czwartek, 28 stycznia 2016

VIII. Scen nr 4

           Wieczorem, kiedy Sebastian wrócił do domu, napotkał głuchą ciszę. Jaka miła odmiana! Zawsze jak nie głośna muzyka czy telewizor, to gadanie jego siostry. Buzia się jej wręcz nie zamykała. Potrafiła mówić godzinami, nawet jeśli rozmówca nie okazywał zainteresowania. Kiedy jednak wychodziła na imprezę, komisarz mógł wreszcie trochę odetchnąć i nacieszyć się chwilą spokoju. Tak też zrobił teraz. Ściągnął buty i kurtkę, po czym padł plecami na kanapę w salonie. Nawet nie chciało mu się iść do lodówki po piwo. Ale tak naprawdę w tej chwili niczego więcej nie potrzebował.
Agata miała włosy sięgające niewiele poniżej brody, niezbyt długie jak na kobietę, farbowane na czarny kolor. Była młodsza od Sebastiana o trzynaście lat. W tej chwili liczyła sobie dziewiętnaście wiosen i studiowała dziennikarstwo. Według niego doskonale wpisałaby się w ten zawód. Była ciekawska, lubiła zadawać dużo pytań, bujna wyobraźnia często dodawała coś od siebie do obrazu rzeczywistości. Kiedyś wymyśliła nawet że Sebastian podkochuje się w swojej partnerce z pracy, Joasi, lecz nie było w tym ani ziarna prawdy. Upór dziewczyny i jej pewność siebie potrafiły niejednego człowieka wyprowadzić z równowagi. Wykapana dziennikarka. Tylko dać jej mikrofon w rękę i gościa z kamerą który będzie za nią biegał i filmował.
Zaledwie przez niecałe dziesięć minut dane mu było rozkoszować się ciszą i spokojem. Usłyszał trzask zamka w drzwiach i wiedział już, że dzisiaj siostra nie wybrała się na imprezę, a jedynie na kilka minut opuściła mieszkanie.
- Sebastian, wróciłeś? - zawołała zauważywszy jego kurtkę na wieszaku – No mów, jak w pracy?
- Dzień jak co dzień – odparł, podnosząc się do pozycji siedzącej – Mamy nowego na komendzie.
- Młody, stary? - stanęła w progu i oparła się o futrynę
- Będzie gdzieś koło trzydziestki... Na pewno młodszy ode mnie.
- Przystojny? - na jej twarzy pojawił się figlarny uśmiech
- Aga, błagam cię – westchnął, przewracając oczami
- No co, żartuję przecież! Byłam w sklepie, kupiłam ci zupkę w proszku, chcesz? - mówiła, odwracając się plecami i kierując w stronę kuchni – Dzwonili rodzice. Kazali cię pozdrowić. A, wiesz, spotkałam dzisiaj Natalię, tą z mojej klasy z liceum. Wiesz że ona też studiuje w Krakowie? Ekonomia. Ma nadzieję że za kilka lat będzie pracować w wielkiej firmie jako księgowa. Nadzieję... - prychnęła – Ba, ja jestem pewna że jej się uda! Przecież ona zawsze taka zdolna była...
Sebastian jednak już jej nie słuchał. Jego myśli zostały kilka zdań wcześniej, na początku jej wypowiedzi. Uśmiechnął się pod nosem ironicznie.
- Zupka w proszku – zawołał, idąc do niej – Kochana siostrzyczka... Nie mogłaś ugotować czegoś normalnego?
- Uczyłam się. Przecież wiesz że niedługo sesja.
- Tak, wiem nie musisz mi mówić – machnął ręką zrezygnowany – Zadowolę się chlebem z szynką.
- Dobre i to – wzruszyła ramionami, na co Sebastian odpowiedział jedynie cichym westchnieniem. Przyzwyczaił się że ostatnie zdanie zawsze musi należeć do niej, nawet choćby w ogóle nie miało sensu i nic nie wnosiłoby do rozmowy.

           Następnego ranka Maciek znów się spóźnił do pracy. Poprzedniego popołudnia wymienił uszkodzone koło, ale kiedy rano chciał wsiąść do samochodu, zauważył że tym razem w innym nie ma powietrza. Teraz jednak nie uwierzył w przypadek. Ktoś zrobił to specjalnie. Obiecał sobie w duchu zająć się tą dziwną przypadłością „samoprzebijających się kół”, ale później. Spieszył się przecież do pracy. Nie pozostało mu nic innego jak powtórzyć scenariusz ze wczoraj i zamówić taksówkę.
Tymczasem Ola, korzystając z nieobecności nowego partnera, postanowiła sprawdzić teren i zobaczyć co sądzą o nim pozostali. Na pierwszy ogień poszła Aśka.
- Tak naprawdę to nie znamy go jeszcze za dobrze. Ani ja, ani ty, ani nikt inny. Ale wydaje się być sympatyczny – przyznała Joasia, a do dyskusji przyłączył się także Rafał, który już przez chwilę stał w progu i przysłuchiwał się rozmowie.
- Nie powinniśmy go oceniać. Każdy miał swoje początki, lepsze czy gorsze...
- Czyli go polubiliście – powiedziała z nutką rozczarowania
- A czemu mielibyśmy nie?
- Nieważne – rzuciła, po czym wyminęła ich oboje i poszła do biura. Wymienili zdumione spojrzenia, a zaraz potem ruszyli za nią.
- Ola, o co ci chodzi? Bo zastąpił Marka? Prędzej czy później zrobiłby to ktoś inny – tłumaczyła blondynka – Przecież to jest bez sensu. Co ci to da?
- Co ty w ogóle o nim wiesz? - dodał Rafał, na co kobieta wyprostowała się i zaczęła głośno mówić
- Maciej Strzeliński, urodzony 8 sierpnia 1987 roku we Wrocławiu. Nie jest żonaty, rodzice nie żyją, ale za to ma o pięć lat młodszą siostrę, która studiuje właśnie tam, we Wrocławiu. Do wydziału śledczego trafił w 2013 roku, awans za wzorową służbę, dobre wyniki i wyróżnianie się na tle kolegów. Oczywiście we Wrocławiu. I mógł tam sobie siedzieć, ale nie, coś mu odwaliło i dwa miesiące temu złożył podanie o przeniesienie, a właśnie wczoraj zostało ono ostatecznie zrealizowane.
- Skąd ty to wszystko wiesz? - wydusiła zdumiona Aśka – Sam ci to powiedział?
- Są inne sposoby – rzuciła tajemniczo
- Sprawdzałaś go?!
- Chyba muszę wiedzieć z kim pracuję, prawda?
Blondwłosa pomyślała że koleżance zupełnie odbiło. Przejrzała jego kartotekę jakby trafiła na jakiegoś przestępcę, wydała już na niego „wyrok” że nie chce z nim pracować, choć nawet go nie poznała. Nie rozumiała skąd takie zachowanie. Przecież to do niej nie pasowało! Może jednak powinna była iść na ten urlop i odpocząć? Może jednak to stało się za wcześnie i kobieta wciąż nie pogodziła się z faktem że na tym stanowisku pojawi się ktoś inny?

           Niestety, Asi i Sebastianowi nie było dane zostać w ciepłym i suchym biurze. Pogoda nie dopisywała, prószył śnieg, który jednak za względu na dodatnią temperaturę od razu topniał. Do  tego pochmurne niebo i niskie ciśnienie atmosferyczne. Byliby skłonni pozostać na komendzie nawet za cenę podwójnej ilości raportów, ale to właśnie im przydzielone zostało śledztwo.
Dojechali nad brzeg Wisły, kilkaset metrów w bok od mostu. Znaleziono tam zwłoki mężczyzny, jednak z zewnątrz nie było widać żadnych śladów, które wskazywałyby na morderstwo.
- Cholera jasna – zaklęła Joasia, kiedy tylko po opuszczeniu samochodu jej buty zapadły się w błocie – Nowe kozaczki!
- Umyjesz sobie – rzucił jej partner, idąc w stronę techników, którzy już od kilku minut pracowali na miejscu. Ekipą dowodziła młoda, ale za to energiczna i rezolutna brunetka. Skończyła szkolenie z wyróżnieniem, jak burza przeszła przez kolejne szczeble drabinki zwanej „karierą” i od roku kierowała grupą techników, która miała przyjemność współpracować z komisarzami. Sebastian podszedł do niej. Stała w ciemnoniebieskiej kurtce z kapturem, zakrywającym jej ciemne, bujne włosy. Patrzyła gdzieś daleko przed siebie, w jakiś punkt, widoczny tylko dla niej.
- Cześć Marta – przywitał się, zatrzymując się obok niej
- Cześć – odparła, nie przenosząc wzroku
- Jak sytuacja? - spytał komisarz
- Beznadziejna – westchnęła – Sam widzisz co się dzieje. Jeśli były tu jakieś ślady, prawdopodobnie rozmokły w tej całej ciapie.
- Mamy chociaż dokumenty?
- Mariusz! - przywołała do siebie jednego z podwładnych. Wręczył on jej torebkę foliową, w której zabezpieczone zostały: dowód osobisty, prawo jazdy i spora ilość gotówki.
- No proszę – mruknął brunet, oglądając dokładniej zawartość przez przezroczysty materiał – Kasy mu nie brakowało.
- Jak widać – odparła obojętnie
- Antoni Grawicz... lat 37, żonaty, wzrost nas nie interesuje... no i mamy adres naszej ofiary. Mamy coś jeszcze?
- Telefon, prawdopodobnie ofiary. Jest uszkodzony, będziecie musieli trochę poczekać na odzyskanie danych.
- Byle nie za długo – zastrzegł, oddając jej zabezpieczone materiały. Odszedł w stronę samochodu i zapalił papierosa. Czekał aż Joasia skończy rozmowę z patologiem i dołączy do niego.
- Ale dobre – mruknął, gdy znalazła się w pobliżu. Blondynka jedynie pokręciła głową. Nienawidziła dymu tytoniowego.
- Żadnych śladów zewnętrznych. Bójkę czy napad możemy chyba wykluczyć.
- Tym bardziej że miał przy sobie sporą ilość pieniędzy – dodał, w odniesieniu do drugiej możliwości – Czyli co?
- Adam twierdzi że wygląda mu to na zawał. Ale więcej...
- Po sekcji – dokończył za nią, rzucając w kałużę niedopałek – Dobra, wsiadaj. Jedziemy do domu ofiary.

poniedziałek, 25 stycznia 2016

VIII. Scen nr 3

           Kobieta szła mniej więcej dwa kroki przed nim. Ani razu nie obróciła się do tyłu, jakby w ogóle nie zwracała uwagi na niego. Pokazała pospiesznie inne pomieszczenia sąsiadujące z biurem komendanta, rzucając krótko ich nazwami. Kiedy zeszli piętro niżej, Maciek przyspieszył, by się zrównać z brunetką.
- On tak zawsze? - spytał, zaintrygowany stylem przełożonego – Na początku mówił do mnie w liczbie mnogiej.
Zatrzymała się na chwilę. Milczała. Nawet teraz nie spojrzała w jego stronę. Mimo to jeszcze raz spróbował nawiązać kontakt.
- Zauważyłem że do ciebie normalnie mówił. Chyba go wkurzyłem tym spóźnieniem, co?
Nadal milczała, co trochę zirytowało mężczyznę. Postanowił teraz uderzyć prosto z mostu.
- Ej, czemu nic nie mówisz?
- Co mam ci do cholery powiedzieć? - powiedziała rozgniewana – Że bardzo się cieszę że będziemy razem pracować? Otóż nie, wcale się nie cieszę, wcale nie chcę z tobą pracować. Nie wiem po jaką cholerę cię tu ściągnęli, ale wiedz jedno – ja tego nie chciałam.
- Trudno – mruknął, przybierając kamienną twarz – Musisz to jakoś przełknąć.
- Może i przełknę – odparła, w końcu przenosząc wzrok na jego postać – Ale nie zamierzam tego przetrawić – zakończyła pierwszą potyczkę słowną – A teraz idź tam, na wprost, powiedz ładnie dzień dobry i przedstaw się reszcie ekipy. Przyjdę za kilka minut.
Chcąc nie chcąc, musiała się nim zająć. Przecież dostała taki rozkaz. I to ją najbardziej irytowało – nie Tomek, który z chęcią zostawiłby papiery z dala od siebie, nie komendant, który wolał siedzieć na swoim wygodnym, skórzanym fotelu i nic nie robić, tylko właśnie ona. Nie musiała pytać dlaczego, w końcu miał zostać jej partnerem. Ale tylko na papierze. Ona sama tej decyzji nie podjęła, nie zaakceptowała go.
Odprowadziła go wzrokiem, a kiedy została sama w korytarzu, spokojnym już krokiem podążała do kuchni. Zamierzała zrobić sobie mocną kawę, spodziewała się trudnego dnia, mimo że mogła być w stu procentach pewna iż nie dostanie żadnego śledztwa. Ani dzisiaj, ani jutro, ani w najbliższym tygodniu. W końcu nowy będzie musiał dostać trochę czasu nim pozna miasto i zaaklimatyzuje się w nowym miejscu...
Nie minęło nawet dziesięć minut odkąd wszedł do biura, a już słyszała zza ściany podniesione, wesołe głosy. Polubili go. Szybko zapomnieli o koledze, który poświęcając się służbie, stracił życie. No bo po co pamiętać, po co wspominać, skoro go już nie ma? Poczuła ukłucie i żal. Żal do nich wszystkich. Miała ochotę tam wejść, nawrzeszczeć na nich, ale jaki to miałoby skutek? Żaden. Szkoda na nich głosu i nerwów...
Ale wesoły gwar szybko ucichnął. Próbowała się wsłuchać w cokolwiek, każdy nawet najdrobniejszy dźwięk, jaki mógłby stamtąd dochodzić, ale jedyne co napotkała to cisza. Przypomnieli sobie?
- Przechodzi ciężki okres w życiu zawodowym – przyznał Sebastian, jeden z komisarzy, gdy Maciek zapytał go o przyczyny dziwnego zachowania kobiety. Był nawet trochę podobny do Maćka, lecz starszy. Też miał ciemne włosy, jednak trochę dłuższe i starannie przystrzyżoną brodę – Właściwie to prywatnym chyba też. Twój poprzednik zginął w eksplozji bomby. W opuszczonym domu, na strychu. Olka znała go już wcześniej, zanim zaczęli razem pracować... Przyjaźnili się. Nie jest jej łatwo, rozumiesz?
- Domyślam się – przyznał, skinąwszy głową – I ona pewnie widzi to jako takie przedmiotowe traktowanie swojego przyjaciela. Dopóki był to wszystko fajnie, a jak go zabrakło to trzeba dać nowy zamiennik, tak jak w miejsce zepsutej rzeczy, kupujemy nową, a starą wyrzucamy.
- Coś w tym jest – przyznała Joanna, partnerka Sebastiana. Była to kobieta o długich, bujnych blond włosach, na czas pracy spinanych w kucyk. Uroku tej fryzurze dodawała jednak zaczesana na prawo grzywka, która zakrywała mniej więcej pół czoła. Asia była niewysoka i szczupła, wyglądała młodo i prawie w niczym nie przypominała policjantki (może jedynie z charakteru). Nikt nie domyślał się jednak że w tym na pozór delikatnym kobiecym ciałku drzemie trochę siły, tak jak pod skorupą twardej, kierującej się jedynie rozumem oraz intuicją policjantki, skrywała się krucha i wrażliwa, potrzebująca odrobiny troski i czułości kobieta.
- Ale to jest naturalna kolej rzeczy – tłumaczył Maciek – Ludzie odchodzą, pojawiają się nowi... Trzeba się z tym po prostu pogodzić.
- Myślę że ona potrzebuje trochę czasu – do rozmowy wtrąciła się Ania, trzecia z kobiet w biurze. Miała proste, czarne włosy do ramion, była wyższa zarówno od Aśki, jak i od swojej imienniczki (nazywanej przez przyjaciół Olą). Również mogła się poszczycić smukłą sylwetką. Pracowała z Rafałem, wysokim, postawnym mężczyzną, który zawsze golił się na łyso. Na pierwszy rzut oka wyglądał groźnie, może nawet przypominał trochę stereotyp ochroniarza z nocnego klubu, ale Maciek szybko się przekonał że to spokojny (do czasu) i wyrachowany mężczyzna. Zawsze wiedział co robi, nie lubił marnować czasu na bezsensensowne kroki, które prowadziły jedynie do punktu wyjścia. Miał swoje zasady i zawsze ich przestrzegał. Nie było nic ważniejszego na tym świecie, no chyba że... oczywiście kobieta, wybranka jego serca. Dla niej był gotów zrobić absolutnie wszystko.
- Po prostu bądź dla niej wyrozumiały, okej? - on także chciał posłużyć radą
- To nie będzie łatwe – przyznał Maciek – Ale będę się starał. W końcu mam z nią współpracować, a nie walczyć. W sumie... - dodał po chwili – Zastanawia mnie jedna rzecz.
- Jaka? - Aśka wyrwała się jako pierwsza
- Dlaczego raz mówicie o niej Anka, a raz Olka?
- No bo oficjalnie to jest Anka – powiedział Sebastian, mając na myśli że kobieta ma tak zapisane w dokumentach
- Ale nieoficjalnie, czyli dla rodziny, dla przyjaciół jest Olą – kontynuowała Joasia – To jej drugie imię. Nigdy nie lubiła swojego pierwszego imienia, ale też nie pozwala używać drugiego obcym. Dlatego lepiej jeśli na razie będziesz nazywał ją, że tak powiem, wersją oficjalną. Jak długo? - spytała, kiedy zobaczyła że otwiera usta by coś powiedzieć – Trudno powiedzieć. Oczywiście dopóki sama ci tego nie zaproponuje, ale nie wiadomo ile to może potrwać.
- Dla mnie żaden problem, ale jeśli dla niej to tyle znaczy to okej.
Nagle otworzyły się drzwi i w progu stanęła właśnie ona. Rozejrzała się dookoła i już po minach współpracowników wiedziała że o niej rozmawiali. Uśmiechnęła się słabo, domyślając się że Maciek wie już o najważniejszym – o Marku, o tym że był dla niej ważną osobą i że zginął ratując jej życie.
- Chodź, pokażę ci trochę miasta – zwróciła się do bruneta, starając się brzmieć jak najbardziej naturalnie. Maciek powoli wstał, pożegnał się na kilkadziesiąt minut, może nawet kilka godzin, z ekipą i poszedł wraz z Anią do samochodu. Nie wiedział jak zacząć rozmowę, więc jej po prostu nie zaczynał. Siedział w milczeniu, nie chcąc się wymądrzać, nie chcąc o nic pytać. Bo co mógł zrobić? Nic. Ona musi to po prostu przeżyć, sama pogodzić się z tym co się wydarzyło.
- Co ci tam o mnie nagadali? - uśmiechnęła się sztucznie
- Żebym zwracał się do ciebie oficjalnie, to znaczy per Anna – spróbował sprytnie ominąć temat przeszłości
- A o twoim poprzedniku nie wspominali? - spytała z nutką złości w głosie
- Na pewno chcesz o tym rozmawiać?
- Chcę po prostu wyprostować kilka rzeczy.
- Prostować? - uniósł brwi ze zdumienia. Zaraz do głowy nasunęło mu się kilka teorii. - Powiedzieli tyle że zginął w eksplozji, że się przyjaźniliście i znaliście się wcześniej, przed pracą w policji.
- To są fakty – przyznała po chwili – Coś jeszcze?
- Mieliście romans? - rzucił wprost, doskonale zdając sobie sprawę z tego że wyskoczył daleko poza granicę, której nie powinien był przekraczać. Kobieta zjechała na bok, wyłączyła silnik i cisnęła w niego kluczykami. Pomyślał że za chwilę wyskoczy z samochodu, pobiegnie przed siebie, a on będzie musiał sam trafić z powrotem na komendę i w dodatku tłumaczyć się z nieobecności partnerki.
- Zamieniamy się – powiedziała łamiącym się głosem – Powiem ci którędy jechać.
- Czyli mieliście – odparł, zajmując miejsce za kierownicą
- To było jeszcze w szkole policyjnej – wyznała, choć sama nie wiedziała dlaczego to mówi – Nie pasowaliśmy do siebie, ale coś nas pociągało. Takie zauroczenie. Potem jednak zostaliśmy w dobrych relacjach i spotkaliśmy się tutaj. Dobrze nam się pracowało i dlatego postanowiliśmy że nikt nie może się dowiedzieć o tym co było między nami kiedyś. Stary ma dość konserwatywne poglądy, nie pozwoliłby na romans swoich podwładnych...
- I dlatego mnie nie lubisz?
- To nawet nie jest tak że cię nie lubię, przecież cię nawet nie znam – spoglądała w jeden punkt za szybą – A tak w ogóle to kto ci powiedział?
- Intuicja – uśmiechnął się tajemniczo – Jak powiedziałaś że chcesz sprostować, to coś mi tu właśnie nie zagrało. Pomyślałem że masz coś do ukrycia. To było pierwsze co mi wpadło do głowy.
Pokiwała jedynie głową. Przez chwilę wydawało się, że nawiązali jakiś kontakt, nić porozumienia, ale za chwilę powrócił ten sam chłód, przez który jeszcze kilkanaście minut temu Maciek nieudolnie próbował się przebić.
- Jedź – powiedziała, biorąc głęboki oddech i jednocześnie pokonując chwilę swojej słabości

czwartek, 21 stycznia 2016

VIII. Scen nr 2

           Już w sobotę rano przyjechał do Krakowa. Dzięki nocnej podróży nie musiał stać w korkach, co zawsze podnosiło mu ciśnienie, czasem nawet do tego stopnia, że nawet kawa nie byłaby w stanie tego zrobić. Nie czuł się zmęczony, mimo nieprzespanej nocy. Ale za to dokuczał mu głód. Niewiele myśląc zjechał na najbliższą stację benzynową, kupił coś do jedzenia i kawę.
- Na cholerę mi to było? - spytał w myślach, siedząc w samochodzie i zastanawiając się co będzie, jeśli nie uda mu się znaleźć mieszkania jeszcze dzisiaj. Hotel? Był na to przygotowany, choć nie do końca zadowolony z takiego rozwiązania. Głównie ze względu na finanse. Według niego była to strata pieniędzy. Nigdy nie miał skłonności do bycia rozrzutnym, lecz gdy zaczął sam zarabiać, jeszcze bardziej dbał o to, by jego wydatki były dobrze przemyślane. Czasem pozwalał sobie na odrobinę szaleństwa, ale tylko wtedy gdy miał bezpieczny zapas na swoim koncie.
Zawsze musiał mieć sytuację pod kontrolą. Tylko wtedy czuł się pewnie, potrafił zachować spokój i opanowanie. Kiedy coś nie szło po jego myśli, starał się by wszystko szybko wróciło na właściwe tory. Zdarzało mu się wtedy wyolbrzymiać swoje niepowodzenie, jakby otrzymał silny cios, który powalił go na deski. Ale zawsze potem wstawał i walczył dalej. Szedł po swoje, nawet jeśli była to droga przez rozżarzone węgle, którą trzeba pokonać boso.
- Mogłem jeszcze poczekać. Najpierw załatwić mieszkanie, potem wyjechać – wyrzucał sobie zbędny pośpiech – Teraz to już... - westchnął, machnąwszy ręką
Na szczęście pozytywne rozstrzygnięcie przyniosło drugie spotkanie. Z pierwszego mieszkania zrezygnował, gdyż jego zdaniem właściciel zbyt wiele żądał na najem. Zresztą, nie podobało mu się ono aż tak bardzo. Albo tylko sobie tak wmawiał, by nie przyznawać się przed samym sobą że po prostu go nie stać na takie mieszkanie.
Drugi właściciel już od razu zrobił na nim dobre wrażenie. Niski, siwawy mężczyzna około pięćdziesiątki wyglądał na sympatyczną i uczciwą osobę. Nie próbował ukrywać niektórych defektów, jak robili to niektórzy, przyznał że czasem u sąsiadów może być głośno, bowiem za ścianą mieszkają studenci.
- Wie pan, tutaj też wcześniej mieszkali studenci. Nie powiem, płacili na czas, ale to w jakim stanie zostawili mi to mieszkanie...
Maciek skinął głową. Ile to razy na początku swojej kariery w policji na nocnych dyżurach jeździli upominać imprezujących studentów... Niektórzy z pokorą przyjmowali pouczenie, czasem nawet mandal, ale byli też tacy, najczęściej już pijani, awanturujący się, nieprzebierający w słowach, nawet też agresywni.
Przeczytał dokładnie umowę i ją podpisał. Warunki mu odpowiadały, cena też wyglądała przystępnie. Choć lokum nie było duże, dla niego wystarczyło. Niespełna trzydzieści metrów kwadratowych, w tym jeden mały pokoik sypialny, łazienka, balkon, który może maksymalnie pomieścić dwie, może trzy osoby i kuchnia łączona z salonem, w porównaniu zresztą mieszkania wydawała się być dość obszerna. Od razu po przekroczeniu progu wchodziło się właśnie do tego pomieszczenia. Po prawej stronie znajdowały się drzwi od łazienki, a dwa kroki dalej od pokoju, na wprost podwójne okno, a po lewej i przy ścianie umieszczony był aneks kuchenny. Całe szczęście że nie musiał kupować nowych mebli. W jego mniemaniu byłyby to niepotrzebne koszty, tym bardziej że w razie wyprowadzki nie wiadomo czy miałby je dokąd zabrać.

           W poniedziałek wstał wcześnie rano, by przygotować się na pierwszy dzień pracy w nowym miejscu. Po tym jak przespał niemal całą niedzielę, pierwszy raz od dawna czuł się wypoczęty. Nie mógł jednak wysiedzieć w jednym miejscu. Chodził dookoła stołu, co chwilę zatrzymując się, by upić kolejny łyk kawy. Śniadania nie zjadł, nic nie przechodziło mu przez gardło, poza właśnie tą nieszczęsną kawą. Denerwował się. No ale kto by był spokojny na jego miejscu? Nowe otoczenie, nowe miasto, nowi ludzie, nowe biuro. Wszystko się zmieniło. Poszedł do łazienki, przemył twarz zimną wodą, po czym spojrzał w lustro.
- No co jest? Przecież właśnie tego chciałeś.
Myślał jednak że łatwiej będzie przez to przejść. Że nie będzie się tak bardzo przejmował, że ten dzień będzie jak każdy inny. Stwierdził że był głupi skoro tak twierdził. Patrzył jeszcze przez chwilę w lustro, na swoje krótkie czarne włosy, gładką po wczorajszym goleniu twarz. Spojrzał prosto w swoje brązowe oczy. Nie widział w nich zdecydowania, nie widział tej pewności, którą zawsze pojawiała się, gdy miał jakiś plan. Sięgnął po ręcznik i wytarł spływające z czoła i policzków krople wody. Jeszcze raz podniósł wzrok, jakby tym razem miał zobaczyć kogoś innego. Ale to wciąż był on, ten sam. I nagle zrozumiał co powinien robić.
- Bądź sobą – powiedział sobie twardo, prostując się – A reszta jakoś pójdzie.
Dokończył kawę, zamknął mieszkanie i zszedł do samochodu. Zdążył jedynie otworzyć drzwi, a jego wzrok skupił się na przedniej oponie po stronie kierowcy. Zdenerwowany kopnął w nią, po czym oparł się o maskę.
- Niech to szlag – zaklął – Dlaczego właśnie dzisiaj?!
Wyciągnął telefon, odnalazł w internecie numer do jednej z korporacji taksówkarskich. Nie miał innego wyjścia. Zadzwonił.
Na Pomorską dotarł z dziesięciominutowym opóźnieniem, pognał po schodach na drugie piętro, dowiedziawszy się że to tam znajduje się wydział śledczy. Omal nie staranował jakiegoś gościa z papierami, który na całe szczęście zdążył się odsunąć pod ścianę.
- Uważaj pan! - warknął, kręcąc głową z dezaprobatą
- Przepraszam – rzucił, wciąż szukając czegoś wzrokiem na korytarzu – Gdzie znajdę gabinet komendanta? - postanowił skorzystać z okazji i zapytać
- Piętro wyżej, w lewo i trzecie drzwi po prawej
- Dzięki! - niemal biegiem ruszył na schody. Mężczyzna tylko westchnął i skręcił do swojego biura. Nie wiedział jeszcze, że to nowy policjant, który będzie z nimi pracował.
Maciek zaś wpadł do biura komendanta zdyszany, nie czekając nawet na odpowiedź, gdy zastukał do drzwi. Od razu przeprosił za spóźnienie, tłumacząc się awarią samochodu (nie chciał mówić wprost że najzwyczajniej w świecie przebił oponę). Oprócz komendanta była tam jeszcze niewysoka brunetka, miała proste włosy sięgające do ramion, owalną twarz, zielone oczy i małe, blade usta. Nie mógł na razie przyjrzeć się jej dokładnie, gdyż odwróciła się tylko na chwilę.
- Skoro już mamy do czynienia ze spóźnieniem... - komendant zabrał głos – Nie toleruję tego i mam nadzieję że to był pierwszy i ostatni raz.
- Oczywiście – przytaknął, nie chcąc dyskutować z nowym przełożonym. Przecież każdemu mogło się zdarzyć. Nawet właśnie jemu, temu który zawsze był na czas!
- Druga sprawa... Nie wiem jakie zasady panowały we Wrocławiu, ale tutaj może być inaczej i musicie się do tego dostosować.
- Bla bla bla – skomentował w myślach Maciek – Co za burak.
- Po trzecie... papierkowa robota. Ma być wykonana solidnie, starannie. Za to też dostajecie pieniądze. To znaczy: uzupełniacie wszystkie rubryki, nawet jeśli ich treść jest najbardziej oczywista na świecie. Jak macie napisać że czarny kot jest czarny to piszecie że czarny kot jest czarny, rozumiecie?
- Tak, tak – przytaknął, zastanawiając się dlaczego komendant zwraca się do niego w liczbie mnogiej
- Po czwarte, nie ma wynoszenia papierów do domu. Tu jest wasze stanowisko pracy i tu macie wszystko, czego wam trzeba. Jeśli nie wyrobicie się w czasie albo macie zaległości, robicie to tutaj. A to... - wskazał w tym momencie na kobietę – To jest wasza partnerka. Będziecie razem pracowali. I nie chcę słyszeć żadnych głosów niezadowolenia – tu bardziej zwrócił się do niej niż do niego – Jakieś pytania?
Oboje pokręcili głowami. Komendant uśmiechnął się, zajął miejsce przy biurku i splótł dłonie.
- W takim razie pani Anno, proszę oprowadzić nowego partnera po komendzie. Pokazać mu co i gdzie, przedstawić naszej ekipie...
- Jasne – rzuciła obojętnym tonem, jednocześnie starając się by jej ton nie zabrzmiał lekceważąco
- A pan... pan się potem do mnie zgłosi w sprawie nowej legitymacji służbowej i broni.
- Oczywiście – odparł w swoim stylu. Wcale nie miał ochoty tu wracać. Komendant wydał mu się nieprzyjemny i surowy. Ale może to tylko dlatego że był nowy...
Otworzył drzwi i puścił kobietę przodem. Nie wyglądała na zachwyconą, widział to. Domyślał się że nie będzie łatwo nawiązać z nią dobrą relację.

poniedziałek, 18 stycznia 2016

VIII. Scen nr 1

           Piątek, zimowe przedpołudnie. Jak to zwykle bywało we Wrocławiu, zaczynał się już wzmożony ruch. Stado ryczących silników, samochód za samochodem, samochód obok samochodu. Mimo zamkniętego okna, wciąż słyszał te dźwięki. Może one tkwiły tylko w jego głowie? Przymknął oczy i westchnął głęboko. Był sam. Przecież o to prosił. Wolał tkwić godzinami w papierach, licząc że niebawem coś się zmieni niż żyć jak dawniej i udawać że wszystko jest w porządku. Nie mógł tak, nie potrafił. Nie rozumiał jak ten pieprzony drań mógł spojrzeć mu w oczy. Że w ogóle mu nie było wstyd...
Dowiedział się niespełna dwa miesiące temu. Jego narzeczona przyznała się do romansu. Ale nie to było najgorsze. Nie zamierzała przyznać się z kim go zdradzała, więc postanowił sam to sprawdzić. Rzeczywistość okazała się jeszcze bardziej bolesna niż życie w niewiedzy. Kochankiem okazał się być facet, którego dotychczas uważał za przyjaciela, któremu zwierzał się ze swoich problemów, któremu wyjawił swoje podejrzenia. Teraz rozumiał dlaczego ten radził mu wyluzować i odpuścić.
Nie zamierzał puścić mu tego płazem. Powiedział o wszystkim jego żonie. Ta, wściekła, wyrzuciła go z domu. Od tamtej pory rozpętała się między nimi wojna, choć nie miała długo trwać, bowiem Maciek złożył podanie o przeniesienie. Nie chciał dłużeć tu zostać, nie na tej komendzie, nie w tym mieście. Minęło już trochę czasu, a odpowiedzi nadal brak... Zaczynał już nawet wątpić że coś z tego będzie. Zaczął nawet myśleć o zmianie wydziału, w końcu nikt nie powiedział że musi nadal pracować w wydziale śledczym. Mógłby zająć się chociażby narkotykami, a w najgorszym razie iść do drogówki.
Na szczęście jego cierpliwość została nagrodzona. Tego samego dnia komendant poprosił go do swojego gabinetu. Maciek bez słowa zajął miejsce naprzeciw niego, po drugiej stronie biurka.
- No cóż... - westchnął komendant, drapiąc się po głowie – Rozumiem że nie zmienił pan zdania?
- Jestem zdecydowany – powiedział spokojnym tonem
- Dobrze... W takim razie... udało mi się znaleźć dla pana posadę w wydziale śledczym w Krakowie. Zdaje pan sobie sprawę iż całkowicie zmienia pan otoczenie, nowe miasto, nowi ludzie, być może trochę inne problemy...
- Wiem z czym to się wiąże. O to mi przecież chodzi.
- Jest jeszcze jedna sprawa do omówienia. Niestety, ale nie mamy dla pana mieszkania służbowego...
- Poradzę sobie – rzucił bez zastanowienia, myślami przygotowując się już do wyjazdu
- Ile czasu pan potrzebuje?
- Jestem gotów wyjechać w każdej chwili.
- Słucham? - komendant aż uniósł brwi ze zdumienia – No ale musi pan przecież znaleźć sobie mieszkanie, ewentualnie pozamykać sprawy tutaj...
- Wiem co robię – zapewnił, skinąwszy głową – Proszę przesłać moje papiery jak najszybciej to możliwe. W poniedziałek się stawię... tak właściwie to gdzie? - spytał, bowiem przełożony nie podał mu adresu jego nowej placówki.
- Już, chwileczkę – mruknął, przekładając kartki papieru w notesie – Pomorska 2.
- Dziękuję – rzucił, po czym uścisnął mu dłoń i opuścił gabinet. Zapomniał o wszystkich papierach, jakimi się jeszcze kilka minut temu zajmował. Wyjrzał przez okno. Gdzieś w głębi duszy się cieszył, ale żadna cząstka jego ciała nie wyrażała tej emocji. Zaczął się pakować. Chciał wyjść zanim ktokolwiek wróci do biura. Nie miał ochoty na pożegnania, na rozczulanie się jak to niby fajnie było przez te dwa lata. Było jak było, a teraz zaczyna wszystko od nowa. Pusta kartka.

           Tymczasem w Krakowie, komenda przy Pomorskiej.
- Ola! - wołał ją jeden z asystentów, Tomek – Ej, Olka!
Zareagowała dopiero gdy ją dogonił i złapał za ramię. Od trzech tygodni chodziła zamyślona, nieobecna. Wydawało się że pozbierała się już po śmierci partnera, lecz nadal jej go bardzo brakowało. Zaprzyjaźnili się, pracowali razem niemal pięć długich lat. Właśnie dzisiaj mijałoby pięć lat odkąd się poznali, od kiedy zaczęli ze sobą pracować. Sporo się od niego nauczyła, był dla niej autorytetem. Kiedy mówił że stała się lepsza od niego, zawsze zaprzeczała. Nigdy nie zgadzała się z tym zdaniem. Zawsze był dla niej niedoścignionym wzorem i zawsze taki pozostanie w jej pamięci.
- Stary cię szuka, chce żebyś poszła do niego do gabinetu.
Kobieta wzruszyła jedynie ramionami. Pewnie znowu będzie ją namawiał na urlop. Uznała że nie potrzebuje odpoczynku, że jeśli dalej będzie pracować, to szybciej przetrawi to co się stało. Niestety, nadal nie widać było skutków.
- Zaraz do niego pójdę – rzuciła, widząc że Tomek czeka na odpowiedź. Dopiero wtedy skinął głową i odszedł. Ona zaś skierowała się do kuchni, zaparzyła sobie kawy, po czym poszła piętro wyżej, do biura komendanta.
- Proszę wejść! - usłyszała gruby głos za drzwiami, chwilę po tym jak zapukała. Wślizgnęła się do środka i zatrzymała zaraz przy drzwiach.
- Wzywał mnie pan?
- Tak, proszę – wskazał na krzesło – Chyba że pani woli stać...
- W jakiej sprawie? - nie zamierzała przedłużać
- No dobrze, nie będę owijał w bawełnę... Dostanie pani nowego partnera. Zresztą, myślę że powinna pani się tego spodziewać. Minęło już trochę czasu, nie może pani przecież pracować sama.
- Nowego – powtórzyła jak echo – No tak, bo Marka już nie ma, to można o nim zapomnieć, wyrzucić do kosza wszystkie jego zasługi, wspomnienia...
- Proszę się uspokoić – powiedział, siląc się na łagodny ton – To nie jest tak że to co zrbił przestaje mieć znaczenie. Wszyscy tutaj pamiętają go jako świetnego policjanta i wspaniałego kolegę, a pojawienie się kogoś innego nic nie zmienia. Proszę mnie źle nie zrozumieć, ale to naturalna kolej rzeczy. Potrzebujemy nowej osoby do pracy.
- Dobrze, ale dlaczego on ma zajmować jego miejsce? Dlaczego ma siedzieć przy jego biurku, przy jego krześle...
- Przede wszystkim to są służbowe stanowiska. Wszystkie rzeczy osobiste oddaliśmy rodzinie.
Kobieta była załamana. Nie chciała nowego partnera, nie zdążyła się jeszcze przyzwyczaić do myśli że za jakiś czas ktoś się pojawi i zajmie to miejsce. To działo się zbyt szybko jak dla niej.
- Czy to już wszystko? - spytała łamiącym się głosem
- Tak, proszę – mruknął, wbijając wzrok w kartkę papieru.

  Maciek jeszcze tego samego wieczora pojechał do siostry. Mieszkała w innej części miasta, ale dość często się widywali. Po śmierci rodziców mieli tylko siebie. Bardzo to przeżyła, ale dzięki wsparciu starszego brata wyszła na prostą. Od roku mieszkała ze swoim chłopakiem. Maciek trzymał za nich kciuki, widział że świetnie się dogadują i tworzą zgraną parę. Na początku nie był zachwycony tym związkiem, ale kiedy poznał lepiej chłopaka, doszedł do wniosku że będzie w stanie o nią zadbać i się nią zaopiekować.
To właśnie on otworzył mu drzwi. Szczupły blondyn średniego wzrostu, wyglądał na około 23 - 24 lata. Może nie imponował swoim wyglądem kobietom, ale w środku był czuły i delikatny, a kiedy było trzeba to potrafił wykazać się sprytem czy odwagą.
- Patrycja jest w łazience, ale za chwilę powinna wyjść – rzucił, kiedy brunet wszedł do środka – Napijesz się czegoś?
- Nie, dzięki. Ja tylko na chwilę.
- Ważna sprawa?
- Można tak powiedzieć – odparł tajemniczo, zajmując miejsce w fotelu – A co u was? Coś nowego?
- Wszystko okej. Patrycja się dużo uczy, wiesz, niedługo sesja. Denerwuje się trochę, ale przecież oboje wiemy że da sobie radę.
- No tak, racja.
Przez chwilę siedzieli w milczeniu, dopóki nie dołączyła do nich dziewczyna. Podeszła do brata i przytuliła się do niego.
- Czyli jednak? - zapytała, domyślając się że jego wizyta jest związana z wyjazdem. Już wcześniej informował ją o swoich planach, jednak przez cały czas miała nadzieję że Maciek zmieni zdanie.
- Wiesz przecież że mam tego wszystkiego dość. Chcę zacząć wszystko od nowa.
- Rozumiem – westchnęła – Szkoda że będziemy się teraz rzadko widywać.
- Są telefony, internet... - pocieszał ją – A jak będziesz miała czas to zawsze możesz pojechać do Krakowa.
- Kraków? Czyli aż tam cię rzucili.
- Jak widzisz – uśmiechnął się lekko – Mam tylko jedną prośbę...
Siegnął do kieszeni i wyciągnął klucze. Wcisnął je w dłoń siostrze.
- Zajmij się mieszkaniem. Nie wiem, wynajmij je albo zamieszkajcie tam razem. Daję ci wolną rękę.

wtorek, 12 stycznia 2016

Uczuciowa pułapka cz. 11

           To wszystko trwało jeszcze dłużej niż się spodziewał. Dawał temu związkowi jeszcze kilka, najwyżej kilkanaście tygodni. Czuł że to nieuchronnie zbliża się do końca. Że on i Joasia się od siebie oddalają. Ale to nie postępowało tak szybko jak przewidywał. Dopóki jeszcze dziewczyna mieszkała w tym samym mieście, widywali się dosyć często. Jednak to nie było już to co kiedyś. Ten ogień, który rozpalił się na dobre pewnego wieczoru, przygasał. Miło spędzali czas, lecz brakowało czegoś w tej całej układance. Zaczynało to bardziej przypominać przyjaźń niż związek. Żadne z nich nie miało jednak odwagi, by powiedzieć głośno że coś jest nie tak. Oboje obawiali się że taki ruch ostatecznie pogrzebie ich relację. Choć trumna była już gotowa, wciąż pozostawała niedomknięta.
Gwoździem do tej trumny okazał się wyjazd Joasi na studia. O ile na początku często pisała do Sebastiana, zwierzała mu się, z czasem poznała nowych ludzi, zaczęła z nimi imprezować, tym samym zaniedbując swojego chłopaka. Związek umierał śmiercią naturalną. Blondynka wracała do rodzinnego miasta jedynie na weekendy, ale sporo z tego czasu spędzała w domu. Często przyjeżdżała zmęczona, niewyspana. Chciała po prostu odpocząć. Sebastian to rozumiał, jednocześnie przygotowując się na ten moment. Na koniec, ostatnie zdanie w tym rozdziale, ostatnią literę, ostatnią kropkę... i pustą kartkę, na której zacznie pisać ciąg dalszy swojego życia, ale już bez niej. Musiał to przyznać – była pierwszą dziewczyną, w której się zakochał. A może to jednak za dużo powiedziane? Może gdyby ją kochał, nie pozwoliłby na to? Nie pozwoliłby dać o sobie zapomnieć, nie pozwoliłby jej odejść. W każdym razie zajęła w jego sercu szczególne miejsce. Z żadną dziewczyną nie przeżył tyle co z nią, z żadną nie czuł się tak dobrze, na żadnej innej mu tak bardzo nie zależało jak swego czasu na Joasi, aż w końcu z żadną nie był tak długo związany.
Trumna gotowa, gwoździe też. Pozostawało tylko je wbić. Złote czasy tej pary już dawno minęły. Już nigdy nie będzie tak jak było. Zmienili się, życie się zmieniło. Za bardzo. On wydoroślał, stał się odpowiedzialnym, zdecydowanym, pewnym siebie mężczyzną. Ona jakby chciała nadrobić stracone lata młodości. W liceum dużo się uczyła, przejmowała się, była pilna, dbała o drobiazgi. Nie zaznała tego stanu beztroski, kiedy nic się nie liczyło, kiedy mogła mieć wszystko gdzieś, nie myśleć o niczym, nie dbać o nic. Nic dziwnego że teraz, gdy zaczęła wszystko od nowa i poczuła jak to jest, chciała choć przez trochę tak żyć. Musiała się wyszaleć. Skoro nie zrobiła tego wcześniej, to teraz musiała wykorzystać ten czas, ostatnie lata swojej młodości, okres studiów, nim na dobre zacznie prawdziwe, samodzielne życie, jakie rozpoczynał Sebastian. Role się odwróciły.

           Był listopadowy, piątkowy wieczór. Joasia wracała pociągiem. Sebastian wyszedł po nią na dworzec. Zawsze był, kiedy tylko mógł. Ale tym razem z pewnym postanowieniem. To nie może tak dłużej trwać, trzeba to skończyć. Już, teraz. To przeciąganie na siłę stało się męczące. Dotarło do niego że ten związek nie ma już szans, że to nie ma sensu. Ona jest tam, a on tutaj. Ona chciała być tam, on chciał zostać tutaj. Wybrali inne drogi. To koniec.
- Cześć – uśmiechnęła się do niego, gdy stanęła na peronie – Coś się stało?
Ani drgnął na jej widok. Wciąż stał w tym samym miejscu z kamienną twarzą. Jakby jego dusza była zupełnie w innym miejscu, a ciało zostało pozostawione samemu sobie w takiej i jedynej pozycji. Zmarszczyła czoło zaniepokojona. Wtedy odwrócił się w bok i ruszył powolnym krokiem.
- Chodź, odprowadzę cię do domu. Musimy porozmawiać.
Nie zabrzmiało to dobrze. Wiedziała że sprawa jest poważna. Domyślała się czego będzie dotyczyła rozmowa. W milczeniu opuścili dworzec. Szli ramię w ramię, ale nie tak zawsze. Jak zupełnie obcy, obojętni sobie ludzie. W ogóle nie było widać że cokolwiek ich kiedyś łączyło.
- O czym chcesz rozmawiać? - zagadnęła w końcu, nie mogąc dłużej znieść ciszy z jego strony
- O nas.
- O nas? - odparła zdumiona
- A no tak, zapomniałem – uśmiechnął się ironicznie – Przecież już nie ma nas.
- O czym ty mówisz?
- Nie udawaj że nie widzisz co się dzieje. Oddalamy się od siebie już od dawna. A odkąd wyjechałaś to już rozsypało się na dobre. Już wtedy powinniśmy porozmawiać.
- Chcesz mi powiedzieć że to moja wina? - rzuciła z pretensją w głosie
- Nie denerwuj się, nie to mam na myśli – odpowiedział, wzdychając – Na dłuższą metę nie mieliśmy żadnych szans.
- I może jeszcze powiesz że wiedziałeś to od początku, tak?
- Tak.
Zatrzymała się. Była zaskoczona jego odpowiedzią. Nie wiedziała co bardziej ją przeraża – że mówił to z takim spokojem czy że od samego początku zakładał że ten związek i tak się skończy. Poczuła żal i złość. Próbowała z tym walczyć, ale łzy napłynęły jej do oczu. Poczuła się zraniona.
- Więc po co to było? Po co mnie podrywałeś, po co ze mną chodziłeś? Żeby mnie przelecieć, tak? No i dobra, przespaliśmy się. Dlaczego wtedy nie zerwaliśmy? Dlaczego mnie nie zostawiłeś? - czekała na odpowiedź, ale on milczał – No dlaczego do cholery?!
- Bo było mi z tobą dobrze. Naprawdę byłem z tobą szczęśliwy. Dzięki tobie zmieniłem się na lepsze, dojrzałem. Tak, to twoja zasługa. Miałem dla kogo się starać. Na nikim mi tak nigdy zależało jak na tobie.
- A teraz się rozstajemy – rzuciła z pogardliwym uśmiechem
- Asia – powiedział łagodnie. Nogi jej zmiękły. Zachwiała się, a wtedy on ją złapał w swoje ramiona. Przytulił ją, pocałował w czoło. Naprawdę coś do niej czuł. Teraz już była tego pewna. Ale nadal nie rozumiała dlaczego teraz się z nią rozstaje.
- Nasze drogi się rozeszły – kontynuował – Też mnie to boli, może nie widać, ale pomyśl, dlaczego tak długo zwlekałem, dlaczego czekałem? Liczyłem na cud, że stanie się coś, co pozwoli mi uwierzyć że nic nas już nie rozdzieli, że ta więź jest tak potężna, że żadna siła jej nie zerwie.
- I nic takiego się nie stało – wyszeptała
- Nie. To czekanie mnie wykańcza. Dlatego zdecydowałem się...
- Nic już nie mów – odparła, odsuwając się od niego – Rozumiem. Rozumiem to, kurwa, rozumiem... Tak bardzo chciałam udawać że wszystko jest okej... Ale masz rację. Oszukiwałam samą siebie, że przetrwamy, że to co jest to nam wystarczy... Ale masz rację – powtórzyła
- Przepraszam, nie chciałem cię zranić.
- Nie zraniłeś – przyznała, głęboko wzdychając – Boli po prostu to... że to już koniec, że minęło bezpowrotnie. Że po tych pięknych chwilach zostały tylko wspomnienia.
- Tylko i aż – mruknął, opuszczając wzrok – Nigdy cię nie zapomnę.
- Ej, ej – nagle szturchnęła go w ramię – Gadasz jak byśmy mieli się już nigdy nie zobaczyć. Fakt, rzadko tu bywam, ale chyba kiedyś będziemy mogli pójść na koleżeńską kawę, co?
- A co jeśli... - podniósł wzrok z lekką dozą nieśmiałości – Co jeśli wspomnienia odżyją i znów zaboli?
- Przecież to są piękne wspomnienia – zauważyła, ale znów musiała mu przyznać rację – Kiedyś – powtórzyła, wskazując na niego palcem.
- Kiedyś – skinął głową
- Pójdę już – odwróciła się, ale on złapał ją za ramię
- Dokąd?
- Do domu, a dokąd?
- Sama?
- No a z kim? - spytała, rozglądając się dookoła. I nagle jej wzrok zatrzymał się na nim. Czego jeszcze chciał? Przecież się rozstali. Żadne z nich nie powiedziało tego wprost, ale to zrobili. Tą rozmową wspólnie wbili ten gwóźdź.
- Nie jesteśmy już razem, ale to nie znaczy że puszczę cię teraz samą przez miasto. No co? - dodał, widząc zdumienie w jej oczach – Niebezpiecznie tak żeby młoda, atrakcyjna dziewczyna chodziła sama o tej porze.
- Lepiej chyba będzie...
- Aśka – przerwał jej stanowczo – Chyba mogę ten ostatni raz, co?
- To miłe z twojej strony.
Resztę drogi przeszli w milczeniu. Sebastian pożegnał się z Joasią pod jej domem, odprowadził blondynkę wzrokiem, a potem ruszył powolnym krokiem przed siebie. Miał mieszane uczucia. Z jednej strony ulżyło mu że już po wszystkim, z drugiej żal że to się tak skończyło. Że to w ogóle się skończyło. Nigdy nie przyszło by mu do głowy że tak to się potoczy. Przecież miało być tak łatwo, miał ją poderwać i to się udało, miał się z nią dobrze bawić i tak było, miał się z nią rozstać... i tak się stało. Ale nie tak to sobie wyobrażał. Nie tak to miało wyglądać. W pewnym momencie stracił nad wszystkim kontrolę i pozwolił życiu toczyć się po swojemu. Ale mimo wszystko nie żałował.
- Warto było - pomyślał

środa, 6 stycznia 2016

Uczuciowa pułapka cz. 10

          Minęło kilka miesięcy. Sebastian po maturze znalazł pracę i przynajmniej na najbliższy rok zrezygnował ze studiowania. Joasia była tym niepocieszona, ale szanowała jego decyzję. Co prawda nie był jakimś wielkim talentem, który mógłby rozwinąć skrzydła na uczelni i pokazać pełnię swoich możliwości, ale nie należał też do grona, które powinny odpuścić sobie ten etap edukacji. Ostatni rok w szkole pokazał, że jeśli się postara to stać go na solidne wyniki. A gdyby wybrał odpowiedni kierunek, gdzie dobrze by się czuł, byłoby mu łatwiej o takie rezultaty.
Blondynka zaś rozpoczynała przygotowania do swojej matury. Była już w ostatniej klasie liceum, dobrze zaczęła ten rok szkolny i nie zamierzała odpuścić. Miała wysokie ambicje, może nie studia za granicą, ale miała nadzieję że wyrwie się do większego miasta. Nie chciała zostać tu na zawsze, nie lubiła tej miejscowości. Wszędzie daleko, żadnej rozrywki, nawet nie miała tu zbyt wielu przyjaciół. Pewnie dlatego że nadal większość miała ją za wiecznie nadąsaną, zadufaną w sobie kujonkę. Pewnie dlatego że po sporym nakładzie sił jaki wkładała w naukę oczekiwała od siebie najwyższych ocen. Po prostu oczekiwała że jej praca będzie przynosić efekty. Gdyby nie zależało jej na wynikach, nie uczyłaby się tak dużo.
Marzyła że Sebastian pojedzie razem z nią. Że ta jego praca to tylko etap przejściowy, że to fundament pod przyszłość. Musiał przecież zadbać o zabezpieczenie finansowe. Co prawda jego rodzice wspomogliby finansowo, ale może chciał mieć bufor, może chciał być choć trochę niezależny... Mieć trochę pieniędzy na swoje potrzeby, swoje tajemnice, o których rodzice nie mają pojęcia, bądź nie chcą za nie płacić. A może też najzwyczajniej w świecie nie chciał stąd wyjeżdżać bez niej i postanowił przeczekać ten rok? Choć taka możliwość była mało prawdopodobna, Joasi robiło się ciepło na myśl, że mógłby tak postąpić. Nawet jeśli uspokajała się, mówiąc sobie że to tylko taki skutek uboczny, który wyszedł na dobre, taki dodatek.
Niestety, przez pracę miał też mniej czasu dla niej. Bywały takie tygodnie że całkowicie się mijali, gdyż ona do południa była w szkole, a potem on pracował. Czasem zdarzało się że to ona nie miała czasu dla niego, gdyż musiała się uczyć.
- Jak w pracy? - zapytała, kiedy któregoś dnia czekał na nią po lekcjach
- Jak zwykle, odwalić osiem godzin i do domu.
- Nie musiałeś wstawać – powiedziała, wiedząc że pracował przez całą noc i dopiero rano położył się do łóżka
- I tak nie mogłem spać – skłamał, by nie przyznawać się że tak bardzo mu zależało by się z nią zobaczyć – Jutro odeśpię.
- Nie padniesz mi tam w nocy?
- Wypiję kawę albo colę... dam radę – uśmiechnął się, obejmując dziewczynę ramieniem – Jak historia?
- Dobrze, myślę dobrze. Napisałam wszystko co wiedziałam, wykorzystałam czas do maksimum.
- Zdolniacha.
- Jeszcze tylko w piątek angielski i... i trochę wolnego.
Szli kawałek w milczeniu w stronę jej domu. Dopiero po przejściu przez skrzyżowanie znów odezwała się blondynka.
- Zjemy razem obiad?
- Ale...
- Spokojnie, moich rodziców nie ma – dodała, kiedy zobaczyła że się waha. Przedstawiła go już jakiś czas temu. Starał się jak najbardziej by zrobić dobre wrażenie, ale mimo to chyba nie przypadł im do gustu. Przynajmniej tak im się wydawało. Zresztą, nawet gdyby ktoś inny znalazł się na jego miejscu, stanąłby przed bardzo trudnym zadaniem. Jej rodzice zapewne chcieli by córka skupiła się na nauce, a potem, jak już skończy studia, z dyplomem, z tytułem magistra, znalazła dobrą pracę i wtedy pomyślała o związku. Ale nie mogła przecież stracić całej młodości na naukę.
- Przecież wiem że w domu to zjesz co najwyżej zupkę z proszku albo inne chemiczne świństwo na zasadzie trzy minuty w piekarniku i jedz – miała nadzieję że tym argumentem go przekona
- No wiesz, nie mam za bardzo czasu na gotowanie...
- Pomijając że nie umiesz gotować – pokazała mu język
- Coś tam umiem.
- Tak, spalone naleśniki – przypomniała, jak kiedyś chciał się przed nią popisać, lecz z marnym skutkiem – Dobra, zresztą. Zjesz u mnie i koniec – postanowiła – Musisz się dobrze odżywiać, musisz mieć siłę do pracy.
- No dobrze, wygrałaś – westchnął, wiedząc że już nie zdoła znaleźć sensownej wymówki – A co tam dobrego masz?
- Niespodzianka – uśmiechnęła się tajemniczo i przyspieszyła kroku.

          W weekend Sebastian spotkał się z Maćkiem. Od czasu zakończenia roku szkolnego nie wychodzili na miasto tak często jak dawniej. Najpierw pochłaniały ich przygotowania do matury, potem czarnowłosy wyjechał odpocząć, a ledwie trzy tygodnie po jego powrocie brunet zaczął pracę i od tamtej pory nie miał już tyle wolnego czasu co kiedyś. Na początku było mu ciężko, musiał się przyzwyczaić do nowej sytuacji, przywyknąć że teraz przerwy nie będą co 45 minut tylko jedna po mniej więcej czterech godzinach, czyli połowie zmiany. Musiał poprawić kondycję, bowiem na początku odczuwał ból w nogach, jednak z każdym dniem był on coraz mniejszy. Musiał zmienić całe swoje życie, lepiej zagospodarować czas, by realizować zakładane sobie cele i plany.
Maciek natomiast poszedł trochę inną drogą. Również poszedł do pracy, ale przeznaczył na nią tylko resztę najdłuższych w swoim życiu wakacji. Zostawił sobie wolny jedynie ostatni tydzień września, by zająć się przeprowadzką do Kielc, gdzie dokładnie 1 października rozpoczął studia na kierunku automatyka i robotyka maszyn. Do rodzinnej miejscowości wracał tylko na weekendy.
- I jak w pracy? - zapytał na początku Maciek, nie chcąc rozpowiadać się długo o swoich zajęciach
- Co tu dużo mówić... przyzwyczaiłem się jakoś. Ludzie są w porządku, czasem tylko kierownicy za dużo marudzą... ale wiesz, przetrawisz pierwsze zmiany i masz potem spokój na nockach.
- Kasa się zgadza?
- Nie narzekam.
- Aśka pewnie zadowolona, co?
Ku jego zaskoczeniu pokręcił głową. Maciek był pewien że Aśka będzie dumna ze swojego chłopaka, że próbuje się usamodzielnić, że stara się być odpowiedzialny. W milczeniu czekał na wyjaśnienie.
- Ona uważa że stać mnie na więcej. Nie żeby robiła ze mnie jakiegoś geniusza, ale że gorsi ode mnie radzą sobie na studiach, a potem dzięki papierkowi z uczelni mają dobrą kasę za nicnierobienie – mówił powoli, bawiąc się palcami – Myśli że to tylko okres przejściowy, że za rok ja i ona... że wyjdziemy do Krakowa i będziemy tam studiować. Nie ma szans – westchnął zawiedziony
- Kasa?
Skinął tylko głową. Życie w tak dużym mieście kosztowałoby zbyt wiele, by mógł takimi kosztami obciążyć swoich rodziców. Pieniądze, które odkładałby przez rok pracy starczyłyby ledwie na kilka miesięcy, ale potem zaczęłyby się problemy.
- Ona chyba jednak widzi we mnie kogoś innego – mruknął zaniepokojony – Mam takie wrażenie... że liczyła na to, że mnie za sobą pociągnie. Że się do niej upodobnię. Że będę wysoko celował, miał wielkie ambicje i nie wiadomo co. A mnie wystarczy to co teraz mam.
- Rozmawiałeś z nią o tym?
- Poniekąd – cokolwiek chciał przez to powiedzieć, nie zabrzmiało to optymistycznie – Ona cały czas mi truje dupę o te studia. A gdybym jej powiedział prawdę... co to by się działo... - westchnał ciężko – Szczerze?
- Jak zawsze.
- Nie widzę nawet kierunku dla siebie. Nie wiem na czym czułbym się dobrze, nie mam takiego marzenia, żeby być zdecydowanym w stu procentach... W ogóle... Wiele mi do szczęścia nie potrzeba. Tak jak jest teraz, tak jest dobrze.
- Więc powiedz jej to. Albo to zaakceptuje, albo...
- Koniec – dokończył za niego – To i tak zmierza do końca. Najlepiej było nie na początku i nie teraz, ale tak... na początku tego roku. To były złote czasy naszego związku, ale jej droga i moja się rozjeżdżają... To tylko kwestia czasu.
- Ale chyba właśnie tego chciałeś, pamiętasz?
Doskonale pamiętał. Ale teraz było mu tego wszystkiego żal. Żal, że to wszystko o co tak walczył, co tyle czasu trwało ma się już skończyć. Słowa Maćka wciąż dźwięczały mu w uszach. Powinien się cieszyć, ale nie potrafił.