czwartek, 27 października 2016

Drugie podejście cz. 5

            Przełom w relacjach? Kategorycznie nie. Joasia ani nie miała tego w planach, ani nie zamierzała w nich tego uwzględnić. Właściwie nie miała żadnego planu. Od samego początku zdała się na ślepy los. Ryzykowna zagrywka, ale być może opłacalna. Nie miała zbyt dużo do stracenia.
Skupiała się jedynie na realizacji kolejnych celów. Najpierw wyjazd. Potem zakwaterowanie. Teraz praca. Gdyby jej się udało znaleźć konkretne zarobkowe zajęcie, byłby to spory krok naprzód. Nie musiałaby spędzać prawie całych dni w mieszkaniu Sebastiana, nawiązałaby nowe znajomości, może udałoby się szybko wyprowadzić... Codziennie przeglądała ogłoszenia w internecie, wierząc że w końcu trafi na coś, co ją zainteresuje.
- Call center? Odpada – mówiła do samej siebie – Nie potrafię być natrętna.
- Barmanka? Już to przerabiałam.
- Ankieter? To dobre dla studenta.
- Dostawca pizzy? Wymagany samochód...
Na niektóre oferty zadzwoniła. Była nawet na dwóch rozmowach kwalifikacyjnych. Po jednej sama zrezygnowała, po drugiej nie skontaktowali się z nią, mimo zapewnień. Czyli nic. Trzeba szukać dalej.
Któregoś popołudnia odwiedziła ją siostra. Korzystając z przerwy w zajęciach postanowiła odwiedzić siostrę i wesprzeć w obecnej sytuacji. Wiedziała że jest sfrustrowana swoim położeniem, że chciałaby być niezależna i silna. Temu drugiemu jednak nie dało się zaprzeczyć, skoro dzielnie przez to przechodziła i z optymizmem spoglądała w przyszłość.
- Przyniosłam ci coś na poprawę humoru – podała blondynce tabliczkę czekolady.
- Dzięki – mimowolnie uniosła kąciki ust – Napijesz się czegoś?
- Może herbaty?
- Dobrze, zaraz zrobię – zakomunikowała i zniknęła za drzwiami. Ania, korzystając z chwili, rozejrzała się po pokoju. Joasia jak zwykle dbała o porządek. Lubiła kiedy wszystko było na swoim miejscu, ale też nie miała jakiejś szczególnej manii na tym punkcie. A że miała dużo czasu wolnego, to i też dużo uwagi mogła poświęcić przypilnowaniu porządku. Zapewne gdyby pracowała, nie wyglądałoby to tak idealnie i nie miałaby z tym problemu.
- Jak ci się mieszka z Sebastianem? - spytała Ania, kiedy siostra wróciła z herbatą
- Nie najgorzej. Sporo czasu spędza w pracy, więc chata wolna, ale ja i tak przesiaduję w tym kąciku. Aha, dzięki za książkę. Umarłabym z nudów tutaj.
- Yhym – pokiwała głową – Czyli nie polubiłaś go.
- Co o nim wiesz? - spytała szorstko – Skąd w ogóle go znasz?
- Kiedyś mi bardzo pomógł. Byłam podejrzana o współudział w gwałcie na koleżance. Że ją zwabiłam, że to ja jej podałam narkotyki... Sebastian jako jedyny uwierzył w moją niewinność. I dowiódł prawdy. Potem jakoś wyszło że utrzymaliśmy kontakt. Stwierdził że kogoś mu przypominam, ale nigdy nie chciał się przyznać kogo. Nie wiem, może siostra czy dawna miłość...
- Albo teraźniejsza – wypaliła Joasia.
Ania zaniemówiła. Słowa siostry jeszcze przez chwilę dźwięczały w jej uszach, jakby specjalnie się przypominały, by dać jej czas na dotarcie do umysłu.
- Słucham? - początkowo parsknęła śmiechem, jednak po chwili zdała sobie sprawę że blondwłosa nie żartowała – Co masz na myśli?
- Może się w tobie zakochał?
- Przecież ja mam chłopaka!
- To nie jest żadna przeszkoda.
- Aśka, błagam... - westchnęła – Znamy się ponad rok, kumplujemy się. Gdyby chciał czegoś więcej, już dawno spróbowałby mnie jakoś poderwać.
- Kumplujemy się, tak – rzuciła drwiąco – Kiedyś też się kumplowałam, z takim jednym Patrykiem. Po kilku miesiącach znajomości wyznał mi miłość.
Joasia długo miała do siebie żal, że nic nie zauważyła, że w żaden sposób mu nie pomogła, że nie zrobiła nic, by nie dopuścić do tego jednostronnego uczucia. Nie chciała by jej siostra znalazła się w takim samym położeniu.
- To jeszcze o niczym nie świadczy.
- Zrozum – zaczęła z wyższością – Nie ma czegoś takiego jak przyjaźń między kobietą a facetem. Prędzej czy później jedno się zakocha.
- Asiu, ja rozumiem że jesteś starsza i masz większe doświadczenie życiowe. Ale pozwól mi samej decydować za siebie, dobrze? - zirytowała się tonem wypowiedzi siostry
- Ja ci niczego nie narzucam, tylko radzę.
- Wsadź sobie swoje rady... - chciała już jej wygarnąć że wcale na swoich mądrościach dobrze nie wyszła, ale w ostatniej chwili się powstrzymała. To byłby cios poniżej pasa. Zresztą, przyszła tutaj by ją wspierać, nie dobijać!
- Przepraszam – powiedziała po chwili brunetka – Wróćmy do tematu, okej? Masz nie najlepsze relacje z Sebastianem, dobrze myślę?
- No i co z tego? - wzruszyła ramionami – Jestem tutaj tymczasowo – położyła nacisk na ostatni wyraz
- Co nie znaczy że nie możesz z nim pogadać, być miła. Aśka, on ci przecież robi przysługę.
- A ja mu gotuję pyszne obiadki i sprzątam połowę mieszkania jak doskonała kura domowa. Przysługa za przysługę, taki był przecież układ.
- Nie wszystko musi być owiane regulacjami – westchnęła głęboko, widząc że nie łatwo będzie przekonać siostrę – Relacji nie da się ograniczyć do spisu zasad, których obie strony będą przestrzegać.
- Dlatego wcale nie musi ich być – wzruszyła ramionami beztrosko – Tak będzie łatwiej dla nas obojga.
Siostra jednak nie zadowoliła się takim tłumaczeniem. Czuła że Joasia nie mówi prawdy, że tylko przybiera maskę zimnej i wyrachowanej.
- Nie ściemniaj. Widzę że coś do niego masz.
- Może mam, może nie. Co to ma do rzeczy?
- Mów. Może uda mi się rozwiać twoje wątpliwości co do jego osoby.
- Jest jakiś taki... Jakby miał dwie osobowości. Raz jak wraca z pracy to jakby człowiek lód, nic go nie obchodzi, wyłącza się z tego świata. Bez kija nie podchodź, bo gryzie – dodała żartobliwie – A innym razem przychodzi, uśmiechnie się, próbuje zagadać...
Ania tylko skinęła głową. Wiedziała dlaczego tak jest, ale nie chciała nic mówić siostrze. Miała nadzieję że to ją w końcu zaintryguje.
- Spróbuj go poznać bliżej to może zrozumiesz.
Na tym zakończyły rozmowę. Przeprosiła blondwłosą i pod pretekstem zbliżających się zajęć (na których tak naprawdę wcale nie musiała być) zostawiła ją samą, tylko ze swoimi myślami. Opuściwszy klatkę schodową, przystanęła na chwilę pod blokiem i napisała smsa o treści „ignoruj ją dopóki sama nie zacznie rozmawiać”.

- Myślisz że to coś pomoże? - takie pytanie Sebastian usłyszał od przyjaciela po przeczytaniu na głos wiadomości.
- Nie wiem. Ale to w końcu jej siostra, więc chyba dobrze ją zna, nie?
- Moim zdaniem powinieneś pierdolnąć pięścią... nie, nie w nią – mężczyzna uśmiechnął się pod nosem, mimo że Sebastian nie miał nastroju do żartów – W stół oczywiście, powiedzieć jej: kobieto, przestań się mazać, weź się w garść, głowa do góry i naprzód.
- Maciek, nie obraź się... - nie był przekonany co do jego racji – Jesteś świetnym gliną, ale do kobiet to ty podejścia nie masz.
- Spoko – nie wyglądał na przejętego – Ale jako mąż z dwunastoletnim stażem chyba mogę dać ci jedną radę, co? Właściwie to nawet dwie – dodał szybko
- No, mów – zaciekawiony przysiadł na skraju biurka
- Kobiety zawsze, ale to zawsze oczekują że facet będzie zgadywał czego oczekują. Jak to olejesz, przepadniesz. Foch i po sprawie.
- A druga rada?
- Nawet jak zrobisz co trzeba to ona się nie przyzna że tak miało być. Odwróci kota ogonem, ale... - podniósł palec wskazujący – Ale w końcu zacznie z tobą gadać. A chyba o to ci chodzi, prawda?
- Dzięki. Teraz nie mam żadnych wątpliwości co zrobić – rzucił ironicznie
- Ale ja wiem. Idziemy palić – oznajmił tonem nieznoszącym sprzeciwu, rzucając Sebastianowi paczkę papierosów.

poniedziałek, 3 października 2016

Drugie podejście cz. 4

            Mieszkanie pod jednym dachem z obcym facetem wcale nie było takie proste jakby się mogło wydawać. Owszem, Sebastian był w porządku, ale wciąż był osobą, o której dziewczyna prawie nic nie wiedziała. Najbardziej irytował ją fakt że jest od niego całkowicie zależna. Choć niczego jej nie bronił, nie próbował ingerować w jej życie, czuła się osaczona. A najgorsze było to, że sama sobie ten los zgotowała...
Czasem zaczynała żałować tej ucieczki. Nie można rzucić się w przepaść bez spadochronu, nie można skoczyć do wody bez koła ratunkowego jeśli nie umie się pływać, nie można strącić szklanki ze stołu i podnieść ją z podłogi w jednym kawałku... Zrozumiała. Lecz za każdym razem gdy przypominała sobie co przeżywała, co czuła, wątpliwości znikały. Dopiero teraz, kiedy siedziała w pustych czterech ścianach i mogła się wreszcie wyciszyć, zaczęło do niej docierać jak bardzo była zdesperowana. Choć teraz wcale nie było lepiej, w końcu coś zrobiła. Ruszyła naprzód, choć kroczyła w nieznane.
Zgodnie z umową zajęła się gotowaniem i po części sprzątaniem. Jej porządkom przypadły pokój gościnny, który obecnie zajmowała, a także kuchnia. To była jej inicjatywa. Z oczywistych powodów nie podporządkowała sobie sypialni Sebastiana, a co do łazienki – brakło jej odwagi. Obawiała się że mężczyzna mógłby źle odczytać jej intencje.
Usiłował ją bliżej poznać, dowiedzieć się o niej co nieco. Wypytywał, zachowując delikatność oraz cierpliwość, nie był nachalny. Joasia jednak nie miała zamiaru się przed nim otwierać. Nie chodziło tu tylko o niego. Po prostu nie chciała rozdrapywać starych ran. Przecież miała to zostawić, oddzielić grubą kreską od tego co zaczęła teraz, od nowa, od zera. Zdradziła przed nim jedynie swoje plany na przyszłość. Zamierzała znaleźć pracę i wynająć mieszkanie. Usamodzielnić się, podobnie jak parę lat temu gdy rzuciła studia i zerwała kontakt z rodzicami. Wtedy się udało, przynajmniej na początku. Teraz jednak była parę lat starsza i miała większy bagaż doświadczenia. Zamierzała uniknąć błędów, które popełniła w przeszłości.
Sebastian miał być tylko etapem przejściowym. Nawet nie dała mu szansy nawiązać jakiejkolwiek relacji, próby zakolegowania się czy zaprzyjaźnienia, mimo jego pomocy. Zbyt wiele sobie dopowiedziała. Według jej teorii policjant zakochał się w Ani i tylko dlatego zgodził się na układ. Zapewne liczył że dziewczyna da mu szansę po tym jak pomoże jej siostrze. Ale ona nigdy nie brała pod uwagę takiej możliwości. Facet dostanie kosza i zniknie z jej życia. Dlatego Joasia uznała że utrzymywanie z nim kontaktu nie miałoby sensu.

            Pewnego wieczoru Sebastian nie wytrzymał. Miał już dość sztucznego zachowania Joasi. Tego chłodu bijącego od niej, skrywanej niechęci, maski pod którą kryła swoją prawdziwą twarz. Po raz kolejny próbował z nią porozmawiać, zainteresować jakimkolwiek tematem, a ona znów go spławiła. Wtedy po raz pierwszy pojawiła się irytacja.
- Może zjesz ze mną? - zapytał, kiedy zasiadł do stołu
- Dziękuję, jadłam wcześniej – odparła, siląc się na łagodny ton – Naprawdę – dodała, widząc jego minę – Chcesz zobaczyć talerz póki nie pozmywałam?
- To może chociaż dotrzymasz mi towarzystwa?
- Po co? - wyrwało się jej – To znaczy... nie chcę ci przeszkadzać.
- Naprawdę uważasz że prosiłbym cię o to gdybym nie chciał?
- Nie wiem. Robię co do mnie należy. Pozmywam później, okej?
Nie czekając na odpowiedź czmychnęła do pokoju. Nie wiedziała o co mu chodzi. Przecież chciał żeby była kurą domową, więc się w nią zamieniała. Nie rozumiała czego jeszcze od niej chce. A może on nie leci na Ankę, tylko to zwykły lowelas i klei się do każdej laski, która znajdzie się w zasięgu? Od rozmowy do rozmowy, od wina do wina i w końcu będzie miał panienkę do towarzystwa...
- O nie, na to sobie nie pozwolę – rzuciła w myślach.
Sięgnęła po książkę, którą pożyczyła od siostry. Nie był to żaden słownik czy podręcznik do angielskiego, a zwykła powieść przygodowa. Lubiła czytać. Oprócz snu był to jedyny sposób na ucieczkę od brutalnej i okrutnej rzeczywistości. Szybko wciągała się w perypetie bohaterów. Miała doskonałą wyobraźnię, która przedstawiała jej kolejne sceny i wydarzenia tak, że czuła jakby sama tam była. To była właśnie ta uwielbiana przez nią magia książek. Niestety, chwile ukojenia w świecie fikcji literackiej przerwało jej pukanie do drzwi. Czar natychmiast prysł, poczuła się jakby ktoś złapał ją za nogi i szarpnął tak mocno, że straciła równowagę. Odłożyła książkę i poprawiła fryzurę.
- Proszę.
- To ja – oznajmił Sebastian
- Widzę przecież – westchnęła niewzruszona – Mówiłam że pozmywam później.
- O co ci chodzi kobieto? - nagle zmienił ton, zmrużył oczy, a pomiędzy brwiami pojawiła się pojedyncza zmarszczka
- Możesz jaśniej?
- Przyjąłem cię pod swój dach, staram się być miły, próbuję z tobą rozmawiać, poznać cię choć trochę, a ty co? Ciągle fochy! - roześmiał się kpiąco – Księżniczka dostała wszystko za darmo i jeszcze źle?
- Czego ty ode mnie chcesz?
- Zacznij się zachowywać normalnie! Serio taka jesteś? Sztywna, zimna, wredna? Posłuchaj... - wziął głęboki oddech – Robię wszystko żebyś czuła się jak u siebie. Masz wolną rękę, możesz robić co chcesz. Większość czasu i tak nie ma mnie w domu, więc jesteś sama, masz swobodę. Ale dalej jesteś niezadowolona.
- To chyba nie twoja sprawa. Chciałeś obiady, masz. Ja chciałam pokój, mam. I wszyscy zadowoleni – wyjaśniła krótko
- Wszyscy czyli ty? - zadrwił – Cholerna egoistka.
- Przyznaj się, po co to robisz? Dlaczego mi pomagasz? Liczysz na to że to pomoże zdobyć ci Ankę, czy jednak to ja jestem na celowniku?
- Żadną z was. Nie znasz mnie, a już sobie wyrobiłaś o mnie zdanie. Po prostu chciałem ci pomóc, rozumiesz? Wiesz co to znaczy pomoc? Chciałem mieć radość z tego, że na coś się komuś przydałem, ale ty – szczególnie zaakcentował ostatnie słowo – ty mi tą radość skutecznie odbierasz.
- Tak? To dlaczego mnie jeszcze nie wyrzuciłeś? Może czekasz aż sama pójdę? Dobrze, zrobię to nawet dzisiaj.
- I co, dokąd pójdziesz? - zapytał szyderczym tonem – Pod most?
Zapadła cisza. Kobieta musiała mu przyznać rację. Nie mogła się wyprowadzić, nie miała dokąd. Załamana usiadła na skraju łóżka i wsparła się na łokciu.
- Dlaczego taka jesteś? - rozłożył bezradnie ręce
- Jaka?
- Mówiłem. Chłodna i niemiła.
- Szczera – odparła błyskawicznie
- Tajemnicza.
- Bardziej małomówna.
- Cwana.
- Raczej sprytna.
- Wkurzająca
- Specyficzna.
Sebastian zawahał się przez chwilę. Nie miał siły licytować się z blondwłosą, która najwidoczniej chciała mu zrobić na złość.
- Uparta.
- Zdecydowana – znów znalazła odpowiedź
- Zadziorna.
- Waleczna.
- Nie mam do ciebie siły... - powiedział zrezygnowany – Roboty nie przerobisz, wódki nie przepijesz, kobiety nie zrozumiesz...
- Życie – uśmiechnęła się złowieszczo
Nic więcej już nie mówił. W milczeniu opuścił pokój. Skoro dziewczyna chce być traktowana jak powietrze, to nie zamierzał już z tym walczyć. Pomyślał że może gdy będzie ją ignorował to w końcu coś drgnie. A jeśli nie, to przynajmniej nie będzie się denerwował.
Tymczasem niczego nieświadoma Joasia wróciła do lektury. Kąciki ust mimowolnie się jej uniosły. Musiała przyznać że nawet trochę jej się podobała ta wymiana zdań na temat jej charakteru. Była pod wrażeniem tego że Sebastian tak długo wytrzymał. Najbardziej jednak cieszyła ją wygrana, mimo że to była drobna, nieznacząca batalia.