Dwa tygodnie później miało się okazać czy obawy Marty nie były bezpodstawne. Z każdym dniem dziewczyna coraz bardziej stresowała się wyjazdem. Zazdrościła dobrego humoru i optymizmu Maćkowi, który jakby w ogóle nie przejmował się pierwszym spotkaniem z rodzicami ukochanej. Brunetka nie wiedziała że tak naprawdę, w głębi duszy mężczyzna chciał wypaść jak najlepiej, ale nie miał pojęcia jaką postawę powinien prezentować, by wywrzeć dobre wrażenie.
Ostatniego dnia przed urlopem miał okazję zwierzyć się Sebastianowi. On był bardziej doświadczony w tych sprawach, w końcu miał te kilka wiosen więcej i dobrze dogadywał się z rodzicami swojej partnerki.
- Ty mnie pytasz jak masz gadać z rodzicami swojej dziewczyny? - zdziwił się – Przecież byłeś już żonaty.
- Właśnie dlatego liczę na twoją pomoc. Bo jeśli to ma się skończyć tak samo...
- Nie skończy, nie martw się na zapas. Marta jest inna.
- Dlatego zależy mi żeby nie musiała wybierać między mną a rodzicami.
- Jak zwykle niepotrzebnie panikujesz. Będzie dobrze, zobaczysz.
- Tia – mruknął bez przekonania – Wiesz przecież że jestem stukniętym idealistą, na wszystko muszę mieć gotowy plan.
- Wiesz co? Bądź po prostu sobą. Poza tym to z Martą chcesz spędzić resztę życia, nie z potencjalnymi teściami.
- No i?
- Maciek, Maciek... - pokręcił głową – Niby taki inteligentny jesteś, a prostych rzeczy czasem nie rozumiesz. Ona zobaczy że to oni coś do ciebie mają, a ty zachowujesz się normalnie, to do kogo będzie miała pretensje?
- Ahaaaaa – teraz zrozumiał cel tej strategii – No jasne, tylko nie dać się sprowokować...
Do Warszawy przyjechali w godzinach popołudniowo-wieczornych, samochodem Maćka. Marta sugerowała przejazd pociągiem, jednak mężczyzna uparł się na własny środek transportu. Dopiero kiedy dojechali na miejsce brunet zrozumiał swój błąd. Srebrna Renault Laguna z lat 90. w żaden sposób nie wpisywała się w otoczenie dzielnicy willowej. Teraz jednak było za późno by się wycofać. Maciek zdążył szybko przeprosić Martę nim jej rodzice wyszli im na przywitanie.
- Córcia! - ucieszyła się kobieta około pięćdziesiątki, obejmując ramionami swoje (dorosłe już przecież) dziecko. Zaraz potem w ramiona wziął ją ojciec i pocałował w czoło.
- Dawno u nas nie byłaś – przypomniał jej trochę z wyrzutem
- Nie przesadzaj, to raptem pół roku – nie mogła zostawić tego komentarza bez odpowiedzi – Poznajcie, to mój chłopak, Maciek.
- Dzień dobry – powiedział najspokojniejszym tonem, na jaki było go w tej chwili stać i skłonił się grzecznie.
Kobiety poszły do domu, natomiast ojciec Marty zasugerował by wstawić samochód do garażu. Maciek nie dał się podejść i skorzystał z propozycji, dziękując za gościnność. Wiedział że nie takiej odpowiedzi spodziewał się mężczyzna. Liczył raczej na oburzenie, urażoną dumę i pretekst do kłótni. Policjant bardzo szybko wyczuł, że nie przypadł do gustu bogatemu ojcu brunetki. No tak, on nigdy mu nie dorówna jeśli mowa o majątku.
Podczas „rodzinnego” obiadu daleko było jednak od rodzinnej atmosfery. Zaczęło się od podstawowych pytań – coś o sobie, wykształcenie, praca, jak wyglądało dotychczasowe życie Maćka... mężczyzna postanowił być szczery i wspomniał o swoim nieudanym małżeństwie. Niestety, nie zyskał tym w oczach surowego biznesmena, choć jeszcze nie przekreślił swoich szans na potencjalnego zięcia. Najgorsze miało jednak dopiero nadejść, gdyż tematem dyskusji stała się polityka.
- Uważam że Polska jest w najlepszym okresie od lat, jeśli nie od zawsze – ojciec Marty kontynuował swoją wcześniejszą wypowiedź – Mamy świetnego prezydenta, dobry rząd, wiele wsparcia dla rodzin i młodych...
- I dlatego młodzi wyjeżdżają za granicę?
- Ty jakoś nie wyjechałeś – zauważył zręcznie
- Bo miałem tu bliską osobę, potem przyzwyczajenie... i cieszę się że zostałem, bo inaczej nie poznałbym Marty.
- Ale skoro tak ci źle tutaj to co tu jeszcze robisz? Masz odwagę żeby krytykować i narzekać, a nie masz odwagi wziąć sprawy w swoje ręce i pojechać po lepszą przyszłość? A może po prostu za granicą nie będzie lepiej?
- Ja po prostu jestem patriotą. Nie chcę opuszczać Polski, chcę żeby stała się silnym państwem, z którym trzeba będzie się liczyć, jak za najlepszych historycznych czasów, kiedy zatrzymywaliśmy Krzyżaków, Turków czy podbijaliśmy Moskwę. To był złoty czas dla Polski, a nie dzisiaj, kiedy wszystkim dookoła przytakujemy, czy to amerykanom, czy Unii Europejskiej. Boimy się nawet przeciwstawić takim mniejszościom narodowym, feministkom czy homoseksualistom, bo zaraz zaczną się płacze, że ich dyskryminujemy. Ale to nas, Polaków, jest więcej i to reszta powinna się dostosować do naszej kultury, do naszych zasad moralnych, a jak się nie podoba to niech jadą gdzie indziej.
- No proszę – mężczyzna pogładził się po brodzie – A ja myślałem że młodzi są tolerancyjni...
- Nie mylmy tolerancji z przyzwoleniem na samowolkę. Owszem, każdy może robić co chce, ale pod warunkiem że nie narzuca się i nie wyrządza krzywdy innym.
- Jesteśmy przecież w Unii, każdy ma prawo...
- Jesteśmy przede wszystkim Polakami. I nie powinniśmy pozwolić sobie tego odebrać właśnie przez taką unię. Bo to że współpracujemy jako kraje europejskie, nie znaczy że musimy być wszyscy jednakowi. Nie po to nasi przodkowie walczyli o wolną Polskę, żebyśmy teraz dali sobie zamydlić oczy i odebrać to co nasze – pochodzenie, kulturę, historię.
- Czyli wolisz wojować niż żyć w pokoju?
- Pokój pokojem, a wolność? Co nam z pokoju, jeśli we wszystkim będziemy musieli słuchać innych? Przecież równie dobrze można było się poddać Rosjanom czy Niemcom podczas wojny i mieliśmy ten cały pokój...
- Przecież jesteśmy wolni – starszy z mężczyzn nie zamierzał ustępować ze swojego stanowska – Gdybyś żył trzydzieści lat temu to byś wtedy zobaczył. Inwigilacje, kłamstwa, manipulacje, fałszowane wybory, godzina policyjna, przemoc wobec obywateli...
- Dość tego! - wypaliła nagle Marta, gwałtownie wstając od stołu – Nie mogę was już słuchać! Czy wy nie możecie w spokoju zjeść tego cholernego obiadu, potem pogadać i znaleźć lepszy temat?! Jeszcze się tak naprawdę nie znacie, a już dwa ścierające się fronty! Wiecie co? Nie tak to sobie wyobrażałam. Liczyłam że obaj macie choć trochę dystansu samozachowawczego, ale szybko się przekonałam że byłam w błędzie. Dziękuję za obiad, a teraz dajcie mi spokój!
Brunetka szybkim krokiem wyszła z jadalni, zostawiając tam osłupiałą matkę i dwóch niezadowolonych mężczyzn. Ojciec dziewczyny natychmiast oskarżył Maćka o zdenerwowanie Marty.
- No i widzisz co narobiłeś?
- Obaj się nakręciliśmy – odparł, nie zamierzając przyjmować całej winy na siebie – Pójdę do niej.
Nie czekając na reakcję rozmówcy poszedł poszukać ukochanej. Siedziała na schodach przed domem, wpatrzona w ogród. Matka wspaniale zajmowała się roślinami, w końcu to było jej hobby. Odkryła je trochę przypadkowo, kiedy po prostu szukała sobie zajęcia, gdy przesiadywała sama w domu po wyprowadzce Marty. Brunet usiadł obok niej i spojrzał w tym samym kierunku co ona.
- Zawiodłam się na tobie – powiedziała smutno – Myślałam że naprawdę ci zależy by dobrze wypaść.
- Chciałem być po prostu sobą. Mówiłem to co myślę, broniłem własnego zdania. Trochę zbyt ostro, no ale... no dobra, nie ma dla mnie usprawiedliwienia – westchnął – Dałem się nakręcić, przepraszam.
- Wiesz że mój ojciec raczej cię za to nie polubi?
- Zdaję sobie z tego sprawę. Ale nie zamierzam mu słodzić tylko po to, by się przypodobać. Zresztą... - dodał po chwili zastanowienia – Mógłby powiedzieć że jestem jakąś pierdołą bez własnego zdania. I wtedy też nie byłbym dobrym kandydatem dla ciebie.
- Maciek – rzuciła z politowaniem, pierwszy raz spoglądając na niego – Nie daj mu się więcej sprowokować, okej?
- Postaram się – zapewnił, obejmując dziewczynę ramieniem – Dla ciebie.
- Raczej nie będzie łatwo. Ojciec ma silną osobowość, nie lubi ustępować. Ale... wiem że dasz radę.
- No bo kto jak nie ja? - uśmiechnął się do niej
- To wtedy ja – odpowiedziała mu tym samym – Kocham cię, wiesz?
- Ja ciebie też.
- To co? Wracamy?
- Na rundę drugą? Jestem gotów.
- Ty, ja ci dam rundę drugą – pogroziła mu palcem – Idziemy.
wtorek, 28 kwietnia 2015
poniedziałek, 20 kwietnia 2015
Na życiowym zakręcie cz. 9
Trzy miesiące później. Maciek i Marta po kilku tygodniach „chodzenia ze sobą” zamieszkali razem. Zakochani świetnie się dogadywali, choć nie zawsze mieli to samo zdanie. Mężczyzna trochę obawiał się wspólnego mieszkania, w końcu minęło trochę czasu od rozpadu jego małżeństwa, kiedy to ostatni raz mieszkał z kobietą. Na szczęście jego obawy okazały się bezpodstawne, tak samo jak zresztą obawy brunetki, która w pierwszych dniach nie czuła się dość pewnie. Po kilku dniach wszystko jednak zaczęło się układać: podział obowiązków, planowanie czasu dotyczące porannej toalety czy nawet odpowiednie ułożenie się w łóżku, by tej drugiej osobie było wygodnie. Niemalże żyć nie umierać. Po prostu byli szczęśliwi.
- No i jak tam się układa w związku? - zagadał Sebastian pewnego ciepłego lipcowego poranka.
- Dobrze, dobrze – Maciek pokiwał głową, przełykając ostatni kęs kanapki – Nawet jak bym chciał się do czegoś przyczepić to nie mam do czego.
- Kiedy ślub? - rzucił pół żartem, pół serio
- Ślub? Ale że co? Mój i Marty?
- No twój, znaczy się, wasz.
- Nie myśleliśmy jeszcze o tym. Zresztą... chyba trochę za wcześnie, by o tym mówić.
- Boisz się że wam się nie ułoży? Daj spokój, przecież ta Marta jest zupełnie inna niż twoja była.
- No wiem że jest inna, widzę to. Ale jesteśmy razem dopiero od niedawna.
- A jak tam... no wiesz, łóżkowe sprawy?
Maciek uśmiechnął się tajemniczo.
- Pozwolisz że zachowam to dla siebie.
- Jasne, jasne – poklepał go po ramieniu – Czyli mam rozumieć że dobrze...
- Aż za dobrze to wszystko wygląda – jego głos zabrzmiał nienaturalnie – Znasz życie, wiesz że jak wszystko jest tak pięknie to tylko po to, żeby za chwilę się wszystko spier...
- Schrzaniło – uprzedził go w ostatniej chwili
- No właśnie.
- Czemu ty zawsze musisz być pesymistą? Myślałem że Marta wybije ci to z głowy.
- Nie pesymistą, tylko realistą – poprawił go – Marta to mi powtarza żebym się nie przejmował tym co będzie, tylko cieszył tym co jest teraz.
- No i dobrze ci powtarza.
Rozmowę policjantów przerwał telefon. Ponieważ byli w biurze asystentów, to Maciek odebrał połączenie. Uważnie wysłuchał dyspozytora, po czym odłożył słuchawkę i westchnął ciężko.
- Zabójstwo – rzucił krótko do kolegi – Jedziemy, co?
- A mamy inne wyjście? - uśmiechnął się bezradnie i wzruszył ramionami
Mężczyzna wrócił z pracy dopiero po dwudziestej. Dzwonił wcześniej do Marty by ta nie czekała na niego z kolacją, ale kobieta uparła się i musiała postawić na swoim. Kiedy brunet wszedł do domu, poczuł przyjemną, aromatyczną woń pieczonego mięsa dobiegającą z kuchni. Ledwie ściągnął buty, udał się tam i ucałował dziewczynę w policzek.
- Nie musiałaś – szepnął, przytulając się do niej – Kochana jesteś, wiesz?
- Wiem – odparła z uśmiechem – Jak w pracy?
- Szkoda gadać. Sama widzisz o której jestem... trudne śledztwo się zapowiada.
- Co się stało?
- Nad Wisłą znaleziono ciało osiemnastolatki. Skatowana, siniaki na całym ciele, pocięta twarz, liczne obrażenia wewnętrzne... nawet gdyby nie została uduszona, nie wiadomo czy by przeżyła.
- Masakra... - powiedziała cicho – Wiesz, podziwiam cię.
- Mnie? Niby za co?
- Że dajesz radę. To nie jest taka łatwa robota jak wszystkim dookoła się wydaje.
- Nie mówmy już o tym, dobrze? Mamy jeszcze trochę czasu dzisiaj, wolę się tobą nacieszyć niż gadać o pracy – puścił do niej oczko
- Yhym, więc takie masz plany – uśmiechnęła się uwodzicielsko – Ale najpierw coś zjemy, dobrze? Nie po to się tyle napracowałam żeby teraz się zmarnowało.
- Wiadomo. Z twoich rąk to i truciznę bym połknął.
- Już tak się nie przechwalaj! - rzuciła w niego ścierką, a on jej oddał – No już, idź myj ręce bo prawie gotowe.
Zanim wyszedł do objął ją jeszcze ramieniem i pocałował ją w czoło. Dziewczyna westchnęła cicho z uśmiechem na twarzy. „To jednak prawda, faceci to takie duże dzieci” - pomyślała. Ale była z nim szczęśliwa, podobało jej się wspólne życie z nim. Nie chciała mieć faceta, który jest cały czas śmiertelnie poważny, ale też nie chciała takiego, który miałby zbyt lekceważące podejście do życia. Maciek potrafił znaleźć odpowiedni balans pomiędzy powagą a luzem. Był odpowiedzialny, ale kiedy można było spobie na to pozwolić, lubił pożartować, oderwać się od rzeczywistości. To była jego wielka zaleta. I co najważniejsze, nie jedyna.
- Maciek? - mruknęła, kiedy już leżeli w łóżku przytuleni do siebie i zasypali – Śpisz?
- Jeszcze nie, a co? - odparł sennym głosem
- Możemy pogadać?
- Zawsze.
- Masz urlop za dwa tygodnie, prawda?
- Miejmy nadzieję – westchnął – Wiesz jak to jest z moją pracą. Przesunięcia mogą się zdarzyć, ale postaram się by nic się nie zmieniło.
- Masz jakiś plan na nasz wspólny wyjazd?
- Powoli zaczynam nad nim pracować. A czemu pytasz?
- Bo mam pewien pomysł, tylko... - zawahała się przez chwilę
- Tylko co?
- ...nie wiem czy się zgodzisz.
- Czemu miał bym się nie zgodzić? - był trochę zdziwiony sugestią ukochanej
- Bo zapewne nie tak wyobrażałeś sobie nasze pierwsze wspólne wakacje, ja zresztą też nie, ale...
- Marta, no mów – rzucił spokojnym tonem
- Moi rodzice chcą cię poznać i zaproponowali żebyśmy właśnie u nich spędzili urlop.
- W Warszawie? - uniósł brwi ze zdumienia
- No wiem, ja też wolałabym odpocząć od miasta, posiedzieć gdzieś nad morzem, na plaży albo poopalać się na łące, spędzić ten czas tylko z tobą, ale nie mogłam im odmówić. Dawno ich nie odwiedzałam, wiem jak bardzo im zależy...
- Wiesz, to nawet taki... dość ciekawy pomysł – stwierdził po chwili namysłu – No bo popatrz, kto normalny jeździ na urlop do miasta? I to do Warszawy! W tym jest jednak jakaś nutka szaleństwa.
- No... masz trochę racji – przyznała
- Trochę – zaśmiał się cicho – Ja mam rację, a poza tym też chętnie poznam twoich rodziców.
Marta nie była jednak tak entuzjastycznie nastawiona co do tego wyjazdu jak jej partner. Wcale nie obawiała się reakcji Maćka, bo wiedziała że zrozumie, że co by się nie działo, on by się zgodził, chociaż by tylko dlatego że ona go o to prosi. Tak naprawdę bała się tego jakie wrażenie zrobi na jej rodzicach Maciek. Wiedziała czego po nim się spodziewać i właśnie to ją niepokoiło. Jej ojciec zawsze był śmiertelnie poważny, nie znał się na żartach. Zawsze powtarzał że Marta zasługuje na wszystko co najlepsze, z czym sama zainteresowana nie do końca się zgadzała. Najczęściej była zdania, że powinna sama zasłużyć, zapracować na to. Zdanie ojca dotyczyło także potencjalnego wybranka brunetki. Co takiego było z Maćkiem nie tak, że nie przypadłby do gustu jej rodzicom, a szczególnie ojcu, który całkowicie zdominował swoją żonę i narzucał jej swoje zdanie? Właśnie chociażby to, że nie jest taki jak on – że traktuje Martę na równi ze sobą, że liczy się z jej zdaniem, zresztą ona nie pozwoliła by sobie na to by facet nią rządził. Ale głównym powodem chyba były pieniądze. Ojciec dziewczyny miał ich sporo i właśnie to było dla niego wyznacznikiem czy ktoś jest godny bycia jego przyjacielem, partnerem biznesowym czy właśnie zięciem. A Maciek... wiadomo. Rodziny nie miał, z pensji policjanta wiele nie zdoła odłożyć... Była pewna tylko jednego – to będzie ciężka przeprawa. Jednak nic nie mówiła Maćkowi, by nie straszyć go na zapas. Miała nadzieję że będzie się myliła, choć sama nie wierzyła że to możliwe.
- No i jak tam się układa w związku? - zagadał Sebastian pewnego ciepłego lipcowego poranka.
- Dobrze, dobrze – Maciek pokiwał głową, przełykając ostatni kęs kanapki – Nawet jak bym chciał się do czegoś przyczepić to nie mam do czego.
- Kiedy ślub? - rzucił pół żartem, pół serio
- Ślub? Ale że co? Mój i Marty?
- No twój, znaczy się, wasz.
- Nie myśleliśmy jeszcze o tym. Zresztą... chyba trochę za wcześnie, by o tym mówić.
- Boisz się że wam się nie ułoży? Daj spokój, przecież ta Marta jest zupełnie inna niż twoja była.
- No wiem że jest inna, widzę to. Ale jesteśmy razem dopiero od niedawna.
- A jak tam... no wiesz, łóżkowe sprawy?
Maciek uśmiechnął się tajemniczo.
- Pozwolisz że zachowam to dla siebie.
- Jasne, jasne – poklepał go po ramieniu – Czyli mam rozumieć że dobrze...
- Aż za dobrze to wszystko wygląda – jego głos zabrzmiał nienaturalnie – Znasz życie, wiesz że jak wszystko jest tak pięknie to tylko po to, żeby za chwilę się wszystko spier...
- Schrzaniło – uprzedził go w ostatniej chwili
- No właśnie.
- Czemu ty zawsze musisz być pesymistą? Myślałem że Marta wybije ci to z głowy.
- Nie pesymistą, tylko realistą – poprawił go – Marta to mi powtarza żebym się nie przejmował tym co będzie, tylko cieszył tym co jest teraz.
- No i dobrze ci powtarza.
Rozmowę policjantów przerwał telefon. Ponieważ byli w biurze asystentów, to Maciek odebrał połączenie. Uważnie wysłuchał dyspozytora, po czym odłożył słuchawkę i westchnął ciężko.
- Zabójstwo – rzucił krótko do kolegi – Jedziemy, co?
- A mamy inne wyjście? - uśmiechnął się bezradnie i wzruszył ramionami
Mężczyzna wrócił z pracy dopiero po dwudziestej. Dzwonił wcześniej do Marty by ta nie czekała na niego z kolacją, ale kobieta uparła się i musiała postawić na swoim. Kiedy brunet wszedł do domu, poczuł przyjemną, aromatyczną woń pieczonego mięsa dobiegającą z kuchni. Ledwie ściągnął buty, udał się tam i ucałował dziewczynę w policzek.
- Nie musiałaś – szepnął, przytulając się do niej – Kochana jesteś, wiesz?
- Wiem – odparła z uśmiechem – Jak w pracy?
- Szkoda gadać. Sama widzisz o której jestem... trudne śledztwo się zapowiada.
- Co się stało?
- Nad Wisłą znaleziono ciało osiemnastolatki. Skatowana, siniaki na całym ciele, pocięta twarz, liczne obrażenia wewnętrzne... nawet gdyby nie została uduszona, nie wiadomo czy by przeżyła.
- Masakra... - powiedziała cicho – Wiesz, podziwiam cię.
- Mnie? Niby za co?
- Że dajesz radę. To nie jest taka łatwa robota jak wszystkim dookoła się wydaje.
- Nie mówmy już o tym, dobrze? Mamy jeszcze trochę czasu dzisiaj, wolę się tobą nacieszyć niż gadać o pracy – puścił do niej oczko
- Yhym, więc takie masz plany – uśmiechnęła się uwodzicielsko – Ale najpierw coś zjemy, dobrze? Nie po to się tyle napracowałam żeby teraz się zmarnowało.
- Wiadomo. Z twoich rąk to i truciznę bym połknął.
- Już tak się nie przechwalaj! - rzuciła w niego ścierką, a on jej oddał – No już, idź myj ręce bo prawie gotowe.
Zanim wyszedł do objął ją jeszcze ramieniem i pocałował ją w czoło. Dziewczyna westchnęła cicho z uśmiechem na twarzy. „To jednak prawda, faceci to takie duże dzieci” - pomyślała. Ale była z nim szczęśliwa, podobało jej się wspólne życie z nim. Nie chciała mieć faceta, który jest cały czas śmiertelnie poważny, ale też nie chciała takiego, który miałby zbyt lekceważące podejście do życia. Maciek potrafił znaleźć odpowiedni balans pomiędzy powagą a luzem. Był odpowiedzialny, ale kiedy można było spobie na to pozwolić, lubił pożartować, oderwać się od rzeczywistości. To była jego wielka zaleta. I co najważniejsze, nie jedyna.
- Maciek? - mruknęła, kiedy już leżeli w łóżku przytuleni do siebie i zasypali – Śpisz?
- Jeszcze nie, a co? - odparł sennym głosem
- Możemy pogadać?
- Zawsze.
- Masz urlop za dwa tygodnie, prawda?
- Miejmy nadzieję – westchnął – Wiesz jak to jest z moją pracą. Przesunięcia mogą się zdarzyć, ale postaram się by nic się nie zmieniło.
- Masz jakiś plan na nasz wspólny wyjazd?
- Powoli zaczynam nad nim pracować. A czemu pytasz?
- Bo mam pewien pomysł, tylko... - zawahała się przez chwilę
- Tylko co?
- ...nie wiem czy się zgodzisz.
- Czemu miał bym się nie zgodzić? - był trochę zdziwiony sugestią ukochanej
- Bo zapewne nie tak wyobrażałeś sobie nasze pierwsze wspólne wakacje, ja zresztą też nie, ale...
- Marta, no mów – rzucił spokojnym tonem
- Moi rodzice chcą cię poznać i zaproponowali żebyśmy właśnie u nich spędzili urlop.
- W Warszawie? - uniósł brwi ze zdumienia
- No wiem, ja też wolałabym odpocząć od miasta, posiedzieć gdzieś nad morzem, na plaży albo poopalać się na łące, spędzić ten czas tylko z tobą, ale nie mogłam im odmówić. Dawno ich nie odwiedzałam, wiem jak bardzo im zależy...
- Wiesz, to nawet taki... dość ciekawy pomysł – stwierdził po chwili namysłu – No bo popatrz, kto normalny jeździ na urlop do miasta? I to do Warszawy! W tym jest jednak jakaś nutka szaleństwa.
- No... masz trochę racji – przyznała
- Trochę – zaśmiał się cicho – Ja mam rację, a poza tym też chętnie poznam twoich rodziców.
Marta nie była jednak tak entuzjastycznie nastawiona co do tego wyjazdu jak jej partner. Wcale nie obawiała się reakcji Maćka, bo wiedziała że zrozumie, że co by się nie działo, on by się zgodził, chociaż by tylko dlatego że ona go o to prosi. Tak naprawdę bała się tego jakie wrażenie zrobi na jej rodzicach Maciek. Wiedziała czego po nim się spodziewać i właśnie to ją niepokoiło. Jej ojciec zawsze był śmiertelnie poważny, nie znał się na żartach. Zawsze powtarzał że Marta zasługuje na wszystko co najlepsze, z czym sama zainteresowana nie do końca się zgadzała. Najczęściej była zdania, że powinna sama zasłużyć, zapracować na to. Zdanie ojca dotyczyło także potencjalnego wybranka brunetki. Co takiego było z Maćkiem nie tak, że nie przypadłby do gustu jej rodzicom, a szczególnie ojcu, który całkowicie zdominował swoją żonę i narzucał jej swoje zdanie? Właśnie chociażby to, że nie jest taki jak on – że traktuje Martę na równi ze sobą, że liczy się z jej zdaniem, zresztą ona nie pozwoliła by sobie na to by facet nią rządził. Ale głównym powodem chyba były pieniądze. Ojciec dziewczyny miał ich sporo i właśnie to było dla niego wyznacznikiem czy ktoś jest godny bycia jego przyjacielem, partnerem biznesowym czy właśnie zięciem. A Maciek... wiadomo. Rodziny nie miał, z pensji policjanta wiele nie zdoła odłożyć... Była pewna tylko jednego – to będzie ciężka przeprawa. Jednak nic nie mówiła Maćkowi, by nie straszyć go na zapas. Miała nadzieję że będzie się myliła, choć sama nie wierzyła że to możliwe.
wtorek, 14 kwietnia 2015
Na życiowym zakręcie cz. 8
Marta natychmiast podbiegła do niego i pochyliła się nad nim. Mężczyzna przez chwilę nie ruszał się, dlatego odwróciła go na plecy. Wtedy otworzył oczy i uśmiechnął się.
- Widzę anioła – wymamrotał, wyciągając ku niej rękę
- Maciek! - przywołała go do porządku, wiedząc że tylko udaje
- No dobrze, dobrze – odpuścił – Pomóż mi wstać.
- Jesteś cały?
- Tak, chyba tak. Najważniejsze że nie utknąłem tam w środku. Tam jest zdecydowanie za gorąco.
Brunetka nie odezwała się już ani słowem, tylko przytuliła się do niego. Przez chwilę naprawdę się o niego bała. No ale wykonywał zawód podwyższonego ryzyka, zapewne nie pierwszy raz miał podobne problemy i nie pierwszy raz wyszedł z tego cało.
- Powiedz mi jeszcze jedną rzecz. Dlaczego ten gość mnie porwał?
- Myślał że jesteś dla mnie kimś ważnym. Wiedział że cię nie zostawię bez pomocy.
- I miał rację – wyszeptała. Maciek nie wiedział czy mówiła to odnośnie tego pierwszego zdania czy tej drugiej części wypowiedzi. Podejrzewał że jednak chodziło o tą pomoc. Bo skąd mogła wiedzieć ile dla niego znaczy? Nigdy jej o tym nie mówił, a wydawało mu się że coraz większą rolę odgrywała w jego życiu.
- Jeszcze jedno – odsunął się od niej na chwilę – Nie chcę żebyśmy kłócili się z byle powodu tak jak ostatnio. Przemyślałem to sobie i masz rację. Pójdę do tego psychologa, bo sam chyba jednak nie dam rady.
- Właśnie dałeś radę.
- Bo chodziło o ciebie. Nie mogłem pozwolić by stała ci się krzywda.
Przez chwilę stali i patrzyli sobie prosto w oczy w milczeniu. Ich twarze zaczęły się powoli do siebie zbliżać, lecz wtedy usłyszeli z oddali syreny straży pożarnej i radiowozów policyjnych.
Kilkanaście dni później kobieta miała urodziny. Jej przyjaciółka zorganizowała przyjęcie, na którym pojawiło się trochę jej znajomych, w tym Maciek. Policjant nie pił za dużo, ograniczył się tylko do jednego drinka podczas toastu za zdrowie brunetki, za to chętnie tańczył, choć zwykle nie najlepiej radził sobie na parkiecie. Na szczęście tym razem udało mu się wypaść całkiem nieźle.
- Nie podeptałem jej stóp, to już jakiś sukces – powiedział sobie w myślach
Potem tańczył też z innymi dziewczynami, ale co jakiś czas oglądał się za Martą. Musiał to przyznać, czuł coś do niej. Coś więcej niż przyjaźń. Była pierwszą kobietą od czasu rozwodu, która potrafiła zawładnąć jego sercem. Czasem miał jednak wrażenie, że to jest wyjątkowa osoba, jedyna taka na całym świecie, niepowtarzalna. W sumie każdy człowiek był takim jedynym unikalnym egzemplarzem, ale ona zdecydowanie odbiegała od „standartów”. Oczywiście w pozytywnym znaczeniu. Miała w sobie coś, co ciągnęło go ku niej.
W pewnej chwili zadzwonił jego telefon. Maciek wyszedł do łazienki, bo tylko tam mógł spokojnie przeprowadzić rozmowę. Został wezwany do zabójstwa, próbował błagać o wolne, przynajmniej jeszcze dzisiaj, ale nic nie dało się zrobić. Postanowił odszukać Martę, pożegnać się i przeprosić, ale kiedy uchylił drzwi sypialni zobaczył że brunetka całuje się z innym mężczyzną. Nie mógł uwierzyć własnym oczom! Przez chwilę stał jak wryty, aż w końcu gwałtownie się zerwał i wyszedł trzaskając drzwiami. Nikt jednak nie zwrócił na to uwagi.
Na miejscu zbrodni był zamyślony, jakby nieobecny. Wciąż przed oczami miał ten obraz... Jak mogła mu coś takiego zrobić? Owszem, nie byli parą, ale zdawało się że wszystko ku temu zmierza. A raczej zmierzało, bo teraz to już nic z tego nie będzie. Wybrała innego, trudno. Trzeba się z tym pogodzić. Szkoda tylko że nie miała odwagi mu o tym powiedzieć. Nie robiłby sobie nadziei, a tak znów został zraniony...
Po tym co zobaczył nie mógł spać w nocy. Wcześnie rano przyjechał na komendę, włączył radio i rozsiadł się wygodnie przy swoim biurku. Odpłynął myślami gdzieś daleko od rzeczywistości, odnalazł błogi spokój, którego mu tak bardzo brakowało poprzedniego wieczora. Stracił rachubę czasu, ale mógłby tak trwać nawet przez całą wieczność. Potem poszedł zrobić sobie kawy, zamienił kilka słów z Sebastianem i zaczął wypełniać raporty. Nie minęło nawet pięć minut, kiedy w drzwiach pojawił się komisarz.
- Ktoś do ciebie – rzucił Sebastian
- Kto?
- Urocza brunetka, brązowe oczy...
Szybko pojął że to Marta.
- Zajęty jestem.
- Ona twierdzi że to bardzo ważne.
- Pracuję.
- A od kiedy ty taki pracowity się zrobiłeś?
- Nie wiem, może coś w tej kawie jest dosypane – wzruszył ramionami – Powiedz jej że nie mam czasu.
Nie rozumiał dlaczego Maciek nie chce z nią rozmawiać, ale postanowił przekazać dziewczynie słowa asystenta. Nie chciał ani nie miał czasu ciągnąć go za język, zresztą wychodził z założenia że jak będzie chciał się wygadać to przyjdzie i to zrobi.
Marta jednak nie dała za wygraną i mimo tego co usłyszała, wtargnęła do biura i stanęła naprzeciw Maćka, po drugiej stronie biurka.
- Maciek, co ty odwalasz?
- Pracuję, nie widać? - nawet nie podniósł wzroku znad papierów
- Wczoraj gdzieś sobie poszedłeś, dzisiaj próbujesz mnie spławić. Co jest grane?
- Po prostu mam dużo roboty. Zresztą, wczoraj też mnie wezwali, dlatego musiałem wyjść.
- Mogłeś chociaż powiedzieć – rzekła z pretensją
- Chciałem, ale byłaś tak zajęta, że wolałem nie przeszkadzać.
Minęła chwila nim brunetka skojarzyła fakty. Dotarło do niej że Maciek trafił na najbardziej nieodpowiedni moment i teraz jest zazdrosny, bądź czuje się oszukany. Pokiwała głową i zacisnęła usta.
- A będziesz miał odwagę powiedzieć mi prosto w twarz o co ci chodzi czy dalej będziesz strzelał focha?
- Dobra. Nie powiedziałaś mi że się z kimś spotykasz. Myślałem że się przyjaźnimy, że możemy ze sobą o wszystkim pogadać, że sobie ufamy... Oszukałaś mnie.
- Nie znasz sytuacji, więc miałeś prawo sobie tak pomyśleć – nie miała żalu – A teraz posłuchaj jak było i jak jest. Nie jestem w żadnym związku. Nie spotykam się z żadnym facetem, w sensie że nie chodzę na randki. Ten facet z którym mnie wczoraj widziałeś to mój kolega z liceum. A ten pocałunek... no cholera, zaskoczył mnie!
- Zaskoczył... - mruknął z powątpiewaniem. Wtedy Marta niespodziewanie przechyliła się naprzód, jedną ręką podparła się o blat, drugą zarzuciła Maćkowi na szyję i pocałowała go. Zrobiła to by udowodnić, że mogła dać się zaskoczyć, tak jak on teraz.
- No właśnie – dodała po chwili, gdy odsunęła się od niego – Więc? Wszystko już wyjaśnione?
- Wyszedłem na idiotę? - spytał półgłosem, trochę zawstydzony że tak od razu ją osądził
- Może trochę. Ale... możesz zatrzeć złe wrażenie dzisiaj wieczorem – uśmiechnęła się tajemniczo – Będziesz po mnie o dziewiętnastej?
- Mam tylko nadzieję że nie będę musiał być w pracy – powiedział sobie w myślach i obiecał w duchu że zrobi wszystko, by znaleźć wolny czas.
Nie miał pojęcia co zaplanowała Marta, ale najważniejsze było dla niego że spędzi wieczór w jej towarzystwie. Czekał na nią pod blokiem. Tym razem kompletnie go zaskoczyła. O ile on ubrał się standardowo – czarna kurtka i dżinsowe spodnie, o tyle brunetka zdecydowanie odbiegała od swojego stylu. Dresowe spodnie, bluza z kapturem i czapka z daszkiem? Przyjrzał się jej uważnie, zmierzył wzrokiem.
- Nawet ci do twarzy, wiesz?
- Nie nabijaj się, to wcale nie jest zabawne.
- Mówię serio. A możesz mi wyjaśnić skąd taki strój?
- Zaraz wszystkiego się dowiesz, cierpliwości – odparła tajemniczo, zachowując powagę
Powoli, spokojnym krokiem ruszyli przed siebie. Dziewczyna milczała przez całą drogę, dopóki nie dotarli do parku. Wtedy zaczęła rozmowę.
- Naprawdę podobam ci się w takim stroju?
- Na swój sposób wyglądasz w nim uroczo, choć raczej to do ciebie nie pasuje.
- Też tak myślę. Wiesz, pożyczyłam te ubrania od Magdy, bo musiałam coś sprawdzić.
- Nie coś, tylko kogoś – po tych słowach w mig pojął że chodzi o niego – Tylko po co?
- Bo nie chcę mieć faceta, który leci na mój tyłek czy elegancki wygląd. Muszę mieć pewność że on zawsze będzie przy mnie, czy będę biedna czy bogata, czy ładna czy nieładna, czy wnerwiająca czy niewnerwiająca, dziwna czy normalna...
- Czekaj, czekaj – zatrzymał się, a ona wraz z nim – Co ty chcesz mi przez to powiedzieć?
- Że się w tobie zakochałam – wydusiła jednym tchem – Nie wiedziałam tylko co ty na to, ale po naszej porannej rozmowie nie miałam już wątpliwości że ty też coś do mnie czujesz. A teraz wiem też że kochasz mnie taką jaką jestem, że nie przeszkadzają ci te moje dziwactwa, bo to wszystko naprawdę dziwnie wygląda, że ci na mnie naprawdę zależy.
- Marta... musisz coś wiedzieć.
- Co jest? - spytała zaniepokojona. Czyżby nie miała racji i pomyliła się w ocenie sytuacji? Nie, to niemożliwe.
- Ja już raz byłem żonaty.
- No i?
- I od tamtej pory żadna kobieta nie zawróciła mi w głowie. Dopóki nie spotkałem ciebie. Przywróciłaś mi wiarę w miłość, wiesz?
- To co z tym fantem robimy? - uśmiechnęła się do niego
- No jak co? Chyba zostaniesz moją dziewczyną, co? - puścił do niej oczko
- Chyba – zaśmiała się – To słowo raczej było niepotrzebne, uznajmy że tego nie powiedziałeś, więc... tak, oczywiście że będę twoją dziewczyną.
Objął ją w pasie i pocałował. Nie docierało jeszcze do niego ani do niej co właśnie przed chwilą się stało, co tak naprawdę znaczyły ich słowa. Fundamenty ich uczucia, ich związku dopiero miały zostać wybudowane.
- Widzę anioła – wymamrotał, wyciągając ku niej rękę
- Maciek! - przywołała go do porządku, wiedząc że tylko udaje
- No dobrze, dobrze – odpuścił – Pomóż mi wstać.
- Jesteś cały?
- Tak, chyba tak. Najważniejsze że nie utknąłem tam w środku. Tam jest zdecydowanie za gorąco.
Brunetka nie odezwała się już ani słowem, tylko przytuliła się do niego. Przez chwilę naprawdę się o niego bała. No ale wykonywał zawód podwyższonego ryzyka, zapewne nie pierwszy raz miał podobne problemy i nie pierwszy raz wyszedł z tego cało.
- Powiedz mi jeszcze jedną rzecz. Dlaczego ten gość mnie porwał?
- Myślał że jesteś dla mnie kimś ważnym. Wiedział że cię nie zostawię bez pomocy.
- I miał rację – wyszeptała. Maciek nie wiedział czy mówiła to odnośnie tego pierwszego zdania czy tej drugiej części wypowiedzi. Podejrzewał że jednak chodziło o tą pomoc. Bo skąd mogła wiedzieć ile dla niego znaczy? Nigdy jej o tym nie mówił, a wydawało mu się że coraz większą rolę odgrywała w jego życiu.
- Jeszcze jedno – odsunął się od niej na chwilę – Nie chcę żebyśmy kłócili się z byle powodu tak jak ostatnio. Przemyślałem to sobie i masz rację. Pójdę do tego psychologa, bo sam chyba jednak nie dam rady.
- Właśnie dałeś radę.
- Bo chodziło o ciebie. Nie mogłem pozwolić by stała ci się krzywda.
Przez chwilę stali i patrzyli sobie prosto w oczy w milczeniu. Ich twarze zaczęły się powoli do siebie zbliżać, lecz wtedy usłyszeli z oddali syreny straży pożarnej i radiowozów policyjnych.
Kilkanaście dni później kobieta miała urodziny. Jej przyjaciółka zorganizowała przyjęcie, na którym pojawiło się trochę jej znajomych, w tym Maciek. Policjant nie pił za dużo, ograniczył się tylko do jednego drinka podczas toastu za zdrowie brunetki, za to chętnie tańczył, choć zwykle nie najlepiej radził sobie na parkiecie. Na szczęście tym razem udało mu się wypaść całkiem nieźle.
- Nie podeptałem jej stóp, to już jakiś sukces – powiedział sobie w myślach
Potem tańczył też z innymi dziewczynami, ale co jakiś czas oglądał się za Martą. Musiał to przyznać, czuł coś do niej. Coś więcej niż przyjaźń. Była pierwszą kobietą od czasu rozwodu, która potrafiła zawładnąć jego sercem. Czasem miał jednak wrażenie, że to jest wyjątkowa osoba, jedyna taka na całym świecie, niepowtarzalna. W sumie każdy człowiek był takim jedynym unikalnym egzemplarzem, ale ona zdecydowanie odbiegała od „standartów”. Oczywiście w pozytywnym znaczeniu. Miała w sobie coś, co ciągnęło go ku niej.
W pewnej chwili zadzwonił jego telefon. Maciek wyszedł do łazienki, bo tylko tam mógł spokojnie przeprowadzić rozmowę. Został wezwany do zabójstwa, próbował błagać o wolne, przynajmniej jeszcze dzisiaj, ale nic nie dało się zrobić. Postanowił odszukać Martę, pożegnać się i przeprosić, ale kiedy uchylił drzwi sypialni zobaczył że brunetka całuje się z innym mężczyzną. Nie mógł uwierzyć własnym oczom! Przez chwilę stał jak wryty, aż w końcu gwałtownie się zerwał i wyszedł trzaskając drzwiami. Nikt jednak nie zwrócił na to uwagi.
Na miejscu zbrodni był zamyślony, jakby nieobecny. Wciąż przed oczami miał ten obraz... Jak mogła mu coś takiego zrobić? Owszem, nie byli parą, ale zdawało się że wszystko ku temu zmierza. A raczej zmierzało, bo teraz to już nic z tego nie będzie. Wybrała innego, trudno. Trzeba się z tym pogodzić. Szkoda tylko że nie miała odwagi mu o tym powiedzieć. Nie robiłby sobie nadziei, a tak znów został zraniony...
Po tym co zobaczył nie mógł spać w nocy. Wcześnie rano przyjechał na komendę, włączył radio i rozsiadł się wygodnie przy swoim biurku. Odpłynął myślami gdzieś daleko od rzeczywistości, odnalazł błogi spokój, którego mu tak bardzo brakowało poprzedniego wieczora. Stracił rachubę czasu, ale mógłby tak trwać nawet przez całą wieczność. Potem poszedł zrobić sobie kawy, zamienił kilka słów z Sebastianem i zaczął wypełniać raporty. Nie minęło nawet pięć minut, kiedy w drzwiach pojawił się komisarz.
- Ktoś do ciebie – rzucił Sebastian
- Kto?
- Urocza brunetka, brązowe oczy...
Szybko pojął że to Marta.
- Zajęty jestem.
- Ona twierdzi że to bardzo ważne.
- Pracuję.
- A od kiedy ty taki pracowity się zrobiłeś?
- Nie wiem, może coś w tej kawie jest dosypane – wzruszył ramionami – Powiedz jej że nie mam czasu.
Nie rozumiał dlaczego Maciek nie chce z nią rozmawiać, ale postanowił przekazać dziewczynie słowa asystenta. Nie chciał ani nie miał czasu ciągnąć go za język, zresztą wychodził z założenia że jak będzie chciał się wygadać to przyjdzie i to zrobi.
Marta jednak nie dała za wygraną i mimo tego co usłyszała, wtargnęła do biura i stanęła naprzeciw Maćka, po drugiej stronie biurka.
- Maciek, co ty odwalasz?
- Pracuję, nie widać? - nawet nie podniósł wzroku znad papierów
- Wczoraj gdzieś sobie poszedłeś, dzisiaj próbujesz mnie spławić. Co jest grane?
- Po prostu mam dużo roboty. Zresztą, wczoraj też mnie wezwali, dlatego musiałem wyjść.
- Mogłeś chociaż powiedzieć – rzekła z pretensją
- Chciałem, ale byłaś tak zajęta, że wolałem nie przeszkadzać.
Minęła chwila nim brunetka skojarzyła fakty. Dotarło do niej że Maciek trafił na najbardziej nieodpowiedni moment i teraz jest zazdrosny, bądź czuje się oszukany. Pokiwała głową i zacisnęła usta.
- A będziesz miał odwagę powiedzieć mi prosto w twarz o co ci chodzi czy dalej będziesz strzelał focha?
- Dobra. Nie powiedziałaś mi że się z kimś spotykasz. Myślałem że się przyjaźnimy, że możemy ze sobą o wszystkim pogadać, że sobie ufamy... Oszukałaś mnie.
- Nie znasz sytuacji, więc miałeś prawo sobie tak pomyśleć – nie miała żalu – A teraz posłuchaj jak było i jak jest. Nie jestem w żadnym związku. Nie spotykam się z żadnym facetem, w sensie że nie chodzę na randki. Ten facet z którym mnie wczoraj widziałeś to mój kolega z liceum. A ten pocałunek... no cholera, zaskoczył mnie!
- Zaskoczył... - mruknął z powątpiewaniem. Wtedy Marta niespodziewanie przechyliła się naprzód, jedną ręką podparła się o blat, drugą zarzuciła Maćkowi na szyję i pocałowała go. Zrobiła to by udowodnić, że mogła dać się zaskoczyć, tak jak on teraz.
- No właśnie – dodała po chwili, gdy odsunęła się od niego – Więc? Wszystko już wyjaśnione?
- Wyszedłem na idiotę? - spytał półgłosem, trochę zawstydzony że tak od razu ją osądził
- Może trochę. Ale... możesz zatrzeć złe wrażenie dzisiaj wieczorem – uśmiechnęła się tajemniczo – Będziesz po mnie o dziewiętnastej?
- Mam tylko nadzieję że nie będę musiał być w pracy – powiedział sobie w myślach i obiecał w duchu że zrobi wszystko, by znaleźć wolny czas.
Nie miał pojęcia co zaplanowała Marta, ale najważniejsze było dla niego że spędzi wieczór w jej towarzystwie. Czekał na nią pod blokiem. Tym razem kompletnie go zaskoczyła. O ile on ubrał się standardowo – czarna kurtka i dżinsowe spodnie, o tyle brunetka zdecydowanie odbiegała od swojego stylu. Dresowe spodnie, bluza z kapturem i czapka z daszkiem? Przyjrzał się jej uważnie, zmierzył wzrokiem.
- Nawet ci do twarzy, wiesz?
- Nie nabijaj się, to wcale nie jest zabawne.
- Mówię serio. A możesz mi wyjaśnić skąd taki strój?
- Zaraz wszystkiego się dowiesz, cierpliwości – odparła tajemniczo, zachowując powagę
Powoli, spokojnym krokiem ruszyli przed siebie. Dziewczyna milczała przez całą drogę, dopóki nie dotarli do parku. Wtedy zaczęła rozmowę.
- Naprawdę podobam ci się w takim stroju?
- Na swój sposób wyglądasz w nim uroczo, choć raczej to do ciebie nie pasuje.
- Też tak myślę. Wiesz, pożyczyłam te ubrania od Magdy, bo musiałam coś sprawdzić.
- Nie coś, tylko kogoś – po tych słowach w mig pojął że chodzi o niego – Tylko po co?
- Bo nie chcę mieć faceta, który leci na mój tyłek czy elegancki wygląd. Muszę mieć pewność że on zawsze będzie przy mnie, czy będę biedna czy bogata, czy ładna czy nieładna, czy wnerwiająca czy niewnerwiająca, dziwna czy normalna...
- Czekaj, czekaj – zatrzymał się, a ona wraz z nim – Co ty chcesz mi przez to powiedzieć?
- Że się w tobie zakochałam – wydusiła jednym tchem – Nie wiedziałam tylko co ty na to, ale po naszej porannej rozmowie nie miałam już wątpliwości że ty też coś do mnie czujesz. A teraz wiem też że kochasz mnie taką jaką jestem, że nie przeszkadzają ci te moje dziwactwa, bo to wszystko naprawdę dziwnie wygląda, że ci na mnie naprawdę zależy.
- Marta... musisz coś wiedzieć.
- Co jest? - spytała zaniepokojona. Czyżby nie miała racji i pomyliła się w ocenie sytuacji? Nie, to niemożliwe.
- Ja już raz byłem żonaty.
- No i?
- I od tamtej pory żadna kobieta nie zawróciła mi w głowie. Dopóki nie spotkałem ciebie. Przywróciłaś mi wiarę w miłość, wiesz?
- To co z tym fantem robimy? - uśmiechnęła się do niego
- No jak co? Chyba zostaniesz moją dziewczyną, co? - puścił do niej oczko
- Chyba – zaśmiała się – To słowo raczej było niepotrzebne, uznajmy że tego nie powiedziałeś, więc... tak, oczywiście że będę twoją dziewczyną.
Objął ją w pasie i pocałował. Nie docierało jeszcze do niego ani do niej co właśnie przed chwilą się stało, co tak naprawdę znaczyły ich słowa. Fundamenty ich uczucia, ich związku dopiero miały zostać wybudowane.
poniedziałek, 6 kwietnia 2015
Na życiowym zakręcie cz. 7
Minęły trzy tygodnie. Wypadek Artura całkowicie zmienił jego życie. Mężczyzna postanowił zakończyć wszystkie sprawy w Krakowie, wyjechać i zacząć wszystko od nowa. Dla Maćka dziwna wydawała się ta przemiana, ale być może to był właśnie ten impuls, który pozwolił mu się opamiętać, przemyśleć wszystko i zobaczyć że coś trzeba zmienić. Wycofał oskarżenie o pobicie, na spokojnie wyjaśnił sobie wszelkie niedomówienia z Martą i pożegnał się z nią, a kiedy dostał wypis ze szpitala, zniknął z życia brunetki i aspiranta.
Wydawało się że wszystko idzie ku dobremu. Maciek spędzał z Martą coraz więcej czasu, coraz lepiej się dogadywali. Raz nawet zdarzyło się że ugotowała dla niego obiad, a kilka dni później on odwdzięczył się tym samym. Śmiali się, rozmawiali, zachowywali odpowiedni dystans do wszelkich spraw. Po prostu dobrze czuli się w swoim towarzystwie.
Kiedy oskarżenia zostały wycofane, Maciek wrócił do służby. Ta przerwa nie wpłynęła jednak najlepiej na jego samopoczucie. Zgubił gdzieś pewność siebie, przekonanie do tego co robi. Coraz częściej wolał siedzieć w biurze przy papierach niż jeździć w teren, działać aktywnie w śledztwie. Coraz częściej zadawał sobie pytanie czy to jest właśnie to, co chce w życiu robić. Ale czym innym mógłby się zająć? Przez lata był przekonany że nie ma dla niego innej drogi, że to jest właśnie ta jedyna słuszna opcja, że tak będzie dobrze. Skąd nagle te wątpliwości?
Nie mówił o niczym Marcie, chciał się z tym sam uporać, jednak dziewczyna widziała iż coś jest nie tak. Próbowała poruszyć ten temat, ale Maciek zawsze ją zbywał że to tylko chwilowy szok, że musi wejść w odpowiedni rytm i to po prostu minie. Ale sam chyba w to nie wierzył, dlatego w końcu postanowił wyznać brunetce co tak naprawdę go gryzie.
- Dobra, skoro chcesz wiedzieć... - zaczął, kiedy kolejny raz zaczęła mówić o jego dziwnym zachowaniu – Przestałem wierzyć w sens mojej pracy.
- Co takiego? - podniosła brwi ze zdumienia – To znaczy?
- To znaczy że chodzę do pracy wbrew sobie. Nie chcę, nie czuję się z tym dobrze, ale przecież przez lata było inaczej. A teraz... jakiś wewnętrzny głos mi podpowiada żebym nie dotykał broni, czuję niepewność, cokolwiek bym nie zrobił już sam nie wiem czy postępuje właściwie... Boje się każdego kolejnego dnia.
- Ale... skąd to się wzięło?
- Nie mam pojęcia. Jakoś po tej przerwie...
- Powinieneś iść do psychologa – powiedziała z lekką obawą, nie wiedząc jak zareaguje mężczyzna – Zobaczysz, będzie dobrze.
- Psycholog – rzucił kpiąco – No i co mi powie? Że zabijanie jest dobre? Nie potrzebuję moralizującej pogadanki.
- Maciek – westchnęła – To nie jest zwykła pogadanka. On naprawdę ci pomoże, odzyskasz wiarę w siebie...
- Nie pójdę do żadnego psychologa.
- No ale czemu ty się tak upierasz? - nie mogła zrozumieć co nim kierowało – Przecież to nic złego, wiele ludzi chodzi na wizyty do psychologa i to naprawdę im pomaga.
- Ja nie jestem wszyscy, nie zauważyłaś tego?
- No to kim ty jesteś, przepraszam bardzo? Wielki mistrz nadczłowiek, superglina z twardą psychiką i genialnym umysłem? No to skąd te twoje problemy? No? - denerwowała się – Czego ty tak naprawdę oczekujesz? Chcę ci pomóc, a ty nie chcesz tej pomocy, więc?
- Chciałaś wiedzieć to ci powiedziałem – wzruszył ramionami
- To czego ty do cholery chcesz?!
- Na pewno nie twoich złotych rad. Poradzę sobie, potrzebuję tylko trochę czasu. A że nie dawałaś mi spokoju i drążyłaś temat to powiedziałem ci co jest grane, bo byś mi nie dała spokoju.
- Chcesz spokoju? Proszę bardzo, wychodzę! - nerwowym ruchem zerwała się do wyjścia – Zadzwoń jak się ogarniesz i będziesz już wiedział co ze sobą zrobić!
Trzasnęła jeszcze drzwiami na pożegnanie. Maciek jednak nic sobie z tego robił, jakby w ogóle go nie obchodziło że właśnie pokłócił się z brunetką. Jakoś tak nagle wszystko stało mu się obojętne...
- Kobiety...
Następnego ranka znów zmusił się by iść do pracy. Miał nadzieję że stary nie wyśle go w teren, że będzie mógł zaszyć się w tonie papierów i spędzić w jednym miejscu, bez zbędnych wyzwań, te cholerne osiem godzin. Szło całkiem nieźle, do czasu, kiedy do biura nie przyszedł Sebastian i nie poinformował go, że szuka go jakaś kobieta. Okazało się że była to współlokatorka Marty.
- Słuchaj, nie chcę zadawać ci takiego pytania... Ale czy Marta nie nocowała u ciebie? - spytała zaniepokojona
Aspirant od razu się domyślił że dziewczyna nie wróciła na noc do domu. Pokręcił głową i zerknął na telefon, żeby sprawdzić czy nie ma żadnej wiadomości od niej. Niestety, nic takiego.
- Dzwonili ze szpitala, że w pracy też się nie pojawiła. Nie mogę się z nią skontaktować, ma wyłączony telefon.
- Cholera, wczoraj się trochę posprzeczaliśmy... i to o takie pierdoły... - był wściekły na samego siebie – Dokąd mogłaby pójść?
- Nie mam pojęcia. Może do jakiejś koleżanki...
- To obdzwoń je i daj mi potem znać czego się dowiedziałaś.
Niestety, po kilkunastu kolejnych minutach nie mieli żadnych nowych wieści. Nikt nie widział Marty poprzedniego wieczoru. Ostatnią osobą był Maciek, dlatego też postanowił prześledzić drogę z jego mieszkania do mieszkania brunetki. I wtedy znalazł przy samochodzie tajemniczą karteczkę. Rozejrzał się dookoła, nie dostrzegł nikogo ani niczego podejrzanego. Sięgnął po kartkę i rozwinął ją, bowiem kilkukrotnie była złożona w kostkę. Zapisane na niej było dziewięć cyfr, przypominających numer telefonu. Maciek chciał już dzwonić, ale nagle go olśniło...
- Tomek, zajmij czymś tę panią – szepnął mu na ucho, ukradkiem wskazując na koleżankę Marty – Proszę cię, wezmę za ciebie sobotni dyżur.
Przy takim układzie asystent zgodził się spełnić prośbę kolegi. Odciągnął uwagę kobiety, a w tym czasie Maciek mógł spokojnie działać. Namierzył numer telefonu z kartki i pojechał na wyznaczone miejsce. Stare, zaniedbane osiedle kamienic. Co Marta mogła tu robić? Nie dostrzegł jej w okolicy, dlatego postanowił w końcu zadzwonić.
- No witam aspirancie, już myślałem że się nie usłyszymy – usłyszał pełen satysfakcji męski głos
- Kim jesteś i czego chcesz?
- Oj, widzę pamięć nie najlepsza – zaśmiał się – To ci przypomnę, 12 kwietnia 2010, jubiler, strzały. Mam twoją pannę.
- Ty... - syknął przez zacisnięte zęby – Dopadnę cię...
- Nic mi nie zrobisz, jeśli chcesz zobaczyć jeszcze swoją lalunię. Dzisiaj o dwudziestej, czekam na ciebie właśnie tam, gdzie był wtedy ten jubiler. Masz być sam, inaczej twoja dziewczyna zginie. Rozumiemy się?
- Daj mi ją do telefonu. Muszę mieć pewność że nic jej nie jest.
- Nie ma takiej opcji – zakończył rozmowę.
Maciek zaklął pod nosem i uderzył ze złości dłonią w kierownicę. Wiedział że mężczyzna jest tu gdzieś w pobliżu, ale czy właśnie tutaj przetrzymywał Martę? Postanowił odczekać jeszcze chwilę, a potem się rozejrzeć. Cierpliwość wyszła mu na dobre, bowiem zobaczył jak porywacz wychodzi z jednej z kamienic obok i wsiada do samochodu. Był sam. Skąd wiedział że to właśnie on? Podczas pamiętnej akcji Maciek trafił go w kolano. Od tamtej pory przestępca utykał na lewą nogę. Do tego podobna budowa ciała, właściwe miejsce... to musiał być on. Spróbował do niego zadzwonić, aby uzyskać stuprocentową pewność, ale telefon był już wyłączony.
- Ze mną nie wygrasz... - powiedział sobie w myślach Maciek.
Adrenalina i emocje sprawiały że nie docierało to do niego, ale to był właśnie ten impuls, którego potrzebował. Przestał się zamartwiać, zastanawiać, od razu działał, tak jak wcześniej. Tylko dlaczego właśnie życie Marty musiało być w zagrożeniu, żeby on mógł wrócić do formy? Dlaczego dopiero teraz się ocknął, a nie w innych przypadkach?
- Chrzanić to, najpierw muszę ją znaleźć, potem będę myślał co dalej – powiedział sobie, śledząc porywacza.
Długo jeździli po mieście, aż w końcu Maciek dotarł za mężczyzną do prawdopodobnej kryjówki. Stary, opuszczony dom na obrzeżach miasta. Kiedyś mieściła się tu agencja towarzyska, jednak została przeniesiona w inne miejsce i od tamtej pory posesja stoi pusta, nieużywana. Aspirant zaparkował samochód kilka metrów wcześniej, przy drodze. Miał nadzieję że mężczyzna nie zorientował się że jest śledzony. Policjant przeskoczył przez ogrodzenie, a potem zbliżył się do wejścia. Porywacz był już w środku. Maciek wziął do ręki broń i powoli wślizgnął się przez uchylone drzwi. Rozejrzał się na parterze, najpierw łazienka, potem kuchnia i na końcu salon. Tam znalazł Martę. Siedziała na krześle związana i zakneblowana. Natychmiast do niej podbiegł i zaczął ją uwalniać z więzów.
- Nic nie mów – szepnął jej na ucho – Zrobił ci coś?
Pokręciła głową przecząco. Maćkowi ulżyło. Nie darowałby sobie, gdyby ten facet wyrządził jej jakąś krzywdę.
- Idź na zewnątrz i schowaj się. Wyjdziesz dopiero jak cię zawołam, okej?
- Okej – rzuciła, po czym ruszyła powoli w stronę drzwi. Maciek na wszelki wypadek ją odprowadził, a potem poszedł po schodach na górę, by rozprawić się z porywaczem. Zastał go w jednym z pokoi, gdzie rozlewał benzynę na podłodze.
- Daj sobie spokój – rzucił brunet, opierając się o futrynę. W dłoni trzymał broń, w każdej chwili mógł strzelić do przestępcy – Co, myślałeś że cię nie znajdę?
- O to mi właśnie chodziło – uśmiechnął się tajemniczo, podnosząc ręce do góry – Na co jeszcze czekasz? Aresztuj mnie.
- Na ścianę – mężczyzna wykonał polecenie, a Maciek podszedł do niego i wtedy otrzymał nagły cios w twarz. Upadł na podłogę, a tamten szybko odpalił zapaliczkę, rzucił ją i zaczął uciekać. Drzwi do pokoju w jednej chwili stanęły w płomieniach. Nie było szans by przez nie przejść.
- Szlag by to – zaklął pod nosem aspirant
Miał tylko jedną drogę ucieczki – okno. Niestety, klamka okazała się być zepsuta. A czasu zostawało coraz mniej, ogień bardzo szybko się rozprzestrzeniał, a mężczyzna zaczynał się dusić.
- Nie mam wyjścia – powiedział sobie, rozglądając się dookoła – Nie mam.
Chwycił krzesło i mocno pchnął je w stronę szyby. Szkło rozpadło się na setki drobnych kawałeczków, resztek która pozostała w drewnianej ramie Maciek próbował się pozbyć na pomocą buta. W końcu wziął rozpęd, jedną nogą wskoczył na łóżko, drugą na parapet i wyskoczył. Na zewnątrz z przerażeniem całą scenę obserwowała Marta. Zamarła, kiedy policjant znalazł się w powietrzu. Ogromna siła wciskała go w ziemię, jednak on doskonale wiedział jak się zachować. Schował głowę między rękoma, przetoczył się przez lewy bark, a potem jego ciało wykonało jeszcze kilka obrotów, nim całkowicie wytraciło prędkość.
Wydawało się że wszystko idzie ku dobremu. Maciek spędzał z Martą coraz więcej czasu, coraz lepiej się dogadywali. Raz nawet zdarzyło się że ugotowała dla niego obiad, a kilka dni później on odwdzięczył się tym samym. Śmiali się, rozmawiali, zachowywali odpowiedni dystans do wszelkich spraw. Po prostu dobrze czuli się w swoim towarzystwie.
Kiedy oskarżenia zostały wycofane, Maciek wrócił do służby. Ta przerwa nie wpłynęła jednak najlepiej na jego samopoczucie. Zgubił gdzieś pewność siebie, przekonanie do tego co robi. Coraz częściej wolał siedzieć w biurze przy papierach niż jeździć w teren, działać aktywnie w śledztwie. Coraz częściej zadawał sobie pytanie czy to jest właśnie to, co chce w życiu robić. Ale czym innym mógłby się zająć? Przez lata był przekonany że nie ma dla niego innej drogi, że to jest właśnie ta jedyna słuszna opcja, że tak będzie dobrze. Skąd nagle te wątpliwości?
Nie mówił o niczym Marcie, chciał się z tym sam uporać, jednak dziewczyna widziała iż coś jest nie tak. Próbowała poruszyć ten temat, ale Maciek zawsze ją zbywał że to tylko chwilowy szok, że musi wejść w odpowiedni rytm i to po prostu minie. Ale sam chyba w to nie wierzył, dlatego w końcu postanowił wyznać brunetce co tak naprawdę go gryzie.
- Dobra, skoro chcesz wiedzieć... - zaczął, kiedy kolejny raz zaczęła mówić o jego dziwnym zachowaniu – Przestałem wierzyć w sens mojej pracy.
- Co takiego? - podniosła brwi ze zdumienia – To znaczy?
- To znaczy że chodzę do pracy wbrew sobie. Nie chcę, nie czuję się z tym dobrze, ale przecież przez lata było inaczej. A teraz... jakiś wewnętrzny głos mi podpowiada żebym nie dotykał broni, czuję niepewność, cokolwiek bym nie zrobił już sam nie wiem czy postępuje właściwie... Boje się każdego kolejnego dnia.
- Ale... skąd to się wzięło?
- Nie mam pojęcia. Jakoś po tej przerwie...
- Powinieneś iść do psychologa – powiedziała z lekką obawą, nie wiedząc jak zareaguje mężczyzna – Zobaczysz, będzie dobrze.
- Psycholog – rzucił kpiąco – No i co mi powie? Że zabijanie jest dobre? Nie potrzebuję moralizującej pogadanki.
- Maciek – westchnęła – To nie jest zwykła pogadanka. On naprawdę ci pomoże, odzyskasz wiarę w siebie...
- Nie pójdę do żadnego psychologa.
- No ale czemu ty się tak upierasz? - nie mogła zrozumieć co nim kierowało – Przecież to nic złego, wiele ludzi chodzi na wizyty do psychologa i to naprawdę im pomaga.
- Ja nie jestem wszyscy, nie zauważyłaś tego?
- No to kim ty jesteś, przepraszam bardzo? Wielki mistrz nadczłowiek, superglina z twardą psychiką i genialnym umysłem? No to skąd te twoje problemy? No? - denerwowała się – Czego ty tak naprawdę oczekujesz? Chcę ci pomóc, a ty nie chcesz tej pomocy, więc?
- Chciałaś wiedzieć to ci powiedziałem – wzruszył ramionami
- To czego ty do cholery chcesz?!
- Na pewno nie twoich złotych rad. Poradzę sobie, potrzebuję tylko trochę czasu. A że nie dawałaś mi spokoju i drążyłaś temat to powiedziałem ci co jest grane, bo byś mi nie dała spokoju.
- Chcesz spokoju? Proszę bardzo, wychodzę! - nerwowym ruchem zerwała się do wyjścia – Zadzwoń jak się ogarniesz i będziesz już wiedział co ze sobą zrobić!
Trzasnęła jeszcze drzwiami na pożegnanie. Maciek jednak nic sobie z tego robił, jakby w ogóle go nie obchodziło że właśnie pokłócił się z brunetką. Jakoś tak nagle wszystko stało mu się obojętne...
- Kobiety...
Następnego ranka znów zmusił się by iść do pracy. Miał nadzieję że stary nie wyśle go w teren, że będzie mógł zaszyć się w tonie papierów i spędzić w jednym miejscu, bez zbędnych wyzwań, te cholerne osiem godzin. Szło całkiem nieźle, do czasu, kiedy do biura nie przyszedł Sebastian i nie poinformował go, że szuka go jakaś kobieta. Okazało się że była to współlokatorka Marty.
- Słuchaj, nie chcę zadawać ci takiego pytania... Ale czy Marta nie nocowała u ciebie? - spytała zaniepokojona
Aspirant od razu się domyślił że dziewczyna nie wróciła na noc do domu. Pokręcił głową i zerknął na telefon, żeby sprawdzić czy nie ma żadnej wiadomości od niej. Niestety, nic takiego.
- Dzwonili ze szpitala, że w pracy też się nie pojawiła. Nie mogę się z nią skontaktować, ma wyłączony telefon.
- Cholera, wczoraj się trochę posprzeczaliśmy... i to o takie pierdoły... - był wściekły na samego siebie – Dokąd mogłaby pójść?
- Nie mam pojęcia. Może do jakiejś koleżanki...
- To obdzwoń je i daj mi potem znać czego się dowiedziałaś.
Niestety, po kilkunastu kolejnych minutach nie mieli żadnych nowych wieści. Nikt nie widział Marty poprzedniego wieczoru. Ostatnią osobą był Maciek, dlatego też postanowił prześledzić drogę z jego mieszkania do mieszkania brunetki. I wtedy znalazł przy samochodzie tajemniczą karteczkę. Rozejrzał się dookoła, nie dostrzegł nikogo ani niczego podejrzanego. Sięgnął po kartkę i rozwinął ją, bowiem kilkukrotnie była złożona w kostkę. Zapisane na niej było dziewięć cyfr, przypominających numer telefonu. Maciek chciał już dzwonić, ale nagle go olśniło...
- Tomek, zajmij czymś tę panią – szepnął mu na ucho, ukradkiem wskazując na koleżankę Marty – Proszę cię, wezmę za ciebie sobotni dyżur.
Przy takim układzie asystent zgodził się spełnić prośbę kolegi. Odciągnął uwagę kobiety, a w tym czasie Maciek mógł spokojnie działać. Namierzył numer telefonu z kartki i pojechał na wyznaczone miejsce. Stare, zaniedbane osiedle kamienic. Co Marta mogła tu robić? Nie dostrzegł jej w okolicy, dlatego postanowił w końcu zadzwonić.
- No witam aspirancie, już myślałem że się nie usłyszymy – usłyszał pełen satysfakcji męski głos
- Kim jesteś i czego chcesz?
- Oj, widzę pamięć nie najlepsza – zaśmiał się – To ci przypomnę, 12 kwietnia 2010, jubiler, strzały. Mam twoją pannę.
- Ty... - syknął przez zacisnięte zęby – Dopadnę cię...
- Nic mi nie zrobisz, jeśli chcesz zobaczyć jeszcze swoją lalunię. Dzisiaj o dwudziestej, czekam na ciebie właśnie tam, gdzie był wtedy ten jubiler. Masz być sam, inaczej twoja dziewczyna zginie. Rozumiemy się?
- Daj mi ją do telefonu. Muszę mieć pewność że nic jej nie jest.
- Nie ma takiej opcji – zakończył rozmowę.
Maciek zaklął pod nosem i uderzył ze złości dłonią w kierownicę. Wiedział że mężczyzna jest tu gdzieś w pobliżu, ale czy właśnie tutaj przetrzymywał Martę? Postanowił odczekać jeszcze chwilę, a potem się rozejrzeć. Cierpliwość wyszła mu na dobre, bowiem zobaczył jak porywacz wychodzi z jednej z kamienic obok i wsiada do samochodu. Był sam. Skąd wiedział że to właśnie on? Podczas pamiętnej akcji Maciek trafił go w kolano. Od tamtej pory przestępca utykał na lewą nogę. Do tego podobna budowa ciała, właściwe miejsce... to musiał być on. Spróbował do niego zadzwonić, aby uzyskać stuprocentową pewność, ale telefon był już wyłączony.
- Ze mną nie wygrasz... - powiedział sobie w myślach Maciek.
Adrenalina i emocje sprawiały że nie docierało to do niego, ale to był właśnie ten impuls, którego potrzebował. Przestał się zamartwiać, zastanawiać, od razu działał, tak jak wcześniej. Tylko dlaczego właśnie życie Marty musiało być w zagrożeniu, żeby on mógł wrócić do formy? Dlaczego dopiero teraz się ocknął, a nie w innych przypadkach?
- Chrzanić to, najpierw muszę ją znaleźć, potem będę myślał co dalej – powiedział sobie, śledząc porywacza.
Długo jeździli po mieście, aż w końcu Maciek dotarł za mężczyzną do prawdopodobnej kryjówki. Stary, opuszczony dom na obrzeżach miasta. Kiedyś mieściła się tu agencja towarzyska, jednak została przeniesiona w inne miejsce i od tamtej pory posesja stoi pusta, nieużywana. Aspirant zaparkował samochód kilka metrów wcześniej, przy drodze. Miał nadzieję że mężczyzna nie zorientował się że jest śledzony. Policjant przeskoczył przez ogrodzenie, a potem zbliżył się do wejścia. Porywacz był już w środku. Maciek wziął do ręki broń i powoli wślizgnął się przez uchylone drzwi. Rozejrzał się na parterze, najpierw łazienka, potem kuchnia i na końcu salon. Tam znalazł Martę. Siedziała na krześle związana i zakneblowana. Natychmiast do niej podbiegł i zaczął ją uwalniać z więzów.
- Nic nie mów – szepnął jej na ucho – Zrobił ci coś?
Pokręciła głową przecząco. Maćkowi ulżyło. Nie darowałby sobie, gdyby ten facet wyrządził jej jakąś krzywdę.
- Idź na zewnątrz i schowaj się. Wyjdziesz dopiero jak cię zawołam, okej?
- Okej – rzuciła, po czym ruszyła powoli w stronę drzwi. Maciek na wszelki wypadek ją odprowadził, a potem poszedł po schodach na górę, by rozprawić się z porywaczem. Zastał go w jednym z pokoi, gdzie rozlewał benzynę na podłodze.
- Daj sobie spokój – rzucił brunet, opierając się o futrynę. W dłoni trzymał broń, w każdej chwili mógł strzelić do przestępcy – Co, myślałeś że cię nie znajdę?
- O to mi właśnie chodziło – uśmiechnął się tajemniczo, podnosząc ręce do góry – Na co jeszcze czekasz? Aresztuj mnie.
- Na ścianę – mężczyzna wykonał polecenie, a Maciek podszedł do niego i wtedy otrzymał nagły cios w twarz. Upadł na podłogę, a tamten szybko odpalił zapaliczkę, rzucił ją i zaczął uciekać. Drzwi do pokoju w jednej chwili stanęły w płomieniach. Nie było szans by przez nie przejść.
- Szlag by to – zaklął pod nosem aspirant
Miał tylko jedną drogę ucieczki – okno. Niestety, klamka okazała się być zepsuta. A czasu zostawało coraz mniej, ogień bardzo szybko się rozprzestrzeniał, a mężczyzna zaczynał się dusić.
- Nie mam wyjścia – powiedział sobie, rozglądając się dookoła – Nie mam.
Chwycił krzesło i mocno pchnął je w stronę szyby. Szkło rozpadło się na setki drobnych kawałeczków, resztek która pozostała w drewnianej ramie Maciek próbował się pozbyć na pomocą buta. W końcu wziął rozpęd, jedną nogą wskoczył na łóżko, drugą na parapet i wyskoczył. Na zewnątrz z przerażeniem całą scenę obserwowała Marta. Zamarła, kiedy policjant znalazł się w powietrzu. Ogromna siła wciskała go w ziemię, jednak on doskonale wiedział jak się zachować. Schował głowę między rękoma, przetoczył się przez lewy bark, a potem jego ciało wykonało jeszcze kilka obrotów, nim całkowicie wytraciło prędkość.
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)