, że go skreśla. Liczyła na to, że tym razem dotrzyma danego słowa, lecz zamierzała osobiście to weryfikować.

           Wydawało się, że Sebastian wychodzi na prostą, że wszystko zmierza ku dobremu. Joasia codziennie go sprawdzała – i choć po pierwszych dwóch dniach wrócił do picia, to jednak nie przekraczał dawki jednej butelki dziennie. Tak było przez kolejne dwa tygodnie. W końcu zadowolona dziewczyna mogła stwierdzić, że w ciągu ostatnich tygodni nie mieli tak dobrego kontaktu jak teraz, a jej ukochany nie czuł się tak dobrze i swobodnie. Ale sukces, zamiast dodać skrzydeł i naprowadzić na właściwe tory, tylko uśpił czujność blondynki. Zignorowała bardzo ważne ostrzeżenie – Sebastian zaczął więcej pić. Kobieta pozwoliła na to, gdyż było to piwo bezalkoholowe. Nie pomyślała jednak jak zostanie to odczytane przez podświadomość jej partnera. Żółte światło zmieniło się na zielone. Pozwoliła na więcej, pozwoliła zrobić jeden krok w przód. A skoro jeden to i drugi. Trzeba ją tylko postawić przed faktem dokonanym...
Sebastian jednak nie miał zamiaru się przyznawać. Po kryjomu zwiększał dawkę, wmawiając sobie że nie robi nic złego, że każdy w tym kraju pije, że nie upadł jeszcze tak nisko jak ci, którzy nawet własną matkę sprzedaliby za alkohol, którzy leżą zarzygani po rowach czy melinach.
Uważał że ma wszystko pod kontrolą, dokładnie tak samo jak wcześniej. I również w ten sam sposób, nieświadomie, w pewnym momencie ją stracił. Znów wracał do poprzedniego poziomu. Więcej pił, ukrywał się z tym i zamykał w sobie. Joasia zauważyła tę zmianę w zachowaniu bruneta, lecz zrzuciła winę na irytację związaną z bezskutecznym poszukiwaniem pracy przez Sebastiana. Nie wiedziała jednak że on już od kilku dni nie interesował się tym, nie przeglądał ogłoszeń, nie wysyłał aplikacji. Przegapiła kolejny znak.
Aż w końcu cała prawda wyszła na jaw. Kolejna awantura, wzajemne obrzucanie się błotem i zrzucanie winy przez jedno na drugie. On mówił że na próżno może szukać u niej wsparcia, że równie dobrze mógłby mieszkać sam. Ona twierdziła że to wszystko przez jego nałóg, że jego priorytetem jest tylko picie, a nie ich życie. Czuła się zaniedbana. I miała sporo racji, bowiem największym problemem Sebastiana znów stało się zdobywanie środków na alkohol.

           Tym razem jednak zaszło to o wiele dalej niż poprzednio. Sebastian coraz częściej znikał na noc, sprzedał sporą część sprzętu AGD i RTV z domu, żeby mieć pieniądze na picie. Pobił się nawet z Maćkiem, bo ten nie chciał mu pożyczyć pieniędzy. On jako pierwszy zerwał z nim kontakty, później w jego ślady poszła reszta znajomych. Jedyną osobą, która wciąż przy nim trwała, była jego narzeczona, Joasia. Wykazała się lojalnością, a on wciąż zarzucał jej brak wsparcia i zrozumienia.
- No bo jak mam zrozumieć to, że nic cię nie obchodzi?! - coraz częściej puszczały jej nerwy – Chcesz się tylko nachlać, rozwalić na łóżku i liczysz na to, że ja to będę popierać? Nigdy w życiu!
Próbowała mu uświadomić do czego prowadzi jego choroba, iż stracił już wszystkich przyjaciół, że ich związek się już rozpada, że niedługo sięgnie dna.
- Ty byś chciała żeby tak się stało. Zostawiłabyś mnie dla tego swojego lalusia pod krawatem.
Wymyślił sobie że Joasia ma romans, którego tak naprawdę nie było. Sen coraz częściej mylił mu się z jawą. Żył w swoim własnym świecie, w pułapce swojego nałogu i urojeń przez niego spowodowanych.
Joasia nie dość że straciła panowanie nad sytuacją, to jeszcze coraz gorzej znosiła to psychicznie. W  końcu nie wytrzymała i naprawdę zagroziła, że od niego odejdzie. On znów zarzucił jej romans. Nie wytrzymała i uderzyła go w twarz. Przez chwilę stał w osłupieniu, łzy napłynęły mu do oczu.
- Bije mnie – powiedział do siebie z niedowierzaniem – Zdradza mnie i bije.
- Kurwa, człowieku, ogarnij się wreszcie! - chciała go złapać za ubranie i potrząsnąć, ale powstrzymała się. Znowu uroiłby sobie że ona się nad nim znęca.
- Dobra, koniec tego wszystkiego. Dzwonię do twojej matki – postanowiła, licząc na to że jej autorytet wpłynie jakoś na Sebastiana
- Nie rób tego – powiedział, posyłając jej groźne spojrzenie. Nigdy tak na nią nie patrzył, a przynajmniej nie na trzeźwo. On chyba naprawdę chciał zrobić jej krzywdę... Mimo to zdecydowała się wybrać numer do jego matki. Rzucił się wtedy na nią i powalił ją na podłogę. Syknęła z bólu, ale nie wypuściła telefonu z ręki. Usiłował jej go wyrwać. Musiała wytrzymać jeszcze chwilę, póki kobieta nie odbierze...
- Halo? - odezwał się głos w słuchawce. Sebastian znieruchomiał, a Joasia odetchnęła z ulgą. Nim dziewczyna kontynuowała rozmowę, oboje wstali. Dziewczyna pokrótce przedstawiła problem. Matka bruneta była zszokowana, nie mogła uwierzyć że jej syn jest uzależniony od alkoholu. Jednocześnie współczuła mu, ale była też wściekła że doprowadził się do takiego stanu. Zawsze była z niego dumna, zawsze był ozdobą domu, a teraz? Alkoholik... Wstyd i hańba.
- Dam ci go do telefonu – powiedziała blondynka i wyciągnęła rękę w stronę mężczyzny, ale on tylko odwrócił się plecami. Zaszła go od drugiej strony, wtedy zrobił to samo.
- Nie chce rozmawiać – oznajmiła – Słuchaj Sebastian, mam ci przekazać że twoja mama przyjedzie tu za dwa dni żeby zrobić z tobą porządek.
- Niech nie przyjeżdża. Nie chcę jej na oczy widzieć.
- Ona mówi że i tak przyjedzie.
- Tak? To ja się wyniosę z domu i mnie nie znajdziecie. Ani ty, ani ona i gówno wam to da.
Musiały odpuścić. Matka Sebastiana przekazała Asi, że odczeka tydzień i wtedy przyjedzie, z zaskoczenia, żeby nie mógł przed nią uciec. Blondynka przystała na ten plan. Nie przewidziała tylko, że nie wytrzyma tyle czasu z brunetem. Zupełnie stracił nad sobą kontrolę. Przez pół godziny spierał się z nią, by dała mu pieniądze na alkohol. Cały czas odmawiała. Wtedy po raz pierwszy w życiu podniósł na nią rękę. Cios był tak silny, że powalił dziewczynę na podłogę.
- Gadaj gdzie kasę schowałaś?!
- Tą rękę... - wysapała, podnosząc się na łokciach – Będziesz miał urżniętą... i to przy samej dupie.
Zamachnął się i po raz drugi ją uderzył.
- Sam znajdę. Suka.
Splunął na nią, po czym odwrócił się na pięcie i podszedł do mebli. Przeszukiwał jedną szafkę za drugą, wyrzucał z nich wszystkie rzeczy, a nawet przewrócił stół. Dwukrotnie próbowała go powstrzymać – za pierwszym razem uderzył ją po raz trzeci, ale za drugim to ona była górą, po tym jak kopnęła go w krocze.
- Zapamiętaj sobie jedno – pogroziła palcem – Jestem kobietą, nie żadnym popychadłem. I to silną kobietą i właśnie dlatego nie pozwolę sobie na takie traktowanie.
- Tak? To co tu jeszcze robisz? No wypierdalaj! - wycedził przez zęby
- Żebyś wiedział... Żebyś kurwa wiedział i nie błagał mnie żebym wróciła.

czwartek, 7 sierpnia 2014

Utracona nadzieja cz. 4

          Jego silna wola zwyciężyła. Wytrzymał całe trzy dni, choć siedząc sam w domu miał sporą chęć by coś wypić. Joasia na pewno by się nie dowiedziała, ale nie chciał jej oszukiwać. Chciał żeby ta próba była prawdziwa. Choć był przekonany że da radę, gdzieś jednak w głowie miał tę nutkę niepewności, której mógł pozbyć się tylko w jeden sposób – udowodnić samemu sobie że nie jest uzależniony.
Czwartego dnia poszedł do sklepu. Blondynka zrobiła listę zakupów poprzedniego wieczora, żeby wysłać Sebastiana – wtedy ona nie będzie musiała tracić czasu po pracy. Wziął do koszyka wszystko, co napisała mu kobieta, czyli chleb, mleko, masło, cukier, mąka, jajka, pół kilograma schabu, tyle samo karkówki, makaron, jakieś warzywa i wodę do picia. Idąc do kasy przechodził obok regału z różnymi rodzajami piwa. Butelki stały jedna obok drugiej, na różnych półkach, w zależności od marki. Mężczyzna przystanął na chwilę i przeleciał wzrokiem po etykietach. Poczuł suchość w gardle. Odwrócił głowę, spojrzał do swojego koszyka. Miał tam dwie duże butelki wody mineralnej. Ale tego pragnienia nie dało się ugasić ani wodą, ani herbatą, ani sokiem, ani żadną inną cieczą. Tylko alkoholem.
- Przecież miałem trzy dni przerwy – pomyślał sobie – Wezmę tylko jedno, nic złego się nie stanie.
Drżącą ręką sięgnął po jedną z butelek, mocno chwycił za szyjkę i włożył ją do koszyka z zakupami. Zrobił dwa kroki naprzód i zatrzymał się.
- Co jeśli jedno nie wystarczy? Dwoma chyba nie można się upić...
Zawrócił i wziął jeszcze dwie butelki. Jedna z nich miała być na drugi dzień. Naprawdę myślał że jak zostawi piwo w lodówce oraz będzie tego świadomy to pragnienie nie zmusi go do przedwczesnego otwarcia butelki.

          Nie wytrzymał. Kręcił się z boku na bok, nie mógł zasnąć. Zamykał oczy, ale nie przynosiło to żadnego skutku. Był zmęczony, ale nie senny. Dwukrotnie zbudził Joasię swoim wierceniem się na łóżku czy też wzdychaniem. Co chwilę, niczym bumerang, powracała do niego myśl o butelce piwa w lodówce. Pyszne, zimne, orzeźwiające. Gwałtownie podniósł się do pozycji siedzącej, odepchnął się od łóżka i stanął na nogach. Szybkim krokiem poszedł do kuchni.
- Nie zasnę inaczej, nie mam wyjścia – znów szukał usprawiedliwienia.
Nie pamiętał co się potem wydarzyło. Usiadł z butelką przy stole, po pierwszym łyku był już o wiele spokojniejszy. Organizm dostał to co chciał. Sebastian nie zwlekał długo z opróżnieniem szkła. Stał się niezwykle senny. Tylko na chwilę przymknął oczy, położył głowę na stole.
Nad ranem obudziła go Joasia.

          Pił przez kolejnych kilka dni, o różnych porach dnia i nocy, w różnych ilościach. A wszystko to w tajemnicy przed Joasią. Nie wychodził już nawet z kolegami na piwo czy wódkę, w obawie że potem o wszystkim powiedzą jego ukochanej. A ona, niczego nieświadoma, cieszyła się że Sebastian wziął się w garść i zaczął kontrolować. Myślała że pije do dwóch piw na dobę i nie w każdy dzień. Prawda jednak kiedyś musiała wyjść na jaw... tym bardziej że brunet przywiązywał coraz mniejszą wagę do tego, by się ukrywać. Najważniejsze było dla niego już tylko zdobywanie alkoholu.
W końcu, po trzech tygodniach od jego pierwszej nieobecności pracy, w kwietniowy poniedziałkowy wieczór Joasia szukała swojej umowy dotyczącej abonamentu za telefon. Umowa ta dobiegała końca, kobieta chciała sprawdzić warunki rezygnacji z usług po zakończeniu obecnej umowy. Szukając swoich papierów natknęła się na dokumenty Sebastiana. Nie zwróciłaby na nie większej uwagi, gdyby nie pochodziły z firmy, w której pracował. Znalazła świadectwo pracy i dokument, z którego wynikało że mężczyzna właśnie trzy tygodnie temu został zwolniony dyscyplinarnie za niedopilnowanie obowiązków i spożywanie alkoholu w miejscu pracy.
Natychmiast zerwała się na równe nogi i przeszła do drugiego pokoju. Chciała jak najszybciej to wyjaśnić, choć tu nie było co wyjaśniać. Sebastian ją okłamał, twierdząc że był u lekarza i ten mu wypisał zwolnienie. Już wcześniej coś podejrzewała, ale nie wiedziała o co może chodzić. Przecież przeziębienia nie leczy się trzy tygodnie... Teraz miała jasność.
- Asiu, zasłaniasz mi telewizor – mruknął cicho, nawet nie ruszając się z kanapy.
Celowo zatrzymała się w tym miejscu, żeby przerwać to zajęcie. Ale on i tak się tym nie przejął, dalej leżał nieruchomo i wpatrywał się ciągle w ten sam punkt.
- Oszukałeś mnie. Nie byłeś na żadnym zwolnieniu lekarskim.
- Co proszę? - rzucił bez emocji, jakby to wcale go nie dotyczyło
- Znalazłam papiery. Piłeś w pracy, jak mogłeś?! Człowieku, jak można być tak nieodpowiedzialnym?!
- Asia, Asia, Asia... - machnął ręką zrezygnowany – Nie krzycz, to już niczego nie zmieni.
- Co ci strzeliło do głowy?! Skąd taki kretyński pomysł?!
- Pić mi się chciało.
Ręce jej opadły, uśmiechnęła się ironicznie i pokręciła głową.
- To trzeba było wody się napić! Gdzie teraz znajdziesz pracę z takim smrodem w papierach? No gdzie?!
- Aśka... - westchnął ciężko, po czym przekręcił się na drugi bok
- No co Aśka, co Aśka?! Ja nas dwoje utrzymam? Ja spłacę kredyt? Latając co trzy miesiące od jednej pracy do drugiej?!
- No i czego się drzesz? - podniósł głos, ale wciąż leżał odwrócony do niej plecami. Albo nie miał siły by wstać, albo po prostu mu się nie chciało. Blondynka nie wytrzymała, puściły jej nerwy. Podeszła do niego i szarpnęła mocno za ramię. Nie spodziewała się tylko jaki będzie tego skutek. Mężczyzna przeturlał się i spadł z kanapy na podłogę.
- Ała! - syknął z bólu – No i czego mnie bijesz? Co ja ci zrobiłem?
- Ja cię biję? - spytała z niedowierzaniem – Co ty pieprzysz, człowieku...
Odwróciła się i powoli wyszła z pokoju. Była zszokowana tym co usłyszała i zobaczyła. Sebastian w ogóle nie przypominał dorosłego mężczyzny. Nawet nie miała słów by opisać jego zachowanie. Wcale nie przejął się utratą pracy, zapewne też nie szukał nowej, nie martwił się co będzie kiedy oszczędności się skończą. Dobrze że nie mieli dziecka na utrzymaniu. Nie chodziło tylko o pieniądze, ale o przykład jaki dałby synowi czy córce. To zdecydowanie nie był wzór do naśladowania...
To jednak nie był koniec niemiłych niespodzianek. Trzy tygodnie później sprawdziła swoją domową skrytkę na oszczędności – nie było tam ani grosza. Na szczęście to była tylko połowa, resztę trzymała na koncie w banku.
Jeszcze tego samego dnia znalazła pod wanną kilkanaście pustych butelek i puszek po piwie. Teraz już znała przyczynę swoich problemów.

          Długo nie mogła uwierzyć, że wcześniej nic nie zauważyła. Być może gdyby zareagowała wcześniej, udałoby się uniknąć niektórych konsekwencji. Schowała wszystkie pieniądze, jakie tylko mogły być w domu, nosiła je przy sobie. Jeśli Sebastian chce, musi odebrać je siłą. Pozbyła się także wszelkiego alkoholu. Sprawdzała wszędzie – szafki w kuchni, za meblami, w sypialni pod łóżkiem, w koszu na pranie, w pralce, pod wanną, w piwnicy, a nawet zajrzała do otworów wentylacyjnych w kuchni i w łazience. Zawartość wszystkich znalezionych butelek i puszek, a było ich dokładnie pięć, wylądowała w kanalizacji.
Sebastian chodził wściekły, ale nie chciał powiedzieć z jakiego powodu. Joasia domyśliła się, że odwiedził wszystkie swoje schowki, ale nic tam nie znalazł i stąd te nerwy. Długo zastanawiała się czy nie będzie lepiej, jeśli zaczeka z rozmową aż trochę ochłonie – ale ten stan mógł nieprędko nastąpić. Teraz był trzeźwy. Kto wie czy nie znajdzie sobie jakiegoś innego źródła gotówki, nie pożyczy od Maćka czy od Anki i nie pójdzie pić.
- Cholera! - uderzyła się otwartą dłonią w czoło – Wiedziałam że o czymś zapomniałam!
Zdała sobie sprawę, że powinna uprzedzić znajomych, by nie pożyczali pieniędzy Sebastianowi. Ale jak im to wyjaśni? Nie miała odwagi by powiedzieć że ma problem z alkoholem. Wstydziła się.
- Dobra, potem jakoś to załatwię.
Miała nadzieję, że nie jest jeszcze za późno, że Sebastian nie pożyczał od nikogo gotówki.
- Szukasz czegoś? - spytała spokojnym, łagodnym tonem. Jednak się zdecydowała na rozmowę.
- A, wiesz... - zawahał się przez chwilę – Miałem gdzieś żarówki i nie mogę teraz znaleźć, a w piwnicy się spaliła.
- Żarówki – pokiwała głową – A te żarówki nie były czasem w półlitrowych brązowych butelkach z kapslem albo aluminiowych puszkach?
Spostrzegła jak nerwowo porusza palcami. Jak zaciska je w pięść, a potem prostuje. Odwrócił głowę i zmrużył oczy. Nie odzywał się ani słowem, zrozumiał że Joasia odkryła jego zapasy.
- Gdzie to jest? - spytał chłodno
- Zneutralizowałam.
Spojrzał na nią, wytrzeszczył oczy i skrzywił się nieznacznie.
- Co zrobiłaś?!
- Zne... znautralizowałam – powtórzyła cicho lekko wystraszona. Nigdy nie widziała żeby tak na nią patrzył, żeby tak się zachowywał. Znieruchomiał na chwilę, a potem uderzył otwartą dłonią w stół. Aż podskoczyła kiedy usłyszała huk.
- Kurwaaa! Ty idiotko, wiesz co ty zrobiłaś?!
- Nie mów tak do mnie! - złość natychmiastowo wyparła strach i wszelkie obawy
- Dobrze, przepraszam – uniósł ręce do góry, jakby chciał pokazać swoją niewinność – Przepraszam, nie chciałem cię urazić. Trochę mnie poniosło, a nic się przecież nie stało, prawda?
Nic się nie stało? Pomyślała sobie że kpi, ale nie dała po sobie tego poznać, by go dodatkowo nie drażnić. Wystarczająco irytował go brak alkoholu, którego tak bardzo domagał się organizm.
- Pójdziesz teraz do sklepu i pójdziesz po to samo, dobrze?
- Słucham? - dziewczyna przechyliła głowę i skrzyżowała ręce na piersi – Chyba się przesłyszałam.
- No to ja pójdę, daj mi pieniądze.
- Nie, nie będziesz już pił.
- Aśka, daj.
- Nie!
Podszedł do niej i wziął ją w ramiona. Wcześniej zobaczył że krzykiem nic nie zdziała, więc próbował teraz w inny sposób. Liczył na to, że serce jej zmięknie i wtedy ustąpi.
- No daj, proszę cię.
- Nie!
- Asiuniu, no... daj mi.
- Powiedziałam nie i koniec!
- Proszę cię – wycedził przez zęby
- Robię to dla twojego dobra. Musisz przestać pić, bo się staczasz. Jak sam nie potrafisz to idź na terapię, pomogą ci.
- Sugerujesz że co? - odsunął się od niej oburzony – Że jestem alkoholikiem?
- Nie sugeruję tego. Ja ci mówię że tak jest.
- Ty wiesz w ogóle kto to jest alkoholik? Widziałaś jak chleją po blokach, jak leżą po rowach, jak śpią zarzygani gdzie popadnie? I teraz skup się, widziałaś mnie kiedyś w takim stanie?
- Nie – zaprzeczyła bez zastanowienia – I nigdy nie chcę zobaczyć, dlatego uważam że musisz się leczyć póki nie jest za późno.
- Oj Asiu, Asiu... - pokręcił głową rozbawiony – Nie można leczyć zdrowego człowieka.
- Ty nic nie rozumiesz...
- Dasz mi te pieniądze? Dziesięć, może dwadzieścia złotych... To nie jest tak dużo.
- Nie zrobię tego – wcale nie zamierzała ustąpić
- Aśka, no!
- Co no?! Ty zobacz do czego jesteś zdolny żeby tylko się napić! Jak bym kazała ci skoczyć to byś skoczył, jak bym kazała kogoś napaść to byś napadł, a jak bym kazała ci pełzać...
- A chcesz żebym pełzał?
- Kurwa, no! - nie wytrzymywała już trudów tej dyskusji – Zostaw mnie w spokoju.
- A dasz mi te pieniądze?
- Ty byś nawet własną matkę sprzedał żeby się napić – stwierdziła z niedowierzaniem, po czym wyszła na balkon. Oparła się o balustradę i wpatrywała w jeden punkt przed sobą. Myślała że te słowa dadzą coś do myślenia, że w końcu się opanuje i zrobi coś ze sobą... Ale kilka minut później została wyprowadzona z błędu. Usłyszała kroki i jego oddech ze sobą, lecz nie zareagowała. Nie odwróciła się, nawet nie drgnęła.
- Asia – dłonią pogłaskał ją po policzku – Daj mi te pieniądze.
- Nie ma mowy.
- Jak nie dasz to wyjdę z domu i już mnie nigdy więcej nie zobaczysz.
- Co to ma być? Szantaż?!
- Nie, ja ci tylko mówię co się stanie jak nie dasz mi pieniędzy.
Nie ustąpiła. Spierała się z nim jeszcze przez kilka minut, wygarnęła co leżało jej na sercu, a potem usłyszała tylko trzask zamykanych drzwi.

sobota, 2 sierpnia 2014

Utracona nadzieja cz. 3

           Mijały kolejne dni. Joasia odnosiła wrażenie że Sebastian jest coraz bardziej zmęczony dotychczasowym życiem, że coraz więcej go to wszystko kosztuje. Od razu po pracy, kiedy przychodził do domu, wchodził do salonu i siadał w fotelu. Nawet nie zdejmował kurtki czy butów, nie przejmował się obiadem. Siadał i patrzył przed siebie nieobecnym wzrokiem, nie reagował na słowa ukochanej dopóki nie podeszła do niego i nie szturchnęła w ramię. Dopiero po jej upomnieniu przebierał się, wracał na fotel i jadł obiad. Chociaż ciężko było to nazywać to jedzeniem. Kiedy robiła zupę, on tylko wypijał rzadkie, makaronu czy ryżu nawet nie tknął. Kiedy przygotowała gulasz, wyjadł samo mięso, a ziemniaków i sałatki nawet nie ruszył. Zauważyła też że nie bierze śniadania do pracy. Twierdził że jada w zakładowym bufecie, lecz ona nie była przekonana czy to prawda.
Po trzech takich tygodniach w kolejny poniedziałek nie poszedł do pracy. Był zachrypnięty, obiecał pójść do lekarza i zanieść zwolnienie do pracy. Wcześniej, w sobotę mocno popił z kolegami. Omal nie pobił się z Maćkiem, kiedy ten widząc kolegę zalanego w trupa odmówił mu kolejnego kieliszka. Na szczęście w porę zdążył zareagować Rafał. Przytrzymał rwącego się do bójki Sebastiana. Brunet długo nie mógł się uspokoić, w końcu wyszedł i zamówił taksówkę. Przeklinał w myślach, obrażony na kolegę. Nikt nie będzie mówił mu kiedy ma przestać, nikt nie będzie zarzucał mu braku samokontroli.
- Gdybym chciał to bym przestał.
W tym problem, że on nie chciał. Nie widział nic złego w tym co robi, uważał że alkohol mu nie szkodzi. Zresztą, po ciężkim dniu pracy należała mu się odrobina przyjemności. Przecież życie to nie tylko obowiązki.
- Ja zarabiam i ja będę decydował na co wydaję swoje pieniądze.

           Kiedy Joasia wróciła do domu po pracy, w przedpokoju omal nie potknęła się o stojący na środku odkurzacz. Zdjęła płaszcz i buty, odsunęła sprzęt na bok i spokojnym krokiem przeszła do salonu. Pomyślała że Sebastian szykował się do sprzątania i po prostu trochę się zagapił albo skończył i zapomniał schować odkurzacz. W pomieszczeniu nie było Sebastiana, ale dywan był czysty. Więc tutaj sprzątał. Poszła do kuchni. Kafle na podłodze też były umyte, lecz mężczyzny tam nie zastała. W łazience światło było zgaszone, więc postanowiła sprawdzić sypialnię. Powoli uchyliła drzwi, wślizgnęła się do środka. Pokręciła głową z delikatnym uśmiechem, kiedy zobaczyła go rozłożonego niedbale na łóżku. Widocznie przeziębienie wzięło nad nim górę, chciał chwilę odpocząć w trakcie sprzątania, położył się i nawet nie wiedział kiedy zasnął. Wzięła z szuflady koc, rozłożyła go i nakryła nim mężczyznę. Nachyliła się, by pocałować go w czoło i wtedy znieruchomiała.
- To nie przeziębienie go powaliło – stwierdziła lekko wystraszona.
Wyczuła alkohol. I to nie mogło być jedynie piwo, zapach był zbyt intensywny. Uklęknęła, wsunęła rękę pod łóżko... namacała jakąś butelkę. Chwyciła ją mocno i powoli wysunęła. Wódka.
- Potem sobie porozmawiamy – postanowiła w myślach, stając na równe nogi – Tak dalej być nie może.
Jeszcze nie zdawała sobie sprawy z powagi problemu. Nie wiedziała że Sebastian już od dłuższego czasu wypijał regularnie po trzy, cztery piwa dziennie, przy czym pierwsze otwierał z samego rana. Czasem też poprawiał wódką, jak tego dnia czy podczas wyjść z kolegami.
Czekała do wieczora aż wstanie z łóżka. Z niepokojem obserwowała jak z na wpół przymkniętymi oczami, niepewnym krokiem, namacając każde napotkane po drodze drzwi, zmierza do łazienki. Cierpliwie stała przez kolejne dziesięć minut u progu sypialni. Wiedziała że po wyjściu pójdzie właśnie tutaj albo do kuchni. Pozwoliła mu się ogarnąć, nie pospieszała go. W końcu wyszedł. Rozkraczony, z wodą ściekającą z brody, w pogniecionej koszuli, na której widoczne były mokre plamy z wody. Powoli zmierzał w kierunku kuchni. Joasia nie odezwała się ani słowem, poszła za nim. Widziała że wyciąga kolejne piwo z lodówki. Postawił je na stole i odwrócił się w poszukiwaniu otwieracza. Nie wiedziała że wcześniej zabrała go blondynka. Teraz wykorzystała jego nieuwagę, chwyciła butelkę i szybko ją otworzyła. Sebastian to usłyszał, z uśmiechem wyciągnął rękę ku niej, ale ona podeszła do zlewu i przechyliła butelkę do góry dnem.
- Co ty robisz, kobieto! - wrzasnął przeraźliwym tonem – Oszalałaś?!
- Tobie na dzisiaj wystarczy.
Natychmiast ją odepchnął, butelka wypadła jej z rąk. Ostatnie krople zdążyły chwilę wcześniej wypaść i spłynąć do rury. Sebastian był wściekły. Podszedł do Joanny, złapał ją za ramiona i gwałtownie potrząsnął.
- Co to miało być? Co to kurwa miało być?!
- Puść mnie, to boli.
Spojrzała mu prosto w oczy. Nigdy wcześniej nie widziała w jego oczach tyle złości, tyle agresji. Były duże i przekrwione. Dziewczyna aż zadrżała z niepokoju. Ale jej wzrok zadziałał, Sebastian zdał sobie sprawę z tego co właśnie robi, puścił ją i cofnął się krok do tyłu.
- Przepraszam... To dlatego że chce mi się pić.
- To napij się wody – odparła z wyrzutem.
- Asia... - powiedział łagodnie, kładąc jej dłoń na policzku. Dziewczyna natychmiast ją strąciła.
- Pijesz coraz więcej. No nie patrz tak na mnie, wiesz dobrze że mówię o alkoholu. Wiesz co dzisiaj znalazłam pod łóżkiem? Wiesz?
- No co? - spytał z uśmiechem, przechylając głowę w bok
- Butelkę po wódce. Sam wypiłeś pół litra.
- Skąd wiesz że ja i skąd wiesz że sam?
- Jak spałeś to czuć było od ciebie alkohol. A kto niby miał być z tobą? Ksiądz proboszcz? Duch święty? A może twoje alter ego?
Zdawał się być rozbawiony tym co mówiła blondynka. Podczas gdy ona dalej wyrzucała mu że powinien trochę ograniczyć spożycie alkoholu, że się o niego martwi, że chodzi o jego dobro i zdrowie, on tylko uśmiechał się i patrzył na nią w milczeniu. W pewnej chwili złapał ją za rękę, przyciągnął ją do siebie i pocałował. Szybko jednak od niego odskoczyła i skrzywiła się z obrzydzenia.
- Śmierdzi od ciebie wódą – stwierdziła, odwracając głowę w bok
- Dobrze, umyję się, a potem...
Delikatnie położył dłoń na jej biodrze i powoli przesuwał w kierunku pośladów. Blondynka spojrzała na niego wymownie, po czym odsunęła się.
- Za to jak mnie potraktowałeś śpisz dzisiaj na kanapie.
- Przecież przeprosiłem.
- I co mi z twoich przeprosin? Co jeśli to się znowu powtórzy za dzień lub dwa?
Brunet pokiwał głową. Więc o to jej chodziło... Chciała deklaracji.
- Dobrze. Ograniczę się z piciem, do jednego dziennie, dobrze?
- Ale teraz trzy dni przerwy.
Zawahał się przez chwilę. Trzy dni... siedemdziesiąt dwie godziny... cztery tysiące trzysta dwadzieścia minut... Zaraz, zaraz. Nad czym on się w ogóle zastanawia?! Przecież nie jest jak ci menele spod sklepu, nie jest jak ci zalani w trupa w rowie, nie jest uzależniony! To on kieruje swoim ciałem i nie będzie miał żadnego problemu by wytrzymać trzy dni bez alkoholu. Właśnie teraz jej to udowodni. Jej, bo sobie nie musiał. Naiwnie wierzył że nadal ma nad tym kontrolę. Pokaże Joasi że tak właśnie jest, może wtedy w końcu da mu spokój, przestanie panikować, robić mu wymówki czy też marnować jego ciężko zarobione pieniądze poprzez wylewanie piwa do kanalizacji.
Sam jednak nie zdawał sobie sprawy, że bardziej zależy mu na świętym spokoju niż na zaufaniu kobiety. Chciał po prostu żeby więcej mu nie przeszkadzała, żeby nie musiał słuchać tych wszystkich wykładów że nadmiar alkoholu szkodzi, a on pije za dużo.
Joasia za to myślała, że już będzie po wszystkim. Myślała że ta szczera rozmowa wszystko załatwi, że Sebastian zrozumie iż ona się o niego martwi i chce dla niego jak najlepiej. Uwierzyła w to że dotrzyma słowa, ale uwierzyła też w to, że jeśli przez trzy dni nie weźmie alkoholu do ust to potem będzie pił mniej niż teraz.
Żadne z nich nie zdawało sobie sprawy z powagi problemu.