niedziela, 28 lipca 2019

Czas nie leczy ran cz. 13

          Wysiadł za nią. Najgorsze co mogli teraz zrobić to pokłócić się i rozdzielić. Doskonale o tym wiedział i zdawał sobie sprawę że musi myśleć za nich oboje. Marta nie była w stanie powstrzymać emocji. Rozumiał to i czuł że jedną z jednym z jego zadań jest tonowanie nastrojów.
- Marta – rzucił sucho – Zatrzymaj się.
Ku jego zaskoczeniu niezwłocznie wykonała polecenie. Podszedł do niej, a kiedy znalazł się tuż obok niej, niespodziewanie rzuciła mu się w ramiona i wtuliła mocno. Nie wiedział jak jej pomóc. Nie wiedział co ma mówić, co ma robić, żeby brunetka choć przez chwilę zaznała spokoju. Martwił się o nią. Na chwilę jego dawne rany i wyrzuty odeszły w niepamięć. Skupiał się na tym co mogła teraz czuć, myśleć, co siedziało w jej głowie. Nie miał pojęcia na ile może sobie pozwolić, na ile mu ufała, jak cienka jest granica i gdzie ona się znajduje.
Chwilę zapomnienia i ciszy przerwał dźwięk syreny policyjnej z oddali. Nie zdążyli odjechać zbyt daleko. Gdyby ktokolwiek ich tu znalazł i nawet wziął początkowo za potencjalnych świadków, policjanci szybko połączyliby fakty, gdyby poznali ich tożsamość.
- Spadamy – oznajmił, szybkim krokiem prowadząc ją do samochodu. Wciąż nie potrafił pojąć co chciała osiągnąć poprzez pozorowanie włamania. Skąd ten pomysł? Co było w plecaku? Jaki miała plan?
Odpowiedzi na te pytania mogła mu podać jedynie ona. Musiał omówić to z nią na spokojnie. Czuł się nieco zdezorientowany po tym co wydarzyło się przed kilkoma minutami. Nie spodziewał się że kobieta jest aż tak zdesperowana, by nie myśleć racjonalnie i konsekwentnie. Nie czuł się na to przygotowany. Była tykającą bombą, której wystarczyło jedno małe tąpnięcie by wybuchnąć.
- Jak się czujesz? - po dłuższym zastanowieniu postanowił zaryzykować i podjąć próbę rozpoczęcia dialogu. Nieskutecznie. Brunetka patrzyła tępo przed siebie, a z jej oczu płynęły łzy. Nie był pewien co powinien zrobić – zacząć jakiś monolog, próbować ją wesprzeć czy udać że nic nie zauważył i odpuścić? Postanowił spróbować raz jeszcze.
- Marta?
Nagle poruszyła się, jakby ktoś niespodziewanie wyrwał ją ze snu. Szybko otarła łzy i odwróciła głowę w drugą stronę.
- Co chcesz? - spytała lekko zachrypłym głosem
- Przepraszam. Powinienem być bardziej wyrozumiały.
- Przestań. To ja jestem jakąś pierdoloną huśtawką emocjonalną.
- Może tak – przyznał, lecz po chwili uznał że nie powinien był tego robić i zdecydował się szybko zrehabilitować – Ale w twojej sytuacji... i tak świetnie się trzymasz.
- Tak, trzymam – zakpiła – Jeśli masz gadać takie... Nie, dobra.
Ukryła twarz w dłoniach, westchnąwszy ciężko. Nie wiedziała co pozwoliło jej w porę ugryźć się w język, ale w duchu dziękowała tej sile. Czuła się już na tyle beznadziejnie, że nie potrzebowała bardziej się pogrążać. Nie potrafiła przeanalizować sytuacji, wyciągnąć wniosków, czy Maciek naprawdę nie ma jej tego za złe, czy tylko tak mówi ze względu na jej problemy.
- Chciałbym powiedzieć że jestem tutaj, z tobą i będę niezależnie co zrobisz – przerwał jej rozważania – Ale w ten sposób ci nie pomogę. A właśnie po to tu jestem. Może pomyślisz że robię ci na złość, że mszczę się na tobie, ale to nie tak. Robię to dla twojego dobra, pamiętaj o tym, okej?
- Co twoim zdaniem powinnam zrobić?
- Teraz? Odpocząć.
Uśmiechnęła się smutno. Odpoczynek był ostatnią rzeczą o której myślała. Przez jej głowę przelatywało tysiące myśli, setki kalkulacji, scenariuszy. Miała tak po prostu to zostawić? Coś jej na to nie pozwalało. Nie wiedziała co. Obawiała się że wszystko zniknie, że zostanie bez pomysłu, bez nadziei i bez jakiejkolwiek energii, mimo że jej ciało właśnie tego potrzebowało. Chwili przerwy, świeżości, nieco dystansu. Sama by sobie na to nie pozwoliła. Nawet gdy kładła się do łóżka, myślała o tym w jaki sposób zginęli jej rodzice, kto mógłby się dopuścić tego mordu, dlaczego oni oboje, dlaczego nie ma żadnych śladów.
Maciek zatrzymał się na przydrożnym parkingu za miastem. Postanowił że prześpią się w samochodzie, zaś za dnia zameldują się w zarezerwowanym przez Martę hotelu i zastanowią się co dalej. Miał nadzieję że brunetka zdradzi mu szczegóły swojego planu, o ile takowy miała.

          Kiedy obudziła się kilka godzin później, Maćka nie było w samochodzie. Po chwili zdała sobie sprawę że nie są w tym samym miejscu, w którym zatrzymali się w nocy, choć miała cień wątpliwości, bowiem była zmęczona, było ciemno i mogła nieco inaczej zapamiętać okolicę. Powoli opuściła pojazd, rozciągnęła się, po czym ruszyła przed siebie. Postanowiła odetchnąć świeżym powietrzem, nim wróci do swoich rozterek.
Przeszła kilkaset metrów i znalazła się na plaży. Przymknęła oczy i wsłuchała się w szum fal. Maciek miał rację. Potrzebowała chwili odpoczynku, zapomnienia. W nocy wszystko straciło sens, czuła się zagubiona i bezradna. Zyskała nieco energii i motywacji do działania. Przecież nie mogła się wycofać po zaledwie jednym kroku, tym bardziej jeśli nie był on zbytnio udany.
Gdy wróciła myślami z krótkiej, lecz dalekiej podróży, spostrzegła że na piasku siedzi mężczyzna. Czarne włosy, czarna koszulka, lekko przygarbiona poza. O tej porze to mógł być tylko jeden człowiek. Podeszła do niego i przysiadła obok.
- Rozmawiałem z Sebastianem – oznajmił, spojrzawszy na nią – Media oszalały. Stary musiał połączyć fakty... nagły urlop i to rzekome włamanie...
- Przepraszam – spuściła głowę, zdając sobie sprawę że już w kilka godzin ściągnęła na niego kłopoty
- Dziwię się że jeszcze nie dzwonił mnie ochrzanić. Nie, nie mam wyłączonego telefonu. Sprawdzałem – mimowolnie uniósł kąciki ust
- Nie musisz tu ze mną być.
Puścił jej uwagę mimo uszu. Doskonale zdawał sobie sprawę że brunetka myśli zupełnie co innego. Przecież przyszła po niego, potrzebowała go. Był jedyną osobą u której mogła szukać wsparcia. Nie miała nikogo. Domyślał się że sporo musiało ją kosztować pierwsze spotkanie po trzech latach.
- Co zamierzasz? - spytał ją, bawiąc się palcami. Nie oczekiwał konkretnej odpowiedzi. Chciał tylko wiedzieć co chodzi jej po głowie.
- Zanim się z tobą spotkałam, wytypowałam i sprawdziłam kilka nazwisk. Przed laty ojciec walczył przed sądem o najwyższe kary dla członków lokalnego gangu. Gwałty, rozboje, haracze...
- Zemsta?
- To jedyny motyw, który przychodzi mi do głowy. Większość siedzi albo uciekli za granicę i ślad po nich zaginął. Nie sądzę żeby któryś ryzykował i specjalnie wrócił do Polski tylko po to by kropnąć prokuratora, który posadził kolegów.
- Więc? Nie mamy nic? - spytał z nutką rozczarowania w głosie
- Nie mówiłabym ci o tym, gdyby to było nic. Jest jedno nazwisko. Bartosz Głogowski. A właściwie jego brat, Janusz. Bartosz powiesił się w celi miesiąc temu. Okoliczności nie są jasne, ale policja uznała to samobójstwo.
- Twoim zdaniem chciał pomścić brata? - szybko zorientował się do czego zmierza Marta – Okej, a są jakieś przesłanki że mógłby się na tym znać? Mamy do czynienia z profesjonalistą.
- To były wojskowy. Na pewno umie posługiwać się bronią.
Pokiwał głową. Teoria brunetki brzmiała sensownie, ale dla Maćka rozwiązanie było zbyt proste. Nie mieli jednak żadnego innego punktu zaczepienia, poza plecakiem który kobieta wyniosła z domu rodziców. Czarnowłosy zupełnie o nim zapomniał.
- Znasz jego adres?
- Nie, ale wiem gdzie pracuje. Jest ochroniarzem w supermarkecie. Pewnie mu się nudzi, facet ma dopiero pięćdziesiątkę, a już emeryt...

          Zanim przystąpili do działania, Marta poleciła by zameldowali się w hotelu. Marzyła o normalnej łazience i długiej kąpieli po nocy spędzonej w samochodzie. Podczas gdy Maciek zabierał ich bagaże z pojazdu, brunetka rozmawiała już z recepcjonistką. Nie interesowały go szczegóły, sam również pragnął odświeżyć swoje ciało, nim dojdzie do tego że zapach nawet jemu samemu zacznie przeszkadzać.
- Chodźmy – zawołała go, kiedy odebrała klucz. Dopiero na piętrze mężczyzna zorientował się że będą razem w jednym pokoju. Widocznie Marta uznała że tak będzie lepiej. Nie krył jednak zdumienia, gdy po przekroczeniu progu zobaczył że nie ma dwóch łóżek, tylko jedno i to dość spore.
- Małżeński? - wydusił zaskoczony, nie zwracając nawet uwagi na resztę wyposażenia i wystrój
- Tak było taniej niż dwa osobne pokoje. Wybacz, nie stać mnie to – wzruszyła ramionami – Chyba nie masz nic przeciwko?
- Nie, tylko... nie spodziewałem się.
- Czego? Że będziemy spać w jednym łóżku? To nic takiego – uśmiechnęła się lekko