piątek, 30 września 2011

Chcę ją odnaleźć cz. 4


Usiadł na łóżku i ukrył twarz w dłoniach. Cierpiał, słowa Aśki bardzo go zabolały. Nawet nie zauważył kiedy zasnął. Śniło mu się, że była na komendzie. W ręce trzymał przygotowaną do strzału broń. Chciał do niej podejść, lecz przyjaciele zagrodzili mu drogę. Na nic były jego wrzaski i groźby, nie chcieli odejść. Błagali go, by się opamiętał. Cofnął się dwa kroki do tyłu i zaczął do nich strzelić. Gdy ranni padli na ziemię, zaczął ich dobijać. Następnie przystawił broń do głowy Aśce i wyprowadził ją na zewnątrz.
- Co ty robisz?! - krzyknęła rozpaczliwie
- Kochałem cię, a ty... ty... ty miałaś to gdzieś! - wysapał zdenerwowany
- Błagam cię, wybacz mi i pozwól odejść! - uklęknęła przed nim
- Wybaczyć, wybaczyłem. Ale odejść ci nie pozwolę – rzekł zamyślony
- Jeśli mnie kochasz to pozwól mi odejść – prosiła bezskutecznie
- Nie Aśka. Ja już nie umiem kochać. Ja już nie mam w sobie żadnych uczuć. Przez ciebie! - jego ręka coraz bardziej drżała
- Nie rób tego, proszę – po jej policzkach płynęły łzy. Ten widok w każdym wzbudziłby litość. Ale nie w nim
- Jakie jest twoje ostatnie słowo? - zapytał stanowczo
- Przepraszam... - pochyliła głowę, wiedząc że za chwilę zginie. Nie myliła się. Kilka sekund później Sebastian nacisnął na spust... Właśnie w tej chwili sen się skończył, ponieważ komisarz się obudził. Spojrzał na zegarek i stwierdził, że już od dziesięciu minut powinien być w pracy. Przypomniawszy sobie wczorajszą rozmowę z Asią stwierdził, że obojętne mu wszystko, więc położył się wygodnie na kanapie i zdecydował, że dzisiaj nie pójdzie do pracy, że tego dnia nie ma go dla nikogo. Jednak był ktoś, kto o nim pamiętał. Po południu, w czasie bliżej nieokreślonym, usłyszał pukanie do drzwi. Za pierwszym i za drugim razem zignorował to, lecz osoba stojąca za drzwiami nie odpuszczała, więc Sebastian dał za wygraną.
- Aśka do mnie dzwoniła, że cię nie ma w pracy i nie odbierasz telefonów – powiedziała Marta wchodząc do mieszkania
- Aśka? - zapytał zdziwiony
- Tak. Martwiła się o ciebie – wyznała
- Martwiła? To jakiś żart? - zapytał lekko podirytowany
- Co się z tobą dzieje? - zaczynała się o niego niepokoić
- Nic – odpowiedział sucho
- Przestań, przecież widzę
- Po prostu chcę być sam. Każdy od czasu do czasu potrzebuje trochę odpoczynku. Coś w tym dziwnego? - próbował się wytłumaczyć
- W tym nie, ale w twoim zachowaniu tak – odrzekła szczerze
- Wydaje ci się – powiedział nadal ją zwodząc
- A co z naszymi poszukiwaniami? - zapytała kładąc ręce na biodrach
- J**ać to – rzekł dobitnie
- Nie jesteś już tym zainteresowany? - nie potrafiła zrozumieć dlaczego tak zareagował
- Niewyraźnie mówię?!
- Dobrze, nie to nie. Ale wiedz, że znajdę ją. Choćbym szukała aż do śmierci, z twoją pomocą albo i bez, ale cholera jasna znajdę ją! - po tych słowach wyszła z mieszkania trzaskając drzwiami zostawiając brata samego.
Sebastian siedział na kanapie przed telewizorem i popijając piwo próbował znaleźć pozytywy tego, że Aśka go definitywnie odrzuciła. Niestety, takowych nie widział. Rozmyślania przerwało mu pukanie do drzwi.
- K**wa, jak to nie Marta to niech sp***dala – mruknął pod nosem niezadowolony. Kiedy otworzył drzwi, zobaczył Aśkę. Bez słowa wpuścił ją do środka i pokazał ręką salon. Oboje usiedli obok siebie na kanapie.
- Po co przyszłaś? - przerwał niezręczną ciszę
- Żeby ci wszystko dokładnie wyjaśnić. Tym razem na pewno zrozumiesz. Czytaj – podała mu kopertę, którą nerwowo obracała w rękach
- Badania DNA? - zapytał zdziwiony
- Czytaj dalej – powiedziała nie podnosząc wzroku
- Że co?! - krzyknął zszokowany
- Tak, jesteśmy rodzeństwem – przyznała Aśka – Marta już wie, powiedziałam jej o tym, gdy zdała mi relację z dzisiejszej wizyty u ciebie – dodała po chwili
- To dlatego odmówiłaś – stwierdził układając sobie to wszystko w logiczną całość
- Tak – przytaknęła cicho
- Jak długo wiedziałaś? - odwrócił głowę w jej kierunku
- Trzy miesiące. Bałam się, że m nie uwierzysz, no i... nie miałam stuprocentowej pewności, że to prawda. Dopiero niedawno zdecydowałam się na badania, a wyniki otrzymałam wczoraj – wyjaśniła
- Przepraszam cię za wszystko – przytulił ją
- Ja również przepraszam – odpowiedziała zamykając oczy. Sebastian nie był w stanie wydusić z siebie ani słowa więcej. Był bardzo wzruszony. Ogromny kamień spadł mu z serca. Wszystko jakby zaczęło się od nowa, Aśka teraz była zupełnie kim innym niż przedtem. Wiedział, że zanim zaczną czuć się prawdziwym rodzeństwem minie trochę czasu, ale był szczęśliwy, że udało mu się poznać siostrę.

środa, 28 września 2011

Chcę ją odnaleźć cz. 3


Kiedy odjechali już kilka kilometrów od Mielca, Sebastian nagle zawrócił.
- Co jest? - zapytała Marta w reakcji na jego manewr
- Oświeciło mnie – odpowiedział mocniej dociskając pedał gazu
- A mianowicie? - dopytywała się?
- Jest jeszcze jeden trop do sprawdzenia, ale nie ma pewności, że się uda – rzekł tonem świadczącym o tym, że nie ma zamiaru więcej tłumaczyć. Podjechali pod jeden z kościołów.
- Plebania? - zapytała nie ukrywając zdziwienia
- Tak. Jeśli nie tu, to na drugiej – odrzekł tajemniczo
- Ale co?! - zaczynała się już denerwować
- Zobaczysz – ruszył w stronę budynku nie zwracając na nią uwagi
- Kurde, weź mnie nawet nie denerwuj! - krzyknęła uderzając dłonią w auto
- Idziesz czy nie? - zapytał oschle
- Idę, ale, no kurde, powiedz mi o co chodzi! - gestykulowała nerwowo rękami|
- Nie domyślasz się?
- Wyobraź sobie, że gdybym się domyśliła to bym nie pytała!
- Dobra, już nie denerwuj się – rzekł przytulając siostrę. Nie wiedział czemu się tak zachował. Niestety na plebanii niewiele się dowiedzieli. W księgach był zapis ze chrztu ich siostry, ale chrzczona była jeszcze pod ich nazwiskiem, a jako rodzice wpisani byli jej biologiczni. Na szczęście udało im się ustalić jak nazywają się rodzice chrzestni Joasi. Pełni nowej, pozytywnej energii wrócili do samochodu i odjechali w kierunku Krakowa.
- Dobrze, że na to wpadłeś – przyznała Marta
- Tak, dzięki temu mamy nowy trop. Trochę okrężny, ale lepszy taki niż żaden – stwierdził
- Masz rację – kiwnęła głową i włączyła radio. Przez pozostałą część drogi nie zamienili ani słowa. Sebastian odwiózł siostrę do domu i pojechał zrobić zakupy, po czym wrócił do siebie. Wieczorem dość niespodziewanie usłyszał pukanie. Otworzył drzwi i ujrzał swoją partnerkę z pracy.
- Cześć – przywitała się nieśmiało
- Cześć. Zrobiłaś mi całkiem miłą niespodziankę. Wejdź do środka – zaproponował i zamknął za nią drzwi
- Przyszłam, żeby... żeby dowiedzieć się jak sobie radzisz, czy wszystko w porządku – wyjaśniła powód swej niezapowiedzianej wizyty
- Nie jest źle – odpowiedział
- A jak poszukiwania? - zagadnęła z ciekawością, którą nie bardzo udało się jej ukryć
- To twoja imienniczka. Urodzona 17 stycznia 1985. Niesamowity przypadek, prawda? - zaśmiał się nie przywiązując do tego żadnej wagi
- Sugerujesz coś? - zapytała cicho
- Nie. To bardzo rzadki zbieg okoliczności. Wyobraź sobie, że spotkałem się z przypadkiem, gdzie mąż i żona urodzili się tego samego dnia – rzekł z zachwytem
- Wiesz, nie tylko po to tu przyszłam – przyznała opuszczając głowę
- Tak czułem. Zmieniłaś zdanie? - spytał z nadzieją w głosie
- Sebastian...
- Asiu, przecież wiesz że mi się podobasz – przerwał jej nie pozwalając dojść do słowa
- Posłuchaj mnie uważnie... kiedy to do ciebie dotrze? - nie było jej łatwo, ale musiała mu to po raz kolejny powiedzieć
- Ale co?
- Że nie będziemy razem. Nie możemy być parą! - krzyknęła ze łzami w oczach
- Ale dlaczego? Proszę, wyjaśnij mi to – jego głos wzbudzał w Asi coraz większe wyrzuty sumienia. Lecz nie mogła postąpić inaczej, nie miała innego wyboru. Robiła to wbrew sobie, raniąc siebie i jego
- Dlatego, że... że jeśli bym spróbowała, mogłabym cię zranić jeszcze bardziej, a nawet na pewno tak by się stało – mówiła z przekonaniem, że ma rację
- Proszę cię...
- To ja ciebie proszę. Jeśli jeszcze raz będziesz mnie przekonywał, że możemy być razem... to zmusisz mnie tym do zerwania wszelkich kontaktów z tobą. Nie chcę tego i jestem pewna, że ty także tego nie chcesz, ale wtedy nie pozostawisz mi innego wyboru, bo twoje kolejne próby mogą się skończyć dla nas bardzo źle. Mnie także to bardzo boli, ale uwierz mi, że robię to dla naszego dobra. Może teraz wyda ci się to głupie, ale kiedyś mi za to podziękujesz – po tym wyznaniu natychmiast wstała i nie czekając na jego reakcję wyszła z mieszkania. Sebastian jeszcze przez chwilę siedział na kanapie, analizując dokładnie to co powiedziała Aśka, słowo po słowie, zdanie po zdaniu. Kiedy skończył, wstał i poszedł do kuchni, gdzie zostawił butelkę z piwem. Wypił je do końca, po czym z całej siły rzucił ją na ścianę, tłukąc na wiele drobnych kawałków szkła.

poniedziałek, 26 września 2011

Chcę ją odnaleźć cz. 2


Ze względu na okoliczności stary zgodził się dać Sebastianowi urlop, i to nawet dwa tygodnie. Dzień po pogrzebie postanowili pojechać do Mielca, ich rodzinnego miasta. Najgorsze było to, że znali tylko rok urodzenia swojej siostry. Mimo to, Marta uważała, że najtrudniejsze będzie przekonanie pielęgniarki, by zgodziła się zajrzeć w archiwum, lecz brat uświadomił ją, że to dopiero początek i z całych poszukiwań to będzie najprostsze.
- Zobaczysz, nie będzie tak źle – twierdziła Marta – potem pojedziemy do domu dziecka i tam dowiemy się jak się nazywają ludzie, którzy ją adoptowali.
- Nie wybiegajmy aż tak w przyszłość – uspokoił ją, będąc świadomy, że nie wiadomo czy żyją lub czy uda się do nich dotrzeć
- Zawsze chciałam mieć siostrę – wyznała
- Marzenia się spełniają – mruknął i zabrał się do wyprzedzania jadącego przed nimi audi. Przez następne kilka minut w samochodzie panowała cisza.
- Wiesz, dziwi mnie trochę zachowanie Aśki. Nie sądziłem, że ona tak bardzo to przeżyje – powiedział kiedy dojeżdżali do miasta
- Pracujecie razem, spędzacie ze sobą dużo czasu. Z pewnością jesteś jej bliski i dlatego – próbowała ją wytłumaczyć
- Przestań sobie ze mnie żartować – rzucił zdenerwowany
- Ej, ale co ja takiego powiedziałam? - zapytała zdumiona
- Przepraszam – odpowiedział co chwili
- Masz z nią jakiś problem? - w jej głosie było wyczuć troskę, przez co Sebastianowi trudno było zignorować to pytanie
- Tak – odpowiedział bezradnie
- No to mów, zamieniam się w słuch – rzekła Marta patrząc na niego
- Bo ona... ja... kurde, no!
- Uspokój się i powiedz prosto z mostu – powiedziała z opanowaniem
- Ona... ona mi się podoba – wykrztusił – z tym że nie chce żebyśmy stworzyli parę i nie ma jakiegoś szczególnego powodu – wyjaśnił zasmucony
- Musi mieć powód. Tylko nie chce ci o tym powiedzieć – stwierdziła
- Świetnie – podsumował ironicznie
- Co nie znaczy, że nie możesz być dla niej bliski. Jesteś dla mnie bardzo ważny, mimo iż nie jesteśmy razem - wytłumaczyła
- Ty to co innego. Jesteś moją siostrą – powiedział zaskoczony jej punktem widzenia
- A może Aśka cię traktuje jak brata, czyli tak jak ja? - zapytała podchwytliwie
- Nie wiem – odpowiedział wjeżdżając na parking przed szpitalem
- W sumie to nie miałabym nic przeciwko, gdyby nasza siostra była taka jak ona – wyznała Marta. Sebastian udał, że tego nie słyszał. Wysiedli z samochodu i poszli do szpitala, gdzie całkiem niespodziewanie spotkał swoją koleżankę z liceum, Agatę.
- Cześć Sebastian – powitała go idąc z naprzeciwka
- Cześć. Pracujesz tutaj? - zapytał widząc, że ubrana jest w fartuch
- Jestem pielęgniarką. A co tam u ciebie?
- Pamiętasz moją siostrę Martę? - zapytał spoglądając na nią
- Oczywiście, pisała ci zwolnienia w trzeciej klasie. Byłaś wtedy w drugiej, dobrze pamiętam? - zwróciła się do dziewczyny
- Tak. Słuchaj... skoro tu pracujesz to mogłabyś nam pomóc – zaczęła – masz chwilę czasu?
- No właśnie mam teraz przerwę – odparła. Poszli we trójkę do bufetu, gdzie na spokojnie, przy stoliku Sebastian jej opowiedział o sprawie w jakiej tu przyjechali.
- Dobrze, sprawdzę to dla was. Który to rocznik?
- Osiemdziesiąty piąty – odpowiedział Sebastian upijając kolejny łyk kawy
- Zaczekajcie tu na mnie – rzekła pielęgniarka i wyszła
- Fajnie razem wyglądacie – wypaliła nagle Marta ni z gruchy, ni z pietruchy, tak że o mało co Sebastian się nie zachłysnął kawą
- Przecież wiesz, że podoba mi się Aśka – odpowiedział jej spokojnie
- Ale skoro nie chce z tobą spróbować to ty możesz z inną – nie dawała za wygraną
- Marta, czego ty ode mnie chcesz? - walnął prosto z mostu
- Żebyś przestał siedzieć z założonymi rękoma. Znajdź sobie inną dziewczynę i wtedy ułóż sobie z nią życie jeśli to nie wzbudzi w Aśce na tyle zazdrości, by zmieniła zdanie – powiedziała mu patrząc zabójczym spojrzeniem. Nie odpowiedział, tylko z każdą chwilą coraz bardziej nerwowo czekał na Agatę. Marta także była niespokojna, lecz świetnie to ukrywała i nic nie było po niej widać. Wreszcie, po kilku minutach wróciła.
- I co? - zapytali niemal równocześnie wstając z krzeseł
- Tyle udało mi się znaleźć – odpowiedziała podając Sebastianowi zapisaną kartkę
- Dziękujemy ci bardzo. Jeśli będę mógł się jakoś odwdzięczyć to dzwoń – powiedział dając jej swoją wizytówkę. Rodzeństwo opuściło szpital, po czym skierowali się ku jednemu z domów dziecka.
- Na chwilę obecną wiemy tylko tyle, że ma na imię Joanna i jest urodzona 17 stycznia 1985. W danych szpitalnych nazwisko jest takie jak nasze, ale wiemy że kiedy została adoptowana, zostało ono zmienione – podsumował Sebastian. Marta kiwnęła twierdząco głową i zastanawiała się jak może wyglądać ich pierwsze spotkanie. W pierwszym z dwóch domów dziecka, które mieli odwiedzić nie dowiedzieli się nic, ponieważ wtedy jeszcze nie istniał. Dawało im to pewność, że ich siostra przebywała w drugim, do którego pojechali.
- Który to rok? - zapytała dyrektorka na prośbę Sebastiana o sprawdzenie danej osoby w archiwum
- Osiemdziesiąty piąty – odpowiedział
- Przykro mi, ale niestety nie jestem w stanie pomóc. Jakieś trzy lata temu był pożar w piwnicy i wszystkie archiwa z lat osiemdziesiątych – wyznała. Marta i Sebastian załamani wrócili do samochodu i wyruszyli w drogę powrotną do Krakowa.

piątek, 23 września 2011

Chcę ją odnaleźć cz. 1


- Jak się czuje twoja mama? - zagadnęła Aśka, kiedy razem ze swoim partnerem z pracy, Sebastianem zrobili sobie przerwę w uzupełnianiu raportów
- Nie wygląda to dobrze. Mam czarne myśli – wyznał jej podchodząc do okna
- Bądź optymistą. Ona będzie żyła, zobaczysz – próbowała podtrzymać go na duchu
- Anka i Rafał coś ruszyli ze śledztwem? - zapytał nie odwracając głowy
- Przykro mi, ale nic – odpowiedziała równie zawiedziona jak on
- Dziękuję ci, że mnie wspierasz... martwisz się o moją mamę jakby... jakby była też twoją matką – wyznał szeptem
- Chcesz kawy? - nagle zmieniła temat
- Poproszę – odpowiedział i westchnął głośno. Jego mama dwa dni temu została zaatakowana nożem w parku. Rana była bardzo poważna, a kobieta straciła dużo krwi. Sebastian coraz bardziej martwił się, że jej stan się nie poprawia. Był przeciwny jej przyjazdowi do Krakowa, ponieważ wolał żeby poczekała aż on i jego siostra ją odwiedzą. Marta natomiast zachęcała matkę by przyjechała. Kiedy dowiedziała się o tym, co się stało w parku, czuła się winna. Gdy stała obok Sebastiana na szpitalnym korytarzu, bała się że będzie na nią wściekły. Lecz on nie miał żalu, ponieważ wiedział że siostra nie mogła temu zapobiec. Cały czas ją pocieszał.
- Wracamy do pracy? - zapytała Aśka wchodząc do biura z dwoma kubkami kawy
- Tak – odpowiedział niepewnie, wciąż zamyślony. Próbę wyobrażenia sobie przyszłości przerwał mu dźwięk telefonu
- Co się dzieje? - zapytał usłyszawszy zrozpaczony głos siostry
- Nie wiem jak mam to powiedzieć... - rzekła spanikowana
- Marta, spokojnie – próbował coś z niej wyciągnąć
- Przyjedź! - krzyknęła
- Dobra, będę jak najszybciej to możliwe – powiedział zdenerwowany
- Co jest? - zapytała zaniepokojona Aśka kiedy skończył rozmawiać
- Chyba dzieje się coś złego, Marta nie była w stanie nic powiedzieć – powiedział szukając kluczyków do swojego samochodu
- Jadę z tobą – rzekła stanowczo zgarniając kluczyki z biurka
Pobiegli do jej seata i pojechali nim do szpitala. Tam bez problemu odnaleźli salę, w której leżała mama Sebastiana. Na zewnątrz siedziała zapłakana Marta.
- Nie mów że... - powiedział wystraszony
- Jeszcze nie. Ale może nastąpić to w każdej chwili – wykrztusiła
- Chodźmy do niej. Aśka, zaczekasz?
- Jasne, idźcie – rzekła z trudem połykając ślinę. Kiedy Sebastian i Marta weszli do sali, Asia wszystko obserwowała przez uchylone drzwi.
- Mamo, przepraszam... - zaczęła Marta
- To nie twoja wina. Widocznie tak miało być – odpowiedziała
- Obiecuję ci, że ten bandyta odpowie za to, co ci zrobił – powiedział ze złością Sebastian
- Nie obiecuj rzeczy niemożliwych. Czekałam na was. Nie mogę umrzeć, zanim wam nie powiem czegoś ważnego. Bardzo ważnego – mówiła coraz ciszej
- O czym chcesz nam powiedzieć?
- Macie siostrę. Jest o dwa lata młodsza od Marty. Nie mieliśmy na tyle pieniędzy by móc się zajmować trojgiem dzieci, dlatego musieliśmy oddać ją do adopcji. Nie wiem kim ona jest, nic o niej nie wiem. Mam tylko nadzieję, że kiedyś mi przebaczy – wyznała. W sali pojawił się lekarz, a Sebastian i Marta patrzyli jak umiera ich matka.
- Czternasta czterdzieści sześć – powiedział lekarz spoglądając na zegarek. Marta ze łzami w oczach wtuliła się w brata, a on z trudem przełknął ślinę. Oboje wyszli na korytarz.
- Jutro pojedziemy do zakładu pogrzebowego? - zapytał wpatrując się w podłogę
- Tak, przecież nikt za nas tego nie zrobi – przyznała
- Nie sądziłem, że mamy siostrę. Miałem wtedy 3 lata, więc bardzo niewiele pamiętam – powiedział
- Chciałabym ją spotkać – wyznała Marta
- Musimy ją odszukać. Ona ma prawo wiedzieć, że jej biologiczna matka nie żyje. Poza tym mama umarła z nadzieją, że ona jej wybaczy – stwierdził Sebastian
- A co jeśli tego nie zrobi?
- Zmarłej chyba nie odmówi – odpowiedział niezupełnie przekonany
- Dobra, potem się będziemy nad tym zastanawiać – dodała
- Mogę liczyć na twoją pomoc w poszukiwaniach? - zapytał spoglądając na nią po raz pierwszy od opuszczenia sali
- Tak, ale najpierw załatwimy sprawy pogrzebowe – przyznała
- Muszę wracać na komendę, pa – ucałował ją w policzek i odszedł w kierunku wyjścia ze szpitala

niedziela, 18 września 2011

Nie ważne gdzie, ważne że z tobą cz. 5


Kilka minut po godzinie 22:00 mieli pociąg jadący z Rzeszowa do Poznania, przez Kraków i Wrocław. Niestety na peronie spędzili aż o pół godziny więcej czasu, ze względu na opóźnienie pociągu. Zgodnie z wyliczeniami Sebastiana, we Wrocławiu mieli być około godziny czwartej rano. W wagonie Sebastian postanowił wreszcie spojrzeć na telefon, który miał włączony, lecz wyciszony. Miał prawie 50 nieodebranych połączeń od ojca, pierwsze z nich około godziny 20:00. Chwilę potem ponownie ktoś do niego dzwonił. Sebastian chciał odrzucić połączenie, ale kiedy zobaczył, że to od Rafała, nacisnął zieloną słuchawkę.
- No, cześć – usłyszał w słuchawce głos przyjaciela
- Cześć – odpowiedział po chwili
- Jedziesz pociągiem, dobrze słyszę? - zapytał lekko ściszając głos
- Czy jest ktoś obok ciebie? - nie krył poddenerwowania
- Jeśli chodzi o rozmowy ze mną, to możesz być całkiem spokojny, tylko ja wiem co mówisz – zapewnił
- Rozmawiałem już z Maćkiem, zgodził się żebyśmy się zatrzymali u niego na jakiś czas – powiedział rozluźniony – A co tam u was? - dodał po chwili
- Jednym słowem istna masakra. Przyjechał ojciec Aśki ze swoją obstawą i domagał się pojedynku z twoim ojcem – zaczął Rafał
- Niech zgadnę, ojciec się zgodził – rzekł bezradnie
- Tak. Ale to nie było wszystko. Chłopy z naszej wsi też się zlecieli i każdy kibicował swojemu, aż w końcu oni także rzucili się na siebie i doszło do jednej wielkiej bójki. Ktoś zadzwonił po proboszcza, który przyjechał już po pięciu minutach i wtedy na dobre rozszalała się burza – opowiadał z podekscytowaniem, jakby to działo się w tej chwili
- Burza w sensie, że...? - zapytał z zdezorientowaniem
- No burza, deszcz z piorunami. Aaa, tak, zapomniałem powiedzieć, że już wcześniej na niebie było pełno ciemnych chmur, a kiedy zaczęli się bić to już trochę padało – wyjaśnił gestykulując drugą ręką
- I co było dalej? - w jego głosie wyczuwalne było zaciekawienie opowieścią
- I wtedy jak piorun nie walnął, drzewo spadło prosto na samochód proboszcza, a on był tam w środku. Wszyscy przestali się bić i z niedowierzaniem na to patrzyli. Jakimś cudem nic mu się nie stało, bo to drzewo zwaliło się pod takim kątem, że o centymetry go ominęło. Dopiero jak ktoś krzyknął, że trzeba go stamtąd wyciągnąć to się opamiętali, każdy z naszych pobiegł do chałupy po jakieś sprzęty i jak wrócili to wszyscy, bez żadnego podziału czy od nas, czy z Zielęcic, wszyscy zgodnie współpracowali, udało się rozciąć karoserię i proboszcz wyszedł z tego cało – dokończył opowieść
- Nie mogę w to uwierzyć – powiedział z uśmiechem na twarzy
- To jeszcze nie wszystko. Przyjechał ich sołtys i teraz z naszym sołtysem wódkę piją!
- Poważnie?! - zapytał niedowierzając
- Jak najbardziej. Pogodzili się, a nawet syn naszego sołtysa ze swoją żoną się zeszli, a ich rozstanie przecież było przyczyną całego konfliktu! - dodał z radością w głosie
- A jednak cuda się zdarzają – skomentował jednym zdaniem
- W takim razie możesz wrócić – zasugerował Rafał
- Nie. Postanowiliśmy z Asią, że chcemy zacząć nowe życie, wszystko co było dotychczas zostawić za sobą i skupić się na tym, co jest teraz. Chcemy się usamodzielnić, nie być zależnymi od kogoś – wytłumaczył
- Szkoda, że jednak nie wracasz – odpowiedział
- Obiecuję ci, że kiedyś przyjedziemy – rzekł na pocieszenie
- Trzymam cię za słowo. Powodzenia – na jego twarz powrócił uśmiech. Jednak tylko na chwilę, ponieważ nie wiedział jak o tym powiedzieć człowiekowi, który za drzwiami czekał z nadzieją, że będzie mógł naprawić swój błąd i przeprosić syna
- Trzymaj się – odpowiedział Sebastian i zakończył połączenie

- I co? - zapytał mężczyzna podnosząc się z krzesła
- Opowiedziałem mu o wszystkim, bardzo się ucieszył, że to się tak skończyło – zaczął Rafał
- Kiedy wróci?
- Przykro mi, ale... nie wróci. Oni chcą się usamodzielnić, żyć po swojemu – usiłował to jakoś wytłumaczyć
- To moja wina. Powinienem był dać mu więcej swobody – rzekł ze smutkiem
- Wie pan, w życiu rodzica nadchodzi taki moment, że jego dziecko się wyprowadza i trudno jest się z tym pogodzić. Mój ojciec też bardzo przeżywał, kiedy się przeniosłem gdzie indziej. Ale obiecał, że przyjedzie, więc wkrótce się z nim zobaczymy – pocieszał go. Następnie obaj wzięli po butelce piwa i upili po łyku wychodząc na zewnątrz.
Dwa lata później:
- Asia? - zapytał wchodząc do kuchni
- Co? - odpowiedziała odwracając głowę
- A przypadkiem nie ja powinienem dzisiaj robić śniadanie? - podszedł do niej i ją pocałował
- Może... ale codziennie wstajesz rano do pracy, więc chciałam cię odciążyć – wyjaśniła
- Ale to ty masz się oszczędzać, nie ja – powiedział wskazując na jej zaokrąglony już trochę brzuch
- Jestem dopiero w czwartym miesiącu – rzekła trochę lekceważąco
- Aśka, już w czwartym miesiącu. Nim się obejrzysz, a zostanie do porodu kilka tygodni
- Wiesz, nie żałuję, że wtedy uciekliśmy. Pewnie i tak bylibyśmy razem, ale czy byłabym równie szczęśliwa… tego się nie dowiem – wyznała
- A mnie nie obchodzi gdzie byśmy byli. Byłbym szczęśliwy nawet na końcu świata pod jednym warunkiem – stwierdził
- Jakim?
- Że byłbym tam z tobą – szepnął jej do ucha i objął ramieniem

piątek, 16 września 2011

Nie ważne gdzie, ważne że z tobą cz. 4


- Co teraz zrobimy? - powtórzyła zaniepokojona
- Poczekaj, daj mi pomyśleć – odrzekł zamyślony
- No chyba tutaj nie zostaniemy – powiedziała
- Nie, oczywiście że nie. Gdzieś będziemy musieli się zatrzymać – stwierdził
- Tylko gdzie? - spytała z nutką bezradności w głosie
- A gdzie chciałabyś pojechać? - obrócił głowę i spojrzał na nią
- Ty mówisz poważnie? - zapytała niedowierzając
- Tak. Pojedziemy tam gdzie chcesz, żebyśmy mieli więcej czasu by się zastanowić – wyjaśnił
- To może... nie wiem czy to nie będzie za daleko – wyznała
- Jeśli chcesz to pojedziemy nawet do Niemiec – uspokoił ją
- No dobrze, więc... jedźmy do Krakowa
- Jak sobie życzysz – rzekł i pociągnął ją za sobą w stronę dworca kolejowego. Na szczęście o tej porze nie było wielu ludzi, dzięki temu nie musiał stać długo w kolejce do kasy biletowej. Pociąg jechał z Suwałk do Zakopanego, m.in. przez Warszawę i Kraków. Do planowanego przyjazdu było jeszcze około 50 minut, więc poszli zjeść śniadanie do baru znajdującego się obok. Na peronie pojawili się trochę ponad pół godziny później. Udało im się znaleźć wolne miejsce w pierwszym wagonie w trzecim przedziale od końca. Przez długi czas nie odzywali się do siebie, ponieważ nie wiedzieli co mogliby powiedzieć, poza tym nie chcieli rozmawiać o swojej sytuacji przy innych ludziach siedzących w przedziale.
- Przepraszam, jeśli można wiedzieć, dokąd państwo jadą? - zagadnął grzecznie lekko siwawy mężczyzna
- Do Krakowa – odpowiedział Sebastian
- To daleko. O której planowo tam będziecie? - kontynuował rozmowę
- Około 17:00 – odezwała się Asia
- Wiecie, ja jadę do Warszawy, odwiedzić brata. Dopiero teraz dostałem urlop, bo w lipcu i sierpniu miałem dużo pracy – wytłumaczył mężczyzna
- Przepraszam na chwilę – rzekł Sebastian i wyszedł na korytarz. Asia powiodła za nim wzrokiem. Wyciągnął z kieszeni telefon, wybrał numer i przystawił do ucha. Widziała, że z kimś rozmawiał. Następnie czekał na coś nerwowo. Podniosła się i wyszła do niego.
- Co się dzieje? - zapytała zmartwiona
- Być może uda mi się załatwić dla nas pokój – wyjaśnił – Wracaj do przedziału
- Twoi rodzice nie dzwonili? - ściszyła głos i zbliżyła się bardziej do niego
- Nie, pewnie myślą że gdzieś poszedłem i wrócę wieczorem – odpowiedział ze spokojem
- Ja to nawet boję się swój telefon włączyć – rzekła smutno. Zauważyła, że Sebastian dostał smsa od Rafała, a w nim była jakaś dziewięciocyfrowa liczba. Domyśliła się, że to jakiś numer telefonu. Wróciła do przedziału, a on wykonał kolejne połączenie.
- Halo? - usłyszał w słuchawce znajomy głos
- Cześć Maciek – odpowiedział – poznajesz mnie?
- No pewnie! Jak bym mógł zapomnieć? Przecież znamy się prawie od urodzenia! - odpowiedział radośnie rozmówca
- No tak, to były czasy – przyznał Sebastian
- Co to za szum? Gdzie ty jesteś?
- W tej chwili jadę pociągiem do Krakowa – wyjaśnił
- Do Krakowa? Po co? - w jego głosie słyszalne było zdziwienie
- Długa historia. Najgorsze, że nie mam gdzie przenocować. Rafał mi mówił, że masz wolny pokój i może byś... - zaczął ostrożnie
- Jasne, przyjeżdżaj. Będziesz mógł zostać ile chcesz – powiedział z zadowoleniem w głosie, że może pomóc przyjacielowi
- Słuchaj, tylko że... ja nie jestem sam i nie mogę jej zostawić
- Dziewczyna? - zapytał
- Tak, wyjeżdżamy, bo chcemy wspólnie zacząć nowe życie. O szczegółach opowiem ci jak przyjadę – wyjaśnił Sebastian
- Nie ma problemu, tylko musi spać z tobą w jednym łóżku. Adres przyślę ci smsem – poinformował
- Spodziewaj się nas jutro – odpowiedział
- To do zobaczenia
- Na razie – rozłączył się i wrócił do przedziału.
Pociąg opóźnił się o prawie godzinę, więc około 18:00 przyjechali do Krakowa. Oboje miło spędzili czas w swoim towarzystwie. Najpierw wybrali się na rynek, potem poszli coś zjeść, a następnie poszli do parku, gdzie usiedli na ławce i wypatrywali pierwszych gwiazd.
- Sebastian? - odezwała się opierając głowę na jego ramieniu
- Tak? - odpowiedział leniwie
- Co z tym noclegiem? - zapytała całkiem spokojnie. Nie martwiła się, ponieważ najważniejsze dla niej było, że jest ze swoim ukochanym
- Dzisiaj musimy się jakoś przemęczyć, a jutro będziemy razem leżeć w ciepłym łóżku – wyjaśnił
- W jednym? - zapytała zdziwiona
- No przecież jesteśmy dorośli – powiedział potwierdzając, że nie widzi w tym nic złego – nie bój się, nie zrobię nic wbrew tobie – dodał widząc jej minę

- Nie wierzę, że uciekliśmy – rzekła przymykając oczy
- Robimy to z miłości do siebie. Wiesz, chciałbym żeby ta chwila trwała wiecznie – pocałował ją w czoło i mocniej przytulił do siebie

środa, 14 września 2011

Nie ważne gdzie, ważne że z tobą cz. 3


Następnego dnia popołudniu Sebastian spotkał się z Asią w polu. Poszli nad rzekę, gdzie zdjął buty i podwinął spodnie do kolan. Następnie wziął ją na ręce i przeniósł przez rzekę. Postawił ją na ziemi i pociągnął za sobą. Przechodząc między drzewami wyszli na obszerną łąkę.
- Jak tu pięknie! - rzekła zachwycona Asia
- Niestety, ale jestem tu z tobą pierwszy i ostatni raz – powiedział z opuszczoną głową
- Dlaczego? - spytała zaniepokojona
- Będę musiał wyjechać. A jeśli chcesz być ze mną, to będziesz musiała zrobić to samo – rzucił odwróciwszy głowę
- Co się stało? - zapytała wystraszona
- Ojciec chce mnie wyswatać z inną dziewczyną. Ale ja kocham ciebie i tylko ciebie – zapewnił
- Gdzie chcesz wyjechać?
- Nie wiem – odpowiedział od razu
- Nie masz kogoś w rodzinie, kto mógłby ci pomóc? - wypytywała
- Hmm... może stryjek... - odpowiedział zamyślony
- Świetnie, więc pojedź do niego. Kiedy wyjeżdżasz?
- Dzisiaj w nocy. Stryj mieszka w Mławie, to na południowy zachód stąd – wyjaśnił
- Jak zamierzasz jechać?
- Pójdę do miasta na nogach, przeczekam do rana, o 5:34 jest autobus do Białegostoku, stamtąd pociągiem do Warszawy i autobusem do Mławy – opowiedział
- Więc już się nie zobaczymy przed twoim wyjazdem? - spytała ze smutkiem
- Nie. Będę się z tobą kontaktował telefonicznie, jak się już jakoś urządzę, to dołączysz do mnie, dobrze? - zaproponował
- Dobrze – odpowiedziała i pocałowała go w usta, potem ponownie przeniósł ją przez rzekę. Rozstali się na polu i każde z nich poszło w swoją stronę.
W nocy, Sebastian wstał i upewniwszy się, że wszyscy śpią, zakradł się do kuchni i bez problemu odnalazł skrytkę z pieniędzmi.
- Ja wam dam wybieranie mi żony – wyszeptał do siebie. Przeliczył pieniądze, było ich 3000 zł. Odliczył połowę, mając nadzieję, że tyle mu wystarczy i zabrał ze sobą, zaś resztę odłożył na miejsce, po czym wrócił do swojego pokoju. Przebrał się i schował pieniądze do portfela, który włożył do kieszeni. Potem wyciągnął torbę i zaczął się pakować, lecz nie było to takie łatwe, ponieważ musiał to zrobić po cichu i w ciemnościach. Kiedy wreszcie skończył, wziął ze sobą dokumenty oraz torbę i skradając się opuścił dom.
Dochodziła 5:30, kiedy dotarł na przystanek. Dużo czasu spędził chodząc po mieście, m.in. odwiedził cmentarz, gdzie był przy grobie dziadka. Poprosił o wybaczenie za to, co robi i zapalił stojące już przez długi czas, lecz kilkukrotnie gaszone przez wiatr, znicze. Spojrzał na zegarek i pomyślał, że już niedługo przyjedzie autobus. Wtedy usłyszał za sobą kroki i gwałtownie się obrócił.
- To tylko ja – rzekła Asia
- Co ty tu robisz? - spytał zdziwiony
- Paweł rozgadał na całą wieś, że się spotykamy i mnie zamknęli – odpowiedziała bezradnie rozkładając ręce – uciekłam przez okno, mam ze sobą tylko to co na sobie, telefon i trochę gotówki – dodała po chwili
- Dobra, jedziesz ze mną – zdecydował
- Za ile mamy autobus? - zapytała ziewając i dygocząc z zimna
- Za chwilę. Trzymaj – powiedział podając jej bluzę, którą wyciągnął z torby
- Dziękuję – odpowiedziała zarzucając ją na siebie. Sebastian objął ją ramieniem
- Jedzie – powiedział po chwili. Kiedy autobus się zatrzymał, Asia zajęła im miejsca, a Sebastian kupił bilety. Przez całą drogę drzemała, a on co chwila zerkał na nią, nie mogąc uwierzyć, że ona naprawdę z nim jedzie. Najgorsze było to, że musiał jej o czymś powiedzieć, tylko nie wiedział jak.
- Wybacz mi – powiedział, kiedy wysiedli w Białymstoku
- Ale co? - uśmiechnęła się do niego
- Okłamałem cię – wyznał skruszony
- Jak i dlaczego? - jej ton nie wróżył nic dobrego
- Mój wujek...
- Nie możesz się u niego zatrzymać? - przerwała
- Mogę, ale... on... nie mieszka w Mławie - wykrztusił
- A gdzie? - skrzyżowała ręce na piersiach oczekując odpowiedzi natychmiast
- Cztery domy dalej niż ja. Powiedziałem tak, bo nie chciałem cię martwić. Nie sądziłem, że pojedziemy razem
- Sebastian... - westchnęła
- Przepraszam – odpowiedział
- Dobra, nie ma się co kłócić, to tylko nam zaszkodzi – stwierdziła
- Mądre słowa – przyznał
- No ba, w końcu to ja je wypowiedziałam – puściła mu oczko – A teraz na poważnie, co my teraz zrobimy? - spytała zmartwiona

niedziela, 11 września 2011

Nie ważne gdzie, ważne że z tobą cz. 2


- Mówię ci, beznadziejna sytuacja – Sebastian opowiadał swojemu przyjacielowi, Rafałowi o tym co podsłuchał z rozmowy Stacha i swojego ojca – najpierw się przywitali, potem ojciec postawił flachę na stół, bo wiesz jak to u nas jest, o suchym pysku się interesów nie robi
- Tak, wiem. A co konkretnie z tą twoją sytuacją? - zapytał drapiąc się za uchem
- Wyobraź sobie, że... ojciec znalazł mi żonę – odpowiedział podirytowany
- A ładna? - uśmiechnął się do niego szatańsko
- Rafał, przecież wiesz, że kocham inną... - rzekł z bezradnością
- Wiem, wiem. A co ma do tego pan Stach? - próbował w myślach sobie to wytłumaczyć, lecz prościej było zadać pytanie
- Bo tą moją żoną ma być jego najstarsza wnuczka – powiedział z niezadowoleniem w głosie
- I co zamierzasz?
- No właśnie nie wiem co teraz zrobić - odpowiedział ze smutkiem
- To rzeczywiście masz chłopie problem. Ona ma 18 lat, tak? - chciał się upewnić czy ma rację
- Tak, osiemnaście. Wiesz co? Chodźmy się czegoś napić, bo mam już tego dość – rzekł zrezygnowany
- Ale tylko jedno piwo, bo Anka będzie zła – zastrzegł od razu Rafał
- Ty to masz szczęście. Masz kobietę, którą kochasz, własny dom... - zaczął porównywać swoje osiągnięcia z osiągnięciami Rafała
- I dziecko, za które muszę wziąć odpowiedzialność, także muszę na ten dom zarabiać, żebyśmy mieli z czego żyć... to nie takie proste jak ci się wydaje – przerwał mu Rafał
- Ale jesteś szczęśliwy? - nie krył zdziwienia odpowiedzią Rafała
- Oczywiście, że jestem. Mówię ci, cudownie się czujesz, kiedy widzisz swoją ukochaną tulącą wasze dziecko. Masz ochotę podejść i czule ucałować oboje. Więcej nie jestem w stanie ci opisać, bo wiesz, jesteśmy facetami. Jak coś takiego przeżyjesz to będziesz wiedział – wytłumaczył
- O ile będę miał z tą ukochaną kobietą dziecko i z nią będę – stwierdził niezadowolony
- Więcej optymizmu Sebastian. Obiecuję ci, że spróbuję ci pomóc – poklepał go po ramieniu. Od sklepu dzieliło ich już tylko kilka metrów, kiedy nagle traktor zajechał im drogę
- Panie, cofnij pan, bo chcemy przejść! - krzyknął do kierowcy. Ten zgasił silnik i zeskoczył na ziemię. Był to Paweł, który wcześniej tego dnia rozmawiał z Sebastianem
- Teraz się będziesz ze mną bił? - rzucił kpiąco
- Skoro się o to prosisz... - Sebastian odwrócił głowę i niespodziewanie zamachnął się i uderzył Pawła tak mocno, że aż upadł na ziemię. Wtedy z wozu, który był zaczepiony do traktora, zeskoczyło kilka osób i rzucili się na Sebastiana i Rafała. Zauważył to lekko zataczający się Mariusz, który właśnie wychodził ze sklepu. W jednej chwili wróciła mu umiejętność trzeźwego myślenia i zawrócił
- Chłopy, zielęczaki naszych biją! - krzyknął w progu. W jednej chwili piątka chłopów będąca w środku wybiegła na zewnątrz i rzuciła się na pomoc sąsiadom. Sklepowa także opuściła stanowisko swojej pracy i oglądała przebieg bijatyki. Mimo przewagi liczebnej, „zielęczaki”, jak nazywani byli mieszkańcy Zielęcic przez tutejszych, przegrali.
- Powiedz ojcu, że ciągnik z przyczepą do odebrania jutro o 12:00. Jeśli się spóźni choć minutę, o traktorze może zapomnieć, bo już go nie odzyska – powiedział Rysiek do leżącego na ziemi Pawła, który nadal się nie podniósł po jednym ciosie Sebastiana. Dwaj koledzy pomogli mu wstać i „zielęczaki” powoli odeszli w kierunku, z którego przyszli. Zdecydowali się schować ciągnik w szopie Mariana, a przyczepę zostawić na jego podwórku. Kiedy tak zrobili, wrócili do sklepu by oblewać swoje zwycięstwo.
- Rafał – Sebastian przerwał ciszę, kiedy już wracali
- Co? - mruknął zdenerwowany
- Wiem, że jesteś na mnie zły, ale skąd miałem wiedzieć, że nie jest sam. Myślałem że będzie honorowy – wytłumaczył się
- Nie musiałeś go uderzać. Dałeś się sprowokować – skarcił go, patrząc gdzieś daleko przed siebie
- Chciał się ze mną bić, więc spełniłem jego prośbę
- Wiesz co? Możesz bić się z kim chcesz i gdzie chcesz, ale mnie w to nie mieszaj. Mam żonę i dziecko i przede wszystkim muszę uważać co robię, żeby nie narażać ich na niebezpieczeństwo! - krzyknął nie ukrywając rosnącego zdenerwowania – nie chcę, żeby doszło do sytuacji, że będziemy musieli stąd zniknąć – dodał już znacznie spokojniej
- Zniknąć... - powtórzył jak echo
- Co? - zapytał spoglądając na przyjaciela
- Rafał, ty jesteś genialny! - krzyknął radośnie zatrzymując się
- Ale że co? - powtórzył pytanie zdezorientowany
- Rozwiązałeś mój problem – powiedział uścisnąwszy mu rękę
- Jak? - spytał nadal nic nie rozumiejąc
- Jeżeli zniknę to żadnego ślubu nie będzie. Urządzę się gdzieś, a kiedy będzie wszystko gotowe, Aśka do mnie dołączy – wyjaśnił
- Jesteś pewny, że chcesz to zrobić?
- Tak. Zapytam jeszcze Asię, ale jeśli dzięki temu będziemy razem to się zgodzi – rzekł zatrzymując się przy furtce swojego podwórka
- To powodzenia – rzekł i podał mu rękę
- Dzięki – odpowiedział i uścisnął jego dłoń. Następnie odwrócił się i poszedł do domu, a Rafał ruszył w stronę swojego

sobota, 10 września 2011

Nie ważne gdzie, ważne że z tobą cz. 1


Szedł polną drogą powolnym krokiem. Właśnie wracał z niewielkiego miasta, położonego niecałe trzy kilometry od wsi, w której mieszkał. Sebastian, bo tak mu na imię, to wysoki brunet o niebieskich oczach, szerokiej klatce piersiowej i silnych ramionach. Zadowolony, stawiał kolejne kroki nucąc sobie usłyszaną niedawno w radiu piosenkę. Wcześniej spotkał się ze swoją dziewczyną, która mieszkała w innej wsi. Umówili się w mieście, ponieważ mieszkańcy obu wsi się nienawidzili, po tym jak syn sołtysa jednej z nich zerwał zaręczyny z panną z drugiej wsi. Jak twierdził, zdradziła go, zaś ona twierdziła, że on pierwszy to zrobił. I jak oni zaczęli się kłócić, tak mieszkańcy obu miejscowości także. Najgorzej było w szkole, ponieważ między gimnazjalistami także dochodziło do bójek i sprawiało to wiele problemów. Najczęstszym następstwem konfliktów młodzieży z obu wsi był zakaz wstępu na dyskoteki szkolne, by nie było rozróby. Najgorzej było na ślubie córki burmistrza miasta, gdzie byli zaproszeni obaj sołtysowie. Na szczęście, w kościele zachowali opanowanie i spokój, lecz kiedy tylko wyszli na zewnątrz zaczęli się kłócić, a od rękoczynów powstrzymał ich proboszcz. Ksiądz wielokrotnie próbował ich pogodzić, lecz za każdym razem kończyło się niepowodzeniem. Po swojej poprzedniej porażce, stwierdził, że chyba tylko czyjaś śmierć mogłaby zakończyć ten konflikt, bo wszelkich innych sposobów już próbował. No więc Sebastian wracał z miasta, gdzie poszedł pod pretekstem kupienia nowej dętki do roweru, i zastanawiał się nad przyszłością. Oboje z Asią nad tym myśleli, ponieważ chcieli być razem, lecz w obu wsiach byłoby to niemożliwe. Jedyne wyjście jakie widział to się przeprowadzić. Ona natomiast próbowała opracować plan pogodzenia mieszkańców obu miejscowości.
- Dzień dobry – powitał czterech chłopów siedzących na ławce przed sklepem z piwem w ręku
- Dzień dobry – odpowiedzieli jeden do drugim
- Panie Stachu, ojciec ma tam jakąś sprawę do pana, prosił by pan przyszedł – zagadnął do jednego
- Powiedz, że będę po południu – odpowiedział, po czym dopił resztę zawartości swojej butelki – przynieś kolejne cztery – zwrócił się do najmłodszego, podając mu butelkę
- Coś nowego w mieście? - zapytał mężczyzna w średnim wieku
- Słyszałem, że sołtys z Zielęcic kupił sobie nowego mercedesa. Mało tego, na niemieckich blachach! - opowiedział o tym, o czym wiedziało już pół miasteczka
- Nie no, on to chyba ma wprawę we wkur... - powiedział poddenerowany trzeci z nich
- Rysiek! - upomniał go Stach, widząc wracające z przystanku autobusowego dzieci ze szkoły podstawowej
- W denerwowaniu innych – dokończył już spokojniej – chyba prosi się, żeby w mordę dostać
- Nie gorączkuj się tak, masz teraz zajęcie – powiedział Mariusz wychodząc ze sklepu – przysiądziesz się? - rzucił do Sebastiana
- Nie, dzięki. Muszę rower naprawić, to będę już szedł – wytłumaczył i odwrócił się już by iść, lecz zatrzymał go Rysiek
- A właśnie, bym zapomniał. Ten durny Pawełek cię szukał z Zielęcic – powiedział mu o niespodziewanej wizycie niemile widzianego gościa
- Mówił czego chciał? - zapytał lekko zaniepokojony
- Bredził coś, żebyś przyjechał, bo musi ci przywalić – powiedział lekceważąco
- Jeśli mu tak na tym zależy, to niech się sam pofatyguje. Wróci z obitym pyskiem to może zmądrzeje – odrzekł obojętnie
- Chować zastawę – rzucił Stach na widok wysiadającego z radiowozu policjanta i na to hasło cała trójka siedząca na ławce schowała piwa za swoimi nogami. Niestety, Rysiek stał obok Sebastiana i nie miał gdzie schować butelki, więc policjant zauważył wykroczenie, lecz przeszedł obojętnie, jakby nic nie widział, odpowiadając tylko na powitanie piątki mężczyzn.
- Policjant, ale w sumie ludzki człowiek – podsumował Mariusz. Sebastian ponownie pożegnał się z chłopami i ruszył w stronę domu. Stamtąd do sklepu nie było daleko, więc już po pięciu minutach był na podwórku.
- Kupiłeś? - zapytał ojciec oglądając przednie koło roweru
- Tak, trzymaj – odpowiedział podając mu nową dętkę
- A Stach pod sklepem był? - zadał kolejne pytanie nie odrywając wzroku od koła
- Tak, przyjdzie po południu – objaśnił wyciągając komórkę z kieszeni
- To świetnie – stwierdził z zadowoleniem, prostując się i zacierając ręce
- A co to za sprawa? - zapytał z ciekawości, lecz doskonale ją ukrył i udawał obojętnego
- Wkrótce się dowiesz. Powinieneś wyrazić więcej zainteresowania, ponieważ tu chodzi o twoją przyszłość – wyjaśnił mu ojciec
- O moją przyszłość? - rzekł zaniepokojony. Rozmowę przerwał warkot motoru, który właśnie zatrzymał się przed bramą ich podwórka
- Podejdź tu do płota! - krzyknął Paweł, po zdjęciu kasku. Sebastian pokazał ojcu, że z nim pogada i podszedł po furtki
- Czego? - zapytał nieprzyjemnym tonem
- Widziałem cię przedwczoraj z Aśką. Po co szedłeś dzisiaj do miasta? - zapytał ściszając głos
- Nie twój interes – warknął
- Wiem że się od niej nie odczepisz, więc bijmy się o nią – zaproponował z szatańskim uśmiechem na twarzy
- Nigdy – rzucił bez zastanowienia
- Boisz się, że przegrasz, co? - prowokował go do bójki
- Nie, Aśka nie jest rzeczą i nigdy nie będę jej tak traktował. Za to dla ciebie jak widać, ma bardzo niską wartość. Mogę się z tobą bić, ale nie o nią – odpowiedział zdenerwowany
- Tchórzysz – nadal próbował go skusić
- Spadaj stąd, zanim do ciebie wyjdę, a wtedy nie będziesz taki cwany – rzekł patrząc z ukosa
- Inaczej będziesz śpiewał! - odrzekł Paweł i założył kask. Następnie wsiadł na motor i odjechał, a Sebastian odwrócił się i poszedł do domu.

piątek, 9 września 2011

Miłość pokona wszelkie przeszkody cz. 8


Dwa lata później: Sebastian wysiada z pociągu na stacji w Krakowie. Rok temu nie przyjechał na wakacje do ciotki, ponieważ był za granicą. Wcześniej zdał maturę i postanowił zostać policjantem. Odbył szkolenie, zdał egzamin i przyjęli go do drogówki, właśnie tutaj. Jego relacje z Aśką jakoś szczególnie się zmieniły, lecz nie były już takie jak dawniej. Właściwie... były lepsze, mimo tego, że on ją kochał, a ona uparcie twierdziła, że ten związek nie ma szans. Sebastian postanowił zaryzykować i jeszcze raz powrócić do tego tematu. Tym razem obiecał sobie, że jeśli ponownie spotka się z odmową to już więcej nie będzie próbował. Napisał smsa do Asi, że jest już w Krakowie i opuścił dworzec. Następnie poszedł do swojego służbowego mieszkania, gdzie mógł mieszkać póki będzie tu pracował. Jednak on zamierzał w niedalekiej przyszłości coś wynająć, a tutaj zostać dopóki nie otrzyma pierwszej wypłaty i czegoś nie znajdzie. Kiedy wszedł do środka i obejrzał je dokładnie, rozpakował się i poszedł się odświeżyć po podróży. Kilka minut później usłyszał pukanie do drzwi.
- Cześć, wpadłam zobaczyć jak mieszkasz – oznajmiła Asia, kiedy otworzył drzwi
- Nareszcie jesteś. Wejdź – powiedział pokazując ręką wnętrze mieszkania. Weszła do środka i wzrokiem przeleciała po meblach
- Całkiem ładnie – oceniła zaglądając do kuchni – Trochę małe, ale jak na ciebie wystarczy – rzekła puszczając do niego oczko
- Wiesz, jak coś już zarobię to poszukam czegoś do wynajęcia
- Więc takie masz plany... - odrzekła ściszając głos
- Wszystko w porządku? - zapytał z nutką niepokoju w głosie
- Jest ok. Chcesz tu pozostać? - spytała krzyżując ręce na piersiach
- W końcu mam tu pracę – odpowiedział sucho
- Jeżeli masz zamiar przekonywać, że do siebie pasujemy to od razu ci mówię, zapomnij o tym – rzekła patrząc na niego z ukosa
- Dlaczego? Co tym razem jest przeszkodą? Wcześniej mówiłaś, że nic z tego nie będzie, bo mieszkamy w innych miastach. A teraz? Co będzie wymówką? Mówiłaś, że jestem świetnym facetem – mówił z lekkim oburzeniem nie mogąc zrozumieć jej postawy
- Bo jesteś. Ale nie dla mnie – powiedziała smutno
- Dlaczego? - zapytał ostro
- Bo nie – odpowiedziała wzruszając ramionami
- Dlaczego nie? Wytłumacz mi to! - nie potrafił opanować emocji. Był zły na Asię, że nie chce mu tego wyjaśnić, podać choć jeden powód
- Nie krzycz – rzekła odwracając głowę w bok
- Powiedz mi tylko dlaczego, a już więcej nie zacznę tego tematu – powiedział już bardziej spokojnie niż przedtem. Asia wzięła głęboki oddech
- Spójrz na mnie – obróciła się o 360 stopni – widzisz jak wyglądam? - przerwała trwającą przez chwilę ciszę
- Korzystnie, nawet bardzo – stwierdził drapiąc się za uchem
- Zasługujesz na ładniejszą dziewczynę. Taką, która będzie dla ciebie idealna. Ja mam za dużo wad – obróciła się do niego plecami
- Ty jesteś dla mnie idealna. Każdy ma swoje wady, a twoje wcale mi nie przeszkadzają – podszedł do niej i położył rękę na ramieniu
- Mówiłam ci, że to nie ma sensu – odwróciła się i spojrzała na niego
- Jesteś pewna? Odpowiedz mi szczerze, czy coś do mnie czujesz? - zapytał ciepłym głosem pełnym czułości. Joasia milczała. Nie była pewna co odpowiedzieć.
- Asiu, czy coś do mnie czujesz? - powtórzył pytanie i ponownie nie otrzymał odpowiedzi. Zawahał się czy może ją pocałować. Postanowił zaryzykować i zrobił to. Trwało to krótką chwilę, ponieważ Aśka natychmiast odepchnęła go i walnęła z otwartej dłoni w twarz.
- Co ty sobie wyobrażasz? - spytała zakłopotana i lekko poddenerwowana
- Sam musiałem sprawdzić odpowiedź. Teraz już wiem – odpowiedział ze smutkiem
- Co ty tam możesz wiedzieć... - burknęła niezadowolona
- To jak w końcu jest? Powiesz mi? - nie krył swojego zdziwienia
- Naprawdę mnie kochasz? Naprawdę ci się podobam? - zapytała niedowierzając
- Asia, gdyby tak nie było to nie próbowałbym cię przekonywać, nie przeprowadzałbym się o Krakowa, wcale bym się o to nie starał. Z tobą będę naprawdę szczęśliwy – wyjaśnił
- Daj mi trochę czasu, bym mogła to przemyśleć – odpowiedziała i nie czekając na odpowiedź wyszła z mieszkania. Przyszła do niego następnego dnia wieczorem. Od poprzedniej rozmowy nie zamienili ze sobą ani jednego słowa. Sebastian zaprosił ją do środka i stanął w odległości mniej więcej dwóch kroków.
- Byłam głupia. Okłamywałam cię... siebie samą też. Myślałam, że z inną dziewczyną będzie ci lepiej, ale zrozumiałam, że ciebie nie interesują inne, że chcesz być ze mną. Ale to nie ja dam ci szczęście. Gdyby tak było to już byłbyś szczęśliwy. To my razem możemy dać sobie szczęście – powiedziała patrząc cały czas w podłogę
- Czy to znaczy... - zaczął, lecz Asia mu przerwała
- Tak, chcę spróbować. Nie mogę oceniać czy pasujemy do siebie, jeśli tego nie sprawdziłam
Sebastian nic nie powiedział, tylko wziął ją w ramiona. W głębi duszy cieszył się, że Asia dała mu szansę i miał nadzieję, że ona także będzie zadowolona z tej decyzji i nie będzie jej żałowała.

środa, 7 września 2011

Miłość pokona wszelkie przeszkody cz. 7


- Moglibyśmy porozmawiać? - napisał do Asi po śniadaniu. Wczoraj uświadomił sobie bardzo ważną rzecz, lecz wiedział, że może przez to cierpieć i to bardzo. Jednak uznał, że chce być wobec niej absolutnie szczery i chciał jej to powiedzieć. Domyślał się, że może być zdziwiona tym co od niego usłyszy, ale wolał, żeby o tym wiedziała. Był pewien, że po tym co powie ich relacje się zmienią, tylko na lepsze czy na gorsze?
- Będę za 20 minut, ok? - odpisała mu chwilę później
- Dobra, czekam – wysłał w odpowiedzi i odłożył telefon na półkę obok. Leżał z zamkniętymi oczyma, wymyślając przebieg rozmowy, najbardziej optymistyczną wersję, w której ta wiadomość uszczęśliwiła Asię, a jej odpowiedź dawała mu sporo radości i najbardziej pesymistyczną, w której przez to co powiedział tracą ze sobą kontakt. Z zamyślenia wyrwało go pukanie do drzwi.
- Mogę? - zapytała nieśmiało Asia
- No pewnie, chodź – odpowiedział podnosząc się na łokciach. Zamknęła za sobą drzwi, przysunęła krzesło bliżej łóżka i usiadła na nim
-Więc o czym chciałeś porozmawiać? - spytała zaciekawiona
- O mnie, o tobie... o nas – oznajmił niepewnie
- A konkretnie? - nie kryła zdezorientowania
- Jesteś piękną, cudowną kobietą – zaczął powoli
- No skoro tak twierdzisz... dziękuję – wtrąciła – to chciałeś mi powiedzieć?
- Poczekaj aż skończę. No więc... ostatnio bardzo dużo o tobie myślę, nie umiem z tym nic zrobić. Wczoraj... wczoraj zrozumiałem, że chyba bym sobie coś zrobił, gdyby coś ci się stało – rzekł smutno
- No w końcu się bardzo lubimy – wytłumaczyła
- Ja ciebie nawet więcej niż bardzo – wyszeptał
- Co mówiłeś? - zapytała przysuwając się bliżej do niego
- Wysłuchaj mnie do końca, dobrze? - zadał pytanie lekko podnosząc wzrok
- Dobrze – kiwnęła głową twierdząco
- Jesteś śliczna i... Aśka, nie wiem jak mam ci o tym powiedzieć – powiedział przyciszając głos
- Prosto z mostu – powiedziała niespokojnie. Poczuła strach przed tym, co właśnie usłyszy
- Ja... ja się zakochałem – wykrztusił
- Przecież to nic złego – odetchnęła z ulgą – Już się bałam, że coś ci dolega
- Jeszcze nie skończyłem... wiesz w kim?
- Mam nadzieję, że w jakiejś dobrej dziewczynie – rzekła z uśmiechem
- Tą dziewczyną jest... jesteś ty – wyznał patrząc jej prosto w oczy. Na jej twarzy pojawiło się zdziwienie, lecz on potwierdził to co mówił kiwając głową. Opuściła głowę i wbiła wzrok w podłogę
- Nie wiem co powiedzieć. Dokonałeś złego wyboru – powiedziała ocierając łzę z policzka
- Dlaczego?
- Ja niestety nic do ciebie nie czuję. Przykro mi – wytłumaczyła smutnym głosem
- Masz rację. Zasługujesz na kogoś lepszego – stwierdził obojętnie
- Nie, to nie tak. Nie jestem jeszcze gotowa by się w kimś zakochać... zresztą, jak sobie to wyobrażasz? Przecież mieszkasz w Łodzi
- Ale za rok będę mógł się przeprowadzić – próbował uzyskać od Asi cokolwiek, co by dało mu cień nadziei na wspólną przyszłość
- A czy za rok nadal będziesz mnie kochał? - postanowiła go sprawdzić
- Tego się dowiesz, kiedy ten rok minie – odpowiedział rozsądnie
- Przepraszam, ale nic z tego nie będzie – powiedziała otwarcie – Choćbyś nawet nie wiem jak się starał, nie będziemy razem parą. To nie twoja wina. Mam nadzieję, że się zakochasz w innej dziewczynie, z wzajemnością i że będziesz z nią szczęśliwy – odwróciła głowę, by nie widział jej łez. W głębi duszy bardzo go lubiła i chciałaby dać mu szansę, jednak rozsądek mówił jej, że nie może tego zrobić, jeśli nie jest pewna swoich uczuć, ponieważ wtedy mogłaby niechcący go zranić. Twierdziła, że nic do niego nie czuje, ale nie miała 100% pewności czy nie okłamuje samej siebie. Wstała z krzesła i ruszyła ku drzwiom.
- Asia... - zaczął niepewnie, kiedy położyła rękę na klamce
- Tak? - spytała nie odwracając się
- Wiem, że nasze relacje nie będą już takie same jak przedtem, ale... możemy nadal być przyjaciółmi? - zapytał nieśmiało
- Tak. Tego możesz ode mnie oczekiwać i to akurat mogę ci obiecać – odpowiedziała spoglądając na niego. Widząc spływające po jej policzku łzy, zrozumiał że ona także bardzo cierpi, bardziej niż mu się wydawało. Gdyby to przewidział, nic by jej nie mówił, lecz teraz było już o wiele za późno. Kiedy wyszła, z niemałym trudem wstał i poszedł do kuchni. Wziął nóż i usiadł na podłodze.
- To, że sobie zadałem tyle cierpienia, to nic. Przeze mnie ona tak bardzo cierpi... koniec z tym! Już nigdy więcej nikogo nie skrzywdzę – powiedział sam do siebie, przystawiając nóż do ręki...

niedziela, 4 września 2011

Miłość pokona wszelkie przeszkody cz. 6


Minęło kilkanaście minut nim otrzymał smsa od Asi. Wstał z łóżka ziewając i poszedł po nią, żeby osobiście dopilnować by bezpiecznie wróciła do domu. Rozglądał się dokładnie, lecz nikogo nie zauważył.
- Wracamy? - zapytał podchodząc do niej i obejmując ramieniem
- Tak, nie mogę się doczekać kiedy znów położę się w swoim łóżku – odpowiedziała ziewając
Szli powolnym krokiem w ciszy i od czasu do czasu spoglądali na gwiazdy. Niestety, kiedy byli już o kilka kroków od klatki schodowej, ktoś zagrodził im drogę.
- Czego jeszcze chcesz? - zapytał ostro Sebastian
- Policzyć się z tobą – wycedził przez zaciśnięte zęby
- Jeszcze ci mało? - parsknął kpiąco
- Tym razem oberwiesz – rzekł podchodząc do niego. Sebastian chciał się zamachnąć, lecz Asia pociągnęła go za rękę
- Odpuść – powiedziała surowo. Kiedy przechodzili obok Marcina, ten złapał Aśkę za rękę
- Puszczaj! - krzyknęła wyrywając mu się. Sebastian dał się sprowokować i popchnął go. Zaczęła się szamotanina. Jeden próbował powalić na ziemię drugiego. Asia zobaczyła, że Marcin uzyskuje przewagę, więc pobiegła po pomoc. Marcin podłożył nogę i popchnął Sebastiana, tak że potknął się o nią i upadł na ziemię. Zaraz po tym jego przeciwnik przydusił go kolanem, przyciskając je do jego klatki piersiowej.
- I co teraz? Taki cwany jesteś?! - wrzasnął wyciągając scyzoryk z kieszeni
- Nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa – odpowiedział półszeptem
- No to je powiedz, bo teraz z tobą skończę – powiedział z szatańskim uśmiechem przystawiając mu nóż do szyi. Sebastian złapał go za rękę tak mocno, że Marcin otworzył dłoń i zacisnął zęby z bólu. Wykorzystując chwilę nieuwagi przeciwnika, wyśliznął się spod jego nogi i wstał. Drugi z chłopaków także po chwili się podniósł. Przez kilkadziesiąt sekund mierzyli się wzrokiem stojąc w świetle latarni. Marcin powoli podszedł do Sebastiana, który spodziewając się ciosu i przygotowując się do obrony, nagle poczuł ból, pieczenie i utratę sił w nodze. Spojrzał na nią i zobaczył wypływającą krew, następnie przeniósł wzrok na Marcina, który w ręce trzymał zakrwawiony nóż. Natychmiast wszystko zrozumiał. Próbował ustać na jednej nodze, ale przeciwnik powalił go na ziemię i przystawił nóż do gardła. Sebastian myślał, że to już koniec, lecz w tej samej chwili bardzo mocno uderzył Marcina w głowę, że aż stracił przytomność. Zobaczył pochylające się nad nim dwie osoby, jedną z nich była Asia, a drugą był jakiś mężczyzna, przypuszczał że to jej ojciec, którego jakoś do tej pory nie miał okazji poznać.
- Wszystko w porządku? - zapytała zaniepokojona
- Prawie – odetchnął z ulgą, że już po wszystkim
- Coś cię boli? - oglądała go i zauważyła ranę na udzie
- Noga, chyba już zauważyłaś – odpowiedział przymykając oczy. Po kilku minutach przyjechali policjanci, którzy zabrali Marcina, a ojciec Asi pomógł Sebastianowi wejść po schodach i dojść do pokoju. Kiedy położył się na łóżku, Agnieszka, która pracuje jako pielęgniarka w szpitalu, opatrzyła ranę i zostawiła go samego ze swoim narzeczonym.
- Dziękuję ci, że stanąłeś w obronie mojej córki – zaczął spokojnie – co to za sprawa z tym chłopakiem?
- Przyczepił się do Asi i nie chciał dać jej spokoju. Dzisiaj, kiedy wychodziła do koleżanki to czekał na nią pod klatką i próbował gdzieś zaciągnąć, więc go przepędziłem, teraz chciał się na mnie odegrać – wytłumaczył się
- Dlaczego Asia mi o tym nie powiedziała? Nie ufa mi? - spytał zaniepokojony
- Nie, to nie tak. Ona nawet nie chciała mojej pomocy. Nic panu nie mówiła, bo nie chciała pana dodatkowo obarczać. Myślała, że sama sobie poradzi – odpowiedział pocieszająco
- Dzięki tobie nic jej nie jest – powiedział uścisnąwszy mu rękę
- Najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło – rzekł machając obojętnie ręką
- No chyba nie wszystko – pokazał na jego nogę
- Kilka dni i znów będę chodził, proszę się nie martwić
- No dobrze, jeszcze raz ci dziękuję. Wracaj szybko do zdrowia – poklepał go po ramieniu i wyszedł z pokoju. Chwilę potem pojawiła się tam Asia, podziękowała mu osobiście, ucałowała go w policzek i pożegnała się. Wychodząc obiecała, że będzie go odwiedzać. Na koniec przyszła porozmawiać ciotka.
- Wiedziałam, że twoje nocne chodzenie się tak skończy – powiedziała surowo
- Ciociu, proszę cię...
- Ale tym razem jestem z ciebie dumna
- Mama wie? - zapytał po chwili milczenia
- Jeszcze z nią nie rozmawiałam – odpowiedziała patrząc w okno – nie wiem jak jej o tym powiedzieć
- Może lepiej będzie jak na razie nic jej nie powiemy? - zaproponował nieśmiało
- Ma prawo wiedzieć jak się czujesz i co się dzieje – rzekła karcąco
- Teraz nie potrzebnie byśmy ją martwili, a kiedy wyzdrowieję to wszystko jej wytłumaczę – nie dawał za wygraną
- Boisz się, że tutaj przyjedzie, prawda? - zapytała nagle
- Nie chcę jej denerwować – odpowiedział wymijająco
- No dobrze, niech będzie na twoje – powiedziała wzdychając
- Dziękuję ciociu
- Nie ma za co. A teraz wypoczywaj – zgasiła światło i wyszła z pokoju. Napisał smsa do Asi i nie wiadomo kiedy zasnął z telefonem w ręku czekając na odpowiedź.

sobota, 3 września 2011

Miłość pokona wszelkie przeszkody cz. 5


Dziewięć miesięcy później, czyli na początku lipca Sebastian znów przyjechał do ciotki na wakacje. Aśka spotkała go idącego z bagażem, kiedy wychodziła do sklepu.
- Cześć – powiedział zadowolony
- Hej – odpowiedziała przytulając się do niego – fajnie że już przyjechałeś – uśmiechnęła się do niego
- Ja też się cieszę. Już nie mogłem się doczekać kiedy się zobaczymy – rzekł radośnie
- Idę do sklepu, jak wrócę to pójdziemy na spacer, co? - zapytała przymykając powieki, ponieważ raziło ją słońce
- Ok, będę u siebie – odparł i ruszył w kierunku klatki schodowej. Kiedy wszedł do domu zostawił torbę przy ścianie i przywitał się z ciotką. Niecierpliwie wyczekiwał przyjścia Asi. Co chwilę zaglądał przez okno i sprawdzał telefon. Sebastianowi wydawało się, że trwa to już kilka godzin, lecz minęło zaledwie 20 minut od ich spotkania, kiedy otrzymał wiadomość od niej.
- Za chwilę będę już w domu – napisała. Schował telefon do kieszeni i wyjrzał przez okno. Asia wchodziła już do klatki, więc przebrał się i wyszedł z mieszkania. Nie musiał długo na nią czekać.
- Tak jak zawsze do parku? - spytała z lekkim uśmiechem
- Oczywiście – odpowiedział z zadowoloną miną. Przez cały czas Asia kazała mu mówić o tym jak minęła mu podróż.
- No dobrze, no to całą drogę już ci opowiedziałem. Chyba możemy zmienić temat, co? - zapytał spoglądając na nią
- Tak, możemy – odpowiedziała odgarniając kosmyk włosów z twarzy
- Tęskniłaś za mną chociaż trochę? - zapytał całkiem poważnie
- Przecież codziennie pisaliśmy ze sobą, rozmawialiśmy przez telefon i przez internet – odpowiedziała wymijająco
- No, ale na spacer zaprosić cię nie mogłem – stwierdził lekko zasmucony
- Za naszymi spacerami tęskniłam. I to bardzo.
- Ja też się cieszę, że wreszcie możemy iść razem do parku – powiedział obejmując ją ramieniem – A z tym Marcinem jak? - zapytał niespodziewanie
- Nie chce się odczepić – rzekła smutno – cały czas za mną chodzi, zresztą chyba będziesz miał okazję to zobaczyć
- Pomóc ci? - zapytał odwracając głowę w jej stronę
- Nie chcę cię w to mieszać – zaczęła – muszę sobie jakoś z nim poradzić – powiedziała z opuszczoną głową
- No przecież nie będziesz z nim chodziła wbrew samej sobie – stwierdził lekko oburzony
- Nie, oczywiście że nie – odparła zamyślona – musi być jakiś sposób żeby się odczepił
- Trzeba mu przywalić ze dwa razy i tyle – powiedział poddenerwowany
- Sebastian – powiedziała stanowczo
- Nie zrobię tego bez twojej zgody, tego możesz być pewna – odpowiedział jej
- Nie chciałabym, żeby coś ci się stało, żeby on coś ci zrobił – rzekła półszeptem
- O mnie się nie bój i pomyśl o sobie – rzekł ostro. Asia tylko pokiwała głową i nic nie odpowiedziała. Potem już mało rozmawiali. Sebastian odprowadził ją pod same drzwi i poszedł do siebie.
Wieczorem, po rozmowie z Rafałem, wyszedł do sklepu kupić coś do picia. Kiedy wychodził z klatki zauważył jakiegoś chłopaka, który siedział na ławce, chyba na kogoś czekał. Odwrócił się i zauważył, że z klatki wychodzi Asia, a chłopak wstał i złapał ją za rękę.
- Miło cię widzieć – powiedział z szyderczym uśmiechem
- Puść mnie – wycedziła przez zęby. Sebastian zaczynał się domyślać, że to ten Marcin.
- Chodźmy się zabawić – nadal się uśmiechał
- Zostaw mnie w spokoju! - krzyknęła zrozpaczona, lecz nie miała siły by się wyrwać
- Czego od niej chcesz? - rzekł Sebastian podchodząc do nich
- Nie wtrącaj się – warknął Marcin
- Puść ją – powiedział spokojnie
- Dobrze ci radzę, sp***dalaj – odparł coraz bardziej zdenerwowany
- Wsadź sobie gdzieś te swoje rady – rzucił obojętnie
- Co?! - puścił Aśkę i poszedł do niego – prosisz się by oberwać?
- Spróbuj – rzekł kpiąco. Marcin zamachnął się, lecz Sebastian złapał go za rękę, obrócił się i przerzucił go przez ramię. Asia nie mogła wyjść z zachwytu. Chłopak jednak szybko się podniósł i ponownie spróbował uderzyć rywala, lecz tym razem także się nie udało i ponownie upadł na ziemię po tym jak otrzymał cios od Sebastiana
- Trzymaj się od niej z daleka. Jeśli jeszcze raz zobaczę, że ją zaczepiasz, to będę mniej delikatny – powiedział patrząc na niego zabójczym spojrzeniem, a następnie objął ramieniem Asię i poszedł z nią w kierunku sklepu powolnym krokiem
- Dziękuję – szepnęła mu na ucho
- Zrobiłem to co musiałem. Wiem, że miałem czekać na twoją zgodę, ale tym razem nie mogłem – rzekł niezadowolony
- I dlatego nie mam do ciebie pretensji. Boję się myśleć co by się stało, gdyby nie ty – powiedziała opierając głowę na jego ramieniu
- Boisz się go, prawda? - przystanął i obrócił się do niej
- Wszyscy u nas w klasie się go boją. Nie chciałam prosić cię o pomoc, bo wiedziałam, że wtedy masz u niego przekichane – odpowiedziała tłumacząc swoją postawę
- Już mam – rzekł spokojnie
- Nie wiedziałam, że potrafisz tak walczyć – powiedziała z podziwem
- Dokąd się wybierasz? - zapytał po chwili milczenia
- Do koleżanki, mieszka w drugim bloku za sklepem – odpowiedziała nadal opierając się o jego ramię
- No to cię odprowadzę, a potem jak będziesz chciała wracać to zadzwoń po mnie, a ja przyjdę – wytłumaczył
- Nie ma takiej potrzeby – machnęła ręką od niechcenia
- Uwierz mi, że jest. Tacy jak on nie odpuszczają po pierwszym niepowodzeniu. Będzie próbował jeszcze raz czy dwa, a potem znajdzie sobie kogoś innego – wyjaśnił dlaczego nie powinna uważać całej sprawy za zakończoną. Odprowadził ją, a dopiero potem poszedł do sklepu. Kupił butelkę wody gazowanej i wrócił do domu, gdzie wyczekiwał telefonu od Aśki.