poniedziałek, 26 grudnia 2016

Drugie podejście cz. 13

            Minęło kilka dni. Na początku Joasia niepokoiła się brakiem jakichkolwiek sygnałów ze strony Łukasza. W końcu pojawiła się myśl że mężczyzna odpuścił. Że coś do niego dotarło, że zrozumiał. Ciężko było przyjąć to do wiadomości, ale z każdym dniem blondynka coraz pewniej brała pod uwagę tę możliwość. Po co miałby wkładać wysiłek w związek bez przyszłości, skoro mógł próbować poderwać każdą inną dziewczynę, której nie przeszkadzałby jego dominujący charakter.
Wśród pozytywów ostatniego tygodnia Joasia mogła wymienić także zaaklimatyzowanie się w miejscu pracy, nawiązanie relacji z innymi pracownikami oraz utrzymanie spotkania ze swoim byłym w tajemnicy przed Sebastianem. Wiedziała że mężczyzna będzie chciał pomóc i zrobi to nawet wbrew jej woli, a postawiła sobie za punkt honoru by samej kontrolować swoje życie. Tym samym nie mogła pozwolić by straciła panowanie nad sytuacją (nawet krytyczną). Ingerencja Sebastiana niewątpliwie oznaczałaby właśnie iż nie radzi sobie sama.
Zaczęła też ćwiczyć. Nie za dużo, ale to dopiero początki. Bieganie. Krótkie dystanse, bowiem jej kondycja znajdowała się w fatalnym stanie. Nie była już nastolatką, która trzy razy w tygodniu przychodziła na lekcje wf-u, gdzie mogła trochę rozciągnąć swoje ciało, przypomnieć swoim mięśniom co to wysiłek, wyżyć się, wyrzucić z siebie energię, zarówno tą dobrą, jak i złą, by potem zregenerować się i następnego dnia wstać silniejszą. Z czasem jednak zamierzała wydłużać trasę, oczekując jakiegokolwiek postępu.
Wymagała od siebie. Być może za dużo, ale to miała być droga, która nie pozwoli jej na popełnienie tych samych błędów co w przeszłości. Zadowalała się małostkami, niewiele chciała, przez co zaniedbała siebie i swoje życie.
Czekała niecierpliwie na swoją pierwszą wypłatę. To miał być przełomowy moment, najważniejszy dzień od kilku miesięcy. Pieniądze na koncie miały umożliwić jej kolejny krok wymyślonego na poczekaniu planu – usamodzielnienie się. Szukała mieszkań do wynajęcia w internecie już kilka dni wcześniej, starając się balansować między jakością lokalu a ceną, z lekkim wskazaniem na ten drugi czynnik.

- Asiu, możemy porozmawiać? - Sebastian nagle pojawił się w progu
- A o czym? - odwróciła się w jego stronę i uniosła brwi. Mimo pracy i swoich poszukiwań nie zaniedbywała umowy pomiędzy nimi, wciąż wykonywała swoje obowiązki
- O twojej ewentualnej wyprowadzce.
- Nie przejmuj się, mam coś na oku – skłamała, myśląc że oczekuje od niej by jak najszybciej zwolniła pokój
- Kiedy ja właśnie... - zaczął, podchodząc bliżej – Uważam że powinnaś poczekać.
- Na co?
- Aż zarobisz i odłożysz więcej pieniędzy. Ledwo wzięłaś pierwszą wypłatę.
- Nie rozumiem – spojrzała na niego z ukosa
- Powinnaś zaszaleć, zabawić się, może kupić sobie coś ładnego. Życie nie składa się tylko z obowiązków, spraw sobie trochę przyjemności, no!
- Z całym szacunkiem Sebastian – oznajmiła poważnym tonem – Sama zdecyduję co zrobię z kasą, okej?
- Okej, okej, tylko... wiesz... - podrapał się z tyłu głowy
- Nie, nie wiem – rzuciła lekko poirytowana
- Bezpieczniej będzie, jeśli będziesz miała jakieś oszczędności. Przyjdzie jakiś miesiąc gdzie będzie więcej wydatków, nie wiem, jakieś ubrania, może coś naprawić w domu i co wtedy? Będziesz brać jakieś pożyczki na zabójczy procent i tonąć w długach?
Zapadła cisza. W jednej chwili Joasia zdała sobie sprawę z czegoś, co do tej pory skutecznie wypierała. Z pensji recepcjonistki nie będzie jej łatwo opłacić mieszkanie, media i inne rachunki oraz życie na chociażby przyzwoitym poziomie. Nie samej. Bez współlokatorki nie miała żadnych szans. Zamknęła oczy i ukryła twarz w dłoniach.
- Chciałem dobrze, a wyszło jak zwykle – powiedział w myślach Sebastian
Chciał ją tylko przekonać, by odłożyła wyprowadzkę na jakiś czas, żeby jeszcze trochę u niego została. Miesiąc, może dwa. Dopiero podczas rozmowy, kiedy zobaczył reakcję dziewczyny, zrozumiał że zamiast jej pomóc, zniszczył jej marzenia i odebrał wiarę. Pokręcił głową z niedowierzaniem. Jak mógł być tak głupi, jak mógł jej to zrobić...
- Przepraszam – wyszeptał, obejmując ją ramieniem. Kobieta bez słowa wtuliła się w niego, z trudem powstrzymując łzy. Stara się ukryć jak bardzo zabolała ją rzeczywistość, którą na wszelkie sposoby bezskutecznie usiłowała zaklinać.
- Przepraszam – powtórzył jeszcze raz. W tej chwili żadne inne słowo nie mogło przejść mu przez gardło.

- Jestem idiotą, Maciek. Idiotą, kretynem, pieprzonym egoistą! - wyrzucał sobie, wypiwszy wcześniej już dwa piwa
- Seba, nie szalej – rzucił niewzruszony – Kobieta to jeszcze nie powód żeby tak na siebie wjeżdżać.
Natychmiast podniósł wzrok i spojrzał na przyjaciela.
- Skąd wiedziałeś?
- Że chodzi o kobietę? My, faceci, zawsze głupiejemy przez kobiety. No mów, co tym razem z tą twoją Aśką?
- Jaką moją? - spytał zaskoczony – W ogóle skąd założenie że to ma związek z Aśką?
- Przecież z nią mieszkasz i to nie od wczoraj.
- Mieszkam i nic więcej.
- Aha – rzucił tajemniczo – Nic więcej... Czyli wściekasz się bo nie było nic więcej? A próbowałeś coś chociaż? A może z nią jest coś nie tak?
Sebastian skrzywił się trochę, usłyszawszy detektywistyczny ton Maćka.
- Panie komisarzu, nie jesteśmy w pracy – przypomniał pół żartem, pół serio – Nie chodzi o to, chociaż... - westchnął cicho – No dobra, o to trochę też.
- Mów, bo nic już nie rozumiem – odparł po chwili zastanowienia
- Ona tak się cieszyła na tę wyprowadzkę... Tak bardzo chciała się usamodzielnić, tyle na to czekała i myślała że jest już tak blisko... A ja przyszedłem i jej to zabrałem. Przebiłem tę bańkę mydlaną z wizją zbudowaną z marzeń.
- Czyli że co zrobiłeś?
- Uświadomiłem jej że to się nie uda.
- To chyba dobrze? - w jego głosie pojawiła się nutka zaskoczenia
- Też myślałem że dobrze. Dopóki nie zobaczyłem jak bardzo ją to zabolało.
- Prędzej czy później musiała się o tym przekonać. Jeśli nie od ciebie to od życia, a chyba lepiej wcześniej niż na własnej skórze?
- Może i coś w tym jest – przyznał, choć nie do końca zgodził się z teorią Maćka.
- Seba, każdy inteligentny facet by tak zrobił. I nie ma że boli – nachylił się do przodu i klepnął go w ramię – To co? Już okej?
Pokiwał głową. W międzyczasie Maciek ulotnił się w stronę baru, by wziąć im po kolejnym piwie.
- Kim ona dla ciebie jest?
Spojrzał mu w oczy zaskoczony. Był niemal pewien że temat został zakończony, a teraz zacznie się luźna pogawędka o piłce, polityce czy innych drobiazgach. A tu Maciek wypalił z zaskoczenia, do tego bezpośrednio. Przez dobrą chwilę nie wiedział co powiedzieć.
- Zakochałeś się w niej? - kolejna „bomba”, po której nie wiedział jak się pozbierać. Kiedy jednak zobaczył że Maciek otwiera usta by znów o coś zapytać, rzucił pierwsze co mu ślina na język przyniosła.
- Tak – mężczyzna obserwował jak jego towarzysz unosi brwi – Znaczy nie, nie, nie zakochałem się. Ale też nie tak całkiem nie, że nic do niej, ale nie tak na całego, żeby szaleć. Jakby to powiedzieć...
- Dobra, nie tłumacz się – zaśmiał się cicho, spostrzegłszy jego zakłopotanie – Skoro nie chcesz używać dużych słów to określmy to łagodnie: zależy ci na niej.
- No... - zastanowił się, by tym razem nie zaistniała tłumaczenia się z wypowiedzianych słów – Można tak powiedzieć.
- Czyli nawet gdyby była w stanie się wyprowadzić, próbowałbyś ją powstrzymać?
- A może porozmawiamy teraz o tobie? Jak żona, dzieci?
- Zrobisz coś z tym?
- Nie mam pojęcia czy ona coś do mnie...
- Jak nie spróbujesz to się nigdy nie dowiesz. A żona... wyobraź sobie że przefarbowała ostatnio włosy. Praktycznie nie widać różnicy, ale weź jej coś powiedz... bo wiesz, przecież to już nie jest kasztanowy, tylko kasztanowo-brązowy! - wyolbrzymiał trochę problem, choć tak naprawdę wiedział że to błahostka. Ale właśnie takie drobiazgi miały być tematem kolejnych rozmów podczas tego spotkania.

poniedziałek, 12 grudnia 2016

Drugie podejście cz. 12

           Sebastian zauważył niepokojącą zmianę w zachowaniu Joasi. Od dwóch dni dziewczyna była rozkojarzona i podenerwowana, a kiedy zwracał na to uwagę, zapewniała że wszystko jest w porządku, a to tylko stres przed pierwszym dniem w pracy. Najlepsza wymówka jaka przyszła jej do głowy. Policjant udał że w to wierzy, choć w głębi duszy czuł że blondwłosa ma problem, o którym nie chce mówić. Na pewno nie chodziło o brak zaufania. W grę wchodziły tylko dwie możliwości, które tłumaczyły jej milczenie – wstydliwa sprawa bądź po prostu chęć pokazania swojej siły, że potrafi uporać się z tym sama.
Tak naprawdę druga z nich była jednym z motywów Joasi. Nie chciała mieszać Sebastiana w tą sprawę, która dotyczyła wyłącznie jej i byłego narzeczonego. Już i tak czuła się podle, że jej siostra musiała brać w tym udział, choć to nie ona ją w to wciągnęła. Poza tym, nie chciała zasłaniać się innym mężczyzną. Miała zamiar pokazać Łukaszowi że wcale się go nie boi i zamierza postawić na swoim.
Umówiła się z nim w kawiarni, na mieście. Nie była na tyle lekkomyślna, by podawać mu adres i spotykać się w cztery oczy. Tylko w tłumie, wśród ludzi. Tam na pewno nic jej nie grozi. Nie odważyłby się.
Siedział już przy jednym ze stolików, kiedy weszła do lokalu. Natychmiast wstał, kiedy tylko ją zobaczył. Miała na sobie ciemnoniebieski płaszcz i dżinsowe rurki, włosy spięła w kucyk. Wzięła głęboki oddech, podeszła do stolika i zajęła przy nim miejsce.
- Pięknie wyglądasz.
- Daruj sobie – mruknęła, rozglądając się niespokojnie
- Zamówić ci coś?
- Nie przyszłam tu na kawę – rzuciła chłodno
- A ja sobie coś zamówię.
- Poczekaj. To nie potrwa długo. Potem możesz robić co chcesz.
- Chciałaś się spotkać – przypomniał jej
- Owszem – po raz pierwszy spojrzała mu prosto w oczy – Znalazłeś mnie... ale to nie robi na mnie żadnego wrażenia. Niepotrzebnie traciłeś czas. Ja już nie chcę z tobą być.
- Dlaczego? Przecież było nam razem dobrze...
- Nam? - uniosła brwi – Chyba tobie. Ja nigdy nie miałam nic do powiedzenia, zawsze liczyłeś się tylko ty i twoje zdanie. Ja miałam tylko zapieprzać, osiem godzin w knajpie, a potem ogarniać cały dom. I tak zbyt długo wytrzymałam.
- Asiu, może ja nie potrafię okazywać uczuć – westchnął, wyciągając do niej dłoń – Ale naprawdę mi na tobie zależy. Proszę cię, wróć.
Uśmiechnęła się ironicznie. Nie wierzyła jak po tym wszystkim może tak bezczelnie udawać wspaniałego, lecz pogubionego faceta, który jest zakochany w niej na zabój. Pokręciła głową, nie wierząc że to naprawdę się dzieje.
- Chyba kpisz! - warknęła oburzona – Myślisz że uciekłam po to żebyś mnie znalazł i błagał o powrót? To się grubo mylisz! Wbij sobie do głowy że nie chcę mieć z tobą nic wspólnego i nigdy do ciebie nie wrócę.
- Asia – rzucił błagalnym tonem – Przecież wiesz... Wiesz że jak nie prośbą, to wezmę cię siłą.
- Jesteś żałosny – skwitowała, stając na nogach – Jesteś pieprzonym egoistą, który widzi tylko czubek własnego nosa. To nie jest miłość. Ty chcesz mieć tylko kogoś do gotowania, prania, sprzątania i seksu. Traktowałeś mnie jak szmatę. Ludzie psy lepiej traktują niż ty mnie! Gówno cię obchodzi co czuję, czy się płaczę, czy się śmieje, czy ktoś mi zrobił krzywdę, czy ktoś mnie poniżył. Ale w tym ostatnim akurat ty byłeś mistrzem świata. Przebiłeś wszelkie podręcznikowe wzorce!
Z każdym kolejnym zdaniem jej irytacja rosła. Oczy błyszczały w gniewnym spojrzeniu, twarz przyjęła złowrogie rysy, a skóra poczerwieniała. Kobieta nie zwracała już uwagi na otoczenie, nie przejmowała się że wszyscy dookoła to słyszą, że obserwują całą tą scenę, nawet nie zdawała sobie z tego sprawy. Ale to nie ona miała czego się wstydzić – była jedynie ofiarą.
- I po tym wszystkim ja mam rzucić ci się na szyję, bo powiesz że teraz będzie „lepiej”? Że wszystko się zmieni? Masz mnie za idiotkę?! Że jestem aż tak głupia, że uwierzę w te brednie?! Znajdź sobie nowy podnóżek, a mnie zostaw w spokoju!
Nerwowym ruchem chwyciła torebkę i zdecydowanym krokiem opuściła pomieszczenie. Dopiero po przejściu kilkunastu metrów odwróciła się za siebie, by upewnić się że Łukasz za nią nie idzie. Wtedy pozwoliła sobie zwolnić tempo i uspokoić oddech.

           Po spotkaniu w kawiarni Joasia wsiadła w tramwaj i pojechała do siostry. Musiała to z siebie wyrzucić, tę całą frustrację, złość, jaka pojawiła się po tym co usłyszała. Musiała opracować plan działania. Na pewno nie odpuści. Nie po tym jak ją zobaczył, jak mu nawtykała. Podrażniła jego ambicję. Z pewnością będzie chciał udowodnić że jest silniejszy...
- Widziałaś się z nim? - spytała już u progu szatynka
Joasia w milczeniu weszła do pokoju i skinęła głową. Jak gdyby nigdy nic ściągnęła płaszcz i zawiesiła go.
- I co?
- Nic – wzruszyła ramionami – Przecież do niego nie wrócę.
- Co mówił?
- Brał mnie na litość. Ale nie mój się, na mnie to nie działa. Nie on.
- Myślałam że będzie raczej przesadnie stanowczy – przyznała zaskoczona
- Teraz będzie – powiedziała cicho, podchodząc do okna – Sam mi o tym powiedział.
- I co zamierzasz?
Uśmiechnęła się pod nosem. Sama chciałaby znać odpowiedź na to pytanie. Lepiej byłoby uprzedzić jego ruch, lecz w jaki sposób?
- Nie wiem. Jeszcze nie wiem – mruknęła cicho – Coś wymyślę.
- Powinnaś porozmawiać z Sebastianem – zasugerowała
- Nie – odparła stanowczo – Nie będę go w to mieszać. To sprawa między mną a Łukaszem.
- Aśka, nie chodzi o Sebastiana jako Sebastiana, tylko jako policjanta. Na pewno spotkał się już w przeszłości z takim przypadkiem, będzie wiedział co robić.
- Ale nie pozwoli mi samej działać.
Zapadła cisza. Ania była przekonana że pomoc Sebastiana będzie najlepszym rozwiązaniem. Nie tylko ze względu na ewentualne możliwości rozwiązania problemu i bezpieczeństwo siostry, ale także ze względu na jej komfort psychiczny. Z pewnością czułaby się lepiej i swobodniej, gdyby wiedziała że nie jest z tym sama.
- Boisz się go? - spytała Joasia
- A ty?
- Nie mam czego – pocieszała się – Skoro chce żebym wróciła to muszę być w jednym kawałku, prawda? Jak będę połamana albo nieprzytomna to nic mu po mnie.
- Chyba tak – przyznała, choć w głębi duszy miała wątpliwości – Będzie dobrze.
- Dobra, dość o mnie. Gadaj co u ciebie...

           Zgodnie z podejrzeniami Joasi, Łukasz nie zamierzał tak łatwo odpuścić. Postanowił jednak zmienić taktykę – chcąc zyskać przewagę musiał usunąć się w cień na parę dni, uśpić jej czujność bądź doprowadzić do histerii brakiem jakichkolwiek działań. Zanim jednak zrobi sobie przerwę, musiał poznać jej adres. Nie było to takie trudne – wiedział że jeszcze tego samego dnia spotka się z siostrą, dlatego obserwował akademik. Jeszcze tego popołudnia niczego nieświadoma kobieta doprowadziła go we właściwe miejsce.
- Wilcza 12 drugie piętro – powtórzył w myślach, policzywszy ilość schodów pokonanych przez blondynkę.
Zgodnie z planem, postanowił wyjechać z Krakowa. Wrócił do domu i późnym wieczorem spotkał się z kolegą w pubie. W tym samym, w którym niegdyś pracowała Joasia. Zamówili po dużym piwie. Łukasz nie krył zadowolenia, co nie uszło uwadze jego znajomego.
- A ty co tak się cieszysz? Nową pannę sobie znalazłeś.
- Lepiej – sięgnął po kufel – Owszem, znalazłem. Ale Aśkę.
- Pieprzysz – rzucił z uśmiechem, nie wierząc w jego słowa. Po chwili jednak znalazł sobie sprawę że jego rozmówca jest całkiem poważny.
- I kto miał rację? - uśmiechnął się szeroko
- No dobra, znalazłeś ją i co?
- I będzie moja. Nie odpuszczę jej.
Mężczyzna pokiwał głową. Nie potrafił zrozumieć tylko jednej rzeczy i postanowił o nią zapytać.
- A tak właściwie to dlaczego ci na niej tak bardzo zależy? No chyba nie powiesz że się w niej zakochałeś.
- A jeśli faktycznie się zakochałem? Jest przecież śliczna, zgrabna, urocza...
- Nie zaprzeczę. Ale chyba nie dlatego chcesz z nią być.
- Ona wiedziała kto rządzi w tym związku. I nawet jeśli tego nie szanowała to zawsze tańczyła jak ja jej zagram – mówił z dumą – Powiedz sam, gdzie ja taką drugą Asię znajdę?

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Drugie podejście cz. 11

           Choć Anka zdawała sobie sprawę z powagi sytuacji, zgodziła się na spotkanie dopiero następnego dnia. Wiedziała że u Sebastiana będzie bezpieczna – nie tylko dlatego że jest silnym mężczyzną i do tego policjantem, lecz także dlatego iż tam były chłopak nie będzie jej szukał. Spotkanie jednak wywołało u niej sporo emocji, które długo nie pozwalały jej zasnąć...
Dopiero nad ranem jej organizm się poddał i ogarnął ją sen. Choć niespokojny, to jednak na tyle długi, że nie zdążyła na pierwsze zajęcia. Zresztą i tak się nie wybierała na uczelnię. Nie była w stanie się skupić. Ciągle myślała o tym jak powiedzieć siostrze o niespodziewanym gościu...
Joasia natomiast nie umiała odpędzić się od myśli o pocałunku z Sebastianem. Nie wszystko pamiętała z poprzedniego wieczoru, ale właśnie ten moment na dobre utkwił w jej pamięci. Kiedy zamykała oczy, wciąż miała wrażenie że dzielą ją milimetry od twarzy przystojnego policjanta. Dopiero teraz spojrzała na niego jak na mężczyznę, nie jak na kolegę, nie jak na znajomego siostry, nie jak na osobę, która tylko jej pomaga.
Obawiała się konfrontacji, dlatego nie wychodziła z pokoju, dopóki nie wyszedł do pracy. Udawała że śpi. To zawsze działało. Zawsze dawało ten upragniony spokój, gdy go potrzebowała. Kiedy już została sama, wzięła szybki prysznic, zjadła kanapkę i wyszła na spotkanie z siostrą. Właściwie nie umówiły się na konkretną godzinę ani w żadnym miejscu, więc pojechała do akademika. Skoro ona nie przyjechała do niej, liczyła że ją tam zastanie.
- Spałaś jeszcze? - spytała zaskoczona, kiedy siostra otworzyła drzwi w szlafroku
- Nie, już nie. Ale najchętniej nie wychodziłabym z łóżka.
Odsunęła się na bok, by blondwłosa mogła wejść do środka. Zaproponowała jej herbaty, ale ta odmówiła. Nie chciała robić siostrze kłopotu, wyglądała na zmęczoną.
- Mów co jest grane – rzuciła bezpardonowo, opierając się o stół
- Aśka, ja nie wiem jak mam ci to powiedzieć.
- Najlepiej prosto z mostu.
- Miałam wczoraj nieprzyjemną rozmowę – zaczęła cicho
- Z kim? - ponagliła ją
- Z... z Łukaszem Tarskim.
Kobieta wstrzymała oddech. W jednej chwili poczuła że traci grunt pod nogami, że jest otoczona przez dziesięciu takich Łukaszów, że znalazła się w pułapce. Oczy przysłoniła jej mgła, oddech przyspieszył. Oto właśnie kilka dni po ucieczce, po tym jak rzuciła wszystko na szalę i wydawało się że jest w stanie wygrać – on wyciąga asa z rękawa. Czuła się jakby przebiegła kilkanaście kilometrów, oparła się o drzewo zdyszana, a on nagle, tak po prostu, wyszedł zza niego z uśmiechem na twarzy.
Z trudem przełknęła ślinę i podniosła wzrok. Ania w milczeniu oczekiwała na jej reakcję.
- Był tutaj?
- Na dole. Jeden ze znajomych mi powiedział że facet o mnie wypytuje...
- Czego chciał?
Spojrzała niepewnie na twarz siostry, która zrobiła się cała czerwona ze złości. Nie wiedziała tylko jaki jest powód – odnalezienie przez byłego chłopaka, zwlekanie z odpowiedzią na jej pytanie czy może to, że dowiaduje się o tym dopiero po kilkunastu godzinach.
- Ciebie – odparła ze spuszczoną głową. Joasia przeliterowała sobie w myślach słowo, które usłyszała jako ostatnie, po czym uderzyła otwartą dłonią w blat stołu.
- Cholera jasna!
- Boisz się go? - spytała niepewnie, ale nie uzyskała odpowiedzi – Boisz.
- To nie ma teraz znaczenia.
- Nie zgrywaj twardzielki, Aśka! Gadałam z nim, ten facet jest niesamowicie zdesperowany! A tym samym niebezpieczny!
- Mi krzywdy nie zrobi – rzuciła bez przekonania
- Dopóki będziesz posłuszna – dodała, wiedząc że ma rację – No bo chyba nie zamierzasz z nim wracać?
- Nie.
- To co chcesz zrobić?
- Nie wiem – mruknęła – Ale coś wymyślę. Nie martw się tym.
- Łatwo ci mówić. On tu wróci.
- I bardzo dobrze – powiedziała, na co jej siostra uniosła brwi ze zdumienia – W końcu to on mnie szuka, a nie ja jego.
- Tylko że ty jesteś zwierzyną, a on myśliwym – zauważyła
- Anka, proszę cię – westchnęła – Bez takich, okej? Jak tu przyjdzie, powiesz że się z nim spotkam. Niech zostawi swój numer, zadzwonię.
- Jesteś pewna?
- Nie mam innego wyjścia. Skoro ucieczka nie wyszła, muszę spróbować w inny sposób.

           Nie chciała rozklejać się przed siostrą ani przed całym miastem. Tłumiła w sobie emocje, dopóki nie znalazła się w domu. Dopiero za zamkniętymi drzwiami rzuciła torebkę na podłogę, stanęła przed lustrem i pozwoliła płynąć łzom. Patrzyła się na samą siebie, jakby oczekiwała magicznego rozwiązania, które załatwi wszystkie problemy. A przecież już tak dobrze szło! Nawiązała dobry kontakt z Sebastianem, znalazła pracę... i właśnie w takim momencie przeszłość musiała ją dopaść! Była wściekła. Nie na siebie, nawet nie na Łukasza, ale na okrutny los, który przypiął jej niezwykle ciężką kulę u nogi, której nie była w stanie się pozbyć.
- Masz swoje nowe życie – wyszeptała do swojego lustrzanego odbicia

           Wieczorem w akademiku studenci zorganizowali imprezę. Niestety tego dnia Ania nie była w stanie bawić się wraz z przyjaciółmi, wiedząc o problemach starszej siostry. Siedziała na boku, nawet nie miała ochoty na alkohol. Damian kilkukrotnie próbował poprawić humor swojej dziewczynie, prosząc ją do tańca i wygłupiając się, ale nic nie pomagało. W końcu sam, na jej prośbę, zniknął w tłumie znajomych i bawił się, z nadzieją że Ania w końcu dołączy do niego.
- Co tak sama siedzisz? - obok niej znalazł się Mateusz, kolega z roku. Już od dawna szukał okazji by się do niej zbliżyć, podobała mu się i nie przeszkadzało mu że dziewczyna ma już chłopaka. Przecież nie brała z nim ślubu, teoretycznie w każdej chwili mogli się rozstać.
- Kłopoty w raju? - spytał z uśmiechem. To miał być żart, lecz szatynka spojrzała na niego z politowaniem
- Przepraszam. Chciałem cię tylko rozweselić.
- A ja chcę zostać sama. Mógłbyś? - spojrzała znacząco, ale on nie zamierzał odpuścić
- Hej, co się dzieje? - spytał z troską – Mi możesz powiedzieć.
- Mogę, ale nie chcę – odparła, nie zastanawiając się ani chwili nad swoją nieuprzejmością
- Chcę ci tylko pomóc.
- Więc się odczep. Uwierz mi, wtedy naprawdę poczuję się lepiej – zerwała się z miejsca i ruszyła przed siebie. Wyszła na korytarz, licząc na chwilę spokoju. Tutaj przynajmniej było trochę ciszej i nie musiała patrzeć na te wszystkie zadowolone twarze. Stała tak przez parę minut, dopóki jej telefon nie wydał dźwięku charakterystycznego dla nowego smsa.
- Mówiłem że wrócę. Zejdź na dół – przeczytała w myślach
Poczuła na swoim ciele nieprzyjemny chłód. Jeszcze przez moment wpatrywała się w wyświetlaną treść, zastanawiając się czy nie poprosić kogoś o towarzystwo. Z drugiej strony nie chciała pokazać że odczuwa strach, a gdyby nie przyszła sama, byłoby to aż nadto widoczne. Niewiele myśląc ruszyła po schodach w dół...
- Nie mogłeś zadzwonić? - spytała z pretensją, dostrzegając męską sylwetkę w kapturze
- Musiałem przyjść. Wiesz szwagierko... - uśmiechnął się szyderczo – Presja. Muszę dbać o to, żebyś była zmotywowana...
Nagle poczuła że próbuje złapać jej dłoń. Momentalnie szarpnęła rękę ku górze i wykonała dwa kroki w tył.
- Masz spocone dłonie – oznajmił z satysfakcją – To dobrze.
- Dobrze – powtórzyła drwiąco – Może dla ciebie, ale nie dla mnie.
- A mówiłem że jesteś inteligentną dziewczyną... Szkoda że twoja siostra taka nie jest.
- Ona już wie – rzuciła drżącym głosem. Była przygotowana do ucieczki w każdym momencie. Nie wiedziała jak zareaguje mężczyzna. Czy wpadnie w szał i zdemoluje wszystko co wpadnie mu tylko w ręce bądź pod nogi? Czy może od razu rzuci się na nią z pięściami? Mogła spodziewać się wszystkiego, tylko nie tego, że na jego twarzy wciąż będą gościć spokój, opanowanie i uśmiech.
- I co? Spakowała już walizki?
- Chce się spotkać.
- Jak miło – mruknął pod nosem – Gdzie i kiedy?
- Odezwie się do ciebie. Dam jej numer.
- Proszę, proszę, Asia chce stawiać warunki... No dobrze. I tak niedługo jej przypomnę kto w tym związku nosi spodnie...
Chciała się odezwać, ale w porę ugryzła się w język. Pomyślała że lepiej go nie prowokować, tylko jak najszybciej zakończyć rozmowę i wrócić na górę. O ile wcześniej nie chciała pić, teraz żałowała że nie ma we krwi choćby odrobiny alkoholu. Przynajmniej w pewnym stopniu mógłby zagłuszyć niepokój.
- Na razie się spisałaś. Na razie – powtórzył te słowa, dając jej do zrozumienia, że to niekoniecznie było ich ostatnie spotkanie. Wszystko zależało od przebiegu rozmowy z Joasią, a nie trudno było przewidzieć jej stanowisko. Mężczyzna odwrócił się na pięcie i ruszył spacerowym krokiem, nucąc pod nosem sobie tylko znane melodie.

środa, 30 listopada 2016

Drugie podejście cz. 10

           Minęła godzina trzynasta. Sebastian był jeszcze w pracy. Siedział w biurze i pochylał się nad kolejnym raportem, jednak jego myśli krążyły wokół innego wydarzenia. Rozmowa o pracę Joasi powinna się już zakończyć. Z niecierpliwością czekał na jakąkolwiek wiadomość od niej, z nadzieją iż będą to dobre wieści. Widział jak bardzo jej zależy, jak sumiennie się przygotowała i nie chciał żeby te starania poszły na marne. Gdyby tylko mógł, ściskałby kciuki przez cały czas, ale z długopisem w ręku to nie było takie proste.
Po raz kolejny spojrzał na zegarek i ponownie stwierdził że czas dzisiaj wyjątkowo wolno płynie. Westchnął głęboko, co nie uszło uwadze jego partnerki.
- A tobie co? - podniosła wzrok znad papierów
- Wybitnie mi się dłuży dzisiaj.
- Bywa – skwitowała krótko, po czym wróciła do pracy. Brunet także chciał to zrobić, ale wciąż nie mógł się skupić. Gwałtownym ruchem odsunął się od biurka i wstał.
- Idę zapalić – rzucił u progu. Nawet nie liczył który to już papieros w ciągu ostatnich dwóch godzin. Choć nie uspokajały go na długo, przynajmniej mógł w ten sposób odciągnąć uwagę od zegarka i przetrwać kolejnych kilka minut.
Czuł że zaraz wybuchnie, że ten cały niepokój i tysiące scenariuszy kotłujących się gdzieś z tyłu głowy wyjdą z niego w najmniej oczekiwanym momencie. Sam nie potrafił odpowiedzieć na pytanie dlaczego tak bardzo się przejmuje. Zależało mu, by Asi się w końcu udało, by wreszcie uśmiech na jej twarzy zagościł na dłużej. Żeby wreszcie stało się coś, co pozwoli kobiecie odzyskać wiarę w siebie i w życie.
Żałował że Maciek ma śledztwo i właśnie w tej chwili jeździ gdzieś po Krakowie, przepytując potencjalnych świadków. Tylko jemu mógłby się wygadać, tylko on podszedłby do sprawy poważnie. Nie potrzebował rad ani wniosków. Po prostu musiał dać upust temu, co nie dawało mu spokoju.
Wracał do biura, kiedy rozbrzmiał dźwięk jego telefonu. Natychmiast sięgnął do kieszeni i odczytał wiadomość od Joasi. Momentalnie poczuł ulgę i radość kiedy zobaczył zaledwie dwa słowa „Udało się!”

           Cztery godziny podróży, wiele pytań i tylko jeden cel. Odnaleźć Joasię. Skoro jej matka nie chciała podać mu aktualnego adresu, zrobi to jej siostra. Dopilnuje tego, przekona ją. Blondwłosa nie mogła tak po prostu odejść bez słowa, zostawić go z dnia na dzień. Nie jego.
Najpierw musiał jednak dotrzeć do Anki. Wiedział że studiuje na Uniwersytecie Jagiellońskim, wiedział na jakim kierunku, wiedział jak wygląda. Sprawdziwszy plan zajęć dla jej roku, czekał przed budynkiem, uważnie obserwując opuszczające go kobiety. Wśród nich jednak nie zauważył żadnej, która przypominałaby siostrę Asi. Musiała zniknąć gdzieś w tłumie. Przegapił ją, o ile w ogóle była na zajęciach.
- Niech to szlag – zaklął w myślach – Ale ja nie odpuszczę.
Postanowił przejść się za studentami, by wytypować akademik, w którym mogłaby mieszkać poszukiwana przez niego dziewczyna. Zawsze to był jakiś trop. Działał instynktownie, bez opracowanego planu. Zależało mu na jak najszybszym odnalezieniu swojej dziewczyny i konfrontacji.

           Wieczorem na Sebastiana czekała miła niespodzianka. Kiedy tylko otworzył drzwi swojego mieszkania, natychmiast poczuł zapach pieczonego mięsa. Zakradł się do kuchni, by sprawdzić co takiego przyrządziła Joasia i wtedy...
- Ej, to miała być niespodzianka! - aż podskoczył, kiedy usłyszał jej głos. Powoli odwrócił się i oparł o blat stołu
- Aśka, ty chcesz żebym zawału dostał?
- Ależ skąd. Sam się prosisz – odparła niewzruszona – Do pokoju, już!
- Ale...
- Bez dyskusji – oznajmiła stanowczo. Zaskoczony jej postawą bez słowa wykonał polecenie. Widok jaki tam zastał, wprawił go w osłupienie. Stół nakryty obrusem, na nim trzy rodzaje surówek, waza z zupą, koszyk z chlebem i wino. Prawdziwa kolacja. Podszedł bliżej i delikatnie musnął palcami biały materiał. Czuł jak do oczu napływają mu łzy. Wspomnienia gwałtownie wróciły, lecz ze zdwojoną siłą. Ostatni raz taką kolację jadł z żoną dobrych parę lat temu, kiedy byli jeszcze szczęśliwi i zakochani w sobie. Wtedy jeszcze się starali, budowali ten związek, który miał trwać aż do śmierci. Ale on sam umarł, zanim na dobre się rozpoczął. Już parę dni po ślubie Sebastian zrozumiał iż popełnił błąd. Błąd, którego nie dało się naprawić.
Nie był w stanie dłużej na to patrzeć. Wydawało mu się że za chwilę zamiast Joasi pojawi się Kamila i cały ten koszmar zacznie się od nowa. Zmarnowane dwa lata życia. Zerwał się z miejsca i pozostało po nim jedynie trzaśnięcie drzwiami.
Joasia nie rozumiała jego nagłego wyjścia. Przecież się postarała, chciała mu podziękować za pomoc w znalezieniu pracy. Być może za ostro go na początku potraktowała? Ale przecież to nie było na poważnie, powinien był to wyczuć. Źle odczytał jej intencje? To już mogła wziąć pod uwagę. Co jeśli pomyślał że ona chce mu coś wyznać?
Sama nie mogła nic przełknąć. Zostawiła jedzenie na stole, otworzyła jedynie wino, wzięła lampkę i usiadła na podłodze, opierając się o sofę. Co jakiś czas popijała trunek, zastanawiając się jak wyglądałoby jej życie, gdyby podejmowała inne decyzje. Jak bardzo zniszczyła samą siebie przez te lata, jaką krzywdę sobie wyrządziła. To miał być piękny i miły wieczór, tymczasem ona siedziała sama, rozczulała się i pogarszała nastrój, zamiast cieszyć się dzisiejszym sukcesem.
Po którejś z kolei lampce usłyszała dźwięk otwierających się drzwi. Nie miała siły by się podnieść. Zresztą, nie zależało jej w jakim stanie zobaczy ją Sebastian. Po wypiciu sporej ilości wina było jej już wszystko jedno.
- Asia? - przykucnął przy niej i przytrzymał jej twarz, by mogła spojrzeć wprost na niego – Asiu, przepraszam.
- Wal się – mruknęła zamroczona alkoholem
- Wiem że cię uraziłem. Wybacz, ale moja reakcja... - wziął głęboki oddech – Trochę się przestraszyłem.
- Mnie?
- To dłuższa historia.
- Mamy jeszcze jedno wino – dopiero teraz zobaczył że sama wypiła całą butelkę.
- Tobie chyba wystarczy?
- Na sucho chcesz opowiadać.
Westchnął głośno. Z jednej strony nie powinien jej pozwolić dalej pić, jednak z drugiej miał wyrzuty sumienia że wyszedł bez słowa i chciał się w jakiś sposób zrewanżować. Musiał jej wyjaśnić swoje zachowanie, a skoro nie zamierzała słuchać bez wina...
Nalał trunku jej i sobie. Wziął spory łyk, odetchnął i zaczął mówić.
- To bardzo miło z twojej strony, że to wszystko przygotowałaś.
- Chciałam ci podziękować za pomoc...
- Wiem, doceniam – spojrzał na nią przepraszająco – Kiedy tu wszedłem, wróciły bolesne wspomnienia. Ostatni raz taką uroczystą kolację jadłem jakieś cztery lata temu. Kamila... - wziął kolejny łyk wina, ale wciąż nie był na tyle rozluźniony, by łatwo o tym mówić – Nie byliśmy jeszcze małżeństwem. Zakochałem się jak gówniarz. Do szaleństwa.
Joasia cierpliwie słuchała, tak jak kilka dni wcześniej on, gdy otworzyła się i opowiedziała o swojej przeszłości. Teraz role się odwróciły.
- Wtedy jeszcze byliśmy zafascynowani sobą. Cały czas się poznawaliśmy, staraliśmy się, budowaliśmy tę miłość... A przynajmniej ja... Właśnie podczas takiej kolacji się jej oświadczyłem. Też był biały obrus, wino, serwetki, pełno jedzenia... Tylko świec tutaj zabrakło – w jego głosie zabrzmiała nutka rozpaczy – To było ostatnie takie spotkanie. Parę tygodni później wzięliśmy ślub. Na początku jeszcze wszystko pięknie, podróż poślubna, czułe słówka, wiesz. Ale kiedy w nasze życie wkradła się rutyna, codzienność dała o sobie znać, kiedy zaczęło się prawdziwe życie... Zrozumiałem. Zrozumiałem że to był błąd.
- Dlaczego? - spytała cicho, jakby mówiła tylko do siebie
- Nie była dojrzała do stałego związku. Tak naprawdę kręciło ją tylko to, że byliśmy ze sobą nieformalnie, że każdego dnia można było odejść i pójść w swoją stronę. Ta niepewność że któregoś razu po seksie nie usłyszy że to był ostatni raz, że to koniec. Potrzebowała emocji i w końcu je znalazła. Zaczęła mnie zdradzać, ta adrenalina i obawa przed ujawnieniem prawdy ją zaspokajały. W końcu się dowiedziałem. Kłótnia. Ostra. W złości tłukłem talerze. Ciskałem nimi o ścianę, przeklinając i nie mogąc pogodzić się z faktami. Ale kochałem ją jak wariat. Wybaczyłem jej, dostała drugą szansę.
- I jej nie wykorzystała – domyśliła się Joasia
- Tak. Znów to zrobiła, tyle że przestała się przejmować mną. Bardziej ją interesowało czy żona jej kochanka się dowie. Starałem się o nią zawalczyć, zabrać ją do jakiegoś psychologa, bo dla mnie to nie było normalne że ona chce sypiać z innym tylko dlatego, że podobają się jej schadzki po kryjomu i że w końcu to wyjdzie na jaw.
- Przykro mi – przysunęła się bliżej
- Sam nie zdecydowałbym się na rozwód. Na szczęście Maciek postawił sprawę jasno „masz wziąć się w garść i to skończyć”. Wspierał mnie, kiedy ja nawet nie chciałem wychodzić z łóżka, bo miałem wszystkiego dość.
- To dobrze że masz takiego przyjaciela.
- Dobrze – skinął głową i spojrzał w jej stronę. Ona też na niego patrzyła. W pewnej chwili ich twarze zaczęły się do siebie zbliżać. Położył dłoń na jej policzku, przymknął oczy i poczuł na swoich wargach jej usta. Pocałowała go, a on wcale nie miał zamiaru się odsuwać. Wręcz przeciwnie – oddał pocałunek, kładąc drugą dłoń na jej talii.
Nie wiadomo jak długo trwała by ta chwila, gdyby nie zabrzmiał dźwięk telefonu kobiety. Oderwali się od siebie natychmiast, niczym para nastolatków przyłapanych przez rodziców. Blondwłosa sięgnęła po telefon, ale litery rozmazywały się jej przed oczyma i nie była w stanie odczytać wiadomości. Sebastian postanowił jej pomóc i spojrzał na ekran.
- Aśka, musimy się spotkać. To ważne. Bardzo ważne – odczytał głośno.

środa, 23 listopada 2016

Drugie podejście cz. 9

          Sebastian nie potrafił długo trzymać za zębami dobrych wiadomości. Już od progu wołał Asię, chcąc jej jak najszybciej przekazać to co zdołał załatwić. Wykonał kilka telefonów, spotkał się z jednym swoim znajomym i umówił blondwłosą na spotkanie. Zaskoczona jego entuzjazmem kobieta nie zdążyła się nawet ubrać, wyszła z łazienki w szlafroku, przecierając mokre włosy ręcznikiem.
- Co tak krzyczysz? - spytała, nie przerywając swoich czynności
- Mam dla ciebie świetne wieści. Usiądź proszę – wskazał na krzesło naprzeciw siebie
Zaintrygowana Joasia wykonała polecenie i położyła ręcznik na kolanach. Podniosła głowę lekko ku górze i czekała na tę dobrą wiadomość, która tak bardzo ucieszyła Sebastiana.
- Swoją drogą fajnie wyglądasz w mokrych włosach.
- I to właśnie chciałeś mi powiedzieć? - rzuciła z politowaniem
- No nie. Więc... podobno skończyłaś technikum i masz zawód hotelarza.
- Owszem – skinęła głową
- Tak się składa że ojciec kumpla ma hotel. Pogadałem z nim i...
- I? - otworzyła szeroko oczy
- Jeśli chcesz, umówię cię na rozmowę kwalifikacyjną. Chcesz?
- Jeszcze się pytasz?! - rzuciła mu się na szyję, zapominając o mokrych włosach i ręczniku, który spadł na podłogę. Mimo to Sebastian przytulił ją, zapewniając że nie musi mu dziękować.

          Zgodnie z zapowiedziami, Łukasz ponownie zjawił się u rodziców Joasi, tym razem oczekując przełomu w rozpoczętych niedawno poszukiwaniach byłej narzeczonej. Wiedział że dostanie jakiś trop, że jeśli jej matka coś wie, to na pewno o tym powie. Wystarczająco dobrze ją nastraszył, widział iż naprawdę się go obawia i jest gotowa wiele oddać za swój spokój. Nawet własną córkę.
Kiedy kobieta otworzyła mu drzwi, wszedł pewnym krokiem, jakby wchodził do swojego mieszkania. Uśmiechał się szyderczo, co o mało nie wyprowadziło gospodyni z równowagi. Ruszyła za nim, aż w końcu zatrzymali się w kuchni. Zasiadł przy stole i spojrzał na kobietę.
- Ty bydlaku – wycedziła przez zęby
- Ojej, czyżby sumienie się odezwało? - zakpił – No proszę, miłość matki do córki wciąż żywa. A ja myślałem że sześć lat temu została brutalnie zarżnięta...
- Powiem ci gdzie jest Aśka i więcej cię nie zobaczę, tak?
- Chyba że na naszym ślubie – zaśmiał się pod nosem – A mogę liczyć na jakąś kawę albo herbatę?
Kobieta zmierzyła go wzrokiem. Nie zamierzała nic podawać, poza bliżej nieznanym miejscem pobytu Joasi.
- No dobrze. Gdzie ją znajdę?
- Jest w Krakowie. Mieszka z jakąś koleżanką...
Zastanowił się przez chwilę. Blondwłosa nigdy nie wspominała o znajomych z Krakowa, choć niewykluczone że mogła kogoś stamtąd znać. W końcu studiowała tam przez dwa lata.
- Adres – powiedział stanowczo
- Nie znam.
- Adres.
- Naprawdę, nie znam dokładnego adresu.
Zdenerwował się, ale nie dał nic po sobie poznać. Powoli podniósł się z krzesła i zrobił krok w kierunku kobiety.
- Widziałaś się z nią?
- Nie.
- To skąd wiesz że jest w Krakowie?
- To potwierdzona informacja – odruchowo cofnęła się o krok, ale za sobą miała już tylko ścianę
- Twoja druga córka ci tak powiedziała?
- Zostaw ją w spokoju, ona nic nie wie – chciała chronić Anię, lecz nie miała na to szans. Łukasz chwycił kobietę za nadgarstki i ścisnął je mocno
- Wie, wie. Chyba nie chcesz żebym sam to zweryfikował?
Pokręciła głową. Zdała sobie sprawę że spotkanie mężczyzny z szatynką jest nieuniknione, nawet jeśli powie całą prawdę.
- Wiesz że wypadki chodzą po ludziach? Można wypić zbyt gorącą herbatę i poparzyć sobie przełyk... Albo pomylić płyn do płukania ust z płynem do muszli klozetowej... Można poślizgnąć się na schodach, można nie zauważyć samochodu i wtargnąć na jezdnię wprost pod koła...
- Czego ty jeszcze chcesz?! - krzyknęła zrozpaczona
- Nie waż się jej ostrzec. Ani jednej, ani drugiej – odwrócił się na pięcie i zatrzymał w progu – Bo komuś może stać się krzywda – dodał cicho
Myślała że tyle wystarczy, że dalej będzie szukał Aśki, tylko już na własną rękę, innymi sposobami. Była wściekła na męża. To on wymyślił by porozmawiać z Anią, zamiast zniechęcić chłopaka do dalszych działań.
- No i co, dumny jesteś z siebie? To twoja wina! - zarzuciła mu, gdy opowiadała o nieprzyjemnym spotkaniu – Zamiast pozbyć się problemu wolałeś umyć ręce, a ten ten chuligan będzie Anię zastraszał!
- To ty dałaś plamy – odpowiedział z zaskakującym spokojem w głosie – Gdybyś dała mu ten adres, nie miałby po co jechać do naszej córki.
- Kiedy ja naprawdę go nie znam!
- To trzeba było się dowiedzieć. Zdobyłaś za mało informacji, pretensje możesz mieć tylko do siebie.
- Cały ty – rzuciła z pogardą – Nic cię nie obchodzi, wszyscy dookoła zawsze ci źli, zawsze to oni są winni, ale ty nigdy. Ty zawsze jesteś w porządku, nigdy nie masz sobie nic do zarzucenia.
- Ania to mądra dziewczyna – dodał niewzruszony, jakby nie słyszał jej uwag – Na pewno nie będzie dyskutować z tym typem, tylko od razu poza mu ten cholerny adres.
- Wyda Aśkę? Ty nawet własnej córki nie znasz – wycedziła poirytowana – Zamiast zrobić coś, póki jeszcze nie jest za późno... Wiesz? Ty chyba robisz to specjalnie. Żeby ten bandzior zabrał Aśkę i jej coś zrobił, tak? Żeby tylko Aśkę spotkało coś złego, bo ci kiedyś podpadła? Nawet jeśli to oznacza że Ania jest w niebezpieczeństwie.
- Nie histeryzuj – westchnął znudzony
- Wiesz co? Chuj z ciebie, nie ojciec!

          Joasia zgodziła się skorzystać z pomocy Sebastiana i dwa dni później poszła na umówioną przez niego rozmowę kwalifikacyjną. Wykorzystała ten czas na przygotowanie nowego CV oraz listu motywacyjnego, powtórzyła sobie kilka zagadnień z branży, sprawdziła informacje o hotelu w którym miałaby pracować, by nie wyjść na ignorantkę, a także sprawdziła w internecie ewentualne „nowinki”, które mogły się pojawić w ciągu ostatnich kilku lat. Zależało jej, musiała się dobrze przygotować. To że Sebastian znalazł dla niej szansę, nie oznaczało jeszcze że ją dostała.
Na rozmowę ubrała biały t-shirt, ciemnoniebieską spódnicę sięgającą niemal do kolan i jasną marynarkę. Zrobiła lekki makijaż, starannie uczesała włosy, zostawiając je rozpuszczone. Obiecała sobie że zdobędzie tę pracę. Denerwowała się, choć przez ostatnie dwa dni tak naprawdę nie myślała o niczym innym, tylko o tej rozmowie. Szukała w głowie pytań, jakie mogłyby paść, dobierała w myślach różne odpowiedzi i wybierała te najlepsze. Ale nerwy utrudniały jej skuteczne odtworzenie tego, co jej umysł przetworzył wcześniej. Musiała zrobić dobre wrażenie, szybko i umiejętnie odpowiadać, wykorzystać swoje atuty, takie jak dobra znajomość języka angielskiego, uprzejmość czy dobra prezencja. Jeszcze raz stanęła przed lustrem, przejrzała się, obróciła dookoła, a następnie uśmiechnęła, choć bez przekonania.
- Będzie dobrze – westchnęła
Założyła buty na obcasie, z nadzieją że nie połamie sobie nóg. Już dawno nie miała okazji chodzić w takim obuwiu. W końcu w pubie, gdzie pracowała ostatnio, najlepsze ostatecznie okazały się najzwyklejsze trampki. Jako jedyne pozwalały szybko się poruszać, nie obcierając pięt i nie powodując bólu.
Joasia wyprostowała się dumnie i wyszła z mieszkania. Najbliższe kilkadziesiąt minut miało zdecydować czy przyszłość wreszcie nabierze sensu.

środa, 16 listopada 2016

Drugie podejście cz. 8

           Nie mając wyboru, matka Joasi i Ani zaczęła działać. Przygotowała kilka domowych smakołyków – krokiety, gołąbki oraz sałatkę warzywną – i wybrała się w odwiedziny do młodszej córki. Miało to wyglądać na zwykłe odwiedziny, wizyta spowodowana tęsknotą. O to nie było trudno, bowiem nie musiała udawać. Naprawdę cieszyła się że choć przez paręnaście minut będzie mogła zobaczyć się ze swoim, dorosłym już co prawda, dzieckiem.

- Nie miała w życiu lekko – przyznał Sebastian, popalając papierosa – W końcu się przede mną otworzyła.
- Czyli się udało – skwitował Maciek – Gratuluję.
- Czego? Okrutnej prawdy czy bezsilności?
- Znalazła w tobie... no nie wiem, może nie przyjaciela – nie chciał przesadzać – W każdym razie stałeś się powiernikiem jej przeszłości.
- No i?
- Rusz głową. Chyba dobrze mieć kogoś takiego, co nie?
- Może – rzucił obojętnie, choć w głębi duszy przyznał Maćkowi rację. Choćby z własnego doświadczenia.
- Co jeszcze chciałbyś dla niej zrobić? Zaprowadzić schodami do nieba?
- Pomóc.
- Już to zrobiłeś.
- Mało.
- A możesz więcej?
Zamilknął na chwilę i zastanowił się. Czuł że powinien, że w końcu udało się zrobić jeden krok, to uda się zrobić też i drugi. Przez moment wczuł się w rolę Joasi. Przypomniał sobie, iż najbardziej brakuje jej samodzielności.
- Pomogę jej stanąć na nogi.
- A nie robisz tego? - uniósł brwi ze zdumienia
- Biernie. A teraz zacznę działać.
- To znaczy?
- Znajdę jej pracę.
- Tak, a potem mieszkanie, męża i dzieci. A nie, czekaj, siebie nie musisz szukać – zakpił, lecz jego już nie było. Pozostał jedynie zgnieciony w popielniczce niedopałek papierosa.
- Narwaniec – powiedział głośno brunet, jakby myślał że jego słowo przeniknie przez kilka grubych ścian i dotrze do uszu przyjaciela.

           Jechała do Krakowa z niewielką dozą radości i głową pełną wspomnień. Chciałaby cofnąć czas, kiedy byli pełną rodziną, kiedy miała obie córki w domu, kiedy niejednokrotnie zamartwiała się o nie, gdy późno wracały z imprez czy od koleżanek, kiedy nie potrafiły się zrozumieć i dochodziło do spięć, kiedy koniec końców zawsze miały w niej oparcie i mogły liczyć na nią w niemal każdej sytuacji. Ostatni raz widziała się z Anią miesiąc temu, kiedy przyjechała na weekend do rodzinnej miejscowości. Choć to tylko trzydzieści parę dni, czuła się jakby minęły lata. Nawet nie musiałaby dużo opowiadać – po prostu miło było spędzić trochę czasu z córką.
Gdzieś z tyłu głowy kołatała się jednak myśl, która nie dawała jej spokoju. Prawdziwy powód tej wizyty. Nie chciała jednak przyznać się przed samą sobą, że jedzie na spotkanie przede wszystkim dlatego, że musi dowiedzieć się gdzie przebywa Joasia. Nie mogła tego dać po sobie poznać. Dlatego wypierała tę myśl, okłamywała się że jest inaczej.
Nie znała dokładnego planu zajęć Anki, dlatego też nie mogła wiedzieć że nie będzie jej w pokoju. Spotkała za to jej koleżanki, które wpuściły ją do środka i pozwoliły zaczekać na szatynkę.
- Może napije się pani czegoś? Kawa, herbata? - zaproponowała jedna ze współlokatorek
- Nie, dziękuję – odmówiła z uśmiechem – Jeśli to kłopot to naprawdę, mogę przyjść później.
Druga z dziewczyn, Ola, otworzyła już usta by się odezwać i w tym samym momencie spotkała się z groźnym spojrzeniem Marty.
- Ależ oczywiście że to żaden kłopot – powiedziała przesadnie uprzejmym tonem
- Każda z nas ma gości, jesteśmy przyzwyczajone.
Na twarzy Marty zagościł tryumfalny uśmiech. Oczywiście wypowiedziane słowa miały swój podtekst, który Ola szybko dostrzegła. Postanowiła natychmiast odpowiedzieć, by nie dać satysfakcji koleżance.
- Tak, na przykład do Marty ostatnio też przyjechali rodzice, a do Ani siostra. Nawet nocowała u nas.
- Olka, pomożesz mi z praniem?
- Sama nie dasz rady? - wzruszyła ramionami
- Nie tym razem, chodź.
Złapała ją za rękę i niemal na siłę wyciągnęła z pokoju. Odeszła parę kroków od drzwi, stanęła naprzeciw współlokatorki i ze złością spojrzała jej w oczy.
- Ty kretynko! - z trudem powstrzymała się by nie krzyczeć – Wiesz co najlepszego narobiłaś?
- Niby co?
- Właśnie powiedziałaś tej kobiecie, że jej druga córka nocowała w cztery osoby w małym pokoiku.
- Powiedziałam – potwierdziła – No i?
- I ty myślisz że gdyby ona o tym wiedziała, pozwoliłaby na to? Wiesz jak ona musiała się poczuć? Własna córka wolała iść do obcych po pomoc, zamiast do niej!
- Już? Skończyłaś? - spytała lekceważąco – To idź po to pranie i rób dalej z siebie idiotkę. Ja nie zamierzam.
Bez słowa wyminęła ją i wróciła do pokoju. Marta pokręciła głową z niedowierzaniem, ale po chwili odzyskała kontakt z rzeczywistością i również udała się do swojego lokum. Wolała nie zostawiać Oli samej z matką Ani, Bóg jeden wie co jeszcze skłonna byłaby jej nagadać.

           Niczego nieświadoma Ania zjawiła się w domu kilkadziesiąt minut później. Była zaskoczona wizytą mamy, ale cieszyła się na jej widok. Ola tylko przewróciła oczami, jakby radosne powitanie nie robiło na niej najmniejszego wrażenia, zaś Marta uśmiechnęła się tylko i odwróciła głowę w bok. Wciąż nie dawało jej spokoju zdarzenie sprzed niespełna godziny. Czuła się jakby nie zrobiła nic by ją powstrzymać, a nawet sprowokowała koleżankę.
Tak naprawdę Marta wiedziała o trudnych relacjach Aśki z rodzicami. Po tym jak blondwłosa spędziła u nich noc, Ania wyjawiła jej prawdę, jednocześnie prosząc o dyskrecję. Nie mogła powiedzieć Olce. Ona i tak nie potraktowałaby tego poważnie, nie zrozumiałaby.
Chciała ostrzec Anię, przyznać się, iż jej matka dowiedziała się o spotkaniu z Joasią. Intuicja podpowiadała jej, że z tego nie wyniknie nic dobrego. Niestety, nie zdążyła. Po krótkiej wymianie zdań obie panie wyszły na spacer.
- Jak studia?
- Nie ma lekko, ale daję radę. Od sesji do sesji, byle zdać – zaśmiała się, by podkreślić że to nie jest jej prawdziwe podejście do tematu
- To dobrze że chociaż ty walczysz. Że nie odpuściłaś jak twoja siostra.
- Mamo...
- Co mamo, co mamo? Mówię tylko jak jest. Teraz ma problemy, musi się ciebie prosić o pomoc.
W pierwszej chwili spojrzała na nią przerażona. Była w szoku. Nie spodziewała się tych słów, nie miała pojęcia że jej matka wie. Kilkadziesiąt sekund później odzyskała panowanie nad sobą, spuściła głowę i westchnęła.
- Ja wiem że masz do niej żal i że zabolało cię jak was potraktowała. Ale nie możesz mi zabronić spotykać się z nią, rozmawiać, pomagać i wspierać.
- Nie zamierzam – zapewniła, co pozwoliło Ani odetchnąć z ulgą – Powiedz mi chociaż co u niej? Wyszła na prostą? Jest w Krakowie?
- Naprawdę cię to interesuje? - w jej głosie pojawiła się nutka zaskoczenia
- To że jestem z nią skłócona, nie znaczy że źle jej życzę. Więc?
- Jest lepiej. Szuka pracy, ale znalazłam jej mieszkanie. Moja koleżanka ją przygarnęła – skłamała, by nie martwić matki – A może... może chcesz się z nią spotkać?
- Nie, nie – odmówiła, bowiem nie miałaby odwagi spojrzeć jej w oczy. Nie kiedy dwa dni później ją wyda. Kiedy zamiast chronić córkę, wybierze własne bezpieczeństwo. Nie, tak nie postępuje matka. W jej oczach pojawiły się łzy, więc odwróciła głowę w drugą stronę.
- Ładna pogoda – zmieniła temat.
- Zależy ci – stwierdziła Ania, lecz kobieta puściła to mimo uszu – Tylko boisz się, bo nie wiesz jak się z nią pogodzić – dodała ciszej
- Muszę już wracać – zdecydowała że musi przerwać spotkanie, póki jeszcze jest w stanie ukryć swój ból – Ojciec nie wie, byłby zły że nie pojechaliśmy razem. Zostawiłam w pokoju torbę, masz tam trochę domowego jedzenia.
- Mamo – powiedziała wzruszona, przytulając się do niej – Dziękuję. Przyjedź niedługo, co?
- Zobaczymy. No już, wracaj do nauki i do koleżanek. Nie musisz mnie odprowadzać, trafię na autobus – uprzedziła jej pytanie. Ania zrozumiała, że kobieta chce pobyć trochę sama, przemyśleć parę spraw. Pożegnała się z nią i ruszyła w przeciwnym kierunku.

wtorek, 8 listopada 2016

Drugie podejście cz. 7

           Zgodnie z postanowieniem, Łukasz nie odpuścił i ponownie zjawił się w domu rodziców Joasi. Tym razem jednak za dnia, kiedy była tam tylko jej matka. Kobieta od razu rozpoznała mężczyznę, który pytał o blondwłosą poprzedniego wieczora.
- Przecież mówiłam panu że nie miałam kontaktu z Joanną przez ostatnich kilka lat – przypomniała podniesionym głosem
- Mogę wejść? - silił się na uprzejmy ton
- Myślę że nie ma takiej potrzeby.
Nie posłuchał. Odepchnął lekko kobietę, nie zważając na jej pretensje. Szedł pewnym krokiem, jakby był u siebie. Rozglądał się uważnie, kiwając głową co jakiś czas. W końcu przystanął i odwrócił się do gospodyni.
- Ładny dom.
- Czego pan chce?!
- O, to jest konkretne pytanie – ucieszył się – Chcę Aśki. To moja kobieta i ma mieszkać ze mną – oznajmił stanowczo.
- Ale jej tu nie ma!
- Nie obchodzi mnie to – odparł niewzruszony – Za trzy dni chcę ją zobaczyć. Wystarczy mi adres.
- Kiedy ja nie wiem gdzie ona jest! - rzuciła rozpaczliwie
- To się dowiedz kobieto – warknął, wymijając ją – Wymyśl coś, w końcu jesteś do cholery jej matką.
Wzięła kilka głębszych oddechów. Pod wpływem stresu nie mogła się skupić, nie mogła szybko wymyślić jak dotrzeć do Asi.
- A co jeśli...
- Ładny dom – powtórzył – Szkoda by było, gdyby jacyś wandale się włamali, zrobili demolkę i rozkradli wszystko... A może instalacja elektryczna nie jest całkiem w porządku. Albo gazowa...
- Jak możesz... - wycedziła przez zęby
- To tylko interes – zakomunikował chłodnym tonem – Ja dostaję Aśkę, a wy spokój. Trzy dni.
Nie czekając na jej odpowiedź opuścił dom. Kiedy tylko drzwi się zatrzasnęły, kobieta dobiegła do drzwi i przekręciła zamki. Oddychała głęboko, nie mogąc się uspokoić po nieprzyjemnym spotkaniu. Chwilę później wyciągnęła telefon i drżącymi palcami wybrała numer męża.

           Wraz z nawiązaniem relacji, poprawiła się atmosfera w mieszkaniu. Sebastian cieszył się że w końcu może z kimś pogadać, że nie otacza go pustka i że wreszcie znalazł kogoś, kto go wysłucha. Opowiadał jej jak to za czasów szkolnych wielokrotnie trafiał „na dywanik” do pokoju nauczycielskiego, gdyż często pakował się w dziwne historie, które nie kończyły się dobrze. Żartował że skłonność do problemów ma w genach, ale wraz z nią dostał dar wychodzenia z opresji cało. Mówił jej o przyjaciołach, o tym jak ich paczka się rozpadła, gdy po zakończeniu szkoły każdy poszedł w swoją stronę, a także o nieudanych próbach utrzymania znajomości. Starał się, lecz każdy wolał poświęcać czas nowym kolegom, jednocześnie zapominając o starych. Widać było, że wtedy był to dla niego spory cios. Czuła jakąś taką zadumę i nostalgię w jego głosie. Opowiadał też o policji. O tym jak zaczynał, jak niespodziewanie szybko zyskiwał uznanie i przebijał się przez kolejne szczeble, aż w końcu znalazł się w Krakowie. Właściwie to prawie opowiedział jej historię swojego życia, pomijając jedynie dzieciństwo oraz nieudane małżeństwo.
Ona sama niewiele o sobie mówiła. Kiedy go wysłuchała, doszła do wniosku że jej życie nie miało ani trochę barw czy emocji. Zawsze robiła wszystko pod dyktando rodziców. Nie wychodziła z przyjaciółmi, bo musiała się uczyć. Nie chodziła na imprezy urodzinowe, bo musiała pomagać w domu. Na większe zakupy nie wybierała się, bo zawsze miała dość ograniczony budżet. Z każdym rokiem miała coraz bardziej dość. Jednak cały czas brakowało jej odwagi by się postawić i żyć po swojemu. Czara goryczy przelała się po rzuceniu studiów.
- Na studia poszłam raczej dlatego, że rodzice tego chcieli. No i prawie wszyscy z klasy szli na jakieś studia. Nie mogłam być przecież gorsza – uśmiechnęła się ironicznie. Musiała opowiedzieć jakąś historię, bowiem Sebastian nie dawał jej spokoju.
- Ale?
- Ale wewnątrz sama nie wiedziałam czy tego chcę. Spróbowałam. Przynajmniej to była jakaś okazja by wyrwać się z tamtej dziury, by wyprowadzić się od rodziców. Chociaż i tak byłam od nich zależna, bo dawali mi kasę.
Sebastian pokiwał głową. Nie chciał przerywać, czekał na kontynuację.
- Dwa lata. Tyle wytrzymałam. Wróciłam, najpierw naściemniałam że mam już z głowy wszystkie egzaminy. Pękali z dumy. Wiem, powinnam powiedzieć od razu. Bałam się ich reakcji. Wiedziałam że się wściekną, ale tym kłamstwem chyba pogorszyłam swoją sytuację. Kiedy się wydało, nie zostawili na mnie suchej nitki. Zarzucali mi brak ambicji, głupotę, zero szacunku do nich i do pieniędzy, które zmarnowałam na te dwa lata. Fakt, z głupotą mieli rację.
- Asia, nie mów tak – westchnął z politowaniem
- Mieli, bo ja idiotka się zastanawiałam czy faktycznie nie popełniłam błędu. Czy naprawdę jestem ofermą, która dostała wszystko pod nos i miała tylko wykuć kilkadziesiąt formułek, zaliczyć egzaminy i obijać się przez kilka kolejnych miesięcy.
- Ale to oni tego chcieli, nie ty.
- Właśnie. I dlatego z perspektywy czasu przestałam żałować. Straszyli że będę siedzieć na kasie za grosze albo zmieniać pieluchy w domu starców, o ile mi się to nie znudzi tak jak studia. Słuchałam tego dopóki ojciec nie powiedział że nawet na dziwkę się nie nadaję.
- Naprawdę ci tak powiedział? - nie mógł uwierzyć w to co przed chwilą usłyszał
- Wpadłam w szał. Przewróciłam stół, rozbiłam kilka talerzy, wykrzyczałam wszystko co przez lata mi leżało na wątrobie. Wiedziałam już wtedy co się stanie. Wyrzucili mnie z domu i się mnie wyrzekli. Ale wiesz co? Nie żałuję.
Milczał. Nie wiedział co powiedzieć. Teraz rozumiał dlaczego stała się nieufna wobec ludzi, dlaczego trzyma wszystkich na dystans. Mimo że wiele przypadków widział już w pracy, wciąż nie był w stanie pojąć, jak niektórzy ludzie potrafią być okrutni, bezduszni. Dlatego też musiał nauczyć się nie przejmować uczuciami, a kierować jedynie rozumem. Ale teraz nie był w pracy. Prywatnie mógł sobie pozwolić posłuchać głosu serca.
Wpatrywała się w niego, oczekując reakcji. Po chwili namysłu podszedł i ją przytulił.
- Jesteś bardzo dzielna – wyszeptał

           Ojciec Joasi niespecjalnie przejął się wizytą Łukasza w jego domu. Podał żonie szklankę wody i kazał się uspokoić. Kalkulował na chłodno, szukał wyjścia, które będzie najlepsze przede wszystkim dla niego.
- Co teraz? - zapytała kobieta
- Ania – rzucił po chwili – Nawet jeśli Aśka u niej nie była, to na pewno będzie wiedziała gdzie jest. Zawsze się dogadywały, zresztą to ona chciała żebyśmy się pogodzili.
- Zwariowałeś?! Mam napuścić tego bydlaka na naszą córkę?
- Oczywiście że nie – powiedział ze spokojem – Dlatego to ty pojedziesz do Krakowa i dowiesz się gdzie jest Aśka.
Wbiła wzrok w jeden punkt. Zrozumiała, że jej mąż naprawdę nienawidzi Joasi za to, co wydarzyło się sześć lat temu. Że woli ją wystawić niż rozprawić się z Łukaszem.
- Przecież on jej zrobi krzywdę! Nie da się inaczej tego załatwić?
- Inaczej, czyli jak? - spytał z oburzeniem – Może mam napuścić na niego bandziorów, co? Popełnić przestępstwo, wydać kasę i zadbać o to by nikt się nie dowiedział dla tej niewdzięcznej gówniary?! Czy ty siebie słyszysz?!
- Ta gówniara to mimo wszystko twoja córka – przypomniała mu
- Mam tylko jedną córkę – oznajmił tonem nieznoszącym sprzeciwu – Masz zrobić to co mówię, jasne? Inaczej sama będziesz użerać się z tym typem.
Ukryła twarz w dłoniach. Nie chciała tego robić, ale nie miała wyjścia. Mąż stanowczo odrzucił możliwość pomagania Asi, a sama nie mogła nic zrobić.
- Pojedziesz do Ani, niby w odwiedziny. Zejdź delikatnie na temat Joasi, a najlepiej jakby sama zaczęła. W razie czego powiesz że w tajemnicy przede mną chciałabyś się z nią spotkać i porozmawiać. I nie mów nic o tym typie. Jak tu przyjdzie to przekażesz mu informacje i powiesz że ma się tu więcej nie pokazywać. Jasne?
Nie zareagowała, więc odczekał chwilę i powtórzył pytanie, tym razem głośniej. Zrozpaczona kobieta skinęła głową. Też miała żal do blondwłosej, też zabolało ją jak się wtedy zachowała i że przez sześć kolejnych lat nie wyraziła chęci naprawienia relacji. Uważała iż to co zrobi jest podłe, ale nie miała innego wyjścia. Została zmuszona. I to nawet nie tyle przez Łukasza, co przez własnego męża, przez ojca Asi.

wtorek, 1 listopada 2016

Drugie podejście cz. 6

           Joasia postanowiła przestać siedzieć z założonymi rękoma i zmieniła podejście do poszukiwań pracy. Przestała celować w konkretne stanowiska bądź zawody, zamierzała wziąć pierwszą lepszą ofertę, do której będzie się nadawać. I tak oto została sprzątaczką...
Relacje z Sebastianem wciąż były chłodne i mocno ograniczone. Powiedziała mu tylko tyle że ma już pracę i wierzy że niedługo stanie na nogi. Mężczyzna, w przeciwieństwie do niej, nie był aż takim optymistą.
- Więc popołudniami sprzątasz w biurowcu, tak?
- No tak – przyznała zadowolona, w końcu żadna praca nie hańbi.
- I myślisz że ile zarobisz? Że będzie cię stać na to by się wyprowadzić i żyć na poziomie?
- To już nie twoja sprawa – rzuciła oschle – Wiem co robię.
- Mam nadzieję – dodał cicho, gdy odwróciła się na pięcie.
Postanowił wtedy przyjąć taktykę Ani. Ignorować ją, dopóki sama nie przyjdzie porozmawiać. Maciek uważał że to błąd, ale nie zamierzał się narzucać ze swoimi pomysłami.

           Tymczasem były narzeczony Joasi, Łukasz, był już znudzony oczekiwaniem na powrót Joasi. Liczył na to że dziewczyna szybko się wycofa ze swojej decyzji i poprosi go o wybaczenie. W końcu nie miała nic, ani mieszkania, ani środków do życia, ani przyjaciół którzy mogliby jej pomóc. Minęło jednak parę dni, a ona nie dała żadnego znaku. Musiała więc znaleźć kogoś, kto dał jej schronienie. Sporządził listę osób, które mogłyby „trzymać” z Joasią. Nie znalazło się tam wiele nazwisk. A właściwie tylko dwa, takie same jak jego dziewczyny. Chodziło o jej rodziców i siostrę. Szybko odrzucił myśl że zatrzymała się u kogoś z pracy. Wielkiej przyjaźni tam nie było, bardziej coś w rodzaju współpracy zawodowej.
O rodzicach nigdy nie mówiła. Twierdziła że jest z nimi skłócona, ale nie miał okazji tego zweryfikować. Zresztą, zawsze mogła się z nimi pogodzić. Nie znał ich adresu, więc blondynka mogła uznać to za dobrą kryjówkę. Dla niego to jednak nie był wielki problem...
Wystarczyło wpisać w wyszukiwarkę nazwisko dziewczyny, co w efekcie dało mu adres firmy jej ojca. Jeszcze nie domu, ale jeśli będzie wiedział jak wygląda, mógłby poczekać pod firmą i za nim pojechać.

           Po trzecim dniu w pracy wróciła w nie najlepszym humorze. Zostawiła kurtkę na wieszaku i zamknęła się w pokoju. Sebastian siedział w kuchni i bawił się długopisem. Nie zauważył niczego dziwnego w jej zachowaniu, nawet nie miał kiedy. Prześlizgnęła się tak szybko, że nie wystarczyłoby czasu żeby podnieść wzrok. Nie zauważyłby nic, gdyby nie to że w jej torebce zaczął dzwonić telefon.
- Aśka, to do ciebie! - zawołał donośnym głosem, nie podnosząc się z krzesła. Dziewczyna jednak nie zareagowała. Nie przejął się tym, pomyślał że jego też nie usłyszała. Za chwilę jednak dźwięk telefonu znów zabrzmiał.
- Aśka! - zawołał ponownie, lecz tym razem także bez skutku. Zrezygnowany ruszył po torebkę, a następnie do jej pokoju. Zapukał do drzwi, uchylił je lekko i zobaczył że blondwłosa leży skulona na łóżku i przyciska poduszkę do twarzy. Kiedy podszedł bliżej usłyszał cichy szloch.
- Ty płaczesz? - spytał zdumiony, bowiem Joasia sprawiała wrażenie silnej i zdecydowanej kobiety
- Nie kurwa, przemywam oczy – rzuciła stłumionym przez poduszkę głosem
- Co się stało?
- Nieważne.
I wtedy przypomniał sobie słowa Maćka. Nie powinien teraz odpuszczać. Przecież nie płakałaby bez powodu.
- Powiedz, może ci jakoś pomogę – położył dłoń na jej ramieniu, lecz ona ją strąciła
- Zostaw mnie, chcę być sama.
- Twój telefon dzwonił.
- W dupie mam telefon – warknęła, pociągnąwszy nosem – Na co jeszcze czekasz? Nie możesz się napatrzyć jak płaczę.
- Chcę coś zrobić żebyś przestała.
- To wyjdź.
- A przestaniesz płakać? - spytał naiwnie
- Kiedyś na pewno.
- Dobra – podniósł się z krzesła – Za pięć minut tu wrócę i sprawdzę czy dotrzymałaś umowy.

           Plan Łukasza zadziałał. Wcześniej spreparował paczkę (zaadresował puste pudełko na adres firmy) i podał się za kuriera, twierdząc że ma przesyłkę dla Henryka Hajki. W ten sposób udało mu się rozpoznać ojca Joasi. Oczywiście mężczyzna twierdził że to pomyłka i nic nie zamawiał, więc blondyn zabrał ze sobą fikcyjną dostawę. Następnie zaczekał na niego na parkingu, a kiedy ten po pracy wsiadł w samochód i odjechał, śledził go aż dotarł pod jego dom. Zadowolony poszedł do baru na piwo. Zamierzał wrócić tam, kiedy się ściemni.
Po godzinie dwudziestej pierwszej zapukał do drzwi. Otworzyła mu około pięćdziesięcioletnia kobieta, prawdopodobnie matka Joasi.
- Dobry wieczór, szukam Joanny Hajki – walnął prosto z mostu
- Przepraszam, kogo? - kobieta nie kryła zaskoczenia
- Pani Hajka, prawda?
- Prawda, ale... Joasi tu nie było ładnych parę lat! W ogóle się do nas nie odzywa. A pan to, przepraszam, kto?
- Ach, nie przedstawiłem się – udał że zapomniał – Marcin Nowicki, znajomy Asi z czasów liceum. Umówiliśmy się na spotkanie, ale niestety nie przyszła. Zmartwiłem się, więc postanowiłem tu przyjechać.
- Ale jej tu nie ma. Skąd ma pan ten adres? Od niej?
- Tak, powiedziała mi że mieszka teraz u rodziców.
- Nic z tego nie rozumiem – pokręciła głową – Musiała zajść jakaś pomyłka.
- W takim razie przepraszam, do widzenia, spokojnej nocy życzę.
Nie był przekonany czy kobieta mówi prawdę, ale nie chciał przeciągać rozmowy, w obawie że pojawi się jej mąż i go rozpozna. Nie zamierzał jednak tego tak zostawić. Obiecał sobie że jeszcze tu wróci i przekona ich by wydali swoją córkę, nawet jeśli nie zatrzymała się u nich...

           Kiedy wrócił do pokoju z kubkiem herbaty, Joasia siedziała na łóżku otulona kocem. Podniosła wzrok i spojrzała na niego opuchniętymi od płaczu oczyma. Podziękowała i objęła kubek obiema dłońmi.
- A teraz mów – co się stało? - nie zamierzał dać za wygraną
- Już nic – odparła spokojnie – Nie ta praca to inna.
- Zwolnili cię? - uniósł brwi ze zdumienia
- Sama zrezygnowałam.
- Dlaczego?
- Nie nadaję się do tej roboty.
Spuściła wzrok i upiła łyk herbaty. Sebastian nie uwierzył w ani jedno słowo. Nie poddałaby się, nie kiedy była tak bardzo jej zależało, nie płakałaby z tego powodu. Nie chciał zbyt mocno naciskać, ale musiał dowiedzieć się co tak naprawdę się wydarzyło.
- Kręcisz – powiedział z uśmiechem, by w razie potrzeby móc obrócić to w żart
- Ani trochę – wciąż nie spojrzała na niego
- To dlaczego patrzysz w podłogę?
- A jeśli poznasz prawdę to co się zmieni?
- Poczujesz się lepiej, bo nie będziesz musiała tego tłumić w sobie. A może nawet uda mi się pomóc.
Mimowolnie uniosła kąciki ust. „Poczujesz się lepiej”, nie ma co,  przekonywający argument. Już prędzej zdecydowałaby gdyby stwierdził że da jej spokój.
- Dobrze – westchnęła – Szef zasugerował mi że mogę zostać jego kochanką i bardziej mi się to opłaci niż latanie z mopem.
- To frajer – wycedził przez zęby
- A ja co? Zamiast udawać że to był żart to strzeliłam go w pysk i rzuciłam fartuchem.
- Bardzo dobrze zrobiłaś – usiadł obok i objął ją ramieniem. Była trochę zaskoczona, ale nie protestowała. Poczuła się jakoś dziwnie... Ale to było przyjemne. Zdała sobie sprawę że nie musi być w tym wszystkim sama. Dłoń była cały czas wyciągnięta. Wystarczyło tylko ją chwycić i dać sobie pomóc.
- Jak chcesz to mu poprawię – wyrwał ją z zamyślenia
- Nie, lepiej nie – roześmiała się – Wystarczy że samej sobie stwarzam problemy, tobie nie muszę.
- Ale przynajmniej humor ci poprawiłem.
- No fakt, nie mogę zaprzeczyć.
- To co? Koniec fochów i niedomówień?
- Koniec – przyznała, wstając i wyciągając ku niemu rękę. Liczyła na uścisk, który przypieczętuje tą umowę, ale Sebastian delikatnie ją ujął, troszkę podniósł i pocałował, jak przystało na prawdziwego dżentelmena.

czwartek, 27 października 2016

Drugie podejście cz. 5

            Przełom w relacjach? Kategorycznie nie. Joasia ani nie miała tego w planach, ani nie zamierzała w nich tego uwzględnić. Właściwie nie miała żadnego planu. Od samego początku zdała się na ślepy los. Ryzykowna zagrywka, ale być może opłacalna. Nie miała zbyt dużo do stracenia.
Skupiała się jedynie na realizacji kolejnych celów. Najpierw wyjazd. Potem zakwaterowanie. Teraz praca. Gdyby jej się udało znaleźć konkretne zarobkowe zajęcie, byłby to spory krok naprzód. Nie musiałaby spędzać prawie całych dni w mieszkaniu Sebastiana, nawiązałaby nowe znajomości, może udałoby się szybko wyprowadzić... Codziennie przeglądała ogłoszenia w internecie, wierząc że w końcu trafi na coś, co ją zainteresuje.
- Call center? Odpada – mówiła do samej siebie – Nie potrafię być natrętna.
- Barmanka? Już to przerabiałam.
- Ankieter? To dobre dla studenta.
- Dostawca pizzy? Wymagany samochód...
Na niektóre oferty zadzwoniła. Była nawet na dwóch rozmowach kwalifikacyjnych. Po jednej sama zrezygnowała, po drugiej nie skontaktowali się z nią, mimo zapewnień. Czyli nic. Trzeba szukać dalej.
Któregoś popołudnia odwiedziła ją siostra. Korzystając z przerwy w zajęciach postanowiła odwiedzić siostrę i wesprzeć w obecnej sytuacji. Wiedziała że jest sfrustrowana swoim położeniem, że chciałaby być niezależna i silna. Temu drugiemu jednak nie dało się zaprzeczyć, skoro dzielnie przez to przechodziła i z optymizmem spoglądała w przyszłość.
- Przyniosłam ci coś na poprawę humoru – podała blondynce tabliczkę czekolady.
- Dzięki – mimowolnie uniosła kąciki ust – Napijesz się czegoś?
- Może herbaty?
- Dobrze, zaraz zrobię – zakomunikowała i zniknęła za drzwiami. Ania, korzystając z chwili, rozejrzała się po pokoju. Joasia jak zwykle dbała o porządek. Lubiła kiedy wszystko było na swoim miejscu, ale też nie miała jakiejś szczególnej manii na tym punkcie. A że miała dużo czasu wolnego, to i też dużo uwagi mogła poświęcić przypilnowaniu porządku. Zapewne gdyby pracowała, nie wyglądałoby to tak idealnie i nie miałaby z tym problemu.
- Jak ci się mieszka z Sebastianem? - spytała Ania, kiedy siostra wróciła z herbatą
- Nie najgorzej. Sporo czasu spędza w pracy, więc chata wolna, ale ja i tak przesiaduję w tym kąciku. Aha, dzięki za książkę. Umarłabym z nudów tutaj.
- Yhym – pokiwała głową – Czyli nie polubiłaś go.
- Co o nim wiesz? - spytała szorstko – Skąd w ogóle go znasz?
- Kiedyś mi bardzo pomógł. Byłam podejrzana o współudział w gwałcie na koleżance. Że ją zwabiłam, że to ja jej podałam narkotyki... Sebastian jako jedyny uwierzył w moją niewinność. I dowiódł prawdy. Potem jakoś wyszło że utrzymaliśmy kontakt. Stwierdził że kogoś mu przypominam, ale nigdy nie chciał się przyznać kogo. Nie wiem, może siostra czy dawna miłość...
- Albo teraźniejsza – wypaliła Joasia.
Ania zaniemówiła. Słowa siostry jeszcze przez chwilę dźwięczały w jej uszach, jakby specjalnie się przypominały, by dać jej czas na dotarcie do umysłu.
- Słucham? - początkowo parsknęła śmiechem, jednak po chwili zdała sobie sprawę że blondwłosa nie żartowała – Co masz na myśli?
- Może się w tobie zakochał?
- Przecież ja mam chłopaka!
- To nie jest żadna przeszkoda.
- Aśka, błagam... - westchnęła – Znamy się ponad rok, kumplujemy się. Gdyby chciał czegoś więcej, już dawno spróbowałby mnie jakoś poderwać.
- Kumplujemy się, tak – rzuciła drwiąco – Kiedyś też się kumplowałam, z takim jednym Patrykiem. Po kilku miesiącach znajomości wyznał mi miłość.
Joasia długo miała do siebie żal, że nic nie zauważyła, że w żaden sposób mu nie pomogła, że nie zrobiła nic, by nie dopuścić do tego jednostronnego uczucia. Nie chciała by jej siostra znalazła się w takim samym położeniu.
- To jeszcze o niczym nie świadczy.
- Zrozum – zaczęła z wyższością – Nie ma czegoś takiego jak przyjaźń między kobietą a facetem. Prędzej czy później jedno się zakocha.
- Asiu, ja rozumiem że jesteś starsza i masz większe doświadczenie życiowe. Ale pozwól mi samej decydować za siebie, dobrze? - zirytowała się tonem wypowiedzi siostry
- Ja ci niczego nie narzucam, tylko radzę.
- Wsadź sobie swoje rady... - chciała już jej wygarnąć że wcale na swoich mądrościach dobrze nie wyszła, ale w ostatniej chwili się powstrzymała. To byłby cios poniżej pasa. Zresztą, przyszła tutaj by ją wspierać, nie dobijać!
- Przepraszam – powiedziała po chwili brunetka – Wróćmy do tematu, okej? Masz nie najlepsze relacje z Sebastianem, dobrze myślę?
- No i co z tego? - wzruszyła ramionami – Jestem tutaj tymczasowo – położyła nacisk na ostatni wyraz
- Co nie znaczy że nie możesz z nim pogadać, być miła. Aśka, on ci przecież robi przysługę.
- A ja mu gotuję pyszne obiadki i sprzątam połowę mieszkania jak doskonała kura domowa. Przysługa za przysługę, taki był przecież układ.
- Nie wszystko musi być owiane regulacjami – westchnęła głęboko, widząc że nie łatwo będzie przekonać siostrę – Relacji nie da się ograniczyć do spisu zasad, których obie strony będą przestrzegać.
- Dlatego wcale nie musi ich być – wzruszyła ramionami beztrosko – Tak będzie łatwiej dla nas obojga.
Siostra jednak nie zadowoliła się takim tłumaczeniem. Czuła że Joasia nie mówi prawdy, że tylko przybiera maskę zimnej i wyrachowanej.
- Nie ściemniaj. Widzę że coś do niego masz.
- Może mam, może nie. Co to ma do rzeczy?
- Mów. Może uda mi się rozwiać twoje wątpliwości co do jego osoby.
- Jest jakiś taki... Jakby miał dwie osobowości. Raz jak wraca z pracy to jakby człowiek lód, nic go nie obchodzi, wyłącza się z tego świata. Bez kija nie podchodź, bo gryzie – dodała żartobliwie – A innym razem przychodzi, uśmiechnie się, próbuje zagadać...
Ania tylko skinęła głową. Wiedziała dlaczego tak jest, ale nie chciała nic mówić siostrze. Miała nadzieję że to ją w końcu zaintryguje.
- Spróbuj go poznać bliżej to może zrozumiesz.
Na tym zakończyły rozmowę. Przeprosiła blondwłosą i pod pretekstem zbliżających się zajęć (na których tak naprawdę wcale nie musiała być) zostawiła ją samą, tylko ze swoimi myślami. Opuściwszy klatkę schodową, przystanęła na chwilę pod blokiem i napisała smsa o treści „ignoruj ją dopóki sama nie zacznie rozmawiać”.

- Myślisz że to coś pomoże? - takie pytanie Sebastian usłyszał od przyjaciela po przeczytaniu na głos wiadomości.
- Nie wiem. Ale to w końcu jej siostra, więc chyba dobrze ją zna, nie?
- Moim zdaniem powinieneś pierdolnąć pięścią... nie, nie w nią – mężczyzna uśmiechnął się pod nosem, mimo że Sebastian nie miał nastroju do żartów – W stół oczywiście, powiedzieć jej: kobieto, przestań się mazać, weź się w garść, głowa do góry i naprzód.
- Maciek, nie obraź się... - nie był przekonany co do jego racji – Jesteś świetnym gliną, ale do kobiet to ty podejścia nie masz.
- Spoko – nie wyglądał na przejętego – Ale jako mąż z dwunastoletnim stażem chyba mogę dać ci jedną radę, co? Właściwie to nawet dwie – dodał szybko
- No, mów – zaciekawiony przysiadł na skraju biurka
- Kobiety zawsze, ale to zawsze oczekują że facet będzie zgadywał czego oczekują. Jak to olejesz, przepadniesz. Foch i po sprawie.
- A druga rada?
- Nawet jak zrobisz co trzeba to ona się nie przyzna że tak miało być. Odwróci kota ogonem, ale... - podniósł palec wskazujący – Ale w końcu zacznie z tobą gadać. A chyba o to ci chodzi, prawda?
- Dzięki. Teraz nie mam żadnych wątpliwości co zrobić – rzucił ironicznie
- Ale ja wiem. Idziemy palić – oznajmił tonem nieznoszącym sprzeciwu, rzucając Sebastianowi paczkę papierosów.

poniedziałek, 3 października 2016

Drugie podejście cz. 4

            Mieszkanie pod jednym dachem z obcym facetem wcale nie było takie proste jakby się mogło wydawać. Owszem, Sebastian był w porządku, ale wciąż był osobą, o której dziewczyna prawie nic nie wiedziała. Najbardziej irytował ją fakt że jest od niego całkowicie zależna. Choć niczego jej nie bronił, nie próbował ingerować w jej życie, czuła się osaczona. A najgorsze było to, że sama sobie ten los zgotowała...
Czasem zaczynała żałować tej ucieczki. Nie można rzucić się w przepaść bez spadochronu, nie można skoczyć do wody bez koła ratunkowego jeśli nie umie się pływać, nie można strącić szklanki ze stołu i podnieść ją z podłogi w jednym kawałku... Zrozumiała. Lecz za każdym razem gdy przypominała sobie co przeżywała, co czuła, wątpliwości znikały. Dopiero teraz, kiedy siedziała w pustych czterech ścianach i mogła się wreszcie wyciszyć, zaczęło do niej docierać jak bardzo była zdesperowana. Choć teraz wcale nie było lepiej, w końcu coś zrobiła. Ruszyła naprzód, choć kroczyła w nieznane.
Zgodnie z umową zajęła się gotowaniem i po części sprzątaniem. Jej porządkom przypadły pokój gościnny, który obecnie zajmowała, a także kuchnia. To była jej inicjatywa. Z oczywistych powodów nie podporządkowała sobie sypialni Sebastiana, a co do łazienki – brakło jej odwagi. Obawiała się że mężczyzna mógłby źle odczytać jej intencje.
Usiłował ją bliżej poznać, dowiedzieć się o niej co nieco. Wypytywał, zachowując delikatność oraz cierpliwość, nie był nachalny. Joasia jednak nie miała zamiaru się przed nim otwierać. Nie chodziło tu tylko o niego. Po prostu nie chciała rozdrapywać starych ran. Przecież miała to zostawić, oddzielić grubą kreską od tego co zaczęła teraz, od nowa, od zera. Zdradziła przed nim jedynie swoje plany na przyszłość. Zamierzała znaleźć pracę i wynająć mieszkanie. Usamodzielnić się, podobnie jak parę lat temu gdy rzuciła studia i zerwała kontakt z rodzicami. Wtedy się udało, przynajmniej na początku. Teraz jednak była parę lat starsza i miała większy bagaż doświadczenia. Zamierzała uniknąć błędów, które popełniła w przeszłości.
Sebastian miał być tylko etapem przejściowym. Nawet nie dała mu szansy nawiązać jakiejkolwiek relacji, próby zakolegowania się czy zaprzyjaźnienia, mimo jego pomocy. Zbyt wiele sobie dopowiedziała. Według jej teorii policjant zakochał się w Ani i tylko dlatego zgodził się na układ. Zapewne liczył że dziewczyna da mu szansę po tym jak pomoże jej siostrze. Ale ona nigdy nie brała pod uwagę takiej możliwości. Facet dostanie kosza i zniknie z jej życia. Dlatego Joasia uznała że utrzymywanie z nim kontaktu nie miałoby sensu.

            Pewnego wieczoru Sebastian nie wytrzymał. Miał już dość sztucznego zachowania Joasi. Tego chłodu bijącego od niej, skrywanej niechęci, maski pod którą kryła swoją prawdziwą twarz. Po raz kolejny próbował z nią porozmawiać, zainteresować jakimkolwiek tematem, a ona znów go spławiła. Wtedy po raz pierwszy pojawiła się irytacja.
- Może zjesz ze mną? - zapytał, kiedy zasiadł do stołu
- Dziękuję, jadłam wcześniej – odparła, siląc się na łagodny ton – Naprawdę – dodała, widząc jego minę – Chcesz zobaczyć talerz póki nie pozmywałam?
- To może chociaż dotrzymasz mi towarzystwa?
- Po co? - wyrwało się jej – To znaczy... nie chcę ci przeszkadzać.
- Naprawdę uważasz że prosiłbym cię o to gdybym nie chciał?
- Nie wiem. Robię co do mnie należy. Pozmywam później, okej?
Nie czekając na odpowiedź czmychnęła do pokoju. Nie wiedziała o co mu chodzi. Przecież chciał żeby była kurą domową, więc się w nią zamieniała. Nie rozumiała czego jeszcze od niej chce. A może on nie leci na Ankę, tylko to zwykły lowelas i klei się do każdej laski, która znajdzie się w zasięgu? Od rozmowy do rozmowy, od wina do wina i w końcu będzie miał panienkę do towarzystwa...
- O nie, na to sobie nie pozwolę – rzuciła w myślach.
Sięgnęła po książkę, którą pożyczyła od siostry. Nie był to żaden słownik czy podręcznik do angielskiego, a zwykła powieść przygodowa. Lubiła czytać. Oprócz snu był to jedyny sposób na ucieczkę od brutalnej i okrutnej rzeczywistości. Szybko wciągała się w perypetie bohaterów. Miała doskonałą wyobraźnię, która przedstawiała jej kolejne sceny i wydarzenia tak, że czuła jakby sama tam była. To była właśnie ta uwielbiana przez nią magia książek. Niestety, chwile ukojenia w świecie fikcji literackiej przerwało jej pukanie do drzwi. Czar natychmiast prysł, poczuła się jakby ktoś złapał ją za nogi i szarpnął tak mocno, że straciła równowagę. Odłożyła książkę i poprawiła fryzurę.
- Proszę.
- To ja – oznajmił Sebastian
- Widzę przecież – westchnęła niewzruszona – Mówiłam że pozmywam później.
- O co ci chodzi kobieto? - nagle zmienił ton, zmrużył oczy, a pomiędzy brwiami pojawiła się pojedyncza zmarszczka
- Możesz jaśniej?
- Przyjąłem cię pod swój dach, staram się być miły, próbuję z tobą rozmawiać, poznać cię choć trochę, a ty co? Ciągle fochy! - roześmiał się kpiąco – Księżniczka dostała wszystko za darmo i jeszcze źle?
- Czego ty ode mnie chcesz?
- Zacznij się zachowywać normalnie! Serio taka jesteś? Sztywna, zimna, wredna? Posłuchaj... - wziął głęboki oddech – Robię wszystko żebyś czuła się jak u siebie. Masz wolną rękę, możesz robić co chcesz. Większość czasu i tak nie ma mnie w domu, więc jesteś sama, masz swobodę. Ale dalej jesteś niezadowolona.
- To chyba nie twoja sprawa. Chciałeś obiady, masz. Ja chciałam pokój, mam. I wszyscy zadowoleni – wyjaśniła krótko
- Wszyscy czyli ty? - zadrwił – Cholerna egoistka.
- Przyznaj się, po co to robisz? Dlaczego mi pomagasz? Liczysz na to że to pomoże zdobyć ci Ankę, czy jednak to ja jestem na celowniku?
- Żadną z was. Nie znasz mnie, a już sobie wyrobiłaś o mnie zdanie. Po prostu chciałem ci pomóc, rozumiesz? Wiesz co to znaczy pomoc? Chciałem mieć radość z tego, że na coś się komuś przydałem, ale ty – szczególnie zaakcentował ostatnie słowo – ty mi tą radość skutecznie odbierasz.
- Tak? To dlaczego mnie jeszcze nie wyrzuciłeś? Może czekasz aż sama pójdę? Dobrze, zrobię to nawet dzisiaj.
- I co, dokąd pójdziesz? - zapytał szyderczym tonem – Pod most?
Zapadła cisza. Kobieta musiała mu przyznać rację. Nie mogła się wyprowadzić, nie miała dokąd. Załamana usiadła na skraju łóżka i wsparła się na łokciu.
- Dlaczego taka jesteś? - rozłożył bezradnie ręce
- Jaka?
- Mówiłem. Chłodna i niemiła.
- Szczera – odparła błyskawicznie
- Tajemnicza.
- Bardziej małomówna.
- Cwana.
- Raczej sprytna.
- Wkurzająca
- Specyficzna.
Sebastian zawahał się przez chwilę. Nie miał siły licytować się z blondwłosą, która najwidoczniej chciała mu zrobić na złość.
- Uparta.
- Zdecydowana – znów znalazła odpowiedź
- Zadziorna.
- Waleczna.
- Nie mam do ciebie siły... - powiedział zrezygnowany – Roboty nie przerobisz, wódki nie przepijesz, kobiety nie zrozumiesz...
- Życie – uśmiechnęła się złowieszczo
Nic więcej już nie mówił. W milczeniu opuścił pokój. Skoro dziewczyna chce być traktowana jak powietrze, to nie zamierzał już z tym walczyć. Pomyślał że może gdy będzie ją ignorował to w końcu coś drgnie. A jeśli nie, to przynajmniej nie będzie się denerwował.
Tymczasem niczego nieświadoma Joasia wróciła do lektury. Kąciki ust mimowolnie się jej uniosły. Musiała przyznać że nawet trochę jej się podobała ta wymiana zdań na temat jej charakteru. Była pod wrażeniem tego że Sebastian tak długo wytrzymał. Najbardziej jednak cieszyła ją wygrana, mimo że to była drobna, nieznacząca batalia.

poniedziałek, 5 września 2016

Drugie podejście cz. 3

           Jeszcze wieczorem Ania obmyśliła plan działania, jednak nie podzieliła się nim z Joasią, by nie obiecywać niczego przedwcześnie. Najpierw musiała porozmawiać, ustalić co i jak, zanim powie siostrze że znalazła dla niej lokum.
Z samego rana zadzwoniła do znajomego policjanta i umówiła się na popołudniową kawę. Tak naprawdę był jedyną osobą, która mogłaby bezinteresownie jej pomóc. Owszem, miała jakieś koleżanki, które mogłyby coś poradzić, jednak oczekiwałyby czegoś w zamian. Mężczyzna już raz jej pomógł. Od tego czasu przyjaźnili się, mimo że różnica wieku między nimi wynosiła osiem lat. Współlokatorki naśmiewały się z szatynki, iż musiała wpaść w oko przystojnemu komisarzowi, skoro nie oczekiwał rewanżu z jej strony. Przez moment nawet obawiała się że mają rację, ale tak naprawdę wciąż była dla niego małolatą. Mógł być bardziej kimś w rodzaju starszego brata niż partnera. Zresztą, miała chłopaka i trzydziestolatek o tym wiedział.
- Po południu będę rozmawiać w twojej sprawie – oznajmiła siostrze przy śniadaniu – Trzymaj kciuki.
- Myślisz że coś z tego będzie?
- Nie wiem, trzeba spróbować – pohamowała swój optymizm – Ale jestem dobrej myśli.
Pokiwała głową. Zrozumiała że siostra nie chce składać obietnic bez pokrycia. Rozumiała to. Nie pozostało jej nic innego jak czekać.
- Na mnie czas, mam zajęcia – skłamała, bowiem pierwszy wykład miała dopiero za godzinę _ Powinnaś się czymś zająć, żeby nie myśleć.
- Tylko czym? - wzruszyła ramionami – Nie mam nic do roboty tak naprawdę... Posprzątałabym, ale nie chcę wam tutaj grzebać po pokoju.
- Wiesz co? Mam pomysł – sięgnęła po portfel i wyciągnęła stuzłotowy banknot – Zrobisz zakupy? Coś do jedzenia, cokolwiek, zdaję się na ciebie. Lecę, pa – złapała jeszcze jedną kanapkę i wyszła. Nie bez powodu poprosiła siostrę o zakupy. Chciała ją czymkolwiek zająć, a jednocześnie dać szansę odwdzięczenia się za nocleg. Widziała że jest speszona, szczególnie w obecności jej koleżanek. Oczekiwała że jak coś dla nich zrobi to poczuje się lepiej, swobodniej.

           Kiedy wróciła po kilku godzinach do akademika, ku jej zaskoczeniu jej koleżanki zajadały pieczone udka z kurczaka. Zaskoczona, ale także zachwycona zasiadła do stołu.- W końcu porządny obiad – wciąż nie mogła uwierzyć własnym oczom – Której to się zebrało na gotowanie?
- Żadnej – odparła czarnowłosa, która poprzedniego wieczora otworzyła drzwi Joasi – To twoja siostra. Powiedziała że pewnie żywimy się jakimiś śmieciami to w ramach podziękowania zrobi nam prawdziwy obiad.
- A tak w ogóle to gdzie ona jest?
- Poszła się przejść. Proponowałam żeby zjadła z nami, ale odpowiedziała że zjadła wcześniej. Wiesz co? Myślę że ona się nas jakby trochę boi.
- Cała Aśka – westchnęła – Myśli że robi wam kłopot. Ja to pół biedy, w końcu jestem jej siostrą.
- Trochę to jednak jest kłopot – wtrąciła trzecia z dziewczyn – Pokój jest mały, a my tu we trzy...
- A jak my z Anką zostawiamy ci pokój żebyś miała gdzie zabawiać się z facetem to jest dobrze? - czarnowłosa natychmiast sprowadziła ją do parteru – A obiad to dzięki komu jesz?
- Marta, wyluzuj – szatynka chciała załagodzić sytuację – To długo nie potrwa. Może nawet dzisiaj znajdę jej nocleg.
- No i dobrze – nie ustąpiła, mimo ostrych słów koleżanki
- Olka, a ty byś siostrę wygoniła?
- Nie mam siostry – mruknęła nie wzruszona
- To wszystko tłumaczy – skwitowała Marta, oburzona jej postawą. Doskonale zdawała sobie sprawę już we trójkę w małym pokoju mają ciasno, ale rozumiała sytuację w jakiej znalazła się Ania i że trzeba okazać trochę empatii.

           Kilkanaście minut po siedemnastej zjawiła się w kawiarni, gdzie była umówiona z Sebastianem. Wysoki, dobrze zbudowany brunet już czekał przy stoliku. Przywitała się z nim i usiadła naprzeciw. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Zawsze starał się pokazać że jest spokojny i opanowany, sprawiał nawet wrażenie trochę chłodnego, ale Ania miała już okazję przekonać się że ma serce, że potrafi być wyrozumiały, uparty, a także szczery, czasem aż do bólu.
- Spóźniłam się?
- Nie, jesteś przed czasem. To ja przyszedłem trochę za szybko – nawet nie spojrzał na zegarek by sprawdzić czy faktycznie tak było – Kawę?
- Poproszę.
Zawołał kelnerkę i zamówił dwie kawy. Wiedział że dziewczyna ma do niego jakąś sprawę, powiedziała mu o tym już przez telefon, jednak nie zdradziła szczegółów. Uznała że tą rozmowę należy przeprowadzić osobiście.
- Jak w pracy?
- Naprawdę musimy o tym rozmawiać? - westchnął niewzruszony – Wiem, chciałaś być miła, ale darujmy sobie wszelkie czułości i przejdźmy do konkretów, okej? Masz do mnie sprawę.
- Mam – przytaknęła skinieniem głowy – Taką trochę nietypową... wręcz głupio mi o to prosić...
- Ale się odważyłaś, skoro zadzwoniłaś i przyszłaś na spotkanie. Więc?
- Właściwie nie chodzi o mnie, tylko o moją siostrę... - przerwała na chwilę, bowiem kelnerka podała im kawę – Rzuciła wszystko w cholerę. Przyjechała do Krakowa, bez pieniędzy, bez pracy, bez planu, bez niczego. Impuls.
- A gdzie w tym wszystkim ja? Chyba nie szukasz jej bogatego męża? - zażartował dla rozluźnienia atmosfery
- Proszę cię – odpowiedziała uśmiechem, ale wcale nie było jej wesoło – Kasę mogę jej pożyczyć, zawsze coś wyciągnę od rodziców, pracę sobie znajdzie... Mieszkanie. Tu jest problem. Przenocowałam ją w akademiku, ale sam chyba wiesz że to słaby pomysł.
- Nawet bardzo – podsumował bezlitośnie
- Ale nie miałam już co zrobić, a nie mogłam jej odesłać. Obiecałam jej że coś zrobię, że przynajmniej spróbuję. I dlatego przychodzę z tym do ciebie.
- Chcesz żebym wziął ją do siebie, dobrze zrozumiałem?
- To dość śmiała prośba, zrozumiem jeśli odmówisz.
- Umie gotować?
- Całkiem dobrze.
- A co ona na to?
- Jeszcze nic wie – przyznała – Ale w jej sytuacji to raczej nie ma wiele do powiedzenia.
- Myślisz że ona pójdzie mieszkać do obcego faceta i to za darmo? Żadna normalna kobieta nie poszłaby na coś takiego. Wiesz co by sobie pomyślała?
- Wiem. Że ma się odpłacić w naturze – powiedziała ściszając głos
- I co, twoja siostra tak sobie nie pomyśli?
- Ja cię znam, więc nie jesteś taki całkiem obcy. Poza tym, jest zdesperowana.
- Tak całkiem za darmo nie mogę jej wziąć – powiedział z tajemniczym uśmiechem – To by było co najmniej... dziwne. Powiedzmy że to będzie taki układ.
- Jaki układ? - spytała lekko zaniepokojona
- Spokojnie, nie mam nic złego na myśli – zaśmiał się, kiedy zobaczył jej minę – Jak wiesz, jestem kulinarnym beztalenciem, a czasem mam naprawdę taką ochotę zjeść dobry obiad... Ona będzie mi gotować, a w zamian może mieszkać u mnie ile chce. Ja i tak spędzam więcej czasu w pracy niż w domu.
Na twarzy szatynki zagościł niewielki uśmiech. Załatwiła to. Myślała że pójdzie gorzej, ale Sebastian miał chyba do niej jakąś słabość. Nie wierzyła by to mogło być jakieś uczucie, tylko po prostu... Może kogoś bardzo mu przypominała? Siostrę czy kuzynkę... Najważniejsze że się zgodził. Teraz pozostało jeszcze omówić to z Joasią, co wbrew pozorom, wcale nie było takie proste. Zdawała sobie sprawę że blondynka może być lekko oburzona że wciska ją na siłę do mieszkania z jakimś facetem. Ale nic innego nie mogła jej zaproponować.
- Aśka, chodź – poprosiła ją na zewnątrz, gdy wróciła. Spacerowały po kampusie, rozmawiając o najbliższej przyszłości.
- Zrobiłam co mogłam – oznajmiła młodsza z sióstr
- To znaczy?
- Gadałam ze znajomym. Możesz się do niego wprowadzić.
- Zaraz, zaraz... - zmrużyła oczy – Jak to do niego? Przecież mówiłaś o koleżankach...
- A co miałam ci powiedzieć? Że wszystkie to głupie siksy i zrobią z ciebie służącą albo będą chciały kasy?
- Co to za facet?
- Przystojny, silny i uczciwy – uśmiechnęła się, ale Joasia nie miała nastroju do żartów
- Anka, zlituj się. Nie szukam męża.
- A on nie szuka żony, wyluzuj. Zgodził się, bo go poprosiłam o pomoc. Ale żeby nie było że tak za nic, to będziesz mu gotować.
- Słucham? - w jej głosie mieszały się zdumienie i irytacja
- Aśka – upomniała ją – W twojej sytuacji nie powinnaś wybrzydzać. Dostaniesz osobny pokój, jego i tak dużo nie ma w domu... Nie będzie źle, zobaczysz.
- Długo go znasz?
- Ponad rok. Kumplujemy się, ręczę za niego.
- I tak nie mam wyjścia – westchnęła załamana – To kiedy mogę...
- Wprowadzić się do niego? Nawet dzisiaj.
- No to nie ma co czekać. Miejmy to już za sobą – oznajmiła i zawróciła w stronę akademika

środa, 31 sierpnia 2016

Drugie podejście cz. 2

           Wieczorem dotarła do Krakowa. Wypełniony ludźmi wagon szybko opustoszał. Każdemu było gdzieś spieszno, każdy jak najszybciej chciał opuścić pociąg, jakby się w nim paliło. Każdy, tylko nie ona. Była chyba ostatnią osobą, która znalazła się na peronie. Rozejrzała się dookoła, jakby zobaczyła zupełnie inny świat. Ten wszechobecny pęd, pogoń w niewiadomym celu, tłumy gnające do wyjścia niczym stado baranów na pastwisko... Cóż, w małym miasteczku była z dala od tego całego zgiełku. Jednak to już tylko historia. Przeszłość, która nie miała teraz żadnego znaczenia. Niewiele myśląc przerzuciła torbę przez ramię i ruszyła za innymi.
Znała to miasto, jednak minęło już parę lat od czasu, kiedy je opuściła. Od tamtej pory zjawiała się tu tylko sporadycznie. Przez szlaki, które sama wcześniej przemierzała, podążała obecnie jej siostra. Dwudziestodwulatka, „gówniara”, jak zwykła mawiać o niej Joasia gdy była jeszcze nastolatką, studiowała filologię angielską na Uniwersytecie Jagiellońskim. W przeciwieństwie do starszej siostry, szatynka była duszą towarzystwa: wesoła, otwarta, życzliwa, niekonfliktowa, z dużym poczuciem humoru, ale też trochę lekkomyślna, przez co łatwo wpadała w tarapaty. Nie raz zdarzało się że Joasia musiała interweniować, jak to starsze rodzeństwo.
Teraz jednak role się odwróciły – to Ania miała poukładane i udane życie, a blondwłosa znalazła się na zakręcie. Teraz to ona potrzebowała pomocy. Wiedziała że studentka nie będzie w stanie wiele zrobić, ale też nie miała dużych oczekiwań.
Drogę z dworca pokonała pieszo. Ledwie dwadzieścia pięć minut spaceru. Nawet nie zdążyła się zmęczyć. Odnalazła wysoki budynek zamieszkiwany przez studentów. Bezpardonowo wtargnęła do środka i zdecydowanym krokiem minęła pustą portiernię. Stróż zapewne poszedł do łazienki albo kawę. Zresztą, nawet gdyby był, co mógłby jej zrobić? Przecież przyszła do siostry, a do godziny dwudziestej drugiej miała takie prawo. Jedynie w godzinach nocnych wejście do budynku było możliwe wyłącznie za okazaniem karty mieszkańca.
Za pomocą windy dotarła na szóste piętro. Odnalazła właściwy pokój i zastukała do drzwi. Wstrzymała oddech, nasłuchując. A co jeśli jej nie ma? Jeśli poszła na imprezę albo ten adres nie jest już aktualny? Nie pomyślała o tym wcześniej. Mogła zadzwonić, upewnić się... ale w podróży wyrzuciła kartę. Mogła jednak to zrobić przed wyjazdem.
Otworzyła jej niska, czarnowłosa dziewczyna w szlafroku. Przez moment chciała uciec, czuła że źle trafiła. Studentka w milczeniu wpatrywała się w zakłopotaną Joasię, która jak na złość nie mogła wydobyć z siebie ani słowa.
- Hej? - zapytała dziewczyna – Wszystko okej?
- Tak, tak – przemogła się – Mieszka tu Anka Hajka?
- Ania! - zawołała w głąb pokoju – Jakaś blondi do ciebie!
- Jaka znowu blondi? - usłyszała podniesiony głos siostry. Ucieszyła się, ale jednocześnie poczerwieniała ze wstydu i zażenowania. Nie mogła uwierzyć że jedno proste pytanie zadała z takim trudem.
- Jak gówniara, która pierwszy raz kupuje piwo albo fajki – skwitowała w myślach. Pospiesznie poprawiła grzywkę i wyprostowała się, okłamując nawet samą siebie że nic takiego się przecież nie stało.
- Czego... - zaczęła, ale zaniemówiła gdy zobaczyła iż wspomnianą „blondi” jest jej siostra. Przyjrzała jej się uważnie, jakby nie wierząc że to naprawdę ona, a potem się do niej przytuliła.
- Aśka! Co ty tu robisz?
- Przyjechałam – odparła bez przekonania – Masz czas?
- Dla ciebie? Co się głupio pytasz? - szturchnęła ją w ramię – No wchodź, wchodź.
- Wiesz co... może ja tylko zostawię torbę i się przejdziemy? - szatynka dopiero teraz zauważyła bagaż. W mig pojęła że wizyta Joasi nie jest przypadkowa, a rozmowa będzie poważna. Przystała na propozycję i już chwilę później kobiety udały się na rynek.
- Idziemy na piwo? Ja stawiam – oznajmiła, widząc niezdecydowanie
- W sumie to się napiję – było jej wszystko jedno. Zaczęło do niej docierać że nagły, nieprzemyślany wyjazd, bez żadnego planu działania, bez żadnych środków nie był dobrym pomysłem. Dopiero teraz zauważyła w jak niezręcznej sytuacji postawi siostrę, jeśli poprosi ją o nocleg. Było już jednak za późno. Most spalony, nie mogła wrócić. Łukasz na pewno zauważył jej zniknięcie i nawet gdyby dobrowolnie wróciła, nie darowałby jej tego.
- Mów, co się dzieje? – ponagliła ją Ania, kiedy blondwłosa przez kolejnych pięć minut nie odezwała się ani słowem i bezmyślnie wpatrywała się w kufel.
- Nic – mruknęła niewzruszona, na co szatynka uniosła brwi – Po prostu jestem idiotką.
- Bo?
- Bo sobie wyobrażałam nie wiadomo co...
- Możesz jaśniej?
Wzięła głęboki oddech. Przyznawanie się do błędów nie było jej mocną stroną. Zresztą, nikt nie uważał tego za przyjemne.
- Rzuciłam wszystko w cholerę – oznajmiła bezpardonowo, czekając na burzliwą ripostę od siostry.
- Wszystko? - spytała drżącym głosem
- Wszystko.
- Aśka – westchnęła, przewracając oczami
- Nic nie mów – uprzedziła ją – Wiem, kretynka.
- Co zamierzasz? - domyślała się iż siostra liczy na pomoc, jednak chciała usłyszeć to z jej ust
- Właśnie... nie wiem co ze sobą zrobić. Czułam tylko że dłużej nie wytrzymam, że za chwilę wybuchnę i nie będzie co zbierać. Wieczne poniżenie, niewdzięczność, ten cały wysiłek, który szedł na zmarnowanie... - spojrzała w oczy szatynce, szukając w nich zrozumienia – Co to za życie, kiedy zapieprzasz w knajpie za niecałe dwa tysiące na rękę, wysłuchujesz codziennie uszczypliwych komentarzy na swój temat i wdychasz unoszące się w powietrzu opary alkoholu zmieszane z potem piećdziesięcioletnich obleśnych zapijaczonych dziadów... W domu czeka na ciebie facet, który ma się za pana i władcę, a ty masz mu służyć. Żadnych koleżanek, które mogłyby cię podnieść na duchu, oderwać choć na chwilę od beznadziejnej rzeczywistości, podzielić się swoim szczęściem, tym że chociaż one są zadowolone z tego co mają... Jestem wykończona, rozumiesz?
- Wystarczy – powiedziała cicho, widząc w jakim stanie jest siostra. Dopiero kiedy się otworzyła, zdjęła maskę, dostrzegła że naprawdę źle to wszystko znosiła. Ręce jej drżały, oczy zaszkliły, a wzrok błądził gdzieś po stoliku.
- Myślałam że mi pomożesz, ale teraz zdałam sobie sprawę że to głupie. Przecież ty sama kisisz się w trzy osoby w małym pokoiku, pieniędzy też nie masz za dużo...
- Coś wymyślimy – zadeklarowała – A teraz nie myśl o tym i napij się ze mną – uniosła kufel do góry, oczekując że Joasia zrobi to samo
- Zdrowie – rzuciła mimowolnie
- Nie myślałaś o powrocie do rodziców? - rzuciła luźno, choć wiedziała że blondynka na to się nie zgodzi
- Nie ma mowy. Sama wiesz że się mnie wyrzekli jak rzuciłam studia...
- Minęło parę lat.
- Ale z mojej strony nic się nie zmieniło. Kazali mi żyć na własny rachunek skoro nie potrafiłam docenić tego dla mnie co robili i nie pokazywać się w domu to ja się tego trzymam.
- Aśka – pokręciła głową – Po kim ty taka uparta jesteś?
- No jak po kim? - wzruszyła ramionami – Po ojcu.
- Dobra, niech pomyślę...
Joasia cierpliwie czekała. Z zewnątrz wyglądała na spokojną i opanowaną, jakby cała sytuacja w ogóle jej nie dotyczyła, jednak we wnętrzu czuła nieprzyjemne mrowienie w żołądku. Pociągnęła solidny łyk piwa, ale po nim wcale nie była ani trochę spokojniejsza.
- Wiesz co? - mruknęła zamyślona – Myślę że mam kliku znajomych, którzy mogliby na parę dni cię przygarnąć. Ale tego dzisiaj nie załatwimy, musimy poczekać do jutra.
- A... dzisiaj? - spytała nieśmiało
- Pogadam z koleżankami. No nie przejmuj się, pod gołym niebem spać nie będziesz – trąciła ją w ramię by się w końcu uśmiechnęła i zaczęła myśleć pozytywnie.

środa, 17 sierpnia 2016

Drugie podejście cz. 1

           Miała dość. Tego domu, tego miejsca, swojego narzeczonego i wszystkiego wokół. Miała dość swojego życia. Już od dawna przyznała się przed samą sobą iż w pewnym momencie coś poszło nie tak. Nie była jednak w stanie określić co i kiedy, a tym samym nie mogła znaleźć sposobu by to naprawić. W tej sytuacji mogła zrobić tylko jedno – zacząć wszystko od nowa. Zaryzykować, rzucić na szalę wszystko co dotychczas miała i osiągnęła. Nikt nie mówił że będzie łatwo. Nikt nie mówił że wygra, ale jak sama twierdziła, niewiele było do stracenia. Praca w knajpie za tysiąc osiemset na rękę, notoryczny kłamca i oszust, jak mówiła ostatnio o swoim facecie, czterdziestometrowa klitka w starym bloku, która nawet nie należała do niej... Naprawdę tego chciała? Naprawdę jej na tym wszystkim zależało? To wszystko było warte jej potu, łez, wyrzeczeń?
Gdyby była tą Joanną sprzed paru lat, na pewno nie zgodziłaby się na takie życie. Wtedy jeszcze miała wolę walki, wewnętrzną siłę, która nie pozwalała jej spoczywać na laurach, zadowalać się byle ochłapami. Młoda, zadziorna i energiczna blondynka myślała że może zawojować świat. Że naprawdę jest panem swego losu i cokolwiek będzie się działo, to od niej będzie zależało co potem się wydarzy. Z czasem jednak rzeczywistość sprowadziła ją do parteru – straciła motywację, przestała mierzyć wysoko, a marzenia odeszły w niepamięć. Uwierzyła że trzeba cieszyć się tym co ma, stała się bierna wobec losu. Doszła do wniosku iż nie warto walczyć z życiem, skoro i tak nie wygra. Że nawet gdy coś się uda, przyjdzie czas gdy dostanie kolejny cios i znów padnie na deski. Po co więc wstawać? Może lepiej po prostu na nich pozostać i nie tracić sił?
Frustracja z każdym dniem narastała. A wraz z nią chęć zmiany, dziesiątki pomysłów, kilka możliwości i brak odwagi. Jakaś część mózgu nie pozwalała jej rozstać się z dotychczasowym życiem. Może nie było ono łatwe i wygodne, ale przynajmniej poukładane, stabilne. Wiedziała na czym stoi, nie podejmowała zbędnego ryzyka. Przez dwa lata jej to odpowiadało, ale w ostatnich paru tygodniach coraz gorzej się z tym czuła. I w końcu przyszedł ten dzień, kiedy pojawił się brakujący element do całej układanki. Nic nie zwiastowało że to będzie właśnie ten dzień, że za paręnaście godzin zrzeknie się wszystkiego i ruszy w podróż ku nowemu, oby lepszemu życiu...
Blondwłosa, szczupła i zgrabna kobieta punktualnie o czternastej zjawiła się w pracy. Spięła włosy w kucyk, założyła fartuch. O tej porze ruch był jeszcze niewielki, więc głównie siedziała za barem. Dopiero pod wieczór przybywało klientów. Najpierw to koleżanka realizowała zamówienia, zaś ona je przygotowywała. Po dwóch godzinach się zamieniły. Wtedy to, kiedy do jednego ze stolików przynosiła tacę z dwoma kuflami, jeden z lekko podchmielonych mężczyzn z sąsiedniego stolika nie mógł się powstrzymać gdy zobaczył jak kobieta lekko się pochyla i wypina pośladki. Zamachnął się i po chwili jego ręka zacisnęła się na jednym z nich. Joasia zadziałała instynktownie. Natychmiast odwróciła się i spoliczkowała delikwenta. W jednej chwili cała sala ucichła i spojrzała na zaskoczonego gościa oraz na wzburzoną kelnerkę. Bez słowa poprawiła grzywkę, odwróciła się na pięcie i odeszła na zaplecze.
- Aśka, takie rzeczy się zdarzają – próbowała uspokoić ją koleżanka – To nie ekskluzywna restauracja a zwykła knajpa przy szosie...
- Wiem – rzuciła sucho – Co nie znaczy że mam pozwalać by ktoś mnie obmacywał.
- Nie musiałaś od razu...
- Musiałam. Następnym razem co? Wsadzi ci łapę za dekolt? Na to też pozwolisz?
- Wiesz że on złożył skargę?
- Mam to w dupie – warknęła, rzucając fartuch na krzesło – Daj mi fajkę.
- Przecież ty nie palisz...
- Daj.
Bez słowa podała jej papierosa i zapalniczkę. Wyszła na zewnątrz i już po pierwszej próbie zaciągnięcia się zakaszlała. Zaklęła w myślach i spróbowała ponownie. Tym razem wzięła mniejszą porcję dymu, dzięki czemu próba zakończyła się sukcesem. Kiedyś miała już kontakt z papierosami. W technikum, w trzeciej klasie, namówiły ją koleżanki. Nie paliła dużo, tylko okazyjnie, na imprezach. Ledwie skończyła palić, pojawił się szef lokalu i przeprowadził z nią poważną rozmowę. Ponieważ nie była to już pierwsza taka sytuacja, tym razem zażądał od niej przeprosin, a na to nie mogły pozwolić jej honor i duma. Za pierwszym razem jeszcze ją zrozumiał, nie pracowała długo, to była dla niej nowa sytuacja. Za drugim i trzecim razem jej odpuścił, ostrzegając przy tym że kolejny raz nie obędzie się bez konsekwencji.
- Nie przeproszę gościa za to że mnie łapie za tyłek.
- Nie za to ma pani przeprosić, a za uderzenie go w twarz – wyjaśnił szef
- Należało mu się.
- Pani Joanno, nie może pani bić klientów. Poprzednim razem jeszcze się pani upiekło, bo gość odpuścił.
- A gdyby na moim miejscu była pana żona, też pan by powiedział „słońce, uśmiechnij się, przeproś pana i zapomnimy o sprawie”?
Mężczyzna lekko się zmieszał. Nie zdążył jednak nic odpowiedzieć, bowiem to Joasia znów odezwała jako pierwsza.
- Mam dość. Zwalniam się.
- Słucham? - na jego twarzy malowało się zaskoczenie. Miał zamiar ukarać dziewczynę, ale żeby od razu wyrzucać ją z pracy? To byłoby nieadekwatne do czynu.
- Miałam być kelnerką, nie lalką do obmacywania za napiwki. Do końca miesiąca czekam na rozliczenie.
Zabrała torebkę i poszła do domu. Nie wiedziała że najgorsze dopiero przed nią. Musiała powiedzieć narzeczonemu o tym co się stało. Na pewno nie będzie zadowolony że rzuciła pracę. Pewnie nie zrozumie jej motywów. Będzie zły, ale nie pozostało mu nic innego jak przyjąć to jak mężczyzna.
- Asia? Co tak wcześnie dzisiaj? - spodziewał się że wróci z pracy dobre dwie godziny później.
Kobieta przez moment chciała skłamać iż źle się poczuła i wyszła wcześniej, ale szybko uznała że to nie ma sensu. Co wymyśli jutro? A potem? A co jeśli szukanie nowej pracy zajmie jej więcej niż się spodziewa i braknie wymówek? Postanowiła być szczera.
- Ja już nie mam pracy.
- Słucham?! - w jego głosie mieszały się irytacja oraz zdumienie
- Rzuciłam to w cholerę. Mam dość wiecznych poniżeń i bluzg ze strony klientów. Mam dość tego cholernego piwa i wódy, które codziennie musiałam nalewać. Mam dość biegania wśród zapijaczonych mord, które oglądają się tylko za moim tyłkiem i to w dodatku za marne grosze!
- To jeszcze nie powód – wycedził przez zęby
- Wyobraź sobie że dzisiaj jeden z klientów klepnął mnie w tyłek, a szef jeszcze kazał mi go przeprosić!
- I dlatego rzuciłaś pracę, tak?! - poczerwieniał ze złości – Ty idiotko! Myślisz że ja na tej cholernej budowie zarabiam nie wiadomo ile?! - chwycił ją za ramiona i potrząsnął – Żeby księżniczka mogła sobie siedzieć w domu, bo ludzie na nią patrzą?!
- Uspokój się – poprosiła – Znajdę nową pracę.
- Ciekawe gdzie... Pod latarnią?
- Przestań.
- A do czego innego się nadajesz? Może jak byś zaświeciła gołym tyłkiem to w końcu zarobiłabyś jakieś normalne pieniądze.
- Jak możesz? - spytała zrozpaczona – To ty zamiast mnie pocieszyć, podnieść na duchu, że będzie dobrze robisz to samo co ci wszyscy schlani faceci w knajpie. Widzisz we mnie tylko zabawkę, na której można się wyżyć. Gówno cię obchodzi co czuję...
- A co niby sobie wyobrażałaś? Jesteś kobietą, rozumiesz? Tylko kobietą. Pranie, sprzątanie, gotowanie, zaspokajanie potrzeb mężczyzny, to jest twoja rola – powiedział z wyższością – A teraz, kiedy wszystko wyjaśniliśmy, to może zajmiesz się tym ostatnim? - zasugerował z uśmiechem, kładąc dłonie na jej pośladkach. Nie mogła mu się teraz oddać. Nie po tym co powiedział, nie po tym jak potraktował. Gwałtownym ruchem strąciła dłonie ze swojego ciała i uderzyła go w twarz. On zaś, w przypływie złości, pchnął ją na szafę. Uderzyła głową i plecami, przez chwilę ją zamroczyło. Przykucnęła, chcąc przeczekać ten trudny moment. Nie słyszała dokładnie co powiedział, ale ton jego wypowiedzi był pogardliwy. Teraz już nie miała żadnych wątpliwości – nie ma nic do stracenia.
Następnego dnia, kiedy jej narzeczony był w pracy, spakowała swoje rzeczy w jedną torbę i wyszła. Tak po prostu, jakby szła na spacer. Ale już nigdy miała tu nie wrócić. Poszła na przystanek, wsiadła do autobusu, potem przesiadła się do pociągu. Wyjechała. Bez słowa pożegnania, bez żadnego listu. Nie zostawiła po sobie nic. Ani śladu.