poniedziałek, 29 lutego 2016

VIII. Scen nr 11

           Nie udało mu się. Wiele rzeczy poszło dzisiaj po jego myśli, na niektóre z nich nawet nie miał zbyt wielkiego wpływu, ale z Anką znowu nie wyszło. Ta kobieta chyba naprawdę myślała że jest nie wiadomo kim, jakimś cholernym pępkiem świata, skarbnicą wiedzy, że jest tak bardzo zapatrzona w siebie, że nie dopuszcza do siebie myśli że być może to ona nie ma racji, skoro niemal wszyscy dookoła postępują inaczej. Maciek porównał to do drogi jednokierunkowej. Jeśli wszyscy na niej jadą pod prąd to może nie oni są idiotami, a po prostu ta osoba porusza się w niewłaściwym kierunku. I tak właśnie jego zdaniem było z Anką.
Nie wiedział na co liczył przed tą rozmową, ale fakty były takie że mu nie wyszło. Na początku starał się być wyrozumiały i cierpliwy. To jednak nie przyniosło żadnych efektów. Teraz powiedział jej co o tym wszystkim myśli, o jej zachowaniu, uprzedzeniu do niego. Chyba jednak pogorszył tylko sprawę. Ale musiał to w końcu z siebie wyrzucić. Miał dość jej fochów. Co mu teraz zostało? Teraz mógł tylko ignorować jej kolejne fanaberie. Może kiedy zobaczy że nic go nie rusza to wtedy odpuści?
W najbliższy weekend odwiedziła go siostra. Chciała zobaczyć jak się urządził w nowym miejscu, jak sobie radzi w nowym otoczeniu i po prostu zobaczyć go, przytulić, porozmawiać. Czarnowłosy wyjechał po nią na dworzec. Czekał cierpliwie, obserwował kolejne wagony przejeżdżające przy peronie. A potem wysiadających z nich ludzi. Po chwili udalo mu się wypatrzyć w tłumie swoją siostrę. Szła już w jego stronę. Wziął od niej bagaż, a wtedy ona rzuciła mu się na szyję.
- Daj spokój, nie widzieliśmy się ledwie dwa tygodnie – zaśmiał się w odpowiedzi na reakcję siostry
- Wiem, ale kiedyś miałam do ciebie pół miasta, a nie prawie trzysta kilometrów.
- Opowiadaj, co słychać we Wrocławiu? Jak studia, egzaminy?
- Dwa mam już za sobą – uniosła dumnie głowę, dając mu do zrozumienia iż jest zadowolona z obu wyników – Jeszcze trzy, we wtorek najbliższy.
- We wtorek... - powtórzył zamyślony – I ty zamiast się uczyć to jeździsz sobie do Krakowa?
- Spokojnie, umiem – uśmiechnęła się do niego – A nawet jeśli nie to jest jeszcze drugi termin, prawda?
Pokręcił tylko głową. Wrzucił torbę do bagażnika, następnie otworzył siostrze drzwi od strony pasażera, a sam potem zajął miejsce za kierownicą.
- Pasy – rzucił, odpalając już silnik – Chyba nie chcesz płacić mandatu?
- Jak by nie było to twoi koledzy po fachu, mógłbyś się jakoś z nimi dogadać – powiedziała półżartem, półserio
- Co jeszcze słychać we Wrocławiu? - sprytnie zmienił temat
- Wystawiłam ogłoszenie. Zamierzam wynająć twoje mieszkanie.
- No i dobrze. Nie będzie trzeba przejmować się opłatami, a do tego wpadnie jeszcze jakaś kasa. Chyba że...
- Chyba że co?
- Że chcielibyście tam zamieszkać. To oczywiście wasza decyzja, ja wcale was nie namawiam czy coś, ale po prostu wiedz że nie mam nic przeciwko, okej?
- Będę pamiętać – zapewniła, skinąwszy głową – Nie wiem czy powinnam ci mówić...
- O czym?
- Spotkałam ostatnio twoją byłą – spojrzała z lekkim niepokojem na Maćka, ale ten patrzył przed siebie, obserwując drogę – Znaczy spotkałam... Wydaje mi się że specjalnie kręciła się pod uczelnią, żeby na mnie trafić.
- Czego chciała?
- Pytała o ciebie. Jak się czujesz, jak sobie radzisz, dokąd się wyprowadziłeś...
- O proszę – uniósł brwi ze zdumienia – Nagle zaczęło ją to interesować...
Wydawało się że w ogóle go to nie ruszyło, że nie wzbudziło w nim żadnych uczuć, ale kiedy auto szarpnęło po tym jak Maciek zbyt szybko puścił sprzęgło, a chwilę później silnik zawył, gdy brunet wcisnął więcej gazu, kobieta wiedziała już że się zdenerwował. Niepotrzebnie o tym wspominała. Uderzyła w starą ranę, która nie zdążyła się ostatecznie zagoić.
- Powiedziałam jej żeby się odczepiła. Że wycierpiałeś swoje, ale teraz stanąłeś na nogi, zacząłeś wszystko od nowa i nie chcesz mieć z nią nic wspólnego.
- I bardzo dobrze – odparł, a na jego twarzy znów pojawił się niewielki uśmiech. Dziewczyna znała go jednak na tyle dobrze, iż wiedziała że tylko udaje. Wiedziała że wieczorem siądzie w fotelu z piwem w ręku i będzie rozpamiętywał.

           Sebastian nie był zachwycony tym że musi pracować w sobotę, ale pocieszał się faktem iż wczoraj zrobił więcej raportów niż było to konieczne, dzięki czemu nadrobił sobie trochę na następny dzień i mógł wyjść wcześniej. Pożegnał się z Asią, która nie miała tego komfortu co on i musiała zostać jeszcze w biurze, by uporać się ze swoją częścią papierów. Choć oferował partnerce swoją pomoc, ta zarzekała się że zrobi to sama. Tak miało być sprawiedliwie – w końcu ona nie pomyślała by wcześniej zrobić trochę raportów z soboty i tym samym przedłużyć sobie weekend przynajmniej o tą jedną godzinę.
Komisarz w drodze do domu wstąpił jeszcze do sklepu, by kupić coś do jedzenia. Oczywiście jego siostra nie pomyślała o tym, że chociaż raz w tygodniu mogłaby zrobić porządny obiad, by on, zmęczony po całym tygodniu pracy, mógł w końcu dobrze zjeść, a nie ciągle na fast-foodach czy kanapkach. Marzył mu się solidny kawał mięsa z sosem, frytkami i sałatką. Tylko kto to wszystko przygotuje... Dlatego postawił na pulpety ze słoika. Zawsze to jakieś mięso i sos. Nie takie z jego wyobraźni, ale przynajmniej gotowe. Wystarczyło jedynie podgrzać.
W domu czekała na niego niemiła niespodzianka. Usłyszał śmiechy z pokoju siostry. Jej i jakiegoś chłopaka. Przez chwilę miał ochotę wpaść tam, zaskoczyć ich i zobaczyć co ich tak bawi, ale czasem po prostu bał się tego, co zastanie. Poza tym chciał uszanować prywatność siostry, więc jedynie trzasnął drzwiami i poszedł do kuchni. Natychmiast zapanowała cisza. Zostawił zakupy przy stole i spojrzał na zlew. No tak. Jeszcze gorzej niż wczoraj. Kochana siostrzyczka... siedzi pół dnia w domu i nawet do głowy jej nie przyszło by pozmywać.
- Ręki mi opadają – westchnął, zajmując miejsce przy stole. Przez chwilę skubał brodę, a potem zerwał się, by znaleźć choć jeden czysty garnek. Nie zamierzał tego sprzątać. Niech siostra też się choć raz wykaże.
- Do widzenia – rzucił chłopak pospiesznie, mijając kuchnię. Chwilę później w progu pojawiła się dziewczyna. Sebastian zmierzył ją wzrokiem.
- No co? - mruknęła, wyraźnie niezadowolona – Miałeś być za godzinę.
- Ale jestem teraz.
- Dobra, dobra, posprzątam – zapewniła, widząc złość w oczach brata. Ale to już nie bałagan był tego powodem.
- Masz krzywo zapiętą bluzkę – oznajmił w końcu zdezorientowanej siostrze. Ta szybko wybiegła z kuchni, poprawiła ubranie i wróciła do pomieszczenia. Mężczyzna nie odezwał się ani słowem. Udawał że jej nie widzi, więc postanowiła pozmywać w końcu naczynia, licząc na to że jak zobaczy jakiś efekt to choć trochę się uspokoi.
- Proszę bardzo – oznajmiła po kilku minutach, gdy skończyła
- Pięknie – w jego głosie wciąż rozbrzmiewał gniew
- O co ci chodzi?
- Zaszło coś między wami?
- Nie rozumiem o czym mówisz.
- Nie rozumiesz – powtórzył kpiąco – Więc mam cię spytać wprost, wulgarnie, żebyś zrozumiała o co pytam?
- Dobra, wyluzuj. Nie, bo przyszedłeś o jakąś cholerną godzinę wcześniej.
- Całe szczęście – rzekł cicho, choć wcale nie odetchnął z ulgą
- Zagrajmy w otwarte karty, dobra? Wiem że nie lubisz Filipa, pamiętam co o nim mówiłeś i jak widzę, nic się nie zmieniło. Okej. Ale pamiętaj że jestem dorosła i mogę sama o sobie decydować.
- Może i dorosła, ale to nie znaczy że jesteś odpowiedzialna. Pomyślałaś choć przez chwilę co będzie jak już się z nim prześpisz? Co, świetlaną przyszłość sobie wyobrażasz? To zdejmij klapki z oczu. On cię potem zostawi, a ty będziesz cierpieć. A wtedy rodzice mnie zabiją, że cię nie upilnowałem.
- Aha, więc o to chodzi, tak? Po prostu trzęsiesz gaciami przed tym co powiedzą rodzice. No bo jak to, pozwoliłeś dziewiętnastolatce iść do łóżka z jakimś facetem, przecież powinna czekać aż do ślubu, prawda? - ironizowała – Ona na pewno nie wiedziała co robi, jako starszy brat powinieneś jej pilnować, powinieneś jej uświadomić jakie to ryzyko niesie za sobą, jakie to niebezpieczne. Przecież ona na pewno nie ma o tym żadnego pojęcia, bo ma zaledwie pieprzone dziewiętnaście lat, tak?!
- Przestań, to wcale nie jest śmieszne.
- Bo nie ma być. Po prostu pozwól mi robić to co chcę, okej?
- Nie mogę – pokręcił głową – Tu wcale nie chodzi o rodziców, tylko o ciebie. Nie mogę pozwolić żebyś zrobiła głupotę, której potem będziesz żałowała, po której będziesz cierpiała.
- Tak, najlepiej zamknijcie mnie pod kloszem do końca życia! A idź w cholerę! - machnęła ręką, po czym zdecydowanym krokiem poszła do swojego pokoju.

wtorek, 23 lutego 2016

VIII. Scen nr 10

           Następnego ranka porywacz znów zadzwonił z żądaniem okupu. Od razu wyznaczył miejsce przekazania okupu, dając niewiele czasu mężczyźnie na dotarcie na wiadukt kolejowy na obrzeżach miasta. Tym samym komisarze nie mogli przygotować się do akcji, ponieważ nie zdążyliby obstawić terenu. Maciek całą nadzieję pokładał w schowanym w torbie nadajniku. Tylko on mógł doprowadzić ich do kryjówki porywacza.
- Nie było szans go namierzyć – oznajmiła Marta przez telefon – Powiedział gdzie i kiedy i się rozłączył. Rozmowa trwała zbyt krótko.
- A co z tym pierwszym nagraniem?
- Niedługo będzie.
Mimo iż było to ryzykowne posunięcie, policjant pojechał na miejsce przekazania okupu. Sam nie wiedział na co liczył. Że złapie porywacza? A co jeśli to mylny trop, by sprawdzić czy rodzice nie współpracują z policją? A nawet jeśli nie, to jak wtedy odnajdzie dziecko?
Ukrył się w krzakach w pobliżu torów i czekał na rozwój wydarzeń. Ruch samochodów w tej okolicy w godzinach porannych był niewielki. Czy właśnie dlatego wybrał to miejsce? Tutaj mógł zostać łatwiej zauważony, ale wciąż miał asa w rękawie.
Czarnowłosy widział jak mężczyzna zostawia torbę przy drodze, pod wiaduktem i oddala się. Słyszał też dźwięk silnika zbliżającego się pojazdu. Szybko rozpoznał że to motocykl. To był on. Minęło kilkadziesiąt sekund, motocyklista zwolnił, chwycił torbę, sprawnym ruchem zarzucił ją sobie na ramię i odjechał. Maciek przez chwilę chciał pojechać za nim, ale wiedział że to nie ma sensu. Pozostało mu tylko mieć nadzieję, że nadajnik doprowadzi ich we właściwe miejsce.
Wrócił do domu rodziców porwanego chłopca, gdzie chwilę wcześniej pojawił się ojciec. Uspokoił małżeństwo że sytuacja jest pod kontrolą. Jednocześnie zdawał sobie sprawę że w każdej chwili może się to zmienić.
- Jak to wygląda? - spytał Marty, która obserwowała położenie nadajnika
- Zbliża się do centrum miasta.
- To nasza ostatnia szansa – powiedział ściszając głos – Mam nadzieję że dobrze ukryliście ten nadajnik.
Spojrzała na niego wymownie. Zareagowała trochę zbyt impulsywnie, zbyt dosłownie tłumacząc słowa komisarza.
- Znowu podważasz moje kompetencje?
- Jak to znowu? Nie, skądże... - był zaskoczony jej reakcją – Zresztą, nie czas na to. Skupmy się na naszym porywaczu.
Z niecierpliwością czekał aż punkt na mapie przestanie się przemieszać. Zatrzymywał się co jakiś czas, ale były to tylko krótkie postoje związane z ruchem drogowym. Nadajnik już od kilku minut poruszał się w pobliżu centrum miasta, aż nagle stracił sygnał.
- Cholera jasna – zaklął Maciek – Zorientował się. Świetnie.
- Poczekaj chwilę – odparła kobieta ze spokojem. Nie rozumiał tego. Przecież właśnie w tej chwili ich jedyny plan działania szlag trafił, a ona tak po prostu każe mi czekać!
- No co? Chyba mi nie powiesz że to taka mała chwilowa awaria, która w jakiś cudowny sposób sama się naprawi.
- Oczywiście że nie – mruknęła, po czym wskazała palcem na monitor. Znów mogli obserwować położenie punktu na mapie miasta. Maciek zaniemówił. Nie wiedział jak to zrobiła, co takiego się stało, że przez chwilę nadajnik zniknął. Spojrzał na nią pytająco, ale ona tylko wzruszyła ramionami.
- Moja słodka tajemnica. A teraz trzymaj kciuki żeby się udało.
W międzyczasie zadzwonił Tomek, który zajmował się jedynym jak do tej pory podejrzanym. Jego alibi jednak się potwierdziło, więc komisarze znów zostali z niczym.
- To chyba tu – stwierdził komisarz, kiedy punkt stał unieruchomiony już przez trzy minuty – Adres?
- Wiedeńska 24. Kiedyś był tam klub nocny, ale od kilku miesięcy jest nieczynny.
Szybko wybrał numer do Tomka, poprosił go by wziął ze sobą ludzi i tam pojechał. Sam też wybrał się w tamto miejsce. Zaczekał chwilę w samochodzie na wsparcie, rozejrzeli się dookoła i ostrożnie wślizgnęli do środka. Dwóch mężczyzn siedziało przy stoliku i przeliczało właśnie pieniądze. W ogóle nie spodziewali się że za chwilę zostaną otoczeni, a także obezwładnieni przez policjantów. Trochę krzyków, chwila zamieszania i już obaj porywacze leżeli na ziemi skuci kajdankami. Maciek nerwowo zaglądał do kolejnych pomieszczeń, ale nigdzie nie znalazł chłopca.
- Gdzie jest dziecko? - przycisnął go kolanem, na co drugi się zaśmiał
- Grzeczne dzieci o tej porze jedzą śniadanko
- Za to ty będziesz jadł suchy chleb w pierdlu. Na komendę z nimi.
Jeszcze raz z Tomkiem przeszukali cały lokal, lecz bez oczekiwanego efektu. Zrezygnowany Maciek oparł się o maskę swojego samochodu i zapalił papierosa.
- Chcesz? - podsunął asystentowi paczkę pod nos
- Nie palę – westchnął, równie niezadowolony co on – Przyciśniemy ich to się wygadają.
- Łatwo nie będzie.

           Niespełna godzinę później Maciek przesłuchiwał porywaczy. Żaden jednak nie chciał zdradzić gdzie ukryli dziecko. Nawet klasyczna zagrywka z blefowaniem nie pomogła mu w uzyskaniu jakiejkolwiek informacji.
- Twój kumpel twierdzi że to twój pomysł.
- Ma się ten łeb, co nie? - odparł dziwnie zadowolony
- Wiesz że tu nie chodzi tylko o porwanie? Zastrzeliliście opiekunkę, chyba nie muszę przypominać.
- I co? Masz na to jakiś dowód? Skąd wiesz że po nas nie przyszedł ktoś inny i jej nie kropnął?
- Bo twój kumpel mówi że to twoja robota.
- I po co mi to mówisz? - zaśmiał się – Skoro wszystko jest dla ciebie jasne to dlaczego tracisz czas na pogaduszki?
- Chciałem ci dać szansę na przyznanie się – rzucił, wiedząc już że ta taktyka nie przyniesie żadnych efektów – Sąd mógłby ci za to dać mniejszy wyrok. Może nawet udałoby się zejść do piętnastu lat... Ale dobra, jak nie chcesz to nie.
Wyszedł z pokoju przesłuchań i od razu usłyszał podniesione głosy dochodzące z biura. Okazało się że na komendę przyjechali rodzice porwanego chłopca i domagali się wyjaśnień. Ania i Rafał próbowali ich uspokoić, ale to zadanie nie było takie łatwe. Dopiero pojawienie się Maćka wprowadziło chwilę ciszy.
- Panie komisarzu – odezwał się mężczyzna, podchodząc do niego – Złapaliście sprawców, tak? Gdzie jest nasz syn?
- Pracujemy nad tym – odparł, siląc się na spokojny ton – Trwają przesłuchania, kolega pojechał sprawdzić już jedno miejsce – skłamał by ich nie niepokoić. Tak naprawdę Tomek pojechał do żony zatrzymanego by spróbować się czegoś dowiedzieć. Wielkie było zaskoczenie komisarza, kiedy ten kilka minut później wszedł do biura z dzieckiem na rękach i oddał je matce. Wstrzymał się jednak ze wszystkimi pytaniami dopóki nie zostali sami w biurze.
- Ale co? Jak? - pytał zdumiony
- Nie uwierzysz – uśmiechnął się – Wyobraź sobie że żona naszego zatrzymanego pomagała mu i przez ten cały czas zajmowała się dzieckiem... w ich mieszkaniu!
- Matko bosko – westchnął i opadł na fotel – Ile ja mam szczęścia dzisiaj...

           Choć był to dla niego ciężki dzień i czuł się zmęczony, to jednak widząc jak wszystkie problemy rozwiązały się pomyślnie, postanowił zmierzyć się z jeszcze jednym – a konkretnie to ze swoją partnerką. Kobieta była zaskoczona kiedy zobaczyła go za drzwiami, ale z czystej ciekawości pozwoliła mu wejść do środka i dowiedzieć się w jakiej sprawie przychodzi.
- Chcę pogadać – oznajmił wchodząc do salonu
- Niby o czym? - rzuciła niechętnie
- Co masz do mnie? Skończ te podchody, przestań zachowywać się jak gówniara i powiedz wprost co ci nie pasuje – choć nie chciał by zabrzmiało to bojowo, to jednak nie potrafił tego inaczej powiedzieć – No dalej. Wyrzuć to z siebie, chyba że sama tak naprawdę nie wiesz co ci nie pasuje.
Stała w progu ze skrzyżowanymi rękami i patrzyła na niego lekko z ukosa. Nie wytrzymał. O to jej chodziło, ale raczej spodziewała się że odpuści, a on tymczasem nie zamierzał ustąpić.
- Po prostu... to nie jest miejsce dla ciebie.
- To nie jest miejsce dla ciebie – powtórzył drwiąco – Niby dlaczego? Bo mój poprzednik zginął? I co, może to jeszcze moja wina? - zdenerwował się, bowiem właśnie tak zachowywała się Anka, jakby to on był winny śmierci jej poprzedniego partnera – Ja rozumiem że to cię zabolało, że mieliście świetne relacje, byliście blisko i że ci go brakuje, ale pomyśl przez chwilę o innych ty pieprzona egoistko! Twoim kolegom też nie było łatwo pogodzić się z nową sytuacją, ale oni jakoś to przełknęli, zaakceptowali nową sytuację. A ty dalej strzelasz fochy, jakby to miało mu życie przywrócić! Zachowujesz się jak małe dziecko, które nie chce zjeść obiadku i nikt nie wie dlaczego. Po prostu nie i chuj!
- Jakim prawem mnie oceniasz? W ogóle mnie nie znasz, nie wiesz jaka jestem...
- I vice versa – przerwał jej – Ty też mnie nie znasz, a od razu mnie skreśliłaś. Przecież nie wymagam od ciebie niewiadomo czego, chcę tylko żebyśmy współpracowali, rozumiesz? Nie musimy się nawet lubić, wystarczy że będziemy skuteczni w pracy. Tylko tyle.
- Po co tu w ogóle przyszedłeś? Myślisz że jak na mnie nakrzyczysz albo weźmiesz mnie na litość to coś się zmieni?
- Chciałem ci tylko powiedzieć co o tym wszystkim myślę. I że mam tego dość. Mam już po prostu wyjebane, przeliterować czy dotarło? Skończyła się wyrozumiałość, nie tylko moja, ale i reszty. Oni też mają dość twojego zachowania, tego twojego udawania, że ty taka najbardziej pokrzywdzona i że jeszcze z jakimś durnym Maćkiem musi teraz pracować... Znalazła się, kurwa, księżniczka na ziarnku grochu. I w ogóle nie czujesz że to ziarno wbija ci się w tyłek, a może to dla ciebie nawet przyjemne... Nie wiem, nie obchodzi mnie to. Ogarnij się, a jak ci tak bardzo źle to przenieś się na inną komendę albo rzuć tą robotę w cholerę. Zresztą, rób co chcesz
- Wynoś się – wycedziła przez zęby
- Z przyjemnością.

środa, 17 lutego 2016

VIII. Scen nr 9

- Przyznaję, żart był nietrafiony, nieudany, ale gdyby miała choć odrobinę klasy, wyszłaby z tego sprytnie – żalił się Maciek godzinę później na komendzie, opowiadając Sebastianowi o tym jak poznał szefową techników – Zamontowali podsłuch w telefonach rodziców porwanego dziecka, czekam na jakikolwiek odzew.
- Okup?
- Najprawdopodobniej – stwierdził czarnowłosy, ponownie wyobrażając sobie przed oczyma bogate wnętrze domu
- A ta zamordowana kobieta?
- Opiekunka. Podejrzewam że ktoś chciał wykorzystać jej nieuwagę, ale ta zobaczyła co się dzieje i próbowała interweniować albo porywacz był tak zdesperowany że nie przeszkadzała mu jej obecność i najzwyczajniej w świecie wyrwał jej dziecko, odepchnął ją, a kiedy dalej stawiała opór to ją zastrzelił.
Rozmawiali o śledztwie głównie dlatego, że w biurze obecna była także partnerka Maćka. Chcieli wywrzeć na niej presję, by odstawiła swoje uprzedzenia na bok i włączyła się do sprawy. Przecież to była jej praca, obowiązek. Nie mogła odmówić! Mogłaby mieć spore problemy u komendanta z tego powodu, nawet mimo tego że miała po swojej stronie uznanie w jego oczach i sympatię.
- Widzę że doskonale sobie radzisz – wtrąciła jadowicie, kiedy mężczyźni zamilkli. Tak, to był ten moment. Czekali na jej reakcję.
- Uwierz mi, we dwójkę szło by o wiele lepiej.
- To sobie weź jakiegoś pomocnika? Nie wiem, Tomka, Bartka, o, a może ty Seba chcesz, skoro tak cię to śledztwo interesuje?
W odpowiedzi brunet jedynie westchnął ciężko i pokręcił głową. Kobieta kolejny raz zapewniła że nie zamierza pracować z Maćkiem, po czym opuściła biuro.
- Uparta jak...
- Jak baba – dokończył za niego Maciek, zabierając się za przeglądanie danych, jakie posiadała ich baza na temat rodziny, której sprawę prowadził. Nie minęło jednak więcej niż parę minut, kiedy z pokoju asystentów usłyszeć można było podniesione głosy, a chwilę później już wrzaski Anki i Tomka.
- Ty chyba jesteś niespełna rozumu! - zarzucił jej asystent – Spójrz prawdzie w oczy, on tu nie wróci, bo on nie żyje! Nie możesz prowadzić śledztw z jakimś duchem, Anka!
- Przestań! Przestań do cholery! Należy mu się pamięć i szacunek za te wszystkie lata... Zasłużył... Od nas wszystkich. A wy co? Udajecie że nic się nie stało.
- Bo życie toczy się dalej. To że dalej pracujemy normalnie, nie znaczy że o nim nie pamiętamy. Na zawsze zapisał się w historii tej komendy i nikt nie próbuje mu tego odebrać, nigdy to się nie zmieni. Kiedy to wreszcie do ciebie dotrze, co?
Milczała. Czuła że jeśli ulegnie, że jeśli będzie pracowała z nowym partnerem, to będzie jak zdrada. Że odwróci się do niego plecami. Ostatnia osoba, która chce mu oddać hołd... Nawet przez myśl jej nie przeszło, że robi to w niewłaściwy sposób, że to nie ona ma rację. Nie miała pojęcia że popełnia ogromny błąd. Nie chciała żeby ktoś zajął jego miejsce. Miejsce, które poprzez naturalną kolej rzeczy oddał. Ono już nie było jego. Pozostały po nim tylko wspomnienia, które przecież nie zostaną zbezczeszczone gdy kobieta zacznie pracę z nowym partnerem. Ale ona uważała inaczej, gdyż nigdy nie pogodziła się z tą stratą.
- Zwariowałaś – kontynuował Tomek – Powinnaś iść do psychologa.
- Teraz to przegiąłeś – warknęła, odwracając się na pięcie
- To ty przeginasz – rzucił szybko, nim zdążyła odejść – Nikt już nie może z tobą wytrzymać. Nikt! Nie ma ani jednej osoby, która o twoim zachowaniu mogłaby powiedzieć choć jedno dobre słowo. Nie mówię ci tego by z tobą walczyć. Próbuję ci właśnie uświadomić, że podążasz złą drogą.
- Dziękuję za troskę – odparła sarkastycznie – A teraz mógłbyś pozwolić mi odejść?
- Oczywiście. Ale wiedz jedno. Jeśli nic się nie zmieni, nie będę z tobą rozmawiał. I nie tylko ja – zagroził – Wszyscy się od ciebie odwrócą, zobaczysz.
- Zobaczę – odparła wciąż przekonana co do swoich racji, po czym odeszła 

           Niespełna godzinę później Maciek wraz z Tomkiem przyjechał ponownie do rodziców porwanego chłopca. Komisarz i tak planował ponownie przeprowadzić rozmowę z nimi, gdyż niewiele zdołał się od nich dowiedzieć, gdy ci byli w szoku po tym co zastali w domu. Jego przyjazd jednak przyspieszył telefon od Marty, która poinformowała go o kontakcie ze strony porywacza.
- Masz nagranie? - spytał, siadając obok niej na kanapie. Kobieta nawet nie zwróciła na to uwagi, bowiem wciąż pochylała się nad komputerem i świdrowała wzrokiem ekran w poszukiwaniu odpowiedniego pliku
- Oczywiście, nie jestem amatorką – odparła, podając mu słuchawki. Tomek przyglądał się w milczeniu. Brunet dwukrotnie przesłuchał zapis rozmowy, po czym poprosił o to samo asystenta.
- Głos jest zniekształcony – stwierdził po chwili namysłu – Ale to nas nie powinno dziwić.
- Dasz radę to oczyścić?
Marta spojrzała na policjanta z ukosa.
- Głupie pytanie – stwierdziła, znów poświęcając niemal całą swoją uwagę obrazom na monitorze – Zaraz to wyślę do naszych.
- Napisz że to pilne.
- Wiem co mam robić – mruknęła z nutką irytacji w głosie
- No to rób... a my wypytamy rodziców – pchnął lekko Tomka, by ten szedł jako pierwszy. Asystent posłał mu znaczące spojrzenie, na co on tylko wzruszył ramionami. Miał wymówkę – był tu przecież dopiero niewiele ponad tydzień.

- Porywacz chce miliona złotych – przypomniał Tomek – Macie państwo takie pieniądze?
- Mamy – westchnął ciężko mężczyzna – Oddam wszystko, byle mieć Piotrusia całego i zdrowego...
- Nie podejrzewacie nikogo? - wtrącił Maciek, powoli przechadzając się po pokoju
- Nie mam zielonego pojęcia kto mógłby za tym stać.
- Zwolnił pan ostatnio jakichś pracowników?
- Dwa miesiące temu... Jakub Minalak, zajmował się oprogramowaniem komputerowym. Niestety, ostatnio zaniedbywał swoje obowiązki, więc musiałem się z nim pożegnać.
- A może zauważyli państwo coś niepokojącego w swoim otoczeniu w ostatnim czasie? Nie wiem, jakiś podejrzany samochód pod domem, może ktoś o was wypytywał...
Mężczyzna pokręcił głową. Policjanci milczeli by dać im chwilę do namysłu.
- Ten czarny Opel – rzuciła nagle kobieta – Pamiętasz?
- Myślałem że to nowy samochód sąsiadów – wyjaśnił, kiedy trzy pary oczu utkwiły w nim swój wzrok – Oni często zmieniają samochody, więc kolejny nowy w okolicy nie wydał mi się podejrzany...
- Macie może cokolwiek, co pozwoliłoby znaleźć nam ten pojazd? Numery rejestracyjne, może jakieś zdjęcie? - spytał z nadzieją w głosie czarnowłosy
- Niestety – kobieta pokręciła głową – Nie pomyśleliśmy wtedy o tym...
- Rozumiem.
Dla niego i Tomka wszystko było jasne. Porywacz obserwował dom, poznał przebieg dnia, znalazł najlepszy dla siebie moment by zaatakować. Nie mogli jednak wykluczyć że nie był to zwolniony przez mężczyznę pracownik. Odnalezienie samochodu jedynie przez markę i kolor graniczyło z cudem, więc musieli się skupić na drugim tropie.
- I co teraz? - głos kobiety się łamał
- Przygotujcie pieniądze. Czekamy na kolejny telefon od porywacza, a w międzyczasie sprawdzimy tego całego... - spojrzał na notatkę w telefonie – Minalaka.

           Następnego dnia Anka nie pojawiła się w pracy. Po wczorajszej kłótni z Tomkiem i po tym jak kolejne osoby zaczęły się od niej odwracać, potrzebowała chwilę odpoczynku. Musiała ochłonąć, nabrać sił by znów stanąć tam z nimi twarzą w twarz, bronić swoich racji. Komendant poinformował Maćka że kobieta wzięła dwa dni urlopu i że odbiera mu śledztwo.
- Słucham? - nie krył swojego oburzenia – Dlaczego pan to robi? Uważa pan że sobie nie poradzę czy że co?
- Nie możecie sami prowadzić tego śledztwa – wciąż mówił do niego w liczbie mnogiej
- Proszę więc wyznaczyć zastępstwo. Chociażby Tomek, jest zapoznany ze sprawą, wie na czym stoimy...
- Decyzję proszę pozostawić mnie – przerwał mu komendant, podnosząc się z krzesła. Maciek jednak się nie przejął. Zamierzał walczyć o swoją pierwszą sprawę, nie może jej tak po prostu zostawić komuś innemu tylko dlatego że jego partnerka przez swoje dziwaczne uprzedzenia nie zaangażowała się w śledztwo.
- Chciałbym jeszcze zauważyć – dodał, na co jego przełożony uniósł brwi, zdumiony że brunet ma czelność jeszcze cokolwiek powiedzieć – W grę wchodzi nawet życie dziecka. Chodzi o czas, porywacz może się odezwać w każdej chwili. Nie może pan tak po prostu zmienić komisarzy prowadzących. Co jeśli nie zdążą zapoznać się ze wszystkimi szczegółami i dojdzie do tragedii?
Zależało mu. Nie tylko na życiu i zdrowiu dziecka, ale na tym by to on do tego doprowadził. Rozmowa z komendantem to była jedynie gra. Wiedział że teraz wyciągnął asa z rękawa.
- Chce pan mieć je na sumieniu? - spytał ściszonym głosem
- A pan chce? - szybko skontrował, siląc się na poważny ton
- Niech pan nie udaje że robi to dla mojego dobra – uśmiechnął się kpiąco – Mniejsza o to, nie to jest teraz ważne. Zapomina pan, że mam już doświadczenie. Zmieniło się tylko miasto, komenda, ludzie... Wiem jak mam postępować. Wiem co zrobić, by uratować to dziecko. Tylko że pan teraz usiłuje związać mi ręce – znów pojawiło się oburzenie
- Dobrze, dobrze – westchnął, machnąwszy ręką – Skoro tak bardzo chcecie... - wrócił do swojego charakterystycznego stylu symbolizującego niechęć – Ale jeśli cokolwiek pójdzie nie tak, poniesiecie wszelkie konsekwencje.

piątek, 12 lutego 2016

VIII. Scen nr 8

           Kilkanaście minut później zatrzymana siedziała w pokoju przesłuchań, podczas gdy Joasia i Sebastian spokojnie popijali kawę w biurze. Chcieli dać trochę czasu kobiecie, by ochłonęła i przemyślała swoją sytuację, nim zaczną z nią rozmawiać.
- Myślisz że to ona? - spytała blondynka
- Uciekała, więc na pewno ma coś na sumieniu. Poza tym jest ostatnią osobą która widziała Grawicza żywego, a ponadto znali się wcześniej.
- Nie mamy dowodów.
- Dlatego musimy z niej wyciągnąć ile się da – zacisnął wargi, wiedząc że zadanie może okazać się trudne – Co powiesz na małe, niewinne kłamstewko?
- To znaczy?
- Zobaczysz – odparł, po czym zachęcił ją gestem by poszła razem z nim do pokoju przesłuchań. Zatrzymana siedziała tam w bezruchu, z opuszczoną głową. Nie zareagowała nawet kiedy usłyszała dźwięk otwieranych drzwi i kroki komisarzy. Stanęli naprzeciw niej.
- Antoni Grawicz nie żyje, wiesz o tym? - zaczęła Joasia
Worowska wzruszyła jedynie ramionami. Nie wyglądała na zaskoczoną, co utwierdziło Sebastiana w przekonaniu że to ona go zamordowała.
- Zabiłaś go? - rzuciła wprost pani komisarz
- Nie – odpowiedziała cicho kobieta – Nie zrobiłam tego.
- Nie kłam – Sebastian włączył się do rozmowy – Mamy nagranie z tego klubu, w którym byliście. Widać że wrzucasz coś do jego szklanki.
Rudowłosa westchnęła głęboko i roześmiała się.
- Pieprzony monitoring – wycedziła przez zęby – Skoro macie nagranie, to po co to wszystko? Po co mam się przyznać?
- Sąd weźmie to pod uwagę i dostaniesz mniejszy wyrok.
- Nie zależy mi – pierwszy raz podczas przesłuchania wyprostowała się i spojrzała prosto w oczy komisarzom – Tak, zrobiłam to. Podałam mu truciznę, a potem poszłam z nim na spacer. Zaczął się dusić, a ja go tam zostawiłam. Zasłużył na to. Skurwiel nieźle ustawił się w życiu, a ja? Ja przez niego straciłam wszystko! Wszystko, rozumiecie?
- Wiemy że znaliście się z przeszłości. Co ci zrobił?
Milczała. Po chwili po jej policzkach spłynęły dwie łzy. Otarła je, ale nie miała siły być twarda. Po nich pojawiły się kolejne.
- Zgwałcił cię? - spytała Joasia łagodnym tonem
- Mieliśmy romans – oznajmiła drżącym głosem – Było nam dobrze, dopóki nie zaszłam w ciążę. Zmusił mnie bym usunęła, a potem zostawił. Długo nie mogłam się pozbierać, ale w końcu udało mi się, stanęłam na nogi, poznałam świetnego faceta, wyszłam za niego... Świetnego – powtórzyła sarkastycznie – Też okazał się dupkiem. Zapragnęliśmy mieć dziecko, ale przeszłość wtedy znów dała o sobie znać. Przez tą cholerną skrobankę nie mogłam już zajść w ciążę. Rozwiódł się ze mną, a wtedy obiecałam sobie że Antek mi za to zapłaci.
- I co? Ulżyło?
- Nie. Nie zdążyłam zrealizować ostatniej części mojego planu.
Policjanci wymienili się spojrzeniami, a potem utkwili wzrok w zatrzymanej, oczekując że zdradzi im jakie miała zamiary.
- Chcielibyście wiedzieć, co? - mruknęła z satysfakcją – Dobra, powiem. I tak już wszystko szlag trafił... Chciałam powiedzieć to wszystko na jego pogrzebie, żeby ludzie dowiedzieli się jakim sukinsynem był naprawdę.
Komisarze opuścili pokój przesłuchań i wrócili do biura. Joasia miała mieszane uczucia. Z jednej strony szkoda jej było tej kobiety, bo wiele wycierpiała, ale z drugiej strony musiała trafić do więzienia. Przecież mimo wszystko zabiła człowieka.
- Sprawa zamknięta – oznajmił z ulgą Sebastian, zajmując miejsce na wygodnym biurowym krześle

           Maciek już od kilku dni pracował na komendzie, wczuł się już w nowy rytm pracy, wciąż poznawał miasto i miał nadzieję że już niedługo poprowadzi pierwsze swoje śledztwo w Krakowie. Nareszcie mógł dojeżdżać do pracy swoim samochodem, po tym jak wyraźnie pokazał nastolatkowi ze swojego osiedla, że nie będzie tolerował jego zachowania. Wszystko zmierzało ku dobremu... tylko nie relacje z Anką. Kobieta wciąż wyrażała niezadowolenie z jego nieobecności i nawet ani razu nie wyjaśniła mu powodu takiego zachowania. Brunet miał już tego dość, ale ze względu na to co mówili do niego pozostali, starał się być wyrozumiały albo co najwyżej ignorować zachowanie partnerki. Robił to tylko dlatego, by zyskać szacunek wśród pozostałych.
- Ola, co ty tak właściwie masz do Maćka? - spytał ją Rafał
- Zachowuje się jakby był nie wiadomo kim. Taki najlepszy, idealny...
- Szczerze? Nie zauważyłem – nie mógł się z nią zgodzić – No może na pierwszy rzut oka wydaje się trochę gburowaty, ale jak go poznasz lepiej to zobaczysz że to równy gość.
- No tak, bo na piwo wyjdzie, papierosa zapali to już dla faceta najlepszy kumpel – szła w zaparte. Nie zamierzała odpuścić. Nie chciała pracować z Maćkiem i często to pokazywała bądź podkreślała w swoich wypowiedziach.
- Wiesz co? - zapytał ostro, urażony jej słowami – Może ty jednak powinnaś iść na ten urlop, odpocząć i przemyśleć kilka spraw. Bo jest z tobą coraz gorzej.
Wyszedł z kuchni, nie czekając na jej odpowiedź. Ta tylko mruknęła coś pod nosem i zaczęła wsypywać cukier do swojej kawy. Dużo cukru. Nawet nie zauważyła kiedy przesłodziła. Dopiero po upiciu łyku skrzywiła się, zdając sobie sprawę ze swojego błędu. Nie z przesadzonego uprzedzenia do Maćka, lecz z przesłodzenia kawy.
- Ola, Maciek, macie sprawę – oznajmił Kamil, wpadając do biura – Morderstwo i porwanie.
- Gdzie? - zapytał, zarzucając na siebie kurtkę, podczas gdy jego partnerka nawet nie mruknęła okiem
- Jagiełły 34.
- Anka, zbieraj się – upomniał ją, lecz bez oczekiwanego skutku
- Nigdzie z tobą nie jadę. I żadnej sprawy też nie będę z tobą prowadzić.
- Czyli co? Jedź sobie sam? - chciał usłyszeć to wprost
- Dokładnie – oznajmiła z lekkim uśmiechem na twarzy
- Jak chcesz – wzruszył ramionami i opuścił biuro
- Olaaa – mruknął Sebastian, celowo przeciągając ostatnią głoskę
- Co?
- Ty dalej odstawiasz tę szopkę? No z Maćkiem – dodał, kiedy zobaczył jej pytające spojrzenie – Przecież wiesz że czas świąteczny już dawno minął.
- Kolejny... - westchnęła, kręcąc głową – Ty też przeciwko mnie?
- Olka, to się nudne robi. Weź w końcu wyluzuj, bo nawet święty z tobą nie wytrzyma.
Po tych słowach wstał i wyszedł na zewnątrz by zapalić papierosa. Ania zdążyła go jeszcze zapytać dokąd idzie, ale w odpowiedzi machnął jedynie ręką.

           Tymczasem Maciek dotarł na miejsce. Już z daleka widział kilka radiowozów policyjnych oraz pogotowie. Przeszedł przez ogród, pchnął uchylone drzwi do przodu i wszedł do domu. Minął dwóch techników robiących zdjęcia, kolejni gdzieś na boku zabezpieczali jeszcze ślady. Brunet skierował się w stronę dużej kałuży krwi, w której leżała zamordowana młoda kobieta, a nad nią pochylał się lekarz sądowy.
- Witam – odezwał się Maciek, przykucnąwszy obok
- Witam – odparł patolog – Nowy?
- Tak – westchnął – Strzeliński – wyciągnął rękę, ale ten nie mógł mu jej podać, gdyż miał założone rękawiczki. Maciek wycofał się i z uśmiechem skinął głową.
- Mroź. Adam Mroź – odparł – Dwa strzały w klatkę piersiową z bliskiej odległości, drugi był śmiertelny. Zgon nastąpił około dwie godziny temu. Tutaj na twarzy – odgarnął włosy w okolicy prawego oka – Jak widać, została uderzona. Ślad jest świeży, więc najprawdopodobniej najpierw została uderzona, a kiedy to nie załatwiło sprawy, porywacz ją zastrzelił. Więcej po sekcji.
- Dobra, dzięki – wyprostował się i rozejrzał dookoła. Podszedł do jednego z techników i zapytał kto jest ich szefem. Ku jego zaskoczeniu, okazało się że jest to kobieta.
- O proszę, manicure? - zażartował, kiedy kobieta zamieniła się z patologiem i to ona pochyliła się nad ofiarą, zabezpieczając naskórek spod paznokci.
- Bardzo śmieszne – odparła z pogardą – A ty to kto?
- Nowy komisarz. Spokojnie, masz fajniejsze paznokcie niż ten trup... i w ogóle wyglądasz lepiej niż ona – znów spróbował rozluźnić atmosferę i znów zrobił to niefortunnie
- Za to ty masz specyficzne poczucie humoru – uśmiechnęła się z politowaniem – Weź się do roboty, sytuacja jest przecież poważna! A tak w ogóle to gdzie Olka?
- Nie chciała ze mną jechać.
- Nie dziwię się jej - odparła, po czym wróciła do swojego poprzedniego zajęcia
--------
Dzisiaj mija 6 lat od rozpoczęcia bloga. Z tej okazji chciałbym podziękować wszystkim czytelnikom, za to że nadal są i nadal to czytają. Ostatni rok był dla mnie bardzo trudny, widać to szczególnie po ilości scenów, ale teraz jest już lepiej i mam nadzieję że tak pozostanie. Przez te 6 lat zrobiłem ogromny skok jakościowy, zaczynałem z mizernego poziomu, by osiągnąć całkiem dobry, poświęciłem temu sporo czasu i nie żałuję ani jednej minuty, którą przeznaczyłem na pisanie. Co prawda złoty okres blogów o w11 już dawno minął, ale w ostatnich miesiącach wróciło trochę "starej (bez urazy oczywiście), dobrej ekipy" i to też cieszy. Przedstawię jeszcze kilka liczb:
- 69 opowiadań, w tym osiem "długich", gdzie ósme jest oczywiście aktualnie pisane
- 961 scenów
- 5445 komentarzy (na chwilę obecną)
- ponad 220 tys. wyświetleń
- najdłuższa seria - 60 dni z rzędu ze scenami (1 stycznia 2012 - 1 marca 2012)
- najdłuższe opowiadanie - długie nr 5 (117 części; 14 stycznia 2012 - 17 maja 2012)
i jeszcze taka ciekawostka:
- ostatnia seria miała miejsce od 1 grudnia 2014 do 5 grudnia 2014
I co tu dużo mówić... jeszcze raz dziękuję stałym czytelnikom.

wtorek, 9 lutego 2016

VIII. Scen nr 7

          Przed opuszczeniem komendy Maciek spotkał się jeszcze z Tomkiem, który miał mu ustalić tożsamość chłopaka, który co noc przebijał mu oponę w samochodzie. Czarnowłosy nie wiedział jeszcze jak załatwić tę sprawę, jednak ustalenie sprawcy było niewątpliwie krokiem naprzód.
- Trzymaj – asystent wcisnął mu karteczkę w dłoń – Co zamierzasz?
- Jeszcze nie wiem – rzucił, przeglądając zdobyte informacje – O cholera... przecież on mieszka dwa piętra pode mną!
- Zmień tablice – stwierdził nagle Tomek
- Że co?
- Na niektórych osiedlach tak bywa. Zdarzają się tacy jakby strażnicy, którzy atakują samochody na obcych numerach. Ciesz się że tylko na oponach się skończyło, bo równie dobrze mogli ci porysować lakier albo wybić szybę...
- Gówniarz to niech się cieszy, że jeszcze mnie nie spotkał – warknął groźnie – Dzięki Tomek, masz u mnie piwo
- Spoko, ale ja nie piję – odparł, choć komisarza nie było już w biurze.
Zanim wrócił do domu, poszedł do osiedlowego sklepu i kupił butelkę wódki oraz paczkę papierosów. Nie popisał się sprytem, nie wykorzystał też swojej wyobraźni, obmyślając szybko plan działania. Musiał tylko schwytać chłopaka, który uprzykrzał mu życie i jednocześnie zmuszał do kolejnych, zbędnych wydatków. Miał nadzieję że jego plan zadziała...
Początek poszedł gładko. Co prawda drzwi otworzyła kobieta w średnim wieku, najprawdopodobniej matka chłopaka, ale kiedy Maciek powiedział że potrzebuje pomocy by wynieść parę starych, niepotrzebnych rzeczy z piwnicy, wręcz przymusiła syna żeby z nim poszedł. Policjant nie dał nic po sobie poznać, puścił nastolatka przodem. Ten nawet nie spodziewał się, że za chwilę zostanie przyciśnięty do ściany i skuty kajdankami.
- Co to ma być? Jakieś zabawy erotyczne po piwnicy? - spytał z szyderczym uśmiechem
- Nie lubię chłopców – odparł Maciek, prowadząc go do komórki. Tam posadził go pod ścianą i wyciągnął wódkę.
- Pogadamy jak faceci – oznajmił, odpalając papierosa – Wiem że to ty codziennie przebijasz mi opony w samochodzie.
- No i? - parsknął śmiechem – Pójdziesz do mojej matki? Zadzwonisz na policję?
- Napijesz się? - podszedł do niego z butelką
- Z chęcią ale... nie mam jeszcze osiemnastu lat.
- Nie szkodzi – mruknął, po czym jedną ręką złapał go za brodę, a drugą wcisnął mu butelkę do ust. Wlał w niego trochę wódki, przytrzymał głowę ku górze, tak by musiał wszystko połknąć. Zakaszlał potem kilka razy, skulił się i oddychał głęboko.
- Dam ci jedną dobrą radę na przyszłość: nie zadzieraj ze mną – powiedział, po czym powtórzył swój poprzedni manewr, a potem jeszcze raz. Po trzecim razie zrobił dłuższą przerwę, by dać chwilę odetchnąć nastolatkowi.
- Słabe – wysapał lekko już oszołomiony alkoholem
- Słabo to będziesz czuł się rano – stwierdził Maciek, wciskając mu do ust papierosa. Chłopak zaciągnął się dymem. Musiał mieć już wcześniej styczność z paleniem.
- Moja matka ci tego nie daruje.
- Twoja matka – uśmiechnął się z politowaniem – Co, mamusią się będziesz zasłaniał? Zresztą,  pomyśli sobie że dałem ci trochę kasy za fatygę, a ty poszedłeś z kumplami i się schlałeś.
- No na pewno.
Maciek jeszcze kilka razy podawał mu wódkę, aż w końcu upił go. Następnie zmusił go do wypalenia czterech papierosów pod rząd, a potem poczekał aż zaśnie. W międzyczasie ustawił też kilka budzików pod rząd w jego telefonie, by głośny dźwięk męczył go następnego ranka. Upewnił się że na klatce schodowej nikogo nie ma, wciągnął go na piętro i zostawił pod drzwiami. Wyciągnął też klucze z jego kieszeni i wsadził jeden z nich w drzwi, by wyglądało na to że próbował wejść do mieszkania. Nie był przekonany czy ten pomysł przyniesie oczekiwane rezultaty, ale co innego mógł zrobić? Miał się z nim bić czy może zamknąć go na 48 godzin? To co zrobił wydawało mu się być najrozsądniejszym wyjściem z tej sytuacji.

          Dwa dni później. Joasia i Sebastian wciąż zajmowali się sprawą tajemniczego morderstwa. Udało im się już nawet ustalić tożsamość rudowłosej kobiety, z którą zamordowany spotkał się feralnego wieczora, ale wciąż nie udało się jej namierzyć.
- I co teraz? Przecież nie mogła zapaść się pod ziemię – denerwował się Sebastian
- Spokojnie, Tomek i Bartek sprawdzają hotele.
- Jeśli to ona, mogła wyjechać po śmierci Grawicza. No bo po co miałaby tu siedzieć? A tak w ogóle co o niej wiemy?
Joasia przerzuciła kilka kartek na swoim biurku, wzięła jedną z nich i podeszła do okna.
- Natalia Worowska, urodzona 27 stycznia 1978 roku w Lublinie. W 2010 roku wyszła za mąż za Roberta Worowskiego, ale cztery miesiące temu się rozwiedli.
- Lublin... Grawicz czasem nie pochodził z Lublina?
- Z tego co pamiętam... to tak, przyjechał do Krakowa na studia i został już tutaj.
- Cholera... Ta cała Natalia mogła przecież posługiwać się panieńskim nazwiskiem! Tomek! Tomek! - wołał, biegnąc do biura asystentów
- No co jest? - asystent właśnie odkładał słuchawkę po kolejnej bezowocnej rozmowie
- Spróbujcie ją odnaleźć przez panieńskie nazwisko.
- Mamy dzwonić jeszcze raz? - jęknął, pokazując Sebastianowi całą listę krakowskich hoteli. Ten tylko wzruszył ramionami i wyszedł na papierosa. Połączył wszystkie fakty i domysły. Grawicz i Worowska prawdopodobnie się znali, teraz ona się z nim spotyka, a on zostaje otruty. Bez wątpienia morderstwo z premedytacją. Zemsta? Tylko za co?
Postanowił jeszcze raz przejrzeć kartotekę ofiary, ale tam jedynym zapisanym wykroczeniem było spożywanie alkoholu w miejscu publicznym. Pił z dwoma kolegami i... właśnie poszukiwaną przez nich Natalią.
- Znali się – powiedział na głos – Myślisz że Grawicz mógł kiedyś zgwałcić Worowską? - zwrócił się do partnerki
- Co takiego?
- Myślę że ona się na nim zemściła. Musiała mieć powód.
- Ale skąd pomysł że akurat gwałt?
- Nie wiem, tylko głośno myślę.
Wtedy do biura wpadł Tomek.
- Namierzyliśmy ją. Jest zameldowana w hotelu Cracovia.
Nie zwlekając ani chwili pojechali tam. Asystenci zostali na zewnątrz, by w razie potrzeby odciąć drogę ucieczki, natomiast Sebastian i Joasia weszli do środka. Zgłosili się do recepcji, pokazali odznaki i już chwilę później zmierzali na drugie piętro. Zapukali do drzwi.
- Kto tam? - usłyszeli po chwili kobiecy głos
- Obsługa hotelowa – odparła blondynka. Drzwi uchyliły się powoli, ale kiedy tylko podejrzana zobaczyła mężczyznę i kobietę, natychmiast próbowała je zamknąć. Sebastian szybko zareagował i przytrzymał, uniemożliwiając ten ruch. Zrozpaczona pobiegła na balkon i usiadła na balustradzie.
- Odejdźcie, bo skoczę! - zawołała rozpaczliwie
- Spokojnie, chcemy tylko porozmawiać.
- Jasne. Kim wy w ogóle jesteście?!
- Jesteśmy z policji. Nic ci nie zrobimy – zapewnił Sebastian, siląc się na łagodny ton
- Nie wierzę wam!
- Zobacz – Joasia wyciągnęła odznakę i zrobiła powoli dwa kroki naprzód. Kobieta próbowała cokolwiek odczytać, ale z tej odległości nie było to możliwe. Ponieważ skupiła swój wzrok na jednym punkcie, policjantka podchodziła powoli coraz bliżej i bliżej...
- Stój! - zawołała nagle, kiedy dzieliły je już tylko dwa, może trzy kroki – Nie podchodź. Czego chcecie?
- Porozmawiać.
- O czym?
Joasia i Sebastian wymienili się spojrzeniami. Żadne z nich nie było przekonane czy powinni mówić prawdę. Przecież ona mogła w każdej chwili odepchnąć się i spaść na ziemię z drugiego piętra.
- O Antonim... - zaczął i wtedy Joasia wykonała ryzykowny ruch. Podbiegła do niej, złapała za ramiona i pociągnęła za sobą. Kobieta szamotała się, ale ostatecznie wylądowała na posadzce balkonu. Policjantka przytrzymała ją, a wtedy z pomocą przyszedł Sebastian, który skuł podejrzaną.

czwartek, 4 lutego 2016

VIII. Scen nr 6

          Następny dzień komisarze zaczęli od mocnego kroku naprzód. Najpierw otrzymali raport z sekcji zwłok, który potwierdził ich przypuszczenia – mieli do czynienia z zabójstwem. Okoliczności śmierci przypominały jedynie zawał serca, jednak okazało się iż mężczyzna został otruty. Kilkanaście minut później dostali wiadomości od techników, którzy odzyskali dane z telefonu ofiary.
- I co tam ciekawego? - spytała Joasia, kolejny raz czytając raport z sekcji zwłok
- Miał romans – rzucił, nie odrywając wzroku od „lektury” - I to z kim...
- Niech zgadnę. Żona wspólnika?
- Blisko. Żona jednego z pracowników, niejakiego... Jacka Palicy. Chyba będziemy musieli z nim porozmawiać, co?
- Myślisz że to on?
- Sprawdźmy to.
Wychodząc z biura minęli się z Maćkiem, który zmierzał właśnie do asystentów. Liczył na ich pomoc w pewnej błahej, ale uciążliwej dla niego sprawie...
- Tomek, musisz mi pomóc – usiadł obok niego – Stawiam ci czteropak jak coś dla mnie zrobisz.
- Zależy co – spojrzał lekko z ukosa
- Potrzebuję żebyś namierzył mi tego gościa – podał mu nie najlepszej jakości zdjęcie nastolatka – Gnojek już trzeci dzień z rzędu przebija mi koło w samochodzie i tylko marnuję kasę na taksówki. Nie daruję mu.
- To nie będzie takie proste... - przyznał Tomek
- Dobra, pół litra – widział że się waha
- Zobaczę co da się zrobić.
- Dzięki – klepnął go w ramię, po czym poszedł do swojego biura. Zaczął wypełniać raporty. Im szybciej zacznie, tym szybciej skończy. Zresztą, musiał czymś się zająć by nie myśleć o kolejnej nieuniknionej konfrontacji ze swoją partnerką.
Wpadła do biura mocno spóźniona, zdyszana, w totalnym nieładzie. Rozpięty płaszcz, otwarta torebka i potargane włosy były obrazem tego jak bardzo się spieszyła. Nie zwróciła nawet uwagi na Maćka, który na chwilę zostawił raporty i posłał jej pytające spojrzenie.
- Stało się coś?
- Zaspałam, zresztą to nie twoja sprawa – rzuciła, nerwowo przeszukując torebkę
- Przepraszam za ten kubek wczoraj, to naprawdę niechcący.
Nic nie mówiła, więc potraktował to jako pozwolenie na kontynuację. Wyciągnął z szuflady nowy kubek i wręczył go partnerce.
- Proszę. Tyle mogę dla ciebie zrobić.
Skinęła głową, podziękowała cicho. Maciek pomyślał że zbyt łatwo poszło. Gdzie nerwy, gdzie wyrzuty, gdzie ta niechęć? Przecież to wszystko nie mogło zniknąć jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Mimo iż żadne z nich nie zrobiło jeszcze żadnego fałszywego ruchu, zapanowała napięta atmosfera. Awantura wisiała w powietrzu, oboje to wiedzieli.
I stało się. Kobieta puściła kubek, a ten w starciu z podłogą nie miał najmniejszych szans. Maciek nie wierzył w to co zobaczył. Zrobiła to! I to specjalnie! Zacisnął wargi i pokręcił głową, zaś ona podniosła ręce w geście niewinności.
- Niechcący – uśmiechała się tryumfalnie
- Przesadziłaś – warknął, wskazując na nią palcem
- Bo co? Przecież to był przypadek, niewinny zbieg okoliczności.
- Nie zgrywaj idiotki. Myślisz że jestem ślepy i nie widziałem że zrobiłaś to specjalnie? Okej, mogłaś nie chcieć tego pieprzonego kubka, ale nie musiałaś go rozbijać i to na moich oczach. Zresztą, tu nie chodzi o ten cholerny kubek – złość zaczynała przeradzać się w rezygnację – Wiesz co? Zachowujesz się jak dziecko, któremu zabrali ulubioną zabawkę i strzela fochy, żeby dostać ją z powrotem. Zapomniałaś tylko że w życiu jest inaczej. To nie działa tak że ty się obrazisz na cały świat i będzie dobrze. A jak ci tutaj tak źle, bo wszystko o nim przypomina, to się przenieś do cholery. Ja tak zrobiłem i co? - znów poczerwieniał na twarzy – I byłoby całkiem nieźle, gdybym nie dostał w pakiecie obrażonej na cały świat egoistki, która będzie cały czas robić mi na złość i gówniarza, który upodobał sobie przebijanie kół w moim samochodzie. Jeśli myślisz że wszyscy będą cię głaskać po głowie i powtarzać jaka ty jesteś biedna bo straciłaś partnera, przyjaciela i jak bardzo ci współczują to jesteś w błędzie. Ja na pewno nie zamierzam tego robić. Chciałem być miły, nie doceniłaś tego, dobrze. Koniec taryfy ulgowej.
- I bardzo dobrze! Mam już dość ciągłego litowania się nade mną. Zacznijcie mnie w końcu traktować poważnie!
- To zachowuj się poważnie – powiedział, po czym wyszedł z biura, nie przejmując się ani bałaganem, jaki narobiła, ani raportami. Musiał ochłonąć. Wyszedł z komendy, poszedł do najbliższego sklepu za rogiem i kupił paczkę papierosów.

          Tymczasem Joasia i Sebastian zatrzymali Jacka Palicę. Mężczyzna nawet nie próbował uciekać, prawdopodobnie nie zabieraliby go nawet na komendę, gdyby nie okazało się że feralnego wieczora, na kilka godzin przed śmiercią Grawicza był on w tym samym klubie co zamordowany.
- Nie wiedziałem o tym – powtórzył, tym razem w pokoju przesłuchań – Podejrzewałem żonę o romans, ale nie miałem pojęcia z kim mnie zdradza.
- A to że byliście w tym samym lokalu to przypadek? - spytała Joasia, opierając się o ścianę
- Dokładnie. Minęło dobrych parę minut nim się zorientowałem że on też tam jest.
- I co wtedy zrobiłeś?
- Nic – wzruszył ramionami – Co, miałem podejść, klepnąć go w ramię i spytać „cześć stary, jak się bawisz?” czy coś podobnego? Po prostu udawałem że go nie widzę, dopiłem piwo i poszedłem. Zresztą, nie był sam.
Blondynka utkwiła w nim swój wzrok. Czekała na dalszy ciąg zeznań.
- Był z kobietą. Wysoka, szczupła, czarny płaszcz, ciemnorude włosy. Nie, to nie wyglądało na randkę czy przyjacielskie spotkanie. Była jakby zdenerwowana, gestykulowała energicznie. Nie wiem o co chodziło bo byłem za daleko, poza tym to nie moja sprawa.
- Sprawdzimy to – oznajmił Sebastian, po czym wraz ze swoją partnerką opuścił pokój przesłuchań. Nie zdążyli nawet dojść do biura, kiedy zaczęła dzielić się z nim swoimi spostrzeżeniami.
- Cała ta sprawa jest jakaś dziwna, nie uważasz?
- Niejasna – powiedział, zdając sobie sprawę jak mało wiedzą – Jesteśmy jak dzieci we mgle. Nie mamy nic, nie wiemy w którą stronę iść. Łapiemy się wszystko co tylko wpadnie nam w ręce, bo nie mamy punktu zaczepienia.
Musiała przyznać mu rację. Nawet nie mieli podstaw by oskarżać kogokolwiek poza zatrzymanym, który jednak wyglądał na człowieka spokojnego i niezdolnego do zrobienia krzywdy nawet najmniejszej istocie. Z drugiej strony taki sposób morderstwa pasował do jego usposobienia. I miał też motyw.
- Wierzysz mu? - rzuciła nagle po chwili milczenia
- Jakoś mi to do niego pasuje. Zabójstwo – dodał, gdy spojrzała na niego znacząco – Nie wygląda na człowieka, który mógłby kogoś zabić. Nie z powodu zdrady.
- Pozory mylą – przypomniała
- Musimy pogadać z jego żoną.
- Jedzie do nas, będzie tutaj za kilkanaście minut.
- Dobra, ty się nią zajmij, ja jadę do tego klubu. Popytam barmana, może zdobędę nagranie z monitoringu...
Rozdzielili się. Sebastian opuścił komendę, zaś Joasia wróciła do pokoju przesłuchań. Była przekonana że mają już sprawcę, problem był jedynie ze znalezieniem dowodów. Być może dlatego Palica był taki spokojny, pewny siebie – pozbył się ich i wiedział że nie zostanie skazany. Zadała mu jeszcze kilka pytań, ale nie udało się jej sprowokować go do błędu. Zrezygnowana wróciła na korytarz, a tam o mało nie została staranowana przez zdenerwowanego Maćka.
- Przepraszam – rzucił krótko, wymijając zaskoczoną kobietę. Po chwili opanowała się i poszła za nim do biura. Od razu wrócił do raportów. Marzył już tylko o jednym – skończyć je, wrócić do domu, rzucić się na łóżko i wyrzucić z głowy wszystkie bieżące sprawy przynajmniej na chwilę.
- Co się stało?
- Pokłóciłem się z moją najwspanialszą, wręcz idealną partnerką – nie zamierzał powstrzymywać ironii – A ona potem poskarżyła się komendantowi. Dokładnie tak jak mówiłem, dziecko któremu zabrano zabawkę.
- Dziecko?
- Dobra, nieważne – machnął ręką – Wkurzyła mnie i tyle. Jak wasza sprawa?
- Źle. Nadal stoimy w miejscu.
- Ktoś musiał chcieć zabić tego gościa. Przecież sam się nie otruł, prawda?
- Sam... - powtórzyła – Wiesz co? Podsunąłeś mi pewien pomysł – powiedziała, po czym natychmiast wyszła z biura
- Ale że co? Samobójstwo? Przecież to się kupy nie trzyma! - wołał za nią, ale ona go już nie słyszała

poniedziałek, 1 lutego 2016

VIII. Scen nr 5

           W drodze do domu ofiary komisarze wymienili między sobą parę uwag. Zastanawiał ich brak jakichkolwiek śladów, które świadczyłyby o zbrodni, ale też nie uważali by uszkodzenie telefonu było przypadkowe.
- Myślę że ktoś starał się by to wyglądało na zawał, ale jednocześnie chciał coś ukryć i dlatego zniszczył ten telefon – Sebastian podzielił się swoją teorią
- Czyli co? Ktoś go otruł?
- Na chwilę obecną to chyba najbardziej sensowna teoria, jeśli mówimy o zabójstwie. Chyba że sekcja powie nam co innego.
Joasia skinęła głową. Nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć. Dopóki jednak nie mają stuprocentowej pewności że to była naturalna śmierć, musieli zgromadzić jak najwięcej informacji, na wypadek gdyby okazało się że jest inaczej. Po prostu prowadzili śledztwo... jeszcze nie w sprawie zabójstwa, lecz tajemniczego zgonu.
Dotarli pod sporą willę o ścianach koloru jasnowiśniowego. Stanęli przed furtką, mężczyzna nacisnął na dzwonek. Chwilę potem na podwórku pojawiła się elegancka kobieta w futrze i szpilkach. Podeszła bliżej, odgarniając z twarzy lekko zakręcone ciemne włosy.
- Państwo w jakiej sprawie? - spytała, utrzymując bezpieczny dystans kilku metrów od ogrodzenia
- Jesteśmy z policji – zgodnie wyciągnęli odznaki. Kobieta zrobiła trzy kroki w przód, by uważniej im się przyjrzeć – Pani Grawicz?
- Tak, Katarzyna Grawicz – przedstawiła się, podnosząc głowę do góry – O co chodzi?
- Chcieliśmy z panią porozmawiać o Antonim Grawiczu, możemy? - blondwłosa wskazała ręką na furtkę. Gospodyni wpuściła ich i zaprowadziła do salonu.
- Dlaczego chcecie rozmawiać o moim mężu? - nie była zaniepokojona, za to lekko zaskoczona – Coś się stało?
- Pani mąż nie nocował dzisiaj w domu, prawda? - spytała Joasia, mając w pamięci oszacowany przez patologa czas zgonu
- Prawda – odparła spokojnie kobieta, zajmując miejsce w fotelu – Kiedy ma dużo pracy, zdarza mu się nocować w biurze.
- Kiedy widziała go pani ostatni raz?
- Wczoraj rano, jak wychodził do pracy. Czy możecie mi powiedzieć skąd te pytania? - w jej głosie pojawiła się nutka zdenerwowania
- Pani mąż nie żyje – oznajmił krótko Sebastian – Został znaleziony martwy nad brzegiem Wisły.
Kobieta zbladła, uderzyła ją nagle nieprzyjemna fala chłodu. Opadła na oparcie fotela, ręce zwisały bezwładnie po obu stronach. Joasia wzięła ze stolika dzbanek z wodą i szklankę, nalała do niej trochę cieczy i podała żonie ofiary.
- Dziękuję – wyszeptała, po czym pociągnęła spory łyk i odetchnęła głęboko – Jak to się stało?
- Wygląda to na zawał, ale póki nie mamy pewności, nie wykluczamy czyjejś ingerencji.
- Zawał? - uniosła brwi – Nie, to niemożliwe. Nie on. Przecież był okazem zdrowia, nigdy nie narzekał na żadne dolegliwości.
Joasia i Sebastian wymienili się spojrzeniami. Jeśli ktoś w jakikolwiek sposób podał mężczyźnie substancję, która doprowadziła do zatrzymania akcji serca, mieli do czynienia z zaplanowanym morderstwem.
- Czy pani mąż miał jakichś wrogów?
- Chyba nie. Nie wiem – przyznała kobieta – Nie rozmawialiśmy o jego pracy. On nie chciał mówić, mnie to i tak nie interesowało. A wiadomo że w pracy to różne rzeczy mogą się dziać...
- Czym się zajmował?
- Prowadzili firmę remontową z niejakim Pawłem Bulickim. Biuro mają na Mickiewicza 34...
           Komisarze postanowili porozmawiać ze wspólnikiem ofiary. Pojechali pod wskazany przez wdowę adres. Był to niewielki lokal sąsiadujący z kwiaciarnią i pizzerią.
- Ciekawe miejsce sobie wybrali na biuro – przyznał Sebastian
- Pewnie chcieli oszczędzić na czynszu. Idziemy?
- No jasne. Panie przodem – uśmiechnął się, przepuszczając partnerkę w drzwiach. Od razu przywitał ich mężczyzna w średnim wieku, wyszedł zza biurka, ukłonił się grzecznie.
- W czym mogę państwu pomóc? Remoncik, malowanie, a może nowe okienka?
- Może innym razem – rzuciła Joasia – Jesteśmy z policji – machnęła mu odznaką przed oczami – Szukamy pana Pawła Bulickiego.
- We własnej osobie – odparł ze spokojem, jakby przyszli do niego znajomi na pogaduchy.
- Chcieliśmy porozmawiać o pańskim wspólniku, Antonim Grawiczu.
- Antek – cmoknął, kiwnąwszy głową – Co tym razem?
- Nie żyje. Wszystko wskazuje na morderstwo – wyjaśnił krótko komisarz – Co pan miał na myśli zadając nam pytanie?
- Ostatnio były z nim problemy – przyznał, wracając na miejsce przy biurku – Albo przychodził pijany, albo nie przychodził wcale. Raz o mało nie wdał się w bójkę z klientem, gdy ten nalegał by przyspieszyć remont, bowiem chciał dać córce mieszkanie na prezent ślubny. Pokłócili się i niewiele brakowało...
- Rozmawiał pan z nim na temat jego zachowania?
- Oczywiście, mówiłem żeby się ogarnął, żeby wziął urlop, wyjechał i odpoczął. Ale on się uparł że nie. Chodził podenerwowany, nie mógł się na niczym skupić. Myślę że miał problemy osobiste.
- Nie zwierzał się panu?
- Łączyły nas jedynie relacje zawodowe. Prowadziliśmy razem ten biznes, on wniósł pieniądze, ja doświadczenie. A że efekty finansowe były zadowalające, pozostaliśmy w takim układzie. On się zajmował papierologią i logistyką, ja wziąłem na siebie sprawy bardziej techniczne jak dobór materiałów i kontrola jakości pracy podwładnych. Prywatnie prawie się nie znaliśmy.
Komisarze wiedzieli już że od niego nie dowiedzą się wiele o swojej ofierze. Zadali już ostatnie pytanie i wtedy właśnie pojawił się pierwszy trop.
- Kiedy ostatni raz pan go widział?
- Wczoraj wieczorem, tutaj, w biurze. Na zewnątrz czekała na niego jakaś kobieta. Nie, to nie była jego żona – dodał, kiedy zobaczył wymowne spojrzenia komisarzy – Ta była trochę wyższa i miała na sobie czarny płaszcz. Za mało elegancka jak na żonę Antka. Tyle tylko udało mi się spostrzec, było ciemno...
Wrócili na komendę. Mieli dwie istotne na chwilę obecną informacje: sprzeczność pomiędzy wspólnikiem a żoną – on twierdził że Grawicz się czymś przejmował, ona uważała iż wszystko było w porządku. I to spotkanie z tajemniczą kobietą na kilka godzin przed zgonem. Prawdopodobnie była ostatnią osobą, która widziała go żywego.
Sebastian założył że mordercą jest osoba z najbliższego otoczenia Grawicza. Nie wykluczył żony ani wspólnika, a teraz doszła także kobieta, z którą spędził ostatni wieczór. Joasia zgodziła się z partnerem. Dlaczego ktoś obcy miałby go zabijać właśnie w taki sposób? Nie było w tym logiki. To musiała być osoba, którą znał.
- Wiesz co myślę? Że ta kobieta, z którą się spotkał to była jego kochanka. Żona się o tym dowiedziała i postanowiła go otruć. A nam powiedziała że wszystko było dobrze, żeby nie wzbudzać podejrzeń – podsumowała blondwłosa
- To by było zbyt proste – stwierdził – Poza tym, musiałaby go przenieść z domu do samochodu, wywieźć nad Wisłę, a potem jeszcze przez kilkadziesiąt metrów przytargać go na brzeg. Nie dałaby rady.
- Może ktoś jej pomógł?
- Powinniśmy się skupić na tej kobiecie, z którą się spotkał feralnego wieczora. Poczekajmy na billingi. Jeśli to była jego kochanka to ją namierzymy.
Blondynka pokiwała głową. Zapadła na chwilę cisza, którą przerwało pojawienie się Maćka.
- Jak w terenie? - zapytał, zasiadając naprzeciw komisarzy
- Mały kroczek do przodu, ale zero konkretów. A jak na komendzie?
- To co zawsze – uśmiechnął się słabo – Raporty.
- A jak z Anką? Lepiej coś?
Pokręcił głową.
- Wręcz przeciwnie. Przypadkiem zbiłem jej kubek do kawy. Obiecałem jej że odkupię, ale była wściekła i w ogóle nie chciała mnie słuchać.
Asia i Sebastian nie odezwali się ani słowem. Czarnowłosy przenosił wzrok to na niego, to na nią.
- Dostała go od Marka – wyjaśnił w końcu
Teraz rozumiał dlaczego się tak zdenerwowała. Chcąc, nie chcąc, zniszczył jej ostatnią pamiątkę po byłym partnerze, przyjacielu, jakby dobitnie pokazując że jego już tutaj nie ma.