niedziela, 27 lutego 2011
Niepoczytalny zabójca cz. 1
- Aśka, Kamil, macie sprawę – powiedział Tomek wchodząc do biura komisarzy
Asia: Co tym razem?
Tomek: Zabójstwo, jak zwykle
Asia: Gdzie mamy jechać?
Tomek: Przy moście na ulicy Krakowskiej czeka nas was Bartek, to gdzieś w tamtych okolicach
Kamil: Dobra, jedziemy
Kamil wstał z krzesła, wziął kurtkę z wieszaka i wyszedł z biura. Aśka zrobiła to samo i poszła za nim. W samochodzie panowała niezręczna cisza, pierwszy raz, odkąd pracowali ze sobą. Oboje nie wiedzieli co powiedzieć, po tym co się wczoraj wydarzyło. Kamil cały czas myślał o swojej partnerce, a ona próbowała skierować myśli na inny temat.
Kamil: Asia
Asia: Co?
Kamil: Miałabyś ochotę na kolację dzisiaj?
Asia: Dzięki, ze pomyślałeś, ale... nie mam ochoty
Kamil: To przez to, co stało się wczoraj?
Asia: Nie. Przecież do niczego nie doszło
Kamil: Całowaliśmy się
Asia: No właśnie, nic więcej nie było, więc nie mam powodu, by się na ciebie obrażać
Kamil: Więc czemu siedzisz taka smutna, zamyślona?
Asia: Czuję, że niedługo stanie się coś złego
Kamil: Tak, ty i ta twoja intuicja
Asia: Wątpisz w nią?
Kamil: Nie
Asia: Więc o co ci chodzi?
Kamil: Myślę, że tym razem przesadzasz. Jakie masz podstawy, by sądzić, ze stanie się coś złego?
Asia: Żadnych faktów, tylko przeczucia
Kamil: No właśnie
Asia: Znasz mnie, wiesz że dla mnie przeczucia mają duże znaczenie
Kamil: Czasem nawet zbyt duże. Wyluzuj
Aśka przez chwilę rzuciła na nią katem oka. Lubiła mieć rację, ale kiedy tak nie było i niepotrzebnie upierała się przy swoim, potrafiła przyznać się do swojego błędu.
Asia: Masz rację. Niepotrzebnie się zamartwiam
Kamil: Ale równie dobrze i ty możesz mieć rację. Czy czasem jutro Żmija nie wychodzi z pierdla?
Asia: Chyba tak
Kamil: Możesz być w niebezpieczeństwie
Asia: Daj spokój
Kamil: Przecież go zamknęłaś. A wiesz że tacy jak on nie odpuszczają? Nie mam wątpliwości że będzie chciał się zemścić
Asia: To go znowu zamknę. Raz już sobie z nim poradziłam, to i drugi raz sobie z nim poradzę
Kamil: Tylko że wtedy to on przed tobą uciekał, a ty go ścigałaś. Teraz to on będzie cię szukał
Asia: Dam sobie radę
Kamil: Ok, jak chcesz. Jesteśmy na miejscu
Wysiedli z samochodu, przywitali się z Bartkiem i poszli za nim na miejsce zbrodni. Kilka metrów dalej, za krzakami zobaczyli grupę techników, którzy szukali śladów i lekarza sądowego. Na ziemi leżało zmasakrowane ciało.
Asia: Cześć
Adam: Cześć
Kamil: Cześć. Co mamy?
Adam: Sami widzicie, ciało jest zmasakrowane. Ofiara zginęła jakieś 8 godzin temu, czyli w nocy. Bezpośrednią przyczyną zgonu był strzał z broni palnej w głowę. Połamane żebra, siniaki na rękach i nogach, nie ma wątpliwości, że przed śmiercią był bity
Asia: Był?
Adam: Tak, ofiarą jest mężczyzna. Technicy nie znaleźli przy nim dokumentów
Kamil: Szykuje się ciężka sprawa
Adam: Ja muszę już iść, ale może będę coś więcej wiedział po sekcji. Przyślę wam raport. Cześć
Asia: Cześć
Kamil: Cześć
Asia: Co o tym myślisz?
Kamil: Jeśli nie będzie wiele śladów to znaczy że nie został zabity tutaj. To może być robota profesjonalisty
Asia: Chodźmy do techników
Niestety, śladów nie było zbyt wiele. Wracali już do samochodu, kiedy Aśka zauważyła, że są obserwowani. Szepnęła to na ucho Kamilowi i powoli szli w kierunku, w którym policjantka widziała mężczyznę. Kiedy byli już blisko wyciągnęli bronie, a wtedy z krzaków wybiegła jakaś postać. Jednak gdy Kamil oddał strzał ostrzegawczy, uciekający zatrzymał się. Zatrzymali go i zabrali na komendę. Kiedy skończyli go przesłuchiwać, na korytarzu zaczepił ich Tomek.
Tomek: Zatrzymany pracuje dla mafii Don Jakuba
Kamil: Czyli to ich robota?
Tomek: Wygląda na to że tak, a jego wysłali by obserwował czy coś macie
Kamil: No to czas złożyć wizytę Don Jakubowi
Tomek: Dobrze by było też pogadać ze Żmiją, on przecież dla nich pracował
Asia: Tak, ale Żmija siedzi za pobicie ze skutkiem śmiertelnym, współpracy z mafią nie potrafiliśmy mu udowodnić
Kamil: Co nie zmienia faktu ze był jego wtyką
Asia: I że zabił mojego narzeczonego... ale dobra, może teraz zechce z nami współpracować
Kamil: To gdzie najpierw?
Asia: Może się rozdzielimy?
Kamil: Dobra, ja do pierdla
Asia: Nie, ja tam pojadę
Kamil: Dobra, tylko nie rób tego dlatego, że Żmija zabił twojego narzeczonego
Asia: Robię to dlatego, że to nasza praca
Kamil: To dobrze. Uważaj na siebie
Asia: Ty też
czwartek, 24 lutego 2011
Stara miłość nie rdzewieje cz. 8
Następnego dnia, gdy Ania przyszła na komendę od razu poprosiła Kamila by zawołał do niej Sebastiana. Przyszedł po pięciu minutach, a na jego twarzy malowała się niechęć.
Sebastian: Czego ty jeszcze ode mnie chcesz?
Ania: Najchętniej bym cię zabiła
Sebastian: To dlaczego tego nie zrobisz?
Ania: Szkoda mi życia, by siedzieć w pierdlu przez zabójstwo jakiegoś idioty. Nie opłaca mi się to
Sebastian: Chciałaś się ze mną widzieć tylko po to by mi to powiedzieć?
Ania: Nie. Przyjmij wreszcie do wiadomości, że przez ciebie Aśka wczoraj przeciążyła nogę
Sebastian: Nie musisz się powtarzać, ja to doskonale rozumiem. Ale ty zrozum, że Aśka sama doprowadziła do tej sytuacji
Ania: A ty dalej swoje. Dobra, nie chcę cię już ani widzieć, ani słuchać. Więc przejdę od razu do tego, o co mi chodziło
Sebastian: No i trzeba było tak od razu
Ania: Aśka już nie będzie mogła chodzić
Sebastian: Myślisz, że się na to nabiorę, co?
Uśmiechnął się do niej, pokazując jej, że nie wierzy w jej słowa, że to są jakieś kpiny.
Ania: Nie musisz mi wierzyć, jak chcesz to jedź do szpitala i sprawdź to
Nagle uśmiech zniknął z jego twarzy, a pojawiło się zaniepokojenie.
Sebastian: Nie mówisz tego by wzbudzić we mnie poczucie winy?
Ania: Mówię to, bo powinieneś to wiedzieć
Sebastian: I to jest informacja potwierdzona od lekarza?
Ania: Sam lekarz mi to powiedział
Sebastian zbladł. Wyciągnął chustkę z kieszeni i przetarł nią czoło, na którym chwilę wcześniej pojawiły się krople potu. Usiadł na krześle i spojrzał w okno. Anka cały czas go obserwowała. Oddychał ciężko i powoli, ręce mu się trzęsły. Wstała i wyszła z biura, a chwilę później wróciła ze szklanką wody i jakimiś tabletkami. Sebastian siedział z twarzą ukrytą w dłoniach i łokciami opartymi na kolanach.
Ania: Masz i się uspokój
Spojrzał na nią. Wziął jedną tabletkę i popił szklanką wody. Anka znowu wyszła. Kiedy wróciła do biura uśmiechnęła się na jego widok. Jednak szybko przestała się uśmiechać, by nie zobaczył, że jego zmartwienie ją cieszy. Kilka minut później Sebastian poszedł do biura asystentów. Po pracy Ania pojechała do szpitala.
Asia: I co?
Ania: Mówiłam, ze będę wiarygodna i się nie sprawdzi. Gdybyś go widziała...
Asia: Nie wiem czy dobrze robimy
Ania: Aśka wyluzuj. Jego widok także i ciebie by ucieszył
Asia: Sama nie wiem
Ania: Mało co zawału nie dostał. Normalnie dałam mu jeszcze środki na uspokojenie
Asia: Przesadziłyśmy
Ania: Coś ty. Zobaczysz jak będzie cię przepraszał, będzie na każde twoje zawołanie. Będziesz go miała przy sobie tak jak chciałaś
Asia: Ale nie w taki sposób! Nie, ja go nie chcę okłamywać
Ania: Ale już to zrobiłaś. I musisz dalej w to brnąć, nie masz wyjścia
Asia: Prawda i tak wyjdzie na jaw. Lepiej żeby to było wcześniej
Ania: I znowu go stracisz
Asia: To twoja wina
Ania: Moja? Sama mnie poprosiłaś o pomoc
Asia: Bo myślałam, że jesteś inteligentna i że mi naprawdę pomożesz. Jak widać się myliłam
Ania: Chcesz mu powiedzieć to mów. Ja ci nie zabraniam. Tylko całą winę bierzesz na siebie
Asia: Niby dlaczego?!
Ania: Bo to ty chcesz się wygadać
Asia: A jeśli powiem mu prawdę?
Ania: To możesz zapomnieć, że byłam twoją przyjaciółką
Asia: Jeśli nią w ogóle byłaś. Wielka mi strata
Ania: Mam wyjść?
Asia: Tak
Ania: Jeżeli teraz wyjdę to możesz już nie wracać na komendę, mam wpływ na decyzje starego
Asia: Wiem o tym. Wystarczy że pójdziesz z nim do łóżka
Ania: Przesadziłaś
Asia: Miłego popołudnia
Nie wiedziała dlaczego, ale było jej lżej na duszy. Pozostało jej tylko czekać na odwiedziny Sebastiana. Była pewna, że przyjdzie, tylko nie wiedziała kiedy. Zamknęła oczy i wyobrażała sobie przebieg rozmowy z nim. Usłyszała kroki do sali i pomyślała, że to Anka wróciła.
Asia: Nie masz już tu czego szukać
Sebastian: Chciałem cię tylko przeprosić i już mnie nie ma
Poznała ten głos. Otworzyła oczy i zobaczyła Sebastiana z bukietem róż. Powoli podniosła się do pozycji siedzącej.
Asia: Przepraszam, myślałam że to Anka
Sebastian: A co? Pokłóciłyście się?
Asia: Nie tylko. Zerwałyśmy znajomość i załatwi mi zwolnienie z pracy
Sebastian: Przecież tylko stary może cię zwolnić
Asia: Tak, a ona ma na niego wpływy. Ale tak czy inaczej, moja posada nie jest zagrożona, bo jestem na zwolnieniu lekarskim, jeśli by mnie zwolnił to idę do sądu pracy i stary przegrywa sprawę
Sebastian: A właśnie, te kwiaty to dla ciebie
Asia: Domyśliłam się. Połóż je na szafce. Potem poproszę pielęgniarkę o jakiś wazon z wodą
Sebastian: Przepraszam cię za wczoraj, nie powinienem się tak zachować
Asia: Miałeś prawo
Sebastian: Ale teraz nie będziesz mogła chodzić... przez to że wczoraj wyszedłem
Asia: Muszę ci się do czegoś przyznać
Sebastian: Tak?
Asia: Za pół roku będę chodzić
Sebastian: Anka mi mówiła co innego
Asia: Chciała żebym cię oszukiwała, na początku się na to zgodziłam
Sebastian: Że co?
Asia: Ale zrozumiałam swój błąd, tylko znów za późno. Przepraszam
Sebastian: W porządku. Ale nigdy więcej mnie nie oszukasz?
Asia: To znaczy że będziemy się widywać?
Sebastian: A nie chcesz?
Asia: Oczywiście że chcę. Od teraz już ani jednego kłamstwa
Sebastian: Wiesz, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło
Asia: Co masz na myśli?
Sebastian: Uświadomiłem sobie bardzo ważną rzecz
Asia: Jaką?
Sebastian: Nadal cię kocham
W ciszy oczekiwał na jej reakcję. Spojrzała mu prosto w oczy. Nie potrafiła powiedzieć co w nich zobaczyła, ale wiedziała, że to jest to samo, co kiedyś, gdy byli razem. Delikatnie się uśmiechnęła.
Asia: Ja ciebie też kocham
Zbliżył się do niej i przytulił ją. W ich sercach, rozpalonych płomieniem miłości, znów zagościło szczęście.
Rehabilitacja trwała krócej niż przewidywali lekarze, dzięki zawziętości i uporowi Aśki, a także chęci powrotu do zdrowia. Po czterech miesiącach od wypadku wróciła do pracy. Zamieszkała razem z Sebastianem i planują ślub.
środa, 23 lutego 2011
Stara miłość nie rdzewieje cz. 7
Cały czas patrzyli na siebie. Asia nie wiedziała co powiedzieć. Odwróciła głowę i chciała, by Sebastian przerwał denerwującą ją ciszę.
Sebastian: Jak się czujesz?
Asia: Nie udawaj, że cię to obchodzi. Oboje wiemy jak jest
Sebastian: Ale jednak przyszedłem tutaj
Asia: Bo Anka cię do tego namówiła. Jak jej się to udało?
Sebastian: Dzisiaj wypełnia za mnie raporty
Asia: Sprytne
Sebastian: Gdybym wcale nie chciał tu przychodzić to by mnie tutaj nie było. Musiałem chociaż trochę chcieć się z tobą zobaczyć, żeby teraz tu być
Asia: Ciekawość czy jest ze mną aż tak źle jak mówiła Anka, co? A może chęć kłótni ze mną?
Sebastian: Nie mam zamiaru się z tobą kłócić
Asia: Czyli to pierwsze
Sebastian: Wiem, że przede mną nie będziesz chciała pokazać jak naprawdę się czujesz
Asia: Brawo, skoro wiesz już, że się nie dowiesz jak naprawdę się czuję to możesz iść
Sebastian: Aśka, do cholery, pogadajmy
Asia: Przecież rozmawiamy
Sebastian: Tylko, że ty cały czas próbujesz się mnie pozbyć i ostrzegam cię, że nie pójdzie ci tak łatwo
Asia: Nie mam już ochoty z tobą rozmawiać, możesz iść
Odwróciła głowę w drugą stronę i zamknęła oczy. Gdyby mogła to rzuciłaby mu się teraz na szyję. Ale nie chciała tego przed nim pokazać, nie chciała by widział, że cierpi, nie chciała by się nad nią litował. Dlatego wolała, aby wyszedł. Jednak Sebastian był uparty i nawet nie miał zamiaru opuścić sali. Gdy się w nią wpatrywał, coś odżyło w jego sercu.
Sebastian: Asia, porozmawiajmy. Proszę
Powstrzymała się od łez, zacisnęła wargi i obróciła głowę w jego stronę. Z trudem podniosła się do pozycji siedzącej. Z udawaną złością patrzyła na niego.
Asia: Ja chyba śnię. Ty mnie naprawdę prosisz? Niesamowite
Sebastian: Dlaczego się na mnie złościsz? Dlaczego mnie nienawidzisz?
Przysunął się do niej bliżej, ich twarze dzieliły tylko centymetry. Ze spokojem patrzył jej w oczy. Widziała w nich nadzieję, ale nie wiedziała na co. Nie była w stanie odpowiedzieć.
Sebastian: Dlaczego?
Przymknęła powieki zastanawiając się czy powiedzieć prawdę. Po jej policzku spłynęła łza. Sebastian delikatnie ją wytarł.
Sebastian: Aśka...
Asia: Przepraszam za to, co zrobiłam ci kilka lat temu, że cierpiałeś przeze mnie, ale... ja także wtedy cierpiałam
Sebastian: Czy to znaczy że...
Asia: Tak. Kochałam cię
Sebastian: Nie rozumiem
Asia: Wszystko było pięknie, aż do pewnego czasu. Źle się czułam i poszłam do lekarza. Potem zrobili mi badania w szpitalu. Okazało się, że mam białaczkę. Lekarz powiedział mi, że nie ma szans bym wyzdrowiała
Sebastian: Myślałaś, że nie będę aż tak cierpiał? Że lepiej będzie jak mnie zostawisz i nie będę patrzył na twoją śmierć?
Asia: Tak myślałam. Jednak nie wzięłam pod uwagę, że lekarz mógł się pomylić
Sebastian: Że co? Cholera! Oszukałaś mnie!
Asia: Uspokój się. Nawet nie wiesz jak się okropnie czuję
Sebastian: A jak ja się czuję?! Nie pomyślałaś nawet o tym!
Asia: Nie krzycz na mnie. Jak myślisz, dlaczego skoczyłam z tego cholernego okna?
Sebastian: Nie wiem, może ty mi powiesz
Asia: Bo znowu cię spotkałam, wszystkie uczucia odżyły i nie mogłam znieść poczucia winy
Sebastian: Zawiniłaś, więc sama jesteś sobie winna
Asia: Sebastian
Sebastian: Chciałaś żebym wyszedł? To proszę bardzo
Asia: Zaczekaj
On jednak wyszedł. Usiadła na łóżku i z trudem wstała. Wiedziała, że go nie dogoni, ale musiała do niego zadzwonić. Powoli szła do przodu, podpierając się o łózko, a potem o ścianę...
Wieczorem Sebastian siedział w domu przed telewizorem. Oglądał właśnie powtórkę jednego z wyścigów F1, w którym Kubica zajął miejsce na podium. Akurat oglądał ciekawy manewr wyprzedzania, kiedy zadzwonił jego telefon. Zaklął w myślach i opuścił miejsce na kanapie przed telewizorem.
Ania: Przyjeżdżaj do szpitala
Sebastian: Coś z Aśką?
Ania: Tak, to ważne
Sebastian: Ona mnie nie obchodzi, sama jest sobie winna i nie przyjadę na jej zachcianki
Ania: K**wa mać, przyjeżdżaj do tego cholernego szpitala
Sebastian: Nie
Ania: Jak nie przyjedziesz, to ja przyjadę do ciebie, lepiej żebym nie musiała tego robić
Sebastian: Cholera, no... to konieczne teraz?
Ania: Tak, natychmiast!
Sebastian: Dobra, za 15 minut będę
Przyjechał niezadowolony do szpitala i od razu znalazł Ankę.
Sebastian: Co jest?
Ania: Czy ciebie już całkiem poj**ało?
Sebastian: O co ci chodzi?
Ania: Rozmawiałam z nią. Spokojnie rozmawialiście i nagle nawrzeszczałeś na nią
Sebastian: A powiedziała za co?
Ania: Tak. Spróbuj ją zrozumieć
Sebastian: Nie potrafię
Ania: Ona też cierpi
Sebastian: Sama do tego doprowadziła
Ania: Trzeba było ją jakoś uspokoić, nie zostawiać jej samej!
Sebastian: Sama chciałaś bym do niej przyszedł
Ania: Bo nie spodziewałam się, że będziesz aż takim idiotą!
Sebastian: Coś zrobiła? Ja nie odpowiadam za to co ta wariatka robi
Ania: Wyszedłeś w trakcie rozmowy, a ona wyszła, chciała iść do recepcji, by skorzystać z telefonu, żeby zadzwonić do ciebie. A lekarz zabronił jej chodzić! Wiesz do czego doprowadziłeś?
Sebastian: To że wstała, znaczy że ma siłę, by wrócić do zdrowia
Ania: Ty kretynie! Przeciążyła nogę, szwy puściły. Teraz trwa kolejna operacja, nieplanowana. Przez ciebie!
Sebastian: Wiesz co... ja jej nie kazałem nigdzie chodzić, więcej mnie nie obwiniaj! Ta rozmowa nie ma sensu, nie potrzebnie kazałaś mi tu przyjechać
Ania: Teraz widzę, że popełniłam błąd. Dziwię się Aśce, że potrafi kochać kogoś takiego jak ty
Sebastian odwrócił się i poszedł w stronę wyjścia. Anka usiadła na krześle i czekała na wieści o stanie zdrowia swojej przyjaciółki.
poniedziałek, 21 lutego 2011
Stara miłość nie rdzewieje cz. 6
Otworzyła oczy, ale szybko je zamknęła. Oślepiło ją światło. Zastanawiała się czy jeszcze żyje. Nie czuła żadnego bólu, nie czuła nóg. Ponownie otworzyła oczy. Widziała tylko biały sufit. Obróciła głowę i zobaczyła Anię, która siedziała zamyślona i dopiero teraz zauważyła, że jej przyjaciółka się wybudziła.
Ania: Aśka, co ty chciałaś zrobić...
Asia: Jednak się nie udało
Ania: I bardzo dobrze
Asia: Co tak właściwie się ze mną stało?
Ania: Według zeznań świadka spadłaś na jakiś samochód. Miałaś szczęście, że tam stał, bo inaczej byłoby po tobie. Dach cały wgnieciony, szyby rozbite.
Asia: Będę musiała zapłacić za szkody
Ania: Raczej kupić sobie nowy samochód
Asia: Sobie?
Ania: To był twój samochód. Nie nadaje się już do niczego
Asia: A jak moje obrażenia? Bo nic nie czuję
Ania: Lekarze podali ci silne środki przeciwbólowe. Ale co ci, do cholery, do tego łba strzeliło
Asia: Nie wiem, nie pamiętam już
Ania: No tak, wypiłaś dwie butelki wina
Asia: Ile? Ja tyle wypiłam?
Ania: No przecież nie ja. Mogłam zostać z tobą, a nie zostawiać cię samą
Asia: To nie twoja wina. Następnym razem nie będę tyle pić. No dobra, to jakie te moje obrażenia?
Ania: Poważne. Otwarte złamanie prawej ręki, twoje ciało przygniotło ją swoim ciężarem przy uderzeniu w dach samochodu, przechodziłaś poważną operację, ale za jakieś 3 – 4 miesiące twoja ręka powinna być już sprawna
Asia: No to trochę poczekam na powrót do pracy
Ania: Jeżeli wrócisz w ogóle do pracy
Asia: Dlaczego mam nie wrócić?
Ania: Ciężko opisać jak to się stało, ale blacha się rozerwała i wbiła w twoją nogę, uszkadzając mięśnie. Lekarze robili co mogli, ale... szanse na powrót do pełnej sprawności są bardzo niewielkie
Asia: Mam to na co zasłużyłam
Ania: Nie mów tak
Asia: Popatrz, zrujnowałam życie dwóm mężczyznom, których kochałam, jednego z nich cały czas kocham... I sama wyskoczyłam z tego okna i to był mój durnowaty pomysł
Ania: Chcesz porozmawiać z Sebastianem?
Asia: On i tak mnie nie chce widzieć
Ania: Pogadam z nim
Asia: Gadać z nim sobie możesz, ale nie na mój temat
Ania: Nie zabronisz mi przecież
Asia: Racja, ale mówię ci, on nie będzie chciał o mnie rozmawiać
Ania: Spodziewaj się go po południu
Asia: Nie przekonasz go, mówię ci
Ania: Chcesz się założyć?
Asia: Nie
Ania: No dobra, ja muszę iść, trzymaj się, cześć
Asia: Cześć
Została sama. Dopiero teraz dotarło do niej co chciała zrobić. Skarciła siebie w myślach za to, co chciała zrobić, ale przestała się użalać nad sobą, nie wyleczy jej to, czasu nie cofnie, czyli nie pomoże. Tymczasem Anka już dziesięć minut później dojechała na komendę. Szybkim krokiem dotarła do biura, w którym siedzieli Tomek i Rafał, a Sebastian stał i rozmawiał z nimi o jakiejś sprawie.
Ania: Skończyliście już?
Tomek: Tak. Masz nam coś do powiedzenia?
Sebastian: To ja się będę zbierał
Ania: Zostań, lepiej żebyś też wiedział
Sebastian: No... ciekawe
Ania: Wiecie dlaczego Aśki nie ma dzisiaj w pracy?
Rafał: Stary coś gadał, że w najbliższych dniach jej nie będzie
Ania: Nie pytam co stary gadał, tylko czy wiecie dlaczego
Rafał: No to nie wiemy
Ania: A ja wiem
Rafał: Ale nie powiesz?
Ania: Oczywiście że powiem. Aśka miała wypadek. Pominę szczegóły. Sebastian mam do ciebie prośbę
Sebastian: Jaką?
Ania: Pojedziesz do niej do szpitala?
Sebastian: Chyba oszalałaś
Ania: Ona potrzebuje teraz wsparcia
Sebastian: Że niby mojego? Żartujesz
Ania: Nie żartuję. Aśka nadal cię kocha
Sebastian: Nie wierzę w to
Ania: To jedź do niej po pracy i się o tym przekonaj
Sebastian: Ale jeśli jej stan się przez to pogorszy, przez jakieś kłótnie ze mną czy coś to będziesz miała wyrzuty sumienia. Mam jechać, tak?
Ania: Tak
Sebastian: Zgodzę się pod jednym warunkiem
Ania: Jakim?
Sebastian: Wypełnisz dzisiaj za mnie raporty
Ania: To wy macie raporty?
Sebastian: Stary nikomu nie odpuszcza. Więc jak?
Ania: Ty to jesteś wredna żmija. No dobra, niech ci będzie, robię to tylko ze względu na Aśkę
Rafał: Szczęściarz z ciebie
Sebastian: Idę wam sprawdzić tego gościa i się zbieram. Miłego wypełniania raportów
Sebastian wyszedł z biura, a Ania spojrzała na Rafała.
Rafał: Ej, no nie patrz tak na mnie. To nie ja zgodziłem się wypełnić te raporty
Ania: Przecież wypełnię jego raporty
Rafał: A już myślałem, że mnie zagonisz do pomocy
Ania: Ale ty wypełnisz połowę moich raportów, z góry dziękuję
Położyła mu na biurku raporty. Rafał westchnął i wziął się do roboty. Godzinę później Sebastian był w szpitalu. Zadzwonił do Anki, by dowiedzieć się w której sali leży Aśka, a następnie tam poszedł. Nie spała. Podszedł do łóżka, na którym leżała i usiadł na krześle. Patrzył na nią z ukosa. Spojrzała mu prosto w oczy. Nie mogła z nich nic wyczytać, nie widziała w nich żadnych uczuć, tak jak ostatnio, kiedy mu spojrzała w oczy i widziała w nich tylko gniew i nienawiść. Coś chyba się w nim przełamało. Ale to były tylko jej niepotwierdzone przypuszczenia.
niedziela, 20 lutego 2011
Stara miłość nie rdzewieje cz. 5
Kula delikatnie otarła się o jego ramię, tworząc ranę.
Sebastian: Pięknie celujesz, myślałem że chcesz mi strzelić w głowę
Asia: To było ostrzeżenie, tym razem łeb ci rozwalę
Sebastian: Nie zrobisz tego
Asia: Nie wierzysz?
Sebastian: Nie
Celowała w głowę. Nagle poczuła, że słabnie, coś wewnątrz nie pozwalało jej strzelić. Jej ręka zaczęła się trząść. Sebastian cały czas patrzył jej prosto w oczy. Wyrzuciła broń na biurko i się odwróciła.
Asia: Masz rację. Nie potrafię tego zrobić
Sebastian: Dlaczego? Przecież jeszcze przed chwilą wyglądałaś tak przekonująco
Asia: Nie potrafię zabijać
Sebastian: Równie dobrze mogłaś strzelić mi w nogę albo w rękę, a ty mnie tylko drasnęłaś
Asia: Nie potrafiłabym tego zrobić
Sebastian: Dlaczego?
Asia: Bo nie potrafię skrzywdzić osoby którą kochałam i nadal kocham
Sebastian: P***dolisz. Dawniej mnie skrzywdziłaś...
Asia: Bo nie miałam innego wyboru!
Sebastian: Tak, jasne. Kłamać nigdy nie potrafiłaś
Asia: Teraz nie kłamię
Sebastian: I tak ci nie wierzę. Jesteśmy kwita, ty kiedyś zrujnowałaś mi życie, teraz ja tobie
Asia: Tylko po to przyjechałeś do Krakowa?
Sebastian: Przyjechałem tu do pracy. Potem dowiedziałem się, że tu pracujesz. Wspomnienia powróciły. Znowu zabolało. Nie mogłem sobie odpuścić
Asia: Jesteś podły. Jesteś prawdziwą wredną żmiją
Sebastian: I taki pozostanę. Taki też byłem kiedyś, może tego nie widziałaś, ale taki byłem od zawsze
Asia zabrała swoją kurtkę i bez słowa wyszła z biura. Pojechała do domu. Nie wierzył już jej, nie dziwiła mu się. Kilka lat temu myślała, że to będzie najlepsze wyjście, że nie będzie tak mocno cierpiał... jednak się myliła, bo nie sądziła, że może jej się udać i może go jeszcze kiedyś spotkać. Ale to już nie miało znaczenia. Nic dla niej nie miało znaczenia. Najpierw straciła narzeczonego, a teraz osobę, którą tak naprawdę kochała. Dopiero kilka minut temu, gdy celowała do niego z broni, zdała sobie sprawę, że jej uczucie do niego się zmieniło. Gdyby mogła cofnęłaby czas. Ale jest to niemożliwe. Zastanawiała się czy jeszcze ma po co żyć. Czy jest ktoś, komu jest potrzebna? Czy jest ktoś, komu na niej zależy? Czy jeszcze kiedyś będzie miała powód by się uśmiechnąć? Czy będzie jeszcze kiedyś szczęśliwa? Poszła do sklepu i kupiła dwie butelki wina. W mieszkaniu usiadła na podłodze i otworzyła jedną z nich. Zastanawiała się nad swoim życiem, popijając co chwilę wino z butelki. Nawet nie zauważyła, kiedy opróżniła zawartość jednej butelki i sięgnęła po drugą. Gdy była już pusta, zdenerwowała się i rzuciła nią w ścianę. Butelka rozbiła się z lekkim hukiem. Aśka wstała i lekko chwiejąc się na nogach poszła w stronę drzwi. Ubrała się i wyszła z domu. Wsiadła w swój samochód i pojechała do Anki. Na szczęście udało jej się uniknąć jakichkolwiek kolizji i dojechała bezpiecznie. Weszła po schodach na drugie piętro i zaczęła pukać, a raczej walić do drzwi.
Asia: Anka, to ja Aśka, otwórz mi
Jednak nikt nie otworzył. Znowu zapukała.
Asia: Anka, przyjaciółce nie otworzysz?
Nadal nic. Wkurzyła się i kopnęła w drzwi.
Asia: Anka, do cholery, otwieraj te cholerne drzwi!
Nie doczekała się. Z mieszkania obok wyszła sąsiadka, około lat 50, wyglądała na wredną.
Sąsiadka: Co pani tak się wydziera? Nie otworzyła, to już nie otworzy
Asia: Nie twoja sprawa, nie wtrącaj się
Sąsiadka: Ej, nie pozwalaj sobie. Idź stąd bo zadzwonię po policję
Asia: Nie musisz ja jestem z policji, nie potrzebuję tu moich kolegów
Sąsiadka: W to jednak wątpię. Jak pani stąd nie pójdzie w ciągu pięciu minut to dzwonię
Asia: Spadaj
Sąsiadka zniknęła za drzwiami swojego mieszkania, a Asia oparła się o ścianę. Chwilę później zauważyła ją Ania, która szła po schodach na górę.
Ania: Aśka?
Asia: No, nareszcie jesteś już myślałam, że mi nie chcesz otworzyć
Ania: Ty jesteś pijana
Asia: Wydaje ci się, wypiłam tylko trochę
Ania: Ile?
Asia: Dwa
Ania: Dwa kieliszki? To coś mocno cię wzięło
Asia: Dwa razy jedna butelka po pół litra, czyli w sumie... litr?
Ania: Aśka... nie mów, że jechałaś do mnie samochodem
Asia: Jechałam
Ania: Masz niesamowite szczęście...
Asia: Raczej pecha
Ania: No dobra, chcesz pogadać?
Asia: Po to tu przyjechałam, tylko... zapomniałam o czym chciałam pogadać
Ania: Dobra, jutro sobie przypomnisz, to pogadamy, a teraz chodź, odwiozę cię do domu
Asia: Sama pojadę, dam sobie radę
Ania: Nie puszczę cię za kierownicę
Asia: Mam ukończone 18 lat i mam prawo jazdy
Ania: Ale czasami zachowujesz się nieodpowiedzialnie i jak teraz pojedziesz to możesz stracić te prawo jazdy
Asia: Ale...
Ania: Nie ma żadnego ale, dawaj kluczyki
Asia: Dobra, niech ci będzie
Oddała jej kluczyki. Zeszły do samochodu. Ania odwiozła Aśkę, a dla pewności odprowadziła ją pod drzwi i zabrała ze sobą kluczyki do samochodu. Asia zauważyła na meblach zdjęcie, na którym była, kiedy miała 19 lat. Nie sądziła wtedy, że aż tak zniszczy sobie życie. Doszła do wniosku, że tego nie da się już uratować i jej życie nie będzie miało już sensu. Otworzyła okno i stanęła na parapecie. Nie myślała co robi. Chciała to jak najszybciej zakończyć. Zamknęła oczy i skoczyła.
piątek, 18 lutego 2011
Stara miłość nie rdzewieje cz. 4
Wyciągnął z biurka notes. Odczytał adres zamieszkania Aśki i postanowił tam pojechać. Kilka minut później był na miejscu. Zapukał do drzwi. Otworzył mu wysoki, dobrze zbudowany blondyn. Sebastian wyciągnął z kieszeni odznakę i pokazał mu ją przed nosem, chwilę później ją chowając.
Mateusz: O co chodzi?
Sebastian: Musimy porozmawiać o Aśce
Mateusz: Coś się jej stało?
Sebastian: Nie. Wszystkiego się dowiesz jak pogadamy
Mateusz: No dobra niech pan wejdzie
Poszli do salonu. Mateusz usiadł na kanapie, a Sebastian w fotelu.
Mateusz: Napije się pan czegoś?
Sebastian: Nie, dziękuję. Myślisz, że Aśka jest z tobą szczera?
Mateusz: A co do tego ma policja?
Sebastian: Nic. Przyszedłem tu prywatnie
Mateusz: To po co ten szpan odznaką?
Sebastian: Abyś mnie wpuścił do środka
Mateusz: Sprytne
Sebastian: Aśka jest jeszcze bardziej sprytna niż ja
Mateusz: Co chcesz przez to powiedzieć?
Sebastian: Kiedyś przez pół roku byliśmy parą. Powiedziała mi, że to był tylko zakład z koleżankami. A ja naprawdę ją kochałem. Zraniła mnie, złamała mi serce. I nic się nie zmieniła
Mateusz: Do czego pan zmierza?
Sebastian: No tak, nie powiedziałem jeszcze nic związanego z tobą. Nie zmieniła się i nadal potrafi ranić innych. Ciebie też
Mateusz: Że co? Jak?
Sebastian: Zdradzała cię. Wiesz dlaczego teraz ma nowego partnera? Bo z tamtym miała romans i się go pozbyła
Mateusz: Nie, to niemożliwe. Niby dlaczego mam ci wierzyć?
Sebastian: Bo mówię prawdę. Nie dziwię ci się, kochasz ją i ufasz jej bezgranicznie. Ale zapytaj ją o to. Potrafiła maskować uczucia, ale kłamać już nie
Mateusz: Dlaczego mi przyszedłeś o tym powiedzieć?
Sebastian: Bo im dłużej będzie to trwać, tym trudniej będzie ci o niej zapomnieć. Szkoda mi cię było, więc postanowiłem ci o tym powiedzieć
Mateusz: Wzruszające. Tylko dlatego? Nie masz z tego żadnej korzyści?
Sebastian: Mam. To jest moja zemsta na niej. Wyobraża sobie piękną przyszłość z tobą, a ja zniszczę jej marzenia. Nawet jeśli przekona cię, że nic nie było, to i tak spokoju sumienia jej to nie przywróci. Jedyne co mogę ci doradzić to zapytaj ją o to, ona nie potrafi kłamać. A potem wyjedź i zapomnij o niej
Wstał i bez słowa opuścił mieszkanie. Na jego twarzy pojawił się szyderczy uśmiech. Ona go zniszczyła jego marzenia, a teraz on po latach zrobił to samo. Nigdy wcześniej nie przyszło mu do głowy, by się na niej mścić, ale teraz, gdy znowu ją spotkał, gdy wspomnienia odżyły, gdy znowu cierpiał... nie mógł się powstrzymać. Wsiadł do samochodu i pojechał do siebie. Godzinę później Asia wróciła do domu.
Asia: Już jestem
Mateusz: Chodź, musimy porozmawiać
Asia: O czym?
Mateusz: Nie wiem jak cię o to zapytać... więc zapytam prosto z mostu
Asia: No, mów
Mateusz: Miałaś romans ze swoim byłym partnerem z pracy?
Odwróciła głowę w stronę okna. Nie była w stanie spojrzeć mu w oczy. Po jej policzkach zaczęły spływać łzy.
Asia: Skąd ci to przyszło do głowy?
Mateusz: To prawda?
Asia: Nie
Mateusz: To dlaczego płaczesz?
Nic nie odpowiedziała. Próbowała znaleźć nową wymówkę, ale nic nie przychodziło jej do głowy. Nie pozostało nic innego jak powiedzieć prawdę.
Asia: Tak, miałam z nim romans
Mateusz: Więc jednak to prawda
Asia: Ale to dla mnie nic nie znaczy. Kocham tylko ciebie. Wybacz mi, proszę
Mateusz: Nie Aśka. To już koniec. Żadnego ślubu nie będzie. Jak ty to sobie wyobrażasz? Ja już ci nie ufam, a ty nie potrafisz mi spojrzeć w oczy. Ten związek nie ma sensu, nie ma przyszłości
Asia: Daj mi jeszcze jedną szansę, proszę
Mateusz: Zawiodłem się na tobie. Nie sądziłem, że mnie zranisz. I ty jeszcze mnie prosisz o drugą szansę? Zapomnij
Wziął torbę ze swoimi rzeczami i wyszedł z mieszkania. Wiedziała, że już go więcej nie zobaczy. Straciła go, straciła na zawsze. Już drugi raz straciła swoją miłość. Kiedyś nie ze swojej winy, ale tym razem przez swój błąd. Potrafiła się przyznać przed sobą, że to ona zawiniła. Za błędy trzeba płacić, dlatego została sama. Sama musiała poradzić sobie ze swoim cierpieniem.
Następnego dnia „wparowała” wściekła do biura, ściągnęła kurtkę i odłożywszy ją na wieszak od razu zawołała do siebie Tomka, który popijał w kuchni kawę, Kamila, Bartka i Sebastiana, którzy siedzieli w swoim biurze.
Tomek: Aśka, co ty się tak wydzierasz, mało co kawą się nie zachłysnąłem
Asia: A szkoda, że się tak nie stało
Tomek: Co ty taka zła dzisiaj
Asia: Który z was jest tak wielkim idiotą, kretynem, debilem, że nie ma uczuć i poszedł do mojego narzeczonego?! No?! Który?!
Kamil: Aśka...
Asia: Zamknij się! Pytam się który?!
Sebastian: Ja
Asia: Skąd wiedziałeś?
Sebastian: Nie powiem, choć byś nie wiem co zrobiła
Asia: Dlaczego jesteś taki wredny, dlaczego jesteś podłą żmiją, dlaczego mu powiedziałeś?! Co ja ci takiego zrobiłam?!
Sebastian: Zrujnowałaś mi życie, 7 lat temu, pamiętasz?
Asia: To nie była moja wina
Sebastian: A czyja?! Tych koleżanek, które się z tobą założyły?! Potrafisz tylko ranić innych!
Asia: Nie masz prawa mnie oceniać!
Sebastian: Uspokój się, bo masz zmarszczki i jesteś czerwona jak burak
Asia: Nie przeginaj...
Sebastian: Złość piękności szkodzi
Asia: Zamknij się!
Sebastian: Bo co?
Wyciągnęła broń i wycelowała w niego.
Asia: Zabiję cię. Za to, że mi zniszczyłeś życie, że nie dałeś mi szansy naprawić mojego błędu
Sebastian: Nie zrobisz tego
Asia: Wątpisz?
Sebastian: Tak
Asia: A właśnie, że to zrobię. Zastrzelę cię
Sebastian: Nie jesteś morderczynią
Asia: Teraz nie. Ale za chwilę nią będę
Sebastian: No to na co jeszcze czekasz? Strzelaj
Asia: 7 lat temu to nie była moja wina, ja też wtedy cierpiałam
Sebastian uśmiechnął się ironicznie. Aśka nacisnęła spust, broń wystrzeliła...
czwartek, 17 lutego 2011
Stara miłość nie rdzewieje cz. 3
Poszedł do biura starego. Drzwi jednak były zamknięte. Wyciągnął coś z kieszeni kurtki i zaczął grzebać przy zamku. Otworzył go i wszedł do gabinetu. Zaczął rozglądać się po szufladach. W końcu znalazł to co szukał. Teczki z danymi pracowników. Przebierał je, aż w końcu wziął tą, która go interesowała. Usiadł sobie przy biurku, otworzył teczkę i zaczął przeglądać jej zawartość. To co przeczytał zszokowało go. Szybko się opamiętał. Wyciągnął z kieszeni notes oraz długopis i zaczął przepisywać dane, które go interesowały. Chwilę później zamknął teczkę i schował ją z powrotem na swoje miejsce. Wyszedł z biura starego i znowu coś grzebał przy zamku. Drzwi były zamknięte, tak jak kilka minut wcześniej, zanim Sebastian je otworzył. Następnie poszedł do kuchni zrobić sobie kawy. Potem poszedł do biura i czekał na Tomka. Ten przyszedł jakiś czas później, obecność Sebastiana zdziwiła go.
Sebastian: Cześć
Tomek: Cześć. A ty już nie skończyłeś zmiany?
Sebastian: Skończyłem, ale czekałem na ciebie
Tomek: Tak?
Sebastian: Chciałbym z tobą pogadać
Tomek: No dobra, o czym?
Sebastian: Raczej o kim. O Aśce
Tomek: A co konkretnie?
Sebastian: Znasz ją już jakiś czas, dlatego zwracam się do ciebie. Wydaje mi się, że mnie nie lubi
Tomek: Nie, skąd ci to przyszło do głowy?
Sebastian: Jak jest coś do zrobienia, to nigdy mi nic nie zleca, nie chce ze mną rozmawiać, unika mnie
Tomek: Wydaje ci się
Sebastian: Opowiedz mi coś o niej
Tomek: Pracuje u nas już 2 lata, jej poprzedni partner zrezygnował, podobno dlatego że nie mogli się dogadać, ale prawda jest inna
Sebastian: To znaczy?
Tomek: Oni mieli romans
Sebastian: Żartujesz
Tomek: Nie, tak naprawdę było. Ukrywała to, jednak Kamil raz ich przyuważył i tak między nami asystentami się rozniosło. Ale nikt więcej o tym nie wie, jak by co, to ty nic o tym nie wiesz
Sebastian: Jasne
Tomek: Tym bardziej, że jej narzeczony nic o tym nie wie i lepiej, żeby się nie dowiedział, bo Aśka nam oczy powydrapuje
Sebastian: Jej narzeczony?
Tomek: Mieszkają razem, są parą od roku, za około dwa miesiące biorą ślub. Trochę mi go szkoda
Sebastian: Dlaczego?
Tomek: Jest w niej zakochany bez pamięci, świata poza nią nie widzi, zrobiłby dla niej wszystko. A ona... niby go kocha, ale to tylko oficjalna wersja, którą mówi. Jak jest naprawdę... tego nie wiem. Według mnie to było tylko zauroczenie, a teraz przyzwyczajenie, po prostu nie potrafi się z nim rozstać albo nie chce go zranić
Sebastian (w myślach): Tak, ona go nie chce zranić... ale to zrobi. Właściwie to już to zrobiła. Szkoda gościa. Nic się zmieniła, nadal rozkochuje w sobie mężczyznę, a potem go rani, łamie mu serce. Ona tego jeszcze pożałuje
Tomek: Ej, Sebastian
Sebastian: Przepraszam, zamyśliłem się
Tomek: Nie szkodzi. Ale ogólnie to Aśka jako partnerka czy koleżanka z pracy jest w porządku. Myślę, że się dogadacie, polubi cię. Daj jej tylko trochę czasu
Sebastian: Wątpię w to... ale i tak dzięki za tą rozmowę
Tomek: Nie ma za co. Tylko jakby co, to nie wiesz tego ode mnie
Sebastian: Jasne. Informatorów się przecież nie sprzedaje, nie?
Tomek: No, racja. No to cześć
Sebastian: Cześć
Wyszedł z biura. Z jednej strony chciał się zemścić na Aśce i obmyślał już plan zemsty. Myślał nad zaatakowaniem jej, gdy będzie wracała do domu. Powstrzymywało go od tego przekonanie, że przecież nie jest przestępcą. Wahał się czy zrobić to czy nie. Z drugiej strony jednak się zastanawiał czy dać sobie z tym spokój, wyjechać i zapomnieć o tym. Kiedyś już próbował, ale się nie udało. To było już kilka lat temu, więc może teraz się uda. Nie wiedział jaką podjąć decyzję. Tomek tymczasem wziął gazetę, którą kupił w drodze do pracy i usiadł przy biurku. Kilka minut później do biura przyszła Aśka. Wzięli się za raporty. Po około dwóch godzinach pisania Aśka zaciągnęła Ankę do kuchni, by porozmawiać.
Asia: Ania, ja już wszystko wiem
Ania: Wiesz już co do niego czujesz?
Asia: Tak. Ostatnio zwątpiłam... ale teraz czuję, że naprawdę go kocham. I że chcę tego ślubu, tak bardzo jak on
Ania: Cieszę się, bo już myślałam, że jednak się rozstaniecie
Asia: Coś ty. Teraz weźmiemy ślub i do szczęścia będzie nam brakowało już tylko dziecka
Ania: Aśka, ty sobie to wszystko tak pięknie wymarzyłaś, a co jeśli coś pójdzie nie tak?
Asia: Co chcesz przez to powiedzieć?
Ania: Nie wiem. Ale mam jednak jakieś złe przeczucia. To wszystko jakoś zbyt pięknie wygląda
Asia: A może ty zazdrosna jesteś?
Ania: Nie no, co ty, Aśka. Jestem twoją przyjaciółką i cieszę się, że jesteś szczęśliwa. Ale z własnego doświadczenia wiem, że życie czasem może się przewrócić do góry nogami
Asia: Wiem Aniu, wiem. Mnie też coś takiego kiedyś spotkało. Strasznie wtedy cierpiałam. Ale to już przeszłość, nie chcę do tego wracać. Raz już straciłam miłość, kolejnej stracić nie mogę
Ania: Mam nadzieję, że moje przeczucia są błędne
Asia: I tak będzie
Ania: Zawsze byłaś optymistką
Asia: I taką pozostanę
Ania: Wracajmy lepiej do pracy, bo jak stary zobaczy, to taką aferę zrobi
Asia: Stary ma niesamowity talent
Ania: Niby jaki?
Asia: Potrafi zrobić z igły widły
Tymczasem Sebastian leżał na łóżku i nadal się zastanawiał. Wyciągnął zdjęcie swojej dawnej ukochanej. Postanowił, że nie może się dłużej zastanawiać, za dużo nerwów go to kosztuje. Jeszcze raz na szybko przemyślał swoje możliwości i podjął decyzję, z której się nie wycofa.
środa, 16 lutego 2011
Stara miłość nie rdzewieje cz. 2
Wróciła do biura. Przy jej biurku siedział Tomek. Aśka nigdy nie pozwalała by ktoś inny siadał przy jej biurku, było to jej miejsce pracy, gdzie miała swój porządek i nie chciała by ktoś to zmieniał.
Asia: Co robisz przy moim biurku?!
Tomek: Przepraszam, chciałem tylko pomóc ci w wypełnianiu raportów, no i... trochę się rozmarzyłem
Asia: Miło z twojej strony, że chcesz mi pomóc, ale nie mogę się na to zgodzić, stary mi dał te raporty, więc ja je wypełnię. Masz swoją robotę i nie mogę dodawać ci jeszcze moich raportów
Tomek: Właśnie rzecz w tym, że ja już swoją robotę skończyłem, a na komendzie być muszę
Asia: Ok. Skoro chcesz no to siadaj do biurka obok. Weź sobie kilka raportów i bierzemy się do roboty
We dwójkę pracowało im się łatwiej i przyjemniej. Aśka pomyślała, że właśnie takiego partnera chciałaby mieć. Miły, spokojny, pomocny, a przede wszystkim świetnie się dogadywali. Około 19:30 skończyli. Tomek poszedł już do domu, a ona udała się jeszcze do gabinetu starego. Zapukała i weszła do środka.
Stary: Co panią do mnie sprowadza?
Asia: Chciałabym porozmawiać z panem na temat mojego nowego partnera
Stary: Tak? Dla mnie sprawa jest jasna, jutro zaczynam szukać
Asia: Nie musi pan. Chcę by moim nowym partnerem został Tomek
Stary: Tak... I jakie z tego mają być korzyści?
Asia: Nie będzie musiał pan szukać, a ja i Tomek się już trochę znamy, więc łatwiej będzie nam się dogadać
Stary: No tak... ale wtedy będę musiał szukać nowego asystenta
Asia: Przecież 3 dni temu pan zatrudnił nowego i miał zadecydować, który zostanie przeniesiony. Więc nie będzie problemu
Stary: No dobra. Niech pani będzie
Asia: Dziękuję panu. Mogę już iść?
Stary: Jeśli nie ma pani już żadnej sprawy do mnie to tak
Wyszła z gabinetu i odetchnęła z ulgą. Udało jej się, wreszcie będzie miała partnera, z którym będzie mogła się dogadać. Spojrzała na zegarek i zeszła na dół. Gdy wychodziła z komendy wpadł na nią wysoki, przystojny brunet, o niebieskich oczach.
Asia: Uważaj jak chodzisz!
Sebastian: Królewna się znalazła, nie patrzy gdzie idzie, a każdy ma jej schodzić z drogi!
Zniknął jej za drzwiami komendy. Dopiero teraz przypomniała sobie, że to był ten nowy asystent. Zaklęła w myślach i wsiadła do swojego samochodu. Odkąd przyszedł na komendę, cały czas miała wrażenie, że już wcześniej kiedyś się spotkali. Przestała o nim myśleć i pojechała do domu. Tymczasem Sebastian rozpoczynał nocną zmianę. Razem z nim miał być jeszcze Bartek, ale jak zwykle się spóźniał. Piętnaście minut później przyszedł, z torbą z zakupami.
Sebastian: Te spóźnienia to masz we krwi?
Bartek: Daj spokój, takie kolejki w tych sklepach...
Sebastian: Szał zakupów, ludzie nie mają na co pieniędzy wydawać
Bartek: A żebyś wiedział
Sebastian: Dobra, co tam kupiłeś?
Bartek: Cztery paczki chipsów, cztery bułki, trochę szynki, cztery litry coli i cztery opakowania ciastek.
Sebastian: No to zapasu na kilka dni zrobiłeś
Bartek: Eee tam, do rana nic nie zostanie
Sebastian: Zaszalałeś
Bartek: No co? Miałem wyjść dzisiaj na imprezę, ale stary zmienił grafik, więc jakoś to trzeba odbić
Sebastian: Dobra, chowaj to, stary wraca do domu
Schowali zakupy za biurkiem i słuchali czy stary się zbliża. Jednak nie zajrzał do biura, tylko od razu wyszedł z komendy. Gdy zobaczyli przez okno, że odjechał, wyciągnęli wszystko na biurko.
Sebastian: Wiesz co jest najgorsze w nockach?
Bartek: Nuda?
Sebastian: Dokładnie. Nie ma nic do roboty jeśli nie zadzwonią
Bartek: Przynajmniej można się poobijać
Sebastian: Gdyby można było wygodnie pospać to bym zawsze brał nocki
Bartek: Dobrze, że chociaż we dwóch jesteśmy, to możemy pogadać
Sebastian: No, racja
Bartek: Słuchaj... miałeś kiedyś żonę?
Sebastian: Nie, a co?
Bartek: Zastanawiam się czy oświadczyć się mojej dziewczynie
Sebastian: Jeśli ją kochasz i chcesz się z nią ożenić, i ona też tego chce to tak. Przynajmniej ja tak uważam
Bartek: Będę musiał wybrać pierścionek zaręczynowy
Sebastian: Tylko wybierz ładny
Bartek: No, wiadomo. A ty masz jakąś dziewczynę?
Sebastian: Nie. I w tej chwili nie chcę mieć
Bartek: Dlaczego?
Sebastian: Kiedyś zakochałem się w takiej jednej blondynce, bardzo ładna była. Świata poza nią nie widziałem.
Bartek: Ale ona ciebie nie kochała, tak?
Sebastian: Dokładnie. Chociaż mówiła co innego. Ile razy mnie zapewniała, że jestem tym jedynym i chce ze mną spędzić resztę swojego życia...
Bartek: Jak się dowiedziałeś, że kłamie?
Sebastian: Przyznała się. Przez pół roku mnie oszukiwała. Jak zapytałem dlaczego mnie okłamywała to odpowiedziała, że to był tylko zakład. Założyła się z koleżankami, że będzie moją dziewczyną. Nie wiem dlaczego ciągnęła to aż tyle, może bała się przyznać? Powiedziała, że się zakochała w innym i dlatego mówi mi teraz prawdę. Gdyby nie to, pewnie oszukiwała by mnie dłużej, nie wiadomo, jak daleko by to zaszło
Bartek: Wiesz, to że jedna dziewczyna cię zraniła, to nie znaczy, że następna także to zrobi
Sebastian: Wiem. Ale jednak nie chcę się w nic angażować, nie chcę znowu czuć się tak jak wtedy. Może kiedyś znajdę dziewczynę, której zaufam i ułożę sobie z nią życie
Bartek: Na pewno
Sebastian: Dobra, kto idzie spać pierwszy?
Bartek: Ty idź, za 3 godziny zmiana
Sebastian: Ok, no to miłego dyżurowania
Bartek: A tobie miłego spania
Noc minęła spokojnie. Nie było żadnych wezwań, dzięki czemu obaj choć trochę mieli okazję się zdrzemnąć. Po zakończeniu zmiany Bartek poszedł do domu, a Sebastian został na komendzie, by sprawdzić rzecz, która od jakiegoś czasu nie dawała mu spokoju.
wtorek, 15 lutego 2011
Stara miłość nie rdzewieje cz. 1
Osiedle bloków mieszkalnych w Krakowie. Godzina 7:40. W jednym z mieszkań na trzecim piętrze młoda blondynka krząta się po kuchni. Nerwowo spogląda na zegarek, kończy jeść śniadanie, dopija resztki kawy, wstaje i opuszcza pomieszczenie. Ubiera kurtkę i przygotowuje się do wyjścia, kiedy przypomina sobie, że nie wzięła telefonu. Zaklęła w myślach i wróciła do kuchni w poszukiwaniu swojej komórki. Nie było jej tam, więc po chwili poszukiwań przeniosła się do salonu. Tam też nic nie znalazła. Poszła do łazienki. Nadal nic. Zdenerwowana przejechała ręką po swoich włosach. Właśnie przypomniała sobie, że wczoraj wieczorem zostawiła swój telefon na szafce w sypialni. Poszła tam i schowała go do kieszeni. Spojrzała jeszcze na łóżko. Jej narzeczony jeszcze spał. Nic dziwnego, przecież ma urlop. Za trzy dni ona także będzie miała wolne i razem gdzieś wyjadą, tylko we dwoje. A za sześć tygodni odbędzie się ich ślub... Oboje nie mogli się doczekać tego dnia. Podeszła bliżej łóżka, nachyliła się i pocałowała ukochanego w policzek. Wróciła myślami do rzeczywistości i wyszła do pracy. Gdy wsiadała do samochodu była już 7:50. O 8:00 miała już być w pracy, a dojazd na komendę zajmował jej około 20 minut. Pracowała w policji, w wydziale śledczym. Przekroczyła próg biura z około 10 minutowym spóźnieniem. Siedzieli już tam Ania i Rafał, jej koledzy z wydziału, a prywatnie przyjaciele. Miała nadzieję, że stary jednak nie zauważył jej nieobecności podczas tych kilku minut.
Asia: Cześć
Ania: Cześć
Rafał: Cześć. Ja chyba śnię
Asia: Niby dlaczego?
Rafał: Bo ty się nigdy nie spóźniasz
Asia: Czasem się spóźniam, ale robię to tak, że nawet wy tego nie zauważacie
Ania: Tym razem zauważyliśmy
Asia: Dzisiaj nie starałam się tego ukrywać przed wami
Ania: Myślami już jesteś na urlopie, co?
Asia: Myślami tak, ale będę musiała chociaż trochę skupić się na pracy
Rafał: Szczęściara z ciebie. Też chciałbym urlop, ale stary mi nie da
Ania: No bo trzy tygodnie temu dopiero co wróciłeś do pracy
Rafał: Ale nie ma rzeczy niemożliwych
Ania: Co chcesz przez to powiedzieć?
Rafał: Zawsze mogę zachorować albo złamać rękę czy też nogę...
Asia: Uważaj Ania, on chce cię zostawić samą z waszymi raportami
Rafał: Ty zostawiasz swojego partnera z waszymi papierami, to ja mogę zostawić Anię z naszymi papierami
Ania: Lepiej nie próbuj...
Rafał: To groźba?
Ania: Nie, to było ostrzeżenie
Rafał: Dobra, ja tylko żartowałem
Ania: To sobie więcej tak nie żartuj
Ania odwróciła się i wyszła z biura. Rafał spojrzał na Aśkę, a ona pokręciła głową i usiadła przy biurku.
Rafał: Obraziła się czy co?
Asia: Nie wygłupiaj się, przecież oboje wiemy że tylko udaje
Rafał: Żeby dostać udawane przeprosiny
Asia: Czasami to was nie rozumiem, naprawdę
Rafał: Bo ty bierzesz wszystko na poważnie
Asia: Mniejsza z tym. Nie wiesz może gdzie podziewa się mój partner?
Rafał: Nie mam pojęcia
Asia: No tak, czyli robota zostaje dla mnie
Do biura wróciła Ania z trzema kawami, a za nią przyszedł Kamil, który oznajmił Aśce, że stary ją wzywa, po czym wrócił do swojego zajęcia.
Asia: No fajnie, no to mam przerąbane
Ania: Może nie będzie tak źle
Asia: Gdybym nie wiedziała jaki jest stary to bym w to uwierzyła
Rafał: Jemu nawet spóźnienie o jedną minutę przeszkadza
Asia: Może mnie nie wywali
Ania: Na pewno
Asia: Dobra, idę, bo się dodatkowo wkurzy
Wstała z krzesła, upiła łyk kawy i poszła do gabinetu starego. Był to lekko siwawy mężczyzna, lat około 50, średniego wzrostu, trochę „przy kości”. Aśka usiadła na krześle, na przeciw niego i wpatrywała się w blat stołu czekając na to, co powie komendant.
Stary: Pozwoliłem pani usiąść?
Asia: Przepraszam
Podniosła się i stanęła obok krzesła. Zachowanie starego zawsze ją wkurzało i za każdym razem ciężko jej było się opanować. Czepiał się byle czego, kiedy tylko była okazja, tak jakby każdemu chciał popsuć humor. Nadal się nie odzywał, co irytowało Aśkę. Wezwał ją i nie chce nawet powiedzieć o co chodzi.
Asia: Mogę usiąść?
Stary: Nie
Asia: To może chociaż dowiem się po co pan mnie wezwał?
Stary: Poczeka pani to się pani dowie
Jej złość narastała, jednak wszystko w sobie tłumiła. Zabierał jej czas, a ilość raportów, którą ma do wypełnienia i tak się zmieni, przez co będzie musiała dłużej zostać w pracy. A obiecała narzeczonemu, że ten wieczór spędzą razem, tylko we dwoje. Po kolejnych pięciu minutach stania w ciszy Aśka nie wytrzymała.
Asia: Powiesz mi w końcu do cholery po co mnie wezwałeś czy nie?!
Stary: Tak to nie będzie pani ze mną rozmawiać! Najpierw proszę się uspokoić
Asia: Dobrze, jak pan zdecyduje się powiedzieć mi o co chodzi to niech wtedy mnie pan zawoła
Stary: O ile mi wiadomo nigdy pani się tak nie spieszyła do pracy
Asia: Ale dzisiaj się spieszę
Stary: No dobrze, będzie pani miała nowego partnera
Asia: Co? Dlaczego?
Stary: Dostałem na panią skargę, że jest pani niemiła, nerwowa i agresywna, przez co pani partner się pani boi i poprosił o zmianę
Asia: Że co? On się mnie boi? To co on jeszcze robi w policji?
Stary: Zatrudnienie pracowników to nie pani sprawa. Znajdę kogoś na jego miejsce, a dzisiaj wypełni pani raporty za siebie i za niego
Asia: Czy pan oszalał?!
Stary: Nie tym tonem. To wszystko w tej sprawie
Odwróciła się i ruszyła do drzwi wyjściowych.
Stary: Chwileczkę. Jeszcze nie skończyłem
Zatrzymała się i westchnęła. Niechętnie się odwróciła i podeszła bliżej biurka.
Asia: Co jeszcze?
Stary: Cofam pani urlop, ma pani normalnie przyjść do pracy
Asia: Żartuje pan?
Stary: Nie, ja w pracy nigdy nie żartuję
Zdenerwowana odwróciła się na pięcie i wyszła z gabinetu komendanta trzaskając drzwiami.
poniedziałek, 14 lutego 2011
Ludzie się zmieniają cz. 3
Po piętnastu minutach przyjechali antyterroryści. Maciek w tym czasie próbował dodzwonić się do Aśki, jednak bezskutecznie. AT wskoczyli do domu, jednak nikogo tam nie było. Trzech poszło z Rafałem do góry, trzech z Maćkiem na dół, a reszta wyszła rozejrzeć się dookoła domu. W piwnicy znaleźli w jednym z zamkniętych pomieszczeń (wyważyli drzwi, by się tam dostać) pięć kobiet.
Maciek: Marta, jesteś cała?
Marta: Ja tak, jedna jest tylko ranna. Jak nas znaleźliście?
Maciek: Następna miała być Anka, miała nadajnik GPS, złapał ją i dojechaliśmy tutaj
Usłyszeli strzały. Pobiegli na górę. Zobaczyli jak antyterroryści wyprowadzają zatrzymanego. Za nimi szedł Rafał, na rękach niósł Anię, która miała ranę postrzałową w okolicach ramienia.
Rafał: Jadę z nią do szpitala. Zajmiecie się przesłuchaniem zatrzymanego?
Maciek: Jasne
Odwiózł Martę do domu, mimo że nie chciała, to jednak postawił na swoim. Następnie pojechał na komendę i przesłuchał zatrzymanego. Gdy szedł do kuchni zrobić sobie kawę, zadzwonił jego telefon.
Sebastian: Cześć
Maciek: No nareszcie, próbowałem dzwonić do ciebie
Sebastian: Jak akcja?
Maciek: Udało się, Anka jest ranna, Rafał pojechał z nią do szpitala. Gdzie jesteś?
Sebastian: Właśnie w szpitalu. Mogę mieć do ciebie prośbę?
Maciek: No, dawaj
Sebastian: Przyjedź tu
Maciek: Dobra, będę za 20 minut. Cali jesteście?
Sebastian: Ja tak, ale Aśka... przyjedziesz to sam zobaczysz. Aśka leży na oddziale ratunkowym, pierwsze piętro
Maciek: Dobra, czekaj na mnie
Po upływie około 20 minut był już w szpitalu. Spotkał Sebastiana pod jedną z sal. Za szybą zobaczył leżącą na łóżku, podłączoną do różnych urządzeń Asię. Miała opatrunki na rękach i obandażowaną głowę na wysokości czoła. Maciek usiadł na krześle obok.
Maciek: Co się stało?
Sebastian: Nie pamiętam dokładnie, wszystko działo się tak szybko... Jechaliśmy za tym samochodem i nagle tamten kierowca zaczął do nas strzelać. Trafił w opony i nie byłem w stanie opanować samochodu. A potem... samochód był mocno rozbity, ręka Asi została pokaleczona przez odłamki przedniej szyby. Poszedłem do bagażnika po apteczkę i wróciłem. Nachyliłem się do niej, by jej pomóc, a ona mnie odepchnęła. Zdziwiło mnie to, ale chwilę później zrozumiałem dlaczego to zrobiła. Ten samochód jechał jeszcze raz. Ona mi uratowała życie!
Maciek: A obrażenia głowy?
Sebastian: Cały czas istniała możliwość, że samochód wybuchnie. Dopiero wtedy to zauważyliśmy. Z silnika wydobywał się dym. Pomogłem jej wysiąść i zaczęliśmy biec, jak najdalej od samochodu. Nagle Aśka się zwolniła i padła na ziemię, zauważyłem to, gdy byłem już trochę dalej. Chciałem podbiec do niej, ale wtedy nastąpił wybuch. Padłem na ziemię, a Asia niestety dostała jakimś odłamkiem w głowę.
Maciek: Cholera. Ona wyjdzie z tego, prawda?
Sebastian: Nie wiem. Głupio mi teraz, że cały czas byłem dla niej niemiły. Zachowywałem się tak, ponieważ bałem się, że się w niej zakocham. Już na początku mi się podobała, tylko nie chciałem tego przyjąć do wiadomości
Maciek: Słuchaj, przecież to normalne, że ludzie się zakochują
Sebastian: Ale nie chciałem przeżywać tego, co już raz musiałem przeżyć. Nie chciałem znowu stracić bliskiej osoby
Maciek: Skąd wiesz, że byś ją stracił?
Sebastian: Nawet jeśli by coś do mnie czuła, to widzisz jaka jest teraz sytuacja. A najgorsze jest to... że się w niej zakochałem
Maciek: I bardzo dobrze
Sebastian: Co ty mówisz?
Maciek: Przecież nie możesz cały czas być sam! To, że twoja żona kiedyś zginęła, nie oznacza, że nie możesz się potem zakochać i być szczęśliwy! Masz drugą szansę, więc powinieneś ja wykorzystać. Ale zrobisz co zechcesz. To twoje życie. Aha, jeszcze jedno. Zachowywałeś się inaczej niż zwykle
Sebastian: No, rzeczywiście
Maciek: I taki powinieneś być zawsze. Trzymaj się i przemyśl to wszystko, jak coś będzie wiadomo w sprawie Aśki to dzwoń. Ja wracam na komendę, mam tam do zrobienia kilka papierów. Cześć
Sebastian: Cześć
Podał mu rękę. Maciek spojrzał na niego i ją uścisnął.
Maciek: Coś cię jednak odmieniło
Sebastian: Ludzie się zmieniają, czasem na lepsze, czasem na gorsze
Maciek: Ty akurat na lepsze
Odszedł. Sebastian odwrócił się i spojrzał na Asię...
Minął tydzień. Sebastian myślał, że to już koniec, że ona nigdy się nie obudzi. Wszedł do sali i usiadł na krześle. Nagle poczuł, że ktoś trąca jego dłoń. Odwrócił wzrok od okna. Asia patrzyła na niego delikatnie się uśmiechając.
Sebastian: Nareszcie, już tak się martwiłem...
Asia: Wybudzili mnie dzisiaj rano
Uśmiechnął się do niej.
Asia: To skutki uboczne uderzenia w głowę czy ty naprawdę się do mnie uśmiechasz?
Sebastian: Oj, przestań. Naprawdę się uśmiecham
Asia: Chciałabym, żeby tak było częściej
Sebastian: I tak będzie. Na komendzie nadal nie wierzą, że się zmieniłem. Przepraszam cię za to, jak wcześniej cię traktowałem
Asia: W porządku, zapomnijmy o tym
Sebastian: Nie gniewasz się?
Asia: Nie. Kiedy będę mogła wyjść ze szpitala?
Sebastian: Aśka... Miałaś wypadek, poważny uraz głowy, lekarze trzymali cię w śpiączce farmakologicznej, mieli cię wybudzić dwa dni temu, ale się nie udało, a ty pytasz kiedy możesz wyjść ze szpitala?
Asia: No co? Przecież czuję się dobrze
Sebastian: Ehh... no dobra, porozmawiam o tym z lekarzem
Asia: Masz to załatwić, nie chcę tutaj leżeć
Sebastian: Marudzisz, więc jest w porządku
Asia: Dobra, idź. Bez wypisu mi się nawet tutaj nie pokazuj
Sebastian opuścił salę, w której leżała. Zatrzymał się przed drzwiami i wyciągnął z kieszeni telefon.
Maciek: No, cześć
Sebastian: Cześć. Aśkę wybudzili dzisiaj rano
Maciek: Jak ona się czuje?
Sebastian: W porządku, nawet wysłała mnie po wypis do lekarza. Tylko... nie wiem czy powinienem o to prosić lekarza, może lepiej jakby jeszcze kilka dni została w szpitalu?
Maciek: Wiesz, najlepiej będzie jeśli lekarz oceni kiedy będzie mogła wyjść
Sebastian: No tak, racja. Dobra, to idę z nim pogadać. Na razie
Maciek: Cześć
Schował telefon do kieszeni i zapukał do drzwi gabinetu lekarza. Usłyszał: „proszę” i wszedł do środka.
Lekarz: Proszę usiąść. Pan w sprawie pani Joanny?
Sebastian: Tak
Lekarz: No więc słucham
Sebastian: Kiedy będzie mogła wyjść ze szpitala?
Lekarz: Niech zgadnę: przysłała pana do mnie z tym pytaniem?
Sebastian: Właściwie to wysłała mnie po wypis, ale uznałem że najlepiej będzie jeśli pan o tym zadecyduje kiedy będzie mogła wrócić do domu
Lekarz: I słusznie. Wyniki badań są bardzo optymistyczne, nawet nie spodziewaliśmy się że będą aż tak dobre. Tak jakby wcale nie było tego wypadku. Moglibyśmy ją wypisać nawet dzisiaj, ale lepiej żeby została na obserwacji przez jedną noc. Przekona ją pan?
Sebastian: Postaram się
Lekarz: No to jutro zapraszam po wypis
Sebastian: Dziękuję panu
Lekarz: Naprawdę nie ma za co
Opuścił gabinet lekarza i poszedł do Asi. Na jego widok uśmiechnęła się i chciała wstać, lecz Sebastian pokazał jej ręką, żeby leżała.
Asia: Masz ten mój wypis?
Sebastian: Nie spiesz się tak. Lekarz stwierdził, że dobrze by było, jakbyś została jedną noc na obserwacji
Asia: Czyli wyjdę stąd dopiero jutro?
Sebastian: Chyba już jutro. Po takim urazie powinnaś leżeć tu znacznie dłużej. To co, zostaniesz?
Asia: Nie
Sebastian: Dobra, mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia
Asia: Zabierasz mnie stąd dzisiaj, a ja ci robię kawy przez najbliższy tydzień
Sebastian: Kusząca propozycja... Ale nie
Asia: Dwa tygodnie?
Sebastian: Zostaniesz jeden dzień dłużej, a jak wyjdziesz to zabiorę cię na spacer
Asia: Obiecujesz?
Sebastian: Obiecuję
Asia: Trzymam cię za słowo
Sebastian: Czyli zostaniesz?
Asia: Tak, tym razem wygrałeś
Sebastian: Wiedziałem, że mi się uda. Muszę lecieć na komendę, cześć
Asia: Cześć
Nagle zrobiło się jej smutno. Jego wizyta sprawiła jej jednak wielką radość. Nie potrafiła powiedzieć co się dzieje z jej uczuciami. Chciała żeby był teraz przy niej. Zamknęła oczy i zamyśliła się. Chwilę później zasnęła. Potem męczyła się z samotnością przez cały wieczór. Wzięła telefon do ręki. Zastanawiała się czy zadzwonić do Sebastiana czy nie. Jednak odłożyła go na szafkę obok łóżka, po czym położyła się spać. Śniło jej się, że brała ślub z Sebastianem. Mieli już się pocałować, kiedy nagle... została obudzona. Otworzyła oczy i zobaczyła swojego partnera z pracy. Jej serce zaczęło bić mocniej, a humor uległ gwałtownej poprawie.
Sebastian: Śniło ci się coś?
Asia: Yyy... tak, a co?
Sebastian: Musiało to być coś pięknego, bo się uśmiechałaś przez sen
Asia: No... dobra, masz mój wypis
Sebastian: Mam. Pakuj się i odwiozę cię do domu.
Asia: Pamiętasz co mi obiecałeś?
Sebastian: Tak, dam ci trochę czasu i przyjdę po ciebie o 15:00. Może być?
Asia: Oczywiście. Najważniejsze byś dotrzymał obietnicy
Sebastian: Zbieraj się, czekam na ciebie w samochodzie
Asia: Ok
Po piętnastu minutach odjechali spod szpitala. Podwiózł ją pod blok i pojechał do siebie. Załatwił sobie na dzisiaj wolne u starego. Postanowił postawić wszystko na jedną kartę i powiedzieć Asi o swoich uczuciach. Tylko... nie wiedział jak to określić w słowach. Punktualnie o 15:00 zadzwonił do domofonu. Chwilę później zeszła na dół i poszli razem do parku.
Sebastian: Wiesz, chciałbym ci coś powiedzieć
Asia: No to mów
Sebastian: Od samego początku mi się podobałaś. Nie chciałem się w tobie zakochać, więc postanowiłem być wredny, żebyś mnie nie lubiła i wmawiałem sobie, że cię nie lubię. Okłamywałem samego siebie. To było silniejsze ode mnie... i się w tobie zakochałem
Zatrzymała się i odwróciła się w jego stronę. Zrobił to samo.
Asia: Mówisz poważnie?
Sebastian: Tak, mówię poważnie
Asia: Nie mówisz tego tylko po to by mnie poderwać, a potem zostawić?
Sebastian: Nie. Mówię to, bo chcę, żebyś wiedziała co do ciebie czuję
Asia: I masz nadzieję, że będziemy razem?
Sebastian: Jeśli odwzajemniasz moje uczucie i będziesz tego chciała
Spojrzała mu prosto w oczy. Potrafiła rozpoznać kiedy ktoś kłamie, a kiedy nie. Przymknęła oczy. Zastanawiała się czy posłuchać serca, czy rozumu. Wybrała pierwszą opcję. Spojrzała na Sebastiana. Na jej twarzy pojawił się uśmiech, po czym rzuciła się mu na szyję.
Asia: Ja też cię kocham i chcę żebyśmy byli parą
Nie wiedział co jej odpowiedzieć. Oboje czuli, że w tej chwili są najszczęśliwszymi ludźmi na świecie.
niedziela, 13 lutego 2011
Ludzie się zmieniają cz. 2
Następnego dnia w biurze zastała Aśkę, która siedziała przygnębiona przy biurku.
Marta: Ej, co jest?
Asia: Nie no, nic takiego
Marta: Nie musisz kłamać, widzę że coś jest nie tak
Asia: Znowu się pokłóciłam z Sebastianem
Marta: Co tym razem?
Asia: Twierdzi że nic nie umiem poza podlizywaniem się do facetów i sam chciał jechać na miejsce zbrodni. Ostatecznie Maciek z nim pojechał
Marta: Czyli dostaliście sprawę?
Asia: Tak, ale on nie chce prowadzić jej ze mną
Marta: Będzie musiał, już ja z nim pogadam. A co ci się stało w rękę? Sebastian ci to zrobił?
Asia: Nie no, coś ty. Do rękoczynów jeszcze nie doszło. Wczoraj wieczorem jak wyszłam do sklepu to mnie jakiś typ zaatakował i zranił w rękę, wyrwałam mu się, ale uciekł
Marta: No dobra, ja muszę się zająć dzisiejszymi raportami i zaległościami
Asia: Daj, pomogę ci
Marta: Nie, to są moje zaległości i sama je wypełnię
Asia: I tak nie mam nic do roboty, a tak to przynajmniej Sebastian nie będzie gadał, że nic nie robię
Marta: No dobra, skoro nalegasz
Aśka wzięła kilka raportów od swojej przyjaciółki. Obie zajęły się pracą, ale nie mogły się na niej skupić, ponieważ na korytarzu usłyszały jakieś głośne rozmowy.
Maciek: Słuchaj, pojechałem z tobą na miejsce zbrodni i to wystarczy
Sebastian: Nie prosiłem cię o to
Maciek: Powinieneś jechać tam z Aśką
Sebastian: Nie mów mi co powinienem, ok?
Maciek: Dobra, ale dalej tą sprawę prowadzisz z Aśką
Sebastian: Żartujesz?
Maciek: Mówię poważnie
Sebastian: Ja nie będę z nią prowadził żadnej sprawy
Ania: Wystarczy, że musi codziennie znosić jej widok
Rafał: I głupotę
Maciek: Zejdźcie z niej, co? Cały czas ją obgadujecie, chociaż jej wcale nie znacie i nie wiecie jaka jest
Ania: Nie wiedziałam, że przekwalifikowałeś się na adwokata
Maciek: Wiesz co, żałosna jesteś z tymi swoimi tekstami
Ania: Co ty powiedziałeś?!
Maciek: Że jesteś żałosna, uszy się myje, a nie trzepie o wannę, głupia suko bez uczuć. A gdyby to ciebie tak obgadywali? Masz jakieś kompleksy i szukasz kozła ofiarnego, żeby znaleźć osobę gorszą niż ty, mimo że takiej nie ma? Nic dziwnego że nadal nie masz męża, ani chociaż narzeczonego, bo jesteś wredna i tak brzydka, że nawet po dwudziestu piwach żaden facet na ciebie nie spojrzy
W jej oczach pojawiły się łzy. Spojrzała na Rafała i Sebastiana, którzy nie wiedzieli co powiedzieć. Ania odwróciła się i zapłakana pobiegła do łazienki. Maciek poszedł do biura i usiadł przy swoim biurku. Spojrzał na dziewczyny, które szyderczo się uśmiechały.
Maciek: Co was tak śmieszy?
Asia: Nie, nic
Maciek: Tak, jasne
Marta: Postarałeś się. Wreszcie ktoś jej dogadał
Asia: Dziękuję ci
Maciek: Za co?
Asia: No, że mnie broniłeś
Maciek: Nie ma za co, po prostu powiedziałem to co myślę. Ale skoro to dla ciebie ważne to potraktuj to jako przyjacielską przysługę
Wziął jeden z raportów i zaczął go wypełniać. Aśka zdziwiona spojrzała na Martę i pokazała jej gestem by wyszła z nią z biura.
Marta: Co jest?
Asia: Ty to słyszałaś? Przyjacielska przysługa
Marta: Mówiłam że jest w porządku, tylko trzeba go lepiej poznać
Asia: Miałaś rację
Marta: Bo ja zawsze mam rację. Zobaczysz, Sebastian zmieni zdanie o tobie i się dogadacie
Asia: W to akurat wątpię
Marta: Daj mu trochę czasu. Chodź, zrobimy kawy przy okazji, bo Maciek zacznie gadać że plotkowałyśmy w czasie pracy
Asia: Niech sobie gada
Wróciły do biura. Za nimi wszedł Rafał, który podszedł do biurka, przy którym pracował Maciek. Zatrzymał się i stał tam przez chwilę w ciszy.
Rafał: Przeproś ją
Maciek: Niby dlaczego?
Rafał: Bo ja tak chcę
Maciek: To co ty chcesz to jedno, a to co zrobię to drugie
Rafał: Masz ją przeprosić, bo jak nie...
Maciek: Jak nie to co? Pobijesz mnie? Na co jeszcze czekasz? Nie mam zamiaru jej przeprosić, dopóki wy nie przeprosicie Aśki i nie zaczniecie jej traktować normalnie
Rafał: Pożałujesz jeszcze
Maciek: Groźby są karalne, wiesz?
Rafał: To było ostrzeżenie
Maciek: Nazywaj to jak chcesz
Rafał opuścił biuro, a Maciek wrócił do pracy. Asia czuła się winna temu konfliktowi, mimo że Marta wiele razy jej tłumaczyła, że tak było już od jakiegoś czasu. W ciągu kolejnych dni atmosfera na komendzie nadal się nie poprawiła. Do sprawy Aśki i Sebastiana zostali włączeni Marta i Maciek, ponieważ nadal nie mogli się dogadać, przez co zaniedbywali śledztwo. Jedno zrzucało winę za to na drugie i odwrotnie. W ciągu następnych czterech dni, zaginęły 4 kobiety, a trzy zostały zamordowane.
Maciek: Jest coś nowego?
Marta: Nic. Kolejne zaginięcie. Idę do domu, jestem zmęczona
Maciek: Sama? O tej porze?
Marta: No co? Przecież pracuję w policji
Maciek: Podwiozę cię
Marta: Nie musisz
Maciek: Ale musimy pogadać, więc przy okazji cię podwiozę
Marta: Niech będzie, a o czym chcesz rozmawiać?
Maciek: Raczej o kim
Marta: No dobra, o kim?
Maciek: O Aśce i Sebastianie
Marta: No, cud że się jeszcze nie pozabijali
Wyszli z komendy i wsiedli do samochodu Maćka. Podczas jazdy zauważył, że cały czas jedzie za nimi jakiś samochód, co trochę go zaniepokoiło.
Maciek: Masz jakiś pomysł żeby wreszcie się pogodzili?
Marta: Żadnego
Maciek: No to najlepiej będzie skorzystać z mojego, bo już wytrzymać się nie da
Marta: A co wymyśliłeś?
Maciek: Biorę Tomka i Bartka, wieziemy Sebastiana gdzieś za miasto i tam się nim zajmiemy, żeby traktował Aśkę jak należy
Marta: Ehh... te twoje pomysły
Maciek: Zły?
Marta: Jeszcze gorzej. Lepiej zostaw to mnie
Maciek: Jeśli w ogóle coś wymyślisz
Marta: Wątpisz?
Maciek: Nic takiego nie powiedziałem. Dobra, jesteśmy
Marta: Dzięki, do jutra
Maciek: Cześć
Wysiadła z samochodu. Poczekał aż wejdzie do klatki schodowej i dopiero wtedy odjechał. Następnego dnia w biurze spotkał Asię, Sebastiana, Rafała i Ankę.
Rafał: Stary dołączył nas do śledztwa. Jak Ania i Kuba skończą swoje to też do nas dołączą
Maciek: Zaczynam wątpić czy coś znajdziemy
Sebastian: Pojawiły się nowe okoliczności
Maciek: Jakie?
Sebastian: Mają Martę
Maciek: Co?! Cholera, więc to nie był przypadek
Asia: Co nie było przypadkiem?
Maciek: Wczoraj odwiozłem ją do domu. Jechał za nami jakiś samochód, zaniepokoiło mnie to, ale myślałem, że jestem przemęczony i tylko mi się wydaje, że nas śledzi
Asia: Pamiętasz jakieś szczegóły, kolor, rejestrację?
Maciek: Czarne BMW M3. Rejestracji nie widziałem
Sebastian: Cholera
Zadzwonił telefon Rafała. Numer zastrzeżony. Rozejrzał się po twarzach komisarzy, po czym odebrał i włączył tryb głośnomówiący.
Głos: No witam pana komisarza, jak nastroje w pracy?
Rafał: Kim jesteś?
Głos: Już ty dobrze wiesz kim. Tamte kobiety to były porwane tylko po to, by wzbudzić wasz niepokój. Teraz mam waszą panią komisarz, może jej coś się stanie, a może nie. Następna będzie twoja partnerka, lepiej jej pilnuj jak oka w głowie
Rozłączył się. Sebastian szybko pobiegł do Tomka i powiedział by spróbował go namierzyć.
Ania: Wiesz kto to może być?
Rafał: Nie mam pojęcia. Nigdzie się beze mnie nie ruszaj, jasne?
Asia: Nie! Jemu o to chodzi, byś chodził za nią cały czas. Jemu nie zależy na Ani, tylko na tobie. On chce cię zabić, a to mu tylko to ułatwi.
Rafał: Nie rozumiem cię
Asia: Zrobimy prowokację. On będzie ją obserwował. Jeżeli będziesz przy niej, spróbuje cię zabić, jeśli będzie sama, spróbuje ją porwać. Sam sobie odpowiedz, w której sytuacji mamy większe szanse by go złapać
Maciek: Aśka ma rację
Rafał: Tylko nie zapominajmy, że on ma Martę i cztery inne kobiety
Ania: No właśnie, jak my je odnajdziemy?
Asia: Złapie Anię, ktoś od nas go będzie śledził i nas doprowadzi
Maciek: Czekamy na Sebastiana i możemy ustalać szczegóły
Opracowali plan działania. Wieczorem byli już przygotowani. Asia i Sebastian mieli jechać za nim od początku, potem mieli dołączyć do nich Rafał i Maciek. Ania miała schowany w bucie nadajnik GPS. Na razie szło wszystko zgodnie z planem. Porwał już Anię, za nim jechali Asia i Sebastian, a Maciek i Rafał obserwowali ich położenie dzięki nadajnikowi. Kiedy przejeżdżał niedaleko nich, ruszyli. Po chwili go dogonili i jechali za nim.
Rafał: Nie ma gdzieś z tyłu samochodu Aśki i Seby?
Maciek: Nie widzę ich
Rafał: Cholera
Maciek: Dzwonię do Sebastiana...
Rafał: I co?
Maciek: Ma wyłączony. Dzwonię do Aśki... cholera, nie odbiera
Rafał: Chyba jesteśmy na miejscu
Maciek: Dom na obrzeżach miasta. Można było się domyślić
Rafał: Dzwonię po wsparcie
-------
Mam już ferie, więc postaram się pisać częściej, ale nic nie obiecuję. Ostatnia część tego opowiadania jutro. A teraz ta informacja:
Piątek, 12.02.2010, końcówka ferii zimowych. Tego dnia założyłem bloga. O godzinie 8:13 pojawiła się pierwsza notka, a wieczorem, o 18:32 pojawił się pierwszy scenek. Dzisiaj mija dokładnie rok od powstania bloga. Od tego czasu wiele się zmieniło, nie tylko wygląd bloga i styl pisania, który znacznie się poprawił (dzięki temu jakość scenków także), ale również moje podejście do bloga i do pisania. W ciągu jednego roku udało mi się napisać 165 scenków, co jest dla mnie wielkim sukcesem. Chcę wam podziękować za 48150 odwiedzin i 1329 komentarzy. Bez was to by się nie udało. I za to wam dziękuję. Życzę wam, aby moje scenki nadal się wam podobały i abyście nie byli rozczarowani, kiedy przyjdzie dzień, że pojawi się ostatnia notka na tym blogu. Sam nie wiem kiedy to nadejdzie, może się doczekamy drugiej rocznicy, a może nie. Mogę tylko tyle zadeklarować, że póki będę miał czas, formę i pisanie będzie sprawiało mi radość, to będę pisał. Jeszcze raz wam dziękuję.
sobota, 12 lutego 2011
Ludzie się zmieniają cz. 1
Na początek tylko chcę powiedzieć tylko tyle: To całe opowiadanie dedykuję osobie, która skłoniła mnie do tego, bym pomyślał o założeniu bloga. Opowiadanie dedykuję M.J
-------
Komenda policji w Krakowie. W biurze siedzi 6 osób. Pięć z nich rozmawia ze sobą, śmieją się, są w dobrych humorach. Widać, że dobrze się czują w swoim towarzystwie. Ta jedna osoba siedzi i cały czas wpatruje się w jeden punkt. Nie reaguje na to, co się dzieje dookoła. Tak jakby był obecny tylko ciałem, a w myślach był w zupełnie innym miejscu. Nagle coś przykuło jego uwagę. Brunet podniósł lekko głowę i przyjrzał się osobie, która zbliżała się do biura. Miała długie blond włosy do ramion, była szczupła, na oko miała ze 25 lat. Miała na sobie ciemnozieloną kurtkę, niebieską bluzę i jeansy. Z tej odległości nie mógł dostrzec więcej szczegółów.
Asia: Cześć, Aśka jestem, od dzisiaj mam tutaj pracować z Sebastianem
Nagle przerwali rozmowy i wszyscy spojrzeli na nią. Maciek, który siedział przy biurku, spoglądał to na dziewczynę, to na grupę policjantów. Podejrzewał, że jej nie zaakceptują, zresztą nie pasowała do nich.
Kuba: Uuu Seba, ładny towar ci się trafił
Sebastian: Ale pewnie głupia, jak każda blondynka
Asia: Sam jesteś głupi
Rafał: Pani komisarz się tak nie denerwuje, złość piękności szkodzi
Ania: No, a więcej atutów niż wygląd to ty nie masz
Asia: Skąd możesz to wiedzieć?!
Ania: Powiedzmy że masz to wypisane na twarzy
Z szyderczymi uśmiechami na twarzach, cała piątka opuściła biuro. Aśka spojrzała z ukosa na Maćka. On cały czas na nią patrzył. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji.
Asia: Co? Ty też tak uważasz?
Maciek: Nie przejmuj się nimi, to idioci
Asia: A ty nie?
Maciek: Nie bądź taka złośliwa, bo cię nikt nie będzie lubił
Asia: Aleś ty mądry...
Maciek: Dobra, daj już spokój
Wstał i podszedł do niej bliżej. Zastanawiała się co zrobi. Opuści biuro, wróci na swoje miejsce czy jeszcze coś innego? Przyjrzała mu się uważnie. Nic nie była w stanie wyczytać z jego wyrazu twarzy i oczu. Wyciągnął rękę w jej stronę.
Maciek: Maciek jestem
Asia: Aśka
Uścisnęła jego dłoń. Kąciki jego ust mimowolnie się uniosły. Odwrócił głowę by tego nie zauważyła. Chwilę później wrócił na swoje miejsce. Aśka dokładnie rozglądała się po biurze.
Asia: Pracujecie tu w sześć osób?
Maciek: Nie, tutaj cztery, a cztery następne w drugim biurze, które jest obok
Asia: Opowiesz mi coś więcej o moim przyszłym partnerze?
Maciek: No więc to był ten, który uważa że jesteś głupia, bo jesteś blondynką. Z obiema Ankami, Kubą i Rafałem zawsze trzymają się razem i naśmiewają się z byle czego, nawet jeśli to nie jest śmieszne. Nie akceptują nowych
Asia: Czyli mnie
Maciek: Musisz się przyzwyczaić. Będzie ci ciężko, ale wśród komisarzy masz dwie osoby, które nie są przeciwko tobie
Asia: Dwie? Na razie widzę tylko jedną
Maciek: Przyjdzie to zobaczysz. Na pewno się dogadacie
Asia: Skąd ta pewność?
Maciek: Wystarczająco dobrze ją znam
Maciek wrócił do wypełniania raportów, a Asia jeszcze raz rozejrzała się po biurze. Chwilę później weszła tam brunetka, jej włosy sięgały do ramion, były podobnej długości co włosy Asi. Dokładnie się jej przyjrzała.
Marta: Cześć
Maciek: Cześć. To jest Aśka, będzie pracować z Sebastianem
Marta: Cześć, ja jestem Marta, miło mi
Asia: Aśka, mi również
Marta: Nie będziesz miała łatwo
Asia: Maciek już coś mi o tym wspominał
Marta: Oprowadzić cię po komendzie?
Asia: Chętnie
Marta: No to chodź
Obie opuściły biuro, zostawiając tam samego Maćka, który musiał się borykać z raportami. Marta pokazywała jej wszystkie pomieszczenia od najwyższego piętra, po parter. Po południu poszły obie do kawiarni by pogadać. Zdecydowanie się polubiły.
Asia: Słuchaj, ty pracujesz z Maćkiem?
Marta: Tak, a co?
Asia: Chyba nie masz z nim łatwo
Marta: Czemu tak uważasz?
Asia: Wiesz, sprawia takie wrażenie... jest taki obojętny na wszystko, chłodny...
Marta: Wiem o co ci chodzi. Na takiego tylko wygląda. Musisz go dobrze znać, by wiedzieć jaki jest naprawdę. Ogólnie jest w porządku
Asia: On się odłącza od tej grupy, prawda?
Marta: Tak. Nie lubią go, a on ich. Zresztą, nie dziwię mu się. Sama niewiele rozmawiam z tamtymi
Asia: A jaki jest Sebastian?
Marta: Sebastian... rok temu to był całkiem inny człowiek. Zginęła jego żona i wtedy wszystko się zaczęło. Załamał się, zmienił nastawienie do ludzi. Podniósł się, wrócił do pracy i normalnego życia, ale nie jest taki jak dawniej. Dla niego takie uczucia jak miłość czy przyjaźń już nie istnieją
Asia: Może to tylko strach, blokada psychiczna?
Marta: Może. Jeśli chcesz to próbuj się z nim dogadać, ale będziesz musiała być naprawdę bardzo cierpliwa
Asia: Długo już tutaj pracujesz?
Marta: Dwa lata. Skąd przyjechałaś?
Asia: Z Warszawy
Marta: Nie chciałaś tam pracować?
Asia: Szczerze mówiąc to nie
Marta: Dlaczego?
Asia: Czy może to pozostać moją tajemnicą?
Marta: Oczywiście. Chyba już pora się zbierać, nie?
Asia: Racja. To do jutra
Marta: Cześć
Następnego dnia, gdy Asia pojawiła się w biurze siedział tam tylko Maciek. Zajrzała do kuchni, ale tam także nie było jej nowej przyjaciółki i partnera.
Asia: Nie wiesz gdzie Marta i Sebastian?
Maciek: Stary ich wezwał. Nie wygląda to dobrze
Asia: Coś przeskrobali?
Maciek: Nie wiem, ale stary był mocno wkurzony
Asia tylko pokiwała twierdząco głową. Przez chwilę w biurze zapanowała cisza, która została przerwana przez krzyki z korytarza.
Sebastian: Co to do cholery ma być?!
Marta: Uspokój się!
Sebastian: Jak mam się uspokoić?!
Maciek: Ej, co jest?
Sebastian: To wszystko przez nią!
Asia: Przeze mnie? Odbija ci?!
Sebastian: Zamknij się! Nie pytałem ciebie o zdanie!
Asia: Nie pozwolę by tak ktoś się do mnie odzywał!
Maciek: Spokój!
Aśka i Sebastian odwrócili się w stronę Maćka, który spoglądał na obojga z ukosa. Widać było, że nie jest zadowolony z ich kłótni.
Maciek: Marta, o co chodzi?
Marta: Stary ma pretensje do Sebastiana
Maciek: O co?
Marta: Wczoraj nie oprowadził Aśki po komendzie, nie zajął się nią, po prostu ją olał
Maciek: Stary ma rację
Sebastian: Że co?!
Maciek: Tak, to był twój obowiązek tak jak przesłuchiwanie świadków czy wypełnianie raportów
Sebastian: To chyba nie jest odpowiednie porównanie
Maciek: Może i nie, ale nie wywiązałeś się ze swoich obowiązków i stary miał słuszne pretensje
Sebastian: To wszystko przez nią
Marta: Nie obwiniaj jej. Zastrzeżenia możesz mieć tylko do siebie
Sebastian: Nie wymądrzaj się tak, co?
Maciek: Dobrze robi. Niech się wymądrza, przecież ma rację
Sebastian: Zajmij się sobą
Maciek: A ty pracą, chyba nie chcesz dostać kolejnego ochrzanu od starego?
Sebastian usiadł przy biurku i wziął teczkę do ręki. Reszta także usiadła do swoich biurek i zajęła się pracą. Wieczorem w biurze zostali tylko Marta i Sebastian, który już powoli zbierał się by iść do domu.
Marta: Możemy porozmawiać?
Sebastian: O czym?
Marta: Raczej o kim
Sebastian: No więc o kim?
Marta: O Aśce
Sebastian: Nie mam ochoty o niej rozmawiać
Marta: Za co ty jej tak nie lubisz?
Sebastian: Bo jest głupia
Marta: Dlaczego tak uważasz? Przecież jej nawet nie znasz
Sebastian: I nie chcę poznać. Jest blondynką i więcej informacji o niej nie potrzebuję
Marta: Czyli na podstawie wyglądu twierdzisz, że jest idiotką?
Sebastian: Tak, dokładnie tak
Marta: Gdzie jest ten Sebastian, który pracował tutaj rok temu?
Sebastian: Nie ma go. I nie wróci. Ludzie się zmieniają, jedni na lepsze, a inni, tak jak ja, na gorsze. I musicie się do tego przyzwyczaić
Marta: Przynajmniej się przyznajesz, że się na gorsze zmieniłeś. Paulina to pewnie się w grobie przewraca
Sebastian: Niby dlaczego?
Marta: Jeśli widzi jak się zachowujesz... Ona nie takiego Sebastiana znała, zakochała się w tobie i podobało jej się że byłeś miły, uprzejmy, koleżeński...
Sebastian: Daj mi spokój, idę do domu
Marta: No to do jutra. Przemyśl moje słowa
Sebastian: Nie ma nad czym myśleć, cześć
Opuścił biuro. Marta westchnęła i spojrzała na niedokończone raporty. Wzięła kurtkę, zgasiła światło i poszła do domu. Myślała jak przekonać Sebastiana żeby spróbował polubić Aśkę i bliżej ją poznał. Jednak nic nie przyszło jej do głowy.
czwartek, 10 lutego 2011
Prawdziwa przyjaźń cz. 8
Nadal stał w miejscu. Sebastian patrzył w jego stronę. Zbliżył się do niego i oboje w milczeniu patrzyli sobie w oczy. Sebastian lekko przymknął powieki. Teraz go rozpoznał. To Kuba przyjechał. Cały czas stali w ciszy. Nagle Sebastian zauważył, że od strony miasta nadjeżdża jakiś samochód. W jego głowie szybko powstał jakiś plan działania, by powstrzymać Kubę przed atakiem, którego się spodziewał.
Sebastian: Dlaczego mi to zrobiłeś?
Jego głos był lekko przyciszony, Kuba nie mógł rozpoznać czy wynikało to ze zmęczenia Sebastiana czy z jego opanowania i spokoju.
Kuba: Bo każdy, kto mi coś zrobi musi ponieść za to karę
Sebastian: I udawałeś mojego kolegę tylko po to, by się zemścić?
Kuba: Tak. Teraz przyjechałem dokończyć to co zacząłem
Sebastian: Co chcesz przez to powiedzieć?
Kuba: Wywiozłem cię tam tylko po to, by w nocy wrócić po ciebie
Sebastian: Dlaczego akurat w nocy?
Cały czas był spokojny i opanowany. Widział, że samochód jest już blisko nich.
Kuba: Bo w nocy nikt tego nie będzie widział
Kuba wyciągnął z kieszeni scyzoryk i chciał nim zaatakować Sebastiana, który jednak był szybszy i pchnął go prosto przed nadjeżdżający samochód. Jednak kierowcy udało się wyhamować, a Kuba szybko podbiegł do Sebastiana i wbił mu nóż w klatkę piersiową. Poczuł ból, zaczął słabnąć, widział tylko że z samochodu wysiadają cztery osoby, dwie z nich podbiegają do niego, a pozostałe dwie rzucają się na Kubę. Położył rękę obok rany, zamknął oczy i bezwładnie upadł na ziemię...
Obudził się w szpitalu. Przy jego łóżku siedziała Asia. Zawołała lekarza, a po wszystkich niezbędnych badaniach zostali sami.
Asia: Kuba został zatrzymany przez policję. Odpowie za porwanie, pobicie, a także za dwa zabójstwa i usiłowanie kolejnego
Sebastian: Dwa zabójstwa?
Asia: Tak
Sebastian: Mniejsza z tym, zadzwonisz do moich rodziców?
Asia: Tu jest właśnie problem
Sebastian: Jaki?
Asia: Bo te dwa zabójstwa... nie mogę, nie wiem jak ci o tym powiedzieć
Sebastian: Po prostu powiedz co jest grane. Jaki związek mają te dwa zabójstwa z moimi rodzicami
Nagle jego twarz pobladła. Skojarzył fakty i wyciągnął wnioski. Wnioski, które dla niego były smutne, tragiczne.
Sebastian: Nie... to niemożliwe! Powiedz że to nie jest prawda!
Asia: Chciałabym żeby tak było, ale niestety... twoi rodzice nie żyją. Przykro mi
Sebastian: Nie wierzę... Wyjdź
Spojrzała na niego. Zamknął oczy i zacisnął pięści. Wstała i bez słowa wyszła. Kiedy upewnił się, że jest sam, po jego twarzy zaczęły spływać łzy. Zawsze był twardy, ale tym razem nie dał rady. Rozkleił się. Jeszcze to do niego w pełni nie dotarło. Został sam, sam jeden. Nie miał już nikogo, żadnej rodziny. Zdenerwowany wstał i spojrzał w okno. Postanowił się wziąć w garść, chociaż na najbliższe dni, by zająć się pogrzebem i innymi formalnościami. Otarł łzy z policzków i poszedł do łazienki przemyć twarz. Na korytarzu spotkał Asię, która siedziała na krześle i obserwowała go, póki nie zniknął jej z pola widzenia. Potem poszedł do lekarza po wypis na własne życzenie. Po dwóch godzinach był już w domu. Przywitała go tam pustka, niespotykana tutaj cisza. A jeszcze dwa dni temu był tu z rodzicami... a teraz sam. Życie nigdy nie było dla niego łatwe, ale nigdy jeszcze nie było takie trudne. Poszedł do swojego pokoju. Zwrócił uwagę na jedno zdjęcie w ramce, które stało na biurku. Był na nim razem ze swoimi rodzicami. Położył się na łóżku i przycisnął zdjęcie do klatki piersiowej, w miejscu, gdzie znajduje się serce. Wspominał najpiękniejsze chwile, które spędził z rodzicami. Po kilku minutach zasnął...
Sebastian zajął się wszystkimi formalnościami. Trzy dni później odbył się pogrzeb. Kiedy już odeszli sąsiedzi, na zawsze żegnając swoich znajomych, padł na kolana przed grobem. Nie miał już siły, zaczął płakać. Było mu naprawdę ciężko. Po kilku minutach na cmentarzu zobaczył że ktoś idzie w jego stronę. Szybko otarł ręką najpierw jeden policzek, potem drugi i wstał.
Sebastian: Asia? Co ty tu robisz?
Asia: Chcę z tobą pogadać, a w domu cię nie było, więc przyszłam tutaj
Sebastian: Dobra, chodźmy
Odeszli kawałek od cmentarza i dopiero wtedy Asia zaczęła rozmowę.
Asia: Pamiętasz że pojutrze zdajemy maturę?
Sebastian: Nie mam do tego głowy... chyba sobie odpuszczę
Asia: Wiem że jest ci ciężko, ale musisz. Musisz wziąć się w garść i zdać maturę
Sebastian: Mam gdzieś maturę...
Asia: Chcesz zmarnować sobie życie?
Sebastian: A co mi tam... Nie mam już żadnej rodziny, nie mam dla kogo i po co żyć
Asia: Nie mów tak. Kiedyś zakochasz się i zmienisz zdanie. Musisz sobie z tym poradzić. I ja wierzę, że dasz radę
Sebastian: Daj spokój...
Asia: Twoi rodzice na pewno by nie chcieli byś niszczył sobie życie. Zrób to dla nich
Nie odezwał się. Przez chwilę szli w milczeniu. Chyba udało się jej wstrząsnąć jego uczuciami. Nagle zatrzymał się.
Sebastian: Masz rację
Asia: Czyli co? Spróbujesz?
Sebastian: Tak, dam z siebie wszystko
Asia: No to ja idę na autobus, cześć
Sebastian: Cześć
Dwa dni później pojawił się na egzaminie, a potem także na kolejnych. W czerwcu, kiedy przyjechał po wyniki, spotkał się z Asią. Poszli na spacer do parku. Oboje szli w ciszy, wiedzieli, że ich drogi się teraz rozejdą, ale chcieli się jeszcze nacieszyć swoją obecnością.
Sebastian: Najwyższy czas byśmy porozmawiali
Asia: Racja. Co u ciebie?
Sebastian: Ciężko mi się przyzwyczaić, że ich nie ma. A u ciebie?
Asia: W porządku
Sebastian: Postanowiłem zamieszkać gdzie indziej. Tutaj zbyt wiele jest wspomnień, które mnie dręczą. Oczywiście są też te miłe... ale podjąłem już ostateczną decyzję
Asia: Wyjeżdżasz?
Sebastian: Tak. Jutro rano, do Świnoujścia. Na pożegnanie chcę ci jeszcze powiedzieć, że nigdy, z żadną dziewczyną nie miałem tak dobrego kontaktu, jak z tobą. Nigdy nie miałem tak wspaniałej przyjaciółki jak ty. Nawet nie wiem czy zasłużyłem na taką przyjaźń
Po policzkach Asi spływały łzy. Wiedziała, że kiedyś ten moment nadejdzie, ale teraz nie była w stanie powstrzymać łez.
Asia: Zasłużyłeś. Na pewno
Sebastian: Nigdy o tobie nie zapomnę. Dziękuję ci za wszystko
Asia: Ja też nigdy o tobie nie zapomnę i też dziękuję
Sebastian wyciągnął z kieszeni zdjęcie i podał je Asi.
Sebastian: To dla ciebie, na pożegnanie
Spojrzała na nie. Byli na nim oboje uśmiechnięci, Sebastian obejmował ja ramieniem po przyjacielsku. Obróciła zdjęcie. Z tyłu był podpis Sebastiana.
Asia: Dziękuję... ale ja nic dla ciebie nie mam
Sebastian: Nic nie szkodzi. Wystarczy, że podpiszesz się na drugim zdjęciu, które zatrzymam dla siebie.
Podał jej długopis i zdjęcie. Asia podpisała się z tyłu i oddała mu z powrotem.
Sebastian: Żegnaj Asiu
Asia: Żegnaj... może się jeszcze kiedyś spotkamy...
Sebastian: Może... ale ja tego nie wiem
Przytulił ją jeszcze na koniec. Po chwili odsunął się i spojrzał w jej oczy. Płakała. Dla nich obojga było to bardzo trudne. Odwrócił się i powoli oddalał się od niej. Po kilku krokach zatrzymał się i odwracając głowę spojrzał na nią. Cały czas patrzyła w jego stronę. Delikatnie się uśmiechnął. Ona mu odpowiedziała tym samym. Po chwili na ich twarze powrócił smutek. Sebastian westchnął pod nosem, odwrócił się i poszedł dalej. Asia stała i cały czas patrzyła za nim, dopóki nie zniknął jej z pola widzenia.
środa, 9 lutego 2011
Prawdziwa przyjaźń cz. 7
Kolejne godziny minęły bardzo szybko. Asia cały czas zastanawiała się nad tym, co się dzieje z Sebastianem. Chodził wyraźnie smutny i przygnębiony. Ciężko jej było patrzeć na cierpienie przyjaciela. Najgorsze jest to, że nie wiedziała jak mu pomóc. We wtorek, po lekcjach widziała jak wsiada do jakiegoś samochodu razem z Kubą. Czy to miało z nim jakiś związek? Może wpakował się w jakieś kłopoty? Różne podobne pytania i myśli na ten temat przechodziły przez jej głowę. Ostatecznie postanowiła, że jutro wydusi z niego wszystko, wyciągnie z niego wszystkie informacje, co go dręczy, dlaczego, od kiedy i jak mu może pomóc. Próbowała skierować myśli w innym kierunku, ale nie bardzo jej się to udawało. Tymczasem Sebastian razem z Kubą nadal jechali samochodem. Byli już około 8 kilometrów od miasta.
Kuba: Dzięki że się zgodziłeś
Sebastian: Nie ma sprawy
Kuba: Wiesz, na fachowca musiałby wydać wiele więcej
Sebastian: Skoro to twój znajomy to zobaczę co da się zrobić
Kuba: Ma szczęście, że mnie zna, a ja znam ciebie
Sebastian: Czy ja wiem? Tylko trochę się na tym znam
Kuba: Tak, jasne, tylko trochę. Znasz się na motorach lepiej niż nie jeden mechanik
Sebastian: Nie przesadzaj
Kuba: Nie przesadzam, mówię jak jest
Sebastian: Dobra, niech ci będzie
Przez chwilę jechali w ciszy. Zbliżali się do miejsca, w którym Kuba zaplanował wykonanie swojego planu zemsty. Cały czas pamiętał o wydarzeniu sprzed trzech miesięcy. Był bardzo pewny siebie, że mu się uda.
Kuba: Co powiesz na chwilowy postój?
Sebastian: No dobra
Kuba zjechał na polną drogę i tam zatrzymał samochód. Otworzył drzwi i wysiadł z niego, Sebastian po chwili zrobił to samo.
Kuba: Ładny krajobraz
Sebastian: No racja
Sebastian zauważył, że Kuba chowa coś za plecami. Jednak zlekceważył ten fakt. To był błąd.
Kuba: Spójrz tam
Odwrócił się we wskazanym kierunku. Nagle poczuł ból w głowie i zrobiło mu się ciemno przed oczami... Gdy otworzył oczy, było już ciemno. Leżał w rowie. Bolała go ręka. Z lekkim trudem wstał i wyszedł na polną drogę. Wszystko sobie już przypomniał. Znał dobrze okolicę, więc nie miał problemów ze znalezieniem kierunku, w którym ma iść. Przed nim była długa droga. W świetle latarni zobaczył rany i zadrapania na swoich rękach. Nie miał pojęcia, która może być godzina. Wiedział tylko, że jest noc. Po piętnastu minutach marszu osłabł. Nagle usłyszał jakiś dźwięk. To był jego telefon, który miał w kieszeni! Że też on o tym nie pomyślał! Skarcił siebie w myślach i wyciągnął komórkę. Spojrzał na zegarek, była godzina 2 w nocy. Ale nie miał siły, by iść dalej. Nie miał innego wyjścia, musiał do kogoś zadzwonić. Wybór padł na Asię. Miał nadzieję że odbierze, mimo pory w jakiej dzwoni i nie wścieknie się na niego za to, że dzwoni. Kolejny sygnał z rzędu... Nie odbierała. Zaklął w myślach i chciał już zabrać telefon od ucha, kiedy usłyszał zaspany głos przyjaciółki.
Asia: Seba? Coś się stało, że dzwonisz do mnie o tej porze
Sebastian: Gdyby nic się nie stało, to o tej porze bym nie dzwonił
Asia: Racja, więc co się stało
Sebastian: Najpierw to przepraszam, że dzwonię o tej porze
Asia: Dobra, mów
Sebastian: Potrzebuję twojej pomocy. Weź Tomka i przyjedź po mnie, nie mam siły dalej iść
Asia: To ty o tej porze gdzieś chodzisz?! Gdzie jesteś?
Sebastian: Jakieś 8 kilometrów na południe od miasta
Odpowiedziała mu cisza.
Sebastian: Aśka?
Znowu nic. Spojrzał na wyświetlacz telefonu. No tak... bateria się rozładowała. Wykrzyknął kilka wulgaryzmów, po czym spróbował iść dalej. W tej chwili był na jakimś polu, dookoła była tylko ziemia i piach. Tracił siły, ból się nasilał i coraz trudniej mu było utrzymać się na nogach. Chwilę później padł na ziemię. Stracił przytomność... Tymczasem na rynku czekają już Aśka i Tomek. Podbiega do nich Maciek. Rozglądają się jeszcze, ponieważ czekają na Kaśkę.
Maciek: Możesz powiedzieć po co nas tu ściągnęłaś 15 minut po drugiej w nocy?
Asia: Kaśka przyjdzie to się dowiesz
Maciek: To naprawdę ważne?
Asia: Gdyby nie było ważne to nie kazała bym ci przychodzić tu o tej porze
Kasia: Cześć, jestem już
Asia: Słuchajcie, Sebastian potrzebuje naszej pomocy, musimy po niego pojechać
Tomek: Dobra, a gdzie jest?
Asia: Jakieś 8 kilometrów od miasta
Tomek: W którą stronę?
Asia: Właśnie tego nie słyszałam, bo coś rozłączyło... to było na północ albo na południe
Kasia: To gdzie jedziemy?
Asia: Intuicja podpowiada mi że na południe
Maciek: Obyś miała rację
Tomek: No to jedziemy
Wsiedli do samochodu Tomka. Tymczasem Sebastian otworzył oczy. Widok, który zobaczył spodobał mu się. Patrzył na gwiazdy, księżyc był w pełni. Mógłby tak leżeć wiecznie, gdyby nie jego aktualna sytuacja. Zebrał w sobie siły i wstał. Powoli doszedł do drogi. Tam na chwilę się zatrzymał, by ponownie nabrać sił i powoli ruszyć na północ. Ponownie spojrzał na niebo. Postanowił, że jeśli zakocha się w jakiejś dziewczynie, to w nocy razem z nią będą patrzeć na niebo. Rozmarzył się... Chciałby w przyszłości mieć dobrą pracę, dom, kochającą żonę i dzieci. Widział to wszystko w swojej wyobraźni. Wraca z pracy, a w domu wita go żona z dzieckiem na rękach i całuje w policzek. Wiele by dał, żeby tak kiedyś było. Ale niestety rzeczywistość była inna, bardziej okrutna. Marzenia nic nie kosztują, a wszystko zależy w nich tylko od ciebie, dlatego Sebastian lubił czasem oddalić się myślami od rzeczywistości, do której potem niechętnie wracał. Tak było i tym razem. Zmrużył oczy i spojrzał daleko przed siebie. Powiedział sobie, że mimo wszystko dotrze do miasta, nie myślał jak, myślał tylko by tam się znaleźć. Ruszył do przodu, tym razem szybkim, mocnym, pewnym krokiem. Był uparty i zawsze, za wszelką cenę, musiał dotrzeć do celu. To spowodowało, że wstąpiły w niego nowe siły. Szedł już od piętnastu minut. Nie czuł zmęczenia, ale ból coraz bardziej dawał mu się we znaki. Mimo to cały czas utrzymywał swoje tempo. Zobaczył gdzieś daleko przed sobą dwa światła. Był to samochód, który nadjeżdżał w jego stronę. Jednak nie był pewny czy to Asia przyjechała po niego. Był coraz bliżej, światła reflektorów trochę go oślepiały. Samochód zatrzymał się obok niego. Ktoś z niego wysiadł, jednak nie mógł rozpoznać twarzy w ciemnościach, które ją otaczały.
niedziela, 6 lutego 2011
Prawdziwa przyjaźń cz. 6
Odwróciła się i podeszła do niego. Spojrzała mu prosto w oczy.
Asia: Przeproś go
Sebastian: Niby dlaczego mam to zrobić?
Asia: Bo ja cię o to proszę
Sebastian: Zrozum, że ja tego nie zrobię, nie próbuj mnie przekonywać, bo i tak ci się nie uda, choć byś nie wiem co powiedziała to ci się nie uda. Nie przeproszę go i koniec
Asia: Chcesz żebym się zabiła, tak?
Sebastian: Że co?
Asia: Tak, chcesz żebym się zabiła
Sebastian: Co ty mówisz... dlaczego tak uważasz?
Asia: To przeze mnie masz te wszystkie kłopoty. I nie chcesz wykorzystać jedynej szansy by sobie pomóc. Pomyśl też o mnie. Nawet nie wiesz jak ja się czuję...
Sebastian: Asia...
Asia: Nie przerywaj mi! Jak ja się będę czuć jeśli cię zamkną do więzienia?! Ja tego nie wytrzymam, rozumiesz?!
Sebastian: Uspokój się, ok?
Asia: Przeprosisz go?
Sebastian: Aśka...
Asia: Przeprosisz czy nie?!
Sebastian: No dobra, przeproszę go
Asia: Obiecaj
Sebastian: Obiecuję
Asia odetchnęła z ulgą. Ona naprawdę czuła się winna jego kłopotów, źle się z tym czuła i dlatego za wszelką cenę starała się mu pomóc.
Sebastian: Kobiety...
Asia: No co?
Sebastian: Nie, nic
Asia: Za 20 minut mam autobus, muszę iść na przystanek
Sebastian: Odprowadzę cię
Asia: Skoro chcesz to nie mam nic przeciwko. I pamiętaj, w poniedziałek chcę cie widzieć w szkole
Sebastian: Jasne, będę pamiętał
Asia: Tak będzie dla ciebie lepiej
Odprowadził ją na przystanek. Poczekał aż wsiądzie do autobusu, dopiero wtedy poszedł z powrotem do domu. W poniedziałek spotkali się dopiero po piątej lekcji.
Asia: A już myślałam...
Sebastian: No wiesz...
Asia: Co?
Sebastian: Ja dotrzymuję swoich obietnic
Asia: Coś długo to trwało
Sebastian: Trzeba było jeszcze załatwić wszystkie formalności
Asia: Ale się udało?
Sebastian: No pewnie, chyba powinienem częściej cię słuchać
Asia: Już dawno powinieneś o tym wiedzieć
Sebastian: Ale w twoją intuicję i tak nie wierzę
Asia: Sprawdziła się chociaż?
Sebastian: Kupili mi motor
Asia: Mówiłam że coś kombinują. Uwierz wreszcie w intuicję
Sebastian: Może kiedyś...
Asia: Dobra, chodź
Poszli do reszty klasy oznajmić im, że Sebastian wraca z powrotem. Wszyscy się cieszyli, z wyjątkiem jednej osoby... Zawsze pamiętał krzywdy, które zostały mu wyrządzone i zawsze się mścił na osobach, które mu coś zrobiły. To dlaczego teraz się nie zemścił? Bo dopracowuje plan, który według niego i tak był już świetny. Ale musiał być cierpliwy żeby jego plan przyniósł oczekiwany skutek...
Sebastian szybko nadrobił materiał, który był na lekcjach, które ominął. Mijały kolejne miesiące, matura była coraz bliżej. Był do niej świetnie przygotowany i wcale nie obawiał się że coś pójdzie nie tak i nie zda. Nie brał nawet takiej możliwości pod uwagę. Był już ostatni poniedziałek kwietnia. Ostatnie dni chodzenia do szkoły, w piątek już mieli odebrać świadectwo ukończenia szkoły średniej. W maju matury, a potem? Potem studia i ich drogi się rozejdą. Sebastian nie wiedział jeszcze co będzie dalej, nie chciał myśleć o przyszłości.
Asia: Ej, co ty taki zamyślony?
Sebastian: yyy... co?
Maciek: Pewnie już o studiach myśli
Sebastian: Coś trzeba wybrać, nie?
Maciek: No, racja
Tomek: Czyli właściwie w piątek widzimy się po raz ostatni?
Kasia: Na to wygląda
Asia: A potem nasze drogi się rozejdą...
Kasia: Przynajmniej Anki nie będę musiała oglądać
Tomek: Co powiecie na jakieś spotkanie w piątek?
Maciek: Nikt z nas nie będzie powtarzał klasy, więc trzeba to oblać
Tomek: Popieram
Maciek: Tylko nie zrób powtórki ze studniówki
Kasia: Ale jarzynowa wtedy była...
Tomek: Dobra, dobra, tym razem się trochę przypilnuję
Asia: Trochę?
Tomek: No dobra, przypilnuję się. Zadowoleni?
Sebastian: No pewnie
Asia: Coś ty ostatnio taki zmartwiony jesteś
Sebastian: Wydaje ci się
Asia: Pogadamy po lekcjach, ok?
Sebastian: Dobra
Po ostatniej lekcji poszli razem do parku. Powoli szli jedną z alejek. Przez chwilę milczeli, w końcu Asia się odezwała.
Asia: Co się dzieje?
Sebastian: Przecież mówiłem, że nic
Asia: Znamy się nie od dzisiaj, mnie nie oszukasz
Sebastian: Aśka... nie jestem gotowy do tej rozmowy
Asia: Czyli jednak miałam rację... powiedz po prostu o co chodzi
Sebastian: Porozmawiamy o tym innym razem, dobrze?
Asia: Ale ty jesteś uparty
Sebastian: Ty też
Asia: Powiesz mi czy nie?
Sebastian: Powiem...
Asia: No to mów
Sebastian: ...ale nie dzisiaj
Asia: Kiedy?
Sebastian: W piątek wrócimy do tej rozmowy
Asia: Dobra, niech ci będzie. Odprowadzisz mnie do domu?
Sebastian: Jasne
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)