wtorek, 31 lipca 2012
Liczy się wytrwałość cz. 5
- Ania? Ty tutaj? - wykrztusiła zdumiona Asia. Wytrzeszczyła oczy, wpatrując się w kobietę. Nigdy by nie pomyślała że ona i Kuba...
- No cóż... zastanawiałam się jak ci o tym powiedzieć. Teraz już nie muszę – rzekła wbijając wzrok w podłogę. Sądziła, że nie będzie zadowolona z faktu iż jej siostra ma romans z jej trenerem.
- Jak długo to trwa? - zapytała oparłszy się o blat stołu
- Miesiąc, dwa – wyznała Ania. Jej siostra odepchnęła się od stołu i obróciła wstronę okna. Kuba zauważył, że dziewczyny ze sobą rozmawiają, więc zaczaił się przy drzwiach i podsłuchiwał rozmowę.
- Wiedziałam! - krzyknęła, uderzając ręką w parapet – Te wasze ukradkowe spojrzenia, nagłe twoje wizyty na treningach, tajemnicze rozmowy. Wiedziałam, że to nie przypadek! - powiedziała zadowolona. Podeszła do siostry i ją przytuliła.
- Więc nie masz nic przeciwko temu? - zapytała z nadzieją w głosie
- A dlaczego miałabym mieć? - spytała z uśmiechem, a następnie przytuliła siostrę. Wtedy zdecydował się wejść Kuba.
- No to trzeba to oblać! - zawołał mężczyzna, uśmiechając się szeroko do dziewczyn
- Może innym razem. Teraz pewnie chcielibyście pobyć sami – oznajmiła, po czym ruszyła w stronę drzwi. Nawet nie musieli nic mówić, domyślała się jakie mają plany na wieczór... i na noc.
- Aśka, a co z programem treningowym? - Kuba nie ukrywał zdziwienia. Przecież właśnie tu przyszła, a teraz pospiesznie się wycofuje.
- Nie sądzi pan, trenerze, że to może poczekać? - zasugerowała żartobliwie, a następnie wyszła z jego mieszkania. Przypomniała sobie rozmowę z Anią, tuż przed jej dzisiejszym wyjściem. Zastanawiała się, czy siostra nie miała trochę racji, przecież ma prawo spotykać się z facetem. Marzyła, by znaleźć tego jedynego, który pomimo wszystko będzie ją kochał i zawsze będzie przy niej, a ona będzie odwzajemniać jego uczucia. Nie mogła uwierzyć, że aż 4 lata minęły od rozstania. Tak bardzo ją wtedy zranił... Nie chciała do tego wracać. Otarła łzę, którą uroniła na myśl o tamtych wydarzeniach, i przyspieszyła kroku.
Minął miesiąc. Przygotowania Asi do mistrzostw nabierały coraz większego tempa. Jednak Kuba, na prośbę Ani, układał dziewczynie treningi tak, by miała czas na randki. Biegaczka była jednak tak bardzo zmęczona po ciężkim dniu, że nawet nie myślała o jakimkolwiek wyjściu z domu. Tymczasem nad Sebastianem zbierały się ciemne chmury...
- No, jesteś wreszcie – powiedział z nutką sarkazmu redaktor naczelny, kiedy dziennikarz pojawił się w jego gabinecie
- Słyszałem, że szef chciał mnie widzieć – rzekł nieco podejrzliwie
- I dobrze słyszałeś. Siadaj – rzucił wskazując mu krzesło
- Kolejny artykuł będzie gotowy niebawem – próbował uspokoić szefa, jednak nie bardzo mu się udało
- Znowu o niej? - spytał z wyrzutem. Był już znudzony tym tematem.
- Co w tym złego?
- My jesteśmy gazetą codzienną. Nie możemy codziennie pisać o jednej i tej samej osobie. Jest wiele dyscyplin sportowych i na wszystkie powinniśmy zwracać uwagę jednakowo – wyjaśnił
- Zawodowe bieganie nie jest u nas wielce popularne, więc warto je nagłośnić. Tym bardziej, że mamy świetną zawodniczkę, która odnosi sukcesy na arenie międzynarodowej – upierał się przy swoim
- Zmusiłeś mnie do tego, żebym nie publikował twoich artykułów – dał mu jasno do zrozumienia, że musi zmienić tematykę, jeśli chce pozostać w redakcji. Sebastian był jednak twardym zawodnikiem, uparta osobowość.
- Właśnie zauważyłem – mruknął niezadowolony
- Nie będę płacił komuś na darmo. Więc jeśli przyniesiesz mi jeszcze jeden artykuł o niej... to wylatujesz – rzucił wprost i pogroził mu palcem
- Więc możesz to zrobić już teraz – zakomunikował, a następnie opuścił biuro szefa. Wziął jeden z kartonów stojących w magazynie, potem skierował się do swojego stanowiska pracy i zaczął pakować rzeczy. Kiedy kończył, podszedł do niego redaktor naczelny i położył na jego biurku kartkę.
- Podpisz – rzucił sucho. Sebastian uważnie ją przeczytał. Było to wypowiedzenie umowy o pracę, ze skutkiem natychmiastowym. Gdy stwierdził, że wszystko się zgadza, złożył swój podpis.
W domu, rozmyślając o swoim życiu, Sebastian doszedł do wniosku, że tak dłużej być nie może. Zadzwonił do Asi i umówił się z nią na jutrzejsze popołudnie. Chciał jej wyznać, co czuje. Był pewien swej decyzji, przygotował się na wiele możliwości, że to może kosztować go wiele poświęceń, że może poprosić go o czas. Ale nie wziął pod uwagę jednego – że dziewczyna może nie odwzajemniać jego uczuć. Tymczasem kilka minut po rozmowie z dziennikarzem (Asia nie wiedziała, że został zwolniony z pracy) blondynka poszła do pokoju, gdzie usiadła na kanapie, obok swojej siostry.
- Wiesz, całkiem fajny facet z tego Sebastiana – zasugerowała Ania
- Jak tak ci się podoba, to sobie go weź – odparła sucho. Miała już dość kolejnych sugestii siostry. Czy Ania myślała, że jej siostra jest ofermą w sprawach sercowych i sama nie potrafi znaleźć sobie chłopaka? Każde kolejne pytania o mężczyzn coraz bardziej ją irytowały. Jakby nie było na świecie innych tematów do rozmowy.
- Coś się stało? - zaniepokojona podniosła wzrok znad krzyżówki
- Około miesiąc temu poznałam takiego jednego chłopaka – wyznała bawiąc się palcami
- To świetnie! I co dalej? - zapytała z entuzjazmem
- Dochodzę do wniosku, że jest całkiem niezły i chyba mi się podoba – stwierdziła blondynka, ukrywając lekką niechęć. Niby wszystko przemawiało na jego korzyść, ale... czegoś mu brakowało. Nie potrafiła określić co to było. Stanowczość? Charyzma? Odpowiedzialność? A może coś innego? Cholera wie.
- Chyba? - siostra nie ukrywała zdziwienia
- Muszę to sobie przemyśleć – rzekła wpatrując się w telewizor – A tobie jak układa się z Kubą? - zmieniła temat, chcąc uniknąć kolejnych pytań o swoje sprawy uczuciowe
- Sama zobacz – odparła Ania, wyciągając rękę. W oczy rzucał się piękny pierścionek z brylantem, który dostała od Kuby
- Gratuluję! Kiedy ślub? - spytała półżartem, półserio
- Za dwa miesiące – oznajmiła, mówiąc całkiem poważnie
- Tak szybko? - zdziwiła się Asia. Nie myślała, że naprawdę planują ślub. Musieli mieć zapewne ważny powód... taki jak dziecko?
- Kochamy się, chcemy być razem, a poza tym... jestem w ciąży – wyznała. Asia otworzyła usta ze zdumienia i pokiwała głową.
--------
Jutro także dwie części ;)
Liczy się wytrwałość cz. 4
- No tak, więc nareszcie doczekałem się zapowiadanego przez ciebie artykułu – rzekł redaktor naczelny, kiedy skończył czytać. Podniósł głowę znad tekstu, spoglądając na dziennikarza.
- I co pan o nim sądzi? - zapytał lekko podenerwowany Sebastian. Niepokoił się jak zostanie przyjęta jego praca. Bardzo zależało mu na tym, by ukazała się w gazecie. Gdyby tak się nie stało, skompromitowałby się przed Anią, Kubą i Anią albo wzięliby go za oszusta, który chciał tylko wyciągnąć kilka informacji. Redaktor naczelny zmarszczył czoło, trzymając podwładnego w niepewności.
- Cóż... świetna robota. Gratuluję – oznajmił wstając od biurka. Podszedł do Sebastiana i uścisnął mu dłoń. Miał duże oczekiwania co do tego artykułu. Nie zawiódł się.
- Dziękuję – odpowiedział z szerokim uśmiechem. Był bardzo zadowolony z siebie.
- Sądzę, że należy ci się nagroda za tak dobrze wykonaną pracę. Następny artykuł, który przygotujesz, zajmie całą pierwszą stronę działu sportowego. Oczywiście, to wiąże się z podwyżką. Jak dalej tak dobrze będzie ci szło to mianuję cię szefem działu sportowego – przedstawił mu swoje plany z radością w głosie. Sebastianowi głos uwiązł w gardle. Nie mógł wydusić z siebie ani słowa. Stanął teraz u progu wielkiej kariery. Do końca dnia pozostawał w świetnym humorze. Wieczorem, kiedy usiadł przy komputerze, wszedł na facebooka. Na jego szczęście Ania także była wtedy na portalu.
- Cześć. Dzisiaj oddałem artykuł szefowi – poinformował ją. Z zadowoleniem czekał na jej odpowiedź. Nie miał wątpliwości, że jest tym zainteresowana.
- I jak? Kiedy się ukaże? - odpisała po kilku minutach
- W jutrzejszym wydaniu. Redaktor naczelny był zachwycony. Dostałem podwyżkę – pochwalił się. Właściwie to nie chodziło mu o mówienie o swojej pensji. Chciał w ten sposób wyrazić, że praca była tak dobra i zostało to docenione przez szefa.
- No to gratuluję – napisała, nie bardzo wiedząc, co jeszcze mogłaby powiedzieć – Nie mogę się doczekać, kiedy go przeczytam w gazecie
- Dziękuję ci, że mnie umówiłaś na ten wywiad – po wysłaniu wiadomości sprawdził jej znajomych. Wiedział kogo szuka. Młodą, uroczą i cholernie utalentowaną blondynkę. Wśród około dwustu osób znalazł wreszcie ją znalazł. Z jej profilu spisał sobie adres mailowy, a następnie przeczytał odpowiedź od Ani.
- Nie ma za co, nic wielkiego – rzekła skromnie. Lecz myśli Sebastiana były pochłonięte zupełnie czym innym. Włączył pocztę e-mail i wybrał nową wiadomość. Wpisał adres mailowy Joasi, a następnie zaczął pisać treść wiadomości:
Witaj Joanno!
Jestem Ci bardzo wdzięczny za ten wywiad, którego zechciałaś mi udzielić. Ukaże się on w jutrzejszym wydaniu gazety. Starałem się jak tylko mogłem, żeby to był najlepszy tekst, jaki kiedykolwiek napisałem. Dałem z siebie 100%, a nawet 110%, jak ty na zawodach (jeśli uważasz to porównanie za nie zbyt trafne to wybacz, nie miałem na myśli nic złego). Dziękuję ci także za poświęcony czas. Nie był on zmarnowany. Bardzo przyjemnie się z Tobą rozmawiało. Może spotkamy się jeszcze kiedyś, ale tym razem prywatnie? Czekam na odpowiedź.
Sebastian
******
Minął miesiąc. Sebastian nadal nie doczekał się odpowiedzi od Asi. Codziennie zaglądał na swojego maila, nawet po kilka razy. Rozczarowanie było coraz większe. Lecz nigdy nie stracił wiary, że odpisze. Był już na skraju szaleństwa. W końcu nadszedł ten dzień, w którym zobaczył tę długo wyczekiwaną wiadomość. Od Asi. Z adresu, na który wysłał podziękowanie przeszło cztery tygodnie temu. Otworzył treść i zaczął czytać:
Witaj Sebastianie!
Na początek chcę Cię bardzo przeprosić, że dopiero teraz odpisuję. Po tamtym wywiadzie wyjechałam, by odpocząć, a kiedy wróciłam wznowiłam treningi i jakoś tak wyszło, że nie miałam wiele czasu wolnego i nie zaglądałam na pocztę. Mam nadzieję, że się nie gniewasz. A jeśli się gniewasz to przepraszam. Twój artykuł był naprawdę świetny, gratuluję. Masz talent do pisania, naprawdę. Niestety, w najbliższych dniach nie będziemy mogli się spotkać, ponieważ bardzo dużo trenuję, jak sam wiesz, zbliżają się mistrzostwa Europy i chcę dobrze się do nich przygotować. Chciałabym wrócić stamtąd z medalem. Liczę na to, że będziesz obserwował moje poczynania.Trzymaj za mnie kciuki. Mam nadzieję, że po mistrzostwach się zobaczymy. Powodzenia w pracy.
Asia
******
- Co sądzisz o Sebastianie? - wypaliła nagle Ania. Siostry jechały samochodem do domu. Ania siedziała za kierownicą, odwoziła siostrę po treningu. Blondynka spojrzała na nią zdziwiona.
- No cóż... nie znam go za dobrze, ale wygląda na porządnego faceta – odpowiedziała, niczego nie podejrzewając
- A nie chciałabyś go bliżej poznać? - spytała tajemniczo. Miała swój plan. Dlaczego by ich nie wyswatać? Asia podobała się Sebastianowi, który był przecież przystojnym oraz intelkigentnym mężczyzną. Mogłaby się w nim zakochać, gdyby bliżej się poznali.
- Wiesz przecież, że teraz bardzo dużo trenuję. Nie mam czasu na spotkania z jakimikolwiek mężczyznami. Zresztą, nie szukam męża czy narzeczonego. Skąd w ogóle te pytania? - patrzyła lekko z ukosa na siostrę.
- Nie żebym ci wypominała, ale masz już 26 lat. To, że jesteś biegaczką, nie znaczy że nie możesz mieć faceta – sugerowała jej. Bardzo chciała, żeby Asia wreszcie ustatkowała swoje życie prywatne. Co jak co, ale wsparcie bliskiej osoby byłoby jej bardzo przydatne.
- Na razie o tym nie myślę – ucięła temat. Ania jednak nie dawała za wygraną.
- Od twojego rozstania z Jarkiem minęły już 4 lata. Do tej pory rany na pewno się zagoiły
- Ania, proszę cię – westchnęła blondynka. Siostra postanowiła odpuścić i przerzuciła myśli na swoją randkę. Kiedy wróciły do domu, brunetka przebrała się, zrobiła makijaż i już jej nie było.
- Ciekawe kiedy go poznam – mruknęła pod nosem Asia, próbując wyobrazić sobie chłopaka siostry. Usiadła na kanapie przed telewizorem. Wtedy właśnie przypomniało się jej, że trener prosił by wpadła do niego wieczorem, w celu ustalenia dalszego programu treningowego. Machnęła ręką, przecież nie musi iść od razu. Należy jej się chwila odpoczynku. Dokończyła oglądanie serialu, a następnie ubrała się i spacerkiem poszła do mieszkania trenera. Otworzył jej Kuba. Kiedy zobaczyła go w samych bokserkach, uśmiechnęła się lekko.
- Tak jak myślałam, jakaś kobieta zawróciła ci w głowie – powiedziała powstrzymując śmiech – Przeszkadzam? - spytała poważnie. Jeśli faktycznie ma randkę, to najlepiej byłoby się wycofać. Ale skoro sam prosił żeby przyszła... najwidoczniej zapomniał.
- Wejdź, ja za chwilę wrócę, tylko pójdę się ubrać – oznajmił i usunął się na bok, pozwalając jej wejść do mieszkania. Chwilę później zniknął za drzwiami sypialni. Asia weszła do kuchni, gdzie była partnerka Kuby, która była tylko owinięta kocem. Blondynka zaniemówiła na jej widok.
poniedziałek, 30 lipca 2012
Liczy się wytrwałość cz. 3
Sebastian odliczał dni, godziny, a nawet minuty do spotkania z Asią. Po raz pierwszy miał spotkać się z osobą, dla której jego serce zabiło mocniej. Myślał że oszaleje. Im bliżej było wyznaczonej godziny, tym bardziej zdawało mu się, że czas zwalnia. Wreszcie nadszedł ten moment. Oprócz niej przyszedł jeszcze jakiś mężczyzna. Redaktor nie ukrywał zdziwienia.
- To mój trener, Jakub Wolnicki – przedstawiła go. Były sportowiec podał mu rękę.
- Ach tak, słynny biegacz – przypomniał sobie, uścisnąwszy jego dłoń
- Były biegacz – poprawił go Kuba
- No to mam szczęście. Nie będzie pan miał nic przeciwko, jeśli panu także zadam kilka pytań? - spytał z nadzieją w głosie. Gdyby do artykułu dodać jeszcze wzmiankę o trenerze, praca wyszłaby wspaniale! Sukces gwarantowany!
- Oczywiście, że nie – potwierdził, zacierając ręce. Przypomniał sobie swój ostatni wywiad jako zawodnik. Trochę mu tego brakowało, tych pytań, niekiedy głupich. Uwielbiał opowiadać o swoich doświadczeniach i przeżyciach z trasy.
- Jaki cel obrałeś sobie na ten bieg? - zapytał wtedy dziennikarz
- Najpierw muszę być pewnym, że wystartuję – powiedział półżartem. Jak się wtedy okazało, nie wystartował. Z zamyślenia wyrwał go głos Sebastiana.
- Może najpierw pytanie do trenera: Co skłoniło pana by wziąć Joannę pod swoją opiekę? - zapytał, włączywszy uprzednio dyktafon. Wywiad rozpoczęty.
- Cóż... kiedy decydowałem się, by trenować młodych zawodników, przyjąłem ostre kryteria, bowiem chciałem pracować ze zdolnymi, zmotywowanymi osobami, które będą ciężko i wytrwale pracować na sukces. Chciałem wyszukiwać nowych talentów i poprowadzić je na szczyt, wyprowadzić na mistrzów. Asia spełniła te wszystkie kryteria, jest bardzo silną i zawziętą osobistością – wyjaśnił Kuba. Po prostu mówiąc w skrócie: Asia była idealną zawodniczką do osiągnięcia sukcesu.
- Rozumiem, że to Kuba zwrócił się do ciebie z propozycją współpracy. Co o tym sądziłaś? - zwrócił się teraz do Asi
- Byłam zdumiona, że staję przed taką szansą. Długo się nie zastanawiałam, w końcu jego osiągnięcia mówią same za siebie. Jest wymagający, ale jednocześnie cierpliwy. To bardzo rzadko spotykana cecha, ale bardzo ceniona przez podopiecznych. Z takim trenerem współpraca to czysta przyjemność – przedstawiła swój punkt widzenia. Była bardzo zadowolona ze współpracy z Kubą. Nie potrafiła sobie wyobrazić innego trenera przy sobie.
- Ostatnio wygrałaś bieg z dużą przewagą. Rywalki były pod wrażeniem twojej formy. Zdradzisz, co pozwoliło ci osiągnąć tak wysoki poziom?
- Ciężki trening i wytrwałość, to jest moja recepta na sukces – wyjawiła. Nic więcej nie potrzebowała, aby wygrywać.
- Za dwa miesiące mistrzostwa świata w biegach długodystansowych. Zamierzasz wystartować, prawda? - zapytał niepewnie. Nigdzie nie słyszał o planach dziewczyny na przyszłość.
- Oczywiście, nie chcę odpuszczać tak ważnej imprezy – potwierdziła jego przypuszczenia
- Jakie są twoje oczekiwania? - dopytywał się
- Dwa miesiące to dużo czasu, wiele może się przydarzyć. Jak wiadomo, każda z biegaczek będzie chciała być wtedy w najwyżej formie. Osobiście będę zadowolona, jeśli w tym starcie dam z siebie wszystko – studziła optymizm. Nigdy nie lubiła rzucać słów na wiatr. Dlatego nigdy szumnie nie zapowiadała świetnych rezultatów. W sporcie nigdy nic nie wiadomo.
- I na koniec chciałbym zapytać o twoją popularność. Czy jest to przytłaczające? Jak sobie z tym radzisz?
- Niektóre pytania dziennikarzy są denerwujące... - zaczęła – ale nie, w tym wywiadzie jest wszystko ok – dodała widząc zakłopotaną minę Sebastiana – W Polsce nie ma aż tylu osób, które interesują się biegami, ale to nie zmienia faktu, że mam dużo fanów i bardzo się cieszę, że tak dużo osób mi kibicuje. Osobiście uważam, że każdemu sportowcowi fani dodają siły i motywacji – dokończyła
- Dziękuję za wywiad i życzę dalszych sukcesów – zakończył
- Dziękuję – odpowiedziała. Podała mu rękę, a następnie odeszła w kierunku galerii handlowej.
- Nie nadajesz się na dziennikarza – stwierdził Kuba, kręcąc głową z uśmiechem
- Dlaczego? Chyba wywiad był całkiem niezły
- Właśnie dlatego. Jesteś pierwszym, który nie pytał o jej życie prywatne. Ba,były nawet sugestie, że mamy romans, ale to nieprawda. Równy z ciebie gość – poklepał go po ramieniu.
- Po prostu staram się dobrze wykonywać swoją pracę – rzekł skromnie
- Mów mi Kuba – powiedział, dając do zrozumienia, że chce się z nim zakolegować, a być może nawet zaprzyjaźnić
- Opowiesz o tym wypadku, który przerwał ci karierę? Oczywiście, to już prywatnie, poza wywiadem – zaznaczył na wstępie
- Nie uwierzysz jak to banalnie wyglądało, a jak poważne miało skutki – powiedział z niedowierzaniem. Nadal nie mógł uwierzyć, że to zakończyło jego karierę. Po wypadku zastanawiał się ile czasu będzie musiał pauzować. Tydzień? Dwa? Miesiąc?
- Było to tydzień przed planowanym startem. Trenowałem kondycję jadąc długi dystans na rowerze. W pewnej chwili dziecko wybiegło mi pod koła i musiałem skręcić. Udało mi się je wyminąć, ale spadłem nogą na szosę, prosto na duży kawałek rozbitego szkła, który dość głęboko wbił mi się w stopę. Mięsień został poważnie uszkodzony. Pełna sprawność nogi została przywrócona, ale jeśli będę ją przeciążał, gdybym pobiegł chociaż kawałek, grozi mi kalectwo – opowiedział
- Niebywałe. Faktycznie, nic nie zapowiadało dramatu – mruknął pod nosem Sebastian. Dla równowagi opowiedział mu trochę o sobie. Po niecałej godzinie rozmowy panowie pożegnali się, a redaktor pojechał do domu, by zacząć przygotowywać artykuł. Miał jeszcze dwa dni na oddanie pracy przełożonemu.
--------
Jutro także dwie części ;)
Liczy się wytrwałość cz. 2
Dwa dni później Sebastian wyruszył do Kielc, aby spotkać się z Anią. Droga szybko mu zleciała, nim się obejrzał, a już był w swoim rodzinnym mieście. Po drodze zastanawiał się, jak może dotrzeć do jej siostry. Nie zdołał nic wymyślić, więc kontynuował rozmyślania w czasie spotkania. Na jego nieszczęście, kobieta zauważyła, że siedzi zamyślony.
- Sebastian? - trąciła go w rękę
- Yyy... tak? - spytał wyrwany z rozmyślań. Nagle podniósł się i ze skupieniem wpatrywał się w twarz koleżanki.
- Słuchasz mnie w ogóle? - zapytała lekko poniesionym głosem. Wyglądała na oburzoną. I słusznie. Miała prawo być zła.
- Oczywiście, kontynuuj – skłamał, nie chcąc się przyznawać do wpadki. Najważniejsze by wykazać odrobinę zainteresowania, a dopiero pod koniec spróbować przejść do sedna. Tak aby poczuła, że nie spotkał się z nią tylko dla zdobycia kontaktu z Asią. Po prostu nie chciał jej urazić, ale jakoś musiał dotrzeć do młodej biegaczki.
- Na czym to ja skończyłam? - z chciwym uśmiechem zadała mu pytanie. Chciała go sprawdzić, czy na pewno było tak jak mówił. Sebastian był zbyt zamyślony, by wyczuć podstęp. Na szczęście opowiadała o Asi, więc co nieco zainteresował się jej monologiem.
- O tym, jak twoja siostra zaczęła biegać w maratonach – wybrnął z kłopotliwej sytuacji.
- No tak, pamięć ludzka bywa zawodna – rzekła, usprawiedliwiając swoje poprzednie pytanie – Wyobraź sobie, że Joasia w swoim pierwszym maratonie, w którym startowała, zajęła... sto czterdzieste siódme miejsce! Prawie każdy dziennikarz myśli, że zrobiła ogromny postęp, a prawda jest taka, że Aśka w pewnym momencie zajmowała drugie miejsce w tym maratonie! - kontynuowała.
- Co się stało, że straciła aż sto czterdzieści pięć pozycji? - spytał zaciekawiony. W debiucie na drugim miejscu! To zapewne byłby wielki wyczyn. Ale jednak tego miejsca nie zdołała utrzymać do mety. Nie wytrzymała kondycyjnie? A może jakaś kontuzja? Zaraz wszystkiego się dowie.
- W pewnej chwili liderka tego biegu upadła na trasie i zaczęła się dusić. Asia zatrzymała się, by jej pomóc. Kilka innych biegaczek zrobiło tak samo, ale z pierwszej pięćdziesiątki tylko ona tak zareagowała. Lekarze powiedzieli, że gdyby nie natychmiastowa pomoc, tamta biegaczka mogłaby umrzeć – opowiedziała o wspaniałym zachowaniu siostry. Do dzisiaj była pod wielkim wrażeniem. Kto na jej miejscu tak by postąpił? Przecież to otworzyło jej szansę na wygraną w debiucie! Są jednak ważniejsze rzeczy niż zwycięstwo w biegu. Choćby ludzkie życie. I właśnie dlatego pomimo odległego miejsca, Asia była bardzo zadowolona z siebie i czuła się zwyciężczynią. Żaden złoty medal, nawet z Igrzysk Olimpijskich, nie zrekompensowałby jej tej radości, którą odczuwała gdy Hiszpanka dziękowała jej z uśmiechem na ustach.
- Niesamowite – mruknął pod nosem dziennikarz. Pokręcił głową z niedowierzaniem. Naprawdę była wspaniała.
- Chciałbyś z nią zrobić wywiad, co? - zapytała z szerokim uśmiechem. Domyśliła się, iż Sebastianowi zależało na spotkaniu z Asią. Widziała z jakim podziwem reagował na opowieści o niej, a uśmiech sam cisnął mu się na twarz. Może nawet podobała mu się nie tylko jako sportowiec, ale także jako kobieta?
- Bardzo – przyznał – Nie tylko dla kariery, po prostu chciałbym przedstawić ludziom tę niezwykłą osobę. W Polsce nie ma wiele osób interesujących się maratonami, a szczególnie zagranicznymi – dodał po chwili. Awans nawet go nie interesował. Zgodziłby się nawet na rezygnację z pracy, byleby choć przez chwilę móc z nią porozmawiać.
- Masz szczęście, że cię lubię – zasugerowała, przymykając oko
- To znaczy? Co chcesz przez to powiedzieć? - dopytywał się z lekkim niepokojem. Za nic nie mógł odgadnąć, co zamierza zrobić brunetka.
- Jeśli chcesz, to mogę przekonać Aśkę, by z tobą pogadała
- Naprawdę mogłabyś to zrobić? - zapytał z niedowierzaniem.
- Naprawdę
- Jesteś... wspaniała! Jak ja ci się odwdzięczę? - jego głos drżał z radości. Zerwał się z krzesła, podbiegł do niej i pocałował w policzek. Chciał nawet ją podnieść, ale na to mu już nie pozwoliła.
- Najlepszym sposobem będzie napisanie świetnego artykułu – odparła skromnie. Dokończyła pić kawę, a następnie wstała od stolika. Czas ją gonił. Po pracy nie zdążyła zrobić zakupów, więc musiała zrobić to teraz. Sebastian podał jej swoją wizytówkę.
- Zadzwoń do mnie jak coś ustalisz, albo przekaż jej mój numer, dobrze? - poprosił. Kiwnęła głową twierdząco. Kiedy wyszła, zamówił sobie jeszcze jedną kawę. Dobrze że Ania nie pytała go czy nie ma także jakiegoś prywatnego powodu, by się z nią spotkać. W tej dziewczynie było coś wyjątkowego, coś, co pociągało go do niej. Gdyby ktoś zapytał go, czy ona mu się podoba, nie mógłby zaprzeczyć. A jeśli by to zrobił, byłoby to kłamstwo. Chciał żeby go poznała, chciał być jej znajomym, potem kolegą, przyjacielem, kimś bliskim. Marzył o tym, by za kilka miesięcy wyznać jej miłość i usłyszeć odpowiedź: „ Ja ciebie też”. Może trochę dziwnie to wyglądało, ale nie takie przypadki zna świat. Nigdy nie wiadomo, co jest ci pisane.
Gdy wypił drugą kawę, poszedł zapłacić, a następnie wrócił do domu. Dopiero tam zauważył, że redaktor naczelny dzwonił do niego aż osiem razy. Wiedział, że czeka go porządny wykład za nieodbieranie telefonów. Wolał jednak załatwić to od razu: zadzwonić i wysłuchać co jego przełożony ma do powiedzenia, niż siedzieć na dywaniku u niego w gabinecie. Przynajmniej nie będzie musiał patrzyć na jego poczerwieniałą ze złości twarz.
- Sebastian? Dlaczego ty do cholery nie odbierasz moich telefonów?! - wrzasnął zdenerwowany. Sebastian wyobraził sobie, że chodzi teraz w kółko po swoim gabinecie. W nerwach nigdy nie potrafił wysiedzieć na jednym miejscu.
- Przepraszam szefie, byłem zajęty – usprawiedliwiał się.
- Co to znaczy byłem zajęty? - spytał poirytowany.
- No... sam szef chciał, żebym znalazł jakiś materiał – wyjaśniał. Przez chwilę wsłuchiwał się w milczenie. Chyba go trochę zatkało.
- Znalazłeś? - zapytał, tym razem spokojniej. Trochę ochłonął. Myśl o nowym artykule spod pióra Sebastiana była dla niego jak woda na młyn. Był on chyba najzdolniejszym redaktorem w całej gazecie, a szef wróżył mu świetlaną przyszłość.
- Prawdopodobnie niedługo uda mi się przeprowadzić wywiad z Joanną Połaniecką – oznajmił dumnie.
- A kto to jest? - zapytał zdumiony. Pierwszy raz słyszał takie nazwisko. Przecież miał zrobić artykuł ze znanym sportowcem, a tu padają dane jakiejś pierwszej lepszej osoby!
- To szef nie wie kto to? Przecież to jest słynna biegaczka z Kielc, która biega na zagranicznych maratonach – wytłumaczył z lekkim oburzeniem. Musiał być jednak wyrozumiały, nie każdy przecież ogląda sport, a tym bardziej biegi.
- Nawet dobrze, że nie wiem. Napiszesz taki artykuł, żeby prosty czytelnik mógł się dowiedzieć czegoś o tej osobie – zarządził.
- Oczywiście, to jest mój cel
- Dobrze, tydzień ci wystarczy?
- Powinienem zdążyć
- Jakbyś potrzebował więcej czasu to mów – zakomunikował, po czym się rozłączył. Sebastian schował telefon do kieszeni i położył się na kanapę. Myśl, że za jakiś czas spotka się z Joanną i przeprowadzi z nią wywiad, długo nie pozwalała mu zasnąć.
--------
Następna część jeszcze dzisiaj, w godzinach wieczornych.
niedziela, 29 lipca 2012
Liczy się wytrwałość cz. 1
Siedział przed telewizorem. Nieprzerwanie wpatrywał się w ekran, oglądając transmisję z maratonu, który odbywał się w Barcelonie. To była część jego pracy. Ale nie tylko. Prywatnie bardzo uwielbiał sport, dlatego przyjemnie mu się pracowało. Był on redaktorem w regionalnej gazecie, na dziale sportowym. Jego szef właśnie nakazał mu znalezienie dobrego materiału na dość obszerny artykuł, którego zapowiedź zajmie aż jedną trzecią pierwszej strony! To była wielka szansa dla niego. Brał wiele możliwości pod uwagę: szanse Kubicy na powrót do Formuły 1, młodzi Polscy skoczkowie, którzy mogą w przyszłości być dużą siłą Pucharu Świata, a także rosnąca forma naszych siatkarzy. Ten ostatni wątek szybko odrzucił, ponieważ prawie wszystkie gazety i serwisy sportowe rozpisywały się o nich. A on potrzebował czegoś nowego, czego jeszcze nikt nie miał. Artykuł musiał się wyróżniać wśród innych brukowych smarowideł. Jego uwagę przykuła młoda biegaczka z Polski, która obecnie przebywała w Hiszpanii, gdyż brała udział w oglądanym przez niego maratonie. Niestety, żadna polska telewizja nie transmitowała tego wydarzenia sportowego. Dość dobrze znał angielski, w końcu przeprowadzał wywiady ze sportowcami z różnych zakątków świata – od Ameryki, po mało znane w sporcie kraje jak np. Bangladesz. Mimo to musiał uważnie wsłuchiwać się w głos komentatora brytyjskiej telewizji, aby nie pomylić słów.
- And one kilometer to go. On the lead is Joanna Polaniecka, a young Polish runner. Some coaches claims that before her stands a big career. Her coach, Jakub Wolnicki, was a runner, but fatal accident in 2006 broken his career. (Jeden kilometr do mety. Na prowadzeniu Joanna Połaniecka, młoda polska biegaczka. Kilku trenerów twierdzi, że przed nią duża kariera. Jej trener, Jakub Wolnicki, był biegaczem, ale fatalny wypadek w 2006 roku przerwał jego karierę) – opowiadał spiker. Sebastian natychmiast zapisał sobie nazwisko trenera. Zamierzał dowiedzieć się czegoś więcej o jego wypadku. Kilkanaście minut później bieg się zakończył. Wygrała Joasia, dobiegając dwie minuty przed Czeszką i Włoszką. Niesamowite! Taka przewaga! Musiała być naprawdę w fantastycznej formie. Niewielkie różnice pomiędzy kolejnymi zawodniczkami potęgowały wrażenie dominacji Polki. Zaraz po dekoracji najlepszej trójki, wokół niej i trenera pojawiły się setki dziennikarzy. Chcieli odpowiedzi na przynajmniej jedno pytanie: jak ona to zrobiła?
- Well... I trained really hard before this event. I want to thank my coach, who prepared me very good, so I could achieve satisfactory result (No cóż... Trenowałam bardzo ciężko przed tym wydarzeniem. Chcę podziękować mojemu trenerowi, który bardzo dobrze mnie przygotował, dzięki czemu mogłam osiągnąć dobry wynik) – odpowiedziała paparazzim. Przepychali się między sobą, chcąc znaleźć się jak najbliżej zwyciężczyni. Każdy wystawiał do przodu rękę z dyktafonem lub mikrofonem. Przydałaby się profesjonalna konferencja prasowa, zapewne im, a także Asi, byłoby o wiele łatwiej. Ona jednak nie zwracała już na nich uwagi. Wraz z trenerem udała się w niewiadomym dla widzów kierunku. Pokazali jeszcze rozmowy z Czeszką i Włoszką, które także znalazły się na podium, po czym transmisja została zakończona. Sebastian miał świadomość tego, że może nie być łatwo dotrzeć do Joasi, nie wspominając już o przeprowadzeniu obszernego wywiadu. Widać było, że dziewczyna jest skromna i nie przepada za tą całą otoczką medialną. Ona tam nie była dla sławy, jak wiele innych. Ona była tam, gdyż kochała biegać. Włożyła w to wiele wysiłku, ale byłby on niczym, gdyby żadnej roli nie odegrało serce. To dzięki zamiłowaniu do biegów doszła do fantastycznej formy. Po prostu robiła to co kocha. Najchętniej wyrzuciłaby dziennikarzy z okolic trasy w promieniu 5 kilometrów. Plany Sebastiana były więc nie lada wyzwaniem. Ale on to uwielbiał. Cieszył się, kiedy udawało mu się podołać i nie zrażał się porażkami. Jak każdy dziennikarz, miał swoje sposoby na odnalezienie celebrytów. Przypomniał sobie, że jakaś Połaniecka chodziła z nim do klasy w liceum. Zbieżność nazwisk czy rodzina? Często jej pomagał z wypracowaniami, więc może się odwdzięczy? Włączył komputer i po kolei zaczął odwiedzać portale społecznościowe.
- Błogosławiony niech będzie facebook – wymamrotał, kiedy znalazł jej profil. Anna Połaniecka. Siostra wschodzącej gwiazdy biegów, Joanny. Napisał do niej krótką wiadomość z prośbą o spotkanie. Nie musiał czekać długo na odpowiedź, bowiem ta pojawiła się już po kilku minutach.
- Miło, że przypomniałeś sobie o starej znajomej. Domyślam się, że chcesz bym załatwiła ci autograf Asi, prawda? Nie ma problemu, przywiozę ci jeden – odpisała z niechęcią. Miała dość bycia wykorzystywaną do wyciągania autografów od Asi. Na szczęście nie było tych osób tak wiele, gdyż byli to tylko najwięksi pasjonaci biegów. Do czasu. Jeśli rozniesie się wiadomość, że Polka odnosi sukcesy, zainteresowanie nią momentalnie wzrośnie.
- Nie chodzi mi tylko o to. Napisałem, ponieważ chcę pogadać, powspominać dawne czasy – napisał, próbując ratować swój wizerunek. Poczuł się głupio. Wyobrażał sobie, jak może się czuć Ania. Postawił się w jej sytuacji. Na pewno nie byłby zadowolony. Tym bardziej, że nie był przypadkową osobą, znali się, a zachował się tak jak pozostali.
- No dobrze, w takim razie się spotkajmy. Kiedy ci odpowiada? - odpisała po upływie około pięciu minut. Na początku nie chciała spojrzeć na wiadomość. Nie chciała znowu zobaczyć radosnej wiadomości, że kolejny fan dostanie autograf. Wymiotowała już tą ekscytacją wszystkich jej kibiców. Popularność kogoś z rodziny bywała jednak przytłaczająca. Sebastian od razu zabrał się za odpowiedź.
- Może we wtorek? - zaproponował. Niecierpliwie czekał na reakcję Ani
- Niech będzie. A gdzie? - przeczytał po chwili. Zastanowił się, w jakim miejscu mogliby się spotkać. Tylko jeden lokal przychodził mu na myśl. Pewna urocza kawiarnia niedaleko centrum. Uwielbiał zapraszać tam dziewczyny, kiedy jeszcze miał taką możliwość.
- Nadal mieszkasz w Kielcach? - zapytał w następnej wiadomości
- Tak – potwierdziła w odpowiedzi. Zastanawiała się, co takiego wymyślił.
- W takim razie spotkajmy się w kawiarni Słonecznej o 17:00
- Dobrze, będę czekała – odpisała, kończąc rozmowę.
- To do zobaczenia – napisał, a po chwili wyłączył komputer. Wstał od biurka i poszedł zobaczyć, czy jest coś ciekawego w telewizji. Nie znalazł nic, więc pomyślał o innym zajęciu. Skierował się do kuchni, by zrobić sobie coś do jedzenia.
--------
Jutro dodam dwie części. Pierwsza z nich ukaże się w godzinach przedpołudniowych.
sobota, 28 lipca 2012
Na rozstaju dróg cz. 13
- No nareszcie! - podbiegła do niego i rzuciła mu się na szyję. Mimo że był punktualnie, ona nie mogła się już doczekać. Przyszła wcześniej, bo już w domu nie potrafiła wysiedzieć. Nie pozwalała jej na to myśl, że już wkrótce, za kilka godzin, minut, znów spotka się z ukochanym. Pocałowała go w usta.
- Nie cieszysz się, że mnie widzisz? - nie dostrzegła uśmiechu na jego twarzy. Nie wykazał nawet odrobiny entuzjazmu. Coś musiało być nie w porządku.
- Musimy poważnie porozmawiać – wziął ją za rękę i pociągnął ku ławce. Usiadł. Ona zrobiła to samo. Wpatrywała się z niepokojem w niebieskie tęczówki jego oczu.
- Asiu... z całego serca cię przepraszam. Jak najbardziej tylko mogę, przepraszam cię!
- Ale za co? - pokręciła głową zdezorientowana
- Okłamałem cię... Tak bardzo, bardzo teraz tego żałuję! - uderzył się w pierś. Wbił wzrok w ścieżkę. Nie potrafił teraz spojrzeć jej w oczy. Nie po tym co zrobił. Asia cierpliwie czekała, aż do końca wszystko opowie. Na razie nie mogła wyciągać pochopnych wniosków. Miała nadzieję, że to tylko banalne, nic nie znaczące kłamstewko.
- Tak naprawdę ja... ja... - wziął głęboki oddech i jednym tchem zaczął opowiadać – Ja nie jestem zwykłym facetem. Jestem klerykiem. Uczyłem się na księdza. Chciałem nim być. Chciałem... dopóki nie poznałem ciebie. Zmieniłaś mój pogląd na świat. Oczywiście, na lepsze. Nie wspomniałem o tym, bo... bałem się że zaczniesz mnie unikać. Byłaś dla mnie prawdziwą przyjaciółką. Jedyną przyjaciółką... Ale przyjaźń damsko-męska chyba nie istnieje. To szybko przerodziło się w coś więcej. Nie tylko z twojej, ale także z mojej strony. Wyznanie prawdy oznaczało definitywne rozstanie. I zabrnąłem w to bagno aż do teraz...
- Dość! - gwałtownie zerwała się z ławki. Pierwszy raz od początku monologu uniósł głowę. Po jej policzkach spływały łzy. Wyciągnął do niej rękę, by je otrzeć. Odruchowo się cofnęła.
- Asiu...
- Dlaczego mi to zrobiłeś?! Skoro mnie kochasz to dlaczego zadajesz mi tyle cierpienia?! No powiedz! Powiedz do cholery!
- Ja naprawdę nie chciałem cię skrzywdzić – próbował podejść do niej, lecz ona się cofała
- Zostaw mnie, słyszysz?! Nie chcę cię więcej widzieć! Nie chcę cię znać! - odwróciła się na pięcię i pobiegła przed siebie. Gdzie tylko nogi ją poniosą. Byle jak najdalej. Jak najdalej od niego. Brzydziła się nim. Nie spodziewała się, że zrobi takie świństwo.
- Aśka! Asia! - coraz słabiej słyszała jego głos. Więc chyba nie biegł za nią. Obejrzała się za siebie, aby to sprawdzić. Nie widziała go. Zwolniła. Teraz mogła sobie na to pozwolić. Stawiała kolejne kroki, pozwalając płynąć łzom. Miała mętlik w głowie. Dlaczego to ją coś takiego spotyka? Czy zrobiła w życiu coś złego, że teraz za to cierpi? Może za ten romans z klerykiem? Ale przecież nie miała pojęcia kim naprawdę jest. Gdyby o tym wiedziała, na pewno by się powstrzymała. Czuła się podle. Jak mogła dać się tak oszukać? Najgorsze w tym wszystkim było to, że mimo wszystko go kochała. To było silniejsze od niej. Dotarła do swojego mieszkania. Zamknęła się w środku, myśląc, co można z tym zrobić. Jeśli chce zabić to uczucie, musi to zrobić u samego źródła. Czyli w swoim sercu. A więc jedynym wyjściem było... samobójstwo. Przeraziła ją ta myśl. Ale nie widziała sensu dalszego życia, walki z samym sobą, czuła obrzydzenie do własnej osoby i ukochanego. Lepiej to skończyć. Powoli, chwiejnym krokiem, udała się do kuchni. Przez chwilę przyglądała się ostrzu noża. Drżącą ręką zabrała go ze stołu i powoli obracała go w dłoniach. Wahała się. Jednak gdy pomyślała, że to pomoże ukoić ból, zdecydowała się. Obróciła ostrze w stronę swojego ciała i mocno chwyciła rączkę noża. Ręce trzęsły się jej niemiłosiernie. Chciała to zrobić szybko, zdecydowanym ruchem wbić go sobie w klatkę piersiową. Coś wewnątrz jednak ją paraliżowało. Może gdy spróbuje powoli to się uda. Na niewiele zdał się cały trud. Ledwie drgnęła, znów się zatrzymała. Odczekała chwilę, kilka głębszych oddechów. Uniosła ręce ku górze, zamachnęła się i...
i wbiła nóż w deskę do krojenia, wydając przy tym dziki okrzyk. Była wściekła, że nie jest w stanie tego zrobić. Nie potrafi zabić samej siebie. Dostrzegła dwa talerze w zlewie. Wyciągnęła je i cisnęła nimi o podłogę. Brzęk tłuczonej porcelany wzmógł w niej rządzę wyładowania się. Lecz wtedy ktoś zapukał do drzwi. Nie, to nie było pukanie. Ktoś się dobijał! Przez chwilę czekała w bezruchu.
- Aśka, otwieraj! No otwórz te cholerne drzwi! - usłyszała znajomy głos z korytarza. Chciała wykrzyczać, żeby sobie poszedł. Głos jednak uwiązł jej w gardle. Był jedyną osobą, która całkowicie ją rozumiała. Tylko jemu mogła się wyżalić. Tylko jemu mogła powiedzieć o wszystkim. Tylko on dawał jej poczucie bezpieczeństwa. I to właśnie on sprawiał, że była szczęśliwa. Dzięki niemu.
Otworzyła mu. Bez słowa wszedł do środka. Chciała się do niego przytulić, lecz przypomniała sobie to co powiedział jej w parku. Złość natychmiast wróciła. Zamachnęła się i uderzyła go z otwartej dłoni w twarz.
- Ja cię idioto kocham! Ufałam ci bezgranicznie. Czułam, że spotkałam wreszcie kogoś, z kim chcę być do końca życia! A ty mi taki numer wyciąłeś! - po raz kolejny uderzyła go. Wiedział, że mu się należało, ale ile można?
- Posłuchaj...
- A wiesz co jest najgorsze? Że nie potrafię cię wyrwać z mojego serca! Że nie umiem żyć bez ciebie! - ponownie dała mu w twarz. Tego było już za wiele. Złapał ją za nadgarstki i przycisnął do ściany.
- Puść mnie! - próbowała się wyrwać. Sebastian był jednak zbyt silny, by mogła mu podołać.
- Daj mi chwilę, dobra? Chcę ci powiedzieć że...
- Puszczaj!
- Aśka, kurde! - uspokoiła się i w końcu dała mu dojść do słowa
- Wystąpiłem z seminarium. Zrobiłem to dla ciebie – powiedział powoli i wyraźnie. Puścił ją, zgodnie z jej życzeniem. Zaniemówiła. Przeszła kilka kroków i opadła na kanapę.
- Wybaczysz mi? - uklęknął przed nią
- Wstawaj
- Wybaczysz?
- Już to zrobiłam. Nie gniewam się.
- Czy to znaczy, że... - usiadł obok niej i delikatnie ujął jej dłoń. Chciał, żeby to ona dokończyła.
- Jeśli też tego chcesz to możemy spróbować stworzyć parę – uśmiechnęła się nieśmiało. Pierwszy poważny kryzys za nimi. Pierwszy i oby ostatni. Czy dobrą drogę wybrał? Czuł, że jest szczęśliwy, że znalazł swoje miejsce. Więc chyba tak.
--------
I za nami już 500 scenków! To był właśnie pięćsetny scen opublikowany na blogu ;) A już jutro pierwsza część opowiadania: "Liczy się wytrwałość", które zapewne znacie z bloga Bei. Za jej zgodą publikuję je u siebie, lecz zamierzam wprowadzić kilka drobnych poprawek. Jest to bardzo fajne opowiadanie, a do tego mamy teraz Igrzyska Olimpijskie, więc tematyka idealnie pasuje ;) Dlatego zachęcam do przypomnienia sobie tego opowiadania wraz z moim blogiem ;)
Czego życzyć sobie i wam z okazji pięćsetnego scena? Przede wszystkim kolejnej setki! A myślę, że jest to możliwe i to nawet jeszcze w tym roku. Aby scenki nadal wam się podobały i nie zanudzały was, aby często się pojawiały i żebyście chętnie zabierali się za ich czytanie ;) Powinienem zrobić to właściwie na początku, ale myślę że na końcu będzie lepiej widoczne: Z całego serca dziękuję M.J, która wiele mi pomagała i mam nadzieję, że nadal będzie to robić. Bez niej ciężko byłoby osiągnąć taki poziom, jaki jest teraz. Dziękuję także wszystkim komentującym, tutaj mogę wyróżnić Bezimiennego, który zostawił po sobie najwięcej komentarzy, a także wszystkim czytającym i odwiedzającym.
- Nie cieszysz się, że mnie widzisz? - nie dostrzegła uśmiechu na jego twarzy. Nie wykazał nawet odrobiny entuzjazmu. Coś musiało być nie w porządku.
- Musimy poważnie porozmawiać – wziął ją za rękę i pociągnął ku ławce. Usiadł. Ona zrobiła to samo. Wpatrywała się z niepokojem w niebieskie tęczówki jego oczu.
- Asiu... z całego serca cię przepraszam. Jak najbardziej tylko mogę, przepraszam cię!
- Ale za co? - pokręciła głową zdezorientowana
- Okłamałem cię... Tak bardzo, bardzo teraz tego żałuję! - uderzył się w pierś. Wbił wzrok w ścieżkę. Nie potrafił teraz spojrzeć jej w oczy. Nie po tym co zrobił. Asia cierpliwie czekała, aż do końca wszystko opowie. Na razie nie mogła wyciągać pochopnych wniosków. Miała nadzieję, że to tylko banalne, nic nie znaczące kłamstewko.
- Tak naprawdę ja... ja... - wziął głęboki oddech i jednym tchem zaczął opowiadać – Ja nie jestem zwykłym facetem. Jestem klerykiem. Uczyłem się na księdza. Chciałem nim być. Chciałem... dopóki nie poznałem ciebie. Zmieniłaś mój pogląd na świat. Oczywiście, na lepsze. Nie wspomniałem o tym, bo... bałem się że zaczniesz mnie unikać. Byłaś dla mnie prawdziwą przyjaciółką. Jedyną przyjaciółką... Ale przyjaźń damsko-męska chyba nie istnieje. To szybko przerodziło się w coś więcej. Nie tylko z twojej, ale także z mojej strony. Wyznanie prawdy oznaczało definitywne rozstanie. I zabrnąłem w to bagno aż do teraz...
- Dość! - gwałtownie zerwała się z ławki. Pierwszy raz od początku monologu uniósł głowę. Po jej policzkach spływały łzy. Wyciągnął do niej rękę, by je otrzeć. Odruchowo się cofnęła.
- Asiu...
- Dlaczego mi to zrobiłeś?! Skoro mnie kochasz to dlaczego zadajesz mi tyle cierpienia?! No powiedz! Powiedz do cholery!
- Ja naprawdę nie chciałem cię skrzywdzić – próbował podejść do niej, lecz ona się cofała
- Zostaw mnie, słyszysz?! Nie chcę cię więcej widzieć! Nie chcę cię znać! - odwróciła się na pięcię i pobiegła przed siebie. Gdzie tylko nogi ją poniosą. Byle jak najdalej. Jak najdalej od niego. Brzydziła się nim. Nie spodziewała się, że zrobi takie świństwo.
- Aśka! Asia! - coraz słabiej słyszała jego głos. Więc chyba nie biegł za nią. Obejrzała się za siebie, aby to sprawdzić. Nie widziała go. Zwolniła. Teraz mogła sobie na to pozwolić. Stawiała kolejne kroki, pozwalając płynąć łzom. Miała mętlik w głowie. Dlaczego to ją coś takiego spotyka? Czy zrobiła w życiu coś złego, że teraz za to cierpi? Może za ten romans z klerykiem? Ale przecież nie miała pojęcia kim naprawdę jest. Gdyby o tym wiedziała, na pewno by się powstrzymała. Czuła się podle. Jak mogła dać się tak oszukać? Najgorsze w tym wszystkim było to, że mimo wszystko go kochała. To było silniejsze od niej. Dotarła do swojego mieszkania. Zamknęła się w środku, myśląc, co można z tym zrobić. Jeśli chce zabić to uczucie, musi to zrobić u samego źródła. Czyli w swoim sercu. A więc jedynym wyjściem było... samobójstwo. Przeraziła ją ta myśl. Ale nie widziała sensu dalszego życia, walki z samym sobą, czuła obrzydzenie do własnej osoby i ukochanego. Lepiej to skończyć. Powoli, chwiejnym krokiem, udała się do kuchni. Przez chwilę przyglądała się ostrzu noża. Drżącą ręką zabrała go ze stołu i powoli obracała go w dłoniach. Wahała się. Jednak gdy pomyślała, że to pomoże ukoić ból, zdecydowała się. Obróciła ostrze w stronę swojego ciała i mocno chwyciła rączkę noża. Ręce trzęsły się jej niemiłosiernie. Chciała to zrobić szybko, zdecydowanym ruchem wbić go sobie w klatkę piersiową. Coś wewnątrz jednak ją paraliżowało. Może gdy spróbuje powoli to się uda. Na niewiele zdał się cały trud. Ledwie drgnęła, znów się zatrzymała. Odczekała chwilę, kilka głębszych oddechów. Uniosła ręce ku górze, zamachnęła się i...
i wbiła nóż w deskę do krojenia, wydając przy tym dziki okrzyk. Była wściekła, że nie jest w stanie tego zrobić. Nie potrafi zabić samej siebie. Dostrzegła dwa talerze w zlewie. Wyciągnęła je i cisnęła nimi o podłogę. Brzęk tłuczonej porcelany wzmógł w niej rządzę wyładowania się. Lecz wtedy ktoś zapukał do drzwi. Nie, to nie było pukanie. Ktoś się dobijał! Przez chwilę czekała w bezruchu.
- Aśka, otwieraj! No otwórz te cholerne drzwi! - usłyszała znajomy głos z korytarza. Chciała wykrzyczać, żeby sobie poszedł. Głos jednak uwiązł jej w gardle. Był jedyną osobą, która całkowicie ją rozumiała. Tylko jemu mogła się wyżalić. Tylko jemu mogła powiedzieć o wszystkim. Tylko on dawał jej poczucie bezpieczeństwa. I to właśnie on sprawiał, że była szczęśliwa. Dzięki niemu.
Otworzyła mu. Bez słowa wszedł do środka. Chciała się do niego przytulić, lecz przypomniała sobie to co powiedział jej w parku. Złość natychmiast wróciła. Zamachnęła się i uderzyła go z otwartej dłoni w twarz.
- Ja cię idioto kocham! Ufałam ci bezgranicznie. Czułam, że spotkałam wreszcie kogoś, z kim chcę być do końca życia! A ty mi taki numer wyciąłeś! - po raz kolejny uderzyła go. Wiedział, że mu się należało, ale ile można?
- Posłuchaj...
- A wiesz co jest najgorsze? Że nie potrafię cię wyrwać z mojego serca! Że nie umiem żyć bez ciebie! - ponownie dała mu w twarz. Tego było już za wiele. Złapał ją za nadgarstki i przycisnął do ściany.
- Puść mnie! - próbowała się wyrwać. Sebastian był jednak zbyt silny, by mogła mu podołać.
- Daj mi chwilę, dobra? Chcę ci powiedzieć że...
- Puszczaj!
- Aśka, kurde! - uspokoiła się i w końcu dała mu dojść do słowa
- Wystąpiłem z seminarium. Zrobiłem to dla ciebie – powiedział powoli i wyraźnie. Puścił ją, zgodnie z jej życzeniem. Zaniemówiła. Przeszła kilka kroków i opadła na kanapę.
- Wybaczysz mi? - uklęknął przed nią
- Wstawaj
- Wybaczysz?
- Już to zrobiłam. Nie gniewam się.
- Czy to znaczy, że... - usiadł obok niej i delikatnie ujął jej dłoń. Chciał, żeby to ona dokończyła.
- Jeśli też tego chcesz to możemy spróbować stworzyć parę – uśmiechnęła się nieśmiało. Pierwszy poważny kryzys za nimi. Pierwszy i oby ostatni. Czy dobrą drogę wybrał? Czuł, że jest szczęśliwy, że znalazł swoje miejsce. Więc chyba tak.
--------
I za nami już 500 scenków! To był właśnie pięćsetny scen opublikowany na blogu ;) A już jutro pierwsza część opowiadania: "Liczy się wytrwałość", które zapewne znacie z bloga Bei. Za jej zgodą publikuję je u siebie, lecz zamierzam wprowadzić kilka drobnych poprawek. Jest to bardzo fajne opowiadanie, a do tego mamy teraz Igrzyska Olimpijskie, więc tematyka idealnie pasuje ;) Dlatego zachęcam do przypomnienia sobie tego opowiadania wraz z moim blogiem ;)
Czego życzyć sobie i wam z okazji pięćsetnego scena? Przede wszystkim kolejnej setki! A myślę, że jest to możliwe i to nawet jeszcze w tym roku. Aby scenki nadal wam się podobały i nie zanudzały was, aby często się pojawiały i żebyście chętnie zabierali się za ich czytanie ;) Powinienem zrobić to właściwie na początku, ale myślę że na końcu będzie lepiej widoczne: Z całego serca dziękuję M.J, która wiele mi pomagała i mam nadzieję, że nadal będzie to robić. Bez niej ciężko byłoby osiągnąć taki poziom, jaki jest teraz. Dziękuję także wszystkim komentującym, tutaj mogę wyróżnić Bezimiennego, który zostawił po sobie najwięcej komentarzy, a także wszystkim czytającym i odwiedzającym.
czwartek, 26 lipca 2012
Na rozstaju dróg cz. 12
Teraz właśnie znajdował się w kościele i się modlił. Maciek gdzieś pojechał na miasto, umówili się, że Sebastian zadzwoni po niego, kiedy będzie już po wszystkim. Dlaczego to właśnie jego Bóg sprawdzał? Bał się. Bał się, że to będzie jak odwrócenie od Boga. W końcu postawił na związek z dziewczyną a nie kapłaństwo. Ale to przecież nic złego. Przecież zarówno kapłaństwo, jak i małżeństwo są sakramentami.
- Panie, daj mi jakiś znak że słusznie postępuję... - po wypowiedzeniu tych słów usłyszał dźwięk swojego telefonu. Dostał smsa. Dziwne, dałby sobie rękę uciąć, że wyciszył dzwonek przed wejściem do katedry. Przeżegnał się i wyszedł. Faktycznie, dźwięk w telefonie był wyciszony. Otrzymał wiadomość od Asi. Zaproponowała spotkanie wieczorem. Chciał odpisać, lecz coś przykuło jego uwagę. Czas wysłania i czas otrzymania. Nie byłoby w tym niczego nadzwyczajnego, gdyby nie to, że... wiadomość została wysłana 20 minut przed jej dostarczeniem. A przecież cały czas był w zasięgu sieci. To musiał być ten znak. Wskazówka od Boga. Schował telefon do kieszeni i pewnym krokiem ruszył w stronę seminarium. Nie miał już żadnych wątpliwości. Wiedział czego pragnie i co zamierza zrobić. W gabinecie rektora czekał już na niego on sam oraz arcybiskup, we własnej osobie.
- Proszę usiąść – wskazał mu krzesło. Biskup natomiast odwrócił głowę i spoglądał przez okno. Przysłuchiwał się rozmowie kleryka z przełożonym.
- Zapewne domyślasz się w jakiej sprawie zostałeś wezwany
- Wolałbym jednak, żeby ksiądz powiedział wprost o co chodzi, gdyż człowiek istotą omylną jest i możemy się nie do końca zrozumieć – powstrzymał się od uśmiechu. Wiedział że rektor nie potrafi być bezpośredni i będzie miał problem z wyjaśnieniem sprawy. W tym momencie pałeczkę przejął biskup.
- Sprawa jest delikatna. Dowiedzieliśmy się, że spotykasz się z pewną kobietą. Czy to prawda? - spytał z niepokojem w głosie
- Tak, to prawda
- Ale nie jest jeszcze za późno? Może uda ci się wrócić na dobrą drogę. Zerwij z nią kontakty i zapomnij o tym co było. Wrócisz do seminarium i dokończysz studia – zachęcał go
- Ja już podjąłem ostateczną decyzję. Rezygnuję.
- Ty naprawdę wiesz co robisz? - westchnął znudzony rektor. Wiedział już, że przekonywanie go do kapłaństwa to walka z wiatrakami. Miłość zawróciła mu w głowie.
- Długo nad tym myślałem – przyznał – Miałem wątpliwości co do słuszności swej decyzji, ale dzisiaj zostały one rozwiane.
Zasmucony i lekko podenerwowany biskup opuścił gabinet. Rektor pomógł Sebastianowi załatwić wszystkie formalności. Kiedy opuścił mury seminarium, był już wolnym człowiekiem. Od razu lżej zrobiło mu się na duszy. Jeszcze tylko powiedzieć Asi całą prawdę i poprosić o wybaczenie. Idąc w stronę centrum, spotkał Rafała. Widać było, że jest w świetnym humorze.
- Słuchaj, mam dla ciebie zagadkę: Dlaczego jedzie ksiądz na karuzeli?
- Nie wiem – pokręcił głową
- Bo na mercedesa parafianie nie dali – zaczął się śmiać. Na twarzy Sebastiana pojawił się sztuczny uśmiech. Rafał potrafił naprawdę rozbawić ludzi swoim poczuciem humoru, lecz tym razem mu się nie udało. Kolega po prostu nie chciał go urazić i dlatego uniósł kąciki ust.}
- Ja właśnie idę do katedry – wskazał palcem kierunek, z którego przyszedł Sebastian – A ty?
- Wystąpiłem z seminarium – chrząknął znacząco. Rafał zaniemówił z wrażenia. Taki gorliwy kleryk jak on? Koniec świata! Był on ostatnią osobą na roku, po której by się czegoś takiego spodziewano. Ale numer! Jak już on rezygnuje, to kto tak naprawdę się nadaje na księdza?
- Ale że...
- Że poznałem fantastyczną dziewczynę i się zakochałem. Kiedyś jak się jeszcze spotkamy to pogadamy, teraz muszę lecieć, bo brat na mnie czeka. Cześć – podał mu rękę i pospiesznie odszedł.
- Cześć – odparł machinalnie – Wszystkiego dobrego na nowej drodze życia! - zawołał za nim, kiedy się opamiętał. Sebastian zdążył jeszcze się odwrócić i pokazać koledze uniesiony w górę kciuk. Wywołało to szczery uśmiech na jego twarzy. Rafał stał w miejscu jeszcze chwilę, pokręcił głową z niedowierzaniem i poszedł w swoją stronę.”
Sebastian postanowił nie czekać ani chwili i od razu powiedzieć rodzicom o podjętej decyzji. Kiedy tylko wrócił do domu, zawołał ich do salonu. Poprosił, aby usiedli na kanapie.
- Dzisiaj... wystąpiłem z seminarium – rzucił prosto z mostu. Matka mało co nie zemdlała z wrażenia, a ojciec zerwał się gwałtownie. Jego oczy zapłonęły gniewem.
- Coś ty najlepszego, gnoju, narobił! Młody jesteś, głupiś! To ta dziwka się uwiodła, co?
- Nie mów tak o niej – warknął, zaciskając rękę w pięść. Nie mógł pozwolić, by ktokolwiek bezkarnie obrażał Asię.
- Będę mówił jak mi się podoba! Co, na ojca rękę podniesiesz?
- Ojciec czy nie ojciec, nikt nie będzie obrażał mojej dziewczyny – popchnął go na kanapę w ramach ostrzeżenia. Wtedy zrozumiał, że Sebastian nie żartuje.
- Słuchaj no! Albo zerwiesz z nią wszelkie kontakty, albo...
- Albo co?! Wyrzucisz mnie z domu?
- Sam się o to prosisz. Miałem jednego syna, a teraz nie mam już żadnego... - powiedział łamiącym się głosem, po czym odwrócił się w stronę okna. Sebastiana to jednak nie wzruszyło. Był wściekły.
- Miałeś jednego?
- A co, nie pochwalił ci się? Maciek nie liczył się z naszym zdaniem, więc pół roku temu wydziedziczyłem go – zadarł głowę do góry. Chciał pokazać mu, że nie ma żadnych skrupułów, że to on wychodzi zwycięsko z potyczek.
- Wiesz kim ty jesteś? Jesteś... jesteś... pierdolonym skurwielem! - wykrzyczał mu w twarz
- Przesadziłeś. Masz minutę by opuścić to mieszkanie – pokazał ręką na drzwi
- Z przyjemnością – wycedził przez zęby. Pospiesznie wrzucił swoje rzeczy do torby i udał się ku drzwiom.
- Całą kasę którą w ciebie zainwestowałem, masz oddać. Bo jak nie to...
- Spierdalaj – rzucił, nie przejmując się jego groźbami
- Jak możesz mówić tak do ojca! - oburzył się, przeklinając w duchu dzień, w którym urodził się Sebastian.
- Przecież ty nie masz syna – trzasnął drzwami wychodząc z mieszkania. Miał tylko jedno wyjście. Poprosić brata o pomoc.
Kiedy Maciek otworzył drzwi i ujrzał Sebastiana z bagażem, bez słowa odsunął się i wpuścił go do środka. Domyślał się, że decyzja brata wywołała wielką awanturę w domu, a to był właśnie jej skutek.
- Wyrzucił cię?
- Wydziedziczył – postawił torbę na podłodze
- Najważniejsze żeby z Asią ci się udało. Z nią na pewno będziesz szczęśliwy – pocieszał go, poklepując po ramieniu.
- Racja. Idę do toalety – mruknął, wskazując ręką w stronę drzwi. Widać było, że jest przybity reakcją rodziców. Nie tak powinni się zachować. Jak by się nie zachował, powinni go wspierać. A oni potraktowali go jak przedmiot – nie spełniasz naszych wymogów, nie chcemy cię, nie jesteś nam potrzebny. Tak samo zrobili z nim, więc wiedział, co czuje. Wykorzystał moment, że jest sam i zadzwonił do Ani, by odwołać wieczorne spotkanie. Co prawda mogliby się spotkać u niej, ale jego nastrój na pewno zepsułby przebieg wieczoru.
- Kiedy pogadasz z Asią? Chyba zamierzasz wyjaśnić jej to wszystko, prawda?
- Zamierzam. Dzisiaj wieczorem spotkam się z nią w parku. Ona ma prawo znać całą prawdę. Za dużo było tych kłamstw. Za późno się na to wszystko zdecydowałem.
- Lepiej późno niż wcale – uśmiechnął się pokrzepiająco. Sebastian odwzajemnił uśmiech. Musiał być dobrej myśli, skoro wierzył, że wszystko się jakoś ułoży. No może nie wszystko, ale ta najważniejsza relacja. Obiecał sobie, że teraz zawsze będzie mówił Asi prawdę.
--------
No to jesteśmy już na ostatniej prostej! Zakończenie opowiadania ukaże się w sobotę.
wtorek, 24 lipca 2012
Na rozstaju dróg cz. 11
Następnego dnia, z samego rana, Sebastian udał się do kościoła na mszę. Tradycyjnie odprawiał ją miejscowy proboszcz, ksiądz Jakub. Zawsze w piątki, soboty i niedziele to jemu przypadała pierwsza msza, a pozostałe mieli dwaj jego wikarzy – Przemysław i Tomasz. To właśnie dlatego Sebastian udał się na poranną mszę, zamiast na wieczorną. Chciał potem porozmawiać z księdzem Kubą. Miał on około 50 lat, był średniego wzrostu, oczy piwne, wyraz twarzy groźny, lecz bać się mogli go tylko zadufani w sobie zatwardziali grzesznicy. Nienawidził, gdy ktoś lekceważy Najświętszy Sakrament, wyklina pod kościołem czy bije żonę lub dzieci. To dzięki niemu Sebastian odnalazł tę drogę, która zaprowadziła go do seminarium. Był mentorem, nauczycielem, ale jednocześnie przyjacielem, któremu można o wszystkim powiedzieć. Skłaniał się ku rzuceniu studiów, lecz chciał o tym powiedzieć jeszcze księdzu Kubie. Można on go przekona, że tak faktycznie powinien zrobić? A może wręcz przeciwnie, uśmiadomi mu, iż powinien zostać księdzem? Niepewnie wszedł do zakrystii, gdzie proboszcz właśnie ściągał ornat.
- Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus
- Na wieki wieków, amen – odparł odruchowo, myśląc że to kolejny parafianin, który chce zamówić mszę. Dopiero gdy poniósł wzrok, ujrzał swojego dawnego ministranta, a później lektora. Uśmiechnął się pod nosem i podał mu rękę. Chłopak odwzajemnił uścisk.
- Coś konkretnego cię do mnie sprowadza?
- Bardzo konkretnego. Możemy porozmawiać w cztery oczy? - ksiądz Kuba zmrużył oczy. Rozejrzał się dookoła. Faktycznie, to nie było najlepsze miejsce do rozmowy. Z jednej strony kościelny, z drugiej ministranci, a w kościele jeszcze niektórzy wierni.
- Nie zabrzmiało to dobrze – mruknął zaniepokojony – Chodźmy do kancelarii – zaprowadził go do budynku znajdującego się kilkanaście metrów za kościołem. Doskonale znał drogę, lecz był tak bardzo przejęty rozmową, że sam by nie trafił. Robiło mu się coraz bardziej gorąco, a każdy kolejny krok stawał się coraz trudniejszy do wykonania. Mgła trochę przesłoniła mu oczy. Nie czuł się najlepiej. Psychicznie i fizycznie. Zaczynał wątpić, czy zdoła to z siebie wydusić. Krzesło w kancelarii i wzrok księdza sparaliżowały go niemal całkowicie. Po kilku chwilach, które ksiądz Jakub cierpliwie przeczekał w milczeniu, zdobył się na odwagę. Opowiedział, że się zakochał, że nie potrafi przestać myśleć o dziewczynie i o planach na przyszłość. Spodziewał się solidnego kazania. A tymczasem proboszcz podrapał się po głowie i westchnął z politowaniem.
- Ale to nie jest żadne zwątpienie w wiarę czy w kościół. Po prostu... no chciałbym być w dwóch miejscach naraz, ale to niemożliwe – tłumaczył się
- Krętymi ścieżkami prowadzi nas Pan – powiedział z refleksją ksiądz Kuba – Ty właśnie znalazłeś się na takim zakręcie. Tylko Bóg wie, co się zdarzy. Widocznie taka była jego wola. Być może wyznaczył tobie inną rolę i zesłał ci tę dziewczynę, byś znalazł tę właściwą drogę.
- Ale ja czuję, że chciałbym służyć Bogu!
- Nie trzeba być księdzem, aby wielbić Boga – Sebastian wytrzeszczył oczy, słuchając uważnie. W ten sposób nigdy by nie pomyślał. Doświadczenie życiowe to jednak bardzo cenny bagaż.
- Ale że jak?
- Na przykład taki lekarz, co pomaga ludziom. Ratuje ich życie. Robi to na chwałę Bożą, prawda? - młody kleryk kiwnął głową
- A taki piekarz? Piecze chleb nasz powszedni, żeby ludzie mogli się nim posilić. Następne przykłady dasz już radę sam znaleźć.
-Więc mam wystąpić z seminarium?
- Nic takiego nie powiedziałem. To twoja decyzja. Musi ona płynąć z głębi serca. Co będzie dla ciebie ważniejsze? Ona czy stan duchowny? Jeśli zostaniesz, zranisz ją. A podejrzewam że i samego siebie skrzywdzisz.
- A rodzice? - spytał z obawą. Wściekliby się niemiłosiernie, gdyby Sebastian zdobył się na taki krok.
- Nie przejmuj się nimi. Człowiek ma wolną wolę i oni muszą uszanować twoją decyzję – uderzył pięścią w stół. A niech tylko spróbują go potępić czy wykląć.
- Dziękuję, księże proboszczu. Ksiądz to naprawdę jest... super gość – uścisnął mu dłoń na pożegnanie, ponownie podziękował za dobre słowo i udał się do domu. Wiedział już co zrobi. Lecz zanim powie o wszystkim Asi, musi załatwić wszystkie sprawy formalne. W poniedziałek pojedzie do Wrocławia i wystąpi z seminarium.
Jednak w sobotę zaskoczył go telefon z kurii. Ksiądz biskup i rektor seminarium wzywają go w trybie natychmiastowym. Zapewne chodziło o spotkania z Asią, bo w jakiej innej sprwie wzywaliby go tak nagle? Ktoś na niego doniósł. Ale kto? Ksiądz proboszcz? Jego nawet nie śmiałby podejrzewać. Brat? Przecież mówił mu, że on sam to musi załatwić. Nikt więcej nie wiedział. Poszedł jeszcze do Maćka, by z nim pogadać.
- Tak, to był donos. Wiem kto to zrobił – rzucił, chodząc w kółko po pokoju. Na jego twarzy widać było zdenerwowanie.
- Kto?
- Ojciec – spojrzał na niego. Chłopak pokręcił głową z niedowierzaniem.
- To niemożliwe. Przecież on nic nie wiedział. A nawet jeśli, to doniósłby na własnego syna?
- Tak, kurwa, doniósłby! Przecież już to zrobił! - irytował się młody mężczyzna
- Skąd pewność że to on? - wstał i podszedł do brata. Oboje spoglądali sobie w oczy. Dzieliła ich odległość zaledwie jednego kroku. Ktoś, kto oglądałby te scenę, zapewne pomyślałby, że zaraz dojdzie do bójki. Maciek wziął kilka głębszych oddechów, próbując się uspokoić.
- Był u mnie wczoraj. Oni wyjechali po ciebie na dworzec i zobaczyli jak wychodzisz z jakąś dziewczyną i ją obejmujesz. Pojechali za tobą. Widzieli jak całujesz się z nią pod jej blokiem. Potem wrócili do domu i udali że wyczekują cię już od jakiegoś czasu. Jak spałeś to ojciec sprawdził ci smsy. Napisał donos i przyszedł do mnie awanturować się. Twierdzi że to moja wina, że ja cię sprowadziłem na złą drogę i stąd twój romans. Że ja cię do tego nakłoniłem. Musiałem go wyprosić, bo sam by nie wyszedł – opowiedział najważniejsze szczegóły spotkania. Sebastian spuścił głowę i odwrócił się na pięcie.
- Kurwa mać!
- Jedziesz do Wrocławia? No wiesz, wyjaśnić to wszystko.
- Skoro mnie wezwali, to muszę – rozłożył bezradnie ręce
- Podwieźć cię?
- A to nie będzie problem?
- Żaden problem – uśmiechnął się ponuro i zabrał z mebli kluczyki od swojego samochodu.
-------
Następna część ukaże się w czwartek. Jeszcze wracając do wypowiedzi Alutki: nie bronię ci komentować, ani się wypowiadać. Ale jeśli coś stwierdzasz, to rób to z sensem, logicznie. Skoro nie było erotyki w scenku, to jak on może być zbyt erotyczny? A potem tłumaczysz, że nie chodziło ci o erotykę, a o co inne. Więc określ precyzyjnie co masz na myśli, a nie będzie problemów.
niedziela, 22 lipca 2012
Na rozstaju dróg cz. 10
Do Legnicy wrócili dopiero późnym wieczorem. Joasia proponowała mu, żeby został na noc, lecz rodzice wiedzieli kiedy wraca i z pewnością wyczekiwali go w domu.
- To może poprosisz brata o alibi, co? - uśmiechnęła się do niego uwodzicielsko. Propozycja dziewczyny wydała mu się bardzo kusząca. Bardzo chciałby z niej skorzystać, ale bezpieczeństwo było ważniejsze. Nie mógł dopuścić, by rodzice dowiedzieli się o romansie.
- Obawiam się, że po tym jak ostatnio go potraktowałem może nie być skory do pomocy
- Dlaczego chcesz ukrywać to, co do mnie czujesz? Wstydzisz się tego?
- Nie, ale... - starał się znaleźć sensowne wyjaśnienie, nie zdradzając całej prawdy – Po prostu lepiej będzie, jeśli nie dowiedzą się tak nagle
- Czemu?
- Muszę ich na to przygotować. Jesteś moją pierwszą dziewczyną, to z pewnością byłby dla nich ogromny szok. Odprowadzę cię do domu – uciął temat. Najchętniej zapadłby się pod ziemię. Miał dość. Siebie i tych idiotycznych zagrań. Łatwo jednak było sobie powiedzieć, że czas to skończyć, trudniej wykonać. Nie mógł się wyswobodzić z tego bagna. Liczył na to, że czas mu w tym pomoże.
Okazało się, że Aśka mieszka zaledwie trzy ulice od mieszkania Maćka. Chłopak przez chwilę zawahał się, czy nie odwiedzić brata i na gorąco mu o wszystkim opowiedzieć. Pomyślał jednak, że może chce spędzić ze swoją dziewczyną miły wieczór i upojną noc, a on by tylko w tym przeszkodził. Wrócił więc do pierwotnych planów – Maćka odwiedzi jutro po południu.
Rodzice powitali go w domu z wielkim entuzjazmem. Mimo późnej pory nie spali jeszcze, a nawet wyglądali go przez okno. Matka nawet popłakała się z radości. Przez chwilę na usta cisnęły mu się słowa: „Mamo, tato, poznałem wspaniałą dziewczynę. Zakochałem się w niej. Chyba wystąpię z seminarium.” Jednak gdy spojrzał im w oczy, nie potrafił tego zrobić. Wiedział, że wbiłby im nóż w serce. Nic nie boli tak bardzo jak cios od najbliższej osoby. Przecież byli z niego tacy dumni, płacili mu za studia, obnosili się przed całym miastem, że mają syna kleryka! A on to tak po prostu sobie zburzył. Może jednak warto dokończyć seminarium i zostać księdzem? Nie robiłby tego dla siebie, ale dla nich. On sam, osobiście, coraz bardziej skłaniał się ku rezygnacji. Nie było to łatwe. Ostatecznej decyzji jeszcze nie podjął.
Z Maćkiem umówił się na godzinę siedemnastą. W drodze zadzwonił do radia, by załatwić pewną sprawę. Zaraz potem napisał do Asi smsa: „Włącz radio :)”. Tymczasem Maciek kończył przygotowania do spotkania z bratem. Zresztą, co tu było się przygotowywać: postawić piwo w salonie i to tyle. Słuchał radia, kiedy wtedy usłyszał: „A teraz proszę państwa piosenka od Sebastiana dla Asi”
I don't wanna close my eyes
I don't wanna fall asleep
'Cause I'd miss you, baby
And I don't wanna miss a thing
'Cause even when I dream of you
The sweetest dream would never do
I'd still miss you, baby
And I don't wanna miss a thing
- Ponabijam się z Seby, że zadedykował piosenkę jakiejś Aśce – zaśmiał się w myślach Maciek. Jego brat punktualnie zjawił się w mieszkaniu. Przeszli do salonu, gdzie rozsiedli się w fotelach.
- No, opowiadaj, jak tam wyjazd? Udał się? Wypocząłeś? - dopytywał się gorączkowo, chcąc wiedzieć jak najwięcej. Sebastian jednak nie miał głowy do relacjonowania wszystkich szczegółów. Zamierzał tylko opowiedzieć historię spotkania z Asią i jak doszło do pierwszej wspólnej nocy.
- Nie ma co opowiadać. Fajnie było. Naprawdę – dodał widząc nutkę niedowierzania na twarzy Maćka – Potrzebuję twojej pomocy
- Ile? - zapytał sięgając do kieszeni po portfel – Sto? Dwieście? Pięćset? - podawał kolejne sumy, kiedy tamten kręcił głową
- Nie chodzi mi o kasę. To delikatna sprawa
- A właśnie, bym zapomniał. Dedykowałeś piosenkę w radiu jakiejś Aśce – uznał że teraz jest dobry moment na żart, gdyż później może nie być odpowiedniego nastroju do żartowania. Miał on rozluźnić atmosferę. Niestety, nie spełnił swojej roli. Maciek przez przypadek trafił w sedno sprawy. Sebastian zbladł.
- Skąd wiesz?!
- Że co?! To naprawdę ty?! - niedowierzał. Jego brat, kleryk, zadedykował piosenkę dziewczynie! Zakochał się? To przecież niemożliwe. Nie on. Przecież był odporny na urok kobiet. A może jednak to tylko zauroczenie? Sebastian opowiedział mu całą historię znajomości, oszczędzając tylko szczegółów ze wspólnych nocy i innych stosunków. Był pod wrażeniem. Jemu naprawdę zależało na tej dziewczynie!
- Oczarowała się – podsumował, nie bardzo wiedząc co ma zrobić.
- Co ja mam zrobić?
- Na twoim miejscu zrezygnowałbym z księdza. Nawet jak z Aśką ci się nie uda, to możesz potem w innej się zakochać. A co jeśli będziesz po święceniach? Za późno na zmianę decyzji. A tak masz wolną furtkę. Ale wybór należy do ciebie. Posłuchaj tego, co ci mówi serce.
- Głos serca każe mi iść do niej – wyznał z błyskiem w oczach. Za każdym razem, kiedy opowiadał o Asi, w jego oczach błyszczały wesołe iskierki. Oszalał na jej punkcie.
- Więc w czym problem?
- Niemal wszyscy się ode mnie odwrócą. Pomyśl, znajomi, rodzice, ciotki, wujkowie... - zamartwiał się, ukrywając twarz w dłoniach. Ale czy to jest powód, by postępować wbrew sobie? Właśnie takim pytaniem zaskoczył go Maciek. Nie odpowiedział.
- Ja na pewno się nie odwrócę – poklepał go po ramieniu
- Dzięki. Za każdym razem kiedy chcę o tym powiedzieć, brakuje mi odwagi... wiem że zawiodłem. Wiem, że ją skrzywdziłem. Boję się, że ona mi tego nie wybaczy.
- Kocha cię, więc wybaczy. Nie ma takiej rzeczy, która mogłaby zniszczyć prawdziwą miłość
- Więc mam wystąpić z seminarium?
- Jeśli tego pragniesz... Jeśli wtedy będziesz szczęśliwy... to tak – wyciągnął z szafki kolejne dwie puszki piwa. Sebastian pokiwał twierdząco głową. Coraz bardziej upewniał się, że powinien zrezygnować. Ale czy będzie miał na tyle odwagi? Od słów do czynów jest jednak daleko.
--------
Droga Magnez, droga Alutko, powiem wprot co myślę. Wy chyba nigdy nie czytałyście erotycznych scenów. Zakochanych na początku romansu bardzo ciągnie do siebie, że nawet pół dnia by z łóżka nie wychodzili. Tak jak tu w opowiadaniu. "lepiej czasami zostawić takie lekkie niedomówienie" - tak, niech czytelnik sam sobie napisze ciąg dalszy tej sceny według własnych wyobrażeń. Równie dobrze można całe opowiadanie przerwać w interesującym miejscu i zostawić niedomówienie. Nie widzę powodu, by omijać temat erotyki. Jeśli trzeba go zawrzeć, to czego tu się wstydzić? "W końcu na Twój blog zaglądają pewnie i niepełnoletni Czytelnicy" - ja też jestem niepełnoletni, na to już uwagi nie zwróciłaś. Opisywałem przebieg stosunku? Nie. Coś złego jest w tym, że napisałem iż się rozbierają? Że się całują? W scenkach nie pojawiły się żadne niedozwolone treści. No chyba że ktoś alergicznie reaguje na samo słowo seks, to już jest problem tej osoby, nie mój.
Następna część we wtorek.
sobota, 21 lipca 2012
Na rozstaju dróg cz. 9
- Asiu – zagadnął, kładąc się obok niej na łóżku. Po wspólnie spędzonym popołudniu udali się na kolację, a później poszli do jej pokoju. Oczywiście plan na wieczór był taki sam jak wczoraj, przedwczoraj i jeszcze kilka dni do tyłu. Dziewczyna jednak chciała się na nim odegrać za to, że nie został dłużej rano. Postanowiła opóźnić moment, w którym posypią się pierwsze pocałunki, a ubrania spadną na podłogę.
- Yhym? - mruknęła, nie wykazując większego zainteresowania. W głębi duszy chciała żeby w końcu zaczął jej to proponować. Miało to wyglądać tak, że da mu się namówić.
- Długo jeszcze będziesz czytała? - powoli zaczął wyciągać książkę z jej rąk
- Do końca rozdziału, a co? - nie potrafiła się nie uśmiechnąć. Widziała po nim, że jest „napalony”, że pragnie jej. Spodziewała się, że długo nie wytrzyma.
- A ile stron do końca?
- Dwanaście
- Żartujesz? - w odpowiedzi Joasia przełożyła kartki, pokazując mu, że mówiła jak najbardziej poważnie. Pokiwał głową i odwrócił się w stronę okna. Blondynka wzruszyła ramionami i z powrotem zagłębiła się w lekturze. Tylko pozornie, bowiem w myślach błagała żeby Sebastian się na nią rzucił i obsypał pocałunkami. Już miała się wycofywać, gdy właśnie wstał, zabrał jej książkę i odłożył na szafkę nocną.
- Co robisz? - spytała z udawanym zdziwieniem. Ściągnął jej koszulkę i zaczął całować ją po szyi.
- Nie mogę czekać. Nie wytrzymam – wysapał, rozpinając spodnie
- Tak sobie myślę, że dokończyć czytać mogę jutro – przyznała z zadowoleniem i zaangażowała się w pełni w miłosne igraszki z ukochanym. Około pół godziny później opadł na łóżko obok niej i objął ukochaną ramieniem.
- Było cudownie – szepnęła mu do ucha
- Może za kilka minut to powtórzymy?
- Może – rzuciła tajemniczo. Nagle uśmiech zniknął z jej twarzy, a w jego miejsce pojawiło się przerażenie. Nie umknęło to bystremu oku Sebastiana. Nie chciał naciskać na partnerkę, czekał aż sama mu powie. Nastąpiło to po kilku chwilach.
- Nie zabezpieczaliśmy się...
- No i co z tego? Przecież to nie oznacza, że na 100% jesteś w ciąży. To tylko jedna z możliwości – starał się ją uspokoić, lecz w środku był nie mniej przerażony niż ona. Gdyby była w ciąży, jego sytuacja zrobiłaby się fatalna. Już teraz nie było dobrze, a wtedy byłoby gorzej. Biskup zapewne przydzieliłby go gdzieś na parafię na drugim końcu archidiecezji, żeby utrudnić mu kontakty z dzieckiem. Przełożeni częściej by go kontrolowali, czy czasem nie spotyka się z kobietami i nie żyje zgodnie z celibatem. Istny horror.
- Poza tym, prezerwatywy to grzech – wymsknęło mu się, nim zdołał ugryźć się w język. Zdecydowanie powinien unikać wypowiedzi w takim tonie.
- Nie wiedziałam że ty taki gorliwy katolik jesteś. A seks przedmałżeński to nie jest grzech?
- Nie, pod warunkiem że dwoje ludzi robią to z miłości, bo się kochają. Bo jeśli tylko dla przyjemności cielesnej, to wtedy tak – wyjaśnił. Znów nie zdołał się powstrzymać. Jeszcze kilka pytań i wybada że coś jest nie w porządku.
- A dlaczego kościół jest przeciw prezerwatywom? Co w nich takiego złego?
- Według kościoła stosunek seksualny między kobietą i mężczyzną powinien być zakończony tak, że nasienie trafia do narządów płciowych kobiety. Wtedy jest wszystko, że tak powiem, po Bożemu
- A wiesz że zdarzają się tacy księża, co nie dość że mają kochanki, to i uzywają prezerwatyw. Dwa grzechy za jednym razem! Powiedz mi, jak tak można! - irytowała się dziewczyna – I oni mają czelność pouczać innych! - Sebastianowi nagle zrobiło się gorąco, a na czoło wystąpiły krople potu. Przez chwilę poczuł się, jakby tą wzmiankę o kochankach mówiła o nim. Szybko jednak się opanował, dzięki czemu Asia nie zauważyła, że coś jest nie tak.
- Idziemy spać? - zaproponował, chcąc jak najszybciej zakończyć niewygodną rozmowę. Zdawało mu się, że go zdemaskowała. Ale nie, to nie możliwe. Skoro coś takiego potępia, byłaby wściekła na niego, ale także na siebie. Chociaż do samej siebie nie mogła mieć pretensji, bo nie miała pojęcia, że sypia z klerykiem.
- Przecież mieliśmy zrobić powtórkę... - westchnęła zawiedziona. Liczyła na to, że Sebastian dotarczy jej kolejnych, mocnych i przyjemnych wrażeń przed snem.
- Wiesz, po tej naszej rozmowie jakoś tak straciłem ochotę... Jutro rano, na dobry początek dnia – uśmiechnął się sztucznie. Chciał by uwierzyła, że wszystko jest w porządku. Udało mu się. Wtuliła się w niego mocniej, powiedziała „dobranoc” i zamknęła oczy. On natomiast nie mógł zasnąć. Kiedy tylko sen go zmorzył, zaraz budził go jakiś koszmar. Pamiętał trzy z nich. W pierwszym Aśka wpadła pod pociąg na jego oczach. Odetchnął z ulgą, kiedy po otworzeniu oczu stwierdził, iż dziewczyna słodko śpi opierając głowę na jego ramieniu. W drugim Joasia była jego żoną i mieli już dziesiątkę dzieci. Kobieta zmuszała go do seksu bez zabezpieczeń, co skutkowało jedenastą ciążą. Trzeci był zdecydowanie najgorszy ze wszystkich. Leżał na stole operacyjnym, miał mieć wycinane migdały. Ku jego zaskoczeniu, lekarką była Asia i wcale nie chciała zajmować się jego gardłem. Miała zamiar go wykastrować. Tak się szamotał we śnie i krzyczał, że aż obudził dziewczynę. Dopiero ona uwolniła go od koszmaru. Następnego ranka nawet słowem nie wspomniał, co takiego przyśniło mu się w nocy. Zapewne by się śmiała. Szybko jednak zapomniał o nieprzyjemnościach i wspólnie z Asią rozpoczęli dzień od kolejnych miłosnych igraszek w pościeli.
Minęły kolejne dni, aż w końcu przyszło im wracać. Mimo że oboje obawiali się ewentualnej ciąży, nie potrafili powstrzymać się od odbywania kolejnych stosunków. Sebastian wmawiał sobie, że skoro wcześniej sypiali ze sobą, to mogą nadal to robić, bo jeśli już zaszła w ciążę, to nie ma sensu się powstrzymywać, a jeśli do tej pory nie zaszła, to już pewnie nie zajdzie. Oczywiście było to błędną tezą, ale nie to było najważniejsze. Najistotniejsze było, żeby rozwiać obawy. Godzinę przed wyjazdem zaciągnęła go jeszcze do swojego pokoju. Mieli się pakować, lecz już to zrobili i mieli jeszcze trochę czasu wolnego. Ledwo zamknęła drzwi, rzucili się na siebie i zaczęli zrywać z siebie ubrania, jakby parzyły ich niczym wrzątek, całując się namiętnie. Pożądanie było tak silne, że nawet nie chcieli tracić czasu na przenoszenie się na łóżko, co zajęłoby im najwyżej kilkanaście sekund. Zrobili to więc pod samymi drzwiami. Sebastian miał świadomość, że ostatni raz uprawiają razem seks. Obiecał sobie, że po wszystkim jej powie, należy jej się to. Po stosunku była tak szczęśliwa, że zabrakło mu odwagi. Znowu. Kolejny raz. Zaczynał się brzydzić samym sobą. Tym co robi. W jednej chwili radość ze zbliżenia z ukochaną zastąpiło poczucie winy i nienawiść do swojej osoby.
---------
Według moich wyliczeń opowiadanie zakończy się za tydzień ;) A następna część ukaże się już jutro.
piątek, 20 lipca 2012
Na rozstaju dróg cz. 8
Romans Asi i Sebastiana kwitnął. Młody kleryk nie przyjmował do wiadomości, że piękna bajka wkrótce zamieni się w koszmar, gdy wyzna jej całą prawdę. Kiedyś będzie musiał to zrobić. Ale teraz się tym nie przejmował. Do końca wyjazdu pozostały jeszcze cztery dni i był gotów zrobić wszystko, aby dla niego i dla niej były to najpiękniejsze dni w ich życiu.
Obudził się około siódmej rano. Ledwo podniósł powieki, natychmiast zmrużył oczy. Promienie słońca padały dokładnie na jego twarz. No tak, wczorajszego wieczoru byli tak bardzo zajęci sobą, że zapomnieli o zasłonach. Asia leżała plecami do okna, więc nie miała takiego problemu co chłopak. Dzięki temu spała sobie w najlepsze. Sebastian zdecydował się wziąć z niej przykład i przekręcił się na drugi bok. Zrobił to delikatnie, aby jej nie obudzić. Musnął ustami ją w szyję, po czym położył głowę na poduszce. Chyba ją kochał. Chyba? Na pewno ją kochał! Teraz to czuł. Nie dałby jej skrzywdzić, pragnie jej dobra, żeby była szczęśliwa. Tylko że on nie może jej tego dać. Jest przecież klerykiem. Jeśli zdecyduje się pozostać w seminarium, będzie musiał zgodzić się na życie w celibacie. Jest jednak jeden problem. Ona właśnie z nim jest szczęśliwa. A on z nią też. W sumie mógłby wystąpić z semianrium... ale co powiedzą inni, znajomi, rodzina? Czy Bóg mu to kiedykolwiek wybaczy? Chyba lepiej będzie zakończyć ten romans. Ale jeszcze nie teraz. Za kilka dni. Cieszył się, widząc na jej twarzy uśmiech. Nie chciał tego już zabierać. Pragnął ujrzeć go jeszcze dzisiaj, jutro, a nawet pojutrze. Najchętniej codziennie by na niego patrzył. Godzinami. To jednak wspaniałe uczucie, budzić się obok bliskiej osoby. Ale on ją zrani. Na pewno. To nieuniknione. I kolejny argument za tym, by odłożyć to na później – wspomnienia. Żeby jak najwięcej było ich pozytywnych. Jednak wprost proporcjonalnie do tego rośnie cierpienie. Czuł że stoi między młotem a kowadłem. Beznadziejna sytuacja. Żadne wyjście nie jest dobre. Ale co poradzić? Sam się wpędził w to bagno. Teraz tkwił w nim po uszy. Przed Asią udawał, że wszystko jest w porządku. W głębi duszy się zadręczał. Wyrzuty sumienia, które zwiększały się z dnia na dzień, nie dawały mu spokoju.
Wyślizgnął się spod kołdry i udał się do łazienki. Przez chwilę wahał się: wanna czy prysznic? Wybrał pierwszą opcję. Poleżał w wodzie i pomyślał. Nadal nie mógł znaleźć złotego środka, który wyrządziłby jak najmniejszą krzywdę Asi. Bo bez cierpienia się raczej nie obejdzie. Gdyby mógł, cały bół wziąłby na siebie. W końcu to on nabroił.
Wygramolił się z wanny i wytarł ręcznikiem. Ubrał się i wrócił do pokoju. Asia już nie spała. Zapinała stanik, kiedy cichaczem podszedł do niej i objął w pasie od tyłu.
- Może ci pomóc? - wyszeptał jej do ucha i pocałował w kark
- Seba! Wystraszyłeś mnie! - chciała się odwrócić w jego kierunku, lecz on nie zwolnił uścisku, co znacznie utrudniało jej zadanie. Dała więc za wygraną – Chcesz żebym na zawał zeszła?
- Ależ skąd! - uniósł ręce w geście obronnym, dzięki czemu w końcu mogła na niego spojrzeć
- A pomóc to ty mi możesz raczej w rozbieraniu – uśmiechnęła się uwodzicielsko. Położył dłonie na jej pośladkach i pocałował ją w usta. Pchnął ją lekko na łóżko.
- Teraz idę pod prysznic. A ty, z tego co mi wiadomo, poranną toaletę masz już za sobą
- Chętnie wykonam ją poraz drugi – puścił do niej oczko. Wychyliła głowę zza drzwi od łazienki i rzuciła mu stanik na zachętę
- Nie każ mi długo czekać
Ochoczo ściągnął założoną przed kilkoma minutami koszulkę i brał już się za spodnie, kiedy w pokoju rozległ się dźwięk telefonu. No nie miał kiedy zadzwonić! Lekko podenerwowany sięgnął po niego i odebrał połączenie, jednocześnie próbując pozbyć się swoich spodni. Jedną ręką nie było to takie proste.
- Halo? - mruknął niezadowolony. Maciek, bo to on dzwonił, od razu wyczuł że brat nie jest zachwycony niespodzianką. Cóż, będzie musiał to jakoś znieść.
- Rozumiem że jesteś wściekły, bo cię obudziłem, ale mógłbyś postarać się o bardziej entuzjastyczne powitanie
- Dobra, dobra. Tak dla sprostowania: kilka minut temu obudziło mnie słońce, a zdenerwowałem się, bo mam lepsze rzeczy do roboty
- Na przykład jakie? - w mig podchwycił temat. Sebastian nie chciał zdradzać, że ma romans, więc musiał równie szybko wymyślić jakąś wymówkę.
- Seeeebaaa! Seeebaastian! - dobiegło z łazienki. Zakłopotany chłopak nie wiedział już co ma robić.
- Czy mi się wydaje, czy ja słyszałem kobiecy głos, który cię woła?
- Znajoma czeka na mnie przed hotelem i jak sam słyszałeś, trochę się niecierpliwi. Tak więc ja muszę kończyć, pogadamy jak wrócę – szybko zakończył rozmowę, nie zwracając uwagi na to, iż brat ma coś jeszcze do powiedzenia.
- Seba! No idziesz czy nie idziesz?! - zawołała z wyrzutem. Sebastian wreszcie uporał się ze spodniami i z uśmiechem na twarzy udał się do łazienki.
Kilka minut później leżeli nadzy w łóżku, wtuleni w siebie, przykryci kołdrą. Chłopak dopiero teraz zwrócił uwagę, że ma jedną wiadomość od brata. Nie interesowało go, co mu tam napisał. Zapewne wściekł się, że woli poświęcić czas nowej znajomej niż rodzinie. Nie znał jednak szczegółów, bo gdyby wiedział wszystko, zapewne by zrozumiał.
- Kocham cię, wiesz? - Asia spojrzała mu prosto w oczy. Zbliżył swoją twarz do jej twarzy i pocałował dziewczynę w usta.
- Ja ciebie też – uśmiechnął się sztucznie. Natychmiast odwrócił głowę w stronę okna. Nie mógł na to patrzeć. Wiedział, że była z nim szczęśliwa. I właśnie dlatego coraz bardziej obawiał się finału całej sprawy. Teraz daje jej te chwile radości, by potem ją skrzywdzić. Taka jest cena szczęścia.
- Ubieramy się? - rzucił pierwsze co przyszło mu na myśl, byle tylko zmienić temat. Starał się, by Asia nie przyuważyła go zmartwionego. Wtedy przycisnęłaby go do muru. Z pewnością nie wytrzymałby i uległ. A może tak by było lepiej?
- A co, źle ci tu ze mną leżeć?
- Nago chyba nie pójdziemy na spacer – puścił do niej oczko
- Spacer... - powtórzyła jak echo – Po obiedzie, ok?
- Ok – wyszedł spod kołdry i sięgnął po swoje ubrania. Powoli zaczynał się ubierać.
- Idę do siebie – oznajmił, kiedy był już gotowy
- A może byś został... - powoli zaczęła zsuwać z siebie kołdrę. Widziała na jego twarzy zawahanie, co wywołało u niej uśmiech. Zdecydowanym ruchem zrzuciła kołdrę na podłogę, prezentując Sebastianowi wdzięki swego nagiego ciała. Patrzyła na niego uwodzicielsko. Podszedł do niej i nachylił się. Wydawało się już, że uległ.
- Co za dużo to nie zdrowo – zaśmiał się – Wieczorem – szepnął jej do ucha i ucałował w policzek na pożegnanie. Westchnęła zawiedziona, ponownie nakrywając się kołdrą. Przezwyciężył pokusę. Udało mu się. Może jednak poradzi sobie z tą sytuacją? Najważniejsze, by odzyskał pełną kontrolę nad sobą.
W pokoju rzucił się na łóżko i odczytał smsa od brata. „Chciałem ci tylko powiedzieć, że możesz mnie opieprzyć, bo spędziłem noc z Anią. To cudowne uczucie. Szkoda, że nie możesz się o tym przekonać.”
- Doskonale wiem, jak to jest spędzić noc z dziewczyną – mruknął do samego siebie. Nie, nie będzie mu prawił kazań. Przecież sam nie jest lepszy, też nagrzeszył. A może i nawet bardziej, bo on ma zobowiązania wobec kościoła, Maciek natomiast żadnych. Jednak jeśli nie zrobi mu porządnego wykładu na ten temat, brat wyczuje że coś jest nie tak. Jakby mu mało problemów było... Nie no, jemu można powiedzieć. On na pewno coś doradzi. Nie było tego po nim widać, a i wykształcenie nic takiego nie wskazywało, ale był bardzo inteligentny. Tak, powie mu. Przynajmniej jak się komuś wygada, to będzie mu trochę lżej na duszy.
--------
Końcówka moim zdaniem mogła być lepsza. Droga Jowito, coś tu się chyba kupy nie trzyma. Jeśli coś nie pasuje do reszty, to chyba to widać, co nie? Ty napisałaś, że to nie rzuca się w oczy. Te informacje są jakby trochę sprzeczne i teraz już kompletnie nie wiem o co ci chodzi.
Następna część ukaże się jutro.
środa, 18 lipca 2012
Na rozstaju dróg cz. 7
- Długo tak będziemy siedzieć? - podniosła głowę i spojrzała na niego swymi błękitnymi oczyma. Sebastian zauważył w nich strach i niepewność. Mocniej objął dziewczynę, jakby chciał ją uchronić od tego wszystkiego. Ale nie mógł. Znajdowali się w hotelowej windzie, a inne miejsca mogli odwiedzić tylko za pomocą wyobraźni.
- Nie mam pojęcia – westchnął ciężko
- Pieprzone moje zachcianki – warknęła Asia, obwiniając się o doprowadzenie do zaistniałej sytuacji
- Nie obwiniaj się. Nikt nie wiedział, że ta winda się popsuje, akurat gdy my będziemy nią jechać.
- Ale gdybym nie namawiała cię na windę to weszlibyśmy po schodach i żadnego problemu by nie było – wyrzucała sobie. Młody kleryk zrezygnował z przekonywania jej do zmiany zdania. Wiedział już, że to walka z wiatrakami. Położyła mu głowę na ramieniu. Poczuł się trochę dziwnie. Czy to jeszcze znajduje się w granicach relacji przyjacielskich? Rafał na jego miejscu zapewne by się ucieszył. On nigdy się nie zastanawiał czy wypada coś robić, czy może sobie na coś pozwolić. Nie pochwalał tego, ale w gruncie rzeczy Rafał to dobry facet i fajny kumpel. Asia usnęła na jego ramieniu. Kiedy tak patrzył, jak śpi, z przerażeniem stwierdził że ona mu się podoba. Faktycznie, była bardzo ładna, lecz uroda i piękno kobiet nigdy na niego nie działały. Tym razem im uległ, a świadczy o tym chociażby kłamstwo na temat studiów. Nie, to trzeba jak najszybciej odkręcić! Musi powiedzieć jej prawdę, bo inaczej może dojść do jakiegoś nieszczęścia.
Kilka minut później blondynka otworzyła oczy. Rozejrzawszy się dookoła, zrozumiała że nadal są w windzie. Zawiedziona spuściła głowę i wbiła wzrok w podłogę.
- Długo spałam?
- Raptem kilka minut
Nie wiedziała czy to dobra, czy zła wiadomość. Mogło to świadczyć o tym, że jeszcze trochę będą musieli poczekać na pomoc. Jednak z drugiej strony, gdyby siedzieli tu już od kilku godzin, martwiłaby się, że nikt ich nie znajdzie. Na szczęście już po upływie niecałej godziny winda ruszyła, a dwójka młodych ludzi znów mogła cieszyć się wolnością i wakacjami.
- Przydałoby się coś dobrego na odprężenie. Wiesz, żeby się zrelaksować po tym stresie w windzie – zasugerowała, kiedy zatrzymali się przy swoich pokojach. Na jej twarzy pojawił się tajemniczy uśmiech.
- Co proponujesz?
- Może pójdziemy popływać w morzu?
- Niezły pomysł – mruknął pod nosem – Dobra, przyjdę po ciebie o 15:00, pasuje? - w odpowiedzi kiwnęła twierdząco głową, po czym zniknęła za drzwiami. Mimowolnie się uśmiechnął. Niemożliwe! Powoli tracił głowę dla kobiety! A był pewien, że mu to nie grozi. Teraz jednak zdał sobie sprawę, że się mylił. Nie potrafił jednak odmówić sobie kolejnego spotkania z Asią, o całkowitym zerwaniu kontaktu nie wspominając! Wmawiał sobie, że nie robi nic złego, przecież pływanie to nie grzech. Nawet jeśli jego towarzyszka pojawiłaby się w skąpym bikini. I miał rację, to nic złego. Jednak nie wiadomo co może się stać w przyszłości. Wystarczy zaledwie chwila zapomnienia, chwila nieuwagi i...
I wtedy jest problem. Taka chwila nastąpiła. Myślał że jest na to przygotowany. Głupota. Jak można być przygotowanym na chwilę nieuwagi? Jeśli się jest gotowym na taki moment, to wtedy nie jest już to nieuwaga, bo wszystko jest pod kontrolą. Inaczej. Twierdził że do czegoś takiego nie dojdzie. Jednak doszło. Trzy dni później poszedł z Joasią do pobliskiego klubu, na imprezę. Nie kręciły go takie zabawy, jednak dziewczyna bardzo chciała pójść i potrzebowała osoby do towarzystwa. Chciał odmówić, ale nie przeszło mu to przez gardło.
W tym momencie poczuł na sobie czyjś wzrok. Jakby ktoś patrzył na niego z politowaniem. Rozejrzał się po katedrze. Nikogo nie było tam oprócz niego. Może to jakiś duch? Pokornie skłonił głowę przed obrazem Najświętszej Maryi Panny, po czym wyszedł na zewnątrz. Kościół to nie jest dobre miejsce, by przypominać sobie takie rzeczy. Dlaczego nie? Przecież wtedy zgrzeszył, a w konfesjonale wierni wyznają swoje grzechy. A gdzie jest konfesjonał? W kościele. Jednak on obawiał się, że wspominając pierwszą noc z Asią zamiast skruchy, poczuje się przyjemnie. Jak wtedy, kiedy to się zdarzyło. Usiadł więc na ławce i odtworzył w swej pamięci wydarzenia z tamtego wieczoru:
- Masz ochotę na drinka? - zaproponował z grzeczności. Skoro już z nią poszedł, to wypadałoby się jakoś kulturalnie pokazać, niekoniecznie przed innymi, ale przed nią.
- A napijesz się ze mną?
- No dobrze, jednego – przewrócił oczami. Zadowolona dziewczyna pocałowała go w policzek. Zignorował to i poszedł do lady. Ona natomiast czuła, że coś się wydarzy. Że ten wieczór nie skończy się tak, iż zatrzymają się pod swoimi pokojami, powiedzą sobie dobranoc i każde pójdzie do siebie. Na pewno nie.
Dała mu do zrozumienia, że ma ochotę potańczyć. Cóż innego miał zrobić? Po prostu zaprosił ją na parkiet. Mimo że nie szło mu najlepiej i kilka razy dziewczyna krzywiła się z bólu, gdy deptał po jej stopach, oboje świetnie się bawili. Jakaś niewidzialna siła ciągnęła ich ku sobie. Jakby to był misterny plan „tego z góry”. Tylko że Sebastian zakładał, iż ten plan względem jego osoby wygląda inaczej. Może nie miał racji? Wyszli z imprezy kilka minut po godzinie 23. Obojgu dopisywały humory. Drogę przeszli ciągle rozmawiając i śmiejąc się od czasu do czasu. Kiedy już przyszedł czas rozstania, coś nie pozwalało im odejść. Ich spojrzenia się spotkały. Zamilkli. Na korytarzu nie było nikogo, tylko oni. Słyszeli ciszę, przerywaną swoimi oddechami. Ich twarze powoli zaczęły się do siebie zbliżać. Aż w końcu ich usta złączyły się w pocałunku. Najpierw niepewnie, delikatnie, potem coraz bardziej. Weszli do pokoju. Wtedy wybuchł płomień namiętności. Zaczęli ściągać, wręcz zrywać z siebie ubrania. Padli na łóżko w samej bieliźnie. Sebastian zaczął obsypywać pocałunkami jej szyję i ramiona. Kiedyś, zanim jeszcze zdecydował się na bycie księdzem, obawiał się, że nie poradzi sobie w łóżku z dziewczyną. Wszelkie obawy były bezpodstawne. Mimo że to był jego pierwszy raz, sam wiedział co ma robić. Nawet się nie zastanawiał. Ani chwili. Nie myślał o tym co się w danej chwili dzieje, nie zastanawiał się nad niczym. Tylko czuł. Czuł że pragnie być blisko z Asią. Nie potrafił temu zapobiec. Instynkt wszystko kontrolował. Kilkanaście minut później było po wszystkim. Jednocześnie było mu przyjemnie, ale także głupio. Tym razem, bez cienia wątpliwości, przekroczył niewidzialną granicę. Nawet gdyby chciał to naprawić, było już na to za późno. Trzeba się zastanowić co dalej. Powiedzieć całą prawdę czy brnąć dalej? Nie chciał psuć jej wyjazdu. A więc wchodzi głębiej w ten labirynt kłamstw. Kiedyś to zapewne wyjdzie na jaw. Kiedyś...
-------
Droga Jowito, nie zmieniłem stylu pisania. Chyba że chodzi ci o mniejszą ilość myślników po wypowiedziach bohaterów. W tym przypadku podzielam zdanie M.J, która uważa że nie po każdej wypowiedzi musi on występować. W sumie to po co pisać: "No tak - powiedział". Przecież każdy wie, że powiedział, można się tego domyślić. Według mnie moje scenki wyglądają lepiej. Jestem w formie (być może nawet życiowej), a czy ten scen to potwierdził, to już pozostawiam do oceny czytelnikom ;) Następna część ukaże się w piątek.
poniedziałek, 16 lipca 2012
Na rozstaju dróg cz. 6
- No popatrz, co za przypadek: najpierw spotkaliśmy się we Wrocławiu, w parku, potem w pociągu, a teraz jeszcze w hotelu... - mówiła Asia, kiedy spacerowali po plaży
- Tak to już w życiu bywa
- Wierzysz w przeznaczenie?
- Szczerze? - rzucił jej ukradkowe spojrzenie
- Jak najbardziej – potwierdziła kiwając głową
- Wierzę – uśmiechnął do niej. Joasia jednak nie wiedziała, że za swoje przeznaczenie uważał służbę Bogu i ludziom jako kapłan. Uśmiech, który właśnie jej posłał, odczytała błędnie. Przyszło jej na myśl, że ucieszył się, iż przeznaczenie pozwoliło im na spotkanie.
- A jak to się stało, że byłaś w hotelu wcześniej? Przecież przyjechaliśmy do Szczecina o tej samej porze
- Ze Szczecina był autobus, zaledwie 10 minut po przyjeździe pociągu – wyjaśniła. Sebastian uderzył się z otwartej dłoni w czoło.
- A ja pojechałem pociągiem...
- Haha – zaśmiała się z miny, jaką właśnie zrobił
- No co? - wyglądał jak dziecko, które coś nabroiło i chce powiedzieć: „to nie moja wina! To samo się popsuło”
- Nic, nic – nie mogła powstrzymać śmiechu. Nieliczne osoby, które znajdowały się już na plaży, oglądały się na nich. Sebastian zwrócił na to uwagę.
- Aśka, ja rozumiem że śmiech to zdrowie, ale ludzie na nas dziwnie patrzą – szepnął jej na ucho
- No i co? A niech sobie patrzą i zazdroszczą! - krzyknęła i zakręciła się w kółko
- Ścigamy się? Kto przegra stawia lody. Widzimy się w hotelowej kawiarence! - nie czekając na jej reakcję, ruszył truchtem w kierunku hotelu. Specjalnie nie zamierzał forsować tempa, aby Asia mogła go wyprzedzić i wygrać z nim. Po prostu miał ochotę zaprosić ją na lody, lecz brakło mu odwagi, aby spytać wprost. I tak oto zrodził się ten misterny plan.
- Ej, nawet nie powiedziałeś że już start! - oburzyła się, lecz zaczęła biec. Początkowo szybko, lecz gdy dogoniła chłopaka, odpuściła trochę. Nadal jednak była szybsza.
- Wygrałam! - zawołała, kiedy dobiegła do celu. Odwróciła się za siebie i zobaczyła że Sebastian powoli idzie w jej kierunku.
- Ha, wątpiłeś we mnie, co? Taki pewny byłeś wygranej? - pokazała mu język – Mam nadzieję, że masz przy sobie portfel – zażartowała. Sebastian wyciągnął go i machnął jej przed nosem.
- Wybieraj – rzucił, otwierając przed nią drzwi. Weszła uśmiechnięta do budynku. Nawet do głowy mu nie przyszło, by przyznawać się, że odpuścił. Aśka cieszyła się z wygranej, jednak w głębi duszy Sebastian także czuł się zwycięzcą – pójdzie na lody z przyjaciółką.
- Co podać? - zapytał kelner, podchodząc do ich stolika
- Zdam się na ciebie – Sebastian zwrócił się do Joasi
- Dobrze, więc... dwie duże porcje lodów czekoladowo-wiśniowo-waniliowych z bitą śmietaną i polewą truskawkową
- Może opowiesz mi coś o sobie? - zaproponował, kiedy znów zostali sami
- Mam na imię Joanna, to już wiesz. Studiuję prawo, od października będę na czwartym roku. Pochodzę z Legnicy, a studiuję we Wrocławiu...
- Ale jaja – wymsknęło mu się
- Słucham?
- Nie, nic. Ja też jestem z Legnicy
- Ale numer! - rzuciła rozentuzjazmowana – Mieszkaliśmy w jednym mieście, a spotkaliśmy się dopiero poza nim
- Cóż, taki los – puścił do niej oczko
- A ty co studiujesz? Bo studiujesz, prawda? - podsunęła dłonie pod brodę
- Yyy... tak, studiuję... - w tej właśnie chwili kelner podał im zamówione lody. Sebastian odetchnął z ulgą. Liczył na to, że Aśka zapomni o tym temacie, a nawet jeśli nie to ma czas na wymyślenie wymówki. Dlaczego nie chciał się przyznać kim naprawdę jest? Czyżby zaczynał się tego wstydzić? Czy byłoby to dla niego w pewnym sensie krępujące? Po części tak. Sebastian obawiał się, że jeśli powie Asi prawdę, ona nie będzie chciała spędzać z nim czasu. A on chciał po prostu miło spędzić ten wyjazd w jej towarzystwie. Nie zauważył jednak, że dziewczyna zobaczyła w nim idealnego kandydata na chłopaka. Była nim wręcz zachwycona.
- To jak to jest z tymi twoimi studiami? - wróciła do tematu, kiedy opuścili już kawiarenkę. Spodziewał się, że to pytanie jeszcze padnie.
- Yyy... filologię włoską – skłamał! On! Niemożliwe! Jak do tego mogło dojść? Przecież zawsze był prawdomówny! Kiedy Aśka się odwróciła na chwilę, przeżegnał się, wypowiadając w myślach słowa: „Panie Boże, wybacz”. Jednak faceci tracą głowę dla kobiet. Niby mówił sobie, że Aśka może być jego przyjaciółką, co nie jest niczym złym, to jednak dla niej posunął się do kłamstwa. Oj, chyba po tym wyjeździe będzie musiał się porządnie wyspowiadać...
Zdecydowali się wrócić do swoich pokoi, umawiając się jeszcze na wspólne zwiedzanie miasta popołudniu. Jedna z dwóch wind znajdowała się akurat na parterze.
- Zawsze chciałam przejechać się windą, ale boję się jeździć sama – wyznała, dając mu do zrozumienia, by wsiedli do niej. Sebastian w mig pojął co ma na myśli.
- Chodźmy - pociągnął ją za sobą
- W sumie to ciekawe – mówiła, gdy wybierał numer piętra – Hotel nie jest jakoś wybitnie luksusowy, a windę posiada
- Wiesz, jak ktoś ma ciężkie bagaże i pokój na czwartym piętrze... - nie musiał kończyć. Joasia kiwnęła głową i odpowiedziała mu krótkim „aha”. Nagle winda zatrzymała się, a światło zgasło.
- Co się dzieje? Czemu nie jedziemy?
- To chyba jakaś awaria... - sięgnął do kieszeni po telefon. Po guzikami wypisany był numer telefonu do serwisu. Pech chciał, że nie było tu zasięgu.
- Zajebiście – skwitowała Joasia i usiadła zrezygnowana na podłodze. Sebastian westchnął ciężko i przykucnął obok niej.
- Wszystko ok?
- Przytul mnie, proszę – wyciągnęła ręce w jego stronę. Nie miał żadnych oporów przed spełnieniem prośby dziewczyny. Na każdym kroku obawiał się, by nie zrobić czegoś, co nie wypada robić klerykowi. Teraz jednak musiał ją uspokoić i pocieszyć.
--------
Wydaje mi się, że pomysł na tę część był niezły, jednak słabo wykonany. Ocenę pozostawiam jednak wam. Następna część w środę.
sobota, 14 lipca 2012
Na rozstaju dróg cz. 5
Około godzinę później ze stacji w Szczecinie odjeżdżał pociąg do Świnoujścia. Była to ostatnia przesiadka Sebastiana w tej podróży. Miał zamówiony pokój w niezbyt dużym i szczególnie znanym hotelu. Najważniejsze jednak, że miał gdzie spać, w godziwych warunkach. Nie było istotne, czy posiada on dwie gwiazdki, czy też pięć. W seminarium przyzwyczajony był do skromnego życia. Średnio wygodne łóżko, poranne pobudki, sprzątanie nawet do późna, niewielka zastawa śniadaniowa. W porównaniu do zastawy przełożonych, była ona około czterokrotnie mniej wystawna. Było już grubo po 22, gdy wysiadł z pociągu. Kilkanaście minut spaceru w kierunku północnym i dotarł do celu. Z hotelu do plaży było zaledwie jakieś 300 – 400 metrów. To sprawiało, że pomimo braku luksusów ludzie chętnie garnęli do noclegu w tamtym miejscu. Dzięki temu interes się kręcił.
- Dobry wieczór, mam tu rezerwację – podszedł do recepcjonisty, ściągając plecak.
- Jak nazwisko?
- Wieliński Sebastian
- Rzeczywiście, jest – mruknął po chwili – Dowód osobisty proszę – Sebastian otworzył portfel, w poszukiwaniu dokumentu. W pewnej chwili zrobiło mu się gorąco, gdy przez głowę przeszła myśl, że zapomniał o nim albo, co gorsza, zgubił. Tyle kilometrów przejechał i teraz będzie musiał wrócić?! Na szczęście znalazł go tuż za legitymacją studencką. Odetchnął z ulgą, podając kawałek plastiku pracownikowi hotelu. Brzmi banalnie, jednak ten dokument ma istotne znaczenie.
- Pokój 212. Drugie piętro, od schodów w lewo
- Dziękuję – odparł zabierając kluczyk i swój dowód osobisty. Udał się do wskazanego lokum. Otworzył drzwi i sięgając ręką w stronę włącznika światła zrobił dwa kroki w przód. Trzeciego zrobić nie zdążył, włączyć światła także nie, gdyż potknął się o coś i padł jak dlugi na ziemię.
- Co jest kurde?! - usłyszał znajomy głos
- No nie, nie wierzę – pomyślał, podnosząc się gwałtownie. Zaświecił światło i ujrzał przykrytą kołdrą, znajdującą się na łóżku, w pozycji półsiedzącej, blondynkę. Te samą blondynkę, na którą natknął się wcześniej już dwukrotnie. Cóż, do trzech razy sztuka.
- A co ty tu robisz? - wytrzeszczyła oczy, spoglądając na znajomego
- O to samo chciałem zapytać ciebie
- Spałam, ale narobiłeś tyle hałasu, że umarłego byś obudził – niekryła swego oburzenia.
- No przepraszam, ale ja nie kazałem stawiać ci walizki pod samymi drzwiami. A co ty w ogóle robisz w moim pokoju?
- Twoim? - chrząknęła znacząco
– Ja ten klucz dostałam w recepcji! - nie zamierzał odpuszczać
- A ja niby gdzie? W kościele? - rzuciła ironicznie
- Nie mieszaj w to kościoła – mruknął pod nosem, oburzony jej reakcją. Rozumiał, że była zła, ale nawet w nerwach tak mówić nie powinna.
- Daj mi chwilę, ubiorę się tylko i pójdziemy to wyjaśnić – wyślizgnęła się spod kołdry i szybko zniknęła za drzwiami łazienki. Miała na sobie jedwabną koszulę nocną o kolorze czerwonym, która nawet nie sięgała do kolan. Głupio było jej pokazywać się w takim stroju przed nowo poznanym mężczyzną, ale nie chciała by zobaczył, że się krępuje. Dlatego szybkie przeskoczenie do łazienki wydało jej się najlepszym pomysłem.
- Nie sądziłem, że kobiety potrafią się tak szybko uwinąć – zaśmiał się, kiedy dziewczyna po dwóch minutach wyszła ubrana i stanęła obok niego.
- Bardzo śmieszne. Nie za dużo żartów na dzisiaj?
- Jak na dzisiaj to i tak mało było. Zwykle żartuję sobie dwa razy więcej. Ale tobie odpuściłem trochę, bo znamy się dopiero kilka godzin – postanowił się trochę z nią podroczyć
- Dzięki za chęci, ale moje sposoby na poprawienie humoru mi w zupełności wystarczają – wyminęła go i jako pierwsza zeszła po schodach. Przystanął na chwilę, kręcąc głową.
- Co za dziewczyna – uśmiechnął się pod nosem. Oczywiście miało to pozytywne znaczenie. Słysząc, że woła go z dołu, zdecydował się ruszyć wreszcie z miejsca i dołączył do niej.
- Cóż, nastąpiła drobna pomyłka. Oboje państwo dostaliście ten sam pokój – mówił recepcjonista, kiedy zażądali wyjaśnień. Dane z komputera jednoznacznie wskazywały, że pokój jednoosobowy został przyporządkowany do dwóch nazwisk.
- To co teraz? Chyba nie będziemy nocować w jednym pokoju?
- Ależ oczywiście, że nie. Pani tam była wcześniej, pewnie już się zaczeła rozpakowywać czy coś. Nie ma sensu pani stamtąd wyganiać. Pani więc zostaje w pokoju 212 – zadecydował
- W mojej sprawie to wszystko?
- Tak, może pani wracać. Serdecznie przepraszam i życzę dobrej nocy – dziewczyna odwróciła się na pięcie i natychmiast odeszła. Chciała jak najszybciej wrócić do łóżka, by móc się porządnie wyspać po męczącym dniu podróży.
- A co ze mną? - przypomniał się Sebastian
- A panu dam inny pokój... o proszę, nawet na tym samym piętrze. Numer 220
- A nie natknę się na żadne niespodzianki?
- Zapewniam, że nie. Przepraszam za kłopot – widać po nim było, że jest skruszony. Czuł się zażenowany z powodu tej pomyłki.
- Nic takiego się nie stało. Popełniać błędy ludzka rzecz – uśmiechnął się i życzył dobrej nocy pracownikowi. Udał się do pokoju, w którym tym razem znalazł się sam. Nie ukrywał zadowolenia z faktu iż pokój Joasi znajdował się naprzeciw jego. Postanowił sobie, że jutro wyciągnie ją na spacer, a teraz uda się do łazienki i weźmie prysznic. Po tylu godzinach podróży zapewne jego ciało śmierdziało niemiłosiernie. Nawet trochę dziwił się, że nie usłyszał żadnych komentarzy. Może jednak te dezodoranty rzeczywiście są dobrze i nie czuć tego nieprzyjemnego zapachu aż tak bardzo?
Następnego poranka pierwszą rzeczą, którą zrobił po wstaniu z łóżka było wyjście na balkon. W nocy nie mógł tego zobaczyć, ale teraz dostrzegł, że na wprost widać drogę, która prowadziła do plaży. W oddali widać było piasek. Uśmiechnął się do siebie i poszedł się ubrać. Spojrzawszy na zegarek, stwierdził że można już iść na śniadanie. Przez chwilę wahał się, czy nie poczekać jeszcze kilka minut, ale gdy poczuł że jest głodny, opuścił swój pokój. W restauracji kątem oka zauważył Asię. Siedziała sama przy stoliku pod oknem. Zamówił sobie bułkę z twarogiem i przysiadł się do niej.
- Witam panią – usadowił się wygodnie naprzeciw niej
- Cześć – odpowiedziała, przełknąwszy kawałek chleba
- Co tak sama siedzisz?
- Już nie siedzę sama – puściła do niego oczko
- No tak – przyznał jej rację
- Jak się spało?
- Dobrze, dziękuję. A tobie?
- Też dobrze – zamilknął na chwilę. Kelner podał mu zamówiony posiłek – Może dasz zaprosić się na spacer po śniadaniu?
- Chętnie – ukrakiem spojrzała na niego. Zauważyła, że odpowiedź go ucieszyła. Na jej twarzy zagościł uśmiech – Tylko daj mi potem chwilę, muszę się przebrać.
--------
Następna część ukaże się w poniedziałek.
piątek, 13 lipca 2012
Na rozstaju dróg cz. 4
Kilkanaście minut później znalazł się na dworcu kolejowym. Zakupił bilet, po czym udał się na peron. Usiadłszy na ławce, wyciągnął z plecaka butelkę wody. Wtedy odezwał się spiker:
- Pociąg TLK spółki PKP Intercity z Bolesławca do Wrocławia przez: Legnicę, Środę Śląską, wjedzie na tor pierwszy przy peronie pierwszym.
Około półtorej godziny później był już we Wrocławiu. Czy w ogóle miał sens ten wczorajszy przyjazd do Legnicy, skoro mógł wyjechać od razu z Wrocławia? Otóż tak. Zobaczył się z rodziną, a to dla niego było najważniejsze. Nie musiał brać wszystkich bagaży ze sobą to kolejna zaleta. A że musiał wydać na to więcej pięniędzy... to nie było dużym problemem, gdyż z finansami stał dobrze, nawet bardzo. Pociąg do Szczecina miał dopiero około trzynastej. Korzystając z czasu wolnego, zdecydował się pójść na spacer. Jego uwagę przykuła młoda dziewczyna, na oko miała ze 20 lat, drobna blondynka. Siedziała na ławce i czytała książkę. Obok stał bagaż. Tuż za dziewczyną przykucnął jakiś facet, który wyraźnie zainteresowany był jej bagażem. Blondynka była tak pochłonięta lekturą, że nic nie zauważyła. Sebastian ukradkiem obserwował, co zrobi mężczyzna. W jednej chwili złapał walizkę i zaczął z nią uciekać. Dziewczyna dopiero teraz zorientowała się w sytuacji, lecz było już za późno. Krzyknęła za złodziejem, lecz dzieliło ich już dobre 30 metrów. Na szczęście biegł w kierunku kleryka, którego przysłoniło jedno z drzew. Lepszej okazji nie mógł sobie wymarzyć. W odpowiedniej chwili wyskoczył prosto na uciekającego. Obaj upadli na ziemię. Niewiele myśląc, mężczyzna podniósł się i nie rozglądając się za upuszczoną zdobyczą, uciekł prosto przed siebie, nim zostanie złapany. Dziewczyna podeszła do Sebastiana i pomogła mu wstać.
- Bardzo panu dziękuję. Gdyby nie pan, zapewne nie zobaczyłabym już swojego bagażu – uśmiechnęła się szeroko, przyglądając mu się uważnie. Jej serce zabiło mocniej.
- Nie ma za co – mruknął ironicznie – Powinna pani lepiej pilnować swoich rzeczy
- Zaczytałam się. Strasznie wciągająca ta powieść. Czytuje pan książki?
- Oczywiście
- A jakie? - chwyciła swój bagaż i powoli ruszyła za nim
- Biblię – odparł bez ogródek. Dziewczyna zrobiła obrażoną minę i odeszła.
- Ale o co chodzi? - zawołał za nią
- Ja pytałam poważnie, a pan sobie żarty robi! Phi! - prychnęła, odwracając się na pięcie. Liczyła na to, że przespacerują się, porozmawiają, zapoznają się, a nawet znajdą między sobą podobieństwa. Na koniec wymieniliby się numerami telefonu, a nuż by coś z tego wyszło. Zdecydowanie się przeliczyła. Nie takiej odpowiedzi oczekiwała.
- Przecież nie żartowałem – pokręcił głową i uśmiechnął się do samego siebie. Przyspieszył kroku, chcąc zdążyć na tramwaj. Zamierzał odwiedzić jeszcze sklep i ulubiony bar. Znajdował się on w innej części miasta, dlatego potrzebował szybszego środka transportu. Przejście tam spacerem byłoby nie tylko czasochłonne, ale także wymagające dla kończyn dolnych.
Na dworcu pojawił się 10 minut przed przyjazdem pociągu. Obserwował ludzi, biegnących niewiadomo za czym, palących papierosy, nerwowo spoglądających na zegarek, a nawet zdarzyło się, że ktoś zasnął na ławce. Usłyszał podniesiony głos z lewej strony, więc gwałtownie obrócił głowę. Pewien mężczyzna zdecydowanie za głośno i zbyt ostro wyrażał swoje niezadowolenie z faktu, iż puszka piwa wypadła mu na tory. Padło kilka niecenzuralnych słów. Chwilę później znów ktoś posługiwał się wulgaryzmami.
- Ja pierdolę, kurwa no! Jebane opóźnienia!
Z początku pomyślał, że to ten sam facet. Ten jednak niezadowolony był z powodu opóźnionego pociągu, który jechał do Katowic. No cóż, bywa. Na sąsiednim peronie dwóch mężczyzn szło slalomem i śpiewało kibolskie przyśpiewki.
- Gdzie twoje berło, berło i korona, gdzie twoje mistrzostwo...
- Pociąg TLK spółki PKP Intercity z Przemyśla do Szczecina przez: Rawicz, Leszno, Kościan, Poznań, wjedzie na tor piąty przy peronie trzecim – zagłuszył ich głos spikera. Jakieś dwie minuty później pociąg zatrzymał się na stacji. Nareszcie!
W wagonach było dużo ludzi. Zdołał jednak znaleźć sobie wolne miejsce w pierwszym przedziale trzeciego wagonu. Obrócił głowę w stronę okna. Nie zwracał uwagi na innych, zamyślił się. Z krainy marzeń i wyobraźni wyrwał go kobiecy głos.
- Przepraszam, czy myśmy się kiedyś już nie spotkali? - rzekła oburzona. Zdawało mu się, że już gdzieś słyszał ten głos. I to całkiem niedawno. Spojrzał przed siebie. Naprzeciw siedziała ta sama blondynka, którą spotkał w parku. Zaniemówił z wrażenia.
- Najpierw pan się ze mnie nabija, a teraz ignoruje? - kontynuowała. Pokręcił przecąco głową. Przełknął ślinę i zwrócił się do dziewczyny.
- Po prostu pani nie zauważyłem. Zamyśliłem się.
- Jak ja dzisiaj w parku?
- Coś w tym stylu – pokiwała głową. Wyciągnęła do niego dłoń. Przez chwilę wahał się, czy ma tylko odwzajemnić uścisk, czy powinien pocałować. Pomyślał, że klerykowi raczej nie wypada, nawet jeśli jest ubrany po cywilnemu. Zdecydował się więc na pierwszą opcję. Spodziewając się wykładu, że dobrze wychowany mężczyzna lepiej zachowałby się w takiej sytuacji, niepewnie podał jej dłoń. Ku jego zaskoczeniu, nawet słowem o tym nie wspomniała.
- Joanna, ale może pan mówić mi Aśka
- Ładnie – mruknął pod nosem – Sebastian
- To co? Mówimy sobie na ty? - zaproponowała z entuzjazmem
- Pewnie. Daleko pani... daleko jedziesz?
- Do samego końca. Do Szczecina
- O proszę – uśmiechnął się do dziewczyny
- Ty też? - zgadła. Kiwnął twierdząco głową. Przez chwilę zastanawiał się, czy nie wyjaśnić jej tego nieporozumienia z parku. Sam nie wiedział dlaczego zdecydował, że nie będzie wyprowadzał jej z błędu. A niech sobie myśli, że sobie żartował. Przynajmniej nie będzie się czuła głupio, że tak na niego naskoczyła.
Podróż w towarzystwie tej drugiej osoby, zarówno dla Asi, jak i dla Sebastiana, była zdecydowanie przyjemniejsza i zleciała o wiele szybciej. Nim się obejrzeli, a dojechali do Szczecina. Chłopak pożegnał się z nią na stacji i odszedł w kierunku miasta.
- Cholera, zapomniałam go spytać o numer telefonu! - uderzyła się otwartą dłonią w czoło, kiedy zniknął jej z pola widzenia. Przez chwilę wahała się, czy nie pobiec za nim. Wątpiła, że zdoła go dogonić. Westchnęła ciężko, przeklinając w myślach swą sklerozę.
--------
Następna część ukaże się jutro.
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)