Wiedziała że Maciek właśnie bije się z myślami. Powinien wrócić, ogarnąć mieszkanie, oszacować straty, spisać listę zaginionych rzeczy. Rutynowe działania po każdym włamaniu. Być może nawet zaangażować się w poszukiwanie sprawcy... Jednak dominowało w nim poczucie zobowiązania wobec Marty. Obiecał jej pomoc. Zbyt emocjonalnie podchodziła do sprawy, a on miał być jej głosem rozsądku. Tylko on mógł uchronić ją przed wpakowaniem się w nowe kłopoty.
- Wracaj do Krakowa – oznajmiła stanowczo – Poradzę sobie jakoś.
- Jakoś – rzucił kpiąco – Nie ma mowy, zostaję z tobą.
Pokręciła głową. Mogła się tego spodziewać. Zawsze chciał dotrzymać danego słowa, nawet jeśli odbijało się to na nim.
- Nie musisz. Powinieneś zająć się swoimi sprawami.
- Wiele tam nie zdziałam.
Otworzyła usta, by coś dodać, lecz w porę zdołała się powstrzymać. Nie chciała by Maciek poczuł się tu niepotrzebny. Usiłowała zrozumieć w jak trudnym położeniu się teraz znalazł. Gdziekolwiek by nie był, czy u siebie, czy z nią, myślami uciekałby także do tego drugiego miejsca.
Nagle pojawił się pewien pomysł. Wymagał od niej poświęcenia, lecz czuła że jest mu to winna. Za sprawy z przeszłości i za to że po tym wszystkim potrafił rzucić wszystko dla niej. Mogła odwrócić role. Tym razem to ona miałaby porzucić swoje sprawy.
- Mam jechać z tobą? - spytała drżącym głosem – Tego chcesz?
- Nic od ciebie nie chcę – wypalił poirytowany, zanim zdał sobie sprawę jak to zabrzmiało – To znaczy... na pewno nie chcę żebyś rezygnowała ze swoich priorytetów.
- Ty właśnie rezygnujesz ze swoich – nie zamierzała dać za wygraną
- Skąd wiesz jakie one są?
- To może mi powiesz?
Skrzyżowała dłonie na piersi, oczekując odpowiedzi. Mężczyzna nie mógł jej udzielić. Jakaś wewnętrzna siła nie pozwalała mu na dobre się przed nią otworzyć. Nie potrafił powiedzieć że wciąż jest dla niego ważna, że nigdy nie potrafił o niej zapomnieć i zakochać się w innej kobiecie. Nie mógł jej stracić po raz drugi. Nie mógł też pozwolić na to by poświęcała się dla niego.
- Jutro się zastanowimy co dalej – oznajmił, dając brunetce do zrozumienia że nie zmieni swojego zdania. Pokręciła głową z niezadowoleniem, ale on nie zwracał już na nią uwagi. Chwilę później zniknął za drzwiami łazienki, zostawiając ją samą ze swoimi myślami.
- Ale on jest uparty – mruknęła niezadowolona pod nosem.
Tego dnia nie zamienili już ani słowa. Maciek wziął prysznic, zwolnił łazienkę i od razu poszedł spać. A przynajmniej udawać przed nią, by nie poruszać już żadnego kłopotliwego tematu.
O ile Marta zasnęła niemal błyskawicznie, on co chwila przewracał się z boku na bok. Nie spodziewał się że dla niego to także będzie trudny czas. Gdzieś z tyłu głowy kołatały się myśli o Ewelinie i jej ciąży. W pewnym momencie nawet poczuł wyrzuty sumienia że wyjechał bez słowa, ale uparcie wmawiał sobie, iż nie powinien mieć wobec niej żadnych zobowiązań, dopóki nie zyska pewności że jest ojcem tego dziecka. Znaczną część jego umysłu zajmowały jednak bolesne przeżycia sprzed trzech lat, które wróciły niczym błyskawica i burzliwa relacja z Martą. Nie potrafił pozbyć się poczucia że toczy się między nimi gra, w której żadne nie potrafiło zyskać znaczącej przewagi. Jeszcze sprawa śmierci jej rodziców – to właśnie na tym powinien się skupić, by rozwiązać tę zagadkę. Na domiar złego włamanie. Nie przejmował się nim zbytnio, w końcu nie miał zbyt wiele do stracenia. Broń zabrał ze sobą, a rzeczy szczególnie wartościowych nie posiadał. Dla niego nie było w tym nic nadzwyczajnego – włamywacz obserwując okolicę zauważył że przez ostatnich kilkadziesiąt godzin nikt nie pojawił się w mieszkaniu. Wiedział jednak że Marta tak łatwo nie odpuści i będzie namawiać go na powrót do Krakowa. Pojawiała się wątpliwość czy kobieta nie zmieniła zdania i zdecydowała się zrezygnować z jego pomocy. W tym momencie dostała idealny pretekst by pozbyć się jego towarzystwa.
W końcu zmęczenie wzięło górę. Zasypiając podświadomie przytulił się brunetki, jakby to właśnie miało mu zagwarantować spokojny sen, z dala od trudnej rzeczywistości.
Tym razem to Marta obudziła się jako pierwsza. Poczuła się dziwnie otwierając oczy w objęciach Maćka. Jakby nigdy nic złego się nie wydarzyło i wciąż byli szczęśliwym małżeństwem. Delikatnie wysunęła się spod jego ramienia, by zająć się poranną toaletą i wybrać do sklepu po jakieś śniadanie. Że też nie mogła wybrać nieco droższej oferty z trzema posiłkami dziennie zamiast jednego! Wtedy jednak nie koncentrowała się na tym i nie zastanawiała się nad ewentualnymi wygodami.
Kilkanaście minut później była już gotowa do wyjścia. Zanim opuściła pokój, postanowiła jeszcze zajrzeć do telefonu Maćka. Uśmiechnęła się pod nosem, gdy bez problemu poradziła sobie z blokadą ekranu. Wystarczyło narysować ten sam symbol, z którego korzystał przed laty. Potrzebowała tylko jednego numeru telefonu...
Idąc chodnikiem i mijając kolejnych ludzi wsłuchiwała się w dźwięk oczekiwania na połączenie w słuchawce telefonu. Jej tętno nieco przyspieszyło, a oddech stał się głębszy. Z każdym kolejnym sygnałem narastała chęć by się wycofać, lecz zanim podjęła ostateczną decyzję, usłyszała dźwięczny głos mężczyzny.
- Halo?
- Cześć Seba – rzuciła niepewnie, mocniej przyciskając telefon do ucha. Odpowiedziała jej cisza. Poznał ją po głosie? Wiedział że jej śmierć została sfingowana? Musiał wiedzieć. Maciek nie pojechałby w ciemno, nie mówiąc nikomu co się z nim dzieje. Zresztą, kontaktowali się na bieżąco. Na pewno wiedział.
- Marta? - wypalił zaskoczony po chwili – Co jak co, ale telefonu od ciebie to bym się nie spodziewał...
- Powiedz mi coś więcej o tym włamaniu. Maciek się zaciął, upiera się że zostaje tutaj i nie chce nic powiedzieć.
- Może ma ku temu powody? Skoro on ci nic nie mówi to nie wiem czy ja powinienem...
- Proszę cię. Nie powinien upierać się jak osioł, tylko wrócić i zająć się swoimi sprawami. Skoro nie chcesz nic powiedzieć, a on mnie nie chce słuchać... Może ty byś go przekonał?
- Zapomnij. Nie wiem co kombinujesz, ale nie zamierzam ci w tym pomagać.
Rozumiała to wrogie nastawienie. Patrzył na cierpienie przyjaciela, którego przyczyną była ona. Zresztą, z całą ekipą z Pomorskiej rozstała się w przyjacielskich relacjach. Nikt nie spodziewał się po niej czegoś takiego. Oszukała ich wszystkich. Nic dziwnego że był podejrzliwy i jej nie ufał.
- Nic nie kombinuję – oznajmiła, siląc się na spokojny ton – Chcę dla niego dobrze.
- Szkoda że wtedy o tym nie pomyślałaś.
Zacisnęła zęby. Zabolały ją te słowa, ale w tej chwili miała ważniejszy cel i była gotowa przyjąć wszystkie możliwe obelgi dla jego realizacji.
- Nie chcę pakować go w kłopoty. Okej, już to zrobiłam – dodała, uprzedzając go – Nie powinnam była. Ale jeśli on oleje to włamanie to może być jeszcze gorzej.
- Nie martw się, jestem na miejscu i kontroluję sytuację. Jeżeli będzie taka potrzeba to ściągnę go z powrotem, a póki co... nie wywiń mu kolejnego numeru, jasne? Nie zasłużył na to.
- Wiem że nie – westchnęła – Nie zamierzam. Cokolwiek o mnie myślisz, jedno się nie zmienia. Nigdy nie chciałam dla niego źle. Nawet wtedy.
Zakończyła rozmowę. Nie była z siebie zadowolona. Chciała dobrze, a tym samym dała Maćkowi kolejny powód by jej nie ufać. Znów zrobiła coś za jego plecami. Co gorsza, Sebastian prędzej czy później powie mu o tym telefonie. W tej sytuacji mogła zrobić tylko jedno – uprzedzić ten ruch i przyznać się.
Kiedy kilkanaście minut później wróciła do hotelu, Maciek wściekły przechadzał się z jednego końca pokoju do drugiego. W pierwszej chwili przyszło jej na myśl że Sebastian nie dał jej szansy się wytłumaczyć i od razu powiadomił przyjaciela. Nawet nie była na niego zła. Prawdopodobnie postąpiłaby tak samo.
- Dzięki Marta! - rzucił ironicznie na powitanie – Dzwonili do mnie z tutejszej komendy.
- W jakiej sprawie? - spytała nieco zbita z tropu. Jej podejrzenia się nie sprawdziły, ale to wcale jej nie uspokoiło. Wniosek z jego słów i reakcji był jednoznaczny – sprowadziła na niego kłopoty.
- W jakiej? - powtórzył po niej nieco wyższym tonem niż było to konieczne – Oczywiście że w sprawie twoich rodziców. A konkretnie włamania do ich domu. W sumie na co ja liczyłem... Przecież to było oczywiste że gdy tylko zorientują się że nie ma mnie w Krakowie to będę głównym podejrzanym.
Opadła na łóżko i ukryła twarz w dłoniach. Poczuła że traci grunt pod nogami. Wszystko co robiła, obracało się przeciwko niej. Porażka za porażką. Żałowała że przyszła po pomoc do Maćka. Nie powinna była w ogóle pokazywać mu się na oczy. Miał ją powstrzymywać przed nieplanowanymi i nierozsądnymi działaniami, ale nie był w stanie, skoro ona stawiała na swoim i robiła coś bez jego wiedzy.
- Przepraszam – wyszeptała, szlochając. Maciek usiadł obok i objął ją ramieniem. Wciąż miał do niej słabość i przynajmniej przed samym sobą nie potrafił już udawać że jest inaczej. Zdał sobie sprawę że jego reakcja była zbyt ostra, nawet jeśli kobieta ponosiła za to winę.
- Już, dobrze – przyciągnął ją nieco do siebie, by wtuliła się w jego ramię – Jakoś z tego wybrnę. Uprę się że przyjechałem rano albo coś innego... Może przy okazji czegoś się dowiem...
- Nie chciałam. Uwierz mi, naprawdę.
- Wiem, Marta – oznajmił ciepłym i łagodnym tonem, choć złość jeszcze mu całkiem nie przeszła. Starał się być mimo wszystko wyrozumiały choćby ze względu na to, przez co przechodziła.
wtorek, 27 sierpnia 2019
czwartek, 15 sierpnia 2019
Czas nie leczy ran cz. 15
Późnym popołudniem, po powrocie do hotelu skupili się na wyciągach bankowych, które Marta znalazła w plecaku. Ułożyli je chronologicznie i analizowali, usiłując odtworzyć historię transakcji z ostatnich kilkunastu tygodni. Znaleźli też potwierdzenie zawieszenia spłaty kredytu na rok, mimo że stan konta nie wskazywał na żadne problemy finansowe. Ich podejrzenia wzbudził jednorazowy przelew na kwotę piętnastu tysięcy złotych. Maciek musiał wystosować kolejną prośbę do Sebastiana.
- Nie trudź się – wymamrotała, kiedy sięgnął po telefon – To fałszywe nazwisko.
- Skąd wiesz?
Pokazała mu paszport. Dane osobowe pokrywały się z odbiorcą. Mężczyzna wykonał przelew do samego siebie. Czyżby czuł zbliżające się niebezpieczeństwo i przygotowywał do ucieczki? Dlaczego więc nie przelał całej kwoty? Po co w ogóle to robił, skoro miał gotówkę? Kiedy zamierzał zniknąć? Ile czasu mu brakło? Dzień, dwa? Tydzień?
- Wiedział że coś się stanie – stwierdziła brunetka, nieobecnym wzrokiem wpatrując się w kartkę z informacjami o przelewie – Idę się przejść.
- Iść z tobą?
- Nie. Chcę być sama.
Odprowadził ją wzrokiem do drzwi. Rozumiał że to dla niej szok i dlatego uszanował jej prośbę. Właśnie zdała sobie sprawę że to nie musiało się tak skończyć. Że była szansa na ratunek. Zabolało na nowo. Maciek tylko westchnął ze współczuciem, po czym wrócił do papierów. Postanowił je przejrzeć do końca i podzielić się z Martą nowymi odkryciami, gdyby takie się znalazły. A pierwsze pojawiło się już od razu. Brunetka nie sprawdziła daty. Przelew wykonano ponad miesiąc temu. Zbyt długo na potencjalne przygotowanie do ucieczki przed niebezpieczeństwem. Musiało mieć to związek z czymś innym lub był to zwykły przypadek.
Nie zdawała sobie sprawy jak długo spacerowała po okolicy. Potrzebowała się wyciszyć i uspokoić. Na początku spaceru się udało, lecz potem rzeczywistość coraz mocniej przypominała o sobie i domagała się kolejnych działań. Wciąż nie dawały jej spokoju dokumenty na Maćka i jego podejrzane powiązania sprzed trzech lat. Powinna była to wyjaśnić od razu, kiedy wpadła do jego mieszkania z bronią. Nie będzie już miała lepszego momentu. Ani na spokojnie, ani tym bardziej gdy puszczą jej wszystkie hamulce i nerwy przejmą nad nią kontrolę. Nie spodziewała się jednak że stanie się to już za parę minut...
Maciek nie zauważył kiedy wróciła. Stał przy oknie, twarzą do szyby i rozmawiał przez telefon. Słowa, które usłyszała brunetka, wskazywałyby na to że pojawiła się w zupełnie nieoczekiwanym przez niego momencie.
- Tak, wiem że minęły trzy lata... Nie mogłem odpuścić takiej okazji. Co potem? Wrócę do Krakowa, do swojego życia... o ile stary mnie po wszystkim nie wywali – zaśmiał się pod nosem – Dobra, dzięki, trzymaj się.
- Jakiej okazji? Z kim rozmawiałeś? - wypaliła stanowczo Marta, zachowując bezpieczną odległość od niego
- Z Sebastianem – wydusił zaskoczony jej podejrzliwością – Nie wiem co usłyszałaś i co sobie pomyślałaś...
- Wystarczająco dużo. Jaka ja jestem głupia! - pokręciła głową z niedowierzaniem – Co mnie podkusiło żeby przyjść właśnie do ciebie!
- Marta, spokojnie, wyjaśnij...
- Co cię łączy z Jarosławem Gniadackim? - podeszła bliżej i spojrzała mu prosto w oczy. Zmrużył je lekko. A więc jednak, coś było na rzeczy. Przecież to z nim był na jednym ze zdjęć, które znalazła rano.
- Dlaczego pytasz?
- Odpowiedz.
- Interesy – odparł, siląc się na jak najbardziej spokojny ton. Brunetka pokiwała głową, a po policzkach popłynęły jej łzy. Więc to prawda. Jej mąż nie był osobą, za którą go miała.
- Interesy – powtórzyła jak echo – Nazwijmy rzeczy po imieniu. Byłeś wtyką, Maciek. Chroniłeś im tyłki!
- Czekaj, co? - spytał zaskoczony jej zarzutami – Jaką wtyką? Marta, do cholery...
- Porwali mnie, ale im zwiałam. Wiedziałeś o tym? Wiedziałeś, prawda?
Miała jeszcze nadzieję że to tylko straszna pomyłka. Maciek mógł zostać odsunięty od informacji, kiedy sprawy zaczęły dotyczyć jej. Nie musieli mu o tym mówić. Nie musieli go traktować jak równego współpracownika. Nie musieli mieć żadnych oporów przed zlikwidowaniem jej, tylko dlatego że była żoną ich informatora.
Chciała by zaprzeczył. Chciała usłyszeć że się myli, że popełniła błąd i pochopnie oceniła Maćka. Wciąż jednak w głowie miała wszystkie argumenty świadczące przeciw niemu. Zdjęcia, kontakty z Gniadackim, słowa policjantów przed trzema laty... Przecież był ich kolegą po fachu, nie sugerowaliby zagrożenia z jego strony bez powodu.
- Nie rozumiem – wykrztusił zmieszany – Możesz zacząć, po kolei, od początku?
- Możesz nie udawać i się przyznać? - na jej twarzy niepokój mieszał się wraz ze złością. Miała ochotę wziąć spory zamach i uderzyć go w policzek, ale jakaś wewnętrzna siła nie pozwalała jej tego zrobić. Patrzyła mu w oczy. Czekała na cud, na jakieś racjonalne wytłumaczenie tej dziwnej sytuacji.
- Dobrze – westchnął ciężko, a po plecach Marty przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Nie była pewna czy powinni wracać do wydarzeń sprzed trzech lat, ale potrzebne było oczyszczenie atmosfety.
- Pamiętasz że trochę nam się nie wiodło z kasą? - kontynuował, zaś brunetka skinęła głową w odpowiedzi na jego pytanie – Chciałaś wrócić do pracy, ja na to nie pozwalałem... To nie jest tak że unosiłem się honorem, że jako facet powinienem nas utrzymać, a ty zajmować się dzieckiem. Wiem, ten model jest przestarzały, nie żyjemy w latach 60. poprzedniego wieku.
- Maciek, do rzeczy.
- Owszem, słyszałem o powiązaniach Gniadackiego z handlarzami żywym towarem, ale nie zagłębiałem się w to. Facet grał w kasynie i dobrze mu szło. Pomyślałem że mogę to wykorzystać.
- Miał nauczyć cię grać? - rzuciła drwiąco
- Inaczej. Przypadkiem znalazłem przy nim kokainę i obiecałem przymknąć na to oko, jeśli zagra dla mnie. Trzydzieści procent z wygranej dla niego, reszta dla mnie.
- Przypadkiem – pokręciła głową z niedowierzaniem – Podłożyłeś mu ją?
- Musiałem go przekonać do współpracy – wzruszył ramionami. Wszystko szło dobrze, do czasu...
- Ty idioto... - wycedziła przez zęby – Dlaczego mi nic nie powiedziałeś?! Niech to szlag... Niech to szlag!
Chwyciła szklany wazon z szafki i cisnęła nim o podłogę. Następnym co wpadło jej w ręce była poduszka. Chwilę później leciała już w stronę Maćka. Czarnowłosy natychmiast postanowił interweniować, nim kobieta zdemoluje cały pokój. Choć nie zamierzała mu się poddać, przewaga siły zrobiła swoje. Zaprowadził ją do łazienki, odkręcił wodę i ochlapał ją po twarzy.
- Już, uspokoiłaś się? - powoli ją puścił, uważnie obserwując każdy ruch. Spojrzała na niego z wyrzutem. Nie wiedział czy teraz bardziej ma pretensje o to co usłyszała, czy o sposób w jaki postanowił pomóc jej ochłonąć.
- Nie chciałam słyszeć że możesz być wtyką – wyznała cicho – Ale sam dałeś mi powody bym tak pomyślała. Kretyn.
Minęła go w drzwiach ze spuszczoną głową. Miała mieszane uczucia. Ulżyło jej, lecz jednocześnie zdała sobie sprawę że gdyby Maciek wtedy powiedział jej prawdę, nie musiałaby znikać bez niego. Mogli wyjechać razem, nadal być szczęśliwą rodziną. Oboje to zniszczyli.
- Dlatego przede mną się ukrywałaś? - nie zamierzał dać jej spokoju. Oczekiwał wyjaśnień, skoro już poruszyli ten temat.
- Przed tobą – zaśmiała się drwiąco – Nawet gdybyś był tą cholerną wtyką... byłbyś płotką, Maciek. Nie miałam żadnych powodów żeby się ciebie obawiać.
- Czyżby? - podszedł na tyle blisko niej, że znalazła się przy samej ścianie. Oparł się dłońmi na wysokości jej ramion, uniemożliwiając ewentualną ucieczkę. Ich spojrzenia się spotkały. Nagle całe to napięcie, które nagromadziło się między nimi, przybrało zupełnie inny charakter. Tak przed laty, kiedy ich ciągłe kłótnie w końcu zaowocowały namiętnym romansem. Brunetka przymknęła oczy, a wtedy Maciek powoli zbliżył się do jej ust. Pocałował ją, objął w talii. Przez moment oddawała mu pocałunki, po czym odsunęła się i uderzyła go otwartą dłonią w policzek.
Czarnowłosy pomyślał że popełnił błąd i posunął się za daleko, lecz zanim zdążył ją przeprosić, zarzuciła mu ręce na szyję i teraz to ona go pocałowała. Mimo to czuł się niezręcznie. Nie wiedział na jak wiele może sobie pozwolić, a także dokąd to wszystko zmierza. Nie potrafił wyczuć czego chce Marta. Oderwie się od niego i poprzestanie na tym czy może pójdzie z nim na całość i skończy się to upojną nocą w łóżku? W tym momencie jej pragnął i prawdopodobnie gdyby nie ostrzegawczy „liść” w policzek, posunąłby się o krok dalej.
Z opresji wyratował go dźwięk telefonu. Natychmiast oderwał się od Marty, która próbowała ściągnąć mu koszulkę. Nie wiedział na ile to była gra, a na ile kobieta dała się ponieść uczuciom. Na wszelki wypadek wolał zachować ostrożność. Jednak informacja, którą otrzymał od Sebastiana sprawiła że natychmiast porzucił rozważania nad swoją relacją z brunetką, a skupił się na ważniejszych problemach.
- Co się stało? - spytała, zauważając jego zdenerwowanie
- Było włamanie do mojego mieszkania.
- Nie trudź się – wymamrotała, kiedy sięgnął po telefon – To fałszywe nazwisko.
- Skąd wiesz?
Pokazała mu paszport. Dane osobowe pokrywały się z odbiorcą. Mężczyzna wykonał przelew do samego siebie. Czyżby czuł zbliżające się niebezpieczeństwo i przygotowywał do ucieczki? Dlaczego więc nie przelał całej kwoty? Po co w ogóle to robił, skoro miał gotówkę? Kiedy zamierzał zniknąć? Ile czasu mu brakło? Dzień, dwa? Tydzień?
- Wiedział że coś się stanie – stwierdziła brunetka, nieobecnym wzrokiem wpatrując się w kartkę z informacjami o przelewie – Idę się przejść.
- Iść z tobą?
- Nie. Chcę być sama.
Odprowadził ją wzrokiem do drzwi. Rozumiał że to dla niej szok i dlatego uszanował jej prośbę. Właśnie zdała sobie sprawę że to nie musiało się tak skończyć. Że była szansa na ratunek. Zabolało na nowo. Maciek tylko westchnął ze współczuciem, po czym wrócił do papierów. Postanowił je przejrzeć do końca i podzielić się z Martą nowymi odkryciami, gdyby takie się znalazły. A pierwsze pojawiło się już od razu. Brunetka nie sprawdziła daty. Przelew wykonano ponad miesiąc temu. Zbyt długo na potencjalne przygotowanie do ucieczki przed niebezpieczeństwem. Musiało mieć to związek z czymś innym lub był to zwykły przypadek.
Nie zdawała sobie sprawy jak długo spacerowała po okolicy. Potrzebowała się wyciszyć i uspokoić. Na początku spaceru się udało, lecz potem rzeczywistość coraz mocniej przypominała o sobie i domagała się kolejnych działań. Wciąż nie dawały jej spokoju dokumenty na Maćka i jego podejrzane powiązania sprzed trzech lat. Powinna była to wyjaśnić od razu, kiedy wpadła do jego mieszkania z bronią. Nie będzie już miała lepszego momentu. Ani na spokojnie, ani tym bardziej gdy puszczą jej wszystkie hamulce i nerwy przejmą nad nią kontrolę. Nie spodziewała się jednak że stanie się to już za parę minut...
Maciek nie zauważył kiedy wróciła. Stał przy oknie, twarzą do szyby i rozmawiał przez telefon. Słowa, które usłyszała brunetka, wskazywałyby na to że pojawiła się w zupełnie nieoczekiwanym przez niego momencie.
- Tak, wiem że minęły trzy lata... Nie mogłem odpuścić takiej okazji. Co potem? Wrócę do Krakowa, do swojego życia... o ile stary mnie po wszystkim nie wywali – zaśmiał się pod nosem – Dobra, dzięki, trzymaj się.
- Jakiej okazji? Z kim rozmawiałeś? - wypaliła stanowczo Marta, zachowując bezpieczną odległość od niego
- Z Sebastianem – wydusił zaskoczony jej podejrzliwością – Nie wiem co usłyszałaś i co sobie pomyślałaś...
- Wystarczająco dużo. Jaka ja jestem głupia! - pokręciła głową z niedowierzaniem – Co mnie podkusiło żeby przyjść właśnie do ciebie!
- Marta, spokojnie, wyjaśnij...
- Co cię łączy z Jarosławem Gniadackim? - podeszła bliżej i spojrzała mu prosto w oczy. Zmrużył je lekko. A więc jednak, coś było na rzeczy. Przecież to z nim był na jednym ze zdjęć, które znalazła rano.
- Dlaczego pytasz?
- Odpowiedz.
- Interesy – odparł, siląc się na jak najbardziej spokojny ton. Brunetka pokiwała głową, a po policzkach popłynęły jej łzy. Więc to prawda. Jej mąż nie był osobą, za którą go miała.
- Interesy – powtórzyła jak echo – Nazwijmy rzeczy po imieniu. Byłeś wtyką, Maciek. Chroniłeś im tyłki!
- Czekaj, co? - spytał zaskoczony jej zarzutami – Jaką wtyką? Marta, do cholery...
- Porwali mnie, ale im zwiałam. Wiedziałeś o tym? Wiedziałeś, prawda?
Miała jeszcze nadzieję że to tylko straszna pomyłka. Maciek mógł zostać odsunięty od informacji, kiedy sprawy zaczęły dotyczyć jej. Nie musieli mu o tym mówić. Nie musieli go traktować jak równego współpracownika. Nie musieli mieć żadnych oporów przed zlikwidowaniem jej, tylko dlatego że była żoną ich informatora.
Chciała by zaprzeczył. Chciała usłyszeć że się myli, że popełniła błąd i pochopnie oceniła Maćka. Wciąż jednak w głowie miała wszystkie argumenty świadczące przeciw niemu. Zdjęcia, kontakty z Gniadackim, słowa policjantów przed trzema laty... Przecież był ich kolegą po fachu, nie sugerowaliby zagrożenia z jego strony bez powodu.
- Nie rozumiem – wykrztusił zmieszany – Możesz zacząć, po kolei, od początku?
- Możesz nie udawać i się przyznać? - na jej twarzy niepokój mieszał się wraz ze złością. Miała ochotę wziąć spory zamach i uderzyć go w policzek, ale jakaś wewnętrzna siła nie pozwalała jej tego zrobić. Patrzyła mu w oczy. Czekała na cud, na jakieś racjonalne wytłumaczenie tej dziwnej sytuacji.
- Dobrze – westchnął ciężko, a po plecach Marty przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Nie była pewna czy powinni wracać do wydarzeń sprzed trzech lat, ale potrzebne było oczyszczenie atmosfety.
- Pamiętasz że trochę nam się nie wiodło z kasą? - kontynuował, zaś brunetka skinęła głową w odpowiedzi na jego pytanie – Chciałaś wrócić do pracy, ja na to nie pozwalałem... To nie jest tak że unosiłem się honorem, że jako facet powinienem nas utrzymać, a ty zajmować się dzieckiem. Wiem, ten model jest przestarzały, nie żyjemy w latach 60. poprzedniego wieku.
- Maciek, do rzeczy.
- Owszem, słyszałem o powiązaniach Gniadackiego z handlarzami żywym towarem, ale nie zagłębiałem się w to. Facet grał w kasynie i dobrze mu szło. Pomyślałem że mogę to wykorzystać.
- Miał nauczyć cię grać? - rzuciła drwiąco
- Inaczej. Przypadkiem znalazłem przy nim kokainę i obiecałem przymknąć na to oko, jeśli zagra dla mnie. Trzydzieści procent z wygranej dla niego, reszta dla mnie.
- Przypadkiem – pokręciła głową z niedowierzaniem – Podłożyłeś mu ją?
- Musiałem go przekonać do współpracy – wzruszył ramionami. Wszystko szło dobrze, do czasu...
- Ty idioto... - wycedziła przez zęby – Dlaczego mi nic nie powiedziałeś?! Niech to szlag... Niech to szlag!
Chwyciła szklany wazon z szafki i cisnęła nim o podłogę. Następnym co wpadło jej w ręce była poduszka. Chwilę później leciała już w stronę Maćka. Czarnowłosy natychmiast postanowił interweniować, nim kobieta zdemoluje cały pokój. Choć nie zamierzała mu się poddać, przewaga siły zrobiła swoje. Zaprowadził ją do łazienki, odkręcił wodę i ochlapał ją po twarzy.
- Już, uspokoiłaś się? - powoli ją puścił, uważnie obserwując każdy ruch. Spojrzała na niego z wyrzutem. Nie wiedział czy teraz bardziej ma pretensje o to co usłyszała, czy o sposób w jaki postanowił pomóc jej ochłonąć.
- Nie chciałam słyszeć że możesz być wtyką – wyznała cicho – Ale sam dałeś mi powody bym tak pomyślała. Kretyn.
Minęła go w drzwiach ze spuszczoną głową. Miała mieszane uczucia. Ulżyło jej, lecz jednocześnie zdała sobie sprawę że gdyby Maciek wtedy powiedział jej prawdę, nie musiałaby znikać bez niego. Mogli wyjechać razem, nadal być szczęśliwą rodziną. Oboje to zniszczyli.
- Dlatego przede mną się ukrywałaś? - nie zamierzał dać jej spokoju. Oczekiwał wyjaśnień, skoro już poruszyli ten temat.
- Przed tobą – zaśmiała się drwiąco – Nawet gdybyś był tą cholerną wtyką... byłbyś płotką, Maciek. Nie miałam żadnych powodów żeby się ciebie obawiać.
- Czyżby? - podszedł na tyle blisko niej, że znalazła się przy samej ścianie. Oparł się dłońmi na wysokości jej ramion, uniemożliwiając ewentualną ucieczkę. Ich spojrzenia się spotkały. Nagle całe to napięcie, które nagromadziło się między nimi, przybrało zupełnie inny charakter. Tak przed laty, kiedy ich ciągłe kłótnie w końcu zaowocowały namiętnym romansem. Brunetka przymknęła oczy, a wtedy Maciek powoli zbliżył się do jej ust. Pocałował ją, objął w talii. Przez moment oddawała mu pocałunki, po czym odsunęła się i uderzyła go otwartą dłonią w policzek.
Czarnowłosy pomyślał że popełnił błąd i posunął się za daleko, lecz zanim zdążył ją przeprosić, zarzuciła mu ręce na szyję i teraz to ona go pocałowała. Mimo to czuł się niezręcznie. Nie wiedział na jak wiele może sobie pozwolić, a także dokąd to wszystko zmierza. Nie potrafił wyczuć czego chce Marta. Oderwie się od niego i poprzestanie na tym czy może pójdzie z nim na całość i skończy się to upojną nocą w łóżku? W tym momencie jej pragnął i prawdopodobnie gdyby nie ostrzegawczy „liść” w policzek, posunąłby się o krok dalej.
Z opresji wyratował go dźwięk telefonu. Natychmiast oderwał się od Marty, która próbowała ściągnąć mu koszulkę. Nie wiedział na ile to była gra, a na ile kobieta dała się ponieść uczuciom. Na wszelki wypadek wolał zachować ostrożność. Jednak informacja, którą otrzymał od Sebastiana sprawiła że natychmiast porzucił rozważania nad swoją relacją z brunetką, a skupił się na ważniejszych problemach.
- Co się stało? - spytała, zauważając jego zdenerwowanie
- Było włamanie do mojego mieszkania.
poniedziałek, 5 sierpnia 2019
Czas nie leczy ran cz. 14
- Nic takiego – pokiwał głową, nie zdając sobie sprawy że wypowiedział te słowa na głos. Spojrzał z lekkim niepokojem na Martę. Wyglądała na zadowoloną z siebie. Nagle jej zachowanie wydało mu się podejrzane. Jeżeli dokonała rezerwacji wcześniej... Skąd wiedziała że zgodzi się by z nią pojechać? Dlaczego chciała być z nim w jednym pokoju? Dlaczego mieli spać razem? Czy zamierzała wykorzystać śmierć swoich rodziców by się do niego zbliżyć? Tylko po co, skoro trzy lata temu uciekła i zniknęła?
Zdał sobie sprawę że jego wyobraźnia dostała zbyt dużo swobody, a jego rozważania wysunęły się zdecydowanie za daleko. Mimo wszystko nie powinien nawet tak pomyśleć. Musiałaby już być kompletnie wyprana z uczuć, bezduszna i perfidna. Nie mogła się tak bardzo zmienić przez te trzy lata. Nie potrafiłaby tak dobrze grać. Naprawdę cierpiała z powodu śmierci rodziców, a odnalezienie i ukaranie sprawcy postawiła sobie za punkt honoru.
- Idę pod prysznic – oznajmiła, wyciągnąwszy ręcznik ze swojego bagażu – Ogarniesz coś do jedzenia?
- Jasne – rzucił machinalnie – Jakieś specjalne życzenia?
- Weź truskawki, bitą śmietanę i szampana. No co? - zaśmiała się, kiedy go zamurowało – Przecież nie mówię poważnie.
Pokiwał głową, nieco zbity z tropu jej żartem, po czym opuścił pokój. Brunetka jeszcze przez chwilę skupiała swój wzrok na beżowej tapecie zdobiącej ścianę. Tak naprawdę chciała się pozbyć towarzystwa Maćka. Potrzebowała dwóch, może trzech minut by zyskać pewność że mężczyzna nie wpadnie tu nagle, oznajmiając że zapomniał portfela czy innej rzeczy, która byłaby mu koniecznie potrzebna.
Sięgnęła po plecak i powoli, drżącymi rękoma rozsunęła zamek błyskawiczny. Wysypała całą zawartość na łóżko. Pierwszym co rzuciło jej się w oczy był spory plik pieniędzy. Kilkanaście tysięcy w gotówce. Obok dwa paszporty, najprawdopodobniej na fikcyjne nazwiska. Zerknęła na dane tylko po to, by upewnić się że miała rację. Uśmiechnęła się pod nosem. Nie zapomniał o żonie. Gdyby z jakiegoś powodu musiał zniknąć, zabrałby ją ze sobą. I on miałby ją zabić? Osobę, którą tak bardzo kochał, o którą zawsze dbał i chciał dla niej jak najlepiej? Jeśli ktokolwiek w to wierzył, to tylko dlatego że ich nie znał.
Znalazła jeszcze kilka wyciągów bankowych. Od razu odłożyła je na bok, bowiem jej uwagę przyciągnęły dwie teczki. W jednej znajdowały się zdjęcia i dane niektórych osób, którym potencjalnie mogła się nie podobać jego zawodowa kariera. Sięgnęła pamięcią do nazwisk, które sprawdziła na własną rękę. Spora część z nich się pokrywała. Nie zanosiło się na przełom. Pozostała jeszcze druga teczka. Zamarła, kiedy zobaczyła jej zawartość. Sporo zdjęć Maćka, spisany cały przebieg jego pracy w policji, opisy kilku śledztw, nawet kserokopie jego raportów. Po plecach przeszedł jej nieprzyjemny dreszcz.
- Szukał na niego haka – stwierdziła bez cienia wątpliwości – Tylko po co? Obwiniał go za moją śmierć i chciał go zniszczyć?
Pokręciła głową z niedowierzaniem. Nawet na przestępców nie było tyle papierów, ile na jej męża. Trafiła też na przygotowane orzeczenie o niezdolności do wykonywania zawodu. Z podpisem lekarza psychiatry, z pieczątką, lecz bez wpisanej daty. Zapewne to miała być karta przetargowa, as w rękawie. Czy jej ojciec miał jakiekolwiek powody by obawiać się Maćka?
Miała mętlik w głowie. Przejrzała kilka zdjęć. Wszystkie robione z ukrycia, w różnych miejscach – przed komendą policji, na osiedlu bloków, na leśnym parkingu, nawet na miejscu wypadku, w którym rzekomo zginęła... Skupiła się na jednej fotografii. Maciek był tam na plaży z jakimś mężczyzną. Wiedziała z kim, rozpoznała go. Wspomnienia sprzed trzech lat wróciły. Tak bardzo się wtedy bała, była na skraju załamania. Cały jej świat legł wtedy w gruzach. Nie chciała wierzyć że jej mąż może być złym człowiekiem, że prowadzi podwójne życie. Że człowiek, któremu ufała, za którego kiedyś dałaby się pokroić, może bez skrupułów przyczynić się do jej krzywdy. Nic nie było takie jak sobie wyobrażała. Nie wiedziała jak się teraz zachować. Ukryć ten fakt przed czarnowłosym czy zażądać prawdy?
- Znam cię – warknęła z wyrzutem, wpatrując się w postać Maćka na zdjęciu – Kimkolwiek jesteś, nie dałbyś mnie skrzywdzić. Nie pozwoliłbyś, prawda?
Kiedy Maciek wrócił z zakupami, brunetka zajmowała jeszcze łazienkę. W oczekiwaniu na nią przysiadł sobie na krześle i rozejrzał się po pomieszczeniu. Beżowa tapeta z wypukłymi paskami i kwiatami wydała mu się tandetna. Ale czego spodziewać się po pokoju, który jest używany przez średnio sto pięćdziesiąt, a może nawet dwieście osób rocznie? Wykładzina na podłodze stylizowana wyglądem na drewniane panele wyglądała na dosyć zadbaną. Kolejnym przedmiotem, który przykuł jego uwagę był pozłacany żyrandol. Przypominał trochę koronę drzewa, tylko zamiast liści znajdowały się tam niewielkie żaróweczki. Czarnowłosy był skłonny doliczyć się ich ilości, lecz przerwało mu pojawienie się Marty.
- Możesz iść – wskazała ręką na drzwi, za którymi się znajdowała jeszcze chwilę temu
- Kupiłem bułki, ser, jogurt, sok pomarańczowy... - przerwał wyliczanie, gdy dostrzegł że kobieta nie jest zainteresowana tym co mówi. Westchnął cicho i już bez słowa poszedł pod prysznic. Marta nasłuchiwała uważnie. Jej uszu dobiegł szum wody, a wtedy zaczęła przeszukiwać bagaż Maćka. Nie mogła się powstrzymać. Teczka, którą znalazła w plecaku, poddała w wątpliwość zaufanie.
Przeglądała jego rzeczy szybko i niedbale. Nie znalazła nic poza ubraniami, kosmetykami czy innymi rzeczami codziennego użytku. Wbrew pozorom wcale jej nie ulżyło. Przecież gdyby Maciek chciał coś przed nią ukryć to na pewno nie trzymałby tego tak po prostu w bagażu.
- Idiotka – skwitowała z ironicznym uśmiechem. Pozostało tylko jakoś wytłumaczyć ten bałagan, który zrobiła w torbie. Nie musiała się długo zastanawiać.
- Maciek, masz ładowarkę do telefonu? - krzyknęła przez drzwi – Chyba nie wzięłam swojej.
Nie słyszała jego odpowiedzi. Nawet na nią nie czekała. Dla zachowania pozorów zabrała wspomniany przedmiot i podłączyła do kontaktu. Przysiadła na skraju łóżka z zasępioną miną. Nie mogła przestać myśleć o znalezisku sprzed kilkunastu minut. Postanowiła że ukryje ten fakt przed Maćkiem, ale będzie uważnie przyglądać się jego zachowaniu.
Dwie godziny później Marta i Maciek wybrali się na spotkanie z Januszem Głogowskim. Nie mógł się ich spodziewać. Brunetka chciała wykorzystać efekt zaskoczenia i po prostu zagadać go w pracy. Ustaliła z czarnowłosym że to ona będzie rozmawiać, a on ma być w pobliżu i w razie potrzeby reagować. Miała nadzieję iż nie będzie takiej potrzeby, skoro zaczepi go w miejscu publicznym.
Mężczyzna udał że wybiera się na zakupy, podczas gdy ona pewnym siebie krokiem podeszła do stojącego nieopodal kas ochroniarza.
- Pan Janusz Głogowski? - wyciągnęła dłoń na powitanie, nie czekając na odpowiedź – Agnieszka Brylska-Mróz, psychiatra. Mogę zająć chwilę?
- Psychiatra? - spytał zaskoczony – Pani wybaczy, jestem w pracy.
- Chodzi o mojego byłego pacjenta, pańskiego brata, Bartosza.
Mężczyzna odwrócił na moment głowę. Usłyszała ciche westchnięcie.
- Dobrze, ale tylko chwilę. Chodźmy na zewnątrz.
Kiedy znaleźli się przed niewielką galerią handlową, mężczyzna wyciągnął paczkę papierosów i poczęstował brunetkę. Odmówiła, choć czasem zdarzało jej się zapalić. Nie zamierzała jednak tego robić z potencjalnym mordercą jej rodziców.
- Bartek nie żyje, czego pani chce?
- A teraz nie żyje prokurator, który żądał najwyższego wymiaru kary dla niego. Pewnie pan słyszał w telewizji.
- Przypadek? – uśmiechnął się, co zirytowało Martę, choć nie wyprowadziło z równowagi – Dlaczego to w ogóle panią interesuje?
- Bartosz miał do niego żal. Właśnie o ten wyrok.
Czuła że stąpa po kruchym lodzie. Blefowała, ale to był jedyny sposób by nawiązać rozmowę z mężczyzną. Gdyby oznajmiła że jest policjantką albo wyznała wprost że to był jej ojciec, byłaby spalona już na starcie. Nie przewidziała tylko jednej rzeczy...
- Nie jesteś żadnym pieprzonym psychiatrą – rzucił, patrząc jej prosto w oczy – Tajemnica lekarska, mówi ci to coś? Psiarnia, detektyw czy ludzie z miasta? Kto cię przysyła i czego chcecie?
- Zabiłeś go? Jego i żonę? - spytała wprost, wiedząc że jest już na straconej pozycji
- Wal się. Ty, twoi koledzy, twoi mocodawcy... Ktokolwiek kto za tobą stoi. Co cię to kurwa obchodzi? Zostawcie mnie w spokoju.
Zdenerwowany mężczyzna przydepnął niedopałek papierosa, który przed chwilą rzucił na ziemię i zniknął za rozsuwanymi drzwiami. Brunetka zaklęła cicho pod nosem. Nie mogła jednoznacznie wykluczyć go z grona podejrzanych po tej rozmowie, ale odniosła wrażenie iż ma on inne problemy na swojej głowie.
- I jak? Facet wyglądał na lekko zaniepokojonego – Maciek dołączył do niej gdy zobaczył ochroniarza ponownie na terenie obiektu
- Schrzaniłam – oznajmiła krótko, ruszając w stronę parkingu
- Mówiłem żeby go śledzić i wyciągnąć z niego co trzeba...
- Maciek, do cholery – przewróciła oczami – To były wojskowy, umie się bronić.
- Dobra, chodźmy na jakąś kawę, co? Poproszę Sebastiana żeby nam dobrze prześwietlił tego pana...
Skinęła głową. Słowa Maćka i jego pewność siebie wobec proponowanego rozwiązania siłowego przygnały kolejne wątpliwości co do niego. Nie była w stanie uwierzyć że był przekonany iż będzie w stanie obezwładnić dobrze wyszkolonego mężczyznę, który połowę swojego życia spędził w wojsku. A tym bardziej zmusić go do mówienia! Naprawdę tak bardzo się myliła? Naprawdę tak mało o nim wiedziała? Znała jego ryzykowne i kontrowersyjne metody, ale dotychczas stosował je tylko w ostateczności. A może to był tylko wierzchołek góry lodowej?
Zdał sobie sprawę że jego wyobraźnia dostała zbyt dużo swobody, a jego rozważania wysunęły się zdecydowanie za daleko. Mimo wszystko nie powinien nawet tak pomyśleć. Musiałaby już być kompletnie wyprana z uczuć, bezduszna i perfidna. Nie mogła się tak bardzo zmienić przez te trzy lata. Nie potrafiłaby tak dobrze grać. Naprawdę cierpiała z powodu śmierci rodziców, a odnalezienie i ukaranie sprawcy postawiła sobie za punkt honoru.
- Idę pod prysznic – oznajmiła, wyciągnąwszy ręcznik ze swojego bagażu – Ogarniesz coś do jedzenia?
- Jasne – rzucił machinalnie – Jakieś specjalne życzenia?
- Weź truskawki, bitą śmietanę i szampana. No co? - zaśmiała się, kiedy go zamurowało – Przecież nie mówię poważnie.
Pokiwał głową, nieco zbity z tropu jej żartem, po czym opuścił pokój. Brunetka jeszcze przez chwilę skupiała swój wzrok na beżowej tapecie zdobiącej ścianę. Tak naprawdę chciała się pozbyć towarzystwa Maćka. Potrzebowała dwóch, może trzech minut by zyskać pewność że mężczyzna nie wpadnie tu nagle, oznajmiając że zapomniał portfela czy innej rzeczy, która byłaby mu koniecznie potrzebna.
Sięgnęła po plecak i powoli, drżącymi rękoma rozsunęła zamek błyskawiczny. Wysypała całą zawartość na łóżko. Pierwszym co rzuciło jej się w oczy był spory plik pieniędzy. Kilkanaście tysięcy w gotówce. Obok dwa paszporty, najprawdopodobniej na fikcyjne nazwiska. Zerknęła na dane tylko po to, by upewnić się że miała rację. Uśmiechnęła się pod nosem. Nie zapomniał o żonie. Gdyby z jakiegoś powodu musiał zniknąć, zabrałby ją ze sobą. I on miałby ją zabić? Osobę, którą tak bardzo kochał, o którą zawsze dbał i chciał dla niej jak najlepiej? Jeśli ktokolwiek w to wierzył, to tylko dlatego że ich nie znał.
Znalazła jeszcze kilka wyciągów bankowych. Od razu odłożyła je na bok, bowiem jej uwagę przyciągnęły dwie teczki. W jednej znajdowały się zdjęcia i dane niektórych osób, którym potencjalnie mogła się nie podobać jego zawodowa kariera. Sięgnęła pamięcią do nazwisk, które sprawdziła na własną rękę. Spora część z nich się pokrywała. Nie zanosiło się na przełom. Pozostała jeszcze druga teczka. Zamarła, kiedy zobaczyła jej zawartość. Sporo zdjęć Maćka, spisany cały przebieg jego pracy w policji, opisy kilku śledztw, nawet kserokopie jego raportów. Po plecach przeszedł jej nieprzyjemny dreszcz.
- Szukał na niego haka – stwierdziła bez cienia wątpliwości – Tylko po co? Obwiniał go za moją śmierć i chciał go zniszczyć?
Pokręciła głową z niedowierzaniem. Nawet na przestępców nie było tyle papierów, ile na jej męża. Trafiła też na przygotowane orzeczenie o niezdolności do wykonywania zawodu. Z podpisem lekarza psychiatry, z pieczątką, lecz bez wpisanej daty. Zapewne to miała być karta przetargowa, as w rękawie. Czy jej ojciec miał jakiekolwiek powody by obawiać się Maćka?
Miała mętlik w głowie. Przejrzała kilka zdjęć. Wszystkie robione z ukrycia, w różnych miejscach – przed komendą policji, na osiedlu bloków, na leśnym parkingu, nawet na miejscu wypadku, w którym rzekomo zginęła... Skupiła się na jednej fotografii. Maciek był tam na plaży z jakimś mężczyzną. Wiedziała z kim, rozpoznała go. Wspomnienia sprzed trzech lat wróciły. Tak bardzo się wtedy bała, była na skraju załamania. Cały jej świat legł wtedy w gruzach. Nie chciała wierzyć że jej mąż może być złym człowiekiem, że prowadzi podwójne życie. Że człowiek, któremu ufała, za którego kiedyś dałaby się pokroić, może bez skrupułów przyczynić się do jej krzywdy. Nic nie było takie jak sobie wyobrażała. Nie wiedziała jak się teraz zachować. Ukryć ten fakt przed czarnowłosym czy zażądać prawdy?
- Znam cię – warknęła z wyrzutem, wpatrując się w postać Maćka na zdjęciu – Kimkolwiek jesteś, nie dałbyś mnie skrzywdzić. Nie pozwoliłbyś, prawda?
Kiedy Maciek wrócił z zakupami, brunetka zajmowała jeszcze łazienkę. W oczekiwaniu na nią przysiadł sobie na krześle i rozejrzał się po pomieszczeniu. Beżowa tapeta z wypukłymi paskami i kwiatami wydała mu się tandetna. Ale czego spodziewać się po pokoju, który jest używany przez średnio sto pięćdziesiąt, a może nawet dwieście osób rocznie? Wykładzina na podłodze stylizowana wyglądem na drewniane panele wyglądała na dosyć zadbaną. Kolejnym przedmiotem, który przykuł jego uwagę był pozłacany żyrandol. Przypominał trochę koronę drzewa, tylko zamiast liści znajdowały się tam niewielkie żaróweczki. Czarnowłosy był skłonny doliczyć się ich ilości, lecz przerwało mu pojawienie się Marty.
- Możesz iść – wskazała ręką na drzwi, za którymi się znajdowała jeszcze chwilę temu
- Kupiłem bułki, ser, jogurt, sok pomarańczowy... - przerwał wyliczanie, gdy dostrzegł że kobieta nie jest zainteresowana tym co mówi. Westchnął cicho i już bez słowa poszedł pod prysznic. Marta nasłuchiwała uważnie. Jej uszu dobiegł szum wody, a wtedy zaczęła przeszukiwać bagaż Maćka. Nie mogła się powstrzymać. Teczka, którą znalazła w plecaku, poddała w wątpliwość zaufanie.
Przeglądała jego rzeczy szybko i niedbale. Nie znalazła nic poza ubraniami, kosmetykami czy innymi rzeczami codziennego użytku. Wbrew pozorom wcale jej nie ulżyło. Przecież gdyby Maciek chciał coś przed nią ukryć to na pewno nie trzymałby tego tak po prostu w bagażu.
- Idiotka – skwitowała z ironicznym uśmiechem. Pozostało tylko jakoś wytłumaczyć ten bałagan, który zrobiła w torbie. Nie musiała się długo zastanawiać.
- Maciek, masz ładowarkę do telefonu? - krzyknęła przez drzwi – Chyba nie wzięłam swojej.
Nie słyszała jego odpowiedzi. Nawet na nią nie czekała. Dla zachowania pozorów zabrała wspomniany przedmiot i podłączyła do kontaktu. Przysiadła na skraju łóżka z zasępioną miną. Nie mogła przestać myśleć o znalezisku sprzed kilkunastu minut. Postanowiła że ukryje ten fakt przed Maćkiem, ale będzie uważnie przyglądać się jego zachowaniu.
Dwie godziny później Marta i Maciek wybrali się na spotkanie z Januszem Głogowskim. Nie mógł się ich spodziewać. Brunetka chciała wykorzystać efekt zaskoczenia i po prostu zagadać go w pracy. Ustaliła z czarnowłosym że to ona będzie rozmawiać, a on ma być w pobliżu i w razie potrzeby reagować. Miała nadzieję iż nie będzie takiej potrzeby, skoro zaczepi go w miejscu publicznym.
Mężczyzna udał że wybiera się na zakupy, podczas gdy ona pewnym siebie krokiem podeszła do stojącego nieopodal kas ochroniarza.
- Pan Janusz Głogowski? - wyciągnęła dłoń na powitanie, nie czekając na odpowiedź – Agnieszka Brylska-Mróz, psychiatra. Mogę zająć chwilę?
- Psychiatra? - spytał zaskoczony – Pani wybaczy, jestem w pracy.
- Chodzi o mojego byłego pacjenta, pańskiego brata, Bartosza.
Mężczyzna odwrócił na moment głowę. Usłyszała ciche westchnięcie.
- Dobrze, ale tylko chwilę. Chodźmy na zewnątrz.
Kiedy znaleźli się przed niewielką galerią handlową, mężczyzna wyciągnął paczkę papierosów i poczęstował brunetkę. Odmówiła, choć czasem zdarzało jej się zapalić. Nie zamierzała jednak tego robić z potencjalnym mordercą jej rodziców.
- Bartek nie żyje, czego pani chce?
- A teraz nie żyje prokurator, który żądał najwyższego wymiaru kary dla niego. Pewnie pan słyszał w telewizji.
- Przypadek? – uśmiechnął się, co zirytowało Martę, choć nie wyprowadziło z równowagi – Dlaczego to w ogóle panią interesuje?
- Bartosz miał do niego żal. Właśnie o ten wyrok.
Czuła że stąpa po kruchym lodzie. Blefowała, ale to był jedyny sposób by nawiązać rozmowę z mężczyzną. Gdyby oznajmiła że jest policjantką albo wyznała wprost że to był jej ojciec, byłaby spalona już na starcie. Nie przewidziała tylko jednej rzeczy...
- Nie jesteś żadnym pieprzonym psychiatrą – rzucił, patrząc jej prosto w oczy – Tajemnica lekarska, mówi ci to coś? Psiarnia, detektyw czy ludzie z miasta? Kto cię przysyła i czego chcecie?
- Zabiłeś go? Jego i żonę? - spytała wprost, wiedząc że jest już na straconej pozycji
- Wal się. Ty, twoi koledzy, twoi mocodawcy... Ktokolwiek kto za tobą stoi. Co cię to kurwa obchodzi? Zostawcie mnie w spokoju.
Zdenerwowany mężczyzna przydepnął niedopałek papierosa, który przed chwilą rzucił na ziemię i zniknął za rozsuwanymi drzwiami. Brunetka zaklęła cicho pod nosem. Nie mogła jednoznacznie wykluczyć go z grona podejrzanych po tej rozmowie, ale odniosła wrażenie iż ma on inne problemy na swojej głowie.
- I jak? Facet wyglądał na lekko zaniepokojonego – Maciek dołączył do niej gdy zobaczył ochroniarza ponownie na terenie obiektu
- Schrzaniłam – oznajmiła krótko, ruszając w stronę parkingu
- Mówiłem żeby go śledzić i wyciągnąć z niego co trzeba...
- Maciek, do cholery – przewróciła oczami – To były wojskowy, umie się bronić.
- Dobra, chodźmy na jakąś kawę, co? Poproszę Sebastiana żeby nam dobrze prześwietlił tego pana...
Skinęła głową. Słowa Maćka i jego pewność siebie wobec proponowanego rozwiązania siłowego przygnały kolejne wątpliwości co do niego. Nie była w stanie uwierzyć że był przekonany iż będzie w stanie obezwładnić dobrze wyszkolonego mężczyznę, który połowę swojego życia spędził w wojsku. A tym bardziej zmusić go do mówienia! Naprawdę tak bardzo się myliła? Naprawdę tak mało o nim wiedziała? Znała jego ryzykowne i kontrowersyjne metody, ale dotychczas stosował je tylko w ostateczności. A może to był tylko wierzchołek góry lodowej?
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)