środa, 11 października 2017

Małżeństwo z rozsądku cz. 14

          Nie potrafiła się powstrzymać. Choć po każdej wizycie u Marcina dręczyły ją wyrzuty sumienia, to jednak uczucie do niego potrafiło je zagłuszyć i ponownie pchnąć kobietę w jego ramiona. Spędzone z nim chwile były błogą odskocznią od wszystkich problemów, które sama nie robiła. Przynajmniej przez jakiś czas nie myślała o swoim podwójnym życiu, o ukrywaniu tego faktu przed mężem i decyzji, którą prędzej czy później będzie zmuszona podjąć. Na dłuższą metę tak się nie dało żyć.
Aby dać sobie trochę czasu, postanowiła uśpić czujność Sebastiana. W końcu przestałby wierzyć że blondwłosa prawie codziennie pracuje dłużej, a wolny czas poświęca głównie przyjaciółkom. Zdecydowała się na rodzinny weekend, który już jakiś czas temu sugerował jej mąż. Wyłączyła telefon i wyjechali za miasto. Pozostało jedynie robić dobrą minę do złej gry, udawać że wszystko jest w porządku. Niby prosty plan, jednakże trudny do zrealizowania.
Założenia Joasi ani trochę się nie spełniły. Wręcz przeciwnie – wspólnie spędzony czas wprowadził jeszcze więcej zamętu w jej rozważaniach. Dostrzegła jak bardzo Sebastian się starał, jak zadbał o wszystko. Przez moment sprawił że zapomniała o pracy, o kochanku i o wewnętrznej sile, która ją ku niemu ciągnęła. Nawet przestała żałować że zdecydowała się na ten wyjazd, lecz tylko do momentu, kiedy późnym wieczorem znaleźli się z Sebastianem sami w pokoju. Dzieci już spały, więc mężczyzna miał nadzieję że wraz z żoną wykorzystają tę chwilę.
Czuła się podle. Zgodziła się na seks tylko dlatego, by nie psuć atmosfery. Mimo to, nie udało się. Tego już nie mogła udawać. Nie była w stanie. Widziała rozczarowanie w oczach męża.
- Przepraszam – rzuciła cicho, otulając się kołdrą. Sebastian siedział na skraju łóżka i milczał. Przeżywał to co się stało. Czuł że od jakiegoś czasu oddalają się z Joasią, lecz miał nadzieję że wspólnie spędzony czas pozwoli pokonać ten dystans. Zrozumiał że to nie będzie takie proste i jeden dzień bądź wspólna noc tego nie załatwi.
- Nie chciałaś tego, prawda?
Westchnęła ciężko. Chciała dobrze, tymczasem zraniła go bardziej niż się spodziewała.
- Wystarczyło powiedzieć – dodał z nutką irytacji w głosie
- Nie chciałam sprawić ci przykrości.
- Dzięki – odparł ironicznie – Właśnie to zrobiłaś.
- W końcu jestem twoją żoną i powinnam...
- Powinnaś być ze mną szczera.
Na moment Joasia wstrzymała oddech. Przestraszyła się że o wszystkim wie, lecz po chwili uspokoiła ją myśl, że wtedy nie byłoby całego tego wyjazdu i nieudanej próby upojnej nocy. Czekała na kolejne wyrzuty z jego strony, lecz to co usłyszała, zwaliłoby ją z nóg gdyby nie leżała.
- Jesteś do cholery moją żoną, nie własnością... - westchnął smutno – Nie mogę cię do niczego zmuszać, nie mogę cię krzywdzić. I nie chcę tego robić. Owszem, boli mnie to że wyszło fatalnie, ale jeszcze gorzej się czuję ze świadomością że ty też cierpisz.
- Sama podjęłam taką decyzję.
- Wbrew sobie. Na jedno wychodzi.
- Wiem, jestem idiotką.
- Nie jesteś – po raz pierwszy odwrócił się w jej stronę – Po prostu oboje się nieco pogubiliśmy. Pogadamy jutro, okej?
- Okej – westchnęła, obróciwszy się plecami do niego. Pogrążyła się. Teraz już ani trochę nie wyglądało na to by w ich małżeństwie się układało. Nie było szans na utworzenie złudnego obrazu szczęśliwej żony.
- Chyba pora uciąć te wszystkie kłamstwa – pomyślała, przymknąwszy oczy. Potrzebowała tylko dogodnego momentu. Spodziewała się awantury i nie chciała by dzieci stały się jej świadkiem.

          Następnego dnia już oboje grali. Nie przerwali wyjazdu tylko ze względu na dzieci. Za dużo radości im to sprawiło i żadne z nich nie chciało tego odbierać. Nie podejmowali zbyt wiele rozmów. Sebastian nie wiedział co zrobić z zaistniałą sytuacją i usiłował znaleźć rozwiązanie. Nie podejrzewał że Joasia zna odpowiedź na dręczące go pytania, a także że nie jest ona przyjemna.
Po powrocie do domu nie było okazji na rozmowę. W niedzielę został czas tylko na kąpiel, a w poniedziałek wróciły codzienne obowiązki. Joasia nieco wcześniej niż zwykle opuściła mieszkanie. Miała nadzieję że przed pracą uda się jej spotkać z Marcinem. Chciała wyjaśnić swoje zniknięcie na weekend, a także powiedzieć mu swoich planach.
- Cześć – rzucił bez entuzjazmu – Dzwoniłem, ale cały czas miałaś wyłączony telefon.
- Wiem, przepraszam. Musiałam uśpić czujność Sebastiana.
- Yhym. To znaczy?
- To znaczy że spędziłam z nim trochę czasu.
Uważnie obserwowała reakcję kochanka. Tylko jedno wyjaśnienie przychodziło mu do głowy – był zazdrosny!
- Chyba wiedziałeś na co się piszesz – dodała z wyrzutem – Powinieneś zrozumieć.
- Co zrozumieć? Że sypiasz z dwoma facetami naraz?
- Nie powiedziałam że spaliśmy... zresztą, to nie twoja sprawa. Sam tego chciałeś. Musiałeś liczyć się z tym że na początku będziesz tym drugim – odparła w przypływie złości
- Liczyłem na to że chcesz być ze mną.
- Mówiłam ci że to zajmie trochę czasu.
Zamilkli. Oboje potrzebowali nieco ochłonąć. Joasia nie rozumiała dlaczego Marcin ma do niej pretensje. Przecież obiecał cierpliwość, zapewniał że ją kocha. Wiedział jak wygląda jej sytuacja i wydawało się że ją rozumiał. Przynajmniej tak myślała do dzisiaj.
- Asia – westchnął – Przecież tak nie może być.
- Masz rację. Ale tego nie da się załatwić ot tak – pstryknęła palcami
- A właśnie powinnaś. Im dłużej zwlekasz tym trudniej będzie ci to zrobić.
- Myślisz że to takie proste – powiedziała kpiąco – Nie masz pojęcia przez co przechodzę. Ile mam wątpliwości i obaw, ile już wizji przyszłości przewinęło się przed moimi oczami. Nie rozumiesz że chcę wybrać najmniejsze zło? Żeby najmniej osób ucierpiało?
- Ktoś musi – odparł, mając na myśli Sebastiana
- Mam dzieci, nie zapominaj o tym. One nie są niczemu winne.
- Czyli co? Wolisz spotykać się ze mną na godzinę, dwie, a potem wracać do domu jak gdyby nigdy nic i udawać wzorową matkę i żonę?
- Nie masz prawa mnie oceniać – warknęła poirytowana – Nie masz rodziny, nie wiesz jak to jest.
- Mogę mieć własne zdanie.
Westchnęła głośno. Czuła się osaczona. Wszystko co robiła, zwracało się teraz przeciwko niej. Chciała przerwać ten fatalny ciąg i zamierzała to zrobić, ale nie czuła się jeszcze na to gotowa. Nie wiedziała jak się do tego zabrać. Pierwszym krokiem miało być wyznanie prawdy Sebastianowi, ale co potem? Odejść do Marcina? Jak w ogóle zareaguje Sebastian? Znienawidzi ją. Na pewno. Ale może dla dobra dzieci pozwoli jej zostać? Nie miała planu. W tej chwili mogła wszystko pozostawić właściwie przypadkowi.
- Nie zachowujmy się jak gimnazjaliści – oznajmiła spokojnie, przerywając milczenie
- Więc odezwij się jak zdecydujesz – rzucił krótko, wymijając ją.
Odwróciła się na pięcie i z niedowierzaniem obserwowała szybki krok mężczyzny. Nie spodziewała się że ta rozmowa zmieni się w tak głupią kłótnię, a facet w którym się zadurzyła obrazi się niczym pięciolatek, któremu rodzic nie chce kupić lizaka. Rozczarował ją. Myślała że mimo wszystko będzie po jej stronie, że znajdzie w nim oparcie, być może nawet dostanie wskazówkę.
Teraz znów pojawiły się wątpliwości. Czy na pewno był wart tego, by zostawić dla niego rodzinę? Ale to już się stało. Zdradziła Sebastiana i czasu nie cofnie. Skoro nie była z nim szczęśliwa to może i tak powinna odejść? Niezależnie od tego co zrobi Marcin? Może gdy ochłonie to przyjdzie ją przeprosić? Może ona zbyt pochopnie po kłótni próbuje snuć jakiekolwiek wnioski?
Znów tysiące pytań i brak odpowiedzi. Przysiadła na ławce i ukryła twarz w dłoniach. Nie pamiętała nawet kiedy to wszystko się zaczęło. Cofała się pamięcią wstecz, ale ciągle spotykała to samo. Zastrzeżenia, wątpliwości, pytania. Kiedy jedne znikały, pojawiały się inne. Czy na tym właśnie polegało życie? Na wiecznej walce z samym sobą, która i tak skazana jest na porażkę?
Nawet siostra nie mogła jej pomóc. Jedyną osobą, która mogła ją wyciągnąć z własnego labiryntu, była ta sama postać, która ją tam wprowadziła – ona sama.

poniedziałek, 2 października 2017

Małżeństwo z rozsądku cz. 13

           Myślała że będzie łatwiej. Że unikanie wszelkiego kontaktu pozwoli jej zapomnieć. Tymczasem on cały czas siedział w jej głowie i ani trochę nie udawało się go stamtąd wyrzucić. Zastanawiała się co czuje, czy jego też tak bardzo boli cała sytuacja, czy myśli o niej. Nie potrafiła opędzić się od wyobrażeń jak mogłoby się dalej potoczyć jej życie, gdyby zmieniła zdanie.
Sebastian z pewnością nie zasługiwał na cierpienie. Ale czy na pewno mógł być szczęśliwy z kobietą, która marzyła o innym? Czy naprawdę niczego się nie domyślał, nic nie podejrzewał?
Mętlik w głowie nie pozwalał jej spokojnie spać. Chodziła zmęczona, podrażniona. Łatwo się denerwowała i prawie na niczym nie mogła skupić. Szef zauważył spadek jej wydajności i postawił ultimatum. Dostała trzy dni na ogarnięcie się, w przeciwnym razie wyśle ją na przymusowy urlop.
Aż pewnego dnia zobaczyła coś, co sprawiło że emocje wzięły nad nią górę. Po pracy na Marcina czekała kobieta. Przytulił ją, a potem wsiedli do samochodu i odjechali. Była wściekła. Omal nie zrujnowała dla niego całego swojego życia, a on tak szybko znalazł sobie inną. Jeszcze przez kilka godzin ten obraz pojawiał się przed jej oczami. Musiała wyładować złość. Chciała spojrzeć mu w oczy i wszystko wygarnąć.
Okłamała męża że umówiła się z koleżanką. Pojechała do Marcina, do jego mieszkania. Tak, chciała im przeszkodzić, zepsuć ten wieczór. Energicznie pokonała schody i zapukała do drzwi. Nie krył zaskoczenia na jej widok. Tym bardziej że jej mina nie zwiastowała niczego dobrego.
- No ładnie, ładnie – rzuciła kąśliwie – Ładną bajeczkę mi sprzedałeś, przyznam szczerze że ci uwierzyłam. Jaka ja byłam głupia!
Zmierzył ją otępiałym wzrokiem. Mówiła bez sensu, ale nie była pijana. Postanowił zaprosić ją do środka.
- Wejdź, nie będziemy rozmawiać na korytarzu.
- Co, może mnie jeszcze poznasz ze swoją nową panną?
- Słucham? - uniósł brwi ze zdumienia – Chodź i powiedz mi o co chodzi – wciągnął ją do środka, po czym zamknął drzwi
- Widziałam was. Szybko się pocieszyłeś – mruknęła pogardliwie
- Was?
- Nie udawaj. Dzisiaj po pracy. Ciebie i tą rudą małpę.
Marcin nie wytrzymał i wybuchnął śmiechem. Nie spodziewał się że właśnie z tego powodu Joasia chciała mu zrobić awanturę. Nic ich nie łączyło, a mimo to zdenerwowała się. Nie mógł tego odczytać inaczej niż jako dobry znak.
- No i z czego się cieszysz?! - jej twarz poczerwieniała – Podobno się zakochałeś.
- Ta ruda małpa – wziął głęboki oddech – To moja siostra.
Blondwłosa spuściła wzrok zawstydzona. Błyskawicznie zdała sobie sprawę że tylko się wygłupiła. I co gorsza, że nie zachowała chłodnej głowy, kiedy to było najbardziej konieczne. Marcinowi to jednak nie przeszkadzało, bowiem objął ją w pasie. Spojrzała na niego. Wiedziała czego chciał. Nie zamierzała dłużej z tym walczyć. Nie miała już na to siły. Pozwoliła się pocałować, a potem sama przejęła inicjatywę. Pozbywając się ubrań, pokonali drogę do sypialni.
Pół godziny później było po wszystkim. Joasia wciąż jeszcze nie wróciła do rzeczywistości, leżąc na ramieniu kochanka. Pragnęła by ten moment trwał wiecznie. Nie chciała myśleć o problemach, o tym co zrobiła, że temu wszystkiemu trzeba będzie stawić czoła.
- Nawet nie wiesz jak bardzo jestem szczęśliwy – szepnął – Myślałem że już nigdy się to nie stanie.
- Chciałabym zatrzymać czas – westchnęła – W tej chwili cały świat mógłby się skończyć.
- Nie, niech się nie kończy – odparł, gładząc ją po włosach – Jeszcze wiele przed nami.
Wiele? Jakie wiele? Przecież nie mogą być razem. Joasi nawet do głowy nie przyszło że na jednym razie się przecież nie skończy. Powoli podniosła się z łóżka i zaczęła się ubierać.
- A ty dokąd?
- No jak? Wracam do domu.
- Zostań jeszcze chwilę – chwycił ją za rękę, ale delikatnie się wyślizgnęła
- Nie mogę. Sebastian myśli że jestem u koleżanki.
- Następnym razem wymyśl lepszą wymówkę. Żebyśmy mieli więcej czasu dla siebie – puścił do niej oczko
- Coś wymyślę – odparła bez przekonania.

- I jak pogaduchy? - Sebastian przywitał ją z uśmiechem – Mam nadzieję że o mnie mówiłaś same dobre rzeczy.
- Oczywiście – nieznacznie uniosła kąciki ust – A tak serio, mało gadałyśmy o facetach. Głównie o pracy.
- O pracy? - uniósł brwi zdumiony – Po godzinach?
- Wiesz, koleżanka ma dostać awans i obawia się że sobie nie poradzi. Próbowałam jej wytłumaczyć że właśnie nadaje się na to stanowisko, bo jest sumienna i odpowiedzialna.
- I co, przekonałaś ją?
- Mam nadzieję – westchnęła
- Martwię się trochę o ciebie – wyznał niespodziewanie – Ostatnio nie najlepiej wyglądasz, źle śpisz,  jeszcze zajmujesz się problemami innych... To cudowne że pomagasz, ale powinnaś też znaleźć trochę czasu dla siebie.
- I dla rodziny – dodała, uprzedzając go – Wiem, nawaliłam nieco ostatnio.
- Nie, nie miałem tego na myśli. Po prostu... dawno nigdzie nie byliśmy. Może jakiś wyjazd na weekend albo chociaż popołudnie za miastem. Odpoczęłabyś, zrelaksowała się...
- Pomyślimy. Idę pod prysznic i spać.
- Słusznie – ucałował ją w policzek
Dopiero teraz pojawiły się wyrzuty sumienia. Odkręciła wodę i stanęła nieruchomo pod strumieniem, jakby chciała zmyć z siebie wszystkie problemy. Zdała sobie sprawę że jest jeszcze gorzej niż przedtem. Wcale nie rozwiązała sprawy, wręcz przeciwnie. Nie tylko musiała zadbać by Sebastian nie dowiedział się o zdradzie, ale też pilnować Marcina. Mężczyzna z pewnością nie odpuści, skoro dała mu już zielone światło. Sama nie wiedziała czy chce to jak najszybciej ukrócić i skończyć na jednym razie, czy brnąć w romans. Cokolwiek zrobi, nie zmieni to faktu iż dopuściła się zdrady.
Miała nadzieję że kiedy ulegnie Marcinowi, poczuje ulgę. Że będzie w stanie zdecydować co jest dla niej ważniejsze. Tymczasem stanęła nawet nie pośrodku, ale gdzieś daleko, obok. Była daleka od rozwiania swoich wątpliwości. Każdy ruch wydawał się być złym kierunkiem, a kolejne oczekiwanie jeszcze gorszym. Ale nie mogła tak po prostu odejść od męża i dzieci. Nie mogła też udawać że nic się nie stało. Podczas rozmowy z Sebastianem zdała sobie sprawę, że nie jest w stanie spojrzeć mu w oczy. Nie sądziła że tak bardzo ją to dotknie.

           Mimo tego jak źle czuła się poprzedniego wieczora, zaraz po pracy pojechała z Marcinem do jego mieszkania. Chciała znów oderwać się od rzeczywistości, poczuć to samo co wczoraj, choć przez chwilę być w miejscu, którego przez lata szukała. Na kilkadziesiąt minut się udało. Potem jednak znów wróciły wyrzuty sumienia, złość i wstręt do samej siebie. Wyrzucała sobie głupotę, egoizm i brak silnej woli. Przecież coś postanowiła i nie dotrzymała obietnicy.
Wstydziła się przyznać przed Martą do własnej słabości, ale tak naprawdę była ona jedyną osobą, której mogła o wszystkim opowiedzieć. Sebastian tego wieczora poszedł do kolegi oglądać mecz, więc pozostało jej upewnić się iż dzieci całą uwagę skupiają na bajce.
- Marta, jestem idiotką – wyznała jednym tchem – Nie dałam rady.
- Spałaś z tym całym... jak mu tam? Mariuszem?
- Marcinem – poprawiła ją – Źle się z tym czuję, ale z drugiej strony przy nim zapominam o tym wszystkim i czuję się tak lekko, swobodnie...
- Przez kilka minut.
- No tak.
- Co zamierzasz? - spytała poważnym tonem
- Dobre pytanie – uśmiechnęła się kpiąco – Każdy ruch będzie fałszywy. Tak, wiem że coś trzeba zrobić.
- Myślisz że Sebastian byłby ci w stanie wybaczyć? - nie uzyskała odpowiedzi na to pytanie – Może nie wszystko stracone.
- A może właśnie powinnam odejść? I dogadać się z nim w sprawie kontaktu z dziećmi?
- Jeśli tego chcesz to zrób to. Nie ma sensu się męczyć.
- Masz rację siostra – westchnęła – Ale nie jestem jeszcze pewna. Muszę dać sobie jeszcze trochę czasu... W ogóle dzięki. Musiałam się wygadać, a tylko tobie mogłam powiedzieć.
- Spoko – rzuciła – W końcu po to masz siostrę, nie?
- A u ciebie jak?
Milczała nieco zbita z tropu. Nie spodziewała się zainteresowania ze strony Joasi.
- Nuda, rutyna. Pracuję, a potem wracam do pustego domu i żyję telenowelami.
- Powinnaś sobie kogoś znaleźć – stwierdziła, na co Marta się roześmiała
- Obie doskonale wiemy jak dotychczas się to kończyło. To jak, lepiej ci trochę?
- Lepiej, lepiej – zapewniła, uśmiechając się do samej siebie. Myśl że mimo wszystko siostra będzie po jej stronie podniosła ją na duchu.