Mijały kolejne dni, a Rafał wciąż był zafascynowany swoimi nowymi znajomymi. Świetnie się czuł w ich towarzystwie, podziwiał Kasę za jego determinację i pewność siebie. Był też dobrze zorganizowany, potrafił słuchać i rozmawiać z ludźmi, nie pozostawał obojętny wobec członków swojej grupy. Przywódca niemal idealny. Bać się go mogli tylko przeciwnicy...
W ostatni weekend, w nocy z piątku na sobotę przeprowadzili kolejną akcję. Tym razem zakradli się pod dom jednego z lokalnych polityków, który wystąpił ostatnio w telewizji. Czym podpadł Kasańskiemu? Przede wszystkim tym że bardzo ciepło wypowiadał się o mniejszościach narodowych, stwierdził nawet że polscy obywatele powinni o nich „dbać”. Dlatego też to on stał się ich celem. Wycieraczkę oblali jakąś śmierdzącą substancją, w samochodzie przebili wszystkie cztery koła, a na ścianie domu pojawiło się wielkie graffiti. Nie były to jednak zwykłe „bazgrajki” nie kojarzące się z niczym szczególnym. Tutaj pole do popisu otrzymali Marcin Ruter i Aleks Walski. Obaj wykorzystali swoje talenty i namalowali czarnego diabła w obdartych spodniach, który lekko przygarbiony wyciąga rękę po zasiłek, powstrzymując się jednocześnie od szyderczego uśmiechu. O ich dokonaniu mówiono nawet w lokalnej telewizji.
- Policja – rzucił kpiąco Kasa na kolejnym zebraniu – Policja w tym kraju chroni bandytów. Gdyby chodziło o dom zwykłego obywatela, nie kiwnęli by palcem, zrzucając wszystko na niską szkodliwość społeczną czynu, o telewizji już nie mówiąc.
- A co jeśli do nas dotrą? - zapytał lekko zaniepokojony Mikołaj Wałka
- Nie ma na to żadnych szans. Nie zostawiliśmy żadnych śladów, a monitoring został profesjonalnie unieszkodliwiony przez Woźnicę.
- Panowie, możemy być z siebie dumni – kontynuował Korek – O naszym dziele mówi już telewizja. Wiecie co to oznacza? - przerwał na chwilę, pozwalając im się zastanowić – Że weszliśmy na lepszy poziom. Że jesteśmy silniejsi, że zaczynają się nas bać. Zaczynają się bać, bo wiedzą że to my idziemy słuszną drogą i że ludzie w końcu to zobaczą. Trzeba im tylko dać czas.
- Za sukces należy się nagroda. Dlatego... w weekend możecie dać sobie trochę luzu. Idźcie do klubu, wypijcie, poderwijcie jakąś laskę – mówił zachęcająco Filip – Jeśli nikt nie ma pytań, to wszystko na dziś.
Chłopacy rozeszli się w swoje strony. Na miejscu zebrania pozostała tylko najważniejsza dwójka – Filip i Adam. Planowali oni już kolejną akcję, ale na tym etapie nie chcieli nikogo informować o swoich zadaniach. Tym razem mieli znów podnieść poprzeczkę, zrobić coś, czego jeszcze nigdy nie zrobili. Coś, co będzie wymagało sporo odwagi i stalowych nerwów. Kasa liczył się nawet z tym, że nie wszyscy wezmą udział w tej akcji, dlatego też oprócz solidnego przygotowania musiał starannie dobrać ludzi.
- I co z tą twoją sąsiadką? - spytał półgłosem Adam
- Sąsiadką – mruknął pogardliwie – Ta szmata nie zasługuje na takie nazewnictwo.
- Podłożyłeś już tego szczura?
- A jak. Żałuj że tego nie widziałeś. Jak się darła, jak panikowała... - rozkoszował się w myślach tym widokiem – Wygląda na to że w tym związku to jej kochanica ma jaja.
- Co zamierzasz jeśli się nie wyprowadzi?
- Jeszcze nie wiem. Ale na pewno zrobimy coś w kilka osób. Taka okazja nie może się zmarnować... Wiesz, anonimowe liściki czy fejkowe konta w internecie przestały mnie już bawić. Teraz trzeba zrobić coś takiego, żeby na dobre się przestraszyła, bo w mieszkaniu nadal się czuje bezpieczna. A przecież muszę ją stamtąd wykurzyć, prawda? Nie będzie mi się lesba po osiedlu panoszyła...
- Dam ci znać jak coś wymyślę.
Tymczasem Rafał, wracając do domu ze spotkania z kolegami, przypadkiem po drodze natknął się na Agatę. Dawniej zapewne odwróciłby wzrok albo skupił go na czubkach butów i udawał że jej nie widzi, ale teraz taki nie był. Wyprostował się dumnie i od razu skierował oczy na twarz dziewczyny, próbując złapać kontakt wzrokowy. Udało się to chwilę później, dziewczyna zatrzymała się, widząc że czegoś od niej chce.
- Cześć – rzuciła, uśmiechając się lekko
- No i co się szczerzysz? - odparł, naśladując jej minę – A gdzie twoja, tfu, partnerka?
- Ej, Rafał, to nie było miłe.
- Bo nie miało być – przyznał otwarcie
- Aha. Więc po co chciałeś ze mną rozmawiać?
- Ja chciałem? To ty się zatrzymałaś i pierwsza się odezwałaś.
- Bo się na mnie gapiłeś. Więc? Czego chcesz?
- No dobrze, skoro już mam okazję... od czego by tu zacząć? Może od tego że jesteś idiotką.
- Bo co? Bo chcę być szczęśliwa?
- Szczęśliwa – omal nie parsknął śmiechem – W tym pożal się Boże związku? Z Wiktorią? Proszę cię, jakie to szczęście? Co w ogóle kobieta może widzieć w kobiecie? Co, cycki cię kręcą? To spójrz w lustro.
- Rafał, co cię do cholery ugryzło? Masz gorszy dzień? - spytała z pretensją w głosie
- Gorszy dzień miałem wtedy, gdy pomyślałem że cię kocham. Jakie to szczęście że nie dałaś mi szansy! Z taką kretynką tylko stoczyłbym się na dno. Właściwie to sam nie wiem która z was jest gorsza, ty czy Wiktoria? Zresztą, nie ważne. Obie jesteście siebie warte, ale to jeszcze nie powód, by pakować się razem do łóżka – mówił jak nakręcony – W ogóle to życzę wam wszystkiego najgorszego i żeby po tym całym pseudourojonym romansie pozostało tylko niemiłe wspomnienie. Albo lepiej żebyście tego nie pamiętały, chociaż ludzie i tak wam przypomną...
- Czego ty do cholery chcesz?! - była wściekła, wysłuchując tych wszystkich słów o sobie i Wiktorii – Chciałeś mnie obrazić? Proszę bardzo, udało ci się. Osiągnąłeś swój cel, zadowolony?
- Owszem, chciałem ci powiedzieć co myślę. Prawda boli, co?
- Gówno wiesz o prawdzie ty nietolerancyjny homofobie.
- Dziękuję za komplement – ukłonił się lekko, po czym uśmiechnął ironicznie
- A weź spierdalaj! - machnęła ręką i odeszła pospiesznym krokiem. Choć Rafał nie użył żadnych konkretnych argumentów, był z siebie zadowolony. Już od jakiegoś czasu chciał dowalić Agacie, żeby ciskała się ze złości. Teraz wreszcie miał okazję. I ją wykorzystał. Nie ważne jak, ważne że się udało.
Po kilku dniach odpoczynku Marta wróciła do szkoły. Jednak od pamiętnego spotkania i rozmowy z Sebastianem zachowywała się inaczej. Była dziwnie milcząca, jakby trochę wycofana, nieufna. To co powiedział jej były chłopak, dało jej do myślenia. Zrozumiała że dziewczyny z klasy kolegują się z nią tylko dlatego, by miały z kim pogadać kto co nowego kupił, kto z kim się spotkał, kto co głupiego zrobił... Żadnych poważnych tematów, tylko pierdółki i plotki. Uznała że czas z tym skończyć. Tym samym też nie będzie prowokować Rafała, który po ostatniej akcji wydawał się jej nieobliczalny.
Oczywiście fakt, że chodzą do tej samej szkoły, dawał Marcie świadomość że czasem będzie mijała go na korytarzu. Trochę ją to niepokoiła, ale kiedy kilka razy zauważyła iż chłopak w ogóle nie zwraca na nią uwagi pozwolił jej odzyskać pewność siebie. Aż w końcu któregoś dnia...
- Cześć Marta – uśmiechnął się do niej, ale w głosie wyczuła chłód
- Co jest? - nie ukrywała że nie jest zachwycona jego towarzystwem
- Pamiętasz o naszej umowie, prawda?
- Oczywiście. Coś jeszcze? - dodała po chwili, widząc że wciąż idzie obok, ale się nie odzywa
- Nic. To dobrze – rzucił, nagle odbijając w prawo i oddalając się w przeciwnym kierunku. Dziewczyna odetchnęła z ulgą. Przez moment była tak przejęta, że nawet nie zauważyła iż ktoś ją śledzi...
Nagle poczuła dłoń na swoim ramieniu. Bez wahania wzięła zamach i odwracając się, uderzyła postać za swoimi plecami. Zobaczyła jak Sebastian zatacza się lekko, trzymając ręką za policzek.
- Matko boska, Sebastian! Co mnie straszysz?
- Nie chciałem, ała – wybełkołtał
- Przepraszam, po prostu myślałam...
- Że to Rafał? Czego od ciebie chciał?
- Zaraz... skąd ty wiesz że gadałam z Rafałem? Śledzisz mnie?! - nie kryła oburzenia
- To dla twojego dobra.
- Akurat.
- Martwię się o ciebie, rozumiesz? Zmieniłaś się, na pewno nie bez powodu.
- Po prostu zdałam sobie sprawę z pewnych rzeczy. Zrozumiałam że nie może zostać tak jak było.
- Marta, powiedz mi coś, tylko szczerze – zatrzymał się naprzeciw niej – Czy Rafał ci groził?
- Skąd taki pomysł? - postanowiła dalej iść w zaparte
- Skojarzyłem fakty. Zamknęłaś się w domu, bałaś się wyjść, nagle stałaś się cicha i potulna, a kiedy przed chwilą Rafał do ciebie podszedł, przyspieszyłaś kroku.
Pokiwała głową. Starała się to wszystko ukryć, ale jednak się nie udało. Sebastian się zorientował, choć dedukcja nigdy nie była jego mocną stroną. Chyba przyszedł czas by zagrać w otwarte karty.
- Co mam ci powiedzieć? - rzuciła bezradnie – Chciałam sobie poradzić z tym sama.
- Ale nie musiałaś. Wiesz że do mnie możesz przyjść ze wszystkim?
- Bo kiedyś byliśmy parą? Marny powód.
- Bo mi na tobie zależy – wyjaśnił. Ich spojrzenia spotkały się ze sobą. Stali tak przez chwilę w milczeniu, aż Sebastian odważył się zrobić kolejny krok. Ujął jej twarz w dłonie i pocałował. Zaryzykował, choćby miała go zaraz odepchnąć i po raz drugi uderzyć. Ale kiedy tylko poczuł jej usta przy swoich, wiedział już że było warto.
wtorek, 22 września 2015
środa, 16 września 2015
Misja cz. 5
Następnego dnia Rafał zdecydował się spełnić swoje „postanowienie”. Wiedział którędy Marta wraca po lekcjach, wybrał miejsce blisko szkoły koło lasku. Wiedział że tamtędy nie przechodzi dużo osób, co minimalizuje ryzyko, że ktoś ich zobaczy bądź usłyszy rozmowę. Wraz z nim przyszli Kasa i Krzyśpan, by zobaczyć go w akcji. Postanowili że ukryją się w krzakach, skąd będą obserwować przebieg całego spotkania. Chłopak miał świadomość, iż od tego jak wypadnie, zależy jego przyjęcie to grupy. To był egzamin. Bardzo chciał wypaść jak najlepiej...
- Cześć Marta! - zawołał dziewczynę, kiedy tylko ją dostrzegł – Możemy pogadać?
- Niech będzie – westchnęła, skręcając w jego kierunku – O co chodzi?
- Tak się zastanawiam nad tym wszystkim ostatnimi czasy... Jak to wszystko się pozmieniało... - usiłował przeciągnąć rozmowę, dopóki jej nie doprowadzi w wyznaczone miejsce. Powoli szedł w tamtym kierunku, a ona wraz z nim.
- Palisz? - spytał, wyciągając z kieszeni paczkę papierosów
- Nie, dzięki.
- A ja chętnie. Wiesz co, może podejdźmy tam pod lasek, żeby żaden nauczyciel mnie nie przyuważył.
Wzruszyła tylko ramionami, ale nadal szła z nim w tamtym kierunku. Plan zadziałał. Rafał odpalił papierosa i zaciągnął się dymem, zyskując jeszcze trochę czasu. Brakowało już tylko kilka kroków. Marta jednak nie zamierzała czekać w nieskończoność.
- To o czym konkretnie chcesz gadać?
- O Sebastianie.
- Zamieniam się w słuch.
- Był u ciebie i pytał o mnie, prawda? - silił się na łagodny ton, ukrywając zdenerwowanie
- Czyli już rozmawialiście.
- Następnym razem powiedz mu że wszystko u mnie w porządku i nie musi się wtrącać. Okej?
- No... dobra – odparła lekko zaskoczona – Ale wiesz, on się martwi.
- Nie ma takiej potrzeby. Rozumiemy się?
- T... Tak – rzuciła bez przekonania. Wtedy Rafał chwycił ją za rękę, pociągnął do siebie, a następnie obrócił, tak że stanęła plecami do niego. Drugą rękę założył jej na szyję, tak by nie mogła się wyrwać. I choć próbowała, to bezskutecznie. Nagle jakiś metalowy przedmiot błysnął jej przed oczami.
- Spokój – warknął, przystawiając jej nóż do szyi – A teraz posłuchaj mnie uważnie pieprzona plotkaro. Nie życzę sobie, żebyś rozpowiadała jakiekolwiek informacje na mój temat, jasne? Ani Sebastianowi, ani komukolwiek innemu. Po prostu nie wiesz nic, co mogłoby kogoś zainteresować.
- Dobrze, zrozumiałam – powiedziała rozpaczliwym głosem
- Na pewno?
- Na pewno – potwierdziła
- To żeby ci potem ta pewność gdzieś nie uciekła, zapamiętaj sobie – w tym momencie uniósł nóż, przyłożył go bokiem do jej policzka. Poczuła chłód bijący z metalowego przedmiotu – Jak tylko komuś coś piśniesz, to cię dorwę i zrobię ci z twarzy sałatkę mięsno-warzywną. Jasny przekaz, prawda?
- Prawda – z trudem przełknęła ślinę. Tymczasem Rafał przesunął ostrze na jej usta, delikatnie rozchylił nim jej wargi. Wstrzymała oddech przerażona. Wtedy odsunął nóż i pchnął ją mocno przed siebie. Upadła na kolana.
- Nie wchodź mi więcej w drogę, tak będzie dla ciebie lepiej. No na co jeszcze czekasz? Wypierdalaj, do szkoły, uczyć się!
Z satysfakcją obserwował jak Marta oddala się szybkim, nierównym krokiem. Ledwo trzymała się na nogach ze strachu.
- No i jak? - spytał chłopaków, którzy chwilę potem do niego dołączyli
- Nieźle, laska mało się nie posrała – przyznał Kasański
- Słownictwo to jeszcze u siebie marne. Ale nie przejmuj się, z czasem się nauczysz. Na dzisiaj to wystarczy.
- Czyli że? - spytał Rafał, chcąc już rozwiać ostatnie wątpliwości
- Zdałeś nasz egzamin. I to na cztery z plusem. Witaj w ekipie – przybili piątkę, jako oficjalne powitanie. Rafał był szczęśliwy. Cieszył się, że mu się udało. W końcu jakiś sukces, którego tak bardzo pragnął. Sukces, który jednocześnie nakręcał jego spiralę nienawiści...
Tymczasem Marta po nieprzyjemnym spotkaniu z Rafałem przez trzy kolejne dni nie pojawiała się w szkole. Zamknęła się w pokoju i udając że jest chora, przekonała rodziców że do końca tygodnia powinna zostać w domu. Musiała ochłonąć, zastanowić się co dalej. Jeszcze nigdy nikt tak w stosunku do niej nie postąpił. Owszem, nie wszyscy ją lubili, ale dotychczas szczytem były złośliwe komentarze, uwagi. Tym razem był to nóż. Innych mogłaby oszukiwać że nie zrobiło to na niej wrażenia, ale przed samą sobą nie mogła kłamać. Wystraszyła się. I była z tym kompletnie sama...
- Masz za swoje – mówiła sobie w myślach – Sama mu powiedziałaś jak do nich trafić. Idiotka... Powinnaś była się domyślić.
Ale wyrzuty w niczym nie pomagały. Nawet ulubiony sok pomarańczowy nie poprawił jej humoru. Znudzona ciszą włączyła komputer. Kilka chwil później pojawiło się kilka nieodebranych wiadomości. Nie miała ochoty ich czytać, ale jedno z nazwisk przykuło jej uwagę. Nie mogła uwierzyć że Sebastian do niej napisał.
Hej, co z tobą? Nie ma cię w szkole, twoje koleżanki nic nie wiedzą. Odezwij się, okej? - brzmiała treść wiadomości.
Przez chwilę biła się z myślami. Odpisać czy nie... Wystukała kilka liter na klawiaturze, spojrzała na ekran... a po chwili wszystko wykasowała. Spróbowała jeszcze raz. I też po chwili się wycofała. W końcu zamknęła okno rozmowy i skupiła się na innych rzeczach. Włączyła muzykę, w międzyczasie czytając artykuły z życia gwiazd. Niespodziewanie po kilkunastu minutach z transu wyrwał ją dzwonek telefonu.
- Słucham? - rzuciła natychmiast, nie sprawdziwszy kto dzwoni
- To ja, Sebastian. Jestem pod twoim domem.
- Gdzie? - spytała zaskoczona – Dobra, już idę.
Zeszła po schodach na dół i otworzyła mu drzwi. Chłopak zdjął buty i wszedł do środka. Zmierzył ją wzrokiem, ale jedyne co zdołał odkryć to jej zaskoczenie. Nie spodziewała się że przyjdzie do niej do domu, nie spodziewała się właśnie jego.
- Co tu robisz?
- Chciałem sprawdzić co się dzieje. Trzy dni z rzędu nie było cię w szkole.
- Byłam chora – odparła bez zastanowienia
- Nie widać.
- Bo już jestem zdrowa, ale jeszcze trochę osłabiona. Chcesz coś do picia?
- Marta... - westchnął – Nie zmieniaj tematu, dobrze? Znamy się trochę, widzę że coś kręcisz.
- Wydaje ci się – dalej szła w zaparte – Trochę czasu minęło, zmieniłam się. Ty pewnie zresztą też.
Pokręcił głową. Wiedział że Marta się czymś denerwuje, że ma jakieś problemy o których nie chce mówić. Szukała tematu zastępczego, odwracała wzrok, mówiła jakby trochę szybciej niż zwykle. To mu wystarczyło by utwierdzić się w swoich podejrzeniach.
- Mnie możesz powiedzieć.
- Tobie? - prychnęła – Jesteś ostatnią osobą, której chciałabym się zwierzać.
- I jednocześnie jestem jedyną osobą, która zaniepokoiła się twoją nieobecnością. Wszystkie twoje koleżanki miały w dupie że cię nie ma.
- Nie mów tak – przerwała mu – To nieprawda.
- Nieprawda? To powiedz mi, dlaczego nikt do ciebie nie przyszedł. Dlaczego nikt nie zadzwonił? - nie potrafiła mu odpowiedzieć na to pytanie – Wiesz co mówiły twoje koleżanki jak o ciebie pytałem? „Nie ma jej to nie ma, na chuj drążyć temat” albo „Dobrze, nareszcie nie będzie mnie wkurwiać”.
- Przestań – wycedziła przez zęby – A ty? Ty czego chcesz? Po jaką cholerę tu przyszedłeś?!
- Żeby ci pomóc.
- Pomóc? W takim razie wyjdź i zostaw mnie samą.
- Marta... - złapał ją za rękę, ale ona natychmiast się wyszarpnęła. Nie zamierzał jednak dać za wygraną. Zrobił to drugi raz, delikatnie ujął jej dłoń.
- Możesz mi wszystko powiedzieć – zapewnił łagodnym tonem
- Chcę zostać sama.
Odwróciła głowę, zapadła cisza. Dziwnie się czuła, kiedy trzymał jej dłoń. Ale w końcu puścił, podszedł do drzwi.
- Zastanów się, odpocznij. A jeśli będziesz chciała pogadać to zawsze możesz do mnie przyjść. Wiesz gdzie mnie szukać.
- Wiem – powiedziała cicho
- Trzymaj się, pa – zamknął za sobą drzwi, a ona westchnęła ciężko. Chciała to z siebie wyrzucić, ale bała się konsekwencji. Tym bardziej że Sebastian jest przyjacielem Rafała i na pewno by tego tak nie zostawił. A to mogło oznaczać kolejne kłopoty...
- Cześć Marta! - zawołał dziewczynę, kiedy tylko ją dostrzegł – Możemy pogadać?
- Niech będzie – westchnęła, skręcając w jego kierunku – O co chodzi?
- Tak się zastanawiam nad tym wszystkim ostatnimi czasy... Jak to wszystko się pozmieniało... - usiłował przeciągnąć rozmowę, dopóki jej nie doprowadzi w wyznaczone miejsce. Powoli szedł w tamtym kierunku, a ona wraz z nim.
- Palisz? - spytał, wyciągając z kieszeni paczkę papierosów
- Nie, dzięki.
- A ja chętnie. Wiesz co, może podejdźmy tam pod lasek, żeby żaden nauczyciel mnie nie przyuważył.
Wzruszyła tylko ramionami, ale nadal szła z nim w tamtym kierunku. Plan zadziałał. Rafał odpalił papierosa i zaciągnął się dymem, zyskując jeszcze trochę czasu. Brakowało już tylko kilka kroków. Marta jednak nie zamierzała czekać w nieskończoność.
- To o czym konkretnie chcesz gadać?
- O Sebastianie.
- Zamieniam się w słuch.
- Był u ciebie i pytał o mnie, prawda? - silił się na łagodny ton, ukrywając zdenerwowanie
- Czyli już rozmawialiście.
- Następnym razem powiedz mu że wszystko u mnie w porządku i nie musi się wtrącać. Okej?
- No... dobra – odparła lekko zaskoczona – Ale wiesz, on się martwi.
- Nie ma takiej potrzeby. Rozumiemy się?
- T... Tak – rzuciła bez przekonania. Wtedy Rafał chwycił ją za rękę, pociągnął do siebie, a następnie obrócił, tak że stanęła plecami do niego. Drugą rękę założył jej na szyję, tak by nie mogła się wyrwać. I choć próbowała, to bezskutecznie. Nagle jakiś metalowy przedmiot błysnął jej przed oczami.
- Spokój – warknął, przystawiając jej nóż do szyi – A teraz posłuchaj mnie uważnie pieprzona plotkaro. Nie życzę sobie, żebyś rozpowiadała jakiekolwiek informacje na mój temat, jasne? Ani Sebastianowi, ani komukolwiek innemu. Po prostu nie wiesz nic, co mogłoby kogoś zainteresować.
- Dobrze, zrozumiałam – powiedziała rozpaczliwym głosem
- Na pewno?
- Na pewno – potwierdziła
- To żeby ci potem ta pewność gdzieś nie uciekła, zapamiętaj sobie – w tym momencie uniósł nóż, przyłożył go bokiem do jej policzka. Poczuła chłód bijący z metalowego przedmiotu – Jak tylko komuś coś piśniesz, to cię dorwę i zrobię ci z twarzy sałatkę mięsno-warzywną. Jasny przekaz, prawda?
- Prawda – z trudem przełknęła ślinę. Tymczasem Rafał przesunął ostrze na jej usta, delikatnie rozchylił nim jej wargi. Wstrzymała oddech przerażona. Wtedy odsunął nóż i pchnął ją mocno przed siebie. Upadła na kolana.
- Nie wchodź mi więcej w drogę, tak będzie dla ciebie lepiej. No na co jeszcze czekasz? Wypierdalaj, do szkoły, uczyć się!
Z satysfakcją obserwował jak Marta oddala się szybkim, nierównym krokiem. Ledwo trzymała się na nogach ze strachu.
- No i jak? - spytał chłopaków, którzy chwilę potem do niego dołączyli
- Nieźle, laska mało się nie posrała – przyznał Kasański
- Słownictwo to jeszcze u siebie marne. Ale nie przejmuj się, z czasem się nauczysz. Na dzisiaj to wystarczy.
- Czyli że? - spytał Rafał, chcąc już rozwiać ostatnie wątpliwości
- Zdałeś nasz egzamin. I to na cztery z plusem. Witaj w ekipie – przybili piątkę, jako oficjalne powitanie. Rafał był szczęśliwy. Cieszył się, że mu się udało. W końcu jakiś sukces, którego tak bardzo pragnął. Sukces, który jednocześnie nakręcał jego spiralę nienawiści...
Tymczasem Marta po nieprzyjemnym spotkaniu z Rafałem przez trzy kolejne dni nie pojawiała się w szkole. Zamknęła się w pokoju i udając że jest chora, przekonała rodziców że do końca tygodnia powinna zostać w domu. Musiała ochłonąć, zastanowić się co dalej. Jeszcze nigdy nikt tak w stosunku do niej nie postąpił. Owszem, nie wszyscy ją lubili, ale dotychczas szczytem były złośliwe komentarze, uwagi. Tym razem był to nóż. Innych mogłaby oszukiwać że nie zrobiło to na niej wrażenia, ale przed samą sobą nie mogła kłamać. Wystraszyła się. I była z tym kompletnie sama...
- Masz za swoje – mówiła sobie w myślach – Sama mu powiedziałaś jak do nich trafić. Idiotka... Powinnaś była się domyślić.
Ale wyrzuty w niczym nie pomagały. Nawet ulubiony sok pomarańczowy nie poprawił jej humoru. Znudzona ciszą włączyła komputer. Kilka chwil później pojawiło się kilka nieodebranych wiadomości. Nie miała ochoty ich czytać, ale jedno z nazwisk przykuło jej uwagę. Nie mogła uwierzyć że Sebastian do niej napisał.
Hej, co z tobą? Nie ma cię w szkole, twoje koleżanki nic nie wiedzą. Odezwij się, okej? - brzmiała treść wiadomości.
Przez chwilę biła się z myślami. Odpisać czy nie... Wystukała kilka liter na klawiaturze, spojrzała na ekran... a po chwili wszystko wykasowała. Spróbowała jeszcze raz. I też po chwili się wycofała. W końcu zamknęła okno rozmowy i skupiła się na innych rzeczach. Włączyła muzykę, w międzyczasie czytając artykuły z życia gwiazd. Niespodziewanie po kilkunastu minutach z transu wyrwał ją dzwonek telefonu.
- Słucham? - rzuciła natychmiast, nie sprawdziwszy kto dzwoni
- To ja, Sebastian. Jestem pod twoim domem.
- Gdzie? - spytała zaskoczona – Dobra, już idę.
Zeszła po schodach na dół i otworzyła mu drzwi. Chłopak zdjął buty i wszedł do środka. Zmierzył ją wzrokiem, ale jedyne co zdołał odkryć to jej zaskoczenie. Nie spodziewała się że przyjdzie do niej do domu, nie spodziewała się właśnie jego.
- Co tu robisz?
- Chciałem sprawdzić co się dzieje. Trzy dni z rzędu nie było cię w szkole.
- Byłam chora – odparła bez zastanowienia
- Nie widać.
- Bo już jestem zdrowa, ale jeszcze trochę osłabiona. Chcesz coś do picia?
- Marta... - westchnął – Nie zmieniaj tematu, dobrze? Znamy się trochę, widzę że coś kręcisz.
- Wydaje ci się – dalej szła w zaparte – Trochę czasu minęło, zmieniłam się. Ty pewnie zresztą też.
Pokręcił głową. Wiedział że Marta się czymś denerwuje, że ma jakieś problemy o których nie chce mówić. Szukała tematu zastępczego, odwracała wzrok, mówiła jakby trochę szybciej niż zwykle. To mu wystarczyło by utwierdzić się w swoich podejrzeniach.
- Mnie możesz powiedzieć.
- Tobie? - prychnęła – Jesteś ostatnią osobą, której chciałabym się zwierzać.
- I jednocześnie jestem jedyną osobą, która zaniepokoiła się twoją nieobecnością. Wszystkie twoje koleżanki miały w dupie że cię nie ma.
- Nie mów tak – przerwała mu – To nieprawda.
- Nieprawda? To powiedz mi, dlaczego nikt do ciebie nie przyszedł. Dlaczego nikt nie zadzwonił? - nie potrafiła mu odpowiedzieć na to pytanie – Wiesz co mówiły twoje koleżanki jak o ciebie pytałem? „Nie ma jej to nie ma, na chuj drążyć temat” albo „Dobrze, nareszcie nie będzie mnie wkurwiać”.
- Przestań – wycedziła przez zęby – A ty? Ty czego chcesz? Po jaką cholerę tu przyszedłeś?!
- Żeby ci pomóc.
- Pomóc? W takim razie wyjdź i zostaw mnie samą.
- Marta... - złapał ją za rękę, ale ona natychmiast się wyszarpnęła. Nie zamierzał jednak dać za wygraną. Zrobił to drugi raz, delikatnie ujął jej dłoń.
- Możesz mi wszystko powiedzieć – zapewnił łagodnym tonem
- Chcę zostać sama.
Odwróciła głowę, zapadła cisza. Dziwnie się czuła, kiedy trzymał jej dłoń. Ale w końcu puścił, podszedł do drzwi.
- Zastanów się, odpocznij. A jeśli będziesz chciała pogadać to zawsze możesz do mnie przyjść. Wiesz gdzie mnie szukać.
- Wiem – powiedziała cicho
- Trzymaj się, pa – zamknął za sobą drzwi, a ona westchnęła ciężko. Chciała to z siebie wyrzucić, ale bała się konsekwencji. Tym bardziej że Sebastian jest przyjacielem Rafała i na pewno by tego tak nie zostawił. A to mogło oznaczać kolejne kłopoty...
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)