środa, 31 lipca 2013

Życie to nie bajka cz. 6

          Po szczerej rozmowie z partnerką Sebastian wziął sobie jej słowa do serca. Nie było żadnych przesłanek, żeby miało być inaczej niż mówiła. Postanowił zaczekać na ten moment, w którym kobieta zdobędzie się na odwagę, a temat tragicznych wspomnień związanych z motocyklami nie będzie aż tak bolesny.
Zauważył jednak zmianę w jej zachowaniu. Wkładała sporo wysiłku, by zaakceptować fakt, że Sebastian wrócił do jazdy szybkim jednośladem. Z każdym dniem coraz lepiej przyswajała tę myśl, coraz prościej było na to patrzeć. Coś jednak wciąż nie dawało jej spokoju.
Skorzystała z wolnego wieczora i odwiedziła Anię. Dotychczas tylko raz była w nowym domu przyjaciół, lecz wtedy, ze względu na pośpiech, nie zdołała dokładnie się wszystkiemu przyjrzeć. Za zielonym ogrodzeniem z siatki znajdowały się dwie ścieżki, obie z kostki brukowej – węższa prowadziła do drzwi wejściowych domu, natomiast druga kończyła się kawałek dalej, przy sporej wielkości garażu. Rafał twierdził, że mogły się zmieścić tam nawet trzy samochody, jednak nikt jeszcze tego nie zweryfikował.
- Skoro tak, to dlaczego trzymasz jeden samochód na podjeździe? - zagadnęła blondynka, uśmiechając się chytrze
- Jak Ania będzie sobie plotkować z tobą, to ja będę latał jak opętany po sklepach – skrzywił się lekko, pokazując jej obszerną listę zakupów.
Joasia z uznaniem pokiwała głową. Nie sądziła, że Ani uda się okiełznać leniwego domatora, który jak większość mężczyzn nienawidzi częstego odwiedzania sklepów (z wyjątkiem monopolowego). Rafał westchnął ciężko i schował kartkę do kieszeni, zwinąwszy ją uprzednio.
- Asiu, chodź zobaczyć ogród – usłyszała głos przyjaciółki – A ty jedź w końcu po te zakupy!
Ogród znajdował się po lewej stronie od głównej ścieżki, patrząc z ulicy. Joasia przeszła kilka kroków w bok, aby obejrzeć piękną gamę kolorów i roślin, pielęgnowaną przez panią komisarz. Ogródek, choć nieduży, był dobrze widoczny zarówno z ulicy, jak i z domu. Pięknie przyozdabiał teren, a w świecącym słońcu wyglądał wręcz cudnie. Blondynka nie mogła wyjść z zachwytu. Nawet hałas silnika samochodu i zapach spalin nie odwróciły jej uwagi. Słuchała Ani, która dumnie prezentowała wszystkie gatunki kwiatów, posadzonych własnoręcznie przez nią i narzeczonego. Mimo że Joanna cieszyła się razem z przyjaciółmi ich szczęściem, to jednak w głębi duszy poczuła niewielkie ukłucie. Brakowało jej ciepła rodzinnego, osoby, z którą każda banalna rzecz przynosiła beztroskę, poczucie spełnienia i radość. Właśnie w ten piątek, za trzy dni, miały minąć dwa lata, odkąd straciła najbliższą osobę. Była z nim potwornie szczęśliwa, nawet nie zauważyła, kiedy ten czas minął. Nie trwało to długo, zaledwie trzy miesiące. Często zastanawiała się, jak teraz, w tym momencie wyglądałoby jej życie, gdyby wszystko potoczyło się inaczej. Los jednak chciał inaczej. Być może przeznaczenie szykuje dla niej niespodziankę, która wynagrodzi jej cierpienia?
Ania zaprowadziła gościa do domu. Przedpokój był szeroki, lecz niedługi. Na podłodze leżały panele, a ściany pomalowane zostały na jasnozielony kolor. Zarówno z jednej, jak i z drugiej strony znajdowała się para drzwi.
- Po lewej masz kuchnię i łazienkę, a po prawej salon i zejście do piwnicy, gdzie mamy też pralnię. Rozejrzyj się, a ja zrobię nam kawy.
Kobieta udała się do łazienki. Na pierwszy rzut oka widać było, że gospodyni dba o dom – tu także wszystko lśniło na błysk. Przy okazji Joasia umyła ręce, oglądając białe kafelki ze srebrnymi wzorkami, przypominającymi ułożone na skos romby, tworzące razem coś, co przypominało czteroramienną gwiazdę. Na podłodze ułożony został ten sam wzór, tu jednak płytki miały większy rozmiar i chropowatą powierzchnię. Przy jednej ścianie umiejscowiona została sporych rozmiarów wanna, która bez wątpienia mogła pomieścić dwie osoby. Po drugiej stronie znajdowały się muszla klozetowa oraz umywalka, a na wprost drzwi wieszaki z ręcznikami, zaś na wysokości głowy wielkie lustro, zajmujące swoją szerokością mniej więcej połowę ściany. Do pralni nie schodziła, natomiast kuchnię obejrzała tylko przelotnie. W tym pomieszczeniu kafelki miały już inny wzorek o zabarwieniu czerwonym. Na końcu przedpokoju, prostopadle do drzwi wejściowych, Joasia dostrzegła drewniane schody o kolorze odpowiadającym panelom na podłodze.
- Co jest na górze? - spytała z ciekawości
- Trzy pokoje, w tym jeden to nasza sypialnia, druga łazienka, mniejsza, z prysznicami, ale wygląda podobnie do tej na dole, wyjście na balkon oraz na strych. Jeśli chcesz, możemy tam pójść, zobaczysz na własne oczy.
- Nie, nie jestem tu na inspekcji – zaśmiała się pod nosem – Chciałam porozmawiać o twoim bracie.
Ania zatrzymała się w progu i zdumiona spojrzała w stronę przyjaciółki. Podejrzewała, że między nimi wkrótce może narodzić się uczucie. Była pewna, iż blondynka przyjdzie to niej po radę. Nie spodziewała się tylko, że stanie się to już po dwóch miesiącach znajomości. Co prawda ludzie zakochują się od pierwszego wejrzenia, lecz w tym wypadku pierwsze spotkanie nie przebiegło w zbyt przyjaznej atmosferze, a pierwsze dni relacji Joasi z Sebastianem nie wskazywały na szybką poprawę. Jednak w ostatnim czasie wyglądało to o wiele lepiej i dlatego Ania stwierdziła, że kiedyś może coś więcej z tego wyniknąć. Dawała cztery, może pięć miesięcy do pierwszych oznak zakochania, a tymczasem Aśka już teraz przyszła prosić ją o radę.
- Coś was łączy?
- Nie. Znaczy się tak. Ale to nie to co myślisz, nic nas nie łączy. Znaczy łączy, ale nie w sensie, że łączy tak na dobre, tylko łączy... no tak delikatnie łączy, ale poza tym to nic nas nie łączy – sama pogubiła się w tym, co chciała powiedzieć.
Ania weszła do salonu i postawiła tacę na stole. Pomieszczenie posiadało podstawowe wyposażenie – oprócz stołu była to kanapa, dwa fotele, barek i szafki, a także stolik z telewizorem. Przy wejściu i przy oknie zawieszone były doniczki z paprociami. Złocisty kolor ścian i promienie słońca wpadające przez okno sprawiły, że Joasia przez chwilę poczuła się jak na plaży. Z zamyślenia wyrwał ją dopiero głos gospodyni.
- Podoba ci się?
- Tak – mruknęła, rozsiadając się wygodnie w fotelu
- Wiedziałam! I zapewne obawiasz się jego reakcji.
- Kogo?
- No jak kogo? Sebastiana, przecież o nim chciałaś porozmawiać.
- Ale ja myślałam, że pytasz o salon. Poważnie! - broniła się, widząc roześmianą kobietę – Nie zaprzeczę, twój brat jest przystojny, ale jesteśmy przyjaciółmi i nic więcej.
Ania nagle spoważniała.
- Nic a nic?
- Z mojej strony na pewno – poczuła dziwny przekręt w żołądku. W rzeczywistości nie była pewna, czy z tego bezgranicznego zaufania do mężczyzny nie powstanie nic więcej.
- Szkoda, fajnie wyglądalibyście jako para.
- Chciałam pogadać, bo... trochę się martwię. Wiesz, ten motor to jednak potężna bestia.
- On na tej bestii jeździ już dobre dziesięć lat i ani razu nie miał wypadku. Co najwyżej kilka razy upadł i się poobijał, ale to na początku. Możesz być spokojna.
- Niby jest odpowiedzialny i rozważny... ale wiesz jak to jest z facetami. Jak poczuje prędkość to mu zaraz odbija, adrenalina rośnie...
- On taki nie jest – zapewniła Ania – Znam go i, wierz mi, wie co może się stać, jeśli przesadzi. Za dobrze mu na tym świecie, żeby przewieźć się na tamten.
- Markowi też było dobrze, a jednak... - przeszło jej przez myśl

          Tego wieczora długo nie mogła zasnąć. Jej głowę zaprzątało wiele myśli, wiele pytań, na które nie potrafiła znaleźć odpowiedzi. Zdała sobie sprawę, jak bardzo doskwiera jej samotność. Chciała zadzwonić do Sebastiana, poprosić go, żeby przyjechał. Czuła się tak dobrze w jego towarzystwie, że na pewno pomógłby jej zwalczyć tę chandrę – zapewne przeszłoby już na sam widok mężczyzny. Sięgnęła nawet po telefon, żeby do niego zadzwonić, lecz zrezygnowała w ostatniej chwili, stwierdziwszy, że nie wypada budzić go po pierwszej w nocy tylko po to, żeby tłukł się przez pół miasta i pojawił się na chwilę, bo ona tak chce. Czuła, że chce już to z siebie wyrzucić. Była pewna, że jest gotowa, aby o tym powiedzieć Sebastianowi. Zależało jej, aby to właśnie on usłyszał prawdę jako pierwszy – był jej przyjacielem i bez wątpienia mogła zwierzyć mu się ze wszystkiego. Zresztą, obiecała, że gdy przyjdzie na to czas, to właśnie jemu powie o swoich dramatycznych przeżyciach.

poniedziałek, 29 lipca 2013

Życie to nie bajka cz. 5

         Tydzień później, sobota. Z racji, iż poprzedni weekend komisarze spędzali w domu, tym razem dane było im zostać na komendzie. Najgorzej trafili Joasia i Sebastian, gdyż przypadła im druga zmiana. Do wczesnych godzin popołudniowych dyżur pełnili Maciek wraz ze swoją partnerką, Pauliną, natomiast trzecia para komisarzy, Ania z Rafałem, korzystali z uroków pięknej pogody i wybrali się do rodziców mężczyzny za miastem. Przyszli teściowie policjantki zamieszkiwali willę z basenem, co było idealnym miejscem do relaksu w te ostatnie, upalne dni czerwca.
- Srałaś? - spytał Maciek partnerkę, kiedy ta wróciła z toalety. Przewróciła teatralnie oczami.
- Ach ta twoja bezpośredniość.
- Lepsza niż obłuda – w kilku słowach podsumował różnicę pomiędzy nimi.
Musiał przyznać, że czasem jego wypowiedzi bywały niestosowne. Nie zawsze potrafił się powstrzymać od zbędnego komentarza czy niepoprawnie sformułował twierdzenie bądź pytanie, przez co nie zabrzmiało ono najlepiej. Zdarzało się, że przez to uraził kogoś, lecz z pewnością nie był to zabieg celowy. Ale czego innego można spodziewać się po, jak o sobie mówił, „prostym chłopie ze wsi”? Z jednej strony ta bezpośredniość była zaletą, gdyż mówił co myśli, nie zastanawiał się nad obejściami, co niektórzy cenili, nazywając to szczerością. Czasem jednak palnął coś głupiego bez zastanowienia, coś niestosownego. Najczęściej zdarzało się to w sytuacjach wymagających wyczucia i delikatności – dlatego to Paulina informowała rodziny ofiar o śmierci ich bliskich.
Z zewnątrz wydawać by się mogło, że jest twardy jak skała i nieczuły, że ma serce z lodu. Tylko nieliczni znali go na tyle dobrze, by wiedzieć, że brunet ma jednak w sobie coś z troskliwego i opiekuńczego instynktu. Z pewnością gdyby znalazł swoją drugą połówkę, osobę którą mógłby kochać, obdarzyć uczuciem, jego głębsze oblicze przejawiałoby się częściej w jego codziennej postawie.
Z niepokojem spoglądał na zegar, wskazujący godzinę trzynastą czterdzieści. W zamian za kilka odpracowanych raportów, Joasia zgodziła się przyjść trochę wcześniej by go zmienić. Umówił się na taki układ właśnie z nią, gdyż na całym wydziale to blondynka słynęła z sumienności i punktualności. Nie ukrywał zadowolenia, kiedy ją zobaczył w progu. Momentalnie zerwał się z krzesła, nadając mu pęd, że aż wykonało dwa obroty wokół własnej osi.
- Jak zawsze co do minuty. Dzięki! - zawołał, wybiegając z biura.
Dziewczyna pokręciła głową z uśmiechem na twarzy. Skierowała się do swojego stanowiska pracy, kątem oka przyglądając się sporej górce papierów znajdującej się na blacie.
- Faceci. Oni chyba nigdy się nie zmienią. Coś w tym jest, że to wieczne dzieci – powiedziała na głos, choć nie oczekiwała odpowiedzi ze strony Pauliny.
Nie lubiła jej, podobnie jak większa część wydziału. Wyjątek stanowiła niewielka grupa mężczyzn. Starali się oni przypodobać pani komisarz głównie ze względu na jej atrakcyjny wygląd. Nie jeden marzył, aby znaleźć się z nią zupełnie nago, w jednym łóżku, pod jedną kołdrą i mieć ją na wyłączność, całkowicie do swojej dyspozycji przez kilkanaście minut. Zdarzało się, iż niektórzy przechwalali się w gronie kolegów, jakie by to oni z nią cuda wyprawiali, gdyby tylko dostali szansę. Kilku z nich odważyło się zagadać długowłosą piękność, jednak żaden nie był w stanie jej zdobyć. Kusiła, wykorzystując swoje atuty, jednak na sam koniec wylewała kubeł zimnej wody, nie pozostawiając ani suchej nitki na adoratorze.
Paulina nie miała najlepszej opinii wśród współpracowników, ponieważ nigdy nie można było mieć pewności, czy kobieta aby przypadkiem nie kłamie. Rude końcówki włosów, zgodnie z przysłowiem, mówiły same za siebie. Brakowało jej szacunku wobec innych, lubiła traktować ich z góry, wydawać polecenia. Urodzonym przywódcą raczej nie była, bowiem dość często jej decyzje nie były trafne. Trudno zyskać sympatię, jeśli dla ciebie całe otoczenie jest tylko grą, gdzie dobrze się bawisz grając uczuciami.
- Ty też już leć, tylko skrzydeł nie zgub – Sebastian zwrócił się do Pauliny, niezauważenie pojawiając się w biurze. Mężczyzna zaniósł się śmiechem, kiedy tylko zobaczył zdumione, z lekka wystraszone miny obu policjantek. Partnerka Maćka bez słowa pożegnania opuściła biuro, zostawiając parę komisarzy samych na rozpoczynającej się dopiero za kilka minut zmianie.
- Ale ty jesteś zabawny – rzuciła ironicznie Joasia
- Ktoś musi. Przecież nie będziemy tu siedzieć sztywno przez kolejne sześć, może osiem godzin.
- Tiaaaa.
- Chociaż przy takich jędrnych pośladkach nie może być sztywno – uśmiechnął się uwodzicielsko do partnerki.
Przez cały tydzień obserwował jej zachowanie. Trudno było wysunąć inny wniosek – Joasia musiała mieć uraz do motocykli, prawdopodobnie powstały przez jakieś wydarzenie z przeszłości. W związku z tym, buntuje się wobec osób, używających właśnie takiego środka transportu. Podczas gdy przyjeżdżał do pracy rowerem, atmosfera oczyściła się, a ich relacje uległy poprawie. Właśnie dlatego pozwolił sobie teraz na taki żart – wcześniej kobieta najprawdopodobniej spoliczkowałaby go i wyszła obrażona z biura.
- No gdzie ty się patrzysz! - odwróciła się gwałtownie plecami do ściany – Masz tyle pięknych widoków, zieleń za oknem, kawa w kuchni, samochody na ulicy albo raporty na biurkach. To nie, musisz na mój tyłek się gapić!
Uśmiechnęła się nieśmiało, uderzając go teczką w głowie. Natychmiast podniósł ręce w geście obronnym, udając, że zabolało.
- No a co? To nie był piękny widok?
- Przestań, no! - zarumieniła się na twarzy – Zawstydzasz mnie. Zmieńmy temat, co?
Żadne z nich nie zauważyło niczego podejrzanego w ich relacjach. A coś musiało być, bo choć współpracowali ze sobą dopiero miesiąc, nie znali się wcześniej, to jednak w swoim towarzystwie czuli się dobrze, swobodnie i bezpiecznie. Zachowywali się jak starzy, dobrzy przyjaciele, którzy budowali swoją więź przez lata, a jej fundamentem było zaufanie. Między nimi musiała istnieć chemia, skoro w ciągu kilkunastu dni poczynili ogromny postęp, który w pewnych przypadkach zajmuje nawet miesiące. A może to coś więcej niż przyjaźń? Kto jest w stanie powiedzieć, co następnego dnia przyniesie ci los? Jedno nie podlegało wątpliwości – ta znajomość wyróżniała się na tle wszystkich par, niezależnie pod jakim kątem patrzeć: zawodowym, przyjacielskim czy nawet miłosnym. Ktokolwiek zastanawiał się nad relacją pomiędzy Joasią i Sebastianem, nie był w stanie znaleźć odpowiedzi na wiele pytań dotyczących tej dwójki. Czas miał pokazać, co z tego wyniknie.
- Minąłem Maćka na korytarzu – spełnił jej prośbę, dotyczącą zmiany kierunku tej rozmowy – Mknął jak pocisk. Gdzie mu tak spieszno? No chyba przecież nie idzie na randkę. Pochwaliłby się przecież.
- Dzisiaj sobota.
- No i co z tego?
- Leci na Formułę 1. Wiesz, jakby nie było, to chyba właśnie jego największa miłość w tej chwili. Nie może przegapić ani jednego wyścigu czy kwalifikacji, wścieka się jak wygrywa Vettel i podziwia Raikkonena za jego luźne podejście do wyścigów, lody i szampana – wyjaśniła blondynka. Ku jej zaskoczeniu, Sebastian wybuchnął śmiechem.
- Co w tym zabawnego? Każdy ma jakieś swoje...
- Przeszło sześćdziesięcioletnia, stateczna, wyważona, wciąż zaskakująca, starsza pani – przytoczył słowa komentatora o królowej sportów motorowych
- I ty widzisz Maćka na randce z siwą babuleńką? Puknij się. Prędzej z czterdziestocalowym telewizorem!
- Że co? - natychmiast szczęka mu opadła, co tym razem rozbawiło Joasię
- A co myślałeś? Że będzie siedział przed czarno-białym odbiornikiem z drewnianą obudową?
- Przecież... z pensji policjanta... jak to możliwe?!
- Niektórzy mówią, że Maciek to dusigrosz, ale on po prostu potrafi oszczędzać. Wie kiedy trzeba przystopować, a kiedy można pozwolić sobie na więcej. Miał doskonałe zadatki na księgowego, zarobiłby pewnie dwa razy tyle co tutaj albo jeszcze więcej. Nie mam pojęcia, dlaczego wybrał policję.
Sebastian podniósł się z miejsca i stanął tuż przed partnerką. Postanowił zaryzykować i znów sprowadzić rozmowę na nieprzyjemne dla niej tematy. Tym razem nie chodziło o żarty, jej wygląd czy kompleksy, ale o uraz. Nie wyglądało na to, by zdawała sobie ze swojego problemu. Ktoś musiał jej to uświadomić – a że bardzo ją polubił i uważał za przyjaciółkę, czuł się zobowiązany to zrobić. Skoro inni nie mają pomysłu i nie są w stanie tego zrobić, to dlaczego on ma nie spróbować, jeśli jest w stanie to zrobić?
- Sama powiedziałaś, że każdy ma swoje... no właśnie, nie dokończyłaś, ale wiemy o co chodzi. Jak Maciek szaleje z powodu Formuły 1, tak ty dziwnie reagujesz na każde wspomnienie o motocyklach.
Trafił w czuły punkt. Zadrżała. Patrzyła zaszklonymi oczyma w jego niebieskie tęczówki, bezradnie, bez życia, jak zahipnotyzowana. Nogi się pod nią ugięły, jednak szybko odzyskała równowagę, nim padła w ramiona mężczyzny.
- Nie jestem gotowa, by o tym rozmawiać – wyszeptała cicho
- Martwi mnie to. Może powinnaś...
- Radzę sobie. I uwierz mi, ty dowiesz się pierwszy. Kiedy przyjdzie ten moment, poproszę cię o rozmowę, usiądziemy na podłodze i wtedy wszystko ci powiem. Absolutnie wszystko. Wyrzucę to z siebie, pozbędę się tej traumy. Ale jeszcze nie teraz. Daj mi czas.
Miała na tyle odwagi, by przez cały czas patrzeć mu w oczy. Kiedy skończyła mówić, pojedyncza łza spłynęła jej po policzku. Sebastian podniósł rękę i delikatnie ją otarł. Skinął głową, że akceptuje jej wybór. Nie chciał jej do niczego zmuszać. Przyciskanie do ściany nie byłoby dla niej dobre. Kobieta obiecała sobie, że ta łza, starta z jej policzka przez przyjaciela, jest ostatnią, jaką uroiła z powodu złych wspomnień.

piątek, 26 lipca 2013

Życie to nie bajka cz. 4

- Aniu, mogę cię o coś spytać? - zagaił, kiedy odwoził siostrę do wspólnego gniazdka jej i Rafała.
Komisarze postanowili już jakiś czas temu postanowili sprzedać swoje mieszkania, by wziąć potem nieduży kredyt i zakupić dom. Szukając kupców, jednocześnie oglądali się za idealną ofertą dla siebie. Kiedy w końcu się udało, wystarczyło poczekać kilka dni, a wtedy udało się sprzedać mieszkania. Choć mogli w nich mieszkać jeszcze przez dwa tygodnie, wczoraj otrzymali klucze do domu i postanowili natychmiast się wprowadzić.
- Jeśli nie będziesz gadał o łóżku to dawaj
- Chodzi mi o Aśkę – zainteresowana brunetka natychmiast podniosła wzrok – Znasz ją dłużej, więc może będziesz wiedziała. Ona czasami jest taka... dziwna.
- Co znaczy dziwna?
- No wiesz, wygląda jakby mnie polubiła, normalnie rozmawiamy, a za chwilę bez powodu na mnie wrzeszczy. Wszystkie te sytuacje, z wyjątkiem mnie i Aśki, łączy motor.
- Motor? - powtórzyła zdziwiona – No fakt, nie lubi motocyklistów, ale nie mam bladego pojęcia dlaczego...
- Myślisz, że mogę pozwolić sobie na eksperyment?
Ania popatrzyła na brata ze zdumieniem, uniosła brwi i przechyliła głowę. Wymusiła na sobie pokazanie strachu, choć nie bardzo jej się udało.
- Coś ty znowu wymyślił?
- Chciałbym zobaczyć jak Joasia będzie zachowywać się, gdy nie będę jeździł na motorze. Powiedzmy, że... - zastanowił się przez chwilę, nie chcąc zbyt długo rozstawać się z ulubioną maszyną.
- Przez tydzień – dokończyła za niego siostra – Ty, wiesz, że to nie takie głupie?
- No ba! W końcu mamy te same geny.

          Jak zapowiedział w rozmowie z siostrą, tak też zrobił. Komisarz Barański postanowił przez kolejne 7 dni, począwszy od poniedziałku, trzymać motocykl w garażu. Z racji iż nie posiadał samochodu, jedynym alternatywnym środkiem transportu okazał się być rower. Jednoślad zdawał się być w niezłym stanie, pomimo że przez długi czas stał nieużywany, pokrywając się grubą warstwą kurzu. Sebastian doprowadził ramę do połysku za pomocą wody, mydła oraz szmatki. Zajęło mu to sporo czasu, by dotrzeć w każdy zakamarek i dokładnie wyczyścić sprzęt, jednak kiedy skończył, mógł być z siebie zadowolony.
- Wygląda lepiej niż się spodziewałem – skomentował, przyglądając się uważnie lśniącemu w słońcu rowerowi.
Tak, sobotni poranek był tylko zapowiedzią długiego i gorącego popołudnia. Duszne i parne powietrze z pewnością nie ułatwiało życia. Mimo to Sebastian postanowił przeznaczyć wolny weekend na testy roweru. Spakował kilka podstawowych narzędzi do plecaka, między innymi śrubokręt płaski, szczypce, klucz dziesiątka oraz butelkę wody. Przed wyjazdem nasmarował łańcuch i sprawdził hamulce. Wśród wielu starych rupieci, które trzymał nie wiadomo po co, odnalazł pompkę. Nawet nie przebierał ich przy przeprowadzce do Krakowa – po prostu wrzucił do samochodu w kartonach, jak leżały wcześniej i wyciągnął je tutaj, na miejscu. Kolejne kilka minut spędził na poprawieniu ciśnienia w oponach. Kiedy w końcu stwierdził, że zarówno on, jak i jego pojazd, są gotowi do jazdy, po raz pierwszy od dawien dawna wsiadł na rower i wyruszył w drogę.
Był to najzwyklejszy góral z supermarketu, kupiony niegdyś na promocji. Srebrny, z metalowymi błotnikami, profilowaną kierownicą, plastikowymi elementami – choćby rączki hamulców. Mężczyzna myślał wtedy, że taki pojazd będzie idealny na samotne długie, wolne od pracy dni. Czas zweryfikował jego plany. W rzeczywistości okazało się, że nie ma on ani czasu, ani ochoty na przejażdżki. Dotychczas korzystał więc z jednośladu tylko odświętnie, na urlopie czy w sytuacjach, gdy w motocyklu brakowało benzyny bądź konieczna była naprawa, a co za tym idzie, kilkudniowa rozłąka. Jakby nie patrzeć, rower wciąż stałby bezużyteczny i zakurzony w garażu, gdyby nie Joasia. To właśnie dla niej odstawił konie mechaniczne.
Udał się do parku, by tam, na lekko górzystym terenie wypróbować różne konfiguracje przerzutek – od najniższych na najbardziej stromych podjazdach, aż po najwyższe na długich zjazdach. Nie brakło ostrych zakrętów, które miały być świetnym sprawdzianem dla hamulców. O kondycję się nie martwił – praca wymagała od niego, by pozostawała utrzymana w dobrym stanie.
- A co jeśli nie wszystko zadziała poprawnie? Niech się dzieje co chce. Najwyżej wyląduję na drzewie.
Choć raz postanowił zaszaleć. Nie potrafił się opanować, kiedy poczuł tę prędkość, te emocje i adrenalinę. Szybkie wejście w wyboisty zakręt nie było rozsądne. Przekonał się o tym, kiedy zjeżdżając do wierzchołka, spostrzegł wyjeżdżającą zza drzewa kobietę. Nie było czasu na reakcję. Nie mógł nic zrobić. Uderzył w tylne koło jej roweru, a w rezultacie oboje wylądowali na asfaltowej ścieżce.
- Jak jeździsz ty cholero! Kto ci dał... - denerwowała się Joasia. Dopiero po chwili zobaczyła, z kim przyszło jej rozmawiać – Sebastian?
Lekko oszołomiony mężczyzna podniósł się na klęczki.
- Aśka? No popatrz, jaki ten Kraków jest mały. Mamy wolne od pracy, a i tak musimy na siebie wpaść.
- Jak już to ty wpadłeś na mnie. Pozdzierałam sobie łokcie przez ciebie! - uderzyła go w ramię, choć nie włożyła w to wiele siły. Tylko udawała obrażoną, aby wzbudzić w partnerze poczucie winy.
- Dawno nie jeździłem na rowerze, zapomniałem ile to daje frajdy... no i straciłem głowę. Wybacz.
- Faceci – pokręciła głową, cmokając – Jesteście jak dzieci.
- Coś w tym jest – wskazał na nią palcem, jednocześnie podnosząc z ziemi swój rower – No masz, dzisiaj go czyściłem. Pół ramy w piachu, nie mówiąc o kierownicy i błotnikach. Ehh...
- Wyglądasz jakby popsuli ci zabawkę – zaśmiała się Joasia.
Mężczyzna dopiero teraz zauważył, że blondynka wcale nie gniewa się za spowodowaną przez niego kolizję. I to pomimo tego, iż przyczyną była nadmierna prędkość i brawura, a to swego czasu krytykowała, kiedy zobaczyła go na motorze. Znalazł ciekawy materiał do przemyśleń na wieczór. Kobieta wyglądała na zadowoloną ze spotkania. Uśmiechała się szeroko, wciąż spoglądając w jego stronę. Zapewne komicznie wyglądał ze zdartym kolanem i lekko skrzywioną kierownicą w rowerze, jednak nic sobie z tego nie robił. Przyłapał się na tym, iż sam się uśmiecha. Stali tak przez chwilę w milczeniu jak w transie.
Jako pierwsza ocknęła się Joasia. Kobieta wsiadła na rower i powoli ruszyła, jednak niespecjalnie się spieszyła. Wyglądało to tak, jakby czekała na partnera. W mig wyprostował kierownicę, ponownie dosiadł jednośladu i już po chwili dołączył do blondynki. Dopiero wtedy zwiększyła tempo.
- Dokąd jedziemy? - spytała
- Myślałem, że to ty prowadzisz.
- A ja myślałam, że ty przejmiesz inicjatywę.
- To może prosto przed siebie? - zaproponował, szczerząc zęby. Nie zwrócił uwagi, że zbliżali się do rozwidlenia dróg. Na wprost znajdowały się krzaki. Czujności jednak nie straciła Asia i ostrzegła go, co ich czeka przy takim wyborze.
- Racja... A gdzie nas koła zaniosą. A jak już zrobimy dobre kilka kilometrów to zapraszam cię na kawę. To tak w ramach przeprosin za kolizję.
- Okej, trzymam cię za słowo – pogroziła mu palcem zapobiegawczo – To tak, jakby przyszło ci do głowy się wymigać.
- Nie wierzysz mi? - zrobił smutną minę, lecz partnerka nie dała się zwieść. Wiedziała, że to tylko gra.
- Nie – pokazała mu język.
- O żesz ty, tak ze mną pogrywasz? No to najpierw musisz mnie złapać! - znacznie przyspieszył, momentalnie odjeżdżając od dziewczyny.
- Ej! To nie fair, nie dałeś mi się przygotować!

środa, 24 lipca 2013

Życie to nie bajka cz. 3

- Gdzie się tego nauczyłeś?
- Czego? Aaa, o to ci chodzi. Mój ojciec miał warsztat samochodowy. Zapewniam cię, że problemy masz z głowy na najbliższe... - nie dokończył, gdyż silnik przestał pracować.
- Kilka minut – dokończyła za niego – Umiejętności to raczej po ojcu nie odziedziczyłeś.
- No chyba nie... ale za to jestem dobrym gliną.
- Miejmy nadzieję – mruknęła pod nosem
Na szczęście komisarze zmuszeni byli przejeżdżać niedaleko komendy, a jak się chwilę później okazało, w tej chwili znajdowali się zaledwie trzy ulice dalej.
- Zrobimy tak: ja pojadę tam na Tuwima, a ty dopilnujesz, żeby odholowali samochód, okej? - zaproponował Sebastian.
- Dlaczego to ja mam zajmować się samochodem? To bardziej pasuje do was, facetów...
- A wsiądziesz na motor, żeby dojechać do żony ofiary?
Kobietą nagle wstrząsnął nieprzyjemny dreszcz. Wystarczyła chwila nieuwagi, aby dać się ponieść emocjom. Niemiłe wspomnienia powróciły w mgnieniu oka. Przez lata zdążyła nauczyć się to kontrolować, uniknąć przykrych scen, ale tym razem nie udało się. Znów widziała te dramatyczne obrazy, roztrzaskany pojazd, pełno krwi i te białe, szpitalne ściany. Sebastian przez chwilę przyglądał się partnerce zaniepokojony.
- Wszystko w porządku? - głos mężczyzny wyrwał blondynkę z zamyślenia
- Tak, tak – przytaknęła pospieszenie, zanim cokolwiek spostrzegł
- Strasznie zbladłaś. Może jednak lepiej będzie jak wrócisz na komendę, a samochód... - nie dokończył, ponieważ kobieta osunęła się na maskę samochodu.

         Chwilę później oboje byli już na komendzie. Sebastian niósł na rękach półprzytomną partnerkę, zwracając na siebie uwagę niemal wszystkich obecnych. Joasia czuła się zażenowana, choć w tej chwili niewiele rozumiała z otaczającego ją świata. Zdecydowanie wolałaby iść przez korytarz na własnych nogach. Nie miała jednak siły protestować, dlatego pozwoliła się nieść jeszcze przez chwilę, aż w końcu znaleźli się w biurze. Na ich widok Rafał upuścił długopis i zaniemówił z wrażenia, natomiast Anka zerwała się z miejsca i podbiegła do przyjaciółki.
- Co się stało?
- Zasłabła. Przynieś szklankę wody.
Kobieta pobiegła do kuchni, w czasie gdy Sebastian ostrożnie posadził partnerkę na krześle. Dziewczyna łapczywie upiła spory łyk wody przyniesionej przez jego siostrę.
- To przez te słońce – jęknęła, chcąc się wytłumaczyć – Dzięki.
Skłamała, chcąc zachować tajemnicę sprzed lat. Nikomu jeszcze nie powiedziała o wypadku, nawet Ani. Brakowało jej odwagi. W tej chwili była na siebie wściekła. Nie tylko dlatego, że nie zapanowała nad swoim umysłem.
- Co to za policjantka, która mdleje na widok krwi? - stwierdziła z pogardą dla siebie w myślach.
W tym czasie Sebastian rozmawiał ze swoją siostrą.
- Wiesz, dyspozycja dnia... Miej oko na nią, a w wolnej chwili odwieź do domu, dobrze?
- Troskliwe oblicze Sebastiana Barańskiego – zakpiła Ania
- Ej, nie nabijaj się ze mnie. A gdzie Maciek? Mam do niego sprawę.
- Zasiedział się u asystentów. Pewnie znowu grają w szachy. Nie chciałabym być w ich skórze, gdy kiedyś stary ich przyłapie.
- Dobra, dzięki – puścił do niej oczko.
Tak jak przypuszczała Ania, Maciek ogrywał w szachy biednego Bartka, który mając zaledwie króla i jednego gońca, musiał zmierzyć się z armią dwóch wież, skoczka, hetmana, kilku pionów i oczywiście króla. Sytuacja asystenta wyglądała beznadziejnie, mat pozostał tylko kwestią czasu. Sebastian musiał więc poczekać, aż komisarz dokona dzieła zniszczenia i wygra partię. Od razu poprosił go, by wyszli na chwilę, a w drodze wszystko mu wyjaśnił.
- Widzisz, Aśka dzisiaj nie najlepiej się czuje, ja muszę jechać do zony ofiary, a ktoś musi się tym samochodem zająć. Pomożesz?
- No skoro już idę... Ale za to jak wrócisz to bierzesz połowę moich raportów.
Sebastian wytrzeszczył oczy ze zdumienia.
- No co? Anka cię nie ostrzegła, że u nas to stary, klasyczny numer? Ach tak, pewnie sama chciała cię wykorzystać – zaśmiał się pod nosem
- Czyli że jak coś od kogoś chcesz to musisz wziąć od niego kilka raportów?
- Szybko się uczysz – stwierdził Maciek i przyspieszył kroku – Daleko jeszcze?
- Już zaraz, za zakrętem. Swoją drogą... - zaczął po chwili milczenia – Masz kogoś?
- W sensie że? A, rozumiem. Z moim wyglądem to raczej nie jest takie proste. Ale jest mi dobrze, tak jak jest. Przynajmniej oszczędności jakieś zostają.
- Ja miałem wcześniej dziewczynę... ale się rozstaliśmy.
- Dlaczego? - rzucił, nim zdążył ugryźć się w język – Przepraszam, nie powinienem się tak dopytywać
- W porządku, powiem ci. Nie ma co ukrywać, puszczalska była. Przez pięć miesięcy związku zdradziła mnie z trzema różnymi facetami, w tym jeden z nich był jej wykładowcą na uczelni.
Komisarz pokiwał głową, powstrzymując się od zbędnych komentarzy. W końcu dotarli do zepsutego służbowego mondeo. Sebastian dostrzegł kawałek papieru za wycieraczką. Niedbale wyciągnął po niego rękę i już chciał zgnieść, kiedy zobaczył, że jest to mandat za złe parkowanie.
- Ja pierdolę, kurwa no!
Zaintrygowany Maciek natychmiast zerknął na papier. Sebastian nadal klął pod nosem, za co przechodząca obok staruszka obrzuciła go karcącym spojrzeniem. Jego towarzysz miał zupełnie odmienny humor – wręcz pękał ze śmiechu. Minęła dobra chwila, nim oboje się opanowali.
- Dobra, daj mi to. Kumpel ze szkoły siedzi w drogówce, może coś na to poradzi. A ty jedź do tej córki ofiary.
- Żony – poprawił go
- Mniejsza z tym.

         Minęły dwa tygodnie. Sebastianowi szybko udało się rozwiązać pierwsze morderstwo w Krakowie. Współpracując z partnerką, ustalili fakty, znaleźli dowody i aresztowali podejrzanego – okazało się, że zamordowany pokłócił się z osiedlowym pijaczkiem i podczas szamotaniny uderzył głową o poręcz.
Po Joasi nie było widać żadnych oznak zmęczenia ani wcześniejszego zasłabnięcia. Kobieta była w całkiem dobrej formie i jak twierdziła, był to tylko „jednorazowy wypadek”. W ramach podziękowania dla partnera za pomoc, zaprosiła go na kawę. Musiał przyznać, że dziewczyna go zaintrygowała. Choć wyglądała na nieporadną, posiadała dużą wiedzę, doświadczenie oraz intuicję, która pomagała jej rozwiązywać zagadki kryminalne. Relacje zresztą grupy miała bardzo dobre, nawet z nim coraz lepiej się dogadywała, jednak zdarzały się momenty, kiedy to potrafiła mu zupełnie bez powodu zrobić awanturę. Obserwował ją uważnie i doszedł do wniosku, że to może mieć związek z motorem. Kiedy tylko rozmowa schodziła na temat motocykli, bądź dziewczyna zobaczyła kogoś na jednośladzie, stawała się nienaturalna, jakby nie była sobą.
Tego dnia mieli wolne popołudnie. Słońce świeciło jak co dzień, a temperatura powietrza znów przekroczyła dwadzieścia pięć stopni.
- Urok rozpoczynającego się właśnie lata – skomentował Sebastian, spoglądając na kalendarz. Na pierwszą połowę sierpnia zaplanowano urlopy, jednak nie miał pewności, że jego także to dotyczy. Za krótko tu pracował, by upominać się o kilka dni wolnego, lecz biorąc pod uwagę, że wcześniej też pracował w policji, lecz na innej komendzie, należały mu się. Postanowił więc, że pójdzie do starego i wyjaśni tę kwestię.
Dzisiaj miał także spotkać się z Anią, by pomóc jej przy przeprowadzce do Rafała. Uznał, że to dobra okazja, aby porozmawiać o Joasi. W końcu obie się przyjaźniły, brunetka znała ją znacznie dłużej niż on i na pewno wie więcej niż mógł zobaczyć w ciągu tych kilku dni. Oboje umówieni byli na godzinę siedemnastą.
- Cześć siostra – pocałował ją w policzek na powitanie
- Cześć brat. Właściwie to jestem już prawie gotowa.
- Prawie? Żeby to tylko nie trwało pół godziny – zaśmiał się, wspominając jak dziewczyna przez dwie godziny zajmowała łazienkę, gdyż szykowała się na studniówkę i chciała wyglądać najlepiej. Kiedy jej to wytknął, w odpowiedzi pokazała mu język.
- Bo to przez was, facetów.
- Hę? - uniósł brwi ze zdumienia
- No tak. Bo my, kobiety, robimy to specjalnie dla was. Lubicie zawiesić oko na ładnych, więc my chcemy się wam podobać, a nie wyglądać jakbyśmy z pola, prosto od ziemniaków wróciły.
Sebastian zaśmiał się głośno i pokręcił głową. Aby nie tracić czasu Anka pchnęła go w kierunku salonu. Kiedy już znaleźli się w pokoju dziennym, wskazała palcem na telewizor.
- A co, Rafał nie ma u siebie? - wyszczerzył zęby, biorąc sprzęt na ręce
- Nie no, ale wiesz, będzie wieczór, jakiś mecz w telewizji, to przecież nie będę tej kopaniny oglądać!
- Ania, pomyśl trochę – skrzywił się teatralnie, na co kobieta przechyliła głowę z zaciekawieniem – Ma taką piękną kobietę, cały wieczór i wygodne łóżko...
Nie zdążył dokończyć, bo trąciła go lekko w ramię. Powstrzymał się od śmiechu, kiedy zobaczył, że jego siostra zarumieniła się. Zapewne domyśliła się, co chciał powiedzieć.

niedziela, 21 lipca 2013

Życie to nie bajka cz. 2

          Około 20 minut później na komendzie pojawiła się trzecia para komisarzy – wyczekiwani i wypatrywali, szczególnie przez Sebastiana, Ania Barańska i jej partner, Rafał Korzyński.
- Braciszku! - zawołała, rozkładając szeroko ręce, by paść w ramiona brunetowi – Jak miło cię widzieć po tylu latach!
Przez chwilę trwali w uścisku, nie zwracając uwagi na pozostałych. Paulina przewróciła oczami i wyszła z biura – nie przepadała za takimi scenami, być może właśnie dlatego, że ona sama nie miała nikogo bliskiego. Pozostali, z wyjątkiem Joasi, udawali że pracują i pozwolili przywitać się rodzeństwu. Jedynie blondynka przyglądała się uważnie swojemu partnerowi i koleżance z wydziału. Ania była o blisko pół głowy niższa od brata, miała długie, proste, czarne włosy i posiadała szczupłą figurę. Natomiast Rafał, przeglądający w tym momencie raporty, był przystojnym, postawnym, zadbanym mężczyzną. Potrafił wzbudzić strach swoim wyglądem, lecz kiedy się uśmiechał, wyglądał przyjaźnie. Od czterech lat golił się na łyso, gdyż jak twierdził, nie potrafił w inny sposób poradzić sobie z przetłuszczającymi się włosami.
- Już nie mogłam się doczekać – wyznała kobieta, odsuwając się od Sebastiana
- Wiedziałaś o tym?
- Tak, to ja podsunęłam wujkowi ten pomysł.
- Dzięki – warknęła Aśka
- A jej co? - rzuciła zdumiona czarnowłosa
- Nie wiem, jakiś ból dupy – odparł Maciek, za co oberwał w ramię teczką – No co? Prawdę mówię!
- Jest jeszcze coś, o czym powinieneś wiedzieć. Właściwie to wszyscy już powinniście o tym wiedzieć.
Trójka komisarzy, wyraźnie zaintrygowana słowami koleżanki, utkwiła w niej wyczekujące spojrzenia. Jedynym niezaskoczonym pozostał Rafał. Mężczyzna odłożył papiery na biurko, podszedł do Ani i objął ją w talii. Dla Maćka wszystko stało się jasne – potwierdzał to uśmiech na jego twarzy.
- Jesteśmy razem – oznajmili jednocześnie, uprzednio wymieniając się spojrzeniami. Jako pierwszy z gratulacjami wystąpił do nich kolega z pracy. Joasia dołączyła do niego po chwili, gdy minął pierwszy szok i zrozumiała znaczenie tych słów. Jedynie Sebastian nie wyglądał na zachwyconego.
Ania spuściła głowę zasmucona. Miała nadzieję, że brat się ucieszy, iż znalazła kogoś i nie jest już sama. Dla niego chyba wciąż pozostała młodszą siostrą, którą trzeba się opiekować. Różnica wieku między nimi nie była duża, wręcz minimalna, ale jednak to on był starszy i często powtarzał, że musi dbać o młodszą siostrzyczkę. Robił to po prostu z miłości do niej.
- Słuchaj... - Rafał próbował zagadać, lecz brat jego ukochanej zmierzył go wzrokiem
- To ty posłuchaj. Ania nie jest pierwszą lepszą dziewczyną. To miła, uprzejma, życzliwa, skromna, dobra i kochana kobieta. Wygląda na twardą i wytrzymałą, ale wiesz, pozory mylą.
- Seba... - upomniała go błagalnym, lecz on pozostał głuchy na tę prośbę. Zorientowała się, do czego zmierza. Przypomniała sobie jak w liceum odbył taką pogadankę z chłopakiem, który zaprosił ją do kina. Był tak przekonujący, że chłopak oddał jej oba bilety i już nigdy nie odważył się jej zaczepić.
- W środku jest krucha i delikatna. To dlatego trzeba się nią opiekować.
- Jestem już dużą dziewczynką – przypomniała, lecz na marne
- Ona jest wyjątkowa i zasługuje na kogoś wyjątkowego.
- Spałam już z facetem – po raz kolejny próba przerwania monologu jej brata zakończyła się fiaskiem
- Wierzę, że ty jesteś właśnie kimś takim. Ania ma przecież rozum i nie wybrałaby byle kogo. Ale... - tu podniósł palec w górę – nawet wyjątkowi ludzie popełniają błędy. Więc ostrzegam cię, że jeśli kiedykolwiek moja siostra będzie przez ciebie cierpiała, jeśli kiedykolwiek uroni z twojego powodu choć jedną łzę, jeśli ją skrzywdzisz... nie daruję ci tego. Przerobię cię na pasztet.
Rafał z pokorą przyjął słowa Sebastiana. W milczeniu skinął głową na znak, że zrozumiał. Ciszę przerwało parsknięcie – to Maciek nie mógł już powstrzymać się od śmiechu. Dopiero karcące spojrzenia całej czwórki pomogły mu się uspokoić.
- Przepraszam – mruknął zawstydzony.
- Obu nam zależy na tym samym – inicjatywę przejął teraz Rafał – Chcemy, żeby Ania była szczęśliwa. I ja się o to postaram, czy to się komuś podoba, czy nie.
- No – zadowolony Barański klepnął go w ramię – A już myślałem, że trafiła na kolejnego bezpłciowego faceta, który będzie się bał mi odpowiedzieć, tylko potulnie skuli głowę i wróci pod jej pantofel.
Oboje zgodnie przechylili głowy, spoglądając na Sebastiana z politowaniem.
- Fajnie razem wyglądacie – uśmiechnął się do nich, po czym bez słowa opuścił biuro.

          Już następnego dnia nowy komisarz musiał stawić czoła pierwszemu wyzwaniu w wydziale śledczym. Wraz z Joasią dostali wezwanie na ulicę Kamienną, gdzie w bloku mieszkalnym, na klatce schodowej znaleziono ciało około trzydziestopięcioletniego mężczyzny. Kobieta szybko zdołała ustalić, że był on mieszkańcem owego budynku, w czasie gdy Sebastian zapoznał się z Adamem, lekarzem patologiem. Panowie rozmawiali o ofierze.
- Bezpośrednią przyczyną śmierci było pęknięcie podstawy czaszki. Prawdopodobnie uderzył głową o poręcz. Na nadgarstkach można dostrzec otarcia i zadrapania, a na ramionach i brzuchu ma siniaki. To oznacza, że... - urwał i spojrzał wyczekująco na komisarza
- Że denat przed śmiercią z kimś walczył – odparł, gładząc swój dwudniowy zarost na podbródku – Być może sprawca nie chciał wcale zabijać, chciał go tylko nastraszyć, popchnął go, a ten...
- No, brawo. Miałeś już wcześniej styczność z morderstwami?
- Tak, pracowałem w wydziale zabójstw w Poznaniu. Długa historia.
- Zginął jakieś czternaście do szesnastu godzin temu. No dobra, nic tu po mnie. Swoje zrobiłem – Adam wyprostował się dumnie, ściągając lateksowe rękawiczki – Więcej po sekcji.
Komisarz pokiwał głową. Stał jeszcze przez chwilę w miejscu, wyobrażając sobie prawdopodobny przebieg wydarzeń. Następnie udał się do techników. Przy ofierze znaleźli dokumenty, telefon i portfel z całą zawartością. Motyw rabunkowy natychmiast został wykluczony. Na poręczy zabezpieczono ślady krwi, co potwierdzało teorię patologa. Stwierdziwszy, że na miejscu zbrodni nie ma już czego szukać, wrócił do samochodu i tam zaczekał na partnerkę.
- Czego się dowiedziałaś? - zagaił, gdy zapinała pasy
- Przede wszystkim, jedziemy teraz na Tuwima – Sebastian posłał jej pytające spojrzenie – Nasz trup był żonaty z niejaką Jolantą Podgórską. Mieszka właśnie na Tuwima 16.
- Zaraz, przecież z twojej rozmowy z sąsiadką wynikało, że denat mieszka tutaj, na Kamiennej.
- Byli w separacji, więc wyprowadziła się do matki.
- No chyba że tak.
- Na co jeszcze czekasz? No jedź! - ponagliła go, gdy zauważyła, że wciąż stoją w miejscu
- Silnik nie chce zapalić.
Joasia spojrzała na niego z politowaniem. Myślała, że to kolejny głupi żart w stylu Maćka, jednak po piątej próbie zaczynała brać to na poważnie.
- Cholera, a mówiłam staremu, żeby dał nam w końcu nowy samochód.
- Taaa, bo akurat się zgodzi
- No chyba nie będzie kazał nam jeździć na rowerach – rzuciła naburmuszona.
Mężczyzna westchnął ciężko i wysiadł z samochodu. Partnerka ukradkiem wodziła za nim wzrokiem, dopóki nie podniósł maski i nie zniknął jej z pola widzenia. Przez chwilę walczyła z ciekawością. Dała za wygraną i już po chwili stanęła obok niego, przyglądając się z zainteresowaniem jego płynnym i pewnym ruchom rąk.
- Chyba będziemy musieli przesiąść się na motor – zaśmiał się, nie przerywając pracy
- Nigdy w życiu!
- Spokojnie, tylko żartowałem. Siadaj za kierownicę, będziesz mnie sprawdzać.
Zgodnie z poleceniem, zajęła miejsce na fotelu kierowcy. Kiedy ją poprosił, przekręciła kluczyk w stacyjce. Tym razem znów bezskutecznie. Poprosił o chwilę czasu i znów zniknął za podniesioną maską. Joasia cierpliwie czekała, trzymając jedną dłoń na kierownicy, a drugą na drążku zmiany biegów.
- Spróbuj teraz – wychylił się zaciekawiony. Kiedy usłyszał warkot silnika, zadowolony z siebie, zatrzasnął maskę i wsiadł do samochodu.
- No co? Jedź na Tuwima.
--------
Bardzo dziękuję wszystkim czytelnikom za spędzony na moim blogu czas, za wszystkie komentarze, wskazówki, pochwały i krytykę. Cieszę się, że moje wypociny jeszcze kogoś interesują, tym bardziej, że minął już spory kawał czasu, bo ponad 3 lata od mojego debiutu. Bywały chwile zwątpienia, bywały chwile radości, bywało różnie, ale jakoś udało się dotrwać aż do dzisiaj. A co jest dzisiaj, że tak mnie wzięło na... jakby to powiedzieć... rozczulanie się? Dzisiejszy scen jest już siedemsetnym, który ukazał się na tym blogu.

środa, 17 lipca 2013

Życie to nie bajka cz. 1

- Pan komisarz Sebastian Barański, tak? - spytał komendant, tkwiąc nosem w aktach swojego nowego pracownika. W tej chwili interesowała go przeszłość policjanta i to tak bardzo, że nawet nie zainteresował się jego wyglądem. Nie pomogły nawet chrząknięcia. Starszy mężczyzna, trochę przy kości, z okularami na nosie, w ogóle nie reagował na obecność innej osoby w swoim biurze. Dopiero kiedy skończył czytać, rzucił okiem na podwładnego. Wysoki, dobrze zbudowany, dumnie wyprostowany, krótko ostrzyżony brunet stał w niewielkiej odległości od biurka komendanta. Na sobie miał skórzaną kurtkę, dżinsowe spodnie, a pod pachą trzymał czarny kask. Komendant, doświadczony śledczy, potrafił wiele odczytać z wyglądu i zachowania. Sebastian wyglądał mu na zaradnego, inteligentnego, silnego faceta, który potrafi sobie radzić w wielu trudnych sytuacjach.
- Witamy w zespole – uścisnął mu dłoń, uśmiechając się nieznacznie.
Przez najbliższą godzinę komendant oprowadzał nowego komisarza po budynku, pokazując kolejne pomieszczenia, wydziały, opowiadając przy okazji o czasach, kiedy jeszcze był na służbie. Z każdą kolejną minutą coraz bardziej marzył, żeby w końcu poznać swoich nowych kolegów, z którymi przyjdzie mu pracować i uwolnić się od obecności komendanta. Biuro było ostatnim pomieszczeniem, które pokazał mu starszy mężczyzna.
- Drodzy państwo – zaczął donośnym głosem, na co wszyscy zerwali się z miejsc i stanęli na środku pomieszczenia.
W tej chwili było ich troje – jeden niewyglądający na policjanta mężczyzna pomiędzy dwiema kobietami. Ta z lewej miała długie blond włosy, spięte w kucyk, jasną cerę i dość drobną figurę. W niczym nie przypominała osoby, która byłaby w stanie stawić czoła groźnym przestępcom: bandytom i mordercom czy też złodziejom i innym uciekinierom. Druga miała ciemne włosy splecione w warkocz opadający na lewe ramię. Już z daleka widać było, że ma piegi na twarzy, która mimo lekkiego uśmiechu nie wyglądała przyjaźnie. Sylwetka sugerowała, że kobieta jest dobrze wysportowana i codziennie ćwiczy, by utrzymać formę. Z całej trójki to jej najbliżej było do modelu przedstawianego jako wzór na szkoleniach. Wydawało mu się, że to właśnie ona będzie jego partnerką, choćby ze względu na wygląd – bardziej pasował do niej niż „ciapowaty ciepły klusek”, jak to nazwał mężczyznę w środku w swoich myślach. Tamten idealnie zgrywał się z małą blondi, ale jak wyglądałyby ich śledztwa? Dwójka nieporadnych gliniarzy, goniąca przestępcę. Jedno z nich zgubiłoby drogę, potknęło się i runęło jak długie na ziemię. Zbieg przypadkiem zahaczyłby nogą o „leżącą kłodę” i w ten oto sposób klusek i mała odnosili zawodowe sukcesy. Omal nie parsknął śmiechem, kiedy sobie to wyobraził.
- Chciałbym wam przedstawić nowego komisarza, który przyszedł na miejsce Pawła i będzie współpracował z Joanną. We własnej osobie, pan Sebastian Barański.
Nie wiedział dlaczego wszystkim zrzedły miny, kiedy komendant wypowiedział jego nazwisko. Wyglądali na zaskoczonych, jakby zdarzyło się coś niespodziewanego.
- Z tych Barańskich? - jako pierwszy odezwał się facet ze środka
- Tak, z tych. To może przedstawicie się panu komisarzowi? Zostawię was samych.
Sebastian posłał mu jeszcze pytające spojrzenie, jednak mężczyzna zignorował to i bez słowa wyszedł z biura. Jako pierwszy do nowego policjanta w ekipie podeszła piegowata, a za nią w kolejce ustawiła się pozostała dwójka.
- Mam na imię Paulina. Miło, że będziesz z nami pracował.
Ku jego niezadowoleniu okazało się, że to nie ona jest Joasią, z którą przyszło mu pracować. Musiała być nią właśnie ta mała, drobna blondynka, no chyba że jego nowa partnerka jest w tej chwili poza komendą.
- Maciek jestem, a ta za mną to Aśka, z którą będziesz pracował – wskazał na nią palcem, odsunąwszy się na bok
- Dzięki, bo ja głosu nie mam i nie pamiętam swojego imienia – warknęła oburzona.
Sebastian od razu wyczuł, że nie będzie mu łatwo nawiązać współpracę z zadziorną dziewczyną. Nie wyglądała na taką, która lubi przejmować inicjatywę. Szybko będzie musiał zweryfikować swoje zdanie na jej temat, które wyrobił sobie na podstawie jej wyglądu. Podobnie w przypadku Maćka.
- Ty, ja cię widziałam!
- Gdzie?
- Dzisiaj rano, tutaj, na Pomorskiej. Co tam masz za plecami? No tak, poznaję ten kask! - zawołała, kiedy wyciągnął przedmiot przed siebie – Kolejny wariat. Pieprzony fanatyk prędkości.
- Nawet mnie nie znasz... - zwrócił jej uwagę, lecz nie dała mu skończyć
- Każdy motocyklista traci zdolność do myślenia, kiedy tylko odpali silnik. Gdybyście nie popisywali się tak bardzo na ulicach, nasi koledzy z drogówki mieliby o kilkanaście procent mniej roboty. Szczególnie w nocy.
Kobieta odwróciła się na pięcie i wróciła do swojego biurka. Wszystkich pozostałych zaskoczyło jej zachowanie. Nigdy się tak nie zachowywała. Naskoczyła na swojego nowego partnera i to właściwie bez powodu. Nie zdążył jeszcze nic konkretnego powiedzieć na jej temat, a już była wściekła.
- O co jej chodzi? - szepnął do Maćka
- Jest uprzedzona do ciebie, ale z jakiego powodu to nie mam pojęcia. Z Anią ma raczej dobre stosunki, więc...
- Jaką Anią? Ona ma coś wspólnego ze mną?
- Ania Barańska. Bo ty jesteś jej bratem, prawda? - spojrzał wyczekująco na nowego kolegę
- No tak. Zaraz... Ania tu pracuje?
- Nie mów, że nie wiedziałeś.
Sebastian w odpowiedzi pokręcił przecząco głową.
- Naprawdę?
- Nasze kontakty wyglądają raczej tak średnio, wiedziałem tyle, że pracuje i mieszka w Krakowie. Ale nawet przez myśl mi nie przeszło, że przenoszą mnie na tę samą komendę i do tego samego wydziału.
Maciek pokiwał głową i zamyślił się przez chwilę. Zastanawiał się, jak to możliwe, że właśnie tak się stało.
- To teraz wszystko jasne. Ania kiedyś wspominała, że jej wujek zna osobiście komendanta wojewódzkiego. To musiała być jego sprawka.
- Całkiem możliwe. Takie zagranie to w jego stylu – uśmiechnął się pod nosem – Gdzie ona teraz jest?
- Mają morderstwo z Rafałem. Pojechali przepytać rodzinę ofiary. Niedługo wrócą.
Sebastian skinął głową i spojrzał w stronę Joasi. Kobieta, czując na sobie jego wzrok, na chwilę podniosła oczy znad raportów, posłała mu spojrzenie pełne wrogości i wróciła do swojego zajęcia. Przez chwilę ta jej niechęć wydała się Sebastianowi nawet zabawna. Po raz kolejny przyjrzał się Maćkowi, a potem jego nowej partnerce.
- Nie wyglądacie na policjantów.
- To chyba lepiej, co? - wyszczerzył zęby
Sebastian zrozumiał sugestię. Niepozorny wygląd ułatwiał im działanie pod przykrywką.
- Widzę, że twoja partnerka koncertowo cię olała – Maciek celowo głośno wypowiedział te słowa, by Asia wszystko słyszała. W odpowiedzi rzuciła w niego długopisem. Mężczyzna zdołał się uchylić przed ciosem, a rzucony przez blondynkę przedmiot odbił się od ściany i zakończył lot na podłodze.
- Więc na mnie spada obowiązek, żeby pokazać ci twoje stanowisko pracy – przeszedł kilka kroków przed siebie i uderzył lekko dłonią w blat jednego z biurek.
- Dzięki.
- Siadaj i czekaj na Anię. Będzie zaskoczona. Kawy?
- Poproszę – mruknął, rozsiadając się wygodnie w fotelu. Rozprostowując kości rąk, napotkał kolejne wrogie spojrzenie Joasi. Pokręcił głową, mimowolnie unosząc kąciki ust.
--------
Zdecydowałem się na takie trochę dłuższe opowiadanie, przewiduję tak ok. 20 części. Mam nadzieję, że nowe opowiadanie się spodoba.
Zapraszam także na mój drugi blog - http://behind-the-dark-corner.blogspot.com, tam też będę pisał, jednak trochę rzadziej i trochę w innym stylu. Tam trzymam się głównie tematyki kryminalnej.

wtorek, 16 lipca 2013

Zagrożona kariera cz. 8

          Potwierdziły się słowa, że najgorsze dni Joasia miała już za sobą. Sebastian, rozumiejąc już swą powinność, odwiedzał ją codziennie w szpitalu. Dziewczyna wciąż robiła postępy – wkrótce odważyła się wyjść na spacer w towarzystwie swojego przyjaciela. Doszła już do takiego stanu, że puste cztery białe ściany szpitalnej sali zaczynały działać na nią demotywująco. Dla lekarzy był to jasny sygnał, że dziewczyna jest już gotowa, by wrócić do domu. Nie było żadnych przeciwwskazań do przygotowania wypisu.
I tak oto po niespełna dwóch tygodniach spędzonych w szpitalu, Joasia w końcu wróciła do rodzinnego gniazdka. Cieszyła się jak dziecko, kiedy znów mogła paść na łóżko, wyglądać przez okno na ogródek i znów poświęcać trochę czasu swoim tajemnicom, które na zawsze pozostaną zamknięte w tym pokoju.
Ojciec i matka Joanny byli szczęśliwi. Ich córka zaczynała żyć na nowo, wyrwała się z mrocznych szponów feralnego wieczoru. Znów chodziła spokojna i uśmiechnięta. Codziennie zabierali ją na spacery do parku, nad staw. Blondynka siadała na ławce, wyciągała z kieszeni kromkę chleba i skubała ją, rzucając kawałki pokarmu pływającym przy brzegu łabędziom. Znów było jak dawniej. Gdy była dzieckiem, przychodzili tu całą rodziną w weekendy i również karmili żyjące tu stworzenia. Teraz brakowało tylko Darka.
Brat dziewczyny ucieszył się niemniej niż rodzice, gdy usłyszał o poprawie stanu psychiki Joasi. Kiedy usłyszał, że to Sebastian miał w tym spory udział, poczuł się głupio, że tak bardzo na niego wtedy naskoczył. Jeszcze tego samego dnia zadzwonił do kumpla z wyjaśnieniami i przeprosinami. Nie gniewał się. Potrafił zrozumieć, że nerwy i strach wzięły nad nim górę, przez co nie był sobą.
Kolejne artykuły w prasie mocno zraniły uczucia fanów piosenkarki. Paparazzi dali sobie spokój ze zdjęciami, po tym jak rozeszło się kilka takich z parku. Gazety pisały, że dziewczyna rzuciła wszystko i rozpoczyna nowe życie – szarego, zwykłego obywatela. Niektórzy nawet pokusili się o twierdzenie, iż gwałt został zmyślony tylko po to, żeby gwiazda miała wymówkę dlaczego rezygnuje z kariery. Po raz kolejny Joasia przekonała się, jak podły jest ten biznes. Zaczynała mieć wątpliwości co do powrotu na scenę. Czy 5 minut sławy jest warte tego wszystkiego? Poświęcenie, wyrzeczenia, rozłąka z bliskimi, ograniczona prywatność...
Właśnie tego dotyczyła jej następna rozmowa. O dziwo, to on zaproponował temat. Zapewne domyślił się, że Joasia musi zastanawiać się nad przyszłością, skoro ukazały się w prasie właśnie takie, a nie inne artykuły. Sebastian wciąż był jedyną osobą spoza rodziny, z którą się kontaktowała. Mimo że minęło już 1,5 miesiąca od gwałtu, nikt ze znajomych nie zadzwonił – choćby zapytać, czy to prawda, jeśli miał co do tego wątpliwości. Z licznej grupy fanów pozostali tylko nieliczni, wierni aż do samego końca. Pozostali milczeli, a jeszcze inni przeszli na drugą stronę barykady i dołączyli do krytyków. Dziewczyna nie przejmowała się komentarzami na forach, portalach społecznościowych czy plotkarskich. Wydarzenia ostatnich tygodni nauczyły ją, co tak naprawdę jest w życiu ważne.
- Myślałaś o tym, co będzie dalej? - spytał ostrożnie – Głos wciąż masz anielski
- I szkoda, żeby się marnował, co? - zaśmiała się
- No wiesz, ty to powiedziałaś
- Cwaniak – skwitowała, spoglądając na niego lekko z ukosa – Tak, myślałam.
- I?
- Co i?
- Postanowiłaś coś? - próbował ciągnąć ją za język, choć nie wyglądało na to, by dziewczyna miała konkretne plany.
Kilka kolejnych metrów przeszli w milczeniu. Joasia próbowała zebrać myśli, aby jasno przedstawić swoją argumentację.
- Widzisz... gdyby nie ta wymuszona przerwa, wciąż miałabym wielką rzeszę fanów, szerokie grono przyjaciół i dużo kasy. Ale musisz siedzieć tygodniami w Warszawie, żeby pracować w studiu nad nowym krążkiem, potem wywiady, telewizja, trasa koncertowa. To wszystko jest takie męczące, nie siedzisz na jednym miejscu tylko ciągle w drodze...
- I musisz na kilka miesięcy ograniczyć swoje spotkania z bliskimi do kilku weekendów – dokończył za nią
- To właśnie chciałam dodać. Nie masz wcale życia prywatnego, bo świat chce wiedzieć o tobie wszystko, co robisz, z kim, gdzie, kiedy jesz śniadanie, kiedy idziesz do kibla... to jest chore. A nawet jeśli, to po prostu nie masz czasu.
- A jak jest teraz?
- Teraz... fanów została tylko garstka, którzy mimo wszystko trzymają za mnie kciuki i uszanują decyzję, jakakolwiek ona będzie. Nie wydałam żadnego oficjalnego oświadczenia, ale już ochrzcili mnie trupem w branży muzycznej. Nie chcę wracać tylko po to, żeby komuś coś udowadniać. A znajomi? Kiedy odnosiłam sukcesy, nie przeszkadzało im, że brakuje mi dla nich czasu. Kiedy pojawiły się złe informacje, nagle, tak po prostu, zniknęli z mojego życia – opowiadała dziewczyna
- Ale... ty wciąż lubisz śpiewać, prawda?
- Tak. I chciałabym to robić, ale ten świat jest zbyt bezwzględny. Nie pasuję tam i nigdy nie pasowałam.
- Mimo to podbijałaś serca wielu osób.
- Wielu? I gdzie oni teraz są?
Zamilkł. Nie znał odpowiedzi na to pytanie. Tym razem musiał przyznać jej rację. Bardzo szybko znaleźli sobie nową idolkę po zniknięciu Joasi.
- Gdyby nie to, co się stało... dalej tkwiłabym w tym gównie. Po co mi to? Przecież zawsze chciałam być zwykłą dziewczyną z niewielkiego miasteczka, która będzie spokojnie żyć w zaciszu ciepła domowego, z mężem i dwójką czy trójką dzieci, z dala od wszechobecnego chaosu. Dałam się wciągnąć i... i zmarnowałam 5 lat swojego życia.
- Przestań. Dokopałaś tym wszystkim gwiazdeczkom, które lansują się tyłkiem i biustem, zgrywają nie wiadomo kogo i myślą, że są najważniejsze.
- No i co z tego? - prychnęła Joasia, nie bardzo rozumiejąc, co przyjaciel chce przez to powiedzieć.
Przysiedli na ławce. Mężczyzna objął ją ramieniem.
- Powiedz sama. Czy gdyby nie ta cała przygoda, z muzyką, z karierą, popularnością i tak dalej, doceniłabyś te najskrytsze marzenia?
- Nie jestem pewna. Od dziecka chciałam, żeby tak wyglądało moje dorosłe życie.
- A mimo wszystko poszłaś inną drogą. Czy jakbyś wybrała coś innego niż śpiewanie, nie ominęłabyś tego pragnienia? Prawdopodobnie tak. Zastanów się przez chwilę.
Dał jej trochę czasu do przemyśleń. Siedział obok niej w milczeniu i obserwował okolicę. Raz przenosił wzrok na przejeżdżających rowerzystów, innym razem na drzewa, jeszcze innym spoglądał w stronę stawu.
- No cóż. Przeznaczenie – rozłożyła bezradnie ręce – Tak miało być. Pomożesz napisać mi oświadczenie do fanów.
- Do tej grupki rozbitków? - spytał żartobliwie, na co dziewczyna się skrzywiła – Pewnie. Czyli jednak to koniec?
- Zaśpiewam na scenie jeszcze raz. Jeden, jedyny raz. Ostatni. Właśnie dla nich, zasłużyli. Wiernie czekali, że nie można tak po prostu tego olać.
- A potem?
- Nie wiem, nie wyznaczyłam sobie jeszcze planu na życie.
- Mówię o twoim talencie wokalnym – wyjaśnił
- Wiesz... mogę przecież śpiewać dla samej siebie. No nie patrz tak, tobie też mogę coś zaśpiewać! - dodała, gdy ujrzała nietęgą minę Sebastiana.
Po chwili on także się uśmiechał.
- Albo na ognisku, ze znajomymi. Nowymi znajomymi. Tym razem będę rozważniej dobierać osoby, które mają być obecne w moim życiu. Mogę też śpiewać w rodzinnym gronie, przy kominku...

KONIEC
--------
Zaskoczeni? Ja przyznam szczerze, że mnie ani trochę nie zdziwiło zakończenie. Nie podjąłem jeszcze ostatecznej decyzji w sprawie kolejnego opowiadania - rozważam jeszcze trzy, cztery pomysły, z których mogłoby wyjść coś fajnego, ale do jutra się zdecyduję.

poniedziałek, 15 lipca 2013

Zagrożona kariera cz. 7

- Spadaj – rzuciła, wracając do pozycji leżącej. Sama nie dowierzała, że to zrobiła. Głos nie przypominał tego pięknego, donośnego brzmienia ze sceny. Był dość niski, a w dodatku tłumiony przez chrypę.
- Tak jest! Odezwała się! - ucieszył się Sebastian ze swojego sukcesu.
Nagle zaczął się krztusić. Prawdopodobnie kawałek jabłka stanął mu w gardle. Wyciągał rękę w kierunku Joasi, prosząc o pomoc. Dziewczyna nie wiedziała co robić. Bała się wstać z łóżka, lecz nie mogła tak tego zostawić.
Długo się nie zastanawiała. Emocje wzięły nad nią górę i po raz kolejny przezwyciężyła strach. Zerwała się na równe nogi, podbiegła do Sebastiana i klepnęła go w plecy. Pomogło.
Jednak zaraz potem cofnęła się o dwa kroki jakby poczuła do niego obrzydzenie. Tym razem nie było ono związane z traumatycznymi przeżyciami – wiedziała, że mężczyzna nie zrobi jej krzywdy. Świadomość, że był jej ochroniarzem, poprawiała jej poczucie bezpieczeństwa w towarzystwie Sebastiana. Teraz chodziło o podstęp, jakiego użył mężczyzna.
- Udawałeś – pokręciła głową z dezaprobatą
Przymknął oczy i w milczeniu spuścił wzrok. Nie spodziewał się, że Joasia to zauważy.
- Musiałem wyciągnąć cię z łóżka. Wybacz.
Ku jego zaskoczeniu, dziewczyna zaczęła się śmiać. Nikt jej takiej nie widział, odkąd trafiła do szpitala. Nikomu nie udało się nawiązać z nią kontaktu, nie mówiąc już o wywołaniu uśmiechu. A on tylko przyszedł, pobył z nią przez chwilę i to dzięki niemu wróciła do świata żywych. Dar z niebios?
Donośny śmiech dziewczyny zaalarmował jej matkę. Kobieta mocno pchnęła drzwi do sali i stanęła u progu. Nie mogła uwierzyć własnym oczom. Sebastian stał przerażony pod ścianą, natomiast Joasia wyglądała przez okno, wciąż nie przestając się śmiać. Wzruszyła się, gdy zobaczyła, że jej córka znów jest wesoła.
- Mamo! - zawołała, gdy odwróciła głowę i dostrzegła kobietę.
Obie wyszły sobie naprzeciw, by paść sobie w ramiona. Stały tak na środku sali w milczeniu, czując, że najgorsze minęło. Przyglądający się tej scenie mężczyzna uznał, że jest już niepotrzebny. Zrobił swoje – pomógł blondynce się przełamać, jednak nie starczyło mu odwagi, aby zapytać o gwałt. Nie chciał psuć postępu, jaki zdołała uczynić. Rany w psychice dziewczyny dopiero teraz zaczną się goić. Minie dobrych kilkanaście tygodni, nim będzie ona w stanie podejść do całej sprawy z dystansem.
Powoli wycofywał się ku drzwiom. Joasia spostrzegła go kątem oka, gdy już miał zamykać za sobą drzwi.
- A ty dokąd?
- Lepiej będzie, jeśli już sobie pójdę – uśmiechnął się życzliwie i ukłonił przed jej matką
- Zaczekaj.
- Tak?
- Jesteś prawdziwym przyjacielem.
Żadne inne słowa nie mogły wywrzeć na nim takiego wrażenia, jak te. Przez całą drogę powrotną głos Joasi rozbrzmiewał w jego głowie, wyrażając więcej, niż mogłoby się wydawać. Zawsze traktował ją jak przyjaciółkę i miał nadzieję, że ona również tak go postrzega. Ostatnia kłótnia złamała mu serce, jednak teraz zrozumiał dlaczego tak się wtedy stało. Dopiero tragedia i jego obecność w szpitalu uświadomiła dziewczynie, iż nie był on zwykłym pracownikiem.
Nigdy jeszcze nie czuł tego, co teraz wypełniało jego serce aż po brzegi. Tego nie dało się opisać. Wszystko wydawało mu się takie piękne i wesołe. Nawet padający późnym popołudniem deszcz miał w sobie coś pozytywnego.
Wieczorem odwiedził go Rafał.
- A co ty taki wesoły? Jarałeś coś? - rzucił półżartem były policjant
- Ale co? Aż tak widać?
- No nie pierdol...
- Nie, nie paliłem nic – uniósł ręce do góry w geście obronnym – Byłem u Aśki... i to po tej wizycie tak jakoś...
- Yhym. Czyli mam rozumieć, że wizyta zakończyła się sukcesem? Czego się dowiedziałeś?
- Nic w sprawie gwałtu.
Rafał otworzył usta ze zdziwienia. Najpierw namówił go na poszukiwania sprawcy, denerwował się, gdy brakowało tropu, a teraz? Teraz cieszy się, że nie mają nowych informacji. Nie rozumiał go. W dodatku wyglądał dość komicznie ze swoją zdziwioną miną. Sebastian nie wytrzymał i parsknął śmiechem.
- No i co cię tak cieszy? Myślałem, że chcesz go znaleźć.
- Wiesz, sukces był, ale zależy jak na to spojrzeć. Wszystko ci opowiem.
Sebastian zaprowadził gościa do salonu i posadził na kanapie. Początkowo Rafał chciał odmówić, kiedy kolega zaproponował coś do picia, jednak po chwili zmienił zdanie. Stwierdził, że opowieść może być na tyle długa i nawet ciekawa, że przyda się jedno, małe, schłodzone piwo.
- Mówiłeś że sobie poradzę, nie? Miałeś rację. Więc tak: wchodzę, ona leży na boku, plecami do mnie. No to myślę, że nie będę się narzucał. Chodzę w kółko i zastanawiam się, co zrobić. Musiałem ją zaintrygować swoim przybyciem. Nie miałem pomysłu, więc zabrałem jabłko ze stołu i zacząłem sobie jeść. Tak po prostu, co nie? Nie uwierzysz – podziałało!
- Odezwała się do ciebie?
Kiwnął twierdząco głową.
- Ale zaraz potem strzeliła focha. Udałem więc, że kawałek jabłka stanął mi w gardle. Wiem, to było wredne, ale... skuteczne – powiedział z satysfakcją
- Świnia z ciebie – zaśmiał się Rafał
- No i ona się potem zaczęła śmiać. A jak weszła jej matka, to się wycofałem. No po co tam jeszcze ja, to jest rodzina. Gdy wychodziłem, nazwała mnie przyjacielem.
- Teraz rozumiem – mężczyzna wyciągnął nogi przed siebie, pociągając z puszki mocny łyk piwa – A co ze sprawcą?
- Tak jak mówiłeś – zostawmy to policji.
- Nie zależy ci już?
Sebastian odwrócił głowę. Siedział zamyślony, bawiąc się palcami i nie zwracając na nic uwagi. Nie łatwo było przyznać się do błędu. Rafał cierpliwie czekał na odpowiedź byłego ochroniarza piosenkarki. Domyślał się, że porządkuje teraz myśli, próbuje to jakoś ubrać w słowa, żeby sensownie to wyjaśnić.
- Myślałem, że jako jej przyjaciel powinienem wymierzyć sprawiedliwość, dopaść tego gnojka, który się odważył... - urwał nagle, z trudem przełykając ślinę – Myślałem, że tylko tyle mogę zrobić. Gówno prawda. Ona mnie potrzebowała. Od razu powinienem był tam pójść i okazać jej wsparcie. Dlaczego tego nie zrobiłem? Bo się bałem. Co za kretyn ze mnie! Pieprzony egoista!
- Każdy ma prawo się bać.
- Nie o to chodzi. Skupiłem się tylko na tym, co ja czułem, a ona? Mój strach w porównaniu z tym, z czym musiała się zmierzyć, jest niczym. Ja mogłem on tego uciec i właśnie to zrobiłem. Aśka nie miała wyboru. Gdybyś mnie nie wysłał to tego cholernego szpitala, nigdy bym tam nie polazł. Co ze mnie za przyjaciel?
- Świetny.
Zaskoczony odpowiedzią byłego policjanta, mężczyzna odwrócił wzrok i spojrzał na niego pytająco.
- Dostrzeganie własnych błędów to wyjątkowy dar. Nikt nie jest idealny. Przez całe życie możesz próbować poprawy, ale jeśli nie będziesz wyciągał wniosków, nie będziesz w stanie tego robić. Idąc tym tropem dalej – jeśli nie będziesz popełniał błędów, nie wyciągniesz wniosków. Co za tym idzie?
- Nie będziesz mógł się poprawić – mruknął cicho Sebastian
- Brawo. Większość ludzi uważa, że nie wolno popełniać błędów. I to jest złe myślenie. Błędy są dobre, jeśli potrafisz z nich skorzystać. Ja już nigdy nie wsiądę za kierownicę po pijaku. Zabiłem dziecko, ale kto wie, czy gdyby nie ten błąd, nie stałoby się większe nieszczęście...
Zapadła cisza. Żaden z nich nie wiedział już co powiedzieć. Rafał czuł się niezręcznie po ostatnich kilku zdaniach. Wyglądało to tak, jakby cieszył się ze śmierci tego dziecka, bo dzięki temu nie spowoduje wypadku, w stanie upojenia alkoholowego, z większą liczbą ofiar.
- Pójdę już. Trzymaj się jakoś.

niedziela, 14 lipca 2013

Zagrożona kariera cz. 6

          Organizm Joasi dobrze radził sobie z obrażeniami, dzięki czemu fizycznie dziewczyna szybko wróciła do zdrowia. Niestety, z jej psychiką było znacznie gorzej. Wydarzenia feralnego wieczora zapisały się głęboko w jej pamięci. Za nic w świecie nie mogła tego wymazać, zapomnieć o tym, choć bardzo chciała. Pamiętała każdy szczegół z tych dramatycznych dla niej chwil, ten ból i łzy, a co najgorsze, wciąż czuła jego dotyk i zapach. Nie bawił się w ostrożność czy delikatność. Nie wstrzymał ręki, gdy podniósł ją, by uderzyć protestującą dziewczynę. Bił ją tak długo, aż nie miała siły się bronić i poddała się. Przedtem zaciągnął ją w najmniej uczęszczany zakamarek parku. Prawdopodobieństwo, że ktoś tam pojawi się wieczorem, było niemal takie jak wygranie kilkuset tysięcy złotych na loterii. Może w dzień, ale na pewno nie wtedy, gdy jest ciemno.
Zamknęła się w sobie. Z nikim nie rozmawiała, na nic nie zwracała uwagi. Różni ludzie próbowali nawiązać z nią kontakt – policjanci, psycholodzy i inni lekarze, menadżer, rodzice, a także brat – za każdym razem kończyło się tak samo – po pewnym czasie rezygnowali.
Tłumaczyli sobie, że muszą dać jej czas, że musi się z tym uporać i na nowo nauczyć żyć. Ona pragnęła tylko jednego. Wyrzucić to z pamięci. Wszystko, co tylko wiązało się z traumatycznym przeżyciem, paraliżowało ją. Wciąż nie mogła przestać o tym myśleć. Wciąż wydawało się jej, że on jest gdzieś tutaj, blisko.
- Cześć Asia – powiedział Darek, wchodząc do sali.
Dziewczyna, jak zwykle, gdy ktoś pojawiał się w pomieszczeniu, przekręcała się na bok, twarzą do ściany. Miała dość kolejnych osób, próbujących na siłę jej pomóc, sterczących nad łóżkiem, wymyślając coraz to głupsze propozycje, aby tylko nie leżała przez cały dzień pośród czterech ścian. Lecz tylko tak czuła się na tyle bezpieczna, by nie drżeć ze strachu. Chciała wykrzyczeć im wszystko, co właśnie przychodziło jej do głowy, chciała powiedzieć, żeby zostawili ją w spokoju, ale głos wiązł jej w gardle.
- Słuchaj... muszę wracać do Anglii. Jane jest w ciąży, przecież wiesz – uśmiechnął się nieznacznie, jakby to miało pomóc jego siostrze – Potrzebuje mnie.
Nawet nie drgnęła. Wyglądało to tak, jakby wcale go nie słyszała. Nie potrafiła się przełamać, obrócić i chociaż musnąć palcami jego dłoń. Niewidzialna siła trzymała ją w tej pozycji i zamykała usta.
- Gdybym tylko mógł... rozszarpałbym gnoja na strzępy. Przyjadę niebawem. To znaczy... sam nie wiem, za miesiąc, może dwa.
Opuścił głowę i ukrył twarz w dłoniach. Po co to wszystko mówi? Przecież ona i tak nie reaguje. Wcale to do niej nie dociera. Zdał sobie sprawę, że Joasia nigdy już nie będzie taka jak dawniej. Położył dłoń na jej ramieniu, po czym ze smutkiem podniósł się z miejsca i wyszedł.

          Trwał czwarty dzień poszukiwań sprawcy, prowadzonych przez Rafała i Sebastiana. Media wrzały, prześcigały się w najnowszych doniesieniach o stanie zdrowia piosenkarki. Wymyślali coraz to nowsze historie, podające nieprawdziwe szczegóły tragicznego zdarzenia. Jedni twierdzili, że sprawca zaciągnął swoją ofiarę do samochodu, inni pisali, że najpierw molestował dziewczynę przez dłuższy czas, a jeszcze inni, że blondynka sama sprowokowała sprawcę swoim wyglądem. Kto choć trochę znał Joasię, nie mógł mieć wątpliwości, jak bardzo naciągana jest ta ostatnia teza – dziewczyna nigdy nie ubierała się wyzywająco, w przeciwieństwie do innych gwiazd. Po prostu to nie było w jej stylu. Pozostałe dwie mogła zweryfikować tylko policja bądź ofiara. Niektórzy dziennikarze nawet przyjeżdżali do szpitala i próbowali przedostać się do sali, gdzie leżała.
- Kompletny brak moralności – skomentował Sebastian, cisnąwszy na stół kilka codziennych gazet.
Rafał w odpowiedzi wzruszył ramionami.
- Byliśmy w tym parku, nie znaleźliśmy nic, sprawdziliśmy jej otoczenie, nie znaleźliśmy nic, pogróżek nie dostawała... co dalej?
- Jedź do niej do szpitala. Być może wie o czymś, co naprowadzi nas na jakiś trop. Jakieś znaki szczególne sprawcy, blizny, zadrapania...
- Nie wiem czy to jest dobry pomysł – mruknął niepewnie
- Jeśli chcesz znaleźć sprawcę, nie masz wyjścia – odparł cicho, lecz stanowczo – Ja zajmę się jej przeszłością. Nie możemy wykluczyć, że spotkała po latach kogoś znajomego, dajmy na to byłego chłopaka, a ten nie opanował emocji i...
- Ona nie miała chłopaka.
- Dobra, to ktoś zazdrosny, komu zaszła za skórę.
- Raczej nie miała wrogów.
- Raczej – powtórzył głośno – Nie mamy pewności, dlatego trzeba to sprawdzić.
- Jak zamierzasz to zrobić?
- Mam swoje sposoby – rzucił tajemniczo – Ty lepiej się martw, żeby cię do niej wpuścili i żeby chciała z tobą gadać.

          Zgodnie z planem Rafała, Sebastian udał się do szpitala. Dopiero kiedy parkował samochód i spojrzał na budynek, serce zaczęło walić mu jak oszalałe. Bał się tego spotkania. Ostatnia ich rozmowa nie przebiegła w najlepszej atmosferze. Jakby tego było mało, jej rodzice mogli obarczyć go winą, za to, co się stało. Choć sam częściowo to robił, wolałby jednak nie usłyszeć tego z ust innych osób. Sprawy na pewno nie ułatwił mu fakt, że będzie musiał stawić czoła nie lada wyzwaniu – przeprowadzić rozmowę z ofiarą gwałtu na temat tego, co się wydarzyło. Wciąż nie potrafił zrozumieć, dlaczego to właśnie jego Rafał wysłał do szpitala. Przecież on, pracując jeszcze w policji, miał styczność z takimi przypadkami. Więc miał doświadczenie i wiedział, jak poprowadzić taką rozmowę.
Zatrzymał się, gdy w oddali korytarza zobaczył matkę Joasi. Sam nie wiedział czy to dla niego lepiej, czy nie, że jest sama. Nogi mu zmiękły. Z trudem przełknął ślinę i ruszył dalej niepewnym krokiem.
Przystanął obok kobiety i w milczeniu patrzył w ten sam punkt, co ona – drzwi naprzeciwko. Domyślił się, co za nimi zobaczy, o ile będzie mógł tam wejść.
- Co z nią? - spytał cicho drżącym głosem. Serce biło mu tak mocno ze strachu, że aż chyba pół korytarza je słyszało. Matka dziewczyny powoli odwróciła głowę i spojrzała na niego.
- Fizycznie dobrze. Ale nie chce z nikim rozmawiać, w ogóle nie kontaktuje.
- Mogę spróbować? - poprosił nieśmiało, nie zastanawiając się nad możliwą odpowiedzią. Musiał to powiedzieć. Czego miał się obawiać? Jeśli nie spyta, na pewno nie zobaczy się z Joasią.
Ulżyło mu trochę, gdy kobieta podniosła rękę i wskazała na drzwi. Zrozumiał, że dostał pozwolenie. Delikatnie nacisnął klamkę i wślizgnął się do środka.
Od razu spostrzegł w rogu łóżko, na którym leżała drobna, wychudzona blondwłosa dziewczyna. Była odwrócona twarzą do ściany. Sebastian specjalnie nie odezwał się ani słowem, chcąc ją zaintrygować swoim przybyciem.
Dziewczyna zdążyła się już na tyle przyzwyczaić do odwiedzających ją osób, że rozpoznawała ich po zachowaniu. Najpierw stwierdzała, czy kroki należą do kobiety, czy mężczyzny. Lekarz od razu podchodził do łóżka i oglądał ją, brat już wyjechał, natomiast ojciec siadał na krzesełku i w milczeniu przy niej czuwał. Nie był to żaden z nich, gdyż ten powoli spacerował po sali. Usłyszała jak otwiera okno i podchodzi bliżej.
- Zaraz się odezwie – pomyślała.
Tym razem nie miała racji. Mężczyzna zabrał coś ze stolika, odszedł na drugi koniec sali. Kroki ustały. Przyszło jej na myśl, że zaraz wyjdzie, jednak zamiast dźwięku otwieranych drzwi, usłyszała coś przypominającego gryzienie jabłka.
Matka codziennie rano przynosiła jej świeże owoce, licząc na to, że dziewczyna w końcu się przełamie i zacznie jeść. Joasia wywnioskowała, że to właśnie jabłko mężczyzna zabrał ze stolika.
- Nie no, to już jest przesada – irytowała się w myślach – Wchodzi tu sobie, spaceruje, otwiera okno i jeszcze moje jabłko wyjada! Panoszy się, jak u siebie!
Zdenerwowanie wzięło nad nią górę i przezwyciężyło traumę. Blondynka nie bez trudu podniosła się do pozycji siedzącej i odwróciła głowę. Znów zaniemówiła, lecz tym razem ze zdumienia – Sebastian opierał się o ścianę i jak gdyby nigdy nic rozkoszował się owocem.
- Pogadasz ze mną? - spytał łagodnym tonem, gdy dostrzegł, że Joanna z niedowierzaniem patrzy na niego.

czwartek, 11 lipca 2013

Zagrożona kariera cz. 5

          Zgodnie z prognozami Sebastiana, następnego ranka pojawili się u niego policjanci. Ironicznie stwierdził, że dobrze się stało, iż nie przyszli po niego antyterroryści, wyważając drzwi o szóstej rano, wyciągając go jeszcze śpiącego, być może półnagiego, z łóżka. Policjantów było dwóch, a właściwie to jeden – towarzyszyła mu kobieta. Oboje nie mieli na sobie mundurów, lecz dumnie machali odznakami przed oczyma swoich rozmówców. Dzięki temu Sebastian wiedział z kim ma do czynienia. Odsunął się na bok, wpuszczając komisarzy do środka.
- Chcielibyśmy porozmawiać o Joannie Klenickiej.
- A konkretnie? - Sebastian skrzyżował ręce na klatce piersiowej i oparł się o ścianę
- Została pobita i zgwałcona. Co pan robił przedwczoraj wieczorem?
Udał zaskoczonego. Choć wiedział o tym już wcześniej, nie chciał dać po sobie tego poznać. Uznał, że będzie lepiej, jeśli policja nie dowie się o wizycie brata ofiary w jego mieszkaniu. To mogłoby jedynie wprowadzić zbędne zamierzanie, a być może nawet zrzucić na niego podejrzenia.
- No więc? Teoretycznie mógł pan to zrobić. Miał pan motyw, bo zwolniła pana z pracy, a w dodatku był pan już karany...
- O przepraszam bardzo – natychmiast się oburzył – Jestem złodziejem, nie gwałcicielem, to po pierwsze. Teraz układam sobie życie uczciwie, to po drugie. Tego wieczora byłem w domu i popijałem piwo przed telewizorem – to po trzecie.
- Ktoś może to potwierdzić?
- Mój współlokator, Andrzej. Obecnie jest w pracy, więc jak tak bardzo się wam spieszy to mogę dać namiary.
- Wystarczy numer telefonu.
Sebastian odszukał w telefonie kontakt podpisany imieniem kolegi i przedyktował numer komisarzowi. Mężczyzna w rozmowie telefonicznej potwierdził, że obaj przez cały czas byli w domu i żaden z nich nie wychodził. W tym czasie policjantka kontynuowała dialog z byłym ochroniarzem piosenkarki.
- Czy miała wrogów?
- Wie pani, trudno powiedzieć... Jest rozpoznawalna, ma wielu fanów, ale także wrogów, którzy są zazdrośni – no bo jej się udało, a oni mają jakieś tam kompleksy. Jeśli to nie jest nikt z jej otoczenia, trudno będzie wskazać potencjalnego sprawcę.
- To już zostaw nam – mruknęła, spoglądając porozumiewawczo na kolegę.
Komisarz lekko skinął głową. Powoli, pewnym krokiem, przeszedł obok Sebastiana i zatrzymał się tuż za nim. Mężczyzna był trochę zaskoczony taką postawą policjantów. Wyglądało to tak, jakby spodziewali się próby ucieczki z jego strony. Chwilę później wiedział już dlaczego.
- Pojedzie pan z nami?
- Podejrzewacie mnie? Przecież mam alibi.
- No niby tak, ale... trochę naciągane to alibi, nieprawdaż?
Sebastian posłał komisarzowi pytające spojrzenie.
- Skoro to pana współlokator, dość dobrze się panowie znają. W związku z tym mógł pan się z nim porozumieć, żeby pana krył. Dlatego pobierzemy od pana materiał genetyczny i porównamy z tym zabezpieczonym przez nas, aby całkowicie wykluczyć pana z kręgu podejrzanych.
- Rozumiem – podrapał się po brodzie – Ale czy nie można tego zrobić tutaj?
- Nie, na komendzie. Pojedzie pan dobrowolnie czy mamy zabrać pana siłą?
- Nie no, oczywiście że dobrowolnie – oznajmił, ściągając bluzę z wieszaka
Komisarze wyszli, a za nimi Sebastian. Nie ufał policji, jednak tym razem był spokojny. Doskonale wiedział, że badanie tylko potwierdzi jego niewinność, skoro materiał genetyczny, który zabezpieczyli, należał do gwałciciela.

          Około godzinę później był wolny. Wrócił do domu, udał się prosto do swojego pokoju i usiadł na łóżku. Zastanawiał się co dalej.
- Kto i dlaczego chciałby to zrobić? Komu mogła zaszkodzić?
Od razu ze swych podejrzeń wyrzucił menedżera. To typ karierowicza, któremu zależy tylko i wyłącznie na tym, by dotrzeć na szczyt. Skrzywdzenie Aśki z pewnością nie było mu na rękę, więc nie mógł tego zrobić. Próbował szukać motywów u kolejnych osób z jej otoczenia.
Dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego, co robi. Zerwał się z miejsca, pobiegł do łazienki. Wsadzając głowę pod kran, odkręcił kurek z zimną wodą. Potrzebował zimnego prysznica, żeby się opanować. Inaczej wpadnie w paranoję, każdy przechodzący obok mężczyzna będzie dla niego potencjalnym sprawcą.
- Bez pomocy profesjonalisty się nie obejdzie – stwierdził, wycierając twarz.
Przez chwilę nawet przyszło mu na myśl, żeby pojechać do szpitala, porozmawiać z rodziną Asi, jej bliskimi. Szybko zrezygnował z tego pomysłu. Nie miał na tyle odwagi, by spojrzeć im w twarz. Choć nie pracował już jako ochroniarz piosenkarki, miał wyrzuty sumienia. Czuł się winny temu, co się wydarzyło i zobowiązany do odnalezienia sprawcy. Dlatego postanowił skorzystać z pomocy znajomego.
Rafała poznał podczas odsiadki – mniej więcej pół roku po osadzeniu Sebastiana, do celi dołączył były już policjant. Pewnego razu, wracając z urodzin kolegi, potrącił na pasach dziecko. Wszystko skończyłoby się o wiele łagodniej, gdyby nie fakt, że mężczyzna był wtedy nietrzeźwy, zbiegł z miejsca zdarzenia i ukrył ciało dziewczynki. Kiedy wszystko wyszło na jaw, stracił pracę, żona od niego odeszła i zabrała ze sobą ich synów, a także postarała się o utratę praw rodzicielskich mężczyzny. Raz nawet próbował odebrać sobie życie.
To właśnie on, znając metody śledcze i procedury, miał pomóc w odnalezieniu gwałciciela. Obecnie powoli stawał na nogi, założył własny warsztat samochodowy, jednak konkurencja nie była łatwa do ogrania. Utrzymywali rzadki kontakt z Sebastianem, lecz rozmawiali na tyle często, by znać swoje aktualne adresy zamieszkania.
Nie zastał go w domu. Pojechał więc do znajdującego się nieopodal warsztatu. Zastał mężczyznę leżącego pod samochodem. Widoczne były tylko jego nogi, więc nie mógł go rozpoznać. Nie będąc pewien, czy jest to Rafał, zastukał w szybę samochodu i spytał:
- Jest kierownik?
Mężczyzna nic nie mówiąc wyczołgał się spod pojazdu i wyprostował. Odkładając klucz francuski na szafkę, przyglądał się przybyszowi.
- Seba! - zawołał w końcu
Sebastian rozpoznał kolegę dopiero po głosie. Zasadniczą różnicą w wyglądzie, z wyjątkiem stroju, był całkowity brak owłosienia na twarzy. Były policjant pozbył się zarówno brody i wąsów, jak i również ogolił się na łyso.
- Rafik, nie poznałem cię – poklepał go po ramieniu – Dużo masz roboty?
- No właściwie to wcale nie mam
- A ten? - wskazał palcem na volkswagena, pod którym jeszcze przed chwilą leżał Rafał
- To mój, sprawdzałem tylko czy wszystko jest w porządku. Dopiero co kupiłem, używany.
- Więc możesz gadać?
- Tak, poczekaj tam na mnie – wskazał głową drzwi do pomieszczenia obok
Sebastian oglądając się za Rafałem, nacisnął na klamkę. Jego znajomy właśnie zmywał brud z rąk za pomocą specjalnego płynu. Kiedy skończył, rzucił ścierkę na bok i podążył za swoim gościem, który w tym momencie rozglądał się po niedużym „kantorku”. Przy jednej ścianie znajdowały się meble, obok nieduża lodówka, na szafkach trochę sprzętu kuchennego – noże, czajnik elektryczny, kilka szklanek. Kątek oka zauważył też kranik i umywalkę, które zapewne konieczne były do płukania naczyń. Po drugiej stronie pomieszczenia znajdowała się kanapa, a przy samych drzwiach stolik z telewizorem. Ściany pomalowane były na kolor zbliżony do turkusowego, być może trochę jaśniejszy. Światło wpadało głównie przez okno wychodzące na zewnątrz – z drugiego obserwować można było główną część budynku, gdzie Rafał zajmował się samochodami.
- Kawy, herbaty?
- Nie, dzięki. Przyjechałem, bo potrzebuję twojej pomocy.
- To znaczy? - Rafał nieufnie przechylił głowę
- Wiesz, byłem ochroniarzem tej piosenkarki, Aśki Klenickiej.
Rafał skinął głową.
- Nie wiem czy media już rozdrapały ten temat, czy nie, ale na pewno to zrobią. Dziewczyna została zgwałcona. Znaleźli ją w parku, sprawca jej nie oszczędzał.
Sebastian na chwilę urwał, przyglądając się uważnie, jak zmienia się twarz Rafała. Wydawało się, że z każdym słowem coraz bardziej interesuje go ta historia.
- Co prawda od tygodnia już nie pracuję dla niej, ale... chciałbym odnaleźć tego gnoja. Chciałbym, żeby dosięgła go sprawiedliwość.
- Zostaw to policji – mruknął, odwracając się na pięcie.
Nie takiej odpowiedzi spodziewał się Sebastian. Szczególnie po tym, jak mężczyzna już dobrze się wsłuchał. Nie zamierzał się jednak poddać.
- Policja? Co oni zrobią? Pobierają materiał genetyczny od osób z jej otoczenia, stwierdzą, że żaden nie jest tym z miejsca zbrodni i umorzą sprawę. Mimo wszystko, jestem to jej winien.
Rafał prychnął kpiąco. Z więzienia zapamiętał go raczej jako twardego, opryskliwego, obojętnego skurwiela. Naprawdę niewiele osób mogło z nim tak szczerze, po prostu pogadać. Jedną z takich osób był właśnie on, jednak nie zmieniło to jego zdania o Sebastianie.
- Jeśli to ona stoi za twoją przemianą...
- Gówno mnie obchodzi, dlaczego się zmieniłem. Teraz zależy mi na odnalezieniu sprawcy. Pomożesz mi?
- Myślisz, że mamy większe szanse niż policja?
- Ja nie mam. Ale my – tak.
Rafał odwrócił głowę i spojrzał na znajomego. W jego oczach dostrzegł dziwny, tajemniczy błysk. On naprawdę wierzył, że im się uda.

wtorek, 9 lipca 2013

Zagrożona kariera cz. 4

           Sebastian wrócił do domu poirytowany. Potrafił dobrze maskować swoje emocje, dlatego też jego współlokator nie spostrzegł, że coś się stało. Z kamienną twarzą krzątał się po kuchni, przygotowując obiad, podczas gdy tamten stał oparty o framugę i gadał jak nakręcony. Gdyby nie niski głos mężczyzny, mógłby pomyśleć że to jakaś głupiutka blondyneczka opowiada jak to była na zakupach i niewiarygodne jej się wydawało, że wydała aż sto złotych w jednym sklepie czy coś podobnego. Pasjonował się błahostkami, bagatelizował ważne sprawy, a ciągłe gadanie stawało się uciążliwe.
- Się nie zesraj z wrażenia – mruknął w pewnej chwili poirytowany Sebastian. Przeklinał w myślach chwilę, w której wysiadł z samochodu Joasi. Gdyby nie zapomniał zabrać swoich słuchawek, mógłby je teraz założyć na uszy i uwolnić się od przemowy współlokatora.
- A wiesz, poznałem taką fajną dziewczynę – kontynuował niezrażony – Rudowłosa, szczupła piękność na obcasach o pociągłej twarzy. Mówię ci, gdybyś ją zobaczył. Zaprosiłem ją na kawę. Pogadaliśmy trochę, nawet mamy podobne zainteresowania. Ona jest fanką tej Aśki, co u niej pracujesz. Słuchaj, może dałoby radę załatwić autograf? Moje notowania znacznie skoczyłyby w górę.
Mężczyzna wyszczerzył zęby. Sebastian wcale nie musiał się odwracać, żeby o tym wiedzieć. Zawsze, kiedy coś od kogoś chciał, próbował się uśmiechnąć serdecznie. Miało to być zachęcające, jednak według mniemania Sebastiana, raczej wzbudzało politowanie.
- Andrzej, daj sobie spokój z tym autografem. Ona niczym się nie różni od pozostałych gwiazdek – jest zakompleksiona, zarozumiała, egocentryczna i traktuje wszystkich z góry.
- A co ty taki wkurzony? Wywaliła cię?
W odpowiedzi przewrócił oczami. Ostatnim tematem na który chciał rozmawiać, była dzisiejsza kłótnia z piosenkarką. Miał nadzieję, że chociaż w domu będzie mógł odpocząć, jednak nie zanosiło się na to. Czerwieniejąc ze złości, rzucił obieranego właśnie ziemniaka do zlewu, wytarł ręce w ścierkę i wyminął w progu zdumionego Andrzeja.
- Jeszcze nie, ale wkrótce to zrobi – odparł, gdyż wiedział, że tamten nie da za wygraną i koniecznie zechce uzyskać odpowiedź.
Zniknął za drzwiami swojego pokoju, zostawiając współlokatora samego. Już dawno zamieszkałby sam, gdyby nie fakt, że wynajem mieszkania sporo kosztuje. Zbyt dużo, by mógł pozwolić sobie na samotne mieszkanie. Jego sytuacja finansowa nie była wystarczająco stabilna bądź potrzebował pieniędzy na inne cele.

           Stało się. Dwa dni później dostał telefon od menedżera młodej gwiazdy. Chciał się spotkać. Ostateczny termin ustalili na godzinę czternastą, w kawiarni „Pod Chmurką”. Sebastian zjawił się punktualnie, nawet kilka minut przed czasem. Rozejrzawszy się w pomieszczeniu, dostrzegł wolny stolik pod oknem. Podszedł bliżej i przysiadł się tam. Nie było ani Joanny, ani jej menedżera. Zastanawiał się czy będą we dwoje, czy tylko on sam.
Aby umilić sobie oczekiwanie, zamówił podwójne espresso. Nieczęsto pijał kawę, ale jeśli już to robił, to rozkoszował się tą chwilą. Uwielbiał ten smak, ten zapach, a że były one dla niego wyjątkowe, nie chciał, by stały się codziennością. Rutyna zabiłaby wyjątkowość i znaczną część radości, jaką dostarczało mu picie dobrej kawy.
Czekał ponad pół godziny. Po raz ostatni spojrzał na zegarek, już podnosił się z miejsca, kiedy w drzwiach stanął oczekiwany przez niego mężczyzna. W jednej ręce trzymał teczkę, natomiast w drugiej torbę. Sebastian poznał ją – tam musiały być jego rzeczy, które miał ze sobą w Anglii. I zapewne też słuchawki, których tak bardzo mu brakowało, gdy Andrzej rozpoczynał swoje monologi.
- Przepraszam za spóźnienie, ale miałem jeszcze spotkanie z przedstawicielem prasy. Musiałem omówić szczegóły wywiadu.
- Do rzeczy panie Okucki, do rzeczy. Mój czas się kończy.
- Niepotrzebnie się wtrącasz w nieswoje sprawy – zaczął, przecierając chusteczką swoje okulary
Sebastian uniósł brwi do góry i zaśmiał się cicho.
- Jesteś tylko ochroniarzem i powinieneś był ograniczyć się do dbania o bezpieczeństwo naszej żyły złota. Od kierowania jej karierą jestem ja – wyprostował się dumnie, jakby oczekiwał braw
- Widzisz, i to nas różni.
Wiesław Okucki posłał mu pytające spojrzenie.
- Dla ciebie ona jest, jak to określiłeś, „żyłą złota” - kontynuował napoczętą wcześniej myśl – Traktujesz ją tylko jak źródło zarobków, jak rzecz, dzięki której możesz się wzbogacić.
- A ty niby jak? - rzucił kpiąco
- Ja przede wszystkim dostrzegam w niej człowieka, widzę w niej kobietę. Ona też ma rozum, ma swoje zdanie i warto byłoby go posłuchać. A jeśli ma wątpliwości, to trzeba jej pomóc je rozwiać, żeby sama podjęła decyzję, a nie narzucać swoje warunki.
- Głębokie. Poruszyłeś mnie, wiesz? - stwierdził ironicznie
Sebastian wstał z krzesła, pochylił się do przodu. Oparł ręce na stole i spojrzał prosto w oczy menedżerowi piosenkarki.
- Bez niej byłbyś nikim.
Okucki bez słowa odwrócił głowę, sięgnął do teczki. Wyciągnął z niej kartkę papieru i długopis. Podał je Sebastianowi.
- Dlatego nie dam się wygryźć – z uśmiechem na twarzy obserwował każdy ruch rywala. Właśnie tak go postrzegał od momentu, gdy usłyszał o jego bardzo dobrych relacjach z Asią. Na tyle dobrych, że pozwalał sobie radzić jej w sprawach związanych z karierą.
Sebastian podpisał papier i odsunął go w stronę menedżera piosenkarki. Wstał od stołu, okrążył go i zatrzymał się tuż obok mężczyzny. Patrzył na niego z góry groźnym spojrzeniem, jakby chciał mu coś zrobić.
- Ach, byłbym zapomniał. Joanna prosiła, żeby przekazać ci bagaż – wskazał na torbę obok swojego krzesła – Zostawiłeś w samochodzie.
- Dzięki – mruknął z niechęcią – Zmieniasz wytwórnię tylko dlatego, żeby Aśka dostała więcej kasy, bo to oznacza także podwyżkę dla ciebie? Zapomnij. Ona nie będzie rozbierać się do teledysków. Nie da się sprzedać.
- Taki pewien jesteś? To idiotka. Jest kompletnie zielona, ufa mi na ślepo. Myślisz, że ona sama by cię zwolniła?
- Nie jest na tyle głupia, by nie czytać tego, co podpisuje – rzucił na odchodne Sebastian. Nie zwracając już uwagi na Okuckiego, wyszedł powolnym krokiem z lokalu.

           Minął tydzień. Tydzień nieudanych prób poszukiwania pracy i przeliczania oszczędności. W prasie dużo rozpisywano się o nowej płycie Joasi, do której nagrywania rozpoczynają się przygotowania. Od czasu zwolnienia Sebastian podchodził do tego z dystansem – nie fascynował się twórczością dziewczyny, jak ci wszyscy dziennikarze, nie interesował się tak bardzo jej piosenkami, jak swego czasu, gdy wydała pierwszy krążek.
Skreślał w gazecie kolejne ogłoszenia z pracą, których i tak nie było za wiele. Największą przeszkodą okazywało się nie wykształcenie, nie umiejętności, lecz przeszłość. Niewielu zgadzało się zatrudnić karaną osobę.
Nagle usłyszał hałas przypominający pukanie do drzwi. Uniósł głowę, nasłuchując. Kiedy ponownie jego uszu dobiegł ten sam dźwięk, zerwał się, by otworzyć. Ledwie pociągnął za klamkę, a już jakaś siła pchnęła go do tyłu tak mocno, że aż upadł na podłogę. Usłyszał dźwięk zamykanych drzwi, a po chwili poczuł silny ból w brzuchu. Próbując się podnieść, coś podciągnęło go ku górze, a następnie przycisnęło do ściany. Dopiero po chwili zrozumiał co się dzieje.
- Darek, uspokój się! - krzyknął, gdy dostrzegł twarz swojego przyjaciela. Nie posłuchał go. Uniósł pięść do góry i wymierzył Sebastianowi siarczysty policzek.
- Miałeś ją pilnować – wycedził przez zęby – Gdzie ty kurwa byłeś?!
- Zwolniła mnie
- Nie pierdol – ponownie chciał go uderzyć, ale wtedy Sebastian podniósł ręce do góry w geście obronnym.
- Chcesz to pokażę ci papier. Tydzień temu spotkałem się z jej menadżerem, podpisałem rozwiązanie umowy w trybie natychmiastowym. Cztery dni temu dostałem pocztą ksero.
- Poważnie?
- No przecież nie żartowałbym z ciebie w takiej furii.
Brat Joasi puścił go i odwrócił się na pięcie. Zrobił dwa kroki w przód, potem oparł głowę o ścianę. Sebastian w milczeniu obserwował jego zachowanie. Starł ręką krew wypływającą z nosa i podszedł bliżej.
- Co się stało?
- Pobili ją i zgwałcili. Wczoraj wieczorem. Jest nieprzytomna, leży w szpitalu.

poniedziałek, 8 lipca 2013

Zagrożona kariera cz. 3

          W Londynie zabawili przez tydzień. Brat Joasi, Darek, nie ukrywał radości, jaką sprawiła mu ukochana siostrzyczka swoją obecnością. Cieszył się także, że jej relacje z Sebastianem układają się dobrze. W końcu to on polecił mężczyznę do tej pracy, tak jakby dał gwarancję na udaną współpracę.
- Szkoda, że już jutro wyjeżdżacie – mruknął podczas przygotowywania kolacji – Chciałem wam przedstawić moją dziewczynę, ale w tej chwili nie ma jej w mieście. Pojechała do rodziców na wieś, podzielić się radosną nowiną. Miałem tam być z nią, ale nie dostałem urlopu.
- Radosną nowiną? - powtórzyła jak echo
- Czyli będziesz miał dziecko? - Sebastian wstał od stołu i podszedł do kolegi. Siłą odciągnął go od kuchenki i uściskał serdecznie.
- Moje gratulacje – rzucił, wracając na swoje miejsce. Joasia nie była w stanie wypowiedzieć ani słowa. Już sama wiadomość o tym, że jej brat ma kogoś, zaskoczyła ją w znacznym stopniu. Gdy usłyszała także, że jest ona w ciąży, po prostu zaniemówiła.
W milczeniu jedli kolację. Darek ukradkiem zerkał to na Sebastiana, to na siostrę. Dziewczyna patrzyła gdzieś przed siebie, utkwiła wzrok w jednym punkcie naprzeciw niej. Zdawałoby się, że odcięła się od tego wszystkiego i odpłynęła daleko w swoich rozmyślaniach. Brat postanowił przywołać ją do świata żywych poprzez mocne uderzenie dłonią w stół tuż obok niej. Aż podskoczyła, gdy usłyszała huk. Minęła chwila nim zorientowała się, co się stało. Sebastian wbił wzrok w talerz, chcąc uniknąć kontaktu wzrokowego, natomiast Darek śmiał się z jej reakcji. Posłała mu wrogie spojrzenie.
- Żmija – mruknęła, udając obrażoną. Jeszcze przez chwilę prowadziła utarczki słowne z bratem, dopóki od stołu nie wstał Sebastian.
- Jutro dość wcześnie trzeba wstać. Idę się położyć – powiedział nieswoim głosem. Asia wyczuła, że coś jest nie tak, lecz nie miała odwagi poruszyć tego tematu przy nim.
- Co jest?
- Po prostu czuje się samotny – wzruszyła bezradnie ramionami – Daję mu trochę wolnego czasu na wyjazdach, żeby mógł zapoznać jakąś fajną dziewczynę, ale najwidoczniej nie trafił jeszcze na tę jedyną.
Mężczyzna skinął głową na znak, że rozumie. Popatrzył spode łba na siostrę, jednak blondynka nie była w stanie odgadnąć, co tym razem ma na myśli.
- A ty?
- Co ja?
- Czy trafiłaś na kogoś.
- Nie, co ty... Teraz wokół mnie jest pełno takich, którzy kręcą się wokół mnie ze względu na moją popularność.
- Ale nie możesz tak patrzeć na wszystkich...
- Mam jeszcze czas – ucięła temat, wstając od stołu – Też już pójdę spać. Przyjedź do nas kiedyś, dobrze? Najlepiej z... Betty, tak?
- Pomyślimy o tym. Pozdrów ode mnie rodziców.
- Masz to jak w banku – uśmiechnęła się do brata. Zatrzymała się w progu i życzyła mu dobrej nocy. Posiedział jeszcze chwilę w samotności, wsadził brudne po kolacji naczynia do zmywarki, a dopiero potem udał się do sypialni. Co z tego, ze jutro sobota, skoro będzie musiał rano wstać, by odwieźć Joasię i Sebastiana na lotnisko? Upierali się, że pojadą taksówką, lecz on nie zamierzał odpuścić. Jeśli rano będzie już na nogach, gotowy do wyjazdu, będą musieli się zgodzić.

          W samolocie Sebastian nie odezwał się ani słowem. Mimo że na pokładzie maszyny siedzieli obok siebie, wyglądali jak zupełnie obcy sobie ludzie. Już na samym początku mężczyzna założył na uszy słuchawki i odwrócił głowę, nie zwracając uwagi na towarzyszkę. Siedział jak struty już wczorajszego wieczora, dlatego Joasia pomyślała, że wciąż mu nie przeszło, a powodem takiego zachowania są sprawy osobiste.
Wszystko stało się jasne dla niej, gdy mężczyzna podjął rozmowę, gdy odwoził ją do domu.
- Kiedy mi to powiesz?
- Co?
- Nie udawaj, że nie wiesz o co chodzi. Kiedy mnie zwalniasz?
- A skąd takie pytanie? - zaśmiała się, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że to nie jest dobry moment do żartów
- Podobno zmieniasz wytwórnię i połowa ludzi ma iść w odstawkę. W tym ja, bo oni dają ci czterech karków z jakiejś tam firmy – wypowiedział te słowa ironicznie, jakby uważał że lepiej spisze się on sam niż cała czwórka. Joasia zamilkła.
- Dawid mi powiedział. Twój menedżer wręczył mu już wypowiedzenie – kontynuował, nie odrywając wzroku od drogi – Następna ma być Anka, potem Celina i Janek, a dalej reszta. Zastanawiam się, gdzie ja tu jestem.
- Zrobię z tym porządek – zapewniła – To prawda, negocjujemy kontrakt z innym producentem, ale nie było mowy o żadnych zwolnieniach.
- Widocznie rozmowy poszły do przodu pod twoją nieobecność. Za długą smycz dałaś menedżerowi, skoro na tak wiele sobie pozwala. Powinnaś była zarządzić, że nie może nic zrobić bez twojej zgody, a nie dawać pełnomocnictwo, żeby poniewierał twoich współpracowników...
- A ty za przeproszeniem kto jesteś? - oburzyła się, nie mogąc dłużej słuchać jego rad – Chyba się zapominasz. Zatrudniłam cię jako ochroniarza, nie potrzebuję złotoustego doradcy.
Zdenerwowany mężczyzna gwałtownie nacisnął pedał hamulca. Samochód momentalnie się zatrzymał. Jeszcze przez chwilę Joasia słyszała pisk opon w uszach. Widziała, że Sebastian odpina pas, wyciąga kluczyki ze stacyjki i wysiada z samochodu.
- No i co ty robisz?!
- Przecież jestem ochroniarzem, nie szoferem! - uśmiechnął się chytrze, widząc zmieszanie na twarzy piosenkarki
- Nie wygłupiaj się, wsiadaj! Do miasta jest dobre siedem kilometrów!
- Co mnie to obchodzi? - rzucił kluczki na fotel kierowcy – Jedź sobie sama albo znajdź nowego kierowcę. Ja się przejdę.
- Porąbało cię? Nie mam prawa jazdy!
- Bo rozkapryszona gwiazdeczka nie umie siąść za kółkiem, tylko musi wozić swój tyłek na siedzeniu pasażera.
- To ty się zachowujesz jak rozkapryszony dzieciak! Nie pierdol i wsiadaj! - całkowicie puściły jej nerwy. Na co dzień nie używała wulgarnych słów, jednak tym razem nie panowała nad sobą. Wydawało się, tylko tak, ostrym językiem, będzie w stanie przemówić mu do rozumu.
- Wiesz co? Ja myślałem, że oprócz zawodowych więzi, łączą nas także więzi prywatne.
- Słucham? - wybuchnęła śmiechem, nie wierząc w to, co właśnie usłyszała – Ty naprawdę miałeś nadzieję, że coś między nami będzie?
- Tak. Przyjaźń – trzasnął drzwiami i ruszył przed siebie. Słyszał dobiegające z samochodu krzyki Joasi, jednak puszczał to mimo uszu. Nie zwracał na nią uwagi. Już nie. Poczuł się przez nią oszukany. Naprawdę myślał, że jest dla niej kumplem, z którym zawsze można pogadać, na którego zawsze można liczyć. Na to wskazywało jej zachowanie. A teraz okazuje się, że był kolejną istotą przewijającą się przez jej karierę. Zagrała jego uczuciami. Zagrała nim.
Kilka minut później przejeżdżała samochodem obok niego. Zwolniła i nawoływała go przez uchylone okno. Wciąż maszerował, nie odwracając nawet głowy.
- Przecież nie będzie tak obok mnie jechać przez całe siedem kilometrów. Blokuje ruch – pomyślał.
Miał rację. Kiedy kilku zdenerwowanych kierowców nie mogło jej wyprzedzić, zaczęli trąbić. Wtedy dała za wygraną. Poirytowana dziewczyna docisnęła pedał gazu, momentalnie odjeżdżając od swojego ochroniarza.