Maszerowali długo w milczeniu, prowadzeni nadzieją odnalezienia dziewczyny. Żaden z nich nie odczuwał bólu, strach na to nie pozwalał. Bali się tego, co mogą tam zobaczyć. A może nic takiego? Może tam jest tylko jej komórka, a ona jest w zupełnie innym miejscu?
Dochodziła dwudziesta trzecia, kiedy dotarli na miejsce. Już z daleka wiedzieli, że coś się wydarzyło Długi ciąg samochodów ze zgaszonymi silnikami, niektórzy kierowcy czekali w środku, niektórzy wyszli na papierosa, a jeszcze inni udali się w niewiadomym kierunku. Maciek zaczepił jednego z palących, aby uzyskać trochę informacji.
- Co tam się stało? Wypadek jakiś?
- Podobno. Droga zablokowana, nie ma nijak przejechać, a objazdu też nie ma... - machnął ręką zrezygnowany
- Ranni, jakieś ofiary?
- Podobno są. Ale to musisz pan pogadać z policjantem, tam hen daleko na początku kolejki.
- Dziękuję – rzucił, szybkim krokiem ruszając we wskazanym kierunku. Razem z Sebastianem mijali kolejne samochody, coraz bardziej drżąc z niepokoju. Serce waliło mu jak oszalałe. Jeszcze nigdy tak się nie bał. Zapewne dlatego, że jeszcze nikogo tak bardzo nie kochał jak ją. Nigdy nie pogodzi się z myślą, że coś jej się stało, że może już nigdy jej nie zobaczyć... W duchu zaczął się modlić, aby z tego wyszła. Nie wiedział jeszcze co jej jest, ale wkrótce ta wiadomość spadnie na niego jak grom z jasnego nieba. I będzie musiał przyjąć to na klatę, od tego uczucia nie można uciec.
Przedarli się przez niewielki tłum gapiów, stworzony zapewne przez kierowców, którzy zostawili opuszczone samochody gdzieś w korku. Idealna okazja dla złodziei – przemknęło brunetowi przez myśl. Oboje przeszli pod taśmą jak gdyby nigdy nic, zapominając że są na nieswoim terenie. Nie umknęło to uwadze mundurowego, który pilnował gapiów, aby ci nie przedarli na zabezpieczane właśnie miejsce wypadku.
- Panowie, tu nie wolno wchodzić!
- Spokojnie, my jesteśmy swoi – powiedział, wyciągając z kieszeni odznakę. Posterunkowy pokiwał głową. - Kto tu dowodzi?
Wskazał im na mężczyznę ubranego po cywilnemu, opierającego się o maskę radiowozu.
- Dobry wieczór, aspirant Wieliński ze Zgorzelca i starszy aspirant Krubiński z Wrocławia.
- Witam. Czego panowie tutaj szukają? - odwrócił się w ich stronę
- Jesteśmy na szkoleniu w Szczytnie. Nasza koleżanka gdzieś zniknęła, jej telefon przed godziną znajdował się właśnie tutaj.
- Rozumiem. Jak wyglądała?
- Taka drobna blondynka, szczupła, niewysoka, długie włosy...
- Chyba była pasażerką tego auta – wskazał na wrak pod drzewem. Pozostałości samochodu wyglądały makabrycznie. - Nie znamy jeszcze przyczyny wypadku, wiemy tylko że samochód zderzył się czołowo z tirem. Kierowca Fiata zginął na miejscu, natomiast przed kilkoma minutami wyciągnięto dziewczynę. Utknęła we wraku, zanim udało się ją wydobyć, straciła wiele krwi.
- Ale żyje? - zapytał Maciek, z niepokojem spoglądając na bladą twarz kolegi.
- Tak
- Do którego szpitala ją przewieziono?
- Właśnie zamierzam tam jechać, chcę przesłuchać kierowcę tira. Jeśli chcecie, możecie zabrać się ze mną
- Dziękujemy – odparł, otwierając tylne drzwi radiowozu. Jako pierwszy wsiadł Sebastian, chwiejąc się lekko na nogach. Czuł się nie najlepiej po tym co usłyszał. Nadal nie wiedzieli jak się znalazła aż tutaj i do tego w samochodzie oraz kim jest mężczyzna, ale nie to było teraz najważniejsze. Obaj martwili się o stan zdrowia Joasi.
Okazało się, że dziewczyna ma wiele urazów wewnętrznych i jest operowana. Walczyła o życie. Maciek zadzwonił do Marty, by podzielić się z nią wszystkimi wiadomościami. Brunet zamierzał poczekać z przyjacielem do końca operacji, a potem zamierzał wrócić do Szczytna. Przecież obaj nie mogą tu siedzieć. Kiedy o czwartej nad ranem przewieziono dziewczynę do sali pooperacyjnej, Maciek pożegnał się z Sebastianem i udał się na dworzec autobusowy. Wsiadł do pierwszego autobusu, który zaczynał kurs około piątej. Obiecał, że porozmawia z komendantem na temat tygodniowego zwolnienia z uczestnictwa w zajęciach. Jeśli się nie uda, Sebastian będzie musiał natychmiast wrócić lub zrezygnować ze szkolenia.
- Ale jesteś pewien, że ci się uda? - dopytywała się Marta, kiedy mężczyzna przedstawił jej swoje zamiary. Po tym jak przyjechał wziął szybki prysznic, przebrał się i wypił przygotowaną przez dziewczynę kawę. Musiał doprowadzić się do stanu używalności chociaż na te kilka minut, żeby przekonać komendanta.
- Trzymaj za mnie kciuki – wziął głęboki oddech, niespodziewanie pocałował ją w policzek i wyszedł
- Dzięki za kawę – rzucił w drzwiach. Nie, nie był zdenerwowany nadchodzącym spotkaniem. Ale nie był też przesadnie pewny siebie. Wiedział, że może się udać, jeśli sięgnie po odpowiednie argumenty. Miał asa w rękawie. Ale czy ten as nie okaże się fałszywką? Czas się przekonać.
Opowiedział mu o przebiegu wczorajszego wieczoru i całej nocy, streszczając opowieść do maksimum. Właściwie zawierała ona tylko najistotniejsze wydarzenia. Komendant stał zwrócony twarzą do okna i wpatrywał się w martwą naturę w oddali, wysłuchując bruneta.
- Tydzień... - powtórzył jak echo
- No może trochę więcej... Dopóki jej stan się nie poprawi, jak nie będzie musiał już przy niej siedzieć cały czas. Jego żadna siła stamtąd nie oderwie, prędzej rzuci ten kurs w cholerę!
- Szkoda żeby nie ukończył, to już ostatnia prosta... 5 miesięcy zmarnowane... - mruknął zamyślony
- Dokładnie, on na pewno zda egzaminy końcowe, nawet jeśli miałby opuścić wszystkie zajęcia do końca szkolenia – zapewnił, podnosząc się z fotela. Czekał na ostatni moment, żeby użyć najmocniejszego argumentu. Jeśli jest tak jak myśli, to zwali go z nóg, na pewno przyniesie skutek.
- Ale raz już potraktowałem go ulgowo. Nie powinienem robić tego po raz drugi.
- Panie komendancie, to wyjątkowa sytuacja! On ją kocha. Proszę postawić się na jego miejscu. Rzuciłby pan wszystko, żeby być przy swojej żonie, prawda? - spojrzał na niego błagalnie, udając wzruszonego postawą Sebastiana. Trochę musiał zagrać teatralnie, to miało pomóc w przekonaniu mężczyzny.
- Rzuciłbym – powiedział cicho – Dobrze. Dobrze, ale tylko on. I jak nie zda egzaminów, to ciebie także obleję, jasne? - pogroził mu palcem w żartach
- Tak jest!
Joasia powoli odzyskiwała siły i wracała do zdrowia. Kiedy się obudziła, Sebastian do Szczytna jeździł tylko na zajęcia, a pod koniec lutego tylko na egzamin. Nie zważał na koszty. Najważniejsze dla niego było, aby każdą wolną chwilę spędzić z ukochaną. Nadszedł czas rozstania. Joasia miała zostać przetransportowana do szpitala w Rzeszowie, natomiast Sebastian miał stawić się we Wrocławiu na komendzie wojewódzkiej, w sprawie swojego awansu.
Po ostatnich słowach, jakie zamienił z Asią, wyszedł z sali, zacisnąwszy zęby. Chyba mu serce pęknie. Obrócił się jeszcze, spoglądając na nią przez otwarte drzwi. Oboje byli przekonani, że widzą się po raz ostatni... Obiecali sobie utrzymywać kontakt, ale telefonicznie czy przez internet to jednak nie to samo.
Następnego dnia we Wrocławiu czekała go miła niespodzianka. Najmilsza, jaka chyba mogła go spotkać tego dnia, w urodziny. Dostał awans, ale nie to cieszyło go najbardziej. Nie mógł opisać tej fali radości, jaka uderzyła w niego, kiedy usłyszał od komendanta że zostaje przeniesiony do Rzeszowa. Będzie przy niej! Będzie blisko! A jeśli zgodzi się dać mu szansę, uczyni go najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi.
--------
I tak kończy się szesnaste, ostatnie już w tym roku opowiadanie. Jest to 302-gi scenek w tym roku, co uważam za rewelacyjny wynik - ponad dwukrotnie lepiej niż w roku 2010 i o 126 scenków więcej niż w roku 2011. Na początku nie spodziewałem się, że będzie ich aż tyle. Cóż, poprzeczka na przyszły rok poszła wysoko. Z okazji Nowego Roku życzę wam wszystkim, ale także i sobie wszystkiego dobrego, spełnienia marzeń, pomyślności i żeby było lepiej niż dotychczas!
A co dalej, po tym opowiadaniu? Niektórzy może już wiedzą, może zobaczyli, a jeśli nie, to się dowiedzą jutro.
Na koniec garść statystyk na koniec roku:
| razem | ||||
| scenki | ||||
| opowiadania | ||||
| najdłuższa passa scenków dzień po dniu | 17 (16 dni) | 7 (7 dni) | 62 (60 dni) |
- 13 maja ukazał się pierwszy scenek na blogu przeniesionym na serwis blogspot, od tamtej pory ukazały się 174 scenki
- Moim zdaniem najlepszymi trzema krótkimi opowiadaniami były:
1. Na rozstaju dróg (9 - 27.07.2012)
2. Prawdziwe małżeństwo (10 - 25.08.2011)
3. Niepoczytalny zabójca (27.02 - 27.03.2011)
Pod tym względem nic się nie zmieniło od ostatnich statystyk - spod scenka nr 600 (23.11.2012)
Pod tym względem nic się nie zmieniło od ostatnich statystyk - spod scenka nr 600 (23.11.2012)
- Najdłuższe opowiadanie (oprócz "serii") - "Tak zwane życie" składało się z 24 części
- Najdłuższa przerwa w historii bloga nastąpiła od 19.01.2011 do 29.01.2011 (10 dni) i spowodowana była brakiem internetu
- najwięcej scenków w jeden miesiąc ukazało się w styczniu 2012 (31)
- na blogu ukazało się 628 scenków, z czego:
od 12 lutego 2010 do 12 lutego 2011 - 165 scenków
od 12 lutego 2011 do 12 lutego 2012 - 204 scenki
od 12 lutego 2012 do 31 grudnia 2012 - 259 scenków
- blog istnieje już 1053 dni
- po przeniesieniu komentarzy z onetu do scenków sprzed 13 maja 2012, na blogu jest 4153 komentarze, a od momentu przeniesienia blog odwiedzony został 65213 razy