środa, 30 sierpnia 2017

Małżeństwo z rozsądku cz. 11

            Natychmiast strąciła jego dłonie ze swoich policzków i zrobiła krok w tył. Ciągle słyszała jego szept. Słowa, których nie spodziewała się usłyszeć. Myślała że to ona przekroczyła granicę, lecz jej znajomy poszedł znacznie dalej. Czuła jak serce jej mocno bije. Słyszała to już kilkukrotnie w swoim życiu, ale nigdy nie zareagowała na to tak emocjonalnie. Nie wiedziała co teraz zrobić. Mężczyzna, który nie był jej obojętny, właśnie wyznał jej miłość. A gdzieś tam z tyłu głowy myśl o swojej rodzinie. Przecież nie mogła ich zostawić. Dokonała wyboru dziesięć lat temu.
Posłała Marcinowi niepewne spojrzenie. Oczyma wyobraźni zobaczyła jak wpadają do hotelowego pokoju i zdzierają z siebie ubrania, obsypując pocałunkami. Przymknęła oczy, wzięła głęboki wdech. Momentalnie zrobiło się jej gorąco. Mogłaby to z nim zrobić. Mogłaby mu się oddać. Wiedziała to i ta myśl ją przerażała.
- Nie, nie mogę – odparła, siląc się na zdecydowany ton – Mam męża i dzieci.
Odwróciła się na pięcie, by jak najszybciej odejść, ale on złapał ją za rękę. Nachylił się, jego głowa znalazła się nad jej ramieniem. Poczuła przy uchu jego ciepły, powolny oddech.
- Możesz. I wiem że tego chcesz.
- Puść mnie – warknęła nieco poirytowania – Powiedziałam ci: nie.
- Przecież nie jestem ci obojętny. Nie zaprzeczysz że to dla mnie ubierałaś ładnie, nie zaprzeczysz że kokietowałaś, nie zaprzeczysz że nic do mnie nie czujesz. Asiu, proszę cię. Pomyśl o tym. Pomyśl o nas.
Poluzował nieco dłoń, a wtedy kobieta wyszarpnęła się i błyskawicznie ruszyła przed siebie. Odprowadził ją wzrokiem, westchnąwszy głęboko. Starał się zrozumieć jej sytuację, być może dać jej trochę czasu. Jednego był jednak pewien. Nie mógł jej odpuścić, mimo że miała rodzinę. Musiał zawalczyć. Chciał z nią być, choćby cały świat miał stanąć mu na przeszkodzie.

            Długo nie mogła zasnąć. Wciąż myślała o spotkaniu z Marcinem. O tym co jej powiedział, jak na to zareagowała. Najgorsza była myśl że mogą jej puścić hamulce. Okej, dzisiaj się udało, ale na tym na pewno się nie skończy. Czy będzie w stanie mu się oprzeć, kiedy zacznie ją całować? Czy będzie w stanie choć przez sekundę pomyśleć o swojej rodzinie? Czy będzie miała wyrzuty sumienia? Przekręciła głowę w bok. Odwrócony do niej plecami Sebastian spał. Niczego nie podejrzewał. Nie miał pojęcia że jego żona toczy wewnętrzną walkę, której stawką jest ich małżeństwo.
Nigdy nie dał jej powodu, by wątpiła w jego miłość. Starał się zapewnić jak najlepszy byt jej i dzieciom. Dużo pracował, zarabiając więcej pieniędzy za nadgodziny. Nie dawał po sobie poznać zmęczenia, skrywając je za kurtyną uśmiechu. Sprawiał wrażenie szczęśliwego, gdy wracał do domu. Ale czy naprawdę tak się czuł? Czy sprowadzając swoje życie głównie do pracy i snu, mógł czuć się spełniony? Jak potoczyłyby się ich losy, gdyby nie pierwsza ciąża? Może miałby inną kobietę, lepszą, która dałaby mu więcej?
- Jestem fatalną żoną – pomyślała sobie – Nie dość że nie umiem go kochać, to jeszcze zastanawiam się czy za chwilę go nie zdradzę.
Uśmiechnęła się do samej siebie kpiąco. Egoistka. Przecież nigdy nie obchodziło ją co on czuje. Skoro chciał z nią być, pozwoliła mu na to. Nigdy mu niczego nie obiecywała, a ślub wzięli tylko ze względu na dziecko. Przynajmniej ona. Bała się samotnego macierzyństwa. Małżeństwo miało być zabezpieczeniem.
No właśnie, ślub. Przecież przysięgała mu wierność. Ale czy w tej sytuacji przysięga jest ważna? Została przyparta do muru przez los. To było jedyne rozsądne rozwiązanie. Szukała dla siebie usprawiedliwienia. Na razie tylko dla myśli. Ale kto wie czy za kilka dni nie staną się one faktem?
Gdyby tylko mogła, cofnęłaby czas. Nigdy nie poszłaby z nim do łóżka albo od razu zaznaczyła jakiego układu oczekuje. Żadnych zobowiązań, tylko zabawa. I nie pozwoliłaby sobie na zajście w ciążę. Szkoda że tak tego nie rozegrała. Ale teraz była mądrzejsza i bardziej doświadczona. Mogła sobie tylko wyrzucać młodzieńczą głupotę i gdybać.
- Biedny – powiedziała w myślach, spoglądając na męża – Naiwnie wierzy że jest dla mnie kimś wyjątkowym.
Gdyby wypowiedziała to na głos, z pewnością zabrzmiałoby to ironicznie. Nie było w tym jednak ani trochę złośliwości. Blondwłosa czuła się głupio że go oszukała. Nigdy nie miała odwagi by wyznać prawdę. Że zauroczenie minęło, ale była już w ciąży. Że chciała się z nim rozstać. Że myśli teraz o innym facecie, że chyba pierwszy raz w życiu się zakochała. Nie potrafiło jej to przejść przez gardło. Nie potrafiła się przyznać że namieszała i ciągnie to od dziesięciu lat. Chciałaby móc wszystko odkręcić jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

            Tylko jedna osoba mogła poznać wszystkie myśli i sekrety Joasi. Tylko z nią mogła się podzielić swoimi rozterkami. Następnego popołudnia, pod pretekstem wyjścia do sklepu opuściła mieszkanie i już na zewnątrz wybrała numer do siostry, z nadzieją iż kobieta będzie mogła odebrać. Poczuła ulgę, gdy po pięciu sygnałach odezwał się głos Marty.
- Halo?
- Cześć siostra, co robisz? - spytała z udawanym entuzjazmem
- Czytam Kolorowe Życie Gwiazd. Ty wiesz że ta aktorka, Zawiłowska, to podobno ma sztuczne piersi? Znaczy powiększane, ale i tak silikony. A mówiłam że sama z siebie nie może mieć takich...
- Marta – przerwała jej – Mam problem.
Przez chwilę obie milczały. Kilka głębszych oddechów pozwoliło Joasi nieco się uspokoić.
- Z jednej strony to nie jest rozmowa na telefon... ale, kurde, na razie nie ma kiedy się spotkać, a ja tak długo nie wytrzymam.
- Mów.
- Zakochałam się. To kolega z pracy.
- Zako... co?! Jak to?
- Po prostu, samo przyszło – rzuciła bez emocji
- A co z Sebastianem?
- Dobre pytanie – przyznała – Sama nie umiem na nie odpowiedzieć.
- Aśka... Nie zapominaj że masz z nim dwójkę dzieci – zakomunikowała ostro Marta
- I tylko to mnie jeszcze powstrzymuje. Jeszcze, rozumiesz? Boję się że w końcu puszczą mi hamulce... Co ja gadam – westchnęła – Ja wiem że to się stanie, walczę z samą sobą by to nie stało się tak od razu...
- Czyli postawiłaś kreskę na swoim małżeństwie – stwierdziła rozczarowana
- To nie tak... Zresztą, kurde, czy to że kiedyś zaszłam w ciążę z jakimś facetem odbiera mi prawo do szczęścia?
- Nie – odparła nieco zbita z tropu – Ale ten facet od prawie dziesięciu lat jest twoim mężem. W ogóle, zastanów się, czy będziesz szczęśliwa?
- Co masz na myśli?
Marta milczała. Blondwłosa miała jednak rację. To nie jest rozmowa na telefon. Nie zamierzała na siłę ratować małżeństwa siostry, lecz chciała jej uświadomić że nie wszystko jest takie proste, jak mogłoby się wydawać. Że nie chodzi tylko o dzieci czy o Sebastiana. Że nie chodzi o reakcje ludzi. Że ta zmiana wcale nie musi przynieść korzyści, choć wydaje się iż nie może być inaczej.
- Marta? - rzucił zniecierpliwiona
- Przyjadę w weekend. Powstrzymaj się, unikaj tego gościa.
- Jak bym tego nie robiła – rzuciła kąśliwie
- I trzymaj się tego. Usiądziemy razem, pogadamy i na chłodno ocenimy sytuację.
- Na chłodno – zakpiła – Przecież to jasne że będziesz nalegać bym została z Sebastianem. Bo to jest najmoralniejsze rozwiązanie, a to co ja czuję to się nie liczy.
- Wiem że nie jest ci łatwo...
- Co ty tam wiesz? - złość spowodowana bezsilnością wzięła nad nią górę – Przecież ty byłaś po drugiej stronie. Sypiałaś z żonatym facetem, nie na odwrót. Możesz mi chociaż wytłumaczyć dlaczego Marcin się tak nakręcił i nie ułatwia mi sprawy.
Marta zaniemówiła. Nie spodziewała się że siostra wypomni jej nieudany romans. Sytuacja musiała być naprawdę poważna, skoro mówiła takie rzeczy. A przecież sama poprosiła o pomoc!
Nie obraziła się tylko dlatego, iż rozumiała frustrację Joasi. Ona też chciała być najmądrzejsza, kiedy zdawało się że cały świat zwraca się przeciwko niej. Chciała wierzyć, chciała kochać i być kochaną, chciała zaznać choć odrobinę szczęścia...
Wzięła głęboki wdech i przełknęła ślinę. Nie chciała dać poznać po swoim głosie, że słowa blondynki ją zabolały.
- Przyjadę w weekend – powtórzyła powoli, po czym zakończyła rozmowę.

wtorek, 22 sierpnia 2017

Małżeństwo z rozsądku cz. 10

Kraków, 2017 rok.
           Setki razy słyszała jaka to ładna z nich para. Tysiące razy słyszała że mają ładne dzieci. Za każdym razem uśmiechała się, dziękując za komplement, lecz była to jedynie maska. Wszystko co myślała, wszystko co czuła, skrywała głęboko w sobie. Ukrywała przed całym światem, jakby to była jakaś wstydliwa tajemnica z przeszłości. Miała przecież sporo szczęścia w życiu, nie mogła być niezadowolona. Wiele kobiet chciałoby znaleźć się na jej miejscu, z kochającym mężem u boku, z dwójką zdrowych, bystrych dzieci. Powinna się cieszyć, tymczasem była niewolnikiem swojego własnego życia.
Było dobrze, lecz do niedawna. Pogodziła się z losem, zrozumiała że jako dorosła kobieta nie może tylko brać od życia, a musi teraz przede wszystkim dawać. I nauczyła się nawet z tego cieszyć. Szczęście jej bliskich udzielało się także jej. Nie znała lepszej nagrody za swój wysiłek niż uśmiech dziecka. Może nie tego chciała przed dziesięcioma laty, ale uporządkowała najlepiej jak tylko umiała to co los jej zostawił. Przede wszystkim dojrzała. Wszystko wydarzyło się tak szybko, że nie potrafiła do tego przywyknąć. Żałowała jedynie że nie było jej dane się wyszaleć do końca, lecz z czasem zrozumiała iż te lata nie wniosły by niczego konkretnego do jej życiorysu.
Nigdy nie potrafiła nazwać tego, co czuła do Sebastiana. Zawsze był dla niej kimś ważnym, zawsze mogła być z nim szczera, podzielić się niemal każdą refleksją. Ale to nie dlatego wyszła za niego za mąż. Zgodziła się na ślub, gdyż była z nim w ciąży. Mimo to małżeństwo było udane, ale los musiał przypomnieć Joasi o jej wątpliwościach sprzed lat. A wszystko zaczęło się pewnego wiosennego dnia...
Dzień jak co dzień, siedziała przy swoim biurku, porządkując papiery. Dzięki dobrze wykonanej pracy na początku tygodnia, teraz mogła pozwolić sobie na odrobinę luzu. Pomyślała że o wiele przyjemniej będzie kontynuować dotychczasowe zajęcie przy filiżance kawy. Dobrze znaną sobie drogą trafiła do kuchni. Często spotykała tam innych znajomych z biura, lecz dzisiaj był tam tylko jeden mężczyzna. Nie znała go. Ukradkiem zmierzyła postać wzrokiem. Krótkie blond włosy, delikatny zarost, koszula w kratkę, czarne spodnie. Na oko jakieś 30 lat. Joasia uśmiechnęła się do samej siebie i mimowolnie jej dłoń powędrowała na włosy, by nieco poprawić ich ułożenie. Zajmowała się przygotowaniem kawy, ale jednocześnie część jej uwagi skupiała się na mężczyźnie.
- Przepraszam – odwróciła się w jego stronę, gdy usłyszała jego ciepły, spokojny głos – Nie wiesz gdzie jest cukier?
Uniosła kąciki ust, wskazując na półkę dokładnie obok miejsca, w którym stał blondyn. Podejrzewała że musiał go widzieć, a pytanie było jedynie pretekstem do rozpoczęcia rozmowy.
- Ach, jest! - rzucił z przesadną radością – Dziękuję.
- Nie ma sprawy – wyciągnęła do niego rękę – Joanna.
- Marcin.
- Nigdy wcześniej cię tu nie widziałam – stwierdziła, obserwując każdy jego ruch
- Bo pracuję od niedawna. Właściwie od poniedziałku.
- Więc to ty jesteś naszym nowym analitykiem finansowym?
- Na to wygląda.
Przez moment odwrócił głowę w stronę Joasi, zapominając o swojej kawie. Wsypał kolejną już łyżeczkę cukru do napoju.
- Przesłodzisz – stwierdziła z uśmiechem
- Słucham? A, nie, zawsze tyle sypię – skłamał, by ukryć swoje zakłopotanie
- Cztery łyżeczki? Sporo.
- Lubię jak jest słodko – rzucił tajemniczo, po czym upił łyk swojej kawy.
- To niekoniecznie zdrowo – odparła, udając że nie zauważyła grymasu na jego twarzy
- Nadrabiam bieganiem. Staram się dbać o kondycję.
Blondwłosa pokiwała głową. Pomyślała że to może być kolejne kłamstwo, jednak dobra sylwetka nie mogła wziąć się z niczego. Coś musiał ćwiczyć.
- I jednocześnie nie dbasz o to co jesz? - udała nieco zdumienie, by nie zdradzić swoich podejrzeń
- Ależ oczywiście że dbam. Czasem tylko pozwolę sobie na nieco więcej...
Uśmiechnęła się nieco ironicznie. Marcin pojął, iż kobieta nie do końca jest przekonana co do jego słów.
- Chcesz się przekonać? W takim razie zapraszam cię na lunch.
Uniosła brwi nieco zaskoczona. Nie spodziewała się tak śmiałego ruchu z jego strony. Na początku sprawiał wrażenie trochę wycofanego, jakby nieśmiałego faceta, który próbuje nawiązać kontakt, a tymczasem udało mu się zaprosić ją na wspólny posiłek! Udało się? Jeszcze nie odpowiedziała. Ciekawość nie pozwalała jej odmówić.
- Dobrze. Spotkamy się przed wejściem o pierwszej, okej?
- Okej – odpowiedział z szerokim uśmiechem na ustach

           Kolejne dni, kolejne niby przypadkowe spotkania w kuchni, kolejne rozmowy. Dużo humoru i śmiechu, zrozumienie, cierpliwość. Joasia nawet nie zdawała sobie sprawy, że odnajduje to, czego brakowało jej w domu. Wewnętrzny spokój, beztroska, dystans do życia. Mogła zapomnieć o całym świecie, gdyby nie fakt, że była w pracy. Nie mogła spędzić całych ośmiu godzin na dyskusji, dlatego też zaczęli się umawiać w wolnym czasie. Sebastianowi mówiła że idzie na spotkanie z koleżankami. Nie chciała by był zazdrosny. Nie zrozumiałby iż ona, jako kobieta, może przyjaźnić się z mężczyzną. A nawet gdyby z jej strony wszystko było jasne i klarowne, to nie musi oznaczać że z drugiej układ jest taki sam.
Na szczęście Sebastian niczego nie podejrzewał ani nie próbował jej kontrolować. Miał do niej ogromne zaufanie, co przekładało się na jej swobodę. Była mu za to wdzięczna. Słyszała już kilka razy od koleżanek, jak to ich mężowie robili jakieś uwagi i to tylko dlatego, że inny mężczyzna się ładnie uśmiechał. Od razu czuli się zagrożeni. Cieszyła się, że mimo wszystko była w stanie przekonać swojego męża, iż nie jest zainteresowana żadnym innym mężczyzną w sensie fizycznym.
Nic jednak nie trwa wiecznie i pojawiło się coś nowego. Coś, co nie było Joasi jeszcze znane. Z niepokojem zauważyła że przy Marcinie stara się jak najlepiej wyglądać, że nie chce strzelić żadnej gafy, choć gdyby nawet tak się stało, mogłaby obrócić to w żart. Gdzieś jakaś cząstka nakazywała jej być bezbłędną, stworzyć obraz ideału. Nigdy wcześniej się tak nie zachowywała. Postanowiła poprosić o radę koleżankę z pracy, Jowitę. Była to niska, szczupła i młoda dziewczyna o oliwkowej cerze.
- Miałaś kiedyś coś takiego – zaczęła, upewniając się iż nikt nie znajduje się w pobliżu kuchni – Że starałaś się być idealna?
- To zależy co masz na myśli – uśmiechnęła się tajemniczo – Chodzi o faceta.
- Tak – przyznała nieco przytłumionym głosem
- Chcesz żeby zwrócił na ciebie uwagę. Chcesz żeby cię adorował... wiadomo w jakim celu. Resztę już chyba możesz sobie dopowiedzieć.
- Sugerujesz że się zakochałam?
- Niekoniecznie. To może być chwilowe zauroczenie. W twojej sytuacji, to chyba nawet lepiej żeby na tym się jedynie skończyło – wskazała na obrączkę, domyślając się że Joasia nie mówi o swoim mężu
- Najlepiej jeśli przeczekasz – dodała, przerywając przedłużające się milczenie blondwłosej – No chyba że nie jesteś szczęśliwa w tym związku.
- Mamy dwójkę dzieci – rzuciła chłodno
- I dlatego macie się krzywdzić nawzajem.
- Lepiej siebie niż dzieci – westchnęła – Zresztą... O czym ja w ogóle myślę? Przecież nie jest mi źle, wytrzymałam z nim prawie dziesięć lat.
- W takim razie zerwij kontakt z tym gościem, zanim zrobisz coś, czego będziesz żałować.

           Choć Joasia postanowiła posłuchać rady koleżanki, wcielenie jej w życie nie było takie proste. Tym bardziej że nie miała odwagi by wyznać Marcinowi prawdę i nie wyjaśniła ograniczenia kontaktu z jej strony. Ignorowała jego telefony, smsy. Jednocześnie im bardziej próbowała go unikać, tym więcej o nim myślała. Najgorzej było w pracy. Usiłowała jak najmniej czasu spędzać w kuchni, by nie doszło do spotkania. W biurze raczej jej to nie groziło. Wydawało się jej że dobrze sobie radzi, lecz zdała sobie sprawę z pomyłki, gdy zobaczyła go przed budynkiem.
- Cześć Asiu – podszedł bliżej. Nie mogła teraz zawrócić. Nie mogła uciec.
- Cześć – odparła niepewnie – Przepraszam, ale spieszę się.
- Mogę cię podwieźć – zaoferował, wytrącając jej z ręki wymówkę – Pogadajmy chwilę.
- O czym?
- Mieliśmy przecież wiele tematów – przyznał z żalem – A ostatnio... Mam wrażenie że mnie unikasz. Nie widzę cię w pracy, nie odbierasz telefonów, nie odpisujesz na smsy.
- Bo byłam naiwna. Myślałam że możemy się przyjaźnić.
- A dlaczego nie?
Wzięła głęboki oddech. Szukała odpowiednich słów, delikatnych, by nie wyolbrzymiać swojego odkrycia i podejrzeń. Jednak po dłuższym milczeniu to Marcin się odezwał.
- Masz rację, nie możemy. To musiało się tak skończyć.
Spojrzała na niego nieco zaniepokojona. Wiedział? Domyślił się? Ale jak? Patrzyła mu prosto w oczy, kiedy ujął w dłonie jej twarz i wyszeptał:
- Zakochałem się w tobie.

wtorek, 15 sierpnia 2017

Małżeństwo z rozsądku cz. 9

Kraków, 2010 rok.
          Pierwsza ciąża wywróciła całe życie Joasi do góry nogami. Przekreśliła jej plany i marzenia. Brutalnie zepchnęła z prostej drogi, którą miała kroczyć przez kolejne lata. Zmusiła do poświęceń i wyrzeczeń. Odebrała wszystko, co było jeszcze przed nią i zostawiła w zamian ogrom obowiązków.
Nie załamała się głównie dlatego, że mogła liczyć na wsparcie. Od rodziców, od siostry, od Sebastiana i od najbliższych przyjaciółek. Zawsze spieszyli z dobrym słowem, pomagali w odnalezieniu się w nowej rzeczywistości. W pierwszej chwili obowiązki nieco ją przerosły, lecz z pomocą bliskich zdołała wszystkiego się nauczyć.
Po ślubie zamieszkali z Sebastianem u jego babci. Kobieta odstąpiła im nawet większy pokój, by mieli więcej komfortu we trójkę. Brunet podjął pracę, zaś Joasia po roku przerwy wróciła na studia. Nauka nie szła jej już tak dobrze jak wcześniej. Brakowało czasu, gdyż musiała zajmować się dzieckiem. Kiedy znalazła chwilę, czuła się zbyt zmęczona by cokolwiek zrozumieć z notatek. Pojawiły się myśli o rezygnacji ze studiów, jednak z pomocą pospieszyła Marta. Namówiła Joasię by przyjechała do niej wraz z córką na kilka dni przed sesją. Sebastian zgodził się tylko dlatego że była to jedyna szansa by blondwłosa przygotowała się do egzaminów.
Nie wierzyła że udało się jej zdobyć dyplom. Furtka z nowymi możliwościami otworzyła się przed nią, lecz nie oznaczało to że dziewczyna wykorzysta szansę. Musiała przecież pogodzić ewentualną karierę zawodową z życiem prywatnym.

          Pewnego jesiennego wieczora blondwłosa siedziała zamyślona przy oknie. Nie wyobrażała sobie dalszej przyszłości. Odkąd zaszła w ciążę, przestała myśleć długoterminowo i pozytywnie. Dzień po dniu, stopniowo przeradzała się w maszynę, która miała wykonać określone zadania. Pojawić się na uczelni, zrobić zakupy, ugotować obiad, zająć się dzieckiem, poczytać notatki. I tak prawie codziennie przez ostatnich kilka miesięcy. Kiedy ani jej, ani Sebastiana nie było w domu, dzieckiem zajmowała się babcia bruneta. Asia zdawała sobie sprawę, że to nie może trwać w nieskończoność. Że nie może ciągle wysługiwać się starszą kobietą, że nie mogą żyć wiecznie na jej łasce i prędzej czy później powinni wyprowadzić się na swoje.
- O czym myślisz? - Sebastian podszedł do niej od tyłu i położył ręce na jej ramionach. W pierwszej chwili drgnęła niespokojnie.
- Przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć.
- Myślę o tym całym naszym życiu.
Westchnęła głęboko, a wtedy Sebastian przykucnął obok niej i chwycił za dłoń. Nigdy o tym nie rozmawiali, ale mężczyzna był pewien że inaczej sobie to wszystko wyobrażała. Sprawy przybrały zbyt szybki obrót. Sam wielokrotnie miewał obawy, ale nie dawał nic po sobie poznać. Musiał być silny.
- Wiem że ostatnie trzy lata były szalone – wyznał, uchwyciwszy jej spojrzenie – Ale daliśmy sobie radę. Skończyłaś studia, ja mam pracę...
- Kogo chcesz oszukać? - rzuciła rozpaczliwie – Masz mnie za idiotkę? Czy może samemu sobie chcesz wmówić że jest cudownie?
Spuścił wzrok. Robił wszystko, by zapewnić byt ukochanej i dziecku. Chciałby choć raz usłyszeć że kobieta jest z niego dumna, iż mimo trudnych chwil wciąż trzymają się razem i stawiają czoła przeciwnościom losu. Ale może to ona miała rację i lepiej stąpać twardo po ziemi?
- Gdyby nie twoja babcia, nic by się nie udało. Nie mielibyśmy gdzie mieszkać, nie utrzymałbyś nas z pojedynczej pensji, ja nie skończyłabym studiów... To wszystko dzięki niej.
- To chyba dobrze że nie zostaliśmy ze wszystkim sami.
- Nieważne. Powinniśmy się zastanowić co dalej. Jak sobie to dalej wyobrażasz?
Nie mógł odpowiedzieć. Podobnie jak ona, skupiał się na każdym pojedynczym dniu. Podtrzymywał dotychczasowy układ, by nadal funkcjonował. Gdzieś z tyłu głowy pojawiała się myśl że prędzej czy później potrzebne będą zmiany, jednak czekał na moment aż ich córka podrośnie.
- Przepraszam – przyciągnęła go do siebie i przytuliła – Nie chciałam być niemiła.
- A ja nie chciałem cię zawieść – odparł cicho – Powinienem zapewnić wam wszystko co najlepsze.
- Wiem że robisz co możesz. Ale... skończyłam studia, to najlepszy moment by coś zmienić. Jeśli zostanę w domu, potem nie będzie łatwiej...
- Chcesz iść do pracy, tak? - zrozumiał w jakim kierunku zmierza ich rozmowa – Myślałem o tym. Rozważałem różne opcje i starałem się przewidzieć konsekwencje.
Spojrzała na niego zaskoczona. Jeszcze przed chwilą wydawało się jej że Sebastian w ogóle nie przejmuje się tym co będzie i cała przyszłość zostaje na jej głowie.
- Dlaczego nigdy o tym nie rozmawialiśmy?
- Nie wymyśliłem idealnego rozwiązania. Poza tym... chciałem żeby to była twoja decyzja. Bez żadnych moich wskazań czy sugestii.
- Ja też nie znalazłam idealnego – przyznała – Ale chyba mam plan. Oczywiście nadal będziemy potrzebowali pomocy babci.
- Przecież wiesz jak bardzo lubi spędzać czas ze swoją prawnuczką – delikatnie uniósł kąciki ust
- Wiem, ale nie chcę też przesadnie obciążać ją obowiązkami – oznajmiła poważnie – Opieka nad dwuletnim dzieckiem to nie jest spacerek po plaży.
- Damy radę. Jeszcze kilka miesięcy i pomyślimy o jakimś żłobku.
Obojgu poprawiły się humory. Wydawało się że ta perspektywa może zaprocentować w przyszłości. W tej chwili mieli jeden główny cel. Właściwie to mieli go już odkąd urodziło się ich dziecko, jednak dopiero teraz pojawiła się możliwość by podjąć kroki ku jego realizacji. Chcieli się usamodzielnić i zapewnić swojej rodzinie dostatecznie dobry poziom życia.

          Wbrew nadziejom Joasi praca nie pozwoliła jej poczuć się lepiej. Fizycznie była w doskonałej formie, radziła sobie nie tylko z wymaganiami zawodowymi, ale także potem w domu. Powiew świeżości i nowa rola początkowo dały jej motywację i nadzieję, lecz po pewnym czasie kobieta zdała sobie sprawę, iż jest to jedyna zmiana w jej życiu. Wciąż nie miała nad nim kontroli. Zawsze musiała mieć na uwadze, że ma męża i dziecko. Że wszystko co robi, musi robić z myślą o nich, a tym samym o sobie. Była niczym ptak w klatce. Chciała pofrunąć, ale nawet nie miała możliwości by rozłożyć skrzydła.
Sebastian o niczym nie miał pojęcia. Blondynka wróciła do swojej „ulubionej” maski i sprawiała wrażenie szczęśliwej, spełnionej kobiety. Cieszył się z motywacji żony, doceniał jej starania, pomagał w domu, mimo zmęczenia fizycznego po pracy. Wydawało się że wspólny cel nie tylko ich zbliżył, ale też pozwolił im wzajemnie się „nakręcać” do działania. Mężczyzna był pewien że przeżywają właśnie najlepszy okres w ich wspólnym życiu, choć jeszcze nie udało im się nic szczególnego osiągnąć.
- Ogólnie jest w porządku. Ale czasem jak sobie pomyślę że ciągle tylko obowiązki, a na przyjemności nie mam czasu albo kasy, albo po prostu możliwości to jakoś tak dziwnie się czuję – żaliła się Marcie podczas jednej z rozmów telefonicznych.
- No cóż siostra. To jest właśnie dorosłość.
- I pomyśleć że kiedyś chciałyśmy tego jak najszybciej.
- A teraz na odwrót. Ale ty masz przynajmniej męża i dziecko.
- Ty się ciesz że nie masz – odparła z uśmiechem – Ale dobra, nie jest tak źle. Przynajmniej jest kogo wracać. Żeby jeszcze tylko mieć do czego.
- Dorobicie się tego mieszkania – zrozumiała sugestię blondwłosej – Najważniejsze że macie siebie. Zgrana z was para i razem możecie naprawdę wiele zrobić.
- Tak – westchnęła – To co, kiedy do nas wpadniesz?
- Nie wiem kiedy zobaczę urlop – odparła ze smutkiem – Trzymaj się siostra.
- Ty też.
Dlaczego ci wszyscy ludzie uważali że małżeństwo to najlepsze co mogło ją spotkać? Czy naprawdę nic innego w życiu nie mogła zrobić, tylko znaleźć faceta, wziąć z nim ślub i urodzić dzieci? Nabierała do tego dystansu. Potrzebowała aż trzy lata by przestały ją drażnić takie komentarze. Może to po prostu przychodziło z wiekiem, a jej czas nadszedł nieco za wcześnie?
Kiedy Joasia miała już wrażenie że wszystko udało się jej opanować i że pogodziła się z obecną sytuacją, jej świat ponownie zawisnął na włosku. Była w ciąży. Znowu. Drugi raz. Nie pocieszała ją nawet myśl że już raz przez to przeszli i teraz może wykorzystać swoje doświadczenie. Obawiała się że teraz nie uda im się usamodzielnić. Byli na dobrej drodze, ale za dziewięć miesięcy znów pojawi się dziecko. Małe, niewinne, bezbronne. I to ona, jako matka musi o nie zadbać. Teraz nie bała się porodu. Nie bała się obowiązków związanych z opieką nad dzieckiem. Nie wiedziała czy razem z Sebastianem będą w stanie zapewnić mu dobre życie.

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Małżeństwo z rozsądku cz. 8

          Długo wpatrywała się w tekturowe opakowanie, oczekując na wynik testu. Po raz kolejny czytała instrukcję, zapewniając jednocześnie samą siebie że nie mogła nic zrobić źle. Jeśli zobaczy niekorzystny dla niej wynik, nie będzie mogła uznać tego za pomyłkę.
Kolejne sekundy upływały niczym godziny. Choć była w łazience zaledwie kilka minut, zdawało się jej że mija wieczność. Całe szczęście że została sama w mieszkaniu. Nie byłaby w stanie zmierzyć się z dociekliwością współlokatorek.
- To chyba już – pomyślała, spoglądając na zegarek
Drżącymi palcami sięgnęła po test. Nadeszła chwila prawdy. Wstrzymała oddech i skupiła swój wzrok w jednym punkcie. Dwie kreski. Ciąża.
Przez moment nie czuła nic. Świat na moment przestał w ogóle istnieć. Potem w jej oczach pojawiły się łzy. Wyrok zapadł, a ona nawet nie miała szansy się bronić. Dlaczego to ją musiało spotkać? Dlaczego nie mogła to być para, która pragnie dziecka i od dłuższego czasu się o nie stara?
Powolnym krokiem opuściła pomieszczenie i rzuciła się na łóżko. Wszystkie jej plany na przyszłość i marzenia zostały właśnie przekreślone przez te cholerne dwie kreski. Zamiast kończyć studia, znaleźć pracę i robić karierę, będzie siedziała w domu, tonąc w zupkach i pieluchach. Oczyma wyobraźni widziała jak dusi się w okropnej codzienności, jak nieustanny płacz dziecka przyprawia ją o ból głowy, jak nieporadnie próbuje je wykąpać, jak potyka się o bałagan, z którym nie jest w stanie się uporać, bowiem całą uwagę skupia na niemowlęciu. A gdzie w tym wszystkim ojciec? Siedzi w pracy, robi kolejne nadgodziny, bo przecież z jednej pensji musi utrzymać siebie, ją i dziecko. Praktycznie ze sobą nie rozmawiają, nie ma kiedy. O spotkaniach z przyjaciółmi już dawno zapomniała. Rodzice wciąż są na nią wściekli, że mogła być aż tak nieodpowiedzialna i zajść w ciążę przed końcem studiów. Wszystko przez kilkanaście cholernych nocy, parę minut przyjemności, które przyniosły rachunek na całe życie.
Miała przecież 22 lata! Może dla niektórych to był już dobry wiek na dziecko, lecz ona miała zbyt wiele niepoukładanych spraw. Właściwie to jej życie nie było ani trochę poukładane. Wciąż żyła na koszt rodziców, mieszkanie było jedynie tymczasową opcją, najprawdopodobniej do końca studiów. A do tego nieuregulowane sprawy w związku, o ile związkiem można to było nazwać. Nawet nie próbowali razem zamieszkać, a zostaną rodzicami! O ile nie była pewna czy chce spędzić z Sebastianem resztę życia, teraz nie miała innego wyboru. Nie wyobrażała sobie by zostać z tym wszystkim sama.
Rozmyślania i emocje tak bardzo ją zmęczyły, że niespodziewanie usnęła. Po dwugodzinnej drzemce wcale nie czuła się lepiej. Przemyła twarz i spojrzała w lustro. Wyglądała fatalnie, a to dopiero początek. Niektórzy twierdzą że kobieta w ciąży „kwitnie”, jednak jej daleko było do takiego stwierdzenia w swoim przypadku.
- Stan błogosławiony – rzuciła pogardliwie – Co w tym takiego pięknego? Że ma się duży brzuch? Że nie można prawie nic robić, ze względu na dziecko? Że ma się dziwne humorki i nikt nie może z tobą wytrzymać?
Niewiele myśląc wróciła do kuchni i wzięła tabliczkę czekolady. Słodycze zawsze poprawiały jej humor. Miała nadzieję że tak będzie i tym razem. Zdążyła zjeść zaledwie trochę, kiedy pojawiły się nudności. Dla bezpieczeństwa zostawiła czekoladę, nie chcąc dalej prowokować swojego żołądka. Gorzka herbata miała jej pomóc. Nie zdążyła jednak jej zaparzyć. Błyskawicznie pognała do łazienki i zwymiotowała.
- Niech to szlag – pomyślała zrezygnowana, podpierając się nad muszlą – To teraz tak będzie przez kilkanaście dni?

          Potrzebowała czasu, żeby nieco ochłonąć i oswoić się z myślą o ciąży. Na drugi dzień wcale nie poczuła się lepiej, a co gorsza, Sebastian próbował się do niej dodzwonić. Nie miała ochoty z nim rozmawiać. Nie była w stanie udawać przed nim że wszystko jej w porządku.
- I tak będę musiała mu powiedzieć – westchnęła ciężko – Ale jeszcze nie teraz.
Wtedy pojawiła się kolejna obawa, o której wcześniej nawet nie przyszło jej na myśl. Co jeśli Sebastian nie będzie chciał wychowywać dziecka? Co jeśli będzie nalegał na aborcję albo zostawi ją samą?
Przeraziła się do tego stopnia, że aż zakręciło się jej w głowie. Podparła się o stół i nieco chwiejnym krokiem dotarła do łóżka. Położyła się na boku, podkuliła nogi. Czuła się osamotniona i bezbronna. Myślała że wszystko może obrócić się przeciwko niej. Że każda błahostka może stać się nie lada problemem. A ona? Ona nic nie będzie mogła zrobić.
Nie przewidziała jednej rzeczy – że zmartwiony Sebastian postanowi ją odwiedzić i sprawdzić dlaczego nie odbiera telefonów. Nie zamierzała otwierać drzwi. Przecież brunet nie mógł mieć pewności że ktoś w ogóle jest w mieszkaniu. Ona nic nie zrobi, a on sobie pójdzie. To byłby idealny plan, gdyby nie jej telefon...
- Cholera – zaklęła w myślach, kiedy rozbrzmiał dzwonek
- Aśka? - usłyszała wołanie zza drzwi – Wiem że tam jesteś, otwórz, proszę!
Zebrała siły, podniosła się i przekręciła zamek w drzwiach. Natychmiast wróciła na łóżko, a Sebastian usiadł obok.
- Hej, co się dzieje? - spytał z troską
- Nic.
- Nic? Nie odzywasz się, nie odbierasz telefonu, nie chciałaś otworzyć...
- Chora jestem – wypaliła z pierwszą wymówką, jaka tylko przyszła jej na myśl
- Martwiłem się. Faktycznie, nie najlepiej wyglądasz. Jakaś taka blada jesteś... Byłaś u lekarza?
Ostatnie słowa trochę dłużej dźwięczały jej w uszach. Chociaż nie łudziła się że wizyta u ginekologa wykluczy ciążę, to jednak powinna się do niego wybrać. Może przepisze jej jakieś witaminy i nie będzie czuła się tak okropnie.
- Asia?
- Daj mi szklankę wody – poprosiła, podnosząc się do pozycji siedzącej – To tylko zatrucie pokarmowe. Musiałam zjeść coś nieświeżego.
- Na pewno?
- Na pewno – uniosła delikatnie kąciki ust – Nie przejmuj się, odchoruję i przejdzie.
- Myślałem że się obraziłaś, tylko nie wiedziałem za co.
- Serio? - nie była w stanie wyczuć czy żartował – Przepraszam, po prostu czuję się jak... jakby została ze mnie tylko mokra plama.
- Na przyszłość mów, okej? - objął ją ramieniem – Rozumiem że nie chciałaś żebym widział cię w takim stanie, ale poniekąd mnie do tego zmusiłaś.
- I co? - rzuciła nieco nerwowo – Teraz mniej ci się podobam?
- Aśka – westchnął – Czasem dziwna jesteś, wiesz? Mówiłem ci że cię kocham?
- Mówiłeś – przyznała cicho
- A wiesz co to oznacza? Jestem z tobą zawsze, nie ważne czy jest dobrze, czy źle, czy wyglądasz jak milion dolarów, czy masz potargane włosy i ubranie... Sama pomyśl. Jesteś tym co prezentujesz poprzez makijaż, ubiór, fryzurę czy tym co masz w środku?
- A ty jak mnie widzisz?
- Kocham cię za to jaka jesteś.
Pomyślała że to jest dobry moment i lepszego może już nie być. Bała się jego reakcji, bała się to powiedzieć, ale później wcale nie będzie łatwiej.
- A jeśli będę gruba i nieznośna?
- Nieznośna? To znaczy? Co masz na myśli?
- Że będę cię wkurzać, że będę niezdecydowana, że będę miała dziwne zachcianki...
- W każdym związku to się zdarza – puścił do niej oczko. Wybrnął. Nie wiedziała czy czegokolwiek się domyślił, ale chyba był zdecydowany. Wiadomość o ciąży nie powinna tego zmienić.
- Zdarzają się też inne rzeczy... - powiedziała cicho
- Słucham? - spytał zdezorientowany. Wtedy ona podniosła się i na chwilę zniknęła za drzwiami łazienki. Kiedy wróciła, wcisnęła mu plastikowy przedmiot w dłoń.
- Test ciążowy – wyznała, patrząc z niecierpliwością w jego oczy. Nie musiał sprawdzać wyniku, skoro Joasia go przyniosła. Wyciągnął ręce i przytulił ją.
- Co teraz? - spytała drżącym głosem
- Nie martw się, poradzimy sobie – wyszeptał jej do ucha – Zadbam o wszystko. Będzie dobrze, obiecuję.