poniedziałek, 23 marca 2015

Na życiowym zakręcie cz. 6

           Dwa dni później Maciek wciąż roztrząsał sprawę z Arturem. Domyślał się dlaczego ten oskarżył go o pobicie, ale wcześniej nie spodziewał się że mężczyzna jest do tego zdolny. Że da się pobić tylko po to, by utrudnić życie swemu wrogowi. Ale skąd wiedział kiedy to zrobić? Skąd wiedział że policjant właśnie wtedy będzie sam, przez co nie będzie miał alibi? Na te pytania nie potrafił znaleźć odpowiedzi. Nie zamierzał też tak po prostu tego zostawić, jak radził mu komendant. Zupełnie inne zdanie miał Sebastian. Popierał bruneta, by walczył o swoje, ale powiedział też bardzo mądrą rzecz, którą Maciek wziął sobie do serca.
- Poczekaj aż ochłoniesz, mając chłodną głowę zmniejszasz ryzyko popełnienia błędu – przypominał sobie słowa kolegi.
Właśnie dlatego przez te dwa dni nie podjął żadnych działań. Zdecydował się na dość banalne, ale prawdopodobnie skuteczne rozwiązanie. Jego zadaniem pozostanie tylko zachowanie panowania nad sobą oraz umiejętne kierowanie rozmową.
Tego wieczora relaksował się jeszcze przed telewizorem z butelką piwa w ręku. Oglądał jakiś nudny serial ze słabą obsadą aktorską i niezbyt dobrymi ujęciami kamery. „Lepsze to niż jakieś pseudogwiazdeczki, które skaczą do wody” - mówił sobie w myślach, choć i tak zbytnio nie zwracał uwagi na to, co działo się w serialu. Liczyło się tylko to że mógł siedzieć na kanapie i nic nie robić, mieć wszystko gdzieś, żadnych trosk, żadnych zmartwień, żadnych obowiązków, przynajmniej teraz, przynajmniej dzisiaj...
Chwile relaksu przerwało pukanie do drzwi. Maciek niechętnie stanął na nogach i poszedł otworzyć. Okazało się że to Marta. Ledwie przekroczyła próg jego mieszkania, zarzuciła mu ręce na szyję, wspięła się na palce i pocałowała go w policzek.
- Dziękuję – powiedziała z uśmiechem – Jesteś genialny.
W pierwszej chwili nie zrozumiał o co chodzi. Skrzywił się lekko i pokręcił głową.
- Skorzystałam z tego twojego zwariowanego pomysłu. Muszę przyznać że miałeś rację. Artur powiedział żebym odezwała się jak się ogarnę, bo jestem obrzydliwa i wstyd się ze mną pokazać. Normalnie jakby mi jakiś facet coś takiego powiedział to strzeliłabym go w twarz, ale tym razem kamień spadł mi z serca.
- To super, cieszę się – odparł obojętnym tonem, wracając do salonu. Kobieta poszła za nim. Przystanęła w progu i oparła się o futrynę.
- Jakoś nie widać.
- Pozory mylą.
- Stało się coś? - domyśliła się, że w normalnych okolicznościach Maciek zachowałby się inaczej
- Co niby miało się stać?
- Nie wiem, może mi powiesz?
- A co chcesz usłyszeć?
- Prawdę.
- Nie wiem czy to najlepszy pomysł – powiedział ściszonym głosem. Marta podeszła bliżej, usiadła obok niego i położyła dłoń na jego ramieniu.
- Mów – zabrzmiało to tak łagodnie i ciepło, że mężczyzna już przez chwilę chciał powiedzieć wszystko od początku do końca. Ale wtedy zdał sobie sprawę, że brunetka będzie się obwiniać o jego problemy. Kłamać też nie chciał... i co teraz?
- Obiecaj mi jedną rzecz – spojrzał jej prosto w oczy – Nie będziesz się martwić, bo mam już plan i wiem jak sobie z tym poradzić.
Wzięła głęboki oddech i spełniła jego prośbę. Wciąż nie był przekonany do tego co robi, ale chyba lepiej było powiedzieć jak jest niż kłamać. Opowiedział jej przebieg rozmowy z komendantem, o swojej rozmowie z Sebastianem na ten temat i o swoim planie.
- Nagram rozmowę. Muszę tylko tak inteligentnie nią kierować, by powiedział że celowo i niesłusznie mnie oskarża. I oczywiście nie dać się sprowokować, nie zrobić nic głupiego.
- Mogę ci jakoś pomóc?
- Dam radę. Doceniam twoje chęci, ale lepiej jeśli będziesz trzymała się od tego z daleka.
- Tobie też to radzili i nie posłuchałeś – zauważyła z niewielkim uśmiechem na twarzy
- Oj tam oj tam.
- Szkoda tylko że przeze mnie masz problemy...
- No kurde, wiedziałem – załamał ręce – Marta, nie mów tak. To nie twoja wina że Artur jest idiotą. Zresztą, tak jak ci mówiłem, załatwię tę sprawę.
- Ale...
- Marta, proszę cię. Koniec tematu, dobrze?
- Będę trzymała kciuki za ciebie.
W odpowiedzi uśmiechnął się do niej. Jeszcze nigdy żadna kobieta nie powiedziała mu czegoś takiego. Niby takie proste, banalne słowa, a miały magiczną moc. Wszelkie wątpliwości zniknęły, wiedział już że się uda, tak jakby to zależało tylko od niej – że będzie tak jak ona chce. Opuścił głowę na chwilę, a potem wziął ją w ramiona i przytulił.
- Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy – wyszeptał
- Wiem znacznie więcej niż ci się wydaje.
Nie rozumiał co miały znaczyć te słowa, zresztą nie zastanawiał się nad nimi. W tej chwili czuł się tak dobrze, tak wspaniale, że nic innego już go nie interesowało. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie, gdyby tak można było zatrzymać czas...
- Może zostaniesz na trochę, obejrzymy jakiś film, a potem cię odwiozę? - zaproponował po nagłym olśnieniu, jakiego doznał w jej objęciach
- Film chętnie, ale nigdzie nie będziesz jeździł – wskazała na prawie pustą butelkę po piwie
- Miałem na myśli taksówkę – szybko się obronił
- A chyba że tak – uśmiechnęła się i zajęła miejsce na kanapie – To co z tym filmem?
- Już, daj mi chwilę.

           Kończyli już oglądać film, kiedy od ekranu oderwało ich pukanie do drzwi. Maciek nie spodziewał się nikogo, dlatego był zaskoczony takim obrotem spraw. Na chwilę odebrało mu mowę, kiedy okazało się, że to policjanci z wydziału wewnętrznego chcą z nim rozmawiać. Wpuścił ich do środka, ale nie zaprowadził do salonu. Wolałby nie mieszać do tego Marty, choć istniało spore prawdopodobieństwo iż kobieta usłyszy ich głosy i sama się wtrąci.
- O co chodzi? - spytał wciąż zdumiony gospodarz
- My w sprawie Artura Gwizdnickiego. Jakąś godzinę temu został potrącony przez samochód i w ciężkim stanie trafił do szpitala. Kierowca uciekł z miejsca wypadku.
- Że niby jestem podejrzany? - rzucił kpiąco
- Oskarżył cię o pobicie, miałeś motyw.
- Nie, nie miałem – pokręcił głową z uśmiechem – Pomyśl człowieku, jaką ja mam korzyść z tego że leży w szpitalu nieprzytomny? Dla mnie najlepsze byłoby gdyby odwołał swoje zeznania, a wiadomo że w takim stanie tego nie zrobi.
- A może w przypływie złości zrobiłeś coś głupiego?
- Przypływ złości to ja miałem dwa dni temu. Teraz mam już wyjebane, prędzej czy później sprawa się wyjaśni – zachowywał spokój, bowiem wiedział że w tym przypadku jest ktoś, kto potwierdzi że w tym czasie przebywał w domu
- No dobra, co robiłeś godzinę temu?
- Marta, pozwól na chwilę! - zawołał brunetkę, która wbrew jego podejrzeniom nie włączyła się sama do dyskusji – Byłem w domu. Jak widać, mam gościa.
- Czy może to pani potwierdzić? - policjant zwrócił się do niej
- Owszem – skinęła głową – Jestem tu już jakieś półtorej, może dwie godziny. Maciek cały czas był ze mną.
- Coś jeszcze?
- Nie, to na razie wszystko... - rzekł mężczyzna, choć nie mógł jeszcze wykluczyć że Strzewiński mógł komuś zlecić to zadanie i jednocześnie zapewnić sobie alibi – Odezwiemy się jeszcze.
Maciek odprowadził ich do drzwi, a potem wrócił do salonu z brunetką. Od razu zauważył że dziewczyna jest zaniepokojona tym co się stało.
- Martwisz się o niego?
- Nie. Martwię się o ciebie – rzekła cicho – Moje zeznania raczej im nie wystarczą.
- Dlatego sprawdzą moje bilingi – w przeciwieństwie do niej był całkowicie spokojny o dalszy rozwój wydarzeń – A że nie znajdą nic podejrzanego, będą musieli wykreślić mnie z listy podejrzanych. Zresztą, wcale nie jest powiedziane że to było zaplanowane. To mógł być zwykły, nieszczęśliwy wypadek.
- Maciek... - westchnęła – Twój plan właśnie legł w gruzach. Nie pogadasz z nim teraz, nie udowodnisz że jesteś niewinny.
- Spokojnie, wystarczy tylko uzbroić się w cierpliwość. Przynajmniej będę miał trochę wolnego czasu. Może zrobię jakiś remont, odświeżę trochę mieszkanie... - rozejrzał się dookoła, jakby na szybko chciał znaleźć jakiś pretekst
- Jest w dobrym stanie – zauważyła Marta
- Co nie znaczy, że nie może być w jeszcze lepszym stanie.
- Idealista? - uśmiechnęła się do niego
- Może trochę...

poniedziałek, 16 marca 2015

Na życiowym zakręcie cz. 5

           Choć przez trzy kolejne dni nie stało się nic złego, Maciek nie tracił czujności. Był niemal pewien, że były już narzeczony Marty tak łatwo nie odpuści. Ale nie mógł też robić niczego za jej plecami. Nie znali się zbyt długo, jeszcze nie ufała mu na tyle, by mógł sobie na coś takiego pozwolić. Nie chciał zepsuć tej relacji. Kiedy pytał sam siebie czy coś z tego może być w przyszłości, nie potrafił znaleźć odpowiedzi. Wiedział tylko tyle że dziewczyna mu się podoba, ale czy on jej? Nawet jeśli, po tej historii będzie chciała dać sobie trochę czasu nim zdecyduje się na nowy związek.
Swoimi obawami odnośnie sytuacji Marty nie podzielił się nawet z Sebastianem. Wolał zachować to w tajemnicy, nawet mimo tego że instynkt zawodowy podpowiadał mu, iż coś się stanie. Nie wiedział tylko co i kiedy, przez co miał znikome szanse by temu zapobiec. Brunetka jasno dała mu do zrozumienia że jeśli będzie potrzebowała pomocy, poinformuje go. Nie może na nią naciskać, wyjdzie na histeryka.
Niestety miał rację. Pewnego wieczora zadzwonił jego telefon. Policjant jednym ruchem ręki zgarnął go z biurka, odebrał połączenie i przystawił do ucha.
- Słucham?
- Maciek? Przyjedź jak najszybciej, proszę – usłyszał drżący głos Marty
- Co się stało?
- Po prostu przyjedź! - rzuciła rozpaczliwie, po czym się rozłączyła.
Szybko sprawdził zawartość kieszeni oraz broń, zabrał kurtkę z wieszaka i niemal biegiem ruszył przez korytarz i schody. Nie potrafił zachować zimnej krwi. Chciał jak najszybciej znaleźć się przy brunetce, usłyszeć co się stało i zapewnić jej bezpieczeństwo.
- Wiedziałem kurwa, wiedziałem – klął pod nosem, kiedy musiał zatrzymać się na skrzyżowaniu – Zabiję skurwesyna, jeśli coś jej zrobił.
Kwadrans później był na miejscu. Dwukrotnie zapukał do drzwi, ale nikt mu nie otworzył. Nacisnął klamkę, okazało się że są otwarte... Odruchowo sięgnął po broń i powoli wślizgnął się do środka. Przesuwał się wzdłuż ściany, aż dotarł do kuchni. Wskoczył tam, celując gdzieś przed siebie, ale pomieszczenie było puste. Opuścił pistolet, wyprostował się i wtedy poczuł nagły, silny ból głowy, a jego uszu dobiegł odgłos tłuczonego szkła. Stracił na moment równowagę, ale zdążył oprzeć się o stół i nie upadł. Odwrócił się gwałtownie i zobaczył przed sobą szczupłą, dość wysoką kobietę. Miała krótko ścięte włosy, lodowaty wzrok i blade usta, które teraz zacisnęła.
- Kim jesteś? Czego tu szukasz?
Wciąż lekko oszołomiony Maciek nie dosłyszał tych pytań. Na szczęście Marta usłyszała hałas i natychmiast pojawiła się obok swojej współlokatorki.
- Włamał się – rzuciła krótko do brunetki
- Jasna cholera! - złapała się za głowę – Z tego wszystkiego zapomniałam ci powiedzieć. To mój znajomy, zadzwoniłam do niego po starciu z Arturem.
- A to przepraszam – wyciągnęła do niego rękę – A tak w ogóle to Kasia jestem.
- Maciek – odparł, przysiadając na krzesełku
- Jak się czujesz? Wszystko w porządku? - spytała troskliwie Marta, siadając po drugiej stronie stołu
- Już okej. Lepiej mów co z tobą – od razu zauważył zaschniętą krew na jej wardze i zaczerwienioną skórę na policzku
- Chyba widać – westchnęła – Czekał na mnie pod blokiem, pokłóciliśmy się... no i wtedy mnie zaskoczył.
- Marta – rzekł z politowaniem
Dziewczyna spojrzała na współlokatorkę, która przysłuchiwała się tej rozmowie, opierając się o ścianę. Brunetka spuściła wzrok i skinęła głową.
- No dobrze, przyznaję: nie dałam mu rady.
- Hej – powiedział łagodnie, kładąc dłoń na jej dłoni – Przecież to żaden wstyd. To właśnie jemu powinno być głupio, że nie potrafi pogodzić się z porażką, a do tego podniósł na ciebie rękę.
- Świetne słowa – wtrąciła Kasia
- Chyba święte.
- Nie, świetne. Specjalnie tak powiedziałam.
- Nie wiem co robić – wyznała Marta – Dlatego zadzwoniłam po ciebie.
- I słusznie... Może powinnaś wyjechać na jakiś czas, odpocząć? Na pewno dobrze by ci to zrobiło.
Kobieta pokręciła przecząco głową.
- Nie ma szans, nie dostanę teraz urlopu.
- A masz jakąś koleżankę, u której mogłabyś się zatrzymać na kilka dni?
- Będzie ciężko – przyznała bez ogródek – Albo mieszkają ze swoimi partnerami i wolałabym nie zwalać im się na głowę, albo w ciasnych klitkach, gdzie raczej nie znajdzie się miejsce.
- Nie, to nie ma sensu – mruknął pod nosem – Dobra, umówisz się z nim.
- Słucham?
- Daj mi skończyć. Przed randką najedz się czosnku czy cebuli, żeby mieć nieprzyjemny oddech. Potargaj włosy, posmaruj je masłem, smalcem jakimś. Naklej coś na zęby, żeby twój uśmiech nie wyglądał tak ładnie. Do tego jakiś genialny makijaż, podkrążone oczy, przesadnie blada twarz, zrób jakiś sztuczny brud pod paznokciami.
- Ty chyba sobie żartujesz – prychnęła
- A masz lepszy pomysł? Chcesz się uwolnić od niego czy nie?
- No i jak ja będę wyglądać?
- Marta, przecież właśnie o to chodzi! Masz wyglądać strasznie, wręcz obrzydliwie. Zniechęci się do ciebie i da ci spokój, rozumiesz? Ja wiem że wolałabyś żebym mu wpieprzył i nagadał że ma się odczepić, ale argumenty siłowe nie są dobrym rozwiązaniem. Trzeba mieć dobrą strategię.
- Sama nie wiem...
- Zaufaj mi, a nie pożałujesz.
Nie była przekonana co do tego pomysłu, ale zgodziła się. Bała się tego co zrobi Artur, w ostatnim czasie to już dwa razy przekroczył granicę. Najpierw dosypał jej jakieś świństwo do drinka, a teraz ją uderzył. Ani tego, ani tego się po nim nie spodziewała. Nie był już tym samym mężczyzną, w którym się zakochała, z którym pragnęła spędzić całe życie. Ostatnie wydarzenia skłoniły ją do reflekcji. Doszła nawet do wniosku, że być może nigdy nie kochała Artura, że to było tylko zauroczenie, a kiedy minęło, dostrzegła jego prawdziwą twarz. Co do jego uczuć, nie miała żadnych wątpliwości. Z jego strony nie było to nic poważnego, chciał tylko mieć ładną dziewczynę, z którą nie będzie wstydził się pokazać i będzie mógł zabawiać się w łóżku. Tylko tego od niej oczekiwał, a kiedy nie dostał, próbował to zdobyć siłą. I wtedy w jej życiu pojawił się Maciek. Tak po prostu, znikąd, nieproszony, wdarł się na mocną pozycję w bardzo krótkim czasie. Miał w sobie coś, co przekonywało ją do niego. Czuła że na ślepo poszłaby za nim nawet na koniec świata, obawy rodził jedynie zdrowy rozsądek, bowiem wciąż jeszcze krótko się znali. To co jej poradził wydawało się szalone, ale może i miało jakiś sens...
- Kto nie ryzykuje ten nie je – dodał na koniec – Będzie dobrze, trzymam kciuki – puścił do niej oczko, po czym wstał, rzucił „na razie” i wyszedł. Nie musiał jej przekonywać, jeśli nie będzie chciała tego zrobić to żadne argumenty nie pomogą. Był pewien, że brunetka zdecyduje się na takie rozwiązanie. Widział to w jej oczach, zrobiłaby wszystko, żeby uwolnić się od Artura. Potrzebuje tylko trochę czasu by oswoić się z myślą że będzie musiała zrobić z siebie zaniedbaną brzydulę.

           Niestety następnego dnia policjanta czekała niemiła niespodzianka. Niespełna godzinę od rozpoczęcia pracy został wezwany do komendanta. Przeklinał w myślach spore ilości raportów, którymi zajmował się w ostatnich dniach, bowiem to właśnie one były domniemanym powodem rozmowy z przełożonym. Tyle tego było że pewnie gdzieś popełnił błąd i teraz będzie musiał się z tego tłumaczyć. Jednak to co usłyszał, zwaliło go z nóg.
- Proszę siadać – oznajmił komendant, nim przeszedł do sedna sprawy
- Dziękuję, postoję.
- Jak pan woli... Wczoraj w godzinach wieczornych... a nawet późno wieczornych... niejaki Artur Gwizdnicki zgłosił się na komendę z zaświadczeniem od lekarza. Zeznał że został pobity.
- Co mam z tym wspólnego? - spytał, choć znane mu nazwisko nasunęło już pewne podejrzenia.
- Twierdzi że to pan go pobił.
Właśnie tego się obawiał. Z trudem przełknął ślinę, postanowił jednak skorzystać z krzesła ustawionego naprzeciw komendanta, po drugiej stronie biurka. Przetarł czoło dłonią. Zdawał sobie sprawę z sytuacji w jakiej się znalazł.
- To niemożliwe – starał się zachować spokój, przynajmniej pozornie.
- Co pan robił około godziny dwudziestej, wczoraj?
- To przesłuchanie?
- Proszę odpowiedzieć.
- Byłem już w domu, sam.
- No właśnie... - komendant pokiwał głową, gładząc się po brodzie – Słowo przeciwko słowu.
- Chyba pan nie wierzy facetowi, który kiedyś był zamieszany w sprawę gwałtu – Maciek był dobrze poinformowany o przeszłości Artura.
- Nic mu nie udowodniono.
- Tego że to ja go pobiłem też nikt nie jest w stanie udowodnić.
- Ma wyniki obdukcji – zauważył przełożony aspiranta
- To żaden dowód – prychnął – Faktem jest tylko to, że został pobity.
- Dlaczego więc wskazał na pana?
- Bo udaremniłem jego próbę gwałtu? Bo przeze mnie stracił dziewczynę? Bo mnie za to nienawidzi i chce się odegrać?
Komendant pozostał jednak niewzruszony. Zacisnął usta i spojrzał na Maćka.
- Do wyjaśnienia sprawy jest pan zawieszony. Proszę oddać odznakę i broń.
- Super! Lata nienagannej służby i oddania w pracy, wszystko na nic, bo jakiś dupek kłamie i to właśnie jemu wszyscy wierzycie! Zajebiście!
Nerwowymi ruchami wykonał polecenie przełożonego. Ruszył już w stronę wyjścia, ale kiedy już chwytał za klamkę, zatrzymało go chrząknięcie mężczyzny.
- Dla własnego dobra radzę panu nie robić niczego na własną rękę. I przede wszystkim trzymać się z daleka od pana Gwizdnickiego.
- Jasne – rzucił od niechcenia, po czym opuścił gabinet szefa.

niedziela, 8 marca 2015

Na życiowym zakręcie cz. 4

           W sobotę Maciek znów spotkał się z Martą, tym razem na umówionym wcześniej spotkaniu. Wypili kawę, wymienili kilka uwag na temat minionego tygodnia, wydarzeń na świecie, tych politycznych i niepolitycznych, tych na skalę miastową, ale też ogólnokrajową. Właśnie przy polityce brunet zatrzymał się trochę na dłużej, co trochę nie było na rękę kobiecie, bowiem niezbyt orientowała się w tych sprawach. Na szczęście on był skłonny wszystko wyjaśnić.
- No i widzisz, oni tak podnoszą ceny papierosów, twierdząc że robią to dla dobra obywateli, bo jak będą droższe to ludzie będą mniej palić. A to wcale nie prawda. Wyobraź sobie że taka paczka fajek, która teraz, dzisiaj kosztuje trzynaście złotych, bez akcyzy byłaby mniej więcej dziesięć złotych tańsza. Wyobrażasz to sobie?
- Masakra – pokręciła głową – Czyli oni podnoszą te ceny, żeby akcyza była większa i wtedy oni dostają więcej pieniędzy, tak?
- No nie do końca tak to działa – westchnął – Owszem, liczą na większe wpływy do budżetu, ale wbrew pozorom nie jest to zależność proporcjonalna. Do pewnego czasu podnoszenie podatków będzie poprawiało wpływy do budżetu, ale z każdą kolejną podwyżką zysk będzie coraz mniejszy, aż w końcu dojdziemy do punktu, w którym już nie będzie zysku. A potem każda kolejna podwyżka będzie odniżać wpływy do budżetu. Był nawet taki ekonomista, który opracował tę zależność i wykres ten nazwano krzywą Laffera, od jego nazwiska.
- Dlaczego tak się dzieje?
- Po prostu ci, którzy nie mają na tyle pieniędzy albo nie chcą przepłacać uciekają do szarej strefy. Czyli towar legalny, ale transakcja nie, bo bez podatku. Skoro już podałem przykład fajek, no to zostańmy przy tym. Ktoś kogo nie stać już na te drogie paczki albo nie chce przepłacać, a nie zamierza ograniczyć palenia, kupuje sobie w internecie tytoń, bibułki czy gilzy i sam przygotowuje sobie papierosy. Nie płaci akcyzy, więc wpływy do budżetu maleją.
- Teraz rozumiem – pokiwała głową
- Albo praca. Jak już pracodawców nie stać na opłacenie pracownika, tych wszystkich składek, ZUS, NFZ, podatek dochodowy, to zatrudnia pracownika, jak to się potocznie mówi, na czarno. Daje mu taką samą wypłatę, ale oszczędza prawie drugie tyle dzięki temu że urzędom nic nie płaci.
- A tak w ogóle skoro już mówiłeś o papierosach... Palisz?
- Czasem, a co?
- Ciekawość – uśmiechnęła się
- Pierwszy stopień do piekła.
- Tam przynajmniej jest ciepło – puściła do niego oczko, jakby coś chciała zasugerować.

           Maciek zapłacił za kawę i wraz z Martą wybrali się na spacer. Kontynuowali rozmowę, którą wcześniej zaczęli w kawiarni, jednak od polityki przeszli do służby zdrowia, tym samym zaczęli mówić o pracy brunetki, a później o rodzinie.
- Wiesz, no ja ich trochę rozumiem. Chcą dla mnie dobrze, żebym nie wpakowała się w jakiś toksyczny związek – mówiła o swoich rodzicach – Ale czasem trochę przesadzają, przecież to ja będę z tym facetem spędzać resztę życia, a nie oni, prawda?
- Prawda. Ale nie ma nic dziwnego w tym że nie chcą żebyś cierpiała.
- No ja to rozumiem, ale mam już prawie dwadzieścia siedem lat, nie osiemnaście. Nie muszą mi wszystkiego pokazywać palcem, że to można, tego nie...
- Często się widujecie?
- Od święta. Wiesz jak to jest, ja pracuję tutaj, oni są w Warszawie i nie ma za bardzo czasu, żeby tak krążyć po Polsce.
Skinął głową na znak że rozumie. Obejrzał się dookoła, miał wrażenie że ktoś ich obserwuje, ale nikogo nie zauważył. Może to tylko zboczenie zawodowe, może był trochę przewrażliwiony... Na wszelki wypadek nie będzie nic mówił brunetce, jeszcze weźmie go za wariata...
- Ale dzwonimy do siebie co tydzień lub dwa. Podobno im dalej od rodziców, tym lepsze relacje i powiem ci że w moim przypadku się sprawdziło.
Uśmiechnął się sztucznie, spodziewając się że za chwilę on będzie musiał opowiedzieć jak jest u niego. Do samego końca miał nadzieję iż to pytanie nie padnie, ale Marta musiała zaspokoić swoją ciekawość.
- A u ciebie jak?
- Szkoda gadać – westchnął – Nie mamy kontaktu od dobrych paru lat.
- Czemu?
- Moi rodzice trochę mnie idealizowali, jak coś źle zrobiłem to zamiast na mnie nawrzeszczeć, ochrzanić mnie, to oni głaskali po głowie i mówili że nic się nie stało. Nie wiem jakim cudem miałem wyrzuty sumienia. Może przez to że nie miałem żadnej kary... - zastanawiał się – Ale skąd musiałem wiedzieć że źle zrobiłem, nie wiem tylko skąd to się wzięło. No i widzieli we mnie geniusza. Fakt, miałem zdolności, ale nie były one ponadprzeciętne. Po prostu byłem dobry... Oni jednak uważali inaczej i nie mogli się pogodzić że – tutaj zmienił ton na lekko drwiący – marnuję swój wielki talent i chcę być tylko policjantem – szczególny nacisk położył na przedostatnie słowo
- Nie próbowałeś się do nich odzywać?
- Na początku odczekałem z miesiąc lub dwa i spróbowałem, ale z marnym skutkiem. Doszedłem do wniosku że to nie ma sensu, dałem sobie z tym spokój.
- Nie brakuje ci ich?
- Wiesz... - zamyślił się przez chwilę – Jakoś nie bardzo. Zresztą, nie wiem czy potrafiłbym im zaufać.
Szli przez chwilę w milczeniu, aż nagle dziewczyna zatrzymała się i odwróciła gwałtownie na pięcie. Rozejrzała się, ale nikogo nie zobaczyła.
- Co jest? - spytał Maciek
- Wydawało mi się, że ktoś za nami idzie.
Więc jednak nie tylko jemu. Na szybko wymyślił pewien plan jak to sprawdzić. Powiedział jej by na skrzyżowaniu udawali że się żegnają i rozdzielili się. On przejdzie kawałek w inną stronę, a potem pójdzie za nią i sprawdzi czy faktycznie ktoś ją śledzi.
Zrobili tak jak zaproponował. Zrobił kilka kroków, zatrzymał się i zapalił papierosa. Ukradkiem obserwował okolicę. Podejrzenia obojga sprawdziły się – między drzewami skradał się jakiś mężczyzna w kapturze, poszedł w tym samym kierunku co brunetka. Maciek poszedł za nim. Zastanawiał się jak długo nieznajomy będzie śledził dziewczynę. W zasięgu wzroku miał zarówno jego, choć czasem znikał za drzewami, jak i ją. Stopniowo dystans do niej się zmniejszał, aż w końcu mężczyzna podbiegł do niej i złapał za rękę. Pociągnął tak mocno, że aż syknęła z bólu. Maciek rzucił resztę papierosa na ziemię, podbiegł tam, złapał mężczyznę za ubranie i rzucił go na drzewo.
- Czego od niej chcesz? - warknął, stając pomiędzy nim a Martą
- Człowieku, odczep się, to sprawa między mną a nią
- Tylko ja wcale nie chcę z tobą gadać. Chyba jasno dałam ci to do zrozumienia podczas ostatniej nocy.
- Ale Marta, ja cię kocham!
- I dlatego chciałeś siłą zaciągnąć mnie do łóżka? - skrzyżowała dłonie na piersi
- No bo ile można czekać?! Prawdziwy facet ma swoje potrzeby!
- Prawdziwy facet dba o swoją kobietę – Maciek wtrącił się do tej wymiany zdań – A nie myśli tylko o swoim...
- Dobra, Maciek, to nie ma sensu – Marta mu przerwała – Idziemy stąd. A ty – zwróciła się do swojego byłego narzeczonego – Masz mi dać spokój.
- Szybko się pocieszyłaś – rzucił, aby jej dopiec. Na to brunetka objęła ramieniem Maćka i uśmiechnęła się.
- Fajny facet, prawda? Nie to co ty – po czym odwróciła się na pięcie, wzięła za rękę policjanta i odeszła razem z nim.

           Maciek odprowadził ją do domu niemal pod same drzwi, jakby chciał mieć pewność że już nic nieprzyjemnego jej nie spotka. Przez całą drogę nie poruszali tego tematu, ale kiedy mieli się rozstać, mężczyzna zaczął.
- Wiesz że on tak łatwo nie odpuści?
- Kto? Artur? Nie boję się go. Drugi raz nie uda mu się mnie podejść.
- On o tym doskonale wie, dlatego nie będzie nawet próbował.
- Więc o czym mówisz? - spytała zaskoczona
- O tym że będzie próbował zdobyć cię siłą. Może nie tak od razu, ale jeszcze dwa, trzy razy cię zaczepi, ty dalej będziesz swoje i w końcu on stanie się agresywny. Może ci zrobić krzywdę.
- Maciek, powtórzę ci: nie boję się go – kobieta wyglądała na pewną siebie
- Teraz nie, ale jeśli podniesie na ciebie rękę? Będziesz w stanie się obronić?
- Dam sobie radę. Wy faceci w ogóle nie widzicie że kobiety też potrafią być silne.
- Marta – westchnął – Tu nie chodzi o to czy są silne, czy nie. Po prostu się o ciebie martwię, nie chcę żeby cokolwiek ci się stało.
- To miłe z twojej strony – odparła – Ale naprawdę, możesz być spokojny. Z czasem Artur sobie odpuści, a jak nie to coś z tym zrobię.
- Gdybyś potrzebowała pomocy, dzwoń.
- Mam nadzieję że nie będzie takiej potrzeby – uśmiechnęła się – Ale i tak zadzwonię. Pogadamy sobie albo umówimy się na kolejną kawę.
- Chętnie – nie potrafił ukryć że się z tego cieszy – No to co? Do następnego razu?
- Do następnego – odpowiedziała, a następnie wspięła się na palce i pocałowała go w policzek na pożegnanie. Maciek stał jak wryty, odprowadził ją wzrokiem do klatki schodowej. Ocknął się dopiero kiedy zniknęła mu z oczu. Szybko zapomniał o incydencie w parku, cieszył się z tego spotkania, a także z faktu iż Marta wyraziła chęć kolejnego wyjścia na spacer lub na kawę.

niedziela, 1 marca 2015

Na życiowym zakręcie cz. 3

           Już dwa dni później Marta zadzwoniła do Maćka, by umówić się z nim na kawę pod koniec tygodnia. Aspirantowi pozostało się tylko modlić, żeby komendant tym razem mu odpuścił i dał wolną sobotę. Nie chciał przekładać tego spotkania, ale nie miał też odwagi przyznać się że różnie to u niego bywa z pracą. Za bardzo mu zależało by się z nią zobaczyć, by bliżej ją poznać.
Jednak los miał dla nich niespodziankę – do spotkania doszło już wcześniej, przypadkiem, w nietypowych okolicznościach.
W czwartkowe popołudnie, kiedy Strzewiński za kilkanaście minut miał kończyć pracę, dostał telefon ze szpitala. Miał on związek z jedną ze spraw, którą prowadzili Ania i Rafał. Świadek zdarzenia tuż po nim uczestniczył w wypadku samochodowym i do tej pory był nieprzytomny. Dopiero teraz pojawiła się szansa, by go przesłuchać.
- A gdzie Rafał? - spytał asystent, gdy wszedł do biura
- Pojechał do rodziny ofiary, podobno jakiś podejrzany typ kręci się w pobliżu ich domu – odparła pani komisarz
- Sam? - uniósł brwi ze zdumienia
- Sam – rzuciła niewzruszona – Pewnie nic takiego. Stary nam dowalił tyle papierów, że jedno z nas musiało zostać i to ogarnąć. A tak w ogóle to czemu pytasz?
- Dzwonili ze szpitala, świadek czuje się już na tyle dobrze że można z nim porozmawiać.
- Cholerne papiery – cisnęła długopisem o biurko – Nie wyrobię się. Chyba że... ty tam pojedziesz i porozmawiasz. Zrobisz to? Proszę...
Ania zdawała sobie sprawę, że to wszystko może trochę potrwać i asystent będzie musiał zrezygnować z odrobiny wolnego czasu. Choć mogła wydać mu polecenie, bowiem była starsza stopniem, nie chciała go do niczego przymuszać. Na szczęście Maciek był koleżeński i wyrozumiały, dlatego bez wahania się zgodził.
- Dzięki. Mam nadzieję że niedługo skończę z tymi papierzyskami...
- Zadzwonię do ciebie jak się czegoś dowiem – rzucił w progu, i tyle go było widać.
Przesłuchania głównie należały do obowiązków komisarzy, lecz nie istniały żadne odgórne przeciwwskazania, by nie mógł tego zrobić asystent. W nagłych czy też pilnych przypadkach było to normą, Maciek miał już kilkanaście bądź kilkadziesiąt takich sytuacji za sobą. Częściej posługiwano się asystentami, kiedy chodziło o rozmowę ze świadkiem, nie podejrzanym. W tej sytuacji Ania wzięłaby na siebie wizytę w szpitalu, gdyby szef nie kazał jej wypełnić dokumentów jeszcze dzisiaj.

           Chociaż Maciek rzadko bywał w szpitalu (a jako pacjent to już w ogóle), z łatwością odnalazł drogę do recepcji. Zaczekał chwilę w jednoosobowej kolejce, podszedł do wysokiego stolika, za którym siedziała rudowłosa kobieta w średnim wieku. Wyciągnął z kieszeni odznakę i wsparł się łokciami na blacie.
- Aspirant Strzewiński z komendy przy Pomorskiej – machnął odznaką i natychmiast ją schował – Podobno pacjent Kuchik jest już w stanie umożliwiającym przesłuchanie go w charakterze świadka.
Ach te oficjalne formułki... Nienawidził ich, ale nigdy nie unikał, bowiem gdyby ktoś doniósł komendantowi o takim postępowaniu, miałby spore problemy.
- Proszę chwilęczkę zaczekać – odpowiedziała kobieta, po czym odwróciła się w bok i podniosła słuchawkę telefonu – Panie doktorze. Przyszedł pan z policji.
Maciek oparł się o ścianę i zaczął bawić palcami. Oczekiwanie na lekarza dłużyło się niemiłosiernie. Ile czasu można iść przez szpitalny korytarz? Przecież to nie zatłoczone targowisko... Brunet najchętniej wyszedłby na zewnątrz, odetchnął świeżym powietrzem, ale w tej chwili nie mógł nigdzie się stąd ruszać.
- Maciek? Co ty tu robisz? - znajomy głos wyrwał go z zamyślenia. Odwrócił głowę w kierunku z którego dobiegł go dźwięk i zobaczył uroczą brunetkę w białym fartuchu. Tę samą, z którą był umówiony na kawę. Od razu ją poznał, mimo że wyglądała trochę inaczej, zapewne był to efekt ubioru i spiętych w kucyk włosów.
- Czekam na lekarza.
- Aha, wybacz, ale nie mogę gadać, bo czeka tu na mnie jakiś gość z policji. Nie widziałeś tu kogoś w mundurze?
Mężczyzna uśmiechnął się tajemniczo. Rozejrzał się dookoła, po czym wzruszył ramionami. Dziewczyna zrobiła to samo i zacisnęła wargi.
- Nosz kurde, gdzie on polazł? - powiedziała pod nosem – Dobra, lecę go szukać.
- Marta! - ledwie zdążyła zrobić dwa kroki – To ja.
- Co ty?
- To mnie szukasz.
- Maciek, ja nie jestem w nastroju na żarty – westchnęła, obracając się na pięcie. Na szczęście aspirant zdążył złapać ją za rękę.
- Ja wcale nie żartuję – odparł poważnym tonem – Aspirant Maciej Strzewiński, wydział śledczy – pokazał jej odznakę jako dowód.
Przez chwilę patrzyła na niego zdumiona, jakby wciąż do niej to nie docierało. Zaraz jednak się opamiętała.
- Dobra, chodź.
Marta bez słowa zaprowadziła go do sali, w której leżał świadek. Zanim zostawiła ich samych, zaznaczyła że rozmowa nie może trwać długo, bowiem mężczyzna wciąż był jeszcze słaby. Po trzech minutach aspirant wiedział już to co chciał wiedzieć. Pozostało mu tylko zadzwonić do Anki lub Rafała i przekazać zeznania świadka. Zamierzał to zrobić od razu, ale na korytarzu czekała na niego Marta.
- Nie wyglądasz na policjanta – przyznała, kiedy zatrzymał się obok
- Ja też nie wiedziałem że jesteś pielęgniarką.
- No bo w sumie nie było jeszcze okazji dłużej pogadać...
- Jesteśmy umówieni na kawę w sobotę – przypomniał
- Tak, tak... ale mam pewien pomysł – uśmiechnęła się tajemniczo – Skończyłeś już na dzisiaj?
- Właściwie to tak. Muszę jeszcze tylko zadzwonić.
- Dobra, to ty to zrób, a ja pójdę się przebrać. Czekaj na mnie przed wejściem, okej?
Skinął głową. Domyślał się co chodziło jej po głowie. Skoro już się spotkali i oboje mają czas, to już dzisiaj pójdą na kawę. W sumie nawet dobrze, bo wciąż nie był pewny tej soboty. Ich szef lubił robić niemiłe niespodzianki, o czym dzisiaj kolejny raz przekonała się Anka. Specjalnie zamknął się w swoim samochodzie na czas rozmowy, bowiem była to ważna rozmowa służbowa. Jeszcze kilka minut wcześniej zastanawiał się czy nie wrócić z tym na komendę, ale teraz, kiedy już spotkał Martę, była to już tylko ostateczność.
- Co powiesz na spacer? - zagadnęła go na parkingu
- O, jesteś już – uśmiechnął się – Czemu nie.
Przy szpitalu znajdował się park, do którego często wychodzili pacjenci czy też personel szpitala. Tam zaczęli przechadzkę. Marta najpierw opowiedziała co nieco o swojej przeszłości, jak to szalała w liceum, dlaczego nagle zmieniła się w odpowiedzialną, poukładaną, dojrzałą kobietę, skąd pomysł by zostać właśnie pielęgniarką...
- A teraz ty mi powiedz coś o sobie – dodała, gdy skończyła opowieść
- Tak... no więc... tak, wiem że nie zaczyna się zdania od więc – rzucił, kiedy zobaczył że dziewczyna chce coś powiedzieć – Dobra, to tak. Pracuję w policji, to już wiesz. Mieszkam w Krakowie, ale to też wiesz. Jeżdżę samochodem, więc mam prawo jazdy, logiczne. Skończyłem szkołę policyjną, to chyba też można się domyślić...
Przerwał, bowiem zobaczył że Marta się śmieje. Nie rozumiał gdzie popełnił jakiś komiczny błąd, co takiego powiedział, że rozbawił tym brunetkę.
- Co jest?
- Nic – wzruszyła ramionami, wciąż mając na twarzy uśmiech – Żebyś mógł posłuchać sam siebie...
- No ale co? Coś nie tak?
- Nie umiesz opowiadać. Ale nie martw się, to tylko świadczy o tym że jesteś prawdziwym facetem.
Pokiwał głową, ale sam nie wiedział już jak ma to traktować. Wypadł dobrze czy źle? Przynajmniej kobieta nie była zażenowana jego „występem”, więc tragedii na pewno nie ma.
- Dobra, pomogę ci. Miałeś fajne dzieciństwo?
- Dzieciństwo... - westchnął rozmarzony – To były czasy. Miałem to szczęście że sąsiedzi moich rodziców mieli dwójkę dzieci, jeden był w moim wieku, drugi dwa lata starszy. Zawsze było się z kim bawić, zawsze można było znaleźć sobie jakiejś zajęcie... nie wiedziałem co to nuda.
- No, no – cmoknęła – Lepiej, lepiej. Ale to była tylko rozgrzewka. Następne pytanie. Dlaczego zostałeś policjantem?
- Dlaczego... sam nie wiem, jakoś tak pasowałem do tej roboty. Wiesz, nie chciałbym się chwalić – uśmiechnął się zawstydzony – ale jestem uczciwy, sprawiedliwy, sumienny i może właśnie dlatego. Gardzę tymi wszystkimi patałachami, którzy załatwiają sprawy przez przemoc, którzy okradają uczciwych obywateli... no po prostu gardzę, ich miejsce jest w więzieniu, chociaż sam nie wiem czy to dobre miejsce dla nich.
- Więzienie? - spytała zaskoczona
- Tak. Przecież mają dach nad głową, ciepło w zimie, jedzenie za darmo, mogą się umyć, trzeba ich odpowiednio traktować, bo zaraz się zasłaniają jakimiś prawami człowieka... A przecież sami ich nie szanują, jak ktoś kogoś zabija, to odbiera mu prawo do życia, prawda?
- Prawda.
- A taki bezdomny, to co? On nawet jak nie ma nic, ale nikomu nic nie ukradnie to żyje w gorszych warunkach niż te śmiecie... To ma być sprawiedliwy system?
Marta nie odpowiedziała na jego pytanie, dlatego szturchnał ją lekko w ramię.
- Przynudzam, co?
- Nie no, mów. Właśnie myślałam o tym co mówiłeś.
- I?
- I doszłam do wniosku że idealista z ciebie.
- Idealista – powtórzył zawiedziony – Kiedyś owszem, byłem. Ale kiedy dorosłem to zdałem sobie sprawę że nie da się zmienić tego świata. On po prostu musi już taki być.
Oboje milczeli. Spacerowali nadal, opuszczając już park, wyszli na miasto.
- No dobra, dawaj następne pytanie – uśmiechnął się do niej – Nie ma co rozpaczać.
- I takie podejście to rozumiem – ona też odpowiedziała mu uśmiechem.
-------
Niestety ostatnio nie mam zbyt dużo wolnego czasu, dlatego też części będą pojawiały się rzadko. Myślę że dobrze będzie jak będę dodawał jedną część na tydzień.