wtorek, 31 stycznia 2012

V. Scen nr 18



            Sebastian z powodzeniem wmieszał się w szeregi szajki kradnącej trakcję elektryczną. Na jego szczęście, następny skok planowali już za dwa dni i on miał brać w nim udział. Wyjaśnili mu, jak trzeba działać oraz pokazali jakich ludzi należy się wystrzegać. Zdjęć było bardzo wiele, a wśród nich pracownicy Straży Ochrony Kolei, Straży Miejskiej oraz policjanci, także ci z Pomorskiej. Wśród zdjęć brakowało tylko jego. Wbrew pozorom, to byli profesjonaliści. Mieli dwóch, trzech zaprzyjaźnionych właścicieli skupów, którzy za niewielki procent przymykali oko na pochodzenie miedzi, a na pozostałe chodzili z fałszywymi dowodami, raz jeden, raz drugi, a każdy miał ich po kilka, żeby już na następnym punkcie skupu przedstawić się jako kto inny. Dzięki temu Joasia wraz z Tomkiem i Kamilem nie mogli znaleźć powtarzających się nazwisk, co byłoby wtedy podejrzane. Po pracy udało mu się wreszcie wybrać mieszkanie, które zdążył już zakupić. Miał zamiar wprowadzić się po złapaniu złodziei na gorącym uczynku. Te dwa dni komisarze spędzili wypełniając raporty. W czwartek około godziny 10:00 szef grupy zadzwonił do Sebastiana i kazał mu przyjść na godzinę osiemnastą. Przyjechał punktualnie, a ku jego zdziwieniu byli tylko we dwóch.
- A gdzie reszta? Z tego co szef mówił, akcję zaczynamy o dwudziestej drugiej – przypomniał zdziwiony
- Tak, ale z tobą chciałem pogadać w cztery oczy. Wejdźmy do środka – oznajmił szef grupy. Wpuścił go jako pierwszego i przeszedł kawałek za nim. W pewnej chwili zamachnął się i z całej siły uderzył go w głowę. Komisarz padł nieprzytomny na ziemię.
- Myślałeś, że taki cwany jesteś psie? Że jesteś nowy to my niby nie wiemy kim jesteś? To była dobra zagrywka z mojej strony – mruknął zadowolony. Następnie wziął sznur i związał mu ręce... Na szczęście Sebastian miał w kieszeni paczkę gum do żucia, a wśród nich ukryty podsłuch. Był pomysł Joasi. Sądziła, że nie wpadną na to, że może tam się znajdować. Komisarz nawet zapomniał o tym, dzięki wykonaniu tego pomysłu, że nawet patrząc na tę paczkę, trudno było się zorientować, że kilka gum zostało zastąpione niczym innym. Słyszalność może nie była najlepsza, ale wystarczająco dobra, by rozróżnić głosy i wiedzieć, o czym rozmawiają.
- I jak? - zapytała Asia, wracając z kubkiem kawy w ręku
- No jakoś tak cicho – odparł znudzony Tomek
- Może jeszcze nie dojechał? - zasugerowała
- Weszli do kryjówki bandy i na tym koniec – zaprzeczył kręcąc głową
- Pewnie rozmawiali szeptem – bagatelizowała sprawę blondynka. Upiła łyk kawy i czekała aż Tomek oznajmi, że coś zaczyna się dziać.

            Było już kilkanaście minut po godzinie dwudziestej, kiedy Sebastian odzyskał przytomność. Początkowo nie miał pojęcia co się stało, lecz po chwili przypomniał sobie bieg zdarzeń.
- I co teraz cwaniaczku? - zapytał szef bandy
- Co to ma znaczyć? - udawał, że nie rozumie dlaczego został związany
- Przestań grać. Dobry z ciebie aktor, ale u mnie to ty kariery nie zrobisz, psie – rzekł z pogardą
- Psie? Dlaczego sądzisz, że jestem z policji? - pytanie zabrzmiało dość wiarygodnie, lecz niestety to nie wystarczyło. Mężczyzna wyciągnął z kieszeni jego odznakę i pokazał mu ją z bliska.
- Poznajesz? To było w twoim samochodzie – oświadczył z chytrym uśmiechem. Nie usłyszawszy jakiejkolwiek reakcji Sebastiana, zamachnął się i uderzył. Z rozciętego czoła polała się krew, a on zacisnął zęby i nadal milczał.
- Idioci z was. Wasi będą na nas czekać przyczajeni, a my tymczasem ograbimy jeden tor na dwieście metrów przed głównym! To dopiero skok życia! - powiedział, śmiejąc się głośno. Sebastian opuścił głowę, obwiniając się w duchu, za niepowodzenie akcji. Lecz na komendzie Asia dowiedziawszy się o wszystkim przez podsłuch, przekazała dowództwo Ani, a sama zawołała Kubę i wyruszyli na pomoc komisarzowi.
- A na ciebie mam niezły plan. Najpierw trochę się nad tobą poznęcam, a potem... potem w bólu będziesz oczekiwał na pociąg – oznajmił z dzikim błyskiem w oku. Asia i Kuba dotarli pod kryjówkę w ciągu dwudziestu minut. Przez cały czas nowe informacje przekazywał im przez radio Maciek. Natomiast szef grupy torturował Sebastiana, a mianowicie kopał go po brzuchu i po głowie, dusił paskiem i z przyjemnością obserwował jak z trudem łapie oddech oraz polewał co jakiś czas jego nogi coraz cieplejszą wodą, zamierzając dojść do wrzątku. Niestety, zauważył przez okno samochód komisarzy i przygotował się na ich wejście. Stanął przy wejściu do pomieszczenia z wiadrem gorącej wody i rzucił je na głowę Kuby, który właśnie wskoczył do środka. Broń wypadła mu z rąk i natychmiast sięgnął po nią szef bandy. Dosłownie cztery sekundy potem wkroczyła Asia. Mężczyzna rzucił się na nią i powalił na ziemię.
- I co teraz pani komisarz? - zapytał z chytrym uśmiechem, trzymając ją na nadgarstki. Kuba tymczasem zrzucił z siebie wiadro i przetarł oczy. Woda na szczęście nie była na tyle gorąca, by go oparzyć.
- Tylko spróbuj się ruszyć, a stanie jej się krzywda! - zagroził, spoglądając to na nią, to na niego
- Nic jej nie rób – powiedział spokojnie komisarz
- Wyjdź na zewnątrz i nie waż się wracać – zażądał przestępca
- Spokojnie, już wychodzę – odparł, powoli kierując się ku wyjściu, zastanawiając się nad możliwością jakiejś desperackiej próby ataku i jej ewentualnej skuteczności
- No wyp***dalaj! - wrzasnął mocniej ściskając Asię za nadgarstki. To skłoniło Kubę do zdecydowanego przyspieszenia kroku. Blondynka pomimo wszystko starała się zachować spokój, przecież już nie jednokrotnie bywała w sytuacjach, które wyglądały beznadziejnie, a wychodziła z nich cało.

poniedziałek, 30 stycznia 2012

V. Scen nr 17



            Następnego dnia Marta wyszła z pracy kilka minut po godzinie dwunastej, zostawiając na swoim biurku pełno raportów. Kiedy po upływie czterech godzin, nadal się nie zjawiła, Maciek i Bartek zgodnie stwierdzili, że trzeba coś z tym zrobić.
- Ja nawet nie kiwnę palcem, wystarczająco mam swojej roboty – powiedział stanowczo
- Ja to właściwie na dzisiaj skończyłem... to cześć – pożegnał się pospiesznie i wyszedł z biura
- Świetnie – mruknął pod nosem. Sięgnął po kulę i powoli poszedł do biura komisarzy.
- Aśka, twoja siostra...
- Coś jej się stało?! - zerwała się jak oparzona
- Wyszła cztery godziny temu, zostawiając na swoim biurku ogromną stertę raportów. Zrób coś z tym – kontynuował, zignorowawszy jej pytanie
- Nie ma mowy. Wystarczająco mam roboty przy sprawdzaniu listy ze złomowiska – odmówiła z oburzeniem. Asystent westchnął głęboko i wrócił do poprzedniego zajęcia.

           Brunetka na komendę wróciła dopiero około godziny dwudziestej. Pierwsze kroki, skierowała do biura komisarzy, lecz na korytarzu spotkała Kubę.
- Tam już nikogo nie ma. Wszyscy skończyli na dziś – oznajmił, zatrzymując się przed nią
- Cholera – zaklęła pod nosem
- A właśnie, stary cię szukał. Powiedział, że masz się stawić u niego natychmiastowo jak tylko się pojawisz – przekazał jej wiadomość. Komisarz odszedł, a kobieta zbladła i niepewnym krokiem ruszyła w kierunku gabinetu komendanta. Zapukała do drzwi i weszła do środka, gdy usłyszała słowo proszę.
- Wzywał mnie pan? - zapytała drżącym głosem
- Zgadza się – potwierdził, wstając z fotela – proszę siadać – rzekł wskazując ręką na krzesło. Policjantka miała złe przeczucia. Niepewnie usiadła, a widząc poważną minę komendanta, ciarki przeszły jej po plecach. Kiedy Kuba powiedział jej, że ma natychmiast się stawić u starego, przypomniała sobie o raportach, których dzisiaj nie wypełniła.
- Czy mogę wiedzieć w jakiej sprawie chciał mnie pan widzieć? - spytała niepewnie
- Oczywiście. Przedwczoraj poprosiła mnie pani o trzy dni urlopu – przypomniał
- Ach tak, no faktycznie – odparła z ulgą
- Rozpatrzyłem pozytywnie pani prośbę. Jeśli będzie taka potrzeba mogę go przedłużyć o jeszcze dwa dni. Świetnie się dzisiaj pani spisała z tymi raportami – oznajmił z powagą. Ku jej zdziwieniu, nie było w tym ani trochę ironii. Podziękowała i udała się prosto do biura asystentów. Siedział tam tylko Maciek, opierając się na łokciu i bawiąc się obrączką. Jego żona zginęła trzy lata temu w wypadku samochodowym i pomimo że minęło już tyle czasu, kiedy czuł się bardzo samotny to mocno za nią tęsknił.
- To ty – rzuciła, mierząc go ostrym wzrokiem
- Co ja? - zapytał znudzony
- Ty wypełniłeś moje raporty – powiedziała z przekonaniem
- Wskaż mi chociaż jeden powód, dla którego miałbym to zrobić – odparł obojętnie
- Choćby dlatego, żeby potem żądać czegoś w zamian – oznajmiła, krzyżując ręce na piersiach. Mężczyzna wypuścił z ręki obrączkę, która spadła na biurko. Odwrócił głowę i spojrzał na brunetkę.
- Nie sądziłem, że masz o mnie aż tak złe zdanie – przyznał zawiedziony. Marta zobaczyła teraz w nim coś, czego nigdy nie widziała. Nie potrafiła tego nazwać, ale nie był teraz tym, który wzbudzał w niej niechęć. Poczuła się głupio, że o coś takiego go posądziła.
- Przepraszam – powiedziała cicho, spuszczając wzrok. Maciek schował obrączkę do kieszeni i wstał.
- Nie chcę od ciebie nic za te raporty – poinformował ją stanowczym tonem. Bez słowa wyszedł z biura. Po chwili namysłu dziewczyna pobiegła za nim. Dogoniła go przy wyjściu z komendy.
- Więc to jednak ty – stwierdziła, wyrównując krok
- Ja – potwierdził wpatrując się gdzieś przed siebie
- Dziękuję – powiedziała, spoglądając na niego. Wydawało jej się, że lekko się uśmiechnął, ale tylko na chwilę.
- To nic wielkiego – odparł skromnie. Marta bez słowa zatrzymała się i ruszyła w przeciwnym kierunku. Uradowana, miała ochotę śpiewać. W głębi duszy pomyślała sobie, że miała ogromne szczęście, że Maciek zrobił za nią raporty, bowiem stary byłby wściekły, gdyby dowiedział się, że nie wykonała swojej pracy. Doszła do wniosku jednak, że to przecież nie jest jeszcze powód by polubić kolegę z pracy, więc nie zamierzała nic zmieniać w ich relacjach.

          Rafał zdecydował się powiedzieć swojej ukochanej, że będzie miał dziecko. Zaprosił ją na wieczór i w dość romantycznej atmosferze zjedli razem kolację. Po niej zanosiło się na to, że akcja przeniesie się do sypialni, lecz mężczyzna zdecydował się wyznać prawdę.
- Aniu, musimy poważnie porozmawiać – powiedział, odsunąwszy się od niej. Był bardzo zdenerwowany z powodu tej rozmowy, jednak wolał to zrobić już teraz, bowiem później może być tylko trudniej. Czar nagle prysnął, a uśmiech na twarzy kobiety zniknął. Przeczuwała, że nie ucieszy się z tego, co usłyszy.
- Zabrzmiało nieciekawie – stwierdziła zaniepokojona
- Jest coś o czym nie wiesz... - zaczął wpatrując się w podłogę. Nie miał odwagi by spojrzeć jej w oczy.
- Mów
- Będę miał dziecko – wyznał drżącym głosem. Po policzku Ani spłynęła łza. Nie mogła uwierzyć w słowa ukochanego. Zadał jej teraz mocny cios w serce. Ona szczerze go kochała, co prawda, nie obiecywali sobie nic wielkiego, utrzymywali ten romans w tajemnicy przed przyjaciółmi, ale nie sądziła, że Rafał aż tak ją zrani.
- Jak mogłeś?! - krzyknęła zrywając się z kanapy
- Aniu...
- Teraz to Aniu, tak?!
- Nie zdradziłem cię! - zapewnił, klękając na kolanach. Niestety, to nie wystarczyło by uwierzyła.
- Akurat! - rzuciła ironicznie
- Pozwól mi to wyjaśnić – poprosił, złapawszy ją za rękę. Ona jednak wyszarpnęła się i pospiesznie założyła buty.
- To koniec – rzuciła na pożegnanie. Bezradnie patrzył jak otwiera drzwi i wychodzi z mieszkania. Załamany wszedł do kuchni, gdzie zobaczył w zlewie talerze po zjedzonej przez nich kolacji. Wyciągnął je i cisnął nimi w podłogę.

niedziela, 29 stycznia 2012

V. Scen nr 16



           Kilka minut później komisarze zadowoleni opuścili pokój przesłuchań. Co prawda zatrzymany nie chciał wyjawić, jak się nazywają jego wspólnicy albo gdzie można ich znaleźć, ale przynajmniej wyjawił ich sposób działania. Skradzione przewody cięli na mniejsze kawałki, a później sprzedawali je przez kilka dni, na różnych skupach złomu, w niezbyt dużych porcjach, aby nie wydało się to podejrzane.
- Teraz musimy się zastanowić co dalej – przypomniała Asia, kiedy weszli do biura
- Oczywistym chyba by było odwiedzić ich punkty – zaproponował, spoglądając na wiszącą na ścianie mapę Krakowa
- No tak. To właściwie nasz jedyny punkt zaczepienia, bo kolejną akcję pewnie zaplanują po wyprzedaniu wszystkiego – stwierdziła, poklepując kolegę po plecach. Oboje poszli do biura asystentów, gdzie rozdzielili pomiędzy siebie oraz Kamila i Tomka listę złomowisk, na którym sprzedawali kradzioną miedź poszukiwani. Każdy miał odwiedzić po dwa skupy.

          Tymczasem Rafał poprosił o spotkanie swoją byłą dziewczynę. Przemyślał wszystko i podjął ostateczną decyzję. Przyjechała do jego mieszkania w bardzo dobrym humorze, a na powitanie pocałowała go namiętnie.
- Co to miało być? - zapytał zdenerwowany jej zachowaniem
- Stęskniłam się za tobą – odparła, zakładając mu ręce na szyję
- Przejdźmy do salonu – oznajmił, odepchnąwszy ją lekko od siebie. Czuł, że to nie będzie łatwa rozmowa, widząc zachowanie Beaty. Była bardzo pozytywnie nastawiona do rozmowy, miała nadzieję, że to co usłyszy od ukochanego, wielce ją ucieszy.
- Jak się czujesz? - zapytał z grzeczności. Tak naprawdę interesowała go ciąża, a nie samopoczucie dziewczyny
- Dobrze, dziękuję. Miło, że się o mnie troszczysz – odpowiedziała z uśmiechem. Mężczyzna uniósł brwi, zastanawiając się, gdzie jest ta troska.
- Poprosiłem o spotkanie, ponieważ muszę powiedzieć ci coś ważnego... bardzo ważnego
- Nawet wiem co – oznajmiła dumnie
- Tak? Nie sądzę – zaprzeczył spokojnie. Jej zachowanie irytowało go, lecz jak na razie skutecznie starał się nie dać się wytrącić z równowagi
- Więc mów – poprosiła zniecierpliwiona. Była przygotowana na wyznanie miłości i propozycję, by spróbowali jeszcze raz. Kiedy usłyszała jego odpowiedź, gorzko się rozczarowała.
- Chcę mieć kontakt ze swoim dzieckiem, ale... nie wrócę do ciebie. Nigdy już nie będziemy razem. Jedyne co nas łączy to twoja ciąża – oznajmił, bawiąc się nerwowo palcami
- A ja myślałam, że mnie kochasz! - krzyknęła zrozpaczona, gwałtownie wstając z kanapy
- Kochałem – sprostował
- Skoro tak, to licz się z tym, że nie mam zamiaru ułatwiać ci kontaktu z moim dzieckiem – zagroziła, wychodząc z salonu
- Naszym dzieckiem! - krzyknął za nią. W odpowiedzi usłyszał tylko trzaśnięcie drzwiami. Westchnął głęboko i ukrył twarz w dłoniach.

          Asia po powrocie na komendę rzuciła kurtkę na wieszak i usiadła zrezygnowana na krześle. Miała długą listę osób, które sprzedawały miedź w ciągu ostatniego tygodnia i trzeba było wszystkich sprawdzić. Co gorsza, nie mogła mieć pewności, że wśród nich jest osoba z poszukiwanej przez nich grupy. Wrócili także Tomek i Kamil, lecz z takim samym problemem, co blondynka.
- Sebastiana coś długo nie ma – zauważył asystent
- Zaraz do niego zadzwonię – odparła jednocześnie zastanawiając się, czy można uniknąć sprawdzania wszystkich sprzedających
- No to czeka nas trochę roboty – stwierdził Kamil
- Gratuluję spostrzegawczości – rzucił ironicznie Tomek
- Czekajcie, mam pomysł – oznajmiła Joasia, myśląc jak najprościej przedstawić go asystentom
- No mów – powiedział zniecierpliwiony
- Skoro wyprzedają miedź porcjami przez kilka dni, to nazwisko sprzedającego musi się powtarzać na liście – wyjaśniła krótko
- No to szukamy – zarządził Kamil, którego do pracy zmotywowała nadzieja na znalezienie kolejnego tropu. Ku zaskoczeniu policjantów, nazwiska powtarzały się co najwyżej dwa razy. Zawiedzeni odłożyli papiery na bok i postanowili skończyć pracę na dziś. Asystenci odeszli, a Joasia sięgnęła po telefon, by zadzwonić do Sebastiana. Ledwie wybrała jego numer, komisarz pojawił się w biurze.
- No nareszcie, gdzieś ty się podziewał? - zapytała z wyrzutem
- Miałem trochę szczęścia i wpadłem na trop – oznajmił dumnie
- Tak? Co takiego masz? - w jej głosie wyczuł nutkę sceptycyzmu
- Trafiliśmy na profesjonalistów – zaczął, odwieszając kurtkę i usiadłszy na krześle
- Do tego wniosku także doszłam, więc niczego nowego nie odkryłeś – stwierdziła pochmurno
- Mylisz się. Przyjeżdżając na drugi skup, podsłuchałem rozmowę właściciela z jakimś klientem. Bardzo dobrze się znali i wziął ten towar nieoficjalnie. To musiał być jeden z nich, więc kiedy wracał do samochodu, zagadnąłem do niego, czy zna naszego zatrzymanego. Potwierdził, więc powiedziałem mu, że jestem jego kuzynem i obiecał mnie wkręcić do interesu – opowiadał z zadowoleniem
- Kupił to? - spytała zaciekawiona
- Na szczęście tak. Dał mi swój numer telefonu i kazał zadzwonić pojutrze. Wtajemniczy mnie w grupę, sposoby działania i wezmą mnie na następną akcję – kontynuował
- Wtedy będzie dobry moment aby ich zgarnąć – stwierdziła z uśmiechem
- I tak też zrobimy – potwierdził wstając od biurka
- Czyli na dzisiaj koniec? - zasugerowała. W odpowiedzi Sebastian kiwnął głową twierdząco.
- To cześć – pożegnała go i zabrała swoją kurtkę z wieszaka. Na korytarzu minęła się z Martą, która szła do kuchni. Siostry zmierzyły się spojrzeniami, lecz żadna z nich się nie odezwała.

sobota, 28 stycznia 2012

V. Scen nr 15



- Będziemy razem pracować – oznajmił z lekkim uśmiechem Sebastian
- Co proszę? - wykrztusiła, patrząc na niego lekko z ukosa. Niewiele myśląc, schylił się i pozbierał papiery z podłogi
- Gdzie to zanieść? - zapytał, zignorowawszy jej zdziwienie
- Do pokoju asystentów – odparła, ochłonąwszy lekko i ruszyła za nim. Mężczyzna położył raporty na biurku Maćka i poszedł do biura komisarzy.
- Prezent od Kuby – rzuciła odgarnąwszy kosmyk włosów z twarzy
- Przekaż mu, by przyszedł po nie za godzinę – oznajmił, nie odrywając wzroku od monitora. Ku jego zdziwieniu, nadal stała przy wejściu do pokoju asystentów.
- To wszystko? - spytał, przenosząc wzrok na nią.
- Ania martwi się o Rafała. Wszystko u niego w porządku? - zwróciła się do niego, wiedząc że jeśli komuś się zwierzył, to właśnie Maćkowi, bowiem znali się już od czasów, kiedy chodzili do liceum. Asystent wolał nie odpowiadać na to pytanie, gdyż nie chciał skłamać, a także nie chciał niepotrzebnie niepokoić dziewczyn. Dość niespodziewanie z opresji wybawiła go Marta.
- Aśka, weź ty się kurde zajmij swoimi sprawami – upomniała ją siostra
- Przyganiał kocioł garnkowi – ironizowała Asia
- Że co? - zapytała brunetka, zdumiona jej reakcją. Nie spodziewała się, że odważy się jej odpyskować
- Wtrącasz się do mojego życia, a mnie ochrzaniasz za to samo. Ja mam swoją cierpliwość i ona się właśnie teraz skończyła. Mam pełne prawo do decydowania o sobie już od 9 lat i jeśli będę chciała twojej nieocenionej rady to cię o to k**wa poproszę! - wygarnęła jej i stanowczym krokiem opuściła biuro asystentów. Marta stanęła jak wryta i ponownie analizowała słowa siostry.
- Nie powinnaś była tak postąpić, ale jednak dzięki – odezwał się Maciek. Dziewczyna zmierzyła go pogardliwym spojrzeniem.
- Spadaj – rzuciła wracając do swojego biurka. W odpowiedzi mężczyzna tylko westchnął. Zdołał już się przyzwyczaić do niechęci brunetki względem swojej osoby. Kiedy pewnego razu, zapytał ją, za co tak go nie lubi, odpowiedziała krótko: po prostu nie. Nie potrafiła podać konkretnego powodu. Nie lubiła go i tyle, nie mając żadnych argumentów. Było to trudne do zrozumienia, ale jednak możliwe.

           Minęły trzy dni. Asia rozpoczęła pracę z Sebastianem i była z tego faktu nawet zadowolona. Od kłótni z siostrą, nie rozmawiała z nią wcale. Nawet w sprawach służbowych, starała się unikać współpracy z nią, zawsze znajdując kogoś innego w pokoju asystentów. Miała już dość wskazówek, co ma robić i jak ma żyć. Sama przecież doskonale wiedziała, jakie decyzje ma podejmować, by być szczęśliwa. Nie gniewała się już na nią, ponieważ myślała, że to z troski o nią, lecz mimo to, prowadziła taką jakby grę nerwów, chcąc by to siostra pierwsza wyciągnęła rękę. Dochodziła godzina dziesiąta, kiedy w biurze asystentów zadzwonił telefon. Jak się okazało, niedaleko stacji kolejowej Kraków Mydlniki skradziono dwieście metrów trakcji elektrycznej. Marta, wiedząc że w biurze są tylko Asia i Sebastian, postanowiła wysłać tam kogoś innego.
- Maciek, poinformuj komisarzy, że mają sprawę – oznajmiła sucho, rozsiadając się na krześle
- Może byś tak chociaż poprosiła? - spytał poirytowany
- Więc proszę cię, rusz łaskawie swój tyłek i idź im powiedzieć by jechali na stację kolejową na Mydlnikach – powiedziała z udawaną uprzejmością
- A może jeszcze w podskokach? - rzucił sarkastycznie
- Skoro proponujesz to skacz – odpowiedziała obojętnie
- Dobra, wy się pokłóćcie, a ja im powiem – zakomunikował Tomek, wychodząc z biura
- Swoją drogą to oni mają szczęście do stacji kolejowych. Jak nie Płaszów to teraz Mydlniki – rzekł refleksyjnie
- Zamknij się – odparła przekładając kolejną stronę gazety. Maciek wzruszył ramionami i wziął się za pracę. Asia i Sebastian dojechali na miejsce po dwudziestu minutach. Przeszli kawałek po torach i spojrzeli w górę, gdzie urywała się trakcja elektryczna. Na miejscu technicy oglądali przewody w miejscu przerwania, lecz niewiele można było na nich znaleźć.
- Złapaliśmy jednego z nich – oznajmił jeden z pracowników Straży Ochrony Kolei, podchodząc do komisarzy
- Przywieźcie go na Pomorską – rzucił krótko Sebastian. Następnie po rozmowie z technikami, komisarze postanowili wrócić na komendę, bowiem nie było sensu dalsze siedzenie przy opuszczonym torze. Po powrocie z terenu, mieli jeszcze czas na wypicie kawy, a potem zabrali się za przesłuchanie zatrzymanego. Był to młody chłopak, z krótkimi włosami, pozornie wyglądającego na bezbronnego i niezbyt inteligentnego.
- No i co? Kradłeś, kradłeś i cię złapali – zaczął Sebastian
- Taką masz z tego radochę, psie? - odpowiedział przesłuchiwany
- Koleś, ty to nie wiesz co robią w pierdlu z takimi jak ty – próbował go nastraszyć, jednak bezskutecznie
- A ty niby wiesz? - zakpił, wygodniej sadowiąc się na krześle
- No cóż... złapaliśmy już kilku takich, którzy lubią małych chłopców, a w obecnych, trudnych dla nich warunkach więziennych, tak młodym ciałem jak twoje to nie pogardzą. Co nie koleżanko? - zapytał Joasię, puszczając do niej oczko. Domyśliła się, że to blef, by nakłonić chłopaka do mówienia
- Oczywiście – przytaknęła policjantka z udawaną powagą
- Ale że... pedofile?! - przeraził się nie na żarty
- Strażnicy nie wnikają w relacje współwięźniów. A szczególnie już te bliższe. No chyba że podzielisz się z nami swoją wiedzą, to wtedy możesz tego uniknąć – zaproponował
- Zgoda. A więc co chcecie wiedzieć? - spytał opuściwszy wzrok.

piątek, 27 stycznia 2012

V. Scen nr 14



Minął miesiąc. Sebastian zdołał ostatecznie pozałatwiać swoje sprawy we Włoszech (sprawy papierkowe i sprzedaż domu) i mógł wreszcie wyjechać. Zarezerwował sobie pokój w hotelu i wynajął agencję nieruchomości, gdyż chciał kupić sobie mieszkanie w Krakowie. Już następnego dnia mógł obejrzeć aż trzy mieszkania. Były to najlepsze oferty, jakie mieli. W pracy miał się pojawić dopiero za dwa dni, więc swoją uwagę w pełni poświęcił poszukiwaniom nowego lokum dla siebie. Tymczasem na komendzie Rafał siedział znudzony w biurze, a Ania, Marta i Joasia rozmawiały w kuchni.
- No i jak wspólne mieszkanie? - spytała siostrę, nie ukrywając swojego zaciekawienia
- No wiesz, przez długi czas mieszkałam sama, muszę się przyzwyczaić – odparła, nastawiając wodę na kawę
- A jak Paweł? Zadowolony? - dopytywała się
- Wydaje mi się, że tak – odpowiedziała niezbyt pewnie
- No jeszcze dwa miesiące i będziecie małżeństwem – przypomniała z uśmiechem. Nie mogła się doczekać dnia, w którym powiedzą sobie sakramentalne tak, bowiem gwarantowało to jej i rodzicom duże pieniądze.
- No tak, mogłem się tego spodziewać. Ploteczki w najlepsze – rzucił roześmiany Maciek, wchodząc do kuchni. Utykał na prawą nogę, podpierając się kulą. Dziewczyny były tak zaskoczone jego obecnością, gdyż nie miały pojęcia, że pojawi się na komendzie
- Znajdzie się jedna kawa dla mnie? - zapytał, obdarzywszy je szerokim uśmiechem, który sprawił, że ciężko mu było odmówić. Na Martę to jednak nie działało.
- Zrób sobie to będziesz miał – rzekła poirytowana i wyszła z kuchni – Jeszcze czego, będę mu kawę robić jak służąca jakaś – odezwała się w drzwiach
- Przepraszam cię za nią. Nie wiem co w nią wstąpiło – powiedziała ze smutkiem Asia – A kawę to ja ci zrobię – dodała po chwili, chcąc w ten sposób chociaż trochę zrehabilitować się za siostrę.
- Będę u was w biurze – rzekł opuszczając kuchnię. Rafał bawił się długopisem, podpierając się na łokciu. Nawet nie zauważył, kiedy asystent wszedł do biura. Zwrócił na niego uwagę, dopiero gdy ten usiadł na krześle.
- O, Maciek. Ty już w pracy? - zapytał zdumiony obecnością kolegi
- No cóż, nie wytrzymam dłużej w domu. Póki co, będę siedział za biurkiem. Stary się zgodził na taki układ – oznajmił zadowolony
- A jak noga?
- Coraz lepiej, rehabilitacja potrwa jeszcze dziesięć tygodni, a zgodnie z planem, kulę mogę odstawić za miesiąc – wyjaśnił, wyglądając Asi w drzwiach biura
- No to na weselu nie potańczysz – stwierdził, ściszając głos
- Wódki będę pilnował – zażartował, lecz to tylko na chwilę poprawiło humor komisarza. W międzyczasie Asia przyniosła kawę.
- Coś cię gryzie? - odezwał się, gdy wyszła
- No właściwie to... mam problem. Od jakiegoś czasu spotykam się z pewną kobietą. No właściwie to mamy romans. Chciałem żeby było z tego coś więcej, ale... ale pojawiła się moja była i powiedziała mi, że jest w ciąży. Chce do mnie wrócić – wyznał zmartwiony
- Kochasz ją? - rzucił bez namysłu
- Którą? - spytał zdezorientowany
- Byłą – wyjaśnił, oczekując w napięciu na odpowiedź
- Teraz już nie – westchnął, przejeżdżając ręką po czole
- Z jakiego powodu się rozstaliście? - kontynuował zbieranie informacji
- Zdradziła mnie – wyznał półszeptem
- Skąd pewność, że to twoje dziecko? - Rafał spojrzał na niego rozgniewany. Poczuł się, jakby zasugerowano mu, że dziewczyna zdradzała go już wcześniej. Na szczęście w porę się opanował i cierpliwie odpowiedział.
- Ona jest w szóstym miesiącu, a rozstaliśmy się cztery miesiące temu – wyjaśnił krótko. Maciek pokiwał twierdząco głową. Był to dość pewny argument, jednak nie na tyle, by mieć stuprocentową pewność, że Rafał zostanie ojcem.
- Zrobisz jak zechcesz, ale ja radzę ci zrobić testy DNA – rzekł, upiwszy łyk kawy
- Chyba masz rację – odezwał się po chwili. Rozmowę przerwało wejście Ani i Kuby, którzy właśnie wrócili z terenu. Policjantka natychmiast czmychnęła do dziewczyn, zaś komisarz przywitał się z Maćkiem.
- Nie najlepiej wyglądasz – stwierdził Kuba, spojrzawszy na Rafała – Może powinieneś trochę odpocząć? - zasugerował
- Może tak, może nie – odparł z obojętnością
- Dobra, jedź do domu, a my weźmiemy twoje raporty – zarządził
- Dzięki – rzucił Rafał, a następnie wstał, zabrał kurtkę z wieszaka i wyszedł
- A co jak dziewczyny nie zgodzą się na dodatkowe raporty? - spytał Maciek
- No ty mi chyba nie odmówisz pomocy – stwierdził z chytrym uśmiechem
- Jakby co, wiesz gdzie mnie szukać – oznajmił, mrugnąwszy okiem, a następnie opuścił biuro. Dziewczyny postanowiły dać Kubie nauczkę, za samodzielne podejmowanie decyzji za kogoś i początkowo nie zgodziły się na dodatkowe raporty. W planach miały, że później się nad nim zlitują, ale on uniósł się honorem i jedynie poprosił Asię, by zaniosła Maćkowi kilka raportów. Idąc przez korytarz zamyśliła się i w pewnej chwili wpadła na kogoś. Raporty wypadły jej z rąk i rozsypały się na podłodze.
- Jak chodzisz ty... - krzyknęła, lecz urwała natychmiast, gdy spostrzegła do kogo mówi – Ty tutaj? - wykrztusiła zdziwiona.

czwartek, 26 stycznia 2012

V. Scen nr 13


          Asia na wieczór umówiła się z Anią. Nadal zadręczała się wydarzeniami z wczorajszego wieczora. Odnosiła wrażenie, jakby zrobiła coś złego, jakby zdradziła Pawła, pomimo że to był tylko niewinny flirt. Nie chciała o tym rozmawiać ze swoją siostrą, bowiem Marta długo przekonywała ją do niego i byłaby wściekła, gdyby zniszczyła ten związek. Brunetka uważała, iż jest to najlepszy facet, na jakiego mogła trafić jej siostra. Kiedy postawiła przed przyjaciółką filiżankę kawy, usiadła naprzeciw niej i rozpoczęła rozmowę.
- Mam wyrzuty sumienia – wyznała
- Co przeskrobałaś? - zapytała, spoglądając na nią
- Flirtowałam z Sebastianem – rzekła zawstydzona
- Co?! - spytała absurdalnie
- Mam powtórzyć? - w jej głosie bez większego wysiłku można było wyczuć ironię
- Nie zrobiłaś nic złego – odparła, dziwiąc się dlaczego przyjaciółka zamartwia się takim drobiazgiem
- Ale ja mam narzeczonego – argumentowała, jakby za wszelką cenę chciała udowodnić swoją winę
- Przecież go nie zdradziłaś – skontrowała Ania
- No tak, ale...
- Przestań się zamartwiać. Czy ty naprawdę nie masz większych problemów? - weszła przyjaciółce w zdanie
- Mam. Nie jestem pewna, czy chcę za niego wyjść – wyznała, wpatrując się w pierścionek zaręczynowy
- Większość kobiet ma wątpliwości przed ślubem – próbowała ją pocieszyć
- Ale nie na trzy miesiące przed nim – dodała Joasia
- Czy tobie czasem Sebastian nie zawrócił w głowie? - zapytała z udawanym zaniepokojeniem ciemnowłosa
- Ależ skąd. To był tylko niewinny flirt – zaznaczyła
- Widzisz, czyli nie miałaś się czym przejmować – zauważyła. Asia przez chwilę zaniemówiła z wrażenia, bowiem zagranie Ani było mistrzowskie.
- Specjalnie mnie o niego spytałaś – stwierdziła z uśmiechem
- Oczywiście. Przynajmniej pozbyłaś się wyrzutów sumienia – potwierdziła, zadowolona ze swojego osiągnięcia – A wątpliwości miną, zobaczysz – zapewniła, puściwszy do niej oczko
- Marta by mnie zabiła, gdybym to zepsuła – oznajmiła poważniejszym tonem. Ania zrozumiała, że jej siostra naprawdę by się wściekła, gdyby tak się stało, a do osób nerwowych nie należała.
- Nie sądzisz, że masz prawo sama decydować o swoim życiu? - zasugerowała
- Ona po prostu się o mnie martwi. Paweł to świetny facet, ona także to wie, wie że jestem z nim szczęśliwa i sama bym sobie zadała bolesny cios, rozstając się z nim – broniła siostry. Prawda jednak była taka, że ślub Asi z Pawłem był bardzo opłacalny dla jej rodziców, którzy dzięki temu weszli by w interesy z rodzicami swojego zięcia, bowiem postawili oni warunek, że ich dzieci muszą być małżeństwem. Argumentowali to tak, że to rodzinny biznes i tylko rodzinie mogą go przekazać, gdyż tylko najbliższym można ufać. Marta chętnie poparła rodziców, ponieważ obiecali jej satysfakcjonujący udział w zyskach. Dziewczyna kiedyś była zakochana po uszy w pewnym chłopaku, który bardzo ją zranił i od tamtej pory jej system wartości opierał się na korzyściach materialnych. Krótko mówiąc najbliższa rodzina upatrzyła sobie na Asi dobry interes, a najgorsze było we wszystkim to, że o niczym nie miała pojęcia.
- No to chyba masz argument na rozwianie swoich wątpliwości – rzekła Ania, wyrywając ją z zamyślenia
- Yyy... tak – odparła, nie wiedząc nawet o czym mówi przyjaciółka. Zdołała jednak dojść do tego samego wniosku, który jej podsunęła.

            Po wyjściu Ani blondynka poszła czytać książkę. Jednak po skończeniu zaledwie jednego krótkiego rozdziału, przerwało jej pukanie do drzwi. Była pewna, że to jej przyjaciółka o czymś sobie przypomniała, więc otworzyła drzwi i wróciła w głąb mieszkania.
- Mam rozumieć, że mogę wejść? - usłyszała głos siostry
- Yyy... pewnie – odparła lekko zakłopotana
- Powinnaś przeprowadzić się do Pawła – rzuciła prosto z mostu

- Pozwól, że sami o tym zadecydujemy – rzekła z przekąsem Asia
- Jesteście w końcu razem czy nie? - spytała, nie zwracając uwagi na pretensje siostry. Blondynka spojrzała jej w oczy, w których był jakiś nienaturalny błysk
- Dobrze, porozmawiam z nim o tym – westchnęła, chcąc uniknąć kłótni
- Daj mi potem znać jak poszło – oznajmiła brunetka, a następnie bez słowa wyszła z mieszkania
- Czasami naprawdę się zastanawiam, za co ją lubię... - mruknęła pod nosem do samej siebie, a następnie wróciła do książki.

           Tymczasem we Włoszech, Sebastian zaraz po przyjeździe do domu wziął prysznic i pojechał na komendę. Nie poszedł do swoich kolegów z wydziału, lecz pierwsze kroki skierował do gabinetu komendanta. Szef nie ukrywał zdziwienia na jego widok.
- Pan Sebastian? Ma pan przecież wolne – przypomniał mu, podnosząc wzrok znad papierów
- Tak, wiem, ale muszę z panem pilnie porozmawiać – oznajmił siadając na krześle
- Zamieniam się w słuch – powiedział, odsuwając dokumenty na bok
- Chciałbym przenieść się do Polski – rzekł, bacznie obserwując jak komendant marszczy czoło. Podrapał się po brodzie, a następnie chrząknął znacząco.
- Jest pan pewien swej decyzji? - zapytał, mając nadzieję na zatrzymanie go w Bari. Był przecież jednym z najlepszych policjantów na tej komendzie.
- Tak, przemyślałem to. Wie pan, jestem przecież Polakiem... - odparł splótłszy ręce
- Rozumiem. Jutro skontaktuję się z tamtejszym komendantem. Mogę prosić o namiary na tę placówkę?
- Doskonale pan je zna. Kraków, ulica Pomorska – oznajmił z lekkim uśmiechem
- Na chwilę obecną to tyle. Zapraszam jutro – rzekł komendant, wstając z fotela. Sebastian także wstał, uścisnął jego dłoń, a następnie opuścił gabinet.

środa, 25 stycznia 2012

V. Scen nr 12


          Sebastian postanowił już jutro wrócić do Włoch. Asia pomagała mu się pakować. Komisarz miał wrócić do Włoch autobusem, którzy wyjeżdżał późnym porankiem. Kiedy skończył, oparła się o futrynę.
- A więc wracasz już jutro? - zapytała ponuro
- Tam jest mój dom – odpowiedział podnosząc wzrok. Przez chwilę obserwował jak bawi się włosami
- Szkoda. Bardzo fajnie się z tobą pracowało – wyznała
- Z tobą też – odparł stawiając torbę na podłogę
- Może byśmy jakoś fajnie spędzili ten wieczór? - zasugerował
- A masz jakiś pomysł? - zapytała, zastanawiając się w myślach, co chce przez to powiedzieć
- Zapraszam cię na spacer – oznajmił z uśmiechem. Asia bez wahania przystała na taką propozycję. Ubrali kurtki i buty, a następnie wyszli z mieszkania. Całą drogę do parku przeszli nie odzywając się do siebie.
- I tak będziemy milczeć? - spytała lekko zawiedziona blondynka
- Możemy, ale nie musimy – odparł, uśmiechnąwszy się do niej
- Jakie masz plany po powrocie do Włoch? - zagadnęła
- Cóż... czas pokaże. Na pewno w pracy pojawią się jakieś nowe wyzwania – odparł, na szybko wymyślając odpowiedź
- Powinieneś pomyśleć też o rodzinie - poradziła, zanim zdążyła ugryźć się w język. Zrobiło jej się głupio, kiedy zamiast odpowiedzi napotkała milczenie. Nie powinna była wtrącać się w jego życie prywatne.
- Przepraszam – rzekła cicho, wpatrując się w ścieżkę
- Masz rację. Najwyższy czas pomyśleć o sobie, a nie tylko o pracy – zgodził się z nią – Ale wiesz, od śmierci Danielli nie myślałem o tym, by związać się z jakąkolwiek kobietą – wyznał
- Jeśli bym powiedziała, że cię rozumiem, skłamałabym. Mogłabym cię zrozumieć tylko wtedy, gdybym sama kiedyś przez coś takiego przeszła – usprawiedliwiła się, nie bardzo wiedząc co mu powiedzieć
- Mądre słowa – przyznał
- Co najwyżej, mogę spróbować sobie wyobrazić, jak straszne musiało być takie przeżycie – dodała. Kolejne metry przeszli w milczeniu. W pewnej chwili Joasia przystanęła i obróciła się w jego stronę.
- Strasznie cię polubiłam – wyznała
- Bo fajny ze mnie facet – rzekł półżartem
- Nie zaprzeczę – odparła z uśmiechem
- No z ciebie jest fajna dziewczyna i efekt jest taki jak mówisz – powiedział, spoglądając jej w oczy
- Rozmawia mi się z tobą tak dobrze, jakbyśmy się znali latami – wyjawiła
- A wiesz, że ja takie samo wrażenie odniosłem? - spytał odgarniając kosmyk włosów z jej twarzy
- Wierzysz w przeznaczenie? - zapytała z błyskiem w oku
- Powiedzmy – odparł wymijająco. Wtedy dość niespodziewanie Asia wspięła się na palce i pocałowała go prosto w usta. Dla nich obojga był to tylko niewinny flirt. Jednak jeśli nie będą tego kontrolować, może to zabrnąć za daleko.
- Szkoda, że się nigdy więcej nie zobaczymy – rzekła smutno, przerywając przyjemną atmosferę
- Zawsze możesz przyjechać do Bari – zapewnił. Dopiero w tej chwili w pełni się opamiętała. Wiedziała, że zrobiła o krok za dużo, zaczynając z nim flirtować. Nie wiedziała jak ma się teraz zachować.
- Zapomnij o tej rozmowie – poprosiła, a następnie odeszła w kierunku osiedla. Sebastian bez słowa poszedł za nią. W głębi duszy ulżyło jej, że już jutro wyjeżdża, bowiem głupio jej było spojrzeć mu w oczy. Sama nie wiedziała dlaczego. Wrócili do domu i zamknęli się w swoich pokojach.

          Następnego dnia, kiedy Asia ledwie weszła do kuchni, zabrała ze sobą do pokoju dwie bułki i sok. Nie chciała natknąć się na Sebastiana po wczorajszej scenie w parku. Nie potrafiła sobie wyjaśnić, dlaczego go pocałowała. W głębi duszy walczyły chęć pozostawienia po sobie jak najlepszego wrażenia i strach przed rozmową z nim. Ostatecznie zwyciężyło to pierwsze i kiedy tylko skończyła jeść, wróciła do kuchni, gdzie właśnie popijał kawę.
- Przepraszam za wczoraj. Poniosło mnie – powiedziała podchodząc do niego
- W porządku, nic się nie stało – odpowiedział z lekkim uśmiechem, chcąc jej dać do zrozumienia, by się tym nie zamartwiała
- Ale to, że cię polubiłam to prawda – przypomniała, jakby w obawie, że to wydało się mu tylko pustymi słowami
- Dasz się kiedyś zaprosić na kawę? - zapytał, spojrzawszy na zegarek
- A będziesz w Polsce? - spytała zaskoczona
- No wiesz, stabilizator – odparł podnosząc lekko unieruchomioną rękę
- No tak, zapomniałam – powiedziała, delikatnie puknąwszy się w czoło
- Muszę już iść – oznajmił sięgając po torbę
- No to... do zobaczenia. Miłej podróży – pożegnała go ze sztucznym uśmiechem. Ucałował ją w policzek i opuścił jej mieszkanie. Joasia patrzyła jeszcze przez okno, dopóki nie zniknął jej z pola widzenia. Mężczyzna doszedł do dworca autobusowego po około dwudziestu minutach. Kiedy zszedł na płytę dolną, pojawiły się wątpliwości, czy na pewno chce stąd wyjeżdżać. Im bliżej był autobusu, tym bardziej się wahał. Przystanął na chwilę przy drzwiach.
- Nie mam wyjścia, muszę jechać – powiedział sobie w myślach i zdecydowanym krokiem wsiadł do pojazdu.

wtorek, 24 stycznia 2012

V. Scen nr 11


- Puść ją – odezwał się głos za plecami napastnika. Bellini posłusznie wykonał polecenie. Odwrócił się i ujrzał Sebastiana z bronią w ręku. Powoli wstał, cały czas obserwując komisarza.
- Nie sądziłem, że spotkamy się w takich okolicznościach – wyznał przestępca z tajemniczym uśmiechem. Jego wyraz twarzy lekko zaniepokoił Sebastiana.
- Ja również – przyznał, mocniej zaciskając dłoń na pistolecie. Odległość między nimi wynosiła zaledwie dwa, może trzy kroki.
- Jednak wygrałeś – rzucił, opuszczając ręce.
- Asia, cała jesteś? - zapytał koleżankę
- Tak – odpowiedziała, podnosząc się do pozycji siedzącej i trzymając się za głowę. Bellini wykorzystał moment, w którym Sebastian zwrócił część uwagi na blondynkę i w jednej chwili doskoczył do niego, a następnie wykręcił mu rękę. Policjant syknął z bólu i bezradnie patrzył jak Włoch podnosi broń (na drugiej ręce miał przecież założony stabilizator, dlatego nie mógł nic zrobić).
- I co teraz pieski? Kto teraz rozdaje karty?! - krzyknął zadowolony z siebie. Asia powoli wstała i spojrzała na Sebastiana. Ten tylko pokręcił głową
- No proszę, upiekę dwie pieczenie na jednym ogniu – powiedział z szerokim uśmiechem. Każda następna chwila niepewności trwała dla komisarzy jak wieczność. Asia przytuliła się do Sebastiana, drżąc ze zdenerwowania. Mężczyzna objął ją tą zdrowszą ręką i patrzył prosto w oczy Belliniemu. Wiedział, że jedyną szansą teraz będzie złamanie go psychicznie. W jego spojrzeniu było coraz więcej nienawiści. Skutkowało. Ręce Włocha zaczęły się trząść. Jednak wraz z jego wytrzymałością, kończyła się także jego cierpliwość. Oczekiwał jakiegoś zrywu z ich strony, chcąc jeszcze pokazać swoją przewagę, lecz nic z tego.
- Od kogo mam zacząć? - spytał poddenerwowany
- Ode mnie – wyrwała się Asia
- Więc zacznę od mojego starego znajomego – rzekł z uśmiechem, jednak to nie był ten sam uśmiech, co kilka minut wcześniej. Tym razem tak jakby robił to na siłę albo z przyzwyczajenia. Brakowało mu pewności siebie. Na jego czole pojawiły się krople potu, a on sam coraz częściej mrugał oczami.
- Odsuń się od niego – rzucił do blondynki. Wtuliła się w niego mocniej na pożegnanie. Kiedy chciała już zrobić krok do tyłu, usłyszała czyjś głos.
- Zostaw ich! - krzyknęła policjantka, która właśnie wysiadła z jednego z radiowozów. Asia od razu rozpoznała głos siostry. Bellini odwrócił się i strzelił na oślep, na szczęście Marta zdołała się ukryć za samochodem. Kiedy Włoch z powrotem spojrzał przed siebie, nie mógł dostrzec Asi i Sebastiana. Nie zdążył się nawet ruszyć, gdy usłyszał strzał i poczuł ból w nodze. Upadł na ziemię, a chwilę później otaczało go już kilku policjantów. Zza jednego z samochodów wyszli wtedy komisarze.
- Stefano Bellini – tango down – oznajmiła Joasia
- Missione completata (misja zakończona) – rzucił uśmiechnięty Sebastian. Po przewiezieniu Belliniego do aresztu, komisarze pojechali na komendę, gdzie ze szczegółami opowiedzieli kolegom walkę z przestępcą, która ostatecznie zakończyła się sukcesem.
- Nadal nie rozumiem jednego, skąd się tam wzięliście? - spytała zdumiona policjantka
- Sebastian po nas zadzwonił – wyjawił Kamil
- Mądry ruch – pochwaliła go Asia
- Byłem niemal pewien, że nie mam szans z nim mając tylko jedną rękę do dyspozycji i broń, więc zrobiłem to, co każdy by zrobił – odparł skromnie
- To teraz należy się nam solidny odpoczynek – zasugerowała. Wszyscy się z nią zgodzili i porozjeżdżali do swoich domów, by odespać tę niesamowitą noc.

           Następnego dnia, późnym popołudniem Asia i Sebastian mieli przesłuchać Belliniego. To był już ostatni etap tej sprawy. Kiedy Bartek poinformował ich, że mogą zaczynać, wzięli głębokie oddechy i równym krokiem ruszyli do pokoju przesłuchań. Włoch siedział na krześle, wpatrując się w kajdanki, które miał założone na rękach. Ze względu na to, że był on dość niebezpiecznym przestępcą, zdecydowano się ich nie zdejmować. W pokoju obok zebrali się prawie wszyscy komisarze i asystenci, by obserwować przesłuchanie. - I znowu się spotykamy, po dwóch latach – zaczął Sebastian z cynicznym uśmiechem
- Muszę przyznać, że cię nie doceniałem. Twardy z ciebie gracz – przyznał, podnosząc wzrok
- Obiecałem, że cię dopadnę i tak też zrobiłem – oznajmił, przypominając sobie chwilę, w której Daniella umarła na jego rękach, a on wstał i wykrzyczał najgłośniej, jak tylko potrafił, że go dorwie.
- Nie musisz nic mówić. Wiemy, że to ty dokonałeś zabójstwa tej prostytutki oraz tego na stacji. Mamy dowód, twoje listy – odezwała się Joasia
- A skąd pewność, że nie zostały one przez kogoś sfałszowane? - spytał chytrze
- Odciski palców. Tego chyba już nie podważysz, prawda? - przypomniała z uśmiechem
- Więc po co mnie tu trzymacie? - zapytał z udawanym zdziwieniem
- Bari, rok 2009, mówi ci to coś? - spytał Sebastian, próbując powstrzymać agresję
- Na zabójstwo tej policjantki też chyba nie potrzebujecie dowodów, macie wystarczającą ilość świadków – odparł lekko znudzony
- A cztery miesiące wcześniej?
- A co mi tam. I tak czeka mnie dożywocie. Powiem wam, bo rzygać mi się już chcę, jak na was patrzę. Tak, to ja zabiłem ówczesnego burmistrza miasta – rzekł poirytowany. Komisarze odetchnęli z ulgą. Teraz mogli oficjalnie zakończyć sprawę Stefano Belliniego.
- Zabierzcie go – rzuciła do mundurowych Joasia. Pozostali komisarze i asystenci wyszli z pokoju obok i im pogratulowali.
- W takim razie bardzo dziękuję panu za współpracę – rzekła oficjalnie, podając mu rękę
- Ja również, bardzo dobrze mi się z panią pracowało – odparł lekko uścisnąwszy jej dłoń. Zanim jeszcze wszyscy wyszli z biura, Marta poprosiła wszystkich o chwilę uwagi.
- Dzwonili ze szpitala – rzekła śmiertelnie poważnym tonem – Maciek odzyskał przytomność i czuje się nie najgorzej – oznajmiła uśmiechając się. Była to kolejna pozytywna wiadomość tego dnia. Później, zanim jeszcze Asia i Sebastian pojechali do mieszkania, stary wezwał ich do siebie i osobiście pogratulował zakończonej sprawy. Wspólnie z komendantem z Bari ustalili, że w ramach bonusu, oboje dostają od jutra tydzień wolnego, by mogli odpocząć. Po opuszczeniu gabinetu szefa pojechali do domu.

poniedziałek, 23 stycznia 2012

V. Scen nr 10


         Dwie godziny później Sebastian siedział zmartwiony na szpitalnym korytarzu. Maciek był właśnie operowany, a jemu założono na rękę opatrunek oraz stabilizator. W głębi duszy był wściekły, że Bellini znów uciekł, że przez niego Maciek wpadł pod samochód i że przestępca ma teraz Aśkę. Nie miał wątpliwości, że kobieta nie ma szans na przeżycie. Wbił wzrok w podłogę i czekał na wynik operacji.
- Przyprowadziłem ci kogoś – oznajmił Tomek. Sebastian nawet nie zwrócił uwagi, kiedy przyszedł. Podniósł wzrok i z radością stwierdził, że obok asystenta stoi Asia. Wyskoczył z krzesła i przytulił ją zdrową ręką.
- Aśka, jak to dobrze, że nic ci nie jest! - krzyknął radośnie
- A czemu miałoby mi coś się stać? I co ci się stało w rękę? - dopytywała się
- Myśleliśmy, że Bellini porwał cię sprzed kina – wyznał Sebastian
- Że co? Paweł zadzwonił, że ktoś go pobił i nic z tego nie będzie, więc wróciłam do domu – wyjaśniła
- To on go pobił – wtrącił Tomek
- Dlaczego miałby to robić? - zapytała zdziwiona
- Bo to ty jesteś jego celem – powiedział Sebastian, ściszając głos
- Ja? - wytrzeszczyła oczy ze zdziwienia
- Spotkaliśmy go pod kinem. Postrzelił mnie w ramię, a Maciek pobiegł za nim, no i... wpadł pod samochód – opowiedział w skrócie wydarzenia sprzed dwóch godzin, które sam niezbyt dobrze pamiętał
- A teraz go operują – dodał Tomek. Asia przez chwilę milczała, nie wiedząc co powiedzieć.
- Przepraszam – odezwała się w końcu. W odpowiedzi napotkała pytające spojrzenia policjantów – To przeze mnie
- Nie jesteś tu nic winna. Nie mogłaś przewidzieć, że to ty jesteś celem tego świra. Tym bardziej, że on dzwonił do mnie, nie do ciebie – argumentował. We trójkę niecierpliwie czekali na wynik operacji. Około godzinę później z sali operacyjnej wyszedł lekarz.
- Panie doktorze, co z nim? - zapytała Joasia
- Państwo z rodziny? - rzucił podejrzliwie
- Policja – oznajmił Tomek, pokazując odznakę
- No cóż... uporaliśmy się z obrażeniami wewnętrznymi, ma połamane żebra oraz złamaną nogę. To tak ogólnie – poinformował ich lekarz – Jeśli chcecie znać szczegóły to zapraszam do gabinetu – dodał po chwili. Komisarze jednak zadowolili się wiedzą ogólną. Maćka przewieziono na salę pooperacyjną, a Tomek pojechał już do domu.
- Asia, jedź odpocząć – zaproponował, widząc jak zasypia na siedząco
- Nie, poczekam na więcej informacji – odmówiła cichym głosem
- Jak będzie coś nowego, to do ciebie zadzwonię – zapewnił. Blondynka powoli wstała i skierowała się ku wyjściu. Było około drugiej w nocy, więc na parkingu przed szpitalem było niemal ciemno, ponieważ oświetlenie znajdowało się tuż przy budynku. Asia uszła ledwie kilka kroków, kiedy nagle poczuła pistolet przy plecach.
- Myślałaś, że się nie spotkamy? - usłyszała za sobą głos. Nie znała go, lecz bez problemu mogła go rozpoznać
- Bellini – rzekła szeptem
- We własnej osobie – potwierdził, śmiejąc się pod nosem. Asia zaryzykowała i uderzyła go z łokcia w brzuch. Skulił się z bólu i nacisnął spust. Policjantka zdążyła się odsunąć i ostatecznie trafił w szybę jakiegoś samochodu. Niewiele myśląc kopnęła go w twarz, że aż upadł na ziemię. Nie miała przy sobie kajdanek, więc jedyną możliwością, by nie pozwolić mu uciec, było ostateczne pokonanie go. Poczekała chwilę aż się podniósł i zadała kolejny cios. Był jednak sprytniejszy, niż się jej wydawało. Nie podniósł się, tylko obrócił głowę tak, by widzieć policjantkę.
- Wstawaj! - zawołała z bojowym nastawieniem. Nie wykonał jej polecenia, tylko wyczekiwał odpowiedniego momentu, by ją zaatakować.
- Wstawaj! - powtórzyła głośniej. Widząc, że nie wyprowadza ciosów, postanowił jeszcze się nie ruszać, by w pełni zregenerować siły. Z każdą chwilą była coraz bardziej zdenerwowana. I o to także chodziło, bowiem wtedy łatwiej było o jej błąd.
- Wstawaj k**wa! - krzyknęła, nachylając się, by go podnieść. Bellini wykorzystał sytuację i pociągnął Asię w dół, a następnie szybko się podniósł. Złapał ją za nadgarstki i patrzył prosto w oczy.
- I co teraz pani komisarz? - zapytał z szyderczym uśmiechem. Asia się nie odezwała.
- Odpowiedz jak pytam! - krzyknął, mocniej zaciskając ręce na jej nadgarstkach. Policjantka syknęła z bólu.
- Boli, co? Pana komisarza też zaboli, kiedy znajdzie tu twoje ciało – rzekł śmiejąc się dzikim, nieopanowanym śmiechem, w którym było coś przerażającego. Przycisnął jej nadgarstki do asfaltu. Asia postanowiła zaryzykować i ugryzła go w rękę. Zadziałało, puścił ją, łapiąc się za obolałe miejsce. Chciała szybko się podnieść, lecz niestety, za szybko i potknęła się o nogę, którą podstawił jej Włoch. Nie mogąc dostrzec broni, rzucił się na nią, złapał za szyję i zaczął uderzać jej głową o asfalt. Asia zacisnęła zęby i zamknęła oczy, próbując udawać nieprzytomną i przeczekać trudny moment. Lecz on nie przestawał, pomimo pojawienia się krwi...

niedziela, 22 stycznia 2012

V. Scen nr 9


           Sebastian usiadł przed telewizorem z butelką piwa w ręce i zaczął przeglądać różne kanały. Po około pięciu minutach przeglądania, zatrzymał się na kanale sportowym, gdzie akurat transmitowany był mecz ligi mistrzów. Zadowolony upił łyk piwa i wciągnął się w oglądanie rywalizacji. Tymczasem na dole, w samochodzie znudzeni Tomek i Maciek obserwowali okolicę. Było to dość spokojne osiedle, więc nie mieli co robić. W pewnej chwili, jeden z nich zauważył na chodniku idącego chwiejnym krokiem mężczyznę, który co chwila się zatrzymywał i podpierał o blok.
- Pewnie jakiś pijak – stwierdził Tomek
- Sprawdzę to – rzekł Maciek, chcąc się upewnić, czy kolega ma rację. Wysiadł więc z samochodu i podszedł bliżej. Nagle odwrócił się i pokazał Tomkowi, żeby podszedł bliżej.
- Co ci się stało? - spytał na widok pobitego narzeczonego Joasi
- Sam widzisz. Jakiś koleś mnie napadł – odparł trzymając się za brzuch
- Widziałeś go? Pamiętasz jak wyglądał? Może było w nim coś charakterystycznego, jakieś gesty, ruchy? - dopytywał się policjant
- To musiał być obcokrajowiec. Miał obcy akcent – wyjawił asystentom
- Może włoski? - podchwycił Maciek
- Tak, to chyba był włoski – potwierdził ciężko dysząc
- Tomek, zaprowadź go do samochodu, a ja lecę po Sebastiana – zarządził, a następnie korzystając z okazji, że jeden z sąsiadów wyprowadzał właśnie psa na spacer, wbiegł do klatki schodowej. Szybko dostał się na trzecie piętro, a następnie energicznie zapukał do drzwi.
- Kurde, o tej porze? - spytał samego siebie i niechętnie wstał sprzed telewizora. Pukanie się powtórzyło, więc trochę przyspieszył kroku.
- Maciek? Jest 20:04, mecz leci w telewizji, więc się streszczaj – rzekł na widok asystenta
- Kij z meczem. Narzeczony Aśki został pobity – rzucił łapiąc oddech
- No i co z tego? To nie ja, nie mam nic do niego – zaprzeczył – I nie mam pojęcia kto mógłby to zrobić – dodał, widząc że chce coś dodać
- Ale ja wiem kto to zrobił – poinformował go
- To co mi głowę zawracasz? - spytał zdezorientowany
- Bo to zrobił facet, który zaciągał po włosku! - krzyknął, dając mu do zrozumienia, że to może być Bellini. Sebastian bez słowa ubrał buty i zarzucił na siebie bluzę. Chwilę później byli już na dole i wsiadali do samochodu asystentów.
- Jesteś pewien, że to był włoski? - zapytał poddenerwowany komisarz
- Tak mi się wydaje. Na pewno obcokrajowiec – potwierdził
- Mówił coś do ciebie? - kontynuował nieoficjalne przesłuchanie
- Coś o mojej narzeczonej, ale nie zrozumiałem go, bo prawie cały czas się śmiał – odpowiedział, obserwując jak twarz policjanta blednie
- O k**wa... - zaklął pod nosem
- Znaczy się, on nie chciał ciebie dopaść, tylko ją? - zapytał Tomek
- Gdzie mieliście się spotkać? - spytał mężczyznę, ignorując asystenta
- Przed kinem „Słońce” - wyjawił
- O której?
- Piętnaście po ósmej – odparł spokojnie, nie domyślając się nawet, że jego ukochanej grozi poważne niebezpieczeństwo
- Jedziemy! Tylko szybko, musimy tam być za 7 minut! - rozkazał asystentom. Tomek natychmiast włączył silnik i ruszył z piskiem opon, a Maciek wyciągnął „koguta” na dach i włączył syrenę. Sebastian co chwilę nerwowo spoglądał na zegarek. Została im tylko minuta i zaledwie kilkanaście metrów, kiedy nagle silnik samochodu zgasł.
- Co jest k**wa? - spytał zdenerwowany komisarz
- Skończyło się paliwo – wyznał wystraszony Tomek
- Jak mogłeś nie zatankować?! - wrzasnął czerwony ze złości Maciek
- Jeszcze pogadamy – rzucił, otwierając drzwi – Maciek, biegniesz pierwszy, ja za tobą. Musisz mnie zaprowadzić pod to cholerne kino! - dodał zdenerwowany, wysiadając z wozu. Asystent także wysiadł, a następnie obaj pobiegli w stronę kina. Tomek głęboko westchnął i uderzył głową w kierownicę. Policjanci dobiegli przed budynek około dwie minuty później. Rozejrzeli się dookoła, ale na placu było pusto.
- Dwudziesta siedemnaście – oznajmił Maciek, spojrzawszy na zegarek
- Aśka! - zawołał Sebastian
- Spóźniliśmy się – stwierdził smutno asystent
- Aśka! - ponowił próbę, lecz nie dało to odpowiedzi – Jeśli ją dorwał, to jest po niej, możemy tylko szukać jej ciała – rzucił zdenerwowany. Nagle padł strzał. Sebastian syknął z bólu i złapał go za ramię. Maciek dostrzegł sylwetkę mężczyzny w cieniu, przy rogu budynku. Bandyta rzucił się do ucieczki, a asystent pobiegł za nim. Po chwili Sebastian usłyszał dźwięk stłuczki samochodowej. Chwiejnym krokiem poszedł śladem Maćka. Za rogiem dostrzegł dwa samochody, które się zderzyły, za nimi tworzący się korek, a na ulicy leżał nieprzytomny policjant, cały we krwi.

sobota, 21 stycznia 2012

V. Scen nr 8


          Na wieczór Joasia umówiła się ze swoim narzeczonym, mieli się wybrać do kina, a następnie do restauracji. Kiedy skończyła z nim rozmawiać przez telefon, podeszła do Sebastiana.
- Chcesz kawy? - spytała troskliwie
- Poproszę – odparł znudzony. Bez słowa opuściła biuro i udała się do kuchni. Wróciła po około pięciu minutach, przynosząc dwa kubki z kawą. Postawiła je na biurku, a następnie poszła jeszcze po cukier.
- Słodzisz? - zapytała wsypując dwie łyżeczki cukru do swojego kubka
- Dwie – odpowiedział wpatrując się w kubek. Posłodziła jego kawę, a następnie odstawiła cukiernicę i usiadła na krześle.
- Nie sądzisz, że przyda się ochrona? - zasugerowała nieśmiało
- Jestem policjantem, więc powinienem umieć się bronić – rzekł, próbując łagodnie dać jej do zrozumienia, że nie spodobał mu się ten pomysł
- Ale jeśli weźmie cię z zaskoczenia, to nic nie będziesz mógł, a takie dodatkowe dwie osoby wtedy by mogły go powstrzymać – argumentowała
- Nie chcę, żeby ktoś za mną łaził – rzekł stanowczo
- Ale...
- Nie rozumiesz, co powiedziałem?! - krzyknął zdenerwowany. Asia zrezygnowana opuściła głowę i wbiła wzrok w podłogę. Chciała mu pomóc, a on na nią nawrzeszczał. Trochę go jednak rozumiała, bowiem miał teraz trudną sytuację, niepewność i stres. Zasmuciło ją tylko, że tak gwałtownie zareagował.
- Przepraszam – odezwał się po chwili, spoglądając na nią.
- W porządku, niepotrzebnie byłam taka uparta – odpowiedziała, odgarnąwszy kosmyk włosów z twarzy. Kilka chwil później opuściła biuro, pod pozorem wyjścia do toalety, a tak naprawdę skierowała się do pokoju asystentów.
- Który z was nie ma nic do roboty? - zapytała, siląc się na łagodny ton. Zabrzmiało to jednak niezbyt przyjemnie, bowiem żaden z asystentów nie chciał się przyznać do wolnego czasu. Kiedy Asia traciła już cierpliwość w oczekiwaniu na odpowiedź, w pomieszczeniu pojawiła się Marta.
- Co tak stoisz? - spytała siostrę, odkładając papiery na biurko
- Nie chcą przyznać się do nieróbstwa – odpowiedziała jej z uśmiechem
- Zaraz ci wskażę kilku darmozjadów – oznajmiła żartobliwie
- Tylko nie darmozjadów! - oburzył się Maciek
- O proszę, już masz jednego. Jak się pali do roboty... - rzekła z udawanym zachwytem Marta – A drugi to będzie... Tomek – powiedziała brunetka, lecz mężczyzna nawet nie zareagował. Podeszła więc do komputera, przy którym siedział i odłączyła kabel od klawiatury.
- Cholera, klawiatura się zepsuła – mruknął pod nosem
- Tomek, Maciek, chodźcie tu bliżej – poprosiła Asia. Asystenci posłusznie wykonali prośbę.
- Słuchajcie, musicie cały czas obserwować Sebastiana – oznajmiła półszeptem
- Podejrzewasz go o współpracę z tym włoskim kryminalistą? - spytał zdziwiony Tomek
- Nie. Prawdopodobnie ma być on jego następną ofiarą – wyjawiła spoglądając na nich. Pokiwali twierdząco głowami.
- Rozumiem, że mamy pilnować, by nic mu się nie stało? - zapytał Maciek, chcąc się upewnić
- Tak jest. Do roboty – potwierdziła Asia, a następnie opuściła biuro asystentów. Pojechała do domu, by móc się przygotować do randki z narzeczonym. Sebastian opuścił komendę około godziny osiemnastej. Maciek i Tomek cały czas nie spuszczali go z oczu. Był już dwie ulice od Pomorskiej, kiedy zadzwonił jego telefon. Na wyświetlaczu pojawił się nieznany numer.
- Słucham? - rzucił, gdy odebrał połączenie
- To ja – odezwał się głos w słuchawce, zaciągając włoskim akcentem
- Bellini – wycedził przez zęby policjant
- Brawo. Widzę, że się przygotowałeś – Sebastian natychmiast odwrócił się za siebie, lecz nikogo nie zobaczył.
- Co masz na myśli? - warknął zatrzymując się
- Załatwiłeś sobie psiarski ogon – rzucił zadowolony. Wyglądało na to, że bawi go ta rozmowa.
- Że co? - spytał zdenerwowany. Rozejrzał się dookoła i po chwili zauważył samochód asystentów. Łatwo go rozpoznał, gdyż zawsze stał blisko wejścia na komendę.
- Może się spotkamy, a może nie – zasugerował niejednoznacznie, a następnie się rozłączył. Rozzłoszczony Sebastian podszedł do granatowego fiata i otworzył drzwi kierowcy.
- Kto kazał wam jechać za mną? - spytał ostro
- No...
- Kto?! - warknął uderzając ręką w dach samochodu
- Aśka nas o to poprosiła. Chciała to dla twojego dobra – wygadał się Tomek
- Ja sobie z nią pogadam... A skoro jesteście, to podwieziecie mnie, co? - zapytał o wiele łagodniej, wsiadając do samochodu. Kiedy ruszyli, zza rogu ulicy wyszedł Bellini, obserwując jak odjeżdżają.
- Uwielbiam podnosić twoje ciśnienie. Po raz kolejny zrobię ci niemiłą niespodziankę. Ale to nie to, co myślisz. Nie, ciebie nie zabiję – mruknął pod nosem, uśmiechając się do samego siebie.

           Asystenci odwieźli go pod mieszkanie, za co obiecał im postawić piwo, zanim wróci do Włoch. Pomimo jego zapewnień, że nie potrzebuje ochrony, zdecydowali się zostać pod blokiem. Wszedł do domu z niezadowoloną miną, rozglądając się za Aśką. Ostatecznie natknął się na nią, kiedy wychodziła z sypialni. Na chwilę zaniemówił z wrażenia na jej widok, lecz szybko nerwy wzięły nad nim górę.
- Aśka, do cholery jasnej, dlaczego się wtrącasz?! - wygarnął jej
- O co ci chodzi? - zapytała zdezorientowana
- Nie prosiłem cię o ochronę – przypomniał
- Jaką ochronę? - próbowała udawać, że nic o tym nie wie
- Przestań. Tomek się wygadał – oznajmił, patrząc jej prosto w oczy. W jednej chwili cała złość się ulotniła. Jej spojrzenie miało w sobie coś niesamowitego, coś co go uspokoiło i wyrzuciło cały żal, jaki miał do niej, za nieuszanowanie jego zdania.
- Zabiję go – powiedziała groźnie. Oboje jednak wiedzieli, że nie mówi tego serio
- W takim razie będę musiał cię aresztować – rzekł z uśmiechem
- Żartowniś się znalazł – rzuciła ironicznie. Sebastian nie zdążył jej nic odpowiedzieć, bowiem zaraz po tym usłyszał trzask zamykanych drzwi.

piątek, 20 stycznia 2012

V. Scen nr 7


          Ze stacji kolejowej na Płaszowie komisarze wrócili na komendę. Do końca dnia nie udało im się ustalić nic nowego. Właściwie sprawa wyglądała na niemal niemożliwą do rozwiązania, żadnych świadków, żadnych kontaktów Belliniego i żadnych tropów. Jedyne co mogli robić, to tylko czekać na jego błąd i wykorzystać okazję, jeśli taka by się nadarzyła. Około 19:00 pojechali do służbowego mieszkania, w którym mieszkała Asia. Znajdowało się ono na trzecim piętrze w jednym z bloków na jednym z osiedli.
- Rozgość się, ja idę do sklepu po małe zakupy – oznajmiła otwierając mu drzwi, a następnie zeszła na dół
- Tak, małe zakupy. To kobiety potrafią mało kupować? - zakpił, rozglądając się po niewielkim mieszkaniu. Obszedł wszystkie pomieszczenia, od kuchni zaczynając, na łazience kończąc. Kiedy usiadł wygodnie na kanapie, wyciągnął z kieszeni telefon i zadzwonił do Jarno.
- Tak, słucham? - odezwał się głos Włocha w słuchawce telefonu
- Cześć, Sebastian z tej strony – rzekł spoglądając w stronę okna
- Cześć. I jak tam w Polsce? - zapytał opuściwszy biuro
- Dużo się pozmieniało. Ale nie o tym chciałbym z tobą pogadać – oznajmił poważnym tonem
- Domyślam się o co chodzi. Obdzwoniłem wszystkich moich informatorów. Bellini w świecie włoskiej przestępczości jest już martwy – poinformował kolegę
- Znaczy się, że przeniósł swoją działalność do Polski... - stwierdził – No nic, będziemy go szukać, chociaż łatwo nie będzie. Na razie – zakończył rozmowę. Akurat kilkanaście sekund później do mieszkania wróciła Joasia, z napakowaną torbą w ręku.
- No to faktycznie małe zakupy – rzucił ironicznie
- Nie gadaj, tylko mi pomóż – rzekła z wyrzutem. Policjant podszedł do niej i wziął torbę z zakupami, którą zaniósł do kuchni.
- Przy okazji spotkałam się z informatorem – dodała, opierając się o futrynę
- Dowiedziałaś się czegoś? - zapytał spoglądając na zakupy i szukając w nich czegoś, co by go zainteresowało
- Wiele rzeczy. Z tego co mi wiadomo, Bellini planuje zabić jeszcze dwie osoby, a następnie uciec z kraju, żeby nas zgubić, bo zaczyna czuć nasz oddech. Aha, no i możemy wycofać listy gończe, tak wyglądał dwa lata temu, a po ucieczce z Włoch poddał się operacji plastycznej i nie wiemy jak wygląda – podzieliła się z nim nowymi informacjami
- K**wa mać – zaklął wpatrując się w okno
- Co się dzieje? - spytała lekko zaniepokojona
- Miał rację. Nie spełnię obietnicy – rzekł zawiedziony
- Robimy wszystko co możemy. Przecież nie będziemy za nim jeździć po całym świecie – stwierdziła, próbując go pocieszyć. Położyła rękę na jego ramieniu, lecz od razu ją strącił
- Pies go j**ał – rzucił zdenerwowany. Aśka tylko westchnęła i zabrała się za wypakowywanie zakupów. Następnie pościeliła mu kanapę w salonie, a później zamknęła się w sypialni i do końca dnia już stamtąd nie wyszła.

           Około czwartej rano Sebastian obudził się cały zalany potem. Otarł czoło ręką i poszedł do kuchni napić się wody. Co najdziwniejsze, nic mu się nie śniło, nic go ze snu nie wyrwało, po prostu nagle się sam obudził i to cały spocony. Wrócił do łóżka, ale już nie zasnął. Zastanawiał się, jak wyglądałoby jego życie, gdyby Daniella nie zginęła. Miałby bliską osobę, którą by się opiekował, z którą by dzielił wszystkie chwile, i te dobre, i te złe, miałby go kto wspierać. Na pewno byłby szczęśliwszy. Ale jednak los chciał inaczej. Około siódmej w kuchni pojawiła się Aśka. Zjedli razem śniadanie, a następnie pojechali na komendę.
- Przepraszam za wczoraj, poniosło mnie – rzekł ze skruchą, kiedy weszli do biura
- W porządku – rzuciła krótko. Sebastian nawet nie zdążył jej odpowiedzieć, bowiem przyszedł jeden z komisarzy, Rafał. Mężczyzna rzucił na biurko kopertę, czekając na reakcję koleżanki, która jednak się nie odezwała. Policjant doszedł do wniosku, że jest na coś lub na kogoś zdenerwowana i dlatego milczy.
- Co to jest? - zapytał Sebastian, nie mogąc znieść kolejnych chwil ciszy
- List. Po włosku – oznajmił krótko Rafał. Brunet niewiele myśląc sięgnął po kopertę i wyciągnął z niej kartkę papieru. Asia wiedziała już, że to ma związek z ich sprawą, lecz udawała, że jej to nie interesuje.
- Skąd to masz? - zapytał drżącym głosem, gdy skończył czytać
- Dzisiaj rano wezwali nas do jakiegoś zabójstwa. Młoda kobieta, lat 24. Szkoda jej. I właśnie na miejscu zbrodni znaleziono ten list – oznajmił, o niczym nie wiedząc
- Co tam jest napisane? - spytała Asia zaciekawiona, która jednak nie wytrwała w swojej udawanej obojętności
- Aśka, z tego co mówił twój informator to on miał w planach zabić jeszcze dwie osoby i uciec? - zapytał, chcąc się upewnić
- No teraz to mu została tylko jedna – potwierdziła. Rafał ze zdziwieniem patrzył na ich obojga
- Zgadza się – mruknął pod nosem
- Co proszę? - spytała Asia, nie dosłyszawszy co powiedział
- Posłuchaj co napisał: Wiem, że siedzicie mi na ogonie. Nie odpuścicie. Ale póki co zabawa trwa dalej, karuzela się kręci... lecz ktoś będzie musiał z niej spaść. Mocno teraz zaryzykuję, ale jeśli mi się uda, zgarnę wielką pulę – zacytował ostatnie słowa listu Belliniego
- Co to ma znaczyć? - zapytała, nie zrozumiawszy, co przestępca chce dać im do zrozumienia
- On chyba chce zabić kogoś ważnego – wywnioskował Rafał
- Niezupełnie. Z kim on pogrywa?
- No... z nami – rzekła zgadując
- Więc chce zabić kogoś z nas. Jak to określił, zgarnie wielką pulę. Z tego wynika, że chce zabić mnie, bo to ja o nim wiem najwięcej – stwierdził Sebastian. W jego oczach zabłysnęła iskra nienawiści. Wiedział, że musi być przygotowany na każdą okazję, bowiem nie mógł przewidzieć, kiedy zaatakuje Bellini.

czwartek, 19 stycznia 2012

V. Scen nr 6


- Tak, więc jest pan Polakiem, ale mieszka pan we Włoszech – stwierdził komendant, kiedy przywitał się z komisarzem – Pani Joasiu, proszę zostać – oznajmił, kiedy zobaczył, że kobieta kieruje się ku drzwiom
- Z tego co mi wiadomo, mieliście jakieś problemy ze Stefano Bellinim – rzekł policjant, wygodnie rozsiadając się w fotelu, naprzeciw komendanta
- Tak. O szczegółach może pan porozmawiać z panią Joanną. Ja właściwie muszę ustalić z panem tylko jedną rzecz. Ile osób spośród komisarzy potrzebuje pan do współpracy? - spytał pospiesznie
- Wystarczy mi Asia – oznajmił spojrzawszy na nią z uśmiechem. Odpowiedziała mu tym samym.
- W takim razie pozostaje kwestia zakwaterowania – rzekł nieśmiało, bowiem wiedział, że to co zaraz powie, może im się nie spodobać – Z racji, że nie mamy wolnych służbowych mieszkań, pani Joasia z chęcią pana przyjmie w gościnę, prawda?
- Że co?! - krzyknęła oburzona. Sebastian spojrzał na nią błagalnym wzrokiem, więc odpuściła
- W takim razie życzę powodzenia – powiedział, dając im do zrozumienia, że mogą już iść. Opuścili jego gabinet i skierowali się do biura.
- Co za typ! Szkoda mu kasy na hotel – narzekała Joasia. Sebastian puścił tę uwagę mimo uszu. Kiedy dotarli już do biura i spostrzegli, że są sami, policjantka zaczęła opowiadać o sprawie Belliniego.
- Dwa dni temu otrzymaliśmy zgłoszenie o zabójstwie prostytutki. Pojechałam tam na miejsce, no i wiesz, te wszystkie formalności, jak zginęła, jak się nazywała, jacyś podejrzani. Udało nam się ustalić jej adres, więc pojechaliśmy przeszukać mieszkanie. Ostatnim jej klientem był właśnie szukany przez nas Stefano Bellini, no i wczoraj się skontaktowaliśmy z waszą komendą – wyjawiła
- No tak, tylko jaki motyw mógłby mieć Bellini? - zapytał z nienawiścią w oczach. Asia po jego spojrzeniu domyśliła się, że mają między sobą niewyrównane rachunki.
- W jej mieszkaniu znaleźliśmy jego telefon i dokumenty. Prawdopodobnie okradła go i się zemścił – przedstawiła swoją wersję – A za co tak właściwie poszukiwany jest Bellini?
- Podwójne zabójstwo. Za pierwszym razem zastępca burmistrza, za długi, które u niego zaciągnął, a za drugim policjantka, podczas ucieczki – odpowiedział, głęboko oddychając
- To załapał hattricka – stwierdziła ponuro Asia
- Mam też osobisty uraz do niego. Raz podczas pościgu strzelił mi w oponę i miałem poważny wypadek, a kilka miesięcy później... kiedy właśnie zabił tę policjantkę, to strzelał do mnie – wyjawił
- Uratowała ci życie – rzekła z podziwem
- Kochałem ją, ale zdążyłem jej to powiedzieć zaledwie kilka sekund przed śmiercią – wyznał – Obiecałem wtedy, że go jeszcze dorwę i właśnie po to tu jestem.
- Rozumiem, że wrócisz potem do Włoch? - spytała nieśmiało
- Tak – potwierdził wpatrując się w podłogę
- Dziwi mnie, że się mi zwierzyłeś – rzekła podchodząc do okna
- Wiesz, czasem łatwiej zwierzyć się obcej osobie niż najbliższemu przyjacielowi – powiedział cicho. W myślach zastanawiał się, komu tak właściwie mógłby powierzyć wszystkie swoje tajemnice. I doszedł do wniosku, że nie zna takiej osoby. Tak dalej być nie mogło. Kiedy zakończy tę sprawę i przyjedzie do Bari, będzie musiał się dobrze zastanowić, co zmienić w swoim życiu.
- List gończy za Bellinim poszedł? - zapytał, wracając do sprawy. Asia kiwnęła twierdząco głową. Niezręczną ciszę przerwała Marta, niewysoka, ale także nieniska brunetka o brązowych oczach. Miała na sobie granatową bluzę i dżinsy, a włosy opadały jej na ramiona. Pracowała na komendzie jako asystentka komisarzy. Prywatnie była siostrą Joasi. Oprócz niej na tym stanowisku było jeszcze pięć osób: Tomek, Kamil, Bartek, Maciek i Kasia.
- Aśka, mamy kolejne morderstwo – oznajmiła patrząc na blondynkę
- Gdzie?
- Stacja kolejowa na Płaszowie – odparła, a następnie wróciła do biura asystentów. Asia skinieniem głowy pokazała Sebastianowi, żeby jechać.

           Na miejsce dotarli po około dwudziestu minutach. Na peronie, gdzie leżało ciało ofiary, było już pełno techników, a wśród nich lekarz sądowy.
- Cześć wam – powitał ich Adam, podchodząc bliżej

- Cześć. To jest nasz kolega z Włoch, Sebastian – przedstawiła komisarza. Panowie podali sobie dłonie.
- Ofiara zginęła około godzinę temu – poinformował
- Czyli trup jeszcze nie zdążył dobrze ostygnąć – rzekła z ironią Asia
- Zostawił też jakiś list, ale nie mogę się rozczytać, bo jest napisany po włosku – odparł podając im kartkę papieru. Sebastian wziął ją do ręki i zaczął czytać.
- I co napisał? - zapytała zniecierpliwiona
- Przeczytam ci – oznajmił
- Tylko po Polsku – zastrzegła
- No oczywiście – przyznał i zabrał się za tłumaczenie – Szanowni komisarze, wybaczcie mi trud, jaki wam zadałem, pisząc po włosku, ale nie znam dokładnie pisowni polskiej. Co innego wymowa. - zacytował początek
- Normalny to on chyba nie jest – stwierdziła
- Zawsze myślałem, że coś z nim nie tak – wtórował jej – Zapewne już wiecie, co nawyrabiałem we Włoszech i zastanawiam się czy przyjechał już ktoś z Bari. Domyślam się, że będzie to Sebastian, pozdrówcie go ode mnie – kontynuował
- W co on pogrywa? - zapytała zdumiona
- Tak, to była moja robota. Spodziewajcie się kolejnych moich arcydzieł. Wiem, że będzie próbowali uniemożliwić mi dalszą twórczość, ale zapewniam was, że nie uda wam się. Jeśli się kiedyś spotkamy, to tylko w takiej sytuacji, kiedy któreś z was będzie moim eksponatem. Podpisano: Stefano Bellini – zakończył Sebastian.
- Co on pieprzy? - spytała retorycznie
- Pop***dolony psychol – zaklął komisarz

środa, 18 stycznia 2012

V. Scen nr 5


         Od tamtych wydarzeń minęło około półtora roku. Przez ten czas nikt nawet nie słyszał o Bellinim, tak jakby zapadł się pod ziemię. Sebastian, kiedy się pozbierał po śmierci Danielli, zaczął bardzo przykładać się do pracy, co zaowocowało powrotem na wydział śledczy. Jego życie wyglądało na ustabilizowane i nawet trochę monotonne, lecz pewnego dnia ta równowaga została dość mocno zachwiana. A zaczęło się od jednego, niewinnego telefonu...
Sebastian był wtedy sam w biurze. Chcąc nie chcąc, musiał odebrać połączenie.
- Komenda policji w Bari, wydział śledczy, słucham – rzekł niechętnie do słuchawki
- Do you speak English? (Czy mówisz po angielsku?) - zapytał kobiecy głos w słuchawce
- Cholera, jeszcze mi tu Anglików brakowało – zaklął w myślach – Yes – odpowiedział z nutką niepewności
- We have a problem and we need your help (Mamy problem i potrzebujemy waszej pomocy) – odpowiedziała
- What problem? (Jaki problem?) - spytał zaintrygowany
- Do you know Stefano Bellini? We are looking for him (Znasz Stefano Belliniego? Szukamy go) – wyjawiła policjantka. To nazwisko sprawiło, że pod Sebastianem nogi się ugięły. Przed oczami miał teraz wydarzenia z tamtego wieczoru, 12 lipca 2009 roku, kiedy po raz ostatni widział przestępcę. Usiadł na krześle i słuchał, co ma jeszcze do powiedzenia rozmówczyni.
- He is a citizen of Italy, not Poland, so we must to investigate together (Jest obywatelem Włoch, a nie Polski, więc musimy razem prowadzić śledztwo) – kontynuowała
- Ok, someone will come to you. Please call in the evening, I'll can tell more. (Ktoś do was przyjedzie. Proszę zadzwonić wieczorem, będę mógł wtedy coś więcej powiedzieć) – zakończył rozmowę i odłożył słuchawkę. Przez dłuższą chwilę siedział zamyślony. Przypomniał sobie słowa, które wtedy wykrzyczał: „Bellini! Jeszcze cię dopadnę!”. Zadecydował, że musi zrobić wszystko, żeby to właśnie jego stary puścił do Polski. Wtedy mógłby spełnić swoją obietnicę, złożoną w tamten wieczór. Miał nawet poważny argument za tym, by jechać – przecież był Polakiem i doskonale znał język polski, co pozwoliłoby uniknąć wszelkich nieporozumień, które mogłyby wyniknąć, gdyby obie strony rozmawiały po angielsku. Tak też przedstawił sprawę komendantowi, który nie mając innego wyjścia, zgodził się na wyjazd Sebastiana, bowiem był jedynym policjantem na komendzie, który zna język polski, a z tamtej strony nikt nie znał włoskiego. Jeszcze tego samego wieczoru, po rozmowie z komendantem tamtejszej komendy, policjant pojechał do domu się spakować, by następnego dnia polecieć samolotem do Krakowa. Zanim pojechał na lotnisko, wstąpił jeszcze na komendę, by pożegnać się z kolegami. Kiedy już to zrobił i wyszedł, zaczęli rozmawiać, o szansach powodzenia tej akcji.
- On już tutaj nie wróci – twierdził Lorenzo
- Mieszkał tu więcej niż połowę swojego życia, dlaczego miałby tu nie wrócić? - spytał zdziwiony Jarno
- Nie zapominaj, że ostatecznie jest Polakiem. Są właściwie dwie opcje. Pierwsza, że nie znajdą Belliniego, ale Sebastian nie będzie się poddawał i zostanie tam, z nadzieją, że jeszcze kiedyś go spotka. Sami wiecie jaki jest uparty – wyjaśnił
- A druga? - wtrącił Roberto
- Że patriotyzm weźmie nad nim górę. Na pewno się wzruszy, kiedy pierwszy raz od kilkunastu lat stanie na ojczystej ziemi. Nie będzie mu łatwo się ponownie z nią rozstać. Nic go tutaj nie trzyma – przypomniał kolegom
- A praca? A dom? - pytali kolejno
- Pracę zawsze można zmienić, a dom można sprzedać – stwierdził krótko. Po chwili namysłu Andrea i Jarno stwierdzili, że ich kolega ma rację.

           Po niecałych dwóch godzinach lotu Sebastian znalazł się na krakowskich Balicach. Tak jak mówił Lorenzo w rozmowie ze swoimi kolegami, to była dla niego wzruszająca chwila. Kiedy opuścił lotnisko, od razu dostrzegł srebrny radiowóz. Podszedł bliżej i przywitał się z czekającą na niego policjantką. Była to szczupła kobieta, średniego wzrostu o długich blond włosach. Z wozu wysiadł jeszcze kierowca, z którym także się przywitał. Po schowaniu jego bagaży, wsiedli do samochodu.
- You are from Italy, aren't you? (Jesteś z Włoch, prawda?) - zapytała, kiedy odjechali, spodziewając się przytaknięcia
- No, but I live there (Nie, ale tam mieszkam) – odpowiedział z uśmiechem. Sam nie potrafił sobie odpowiedzieć, dlaczego nadal rozmawiał po angielsku, zamiast mówić po Polsku.
- So where are you from? (Więc skąd jesteś?) - spytała zaciekawiona
- Z Polski – odpowiedział wbijając wzrok w szybę. Policjantka przez chwilę zaniemówiła ze zdumienia, lecz szybko się opanowała.
- W takim razie nie ma sensu gadać po angielsku – stwierdziła
- To z panią rozmawiałem przez telefon? - spytał zamyślony
- Tak – potwierdziła – Jedziemy teraz na komendę przy ulicy Pomorskiej, tam dowie się pan wszystkiego ze szczegółami – oznajmiła spoglądając na zegarek. Zastanawiała się, co teraz może się dziać w biurze komisarzy.
- Skoro będziemy współpracować, to chyba nie ma sensu mówić sobie pan, pani – zasugerował
- Racja. Joanna, dla znajomych Aśka – przedstawiła się, wyciągając rękę
- Sebastian – rzekł lekko uścisnąwszy jej dłoń – Zanim wyjechałem to mieszkałem w Krakowie. Wiele się zmieniło – odezwał się nagle
- Długo cię nie było? - zapytała z ciekawości
- Piętnaście lat – odparł po chwili namysłu
- Jak na moje to bardzo dużo – stwierdziła porównując to ze swoim wiekiem
- Ponad połowę mojego życia – rzekł lekko zasmucony. Aśka spojrzała na niego zdumiona. Wyglądał na starszego. Nie sądziła, że on nie ma nawet jeszcze trzydziestki.
- Jesteśmy na miejscu – oznajmiła po chwili. Wysiedli z samochodu, a następnie Joasia zaprowadziła go do komendanta.

wtorek, 17 stycznia 2012

V. Scen nr 4


           Minęły cztery miesiące. Sebastian doznał poważnych obrażeń w tamtym wypadku, między innymi otwarte złamanie lewej nogi, połamane żebra oraz lekkie wstrząśnienie mózgu. Ze szpitala został wypisany po miesiącu, lecz do pracy wracał dopiero teraz. W domu pomagała mu, a także opiekowała się nim Daniella, która jeszcze bardziej się do niego zbliżyła. Najgorsze dla Sebastiana było, żeby porozmawiać z nią o tym, bowiem on cały czas utrzymywał dystans i nie zamierzał tego zmieniać. Jakby tego było mało, kobieta obecnie mieszkała u niego, z racji że na początku był niesamodzielny, a potem nie śmiał dać jej do zrozumienia, że poradzi już sobie sam. Rano na komendzie, pierwszego dnia w pracy od wypadku, czekała na niego niemiła niespodzianka. Przy jego biurku siedział nowy policjant.
- Co to ma znaczyć? Przecież ja od dzisiaj wracam – zwrócił się do Jarno. Ten udał, że nic nie wie. Między sobą losowali, który z nich oznajmi Sebastianowi złą nowinę. Padło na Lorenzo, który właśnie do niego podszedł.
- Ty już z nami nie pracujesz – rzekł spoglądając w podłogę. Nie chciał zobaczyć gniewu w jego oczach. Zdenerwowany wybiegł z biura i bez pukania wszedł do gabinetu komendanta, nie zamykając za sobą drzwi. Cały wydział przerwał pracę i z zaciekawieniem obserwowali przebieg rozmowy.
- Jakim prawem odwołał mnie pan z wydziału? - spytał uderzając pięścią w stół
- Pozwolił pan uciec mordercy. I to nie byle jakiemu, przecież zamordował zastępcę burmistrza! - wykrzyczał komendant, wstając z krzesła
- Skoro nie był taki byle jaki, to trudniej go złapać, prawda? - rzucił podchwytliwie. Stary zamilknął. Zagrywka ze strony podwładnego była teraz bardzo trudna do odparcia.
- Miał pan poważny wypadek, więc postanowiłem nie narażać pana na zbyt duże obciążenia i przeniosłem pana do drogówki. Tam jest lżej i na pewno takie wyjście jest panu na rękę – rzekł wymijająco. Trafił w samo sedno, argument był niepodważalny. Sebastianowi nie pozostało nic innego, jak podziękować komendantowi i opuścić jego gabinet. Tak też zrobił.
- Ale cię załatwił – stwierdził Roberto
- Złapałbym tego gnoja, ale minęły aż cztery miesiące, za dużo czasu – mruknął pod nosem, a następnie udał się piętro niżej, gdzie znajdował się wydział drogówki.

           Wieczorem, gdy wrócił do domu, poczuł przyjemny zapach dochodzący z kuchni. Natychmiast się tam skierował. Gdy ujrzał Daniellę, zaniemówił z wrażenia. Podeszła do niego i pocałowała go w usta.
- To wszystko dla ciebie – rzekła z uśmiechem. Ta chwila stopiła wszelki lód w jego sercu, złamała kamienną pokrywę, która nie pozwalała rozkwitnąć miłości. Lecz teraz to miało wszystko się zmienić. Zrozumiał, że ta dziewczyna bardzo go kocha i nie jest mu obojętna. Po kolacji postanowił z nią porozmawiać.
- Muszę ci coś wyznać – rzekł podchodząc do niej – Bardzo ładnie wyglądasz – zaczął, głaszcząc ją po policzku
- Właśnie miałam nadzieję, że ci się spodoba – wyznała, szepcząc mu do ucha
- Do tej pory nie zdawałem sobie sprawy, jak ważna jesteś dla mnie – powiedział ciepłym tonem, a następnie delikatnie ją pocałował
- Czy to znaczy że...? - zasugerowała. Chciał jej wyznać co czuje, lecz wtedy zadzwonił jej telefon.
- Odbierz – rzucił krótko, wstając z kanapy. Widząc jak jej twarz bieleje, domyślił się, że coś się stało.
- Co jest? - zapytał zaniepokojony
- Bellini... - wykrztusiła
- Co?! Gdzie?! - dopytywał się niecierpliwie, a w jego oczach zapłonęła dzika iskra
- Na komendzie... wziął komendanta za zakładnika – wyszeptała zszokowana
- Jedziemy – oznajmił sięgając po kluczyki. Zaledwie dziesięć minut później byli już przed komendą, otoczoną policjantami. Wtedy właśnie z okna na pierwszym piętrze wychylił się Bellini, pokazując że cały czas trzyma broń przy głowie komendanta.
- Wypuść go! - krzyknął Sebastian
- Za godzinę ma tu być szybki samochód, a za kierownicą chcę widzieć Fabio Marmottę! Wtedy możemy porozmawiać! - postawił warunek, a następnie zamknął okno. Policjanci jednak postanowili wejść do środka. Sebastian niestety nie mógł brać udziału w akcji, bowiem nie pracował już na wydziale śledczym. Decyzja podjęta przez dowodzącego akcją okazała się błędem. Przestępca nawet na chwilę nie przestał celować w komendanta, dzięki czemu, grożąc im jego śmiercią, udało mu się ich ominąć i powoli zejść na dół. Po drodze wyjrzał przez okno, na zewnątrz było tylko czterech, może pięciu policjantów, którzy nie byli przygotowani do strzału. Uwielbiał ryzyko, więc także tym razem chciał poczuć adrenalinę. Kiedy nie groził mu strzał ze strony policjantów znajdujących się w budynku, pchnął komendanta na schody i wybiegł z komendy. Sebastian widząc to, natychmiast sięgnął po broń, lecz przestępca był szybszy i do niego strzelił. W ostatniej chwili policjanta zasłoniła swoim ciałem Daniella. Kula trafiła w okolice serca. Ranna kobieta upadła na ziemię, pozostała dwójka pobiegła za Stefano, zaś Sebastian pochylił się nad nią.
- Daniella, nie rób mi tego! - poprosił, dotykając ręką rany, która obficie krwawiła
- Najważniejsze... że ty... że ty żyjesz – wykrztusiła, oddychając z ogromnym trudem
- Kocham cię – wyznał ze łzami w oczach
- Ja... ja ciebie też... - powiedziała ostatkiem tchu. To były ostatnie słowa jakie wypowiedziała. Zamknęła oczy i zasnęła na zawsze... Sebastian nie powstrzymywał się od płaczu. Delikatnie przejechał palcami po jej policzku. W międzyczasie zdezorientowani policjanci wybiegli z komendy i ze smutkiem obserwowali tę scenę.
- Za późno zrozumiałem co do ciebie czuję. Dlaczego byłem taki głupi? Mogliśmy być szczęśliwi, chociaż te parę chwil, ale nawet to spieprzyłem – wyrzucał sobie. Wstał z kolan i wziął głęboki oddech.
- Bellini! Jeszcze cię dopadnę! - wykrzyczał najgłośniej jak tylko mógł.

poniedziałek, 16 stycznia 2012

V. Scen nr 3


Jeszcze kilka słów na początek: Dzisiejszy scenek dedykuję Niki z okazji jej urodzin. Jeszcze raz wszystkiego najlepszego ;)
---------
<title></title><style type="text/css"> </style>
           Już następnego dnia, około południa, patrol przywiózł Fabio Marmottę na komendę. Sebastian miał nadzieję, że to przesłuchanie będzie punktem zwrotnym w śledztwie, lecz miał świadomość, że może być ciężko cokolwiek z niego wyciągnąć. Policjant wszedł do pokoju przesłuchań i usiadł naprzeciw zatrzymanego.
- No i co Marmotta? - zapytał z drwiącym uśmiechem
- Nie p***dol, tylko dawaj konkrety – odparł przybity
- Ktoś groził zastępcy burmistrza. Na groźbach znaleźliśmy twoje odciski palców. Jak myślisz, kto będzie głównym podejrzanym? - wyjaśnił Sebastian
- No... ja – przyznał po chwili namysłu – Ale ja tego nie zrobiłem. Nigdy bym nie zabił człowieka – zarzekał się
- Powiedzmy, że ci wierzę, dlatego mam dla ciebie propozycję. Pójdziesz na współpracę z nami – rzucił stanowczo
- Mam inne wyjście? - zapytał nieco retorycznie
- Odsiadka za zabójstwo. Chyba jasno się wyraziłem – powiedział, oczekując od niego odpowiedzi.
- Co mam robić? - zapytał patrząc na policjanta. Ten wstał z krzesła i obszedł stół dookoła.
- Kto kazał ci podrzucać te groźby? - spytał, kiedy się zatrzymał
- Stefano Bellini – odpowiedział, wpatrując się w stół – Matteo pożyczył od niego bardzo dużo kasy, na operację ciężko chorej siostrzenicy – dodał po chwili
- Ile? - rzucił krótko
- Dwieście tysięcy euro. Stefano zgodził się rozłożyć dług na raty, jednak pomimo tego, zalegał z wpłatami, stąd groźby – opowiedział Fabio
- Aż w końcu miarka się przebrała i Bellini go kropnął – dopowiedział sobie policjant – Dlaczego akurat ciebie poświęcił na te groźby?
- Zawdzięczam mu życie. Kiedyś wyrwał mnie spod rąk neapolitańskiej mafii, gdzie czekała mnie pewna śmierć. Od tamtej pory musiałem wykonywać każde jego polecenie. Na początku nie było źle. Teraz musiał kogoś poświęcić, na odciągnięcie waszej uwagi, więc padło na mnie, bo najłatwiej było mnie do tego zmusić – wyjaśnił zatrzymany
- Gdzie teraz przebywa Bellini? - zapytał Sebastian, podchodząc do niego
- Nie wiem, wyjechał poza miasto. Ale miałem się z nim dzisiaj spotkać, żeby powiedzieć mu o waszych postępach – wyjawił
- W takim razie spotkasz się z nim, a my będziemy w pobliżu – oznajmił Sebastian, a następnie opuścił pokój przesłuchań. Dalszymi ustaleniami zajmował się Jarno. Lorenzo podszedł do Sebastiana i razem z nim udał się do biura.
- Myślisz, że możemy mu zaufać? - poddał w wątpliwość chęć współpracy przez zatrzymanego
- Jak na razie to nasz jedyny trop, którym możemy dotrzeć do Belliniego – stwierdził Sebastian
- Co właściwie o nim wiemy? - zapytał
- Zaraz sprawdzę – mruknął sięgając po klawiaturę – Tak, mamy go w bazie. Oskarżony o trzy zabójstwa, lecz żadnego z nich mu nie udowodniono. Jest właścicielem kilku klubów na południu Włoch, ale ja bym to nazwał po prostu burdelami – wyjaśnił
- No tak, interes się kręci, to i miał co pożyczyć zamordowanemu – stwierdził Lorenzo
- Zanim dojdzie do spotkania Marmotty z Bellinim, trzeba sprawdzić czy nie ma go w którymś z jego lokali. Szkoda by było niepotrzebnie się wysilać – oznajmił
- Skontaktuję się z innymi posterunkami, by złożyli im wizytę – poinformował kolegę. Polak tylko kiwnął twierdząco głową, a następnie poszedł do automatu po kawę.

           Niestety, w żadnym z lokali policjanci nie zastali Stefano Belliniego. Pozostało tylko dobrze przygotować się na jego spotkanie z Fabio Marmottą. Zgodnie z ustaleniami, mieli się spotkać na obrzeżach miasta, na jednej z mało uczęszczanych uliczek, szczególnie w godzinach wieczornych. Po kilkunastu minutach oczekiwania pojawił się Bellini. I wtedy stała się rzecz, której nie przewidzieli. Marmotta wsiadł do jego samochodu, a następnie zaczęli uciekać. Sebastian ruszył za nimi w pościg, a chwilę później pojechały także inne radiowozy. Polak bardzo dobrze radził sobie z szybkością i zmniejszał dystans do uciekinierów. Kiedy brakowało mu już zaledwie 10 – 20 metrów, z samochodu przed nim wychylił się Marmotta i zaczął do niego strzelać. Trafił w oponę, w efekcie czego, Sebastian wpadł w poślizg przy dużej prędkości i nie zapanował nad samochodem, ostatecznie dość mocno rozbijając go o barierę. Uderzenie było tak mocne, że policjant stracił przytomność, a odłamki przedniej części samochodu rozrzucone były na całej szerokości drogi. Następne radiowozy, które nadjechały, musiały zakończyć pościg, bowiem droga była zablokowana przez rozbity samochód Sebastiana, który zatrzymał się w poprzek drogi, na samym jej środku.

niedziela, 15 stycznia 2012

V. Scen nr 2


- Roberto, masz coś? - spytał policjant, wchodząc do biura
- Jest jeden numer, który dzwonił po kilka razy dziennie do zamordowanego – oznajmił podając mu kartkę. Sebastian przeleciał po niej wzrokiem i oddał koledze.
- Co o nim wiemy? - rzucił idąc do swojego biurka
- Numer na kartę, w tej chwili wyłączony. Cały czas go monitorujemy, więc kiedy będzie aktywny, to go namierzymy – wyjaśnił
- Jeśli w ogóle będzie aktywny – mruknął pod nosem Sebastian. W biurze rozległa się cisza. Po kilku minutach wrócił Andrea z nowymi informacjami.
- Ktoś mu groził – rzekł, gdy tylko przekroczył próg biura
- Ciekawe z jakiego powodu... - zastanawiał się Roberto
- Wydaje mi się, że miał długi – oznajmił policjant, kładąc na biurku zabezpieczone kartki z groźbami. Sebastian założył rękawiczki i wziął kilka z nich.
- „Dopóki nie oddasz wszystkiego, nie dam ci spokoju.”, „Masz czas do jutra, inaczej pożałujesz.”, „Traktuj każdą chwilę spędzoną z rodziną, jakby była tą ostatnią” - przeczytał, a następnie spojrzał na współpracowników.
- To chyba mamy odpowiedź, na co pożyczał kasę od swojego szefa – wywnioskował Jarno. Wydawało się to dość logiczne, jednak nie było to potwierdzone.
- Co na to żona? - spytał Sebastian, odkładając groźby na biurko
- Nie miała o tym pojęcia – odpowiedział Andrea, upiwszy łyk kawy
- Dobra, zaniosę to do laboratorium – oznajmił, po czym wziął kartki i wyszedł z biura.
- Daniella się pewnie ucieszy na jego widok – rzekł z uśmiechem Jarno. Cały wydział wiedział, że kobieta podkochuje się w Polaku.
- Będzie zawiedziona, jak zauważy, że przyszedł tylko w sprawach służbowych – nabijał się Roberto
- Ma facet szczęście. Najładniejsza kobieta na komendzie się w nim zakochała – stwierdził Andrea
- Nic z tego nie będzie. Mówię wam, że on będzie miał żonę Polkę. Sam byłem przecież za granicą, tyle pięknych Hiszpanek kręciło się koło mnie, a ja marzyłem o Włoszce. Cóż, patriotyzm – wtrącił się do rozmowy Lorenzo. Roberto chciał coś odpowiedzieć, lecz wtedy Sebastian wrócił do biura, więc przerwali rozmowę.

Kiedy Sebastian szykował się do wyjścia z komendy, w biurze pojawiła się Daniella. Położyła raport na biurku, a następnie spojrzała głęboko w oczy policjantowi.
- Już wychodzisz? - zagadnęła, uśmiechając się do niego
- No właśnie miałem taki zamiar, ale widzę, że przyniosłaś raport. Dziękuję – odparł sięgając po kartkę
- Ja też zaraz idę. Może gdzieś wyskoczymy razem? - zaproponowała. Lorenzo i Jarno spojrzeli po sobie, czekając na odpowiedź Polaka
- Może innym razem – odpowiedział, nie odrywając wzroku od kartki. Kobieta niezadowolona opuściła biuro. Sebastian usiadł przy komputerze, by po chwili wiedzieć wszystko, o osobie, której odciski palców znaleziono na groźbach.
- Mam trop – oznajmił kolegom, którzy w chwilę znaleźli się przy jego biurku. Oprócz odcisków ofiary na kartkach były odciski tylko jednej osoby. Fabio Marmotta, urodzony 14 marca 1983 w Ferrarze. Karany za handel narkotykami. Dziwne, że akurat mamy jego odciski palców, nie sądzę, żeby był aż taki głupi i nie używał rękawiczek – powiedział wstając z krzesła
- Myślisz, że stoi za tym ktoś inny? - spytał Lorenzo, chcąc się upewnić
- Dokładnie. Marmotta jest tu tylko pionkiem. Inaczej nie mielibyśmy jego odcisków palców – stwierdził
- Jedziemy po niego? - zaproponował Jarno
- Miejmy nadzieję, że niespodzianka się uda – odparł Sebastian, a następnie we trójkę opuścili biuro. Niestety, podejrzanego nie było w domu.
- No tak, spodziewał się naszej wizyty – podsumował Lorenzo
- Puścimy za nim list gończy – zadecydował Sebastian. Jarno i Lorenzo wrócili na komendę, a Polak udał się w stronę domu. Wpadł wtedy na pomysł, by spotkać się ze swoim informatorem. Zadzwonił do niego i umówił się na godziny wieczorne nad morzem...
- Co jest? Nie mam wiele czasu, jest teraz duży ruch w restauracji – mruknął niezadowolony
- Spokojnie Giuseppe, nie gorączkuj się. Co wiesz o ostatnich poczynaniach Fabio Marmotty? - zapytał ostro
- No...
- Tylko nie wmawiaj mi, że go nie znasz – zastrzegł
- Jakiś koleś zmusił go do podrzucania gróźb zastępcy burmistrza – wyjawił informator
- Jak to zmusił? - spytał lekko zdziwiony policjant
- Miał coś na niego. Tak czy inaczej, chodziło o to, żeby policja skupiła swoją uwagę na Fabio i to jego podejrzewali o morderstwo – odpowiedział rozglądając się nerwowo
- Co to za koleś?
- Nie mam pojęcia. Wiem tylko tyle, że ma na imię Stefano – odparł z nadzieją, że to było już ostatnie pytanie
- Gdzie ukrywa się Marmotta? - zapytał patrząc mu prosto w oczy
- Nie wiecie tego ode mnie. Ogródki działkowe poza miastem – rzekł odwróciwszy głowę
- Dobra, zmiataj stąd – rzucił niechętnie Sebastian. Giuseppe odetchnął z ulgą i odszedł.

sobota, 14 stycznia 2012

V. Scen nr 1


          Bari – miasto liczące około 320 tysięcy mieszkańców. Leży w południowych Włoszech, nad Morzem Adriatyckim. Około godziny czwartej nad ranem, na rynku znalezione zostało ciało zastępcy burmistrza. Bez wątpienia to było morderstwo. Na miejsce przyjechali policjanci z tutejszej komendy.
- Andrea, Roberto zabezpieczcie teren – rzucił stary, podchodząc do ciała ofiary. Obok niego stanął lekarz sądowy, który przygotowywał się do oględzin.
- Cholera by to wzięła, łatwo nie będzie – mruknął pod nosem, rozglądając się za technikami. W tej właśnie chwili nadjechał ich samochód. Bez słowa wrócił do swojego samochodu i odjechał. Policjanci widząc jego nerwowe ruchy, wiedzieli, że szykuje się grubsza sprawa...

           Sebastian przyjechał do pracy jak co dzień, niczego się nie spodziewając. Miał ciemne włosy, brązowe oczy i silne mięśnie, jednak na pierwszy rzut oka nie było tego widać. Pochodził z Polski, a do Włoch przyjechał 14 lat temu. I przez te wszystkie lata ani razu nie był w swoim ojczystym kraju. Jego rodzice wyjechali, a on, wtedy jeszcze niepełnoletni, musiał jechać z nimi. Do dzisiaj nie mógł zrozumieć ich decyzji. Czy była ona zła? Nie podejmował się odpowiedzi na to pytanie. Teraz jego rodzice już nie żyli, zginęli 3 lata temu w wypadku. Nie wiedział dlaczego, ale chcieli być pochowani tutaj. On by się na to nie zdecydował. Przez pierwsze 4 lata powtarzał: „Jestem we Włoszech, ale moje serce jest w Polsce.” Potem jednak pokochał ten kraj, który stał się jego drugim domem. Dlatego w pewien sposób zapomniał o swoich marzeniach, by kiedyś wrócić do ojczyzny i mieć żonę Polkę. Czas zrobił swoje. Udało mu się także uzyskać obywatelstwo włoskie, a od pięciu lat pracuje w policji. Policjant zamówił sobie kawę w automacie, a następnie usiadł przy swoim biurku. Zdziwił się, kiedy zobaczył, że wszyscy w biurze milczą. Zwykle panowała tu całkiem przyjemna atmosfera, a dzisiaj było tu jak na cmentarzu. Wtedy zaczął coś podejrzewać.
- Jarno, co tu się dzieje? - zapytał asystenta
- To ty nic nie wiesz? - nie ukrywał zdziwienia
- Jak widać nie – odpowiedział upijając łyk kawy
- Zastępca burmistrza został zamordowany. Szef chodzi wściekły jak nigdy... - zaczął opowiadać, lecz urwał, gdyż właśnie wspomniana przez niego osoba pojawiła się w biurze.
- Sebastian, zapraszam do mojego gabinetu – oznajmił sucho, a następnie zniknął za drzwiami. Wszyscy obecni z lekkim przerażeniem spojrzeli na niego. Polak zignorował to i poszedł za komendantem.
- Siadaj – powiedział wskazując mu krzesło, kiedy zamknął drzwi od swojego gabinetu
- Domyślam się, że chodzi o sprawę zabójstwa zastępcy burmistrza – rzekł patrząc na szefa
- Tak. Masz ambicję, pomysły... jesteś dobrym gliną. A wiesz, taka sprawa może otworzyć drzwi do ogromnej kariery... – zasugerował
- Czy mogę powiedzieć nie? - rzucił prosto z mostu, domyślając się, co chce mu powiedzieć komendant
- Odrzucając tę sprawę odrzucisz służbę w policji – oznajmił twardo
- Dobrze. Spróbuję – potwierdził niechętnie
- Nie masz próbować. Masz to zrobić – powiedział stanowczo – A teraz wybacz, mam dużo obowiązków – dodał, pokazując mu drzwi. Sebastian wstał i opuścił gabinet. Zdecydowanym krokiem wszedł do biura, stanął na środku, a następnie się rozejrzał.
- Andrea, bierz dwóch mundurowych i jedźcie porozmawiać z rodziną ofiary. Roberto, załatw mi bilingi z jego telefonu. Jarno, ty jedziesz ze mną, bierzemy dwóch mundurowych i do ratusza – zarządził. Do siedziby władz miasta dojechali w kilkanaście minut. Bez słowa minęli sekretarkę i weszli do gabinetu burmistrza.
- Proszę stąd wyjść, bo zadzwonię po ochronę – zagroził oburzony mężczyzna
- Nie ma takiej potrzeby – oznajmił Jarno, pokazując legitymację służbową
- W porządku, już myślałem że to jacyś bandyci przyszli po mnie. Zapewne panowie w sprawie tego morderstwa? - spytał, chcąc się upewnić
- Tak, chcemy z panem porozmawiać – potwierdził Sebastian
- Panno Francesco, proszę zostawić nas samych – zwrócił się do sekretarki. Kobieta opuściła gabinet i zamknęła za sobą drzwi.
- Czy pana zastępca miał jakichś wrogów? - zaczął przesłuchanie
- Nie sądzę. Matteo był bardzo uprzejmym, kultur

piątek, 13 stycznia 2012

Boże, chroń mnie od fałszywych przyjaciół, bo z wrogami sobie poradzę cz. 13


         Do końca dnia nie spotkali już Mateusza. Chłopak pojawił się w szkole dopiero w czwartek, po trzeciej lekcji. Tym samym zaskoczył dziewczyny, które jako pierwsze dotarły pod gabinet, w którym odbywały się lekcje fizyki.
- Asiu, myślę, że już nam wystarczy tej przerwy – zaczął spokojnie
- O ile wiem to nie godziłeś się na to – rzekła z wyrzutem
- Tylko krowa nie zmienia zdania – odpowiedział, delikatnie głaszcząc ją po policzku
- Daj mi spokój – rzuciła, odtrąciwszy jego rękę. Chciał coś powiedzieć, lecz wtedy między nimi stanęła Marta. Widziała bowiem, że jego irytacja rośnie, więc dalsze utarczki słowne mogły się dla Asi źle skończyć. Czuła, że jest jej to winna.
- Nie słyszałeś co powiedziała? - spytała, dając mu do zrozumienia, by już poszedł. On jednak nie miał takiego zamiaru i kiedy tylko zmierzył dziewczynę ostrym spojrzeniem oraz lekko uniósł rękę, wystraszyła się i cofnęła.
- Odczep się ode mnie – powiedziała stanowczo. Puścił to mimo uszu i złapał ją za rękę, a następnie przyciągnął do siebie.
- Jesteś moja i tylko moja, rozumiesz? - wycedził przez zęby, patrząc jej prosto w oczy. Po raz pierwszy się zlękła, kiedy przy nim była. Chciała zaprzeczyć, lecz głos uwiązł jej w gardle. Na szczęście Marta zdążyła sprowadzić Sebastiana.
- Chyba cię p***bało – rzucił do Mateusza. Chłopak zostawił Asię i podszedł do rywala.
- Czego? - spytał groźnie
- Nigdy więcej się do niej nie zbliżaj – oznajmił pewnie. W milczeniu obserwował jak blondyn go wyśmiewa. Ta reakcja zirytowała go do tego stopnia, że nie wytrzymał i uderzył go z pięści w policzek, że aż upadł na ziemię. Tamten natychmiast się podniósł i rzucił na przeciwnika. Dziewczyny z przerażeniem obserwowały pojedynek. Przewagę zyskiwał raz jeden, raz drugi. Ostatecznie wygrał Mateusz, który powaliwszy na ziemię Sebastiana, przeczekał aż się podniesie, a następnie wykorzystując jego chwilę dezorientacji, zepchnął go ze schodów.
- I co teraz, moje panie? - spytał z chytrym uśmiechem, powoli zbliżając się do dziewczyn. Wiedziały, że nie ma szans by w najbliższym czasie ktoś tu przyszedł, bowiem z uwagi na to, iż był czerwiec i była piękna pogoda, prawie wszyscy uczniowie spędzali przerwy na dworze.
- Idź się nim zająć – rzekł do Marty, a następnie popchnął ją w kierunku schodów. Złapał Asię za ręce, by ewentualnie uniemożliwić jej samoobronę i zbliżył swoją twarz do jej twarzy, chcąc ją pocałować.
- Stój – odezwał się głos z głębi korytarza
- Ktokolwiek mi przeszkadza, pożałuje tego! - krzyknął ponownie zostawiając Asię. Blondynka podbiegła do Marty, która zajmowała się Sebastianem. Obie dziewczyny spojrzały na górę. Tym razem bronić dziewczyn postanowił Maciek.
- Widzę, że poprzednia lekcja cię niczego nie nauczyła. Nie szkodzi, dam ci następną – rzekł pewien swojej wygranej. Ku jego zaskoczeniu, brunet nie był łatwym przeciwnikiem. Umiejętnie unikał ciosy i wyprowadzał atak w najmniej spodziewanych momentach. Mateusz wiedział, że tak nie da rady z nim wygrać. Gdy udało mu się powalić go na ziemię, natychmiast złapał go za szyję i zaczął go dusić. Marta to zauważyła i natychmiast wbiegła na górę.
- Wygrałeś. Masz mnie, ale jego zostaw – oznajmiła patrząc na coraz bardziej czerwieniejącą twarz kolegi, któremu zostawało coraz mniej powietrza
- Nie chcę ciebie, chcę Aśkę! - wrzasnął mocniej zaciskając ręce na szyi Maćka. Asia natychmiast przybiegła. Mateusz puścił go, wstał, złapał dziewczynę za rękę i pociągnął za sobą. Maciek obrócił się z pleców na brzuch, a następnie uniósł na łokciach. Razem z Martą patrzyli na oddalającą się parę...
- K**wa mać – zaklął pod nosem, cały czas ciężko oddychając. Brunetka pomogła mu się podnieść. I wtedy stała się rzecz niesłychana. Mateusza zatrzymała Sylwia, która wyszła mu z naprzeciwka.
- Ja p***dolę, deja vu – skomentował
- Zostaw ją – powiedziała z uśmiechem
- Zaraz zobaczymy czy będzie ci do śmiechu – powiedział poirytowany. Pchnął Asię na ścianę i ruszył w kierunku czarnowłosej. Kiedy dzieliło ich zaledwie 5 kroków, z drugich schodów na piętro wbiegła gromada chłopaków w składzie: Kamil, Tomek, Przemek, Piotrek i Kuba. Niewiele myśląc, Mateusz zaczął uciekać. Nie trwało do długo, bowiem kiedy dobiegał do głównych schodów, Maciek podstawił mu nogę, przez co chłopak się wywalił. Cała piątka przytrzymała go, żeby nie mógł wstać. Wtedy także powolnym krokiem na górę wszedł Sebastian.
- Prawdziwi przyjaciele zawsze ci pomogą – odezwała się Sylwia – dzięki chłopaki, możecie już go puścić – dodała po chwili. Naraz cała piątka odsunęła się na bok.
- Dasz spokój Asi? - zapytała rozgniewana Marta. Chciał zaprzeczyć, lecz kiedy zobaczył miny wszystkich otaczających go osób, nie miał innego wyboru.
- Tak – potwierdził wstając z podłogi. Brunetka przytuliła przyjaciółkę. Bardzo się cieszyła, że to już koniec tej historii. Z pewnością była to ulga nie tylko dla niej, ale dla obu dziewczyn.
- Nie wszystko załatwisz siłą. Wiem coś o tym – podpowiedziała mu Sylwia, a następnie podeszła do chłopaków. Mateusz bez słowa opuścił piętro.
- Wiesz, minie trochę czasu i możesz działać – rzucił Maciek do poobijanego Sebastiana. Na koniec puścił do niego oczko. Dość niespodziewanie zapadła głucha cisza. Nikt nie wiedział co powiedzieć. Przerwał ją dzwonek na lekcję, który zadzwonił chwilę później.

- Sebastian! - zawołała Asia biegnąc za chłopakiem. Przed chwilą skończyła się ich ostatnia lekcja i właśnie wracali do domu.
- Tak? - zapytał kiedy go dogoniła
- Dziękuję, że mnie dzisiaj broniłeś – powiedziała z lekkim uśmiechem
- Nie ma sprawy. Najważniejsze, że nic ci się nie stało – odparł skromnie
- Ja wiem, że ci się podobam... i jeśli chciałbyś się ze mną spotykać, to proszę cię, daj mi trochę czasu na poukładanie sobie wszystkiego – podjęła trudny dla niej temat
- Rozumiem. Zaczekam ile będzie trzeba – oznajmił uśmiechając się do niej
- Pewien rozdział w moim życiu się zamyka. Czasem było z górki, czasem pod górkę, ale te najpiękniejsze chwile były naprawdę fantastyczne. Dla mnie to będą piękne wspomnienia. Nie żałuję przeprowadzki. Poznałam tutaj naprawdę świetnych przyjaciół – wyznała. Zatrzymali się na skrzyżowaniu i przez chwilę patrzyli sobie w oczy. Asia ucałowała go w policzek i skręciła w prostopadłą ulicę. Sebastian spoglądał za nią jeszcze chwilę, a następnie poszedł dalej w swoim kierunku.