czwartek, 29 maja 2014

VII. Scen nr 30

           Dopiero po południu Maciek znalazł siły, by podnieść się z łóżka. Plecy niemiłosiernie go bolały, nie wspominając już o ręce czy stłuczonym kolanie. Na szczęście niedaleko była apteka. Brunet doszedł do wniosku, że nie pozostaje mu nic innego jak zacisnąć zęby i wsiąść w samochód. Bez środków przeciwbólowych nie dotrwa do następnego dnia, nie mówiąc już o tym, że chciałby pojawić się w pracy.
Nie wiedział dlaczego go pobili, ale nie miał wątpliwości że byli to amatorzy. Potwierdzeniem tej tezy miało być szybkie ustalenie ich tożsamości. Maćkowi przyszedł do głowy pewien pomysł, ale nie mógł go zrealizować dopóki choć trochę nie ukoi bólu.
Od razu po wyjściu z apteki łyknął trzy tabletki i popił je zawartością półlitrowej buteleczki wody mineralnej. Oprócz tego dostał jakieś maści, ale samemu trudno mu będzie posmarować plecy. No chyba że kogoś poprosi o pomoc... Do Anity nie miał jednak zamiaru się odzywać jako pierwszy, a nie chciał prosić o to kogoś z pracy.
- Kij, jakoś dam radę – mruknął pod nosem, czekając na działanie leków. Zawsze był indywidualistą, zawsze chciał wszystko robić sam. O pomoc prosił tylko i wyłącznie kiedy nie miał innego wyjścia.
Po kilku minutach ból pleców zmalał. Tabletki zaczęły działać. Maciek odetchnął z ulgą i odpalił silnik samochodu. Odstawił go pod swój blok, a następnie udał się piechotą na miejsce, w którym został pobity. Na chodniku do teraz widoczne były niewielkie plamy krwi. Rozejrzał się dookoła, po czym ruszył w kierunku, z którego w nocy nadeszli napastnicy. Tak jak podejrzewał, najprawdopodobniej przechodzili obok osiedlowego sklepu. Teraz tylko musiał zdobyć nagranie z monitoringu.
- Panie kierowniku... Proszę tylko o kopię nagrania, pański przełożony o niczym się nie dowie
- No nie wiem – mężczyzna wciąż miał wątpliwości – A co jeśli jednak...
- Proszę się nie martwić, sprawa nie jest oficjalna. Potrafię zachować dyskrecję.
Fakt że nie było oficjalnego zgłoszenia mógł zadziałać na jego korzyść, ale równocześnie też obrócić się przeciwko niemu. Na szczęście kierownik sklepu podlegającego pod dużą, ogólnopolską sieć, zgodził się wykonać kopię nagrania i wręczyć ją aspirantowi.
Usatysfakcjonowany policjant wrócił do domu. Nie czekając ani chwili dłużej, od razu usiadł do komputera i włączył nagranie.
- Która to mogła być... Finał skończył się po jedenastej, od Rafała idzie się około pół godziny... - próbował ustalić czas zdarzenia – Dobra, od za dwadzieścia dwunasta.
Obserwował dobrze oświetlony fragment chodnika, który uchwyciła kamera na budynku. Przez pierwsze pięć minut nie pojawił się nikt, lecz Maciek cierpliwie czekał. Aż po dwóch kolejnych minutach w kadrze pojawili się napastnicy. Natychmiast wcisnął pauzę i przewinął o kilkanaście klatek wstecz. Udało mu się złapać ujęcie, na którym widoczna była twarz jednego z napastników. Brunet uśmiechnął się pod nosem.
- Wiedziałem, amatorzy... Mam cię, placku! - zastukał dwukrotnie palcem w monitor, jakby w ten sposób miał wystraszyć mężczyzn na nagraniu. Pozostało tylko jedynie wykadrować zdjęcie i sprawdzić czy ktoś taki istnieje w bazie. Być może już wcześniej był karany.
Ledwie zdążył wydrukować zdjęcie, usłyszał pukanie do drzwi. Natychmiast wrzucił je do szuflady, zamknął laptopa i poszedł otworzyć. W progu stanęła Anita, na jego widok cofnęła się o krok do tyłu.
- O matko! Co ci się stało?!
- Małe nocne starcie – wyjaśnił krótko, wpuszczając ją do środka – Rozumiem, że twoja wizyta nie jest przypadkowa.
- Oczywiście – stanęła naprzeciw niego i spojrzała mu prosto w oczy – Wybaczam ci te wszystkie obelgi w moim kierunku... ale też proszę, żebyś ty mi wybaczył moje zachowanie. Masz rację, to nie było fair.
Brunet bez słowa wziął ją w ramiona i przytulił mocno. Kamień spadł mu z serca. Przez chwilę myślał że to będzie już koniec ich związku, że to był tylko kolejny przelotny romans, których miał już wiele w przeszłości. Naprawdę mu na niej zależało. Czy to była miłość – nie wiedział. Ale nie miał wątpliwości, że uwielbia jej towarzystwo, że chce spędzać z nią czas, że nie jest kolejną panienką do łóżka, tylko kimś więcej...
- Masz bandaż?
- A po co? - wzruszył ramionami zdumiony
- No chyba nie chcesz iść tak do pracy – wskazała na jego poranioną rękę – Ludzi tylko będziesz straszył.
Usiedli po obu stronach stołu. Anita opatrzyła rękę ukochanemu, a bandaż rozciągał się od nadgarstka aż po sam łokieć.
- Mocno oberwałeś?
- Jak widać, nie bardzo – starał się zgrywać twardziela, lecz nie pomyślał co powie kobieta, kiedy zobaczy jego plecy. Największe rany miał pod ubraniem. Teraz nie mogła zobaczyć zbyt wiele – poza ręką w opłakanym stanie na twarzy widać tylko było lekką opuchliznę pod okiem i zaschniętą krew na rozciętej wardze.
- Dlaczego ci to zrobili?
- Cholera wie – mruknął, wyciągając papierosa – Zastąpili mi drogę, nie dali przejść i zaatakowali.
- Wiesz chociaż kto to był?
Pokręcił przecząco głową, po czym zaciągnął się dymem. Anita nie pochwalała palenia, często robiła mu uwagi że powinien rzucić, lecz tym razem zrobiła wyjątek. Po takich wydarzeniach miał prawo się odprężyć – nawet w taki, szkodliwy sposób.
- Ale się dowiem – dodał po chwili – A wtedy nie chciałbym być w ich skórze...
- Nie wątpię – odparła cicho, choć nie miała jeszcze okazji zobaczyć go w akcji
- Może zmienimy temat na jakiś przyjemniejszy, co?
- Jasne. Może pomówmy... o nas?
O nas? Maciek z trudem powstrzymał się, by nie wytrzeszczyć oczu. Przecież wyjaśnili sobie ostatnie nieporozumienie, przeprosili się, wybaczyli sobie. O czym jeszcze chciała rozmawiać?
- Pomyślałam że... moglibyśmy spędzać ze sobą więcej czasu – zaczęła niepewnie, nie potrafiąc przewidzieć reakcji mężczyzny
- Anita, przecież oboje pracujemy – przypomniał
- Wiem, dlatego... pomyślałam że moglibyśmy... zamieszkać... razem.
Wszystkiego by się spodziewał, ale nie tego. Tym razem nie zdołał ukryć zdumienia, szczególnie że zakrztusił się dymem.
- Ale że...
- No ja bym się wprowadziła do ciebie. Chyba nie masz nic przeciwko, co?
Spojrzała na niego wyczekująco. Nie uważał to za najlepszy pomysł, przynajmniej nie teraz. Chciał jej jakoś delikatnie wytłumaczyć, że powinni jeszcze chwilę poczekać, że musi oswoić się z tą myślą, ale obawiał się jej reakcji. Ostatnim razem, kiedy nie poszło po jej myśli, skończyło się awanturą, a topór wojenny zakopali właśnie przed kilkoma minutami.
- Chyba że potrzebujesz jeszcze trochę czasu – dodała w reakcji na brak odpowiedzi z jego strony
- Tak, myślę... myślę że lepiej będzie jeśli poczekamy z tych chwilę. Dwa, trzy tygodnie, może miesiąc.
- Okej, rozumiem – najwidoczniej wyciągnęła wnioski z poprzedniej sytuacji – Nie musimy się spieszyć, młodzi przecież jesteśmy.
Maciek uśmiechnął się do niej. Odetchnął z ulgą, kiedy zgodziła się zaczekać. Będzie miał czas, aby pogodzić się z myślą że jego życie samotnika pozostanie wspomnieniem. Nie potrafił tak z dnia na dzień przestawić się po kilku latach. Przede wszystkim będzie musiał skończyć z bałaganiarstwem i dobrze ukryć pamiątki z przeszłości – choćby zdjęcia z poprzednimi dziewczynami. Gdyby, nie daj Boże, któreś z nich wpadło do rąk Anity, to on stałby w roli przesłuchiwanego, a w dodatku musiałby się zmierzyć z wybuchem zazdrości dziewczyny.

        Następnego dnia, rozpoczynającego nowy tydzień, Maciek przed pojawieniem się w biurze spotkał się z Kamilem, którego poprosił o odnalezienie mężczyzny ze zdjęcia. Przed wyjściem do pracy wziął kolejną dawkę tabletek przeciwbólowych, aby jakoś wytrzymać te osiem godzin przy biurku. Chyba po raz pierwszy wolał spędzić dzień wypełniając papiery niż jechać w teren.
Tak jak przewidział, na początku wszyscy zasypywali go pytaniami. Na szczęście dali mu spokój, kiedy chwilę po nim w biurze pojawił się Rafał. Wtedy to wszyscy zaczęli dopytywać się go – Kto? Co? Dlaczego? Kiedy? W jakim celu?

- Maciek – zawołał go Kamil na kilka minut przed godziną piętnastą
- Chodź, chodź, Anka do toalety wyszła.
- Słuchaj, namierzyłem go. Facet nazywa się Paweł Jarczuk, lat 27, mieszka w bloku przy ulicy Leśnej 32 mieszkania 7. Bezrobotny, z zawodu mechanik. To wszystko co powinieneś o nim wiedzieć.
- Dzięki, jestem twoim dłużnikiem – aspirant uścisnął mu dłoń
Od razu po pracy pojechał pod adres podany mu przez asystenta. Miał nadzieję że zastanie Jarczuka w domu, w końcu co mógł mieć lepszego do roboty niż siedzenie przed telewizorem? Co najwyżej włóczenie się po mieście ze swoim kumplem, ale z obitą szczęką to chyba jednak lepiej się nie pokazywać na zewnątrz.
Po dwóch dzwonkach drzwi otworzyły się. Mężczyzna, kiedy tylko zobaczył Maćka, natychmiast chciał je zamknąć, ale brunet był szybszy. Pchnął je wraz z napastnikiem na ścianę, po czym będąc już w środku trzasnął nimi, zaś Jarczuka zaprowadził do salonu i rzucił na kanapę.
- No i co teraz cwaniaczku? Dalej taki kozak będziesz?
Na chwilę cofnął się, by mieć pewność że w mieszkaniu są tylko oni dwaj. Wrócił do mężczyzny który go pobił, złapał za ubranie i podniósł.
- Jak się nazywa twój kumpel?
- Który? Mam wielu kumpli? - mężczyzna był zaskoczony i roztrzęsiony obecnością Maćka. Nie spodziewał się, że jeszcze kiedykolwiek się spotkają, a tymczasem znaleźli się sam na sam u niego w mieszkaniu.
- Ten z którym na mnie naskoczyliście.
- To był jego pomysł! Jego! - zaczął krzyczeć, kiedy Maciek uniósł zaciśniętą w pięść dłoń – On mnie zmusił, byłem mu winny przysługę!
- Dobra, i tak już dostałeś wtedy – zrezygnował z wymierzenia ciosu i po raz drugi rzucił go na kanapę – Nazwisko, zanim na poważnie się wkurzę.
- Rist. Marek Rist.
Maciek omal nie wpadł w szał. Przecież dokładnie tak samo miała na nazwisko Anita! Miała męża i o niczym mu nie powiedziała? Wdał się w romans z mężatką?
- Słucham? Coś ty powiedział?!
- Marek Rist! - powtórzył rozpaczliwym głosem – Właśnie tak nazywa się ten kumpel.
- Adres.
- Pocztowa 14/2.
- Nie było mnie tutaj – oznajmił tonem nie znoszącym sprzeciwu – Zresztą, taka wersja dla ciebie też jest wygodna, prawda?
- Tak, tak.
Bez słowa odwrócił się na pięcie, po czym pewnym krokiem ruszył w stronę wyjścia. Paweł Jarczuk odetchnął dopiero gdy usłyszał trzaśnięcie drzwi. Natychmiast zerwał się z miejsca i pobiegł przekręcić klucz zamku, w razie gdyby brunet zmienił zdanie i zdecydował się tu wrócić.

środa, 28 maja 2014

VII. Scen nr 29

          Mijały kolejne dni. Finał Ligi Mistrzów, którego tak bardzo wyczekiwała męska część ekipy, zbliżał się wielkimi krokami. Maćkowi nawet udało się namówić kolegów na wycieczkę do bukmachera. I tak oto każdy z nich postawił po 20 złotych. Brunet uznał że do przerwy będzie remis, na czym mógł zarobić blisko trzykrotność tego, co wydał na zakład. Rafał zdecydował się obstawić zwycięstwo Atletico, co dawałoby mu nieduży zysk – niewiele ponad 30 złotych, co po odliczeniu dwudziestki którą postawił, stanowiło tylko 50%. Najbardziej zaryzykował Sebastian. Kiedy zobaczył że kurs na to, że w meczu padnie powyżej 4,5 bramki, bez wahania postawił właśnie na to. Do wygrania miał dokładnie 143,96 zł.
W sobotni wieczór oprócz Maćka i Sebastiana u Rafała pojawili się także Tomek i Kamil. Nieszczęsny Bartek miał dyżur, ale nie zamierzał rezygnować z meczu. Przecież na komendzie mieli internet, a tam nie brakowało, legalnych czy też nie, relacji. Tylko że tam nie mógł liczyć na wesołe towarzystwo i alkohol.
- Jednego możemy być pewni – stwierdził Tomek na początku meczu – Wygra drużyna z Madrytu.
Gdyby nie telewizor i głos komentatora, w pomieszczeniu zapadłaby cisza. Tomek zorientował się, że żart mu się nie udał, więc aby jak najszybciej wybrnąć z niezręcznej sytuacji, zasugerował gospodarzowi aby polał do kieliszków. Jedynie Maciek nie chciał pić wódki. Miało to dla niego fatalne skutki na drugi dzień, związane z żołądkiem. Za czasów liceum nie przejmował się wymiotami, jednak któregoś razu, kiedy pił na pusty żołądek, wymiotował żółcią z wątroby. Obiecał sobie, że od tamtej pory nie weźmie do ust ani kropli wódki. Jeszcze przed pierwszym kieliszkiem rozmyślił się Sebastian. Nie chciał żeby Maciek czuł się jakby osamotniony, poza tym stwierdził, że lepiej będzie jeśli zachowa umiar – w domu przecież były Dorota i jego córka, Hania. Nie mógł sobie pozwolić na to, by któraś z nich zobaczyła go w opłakanym stanie. Rafał na szczęście był przygotowany – oni dwaj otrzymali od niego po piwie, podczas gdy pozostali pili kieliszek za kieliszkiem.
Po upływie pół godziny Maciek zacierał już ręce. Jeszcze kwadrans i po raz pierwszy uda mu się wygrać w zakładach na piłce nożnej. I wtedy... padł gol! Rafał się ucieszył, bowiem w tym momencie zaczął spełniać się jego scenariusz, podczas gdy Strzewiński w głębi duszy modlił się o wyrównanie. Ale ono nie nastąpiło... Sędzia zagwizdał, kończąc pierwszą połowę meczu.
- Kurwa, no! Nigdy więcej nie stawiam na piłkę nożną! - zdenerwowany podarł nic nie warty już kupon. Za każdym razem kiedy przegrywał, mówił to samo. Ale pokusa i nadzieja że w końcu się uda, były zbyt silne, i tak oto kilka, czasem kilkanaście tygodni później wybierał mecze, na które stawiał. Odwagi najczęściej dodawały mu wcześniejsze sukcesy w stawianiu na wyścigi samochodowe, rajdy czy skoki narciarskie. O tych sportach miał sporo do powiedzenia, oglądał je od lat. Może właśnie dlatego tam się udawało, a w piłce nożnej nie...
W przerwie meczu Sebastian na prośbę Rafała poszedł uzupełnić zapasy, zaś Maciek zamówił pizzę. Rafał i Tomek po wypiciu wspólnie z Kamilem dwóch półlitrowych butelek wódki ledwo trzymali się na nogach, zaś ten trzeci już zasnął. Gospodarz zadecydował aby przenieść go do sypialni, żeby nie przeszkadzał im na kanapie.
Do oglądania drugiej połowy przystąpili z kolejnymi dwoma piwami, trzema kartonami pizzy i nową, pełną butelką wódki. Mijały kolejne minuty, a wynik pozostawał bez zmian. Rafał zaczynał się cieszyć ze swojej skromnej wygranej, kiedy...
- Proszę państwa! Coś niesamowitego! Dziewięćdziesiąta druga minuta, wynik 1:1! Będzie dogrywka!
Zaklął cicho pod nosem, opadając na oparcie fotela. Wydawało się że żaden z nich nie ma szans na wygraną, lecz w przeciągu pół godziny padły jeszcze trzy bramki. Ten najbardziej ryzykowny, najbardziej szalony pomysł, na który zdecydował się Sebastian, okazał się być trafny.
Nie tylko Kamila, ale także Tomka musiał przenocować Rafał. Drugi z asystentów odpadł na dziesięć minut przed końcem dogrywki.
Najbardziej trzeźwi byli Sebastian oraz Maciek. Obaj wypili po trzy piwa i całkiem dobrze trzymali się na nogach. Barański nie miał jednak ochoty na spacer przez miasto w ciemną noc, zamówił sobie taksówkę. Jego kolega zdecydował że pójdzie na nogach. Nie mógł wiedzieć, że kilkanaście minut później będzie żałował tej decyzji.
Zbliżał się już do swojego osiedla, kończył palić papierosa, kiedy dwóch mężczyzn zastąpiło mu drogę. Bez słowa spróbował ich ominąć, ale wtedy oni przesunęli się, znów uniemożliwiając mu przejście.
- Co jest panowie? - spytał zniecierpliwiony. Poczuł, że znalazł się w tarapatach. Obserwował uważnie każdy, nawet najdrobniejszy ich ruch, spodziewając się ataku. Mimo że był po trzech piwach, na świeżym powietrzu zdołał już trochę otrzeźwieć. Kiedy jeden z nich się zamachnął, policjant wykonał szybki unik, po czym natychmiast pchnął mężczyznę na drugiego. Przez chwilę zastanawiał się czy nie uciec, w końcu ich było dwóch, mieli przewagę. Nie zdecydował się jednak na to, ponieważ to byłaby oznaka tchórzostwa. Jeden z nich ruszył na niego, Maciek cierpliwie wyczekał na odpowiedni moment, odskoczył w bok i wziął zamach nogą, która uderzyła napastnika w brzuch. Ten zgiął się w pół, by po chwili upaść na kolana i podeprzeć się ręką. Zakaszlał dwukrotnie. Ale Strzewiński nie zwrócił na niego uwagi, zajmował się już drugim. Unikał jego ciosów, bądź je odpierał, co chwila ukradkiem zerkając na tamtego napastnika, którego wcześniej kopnął. Przez to że musiał kontrolować ich obu, przyjął dwa ciosy na twarz, ale w większości to on kontrolował tę walkę. Kiedy zobaczył że tamten wstał, że dzieli już ich odległość trzech kroków, odepchnął rywala, żeby zająć się drugim. Ledwie to zrobił, poczuł potężne uderzenie na plecach. Bez wątpienia był to metalowy, stalowy, a może żeliwny, ciężki przedmiot. Odchylił głowę do tyłu i syknął z bólu. Nie zdążył nic więcej zrobić, bo ten sam przedmiot uderzył go teraz po nogach. Upadł na plecy. I wtedy zobaczył że facet trzyma w dłoni łańcuch. Zamachnął się po raz kolejny... Maciek zdążył jedynie odwrócić się na brzuch, aby nie dostać w klatkę piersiową. Tym razem krzyknął z bólu. Próbował się podnieść, ale wtedy otrzymał solidnego kopniaka. Znów padł na plecy. Kolejny cios wymierzony miał być znów w klatkę piersiową, lecz policjant podniósł rękę i to w nią uderzył ciężki łańcuch. Znów skrzywił się z bólu, znów syknął.
- Dobra, spierdalamy – rzucił napastnik do wspólnika. Natychmiast oddalili się w niewiadomym kierunku.

          Kiedy obudził się rano, wszystko go bolało. Nie mógł się nawet odrobinę ruszyć, żeby nie poczuć bólu. Było jeszcze gorzej niż w nocy, kiedy go pobili. Nie miał pojęcia jak długo leżał na podwórku i jakim cudem zdołał dotrzeć do domu. Zapewne wtedy szok nie pozwolił mu odczuć efektów wszystkich ran. Spojrzał na rękę, wyglądała fatalnie. Zaschnięta krew i krwawe wybroczyny pod skórą. Nie chciał nawet wyobrażać sobie jak teraz wyglądają jego plecy, na które przyjął najwięcej ciosów. Westchnął ciężko i przymknął oczy.
- Już ja was znajdę gnojki... Jeszcze się policzymy – wycedził przez zęby
Nie najmilszy poranek miał również Rafał. Nie dość że obudził się z potwornym kacem, to jeszcze Tomek i Kamil wyszli wcześniej, zostawiając go samego z tym bałaganem. Nie miał ani siły, ani chęci do sprzątania. Po wypiciu blisko litra wody wrócił do łóżka, opadł na nie zrezygnowany. I jak na złość zadzwonił wtedy dzwonek do drzwi.
- Kurdeeeee.
Minęła chwila czasu nim się podniósł i dotarł do przedpokoju. Nawet nie zastanawiał się kto to mógł być, nie obchodziło go to. W drzwiach stał pewien mężczyzna. Rafał bez słowa wpuścił go do środka. Choć wcześniej widział go tylko kilka razy na oczy, od razu go poznał. Był to Krystian Wapiecki, z zawodu kierowca, a prywatnie mąż jego partnerki z pracy i przyjaciółki, Ani. Policjant był na takim kacu, że nawet nie dziwił się niespodziewanej wizycie, choć nie miał pojęcia w jakiej sprawie przychodził do niego mężczyzna.
- No no, widzę że syta impreza była – skomentował, zwróciwszy uwagę na bałagan – Ale spokojnie, nie zajmę ci dużo czasu.
- Mów – Rafałowi i tak było wszystko jedno.
Zamiast jednak powiedzieć cokolwiek, Krystian zamachnął się i wymierzył gospodarzowi policzek. Rafał zatoczył się, zakrywając twarz rękoma i zapewne upadłby, gdyby nie napotkał na ścianę. Uderzenie było tak mocne, że aż mężczyzna trzymał się drugą ręką za pięść.
- To na wszelki wypadek, gdyby słowa do ciebie nie trafiły.
Gospodarz spojrzał na niego ze zdumieniem zmieszanym ze strachem. Powoli zabrał rękę od obolałego nosa. Na dłoni zobaczył swoją krew.
- Posłuchaj, mamy teraz z Anią kryzys. Normalna rzecz w małżeństwie, prędzej czy później to minie. Oczywiście pod warunkiem że nikt nie będzie nam w tym przeszkadzał...
- Nie rozumiem.
- Obaj wiemy, że Anka jest piękną kobietą. Niejeden facet chciałby ją mieć.
- I co w związku z tym? - Rafał nadal nie miał pojęcia do czego zmierza mąż kobiety
- Masz się od niej odczepić. Przestań ją do cholery uwodzić! Człowieku, ona jest matką dwójki dzieci, nie może tak po prostu ich zostawić...
- Co proszę?! - myślał że przez wczorajsze picie źle usłyszał, ale wszystko wskazywało na to że słuch ma dobry – Ty uważasz że podrywam Ankę?
- Po prostu przestań to robić. Czy o tak dużo proszę?
- Prosisz – rzucił kpiąco – Pięściami. Z Anią łączy mnie relacja zawodowa i przyjaźń. Nigdy nie chciałem rozwalać jej małżeństwa, nawet do głowy by mi to nie przyszło!
- Tak? To dlaczego często do ciebie dzwoni, tak dużo o tobie gada?
- Może po prostu potrzebuje wsparcia? Może chce wzbudzić w tobie zazdrość. Za kobietą nie trafisz!
- Słuchaj, mydlić oczy to możesz przestępcom, ale nie mnie. Ostrzegam cię, jeśli się od niej nie odczepisz...
- To co do cholery? Przyłożysz mi drugi raz? A może weźmiesz pistolet Anki i przystawisz mi do głowy, żebym przeniósł się na drugi koniec Polski? - tym razem dał się ponieść emocjom – Między mną a twoją żoną nic nie ma poza relacjami zawodowymi i kumpelskimi, przyjmij to wreszcie do wiadomości!
Krystian jednak nie dał się przekonać. Pogroził mu palcem i ruszył w stronę wyjścia.
- A, jeszcze jedno – zatrzymał go Rafał – Mógłbym ci tak zrobić koło dupy, tak uprzykrzyć życie... Ale tego nie zrobię. Wiesz dlaczego? Ze względu na Ankę. Gdybym chciał się do niej zbliżyć to już dawno miałbyś problemy z mojego powodu.
Mężczyzna nadal milczał. Odwrócił głowę i wyszedł z mieszkania, trzaskając drzwiami.
- Idiota – skwitował krótko Rafał.

poniedziałek, 26 maja 2014

VII. Scen nr 28

          Wieczorem aspirant Strzewiński nie marzył o niczym innym jak ciepłej kąpieli, ciszy i spokoju. Po powrocie do domu natychmiast udał się do łazienki, gdzie odkręcił kurki z wodą, by napełnić wannę, zrzucił z siebie ubrania i spojrzał w lustro. Zmęczenie miał wręcz wypisane na twarzy. Nic dziwnego, po pięciu dniach z raportami przyszło mu przez kolejne cztery prowadził sprawę. Na szczęście teraz otrzymał wolne za ten weekend, a to oznacza że do końca tygodnia w pracy pojawi się tylko raz – w piątek.
Zanim się obejrzał, wanna była do połowy pełna. Nie zwlekając ani chwili ułożył się w niej wygodnie, przymykając oczy. Od razu poczuł się lepiej. Nagle całe napięcie, które dusił jeszcze w sobie po zakończonym już śledztwie, uszło z niego. Był jakby osłabiony, lecz zadowolony.
W łazience spędził dużo czasu jak nigdy – blisko godzinę, bowiem po długiej kąpieli postanowił się ogolić.
Do pełni szczęścia brakowało mu tylko kolacji i snu. Przygotowywał już kanapki z szynką, kiedy od zajęcia oderwało go pukanie do drzwi. Szczelniej owinął się szlafrokiem i poszedł otworzyć. W progu stanęła Anita, powitała go uśmiechem.
- Cześć – pocałowała go w policzek – Mogę?
Mężczyzna bez słowa odsunął się na bok, aby przepuścić kochankę. Nie wyglądał na zachwyconego jej wizytą, lecz na razie skutecznie udało mu się ukryć swoje niezadowolenie. Kobieta swoje kroki skierowała do kuchni, gdzie natychmiast zgarnęła jedną z kanapek.
- Chyba nie masz nic przeciwko.
- Jasne, częstuj się – odparł bez namysłu – Co cię sprowadza?
Pokręciła głową i roześmiała się.
- Głupie pytanie. Oczywiście że ty. Nie odzywasz się ostatnio, nie odwiedzasz mnie...
- Zajęty byłem. Mieliśmy ciężką sprawę, dziewięć dni pod rząd chodziłem do pracy – westchnął ciężko, siadając na taborecie – Ale za to teraz będę miał wolne, wynagrodzę ci to.
- Yhym – mruknęła z uwodzicielskim uśmiechem na twarzy. Podeszła bliżej, nachyliła się i pocałowała go w usta. Zdawał się być zaskoczony jej zachowaniem, jakby wcześniej nic między nimi nie zaszło. Na jednym pocałunku się jednak nie skończyło. Kobieta usiadła na nim okrakiem, złapała go za rękę i położyła ją na swoim pośladku, po czym zaczęła rozpinać bluzkę.
- Anita...
Nie dokończył, ponieważ ich usta znów połączyły się w pocałunku. Teraz to jednak na niego nie działało. Wciąż pozostawał bierny, jakby bał się tego, do czego dążyła jego ukochana. Położył jej dłonie na policzkach, lecz nie po to, by ją głaskać. W ten sposób zdołał się od niej oderwać.
- Poczekaj...
- No co? Chyba najlepiej jeśli zaczniemy nadrabiać zaległości już teraz – puściła do niego oczko
- Nie chcę, nie dzisiaj – odwrócił głowę w bok, bowiem nie miał odwagi spojrzeć jej prosto w oczy. W jednej chwili czar prysł, zepsuł atmosferę. Nawet nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo zranił dziewczynę. Gwałtownie zerwała się na równe nogi i nerwowo, drżącymi palcami zapinała kolejne guziki bluzki.
- Poczekaj... - złapał ją za rękę, ale natychmiast mu się wyrwała – Musisz to zrozumieć.
Bez słowa chwyciła torebkę i pewnym krokiem ruszyła do wyjścia. Maciek nawet nie próbował jej gonić. Nie dość że miał na sobie tylko szlafrok i bieliznę, to i tak prawdopodobnie nie zdołałby przekonać kobiety, że nie ma prawa być na niego zła. Potrzebowała trochę czasu, by ochłonąć.
- Musisz do cholery! - zawołał, ale odpowiedziało mu tylko trzaśnięcie drzwiami. W przypływie złości chwycił szklankę ze stołu i cisnął nią o podłogę. Szkło posypało się na mniejsze bądź większe kawałki, a brunetowi wcale nie ulżyło. Po raz pierwszy się pokłócili. Sielanka nie może trwać wiecznie, sprzeczki są nieodłączoną częścią związku, ale... ale natychmiast pojawiły się pierwsze wątpliwości.
- Ona chyba nie jest aż tak idealna jak myślałem... Nie może przecież wymagać ode mnie żebym poszedł z nią do łóżka, kiedy tego nie chcę. Jak mogła z tego powodu się na mnie obrazić?!
Nie miał zamiaru odzywać się do niej jako pierwszy. To ona powinna to zrobić i do tego zacząć od przeprosin.
I tak też stało się rano. Zadzwoniła do niego około dziewiątej, kiedy wybierał się na zakupy. Właśnie sprawdzał zawartość portfela, kiedy usłyszał dźwięk telefonu.
- Cześć Anita – rzucił chłodno po odebraniu połączenia, dając jej tym samym do zrozumienia, że ma do niej żal po wczorajszym
- Cześć Maciek. Przepraszam za wczoraj. Głupio wyszło.
Mężczyzna uśmiechnął się pod nosem, ale nie odezwał się. Nie chciał aby wyczuła satysfakcję w jego głosie.
- Po prostu stęskniłam się za tobą i chciałam spędzić miły wieczór... - wyjaśniła, wzdychając głęboko. Miała nadzieję że Maciek to zrozumie i przestanie się gniewać.
- Byłoby miło, gdybyś nie naciskała – nie zabrzmiało to miło, lecz musiał to powiedzieć – Ale w porządku, już się nie gniewam.
- To dobrze. Może pójdziemy do kina wieczorem?
- Hmm... czemu nie – odparł po krótkiej chwili zastanowienia – Sprawdzę repertuar i do ciebie zadzwonię, dobrze?
- To czekam na telefon – rzuciła uradowana – Pa.
- Pa.

          Wystroił się jak nigdy. Wylał na siebie chyba całą butelkę wody kolońskiej, założył garnitur, który po raz ostatni miał na sobie gdy bronił pracy magisterskiej, odszukał w szafie krawat, lecz zmuszony był z niego zrezygnować, kiedy po dziesiątej próbie zawiązania go zorientował się, że tak naprawdę nigdy nie nauczył się tego robić. Ostatnim razem pomógł poradnik wyszukany w internecie, lecz teraz nie miał na to czasu. Stwierdził jednak, że koszula i marynarka są wystarczająco eleganckie.
Dopiero czekając na Anitę przed kinem przypomniał sobie, iż nie omówił z nią kwestii ubioru. Co jeśli kobieta przyjdzie kompletnie na luzie, mając na sobie zwyczajną bluzkę i dżinsowe spodnie? W ogóle nie będą do siebie pasowali. Jak to będzie wyglądało?
Ten nieprzejmujący się nigdy takimi detalami mężczyzna tym razem spanikował. Nie wiedział już co robić – czy zostać tak odstawionym i modlić się w duchu, aby ukochana także ubrała się odświętnie, czy jednak zadzwonić do niej oraz poprosić by się przebrała. Gdyby zdecydował się na tę drugą opcję, kobieta byłaby wściekła. To może on wróci? Ale znowu nie wie  jak ona będzie ubrana. Wszelkie wątpliwości zostały rozwiane, kiedy spojrzał na zegarek. Za dokładnie sześć minut rozpoczynał się seans. Nie było już czasu na jakąkolwiek reakcję. Anita zapewne zjawi się tu lada chwila i wtedy wszystko się wyjaśni.
Upływały kolejne minuty, a on wciąż stał, co chwila nerwowo spoglądając na zegarek. Zadzwonił do niej raz, drugi, trzeci... Sygnał był, ale ona nie odbierała. Wystawiła go? Nie, to nie możliwe. Ona taka nie jest. Musiało się coś stać. Z narastającym niepokojem wybrał jej numer po raz czwarty. Jego serce waliło tak mocno, że z pewnością każdy kto przechodził obok, słyszał te szybkie uderzenia. Bezradnie wsłuchiwał się w kolejne sygnały... Aż w końcu usłyszał jej głos w słuchawce.
- Maciek? Nie powinieneś być teraz w kinie?
Ciężki kamień spadł mu z serca. Naprawdę się wystraszył, ale teraz, kiedy się odezwała, zdecydowanie mu ulżyło. Momentalnie odpłynął, w ogóle nie usłyszał jej pytania.
- Nic ci nie jest? Wszystko w porządku?
- No tak, w domu jestem. Co miałoby mi być?
- Jak to w domu? - nie ukrywał zdumienia – Przecież byliśmy umówieni... na pięć minut temu.
- Widzisz, jakoś nie miałam ochoty – odparła bezlitośnie, wbijając mu sztylet w serce – Dokłądnie tak samo jak ty wczoraj...
- Anita! - wrzasnął gwałtownie, że aż kobieta podskoczyła – Czy ciebie do reszty popierdoliło? Odgrywasz się na mnie?! Chcesz porównywać stosunek z wizytą w kinie?!
Był tak zdenerwowany, że nie uważał na słowa. Jeszcze nigdy żadna kobieta nie doprowadziła go do tego stanu. Nawet te kochanki, które o mało mu oczu nie wydrapywały, wrzeszcząc że jest pieprzonym egoistą i pracoholikiem. Zdecydowanie przesadziła. Maciek nie miał zamiaru tego tak zostawić.
- Czujesz to samo co ja! I dobrze! - w jej głosie wyczuwalna byłą satysfakcja
- Słucham? Więc naprawdę o to ci chodziło?! Zgodziłaś się na kino tylko po to...
- Tak, właśnie tak – nie zamierzała nawet tego ukrywać
- Ty... ty... ty zajebana skurwiona podła suko popierdolona! Jak możesz tak grać uczuciami innych ludzi?!
Tym razem to on przesadził. Określenia jakich użył w stosunku do Anity tak uraziły kobietę, że ta bez słowa zakończyła połączenie. Jakby tego było mało, miał czelność wymagać od niej by respektowała jego uczucia, choć on nigdy tego nie robił odnośnie swoich poprzednich partnerek. Teraz także, nawet do głowy mu nie przyszło jak mogła się poczuć jego kochanka, kiedy z jego ust usłyszała takie słowa. Brał pod uwagę tylko to jak on został potraktowany, jak bardzo poczuł się zraniony, ale to jak zachował się w stosunku do Anity – już nie.
Powolnym ruchem dłoni zgniótł bilety na seans i wrzucił je do kosza. Dopiero teraz zauważył, że z nerwów trzęsą mu się ręce. Z trudem wyciągnął z paczki jednego papierosa, a jeszcze więcej czasu zajęło mu odpalenie go.
- Co za dziwka – mówił sobie w myślach, chcąc wyładować się na Anicie – Tylko pieprzyć by się chciała.
Była dokładnie taka, jak on za dawnych czasów. Krótkie, niezobowiązujące związki opierające się głównie na kontakcie fizycznym, a nie na wsparciu, zrozumieniu, obecności czy uczuciu. Dopóki sam na własnej skórze nie przekonał się jak czuły się te wszystkie kobiety, które zaciągał do łóżka, nie przeszkadzało mu to. Teraz był wielce oburzony. Miał prawo być zły na Anitę, ale nie miał prawa jej pouczać, skoro postępował dokładnie tak samo. Kobieta dała mu solidną nauczkę, prawdziwą lekcję życia, która być może doprowadzi do zakończenia ich romansu. Ale on jeszcze nie wyciągnął z tego żadnych wniosków, nie wiedział że dziewczyna, walcząc o swoje racje, pozwoli mu przejrzeć na oczy. O ile w ogóle będzie w stanie kiedyś przejrzeć...

sobota, 24 maja 2014

VII. Scen nr 27

          Tym razem szczęście uśmiechnęło się do komisarzy. Kiedy wrócili na komendę, po tym jak Bartek przyjechał pod uczelnię, by obserwować podejrzanego studenta, Tomek czekał na nich z dobrą wiadomością. Udało się ustalić tożsamość drugiego mężczyzny z nagrania, namierzyć go, a nawet zatrzymać. Asystent poinformował Anię i Maćka, że za kilka minut będą mogli go przesłuchać.
- Ciekawe co będzie miał nam do powiedzenia – rzucił brunet, rozsiadając się wygodnie przy swoim biurku
- Na pewno nie to, że zgwałcił i zabił Marcelinę. Nawet jeśli to on, nie przyzna się od razu.
- Przyciśniesz go do muru?
- No jasne – uśmiechnęła się chytrze, zakładając nogę na nogę.
Obecność zatrzymanego rozpoznali blisko kwadrans później, kiedy ich uszu zaczął dobiegać hałas z korytarza. Formalnością było tylko pojawienie się Tomka, aby oznajmić im, że mogą zaczynać przesłuchanie.
- Pięć... cztery... - Maciek rozpoczął odliczanie – Trzy... Dwa... Jeden... Zero?
Zdumiony podniósł się z krzesła i ruszył w stronę drzwi, kiedy właśnie pojawił się w nich asystent.
- Gotowy, możecie go maglować.
Maciek przepuścił Anię, by to ona jako pierwsza weszła do pokoju przesłuchań. On tam był tylko po to, by wtrącać swoje uwagi i obserwować zachowanie zatrzymanego.
- Jakim prawem mnie zatrzymujecie? - mężczyzna nie krył swojej irytacji
- Polskim prawem – oparł natychmiast Maciek
- Poznajesz ją? - Ania podsunęła mu pod nos zdjęcie ofiary
- Buźka ładna, ale nie znam laski.
- A to ciekawe... W piątek na dyskotece to cię nie było?
- Owszem, byłem. I co z tego?
- Ta dziewczyna też tam była. Wiemy że przez pewien czas się jej przyglądałeś, a potem wyszedłeś zaraz po tym, jak ona opuściła lokal.
- To jeszcze o niczym nie świadczy.
- Poszedłeś za nią – ton głosu Ani przestał być łagodny. Sposób w jaki wypowiedziała te słowa, tak chłodno i stanowczo, sprawił że ręce zatrzymanego zadrżały.
- Zagadałem do niej, zaproponowałem że ją odprowadzę, ale powiedziała że czeka na taksówkę. No to co miałem dalej zrobić? Poszedłem w swoją stronę.
- A może było inaczej? - Maciek wtrącił się do rozmowy – Jak ci odmówiła to zaciągnąłeś ją siłą w ustronne miejsce, zgwałciłeś, a potem zabiłeś?
- Nie! To że lubię popatrzeć na zgrabne tyłeczki to nie znaczy że jestem gwałcicielem!
Maciek odwrócił głowę w bok. W tej chwili dawał 50% szans na to, że to właśnie zatrzymany jest winny. Drugie pięćdziesiąt procent stawiał na studenta. Był pewien iż to jeden z nich zgwałcił i zamordował dziewczynę. Nie potrafił tylko w tej chwili wskazać który z nich to zrobił.
- Widziałeś coś podejrzanego? Może ktoś kręcił się w okolicy? - Ania kontynuowała przesłuchanie
- Poza nią nie widziałem nikogo. Zresztą, nie zwracałem uwagi... No co? Też trochę popiłem...
- Jesteś zatrzymany do wyjaśnienia sprawy – oznajmiła Ania, po czym wraz z Maćkiem opuściła pokój przesłuchań. Wymienili się poglądami. Kobieta nie była przekonana co do tezy partnera dotyczącej podejrzanych. Obawiała się, że mogli pominąć jakiś istotny szczegół, bez którego nie będą w stanie obrać właściwej drogi do rozwiązania śledztwa.
Niespełna godzinę później ciszę w biurze przerwał telefon od Bartka. Ania natychmiast przełączyła telefon w tryb głośnomówiący, aby nie powtarzać partnerowi słów asystenta.
- Mam  newsa, który zwali was z nóg. Prawdziwą bombę.
- Nasz podejrzany coś przeskrobał? - spytała z nadzieją w głosie
- Może nie tyle przeskrobał... Po zajęciach poszedł... do kamienicy, w której znaleźliśmy dziewczynę
- Wiedziałem! - Maciek nie mógł się powstrzymać
- Sam fakt że poszedł tam kilka dni po morderstwie nie znaczy że to on zrobił – przypomniała kobieta, chcąc ostudzić jego zapał
- Przynajmniej teraz wiemy, że powinniśmy dokładniej mu się przyjrzeć. Prędzej czy później coś znajdziemy.
- Jeśli to w ogóle on – Ania wciąż nie była do końca przekonana
- Chłopak zniknął gdzieś na pierwszym piętrze. Musiał wejść do któregoś z mieszkań. Będę informował was na bieżąco.
- Dobra, dzięki.
Zaraz po zakończonej rozmowie Ania sięgnęła po papiery, aby zweryfikować swoje przypuszczenia. Intuicja podpowiadała jej, że student nie pojawił się w kamienicy przypadkowo.
- Wiktor Dawiejski, syn Beaty i Ludwika. Przed ślubem jego matka nazywała się Waliszyńska... Gdzie lista lokatorów?
Brunet odszukał wzrokiem właściwą kartkę, po czym chwycił ją i podał Ani.
- Dzięki – rzuciła w odpowiedzi – No tak, wszystko jasne! Na pierwszym piętrze pod czwórką mieszka Leokadia Waliszyńska.
- Matka Beaty Dawiejskiej – dopowiedział sobie Maciek – Czekaj, ja z nią rozmawiałem w sobotę... Mówiła że wnuk odwiedza ją co tydzień.
- I co w związku z tym?
- Jeśli był też tydzień temu, to wiedział o zepsutym zamku. A bywając tak często musiał też wiedzieć, że piwnica jest zawsze otwarta, wystarczy nacisnąć klamkę. Wszystko zaczyna do siebie pasować.
- Tylko jak chcesz mu udowodnić winę? Nie mamy odcisków palców, nasienia sprawcy, czegokolwiek, co moglibyśmy porównać choćby z jego DNA …
Pokręciła głową i spojrzała na Maćka. Był dziwnie spokojny, jakby za chwilę miał trzymać dowody w ręku. Rzucił jej ukradkowe spojrzenie, na co uniosła kąciki ust.
- Myślimy o tym samym – stwierdziła – Myślisz że chłopak ofiary się zgodzi?
- Czemu nie? Chyba chciałby żeby zabójca jego dziewczyny trafił za kratki...

          Po rozmowie z Mateuszem Brzyckim komisarze rozpoczęli przygotowania do prowokacji. Technicy policyjni zainstalowali mikrofon w ubraniu mężczyzny, który na wieczór umówił się z podejrzanym. Komisarze przygotowali mały podstęp, lecz nie mogli mieć pewności że pozwoli on zdobyć im dowód winy Wiktora Zawiejskiego.
- Wie pan co mówić? Proszę pamiętać, aby nie dać się ponieść emocjom. On musi jednoznacznie powiedzieć, że to zrobił – przypomniała mu Ania
- Tak, postaram się.
Szatynka odeszła na bok, gdzie przystanęła obok partnera.
- A co jeśli się nie uda?
- Nie martw się na zapas – stwierdził ze spokojem – Zagramy na jego pewności siebie i pysze.
Kilka minut po godzinie dziewiętnastej w parku pojawił się podejrzany. Maciek i Ania musieli zostać w busie, aby przypadkiem nie zostać zauważonym. Przysłuchiwali się za to rozmowie, czekając na słowa, które miały zagwarantować iż Wiktor poniesie karę za gwałt i zabójstwo.
- Wiem że to ty – oznajmił Brzycki
- Co wiesz? Gówno wiesz! - odparł z szyderczym uśmiechem na twarzy – Myślisz że jak polecisz do psiarni i wskażesz na mnie to co? Nawet jak mnie zamkną, to za 2 dni wypuszczą!
- Taki pewny jesteś?
- Ja się wszystkiego wyprę. Będziemy mieli słowo przeciwko słowu. Komu uwierzą? Patałachowi po odsiadce czy nieskazitelnemu obywatelowi Polski?
- Nieskazitelnemu – prychnął – Tylko do czasu. Obaj wiemy że zgwałciłeś Marcelinę, a potem ją zabiłeś.
- I to będzie nasz sekret – uśmiechnął się tajemniczo – Nic na mnie nie macie, ani ty, ani psiarnia.
Mateusz delikatnie uniósł kąciki ust, powoli sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej smartfona – dokładnie taki sam model, jaki posiadała zamordowana. Maciek wymienił z Anią porozumiewawcze spojrzenie. Właśnie teraz rozpoczynał się kluczowy moment prowokacji. Aspirant wsparł się na łokciu, mocniej przycisnął słuchawkę do ucha i z jeszcze większą niecierpliwością czekał na ciąg dalszy.
- Wiesz co to jest? Smartfon.
Podejrzany zaczął się śmiać. Brzycki nie przywiązywał do tego większej uwagi, tylko kontynuował.
- To jest smartfon Marceliny. Smartfon, którym na piętnaście minut przed śmiercią zrobiła ci zdjęcie.
- Kłamiesz – wycedził przez zęby, powstrzymując wybuch złości
- Nie. I przekonasz się wkrótce, jak pójdę z tym na policję.
- Kłamiesz! Nie możesz mieć jej telefonu, bo jest na dnie Wisły, razem z całą torebką!
- Nie wyplączesz się z tego.
- Wiesz co? Naiwny jesteś. Naiwny jak dziecko. Zanim ty pójdziesz do psiarni, ja zdążę się ukryć i nigdy mnie nie znajdziecie. Będę wspominał upojną noc z twoją ukochaną, jak się wiła, jak wzdychała, jak udawała że stawia opór, że tego nie chce, choć tak naprawdę właśnie tego pragnęła...
Brzycki nie mógł tego słuchać. Zacisnął dłoń w pięść i chciał wziąć zamach, żeby uderzyć rozmówcę, lecz przypomniał sobie że nie może stracić panowania nad nerwami. W milczeniu stał i patrzył mu prosto w oczy, jakby chciał go zabić spojrzeniem. Wiedział że policjanci dostali już to, czego chcieli i lada chwila zjawią się tu, aby zatrzymać winnego. Pojedynek wzrokowy tak bardzo pochłonął Zawiejskiego, że nawet nie zauważył kiedy obu mężczyzn otoczyli funkcjonariusze.
- Jesteś zatrzymany pod zarzutem zabójstwa Marceliny Zwiadowskiej.
Zrozumiał że to koniec. Obecność policjantów nie była przypadkowa. Dotarło do niego że cała rozmowa została nagrana, że zdobyli przeciw niemu dowód. Teraz nawet jeśli się wszystkiego wyprze, to niczego nie zmieni. Dał się podejść. Powinien był uważniej dobierać słowa, ale nie spodziewał się że były kryminalista będzie współpracował z policją.
- Gdzie ja popełniłem błąd... - zastanawiał się głośno, będąc już w pokoju przesłuchań
- Gdzie? - Maciek omal nie wybuchnął śmiechem – Ja ci powiem gdzie. Właśnie tam, gdzie zgwałciłeś, a potem zamordowałeś Marcelinę Zwiadowską.
- Ona sama tego chciała. Pragnęła mnie, widziałem jak na mnie patrzy... Potrzebowaliśmy tylko miejsca, w którym moglibyśmy zostać sami. I wtedy przypomniałem sobie, że w kamienicy jest zepsuty zamek... a piwnica zawsze była otwarta.
- Zaprowadziłeś ją tam.
- Było cudownie. Na początku tylko trochę mruczała że nie, bo jej chłopak, bo coś... Ja wiem, że ona tylko udawała. Nie broniła się już potem.
- Była pijana, nie miała siły – wyjaśnił krótko policjant – Zresztą, nie wiadomo czy na trzeźwo zdołałaby się obronić.
- Poszło gładko. Spędziliśmy kilka miłych chwil w piwnicy...
- Skoro było po wszystkim to po co dźgnąłeś ją nożem?
- To był wypadek. Chciałem zabrać jej telefon, żeby nie mogła zadzwonić do swojego chłopaka albo po was. Rano już by niczego nie pamiętała, tak była nawalona... Nie chciała oddać mi torebki, więc pomyślałem że przetnę pasek, ale podczas szarpaniny przypadkiem... - urwał, z trudem przełykając ślinę – Kiedy zobaczyłem że się wykrwawia, dźgnąłem ją jeszcze dwa razy i zabrałem wszystko – dokumenty, pieniądze... żeby to na napad rabunkowy wyglądało.
Nie potrzebowali więcej wyjaśnień. Maciek wstał i polecił mundurowym przewiezienie zatrzymanego do aresztu.
- Sprawa zamknięta – powiedział sobie w myślach, odetchnąwszy z ulgą

poniedziałek, 19 maja 2014

VII. Scen nr 26

          Dopiero późnym wieczorem policjanci skończyli przeglądać nagranie. Wytypowali dwóch mężczyzn – jeden z nich przystawiał się do dziewczyny przez pewien czas, jednak zawsze spotkał się z odmową i w końcu wyszedł. Drugi przez kilka minut obserwował ofiarę, a kiedy ona chwiejnym krokiem poszła w stronę wyjścia, od razu ruszył za nią.
- Wygląda jakby się znali – mruknął Maciek, ponownie obserwując jak kobieta sączy drinka przy barze, zaś mężczyzna niemal siłą próbuje ją wyciągnąć na parkiet
- Swoją drogą to dziwne... Poszła do klubu na zabawę, a jak weszła po dwudziestej pierwszej, tak siedziała przez trzy godziny przy barze i ani razu nie poszła zatańczyć...
- Widocznie brakowało jej towarzystwa swojego chłopaka. Tak w ogóle co z jego alibi?
- Potwierdziło się – oznajmił Tomek, po czym opuścił biuro aby zwolnić go z aresztu. Nie potrzebował żadnego polecenia, wiedział co ma robić. Kiedy wrócił po chwili, Maciek zbierał się już do domu.
- Słuchaj, chcę mieć na rano zdjęcia tych dwóch kolesi z nagrania. Załatwisz to z technikami?
- Jaaaasne – ziewnął, przyzwyczajony do tego że zawsze spadają na niego najgorsze zadania. Nie dość że musiał zaczekać na ich przyjazd na komendę, to jeszcze musiał ich przekonać do zarwania nocy, żeby przygotować fotografie na jutro. Żartobliwie przez kolegów nazywany był agentem do zadań specjalnych. Zawsze potrafił się z każdym dogadać, zawsze znajdywał czas na pracę i sumiennie wykonywał swoje obowiązki. Maciek czasem się zastanawiał dlaczego to on, a nie Tomek został partnerem Anki. Nie potrafił sobie odpowiedzieć na to pytanie. Może po prostu asystent idealnie nadawał się na swoje stanowisko i nikt nie był w stanie go zastąpić?
Podczas gdy on został na komendzie, aspirant przed powrotem do domu ponownie odwiedził klub „El Passimo”. Tym razem udało mu się zastać szefa. Kilka ogólnych pytań odnośnie biznesu, charakteru imprez oraz incydentów, po czym zapytał o barmana, który miał w piątek swoją zmianę. Okazało się, że był to ten sam, który serwował drinki także tego dnia.
- Koktail informacyjny poproszę – rzucił, sadowiąc się przy barze
- Co proszę?
- Była tu w piątek? - wyciągnął zdjęcie ofiary
- Może i była... Nie płacą mi za oglądanie się na ładne buźki. Zresztą, mam krótką pamięć.
- Szkoda – westchnął, pokazując odznakę – Mam sprawdzone metody na odświeżanie pamięci, ale musiałbyś opuścić swoje stanowisko pracy... Szef chyba nie byłby zadowolony.
- No dobra, dobra. Coś tam sobie przypominam.
Maciek uśmiechnął się znacząco i pochylił do przodu.
- Jak przyszła i usiadła tutaj to przez kolejne trzy godziny nie mogła się oderwać. Jakiś jej znajomy próbował ją wyciągnąć na parkiet, ale ona nic, siedziała tu i upijała się.
- Skąd pewność że byli znajomymi?
- Mówili sobie po imieniu, coś też wspominali o jakimś trzecim... Musieli się znać.
Policjant skinął głową. Wiedział już, żeby jutro zagospodarować czas na kolejną wizytę u chłopaka ofiary. Być może będzie rozpozna chłopaka na zdjęciu.
- O czym rozmawiali?
- Za dużo nie słyszałem, sam pan widzi jaki tu jest hałas.
- Raczej słyszy – nie mógł się powstrzymać od komentarza
- On coś mówił żeby z nim poszła, że nikt się nie dowie, że to będzie ich tajemnica... a ona wypaliła że jakiś tam Mateusz nie będzie zadowolony...
- Brzycki – przeszło mu przez myśl – Coś jeszcze?
- Nie, ale... odniosłem wrażenie że ona mu się podobała, choć chwilami zdawał się być agresywny wobec niej. Wyszedł jakiś czas przed nią, widząc że nic nie wskóra.
- Dzięki – rzucił krótko, po czym opuścił klub.

          W poniedziałek rano Ania była z powrotem w pracy. Od Bartka dowiedziała się, że wraz z Maćkiem prowadzi sprawę, lecz aby poznać szczegóły musiała zaczekać na partnera. Asystent od razu zauważył że kobieta jest szczęśliwa, wręcz rozkwita. Spotkanie z mężem naprawdę dobrze jej zrobiło – uspokoiła się, wróciła jej pewność siebie i co najważniejsze, odzyskała wiarę iż wszystko się ułoży – tym bardziej że jej wizyta dodała sił także Michałowi.
Maciek liczył na właśnie taki efekt – obustronny. Wizyta żony dodała mężczyźnie otuchy i motywacji, żeby jeszcze się nie poddawać, wciąż walczyć. A ona, spędzając z nim weekend oraz zauważając jego determinację przestała się martwić.
Strzewiński opowiedział jej o sprawie przy porannej kawie. Ania zapewniła go, że najtrudniej było ruszyć z miejsca, a teraz są na dobrej drodze by znaleźć sprawcę. Kilka minut po dziewiątej ruszyli w drogę na uczelnię, na której studiowała denatka.
- Studentka ekonomii. Mielibyście o czym pogadać – wtrąciła szatynka, kiedy wchodzili do budynku
- Niestety, była martwa kiedy przyjechaliśmy, a że nie mam zwyczaju rozmawiać z trupami...
- Prowadź – puściła go przodem, wiedząc że jeszcze dwa lata temu bywał tu jako student
Sprawdzali plan zajęć, kiedy usłyszeli za sobą męski głos. Od razu go rozpoznał.
- Dzień dobry panie profesorze – odpowiedział, uśmiechając się lekko – Aniu, to jest właśnie pan profesor Jacek Altan, mój dawny wykładowca.
- Dziewczyna? - zagadnął starszy pan, wskazując na Anię
- Panie profesorze, ona ma męża... Koleżanka z pracy, jesteśmy tu służbowo.
Altan uniósł brwi ze zdumienia. Nie słyszał ostatnio o żadnym wypadku na uczelni, nie znał żadnego powodu, dla którego policja miałaby przyjechać na Uniwersytet. I w dodatku wydział śledczy.
- Marcelina Zwiadowska była pana studentką? - spytała kobieta
- Jak to? Dlaczego była?
- Marcelina Zwiadowska nie żyje. Została zamordowana i zgwałcona.
- Chyba odwrotnie – poprawiła go partnerka
- Miała spory potencjał – przyznał profesor – Ostatnim tak dobrym studentem był niejaki Strzewiński, który stwierdził że lepiej się marnować na niepewnych godzinach pracy za dwukrotnie niższe wynagrodzenie.
Maciek tylko przekręcił głowę w bok i odetchnął głęboko. Profesor wielokrotnie próbował go namówić, by po zakończeniu studiów znalazł pracę w branży. Jego najlepsi studenci od lat odnosili sukcesy na płaszczyźnie zawodowej, zarabiali sporo pieniędzy... aż w końcu trafił mu się taki niesforny student, który nie słuchał nikogo, miał w życiu własne zasady i własne ścieżki. Świat garniturów, ludzi pod krawatami, którzy w wielu sprawach wyręczali się sekretarkami, zdecydowanie nie był tym, do którego chciał należeć. On był prostym facetem, który po prostu dobrze rozumiał matematykę – ale to nie był jeszcze powód by podporządkować temu całe życie zawodowe.
- Miała wrogów?
- Nie, raczej była lubiana w grupie. Nie zauważyłem niczego niepokojącego.
- A tego delikwenta pan zna?
Profesor uważnie przyjrzał się fotografii. Poprawił okulary na nosie, skrzywił się nieznacznie i oddał zdjęcie policjantowi.
- To Wiktor Dajewski, jest w tej samej grupie. Bardzo miły i uczynny chłopak. Za pięć minut mam z nim zajęcia.
Ania wymieniła z Maćkiem porozumiewawcze spojrzenia. Postanowili poczekać chwilę, by wraz z profesorem udać się na salę wykładową. Ogłosili smutną nowinę kolegom i koleżankom denatki, zapytali o ewentualnych wrogów bądź osoby, które nie życzyły jej dobrze, jednak nikogo nie potrafili wskazać. Wychodząc z sali, poprosili Wiktora na korytarz.
- Jesteś ostatnią osobą przed zabójcą, który widział Marcelinę żywą.
- Wiemy że byłeś w klubie „El Passimo” i przystawiałeś się do niej.
Nie spodziewał się takiego ciosu na wstępie. Lekko zmieszany potwierdził swoją obecność w klubie, lecz zaczął zaprzeczać że podrywał dziewczynę.
- Tak? Mam uwierzyć że to głaskanie po plecach czy mizianie się policzkami to tylko takie przyjacielskie gesty? - Maciek sprawiał wrażenie zdenerwowanego, choć w pełni kontrolował sytuację
- A co, to zabronione?
- Nie, ale gwałt owszem – dodała Ania
- Nie zgwałciłem jej. Dobitnie mi dała do zrozumienia że nie ma ochoty na chwilę uniesienia ze mną...
- Czyli jednak chciałeś zaciągnąć ją do łóżka?
Student dopiero teraz zrozumiał, że dał się podejść. W tym momencie nie było sensu by iść dalej w zaparte.
- No dobra, podobała mi się! Ten dupek na nią nie zasługiwał, ale ona była ślepo w niego zapatrzona. Przecież on wcale nie musiałby wiedzieć, że się ze mną przespała...
- Ale ona nie chciała – dokończyła za niego szatynka – I dlatego ją zgwałciłeś.
- No co też pani wygaduje! Zależało mi na niej, nigdy bym jej nie skrzywdził.
- W przypływie złości robi się różne rzeczy – zasugerował Maciek – Na przykład coś wbrew czyjejś woli...
- Jak wyszedłem to ona wciąż siedziała przy barze – postanowił poszukać innego argumentu do obrony – Niby jak miałem ją zgwałcić? Na odległość? Przez powietrze?
Ania spojrzała na niego z politowaniem. Sięgnęła już po kajdanki, lecz Maciek w porę to zauważył i złapał ją za rękę.
- Powiedzmy, że ci wierzymy. Czy Marcelina zachowywała się jakoś dziwnie? Bała się czegoś może?
- Poza tym że ciągle piła to nie. Wyznała mi że się pokłócili. Ja bym radził sprawdzić tego jej chłopaka, to typ spod ciemnej gwiazdy...
- Spokojnie, wiemy co mamy robić – oznajmił aspirant – Wracaj na zajęcia.
Ania powstrzymała się z wszelkimi komentarzami, dopóki chłopak nie zniknął za drzwiami. Wtedy też Maciek puścił jej rękę, jakby wcześniej obawiał się, że mimo wszystko partnerka zdecyduje się go zatrzymać.
- Co ty, ślepy jesteś?! - kobieta nie kryła swojej złości – Gołym okiem widać że coś kręci.
- Mam lepszy pomysł niż zgarnianie go na komendę. I tak musielibyśmy go zaraz wypuścić, bo nic konkretnego na niego nie mamy.
- To co proponujesz? - Ania skrzyżowała ręce na piersiach
- Dajmy mu ogon, a sami zajmijmy się drugim facetem z tego klubu.

sobota, 17 maja 2014

VII. Scen nr 25

          Po południu Maciek wrócił na komendę, aby w dalszym ciągu zająć się sprawą. Wciąż nie znali tożsamości ofiary ani okoliczności, w jakich znalazła się na miejscu zdarzenia. Duże nadzieje wiązali raczej z kolejnymi dniami, kiedy to przyjdzie ktoś na policję i zgłosi zaginięcie dziewczyny. O ile w ogóle ktoś będzie chciał to zgłosić...
- Ten administrator jakiś dziwny mi się wydawał – westchnął Maciek na komendzie – Nie wiem czy coś kręci... Może po prostu to śmierdzący leń i dlatego przez tydzień nie kiwnął palcem w sprawie tego zamka.
- Mimo wszystko, sprawca raczej musiał wiedzieć o możliwości przedostania się do piwnicy. No chyba nie pociągnąłby przypadkiem ofiary do tej kamienicy.
- Mieszkańców chyba można wykluczyć... - zastanawiał się – Kto by zostawiał ciało we własnej kamienicy, kilka pięter pod sobą?
- Z drugiej strony najciemniej pod latarnią – zauważył Tomek. Maciek w odpowiedzi tylko przechylił głowę i sięgnął po swój kubek z kawą. Upił łyk czarnego napoju z nadzieją, iż kofeina w nim zawarta pomoże mu odświeżyć umysł.
- Nie sądzę, żeby to był tylko motyw rabunkowy – odezwał się po chwili – Przecież wystarczyłoby wyrwać jej torebkę na ulicy i spieprzyć. Tu musiało chodzić o coś więcej. Może ktoś chciał ją postraszyć, na przykład za dużo wiedziała...
- A może gość chciał być po prostu oryginalny?
- Zakładamy, że cios przypadkowo trafił w tętnicę. Sprawca nie chciał jej zabić. Co to za oryginalność, kiedy dziewczyna normalnie potem wychodzi z piwnicy i zgłasza sprawę albo i nie.
Asystent wzruszył ramionami. Nie miał więcej pomysłów, które i tak pozostawały jedynie niepotwierdzonymi domysłami. Prędzej czy później obaj policjanci musieli dojść do wniosku, że różne wersje wydarzeń można tworzyć godzinami, lecz w niczym im to nie pomoże.
- To bez sensu – stwierdził brunet – Błądzimy we mgle i będzie tak, dopóki nie poznamy jej tożsamości.
- Adam mówił że raport będzie jutro około południa.
- Świetnie. Może to nam wskaże jakiś kierunek... - rzucił bez przekonania, kończąc swoją kawę.

          Maciek był jednak w błędzie. Nie oczekiwał zbyt wiele względem raportu od patologa, lecz kiedy otrzymał go kilka minut przed godziną dwunastą, dowiedział się dwóch nowych rzeczy w sprawie. Pierwsza, że przed śmiercią dziewczyna została zgwałcona. Zdziwiła go ta informacja, bowiem ubranie nie wskazywało na to, by doszło do czegoś takiego. Druga pozwoliła w końcu ruszyć z miejsca. Pod paznokciami znaleziono naskórek, który należał do niejakiego Mateusza Brzyckiego. Brunet podszedł do komputera by wpisać w bazę to imię i nazwisko, chcąc sprawdzić czym zasłynął mężczyzna.
- Napad i wymuszenie – przeczytał na głos – To by chyba nawet pasowało.
Nie czekając ani chwili dłużej zawołał Tomka i pokrótce mu wyjaśnił czego dowiedział się w sprawie. Policjanci wsiedli w samochód, po czym ruszyli pod adres, który figurował w bazie jako stały pobyt podejrzanego.
Kilkadziesiąt minut później stali już pod drzwiami mieszkania, w którym rzekomo miał przebywać Mateusz Brzycki. Tomek z każdą kolejną chwilą tracił nadzieję że go tu zastaną, natomiast Maciek uporczywie naciskał na dzwonek.
- No zaraz, zaraz! - usłyszeli głos zza drzwi – Już nawet spokojnie się odlać nie można?! Kto tam?!
- My do pana Brzyckiego, sąsiad z dołu nas przysyła.
- Sąsiad? A po jaką cholerę? Sam nie może przyjść?
- Pan otworzy, nie będziemy tak przez drzwi rozmawiać.
Mężczyzna dał się podejść. Po chwili policjanci usłyszeli jak przekręca zamek. Ledwie drzwi się uchyliły, obaj wparowali do środka, rzucając Brzyckiego na ścianę.
- Policja, jesteś zatrzymany pod zarzutem zabójstwa.
- Ale co?! Kogo?!
- Pogadamy na komendzie.
Tomek skuł go kajdankami i wyprowadził. Maciek postanowił wykorzystać okazję i rzucić okiem na mieszkanie. O dziwo, było tu schludnie i czysto, nie brakowało kobiecej ręki w prowadzeniu domu. Być może mieszkał z dziewczyną, ale teraz oprócz niego nie było nikogo w mieszkaniu. Ponieważ nic ciekawego nie rzuciło mu się w oczy, a nie miał czasu na dokładniejsze przeszukanie mieszkania, zdecydował się opuścić lokum. Tym bardziej, że nie posiadał nakazu prokuratora.

          Brzycki przez całą drogę nie dawał zapomnieć o swojej obecności, domagając się wyjaśnień na przemian z zapewnieniami, iż nie zrobił nic złego. Tomek kilka razy powtórzył mu że wszystkiego dowie się na komendzie, jednak brakowało mu cierpliwości. Gadulstwo zatrzymanego coraz bardziej irytowało Maćka, a jego złość przejawiała się bardziej gwałtownym niż zwykle naciskaniu pedału gazu.
Pod komendą rozstali się na kilka minut – mężczyznę przejęli mundurowi, a Tomek i Maciek w końcu mogli odetchnąć.
- A co jeśli to nie on?
- Nie martw się na zapas – Maciek był zupełnie spokojny, jakby przyznanie się do winy zatrzymanego miało być jedynie kwestią czasu – Najważniejsze, że w końcu coś mamy. Jego naskórek nie mógł przypadkiem się znaleźć pod paznokciami ofiary, musiał mieć z nią jakąś styczność.
Maciek zgarnął z biurka zdjęcie ofiary, wykonane wczoraj przez techników i udał się na przesłuchanie. Wchodząc do pokoju zamknął drzwi głośniej niż to było konieczne, rzucił fotografię na stół, po czym zajął miejsce naprzeciw Brzyckiego. Podejrzany wziął do ręki zdjęcie i przyjrzał się twarzy dziewczyny.
- Znasz ją?
- Co ona ma z tym wspólnego?
- Znasz ją? - powtórzył pytanie niewzruszony
- Marcelina, moja dziewczyna – powiedział cicho, odkładając fotografię na stół. Domyślił się, że dziewczyna nie żyje. Wystarczyło skojarzyć fakty – zatrzymali go za zabójstwo, pytają go o nią, a na zdjęciu ma zamknięte oczy i jest nienaturalnie blada.
- Marcelina jaka? Nazwisko.
- Zwia... Zwiadowska – wydukał, wpatrując się w splecione dłonie – Ona nie żyje, prawda?
- Prawda. Ty chyba najlepiej powinieneś wiedzieć. Jako jej chłopak i... - urwał na chwilę, stopniując napięcie – i jako zabójca.
Spodziewał się wybuchu złości bądź innej gwałtownej reakcji ze strony zatrzymanego. O dziwo wciąż mówił spokojnym głosem, jakby ta sprawa wcale go nie dotyczyła.
- Nie, to nie ja. Wiadomo, nikt nie będzie wierzył karanemu, ale... ja już dawno skończyłem z tamtym życiem. Właśnie dzięki niej. Nie byłbym w stanie zrobić jej krzywdy, bo... ja ją naprawdę kochałem. Kochał pan kiedyś kogoś?
- Nie – odparł chłodno, nie zastanawiając się nawet czy to prawda
- No to nie wie pan, że nie można zrobić krzywdy komuś, kogo się kocha.
- Tak? - spytał kpiąco – To jak wytłumaczysz zabójstwa z miłości? Facet zabija kobietę, bo nie może znieść myśli, że ona będzie z innym. A może tak było tutaj, co?
- Nie – oznajmił stanowczo, lecz spokojnie – Czasem się kłóciliśmy, ale tak jest w każdym związku. Było nam ze sobą dobrze.
- To jak wytłumaczysz fakt, że pod jej paznokciami znaleźliśmy twój naskórek?
Facet wziął głęboki oddech i po raz pierwszy odważył się spojrzeć na Maćka.
- Bo właśnie wczoraj się pokłóciliśmy. Ona chciała wyjść z domu, ja złapałem ją za rękę... no i wtedy mnie zadrapała.
Brunet pokiwał głową. Nie chciał wierzyć w taki zbieg okoliczności, ale nie mógł też wykluczyć, że Mateusz Brzycki mówi prawdę. Jedyne co mogło uratować chłopaka to jego alibi.
- Co robiłeś wczoraj około pierwszej w nocy.
- Byłem z kumplami na mieście. Wróciłem kilka minut po drugiej.
Maciek bez słowa wstał, podszedł do drzwi i poprosił mundurowego o kartkę papieru z długopisem. Policjant na chwilę zniknął w biurze asystentów, by spełnić prośbę aspiranta.
- Namiary na tych kolegów – zwrócił się do przesłuchiwanego, podsuwając mu kartkę i długopis. W milczeniu czekał aż Brzycki wypisze nazwiska i adresy, które miały zapewnić mu wykluczenie z grona podejrzanych.
- O co wam poszło? - zapytał na koniec, mając już wszystkie dane
- Marcelina chciała iść na dyskotekę. Stwierdziła że skoro ja wychodzę z kumplami, to ona też ma prawo się trochę rozerwać. Byłem przeciwny, bo wie pan, narkotyki, podejrzane typy... Miałem złe przeczucia?
- Intuicja? - spytał z ironicznym uśmiechem
- Być może...
- Wiesz dokąd chciała iść?
- Klub „El Passimo”
- Póki co, jesteś zatrzymany – oznajmił Maciek, ku rozczarowaniu zatrzymanego – Sprawdzimy twoje alibi, jak się potwierdzi to cię zwolnimy.
Od razu po wyjściu z pokoju przesłuchań skierował swoje kroki do biura asystentów, w poszukiwaniu Tomka. Tam jednak go nie zastał, więc musiał kontynuować swoją wędrówkę po wydziale. Ostatecznie asystent odnalazł się chwilę później – sam przyszedł do biura.
- Byłem w toalecie – wyjaśnił po napotkaniu pytającego spojrzenia aspiranta – Co powiedział?
- Oczywiście jest niewinny. To byłoby zbyt proste, ale i tak trzeba sprawdzić jego alibi – wręczył mu kartkę z namiarami na kumpli Mateusza – A ja zajmę się klubem El Passico, tam miała być Marcelina na kilka godzin przed śmiercią.
- Marcelina? - powtórzył jak echo
- Tak, Marcelina Zwiadowska. Właśnie tak nazywa się nasza ofiara.
Tomek skinął głową, po czym wyszedł z biura, aby wykonać powierzone mu zadanie. Zaraz za nim to samo uczynił Maciek. Opuścił komendę i wsiadł w samochód, uprzednio sprawdziwszy w internecie adres klubu.

- Otwarte od szesnastej – usłyszał za sobą głos oburzonego ochroniarza
- Dla mnie całodobowo – odparł Maciek, pokazując mu odznakę – Jest szef?
- Nie ma, wieczorem będzie. Coś przekazać?
- Nie, wolałbym osobiście z nim pomówić. Macie tu monitoring?
- Wiadomo – mężczyzna parsknął śmiechem, uznając to za głupie pytanie
- W takim razie potrzebne będzie mi nagranie z piątku od osiemnastej do soboty do godziny drugiej. To pilne – zaznaczył, kiedy zobaczył że ochroniarz chce coś powiedzieć – Chodzi o zabójstwo młodej dziewczyny, miała tu być przed śmiercią.
- No dobrze, szef chyba się nie pogniewa...
Mężczyzna zaprowadził Maćka do kanciapy, gdzie mieli podgląd z monitoringu. Odszukał nagranie, którym zainteresowany był policjant, wykonał kopię i wręczył płytkę brunetowi. Podejrzewał że zabójca upatrzył swój cel właśnie w tym klubie, a nagranie pomoże ustalić jego tożsamość. O ile dziewczyna w ogóle tu była...

piątek, 16 maja 2014

VII. Scen nr 24

          Kiedy obudził się rano, Anity nie było w łóżku. Został po niej tylko lekko wgnieciony ślad w poduszce. Mężczyzna stwierdził, że musiała wstać niedawno, a teraz zapewne jest w łazience i bierze prysznic. Spojrzał na zegarek – wskazówki pokazywały że jest niespełna pięć minut po siódmej.
- Wcześnie – pomyślał, podnosząc się z łóżka. Mimo to czuł się wyspany. W końcu mając przy sobie piękną kobietę sen musiał być dobry.
Natychmiast wciągnął na siebie spodnie dresowe i udał się do kuchni, by zrobić kawę dla siebie oraz dla ukochanej. Wychodząc z sypialni zauważył iż łazienka jest pusta. Spodziewał się więc, że zobaczy szatynkę w kuchni. Nie mylił się – kobieta zajęta była krojeniem szczypioru. Nie zauważyła iż mężczyzna pojawił się w pomieszczeniu. Po cichu podszedł do niej i objął ją w pasie. Wystraszona dziewczyna wzdrygnęła się, omal nie wypuszczając noża z ręki.
- Przestraszyłeś mnie – powiedziała, gdy zdała sobie sprawę że to tylko Maciek
- Przepraszam, nie chciałem – odparł, po czym pocałował ją w policzek – Co robisz?
- Śniadanie. Ostatnio ty robiłeś, więc pomyślałam że się zrewanżuję...
- Wybacz, ale nie jadam o tej porze. Za to możemy zrobić coś innego...
Kobieta uśmiechnęła się pod nosem, wiedząc co sugeruje. Odłożyła nóż, odchyliła głowę do tyłu i czekała na jego ruch. Całował ją po szyi, wciąż obejmując szatynkę w pasie, kiedy dobiegł ich dźwięk dzwonka telefonu.
- No nie... - westchnął policjant. Niechętnie oderwał się od ukochanej w poszukiwaniu swojego telefonu. Jak gdyby nic, sięgnęła po nóż i kontynuowała wcześniejsze zajęcie.
- Ech... - chwilę później Maciek ponownie stanął w drzwiach kuchni – Myślałem że spędzimy ten dzień razem, ale... praca.
- Rozumiem – odparła Anita, choć w jej głosie słychać było nutkę rozczarowania.
- Obiecuję że ci to wynagrodzę – podszedł do niej, by pocałować ją w policzek, a następnie pognał do sypialni by się ubrać.

          Kilka minut przed ósmą Maciek był już na miejscu zbrodni. Starał się ukryć swoje niezadowolenie, lecz Tomek od razu zauważył że aspirant jest zły z powodu zmiany planów. Po przywitaniu się z technikami podszedł do patologa, który pochylał się nad zwłokami młodej dziewczyny.
- Cześć Adam – przykucnął obok niego – Co mamy?
- Trupa.
Maciek na tę odpowiedź zareagował jedynie chwilowym uniesieniem brwi. Powstrzymał się od komentarza, że sam by się tego nie domyślił. Zamiast tego uważniej przyjrzał się niezbyt przyjemnej klatce schodowej. Odpadający tynk, „przyozdobione” bazgrołami typu „JP na 100%”, „HWDP” czy też „S + D = love” biało-zielone kompozycje ścian, stare, drewniane schody, brud, a w dodatku unosząca się w powietrzu woń alkoholu.
- Typowa kamienica – stwierdził Maciek
- No dobra, a konkretnie to zginęła od jednego ciosu nożem, choć sprawca zadał ich trzy. Jeden z nich przeciął tętnicę udową, przez co wykrwawiła się na śmierć. Zgon nastąpił jakieś sześć, siedem godzin temu.
Brunet pokiwał głową. Podziękował za wstępne informacje o denatce, po czym wrócił do Tomka.
- Technicy twierdzą, że nie zginęła tutaj. Poza tą niewielką plamą krwi tuż przy niej nie ma żadnych innych śladów.
- Czyli sprawca ją zamordował i podrzucił ciało tutaj, tak?
- W dodatku nie znaleźliśmy żadnych dokumentów, telefonu czy torebki.
- No to motywu rabunkowego nie możemy wykluczyć... Kto znalazł ciało?
- Starszy pan, wychodził do sklepu po gazetę i bułki na śniadanie. Obecnie przebywa w swoim mieszkaniu pod numerem cztery.
- No to chodźmy z nim pogadać – zarządził Maciek
- A właśnie, nie mogę się dodzwonić do Anki.
- Ma sprawy rodzinne. Dajmy jej spokój do poniedziałku, okej?
- A śledztwo?
- Co śledztwo? Poradzimy sobie, a jak nie to zawsze można poprosić o pomoc Sebastiana czy drugą Ankę.
Niestety, przesłuchanie starszego mężczyzny, który zawiadomił ich o zwłokach, nie wniosło niczego nowego do sprawy. Maciek zdecydował że trzeba porozmawiać także z pozostałymi mieszkańcami kamienicy. Wraz z Tomkiem podzielili się po równo – każdy z nich miał do odwiedzenia po siedem mieszkań. Po upływie niespełna godziny mieli to już za sobą. Nikt nie znał dziewczyny, a tylko dwie osoby potwierdziły, że słyszały jakiś hałas około pierwszej w nocy.
- Myślisz że została napadnięta tu niedaleko? - spytał asystent
- Możliwe, ale... po co w ogóle przenosiłby ciało do kamienicy, gdzie i tak prędzej czy później ktoś ją znalazł. To żadna kryjówka, nie widzę w tym żadnej logiki.
Pokręcił zrezygnowany głową. Sięgnął do kieszeni po papierosa, kiedy wraz z Tomkiem usłyszeli wołanie jednego z mieszkańców.
- Panie komisarzu! - mężczyzna biegł w ich stronę – Panie komisarzu!
- Aspirancie – poprawił go niewzruszony – Stało się coś?
- Na schodach do piwnicy są ślady krwi.
Maciek wymienił z Tomkiem porozumiewawcze spojrzenie. Ten pierwszy natychmiast udał się z powrotem do kamienicy, zaś asystent zatrzymał techników, którzy przygotowywali się już do odjazdu.
- Cholera, pełno krwi – zaklął, kiedy zobaczył to na własne oczy – Więc to tutaj ją napadnięto.
- Ale tutaj robiła? W piwnicy? W przypadkowej kamienicy? - wtrącił Tomek, pojawiając się wraz z technikami
- Dziwnie to wygląda – pokręcił głową zrezygnowany – To nie wróży łatwego śledztwa...
- A może sprawca ją tu zaciągnął?
- Po jaką cholerę? Zakładamy że złapał ją na ulicy. Nie mógł od razu dźgnąć ją nożem, zabrać co chciał zabrać i uciec?
- Może zrobił to specjalnie, żeby nas zmylić...
- A jak tu wszedł? No chyba mi nie powiesz że przeniknął przez ścianę – Maciek zdawał się być coraz bardziej zdenerwowany
- Przepraszam że przeszkodzę – odezwał się mieszkaniec kamienicy – Od tygodnia zamek w głównych drzwiach jest zepsuty. Administrator miał się tym zająć, ale chyba nie bardzo mu się spieszy.
- Czyli każdy tutaj może wejść?
- Tak.
Mężczyzna zacisnął zęby, powstrzymując się od wypowiedzenia na głos wulgarnego słowa.
- A piwnica?
- Zawsze jest otwarta, wystarczy nacisnąć klamkę.
Tym razem Maciek nie wytrzymał. Czerwieniejąc na twarzy ze złości złapał Tomka za rękę, pociągnął go za sobą i wyprowadził na zewnątrz.
- Dlaczego do cholery nikt nie sprawdził tej pieprzonej piwnicy?! Gdyby nie facet, przeoczylibyśmy ważny szczegół! Chcesz żeby potem pokazali nas w telewizji, mówiąc o nieudolności krakowskiej policji?!
Asystent nie potrafił znaleźć odpowiedzi na to pytanie. W milczeniu zaczekał aż Maciek ochłonie. Zimne powietrze, mimo że był początek maja, oraz kilka głębokich oddechów pozwoliły brunetowi odzyskać spokój. Odkąd tylko usłyszał o wezwaniu, wzbierała się w nim złość, którą uwolnił dopiero teraz. Przeprosił Tomka za swój wybuch, polecił mu zostać na miejscu i informować go na bieżąco, podczas gdy on sam wziął namiary na administratora budynku, po czym pojechał się z nim spotkać.

- W kamienicy, którą pan zarządza, doszło do zabójstwa. Wie pan dlaczego? Bo pan nie zmienił tego cholernego zamka! Gdyby drzwi były zamknięte, sprawca najprawdopodobniej nie dostałby się do środka.
- Co nie zmienia faktu, że dziewczyna zginęła.
- Skąd pewność że na zewnątrz miałby równie sprzyjające okoliczności co w piwnicy?
- Proszę pana... - odparł administrator z zakłopotaniem – Mam pod sobą kilkanaście budynków. Nie mogę tak po prostu rzucić wszystkiego i zająć się tylko jednym.
- Jeden z mieszkańców powiedział nam, że zamek uszkodzony jest od tygodnia. Przez siedem dni nie znalazł pan czasu, by pojechać tam i zająć się tą sprawą?
- Mam napięty harmonogram.
Odpowiedzią Maćka był tylko ironiczny uśmiech. Nie wierzył, żeby to była prawda. Po prostu mężczyzna był leniwy, zapewne liczył że któryś z mieszkańców straci cierpliwość i wykona pracę za niego.
- Co pan robił dzisiaj około pierwszej w nocy?
- Czy jestem o coś podejrzany?
- Rutynowe pytanie – rzucił krótko
- Jak każdy normalny człowiek, spałem.
- Ktoś może to potwierdzić?
- Może żona, o ile nie spała.
- Słabe alibi – skwitował Maciek, kończąc rozmowę z mężczyzną. Nie miał żadnego powodu, by zabierać go na komendę. Lenistwo nie było wpisane w kodeks karny.

          Korzystając z chwili wolnego czasu, Maciek postanowił zaprosić Anitę na obiad. Choć była dopiero godzina trzynasta, mężczyzna zdążył zgłodnieć, a wszystko przez nerwy i brak śniadania.
- Proszę, klucze od twojego mieszkania – wręczyła mu pęk – Trochę posprzątałam i pozamykałam wszystko. Miałam zamiar odnieść je na komendę i zadzwonić do ciebie, ale skoro już się widzimy...
- Chociaż tą godzinę mogę ci dzisiaj poświęcić – pocałował ją w policzek w ramach podziękowania – O ile Tomek nagle nie zadzwoni...
- No ale nawet jeśli, to chyba spokojnie zjeść możesz?
- Mogę – odparł z uśmiechem po chwili zastanowienia. Dotarli już pod drzwi restauracji. Maciek otworzył je i przepuścił kobietę, jak przystało na prawdziwego dżentelmena.

czwartek, 15 maja 2014

VII. Scen nr 23

         Minął miesiąc. W życiu komisarzy przez ten czas zaszły mniejsze bądź większe zmiany. Ania Wapiecka wraz ze swoim mężem, Krystianem, przechodziła kryzys małżeński. Partnerka Rafała prawie w ogóle nie odzywała się do ukochanego, a do domu wracała tylko ze względu na dzieci. Rafał natomiast narzekał na nudę w życiu prywatnym. Poza pracą nic nie dostarczało mu rozrywki – koledzy coraz bardziej zajęci byli swoimi rodzinami, ich paczka się rozpadła, a on nadal nie miał nikogo bliskiego. Od czasu rozwodu nie skupiał zbytniej uwagi na kobietach. Nie dlatego że czuł się zraniony przez żonę, ale przez własne założenie. Doszedł do wniosku że nie ma szans na udany związek, ponieważ praca wymaga od niego dyspozycyjności, przez co będzie zaniedbywał ewentualną wybrankę. Najbardziej jednak ubolewał nad kończącym się sezonem piłki nożnej. Rozgrywki ligowe w europejskich krajach dobiegały końca, a wielkimi krokami zbliżały się także finały Ligi Europejskiej oraz Ligi Mistrzów.
- Jak ja nie lubię Barcelony... - narzekał, patrząc na tabelę Premiera Division – Aktorzy cholerni, na deski teatru, a nie na boisko się pchać!
Na szczęście to nie Barcelona, lecz Atletico z Madrytu przewodziło tabeli. Drużyna z Katalonii stwarzała jednak poważne zagrożenie w walce o mistrzostwo. Rafał nie ukrywał radości z faktu, iż to właśnie Atletico jest liderem tabeli.
- Nareszcie ktoś utrze nosa Barcelonie i Realowi – argumentował, dyskutując z Sebastianem o piłce nożnej.
Barański nie był tak wielkim fanem piłki nożnej jak Rafał, lecz oglądanie meczy także sprawiało mu przyjemność. Starszy aspirant w końcu doszedł do wniosku, że skoro jego kumple nie mają czasu to na finał Ligi Mistrzów zaprosi do siebie Maćka i Sebastiana.
- No wiesz, spróbować można – stwierdził Sebastian odnośnie Strzewińskiego – Wiem że uwielbia wyścigi, ale czy piłkę...
- Każdy facet to lubi, mamy to w genach – podsumował jego kolega.
U Sebastiana przez ostatni miesiąc sporo się zmieniło. Na szczęście, na lepsze. Dorota odzyskiwała pewność siebie, odważyła się już nawet sama wyjść na miasto, ale tylko w dzień, przed zapadnięciem zmroku. Postanowiła też, że na dłużej zatrzyma się u policjanta. Jak ostatnio mu powiedziała, nie znała go wcześniej od tej strony. Dał się jej poznać jako ciepły, czuły, wyrozumiały i kochający mężczyzna. Gdyby nie jej obecność, świata nie widziałby poza córką. Zastanawiała się czy byłby tak samo dobrym mężem, jakim był ojcem.
Wyglądał na szczęśliwego, lecz bywały takie chwile, kiedy uśmiech schodził z jego twarzy. Świadomość że kiedyś to minie i znów będzie jak dawniej, gdy widywał się z dzieckiem tylko raz na tydzień, była przytłaczająca. Nie miał pojęcia że Dorota doszła do wniosku, iż ograniczanie ich kontaktu było błędem. W nowym układzie korzystali wszyscy troje. Sebastian przestał żyć tylko i wyłącznie pracą, ona miała więcej czasu dla siebie, a ich córka była szczęśliwa jak nigdy – w końcu miała oboje rodziców blisko siebie.
Rozmowę Sebastiana i Rafała przerwało pojawienie się Maćka. Aspirant postanowił skorzystać z rady starszego kolegi i poszukać sobie dziewczyny. Tyle że los spłatał mu figla. O ile nie udało się poznać kogoś ciekawego w klubie, pewnego słonecznego dnia w parku zauważył uroczą dziewczynę, która pochylała się nad rowerem. Kiedy podszedł bliżej, Maciek spostrzegł że nieudolnie próbuje naprawić hamulec. Mężczyzna bez wahania zdecydował się jej pomóc. Dwoił się i troił, lecz usterka okazała się zbyt poważna, by zwalczyć ją bez profesjonalnego sprzętu. Mimo to kobieta zaprosiła go na kawę, w ramach podziękowania za dobre chęci. Kilka dni później zrewanżował się jej zaproszeniem na kolację. Spotkali się raz, drugi, trzeci, coraz bardziej fascynowali się sobą, aż w końcu wylądowali w łóżku.
- No proszę, proszę, jaki zadowolony – Sebastian nie mógł się powstrzymać – Czyżbyś miał za sobą spotkanie z Anitą?
- Jeszcze nie, ale dzisiaj wieczorem... - odparł z satysfakcją, sięgając po kawę – Idziemy do kina, a potem do mnie.
Więcej nie musiał mówić. Jego uśmiech mówił sam za siebie – ten związek mu służył. Choć znali się dopiero trzy tygodnie, brunet nie uważał żeby źle robili, sypiając ze sobą. Wręcz przeciwnie, oboje wyglądali na zadowolonych. Był tak zauroczony kobietą, że nawet nie przejmował się faktem, że jego poprzednie związki okazywały się być niewypałami, a najdłuższy z nich trwał kilka miesięcy. To że kiedyś nie wychodziło, nie oznacza że każdy kolejny raz będzie porażką. Kiedyś musi się w końcu udać.
- Maciek, lubisz piłkę nożną? - wypalił nagle Rafał
- Wiesz, generalnie to jak mam czas to mogę każdy sport oglądać.
- Czyli co? Wpadniesz do mnie obejrzeć finał Ligi Mistrzów? Sebastian już się zgodził, a pogadam jeszcze z Tomkiem i Kamilem.
- Hmm, czekaj... 24 maja, tak?
Rafał potwierdził skinieniem głowy.
- O ile nie będzie jakiejś sprawy, która będzie wymagała mojej obecności to z przyjemnością.
- No i prawidłowo – ucieszył się na taką odpowiedź kolegi
Po wypiciu porannej kawy policjanci wzięli się za swoje „ulubione” zajęcie – raporty. Choć było to dla nich nudzące, stanowiło część ich pracy. Nie można było tego tak po prostu odłożyć na później, bowiem kiedy prowadzili śledztwo to nie było zbyt wiele czasu na nadrobienie zaległości z papierkowej roboty, a nawet gdy zostawali na komendzie to pojawiały się kolejne kartki do uzupełnienia.
Maciek jednak zauważył, że coś jest nie tak z Anią. Miała bardzo słabe tempo pracy, często wzdychała i wyglądała na zasmuconą. Wiedząc że zbliża się pora obiadowa, zaczekał aż zostaną sami w biurze, by spróbować z nią porozmawiać. Tak jak przewidział, kilka minut później miał dogodną sytuację. Ania i Rafał poszli na obiad, Sebastian wyszedł na papierosa, a Joasia do toalety. Brunet odłożył długopis głośniej niż to było koniecznie, ale to nie wystarczyło by zwrócić uwagę partnerki. Podniósł się z krzesła i podszedł do jej biurka.
- Nie jesteś głodna?
- Wiesz co... - westchnęła, odrywając długopis od kartki – Jakoś nie bardzo.
- Wszystko w porządku? - spytał, choć wiedział jaka jest prawda
- Tak...
Podniosła głowę i spojrzała na niego. Uśmiechnęła się smutno i przymknęła oczy. Wiedziała już, że partner ją przejrzał.
- Nie, nie jest w porządku. Rehabilitacja Michała utknęła w martwym punkcie. Chodzi o własnych siłach, ale kuleje. Będzie musiał zostać dłużej, a ja tak bardzo za nim tęsknię...
Mężczyzna odwrócił głowę w stronę okna. Na brak postępów nie mógł nic poradzić, ale na tęsknotę... Chyba istniało pewne rozwiązanie.
- Możesz go tam odwiedzić?
- Tak, ale...
- Co ale? Zbieraj się i jedź! Jest weekend, jutro i pojutrze wolne, co nie? A dzisiaj... i tak tu wiele nie zdziałasz. Prędzej uschniesz z tęsknoty niż to skończysz – wskazał na raporty leżące na rogu biurka.
Kobieta gwałtownie zerwała się z miejsca, pocałowała Maćka w policzek, po czym zgarnęła płaszcz z wieszaka.
- Dzięki. Prawdziwy kumpel z ciebie.
- Daj spokój, żadna zasługa – machnął ręką obojętnie – Ty też byś tak zrobiła na moim miejscu. Każdy w tym biurze by tak postąpił.
Rzuciła krótkie „cześć” i już nie było jej w biurze. Dopiero teraz Maciek pomyślał o tym, że sam jest umówiony i nie zdąży na spotkanie, jeśli zamierza rozprawić się ze wszystkimi papierami jeszcze dziś. Sięgnął już nawet po telefon, żeby przeprosić Anitę i odwołać spotkanie, lecz w ostatniej chwili znalazł kompromis.
- Wrócę jutro i dokończę. Zawsze to jakieś wyjście, lepsze niż rezygnacja z randki – powiedział sobie w myślach.
Na szczęście jego plan legł w gruzach, kiedy wyjaśnił pozostałym przyczyny nieobecności Ani. Choć upierał się że to on z nią pracuje i to on pozwolił jej iść, dlatego właśnie na niego spada obowiązek wykonania za nią pracy, pozostałe dwie pary komisarzy nie pozwoliły aby został z tym sam. Raporty z Ani biurka zostały rozdzielone na całą piątkę, niemal po równo, żeby było sprawiedliwie. Tym samym sprawdziły się jego słowa, że każdy z tego biura na jego miejscu zachowałby się tak samo. Pracował tu najkrócej, ale zdążył się już nauczyć, że obowiązuje tu zasada „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. Cieszył się, że właśnie na takich współpracowników trafił, że stał się częścią tej niesamowicie zgranej grupy.

         Maciek nie mógł doczekać się wieczoru w towarzystwie Anity. Kobieta była o dwa lata młodsza od niego, miała 26 lat i pracowała w salonie jednej z sieci telefonii komorkówej. Krótkowłosa szatynka o zielonych oczach, pięknym, śnieżnobiałym uśmiechu, małych, bladoczerwonych ustach, zgrabnej figurze i długich nogach podobała się wielu facetom, ale to właśnie policjant wpadł w jej oko. Mimo że na kolację czy do kina zapraszali ją bardziej przystojni mężczyźni, ona im odmawiała. Nie mieli tego czegoś, co zobaczyła w brunecie. Charakter. Inteligentny, skromny i poukładany brunet wydawał się być odpowiednią osobą, z którą mogła próbować ułożyć sobie życie. Czuła się przy nim na tyle bezpiecznie, że pozwoliła sobie na odrobinę szaleństwa, wdając się w romans już na początku tej znajomości. Normalnie powiedziałaby, że to toczy się zbyt szybko, lecz teraz nie miała takiego poczucia. Wiedziała czego chce, uwielbiała jego towarzystwo, styl bycia i tę namiętność w ich związku. Był pierwszym facetem, na którym jej tak bardzo zależało.
Po wizycie w kinie spacerem udali się do jego mieszkania, gdzie przy winie kontynuowali rozpoczętą wcześniej rozmowę. Czuli się swobodnie nawet bez alkoholu, służył on jedynie budowaniu atmosfery. W końcu w pewnej chwili zabrał jej z rąk kieliszek, odstawił na stół i pocałował namiętnie w usta. Ona nie pozostała mu dłużna. Oddała pocałunek, oplotła rękoma jego szyję. Położyła się na plecach, ciągnąć go za sobą.
- Chyba cię kocham – szepnęła mu do ucha
- Chyba? Nie jesteś przekonana? - odparł z uśmiechem, wiedząc że kobieta tylko się z nim droczy
- Wszystko na to wskazuje. Mój organizm wariuje, serce wali jak oszalałe, zmysły przestają działać...
Nie dokończyła, ponieważ zamknął jej usta pocałunkiem. Jedną dłoń położył na jej udzie, a drugą zaczął wsuwać pod jej bluzkę... i wtedy przerwało im pukanie do drzwi.
- Cholera – zaklął w myślach, stając na nogach. Podczas gdy poszedł otworzyć, Anita podniosła się do pozycji siedzącej i poprawiła ubranie.
- Cześć – w drzwiach stanęła Joasia – Mam nadzieję że nie przeszkodziłam... A jednak – stwierdziła, kiedy zobaczyła w salonie dwie lampki wina na stole i ze zdumieniem obserwującą ją szatynkę.
- Poznajcie się – odezwał się Maciek – To jest moja... dziewczyna, Anita, a to koleżanka z pracy, Asia.
Szatynka wstała i podeszła do lekko zakłopotanej kobiety. Joasia wyrzucała sobie, że nie uprzedziła Maćka o swojej wizycie. Głupio czuła się ze świadomością, że przerwała spotkanie i zepsuła atmosferę.
- Anita Rist – podała jej rękę
- Joanna Borowiecka. Ja tylko na chwilę, chciałam ci oddać kasę – mówiąc to, wcisnęła mu kopertę w dłoń – To był strzał w dziesiątkę z tą przeprowadzką, lepiej się dogadujemy z siostrą, no i wychodzimy na prostą... Jeszcze raz dzięki i przepraszam że przeszkodziłam.
Wyszła, zanim cokolwiek zdążył odpowiedzieć. Kiedy przeniósł wzrok na Anitę, stwierdził że należą się jej wyjaśnienia.
- Miała problemy finansowe, ale wygląda na to że sobie poradziła.
- Jasne, nie tłumacz się. To na czym skończyliśmy? - uśmiechnęła się zalotnie
Nie potrzebował kolejnej zachęty. Położył dłonie na jej biodrach, przyparł ją do ściany i zaczął całować.

środa, 14 maja 2014

VII. Scen nr 22

          Do końca dnia musiał znosić komentarze swojej partnerki na temat jego i Marty. Kobieta nie mogła się powstrzymać, by choć trochę podnieść ciśnienie aspirantowi. W milczeniu wysłuchiwał jak to ładnie razem wyglądają z dziewczyną, że stworzyliby zgraną parę, byliby wręcz wzorem dla innych zakochanych, a może nawet byłyby z tego dzieci. Maciek w duchu dziękował bogu kiedy wybiła godzina szesnasta. Dokładnie osiem godzin od momentu, kiedy zaczęli pracę. Zerwał się z miejsca jak oparzony, chwycił kurtkę z wieszaka i wybiegł z biura. Ania tylko uśmiechnęła się pod nosem.
- No tak, poleciał do niej.
Zanim jednak brunet wybrał się do szpitala, udał się do toalety. Poprawił fryzurę, przemył twarz wodą i wrócił do biura, aby zostawić po sobie porządek na biurku. Wychodząc, tym razem już na dobre, usłyszał fragment rozmowy między Aśką i Anką. Zaintrygowany, przystanął przy drzwiach i nadstawił uszu.
- Ale na pewno? Ja mogę jeszcze poczekać, nie spieszy mi się.
- Bierz, ja sobie poradzę – zapewniła ją – I tak już długo czekasz, umawiałyśmy się że oddam ci za dwa tygodnie, tak? A minęły trzy.
- A co jeśli...
- Nie będzie żadnego jeśli – oznajmiła stanowczo – Byłam u Maćka z tym problemem. No wiesz, w końcu to ekonomista, musi znać się na zarządzaniu finansami, co nie?
- W sumie to tak... - odparła Ania.
Maciek nie słuchał już dalej, tylko z uśmiechem na twarzy skierował się w stronę wyjścia. Przynajmniej tę sprawę dobrze rozegrał, skoro Asia przyznała się przed przyjaciółką że zasięgnęła u niego rady. To musiało oznaczać, że z niej skorzystała. Nie wiedział tylko że od Ani też pożyczała pieniądze, ale to przecież jej prywatna sprawa. Nie mógł się w to wtrącać, nie mógł jej tego zabronić. A gdyby wcześniej o tym wiedział, to czy odmówiłby pożyczki blondynce? Nie miał wątpliwości, że postąpiłby dokładnie tak samo, jak zrobił nie mając bladego pojęcia o umowie z Anką. Ona naprawdę potrzebowała tych pieniędzy, nie straciła ich na spełnianie swoich zachcianek.

          W drodze do szpitala wstąpił jeszcze do kwiaciarni. Sam nie wiedział dlaczego, lecz czuł taką potrzebę by kupić piękny bukiet kwiatów i wręczyć go Marcie. Coś w rodzaju przeprosin za postrzał, nawet jeśli dziewczyna nie żywiła do niego urazy. Tylko w taki sposób mógł oczyścić swoje sumienie. Miał nadzieję, że pielęgniarki nie pogonią go poza teren szpitala z tym podarunkiem. Na szczęście nie musiał jakoś specjalnie się z nim ukrywać – po drodze nie spotkał nikogo z personelu. Nacisnął klamkę, uchylił lekko drzwi i wślizgnął się do sali. Nie musiał pytać lekarza o pozwolenie – rozmawiał z nim blisko trzy godziny wcześniej przez telefon. Czarnowłosa od razu po odzyskaniu przytomności zapytała o niego. Odpowiedział wtedy że jest w pracy i nie może się wyrwać, ale przyjedzie kiedy tylko skończy.
Teraz właśnie spełnił swoją obietnicę. Marta uśmiechnęła się słabo na jego widok. Wciąż była blada. Nie tak bardzo jak po operacji, ale nadal było to dość widoczne.
- To dla ciebie – wskazał na kwiaty, kładąc je na szafce
- A z jakiej okazji? - spytała lekko ochrypłym głosem
- Bez okazji – wzruszył ramionami – Po prostu... no wiesz, kobiety lubią kwiaty to pomyślałem że poczujesz się lepiej jak dostaniesz taki bukiet...
Przeniosła wzrok z łodyg na niego. Wyglądał na lekko zakłopotanego, onieśmielonego, jakby pierwszy raz zapraszał dziewczynę na randkę. Rozśmieszyło ją to, ale była zbyt zmęczona by wyraziście to okazać. Skończyło się tylko na lekkim uśmiechu i znaczącym spojrzeniu.
- Tak w ogóle to chciałbym cię przeprosić. Powinienem był to przewidzieć i uwzględnić w swoim planie. Idiota ze mnie, kretyn skończony... - wyrzucał sobie, jakby to miało zmniejszyć poczucie winy.
- Daj spokój – westchnęła cicho – Trochę czasu i stąd wyjdę. Nic mi nie będzie.
- Ale mogło skończyć się o wiele gorzej. Niepotrzebnie cię narażałem.
- Maciek, Maciek... Dziwny z ciebie facet.
- Wiem – przyznał, skinąwszy głową – Nie ty pierwsza mi to mówisz. Ja już po prostu taki jestem, nie potrafię zachowywać się inaczej.
- Nie chciałabym cię wyganiać, ale...
Maciek w mig pojął sugestię. Powoli podniósł się ze stołka i ruszył w stronę drzwi.
- Odpoczywaj – rzucił w progu – Przyjdę jutro po pracy.
- Dzięki – odparła, ale już do zamkniętych drzwi.
- Nie ulżyło. Nosz kurwa, nie ulżyło – mówił sobie w myślach, idąc przez szpitalny korytarz – Jesteś kompletnym dupkiem jeśli myślałeś że kwiaty załatwią sprawę. Po prostu schrzaniłeś sprawę, ponieś tego konsekwencje.
Choć Marta zapewniła, że nie ma żalu, on wmawiał sobie że jest inaczej. Przecież w nim też gdzieś siedziała nutka irytacji, iż do pewnego momentu dziewczyna za cel stawiała sobie jego śmierć. To że był dla niej miły i uprzejmy, że się martwił o jej zdrowie, nie oznaczało że o tym zapomniał czy całkowicie odpuścił, jakby nigdy nic takiego nie miało miejsca. Ale kiedy już chciał się zezłościć z powodu dawnych zamiarów czarnowłosej, jakaś niewiadoma siła nie pozwalała mu na to. Wtedy ogarniała go chęć zapalenia papierosa – ale kiedy już to robił, smak nikotyny nie był tym, który do tej pory pozwalał mu się uspokoić i odprężyć.
- Jeszcze trochę i zwariuję.

- Maciek, idziesz na fajkę? - zagadnął go Sebastian
- Wiesz co... jakoś nie mam ochoty. Znaczy się... kurde, pójdę dla towarzystwa, ale nie będę palił, okej?
- Jakiś dziwny jesteś...
Brunet natychmiast pokręcił przecząco głową.
- Wydaje ci się. A jak z Dorotą?
- Lepiej. Powoli zaczyna odzyskiwać pewność siebie, przynajmniej w domu. Wiesz, nie pomyślałbym wcześniej, ale to nas zbliżyło.
- Zawsze tak jest, że aby ludzie przestali srać żarem i pluć jadem to musi się stać jakaś tragedia...
- Tak naprawdę ona nigdy mi nie dała szansy się wykazać. Jako partner, jako ojciec... Dopiero los zmusił ją do tego, żeby spróbować.
- A tak w ogóle to co ty tutaj robisz? Nie masz urlopu?
- Zmieniłem zdanie. Przecież papiery mogę wypełniać też w domu, prawda? - uśmiechnął się, podając Maćkowi swojego papierosa. Aspirant westchnął. Mimowolnie wyciągnął rękę, zaciągnął się dymem po czym zakaszlał dwukrotnie i oddał nikotynowy twór właścicielowi.
- Cholera, no – wykrztusił – Nie smakują mi.
- Może ty chory jesteś? - zasugerował, przyglądając mu się uważnie. Z zewnątrz nic na to by nie wskazywało, a jedyne co różniło jego zachowanie od tego codziennego to zamyślenie i brak chęci na papierosy.
- Ta, chyba na perfekcjonizm...
- Ty po tej całej konfrontacji się dziwny zrobiłeś. No chyba mi nie powiesz że całe życie mignęło ci przed oczami i postanowiłeś wtedy zostać świętym – zaśmiał się kpiąco, mimo że Maciek nie miał nastroju do żartów.
- Dobra, powiem ci, ale nie mów nikomu, bo Anka już i tak teraz mi żyć nie daje. Chodzi o Martę.
- No tak, kobiety – uśmiechnął się pod nosem Sebastian – One kiedyś nas, mężczyzn, wykończą.
- No wiesz, jest ładna, młoda, zgrabna... Fajnie by tak było z nią pofiglować, mogłoby być ciekawie.
- To dlaczego się nie skusisz?
- Bo widzisz... Za każdym razem kiedy tak sobie myślę, to łapie mnie takie dziwne uczucie... No nie wiem, ale po prostu nie chcę tak po prostu jej przelecieć i zostawić. Nie wiem dlaczego, ale... no kurde, jakoś cholernie dobrze jej życzę.
Ta niewiedza doprowadzała go do szału. Zawsze był poukładany, to co robił miało sens i prowadziło go do jakiegoś celu. Ale w tym by uwieść Martę nie widział nic atrakcyjnego, poza samą postacią kobiety. O ile dotychczas takie przelotne romanse sprawiały mu wiele frajdy, o tyle myśl o tym irytowała go. Usiłował sobie wmówić, że nie może sypiać z kobietą, która przez pewien czas poważnie myślała o tym, by go zabić. Doskonale wiedział że to nie jest powód, ale lepszy był taki niż żaden. W jego życiu wszystko musiało mieć jakiś sens bądź wytłumaczenie, żeby mógł odnaleźć spokój. Ale te elementy nie tworzyły ze sobą całości układanki... i dlatego w zachowaniu Maćka zauważalna była zmiana.
- Chłopie... - Sebastian poklepał go po ramieniu – Znajdź sobie jakąś kobietę, bo już zaczynasz wariować. Skoro nie możesz czy tam nie chcesz z Martą to znajdź sobie inną, co za problem?
Maciek nie był przekonany czy to pomoże. Ale skoro już taka myśl dotarła do jego głowy to czemu nie spróbować? A może faktycznie zadziała?

          Przez kolejne trzy popołudnia Maciek odwiedzał Martę w szpitalu. Kobieta czuła się już znacznie lepiej, lekarze pozwolili jej nawet wyjść na spacer. Oczywiście, aby kłamstwo się nie wydało, policjant za każdym razem udawał jej narzeczonego. Całował ją w policzek (na szczęście to wystarczyło) czy obejmował ramieniem, aby wyglądać wiarygodnie.
- Wiesz... - odezwała się nagle, idąc przez park przy szpitalu – Miałam dużo czasu żeby pomyśleć.
- O czym?
- O mnie, o moim życiu. Jeszcze nie przeprosiłam cię za tą całą szopkę. Pewnie gdzieś tam w głębi duszy jesteś na mnie zły, a przychodzisz do mnie tylko z powodu poczucia winy.
- To nie jest tak... - zaczął, lecz natychmiast mu przerwała
- Przepraszam.
- Dobra, minęło, każdy popełnia błędy. Ja też nie jestem idealny... doświadczyłaś tego na własnej skórze.
- Tak, wiem. Wdepnęłam w nieźle śmierdzące gówno. Jak się zorientowałam to było już za późno... Co mi strzeliło do tego głupiego łba, żeby się mścić?
- Nienawiść potrafi zaślepić...
- Nie filozofuj – rzuciła z uśmiechem – Ładna dzisiaj pogoda.
- W końcu to początek kwietnia. Lubisz wiosnę?
- Yhym – skinęła głową – Moja ulubiona pora roku...
Spacerowali powolnym krokiem, rozmawiając o rzeczach mało istotnych bądź mniej istotnych. Im bliżej byli szpitala, tym mniej Marta się uśmiechała. Aż w końcu czarnowłosa przystanęła i spoważniała.
- Musisz o czymś wiedzieć. Jutro mnie wypisują ze szpitala.
Nie musiała mu niczego tłumaczyć. To był czas na ważne decyzje, które zaważą na przyszłości kobiety.
- Postanowiłam że wyjeżdżam z powrotem do Lublina. Co prawda nie mam żadnej rodziny, ale przynajmniej mam mieszkanie, zawsze to coś...
- Odwiozę cię na dworzec. O której?
- A to nie będzie dla ciebie problem? Przecież pracujesz...
- Urwę się na godzinę, i tak z tą ręką mogę siedzieć tylko w biurze. Nic się nie stanie jak papiery trochę poczekają.
- Okej. Bądź około dziesiątej i jak byś mógł, przywieź od razu resztę moich rzeczy, dobrze?
- Załatwione – uśmiechnął się nieśmiało, po czym odprowadził ją do szpitala. Choć nie znali się długo, odbyli kilkanaście spacerów, a Maciek odniósł wrażenie że było ich całkiem sporo. Teraz jednak wiedział, że ten był ostatnim.

poniedziałek, 12 maja 2014

VII. Scen nr 21

          Paweł wbiegł na piętro za swoim rywalem. Rozejrzał się dookoła, po czym nacisnął klamkę i gwałtownie szarpnął drzwi od łazienki. Pomieszczenie było jednak puste. Mężczyzna był wściekły, że pozwolił uciec Maćkowi. Mógł od razu go zastrzelić albo postrzelić jak Martę, żeby nigdzie nie uciekł. Zacisnął zęby i wparował do sypialni. Po chwili w oczy rzuciło mu się otwarte okno. Był pewien że wcześniej je zamykał, więc jedyną osobą która mogła je otworzyć był ten, którego szukał...
Ostrożnie podszedł do okna i wychylił się wraz z bronią, rozglądając się za policjantem. Choć wszystko wskazywało na to że wyskoczył, Paweł nie chciał w to uwierzyć. Istniało spore ryzyko iż taki skok zakończy się kontuzją, być może nawet złamaniem nogi.
Podczas gdy on wyglądał przez okno, poszukując wzrokiem w ciemnościach przeciwnika, Maciek po cichu wyślizgnął się z szafy, zakradł się do niego i... zamachnął się, uderzając go splecionymi dłońmi w kark. Paweł nie stracił przytomności, lecz broń wypadła mu z ręki i spadła gdzieś w trawę. Szanse w pojedynku się wyrównały.
- Dobre i to – pomyślał brunet, uśmiechając się do samego siebie.
Zdenerwowany mężczyzna natychmiast zamachnął się, lecz Maciek przewidział to i na chwilę kucnął, unikając ciosu. Sam za to przeszedł do ofensywy. Najpierw szybki cios w brzuch, a potem podcięcie nóg i rywal padł na podłogę jak kłoda. Brunet zaczekał aż się podniesie – i to był błąd.
Paweł ponownie się zamachnął, ale tym razem reakcja Maćka była spóźniona i musiał zasłonić się ręką. Odskoczył do tyłu, poczuwszy pieczenie na zewnętrznej stronie lewej dłoni. Kiedy zerknął na nią, zobaczył spore rozcięcie prostopadłe palców, z którego zaczęła sączyć się krew. Po tym jak podniósł wzrok, zobaczył że jego przeciwnik trzyma w ręce nóż. Obaj stali nieruchomo, czekali na ruch tego drugiego. Maciek pochylił się do przodu, jakby miał ruszyć i wtedy jego dawny kolega rzucił się na niego, lecz spotkał się z silnym ciosem, który otrzymał w policzek. Po raz drugi padł na podłogę. Brunet wykorzystał to, wykopał mu nóż spod ręki. Wtedy Paweł wpadł w prawdziwą furię. Nie mógł go zastrzelić, nie mógł go dźgnąć, więc postanowił zabić Maćka gołymi rękami. Chwila nieuwagi aspiranta wystarczyła by to on leżał teraz na podłodze, przygnieciony ciężarem rywala. Poczuł jak jego ręce zaciskają się na jego szyi. Próbował się bronić, ale nie miał wystarczająco siły, by odepchnąć Pawła. Z każdą kolejną chwilą był coraz słabszy, poczerwieniał na twarzy. Kończyło mu się powietrze w płucach. Pomyślał że chyba tylko cud może go uratować i wtedy...
Wtedy do pomieszczenia wpadli antyterroryści. Półprzytomny mężczyzna ledwie odbierał dźwięki, które dobiegały jego uszu z otoczenia. Oddychał głęboko, łapczywie łapał powietrze. Był już niemal pewien że przegrał, że za kilkanaście sekund umrze. Leżał na plecach z na wpół otwartymi oczami. Kilka chwil później, kiedy już wrócił do siebie, zobaczył że dwóch antyterrorystów pochyla się nad nim, a trzeci celuje do niego z broni, w razie gdyby chciał zrobić krzywdę któremuś z nich.
- Spokojnie, jestem policjantem – wyznał, uspokajając oddech. Jeden z ateków sięgnął do kieszeni kurtki i znalazł w niej odznakę. Zerknął jeszcze na legitymację służbową, by potem oznajmić swojemu przełożonemu, że to ich człowiek. Pomogli mu wstać, a wtedy do Maćka podszedł jakiś mężczyzna.
- Komisarz Grepiel, komenda wojewódzka.
- Aspirant Strzewiński – odparł, podając mu dłoń – Skąd wy tutaj...
- Od dawna mieliśmy go na celowniku, tylko ciągle brakowało nam dowodów na jego nielegalną działalność. Wspólnicy nie chcieli sypać, a on, wiedząc że kilku już poszło siedzieć, był ostrożny jak cholera.
- Teraz przynajmniej możecie go posadzić za próbę zabójstwa.
- Nie tylko – oznajmił z tajemniczym uśmiechem komisarz – Właśnie dzisiaj mieliśmy go aresztować. Czekaliśmy aż się ściemni, a tu nagle pan przyjeżdża... Przez chwilę nawet myślałem że w sprawie interesów.
- Facet podżegał dziewczynę do zabójstwa. A że ma dobre serce to nie mogła tego zrobić i powiedziała mi o wszystkim, a ja postanowiłem się z nim rozprawić...
- To ta co leżała ranna w salonie? Karetka ją zabrała.
Maciek pokiwał głową. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że ten postrzał mógł być poważny. Czuł się winien zaistniałej sytuacji. Powinien był przewidzieć, iż Paweł domyśli się wszystkiego, kiedy go zobaczy. Niepotrzebnie narażał Martę. Gdyby poczekał aż dziewczyna wyjdzie z salonu, mogłaby tego uniknąć. Ale teraz było już za późno na naprawę tego błędu. W tej chwili wszystko było w rękach lekarzy...
- Pan też powinien odwiedzić szpital – z zamyślenia wyrwał go głos komisarza.
Brunet dopiero teraz przypomniał sobie o zranieniu. Przez te wszystkie emocje i nerwy przestał odczuwać ból. Dłoń była cała we krwi, lecz mimo to nie wyglądał na zmartwionego. Zwykle starał się unikać szpitali, a w dodatku ostatnio, choć służbowo, często tam bywał. Chciał powiedzieć że to nic poważnego i sam sobie poradzi, ale stwierdził że i tak będzie szedł do Marty, więc bez względu na swoją ranę pojawi się w szpitalu. Dał za wygraną.

          Po tym jak na izbie przyjęć opatrzono jego ranę, zdecydował się poczekać pod salą operacyjną aż skończy się zabieg Marty. Miał mieszane uczucia. Chwilami wydawało się, że w ogóle go nie obchodzi co stanie się z dziewczyną, jakby czekał na wieści o ofierze jakiegoś napadu, którego sprawcę musi znaleźć. Ale też gdzieś podświadomie czuł, że nie usiedzi w domu, że nie zaśnie dopóki nie usłyszy od lekarza, że ona z tego wyjdzie. W innych momentach zaś wyrzucał sobie swoją głupotę. Powinien był ją przestrzec przed całą akcją, aby w pewnej chwili wyszła do toalety. To byłby idealny moment by zaatakować Pawła.
Sam już nie wiedział czy martwi się o nią, czy nie. Jego spokój w niektórych momentach był wręcz przerażający. Nie wierzył że może być aż tak „wyprany” z uczuć, że może być aż tak zimny i nieczuły. Z jednej strony brak ojca, a z drugiej praca w policji. To musiało na niego wpłynąć. Tyle już w życiu widział, że taki postrzał nie robił na nim wielkiego wrażenia. Chciał nawet przysięgać Bogu, iż rzuci to wszystko w cholerę, zacznie życie od nowa, jeśli Marta z tego wyjdzie, lecz w porę zdał sobie sprawę że to nie ma sensu. Przecież to nic nie zmieni, zresztą, dobrze się czuł tu gdzie jest, ze swoimi dotychczasowymi nawykami.
Cztery godziny później otworzyły się drzwi sali. Personel wywiózł nieprzytomną dziewczynę na łóżku. Była blada jak ściana, podłączona do jakiegoś sprzętu, który wieźli wraz z nią i łożem. Zaraz potem z sali operacyjnej wyszedł lekarz.
- Panie doktorze, co z nią?
- Pan jest kimś z rodziny?
Przez chwilę chciał się posłużyć swoją odznaką, lecz obawiał się że to może nie wystarczyć. W końcu nie prowadził żadnego śledztwa w tej sprawie, to komisarz Grepiel mógłby przesłuchiwać lekarza, ale nie on. Coś go podkusiło, nie mógł się powstrzymać przed kłamstwem.
- To moja dziewczyna. Wyjdzie z tego, prawda?
- Już po wszystkim – oznajmił lekarz. Zabrzmiało to niejednoznacznie, dlatego Maciek zapytał o szczegóły.
- Kula przeszła na wylot i na szczęście ominęła wszystkie ważniejsze narządy. Pańska ukochana będzie trochę osłabiona, ale z czasem przestanie odczuwać ból i wróci do pełni sił.
Maciek skinął głową, po czym ruszył korytarzem w stronę windy. Lekarz otworzył usta, aby coś jeszcze powiedzieć, lecz mężczyzna był już w połowie drogi. Był zły na siebie, że podał się za chłopaka Marty. Żeby chociaż miał powód, aby tak postąpić...
- Kretyn – warknął, będąc już w windzie.

          Następnego dnia od razu z samego rana zgłosił się do komendanta, aby wyjaśnić całe zajście. Zbigniew Plackowski nie był zachwycony, ale nie pozostało mu nic innego jak przez najbliższy czas przydzielać mu jedynie biurowe prace. Nie mógł go wysyłać w teren z niesprawną ręką. Ewentualne starcie z bandytą mogłoby się skończyć tylko pogłębieniem kontuzji.
Przez cały czas nie mógł się skupić na raportach. Znalazłby tysiąc innych rzeczy do roboty, byle tylko nie pisać. Zaproponował Ani kawę, z nadzieją że chociaż na chwilę oderwie się od biurka. Niestety, kobieta uparła się że to ona się tym zajmie, aby on nie nadwyrężał zranionej dłoni.
- Anka, do cholery, to tylko ręka, mam drugą! - nie wytrzymał i wybuchnął złością – To że mam bandaż to nie oznacza że wszyscy muszą mnie we wszystkim wyręczać!
Zdenerwowany cisnął długopisem o ścianę. Jego partnerka patrzyła przez chwilę ze zdumieniem, a kiedy się ocknęła, zaproponowała kompromis – oboje pójdą do kuchni i każde z nich zrobi dla siebie kawę.
- Co się dzieje? - spytała, biorąc od niego cukier
- A co ma się dziać? Chyba każdy ma mieć prawo gorszy dzień, co nie?
- Jak się wygadasz to będzie ci lżej... - wciąż próbowała zachęcić go do zwierzeń – Wiesz, to że jakiś facet chciał cię odesłać na tamten świat to jeszcze nie powód by się załamywać.
Maciek uśmiechnął się kpiąco. Gdyby to był jego największy problem...
- To nie chodzi o niego...
- Tylko o Martę – dokończyła za niego – Niech zgadnę, zakochałeś się.
Omal nie wypluł kawy, którą właśnie popijał. Odstawił kubek na stół, obrócił głowę w jej stronę i pokręcił nią, zmrużywszy oczy.
- Ja i miłość? Anka, to są dwie różne sprzeczne rzeczy. Owszem, chodzi o Martę... dobra, niech będzie, powiem ci. Marta współpracowała z tym całym Pawłem. To ona miała mnie zabić, ale nie wytrzymała psychicznie i się wygadała. Wiedziałem o wszystkim od początku, liczyłem właśnie na to, że jak spędzi ze mną trochę czasu, pozna mnie, to odpuści.
- Żartujesz!
- A wyglądam jakbym żartował?
Kobieta położyła dłoń na jego ramieniu, jakby chciała się przekonać że rozmawia z prawdziwym człowiekiem, a nie z duchem czy marą nocną. Nie spodziewała się, iż dziewczyna chciała go zabić, a tym bardziej że znając jej zamiary, wpuścił ją pod swój dach.
- I ty się o nią martwisz?!
- Tak, bo przeze mnie dostała kulkę od Pawła. Lekarz mówi że nic poważnego, ale... gdybym lepiej to rozegrał, nic by się jej nie stało. Niepotrzebnie ją naraziłem.
- To co ty tu robisz? Dlaczego nie jesteś w szpitalu?
- Bo pewnie jeszcze śpi, i tak z nią nie pogadam. Poczekam do wieczora.
- I będziesz ciskał się na wszystko co tylko się da...
Brunet uśmiechnął się nieśmiało. Od wczoraj nie mógł znaleźć sobie miejsca, niemal wszystko go denerwowało, nie panował nad nerwami, jak za dawnych lat, zanim nauczył się na chłodno kalkulować...
- Zależy ci na niej – stwierdziła policjantka
- Co? Nie, po prostu jestem wściekły na siebie że dopuściłem do takiej sytuacji. A nie powinienem... - odparł bez przekonania
- Taak, idealista – prychnęła – Każda wymówka jest dobra.
Spojrzał na nią znacząco, ale ona tylko wzruszyła ramionami.