czwartek, 31 marca 2016

VIII. Scen nr 16

          Nogi same zaprowadziły ją do baru. Nawet nie zastanawiała się czy ma ochotę się napić. Potrzebowała tego, musiała odreagować. Zdecydowanym krokiem weszła do lokalu, podeszła do lady i zamówiła piwo. Nigdy nie lubiła tego napoju, zawsze piła drinki lub wino. Dzisiaj było jej wszystko jedno. Przez cały czas czuła na sobie wzrok mężczyzny siedzącego obok. Z każdą chwilą stawało się to coraz bardziej irytujące, dlatego po tym zapłaciła odwróciła się w jego stronę, otworzyła usta by coś powiedzieć i... dopiero wtedy do niej dotarło że go zna.
- Cześć – przywitała się jak gdyby nigdy nic i poprawiła fryzurę
- Cześć – odparł lekko zdziwiony jej obecnością w knajpie – Ty tutaj? Myślałem że to nie twoje klimaty.
- Gorszy dzień, muszę odreagować - westchnęła
- Praca?
- Właściwie to... tak – skłamała, stwierdzając że jej problemy na pewno nie będą go interesowały – A ty? Tak po prostu wyszedłeś na piwo?
Skinął głową. Marta jednak wiedziała że ma jakiś powód. Nie zamierzała naciskać, ale też nie chciała odpuścić, więc podeszła do tematu od innej strony.
- Tak sam?
- Już nie sam – uśmiechnął się do niej, podnosząc kufel – Twoje zdrowie.
- Ta, przyda się – mruknęła pod nosem – Nie, nic – odparła, gdy posłał jej pytające spojrzenie – Słyszałeś o tej sprawie Maćka i Oli?
- Słyszałem, słyszałem. Dziwna sprawa z tym nożem...
I tak od pracy przeszli na kolejne tematy, o pogodzie (że zima mogłaby się już skończyć), o książkach (Marta uwielbiała kryminały, ale to chyba było wpisane w jej zawód), rozmawiali też o znajomych z komendy, między innymi o Maćku (że ma specyficzne poczucie humoru), o tajemniczych zasłabnięciach Ani (brunetka martwiła się że to oznaki jakiejś poważnej choroby), o tym że komendant trochę przytył (w końcu zjada codziennie przynajmniej trzy pączki), o Tomku, który zawsze był dobrze poinformowany i ekscytował się każdą błahostką, aż w końcu o śmiesznych sytuacjach ze swojego życia, wpadkach, które już na zawsze pozostały w pamięci, ale jako zabawna historyjka sprzed lat a nie wielka kompromitacja, o której pragnie się jak najszybciej zapomnieć.
- Kiedy ja ostatnio byłam szczęśliwa... - westchnęła Marta, kończąc już drugie piwo – A może mi się tylko zdawało? Drań jeden wykorzystał mnie, oszukał, rozpieprzył mi całe życie, a potem mnie zostawił – wspominała swojego ostatniego chłopaka, z którym rozstała się już ponad rok temu – Faceci to świnie.
- Wszyscy? - Sebastian podchwycił temat
- Nie – odpowiedziała po chwili namysłu – Ty na przykład nie.
- Widzisz, moja kochana siostrzyczka jest innego zdania. Skończyła osiemnaście lat to myśli że została panią świata i wszystko jej wolno. Od razu najmądrzejsza, wszechwiedząca, pani idealna. Gówniara pieprzona.
- Nie mów tak. To twoja siostra – przypomniała mu z lekkim wyrzutem
- Co nie znaczy że nie jest idiotką. Bo jest.
Kobieta milczała. Pozwoliła mu się otworzyć, pozwoliła mu mówić. Chciała mu pomóc, ale by tego dokonać, musiała dowiedzieć się więcej, wysłuchać całej historii.
- Wyprowadziła się, rozumiesz? - poczerwieniał na twarzy gdy o tym mówił
- Wyprowadziła? - uniosła brwi – Dokąd?
- Do swojego faceta. A jemu to zależy tylko na tym by ją przelecieć.
- Skąd wiesz?
- Mam nosa, w końcu pracuję w policji – oznajmił z dumą – Zobaczysz, ona prędzej czy później wróci z podkulonym ogonem. Nie chcę mieć racji, ale wróci. Pytanie tylko jak bardzo będzie skrzywdzona. Oby jak najmniej. Żeby ta cena za jej głupotę nie była wysoka.
- Znasz go w ogóle?
- Rozmawiałem z nim. Zasugerował że Agata liczy się dla niego tylko dlatego że ma fajny tyłek. Wybacz bezpośredniość, ale nie mam nawet siły by starać się ująć to jakoś delikatniej. Cholera, no – zaklął z bezradności – A miałem się nią zająć, miałem jej pilnować, obiecałem rodzicom.
- To ty martwisz się o nią czy o to co powiedzą rodzice?
- Marta... - westchnął z politowaniem – To dość skomplikowane. To nie jest tak że mam gdzieś dane słowo, że mam gdzieś czy ich nie zawiodę. To też jest dla mnie ważne, ale przede wszystkim chciałbym żeby Agacie nic złego się nie przytrafiło. Żeby nie cierpiała. Próbowałem, ale ona w ogóle nie chciała mnie słuchać. I to mnie najbardziej boli. Olała mnie, tak po prostu.
- Spójrz na to z innej strony – położyła dłoń na jego dłoni i pochyliła się lekko by spojrzeć mu w oczy – Jeśli cały czas będziesz, że tak powiem, trzymał ją pod kloszem, to ona nigdy się nie usamodzielni. Fakt, rzuciła się na głęboką wodę, ale to da jej cenne życiowe doświadczenie, które zaprocentuje w przyszłości. Sama zmądrzeje i będzie silniejsza – zapewniała by podnieść go na duchu
- Oby ta woda nie okazała się zbyt głęboka – podsumował ponuro, niwecząc cały wysiłek koleżanki, na co ona cofnęła rękę

          Następny dzień nie zaczął się dla Maćka najlepiej. Pierwszym „pechowym” zdarzeniem było tajemnicze zniknięcie masła z lodówki (tak naprawdę zapomniał kupić), przez co musiał jeść suchy chleb z szynką. Następnie musiał ubrać trampki do pracy, mimo ujemnej temperatury, gdyż podeszwa jednego z butów pękła na pięcie. A kiedy już jechał to utknął w korku i to akurat przy samej zatoczce autobusowej, gdzie jakaś kobieta zatrzymała swój samochód i nieudolnie próbowała zmienić koło. Wcale mu nie przyszło na myśl by zaproponować pomoc, już wystarczająco zdenerwował się w domu, nie potrzebował jeszcze użerania się z krzykliwą babą, która będzie stała mu nad uchem i narzekała jak to źle to cholerne koło wymienia. Odwrócił więc głowę w drugą stronę i udał że jej nie zauważył. Nagle usłyszał pukanie w szybę. Niewiele myśląc uchylił ją.
- Przepraszam, czy mógłby mi pan pomóc z samochodem?
Zaklął w myślach i spojrzał na kobietę. Ładna, młoda, zgrabna, długie czarne włosy i sympatyczny wyraz twarzy. Dopiero teraz, z bliska, to zauważył. Nie mogła mieć więcej niż trzydzieści lat. Maciek jeszcze raz spojrzał przed siebie i w lusterka. Zauważywszy że w ciągu najbliższych kilku minut prawdopodobnie nic się nie ruszy, wysiadł z pojazdu i podążył za kobietą. Naprawdę była ładna. Może jednak warto pomóc...
- Co za dzień – westchnęła kobieta – A taka ładna pogoda...
Nie mógł zaprzeczyć. Choć było zimno, to słońce przebiło się zza chmur i zwiastowało powoli zbliżającą się wiosnę. Większą uwagę skupił jednak na swoim zadaniu. Sprawnie odkręcił wszystkie śruby, zapewniając że wie co robi (w końcu w jego mniemaniu każdy facet zna się na samochodach) i że za chwilę będzie mogła odjechać.
- No chyba nie – uśmiechnęła się zwracając uwagę na korek, który ani drgnął – I tak się spóźnię do pracy.
- Wygląda na to że ja też – wzruszył ramionami – Ale przynajmniej dobry uczynek zrobię.
- Wiszę ci kawę.
- Nie ma takiej potrzeby – odpowiedział, choć w głębi duszy miał nadzieję że czarnowłosa postawi na swoim
- Gadasz – kucnęła obok niego i przyjrzała mu się uważnie – No co? Kobieta ci kawę stawia a ty odmówisz?
Odwrócił głowę w jej stronę. Udał że się zastanawia, a po chwili kąciki jego ust uniosły się.
- Głupio by było – przyznał zadowolony
- To co? Zapiszę ci mój numer... i się zdzwonimy.
Kiedy skończył, wyciągnęła z samochodu notes, wyrwała kartkę, zapisała na niej numer i podała Maćkowi. Starał się nie dać nic po sobie poznać, ale prawdopodobnie i tak widać było zadowolenie na jego twarzy. Perspektywa spędzenia któregoś popołudnia przy kawie w towarzystwie uroczej czarnowłosej kobiety zdecydowanie poprawiła mu humor. W razie potrzeby przygotował sobie wymówki w postaci słonecznej pogody i dobrego uczynku, ale na szczęście nie musiał z nich korzystać. Wrócił do swojego samochodu, jeszcze raz spojrzał na kartkę, na jej pismo i uśmiechnął się do samego siebie. A tak nie chciał pomóc! Odwrócił głowę w prawo, zerknął na jej samochód. A raczej na kobiecą sylwetkę za kierownicą. Wpadła mu w oko, przed sobą mógł się przyznać. Nic o niej jeszcze nie wiedział, ale spotkanie przy kawie będzie doskonałą okazją by się lepiej poznać.

poniedziałek, 28 marca 2016

VIII. Scen nr 15

          Kiedy Ania poczuła się lepiej, wróciła do pokoju przesłuchań. Po długiej rozmowie z zatrzymaną była bogatsza o nową wiedzę. Chciała podzielić się nią, lecz Maćka nie było w biurze. Wrócił kilka minut później z paczką ciastek i uśmiechem na twarzy.
- A tobie co tak wesoło? - dobry humor bruneta nie uszedł jej uwadze
- A wiesz, wiosna, ciepło, słoneczko świeci... może ciasteczko?
- Nie, dzięki. Mamy sprawę, pamiętasz?
- Jasne. Dowiedziałaś się czegoś?
- Mieli problemy finansowe. Jalik pożyczał pieniądze od brata, ale ten  denerwował się już że ciągle chce więcej a nic nie oddaje.
- Czyli co? Przyszedł żeby odzyskać część swojej kasy, Jalik trzymał nóż w ręce, dajmy na to, robił kanapki, pokłócili się, zaczęli szarpać i skończyło się tragicznie? - przedstawił swoją tezę bez przekonania
- Mogło tak być. Ponadto mam taki w miarę ogólny opis rzekomej kochanki denata. Jego żona powiedziała mi że widziała ich kiedyś na budowie.
- No to co? Ty jedziesz do brata ofiary a ja na budowę?
- Odwrotnie. Ja pogadam z kobietą, ty z facetem – ogłosiła tonem nieznoszącym sprzeciwu – Zresztą, to ja wiem jak ona wygląda. Mleczna 37/2, widzimy się potem w biurze.
Maciek stał w milczeniu, podczas gdy kobieta zgarnęła kurtkę z wieszaka i zniknęła w głębi korytarza. Uśmiechnął się ironicznie pod nosem, zastanawiając się jak wielkim problemem musiało być przekazanie nieskomplikowanego opisu kobiecej sylwetki, skoro nie chciała tego zrobić. W tym momencie pomyślał że Ania nie powiedziała mu wszystkiego.

- I jak? - zapytała w progu brunetka, widząc Maćka przed komputerem – Wyszedłeś w ogóle z tej komendy?
- Gościa nie było w domu – rzucił, spoglądając na partnerkę lekko z ukosa – Wiedziałaś o tym, prawda?
- Ups, tak czułam że o czymś zapomniałam – odparła z udawaną skruchą
- Dobra, Olka, ja nie mam siły się kłócić.
- Anka – poprawiła go przy pierwszej możliwej okazji
- Dobra, Anka, chrzanić to, chcesz Ankę, będziesz Anką, mi to lotto – westchnął zrezygnowany – Nie wiem co to miało być, chciałaś się odegrać za to przesłuchanie czy może chciałaś mi przypomnieć moje miejsce w szeregu, nie obchodzi mnie to. Chcę ci tylko przypomnieć że mieliśmy współpracować, a to nie polega na rzucaniu sobie kłód pod nogi.
- Zapomniałam, no co? - wciąż szła w zaparte – Zdarza się.
- Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – dodał, licząc że to zainteresuje kobietę. I miał rację. Ania usiadła naprzeciw niego, oparła łokcie na biurku i pochyliła się lekko do przodu.
- Otworzyła mi jego córka, czyli bratanica ofiary. Wpuściła mnie do środka, podpytałem ją trochę. Wyobraź sobie że ona wiedziała o romansie stryja.
- Tyle to i ja już wiem.
- Ale to nie wszystko. Podsłuchała rozmowę rodziców, z której wynikało że Jalik chce to zakończyć, bo zrozumiał że kocha żonę. A ta nie chciała się z tym pogodzić i zagroziła że jeśli ją zostawi to wszystkim powie prawdę.
- To ciekawe – mruknęła Ania – Bo ona twierdzi że Jalik chciał dla niej zostawić żonę.
- Wiesz, ona może to widzieć trochę inaczej... Zresztą, ona może nawet przed samą sobą nie chce się przyznać że prawda jest inna, bardziej bolesna.
- Czyli skłaniasz się ku wersji bratanicy?
- Skoro podsłuchała rozmowę rodziców to znaczy że brat ofiary też nam to powie. Nie wiem jeszcze tylko po co ta kasa.
- Kupował mieszkanie. Mieli tam zacząć nowe życie. W sensie on i kochanka.
- Może taki był plan, a potem się wycofał...
Ania westchnęła i wróciła na swoje stanowisko pracy. W jej oczach kobieta wypadła dość przekonująco, ale Maciek mógł mieć rację. Sama mogła nie dopuszać myśli o rozstaniu, nawet jeśli faktycznie tak miałoby się stać.
Około dwie godziny później do biura wpadła Marta. Ani już nie było, gdyż czuła się zmęczona i pojechała wcześniej do domu. Maciek zdawał się jej nie zauważać, pochłonięty w pełni raportami, które pomimo śledztwa i tak musieli wypełnić. Dopiero gdy kobieta rzuciła mu na biurko teczkę, podniósł wzrok.
- O, nasza najlepsza i niezastąpiona pani technik – uśmiechnął się na jej widok
- Daruj sobie – nie miała nastroju do żartów – Czytaj.
- Co to?
- Bozia oczków nie dała? W szkole czytać nie nauczyli?
- Tylko mnie nie ugryź – odchylił się lekko do tyłu, udając że się jej boi
- Proszę się – westchnęła z politowaniem
- Dobrze, już dobrze. Raport z porównania odcisków palców... Muszę?
Marta tylko przewróciła oczami. Pomyślała że mogła od razu streścić mu najważniejsze informacje, co by zajęło zdecydowanie mniej czasu. Ale skoro już tak zrobiła to musiała to przeczekać. Nie chciała żeby pomyślał że swoimi wygłupami udało mu się wytrącić ją z równowagi. W międzyczasie podeszła do okna i wyjrzała przez nie, by zobaczyć parking przed komendą.
- Randka?
- Co?
- Jesteś niespokojna, niecierpliwisz się, zaglądasz przez okno... ktoś na ciebie czeka?
- Nie, nie – cofnęła się o dwa kroki i oparła o krawędź biurka – Czytaj dalej.
- Dlaczego wy, kobiety, zawsze zgrywacie twardzielki? - w odpowiedzi Marta posłała mu pytające spojrzenie – Anka rzyga albo mdleje, ale nie, wszystko jest okej. Ty jesteś jakaś podenerwowana, ale i tak powiesz że to tylko gorszy dzień czy coś.
- Czytaj – powtórzyła kolejny raz, tym razem ze zrezygnowaniem
- Ja rozumiem że jestem ostatnią osobą, którą poprosiłabyś o pomoc, ale to nie znaczy że przed całym światem musisz udawać.
- A skąd ty możesz to wiedzieć?
- Jestem jaki jestem, wredota, egoista, żmija, ale nie jestem idiotą. Widzę że coś w sobie dusisz.
- Dobra – wyrwała mu z ręki teczkę z raportem – Na nożu znaleźliśmy dwa rodzaje odcisków palców, jedne należą do denata, drugie na pewno do kobiety, ale porównanie nie wykazało zgodności z odciskami palców zatrzymanej – mówiła szybko, ale wyraźnie
- No proszę, czyli jednak mył nóż pod nieobecność żony.
- Maciek! - wypaliła zdenerwowana – Skup się do cholery. Dotarło co do ciebie powiedziałam?
- Odciski dwóch osób, jedne jego, drugie kobiece, ale nie żony.
- Brawo – odetchnęła z ulgą – Teraz możesz dalej się bawić, ale beze mnie, bo ja wychodzę. Cześć.
- Czeeeść – odpowiedział lekko rozbawiony. Chwilę po tym jak został sam, podszedł do okna. Widział jak kobieta wychodzi z komendy i jak zaczepia ją jakiś mężczyzna. Kłócili się. Przez chwilę myślał czy nie powinien zejść na dół i jej pomóc, ale po chwili każde z nich poszło w swoją stronę.
- Maciek, to nie twoja sprawa – pomyślał, wracając do raportów – Nie można pomagać ludziom na siłę.

          Po awanturze przed komendą Marta jeszcze przez pięć minut siedziała w samochodzie nim się uspokoiła. Przez chwilę nawet miała ochotę zapalić papierosa, ale zwalczyła tę chęć kiedy pomyślała że jedyną osobą do której mogłaby się w tym momencie zwrócić jest Maciek. Wróciła do domu, uważnie przez całą drogę zaglądając w lusterka. Bała się że będzie ją śledził. Jechała wolniej niż zwykle, zdawała sobie sprawę że w tym stanie nie wszystko może zauważyć na drodze. Starała się być ostrożna, ale i tak myślała tylko o jednym.
W domu nie mogła sobie znaleźć miejsca. Co chwilę zaglądała przez okno, jakby spodziewała się że w końcu, za którymś razem go zobaczy. Pozmywała naczynia, umyła podłogę w kuchni. Sięgnęła po książkę, ale trafiła na fragment, w którym bohaterka szła przyspieszonym krokiem przez ciemne i opuszczone uliczki miasta, przerażona tym że prawdopodobnie ktoś ją śledzi.
Usiadła na łóżku i schowała twarz w dłoniach. Czuła że tak dłużej być nie może. Że ten tydzień życia w niepewności i strachu to już zbyt wiele. Że musi coś z tym zrobić. Maciek miał rację, powinna poprosić kogoś o pomoc. Ale na pewno nie jego.
Wzięła płaszcz i torebkę i wyszła z mieszkania. Dwukrotnie upewniła się że zamknęła drzwi na klucz, zdecydowanym krokiem poszła przed siebie. Miała dość. W tym momencie było jej wszystko jedno. Jeśli chce, niech ją zaatakuje. Niech ją pobije, zgwałci czy nawet zamorduje, ale niech więcej jej nie straszy. Nie miała już siły żeby z każdym dniem czekać czy stanie się coś złego, czy jeszcze jednak nie. Czy może stanie się to jutro, bądź pojutrze...

wtorek, 22 marca 2016

VIII. Scen nr 14

- Jak się czujesz? - zapytała Joasia następnego ranka, gdy Ania pojawiła się w biurze
- No tak, mogłam się tego spodziewać – westchnęła – Marta wszystkim rozgadała?
- Tylko mi. Przynajmniej tak twierdzi.
- Jest dobrze. To że raz zwymiotowałam bo zjadłam coś nieświeżego nie znaczy że każdy ma się trząść nade mną.
- Po prostu martwimy się o ciebie – wyjaśniła Joasia
- Niepotrzebnie. Wszystko jest okej, naprawdę – zapewniła, widząc że przyjaciółka nie jest co do tego przekonana – Zrobisz mi herbaty?
- Herbaty? - uniosła brwi ze zdumienia – Od kiedy ty pijesz herbatę?
- Wiesz, wolę jeszcze nie ryzykować z kawą tak od razu po tym zatruciu. Tak profilaktycznie.
- Okej, za pięć minut jestem z powrotem.
Choć brunetka starała się by wypaść przekonująco, Joasia dostrzegła że Ania nie jest z nią do końca szczera. Nie chciała jednak naciskać, a przynajmniej nie w pracy. Znała ją już kilka lat, wiedziała że tutaj nic jej nie powie. Ale może w domu, na własnym terenie, gdzie nie będzie ryzyka że ktoś niepożądany usłyszy ich rozmowę... Trzeba będzie spróbować.

          Po poprzednim dniu, w którym Maćkowi i Ani mimo rozmów z sąsiadami ofiary, a także z jego pracodawcą, nie udało się wiele ustalić, kilkanaście minut po dziewiątej nastąpił przełom. Kamil poinformował ich że mundurowi wiozą na Pomorską żonę zamordowanego. Kobieta przez chwilę pomyślała iż być może mają już sprawcę, a w tym wypadku sprawczynię, ale partner szybko sprowadził ją na ziemię.
- Ola, pomyśl – celowo użył jej drugiego imienia, którym posługiwała się wśród przyjaciół i znajomych – Gdyby go zamordowała to na pewno by się ukryła. No chyba że jest idiotką i zrobiła to, myśląc że nikt jej nie widział.
Pokiwała głową, po czym odwróciła się w jego stronę i podeszła na odległość dwóch, może trzech kroków.
- Jak do mnie powiedziałeś? Ola?
- Nie przesłyszałaś się.
- Miałeś mówić Anka – przypomniała mu co zastrzegła na początku ich współpracy
- Co za różnica? Przecież i tak reagujesz na oba imiona.
- Ola jest dla przyjaciół i kumpli, a ty nigdy nie będziesz jednym z nich.
- Brawa za szczerość – uśmiechnął się pod nosem – I za charakter, że potrafisz zareagować, ale nie wiesz po co i nie wiesz co chcesz tym osiągnąć.
- A ty? Co ty chcesz osiągnąć?
- Chciałbym się w końcu dowiedzieć co masz do mnie. Nadal strzelasz fochy, ale wciąż nie wiem dlaczego.
- Wkurzasz mnie. Po prostu – zamilkła na chwilę, by się zastanowić – Ty robisz to specjalnie! Przyznaj się, bawi cię to.
- Może trochę. Masz dwadzieścia parę, może trzydzieści lat a chwilami zachowujesz się jakbyś miała ze dwadzieścia mniej.
- Wiesz co? Chrzań się – podeszła do okna i stała tak przez dłuższą chwilę. Najchętniej wyszłaby z biura, ale lada chwila mieli przywieźć zatrzymaną, a policjantka nie chciała opuścić przesłuchania. Nie wiedziała w co pogrywa Maciek, ale miała tego dość. Wiedziała tylko że chce ją wyprowadzić z równowagi, nie wiedziała po co, nie miała pojęcia jaki ma w tym cel, lecz ona obiecała sobie jedno – więcej nie da się wciągnąć.
Zajęła miejsce przy stoliku, naprzeciw zatrzymanej. W ciasnym i ciemnym pomieszczeniu panowała cisza. Jeszcze chwilę wcześniej słyszała kroki partnera, ale on stanął za nią i oparł się o ścianę. Ściany pomalowane były na szaro, w ścianie naprzeciw stolika znajdowało się lustro weneckie. Jedynym źródłem światła była podłużna świetlówka zawieszona na środku. Ale to był jej teren, dlatego to wszystko nie wzbudzało w niej żadnego strachu, niepokoju, w przeciwieństwie do żony zamordowanego. Siedziała niemal wręcz skulona, ze spuszczoną głową. Nawet nie śmiała spojrzeć na komisarzy.
- Imię i nazwisko – zaczęła spokojnym tonem Ania
- Agnieszka Jalik – wyszeptała, wciąż nie podnosząc wzroku
- Adres?
- Staropolska 32/6.
- Imiona rodziców?
- Maria, Zbigniew.
- Czy wie pani za co została zatrzymana?
Pokręciła głową. Wtedy odezwał się Maciek.
- Jesteś oskarżona o zabójstwo swojego męża, Marcina Jalika – rzucił bezceremonialnie, zamierzając grać złego policjanta
- Słucham? - pierwszy raz spojrzała na komisarzy. Jej oczy zaszkliły się, twarz pobladła, a wargi zadrżały, jakby chciała coś powiedzieć, lecz w tym momencie nie była w stanie wydobyć ani jednego dźwięku. Była przerażona, zdezorientowana. Właśnie dowiedziała się że jej mąż został zamordowany, a co gorsza, myśleli że to ona za tym stoi.
- Co robiłaś w wieczór 7 lutego?
Milczała. Zacisnęła pięści, oparła na nich brodę, łokcie zaś na kolanach i wpatrywała się w jeden punkt. Powtórzył pytanie, ale znów nie uzyskał odpowiedzi.
- Zabiłaś go – tym razem już nie pytał, teraz to stwierdził – Zabiłaś go.
- Nie! - wykrzyknęła nagle, zrywając się z krzesła – Ja go kochałam, człowieku! Wiesz co to znaczy?!
- Posłuchaj. Mamy narzędzie zbrodni. Pobierzemy odciski palców i jeśli to będą twoje odciski, to nic ci pomoże.
Wyszedł z pokoju przesłuchań. Chwilę później dołączyła do niego Ania. Szturchnęła go w ramię, na co on zatrzymał się i odwrócił w jej stronę.
- Co to miało być?
- Przesłuchanie.
- Przesłuchanie, tak? Naskoczyłeś na nią, przycisnąłeś ją, nawet nie dałeś jej dojść do słowa.
- Bo i tak nie chciała nic mówić?
- Bo się boi. Gdybyś był cierpliwy, poczekał chwilę, na pewno zaczęłaby mówić. Maciek, ty naprawdę myślisz że to ona? Naprawdę myślisz że nie wyrzuciłaby tego cholernego noża? Zresztą, sam mnie wcześniej przekonywałeś że nie wierzysz w jej winę.
- Ola, jak ty nic nie rozumiesz... - westchnął z politowaniem
- Anka – poprawiła go – To może mnie oświecisz i wyjaśnisz parę spraw?
- Ależ proszę bardzo. Nie wierzę w jej winę, ale porównanie odcisków palców to tylko formalność. Jeśli będą tam jej odciski palców to o niczym nie świadczy, bo przecież używała wcześniej tego noża, prawda?
- Chodzi mi o przesłuchanie.
- No tak... Powiedzmy że dałem jej do myślenia. Niech pomyśli że tutaj każdy chce jak najszybciej mieć to zabójstwo z głowy, że już wydali na nią wyrok. A wtedy do akcji wkroczysz ty – dodatkowo wskazał na nią palcem – Ty jedna jej uwierzysz, a ona zrozumie że w swojej beznadziejnej sytuacji może liczyć tylko na ciebie. I wszystko ci powie.
- Serio? - spytała z dezaprobatą – Nie mogłeś normalnie podejść do tej sprawy tylko jak zawsze musiałeś odwalić jakąś szopkę? Maciek, kurwa, mamy zabójstwo! - była na niego wściekła po tym co usłyszała – Mamy jego żonę, która o mało co nie zejdzie na zawał, bo z samego rana przyjeżdża po nią policja, zabiera na komendę, tam dowiaduje się o śmierci męża i o tym że jest podejrzana o jego zabójstwo, a tu jakiś... idiota jeszcze sobie z nią pogrywa! Maciek, do jasnej cholery... to nie jest jakaś pieprzona gra komputerowa tylko prawdziwe życie!
- Przesadzasz – mruknął, choć sam miał już wątpliwości czy to było konieczne
- Za jakie grzechy... - westchnęła, po czym oparła się o ścianę. Zakręciło się jej w głowie, ale starała się udawać że nic się dzieje, że wszystko jest dobrze. I faktycznie Maciek w pierwszej chwili nie zorientował się iż brunetka słabnie, jednak kiedy przykucnęła, wiedział już co się stało. Pobiegł szybko do pomieszczenia kuchennego i za chwilę wrócił ze szklanką wody.
- Proszę – przykucnął obok niej – No dobra, wygłupiłem się, niepotrzebnie założyłem z góry że będzie szła w zaparte i nic nie powie. Tylko się już nie denerwuj, bo na zdrowie ci to nie wychodzi.
- A od kiedy ty się moim zdrowiem przejmujesz?
- Po prostu nie chcę mieć cię na sumieniu.
- Przestań wreszcie zgrywać pajaca, dobra? - chciała się podnieść, ale znów zakręciło się jej w głowie i wróciła do poprzedniej pozycji
- Powinnaś iść do lekarza. Najpierw wymioty, teraz to.
- Nie mów mi co mam robić.
- Okej, okej, jak chcesz. Pomóc ci? - zaproponował, wiedząc że nie może jej tak zostawić samej na środku korytarza
- Nie – rzuciła, lecz i tak z niej skorzystała, by dotrzeć chociaż do biura.

niedziela, 13 marca 2016

VIII. Scen nr 13

           Kilkadziesiąt minut później wchodzili już do starej kamienicy, pod którą zaparkowanych było już trochę radiowozów policyjnych, zebrał się także tłum gapiów, obserwujących nieprzychylnym okiem pracowników służb mundurowych. Maciek i Ania przeszli obok nich obojętnie, jakby udając że nic się nie dzieje i nikogo tu nie ma. Okolica nie wyglądała na przyjemną, a z pewnością jeszcze gorsze wrażenie musiała wywoływać po zmroku. Naturalne środowisko podejrzanych typów, drobnych przestępców, biednych ludzi czy też patologii.
Na klatce schodowej panował półmrok. Przez niewielkie, zabrudzone okna na piętrach wpadało trochę światła, lecz nie na tyle by można było tam wiele dostrzec. Widać było jednak odpadający tynk ze ścian, wydrapane bądź wymalowane napisy. Anka starała się nie zwracać na to uwagi, ale nie mogła nie zauważyć wielkiego „Marzena to kurwa” wypisanego na całą ścianę czerwoną farbą.
- Okropne miejsce – powiedziała sobie w myślach. Zatkała nos, bowiem nie mogła już dłużej znosić unoszącego się w powietrzu zapachu stęchlizny.
Weszli do mieszkania, mijając dwóch mundurowych przed drzwiami. Tam Ania wcale nie poczuła się lepiej, bowiem pomieszczenie wypełniał znany już zapach martwego ciała. Zemdliło ją. Czuła jak cała zawartość żołądka wędruje do gardła. Próbowała to powstrzymać, lecz nie miała szans. Zdołała jedynie zatkać usta dłonią i pobiec przed siebie w poszukiwaniu łazienki. Sprytnie wyminęła patologa pochylającego się nad zwłokami oraz technika zabezpieczającego jakieś ślady na meblach. Znalazła się w kuchni. Dłużej nie mogła czekać. Dostrzegła kosz na śmieci w kącie. Doskoczyła do niego, pochyliła się i zwymiotowała.
- A jej co? - Marta zdziwiona pędem policjantki liczyła na wyjaśnienia od jej partnera
- A bo ja wiem – wzruszył ramionami – Co my tu w ogóle mamy?
- Trupa – odparła bezceremonialnie, odwracając głowę w bok. Ania szła już powolnym krokiem ze spuszczoną głową. Było jej wstyd po tym co się stało.
- Źle wyglądasz – oznajmiła, zwracając uwagę na jej bladą twarz
- Chyba się czymś zatrułam.
- Może jednak powinnaś wrócić do domu?
- Nie, już mi lepiej – zapewniła – Dam radę.
- Narzędzie zbrodni? - wtrącił Maciek, kiedy jeden z techników podał Marcie zabezpieczony nóż
- Jak widać. Chyba nie myślisz że to ketchup.
- Raczej chodził mi po głowie dżem truskawkowy – rzucił ironicznie, po czym podszedł do Adama i przykucnął przy ciele ofiary. Od razu zauważył sporą plamę krwi w okolicy brzucha, ale szczegóły chciał usłyszeć od patologa.
- Wydaje się że tutaj wszystko jest jasne – podwinął koszulkę denata – Rana kłuta kuchennym nożem, facet wykrwawił się na śmierć.
- Kiedy nastąpił zgon?
- Jakieś czternaście, szesnaście godzin temu. Brak śladów walki, prawdopodobnie został zaatakowany z zaskoczenia, może jakaś kłótnia, może po prostu się odwrócił i dostał... To już wasze zadanie.
- Jasne. Kiedy raport?
- Najwcześniej pojutrze rano, podeślę wam przez kogoś. Gdyby jednak sekcja coś wykazała, poproszę was do siebie. Na razie, trzymajcie się.
- Cześć – odparł, po czym wrócił do dziewczyn. A właściwie do Anki, gdyż Marta odwróciła się na pięcie i odeszła.
- Czego się dowiedziałeś?
- Dostał nożem, wykrwawił się, umarł – w skrócie podzielił się z nią ustaleniami – Aha, jeszcze brak śladów walki.
- Mamy narzędzie zbrodni, nie ma śladów włamania, więc ofiara prawdopodobnie znała zabójcę. Marcin Jalik, lat trzydzieści cztery, żonaty...
- Czekaj – Maciek zwrócił uwagę na ostatnie słowo – To gdzie jest jego żona?
- To jest właśnie jedno z tych pytań, na które musimy znaleźć odpowiedź. Mogła zostać porwana przez zabójcę, ale równie dobrze to ona mogła go zabić i uciec.
- Pogadajmy z sąsiadami, co?
Przesłuchania mieszkańców kamienicy nie należały do najprzyjemniejszych, między innymi dlatego że byli oni nieprzychylnie nastawieni do policji. Jeden z mężczyzn trzasnął drzwiami, stwierdzając iż „z psami nie gada”, następny narzekał, że zamiast szukać zabójcy to zawracają głowę uczciwym obywatelom, w innym przypadku z trudem znosili intensywny zapach alkoholu wydobywający się z ust rozmówcy. Ania poprosiła wtedy Maćka by dokończył rozmowę, a sama wyszła na zewnątrz zaczerpnąć świeżego powietrza. Brunet zastał swoją partnerkę opierającą się o maskę samochodu z przymkniętymi oczami i głową odchyloną ku tyłowi.
- Lepiej?
- O wiele. Naprawdę, jest już okej – dodała, widząc że go nie przekonała
- Jesteś jakaś taka... blada.
- Mów lepiej czy ktoś w końcu powiedział coś co by nas interesowało.
- Jedna normalna osoba w całej kamienicy – zaczął, na co jego partnerka podeszła bliżej zaintrygowana – Rencistka po czterdziestce z trzeciego piętra. Żona naszego zamordowanego wyprowadziła się tydzień temu po mocnej kłótni. Słychać było ich w całej kamienicy, a na drugi dzień widziała nawet rozbity talerz na korytarzu.
- Maciek, konkrety.
- Taka ciekawa opowieść... - westchnął, udając rozżalenie – Dobra, już. Żona się wyprowadziła, bo podejrzewała męża o romans. Jalik pracował na budowie, ale przez ostatnie dwa dni nie chodził do pracy. Znajomi go nie odwiedzali, pewnie wstydził się tej okolicy albo oni bali się tu przychodzić. Z sąsiadami nie miał problemów, ale to dlatego że trzymał się z daleka i nie wchodził im w drogę.
- Musimy znaleźć tę jego żonę.
- Dzwoniłem już do Kamila, zajmuje się tym. Na razie wracamy na komendę.

           Wieczorem Sebastian wrócił z pracy wręcz wyczerpany. Od razu rzucił kurtkę na wieszak, skierował swe kroki do sypialni, po drodze pozbywając się butów i rzucił się na łóżko. Nareszcie odpoczynek, nareszcie cisza i spokój. Siostry najprawdopodobniej nie było w domu, ale nie przejął się tym. Marzył jedynie o gorącej kąpieli, lecz nie miał nawet siły by się podnieść i pójść do łazienki. Zamknął oczy rozkoszując się chwilą. Szybko zasnął.
Przed trzecią nad raną obudził go jakiś hałas. W pierwszej chwili nie wiedział gdzie jest i co się dzieje, ale szybko przypomniał sobie że położył się na łóżku i najprawdopodobniej zasnął. Odruchowo położył rękę na broni. Włamywacz? Ale czego miałby u niego szukać?
Podszedł do drzwi i uchylił je lekko. Zobaczył w przedpokoju kontur szczupłej, niewysokiej postaci. Chwiała się na nogach, podpierając ręką o ścianę. Zostawił broń i wyszedł.
- Siostra, wiesz która godzina? - przystanął obok niej, ale zaraz musiał się cofnąć, bowiem do jego nozdrzy dotarł intensywny zapach alkoholu – Kurde, siostra, ile ty wypiłaś?
- Nie... nie wiem – wybełkotała ze spuszczoną głową
- No tak, głupio pytam. Idź spać, pogadamy jutro... znaczy dzisiaj, ale jak się wyśpisz – odpuścił, wiedząc że w takim stanie dziewczyna nie będzie w stanie rozmawiać.
Pomógł jej dotrzeć do łóżka, przykrył ją kocem, a kiedy zasnęła, wziął jej telefon i wyszedł do kuchni. Nie powinien był tego robić, ale jego policyjna natura była silniejsza. Nie ufał jej chłopakowi. Obawiał się że może ją skrzywdzić i dlatego on, starszy brat, chciał ją chronić. Choć wiele razy irytowało go jej zachowanie, to nie zmieniało faktu że ją kochał. Nie mógł pozwolić by coś jej się stało.
Przejrzał smsy. Miał mieszane uczucia. Z jednej strony świadomość że naruszył prywatność siostry sprawiała że czuł wstyd, z drugiej tłumaczył sobie że robi to dla jej dobra. Tylko że nie dowiedział się niczego konkretnego. Gdy tylko przypominał sobie tą wymianę czułości między siostrą a jej chłopakiem, robiło mu się słabo.
- Ty idioto – mówił mu wewnętrzny głos – Jak mogłeś czytać jej smsy?!
Był jednak przekonany że chłopak chce wykorzystać Agatę, zabawić się, a potem porzucić. I choć nie znalazł na to dowodów, wciąż uważał że ma rację. Ale skąd mu przyszło do głowy że właśnie w jej telefonie znajdzie potwierdzenie swojej tezy? Naprawdę pomyślał że on napisze wprost iż zależy mu tylko na seksie? Przypomniał sobie słowa Maćka: „Nie upilnujesz jej”. I właśnie dlatego sprawdzał jej telefon. Chciał być mądrzejszy, sprytniejszy, pokazać że jednak się da. Sam już nie wiedział co go bardziej bolało: czy to że jego siostra pozwoli się skrzywdzić, czy to że on jest wobec tego całkowicie bezradny. Jedyna sensowna opcja, czyli rozmowa, nie przyniosła efektów. Teraz mógł tylko mieć nadzieję że Agata nie dowie się o tym co zrobił, bo to niewątpliwie załamałoby i tak już nadwyrężoną relację między nimi.

poniedziałek, 7 marca 2016

VIII. Scen nr 12

            Zanim zdołał się obejrzeć, weekend minął i wróciła szara codzienna rzeczywistość. Brunet miło spędził czas w towarzystwie siostry, dlatego też mimo poniedziałku, zachmurzonego nieba i ogromnej wieży zbudowanej z raportów, która znajdowała się na jego biurku, był w dobrym humorze. Co prawda żałował że dziewczyna musiała już wracać, ale przecież obiecała mu że za jakiś czas znów przyjedzie.
W tej chwili mógł nazwać ją najważniejszą kobietą w jego życiu. Matka zginęła kilka lat temu, narzeczona go zostawiła... Pamiętał że siostra, choć młodsza, to jednak sprytna i rezolutna, zawsze wspierała go w trudnych momentach, zawsze próbowała mu pomóc, nawet jeśli sytuacja zdawała się być beznadziejna, to ona podnosiła z kolan jego pewność siebie, gdy musiał kolejny raz przełknąć gorycz porażki. Zawsze stała murem za nim, cokolwiek by się nie działo.
Podziwiał jej entuzjazm i nastawienie do życia. Dużo się uśmiechała, wyglądała na miłą i sympatyczną osobę. I taka też była. Zawsze jej tego zazdrościł. Optymizmu, tej radości życia, pozytywnej energii, jaka od niej biła, może nawet trochę beztroski.
Z opisu Maćka wyłaniał się niemal ideał. Doskonale pamiętał że jego siostra ma też swoje wady, ale nie lubił mówić o nich głośno. Po prostu chciał przedstawić ją w jak najlepszym świetle. Czasem jednak była zbyt uparta. Musiała postawić na swoim, co nie zawsze wychodziło na dobre. Działała bowiem impulsywnie, za szybko, nie kalkulując niczego. Nie przewidywała konsekwencji, szczególnie tych niebezpiecznych. Kiedyś w liceum podrywał ją jeden chłopak. Nie cieszył się dobrą opinią, jednak w jej oczach wyglądał zupełnie inaczej. Czas jednak zweryfikował jej opinię. Zaprosił ją na urodziny. Impreza w domu, rodzice gdzieś wyjechali. Została do późna. Próbował wykorzystać sytuację i zaciągnąć ją do łóżka. Im dłużej mu odmawiała, stawał się tym bardziej agresywny. Na szczęście jeden kolega był jeszcze na tyle trzeźwy, by zrozumieć co się dzieje i zainterweniować. Obronił ją. Maćkowi nigdy nie powiedziała o tym zajściu. Wiedziała że brat by tego nie darował, może nawet zapomniałby o zdrowym rozsądku i wpakowałby się w problemy...
- Wiesz – westchnął Sebastian – Zazdroszę ci takiej siostry
Maciek tylko się uśmiechnął. Przed chwilą właśnie skończył opowiadać o niej, o tym że odwiedziła go w ten weekend, że spędzili miło czas i że dopiero teraz do niego dotarło jak daleko się przeprowadził.
- Mojej to tylko zakupy i imprezy w głowie... Kto za to będzie płacił?
- Jej mąż – wyjaśnił krótko
- Proszę cię... Ona i małżeństwo... Żaden normalny facet nie wytrzyma z nią dłużej niż rok!
- Ty jakoś wytrzymałeś dziewiętnaście lat.
- Ale jako brat, to jednak co innego. Esz, gdyby tak można było kupić olej i wlać jej całą butlę do głowy... - rozmarzył się
- Spokojnie, wyrośnie z tego – zapewnił Maciek – Znam to z własnego doświadczenia. Tyle że Patrycja okres „mam wszystko w dupie, nic mi się nie chce” miała za sobą już w wieku szesnastu lat.
- Wiesz czego się najbardziej boję? - urwał na chwilę, by pociągnąć łyk kawy ze swojego kubka – Że zrobi coś głupiego i stanie jej się krzywda. Wiesz jak to jest. Wkurza mnie, ale to jednak moja siostra.
- Podobno człowiek uczy się na błędach...
- Podobno – podkreślił, dając do zrozumienia że w przypadku jego siostry to raczej nie zadziała. Wrócili do biura i zajęli się raportami. Ania tylko zmierzyła wzrokiem swojego partnera, ale ten ani drgnął. Nie zareagował też, kiedy niby przypadkiem spadł jej długopis i jakimś dziwnym trafem wylądował koło jego nogi. Więc jednak. Robił swoje i nie zwracał na nią uwagi, tak jak zapowiadał. - Szkoda – pomyślała – A chciałam z tobą pogadać...
Nie wiedziała jednak jak to zrobić, by to nie wyglądało na kapitulację. Może i miała paranoję na punkcie tej swojej wojenki z Maćkiem, ale to ją motywowało, nakręcało. Znów chciała prowadzić śledztwa, chciała przypomnieć ile jest warta, ile nauczyła się przy Marku. Od czasu jego śmierci pracowała tylko po to by czymś się zająć, odciągnąć myśli. Potem kiedy pojawił się Maciek, przyszło takie oburzenie, że ona z nim nie będzie pracować. Teraz jednak to przemyślała i musiała przyznać rację – jej zachowanie było dziecinne.
- Maciek, idziemy zapalić? - nie wytrzymała w końcu i odezwała się jako pierwsza. Teraz jednak zwróciła nie tylko jego uwagę, ale także Joasi i Sebastiana, którzy również zajmowali się raportami. Przecież ona nigdy nie miała papierosa w ręku, nie mówiąc już o paleniu!
- To znaczy ty będziesz palił, a ja dotrzymam ci towarzystwa – wyjaśniła spokojnie, nie przejmując się zbędnym zainteresowaniem ze strony pozostałej dwójki komisarzy
- Chcesz pogadać? - zapytał zdziwiony
- Można tak powiedzieć.
- No dobrze – westchnął, odsuwając się od biurka. Zarzucił na siebie kurtkę, przepuścił brunetkę, by szła przodem i opuścili komendę tylnym wyjściem, od strony podwórka.
- Więc?
- Przemyślałam parę spraw – oznajmiła lekko nerwowym tonem – Mógłbyś na mnie nie dmuchać tym dymem?
- No przecież nie odwrócę się do ciebie tyłem kiedy rozmawiamy.
- Po cholerę mi to było... dobra, nieważne. Jedna osoba zwróciła mi uwagę na moje zachowanie. Pomyślałam – okej, może on mnie nie lubi i od dawna go wkurzam. Potem była druga osoba. No dobra, może ma jakieś problemy i chciał się na kimś wyżyć. Ale potem byli kolejni, byłeś też ty. No i doszłam do wniosku że wszyscy mieliście rację. Moje zachowanie było dziecinne.
- Nie da się ukryć – rzucił, widząc że kobieta czeka na komentarz z jego strony
- Ale nic się nie zmieniło. Nie lubię cię, jesteś zarozumiały, przemądrzały i myślisz tylko o sobie.
- Brawa za szczerość.
Przez chwilę myślał że coś do niej dotarło, ale jednak nie. Nadal miała wyrobione o nim zdanie, mimo że nawet nie spróbowała go poznać. Ale może nie będzie już wariować, przecież sama przyznała że jej zachowanie nie było właściwe.
- Posłuchaj... - zaczęła poważnie – Ta walka jest bez sensu. Oboje to wiemy, prawda?
- Nie ma żadnej walki. Ty ją sobie wymyśliłaś, więc ty ją zakończ, okej?
- Właśnie po to cię tu wyciągnęłam.
- To znaczy?
- Powiedzmy że... zastosuję się do twojej rady – oznajmiła, na co Maciek uniósł brwi ze zdumienia – Nie musisz mnie lubić, wystarczy że będziemy współpracować. Ty to powiedziałeś. I właśnie to zamierzam zrobić. Współpracujmy to będzie nam jakoś znośnie.
- Jakoś znośnie – powtórzył ironicznie – To znaczy, w biurze się pokłócimy a w terenie będziemy udawać że wszystko jest okej? Albo będziemy ze sobą gadać tylko jak bandyci zaczną do nas strzelać?
- To czego ty do cholery chcesz?
- Chcę partnerki, na którą będę mógł liczyć, która będzie dla mnie wsparciem i której będę mógł zaufać. W tej chwili nie spełniasz żadnych kryteriów.
- To dlaczego jeszcze nie byłeś u starego by dał ci kogoś innego?
- Bo wierzę że jesteś profesjonalistką – powiedział jej prosto w oczy – I że teraz masz tylko gorszy okres, ale wkrótce się ogarniesz i będziemy jeszcze najskuteczniejszym duetem w całym mieście.
- Dobre sobie, my najlepsi – zaśmiała się po jego słowach – Nie łap mnie na komplementy, okej? Mnie to nie rusza.
- Jasne, widziałem jak ci się oczy zaświeciły – postanowił zaryzykować i spróbować rozluźnić atmosferę
- Nieprawda!
- Prawda. Każda kobieta lubi być doceniona.
- Tak, myślisz że jak wymsknie ci się coś mądrego to mnie kupisz.
- Wcale nie chcę cię kupować. To co, współpraca?
Zastanowiła się przez chwilę. Przecież była zdecydowana, ale po tej rozmowie zaczęła mieć wątpliwości czy pod tym słowem kryje się to samo, co ona przez nie rozumiała. Chciała się upewnić, zapytać, ale zamilkła zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, bowiem między nimi pojawił się Tomek.
- Koniec tego dobrego – oznajmił, zabierając Maćkowi końcówkę papierosa – Macie sprawę.