Aleksandra Nadajska nie była zaskoczona telefonem Maćka. Spodziewała się iż prędzej czy później Strzewiński będzie potrzebował jej informacji. W zamian za adres zamieszkania Dawida Kamińskiego, czarnowłosy zmuszony był obiecać iż podzieli się z policjantką ewentualnymi ustaleniami. Teoretycznie mieli ten sam cel – odnaleźć zabójcę Kłosińskich, choć ich wizje były dalekie od spójnych. O ile ona wraz ze swoim partnerem rozmawiała już z byłym komisarzem, o tyle niewiele wniosło to do śledztwa. Czarnowłosy miał jednak nieco inny zbiór danych, inne możliwości i miał szansę to wykorzystać.
Od koleżanki po fachu uzyskał też kilka informacji z życiorysu Kamińskiego, a przede wszystkim ostatnich lat. Parę miesięcy po sprawie prowadzonej ze Stawarskim, ten drugi zgłosił przekroczenie uprawnień przez partnera. Policjant został przebadany przez psychiatrę, a następnie uznany za niepoczytalnego, w wyniku czego skierowano go na leczenie do zamkniętego ośrodka. Opuścił go po pół roku, jednak bez szans na dalszą karierę w policji. Maciek miał wątpliwości co do tego czy oficjalna wersja jest w pełni prawdziwa. Mogła to być forma ostrzeżenia dla komisarza, bądź też celowe działanie jego samego.
Bardziej od kariery zawodowej Kamińskiego i jej schyłku był ciekaw sprawy porwań kobiet, szczególnie udziału Burynowicza, oraz spotkania z prokuratorem Kłosińskim. Za kilka chwil miał uzyskać odpowiedź na dręczące go pytania i dopasować kolejne elementy tej skomplikowanej ukladanki. Wysoka, stara kamienica, z odpadającym tynkiem, odsłaniającym nieco czerwonych cegieł, nie wyglądała zbyt przyjaźnie. Nie zrobiło to na nim jednak większego wrażenia. Bez problemu dostał się do środka, pchnąwszy drzwi do klatki schodowej. Zabezpieczenie domofonem nie miało prawa działać, skoro zamek został wyłamany. Maciek pokręcił głową z niedowierzaniem. Mieszkańcy czuli się na tyle pewnie czy najzwyczajniej w świecie żaden z nich nie zainteresował się tematem? Okolica nie wyglądała ciekawie. Nie zdziwiłby się, gdyby każdy po zmroku nie poruszał się tu bez noża bądź gazu pieprzowego. Sam znał w Krakowie sporo takich miejsc.
Szybko pokonywał kolejne, drewniane schody, puszczając mimo uszu każde skrzypnięcie kolejnych desek, wywołane naciskiem jego stóp. Zatrzymał się na drugim piętrze odetchnął nieco i rozejrzał. Przez niewielkie okno na korytarzu wpadało trochę dziennego światła. Promienie słońca padały na ścianę, pozwalając mu dostrzec wymalowane bądź wydrapane wulgarne napisy. Nie poświęcając im już więcej uwagi, nacisnął na dzwonek. Uśmiechnął się pod nosem. Oczywiście że nie działał. Dlaczego nie był tym faktem zaskoczony? Energicznym ruchem stuknął dwukrotnie w drzwi. Odpowiedziała mu jedynie cisza. Powtórzył ruch, a kiedy wciąż nie usłyszał żadnej reakcji z wewnątrz, delikatnie nacisnął klamkę. Mieszkanie było otwarte. Nie był pewien czy to bardziej instynkt, czy ciekawość, ale coś nakazywało mu zajrzeć do środka. Sięgnął do kieszeni po rękawiczki, wsunął je na dłonie. Od razu spostrzegł uchylone drzwi do jednego z pomieszczeń. Powoli zmierzał w tamtym kierunku, uważnie omijając rozrzucone na podłodze buty i kurtkę. Jeszcze zanim przekroczył próg pokoju, zobaczył ciało. Nienaturalnie blada cera, ręce rozłożone szeroko. Sprawdzenie pulsu było tylko formalnością.
- Niech to szlag – zaklął pod nosem, gdy upewnił się że mężczyzna nie żyje. Sięgnął po telefon i zadzwonił do Nadajskiej.
- Co jest? Co tak szybko? - wypaliła z nutką niepokoju w głosie
- Kamiński nic mi nie powie – oznajmił rozczarowany – Trup.
- Zabójstwo?
- Nie wiem, nie widzę żadnej rany, żadnych śladów. Jest tylko bałagan, butelki po wódce, no i oczywiście on.
- Spadaj stamtąd – poradziła błyskawicznie – Nikt cię nie widział?
- Chyba żartujesz. Powinniśmy się dowiedzieć dlaczego Kamiński jest martwy i czy ktoś mu w tym pomógł.
- Pakujesz się w kłopoty. Nie powinno cię tam być, rozumiesz? - rzuciła zdenerwowana. Maciek nie rozumiał dlaczego kobieta nalegała na przemilczenie sprawy.
- Nie bój się, nie wsypię cię – oznajmił z nadzieją że to ją uspokoi. Współpraca z Nadajską mogła się okazać dość cenna, lecz nie na tyle by bezwzględnie słuchać jej wskazówek. Musiał postawić na swoim. Zakończył połączenie i wybrał kolejny numer. Tym razem zadzwonił na policję.
Kilkanaście minut później pod kamienicą pojawiły się trzy radiowozy, zaś w mieszkaniu zaroiło od policyjnych techników. Pojawił się także patolog oraz dwaj tutejsi policjanci. Były partner Maćka, Mateusz, skupił się na oględzinach miejsca potencjalnej zbrodni, natomiast jego kolega miał za zadanie przesłuchanie czarnowłosego.
- Aspirant Damian Krukowski, Komenda przy ulicy Wesołej w Gdańsku – przedstawił się, zachowując przesadnie poważny wyraz twarzy – Pan znalazł ciało?
- Tak i to ja po was zadzwoniłem – przewrócił oczyma. Kto inny miałby to być, skoro do czasu ich przyjazdu był jedyną żyjącą osobą w tym mieszkaniu?
- Mogę prosić dokument tożsamości? - zapytał, otwierając notes
- Jasne – mruknął, po czym wyjął portfel, a z niego dowód osobisty. Policjant pokiwał głową, kiedy przyjrzał się danym osobowym.
- Maciej Strzewiński, urodzony 23 sierpnia 1985 – szeptał, pomagając sobie w sporządzeniu notatek – Więc to pan znalazł ciało...
Czarnowłosy westchnął cicho. Usiłował odnaleźć pokłady swojej cierpliwości, której zwykle nie było zbyt wiele. Nie mógł dać się sprowokować ani zdradzić prawdziwego powodu wizyty w mieszkaniu Kamińskiego. Im mniej osób wiedziało o jego zamiarach, tym większe szanse miało ich powodzenie.
- Jak pan znalazł się w mieszkaniu?
- Po prostu, nacisnąłem klamkę i wszedłem przez drzwi – odparł niewzruszony – Tak, było otwarte.
- W jakim celu odwiedził pan denata?
- Stary znajomy – skłamał, zgodnie z założeniem przyjętym przed kilkoma minutami – Pomyślałem że jak już jestem w Gdańsku to odwiedzę starego kumpla i zobaczę jak mu się wiedzie.
- Jak widać, już nie wiedzie – skwitował policjant, wywołując politowanie na twarzy Maćka – Miał jakichś bliskich, krewnych?
- Raczej był samotny. Nie jestem pewien, dawno nie rozmawialiśmy.
- Jak dawno?
Dociekliwość aspiranta nieco zirytowała Maćka. Potrzebował chwili zastanowienia przed podaniem odpowiedzi, by dokonać najlepszego wyboru. Nie musiał tego robić, gdyż z opresji wybawił go Mateusz. Klepnął partnera w ramię, zwracając na siebie jego uwagę.
- Ja z nim pogadam, ty leć do techników.
- Ale... co potem napiszę w raporcie?
- Nie martw się, ogarniemy to razem – uśmiechnął się serdecznie do młodszego kolegi. Maciek pokręcił głową z niedowierzaniem.
- Ech, młodzież – skwitował blondyn, kiedy jego partner ich opuścił – Chodźmy na zewnątrz, zapalisz sobie – zaproponował, chcąc przeprowadzić rozmowę z Maćkiem sam na sam. Szybko pokonali schody i znaleźli się przed budynkiem. Mateusz obserwował jak czarnowłosy odpala papierosa, siląc się na groźny wyraz twarzy.
- Wiem po co tu przyszedłeś – oznajmił sucho – Powiedz że nie masz z tym nic wspólnego.
- Mati, proszę cię – Maciek wyglądał bardziej na rozbawionego niż zmartwionego sugestią – Widać że facet jest martwy od kilku godzin.
- Nie było cię tu wcześniej?
- Tak, specjalnie wróciłbym teraz i rżnął głupa żeby odsunąć od siebie podejrzenia – wciąż kpił z teorii spiskowych byłego partnera, ale tym razem w jego głosie pojawiła się irytacja.
- Dobra, trochę przesadzam – spuścił z tonu – Martwię się, bo wiem jak bardzo jesteś zdesperowany.
- Wiesz – powtórzył ironicznie – Gówno wiesz.
- Właśnie o tym mówię! Gdyby Kamiński powiedział coś co by cię wyprowadziło z równowagi...
- Ale nie powiedział, bo nie żyje – nie pozwolił mu dokończyć – Swoją drogą... Czy to nie dziwne?
Maciek lekko przymknął oczy, mierząc partnera wzrokiem. Mateusz nie domyślał się do czego teraz zmierza czarnowłosy.
- Przyjeżdżam do Gdańska, spotykam się ze Stawarskim, który nie chce mówić. Drugim komisarzem prowadzącym interesujące mnie śledztwo był Kamiński. Prawdopodobnie kilka godzin przed moją wizytą umiera. Przypadek?
- Nie wierzysz w przypadki – zauważył blondyn, przypominając sobie często powtarzane niegdyś słowa
- Myślę że są trzy osoby, które wiedziały że trafię do niego. Tożsamości jednej z nich nie mogę zdradzić, obiecałem. Ale ona dopiero dzisiaj dowiedziała się że jestem w Gdańsku, choć jej zachowanie też wzbudziło moje podejrzenia. Drugą jest Stawarski. A trzecią... - zawahał się, wziął głęboki oddech – Trzecią jesteś ty.
- Odbiło ci?! - w jego głosie irytacja mieszała się z przerażeniem – Człowieku, pracowaliśmy razem dwa lata, byliśmy partnerami, ile razy ryzykowaliśmy życiem lub zdrowiem jeden za drugiego?!
Maciek zdawał sobie sprawę że rzucanie podejrzenia na Mateusza jest na wyrost. Doświadczenie i fakty mówiły jednak, iż nie może go pominąć.
- Wysłałeś mnie do Stawarskiego, a o Kamińskim nie wspomniałeś ani słowa – uzasadnił swoje zdanie
- Stawarski wciąż jest gliną, łatwiej było do niego trafić. Skąd miałem wiedzieć że nic konkretnego ci nie powie?
Rozmowę przerwał im telefon Mateusza. Rozgniewany policjant jedynie kiwał głową, mając słuchawkę przy uchu.
- Idziemy na górę – oznajmił szorstko, nie zdradzając żadnych szczegółów. Maciek ruszył za nim w milczeniu, tłumiąc wyrzuty sumienia. Nie mógł sobie pozwolić na chwilę słabości. Nie mógł dopuścić do głosu sentymentów i wrażliwości. Już przy Marcie nie potrafił zachować zimnej krwi i skończyło się to tak, że nie wiedział co się z nią dzieje.
Wrócili do pokoju, w którym znaleziono ciało Kamińskiego. Technicy pochylali się nad otwartym tapczanem, fotografując skrzynię i jej zawartość. Jeden z nich podszedł do komisarzy.
- Znaleźliśmy kilka ciekawych fantów. Magazynek z nabojami, kaliber 9,5 mm. Co ciekawe, nie ma broni. Kasa, dużo kasy. Będzie jakieś piętnaście, może dwadzieścia tysięcy. I wydruk mapy z internetu. Nasz denat interesował się jednym ze szczecińskich osiedli domków jednorodzinnych, ale za tę gotówkę to nawet garażu by tam nie kupił.
Maciek z kamiennym wyrazem twarzy wyminął technika i podszedł do okna. Patrzył gdzieś daleko przed siebie, w niewidoczny dla innych punkt. Jego oddech zwolnił, stał się nieco cięższy. Wbrew pozorom, daleko było mu teraz do spokoju. Taki sam kaliber miała broń, z której zginął prokurator Kłosiński. Do tego mapa. Nie mógł odpędzić od siebie myśli, iż Dawid Kamiński ma coś wspólnego ze śmiercią rodziców Marty. A być może nawet za nią odpowiada...
wtorek, 29 października 2019
piątek, 18 października 2019
Czas nie leczy ran cz. 21
Rozgoryczony i rozczarowany Maciek spędził jeszcze trochę czasu w parku. Długo bił się z myślami, dopóki jego organizm nie dał mu znaku, że jest zbyt zimno by tak długo przesiadywać na świeżym powietrzu. Nieco zmarznięty mężczyzna udał się do najbliższej kawiarni, by trochę się ogrzać. Zamówił sobie kawę i odetchnął nieco. Próbował nabrać nieco dystansu, stłumić swoje emocje. Jednak zanim udało mu się odnaleźć spokój, otrzymał wiadomość od Sebastiana. Portret pamięciowy podejrzanego o włamanie do jego mieszkania. Uważnie oglądał szkic, usiłując przypomnieć sobie rysy twarzy tej osoby, lecz niestety na próżno. Mimo pełnego skupienia i dłuższego zastanowienia musiał dać za wygraną. Nie znał go.
- Zadzwoń jak będziesz miał chwilę – przeczytał w myślach załączony w wiadomości tekst. Nie namyślając się wcale, wybrał z listy numer przyjaciela. Cierpliwie wsłuchiwał się w kolejne sygnały, aż w końcu usłyszał głośny, entuzjastyczny ton.
- Cześć Maciek – przywitał się z nim na początku rozmowy – Jak sprawy idą?
- Beznadziejnie – westchnął – Ale słyszę że chyba masz dobre wieści.
- Czy dobre to już sam ocenisz. Mamy tego gościa w bazie.
- Dajesz – rzucił krótko, zainteresowany postacią, której rysopis widział przed chwilą
- Facet nazywa się Filip Burynowicz, ma 26 lat. Niespełna dwa lata temu skazany przez Sąd Okręgowy w Gdańsku wyrokiem w zawieszeniu. Nie zgadniesz za co.
- Za włamanie? - podał swoją pierwszą myśl
- Nie, ale powinno cię to zainteresować. Przygotowania do handlu ludźmi. Nie udowodniono mu że brał czynny udział w procederze, ale sypnął paru kolegów i sąd też wziął to pod uwagę.
- Masz coś więcej o tej sprawie? - zapytał, chcąc upewnić się czy wspominany przez Sebastiana człowiek był związany z grupą, o której rozmawiał kilkadziesiąt minut temu
- Daj mi chwilę... - przez moment Maciek zmuszony był wysłuchać ciszy w słuchawce – Burynowicz zeznał że prowadził rekrutację kobiet do rzekomej pracy za granicą. Wiedział że przewożą je do Niemiec, a tam transport przejmowali inni. Był przekonany że chodzi o obozy, rozumiesz, pozbawiają osoby dokumentów i zmuszają do zapieprzania po dwanaście godzin dziennie. Zdecydował się na współpracę z policją, gdy dowiedział się że kobiety są sprzedawane do domów publicznych.
- Sumienie go ruszyło? - rzucił ironicznie Maciek – Co teraz porabia?
- Zmienił fach na włamania – zażartował Sebastian – Wyjechał za granicę po rozprawie, ale skoro był widziany u ciebie, to wiemy że jest w Polsce.
- Dobra, jesteś w stanie sprawdzić kto prowadził tę sprawę?
- Podeślę ci smsem jak uda mi się to ustalić.
- Świetnie, dzięki.
Nie pozostało mu nic innego, tylko czekać. Układanka, choć wciąż skomplikowana, zyskała kilka nowych elementów. Wiedział już na czym powinien się skupić, na czym oprzeć swoje teorie. Wbrew pozorom, Burynowicz mógł mieć sporo za uszami. Jego rola nie musiała kończyć się tylko na tym, co zostało mu udowodnione. Z jakiegoś powodu pojawił się w Krakowie i włamał do mieszkania policjanta. Tym powodem musiała być Marta.
- Cholera, gdzie ty jesteś? - zapytał w myślach, zastanawiając się co teraz robi brunetka.
Zamówił drugą kawę, oczekując na kolejne wieści od Sebastiana. Był pewien że nazwisko, które ujrzy na ekranie będzie mu znane. To miała być tylko formalność, potwierdzenie przypuszczeń. Czuł że w tym momencie się nie myli. Energicznie chwycił telefon, kiedy usłyszał jego dźwięk.
- Raporty ze sprawy sporządzili komisarz Artur Stawarski i podkomisarz Dawid Kamiński – przeczytał w myślach, po czym uderzył się otwartą dłonią w czoło. Przypomniał sobie to drugie nazwisko, które padło podczas rozmowy z Aleksandrą Nadajską. Postanowił skorzystać z wizytówki otrzymanej wtedy od policjantki. Miał nadzieję że kobieta nadal chce współpracować i pomoże mu ustalić adres mężczyzny.
Marta miała za sobą ciężką noc. Świadomość, że jutro znów opuści córkę i będzie musiała jej o tym powiedzieć, nie pozwalała jej na spokojny sen. Dręczyły ją wyrzuty sumienia. Nie tylko z powodu dziecka, lecz także przez Maćka. Nie zasłużył na to. Nie powinna była tak go potraktować. Przecież on się zaangażował, rzucił wszystko dla niej, mimo że go bardzo zraniła. Teraz znów to robiła. Chciała jednak by się wycofał, nie narażał się, nie ryzykował. Potrzebowała go, ale w końcu zrozumiała, że nie może go wykorzystywać. Nie miała prawa wywracać jego życia do góry nogami. Brunetka jedynie nie zdawała sobie sprawy, że jej ruch przyniósł odwrotny skutek i Maciek poczuł się jeszcze bardziej zmotywowany do działania.
Musiała jednak skupić się na sobie i swoich zadaniach. Zamierzała dowiedzieć się kim jest mężczyzna, którego policja pominęła w śledztwie. Mężczyzna, który przez te trzy lata żył na wolności, gdzieś z dala od tego wszystkiego i nagle z jakiegoś powodu postanowił wrócić do dawnych spraw, by zamknąć definitywnie ten rozdział. Musiała być szybsza i sprytniejsza. Albo on to zakończy, albo ona.
Przypomniała sobie jak do tego wszystkiego doszło. Jak zrozpaczony partner przyjaciółki poprosił ją o pomoc, gdy nie dostawał od ukochanej żadnego znaku życia. Uśmiechnęła się z politowaniem do samej siebie, wyrzucając sobie naiwność. Wtedy jednak nie wiedziała że to wszystko jest ukartowane, a mężczyzna wciąga ją w niebezpieczną grę. Owszem, kobieta naprawdę zaginęła, ale jej facet wiedział co się stało. Wykorzystał jej zniknięcie, by zwabić Martę. Po co? Nie potrafiła odpowiedzieć. Co chcieli z nią zrobić? Miała podzielić los innych dziewczyn? Wiedzieli że porywają byłą policjantkę? Dotychczas myślała że nikt już nie jest w stanie odpowiedzieć jej na to pytanie. Grupa została rozbita, część ludzi zginęła, pozostali siedzieli w więzieniu. Jak się okazało, jednak nie wszyscy.
Podczas wspólnego śniadania z ciotką i córką brunetka siedziała przybita i nieobecna. Nie miała pojęcia jak oznajmić czteroletniemu dziecku że znowu nie zobaczy swojej mamy przez kilkanaście kolejnych dni, tygodni... A może nawet w ogóle? Walczyła o coś więcej niż sprawiedliwość, niż ukaranie mordercy jej rodziców. Stawką prawdopodobnie było jej życie. Dlaczego ten jeden człowiek uważał ją za zagrożenie? A może było ich więcej? Może chodziło o zemstę? Nie interesowały ją odpowiedzi. Chciała tylko wrócić do normalnego życia, odzyskać spokój i zająć się córką.
Wzięła głęboki oddech. Nie czuła się przygotowana do tej rozmowy, nie potrafiła tego zrobić. Wymieniła porozumiewawcze spojrzenie z ciotką. Kobieta bez słowa opuściła pomieszczenie. Chętnie wspomogłaby Martę, lecz brunetka upierała się że chce to zrobić sama. Wiedziała że rani córkę, lecz nie mogła postąpić inaczej.
- Córeczko... – zaczęła drżącym głosem – Wiesz że bardzo za tobą tęskniłam?
- Ja też – odpowiedziała dziewczynka
- Fajnie jest u cioci, prawda? Lubisz ją?
W odpowiedzi energicznie potrząsnęła twierdząco głową. Brunetka jednak nie poczuła ulgi. Zdawała sobie sprawę, że córka nie mogła jeszcze wiedzieć w jakim kierunku zmierza ta rozmowa. Czuła narastającą gulę w gardle, która utrudniała wypowiadanie każdego kolejnego słowa.
- Zostaniesz z nią jeszcze kilka dni? Ja... ja muszę jeszcze gdzieś pojechać – wyznała z żalem, wciąż patrząc w zielone oczka dziewczynki. Od początku rozmowy nie było w nich tej radości, którą dostrzegła jeszcze poprzedniego wieczora. Zupełnie jakby wiedziała, jakby wyczuwała powagę sytuacji i to co ma nastąpić.
- Mogę z tobą?
Marta przymknęła oczy. Serce pragnęło by nie przeczyć, nie zostawiać jej już nigdy więcej. Marta musiała się kontrolować by ten głos pozostał wewnątrz, a rozum decydował o każdym wypowiedzianym słowie.
- Naprawdę bym chciała... Nie mogę, przepraszam – mówiła przytłumionym głosem. Była bliska płaczu. Nie potrafiła w żaden sposób usprawiedliwić się przed samą sobą. Choć twierdziła że to słuszne rozwiązanie, że walczy o bezpieczeństwo swoje i córki, że nie może postąpić inaczej, nie była do tego przekonana. Wewnętrzny głos, który jej to powtarzał, nie miał już żadnej siły przebicia.
- Ale przyjedziesz potem?
Pokiwała głową. Nie była w stanie dalej mówić. Mocno przytuliła córeczkę i długo nie wypuszczała jej z objęć. Wydawałoby się że dziewczynka przyjęła tę wiadomość nad wyraz spokojnie, o ile ją zrozumiała. Marta nie mogła już nic więcej zrobić. Wszystko zależało od tej małej, czteroletniej istoty, od tego jak ona sama sobie poradzi.
- Jesteś bardzo dzielna, wiesz? Kocham cię – wyszeptała jej do ucha – Wrócę, obiecuję.
Brunetka poczuła się nieco silniejsza. Nie mogła się poddać, miała dla kogo walczyć. Przecież ona sama miała jeszcze sporo pięknych chwil przed sobą, a jej córka całe życie! Nie mogła pozwolić by ktoś to zniszczył. Musiała znów odnaleźć w sobie chłód, wyciszyć emocje, odciąć układ nerwowy i działać.
Kilkanaście minut później była już bliska poukładania sobie wszystkiego. Odzyskiwała pewność siebie i motywację. Chciała jeszcze trochę czasu spędzić z córką, zanim zniknie na kolejnych parę dni. Niezauważona uchyliła drzwi do pokoju. Dziewczynka leżała na łóżku i płakała. Albo dopiero teraz do niej dotarło co usłyszała, albo zupełnie tak jak jej mama, nie chciała nikomu okazywać swojej słabości. Marta przypomniała sobie jak kiedyś, gdy była jeszcze dzieckiem, ojciec na nią mocno nawrzeszczał. Nie pamiętała już z jakiego powodu. Zacisnęła wtedy zęby, starała się zachować kamienną twarz. Dopiero gdy zamknęła się w pokoju, została sama ze sobą, dała upust emocjom i pozwoliła popłynąć łzom. Po prostu się wstydziła, że nie jest wystarczająco silna.
Postanowiła się wycofać. Nie mogła nic zrobić. Była wściekła na samą siebie. Jej córka cierpiała w samotności, a ona nie potrafiła jej pomóc, nawet pocieszyć. Poszła do łazienki i spojrzała w lustro.
- Jak możesz? - spytała samej siebie – Jak możesz być tak okrutna?
Dopiero teraz zdała sobie sprawę co zrobiła. Zostawiła czteroletnie dziecko same sobie. Wystawiła na ciężką próbę, której nie powinno być poddane w takim wieku. Jaka matka wyjeżdża na kilkanaście dni i ryzykuje że już nigdy nie wróci? Jaka matka stawia dziecko w sytuacji, której nie jest w stanie zrozumieć? Powinna tu być, cały czas, zapewnić jej bezpieczeństwo i komfort, normalne warunki do rozwoju, zwyczajny dom, ojca, ciepłą i kochającą rodzinę.
Uderzyła otwartą dłonią w ścianę, a potem oparła na niej czoło. Oddychała ciężko. Nienawidziła samej siebie. Nie rozumiała gdzie popełniła błąd, kiedy zaczęła się ta czarna seria. Każda decyzja była zła, a następne jeszcze gorsze. Czuła że cokolwiek by nie zrobiła, nie poprawi swojej sytuacji. Z każdym kolejnym krokiem pogrążała się coraz bardziej. Utkwiła w pułapce, którą sama dla siebie przygotowała. Tą pułapką było przecież jej życie.
- Zadzwoń jak będziesz miał chwilę – przeczytał w myślach załączony w wiadomości tekst. Nie namyślając się wcale, wybrał z listy numer przyjaciela. Cierpliwie wsłuchiwał się w kolejne sygnały, aż w końcu usłyszał głośny, entuzjastyczny ton.
- Cześć Maciek – przywitał się z nim na początku rozmowy – Jak sprawy idą?
- Beznadziejnie – westchnął – Ale słyszę że chyba masz dobre wieści.
- Czy dobre to już sam ocenisz. Mamy tego gościa w bazie.
- Dajesz – rzucił krótko, zainteresowany postacią, której rysopis widział przed chwilą
- Facet nazywa się Filip Burynowicz, ma 26 lat. Niespełna dwa lata temu skazany przez Sąd Okręgowy w Gdańsku wyrokiem w zawieszeniu. Nie zgadniesz za co.
- Za włamanie? - podał swoją pierwszą myśl
- Nie, ale powinno cię to zainteresować. Przygotowania do handlu ludźmi. Nie udowodniono mu że brał czynny udział w procederze, ale sypnął paru kolegów i sąd też wziął to pod uwagę.
- Masz coś więcej o tej sprawie? - zapytał, chcąc upewnić się czy wspominany przez Sebastiana człowiek był związany z grupą, o której rozmawiał kilkadziesiąt minut temu
- Daj mi chwilę... - przez moment Maciek zmuszony był wysłuchać ciszy w słuchawce – Burynowicz zeznał że prowadził rekrutację kobiet do rzekomej pracy za granicą. Wiedział że przewożą je do Niemiec, a tam transport przejmowali inni. Był przekonany że chodzi o obozy, rozumiesz, pozbawiają osoby dokumentów i zmuszają do zapieprzania po dwanaście godzin dziennie. Zdecydował się na współpracę z policją, gdy dowiedział się że kobiety są sprzedawane do domów publicznych.
- Sumienie go ruszyło? - rzucił ironicznie Maciek – Co teraz porabia?
- Zmienił fach na włamania – zażartował Sebastian – Wyjechał za granicę po rozprawie, ale skoro był widziany u ciebie, to wiemy że jest w Polsce.
- Dobra, jesteś w stanie sprawdzić kto prowadził tę sprawę?
- Podeślę ci smsem jak uda mi się to ustalić.
- Świetnie, dzięki.
Nie pozostało mu nic innego, tylko czekać. Układanka, choć wciąż skomplikowana, zyskała kilka nowych elementów. Wiedział już na czym powinien się skupić, na czym oprzeć swoje teorie. Wbrew pozorom, Burynowicz mógł mieć sporo za uszami. Jego rola nie musiała kończyć się tylko na tym, co zostało mu udowodnione. Z jakiegoś powodu pojawił się w Krakowie i włamał do mieszkania policjanta. Tym powodem musiała być Marta.
- Cholera, gdzie ty jesteś? - zapytał w myślach, zastanawiając się co teraz robi brunetka.
Zamówił drugą kawę, oczekując na kolejne wieści od Sebastiana. Był pewien że nazwisko, które ujrzy na ekranie będzie mu znane. To miała być tylko formalność, potwierdzenie przypuszczeń. Czuł że w tym momencie się nie myli. Energicznie chwycił telefon, kiedy usłyszał jego dźwięk.
- Raporty ze sprawy sporządzili komisarz Artur Stawarski i podkomisarz Dawid Kamiński – przeczytał w myślach, po czym uderzył się otwartą dłonią w czoło. Przypomniał sobie to drugie nazwisko, które padło podczas rozmowy z Aleksandrą Nadajską. Postanowił skorzystać z wizytówki otrzymanej wtedy od policjantki. Miał nadzieję że kobieta nadal chce współpracować i pomoże mu ustalić adres mężczyzny.
Marta miała za sobą ciężką noc. Świadomość, że jutro znów opuści córkę i będzie musiała jej o tym powiedzieć, nie pozwalała jej na spokojny sen. Dręczyły ją wyrzuty sumienia. Nie tylko z powodu dziecka, lecz także przez Maćka. Nie zasłużył na to. Nie powinna była tak go potraktować. Przecież on się zaangażował, rzucił wszystko dla niej, mimo że go bardzo zraniła. Teraz znów to robiła. Chciała jednak by się wycofał, nie narażał się, nie ryzykował. Potrzebowała go, ale w końcu zrozumiała, że nie może go wykorzystywać. Nie miała prawa wywracać jego życia do góry nogami. Brunetka jedynie nie zdawała sobie sprawy, że jej ruch przyniósł odwrotny skutek i Maciek poczuł się jeszcze bardziej zmotywowany do działania.
Musiała jednak skupić się na sobie i swoich zadaniach. Zamierzała dowiedzieć się kim jest mężczyzna, którego policja pominęła w śledztwie. Mężczyzna, który przez te trzy lata żył na wolności, gdzieś z dala od tego wszystkiego i nagle z jakiegoś powodu postanowił wrócić do dawnych spraw, by zamknąć definitywnie ten rozdział. Musiała być szybsza i sprytniejsza. Albo on to zakończy, albo ona.
Przypomniała sobie jak do tego wszystkiego doszło. Jak zrozpaczony partner przyjaciółki poprosił ją o pomoc, gdy nie dostawał od ukochanej żadnego znaku życia. Uśmiechnęła się z politowaniem do samej siebie, wyrzucając sobie naiwność. Wtedy jednak nie wiedziała że to wszystko jest ukartowane, a mężczyzna wciąga ją w niebezpieczną grę. Owszem, kobieta naprawdę zaginęła, ale jej facet wiedział co się stało. Wykorzystał jej zniknięcie, by zwabić Martę. Po co? Nie potrafiła odpowiedzieć. Co chcieli z nią zrobić? Miała podzielić los innych dziewczyn? Wiedzieli że porywają byłą policjantkę? Dotychczas myślała że nikt już nie jest w stanie odpowiedzieć jej na to pytanie. Grupa została rozbita, część ludzi zginęła, pozostali siedzieli w więzieniu. Jak się okazało, jednak nie wszyscy.
Podczas wspólnego śniadania z ciotką i córką brunetka siedziała przybita i nieobecna. Nie miała pojęcia jak oznajmić czteroletniemu dziecku że znowu nie zobaczy swojej mamy przez kilkanaście kolejnych dni, tygodni... A może nawet w ogóle? Walczyła o coś więcej niż sprawiedliwość, niż ukaranie mordercy jej rodziców. Stawką prawdopodobnie było jej życie. Dlaczego ten jeden człowiek uważał ją za zagrożenie? A może było ich więcej? Może chodziło o zemstę? Nie interesowały ją odpowiedzi. Chciała tylko wrócić do normalnego życia, odzyskać spokój i zająć się córką.
Wzięła głęboki oddech. Nie czuła się przygotowana do tej rozmowy, nie potrafiła tego zrobić. Wymieniła porozumiewawcze spojrzenie z ciotką. Kobieta bez słowa opuściła pomieszczenie. Chętnie wspomogłaby Martę, lecz brunetka upierała się że chce to zrobić sama. Wiedziała że rani córkę, lecz nie mogła postąpić inaczej.
- Córeczko... – zaczęła drżącym głosem – Wiesz że bardzo za tobą tęskniłam?
- Ja też – odpowiedziała dziewczynka
- Fajnie jest u cioci, prawda? Lubisz ją?
W odpowiedzi energicznie potrząsnęła twierdząco głową. Brunetka jednak nie poczuła ulgi. Zdawała sobie sprawę, że córka nie mogła jeszcze wiedzieć w jakim kierunku zmierza ta rozmowa. Czuła narastającą gulę w gardle, która utrudniała wypowiadanie każdego kolejnego słowa.
- Zostaniesz z nią jeszcze kilka dni? Ja... ja muszę jeszcze gdzieś pojechać – wyznała z żalem, wciąż patrząc w zielone oczka dziewczynki. Od początku rozmowy nie było w nich tej radości, którą dostrzegła jeszcze poprzedniego wieczora. Zupełnie jakby wiedziała, jakby wyczuwała powagę sytuacji i to co ma nastąpić.
- Mogę z tobą?
Marta przymknęła oczy. Serce pragnęło by nie przeczyć, nie zostawiać jej już nigdy więcej. Marta musiała się kontrolować by ten głos pozostał wewnątrz, a rozum decydował o każdym wypowiedzianym słowie.
- Naprawdę bym chciała... Nie mogę, przepraszam – mówiła przytłumionym głosem. Była bliska płaczu. Nie potrafiła w żaden sposób usprawiedliwić się przed samą sobą. Choć twierdziła że to słuszne rozwiązanie, że walczy o bezpieczeństwo swoje i córki, że nie może postąpić inaczej, nie była do tego przekonana. Wewnętrzny głos, który jej to powtarzał, nie miał już żadnej siły przebicia.
- Ale przyjedziesz potem?
Pokiwała głową. Nie była w stanie dalej mówić. Mocno przytuliła córeczkę i długo nie wypuszczała jej z objęć. Wydawałoby się że dziewczynka przyjęła tę wiadomość nad wyraz spokojnie, o ile ją zrozumiała. Marta nie mogła już nic więcej zrobić. Wszystko zależało od tej małej, czteroletniej istoty, od tego jak ona sama sobie poradzi.
- Jesteś bardzo dzielna, wiesz? Kocham cię – wyszeptała jej do ucha – Wrócę, obiecuję.
Brunetka poczuła się nieco silniejsza. Nie mogła się poddać, miała dla kogo walczyć. Przecież ona sama miała jeszcze sporo pięknych chwil przed sobą, a jej córka całe życie! Nie mogła pozwolić by ktoś to zniszczył. Musiała znów odnaleźć w sobie chłód, wyciszyć emocje, odciąć układ nerwowy i działać.
Kilkanaście minut później była już bliska poukładania sobie wszystkiego. Odzyskiwała pewność siebie i motywację. Chciała jeszcze trochę czasu spędzić z córką, zanim zniknie na kolejnych parę dni. Niezauważona uchyliła drzwi do pokoju. Dziewczynka leżała na łóżku i płakała. Albo dopiero teraz do niej dotarło co usłyszała, albo zupełnie tak jak jej mama, nie chciała nikomu okazywać swojej słabości. Marta przypomniała sobie jak kiedyś, gdy była jeszcze dzieckiem, ojciec na nią mocno nawrzeszczał. Nie pamiętała już z jakiego powodu. Zacisnęła wtedy zęby, starała się zachować kamienną twarz. Dopiero gdy zamknęła się w pokoju, została sama ze sobą, dała upust emocjom i pozwoliła popłynąć łzom. Po prostu się wstydziła, że nie jest wystarczająco silna.
Postanowiła się wycofać. Nie mogła nic zrobić. Była wściekła na samą siebie. Jej córka cierpiała w samotności, a ona nie potrafiła jej pomóc, nawet pocieszyć. Poszła do łazienki i spojrzała w lustro.
- Jak możesz? - spytała samej siebie – Jak możesz być tak okrutna?
Dopiero teraz zdała sobie sprawę co zrobiła. Zostawiła czteroletnie dziecko same sobie. Wystawiła na ciężką próbę, której nie powinno być poddane w takim wieku. Jaka matka wyjeżdża na kilkanaście dni i ryzykuje że już nigdy nie wróci? Jaka matka stawia dziecko w sytuacji, której nie jest w stanie zrozumieć? Powinna tu być, cały czas, zapewnić jej bezpieczeństwo i komfort, normalne warunki do rozwoju, zwyczajny dom, ojca, ciepłą i kochającą rodzinę.
Uderzyła otwartą dłonią w ścianę, a potem oparła na niej czoło. Oddychała ciężko. Nienawidziła samej siebie. Nie rozumiała gdzie popełniła błąd, kiedy zaczęła się ta czarna seria. Każda decyzja była zła, a następne jeszcze gorsze. Czuła że cokolwiek by nie zrobiła, nie poprawi swojej sytuacji. Z każdym kolejnym krokiem pogrążała się coraz bardziej. Utkwiła w pułapce, którą sama dla siebie przygotowała. Tą pułapką było przecież jej życie.
środa, 9 października 2019
Czas nie leczy ran cz. 20
Marta obrała jednak inny kierunek niż Maciek. Przyjechała do Torunia, gdzie mieszkała jej ciotka, siostra prokuratora Kłosińskiego. Tajemnicza śmierć mężczyzny nie była jedynym powodem, dla którego brunetka zjawiła się pod drzwiami jej domu.
Spokojnie, jakby nigdy nic przeszła przez furtkę, pokonała fragment podwórka, zmierzając chodnikiem z kostki brukowej do drzwi domu. Z zewnątrz właściwie nic się nie zmieniło. Kremowy kolor elewacji wydawał się być tak samo jasny jak przed trzema laty, a także kilka dni temu. Nacisnęła dzwonek, po czym wyprostowała się i cierpliwie oczekiwała na reakcję z drugiej strony. Wolałaby tu zjawić się w innych okolicznościach, znając już mordercę jej rodziców, z poczuciem że już nikomu, a tym bardziej jej bliskim, nie zagrozi.
- Marta? - kobieta nie kryła zaskoczenia na widok brunetki – Już po wszystkim?
- Nie, ciociu – westchnęła brunetka, przekraczając próg domu – To dopiero początek. Pogadamy potem, najpierw muszę zobaczyć się z małą.
Starsza z kobiet skinęła głową i odprowadziła Martę wzrokiem. Nie pochwalała jej działań, ale też nie odmawiała pomocy. W końcu brunetka była jej jedyną bratanicą. Sama nigdy nie miała dzieci, a z mężem rozstała się po piętnastu latach małżeństwa. Sporo czasu zainwestowała w swoją karierę zawodową, która niestety okazała być przeszkodą do udanego życia rodzinnego. Nie można było jednak zostać jednym z najlepszych prawników w okolicy, nie ponosząc przy tym żadnych kosztów.
Tymczasem Maciek dotarł już do Gdańska. Od razu przyjechał na komendę, na której kiedyś było dane mu pracować. Zmierzając dobrze znanymi sobie korytarzami dotarł do swojego dawnego biura. Tam czekał na niego partner z tamtych lat, Mateusz Kupczyk. Był to średniego wzrostu blondyn, szczupłej postury z sympatycznym wyrazem twarzy. Nie stwarzał pozorów groźnej osoby, ale wykorzystując swoje atuty w postaci zwinności i szybkości potrafił sobie radzić nawet z silniejszymi od siebie przeciwnikami.
- Od godziny powinienem być w domu – zauważył z udawanym wyrzutem, wyciągając ku niemu rękę
- Dzięki za miłe powitanie – odparł, podając mu dłoń
- Tak jak prosiłeś, prześwietliłem dokładnie Jarosława Gniadackiego. Uwaga, teraz zaskoczenie. Siedzi.
- Bardziej mnie interesuje fragment kartoteki sprzed trzech lat.
- Udowodniono mu udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Zwabiali młode kobiety, głównie w wieku od 20 do 29 lat pod pozorem pracy w Niemczech jako gospodynie domowe, opiekunki dzieci lub osób starszych. Tak naprawdę kobiety trafiały do burdeli na południu kraju, a nawet do Francji i Hiszpanii.
Maciek potrzebował chwili by przeanalizować dotychczasowe dane. Zdawkowe informacje od Marty w połączeniu z tym co usłyszał przed chwilą pozwoliły mu wysnuć nowe teorie. Tylko dlaczego brunetka miałaby paść ich ofiarą? Przecież nie szukała pracy za granicą.
- Wiemy coś więcej o tej grupie? - Maciek ożywił się po dłuższej chwili namysłu
- Mogę ci dać namiar na komisarza, który prowadził tę sprawę. Ale obiecaj mi jedną rzecz.
- Nie ma mowy – pokręcił głową – Nie daję słowa, którego nie mogę dotrzymać.
- Nic się nie zmieniłeś – stwierdził z uśmiechem – Ale to chyba będziesz mógł dla mnie zrobić. Pogadasz z nim jutro, a teraz idziemy na piwo.
- Noooo – westchnął ciężko – Dobra, niech ci będzie.
Marta spędzając czas z córką straciła rachubę czasu. Odwlekała jednak poważną rozmowę, nie czując się na siłach by oznajmić jej że rozłąka jeszcze trochę potrwa. W końcu dziewczynka zmęczona emocjami i zabawą zasnęła przytulona do brunetki. Kobieta delikatnie odsunęła się, przykryła ją kocem i delikatnie pocałowała w czoło. Sama też była zmęczona, ale czekała ją jeszcze rozmowa z ciotką.
Zeszła po schodach na parter, do salonu. Przysiadła na kanapie, splotła dłonie i spuściła wzrok. Ciotka popijała wino w fotelu, nieobecnym wzrokiem wpatrywała się w okno, w odległą i nieznaną przestrzeń. Wydawało się że w ogóle nie zauważyła Marty.
- Chcesz? - spytała, wskazując palcem na stół, w stronę butelki z winem. Brunetka pokręciła głową.
- Nie – odparła cicho – Zawiodłam wszystkich. Wszystko przeze mnie.
- Napij się, to ci pomoże.
- Nie chcę – odmówiła silniejszym tonem – Wiesz dlaczego ojciec zginął? Pewnie, skąd miałabyś wiedzieć... Próbował do mnie dotrzeć. Jak widać, nie tylko on...
- A co z Barbarą? Wiedziała o tym? Ona nie zginęła od kuli.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Szukam tylko jakiejś logiki – rozłożyła bezradnie ręce – Pomyśl. Wpadli do ich domu, chcieli wyciągnąć informacje o tobie. Nie udaje się, zabijają ich. Raczej zabiliby ich oboje z broni.
Marta nagle podniosła głowę i przysunęła rękę bliżej pasa. Zapaliła jej się czerwona lampka. Ufała ciotce, w końcu zostawiła córkę pod jej opieką, ale to co usłyszała wzbudziło jej podejrzenia.
- Skąd wiesz że moja mama nie zginęła od kuli?
- Rozmawiałam z policją. Marta, ja też nie wierzę że Zbyszek mógłby zabić Basię, a potem sam się zastrzelić. Ale też nie wierzę żeby to miało związek z twoją ucieczką trzy lata temu.
- Poprosiłam Maćka o pomoc. Kilka dni po naszym spotkaniu ktoś się włamał do jego mieszkania i nic nie ukradł. Przypadek?
- Do mnie nikt nie przyszedł – zauważyła właścicielka domu
- Widocznie nikt nie wie o twoim udziale. Ty sama też właściwie niewiele wiesz.
- A ten twój Maciek... on był w końcu w tym umoczony?
Ukryła twarz w dłoniach. Nie chciała rozmawiać o mężu. Przez chwilę udało jej się zapomnieć że po raz kolejny go rozczarowała, że musi być na nią wściekły i teraz nie będzie mowy o choćby odrobinie zaufania. Miała tylko nadzieję że ta złość zaprowadzi go z powrotem do Krakowa.
- Nie był. Dałam się zrobić jak idiotka.
Następnego ranka Maciek skontaktował się z Arturem Stawarskim, komisarzem który prowadził śledztwo w sprawie zaginięć młodych kobiet. Już godzinę później udało mu się z nim spotkać w parku. Mężczyzna miał akurat wolne i nie chciał pojawiać się na komendzie, by przypadkiem nie musiał tam zostać dłużej.
- Mateusz coś tam o tobie wspominał. Podobno pracowałeś kiedyś w Gdańsku.
- Tak było – potwierdził czarnowłosy – Ale sytuacja życiowa zmusiła mnie do pewnych zmian.
- Przygotowałem się do tej rozmowy – oznajmił komisarz, dając do zrozumienia że wie dlaczego Maciek się z nim spotkał – Czego oczekujesz?
- Kto z nich siedzi, kto się uratował, kto stał za całą bandą – wyrzucił jednym tchem – I jaki do cholery związek z całą sprawą miała moja żona.
- Powiem ci ile mogę – westchnął – Przejrzałem ponownie akta sprawy. Ani razu nie pada tam twoje nazwisko. Marta, tak? Ona w tej sprawie nie istnieje.
- Czyli co? Nie zeznawała? Zwiała, ukryła się i odcięła się od wszystkiego? - nie krył rozczarowania tym co przed chwilą usłyszał
- Nie wiem, może to nie ta sprawa – rozłożył bezradnie ręce, lecz mimo to postanowił kontynuować – Rozpracowanie grupy zajęło nam kilka miesięcy. Nie byli jakoś szczególnie groźni, ale doskonale zacierali ślady. Większość ludzi zginęła. W różnych odstępach czasu, różne sposoby. Ktoś się starał by nie wyglądało to na eliminowanie ludzi, którzy mogli sypnąć.
- Zgaduję że nie udało się udowodnić związku między zabójstwami a udziałem w grupie.
- Jedno – oznajmił, po czym na moment wstrzymał oddech – Szef bandy. Został zastrzelony przez swoich ludzi, kiedy stracili grunt pod nogami i próbował zwiać z kasą.
- Kto jeszcze oprócz Gniadackiego żyje?
Stawarski wstał z ławki. Zamierzał zakończyć rozmowę, nie zdradzając Maćkowi nazwisk.
- Nie szukaj ich, to nic nie da – poradził zawiedzionemu koledze po fachu – To byli jakby podwykonawcy. Za całym przedsięwzięciem stali Niemcy. Oni rozprowadzali kobiety po Europie, wyrabiali nowe papiery, uzgadniali ceny, terminy. Nasi to byli tylko pionki. Mieli znaleźć dziewczyny i przetransportować je za granicę. Sprawą od lat zajmuje się interpol, to jest gruba, międzynarodowa sprawa.
Przerwał na chwilę, obserwując reakcję swojego rozmówcy. Zapewne nie tego oczekiwał, ale żadnych lepszych informacji nie mógł mu przekazać.
- Gdyby twoja żona wpakowała się w coś takiego... - dodał po chwili – Podejrzewam że nie przeżyłaby dłużej niż trzy miesiące.
- Niemcy nie musieli o niej wiedzieć. Mogła nadepnąć naszym na odcisk i chcieli załatwić to na własną rękę.
- Odpuść, naprawdę nie warto. Uwierz w jej prawdę i pogódź się z tym.
Maciek prychnął, obserwując jak mężczyzna się oddala. Nadal nie ruszył z miejsca, nie udało mu się ustalić żadnych konkretów. Jeżeli Marta miała jakikolwiek związek z tymi ludźmi, był w stanie zrozumieć wszystko co zrobiła przed laty, tajemnice oraz wczorajsze zniknięcie. Mógł ją usprawiedliwić przed samym sobą, ale nie był jeszcze w pełni przekonany by to zrobić.
- Uwierz w jej prawdę – powtórzył z ironią w głosie – Nawet nie chciała mi powiedzieć swojej wersji wydarzeń...
Spokojnie, jakby nigdy nic przeszła przez furtkę, pokonała fragment podwórka, zmierzając chodnikiem z kostki brukowej do drzwi domu. Z zewnątrz właściwie nic się nie zmieniło. Kremowy kolor elewacji wydawał się być tak samo jasny jak przed trzema laty, a także kilka dni temu. Nacisnęła dzwonek, po czym wyprostowała się i cierpliwie oczekiwała na reakcję z drugiej strony. Wolałaby tu zjawić się w innych okolicznościach, znając już mordercę jej rodziców, z poczuciem że już nikomu, a tym bardziej jej bliskim, nie zagrozi.
- Marta? - kobieta nie kryła zaskoczenia na widok brunetki – Już po wszystkim?
- Nie, ciociu – westchnęła brunetka, przekraczając próg domu – To dopiero początek. Pogadamy potem, najpierw muszę zobaczyć się z małą.
Starsza z kobiet skinęła głową i odprowadziła Martę wzrokiem. Nie pochwalała jej działań, ale też nie odmawiała pomocy. W końcu brunetka była jej jedyną bratanicą. Sama nigdy nie miała dzieci, a z mężem rozstała się po piętnastu latach małżeństwa. Sporo czasu zainwestowała w swoją karierę zawodową, która niestety okazała być przeszkodą do udanego życia rodzinnego. Nie można było jednak zostać jednym z najlepszych prawników w okolicy, nie ponosząc przy tym żadnych kosztów.
Tymczasem Maciek dotarł już do Gdańska. Od razu przyjechał na komendę, na której kiedyś było dane mu pracować. Zmierzając dobrze znanymi sobie korytarzami dotarł do swojego dawnego biura. Tam czekał na niego partner z tamtych lat, Mateusz Kupczyk. Był to średniego wzrostu blondyn, szczupłej postury z sympatycznym wyrazem twarzy. Nie stwarzał pozorów groźnej osoby, ale wykorzystując swoje atuty w postaci zwinności i szybkości potrafił sobie radzić nawet z silniejszymi od siebie przeciwnikami.
- Od godziny powinienem być w domu – zauważył z udawanym wyrzutem, wyciągając ku niemu rękę
- Dzięki za miłe powitanie – odparł, podając mu dłoń
- Tak jak prosiłeś, prześwietliłem dokładnie Jarosława Gniadackiego. Uwaga, teraz zaskoczenie. Siedzi.
- Bardziej mnie interesuje fragment kartoteki sprzed trzech lat.
- Udowodniono mu udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Zwabiali młode kobiety, głównie w wieku od 20 do 29 lat pod pozorem pracy w Niemczech jako gospodynie domowe, opiekunki dzieci lub osób starszych. Tak naprawdę kobiety trafiały do burdeli na południu kraju, a nawet do Francji i Hiszpanii.
Maciek potrzebował chwili by przeanalizować dotychczasowe dane. Zdawkowe informacje od Marty w połączeniu z tym co usłyszał przed chwilą pozwoliły mu wysnuć nowe teorie. Tylko dlaczego brunetka miałaby paść ich ofiarą? Przecież nie szukała pracy za granicą.
- Wiemy coś więcej o tej grupie? - Maciek ożywił się po dłuższej chwili namysłu
- Mogę ci dać namiar na komisarza, który prowadził tę sprawę. Ale obiecaj mi jedną rzecz.
- Nie ma mowy – pokręcił głową – Nie daję słowa, którego nie mogę dotrzymać.
- Nic się nie zmieniłeś – stwierdził z uśmiechem – Ale to chyba będziesz mógł dla mnie zrobić. Pogadasz z nim jutro, a teraz idziemy na piwo.
- Noooo – westchnął ciężko – Dobra, niech ci będzie.
Marta spędzając czas z córką straciła rachubę czasu. Odwlekała jednak poważną rozmowę, nie czując się na siłach by oznajmić jej że rozłąka jeszcze trochę potrwa. W końcu dziewczynka zmęczona emocjami i zabawą zasnęła przytulona do brunetki. Kobieta delikatnie odsunęła się, przykryła ją kocem i delikatnie pocałowała w czoło. Sama też była zmęczona, ale czekała ją jeszcze rozmowa z ciotką.
Zeszła po schodach na parter, do salonu. Przysiadła na kanapie, splotła dłonie i spuściła wzrok. Ciotka popijała wino w fotelu, nieobecnym wzrokiem wpatrywała się w okno, w odległą i nieznaną przestrzeń. Wydawało się że w ogóle nie zauważyła Marty.
- Chcesz? - spytała, wskazując palcem na stół, w stronę butelki z winem. Brunetka pokręciła głową.
- Nie – odparła cicho – Zawiodłam wszystkich. Wszystko przeze mnie.
- Napij się, to ci pomoże.
- Nie chcę – odmówiła silniejszym tonem – Wiesz dlaczego ojciec zginął? Pewnie, skąd miałabyś wiedzieć... Próbował do mnie dotrzeć. Jak widać, nie tylko on...
- A co z Barbarą? Wiedziała o tym? Ona nie zginęła od kuli.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Szukam tylko jakiejś logiki – rozłożyła bezradnie ręce – Pomyśl. Wpadli do ich domu, chcieli wyciągnąć informacje o tobie. Nie udaje się, zabijają ich. Raczej zabiliby ich oboje z broni.
Marta nagle podniosła głowę i przysunęła rękę bliżej pasa. Zapaliła jej się czerwona lampka. Ufała ciotce, w końcu zostawiła córkę pod jej opieką, ale to co usłyszała wzbudziło jej podejrzenia.
- Skąd wiesz że moja mama nie zginęła od kuli?
- Rozmawiałam z policją. Marta, ja też nie wierzę że Zbyszek mógłby zabić Basię, a potem sam się zastrzelić. Ale też nie wierzę żeby to miało związek z twoją ucieczką trzy lata temu.
- Poprosiłam Maćka o pomoc. Kilka dni po naszym spotkaniu ktoś się włamał do jego mieszkania i nic nie ukradł. Przypadek?
- Do mnie nikt nie przyszedł – zauważyła właścicielka domu
- Widocznie nikt nie wie o twoim udziale. Ty sama też właściwie niewiele wiesz.
- A ten twój Maciek... on był w końcu w tym umoczony?
Ukryła twarz w dłoniach. Nie chciała rozmawiać o mężu. Przez chwilę udało jej się zapomnieć że po raz kolejny go rozczarowała, że musi być na nią wściekły i teraz nie będzie mowy o choćby odrobinie zaufania. Miała tylko nadzieję że ta złość zaprowadzi go z powrotem do Krakowa.
- Nie był. Dałam się zrobić jak idiotka.
Następnego ranka Maciek skontaktował się z Arturem Stawarskim, komisarzem który prowadził śledztwo w sprawie zaginięć młodych kobiet. Już godzinę później udało mu się z nim spotkać w parku. Mężczyzna miał akurat wolne i nie chciał pojawiać się na komendzie, by przypadkiem nie musiał tam zostać dłużej.
- Mateusz coś tam o tobie wspominał. Podobno pracowałeś kiedyś w Gdańsku.
- Tak było – potwierdził czarnowłosy – Ale sytuacja życiowa zmusiła mnie do pewnych zmian.
- Przygotowałem się do tej rozmowy – oznajmił komisarz, dając do zrozumienia że wie dlaczego Maciek się z nim spotkał – Czego oczekujesz?
- Kto z nich siedzi, kto się uratował, kto stał za całą bandą – wyrzucił jednym tchem – I jaki do cholery związek z całą sprawą miała moja żona.
- Powiem ci ile mogę – westchnął – Przejrzałem ponownie akta sprawy. Ani razu nie pada tam twoje nazwisko. Marta, tak? Ona w tej sprawie nie istnieje.
- Czyli co? Nie zeznawała? Zwiała, ukryła się i odcięła się od wszystkiego? - nie krył rozczarowania tym co przed chwilą usłyszał
- Nie wiem, może to nie ta sprawa – rozłożył bezradnie ręce, lecz mimo to postanowił kontynuować – Rozpracowanie grupy zajęło nam kilka miesięcy. Nie byli jakoś szczególnie groźni, ale doskonale zacierali ślady. Większość ludzi zginęła. W różnych odstępach czasu, różne sposoby. Ktoś się starał by nie wyglądało to na eliminowanie ludzi, którzy mogli sypnąć.
- Zgaduję że nie udało się udowodnić związku między zabójstwami a udziałem w grupie.
- Jedno – oznajmił, po czym na moment wstrzymał oddech – Szef bandy. Został zastrzelony przez swoich ludzi, kiedy stracili grunt pod nogami i próbował zwiać z kasą.
- Kto jeszcze oprócz Gniadackiego żyje?
Stawarski wstał z ławki. Zamierzał zakończyć rozmowę, nie zdradzając Maćkowi nazwisk.
- Nie szukaj ich, to nic nie da – poradził zawiedzionemu koledze po fachu – To byli jakby podwykonawcy. Za całym przedsięwzięciem stali Niemcy. Oni rozprowadzali kobiety po Europie, wyrabiali nowe papiery, uzgadniali ceny, terminy. Nasi to byli tylko pionki. Mieli znaleźć dziewczyny i przetransportować je za granicę. Sprawą od lat zajmuje się interpol, to jest gruba, międzynarodowa sprawa.
Przerwał na chwilę, obserwując reakcję swojego rozmówcy. Zapewne nie tego oczekiwał, ale żadnych lepszych informacji nie mógł mu przekazać.
- Gdyby twoja żona wpakowała się w coś takiego... - dodał po chwili – Podejrzewam że nie przeżyłaby dłużej niż trzy miesiące.
- Niemcy nie musieli o niej wiedzieć. Mogła nadepnąć naszym na odcisk i chcieli załatwić to na własną rękę.
- Odpuść, naprawdę nie warto. Uwierz w jej prawdę i pogódź się z tym.
Maciek prychnął, obserwując jak mężczyzna się oddala. Nadal nie ruszył z miejsca, nie udało mu się ustalić żadnych konkretów. Jeżeli Marta miała jakikolwiek związek z tymi ludźmi, był w stanie zrozumieć wszystko co zrobiła przed laty, tajemnice oraz wczorajsze zniknięcie. Mógł ją usprawiedliwić przed samym sobą, ale nie był jeszcze w pełni przekonany by to zrobić.
- Uwierz w jej prawdę – powtórzył z ironią w głosie – Nawet nie chciała mi powiedzieć swojej wersji wydarzeń...
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)