poniedziałek, 12 lutego 2018

Zdana na siebie cz. 14

          Pół roku później.
Joasia ustabilizowała swoją sytuację. Podjęła pracę, zaczęła zarabiać i odkładać pieniądze, pogodziła się też z rozstaniem Sebastianem. Myślała że to będzie najlepsze rozwiązanie, lecz długo nie mogła wybaczyć sobie iż świadomie zniszczyła ich związek. Przecież to była miłość na długie lata, na całe życie. Czuła że nie spotka już takiej drugiej osoby. Że to był ten jedyny egzemplarz na całym świecie, że byli sobie przeznaczeni.
Mimo pojawienia się nowego adoratora, Joasia nie zaangażowała się w tę znajomość. Skreśliła go już na starcie. Rany były jeszcze zbyt świeże. Zastanawiała się czy jeszcze kiedykolwiek będzie w stanie się z kimś związać. Czy każdego chłopaka będzie porównywać do Sebastiana? Czy kiedykolwiek się od niego uwolni, przestanie o nim myśleć? Czy on też czasem ją wspomina, czy jej wybaczył? Nie potrafiła inaczej. Mimo wszystko wciąż był w jej sercu i w żaden sposób nie pozwolił się stamtąd wyrzucić.
Kilkukrotnie przeżywała kryzys. Siedziała przed ekranem komputera, wpatrując się w zdjęcie Sebastiana na portalu społecznościowym, bijąc się z myślami. Chciała do niego napisać. Wiedziała że nie powinna tego robić, nie może mieszać mu w głowie. Przecież miał o niej zapomnieć i to jak najszybciej. Zaciskała zęby i pozwalała płynąć łzom. Dlaczego to tak bardzo bolało? Dlaczego wciąż tęskniła? Dlaczego nie mogła się od niego uwolnić?
Z dawnej paczki przyjaciół utrzymywała kontakt głównie z Anią. Czasem pisała też z Maćkiem, ale to z szatynką spotykała się w weekendy, kiedy ta przyjeżdżała do domu. Długo nie przyznawała się jej do swojego występku, aż w końcu któregoś razu pękła. Musiała to wreszcie z siebie wyrzucić, podzielić się tym ciężarem.
- Czekaj, powoli – przerwała w pewnym momencie Ania – Przyznałaś się do zdrady, której wcale nie było?
- Właśnie tak – westchnęła – Pomyślałam że jeśli mnie znienawidzi to łatwiej będzie mu zapomnieć.
- Aśka, to chyba nie był dobry pomysł
- Teraz to wiem. Ale stało się, trudno. Teraz trzeba z tym żyć, a to nie jest takie proste jak mi się wydawało.
- Zawsze możesz wszystko odkręcić – zauważyła, na co blondwłosa pokręciła głową
- Sebastian pewnie poukładał już sobie wszystko. Nie mam zamiaru znów rozwalać mu życia.
- A może wręcz przeciwnie? - uśmiechnęła się krzepiąco – Może właśnie je odbudujesz?
- Nawet gdybym go przekonała że nie było żadnej zdrady... To jednak jest kłamstwo. Potworne kłamstwo. To nie jest tak że powiedziałam że idę do kina, a poszłam na piwo. To jest za duży kaliber.
- Moim zdaniem powinnaś zaryzykować. Co masz do stracenia?
- Nic, ale mogę znów zadać mu ból. Nie ważne już co zrobiłam. Fakty są takie że go skrzywdziłam i to mocno. To kłamstwo w niczym nie było lepsze od tej wymyślonej zdrady.
- Aśka, ty go w ogóle kochasz? - zapytała, zaskoczona biernością przyjaciółki
- Właśnie już sama nie wiem... Przecież nie rani się osoby, którą się kocha.

          Tydzień później dziewczyny powróciły do tej rozmowy. Ania chciała pomóc Joasi, ukoić jej ból. Był tylko jeden sposób. Jedna osoba, która mogła ją z tego wyleczyć. Szatynka zamierzała zrobić wszystko, by przekonać przyjaciółkę do nawiązania kontaktu z Sebastianem.
- Widziałam się z nim – rzuciła prosto z mostu Ania – Nie wyglądał na szczęśliwego.
- Ania – westchnęła – Może miał zły dzień?
- Codziennie?
- To o niczym nie świadczy. Minęło trochę czasu, może mieć milion innych powodów. Kto normalny po kilku miesiącach wkurza się na swoją byłą?
- Zakochany po uszy, który odczuwa jej brak.
- Pójdę i co mu powiem? - odpuściła nieco, ale tylko dlatego, by Ania też to zrobiła
- Całą prawdę?
- Myśli że ją zna. Może lepiej by tak zostało.
- Lepiej dla kogo? Dla ciebie? Dla niego?
Ukryła twarz w dłoniach. Nie mogła nie zgodzić się z Anią. Ale też nie potrafiła zdobyć się na odwagę by skontaktować się z Sebastianem, by przyznać się do tego okropnego kłamstwa. Obawiała się jego reakcji. Przecież miał prawo być nie mniej wściekły niż wtedy. Zachowała się podle i doskonale o tym wiedziała. Najchętniej ukryłaby ten fakt przed całym światem. Wymazała go z pamięci, ze swojego życiorysu. Może i każdy popełniał błędy, ale ten był karygodny. Ona zrobiła to świadomie i to było w tym wszystkim najgorsze.
- Muszę to przemyśleć. Tym razem porządnie, żeby nie odwalić kolejnej głupoty.

          Przełom nastąpił trzy tygodnie później. Joasia wciąż nie była zdecydowana, choć skłaniała się ku ewentualnej rozmowie z Sebastianem. Kiedy wyszła z pracy, zobaczyła na chodniku znajomą postać. Stał bokiem, wyprostowany, palił papierosa. Nie, to nie był przypadek. Czekał na nią. Odwrócił lekko głowę, dostrzegł ją. Stanęła jak wryta. Obserwował chłodnym spojrzeniem. Czuła jak jej tętno wzrasta, a wewnątrz robi się nieprzyjemnie ciepło. Wzięła głęboki oddech i podeszła do niego.
- Cześć? - rzuciła niepewnie
- Przyszedłem ci powiedzieć że jesteś szmatą – rzucił bez emocji, przydepnąwszy resztki papierosa – I nie tylko. Przejdziemy się?
- Chyba żartujesz – uśmiechnęła się ironicznie – Ty ze mną? Na spacer? Po tym wszystkim?
- Jesteś mi coś winna – chwycił ją za rękę i pociągnął lekko. Ruszyła za nim zdezorientowana. Nie wiedziała dlaczego tak nagle się pojawił, nie rozumiała czego chciał. W milczeniu dotrzymywała mu kroku. Szli do parku. Domyśliła się już dlaczego. Tam rozmawiali po raz ostatni. Tam zakończył się ich związek. Ale co zamierzał teraz? Po co wrócili w to miejsce?
- Pamiętasz? - skinęła głową twierdząco – To wszystko mogło potoczyć się inaczej, prawda?
Zabrzmiało podejrzanie. Joasi zapaliła się w głowie czerwona lampka. Nie spotkał się z nią bez powodu. Nie przyprowadził jej tutaj bez przyczyny.
- Nie da się cofnąć czasu – zauważyła
- Wiem wszystko.
Blondwłosa czuła że nogi jej miękną. Tak jak wtedy. Usiadła na ławce ze spuszczoną głową. Czekała na wyrok. Czekała na te wiadro pomyj, które za chwile się na nią wyleje. Zasłużyła.
- Kurwa mać! - kopnął niewielki kamień w losowym kierunku – Jak mogłaś?! Przecież ja... Ja cię nienawidziłem, rozumiesz?!
- O to chodziło – wyznała cicho
- Słucham? Możesz mi to w końcu wyjaśnić? Po cholerę to było, po cholerę niszczyłaś nasz związek?! Źle ci było?
- Nie mieliśmy przyszłości – westchnęła – Ja zostałam tutaj, a ty pojechałeś do Krakowa.
Milczał przez chwilę, analizując jej słowa. Przecież zapewniała że także wybiera się na studia. Dotychczas myślał że zrezygnowała przez tą zdradę, że chciała być blisko innego chłopaka i zmieniła zdanie.
- Nie rozumiesz? Od początku wiedziałam że nie pójdę na te pieprzone studia – rzuciła z wściekłością – Gdybym ci powiedziała, rzuciłbyś to w cholerę. Wolałbyś zostać ze mną, a ja nie chciałam być hamulcem. Nie zamierzałam niszczyć ci życia.
- Ale i tak to zrobiłaś – przyznał już spokojnym tonem
- Myślałam że jak mnie znienawidzisz to łatwiej będzie ci zapomnieć. Przepraszam.
- Powinnaś od razu powiedzieć mi o wszystkim. Przecież znaleźlibyśmy rozwiązanie!
- Niby jakie?
- Nie wiem, choćby takie że poszedłbym na studia zaoczne. Rozstanie to była najgorsza rzecz jaką mogłaś zrobić.
- Tak, bo miałam się dobrze bawić w Krakowie i mieć w dupie że moja rodzina ma kłopoty!
- Mieliśmy się wspierać, działać razem, a nie... - machnął ręką – Popatrz na mnie.
Stanęła na nogach i spojrzała mu prosto w oczy. Podszedł bliżej, chwycił ją za ramiona i potrząsnął.
- I co? Śpisz spokojnie? Jesteś w stanie spojrzeć w lustro? Nawet ci powieka nie drgnie jak patrzysz mi w oczy... Niech cię szlag – wycedził przez zęby, po czym ją pocałował. To było silniejsze od niego. Ulżyło mu kiedy dowiedział się prawdy, choć jednocześnie był wściekły na Joasię za to kłamstwo, które rozdzieliło ich na tyle miesięcy i zadało tyle cierpienia.
- Myślisz że to się da jeszcze naprawić? - spytała, kiedy oderwali się od siebie
- Jeśli znów zyskasz moje zaufanie... Musisz się postarać, wiesz?
- Wiem, ale... ja jestem tutaj, ty tam.
- Może to i lepiej – przyznał ku jej zaskoczeniu – Chyba będzie nam łatwiej odbudować naszą relację, a w wakacje... w wakacje zastanowimy się co dalej. Tylko razem, jasne?
- Jasne – uśmiechnęła się – Teraz jestem już nieco mądrzejsza.
- To dobrze. Chodź, odprowadzę cię do domu.
--------
Zapędziłem się nieco w ślepą uliczkę, zabrakło mi pomysłu na kontynuację, więc postanowiłem zrobić przeskok w czasie i zamknąć opowiadanie w tej części. Dzisiaj przypada już ósma rocznica rozpoczęcia bloga. To sporo, myślę że wystarczająco dużo i chyba jestem bliski zakończenia tej przygody. Prawdopodobnie napiszę jeszcze tylko jedno, ostatnie opowiadanie.