poniedziałek, 31 grudnia 2012

Szkoła policyjna cz. 21

          Jej telefon został zlokalizowany około pięć, siedem kilometrów na północ od Szczytna. Mężczyźni wrócili do ośrodka, aby poinformować dziewczyny o dalszym planie działania. Postanowili iść tam we dwójkę, pomimo że zajmie to dobre dwie godziny. Chcieli natychmiast sprawdzić ten trop, a o tej porze nie jechał w tamtą stronę żaden autobus. O pożyczeniu samochodu nie było mowy, bo od kogo? Poprosili o cierpliwość, życzyli dziewczynom spokojnej nocy i ruszyli w drogę. Ale jak można być spokojnym, kiedy nie wiadomo co działo się z ich przyjaciółką? Tej nocy na pewno nie zasną, póki nie dowiedzą się czegoś na ten temat.
Maszerowali długo w milczeniu, prowadzeni nadzieją odnalezienia dziewczyny. Żaden z nich nie odczuwał bólu, strach na to nie pozwalał. Bali się tego, co mogą tam zobaczyć. A może nic takiego? Może tam jest tylko jej komórka, a ona jest w zupełnie innym miejscu?
Dochodziła dwudziesta trzecia, kiedy dotarli na miejsce. Już z daleka wiedzieli, że coś się wydarzyło Długi ciąg samochodów ze zgaszonymi silnikami, niektórzy kierowcy czekali w środku, niektórzy wyszli na papierosa, a jeszcze inni udali się w niewiadomym kierunku. Maciek zaczepił jednego z palących, aby uzyskać trochę informacji.
- Co tam się stało? Wypadek jakiś?
- Podobno. Droga zablokowana, nie ma nijak przejechać, a objazdu też nie ma... - machnął ręką zrezygnowany
- Ranni, jakieś ofiary?
- Podobno są. Ale to musisz pan pogadać z policjantem, tam hen daleko na początku kolejki.
- Dziękuję – rzucił, szybkim krokiem ruszając we wskazanym kierunku. Razem z Sebastianem mijali kolejne samochody, coraz bardziej drżąc z niepokoju. Serce waliło mu jak oszalałe. Jeszcze nigdy tak się nie bał. Zapewne dlatego, że jeszcze nikogo tak bardzo nie kochał jak ją. Nigdy nie pogodzi się z myślą, że coś jej się stało, że może już nigdy jej nie zobaczyć... W duchu zaczął się modlić, aby z tego wyszła. Nie wiedział jeszcze co jej jest, ale wkrótce ta wiadomość spadnie na niego jak grom z jasnego nieba. I będzie musiał przyjąć to na klatę, od tego uczucia nie można uciec.
Przedarli się przez niewielki tłum gapiów, stworzony zapewne przez kierowców, którzy zostawili opuszczone samochody gdzieś w korku. Idealna okazja dla złodziei – przemknęło brunetowi przez myśl. Oboje przeszli pod taśmą jak gdyby nigdy nic, zapominając że są na nieswoim terenie. Nie umknęło to uwadze mundurowego, który pilnował gapiów, aby ci nie przedarli na zabezpieczane właśnie miejsce wypadku.
- Panowie, tu nie wolno wchodzić!
- Spokojnie, my jesteśmy swoi – powiedział, wyciągając z kieszeni odznakę. Posterunkowy pokiwał głową. - Kto tu dowodzi?
Wskazał im na mężczyznę ubranego po cywilnemu, opierającego się o maskę radiowozu.
- Dobry wieczór, aspirant Wieliński ze Zgorzelca i starszy aspirant Krubiński z Wrocławia.
- Witam. Czego panowie tutaj szukają? - odwrócił się w ich stronę
- Jesteśmy na szkoleniu w Szczytnie. Nasza koleżanka gdzieś zniknęła, jej telefon przed godziną znajdował się właśnie tutaj.
- Rozumiem. Jak wyglądała?
- Taka drobna blondynka, szczupła, niewysoka, długie włosy...
- Chyba była pasażerką tego auta – wskazał na wrak pod drzewem. Pozostałości samochodu wyglądały makabrycznie. - Nie znamy jeszcze przyczyny wypadku, wiemy tylko że samochód zderzył się czołowo z tirem. Kierowca Fiata zginął na miejscu, natomiast przed kilkoma minutami wyciągnięto dziewczynę. Utknęła we wraku, zanim udało się ją wydobyć, straciła wiele krwi.
- Ale żyje? - zapytał Maciek, z niepokojem spoglądając na bladą twarz kolegi.
- Tak
- Do którego szpitala ją przewieziono?
- Właśnie zamierzam tam jechać, chcę przesłuchać kierowcę tira. Jeśli chcecie, możecie zabrać się ze mną
- Dziękujemy – odparł, otwierając tylne drzwi radiowozu. Jako pierwszy wsiadł Sebastian, chwiejąc się lekko na nogach. Czuł się nie najlepiej po tym co usłyszał. Nadal nie wiedzieli jak się znalazła aż tutaj i do tego w samochodzie oraz kim jest mężczyzna, ale nie to było teraz najważniejsze. Obaj martwili się o stan zdrowia Joasi.
Okazało się, że dziewczyna ma wiele urazów wewnętrznych i jest operowana. Walczyła o życie. Maciek zadzwonił do Marty, by podzielić się z nią wszystkimi wiadomościami. Brunet zamierzał poczekać z przyjacielem do końca operacji, a potem zamierzał wrócić do Szczytna. Przecież obaj nie mogą tu siedzieć. Kiedy o czwartej nad ranem przewieziono dziewczynę do sali pooperacyjnej, Maciek pożegnał się z Sebastianem i udał się na dworzec autobusowy. Wsiadł do pierwszego autobusu, który zaczynał kurs około piątej. Obiecał, że porozmawia z komendantem na temat tygodniowego zwolnienia z uczestnictwa w zajęciach. Jeśli się nie uda, Sebastian będzie musiał natychmiast wrócić lub zrezygnować ze szkolenia.

- Ale jesteś pewien, że ci się uda? - dopytywała się Marta, kiedy mężczyzna przedstawił jej swoje zamiary. Po tym jak przyjechał wziął szybki prysznic, przebrał się i wypił przygotowaną przez dziewczynę kawę. Musiał doprowadzić się do stanu używalności chociaż na te kilka minut, żeby przekonać komendanta.
- Trzymaj za mnie kciuki – wziął głęboki oddech, niespodziewanie pocałował ją w policzek i wyszedł
- Dzięki za kawę – rzucił w drzwiach. Nie, nie był zdenerwowany nadchodzącym spotkaniem. Ale nie był też przesadnie pewny siebie. Wiedział, że może się udać, jeśli sięgnie po odpowiednie argumenty. Miał asa w rękawie. Ale czy ten as nie okaże się fałszywką? Czas się przekonać.
Opowiedział mu o przebiegu wczorajszego wieczoru i całej nocy, streszczając opowieść do maksimum. Właściwie zawierała ona tylko najistotniejsze wydarzenia. Komendant stał zwrócony twarzą do okna i wpatrywał się w martwą naturę w oddali, wysłuchując bruneta.
- Tydzień... - powtórzył jak echo
- No może trochę więcej... Dopóki jej stan się nie poprawi, jak nie będzie musiał już przy niej siedzieć cały czas. Jego żadna siła stamtąd nie oderwie, prędzej rzuci ten kurs w cholerę!
- Szkoda żeby nie ukończył, to już ostatnia prosta... 5 miesięcy zmarnowane... - mruknął zamyślony
- Dokładnie, on na pewno zda egzaminy końcowe, nawet jeśli miałby opuścić wszystkie zajęcia do końca szkolenia – zapewnił, podnosząc się z fotela. Czekał na ostatni moment, żeby użyć najmocniejszego argumentu. Jeśli jest tak jak myśli, to zwali go z nóg, na pewno przyniesie skutek.
- Ale raz już potraktowałem go ulgowo. Nie powinienem robić tego po raz drugi.
- Panie komendancie, to wyjątkowa sytuacja! On ją kocha. Proszę postawić się na jego miejscu. Rzuciłby pan wszystko, żeby być przy swojej żonie, prawda? - spojrzał na niego błagalnie, udając wzruszonego postawą Sebastiana. Trochę musiał zagrać teatralnie, to miało pomóc w przekonaniu mężczyzny.
- Rzuciłbym – powiedział cicho – Dobrze. Dobrze, ale tylko on. I jak nie zda egzaminów, to ciebie także obleję, jasne? - pogroził mu palcem w żartach
- Tak jest!

          Joasia powoli odzyskiwała siły i wracała do zdrowia. Kiedy się obudziła, Sebastian do Szczytna jeździł tylko na zajęcia, a pod koniec lutego tylko na egzamin. Nie zważał na koszty. Najważniejsze dla niego było, aby każdą wolną chwilę spędzić z ukochaną. Nadszedł czas rozstania. Joasia miała zostać przetransportowana do szpitala w Rzeszowie, natomiast Sebastian miał stawić się we Wrocławiu na komendzie wojewódzkiej, w sprawie swojego awansu.
Po ostatnich słowach, jakie zamienił z Asią, wyszedł z sali, zacisnąwszy zęby. Chyba mu serce pęknie. Obrócił się jeszcze, spoglądając na nią przez otwarte drzwi. Oboje byli przekonani, że widzą się po raz ostatni... Obiecali sobie utrzymywać kontakt, ale telefonicznie czy przez internet to jednak nie to samo.

         Następnego dnia we Wrocławiu czekała go miła niespodzianka. Najmilsza, jaka chyba mogła go spotkać tego dnia, w urodziny. Dostał awans, ale nie to cieszyło go najbardziej. Nie mógł opisać tej fali radości, jaka uderzyła w niego, kiedy usłyszał od komendanta że zostaje przeniesiony do Rzeszowa. Będzie przy niej! Będzie blisko! A jeśli zgodzi się dać mu szansę, uczyni go najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi.
--------
I tak kończy się szesnaste, ostatnie już w tym roku opowiadanie. Jest to 302-gi scenek w tym roku, co uważam za rewelacyjny wynik - ponad dwukrotnie lepiej niż w roku 2010 i o 126 scenków więcej niż w roku 2011. Na początku nie spodziewałem się, że będzie ich aż tyle. Cóż, poprzeczka na przyszły rok poszła wysoko. Z okazji Nowego Roku życzę wam wszystkim, ale także i sobie wszystkiego dobrego, spełnienia marzeń, pomyślności i żeby było lepiej niż dotychczas!

A co dalej, po tym opowiadaniu? Niektórzy może już wiedzą, może zobaczyli, a jeśli nie, to się dowiedzą jutro.

Na koniec garść statystyk na koniec roku:

2010
2011
2012
razem
scenki
150
176
302
628
opowiadania
12
16
16
44
najdłuższa passa scenków dzień po dniu17 (16 dni)7 (7 dni)62 (60 dni)
-

- 13 maja ukazał się pierwszy scenek na blogu przeniesionym na serwis blogspot, od tamtej pory ukazały się 174 scenki
- Moim zdaniem najlepszymi trzema krótkimi opowiadaniami były:
1. Na rozstaju dróg (9 - 27.07.2012)
2. Prawdziwe małżeństwo (10 - 25.08.2011)
3. Niepoczytalny zabójca (27.02 - 27.03.2011)
Pod tym względem nic się nie zmieniło od ostatnich statystyk - spod scenka nr 600 (23.11.2012)
- Najdłuższe opowiadanie (oprócz "serii") - "Tak zwane życie" składało się z 24 części
- Najdłuższa przerwa w historii bloga nastąpiła od 19.01.2011 do 29.01.2011 (10 dni) i spowodowana była brakiem internetu
- najwięcej scenków w jeden miesiąc ukazało się w styczniu 2012 (31)
- na blogu ukazało się 628 scenków, z czego: 
od 12 lutego 2010 do 12 lutego 2011 - 165 scenków
od 12 lutego 2011 do 12 lutego 2012 - 204 scenki
od 12 lutego 2012 do 31 grudnia 2012 - 259 scenków
- blog istnieje już 1053 dni
- po przeniesieniu komentarzy z onetu do scenków sprzed 13 maja 2012, na blogu jest 4153 komentarze, a od momentu przeniesienia blog odwiedzony został 65213 razy

niedziela, 30 grudnia 2012

Szkoła policyjna cz. 20


- Powinna już być, co? - spytała zaniepokojona Marta, podnosząc się do pozycji siedzącej. Ania nawet nie zauważyła, że upłynęła już niemal godzina od jej wyjścia. Jakiekolwiek obawy nie były bezpodstawne – Joasia zapowiedziała przecież że wróci dobre kilka minut temu! Gdzie mogła być? Wybrała się do klubu czy do baru? Na pewno by zadzwoniła, że przyjdzie później. Ale nie, najpierw by wróciła, aby dać tabletki Marcie. Coś musiało się stać. Obie sprawdziły jeszcze swoje telefony, ale nie miały żadnej wiadomości od przyjaciółki.
- Sebastian, kontaktowała się z wami Aśka? - zapytała Ania, wtargnąwszy do sąsiedniego pokoju. Mężczyźni grali w szachy, dyskutując właśnie o możliwych powodach rezygnacji Rafała.
- Nie, dlaczego pytasz?
- Wyszła około godzinę temu na spacer. Przy okazji miała pójść do apteki po jakieś tabletki, bo Marta źle się czuje – wyjaśniła, nerwowo bawiąc się palcami
- No tak, to do niej nie podobne żeby bez słowa znikała na dłużej – stwierdził po chwili, wymieniając spojrzenie z Maćkiem – Dobrze, zaraz pójdziemy jej poszukać. Wracaj do siebie, a jak coś będziemy wiedzieć to przyjdziemy albo zadzwonimy.
- Dzięki – pokiwała głową i odeszła. Dopiero przy drzwiach zwróciła uwagę na nieobecność Rafała. Zapytawszy o niego, powiedzieli jej o wszystkim, co usłyszeli od komendanta. Od razu domyśliła się, że to przez nią. To ona jest powodem, dla którego zrezygnował z dalszego szkolenia. Nie umiał żyć obok niej, gdy go odtrąciła.
- Cholera, że też nie mógł poczekać jeszcze z miesiąc – mruknęła pod nosem, idąc przez korytarz. Czuła się podle. Pomimo że to nie była jej wina, czuła że mogła zrobić coś lepiej, uniknąć obecnej sytuacji. Ale co? Analizowała swoją postawę przez cały dzień i nigdzie nie mogła doszukać się błędu. Każdy by tak postąpił. A może właśnie błędem jest rozdrapywanie tej sprawy i zadręczanie się? Zamiast powiedzieć sobie „trudno, niestety nic do niego nie czuję, musi znaleźć sobie inną kobietę” ona na siłę próbowała znaleźć sposób, aby go uszczęśliwić. Na chwilę obecną istniała tylko jedna możliwość, dać jego sercu trochę ciepła i miłości. Ale ona nie mogła tego mu ofiarować, dlatego cały czas bezskutecznie szukała odpowiedzi na pytanie „Jak uchronić go od cierpienia?” To jednak było niemożliwe, jedyne co mogła zrobić to usunąć się w cień, nie przypominać o sobie. Czas zagoi rany... ale blizny i tak pozostaną.
- I co?
- Nic nie wiedzą. Pójdą jej szukać, nie wiem, może skręciła kostkę i nie jest w stanie iść czy coś podobnego? Zobaczymy co powiedzą jak wrócą – usiadła na łóżku, oparła się o ścianę i podciągnęła kolana pod brodę. Trudno było nie zauważyć, że czymś się przejmuje. Marta westchnęła ciężko, szczelniej przykrywając się kocem. Problemom nie było końca.

          Uderzenie nie było mocne, dość szybko się ocknęła. Zorientowała się, że jedzie w jakimś samochodzie. Przez przymknięte powieki starała się dostrzec w lusterku twarz kierowcy. Chciała udawać, że jeszcze nie odzyskała przytomności. Lecz kiedy się poruszyła, mężczyzna natychmiast to zauważył. Cały jej plan legł w gruzach.
- Jak się miewa moja księżniczka? - zaśmiał się szyderczo
- Nie jestem księżniczką, a już tym bardziej nie twoją!
- Po co te nerwy? Złość piękności szkodzi, a chyba ci zależy żeby podobać się facetom, co?
- No właśnie nie bardzo wiem czy chcę się podobać. Wolałabym, żebyś nigdy nie mógł pomyśleć, że jestem piękna i chciałbyś mnie mieć – zamilkła, rozglądając się dookoła. Szans na obezwładnienie napastnika nie było. Ani promyczka nadziei. Miała związane ręce, co utrudniało jakiekolwiek czynności. Nagle w jej głowie zrodził się pewien pomysł... Dość szalony, ale to chyba jedyna szansa, aby uciec. Wiedziała co ją czeka. To dodało jej odwagi. Chociaż spróbuje. Może się uda? W ciemności, w lesie, nie powinien jej znaleźć. Znajdzie dobrą kryjówkę, przeczeka, a kiedy będzie już bezpieczna, wróci. Ale... nie miała pojęcia jak daleko jest od Szczytna. Cóż, może znajdzie się jakiś miły kierowca, który zgodzi się ją podwieźć.
- Nie chcesz być piękna? Hmm, da się załatwić. Zabawię się z tobą, a kiedy skończę to zrobię ci operację plastyczną pięknym, błyszczącym ostrzem noża. Co ty na to? - odwrócił się do niej, nie patrząc na drogę.
- Odwróć się – powiedziała wystraszona. Samochód właśnie zjeżdżał na przeciwległy pas ruchu.
- Tak bardzo boisz się mojej twarzy? To dobrze.
- Jedziesz na czołówkę z tirem, idioto!
- Przestań mnie nabierać – pokręcił głową, uśmiechając się kpiąco. Nie wierzył w ani jedno jej słowo, mimo że mówiła prawdę. Odwrócił się dopiero gdy usłyszał klakson nadjeżdżającego z naprzeciwka samochodu. Chciał go ominąć, lecz za późno rozpoczął manewr. Joasia zakryła głowę rękoma i wtuliła się w siedzenie. W chwili zderzenia ogromna siła rzuciła ją na bok. Słyszała dźwięk tłuczonego szkła, gniecionej blachy i pisk opon. Zamknęła oczy, poczuła nagle silny ból po prawej stronie brzucha. Była ranna? Bardzo prawdopodobne. Dyszała ciężko, próbując się poruszyć. Utknęła. Słyszała różne głosy, jednak nie mogła zobaczyć do kogo one należą. Z każdą chwilą była coraz słabsza, powieki stawały się coraz cięższe. Ostatnie spojrzenie rzuciła w kierunku siedzenia kierowcy. Dostrzegła zakrwawioną głowę Marcina na kierownicy. Otworzyła usta, chcąc złapać oddech. Przychodziło jej to z coraz większym trudem. Zamknęła oczy i odpłynęła. Straciła przytomność.

- Cholera, gdzie ona się podziewa?! - denerwował się Sebastian
- Uspokój się. Tak sama z siebie by nie zniknęła.
- Martwię się o nią, rozumiesz? Kochałeś kogoś? Martwiłeś się o tą osobę?
- Wiem jak to jest. Dopóki miałem kogo kochać – westchnął smutno
- Tylko mi nie mów, że ty też do niej...
- Przerabialiśmy już to. Wszystko sobie wyjaśniliśmy, tak? Z mojej strony nic się nie zmieniło. Mówiłem teraz o mojej byłej.
- Tędy powinna wracać – stwierdził, zmieniając temat – Patrz uważnie...
- Tak, tak, tak, robię to cały czas. Nie musisz przypominać mi co dziesięć sekund – rzucił poirytowany – Nie, to nie ma sensu!
- Teraz to ty się uspokój – upomniał go. Dobrze że byli we dwóch. Kiedy jeden tracił panowanie nad sobą, drugi sprowadzał go na ziemię. Maciek zdał sobie sprawę, że w ten sposób jej nie znajdą. To było jak szukanie igły w stogu siana. Mogła być wszędzie, równie dobrze kilka kroków przed nimi, jak i dobre kilka kilometrów stąd. Wyciągnął telefon i wybrał numer do swojego kolegi z Wrocławia.
- Cześć Marek. Słuchaj... musisz mi pomóc. Nasza koleżanka gdzieś zniknęła i trzeba ją namierzyć... Dzięki, zaraz przyślę ci numer smsem.
- A co jeśli nie ma telefonu przy sobie? - wykrztusił Sebastian, nie spodziewając się takiego kroku ze strony kolegi
- Cóż... trzeba chociaż spróbować... i nie tracić nadziei
--------
Już jutro ostatnia część opowiadania.

sobota, 29 grudnia 2012

Szkoła policyjna cz. 19


          Z samego rana dziewczyny wróciły do swojego pokoju, gdzie siedziała już Ania. Od rozmowy z Rafałem nie mogła przestać myśleć o nim. Wyobrażała sobie, jak mogłaby wyglądać ich wspólna przyszłość. Upewniła się tylko, że to niemożliwe. Ten związek niszczyłby nich oboje. Ją, ponieważ musiałaby żyć u boku mężczyzny, którego nie kocha, mogąc co najwyżej pomarzyć o przeżyciu prawdziwej miłości, z zazdrością patrzeć na inne pary, i jego, dlatego że nigdy nie otrzymałby odwzajemnienia tego uczucia, czekając na to w nieskończoność coraz bardziej popadałby w rozpacz czy obłęd. Nie mogli być razem. To zupełnie nie miało najmniejszego sensu.
Później udali się na zajęcia. Najpierw teoretyczne, potem ćwiczenia praktyczne. Nikt nie zauważył nieobecności Rafała, dopóki chłopacy nie wrócili do pokoju.
- A gdzie Rafik? Mógłby skoczyć po piwo – mruknął Sebastian, rzucając się na łóżko.
- Pewnie zaraz przyjdzie.
Czekali. Pięć, dziesięć, trzydzieści minut. Ich współlokator nadal się nie pojawił. Z pewnością zachowaliby spokój, gdyby nie to, że na jego łóżku było nienaturalnie czysto. Od września tylko raz widzieli tak wysprzątane i równo rozłożone nakrycie – kiedy wyjeżdżali na święta do domu. Rafał nigdy nie przywiązywał wagi do ścielenia łóżka. Wyglądało na to, jakby nie zamierzał korzystać z niego przez dłuższy czas, co wydało się im podejrzane. Maciek otworzył z rozmachem jedną z jego szafek i... pusto! Nie było tam niczego, nawet dziurawej skarpetki. Zabrał wszystko. Ale dokąd? Zajrzeli pod łóżko. Czarnej podróżnej torby Rafała też tam nie było. Wyjechał? Wymienili się uwagami, ostatecznie postanawiając, że trzeba to zgłosić. Po dłuższych negocjacjach z sekretarką, która nie przyjmowała żadnych argumentów, lecz ostatecznie uległa, udało im się dostać do gabinetu komendanta. Mężczyzna podniósł wzrok znad papierów, kiedy usłyszał otwierające się drzwi.
- My nie zajmiemy dużo czasu – zaznaczył na wstępie brunet
- W porządku, to nie jest aż takie pilne, może poczekać. Może usiądziecie? - zaproponował, wskazując na krzesła. Spojrzeli na siebie porozumiewawczo. Nie przyszli tu na kawę i pogaduchy, sprawa nagłego zniknięcia Rafała wyglądała dość tajemniczo. Mieli nadzieję, że komendant coś będzie wiedział, w końcu jeśli wyjechał to nie mógł tego zrobić tak po prostu, musiał to zgłosić.
- Nie, dziękujemy
- A więc co was do mnie sprowadza? Mniemam iż nie przychodzicie tu bez powodu – wstał, gdyż czuł się trochę niezręcznie podczas gdy siedział, a jego goście stoją. Podszedł do okna, jak to miał w zwyczaju kiedy na coś czekał, w trakcie rozmów zwykle chodziło o odpowiedź, tak jak i teraz. Obserwował przejeżdżające od czasu do czasu samochody, oglądał krajobraz w oddali, jednocześnie zachowując uwagę, by usłyszeć rozmówcę. Pomagało mu to w oczekiwaniu, zwiększało jego cierpliwość. Poza tym, obserwowanie martwej natury wyciszało go wewnętrznie, pozwalało się uspokoić i opanować emocje.
- Chodzi o Rafała, naszego współlokatora...
- Od rana go nie widzieliśmy, a przed chwilą spostrzegliśmy, że nie ma także jego rzeczy – dokończył Maciek. Komendant pokiwał głową i pogładził się po brodzie.
- Więc nic nie wiecie, tak?
- Co mamy wiedzieć? - nie ukrywali swojego zdziwienia. Mężczyzna westchnął ciężko i odwrócił się w stronę młodych. Był niemal pewien, że Rafał pożegna się ze swoimi współlokatorami, lecz widocznie tak bardzo mu się spieszyło, iż nie mógł na nich poczekać. Pozostało mu przekazać tę smutną wiadomość.
- Wasz kolega złożył dzisiaj u mnie pisemną rezygnację. Sprawy osobiste, nie wnikałem. Musiałem zaakceptować jego decyzję, nie mogłem zostawić go tutaj siłą. Życzyłem mu powodzenia, mam nadzieję że wszystko mu się ułoży... Szkoda że musiał wyjechać, świetnie się spisywał, był jednym z najlepszych. Nie brakowało tak wiele, jeszcze tylko miesiąc...
- Dziwne... nic nie wskazywało na to, żeby miał jakieś kłopoty – rozmyślał głośno Sebastian
- Może to spadło na niego tak nagle? Albo dobrze się maskował i nic nie zauważyliśmy. No nic, dziękujemy za informację
- I przepraszamy za najście – po chwili zniknęli za drzwiami. Sprawa wyglądała bardzo dziwnie, lecz co można było z nią zrobić? Komendant westchnął ciężko, siadając przy biurku. A może za rok czy dwa ten chłopak dostanie kolejną szansę i tym razem nic nie przeszkodzi w jej wykorzystaniu. Bez wątpienia na to zasługiwał.

          Joasia uwielbiała wieczorne spacery w świetle księżyca. Zaproponowała Ani, aby się z nią przeszła, lecz ta od samego rana nie była w najlepszym humorze. Siedziała jakaś taka zamyślona, nieobecna, ani razu się nie uśmiechnęła. Blondynka nie chciała jednak naciskać na przyjaciółkę. Jeśli będzie potrzebowała rozmowy, zechce się komuś wygadać, na pewno to zrobi. Ma świadomość że przyjaciele są blisko, że może w każdej chwili się do nich zwrócić. Nigdy jej nie odmówią.
Chciała poprosić Martę, ale ona nie czuła się najlepiej tego wieczora. Być może coś podczas obiadu jej zaszkodziło.
- Ktoś jeszcze jadł te pomidory? - zapytała, starając się zidentyfikować przyczynę
- Chłopaki nie, wy też nie... oprócz mnie to chyba tylko nieliczne osoby, może dwie, trzy.
- Cholera, to pewnie od tego. No cóż, poleżysz i przejdzie.
- Asiu, może zajdziesz po drodze do apteki, co? Bardzo cię proszę... - mówiła, spoglądając błagalnie na dziewczynę. W odpowiedzi pokiwała głową.
- Kupię ci coś na ten brzuch. Dobra, to ja idę. Za pół godziny jestem z powrotem. Aniu, jakby coś się działo, opiekuj się nią.
Nie miała pojęcia, że jest obserwowana. Nie zauważyła nic podejrzanego. Zresztą, nawet się nie specjalnie przejmowała myślą, że mogłoby się coś stać. Istotnie, taka myśl przez chwilę przeszła jej przez głowę, przecież nigdy nic nie wiadomo i wszystko może się zdarzyć, więc nie ma czym się przejmować. Jeśli człowiek cały czas zwracałby uwagę na potencjalne, nawet najdrobniejsze zagrożenia, przegapiłby wiele pięknych momentów w swoim życiu, które naprawdę są warte przeżycia.
Napastnik czekał na odpowiedni moment. Miał kilka w miarę dobrych sytuacji do ataku, jednak musiałby działać szybko, jeśli miałoby to się zakończyć powodzeniem. Chciał poczekać na stuprocentową sytuację. Taką, w której Joasia nie miałaby żadnych szans, aby uciec. Był gotów nawet poczekać jeszcze dzień lub dwa, byle tylko nie narażać planu. Zadawał sobie sprawę z faktu, że jeśli pierwszy atak będzie nie udany, dziewczyna będzie znacznie ostrożniejsza, co zdecydowanie zmniejszyłoby szanse na uprowadzenie blondynki.
Cierpliwość się opłaciła. Wracając z apteki, skręciła w boczną, mało uczęszczaną o tej porze alejkę, która nie była oświetlona. Na to czekał! Idealna okazja! Powoli przyspieszył kroku, zmniejszając dystans do niej. Szła spokojnym, spacerowym krokiem, nieświadoma zagrożenia. Podniosła głowę w górę, aby choć przez chwilę popatrzeć na gwieździste niebo. Uśmiechnęła się na ten widok, a wtedy poczuła ból w tylnej części głowy. Szybko ją zamroczyło, upadła na ziemię. To on. Zaatakował ją. Schylił się, aby wziąć dziewczynę na ręce.
- Mówiłem, że będziesz moja. Mówiłem... - szepnął, nie mogąc się doczekać chwili kiedy znajdzie się sam na sam z nią w swojej kryjówce. Nikt ich tam nie znajdzie. Nikt jej nie pomoże. Wiedział co z nią zrobi. Co wieczór wyobrażał sobie przebieg tego spotkania. Aż w końcu ułożył w swojej głowie scenariusz. Zapragnął go zrealizować. Był już o krok, pozostało tylko przewieść Asię do kryjówki.
--------
Droga Karolino, zwykle piszę scenki na bieżąco. Rzadko zdarza się, że dodaję wcześniej przygotowaną część.
Natomiast co do Ani i Rafała... mogę zdradzić, że nie będą parą. Wkrótce wszystko będzie musiało się wyjaśnić - do końca już tylko dwie części.
I tak o to w samej końcówce roku, w trzecim od końca dniu, dobiliśmy do trzysetnego scenka w 2012 roku! Z tej okazji chcę podziękować wszystkim czytelnikom, za to że byli ze mną przez ten czas i czytali opowiadania. I oby tak pozostało ;)
Przedostatnia część opowiadania ukaże się jutro.

piątek, 28 grudnia 2012

Szkoła policyjna cz. 18

- A co wy tacy poobijani? - spytał zdumiony Rafał, kiedy kilka minut później Marta przyprowadziła opatrzonych chłopaków. Usiedli na łóżku, podczas gdy dziewczyna opowiadała całą historię z jej perspektywy, pomijając tylko przyczynę bójki. Uznała, że to nie jej sprawa i nie powinna decydować kto będzie o tym wiedział, a kto nie. Wszystko zależy od Sebastiana, jeśli zechce, to powie, a jeśli uzna że lepiej to przemilczeć, tak zrobi. Kiedy wyszła, wyjaśnił Rafałowi motywy działania i pobudki, które nim kierowały. Minęło zaledwie kilka minut od tego zdarzenia, a już cała trójka potrafiła się z niego śmiać.
- Tak, to było głupie – przyznał Sebastian, kiedy wróciła mu powaga – Ale najważniejsze, że już wszystko sobie wyjaśniliśmy, co nie?
- No pewnie – poklepał go po plecach. Rozmowę przerwał im krzyk jednej z dziewczyn, dochodzący z sąsiedniego pokoju. Zerwali się niemal równocześnie jak na komendę. Wbiegli do pokoju, aby sprawdzić co się stało. Wszystkie stały blisko siebie na jednym łóżku i z niepokojem patrzyły w stronę okna.
- Co się stało? - zapytał Maciek, który jako pierwszy tam dotarł. Jedna z nich wskazała na podłogę w okolicy okna. Brunet podszedł, przykucnął i rozejrzał się dokładnie. Pod firanką leżał jakiś szary przedmiot. Zmarszczył czoło i wyciągnął ku niemu rękę. Przysunął go bliżej siebie, aby zobaczyć go lepiej w świetle lampy.
- Szczur. Zdechły – rzucił po chwili zastanowienia. Sebastian odetchnął z ulgą, za to Rafał zaśmiał się szyderczo.
- I z tego powodu taka afera? Małego szarego gryzonia się boicie? - rzekł kpiąco. Dziewczyny nie zareagowały na zaczepkę, za to odpowiedział mu Maciek.
- Oj Rafik, Rafik – pokręcił głową – Natura ludzka taka już jest, że każdy się czegoś boi. Nawet największy twardziel odczuwa przed czymś lęk. I w większości przypadków jest to niezależne od naszej woli.
- A jeśli naprawdę niczego się nie boi?
- To znaczy, że nie ma uczuć – zakończył, łapiąc szczura za ogon. Wyniósł go z pokoju. Dziewczyny nie chciały wiedzieć co się z nim stanie. Wolały w ogóle go nie spotkać. Kiedy mężczyzna przechodził obok łóżka, trzymając gryzonia w ręku, przysunęły się do samej ściany. Stanęły niepewnie na podłodze. Coś szeptały sobie na ucho, lecz nic nie powiedziały na głos, dopóki nie wrócił brunet.
- Nie będziemy tu spały – oznajmiła Ania – Nie dzisiaj
- Dobrze, przenocujecie u nas, a my tutaj – odparł szybko Sebastian, nie pytając o zgodę współlokatorów. To jednak wydawało się być jedynym sensownym wyjściem. Co innego mogli zaproponować, aby poczuły się pewniej i bezpieczniej? Chyba jednak mogli, gdyż nie przystały na tę propozycję.
- A co jeśli u was też będzie jakiś szczur?
- Mieszkaliśmy tu przez cztery miesiące i nic się nie działo. A że raz się przydarzyło i akurat w waszym pokoju, nie znaczy że musi być w innych pokojach. No cóż... - podrapał się po brodzie – Macie jakiś pomysł?
- No może byśmy tak... w szóstkę... w jednym pokoju – zaproponowała nieśmiało Joasia. Maciek spojrzał porozumiewawczo na swoich towarzyszy.
- No dobrze – westchnął, spodziewając się trudnej nocy. Ale czego to mężczyzna nie zrobi dla kobiety w potrzebie? Zawsze tracili dla nich głowę... Kiedyś płeć piękna doprowadzi ich do zguby...
Po przeniesieniu potrzebnych rzeczy z pokoju dziewczyn do pokoju obok, chłopacy udostępnili kobietom swoje łóżka. Sebastian rozłożył swoją pościel pod oknem, Rafał na środku pokoju, a Maciek znalazł miejsce pod ścianą, obok drzwi. Kiedy już wszyscy kładli się spać, Joasia odchyliła kołdrę i spojrzała zachęcająco na Sebastiana.
- Ale że...
- No co? Udostępniłeś mi łóżko, a sam poszedłeś na niewygodną podłogę. Nie chcę cię aż tak bardzo wykorzystywać. Chodź, jakoś się zmieścimy – wyjaśniła, czekając aż do niej dołączy. Natychmiast podniósł się z podłogi i położył się na skraju łóżka, okrywając się swoją kołdrą. Nikt nie wiedział, że już raz spali razem, kiedy u niej, w Rzeszowie, Sebastian wracając z łazienki pomylił pokoje i położył się w jej łóżku. Dlatego nie czuli się teraz skrępowani, pomimo zdziwionych czterech par oczu skierowanych w ich stronę. Nie przeszkadzało jej to, że musi dzielić z nim łóżko. Nie chciała żeby przez nią źle spał, dlatego tak postąpiła. Podłoga z pewnością nie była wygodna, rano byłby cały obolały. Nie pomyślała jednak o tym, że stawia pozostałe dwie dziewczyny w niezręcznej sytuacji. Nawet jeśli Maciek i Rafał tego nie oczekiwali, powinny postąpić tak jak ona.
- W sumie to jesteśmy dorośli, mamy dwie różne kołdry, a dzielenie łóżka z facetem to jeszcze nie zdrada i od tego się nie zachodzi w ciążę. Maciek, chodź – Marta przesunęła się w bok, robiąc mu miejsce. Ani nie pozostało nic innego, jak zaprosić do siebie Rafała. Lecz on odmówił, w obawie że mógłby posunąć się za daleko. Podobała mu się, niejednokrotnie marzył o niej, śniła mu się w przeróżnych sytuacjach. Leżąc tuż obok niej, w jednym łóżku, mógłby przekroczyć niewidzialną granicę, co na zawsze przekreśliłoby ich znajomość. A nie tak postępuje się z osobą, którą się kocha. Uparł się, że zostanie na podłodze. Nie pozostało nic innego jak zgasić światło i iść spać.
W nocy Ania kręciła się z boku na bok, nie mogąc zasnąć. Starała się robić to jak najciszej, aby nie obudzić pozostałych osób. Pomyślała, że skoro już nie śpi, to przejdzie się do kuchni i napije się herbaty. Ostrożnie przeszła bokiem obok kołdry leżącej na środku pokoju, a potem po cichu otworzyła drzwi i prześlizgnęła się na korytarz.
Ku swojemu zaskoczeniu, w kuchni świeciło się światło. Weszła tam pewnym krokiem i ujrzała stojącego przy oknie Rafała.
- Myślałam że śpisz – aż podskoczył, usłyszawszy jej głos. Nie wiedział że przyszła, za bardzo dał się pochłonąć myślom.
- Nie mogę spać – wyjaśnił, odwracając się w jej stronę.
- Ja trochę pospałam, ale jak się już obudziłam to od tamtej pory jakoś nie mogę... Herbaty?
- Nie, dzięki – pochylił głowę, walcząc z samym sobą. Miał ochotę się na nią rzucić i pocałować. Marzył, aby ją mieć tu i teraz. Pożądał jej jak nigdy dotąd. Ale nie mógł tego zrobić, jeśli ona tego nie chce! Kochał ją i nie mógł jej zranić. Tylko ta myśl go powstrzymywała. Zacisnął zęby. Dlaczego nie wyznać jej swoich uczuć? Jak długo jeszcze da radę to ukrywać? Teraz był na to idealny moment, są sami, nikt im nie powinien przeszkadzać.
- Aniu... muszę ci coś powiedzieć – wykrztusił, oparłszy się o parapet. Czuł na sobie jej pytające spojrzenie. No dalej, skoro już zacząłeś to mów. Wziął głęboki oddech i zebrał się na odwagę.
- Jesteś bardzo wartościową kobietą, piękną, inteligentną, zdolną, wyrozumiałą, masz taki charakter... jesteś wyjątkowa... i... i bardzo... bardzo mi się podobasz.
- Nie kończ – rozkazała rozpaczliwym tonem, odwracając głowę. Nie posłuchał jej.
- Zakochałem się w tobie... - z trudem przełknął ślinę. Chciał jeszcze coś dodać, ale nie pozwoliła mu na to. Podeszła bliżej, już oczyma wyobraźni widział jak zamyka mu usta namiętnym pocałunkiem... ale to były tylko marzenia.
- Nic do ciebie nie czuję. Te słowa nie robią na mnie żadnego wrażenia, nie ma tej chemii... Nasze rozmowy niczym się nie różnią od przyjacielskich pogawędek, nie czuję ich niezwykłości. Mogę ci zaoferować najwyżej przyjaźń, a jeśli to dla ciebie za mało... przepraszam – rzuciła mu smutne spojrzenie, po czym odwróciła się na pięcie i pospiesznie odeszła. Czuła się źle, przez to co musiała mu powiedzieć. Ale nie mogła postąpić inaczej, powiedziała prawdę, która czasem bywa bolesna. Zraniła go. Nieumyślnie, ale jednak zraniła. Takie jest już życie...
--------
Następna część ukaże się jutro.

czwartek, 27 grudnia 2012

Szkoła policyjna cz. 17


          Nim się obejrzeli, a minęły święta, minęły także ostatnie dni starego roku i reszta wolnego. Nie zdążyli nawet dobrze wypocząć, a już przyszło im wracać do Szczytna. Na szczęście pozostały jeszcze tylko dwa miesiące, a może aż dwa?
Sebastian nie ukrywał satysfakcji ze spędzenia świąt z Joasią i jej rodzina. Wujostwo dziewczyny traktowało go zupełnie normalnie, jak rodzinę. Wcale nie czuł się skrępowany, nie czuł żadnych barier, które mogłyby istnieć pomiędzy nimi. Wreszcie przeżył prawdziwe święta. Tradycyjna kolacja wigilijna, rodzinna atmosfera, zadowolone twarze domowników... Czego chcąc więcej? Bez wątpienia musiał przyznać, że to były jego najlepsze święta w całym życiu. Czy mogą być jeszcze lepsze w przyszłości? Z pewnością tak, ale on nie wyobrażał sobie, że może być piękniej, że może być bardziej szczęśliwy niż w tych dniach. Zapewne działo się tak dlatego, że cudowne wspomnienia były jeszcze świeże i nie dawały się wyprzeć przyszłościowym wizjom. Jednak nie to było najważniejsze. Liczyło się to, że czuł się szczęśliwy!
Po świętach nie pojechał od razu do domu. Joasia przekonała go, aby został jeszcze przez kilka dni i spędził z nią Sylwestra. Nie dał się prosić. Urok osobisty kobiety momentalnie wpłynął na jego decyzję. Przystał na propozycję blondynki. Perspektywa kolejnych miłych chwil w towarzystwie dziewczyny wydawała się być zbyt kusząca, by odmówić. Dla niej zniósł nawet trwające niemal wieczność zakupy. Nie odezwał się ani słowem, kiedy zaraz po świętach musiał chodzić za nią krok w krok, z jednego sklepu do drugiego, zwiedzając prawie całą galerię handlową. Udało mu się na chwilę wyrwać, kiedy Joasia przymierzała nowe spodnie. Pod pretekstem wyjścia do toalety poszedł do jubilera, gdzie na wystawie wcześniej rzuciły mu się w oczy piękne kolczyki. Pomyślał, że Asia pięknie by w nich wyglądała. Nie należały one do najtańszych, jednak nie mógł się powstrzymać przed zakupem. Miał nadzieję, że będzie to trafiony prezent, choć spóźniony, to jednak od serca. Natomiast od niej otrzymał białą koszulę i krawat.
Po nowym roku wrócił do Zgorzelca, gdzie spędził ostatnie dni wolnego. W piątek, czwartego stycznia, wyjechał do Szczytna, bogatszy o nowe wspomnienia, z nową energią do pracy. Pomimo że mieli czas do końca tygodnia na przybycie, Sebastian zdecydował pojawić się dzień przed końcowym terminem. Zapewne wszyscy będą przyjeżdżać na ostatnią chwilę, a on już w tym czasie nie będzie musiał się niczym przejmować.
Ku swojemu zaskoczeniu, nie był pierwszy w pokoju. Kiedy wszedł do środka, zobaczył leżącego na łóżku Maćka. Mężczyzna założył ręce pod głowę i wpatrywał się w sufit. Nie zwrócił nawet uwagi na stojącego obok kolegę – myślami był gdzieś daleko stąd i ani myślał wracać do ponurej rzeczywistości. Został jednak do tego zmuszony, gdy Sebastian trącił go w rękę.
- Cze – rzucił od niechcenia. Nie trzeba było specjalnie zmuszać do pracy szarych komórek, aby dostrzec że coś trapi bruneta. Mężczyzna odstawił torbę obok swojego łóżka i usiadł przy przyjacielu.
- Hej, co jest? - zapytał spokojnym, pełnym ciepła i troski głosem
- Po dwóch latach związku zrobiła mi takie świństwo! Wystarczyło, żebym zniknął na jakiś czas, a ona już sobie znalazła frajera, rozumiesz?! - mówił, nerwowo gestykulując rękoma
- Nie bardzo. Może gdybyś zaczął od początku... - zasugerował delikatnie, nie chcąc doprowadzać go do szału. Maciek westchnął ciężko, podniósł się do pozycji siedzącej i spojrzał prosto w oczy kumplowi.
- Wróciłem do domu i co zobaczyłem? Moja dziewczyna biegała po domu w bieliźnie. Ucieszyłem się na jej widok, myślałem że to specjalnie na mój przyjazd... Ale ona nie wyglądała na zachwyconą, a kiedy wszedłem do pokoju, to się dowiedziałem dlaczego. Ma kochanka. Leżał sobie w łóżku, z puszką piwa w ręku. Pytam jej co to ma znaczyć, a ona mówi że skoro już się wydało, to nie jesteśmy już razem i wywaliła mnie z mieszkania. Byłem tak zszokowany, że nawet nie wpieprzyłem temu palantowi, który pcha się do łóżek zajętym dziewczynom... - zakończył swą opowieść, opuszczając głowę w dół.
- Współczuję ci. Ale nie przejmuj się, taki facet jak ty zasługuje na lepszą...
- Pierdolenie! - zerwał się z miejsca i wyszedł z pokoju. Trzasnął drzwiami, wyrażając swoje zdenerwowanie. Sebastian ukrył twarz w dłoniach. Chciałby pomóc przyjacielowi, ale nie wiedział jak może tego dokonać.
Próbował różnych sposobów, a do akcji wciągnął także Rafała, kiedy ten przyjechał do Szczytna. Jednak nie udało im się podnieść na duchu współlokatora, co najwyżej podnosili mu ciśnienie. Mężczyzna chodził tak zdenerwowany, że aż strach było do niego podejść. Dziewczyny także włączyły się do pomocy. Ostatecznie to Joasi udało się dotrzeć do Maćka. Mężczyzna wylał z siebie wszystkie żale, podczas gdy dziewczyna cierpliwie go wysłuchała, nie wtrącając swoich uwag. Brunet sam wyciągnął wnioski i podzielił się z nią przemyśleniami. Odzywała się tylko wtedy, kiedy wyraźnie dawał do zrozumienia, że chce poznać jej opinię. Wydawało się, że stali się sobie bliżsi.
Sebastian pierwszy raz poczuł ukłucie zazdrości. Dopiero teraz zorientował się, że mu na niej zależy. W Maćku nie dostrzegał już przyjaciela, lecz rywala. Wydawało mu się, że odkąd rozstał się z dziewczyną, zaczął więcej uwagi zwracać na Joasię, aż w końcu się w niej zakochał. Obiecał, że nie odpuści tak łatwo.
- Maciek, musimy pogadać – oznajmił sucho pewnego styczniowego wieczora. Czuł, iż brunet odbiera mu Asię. Chciał temu we wszelaki sposób zapobiec, gdyż to siebie widział obok blondynki na ślubnym kobiercu wśród swoich najskrytszych marzeń. Nie wyobrażał sobie, żeby właśnie ten, którego jeszcze jakiś czas temu uważał za swojego przyjaciela, mógł zburzyć te przepiękne wizje, zajmując jego miejsce.
Wyszli na korytarz. Stanęli naprzeciw siebie, w odległości mniej więcej dwóch kroków. Sebastian zmrużył oczy, mierząc rywala wzrokiem. Maciek odpowiedział tym samym. Nie spodobało mu się zachowanie kolegi, co spowodowało wzrost jego irytacji.
- O co ci chodzi?
- Odczep się od Aśki – warknął, pchnąwszy go na ścianę. Złapał go za ubrania i przycisnął do niej.
- Wyluzuj. Nie możesz decydować ani za mnie, ani za nią. Nie możesz zabronić nam się widywać.
- O ty... - nie dokończył, gdyż nerwy wzięły nad nim górę. Zamachnął się i uderzył go pięścią w policzek. Maciek kopnął go kolanem w brzuch i odepchnął.
- Do jasnej cholery, co ci odpierdoliło?! - krzyknął brunet, uchylając się przed kolejnym ciosem. Nie chciał się bić ze współlokatorem, ale nie mógł tak po prostu pozwolić się skatować. Musiał się bronić. W pewnej chwili złapał go za rękę i wykręcił ją.
- Ja ją kocham, rozumiesz?! Wiesz co to miłość?
- Tak, nie musisz mi tego tłumaczyć. A już na pewno nie siłą! - w tej chwili Sebastian powalił go na ziemię i zaczął okładać pięściami po głowie. Maciek wiedział, że nie ma z nim najmniejszych szans. Musiało wydarzyć się coś, co pozwoliłoby odwrócić losy pojedynku.
- Sebastian, co ty robisz? Zostaw go, natychmiast! - nagle pojawiła się Marta, która natychmiast podbiegła do mężczyzn, gdy zobaczyła co się dzieje. Pomogła brunetowi wstać, kiedy Sebastian odsunął się na bok.
- On robi to specjalnie!
- Ale co do cholery?! No co ja ci zrobiłem?! - jemu także puściły nerwy. Dziewczyna stanęła pomiędzy nimi, w obawie że dojdzie do kolejnego starcia.
- Podrywasz Asię, choć wiesz że mi się podoba! Mówiłem ci o tym! Dlaczego chcesz mi ją odbić? - rozłożył bezradnie ręce. Marta uśmiechnęła się i spojrzała znacząco na bruneta, mając w pamięci ich zakład. Wyglądało na to, że miała duże szanse wygrać. To że Sebastian bił się z Maćkiem o blondynkę, utwierdzało ją tylko w tym przekonaniu.
- Posłuchaj mnie uważnie idioto. Związek z Aśką, seks z nią czy cokolwiek co mogłoby mnie z nią łączyć, zupełnie mnie nie interesuje. Słyszysz? Po prostu jest dobrą kumpelą i fajnie się z nią gada. Nic więcej! A ty zamiast powiedzieć wprost co ci leży na wątrobie, to do mnie z pięściami! - otarł krew wypływającą z rozciętej brwi. Marta szepnęła mu na ucho, aby trochę przystopował. Dostrzegła zakłopotanie Sebastiana, dlatego poprosiła Maćka, żeby już mu nie dokładał.
- Ledwo co rozpadł się mój ostatni związek. Nie myślę teraz o pakowaniu się w kolejny. Nie szukam dziewczyny, nie musisz się obawiać. Nigdy nie odważyłbym się przekroczyć granicy z dziewczyną do której startuje mój kumpel, no!
- Przepraszam – wyjąkał, wyciągając do niego rękę
- Musisz bardziej panować nad emocjami. Ale tak to już jest, że dla kobiet faceci tracą głowę. W porządku, nie gniewam się – uścisnął mu dłoń na zgodę. Marta weszła pomiędzy nich i położyła obie dłonie na ich ramionach.
- To co, przydałoby się was opatrzyć, nie?
---------
Przepraszam że w święta nie ukazała się nowa część, ale tak to już jest że są te spotkania rodzinne, dużo jedzenia, a potem mózg odmawia współpracy. Następny scenek jutro.

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Szkoła policyjna cz. 16


Wróciwszy do domu, zabrał się za dalsze przygotowania. Zdecydował się przyrządzić już dzisiaj pierogi i uszka. Niestety, nie szło mu najlepiej. Najpierw nie mógł odpowiednio doprawić farszu, czyli kapusty z grzybami, a kiedy już się udało, pomylił się przy robieniu ciasta. Niepotrzebnie dodał margaryny, gdyż zapomniał że to nie ma być ciasto kruche.
- Cholera – mruknął pod nosem, zastanawiając się co z tym fantem zrobić. Machnął na to ręką. Skoro zaczął już ciasto kruche to je dokończy i zrobi z niego ciastka, a potem zrobi nowe ciasto do pierogów i uszek.
Przerwał mu telefon od Joasi. No tak, miała zadzwonić w wolnej chwili. Wytarł ręce w niewielki ręcznik i odrzucił go gdzieś na bok, nie patrząc gdzie. Zapewne chciał trafić na stół, lecz pech chciał że rzucił trochę za mocno i trafił na kuchenkę gazową. Róg ręcznika znalazł się tuż pod garnkiem, w którym gotował się rosół na jutrzejszy obiad. Nie trzeba było długo czekać, aby materiał zajął się ogniem. W tym czasie Sebastian rozmawiał w najlepsze z Joasią.
- No wiesz, ja tam z siebie jestem zadowolony – wyszczerzył zęby, mimo że nie mogła tego zobaczyć
- Ciekawe czy jest z czego...
- No pewnie że jest! Słuchaj, zrobiłem zakupy, gotuję obiad na jutro, przygotowuję już pierwsze dania... Kobieto, nawet nie wyobrażasz sobie jaką będę miał ucztę! Cały stół dla mnie! - przechwalał się, oczami wyobraźni widząc piękny, biały obrus na stole, dwanaście dań i dwa miejsca: jedno dla niego, a drugie, zgodnie z tradycją, dla niespodziewanego gościa.
- Zanim zaczniesz jeść to zrób zdjęcie, co? Chciałabym to zobaczyć – wątpiła w prawdziwość jego zapowiedzi. Jakoś nie wyobrażała sobie, żeby akurat on dał radę przygotować wielce wystawny stół. Co najwyżej niczym się nie wyróżniająca spośród wielu kolacja wigilijna.
- W gębie to potrafisz się wypchać przed szereg, ciekawe czy w gotowaniu też – dodała w odpowiedzi na jego milczenie. W jego nozdrza uderzył dziwny zapach. Nie był on przyjemny, tak jakby coś się paliło...
- Czujesz?
- Tak – odpowiedziała, rozkoszując się zapachem wydobywającym się z piekarnika. Kilka minut wcześniej wstawiła tam sernik, który sama przygotowała. Oboje zapomnieli, że są przecież w dwóch różnych miejscach i dwa zupełnie inne zapachy unoszą się w powietrzu.
- Coś tu śmierdzi...
- Śmierdzi?! Sugerujesz że moje ciasto ma nieprzyjemny zapach?! - natychmiast się oburzyła. Chciała się rozłączyć, lecz kiedy już trzymała palec na czerwonym przycisku, zdała sobie sprawę ze swojego położenia. No tak, przygotowania do świąt tak bardzo ją pochłonęły, że zapominała już nawet o najprostszych i najbardziej oczywistych rzeczach.
- Ogarnij się Aśka – powiedziała sobie w myślach
- Poczekaj chwilę, dobrze? Sprawdzę co tu się dzieje... Zaraz oddzwonię – odłożył telefon na stół i zajrzał do kuchni. Z przerażeniem stwierdził, że na kuchence coś płonie, a ogień zaraz rozprzestrzeni się po całej kuchni. Nie zastanawiając się ani chwili przełożył rękę nad płonącym ręcznikiem, dosięgnął kurek i odciął dopływ gazu. Płomienie były jednak na tyle wysokie, że lekko oparzyły mu rękę. Następnie wyciągnął wtyczkę z kontaktu, wyłączając urządzenie z prądu. Wziął kosz na śmieci, wysypał jego zawartość na podłogę i napełnił wodą, którą wylał na płomienie. Udało mu się zgasić zdecydowaną większość ognia, lecz gdzieniegdzie paliły się jeszcze niewielkie fragmenty materiału. Za drugim razem całkowicie ugasił pożar. Przejechał ręką po czole i odetchnął z ulgą. Bicie serca powoli wracało do swojego rytmu. Sebastian oparł się o ścianę. Dopiero teraz poczuł ból spowodowany oparzeniami. Bezradnie opuścił ręce.
- Tak chłopie, radzisz sobie świetnie – mruknął ironicznie

W późniejszej rozmowie z Joasią skłamał, że tylko lekko przypalił kotlety. Głupio było mu się przyznać do wpadki. Cały czas zapewniał, że wszystko jest dobrze, że wigilia będzie wspaniała i nie musi się o niego martwić. Tak naprawdę zaczynały do niego docierać możliwości spełnienia się czarnych scenariuszy. Wtedy szybko odrzucił złe myśli, pocieszając się, że jeszcze nic straconego – przecież jest wieczór, dwudziestego drugiego grudnia. Do kolacji wigilijnej jeszcze dobre czterdzieści godzin, wiele czasu, aby coś przygotować.
Zanim poszedł spać obejrzał serwis informacyjny w telewizji. Właściwie nie mówili nic szczególnego, cały czas przewijała się tematyka świąteczna.
- Prezydent zapalił światła na wielkiej choince na Krakowskim Przedmieściu – powiedziała w pewnej chwili prezenterka. Sebastian szerzej otworzył oczy, rozglądając się po pokoju.
- Choinka, choinka... cholera! - krzyknął, kiedy zorientował się, że zapomniał o świątecznym drzewku. Przez cały czas miał wrażenie, że czegoś brakuje, lecz nie mógł spostrzec czego. A teraz nagle przypomina sobie, iż zapomniał o choince! Jak można nie pamiętać o tak ważnym elemencie?!
- Kretyn – skwitował, chowając dłonie w twarz. Gdzie on w niedzielę znajdzie choinkę? Przecież wszystko jest już wyprzedane, a nawet jeśli nie, to jest to przecież niedziela. I znów nawiedziły go czarne myśli.
- Nie, to za dużo na dzisiaj – stwierdził, kładąc się do łóżka. Zanim ułożył głowę na poduszce, wysłał krótkiego smsa do Asi, życząc jej dobrej nocy. Nie czekał nawet na odpowiedź. Chciał, żeby ten dzień jak najszybciej się skończył. Chciał mieć już wszystkie przygotowania za sobą...

Południe, dwudziesty czwarty grudnia. Sebastian udał się do sklepu, aby kupić coś gotowego do jedzenia na wigilijny stół. Jego wyczyny kulinarne okazały się katastrofą. Potrawy nie nadawały się do spożycia, nawet pies nie chciałby ich wąchać. Jedyne co dostał w sklepie to piwo. Nic więcej już nie było, wszystko zostało wykupione przez wygłodniałych, spragnionych świętowania ludzi. Postawił jedną, jedyną puszkę na środku stołu. Poczuł jak bardzo jest samotny, jak bardzo brakuje mu towarzystwa. Chciałby usłyszeć, że jest dla kogoś ważny, chciałby powiedzieć tej osobie, że cieszy się z jej obecności. Ale oprócz niego nie było tu nikogo. Z pewnością nawet duchy stąd uciekły. Westchnął ciężko, tłumiąc w sobie ból. Nie wytrzymał. Padł na kolana i wydał z siebie dziki okrzyk. Chwycił puszkę z piwem i z całej siły rzucił nią o ścianę. Patrzył jak jej zawartość rozpryskuje się dookoła, dysząc ciężko. Słabnął. Nogi stały się miękkie, jakby były z waty. Zachwiał się i padł plecami na łóżko. Dlaczego nie ma przy nim nikogo?! Gdzie są wszyscy?! Kiedy wróciły mu siły, wybiegł z domu. Na ulicy nie istniał żaden ruch. Ani jednego człowieka, ani żywej duszy, jakby ktoś zatrzymał czas, jakby tylko on jeden został na świecie. Zaczął okręcać się dookoła, rozglądając się za kimkolwiek, komu mógłby życzyć Wesołych Świąt. Zaczęły ogarniać go strach i panika. Kręcił się coraz szybciej, i szybciej, i szybciej...

Nagle otworzył oczy i podniósł się do pozycji siedzącej. Była czwarta rano. Z ulgą stwierdził, że to był tylko sen. Zły sen. A może ma on jakiś przekaz? Może to jakiś znak? Z powrotem położył głowę na poduszkę, lecz nie w celu ponownego zaśnięcia. Długo rozmyślał, analizując wydarzenia z tej historii oraz szukając analogii z rzeczywistością. Wnioski wysnuł dopiero po przeszło półtorej godziny rozmyślań. Święta będą kompletną klapą. Ten sen to ostrzeżenie od kogoś z góry, aby coś zmienił, by uniknąć katastrofalnego samopoczucia i samotności. Ale co może zrobić, żeby tego uniknąć?
- Asia... - szepnął pod nosem. Przecież go zaprosiła! Może do niej pojechać w każdej chwili, zapewniała go o tym. Dlaczego ma siedzieć tutaj sam, nie mając do kogo się odezwać, wyobrażając sobie jak mógłby czuć się w towarzystwie. Jedno było pewne: lepiej niż samemu. Przymknął oczy, zacisnął dłonie w pięści, wziął parę głębokich oddechów, podniósł powieki i wstał z łózka.
- Jadę – oznajmił zdecydowanym tonem – Jadę...
---------
Wszystkim czytelnikom i czytelniczkom, a także tym przelotnie zaglądającym, życzę wszystkiego dobrego, szczęścia, zdrowia, pomyślności i Wesołych Świąt Bożego Narodzenia.

Następna część ukaże się jutro.

niedziela, 23 grudnia 2012

Szkoła policyjna cz. 15


          Na szczęście tym razem pociąg przyjechał punktualnie, nie był spóźniony tak jak miało to miejsce gdy jechał do Szczytna we wrześniu. Pięć minut po północy, dnia dwudziestego drugiego grudnia stanął na peronie w Zgorzelcu. Po przeszło trzech miesiącach nieobecności wrócił do rodzinnego miasta. Westchnął, zarzucił torbę na ramię i ruszył w kierunku komisariatu.
Niejednokrotnie mijał drobnych pijaczków, szukających nie wiadomo czego. Jedni ledwo się trzymali na nogach, szli slalomem od krawężnika do krawężnika, inni trzymali się lepiej. Raz przez prostopadłą ulicę przechodziła grupka młodych ludzi. No tak, noc z piątku na sobotę. Nic dziwnego, że nawet o tej porze jest nie taki mały ruch na ulicach miasta. Aż w końcu, po około piętnastu minutach marszu, dotarł na miejsce. Wcześniej uprzedził starego telefonicznie, że będzie w nocy. Klucz do mieszkania służbowego miał odebrać od dyżurnego.
Zamienił z nim jeszcze kilka słów, po czym pożegnał się i udał w dalszą drogę. Od razu złożył mu życzenia, gdyż, jak zakładał, przed wigilią się już nie zobaczą. No chyba że stanie się coś niespodziewanego, czego nie mogli przewidzieć. Tylko w takim wypadku mógł zostać wezwany do pracy przez starego. Zamiast jednak tracić czas na wyczekiwanie takiej sytuacji, która przecież może nie nastąpić, lepiej pomyśleć jak wykorzystać wolne. Nie ma co siedzieć z założonymi rękoma w fotelu przed telewizorem, trzeba znaleźć jakieś przyjemne, niezbyt wyczerpujące zajęcie.
Kilka minut przed pierwszą przekroczył próg mieszkania. Nie było ono duże, zaledwie jeden pokój, kuchnia i łazienka. Dla jednej osoby wystarczająco. Kiedy zaświecił światło, stwierdził zaskoczony że nic się tutaj nie zmieniło przez te trzy i pół miesiąca nieobecności. Wszystko było na swoim miejscu, tak jak zostawił to przed wyjazdem. No może z wyjątkiem małych szczegółów, niedostrzegalnych gołym okiem. Musiał przyznać, że osoba zajmująca się mieszkaniem przez ten czas świetnie się spisała. Jego rzeczy pozostały nienaruszone, a pomieszczenia lśniły czystością. Rzucił torbę na podłogę i udał się do łazienki. Tam zrzucił z siebie wszystkie ubrania i wszedł pod prysznic. Po tylu godzinach podróży z pewnością zapach nie należał do przyjemniejszych. Odświeżony wrócił do pokoju, pościelił sobie łóżko i wślizgnął się pod kołdrę.
- Bym zapomniał! - zerwał się nagle na równe nogi – Ach, ta skleroza... gdybym kiedyś ją złapał, nie wyszłaby z tego starcia cało – pogroził pięścią w niewiadomym kierunku. Ze stołu zabrał telefon, wrócił z nim do łóżka.
Już w domu. Szybki prysznic i spać. Jak dobrze, że wreszcie wolne... - napisawszy wiadomość, wybrał z listy kontaktów numer Joasi i wysłał. Odłożył komórkę na bok, zamknął oczy... nie spodziewał się, że już za chwilę otrzyma odpowiedź.
Oj tak, bardzo dobrze. Brakowało mi już tych leniwych dni, własnej łazienki i mojego ukochanego, wygodnego łóżka :D – przeczytał smsa od niej
Przepraszam, nie chciałem cię obudzić – odpisał, nie zastanawiając się ani chwili
Hej, ja nawet nie poszłam jeszcze spać! Poczekaj chwilę – zgodnie z tym co napisała, zaczekał. Ale nie wiedział na co. Po chwili rozległ się dźwięk telefonu, a na wyświetlaczu pojawił się jej numer. Natychmiast odebrał połączenie i przyłożył telefon do ucha.
- Myślę, że tak będzie nam wygodniej rozmawiać – wyjaśniła na wstępie. Sebastian pokiwał głową. Chociaż nie miał nic przeciwko pisaniu dużej ilości smsów, tym razem zgodził się z przyjaciółką. Zapewne ona też była zmęczona, podczas oczekiwania na odpowiedź któreś z nich mogło np. zasnąć.
- Co ty robisz do pierwszej w nocy? Igraszki z mężczyzną? - postanowił się z nią trochę podroczyć
- Chciałbyś być na jego miejscu, co? - szybko odbiła piłeczkę. Natychmiast poczerwieniał na twarzy. Trafiła w czuły punkt! Jak dobrze, że rozmawiali przez telefon! Może jakoś uda się to ukryć dzięki temu, że nie widzieli siebie.
- A tak na poważnie to czytałam książkę. Trochę się wciągnęłam, nim się obejrzałam, a tu już pierwsza – dodała, nim zdołał cokolwiek powiedzieć. Odetchnął z ulgą. Wyjście z kłopotliwej sytuacji znalazło się samo. Żeby wszystkie problemy się tak rozwiązywały...
- A co to za książka?
- A nie za dużo chcesz wiedzieć?
- Ja? Najchętniej dowiedziałbym się wszystkiego – rzucił kuszącym głosem
- Nawet tego ilu miałam facetów, jak z nimi było i jak zachowuję się w łóżku? - zaśmiała się, pomimo wszelkich starań, by zachować sztuczną powagę.
- Ej, dobra, teraz rozmawiamy poważnie. To co, powiesz?
- Jak byś przyjechał to nie musiałbyś pytać – starała się jeszcze przeciągnąć rozmowę. Choć jej samej bardzo chciało się spać, rozmowa z Sebastianem sprawiała jej tak dużą przyjemność, że warto było jeszcze przez chwilę walczyć ze swoim organizmem.
- Czyli nie. Idziemy spać? - zaproponował, ziewając przeciągle.
- Idziemy. Dobranoc Seba.
- Dobranoc Asia. Słodkich snów.
- Kolorowych. Szkoda, że cię tu nie ma – dodała, lecz nie otrzymała odpowiedzi. Rozłączył się. Tak po prostu. Westchnęła smutno, wślizgując się pod kołdrę. Naprawdę chciała, żeby do niej przyjechał. Mimo jednoznacznej odpowiedzi cały czas łudziła się, że jednak zmieni zdanie. Ale jemu nie było łatwo. Czułby się niezręcznie, przecież jej rodzina wcale go nie zna. Ale czy nie lepiej spędzić wigilię z obcymi ludźmi niż samemu? Nie zdążył odpowiedzieć na to pytanie, gdyż sen go zmorzył.

         Następnego dnia Sebastian z samego rana (właściwie to nie było już tak rano – obudził się kilka minut po dziesiątej), ledwie wstał z łóżka, ubrał się i poszedł do sklepu. W domu nie było zupełnie nic do jedzenia i do picia. Kupił bochenek chleba, masło, kilka plasterków szynki, herbatę, cukier i dwa kartony soku. Na razie wziął tylko tyle, gdyż na razie myślał tylko o śniadaniu. Kilkanaście minut później zaspokoił głód. Napisał do Joasi, aby pochwalić się jej, że jak na razie radzi sobie dobrze.
Hej! Jestem już po śniadaniu. Sprzątać nie muszę, bo jest tu baaardzo czysto ;) Tak więc jedna czynność mniej. Idę zastanowić się co dalej, ułożę jakiś plan działania, a potem wcielę go w życie :P
Jak zapowiedział, tak zrobił. Przez następne pół godziny siedział z długopisem w ręce nad kartką papieru, spisując wszystkie rzeczy do zrobienia. Kiedy skończył, na drugiej liście sporządził listę zakupów. To był pierwszy punkt w ułożonym wcześniej planie. Odwiedził kilka sklepów, aż w końcu z ulgą stwierdził, że zrealizował wszystkie zapisy z listy zakupów. Obładowany siatkami, musiał się aż zatrzymać, żeby móc porozmawiać przez telefon.
- Cześć Seba – przywitała go wesołym tonem – Przepraszam że nie odpisałam, ale razem z wujkiem dekorowaliśmy dom. Mówię ci, jakie to czasochłonne...
- Nic nie szkodzi. Rozumiem, że misja wykonana? Ufam, że na pewno pięknie go przyozdobiliście – uśmiechnął się, wyobrażając sobie Joasię i jej wujka zawieszających światełka na poręczy tarasu. A może nie mieli tarasu? Mniejsza z tym. Gdyby pojechał, nie musiałby niczego sobie wyobrażać.
- W wolnej chwili zrobię zdjęcie i wyślę – zapewniła – Będziesz mógł to zweryfikować.
- Cholera, już po czternastej?! - nagle zdał sobie sprawę z tego, jak wiele czasu pochłonęły zakupy – Przepraszam cię, muszę kończyć, mam jeszcze wiele do zrobienia.
- No, my też. Odezwij się wieczorem, dobrze?
- Dobrze. To... pa.
- Pa.
Schował telefon, wziął siatki w dłoń i ruszył w stronę domu. Zakupy wykonane, to już mógł „odhaczyć” z listy. Teraz przyszła kolej na... zabicie karpia. Wyciągnął rybę z wody i spojrzał w jej duże oczy. O ile jeszcze przed chwilą był zdecydowany, teraz nogi się pod nim ugięły. Nigdy jeszcze tego nie robił. Coś ścisnęło go za serce. Przecież to istota żywa, z pewnością także ma uczucia! I on ma tak po prostu zakończyć jego żywot, bo chce sobie dobrze zjeść? Przecież ma tyle innych możliwych rzeczy do wyboru, dlaczego akurat musi to być on? Poczuł się jak morderca, niczym się nie różniący od tych, z którymi zdarzało mu się mieć styczność w pracy. Nie, nie da rady. Nie zastanawiając się ani chwili dłużej, włożył karpia to torby z wodą, w której przyniósł go od sprzedawcy. Ubrał się ciepło i wyszedł z domu, zabierając ze sobą rybę.
Udał się nad rzekę, gdzie wyciągnął karpia z torby wypełnionej do połowy wodą.
- Jesteś wolny – powiedział, wrzucając go do wody – Trzymaj się – uśmiechnął się pod nosem.
--------
Następna część ukaże się jutro.

sobota, 22 grudnia 2012

Szkoła policyjna cz. 14


          Przez kolejne dni, tygodnie, policjanci uczyli się nowych rzeczy, przypominali to co już umieli, doskonalili swoje umiejętności, poprawiali technikę walki... Ogólnie rzecz biorąc, uczyli się. Spokojny program we wrześniu był jedynie początkiem. Nie naciskano wtedy na policjantów, gdyż poświęcono ten pierwszy miesiąc głównie na aklimatyzację oraz integrację szkolonych osób. Rygor zaczął się dopiero od października. Trudniejsze ćwiczenia, mniej czasu wolnego, nowe obowiązki. Nie było łatwo, ale nikt nie odważył się powiedzieć na głos, że nie daje sobie rady, że to za dużo. W każdej chwili przecież można zrezygnować, lecz każdy chciał pokazać nie tylko innym, ale także sobie, że jest silny i wytrzyma. Poza tym, ukończenie szkolenia to podwyższenie swoich kwalifikacji, co może wiązać się z awansem i podwyżką.
Czas zdawał się jakby płynąć szybciej niż podczas pierwszych dni pobytu. Stało się tak zapewne dlatego, iż zdołali się przyzwyczaić do nowego życia i codzienność nie robiła już takiego wrażenia jak na początku. Nim się obejrzeli, a minął cały październik, listopad i niewiele ponad połowa grudnia. Wielkimi krokami zbliżały się święta, a w związku z nimi, jedyna w trakcie półrocznego pobytu w Szczytnie przerwa. Od samego ranka dwudziestego pierwszego grudnia kursanci mogli opuścić ośrodek szkoleniowy. Czyli do tego radosnego dla wszystkich momentu pozostało jeszcze kilkanaście godzin. Wrócić mieli dopiero za dwa tygodnie, już w nowym roku kalendarzowym. Trzeba będzie mądrze zagospodarować ten czas, aby zregenerować siły na tyle, by pozwoliły przetrwać ostatnie dwa miesiące szkolenia. Wśród policjantów coraz częściej zwykło się określać zajęcia mianem szkoły przetrwania. Ale tak to było w ich pracy: trzeba być gotowym na wszystko.

- Masz jakieś plany na święta? - zapytała Marta, wracając z Maćkiem ze sklepu. W szóstkę zdecydowali, że przygotują sobie pożegnalną kolację, nim wyjadą do swoich domów, rodzin i rozstaną się z przyjaciółmi poznanymi przeszło trzy miesiące temu. Organizacją miał zająć się ktoś z chłopaków, przy współpracy z jedną z dziewczyn. Padło właśnie na nich. Brunet gotował najlepiej spośród tej trójki, natomiast Marta miała bardzo dobry gust, co miało pomóc jej w udekorowaniu stołu. Pomimo że nie radziła sobie najlepiej w kuchni, zamierzała w jakikolwiek sposób pomóc w przyrządzaniu potraw. Głupio by się czuła, gdyby całą robotę musiał odwalać tylko Maciek.
- Prawdopodobnie pojedziemy wraz z moją dziewczyną do jej rodziców. Rok temu byliśmy u moich, więc teraz...
- Rozumiem – pokiwała głową – Wszyscy zjeżdżamy się do mojej siostry w tym roku. Mają z mężem piękny, duży dom, z pewnością się jakoś pomieścimy – wyjaśniła, uprzedzając jego pytanie – Jeśli zastanawia cię dlaczego akurat u nich spędzamy święta, to już tłumaczę: około pół roku temu urodziła córeczkę. Tak, jestem bardzo dumna, że jestem ciocią i chrzestną – wyszczerzyła zęby. Maciek odpowiedział uśmiechem.
- Zdążyłaś przed szkoleniem – stwierdził
- Wtedy nawet jeszcze nie wiedziałam, że wyjadę. Gdzieś w połowie sierpnia był chrzest, a ja się dowiedziałam o szkoleniu... jakieś trzy, może cztery dni przed.
- Mnie od razu stary wytypował. Aż się nie mogłem doczekać. Mam nadzieję, że dzięki temu wyjdę wreszcie z tej drogówki i wezmą mnie do kryminalnych. Zawsze tam chciałem się dostać, ale zawsze trafiał się ktoś lepszy. Wypisywanie mandatów jest trochę nudzące, ale nie jest tak tragicznie. Większość czasu spędzasz w terenie, co jest plusem. No chyba że jest zima i minus dwadzieścia mrozu...
- Zimą to mam lepiej od ciebie – ciepłe biuro i wygodne krzesło. Ale nie, aż tak dobrze to nie jest, bo na biurku pełno papierów i co chwilę ktoś coś potrzebuje, a ty musisz to dla niego zrobić – dodała, kiedy zauważyła zazdrość w jego oczach – Takie jest życie podrzędnej asystentki na wydziale narkotykowym... ty wiesz że nie ma dnia, w którym nie wzięliby na dołek jakiegoś naćpanego małolata?
- Żebym ja ci nie musiał mówić ile dziennie pijanych kierowców zatrzymujemy – mruknął znudzony. Zrozumiała aluzję, praca to nie był najlepszy temat na rozmowę właśnie teraz, kiedy za kilka godzin wyjadą na zasłużony odpoczynek.
- A widziałeś jak Sebastian patrzy na Aśkę? - zapytała, ściszając lekko głos
- Oczami? - rzucił kpiąco
- Kurde, Maciek, no przecież nie palcami! - irytowała się, co wywołało uśmiech na twarzy mężczyzny. Kobieta wyciągnęła z torby butelkę wody i lekko trąciła go nią w tył głowy.
- A to za co? - spytał z twarzą niewiniątka
- Już ty dobrze wiesz za co – pogroziła mu palcem – Chcesz, proszę bardzo, nabijaj się. Ale ja ci mówię, że ich ciągnie ku sobie. Będą parą i to szybciej niż mogłoby się wydawać.
- Słucham? - z trudem powstrzymywał się od śmiechu – Nie no, wy kobiety to normalnie...
- Noooo? - ponagliła go, kiedy urwał, zastanawiając się nad dalszym ciągiem
- Nic, nic – podniósł ręce w geście obronnym
- Dokończ, proszę bardzo.
- No... czy wy wszędzie musicie dostrzegać miłość, związki, romanse, zdrady... nawet tam, gdzie ich nie ma?! Facet raz wróci po drugiej, bo trochę za dużo zabaluje i co? Kobieta zaraz myśli że ją zdradza, że pewnie był u swojej lafiryndy i rano zrobi awanturę, zwyzywa od chujów i dziwkarzy...
- Bo to prawda – wtrąciła się, nie czekając aż skończy. Nie mogła dłużej tego słuchać. - Wystarczy jedna noc i już myślicie, że ta kobieta już niczym was nie zachwyci, że zobaczyliście już wszystko, co można było w niej zobaczyć! Jesteście tak głupi, że nie potraficie dotrzeć do tego, czym naprawdę kobieta może oczarować mężczyznę. Ale was to nie interesuje, bo liczy się tylko tyłek i piersi. Faceci to świnie! - wykrzyczała mu prosto w twarz. Chciała odejść, lecz złapał ją za rękę. Była gotowa już go uderzyć, gdy zaskoczył ją odpowiedzią.
- Masz rację. Niestety, ale nie można się z tobą nie zgodzić. Żeby dobro miało sens, musi istnieć także zło. Nic nie poradzisz na to, że faceci tacy są.
- Ale... ale ty chyba taki nie jesteś – wykrztusiła, nie mogąc wyjść z podziwu. Facet, który przyznaje że są źli? Takiego jeszcze nie spotkała. Każdy się bronił, a on? On tylko potwierdził jej zarzuty. Zdawał sobie sprawę z tego, że są one prawdziwe.
- Jak to jest, powiedz? - nalegała, kiedy w milczeniu ruszył w dalszą drogę. Dotrzymywała mu kroku, niecierpliwie wyczekując odpowiedzi.
- Niektórzy mają jeszcze rozum. On pozwala im zapanować w pewnym stopniu nad tymi złymi cechami. Czasami jestem jak ci wszyscy, których interesuje tylko jedno, ale... ale zaraz rozum odzyskuje kontrolę nade mną.
- Yhym – pokiwała głową
- Nie rozmawiajmy już o tym, co? Nie chcę się kłócić
- Ja też nie – odpowiedziała cicho, zdając sobie sprawę, jak dobrze mieć takiego przyjaciela

          Wieczorem odbyły się jeszcze ćwiczenia na strzelnicy. Nie były one obowiązkowe, ponieważ wielu pakowało swoje rzeczy przed jutrzejszym wyjazdem. Pojawili się tylko nieliczni, którzy nie posiadali aż tak dużego bagażu i wystarczyło im mniej czasu na spakowanie się albo tacy, którzy stwierdzili że mogą to zrobić później, przecież nie muszą wyjeżdżać z samego rana. Wśród tej drugiej grupy osób znaleźli się Joasia i Sebastian. Blondynka była umówiona ze swoim wujem na godzinę jedenastą, więc miała jeszcze sporo czasu jutro, natomiast on wyjeżdżał z miasta pociągiem o 11:25 z przesiadkami w Olsztynie i we Wrocławiu. W Zgorzelcu miał być pięć minut po północy.

- Strasznie się cieszę na te święta. Uwielbiam pomagać w domu w pracach przedświątecznych, ta atmosfera rodzinna, ta magia, poczucie bezpieczeństwa, ciepło ogniska domowego – zachwycała się, nie mogąc się doczekać wigilii. Zupełnie odmienny nastrój miał Sebastian. Dla niego święta mogłyby nawet nie istnieć, najchętniej wyrzuciłby te dni z kalendarza. Na samo wspomnienie smętnej atmosfery w domu dziecka robiło mu się nie dobrze. Wszyscy z tymi sztucznymi minami, że niby jest wszystko dobrze, te puste słowa przy opłatku, nic nie znaczące życzenia... To było takie wymuszone...
- A ty? Nie cieszysz się? - dostrzegła jego ponurą minę. Mężczyzna pokręcił przecząco głową. - Dlaczego?
- Tak naprawdę nigdy nie przeżyłem takich prawdziwych świąt. Nigdy nie poczułem tego szczęścia, które udziela się w większości rodzin, ten dzień nigdy nie miał dla mnie większego znaczenia, dzień jak każdy inny. Nie rozumiem tego całego świątecznego szaleństwa, zachwytu nad tym wszystkim... bo po prostu nigdy nie czułem, że nie jestem sam, nigdy nie byłem nikomu potrzebny...
- Nie mów tak. Gdzieś na świecie na pewno jest ktoś, komu na tobie zależy – przytuliła go ze współczuciem
- Niby gdzie?
- A my? Ja, Marta, Ania, Rafał, Maciek? Jesteśmy twoimi przyjaciółmi. I nie mów, że udajemy czy coś, bo cię tak strzelę... - zagroziła poklepując go po ramieniu
- Nie pamiętam nic z czasu, kiedy jeszcze byłem z rodzicami. Widocznie nie było nic wspaniałego, skoro nie zapamiętałem. A potem mnie oddali i zawsze było tak na siłę, takie sztuczne...
- Współczuję ci. Tyle razy musiałeś cierpieć...
- I tak jest co roku – odwrócił głowę w drugą stronę. Joasia bardzo chciała mu pomóc, ale nie wiedziała jak to zrobić. Lecz po chwili doznała nagłego olśnienia. Tak! Skoro nigdy nie przeżył prawdziwych świąt, to kiedyś musi być ten pierwszy raz. Właśnie teraz, za kilka dni, w tym roku!
- A może... pojedź ze mną, do Rzeszowa? - zaproponowała nieśmiało – To żaden problem, przyjmą cię jak swojego.
- Nie, Asiu, nie chcę zwalać się wam na głowę. To święto rodzinne, a ja mimo wszystko będę obcy. Dziękuję za zaproszenie, ale... raczej nie skorzystam.
- Decyzja należy do ciebie. Jak byś zmienił zdanie to nie zastanawiaj się, tylko wsiadaj w pierwszy pociąg. Trzymaj się – ucałowała go w policzek na pożegnanie.
--------
Następna część opowiadania ukaże się jutro.

piątek, 21 grudnia 2012

Szkoła policyjna cz. 13


          Kilka dni później. Życie sześciorga przyjaciół od tamtych chwil toczyło się bez zbędnych przeżyć, o problemach nie było mowy, ani także o mocnych wrażeniach. Regularnie uczestniczyli w zajęciach, zarówno teoretycznych, jak i praktycznych. Często spędzali wspólnie wieczory, rozmawiając na wszelkie tematy. Nie było takiego wątku, który mogliby pominąć, gdyż po prostu nie było żadnych przeciwwskazań, aby te kwestie poruszać. Otwarcie wymieniali się poglądami, przemyśleniami, a nawet mówili o swoich marzeniach.
- Co dzisiaj mamy? - zapytał Rafał, podnosząc się z łóżka. Sebastian, który właśnie wychodził do łazienki, odpowiedział mu nim zniknął za drzwiami.
- Piątek
- Piątek, piątek... - powtórzył jak echo – Czy to nie dzisiaj jest ten mecz w telewizji?
- Jest – potwierdził Maciek, przeglądając się w lustrze. Sięgnął po grzebień, aby się uczesać. Nie mógł przecież pokazać się z takim nieładem na głowie. Dbał o swój wygląd zewnętrzny, pomimo że nie był on najważniejszy. Lecz mimo to świadczył o nim samym, to taka jakby wizytówka.
- Dobra, to dzisiaj moja kolejka... - chłopacy mieli między sobą niepisaną umowę. Za każdym razem po piwo lub inny napój alkoholowy do sklepu szła inna osoba, niż ostatnim razem. Wtedy był Sebastian, a jeszcze przed nim Maciek. Kolejkę można było opuścić tylko w razie choroby lub nieprzewidzianych sytuacji. W przeciwnym wypadku musiał liczyć się z tym, że tego wieczoru zostanie mu tylko herbata lub sok.
- Rafał, powiedz mi jedną rzecz... - kolega spojrzał na niego pytająco – Czy tobie się podoba jedna z naszych sąsiadek?
- A co ci do tego – warknął, odwracając głowę w drugą stronę. Więcej nie trzeba było mówić. Maciek od razu domyślił się, iż trafił w sedno. Jak się tego domyślił? Ostatnio Rafał często wspominał o dziewczynach, najchętniej się do nich wybierał na wieczorne pogawędki, udzielał się aktywnie podczas spotkań. Wytypował dwie dziewczyny: tą, na której często zatrzymywał wzrok, czyli Ania oraz ta, której spojrzeń często unikał, czyli Marta. Nie znał na tyle dobrze jego charakteru, aby móc określić jego typ osobowości, co pozwoliłoby mu ocenić, w której z dziewczyn się podkochuje. W sumie... Joasi też nie mógł wykluczyć, no bo dlaczego? Jest piękną, miłą oraz inteligentną kobietą, niczego jej nie brakuje. Poddał się, jest przecież policjantem, nie psychologiem!
- Ale że to aż tak widać? Cholera – rzucił, kiedy trochę ochłonął. Brunet wzruszył ramionami. Zdecydował się natychmiast uciąć drażliwy temat. Jeszcze przez przypadek sprowokuje go do kłótni, a komu to potrzebne?
- Jak ktoś skojarzy fakty... to się domyśli.
- Ale nie wiesz o którą z nich chodzi?
- Nie mam pojęcia – rozłożył bezradnie ręce. Rafał zmierzył go wzrokiem, chcąc zweryfikować jego słowa. Nie, nie kłamał. Na pewno. Odetchnął z ulgą. Sam nie wiedział dlaczego woli, aby pozostało to tajemnicą. Po prostu czuł, że tak jest lepiej.
- A ty?
- Co ja?
- Masz kogoś na oku? Tutaj albo u siebie... - podniósł się do pozycji siedzącej. W tym momencie do pokoju wrócił Sebastian. Odłożył ręcznik na łóżko i usiadł obok.
- Możesz iść, już wolne – rzucił do Rafała. O ile wcześniej zerwałby się natychmiast i udał do łazienki, teraz zajęty rozmową ze współlokatorem, wolał poczekać na jego odpowiedź.
- Zaraz.
- Właściwie to... mam już dziewczynę – koledzy od razu posłali w jego kierunku pytające spojrzenia. Chcieli, aby ujawnił im kilka szczegółów. Mężczyzna westchnął ciężko i przewrócił teatralnie oczami. Na pewno nie odpuszczą. Jeśli nic nie powie, nie dadzą mu spokoju.
- Ma na imię Paulina. Ciemnooka brunetka o zgrabnej figurze, bladej cerze i długich włosach spiętych w kucyk. Ma zmysłowe, duże, czerwone usta, świetnie całuje, a jaka jest w łóżku... to zostawię dla siebie – uśmiechnął się chytrze, dostrzegłszy ich zawiedzione miny. Dopytywali się go o więcej szczegółów, lecz on w odpowiedzi tylko kręcił głową, dając im do zrozumienia, że powiedział już wystarczająco dużo. Musieli się tym zadowolić.

          O ile mężczyźni zapomnieli już o wybryku sprzed kilku dni, dziewczyny doskonale pamiętały o zamianie kurków z wodą. Postanowiły pokazać sąsiadom, że nie tylko oni lubią czasem zaszaleć i nie tylko oni mają zwariowane pomysły. Od Maćka wiedziały o ich planach na wieczór – Rafał miał kupić piwo, zostawić je w lodówce, by potem wypić je, schłodzone, podczas meczu. Ułożyły następujący plan: kupiły dokładnie taką samą ilość bezalkoholowego napoju i przekonały sprzedawczynię, aby mogły do jutra pożyczyć sześć butelek po piwie. Miały być one dokładnie takie same jak te z lodówki. Ekspedientka zgodziła się oddać je za kaucją. Problemem pozostały jedynie kapsle. Czymś przecież musiały zatkać butelki. W tym także pomogła im pani za ladą, która znalazła sześć takich, które jeszcze się nadawały, tzn. nie wyglądały na zużyte. Wyciągnęła je ze specjalnego pojemnika, do którego wyrzucane były po klientach, którzy w sklepie otwierali butelki z piwem. Zadowolone, wróciły do ośrodka.
Tam na wszelki wypadek przepłukały butelki gorącą wodą, po czym wypełniły je piwem bezalkoholowym.
- Piłam to kiedyś. Jeszcze większe świństwo niż to z alkoholem – przyznała Asia
- Skoro dla nas, kobiet, to jest ohydne, to pomyśl co sobie chłopacy pomyślą. Wolałabym, żeby nie mówili tego na głos – usłyszała w odpowiedzi. Wszystkie we trójkę się zaśmiały. Oczywiście, zamierzały oddać im prawdziwe piwo, przecież wydali na to pieniądze. Ale to miało nastąpić dopiero po fakcie. Ania obiecała sobie, że zemsta będzie słodka.
Jeszcze chwila, wystarczy tylko pozatykać butelki kapslami i... gotowe! Pozostała jeszcze podmiana w kuchni. Upewniwszy się, że na korytarzu „wieje” pustką, udały się do pomieszczenia. Poszło o wiele łatwiej niż się spodziewały. W drodze powrotnej także nikogo nie spotkały. Jeszcze tego by brakowało. W budynku nie można było posiadać żadnego alkoholu. Rygor niczym w szkole. No w końcu to też szkoła, tylko że policyjna.

- Zaraz się zaczyna. Idź już po browca – ponaglał kolegę Maciek. Nie mógł się doczekać, kiedy otworzy swój ulubiony napój i upije solidnego łyka, rozkoszując się jego smakiem. Ostatnio zdał sobie sprawę, że trochę częściej spożywa alkohol, niemal zawsze przy oglądaniu relacji sportowych. Za każdym razem obiecywał sobie, że ograniczy się choć trochę, jednak nie tak łatwo było to wcielić w życie. Rafał zniknął za drzwiami, by bo chwili przynieść ze sobą zgrzewkę piwa. Jako pierwszy dorwał się do niej oczywiście brunet. Nie czekał nawet na początek meczu, otworzył butelkę i podniósł ją do ust... a po chwili skrzywił się, z trudem przełykając część jej zawartości.
- Nie będę już tak dużo pił, nie będę... Przez najbliższy miesiąc przerwa z piwem... - wymamrotał pod nosem, odwracając się w stronę okna. Sebastian i Rafał wymienili zdziwione spojrzenia, sięgając po swoje butelki.
- Nie to nie, więcej będzie dla nas – podsumował pierwszy z nich. Lecz kiedy on spróbował zawartości, natychmiast odstawił piwo na stół, za to Rafał wypluł wszystko z jamy ustnej na podłogę.
- Co to kurwa jest?! - wrzasnął, panicznie rozglądając się za czymś innym do picia, co mogłoby zatuszować nieprzyjemny posmak. W tym momencie w pokoju pojawiły się dziewczyny. Każda trzymała po dwie butelki piwa.
- O nie...
- Pomyślałyśmy, że mecz jest długi i może wam braknąć dodatków, więc chciałyśmy wam zrobić taką miłą niespodziankę – oznajmiła uroczyście Joasia
- Jakie te nasze dziewczyny są dobre – rzekł Sebastian, siląc się na sztuczny uśmiech
- Cieszycie się, prawda? Dlaczego się nie cieszycie? - kontynuowała. W pomieszczeniu słychać było jedynie dźwięk z telewizora. Mężczyźni poodwracali głowy, unikając kontaktu wzrokowego z dziewczynami.
- To my wam powiemy: podmieniłyśmy piwo na bezalkoholowy shit w ramach wyrównania rachunków za prysznic – wyjaśniła Marta – Rozumiem, że nie smakowało – uśmiechnęły się we trójkę. Ania wyciągnęła zza pleców aparat i zrobiła zdjęcie chłopakom. Ich zdumione miny wyglądały tak zabawnie, że musiały zostać uwiecznione. Z pewnością będzie to jedno z barwniejszych wspomnień z czasu spędzonego w Szczytnie. Ale to dopiero początek, jeszcze wiele przed nimi.
----------
Następna część ukaże się jutro.

czwartek, 20 grudnia 2012

Szkoła policyjna cz. 12


          Mężczyzna w milczeniu słuchał opowieści siostrzenicy, spacerując z nią wzdłuż parkowej alejki. Dziewczyna ominęła kilka szczegółów, nie mając na tyle odwagi, by o nich z kimkolwiek rozmawiać. A już na pewno nie z kimś z rodziny. Nie były to istotne rzeczy, o których koniecznie trzeba wspomnieć. Bez tego także mogła zachować sens relacji i przekazać konkretne informacje.
- Muszę sobie pogadać z tym chłopakiem – mruknął zamyślony. Joasia popatrzyła na wujka ze strachem – Nie, nic mu nie zrobię. Chcę mu tylko podziękować i pogratulować godnej poszanowania postawy.
- Najpierw to trzeba zrobić coś, aby przez to nie wyrzucili go ze szkoły. On jest naprawdę zdolny, inteligentny, może zajść daleko. A teraz, przeze mnie, wszystko stanęło pod znakiem zapytania. Czuję się winna. Nie chcę, żeby stracił taką szansę... - spuściła wzrok, zawiesiwszy głos. Poczucie winy cały czas ciążyło na jej sumieniu, nie pozwalało normalnie funkcjonować, ciągle dawało o sobie znać. Choćby bardzo się starała, nie była w stanie o tym zapomnieć.
- I nie chcesz stracić z nim kontaktu – dokończył za nią
- Skąd wiesz? - natychmiast się ożywiła. Przez chwilę czuła irytację, by po kilku chwilach całkowicie zastąpiło ją zawstydzenie. Po tym odważnym czynie dostrzegła w nim prawdziwego mężczyznę. Mimo że nie był zniewalająco przystojny i nie posiadał muskuł jak stal, sylwetki niczym grecki bóg, Joasia doceniła jego inne cechy, które miały zdecydowanie większe znaczenie niż wygląd czy pochodzenie. Wydarzenia tamtego wieczora zachwiały nią całą, przez co zmieniło się jej spojrzenie na świat i system wartości. O ile do tamtej pory najważniejsze były pieniądze, wygląd i znajomości, teraz liczyło się wnętrze człowieka.
- Na wygląd mamy tylko niewielki wpływ, możemy poprawiać, dopracować detale, zatuszować to co jest nie tak. Charakter zależy tylko i wyłącznie od nas, możemy całkowicie pozbyć się złego i zmienić na dobre, jesteśmy jacy jesteśmy z wyboru – powiedziała sobie podczas swoich nocnych rozważań. Jak widać, wcieliła tę prawdę w życie. Jej kontakty z dziewczynami z pokoju oraz sąsiadami się poprawiły, zyskała w ich oczach szacunek i poważanie. Jeśli byli z nią to nie z obowiązku, ale z własnej woli. Po prostu tego chcieli. Z zamyślenia wyrwał ją głos wuja.
- Asia? No co się z tobą dzieje! Wszystko dobrze? - spytał zaniepokojony, wpatrując się w jej oczy.
- Tak, chyba tak. Mówiłam już, że się martwię.
- Będzie dobrze, zobaczysz. Pójdę porozmawiać z komendantem, może coś wskóram – zapewnił, obejmując ją ramieniem. Westchnęła ciężko, oparłszy się o niego. Mogła być pewna, że zrobi wszystko co w jego mocy, ale co tak właściwie jest w stanie zrobić? Zarówno wpłynąć na decyzję, jak i nic. Trzeba spróbować. Pomyślała, jak może wyglądać przyszłość, gdyby się udało.

- Nie wyrzucił! Rozumiesz?! Zostaję! - krzyknął radośnie, biorąc przyjaciółkę w ramiona. Podniósł ją z ziemi i wykonał obrót dookoła własnej osi. Na jej twarzy zagościł uśmiech, cieszyła się razem z nim.
- Jakiś inspektor się za mną wstawił. Osobiście wolałbym, żeby nikt nie pomagał, nie chcę tego. Jeśli mam coś osiągnąć, to samemu, tylko dzięki własnym umiejętnościom – kontynuował, kiedy emocje trochę opadły. Potrząsnęła głową, nie mogła uwierzyć w żadne z tych słów. Chciała dobrze, ale jak zwykle wyszło źle! Zawahała się, czy powinna się przyznać. Nie wymagała od niego wdzięczności, tym bardziej, że nie oczekiwał pomocy z jej strony. A już na pewno nie takiej. Ale tak chyba będzie najuczciwiej, powinien znać prawdę.
- Seba? - spytała drżącym głosem, odwracając głowę
- Tak? 
- To ja
- Co ty? - zmrużył oczy, nie zrozumiawszy jej wyznania. Dopiero po chwili zrozumiał, co chciała powiedzieć. Zacisnął zęby, czerwieniejąc ze złości. Na usta cisnęło mu się kilka nieprzyjemnych słów. Nie chciał jej urazić, dlatego wolał milczeć. 
- Przepraszam – wyszeptała, wbijając wzrok w podłogę. Nie miała odwagi spojrzeć mu prosto w oczy. Zamiast zapytać go o zdanie, ustalić z nim cokolwiek, spiskowała za jego plecami. Już nie chodziło o jego angaż w intrydze, powinna chociaż to skonsultować. Ledwie pozbyła się wyrzutów sumienia, pojawiły się nowe, które dręczyły i sprawiały ból nie mniej niż poprzednie.

- Nie, nie rób tego – nagle stanęła naprzeciw niego. Mężczyzna uniósł brwi ze zdumienia. Nie spodziewał się, że zrezygnuje z jego pomocnej dłoni, kiedy już po nią sięgnęła. A tym bardziej nie spodziewał się, że tak szybko to nastąpi! Nie miał do niej żalu o to. Starał się ją zrozumieć, wiedział że nie jest jej łatwo, że ciężko jej dokonać wyboru i na pewno jest wewnętrznie rozdarta. Sama nie wiedziała co powinna robić, czego nie, czy może jeszcze jakoś pomóc przyjacielowi, czy pozostało już tylko bierne czekanie na decyzję. Milczenie trwało już dłuższą chwilę, co niepokoiło blondynkę.
- Przepraszam. Przepraszam, że cię tu ciągnęłam tyle kilometrów, że znów musiałeś się dla mnie poświęcać... - zarzuciła mu ręce na szyję i wtuliła się w jego ramiona – Nie chodzi o to, że wydaje mi się, że nadużywam twojej dobroci i nie powinnam tego robić, rozmawialiśmy już na ten temat wiele razy. Ale tu nie chodzi o mnie, nie mogę sama decydować. On może być niezadowolony z takiej formy pomocy, jest zbyt samodzielny, aby na coś takiego się zgodził. Może by mi wybaczył, ale skoro wiem że go tym zranię, to nie powinnam tego robić – wyjaśniła, cały czas pozostając w ramionach wuja. Miała nadzieję, że się na nią nie obrazi, że nie będzie się gniewał. Zachowała się jak rozkapryszona księżniczka, która ma swoje humorki i musi stać się jej wola. A zabawką w jej rękach był on. Na szczęście, nie odczuł tak tego.
- Mam nadzieję, że chociaż rozmowa ze mną pomogła – powiedział ze zrozumieniem. Pokiwała twierdząco głową.
- Możesz wracać. Dziękuję. Za wszystko. Napiszę później jak poszło – zapewniła, po czym ucałowała go w policzek. Mężczyzna uśmiechnął się do samego siebie. Musiał przyznać, że coś w niej drgnęło. Zmieniła się. Zawsze uważała się za idealną i chciała podporządkować sobie wszystko dookoła. Przeszła szybką metamorfozę na plus. A może to dopiero początek tego procesu? Mimo to, kochał ją jak córkę, taką jaka była przedtem i taką jaka będzie w przyszłości. W końcu to rodzina.
- Myliłem się, bracie. Dobrze ją wychowałeś, byłeś dobrym ojcem – rzekł spoglądając w niebo. Kilka lat temu zarzucił mu, że za bardzo rozpieszcza córkę. Uważał, iż powinien być dla niej bardziej surowy. A jednak zakorzenił w niej te najważniejsze wartości, skoro teraz, po takim czasie się ujawniły. Być może to sytuacja po stracie rodziców, kiedy wszyscy skupili się na niej, aby pomóc jej przetrwać trudne chwile, nauczyła ją egocentryzmu. Nie podejmował się oceny, najważniejsze że w końcu przejrzała na oczy.
- Możesz być z niej dumny – dodał

          Komendant zapowiedział swoją wizytę w pokoju chłopaków późnym wieczorem. Związana ona była z decyzją dotyczącą Sebastiana. We trójkę, z pomocą Ani i Marty zdołali wyczyścić każdy zakamarek pomieszczenia, tak że wszystko lśniło z czystości. Zależało im na tym, aby dobrze się zaprezentować. W końcu głupio by było skompromitować się przed samym komendantem.
- Witam – powiedział, kiedy Rafał otworzył mu drzwi. Wszedł do środka i przywitał się z pozostałą dwójką.
- Proszę siadać – wskazał mu swoje łóżko, zapominając o wczorajszym piwie. Butelka po nim znajdowała się gdzieś w pościeli aż do teraz. Przeoczyli ją podczas sprzątania. Pech chciał, że komendant usiadł dokładnie na nią. Sięgnął pod kołdrę i wyciągnął butelkę. Maciek i Sebastian spojrzeli na niego, jakby chcieli go zabić wzrokiem. On sam miał ochotę się zapaść pod ziemię.
- To ja już lepiej pójdę – rzucił Sebastian, wyciągając bagaż spod łóżka.
- Zaraz, zaraz. Dokąd chce pan iść?
- No... czas wracać do domu – wzruszył ramionami
- Coś się panu musiało pomylić. Mamy środek września, nie koniec lutego.
- To znaczy że... zostaję?
- Może tak to ujmę... gratuluję panu odwagi. To wspaniale, że są jeszcze na świecie tacy ludzie jak pan. Uczciwi, sumienni, honorowi. Pomyślałem sobie, że nie mogę wyrzucić kogoś takiego. Ma pan dużą szansę przed sobą, proszę tego nie zmarnować. Co nie znaczy, że obejdzie się bez konsekwencji... No bo fakt, należało mu się, ale trochę mógł o pan oszczędzić. Nie miałby żadnych powodów, a tak zrobił z siebie ofiarę, wielce poturbowanego i nic więcej nie mogę zrobić. Gdybym zostawił to tak jak teraz, ktoś z góry mógłby się tym zainteresować, co nie skończyłoby się dobrze ani dla mnie, ani dla pana. Dlatego... tydzień mycia podłóg na piętrze.
- Tak jest – odpowiedział z uśmiechem – Dziękuję bardzo
- A tego... - wskazał na butelkę, którą uprzednio postawił na stole – tego nie widziałem. No to życzę dobrej nocy, do zobaczenia, ale mam nadzieję że w zdecydowanie milszych okolicznościach.
---------
Następna część powinna ukazać się jutro.

środa, 19 grudnia 2012

Szkoła policyjna cz. 11


          Obudziły ją promienie wschodzącego słońca, wdzierające się przez niewielką szparkę pomiędzy jedną zasłoną a drugą. I oczywiście musiały one padać akurat na jej twarz! Podniosła powieki, po czym rozejrzawszy się przez chwilę, znów zamknęła oczy. Musiało być jeszcze bardzo wcześnie, bowiem Marta i Ania jeszcze spały. Zgadywała, że jest dopiero kilka minut po godzinie szóstej. Nie miała ochoty tego sprawdzać, dlatego zdała się na swój wewnętrzny zegar biologiczny. Blondynka przekręciła się na drugi bok, z nadzieją, że uda się jej zasnąć jeszcze na kilkanaście minut.
Lecz natychmiast dopadły ją myśli, od których szczęśliwie udało się odciąć w nocy, co pozwoliło na spokojny sen. Teraz już wiedziała, że o jakiejkolwiek drzemce może zapomnieć. Dzisiaj ważyły się losy Sebastiana i Marcina. Co do tego drugiego nie miała żadnych wątpliwości – mógł nawet zakupić bilet na przejazd powrotny. Na pewno nie miała takiego celu, jednak to jedyny fakt, który pomoże przyjacielowi. Tak, zdecydowanie nim był. Zwykły kumpel to zbyt słabe określenie. Pomimo krótkiej znajomości, zdążył zrobić dla niej wiele. Pomógł, okazał wsparcie, był i jest dostępny w każdej chwili, zawsze mogła liczyć na rozmowę, dobrą radę czy po prostu jego obecność. Czuła się winna tej afery, pomimo że nie zrobiła nic, co mogłoby sprowokować Marcina do takiego czynu.
Stwierdziła, że nie ma sensu dłużej leżeć w łóżku. Zabrała ze swojej szafy ręcznik oraz ubrania. Udała się do łazienki, w celu wykonania porannej toalety. Długo stała pod prysznicem, jakby chciała zmyć z siebie stres i wszystkie nieprzyjemne myśli. Tym razem kurki były już oznaczone poprawnie, w przeciwieństwie do wczorajszego wieczoru. Zapewne chłopacy w nocy to naprawili. Nie mogli przecież tak tego zostawić, gdyby to doszło do komendanta, na pewno nie pomogłoby Sebastianowi.
Na korytarzu minęła się z Maćkiem. Mężczyzna przywitał ją z uśmiechem, zatrzymał się na chwilę i zagadał do niej.
- Jak się czujesz? Wszystko w porządku?
- Wiesz, mogłoby być lepiej... - mruknęła zamyślona – Przede wszystkim chciałabym pospać dłużej, ale cóż... skoro już jestem na nogach, to może spróbuję znaleźć sobie jakieś pożyteczne zajęcie...
- Jeśli chcesz, możesz iść ze mną do sklepu – zaproponował – W towarzystwie jest zdecydowanie lepiej
- Wiesz... nie, ale dzięki. Może innym razem – odparła pospiesznie. Natychmiast odwróciła się na pięcie, aby pójść do pokoju. Maciek nie krył zdziwienia jej reakcją, lecz wszystko stało się jasne, kiedy spojrzał za siebie i dostrzegł Marcina idącego w ich kierunku.
- Stój! - krzyknął do Asi. Dziewczyna stanęła jak wryta. Sam ton głosu wzbudzał nieprzyjemne emocje, nie mówiąc już o patrzeniu na jego oczy, twarz, postać. Strach ją sparaliżował. Dopiero po kilku głębokich oddechach zdołała się odwrócić. Od mężczyzny dzieliła ją odległość zaledwie dwóch kroków. Na szczęście Maciek został na korytarzu, i to w całkiem niedużej odległości. W każdej chwili mógł interweniować, gdyby zaszła taka potrzeba. To pozwoliło jej choć trochę, lecz nie do końca, odetchnąć.
- Zadowolona z siebie jesteś? Co? Myślisz że taka cwana jesteś?!
- Próbowałeś mnie zgwałcić – powiedziała cicho – Zasłużyłeś na karę. Chciałam to tak zostawić, ale wiesz co? Teraz nie żałuję, że powiedziałam o wszystkim. Jesteś dupkiem. Zwykłym gnojkiem, który chce, żeby wszystko było po jego myśli! - wykrzyczała mu prosto w twarz. Nie brakło jej odwagi, by go uderzyć, lecz w porę się powstrzymała. Dostał już od Sebastiana i doskonale wiedziała czym to może się dla niego skończyć. Nie potrzebowała więcej problemów, miała ich już zbyt wiele.
- Dobra, skończ – mruknął, odwracając głowę – Mam dla ciebie świetną propozycję, na pewno ci się spodoba.
- Nie, nie pójdę z tobą do łóżka. Ani dobrowolnie, ani siłą – zaprzeczyła kategorycznie, rzucając mu pogardliwe spojrzenie. Jak mógł o czymś takim w ogóle myśleć? Teraz, w sytuacji kryzysowej? Może chciał wykorzystać ostatnie chwile, aby przeżyć chociaż ten jeden raz z nią... Ale to nie on stawiał warunki. W ostatnich godzinach swojego pobytu na szkoleniu, kiedy może stracić pracę, a nawet trafić do więzienia on próbuje walczyć? Ale o co?
- Nie o tym mówię. Wiesz przecież, że Sebastian przekroczył granice obrony koniecznej. Zamiast mnie tylko obezwładnić, tłukł mnie niemal do utraty nieprzytomności.
- Dobra, weź nie przesadzaj... - rzuciła zniesmaczona. Fakt, Sebastian pobił go dość mocno, ale nie na tyle, żeby nie mógł o własnych siłach dotrzeć do toalety czy pokoju. Takie wyolbrzymienie było mu zdecydowanie na rękę.
- Jestem w stanie udowodnić, że nadużył swojej siły. A wtedy wylecimy obaj. Ja i on. A chyba byś nie chciała, żeby przez ciebie stracił taką szansę, co? - uśmiechnął się szyderczo, kiedy ujrzał zdruzgotanie na jej twarzy. Pokręciła głową. No tak, nie byłby sobą, gdyby nie wpadł na tak chytry, a zarazem genialny plan. To była jego jedyna szansa, aby uniknąć kary. Ale co jeśli dla Sebastiana to także jedyna możliwość, która pozwoli mu pozostać w ośrodku? Zacisnęła zęby, walcząc z wewnętrznym rozdarciem.
- Aśka, nie daj się zmanipulować! - wtrącił się Maciek – Nie możesz mu odpuścić, musi ponieść karę!
- Nie wtrącaj się – warknął zdenerwowany. Zapewne gdyby nie on, przekonałby Asię do wycofania skargi. Wszystko szło zgodnie z założeniami, dopóki brunet się nie wtrącał. Był już tak blisko, a ten musiał dolać oliwy do ognia, musiał przeszkodzić. Że też przez cały czas był obecny przy rozmowie...
- Nie masz żadnej gwarancji, że dotrzyma słowa – ten argument przytoczony przez mężczyznę ostatecznie przechylił szalę. Joasia przypomniała sobie, że nie można mu ufać, dlatego zrezygnowała z proponowanej ugody. Na pewno będzie wściekła na siebie, jeśli Sebastian zostanie wyrzucony. Ale jeszcze bardziej zabolałoby, gdyby dała się oszukać.
- Wypchaj sobie dupę trocinami – wycedziła przez zęby, wprawiając go w osłupienie. Odwróciła się na pięcie i pomaszerowała do swojego pokoju.
- Jeszcze tego pożałujesz! Zniszczę cię, obiecuję ci to! - krzyknął, zanim zniknęła za drzwiami. Następnie posłał wrogie spojrzenie w kierunku Maćka. Mężczyzna bezradnie rozłożył ramiona, uśmiechnął się szyderczo i odszedł.

          Tego dnia zarówno Joasia, jak i Sebastian, nie mogli skupić się na niczym. Zdawali się być nieobecni, jakby ich dusze błądziły gdzieś w nieznanym. Chociaż starał się udawać, że decyzja jest mu zupełnie obojętna, że niczym się nie przejmuje, w głębi duszy wręcz modlił się o pozostanie na szkoleniu. Z kolei dziewczynę przez cały czas wspierały współlokatorki. Przejmowała się wcale nie mniej niż on. W godzinach popołudniowych otrzymała smsa od wujka. Zgodnie z obietnicą, przyjechał do Szczytna. Czekał na nią w parku. Udało się jej przekonać przyjaciół, że doskonale sobie poradzi i chce zostać sama. Tylko ona i jej myśli. Ona i jej wnętrze.
Mężczyzna siedział na ławce przy głównej alejce. Na oko miał tak z pięćdziesiąt, może pięćdziesiąt pięć lat, gdzieniegdzie kilka siwych włosów, jednak zdecydowana większość posiadała jeszcze swoją ciemną barwę. Posiadał nieduży zarost, szerokie barki i płaski brzuch, co trochę kłóciło się ze stereotypem komendanta. On jednak nie znosił ciągłego siedzenia w biurze, dlatego od czasu do czasu jeździł ze swoimi podwładnymi w teren, co ranek lub wieczór biegał rano w parku, aby utrzymywać dobrą formę. Także dlatego był szczupły. Piastował stanowisko komendanta wojewódzkiego na komendzie w Rzeszowie. Kiedy zobaczył swoją siostrzenicę, natychmiast zerwał się na równe nogi i podbiegł do niej.
- Asia! Jak miło cię widzieć! - powiedział, wyciągając ku niej ręce. Rzuciła się mu w ramiona, wtulając się mocno.
- Ja też się cieszę, że jesteś.
- Tak jak obiecałem. Przejdziemy się, co? - zaproponował, biorąc jej twarz w dłonie – Strasznie blada jesteś, świeże powietrze dobrze ci zrobi.
- Tak, chodźmy. Nie najlepiej się dzisiaj czuję. Za dużo nerwów jak dla mnie.
- No to opowiadaj, co tam u ciebie słychać? Co takiego się wydarzyło, no i... jak mogę ci pomóc?
--------
Następna część ukaże się jutro.

wtorek, 18 grudnia 2012

Szkoła policyjna cz. 10


          Wszyscy skierowali swoje spojrzenia na Joasię. Wszystko zależało od niej. Presja i ciężar odpowiedzialności były zbyt duże, aby potrafiła stawić im czoła. Wiedziała czego od niej oczekują. Chcieli, aby to zrobiła. Aby nie była egoistką i pomogła Sebastianowi. On ją uratował, zaryzykował. Przecież nie mógł mieć pewności, że da radę Marcinowi. Mężczyzna wyglądał na znacznie groźniejszego i silniejszego niż przeciwnik, lecz mimo to Sebastian nie zląkł się i stanął w obronie dziewczyny. Poświęcił się dla niej. Konsekwencje mogły być znacznie poważniejsze. Co jeśli ta bójka odbiłaby się na jego zdrowiu? Schowanie głowy w piasek będzie zdecydowanie nie fair wobec niego. Teraz jej kolej. Jej ruch. Nie mogła już znieść kilku par oczu utkwionych w swojej postaci.
- Przepraszam – rzuciła w ich stronę, by po chwili zniknąć za drzwiami. Ze spuszczoną głową przeszła przez korytarz, zeszła po schodach. Udała się ku wyjściu. Od razu skręciła w kierunku parku. Przyspieszała kroku, jakby ktoś ją śledził, obserwował. Takie miała uczucie.
- Idiotka. Jak możesz być tak samolubna? Doskonale wiesz, ile mu zawdzięczasz. Masz okazję do rewanżu. Musisz to powiedzieć! - mówił w niej wewnętrzny głos
- Nie, nie umiem. Nie mam na tyle siły, brak mi odwagi – odpowiedziała w myślach. Przed oczyma malowała się jej wizja przeszłości. Oto po tym jak Sebastian został wyrzucony, wszyscy się od niej odwrócili. Traktowali ją z pogardą, naśmiewali się z niej, cały czas wytykali jej głupotę i niekoleżeństwo. A najgorsze, że przed sobą cały czas miała jego twarz. Patrzył na nią smutnymi oczyma, pytając dlaczego mu nie pomogła. Nigdzie nie mogła zaznać spokoju, wszędzie byli oni, ich śmiechy, głosy przypominające o wszystkim, w środku sumienie paliło ją nim gorący płomień. Nie tylko roztopiło lód, którym skute było jej serce, ale wypalało jej wnętrze, ją całą.
Przymknęła oczy, pokręciła głową i puściła się biegiem w parkową alejkę. Chciała zgubić przerażające wizje, lecz ucieczka nie była tu żadnym rozwiązaniem. Zdawało się jej, że drzewa są coraz bliżej, że chcą ją ukarać. Przyspieszyła, ile tylko miała sił w nogach. Nic się nie zmieniło. Recepta była tylko jedna – trzeba działać. Zatrzymała się, dysząc ciężko. Postanowiła spróbować. Ale... co jeśli jej tłumaczenia nie wystarczą? Zgłoszenie próby gwałtu może doprowadzić do sytuacji, że to Marcin zostanie wyrzucony, ale także nie wyklucza takiej możliwości w przypadku Sebastiana. Niby zrobiłaby wszystko co mogła, lecz w rzeczywistości mogłaby się posunąć o krok dalej. Sumienie nie da jej spokoju, jeśli nie będzie pewna że wykorzystała każdą możliwość. Wcześniej zapewniała, że nie będzie takiej potrzeby. Nie mogła jednak przewidzieć sytuacji, w jakiej się teraz znalazła. Nie zastanawiając się ani chwili dłużej, wyciągnęła z kieszeni telefon.
- Cześć Asieńko, co tam u ciebie słychać? - odezwał się głos w słuchawce. Blondynka pociągnęła nosem, starając się uspokoić, by jej głos zabrzmiał jak najbardziej naturalnie.
- Nie za dobrze. Wiem że na początku mówiłam co innego... ale jednak nie jestem taka świetna. Jestem słaba, nie radzę sobie. Totalna beznadzieja. Potrzebuję twojej pomocy.
- Co się stało? - wyczuła niepokój. No tak, mimo że brzmiała całkiem normalnie, nie zastanowiła się nad słowami. Nic dziwnego, że natychmiast go zaniepokoiła. Nawet nie myślała jak go uspokoić. Nie miała do tego teraz na tyle siły, zbyt wiele zmartwień zaprzątało jej głowę.
- Kolega ma przeze mnie kłopoty. Sama chyba nie dam rady go z tego wyciągnąć. Szczegóły? To nie na telefon. Zbyt poważna sprawa. Przyjedziesz? - zapytała z nadzieją w głosie. Spodziewała się twierdzącej odpowiedzi. Właściwie to mogła być jej pewna, lecz coś wewnątrz nie pozwalało jej na to. Gdzieś w środku pojawiła się nutka niepewności.
- Pewnie. Spodziewaj się mnie jutro.
- Pamiętaj, pełna dyskrecja. Jakby co... to się nie znamy.
- Oczywiście, Asiu, nie musisz się o nic obawiać – zapewnił, mówiąc łagodnym głosem. Odetchnęła z ulgą. Mężczyzna zawsze dotrzymywał słowa, to nie ulegało żadnej wątpliwości. Pożegnała się z nim, a następnie zakończyła połączenie. Uśmiechnęła się do siebie. Ruszyła z miejsca, jednak się udało. Chociaż nie tego od niej oczekiwano, jednak teraz, wiedząc że wykonała pierwszy krok, będzie zdecydowanie łatwiej wykonać kolejny. Obiecała sobie, że jeśli wyrzucą Sebastiana ze szkolenia, to ona także odejdzie.

- Seba... może jednak dostaniesz drugą szansę.
- Komendant nie jest taki zły, jak wszyscy to obrazują. To też człowiek, ma uczucia. Nie wierzę, żeby tak po prostu bez wahania wydał na ciebie wyrok – koledzy starali się pocieszyć Sebastiana. Policjant siedział na łóżku, wbijając wzrok w swój bagaż. Zdawał sobie sprawę, że prawdopodobnie to jego ostatni wieczór tutaj. Pogodził się z tą myślą, mimo że decyzja jeszcze nie zapadła. Istniejący w jego myślach cień nadziei tłumiony był przez wizję powrotu do szarej rzeczywistości. Dawniej podobało mu się tamto życie, ale teraz, kiedy posmakował czegoś lepszego, na nowo poznał i zrozumiał co to jest przyjaźń... Dopiero teraz zdał sobie sprawę, jak wiele braków jest w jego dotychczasowym życiu, które wiódł w Zgorzelcu. A skoro teraz, tak bardzo mu się tutaj podoba, tak dobrze dogaduje się ze współlokatorami, dlaczego ma siedzieć i marnować ostatnie godziny z nimi spędzone? Nagle wstał i uśmiechnął się do nich.
- Wiecie co? - spojrzeli na niego pytająco – Mam wielką ochotę zrobić dziewczynom jakiegoś psikusa, a wy?
- No, Seba, i o to chodzi! - krzyknął zadowolony Rafał – Nie ma co siedzieć i się zamartwiać, trzeba mądrze wykorzystać ten czas.
- Tylko co my im zrobimy? - Maciek podrapał się po głowie. Przez następne kilka minut brunet i dwaj jego koledzy urządzili „burzę mózgów”. Co jakiś czas wymieniali się pomysłami: jedne bardziej głupie, inne mniej, jednak żaden nie był na tyle dobry, by wcielić go w życie.
- Zimny prysznic – rzucił w pewnej chwili Sebastian
- To znaczy?
- Przemienimy kurki z wodą w łazience. Ciepła będzie oznaczona jako zimna, a zimna jako ciepła. Któraś z nich pójdzie i odkręci zimną zamiast ciepłej – uśmiechnął się chytrze. Maciek i Rafał przystali na to. Przeszukali pomieszczenia gospodarcze, szukając odpowiednich narzędzi. Aż w końcu znaleźli. Rafał stanął na korytarzu, pilnując aby nikt nie wszedł do łazienki, w czasie gdy pozostali dwaj wykonywali pracę. Po fakcie odnieśli narzędzia na miejsce i skryli się w pokoju.
- Może pomyśli że ciepłą wodę wyłączyli – zaśmiał się pod nosem
- Trochę to głupie... ale wiecznie poważnym być nie można! Czasem trzeba zaszaleć, taki jeden szczeniacki wybryk nie znaczy że coś z nami nie tak. Powiem szczerze, że mi trochę tego brakuje z czasów edukacji w szkole – podsumował brunet
- No w sumie tutaj też jesteśmy w szkole, w celu edukowania się – zauważył Sebastian. Trudno było się z nim nie zgodzić, gdyż miał rację. Maciek wpadł na pomysł, aby znaleźć sobie jakieś alibi. Dziewczyny mogą się domyślić komu chciałoby się grzebać przy kurkach, dlatego usprawiedliwienie mogłoby być przydatne. Zdecydowali się na pokera.
Podczas kolejnej już partyjki, nagle drzwi pokoju się otworzyły, a w progu stanęła Ania. Z jej włosów ściekała woda, a na sobie nie miała nic, była tylko owinięta ręcznikiem, zasłaniając tylko te części ciała, których nie chciała pokazać.
- Niezły żart, naprawdę – rzuciła ironicznie, spoglądając po kolei na każdego z chłopaków. Udawali zdezorientowanych, lecz doskonale wiedziała, że to ich sprawka. Nawet alibi nie pomogło, gdyż Marta wychodząc do sklepu, widziała Rafała stojącego przy drzwiach od łazienki. Dziewczyny skojarzyły fakty i wyciągnęły wnioski.
- Ale co? - zapytał Maciek, myśląc że nadal warto udawać. Ku ich zaskoczeniu Ania na chwilę wyszła z pokoju, zostawiając otwarte drzwi, by po chwili wbiec tam z wiadrem wody i wylać ich zawartość w kierunku stolika, przy którym siedzieli.
- Skoro tak bardzo lubicie zimną wodę to proszę bardzo! - krzyknęła, śmiejąc się z nich. Obok niej pojawiła się Marta, która także się śmiała z tej sytuacji. Przemoknięci mężczyźni w zupełnie mokrych ubraniach, ocierając wodę ściekającą z twarzy wyglądali całkiem zabawnie. A jeszcze śmieszniej wyglądało ich zdziwienie.
- Jeden do jednego – podsumował Sebastian, rozkładając bezradnie ręce. Tymczasem Rafał przez chwilę miał ochotę podejść do Ani i zerwać z niej ręcznik, lecz uznał że to byłoby grubą przesadą. Może gdyby byli sami, odważyłby się na tak desperacki krok. Miała piękne nogi, nie mógł oderwać od nich wzroku. Chyba tylko on jeden zwrócił na to uwagę. Atmosferę zmieniło pojawienie się Asi. Dziewczyna właśnie wróciła z rozmowy z komendantem. Stanęła na środku pokoju, rozglądając się dookoła. Nie zapytała jednak, co tutaj się wydarzyło, choć na widok chłopaków w mokrych ubraniach i Ani w samym ręczniku, pytanie samo cisnęło się na usta.
- Powiedziałam wszystko. Co się wydarzyło, jak było – powiedziała, odwracając wzrok w kierunku ściany. Wszyscy stali jak wryci. Pierwszy ocknął się Sebastian. Podszedł do niej i przytulił, zapominając że jest mokry.
- Przepraszam – powiedział, odsuwając się od niej
- Nie szkodzi – odparła i wtuliła się w jego ramiona. Potrzeba poczucia bliskości była zbyt duża. W męskich, silnych ramionach było jeszcze lepiej, gdyż czuła się bezpiecznie.
- Dziękuję – szepnął jej do ucha.
-------
Następna część ukaże się jutro.