Kilka miesięcy później Marta urodziła zdrowego syna. Maciek znów poczuł się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, podobnie jak prawie 16 lat wcześniej, kiedy na świat przyszła Kaja. Ani przez chwilę świeżo upieczeni rodzice nie przejmowali się sporą różnicą wieku w rodzeństwie – najważniejsze, że po komplikacjach w czasie ciąży ich trzecie dziecko było zdrowe. Po kilku dniach pobytu w szpitalu brunetka wraz z synkiem wróciła do domu. Na brak szczęścia w życiu prywatnym Strzewińscy nie mogli narzekać. Karolina oficjalnie zgodziła się być dziewczyną Mateusza i spotykała się z nim często. Kaja natomiast przyłożyła się do nauki jak nigdy, co zaowocowało rewelacyjnymi wynikami i stypendium. Maciek i Marta na początku nie mogli pogodzić się z wyjazdem córki, lecz ostatecznie pozwolili jej się rozwijać. Szkoda byłoby nie wykorzystać takiej szansy, jaką dostała.
Kiedy romans Joasi i Sebastiana wyszedł na jaw, szybko stał się tematem numer jeden na komendzie. Koledzy z wydziału nie szczędzili ognistych plotek czy ostrych komentarzy. Niektórzy nawet zastanawiali się głośno, czy pewnego razu nie zastaną ich na biurku w niedwuznacznej sytuacji.
Z każdą kolejną nocą zainteresowanie Sebastiana partnerką malało. Kobieta doskonale to widziała, ale póki jeszcze pociągała mężczyznę, korzystała z tej przyjemności, jaką były niezobowiązujące spotkania. Taki romans zdecydowanie pozwolił jej inaczej spojrzeć na świat po rozstaniu z mężem. Zamiast niepotrzebnie się dobijać i rozdrapywać stare rany, zgodnie z myślą „carpe diem”, starała się cieszyć każdą dobrą chwilą swojego życia.
Aż w końcu pewnego dnia stało się to, co nieuchronnie się zbliżało – koniec romansu. Sebastian bez słowa wyjaśnienia zainteresował się inną kobietą i spędził z nią noc. Nawet nie raczył poinformować Joasi, z którą spędził najwięcej czasu spośród kobiet, z którymi sypiał po śmierci narzeczonej. Miała w sobie coś więcej niż wszystkie kochanki komisarza, ale to nie wystarczyło, by zdobyć jego serce. A może on już tego serca nie miał?
Zresztą, cel Aśki był zupełnie inny. Nie szukała stałego partnera, chciała się po prostu dobrze bawić. I tak też było. Niczego nie żałowała. Ani jednej chwili spędzonej z Sebastianem, nawet także tego, w jaki sposób to się skończyło. Trwało to dłużej niż się spodziewała – całe cztery miesiące i sześć dni. Tyle czasu minęło od ich pierwszej nocy do ostatniej.
Nie przewidziała tylko konsekwencji. Kiedy tylko zorientowała się, że miesiączka spóźnia się już o trzy dni, pobiegła do apteki i kupiła test ciążowy. Całkowicie oddając się przyjemnościom, zapominali o zabezpieczaniu się. To nie mogło się skończyć inaczej.
Postanowiła nic nie mówić Sebastianowi. Z pewnością nie był dobrym materiałem na ojca. Pożyczyła od Maćka pieniądze i poddała się aborcji. Mężczyzna stanowczo odradzaj jej ten zabieg, ale nie potrafił jej zatrzymać. Dopiero po fakcie zaczęła żałować swojej decyzji, ale wtedy było już za późno. Od tamtej pory Aśka nigdy już nie była taka sama.
Za to Sebastian bawił się w najlepsze. Nie miał pojęcia, że jego była kochanka cierpi. Oburzony jego postawą Maciek próbował przemówić mu do rozsądku, powtarzał że takie przygodne romanse go kiedyś zgubią. I niestety miał rację.
W knajpie poznał niejaką Anitę. Kiedy przenieśli się do mieszkania, był już tak pijany, że stracił nad sobą kontrolę. Dziewczyna wyciągnęła z torebki narkotyki i podała jemu. Sama także wzięła. Lecz on chciał więcej. Nie powstrzymywała go. W pewnym momencie stracił przytomność. Kobieta spanikowała i uciekła.
Znaleźli go dopiero po dwóch dniach. Zmartwieni jego nieobecnością przyjaciele postanowili go odwiedzić. Pomoc nie mogła przybyć na czas, ponieważ nie mieli pojęcia o problemach, w jakich się znalazł Sebastian. Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną zgonu było przedawkowanie narkotyków.
Nie najlepsze wieści przyszły także z Katowic, od Sylwii i Tomka. Okazało się, że kobieta ma nowotwór płuc. Przyjaciele jeździli do niej w każdy weekend, aby wspierać ją w walce z chorobą, a także pomóc Tomkowi, który w ostatnim czasie głównie krążył między komendą a szpitalem. Choć rudowłosa z każdym dniem marniała, zdawała się być coraz słabsza, nikt nie tracił wiary, że pokona chorobę. Bardzo zależało jej na tym, by zostać żoną Tomka. Bała się, że może nie być z nią już tak dobrze, żeby była w stanie wziąć ślub. Skromna uroczystość odbyła się w szpitalnej kaplicy, świadkami byli Maciek (tak bardzo nie lubiany przez Sylwię swego czasu) i Joasia. Nadszedł jednak taki dzień, od którego wszystko zaczęło się poprawiać. Chorej wracał humor, apetyt, a przede wszystkim wracało zdrowie. Wszystko wskazywało na to, że wykryty jeszcze we wczesnym stadium nowotwór został pokonany.
Nie tylko Sylwia wracała do zdrowia. Także brat Joasi, Wojtek, po wielomiesięcznej rehabilitacji cieszył się pełnią życia. Rehabilitacja przyniosła oczekiwane skutki, a nawet lepsze. Na początku przewidywano, że mężczyzna będzie w stanie chodzić o własnych siłach, lecz będzie miał problem z ruchomością kolana. Dzięki ciężkiej pracy, jaką wykonywał narzeczony Ani, udało mu się osiągnąć swój cel, wznieść się ponad lekarskie prognozy. Całość została zwieńczona drugim ślubem tej wiosny. Ania i Wojtek pobrali się, a na uroczystości pojawili się nawet Tomek z Sylwią.
Komisarze przewidywali, że niebawem czeka ich kolejny ślub, a to za sprawą Rafała i Jagody. Związek prawniczki z policjantem rozkwitał i chyba nic nie mogło stanąć na przeszkodzie temu uczuciu. Mężczyzna czuł, że wreszcie znalazł swoją drugą połówkę. Tym razem to miało się udać, nie tak jak z Olą, gdzie to on bardziej angażował się w związek, a ona pozostawała bierna. Teraz widział, że Jagodzie zależy na nim nie mniej, niż jemu na niej. To było jednak szczere uczucie, z głębi serca. Rafał próbował odcinać się od porównań Jagody z Olą, ponieważ nie chciał kochać dziewczyny za to, że jest przeciwnością jego byłej. On ją kochał za to, jaka jest. I pragnął, żeby nigdy się nie zmieniała.
sobota, 30 listopada 2013
czwartek, 28 listopada 2013
VI. Scen nr 105
Kilkanaście minut później znów zadzwonił dzwonek do drzwi mieszkania Sebastiana. Komisarz, spodziewając się kolejnej wizyty Dawida, tym razem był gotów na unik w każdym momencie. Raz dał się zaskoczyć – i to wystarczyło. Ostrożnie uchylił drzwi, a kiedy okazało się, że to Joasia, odetchnął z ulgą.
- Już myślałem, że znowu będę musiał stawić czoła twojemu mężowi – wypalił, wpuszczając dziewczynę do środka. Miała ze sobą sporych rozmiarów torbę podróżną. Postawiła ją na podłodze i wraz z gospodarzem weszła do salonu.
- Więc jednak był tutaj – powiedziała do samej siebie – Odgrażał się, że poważnie z tobą porozmawia.
- Naprawdę dzięki naszej wspólnej nocy uświadomiłaś sobie, że to nie ten facet?
- Wcale nie żałuję tego, że go zdradziłam – przyznała, podchodząc do okna – Byłam jedynie zła na siebie, bo kiedyś sobie obiecałam...
- Nie ważne co było kiedyś. Ludzie za bardzo się zmieniają.
Nie odpowiedziała. Wciąż stała przy oknie i wpatrywała się gdzieś w dal. Mężczyzna podszedł do niej z tyłu, objął w pasie i pocałował w szyję.
- Proszę cię... Ledwo co rozstałam się z mężem, ostatnią rzeczą o której teraz myślę to nowy związek.
- Ale czy ktoś tu mówi o związku? Chyba nie zaprzeczysz, że dobrze było nam razem w łóżku.
- Co chcesz przez to powiedzieć? - Joasia nie zrozumiała, do czego zmierzał Barański
- Aga była tą jedyną. Od czasu jej śmierci nie potrafię nikogo pokochać. Nie nadaję się do stałego związku. Co innego, jeśli mówimy o kilku niezobowiązujących spotkaniach, czy jak kto woli – randkach.
Blondynka przekrzywiła głowę i spojrzała na niego z ukosa.
- Chcesz mnie zaciągnąć do łóżka? Czysty seks, bez żadnego zaangażowania uczuciowego, dobrze rozumiem?
Mężczyzna odpowiedział skinieniem głowy.
- Masz takie cudowne ciało... Jedna noc to za mało, by się nim nacieszyć. Pragnę cię jak żadnej innej kobiety, ale nie potrafię się w tobie zakochać. Ty masz za sobą nieudane małżeństwo, też nie w głowie tobie miłości. Ale taki mały romans... całkiem niezła forma odreagowania, nie uważasz?
- I ty myślisz, że ja się na to zgodzę? - rzuciła kpiąco. Sebastian postanowił nie tracić czasu, ujął jej twarz w dłonie i pocałował kobietę w usta. Im dłużej połączeni byli w namiętnym pocałunku, tym bardziej Asia traciła głowę. Aż w końcu doszła do wniosku, że jest dorosła, jest wolnym człowiekiem i może się zabawić. Dała za wygraną. Postanowiła zaszaleć ze swoim partnerem z pracy. Doskonale wiedziała, że z tego nie zrodzi się nic poważnego. Najwyżej skończy się na kilkunastu nocach. Ale nie dostrzegła w tym nic złego.
- Na co jeszcze czekasz? - szepnęła mu do ucha – Zabierz mnie do sypialni i przekonaj, że warto się zgodzić.
Uśmiechnęła się uwodzicielsko. Drugi raz nie trzeba było mu powtarzać. Wziął ją na ręce i zaniósł do pokoju obok, gdzie do dyspozycji mieli szerokie, wygodne łóżko.
Następny dzień miał być bardzo ważny dla Rafała. Mężczyzna wreszcie postanowił wyznać ukochanej co czuje. Nie był w stanie dłużej „bawić się w podchody”, udawać że jest cierpliwy. Musiał się tego dowiedzieć, czy istnieje szansa, aby kiedykolwiek on i Jagoda byli razem. To właśnie z nią chciał ułożyć sobie życie, ona wydawała się być tą właściwą, jedyną. Ale kiedyś myślał tak o Oli, a skończyło się nieprzyjemnie. Co jeśli tym razem będzie tak samo? Rafał wziął to pod uwagę, ale nie chciał o tym myśleć. Nawet jeśli koniec miałby być tragiczny, to dla tych kilku pięknych chwil spędzonych razem, warto było zaryzykować.
- Wiesz, ja z Martą próbowałem kilka razy – opowiadał Maciek – Za pierwszym razem rywalizowałem o nią z Adrianem. Niestety, wolała tamtego frajera. Za drugim razem jak już mieszkaliśmy razem, na krótko po porodzie, zaoferowałem jej, że mogę być ojcem dla jej dziecka. Wtedy nie chciała. Dopiero kiedy Karolina miała niecałe dwa lata, sama mi się podłożyła.
- Rozebrała się i wskoczyła do twojego łóżka? - zaśmiał się Rafał
- A co, myślisz że tak się skończy twój wieczór z Jagodą? - kolega nie pozostał mu dłużny
- Szczerze mówiąc... podoba mi się taka wizja. A jak z tą Martą naprawdę było?
- Powiedziała mi, że jest w stanie związać się tylko z takim facetem, który pokocha ją i jej córkę. I to w momencie, kiedy miałem dziecko na rękach. Rozumiesz?!
- I ty tak od razu na nią poleciałeś?
- Wciąż mi się podobała, nie było się nad czym zastanawiać. Nawet nie przyszło mi do głowy, że mogłaby zdecydować się na małżeństwo z rozsądku.
- Widać, że ta kobieta cię kocha – przyznał Rafał – Też bym chciał mieć taką żonę.
- Znajdziesz, o ile to nie jest ta, do której wybierasz się wieczorem.
Uśmiechnął się do niego, poklepał po ramieniu i życzył mu szczęścia.
- Będę trzymał kciuki – rzucił w drzwiach. Ledwie wyszedł, w biurze pojawiła się Aśka. Dawno nie była taka szczęśliwa. Szła żwawym, szybkim krokiem, omal nie podskakując, a na jej twarzy malował się szeroki, śnieżnobiały uśmiech.
- No proszę, wszyscy dookoła szczęśliwi, tylko ja taki drętwy jestem? Dobra noc z mężem, co? - wyszczerzył zęby
- Noc cudowna, ale nie koniecznie z mężem – odparła niejednoznacznie – A ty co? Ruszyłbyś się gdzieś w końcu! Chyba nie zamierzasz rozpaczać po Olce aż do czterdziestki.
- Już dawno o niej zapomniałem. Nawet dobrze się stało, wiesz? Jagoda bije ją na głowę pod każdym względem.
Joasia, podobnie jak Maciek, życzyła mu powodzenia i zapewniła, że również kibicuje ich związkowi, jeśli do czegoś między nimi dojdzie. Rafał zatrzymał ją jeszcze na chwilę.
- A co z Wojtkiem? Dawno nic nie mówiłaś...
- Co tu mówić? - wzruszyła ramionami – Nie wiem jak Anka go przekonała, ale poszedł na rehabilitację. I w końcu jest postęp!
- Świetnie. Wiesz, siła miłości.
Joasia przechyliła głowę, wciąż się uśmiechając.
- Być może.
Wieczorem Rafał przyszedł do Jagody na kolację. Najbliższe minuty miały wyjaśnić, czy mężczyzna będzie upadłym aniołem, z połamanymi skrzydłami i podartą szatą, czy też tym, którego wezmą do nieba i osiągnie pełnię radości.
Kiedy tylko dziewczyna wpuściła go do mieszkania, wręczył jej pokaźny bukiet róż. Uśmiechnięta szatynka wstawiła kwiaty do wazonu, po czym dołączyła do swojego gościa. W milczeniu zjedli przygotowane przez nią posiłki. Atmosfera zdawała się być lekko napięta, a to dlatego, że Rafał obawiał się reakcji Jagody na miłosne wyznanie.
Po skończonej kolacji usiedli obok siebie na kanapie, z lampkami wina w rękach. Mężczyzna uznał, że to jest ten moment. Teraz albo nigdy. Objął ją ramieniem i przyciągnął lekko do siebie.
- Podobasz mi się – powiedział cicho
- Nie jesteś pierwszym mężczyzną, który mi to mówi – uśmiechnęła się tajemniczo
- Jesteś urocza, ale oprócz tego... niezwykle dobra, inteligentna, zaradna, sumienna, wierna, życzliwa. Nie, ja nie potrafię tego ująć własnymi słowami.
- Czego?
Zrozumiała, co chce w ten sposób jej powiedzieć. I wcale nie wyglądała na zaskoczoną czy zawiedzioną. Wręcz przeciwnie – jakby na to czekała od pewnego czasu. Postanowiła również odpowiedzieć mu słowami piosenki.
W tym momencie, zamiast dokończyć, zbliżyła się swoje wargi do jego ust i delikatnie do pocałowała.
- Też cię kocham – dokończyła szeptem.
Podczas gdy się całowali, w cicho grającym radiu, chyba całkiem nieprzypadkowo, „leciał” fragment jeszcze innej piosenki, która mogłaby opisać uczucia obydwojga:
- Już myślałem, że znowu będę musiał stawić czoła twojemu mężowi – wypalił, wpuszczając dziewczynę do środka. Miała ze sobą sporych rozmiarów torbę podróżną. Postawiła ją na podłodze i wraz z gospodarzem weszła do salonu.
- Więc jednak był tutaj – powiedziała do samej siebie – Odgrażał się, że poważnie z tobą porozmawia.
- Naprawdę dzięki naszej wspólnej nocy uświadomiłaś sobie, że to nie ten facet?
- Wcale nie żałuję tego, że go zdradziłam – przyznała, podchodząc do okna – Byłam jedynie zła na siebie, bo kiedyś sobie obiecałam...
- Nie ważne co było kiedyś. Ludzie za bardzo się zmieniają.
Nie odpowiedziała. Wciąż stała przy oknie i wpatrywała się gdzieś w dal. Mężczyzna podszedł do niej z tyłu, objął w pasie i pocałował w szyję.
- Proszę cię... Ledwo co rozstałam się z mężem, ostatnią rzeczą o której teraz myślę to nowy związek.
- Ale czy ktoś tu mówi o związku? Chyba nie zaprzeczysz, że dobrze było nam razem w łóżku.
- Co chcesz przez to powiedzieć? - Joasia nie zrozumiała, do czego zmierzał Barański
- Aga była tą jedyną. Od czasu jej śmierci nie potrafię nikogo pokochać. Nie nadaję się do stałego związku. Co innego, jeśli mówimy o kilku niezobowiązujących spotkaniach, czy jak kto woli – randkach.
Blondynka przekrzywiła głowę i spojrzała na niego z ukosa.
- Chcesz mnie zaciągnąć do łóżka? Czysty seks, bez żadnego zaangażowania uczuciowego, dobrze rozumiem?
Mężczyzna odpowiedział skinieniem głowy.
- Masz takie cudowne ciało... Jedna noc to za mało, by się nim nacieszyć. Pragnę cię jak żadnej innej kobiety, ale nie potrafię się w tobie zakochać. Ty masz za sobą nieudane małżeństwo, też nie w głowie tobie miłości. Ale taki mały romans... całkiem niezła forma odreagowania, nie uważasz?
- I ty myślisz, że ja się na to zgodzę? - rzuciła kpiąco. Sebastian postanowił nie tracić czasu, ujął jej twarz w dłonie i pocałował kobietę w usta. Im dłużej połączeni byli w namiętnym pocałunku, tym bardziej Asia traciła głowę. Aż w końcu doszła do wniosku, że jest dorosła, jest wolnym człowiekiem i może się zabawić. Dała za wygraną. Postanowiła zaszaleć ze swoim partnerem z pracy. Doskonale wiedziała, że z tego nie zrodzi się nic poważnego. Najwyżej skończy się na kilkunastu nocach. Ale nie dostrzegła w tym nic złego.
- Na co jeszcze czekasz? - szepnęła mu do ucha – Zabierz mnie do sypialni i przekonaj, że warto się zgodzić.
Uśmiechnęła się uwodzicielsko. Drugi raz nie trzeba było mu powtarzać. Wziął ją na ręce i zaniósł do pokoju obok, gdzie do dyspozycji mieli szerokie, wygodne łóżko.
Następny dzień miał być bardzo ważny dla Rafała. Mężczyzna wreszcie postanowił wyznać ukochanej co czuje. Nie był w stanie dłużej „bawić się w podchody”, udawać że jest cierpliwy. Musiał się tego dowiedzieć, czy istnieje szansa, aby kiedykolwiek on i Jagoda byli razem. To właśnie z nią chciał ułożyć sobie życie, ona wydawała się być tą właściwą, jedyną. Ale kiedyś myślał tak o Oli, a skończyło się nieprzyjemnie. Co jeśli tym razem będzie tak samo? Rafał wziął to pod uwagę, ale nie chciał o tym myśleć. Nawet jeśli koniec miałby być tragiczny, to dla tych kilku pięknych chwil spędzonych razem, warto było zaryzykować.
- Wiesz, ja z Martą próbowałem kilka razy – opowiadał Maciek – Za pierwszym razem rywalizowałem o nią z Adrianem. Niestety, wolała tamtego frajera. Za drugim razem jak już mieszkaliśmy razem, na krótko po porodzie, zaoferowałem jej, że mogę być ojcem dla jej dziecka. Wtedy nie chciała. Dopiero kiedy Karolina miała niecałe dwa lata, sama mi się podłożyła.
- Rozebrała się i wskoczyła do twojego łóżka? - zaśmiał się Rafał
- A co, myślisz że tak się skończy twój wieczór z Jagodą? - kolega nie pozostał mu dłużny
- Szczerze mówiąc... podoba mi się taka wizja. A jak z tą Martą naprawdę było?
- Powiedziała mi, że jest w stanie związać się tylko z takim facetem, który pokocha ją i jej córkę. I to w momencie, kiedy miałem dziecko na rękach. Rozumiesz?!
- I ty tak od razu na nią poleciałeś?
- Wciąż mi się podobała, nie było się nad czym zastanawiać. Nawet nie przyszło mi do głowy, że mogłaby zdecydować się na małżeństwo z rozsądku.
- Widać, że ta kobieta cię kocha – przyznał Rafał – Też bym chciał mieć taką żonę.
- Znajdziesz, o ile to nie jest ta, do której wybierasz się wieczorem.
Uśmiechnął się do niego, poklepał po ramieniu i życzył mu szczęścia.
- Będę trzymał kciuki – rzucił w drzwiach. Ledwie wyszedł, w biurze pojawiła się Aśka. Dawno nie była taka szczęśliwa. Szła żwawym, szybkim krokiem, omal nie podskakując, a na jej twarzy malował się szeroki, śnieżnobiały uśmiech.
- No proszę, wszyscy dookoła szczęśliwi, tylko ja taki drętwy jestem? Dobra noc z mężem, co? - wyszczerzył zęby
- Noc cudowna, ale nie koniecznie z mężem – odparła niejednoznacznie – A ty co? Ruszyłbyś się gdzieś w końcu! Chyba nie zamierzasz rozpaczać po Olce aż do czterdziestki.
- Już dawno o niej zapomniałem. Nawet dobrze się stało, wiesz? Jagoda bije ją na głowę pod każdym względem.
Joasia, podobnie jak Maciek, życzyła mu powodzenia i zapewniła, że również kibicuje ich związkowi, jeśli do czegoś między nimi dojdzie. Rafał zatrzymał ją jeszcze na chwilę.
- A co z Wojtkiem? Dawno nic nie mówiłaś...
- Co tu mówić? - wzruszyła ramionami – Nie wiem jak Anka go przekonała, ale poszedł na rehabilitację. I w końcu jest postęp!
- Świetnie. Wiesz, siła miłości.
Joasia przechyliła głowę, wciąż się uśmiechając.
- Być może.
Wieczorem Rafał przyszedł do Jagody na kolację. Najbliższe minuty miały wyjaśnić, czy mężczyzna będzie upadłym aniołem, z połamanymi skrzydłami i podartą szatą, czy też tym, którego wezmą do nieba i osiągnie pełnię radości.
Kiedy tylko dziewczyna wpuściła go do mieszkania, wręczył jej pokaźny bukiet róż. Uśmiechnięta szatynka wstawiła kwiaty do wazonu, po czym dołączyła do swojego gościa. W milczeniu zjedli przygotowane przez nią posiłki. Atmosfera zdawała się być lekko napięta, a to dlatego, że Rafał obawiał się reakcji Jagody na miłosne wyznanie.
Po skończonej kolacji usiedli obok siebie na kanapie, z lampkami wina w rękach. Mężczyzna uznał, że to jest ten moment. Teraz albo nigdy. Objął ją ramieniem i przyciągnął lekko do siebie.
- Podobasz mi się – powiedział cicho
- Nie jesteś pierwszym mężczyzną, który mi to mówi – uśmiechnęła się tajemniczo
- Jesteś urocza, ale oprócz tego... niezwykle dobra, inteligentna, zaradna, sumienna, wierna, życzliwa. Nie, ja nie potrafię tego ująć własnymi słowami.
- Czego?
Look into my eyes - you will see
What you mean to me
Search your heart - search your soul
when find me then you'll search no more
Zrozumiała, co chce w ten sposób jej powiedzieć. I wcale nie wyglądała na zaskoczoną czy zawiedzioną. Wręcz przeciwnie – jakby na to czekała od pewnego czasu. Postanowiła również odpowiedzieć mu słowami piosenki.
Hello!
Is it me you're looking for?
I can see it in your eyes
I can see it in your smile
You're all I've ever wanted
And my arms are open wide
Because you know just what to say
And you know just what to do
And I want to tell you so much...
W tym momencie, zamiast dokończyć, zbliżyła się swoje wargi do jego ust i delikatnie do pocałowała.
- Też cię kocham – dokończyła szeptem.
Podczas gdy się całowali, w cicho grającym radiu, chyba całkiem nieprzypadkowo, „leciał” fragment jeszcze innej piosenki, która mogłaby opisać uczucia obydwojga:
It's getting dark too dark to see
Feels like I'm knockin' on heaven's door
Knock-knock-knockin' on heaven's door
Knock-knock-knockin' on heaven's door
Knock-knock-knockin' on heaven's door
Knock-knock-knockin' on heaven's door
THE END
--------
Zdecydowałem się ostatecznie zakończyć to opowiadanie, ponieważ uważam, że to jest najlepszy moment by to zrobić. Wciąż ma ono spory potencjał, lecz obawiam się, że ani teraz, ani za kilka miesięcy nie będę w stanie go wykorzystać. Pewne wątki powinny potoczyć się inaczej, ale stało jak się stało - dlatego też kończę opowiadanie, póki jest ono jeszcze dobre.
Jutro bądź w sobotę dodam jeszcze epilog, a najpóźniej w poniedziałek rozpocznę zaplanowane już wcześniej, opowiadanie o charakterze obyczajowym, pt. "Druga szansa".
środa, 27 listopada 2013
VI. Scen nr 104
Po wielu dniach nadziei i oczekiwań, śledztwo w końcu ruszyło. Komisarze znaleźli konkretny trop i wszystko wskazywało na to, że wkrótce mogą zakończyć serię zabójstw niepoczytalnego mężczyzny. Bogatsi o nową wiedzę i pewne fakty z życia mordercy, wyruszyli na poszukiwania do potencjalnych kryjówek, zaś Joasia i Wiktor pojechali aż do Warszawy, do ojca Mateusza Marczyńskiego, a Sebastian z Moniką wybrał się do Domu Dziecka, w którym chłopak spędził ostatnie miesiące przed osiągnięciem pełnoletności. Przez wychowawców zdołali dotrzeć do jego dawnego współlokatora, ten z kolei pomógł im namierzyć kolegę Mateusza, który mieszkał z nim przez pewien czas.
Około godziny siedemnastej Rafał zwołał zebranie na komendzie. Oprócz Asi i Wiktora, którzy wciąż byli w drodze powrotnej z Warszawy, w biurze stawili się: Kamil, Kaśka, Monika, Maciek, Sebastian i Paulina. Prowadzący sprawę komisarz chciał podsumować wszystkie zebrane informacje i ustalić plan wieczornej akcji, podczas której mieli ostatecznie ująć seryjnego mordercę.
- Sprawa wygląda tak – chłopak nie wykazywał zaburzeń psychicznych, ale... do czasu. Sebastian przycisnął trochę jego kumpla, postraszył oskarżeniem o współudział i poskutkowało. Marczyński był świadkiem gwałtu, a kiedy dzień później zobaczył jak jego matka wychodzi z łazienki, owinięta tylko ręcznikiem, nie wytrzymał. Rzucił się na nią i zrobił to samo, co wydarzyło się wczoraj.
Wszyscy zdawali się być zszokowani. Wymieniali zdumione spojrzenia, zastanawiając się, jak można tak wielką krzywdę wyrządzić własnej rodzicielce. Jedynie Maciek zdawał się być niewzruszony. On już wiele widział przez kilkanaście lat pracy w policji. Kiedyś prowadził sprawę kobiety, która zabiła męża, ponieważ ten gwałcił ich córki. Przypomniał sobie to i dlatego wcale nie zdziwiło go, że coś takiego może się stać również w drugą stronę.
- Przypuszczam, że kobieta popełniła samobójstwo, bo nie mogła pogodzić się z myślą, że syn jej to zrobił. Nie wiem dlaczego dopiero po pięciu latach zaczął działać, ani co mają znaczyć te wycięte piersi i inne znaki, ale... mam nadzieję, że dzisiaj się tego dowiemy. Kumpel umówił się z naszym poszukiwanym w parku nadodrzańskim o dwudziestej pierwszej. Plan jest następujący...
Kilka godzin później, park. Policjanci przez cały czas obserwowali mężczyznę, który miał im pomóc w ujęciu groźnego przestępcy. Ze sporym zniecierpliwieniem oczekiwali pojawienia się poszukiwanego.
- A co jeśli nie przyjdzie? - spytała Paulina
- Proszę cię, nawet o tym nie myśl – skarcił ją Rafał. Nie wierzył, że teraz, kiedy są już tak blisko, coś może się nie udać.
Cierpliwie czekali na swoich pozycjach. Kolejne minuty zdawały się upływać bardzo wolno, niczym godziny, lecz w końcu ich cierpliwość została nagrodzona. Pojawił się mężczyzna, w którym rozpoznali osobę z portretu pamięciowego. Rafał natychmiast przyłożył słuchawkę do ucha, aby wiedzieć, o czym rozmawiają.
- Była u mnie policja. Pytali o ciebie.
- Co im powiedziałeś?
- Że rok temu się wyprowadziłeś i od tamtej pory nie mamy kontaktu – skłamał, w głębi duchu modląc się, aby Mateusz uwierzył w taką wersję wydarzeń
- Dobra. Odwdzięczę ci się jakoś.
- Czekaj – złapał go za ramię – To prawda, że to ty stoisz za tymi mordami?
- A bo co?
- Podziwiam cię. Masz sporo odwagi, skoro jeszcze z tym nie skończyłeś. Powiedz mi, co wtedy czujesz?
Marczyński zaśmiał się głośno.
- Czuję się, jakbym był panem całego świata. Niektórzy całe wieki próbują zdobyć jedną dziewczynę, podczas gdy ja sobie jakąś upatrzę i już za kilka minut jest moja. Nieważne czy tego chce.
- W gazetach piszą że wycinasz im piersi i wkładasz wibratory do ust. Po co?
- Co ty, kurwa, wywiad robisz?!
Mężczyzna speszył się. Przez chwilę wydawało mu się, że Mateusz go przejrzał, zorientował się, że to pułapka.
- Spokojnie, tylko żartowałem! - klepnął go w ramię – Powiem ci. Uwielbiam kobiece piersi. Uwielbiam na nie patrzeć, dotykać je... Mam już całkiem fajną kolekcję. A będzie jeszcze lepsza. A wibrator? Chciałem, żeby miały jakąś pamiątkę po mnie. Taką uniwersalną.
- Przystopuj trochę. Przynajmniej na jakiś czas, póki psy węszą – poradził koledze
- Wiem co mam robić. Dzięki za ostrzeżenie.
Mężczyźni uścisnęli sobie dłonie, po czym każdy z nich odszedł w inną stronę. Policjanci odczekali chwilę, by odległość między Mateuszem i jego kolegą zwiększyła się, a wtedy Rafał wydał rozkaz...
Trzech policjantów pojawiło się przed nim. Morderca natychmiast zawrócił, lecz za sobą także zobaczył funkcjonariuszy. Otoczyli go. Jakkolwiek próbowałby się bronić, nie miał szans się bronić. Posłusznie wykonywał polecenia – uklęknął, położył ręce na karku i dał się skuć.
- Pieprzony zdrajca – mruknął pod nosem, kiedy prowadzono go do radiowozu
- Twoja rozmowa z kumplem była nagrywana. Każdy sąd uzna to jako dowód – oznajmił Rafał, podczas przesłuchania na komendzie – Niby wiemy już wszystko, ale wciąż nie rozumiem jednego.
Kąciki ust przestępcy uniosły się do góry. To co usłyszał, ucieszyło go. Teraz, kiedy media będą hucznie pisać oraz mówić o jego zatrzymaniu, wszyscy będą się zastanawiać... ale nad czym?
- Od tego co zrobiłeś matce minęło 5 lat. Dlaczego dopiero teraz zacząłeś zabijać?
- To będzie mój sekret. Media rozpętają burzę, prześcigając się w podawaniu kolejnych przyczyn. Będę sławny.
Może dopiero teraz poczuł się silny, by atakować? Może jakieś wydarzenie przypomniało mu o tym, co zdarzyło się pięć lat temu i zaburzyło jego psychikę? Można by się godzinami zastanawiać nad przyczyną. Ale tylko on sam, ten który zabijał, Mateusz Marczyński, wiedział jaka jest prawda. I zamierzał zabrać tę tajemnicę ze sobą do grobu.
Sebastian wrócił do domu w świetnym humorze. Udało się rozwiązać sprawę, która zaprzątała jego myśli od wielu dni. Teraz, kiedy psychopatyczny morderca został zatrzymany, kobiety znów mogły poczuć się bezpieczne. Kiedy tylko pomyślał o płci przeciwnej, natychmiast przed jego oczyma pojawił się obraz Joasi. Wiele by dał, żeby chociaż jeszcze jeden raz przeżyć z nią to, co podczas wspólnie spędzonej nocy. Popijał w kuchni wódkę, myśląc o dziewczynie. Ale to nie była ta jedyna, która wzbudziłaby w nim taki żar miłości, żeby spędzić z nią resztę życia. Pożądał jedynie jej ciała.
Niespodziewanie ktoś zapukał do drzwi. Pomyślał, że to Rafał przyszedł mu potowarzyszyć, lecz okazało się, że był to Dawid, mąż Asi.
- Powiedziała mi o wszystkim – uśmiechnął się tajemniczo, po czym zamachnął się i uderzył Sebastiana w twarz. Policjant stracił równowagę, a jego nosa popłynęła krew.
- Nie obchodzi mnie to, czy było wam fajnie, czy nie. Mam gdzieś nawet to, że pieprzyłeś moją żonę. Wiesz co mnie boli? Wiesz?
Pokręcił głową. Wciąż był jeszcze w szoku po tym, co przed chwilą usłyszał.
- Dzięki tobie uświadomiła sobie, że nie jestem miłością jej życia, rozumiesz?! Przez ciebie mnie zostawiła! Gdybyś jej nie przeleciał, nigdy by jej nie przyszło do głowy, żeby mnie opuścić.
Sebastian wstał i spojrzał prosto w oczy rywalowi.
- Ona tak naprawdę nigdy cię nie kochała. Wyszła za ciebie tylko dlatego, że w pewnym momencie poczuła się bardzo samotna, a ty się podstawiałeś. Od dawna żałowała tego małżeństwa, ale nie chciała się przyznać do błędu. Okłamywała samą siebie.
- Źle jej ze mną nie było.
- Taki pewny jesteś? Skąd możesz to wiedzieć, jeśli widzisz tylko czubek własnego nosa?! Nie jesteś ani trochę lepszy ode mnie. Tobie też zależało tylko na tym, żeby z nią sypiać. Tylko że ty chciałeś ją mieć na wyłączność, przywiązać do siebie na zawsze. Nic do niej nie czujesz. Interesuje się tylko jej tyłek.
- Mam wielu wpływowych znajomych. Pożałujecie tego.
- Mamy wielu wspaniałych przyjaciół. Na pewno nam pomogą. A teraz się wynoś.
Zaskoczony, że mężczyzna nie dał się zastraszyć, stał w bezruchu, jak słup. Nie tego się spodziewał. Sebastian postanowił mu pomóc i wypchnął go z mieszkania, po czym zamknął drzwi.
Około godziny siedemnastej Rafał zwołał zebranie na komendzie. Oprócz Asi i Wiktora, którzy wciąż byli w drodze powrotnej z Warszawy, w biurze stawili się: Kamil, Kaśka, Monika, Maciek, Sebastian i Paulina. Prowadzący sprawę komisarz chciał podsumować wszystkie zebrane informacje i ustalić plan wieczornej akcji, podczas której mieli ostatecznie ująć seryjnego mordercę.
- Sprawa wygląda tak – chłopak nie wykazywał zaburzeń psychicznych, ale... do czasu. Sebastian przycisnął trochę jego kumpla, postraszył oskarżeniem o współudział i poskutkowało. Marczyński był świadkiem gwałtu, a kiedy dzień później zobaczył jak jego matka wychodzi z łazienki, owinięta tylko ręcznikiem, nie wytrzymał. Rzucił się na nią i zrobił to samo, co wydarzyło się wczoraj.
Wszyscy zdawali się być zszokowani. Wymieniali zdumione spojrzenia, zastanawiając się, jak można tak wielką krzywdę wyrządzić własnej rodzicielce. Jedynie Maciek zdawał się być niewzruszony. On już wiele widział przez kilkanaście lat pracy w policji. Kiedyś prowadził sprawę kobiety, która zabiła męża, ponieważ ten gwałcił ich córki. Przypomniał sobie to i dlatego wcale nie zdziwiło go, że coś takiego może się stać również w drugą stronę.
- Przypuszczam, że kobieta popełniła samobójstwo, bo nie mogła pogodzić się z myślą, że syn jej to zrobił. Nie wiem dlaczego dopiero po pięciu latach zaczął działać, ani co mają znaczyć te wycięte piersi i inne znaki, ale... mam nadzieję, że dzisiaj się tego dowiemy. Kumpel umówił się z naszym poszukiwanym w parku nadodrzańskim o dwudziestej pierwszej. Plan jest następujący...
Kilka godzin później, park. Policjanci przez cały czas obserwowali mężczyznę, który miał im pomóc w ujęciu groźnego przestępcy. Ze sporym zniecierpliwieniem oczekiwali pojawienia się poszukiwanego.
- A co jeśli nie przyjdzie? - spytała Paulina
- Proszę cię, nawet o tym nie myśl – skarcił ją Rafał. Nie wierzył, że teraz, kiedy są już tak blisko, coś może się nie udać.
Cierpliwie czekali na swoich pozycjach. Kolejne minuty zdawały się upływać bardzo wolno, niczym godziny, lecz w końcu ich cierpliwość została nagrodzona. Pojawił się mężczyzna, w którym rozpoznali osobę z portretu pamięciowego. Rafał natychmiast przyłożył słuchawkę do ucha, aby wiedzieć, o czym rozmawiają.
- Była u mnie policja. Pytali o ciebie.
- Co im powiedziałeś?
- Że rok temu się wyprowadziłeś i od tamtej pory nie mamy kontaktu – skłamał, w głębi duchu modląc się, aby Mateusz uwierzył w taką wersję wydarzeń
- Dobra. Odwdzięczę ci się jakoś.
- Czekaj – złapał go za ramię – To prawda, że to ty stoisz za tymi mordami?
- A bo co?
- Podziwiam cię. Masz sporo odwagi, skoro jeszcze z tym nie skończyłeś. Powiedz mi, co wtedy czujesz?
Marczyński zaśmiał się głośno.
- Czuję się, jakbym był panem całego świata. Niektórzy całe wieki próbują zdobyć jedną dziewczynę, podczas gdy ja sobie jakąś upatrzę i już za kilka minut jest moja. Nieważne czy tego chce.
- W gazetach piszą że wycinasz im piersi i wkładasz wibratory do ust. Po co?
- Co ty, kurwa, wywiad robisz?!
Mężczyzna speszył się. Przez chwilę wydawało mu się, że Mateusz go przejrzał, zorientował się, że to pułapka.
- Spokojnie, tylko żartowałem! - klepnął go w ramię – Powiem ci. Uwielbiam kobiece piersi. Uwielbiam na nie patrzeć, dotykać je... Mam już całkiem fajną kolekcję. A będzie jeszcze lepsza. A wibrator? Chciałem, żeby miały jakąś pamiątkę po mnie. Taką uniwersalną.
- Przystopuj trochę. Przynajmniej na jakiś czas, póki psy węszą – poradził koledze
- Wiem co mam robić. Dzięki za ostrzeżenie.
Mężczyźni uścisnęli sobie dłonie, po czym każdy z nich odszedł w inną stronę. Policjanci odczekali chwilę, by odległość między Mateuszem i jego kolegą zwiększyła się, a wtedy Rafał wydał rozkaz...
Trzech policjantów pojawiło się przed nim. Morderca natychmiast zawrócił, lecz za sobą także zobaczył funkcjonariuszy. Otoczyli go. Jakkolwiek próbowałby się bronić, nie miał szans się bronić. Posłusznie wykonywał polecenia – uklęknął, położył ręce na karku i dał się skuć.
- Pieprzony zdrajca – mruknął pod nosem, kiedy prowadzono go do radiowozu
- Twoja rozmowa z kumplem była nagrywana. Każdy sąd uzna to jako dowód – oznajmił Rafał, podczas przesłuchania na komendzie – Niby wiemy już wszystko, ale wciąż nie rozumiem jednego.
Kąciki ust przestępcy uniosły się do góry. To co usłyszał, ucieszyło go. Teraz, kiedy media będą hucznie pisać oraz mówić o jego zatrzymaniu, wszyscy będą się zastanawiać... ale nad czym?
- Od tego co zrobiłeś matce minęło 5 lat. Dlaczego dopiero teraz zacząłeś zabijać?
- To będzie mój sekret. Media rozpętają burzę, prześcigając się w podawaniu kolejnych przyczyn. Będę sławny.
Może dopiero teraz poczuł się silny, by atakować? Może jakieś wydarzenie przypomniało mu o tym, co zdarzyło się pięć lat temu i zaburzyło jego psychikę? Można by się godzinami zastanawiać nad przyczyną. Ale tylko on sam, ten który zabijał, Mateusz Marczyński, wiedział jaka jest prawda. I zamierzał zabrać tę tajemnicę ze sobą do grobu.
Sebastian wrócił do domu w świetnym humorze. Udało się rozwiązać sprawę, która zaprzątała jego myśli od wielu dni. Teraz, kiedy psychopatyczny morderca został zatrzymany, kobiety znów mogły poczuć się bezpieczne. Kiedy tylko pomyślał o płci przeciwnej, natychmiast przed jego oczyma pojawił się obraz Joasi. Wiele by dał, żeby chociaż jeszcze jeden raz przeżyć z nią to, co podczas wspólnie spędzonej nocy. Popijał w kuchni wódkę, myśląc o dziewczynie. Ale to nie była ta jedyna, która wzbudziłaby w nim taki żar miłości, żeby spędzić z nią resztę życia. Pożądał jedynie jej ciała.
Niespodziewanie ktoś zapukał do drzwi. Pomyślał, że to Rafał przyszedł mu potowarzyszyć, lecz okazało się, że był to Dawid, mąż Asi.
- Powiedziała mi o wszystkim – uśmiechnął się tajemniczo, po czym zamachnął się i uderzył Sebastiana w twarz. Policjant stracił równowagę, a jego nosa popłynęła krew.
- Nie obchodzi mnie to, czy było wam fajnie, czy nie. Mam gdzieś nawet to, że pieprzyłeś moją żonę. Wiesz co mnie boli? Wiesz?
Pokręcił głową. Wciąż był jeszcze w szoku po tym, co przed chwilą usłyszał.
- Dzięki tobie uświadomiła sobie, że nie jestem miłością jej życia, rozumiesz?! Przez ciebie mnie zostawiła! Gdybyś jej nie przeleciał, nigdy by jej nie przyszło do głowy, żeby mnie opuścić.
Sebastian wstał i spojrzał prosto w oczy rywalowi.
- Ona tak naprawdę nigdy cię nie kochała. Wyszła za ciebie tylko dlatego, że w pewnym momencie poczuła się bardzo samotna, a ty się podstawiałeś. Od dawna żałowała tego małżeństwa, ale nie chciała się przyznać do błędu. Okłamywała samą siebie.
- Źle jej ze mną nie było.
- Taki pewny jesteś? Skąd możesz to wiedzieć, jeśli widzisz tylko czubek własnego nosa?! Nie jesteś ani trochę lepszy ode mnie. Tobie też zależało tylko na tym, żeby z nią sypiać. Tylko że ty chciałeś ją mieć na wyłączność, przywiązać do siebie na zawsze. Nic do niej nie czujesz. Interesuje się tylko jej tyłek.
- Mam wielu wpływowych znajomych. Pożałujecie tego.
- Mamy wielu wspaniałych przyjaciół. Na pewno nam pomogą. A teraz się wynoś.
Zaskoczony, że mężczyzna nie dał się zastraszyć, stał w bezruchu, jak słup. Nie tego się spodziewał. Sebastian postanowił mu pomóc i wypchnął go z mieszkania, po czym zamknął drzwi.
wtorek, 26 listopada 2013
VI. Scen nr 103
Kilkanaście minut później Rafał i jego przyjaciółka byli już na izbie przyjęć. Towarzyszył im jeden mundurowy, podczas gdy reszta ekipy pojechała na miejsce zdarzenia. Mężczyzna starał się udawać dzielnego przed Jagodą, podczas gdy pielęgniarka szyła niegroźne rozcięcie na ramieniu.
- Komisarzu – odezwał się policjant po krótkiej rozmowie telefonicznej – Nie uwierzy pan co znaleźliśmy w samochodzie napastnika.
- Mów.
- Wibratory. Dokładnie takie, jak te w ustach ofiar.
Obie kobiety obecne w gabinecie zamarły. Rafał pożałował, że nie poprosił o opuszczenie gabinetu, tym bardziej że pielęgniarka będzie miała teraz świetny temat do plotek z koleżankami. Opatrywała policjanta, który stanął oko w oko z seryjnym zabójcą! To z pewnością był powód do dumy.
- Skończyła pani? - kobieta skinęła głową – Dziękuję, może pani zostawić nas samych?
Pracownica szpitala spełniła prośbę komisarza. Nie wyprosił jednak Jagody, ponieważ ona także brała udział w tym zajściu. Nie mógł uwierzyć w swoje szczęście – podczas gdy bezskutecznie szukali tego groźnego przestępcy, on sam się podstawia. Prawdopodobnie nie wiedział, że będzie miał do czynienia z policjantem. Inaczej nie porywałby się na taki, wręcz samobójczy krok. A może Rafał bardziej powinien cieszyć się z tego, że on i Jagoda wyszli z tego cało?
- Miałam być następna... - wyszeptała kobieta.
Komisarz i policjant w mundurze wymienili porozumiewawcze spojrzenia.
- Dostaniesz ochronę – zapewnił, kładąc dłonie na jej ramionach – Nie pozwolimy cię skrzywdzić.
- Rafał, ja... ja widziałam jego twarz.
- Potrafisz ją opisać? - zapytał z nadzieją w głosie. On sam niewiele pamiętał. Był zbyt pochłonięty walką, by zwracać uwagę na wygląd napastnika.
- Nie wiem, chyba tak. Spróbuję.
- Radek, jedziemy na komendę – zwrócił się do mundurowego.
To miał być przełomowy moment w sprawie. Kiedy tylko portret pamięciowy był gotowy, patrole rozpoczęły poszukiwania. Cały czas obserwowano miejsce bójki z Rafałem, w razie gdyby mężczyzna chciał wrócić po swój samochód. Natomiast z samego rana komisarz udał się do komendanta, by uzyskać zgodę na upublicznienie wizerunku podejrzanego. Kilkanaście minut później portret pamięciowy pojawił się w telewizji.
Zdarzenie z wczorajszego wieczora tchnęło w komisarzy nowe siły i nadzieje. Każdy czuł, że są na dobrej drodze i tym razem się uda, a licznik ofiar zostanie zatrzymany. Niestety, szybko okazało się, że jeszcze tej samej nocy sprawca zamordował inną kobietę.
- Cholera – zaklęła pod nosem Joasia, będąc na miejscu zbrodni
- Koniecznie potrzebował zaspokojenia – mruknął partner blondynki – Nie udało się z jedną, to zaatakował drugą.
- Sporo ryzykował.
- Może lubi ryzyko?
- Cokolwiek lubi, ma nierówno pod sufitem – jeszcze raz spojrzała na ciało martwej dziewczyny. Tym razem jednak sprawca nie wyciął piersi, jedynie brutalnie pobił swoją ofiarę, połamał jej kości, zgwałcił ją, a potem zabił. Technicy zakryli ciało, a policjantka pokręciła głową, po czym wróciła do samochodu.
- Telefon ci dzwoni – zauważył Sebastian, kiedy wracali na komendę
- Niech dzwoni – wzruszyła ramionami obojętnie
- Niech zgadnę... Dawid?
- Nic ci do tego – warknęła
- Czyli jednak. Wiesz jakie jest najlepsze pocieszenie na problemy w małżeństwie?
Nie czekając na jej odpowiedź, położył dłoń na jej kolanie. Miał nadzieję, że w końcu ulegnie, lecz tym razem po raz kolejny jasno zaznaczyła, że nie jest zainteresowana romansem.
- Przestań – strąciła jego rękę
W tej chwili był ostatnią osobą, której chciała się zwierzać. Mąż miał tego wieczora ważne spotkanie biznesowe i liczył na to, że Joanna będzie mu towarzyszyć. Żona tłumaczyła mu, że w jej pracy, szczególnie teraz, przy tym śledztwie nic nie jest pewne, ale on nie potrafił tego zrozumieć. Żądał jej obecności, co doprowadziło do kłótni. W efekcie dziewczyna wyszła do pracy w nie najlepszym humorze, trzaskając drzwiami na zakończenie.
- Może chce mnie przeprosić, a może dolać oliwy do ognia – rozważała, bawiąc się telefonem w ręce. Ostatecznie zdecydowała, że powinna tam być. Wybrała jego numer, ale dopiero kiedy pozbyła się towarzystwa Sebastiana. Nie chciała rozmawiać z mężem w jego towarzystwie. Kto wie do czego byłby zdolny...
- Dawid? Słuchaj, nie mogę ci nic obiecać, ale... postaram się być, dobrze?
Czas płynął nieubłaganie. Mimo że policjanci znali już wygląd mordercy, wciąż jedynym śladem, na jaki trafili, było siódme ciało. Mężczyzna przepadł jak kamień w wodę, aż w końcu wieczorem...
- Ja w sprawie tego pana, co jego zdjęcie pokazują w telewizji – w biurze pojawiła się staruszka, na oko mogła mieć około 80 lat. Sebastian natychmiast podstawił krzesło starszej pani.
- Tak? Proszę mówić.
- Ja go chyba znam, ale... ostatni raz widziałam tego człowieka pięć lat temu. A wie pan, krótkie włosy wtedy miał, nie takie puszyste jak pudel (miała na myśli kręcone włosy), no i pamięć nie ta... Ale to chyba on.
Komisarz z zaciekawieniem przysłuchiwał się historii młodego chłopca, wychowywanego samotnie przez matkę. Aż w końcu pewnego dnia kobieta została zgwałcona. Nie poradziła sobie z traumą, popełniła samobójstwo. Nastolatek trafił do domu dziecka i więcej staruszka go nie spotkała.
- Jak nazywała się ta kobieta?
- Marczyńska. Mariola Marczyńska.
- Dziękujemy bardzo za informację. Sporo nam pani pomogła.
- Miło mi, że mogłam się na coś przydać. W moim wieku ludzie to już stare próchno, tylko leżeć i paciorki przekładać.
- Proszę nie przesadzać – uśmiechnął się do niej serdecznie – Jeszcze raz bardzo dziękuję!
Po opuszczeniu komendy przez kobietę, natychmiast udał się do archiwum, w celu poszukiwania akt sprawy Marioli Marczyńskiej. Nie zajęło mu to wiele czasu, a kiedy znalazł, zabrał ze sobą do biura.
Postanowił ściągnąć natychmiast Rafała i Paulinę, a także Joasię. Cieszył się, że będzie mógł zepsuć jej randkę – przynajmniej tak zrozumiał z podsłuchanego fragmentu rozmowy. Będzie to taka mała zemsta za odrzucenie, choć wcześniej nawet nie przyszło mu do głowy, żeby próbować się odegrać.
- Mam nadzieję, że to co znalazłeś, to coś ważnego – zastrzegła blondynka
- A co, miałaś coś lepszego do roboty?
- Wyobraź sobie że tak.
- No to przykro mi, że cię wyciągnąłem z łóżka.
Kobieta puściła ten komentarz mimo uszu. Wraz z partnerem wkroczyła do biura, gdzie czekali już Rafał i Paulina.
- 18 maja 2008 roku – zaczął Barański – Mariola Marczyńska złożyła zawiadomienie o przestępstwie. Została zgwałcona, co potwierdzały wyniki obdukcji lekarskiej. Dwa dni później syn po powrocie ze szkoły zastał ją martwą. Powiesiła się na żyrandolu.
Na chwilę urwał i rozejrzał się po twarzach. Nikt nie domyślał się, do czego zmierza.
- Sprawcy nie znaleziono. Syn, Mateusz Marczyński, to właśnie ten mężczyzna z portretu pamięciowego. Miał wtedy 16 lat. Trafił do domu dziecka, a kiedy osiągnął pełnoletność wyprowadził się do jakiegoś kolegi, a po skończeniu przez niego szkoły ślad po nim zaginął.
- Uważasz że na jego działanie miało wpływ śmierć matki i fakt, że została zgwałcona? - wtrąciła Paulina
- Motywacją później się zajmiemy. Teraz musimy jak najszybciej go znaleźć, nim zgwałci i zabije kolejną ofiarę.
- Mści się za matkę? Przecież to nielogiczne, dlaczego miałby wtedy zabijać kobiety?
- Rafał, mówiłem, motywacja na bok. Ja nie mam wątpliwości że to on. Była sąsiadka Marczyńskich go rozpoznała. Myślę, że ta sprawa jest tutaj kluczem. Ona doprowadzi nas do tego chłopaka...
- Komisarzu – odezwał się policjant po krótkiej rozmowie telefonicznej – Nie uwierzy pan co znaleźliśmy w samochodzie napastnika.
- Mów.
- Wibratory. Dokładnie takie, jak te w ustach ofiar.
Obie kobiety obecne w gabinecie zamarły. Rafał pożałował, że nie poprosił o opuszczenie gabinetu, tym bardziej że pielęgniarka będzie miała teraz świetny temat do plotek z koleżankami. Opatrywała policjanta, który stanął oko w oko z seryjnym zabójcą! To z pewnością był powód do dumy.
- Skończyła pani? - kobieta skinęła głową – Dziękuję, może pani zostawić nas samych?
Pracownica szpitala spełniła prośbę komisarza. Nie wyprosił jednak Jagody, ponieważ ona także brała udział w tym zajściu. Nie mógł uwierzyć w swoje szczęście – podczas gdy bezskutecznie szukali tego groźnego przestępcy, on sam się podstawia. Prawdopodobnie nie wiedział, że będzie miał do czynienia z policjantem. Inaczej nie porywałby się na taki, wręcz samobójczy krok. A może Rafał bardziej powinien cieszyć się z tego, że on i Jagoda wyszli z tego cało?
- Miałam być następna... - wyszeptała kobieta.
Komisarz i policjant w mundurze wymienili porozumiewawcze spojrzenia.
- Dostaniesz ochronę – zapewnił, kładąc dłonie na jej ramionach – Nie pozwolimy cię skrzywdzić.
- Rafał, ja... ja widziałam jego twarz.
- Potrafisz ją opisać? - zapytał z nadzieją w głosie. On sam niewiele pamiętał. Był zbyt pochłonięty walką, by zwracać uwagę na wygląd napastnika.
- Nie wiem, chyba tak. Spróbuję.
- Radek, jedziemy na komendę – zwrócił się do mundurowego.
To miał być przełomowy moment w sprawie. Kiedy tylko portret pamięciowy był gotowy, patrole rozpoczęły poszukiwania. Cały czas obserwowano miejsce bójki z Rafałem, w razie gdyby mężczyzna chciał wrócić po swój samochód. Natomiast z samego rana komisarz udał się do komendanta, by uzyskać zgodę na upublicznienie wizerunku podejrzanego. Kilkanaście minut później portret pamięciowy pojawił się w telewizji.
Zdarzenie z wczorajszego wieczora tchnęło w komisarzy nowe siły i nadzieje. Każdy czuł, że są na dobrej drodze i tym razem się uda, a licznik ofiar zostanie zatrzymany. Niestety, szybko okazało się, że jeszcze tej samej nocy sprawca zamordował inną kobietę.
- Cholera – zaklęła pod nosem Joasia, będąc na miejscu zbrodni
- Koniecznie potrzebował zaspokojenia – mruknął partner blondynki – Nie udało się z jedną, to zaatakował drugą.
- Sporo ryzykował.
- Może lubi ryzyko?
- Cokolwiek lubi, ma nierówno pod sufitem – jeszcze raz spojrzała na ciało martwej dziewczyny. Tym razem jednak sprawca nie wyciął piersi, jedynie brutalnie pobił swoją ofiarę, połamał jej kości, zgwałcił ją, a potem zabił. Technicy zakryli ciało, a policjantka pokręciła głową, po czym wróciła do samochodu.
- Telefon ci dzwoni – zauważył Sebastian, kiedy wracali na komendę
- Niech dzwoni – wzruszyła ramionami obojętnie
- Niech zgadnę... Dawid?
- Nic ci do tego – warknęła
- Czyli jednak. Wiesz jakie jest najlepsze pocieszenie na problemy w małżeństwie?
Nie czekając na jej odpowiedź, położył dłoń na jej kolanie. Miał nadzieję, że w końcu ulegnie, lecz tym razem po raz kolejny jasno zaznaczyła, że nie jest zainteresowana romansem.
- Przestań – strąciła jego rękę
W tej chwili był ostatnią osobą, której chciała się zwierzać. Mąż miał tego wieczora ważne spotkanie biznesowe i liczył na to, że Joanna będzie mu towarzyszyć. Żona tłumaczyła mu, że w jej pracy, szczególnie teraz, przy tym śledztwie nic nie jest pewne, ale on nie potrafił tego zrozumieć. Żądał jej obecności, co doprowadziło do kłótni. W efekcie dziewczyna wyszła do pracy w nie najlepszym humorze, trzaskając drzwiami na zakończenie.
- Może chce mnie przeprosić, a może dolać oliwy do ognia – rozważała, bawiąc się telefonem w ręce. Ostatecznie zdecydowała, że powinna tam być. Wybrała jego numer, ale dopiero kiedy pozbyła się towarzystwa Sebastiana. Nie chciała rozmawiać z mężem w jego towarzystwie. Kto wie do czego byłby zdolny...
- Dawid? Słuchaj, nie mogę ci nic obiecać, ale... postaram się być, dobrze?
Czas płynął nieubłaganie. Mimo że policjanci znali już wygląd mordercy, wciąż jedynym śladem, na jaki trafili, było siódme ciało. Mężczyzna przepadł jak kamień w wodę, aż w końcu wieczorem...
- Ja w sprawie tego pana, co jego zdjęcie pokazują w telewizji – w biurze pojawiła się staruszka, na oko mogła mieć około 80 lat. Sebastian natychmiast podstawił krzesło starszej pani.
- Tak? Proszę mówić.
- Ja go chyba znam, ale... ostatni raz widziałam tego człowieka pięć lat temu. A wie pan, krótkie włosy wtedy miał, nie takie puszyste jak pudel (miała na myśli kręcone włosy), no i pamięć nie ta... Ale to chyba on.
Komisarz z zaciekawieniem przysłuchiwał się historii młodego chłopca, wychowywanego samotnie przez matkę. Aż w końcu pewnego dnia kobieta została zgwałcona. Nie poradziła sobie z traumą, popełniła samobójstwo. Nastolatek trafił do domu dziecka i więcej staruszka go nie spotkała.
- Jak nazywała się ta kobieta?
- Marczyńska. Mariola Marczyńska.
- Dziękujemy bardzo za informację. Sporo nam pani pomogła.
- Miło mi, że mogłam się na coś przydać. W moim wieku ludzie to już stare próchno, tylko leżeć i paciorki przekładać.
- Proszę nie przesadzać – uśmiechnął się do niej serdecznie – Jeszcze raz bardzo dziękuję!
Po opuszczeniu komendy przez kobietę, natychmiast udał się do archiwum, w celu poszukiwania akt sprawy Marioli Marczyńskiej. Nie zajęło mu to wiele czasu, a kiedy znalazł, zabrał ze sobą do biura.
Postanowił ściągnąć natychmiast Rafała i Paulinę, a także Joasię. Cieszył się, że będzie mógł zepsuć jej randkę – przynajmniej tak zrozumiał z podsłuchanego fragmentu rozmowy. Będzie to taka mała zemsta za odrzucenie, choć wcześniej nawet nie przyszło mu do głowy, żeby próbować się odegrać.
- Mam nadzieję, że to co znalazłeś, to coś ważnego – zastrzegła blondynka
- A co, miałaś coś lepszego do roboty?
- Wyobraź sobie że tak.
- No to przykro mi, że cię wyciągnąłem z łóżka.
Kobieta puściła ten komentarz mimo uszu. Wraz z partnerem wkroczyła do biura, gdzie czekali już Rafał i Paulina.
- 18 maja 2008 roku – zaczął Barański – Mariola Marczyńska złożyła zawiadomienie o przestępstwie. Została zgwałcona, co potwierdzały wyniki obdukcji lekarskiej. Dwa dni później syn po powrocie ze szkoły zastał ją martwą. Powiesiła się na żyrandolu.
Na chwilę urwał i rozejrzał się po twarzach. Nikt nie domyślał się, do czego zmierza.
- Sprawcy nie znaleziono. Syn, Mateusz Marczyński, to właśnie ten mężczyzna z portretu pamięciowego. Miał wtedy 16 lat. Trafił do domu dziecka, a kiedy osiągnął pełnoletność wyprowadził się do jakiegoś kolegi, a po skończeniu przez niego szkoły ślad po nim zaginął.
- Uważasz że na jego działanie miało wpływ śmierć matki i fakt, że została zgwałcona? - wtrąciła Paulina
- Motywacją później się zajmiemy. Teraz musimy jak najszybciej go znaleźć, nim zgwałci i zabije kolejną ofiarę.
- Mści się za matkę? Przecież to nielogiczne, dlaczego miałby wtedy zabijać kobiety?
- Rafał, mówiłem, motywacja na bok. Ja nie mam wątpliwości że to on. Była sąsiadka Marczyńskich go rozpoznała. Myślę, że ta sprawa jest tutaj kluczem. Ona doprowadzi nas do tego chłopaka...
poniedziałek, 25 listopada 2013
VI. Scen nr 102
Odkąd Marta trafiła do szpitala, jej obowiązki w domu musiał przejąć mąż. Maciek dopiero wtedy zdał sobie sprawę, jak wspaniałą robotę musi wykonać kobieta, żeby nad wszystkim zapanować. Miał sporo problemów z utrzymaniem ładu w domu – szczególnie w kuchni. Naczynia były niedokładnie umyte, zdawało się ich ciągle przybywać w zlewie. Po trzech dniach pod rząd jedzenia kotletów schabowych (Maciek tylko takie danie potrafił przygotować), nadszedł czas na zmiany w domowym menu. Niestety, nie wyszły one na dobre. Ostatecznie mężczyzna, wraz z dwiema córkami, stołował się w restauracji. Choć wiedział, że na dłuższą metę tak się nie da, na chwilę obecną uważał to za najlepsze rozwiązanie.
I tak było codziennie – rano praca, po południu dom, a nocami studiował książkę kucharską, próbując nauczyć się gotować. Z każdym dniem był coraz bardziej zmęczony. Miał wiele chwil słabości, kiedy już chciał się poddać i poprosić córki o pomoc. Ale wtedy zapalała się czerwona lampka, która zmuszała go do wykrzesania z siebie resztek sił i dokończenia pracy samodzielnie.
- Marta jakoś potrafiła to ogarnąć – mówił sobie.
Poza tym, uważał że dziewczyny są jeszcze za młode, by tracić czas na zajmowanie się domem. Chciał by miały na tyle wolnego czasu, żeby starczyło i na naukę, i na życie prywatne – spotkania z przyjaciółmi, wspólne wyjścia do kina czy odpoczynek. Sam by się zamęczył, ale nie śmiał prosić o pomoc. Po części przyczyniła się do tego męska duma, która nie pozwalała mu się przyznać, że po prostu nie daje sobie ze wszystkim rady.
Żonę odwiedzał codziennie. Kobieta szybko zauważyła, że Maciek nie wygląda najlepiej i przydałby mu się odpoczynek. On jednak uparcie wmawiał jej, że po prostu potrzebuje kilku dni, by się przyzwyczaić. Także przyjaciele z pracy zauważyli, iż nie jest mu lekko. Oferowali swoją pomoc, lecz odmówił. Twierdził, że wszystko jest w porządku, choć wystarczyło na niego spojrzeć, żeby zobaczyć, iż nie mówi prawdy.
W końcu nadszedł dzień, kiedy Marta miała wyjść ze szpitala. Tym razem Maciek już nie sam, ale wraz z Kają i Karoliną sprzątał dom, aby wszystko lśniło, kiedy brunetka wróci. Nastolatki wymieniły porozumiewawcze spojrzenia, po czym młodsza podeszła do ojca.
- Tak już będzie do porodu, prawda?
- Słucham? - rzucił wyrwany z zamyślenia – Co masz na myśli?
- Ogólnie. Pranie, sprzątanie, gotowanie...
- Ach, to – westchnął – Mama będzie musiała dużo odpoczywać przez resztę ciąży.
- W takim razie musimy porozmawiać – wtrąciła Karolina – O podziale obowiązków – dodała, kiedy Maciek popatrzył na nią zdumiony
- Ale... nie ma takiej potrzeby, naprawdę.
- Nie rób takiej sztucznej miny – skarciła go – Przecież widać, że jest ci ciężko... No i mamy wyrzuty sumienia, że ty tak dużo robisz, a my sobie siedzimy jak jakieś wielkie paniusie.
Komisarz zaśmiał się głośno.
- Kiedy mama zajmowała się domem, nawet nie przyszło wam do głowy żeby jej pomóc.
Obie dziewczyny nie wiedziały co powiedzieć. Uwaga Maćka okazała się na tyle trafna, by wycofały się z rozmowy. Ale nie oznaczało to, że się poddały. Mężczyzna wygrał „bitwę”, ale nie „wojnę”.
Posunięcie okazało się być bardzo sprytne. Jeszcze zanim Maciek dotarł do szpitala, Karolina zadzwoniła do matki, by powiedzieć jej, jak wygląda sytuacja. Kto jak kto, ale ona umiała przekonać swojego męża do zmiany decyzji. Nikt nie potrafił wpłynąć na niego tak jak brunetka.
- Jak w domu? - zapytała nagle, kiedy już jechali samochodem
- W porządku. Za parę minut sama zobaczysz.
- Słyszałam że dziewczyny chcą ci pomóc.
Komisarz pokręcił głową i uśmiechnął się do samego siebie. Domyślił się już, że po nieudanych negocjacjach wygadały się brunetce.
- Dam sobie radę.
- Widzę właśnie. Jeszcze dwa, trzy dni i zaśniesz na stojąco!
- Marta, proszę cię... Nie jest tak źle jak wygląda.
- Jasne. Ty nigdy nie potrafisz się przyznać. Zawsze chcesz ze wszystkim walczyć sam. Daj chociaż raz sobie pomóc! Od tego masz rodzinę.
- Nie chcę nikogo wykorzystywać.
W odpowiedzi brunetka teatralnie przewróciła oczami.
- No co?
- Nic.
- Taaa – uśmiechnął się pod nosem
- No taaa – zakpiła, naśladując jego głos
- A nie?
- Idź ty.
Po chwili oboje zaczęli się śmiać. Poczuli się jak za dawnych lat, kiedy nie potrafili się od siebie oderwać, kiedy nie potrzebowali słów, żeby ze sobą się komunikować, kiedy ich towarzystwo miało wyjątkową moc, a jedno ukradkowe spojrzenie tworzyło magiczną atmosferę. Rutyna w pewnym stopniu przyćmiła te uczucia, lecz po szesnastu latach małżeństwa nadal nie potrafili żyć bez siebie.
- Maciek, proszę cię – westchnęła.
Tylko na chwilę oderwał wzrok od drogi, żeby rzucić okiem na brunetkę. Oparta o fotel, z przechyloną głową i brązowymi tęczówkami skierowanymi ku niemu, wyglądała tak pięknie, że mógłby patrzeć na ten widok całą wieczność. Niestety, musiał uważać na drogę. Na jego twarzy zagościł uśmiech. Wiedział, że Marta wciąż na niego patrzy i będzie tak trwać, dopóki nie uzyska satysfakcjonującej odpowiedzi. Nie wytrzymał.
- Dobra, poddaję się! - gdyby nie musiał trzymać kierownicy, uniósłby ręce w górę – Niech będzie.
- No! - wyraźnie zadowolona kobieta poprawiła się na pozycji pasażera
Nikt nie zauważył, że przez ostatnich kilka dni Joasia i Sebastian ograniczali swoje kontakty do minimum. Podczas prowadzonej wspólnie z Pauliną i Rafałem sprawy, Barański zdecydowanie więcej czasu spędzał z Zerowską niż ze swoją partnerką, a ona zdecydowanie wolała towarzystwo Rafała. Sebastian zgodził się z dziewczyną, że ich wspólna noc powinna zostać tajemnicą. Nie było mu łatwo, ale już to obiecał. Pomimo upływu czasu, wciąż nie mógł się odpędzić od widoku nagiej blondwłosej kobiety, jej zapachu i tego zmysłowego ciała... Raz nawet dał się ponieść fantazji i wyobraził sobie kolejną wspólną noc. Wiedział, że długo tak nie wytrzyma, ale nie wiedział co z tym zrobić.
Natomiast przed Dawidem i znajomymi oboje starali zachowywać się naturalnie, jak gdyby nic się nie stało. Kiedy jednak zostawali sami, Sebastian często spoglądał na Asię, na jej wspaniałe kształty czy też piękną twarz i wcale się z tym nie krył. Chciał ją skusić. Marzył, by jeszcze kiedyś znów spędzić z nią upojne chwile.
Na domiar złego, w pracy także brakowało dobrych wiadomości. Zamordowane zostały w sumie cztery kolejne kobiety, co z pierwszymi dwoma dawało już sześć ofiar. I żadnego konkretnego tropu, który mógłby wskazać potencjalnego zabójcę. Komendant nawet wyznaczył pewien „deadline”. Termin ten zbliżał się nieubłaganie. Jeżeli do tego czasu śledztwo nie ruszy, zdecydują się na prowokację. Tylko takie działanie dawało nadzieję na jakiekolwiek skutki. Niestety, to mogła być bardzo ryzykowna akcja, dlatego większość chciała tego uniknąć.
Rafał nie chciał teraz o tym myśleć. Był umówiony z Jagodą na spacer i zamierzał cieszyć się chwilą. Mógł śmiało powiedzieć, że ma bardzo dobre relacje z dziewczyną albo nawet jeszcze lepsze. Niebawem chciał wyznać jej miłość, oczywiście jeśli starczy mu odwagi i nie spanikuje.
- Cześć – przywitał znajomą pocałunkiem w policzek. Dziewczyna czekała już przed komendą.
- Hej – odparła wesoło – Jak w pracy?
- Dobrze. Nie, co ja gadam... a musimy o tym rozmawiać?
- Czyli nadal nic – westchnęła ciężko
- Żeby tylko stary nie uznał, że do niczego się nie nadajemy. Jeszcze gotów nas przenieść do drogówki...
- Przynajmniej tam jest bezpieczniej. Chyba. Wiesz, kiedyś jak wieczorem nie mogłam się do ciebie dodzwonić... Martwiłam się, że coś ci się stało.
Serce Rafała zabiło mocniej. Jagodzie musiało naprawdę na nim zależeć, skoro się wystraszyła brakiem odpowiedzi. Uśmiechnął się pod nosem, ale odwrócił głowę, by tego nie widziała.
- Lubię cię – wypalił nagle
- Ja ciebie też.
Szli powoli ulicami miasta, mijając wielu ludzi – niektórzy wracali z pracy, inni z zakupów, jeszcze inni gnali na umówione spotkania albo po prostu postanowili się przejść tak jak oni. W pewnej chwili jednak musieli przejść przez ciemną, opustoszałą uliczkę. Tak dobrze im się rozmawiało, że nawet nie zwrócili na to uwagi. Żadne z nich nie pomyślało, że niebezpieczeństwo może się czaić tuż za rogiem...
Nagle Rafał stracił równowagę i upadł. W tym samym momencie usłyszał krzyk swojej znajomej. Zrozumiał, że dzieje się coś niedobrego.
- Zostaw ją! - krzyknął, kiedy zobaczył zamaskowanego mężczyznę, usiłującego wepchnąć Jagodę do samochodu. Dziewczyna dzielnie się przed tym broniła, póki na napastnika nie rzucił się Rafał. Uskoczyła na bok, podczas gdy szarpiący się mężczyźni upadli na ziemię. Komisarz zdołał zerwać kominiarkę przeciwnikowi, ale nie zdążył przyjrzeć się jego twarzy. Tamten, przyparty do muru, wyciągnął nóż i wykorzystał chwilę dezorientacji policjanta. Wbił go w okolicy ramienia, a następnie odepchnął mężczyznę i uciekł.
I tak było codziennie – rano praca, po południu dom, a nocami studiował książkę kucharską, próbując nauczyć się gotować. Z każdym dniem był coraz bardziej zmęczony. Miał wiele chwil słabości, kiedy już chciał się poddać i poprosić córki o pomoc. Ale wtedy zapalała się czerwona lampka, która zmuszała go do wykrzesania z siebie resztek sił i dokończenia pracy samodzielnie.
- Marta jakoś potrafiła to ogarnąć – mówił sobie.
Poza tym, uważał że dziewczyny są jeszcze za młode, by tracić czas na zajmowanie się domem. Chciał by miały na tyle wolnego czasu, żeby starczyło i na naukę, i na życie prywatne – spotkania z przyjaciółmi, wspólne wyjścia do kina czy odpoczynek. Sam by się zamęczył, ale nie śmiał prosić o pomoc. Po części przyczyniła się do tego męska duma, która nie pozwalała mu się przyznać, że po prostu nie daje sobie ze wszystkim rady.
Żonę odwiedzał codziennie. Kobieta szybko zauważyła, że Maciek nie wygląda najlepiej i przydałby mu się odpoczynek. On jednak uparcie wmawiał jej, że po prostu potrzebuje kilku dni, by się przyzwyczaić. Także przyjaciele z pracy zauważyli, iż nie jest mu lekko. Oferowali swoją pomoc, lecz odmówił. Twierdził, że wszystko jest w porządku, choć wystarczyło na niego spojrzeć, żeby zobaczyć, iż nie mówi prawdy.
W końcu nadszedł dzień, kiedy Marta miała wyjść ze szpitala. Tym razem Maciek już nie sam, ale wraz z Kają i Karoliną sprzątał dom, aby wszystko lśniło, kiedy brunetka wróci. Nastolatki wymieniły porozumiewawcze spojrzenia, po czym młodsza podeszła do ojca.
- Tak już będzie do porodu, prawda?
- Słucham? - rzucił wyrwany z zamyślenia – Co masz na myśli?
- Ogólnie. Pranie, sprzątanie, gotowanie...
- Ach, to – westchnął – Mama będzie musiała dużo odpoczywać przez resztę ciąży.
- W takim razie musimy porozmawiać – wtrąciła Karolina – O podziale obowiązków – dodała, kiedy Maciek popatrzył na nią zdumiony
- Ale... nie ma takiej potrzeby, naprawdę.
- Nie rób takiej sztucznej miny – skarciła go – Przecież widać, że jest ci ciężko... No i mamy wyrzuty sumienia, że ty tak dużo robisz, a my sobie siedzimy jak jakieś wielkie paniusie.
Komisarz zaśmiał się głośno.
- Kiedy mama zajmowała się domem, nawet nie przyszło wam do głowy żeby jej pomóc.
Obie dziewczyny nie wiedziały co powiedzieć. Uwaga Maćka okazała się na tyle trafna, by wycofały się z rozmowy. Ale nie oznaczało to, że się poddały. Mężczyzna wygrał „bitwę”, ale nie „wojnę”.
Posunięcie okazało się być bardzo sprytne. Jeszcze zanim Maciek dotarł do szpitala, Karolina zadzwoniła do matki, by powiedzieć jej, jak wygląda sytuacja. Kto jak kto, ale ona umiała przekonać swojego męża do zmiany decyzji. Nikt nie potrafił wpłynąć na niego tak jak brunetka.
- Jak w domu? - zapytała nagle, kiedy już jechali samochodem
- W porządku. Za parę minut sama zobaczysz.
- Słyszałam że dziewczyny chcą ci pomóc.
Komisarz pokręcił głową i uśmiechnął się do samego siebie. Domyślił się już, że po nieudanych negocjacjach wygadały się brunetce.
- Dam sobie radę.
- Widzę właśnie. Jeszcze dwa, trzy dni i zaśniesz na stojąco!
- Marta, proszę cię... Nie jest tak źle jak wygląda.
- Jasne. Ty nigdy nie potrafisz się przyznać. Zawsze chcesz ze wszystkim walczyć sam. Daj chociaż raz sobie pomóc! Od tego masz rodzinę.
- Nie chcę nikogo wykorzystywać.
W odpowiedzi brunetka teatralnie przewróciła oczami.
- No co?
- Nic.
- Taaa – uśmiechnął się pod nosem
- No taaa – zakpiła, naśladując jego głos
- A nie?
- Idź ty.
Po chwili oboje zaczęli się śmiać. Poczuli się jak za dawnych lat, kiedy nie potrafili się od siebie oderwać, kiedy nie potrzebowali słów, żeby ze sobą się komunikować, kiedy ich towarzystwo miało wyjątkową moc, a jedno ukradkowe spojrzenie tworzyło magiczną atmosferę. Rutyna w pewnym stopniu przyćmiła te uczucia, lecz po szesnastu latach małżeństwa nadal nie potrafili żyć bez siebie.
- Maciek, proszę cię – westchnęła.
Tylko na chwilę oderwał wzrok od drogi, żeby rzucić okiem na brunetkę. Oparta o fotel, z przechyloną głową i brązowymi tęczówkami skierowanymi ku niemu, wyglądała tak pięknie, że mógłby patrzeć na ten widok całą wieczność. Niestety, musiał uważać na drogę. Na jego twarzy zagościł uśmiech. Wiedział, że Marta wciąż na niego patrzy i będzie tak trwać, dopóki nie uzyska satysfakcjonującej odpowiedzi. Nie wytrzymał.
- Dobra, poddaję się! - gdyby nie musiał trzymać kierownicy, uniósłby ręce w górę – Niech będzie.
- No! - wyraźnie zadowolona kobieta poprawiła się na pozycji pasażera
Nikt nie zauważył, że przez ostatnich kilka dni Joasia i Sebastian ograniczali swoje kontakty do minimum. Podczas prowadzonej wspólnie z Pauliną i Rafałem sprawy, Barański zdecydowanie więcej czasu spędzał z Zerowską niż ze swoją partnerką, a ona zdecydowanie wolała towarzystwo Rafała. Sebastian zgodził się z dziewczyną, że ich wspólna noc powinna zostać tajemnicą. Nie było mu łatwo, ale już to obiecał. Pomimo upływu czasu, wciąż nie mógł się odpędzić od widoku nagiej blondwłosej kobiety, jej zapachu i tego zmysłowego ciała... Raz nawet dał się ponieść fantazji i wyobraził sobie kolejną wspólną noc. Wiedział, że długo tak nie wytrzyma, ale nie wiedział co z tym zrobić.
Natomiast przed Dawidem i znajomymi oboje starali zachowywać się naturalnie, jak gdyby nic się nie stało. Kiedy jednak zostawali sami, Sebastian często spoglądał na Asię, na jej wspaniałe kształty czy też piękną twarz i wcale się z tym nie krył. Chciał ją skusić. Marzył, by jeszcze kiedyś znów spędzić z nią upojne chwile.
Na domiar złego, w pracy także brakowało dobrych wiadomości. Zamordowane zostały w sumie cztery kolejne kobiety, co z pierwszymi dwoma dawało już sześć ofiar. I żadnego konkretnego tropu, który mógłby wskazać potencjalnego zabójcę. Komendant nawet wyznaczył pewien „deadline”. Termin ten zbliżał się nieubłaganie. Jeżeli do tego czasu śledztwo nie ruszy, zdecydują się na prowokację. Tylko takie działanie dawało nadzieję na jakiekolwiek skutki. Niestety, to mogła być bardzo ryzykowna akcja, dlatego większość chciała tego uniknąć.
Rafał nie chciał teraz o tym myśleć. Był umówiony z Jagodą na spacer i zamierzał cieszyć się chwilą. Mógł śmiało powiedzieć, że ma bardzo dobre relacje z dziewczyną albo nawet jeszcze lepsze. Niebawem chciał wyznać jej miłość, oczywiście jeśli starczy mu odwagi i nie spanikuje.
- Cześć – przywitał znajomą pocałunkiem w policzek. Dziewczyna czekała już przed komendą.
- Hej – odparła wesoło – Jak w pracy?
- Dobrze. Nie, co ja gadam... a musimy o tym rozmawiać?
- Czyli nadal nic – westchnęła ciężko
- Żeby tylko stary nie uznał, że do niczego się nie nadajemy. Jeszcze gotów nas przenieść do drogówki...
- Przynajmniej tam jest bezpieczniej. Chyba. Wiesz, kiedyś jak wieczorem nie mogłam się do ciebie dodzwonić... Martwiłam się, że coś ci się stało.
Serce Rafała zabiło mocniej. Jagodzie musiało naprawdę na nim zależeć, skoro się wystraszyła brakiem odpowiedzi. Uśmiechnął się pod nosem, ale odwrócił głowę, by tego nie widziała.
- Lubię cię – wypalił nagle
- Ja ciebie też.
Szli powoli ulicami miasta, mijając wielu ludzi – niektórzy wracali z pracy, inni z zakupów, jeszcze inni gnali na umówione spotkania albo po prostu postanowili się przejść tak jak oni. W pewnej chwili jednak musieli przejść przez ciemną, opustoszałą uliczkę. Tak dobrze im się rozmawiało, że nawet nie zwrócili na to uwagi. Żadne z nich nie pomyślało, że niebezpieczeństwo może się czaić tuż za rogiem...
Nagle Rafał stracił równowagę i upadł. W tym samym momencie usłyszał krzyk swojej znajomej. Zrozumiał, że dzieje się coś niedobrego.
- Zostaw ją! - krzyknął, kiedy zobaczył zamaskowanego mężczyznę, usiłującego wepchnąć Jagodę do samochodu. Dziewczyna dzielnie się przed tym broniła, póki na napastnika nie rzucił się Rafał. Uskoczyła na bok, podczas gdy szarpiący się mężczyźni upadli na ziemię. Komisarz zdołał zerwać kominiarkę przeciwnikowi, ale nie zdążył przyjrzeć się jego twarzy. Tamten, przyparty do muru, wyciągnął nóż i wykorzystał chwilę dezorientacji policjanta. Wbił go w okolicy ramienia, a następnie odepchnął mężczyznę i uciekł.
piątek, 22 listopada 2013
VI. Scen nr 101
Joasia obudziła się nad ranem jako pierwsza. Przez chwilę nie wiedziała co się dzieje, dlaczego obudziła się w obcym domu, w obcej sypialni, w obcym łóżku i to zupełnie naga. Kiedy zobaczyła obok siebie Sebastiana, przed oczyma w jednej krótkiej chwili przewinęły się jej obrazy z wczorajszego wieczora.
- Boże, co ja zrobiłam... - przejechała ręką po czole, a po chwili upadła na poduszkę – Nie wiedziała co gorsze – czy sam fakt, że spędziła noc z Sebastianem, czy to, że jej się podobało. Nie zamierzała jednak się do tego przyznawać. W ogóle nie powinno do niczego między nimi dojść, ale jeśli już coś się stało, to niech skończy się tylko na jednym razie. Gdyby mężczyzna zorientował się, że dziewczyna była zadowolona z tej nocy, naciskałby na powtórzenie tych wydarzeń.
Upewniła się, iż mężczyzna nadal twardo śpi i powoli opuściła łóżko. Zebrała z podłogi swoją bieliznę i udała się do łazienki, by wziąć prysznic.
Kiedy ubrała się i przygotowała do wyjścia, Sebastian wciąż spał. Z jednej strony chciała upewnić się, że może liczyć na dyskrecję z jego strony, lecz z drugiej wolała odkładać w nieskończoność pierwsze spotkanie po wspólnej nocy. Ostatecznie strach w niej zwyciężył. Dyskretnie opuściła lokum partnera, a żeby nie natknąć się na niego w pracy, postanowiła wziąć dzień wolny.
- Dobrze, że Dawid w delegacji. Nie będę musiała tłumaczyć gdzie spędziłam noc – pomyślała sobie. Jednoczenie zdała sobie sprawę, że konfrontacja z Sebastianem jest nieunikniona. Ale nie chciała teraz o tym myśleć.
Około godziny piątej trzydzieści Rafała zbudził telefon. Wezwanie do kolejnej ofiary, ten sam sposób działania – wycięte piersi i wibrator w ustach. Komisarz w drodze na miejsce zbrodni przeklinał sprawcę, który nie dość że w tak brutalny sposób obchodził się ze swoimi ofiarami, to jeszcze ściągnął go z łóżka o tak wczesnej porze.
- A Paulina gdzie? - spytał, ziewając przeciągle
- Przeziębiona.
- Super – rzucił kpiąco – Macie coś?
- Są ślady wleczenia, ślady opon...
- Opon! - krzyknął nagle rozbudzony – No i to jest coś!
Po krótkiej rozmowie z technikami komisarz przywitał się z Adamem, lekarzem sądowym. Mężczyzna również nie był zachwycony pobudką o tak wczesnej porze, tym bardziej że nie mógł powiedzieć zbyt wiele.
- Właściwie prawie to samo co przy pierwszym zabójstwie. Brutalnie zgwałcona, wycięte piersi i ten nieszczęsny wibrator. Brak śladów biologicznych.
- Z tego co udało nam się ustalić, na pierwszym były odciski niejakiego Bienickiego, karany za gwałt – wziął głęboki oddech – Jego kumpel ma sklepik z takimi gadżetami erotycznymi i poprosił go o pomoc w sprawdzaniu sprzętu.
- Wibratory pochodzą z tego sklepu?
- Najprawdopodobniej na tym też znajdziemy jego odciski. Ale co ciekawe, nikt nie dokonał zakupu. Po prostu zniknęły, a właściciel zauważył ich zniknięcie dopiero przy naszej wizycie.
Adam pokręcił głową.
- Wiesz co Rafał? Ja nie jestem od prowadzenia śledztwa, ale to mi się jakoś kupy nie trzyma.
- Fakt, dziwnie to wszystko wygląda... Ale ja temu Bienickiemu wierzę. Siedział, wie że nie może zostawiać po sobie żadnych śladów – czy to nasienia, czy odcisków...
- Niestety, chyba czeka nas jeszcze nie jeden taki widok – wskazał na ciało dziewczyny, pakowane w tym momencie do worka na zwłoki.
- Oby jak najmniej...
Komisarz pożegnał się ze znajomym, po czym sam wsiadł w samochód i wrócił na komendę. Tam, po wypiciu choć jednej kawy, uruchomił swój umysł i zabrał się do pracy. Następne kilkanaście minut poświęcił szukaniu podobieństw między obiema ofiarami – Majką oraz Patrycją. Nie znalazł niczego poza tym, że obie były młode. To jednak nie świadczyło o żadnym modelu ofiary, jaki obrał sprawca. Wynikało z tego, że najprawdopodobniej dobierał kobiety przypadkowo. Być może działał pod wpływem impulsu. Te przypuszczenia mogły tylko potwierdzić kolejne ofiary bądź przesłuchanie zabójcy. Na chwilę obecną zdecydowanie bardziej prawdopodobna była niestety pierwsza opcja. Nic nie wskazywało na to, że wkrótce będą na tropie sprawcy.
Rafał postanowił poprosić o pomoc policyjnego psychologa. Miał nadzieję, że sporządzenie portretu psychologicznego choć trochę pomoże w śledztwie. Nie pomagała także wybuchająca w mieście panika, którą rozpętały media. Gazety prześcigały się w tworzeniu sensacji, rozpisując się o dramacie, przez jaki musiała przechodzić ofiara, czy o nieskuteczności działań policyjnych. Po zaledwie dwóch ofiarach już rozpętała się burza. Rafał stwierdził, że jeszcze trzy lub cztery martwe kobiety i atmosfera zrobi się piekielnie nieprzyjemna.
Około południa okazało się, że Joasia i Sebastian mają dołączyć do swoich kolegów i pomóc im w prowadzonym śledztwie. Taką decyzję podjął komendant. Liczył na to, iż dzięki takiemu zabiegowi sprawa zostanie szybciej rozwiązana. Niestety, choćby wszyscy policjanci w Krakowie zostali postawieni w stan gotowości i próbowali znaleźć zabójcę, nie zdołaliby tego zrobić. Nawet najlepszy detektyw byłby bezradny wobec braku konkretnego tropu, który wskazałby kierunek prowadzenia działań śledczych.
Ponieważ na komendzie tego dnia nie było ani Joasi, ani Pauliny, mężczyźni sami musieli zajmować się sprawą. Na domiar złego Sebastian nie mógł się skupić, co denerwowało i demotywowało Rafała. W końcu nie wytrzymał i zwrócił uwagę koledze.
- Co ty dzisiaj taki nieobecny?
- A, wiesz... Nie wyspałem się – skłamał, bowiem już dawno nie spało mu się tak dobrze. W rzeczywistości uciekał myślami do upojnych chwil spędzonych z Aśką. Jednocześnie zastanawiał się, dlaczego wyszła z mieszkania, kiedy jeszcze spał. Nie zostawiła nic, żadnej wiadomości, żadnego słowa wyjaśnienia... A gdy przyszedł do pracy okazało się, że wzięła wolne. Domyślał się, co było tego przyczyną. Dziewczyna pozostała tylko w jego wspomnieniach ze wspólnej nocy.
- To co ty takiego w nocy robiłeś? - do rzeczywistości przywołał go głos Rafała – Niech zgadnę, kobieta.
Sebastian chciał już coś palnąć bez zastanowienia, lecz w ostatniej chwili zapaliła się czerwona lampka bezpieczeństwa. Musiał wznieść się na wyżyny, wydobyć z siebie choćby najmniejsze cząstki talentu aktorskiego, jeśli w ogóle takowe posiadał, żeby jego zachowanie wyglądało jak najbardziej naturalnie. Tak jakby tą kobietą nie była Joasia, tylko przypadkowo poznana w dyskotece, żądna przygody dziewczyna.
- No nie powiem, fajnie było – przyznał, w głębi duszy modląc się o jak najszybszą zmianę tematu
- Ładna?
- Yyy... tak, bardzo ładna.
Czuł, że traci panowanie nad sytuacją. Znalazł się na bardzo cienkiej granicy. Zrobiło mu się gorąco. Jeszcze chwila, jeszcze jedno pytanie i Rafał w końcu zauważy, że coś jest nie tak. Wtedy na pewno nie opuści.
- Oj Sebastian, Sebastian – pokręcił głową, cmokając – Kiedy ty się w końcu ustatkujesz?
- Może kiedy pojawi się ktoś ważny w moim życiu?
Przyjaciel poklepał go po ramieniu i wyszedł do asystentów. Sebastian odetchnął z ulgą. Mało brakowało, a zostałby przejrzany. Osobiście chciał się komuś zwierzyć ze swoich rozterek, lecz nie zrobił tego tylko ze względu na Joasię. Czuł, że nie chciałaby aby ktokolwiek dowiedział się o jej zdradzie, nawet jeśli była to zaufana osoba i obiecałaby dyskrecję.
W jego myślach pojawił się także innego rodzaju problem. Oprócz samego faktu, że przespał się ze swoją partnerką, musiał ponownie odpowiedzieć sobie na pytanie kim ona tak naprawdę dla niego jest. Kiedyś był w niej zauroczony, ale to minęło. Teraz znów mu się podobała, ale to nie było to samo uczucie, co wtedy. Nie pożądał jej ciała, lecz jej osobowości, charakteru, duszy... Chciał żeby jej na nim zależało, chciał być dla niej kimś ważnym. Zakochał się w niej? Sam już nie wiedział co to jest miłość. Od czasu śmierci Agnieszki nie był w stanie pokochać żadnej kobiety.
- Obawiam się, że ta noc tego nie zmieniła – pomyślał – Ale jak w takim razie nazwać to, co ciągnie mnie do Aśki?
Pobiegł do toalety, stanął przed lustrem, odkręcił wodę i przemył twarz. Chciał się zapanować nad myślami, nad wspomnieniami z minionej nocy, ale jego uczucia były zbyt pobudzone, by mógł je w tej chwili okiełznać.
- Boże, co ja zrobiłam... - przejechała ręką po czole, a po chwili upadła na poduszkę – Nie wiedziała co gorsze – czy sam fakt, że spędziła noc z Sebastianem, czy to, że jej się podobało. Nie zamierzała jednak się do tego przyznawać. W ogóle nie powinno do niczego między nimi dojść, ale jeśli już coś się stało, to niech skończy się tylko na jednym razie. Gdyby mężczyzna zorientował się, że dziewczyna była zadowolona z tej nocy, naciskałby na powtórzenie tych wydarzeń.
Upewniła się, iż mężczyzna nadal twardo śpi i powoli opuściła łóżko. Zebrała z podłogi swoją bieliznę i udała się do łazienki, by wziąć prysznic.
Kiedy ubrała się i przygotowała do wyjścia, Sebastian wciąż spał. Z jednej strony chciała upewnić się, że może liczyć na dyskrecję z jego strony, lecz z drugiej wolała odkładać w nieskończoność pierwsze spotkanie po wspólnej nocy. Ostatecznie strach w niej zwyciężył. Dyskretnie opuściła lokum partnera, a żeby nie natknąć się na niego w pracy, postanowiła wziąć dzień wolny.
- Dobrze, że Dawid w delegacji. Nie będę musiała tłumaczyć gdzie spędziłam noc – pomyślała sobie. Jednoczenie zdała sobie sprawę, że konfrontacja z Sebastianem jest nieunikniona. Ale nie chciała teraz o tym myśleć.
Około godziny piątej trzydzieści Rafała zbudził telefon. Wezwanie do kolejnej ofiary, ten sam sposób działania – wycięte piersi i wibrator w ustach. Komisarz w drodze na miejsce zbrodni przeklinał sprawcę, który nie dość że w tak brutalny sposób obchodził się ze swoimi ofiarami, to jeszcze ściągnął go z łóżka o tak wczesnej porze.
- A Paulina gdzie? - spytał, ziewając przeciągle
- Przeziębiona.
- Super – rzucił kpiąco – Macie coś?
- Są ślady wleczenia, ślady opon...
- Opon! - krzyknął nagle rozbudzony – No i to jest coś!
Po krótkiej rozmowie z technikami komisarz przywitał się z Adamem, lekarzem sądowym. Mężczyzna również nie był zachwycony pobudką o tak wczesnej porze, tym bardziej że nie mógł powiedzieć zbyt wiele.
- Właściwie prawie to samo co przy pierwszym zabójstwie. Brutalnie zgwałcona, wycięte piersi i ten nieszczęsny wibrator. Brak śladów biologicznych.
- Z tego co udało nam się ustalić, na pierwszym były odciski niejakiego Bienickiego, karany za gwałt – wziął głęboki oddech – Jego kumpel ma sklepik z takimi gadżetami erotycznymi i poprosił go o pomoc w sprawdzaniu sprzętu.
- Wibratory pochodzą z tego sklepu?
- Najprawdopodobniej na tym też znajdziemy jego odciski. Ale co ciekawe, nikt nie dokonał zakupu. Po prostu zniknęły, a właściciel zauważył ich zniknięcie dopiero przy naszej wizycie.
Adam pokręcił głową.
- Wiesz co Rafał? Ja nie jestem od prowadzenia śledztwa, ale to mi się jakoś kupy nie trzyma.
- Fakt, dziwnie to wszystko wygląda... Ale ja temu Bienickiemu wierzę. Siedział, wie że nie może zostawiać po sobie żadnych śladów – czy to nasienia, czy odcisków...
- Niestety, chyba czeka nas jeszcze nie jeden taki widok – wskazał na ciało dziewczyny, pakowane w tym momencie do worka na zwłoki.
- Oby jak najmniej...
Komisarz pożegnał się ze znajomym, po czym sam wsiadł w samochód i wrócił na komendę. Tam, po wypiciu choć jednej kawy, uruchomił swój umysł i zabrał się do pracy. Następne kilkanaście minut poświęcił szukaniu podobieństw między obiema ofiarami – Majką oraz Patrycją. Nie znalazł niczego poza tym, że obie były młode. To jednak nie świadczyło o żadnym modelu ofiary, jaki obrał sprawca. Wynikało z tego, że najprawdopodobniej dobierał kobiety przypadkowo. Być może działał pod wpływem impulsu. Te przypuszczenia mogły tylko potwierdzić kolejne ofiary bądź przesłuchanie zabójcy. Na chwilę obecną zdecydowanie bardziej prawdopodobna była niestety pierwsza opcja. Nic nie wskazywało na to, że wkrótce będą na tropie sprawcy.
Rafał postanowił poprosić o pomoc policyjnego psychologa. Miał nadzieję, że sporządzenie portretu psychologicznego choć trochę pomoże w śledztwie. Nie pomagała także wybuchająca w mieście panika, którą rozpętały media. Gazety prześcigały się w tworzeniu sensacji, rozpisując się o dramacie, przez jaki musiała przechodzić ofiara, czy o nieskuteczności działań policyjnych. Po zaledwie dwóch ofiarach już rozpętała się burza. Rafał stwierdził, że jeszcze trzy lub cztery martwe kobiety i atmosfera zrobi się piekielnie nieprzyjemna.
Około południa okazało się, że Joasia i Sebastian mają dołączyć do swoich kolegów i pomóc im w prowadzonym śledztwie. Taką decyzję podjął komendant. Liczył na to, iż dzięki takiemu zabiegowi sprawa zostanie szybciej rozwiązana. Niestety, choćby wszyscy policjanci w Krakowie zostali postawieni w stan gotowości i próbowali znaleźć zabójcę, nie zdołaliby tego zrobić. Nawet najlepszy detektyw byłby bezradny wobec braku konkretnego tropu, który wskazałby kierunek prowadzenia działań śledczych.
Ponieważ na komendzie tego dnia nie było ani Joasi, ani Pauliny, mężczyźni sami musieli zajmować się sprawą. Na domiar złego Sebastian nie mógł się skupić, co denerwowało i demotywowało Rafała. W końcu nie wytrzymał i zwrócił uwagę koledze.
- Co ty dzisiaj taki nieobecny?
- A, wiesz... Nie wyspałem się – skłamał, bowiem już dawno nie spało mu się tak dobrze. W rzeczywistości uciekał myślami do upojnych chwil spędzonych z Aśką. Jednocześnie zastanawiał się, dlaczego wyszła z mieszkania, kiedy jeszcze spał. Nie zostawiła nic, żadnej wiadomości, żadnego słowa wyjaśnienia... A gdy przyszedł do pracy okazało się, że wzięła wolne. Domyślał się, co było tego przyczyną. Dziewczyna pozostała tylko w jego wspomnieniach ze wspólnej nocy.
- To co ty takiego w nocy robiłeś? - do rzeczywistości przywołał go głos Rafała – Niech zgadnę, kobieta.
Sebastian chciał już coś palnąć bez zastanowienia, lecz w ostatniej chwili zapaliła się czerwona lampka bezpieczeństwa. Musiał wznieść się na wyżyny, wydobyć z siebie choćby najmniejsze cząstki talentu aktorskiego, jeśli w ogóle takowe posiadał, żeby jego zachowanie wyglądało jak najbardziej naturalnie. Tak jakby tą kobietą nie była Joasia, tylko przypadkowo poznana w dyskotece, żądna przygody dziewczyna.
- No nie powiem, fajnie było – przyznał, w głębi duszy modląc się o jak najszybszą zmianę tematu
- Ładna?
- Yyy... tak, bardzo ładna.
Czuł, że traci panowanie nad sytuacją. Znalazł się na bardzo cienkiej granicy. Zrobiło mu się gorąco. Jeszcze chwila, jeszcze jedno pytanie i Rafał w końcu zauważy, że coś jest nie tak. Wtedy na pewno nie opuści.
- Oj Sebastian, Sebastian – pokręcił głową, cmokając – Kiedy ty się w końcu ustatkujesz?
- Może kiedy pojawi się ktoś ważny w moim życiu?
Przyjaciel poklepał go po ramieniu i wyszedł do asystentów. Sebastian odetchnął z ulgą. Mało brakowało, a zostałby przejrzany. Osobiście chciał się komuś zwierzyć ze swoich rozterek, lecz nie zrobił tego tylko ze względu na Joasię. Czuł, że nie chciałaby aby ktokolwiek dowiedział się o jej zdradzie, nawet jeśli była to zaufana osoba i obiecałaby dyskrecję.
W jego myślach pojawił się także innego rodzaju problem. Oprócz samego faktu, że przespał się ze swoją partnerką, musiał ponownie odpowiedzieć sobie na pytanie kim ona tak naprawdę dla niego jest. Kiedyś był w niej zauroczony, ale to minęło. Teraz znów mu się podobała, ale to nie było to samo uczucie, co wtedy. Nie pożądał jej ciała, lecz jej osobowości, charakteru, duszy... Chciał żeby jej na nim zależało, chciał być dla niej kimś ważnym. Zakochał się w niej? Sam już nie wiedział co to jest miłość. Od czasu śmierci Agnieszki nie był w stanie pokochać żadnej kobiety.
- Obawiam się, że ta noc tego nie zmieniła – pomyślał – Ale jak w takim razie nazwać to, co ciągnie mnie do Aśki?
Pobiegł do toalety, stanął przed lustrem, odkręcił wodę i przemył twarz. Chciał się zapanować nad myślami, nad wspomnieniami z minionej nocy, ale jego uczucia były zbyt pobudzone, by mógł je w tej chwili okiełznać.
środa, 20 listopada 2013
VI. Scen nr 100
Wczesnym popołudniem Rafał spotkał się ze swoją partnerką na komendzie. Wspólnie zastanowili się nad całą sprawą. Paulina powiedziała mu o przypuszczeniach Sebastiana. Niestety, ku jej niezadowoleniu, partner zgodził się ze swoim przyjacielem.
- To wydaje się być całkiem prawdopodobne – westchnął ciężko – Jak tylko zobaczyłem ciało, wiedziałem że lekko nie będzie.
- Czyli co? Mamy spodziewać się kolejnej ofiary?
- Czas pokaże – uciął krótko rozmowę na ten temat – Masz coś ciekawego?
- Tak. Naszym punktem zaczepienia jest wibrator.
Rafał nagle wybuchnął niekontrolowanym śmiechem.
- Masz zbyt bujną wyobraźnię drogi kolego – uderzyła go na żarty w ramię
- A skąd wiesz co ja sobie pomyślałem?
- Dobra, teraz na poważnie. Były na nim odciski palców.
- O proszę! Jeszcze mi powiedz, że mamy je w bazie. Będę czuł się jak w raju.
- Owszem, mamy. Grzegorz Bienicki, karany za gwałt, wyszedł... - zastanowiła się przez chwilę, próbując przywołać w pamięci treści z akt – Teraz ci tego nie powiem, ale całkiem niedawno.
Mężczyzna uśmiechnął się pod nosem i pokiwał głową. Jego zachowanie zaintrygowało Paulinę.
- Hej, o co chodzi?
- To nie on.
- Przecież nawet z nim nie rozmawialiśmy! Skąd możesz to wiedzieć? - oburzyła się dziewczyna
- Myślisz, że byłby na tyle głupi, żeby nie zetrzeć po sobie śladów? Albo nie używać rękawiczek?
- Może zapomniał? - zasugerowała
- Ta, ale o prezerwatywie pamiętał? Nie znaleziono śladów biologicznych sprawcy, więc? Paulina, to się kupy nie trzyma. Ktoś wykorzystał okazję, żeby go wrobić. Zaufaj bardziej doświadczonemu koledze.
- No dobra, ale kto? - rozłożyła bezradnie ręce
- Właśnie to jest naszym zadaniem – znaleźć go.
Podczas gdy Paulina i Rafał głowili się nad swoją sprawą, Joasia i Sebastian wyrobili normę w papierkowej robocie, po czym wrócili do swoich domów. Mężczyzna pomyślał, że dawno nie spotkał się z żadną dziewczyną. W związku z tym postanowił pójść wieczorem na dyskotekę i spróbować poderwać jakąś pannę na jedną noc. Żył tak od śmierci Agnieszki. Nie potrafił już pokochać żadnej kobiety – każdą nową znajomą traktował przedmiotowo, jak obiekt zaspokojenia swoich potrzeb seksualnych. Jedynie znane od dłuższego czasu przyjaciółki budziły w nim szacunek.
Choć wiele dziewczyn miało nadzieję na coś więcej, Sebastian był w stanie zaoferować co najwyżej krótki romans. Kilka niezobowiązujących randek, kończących się w łóżku. Wszystko zależało od oczekiwań kobiety. Im więcej sobie wyobrażała, tym krócej to trwało. Czasem spędzał jedną noc i już nigdy więcej nie spotkał się ze znajomą.
Kiedy Maciek pewnego razu wypomniał mu styl życia casanovy, mężczyzna oburzył się, nie przebierając w słowach powiedział co o tym myśli. Uważał, że przyjaciel nie powinien się wtrącać w jego relacje z kobietami, a tym bardziej narzucać mu schemat postępowania. Strzewiński zrozumiał, że z tego może wyciągnąć go tylko jedna osoba. Jedyna taka na świecie, jemu przeznaczona, która gdzieś była, lecz nie wiadomo gdzie. Tylko jej miłość mogła przekonać Barańskiego do zmiany zachowania, do ustatkowania się.
Postanowił wziąć prysznic i zmienić ubranie. Nie mógł przecież iść na podryw w przepoconej koszuli czy ubrudzonych spodniach. Nieprzyjemny zapach skutecznie wypłoszyłby mu wszystkie kobiety, z których mógłby wybrać jedną na tę noc, a być może także kilka następnych.
- Kiedyś się na tym przejedziesz – przypomniały mu się słowa przyjaciela.
- Tak, może właśnie dzisiaj? - zakpił, z uśmiechem spoglądając w lustro. Nie był typem narcyza, ale trudno było mu się nie zgodzić, że miał świetną budowę ciała, ta sylwetka, te mięśnie... Skutecznie działały na płeć przeciwną. Miał świadomość, że podoba się wielu kobietom i tę przewagę wykorzystywał, kiedy szedł na podryw.
Po odświeżeniu ciała, zmianie ubrania i użyciu dezodorantów, zjadł coś na szybko i wyszedł z mieszkania. Zamierzał trochę wypić, dlatego samochód zostawił na parkingu. Szedł szybkim, miarowym krokiem, z nadzieją że spotka dzisiaj jakąś piękną i chętną dziewczynę.
Nie przewidział jednak, że może trafić na kogoś ze znajomych. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że była ona przedstawicielką płci przeciwnej. Mało tego, spędzała z nim sporo czasu w pracy. Wielkie było jego zdziwienie, kiedy wpadł na nią przez przypadek, chcąc dotrzeć do baru.
- Aśka?!
- Sebastian? No proszę, co za spotkanie!
Jego wzrok natychmiast opadł w dół, na zgrabne nogi partnerki, okryte cienkimi rajstopami. Powoli przechodził w górę, przez zieloną sukienkę od ud aż po piersi, szyję i twarz. Dopiero po chwili dotarło do niego, komu tak naprawdę się przygląda. Nie miała zbyt dużego dekoltu, lecz mimo to Sebastian nie mógł oderwać od niego oczu. Jeszcze nigdy nie widział Aśki w takim stroju. Wyglądała przepięknie. Była ucieleśnieniem piękna i kobiecości.
- Sama jesteś? - wydusił z siebie
- Dawid pojechał w delegację, w domu taka pustka... Pomyślałam że przyjdę trochę potańczyć.
- Hmm... potańczyć – mruknął, uśmiechając się pod nosem – Czy zechce pani...
Przechylił głowę i wyciągnął dłoń w jej kierunku. Joasia roześmiała się i pozwoliła porwać się na parkiet.
Mijały kolejne minuty, nawet godziny, a oni wciąż świetnie się bawili. Dopiero po dwudziestej drugiej, lekko podpici, opuścili lokal. Spędzili tam blisko trzy godziny. Sebastian zaproponował, żeby nie kończyć jeszcze tego wieczoru. Ponieważ Joasię bolały już nogi od niezbyt wygodnych butów na wysokim obcasie, zgodziła się wstąpić na parę minut do jego mieszkania. Uznała, że to będzie dobra okazja, by trochę odpocząć.
Nawet do głowy mu nie przyszło, by próbować ją uwieść. Owszem, miał w planach noc z dziewczyną, lecz wtedy nie spodziewał się, że spotka Joasię. Nie chciał niszczyć odbudowanych całkiem niedawno relacji. Powstrzymał go także fakt, że dziewczyna była mężatką. Zwykle to nie miało dla niego znaczenia, ale tym razem chodziło o jego znajomą.
W domu zaprosił ją do salonu, a sam poszedł do kuchni, by po chwili dołączyć do niej z winem. Wspominali dawne czasy, jak się poznali, jak na początku nie mogli znaleźć wspólnego języka.
- Chciałabym wrócić do tamtych chwil – wyznała
- A żałujesz czegoś, co potem zrobiłaś?
- No nie... ale... - westchnęła głęboko, wypijając już czwartą lampkę wina – Wtedy było pięknie.
Alkohol robił swoje. Oboje stali się bardziej śmiali i mniej poważni. Sebastian odważył się powiedzieć coś, czego nigdy nie wyznałby partnerce na trzeźwo.
- Ty wiesz co? Powiem ci, że w pewnej chwili nawet mi się podobałaś. Myślałem nawet, że się zakochałem, ale to tylko było zauroczenie.
- Zgrabny tyłek robi swoje, co? - zaśmiała się
- Dzisiaj też ślicznie wyglądasz... - westchnął rozmarzony. Nie kontrolował już samego siebie. Natura wzięła nad nim górę i już po chwili wyobrażał sobie, że dziewczyna siedzi przed nim zupełnie naga. Niewiele brakowało, by rzucił się na nią i obsypał pocałunkami.
Joasia, utraciwszy możliwość prawidłowej oceny sytuacji przez upojenie alkoholem, zaczęła go prowokować. Przeczesywała palcami rozpuszczone blond włosy, lekko rozwarła usta i wyprostowała się dumnie, spoglądając zalotnie na mężczyznę. Chciała sprawdzić, czy mówi prawdę. Nie przewidziała tylko jakie będą tego skutki...
Chwilę później leżeli oboje na podłodze. Dłonie Sebastiana błądziły po plecach kobiety, a on sam całował ją namiętnie w usta. Przez chwilę wahała się, czy tego nie przerwać, ale ten moment wystarczył, by wzbudzić w niej pożądanie. Wszelkie hamulce puściły. Nie zastanawiając się nad niczym, poddała się przyjemności. Zaczęła oddawać pocałunki, objęła rękoma szyję mężczyzny. Temperatura wzrastała. Nie protestowała, kiedy Sebastian rozpinał jej sukienkę, a nawet zaczęła rozpinać jego koszulę. W pewnej chwili on wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni. Obiecał sobie, że nigdy tego nie zrobi z Aśką, ale to było silniejsze od niego. Nie potrafił się powstrzymać, a z pewnością przyczynił się do tego wypity alkohol. Z każdą kolejną chwilą, kiedy dotykał jej wspaniałego ciała, kiedy całował ją w usta, kiedy czuł jej bliskość, pragnął jej coraz bardziej. A ona, w nie mniejszym stopniu, pragnęła jego.
- To wydaje się być całkiem prawdopodobne – westchnął ciężko – Jak tylko zobaczyłem ciało, wiedziałem że lekko nie będzie.
- Czyli co? Mamy spodziewać się kolejnej ofiary?
- Czas pokaże – uciął krótko rozmowę na ten temat – Masz coś ciekawego?
- Tak. Naszym punktem zaczepienia jest wibrator.
Rafał nagle wybuchnął niekontrolowanym śmiechem.
- Masz zbyt bujną wyobraźnię drogi kolego – uderzyła go na żarty w ramię
- A skąd wiesz co ja sobie pomyślałem?
- Dobra, teraz na poważnie. Były na nim odciski palców.
- O proszę! Jeszcze mi powiedz, że mamy je w bazie. Będę czuł się jak w raju.
- Owszem, mamy. Grzegorz Bienicki, karany za gwałt, wyszedł... - zastanowiła się przez chwilę, próbując przywołać w pamięci treści z akt – Teraz ci tego nie powiem, ale całkiem niedawno.
Mężczyzna uśmiechnął się pod nosem i pokiwał głową. Jego zachowanie zaintrygowało Paulinę.
- Hej, o co chodzi?
- To nie on.
- Przecież nawet z nim nie rozmawialiśmy! Skąd możesz to wiedzieć? - oburzyła się dziewczyna
- Myślisz, że byłby na tyle głupi, żeby nie zetrzeć po sobie śladów? Albo nie używać rękawiczek?
- Może zapomniał? - zasugerowała
- Ta, ale o prezerwatywie pamiętał? Nie znaleziono śladów biologicznych sprawcy, więc? Paulina, to się kupy nie trzyma. Ktoś wykorzystał okazję, żeby go wrobić. Zaufaj bardziej doświadczonemu koledze.
- No dobra, ale kto? - rozłożyła bezradnie ręce
- Właśnie to jest naszym zadaniem – znaleźć go.
Podczas gdy Paulina i Rafał głowili się nad swoją sprawą, Joasia i Sebastian wyrobili normę w papierkowej robocie, po czym wrócili do swoich domów. Mężczyzna pomyślał, że dawno nie spotkał się z żadną dziewczyną. W związku z tym postanowił pójść wieczorem na dyskotekę i spróbować poderwać jakąś pannę na jedną noc. Żył tak od śmierci Agnieszki. Nie potrafił już pokochać żadnej kobiety – każdą nową znajomą traktował przedmiotowo, jak obiekt zaspokojenia swoich potrzeb seksualnych. Jedynie znane od dłuższego czasu przyjaciółki budziły w nim szacunek.
Choć wiele dziewczyn miało nadzieję na coś więcej, Sebastian był w stanie zaoferować co najwyżej krótki romans. Kilka niezobowiązujących randek, kończących się w łóżku. Wszystko zależało od oczekiwań kobiety. Im więcej sobie wyobrażała, tym krócej to trwało. Czasem spędzał jedną noc i już nigdy więcej nie spotkał się ze znajomą.
Kiedy Maciek pewnego razu wypomniał mu styl życia casanovy, mężczyzna oburzył się, nie przebierając w słowach powiedział co o tym myśli. Uważał, że przyjaciel nie powinien się wtrącać w jego relacje z kobietami, a tym bardziej narzucać mu schemat postępowania. Strzewiński zrozumiał, że z tego może wyciągnąć go tylko jedna osoba. Jedyna taka na świecie, jemu przeznaczona, która gdzieś była, lecz nie wiadomo gdzie. Tylko jej miłość mogła przekonać Barańskiego do zmiany zachowania, do ustatkowania się.
Postanowił wziąć prysznic i zmienić ubranie. Nie mógł przecież iść na podryw w przepoconej koszuli czy ubrudzonych spodniach. Nieprzyjemny zapach skutecznie wypłoszyłby mu wszystkie kobiety, z których mógłby wybrać jedną na tę noc, a być może także kilka następnych.
- Kiedyś się na tym przejedziesz – przypomniały mu się słowa przyjaciela.
- Tak, może właśnie dzisiaj? - zakpił, z uśmiechem spoglądając w lustro. Nie był typem narcyza, ale trudno było mu się nie zgodzić, że miał świetną budowę ciała, ta sylwetka, te mięśnie... Skutecznie działały na płeć przeciwną. Miał świadomość, że podoba się wielu kobietom i tę przewagę wykorzystywał, kiedy szedł na podryw.
Po odświeżeniu ciała, zmianie ubrania i użyciu dezodorantów, zjadł coś na szybko i wyszedł z mieszkania. Zamierzał trochę wypić, dlatego samochód zostawił na parkingu. Szedł szybkim, miarowym krokiem, z nadzieją że spotka dzisiaj jakąś piękną i chętną dziewczynę.
Nie przewidział jednak, że może trafić na kogoś ze znajomych. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że była ona przedstawicielką płci przeciwnej. Mało tego, spędzała z nim sporo czasu w pracy. Wielkie było jego zdziwienie, kiedy wpadł na nią przez przypadek, chcąc dotrzeć do baru.
- Aśka?!
- Sebastian? No proszę, co za spotkanie!
Jego wzrok natychmiast opadł w dół, na zgrabne nogi partnerki, okryte cienkimi rajstopami. Powoli przechodził w górę, przez zieloną sukienkę od ud aż po piersi, szyję i twarz. Dopiero po chwili dotarło do niego, komu tak naprawdę się przygląda. Nie miała zbyt dużego dekoltu, lecz mimo to Sebastian nie mógł oderwać od niego oczu. Jeszcze nigdy nie widział Aśki w takim stroju. Wyglądała przepięknie. Była ucieleśnieniem piękna i kobiecości.
- Sama jesteś? - wydusił z siebie
- Dawid pojechał w delegację, w domu taka pustka... Pomyślałam że przyjdę trochę potańczyć.
- Hmm... potańczyć – mruknął, uśmiechając się pod nosem – Czy zechce pani...
Przechylił głowę i wyciągnął dłoń w jej kierunku. Joasia roześmiała się i pozwoliła porwać się na parkiet.
Mijały kolejne minuty, nawet godziny, a oni wciąż świetnie się bawili. Dopiero po dwudziestej drugiej, lekko podpici, opuścili lokal. Spędzili tam blisko trzy godziny. Sebastian zaproponował, żeby nie kończyć jeszcze tego wieczoru. Ponieważ Joasię bolały już nogi od niezbyt wygodnych butów na wysokim obcasie, zgodziła się wstąpić na parę minut do jego mieszkania. Uznała, że to będzie dobra okazja, by trochę odpocząć.
Nawet do głowy mu nie przyszło, by próbować ją uwieść. Owszem, miał w planach noc z dziewczyną, lecz wtedy nie spodziewał się, że spotka Joasię. Nie chciał niszczyć odbudowanych całkiem niedawno relacji. Powstrzymał go także fakt, że dziewczyna była mężatką. Zwykle to nie miało dla niego znaczenia, ale tym razem chodziło o jego znajomą.
W domu zaprosił ją do salonu, a sam poszedł do kuchni, by po chwili dołączyć do niej z winem. Wspominali dawne czasy, jak się poznali, jak na początku nie mogli znaleźć wspólnego języka.
- Chciałabym wrócić do tamtych chwil – wyznała
- A żałujesz czegoś, co potem zrobiłaś?
- No nie... ale... - westchnęła głęboko, wypijając już czwartą lampkę wina – Wtedy było pięknie.
Alkohol robił swoje. Oboje stali się bardziej śmiali i mniej poważni. Sebastian odważył się powiedzieć coś, czego nigdy nie wyznałby partnerce na trzeźwo.
- Ty wiesz co? Powiem ci, że w pewnej chwili nawet mi się podobałaś. Myślałem nawet, że się zakochałem, ale to tylko było zauroczenie.
- Zgrabny tyłek robi swoje, co? - zaśmiała się
- Dzisiaj też ślicznie wyglądasz... - westchnął rozmarzony. Nie kontrolował już samego siebie. Natura wzięła nad nim górę i już po chwili wyobrażał sobie, że dziewczyna siedzi przed nim zupełnie naga. Niewiele brakowało, by rzucił się na nią i obsypał pocałunkami.
Joasia, utraciwszy możliwość prawidłowej oceny sytuacji przez upojenie alkoholem, zaczęła go prowokować. Przeczesywała palcami rozpuszczone blond włosy, lekko rozwarła usta i wyprostowała się dumnie, spoglądając zalotnie na mężczyznę. Chciała sprawdzić, czy mówi prawdę. Nie przewidziała tylko jakie będą tego skutki...
Chwilę później leżeli oboje na podłodze. Dłonie Sebastiana błądziły po plecach kobiety, a on sam całował ją namiętnie w usta. Przez chwilę wahała się, czy tego nie przerwać, ale ten moment wystarczył, by wzbudzić w niej pożądanie. Wszelkie hamulce puściły. Nie zastanawiając się nad niczym, poddała się przyjemności. Zaczęła oddawać pocałunki, objęła rękoma szyję mężczyzny. Temperatura wzrastała. Nie protestowała, kiedy Sebastian rozpinał jej sukienkę, a nawet zaczęła rozpinać jego koszulę. W pewnej chwili on wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni. Obiecał sobie, że nigdy tego nie zrobi z Aśką, ale to było silniejsze od niego. Nie potrafił się powstrzymać, a z pewnością przyczynił się do tego wypity alkohol. Z każdą kolejną chwilą, kiedy dotykał jej wspaniałego ciała, kiedy całował ją w usta, kiedy czuł jej bliskość, pragnął jej coraz bardziej. A ona, w nie mniejszym stopniu, pragnęła jego.
poniedziałek, 18 listopada 2013
VI. Scen nr 99
Kilka minut później Strzewiński i jego żona znaleźli się w szpitalu. Mężczyzna nerwowo kręcił się po korytarzu, podczas gdy lekarze zajmowali się Martą. Czekał na wieści. W duchu modlił się, żeby wszystko było dobrze. Nie chciał, żeby coś złego stało się brunetce albo ich dziecku.
Im bardziej dłużyło się oczekiwanie, tym trudniej było zachować spokój. Maciek wręcz zagryzał pięści, chciał już dzwonić do córek, lecz powstrzymywał się ze względu na brak wieści. Nie chciał niepotrzebnie ich martwić. Uznał, że najlepiej będzie powiadomić je o zdarzeniu, kiedy wszystko będzie jasne...
Dopiero po kilku minutach z sali wyszedł lekarz. Dla policjanta te kilka minut były niczym wieczność. Za chwilę zrzuci z siebie ciężar zmartwień, bądź zostanie przez niego przytłoczony. Ale nie będzie musiał już ze sobą walczyć, nie będzie czekał w niepewności.
- Pan jest z rodziny?
- Jestem jej mężem – odparł drżącym głosem
- W takim razie zapraszam do mojego gabinetu.
Zacisnął zęby i ruszył za doktorem. Te słowa nie wróżyły niczego dobrego. Gdyby wszystko było w porządku, lekarz powiedziałby to na korytarzu i wrócił do pozostałych pacjentach. Nauczony doświadczeniem wiedział, że nie proszą bliskich do gabinetu, jeśli nie mają czegoś ważnego do powiedzenia.
W milczeniu usiadł na stołku, naprzeciw fotela ginekologa. Myślami widział już wizję pogrążonej w smutku i rozpaczy żony po stracie dziecka. Sam też poczuł ten ból. Nigdy nie przyszło mu na myśl, że coś takiego mogłoby ich spotkać.
- Udało nam się opanować sytuację. Bardzo dobrze, że tak szybko pan zareagował.
A więc Marta nie poroniła. Maćkowi trochę ulżyło.
- Czyli już wszystko dobrze?
- Nie do końca... - westchnął lekarz i pochylił się lekko do przodu – Pańska żona musi dużo leżeć i odpoczywać. Ciąża jest zagrożona.
- Będzie w szpitalu aż do porodu?
- Nie ma takiej potrzeby. Zostanie u nas parę dni, a potem wypiszę ją do domu. Zdaje pan sobie sprawę, że teraz wszystko będzie na pana głowie?
- Tak, tak – rzucił bez namysłu – Zajmę się nimi najlepiej jak potrafię.
- Wspaniale – mruknął pod nosem – W takim razie proszę iść do żony, co chwilę pytała o pana.
- Dziękuję.
Uścisnął dłoń lekarza, po czym wyszedł z gabinetu. Zastanawiał się czy powiedzieli Marcie prawdę, czy on będzie musiał to zrobić. W jego uszach wciąż dźwięczały słowa „Ciąża jest zagrożona”.
Następnego dnia Joasia pojawiła się w pracy tak szybko, jak tylko mogła. Chciała spotkać się z Anią jeszcze zanim ktokolwiek inny przyjdzie do biura. Tajemnicy nie zdradziła nawet Dawidowi, który w kilku niewybrednych słowach skomentował zachowanie komendanta. Oczywiście blondynka, aby wytłumaczyć się mężowi z wczesnego wyjścia, skłamała że to szef nakazał jej przyjść szybciej.
Rozmowa miała dotyczyć Wojtka. Zdawało się, że dziewczyna ma plan jak pomóc bratu, ale nie zdradziła żadnego szczegółu przez telefon. Po prostu nakazała Ani przyjść na komendę.
- Cześć Asia. Tylko bez owijania w bawełnę, proszę. Już wystarczająco długo czekałam.
Podczas gdy szatynka zajęła miejsce przy biurku, jej rozmówczyni chodziła cały czas po biurze, zataczając nieduże kręgi.
- Trzeba go zmusić, żeby wstał.
- Yhym – mruknęła – Jak chcesz to zrobić?
- To musi być sytuacja bez wyjścia. Impuls, który zmusi go do działania. Nie może mieć nawet chwili by się zastanowić, żeby nie dopuścił do siebie myśli o stanie jego nogi, żeby nie zwątpił.
Ania uśmiechnęła się ironicznie pod nosem. Pomyślała, że siostra jej narzeczonego naiwnie wierzy w słuszność swojego pomysłu.
- Teoria brzmi pięknie. A co z praktyką?
- No to słuchaj – spojrzała na drzwi, jakby chciała się upewnić, że nikt oprócz Ani tego nie usłyszy – Przyjadę do was po pracy. Normalnie będę próbowała rozmawiać z Wojtkiem, tak jak zwykle. Ty powiesz, że wychodzisz do sklepu, bo zapomniałaś czegoś kupić. Tu już daję tobie pole do popisu, ty coś wymyśl.
- I to ma być twój genialny plan? - zakpiła
- Poczekaj, daj mi skończyć. Jak zostanę z nim sama, napiję się wody i wtedy... wtedy zacznę się krztusić.
Szatynka spojrzała na dziewczynę z politowaniem.
- Chcesz udawać że się dusisz? Ty chyba jesteś niepoważna! Takie rzeczy to nie tematy do żartów...
- Ale to nie będzie w formie żartu – usprawiedliwiała się
- Takich rzeczy się nie symuluje. Są pewne granice.
- Ania, zastanów się – Joasia złapała ją za ramiona i potrząsnęła – Robimy to dla Wojtka. Musi zobaczyć, że może, że jest w stanie, że jest potencjał! Pomyśl, dzięki temu znów zacznie ćwiczyć.
- Nie jestem tego taka pewna – pokręciła głową
- Ty masz tylko wyjść z domu. Jeśli zostaniesz, to się nie uda, bo zawoła ciebie. Wchodzisz w to?
Nie potrafiła dać jednoznacznej odpowiedzi. Z jednej strony nie mogła bezczynnie patrzeć jak jej ukochany pogrąża się, traci wiarę w siebie i chciała zrobić coś, żeby to zmienić, ale nie w taki sposób. Znalazła się teraz między młotem a kowadłem. Pomyślała, że chyba jednak nic złego nie powinno się stać, jeśli Aśka trochę pokaszle.
- Wchodzisz czy nie? - niecierpliwiła się blondynka
- Wchodzę.
Kilkanaście minut później w biurze pojawił się Sebastian, a zaraz za nim weszła Paulina. Dziewczyna była blada jak ściana, niewyspana i zmęczona. Wyglądała jak cień ten energicznej i ambitnej osobowości, jaką na co dzień była. Zatkała usta, ziewając przeciągle.
- A tobie co? Długa noc z facetem? - zaśmiał się Barański
- Nawet jeśli, to nic z tego by nie wyszło. Nie po tym co zobaczyłam wczoraj na miejscu zbrodni.
- A co zobaczyłaś? - do rozmowy włączyła się Joasia
- Studentka, lat 19, zgwałcona i zamordowana.
- Straszne – zakpił Sebastian
- To jakiś psychol. Wyciął jej piersi, do ust włożył wibrator a gardło przekuł ostrym narzędziem.
Na samo wspomnienie tego widoku młodej policjantce zrobiło się niedobrze. Także Joasia skrzywiła się, nawet nie próbując sobie tego wyobrażać. Sebastian zamilkł. Szczegóły zrobiły na nim spore wrażenie. Już teraz mógł powiedzieć, że ujęcie tego sprawcy będzie sporym wyzwaniem.
- Obawiam się, że to nie będzie jedyna wasza ofiara – powiedział cicho
- Słucham?
- Jak myślisz, po co wyciął jej piersi.
- A cholera wie po co. Raczej to nie jest normalne. Może na pamiątkę?
- A wibrator w ustach? Dla mnie to wygląda na znaki rozpoznawcze. Nie sądzę, żeby ktoś zostawiał swoją, że tak powiem „wizytówkę”, tylko dla jednego morderstwa.
- Niech to szlag – warknęła zdenerwowana – Tylko tego nam brakowało.
- Tak w ogóle to gdzie Rafał?
- Pojechał do rodziców ofiary.
W tym samym czasie komisarz rozmawiał już z matką zamordowanej.
- Nie wierzę – wyszeptała zrozpaczona – Za dwa tygodnie miała skończyć dwadzieścia lat, tak bardzo się cieszyła...
- Co robiła wczoraj? Jest pani w stanie zrelacjonować przebieg jej dnia?
- Nie... ale może zrobi to jej chłopak? - dodała po chwili namysłu – Jak Majeczka na studia poszła to zamieszkali razem.
- Yhym. Dostanę jakieś namiary na niego?
- Artur Lipman, Przykościelna 12/7.
- Dziękuję. Gdyby coś się pani przypomniało... - położył swoją wizytówkę na stole i skierował się ku wyjściu
- Boże, ona była taka młoda – jego uszu dobiegł głos kobiety. Przez wiele lat pracy w policji zdążył się przyzwyczaić do łez i cierpienia bliskich ofiar. Teraz nie robiło to już na nim żadnego wrażenia. Uodpornił się, ale gdyby chodziło o kogoś z jego rodziny, nie potrafiłby zachować tego spokoju, jaki przyszedł wraz z doświadczeniem.
Im bardziej dłużyło się oczekiwanie, tym trudniej było zachować spokój. Maciek wręcz zagryzał pięści, chciał już dzwonić do córek, lecz powstrzymywał się ze względu na brak wieści. Nie chciał niepotrzebnie ich martwić. Uznał, że najlepiej będzie powiadomić je o zdarzeniu, kiedy wszystko będzie jasne...
Dopiero po kilku minutach z sali wyszedł lekarz. Dla policjanta te kilka minut były niczym wieczność. Za chwilę zrzuci z siebie ciężar zmartwień, bądź zostanie przez niego przytłoczony. Ale nie będzie musiał już ze sobą walczyć, nie będzie czekał w niepewności.
- Pan jest z rodziny?
- Jestem jej mężem – odparł drżącym głosem
- W takim razie zapraszam do mojego gabinetu.
Zacisnął zęby i ruszył za doktorem. Te słowa nie wróżyły niczego dobrego. Gdyby wszystko było w porządku, lekarz powiedziałby to na korytarzu i wrócił do pozostałych pacjentach. Nauczony doświadczeniem wiedział, że nie proszą bliskich do gabinetu, jeśli nie mają czegoś ważnego do powiedzenia.
W milczeniu usiadł na stołku, naprzeciw fotela ginekologa. Myślami widział już wizję pogrążonej w smutku i rozpaczy żony po stracie dziecka. Sam też poczuł ten ból. Nigdy nie przyszło mu na myśl, że coś takiego mogłoby ich spotkać.
- Udało nam się opanować sytuację. Bardzo dobrze, że tak szybko pan zareagował.
A więc Marta nie poroniła. Maćkowi trochę ulżyło.
- Czyli już wszystko dobrze?
- Nie do końca... - westchnął lekarz i pochylił się lekko do przodu – Pańska żona musi dużo leżeć i odpoczywać. Ciąża jest zagrożona.
- Będzie w szpitalu aż do porodu?
- Nie ma takiej potrzeby. Zostanie u nas parę dni, a potem wypiszę ją do domu. Zdaje pan sobie sprawę, że teraz wszystko będzie na pana głowie?
- Tak, tak – rzucił bez namysłu – Zajmę się nimi najlepiej jak potrafię.
- Wspaniale – mruknął pod nosem – W takim razie proszę iść do żony, co chwilę pytała o pana.
- Dziękuję.
Uścisnął dłoń lekarza, po czym wyszedł z gabinetu. Zastanawiał się czy powiedzieli Marcie prawdę, czy on będzie musiał to zrobić. W jego uszach wciąż dźwięczały słowa „Ciąża jest zagrożona”.
Następnego dnia Joasia pojawiła się w pracy tak szybko, jak tylko mogła. Chciała spotkać się z Anią jeszcze zanim ktokolwiek inny przyjdzie do biura. Tajemnicy nie zdradziła nawet Dawidowi, który w kilku niewybrednych słowach skomentował zachowanie komendanta. Oczywiście blondynka, aby wytłumaczyć się mężowi z wczesnego wyjścia, skłamała że to szef nakazał jej przyjść szybciej.
Rozmowa miała dotyczyć Wojtka. Zdawało się, że dziewczyna ma plan jak pomóc bratu, ale nie zdradziła żadnego szczegółu przez telefon. Po prostu nakazała Ani przyjść na komendę.
- Cześć Asia. Tylko bez owijania w bawełnę, proszę. Już wystarczająco długo czekałam.
Podczas gdy szatynka zajęła miejsce przy biurku, jej rozmówczyni chodziła cały czas po biurze, zataczając nieduże kręgi.
- Trzeba go zmusić, żeby wstał.
- Yhym – mruknęła – Jak chcesz to zrobić?
- To musi być sytuacja bez wyjścia. Impuls, który zmusi go do działania. Nie może mieć nawet chwili by się zastanowić, żeby nie dopuścił do siebie myśli o stanie jego nogi, żeby nie zwątpił.
Ania uśmiechnęła się ironicznie pod nosem. Pomyślała, że siostra jej narzeczonego naiwnie wierzy w słuszność swojego pomysłu.
- Teoria brzmi pięknie. A co z praktyką?
- No to słuchaj – spojrzała na drzwi, jakby chciała się upewnić, że nikt oprócz Ani tego nie usłyszy – Przyjadę do was po pracy. Normalnie będę próbowała rozmawiać z Wojtkiem, tak jak zwykle. Ty powiesz, że wychodzisz do sklepu, bo zapomniałaś czegoś kupić. Tu już daję tobie pole do popisu, ty coś wymyśl.
- I to ma być twój genialny plan? - zakpiła
- Poczekaj, daj mi skończyć. Jak zostanę z nim sama, napiję się wody i wtedy... wtedy zacznę się krztusić.
Szatynka spojrzała na dziewczynę z politowaniem.
- Chcesz udawać że się dusisz? Ty chyba jesteś niepoważna! Takie rzeczy to nie tematy do żartów...
- Ale to nie będzie w formie żartu – usprawiedliwiała się
- Takich rzeczy się nie symuluje. Są pewne granice.
- Ania, zastanów się – Joasia złapała ją za ramiona i potrząsnęła – Robimy to dla Wojtka. Musi zobaczyć, że może, że jest w stanie, że jest potencjał! Pomyśl, dzięki temu znów zacznie ćwiczyć.
- Nie jestem tego taka pewna – pokręciła głową
- Ty masz tylko wyjść z domu. Jeśli zostaniesz, to się nie uda, bo zawoła ciebie. Wchodzisz w to?
Nie potrafiła dać jednoznacznej odpowiedzi. Z jednej strony nie mogła bezczynnie patrzeć jak jej ukochany pogrąża się, traci wiarę w siebie i chciała zrobić coś, żeby to zmienić, ale nie w taki sposób. Znalazła się teraz między młotem a kowadłem. Pomyślała, że chyba jednak nic złego nie powinno się stać, jeśli Aśka trochę pokaszle.
- Wchodzisz czy nie? - niecierpliwiła się blondynka
- Wchodzę.
Kilkanaście minut później w biurze pojawił się Sebastian, a zaraz za nim weszła Paulina. Dziewczyna była blada jak ściana, niewyspana i zmęczona. Wyglądała jak cień ten energicznej i ambitnej osobowości, jaką na co dzień była. Zatkała usta, ziewając przeciągle.
- A tobie co? Długa noc z facetem? - zaśmiał się Barański
- Nawet jeśli, to nic z tego by nie wyszło. Nie po tym co zobaczyłam wczoraj na miejscu zbrodni.
- A co zobaczyłaś? - do rozmowy włączyła się Joasia
- Studentka, lat 19, zgwałcona i zamordowana.
- Straszne – zakpił Sebastian
- To jakiś psychol. Wyciął jej piersi, do ust włożył wibrator a gardło przekuł ostrym narzędziem.
Na samo wspomnienie tego widoku młodej policjantce zrobiło się niedobrze. Także Joasia skrzywiła się, nawet nie próbując sobie tego wyobrażać. Sebastian zamilkł. Szczegóły zrobiły na nim spore wrażenie. Już teraz mógł powiedzieć, że ujęcie tego sprawcy będzie sporym wyzwaniem.
- Obawiam się, że to nie będzie jedyna wasza ofiara – powiedział cicho
- Słucham?
- Jak myślisz, po co wyciął jej piersi.
- A cholera wie po co. Raczej to nie jest normalne. Może na pamiątkę?
- A wibrator w ustach? Dla mnie to wygląda na znaki rozpoznawcze. Nie sądzę, żeby ktoś zostawiał swoją, że tak powiem „wizytówkę”, tylko dla jednego morderstwa.
- Niech to szlag – warknęła zdenerwowana – Tylko tego nam brakowało.
- Tak w ogóle to gdzie Rafał?
- Pojechał do rodziców ofiary.
W tym samym czasie komisarz rozmawiał już z matką zamordowanej.
- Nie wierzę – wyszeptała zrozpaczona – Za dwa tygodnie miała skończyć dwadzieścia lat, tak bardzo się cieszyła...
- Co robiła wczoraj? Jest pani w stanie zrelacjonować przebieg jej dnia?
- Nie... ale może zrobi to jej chłopak? - dodała po chwili namysłu – Jak Majeczka na studia poszła to zamieszkali razem.
- Yhym. Dostanę jakieś namiary na niego?
- Artur Lipman, Przykościelna 12/7.
- Dziękuję. Gdyby coś się pani przypomniało... - położył swoją wizytówkę na stole i skierował się ku wyjściu
- Boże, ona była taka młoda – jego uszu dobiegł głos kobiety. Przez wiele lat pracy w policji zdążył się przyzwyczaić do łez i cierpienia bliskich ofiar. Teraz nie robiło to już na nim żadnego wrażenia. Uodpornił się, ale gdyby chodziło o kogoś z jego rodziny, nie potrafiłby zachować tego spokoju, jaki przyszedł wraz z doświadczeniem.
sobota, 16 listopada 2013
VI. Scen nr 98
Tego dnia pogoda nie rozpieszczała mieszkańców Krakowa. Niska temperatura, silny wiatr i deszczowa aura zdecydowanie nie zachęcały do opuszczania domów, biur i innych pomieszczeń, gdzie było ciepło i sucho. Sebastian nie mógł się powstrzymać od kilku komentarzy, po tym jak wysiadając z samochodu wdepnął nogą w dużą kałużę. Tym samym jego but przemókł, a skarpetka szybko nasiąknęła wodą.
- Jesień – skwitowała krótko Joasia, kiedy po kilkuminutowym wylewaniu swych żali partner spojrzał na nią, oczekując odpowiedzi
- Esz, dlaczego nie żyjemy w strefie klimatycznej, gdzie ciągle jest lato?
- Bo wtedy myślałbyś tylko i wyłącznie o urlopie, a nie o pracy.
Joasia uśmiechnęła się promiennie i wzięła długopis do rąk. Jej partner tylko pokręcił głową, westchnął ciężko i przyznał jej rację.
Tego dnia chyba wszystkie trzy pary komisarzy modliły się, by nie dostać żadnej sprawy. Już nawet wizja wypełniania raportów do ciemnej nocy zdawała się być o wiele przyjemniejsza niż praca w terenie przy takiej pogodzie.
Kiedy w biurze stanął Wiktor, wszyscy po kolei podnieśli głowy znad papierów i zamarli. Rediński w milczeniu błądził wzrokiem po twarzach komisarzy, aż w końcu zrobił dwa kroki w przód i oznajmił:
- Jest zabójstwo... Kto pierwszy się poruszy... dostaje sprawę!
Z uśmiechem na twarzy patrzył jak zastygli w bezruchu.
- Tylko żartowałem – rzucił po chwili
- Ha, ha, bardzo śmieszne – zakpiła Paulina – To co, kto ma tą sprawę?
- Dobrze, że cię to interesuje, bo właśnie to ty i Rafał dostaliście tę sprawę.
W tym momencie tuż obok jego głowy przeleciał długopis.
- Nie! - zawołał komisarz
- Ofiarę znaleziono w zalewie, pięć kilometrów za miastem – kontynuował niezrażony
- Nie – powtórzył Rafał.
W jednej chwili wszystkie jego plany legły w gruzach. Nie robiło mu różnicy miejsce zbrodni czy pogoda, nie przeszkadzał mu fakt, że nad wodą w deszczowy dzień jest spore błoto. Zaprosił Jagodę do kina na wieczór, nie mógł jej wystawić! Dziewczyna mogłaby pomyśleć, że Rafał nie traktuje jej poważnie, chce się tylko zabawić. Nie zasługiwała na to, by być tylko panienką do towarzystwa, którą w każdej chwili można odstawić na boczny tor. Naprawdę miał wobec niej poważne zamiary i chciał dać jej to do zrozumienia przez swoje zachowanie, czyny. Ale nie będzie w stanie tego zrobić, jeśli zostanie dłużej w pracy. A tego wymagało rozpoczęcie czynności śledczych – wszelkie plany na dzisiejszy wieczór, zarówno jego, jak i Pauliny nadawały się tylko do kosza.
- Nie przejmuj się, ja też miałam mieć randkę – partnerka próbowała go pocieszyć w drodze na miejsce zbrodni
- To już nie o to chodzi. Ja się boję, że ona właśnie dlatego nie będzie chciała ze mną być.
- Przez pracę?
- Sama zobacz. Nigdy nie możesz być pewnym, czy wrócisz do domu, czy zobaczysz osoby, na których ci zależy. Musisz być do dyspozycji o każdej porze dnia i nocy, zdarza się, że trzeba zostać po godzinach, jak choćby dzisiaj. Chciałabyś się wiązać z takim facetem?
- Szczerze?
Mężczyzna skinął głową, nie odrywając wzroku od drogi.
- Nie jesteś w moim typie – uśmiechnęła się lekko
- Jejku, Paulina, ja tak ogólnie pytam.
- Nie no, może czas nie gra na twoją korzyść, ale dla kobiety ważniejsze są uczucia i bezpieczeństwo. Jeśli będzie czuła się dobrze w twoim towarzystwie, dochowasz jej wierności, dasz swoją miłość... czemu nie?
- Ona naprawdę nie zasługuje na byle kogo...
Kobieta westchnęła głęboko i teatralnie przewróciła oczami.
- Wiem, mówisz mi to tysiąc razy. Posłuchaj... ty nie jesteś byle kim. Martwisz się o nią, troszczysz się, chcesz by miała wszystko co najlepsze... - dziewczyna uśmiechnęła do samej siebie, przypominając sobie swoją pierwszą miłość. Taki właśnie był jej pierwszy chłopak, za czasów liceum. Niestety ich drogi się rozeszły, związek nie przetrwał rozłąki. Paulina doszła wtedy do wniosku, że tak naprawdę to było tylko zauroczenie. Mimo to kobieta miała ogromny sentyment do tych wspomnień, że aż ciepło jej się robiło, a w oczach pojawiały się łzy. Szybko je otarła, nie chcąc dać po sobie poznać, że wciąż żałuje iż nie stało się inaczej.
- Dziewczyna ma szczęście, że ciebie spotkała.
- Nie przesadzaj. Nie jestem przecież chodzącym ideałem.
- No bo chodzących ideałów nie ma. Nie istnieją.
Około dwie godziny później pozostali komisarze skończyli pracę i rozjechali się do swoich domów. Jednak Joasia zdecydowała się odwiedzić brata. Z opowieści Ani wynikało, że jest z nim naprawdę źle. Potrzebował solidnego kopa, który zmotywuje go do działania, do ciężkiej pracy, a ona w końcu zacznie przynosić efekty.
Kiedy blondynka zobaczyła brata, zdała sobie sprawę, że jest jeszcze gorzej niż sobie to wyobrażała. Mężczyzna leżał na kanapie, wciąż wpatrując się w sufit. Nawet nie zareagował na pojawienie się siostry. Usiadła przy nim i delikatnie ujęła jego dłoń. Spojrzała na jego podkrążone, smutne oczy, zapadnięte policzki, porośnięte chyba już trzytygodniowym zarostem, oraz na wychudzoną sylwetkę. Tak jak mówiła Ania, ostatnio mało jadł, a nocami nie mógł zasnąć.
- Depresja – pomyślała Joanna – Ale ja cię tak nie zostawię.
Zdawała sobie sprawę, że nie jest psychologiem i nie zna się na leczeniu, lecz wiedziała że zwykłe gadanie, krytykowanie i prawienie morałów mu nie pomoże. On potrzebował jakiegoś znaku, jakiegoś bodźca, który da mu nową nadzieję i wiarę w siebie. A obowiązkiem jego bliskich, czyli siostry i narzeczonej, będzie tę wiarę umocnić.
Niby przypadkiem podniosła się i przesunęła tak, że usiadła na jego nodze. Wojtek krzyknął z bólu i gwałtownie podniósł się do pozycji siedzącej.
- Przepraszam, naprawdę nie chciałam. Bardzo cię boli? Wybacz, przepraszam – powtarzała blondynka z miną niewiniątka. Krzyk ukochanego sprowadził do pokoju Ankę, która nie domyślając się planu Joasi, skarciła ją za nieuwagę.
- Dobrze, dziewczyny, już w porządku. I tak ta noga nie jest mi do niczego potrzebna.
- Przestań! - zirytowała się Anka – Zabraniam ci tak mówić, słyszysz?! Zabraniam.
- Widzisz Asiu? Ona wciąż nie może pogodzić się z prawdą – szepnął jej na ucho
- A może spróbujesz jeszcze raz? Zrób to dla niej. I dla mnie.
- To nic nie da – pokręcił głową
- Więc nam to udowodnij. Ćwicz dalej i wtedy zobaczymy czy naprawdę to nie przynosi rezultatów. Przecież cię zabolało, masz czucie w tej nodze!
Odwrócił głowę, nie chcąc patrzeć w oczy siostry. Wiedział, że sprawia jej tym ból, ale nie czuł się na siłach, by walczyć o siebie. Już dawno pogodził się z myślą, że do końca życia będzie kaleką.
- Wróciłem! - zawołał od progu Maciek, zawieszając kurtkę na wieszaku – Jest tu kto?
Swoje kroki skierował do kuchni. Zobaczył jak żona siedzi zamyślona przy stole. Bez słowa podszedł bliżej, usiadł naprzeciw niej. Dopiero wtedy go zauważyła.
- Hej, o czym tak myślisz?
- O, Maciek – westchnęła – Myślę o tym upływającym czasie.
- Słucham?
- Widzisz, Karolina ma już osiemnaście lat, jest dorosła, Kaja piętnaście... a dla mnie wciąż to są dzieci.
- Zawsze będą twoimi dziećmi.
- Naszymi – poprawiła go
- Pokłóciłyście się? - szybko domyślił się powodu złego humoru żony – O co?
- Karolina poszła się uczyć do tego całego... no jak mu tam...
- Mateusza?
- O właśnie.
- I o to cała afera?
- No przecież nie tak dawno przeżyła traumę przez tamtego chłopaka, była porwana, a już z kolejnym się spotyka – westchnęła ciężko – Za szybko się angażuje.
- Hej, ale to że poszła się do niego uczyć, to jeszcze nie znaczy że coś między nimi jest. Poza tym... Mateusz wydaje się być w porządku.
- Wcześniej zlekceważyłam twoje obawy. Tym razem nie zamierzam być taka głupia – powiedziała, wstając od stołu
- Marta... - powiedział, lecz nie zareagowała.
Powoli szła ku drzwiom, lecz w pewnej chwili zatrzymała się i wsparła ręką o ścianę. Maciek natychmiast zauważył, że coś jest nie tak.
- Marta, wszystko w porządku?
- Yhym – mruknęła przez zaciśnięte zęby. Ból był jednak tak silny, że kobieta powoli osunęła się na ziemię, trzymając obie ręce na brzuchu. Maciek natychmiast zerwał się z miejsca i zaraz znalazł przy niej. Zobaczył, że z jej oczu popłynęły łzy. Wtedy zrozumiał jak poważna jest sytuacja. Choć sam był przerażony, nie stracił zimnej krwi i natychmiast zadzwonił po pogotowie.
- Jesień – skwitowała krótko Joasia, kiedy po kilkuminutowym wylewaniu swych żali partner spojrzał na nią, oczekując odpowiedzi
- Esz, dlaczego nie żyjemy w strefie klimatycznej, gdzie ciągle jest lato?
- Bo wtedy myślałbyś tylko i wyłącznie o urlopie, a nie o pracy.
Joasia uśmiechnęła się promiennie i wzięła długopis do rąk. Jej partner tylko pokręcił głową, westchnął ciężko i przyznał jej rację.
Tego dnia chyba wszystkie trzy pary komisarzy modliły się, by nie dostać żadnej sprawy. Już nawet wizja wypełniania raportów do ciemnej nocy zdawała się być o wiele przyjemniejsza niż praca w terenie przy takiej pogodzie.
Kiedy w biurze stanął Wiktor, wszyscy po kolei podnieśli głowy znad papierów i zamarli. Rediński w milczeniu błądził wzrokiem po twarzach komisarzy, aż w końcu zrobił dwa kroki w przód i oznajmił:
- Jest zabójstwo... Kto pierwszy się poruszy... dostaje sprawę!
Z uśmiechem na twarzy patrzył jak zastygli w bezruchu.
- Tylko żartowałem – rzucił po chwili
- Ha, ha, bardzo śmieszne – zakpiła Paulina – To co, kto ma tą sprawę?
- Dobrze, że cię to interesuje, bo właśnie to ty i Rafał dostaliście tę sprawę.
W tym momencie tuż obok jego głowy przeleciał długopis.
- Nie! - zawołał komisarz
- Ofiarę znaleziono w zalewie, pięć kilometrów za miastem – kontynuował niezrażony
- Nie – powtórzył Rafał.
W jednej chwili wszystkie jego plany legły w gruzach. Nie robiło mu różnicy miejsce zbrodni czy pogoda, nie przeszkadzał mu fakt, że nad wodą w deszczowy dzień jest spore błoto. Zaprosił Jagodę do kina na wieczór, nie mógł jej wystawić! Dziewczyna mogłaby pomyśleć, że Rafał nie traktuje jej poważnie, chce się tylko zabawić. Nie zasługiwała na to, by być tylko panienką do towarzystwa, którą w każdej chwili można odstawić na boczny tor. Naprawdę miał wobec niej poważne zamiary i chciał dać jej to do zrozumienia przez swoje zachowanie, czyny. Ale nie będzie w stanie tego zrobić, jeśli zostanie dłużej w pracy. A tego wymagało rozpoczęcie czynności śledczych – wszelkie plany na dzisiejszy wieczór, zarówno jego, jak i Pauliny nadawały się tylko do kosza.
- Nie przejmuj się, ja też miałam mieć randkę – partnerka próbowała go pocieszyć w drodze na miejsce zbrodni
- To już nie o to chodzi. Ja się boję, że ona właśnie dlatego nie będzie chciała ze mną być.
- Przez pracę?
- Sama zobacz. Nigdy nie możesz być pewnym, czy wrócisz do domu, czy zobaczysz osoby, na których ci zależy. Musisz być do dyspozycji o każdej porze dnia i nocy, zdarza się, że trzeba zostać po godzinach, jak choćby dzisiaj. Chciałabyś się wiązać z takim facetem?
- Szczerze?
Mężczyzna skinął głową, nie odrywając wzroku od drogi.
- Nie jesteś w moim typie – uśmiechnęła się lekko
- Jejku, Paulina, ja tak ogólnie pytam.
- Nie no, może czas nie gra na twoją korzyść, ale dla kobiety ważniejsze są uczucia i bezpieczeństwo. Jeśli będzie czuła się dobrze w twoim towarzystwie, dochowasz jej wierności, dasz swoją miłość... czemu nie?
- Ona naprawdę nie zasługuje na byle kogo...
Kobieta westchnęła głęboko i teatralnie przewróciła oczami.
- Wiem, mówisz mi to tysiąc razy. Posłuchaj... ty nie jesteś byle kim. Martwisz się o nią, troszczysz się, chcesz by miała wszystko co najlepsze... - dziewczyna uśmiechnęła do samej siebie, przypominając sobie swoją pierwszą miłość. Taki właśnie był jej pierwszy chłopak, za czasów liceum. Niestety ich drogi się rozeszły, związek nie przetrwał rozłąki. Paulina doszła wtedy do wniosku, że tak naprawdę to było tylko zauroczenie. Mimo to kobieta miała ogromny sentyment do tych wspomnień, że aż ciepło jej się robiło, a w oczach pojawiały się łzy. Szybko je otarła, nie chcąc dać po sobie poznać, że wciąż żałuje iż nie stało się inaczej.
- Dziewczyna ma szczęście, że ciebie spotkała.
- Nie przesadzaj. Nie jestem przecież chodzącym ideałem.
- No bo chodzących ideałów nie ma. Nie istnieją.
Około dwie godziny później pozostali komisarze skończyli pracę i rozjechali się do swoich domów. Jednak Joasia zdecydowała się odwiedzić brata. Z opowieści Ani wynikało, że jest z nim naprawdę źle. Potrzebował solidnego kopa, który zmotywuje go do działania, do ciężkiej pracy, a ona w końcu zacznie przynosić efekty.
Kiedy blondynka zobaczyła brata, zdała sobie sprawę, że jest jeszcze gorzej niż sobie to wyobrażała. Mężczyzna leżał na kanapie, wciąż wpatrując się w sufit. Nawet nie zareagował na pojawienie się siostry. Usiadła przy nim i delikatnie ujęła jego dłoń. Spojrzała na jego podkrążone, smutne oczy, zapadnięte policzki, porośnięte chyba już trzytygodniowym zarostem, oraz na wychudzoną sylwetkę. Tak jak mówiła Ania, ostatnio mało jadł, a nocami nie mógł zasnąć.
- Depresja – pomyślała Joanna – Ale ja cię tak nie zostawię.
Zdawała sobie sprawę, że nie jest psychologiem i nie zna się na leczeniu, lecz wiedziała że zwykłe gadanie, krytykowanie i prawienie morałów mu nie pomoże. On potrzebował jakiegoś znaku, jakiegoś bodźca, który da mu nową nadzieję i wiarę w siebie. A obowiązkiem jego bliskich, czyli siostry i narzeczonej, będzie tę wiarę umocnić.
Niby przypadkiem podniosła się i przesunęła tak, że usiadła na jego nodze. Wojtek krzyknął z bólu i gwałtownie podniósł się do pozycji siedzącej.
- Przepraszam, naprawdę nie chciałam. Bardzo cię boli? Wybacz, przepraszam – powtarzała blondynka z miną niewiniątka. Krzyk ukochanego sprowadził do pokoju Ankę, która nie domyślając się planu Joasi, skarciła ją za nieuwagę.
- Dobrze, dziewczyny, już w porządku. I tak ta noga nie jest mi do niczego potrzebna.
- Przestań! - zirytowała się Anka – Zabraniam ci tak mówić, słyszysz?! Zabraniam.
- Widzisz Asiu? Ona wciąż nie może pogodzić się z prawdą – szepnął jej na ucho
- A może spróbujesz jeszcze raz? Zrób to dla niej. I dla mnie.
- To nic nie da – pokręcił głową
- Więc nam to udowodnij. Ćwicz dalej i wtedy zobaczymy czy naprawdę to nie przynosi rezultatów. Przecież cię zabolało, masz czucie w tej nodze!
Odwrócił głowę, nie chcąc patrzeć w oczy siostry. Wiedział, że sprawia jej tym ból, ale nie czuł się na siłach, by walczyć o siebie. Już dawno pogodził się z myślą, że do końca życia będzie kaleką.
- Wróciłem! - zawołał od progu Maciek, zawieszając kurtkę na wieszaku – Jest tu kto?
Swoje kroki skierował do kuchni. Zobaczył jak żona siedzi zamyślona przy stole. Bez słowa podszedł bliżej, usiadł naprzeciw niej. Dopiero wtedy go zauważyła.
- Hej, o czym tak myślisz?
- O, Maciek – westchnęła – Myślę o tym upływającym czasie.
- Słucham?
- Widzisz, Karolina ma już osiemnaście lat, jest dorosła, Kaja piętnaście... a dla mnie wciąż to są dzieci.
- Zawsze będą twoimi dziećmi.
- Naszymi – poprawiła go
- Pokłóciłyście się? - szybko domyślił się powodu złego humoru żony – O co?
- Karolina poszła się uczyć do tego całego... no jak mu tam...
- Mateusza?
- O właśnie.
- I o to cała afera?
- No przecież nie tak dawno przeżyła traumę przez tamtego chłopaka, była porwana, a już z kolejnym się spotyka – westchnęła ciężko – Za szybko się angażuje.
- Hej, ale to że poszła się do niego uczyć, to jeszcze nie znaczy że coś między nimi jest. Poza tym... Mateusz wydaje się być w porządku.
- Wcześniej zlekceważyłam twoje obawy. Tym razem nie zamierzam być taka głupia – powiedziała, wstając od stołu
- Marta... - powiedział, lecz nie zareagowała.
Powoli szła ku drzwiom, lecz w pewnej chwili zatrzymała się i wsparła ręką o ścianę. Maciek natychmiast zauważył, że coś jest nie tak.
- Marta, wszystko w porządku?
- Yhym – mruknęła przez zaciśnięte zęby. Ból był jednak tak silny, że kobieta powoli osunęła się na ziemię, trzymając obie ręce na brzuchu. Maciek natychmiast zerwał się z miejsca i zaraz znalazł przy niej. Zobaczył, że z jej oczu popłynęły łzy. Wtedy zrozumiał jak poważna jest sytuacja. Choć sam był przerażony, nie stracił zimnej krwi i natychmiast zadzwonił po pogotowie.
środa, 13 listopada 2013
VI. Scen nr 97
Dwa miesiące później.
Maciek, pomimo że był nakłaniany przez żonę i przyjaciół, nie przyjął posady komendanta. Im bardziej zbliżał się końcowy termin podjęcia decyzji przez komisarza, tym bardziej czuł się osaczony ze wszystkich stron. Jedynie jego młodsza córka, Kaja, zdawała się rozumieć jego zdanie. Brunet z utęsknieniem czekał na moment, w którym szansa na wyższą posadę przepadnie. Wiedział, że dopiero wtedy odzyska spokój, niestety tylko do czasu, póki nie natrafi się kolejna okazja.
Nowy komendant, Władysław Leckwar, wywołał mieszane uczucia w wydziale. Jedni uważali, że jest zbyt ospały i niewystarczająco kompetentny, inni twierdzili, iż to dobrze że na czele komendy stanie osoba spokojna i opanowana. Jedynie Maciek i Sebastian wstrzymywali się od zdania. Pierwszy z nich w ogóle nie interesował się tą sprawą – dla niego istotne było tylko to, że pozostał w miejscu, w którym chciał być. Barański natomiast z oceną wszystkich nowych postaci postanowił poczekać aż trochę lepiej ich pozna, aż będą widoczne efekty ich pracy.
Komendant Leckwar nie był jedyną nową osobą, która pojawiła się na komendzie. Sylwia dostała awans do stopnia podkomisarza i posadę w Katowicach. Kiedy okazało się, że Tomek może przenieść się tam jako asystent, przyjęła propozycję i po kilku dniach wyjechali. W ich miejsce pojawił się Wiktor Rediński, doświadczony, 34-letni blondyn o śniadej cerze. Był dobrze umięśniony i całkiem wysoki, wyglądem mógł wzbudzać pewne obawy, ale tylko u osób, które zaszły mu za skórę (przede wszystkim u przestępców). Szybko okazało się, że jest miły i uprzejmy, choć nie zawsze sumienny w pracy. Przede wszystkim dlatego nie został jeszcze komisarzem. Wraz z nim do ekipy asystentów dołączyła Monika Szynel. Był to dla niej pewnego rodzaju „debiut” w wydziale śledczym, gdyż dotychczas zajmowała się kradzieżami. Była to szczupła, niewysoka szatynka w okularach o owalnej twarzy i gładkiej skórze. Sebastian, poznając nową asystentkę, pozwolił sobie nawet na żart, że takie ładne ręce nie powinny marnować się przy papierach czy kajdankach. Swoim pojawieniem się na Pomorskiej wywołała nawet małe poruszenie wśród męskiej części wydziału, lecz dziewczyna przyznała, że ma już narzeczonego, którego bardzo kocha i w niedalekiej przyszłości planuje z nim ślub.
Joasia szybko doszła do siebie po opuszczeniu szpitala i wróciła do pracy z Sebastianem. Od powrotu mężczyzny z zagranicy ich relacje nie były jeszcze tak dobre, jak teraz. W końcu nadszedł koniec nieustających kłótni, wzajemnych oskarżeń, podpartych mniej lub bardziej absurdalnymi argumentami. Niektórzy nawet wytrzeszczali oczy, zastanawiając się jak tej dwójce udało się dojść do porozumienia.
Ania wróciła do wydziału po niespełna siedmiomiesięcznej przerwie. Maciek od razu zauważył, że szatynka nie jest już taka jak dawniej. Wypadek miał spory wpływ na jej psychikę. Dziewczyna bała się jeździć samochodem, choć zapewniała, że z czasem lęk zniknie. Strzewiński długo wahał się, co z tym powinien zrobić. Ostatecznie postanowił dać partnerce trochę czasu – jeśli nie będzie poprawy, zostanie zmuszony powiadomić komendanta o problemie.
Największym zmartwieniem Ani były jednak problemy jej narzeczonego. Wojtek przystąpił do rehabilitacji, ale brakowało mu wiary, przez co nie wkładał w ćwiczenia zbyt dużo wysiłku, a to z kolei rzutowało na postępy. Były one wręcz niewidoczne. Zarówno ona, jak i Joasia, cały czas wmawiały mu, że musi być cierpliwy i nadal ćwiczyć, ale on powoli godził się z porażką. Zaczęło do niego docierać, że już nigdy sam nie stanie na nogach, chyba że o kulach.
- To już nie jest ta sama komenda co kiedyś – westchnęła Joasia, kiedy robiła kawę w kuchni.
Obecny był tam również Maciek. Kiedy usłyszał słowa przyjaciółki, roześmiał się głośno.
- No co? Nie ma już Anki Sulejnik, Sylwii i Tomka, Bartka, no i... starego. Powiem ci, że trochę nawet tęsknię za starą ekipę.
- Aśka, Aśka... - pokręcił głową komisarz – Chcesz znać skład sprzed pięciu lat, kiedy nie było tu jeszcze Sebastiana?
- No dawaj – z zaciekawieniem spojrzała na bruneta
- Ja pracowałem z taką jedną Natalią. Nie wytrzymała psychicznie i odeszła z policji. Mam nadzieję, że Anka nie podzieli jej losu...
- Może za szybko wróciła do pracy? Może powinna jeszcze trochę odpocząć?
Maciek uśmiechnął się i machnął ręką zrezygnowany.
- Proponowałem jej to. Wracając do dawnej ekipy... Agnieszka była w duecie z Jankiem. Kiedy on po rozpadzie swojego małżeństwa przeniósł się na prowincję, zastąpił go Sebastian.
- Ta Agnieszka? - spytała cicho. Mężczyzna potwierdził skinieniem głowy.
- Trzecią parę komisarzy stanowili Agata i Mariusz. On zmarł na raka, ona dostała awans. I wiesz co? Choć to były fajne czasy, bo byłem młodszy i miałem zdecydowanie lepszą kondycję, to nie cofnąłbym się wstecz.
- Czemu?
- A co, nasza ekipa jest aż tak zła? - puścił do niej oczko i odwrócił się na pięcie – Pospiesz się z tą kawą, bo Sebastian się niecierpliwi.
- Jak kocha to poczeka – zażartowała, na co Strzewiński wybuchnął śmiechem.
Owszem, na komendzie była osoba, która ostatnio dużo myślała o sprawach sercowych, ale to nie był Sebastian. Mężczyzna, który zdecydowanie zwolnił tempo pracy przez swoje zakochanie, miał już za sobą jeden poważny związek, miał poważne zamiary i konkretne plany wobec swojej wybranki, lecz ona wyjechała. To miało być tylko pół roku, potem wszystko miało wrócić do normy, znów mieli być szczęśliwi jak dawniej... Lecz zamiast tego była gorycz, cierpienie i złamane serce. Dziewczyna wzięła ślub z nowo poznanym mężczyzną zaledwie po trzech miesiącach, a do Polski wróciła tylko po to, by zabrać swoje rzeczy i poinformować Rafała, że to koniec.
Jagoda była jednak inna. Mało przypominała Aleksandrę, ale to akurat nie miało dla niego najmniejszego znaczenia. Wspierał ją po śmierci ojca, swojego przyjaciela – tak rozpoczęła się ich znajomość. Później to ona chciała mu się „zrewanżować” i zaprosiła go na obiad. Młoda prawniczka wpadła w oko Rafałowi, choć jeszcze wtedy mężczyzna nie zdawał sobie z tego sprawy. Podświadomie działał, w celu utrzymania kontaktu. Nie musiał się specjalnie wysilać, gdyż ona także go bardzo polubiła. Nie wiedział tylko czy aż tak bardzo, żeby dać mu szansę. On wiedział czego chce, wiedział co powinien zrobić, ale najzwyczajniej w świecie bał się. Jagoda była delikatna i wrażliwa, nie chciał jej urazić. Poza tym, jeśli błędnie odczytał jej intencje, wyznanie miłości mogłoby doprowadzić do ruiny tę znajomość. Dręczony tak przez własne myśli od kilku dni, zagubiony na ścieżce życia, w końcu zdecydował się poprosić kogoś o pomoc. Nie wiedział tylko kto lepiej go zrozumie – Sebastian, który miał styczność z wieloma kobietami, ale nie miał zbyt dużego doświadczenia w stałym związku, czy Maciek, który miał żonę i pomimo wielu trudności, jakie napotkali w życiu, pomimo kłótni i sporów, przeżyli razem wiele lat, wciąż tworząc zgraną parę. Zdecydował więc, że najlepszym wyjściem będzie posłuchać co obaj mają do powiedzenia.
Po pracy zaprosił ich do baru na piwo. Przy stoliku, popijając napój o kolorze zbliżonym do barwy soku jabłkowego, opowiedział im o swoim położeniu, podejrzeniach i nadziejach. Maciek i Sebastian wymienili się spojrzeniami.
- Ja to myślę, że powinieneś określić cel – zaczął Barański
- To znaczy?
- To znaczy ona czy jej dusza? A mówiąc tak bardziej zrozumiale: chcesz się z nią przespać kilka razy czy stworzyć stały związek?
- Seba, co ty się głupio pytasz – skarcił go na żarty – Przecież Rafik mówił, że ta dziewczyna jest cudowna, wyjątkowa i takie tam... Ja też tak się zachwycałem Martą.
- Ty to się nią do dzisiaj zachwycasz – zaśmiał się cicho – No dobra, to ja myślę że... powinieneś jej powiedzieć.
- Maciek, co myślisz? - Rafał zwrócił się do drugiego z przyjaciół
- Ja myślę, że... powinieneś trochę poczekać. Tu nie chodzi o to, że może nie jest jeszcze gotowa po śmierci ojca czy na przykład ma przykre wspomnienia z poprzedniego związku.
- A o co?
Zarówno Rafał, jak i Sebastian, pochylili się lekko do przodu. Z zaciekawieniem nadstawili uszu, jakby brunet miał za chwilę zdradzić im magiczny sposób na rozkochanie w sobie kobiety. Widząc miny obu towarzyszy, parsknął śmiechem.
- Ej no, nie nabijaj ze mnie! Ja tu mam naprawdę poważny problem.
- Wybacz, ale to tak fajnie wyglądało... Dobra, już mówię. Jeśli walniesz tak niespodziewanie „kocham cię”, ona będzie w szoku. Zrobi coś głupiego, może zerwie z tobą kontakt, ale wtedy pretensje możesz mieć nie do niej, tylko do siebie.
- To co mam robić?
- Musisz dać jej odczuć, że jesteś nią zainteresowany. Ona zacznie o tobie częściej myśleć, zacznie się formować twoja pozycja w jej życiu... W pewnym momencie nawet przyjdzie jej do głowy, jak by to było w związku z tobą, ale wiesz, i tak się do tego nie przyzna. Musisz być cierpliwy i nie naciskać. Proponuj jej wspólne spędzanie czasu, daj kwiaty, powiedz czasem jakiś komplement, rób niespodzianki, złap za rękę, obejmij ją... Kobieta musi poczuć się bezpieczna, musi czuć ciepło i to, że serce faceta jest dla niej otwarte.
- I że niby ty tak robiłeś z Martą? - rzucił z niedowierzaniem Sebastian
- Może nie dokładnie tak, bo to była trochę inna sytuacja, ale też podszedłem ją tak, żeby przejawiać się w jej myślach. Coś jakby uzależnić się od siebie, od obecności, towarzystwa.
Rafał z uznaniem pokiwał głową. Rady Maćka brzmiały sensownie, choć nie mogły być gwarancją sukcesu.
- Ty to jednak cwana żmija jesteś – Sebastian poklepał Strzewińskiego po ramieniu
Maciek, pomimo że był nakłaniany przez żonę i przyjaciół, nie przyjął posady komendanta. Im bardziej zbliżał się końcowy termin podjęcia decyzji przez komisarza, tym bardziej czuł się osaczony ze wszystkich stron. Jedynie jego młodsza córka, Kaja, zdawała się rozumieć jego zdanie. Brunet z utęsknieniem czekał na moment, w którym szansa na wyższą posadę przepadnie. Wiedział, że dopiero wtedy odzyska spokój, niestety tylko do czasu, póki nie natrafi się kolejna okazja.
Nowy komendant, Władysław Leckwar, wywołał mieszane uczucia w wydziale. Jedni uważali, że jest zbyt ospały i niewystarczająco kompetentny, inni twierdzili, iż to dobrze że na czele komendy stanie osoba spokojna i opanowana. Jedynie Maciek i Sebastian wstrzymywali się od zdania. Pierwszy z nich w ogóle nie interesował się tą sprawą – dla niego istotne było tylko to, że pozostał w miejscu, w którym chciał być. Barański natomiast z oceną wszystkich nowych postaci postanowił poczekać aż trochę lepiej ich pozna, aż będą widoczne efekty ich pracy.
Komendant Leckwar nie był jedyną nową osobą, która pojawiła się na komendzie. Sylwia dostała awans do stopnia podkomisarza i posadę w Katowicach. Kiedy okazało się, że Tomek może przenieść się tam jako asystent, przyjęła propozycję i po kilku dniach wyjechali. W ich miejsce pojawił się Wiktor Rediński, doświadczony, 34-letni blondyn o śniadej cerze. Był dobrze umięśniony i całkiem wysoki, wyglądem mógł wzbudzać pewne obawy, ale tylko u osób, które zaszły mu za skórę (przede wszystkim u przestępców). Szybko okazało się, że jest miły i uprzejmy, choć nie zawsze sumienny w pracy. Przede wszystkim dlatego nie został jeszcze komisarzem. Wraz z nim do ekipy asystentów dołączyła Monika Szynel. Był to dla niej pewnego rodzaju „debiut” w wydziale śledczym, gdyż dotychczas zajmowała się kradzieżami. Była to szczupła, niewysoka szatynka w okularach o owalnej twarzy i gładkiej skórze. Sebastian, poznając nową asystentkę, pozwolił sobie nawet na żart, że takie ładne ręce nie powinny marnować się przy papierach czy kajdankach. Swoim pojawieniem się na Pomorskiej wywołała nawet małe poruszenie wśród męskiej części wydziału, lecz dziewczyna przyznała, że ma już narzeczonego, którego bardzo kocha i w niedalekiej przyszłości planuje z nim ślub.
Joasia szybko doszła do siebie po opuszczeniu szpitala i wróciła do pracy z Sebastianem. Od powrotu mężczyzny z zagranicy ich relacje nie były jeszcze tak dobre, jak teraz. W końcu nadszedł koniec nieustających kłótni, wzajemnych oskarżeń, podpartych mniej lub bardziej absurdalnymi argumentami. Niektórzy nawet wytrzeszczali oczy, zastanawiając się jak tej dwójce udało się dojść do porozumienia.
Ania wróciła do wydziału po niespełna siedmiomiesięcznej przerwie. Maciek od razu zauważył, że szatynka nie jest już taka jak dawniej. Wypadek miał spory wpływ na jej psychikę. Dziewczyna bała się jeździć samochodem, choć zapewniała, że z czasem lęk zniknie. Strzewiński długo wahał się, co z tym powinien zrobić. Ostatecznie postanowił dać partnerce trochę czasu – jeśli nie będzie poprawy, zostanie zmuszony powiadomić komendanta o problemie.
Największym zmartwieniem Ani były jednak problemy jej narzeczonego. Wojtek przystąpił do rehabilitacji, ale brakowało mu wiary, przez co nie wkładał w ćwiczenia zbyt dużo wysiłku, a to z kolei rzutowało na postępy. Były one wręcz niewidoczne. Zarówno ona, jak i Joasia, cały czas wmawiały mu, że musi być cierpliwy i nadal ćwiczyć, ale on powoli godził się z porażką. Zaczęło do niego docierać, że już nigdy sam nie stanie na nogach, chyba że o kulach.
- To już nie jest ta sama komenda co kiedyś – westchnęła Joasia, kiedy robiła kawę w kuchni.
Obecny był tam również Maciek. Kiedy usłyszał słowa przyjaciółki, roześmiał się głośno.
- No co? Nie ma już Anki Sulejnik, Sylwii i Tomka, Bartka, no i... starego. Powiem ci, że trochę nawet tęsknię za starą ekipę.
- Aśka, Aśka... - pokręcił głową komisarz – Chcesz znać skład sprzed pięciu lat, kiedy nie było tu jeszcze Sebastiana?
- No dawaj – z zaciekawieniem spojrzała na bruneta
- Ja pracowałem z taką jedną Natalią. Nie wytrzymała psychicznie i odeszła z policji. Mam nadzieję, że Anka nie podzieli jej losu...
- Może za szybko wróciła do pracy? Może powinna jeszcze trochę odpocząć?
Maciek uśmiechnął się i machnął ręką zrezygnowany.
- Proponowałem jej to. Wracając do dawnej ekipy... Agnieszka była w duecie z Jankiem. Kiedy on po rozpadzie swojego małżeństwa przeniósł się na prowincję, zastąpił go Sebastian.
- Ta Agnieszka? - spytała cicho. Mężczyzna potwierdził skinieniem głowy.
- Trzecią parę komisarzy stanowili Agata i Mariusz. On zmarł na raka, ona dostała awans. I wiesz co? Choć to były fajne czasy, bo byłem młodszy i miałem zdecydowanie lepszą kondycję, to nie cofnąłbym się wstecz.
- Czemu?
- A co, nasza ekipa jest aż tak zła? - puścił do niej oczko i odwrócił się na pięcie – Pospiesz się z tą kawą, bo Sebastian się niecierpliwi.
- Jak kocha to poczeka – zażartowała, na co Strzewiński wybuchnął śmiechem.
Owszem, na komendzie była osoba, która ostatnio dużo myślała o sprawach sercowych, ale to nie był Sebastian. Mężczyzna, który zdecydowanie zwolnił tempo pracy przez swoje zakochanie, miał już za sobą jeden poważny związek, miał poważne zamiary i konkretne plany wobec swojej wybranki, lecz ona wyjechała. To miało być tylko pół roku, potem wszystko miało wrócić do normy, znów mieli być szczęśliwi jak dawniej... Lecz zamiast tego była gorycz, cierpienie i złamane serce. Dziewczyna wzięła ślub z nowo poznanym mężczyzną zaledwie po trzech miesiącach, a do Polski wróciła tylko po to, by zabrać swoje rzeczy i poinformować Rafała, że to koniec.
Jagoda była jednak inna. Mało przypominała Aleksandrę, ale to akurat nie miało dla niego najmniejszego znaczenia. Wspierał ją po śmierci ojca, swojego przyjaciela – tak rozpoczęła się ich znajomość. Później to ona chciała mu się „zrewanżować” i zaprosiła go na obiad. Młoda prawniczka wpadła w oko Rafałowi, choć jeszcze wtedy mężczyzna nie zdawał sobie z tego sprawy. Podświadomie działał, w celu utrzymania kontaktu. Nie musiał się specjalnie wysilać, gdyż ona także go bardzo polubiła. Nie wiedział tylko czy aż tak bardzo, żeby dać mu szansę. On wiedział czego chce, wiedział co powinien zrobić, ale najzwyczajniej w świecie bał się. Jagoda była delikatna i wrażliwa, nie chciał jej urazić. Poza tym, jeśli błędnie odczytał jej intencje, wyznanie miłości mogłoby doprowadzić do ruiny tę znajomość. Dręczony tak przez własne myśli od kilku dni, zagubiony na ścieżce życia, w końcu zdecydował się poprosić kogoś o pomoc. Nie wiedział tylko kto lepiej go zrozumie – Sebastian, który miał styczność z wieloma kobietami, ale nie miał zbyt dużego doświadczenia w stałym związku, czy Maciek, który miał żonę i pomimo wielu trudności, jakie napotkali w życiu, pomimo kłótni i sporów, przeżyli razem wiele lat, wciąż tworząc zgraną parę. Zdecydował więc, że najlepszym wyjściem będzie posłuchać co obaj mają do powiedzenia.
Po pracy zaprosił ich do baru na piwo. Przy stoliku, popijając napój o kolorze zbliżonym do barwy soku jabłkowego, opowiedział im o swoim położeniu, podejrzeniach i nadziejach. Maciek i Sebastian wymienili się spojrzeniami.
- Ja to myślę, że powinieneś określić cel – zaczął Barański
- To znaczy?
- To znaczy ona czy jej dusza? A mówiąc tak bardziej zrozumiale: chcesz się z nią przespać kilka razy czy stworzyć stały związek?
- Seba, co ty się głupio pytasz – skarcił go na żarty – Przecież Rafik mówił, że ta dziewczyna jest cudowna, wyjątkowa i takie tam... Ja też tak się zachwycałem Martą.
- Ty to się nią do dzisiaj zachwycasz – zaśmiał się cicho – No dobra, to ja myślę że... powinieneś jej powiedzieć.
- Maciek, co myślisz? - Rafał zwrócił się do drugiego z przyjaciół
- Ja myślę, że... powinieneś trochę poczekać. Tu nie chodzi o to, że może nie jest jeszcze gotowa po śmierci ojca czy na przykład ma przykre wspomnienia z poprzedniego związku.
- A o co?
Zarówno Rafał, jak i Sebastian, pochylili się lekko do przodu. Z zaciekawieniem nadstawili uszu, jakby brunet miał za chwilę zdradzić im magiczny sposób na rozkochanie w sobie kobiety. Widząc miny obu towarzyszy, parsknął śmiechem.
- Ej no, nie nabijaj ze mnie! Ja tu mam naprawdę poważny problem.
- Wybacz, ale to tak fajnie wyglądało... Dobra, już mówię. Jeśli walniesz tak niespodziewanie „kocham cię”, ona będzie w szoku. Zrobi coś głupiego, może zerwie z tobą kontakt, ale wtedy pretensje możesz mieć nie do niej, tylko do siebie.
- To co mam robić?
- Musisz dać jej odczuć, że jesteś nią zainteresowany. Ona zacznie o tobie częściej myśleć, zacznie się formować twoja pozycja w jej życiu... W pewnym momencie nawet przyjdzie jej do głowy, jak by to było w związku z tobą, ale wiesz, i tak się do tego nie przyzna. Musisz być cierpliwy i nie naciskać. Proponuj jej wspólne spędzanie czasu, daj kwiaty, powiedz czasem jakiś komplement, rób niespodzianki, złap za rękę, obejmij ją... Kobieta musi poczuć się bezpieczna, musi czuć ciepło i to, że serce faceta jest dla niej otwarte.
- I że niby ty tak robiłeś z Martą? - rzucił z niedowierzaniem Sebastian
- Może nie dokładnie tak, bo to była trochę inna sytuacja, ale też podszedłem ją tak, żeby przejawiać się w jej myślach. Coś jakby uzależnić się od siebie, od obecności, towarzystwa.
Rafał z uznaniem pokiwał głową. Rady Maćka brzmiały sensownie, choć nie mogły być gwarancją sukcesu.
- Ty to jednak cwana żmija jesteś – Sebastian poklepał Strzewińskiego po ramieniu
wtorek, 12 listopada 2013
VI. Scen nr 96
Nawet spore zmęczenie nie pozwoliło szybko zasnąć komisarzom tej nocy. Wszyscy mieli przed oczyma obrazy z wieczornej akcji. Strzały, płomienie i krew... Wciąż do nich nie docierało, że komendant stracił życie, lecz także to, że Lemur został ostatecznie, raz na zawsze powstrzymany. Śmierć szefa całej grupy z pewnością doprowadzi do jej rozpadu na kilka mniejszych podgrup, które będą musiały uciekać w obawie przed aresztowaniami.
- To koniec – westchnął Sebastian, leżąc na plecach i wpatrując się w sufit – W końcu zapłacił za śmierć Agi...
Miał nadzieję, że to będzie go cieszyć, że wywoła choćby jeden mały uśmieszek na twarzy. A tymczasem on czuł pustkę. I to nie dlatego, że nie on go zabił, nie dlatego, że zginęło kilku funkcjonariuszy. Nie potrafił dokładnie określić przyczyny. Stracił cel, jaki obrał sobie po stracie ukochanej, rzecz, która go rozpędziła, pozwoliła mu otrząsnąć się i wrócić do normalnego życia. Teraz, kiedy zadanie zostało wykonane, tego celu już nie było. Co dalej z jego życiem?
Następnego ranka na komendzie panowała wyjątkowa cisza i niespokojna atmosfera. Nikt nie odważył się jako pierwszy poruszyć tematu wczorajszej akcji. Zdawali sobie sprawę, że ktoś może zginąć, lecz nikomu nie przyszło do głowy że ofiarą strzelaniny będzie komendant.
Kilka minut po godzinie dziewiątej pojawiło się dwóch mundurowych. Mieli oni zabrać rzeczy osobiste zmarłego i przekazać je rodzinie. Maciek, Sebastian, Rafał, Paulina, Tomek i Sylwia poszli wraz z nimi. W gabinecie przełożonego stanęli pod ścianą, w jednym rzędzie. W milczeniu obserwowali jak mundurowi przeglądają szafki i szuflady, a wszystko, co należało do zmarłego komendanta, pakowali do dużego, foliowego worka, który przypominał worek na śmieci.
Po wszystkim wrócili do biura. Raporty czekały od samego rana, ale dzisiaj ich uzupełnianie zdawało się być o wiele trudniejsze niż zwykle.
- Będziemy musieli wybrać delegację na pogrzeb – rzekł Rafał – Maciek, ty chyba najdłużej go znałeś, a Tomek najlepiej. Może wasza dwójka?
- Może – mruknął zamyślony – Wiesz, on czasem był surowy, ale... kiedy trzeba, potrafił zrozumieć. Przez wiele lat pracy w policji nie spotkałem jeszcze takiego przełożonego. Jako jedyny pamiętał, że czasem nad wypełnianie swoich obowiązków trzeba przełożyć to, żeby po prostu być człowiekiem.
- Ale to co zrobił... Niesamowite. Nawet się nie zawahał, natychmiast go zasłonił – Sebastian był pełen podziwu dla heroicznego czynu komendanta
- No właśnie. Co z tego że masz kamizelkę, jak zawsze możesz dostać w głowę. Ehh.
- Nie znasz dnia ani godziny – podsumowała cicho Paulina
Po powrocie do domu, Maciek szybko przywitał się z córkami i z żoną, po czym natychmiast udał się do sypialni. Dla brunetki jego zachowanie było co najmniej dziwne, bowiem nigdy się tak nie zachowywał. Zawsze cieszył się z powrotu do domu, często pomimo zmęczenia na jego twarzy pojawiał się, nawet choćby na chwilę, dobry uśmiech. Tym razem komisarz był przygaszony i ospały, jakby w ogóle stracił chęć do życia.
Marta poszła za nim do sypialni. Delikatnie zapukała do drzwi, powoli nacisnęła klamkę i wślizgnęła się do środka.
- Hej, co jest?
- Nic takiego – skłamał, choć spodziewał się że i tak kobieta nie da mu spokoju
- Przecież widzę. Chodź, zjesz coś, zaraz nakładam obiad.
- Nie jestem głodny.
Brunetka westchnęła głośno i przysiadła na skraju łóżka. Maciek jak leżał, tak leżał. Ani drgnął, w ogóle nie zareagował. Marta kątem oka zauważyła jego dłoń. Bez zastanowienia chwyciła ją, ściągając na siebie uwagę.
- Ja wiem, że miałeś wczoraj trudną akcję, że jest ci ciężko. Ale nie możesz się tym zadręczać.
- Nic nie wiesz – w odpowiedzi przekrzywiła głowę – Wiesz co się dzisiaj stało? No jasne, po co głupio pytam, skąd miałabyś wiedzieć. Zaproponowano mi posadę komendanta.
- To chyba dobrze, nie?
- Dobrze?! Ledwie zginął poprzedni komendant, stołek jeszcze po nim nie wystygł, a już chcą nowego wcisnąć.
- No wiesz, to wszystko musi jakoś sprawnie działać... - kobieta próbowała zrozumieć motywację przełożonych
- A gdzie w tym wszystkim miejsce na pamięć, szacunek? Chociażby z tego powodu powinni poczekać kilka dni! Czasem mam naprawdę tego dość. Chciałbym to wszystko rzucić w cholerę, ale z drugiej strony...
- Z drugiej strony nie wyobrażasz sobie życia bez tej pracy.
- Zobacz, pracował tyle lat, ma spore zasługi, podwładni cenili go i szanowali, a do tego oddał życie za jednego ze swoich ludzi? I co? Już o nim zapomnieli! Bo nie żyje, nie może pracować! Tylko rodzina... tylko bliscy będą o tobie pamiętać.
Brunetka zamilkła. Trudno było się nie zgodzić z komisarzem, ale chciała też, by przynajmniej spróbował zrozumieć tamtą stronę. Czasem był po prostu przesadnie bezkompromisowy. Ale był też inteligentny, kulturalny, sumienny i sprawiedliwy, choć ta sprawiedliwość w oczach Maćka nie zawsze pokrywała się z kodeksem karnym.
- Właśnie dlatego powinieneś przyjąć tę propozycję. Nie mówię że teraz, bo to faktycznie byłoby nie fair, ale za dwa, może trzy tygodnie...
- Nie Marta, ja się do tego nie nadaję
- Nie, wcale – rzuciła ironicznie – Masz pewne wzorce moralne, swoje zasady, których się trzymasz i właśnie ktoś taki powinien być autorytetem, dawać przykład. Naprawdę byłbyś świetnym szefem.
Pokręcił głową z uśmiechem. Zaczynał żałować, że powiedział żonie o propozycji. Teraz kobieta będzie mu dzień w dzień przypominać o tym, a jeśli mimo to odmówi, będzie potem wypominać, jak wielki błąd popełnił. Podniósł się do pozycji siedzącej i delikatnie przejechał dłonią po jej ramieniu.
- Mnie jest dobrze tak jak teraz. Nie potrzebuję i nie chcę zmian.
- Przyzwyczaisz się, zobaczysz.
- Ja tak nie potrafię – roześmiał się, kiedy kolejny raz napotkał opór z jej strony – Nie przepadam za papierkową robotą. Muszę jeździć w teren, nie jestem w stanie wysiedzieć osiem godzin na jednym krześle, w jednym biurze, przy jednym biurku.
- Przemyśl to – pocałowała go w policzek – Cokolwiek byś nie zrobił, ja będę cię wspierać, ale nie ukrywam, że chciałabym, żebyś się zgodził.
Nie powiedział już nic. Westchnął tylko i wziął żonę w ramiona.
- Naprawdę nie trzeba mi niczego więcej – przyznał w myślach
Sebastian, zaraz po opuszczeniu komendy, pojechał do szpitala. Czuł potrzebę spotkania z Joasią. Nie miał pojęcia jak tym razem zareaguje na jego widok, ale mimo wszystko chciał się upewnić, że chce zmiany partnera, tak jak zapewniała kilka dni wcześniej.
Choć nic poważnego jej się nie stało podczas pożaru, to jednak lekarze zdecydowali, że policjantka musi zostać na obserwacji przez jeden dzień. Po uderzeniu w głowę objawy mogły pojawić się dopiero jakiś czas po zdarzeniu.
Kiedy Sebastian wszedł do sali, zastał ją siedzącą na skraju łóżka. Natychmiast w oczy rzucił mu się pokaźny bukiet kwiatów, stojący na stoliku w wazonie. Dziewczyna odwróciła głowę w jego stronę i uśmiechnęła się.
- Hej – przywitała go
- Cześć – odparł, siadając obok niej
- Dawid mi o wszystkim powiedział. Dzięki za uratowanie życia.
- Drobiazg – mruknął lekceważąco – Wiesz że komendant wojewódzki chciał mianować Maćka nowym starym?
- Co on na to?
- A jak myślisz? - uśmiechnął się chytrze
- Hmm... zachwycony to raczej nie był.
- Ba. Wściekł się i go opieprzył, rozumiesz?! Komendanta wojewódzkiego! Ale miał rację, powiedział że to brak szacunku do wieloletniej pracy i osoby naszego byłego szefa.
- On ma łeb – stwierdziła Asia z podziwem
- Słuchaj... jesteś pewna, że chcesz zmiany partnera?
- A ty? Chcesz nadal ze mną pracować?
- Ostatnio nie było nam łatwo... - przypomniał, na co Joasia skinęła głową – Ale ja bym chciał spróbować jeszcze raz, od nowa.
- No to co, partnerze?
Wyciągnęła do niego dłoń. On z zadowoleniem serdecznie ją uścisnął.
- Tak partnerko? - odpowiedział, na co oboje wybuchnęli śmiechem. Oboje poczuli tę luźną, wspaniałą atmosferę, jaka była między nimi ostatni raz ponad rok temu. Stare, dobre czasy powróciły...
- To koniec – westchnął Sebastian, leżąc na plecach i wpatrując się w sufit – W końcu zapłacił za śmierć Agi...
Miał nadzieję, że to będzie go cieszyć, że wywoła choćby jeden mały uśmieszek na twarzy. A tymczasem on czuł pustkę. I to nie dlatego, że nie on go zabił, nie dlatego, że zginęło kilku funkcjonariuszy. Nie potrafił dokładnie określić przyczyny. Stracił cel, jaki obrał sobie po stracie ukochanej, rzecz, która go rozpędziła, pozwoliła mu otrząsnąć się i wrócić do normalnego życia. Teraz, kiedy zadanie zostało wykonane, tego celu już nie było. Co dalej z jego życiem?
Następnego ranka na komendzie panowała wyjątkowa cisza i niespokojna atmosfera. Nikt nie odważył się jako pierwszy poruszyć tematu wczorajszej akcji. Zdawali sobie sprawę, że ktoś może zginąć, lecz nikomu nie przyszło do głowy że ofiarą strzelaniny będzie komendant.
Kilka minut po godzinie dziewiątej pojawiło się dwóch mundurowych. Mieli oni zabrać rzeczy osobiste zmarłego i przekazać je rodzinie. Maciek, Sebastian, Rafał, Paulina, Tomek i Sylwia poszli wraz z nimi. W gabinecie przełożonego stanęli pod ścianą, w jednym rzędzie. W milczeniu obserwowali jak mundurowi przeglądają szafki i szuflady, a wszystko, co należało do zmarłego komendanta, pakowali do dużego, foliowego worka, który przypominał worek na śmieci.
Po wszystkim wrócili do biura. Raporty czekały od samego rana, ale dzisiaj ich uzupełnianie zdawało się być o wiele trudniejsze niż zwykle.
- Będziemy musieli wybrać delegację na pogrzeb – rzekł Rafał – Maciek, ty chyba najdłużej go znałeś, a Tomek najlepiej. Może wasza dwójka?
- Może – mruknął zamyślony – Wiesz, on czasem był surowy, ale... kiedy trzeba, potrafił zrozumieć. Przez wiele lat pracy w policji nie spotkałem jeszcze takiego przełożonego. Jako jedyny pamiętał, że czasem nad wypełnianie swoich obowiązków trzeba przełożyć to, żeby po prostu być człowiekiem.
- Ale to co zrobił... Niesamowite. Nawet się nie zawahał, natychmiast go zasłonił – Sebastian był pełen podziwu dla heroicznego czynu komendanta
- No właśnie. Co z tego że masz kamizelkę, jak zawsze możesz dostać w głowę. Ehh.
- Nie znasz dnia ani godziny – podsumowała cicho Paulina
Po powrocie do domu, Maciek szybko przywitał się z córkami i z żoną, po czym natychmiast udał się do sypialni. Dla brunetki jego zachowanie było co najmniej dziwne, bowiem nigdy się tak nie zachowywał. Zawsze cieszył się z powrotu do domu, często pomimo zmęczenia na jego twarzy pojawiał się, nawet choćby na chwilę, dobry uśmiech. Tym razem komisarz był przygaszony i ospały, jakby w ogóle stracił chęć do życia.
Marta poszła za nim do sypialni. Delikatnie zapukała do drzwi, powoli nacisnęła klamkę i wślizgnęła się do środka.
- Hej, co jest?
- Nic takiego – skłamał, choć spodziewał się że i tak kobieta nie da mu spokoju
- Przecież widzę. Chodź, zjesz coś, zaraz nakładam obiad.
- Nie jestem głodny.
Brunetka westchnęła głośno i przysiadła na skraju łóżka. Maciek jak leżał, tak leżał. Ani drgnął, w ogóle nie zareagował. Marta kątem oka zauważyła jego dłoń. Bez zastanowienia chwyciła ją, ściągając na siebie uwagę.
- Ja wiem, że miałeś wczoraj trudną akcję, że jest ci ciężko. Ale nie możesz się tym zadręczać.
- Nic nie wiesz – w odpowiedzi przekrzywiła głowę – Wiesz co się dzisiaj stało? No jasne, po co głupio pytam, skąd miałabyś wiedzieć. Zaproponowano mi posadę komendanta.
- To chyba dobrze, nie?
- Dobrze?! Ledwie zginął poprzedni komendant, stołek jeszcze po nim nie wystygł, a już chcą nowego wcisnąć.
- No wiesz, to wszystko musi jakoś sprawnie działać... - kobieta próbowała zrozumieć motywację przełożonych
- A gdzie w tym wszystkim miejsce na pamięć, szacunek? Chociażby z tego powodu powinni poczekać kilka dni! Czasem mam naprawdę tego dość. Chciałbym to wszystko rzucić w cholerę, ale z drugiej strony...
- Z drugiej strony nie wyobrażasz sobie życia bez tej pracy.
- Zobacz, pracował tyle lat, ma spore zasługi, podwładni cenili go i szanowali, a do tego oddał życie za jednego ze swoich ludzi? I co? Już o nim zapomnieli! Bo nie żyje, nie może pracować! Tylko rodzina... tylko bliscy będą o tobie pamiętać.
Brunetka zamilkła. Trudno było się nie zgodzić z komisarzem, ale chciała też, by przynajmniej spróbował zrozumieć tamtą stronę. Czasem był po prostu przesadnie bezkompromisowy. Ale był też inteligentny, kulturalny, sumienny i sprawiedliwy, choć ta sprawiedliwość w oczach Maćka nie zawsze pokrywała się z kodeksem karnym.
- Właśnie dlatego powinieneś przyjąć tę propozycję. Nie mówię że teraz, bo to faktycznie byłoby nie fair, ale za dwa, może trzy tygodnie...
- Nie Marta, ja się do tego nie nadaję
- Nie, wcale – rzuciła ironicznie – Masz pewne wzorce moralne, swoje zasady, których się trzymasz i właśnie ktoś taki powinien być autorytetem, dawać przykład. Naprawdę byłbyś świetnym szefem.
Pokręcił głową z uśmiechem. Zaczynał żałować, że powiedział żonie o propozycji. Teraz kobieta będzie mu dzień w dzień przypominać o tym, a jeśli mimo to odmówi, będzie potem wypominać, jak wielki błąd popełnił. Podniósł się do pozycji siedzącej i delikatnie przejechał dłonią po jej ramieniu.
- Mnie jest dobrze tak jak teraz. Nie potrzebuję i nie chcę zmian.
- Przyzwyczaisz się, zobaczysz.
- Ja tak nie potrafię – roześmiał się, kiedy kolejny raz napotkał opór z jej strony – Nie przepadam za papierkową robotą. Muszę jeździć w teren, nie jestem w stanie wysiedzieć osiem godzin na jednym krześle, w jednym biurze, przy jednym biurku.
- Przemyśl to – pocałowała go w policzek – Cokolwiek byś nie zrobił, ja będę cię wspierać, ale nie ukrywam, że chciałabym, żebyś się zgodził.
Nie powiedział już nic. Westchnął tylko i wziął żonę w ramiona.
- Naprawdę nie trzeba mi niczego więcej – przyznał w myślach
Sebastian, zaraz po opuszczeniu komendy, pojechał do szpitala. Czuł potrzebę spotkania z Joasią. Nie miał pojęcia jak tym razem zareaguje na jego widok, ale mimo wszystko chciał się upewnić, że chce zmiany partnera, tak jak zapewniała kilka dni wcześniej.
Choć nic poważnego jej się nie stało podczas pożaru, to jednak lekarze zdecydowali, że policjantka musi zostać na obserwacji przez jeden dzień. Po uderzeniu w głowę objawy mogły pojawić się dopiero jakiś czas po zdarzeniu.
Kiedy Sebastian wszedł do sali, zastał ją siedzącą na skraju łóżka. Natychmiast w oczy rzucił mu się pokaźny bukiet kwiatów, stojący na stoliku w wazonie. Dziewczyna odwróciła głowę w jego stronę i uśmiechnęła się.
- Hej – przywitała go
- Cześć – odparł, siadając obok niej
- Dawid mi o wszystkim powiedział. Dzięki za uratowanie życia.
- Drobiazg – mruknął lekceważąco – Wiesz że komendant wojewódzki chciał mianować Maćka nowym starym?
- Co on na to?
- A jak myślisz? - uśmiechnął się chytrze
- Hmm... zachwycony to raczej nie był.
- Ba. Wściekł się i go opieprzył, rozumiesz?! Komendanta wojewódzkiego! Ale miał rację, powiedział że to brak szacunku do wieloletniej pracy i osoby naszego byłego szefa.
- On ma łeb – stwierdziła Asia z podziwem
- Słuchaj... jesteś pewna, że chcesz zmiany partnera?
- A ty? Chcesz nadal ze mną pracować?
- Ostatnio nie było nam łatwo... - przypomniał, na co Joasia skinęła głową – Ale ja bym chciał spróbować jeszcze raz, od nowa.
- No to co, partnerze?
Wyciągnęła do niego dłoń. On z zadowoleniem serdecznie ją uścisnął.
- Tak partnerko? - odpowiedział, na co oboje wybuchnęli śmiechem. Oboje poczuli tę luźną, wspaniałą atmosferę, jaka była między nimi ostatni raz ponad rok temu. Stare, dobre czasy powróciły...
poniedziałek, 11 listopada 2013
VI. Scen nr 95
Mimo iż zbliżała się północ, Joasia wciąż starała się czuwać. Jej oczy same się zamykały, głowa opadała w dół, lecz gdy już prawie zasnęła, wtedy się budziła. W końcu zdecydowała, że musi się napić kawy. Zostawiła brata samego w sali i wyszła na korytarz, do automatu. Dziewczyna nie zamierzała się poddać i wciąż miała nadzieję, że wkrótce jej cierpliwość zostanie wynagrodzona.
Kiedy tylko poczuła smak kawy w ustach, od razu poczuła się lepiej. Odetchnęła i przysiadła na chwilę na krzesełku. Odwróciła głowę w bok i wtedy zobaczyła postać zbliżającą się w jej kierunku. Przez chwilę pomyślała, że to nie dzieje się naprawdę, że pomyliła kogoś ze swoim partnerem. Ale to naprawdę był on. Przyjechał do szpitala, pomimo późnej pory, bo wiedział, że Asia będzie czuwać.
- Mogę? - spytał, wskazując na krzesełko obok niej
- Jasne – mruknęła, wciąż wpatrując się w ciemny, gorący napój
- Pomyślałem, że... powinnaś o tym wiedzieć.
- O czym?
- Twój brat jest przypadkową ofiarą. Ktoś celowo uszkodził hamulce w samochodzie Anki, żeby to ona się rozbiła. Sprawca nie przewidział, że to nie ona będzie siedziała za kierownicą.
- Skąd to wiesz? - spojrzała na niego z niedowierzaniem
- Długa historia.
- Mamy czas – rzuciła krótko
- Facet był przed laty najgroźniejszym gangsterem w okolicy. Był numerem jeden w przestępczym półświatku. Pół roku próbowaliśmy go złapać, a kiedy już go namierzyliśmy i zastawiliśmy zasadzkę, okazało się, że był gotowy. Podłożył bombę w swojej kryjówce, kiedy weszli tam atecy... sama wiesz co się stało. Wtedy gość zniknął. Z obecnego składu w akcji braliśmy udział ja, Anka, Tomek i Rafał. Teraz facet wrócił, żeby się zemścić.
Blondynka milczała. Zmęczenie nie pozwalało jej zrozumieć tego tak szybko, jakby chciała.
- Jesteście w niebezpieczeństwie.
- Wiem, w moim samochodzie też podłożył bombę. Gdyby Sylwia mnie nie ostrzegła... Zmusił ją do współpracy, ale przełamała się i powiedziała o wszystkim.
- Świetnie. Dorwijcie go – poklepała go po ramieniu, po czym dopiła kawę i ruszyła w kierunku sali, gdzie leżał Wojtek.
- Prawdę mówiąc myślałem, że mi pomożesz – zawołał za nią.
Dziewczyna zatrzymała się w drzwiach. Sebastian stał w miejscu i obserwował jej ruchy. Przez chwilę spojrzała na niego, a potem w głąb sali. Wahała się. Znał ją na tyle dobrze, by nie móc tego nie zauważyć. Z pewnością chciała pomścić brata, ale czy miała wystarczająco sił? Już nawet nie brała pod uwagę tego, że z Sebastianem miała ostatnio nie najlepsze relacje. Mieli przecież wspólnego wroga. To wystarczający powód, by wszelkie kłótnie i spory odłożyć na bok.
Następnego dnia rano, komenda przy Pomorskiej. Komendant, dowiedziawszy się o wydarzeniach poprzedniego wieczora, zwołał zebranie w biurze komisarzy. Obecni byli wszyscy – Maciek, Sebastian, Rafał, Paulina, Joasia, Sylwia, Tomek i Kamil. Zabrakło jedynie Bartka, który został zatrzymany pod zarzutem współpracy z zorganizowaną grupą przestępczą.
- Dzięki pani przyjacielowi – zwrócił się do Sylwii – wiemy że dzisiaj w nocy Lemur i jego banda będą przejmować towar z zagranicy. Nie sądzę, żeby sobie odpuścił taką akcję, a nawet jeśli... musimy przynajmniej spróbować. Puściłem w obieg informację, że Daniel Oksik nie żyje, to powinno go trochę uspokoić.
- Zostanie świadkiem koronnym, prawda? - rudowłosa chciała mieć pewność
- Uruchomiłem już procedurę. Ponieważ mamy do czynienia z bardzo groźnym przestępcą, nie zmuszam nikogo do udziału w akcji. Nie będę miał pretensji, jeśli ktoś się wycofa.
W tym momencie Paulina podniosła rękę.
- Mam małe doświadczenie i nie czuję wystarczająco pewnie... - wyjaśniła, odsuwając się na bok
- W porządku, rozumiem.
Przez dłuższą chwilę w biurze panowała cisza, co było równoznaczne z tym, że cała reszta zgadza się na udział w akcji. Paulinie zrobiło się trochę głupio, że jako jedyna się wycofała, lecz nie wyglądało na to, by ktoś miał jej to za złe. Skoro nie czuła się na siłach, by im pomóc, to po co miała narażać życie?
- Maciek, a ty? - niewytrzymała Joasia
- Co ja?
- Masz rodzinę.
- Ale jestem policjantem. Co, mam z tego odpuszczać każdą akcję? - denerwował się – Równie dobrze mogę zginąć, kiedy będę szedł do domu, potknę się i wyrżnę głową w próg.
- Dobrze, jak wolisz – ustąpiła
Stary przypomniał im kilka rutynowych procedur, po czym zapowiedział na popołudnie spotkanie z dowódcą AT, w celu omówienia planu akcji.
Im bliżej było do wieczora, tym bardziej każdy zdawał się być podenerwowany. Już dwukrotnie próbowali zatrzymać Lemura, obie próby zakończyły się niepowodzeniem, a życie straciło kilku policjantów. Wśród ofiar była ukochana Sebastiana. Komisarz obiecał pomścić jej śmierć. Tylko to dla niego się teraz liczyło. Doszedł do wniosku, że mógłby nawet zginąć podczas tej akcji, gdyby wcześniej udało mu się zabić gangstera.
Wszyscy zdawali sobie sprawę, że to mogą być ostatnie godziny spędzane razem, że kogoś może zabraknąć wśród nich po tej akcji. Nikt jednak nie odważył się mówić o tym na głos. Każdy chciał jak najlepiej spisać się dzisiejszego wieczora, żeby tym razem udało się ostatecznie rozprawić z Lemurem.
Komendant się nie mylił – tuż po godzinie 22 na placu przed starą, opuszczoną fabryką pojawiła się jedna ciężarówka, a chwilę później druga. W punkcie dowodzenia oprócz komendanta był także dowódca ateków. Wszyscy policjanci, rozstawieni na pozycjach, czekali tylko na sygnał. Wydawało się, że Lemur wcale nie spodziewa się tego, co za chwilę się wydarzy, lecz znów zaskoczył policjantów...
Podczas gdy uprowadzone kobiety przechodziły z jednego samochodu do drugiego, gangster zapalił zapałkę i rzucił ją na ziemię. W jednej chwili ogień rozprzestrzenił się i pojawił się w środku, w fabryce, gdzie znajdowało się kilku policjantów. Komendant nie miał innego wyjścia – natychmiast wydał rozkaz, by ruszać do akcji. Wywiązała się strzelanina. Antyterroryści zdążyli postrzelić dwóch bandytów, zanim część schowała się do jednego samochodu. Odpalili silnik i próbowali uciec, lecz przy samym wyjeździe z fabryki drogę zajechał im radiowóz. Lemur tymczasem zdołał postrzelić Kamila i Maćka, którzy lekko zdezorientowani wybiegali z płonącego budynku.
Policjanci, mimo chwilowej utraty koncentracji, zyskali przewagę i zdołali obezwładnić przestępców. Wśród zatrzymanych nie było jednak Lemura.
- Gdzie on jest?! - krzyczał wściekły Rafał – Kurwa, nie wierzę! Znowu nam spierdolił!
- Teren jest otoczony, musi być gdzieś tutaj! Szukajcie go! - rozkazał dowódca ateków – Co z nim?
Tomek pochylał się nad komendantem, który chwilę wcześniej zasłonił go swoim ciałem. Gdyby nie to asystent zostałby trafiony pociskiem, lecącym prosto w kierunku jego głowy.
- Nie żyje – podniósł się z klęczek, wciąż patrząc smutnym wzrokiem na bladą twarz przełożonego, niegdyś teścia. Po rozwodzie Tomka i jego córki, komendant zawsze był mu przychylny, traktował go z szacunkiem i uznaniem, trochę jakby chciał mu wynagrodzić to nieudane małżeństwo.
- Nie ma Aśki, Sebastiana i Sylwii – zameldował dowódcy jeden z antyterrorystów
- Cholera, Aśka i Sebastian byli w budynku! Lećcie tam!
- Nie da się wejść! Ogień zajął całe wejście!
- Jasna cholera!
W tym samym czasie Rafał wraz z trzema atekami szukał Lemura. Kiedy byli odwróceni, gangster wyłonił się zza rogu budynku. Celował do nich. Już miał nacisnąć na spust, postrzelić jednego z nich, kiedy z boku stał inny strzał. Krew trysnęła z ciała przestępcy, a broń wyleciała mu z ręki. Jak na komendę, cała czwórka policjantów odwróciła się. Zobaczyli jak Lemulan upada nieprzytomny na ziemię. Patrzyli z niedowierzaniem – w końcu ten nieuchwytny, niezwykle sprytny i przebiegły przestępca leżał tu, pokonany, martwy. Stali tak w bezruchu, dopóki obok nich nie pojawiła się Sylwia. W opuszczonej ręce wciąż trzymała broń. Wtedy pojęli, że to ona strzeliła do Lemura.
- Musiałam... - wyszeptała cicho
W przeciągu kilku następnych minut na miejscu pojawiły się kolejne radiowozy, straż pożarna, karetki i pierwsi dziennikarze. Maćka uratowała kamizelka kuloodporna, natomiast Kamil miał tylko niegroźne draśnięcie na ramieniu. Dowódca zaczął robić wstępny bilans. Zginęło dwóch przestępców, Lemur, komendant, jeden z mundurowych, trzech innych było rannych, a Joasia i Sebastian wciąż nie zostali odnalezieni.
- Chyba to już koniec. Jeśli zostali w budynku, to nie ma szans, żeby byli żywi.
Wtedy, jakby na zaprzeczenie tych słów, w oddali pojawiła się męska sylwetka, trzymająca na rękach drugą osobę. Tomek natychmiast zerwał się z miejsca i pobiegł w tamtą stronę.
- Tak, to oni! - uszu dowódcy dobiegł krzyk asystenta. Teraz sytuacja stała się jasna.
Kiedy tylko poczuła smak kawy w ustach, od razu poczuła się lepiej. Odetchnęła i przysiadła na chwilę na krzesełku. Odwróciła głowę w bok i wtedy zobaczyła postać zbliżającą się w jej kierunku. Przez chwilę pomyślała, że to nie dzieje się naprawdę, że pomyliła kogoś ze swoim partnerem. Ale to naprawdę był on. Przyjechał do szpitala, pomimo późnej pory, bo wiedział, że Asia będzie czuwać.
- Mogę? - spytał, wskazując na krzesełko obok niej
- Jasne – mruknęła, wciąż wpatrując się w ciemny, gorący napój
- Pomyślałem, że... powinnaś o tym wiedzieć.
- O czym?
- Twój brat jest przypadkową ofiarą. Ktoś celowo uszkodził hamulce w samochodzie Anki, żeby to ona się rozbiła. Sprawca nie przewidział, że to nie ona będzie siedziała za kierownicą.
- Skąd to wiesz? - spojrzała na niego z niedowierzaniem
- Długa historia.
- Mamy czas – rzuciła krótko
- Facet był przed laty najgroźniejszym gangsterem w okolicy. Był numerem jeden w przestępczym półświatku. Pół roku próbowaliśmy go złapać, a kiedy już go namierzyliśmy i zastawiliśmy zasadzkę, okazało się, że był gotowy. Podłożył bombę w swojej kryjówce, kiedy weszli tam atecy... sama wiesz co się stało. Wtedy gość zniknął. Z obecnego składu w akcji braliśmy udział ja, Anka, Tomek i Rafał. Teraz facet wrócił, żeby się zemścić.
Blondynka milczała. Zmęczenie nie pozwalało jej zrozumieć tego tak szybko, jakby chciała.
- Jesteście w niebezpieczeństwie.
- Wiem, w moim samochodzie też podłożył bombę. Gdyby Sylwia mnie nie ostrzegła... Zmusił ją do współpracy, ale przełamała się i powiedziała o wszystkim.
- Świetnie. Dorwijcie go – poklepała go po ramieniu, po czym dopiła kawę i ruszyła w kierunku sali, gdzie leżał Wojtek.
- Prawdę mówiąc myślałem, że mi pomożesz – zawołał za nią.
Dziewczyna zatrzymała się w drzwiach. Sebastian stał w miejscu i obserwował jej ruchy. Przez chwilę spojrzała na niego, a potem w głąb sali. Wahała się. Znał ją na tyle dobrze, by nie móc tego nie zauważyć. Z pewnością chciała pomścić brata, ale czy miała wystarczająco sił? Już nawet nie brała pod uwagę tego, że z Sebastianem miała ostatnio nie najlepsze relacje. Mieli przecież wspólnego wroga. To wystarczający powód, by wszelkie kłótnie i spory odłożyć na bok.
Następnego dnia rano, komenda przy Pomorskiej. Komendant, dowiedziawszy się o wydarzeniach poprzedniego wieczora, zwołał zebranie w biurze komisarzy. Obecni byli wszyscy – Maciek, Sebastian, Rafał, Paulina, Joasia, Sylwia, Tomek i Kamil. Zabrakło jedynie Bartka, który został zatrzymany pod zarzutem współpracy z zorganizowaną grupą przestępczą.
- Dzięki pani przyjacielowi – zwrócił się do Sylwii – wiemy że dzisiaj w nocy Lemur i jego banda będą przejmować towar z zagranicy. Nie sądzę, żeby sobie odpuścił taką akcję, a nawet jeśli... musimy przynajmniej spróbować. Puściłem w obieg informację, że Daniel Oksik nie żyje, to powinno go trochę uspokoić.
- Zostanie świadkiem koronnym, prawda? - rudowłosa chciała mieć pewność
- Uruchomiłem już procedurę. Ponieważ mamy do czynienia z bardzo groźnym przestępcą, nie zmuszam nikogo do udziału w akcji. Nie będę miał pretensji, jeśli ktoś się wycofa.
W tym momencie Paulina podniosła rękę.
- Mam małe doświadczenie i nie czuję wystarczająco pewnie... - wyjaśniła, odsuwając się na bok
- W porządku, rozumiem.
Przez dłuższą chwilę w biurze panowała cisza, co było równoznaczne z tym, że cała reszta zgadza się na udział w akcji. Paulinie zrobiło się trochę głupio, że jako jedyna się wycofała, lecz nie wyglądało na to, by ktoś miał jej to za złe. Skoro nie czuła się na siłach, by im pomóc, to po co miała narażać życie?
- Maciek, a ty? - niewytrzymała Joasia
- Co ja?
- Masz rodzinę.
- Ale jestem policjantem. Co, mam z tego odpuszczać każdą akcję? - denerwował się – Równie dobrze mogę zginąć, kiedy będę szedł do domu, potknę się i wyrżnę głową w próg.
- Dobrze, jak wolisz – ustąpiła
Stary przypomniał im kilka rutynowych procedur, po czym zapowiedział na popołudnie spotkanie z dowódcą AT, w celu omówienia planu akcji.
Im bliżej było do wieczora, tym bardziej każdy zdawał się być podenerwowany. Już dwukrotnie próbowali zatrzymać Lemura, obie próby zakończyły się niepowodzeniem, a życie straciło kilku policjantów. Wśród ofiar była ukochana Sebastiana. Komisarz obiecał pomścić jej śmierć. Tylko to dla niego się teraz liczyło. Doszedł do wniosku, że mógłby nawet zginąć podczas tej akcji, gdyby wcześniej udało mu się zabić gangstera.
Wszyscy zdawali sobie sprawę, że to mogą być ostatnie godziny spędzane razem, że kogoś może zabraknąć wśród nich po tej akcji. Nikt jednak nie odważył się mówić o tym na głos. Każdy chciał jak najlepiej spisać się dzisiejszego wieczora, żeby tym razem udało się ostatecznie rozprawić z Lemurem.
Komendant się nie mylił – tuż po godzinie 22 na placu przed starą, opuszczoną fabryką pojawiła się jedna ciężarówka, a chwilę później druga. W punkcie dowodzenia oprócz komendanta był także dowódca ateków. Wszyscy policjanci, rozstawieni na pozycjach, czekali tylko na sygnał. Wydawało się, że Lemur wcale nie spodziewa się tego, co za chwilę się wydarzy, lecz znów zaskoczył policjantów...
Podczas gdy uprowadzone kobiety przechodziły z jednego samochodu do drugiego, gangster zapalił zapałkę i rzucił ją na ziemię. W jednej chwili ogień rozprzestrzenił się i pojawił się w środku, w fabryce, gdzie znajdowało się kilku policjantów. Komendant nie miał innego wyjścia – natychmiast wydał rozkaz, by ruszać do akcji. Wywiązała się strzelanina. Antyterroryści zdążyli postrzelić dwóch bandytów, zanim część schowała się do jednego samochodu. Odpalili silnik i próbowali uciec, lecz przy samym wyjeździe z fabryki drogę zajechał im radiowóz. Lemur tymczasem zdołał postrzelić Kamila i Maćka, którzy lekko zdezorientowani wybiegali z płonącego budynku.
Policjanci, mimo chwilowej utraty koncentracji, zyskali przewagę i zdołali obezwładnić przestępców. Wśród zatrzymanych nie było jednak Lemura.
- Gdzie on jest?! - krzyczał wściekły Rafał – Kurwa, nie wierzę! Znowu nam spierdolił!
- Teren jest otoczony, musi być gdzieś tutaj! Szukajcie go! - rozkazał dowódca ateków – Co z nim?
Tomek pochylał się nad komendantem, który chwilę wcześniej zasłonił go swoim ciałem. Gdyby nie to asystent zostałby trafiony pociskiem, lecącym prosto w kierunku jego głowy.
- Nie żyje – podniósł się z klęczek, wciąż patrząc smutnym wzrokiem na bladą twarz przełożonego, niegdyś teścia. Po rozwodzie Tomka i jego córki, komendant zawsze był mu przychylny, traktował go z szacunkiem i uznaniem, trochę jakby chciał mu wynagrodzić to nieudane małżeństwo.
- Nie ma Aśki, Sebastiana i Sylwii – zameldował dowódcy jeden z antyterrorystów
- Cholera, Aśka i Sebastian byli w budynku! Lećcie tam!
- Nie da się wejść! Ogień zajął całe wejście!
- Jasna cholera!
W tym samym czasie Rafał wraz z trzema atekami szukał Lemura. Kiedy byli odwróceni, gangster wyłonił się zza rogu budynku. Celował do nich. Już miał nacisnąć na spust, postrzelić jednego z nich, kiedy z boku stał inny strzał. Krew trysnęła z ciała przestępcy, a broń wyleciała mu z ręki. Jak na komendę, cała czwórka policjantów odwróciła się. Zobaczyli jak Lemulan upada nieprzytomny na ziemię. Patrzyli z niedowierzaniem – w końcu ten nieuchwytny, niezwykle sprytny i przebiegły przestępca leżał tu, pokonany, martwy. Stali tak w bezruchu, dopóki obok nich nie pojawiła się Sylwia. W opuszczonej ręce wciąż trzymała broń. Wtedy pojęli, że to ona strzeliła do Lemura.
- Musiałam... - wyszeptała cicho
W przeciągu kilku następnych minut na miejscu pojawiły się kolejne radiowozy, straż pożarna, karetki i pierwsi dziennikarze. Maćka uratowała kamizelka kuloodporna, natomiast Kamil miał tylko niegroźne draśnięcie na ramieniu. Dowódca zaczął robić wstępny bilans. Zginęło dwóch przestępców, Lemur, komendant, jeden z mundurowych, trzech innych było rannych, a Joasia i Sebastian wciąż nie zostali odnalezieni.
- Chyba to już koniec. Jeśli zostali w budynku, to nie ma szans, żeby byli żywi.
Wtedy, jakby na zaprzeczenie tych słów, w oddali pojawiła się męska sylwetka, trzymająca na rękach drugą osobę. Tomek natychmiast zerwał się z miejsca i pobiegł w tamtą stronę.
- Tak, to oni! - uszu dowódcy dobiegł krzyk asystenta. Teraz sytuacja stała się jasna.
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)