środa, 31 października 2012

Pokonać przeszłość cz. 7

          Następnego poranka Rafał mógł cieszyć się z nowego zatrudnienia. Po rozmowie z mężczyzną, Bronek Milanowski postanowił dać mu szansę i podpisał z nim umowę na okres próbny o długości dwóch miesięcy. Doświadczenie życiowe pozwalało mu rozpoznawać niektóre cechy ludzi na podstawie ich zachowania, wypowiedzi. W tym przypadku zauważył głównie to, że Rafał jest ambitny i bardzo zależy mu na dobrym wizerunku. Szef postanowił dać mu czystą kartę na start, nie zważając na jego przeszłość. Dał mu także kredyt zaufania, aby nie czuł się cały czas kontrolowany i nie doszukiwał się podtekstów, kiedy inni będą na niego patrzeć. Oczywiście o jego kłopotach z prawem w przeszłości wiedzieli tylko Bronek i Marek, ale tego, że inni się nie dowiedzą, nie można było być pewnym. Ogólnie mężczyzna wywarł dobre wrażenie nie tylko na swoim nowym szefie, ale także na współpracownikach.

          Ania siedziała na swoim łóżku, oparta o ścianę i z książką w ręku. Czytała kolejny rozdział kryminału Agathy Christie, kiedy usłyszała pukanie do drzwi. Sebastian był w kancelarii, Asia również w pracy, więc to ona musiała otworzyć. Przewróciła oczami, niechętnie opuściła pomieszczenie, zerkając przy tym na śpiącego synka i przekręciła zamek. Na korytarzu stał mężczyzna w żółtym polarze i jeansowych spodniach. Ale najbardziej uwagę zwracał piękny, duży bukiet czerwonych róż.
- Pani Anna Olechowicz?
- Tak, to ja – potwierdziła, domyślając się już w jakiej sprawie przyszedł mężczyzna.
- Mam tu dla pani ten oto bukiet róż – powiedział, wręczając jej kwiaty. Poprosiła o chwilę czasu, aby zostawić je w kuchni i załatwić formalności z doręczycielem.
- Mogłabym wiedzieć od kogo dostałam taki piękny prezent? - zapytała, uśmiechając się uroczo
- Niestety, ale nasz klient zażyczył sobie pozostać anonimowy. W bukiecie jest liścik, być może dzięki niemu pani go skojarzy. Albo po prostu chce zostać tajemniczym wielbicielem.
- Yhym, rozumiem... - pokiwała głową – No trudno, ale muszę przyznać że ma gust. Naprawdę są ładne.
- W naszej firmie hodujemy tylko ładne kwiaty – wypiął dumnie pierś, niczym do orderu – Proszę tu podpisać – podał jej kartkę z pokwitowaniem odbioru i długopis. Brunetka złożyła podpis i oddała dokument mężczyźnie.
- Życzę miłego dnia, do zobaczenia – skłonił się grzecznie i odwrócił, aby odejść. Ania zamknęła drzwi, uśmiechając się do samej siebie. Zastanawiała się, kto postarał się specjalnie dla niej i wydał niemałą sumę pieniędzy. W końcu bukiet nie należał do najmniejszych. Wzięła największy wazon, nalała wody i wstawiła do niego kwiaty. Gdzieś pomiędzy łodygami znalazła liścik. Podeszła do okna, aby mieć lepsze światło, delikatnie otworzyła go i spojrzała na starannie napisane litery.
„Mam nadzieję, że kwiaty się podobają. Dla pięknej kobiety, piękne róże. Niech kwitną jak twoja uroda, długo i pięknie. Za każdym razem, kiedy spojrzysz na ten bukiet, pamiętaj że jest na świecie ktoś, kto życzy ci jak najlepiej.”
Treść podpisana była tylko literą R. W myślach zaczynała wyliczać wszystkich swoich znajomych, którzy mają imię lub nazwisko zaczynające się na r, lecz do żadnego z nich nie pasował taki gest. Zastanawiała się, komu ostatnio mogłaby wpaść w oko. Może jakiemuś klientowi restauracji, w której pracowała? Ale skąd znałby jej dane osobowe, nazwisko, adres? To musiał być ktoś z otoczenia. Ale kto? A może to tylko głupi żart czy ktoś po prostu chciał jej poprawić humor, podnieść na duchu i jednorazowo zamówił dla niej kwiaty? Możliwości było wiele, a wśród nich jedna najprostsza, najbardziej prawdopodobna: Po prostu zyskała wielbiciela, którym był tajemniczy R. Nie było sensu zastanawiać się nad jego tożsamością, bo jeśli ma poważne zamiary wobec niej, to prędzej czy później będzie musiał je ujawnić.
Oczywiście uwadze Asi nie umknął postawiony w salonie bukiet róż. Nie trudno, było go zauważyć – oprócz dużych rozmiarów stał na środku stołu, a stół znajdował się w najbardziej rzucającej się w oczy części pomieszczenia.
- No proszę, czyżbyś wreszcie zaczynała się spotykać z facetami? - zagadnęła Asia, wchodząc do pokoju siostry. Ania spojrzała na nią zdezorientowana, nie domyślając się o czym mówi blondynka. Położyła Kubusia do łóżeczka i podeszła do siostry.
- Nie no, wiesz, ja już mam jednego mężczyznę – wskazała ręką za siebie, uśmiechając się lekko. Na każdą myśl o dziecku po jej ciele rozchodziło się przyjemne ciepło z okolic serca. Kochała go ponad wszystko i obiecała sobie, że będzie najlepszą matką na świecie. Jeśli jeszcze kiedyś miałaby się z kimś związać, to tylko z osobą, która zaakceptuje i pokocha jej synka jak własne dziecko. Wiedziała jak mała jest na to szansa, lecz wolała być ostrożna niż pozwolić skrzywdzić Kubusia.
- Wiesz o co pytam... no ten bukiet... od kogo dostałaś?
- Z kwiaciarni. Jakiś tajemniczy wielbiciel zamówił go dla mnie i zapragnął zostać anonimowy – wzruszyła bezradnie ramionami – Tak, wiem, twoja ciekawość nie została zaspokojona, ale uwierz mi, nie wiem kto mi przysłał te kwiaty i też chciałabym to wiedzieć. Podpisał się tylko literą R.
- R? Nie kojarzę – pokręciła głową
- Ja też nie. Cóż, jeśli mu zależy, to prędzej czy później poznam jego tożsamość. Pozostaje tylko uzbroić się w cierpliwość – odwróciła się na pięcie i usiadła na łóżku. Rozmowa utknęła w martwym punkcie. Wtem siostry usłyszały trzask zamykanych drzwi. Sebastian wrócił z pracy. Asia tylko zerknęła w stronę ukochanego, by zaraz zatrzymać na nim wzrok na dłużej. Miał podbite oko, rozciętą wargę, poplamioną krwią koszulę, a cieknąca z nosa czerwona ciecz spływała mu po brodzie.
- Co ci się stało? - wyszeptała cicho, obserwując jak mężczyzna ciężko dyszy i wspiera się o ścianę
- Pobili mnie.
- Kto?
- Jacyś chuligani. Jak wyszedłem z kancelarii to przeszedłem ledwie trzy ulice i dwóch takich zagrodziło mi drogę i zażądali portfela. Przywołałbym cwaniaczków do porządku, gdyby szanse były równe. A jak jeden mnie przytrzymywał, to nie miałem szans oddać drugiemu. Ale na szczęście pomógł mi taki jeden facet co przechodził obok. Dwóch na dwóch to już wyrównana walka, obezwładniliśmy ich i zadzwoniliśmy na policję. Podobno jego też już próbowali okraść całkiem niedawno, ale wtedy ze znajomym spuścili im łomot. Widać że tamta nauczka nic im nie dała i znowu spróbowali. No a ten gość całkiem w porządku, chciał mnie zawieźć na pogotowie, ale nie ma z czym, jestem tylko trochę poobijany. Ale odprowadził niemal pod same drzwi, chciał mieć pewność że dotrę bezpiecznie do domu. I w takich ludziach jest jeszcze nadzieja dla tego porąbanego świata...
- Dobrze, że był w pobliżu – Joasia podeszła do Sebastiana i nie zważając na krew, przytuliła się do niego mocno. W głębi duszy dziękowała nieznajomemu, który pomógł mu w potrzebie, mimo że prawdopodobnie nigdy nie dowie się o tych podziękowaniach. Najważniejsze, że Bóg o nich wiedział, on już zadba o to, aby za ten uczynek mężczyzna otrzymał sprawiedliwą zapłatę.
- Pobrudzisz się – powiedział, wycierając ręką krew spod nosa
- No i co? Najważniejsze że jesteś.
- Dobra, trzeba to opatrzyć – rzekła Ania, przychodząc z apteczką. Blondynka odsunęła się od mężczyzny, który poddał się teraz jej siostrze. Joasia była jeszcze zbyt roztrzęsiona, aby tym się zająć. Nadal przeżywała to, że sytuacja mogła skończyć się o wiele gorzej. Chciałaby spotkać się z mężczyzną, który pomógł Sebastianowi i osobiście mu podziękować, powiedzieć to prosto w oczy. Nie miała pojęcia, że wkrótce jej życzenie się spełni.
--------
Fajnie, że już weekend, co? Następna część opowiadania ukaże się jutro.

poniedziałek, 29 października 2012

Pokonać przeszłość cz. 6


- Marek, potrzebuję pomocy – rzucił prosto z mostu, bezpardonowo wtargnąwszy do kuchni. Dopiero po chwili zorientował się, że mężczyzna nie jest sam. Patrzył na niego lekko z ukosa, trzymając nóż w ręku, gdyż właśnie kroił marchewkę. Obok niego stała młoda, urocza blondynka o lśniącej, bladej cerze.
- No dobrze, to ja was przedstawię – westchnął, wycierając ręce w ściereczkę. Wyglądał na niezadowolonego, jakby Rafał mu w czymś przeszkodził. - To jest moja koleżanka z pracy, Marta, a to jest... mój znajomy, Rafał. Nie miał się gdzie zatrzymać, więc pomieszkuje u mnie.
Podali sobie dłonie. Przez chwilę zapadła niezręczna cisza.
- To ja nie będę wam przeszkadzał – oznajmił, po czym zniknął za drzwiami swego pokoju. Marek wrócił do krojenia warzyw do przygotowywanej przez siebie sałatki. Cały czas czuł na sobie wzrok kobiety. Domyślał się, o co chce go zapytać. Od razu zaczął szukać wymówki. Sam nie wiedział za dużo o Rafale, nie zdążyli się jeszcze tak dobrze poznać. A może powiedzieć jej prawdę? Nie, lepiej nie. No chyba że pominąłby wątek związany z więzieniem...
- Dlaczego nie powiedziałeś mi, że masz współlokatora? - odezwała się w końcu, nie mogąc dłużej znieść milczenia mężczyzny. Zaczęło się dość bezpiecznie, nie zapytała jeszcze o konkrety.
- To chyba nie jest istotne? Zresztą, nie ma czym się chwalić. Koleżeńska przysługa, po prostu.
- Jak długo będzie z tobą mieszkał?
- Marta, czy ty mnie przesłuchujesz? - zapytał, rzucając jej podejrzliwe spojrzenie. Kobieta spuściła głowę zawstydzona. Trochę to tak wyglądało, ale właściwie to dotychczas udzielił tylko jednej odpowiedzi, więc jego reakcja była też jakby niezrozumiała. Tym razem postanowiła jednak odpuścić.
- Nie no, tak tylko pytam, z ciekawości... Jako twoja znajoma chyba mogę wiedzieć, prawda?
- Oczywiście. Więc: zostanie u mnie, dopóki nie stanie na nogi. To znaczy dopóki nie znajdzie pracy i nie dostanie pierwszej wypłaty, aby móc uzyskać stabilność finansową. Do tego czasu będę mu pomagał.
- Mówisz że szuka pracy? A zna się dobrze na komputerach?
- Yyy... mogę go o to zapytać, a co masz na myśli?
- Bronek mi mówił, że przydałby się nam jeszcze jeden spec od informatyki – klasnęła w dłonie z entuzjazmem – Sam narzekałeś, że to jest zbyt czasochłonne i zdarza się, że nie masz kiedy przeszukać, przeanalizować danych. Może Rafał by się nadał? Pogadaj z nim
- Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł – westchnął ciężko, nieśmiało spoglądając na Martę
- Dlaczego nie? Wskaż mi chociaż jeden sensowny powód
- Nie wiem czy... - chciał już podzielić się z nią swoimi obawami, lecz na szczęście w porę ugryzł się w język. Marta należała do zdecydowanej większości osób, które w innym, gorszym świetle postrzegały kryminalistów. Nigdy nie wierzyła w to, że ktoś taki może się zmienić i stać dobrym człowiekiem. A może Rafał byłby doskonałym przykładem, który zmieniłby jej poglądy? Skoro chce przekonać Ankę, to może potrenować przekonywanie z Martą. Ale to nie tylko ze względu na nią odrzucał myśl o pracy Rafała w biurze detektywistycznym. Bronek na ten temat miał raczej takie samo zdanie jak młoda pani detektyw. Ba, raczej był nawet bardziej zatwardziały w swoich poglądach, przecież kiedyś pracował w policji. Z niejednym przestępcą miał do czynienia. A może spotkał już w swojej wieloletniej pracy zawodowej przypadki pozytywnej przemiany? Trudno powiedzieć...
- Czego nie wiesz? - jej głos wyrwał go z zamyślenia. Zakłopotany, przez chwilę wpatrywał się w nią. Zaniepokoiło to kobietę.
- Hej, gorzej ci?
- Ładnie dzisiaj wyglądasz – powiedział, nim zastanowił się nad sensem wypowiadanych słów. Marta zarumieniła się lekko i poprawiła grzywkę. Błędnie odczytała zachowanie kolegi i już z niecierpliwością wyczekiwała zaproszenia na randkę. Nawet zaczęła układać w myślach plan odpowiedzi, aby nie okazywać radości z wypowiedzianych przez niego słów. Marek był przystojnym, a zarazem inteligentnym mężczyzną. Od dawna się jej podobał, jednak nie miała odwagi, aby mu to chociaż zasugerować i pomysłu, aby pokazać mu jak piękną i wartościową kobietą jest. Marzeniom jednak trzeba trochę pomóc – same bardzo rzadko się spełniają, ale czasem może zdarzyć się cud...
Markowi udało się sprowadzić rozmowę na zupełnie inne tory, dzięki czemu temat pracy w biurze detektywistycznym Bronka już nie powrócił. Był pewien, że ma już to za sobą, jednak to złudzenie zostało rozbite już następnego dnia, kiedy zjawił się w pracy.
- Cześć szefie – przywitał mężczyznę około sześćdziesięciu pięciu lat, siedzącego za biurkiem. Odpowiedział mu skinieniem głowy, nie odrywając wzroku od ekranu komputera.
- Marek, zaczekaj chwilę. Chciałbym z tobą porozmawiać – mruknął, kończąc układania pasjansa. Zadowolony z zakończonej sukcesem rozgrywki, zachęcił Marka ruchem ręki do zajęcia miejsca na krześle. Detektyw wzruszył ramionami i wykonał polecenie szefa. Nie wiedział jeszcze o co zostanie zapytany, nawet nie wiedział na co powinien się przygotować. Bronek Milanowski był nie tylko szefem dla pracowników jego agencji detektywistycznej, ale także kumplem, kolegą, z którym można normalnie, na luzie pogadać. Dlatego mężczyzna nie przejmował się zaproszeniem do rozmowy, nie było czego się obawiać.
- Marta coś wspominała, że masz jakiegoś znajomego co szuka pracy. Może nadałby się do nas? Wiesz, jakby się trochę podszkolił to nie musi tylko zajmować się komputerami i sprzętem, ale także jakieś drobne robótki, np. obserwacja...
- Myślę, że... że to nie jest najlepszy pomysł – westchnął ciężko. Zupełnie zapomniał o rozmowie z koleżanką. Wcześniej spodziewał się, że może powiedzieć o tym Bronkowi, ale jakoś wyleciało mu to z głowy. Teraz nie było czasu na szukanie wymówek. Pozostawało tylko powiedzieć wprost całą prawdę. Nie będzie musiał się głupio tłumaczyć i może liczyć na dyskrecję. Komu jak komu, ale szefowi ufał bezgranicznie.
- Dlaczego nie?
- Niedawno wyszedł z więzienia – ściszył głos, aby przypadkiem nie usłyszały go dziewczyny, które przesiadywały przy kawie w pokoju obok. Starszy z mężczyzn zmarszczył czoło i pokiwał głową. Jego twarz nie wyrażała żadnych konkretnych emocji. Trudno było odczytać, jaka będzie reakcja szefa.
- No tak... faktycznie, to dla niektórych pracodawców jest duży problem. A za co siedział?
- Dwa lata, za gwałt. Ale chce naprawić swój błąd, zamierza rozpocząć normalne życie i prosić o wybaczenie tę dziewczynę. Miał wiele czasu do przemyśleń i wygląda na to, że wyciągnął właściwe wnioski ze swojego wcześniejszego postępowania, nie popełni już tych samych błędów. Jest młody, ma jeszcze całe życie przed sobą. Trochę szkoda, żeby miał je zmarnowane przez jeden głupi błąd popełniony w młodości. Ja wiem, że za błędy trzeba płacić, ale swoje odsiedział.
- Cóż – podrapał się po brodzie – Będzie miał trochę trudniejszy start teraz... Ale myślę, że jeśli się zmienił i chce być lepszym człowiekiem, to trzeba mu dać szansę. Każdy zasługuje na drugą, prawda? Że zmarnował pierwszą to nie znaczy, że nie wykorzysta drugiej.
- Naprawdę chcesz dać mu tę pracę? - zapytał z niedowierzaniem, mimowolnie unosząc kąciki ust. Nie spodziewał się takiego finału tej rozmowy. Chyba jednak nie doceniał swojego szefa. Okazał się o wiele bardziej wyrozumiały, niż ktokolwiek myślał.
- Jeśli jest zainteresowany i da sobie radę... to nie widzę przeszkód. Przyprowadź go jutro rano, porozmawiam z nim na ten temat. A teraz do roboty, bo sama się nie zrobi.
- Dzięki szefie, z ciebie to jest naprawdę spoko gość – uścisnął mu dłoń
- Dlatego jestem lubiany przez moich pracowników – w odpowiedzi uśmiechnął się i odprowadził wzrokiem Marka do drzwi prowadzących do pokoju obok, czyli drugiego biura.
--------
Wracam. Najwyższy już czas. Forma jeszcze nie jest optymalna, lecz mam nadzieję, iż z czasem powróci. Następną część opowiadania postaram dodać się w środę.

poniedziałek, 22 października 2012

Pokonać przeszłość cz. 5


          Po kilku minutach parze udało się przekonać Anię, aby zamieszkali wszyscy razem. Dziewczyna na początku nie chciała się na to zgodzić, gdyż była pewna że obecność jej i dziecka będzie im zawadzać. Myślała, że podjęli decyzję o wspólnym zamieszkaniu, a ją zapytali tylko z grzeczności, aby nie czuła się samotnie. Jednak kiedy wysłuchała ich obojga, zrozumiała że to naprawdę nie będzie dla nich problemem i jest to jedno z najlepszych rozwiązań, jakie można było wymyślić.
- To kiedy się wprowadzasz do nas? - zapytała Sebastiana, odprowadzając go do drzwi. Dopiero teraz przypomniał sobie, że miał omówić z nią tę kwestię. Wszystko potoczyło się jakoś tak, że wypadło mu to z głowy.
- Yyy... myślę, że lepiej będzie jeśli się tu nie wprowadzę.
- Słucham? Że co?! - oburzyła się Joasia – Przecież jeszcze przed chwilą mówiłeś że...
- Tak, mówiłem – przerwał jej – Ale zapomniałem ustalić z tobą jeszcze pewną sprawę...
- Hę? - skrzyżowała ręce na piersiach, spoglądając na ukochanego z ukosa
- No bo tak pomyślałem... To mieszkanie nie jest zbyt duże i jest wynajmowane... Więc może to wy byście przeprowadziły się do mnie? Na pewno zaoszczędziłybyście trochę pieniędzy, wydatki na dziecko są pewnie spore, więc dodatkowe środki na pewno się przydadzą. No i jest więcej miejsca...
- Taa
- Nie myśl, że mi przeszkadza to że będziemy mieszkać we czwórkę. Po prostu chcę, żeby nam wszystkim było wygodnie. Jeśli bym miał coś przeciwko, nawet nie wychodziłbym z taką propozycją – wyjaśnił, delikatnie obejmując blondynkę
- Nic takiego nie powiedziałam. I nie, nie myślę tak – odparła, oswabadzając się z jego objęć – Pogadam o tym z nią i zadzwonię jak coś ustalimy, dobrze? Trzymaj się, pa – ucałowała go w policzek na pożegnanie
- Pa – odpowiedział jej, po czym nacisnąwszy klamkę otworzył drzwi. Joasia odprowadziła go wzrokiem, dopóki nie zniknął jej z oczu. Westchnęła ciężko i zawróciła. Postanowiła jak najszybciej rozmówić się z Anią. Spodziewała się niełatwej przeprawy, gdyż nie miała pojęcia jak zareaguje siostra. Głównie chodziło przecież o dziecko, które nie wiadomo jak zareaguje na zmianę otoczenia.
Ku jej zaskoczeniu, rozmowa poszła gładko. Młodsza z kobiet zgodziła się ze stwierdzeniem Sebastiana, że tak będzie lepiej. Uważała, że większa przestrzeń pozytywnie wpłynie na rozwój Kuby, a także ze względów prywatnych: w większym mieszkaniu nie będzie tak bardzo przeszkadzać Asi i Sebastianowi. Wytypowały trzy terminy, w których możliwa byłaby przeprowadzka. W najbliższy piątek, sobotę lub we wtorek. Najlepsza wydawała się sobota, gdyż jest to weekend. W piątek może nie wystarczyć czasu, a do tego dochodzi zmęczenie po pracy. We wtorek obie dziewczyny miały wolne, lecz nie wiadomo czy Sebastianowi udałoby się wyrwać na kilka godzin, a może nawet cały dzień. Oczywiście to, który wybiorą, zależy od niego. Czasem zdarzało mu się pracować w soboty, Joasia nie wiedziała jak jest tym razem. Nie pozostało nic innego jak zadzwonić do mężczyzny i ustalić z nim termin, który będzie odpowiadał całej trójce.
Ania w tym czasie wybrała się na spacer z Kubusiem. Po drodze wstąpiła do sklepu, zrobiła niewielkie zakupy, a w drodze powrotnej jeszcze na chwilę udała się do parku, aby pospacerować. Wychodziła właśnie na chodnik, kiedy usłyszała za sobą czyjś głos.
- A może pani pomóc? - odwróciła się gwałtownie i dostrzegła właśnie jego. Tego samego, który 2 lata temu w parku nie słuchał jej próśb i błagań. Tego, który tak bardzo ją skrzywdził. Co prawda nie pobił jej, a gwałt nie był brutalny, to jednak odcisnął znaczący ślad na psychice dziewczyny. Wszystko wróciło, jakby to stało się wczoraj. Zakupy wypadły jej z ręki i rozsypały się na ścieżce. Rafał ruszył w jej kierunku. Chciała krzyknąć, aby się nie zbliżał, ale głos uwiązł jej w gardle. Czego od niej chciał? Po co przychodzi? Mało krzywdy jej zrobił przed laty? Dla niej to było i tak zbyt wiele, dla takiego napalonego, nieczułego faceta zawsze jest mało. Jeśli nie dostanie po dobroci, to weźmie sobie siłą. Tak jak wtedy. Co prawda wcześniej nie proponował jej seksu, tylko od razu użył rozwiązania siłowego, ale i tak by mu odmówiła.
- Spokojnie, nic ci nie zrobię – powiedział, siląc się na łagodny ton. Na niewiele mógł się on zdać, bowiem jego spojrzenie i wygląd będą wywoływać u niej złe skojarzenia. Przynajmniej teraz, może w przyszłości uda się to zmienić. Wiedział, że musi się uzbroić w cierpliwość, zapamiętał słowa Marka, kiedy ten wczoraj mówił mu, iż wizerunek zepsuć łatwo, ale jego odbudowa to długotrwały i żmudny proces. On sobie postanowił, że wytrwa aż do samego końca, że zrobi wszystko, aby zatrzeć złe wrażenie z przeszłości.
- Czego chcesz? - wykrztusiła w końcu Ania. Nie spojrzał jej prosto w oczy, ponieważ to mogłoby ją wystraszyć. Zasłaniała swoim ciałem wózek, jakby obawiała się, że mógłby skrzywdzić Kubusia.
- Porozmawiać. Tylko tyle.
- Tylko?! Chyba aż! – zakpiła – I ty masz czelność proponować mi rozmowę? Po tym co mi zrobiłeś? Zupełnie ci odbiło po tym pobycie w pierdlu!
- Nazywaj to jak chcesz. Ja mówię na to resocjalizacja – schylił się, pozbierał zakupy i podniósł torbę z ziemi. Ania mocniej ścisnęła rączkę od wózka, kiedy ich spojrzenia na moment się spotkały. Niepewnie wyciągnęła rękę, kiedy chciał podać jej torbę z zakupami. Miała wrażenie, jakby mierzyła się z wilkiem, który w każdej chwili może ją zaatakować. Na szczęście nic takiego nie nastąpiło. Powoli cofnął rękę i schował ją do kieszeni.
- Dziękuję – wyszeptała, spuszczając głowę. Trochę dziwnie się poczuła, oskarżając go o nieczyste zamiary, ale miała przecież ku temu wszelkie podstawy. Rafał próbował to zrozumieć i nie miał jej tego za złe. Zasłużył na takie traktowanie.
- Dwie minuty – odezwał się, kiedy dziewczyna odwróciła się na pięcie, aby odejść. Niechętnie, kątem oka spojrzała na mężczyznę.
- Proszę – dodał, widząc że się waha. Walczyła z samą sobą. Nie było w nim ani trochę tego człowieka, który w przeszłości ją tak bardzo skrzywdził. Wyglądał zupełnie inaczej, nie ten sam co wtedy. We wnętrzu zaczęła rodzić się ciekawość, co takiego ma jej do powiedzenia.
- Ani sekundy dłużej – oznajmiła stanowczo
- Strasznie cię przepraszam, za to co wydarzyło się dwa lata temu. Popełniłem błąd i bardzo tego żałuję. Nie zasłużyłaś na taki los, jaki ci zgotowałem. Nie miej mnie za potwora, coś mnie wtedy opętało... Ale nic mnie nie usprawiedliwia. Czasu niestety nie mogę cofnąć...
- Co do czasu to musisz wiedzieć, że bardzo szybko leci – przypomniała – Jeśli masz jeszcze dużo do powiedzenia, to streszczaj się, bo zaraz minie te twoje dwie minuty i mam nadzieję, że od tej pory już nigdy, ale to przenigdy więcej się już nie zobaczymy.
- Chciałbym to jakoś naprawić, wynagrodzić ci tę krzywdę...
- Wynagrodzić?! Ty chyba sobie kpisz! Najlepiej zrobisz, jeśli znikniesz z mojego życia.
- To moje dziecko, prawda? - zapytał, wskazując na wózek
- Nie. To moje i tylko moje dziecko. Lepiej żeby nie miało wcale ojca niż było potomkiem gwałciciela – powiedziała, kładąc szczególny nacisk na ostatnie słowo
- Zdarzyło mi się to ten jeden, jedyny raz!
- I o jeden za dużo! Twój czas już minął. Do niezobaczenia! - odwróciła się na pięcie i pospiesznym krokiem odeszła z wózkiem.
- Ja naprawdę żałuję! - zawołał za dziewczyną. Lecz ona wcale nie zareagowała, jakby wcale go nie słyszała. Westchnął ciężko i pokręcił głową. Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Ale pierwszy krok, który zwykle jest najtrudniejszy, miał już za sobą. Miał nadzieję, że małymi kroczkami uda mu się przekonać Anię, że nie jest już tym Rafałem z przeszłości.
--------
Następna część ukaże się jutro.

niedziela, 21 października 2012

Pokonać przeszłość cz. 4


          Mężczyźni w milczeniu siedzieli w samochodzie. Rafał siedział na miejscu pasażera. Ze wzrokiem wbitym w szybę obserwował kolejne słupy, mijane przez nich, oraz puste ulice miasta. Kraków nocą wyglądał pięknie i tajemniczo.
- Rafał Korzyński, prawda? - odezwał się w końcu kierowca
- Skąd pan zna moje imię i nazwisko? - w tonie jego głosu wyczuć dało się zdumienie, ale także niepokój
- Jarosław Kluźnik, mówi to panu coś?
- Jaro – uśmiechnął się pod nosem, stwierdzając że chodzi o jego kolegę z więzienia. Nie wiedział tylko, co wspólnego z całą sprawą ma jego kumpel.
- Przyjaźniliśmy się od dziecka. Odwiedzam go co jakiś czas w więzieniu. Byłem u niego dzisiaj. Poprosił mnie, abym pomógł ci stanąć na nogi, bo szkoda byłoby, gdybyś zmarnował sobie życie. Pomimo że siedziałeś, jesteś młody i bardzo inteligentny. Trzeba to wykorzystać.
- A więc to jego sprawka – pokiwał głową z uśmiechem
- Szukałem cię po dworcach, osiedlach, aż w końcu trafiłem w parku. I chyba w samą porę.
- Oj tak...
- Marek Krupnik – podał mu rękę – Mówmy sobie po imieniu.
- W porządku

          Kilkanaście minut później obaj znaleźli się w mieszkaniu Marka. Gospodarz przygotował Rafałowi miejsce do spania na kanapie, a sam udał się do łazienki, aby wziąć prysznic. W tym czasie Rafał postanowił się trochę rozejrzeć po mieszkaniu. Nie było ono duże, ale również nie było małe. Takie średnie, na jedną, dwie osoby w sam raz. Czyli idealne. Naprzeciw salonu, w którym miał nocować, znajdowała się kuchnia. Podłoga i ściany wykafelkowane, jedno okno, naprzeciw wejścia, na lewej ścianie lodówka i meble kuchenne, po prawej zlew i kuchenka, a na środku stół. Idąc dalej w głąb mieszkania: na wprost drzwi wejściowych łazienka, a po prawej stronie drugi pokój, sąsiadujący z kuchnią. Był on mniejszy od salonu, dlatego pełnił rolę sypialni. Rafał nie wchodził do środka, tylko zajrzał przez uchylone drzwi. Spodziewał się ujrzeć bałagan, porozrzucane ubrania, puszki po piwach, paczki po chipsach i inne różne śmieci walające się po podłodze. A tymczasem wszystko lśniło z czystości. Łóżko starannie pościelone, panele błyszczące, niczym umyte parę chwil temu, na szafce nocnej znajdował się tylko zegarek i klucze, a na krzesłach i stoliku przy przeciwległej ścianie nie znajdowało się nic. Postanowił zaczekać na wolną łazienkę w kuchni. Niecałe 5 minut później zjawił się tam Marek.
- Czyste ręczniki są w drugiej szafce od prawej w salonie. Czuj się jak u siebie – oznajmił, nastawiając czajnik z wodą i sięgając po swój kubek.
- Dzięki – rzucił odruchowo
- Co zamierzasz?
- Słucham? - spytał, wyrwany z zamyślenia
- Czy masz jakieś plany na przyszłość, na najbliższe dni?
- Konkretnych nie, ale obrałem sobie już cel – wyznał, spoglądając niepewnie na Marka – Chciałbym żyć uczciwie, przeprosić tę dziewczynę i prosić o wybaczenie. Naprawdę, głupio się czuję że zrobiłem coś takiego... Ale czasu nie cofnę.
- I co ci to da? - mruknął pogardliwie – Lepiej będzie, jak dasz jej spokój. Twój widok tylko obudzi w niej nieprzyjemne wspomnienia.
- Nie chcę, żeby do końca życia uważała mnie za potwora.
- Przykro mi, ale sam sobie na to zasłużyłeś – rozłożył bezradnie ręce
- To było tylko głupie kilka minut. Jeden błąd i on ma zmienić czyjeś spojrzenie na mnie bez względu na to, jaki jestem przez resztę życia?! - denerwował się Rafał. Dla niego było to niesprawiedliwe. Tak już na tym świecie było, zepsuć opinię można bardzo łatwo, w kilka sekund, odbudowanie jej to żmudny proces, który trwa długimi tygodniami, nawet miesiącami.
- Tak, tylko że ona po tym twoim błędzie musiała się zbierać przez długi czas! Ta chwila zostawiła w jej psychice ślad na lata, już do końca życia! Ona nigdy o tym nie zapomni, rozumiesz? A jeśli ci wybaczy... to naprawdę musi być wspaniała kobieta.
- Co to?! Lekcja etyki?! - oburzył się Rafał. Chciał już wyjść z pomieszczenia, lecz Marek zagrodził mu drogę.
- A jeśli trzeba to i lekcja etyki! Może i nauczyłeś się czegoś dzięki temu pobytowi w pierdlu i wyciągnąłeś wnioski. Ale to do cholery nie oznacza, że stałeś się najmądrzejszy na świecie i wiesz już wszystko! Człowiek uczy się przez całe życie, zawsze może zdarzyć się nowa sytuacja.
- I tak zrobię jak zechcę, bo to moje życie!
- Schowaj sobie dumę w buty i posłuchaj rady starszego.
- Z tego co mówiłeś to masz mi pomóc stanąć na nogi, a nie prawić gadki o moralności i tych podobnych – odepchnął go lekko i poszedł do salonu. Marek pokręcił głową z dezaprobatą, pokręcił głową i poszedł za nim.
- I właśnie to robię. Co z tego że dam ci na tacy pracę i mieszkanie, jak ty to zaprzepaścisz? Musisz inaczej spojrzeć na pewne rzeczy.
- Zapominasz o jednym – mężczyzna posłał mu pytające spojrzenie – Nikt nie jest nieomylny. Ty też możesz kiedyś nie mieć racji.

          Z samego rana Ania zadzwoniła do Sebastiana. Chciała prosić go o pomoc w przekonaniu Joasi do przeprowadzki, ale jednak odmówił. Tłumaczył, że nie chce na nią naciskać, że jeśli ma zamieszkać z nim to tylko jeśli ona także tego chce, a nie ze względu na niego. Dziewczyna wyjaśniła mu sytuację, opowiedziała dlaczego siostra ma opory przed zamieszkaniem z ukochanym. Obiecał znaleźć jakieś sensowne rozwiązanie sprawy. Całą nadzieję Ania pokładała teraz w chłopaku swojej siostry.
Sebastian przyjechał do Asi wieczorem, aby zapytać czy już podjęła decyzję. Miał pewien plan, dzięki któremu nie musiałaby wybierać między nim a siostrą. Ale to wymagało także zgody Ani. Niemniej zamierzał przedstawić siostrom swoją propozycję.
- Podjęłaś już decyzję? - spytał, przytulając się do ukochanej
- Daj mi jeszcze trochę czasu – poprosiła, uwalniając się z jego objęć
- Ja myślę, że nie ma na co czekać – uśmiechnął się tajemniczo
- Z twojego punktu widzenia to błahostka, z mojego to nie takie proste...
- Posłuchaj mnie uważnie, a problem sam się rozwiąże – puścił do niej oczko – Po prostu zamieszkajmy we czwórkę. Będziemy mieszkali razem, a w razie potrzeby, będziesz mogła pomóc siostrze.
- Ty wiesz co? To świetny pomysł! I naprawdę nie masz nic przeciwko, aby Ania i jej dziecko z nami mieszkali?
- To twoja siostra i nie zamierzam ci utrudniać z nią kontaktów. Jeśli ona cię potrzebuje to dobrze, bądź blisko niej.
- Kochany jesteś! - rzuciła mu się na szyję z radości. Myślała o takim rozwiązaniu, ale nie miała odwagi, aby je zaproponować. Jej narzeczony był prawdziwym skarbem. Mało kto potrafiłby zrozumieć sytuację i znaleźć tak dobre, wręcz idealne rozwiązanie.
--------
Następna część opowiadania ukaże się jutro.

Pokonać przeszłość cz. 3


          Nie miał dokąd pójść, a zmrok zapadł już przed godziną. Przecież nie może tułać się po mieście przez całą noc. Nie udało znaleźć mu się żadnego schronienia. Wiele nie potrzebował, wystarczyłoby mu kawałek podłogi, na którym mógłby się położyć i dach nad głową. Na szczęście w sierpniu noce nie są jeszcze chłodne i nie padał dzisiaj deszcz. Postanowił przespać się na ławce w parku.
Nie minęła nawet godzina, kiedy ze snu wyrwały go czyjeś głosy. Nie znał ich, ale rozpoznał, że należą do młodych ludzi, prawdopodobnie nastolatków. Więc to chyba nie byli strażnicy miejscy. Prawdę mówiąc, nie chciałby się z nimi spotkać, lecz z drugiej strony nie wiadomo jak skończy się to spotkanie.
- E, facet, pobudka! - zawołał jeden z nich, trącając go w ramię. Rafał otworzył oczy i podniósł się do pozycji siedzącej. Było zbyt ciemno, aby móc dokładnie im się przyjrzeć. Zresztą, i tak mieli kaptury na głowie. Zdołał tylko dostrzec ich sylwetkę. Obaj byli dobrze zbudowani, co chyba nie wróżyło najlepiej.
- O co chodzi? - zapytał zdezorientowany, przenosząc wzrok to z jednego chłopaka, na drugiego.
- Dawaj kasę frajerze – rzucił groźnie drugi
- Nie mam żadnych pieniędzy – rozłożył bezradnie ręce
- Nie pierdol, tylko dawaj
- No dobrze – westchnął ciężko. Wiedział już, że nie odpuszczą. Nawet jeśli pokazałby im puste kieszenie, nie uwierzyliby mu. Pozostało tylko jedno wyjście... Wstał z ławki, udając że szuka pieniędzy w tylnej kieszeni. Podszedł do jednego z chłopaków, który niczego się nie spodziewając, przyjął mocny cios w policzek. Na to drugi natychmiast rzucił się na Rafała. Mężczyzna bardzo dobrze sobie radził, pomimo że ich było dwóch, a on sam jeden. W więzieniu, na spacerniaku często dochodziło do bójek pomiędzy więźniami z różnych cel. Niejednokrotnie brał w nich udział. Dzięki temu podszkolił trochę swoje umiejętności walki, a kumple spod celi dali mu kilka skutecznych rad, które pamiętał aż do dziś. I teraz to doświadczenie procentowało. Wydawało się, że sobie poradzi z dwoma młodzieńcami, kiedy jeden z nich wyciągnął nóż. Chciał go wbić Rafałowi w klatkę piersiową, lecz w ostatniej chwili mężczyzna zdołał się odsunąć. Ostatecznie tylko drasnął go w ramię. Rana nie była wielka, ale obficie krwawiła i skutecznie utrudniała mu walkę. Brakowało mu siły w lewej dłoni, ramię dawało się we znaki. Teraz to chuligani zyskiwali przewagę. Powalili go już na ziemię i okładali pięściami, kiedy nagle usłyszeli głos jakiegoś mężczyzny.
- Dwóch na jednego? Nieładnie – pokręcił głową z szyderczym uśmiechem – Może spróbujemy się po równo, dwóch na dwóch, co?
- Sam się prosisz o wpierdol – ostrzegł go jeden z nich
- No to na co czekasz?! Choć tu i daj mi tę nauczkę – prowokował go. Wiedział, że jeśli wytrąci go z równowagi, zacznie popełniać błędy. A wtedy będzie łatwiejszy do pokonania. Kiedy chłopak zaczął iść w kierunku mężczyzny, Rafał wiedział, że teraz ma swoje 5 minut. Uwaga jego przeciwnika była skoncentrowana na koledze idącym w stronę nieznajomego. Odepchnął go i szybko zerwał się na równe nogi. Przez chwilę nie czuł bólu ramienia. Wykorzystał moment, że rywal leży na ziemi. Niewiele myśląc zaczął kopać go po brzuchu. Drugi z chuliganów, kiedy usłyszał krzyk kompana, odwrócił się, aby zobaczyć co się dzieje. Nie mógł uwierzyć własnym oczom! Nawet nie zdążył zastanowić się jak do tego doszło, kiedy jakaś wielka siła zwaliła go na asfaltową ścieżkę. Uderzył głową o asfalt. Nie stracił przytomności, ale nie orientował się w sytuacji. W tym czasie spadł na niego grad ciosów. Nie miał siły dalej walczyć. Rafał także uporał się ze swoim przeciwnikiem.
- Dziękuję – rzekł podchodząc do nieznajomego i uścisnął mu dłoń
- Co z nimi robimy?
- Nie jestem od sprzątania śmieci – oznajmił, stawiając nacisk na ostatnie słowo – Zostawmy ich tu, może następnym razem pomyślą o uczciwym sposobie zarobienia pieniędzy.
- Skoro pan tak chce... A teraz zapraszam ze mną.
- Słucham? - spytał zdezorientowany Rafał
- Spokojnie, nie jestem z policji. Wszystkiego dowie się pan po drodze – po chwili zastanowienia Rafał ruszył za mężczyzną. Zastanawiał się, czego tak właściwie od niego chce.

          Była w parku i spotkała Jego. Tego samego, co skrzywdził ją w przeszłości. Znów chciał to zrobić. Biegła ile sił miała w nogach, ale on i tak był szybszy. Wokół było pełno ludzi, krzyczała, błagała o pomoc. Ale oni wcale nie zwracali na nią uwagi, jakby jej nie słyszeli i nie widzieli. Potknęła się o wystający korzeń drzewa i upadła. Pochylił się nad nią z szyderczym uśmiechem. Nigdy nie zapomni tej jego obrzydliwej twarzy. Chociaż bardzo by chciała, to niemożliwe. Już zawsze, w każdym horrorze najstraszniejsze potwory będą wyglądać tak samo jak on...
Obudziła się cała zalana potem. Rozejrzała się dookoła. Znajdowała się w swoim pokoju, na swoim łóżku, które tak bardzo lubiła.
- Jak dobrze że to tylko sen – odetchnęła z ulgą. Wiele by dała, aby już nigdy więcej go nie spotkać. Wszystko, z wyjątkiem życia swojego i synka. Spojrzała na zegarek. Wpół do dwunastej. Niechętnie wstała z łóżka i udała się do kuchni. Zastała Aśkę siedzącą w ciemności z twarzą ukrytą w dłoniach. Wyglądała na zmartwioną. Coś musiało się stać.
- Asiu? Wszystko w porządku? - podeszła do siostry i położyła jej dłoń na ramieniu
- Sebastian zaproponował mi wspólne mieszkanie
- To wspaniale – klasnęła dłońmi z radości
- Wspaniale? Aniu, ja nie wiem co mam robić! Chciałabym zamieszkać z nim, ale...
- Ale?
- Ale nie mogę zostawić cię z tym samej. Oprócz mnie nie masz nikogo, kto by ci pomógł. Nie jestem pewna czy dasz sobie radę – wyznała ze smutkiem. Brunetka usiadła naprzeciw niej i spojrzała na siostrę przepraszająco. Czuła się głupio. Zapewne gdyby nie ona, Aśka nawet nie musiałaby się zastanawiać.
- Naprawdę, nie chciałam stawać na drodze do twojego szczęścia.
- Przestań. Po prostu tak się potoczyło nasze życie.
- Tak, i do czterdziestki będziesz starą panną, bo twoja nieudolna młodsza siostra nie umiała się zająć dzieckiem? - spytała ironicznie. Zamierzała przekonać Aśkę, by wreszcie pomyślała o sobie. Odkąd na świat przyszedł Kubuś, dziewczyna prawie wcale nie miała życia prywatnego. Sebastiana poznała dzięki pracy. Pewnego razu przyszedł do restauracji i zderzył się z kelnerką. Była wściekła. Nawrzeszczała na niego, a on cierpliwie tego wszystkiego wysłuchał i zapłacił za zmarnowane jedzenie i potłuczone naczynia, które spadły z tacy w wyniku zderzenia. Spodobała mu się. Właściwie to ten związek nie istniałby, gdyby nie upór mężczyzny. Aśka kochała go, ale często musiała dokonywać niełatwego wyboru między nim a siostrą. Ania wiedziała że tak dłużej być nie może i najwyższy czas, aby umożliwić jej zajęcie się własnymi sprawami.
- A nawet jeśli to co? Mi to nie przeszkadza
- Aha, czyli ty musisz tu zostać, bo ja jestem za młoda i za głupia, tak? Jestem zbyt nieodpowiedzialna, co? Dzięki – odwróciła się na pięcie i zostawiła blondynkę samą. Dobrze wiedziała, że wcale tak nie jest. Miała na celu dać do zrozumienia Aśce, że chce dostać szansę, aby samodzielnie zająć się dzieckiem. Sama nie była pewna czy da sobie radę, ale nie mogła ciągle wykorzystywać siostry i wyręczać się nią.
---------
Następna część popołudniu.

sobota, 20 października 2012

Pokonać przeszłość cz. 2


          Miesiąc później. Kraków, zakład karny przy ulicy Towarowej. W pewnej celi osadzonych było czterech mężczyzn. Jaro odsiadywał wyrok 25 lat pozbawienia wolności za zabójstwo, Roni został skazany na 10 lat więzienia za napad z bronią w ręku i ciężkie uszkodzenie ciała, natomiast Warchlak i Rafał mieli na koncie wyroki za gwałt. Ten pierwszy dokonał tego przestępstwa ze szczególnym okrucieństwem, więc został skazany na 8 lat pozbawienia wolności, natomiast Rafał w więzieniu miał spędzić 2 lata. Pojutrze miały minąć dokładnie 24 miesiące od zapadnięcia wyroku, co oznaczało że jego odsiadka dobiega końca. Mimo to, mężczyzna nie wyglądał na szczęśliwego. W więzieniu miał wiele czasu na przemyślenia. Bez wahania cofnąłby czas i postąpił inaczej. Ale było to niemożliwe do wykonania. Trzeba żyć dalej, z tym co jest teraz. Wiedział, że popełnił wielki błąd i żałował tego. Pragnął tylko jednego: wybaczenia od kobiety, którą kiedyś tak bardzo skrzywdził.
- Te, Rafik, co ty taki niezadowolony? Za kilkanaście godzin zaczniesz oddychać świeżym powietrzem poza murami pierdla i opuścisz kolegów spod celi. Powinieneś się cieszyć – zagadnął najgroźniejszy z nich, czyli Jaro. Z niezadowoleniem stwierdził, że on na tę chwilę będzie musiał poczekać jeszcze ponad 15 lat.
- Sam wiesz jak tu jest chujowo. Ale może za mało posiedziałeś, aby docenić wolność – wtórował mu Warchlak
- Wyrażaj się, debilu – upomniał go urażony Roni – Rafik, ja na twoim miejscu to był tutaj dziurę w suficie zrobił skacząc z radości.
- Powiedzcie mi, z czego ja tak właściwie mam się cieszyć? Wychodzę stąd, nareszcie, fajnie. Ale tutaj miałem dach nad głową, dali mi jeść i mogłem mieć wszystko w dupie. A tam? Nie mam dokąd pójść, nie mam kasy na życie i co będę miał zrobić? Nie zdziwcie się, jeśli za kilka dni znów się tutaj spotkamy bo zacznę kraść – ukrył twarz w dłoniach. Mężczyźni spojrzeli na siebie porozumiewawczo.
- Jesteś idiotą – stwierdził Warchlak
- Zamknij mordę – Jaro zmierzył go wrogim spojrzeniem. Kryminalista natychmiast usunął się w kąt.
- Na pewno nie będzie tak źle. Pomyśl sobie kto mógłby ci naprawdę pomóc i pójdź do niego – poklepał go po ramieniu i wrócił na prycz. Rafał wzruszył ramionami, położył się i odwrócił twarzą do ściany.

Mijały kolejne godziny. Minęła noc, kolejny dzień i kolejna noc. Do przekroczenia murów więziennych zostawało coraz mniej czasu. Rafał nadal nie mógł sobie wyobrazić przyszłości. Moment, od którego będzie musiał radzić sobie sam, zbliżał się nieuchronnie.
- Chłopaki? - zapytał, stając na środku pomieszczenia. Mężczyźni stanęli przed nim w rzędzie. Najwyższy czas, aby się pożegnać.
- Nie żałujecie, że zrobiliście coś sprzecznego z prawem i odpowiadacie za to tutaj? Nie szkoda wam życia?
- Ja tam nie żałuję. Nie ma czego. Mógłbym wiecznie posuwać laski i ostro się z nimi bawić. One to lubią – oznajmił dumnie Warchlak
- A idź ty pieprzony zboczeńcu – przybili sobie „piątkę” i poklepali się po plecach.
- Ja za bardzo nie miałem wyjścia. Moja rodzina nie miała co jeść, ja nie miałem pracy. Wydawało mi się, że napad jest jedyną szansą. Byłem głupi. Beze mnie jest im jeszcze trudniej. Mam nadzieję, że czekają tam na mnie i wybaczą, że zostawiłem ich na tyle czasu – Roni uścisnął dłoń Rafała i odsunął się na bok.
- Ja też nie żałuję. Frajer przystawiał się do mojej dziewczyny, chociaż kiedyś był moim przyjacielem. Wbił mi nóż w plecy. Śmiał mi się w oczy, jak bardzo byłem naiwny. Nie wytrzymałem i go zabiłem. Gdybym miał jeszcze jedną okazję, także bym jej nie zmarnował.
- Po części cię rozumiem – pokiwał głową i pożegnał się z Jarem.
- Ja bardzo żałuję swojego czynu. Ale nie dlatego, że przesiedziałem za to dwa lata w więzieniu. Nie znam tej dziewczyny, ale jestem pewien, że nie zasłużyła na takie cierpienie, jakie jej zgotowałem. I wcale nie uważam tych dwóch lat za zmarnowane. To była dla mnie długa lekcja. Wiele się nauczyłem, wyciągnąłem wnioski i mam nadzieję, że to pozwoli stać mi się lepszym człowiekiem w przyszłości – wyznał, odważnie patrząc w stronę swych kompanów
- Jesteś młody, masz jeszcze szansę naprawić swe błędy
- Mam nadzieję. Dojrzałem i poznałem wspaniałych ludzi. Wbrew pozorom, kryminaliści tacy jak my, nie różnią się wcale od pozostałych ludzi. Też mają uczucia, także potrafią żyć normalnie. Tylko że w pewnym momencie życia coś ich obłąkało, jakaś dzika żądza, nad którą nie potrafił zapanować...
- Albo dał się ponieść emocjom – wtrącił Jaro
- Czy też zagubił się na drodze życia i popełnił błąd – dodał Roni. Wtedy usłyszeli dźwięk otwieranych drzwi. W pomieszczeniu pojawiło się dwóch strażników.
- No, dzisiaj wychodzisz. Gotowy?
- Dzięki za wszystko – rzucił do kumpli spod celi – Kto wie, może się jeszcze kiedyś spotkamy. Ale nie tu, na wolności – dopowiedział na widok ich zaniepokojonych spojrzeń. Zapewne pomyśleli sobie, że myśli o kolejnym przestępstwie. Nic z tych rzeczy. Obiecał sobie, że teraz będzie uczciwy. Ale nie ze względu na więzienie, ale dlatego, aby nikogo już nie skrzywdzić.
- Trzymaj się – zawołali chórem. Rafał odpowiedział im uśmiechem, odwrócił się na pięcie i opuścił celę. Oby już nic takiego nie zrobił, żeby musiał tu wracać. Jeśli tu przyjdzie to tylko po to, aby odwiedzić starych znajomych.
„Klawisze” odprowadzili go do bramy. Kąciki jego ust mimowolnie się uniosły, kiedy znalazł się na chodniku, po drugiej stronie muru.
- No to nie do zobaczenia – krzyknął do niego jeden ze strażników, zamykając bramy więzienia. Rafał tylko się uśmiechnął, nie zdążył mu odpowiedzieć. Wziął głęboki oddech i przeszedł na drugą stronę ulicy. Szedł przed siebie, dokąd go nogi poniosą. Nie zastanawiał się, dokąd dojdzie. Nowe życie czas zacząć.
--------
Następna część ukaże się jutro.

piątek, 19 października 2012

Pokonać przeszłość cz. 1


          Lipiec, ciepły, słoneczny, wakacyjny miesiąc, rozpoczynający drugą połowę roku. Przez ostatnie sześć miesięcy wszystko układało się po myśli Ani, dlatego kobieta miała nadzieję, że następne pół roku będzie równie dobre i owocne jak poprzednie, a może nawet lepsze. Po niełatwym dla niej czasie, zdołała wyjść na prostą i ustabilizować swoją sytuację życiową. Samotnej matce z dzieckiem naprawdę nie jest łatwo. Rodzice z pewnością by jej pomogli, gdyby nie to, że zginęli przeszło pięć lat temu w katastrofie lotniczej. Wybierali się do Indii na dwutygodniowy urlop. Chcieli poznać tamtejszą kulturę, życie, które tak bardzo ich interesowało od bardzo dawna. Marzyli o wizycie w tym kraju, choćby nawet tylko kilkugodzinnej. Tak bardzo cieszyli się, że spełnią swe największe marzenie... Ale nigdy do tego nie doszło. Na lotnisku panowały fatalne warunki atmosferyczne, a w maszynie nie było wystarczająco paliwa, aby polecieć do innego miasta lub czekać na poprawę pogody. Pilot musiał podjąć próbę lądowania. Nie udało się. Nikt spośród pasażerów ani z załogi nie przeżył. Od tamtej pory zawsze miała pod górkę.
Miała wtedy 17 lat i uczyła się w liceum. Momentalnie przestała sobie radzić z nauką, pyskowała do nauczycieli, wdawała się w bójki z rówieśnikami (co dziwiło większość jej otoczenia, potrafiła sobie radzić z silniejszymi od siebie chłopakami. Umożliwiał jej to spryt i duża inteligencja. Od siły ważniejsza okazywała się taktyka). Stoczyła się niemal na same dno. Nie miała żadnych oporów , aby sięgnąć po alkohol i środki odurzające. Na jakiejś imprezie przeżyła swój pierwszy raz, nawet nie pamiętała kiedy dokładnie to się zdarzyło, gdzie i z kim. Pozbierać się pomogła jej starsza o 2 lata siostra, Asia. Blondwłosa, średniego wzrostu i drobnej budowy dziewczyna doskonale znała tajemnice umysłu i podświadomości człowieka. Dlatego potrafiła przemówić Ani do rozsądku. Skłoniła ją do przemyśleń nad swoim życiem, nie zamierzała wpajać jej zasad na siłę. To tylko wzmogłoby w niej bunt przeciwko światu, wywołany śmiercią obojga rodziców. Ona sama musiała wyciągnąć wnioski i sama musiała obudzić w sobie chęć walki ze słabościami, walki o lepsze jutro.
Joasia zamierzała studiować psychologię. Świetnie rozumiała o co chodzi w tej dziedzinie nauki i lubiła się nią zajmować. Niestety, życie nie zamierzało ułatwić jej drogi do wymarzonego zawodu. Rodzeństwo trafiło pod opiekę ciotki, jednak nie było jej stać na wszystko i musieli skromnie żyć. Jednak dobre serce kobiety nie pozwalało jej odmówić pomocy siostrom. Ostatecznie Asia znalazła pracę w restauracji jako kelnerka i wyprowadziła się do niej. Odpuściła cały rok nauki, aby zaoszczędzić przez ten czas trochę pieniędzy i od października następnego roku rozpocząć studia zaoczne. Ania, aby odciążyć ciotkę, po ukończeniu szkoły średniej dołączyła do starszej siostry. Także znalazła pracę i pomagała finansowo. Czuły się szczęśliwe, bo mimo że nie miały łatwo, pokonały trudności i przez cały czas trzymały się razem.
Do pewnego czasu. Około 2 lata temu wydarzył się kolejny dramat, który dotknął dziewczyny. Kiedy Ania późnym wieczorem wracała z pracy, została zgwałcona. Sprawcę złapano już po kilku dniach, przyznał się do winy. Przynajmniej proces oszczędził nerwów skrzywdzonej brunetce, co nie zmieniało faktu, iż jej stan psychiczny był fatalny. Znów pomogła jej siostra. Tylko dzięki niej nie zdecydowała się na desperacki krok, jakim miało być samobójstwo. Asia przekonała ją, że są takie chwile, dla których warto żyć. A te z pewnością jeszcze przed nimi, bo są młode, niezależne, pełne energii i pomysłów.
Wszystko zdawało się zmierzać w dobrym kierunku. Ania czuła się coraz lepiej, traumatyczne przeżycie stawało się tylko złym wspomnieniem. Wystarczyła jednak jedna chwila, by wszystko stanęło pod znakiem zapytania. Okazało się, że młodsza z sióstr zaszła w ciążę. Było to wynikiem gwałtu. Asia tym razem nie potrafiła dotrzeć do brunetki, która tym razem także przed nią się zamknęła. Dziewczyna zwątpiła w swoje możliwości, była gotowa nawet rzucić studia.
Po trzech dniach okazało się, że rozmowy z Asią bardzo dobrze wpłynęły na psychikę młodszej siostry. Ania czuła się silniejsza i postanowiła stawić czoła wyzwaniu. Podjęła bardzo odważną decyzję – urodzi to dziecko i zaopiekuje się nim najlepiej jak potrafi. Nie wiedziała jakie odczucia będzie w niej wywoływać, czy będzie przypominać jej o gwałcie. Mimo to obiecała sobie, że zrobi wszystko, aby pokochać je całym sercem.
I tak się stało. Nawet nie musiała specjalnie się starać. Wystarczyło jedno spojrzenie na uroczego malucha, aby Ania poczuła rozchodzące się po całym ciele ciepło. Asia pomagała jej w opiece nad synem. Prawdopodobnie bez jej pomocy, nie dałaby sobie rady.

- Asiu? - zawołała brunetka, kładąc synka do łóżeczka. Po karmieniu nadszedł czas na drzemkę. Młoda matka musiała niestety tego popołudnia iść do pracy i musiała omówić z siostrą kwestię opieki nad dzieckiem.
- Tak? - weszła do pokoju, uśmiechając się do niemowlaka
- Zajmiesz się Kubusiem wieczorem?
- Ale... miałam iść na randkę – spojrzała na nią błagalnym tonem
- Wiem, przepraszam cię. Mówiłam szefowi że nie mogę mieć takich nagłych zmian w grafiku, ale to wyjątkowa sytuacja. Matylda się rozchorowała i naprawdę nikt nie może jej zastąpić. Proszę cię, obiecuję że jakoś ci to wynagrodzę.
- No cóż – rozłożyła bezradnie ręce – Konieczność wyższa – wyciągnęła ręce i przytuliła brunetkę
- Naprawdę? Dzięki, kochana jesteś – ucałowała ją w policzek z radości
- Ale jak zostanę starą panną to będzie twoja wina – rzuciła półżartem, pokazując siostrze język
- Nie przesadzaj – machnęła ręką – Sebastian jest zapatrzony w ciebie jak w obrazek, on naprawdę cię kocha. Na pewno zrozumie, a jakby co, to zawsze możesz zwalić winę na swoją młodszą, niezdarną siostrę
- No nie taką niezdarną. Zdecydować się na urodzenie dziecka z gwałtu, zaopiekować się nim i pokochać je całym sercem...
- A dlaczego miałabym go nie kochać? Przecież to nie jego wina, że ma ojca zwyrodnialca – oburzyła się Ania
- Wiem, wiem. Ale niektórym kobietom za bardzo przypomina o tych złych przeżyciach.
- Gdyby nie ty, nie dałabym sobie z tym wszystkim rady. Podtrzymałaś mnie na duchu, kiedy najbardziej tego potrzebowałam
- Na pewno byś sobie poradziła – pogładziła ją po ramieniu – No może to by trwało trochę dłużej, ale pozbierałabyś się.
- Dobra, ja lecę.
- Podziwiam cię, wiesz? - zagadnęła Joasia
- A ja myślałam, że to starsze siostry są wzorem – zaśmiała się brunetka
- Nie zawsze. To zależy od postawy. Twoja jest naprawdę fantastyczna.
- Po części dzięki tobie. Pa
- Pa – odpowiedziała, odprowadzając siostrę do drzwi.
--------
Mam nadzieję, że pierwsza część nowego opowiadania bardziej się podoba niż zakończenie poprzedniego. Wiem, spartoliłem tamto. Może już czas pomyśleć o dłuższym odpoczynku? Zobaczymy. Druga część opowiadania ukaże się jutro.

czwartek, 18 października 2012

Nie ufaj nikomu cz. 11


- Seba? - zapytała leżąc obok niego na łóżku. Odwróciła się twarzą do mężczyzny. Wyglądał na spokojnego i pewnego siebie. Joasi także się to udzielało, wiedziała że może być spokojna. W razie potrzeby Sebastian ją obroni. Nie musi się niczego bać.
- Tak?
- Dlaczego wyjechałeś z Polski?
- To długa historia – westchnął ciężko. Nie było mu łatwo o tym mówić, ale jeśli podzieli się z kimś swym cierpieniem, powinno mu ulżyć. Joasia się przed nim otworzyła, zaufała mu. A więc on także bez najmniejszych obaw mógł powiedzieć o wszystkim.
- Mamy wiele czasu – zauważyła. Pomimo późnej pory, żadne z nich nie chciało spać. Nie łatwo było zapomnieć o tym, co niemal się wydarzyło kilkadziesiąt temu. Nie da się tak po prostu wymazać z pamięci złych wspomnień. To czas leczy rany, choć nie zawsze brzmi to wiarygodnie.
- Przepraszam – odezwała się po chwili – Jeśli nie chcesz albo nie czujesz się na siłach... to nie mów. Zrozumiem, naprawdę – położyła mu dłoń na ramieniu. Czuł, że musi to z siebie wydusić. Spojrzał nieśmiało na Joasię i z trudem przełknął ślinę.
- Kiedyś na wakacjach poznałem pewną uroczą dziewczynę. Miała na imię Marta. Zaczęliśmy się spotykać, dużo czasu spędzaliśmy razem. Aż w końcu coś między nami zaiskrzyło. Zakochałem się w niej, a ona we mnie. Wzięliśmy ślub, jakiś czas później zaszła w ciążę. Byliśmy tacy szczęśliwi we trójkę... Nie mogłem wiedzieć, że za kilka lat wszystko będzie wyglądało inaczej. Okazało się, że nasza córeczka, Ania, jest ciężko chora. Konieczna była kosztowna operacja. Umiałem kilka słów po włosku, więc nie zastanawiając się długo, wyjechałem. Zarabiałem naprawdę dużo, coraz głębiej wierzyłem, że się uda. Żałowałem, że nie mogę być z Martą, ale musiałem zarobić na tę operację. Choroba Ani bardzo ją podłamała na duchu. Potrzebowała mojego wsparcia, bardzo. Ledwo dawała sobie radę. Pieniędzy przybywało, do odpowiedniej sumy było coraz bliżej. Aż w końcu przyszła ta wiadomość, która zwaliła mnie z nóg. Było już za późno. Umarła. Marta nie potrafiła sobie z tym poradzić. Żyła wspomnieniami i to tylko dzięki lekom uspokajającym. Brała ich coraz więcej... kiedyś musiało to nastąpić... przedawkowała. Poszła spać i już nigdy więcej się nie obudziła. W ciągu kilkunastu dni straciłem dwie najbliższe mi osoby. Chciałem uciec. Nadal miałem pracę we Włoszech, więc postanowiłem to wykorzystać. Nie miałbym na tyle siły, aby szukać nowej roboty.
- Przykro mi – powiedziała ze współczuciem
- Jakoś się pozbierałem, przyzwyczaiłem. Potem bywało różnie. Raz lepiej, raz gorzej. Trwało to kilka lat. Aż w końcu trafiłem tutaj. Moje życie trochę się ustabilizowało. Wreszcie przestałem skakać z kwiatka na kwiatek, od roboty do roboty. Przestałem wędrować po kraju wykonując różne zlecenia. Ale nie do takiego życia przyzwyczaiłem się w ostatnich latach i trochę mnie to znudziło. To wszystko zaczęło być takie monotonne... Dopiero twoje przybycie wprowadziło świeżość, jakieś zmiany.
- A co z przyszłością? Nie myślałeś żeby kiedyś wrócić?
- Teraz muszę pomóc tobie. Ale... czuję, że już nigdy nie zobaczę Polski.
- Dlaczego? - zapytała zdumiona. Nie spodziewała się takich słów, nie wiedziała jak je rozumieć.
- Może kiedyś się dowiesz – odparł tajemniczo. Po jej plecach przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Intuicja podpowiadała jej, że nie oznacza to nic dobrego. Chyba miał jakieś problemy, a ich konsekwencje mogły okazać się poważne. A nawet bardzo poważne.

         Następnego dnia już z samego rana zgłosili się na posterunek policji. Oboje wyjaśnili dokładnie w jakiej sprawie przychodzą i opowiedzieli historię dziewczyny. Policjant skontaktował się z komendą w Polsce, a konkretnie w Krakowie, aby zweryfikować te informacje. Okazały się one prawdziwe. Komisarze z Pomorskiej, Maciek i Marek, od razu wyruszyli w drogę. We Włoszech mieli zjawić się za kilkanaście godzin. To mają być najdłuższe i najbardziej stresujące godziny w życiu Joasi. Wiedziała, że jeśli spotka się z Maćkiem, będzie uratowana.
Nie wszystko jednak było takie proste. Do spotkania miało dojść dopiero następnego dnia. Najbardziej obawiała się nocy. I słusznie. Około dwudziestej trzeciej godziny usłyszała jakiś huk. Wyszła ze swojego pokoju i rozejrzała się uważnie. Jedne z drzwi były uchylone. To był pokój Sebastiana. Niepewnie podeszła bliżej i wślizgnęła się do środka. To co ujrzała, przeraziło ją. Na środku podłogi leżał mężczyzna w kałuży krwi. Stanęła jak wryta. Nie miała pojęcia co robić. Chciała krzyczeć, lecz głos uwiązł jej w gardle. Strach sparaliżował ją całkowicie, od stóp do głów. Patrzyła wielkimi oczyma pełnymi rozpaczy w bezwładnie leżące ciało Sebastiana. Ktoś podszedł od tyłu i zatkał jej czymś usta. Nawet nie stawiała oporu. Była w szoku. Chwilę później straciła kontakt ze światem. Nie miała już świadomości, co się z nią i wokół niej dzieje.

          Policjanci z Polski na włoskim posterunku zjawili się około szóstej rano. Tutejsi pracownicy mile ugościli ich kawą i kanapkami. Zmęczeni komisarze czekali do ósmej, na umówione spotkanie. Im bliżej wyznaczonego terminu, tym bardziej się niecierpliwili. Gdy wybiła wyznaczona godzina, nerwowo wyglądali ich przez okno. Maciek nie mógł się doczekać momentu, w którym zobaczy dziewczynę.
Mijały kolejne minuty, a Joasia i Sebastian nadal nie zjawili się na posterunku. W końcu, po upływie 20 minut, postanowiono pojechać pod wskazany przez nich adres. Pukali do drzwi, lecz nikt nie otwierał. Wydawało się, że dom jest pusty w środku. Maciek z Markiem nie wytrzymali i zdecydowali się na wyważenie drzwi. Rozdzielili się. Dwoje policjantów poszło na górę, a dwoje sprawdziło parter. W jednym z pokoi znaleziono ślady krwi. Przeszukali pomieszczenie dokładnie, jednak żadne poszlaki nie były widoczne. Maciek po cichu schował do kieszeni znalezioną w biurku kopertę, podpisaną wielkimi literami „Do Asi”.
W piwnicy dokonali makabrycznego odkrycia. W niedomkniętej walizce znajdowało się poćwiartowane ciało człowieka. Za rogiem leżała dziewczyna w samej bieliźnie, a na podłodze znajdowały się jej porozrzucane ubrania. Maciek bez problemu rozpoznał w niej Joasię. Podbiegł do niej i przykrył swoją bluzą.
- Jesteś bezpieczna, nic ci już nie grozi – wyszeptał nad jej uchem. Podniosła się do pozycji siedzącej i bez słowa przytuliła się do mężczyzny. Spośród wszystkich postaci krzątających się w pobliżu, tylko jego twarz wyglądała przyjaźnie, dlatego że tylko jego znała.

          Po przebadaniu w szpitalu i złożeniu zeznań, Maciek otrzymał pozwolenie na odwiezienie dziewczyny do domu. Nie wyglądała jednak na szczęśliwą z tego powodu. Świat stał się dla niej szary i ponury, a ludzie, z wyjątkiem rodziny i znajomych, źli, brutalni i bezwzględni. Chciała mieć to jak najszybciej za sobą. Chciała jak najszybciej odciąć się od nieprzyjemnych przeżyć, ale to nie było takie łatwe.
- Znalazłem coś w biurku tego zamordowanego – odezwał się po czterech godzinach jazdy. Dziewczyna cały czas milczała. Od czasu odnalezienia jej, wypowiedziała tylko kilkanaście słów, aby potwierdzić czyny popełnione przez mężczyznę. Zebrała się na odwagę wyłącznie dzięki nienawiści, jaka obudziła się w niej po traumatycznym przeżyciu. Komisarz podał jej kopertę. Mimowolnie wzięła ją od niego i położyła na kolanach. Udawała, że ją to nie interesuje. Jednak chwilę później drżącymi palcami wyciągnęła kartkę ze środka. Był to list od Sebastiana do niej.

Droga Asiu!
Jeżeli czytasz ten list to znaczy, że nie ma mnie już na tym świecie. Pewnie zastanawiasz się co to znaczy albo już się domyślasz. Powiem jednak wprost: popełniłem samobójstwo. Jakiś czas temu dowiedziałem się, że mam raka. To koniec. Nie miałem po co walczyć i tak byłem sam na tym porąbanym świecie. Pojawiłaś się, kiedy powoli czekałem aż mój stan zacznie się pogarszać. Póki co trzymałem się całkiem dobrze. Obudziłaś we mnie chęć życia, wolę walki, ale było już za późno. Po tym jak opowiedziałaś mi swoją historię, obiecałem sobie że pomogę ci i będzie to ostatnia rzecz, jaką zrobię w swoim życiu. Chciałem je zakończyć jakoś dobrze, nie było sensu tego ciągnąć. Nie miej do mnie żalu, że zdecydowałem się na taki krok. Nasze drogi i tak się już rozeszły. Na pewno byśmy się już nie spotkali. Teraz pewnie jesteś w drodze do Polski. Życzę ci powodzenia, wierzę że wreszcie szczęście się do ciebie uśmiechnę. Jeśli trafię tam na górę, do nieba, to kto wie, może zostanę Twoim aniołem stróżem? Trzymaj się!
Twój przyjaciel Sebastian

Więc ten postrzał był samobójstwem? A może nie zdążył wykonać swojego planu? Nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć. Na pewno koniec był już bliski. To dlatego był pewien, że już nigdy nie zobaczy Polski. Po jej policzku spłynęła łza.
--------
Wczoraj nie mogłem napisać scenka z przyczyn technicznych związanych z moją ligą F1. Pierwsza część nowego opowiadania ukaże się jutro.

wtorek, 16 października 2012

Nie ufaj nikomu cz. 10


          Miesiąc później. Joasia bardzo dobrze czuła się w towarzystwie Sebastiana i uwielbiała spędzać z nim czas. Dzięki niemu zapominała o wszystkich trudach życia i problemach, wszystko stawało się prostsze i mniej skomplikowane. Ale wydarzenia z przeszłości nie pozwoliły jej w pełni zaufać mężczyźnie. Pomimo że ich spotkania były miłe i przyjemne, dziewczyna starała się zachować dystans. Chociaż trudno było tu mówić o trzymaniu kogoś na dystans, to jednak jej przeszłość cały czas była tajemnicza. Nie potrafiła się przed nim otworzyć. Wymagało to od niej bardzo dużo odwagi, której brakowało. Uznała, że w obecnych warunkach nie czuje się wcale tak źle i nie ma potrzeby tego zmieniać. Właściwie to tylko zachowanie jednej osoby jej nie odpowiadało. Mianowicie, chodziło o jej szefa.
Mężczyzna nie krył nadmiernej sympatii do młodej Polki. Próbował zmusić ją do czynności erotycznych, wykorzystując swoje stanowisko. Sugerował, że dziewczyna musi wykonywać wszystkie jego polecenia, nawet te które nie dotyczą jej pracy, gdyż jest jej chlebodawcą. Dziewczyna pozostawała jednak nieugięta i nie uległa szefowi.
Próbował także zapłacić jej za seks. Ten sposób również okazał się nieskuteczny. Joasia po prostu cisnęła mu banknotami w twarz i wypchnęła go z pokoju. Tej nocy długo nie mogła zasnąć. Płakała, zastanawiając się dlaczego została potraktowana jak dziwka. Nie przejawiała żadnych skłonności do romansu, a choćby nawet do flirtu z mężczyzną. A on był natarczywy, za wszelką cenę chciał spędzić noc z blondynką. Nie zamierzał odpuścić.
W dzień prawił jej tanie komplementy, a kiedy zostawali sami, opowiadał o swoich chorych fantazjach erotycznych z nią w roli głównej. Między innymi wyobrażał sobie, że młoda Polka tańczy na rurze, pozbywając się kolejnych części garderoby. Asia czuła się zażenowana jego postawą.
Miarka przebrała się pewnego wieczoru. Po kolejnej lekcji języka włoskiego, udzielonej przez Sebastiana, dziewczyna wróciła do swojego pokoju. W środku czekał jej szef. Uśmiechnął się na widok naburmuszonej blondynki.
- Co pan tu robi? Proszę natychmiast wyjść! - wskazała ręką na drzwi. W odpowiedzi mężczyzna uśmiechnął się, podszedł bliżej i niespodziewanie namiętnie ją pocałował. Szybko odepchnęła go i uderzyła w twarz.
- Co to ma znaczyć?! Wynoś się! - powiedziała o wiele groźniejszym tonem. Jednak on nic sobie z tego nie robił. Chciała pchnąć go ku drzwiom, lecz wtedy on złapał ją i rzucił na łóżko. Siadł na niej okrakiem i jedną ręką przytrzymywał jej nadgarstki.
- Nie tak prędko. Najpierw oddasz mi się na kilka minut.
- Nie zrobisz tego! - krzyknęła ze strachem w oczach. On jednak pokiwał głową, śmiejąc się szyderczo. Drugą ręką zdarł z niej bluzkę.
- Ratunku! Pomocy! - wołała rozpaczliwie.
- Trzeba było dać po dobroci – zatkał jej usta. Szarpała się, jednak przeciwnik był zdecydowanie silniejszy. Stała na straconej pozycji. Na szczęście jej wołanie o pomoc dosłyszał Sebastian. Wpadł do pokoju jak burza i kiedy tylko ujrzał co się dzieje, nie zastanawiając się ani chwili rzucił się na Włocha. Złapał go za koszulę i zrzucił na podłogę. Przez chwilę trwała walka między mężczyznami. Biznesmen ani razu nie mógł trafić Polaka, który sprawnym ruchem unikał ciosu, a następnie wyprowadzał atak.
- Już tu nie pracujesz – powiedział, leżąc na ziemi. Joasia spojrzała przerażona na Sebastiana. To przez nią stracił pracę. Zaryzykował dla niej. Czy była tego warta? W jego oczach tak. Ona sama czuła się głupio. Ale on nie wyglądał na zaniepokojonego tym faktem. Posłał dziewczynie tajemniczy uśmiech.
- Czyżby?
- Pakuj się i wypad
- Wyjdę – pochylił się nad nim i ściszył głos – Ale jeśli to zrobię to wrócę z policją. Chcesz resztę życia spędzić w pierdlu. Szemrane towarzystwo, pranie brudnych pieniędzy, handel narkotykami, przemycanie papierosów przez granicę... To wszystko czy jeszcze o czymś zapomniałem? - poklepał go po policzku. Wiedział, że ma go teraz w garści. Czas przejąć stery.
- Ty skurwysynu...
- Ach tak, jeszcze gwałt na sprzątaczce. Pomyśl sobie czy przyjemnie będzie ci oglądać świat w kratkę – skrzywił się, patrząc spojrzeniem pełnym nienawiści na Sebastiana. Nie miał innego wyjścia, musiał się poddać.
- Wygrałeś – warknął, przymykając oczy
- No widzisz? Można. A teraz wypierdalaj – wyrzucił go za drzwi, nie obchodząc się z nim najdelikatniej. Kiedy się odwrócił, Joasia rzuciła mu się na szyję.
- Dziękuję – wyszeptała
- Nic ci nie zrobił? - spytał z troską. Na skraju łóżka dojrzał koc. Sięgnął po niego, rozłożył i otulił nim dziewczynę. Oboje przysiedli na podłodze. Zdecydowała się opowiedzieć mu o wszystkim, co ją spotkało. Teraz także tutaj nie czuła się bezpiecznie. Chciała uciec, ale nie miała dokąd. Znów naraziłaby się Mariuszowi, a tym razem nie mógłby być tak łaskawy jak przedtem i bez najmniejszego zastanowienia zmusić ją do pracy w burdelu. Pozostanie tutaj wiązało się z ryzykiem kolejnego ataku ze strony szefa. Tylko że tym razem Sebastian mógłby nie zdążyć z pomocą. Musiała liczyć na jego pomoc. Sama nie jest w stanie się uporać ze wszystkim. W chwili obecnej to on był tym jedynym, któremu może zaufać. Ta szlachetna obrona ją przekonała. Czuła, że są przyjaciółmi i chce jej pomóc. A żeby to uczynić, musi wiedzieć jak.
- Miałam spokojne, poukładane życie w Krakowie. Pracowałam, mieszkałam ze swoim chłopakiem, zaszłam w ciążę. Niczego nie potrzebowałam więcej do szczęścia. Pewnego dnia dowiedziałam się, że aktywnie działa w grupie zajmującej się nielegalnym handlem kobietami. Ba, on nawet nią kieruje. Kazałam mu wybierać: przestępczość albo ja. Udawał że się wycofał, ale pozostali mu grozili. Wyjechaliśmy do Niemiec. Tam boleśnie się przekonałam, że to wszystko to mistyfikacja. Uknuli taki plan, żeby wywieźć mnie z Polski, na nieznany teren, gdzie jestem całkowicie bezradna i nikt nie będzie w stanie mi pomóc. Okazało się, że mój brat także macza w tym palce. Próbował zorganizować ucieczkę, ale nie udało się. Zabili go za zdradę.
- Przykro mi – powiedział, kiedy zamilkła na dłuższą chwilę. Walczyła ze łzami. Nie dała rady. Pozwoliła im płynąć. Sebastian objął ją ramieniem i pogłaskał delikatnie po włosach. Wtuliła się w niego i rozpłakała na dobre. Nie przeszkadzało mu, że jego koszulka staje się mokra od łez. Najważniejsze, żeby Asia poczuła się lepiej.
Minęło trochę czasu, nim wzięła się w garść. Mężczyzna cierpliwie czekał na ten moment. Postanowiła dokończyć tę historię.
- Nielegalnie i potajemnie dokonali aborcji. Nie chciałam, zrobili to siłą. Potem przyjechaliśmy do Włoch, a stamtąd zabrał mnie tamten łajdak. I tak trafiłam tutaj. Sprzedali mnie. On płaci im co miesiąc za moją pracę. Ale ja tu nie mogę zostać, sam widziałeś co się stało. A jeśli ucieknę... to oni mnie dopadną.
- Pomogę ci – zaoferował, ku pokrzepieniu blondynki – Muszą za to zapłacić. Wszyscy.
- Chcesz iść z tym na policję?
- Tak. Zrobię to – oznajmił zdecydowanym tonem – Obiecuję, że wkrótce wrócisz do Polski, do znajomych i do rodziny.
- Dziękuję – oparła głowę na ramieniu – Wiedziałam że coś wymyślisz, tylko to dało mi odwagę, aby wyznać całą prawdę... Mogę mieć do ciebie jeszcze jedną prośbę?
- Tak?
- Nie zostawiaj mnie dzisiaj samej. Z tobą czuję się o wiele bezpieczniej.
--------
Następna część ukaże się jutro.

poniedziałek, 15 października 2012

Nie ufaj nikomu cz. 9


         Wszystko co Sebastian opowiedział Joasi, okazało się prawdą. Dziewczyna przegrała zakład i niezależnie od woli, musiała umówić się na randkę z mężczyzną. Chciała jak najszybciej spełnić warunek, dlatego zgodziła się, aby wyszli razem dzisiaj wieczorem.
- Słuchaj... jest tylko jeden problem – zatrzymała się przed drzwiami do jego pokoju, aby nie mógł wejść do środka. Zamierzała od razu przekazać wszystkie konieczne informacje, żeby wiedział co przygotować i nie czuł się rozczarowany.
- Tak? - uniósł brwi w oczekiwaniu na odpowiedź
- Nie mam żadnego szałowego, gustownego stroju...
- A ja nie zarabiam milionów – przerwał, nim zdążyła dokończyć. Spuściła głowę zawstydzona. Wyszło na to, że to jej oczekiwania względem dzisiejszego wieczoru były większe. Poczuła się głupio, jakby chciała go naciągnąć na pieniądze.
- Przepraszam – mruknęła cicho – Chciałam tylko żebyś wiedział, że będę ubrana na luzie, może nawet tak jak teraz.
- W porządku. Właściwie to nawet chciałem cię o to poprosić. Naprawdę – dodał, kiedy spojrzała na niego wytrzeszczając oczy.
- Ale...
- Wiem że to dla ciebie i tak nic nie znaczy. Idziesz ze mną tylko dlatego, że musisz, bo to ja miałem rację. Dobra, koniec tego kabaretu. Nie zamierzam cię do niczego zmuszać. Jeśli chcesz, zostań w domu, rób to, na co masz ochotę. Zwalniam cię z warunku. Udowodniłem, że nie kłamałem i to mi wystarczy – odsunął ją lekko na bok i wszedł do pokoju. Joasia stanęła jak wryta.
Takiego zachowania się po nim nie spodziewała. Postąpił tak celowo, bo chciał wywrzeć na niej dobre wrażenie, takie spotkanie nie dałoby mu satysfakcji czy naprawdę nie chciał jej do niczego zmuszać? Nieważne. I tak ją zaskoczył. Zorientowała się, że różni się od większości mężczyzn na tej planecie. Prawie każdy na jego miejscu wykorzystałby okazję do spędzenia z nią czasu, nie zważając na sposób, w jaki doprowadził do spotkania. On jednak był inny. Nie myślał tylko o sobie, ale pomyślał także o niej. Dopiero po chwili odzyskała panowanie nad sobą. Uśmiechnęła się pod nosem i udała do swojego pokoju. Wiedziała już co zrobi.

Wieczór zamierzał spędzić leniwie. Poprawił poduszkę, położył się na łóżku, włożył do uszu słuchawki i podłączył je do telefonu. Wybrał pierwszą piosenkę z listy, wsłuchał się uważnie w rytm, nucąc pod nosem tekst piosenki.

She's got smile that it seems to me, 
Reminds me of childhood memories, 
Where everything, 
Was as fresh as the bright blue sky, 
Now and then when I see her face, 
She takes me away to that, 
Special place, 
And if I started too long, 
I'd probably break down and cry. 

Whooh, oh, oh, 
Sweet child o' mine, 
Whooh, oh, oh, oh, 
Sweet love of mine. 

Nie usłyszał pukania do drzwi. Za bardzo się wciągnął. Często mu się to zdarzało podczas słuchania muzyki. Znajdował się jakby w innym świecie, za każdym razem przemierzając go po raz kolejny. Nie przeszkadzało mu to, że od kilku lat słuchał tych samych piosenek. Za każdym razem odkrywał je na nowo, za każdym razem brzmiały inaczej i były równie fascynujące jak podczas pierwszego słuchania. W najlepszych momentach po jego plecach przechodził dreszcz. Nie mogło być inaczej. Piosenka może się podobać, ale może nie wywoływać żadnych emocji. Te ulubione nie dość że mógł słuchać całymi dniami, to jeszcze przeżywał je całym sobą. Joasia nieśmiało nacisnęła na klamkę i wślizgnęła się do środka przez lekko uchylone drzwi. Nie chciała mu przeszkadzać. Postanowiła zaczekać, aż sam ją zauważy. Nie dostrzegła żadnego stołka ani krzesełka, na którym mogłaby usiąść, więc przysiadła na skraju łóżka. Mężczyzna wyciągnął słuchawkę z ucha i spojrzał na blondynkę.
- Co słuchasz? - westchnęła, niezadowolona że nie udało się pozostać niezauważoną. Z drugiej jednak strony cieszyła się, że tak szybko wykazał nią zainteresowanie. I nie wyglądał na niezadowolonego.
- Sweet child o'mine – odparł z uśmiechem. Mimowolnie uniosła kąciki ust i pokręciła głową z niedowierzaniem.
- A poważnie?
- Sweet child o'mine.
- Pokaż – wzięła słuchawkę do ucha. Z zadowoleniem stwierdziła, że znów nie miała racji. Bez najmniejszych problemów rozpoznała utwór po melodii.
- Jeeeeej. Jedna z najlepszych piosenek ever – rzekła z zachwytem – Uwielbiam. Mogłabym słuchać bez końca.
- Szkoda że dzisiaj nie ma już takich piosenek... Ale na szczęście są te. Stare, ale tak dobre że jeszcze przez kilkanaście lat pozostaną niezapomniane. A może nawet przez kilkadziesiąt...
- Nie spodziewałam się, że słuchasz takiej muzyki – spojrzała na niego zdumiona
- Pozory mylą – skwitował krótko. Zapadła cisza. Oboje wsłuchiwali się w utwór aż do samego końca. Żadne nie chciało przeszkadzać, dopiero po zakończeniu piosenki odezwał się Sebastian.
- Chciałaś coś ode mnie? - rzuciła mu pytające spojrzenie. Nie zrozumiała pytania, dlatego poprosiła o rozwinięcie.
- No bez powodu chyba nie przyszłaś do mojego pokoju, co? Chyba że...
- A nie, faktycznie! Chciałam cię zapytać czy wychodzimy razem na...
- Spotkanie towarzyskie – wtrącił w odpowiednim momencie – No co? Brzmi mniej zobowiązująco. Oboje przecież nie będziemy traktować tego jak randkę, więc to chyba lepsza nazwa.
- Racja – pokiwała twierdząco głową – To co, wyjdziemy?
- Wiesz co... może innym razem, a ten wieczór spędzimy w inny sposób?
- To znaczy w jaki?
- Posłuchamy razem muzyki, co?
- A wiesz że chętnie? Nie ukrywam że jestem ciekawa co tam jeszcze ciekawego słuchasz – uśmiechnęła się chytrze.
- Mam nadzieję, że miło cię to zaskoczy – przesunął się na bok, aby zrobić jej miejsce na łóżku. Położyła się obok niego. Jedna słuchawka znajdowała się w jego uchu, a druga w uchu Joasi. Wieczór, pomimo że spędzany w pokoju, zapowiadał się całkiem nieźle.
--------
Następna część ukaże się jutro.

niedziela, 14 października 2012

Nie ufaj nikomu cz. 8


         Następnego ranka jako pierwsza wstała Joasia. Wyszła do kuchni, aby zrobić sobie kawy. To pomieszczenie także musieli dzielić między sobą. Było kilkanaście minut przed godziną siódmą, dlatego nie spodziewała się jakiegokolwiek towarzystwa. Zalewała już kawę wrzątkiem, kiedy usłyszała kroki. Odwróciła się i ujrzała go. Ogrodnika. Stał w drzwiach, opierając się lewym ramieniem o futrynę. Wyglądał równie przystojnie co wczoraj z papierosem. Nogi się pod nią ugięły. Chyba prawie każda kobieta w tym domu marzyła o nim. Zapatrzona w mężczyznę, nawet nie zauważyła kiedy szklanka była już pełna a woda wylewała się na stół. Dopiero kiedy kilka kropel wrzątku spadło na jej nogę, zorientowała się w sytuacji. Syknęła z bólu i zaczęła nerwowo rozglądać się za ścierką. Mężczyzna przyszedł jej z pomocą i podał szmatkę.
- Dzięki... thanks – uśmiechnęła się lekko do niego. W milczeniu zaczekał aż skończy wycierać. Nie miała pojęcia gdzie odłożyć szmatkę, więc oddała ją ogrodnikowi. Mężczyzna położył ją na zlewie. Przez chwilę panowała niezręczna cisza. Joasia w końcu postanowiła się odezwać.
- Joanna – wyciągnęła rękę przed siebie
- Sebastian – odpowiedział, delikatnie ujmując jej dłoń i pochyliwszy się, ucałował ją. Dziewczyna lekko się zarumieniła.
- Jak to jest, że przyjeżdżasz do Włoch i chcesz pracować, skoro nie znasz języka? - zapytał krzyżując ręce. Blondynka nie potrafiła wykrztusić ani słowa ze zdumienia. Z otwartymi oczyma wpatrywała się w twarz mężczyzny.
- Ty... ty mówisz po polsku! - stwierdziła uradowana. Nareszcie może z kimś się dogadać! Nie potrafiła się opanować, rzuciła mu się na szyję i pocałowała w policzek.
- No tak, jestem Polakiem tak jak ty.
- Ale świetnie mówisz po włosku, w ogóle nie rozpoznałam że nie jesteś stąd. Kiedy wyjechałeś z kraju?
- Z 10 lat temu. Długa historia, może kiedyś ci opowiem – westchnął ciężko – No to jak to jest? Odpowiesz?
- Nie twój interes – warknęła niespodziewanie. Nagle jej nastawienie zmieniło się o 180 stopni. Z euforii do szarej, trudnej, wrogiej rzeczywistości. Nie miała ochoty opowiadać mu o tym, jak dowiedziała się o działalności przestępczej, o porwaniu i o śmierci brata. Sebastian od razu wyczuł, że coś jest na rzeczy. Nie znalazła się tu przypadkiem. Świadczyła o tym jej gwałtowna reakcja.
- Słuchaj... może pomogę ci w kontaktowaniu się z gospodarzami, co? - spojrzała na niego podejrzliwie – No jakoś musisz z nimi rozmawiać, a nie znasz języka. Mogę być twoim tłumaczem, chcesz? - zaproponował z odwagą. Wiedział że się zgodzi, nie miała przecież innego wyjścia. Dziewczyna w odpowiedzi wzruszyła ramionami. No tak, spodziewał się że nie będzie chciała okazywać emocji. Czuł jednak, że w głębi duszy jest zadowolona z tego pomysłu.
- No to będę twoim tłumaczem – oznajmił z radością w głosie. Dziewczyna uśmiechnęła się do samej siebie. Stała tyłem do niego, aby nie mógł tego dostrzec.
- A właściwie to co ty dzisiaj tak szybko na nogach? - chciała jak najszybciej skierować rozmowę na inne tory. I udało się jej. Odwróciła jego uwagę od siebie, więc nawet jeśli jej mina wyrażała pozytywne emocje, może to przeoczyć. Sama nie wiedziała, dlaczego chciała pokazać się jako wredna i nieczuła. Może dlatego że przypomniał jej, w jaki sposób się tutaj znalazła?
- Wiesz, muszę jechać do Mediolanu po nowe sadzonki kwiatów. Wydziwiają nie wiadomo co, co chwila jakiś inny rodzaj kwiatów im się podoba i zamawiają, ja muszę jechać je odebrać i potem przekopać pół ogrodu, aby wszystko pięknie się komponowało ze sobą – wyżalił się, robiąc nietęgą minę. Joasia, choć bardzo się starała powstrzymać, wybuchnęła śmiechem.
- Hej, co jest? Strzeliłem jakąś gafę?
- Dobry żart, ale nie uda ci się mnie wkręcić – machnęła ręką, dając mu do zrozumienia aby niczym się nie przejmował.
- Ale ja nie żartuję, to prawda.
- Tak, tak, a ja pójdę z tobą na randkę – rzuciła, nim zdążyła przemyśleć sens wypowiadanych słów. Nie miała pojęcia jak bardzo i w co teraz się wkopała. Sebastian ucieszył się w głębi duszy. Blondynka była nie tylko młoda, ale także bardzo urocza. Dlaczego nie wykorzystać sytuacji, aby umówić się z nią na spotkanie?
- A pójdziesz? - spojrzał na nią podejrzliwie. Zrozumiała, że wątpi w nią, że próbuje podważyć jej pewność siebie. Postanowiła pokazać mu że jest silna i odważna, chciała mu zaimponować.
- Jeśli udowodnisz mi, że to prawda... to pójdę. Ale ty wszystko organizujesz.
- Jasne. To kiedy ci pasuje? - uśmiechnął się uwodzicielsko
- Nie tak prędko, nie udowodniłeś mi jeszcze prawdy – pokręciła głową z uśmiechem, czując w duchu że to ona ma rację. Intuicja jeszcze nigdy jej nie zawiodła. Tym razem podpowiadała, żeby nie plątać się w takie zabawy. Asia jednak wolała posłuchać drugiego głosu, który mówił aby postawić na swoim. Pokusa była zbyt wielka.
- Dobrze, porozmawiaj z właścicielką lub właścicielem domu – oznajmił z uśmiechem. Myślał, że to wystarczy. Ale nie przewidział jednego...
- Nie znam języka – rozłożyła bezradnie ręce
- Przetłumaczę ci
- Skąd mam pewność że powiesz dokładnie to, co powiedzieli oni?
- Nie ufasz mi? - spytał półżartem
- Nie ufam nikomu – powiedziała z tajemniczym błyskiem w oczach. Tego nauczyły ją ostatnie wydarzenia. Zawiodła się na dwóch najbliższych jej osobach, Mariuszu i Rafale. Bratu wybaczyła, byłemu chłopakowi nie. I chyba nigdy tego nie zrobi. To przez niego straciła wszystko i znalazła się tu, gdzie teraz jest. Wśród obcych, w nieznanym jej kraju, gdzie rozmawiają w nieznanym jej języku. Sama, zaledwie dwudziestoletnia dziewczyna zdana tylko na siebie. Świat to dżungla, a życie to walka o przetrwanie. Nigdy nie wiadomo, kiedy to się skończy. Za rok, za miesiąc, za tydzień, jutro, a może nawet za godzinę lub minutę?
- Nikomu? - powtórzył jak echo
- Nawet sobie – odparła cicho. Wyminęła go i zatrzymała się w drzwiach, aby zapytać o ich zakład.
- To jak mi to udowodnisz?
- Pojedź ze mną do Mediolanu i się przekonaj. Sama zobaczysz że odbieram te sadzonki, zamówione na ich nazwisko – rzucił obojętnie, nie mając żadnego konkretnego pomysłu na przedstawienie sprawy.
- A sprzątanie?
- Zapewne nie zrozumiałaś co do ciebie wczoraj mówili, ale masz dzisiaj wolne. Zapewne potrzebujesz trochę czasu, aby się przyzwyczaić, zaaklimatyzować się, dlatego zaczynasz od jutra.
- Yhym – kiwnęła głową – Za 10 minut będę gotowa, dobrze?
- Dobrze, poczekam – odprowadził ją wzrokiem. Po chwili dostrzegł, że na stole stoi nietknięta kawa. Podczas tej rozmowy zeszła na dalszy plan, że całkowicie o niej zapomniała. Dziwiły go niektóre jej reakcje. Szczególnie zapadły mu w pamięci słowa „Nie ufam nikomu” i dodane trochę później „nawet sobie”. Podejrzewał, że nie miała łatwo w życiu. Nie miał pojęcia przez co przeszła, ale na pewno musiało to być bardzo nieprzyjemne przeżycie.
--------
Następna część jutro.

Nie ufaj nikomu cz. 7


           Całe popołudnie, aż do wieczora, przespała. Zapewne spałaby dłużej, łóżko hotelowe było tak wygodne, że po prostu sprzyjało wylegiwaniu się, lecz obudził ją Mariusz. Około godziny dwudziestej pierwszej mieli się rozstać. Przynajmniej taki był plan. Na tę godzinę chłopak umówił się z włoskim biznesmenem, który szukał pomocy domowej i z chęcią zatrudniłby Polkę. Dlaczego zależało mu na tym, aby była to ładna, urocza dziewczyna? Nie miał nic przeciwko, gdyby dziewczyna była chętna na bliższe relacje z szefem niż tylko zawodowe. O tym jednak nikt nie mówił głośno, lecz nie było to konieczne. Mariusz doskonale to rozumiał, inaczej przecież nie musiałby uciekać się do nielegalnych sposobów, aby zdobyć podwładną, a jednocześnie kochankę. A że Joasia taka nie jest, to będzie jego problem. To nie była zwykła dziewczyna. Nawet jeśli mężczyzna będzie ją szantażował, blondynka wcale się nie ugnie pod presją. Z nią na pewno nie pójdzie łatwo.
Stało się. Sprzedali ją. Mariusz wyjaśnił jej, na czym polega cały układ. Ona pracuje, wykonuje polecenia pana domu, a on co miesiąc zostaje za to pieniądze. Wynagrodzeniem Asi za pracę ma być dach nad głową, bezpieczeństwo i pożywienie. Czyli wszystkie podstawowe rzeczy niezbędne do życia. Jechała właśnie samochodem ze swym nowym szefem. Usta prawie wcale mu się nie zamykały. Wszystkie jego słowa puszczała mimo uszu, gdyż nie rozumiała języka. Zastanawiała się, jak będzie wykonywać ich polecenia, skoro nie potrafią się porozumieć? A może jego żona zna polski albo chociaż angielski?
- Dobrze, że nie sprzedali mnie do burdelu – pocieszyła się w duchu. Jednak chwilę później nawet to nie było w stanie jej pocieszyć. Mężczyzna zdjął prawą dłoń z kierownicy i położył na kolanie dziewczyny. Odtrąciła jego rękę i uderzyła go w twarz.
- Don't touch me – zakomunikowała, z nadzieją że zrozumie po angielsku. W końcu jako biznesmen powinien znać więcej niż jeden język. Polski nie był tak popularny, żeby cokolwiek wiedział, ale angielski to niemal obowiązek. Na pewno jeśli chce robić interesy zagraniczne. Mariusz przecież nie znał włoskiego, a musiał się z nim dogadać. Pozostawał tylko angielski.
I chyba jej słowa dotarły do niego. Uśmiechnął się do samego siebie, po czym skupił się już tylko i wyłącznie na jeździe. Nawet przestał rozmawiać, a właściwie to kontynuować monolog, ponieważ Asia siedziała cicho jak mysz pod miotłą poza tamtymi trzema słowami po angielsku. Ale nie wyglądał na obrażonego. Raczej wiedział, że prędzej czy później postawi na swoim. Był pewien, że blondynka mu ulegnie. Nic bardziej mylnego. Nie mógł wiedzieć jak bardzo uparta jest blondynka i jakie podejście ma do seksu. Dla niej to nie była tylko czynność fizyczna. W rozumieniu dziewczyny to oznaczało coś więcej niż tylko przyjemność, to także przeżywanie uczucia łączącego kobietę i mężczyznę, złączenie się w jedność. Mogła zrobić to tylko z facetem, który znaczył dla niej więcej niż inni, który jest jej bliski. Dlatego obiecała sobie, że nigdy dobrowolnie nie odda się dowolnemu mężczyźnie, do którego nic nie czuje.

          Niecałą godzinę później leżała na łóżku ze wzrokiem wbitym w sufit. Czuła się dziwnie. Wszystko teraz zaczynało się na nowo. Jest w innym kraju, wśród obcych ludzi, nie ma tu przyjaciół, ani nikogo bliskiego. Brakowało jej towarzystwa przyjaciół. Tak bardzo chciała do kogoś się przytulić albo chociaż porozmawiać z kimś... Ale tutaj było to niemożliwe, bo wszyscy mówili po włosku. Zapewne coś rozumieli po angielsku, ale co to byłaby za rozmowa, skoro ona nie zna wystarczająco dobrze języka? Należała raczej do grona umysłów ścisłych, dlatego nauka języków obcych nigdy jej dobrze nie wychodziła. Zależało jej tylko na zdaniu matury, żeby mieć „ten cholerny papierek”, jak określała świadectwo maturalne. W wielu branżach wymagany był teraz język obcy. Matura ułatwiała jej znalezienie pracy, w rzeczywistości nigdy nie miała zamiaru używać innych języków niż polski. Nie spodziewała się, iż nastanie taka sytuacja, że skorzystanie z angielskiego będzie jedyną możliwością.
Jej pokój znajdował się na poddaszu. Sąsiadowała z kucharką i ogrodnikiem, a naprzeciw mieszkała niania, opiekująca się sześcioletnim dzieckiem małżonków. Pani pracowała w wielkiej korporacji jako księgowa, biznesy Pana były w domu tematem tabu. Jak twierdził, obowiązywała go tajemnica zawodowa, jednak Joasia podejrzewała, że po prostu nie są one do końca zgodne z prawem i lepiej nie wyciągać nich na światło dzienne, nawet przed rodziną. Całe poddasze było do dyspozycji pracowników. Znajdowała się tam tylko jedna łazienka i tylko z niej mogą korzystać. Było to trochę uciążliwe, jednak póki użytkowali ją we trójkę, podzielność na kilka osób nie dawała się we znaki. Może we czwórkę też uda się znaleźć jakiś dobry kompromis?
Asia wyszła na chwilę do toalety, aby załatwić swoje potrzeby. Kiedy wracała do pokoju, natknęła się na kucharkę. Zapytała ją o coś, lecz blondynka nie miała pojęcia o co chodzi.
- I can't speak Italian – poinformowała kobietę. Ciemnowłosa, drobnej budowy ciała czterdziestolatka na nieszczęście Joasi nie rozumiała po angielsku. Nawet tego.
- Italiani? - zapytała wskazując na dziewczynę. W odpowiedzi pokręciła głową.
- Polacca? - usłyszała czyjś głos spod okna. Odwróciła się w tamtą stronę i ujrzała ogrodnika. Zaciągał się dymem papierosowym, trzymając peta w ręku i spoglądając lekko z ukosa na kobiety.
- Si. Polacco. Polka – wyprostowała się dumnie, a już chwilę później zniknęła za drzwiami swojego pokoju. Nie dała mu ani chwili czasu do namysłu, żadnej szansy na odpowiedź. Zresztą, po co? Pogada coś po włosku, uśmiechnie się zadowolony, a ona i tak nic nie zrozumie. Pomyśli jeszcze sobie nie wiadomo co, kiedy nie uzyska odpowiedzi. Nie miało to najmniejszego sensu. Okazało się jednak trudniej niż sobie to wyobrażała. A jeszcze nawet nie zaczął się pierwszy dzień pracy.

W tym samym czasie, Kraków. Komenda policji przy ulicy Pomorskiej. W jednym z biur na wydziale śledczym, pomimo późnej pory, znajdowało się dwóch mężczyzn. Jeden z nich siedział spokojnie, obserwując krzątającego się po pomieszczeniu kolegę.
- Słuchaj, jest tak. Poznaję przypadkiem fajną dziewczynę. Ale nie to jest najważniejsze – dodał, widząc uśmiech na twarzy policjanta – Okazuje się, że jej facet był widziany na miejscu, w którym porwano młodą kobietę i wywieziono za granicę, prawdopodobnie do jakiegoś burdelu. To jeszcze o niczym nie świadczy, ale czas też się zgadza. W takie przypadki, to chyba nie wierzysz, co?
- No dobrze, powiedzmy że on ma coś wspólnego z tymi porwaniami kobiet. I co dalej?
- Rozpoznaję go ze zdjęcia. Kilkanaście godzin później znikają. On i jego dziewczyna. Tak bez słowa, bez śladu. Nikt nic nie wie. Rozpłynęli się w powietrzu, czy co? Są pierdoloną igłą w stogu siana? - irytował się Maciek. Przeczuwał, że Joasi nie czeka nic dobrego. Zależało mu na jej odnalezieniu. Ale nie miał żadnego punktu zaczepienia, żadnych śladów albo chociaż poszlak. Był kompletnie bezradny i to właśnie najbardziej go denerwowało.
- Myślisz że ją porwał? Swoją dziewczynę? I może jeszcze kazał jej pracować w burdelu? Dość naciągana teoria, nieprawdaż?
- Skąd pewność że ją kochał?
- No... nie mamy takiej pewności – mruknął cicho, przyznając rację koledze
- Musimy go znaleźć. Jeśli nie będziemy mieli nakazu zatrzymania, jestem gotów działać na własną rękę. Ale sam nie dam rady. Muszę prosić cię o pomoc. Marek, proszę.
- Wiesz że jeśli podejmiemy takie działania i stary się o nich dowie, to jesteśmy skończeni? - rzekł o dziwo ze stoickim spokojem. Wcale nie martwił się na taką ewentualność. Chciał tylko uświadomić koledze, jak dużo ryzykuje.
- Cel uświęca środki – mruknął cicho, opierając się o biurko. Wyglądał na pewnego siebie, zdecydowanego. Wie czego chce i jest gotów zrobić wszystko, aby mu się udało. Marek wstał i uścisnął dłoń Maćkowi.
- Możesz na mnie liczyć.
--------
Następna część ukaże się... dzisiaj.

sobota, 13 października 2012

Nie ufaj nikomu cz. 6


          Obudził ją potworny ból brzucha. Domyślała się, że już jest po wszystkim. Ciąża została przerwana. Tylko dlaczego to tak boli? Może dlatego że to wszystko było jeszcze świeże? Lekarz zapewne nie starał się specjalnie, aby wszystko zrobić dokładnie. Na samą myśl, że jeszcze jakieś szczątki dziecka mogą znajdować się w jej ciele, zbierało ją na wymioty. Bała się, że po aborcji może już nigdy nie zajść w ciążę. A może nawet nie będzie miała okazji? Przecież sama nie potrafiła powiedzieć, co czeka ją w najbliższej przyszłości, za kilka godzin. Jej los zależał teraz od Mariusza.
Rozejrzała się dookoła. Zorientowała się, że jest w busie. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że jadą. Nie miała pojęcia jak długo już to trwa. Przechyliła głowę na bok. Zobaczyła zarys męskiej sylwetki obok siebie. Zapewne był to Rafał. W półmroku nie mogła dostrzec jego zakrwawionej twarzy. Może to i lepiej, że ten widok został jej oszczędzony.
- Hej? - trąciła go lekko dłonią
- Asia? Wybudziłaś się już?
- Dokąd jedziemy? Jak długo? - w tym samym momencie otrzymała odpowiedź na drugie pytanie. Samochód zatrzymał się, a dźwięk silnika ucichł.
- Wiozą mnie na śmierć
- Za to że chciałeś mi pomóc?
- Naprawdę, nie żałuję, że zaryzykowałem. Dla ciebie było warto. To za ciebie teraz umieram. I jestem z tego dumny, że mogłem poświęcić swoje życie za twoje. Co prawda nie udało się uciec, ale... nie wybaczyłbym sobie, gdybym nie spróbował. Hej, siostra? Pamiętaj że to ciebie kochałem najbardziej na świecie.
- Bracie... Ja też cię kocham. Nie chcę cię tracić!
- Tak już musi być... Wybaczysz mi to porwanie? - zawahała się przez chwilę. Czasu do namysłu nie było wiele. Nagle pomieszczenie wypełniło światło. Któryś z porywaczy otworzył drzwi.
- Wybaczam – powiedziała cicho. Arek i Kuba pociągnęli go za nogi, nie zważając na jego ból, krzyki i błagania. Joasia zdała sobie sprawę, że widzi brata po raz ostatni. Serce zabiło mocniej, coś ścisnęło ją za gardło. Chciała wstać, zasłonić go swym ciałem, ale ból brzucha to uniemożliwiał. Nic nie mogła zrobić. Mariusz nie zamykał drzwi, chciał żeby patrzyła na śmierć Rafała. Znajdowali się gdzieś w lesie. Tak przynajmniej wywnioskowała, widząc pełno drzew dookoła. Mężczyźni podnieśli go z ziemi i pociągnęli go kilka kroków za sobą. Posłała swemu byłemu chłopakowi błagalne spojrzenie, lecz on tylko zaśmiał się szyderczo.
- Ty gnido! Porwałeś własną siostrę
- Niczym nie różnisz się ode mnie. To przecież była twoja dziewczyna – mruknął, z odwagą patrząc w oczy rywalowi.
- Zamknij się – w przypływie złości kopnął go w brzuch – Cały czas trzymam jeden front. Ty chciałeś być nie wiadomo kim, wymarzyło ci się być podwójnym agentem, zostać bohaterem. No to giń, bohaterze! Tak kończą zdrajcy! - Joasia zamknęła oczy i usłyszała strzał, a chwilę później trzask zamykanych drzwi. Nie trzeba było długo czekać, aby znów zabrzmiał warkot silnika. Przewróciła się na bok i skuliła w kłębek. Dotarło do niej, co się właśnie wydarzyło. Nie potrafiła powstrzymać łez. Nawet nie próbowała.

          Z każdą kolejną godziną ból fizyczny ustępował, jednak psychicznie Joasia była kompletnie rozbita. Stała się obojętna na swój los, brakowało jej chęci i motywacji do walki. Postanowiła biernie poddać się temu, co przygotował dla niej Mariusz. Zabójstwo, gwałt, pobicie czy jeszcze coś innego – to nie miało dla niej znaczenia. Czuła pustkę i totalny brak sensu całego jej życia. Nie potrafiła obrać konkretnego celu, do którego dążyłaby za wszelką cenę. W tej chwili taki dla niej nie istniał.
W nocy przekroczyli granicę. Przejechali Austrię i we wczesnych godzinach porannych wjechali do Włoch. Joasia oczywiście nie wiedziała o tym. Całkowicie straciła poczucie czasu. Myślała, że minęło kilka dni. W pewnej chwili samochód zatrzymał się, a drzwi zostały otwarte.
- Pobudka – rzucił Mariusz, wchodząc do środka – Najgorsze już za tobą
- Co jest? - mruknęła, podnosząc się do pozycji siedzącej
- Wysiadaj – nie czekając na jej reakcję złapał jej dłoń i pomógł wstać. Przemęczona, obolała i zdezorientowana podążała za nim. Trzymał ją mocno, aby nie mogła uciec. Zaprowadził ją do hotelu, zameldował się w recepcji, po czym udali się do pokoju. Puścił ją dopiero kiedy zamknął drzwi.
- O co chodzi? - spytała zaniepokojona. Nie miała pojęcia, co zamierza zrobić chłopak. Możliwości było wiele, każda z nich wydawała się być w mniejszym, bądź większym stopniu realna.
- Ogarnij się, weź kąpiel, zmień ubranie. Twoja podróż powoli dobiega końca – uśmiechnął się tajemniczo
- Myślę, że to nie będzie konieczne. Naprawdę, nie robi mi różnicy w co będę ubrana przed śmiercią – zmierzyła go wzrokiem. W odpowiedzi zaśmiał się głośno.
- Przed śmiercią? Co ty wygadujesz! Zaczynasz nowe życie.
- Nowe życie? - powtórzyła jak echo
- Wyjaśnię ci to później. A teraz naprawdę powinnaś zająć się sobą.
Bez słowa podniosła swój bagaż z podłogi i udała się z nim do łazienki. Co miał na myśli mówiąc o nowym życiu? Co on kombinuje? Wykluczył śmierć. Najbardziej realną opcją wydała się jej sprzedaż. Tak przecież robili z innymi kobietami. Dlaczego z nią mieliby tego nie zrobić?
W łazience spędziła niemal dwie godziny. Kiedy wyszła, wyglądała jakby przyjechała tutaj na wczasy, ubrana czysto i schludnie. Ani śladu po niedawnych przeżyciach. Jedynie na twarzy widać było zmęczenie, spowodowane długą i niewygodną podróżą. Na łóżku rzucał się w oczy talerz spaghetti postawiony na tacy.
- Nie jestem głodna – mruknęła. Mariusz wstał i popatrzył na nią groźnie.
- Musisz jeść. Bo inaczej nie będziesz miała sił do pracy.
- Sam sobie zjedz! - niewiele myśląc złapała garść makaronu i rzuciła nim prosto w twarz chłopaka. Trafiła idealnie, co wywołało niewielki uśmieszek na jej twarzy.
- Aśka – wycedził przez zęby, zlizując sos, który ochlapał jego wargi. Dziewczyna dotychczas nie odczuwała głodu, jednak na widok pokarmu jej organizm natychmiast zareagował. Zaburczało w jej brzuchu, a z ust pociekła ślina.
- Zamów mi pizzę – poprosiła, wycierając dłoń serwetką
- Jasne... - wywrócił oczami, jednak spełnił jej prośbę. Teraz musiał na nią uważać, aby swoim wyglądem i zachowaniem nie zniechęciła potencjalnego nabywcy. To dlatego z tych nędznych warunków w busie przeniósł ją do pokoju hotelowego.
--------
Następna część ukaże się jutro.

piątek, 12 października 2012

Nie ufaj nikomu cz. 5


- Rafał... - wyszeptała cicho Asia
- Przepraszam, nie chciałem. Siostra, wybacz – złapał ją za ramiona i spojrzał błagalnie prosto w oczy dziewczyny. Jakiś czas temu Mariusz zabrał ze sobą jej brata na kilka spotkań ze znajomymi. Kiedy dowiedziała się o działalności przestępczej swojego chłopaka, na myśl jej przyszło, że Rafał też może w tym maczać palce. Szybko jednak odrzuciła tę wersję wydarzeń, nie wierząc w winę brata. Myliła się. I to bardzo.
- Nie myślałam, że stać cię na coś takiego – mruknęła zawiedziona
- Potrzebowałem pieniędzy! Wiesz przecież, że rodzice mi nie dadzą ani grosza. Przecież mnie wydziedziczyli.
- To nie powód aby robić coś takiego – odwróciła głowę, aby nie utrzymywać kontaktu wzrokowego. Starała się być twarda, nieugięta. Ale mimo wszystko to był jej brat, do którego była tak bardzo przywiązana. Miała do niego słabość i wiedziała że prędzej czy później ulegnie. Chciała tylko jak najbardziej odwlec ten moment.
- Walczyłem o przetrwanie, rozumiesz? Do dzisiaj nie znalazłem pracy. Dawno umarłbym z głodu – wyjaśnił, licząc na jej wybaczenie. Pokiwała głową. Wiedziała, że jego sytuacja nie była łatwa, lecz nie miała pojęcia, że było aż tak źle. Szkoda, że nie przyszedł z tym do niej, na pewno coś by wymyśliła. Nie musiałby żyć kosztem tych biednych kobiet, które zostały porwane, wywiezione za granicę i sprzedane jak towar. Ciekawe jaki los potem je spotykał. Na pewno nie było łatwo, a traumatyczne przeżycia o sobie przypominały. Kto wie, może sama doświadczy tego na własnej skórze? Już teraz im współczuła, a to był dopiero początek.
- Co chcecie ze mną zrobić? - odezwała się po chwili milczenia. Rafał przysunął się bliżej niej i ściszył głos, aby mieć pewność że koledzy w kabinie nie usłyszą jego głosu.
- Coś ma się wydarzyć dzisiaj wieczorem. Kuba i Mariusz coś knują, ale nie mam pojęcia co. Nie powiedzieli mi, Arkowi też nie. Wiadomo tylko tyle, że jedziemy w głąb Niemiec.
- A potem? Nie zobaczę już Krakowa, prawda? - spytała ze łzami w oczach. Chłopak objął ją ramieniem i pogłaskał po włosach. Poczuła w sobie ciepło, rozchodzące się od serca po całym ciele, czuła jego miłość. Wiedziała już, że nie pozwoli jej skrzywdzić.
- Zobaczysz, obiecuję – szepnął jej do ucha i ucałował w czoło. Zamknęła oczy i zapomniała o całym niebezpieczeństwie, jakie nad nią wisiało. W ramionach brata czuła się bezpieczna. Mimo że nadszarpnął swój wizerunek w jej oczach, ufała mu bezgranicznie. Tylko na niego mogła teraz liczyć.

          Zatrzymali się nad ranem, gdzieś w lesie. Tam Joasia spędziła cały dzień, pilnowana na zmianę przez Rafała i Mariusza. Ten drugi wyjawił współpracownikowi swój plan. Jeszcze dziś, tego wieczora, dziewczyna miała zostać poddana aborcji. Nikt jej nie pytał o zdanie. Ba, nikt nawet nie raczył jej poinformować o planowanym zdarzeniu. Kuba i Arek poszli do miasta, aby pomóc lekarzowi w zorganizowaniu miejsca, w którym można byłoby przeprowadzić zabieg w tajemnicy przed światem. Mieli o nim wiedzieć tylko porywacze, ginekolog, Asia i jej nienarodzone dziecko. Rafał wiedział, że musi działać szybko, że zostało mu niewiele czasu. Nie mógł dopuścić do usunięcia ciąży siostry. Nie było to dla niego jakimś wielkim szokiem, ale jednak zaskoczyła go ta wiadomość. Dziewczyna żałowała, że zdążyła powiedzieć Mariuszowi o ciąży. Gdyby nic nie wiedział, jej dziecko byłoby póki co bezpieczne. Cała nadzieja w Rafale.
Ściemniało się, kiedy Kuba dał znać Mariuszowi, że wszystko jest przygotowane. Podał mu adres przez telefon, pod który udali się mężczyźni białym busem, w którym była Joasia.
- Przyprowadź ją do środka. Bądź ostrożny – powiedział Mariusz, poklepując go po ramieniu. Chłopak wziął głęboki oddech i poszedł do siostry. Wiedział, że lepszego momentu już nie będzie. Rozwiązał sznur i zaprowadził ją do kabiny.
- Spadamy stąd – mruknął, odpalając silnik – Zapnij pasy
- Dokąd jedziemy? - rozglądała się nerwowo dookoła, w obawie że Mariusz udaremni próbę ucieczki
- Gdziekolwiek. Byle jak najdalej, tam gdzie nas nie znajdą – depnął mocno w pedał gazu, że aż koła zabuksowały. Odjechali z piskiem opon. Zaraz po tym szef bandy wybiegł z lokalu i ujrzał daleko przed sobą, znikającego z pola widzenia, białego busa.
- Skurwysyn. Zabiję gnoja – wycedził przez zęby. Niewiele myśląc wziął kluczyki od samochodu lekarza i wsiadł do niego, aby ścigać uciekinierów. Zanim ruszył z miejsca, do pojazdu zdążył jeszcze wskoczyć Kuba, który nie pytając o nic, spełnił polecenie Mariusza.
Dopiero za miastem Rafał zwolnił, myśląc że udało im się uciec od porywaczy. Jednak cały czas za nimi jechało niebieskie volvo. Mariusz i Kuba dogonili ich w szybkim tempie i od tamtej pory nie spuszczali z oka. Czekali na dogodny moment. Kiedy rodzeństwo zjechało na mniej uczęszczaną drogę, momentalnie niebieski pojazd wyprzedził ich i zablokował im drogę. Rafał natychmiast wcisnął hamulec. Nim zorientował się w sytuacji, drzwi samochodu zostały otwarte, a ktoś pociągnął go na ziemię. Mariusz zaczął kopać go gdzie popadnie: po brzuchu, po nogach, po klatce piersiowej czy nawet po głowie. Z drugiej strony Kuba bez większych problemów złapał Aśkę i szybko obezwładnił ją. Zawołał szefa, który związał swoją dziewczynę i wrzucili ją z tyłu do busa. To samo uczynili z Rafałem.
- Jak się czujesz? - zapytała z troską Asia. Martwiła się o jego stan. Wyglądał naprawdę fatalnie. Krew lała się z rozciętego czoła, a oprócz tego z nosa. Chłopak z trudem łapał oddech i drżał z bólu. Praktycznie wszystko go bolało. Nie mógł się nawet poruszyć. Leżał bezwładnie, tak jak rzucili go Kuba i Mariusz.
- Fatalnie – wysapał, patrząc na siostrę – Przepraszam
- Próbowałeś. Ostatecznie mieliśmy do czynienia z cholernym draniem, to nie było takie proste – starała się go pocieszyć. Ani trochę nie bała się tego, co ją czeka. Nie myślała wcale o tym. Teraz najważniejszy był Rafał. Wiedziała, że po próbie ucieczki jest już spalony. Zapewne będą chcieli się go pozbyć. Obrażenia odniesione w wyniku „walki” z Mariuszem były zbyt poważne, aby był w stanie ponownie spróbować ucieczki albo się obronić. Koniec był bliski.

         Pół godziny później mężczyźni kładli ją na stole operacyjnym. Wiła się, szarpała, jednak oni byli zbyt silni. Nie miała najmniejszych szans na powodzenie, jednak za wszelką cenę, podejmowała desperackie próby ratunku.
- Doktorze, narkoza. Sama się nie uspokoi – powiedział do lekarza.
- Zostawcie mnie! Ja nie chcę! Proszę, błagam, dajcie żyć temu dziecku! Ono nie jest niczemu winne! - krzyczała, pomimo iż nie wierzyła, że słowa te mogą wpłynąć na porywaczy. Mariusz zatkał jej usta dłonią. Niewiele myśląc ugryzła go w palec.
- Ała, kurwa! - aż podskoczył, łapiąc się za krwawiącą ranę – Ty suko!
Ucieszyła się w duchu, mimo iż to tylko drobna, nic nie znacząca potyczka. W międzyczasie Kuba przytrzymał jej rękę. Poczuła ukłucie. Stawała się coraz słabsza, powoli traciła kontakt z rzeczywistością.
- Nie zrobicie tego – wyszeptała, walcząc z powiekami
- Ależ zrobimy – usłyszała kilka głosów. Nie była w stanie ich rozpoznać. Zamknęła powieki i odpłynęła gdzieś daleko. Kiedy wróci, będzie cierpieć bardziej niż dotychczas.
--------
Następna część ukaże się jutro.