środa, 31 sierpnia 2011
Miłość pokona wszelkie przeszkody cz. 4
Mijały kolejne dni, na dworze robiło się chłodniej, dzień był coraz krótszy, a liście zaczynały już opadać z drzew. Lato odeszło, a przyszła jesień. Przeszło miesiąc temu Sebastian pożegnał się z Asią i wrócił do domu. Mimo że dzieliło ich wiele kilometrów utrzymywali ze sobą kontakt, rozmawiali przez internet, przez telefon i pisali smsy. Pewnego dnia, kiedy Asia wróciła do domu oprócz ojca zastała w nim jakąś kobietę.
- Asiu, pozwól że ci przedstawię... - zaczął ostrożnie
- Twoja narzeczona, tak? - zapytała kąśliwie
- Tak. Od dzisiaj z nami zamieszka – powiedział drapiąc się po czole
- Super. Miło było poznać – rzuciła ironicznie, odwróciła się i poszła do swojego pokoju trzaskając za sobą drzwiami. Usiadła na łóżku i ukryła twarz w dłoniach. Nie chciała innej kobiety u boku ojca, uważała, że tylko jej matka miała i nadal ma do tego prawo. Rozmyślania przerwał jej dźwięk telefonu, dzwonił Sebastian. Nie odebrała. Spróbował ponownie, lecz na marne. Za trzecim razem wysłał smsa:
- Odpisz mi, proszę. Martwię się o ciebie – napisał do niej Sebastian
- Przepraszam, nie jestem w stanie rozmawiać. Nie chcę by ktokolwiek mnie teraz słyszał – odpisała po kilku minutach
- Dlaczego? Stało się coś? - zapytał zaniepokojony
- Tobie mogę powiedzieć. Tato znalazł sobie nową kobietę – odpowiedziała
- To chyba dobrze, co? - nie mógł jej zrozumieć. Powinna się cieszyć, że jej ojciec na nowo próbuje ułożyć sobie życie
- No właśnie niedobrze
- Nie lubisz jej? - zapytał
- Nie – odpowiedziała i odłożyła telefon na biurko, po czym położyła się na łóżku i zamknęła oczy. Ignorowała wszystko co się wokół niej działo. Jednak ciekawość wzięła górę i przeczytała kolejną wiadomość od Sebastiana.
- Aśka, jeśli chcesz to możemy o tym pogadać
- Nie obraź się, ale co ty możesz o tym wiedzieć? - odpisała
- Więcej niż ci się wydaje – stwierdził tajemniczo. Postanowiła wysłuchać co ma jej do powiedzenia, wybrała jego numer z listy kontaktów i wcisnęła zieloną słuchawkę. Odebrał po dwóch sygnałach.
- No więc jednak zdecydowałaś się porozmawiać – rzekł neutralnie. Nie była w stanie odczytać żadnych uczuć z jego głosu
- Tak, co masz mi do powiedzenia? - spytała zdenerwowana
- Znasz ją?
- Kogo? - zapytała z udawanym zdziwieniem
- Przestań się nabijać – rzekł całkiem poważnie, co uspokoiło Aśkę
- Nie znam – odpowiedziała stanowczo
- Więc za co jej nie lubisz? - zapytał zaskoczony
- Bo chce zająć miejsce mojej matki – powiedziała tak cicho, że Sebastian ledwie usłyszał
- Błąd. Ona nie może tego zrobić. Nikt nie może. Matkę ma się tylko jedną. I choćby nie wiem co robiła nigdy nie zajmie tego miejsca – wytłumaczył
- Ale zajmie miejsce żony mojego taty – skontrowała
- Poprawka: miejsce drugiej żony twojego taty. A to miejsce jest teraz wolne. Tak samo jak nikt nie może zająć miejsca twojej mamy, tak samo nikt nie może zająć miejsca pierwszej żony twojego taty. A ty... - westchnął głęboko – nie lubisz jej, bo boisz się, że zajmie te miejsca. Ale ona nie może tego zrobić, więc nie masz powodu by być na nią zła
- Tak myślisz? - zapytała z nadzieją w głosie
- Nie tylko myślę. Tak właśnie jest – powiedział spokojnie. Wiedział już, że zrozumiała swój błąd i będzie chciała go naprawić
- Cholera. A ja się zachowałam jak idiotka – puknęła się w czoło – przepraszam, muszę iść z nią porozmawiać
- Jasne. Trzymam kciuki – rzekł uśmiechając się – i napisz mi potem jak się ułożyło
- Sebastian?
- Tak?
- Wspaniały z ciebie facet – powiedziała ciepłym tonem
- Facet jak facet. Pa
- Pa – rozłączyła się i poszła do pokoju obok. Ojciec z narzeczoną właśnie kończyli jeść obiad.
- Chciałam was przeprosić – powiedziała ze spuszczoną głową
- Za co? - zapytał
- Zachowałam się jak idiotka – powiedziała ponuro
- Nie mnie przepraszaj, tylko Agnieszkę – odpowiedział wzdychając
- Nie gniewaj się na mnie, przepraszam
- To musiał być dla ciebie szok – rzekła spokojnie
- Tak – potwierdziła nie podnosząc wzroku
- Nie dziwię ci się, sama nie wiem jak bym się zachowała. Mów mi Agnieszka albo Aga – powiedziała z uśmiechem
- Dobrze – pokiwała głową
- Zjesz coś? - spytała
- Bardzo chętnie – poweselała trochę. Cieszyła się, że Agnieszka nie ma do niej żalu. Obie poszły do kuchni, a ojciec Asi odetchnął z ulgą, że się tak szybko dogadały.
wtorek, 30 sierpnia 2011
Miłość pokona wszelkie przeszkody cz. 3
- Cześć – zagadnął do niej
- Cześć – odpowiedziała z uśmiechem
- Masz chwilę czasu?
- Teraz? Trochę się śpieszę – mruknęła lekko się krzywiąc
- Dobrze, to nie będę zawracał ci głowy i zapytam od razu. Pójdziesz ze mną na spacer? - zapytał z nadzieją w głosie
- Hmm... z chęcią. A kiedy? - na jej twarzy ponownie zagościł uśmiech
- Pasuje ci dzisiaj wieczorem? - spytał niepewnie
- O 20:00 przed klatką schodową, ok? - nerwowo spojrzała na zegarek
- No to jesteśmy umówieni – stwierdził z zadowoleniem
- Ja muszę iść, cześć – powiedziała i ruszyła w kierunku przystanku autobusowego
- Na razie – odpowiedział i sięgnął do kieszeni, skąd wyciągnął kilka monet. Przeliczył pieniądze i poszedł do niewielkiego osiedlowego sklepiku, gdzie oczywiście ceny były wyższe niż w supermarketach. Kupił dużą butelkę coli i wrócił do domu.
Dochodziła godzina 19:00, kiedy ciotka Sebastiana wróciła z pracy. Zastała siostrzeńca leżącego na kanapie i oglądającego telewizję.
- Jest coś ciekawego? - spytała zdejmując buty
- Serwis informacyjny oglądam – odpowiedział spoglądając na wyświetlacz swojego telefonu
- Dzwoniła do mnie twoja matka – zaczęła – chciałaby, żebyś wrócił wcześniej do domu
- Kiedy? - zapytał podnosząc się do pozycji siedzącej
- Pojutrze – odpowiedziała smutno – ale przekonałam ją żeby pozwoliła tobie zdecydować. Jeśli o mnie chodzi, możesz tu zostać ile chcesz
- I bardzo dobrze, nie zamierzam zmieniać planów – odparł ponownie się kładąc
- Wiesz, myślę że jak będziesz miał dziewczynę to będzie zadowolona, że ma takiego chłopaka – powiedziała nagle ni z gruchy, ni z pietruchy. Chciał coś powiedzieć, lecz kontynuowała: - Cieszę się, że jeszcze trochę u mnie zostaniesz. We dwójkę zawsze raźniej niż samemu
- Powinnaś sobie znaleźć jakiegoś faceta – stwierdził nie odrywając wzroku od telewizora
- To nie jest takie proste
- Szczerze mówiąc to myślałem, że powiesz mi bym nie wtrącał się w sprawy dorosłych – rzekł spoglądając na nią ukradkiem
- To by było bez sensu, przecież za niecały rok będziesz już dorosły – wytłumaczyła – No nic, jeśli chcesz o tym ze mną porozmawiać to może innym razem. Co ci zrobić na kolację? - spytała uśmiechając się
- Nie jestem głodny – odpowiedział. Ciotka poszła do kuchni, a on po raz kolejny sprawdził która godzina. Im bliżej było umówionego spotkania, tym bardziej się niecierpliwił. Zerkał na zegarek co kilkanaście sekund, mimo iż była dopiero 19:45. W końcu stwierdził, że nie wytrzyma tych kilku minut leżąc i postanowił już wyjść. Poinformował ciotkę, że idzie się przejść, ubrał buty i wyszedł z mieszkania. Czas mu się okropnie dłużył. Wreszcie na dwie minuty przed umówioną godziną przyszła blondynka.
- Cześć – przywitał ją
- Hej – odpowiedziała – więc dokąd idziemy?
- A co byś powiedziała gdybyśmy poszli do parku? - zapytał
- Na co jeszcze czekamy? - odpowiedziała – Tak, wiem że pytaniem na pytanie się nie powinno odpowiadać – powiedziała z uśmiechem. Ruszyli powolnym krokiem w kierunku parku.
- Jakoś tak dziwnie wyszło, że jeszcze ci się nie przedstawiłem. Jestem Sebastian – wyciągnął do niej rękę
- Joanna, dla znajomych Aśka. Miło mi – uścisnęła jego dłoń
- Mi również – odpowiedział szczerząc zęby – Opowiesz mi coś o sobie?
- No a co tu dużo mówić? No więc jak widać jestem blondynką, przez to jestem mądrzejsza niż by się wydawało po wyglądzie, mam 16 lat i teraz wybieram się do liceum
- Na jaki profil? - zapytał
- Gdyby nie rozszerzony poziom języka niemieckiego wybrałabym profil językowy, ale tak zdecydowałam się na humanistyczny. Dobrze sobie radzę z takimi przedmiotami jak język polski, angielski, historia... ale właśnie z niemieckim miałam problemy w gimnazjum i z matmą. Gdyby nie korepetycje to wyszłabym z dwóją na świadectwie, a tak z trudem, ale jednak udało się wyciągnąć czwórkę – opowiadała
- No widzisz, ja za to miałem problemy z angielskim i historią. Nawet miałem poprawkę w drugiej klasie gimnazjum – powiedział z opuszczoną głową
- Zdałeś?
- Tak, potem już bardziej się przykładałem z historii, dzięki czemu to już się nie powtórzyło. Z matematyką czy językiem polskim nie miałem problemów, no może poza lekturami – powiedział lekceważąc ostatnie słowa
- Nie czytałeś czy nie zapamiętywałeś? - zapytała patrząc na niego
- Nie zapamiętywałem. Zdarzało mi się, kiedy książka była nudna albo jak była napisana wierszem. Czasem pomagały streszczenia i opracowania
- Ściągane z internetu – dopowiedziała – a ty na jakim profilu jesteś i do której klasy idziesz?
- Do drugiej. Matematyczno-fizyczny – odpowiedział z niechęcią
- Usiądziemy? - spytała pokazując ławkę
- Siądźmy – odpowiedział. Asia od razu podniosła głowę do góry i wpatrywała się w niebo, chwilę później Sebastian uczynił to samo.
- Wracamy? - odezwała się przerywając trwającą już przez jakiś czas ciszę
- Tak – odpowiedział uśmiechając się
- Przed wakacjami cię tutaj nie widywałam – stwierdziła
- I niedługo znów nie będziesz. Przyjechałem tutaj do ciotki na wakacje. Jedyna okazja by odpocząć od młodszych braci – rzekł z uśmiechem – A ty masz rodzeństwo?
- Nie. Mieszkam tylko z tatą. Mama... zginęła w wypadku 4 lata temu – powiedziała ze smutkiem
- Przepraszam, nie wiedziałem – rzekł zmieszany – przykro mi
- Pogodziłam się z tym, ale za każdym razem gdy o tym pomyślę, robi mi się smutno. Tęsknię za nią – w jej oczach pojawiły się łzy
- Widzę, że nadal masz ją w swoim sercu, i to jest teraz najważniejsze. Twoja mama z pewnością jest szczęśliwa, wiedząc że cały czas ją kochasz. Ona nadal jest przy tobie, nawet jeśli tego nie widzisz i o tym nie wiesz – powiedział próbując ją pocieszyć
- Masz rację, jest szczęśliwa – otarła spływającą po policzku łzę. Doszli już pod klatkę, w której mieszkali. Sebastian otworzył drzwi i przepuścił ją. Pożegnali się na drugim piętrze.
- Dziękuję ci za miło spędzony czas – rzekła uśmiechając się do niego
- Cała przyjemność po mojej stronie – odparł odpowiadając jej tym samym gestem
- Dobrej nocy, pa – ucałowała go w policzek
- Pa – powtórzył jak echo. Aśka poszła na górę, a Sebastian obrócił się i wszedł do mieszkania.
niedziela, 28 sierpnia 2011
Miłość pokona wszelkie przeszkody cz. 2
Po przyrządzeniu i skonsumowaniu obiadu Sebastian poszedł do swojego pokoju. Usiadł przy biurku i włączył komputer. Następnie uruchomił komunikator i przeglądarkę internetową. Odwiedził serwisy informacyjne i sprawdził pocztę. Chwilę później otrzymał wiadomość na komunikatorze.
- Cześć stary! - napisał jego przyjaciel Rafał
- Odezwał się młodszy. Cześć – odpisał
- Co tam u ciebie słychać? - zapytał po chwili
- No wiesz, u ciotki siedzę, ale już niedługo wrócę
- I co tam porabiasz?
- Głównie to odpoczywam, ale dzisiaj musiałem zrobić zakupy i sobie coś do jedzenia. Zwykle w ciągu dnia to wyjdę gdzieś na spacer, posiedzę trochę przy komputerze albo krzyżówki uzupełniam – wyjaśnił
- A jakieś ładne dziewczyny spotkałeś? - zapytał dopisując „buźkę” wyrażającą zaciekawienie
- Oj Rafał, ty to tylko o tym myślisz – dodał emotkę pokazującą język
- Wyobraź sobie, że zdobyłem się na odwagę i podszedłem do Anki
- Mówisz poważnie? - zapytał Sebastian
- A nie widać? - udawał głupiego albo faktycznie zdziwiło go pytanie przyjaciela
- Niby jak mam to zobaczyć?
- No tak, zapomniałem. Tak, całkiem poważnie. Zaprosiłem ją na spacer. Zgodziła się!
- Pewnie się cieszysz – wyraził swoje przypuszczenie Sebastian
- I to jeszcze jak! Muszę iść, zobaczymy się za kilka dni, co?
- Tak, na razie – pożegnał Rafała
- Do zobaczenia – odpisał mu i zmienił status. Sebastian stwierdził, że nie ma ochoty na siedzenie w domu, więc postanowił pójść na spacer. Wyłączył komputer, poszedł ubrać buty i wyszedł z mieszkania, uprzednio zamykając drzwi na klucz. Po przejściu kilku metrów spotkał tą samą dziewczynę, z którą zderzył się rano. Stała w cieniu i ciężko dyszała, a obok niej na chodniku leżały trzy pudełka kafelek.
- Niesiesz to? - zapytał zdziwiony
- Nie twój interes – warknęła i chciała ruszyć dalej, lecz nie miała na tyle siły, by podnieść kartony
- Pomogę ci – zaproponował i nim zdążyła zaprotestować, wziął pudełka z kafelkami – Gdzie je zanieść?
- Pod ósemkę, która klatka to wiesz – odparła lekko zawstydzona i ruszyła za nim. Nie odezwał się do niej ani słowem póki nie doszli pod drzwi od mieszkania
- Masz coś jeszcze to niesienia? - zapytał ocierając ręką pot z czoła
- Nie, to były ostanie trzy pudełka. Robimy remont w kuchni i niosłam je z garażu. Dziękuję za pomoc – rzekła z lekkim uśmiechem
- Nie ma za co, polecam się na przyszłość. Jakby co to jestem pod piątką – rzucił odwracając się i schodząc powoli po schodach
- Zaczekaj! - zawołała za nim
- Coś jeszcze? - zapytał wychylając głowę
- Przepraszam, że na ciebie dzisiaj rano wpadłam... i że tak się zdenerwowałam – powiedziała ze spuszczoną głową, nerwowo bawiąc się palcami
- W porządku, wina leży po obu stronach. W końcu mogłem patrzyć przed siebie...
- No to... do zobaczenia? - zapytała nieśmiało
- Do zobaczenia – odpowiedział delikatnym, spokojnym głosem
Wrócił do siebie, na drugie piętro (na każdym piętrze były dwa mieszkania) i wszedł do mieszkania. Miał iść na spacer, ale zmienił zdanie. Ściągnął buty i położył się na łóżku w swoim pokoju.
- Niezła dziewczyna – pomyślał. Nie wiedział dlaczego, ale było mu lżej na duszy i czuł przepełniającą go radość. Może to dlatego, że nawiązał kontakt z tą dziewczyną? Możliwe, bo drugie wrażenie, w przeciwieństwie do pierwszego, sprawiła bardzo dobre. Nawet trochę mu się podobała.
- Zaproszę ją na spacer – stwierdził. Chciał się dowiedzieć o niej czegoś więcej, poznać ją bliżej. Jedyne co o niej wiedział to: ładna, potrafi być miła i mieszka w tej samej klatce co on, na trzecim piętrze, pod numerem osiem.
- Skoro Rafał może podrywać Ankę, to tym bardziej ja mogę zaprosić na spacer... właściwie to mogę ją nazwać sąsiadką – pomyślał – Ehh, głupio zrobiłem, że nie zapytałem ją jak ma na imię – skarcił siebie w myślach. Jak pójdzie pod ósemkę i otworzy drzwi któreś z rodziców to co powie? Ja do państwa córki? A jeśli mają jeszcze jedną córkę? Westchnął i spojrzał na zegarek. - Najlepszym wyjściem będzie poczekać aż będzie gdzieś wychodziła – stwierdził. Powoli podniósł się z łóżka, wziął z drugiego pokoju krzesło i usiadł na nim przy drzwiach. Za każdym razem kiedy ktoś przechodził Sebastian wstawał i patrzył przez wizjer. Długo tak czekał, minęły chyba ze dwie godziny, aż w końcu osobą, która przechodziła była owa dziewczyna. Wyszedł za nią i dogonił przy drzwiach klatki schodowej.
piątek, 26 sierpnia 2011
Miłość pokona wszelkie przeszkody cz. 1
Kraków, osiedle bloków mieszkalnych. Jest piękny, słoneczny poranek. W jednym z mieszkań na drugim piętrze, w kuchni krząta się młoda, atrakcyjna brunetka, tak na oko może mieć około 30 lat. Za ścianą znajdował się niewielki pokój, ściany pomalowane były na niebiesko, przy ścianie stało łóżko, a naprzeciw niego znajdował się stolik, dwa fotele po obu jego stronach i niewielka szafka, na której stał telewizor. Przy oknie znajdowało się biurko, na którym leżał laptop, telefon komórkowy oraz wiele niepotrzebnych papierków. Na łóżku spał wysoki brunet, miał 17 lat, około metr osiemdziesiąt wzrostu, krótkie włosy, brązowe oczy i bladą cerę. Leżał na prawym boku z jedną nogą wyciągniętą nad kołdrę, druga zaś była przykryta do połowy. Dochodziła godzina 8:00. Brunetka skończyła jeść śniadanie i przeszła z kuchni do pokoju chłopaka. Podeszła do łóżka i obudziła go, delikatnie trącając w ramię.
- Stało się coś ciociu? - zapytał Sebastian
- Wychodzę do pracy, wrócę późno. Mógłbyś zrobić zakupy?
- No dobrze – mruknął niechętnie
- Lista zakupów i pieniądze leżą na stole w kuchni – zakomunikowała. Sebastian powiedział coś pod nosem i przekręcił się na drugi bok. Ciotka pożegnała się z nim i wyszła do pracy. On tymczasem próbował ponownie zasnąć, lecz nie było nawet o tym co marzyć, ponieważ promienie słońca wpadające przez okno co chwilę raziły go po oczach. Dał za wygraną i podniósł się do pozycji siedzącej, po czym odszukał na podłodze kapcie i poszedł do łazienki. Przemył twarz, wziął prysznic, wytarł się i ubrał. Odczuwając ogromny głód poszedł do kuchni z myślą o zjedzeniu porządnego śniadania. Zanim otworzył lodówkę, spojrzał w kalendarz. Nie mógł uwierzyć, że już za kilka dni będzie musiał wrócić do domu i chodzić do szkoły. Wiadomo, wakacje mu odpowiadały. Dobrze mu się mieszkało u ciotki, miał dużo swobody i żadnych obowiązków. Czasem poprosiła go o pomoc, ale nigdy mu nie rozkazywała i właśnie dla tego chętnie się zgadzał. Jak uważał, ciotka to była świetna kobieta, a w dodatku bardzo ładna, tylko szkoda, że jeszcze bez męża. Pracowała jako księgowa i zwykle po ośmiu godzinach wracała do domu, ale czasem zostawała po godzinach, kiedy musiała przygotować jakieś większe rozliczenie albo poprawić jakieś błędy. Tak też pewnie było i tym razem. Skoro wróci późno to Sebastian musi sam sobie zorganizować obiad, ugotować coś albo pójść na miasto. Otworzył lodówkę, rozejrzał się po jej zawartości i wyciągnął trzy jajka. Z szafki wziął patelnię, wlał na nią trochę oleju i postawił na gaz. Kiedy patelnia się nagrzała, wbił na nią jajka. Smażąc jajecznicę zamyślił się, co mógłby sobie przygotować na obiad, przez co lekko ją przypalił.
- Nie zjadłeś śniadania, a już myślisz o obiedzie – rzekł sam do siebie. Nałożył jajecznicę na talerz, wziął widelec i spróbował jej, jednak natychmiast to wypluł.
- Cholera, zapomniałem dodać soli – wstał od stołu i sięgnął po przyprawę. Mimo usilnych starań, jajecznica nie uzyskała dobrego smaku. Lekko zdenerwowany wyrzucił zawartość talerza do kosza na śmieci.
- Muszę coś kupić sobie w sklepie – stwierdził wzruszając ramionami i chowając pieniądze oraz listę zakupów do kieszeni. Poszedł do przedpokoju, założył buty i wyszedł z mieszkania. Zamknął drzwi na klucz i zszedł na dół. W drodze do sklepu zorientował się, że nie wziął ze sobą telefonu.
- Kto by tam do mnie o tej porze dzwonił – pomyślał. W supermarkecie spędził kilkanaście minut chodząc między półkami i szukając towarów z listy. W końcu, kiedy wszystko miał już w koszyku udał się do kasy. Przypomniał sobie, że nie wziął żadnej torby, do której mógłby zapakować zakupy, więc musiał kupić nową. Zapłacił za wszystko, otrzymał resztę i z ulgą wyszedł ze sklepu. Nie lubił robić dużych zakupów, co najwyżej kilka rzeczy. Wracał powolnym krokiem, ale kiedy ponownie odczuł głód, zwiększył tempo. Było bardzo ciepło i zrobiło mu się gorąco. Zatrzymał się na chwilę, otarł pot z czoła i ruszył dalej. Był już niedaleko, dojście do mieszkania mogło mu zająć jeszcze pięć, nie więcej niż dziesięć minut. W myślach zanucił sobie piosenkę, którą usłyszał wczoraj w radiu, dzięki czemu reszta drogi minęła szybko. W drzwiach klatki schodowej nie zauważył wychodzącej dziewczyny, a ona jego i zderzyli się. Blondynka upadła na ziemię, a Sebastian zachwiał się i wypuścił z rąk torbę z zakupami.
- Jak chodzisz palancie! - wrzasnęła zdenerwowana
- To ty na mnie wpadłaś – powiedział zachowując spokój
- Tak, jasne, a trawa jest czerwona! - rzekła podnosząc się
- Zielona – poprawił ją
- Wiem, że zielona!
- To czemu mówisz, że czerwona? - zapytał udając głupiego. Dziewczyna poczerwieniała, wyminęła go i odeszła. Obrócił się za nią, przyznał w myślach, że jest całkiem ładna. Była szczupła, włosy opadały jej na ramiona, a skóra była pokryta jasnobrązową opalenizną i wyglądała na delikatną.
- Dasz mi swój numer telefonu? - zawołał za nią. Przystanęła na chwilę i się odwróciła
- Chyba śnisz! - odkrzyknęła i ruszyła dalej
- Ma i urodę, i charakterek – pomyślał i pozbierał zakupy, które wypadły z torby i włożył je do niej. Podniósł ją i poszedł na górę, do mieszkania.
czwartek, 25 sierpnia 2011
Prawdziwe małżeństwo cz. 11
Nie minęło nawet 15 minut, a już był w szpitalu. Bywał tutaj już wiele razy, więc nie miał problemu z trafieniem pod salę operacyjną, gdzie czekała na niego zdenerwowana Ania. Siedziała w milczeniu na jednym z krzeseł. Usiadł obok niej, przymknął oczy i wziął głęboki oddech.
- Co się tak właściwie stało? - zapytał
- Sam widzisz, pełno śniegu na drogach. Jakiś wariat jechał i nie wyhamował, kiedy Aśka przechodziła na przejściu. A ona... - głos uwiązł jej w gardle
- Co ona? - rzucił nerwowo
- Nie, nie mogę ci tego powiedzieć – odparła, kręcąc przecząco głową
- Anka, to moja żona. Powiedz mi o co chodzi
- Nie mogę. Obiecałam jej
- Mam prawo wiedzieć – powiedział stanowczo. Nie zamierzał dać za wygraną, musiał uzyskać odpowiedź
- To moja wina – rzekł po chwili ciszy
- Dlaczego tak twierdzisz? Przecież nie masz z tym nic wspólnego – na twarzy Anki dostrzegł zdumienie
- To długa historia. Ale gdybym w sądzie powiedział co innego, Aśka byłaby wtedy ze mną – westchnął i ukrył twarz w dłoniach
- Jaka historia? - zapytała z zaciekawieniem. Sebastian pokręcił głową
- Cholera, muszę się komuś wygadać – mruknął – Dochowasz tajemnicy?
- Jasne – odparła przekonująco
- Wszystko zaczęło się 9 miesięcy temu, kiedy zmarła moja ciotka – zaczął swoją opowieść – zapisała mi w spadku 300000 złotych, pod warunkiem, że ożenię się w ciągu 90 dni. Próbowałem sobie kogoś znaleźć, ale nic z tego nie wyszło, więc zaproponowałem Asi żeby wyszła za mnie. Miała otrzymać połowę sumy
- A niech mnie! Udawaliście? - nie potrafiła ukryć zdziwienia
- Tak, rozwód był zaplanowany od samego początku. Jednak spóźniliśmy się ze ślubem o jeden dzień. Z mojej winy. Pieniędzy nie otrzymaliśmy, ale Asia się tym nie przejęła. Pewnie się zastanawiasz dlaczego
- Zakochała się w tobie – wtrąciła
- Zgadałaś. Ja... ja także się zakochałem. Ale chciałem jej to powiedzieć dzisiejszego wieczora, przy kolacji - opuścił głowę i wbił wzrok w podłogę
- Zaraz, zaraz. Powiedziałeś, że to twoja żona, a przecież wy mieliście dzisiaj sprawę rozwodową
- Nie dostaliśmy rozwodu. Aśka się nie zgodziła – rzekł z lekkim uśmiechem. Ich rozmowę przerwało wyjście lekarza z sali operacyjnej. Komisarze od razu podnieśli się i podbiegli do niego
- Co z nią? - zapytał Sebastian z nadzieją w głosie
- Pan jest kimś z rodziny?
- Jestem jej mężem
- Woli pan rozmawiać w gabinecie czy mogę mówić tutaj? - zapytał lekarz
- Proszę mówić tutaj
- No więc... poważne złamanie nogi, ma dwa złamane żebra i jest trochę potłuczona. Na szczęście to tylko groźnie wyglądało, a skończyło się lepiej niż można było przypuszczać. Podejrzewaliśmy uraz głowy, dlatego obawialiśmy się o życie pacjentki. Z dzieckiem także wszystko w porządku. A teraz, przepraszam, muszę już iść – odwrócił się na pięcie i pozostawił komisarzy samych przed salą operacyjną.
- O jakim dziecku on mówił? - zapytał Anię patrząc na nią z ukosa
- No dobrze, nie mam wyjścia. Powiem ci, ale najpierw usiądźmy – wskazała ręką krzesła. Podeszli do nich i usiedli
- Najpierw mi odpowiedz na jedno pytanie, bo teraz nie bardzo to rozumiem – wzięła głęboki oddech i kontynuowała: - czy mimo tego, że byliście fikcyjnym małżeństwem, spaliście ze sobą?
Sebastian odwrócił głowę i spojrzał na Anię, tak, że jej się głupio zrobiło.
- Przepraszam, nie musisz odpowiadać
- Zdarzyło się nam dwa razy. Pierwszy raz jeszcze przed ślubem, a drugi... drugi jakieś dwa miesiące temu
- Zgadza się – szepnęła sama do siebie
- Co mówiłaś? - zapytał zaciekawiony
- Aśka jest w ciąży – rzuciła prosto z mostu. Sebastianowi pociemniało w oczach. Wyprostował się i oparł głowę o ścianę
- To pewne? - zapytał z nutką niedowierzania w głosie
- Tak, cztery razy robiła test ciążowy – odpowiedziała. Sama nie mogła do końca w to uwierzyć, nie po tym co usłyszała dzisiaj od Sebastiana. Zapadła chwila ciszy. Myśli obojga cały czas kręciły się wokół Asi i dziecka. Mijały kolejne minuty, które wlekły się jak godziny, zdawało im się, że trwa to wieczność. W końcu się doczekali i operacja się skończyła, a Joasia została przewieziona do sali pooperacyjnej.
- I tak z nią dzisiaj nie porozmawiasz. Jedź do domu – powiedziała Ania kładąc mu rękę na ramieniu. Widząc, że nie zareagował postanowiła spróbować ponownie.
- Jesteś zmęczony, powinieneś odpocząć – wydawało jej się, że go przekonała. Wstał i obrócił się w jej stronę
- Ania, ja jej nie zostawię. Będę tu siedział dopóki się nie wybudzi. Kocham ją i muszę jej to powiedzieć
- Rozumiem cię – pokiwała głową – Ona już to wie, słyszy nas teraz
- Tak bardzo chciałbym ją przytulić
- I niedługo będziesz mógł. Opiekuj się nią – szepnęła, po czym opuściła salę. Sebastian usiadł na stołku i czekał aż się wybudzi. Mimo iż czuł się potwornie zmęczony, nie dawał za wygraną i uparcie walczył z ogarniającą go sennością. Nie zaglądał na zegarek, wolał nie wiedzieć ile czasu już minęło. Przez cały czas obserwował ukochaną, a czasem szeptał coś do niej. Jego upór i wytrwałość w końcu zostały wynagrodzone, dochodziła wtedy piąta nad ranem. Asia powoli otworzyła oczy i rozglądała się dookoła, próbując przypomnieć co się stało. Sebastian był wtedy już bardzo senny i dopiero po chwili zauważył, że jego żona się już wybudziła. Ze wzruszenia nie mógł nic powiedzieć.
- Sebastian? Co ja tu robię? - zapytała zdziwiona
- Miałaś wypadek, potrącił cię samochód. Ale najważniejsze, że żyjesz i z tego wyjdziesz
- Powinnam ci coś powiedzieć – szepnęła
- Wiem. Anka mi powiedziała, nie miej jej tego za złe. Zresztą, i tak bym się dowiedział od lekarza
- Przepraszam, że nie powiedziałam ci wcześniej. Chciałam to zrobić wczorajszego wieczoru
- Ja także chciałem ci coś wtedy powiedzieć. Lepszej okazji niż teraz przez dłuższy czas nie będzie – wziął ją za rękę i spojrzał jej prosto w oczy – Kocham cię... i chcę z tobą być
- Ja też tego chcę – odpowiedziała po chwili milczenia
- Wyjdziesz za mnie?
- Przecież już jesteśmy po ślubie – stwierdziła uśmiechając się
- Ale ja pytam o ślub kościelny – powiedział z poważną miną. Aśka także zdobyła się na powagę. Przymknęła oczy i wzięła głęboki oddech. Podniosła powieki i obróciła głowę, by patrzeć ukochanemu prosto w oczy
- A jak myślisz?
- Chcę to usłyszeć od ciebie – odpowiadając puścił do niej oczko
- Tak – odparła bez wahania. Była więcej niż pewna, że tego chce. Sebastian nachylił się do niej i delikatnie ją pocałował. Nie mogła uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Nigdy nie pomyślała, że przygoda z fikcyjnym małżeństwem tak się zakończy.
środa, 24 sierpnia 2011
Prawdziwe małżeństwo cz. 10
Całowali się przez chwilę. Żadne z nich nie chciało tego przerywać. Jednak przeszkodził im telefon. Oderwali się od siebie. Sebastian zakłopotany wbił wzrok w podłogę, a Asia poszła odebrać.
Sebastian: Kto to był?
Asia: Anka, chciała żebym jej zdała relację z wyjazdu. Przełożyłam to na jutro, tłumacząc że jestem zmęczona. A wracając do tego co robiliśmy wcześniej...
Sebastian: Przepraszam. Na przyszłość będę się bardziej kontrolował. Zresztą, teraz niepotrzebnie cię kusiłem. Idę przygotować ci kąpiel
Odszedł. Westchnęła głęboko i skierowała się do kuchni. Nie wiedziała, co robić. Nie była w stanie wyobrazić sobie swojej przyszłości. Nie próbowała przewidywać co może przynieść kolejny dzień. Kiedy Sebastian poinformował ją, że kąpiel gotowa, poszła do łazienki i zamknęła się tam. Długo stamtąd nie wychodziła, Sebastian nawet zaczął się o nią martwić. Po godzinie zapukał do drzwi, odpowiedziała, że zaraz wyjdzie. Odetchnął z ulgą, bał się, że coś jej się stało. Tego wieczoru oboje byli w nie najlepszych nastrojach. Właściwie to nie odezwali się do siebie ani słowem i spędzili czas osobno, Aśka w swoim pokoju, a Sebastian w salonie, z puszką piwa przed telewizorem.
Nazajutrz musieli już iść do pracy. Oczywiście nie mieli ochoty na wypełnianie raportów, ale jak trzeba to trzeba. Sebastian wyszedł wcześniej, ponieważ jechał do prawnika ciotki, aby załatwić formalności związane ze spadkiem. Asia czekała na niego w domu. Wrócił jednak w złym humorze.
Asia: I co?
Sebastian: Fatalnie
Asia: Czyli?
Sebastian: Nie będzie żadnych pieniędzy
Asia: Jak to nie?
Podał jej jakąś kartkę papieru. Wzięła ją do ręki i spojrzała na niego pytającym wzrokiem.
Sebastian: Kopia fragmentu testamentu, dotyczącego mojej części spadku. Czytaj
Asia: W ciągu 90 dni od śmierci ciotki?
Sebastian: Nawaliłem
Asia: Zaraz, nie rozumiem. Dlaczego nawaliłeś?
Sebastian: Zaokrągliłem to do trzech miesięcy. Więc wyszło, że powinniśmy wziąć ślub najpóźniej 7 sierpnia
Asia: A wzięliśmy 6 sierpnia
Sebastian: Zgodnie z zapiskiem musieliśmy wziąć ślub przed 5 sierpnia
Siedział na kanapie z opuszczoną głową. Nie miał odwagi spojrzeć na Asię. Usiadła obok niego.
Sebastian: Zrób ze mną co chcesz, możesz nawet mnie zabić
Położyła swoją rękę na jego kolanie. Zdziwiony podniósł głowę i wreszcie na nią popatrzył.
Asia: Wiesz, jakoś mnie to szczególnie nie martwi, że nie ma tych pieniędzy
Sebastian: Jak to? Przecież obiecałem ci...
Asia: Nie obiecywałeś, deklarowałeś, że oddasz mi połowę otrzymanej sumy. A skoro suma wynosi 0... to nic nie musisz mi dawać
Sebastian: W takim razie mam do ciebie jedną prośbę
Asia: Jaką?
Sebastian: Po rozwodzie... nie oddawaj mi obrączki. Tylko to mogę ci dać jako dowód mojej wdzięczności
Asia: Przestań. Naprawdę, nic nie potrzebuję. Pierścionek także ci oddam
Sebastian: Nie. Pierścionek należy do ciebie
Asia: Myślę, że mamy coś lepszego niż pieniądze z tej całej sprawy
Sebastian: Co takiego?
Asia: Niesamowite wspomnienia
Sebastian: Nie no, ten pomysł był naprawdę szalony
Asia: Wystarczy, że ty to wymyśliłeś
Sebastian: A ty się zgodziłaś
Asia: Jeśli mam być szczera, to nie żałuję tego
Sebastian: Ja też nie
Asia: W sumie to nie dziwię się, że się pomyliłeś z tymi dniami. Z tego co mówiłeś miałeś zagrożenie z matematyki i to trzy razy
Sebastian: Oj tam, moje braki w matematyce tu nie są winne
Asia: Właśnie są. Zaokrągliłeś sobie 90 dni do trzech miesięcy, aby ci było łatwiej liczyć, bo myślałeś, że wtedy się nie pomylisz
Sebastian: Rozgryzłaś mnie
Asia: W końcu jestem twoją żoną
Minęło pół roku. Aśka już przeprowadziła się do siebie. Wszyscy przyjaciele dziwili się, że tak wcześnie się rozwodzą, że w ogóle doszło do rozstania.
Rafał: Stary, ja naprawdę ciebie nie rozumiem. Taka kobieta, tworzycie wspaniałą parę i teraz się rozwodzicie?
Sebastian: No cóż, za bardzo pośpieszyliśmy się z tym ślubem. Pomieszkaliśmy razem i dopiero zauważyliśmy, że bardzo dużo nas dzieli
Rafał: Nie mogę tego zrozumieć
Sebastian: I nie zrozumiesz. Kumple z nas świetni, ale małżeństwo... no niestety, zostaniemy przyjaciółmi. Za dużo od losu wyciągnąć się nie da
Rafał: Jutro pierwsza rozprawa?
Sebastian: Pierwsza i ostatnia. Chcemy to załatwić jak najszybciej, nie robimy podziału majątku ani orzeczenia o winie
Rafał westchnął i pokręcił głową. Sebastian wziął swój kubek z kawą i poszedł do biura, zostawiając przyjaciela samego w kuchni. Im dłużej rozmawiał o Asi, tym ciężej było mu na duszy. Naprawdę szkoda mu było się z nią rozstawać. Zostaną przyjaciółmi, ale przez ostatnie miesiące mieszkali razem. Często zdarzało mu się wychodzić gdzieś wieczorami, ponieważ nie mógł znieść tej pustki w swoim mieszkaniu. Najczęściej szedł do parku albo pod blok, w którym mieszkała. Siedząc w domu, bez niej czuł się dziwnie, tak nieswojo. Nie chciał się do tego przyznać, ale to było jedyne sensowne wytłumaczenie – kochał ją i chciałby, żeby została. Lecz nie wiedział co ona o tym wszystkim myśli i dlatego bał się jej o tym powiedzieć.
Następnego dnia odbyła się pierwsza rozprawa rozwodowa. Miała to być ostatnia, lecz Asia w ostatniej chwili zmieniła zdanie i nie zgodziła się na rozwód. Sędzia wyznaczył termin drugiej rozprawy. Sebastian był wściekły, jednak całą złość chował w sobie, próbując nie wyładowywać się na żonie.
Sebastian: Co innego ustaliliśmy
Asia: Wiem
Sebastian: Dlaczego to zrobiłaś?
Asia: Nie mogłam się zgodzić. Postąpiłabym wtedy wbrew sobie
Sebastian: Dlaczego?
Asia: Bo... ja naprawdę cię kocham
Nie mógł uwierzyć w to co słyszy. Postanowił, że musi Asi powiedzieć, że odwzajemnia jej uczucia. Jednak nie chciał tego robić tutaj.
Sebastian: Przyjdź do mnie wieczorem, wtedy o tym porozmawiamy
Odwrócił się i poszedł. Pomyślała, że będzie chciał jej wytłumaczyć, że jej nie kocha i mogą być tylko przyjaciółmi, a także poprosi ją, żeby zgodziła się na rozwód. Mimo to postanowiła pójść do niego. Tymczasem on przygotowywał pyszną kolację na wieczór. Dochodziła już godzina 19:00, kiedy zadzwonił telefon.
Ania: Sebastian?
Sebastian: Coś się stało?
Ania: Przyjeżdżaj natychmiast do szpitala. Aśka miała wypadek, jest w stanie krytycznym. Lekarze walczą o jej życie
Sebastian: Zaraz będę
wtorek, 23 sierpnia 2011
Prawdziwe małżeństwo cz. 9
Następnego dnia rano, delikatnie ją obudził. Jedno po drugim wzięli prysznic i poszli zjeść śniadanie. Kilka minut później przyjechała taksówka, do której wsiedli po spakowaniu torb do bagażnika. Pojechali na lotnisko, Sebastian zapłacił kierowcy i poszli na samolot. Wtedy już musiał powiedzieć Asi, że lecą do Francji. Zawsze marzyła, żeby tam pojechać. Nigdy nie sądziła, że jej marzenie się spełni dzięki Sebastianowi, że w ogóle się spełni. Lot znieśli spokojnie, bez żadnych problemów.
Asia: Paryż?! Kochany jesteś!
Sebastian: Należy się nam odpoczynek w takim mieście. Zaraz przyjedzie po nas taksówka i pojedziemy do hotelu
Asia: Pójdziesz ze mną na zakupy, prawda?
Sebastian: No chyba nie mam innego wyjścia
Kilka chwil później jechali już do hotelu, a Sebastian rozmawiał z kierowcą. Asia była zdumiona, jak dobrze mówi po francusku. Odezwała się do niego dopiero w pokoju hotelowym.
Asia: Nie wiedziałam, że potrafisz tak świetnie mówić po francusku
Sebastian: To teraz wiesz
Asia: Gdzie się nauczyłeś?
Sebastian: Tutaj, we Francji
Asia: Byłeś tu wcześniej?
Sebastian: Studiowałem
Asia: Jaki kierunek?
Sebastian: Ekonomia
Asia: I ty pracujesz jako zwykły policjant? Przecież ty mógłbyś być księgowym w jakiejś wielkiej korporacji! Nie było miejsc?
Sebastian: Nawet nie szukałem pracy w tym zawodzie
Asia: Dlaczego?
Sebastian: Nie ukończyłem tych studiów
Popatrzyła na niego zdziwiona. Objął ją ramieniem i usiedli na łóżku.
Sebastian: Zrobiłem to specjalnie. Rodzice mnie tu przysłali na studia, ale ja nie chciałem. Nie podobała mi się ani taka praca, ani ten kierunek. Jak wróciłem do Polski to dali mi wolną rękę, więc postanowiłem, że znajdę pożyteczną pracę i taką, jaką będę lubił
Asia: Nie miałam o tym pojęcia
Sebastian: No właśnie, ja też nic nie wiem o twoim wykształceniu
Asia: Co tu dużo mówić. Mam tylko maturę
Sebastian: Nie widać tego. Jesteś znacznie mądrzejsza niż zwykła dziewczyna po maturze
Asia: Widzisz... byłam zdolna, ale nie poszłam na studia
Sebastian: Nie miałaś pieniędzy?
Asia: Miałam. Ale odmówiłam
Zapadła chwila ciszy. Sebastian nie chciał na nią naciskać. Wiedział, że jeśli będzie chciała to sama mu powie.
Asia: Pewnie myślisz, że głupio zrobiłam
Sebastian: Nie, czekam na to co dalej powiesz. Musiałaś mieć jakiś powód
Asia: Tak, miałam. Jak wiesz, mój ojciec zmarł kiedy zaczęłam chodzić do klasy maturalnej. Matka zarabiała tyle, że starczało nam od wypłaty do wypłaty. Jednak w lecie straciła pracę. Gdybym wzięła te oszczędności, ona i Marta po miesiącu nie miałyby z czego żyć. Zapewniała mnie, żebym poszła na studia, a one sobie jakoś poradzą. Ale nie mogłam tego zrobić
Sebastian: Każdy by tak na twoim miejscu postąpił
Asia: Mama znalazła pracę dwa miesiące później. Te pieniądze bardzo im się przydały. Cieszyłam się, że wtedy odmówiłam. Odbyłam szkolenie i zaczęłam pracę w policji
Sebastian: Jesteś niesamowita
Asia: Eee tam
Sebastian: Wiesz, gdyby można było cofnąć czas to...
Asia: To co?
Sebastian: Próbowałbym cię poderwać
Aśka zaczęła się śmiać.
Sebastian: No co?
Asia: Nic, nic
Sebastian: Taa
Asia: No tak
Sebastian: Jasne
Asia: Wątpisz?
Sebastian: Nie
Asia: Taa
Sebastian: Chcesz jutro iść na zakupy?
Asia: Oczywiście!
Sebastian: Zabiorę cię, pod jednym warunkiem
Asia: Jakim?
Sebastian: Chodźmy teraz na spacer
Asia: Z przyjemnością!
Reszta urlopu zleciała szybko. Asia była bardzo szczęśliwa. Bardzo często zapominała, że są fikcyjnym małżeństwem, a czasem nawet całowała Sebastiana. W sumie to nawet mu się to podobało. Wrócili wypoczęci i we wspaniałych humorach.
Sebastian: Podobał ci się wyjazd?
Asia: Bardzo, było fantastycznie
Sebastian: Zależało mi żebyś była zadowolona
Asia: Chyba potrafisz czytać w kobiecych myślach
Sebastian: Chyba nie
Asia: A jak myślisz, na co mam ochotę?
Sebastian: Pewnie na gorącą kąpiel i pyszną kolację
Asia: No widzisz, masz rację. Mógłbyś mi przygotować kąpiel? Proszę
Sebastian: A co za to dostanę?
Asia podeszła do niego i pocałowała go w policzek. On tymczasem uśmiechnął się i stał dalej.
Asia: Nie za dużo wymagasz?
Sebastian: Nie, przecież jesteśmy małżeństwem
Uśmiechnął się do niej. Pocałowała go w usta i uśmiechnęła się nieśmiało.
Sebastian: No dobrze, przekonałaś mnie
Chciał pójść w kierunku łazienki, jednak stanęła przed nim. Patrzyła mu prosto w oczy. Odgarnął jej kosmyk włosów z twarzy, a ona zarzuciła mu ręce na szyję. Przez chwilę patrzyli na siebie, zbliżył swoją twarz do niej i zaczęli się całować.
poniedziałek, 22 sierpnia 2011
Prawdziwe małżeństwo cz. 8
Zwykle kobieta cieszy się ze swojego wesela. Jednak Aśka nie była zadowolona. To było najgorsze przyjęcie w jej życiu. Pod względem organizacyjnym wszystko było dobrze, a goście świetnie się bawili. Jednak ona czymś się zamartwiała, a z każdą minutą wszystko, co w tej chwili ją otaczało, coraz bardziej ją irytowało. Gdyby nie to, że jest panną młodą, już dawno opuściłaby salę. Nie potrafiła opisać ulgi, którą poczuła kiedy znalazła się w mieszkaniu Sebastiana i się przebrała. Poszła do kuchni przygotować coś do jedzenia.
Sebastian: Głodna jesteś?
Asia: Jak widać
Sebastian: Na weselu było pełno jedzenia
Asia: Z nerwów nie byłam w stanie nic przełknąć
Sebastian: Najtrudniejsze już za nami. Teraz będzie zdecydowanie łatwiej, tym bardziej, że jesteśmy bogaci
Asia: Wiesz, jakoś mnie to szczególnie nie cieszy
Sebastian: Dostaniesz swoje sto pięćdziesiąt tysięcy to od razu ci się humor poprawi
Asia: Powiesz mi w końcu, gdzie się wybieramy w podróż poślubną?
Sebastian: Jutro zobaczysz
Asia: Ale ty jesteś uparty
Sebastian: Wiem
Puścił do niej oczko i poszedł wziąć prysznic. Nadal było jej smutno. Nie wiedziała dlaczego, ale bolało ją to, że są fikcyjnym małżeństwem. Twierdziła, że to że go kocha, nie ma nic do tego. Chyba jednak się myliła. Kiedy wyszedł z łazienki, bez koszulki, miała ochotę się na niego rzucić i zacząć go całować. Ale udało się jej powstrzymać.
Sebastian: Spakowana?
Asia: Tak, zrobiłam to już przedwczoraj, bo spodziewałam się że nie będę miała na to ani czasu, ani siły. I miałam rację
Sebastian: Mogłabyś mi pomóc?
Asia: Chyba sobie ze mnie żartujesz
Sebastian: Mówię poważnie
Asia: Nie spakowałeś się jeszcze?!
Sebastian: Nie, teraz zacząłem
Asia: Masz szczęście, że twoja żona ma miękkie serce. Z tobą to jak z dzieckiem
Sebastian: No chyba od tego jest żona, żeby pilnować faceta
Asia: Ktoś musi mieć cały dom na głowie
Sebastian: I kobiety się w tym lepiej sprawdzają
Asia: Nie sądziłam, że kiedyś to powiesz. Zaskoczyłeś mnie
Sebastian: I jeszcze nie raz to zrobię
Uśmiechnął się do niej. Powoli podniosła się z kanapy i poszli do sypialni. Z pomocą Asi Sebastianowi udało się spakować w kilka minut. Jej zadaniem było wszystko pakować do torby, a on podawał jej rzeczy. Gdyby role były odwrotne, trwałoby to znacznie dłużej. Asia cały czas się dopytywała jak to możliwe, że ma tak mało rzeczy w szafkach. Potem poszła do łazienki się wykąpać, a następnie oboje poszli spać. Akurat tej nocy była burza. Sebastian leżał na łóżku i rozmyślał o swojej żonie. Dlaczego wcześniej nie dostrzegał jaką jest piękną i wartościową kobietą? Usłyszał kolejny grzmot, a po chwili dźwięk tłuczonego szkła, który dobiegł z kuchni. Niechętnie wstał sprawdzić co się stało. Tam zastał Aśkę, która kucnęła nad rozbitą szklanką.
Asia: Przepraszam, zaraz to posprzątam
Chciała zebrać rękoma odłamki szkła, ale Sebastian także kucnął i delikatnie złapał ją za ręce.
Sebastian: Zostaw, pokaleczysz się
W jego głosie usłyszała troskę i nutkę zmartwienia. Był pełen ciepła. Aśka nigdy nie słyszała, żeby tak mówił.
Asia: Przepraszam
Sebastian: Nic się nie stało
Spojrzeli sobie w oczy. Ich twarze powoli się zbliżały, już prawie ich usta połączyły się w namiętnym pocałunku... kiedy kolejny piorun uderzył. Asia gwałtowanie obróciła głowę, spoglądając w okno.
Sebastian: Boisz się burzy?
Asia: Co?
Sebastian: Pytam czy boisz się burzy
Asia: Nie, to znaczy tak... nie. Cholera
Sebastian: Czyli się boisz
Asia: Niechętnie się do tego przyznaję
Sebastian: Jesteś ze mną, nie masz się czego bać
Asia: Mam prośbę
Sebastian: Tak?
Asia: Tylko... wiesz, trochę się wstydzę
Sebastian: Mi możesz wszystko powiedzieć
Asia: Mogę z tobą dzisiaj spać?
Sebastian: Jeśli tylko chcesz
Asia: Chcę
Sebastian posprzątał w kuchni, po czym oboje poszli najpierw do pokoju obok, skąd Asia wzięła poduszkę i poszli do sypialni. Kiedy się położyli, Aśka powoli przysuwała się coraz bliżej męża.
Asia: Sebastian?
Sebastian: Tak?
Asia: Mogę się do ciebie przytulić?
Sebastian: Oczywiście
Asia: Mam jeszcze jedną prośbę
Sebastian: Niech zgadnę. Chcesz żebym wziął cię w ramiona?
Asia: Jeśli nie masz nic przeciwko
Leżała w jego objęciach i czuła się całkowicie bezpiecznie. Mimo to cały czas nie mogła zasnąć. Właściwie nie chciała spać. Chciała, żeby ta chwila trwała wiecznie. Zauważyła, że Sebastian także nie śpi.
Asia: Dziękuje
Sebastian: Nie ma za co. Przyzwyczajaj się
Asia: Do czego?
Sebastian: Do spania ze mną. W hotelu będziemy mieli tylko jedno łóżko
Asia: Mam nadzieję, że wygodne. Twoja żona będzie z tobą naprawdę szczęśliwa
Sebastian: Ty jesteś moją żoną
Asia: Ale mam na myśli taką kobietę, z którą ożenisz się z miłości
Sebastian: A tobie jak jest ze mną?
Asia: Nie narzekam. Jednego tylko żałuję
Sebastian: Czego?
Asia: Że robimy to dla pieniędzy. Nie mam pojęcia co zrobię z tą sumą
Sebastian: Na pewno ci się przyda
Asia: Zobaczymy
Sebastian: Jak wrócimy to idę do prawnika mojej ciotki. Jednak mnie nie doceniała. Z pewnością pisząc testament myślała, że te pieniądze zostaną temu prawnikowi, tak jak te przeznaczone dla mojego brata. On nie dał rady spełnić warunku
Asia: Tak, nam się udało
Sebastian pomyślał, że po odebraniu pieniędzy warto by było kupić Joasi jakiś cenny prezent. Tymczasem ją ogarnęło zmęczenie. Zasnęła w ramionach swojego męża.
sobota, 20 sierpnia 2011
Prawdziwe małżeństwo cz. 7
Im bliżej był ślub, tym bardziej Asia się denerwowała. Nie wiedziała czemu, ale trochę się bała tego dnia. Może dlatego, że ślub to najważniejszy dzień w życiu kobiety. Najbardziej przerażało ją to, że zapominała, że to będzie tylko fikcyjne małżeństwo. Niepokoiła się tym coraz bardziej, ale nic nie dawała po sobie poznać. Na wieczorze panieńskim starała się pić jak najmniej, ponieważ obawiała się, że może wypić za dużo i zdradzić plany swoje i Sebastiana.
Marta: Aśka, rozluźnij się. Sebastian padnie z wrażenia
Ania: Marta ma rację. Będziesz wyglądała wspaniale
Asia: Kiedy będę mogła zobaczyć się w lustrze?
Marta: Cierpliwości. Najpierw skończę makijaż, a Ania włosy. Nie będziemy pokazywać ci efektów pracy przed jej zakończeniem
Ania: Zaufaj nam
Asia: Ależ ja wam ufam, tylko że jestem cholernie ciekawa jak wyglądam
Marta: Ciekawe jak tam chłopaki na wieczorze kawalerskim
Ania: Na pewno popili
Asia: Na szczęście nie muszę tego widzieć
Marta: A jak to sobie wyobrażasz?
Asia: Puszki po piwie leżące na podłodze, Tomek z głową na klapie od kibla, Kamil w wannie, oni zawsze wymiotują jak za dużo wypiją, Bartek śpiący pod stołem w kuchni, Rafał na kanapie w salonie, a Sebastian na podłodze w sypialni. Z pewnością też gdzieś jest karton po pizzy, może nawet Bartek zastąpił nim poduszkę
Ania: A jak będą wyglądali jak wstaną... masakra
Asia: Lepiej nie myśleć
Wyobrażenie Asi było w większości trafne. Pomyliła się tylko z tym, że na kanapie spał Sebastian, a Rafał na stole w kuchni. Pierwszy wstał pan młody, który poszedł do łazienki i wygonił stamtąd półprzytomnych Tomka i Kamila. Wypił najmniej ze wszystkich, dlatego też, w przeciwieństwie do innych, nie miał zbyt dużego problemu z kacem. Wziął prysznic i poszedł do sypialni się przebrać. Potem, kiedy przyjaciele porozjeżdżali się do swoich mieszkań, aby się ogarnąć, wziął się za sprzątanie mieszkania, a kiedy skończył, wyciągnął z szafy garnitur i zaczął się przygotowywać do ślubu.
Marta: Gotowe, możesz zobaczyć się w lustrze
Podała jej lusterko. Asia zaniemówiła z wrażenia.
Asia: To jest... to jest... wyglądam fantastycznie!
Ania: Sebastian nie będzie mógł od ciebie wzroku oderwać
Marta: W końcu to będzie jego żona
Asia: Dzięki dziewczyny, kochane jesteście
W jej głosie było słychać wzruszenie. Przytuliła najpierw Anię, a potem siostrę.
Marta: Tylko nie płacz teraz, bo makijaż rozmażesz. Na łzy szczęścia będziesz miała czas
Asia: Tak, masz rację. Nigdy nie wyśniłabym sobie takiego ślubu
Mówiąc to przypomniała sobie, że to tylko fikcyjne małżeństwo. Zaklęła w myślach i sztucznie się uśmiechnęła. Ogarnęły ją wątpliwości. Po co to wszystko robi? Po co tak pięknie wygląda? Przecież to tylko ślub cywilny, a jakby tego było mało to tylko dla pieniędzy. I znów łzy napłynęły jej do oczu. Jednak tym razem były one pełne smutku i goryczy. Szybko je otarła, ale nie ze względu na makijaż, lecz po to, by nikt nie zauważył jej nieszczęścia. Kilka minut później przyjechał po nią Sebastian. Przez całą drogę do Urzędu Stanu Cywilnego nie odezwali się ani słowem. Dopiero kiedy zatrzymał się na parkingu, złapała go za rękę.
Sebastian: Co się dzieje?
Asia: Wycofuję się
Sebastian: Co? Teraz?!
Asia: Tak, teraz
Sebastian: Aśka, wszyscy goście już są, za dziesięć minut powinniśmy zaczynać
Asia: Nie jestem w stanie tego zrobić
Sebastian: Jesteś. Możesz to zrobić. Tyle wytrzymałaś, tylko po to by tuż przed ostatnim krokiem zrezygnować?
Asia: Nie mam siły wykonać tego ostatniego kroku
Sebastian: Aśka, weź się w garść. Za kilka minut będzie już po wszystkim. Potem będzie tylko łatwiej. Jak wyjedziemy to odpoczniesz
Asia: Nie dam rady
Sebastian: Dasz radę
Spojrzała mu prosto w oczy. Pocałował ją w policzek i wysiadł z samochodu. Przeszedł na drugą stronę i otworzył jej drzwi. Potem weszli do USC. Goście zajęli wszystkie miejsca, więc mogli zaczynać. Aśka ze strachem patrzyła jak Sebastian z kamienną twarzą, bez żadnych wyrzutów sumienia powtarza słowa za urzędniczką. Przyszła kolej na nią. Każde słowo wypowiadała coraz wolniej, z coraz większym trudem. Zdawało jej się, że zawierając to małżeństwo, kpi sobie ze wszystkich małżonków po ślubie cywilnym, a także z urzędu. W pewnej chwili zacięła się. Nie była w stanie wydusić z siebie ani słowa. Zamknęła oczy. Nie chciała widzieć jak wszyscy goście na nią patrzą, nie chciała widzieć nikogo.
Urzędniczka: Pani Joasiu?
Otworzyła oczy. Wymieniła spojrzenia z Sebastianem. Patrzył na nią błagalnym wzrokiem, jakby chciał powiedzieć: „Aśka, błagam cię, nie rób mi tego”.
Asia: Przepraszam, to przez ten stres
Urzędniczka: Nie ma się co denerwować. Możemy kontynuować?
Asia: Tak
Wzięła głęboki oddech i zebrała wszystkie siły by walczyć ze swoim sumieniem. Nie wiedziała czemu, ale nie pozwalało jej wziąć tego ślubu. Jednak to, że już tu była, a ceremonia trwała, zmuszało ją by zostać żoną Sebastiana.
Urzędniczka: I przyrzekam, że uczynię wszystko...
Asia: ...i przyrzekam, że uczynię wszystko...
Urzędniczka: ...aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe
Asia: ...aby nasze małżeństwo było zgodne... szczęśliwe... i... trwałe
Oboje odetchnęli z ulgą. I ona, i Sebastian. Cieszyła się, że nareszcie ma już to za sobą.
piątek, 19 sierpnia 2011
Prawdziwe małżeństwo cz. 6
Mijały kolejne dni. Asi i Sebastianowi coraz łatwiej szło udawanie. Przyzwyczaili się do wszystkiego. Ślub był coraz bliżej. Za tydzień mieli już zostać małżeństwem.
Sebastian: Jeszcze tylko kilka dni i pieniądze są nasze
Asia: Nie wiem czy powinniśmy to robić
Sebastian: Aśka, takie fikcyjne małżeństwa są zawierane częściej niż myślisz. Często się tak zdarza, gdy jakiś obcokrajowiec chce dostać polskie obywatelstwo, więc bierze ślub z Polką, płaci jej za to, robi sobie obywatelstwo i po jakimś czasie się rozwodzą
Asia: Jeśli mogę wiedzieć... co zamierzasz zrobić ze swoją częścią pieniędzy?
Sebastian: No cóż... myślałem żeby kupić sobie nowy samochód i wyremontować mieszkanie. A ty na co zamierzasz je przeznaczyć?
Asia: Hmm... chętnie bym się wybrała na jakiś urlop za granicę
Sebastian: To chyba będziesz musiała trochę poczekać. Stary dał nam przecież wolne na podróż poślubną
Asia: Skoro już o tym mowa... gdzie mnie zabierasz?
Sebastian: Mówiłem ci, że to będzie niespodzianka
Asia: Nie możesz mi powiedzieć teraz?
Sebastian: Nie, bo wtedy to nie będzie niespodzianka
Puścił do niej oczko i poszedł do kuchni. Na jej twarzy pojawił się uśmiech. Nie miała już żadnych wątpliwości, wiedziała co do niego czuje. Zastanawiała się czy powiedzieć mu o tym przed ślubem. Najgorsze było to, że nie mogła o tym z nikim porozmawiać. Sama musiała sobie z tym radzić. A może... spróbuje go w sobie rozkochać? Ale jak? Wrócił do niej z butelką czerwonego wina i dwoma kieliszkami.
Sebastian: Za co się napijemy?
Asia: Hmm... może za nasz sukces?
Sebastian: Świętować to możemy raczej po ślubie
Asia: Wytrzymaliśmy ze sobą już tyle czasu, do ślubu został tylko tydzień i wszystko jest gotowe. To także sukces
Sebastian: I przetrwaliśmy spotkania z naszymi przyszłymi teściowymi
Asia: Na szczęście trwały tylko dwie godziny
Otworzył butelkę i nalał wina im do kieliszków. Czas płynął, a oni siedzieli obok siebie na podłodze i popijali wino.
Sebastian: Miałaś jakiegoś faceta przede mną?
Asia: Wielu
Sebastian: Ale takiego, z którym chciałabyś spędzić resztę życia
Asia: Był taki jeden... ale ty jesteś od niego lepszy
Sebastian: Miło mi, że masz o mnie takie zdanie
Asia: A ty miałeś kogoś?
Sebastian: Tylko jedną. Ale i tak mnie zostawiła. Nie miałem szczęścia do kobiet
Asia: Tym razem miałeś
Spojrzała mu prosto w oczy. Siedzieli w ciszy wpatrzeni w siebie. Sebastian przybliżył się do niej i delikatnie pocałował. Spodziewał się, że go odepchnie i walnie w twarz, a tymczasem ona zarzuciła mu ręce na szyję, przyciągnęła bliżej siebie i zaczęła oddawać pocałunki. Całowali się tak przez chwilę, aż w końcu Sebastian się podniósł.
Sebastian: Niewygodna ta podłoga
Asia: Masz na myśli to co ja?
Uśmiechnęła się uwodzicielsko. Z pewnością gdyby był trzeźwy także trudno by mu było się jej oprzeć. Wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni...
Następnego ranka, kiedy się obudziła, nie było go obok niej. Wstała, zawinęła się w szlafrok i poszła do kuchni. Siedział tam, opierając się ramieniem o stół i wpatrywał w okno.
Sebastian: Przepraszam
Asia: Za co?
Sebastian: Nie pamiętasz co wczoraj robiliśmy?
Asia: Pamiętam. I to doskonale
Sebastian: Nie chciałem cię zranić
Asia: Co ty pieprzysz?
Sebastian: Aśka... chyba nie powinniśmy brać tego ślubu
Asia: Przestań. Po pierwsze nie zraniłeś mnie. Po drugie nie byliśmy w pełni trzeźwi i nie myśleliśmy co robimy, a po trzecie... po trzecie to było cudownie
Sebastian: Nie rozumiem
Asia: Z pomocą patelni wszystko zrozumiesz
Sebastian: Nie, chyba nie potrzebujesz rekwizytów
Asia: A może jednak? Posłuchaj mnie uważnie
Sebastian: Mów
Asia: Co według ciebie jest nie tak?
Sebastian: Że spaliśmy ze sobą
Asia: Jesteśmy parą, więc to normalne
Sebastian: Aśka...
Asia: Nie przerywaj mi. Dlaczego uważasz, że to źle?
Sebastian: Bo mieliśmy tego nie robić
Asia: Zdanie zawsze można zmienić
Sebastian: Aśka, ja nie chcę żebyś pomyślała, że cię upiłem i wykorzystałem okazję
Asia: Nie myślę tak. Zresztą, sama cię uwodziłam, doskonale pamiętam jak się do ciebie uśmiechałam
Sebastian: W sumie to masz rację
Asia: No właśnie. Nie mam do ciebie żadnych pretensji. Przecież nic sobie po tym nie obiecujemy. Doskonale wiemy, że będziemy musieli się rozstać, prawda?
Sebastian: Prawda. Jednak nie rozwiałaś moich wątpliwości
Asia: Co jeszcze?
Sebastian: A jeśli to się powtórzy?
Asia: Tylko jeśli oboje będziemy tego chcieli
Sebastian: A jeśli to zabrnie za daleko?
Asia: Nie wygłupiaj się. Jesteśmy na tyle dorośli, że możemy się kontrolować, tak?
Sebastian: No... tak
Asia: Za 6 dni bierzemy ślub, tak?
Sebastian: Tak. Radzisz sobie z tym lepiej niż się spodziewałem
Asia: Ja też nie myślałam, że tak dobrze będę to znosiła
Odwróciła się i poszła do łazienki wziąć prysznic. Po tej nocy czuła się jeszcze gorzej, ponieważ wiedziała, że rozstanie bardzo ją zaboli, bardziej niż sobie to wyobraża.
czwartek, 18 sierpnia 2011
Prawdziwe małżeństwo cz. 5
Leżała na łóżku zalana łzami. W takim stanie zastał ją Sebastian.
Sebastian: Stało się coś?
Asia: Okłamałam ją. Pierwszy raz z w życiu
Sebastian: Musisz to przeboleć. Zrobiłaś to, a czasu cofnąć się nie da.
Asia: Nie daję rady
Sebastian: Aśka, no co ty. Jesteś silną kobietą. Dasz radę, kasa będzie nasza
Asia: Jesteś tego pewien?
Sebastian: Oczywiście. Jutro musimy jechać do Urzędu Stanu Cywilnego. Jaki dzień mamy dzisiaj?
Asia: Czwartek
Sebastian: Chodzi mi o datę
Asia: 2 czerwca
Sebastian: Za 5 dni minie miesiąc od śmierci ciotki. A więc ślub musimy wziąć najpóźniej 7 sierpnia
Asia: Jesteś pewien?
Sebastian: Tak, w zapisie było, że muszę się ożenić w ciągu trzech miesięcy. Od 7 maja do 7 sierpnia są właśnie 3 miesiące
Asia: Cholera, nie wiem jak to wytrzymam
Sebastian: Po ślubie będzie już łatwiej, a w lutym złożymy pozew o rozwód... któreś z nas złoży
Asia: Musimy dzisiaj spać razem, wiesz?
Sebastian: Tak, wiem
Asia: Mam do ciebie jedną prośbę. Łapy przy sobie
Sebastian: Jasne
Wzięli prysznic (najpierw Asia, potem Sebastian), a następnie położyli się do łózka. To nie była łatwa noc. Asia nie mogła zasnąć, ponieważ Sebastian się rozpychał i ciągle go budziła.
Sebastian: Tą noc musimy wytrzymać
Asia: Jak przestaniesz mnie spychać na podłogę to nie będzie problemu
Sebastian: Nie byłoby, gdybyś nie narzekała i nie budziła mnie co chwilę
Asia: Więc to moja wina?
Sebastian: Dobra, śpijmy
Asia: Jasne
W nocy budzili się jeszcze wielokrotnie. Rano siedzieli w kuchni przy stole niezadowoleni i niewyspani.
Asia: Przez ciebie zasnę nad raportami
Sebastian: Nie narzekaj, napijemy się kawy i od razu lepiej się poczujemy
Asia: Ale ty robisz
Sebastian: No dobra, mam nadzieję, że moja piękna narzeczona to doceni
Asia: Myślisz, że komplementami mnie przebłagasz?
Sebastian: Tak
Asia: No i masz rację
Uśmiechnęła się do niego i puściła mu oczko. Po chwili w kuchni pojawiła się Marta. Aśka bez słowa podała jej butelkę wody. Piła łapczywie, dużymi łykami. Dopiero po wypiciu około połowy jej zawartości, odezwała się do siostry.
Marta: Dzięki Aśka. Głowa mnie boli jak cholera
Asia: Na przyszłość tyle nie pij
Marta: Proszę cię, ciszej... Teraz będę pamiętać
Sebastian: Chcesz kawy?
Marta: Nie, dzięki. Na chwilę obecną pragnę tylko wody i ciszy
Sebastian: Za jakieś 15 minut wychodzimy do pracy, więc ciszę będziesz miała
Asia: Wczoraj jakoś zapomniałam cię zapytać... na długo przyjechałaś?
Marta: Na tydzień. Zostałabym dłużej, ale nie dostałam więcej urlopu
Asia: Jeśli chcesz to możesz nocować tutaj albo w moim mieszkaniu
Marta: Nie chciałabym wam przeszkadzać, więc wolałabym w twoim mieszkaniu
Asia: Po pracy dam ci klucze
Komisarze skończyli pić kawę i wyszli do pracy. Rafał co chwilę popijał wodę, którą kupił w sklepie jadąc do pracy. Asi i Sebastianowi zależało, żeby jak najszybciej skończyć raporty, z oczywistego powodu. Nigdy nie szło im to tak szybko. Już o 14:00 mogli opuścić komendę. Udało im się ustalić termin ślubu taki jak chcieli, czyli przed 7 sierpnia. Z tego zadowolenia Sebastian nawet dał się namówić na zakupy.
Asia: Wróciliśmy!
Marta: Już myślałam, że będziecie nocować w pracy
Asia: Nie, byliśmy jeszcze w Urzędzie Stanu Cywilnego i na zakupach
Marta: Jak ci się udało go namówić na zakupy... byliście ustalić datę ślubu?!
Asia: Tak. 6 sierpnia
Marta: To już za dwa miesiące! Zdążycie?
Sebastian: Oczywiście. Wesele nie będzie jakieś wielkie, na ceremonię zaprosimy tylko rodzinę i przyjaciół
Asia: Dwadzieścia, trzydzieści osób, nie więcej
Marta: Cieszę się, że wam się układa. Aśka, masz szczęście. Taki wspaniały facet nie trafia się często
Asia: Tak, wiem
Marta: No dobrze, dasz mi klucze?
Asia: A tak, bym zapomniała
Aśka poszła do pokoju i po chwili wróciła z kluczami do swojego mieszkania. Miała tam wrócić, ale to dopiero za jakieś 7 – 8 miesięcy. Zaproponowała siostrze, że ją odwiezie, lecz ona uparła się, że pojedzie taksówką. Znowu ogarnęły ją wątpliwości. Czy powinna to robić? Wycofałaby się, ale już wcześniej podjęła decyzję. Gdyby chodziło tylko o nią, zrezygnowałaby. Ale wiedziała, że Sebastian na nią liczy. Oczekuje od niej, że jeśli się zgodziła to wezmą ślub. Przecież od początku wiedziała, że nie z miłości to robi, ale dla pieniędzy. I ona także z tego samego powodu to robiła. Ale kosztowało ją to bardzo dużo. Szczególnie kiedy inni mówili jaką piękną są parą, jakiego wspaniałego ma faceta... Dlaczego tak trudno jej było to znosić? Bo chciała żeby tak było naprawdę. Wiedziała już co się z nią dzieje. On jej się coraz bardziej podobał, zaczynała się w nim zakochiwać. I czuła, że z każdym dniem coraz trudniej będzie jej odejść. Lecz już w tej chwili byłoby to bardzo trudne. Stwierdziła, że nie jest w stanie go zostawić. W tej chwili już nie. Więc co będzie kiedy się rozwiodą? Nie była w stanie odpowiedzieć, ale strasznie się bała tej chwili, która kiedyś nadejdzie.
środa, 17 sierpnia 2011
Prawdziwe małżeństwo cz. 4
Stary: Niech pan zaczeka
Sebastian: Jednak ma pan coś do powiedzenia?
Stary: Jeśli chcecie to możecie zostać. Decyzję pozostawiam wam
Sebastian: Obaj?
Stary: Tak
Sebastian puścił oczko w stronę przyjaciół, odwrócił się i zabrał swoją legitymację służbową oraz broń. Cała czwórka poszła do biura, gdzie każdy usiadł przy swoim biurku.
Asia: Byłeś niesamowity
Ania: Aśka, masz wspaniałego faceta
Opuściła głowę i przymknęła oczy. Udawanie było zdecydowanie trudniejsze niż na początku się jej wydawało. Dlaczego? Nie umiała sobie odpowiedzieć.
Asia: Strasznie się cieszę, że wreszcie razem zamieszkamy
Rafał: Seba, nie wiem jak ci dziękować
Sebastian: Wystarczy, że postawisz mi piwo
Rafał: A twoja dziewczyna nie będzie miała nic przeciwko?
Asia: Jeśli go nie upijesz do nieprzytomności to żaden problem
Rafał: Szczęściarz z ciebie, dziewczyna, która jest dla faceta tak wyrozumiała to skarb
Odwrócił wzrok i westchnął. Zaczynał mieć wątpliwości czy dla tych pieniędzy warto tak się męczyć. Co go męczyło? To że Aśka naprawdę mu się podobała. Może warto by było ją upić, a potem zaciągnąć do łóżka. Szybko odrzucił tę myśl, nie mógłby zrobić jej takiego świństwa. Po pracy z pomocą Rafała przewiózł jej rzeczy do swojego mieszkania. Z okazji przeprowadzki urządzali małe przyjęcie. Sebastian był przygotowany na szczególną niespodziankę, której nawet Aśka się nie spodziewa. Okazało się, że nie było to jedynym zaskoczeniem tego wieczoru. Ania i Rafał zdążyli już wypić po dwa kieliszki wina, Asia jeden, a Sebastian jeszcze żadnego, ponieważ zamawiał pizzę. Kiedy wrócił do salonu, zadzwonił telefon Asi.
Asia: Cześć. Miło cię znowu słyszeć. Jak to jesteś w Krakowie? Teraz? W domu jestem. Nie ma mnie, bo właśnie się dzisiaj przeprowadziłam. Przyślę po ciebie kogoś albo jakąś taksówkę. Pa
Sebastian: Z kim rozmawiałaś?
Asia: A co? Zazdrosny jesteś?
Sebastian: Tylko pytam
Asia: Z moją siostrą. Jest pod moim mieszkaniem
Sebastian: No pięknie, jeszcze tego brakowało
Asia: Czego?
Sebastian: Nie rozumiesz, że to oznacza kłopoty?
Asia: Jakie kłopoty?
Sebastian: Mniej czasu będziemy sami
Asia: No i co... z tego... cholera, to oznacza więcej udawania
Sebastian: Ale chyba dobrze nam to wychodzi, co?
Asia: Pewnie. Damy radę
Sebastian: Oczywiście
Asia: Pojedziesz po nią? Jeszcze nic nie piłeś
Sebastian: Za 20 minut będę z nią z powrotem
Jak powiedział, tak było, co do minuty. Aśka przywitała się z siostrą, po czym przedstawiła jej Anię i Rafała.
Marta: Nie no, Aśka, powinnam cię zabić
Asia: Mnie? Za co?
Marta: Od dwóch miesięcy masz chłopaka i ja się dowiaduję o tym dopiero teraz?
Asia: No...
Marta: Przestań, przecież wiesz że się nie gniewam!
Obie się uśmiechnęły. Sebastian wyjął z kieszeni czerwone pudełeczko, otworzył je i uklęknął przed Asią.
Sebastian: Wyjdziesz za mnie?
Doskonale znał odpowiedź, ale niektórych formalności nie można pominąć. Żeby wyglądało bardziej prawdziwie, zastanawiała się przez chwilę.
Marta: Na co czekasz? Powiedz tak!
Asia: Wyjdę za ciebie
Założył pierścionek na jej palec, wstał i ją pocałował. To mu się właśnie najbardziej podobało w całej formalności. Że mógł ją naprawdę pocałować, a w razie czego miałby usprawiedliwienie i Aśka nie mogłaby być zła z tego powodu. Spotkanie trwało dalej. Rafał założył się z Anką kto więcej wypije. Oczywiście szybko uzyskał przewagę.
Marta: Nie, weź spróbuj z kimś na twoim poziomie
Rafał: Aśka mi nie pozwoli rozpijać Sebastiana
Marta: A ja?
Rafał: No nie mów, że myślisz, że wypijesz więcej niż ja
Marta: Nie wierzysz?
Asia: Lepiej z nią nie zaczynaj
Rafał zaczął się śmiać. Marta wypiła pięć kieliszków wina, czyli tyle samo co Rafał do tej pory. Zaczęli pić kolejne.
Rafał: I... i co te... teraz?
Marta: Jesteś pijany bardziej niż ja
Sebastian: Przykro mi Rafał, ale ona ma rację
Asia: Odwieź go do domu
Marta: A także podstaw miskę i butelkę wody. Będzie miał jutro cholernego kaca. Ja zresztą też
Sebastian pomógł wstać Rafałowi i wyprowadził go z mieszkania. Anka także już sobie poszła, więc zostały tylko one.
Marta: Mogę przenocować w twoim mieszkaniu?
Asia: Nie...
Marta: No trudno, poszukam jakiegoś hotelu
Asia: Przenocujesz tutaj
Marta: Co?
Asia: Jesteś pijana, nie puszczę cię nigdzie, dopóki nie wytrzeźwiejesz
Marta: Ej, to ja tu jestem starsza siostra
Asia: A ja jestem trzeźwa. Pościelę ci na kanapie
Marta: Cieszę się, że znalazłaś tego właściwego faceta
Asia: Tak, jest wspaniały. Miły, opiekuńczy, pomocny, inteligentny, troskliwy
Zapomniała, że ma udawać. Mówiła szczerze. Kiedy to zrozumiała, przeraziła się. Nie mogła przecież pozwolić sobie zakochać się w nim. Robi to dla pieniędzy, tylko dla nich, nie po to by uwieźć faceta.
Marta: A jaki jest w łóżku?
Asia: Marta!
Marta: Żartowałam!
Obydwie się zaśmiały. Kanapa była już gotowa do spania. Marta położyła się na niej i przykryła kocem.
Marta: A teraz tak na serio zapytam. Spaliście już ze sobą?
Asia: Yyy... tak
Marta: Dobra, nie wnikam w szczegóły. Dobranoc?
Asia: Dobranoc
Zgasiła światło i poszła do sypialni. Po jej policzkach popłynęły łzy. Zawsze z siostrą była szczera, a teraz... teraz skłamała. Było jej z tym strasznie ciężko, czuła się podle. Zaczynała mieć dość tego, a to był dopiero początek drogi do obiecanych pieniędzy.
poniedziałek, 15 sierpnia 2011
Prawdziwe małżeństwo cz. 3
Uderzyła go lekko z otwartej dłoni w policzek. Nie zareagował. Po chwili zrobiła to samo. Odzyskał przytomność.
Sebastian: Cholera, jak mnie głowa boli... czemu tu jest taki bałagan?
Asia: Lepiej nic już nie mów i idź się położyć
Pomogła mu wstać i zaprowadziła go do sypialni. Następnie wzięła się za sprzątanie w kuchni. Kiedy już wszystkie rozbite talerze znalazły się w koszu na śmieci, wróciła do Sebastiana.
Sebastian: Aśka, przepraszam cię. Tą kasę co stary potrąci ci z wypłaty to ja ci oddam
Asia: Dobra, mniejsza z tym. Ustalmy jedną rzecz. Nie możemy robić sobie na złość
Sebastian: Tak, masz rację. Przepraszam
Asia: Już, w porządku. I jeszcze jedno
Sebastian: Tak?
Asia: Skoro jesteśmy parą...
Sebastian: Nie jesteśmy
Asia: Oficjalnie tak. Więc jako para musimy wspólnie podejmować decyzje
Sebastian: Z mojej strony to się więcej nie powtórzy
Asia: Które to?
Sebastian: Jakie to?
Oboje się zaczęli śmiać. Ich spojrzenia się na chwilę spotkały. W pokoju zapanowała cisza.
Asia: To z kawą czy to z przeprowadzką?
Sebastian: Oba się nie powtórzą
Asia: Z mojej strony też to się nie powtórzy
Sebastian: Może przestańmy rozmawiać o tym?
Asia: W ogóle nie używajmy zaimków ten, tego i tych innych
Rozmawiali na różne tematy, o wszystkim i o niczym. Nawet nie zauważyli, kiedy na zegarze pojawiła się godzina 23:00.
Asia: Już późno, powinnam iść
Sebastian: Nawet za późno żebyś szła sama
Asia: Coś proponujesz?
Sebastian: Zostań tu na noc. Przecież od jutra tu mieszkasz
Asia: No nie wiem...
Sebastian: Jeśli nie chcesz tu dzisiaj spać to cię odprowadzę
Asia: No wiesz, rozstaję się z moim mieszkaniem na kilka miesięcy i chciałabym tę ostatnią noc przed przeprowadzką w nim spędzić. Myślę, że spacer nam dobrze zrobi.
Sebastian: No to chodźmy
Przez całą drogę obejmował ją ramieniem. Nie tylko wyglądali jak prawdziwa para, ale nawet tak się czuli. Mimo to w głębi duszy wiedzieli, że udają.
Sebastian: Aśka
Asia: Co?
Sebastian: Podoba mi się ten nasz spacer
Asia: A wiesz że mi też? Popatrz w górę. Uwielbiam od czasu do czasu popatrzeć na gwiazdy
Sebastian: Piękny widok
Asia: Naprawdę tak myślisz?
Sebastian: Tak
Asia: Chyba jeszcze mało wiem o tobie
Sebastian: Nawet nie wiesz jak mało wiesz
Asia: Dziwnie to zabrzmiało
Oboje się uśmiechnęli. Sebastian odprowadził ją pod same drzwi mieszkania. Na pożegnanie pocałowała go w policzek. Wracając do domu rozmyślał o niej. Doszedł do wniosku, że fajnie by było mieć taką narzeczoną, a potem żonę naprawdę, a nie tylko po to, żeby dostać pieniądze. Jego dobry humor gdzieś zniknął. Zastanawiał się co z nim nie tak, że do tej pory miał tylko jedną dziewczynę na poważnie. Wiele dziewczyn chciałoby być z nim, ale jakoś żadna mu nie odpowiadała. Miał żenić się z Kingą, ale zginęła w wypadku. Teraz Aśka pasowałaby idealnie na żonę, ale wiedział, że nie ma szans by ona go pokochała. Po prostu był dla niej tylko przyjacielem. Dlaczego to co najlepsze jest niedostępne? Życie jednak jest okrutne.
Następnego dnia w biurze zastał Aśkę i Anię. Rafał pewnie jak zwykle się spóźni. Aśka na powitanie podeszła do niego i pocałowała w policzek. Widać było, że ma świetny humor.
Asia: To dzisiaj ten dzień
Sebastian: Tak, już nie mogę się doczekać
Udawany entuzjazm był tak dobry, że nie zauważyły jego zmartwienia. Przez myśl mu przeszło, że równie dobrze mógł zostać aktorem. Nadal myślał nad jednym – dlaczego nie może być szczęśliwy? Usiadł przy biurku i udawał, że wypełnia raporty. Może za dużo chce od życia? Jego rozmyślania i spokój w biurze przerwały jakieś krzyki.
Stary: Ostatni raz pan się spóźnił!
Po chwili na korytarzu pojawił się Rafał, który szedł w stronę biura z kartką papieru w ręce. Bez słowa minął komisarzy i usiadł przy swoim biurku.
Ania: Co jest?
Rafał: Czytaj
Asia: Nie wierzę...
Ania: Wylał cię?!
Rafał: Tak. Nie ma co, pakuję swoje rzeczy i się stąd zabieram
Sebastian: Nie
Rafał: Co?
Sebastian: Już ja sobie z nim pogadam
Odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę gabinetu komendanta. Asia i Ania na próżno próbowały go powstrzymać. Nacisnął klamkę, pchnął drzwi i wszedł do środka. Komendant siedział przy swoim biurku.
Stary: Co pan tu wchodzi jak do obory?
Sebastian: Co to ma znaczyć?
Stary: To chyba raczej ja powinienem zadać to pytanie
Sebastian: Dlaczego pan wywalił Rafała?
Stary: Wymagam punktualności, dobrze o tym wiecie. A on spóźnił się już piąty raz w tym miesiącu
Sebastian: Kiedy się spóźnia to zostaje po godzinach
Stary: Już za późno, podpisałem wypowiedzenie
Sebastian: Tyłek sobie nim podetrzyj
Stary: Co?
Ania i Asia z przerażeniem obserwowały całą sytuację. Za dziewczynami stanął Rafał.
Sebastian: Ile razy przychodził do pracy mimo że był na zwolnieniu lekarskim? Ile razy brał zastępstwo za kogoś i siedział na komendzie po szesnaście godzin? Ile razy narażał życie? No ile?!
Stary nic nie powiedział. Odwrócił wzrok, ponieważ nie miał odwagi spojrzeć na Sebastiana.
Sebastian: No właśnie, tyle razy, że nawet pan nie może policzyć. To świetny policjant. I co? Pan go tak po prostu wyrzuca z pracy?
Zapadła chwila ciszy. Rafał chciał podejść do Sebastiana, ale Aśka go zatrzymała.
Sebastian: A kto panu ratował tyłek kiedy pan się upił i nie dopilnował obowiązków?
Stary: To mi się zdarzyło tylko jeden raz
Sebastian: I o ten jeden raz za dużo! Już pan stracił stanowisko komendanta, a Rafał co? Po całej komendzie podpisy zbierał, żeby pana przywrócili! I tak pan mu się teraz odwdzięcza? Może i Rafał czasem się spóźnia, ale nigdy nie zaniedbał obowiązków. Jeżeli pan jego wywala... to mnie także niech pan wywali
Położył broń i legitymację służbową na biurku starego. Następnie odwrócił się i ruszył ku przyjaciołom, którzy patrzyli na niego z podziwem.
piątek, 12 sierpnia 2011
Prawdziwe małżeństwo cz. 2
Następnego dnia, Sebastian i Asia postanowili powiedzieć przyjaciołom, że są razem. Oczywiście, parę faktów musiało zostać zmyślonych. Kiedy przyszli do biura, komisarze wstali. Sebastian objął partnerkę ramieniem.
Sebastian: Chcielibyśmy wam coś powiedzieć
Ania: Co ty tak Aśkę obmacujesz?
Ania i Rafał parsknęli śmiechem. Aśka wywróciła teatralnie oczami, a Sebastian głośno westchnął.
Sebastian: Ja tylko obejmuję ją ramieniem
Ania: A ja tylko żartowałam. Szkoda, że nie widzieliście własnych min
Rafał: No dobra, co chcieliście nam powiedzieć?
Asia: Od jakichś dwóch miesięcy jesteśmy razem
Ania: Żartujesz!
Asia: Nie, mówię poważnie
Ania: I dlaczego ja się o tym dowiaduję dopiero teraz?
Udawała oburzoną. Na szczęście Asia i Sebastian byli przygotowani na takie pytanie.
Sebastian: Nie mówiliśmy nikomu, ponieważ nie byliśmy pewni czy nam się uda
Asia: A teraz już wiemy, że chcemy być ze sobą
Sebastian: I planujemy ślub
Ania: Gratuluję wam!
Podeszła do nich i najpierw uścisnęła Sebastiana, a potem mocno przytuliła Aśkę. Rafał stał przez chwilę osłupiały.
Rafał: Gratulacje. Ale ty się naprawdę chcesz żenić?
Sebastian: Pewnie. Co w tym dziwnego?
Rafał: Zawsze twierdziłeś, że małżeństwo jest nie dla ciebie
Sebastian: Widzisz, teraz jestem zakochany i mam całkiem inne zdanie. Pomożecie nam w przeprowadzce?
Asia: Przeprowadzce?!
Sebastian: Zapomniałaś? Przecież jutro się przeprowadzasz do mnie
Asia: A tak, tak. Zrobisz mi kawy?
Sebastian: W domu będę ci robił
Asia: Nalegam, żebyś zrobił teraz
Sebastian: No dobrze
Sebastian wyszedł do kuchni, a Aśka po chwili poszła za nim. Stanęła tuż obok niego i zmierzyła go wzrokiem.
Sebastian: Co jest?
Asia: Odwaliło ci?
Sebastian: O co ci chodzi?
Asia: Jaka przeprowadzka? Nie rozmawialiśmy o tym
Sebastian: Oficjalnie jesteśmy parą, tak? A więc musimy sprawiać takie wrażenie
Asia: Mogliśmy zamieszkać razem po ślubie
Sebastian: Ale zamieszkamy teraz. Łatwiej ci będzie się przyzwyczaić
Asia: Ja cię kiedyś zabiję
Sebastian: Na pewno nie przed ślubem, bo wtedy nie dostaniesz żadnej kasy
Asia: Cholera
Wróciła do biura. Zawołała Sebastiana.
Sebastian: Kawa zaraz będzie gotowa.
Asia: Chciałam cię tylko poinformować, że muszę się dzisiaj spakować, więc muszę wcześniej wyjść z pracy i dołożyłam ci połowę swoich raportów
Na widok miny Sebastiana Ania i Rafał zaczęli chichotać. Jednak po chwili na twarzy pana komisarza pojawił się sztuczny uśmiech.
Sebastian: Dobrze, wypełnię je
Wyszedł by po chwili wrócić z kawą. Postanowił się troszeczkę zemścić na Aśce za te raporty. Nie spodziewał się, że jego plan odniesie tak poważne skutki...
Pech chciał, że w chwili gdy Aśka upiła łyk kawy, do biura wchodził stary. Wypluła ją prosto na jego spodnie i wrzasnęła do Sebastiana.
Asia: Co to k**wa jest?!
Sebastian: Ups, chyba pomyliłem cukier z solą
Asia: Poj**ało cię?!
Stary: Pani Joanno!
Asia: A, to pan. Co się stało z pana spodniami?
Stary: Niech pani sobie wyobrazi, że pewna blondwłosa policjantka z waszego wydziału wypluła na nie kawę!
Asia: Przepraszam pana bardzo. Ten kretyn posolił mi kawę zamiast ją posłodzić
Stary: Nie interesuje mnie to. Za spodnie potrącę pani z pensji, a za słownictwo... przez najbliższe dwa tygodnie, dodatkowe piętnaście raportów! A w niedzielę trzydzieści! Nie interesuje mnie to, że ma pani wtedy wolne, bo już go pani nie ma! I proszę to posprzątać. Natychmiast!
Stary odwrócił się i ruszył głąb w korytarza, a Aśka skrzyżowała ręce na piersiach.
Asia: Przynajmniej poprosiłeś lalusiowaty dziadu
Stary: Mówiła coś pani?
Asia: Nic, nic
Anka i Rafał wybuchnęli śmiechem, a Sebastian z trudem utrzymywał powagę. Jednak na jego twarzy i tak utrzymywał się uśmiech.
Rafał: Aśka, to było świetne! Tyle czasu wkurzamy starego, ale nikomu się jeszcze nie udało tak jak tobie
Asia: Zamknij się. A ty co? Zadowolony z siebie jesteś?! Za kogo ja chcę wyjść? Żeby soli od cukru nie odróżnić! Totalna porażka
Westchnęła i poszła do łazienki po mopa, by wytrzeć kawę z podłogi w biurze. Sebastian siedział do późna nad raportami, ale po części był zadowolony, że odegrał się na Aśce. Nie chciał, żeby wyszło tak ostro, ale nie mógł nic na to poradzić. Nie mógł przewidzieć, że do biura przyjdzie stary. Przez chwilę nawet obawiał się, czy się nie wycofa, ale wiedząc jak wielka jest żądza pieniądza u człowieka, stwierdził że nie oprze się tym stu pięćdziesięciu tysiącom złotych. Kilka minut po tym, jak wrócił do domu, ktoś zapukał do drzwi. Była to Asia. Na jej policzkach zobaczył ślady po łzach. Nie odezwała się, tylko weszła do środka i skierowała się do kuchni. Poszedł za nią.
Sebastian: Co robisz?
Asia: Patrzę na twoje naczynia, żebym wiedziała co mam spakować z kuchni
Sebastian: Przepraszam, że tak dzisiaj wyszło
Asia: Wiesz po co jest mózg? Żeby go używać, a nie zapełnić pustkę w głowie! Nigdy nie czułam się tak upokorzona!
Sebastian: Miało wyjść inaczej
Asia: Miało wyjść inaczej?! Więc jednak! Tak jak myślałam! Ty zrobiłeś to specjalnie!
Zaczęła kolejno rzucać w niego widelcami. Były za małe i nie mogła w niego trafić, więc wzięła talerze, które z hukiem rozbijały się o ściany. Krzyczał do niej, przepraszał, błagał by się uspokoiła, lecz to było na nic. Za którymś razem trafiła go w głowę. Zaczął się chwiać na nogach. Aśka zaprzestała rzucania. Sebastian zrobił krok do przodu i upadł na ziemię. Z rozciętego czoła płynęła krew. Znieruchomiała. Stała przerażona i próbowała zrozumieć co właśnie zrobiła.
Asia: Zabiłam go
Pokręciła głową z niedowierzaniem. Była w szoku. Podeszła i uklęknęła nad nim. Nie dawał żadnych oznak życia.
środa, 10 sierpnia 2011
Prawdziwe małżeństwo cz. 1
Wczesny ranek, godzina 6:41. Młody mężczyzna, Sebastian, niechętnie wstaje z łóżka i idzie do łazienki. Po kilku minutach idzie się ubrać, a następnie zjeść śniadanie i wypić poranną kawę. O godzinie ósmej musi być w pracy. Jest policjantem, a jego szef nienawidzi spóźnień i uwielbia dawać za nie kary, które polegają na dodatkowych raportach do wypełnienia. Kilka dni temu zmarła jego ciotka. O zmarłych nie powinno się źle mówić, ale w tym przypadku zrobił wyjątek. „Stara zrzęda. Miała tyle kasy i nawet nie myślała, żeby się podzielić. A gdyby dała mi trochę kilka lat temu to skończyłbym studia i został jakimś inżynierem czy cholera wie czym” - tak właśnie myślał podczas pogrzebu. Ciotka zawsze musiała kogoś wkurzyć. Uwielbiała powtarzać Sebastianowi, że powinien już być żonaty. „No tak, ale co za idiotka by za ciebie wyszła? Wredny, niewykształcony, nieogarnięty, mało zarabiasz i prawie całymi dniami cię w domu nie ma.” - tak mówiła na dwa dni przed swoją śmiercią. Tak właściwie to co ona może o nim wiedzieć? Wredotę to akurat ma chyba po niej, nie ma wykształcenia wyższego, bo nie miał pieniędzy na studia, „nieogarnięty” był tylko w jej opinii, chyba że każdego faceta uważała za nieogarniętego, wypłata mu wystarcza i jeszcze zostaje, a o tym kiedy jest w domu to akurat nie mogła wiedzieć, bo z nim nie mieszkała. Zdenerwował go także jej testament. Zresztą nie tylko jego, reszta rodziny także nie była zachwycona. Podzieliła swój niemały majątek, że każdy by się ucieszył. Więc co nie tak? Był w tym pewien haczyk... i to jaki. Każdy musiał postawiony warunek, aby otrzymać swoją część. Na przykład, brat ciotki musiał... kupić mercedesa za minimum 50000 zł aby dostać pieniądze. Paranoja jakaś. Jakie zadanie dostał Sebastian? W ciągu trzech miesięcy musiał się ożenić! A gdzie on teraz znajdzie dziewczynę, z którą weźmie ślub? I straci trzysta tysięcy złotych. Nie obchodziło go co się z nimi stanie, istotne było, że nie trafią w jego ręce. Spojrzał na zegarek. Było kilka minut po siódmej, stwierdził że może jechać już do pracy. W biurze spotkał swoją partnerkę, z którą pracował, Asię. Miała długie blond włosy, niebieskie oczy i zgrabną figurę.
Asia: Cześć
Sebastian: Cześć
Asia: Co ty taki ponury?
Sebastian: Ciotka nieboszczka zostawiła mi w spadku 300000 złotych
Asia: Ile?! Człowieku, powinieneś się cieszyć
Spojrzał na nią smutnym wzrokiem. Aśka zrozumiała, że trochę dziwnie to zabrzmiało.
Asia: Oczywiście nie z tego, że umarła, ale z tego, że będziesz miał tyle kasy
Sebastian: No i co z tego?
Asia: Co jest? Przecież mówiłeś kiedyś, że nie lubisz ciotki, bo wszystkich dookoła chce wnerwiać
Sebastian: Tak, ale... nie wiem czy tą kasę dostanę. Ciotka taki testament wymyśliła, że... szkoda gadać
Asia: Dobra, pogadamy o tym u ciebie po pracy, ok?
Sebastian: Ok
Wypełnianie raportów szło im strasznie wolno. Najchętniej siedzieliby w milczeniu i popijali kawę. Kiedy wreszcie udało im się skończyć, pojechali do mieszkania Sebastiana.
Sebastian: Napijesz się czegoś?
Asia: Nie, dzięki. No to mów, o co chodzi?
Sebastian: Mam!
Asia: Co?
Sebastian: Ty byś mogła mi pomóc!
Dziewczyna uniosła brwi i pokazała ręką na siebie.
Asia: Ja?
Sebastian: Tak, ty
Asia: Niby jak?
Sebastian: Zostałabyś moją żoną
Asia: Co?!
Sebastian: Otrzymam te trzysta tysięcy, jeśli w ciągu najbliższych... teraz to będzie jakieś dwa i pół miesiąca, wezmę ślub. Muszę mieć żonę, taki jest warunek ciotki, rozumiesz?
Asia: Hmm... a co ja z tego będę miała?
Sebastian: Rozumiem, że masz na myśli kasę. Podzielimy się po równo. Sto pięćdziesiąt tysięcy jest twoje
Asia: Nie rozumiem cię. Po co mi to proponujesz, skoro możesz znaleźć jakąś inną, której mniej albo i nawet wcale nie będziesz musiał zapłacić
Sebastian: A jeśli wtedy nie zdążę? Wolę mieć pewne 150000 złotych niż ryzykować
Asia: A gdybym miała teraz chłopaka, to co? Miałabym go rzucić?
Sebastian: Po pierwsze nie masz. Po drugie nie musisz się zgadzać. Po trzecie wtedy bym nawet ci tego nie proponował
Asia: Muszę przyznać, że to kusząca propozycja
Sebastian: Czego się nie robi dla kasy
Asia: Tylko nie myśl, że się z tobą prześpię
Sebastian: Przecież płacę za ślub, za kogo mnie masz?
Asia: Chciałam tylko, żeby wszystko było jasne
Sebastian: Musielibyśmy być wiarygodni
Asia: Czyli?
Sebastian: Wyglądać na prawdziwe małżeństwo. Wiesz, mieszkać razem, przytulać się...
Asia: Z tym akurat nie ma problemu. I co dalej?
Sebastian: Myślę, że tak po pół roku możemy myśleć o rozwodzie. Tylko najpierw musielibyśmy udawać, że o coś się kłócimy, nie wiem, może na przykład jedno zdradziło drugie... A potem po rozprawie niby ustalimy, że pozostaniemy przyjaciółmi
Asia: Genialny jesteś
Sebastian: Takiego męża, jak ty będziesz miała to chyba wiele kobiet by chciało
Asia: Nie powiedziałam, że się zgadzam
Sebastian: Ehh... zgadzasz się?
Asia: To mają być oświadczyny?
Sebastian: Oficjalną część wolałbym zagrać przed Anią i Rafałem
Asia: No dobrze. Zgadzam się
poniedziałek, 8 sierpnia 2011
Za błędy trzeba płacić cz. 8
Był to jego dawny kolega z policji, z którym kiedyś pracował na jednej komendzie. Był wtedy w drogówce. Pewnego razu zdemaskował go, że odpuszcza przewinienia zatrzymanym do kontroli kierowcom, w zamian za niewielką, nieoficjalną, niepubliczną opłatą. Inaczej mówiąc, po prostu brał łapówki.
Sebastian: Czego od niej chcesz?!
Paweł: Od niej nic, ale z tobą sobie chętnie pogadam
Sebastian: Dobrze, tylko zostaw ją w spokoju...
Paweł: Załatwione. Idziemy
Wyszli na zewnątrz. Paweł cały czas trzymał broń przy plecach Sebastiana. Zaprowadził go do samochodu. Za kierownicą usiadł jego wspólnik. Pojechali nad Wisłę.
Paweł: Proponowałem ci współpracę, a ty.. ty poszedłeś do starego. Pomyśl, ile teraz byśmy mieli kasy
Sebastian: Wolałem pozostać uczciwy
Paweł: Uczciwy? No i popatrz co masz z tej swojej uczciwości!
Kazał stanąć Sebastianowi na brzegu. Dzieliła ich niewielka odległość, jakieś 5 – 10 kroków.
Paweł: Zrujnowałeś mi życie
Sebastian: A ty porwałeś moją żonę. Torturowałeś ją i zabiłeś. Co ona ci była winna?
Paweł: Nie chciała powiedzieć gdzie jesteś. Twierdziła, że nie wie
Sebastian: Nie kłamała. Nie mieszkaliśmy razem, ponieważ rozwodziliśmy się
Paweł: No widzisz, więc jednak ci pomogłem
Sebastian: Wypchaj się taką pomocą
Paweł: Spójrz śmierci w oczy. Już niedługo będziesz martwy
Sebastian: Obiecuję ci, że mój duch będzie cię nękał i prześladował cały czas. Nie zaznasz ani chwili spokoju
Paweł: Nie wierzę w duchy
Sebastian: To uwierzysz
W oczach Sebastiana było pełno nienawiści i złości. Wcale się nie bał. Zrobił krok do przodu, mimo że Paweł cały czas w niego celował.
Paweł: Stój tam gdzie stoisz!
Sebastian: A co, boisz się?
Paweł: Oczywiście, że nie!
Sebastian: Nie strzelisz do mnie
Paweł: A założysz się?
Zrobił następny krok do przodu. Paweł zaczynał panikować.
Sebastian: Na co jeszcze czekasz? Strzelaj!
Paweł: A idź w cholerę!
Sebastian: Co?
Paweł: Masz dziesięć sekund by zniknąć
Sebastian: Mówiłem, że nie strzelisz
Paweł: Dziesięć, dziewięć, osiem...
Sebastian: Zgnijesz jeszcze w pierdlu, zobaczysz
Paweł: Siedem, sześć, pięć....
Podszedł bliżej niego. Mierzyli się wzrokiem. Wspólnik Pawła, zgodnie z jego poleceniem, nie wtrącał się do niczego. Miał robić tylko za kierowcę w tej sprawie.
Paweł: Cztery, trzy, dwa, jeden...
Sebastian: Zero!
W jednej chwili wytrącił mu broń z ręki i powalił go na ziemię. Udało mu się dzięki temu, że zaatakował z zaskoczenia. Natychmiast wyciągnął swoją broń i kazał wyjść z samochodu wspólnikowi oraz położyć się na ziemi. Potem zadzwonił po mundurowych, aby ich zabrali. Następnie wrócił do Asi. Była strasznie szczęśliwa, że widzi go całego i zdrowego.
Sebastian: Wiesz, ja potrafię być zaskakujący
Asia: Oj tak. Mam do ciebie jedną prośbę
Sebastian: Jaką?
Asia: Zabierz mnie stąd. Jeszcze jeden dzień tutaj i zwariuję
Sebastian: No cóż... porozmawiam z lekarzem i zobaczę co da się zrobić
Wrócił po kilku minutach. Podał Asi do ręki niewielką kartkę.
Asia: Mój wypis?!
Sebastian: Tak
Asia: Kochany jesteś!
Powoli wstała i ucałowała go w policzek. Dwie godziny później leżała już w swoim łóżku w sypialni. Stwierdziła, że musi powiedzieć Sebastianowi co do niego czuje. Właśnie takiego męża sobie wymarzyła, zanim go jeszcze znała. Żeby był miły, uprzejmy, pomocny, kochający, czuły i oddany. A co jeśli on nie odwzajemnia jej uczuć? Trudno, jeśli nie spróbuje, będzie żałowała. A jeżeli on także ją kocha to mogą być razem. Miała nadzieję, że da jej szansę. Nawet jeśli nie teraz, to poczeka. Choćby nie wiadomo ile to miało trwać, poczeka na niego. W końcu czekała całe jego małżeństwo. Kiedy przyszedł zapytać ją co chce na kolację, poprosiła go o rozmowę.
Sebastian: O co chodzi?
Asia: O nas
Sebastian: A konkretnie?
Asia: Jesteśmy przyjaciółmi. I tak cię traktuję. Ale dłużej udawać nie mogę. Nie chcę żeby tak było. Jesteś mi bliski, i to bardzo. Nie jesteś dla mnie przyjacielem, jesteś kim więcej
Sebastian: Możesz prościej?
Asia: Wyrażę to dwoma słowami: kocham cię
Sebastian przez chwilę się nie odzywał. Zastanawiał się co ma zrobić. Kochał ją, ale czuł, że jeszcze nie jest w pełni gotowy na związek. Postarał się jej powiedzieć tak, by jej nie urazić.
Sebastian: Od pewnego czasu także czuję coś do ciebie. Też cię kocham. Ale nie jestem jeszcze gotowy na związek. To nie twoja wina , po prostu...
Asia: Rozumiem
Sebastian: Gdybym teraz się zgodził z tobą być tylko bym cię skrzywdził. A tego nie chcę. Daj mi trochę czasu, wtedy będziemy mogli spróbować
Asia: Poczekam na ciebie
Sebastian: Lepszej kobiety niż ty spotkać nie mogłem
Kilka dni później Sebastian zgodził się, żeby spróbowali stworzyć parę. Około trzy miesiące później oświadczył się jej. Razem planują ślub i wspólną przyszłość.
sobota, 6 sierpnia 2011
Za błędy trzeba płacić cz. 7
Kilka minut później byli w szpitalu. Rafał i Anka rozmawiali z technikami, a Sebastian poszedł do Asi. Zastanawiał się czy powinien mówić jej o tym wszystkim. Stwierdził jednak, że pewnie zauważyła ten tłok na korytarzach, dziennikarzy i wie, że coś się dzieje.
Asia: Cześć
Sebastian: Cześć
Asia: Myślałam, że już dzisiaj mnie nie odwiedzisz
Sebastian: Przyjechałem tutaj z Anką i Rafałem, więc przy okazji cię odwiedziłem
Asia: Przyjechali służbowo, prawda?
Sebastian: Tak. Porwali moją żonę
Asia: Co? Ale co ona tutaj robiła?
Sebastian: W nocy napadli na ich dom. Jej matka nie żyje, a ojciec leży w ciężkim stanie
Asia: O cholera
Sebastian: Jej wtedy nie było w domu, więc teraz ją porwali. Pewnie zależało im na niej
Asia: Co zamierzasz?
Sebastian: Niewiele mogę zrobić. Nie prowadzę tego śledztwa, a jeśli będę robił coś na własną rękę i stary się dowie to mnie zawiesi
Rafał: Cześć Aśka. Przepraszam, że przeszkadzam, ale muszę zabrać ze sobą kolegę
Sebastian: Coś się stało?
Rafał: Ofiara się wybudziła, ale chce rozmawiać tylko z tobą
Asia: Idź
Sebastian spodziewał się, że teść oskarży go o wynajęcie kogoś do tego. W sumie to miał motyw. Ale na coś takiego nigdy by się nie odważył. Serce waliło mu jak oszalałe. Wszedł do sali i powoli poszedł do łóżka.
Tadeusz: Gdzie Paulina?
Sebastian: Porwali ją
Tadeusz: Ci sami?
Sebastian: Prawdopodobnie tak
Tadeusz: Odnajdziesz ją, prawda?
Sebastian: W świetle prawa ona jest moją żoną. Dlatego nie mogę poprowadzić tej sprawy. Ale zajmują się nią moi koledzy, zrobią wszystko co w ich mocy
Tadeusz: Oni szukali ciebie
Sebastian: Mnie?
Tadeusz: Jeden z nich mówił, że musisz zapłacić za to, co kiedyś zrobiłeś
Sebastian: Pewnie to jakiś co wyszedł albo uciekł z pierdla. Pamiętasz jak wyglądali?
Tadeusz: Nie wiem... chyba tak
Sebastian: Potrafiłbyś ich opisać?
Tadeusz: Spróbuję
Sebastian: Przyślemy rysownika
Odwrócił się i wyszedł z sali. Wziął głęboki oddech i opuścił szpital. Rafał poszedł za nim.
Rafał: Ej, co jest?
Sebastian: Oni szukają mnie
Rafał: Jacy oni?
Sebastian: Cholera wie. Chcą się zemścić za to, co zrobiłem kiedyś. A co mogłem? Zamknąć kogoś
Rafał: Trzeba sprawdzić czy ktoś nie uciekł z więzienia i tych co wyszli, a ich zamykałeś
Sebastian: Przyślijcie do niego rysownika. Spróbuje ich opisać
Poszedł jeszcze do Aśki. Ciężko mu było zostawiać ją samą, ale wiedział, że tak będzie bezpieczniej dla niej.
Sebastian: Przez jakiś czas nie będę cię odwiedzał. Przepraszam, ale muszę
Asia: Co się dzieje?
Sebastian: Chcą mnie zabić. Paulinę porwali pewnie jako przynętę. Nie chcę, żeby w tym samym celu wykorzystali ciebie. Albo co gorsze...
Asia: Przestań. Powiedz mi, jak w szpitalu pełnym ludzi mogliby mi coś zrobić
Sebastian: A jak mogli porwać Paulinę?
Asia: Fakt. Ale twoja nieobecność u mnie wcale nie poprawi mojego bezpieczeństwa
Sebastian: To może damy ci ochronę
Asia: A będziesz mnie odwiedzał? Tylko wtedy się zgodzę
Sebastian: Dobrze, idę pogadać z Rafałem
Dwóch mundurowych siedziało pod salą Asi. Anka, Rafał i Sebastian po rozmowach z personelem szpitala postanowili wrócić na komendę. Było już ciemno. Kiedy wysiedli z samochodu, zauważyli leżące ciało pod wejściem do budynku. Podbiegli bliżej, Sebastian sprawdził puls.
Sebastian: Nie żyje
Rafał: K**wa mać
Ania: Co to ma znaczyć?!
Sebastian: Ciało jest zmasakrowane, ale mimo to poznaję ją.
Ania: Paulina?
Nie odpowiedział, tylko twierdząco kiwnął głową. Ze spuszczoną głową poszedł do biura.
Rafał: Torturowali ją
Ania: I to bardzo
Rafał: Idź po techników
Kilka minut później Rafał poszedł do Sebastiana. Komisarz siedział przygnębiony i podpierał się łokciem na biurku.
Sebastian: Następny będę ja
Rafał: Zrobimy wszystko, żeby ich złapać
Sebastian: Ona zginęła przeze mnie
Rafał: Nie mogłeś nic zrobić
Sebastian: I co z tego? Nie zabiliby jej, gdyby nie była moją żoną
Rafał: Przestań. Nie miałeś na to żadnego wpływu. Ona nie żyje i to nie jest twoja wina
Sebastian: Idę do domu
Rafał: Odwiozę cię
Następnego dnia rano Sebastian pojechał do Aśki aby poinformować ją o śmierci swojej żony. Czekała tam na niego niemiła niespodzianka. Policjantów, którzy mieli jej pilnować, nie było. Wszedł do sali, a tam zobaczył dwóch mężczyzn. Jeden z nich trzymał broń przy głowie Asi. Sebastian poznał go od razu.
piątek, 5 sierpnia 2011
Za błędy trzeba płacić cz. 6
Minęło kilka dni. Termin pierwszej rozprawy był już wyznaczony. Sebastian odkąd zamieszkał u Aśki stał się całkiem inny niż dawniej. Wyglądał na szczęśliwego. Często się uśmiechał, nie denerwował się. Zmiana wyszła mu na dobre. Pewnego dnia, podczas akcji Aśka została postrzelona. Martwił się o nią, nie był w stanie usiedzieć w miejscu. Czekał na wiadomości od lekarza. W końcu operacja się skończyła. Aśka musiała zostać kilka dni w szpitalu i przejść rehabilitację. Kula złamała obojczyk, co oznaczało, że przez jakiś czas nie będzie mogła zajmować się domem. Sebastian siedział przy jej łóżku i czekał aż się obudzi. Wkrótce to nastąpiło, wtedy opowiedział jej o tym, co się stało.
Asia: Więc cała odpowiedzialność za dom spadnie na ciebie
Sebastian: Poradzę sobie
Asia: Na pewno?
Sebastian: Tak, przecież kiedyś byłem sam to musiałem wykonywać prace domowe
Asia: Pamiętaj aby jutro zapłacić rachunki
Sebastian: Dobra, załatwię to po pracy
Asia: Czuję się strasznie zmęczona
Sebastian: No to śpij
Asia: Nie obrazisz się jeśli poproszę byś wyszedł?
Sebastian: Oczywiście że nie, wypoczywaj
Uśmiechnął się do niej i wyszedł. Pomyślał, że jeśli chce zjeść jakąś kolację i jutro śniadanie, to musi zrobić zakupy. Postanowił pojechać do supermarketu. Skierował się do wyjścia. Po drodze spotkał Paulinę. Nie mógł uwierzyć własnym oczom. Pod jedną z sal siedziała zapłakana Paulina. Zatrzymał się.
Sebastian: Coś się stało?
Paulina: Napadli na nasz dom kiedy mnie nie było. Matkę zabili, a ojciec leży nieprzytomny, jest w ciężkim stanie
Sebastian: Przykro mi. Jeśli się obudzi to przekaż mu życzenia szybkiego powrotu do zdrowia ode mnie
Paulina: Myślałam, że nas nienawidzisz
Sebastian: Bo nienawidzę. Jestem wredny, ale nie na tyle, żeby swoim wrogom źle życzyć
Paulina: Nie znałam cię od tej strony. Przepraszam, że cię skrzywdziliśmy
Sebastian: Mało mnie jeszcze znasz. Najważniejsze, że zauważyłaś swój błąd
Paulina: Wybaczysz mi kiedyś?
Sebastian: Już wybaczyłem. Przecież jesteś matką naszego dziecka
Paulina: Nie ma żadnego dziecka
Sebastian: Jak to nie ma?
Paulina: Liczyłam, że na tę wiadomość do mnie wrócisz. Przepraszam
Sebastian: Tak jak już mówiłem, wybaczyłem ci. Ale to nie zmienia faktu, że już nie chcę z tobą mieć nic wspólnego
Paulina: Czeka nas jeszcze rozwód
Sebastian: Może chcesz przesunąć rozprawę?
Paulina: Nie. Tylko załatwmy to jak najszybciej
Sebastian: Dobrze. W takim razie musimy zrezygnować z podziału majątku i orzeczenia o winie
Paulina: Ok
Sebastian: A kiedy to się stało?
Paulina: Co?
Sebastian: Napad
Paulina: Dzisiaj w nocy
Sebastian: Kto się zajmuje tą sprawą?
Paulina: Anka i Rafał z waszej komendy
Sebastian: Dobra, dzięki. Trzymaj się
Paulina: Na razie
Sebastian: Do zobaczenia
Odszedł zamyślony. Zastanawiał się czy to był napad rabunkowy. Pojechał na komendę, gdzie udało mu się spotkać z Anką i Rafałem. Zapytał ich co ustalili w tej sprawie.
Sebastian: Czyli to nie był motyw rabunkowy?
Ania: Nic nie zginęło
Rafał: Podejrzewamy, że ktoś dostał na nich zlecenie
Sebastian: Tak, ale jego nie zabili, a ją tak
Rafał: Może było zlecenie tylko na nią?
Ania: A mi się wydaje, że oni kogoś szukali
Rafał: Pewnie ich córki, której nie było wtedy w domu
Sebastian: A gdzie była?
Rafał: W pracy
Sebastian: O tej porze?
Rafał: Jakieś dokumenty poprawiała
Sebastian: Jacyś świadkowie byli?
Ania: Tomek pytał sąsiadów, ale nic nie słyszeli
Sebastian: Cholera
Rafał: Sebastian, to twoi teściowie, tak?
Sebastian: Miałem z nimi konflikt, rozwodzę się z żoną
Ania: Wiesz może czy mieli jakichś wrogów?
Sebastian: Jeśli do innych byli nastawieni tak jak do mnie to mieli tylko wrogów
Rafał: Cholera, więc to mógł być każdy
Anka włączyła radio. W serwisie informacyjnym podali informację o napadzie i że ofiara leży w ciężkim stanie w szpitalu. Rafał zaklął ze złości.
Sebastian: Sprawcy będą chcieli dostać się do szpitala
Ania: Co?
Rafał: Ma rację. Przecież ofiara widziała sprawców, będą chcieli się go pozbyć
Ania: Cholera, czemu nie daliśmy mu ochrony?!
Sebastian: Im szybciej tam będziemy, tym lepiej
Tomek: Dzwonili ze szpitala. Dwoje mężczyzn porwało córkę ofiary i postrzelili lekarza oraz pielęgniarkę
Ania: Cholera, za późno
Rafał: Jedziemy tam, na pewno ktoś coś widział. Może uda się zdobyć portret pamięciowy
Sebastian: A ofierze coś zrobili?
Tomek: Nie
Ania: Więc chodziło im o nią
Sebastian: W takim razie możemy szukać jej ciała. Jeśli ją chcieli, to nie zawahają się by zabić
środa, 3 sierpnia 2011
Za błędy trzeba płacić cz. 5
Po chwili Aśka podjechała swoim samochodem. Wsiadł do niego i pojechali do niej. Aśka nie chciała iść spać, chciała dowiedzieć się co się stało. Zrobiła dwie herbaty i jedną z nich podała Sebastianowi.
Sebastian: Czekasz na wyjaśnienia, prawda?
Asia: Chyba mi się należą
Sebastian: Moja teściowa zauważyła nas dzisiaj w sklepie
Asia: No i co z tego?
Sebastian: Powiedziała, że mamy romans. No i zacząłem się bić z teściem. W ataku furii, za to wszystko co mi zrobili, zlałem go do nieprzytomności
Asia: Co ci robili?
Sebastian: Pomiatali mną, poniżali, wysługiwali się mną. Po prostu wszystko dla nich musiałem robić, bo nie miałem dokąd się wynieść, nie miałem pieniędzy, nic nie miałem. Gdyby mnie wyrzucili zginąłbym
Asia: Trzeba było mi powiedzieć
Sebastian: Tak czy inaczej nie mam teraz gdzie mieszkać
Asia: Zostań u mnie
Sebastian: Co?
Asia: Zamieszkaj ze mną
Sebastian: Ale...
Asia: No co ale? Masz coś przeciwko? Masz lepszą propozycję?
Sebastian: Nie i nie. Ale nie chciałbym ci robić kłopotu
Asia: Szczerze mówiąc jest mi to na rękę. Wieczorami czuję się strasznie samotna. Nie mam z kim pogadać, nie mam się do kogo uśmiechnąć, nie mam do kogo się przytulić...
Objął ją ramieniem. Kiedy skończyli pić herbatę, wstali i zaczęli się zastanawiać, jak mają spać.
Asia: Na kanapie nie będzie ci wygodnie. Idź do sypialni
Sebastian: A ty?
Asia: Ja tutaj
Sebastian: Ale tobie też nie będzie wygodnie. Musimy znaleźć kompromis
Asia: Już wiem. Chodź do sypialni, tam ci wyjaśnię
Poszedł za nią. Wyciągnęła z szafy poduszkę i ułożyła ją na łóżku, obok swojej. Sebastian spojrzał na nią zdziwiony.
Sebastian: Mam spać z tobą?
Asia: Czy to coś złego?
Sebastian: No w sumie...
Asia: To że będziemy razem spać, nie znaczy że coś między nami zaszło
Sebastian: Tak, tylko...
Asia: Tylko co? Boisz się, że się na ciebie rzucę i zacznę całować?
W głębi duszy bał się, że właśnie on nie wytrzyma i tak zrobi. Jednak szybko znalazł wymówkę.
Sebastian: Podobno się rozpycham w nocy
Asia: Łóżko jest szerokie, zmieścimy się
Sebastian: A w czym mam spać?
Asia: Jak chcesz to możesz nawet w ubraniu
Sebastian: Pojedziesz jutro ze mną po rzeczy?
Asia: Jeśli chcesz to pojadę
Sebastian: Chcę
Asia: Dobrze, pojedziemy tam po pracy
Wyszła do łazienki przebrać się w koszulę nocną, a Sebastian zdjął spodnie i się położył do łóżka. Po chwili wróciła Asia, położyła się obok i zgasiła lampkę nocną. Rano prawie wcale nie rozmawiali, ożywili się dopiero w pracy. Kiedy zostało im już niewiele do wypełnienia, w biurze niespodziewanie pojawiła się Paulina.
Paulina: Cześć
Sebastian: Co chcesz? Nie widzisz, że jestem w pracy?
Paulina: Widzę. Poczekam na ciebie
Sebastian: Po co?
Paulina: Chciałabym z tobą porozmawiać
Sebastian: Przecież teraz rozmawiamy
Paulina: Wróć do domu
Sebastian: Żartujesz
Paulina: Wróć do domu, proszę
Sebastian: Wrócę
Paulina: Wiedziałam, że się zgodzisz!
Sebastian: Ale nie do ciebie. Mój dom jest teraz w innym miejscu
Aśce ciepło się zrobiło w sercu, kiedy usłyszała te słowa. Wiedziała, że uznał jej mieszkanie, jako także jego dom, co ja bardzo ucieszyło. Paulina wściekła się i wyrwała mu długopis z ręki.
Paulina: Jeszcze dzisiaj masz wrócić, rozumiesz?!
Sebastian: Nie będziesz mi rozkazywała
Paulina: Jak nie wrócisz to...
Sebastian: To co? Twoja matka tutaj przyleci na miotle?
Paulina: Nie obrażaj jej
Sebastian: Wiesz co? Cieszę się, że nie będę patrzył jak parkujecie miotły na tym samym parkingu
Paulina: Jest jedna rzecz, o której nie wiesz
Sebastian: No jaka?
Paulina: Jestem w ciąży
Uśmiechnęła się szyderczo i odeszła. Sebastian zbladł. Dopiero po chwili dotarły do niego jej słowa. Usiadł na krześle. Aśka przyniosła mu szklankę wody.
Sebastian: Dobrze słyszałem?
Asia: Tak, ona jest w ciąży
Sebastian: No to już po mnie. Będę musiał oddawać pół wypłaty alimentów
Asia: Skąd wiesz, że ona mówi prawdę?
Sebastian: No właśnie nie wiem. Jeśli jest w ciąży to musi to być trzeci miesiąc
Asia: Więc wkrótce powinno być coś widać. I powinna pójść do lekarza na badania. Sprawdzimy wszystkich ginekologów. Jakoś nie chce mi się jej wierzyć
Sebastian: A jeśli mówi prawdę?
Asia: Jak będziemy mieli taką pewność to wtedy będziemy się martwić. No już, bądź optymistą
Trudno mu było się nie uśmiechnąć, kiedy próbowała poprawić mu humor. Dokończyli pisanie raportów i opuścili komendę.
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)