czwartek, 30 października 2014

VII. Scen nr 61

            Kolejny dzień śledztwa. Marcie i Maćkowi udało ustalić się tożsamość kochanka Alicji Groch. Niestety dopiero po południu było to możliwe – mężczyzna przebywał poza Krakowem w delegacji i na ich prośbę musiał wrócić szybciej do stolicy małopolski.
- Kawy, herbaty? - zaproponował gospodarz
- Dziękujemy, jesteśmy służbowo – uprzedził Martę, która już otwierała usta by odpowiedzieć – Zna pan Alicję Groch?
- Poniekąd – odparł mężczyzna po chwili zastanowienia
- Spokojnie, będziemy dyskretni.
- No dobrze, mamy romans. Ale nie rozumiem co ma do tego policja.
Marta powiedziała o zabójstwie służącej w domu Grochów i podejrzeniach.
- Uważacie że to Alicja miała zginąć, dobrze zrozumiałem? To chyba jakiś żart.
- Jak się układały wasze relacje? - puścił jego uwagę mimo uszu
- Bardzo dobrze. Powiem wam nawet w tajemnicy że lepiej niż z synem.
- Lepiej niż z synem... - Maciek powtórzył jak echo – A co z tym synem nie tak?
- Nie akceptuje naszego związku. Uważa że Alicji po prostu się nudzi z mężem, chce się trochę zabawić, a potem zostawi mnie ze złamanym sercem. Nie zna jej zbyt dobrze, pewnie dlatego tak myśli.
- Mogę z nim porozmawiać?
- Proszę, jest u siebie, na górze.
Maciek wstał z kanapy, zostawił Martę samą z przesłuchaniem na głowie, by pójść sprawdzić chłopaka. Jeśli nie odpowiadał mu związek ojca, to może właśnie on stał za pogróżkami? Niekoniecznie chciał zabijać, ale nastraszyć kobietę mógł.
- Podejrzewa pan kogoś? Czy ktoś pana zdaniem mógłby chcieć zabić panią Groch?
- Szczerze? Nie mam pojęcia – rozłożył bezradnie ręce – Chyba że jej mąż jakimś cudem dowiedział się o naszym romansie i z zazdrości... Była pani kiedyś zazdrosna? Wtedy robi się różne rzeczy...
- Tak, znam to uczucie – przyznała – Sprawdzimy to.
- A, jeszcze jedno. Alicji nic się nie stanie, prawda? Bo skoro uważacie że to ją chcieli zabić...
- Mamy na nią oko.

- No i co? - spytała partnera kilka minut później, kiedy byli już w samochodzie
- Cholerny gówniarz. Cwaniaczek, ale moim zdaniem coś kręci. W każdym razie uważa że ma alibi, bo był w szkole.
- Czyli odpada – westchnęła zawiedziona
- A mnie się coś zdaje, że to on się w te pogróżki bawi, tylko nie wiem jak mu to udowodnić...
- Ty nie wiesz? To kto ma wiedzieć?
- Pan Bóg – Maciek uśmiechnął się pod nosem. Przez chwilę w samochodzie słychać było tylko warkot silnika, dopóki Marta się nie odezwała.
- Nie za szybko skreśliliśmy tego męża?
- Raczej powinien wiedzieć że żony nie ma w domu.
- A jeśli to była nagła zmiana planów i wynikła tak zwana fatalna pomyłka?
- Marta, proszę cię – westchnął – Może od razu pół Krakowa jest podejrzane?
- No to kto ją zabił, no?
- Na pewno nie ja – odparł, podnosząc trochę ciśnienie partnerce. Brunetka tylko pokręciła głową. Tym razem brakło jej słów, by odpowiedzieć Maćkowi.
- Mam dla was coś ważnego! - zawołał Tomek, kiedy tylko weszli do biuro
- Kawę?! - spytał z nadzieją w głosie brunet
- Nie, ale i tak będziesz zadowolony. Trzymaj – podał mu jakąś kartkę papieru
- Co to jest?
- Portret pamięciowy mężczyzny, który kręcił się po okolicy na kilka minut przed zabójstwem.
- Ty widzisz to co ja? - Marta szturchnęła go w bok
- Widzę... przecież to brat ofiary. Jedziemy po niego.
- Dlaczego nie spytaliśmy go po alibi?
- Marta, kurde! Mogłabyś nie zadawać idiotycznych pytań?
- Dobra, nic nie mówiłam! - odwróciła się do niego plecami obrażona. Maciek zrobił już dwa kroki w kierunku wyjścia, ale zobaczył że partnerka nie idzie za nim. Przez chwilę chciał ją tak zostawić, a co, niech się focha, przynajmniej on będzie miał spokój w samochodzie. Ale wtedy na pewno oberwałby od starego, dlatego zawrócił, szarpnął ją za rękę i pociągnął za sobą.
- No chodź!

            Aresztowanie podejrzanego przebiegło z niewielkimi problemami. Mężczyzna był chyba przygotowany na pojawienie się policji, bowiem złapał torbę i wyskoczył z okna na kontener ze śmieciami. Maciek, usłyszawszy hałas, mocnym kopniakiem otworzył drzwi, zaś Marcie kazał biec na podwórko. Brunet zdecydował się opuścić mieszkanie tą samą drogą co uciekinier, jednak brunetka okazała się być szybsza. Wyciągnęła broń, oddała strzał ostrzegawczy i nakazała mu stanąć. Chłopak przestraszył się i wykonał polecenie.
- Ręce na głowę! Na kolana!
Cieszyła się, że po raz pierwszy udało się jej kogoś zatrzymać. I wtedy właśnie popełniła błąd. Nie zaczekała aż Maciek do niej dołączy, tylko już zaczęła zakuwać w kajdanki podejrzanego. Wtedy on uderzył ją w brzuch, następnie zerwał się na nogi i powalił ją jednym ciosem. Puścił się biegiem do najbliższej bramy, ale na niewiele to się zdało. Maciek przeciął mu drogę.
- Gdzie, no gdzie? - wycedził przez zęby – Ładnie to tak kobietę bić? Leżysz!
Kolanem przycisnął go do ziemi i spokojnie założył wtedy kajdanki na jego nadgarstkach.
- Jesteś cała? - zwrócił się do Marty
Skinęła głową by potwierdzić. W jednej chwili radość i satysfakcję zastąpił wstyd i poczucie beznadziejności. Jak mogła dać się tak podejść? Jak mogła się skompromitować?
- Maciek... - podeszła do niego kilka minut później, kiedy mundurowi zabierali zatrzymanego – Mogę mieć do ciebie prośbę? Nie mów nikomu że tak to się skończyło, dobrze? Na przyszłość będę bardziej uważać.
- Jesteś nowa, masz prawo popełniać błędy – odparł – Pokaż no się tutaj.
Podeszła do niego, a on delikatnie obrócił jej głowę w bok i przyjrzał się uderzonemu miejscu.
- Nici z tajemnicy – stwierdził, uśmiechając się ironicznie – Będzie limo.
- Super.
- Marta...
- Powiedz mi jeszcze, że się nie nadaję. No proszę, zrób to. Jesteś facetem czy nie? Masz jaja? No to powiedz mi prosto w oczy. A, zresztą – machnęła ręką – Nie musisz mówić, przed chwilą się przekonałam.
Dziewczyna odwróciła się na pięcie i zaczęła iść w kierunku niewiadomym. Maciek przymknął oczy, pokręcił głową, po czym ruszył za nią.
- A przesłuchanie?
- Mam to gdzieś, wracam do Katowic.
- Stój – powiedział stanowczo – Kobieto, co ja się z tobą mam! Raz się wymądrzasz, raz marudzisz, a teraz się jeszcze rozczulasz. Gdzie ty jesteś, w przedszkolu czy na wydziale śledczym? Weź się w garść! - złapał ją za ramiona i potrząsnął
- Ja po prostu do was nie pasuję...
- A to ciekawe. Ile tu jesteś? Trzy dni? I co, twoim zdaniem już wiesz wszystko o tej robocie, już sama siebie oceniłaś, nieobiektywnie zresztą? Po pierwszej porażce chcesz się poddać? Kim ty do cholery jesteś?! Policjantką czy pieprzoną panienką?
- A ty co?! - ona także wybuchnęła – Ty zawsze miałeś taką motywację czy może od początku ci wszystko wychodziło, co? Może jednak jestem tą pieprzoną panienką jak to określiłeś i nic ci do tego!
Wyminęła go i poszła dalej. Maciek nie wiedział co w tej sytuacji zrobić. Chciał nią wstrząsnąć, żeby porzuciła wahania i spróbowała jeszcze raz, ale ona już się poddała. A może faktycznie ona się nie nadaje i lepiej będzie jeśli zrezygnuje?
- Boże, za co? Za jakie grzechy? - rozłożył ręce i poszedł do samochodu. W końcu czekały go jeszcze dwie ważne sprawy tego dnia. Przesłuchanie i spotkanie z Anitą, o ile na to drugie wystarczy mu czasu. W drodze na komendę zdał jednak sobie sprawę, że lepiej będzie innym razem porozmawiać z byłą kochanką. Co z tego że obieca jej pomoc w opiece nad dzieckiem, skoro jego praca jest nieprzewidywalna. W każdej chwili mogą go wezwać, a jakby nie było, nigdy nie wiadomo czy wróci cały i zdrowy. Chyba trzeba będzie rozważyć przeniesienie do drogówki...
- I dalej będę pracował z Igielską – ze złości uderzył dłonią w kierownicę

poniedziałek, 27 października 2014

VII. Scen nr 60

           Od samego rana Maciek chodził półprzytomny, nieobecny. Ciągle myślał o tym, co usłyszał od Anity poprzedniego wieczoru. Nadal do niego nie docierało, że teraz całe jego życie się zmieni, że za kilka miesięcy na świecie pojawi się maleństwo, któremu będzie gotów poświęcić i podporządkować wszystko. Albo i nie...
Tego właśnie najbardziej się obawiał. Że narodziny dziecka niczego nie zmienią, nadal będzie oziębłym egoistą, który dba tylko o własny interes. Wszyscy ojcowie mówią że jak można nie kochać takiego maluszka, własnego synka albo córeczki... On jednak nie był przekonany czy pokocha to dziecko. A jakby tego było mało, wciąż był w szoku. Dotychczas kiedy wiązał się z kobietami na pewien czas nie myślał o tym że któryś z tych związków może zakończyć się ciążą.
- Maciek, do cholery! - oprzytomniał dopiero, kiedy Marta uderzyła ręką w blat biurka – Co z tobą? Nie pomagasz mi, a przypominam ci że to moja pierwsza sprawa i mam prawo popełnić jakiś błąd. Tego raczej byśmy nie chcieli, prawda?
- Prawda, prawda – westchnął, nie zastanawiając się ani trochę nad konsekwencjami – Coś nowego?
- Alicja Groch zeznała że od jakiegoś czasu dostaje pogróżki. Dotychczas to ignorowała, bo myślała że ktoś chce ją tylko nastraszyć.
- Czyli co? Sprawca wcielił w życie swoje groźby, tylko że przyszedł w złym momencie i pomylił ją z Karoliną Jalik?
- Właśnie tak myślę – przyznała Igielska – Jeśli przyjmiemy że sprawca zaatakował od tyłu, jest to całkiem prawdopodobna teza. Z takiej perspektywy mogły wyglądać niemal identycznie.
- Dobra, a coś więcej o tych pogróżkach?
- Smsy z telefonu na kartę, maile z kawiarenki internetowej.
- Czyli nic – machnął ręką zrezygnowany – Jacyś podejrzani?
- Alicja Groch miała zatarg z jedną z klientek w swoim salonie kosmetycznym.
- Ale to chyba nie jest jeszcze powód by zabić, co? Zresztą, ciosy są dość głębokie, sprawca musiałby być silny. Nie wiem czy taka drobna kobieta...
W tym momencie Marta chrząknęła. W odpowiedzi Maciek tylko przymknął oczy i pokręcił głową.
- Dobra, już nic nie mówię. Masz na nią namiary?
Dziewczyna skinęła głową. Brunet leniwie podniósł się z krzesła, po czym wraz z partnerką opuścił biuro.

           Przez cały dzień nie mógł się skupić na prowadzonej sprawie. Nie kojarzył faktów, zapominał o szczegółach, co przyprawiało Martę o ataki nerwicy. Wyglądało to jakby to była jego pierwsza sprawa, a kobieta była już bardziej doświadczona. Ostatecznie postanowili że skończą dzisiaj wcześniej. Maciek wytłumaczył się przed brunetką nie najlepszym samopoczuciem spowodowanym bólem głowy.
- Widzisz, a jak kobietę boli głowa to wy, faceci, mówicie że to nic takiego – oczywiście nie mogła się powstrzymać od komentarza.
Na szczęście przystała na jego propozycję. Nie chciał jej mówić o ciąży swojej byłej, nie znał jej wystarczająco długo by się przed nią otworzyć, zwierzyć. Czuł jednak, że komuś musi się wygadać, musi zapytać o poradę. Najodpowiedniejszą osobą wydawał się być Sebastian, w końcu on przeszło cztery lata temu znalazł się w podobnej sytuacji. Maciek pojechał do niego do domu.
- Cześć – powiedział Dorocie, która otworzyła mu drzwi – Jest Sebastian?
- Jest. Wejdź proszę.
Kobieta zaprowadziła go do salonu, a potem zniknęła. Zamiast niej po kilku chwilach zjawił się tam Barański. Podał rękę Maćkowi, po czym zajął miejsce naprzeciw niego.
- Napijesz się piwa?
- Dzięki, jestem samochodem – uśmiechnął się słabo
- To może chociaż kawa, herbata?
- Herbata.
Przez moment żałował tej decyzji, gdyż chciał jak najszybciej wyrzucić z siebie to co go od wczoraj męczyło. Ale nie trwało to długo, gospodarz po chwili wrócił z herbatą dla siebie i dla gościa.
- O co chodzi? - Sebastian od razu rozpoznał po jego minie że coś jest nie tak
- Jakiś czas temu chodziłem z taką Anitą, pamiętasz?
- No kojarzę ją.
- Dobra, to i tak nieważne. Ważne jest to co mi wczoraj powiedziała.
- Widzieliście się? - uniósł brwi – Myślałem że od czasu rozstania nie mieliście kontaktu.
- Bo tak było... ale sytuacja nas zmusiła.
- To znaczy?
- Powiedziała mi że jest w ciąży. Że ja będę ojcem, rozumiesz? Ja, ten cholerny dupek egoista, który nie potrafi kochać...
- Dobra, dobra, nie musisz wylewać na siebie wiadra pomyj – przyhamował go – Powiedziała ci że jest w ciąży, co dalej?
W tym momencie zadzwonił telefon Strzewińskiego. Mężczyzna westchnął głośno, wyciągnął sprzęt z kieszeni i odrzucił połączenie. Sebastian spojrzał na niego pytająco.
- Marta – mruknął pod nosem
- Igielska?
- Nie, ta druga. Czeresińska. Nie mam ochoty z nią gadać, nie teraz.
- Wpadłeś w jej oko – uśmiechnął się pod nosem
- Pierdolisz. Zabiłem jej brata, co prawda w obronie koniecznej, ale ona po czymś takim miałaby wymarzyć sobie szczęśliwą rodzinkę ze mną? No way! Tym bardziej że to z Anitą będę miał dziecko... Problem w tym że jej nie kocham.
- Marty czy Anity? - Sebastian nie mógł zorientować się o której z kobiet teraz mówi. Maciek przez chwilę spojrzał na przyjaciela z ukosa.
- Żadnej. Ja tak naprawdę żadnej kobiety nigdy nie kochałem... nie licząc mojej matki, ale to wiesz, taka inna miłość, jaka jest między rodzicem a dzieckiem. W ogóle... boję się że dziecka nie pokocham. Dziwak ze mnie, co?
- Też byłem pełen obaw, kiedy Dorota mi powiedziała o ciąży. Chciałem nawet uciec, ale to byłoby cholernie nieodpowiedzialne – przypomniał sobie o swoich wahaniach sprzed lat – Wszystko minęło, kiedy Hania przyszła na świat. Kiedy zobaczyłem ją po raz pierwszy, już wiedziałem że chcę o nie walczyć.
- Chciałbym w to wierzyć – westchnął ze smutkiem młodszy z mężczyzn
- Chłopie, trochę się pomartwisz i ci przejdzie. Ale ja ci mówię, staraj się już od razu, bo potem będzie tylko trudniej. A z czasem zdasz sobie sprawę że warto...
- Myślisz że to dobry pomysł? Żebym się z nią związał tylko ze względu na dziecko?
- Popatrz na mnie i Dorotę – przytoczył swój przykład – Przelotny, wakacyjny romans, a po czterech latach zdałem sobie sprawę że ją kocham. Ale widzisz, głupi ma zawsze szczęście. Dane mi było naprawić błędy z przeszłości.
Maciek zrobił sobie chwilę przerwy na herbatę. Od początku rozmowy jeszcze ani razu nie sięgnął po szklankę z napojem.
- Jakie znowu błędy? Że starałeś o się córkę?
- Że już wcześniej nie zauważyłem jak wspaniałą kobietą jest Dorota.
- To czemu jeszcze nie poprosiłeś jej o rękę? - choć nie zabrzmiało to poważnie (taki zresztą był cel Maćka), Sebastian potraktował to jak najbardziej serio
- No właśnie sam nie wiem. Chyba najwyższy czas to zrobić.
- Ej, ty poważnie mówisz? - nie krył zaskoczenia
- No pewnie. W sumie fajnie by było mieć tą świadomość, że Dorota jest moją żoną.
- Tylko o pierścionku nie zapomnij – widać już było że humor trochę mu się poprawił
- Dorota Barańska... - westchnął rozmarzony
Maciek próbował jeszcze zwrócić na siebie jego uwagę, ale on nie reagował. W końcu wziął niewielki zamach i trącił go w kolano, aby sprowadzić go na ziemię.
- A już było tak pięknie... jesteś jak ten cholerny budzik co cię wyrywa z pięknego snu, bo trzeba wstawać do pracy – udał obrażonego
- Nie no, śnij sobie ile chcesz, ale nie zapominaj że póki co masz gościa.
- Tak? - zrobił zdziwioną minę – No to...
- Mam sobie już iść?
- No co ty, żartowałem!
- A idź ty – machnął ręką – To co twoim zdaniem powinienem zrobić? Zadeklarować swoją pomoc Anicie i chęć uczestniczenia w życiu dziecka. Okej, to wiem. Ale jak to ma wyglądać? Ja jako kochający mąż i ojciec?
- Ojciec wystarczy, skoro nic do niej nie czujesz. Zaproponuj jej wspólne mieszkanie, zobaczysz jak zareaguje i będziesz wiedział czy to był dobry pomysł.
- No tak, najwyżej się na mnie obrazi żeby potem rzucić mi się w ramiona z radości że tak bardzo chcę pomóc – skomentował ironicznie
- Ty się nie nabijaj, bo przy humorkach kobiety w ciąży coś takiego jest możliwe.
- Z tą ciążą... - pokręcił głową zdezorientowany
- A tak w ogóle to co z Martą?
- Seba! - popatrzył na niego z politowaniem – Powiedziałbym ci że możesz ją sobie przygarnąć, ale nie wiem co na to Dorota.
- Zabawne...
- A na poważnie, nigdy z nią nie spałem i nawet nie myślałem o tym by ją podrywać. Nie jest brzydka, ale to po prostu dziewczyna nie w moim typie.
Ledwie skończył mówić, znów zadzwonił jego telefon. Maciek podniósł go i pokazał Sebastianowi.
- No i widzisz? Wywołałeś wilka z lasu.
- Chyba Martę z chcicą. Na ciebie oczywiście.
- Nawet tak nie żartuj – odparł, nie zdając sobie sprawy że jego przyjaciel ma trochę racji. A może i nawet więcej niż trochę...

sobota, 25 października 2014

VII. Scen nr 59

           Od chwili gdy Maciek i Marta wysiedli z samochodu, dziewczyna zwracała na siebie uwagę coraz większej ilości osób obecnych na miejscu zbrodni. Nie chodziło o gapiów lecz o mundurowych i techników, którzy dotychczas nie wiedzieli o nowej partnerce Strzewińskiego. Byli zaskoczeni że zamiast Anki przyjechała z nim jakaś inna, nieznana im jeszcze kobieta.
Aspiranci weszli do domku jednorodzinnego, rozejrzeli się. Maciek dostrzegł gdzieś na boku Adama. Mężczyzna kucnął i pochylał się nad czymś, najprawdopodobniej były to zwłoki. Brunet złapał za ramię swoją partnerkę, a następnie pociągnął ją za sobą.
- Cześć Adam – przykucnął obok niego – Co my tu mamy?
- Kobietę trupa – odparł patolog
- Trudno nie zauważyć – Maciek pokiwał głową – Powiedz mi coś, czego nie wiem.
- Zginęła od ciosu nożem w serce. Sprawca dźgnął ją trzykrotnie, ale już pierwszy cios był śmiertelny.
- Kiedy zginęła? - do rozmowy wtrąciła się Marta
- Trzy godziny temu – nie zwrócił uwagi na to, że to nie był głos Anki. Dopiero chwilę później, gdy się podniósł i wyprostował, zobaczył nową partnerkę Maćka.
- Poznajcie się – zaczął policjant – Adam, lekarz patolog, Marta, moja nowa partnerka, no i odwrotnie. Podajcie sobie prawe dłonie, ogłaszam was...
- Hamuj – westchnęła kobieta
- No co, chciałem tylko powiedzieć że ogłaszam was znajomymi.
- Więcej... - zaczął Adam, ale Maciek nie pozwolił mu dokończyć
- Tak, wiem, po sekcji.
Po wyjściu Adama Maciek przedstawił Martę szefowi techników, a następnie wymienili kilka uwag na temat zabezpieczonych śladów. Oprócz męskiego włosa znalezionego na ubraniu kobiety mieli także jej dowód osobisty, portfel, legitymację studencką, kartę kredytową i trzy rodzaje odcisków palców. Niestety, nie znaleźli noża którym zamordowano ofiarę.
Po opuszczeniu miejsca zbrodni Maciek i Marta udali się pod adres, który wpisany był w dowodzie osobistym zamordowanej. Kamienica nie wydawała się być w dobrym stanie. Odpadający tynk na zewnątrz, skrzypiące drzwi wejściowe z wyłamanym zamkiem i stare, drewniane schody, które sprawiały wrażenie niewytrzymujących większego ciężaru...
- Kto by chciał mieszkać w takich warunkach? - dziwiła się Marta
- Wiesz, przyzwyczajenie albo... koszty. Nie od dzisiaj wiadomo że studenci na kasie nie śpią.
- Ja to chyba bym nawet za darmo nie przyszła tu mieszkać...
Zapukali do drzwi. W międzyczasie Marta rozejrzała się po korytarzu. Panował tu półmrok, lecz mimo to mogła dostrzec popisane ściany – przeróżne wyzwiska, to na policję, to na nielubiane kluby piłkarskie, a także na jednego z mieszkańców. Odczuwała taką jakby złowrogą, nieprzyjazną atmosferę.
- Dobrze że nie jesteśmy w mundurach – stwierdziła, przysuwając się bliżej Maćka
Drzwi otworzył im młody chłopak, na oko mógł mieć 19 – 20 lat. Brunet pokazał mu swoją odznakę i nie czekając na zaproszenie wtargnął do środka. Marta zawahała się przez chwilę, lecz stwierdziła że woli wprosić się tak jak jej partner niż zostać na korytarzu.
- O co chodzi? Ja nic nie zrobiłem.
- Czy tu mieszka Karolina Jalik?
- Tak, a bo co? Zrobiła coś złego?
- Kim ty właściwie dla niej jesteś? Współlokator, brat, chłopak?
- Brat – odparł lekko podenerwowany – Dowiem się w końcu w jakiej sprawie przychodzicie?
- Twoja siostra nie żyje – wyjaśniła Marta – Została zamordowana w domu państwa Grochów. Tak właściwie to co ona tam robiła?
- Pracowała, jako pomoc domowa... Ale jak to zamordowana?! No jak?! Kto jej to zrobił?!
- Tego będziemy próbowali się dowiedzieć. Jakie relacje miała twoja siostra ze swoimi pracodawcami?
- Nie wiele mówiła o pracy, ale była zadowolona. Chyba dobrze się dogadywali, w każdym razie pracowała już u nich dwa lata.
- Twoja siostra miała chłopaka?
- Teraz nie, ale pół roku temu rozstała się z takim jednym... jak on kurde się nazywał... - westchnął zamyślony – Nie pamiętam, ale studiował z nią politologię na jednym roku.
- Zawsze coś – mruknął Maciek – A sąsiedzi? Nie mieliście żadnych zatargów?
- Różni ludzie tu się kręcą, ale nigdy nie było z nimi problemu. Mieszkamy tu tak naprawdę od urodzenia, mama sama nas wychowywała... Kiedy zmarła 4 lata temu, mieszkanie odziedziczyła Karolina.
- Masz jakieś podejrzenia kto mógłby chcieć zrobić krzywdę twojej siostrze? - dodała Marta
- Nie mam pojęcia. Ona zawsze była miła i uczynna, nigdy nie odmawiała pomocy. Wszyscy ją lubili.
- A jej chłopak? Nie miał żalu o rozstanie?
- Nie, chyba nie. Właściwie to on ją zostawił.
- Dobra, gdyby coś ci się jeszcze przypomniało, dzwoń.
Maciek zostawił swoją wizytówkę na komodzie. Ledwie wyszli z kamienicy, zadzwonił do niego Bartek. Poinformował że według pani Groch nic nie zginęło z ich domu. Motyw rabunkowy można więc było już wykluczyć.

           Wieczorem Maciek po powrocie do domu zamierzał od razu położyć się spać. Ostatnio nie najlepiej przesypiał noce, budził się co kilka godzin, nie mógł potem zasnąć, co z dnia na dzień odbijało się na jego formie. W końcu dzisiaj osiągnął chyba apogeum swojego zmęczenia. Miał wrażenie że chyba zaśnie na stojąco kiedy będzie brał prysznic. Na wszelki wypadek, gdyby właśnie tak miało się stać, odkręcił więcej zimnej wody niż zwykle. Niestety, to był błąd. Kiedy wyszedł z łazienki odświeżony, sen już go nie męczył.
- Niech to szlag – zaklął pod nosem, ale nie był zdenerwowany.
Szybka zmiana planów, czas na kolację. Przynajmniej nie będzie potem chodził głodny od samego rana. Zawsze po śnie musiał odczekać kilka godzin, nawet jeśli burczało mu w brzuchu. Gardło nie pozwalało mu na przyjęcie żadnego pokarmu, gdyż powodowało to u niego odruchy wymiotne. Dlatego przed wyjściem do pracy śniadanie kończyło się tylko na herbacie lub kawie.
Jednak tym razem nie było mu dane zjeść w spokoju. Przerwał na wpół nie dokończoną jajecznicę na talerzu wraz z nadgryzioną kromką chleba, kiedy usłyszał dzwonek do drzwi. Szczelniej owinął się szlafrokiem, na wypadek gdyby to była kobieta, choć spodziewał się że to Rafał czy Sebastian chcą o czymś pogadać i przyszli do niego z piwem. Otworzył więc drzwi bez patrzenia przez wizjer i... znieruchomiał. Nie potrafił wydusić słowa, kiedy ujrzał swoją byłą kochankę.
- Cześć Maciek – powiedziała Anita – Ja wiem że na ciepłe powitanie raczej nie mam co liczyć, ale... chyba wpuścisz mnie do środka, co?
- Cze... cześć – wyjąkał, przesunąwszy się na bok. Kobieta powiesiła torebkę na wieszaku, a następnie przeszła do salonu, jakby była u siebie w domu.
- Napijesz się czegoś? - Maciek przypomniał sobie o zasadach dobrego zachowania
- Wody poproszę, jeśli masz. Może być gazowana.
- Już, chwila.
Brunet zniknął na chwilę w kuchni, by zaraz wrócić ze szklanką wypełnioną niemal po brzegi. Postawił ją na stole, tuż przed Anitą, a sam zasiadł naprzeciw niej.
- Dzięki, ale połowa z tego by wystarczyła.
- Nie chciałem wyjść na skąpiradło – uśmiechnął się żartobliwie
- Tak, dobrze... Przychodzę do ciebie bo muszę z tobą porozmawiać.
- Domyślam się. Bez powodu raczej nie chciałabyś się ze mną widzieć.
- Co było to było – machnęła ręką – Im szybciej o tym zapomnimy, tym lepiej.
- Nie no, chwilami było nawet całkiem przyjemnie – przyznał
- No właśnie, chwila przyjemności, a konsekwencje na całe życie – mruknęła, spuszczając wzrok
- Słucham? Przepraszam, nie zrozumiałem o czym mówisz.
- Chyba najlepiej będzie jak powiem to wprost... Ale nie wiem czy potrafię.
- Wal śmiało, lubię konkrety.
- Nie wiem czy ten polubisz.
- Dobra, mów – ponaglił ją lekko zniecierpliwiony
- Jestem w ciąży.
Szok i niedowierzanie. Tylko tyle zapamiętał z całej rozmowy. Jego była kochanka powiedziała mu że jest w ciąży, a to mogło oznaczać tylko jedno. Że to on jest ojcem tego dziecka. Inaczej by do niego nie przychodziła, nie miało to sensu. Chyba że w tym samym czasie sypiała z innym facetem, ale to nie wchodziło w grę. Maciek doskonale wiedział że kiedy byli razem to Anita go nie zdradziła. To musiało być jego dziecko.
- Nie – tylko tyle zdołał z siebie wydusić
- Tak. Jestem w ciąży i ty jesteś ojcem tego dziecka. Ja nie wiem jak mogło do tego dojść, brałam te cholerne tabletki, ale ona nie dają stuprocentowej gwarancji.
- Albo za którymś razem zapomniałaś wziąć. Tego też nie można wykluczyć.
Na chwilę zapanowała cisza.
- No nie – powiedziała cicho, przyznając mu rację – Co teraz?
- No jak to co? Mamy jeszcze trochę czasu nim dziecko przyjdzie na świat, prawda? Który to w ogóle tydzień?
- Dziesiąty.
Maciek przetarł dłonią czoło, następnie wstał z miejsca i zaczął chodzić dookoła stołu. Anita przez chwilę podążała za nim wzrokiem, a potem utkwiła go w szklance z wodą. Czekała na odpowiedź z jego strony. Ale on nie miał bladego pojęcia co ma jej powiedzieć. Nie chciał składać obietnic bez pokrycia, nie chciał mówić że jakoś to będzie... On nawet nie wiedział co ma o tym wszystkim myśleć! Wielu facetów na jego miejscu cieszyłoby się z potomka, on był raczej przerażony. Sam nie wiedział czy bardziej obawia się stałego związku, czy siebie w roli ojca. Nie widział ani jednego, ani drugiego w swojej wyobraźni.
- Maciek... - Anita wyglądała na lekko zniecierpliwioną
- No nie wiem, co mam ci powiedzieć? Na pewno nie chcę żebyś została z tym wszystkim sama, ale nie mam pojęcia jak ta moja pomoc ma wyglądać.
Kobieta pokiwała głową. Sama też nie wymyśliła żadnej konkretnej propozycji dla Maćka.
- Daj mi trochę czasu, okej? Muszę to przemyśleć...
- Jasne. Odezwij się jak coś postanowisz.

czwartek, 23 października 2014

VII. Scen nr 58

           Po udanej prowokacji i zatrzymaniu doktora Pawła Kolży za zamordowanie Joasi, cała piątka (Rafał, Maciek, Ania, Sebastian i Kaśka) udała się do baru, by świętować sukces. Najwyższy z nich, czyli Rafał poszedł zamówić drinki dla dziewczyn i piwa dla chłopaków.
- To co? - podniósł swój kufel do góry, po tym jak kelner zrealizował zamówienie – Zdrowie!
Ania i Sebastian nie podzielali jednak jego entuzjazmu, w przeciwieństwie do Maćka i Kasi.
- Co jest?
- Nie wiem, ale jakoś tak dziwnie się czuję... Jak byśmy świętowali to że Aśki już nie ma z nami... - wyjawiła szatynka
- Aniu, spokojnie. My się cieszymy nie z tego co się stało, ale z tego że odkryliśmy prawdę.
- No i co z tego? To koledzy z Kamiennej powinni zrobić, nie my. Dobrze że chociaż zgodzili się na dyskrecję, bo jakby stary się dowiedział że działaliśmy na własną rękę...
- W sumie oni też mają w tym interes – spostrzegł Sebastian – To będzie ich sukces, choć nawet nie kiwnęli palcem w tej sprawie. Nie ma co świętować.
Brunet podniósł się z krzesła i bez pożegnania opuścił lokal, zostawiając osłupiałą resztę przy stoliku. Chwilę później Ania przyznała rację partnerowi i zrobiła dokładnie to samo co on, lecz uprzednio żegnając się z kolegami i Kasią.
- Wciąż nie pogodzili się z jej śmiercią – stwierdził Maciek – Ale prędzej czy później będą musieli.
- To co, może chociaż ty się z nami napijesz? - spytała z nadzieją w głosie asystentka
- Wiesz co... właściwie to odechciewa mi się wszystkiego, kiedy myślę że jutro będę z Igielską na strzelnicy. Nie wygląda na kompetentną i choć język ma taki typowo naukowy, to nie wydaje mi się by była jakoś wybitnie inteligentna. Żeby tylko krzywdy nikomu nie zrobiła jak weźmie broń do ręki...
- Nie no, przecież w tej drogówce musiała umieć strzelać.
- Na to liczę – westchnął, podnosząc się z krzesła
- Nie, nie mów że ty też idziesz.
- Idę. Wolę być jutro wyspany, bo cholera wie co mnie z tą Igielską czeka. Ale przynajmniej nie będziesz musiał za mnie płacić – mówiąc to wsunął pod kufel banknot dziesięciozłotowych, następnie rzucił „cześć” i już go nie było.

            W piątkowy poranek Maciek pojawił się na komendzie tylko po to, by przywitać Martę Igielską i zabrać ją na strzelnicę. Musiał jeszcze poczekać aż dziewczyna odbędzie rutynową wizytę u komendanta: odbierze swoją odznakę i broń, wysłucha wykładu o bezpieczeństwie i procedurach. Aspirant za ten czas zdążył zrobić sobie kawę, wypić ją na spokojnie, a nawet umyć po sobie kubek!
Ponieważ dziewczyna wciąż nie przychodziła, zdecydował się wyjść na zewnątrz i zapalił. Był gotów nawet założyć się że zdąży wrócić i nadal będzie czekał na swoją partnerkę, ale ku jego zaskoczeniu stało się inaczej.
- W biurze mi powiedzieli że tu cię znajdę – stanęła w odległości kilku kroków od niego, nie chcąc by dym z papierosa leciał prosto na nią
- No nareszcie, jak tam po wykładzie u starego?
- Całkiem interesujące rzeczy mówił.
Maciek aż wytrzeszczył oczy, kiedy usłyszał jej odpowiedź. Interesujące?! Czy ona na pewno żyje na tym samym świecie co on, czy tylko w jakimś wytworze swojej wyobraźni? Każdy kto wychodził z gabinetu starego odczuwał ulgę i aż nadto cenił odzyskaną wolność. A może to on nie wyczuł ironii?
- Serio?
- Serio, serio – odpowiedziała jak najbardziej poważnie – Ty wiesz że...
- Tak, tak, wiem. Sam byłem na takiej audiencji u starego – przerwał jej, zanim na dobre się rozgadała
- Tomek, tak?
Aspirant teatralnie przewrócił oczami. Znów pomyliła jego imię! Ona robiła to specjalnie, nie wierzył by sama z siebie w ciągu wczorajszego dnia zdołała nazwać go aż czternastoma różnymi imionami, przy czym każde nie powtórzyło się ani razu.
- Nie, Duch Święty.
- Właśnie o tym chciałam z tobą porozmawiać. Dlaczego taki jesteś? Niemiły, opryskliwy, arogancki... Ja rozumiem że pracowałeś z kim innym, przyzwyczaiłeś się do innego stylu bycia, po jednym dniu ciężko ci się przedstawić, ale wydaje mi się, że mógłbyś się bardziej postarać.
- I vice versa.
- Słucham?
Maciek zgasił papierosa i podszedł do brunetki. Stanął bardzo blisko niej, spojrzał jej prosto w oczy, a kiedy otworzył usta, poczuła bijący z nich zapach palonego tytoniu.
- No to słuchaj, Igiełeczko – zaczął z pogardą – Nie wiem po co to robisz i nie chcę wiedzieć, nie obchodzi mnie to, ale przestań zgrywać idiotkę. Może nie wyglądam na bystrzaka, ale wiem że gdybyś naprawdę taka była to w życiu nie dostałabyś się tu gdzie jesteś, nawet przez łóżko. Możesz zrzucić tą maskę albo naprawdę się wkurzę i wtedy dopiero zobaczysz jaka ze mnie wredota.
- No dobrze, już dobrze – uniosła ręce w geście poddania się – Przejrzałeś mnie, chciałam sprawdzić twoją cierpliwość. Mógłbyś mieć lepszy wynik.
Mężczyzna pokręcił głową i uśmiechnął się kpiąco.
- No cóż, każdy ma jakieś swoje dziwactwa. Wiedz tylko jedno. Nienawidzę oszustów.
- Za to ja nienawidzę takich cwaniaczków jak ty. Myślisz że co? Że jak jesteś dłużej ode mnie to będziesz wciskał mi czarną robotę, straszył mnie i pomiatał? Nie pozwolę sobie na takie traktowanie – zagroziła. Ku jej zaskoczeniu, uśmiech nie zniknął z twarzy policjanta, a nawet stał się on jakby trochę przyjazny. Liczyła na to że się zdenerwuje, że dalej będą się licytować co im tak bardzo w sobie przeszkadza. A on nadal milczał.
- No i co się cieszysz?
- Bo może jednak się dogadamy – rzucił tajemniczo, po czym wyminął ją i podszedł do samochodu – Jedziesz na tą strzelnicę czy nie?
- Jadę, oczywiście że jadę! I to właśnie po to, żeby skopać ci tyłek!
- To się jeszcze okaże kto komu skopie – zaśmiał się, otwierając drzwi od samochodu

           Po wolnym weekendzie Maciek i Marta w poniedziałek zaczynali od papierów. Podobnie jak na strzelnicy, gdzie jednak brunet okazał się nieznacznie lepszy, panowała między nimi atmosfera rywalizacji. Dziewczyna udawała że nie jest zainteresowana pomocą partnera, gdyż chciała go pokonać w równej walce, jednak tak naprawdę bez niej nie miała szans by z nim konkurować. Musiała nabrać wprawy, papiery na wydziale śledczym sporo różniły się od tych, z którymi miała do czynienia na swoim poprzednim stanowisku. Maciek znał to uczucie z autopsji, dlatego co jakiś czas wstawał od biurka, pochylał się nad partnerką i podpowiadał jej co powinna zrobić.
- Kilka dni i będziesz robiła jak automat – zapewnił ją Maciek
- Lepiej od ciebie – zaśmiała się pod nosem
- Choćbyś stawała na głowie, mnie nie zdołasz wyprzedzić.
- Taki pewny jesteś? To przekonamy się za tych kilka dni.
- Z przyjemnością popatrzę jak zostajesz w tyle.
- Chyba na mój tyłek, kiedy będę cię wyprzedzała – pokazała mu język
- Wiecie co? - wtrącił Tomek, który właśnie pojawił się w biurze i usłyszał kawałek tej rozmowy – Wy nie jesteście normalni.
- No on na pewno nie – rzuciła Marta – Chce mnie odstawić na kilkanaście raportów, a co wyrobi sobie przewagę, to potem ślęczy nade mną i mi pomaga.
- Bo muszę, stary mi kazał – rozłożył bezradnie ręce – Poza tym nie sztuka pokonać słabego rywala. Wolę mieć kogoś równorzędnego.
- Tia – pokiwała głową – Nie licz na to, że będę robiła ci kawę.
- Jak będziesz przegrywać to nie będziesz miała wyjścia – puścił do niej oczko
- Maciek, ty się wcześniej tak nie zachowywałeś – zauważył Tomek – Zawsze jakiś taki poważny, cichy, zamyślony... Ta Marta ma na ciebie demoralizujący wpływ!
- Ja ci dam! - brunetka rzuciła w niego długopisem, lecz on w porę zasłonił się teczką, którą trzymał w ręku
- Wcześniej też rzucałaś długopisami w kolegów? - zaśmiał się Tomek
- Wszystkim co tylko miałam pod ręką – uniosła kąciki ust do góry
- Widzisz Tomek, to jednak prawda że kobiety są niebezpieczne...
- Dotarło dopiero jak przysłali ci taką Martę z Katowic?
- Do mnie wcześniej, ale do Tomka chyba jeszcze nie. A właściwie to co masz dla nas? - zwrócił się do asystenta
- A skąd założenie że coś mam?
- Delta mi wyszła większa od zera.
Doskonale wiedział że Tomek swego czasu miał problemy z matematyką, dlatego też przywołał temat w swoim żarcie. Mężczyzna zasłonił się teczką jak wcześniej, gdy Marta rzucała w niego długopisem.
- Żart godny mat-fizu – stwierdziła – A tak w ogóle, to byłbyś tak dobry i podał mi mój długopis?
Asystent podniósł przedmiot z podłogi i położył go na rogu biurka.
- Teraz to i tak nie będzie ci potrzebny.
- Jak to?
- Czas na twoją pierwszą sprawę. Dalszych instrukcji oznajmi ci ten pan, zwany twoim partnerem.
- Adres? - spytał wywołany
- Brzechwy 13.
Tomek opuścił biuro, a Maciek spojrzał na Martę. Kobieta wyglądała na zaskoczoną. Nie spodziewała się że już dzisiaj, tak naprawdę pierwszego dnia w nowej pracy będzie musiała poprowadzić śledztwo. O ile wcześniej było to jej marzenie, teraz zaczęła odczuwać stres. W końcu pierwszą sprawę prowadzi się tylko raz w życiu, a niektórzy takiej szansy nigdy nie dostają (i nie dotyczy to wyłącznie tych, którzy w policji nie pracują – po prostu nie każdy był w stanie awansować do wydziału śledczego).

poniedziałek, 20 października 2014

VII. Scen nr 57

           Kilka dni później. Na komendzie rozpoczynał się kolejny dzień pracy. Niektórzy komisarze z utęsknieniem spoglądali na kalendarz, ciesząc się że to już czwartek, a jednocześnie żałując że zostały niemal dwa pełne dni pracy do weekendu. W teoretycznie najgorszym położeniu znaleźli się Ania i Sebastian, bowiem to im przypadł sobotni dyżur. Od początku tego tygodnia, czyli już czwarty dzień, oficjalnie razem pracowali, byli partnerami. Maciek chwilowo został sam. Właśnie dzisiaj miał poznać swoją nową partnerkę, z którą przyjdzie pracować mu przez kilka kolejnych tygodni, bądź nawet dłużej, jeśli stary podejmie decyzję iż nowy podział komisarzy jest lepszy niż dotychczasowy i postanowi przy nim zostać.
- Dziwne że stary tak w środku tygodnia wprowadza nową policjantkę. Zwykle zaczynało się od poniedziałku... - zagaił Rafał, kiedy wraz z Maćkiem robili sobie kawę
- Widzisz, nasz kochany przełożony – nie dało się nie wyczuć ironii w tych słowach – ma ostatnio przesadną skłonność do eksperymentów i wprowadzania nowych rozwiązań. Żeby tylko mu nie przyszło do głowy żeby kuchnię przenieść piętro wyżej.
- Wypluj te słowa! Prędzej bym sobie postawił czajnik pod biurkiem czy na parapecie, a wodę brał z kibla niż chodził robić kawę tuż obok gabinetu starego...
Maciek zaśmiał się cicho. Drugi z komisarzy przeanalizował ponownie swoją wypowiedź i zrozumiał co tak rozbawiło.
- Miałem na myśli pomieszczenie. Wodę oczywiście wziąłbym z kranu, nie z muszli.
- Co do tej nowej... Ma dwa dni na zaadaptowanie się. Dzisiaj mam ją oprowadzić po komendzie i zapoznać z ludźmi, a jutro zabrać ją na strzelnicę.
- Chłopie, dlaczego ty nie skaczesz z radości pod sufit? - nie krył zdziwienia – Przecież mam dwa dni opieprzania się, jesteś tu tylko po to żeby być.
- Uwierz mi, opieka nad nowym czy nową potrafi dać w kość. Miałem już taki przypadek jak byłem w narkotykowym.
- No i co?
- Sam się sobie dziwię, że jakoś wytrzymałem. W każdym razie albo ktoś mu powiedział że się nie nadaje do tej roboty, albo sam doszedł do takiego wniosku. Po dwóch dniach zrezygnował i wrócił na swój poprzedni posterunek robić za krawężnika.
- Maciek! - ich uszu dobiegł głos partnerki Rafała
- Zaraz, tylko posłodzę – mruknął pod nosem, pospiesznie wsypał dwie łyżeczki cukru i wraz z kubkiem udał się do biura. W pierwszej chwili nie zauważył dziewczyny siedzącej na krześle, postawił kawę na blacie i spojrzał na Ankę.
- Co jest? - spytał, rozkładając ręce
- Odwróć się.
Zmarszczył czoło, ale wykonał jej polecenie. Dziewczyna wstała, skłoniła się grzecznie i wyciągnęła do niego rękę.
- Aspirant Marta Igielska, będę z panem pracować.
Maciek mimowolnie podał jej swoją dłoń. W międzyczasie zmierzył ją wzrokiem. Jego zdaniem nie wyglądała na policjantkę. Ciemne, rozpuszczone włosy opadały jej na ramiona, miała bladą, owalną twarz, małe usta i okulary z grubą, czarną oprawą. Wyglądała w nich trochę jak taka „słodka idiotka”, jak to określił w myślach Strzewiński. O figurze nie mógł się zbyt wiele wypowiedzieć, pod tym względem nie wyróżniała się z tłumu. Ubrana była także jak taka pospolita, szara kobieta, która bardziej pasowała do garów i gromadki dzieci niż komendy policji. Ale... pozory czasem mylą. Maciek o tym doskonale pamiętał.
- Pan komendant mówił że jest pan sympatyczny, wyrozumiały, a także inteligentny – wspomniała, kiedy wciąż milczał.
Pan komendant?! Co to za słownictwo! Skąd ona się wzięła? Czy tam nigdy nikt nie mówił stary, szefu, czy chociażby samo komendant, bez tytułowania go jako „pan”? O matko, cóż to za okropne miejsce!
- Pozwoli pani, że będziemy mówić sobie po imieniu. Tak będzie prościej.
- Oczywiście. Dawid, tak?
- Nie, święty Piotr – nie potrafił powstrzymać tej riposty – Maciek.
- Przepraszam najmocniej, nie mam zbyt dobrej pamięci do imion.
- Serio? - wypalił – Nie sprawia ci to problemów w pracy?
- Dotychczas nie. Może usiądziemy? - zaproponowała, choć Strzewiński zrobił to chwilę wcześniej. Wskazał jej miejsce po drugiej stronie biurka.
- Proszę. A tak w ogóle to gdzie wcześniej pracowałaś?
- Wydział ruchu drogowego w Katowicach. Zawsze zaczynałam o ósmej, odprawą w biurze, następnie zajmowaliśmy się aktami, raportami bądź innymi dokumentami - „o zgrozo!”, pomyślał Maciek, „dokumentami?! Wiem że się czepiam, ale nie mogła powiedzieć papierami?! W ogóle co mnie obchodzi jak wcześniej wyglądał jej dzień pracy?”
- No dobrze, dobrze – powiedział na głos – Opowiedz coś o sobie.
- No cóż... jak już wspomniałam, wcześniej zajmowałam stanowisko w Katowicach...
Zajmowałam stanowisko?! Po co tak oficjalnie? Czy ona tak zawsze, czy to po prostu skutek uboczny stresu, który z pewnością towarzyszył jej na początku i być może nawet jeszcze teraz. Maciek pomyślał sobie, że chyba z nią długo nie wytrzyma. Wcale nie dziwił się, że ci w Katowicach się jej pozbyli... W weekend to chyba sobie urządzą libację jakiej nie widzieli od kilku lat, w końcu było co świętować.
- …pochodzę z małej miejscowości pod Warszawą, mama była i nadal jest urzędnikiem administracyjnym, za to mój ojciec prowadzi własną działalność gospodarczą.
Pokiwał głową zniechęcony. Nowa partnerka nie zdążyła jeszcze wiele powiedzieć, a już drażnił go jej język. Nie mogła powiedzieć że ojciec ma firmę, tylko musi wyjeżdżać z jakąś działalnością gospodarczą? Chociaż jemu akurat to obce nie było, na studiach też tak się wyrażali i też ciężko to znosił, szczególnie na początku. Teraz się od tego odzwyczaił. Ten oficjalny język to pewnie odziedziczyła w genach po mamusi.
- Właśnie dlatego po studiach zostałem w policji – powiedział sobie w myślach, nie chcąc mówić i zachowywać się tak jak oni (urzędnicy).
- Mam 27 lat, nie mam dzieci, jestem niezamężna, obecnie mieszkam w Krakowie – kontynuowała dziewczyna – przy ulicy Tadeusza Kościuszki 14/8, mieszkanie ma metraż 36,79 metra kwadratowego, dwa pokoje, kuchnia, łazienka, posiadam własny samochód marki Fiat, rok produkcji 1995, mam metr sześćdziesiąt osiem wzrostu, ważę 56 kilogramów...
- Numer buta? - miał nadzieję że to wszystko co mówi brunetka to jeden długi żart
- Trzydzieści dziewięć.
- Nie... - uderzył się otwartą dłonią w czoło
- Tak. Mogę jeszcze dodać że nie palę, ale nie mam nic przeciwko palaczom, od czasu do czasu zdarzy mi się wypić alkohol w dobrym towarzystwie. Szczególnie preferuję wina i drinki, ale piwo też pijam.
- A co jesz na obiad?
- Różnie. Dzisiaj na przykład...
Maciek już nie wytrzymał. Uderzył ręką w biurko, aż Marta podskoczyła na krześle ze strachu i zamilkła. Zwrócił także na siebie uwagę Ani, która dotychczas była tak pochłonięta rozwiązywaniem krzyżówki, że w ogóle nie zwracała uwagi na towarzystwo.
- Dość! Wystarczy. Teraz pokażę ci komendę.
Dziewczyna w milczeniu wstała, Maciek dziękował Bogu za tę krótką chwilę spokoju. Igielska pozwoliła się przepuścić w drzwiach, po czym trafiła do asystentów. Brunet wykorzystał to, zostawił ją samą by mogła się trochę przed nimi wygadać, a sam czmychnął do kuchni, gdzie wciąż przebywał Rafał.
- No i co?
- Ma-sa-kra – wycedził, opierając się rękami o blat stołu – Strasznie oficjalna, do tego przesadnie drobiazgowa i chyba jednak niekumata. Ty wiesz co? Ja chyba jej jutro dam na strzelnicy pistolet ze ślepakami, bo jeszcze komuś krzywdę zrobi.
- Przesadzasz – zaśmiał się Rafał – A ładna chociaż?
- Nie wkurzaj mnie – machnął ręką zrezygnowany – Ja potrzebuję partnerki zawodowo, prywatnie nie szukam póki co.
- Dobra, teraz na poważnie. Daj jej trochę czasu, na pewno się jakoś wyrobi.
- Ta. Ty wyobraź sobie że ona nazwała mnie Dawid i powiedziała że nie ma pamięci do imion. Ty wyobrażasz sobie?!
- Wkręca cię.
- No ja myślę... Bo jak ona naprawdę nie kojarzy imion to...
Nie skończył, tylko pokręcił głową. Chciał już iść po nią, kontynuować oprowadzanie bo komendzie by przypadkiem nie zamęczyła asystentów, ale wtedy do kuchni wpadła Kaśka.
- Co ty tu robisz? - zdziwił się Rafał – Przecież masz wolne.
- Nie mogłam czekać. Byłam wczoraj na sesji u tego psychologa – wyspała lekko zdyszana
- No i co?
- Musicie tego posłuchać – wyciągnęła z kieszeni dyktafon i włączyła nagranie

- Co pan robi? - spytała
- Żalisz się że tak ci źle na tym świecie, że nic nie ma sensu, że nie chcesz żyć... Ja tylko chcę dać ci trochę przyjemności.
- Chwytając mnie za biust? Nie sądzę aby to był najlepszy pomysł.
- Za to ja sądzę. Zaufaj mi, zobaczysz, spodoba ci się.
- Tylko mnie pan spróbuje tknąć – zagroziła – Pójdę z tym na policję.
- Kto ci uwierzy? - zaśmiał się – Dziewczyno, jesteś na skraju życia i śmierci, w każdej chwili możesz popełnić samobójstwo, bierzesz silne antydepresanty. Może to być skutek uboczny przyjmowania leków, może jedna dawka była za duża i pojawiły się jakieś omamy...
- Pan jest bezczelny.

- Ciekawe czy z Aśką próbował zrobić to samo... - mruknął pod nosem Rafał
- Ona by sobie na to nie pozwoliła. Może chciała coś z tym zrobić i postanowił ją powstrzymać?
- I nie byłby ostrożniejszy?
- Wiesz, a może wybiera sobie takie osobowości które łatwo zdominować, które nie odważą się tego zgłosić? To by tłumaczyło te samobójstwa jego pacjentek w ostatnim czasie.
- No tak, ale Aśka była miała silny charakter, a przynajmniej tak to wyglądało – Kaśka włączyła się do dyskusji
- Nawet nie wiemy czy Aśka była jego ofiarą, to tylko hipoteza. Równie dobrze mogła w jakiś sposób odkryć co robi pan doktor ze swoimi pacjentkami.
Postanowili, że wieczorem przygotują zasadzkę. Ale najpierw musieli jeszcze poinformować Ankę i Sebastiana o najnowszych ustaleniach.

sobota, 18 października 2014

VII. Scen nr 56

- Skąd miałam wiedzieć że wpadnie na taki pomysł? - tłumaczyła się Marta, gdy została sam na sam z Maćkiem – Trzeba było znaleźć sobie lepszą wymówkę.
- Dobra, już nie dramatyzuj – westchnął Maciek, machnąwszy ręką – Jakoś przeżyjemy tę noc.
- Jakoś – powtórzyła kpiąco, po czym zabrała się za pościelenie łóżka. Maciek miał trochę pretensji do niej, ale także do siebie. W końcu zgodził się na udział w tej całej szopce z własnej, nieprzymuszonej woli. Marta zagrała w otwarte karty, poinformowała go jak naprawdę wygląda sytuacja. Co prawda zrobiła to dopiero tuż przed spotkaniem, wręcz w ostatniej chwili, ale ostatecznie nie postawiła go przed faktem dokonanym.
- Kto ma miękkie serce musi mieć też twardy tyłek... - mruknął pod nosem
- Mówiłeś coś? - Marta odwróciła się w jego stronę, trzymając w ręku poduszkę
- Nic ważnego, tak tylko głośno myślę...
W pewnej chwili dziewczyna rzuciła w niego w poduszką. Brunet wykazał się refleksem, szybka reakcja pozwoliła mu złapać przedmiot nim ten wylądował na jego głowie.
- Rozchmurz się – rzuciła czarnowłosa, delikatnie unosząc kąciki ust
- Tia – ziewnął – Znasz takie przysłowie: wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej?
- Znam, znam. Ale to tylko jedna noc.
- Dobra, to jeśli pozwolisz, wezmę prysznic.
- No pewnie że pozwolę. Poczekaj, dam ci ręcznik.
Marta przez chwilę przebierała coś w szafie, by wyciągnąć z niej pożądany przedmiot i podać go Maćkowi. Brunet podziękował jej i opuścił pokój. Wrócił po około kwadransie, ubrany w spodnie dresowe i koszulkę, pożyczone od Jacka. Nie chciał paradować półnagi przed Martą, gdyby nie miał w co się ubrać, założyłby po prostu to co wcześniej miał na sobie.
- Mam nadzieję że nie chrapiesz – puściła do niego oczko
- Z tego co mi wiadomo to nie.
Po tej bardzo krótkiej wymianie zdań to ona poszła do łazienki pod prysznic. Kiedy wróciła do pokoju, Maciek siedział na skraju łóżka i wpatrywał się w okno. Nawet nie usłyszał kiedy przyszła, nie zwrócił uwagi że usiadła tuż obok. Dopiero kiedy położyła dłoń na jego kolanie, odwrócił głowę. Miała na sobie fioletową, jedwabną koszulę nocną na ramiączkach. Zmierzył ją wzrokiem, a następnie spojrzał jej w oczy.
- Idziemy spać? - spytała półszeptem, oddychając głęboko. Im dłużej utrzymywała kontakt wzrokowy z brunetem, tym bardziej czuła się onieśmielona. Zdawało się że jej koszula nocna prześwituje, że pomimo iż ma ją na sobie, Maciek widzi jej nagie ciało. Powoli przybliżyła swoją twarz do niego, licząc na to że za chwilę on zrobi to samo i pocałuje ją, ale on wtedy wstał niewzruszony, w ogóle nie zwracając uwagi na to co robi czarnowłosa.
- Wolisz spać od ściany czy z zewnątrz?
- Obojętnie – rzuciła rozczarowana
- To idź od ściany.
Od razu położyła się na boku tak, by być plecami do niego. Przez chwilę liczyła na to, że może za chwilę zmieni zdanie, położy dłoń na jej biodrze czy udzie, złoży niemoralną propozycję... Wcale by nie odmówiła, choć na początku może trochę by się z nim podroczyła, żeby nie wyjść na łatwą panienkę do łóżka. Niestety dla niej, Maciek także odwrócił się plecami i spróbował zasnąć. Nigdy nie przychodziło mu to łatwo w nowym miejscu. Tutaj także. Kiedy przestało mu być wygodnie, odwrócił się na drugi bok, nie zważając na to że będzie leżał przodem do Marty. Na szczęście ona wciąż leżała plecami do niego.
Nawet nie zauważył kiedy odpłynął do krainy snów. Spał dobre kilka godzin, dopóki czyjś łokieć nie trącił go w żebro. Otworzył oczy, zacisnął zęby i zobaczył że Marty nie ma już w łóżku. Właśnie wychodziła z pokoju.
- Mogła być trochę bardziej delikatna – pomyślał sobie, odkrywając kołdrę. On także wstał, ale w przeciwieństwie do niej, został w pokoju. Stanął przy oknie, oparł się rękami o parapet. Zastanawiał się czy to był dobry pomysł by spróbować zaprzyjaźnić się z Martą. Ona chyba liczyła na coś więcej z jego strony... Coś, czego nie mógł jej dać. Już raz spotykał się z taką co zbyt wiele od niego chciała, dobrze się to dla nich nie skończyło.
- Najlepiej chyba będzie od razu postawić sprawę jasno... - stwierdził – I od razu, póki mam odwagę powiedzieć jej prosto w oczy żeby nie obiecywała sobie zbyt wiele.
Poszedł za nią do kuchni. Stała plecami do wejścia, z rękami skrzyżowanymi na piersiach. Maciek stanął z tyłu, zastanowił się przez chwilę jak zwrócić jej uwagę, by jednocześnie jej nie przestraszyć. W końcu podniósł rękę i położył jej na ramieniu, na co westchnęła głośno.
- Daruj sobie, nawet dzisiaj nie mogłeś odpuścić... Jesteś bezczelny.
Maciek wytrzeszczył oczy ze zdumienia. W ogóle nie miał pojęcia o czym mówiła dziewczyna. Gwałtownie cofnął rękę, ale nadal stał jak wryty. Dopiero kiedy Marta odwróciła się i spojrzała na niego nieco wystraszona, odzyskał pewność siebie.
- Jeju, Maciek, to ty... - odetchnęła z ulgą – Przepraszam, zamyśliłam się i w pierwszej chwili się wystraszyłam...
- Dobra, nieważne. Chciałem tylko żebyśmy wyjaśnili sobie pewną rzecz.
- Jaką?
- Z mojej strony możesz liczyć tylko i wyłącznie na przyjaźń. Jeśli wpadłem ci w oko, jeśli kiedykolwiek dałem ci jakiś sygnał...
- Nie no, co ty... Ja póki co nie jestem zainteresowana facetami, w sensie związku. Chciałam być po prostu miła, może ty coś źle odebrałeś – natychmiast zaczęła się tłumaczyć
- No być może. W każdym razie, możemy się kumplować, ale nic więcej, co?
- Jasne. Fajnie będzie mieć takiego kumpla.
- To co, wracamy do łóżka?
Maciek zdał sobie sprawę jak to zabrzmiało dopiero po tym, jak wypowiedział to na głos. Spojrzał na Martę, która z trudem powstrzymywała się od śmiechu, ale kiedy zobaczyła jego minę to już nie wytrzymała. Parsknęła śmiechem i odwróciła głowę w bok.
- No co, dwoje dorosłych ludzi w jednym łóżku nie musi oznaczać tylko jednego – rozłożył bezradnie ręce, uśmiechając się do dziewczyny
- Dobra, ty jak chcesz to idź, ja jeszcze zrobię sobie herbatę.

           W sobotni poranek dyżur na komendzie pełnili Ania i Rafał. Kobieta nawet była zadowolona że nie musiała siedzieć w domu, patrzeć jak czule i opiekuńczo Krystian odnosi się do dzieci, a ją traktuje jak powietrze. Rafałowi pracująca sobota nie przeszkadzała, i tak nie miał żadnych planów na ten dzień. Co prawda musiał w końcu zrobić porządki w domu, ale i tak znalazłby tysiąc innych obowiązków, byle tylko tego uniknąć.
- Słyszałam od Tomka że prowadzicie własne śledztwo w sprawie śmierci Aśki.
- Tak jakby – mruknął Rafał, niezadowolony że partnerka poruszyła właśnie ten temat. Liczył na to że przynajmniej dzisiaj nie będzie myślał o tym co stało się blondynce niespełna tydzień temu. Chciał od tego przynajmniej przez chwilę odpocząć, ale chyba jednak nie było mu to dane.
- Co ustaliliście?
- Aśka chciała odejść z policji, czuła się samotna, potajemnie chodziła na terapię do psychologa. Wczoraj rozmawiałem z jej jedyną przyjaciółką. Próbowała wyciągnąć Aśkę z doła, ale ta ciągle się wykręcała że nie może cały czas zawracać jej głowy, że w końcu z nią będzie spędzać więcej czasu niż ze swoim facetem...
- To Aśka miała faceta? - Ania nie kryła swego zdziwienia
- Nie, chodzi mi o tą koleżankę, że ona miałaby spędzać więcej czasu z Aśką niż ze swoim facetem.
- Aaa, teraz rozumiem.
- Ta cała Marzena twierdzi, że jeśli to prawda że Aśka popełniła samobójstwo, to by jej się nie dziwiła. Ciekawe podejście jak na przyjaciółkę, co?
- Podejrzewasz ją?
- Ma twarde alibi. Oczywiście się oburzyła jak ją spytałem co robiła w niedzielny wieczór, ale w końcu powiedziała że była w kinie ze swoim chłopakiem. Sprawdziłem to, zgadza się, kamery ją zarejestrowały.
Anka pokiwała głową. Chętnie pomogłaby kolegom w rozwiązaniu tej zagadki, ale nie czuła się na siłach. Już wystarczająco problemów miała w domu, marnie wychodziło jej naprawianie relacji z dziećmi po tym jak je zaniedbała, nie mówiąc już o braku jakichkolwiek pomysłów na dogadanie się z Krystianem. Nie oczekiwała że będą tworzyć wspaniałą, cudowną, kochającą się rodzinę jak dawniej, ale chciała choć trochę to naprawić, na tyle ile się dało.
- Co zamierzasz zrobić ze swoim życiem? - Rafał zmienił temat
- A co mogę? Cały czas walczę. Poświęcam dzieciom tyle czasu ile mogę, ale dla nich chyba już nie będę matką, tylko zostanę niańką. Nie wiem, może to Krystian je nastawia przeciwko mnie... - westchnęła ciężko, wspierając się na łokciu – Ale nie mam żadnych dowodów, a nie będę rzucać bezpodstawnych oskarżeń, i tak jest wystarczająco źle między nami, praktycznie się nie odzywamy do siebie... No nie patrz tak ze współczuciem, zasłużyłam sobie na to!
- Ja myślę że ty już zrozumiałaś swój błąd i wystarczyłoby chyba tej pokuty. Może pójdę do Krystiana pogadać o was...
- Ani mi się waż! - pogroziła mu palcem – Sama narobiłam bałaganu to sama teraz będę to sprzątać. Nie potrzebuję łaski...
- Aha, czyli wolisz żeby wasze zatargi odbijały się na dzieciach? - postanowił w ten sposób spróbować wpłynąć na partnerkę – Co ty myślisz, że one nie widzą co się dzieje? Że kompletnie ich nie obchodzi że mama z tatą nie rozmawiają?
- Ty, jesteś genialny – trąciła go w łokieć – Że też ja wcześniej tego nie zauważyłam!
- Nie rozumiem – pokręcił głową
- Żadne argumenty nie trafiały do Krystiana, ale to dlatego że ani razu nie wspominałam o dzieciach. Muszę mu powiedzieć żeby dał mi szansę właśnie ze względu na dzieci, może wtedy zmięknie...
- Gra pozorów? Że niby wszystko w porządku, a tak naprawdę wciąż skaczemy sobie do gardeł.
- Rafałku – pogładziła go po policzku – Jak ty nic nie rozumiesz... Ja nie chcę stwarzać pozorów, ja naprawdę chcę się dogadać z Krystianem. Nie kocham go już, ale muszę razem z nim wychować dzieci, prawda?
- Masz rację – westchnął – Nic już nie rozumiem.

piątek, 17 października 2014

VII. Scen nr 55

           Na podstawie bilingów Ania i Maciek wytypowali trzy numery, z którymi najczęściej łączył się telefon Asi. Szybko wyszło na jaw że jeden z nich należy do matki dziewczyny, właścicieli pozostałych dwóch udało się ustalić z pomocą Tomka. Należały one do Marzeny Hul oraz do Pawła Kolży. Ten drugi okazał się być lekarzem psychologiem.
- Mamy dla was bombę – oznajmił Rafał, wchodząc do biura. Za nim powoli, ze spuszczoną głową kroczył Sebastian.
- My też – odparła Anka – Nawet dwie.
- No to zaczynaj.
- Stary zdecydował że... że będę twoją nową partnerką – powiedziała patrząc na Sebastiana
- Ty?
- No przecież nie Duch Święty – załamała ręce – Stwierdził że tak będzie najlepiej dla nas wszystkich. Teraz wy.
- Aśka chciała odejść z policji.
- Co takiego?! - kobieta nie ukrywała zdumienia – Przecież ona lubiła tę pracę, nie wyobrażała sobie żeby robić coś innego!
- Najwyraźniej jakiś czas temu zmieniła zdanie. Dobra, a ta druga bomba dla nas to...
- Aśka często kontaktowała się z psychologiem – Maciek włączył się do rozmowy – To jeszcze o niczym nie świadczy, może spotykali się prywatnie...
- W każdym razie trzeba będzie spotkać się z...
- Pawłem Kolżą, tak się nazywa. I trzeba będzie też sprawdzić niejaką Marzenę Hul, jej numer też często przewija się w bilingach.
- Ale to jutro, dobra? Jestem wykończony – westchnął Sebastian – Wypoczęci będziemy lepiej kojarzyć fakty i będziemy bardziej spostrzegawczy.
Przyznali mu rację. Na pierwszy rzut oka wydawało się że brunet będzie chciał za wszelką cenę odnaleźć mordercę swojej partnerki, poznać całą prawdę. Ku ich zdumieniu, potrafił jednak zachować odpowiedni dystans, działać racjonalnie – o czym świadczyła chociażby propozycja dotycząca odpoczynku.

           W piątkowe przedpołudnie Sebastian i Ania złożyli wizytę Pawłowi Kolży, natomiast Rafał umówił się na spotkanie z Marzeną Hul. Od psychologa nie dowiedzieli się zbyt wiele – Aśka czuła się zmęczona dotychczasowym życiem, trochę była zagubiona, nie potrafiła się cieszyć tym co ma. W ocenie lekarza nie była to jeszcze depresja, jednak kobieta umawiała się na potajemne wizyty, aby wyleczyć się z chandry zanim ta przerodzi się w chorobę.
- Coś mi tu jednak nie pasuje – stwierdził Sebastian – Samobójcy raczej nie mówią o swoich planach, żeby przypadkiem ktoś ich nie powstrzymał, a Kolża twierdzi że Aśka powiedziała mu że czasem ma ochotę zniknąć z tego świata.
- Ale nie powiedziała mu że naprawdę to zrobi – zauważyła szatynka – To jednak jest spora różnica.
- Wy lepiej przeczytajcie to – Maciek podsunął im kartkę papieru
- Co to jest?
- Czytaj. Nasz pan doktor ostatnio nie odnosi sukcesów zawodowych...
- Kolejne samobójstwo młodej dziewczyny w Krakowie. Trzecia „ofiara” doktora K. - przeczytał nagłówek – No i?
- Jak ustaliła policja, dziewczyna była pacjentką psychologa Pawła K. Jest to trzecie samobójstwo pacjentki tego lekarza w ciągu ostatnich dwóch miesięcy – doczytał na głos
- No proszę, proszę. Czyżby Kolża zachęcał do przewiezienia się na tamten świat zamiast odwieść je od tego pomysłu?
- Doktor śmierć – stwierdził ironicznie Maciek
- Aśka jest czwarta, o ile to faktycznie było samobójstwo... A póki co zakładamy, że nie było.
- A jeśli te trzy dziewczyny same nie odeszły z tego świata? Może ktoś poluje na pacjentki Kolży? Może on sam?
- Śmiała hipoteza. Naprawdę myślisz że koledzy pomyliliby się trzy razy pod rząd? Nie ustalono przecież udziału osób trzecich.
- Tak twierdzi gazeta – broniła się Anka
- Akta też, sprawdziłem to – brunet rozwiał wszelkie wątpliwości – W każdym razie, chyba warto się przyjrzeć bliżej panu Kolży...
Ponieważ Anka była już u niego i psycholog wiedział że jest policjantką, komisarze postanowili namówić Kaśkę, aby udawała kobietę pogrążoną w depresji i zapisała się na wizytę u Pawła Kolży. Asystentka nie była przekonana co do tego pomysłu, ale w końcu uległa presji. Zgodziła się, ale kazała im wymyślić jakieś inne nazwisko dla niej.
- Kasia Pal – rzuciła Anka, na co dziewczyna pokręciła głową
- Kasia Wietrzyk – dodał Seba, lecz ta propozycja także nie spodobała asystentce
- A może Kasia Barańska? - zażartowała szatynka. Sebastian spojrzał na nią z ukosa – No co, ładnie brzmi.
- Kasia Kisiel – wtrącił Maciek, który dotychczas milczał
- Dzięki Maciek, ty to masz pomysły – była to pierwsza propozycja, którą Kaśka skomentowała
- Jak chcesz to możesz być Kasia Budyń.
- Czekajcie, mam! - Sebastiana nagle olśniło – Pójdziesz tam jako Kasia Borowiecka.
- Ty chyba oszalałeś... - stwierdziła Anka – Przecież to mu się od razu skojarzy z Aśką.
- I o to chodzi! Jeśli ma coś na sumieniu, od razu zacznie zachowywać się nienaturalnie, będzie się denerwował.
- A co jeśli on wie że Aśka nie ma rodzeństwa? W ogóle jakie jest prawdopodobieństwo że dwie kobiety o tym samym nazwisku pójdą do tego samego lekarza psychologa, w dodatku jedna zaraz po śmierci drugiej? - Maciek także miał wątpliwości – Od razu zacznie coś podejrzewać.
- To już chyba lepiej będę tą Kasią Budyń – asystentka załamała ręce
- O widzisz, jednak spodobał ci się mój pomysł.

           Późnym popołudniem Maciek rozpoczął przygotowania do kolacji, na którą zaprosiła go Marta. Tym razem wziął nie prysznic, tylko kąpiel, ogolił się, choć miał „dopiero” dwudniowy zarost (zwykle golił się co 4 – 5 dni), wylał na siebie chyba z jedną trzecią butelki wody po goleniu, użył sporo dezodorantu i już sięgał po najlepszą koszulę... kiedy stwierdził że lepiej będzie, kiedy ubierze się bardziej na luzie. Założył więc jeden z wielu swoich ulubionych czarnych t-shirtów (czasem to wyglądało jakby przez kilkanaście dni się nie przebierał), dżinsowe spodnie i stanął przed lustrem, po czym stwierdził że wygląda jakby szedł do pracy...
- A kij z tym! - stwierdził w końcu – Co ja, kobieta jestem, żeby stroić się dwie godziny przed lustrem? Dobrze jest!
Był już gotów do wyjścia. Ponieważ jego docelowy punkt znajdował się niemal na drugim końcu miasta, zdecydował się pojechać samochodem. Nie pomyślał o tym, że być może zaproponują mu alkohol do picia.
Czarnowłosa czekała na niego już pod blokiem. Uśmiechnęła się, kiedy zobaczyła jak wysiada z samochodu. Podszedł do niej, a ona pocałowała go w policzek na przywitanie.
- Nie musiałaś wychodzić, potrafię korzystać z domofonu – starał się by zabrzmiało to jako żart
- Chciałam jeszcze zamienić z tobą słówko zanim wejdziemy na górę.
- Tak?
- Oni tak naprawdę nie wiedzą że byłeś na tych zawodach, że w ogóle jeździsz na gokartach.
- Zaraz, zaraz. Przecież mówiłaś...
- Wiem co mówiłam – nie pozwoliła mu dojść do słowa – Przepraszam, bałam się że jeśli powiem ci prawdę to się nie zgodzisz.
- To co im powiedziałaś?
Dziewczyna spuściła głowę. Maciek był wściekły że go okłamała, chciał nawet odjechać jak tylko się dowie jaka jest prawda, ale w tym momencie zrobiło mu się jej szkoda. W sumie co mu szkodzi wytrzymać godzinkę lub dwie, zrobić przysługę dziewczynie, jak to przystało na dobrego kumpla. Tu przecież chodziło o jej honor, musiał jej pomóc!
- Nagadałam im że mam takiego fantastycznego chłopaka, że jest czuły, kochający, przystojny... W końcu zaczęli na mnie naciskać, żebym w końcu im go przedstawiła, nie wiedziałam co robić... No i wtedy wpadłam na ciebie, pomyślałam że gdybyś się im choć raz pokazał to będę miała już spokój.
- Marta, Marta... - pokręcił głową – Na przyszłość uważniej dobieraj słowa i staraj się być szczera, okej?
- Okej – odpowiedziała cicho – To znaczy że nie masz mi za złe...
- Mam – odparł stanowczo – Ale to nie znaczy że ci nie pomogę. Wezmę udział w tym przedstawieniu, ten jeden raz się dla ciebie poświęcę... Tylko nigdy więcej nie pakuj mnie w coś takiego, dobra?
- Tak jest! - rzuciła pełna entuzjazmu
Poszli na górę, do mieszkania. Marta przedstawiła mu swoich współlokatorów, Magdę i Jacka, którzy byli parą. Dziewczyny poszły do kuchni, aby przynieść jedzenie, a w tym czasie mężczyźni zajęli już miejsca przy stole.
- Czym się zajmujesz? - spytał gospodarz. Maciek w pierwszej chwili zawahał się. Nie chciał się już na wstępie przyznawać że pracuje w policji, tym bardziej że w ogóle nie znał tych ludzi. Na domiar złego nie wiedział czy Marta coś nie wspominała, ale na szczęście znalazł sposób by wybrnąć z kłopotliwej sytuacji.
- A to Marta nic nie mówiła?
- Coś wspominała o ekonomii, ale dokładnie to chyba sama się nie orientuje w tych sprawach.
- Fakt, idzie się pogubić. Pracowałem trochę w biurze rachunkowym, ale ostatnio postanowiłem spróbować czegoś nowego i zainwestowałem w akcje.
- Opłaca się?
- Istnieje spore ryzyko. Równie dobrze można stracić, jak i zyskać.
Jacek tylko pokiwał głową, nie zagłębiając się w temat. Na szczęście pojawiły się już dziewczyny z półmiskami i cała czwórka zasiadła do kolacji. Maciek miał chwilę wytchnienia, ale wiedział że to jeszcze nie koniec pytań. Jedynym sposobem by choć trochę ich uniknąć było zdominowanie rozmowy – to on musiał pytać i udawać zainteresowanie.
- Co pijesz? Wino, piwo?
- Wodę poproszę.
- No jak to, z nami się nie napijesz?
- Jestem samochodem, nie będę miał jak wrócić do domu.
- Ale kto mówi że musisz dzisiaj wracać? Przecież Marta cię nie wygoni z łóżka skoro jesteście razem. To co, pijesz!
Maciek nie znalazł argumentu, by odmówić. Spojrzał tylko złowrogo na czarnowłosą, która szepnęła do niego „przepraszam”.

czwartek, 16 października 2014

VII. Scen nr 54

            W tym samym czasie Rafał i Sebastian dojeżdżali do Rzeszowa. Samochodem kierował ten pierwszy, bowiem brunet wciąż nie mógł dojść do siebie po śmierci partnerki. Prawdę mówiąc, obawiał się rozmowy z jej rodzicami. Choć miał okazję ich poznać, przeszło trzy lata temu, gdy odwiedzili swoją jedyną, ukochaną córkę, z każdą chwilą wzrastał strach. Nie mógł zapobiec temu co się stało, ale mimo tego czuł się za to odpowiedzialny. Być może za bardzo był zajęty sobą, być może Aśka miała problemy i on tego nie zauważył... Powoli w jego oczach zaczęła nabierać sensu teza o samobójstwie. Jakby nie patrzeć, prawie wszyscy dookoła święcili jakieś sukcesy w życiu prywatnym, no może z wyjątkiem Anki Wapieckiej, która po zakończeniu romansu ciężko znosiła atmosferę w domu. Druga Ania wraz z mężem starała się o adopcję dziecka, złożyli już stosowne dokumenty, Maciek spełniał się w wyścigach, Rafał cieszył się swoją wolnością, a on sam układał sobie życie z Dorotą. Nikt nie zwrócił uwagi na to jak może czuć się ich koleżanka, że ona też potrzebuje trochę uwagi, chwilę rozmowy, zainteresowania. Zostawili ją samą, zawiedli. A najbardziej Sebastian. Już dawno nie rozmawiał z nią jak przyjaciel z przyjaciółką, miała więc prawo poczuć się samotna. Ale czy to już powód żeby odbierać sobie życie?
- Czemu nie jedziemy? - zapytał w pewnej chwili, kiedy zauważył że pojazd od dłuższego czasu stoi i ma zgaszony silnik
- Jesteśmy na miejscu – odparł głucho Rafał, wciąż trzymając ręce na kierownicy
Dopiero teraz Sebastian odwrócił głowę w bok i ujrzał malowniczy domek za ogrodzeniem. Z zewnątrz wyglądał ładnie, elegancko, ale z pewnością w środku panowała grobowa atmosfera. Nic dziwnego. Państwo Borowieccy stracili jedyną córkę, najbliższą im osobę, za którą bez wahania wskoczyliby w ogień, którą kochali jak nikogo innego, z wyjątkiem siebie nawzajem. To musiało boleć. Sebastian z trudem przełknął ślinę.
- Idziemy – oznajmił bez przekonania, ale otworzył drzwi i postawił stopę na ziemi. Impuls ten dodał Rafałowi odwagi. Mężczyźni przeszli przez furtkę, weszli na ganek i zadzwonili. Jeszcze przez chwilę wymienili spojrzenia, po czym otworzyły się drzwi... Korzyński od razu zauważył podobieństwo kobiety do Joasi. Te same oczy, tylko tym razem smutne, opuchnięte od płaczu i nieprzespanych nocy, ta sama figura, może nieznacznie mniejszy wzrost i rozpuszczone blond włosy.
- Jesteśmy z policji – Sebastian wyciągnął odznakę
- Policja? Wasi koledzy już u nas byli...
- Ale my jesteśmy z Krakowa. Pracowaliśmy z Asią – dodał Sebastian – Jest nam bardzo przykro z powodu tego co się stało, ale chcielibyśmy porozmawiać.
Kobieta spuściła głowę i odsunęła się na bok. Komisarze przekroczyli próg, następnie pozwolili się zaprowadzić do salonu.
- Przepraszam że niczym nie poczęstuję, ale...
- Rozumiemy.
- O czym chcą panowie rozmawiać.
- Asia była naszą przyjaciółką... - zaczął brunet – I dlatego chcemy poznać całą prawdę. Dlaczego zginęła i kto jej to zrobił.
- Nie rozumiem – odparła kobieta, kręcąc głową – Przecież powiedzieli nam że sprawca się przyznał, a na drugi dzień popełnił samobójstwo...
- Nie wierzymy w tą wersję wydarzeń – odparł śmiało Rafał
- Co podejrzewacie?
- Na razie nic, mamy zbyt mało informacji. Mamy nadzieję że pani nas naprowadzi na jakiś trop.
- Ale ja nie wiem jak mogę wam pomóc. Asia nie mówiła żeby miała wrogów... Owszem, nie najlepiej się czuła ostatnio, ale nie sądzę by to miało związek z tym co się stało.
- Jak to nie najlepiej się czuła? Co mówiła?
- Chciała odejść z policji – wyznała kobieta – Powiedziała że to już nie ma dla niej sensu, że zło i przestępczość zawsze będą się panoszyć. Złapią jednego, a na drugi dzień ktoś inny kogoś zamorduje czy coś ukradnie. Nie uważała by popełniła błąd, ale stwierdziła że chce z tym skończyć i robić coś innego.
Rafał i Sebastian wymienili spojrzenia. Aśka chciała odejść z policji? I nic im nie powiedziała? Dziwne...  To tylko świadczyło jak bardzo oddaliła się od kolegów, jak bardzo czuła się wśród nich samotna.
- Miała jakieś plany?
- Nie. Powiedziała tylko że na koniec miesiąca złoży wypowiedzenie, a potem wróci do nas i zastanowi się co dalej.
- A czy... czy Asia się z kimś spotykała?
- Nie wiem, być może... Ona zawsze niechętnie nam się zwierzała ze swoich miłosnych rozterek. Mój mąż raczej nie był przychylny jej chłopakom, dlatego wolała trzymać to w tajemnicy. W każdym razie, nic mi nie powiedziała.
- A czy kiedy rozmawiała z panią to odniosła pani wrażenie by Asia była jakaś dziwna, mówiła coś nietypowego dla siebie czy miała zmieniony głos?
- Nie, wydawało mi się że wszystko jest w porządku. Ona nawet cieszyła się tym że zacznie wszystko od nowa.

W tym samym czasie, Kraków.
- Anka, będziesz ze mnie dumna – wypalił Maciek
- A coś ty znowu zrobił? Obiad ugotowałeś i nie spaliłeś kuchni?
- Lepiej – puścił jej żart mimo uszu – Zdobyłem bilingi z telefonu Aśki.
- Co takiego?! Jak?! - szatynka nie kryła swojego zdziwienia
- Nie chcesz wiedzieć – uśmiechnął się tajemniczo – Lepiej pomóż mi to przeglądnąć i patrz czy jakiś numer się nie powtarza zbyt często.
- Poczekaj, tylko pójdę do toalety.
Mężczyzna pokiwał głową i zasiadł przy swoim biurku z papierami. Nie zdążył nawet przeczytać choćby jednego słowa, bowiem Anka wpadła do biura z powrotem jak burza, o mało nie taranując krzesła wraz z siedzącym na nim Maćkiem.
- Już, tak szybko? - zaśmiał się cicho
- Chowaj to, stary idzie!
- Co? - w pierwszej chwili pomyślał że partnerka chce go wystraszyć. Ona jednak mówiła poważnie. Widząc brak reakcji ze strony Maćka, otworzyła szufladę w jego biurku i zepchnęła tam kilka kartek papieru, w tym bilingi i kilka innych raportów.
Ledwie się odwróciła, a w pomieszczeniu pojawił się komendant. Rozejrzał się przez chwilę, stwierdził że jego podwładni w miarę utrzymują porządek i pokiwał palcem z zadowoleniem.
- Właściwie to mam do was sprawę.
- Jaką? - odpowiedzieli równocześnie
- Chyba doskonale pamiętacie jak to było po śmierci pana Jakuba. Sporo kłótni, krzyków i niedokładnie wykonanej pracy. Z perspektywy czasu uważam że warto było, bowiem teraz tworzycie zgrany duecik – uśmiechnął się tajemniczo, jakby chciał coś zasugerować – Ale jednak początki nie były łatwe, oboje wiecie.
- No wiemy – stwierdziła Anka – Ale nie rozumiem do czego pan zmierza.
- Otóż... mamy teraz podobną sytuację z panem Sebastianem. Jego partnerka zginęła, co prawda nie podczas akcji, ale jednak będzie mu jej brakowało, co zresztą już widać. Nie jest w najlepszym nastroju, a już na pewno nie jest to nastrój na przywitanie nowej partnerki i zapoznanie się z nią.
- Co my mamy z tym wspólnego?
- Bezpośrednio – nic. Pośrednio pracujecie w tym samym biurze i z pewnością powtórka z rozrywki odbije się na jakości waszej pracy. Co prawda po pewnym czasie okazało się że to był dobry wybór, ale... tym razem nie mogę czekać, nie mogę pozwolić sobie na marnowanie czasu. Komendant wojewódzki uważnie mi się przygląda, mam sporą szansę na awans i wtedy być może ktoś z was mógłby mnie zastąpić.
- Nadal nie rozumiem – Maciek raczej powiedział to do Anki niż do komendanta, ale wystarczająco głośno by oboje to usłyszeli
- No dobrze, nie będę was już męczył przemówieniem, może i bez tego zrozumiecie że to jest najlepsza możliwość, z jakiej możemy my wszyscy skorzystać. Chciałbym was rozdzielić.
Oboje wytrzeszczyli oczy. Co miało znaczyć rozdzielić? Dlaczego to miałaby być najlepsza możliwość? I czy w ogóle mają jakąkolwiek szansę by odmówić?
- Proszę się nie bać, nikogo nie zamierzam zwolnić ani przenosić na inną komendę. Po prostu uważam że panu Sebastianowi łatwiej teraz będzie pracować z kimś kogo zna niż z zupełnie nową osobą. I chciałbym żeby to była właśnie pani, ponieważ z tego co się orientuje to dysponuje pani najdłuższym stażem w tym biurze.
- Zgadza się – wyprostowała się dumnie
- Natomiast pan Maciej o wiele cieplej przyjmie nową partnerkę niż pan Sebastian. Zgadza się? - spytał tonem nieznoszącym sprzeciwu
- Ależ oczywiście, szczególnie jeśli to będzie jakaś wyrafinowana panienka która bardziej będzie dbała o wygląd niż liczyła się ze swoimi obowiązkami – rzucił ironicznie
- Nie ma się co obawiać, byle kogo tu nie przyjmę.
- No ja myślę – mruknął pod nosem Maciek
- Coś pan mówił?
- Wierzę na słowo.
- No – westchnął z uznaniem dla samego siebie – Nie wykluczam że to będzie tylko czasowe rozwiązanie. Kolejne decyzje będą zależały od rozwoju sytuacji. Także ja już nie przeszkadzam, życzę miłej pracy.
O ile Anka wyglądała na zadowoloną, traktując to trochę jako awans, Maciek odczuwał niezadowolenie. Zdawał sobie sprawę jak trudno było mu budować relacje z Anką, kosztowało go to wiele starań i cierpliwości, a teraz będzie musiał zaczynać wszystko od zera.
- Świetnie. Chciałbym, chciałbym, ale o zdanie nas nie zapytał – skomentował po wyjściu starego
- Nie przesadzaj. Fajnie się nam pracuje, ale wiesz, można wpaść w rutynę. Ja tam nic przeciwko zmianom nie mam, tym bardziej że w końcu ktoś zauważył jak długo tu pracuję.
- Ta. Debiutant zawsze dostaje po dupie.
- Właśnie, debiutant. Ty już nim nie będziesz, więc o co ci chodzi? Teraz to ty będziesz tym bardziej doświadczonym w duecie.
Wcześniej na to nie spojrzał z tej strony. Anka miała rację. Będzie w lepszej sytuacji, bo już jakiś czas jest częścią tego biura. To nie on będzie nowy, to nie on będzie zabiegał o szacunek i uznanie. Ale jak teraz o tym pomyślał, to wraz z nową partnerką stworzy najmniej doświadczony duet w wydziale. Całkiem nowa osoba i on, z zaledwie czteromiesięcznym stażem. Ryzykowny krok starego... ale kto wie, być może okaże się strzałem w dziesiątkę? Czas pokaże...

poniedziałek, 13 października 2014

VII. Scen nr 53

            O ile Rafał nie mógł znaleźć sobie miejsca, Maciek spokojnie i precyzyjnie, jakby nic się nie stało, wykonywał swoją robotę, zapisując kolejne kartki papieru. Co jakiś czas zwracał uwagę na kolegę, który co chwila siadał, by za kilka minut wstać, przejść się po korytarzu, ewentualnie przemyć twarz wodą i wrócić do biura. Brunet starał się być cierpliwy, na początku nawet dobrze mu to wychodziło, ale z czasem coraz trudniej radził sobie z powoli narastającą irytacją.
- Rafał – powiedział w końcu ostrym tonem – Takie chodzenie ci nic nie da. Usiądź, zajmij się papierami i wtedy czas szybciej ci zleci...
- Kiedy ja nie mogę – westchnął – Nie potrafię się skupić.
- No i co, myślisz że to wróci jej życie?
Mężczyzna tylko posłał groźne spojrzenie i znów wyszedł z biura. Maciek pochylił się już nad kartką papieru... i nagle upuścił długopis. Zacisnął wargi, pokiwał głową. „Nie chcę, ale muszę” - przyszło mu na myśl. Gwałtownie wstał od biurka, niemal pędem opuścił biuro. Poszedł zapalić.
Kiedy wrócił kilka minut później, Sebastian z Anią byli już w powrotem. Nim cokolwiek zdążył powiedzieć, w pomieszczeniu pojawił się także Rafał, trzymając w rękach kubki z kawą. Jeden podał partnerce Maćka, drugi Sebastianowi.
- No dobra, a teraz mówcie czego żeście się dowiedzieli – rzucił zniecierpliwiony
- Trudna sprawa? Skomplikowana? - spytała ironicznie – Już po wszystkim. Prawie.
- Jak to po wszystkim? - zdziwił się Maciek, który nie potrafił dopasować ani jednego elementu tej układanki – Tak szybko?
- Widzisz, wszystko wygląda inaczej, kiedy wiesz że... - zatrzymała się na chwilę, by zwiększyć ciekawość u obu panów – Że w sobotę wieczorem z aresztu uciekł niejaki Marcin Kowieński.
- Sukinsyn – brunet od razu skojarzył nazwisko, wciąż pamiętając jedną z najważniejszych akcji w swojej karierze, po której awansował do wydziału śledczego. Rafał w pierwszej chwili nie domyślił się wszystkiego.
- Zaraz, zaraz. Czy to ten facet, który chodził z Aśką?
- To on. Przyznał się do gwałtu, ale mówi że jej nie zabił.
- No to niby kto? - oburzył się Sebastian – Bo w to że popełniła samobójstwo to ja nie uwierzę. Aśka była twarda, była jedną z nas.
- Koledzy twierdzą że trzeba go jeszcze trochę przycisnąć do ściany i do morderstwa też się przyzna – dokończyła
- A motyw? - wypalił nagle Maciek – Po co miałby ją zabijać? Myślał że wtedy gwałt się nie wyda? Przecież to było oczywiste że biorąc pod uwagę czas zdarzenia i jego ucieczkę z aresztu będzie podejrzanym numer jeden.
- Czyli co? Myślisz że sama się zabiła?
- Nie wiem, to nie my prowadzimy to śledztwo. Ale możemy zadziałać na własną rękę i to niekoniecznie by wymierzyć sprawiedliwość, ale po to by poznać prawdę.
Sebastian jako pierwszy podniósł głowę. Kiedy tylko usłyszał propozycję Maćka, od razu się nią zainteresował. Chciał wyjaśnić okoliczności śmierci partnerki, chciał mieć pewność kto i dlaczego jej to zrobił. Nie wierzył by ona sama sięgnęła po żyletkę, ona nigdy nie uciekała przed problemami, tylko stawiała im czoła. Poza tym nie znaleziono żadnego listu pożegnalnego, a ona nie zostawiłaby przyjaciół bez słowa.
- Wchodzę w to – postanowił Rafał, spoglądając znacząco na Ankę. Ona także postanowiła się włączyć w prywatne śledztwo.

            Wieczorem, kiedy Maciek kończył właśnie przygotowywać sobie kolację, zadzwonił jego telefon. Policjant nie spieszył się, powoli dokończył kroić szynkę w plasterki, po czym wytarł ręce w ściereczkę i stwierdził że telefon zamilkł. Uśmiechnął się pod nosem, licząc na to że będzie mu dane zjeść w spokoju, lecz dźwięk dzwonka rozległ się po raz drugi. Brunet machnął ręką i zawrócił do sypialni.
- Słucham? - nawet nie sprawdził kto do niego dzwoni
- Cześć Maciek – odezwała się Marta – Nie przeszkadzam?
- Właśnie robiłem sobie kolację – odparł z wyrzutem, jednak dziewczyna nie zwróciła na to uwagi
- Mam nadzieję że nie przyprawiałeś tego własną krwią.
- Że co?
- No co? Taki niewinny żarcik. Chyba nie poharatałeś sobie palców, co?
- Nie, ale...
- No co, chyba się nie obraziłeś?
- Po prostu nie mam nastroju do żartów.
- Stało się coś?
Przez chwilę zastanowił się czy powinien jej o tym mówić. Tak właściwie to sprawa jej nie dotyczyła, raz tylko widziała Aśkę i to przez chwilę. Można powiedzieć że wcale jej nie znała. Po co więc zawracać czarnowłosej głowę? Z drugiej strony, jeśli ma się zaprzyjaźnić z Martą, to chyba powinien być wobec niej szczery...
- Takie małe problemy... - rzucił dość ogólnie
- Osobiste czy zawodowe?
- Jakby to określić... sam nie wiem. Aśka nie żyje.
- Cholernie mi przykro – odezwała się po chwili milczenia – Chciałam cię zaprosić na kolację, ale w takich okolicznościach... nie sądzę byś miał ochotę.
- Wiesz, Aśka raczej była koleżanką z pracy niż przyjaciółką. Przecież statystycznie co kilka minut na świecie ktoś umiera, nie będę przecież rozpaczał kilka dni czy tygodni... Zresztą, w mojej pracy śmierć to dość powszechne zjawisko, powinienem być przyzwyczajony.
- Czyli co? Gdyby umarła twoja żona czy ukochana to by cię to nie ruszyło?
- Póki co nie mam ani żony, ani ukochanej, a umarła to koleżanka z pracy. A jakby nie było, to ja też przecież kiedyś umrę.
- Dobra, to chyba nie jest odpowiedni temat na rozmowy telefoniczne – zauważyła
- Racja. To co z tą kolacją? Chcesz żebym przyszedł czy nie?
- No chcę, chcę. Piątek ci odpowiada?
- Niech pomyślę... - zamilkł na chwilę, udając że naprawdę się zastanawia – Może być, przynajmniej na chwilę obecną.
- To o dwudziestej, adres wyślę ci smsem.
- No to miłego wieczoru.
- Pa.
„Brawo Maciek, jesteś idiotą” - pomyślał sobie. Przyjaciele przecież chodzą razem do kina, na kawę czy na lunch, ale żeby na kolację? No w sumie to ma być czteroosobowa kolacja, więc raczej nie randka (no chyba że podwójna). Zawsze to tak się kończyło. Chciał być miły, uprzejmy, chciał się wykazać, a potem żałował. Nie spodziewał się tylko że tak szybko pojawi się to głupie, znienawidzone przez niego uczucie. Jeszcze przecież nawet tam nie poszedł, dopiero co skończył rozmowę przez telefon, a już chciał się z tego wycofać.
- O nie, teraz już nie – powiedział sobie na głos – Jak powiedziałeś to dotrzymaj słowa, może w końcu się czegoś nauczysz.

            Następnego ranka w biurze zastał tylko swoją partnerkę. Druga Ania musiała wziąć urlop, ponieważ jej dziecko zachorowało, natomiast Rafał i Sebastian pojechali do Rzeszowa, do rodziców Joasi, licząc na to iż dowiedzą się czegoś, co mogłoby im pomóc w wyjaśnieniu okoliczności śmierci blondynki. Może miała przed nimi jakieś tajemnice, które zdradziła rodzicom.
- Oni naprawdę wierzą że dostaną jakiś trop – stwierdziła Ania – Myślisz że Aśka nie powiedziałaby żadnemu z nas, gdyby spotykała się z jakimś facetem?
- A po co miałaby mówić? - Maciek zaśmiał się ironicznie – Żeby pół komendy ją obgadywało?
- A ty zaraz... Przecież jakby powiedziała w tajemnicy mi czy Sebastianowi to byśmy nie rozgadali...
- No w sumie... Nie wiem, to ty ją znałaś dłużej.
- A ogólnie to jak myślisz? Kowieński byłby zdolny ją zabić?
- Szczerze?
Kobieta skinęła głową.
- Z tego co zauważyłem to miał do niej słabość. Może to nie była jakaś wielka miłość, ale chyba nie byłby zdolny zrobić jej krzywdy.
- A jednak zrobił.
- W jego mniemaniu to nie była krzywda.
Ania aż podniosła głowę zaciekawiona. Uniosła brwi i poprosiła Maćka by rozwinął myśl.
- Psychologii nie studiowałem, ale moim zdaniem liczył na to, że jeśli kiedyś z nim sypiała to teraz też nie miałaby problemu żeby iść z nim do łóżka. Dość prymitywne myślenie, ale niewykluczone że właśnie tym się kierował.
- A jak dla mnie to pieprzony egoista. Myślał tylko o tym żeby jemu było dobrze i miał w dupie to co czuje Aśka.
- Tego też nie można wykluczyć. Zresztą, mnie nie interesuje to co sobie myślał, tylko to co faktycznie zrobił. Wiemy że ją zgwałcił, mówi że to się stało w sypialni, ale nie wiemy czy potem jeszcze ją zabił.
- To by się zgadzało – stwierdził – W sypialni zastaliśmy istny armagedon, za to w kuchni panował porządek, poza tą plamą krwi na podłodze. Albo ją obezwładnił, podciął żyły i poczekał aż Aśka straci przytomność i tak ją zostawił, albo sama się zabiła.
Szatynka spojrzała na bruneta smutnymi oczami. Nie była tak uparcie przekonana jak Sebastian, że ich przyjaciółka nie popełniłaby samobójstwa, nie wykluczała takiej możliwości, ale też nie wierzyła w spore prawdopodobieństwo takiego zdarzenia.
Burzę mózgów przerwał im telefon. Jak się okazało, dzwonili koledzy z Kamiennej. Ania cierpliwie wysłuchała co mieli do powiedzenia, podziękowała za informację i odłożyła słuchawkę. Maciek zauważył, że ona jest w szoku po tym co usłyszała.
- Co ci powiedzieli? Stało się coś?
- Kowieński nie żyje. Powiesił się w celi.
- Co takiego?
- Wczoraj wieczorem zeznał że to on ją zabił. Uderzył ją w głowę, a potem podciął żyły i zostawił ją tam w kuchni. Sprawa zamknięta.
Maciek odwrócił wzrok. Nadal nie potrafił poskładać wszystkich elementów tej układanki. Dlaczego mężczyzna najpierw wypierał się morderstwa, choć przyznał się do gwałtu. Liczył na to że mu odpuszczą? Przecież w tym nie było logiki.

piątek, 10 października 2014

VII. Scen nr 52

Następnego dnia w biurze panowała grobowa atmosfera. Śmierć Joanny była głównym tematem na komendzie. Wszędzie poza biurem mówiono o tym co zastał Sebastian w jej mieszkaniu. Prawie każdy snuł różne teorie i własne wersje wydarzeń. Milkli tylko wtedy, gdy ktoś z biura bądź sam komendant pojawiał się w pobliżu.
Sebastian co chwilę zerkał na puste biurko swojej partnerki, wzdychając ciężko co jakiś czas. Nie potrafił się skupić na pracy. Tylko na początku próbował zmusić się do wypełnienia papierów, ale przychodziło mu to z tak wielkim trudem, że dał za wygraną. W ogóle nie zwracał uwagi na otoczenie, na tą ponurą ciszę, na kolegów którzy także cierpieli z powodu tego co się stało...
- Kto prowadzi tę sprawę? - zapytał nagle, zwracając na siebie uwagę pozostałej czwórki
- Koledzy z Kamiennej, a co?
- Jadę do nich – postanowił, zrywając się z krzesła
- No i co ci to da? Myślisz że pozwolą ci włączyć się do sprawy?
- Nawet na to nie liczę – machnął ręką – Ale niech przynajmniej powiedzą mi co ustalili. Jedziesz ze mną?
Zatrzymał się w progu i czekał na odpowiedź. Anka spojrzała na Maćka, jakby prosiła go o przyzwolenie. W końcu to on będzie musiał zająć się częścią jej akt, podczas jej nieobecności. Brunet bez wahania skinął głową. Uznał że lepiej będzie jeśli Sebastian nie zostanie sam.

- Minęła godzina jedenasta, czas na informacje! - zakomunikował spiker w radiu – Przenosimy się do Krakowa, gdzie wczoraj po południu znaleziono zwłoki 34-letniej policjantki. Na miejscu jest nasz reporter...
Sebastian nie mógł dalej tego słuchać. Wyłączył radio, tym samym skazując Ankę tylko i wyłącznie na warkot silnika.
- Nadal to do mnie nie dociera – odezwała się szatynka – Nie wierzę po prostu że jej już z nami nie ma, chwilami wydaje mi się że ona po prostu jest na urlopie i wróci za kilka dni...
- Teraz już wiem co czułaś – wyznał, przełykając ślinę.
W pierwszej chwili Ania nie zrozumiała co miał na myśli. Dopiero kiedy powiedział o śmierci Kuby, domyśliła się że Sebastian będzie musiał przejść przez to samo co ona. Nie łatwo jest przywiązać się do kogoś nowego, szczególnie jeśli ta osoba zajmuje miejsce kogoś, kto już odgrywał ważną rolę w czyimś życiu. Dla niej Kuba był jak starszy brat, dlatego na początku nie mogła przyzwyczaić się że będzie pracowała z kimś innym, młodszym, mniej doświadczonym. Z osobą o zupełnie innym wyglądzie i charakterze. Choć więzy Sebastiana i Joasi nie były tak silne, to jednak pięć lat współpracy zrobiły swoje. Prywatnie przyjaźnili się, a w pracy doskonale uzupełniali, potrafili porozumiewać się bez słów, co wiele razy okazywało się być zaletą podczas wielu akcji, w których brali udział. Teraz to się skończyło. Będzie ktoś inny, ktoś kto inaczej się zachowuje i mówi innym językiem. I właśnie to najbardziej przeszkadza – że ta osoba nie jest taka jak poprzednik.
- Seba – powiedziała ze współczuciem Anka, ale wtedy on przerwał jej, podnosząc rękę
- Wiem co chcesz powiedzieć. Że jakoś to będzie, że czas uleczy rany i wkrótce się przyzwyczaję. Zapewne tak będzie, ale wszystko się zmieni. To już nie będzie Aśka Borowiecka, tylko jakaś panna Mądralińska Pierdolińska.
- Skąd wiesz jaka ona będzie? Stary nawet jeszcze nie zaczął szukać nowej partnerki dla ciebie.
- No i nawet niech nie zaczyna – rzucił oburzony, niczym dziecko któremu zabierają ukochaną zabawkę – Po co mi jakaś pierdółka, która nawet nie wie jak się korzysta z długopisu?
- Typowe – skwitowała krótko – Też przechodziłam przez okres buntu. Zobaczysz, przejdzie ci.
- Ta, jasne.
Chciała nawet zasugerować że być może nowa partnerka Sebastiana okaże się lepsza od Joasi, ale w porę ugryzła się w język. W tym momencie, na tym etapie, nie byłoby to mądre posunięcie. Ona też swego czasu nie chciała słyszeć o nowym partnerze, nie wyobrażała sobie współpracy z Maćkiem, ale jakoś wyszedł im z tego wszystkiego całkiem zgrany duet. To że przez kilka lat przyzwyczaiła się do współpracy z jednym typem osobowości nie oznaczało że z innym nie będzie potrafiła się dogadać. Przecież brunet znacząco różnił się od Kuby, nie był aż tak przekonany co do swoich możliwości, starał się być bardziej ostrożny, ale jednocześnie też częściej wykazywał się sprytem, co właśnie było jego głównym atutem. W przypadku Kuby była to siła.
- Trzeba dać mu tylko trochę czasu – powiedziała sobie w myślach, ukradkiem spoglądając na Sebastiana

Tymczasem w biurze.
- Kto chce kawy? - zapytał Maciek sennym głosem – Dobra, wszyscy.
Dobijała go ta grobowa atmosfera w biurze. Wolałby chyba już spekulować wraz z asystentami, tworzyć kolejne amatorskie prozy przedstawiające nowe, najprawdopodobniej nieprawdziwe wersje wydarzeń niż siedzieć w milczeniu i starać się tylko nie myśleć o tym co stało się z blondynką.
- A Anka gdzie? - spytał gdy wrócił do biura
- Dzwonili ze szkoły, jakieś problemy z jej synem. Widzisz, trzy dni do zakończenia roku, a on jakiś numer wywinął... Jakby mało problemów miała.
- Jakby nie patrzeć, sama sobie ich narobiła – wcale nie szkoda było mu koleżanki
- Fakt, niepotrzebny był ten romans... Ale żeby Krystian traktował ją całkiem jak powietrze? Nie przesadza trochę?
- Dziwisz mu się? Nie dość że go zdradzała to jeszcze śmiała mu się w twarz że może się puszczać, a on ma nie narzekać bo w każdej chwili może ograniczyć mu kontakty z dziećmi.
- Ale ona tego żałuje, Maciek...
- Wiesz co – oznajmił w końcu – To są ich sprawy, ja się nie zamierzam w nie wtrącać. Tobie też to radzę, sam pamiętasz że jak chciałeś pomóc to tylko twoje relacje z Anką na tym ucierpiały.
- Nie wiem, może masz rację – przejechał dłonią po czole – Nie obrazisz się jak coś powiem?
Maciek aż podniósł brwi ze zdumienia. Dlaczego miałby ganić kogoś czy żywić urazę za szczerość? Zawsze oczekiwał od ludzi tego, by mówili prawdę. Cenił też sobie kiedy ktoś mówił wprost jeśli miał jakieś zastrzeżenia do jego osoby, a nie kombinował za plecami.
- Wal śmiało.
- Odnoszę wrażenie że śmierć Aśki jakoś nie bardzo na ciebie wpłynęła.
Maciek tylko uśmiechnął się i pokiwał głową.
- Zaskoczę cię. Też tak sądzę. Jakby nie było to śmierć jest przecież dość powszechnym zjawiskiem w naszej pracy.
- Tylko mi nie mów że dziwi cię zachowanie Anki czy Sebastiana...
- Nie, nie dziwi – Rafał odetchnął z ulgą, bo już przez chwilę podejrzewał serce z kamienia u kolegi z biura – Na co dzień nie znamy osobiście ofiar, których sprawy prowadzimy, a teraz chodzi o bliską nam osobę.
- No właśnie. Ciebie to nie rusza? - znów przeskoczył na poprzedni front
- Wiesz, ja już przeżyłem śmierć matki, całkiem niedawno śmierć... - zamilkł na chwilę, nie wiedząc czy naprawdę chce użyć tego słowa, które miał właśnie na myśli.
- Ojca – powiedział za niego Rafał
- Tak – westchnął ciężko, spuszczając głowę. To słowo nie przeszło by mu przez gardło. Potrafił je potwierdzić, ale nie potrafił go wypowiedzieć w przypadku osoby, o której teraz mówili. Przez to że w przeszłości zostawił jego matkę gdy ta była w ciąży, przez to że nie chciał dziecka. Gdyby stało się tak jak on chciał, Maćka nie byłoby na świecie.
- Zresztą... - kontynuował – Ja tu jestem najkrócej, nie znam Aśki tak dobrze jak wy. Może dlatego też tak jest jak jest.
- Może – przyznał Rafał – Ale w sobotę nie wyglądała na osobę, która chciała się zabić.
- Nie wierzę w samobójstwo. Po pierwsze, zrobiła to na podłodze w kuchni, dość dziwne miejsce. Po drugie, była rozebrana, tylko w bieliźnie. Zastanawiałbyś się przed pocięciem sobie żył czy rozbierać się czy nie? No właśnie. Po trzecie... burdel w sypialni. Ewidentne ślady walki, bo nie wierzę żeby sama zdemolowała sypialnię i z tego powodu się zabiła. Ale to wszystko jest jakieś dziwne w ogóle, nie uważasz?
- Fakt, sporo niewiadomych...
- Ciekawe czy Anka i Sebastian wyciągną coś od kolegów z Kamiennej...

czwartek, 9 października 2014

VII. Scen nr 51

Na poniedziałkowy poranek komendant wezwał wszystkich komisarzy do biura. W weekend otrzymał on kopię sprawozdania, które trafi do komendanta wojewódzkiego, dotyczące pracy jego podwładnych. Prawie każdy zdawał się być zaniepokojony, zestresowany z wyjątkiem Maćka, który ku zaskoczeniu wszystkich zachował spokój oraz Joasi, która najzwyczajniej w świecie nie pojawiła się na komendzie.
Komendant punktualnie o godzinie ósmej, niemal co do sekundy, przekroczył próg biura. Elegancko ubrany, z podniesioną głową (komisarze nie wiedzieli czy w ten sposób okazywał swoją wyższość czy też dumę), starał się ukryć swoje emocje. Nie musiał odzywać się ani słowem, żeby wszyscy obecni w biurze ustawili się w jednym szeregu. Niektórzy spodziewali się wykładu na temat nie najlepszego wizerunku i konieczności poprawy, jeszcze inni srogiej bury. A kiedy komendant chrząknął, to nawet pojawiły się ciarki na plecach!
- Drodzy państwo – zaczął, siląc się na oficjalny ton – Choć nie jesteśmy w pełnym gronie, pozwolę sobie nie tracić czasu i od razu przejść do rzeczy. Możecie świętować sukces.
Policjanci zaczęli wymieniać między sobą spojrzenia. Jaki znowu sukces? W pierwszej chwili myśleli że to żart, ale przełożony rozwinął swoją wypowiedź i wyjaśnił co takiego ma na myśli.
- Nie wiem jak tego dokonaliście, ale w tym raporcie wypadliście nadzwyczajnie dobrze. Wzorową ekipą jeszcze nie jesteście, jednak widać spory progres od czasu ostatniej kontroli. Chciałbym wam serdecznie pogratulować, cieszę się że w końcu nad tym popracowaliście, że w końcu są widoczne efekty tej sprawy. Mam nadzieję że za kilka miesięcy wszelkie niedociągnięcia zostaną poprawione i będziemy mogli z dumą powiedzieć o sobie: najlepsza ekipa w Krakowie. Ba, najlepsza ekipa w całym województwie małopolskim.
Maciek z trudem powstrzymywał się od śmiechu, słysząc słowa komendanta. Nadymał się tak, że zaraz pęknie, od razu pojawiły się nie wiadomo jakie ambicje, usłana niby różami droga na szczyt, na której nawet tak naprawdę nie byli. Tylko on, Anka i wizytator znali całą prawdę. Brunet celowo zachował kilka wpadek, żeby różnica w postępowaniu ekipy nie różniła się zbyt drastycznie z raportem z poprzedniej kontroli, a także by nie okazać się najlepszym zespołem w okolicy. Nie chciał zwracać na siebie uwagi reporterów i innych im podobnych, którzy mogliby jednak obnażyć całą prawdę, nie mówiąc już o irytacji jakiej doświadczaliby przez ich obecność.
- Chcę także żebyście wiedzieli... - stary kontynuował przemówienie - ...że potrafię docenić wasz wysiłek i dlatego też daję wam... wolny piątek w tym tygodniu.
Maciek tym razem nie wytrzymał i parsknął śmiechem. Naprawdę, wielki dowód uznania, jeden dzień wolnego. Łaskawca. Już lepiej nic nie było mówić i się nie wygłupiać.
- Słucham?
- Nie, nic, przepraszam – rzucił krótko brunet i spuścił głowę. Jak tylko spojrzał na twarz komendanta to znów od razu zachciało mu się śmiać. Liczył na to że jak wbije wzrok w podłogę to „dolegliwość” choć trochę ustąpi. Na szczęście poskutkowało.
Komendant zakończył swój wywód po niespełna kwadransie, uścisnął każdemu z komisarzy dłoń i poprosił o przekazanie gratulacji Joasi. O dziwo nawet nie miał pretensji że nie ma jej jeszcze na komendzie, choć zwykle miał manię na punkcie punktualności.
- Nie chcę nawet myśleć jak będzie się wywyższał przed komendantem wojewódzkim – Maciek pokręcił głową – Pewnie będzie się chwalił że co to nie on, że to jego zasługa, że niby nas krótko trzyma i tak dalej...
- Lepsze to niż gdyby miał robić na odwrót – stwierdził Rafał – Mówić że mamy luzy a ganiać nas jak zające jakieś.
- Seba! - brunet zawołał kolegę, który wyszedł na korytarz – Dodzwoniłeś się do Aśki?
- Jest sygnał, ale nie odbiera. Spróbuję jeszcze raz! - odkrzyknął
- Próbuj, próbuj – mruknął pod nosem – Może trochę zabalowała wczoraj wieczorem?
- E tam, prędzej ma kurewsko pechowy poranek i zapomniała telefonu, a samochód nawalił jej po drodze – stwierdziła Ania Wapiecka
- Też możliwe.

Sebastian, zaniepokojony milczeniem ze strony swojej partnerki i jej nagłą nieobecnością w pracy postanowił odwiedzić ją w mieszkaniu. Choć nie miał takiej intuicji jak kobiety, to jednak jakiś wewnętrzny głos kazał mu pojechać do Aśki i sprawdzić co się dzieje. Zawsze kiedy nie pojawiała się w pracy, informowała o tym wcześniej bądź tego samego dnia telefonicznie. Teraz jednak nie dała żadnego znaku, co nie było w jej stylu.
Mimo niepewności, czuł się w miarę spokojny. Ręce mu nie drżały, a oddech nie wydawał się być przyspieszony. Uznał to za dobry znak. Do klatki dostał się bez użycia domofonu, bowiem jedna z sąsiadek wychodziła właśnie z psem i otworzyła drzwi.
- Ma się to szczęście dzisiaj – stwierdził, uśmiechając się lekko.
Nie wiedział jednak, że limit szczęścia właśnie się wyczerpał. Żwawo pokonywał schody, by w kilka sekund dotrzeć na pierwsze piętro. Nie poślizgnął się, nie wywalił, nic z tych rzeczy. Pod drzwi mieszkania Joasi dotarł w jednym kawałku. Nacisnął dzwonek i czekał. Przystawił ucho do drzwi, jakby przez ten kawał drewna miał coś usłyszeć... No gdyby coś się w środku działo to może jednak by to wyłapał, ale odpowiadała mu cisza. Zadzwonił po raz drugi... Jego cierpliwość zbliżała się do granicy. A może po prostu dziewczyna śpi i nie słyszy? Nacisnął klamkę. Kiedy pchnął drzwi i poczuł że nie stawiają oporu, delikatnie otworzył je na szerokość pozwalającą mu wślizgnąć się do środka.
- Asia? - zawołał, ale wciąż odpowiadała mu cisza – Aśka, jesteś tutaj?
Zamknął za sobą drzwi i niepewnie postawił kolejny krok, jakby chodził po jakimś bagiennym terenie. Zatrzymał się na chwilę przy kuchni i zajrzał do środka. Przez chwilę chciał pójść dalej, ale zobaczył fragment czerwonej plamy na podłodze. Zaintrygowany wszedł do pomieszczenia i wtedy... wiele razy widział coś podobnego, nawet bardziej drastycznego niż teraz, ale nigdy ten widok nie robił na nim takiego wrażenia... Bo nigdy nie chodziło o jego przyjaciółkę, o jego partnerkę. Leżała na wznak prawie naga, tylko w bieliźnie, z rozciętymi żyłami. Obok prawej dłoni na kaflach dostrzegł żyletkę z zakrwawioną końcówką. I ta wielka czerwona kałuża... Odwrócił się plecami i zakrył usta. Przez chwilę myślał że zwymiotuje. Zamknął oczy, oparł się o ścianę i powoli osunął na podłogę. Choć nie sprawdził pulsu, wiedział już że nie żyła. Zbyt wiele krwi straciła, zbyt dużo było jej na podłodze, a jej ciało miało nienaturalnie blady kolor...

Niespełna godzinę później po mieszkaniu kręcili się już technicy, przyjechał także Adam oraz Maciek i Ania, wezwani przez przyjaciela do mieszkania Joanny. Kobieta próbowała go pocieszyć, a zarazem uspokoić. Brunet w tym czasie obejrzał miejsce zbrodni, czyli kuchnię, a także wspomógł przez chwilę techników w szukaniu śladów. Adam nie miał zbyt dużo do roboty – przyczyna zgonu widoczna była gołym okiem.
- Maciek – zwrócił się do policjanta – Czy ciebie też zastanawia jedna rzecz?
- Jaka? Czy miała powód by się zabić?
- Nie no, samobójcy raczej nikomu nie mówią że chcą odebrać sobie życie. Czasem nawet nie widać że miała depresję czy coś co skłoniło ją do podjęcia takiego kroku...
- Coś sugerujesz?
- Podciąłbyś sobie żyły na podłodze w kuchni?
- O ile w ogóle bym to zrobił.
- No ale załóżmy że chcesz się zabić właśnie w taki sposób. Gdzie byś to zrobił?
- Gdziekolwiek, byle mnie nie znaleźli na czas – odpowiedź znów nie satysfakcjonowała patologa
- Widzę że chyba muszę sam ci to powiedzieć... Samobójcy zwykle podcinają sobie żyły w wannie, przy odkręconej wodzie. Taki tam stereotyp...
- Ty, no faktycznie – Maciek dopiero teraz sobie o tym przypomniał – Czyli mamy zabójstwo stylizowane na samobójstwo?
- To już twoja rola, ty to musisz ustalić. Chociaż nie, wam pewnie tego śledztwa nie dadzą...
- Zawsze można działać na własną rękę – szepnął mu na ucho
- No skoro chcecie... Jak byś coś potrzebował to wiesz, mogę przygotować dla ciebie kopię raportu z sekcji.
- Dzięki, na ciebie można liczyć.
- Nie ma sprawy, do następnego trupa... yyy, znaczy się, chciałem powiedzieć do następnego razu.
Maciek jeszcze raz spojrzał na miejsce w którym Sebastian znalazł ciało Joasi. Teraz została tam już tylko duża plama krwi. Jeśli faktycznie zabójca chciał upozorować samobójstwo, to dlaczego nie wsadził jej do wanny z wodą? Zapomniał?
- Tylko kto mógł ją zabić? - spytał samego siebie – Ale śladów włamania nie ma, ślady walki w sypialni są... Coś mi tu nie pasuje. Coś? Nic tu nie pasuje!
Odwrócił głowę w bok. W progu stali Sebastian i Ania. Wyglądali na zdecydowanie bardziej przejętych śmiercią przyjaciółki niż on sam był.