poniedziałek, 27 czerwca 2016

VIII. Scen nr 27

           Choć powinna cieszyć się ze szczęścia przyjaciela, nie potrafiła. Dawno nie widywała go w tak świetnym nastroju, ale fakt że stoi za tym Marta nie pozwalał jej podzielać entuzjazmu Sebastiana. Nie lubiła jej. Uważała że pani technik za dużo udziela się w tematach, w których nie powinna mieć dużo do powiedzenia. Joasia doskonale pamiętała, kiedy na początku „współpracy” brunetka wytykała jej każdy błąd, jakby chciała udowodnić że nie nadaje się na policjantkę. Była zbyt ważna. Zawsze to wokół niej musiała być skupiona cała uwaga.
Nie poznała jej jednak prywatnie. Nie wiedziała jaka jest naprawdę. Dla niej zawsze pozostanie tą przemądrzałą, ważną, a także irytującą panią perfekcyjną. Dbałość o detale odebrała jako atak na swoją osobę i tak pozostało do dzisiaj.
Nigdy nie chciała zmienić swojego zdania. Wystarczyło jej że od czasu do czasu muszą spotkać się w pracy. Nie, to i tak było za wiele. Te momenty starała się znosić cierpliwie, o ile do głowy nie przychodziła jej jakaś inteligentna docinka. Marta jednak nie zostawała dłużna i często rozmowa kończyła się słowną utarczką.
Przez chwilę myślała że Maciek zostanie jej sojusznikiem. Też na początku nie polubił pani technik. Ale on nie zamierzał bawić się w żadne wojenki. Czasem jej dogryzł, czasem odpuścił, zależnie od humoru. Ale nie walczył. Tak naprawdę to chyba miał to gdzieś. Jednak po tej przygodzie z wielbicielem-psychopatą ich relacje się poprawiły. Raz nawet odważyła się go zapytać o brunetkę...
- Zakumplowałeś się z Martą?
- Jest dziewczyną Sebastiana, co nie? - przypomniał jej, sprawiając tym samym że jej twarz zaczęła czerwienieć – Raczej nie miałem wyjścia.
Ona jednak nie chciała zrobić tego co on. Znała Sebastiana o wiele dłużej, wspierała go w trudnych momentach i to ona się poświęcała, a nie jakaś Marta. I teraz przez nią to wszystko ma odejść w niepamięć, jakby nigdy się nie stało? Nie mogła na to pozwolić.

- Chyba powinnaś spuścić trochę z tonu – zasugerowała jej Ania, gdy spotkały się u niej w mieszkaniu. Kobieta wciąż była jeszcze na urlopie, ale wróciła już do normalnego życia i ustabilizowała swoją sytuację.
- Myślisz?
- Jeśli będziesz iść w zaparte to tym bardziej cię oleje. Zrozum, on się zakochał – położyła nacisk na ostatni wyraz – Nie zostawi jej tylko dlatego że tobie się to nie podoba.
- Za to zapomni o mnie bo ma tę cholerną Martę.
- Asiu, wiesz że cię lubię – westchnęła z politowaniem – Ale czasem zachowujesz się jak idiotka. Na przykład teraz.
Blondwłosa pokręciła głową i opadła na oparcie kanapy. Posłała przyjaciółce pytające spojrzenie. Skoro krytykuje jej postawę to powinna coś teraz doradzić. I tak też zrobiła:
- Pogadaj z nim. Tak szczerze. Przeproś go za to że ostatnio się tak... - w ostatniej chwili ugryzła się w język i powstrzymała, by nie sprawić Joasi przykrości – że tak... dziwnie się zachowywałaś, przypomnij mu że jest dla ciebie ważny, że cały czas zależy ci na waszej przyjaźni.
Myślała przez moment nad propozycją Ani. To nie było w jej stylu, ale chyba tym razem musiała odpuścić i przyznać się do błędu. Co nie było równoznaczne z tym że zaakceptuje Martę jako jego dziewczynę. Wystarczy że jej trochę odpuści... Tak, to rozsądne rozwiązanie.

- Pieprzony grat – warknął Maciek, kiedy już po raz trzeci od początku roku zmuszony był do naprawy komputera. O ile wcześniej to były błahostki, polegające na czyszczeniu wentylatora oraz sklejeniu jednego kabla, tym razem sytuacja wyglądała na poważniejszą. Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało poprawnie, jednak spokoju nie dawał zapach spalenizny gdzieś w środku skrzynki.
- A idź w cholerę! - rzucił śrubokrętem poirytowany, nie mogąc znaleźć źródła podejrzanej woni – Kupię nowy, słyszysz?! Koniec z rozkręcaniem, koniec z wymianą części, koniec!
Podszedł do pokoju i rzucił się na łóżko. Od kłótni z Eweliną minęły cztery dni, a on wciąż chodził poirytowany. I choć wyszukiwał miliony powodów do złości, tak naprawdę tylko ten jeden odpowiadał za jego zszargane nerwy. Przeklinał miłość, jakby to miało mu choć trochę ulżyć, ale na niewiele to się zdało.
Chciał z kimś pogadać. Tak po prostu. Nie o pracy, nie o problemach, nie o uczuciach. O niczym. Po prostu pozwolić rozmowie samej się toczyć. Znał tylko jedną osobę, z którą mógł to zrobić...
Odebrała po kilku sygnałach. Kiedy usłyszał głośny gwar rozmów i śmiechy, w mig pojął że wybrał nieodpowiedni moment. Postanowił jednak udać że nic złego się nie dzieje, a zadzwonił tylko z czystej ciekawości.
- Cześć siostra – powiedział z udawanym entuzjazmem. Na szczęście, w tym całym zamieszaniu i hałasie nie mogła tego wyczuć.
- No cześć Maciek. Co tam?
- U mnie? W porządku – na jego twarzy zagościł kpiący uśmiech – A u ciebie?
- Wiesz, kolega ma urodziny, rozkręcamy imprezę.
No tak. Sobota, studenci i alkohol to już wystarczające składniki do zabawy. Nie pomyślał.
- Dureń – skwitował w myślach – A, to baw się dobrze, nie będę ci przeszkadzał.
- Maciek, przestań – skarciła go – Ty nigdy nie przeszkadzasz.
- Nie poczekają, wypiją bez ciebie – ostrzegł, mimowolnie unosząc kaciki ust. Tym razem jednak szczerze.
- No to co? Wolę pogadać z tobą.
Od razu poczuł się lepiej. Nawet nie miała pojęcia jak się czuje, a potrafiła poprawić mu humor. Cudownie mieć taką siostrę.

           Joasia postanowiła posłuchać rady Ani i porozmawiać z Sebastianem. Pojechała do niego, do mieszkania, bez zapowiedzi. W końcu on też chciał coś wyjaśnić, więc powinien ją wpuścić. Nie przewidziała jedynie, że mężczyzna zechce spędzić wieczór z ukochaną.
Owszem, był w domu, ale nie sam. Był z Martą. Mimo to wpuścił blondynkę do środka, nie chcąc być nieuprzejmym. Jeszcze przez chwilę mógł się łudzić że może nie dojdzie do konfrontacji między kobietami, lecz kiedy brunetka pojawiła się obok niego, nie miał wątpliwości że za chwilę będzie tu głośno.
- Nie pomyśliłaś przypadkiem adresów? - Joasia nie mogła się powstrzymać
- A ty?
- Przyszłam do przyjaciela – oznajmiła pewnie
- Przykro mi, jest zajęty. Ze swoją dziewczyną – podkreśliła ostatnie słowa, wiedząc jak bardzo zdenerwuje tym Joasię
- Marta, proszę cię – westchnął Sebastian
- No dobrze. Przeszkadzasz Joasiu, ale znaj moje dobre serce: nie wygonię cię.
- W końcu nie jesteś u siebie – rzuciła błyskawicznie
- Twoje szczęście, bo byś nawet przez próg nie przeszła.
- Widzę że gościnności ci nie brakuje. Wyniosłaś to z domu?
Obie wzajemnie się nakręcały, by wkrótce wybuchnąć. Jednak tą osobą, która nie wytrzymała jako pierwsza był Sebastian. Wcisnął się pomiędzy obie kobiety i odepchnął je na odległość jednego, może dwóch kroków od siebie.
- Dość – powiedział ostro – Nie zapomniałyście o czymś? A raczej o kimś? Może byście tak chociaż przez chwilę zamilkły z szacunku do mojej osoby, co?
Żadna nie odważyła się już odezwać. Zapanowała cisza. Obie czuły się głupio, czuły że go zawiodły. Obie obiecywały sobie że nie zadzą się sprowokować, by nie zbłaźnić się przed Sebastianem, tymczasem właśnie to zrobiły. Ani jedna, ani druga nie miała odwagi podnieść wzroku.
- A teraz posłuchajcie mnie uważnie... Ja nie każę wam chodzić razem na kawę, plotkować czy Bóg wie co. Ja nawet nie wymagam żebyście się lubiły! Ale powinnyście zawiesić broń ze względu na mnie. Nawet nie macie pojęcia jak mi przykro patrzeć na te wasze dziecinne sprzeczki. Jak moja najlepsza przyjaciółka i moja dziewczyna ciągle kłócą się ze sobą, choć nie mają powodu.
Nadal milczały. Musiały mu przyznać rację. Jednak żadna nie chciała pierwsza wyciągnąć ręki. Znów to Sebastian zmuszony był przejąć inicjatywę.
- Kobiety... - westchnął zrezygnowany. Chwycił za nadgarstek jedną i drugą i połączył dłonie w uścisku.
- Zgoda?
Pokiwały głowami i już chciały cofnąć ręce, kiedy poczuły opór. Spojrzały wymownie na mężczyznę, który wciąż przytrzymywał ich nadgarstki.
- Chcę to usłyszeć – oznajmił z tajemniczym uśmiechem
- Zgoda – powiedziała Marta lekko zniechęcona, jednak miała już to za sobą. Teraz jej ruch.
- Zgoda – dodała blondynka, jednak cicho i ze spuszczoną głową
- Ale na nią patrz, nie na podłogę – zwrócił jej uwagę
- No dobra, dobra – westchnęła zrezygnowana – Zgoda – powiedziała głośno i wyraźnie, jednak chłodnym tonem. Dla Sebastiana jednak nie to było najważniejsze. Miał nadzieję że w końcu do obu kobiet coś dotrze i nie będzie musiał słuchać kolejnych sprzeczek.
- A jak się dowiem o kolejnej kłótni... nie daruję – zagroził, po czym objął jednym ramieniem Joasię, a drugim Martę.

poniedziałek, 20 czerwca 2016

VIII. Scen nr 26

          Nie najlepszy nastrój Maćka szybko został dostrzeżony przez współpracowników. Trudno żeby było inaczej – chodził zamyślony, z kamienną twarzą i nieobecnym wzrokiem, a kiedy ktoś go zaczepiał, odpowiadał cicho, bez przekonania. Wciąż miał w głowie wczorajszą dyskusję z Eweliną. Nikomu jednak nie przyznał się do „porażki”. Wyrzucał sobie że był trochę za ostry, że źle dobrał słowa, lecz z drugiej strony przekazał jej co myśli o ich relacji. I z tego powinien być dumny. Że się odważył, że nie wyszedł na błazna który lata za nią jak głupi i robi wszystko co sobie zażyczy... Jak więc mogła mu zarzucać że „nie ma jaj”?
- Sama nie masz – powiedział sobie w myślach – No tak, przecież jesteś kobietą...
W końcu jednak chęć wyrzucenia z siebie tego wszystkiego i potrzeba znalezienia zrozumienia wzięły górę. Wykorzystał moment gdy wyszli z Sebastianem na papierosa. Mężczyzna tylko udawał że wcale nie interesuje się zaplanowaną przez Joasię konfrontacją, podczas gdy wewnątrz sam walczył z ciekawością jaki będzie rezultat...
Maciek w skrócie opowiedział mu wydarzenia wczorajszego wieczora. Starał się zrobić to obiektywnie, jakby był tylko obserwatorem z zewnątrz, ale nie mógł trochę podkoloryzować tego na swoją korzyść. W końcu chciał żeby ktoś przyznał mu rację.
- No i prawidłowo – przyznał ku jego uciesze – Niech się nie wymądrza albo spada na drzewo
- Dokładnie – odparł Maciek, choć nie chciał kończyć tej znajomości w taki sposób. W ogóle nie chciał tego kończyć. W głębi duszy liczył że po kilku dniach ciszy znów zaczną rozmawiać, ale że tym razem będzie inaczej. Że w końcu zacznie go traktować jak równego sobie.
- Widzisz, ja na przykład z Martą nie mam takich problemów. Zawsze się jakoś dogadujemy... raz jedno ustępuje, raz drugie...
- I tak ma być.
- Nie martw się, jak ta Ewelina nic nie zrozumie to znaczy że nie była ciebie warta – klepnął go w ramię – Jest wiele ładnych dziewczyn, zawsze możesz znaleźć sobie inną.
- Prawda – westchnął lekko rozżalony. On nie chciał innej. Już nie. Ta jedna na dobre zawładnęła jego myślami i uczuciami, że w tej chwili żadna inna nie miała tam wstępu. Pozwolił na to i to był błąd. Teraz będzie za niego płacił.

          Podejrzany był już przesłuchiwany przez Sebastiana, podczas gdy Joasia uważnie obserwowała z okna wejście do budynku komendy. Partner miał za zadanie tak długo przeciągać rozmowę, dopóki ona nie da mu znać. Dokładnie wszystko obliczyła. Wiedziała że jeśli nie spotkają się na korytarzu, to stanie się to na schodach. To się nie mogło nie udać.
Z każdą minutą coraz bardziej się niecierpliwiła. Domirska powinna pojawić się lada chwila... O ile wcześniej była pewna swego, teraz ogarnęły ją wątpliwości. Co jeśli kobieta spóźni się o ładnych parę minut? Sebastian nie może wydłużać przesłuchania w nieskończoność. Wystraszyła się że cały jej plan może pójść na marne. Chciała coś udowodnić. Że jej intuicja się nie myli. Że coś tu jest nie tak. Że to nie on był sprawcą, że może nawet żadnego gwałtu nie było... podejrzewała spisek. Nie wiedziała w jakim celu, ale musieli to zrobić. On się nie bronił. Ona tak po prostu go wskazała. Bez oporów, bez strachu. Widziała już niejedną ofiarę gwałtu. Domirska była zbyt spokojna i zbyt pewna siebie jak na tak bolesne doświadczenie. Ale miała przecież obdukcję... przekupiła lekarza? To była już dość daleko posunięta teza, ale policjantka nie zawahała się rozważyć nawet takiej możliwości.
- Wyczuła podstęp – zmartwiła się Joasia – Cholera jasna!
Czekała bacznie obserwując ulicę, ale wciąż nie dostrzegła wyczekiwanej kobiety. Była już gotowa się poddać, kiedy nagle zobaczyła ją. W czarnym płaszczu, w ciemnych okularach, ze spuszczoną głową. Energicznie sięgnęła po telefon i wybrała numer Sebastiana.
- Kończ – rzuciła stanowczo, a następnie czekała w progu na dalszy rozwój wydarzeń. Domirska pojawiła się już na drugim końcu długiego i wąskiego korytarza, kiedy w jego połowie otworzyły się drzwi, a mundurowy wyprowadził zatrzymanego.
- Idealne zgranie – pomyślała. Ruszyła naprzód, by słyszeć jeśli będą coś mówili. Dzieliła ich coraz mniejsza odległość, aż w pewnym momencie kobieta zatrzymała się, przysunęła możliwie najbliżej ściany i zdjęła okulary.
- Ty draniu – wycedziła przez zęby
- Dlaczego kłamiesz? - spytał spokojnie – Dlaczego?
- Nie zbliżaj się do mnie! - krzyknęła, choć mężczyzna ani drgnął
- Powiedz im prawdę. Jeszcze możesz się wycofać...
Żadne z komisarzy nie włączyło się do rozmowy. Chcieli pozwolić na rozwój dyskusji, zobaczyć czy któreś z nich nie powie za dużo, nie powie czegoś, co chciałoby zataić... jednak nic takiego nie nastąpiło.
- Dostaniesz to na co zasłużyłeś – rzuciła jadowicie Domirska i wyminęła szybkim krokiem mężczyznę oraz pilnującego go policjanta.
- Nie wrobisz mnie. Słyszysz?! Nie pozwolę ci na to! - wołał za nią, ale nie zareagowała. Komisarze się rozdzielili. Sebastian ponownie zabrał Kulegę do pokoju przesłuchań, zaś kobieta trafiła wraz z Joasią do biura...

- Nie groził pani?
- Groził – przyznała cicho Domirska – Powiedział że jak pójdę na policję to mnie zniszczy. Ale nie miałam już nic do stracenia... I tak rozpieprzył mi życie.
- Wcześniej nic pani nie mówiła.
- Byłam w szoku – wyjaśniła krótko – Nie pamiętałam wszystkiego, chciałam wymazać ten wieczór z pamięci...
- Dobrze – blondynka udała że zadowala ją takie tłumaczenie – Co stało się potem?
- Wyrzucił mnie za drzwi... jak psa...
- To niemożliwe – odezwał się nagle Sebastian, który ni stąd ni zowąd pojawił się w biurze – Pan Kulega ma alibi na ten wieczór. Wcale nie było go w domu, tak jak na początku zeznał.
Joasia spojrzała na niego zszkowana, zaś Domirska ukryła twarz w dłoniach. Nie mogła wiedzieć że Sebastian blefuje. Tak naprawdę nie dowiedział się niczego nowego, dlatego postanowił uciec się do małego kłamstewka...
- Owszem, pan Kulega wyśmienicie się bawił w towarzystwie kobiety... lecz to nie była pani. Trochę wstydził się przyznać do korzystania z pewnych usług, ale w końcu zdał sobie sprawę że to jego jedyna deska ratunku.
Czekali na odpowiedź ze strony kobiety. Długo się zastanawiała, by ostatecznie uznać, że nie zamierza się tłumaczyć. Chciała tak po prostu wyjść z komendy, jakby nic się nie stało, lecz Sebastian murem stanął w drzwiach.
- Dokąd to? Jeszcze nie skończyliśmy. Złożyła pani zawiadomienie o przestępstwie którego nie było. Co nie znaczy że śledztwo tak po prostu zostanie zamknięte bez żadnych konsekwencji.
- Chyba że jednak... - zaczęła Joasia – Została pani zgwałcona czy nie?
- Nie – westchnęła w końcu Domirska – To miała być zemsta. Zdegradował mnie. Za te wszystkie nadgodziny, za cały wysiłek i serce włożone w pracę, za brak życia prywatnego...
- A obdukcja?
- Sfałszowałam ją – przyznała, choć nie było to zgodne z prawdą. Lekarz potwierdził komisarzom wersję wydarzeń kobiety, a to oznaczało tylko jedno – byli w zmowie.
- To wszystko, proszę nie wyjeżdżać z miasta. Może być pani pewna że to nie koniec sprawy – Sebastian uciął dyskusję, mając już to czego chciał. Kiedy został w biurze tylko z Asią, uśmiechnął się z wyższością i podszedł do jej biurka.
- Moja intuicja nie zawiodła – oznajmiła, czując na sobie jego spojrzenie
- Ale twój plan tak. Za to mój...
- Zaraz, zaraz. Jaki twój plan? - nie rozumiała o czym mówi – Znaczy że...
- Znaczy że blefowałem. Jak widzisz, skutecznie. To co, jedziemy po doktorka? - zapytał z entuzjazmem
- Doktorek to ci powinien wybić z głowy te twoje pomysły. Chociaż akurat dzisiaj ci się udało – przyznała – Jedziemy.

          Do rozwiązanej sprawy Sebastian dołożył udany wieczór z Martą. Jego humor nie mógł być już lepszy. Po wspólnej kolacji poszli na spacer, jednak wtedy zaczął padać deszcz. Schronili się pod dachem jednego z budynków, ale w najbliższym czasie nie zanosiło się na poprawę pogody.
- I co teraz? - spytała, podnosząc wzrok
- Czekamy? - sam nie wiedział czego od niego oczekiwała
- Mam nadzieję że niedługo.
- Zimno ci? - zapytał z troską, gotów oddać jej swoją kurtkę
- Nie, tylko... chciałam obejrzeć z tobą film. A tutaj raczej nie jest to możliwe.
- No to co? Idziemy do ciebie?
- Ale... - westchnęła – Deszcz.
- Boisz się zmoknąć? - spytał rozbawiony – No nie żartuj, chodź – wyszedł na chodnik i rozłożył ręce
- Seba, przestań.
- No chodź!
- Przeziębisz się.
- Nie marudź, tylko chodź – nie czekając na jej reakcję złapał ją za ręce i pociągnął. Przez chwilę stawiała opór, ale gdy w końcu przestała, Sebastian wciąż ją ciągnął i wpadła na niego. Złapał ją mocno w ramiona, zachwiał się, ale za chwilę odzyskał równowagę. Ich twarze znalazły się bardzo blisko siebie. Gęsty opad zdążył już zmoczyć ich ubrania i ciała. Mężczyzna delikatnie przejechał palcem po jej czole, odgarniając zlepione włosy znad brwi.
- Ślicznie wyglądasz taka przemoknięta – oznajmił patrząc jej prosto w oczy
- Przestań – odparła wątpliwie.
Myślała że będzie z nią dyskutował, ale stało się inaczej. Zbliżył swoje usta do jej ust i zaczął całować. Przez moment chciała go odepchnąć, ale nim zdążyła wepchnąć ręce między ich ciała, opadła z sił. Sama zaczęła oddawać pocałunki, nawet nie myślała już o padającym deszczu. O niczym już nie myślała, liczył się tylko ten moment.

wtorek, 14 czerwca 2016

VIII. Scen nr 25

          Zatrzymanie podejrzanego przebiegło bezproblemowo. To znaczy że mężczyzna nie stawiał żadnego oporu, choć był zaskoczony wizytą komisarzy. Ponieważ nie chciał robić scen przed podwładnymi, zgodził się pojechać z nimi na komendę, mimo iż nie znał jeszcze powodu zatrzymania. Musiał dbać o swój wizerunek. W końcu był szefem, prezesem, może nawet autorytetem. Zbędne zamieszanie mogło jedynie postawić rysę na jego dotychczas pozornie nieskazitelnym obrazie. Nikt z jego otoczenia nawet nie podejrzewał że ten inteligentny, młody (nie miał jeszcze czterdziestu lat), wyrozumiały, ale też stanowczy, sympatyczny człowiek mógłby dopuścić się gwałtu.
O nic nie pytał, ciepliwie czekał aż to oni zaczną mówić. Podczas negocjacji niejednokrotnie musiał trzymać nerwy na wodzy i zachowywać pokerową twarz. Ale tym razem się nie obawiał. Wiedział że nie zrobił nic, czego musiałby ponosić konsekwencje i wierzył że to tylko nieporozumienie, które lada chwila wyjaśnią, po czym jak gdyby nic się nie stało wróci do firmy i do swoich obowiązków.
- Panie Kulega... - zaczęła Joasia w pokoju przesłuchań – Sprawa jest poważna.
- To znaczy?
- Mówi panu coś nazwisko... - wstrzymał na chwilę oddech, by stworzyć lekkie napięcie – Katarzyna Domirska?
- Owszem – zachowywał spokój, nie domyślając się jeszcze co kobieta ma wspólnego z jego zatrzymaniem – To moja pracownica, ale dzisiaj nie było jej w pracy.
- To chyba nie powinno pana dziwić.
- Słucham?
- Otrzymaliśmy zgłoszenie że pani Domirska została zgwałcona wczoraj w nocy. Podczas rozmowy... wskazała pana jako sprawcę.
- To jest jakiś żart, prawda? - miny komisarzy na to nie wskazywały. Dopiero wtedy mężczyzna poczuł narastający niepokój i złość
- Co pan robił wczoraj wieczorem po godzinie dwudziestej pierwszej?
- Byłem w domu, co miałem robić? Wypiłem lampkę wina, może dwie, zjadłem kolację i poszedłem spać...
- Grzeczny chłopiec – zadrwił Sebastian – Wiemy że był pan w domu, ofiara zeznała że to stało się w pańskim mieszkaniu.
- To niemożliwe – uśmiechnął się ironicznie – Nigdy jej tam nie było.
- Ma pan jakiegoś świadka, kogoś kto może zaświadczyć że minionej nocy nie spotkał się pan z ofiarą?
- Niestety, mieszkam sam.
- W takim razie mamy słowo przeciwko słowu – podsumowała Joasia, kierując się ku drzwiom – A to oznacza zatrzymanie do wyjaśnienia. Rysiu, zabierz pana – rzuciła do mundurowego
Nie zwracali uwagi na jego protesty. Nie mieli jednoznacznych dowodów świadczących o winie zatrzymanego ani o jego niewinności. Zastosowali więc rozwiązanie adekwatne do zaistniałej sytuacji...
- Możemy teraz? - zagadnął partnerkę, gdy byli już w biurze
- Jesteśmy w pracy – przypomniała, niezwykle chętnie sięgając po raporty. Nie chciała się przyznać że jest najzwyczajniej w świecie zazdrosna. Że jej najlepszy przyjaciel znalazł sobie taką Martę i teraz to jej będzie o wszystkim mówił, a ich relacje ograniczą się do czysto zawodowych. Tego się bała – że brunetka odbierze jej jedynego przyjaciela.
- Aśka, zlituj się – nie miał siły jej dłużej przekonywać – Pogadamy czy nie?
- Pracuję – nie podniosła nawet wzroku znad papierów
- Dobra – westchnął zrezygnowany i skierował się ku drzwiom – Idę zapalić – nie minęła nawet chwila, a Maciek wystrzelił jak z procy i zaraz znalazł się tuż obok. Dopiero gdy ich kroki ucichły, Joasia odsunęła się od biurka. Była na siebie zła, że nie potrafi wymyślić żadnego sensownego wytłumaczenia. Akurat teraz, kiedy jest potrzebne! Nie mogła przecież powiedzieć wprost że widzi w Marcie zagrożenie. Sebastian by ją wyśmiał.

- Wierzysz mu? - spytała kilkanaście minut później, kiedy znów spotkała partnera w biurze
- Chyba nie liczyłaś na to że wprost powie „nie chciała, to wziąłem ją siłą”
- Ale jest jakiś dziwnie spokojny. Jakby miał jakąś przewagę...
- Niby jaką? Gdyby coś miał na swoją obronę to nie siedziałby teraz na dołku.
Joasia zamilkła i zastanowiła się przez chwilę. To wszystko wydawało się jej zbyt proste. Ofiara tak po prostu wskazuje sprawcę, a on nie przejmuje się zbytnio oskarżeniem. Coś tu jej nie pasowało.
- Skonfrontujmy ich – wypaliła nagle – To powinno nam coś podpowiedzieć.
- Jak chcesz to zrobić?
- Wezwiemy ją na komendę w celu podpisania zeznań... A w tym samym czasie, niby przypadkiem ściągniemy go na przesłuchanie. Niech miną się na korytarzu.
- Sugerujesz że co? - nie rozumiał co jego partnerka ma na myśli – Że są w zmowie i to zaplanowana akcja?
- Nic nie sugeruję – wróciła do papierów – Po prostu coś mi się nie zgadza. Jutro, okej?
- Jak chcesz – wzruszył ramionami. Nie spodziewał się by cokolwiek na tym zyskali, ale skoro Joasia uważała inaczej, nie zamierzał jej powstrzymywać. Kto wie, może tym razem miała rację...

          Wieczorem Maciek znów umówił się z Eweliną. Tym razem w końcu udało mu się namówić ją na wyjście do kina. Miał już dość wiecznych imprez, które zawsze kończyły się tak samo, czyli wypijał za dużo, choć jego instynkt samozachowawczy podpowiadał mu by tego nie robił. Nie chciał jednak wyjść na sztywniaka przed uroczą brunetką. Spodobała mu się, wiedział już że po pracy lubi odreagować w dość rozrywkowy sposób. Raczej nie chciałaby faceta, który wolałby spędzić wieczór w fotelu przed telewizorem. Przynajmniej dopóki go dobrze nie pozna.
- Wiesz co... może pójdziemy na drinka – zaproponowała po seansie
- Przecież wczoraj byliśmy na imprezie
- No tak, ale... ten film był trochę nudny... - siliła się na delikatny ton, nie chcąc sprawić mu przykrości. Niestety, to nie wystarczyło.
- Nudny – powtórzył, kiwając głową – Sama wybierałaś.
- Od początku mówiłam że kino to nie najlepszy pomysł.
- Dla ciebie – westchnął, czując że ta rozmowa zmierza w niewłaściwym kierunku. Nie zamierzał jednak dłużej udawać że wszystko jest w porządku, że akceptuje obecny stan rzeczy taki jaki jest.
- Chyba musimy porozmawiać – zaproponowała, jakby to wyczytała z jego myśli – To co, pub?
- Tam jest za głośno. Spacer – oznajmił tonem nie znoszącym sprzeciwu, czym zaskoczył dziewczynę. Nigdy jeszcze się tak do niej nie odezwał. Zawsze spokojny, pokorny, ugodowy...
Długo milczał. Układał sobie w głowie wstęp do tej rozmowy, ale nic nie wydawało mu się odpowiednio dobre, by mógł wypowiedzieć to na głos. Spodziewał się ponaglenia ze strony Eweliny, jednak o dziwo ona ciepliwie czekała. Chyba przeczuwała że za chwilę mężczyzna zasypie ją zarzutami i będzie oczekiwał wyjaśnień. To nie mogło być przyjemne, dlatego nie chciała go dodatkowo upominać.
Atmosfera między nimi była napięta. Ani trochę nie przypominali pary wracającej z randki. On patrzył gdzieś daleko przed siebie, ona skupiła wzrok na swoich butach. W końcu zatrzymał się i wskazał na ławkę.
- Usiądziemy?
- Co za różnica... - westchnęła – O czym chciałeś porozmawiać?
- Kim dla ciebie jestem?
Wzięła głęboki oddech i zastanowiła się przez chwilę. To nie było łatwe pytanie, choć pomyślała że jest sposób by z tego wybrnąć...
- Przyjacielem.
- Nie wierzę w przyjaźń damsko-męską.
- Więc kumplem – wypaliła, nie chcąc używać słów, które mogłyby ją do czegoś zobowiązać. Niestety, taka odpowiedź nie zadowalała Maćka...
- Aha, zajebiście – skwitował z ponurym uśmiechem – Czyli co? Towarzysz na imprezki, dobry gościu który postawi drinka, dobra poduszka kiedy trzeba się wypłakać...
- Nieprawda – przerwała mu, nie chcąc tego słuchać – Traktuję cię poważnie.
- Poważnie – zakpił – Dlatego negujesz wszystkie moje propozycje? Dlatego zawsze robimy wszystko co ty chcesz? Co, za nudny jestem? Bo w kinie nie można potańczyć, bo na spacerze nie ma muzyki, bo jesteś adorowana przez tylko jednego faceta?
- Dość! - krzyknęła – Co ty powiedziałeś? Że lubię jak stado spoconych, napalonych facetów gapi się na mnie jak wygłodniałe zwierze na mięso?
- Ty to powiedziałaś – sprytnie zrzucił winę na nią
- Ty miałeś to na myśli! To że lubię się dobrze bawić, że muszę odreagować jakoś te osiem godzin ciągłego siedzenia przy biurku, sztucznej uprzejmości i stałej koncentracji nie znaczy że zabiegam o zainteresowanie facetów!
- I dlatego traktujesz mnie jak przedmiot.
- Przesadzasz – rzuciła błyskawicznie
- A ty nie? Dwie rzeczy tylko się dla ciebie liczą: praca i zabawa. A gdzie ja w tym jestem? Myślisz że dzwonię do ciebie i umawiamy się bo lubię być twoim podnóżkiem?
- Skończyłeś? To coś ci powiem: nie masz jaj. Nie umiałeś nic wymyślić, tylko oklepane kino albo spacer, nie umiałeś się postawić, zgadzałeś się na wszystkie moje propozycje, choć cię do tego nie zmuszałam.
- Wiesz co? - westchnął rozczarowany – Pomyliłem się co do ciebie.
- I ja też. Co do ciebie.
Stali jeszcze przez chwilę w milczeniu w odległości dwóch, może trzech kroków od siebie. Jedno czekało na reakcję drugiego. Nic. Cisza. Tylko szum liści. Maciek próbował się uspokoić wsłuchując się w ten dźwięk, ale nie pomagało. Nagle usłyszał kroki. Odwrócił głowę i zobaczył oddalającą się postać kobiety. Wyciągnął papierosa i zapalił. Może to ukoi jego nerwy...
- Chrzań się – mruknął pod nosem, ruszając w przeciwną stronę