Mówi się, że zakochani czasu nie liczą. To powiedzenie okazało się prawdziwe w przypadku Joasi i Sebastiana. Dni upływały, restauracja stawała się coraz bardziej rozpoznawalna, przynosiła coraz większe zyski, zyskiwała uznanie wśród klientów. Na sukces złożyło się wiele czynników, m.in. wiara Joasi i Sebastiana, ich profesjonalizm, dobre przygotowanie czy też miła obsługa. Jednak w świetle ich życia prywatnego interesy zeszły na dalszy plan. Oboje czuli się świetnie w swoim towarzystwie, niemal nie potrafili się ze sobą rozstać. Byli ze sobą szczęśliwi, czuli się spełnieni, jakby osiągnęli w życiu wszystko, co można osiągnąć. Chociaż w przyszłości czekało ich jeszcze wiele takich chwil pełnych radości i spokoju, to jednak chcieli jak najwięcej czerpać z teraźniejszości. Ich postawę można było nawet określić sentencją „carpe diem”, co z łacińskiego znaczy chwytaj dzień.
To co czuł Sebastian, idealnie oddawały słowa piosenki „Don't wanna miss a thing” zespołu Aerosmith. Nie chciał stracić ani jednej chwili, dziękował Bogu, że mogą być razem, chciał pozostać z nią na zawsze, aż do końca świata. Pomimo iż dobrze wiedziała, co czuje jej ukochany, on chciał to wyrazić ponownie. Zawsze jest przyjemnie coś takiego usłyszeć od bliskiej osoby. Dlatego pewnego razu, kiedy wróciła do domu, Sebastian włączył muzykę, podszedł do niej i delikatnie ujął za dłoń. Patrząc jej prosto w oczy wziął głęboki oddech i zaczął śpiewać:
I could stay awake just to hear you breathing
Watch you smile while you are sleeping
While you're far away and dreaming
I could spend my life in this sweet surrender
I could stay lost in this moment forever
Well, every moment spend with you
Is a moment I treasure
I don't wanna close my eyes
I don't wanna fall asleep
'Cause I'd miss you, baby
And I don't wanna miss a thing
'Cause even when I dream of you
The sweetest dream would never do
I'd still miss you, baby
And I don't wanna miss a thing
- Nie mam rewelacyjnego głosu, ale dałem z siebie absolutnie wszystko. Dla nikogo jeszcze nie śpiewałem, nie miałem odwagi. Ty jesteś pierwsza.
- Musi ci na mnie bardzo zależeć – stwierdziła z zadowoleniem. Jej także na nim zależało. Sielanka trwała w najlepsze, tak że nawet nie przychodziło im do głowy, iż może się stać coś, co zachwieje równowagę w ich związku, zmieni stan rzeczy i doprowadzi do problemów. A nawet jeśli coś złego by się stało, to czy istnieje cokolwiek, co mogłoby zniszczyć tak silne uczucie, jak ta miłość, która ich połączyła?
- Chodź na kolację – objął ją ramieniem i zaprowadził do pokoju
- Czytasz w moich myślach! Jestem głodna jak wilk – w ramach podziękowania pocałowała go w policzek. Uwielbiała spożywać posiłki przygotowane przez partnera. Zdecydowanie podbijał nimi jej podniebienie, żołądek, a nawet serce. Zdecydowanie jego potrawy działały jak magnes. Nie jedna kobieta marzyła, by mieć takiego mężczyznę u swojego boku. I to szczęście przypadło Joasi. Nie miała pojęcia dlaczego akurat jej, ale najwidoczniej na to zasłużyła. Nie potrafiła ukryć, że delektuje się jedzeniem. Zresztą, dlaczego miałaby to ukrywać? Przecież nie mają przed sobą żadnych tajemnic, niech wie, że jego partnerka ma słabość do jego posiłków. Nawet jeśli miałby wykorzystywać to przeciwko niej, to i tak byłoby to przyjemne.
- Wiesz dlaczego tak bardzo smakują mi twoje potrawy?
- Bo jestem dobrym kucharzem? - strzelił na oślep
- Świetnym. Ale czasem to nie wystarcza. Twoje potrawy są... - wzięła głęboki oddech, szukając odpowiedniego słowa – nadzwyczajne, szczególnie kiedy gotujesz dla mnie, dlatego że wkładasz w tę pracę wiele serca. I to podwójnie.
- Podwójnie?
- Tak. Raz, bo kochasz gotowanie i robisz to z sercem, a dwa, bo kiedy robisz to dla mnie, to także jest od serca. Zdwojona siła dwóch miłości: do gotowania i do osoby, na której najbardziej ci zależy.
- Pięknie to powiedziałaś – oznajmił z błyskiem w oku. Joasia była niemal jego ideałem kobiety. Urocza, uzdolniona, inteligentna, wyrozumiała, szczera, wierna i przede wszystkim kochająca. Czasem reagowała zbyt gwałtownie, zbyt instynktownie, co było chyba jej największą wadą. Ale niektóre wady nie są do zwalczania, tylko do zaakceptowania. I ta właśnie taka była. Cóż, takie są kobiety. Bardzo różnią się od mężczyzn, ale czy byłyby tak bardzo przez nich kochane, gdyby były do nich podobne?
- Kocham cię – odezwała się po chwili ciszy
- Ja ciebie też.
Kilka dni później, kiedy oboje byli na popołudniowej zmianie w „Słonecznej”, kelnerka oznajmiła im, że przyszedł jakiś facet i chce się z nimi widzieć. Nie powiedział o co chodzi, dlatego oboje zdawali się być zaniepokojeni. Wymienili spojrzenia między sobą i wyszli równym krokiem na salę. Paulina pokazała im stolik, przy którym usadowił się ów jegomość. Żadne z nich nie kojarzyło go, choćby nawet z widzenia. Przez restaurację przewijało się wiele ludzi, więc ciężko było spamiętać wszystkie twarze, dlatego ciężko było im powiedzieć, czy był już kiedyś w „Słonecznej”. A może w ich poprzednich miejscach pracy?
Kiedy podeszli bliżej, okazało się, że jest przedstawicielem jednej z czołowych firm w Polsce, zajmującą się produkcją przypraw. Organizowali oni konkurs kulinarny, do którego zbierali kucharzy z najlepszych restauracji w województwie.
- Konkurs miałby odbyć się za trzy tygodnie. Nagrodą główną, za zwycięstwo, będzie dziesięć tysięcy polskich złotych. Warunkiem udziału maksymalnie dwojga kucharzy z jednego lokalu jest podpisanie rocznego kontraktu na zaopatrywanie się w nasze przyprawy, bezpośrednio u nas – uśmiechnął się sztucznie, z nadzieją, iż znajdzie kolejnych klientów dla swojej firmy. Cóż, taka praca. Musiał dorzucić do tego trochę gry aktorskiej, aby wszystko lepiej wyglądało.
- Sprytne... - pomyślał Sebastian. Musiał przyznać, że ktoś z tej firmy wymyślił naprawdę dobry sposób na zyskanie nowych nabywców, aby pokonać konkurencję. Ich produkty były świetne, ale w dzisiejszych czasach, na wolnym rynku, to nie zawsze wystarczało.
- Właściwie to już korzystamy z państwa usług... tylko pośrednio, przez inną hurtownie. W sumie moglibyśmy przystąpić do tego konkursu, co Asiu? - uśmiechnął się do ukochanej. Kobieta pokiwała głową twierdząco.
- No dobrze, jesteśmy zainteresowani.
- Świetnie. Tutaj są szczegółowe informacje i regulamin konkursu – mówił, wyciągając z teczki kartkę papieru – A ja odwiedzę jeszcze państwa w przyszłości, tak gdzieś... za tydzień. Do zobaczenia – uścisnął ich dłonie, po czym udał się do wyjścia.
--------
Następna część ukaże się jutro.