czwartek, 26 września 2019

Czas nie leczy ran cz. 19

            Zatrzymał samochód przed domem jej rodziców. Było to jedyne miejsce, jakie przyszło mu do głowy. Odetchnął z ulgą, kiedy dostrzegł brunetkę przy furtce. Wpatrywała się nieustannie w drzwi domu, jakby za chwilę miały się otworzyć, a w nich przywitałaby ją mama. Maciek nie chciał przerywać tej wizji. Przystanął obok kobiety i zaczekał aż sama zwróci na niego uwagę.
- To moja wina – przyznała cicho, pociągając nosem – To wszystko przeze mnie.
- Nie mów tak – odparł, obejmując ją ramieniem. Marta przytuliła się do niego. Zawsze był po jej stronie, nawet gdyby miała przeciw sobie cały świat. Musiał mieć do niej naprawdę dużą słabość.
- Nie mam siły, Maciek – czuła że za chwilę się rozklei. Nie chciała dłużej przed nim udawać. Tylko przy nim mogła sobie pozwolić na chwilę słabości, na bycie sobą, na odkrycie swoich uczuć. Nie musiał nic mówić. Wystarczyła jej już jego obecność.
- Chodź, musisz odpocząć – zaprowadził ją do samochodu. Zdawał sobie sprawę że dzisiaj już niewiele będą w stanie zrobić. Brunetka potrzebowała teraz spokoju, musiała ochłonąć i przyjąć do wiadomości że ta sprawa prawdopodobnie jest powiązana z nią i jej przeszłością.
Większość drogi do hotelu pokonali w milczeniu. Maciek nie chciał naciskać, wiedząc że Marta bije się z myślami i tłumi w sobie sporo emocji. Niewiele mógł zrobić. To ona musiała znaleźć w sobie siłę by kontynuować działania i stawić czoła wydarzeniom sprzed trzech lat.
Wciąż niewiele wiedział co wtedy się stało. Brunetka wspomniała raz o porwaniu, lecz nie drążył tematu. Uwierzyła że on jest w to zamieszany, dlatego zniknęła. Nie czuła się bezpieczna, nawet z nim. Komu jednak zależało na jej śmierci i jaki był tego powód? Czy ten człowiek mógł nadal czyhać na jej życie i próbował zdobyć informacje od jej ojca?
- Maciek, dlaczego ty to wszystko robisz? - przerwała nagle milczenie
- Ale co?
- Jesteś przy mnie, wspierasz. Rzuciłeś wszystko, pracę, dziewczynę, całe swoje życie.
Z trudem przełknął ślinę. Nie chciał o tym rozmawiać. Nie mógł powiedzieć prawdy, ośmieszyłby się. Starał się wypierać tę myśl, oszukiwał samego siebie, ale wszystko co robił świadczyło ku jednemu. Nadal ją kochał.
- Dziewczynę – powtórzył drwiąco – Nie byliśmy już razem.
- Jest z tobą w ciąży – przypomniała lekko rozczarowana
- Nie wiadomo czy ze mną. Sypiała z innym w tym samym czasie.
Wyczuła nutkę irytacji w jego głosie, choć nie była przekonana czy to właśnie z powodu tego co powiedziała.
- Szkoda że wam nie wyszło – dodała, pogarszając nastrój Maćka. Mężczyzna zacisnął zęby, powstrzymując się od wypowiedzenia słów, których najprawdopodobniej by żałował. Marta nie podejmowała już żadnego tematu. Nie chciała się z nim kłócić, a po krótkiej wymianie zdań o Ewelinie atmosfera zrobiła się nieco napięta.
Po powrocie do hotelu Marta spędziła dobrych kilkadziesiąt minut w łazience. Maciek wykorzystał ten czas by odświeżyć kilka kontaktów z Gdańska. Liczył na wyciągnięcie kilku istotnych informacji, choć tych mogła dostarczyć przede wszystkim brunetka. Zakończył właśnie jedną z rozmów, gdy pojawiła się w pokoju. Od razu położyła się na łóżku, podkuliła nogi. Maciek przysiadł na skraju łóżka, wpatrując się w nią. Była teraz całkiem bezsilna, bezbronna... Odwrócił głowę, by nie zobaczyła że do jego oczu napływają łzy. Obiecał sobie że rozwiąże tę sprawę, nawet jeśli Marta załamie się i odpuści. Zrobi to dla niej.

            Jeszcze tego samego dnia Maciek ponownie spotkał się z komisarzami ze szczecińskiej komendy. Usiłował wybadać jak dużo wiedzą, porównać to ze swoimi informacjami i przypuszczeniami. Co do jednego byli zgodni – należało sprawdzić trop dotyczący przeszłości Marty, jednak Pilarski nie był skłonny do współpracy. Uważał że Janicka może sporo wnieść do sprawy, ale w pierwszej kolejności chciał jej zeznań. Nie zamierzał pozwolić na to, by prowadziła własne śledztwo.
Rozczarowany Maciek zapalił papierosa przed komendą. Miał nadzieję że dowie się czegoś nowego. Pozostało liczyć na dawnych kolegów z Gdańska. W tej chwili na celowniku miał policjantów prowadzących sprawę zaginięcia Marty, którzy przekazali mu informację o jej śmierci. Czuł że powinien zacząć od innej strony, ale w tej chwili nie miał większego pola manewru.
- Masz ognia? – niespodziewanie zaczepiła go Nadajska. Nawet nie zauważył kiedy kobieta wyszła z budynku i przystanęła obok niego. Czarnowłosy bez słowa podał jej zapalniczkę.
- Mój partner nie jest takim służbistą na jakiego wygląda – przyznała, odpaliwszy papierosa – Po prostu boi się że Janicka może namieszać i skomplikować sprawę.
- Dlatego ma ze sobą głos rozsądku – wskazał na siebie – Fakt, ma teraz trudny czas. Ale to była policjantka, zna się na rzeczy.
- Myślisz że ona wie kto mógł to zrobić?
- Nie. Oczywiście że wie więcej od nas, ale tego na pewno nie.
- No tak, gdyby wiedziała to już dawno by coś z tym zrobiła – westchnęła ciężko blondynka – Uważaj na nią.
Maciek posłał jej pytające spojrzenie. Nie wiedział jak interpretować ostatnie słowa rozmówczyni. Prośba by jej pilnował czy ostrzeżenie?
- Myślę że jej nie doceniasz – rozwiała jego wątpliwości – Z jakiegoś powodu nie chce podzielić swoją wiedzą. Nie wiem, może w grę wchodzą jakieś mroczne rodzinne tajemnice?
- Sugerujesz coś czy strzelasz na ślepo? - rzucił nieco poirytowany tym co usłyszał
- Prawdopodobnie ktoś nie chciał dopuścić do ich spotkania. Dlaczego? Myślę że Janicka to wie.
- Czyli strzelasz na ślepo. Nic nie macie, prawda? Śledztwo stoi w miejscu, a jedyną waszą opcją jest Marta – Maciek postanowił nieco sprowokować kobietę, licząc że jej ambicja weźmie górę
- Nie ukrywam że mogłaby nam znacząco pomóc, ale bez niej też sobie poradzimy. Tylko potrwa to trochę dłużej.
- Dopóki nie stanie się cud i nie złapiecie nowego punktu zaczepienia.
- Kłosiński spotkał się z Dawidem Kamińskim – wyjawiła, nim zdążyła się ugryźć w język – Mówi ci coś to nazwisko? Łączyło go coś z twoją żoną?
- Coś mi się obiło o uszy, ale nie sądzę żeby Marta miała z nim kontakt.
- Pracuje w Gdańsku, wy mieszkaliście w Gdańsku... Nie, nie mam na myśli romansu – dodała szybko, kiedy zobaczyła jak twarz Maćka robi się czerwona – Podkomisarz Kamiński trzy lata temu prowadził śledztwo w sprawie zaginięcia kilku młodych kobiet. Wyszła z tego grubsza sprawa, handel żywym towarem. Kłosiński szukał córki i spotkał się z nim.
- To jeszcze o niczym nie świadczy.
- Dlatego musimy się dowiedzieć czy Janicka miała coś wspólnego z tą sprawą. Daj znać jak uda ci się coś z niej wyciągnąć – podała mu swoją wizytówkę – No co? Dla dobra sprawy powinniśmy działać wspólnie.
            Maciek postanowił nie mówić Marcie o wizycie na komendzie i rozmowie z Nadajską. Nie chciał by brunetka pomyślała że próbuje robić coś za jej plecami, nie chciał nadszarpnąć jej zaufania. Czuł że to jedyna droga by kobieta wyznała mu całą prawdę. Musiał być po jej stronie. Właściwie nie musiał, tylko chciał.
W hotelu spotkała go jednak niemiła niespodzianka. Nie zastał Marty w pokoju, nie było także jej bagażu. Wziął kilka głębszych oddechów, próbował zachować spokój. Do głowy przychodziły mu najgorsze myśli. Dopiero po chwili na stoliku przy łóżku zauważył kopertę. Nauczony doświadczeniem sięgnął do kieszeni po rękawiczki. Zawsze nosił ze sobą przynajmniej jedną parę, nigdy nie było wiadomo kiedy mogły się przydać.
Powoli, drżącymi palcami wyciągnął zawartość koperty. Kilkanaście stuzłotowych banknotów i kartka. List. Od razu rozpoznał pismo Marty.

Maciek!
            Przepraszam że cię w to wszystko wciągnęłam. Wpadłam jak huragan i wywaliłam Ci całe życie do góry nogami. Nie powinnam była w ogóle do Ciebie przychodzić. Dla Ciebie Marta nie żyje i tego powinniśmy się trzymać. Dziękuję Ci za wszystko co dla mnie zrobiłeś. Nie jestem w stanie opisać jak wiele to dla mnie znaczy... Wiem, że znowu Cię krzywdzę, wybacz. Nie tak to miało wyglądać. Przemyślałam to. Sprawa znalazła się w takim miejscu, w którym muszę sama stawić temu czoła. Nie mogę Cię dłużej narażać, nie mogę Cię wykorzystywać. Wróć do swojego życia i zapomnij o mnie. Tak będzie najlepiej. Powinnam powiedzieć Ci to prosto w oczy, ale stchórzyłam. Nie miałam wystarczająco odwagi po tym, co dla mnie zrobiłeś. Nigdy nie będę w stanie spłacić tego długu wdzięczności. Zostawiam pieniądze za hotel, żebyś nie musiał za mnie płacić. I tak zachowałam się podle i niehonorowo. Zasługujesz na prawdę, ale wiem że wtedy nie odpuścisz. Wybacz mi. Albo nie. Znienawidź i zapomnij. Tak będzie najlepiej.
                                                                                                                  
Marta
 
          Upuścił kartkę na ziemię i ukrył twarz w dłoniach. Nie wierzył że to zrobiła, że była do tego zdolna. Zastanawiał się na ile byłoby możliwe żeby kobieta napisała ten list pod przymusem. Pismo jednak wyglądało na staranne i spokojne, jakby dokładnie przemyślała to co chce napisać. Małe szanse by została uprowadzona, a list i zniknięcie jej bagażu służyłyby uśpieniu jego czujności.
- Nie tak prędko Marta – powiedział cicho do samego siebie – Nie odpuszczę.
Zerwał się z miejsca i zaczął pospiesznie pakować swoje rzeczy. Jeszcze tego wieczora chciał być w Gdańsku.

sobota, 14 września 2019

Czas nie leczy ran cz. 18

          Marta leżała na łóżku i wpatrywała się w sufit. Powinna właśnie siedzieć przed komputerem, przeglądać lokalne serwisy i szukać artykułów, w których mogła się znaleźć jakakolwiek wzmianka o jej ojcu. Maciek liczył na to że być może kilka miesięcy temu trafiła się jakaś głośna sprawa, której warto byłoby się przyjrzeć. Brunetka jednak nie była w stanie się skupić. Cały czas myślała o swoim byłym mężu. Jak przebiegło spotkanie z tutejszą policją? Jak mu poszło? Zatrzymają go? To byłby najgorszy scenariusz...
Odpowiedzi na dręczące pytania miała otrzymać kilkadziesiąt minut później. Maciek wpadł do pokoju nieco zdyszany. Na jego widok od razu się podniosła. Dlaczego był ubrany inaczej? Dlaczego wyglądał jakby przed kimś uciekał? Choć nie zdążył jeszcze nic powiedzieć, zdała sobie sprawę że sytuacja jest krytyczna.
- Wyłącz telefon i pakuj się. Spadamy stąd – nie tracąc czasu chwycił swój bagaż
- Co jest grane?
- Później ci wyjaśnię. Dali mi ogon, ale chyba go zgubiłem.
- Chyba? - powtórzyła zaniepokojona – Czekaj, co? Ogon? Dlaczego?
- Podejrzewają cię. Wiedzą że żyjesz i myślą że to ty zabiłaś swoich rodziców – wyrzucił jednym tchem. Marta pokręciła głową z niedowierzaniem i usiadła na skraju łóżka. Nie wierzyła w to co przed chwilą usłyszała.
- Zostaw to – mruknęła pod nosem, by za chwilę powtórzyć to znacznie głośniej – Zostaw to, do cholery!
Ukryła twarz w dłoniach. To wszystko ją przerosło. Podejrzenie ścięło ją z nóg. Straciła resztki pewności siebie. Nie wiedziała co chce dalej robić, ale jednego była pewna – nie zamierzała uciekać. Skoro prawda wyszła na jaw, nie musiała tego robić.
- Powiedziałeś im? - spytała cicho, nie podnosząc wzroku
- O tobie? Jasne że nie. Marta... - wziął głęboki oddech – To twój ojciec cię odnalazł.
- Co? - rzuciła machinalnie, jakby nie była zainteresowana tematem
- Rozszyfrowali dane z jego komputera. Zbierał informacje o Marcie Janickiej. Tak, o tobie.
Przymknęła oczy. Nie wiedziała co o tym myśleć. Co jej ojciec zamierzał zrobić z tą wiedzą? Spotkałby się z nią? Jak dotarł do tych informacji?
- Marta, wybacz, ale... - kontynuował, choć czuł że to nie jest odpowiedni moment – Muszę ci zadać to pytanie. Marta Czapska to też ty?
- W życiu nie wpadłabym na tak idiotyczne nazwisko – warknęła, zaprzeczając.
- Czyli to był blef – odetchnął z ulgą – Wiedziałem, kurwa, wiedziałem – wycedził przez zęby z nutką satysfakcji.
- Maciek? - brunetka nagle się podniosła i spojrzała mu w oczy – Zabierz mnie do nich. Nie będę się ukrywać. Nie jestem winna i jestem w stanie to udowodnić.
- Ale że... teraz?
- Tak, teraz.
Nie pozostało mu nic innego jak wykonać jej polecenie. Nie przejmował się już policyjnym duetem, który miał go obserwować, nie myślał jak się wytłumaczy z wyprowadzenia ich w pole, czy będzie w ogóle taka konieczność. Martwił się o Martę. Wiedział że zabolało ją to co usłyszała. Prawdopodobnie kwestią czasu było spotkanie brunetki z ojcem. Gdyby nie nagła śmierć, być może już by do niego doszło...

          Przez całą drogę milczała. Nie reagowała na próby nawiązania rozmowy przez Maćka, nawet mimo tego że mężczyzna wybierał bezpieczne tematy i próbował odciągnąć jej myśli od nowych wieści. W tym momencie nie interesowała ją ani pogoda, ani tutejsze kamienice, a tym bardziej że wypadałoby pomyśleć o jakimś obiedzie lub kolacji.
- Pójdziesz ze mną? - odezwała się niespodziewanie, gdy Maciek zaparkował samochód przed komendą – Proszę.
- Jeżeli to ci pomoże...
Kiwnęła głową. Nie wiedziała dlaczego, ale przy nim odnajdowała siłę i wewnętrzny spokój. Był tą bezpieczną przystanią, do której zawsze mogła wrócić i przeczekać sztorm. Wiedziała że może na niego liczyć, w końcu dzisiaj po raz kolejny to udowodnił. Chciał ją chronić. Miała ogromny dług wdzięczności wobec niego i czuła że nigdy nie będzie w stanie go spłacić.
Gdyby nie towarzystwo Maćka, zapewne zatrzymałaby się, zawróciła do toalety i tam się rozpłakała. Ciężar zdawał się wzrastać z każdą chwilą. Nie była pewna czy chce o tym rozmawiać, a tym bardziej z obcymi ludźmi. Mimo wszystko przekroczyła próg biura, w którym dwie godziny wcześniej był już Maciek. Na jej widok policjanci poderwali się z miejsc.
- Pani Marta Janicka? - blondynka odezwała się jako pierwsza
- Tak, to ja. Jeżeli uważacie że zamordowałam Zbigniewa i Barbarę Kłosińskich to przyszłam wyprowadzić was z błędu – oznajmiła z udawaną pewnością siebie – Tego dnia byłam jeszcze w Rzeszowie, sprawdźcie. Byłam w pracy, później w dwóch, może trzech sklepach, na pewno jestem gdzieś na monitoringu.
- Spokojnie, może pani usiądzie? - zaproponował Pilarski, odsuwając jej krzesło od biurka. Marta prychnęła, lecz skorzystała z propozycji
- Macie nas za idiotów? - zwrócił się zarówno do niej, jak i do Maćka – Oczywiście że to sprawdziliśmy. Chcieliśmy nakłonić pana Strzewińskiego do współpracy, ale jak widać, woli działać nielegalnie razem z panią. Gratuluję.
- To czego od nas chcecie? - wtrącił Maciek, który nie był zadowolony z faktu że w tej kwestii dał się zmylić
- Komuś nie na rękę było ewentualne spotkanie Kłosińskiego z córką, znaczy z panią. Może nawet to że on ją odnalazł...
Marta z trudem przełknęła ślinę. Właśnie przekonała się że nie tylko ona ma takie zdanie. Pośrednio to przez nią zginęli rodzice. Powtarzała sobie iż nie może cofnąć czasu, a mimo to wytykała sobie błędy popełnione w przeszłości.
- Komu? - zapytał czarnowłosy, zakłócając przedłużającą się ciszę
- Może panna Kłosińska nam coś podpowie? Znaczy, przepraszam, Janicka...
Maciek zacisnął zęby, powstrzymując się od komentarza. Znał tę praktykę, ale nie podobało mu się granie na emocjach gdy chodziło o Martę. Jej spokój i tak był już mocno zachwiany, a ona sama była jednym wielkim kłębkiem nerwów.
- Gdybym wiedziała to już dawno bym go rozszarpała.
- Czyli co? Przyjechaliście tu i błądzicie sobie we mgle? - zadrwiła policjantka, dołączając do gry prowadzonej przez partnera – Coś mi się nie chce w to wierzyć...
- Na co mielibyśmy czekać, gdybyśmy znali zabójcę? - dodał Maciek, chcąc nieco odciążyć Martę w tym starciu
- Jak na moje... pani Strzewińska – Janicka rozdaje karty i chce żebyśmy tańczyli jak ona zagra. Z panem jej się udało – wskazał w tym momencie na Maćka
- Czego wy kurwa ode mnie chcecie? - brunetka zdawała się być na skraju wytrzymałości – Nie wiem, do cholery, nie wiem kto mógł to zrobić!
- Dziwne że tylko oni zginęli. Wam nikt nic nie zrobił, a oni nie żyją.
Marta nagle pobladła. Przypomniała sobie o włamaniu do mieszkania Maćka. Nie potrzebowała wiele czasu by połączyć wszystkie informacje w jedną całość. Nie zwracając uwagi na to w jakim miejscu się znalazła i w jakich okolicznościach, zerwała się z miejsca i wybiegła.
- To właśnie chcieliście osiągnąć? Brawo! - rzucił poirytowany Maciek, po czym pobiegł za kobietą, nie zwracając już uwagi na zdumionych policjantów. Wymienili między sobą spojrzenia. Nie byli odpowiednio przygotowani na pojawienie się córki prokuratora i jej przesłuchanie. Błyskawiczny pomysł postawienia jej pod ścianą poprzez grę psychologiczną nie pozwolił im uzyskać żadnych informacji.
- Schrzaniliśmy – podsumowała Nadajska, dając do zrozumienia partnerowi iż zdaje sobie sprawę z popełnionego błędu

          Kiedy Maciek znalazł się na zewnątrz budynku, nie dostrzegł Marty ani przy samochodzie, ani nigdzie w pobliżu. Zaklął pod nosem ze złości. Nie znał miasta, nie wiedział gdzie teraz jej szukać. Była nieco nieprzewidywalna, zbyt rozchwiana emocjonalnie. Mogła być naprawdę wszędzie.
Odwiedził kilka barów w okolicy, ale w żadnym nie zastał brunetki. Zrozumiał że to bez sensu. Nie mógł myśleć typowo jak facet, musiał wczuć się w rolę Marty. Nie było to łatwe, ale przy odpowiednim skupieniu pozwoliło mu wytypować jedno miejsce, które bezwarunkowo powinien sprawdzić.
W międzyczasie postanowił zadzwonić do Sebastiana. Chciał omówić kwestię włamania do jego mieszkania. Po przesłuchaniu Marty na szczecińskiej komendzie wrócił do teorii, którą na wstępie odrzucił, uznając za zbyt absurdalną.
- Sąsiadka widziała mężczyznę przebranego za kuriera, który kręcił się po klatce schodowej kilkadziesiąt minut przed zgłoszeniem – mówił Sebastian z satysfakcją w głosie. W końcu mógł przekazać przyjacielowi dobre nowiny. Maciek nie był jednak skłonny do optymizmu.
- Nic nie zginęło, prawda?
- Wygląda na to że nie. W sumie trochę to dziwne. Nawet jeśli nie miałeś wartościowych rzeczy to żeby odejść tak bez łupu...
- No właśnie – westchnął czarnowłosy – Co myślisz o teorii... że ten ktoś szukał informacji o Marcie?
- Czekaj, czekaj. Ty chyba nie łączysz... - zaczął z niepokojem w głosie, lecz Maciek błyskawicznie mu przerwał
- Tak, właśnie tak. Właśnie to robię.
- Jeżeli masz rację to jesteś w niebezpieczeństwie.
- Macie portret pamięciowy tego gościa? - puścił jego uwagę mimo uszu
- Jutro będzie. Podeślę ci jak tylko będę go miał.
- Dzięki. Jesteśmy w kontakcie.
- No, na razie.
Nie martwił się sobą, zagrożeniem jakie na niego mogło czyhać. W tej chwili liczyło się tylko odnalezienie Marty. Jeżeli na komuś zależało zabójcy to przede wszystkim na brunetce. To ona była kluczem do całej sprawy i tylko ona mogła rozwiązać zagadkę jego tożsamości oraz motywu. Ale nie chodziło tylko o zagrożenie ze strony tej jednej konkretnej osoby. Zbliżał się zmrok, a zestawienie samotnej kobiety i ciemnych uliczek według Maćka nie wróżyło nic dobrego. Owszem, była policjantką, przeszła masę szkoleń i potrafiła się bronić. To jednak nie uspokoiło go ani trochę. Co gorsza, w jej obecnym stanie, czarnowłosy nie miał pewności że Marta będzie w stanie wytrzymać sama ze sobą.

czwartek, 5 września 2019

Czas nie leczy ran cz. 17

           Godzinę później Maciek zjawił się na komendzie przy ulicy Kościuszki w Szczecinie. Choć miał sporo wątpliwości jak się zachować, nie potrafiąc przewidzieć w którym kierunku potoczy się rozmowa, nie zamierzał dać po sobie nic poznać. Wziął głęboki oddech, wyprostował się, stawiał pewnie kolejne kroki by sprawiać wrażenie zdecydowanego. Nie mógł sobie pozwolić na chwilę słabości, którą ewentualnie mogliby wykorzystać policjanci prowadzący sprawę.
Zmierzał przed siebie w nieznanym kierunku z kurtką przerzuconą przez ramię. W budynku było dość ciepło, a niewielki stres, który mu towarzyszył, potęgował odczucia dotyczące temperatury. Zapytany o drogę jeden z mundurowych wskazał mu właściwy kierunek. Wziął głęboki oddech przed wejściem do biura. Zwykle był po drugiej stronie. To on zadawał pytania, wysnuwał teorię i rzucał podejrzenia. Tym razem role się odwróciły.
Wyprostował się, podniósł głowę, po czym minął otwarte na oścież drzwi. Zobaczył mężczyznę, który stojąc przy oknie przeglądał papiery, zaś przy biurku kobietę trzymającą w ręku kubek z kawą.
- Podkomisarz Rafał Pilarski? - spytał Maciek, na co w odpowiedzi mężczyzna skinął głową – Maciej Strzewiński, rozmawialiśmy przez telefon.
- Proszę usiąść – wskazał mu krzesło, po czym przeniósł wzrok na kobietę – To moja partnerka, starszy aspirant Aleksandra Nadajska. Jak się pewnie pan domyśla, prowadzimy sprawę śmierci pana teściów...
- Prowadzicie? - uniósł brwi zdumiony, postanowiwszy wykorzystać niewielkie pokłady aktorskiego talentu, które posiadał – Myślałem że dla was wszystko jest jasne.
Nie wiedział czy obrał dobrą strategię. Żadne rozwiązanie nie dawało mu oczekiwanych gwarancji. Zamierzał grać nieco wycofanego, niezainteresowanego sprawą. Obecność Marty zamierzał przemilczeć. Nie tylko nie pomogłoby to ani jemu, ani jej, ale też wzięliby go za wariata. Oficjalnie kobieta nie żyła od trzech lat.
- Wierzy pan we wszystko co mówią media? Samobójstwo to tylko oficjalna wersja dla wyciszenia sprawy... Jako kolega po fachu powinien pan znać taki zabieg.
- Albo wygodne zakończenie sprawy – dodał z triumfalnym uśmiechem – Dobrze, do rzeczy. O czym chcieliście rozmawiać? Nie zamierzam spędzić tu całego dnia.
- Ktoś był w domu Kłosińskich dwa dni po morderstwie – wtrąciła kobieta, podnosząc się do pozycji stojącej – I na pewno nie był to sprawca w celu zatarcia śladów. Wręcz przeciwnie, jakby ktoś chciał nam coś podpowiedzieć...
- Tak się składa że dzień wcześniej poprosił pan o urlop i teraz jest pan w Szczecinie – uzupełnił jej partner. Odbili piłeczkę na jego stronę. Czekali na odpowiedź i obserwowali reakcję.
- Co w związku z tym? - zachowywał czujność i nie pozwalał się sprowokować. Chcieli żeby sam to powiedział. Chcieli żeby się przyznał. Nic z tego.
- To byli pańscy teściowie. Szuka pan mordercy na własną rękę? - zapytała blondwłosa, podchodząc bliżej do Maćka
- Teściowie to nie rodzina – udawał niewzruszonego – Ale znałem tych ludzi, więc pomyślałem że wypadałoby być na ich pogrzebie.
- Wiesz ile trwają procedury. Minie jeszcze kilka dni zanim ciała zostaną wydane rodzinie by mogli zorganizować pogrzeb – policjantka zdawała się tracić cierpliwość
- Dobra, dość tego pokera – komisarz Pilarski postanowił przejąć pałeczkę i skorzystać ze swojego „asa” – Czekasz aż cię zapytamy czy byłeś ich w domu, tak? Chcesz usłyszeć to pytanie wprost? Po co, skoro zaprzeczysz? Po co, skoro wiemy że to nie ty?
Tym razem to Maciek poczuł się zbity z tropu. Oczekiwał że będą chcieli jemu przypisać odpowiedzialność za to zdarzenie. Jeżeli było inaczej, czego potrzebowali od niego? W jakim celu go wezwali? Kogo podejrzewali?
- Mamy dane z komputera Kłosińskiego – kontynuował mężczyzna – Trochę zajęło nam przejście przez hasła i zabezpieczenia, ale... ciekawych rzeczy się dowiedzieliśmy.
- Co ja mam z tym wspólnego? - zgrywał znudzonego, choć tak naprawdę chciał usłyszeć co znaleźli
- Kłosiński zbierał informacje na temat niejakiej... Marty Janickiej. A tak właściwie to... Marty Strzewińskiej.
Maciek prychnął i odwrócił głowę w bok. Chciał uniknąć kontaktu wzrokowego, by nie dać się zdemaskować. Teraz zaczynał wszystko rozumieć. Miał dostarczyć im jak najwięcej informacji o Marcie, bądź nawet zaprowadzić ich do niej.
- Przecież ona nie żyje od trzech lat – przypomniał, mimo że doskonale wiedział iż to nieprawda
- A jednak. Kłosiński odkrył że Marta Strzewińska upozorowała swoją śmierć i wiedzie szczęśliwe życie pod innym nazwiskiem.
Maciek nie zareagował. Myślał że już to do niego dotarło, że „przetrawił” tę informację. Jednak kiedy teraz usłyszał to od policjantów, poczuł się nieswojo. Jakby znów dostał od życia siarczysty policzek, jak mąż któremu mówi się że jego żona go zdradza. Zastanawiał się czy Marta wiedziała że ojciec ją odnalazł, czy się z nim spotkała, czy był to kolejny istotny fakt zatajony przez nią. Miał dosyć. Czuł że brunetka nie jest z nim do końca szczera i prowadziła wobec niego jakąś dziwną grę.
- Twoja żona żyje, słyszysz? - Nadajska lekko trąciła go w ramię – Wiedziałeś o tym?
- To jakieś bzdury – pokręcił głową – Przecież badania DNA wskazały...
- Zostały ustawione. Zapłaciła dobrą kwotę by wynik potwierdzał jej tożsamość.
Przymknął oczy. Nie chciał o tym myśleć. Nie chciał teraz szukać wyjaśnień i usprawiedliwień dla Marty. Przestał się koncentrować na swojej strategii, a jego umysłem znowu zawładnęły wątpliwości co do brunetki i jej zachowania.
- To kto do cholery tam zginął? - wycedził przez zęby, powstrzymując jeszcze narastającą irytację
- Tym się zajmiemy, ale najpierw musimy odnaleźć Janicką. Kontaktowała się z tobą? Wiesz gdzie się ukrywa?
- Niby skąd? - wzruszył ramionami, nie wiedząc dlaczego tym razem skłamał – Po co ona w ogóle to zrobiła?
- Dobra, przestań ściemniać. Przyjechałeś tu albo z nią, albo po nią. Od trzech lat nie utrzymywałeś kontaktu z teściami, nie przepadali za tobą. Nie pierdol że przyjechałeś na ich pogrzeb, bo nawet nie wiadomo kiedy on się odbędzie.
Maciek milczał. W tym momencie czuł się przytłoczony. Przez chwilę chciał powiedzieć że nie widział Marty i przyjechał jej szukać, ale nie byłby w stanie wyjaśnić jak dowiedział się o niej. Nie wiedział co zrobić. Nie wiedział jak się zachować, jakie rozwiązanie będzie w tym momencie najlepsze.
- Janicka miała klucze. W domu nie było żadnych śladów włamania. Mogła wejść i zabić ich oboje. A potem zrobiła to drugi raz, by naprowadzić nas na fałszywy trop – wyjaśnił mężczyzna
- Bzdura. Ona kochała rodziców. Zawsze była po ich stronie.
- Ciebie też kochała, a oszukała was wszystkich i zniknęła. Ojciec mógł ją zdemaskować i sprowadzić na nią kłopoty. Więc się go pozbyła.
- Macie na to dowody czy to tylko luźne bądź wygodne teorie? - Maciek nie zamierzał w to wierzyć. O ile było wiele znaków zapytania i miał sporo do zarzucenia Marcie, nigdy nie dała mu powodów by mógł ją podejrzewać o zabójstwo.
- Zanim stała się Martą Janicką, używała innego nazwiska. Marta Czapska spędziła w szpitalu psychiatrycznym pół roku. Terapia nie przynosiła skutku, ona została uznana za osobę niepoczytalną i nie pozwolono jej opuścić szpitala na własne żądanie. Czapska uciekła i ślad po niej zaginął. Najprawdopodobniej zmieniła tożsamość i zaczęła wszystko od nowa.
- Może być niebezpieczna – dodała blondynka – Zastanów się. Dla dobra tej sprawy powinniśmy współpracować...
- Nie jestem w stanie wam pomóc – nie zastanawiał się długo. Nie zamierzał wydać Marty. Nie wierzył w ich oskarżenia, zaś porachunki z brunetką zamierzał wyrównać sam.
- Dobrze, to na razie wszystko – zakończył rozmowę Pilarski – Jest pan wolny.
- Jest pan wolny – powtórzył drwiąco, po czym zerwał się z krzesła i szybkim krokiem opuścił pomieszczenie. Był zły. Nie wiedział czy bardziej na Martę, za te wszystkie tajemnice, czy na siebie, że tak naiwnie jej wierzył. Ile było prawdy w tym co usłyszał? Jak często zmieniała tożsamość? Naprawdę spędziła pół roku w szpitalu psychiatrycznym? Nie, to już za dużo. Brunetka nie wyglądała na osobę niezrównoważoną. Blefowali. Na pewno. Chcieli go zmiękczyć. Znał te sztuczki, przecież sam wielokrotnie je stosował.
Doświadczenie podpowiadało mu by zachować czujność. Postanowił nie wracać jeszcze do hotelu. Zmierzał w stronę centrum. Mijając kolejne sklepy, trafił na niewielką restaurację. Nie zastanawiając się długo, wszedł do środka, zamówił pierwsze danie, na jakie tylko zwrócił uwagę w menu. Nie był głodny, ale musiał zachowywać pozory. Oczekując na posiłek, uważnie obserwował otoczenie.
Miał trochę czasu by przemyśleć następne kroki. Jeżeli jego podejrzenia nie są tylko przewrażliwieniem bądź wymysłem wyobraźni, musiał wykazać się sprytem. Miał już pewien pomysł...
Wyłączył telefon, a następnie z restauracji udał się do najbliższej galerii handlowej. Odwiedził kilka sklepów z odzieżą, spędzając w każdym dłuższą chwilę, by dopiero w ostatnim zrobić zakupy. Następnie udał się do toalety. Szybko się przebrał, porzucając poprzednie ubranie. Naciągnął kaptur na głowę i wyszedł ze spuszczoną głową, starając się jak najbardziej ukryć twarz. Wyszedł przez parking podziemny.
- Nie ze mną te numery – powiedział pod nosem, czując że jego plan się powiódł. By zyskać pewność, udał się jeszcze na niedługi spacer po parku. Dopiero potem mógł wrócić do hotelu.