niedziela, 29 kwietnia 2012

V. Scen nr 100


Mężczyźni zawieźli Maćka na komendę i zaprowadzili do pokoju przesłuchań. Policjant nic sobie z tego nie robił, niczym się nie przejmował i cały czas zachowywał spokój. Jeden z nich usiadł naprzeciw niego i spojrzał mu prosto w oczy. Żaden z nich nie odpuszczał. Patrzyli się tak na siebie w milczeniu przez kilka minut. Marcin nie wytrzymał jednak tej bitwy na spojrzenia i odwrócił głowę.
- Gdzie jest Sebastian Badyl? - zapytał ostro
- Mowiłem już, że wyjechał. Nie powiedział gdzie – odparł cicho
- Nie kłam! Widziałem go na własne oczy jak wychodził z mieszkania! - zdenerwował się
- Może się panu nadkomisarzowi coś przywidziało – zakpił, doprowadzając go do furii
- Gdzie on jest?! - uderzył pięścią w stół
- Powtarza się pan – zaczął oglądać swoją dłoń, ignorując policjanta i okoliczności, w jakich się tutaj znalazł.
- Co cię z nim łączy? - wstał z krzesła i zaczął chodzić po pomieszczeniu
- Stosunki międzynarodowe – zadrwił
- Odpowiadaj jak cię pytam! - wrzasnął
- A co ja robię? - spytał retorycznie. Zdenerwowany nadkomisarz podszedł do Maćka i chwycił go za ubranie.
- Albo zaczniesz zachowywać się normalnie, albo...
- Groźby są karalne – przerwał mu, jak gdyby role były całkiem odwrotne. Marcin nie wiedział już co ma robić
- Powiesz wszystko co wiesz, a cię wypuszczę – zaproponował
- Już to zrobiłem – odparł bezlitośnie. Zmęczony policjant usiadł na krześle i ukrył twarz w dłoniach.
- Dobra, koniec tej zabawy. Chcę się widzieć z twoim przełożonym – powiedział stanowczo
- Co proszę? - zdziwił się
- Natychmiast! - wskazał mu na drzwi. Zdezorientowany policjant wyszedł z pokoju, zostawiając go samego. Maciek uśmiechnął się do siebie, wstał i odwrócił plecami do drzwi. Kiedy do pomieszczenia wszedł naczelnik wydziału wewnętrznego, nie poznał dawnego znajomego.
- Co u licha? - rzucił poirytowany. Maciek obrócił się i podszedł do niego.
- Witam inspektorze – podał mu dłoń. Ten ją uścisnął i się uśmiechnął. Znali się już od kilku lat, kiedy jeszcze chodził do liceum. Pewnego dnia został przyłapany przez dwóch policjantów, jak z kolegami pili piwo. Oni uciekli, a on jeden ku jego zdziwieniu został. Maciek mu zaimponował odwagą i szczerością. Wkrótce okazało się, że mieszkają na tym samym osiedlu. Mimo że różnica wieku między nimi wynosiła 7 lat, zaprzyjaźnili się. To dzięki niemu poznał wszystkie szczegóły pracy w policji i zdecydował się na ten zawód. Miała to być tylko czasowa próba, jednak polubił to tak bardzo, że już nie zrezygnował.
- Cześć Maciek. Coś ty takiego nawyprawiał, że cię przymknęli?
- No właśnie nic, ale twoi podwładni twierdzą, że jestem zamieszany w morderstwo – wyjaśnił
- A jak jest naprawdę? - spoważniał. Lubił pożartować, ale kiedy sytuacja tego wymagała, umiał zachować powagę.
- Mój kolega spotkał się ze swoją informatorką w hotelu. Kilka minut później została zamordowana, a on jest ostatnią osobą, która go widziała. I dlatego go podejrzewają. Pomogłem mu w ucieczce i dlatego twoi ludzie mnie przymknęli – opowiedział
- Jak pomogłeś? - chciał poznać szczegóły
- Zagadałem ich w salonie, a on miał wtedy przejść przez korytarz. Ten Marcin się odwrócił i zauważył go. Więc ja mu podłożyłem nogę, żeby za nim nie pobiegł – wyznał
- Mały upadek mu nie zaszkodzi – zaśmiał się
- Ty co byś zrobił na moim miejscu? Pomógł przyjacielowi czy wydał go w ręce policji? - spytał zamyślony
- Jeśli miałbym pewność, że to nie on, postapiłbym tak samo jak ty – odpowiedział po chwili namysłu
- Mam taką pewność. Znam go i wiem, że nie potrafiłby zabić. Zresztą, jaki mógłby mieć motyw? - bronił Sebastiana. Ani trochę nie wierzył w jego winę. Po prostu znalazł się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie.
- W takim razie kto ją zabił? - zastanawiał się inspektor
- Nie wiem. Zebraliśmy za mało informacji. Ale stary odbierze nam tę sprawę i niczego się już nie dowiemy – westchnął zawiedziony
- Chciałbyś znaleźć dowód na jego niewinność, tak?
- Oczywiście. Słuchaj, mam dla ciebie propozycję – ściszył głos
- Mów
- Postaraj się, by twoi ludzie go nie złapali, a ja znajdę zabójcę – zaoferował
- Przykro mi, ale nie mogę tego zrobić – pokręcił głową
- A gdybyście go złapali, umożliwiłbyś mi kontakty z nim? Bez informacji i wskazówek od niego nie dam rady poprowadzić śledztwa na własną rękę. To była jego informatorka, więc może coś mu powiedziała. Musi też znać osoby, które miały z nią kontakt. Bez niego ciężko będzie znaleźć jakikolwiek trop. Z twoimi ludźmi nie będzie chciał gadać – namawiał go
- Może nie bezpośrednio, ale mogę przekazywać ci informacje od niego – zaoferował
- Dobrze, może być. Nie wiem czy ci coś powie, ale powołaj się na mnie – inspektor kiwnął głową i podszedł do drzwi. Otworzył je i wyjrzał na zewnątrz.
- Chomikowski! Kluczyki! - zawołał donośnym głosem. Odebrawszy je od podwładnego podszedł do Maćka i rozkuł go.
- Jesteś wolny – oznajmił
- Dzięki. Jak czegoś się dowiem to zadzwonię – zapewnił, po czym opuścił pomieszczenie. Mężczyzna rzucił kajdanki na stolik i także wyszedł.
- Dać mu ogon? - zaczepił go przy drzwiach Marcin
- Nie. On jest niewinny. Szukajcie naszego podejrzanego, a nie zajmujcie się pierdołami – mruknął do niego, po czym poszedł do swojego gabinetu.

- I co? - zapytał zniecierpliwiony Rafał, kiedy tylko Maciek wszedł do biura. Komisarz usiadł przy swoim biurku i przymknął oczy.
- Uciekł. Ale czuję, że nie na długo – westchnął ciężko
- Ty chyba nie wierzysz w jego winę? - spytał niepewnie, z przerażeniem w oczach
- Oczywiście, że nie. Ale wewnętrzni mają inne zdanie. Gadałem z ich przełożonym, to mój stary znajomy. Obiecał mi przekaz informacji od Seby, jeśli go złapią – oznajmił
- Po co? Stary już odebrał nam tę sprawę, a za Sebastianem posłali już list gończy – mruknął załamany
- Chcesz to się poddaj. Ja nie zamierzam tak tego zostawić. Gówno mnie obchodzi co zrobił stary. Będę działał na własną rękę – zakomunikował stanowczo. Rafał nie wiedział co ma powiedzieć. Głupio mu się zrobiło, że tak szybko odpuścił.
- Nasza ofiara nie miała w tym czasie żadnego klienta. W ogóle miała wolny wieczór – powiedział cicho
- W takim razie z kim się przespała? - zapytał Maciek. Spojrzał na przyjaciela. Wiedział, że zna odpowiedź, ale nie chce mu to przejść przez gardło.
- Z Sebastianem – wykrztusił cicho – wszystko na to wskazuje – dodał na swoje usprawiedliwienie.
- Czekaj chwilę – wyciągnął z kieszeni telefon i wybrał numer do lekarza sądowego – Adam? Skończyłeś już raport? Nie? To świetnie. Słuchaj... mógłbyś załatwić nam jakiś nieoficjalny wgląd? Naprawdę? Super, dzięki. Przypomnij mi kiedyś, że stawiam ci pół litra. No, cześć – rozłączył się.
- Udało się? - Rafał wytrzeszczył oczy
- Specjalnie dla nas zrobi kopię. I jakby co, nic od niego nie dostaliśmy – wyjaśnił
- Jasne, ma się rozumieć.
- Dzisiaj już chyba nic nie zdziałamy. To co, do domu? - zaproponował z entuzjazmem
- No jasne – zerwali się z krzeseł, wzięli swoje kurtki z wieszaków i opuścili biuro. Pięć minut później pojawiła się tam Asia, która zapomniała wziąć telefonu. Zabrała go ze sobą i wyszła. Na schodach natknęła się na komendanta.
- Samochodem? - zapytał z uśmiechem
- Nie, spacerkiem – odparła
- A nogi nie bolą?
- No trochę... - przyznała z grymasem na twarzy
- To może podwiozę? - zaproponował, pokazując jej kluczyki
- A wie pan... z chęcią – uradowana przystała na propozycję. Uwielbiała, kiedy facet proponował, że zrobi coś dla niej. Nawet taka prosta podwózka ją cieszyła.
- W takim razie zapraszam – puścił do niej oczko i powoli zaczął schodzić w dół.

sobota, 28 kwietnia 2012

V. Scen nr 99


- Dzień dobry, starszy aspirant Maciej Krubiński, policja – pomachał im odznaką przed głowami i schował ją do kieszeni – ja w sprawie pani Mirelli Poliszyńskiej. Mam do was kilka pytań.
- Tak, oczywiście. Proszę pytać
- Kiedy pani Poliszyńska się zameldowała? - spytał, nie wyrażając przy tym żadnych emocji
- Chwileczkę, zaraz to sprawdzę – wstukał coś na klawiaturze i spojrzał na monitor – Wczoraj, o godzinie 20:14 – przeczytał
- A czy ktoś o nią pytał? Może była z kimś umówiona?
- Marysia, ty byłaś wczoraj wieczorem na recepcji. Pytał ktoś o nią? - recepcjonista zwrócił się do koleżanki. Przymknęła oczy i sięgnęła pamięcią wstecz.
- Tak, był jeden mężczyzna. Nawet wysoki brunet, o typowo męskiej budowie ciała, miał takie duże, że tak powiem, wyraziste mięśnie, że nie trudno byłoby kobiecie go zapamiętać – odparła spokojnie
- Czyli byłaby pani w stanie dokładniej go opisać? Spróbowalibyśmy sporządzić portret pamięciowy – wyjaśnił
- Tak, myślę że dałabym radę – kiwnęła twierdząco głową
- W takim razie zadzwonię po rysownika. I jeszcze jedno pytanie mam na tę chwilę. Czy wydało się pani może coś podejrzanego w jej zachowaniu? Nie wiem, może ciągle się oglądała, spieszyła się, drżał jej głos, była podenerwowana? - wyliczał
- Nie, chyba nie – odparła po chwili namysłu
- Dobrze, dziękuję. Za kilka minut przyjedzie rysownik. Będzie tu pani cały czas?
- Tak, oczywiście.
- Świetnie – mruknął pod nosem i odszedł parę kroków dalej. Wyciągnął z kieszeni telefon i zadzwonił do rysownika. Obiecał przyjechać za kilka minut. Jakiś czas później Maciek spotkał się z Rafałem i Martą. Niestety, goście z sąsiednich pokoi nie byli w stanie wiele powiedzieć. Co prawda słyszeli jakiś huk, który ich pobudził. Było to na kilkanaście minut przed północą, co zgadzało się z przedziałem czasowym wyznaczonym przez Adama. Policjanci postanowili więc wrócić na komendę i czekać na raport od techników i z sekcji zwłok.
- Z tego co mi wiadomo, nie miała żadnej rodziny. Matka zginęła w wypadku samochodowym 10 lat temu, a ojciec 3 lata po niej, na zawał. Nie miała żadnego rodzeństwa – sprawdził ją dokładnie Maciek
- Coś jeszcze? - spytał znudzony Rafał
- W terenie znana jako Miranda, a jej alfonsem był... Alfons Werblewski
- Cóż za niespotykany zbieg okoliczności. Rodzice razem z imieniem wybrali mu zawód? - zakpił Rafał – A teraz na poważnie, chyba złożymy mu wizytę, co? - zaproponował
- Skoro jest jej alfonsem to powinien wiedzieć czy miała w tym czasie klienta. A może to on? Może chciała się wycofać? - sugerował
- Nie dowiemy się, jeśli tego nie sprawdzimy – zbierali się do wyjścia. W biurze pojawił się Tomek. Mężczyzna gestem ręki pokazał im, by poczekali chwilę.
- Mamy portret pamięciowy mężczyzny, który pojawił się w hotelu na kilka minut przed śmiercią ofiary i pytał o nią – bez słowa podał im kartkę i wbił wzrok w podłogę. Mężczyźni z niedowierzaniem wpatrywali się w nią.
- O kurwa... - wyrwało się Maćkowi
- Ja pierdolę... - wtórował mu Rafał
- Stary powiadomił już wewnętrznych – rzekł ponurym tonem asystent
- To dlatego nie odbiera telefonów i nie przyszedł dzisiaj do pracy – mruknął Rafał
- Dobra, ja pojadę zobaczyć, czy jest u siebie w mieszkaniu, a ty pogadaj z alfonsem – zadecydował. A może ten mężczyzna był tylko podobny do Sebastiana? Może on się nigdzie nie ruszał z domu i nie spodziewa się najścia policjantów? Maciek jechał tak szybko, jak tylko było to możliwe. Starał się nie łamać przepisów, ale w nerwach nie było to takie łatwe. W drodze spróbował ponownie do niego zadzwonić, lecz bezskutecznie. Dotarł w końcu na osiedle bloków mieszkalnych, zatrzymał się przed jednym z nich i wszedł do odpowiedniej klatki. Wbiegł po schodach na drugie piętro i zapukał do drzwi. Po dłuższej chwili otworzył mu Sebastian. Nie wyglądał najlepiej: miał podbite oko, ranę na wardze i rozcięty policzek.
- Wejdź – rzucił krótko – z tego wszystkiego zapomniałem zadzwonić na komendę. Nawet w ogóle nie wiem gdzie mam telefon
- Co ci się stało? - zdziwiony jego wyglądem, po prostu zapomniał w jakim celu przyjechał do przyjaciela.
- Jakiś koleś mnie wczoraj pobił przed hotelem – mruknął, rozsiadając się na kanapie
- Więc jednak tam byłeś?
- Moja informatorka poprosiła mnie o spotkanie – wyjaśnił
- Mirella Poliszyńska? - spytał zaniepokojony
- Skąd wiesz? - jego zainteresowanie rozmową nagle wzrosło
- Znaleziono ją martwą, dzisiaj rano, właśnie w hotelu – westchnął ciężko. Jak na razie wszystko wskazywało na Sebastiana. Było już pewne, że zostanie zawieszony, a wewnętrzni go przesłuchają. Kto wie czy nie będą chcieli go zamknąć na 48 godzin.
- Muszę zniknąć – powiedział cicho – Stary na pewno odsunie was od tej sprawy, takie są procedury. A kto wtedy udowodni moją niewinność?
- Ucieczka tylko pogorszy twoją sytuację – próbował odciągnąć go od tego pomysłu. Rozmowę jednak przerwało im pukanie do drzwi.
- To oni. Przyjechali po mnie – ukrył twarz w dłoniach. Maćkowi zrobiło się go żal. Ciężko mu było wybierać. Sumienie nie pozwoliłoby mu wydać przyjaciela, więc zdecydował się mu pomóc.
- Schowaj się w sypialni. Ja ich zagadam tu w salonie, a wtedy dyskretnie wyjdziesz – ułożył na szybko plan
- Dobra – przytaknął i poszedł do sypialni. Maciek otworzył drzwi i ujrzał dwóch mężczyzn w skórzanych kurtkach. Bez słowa weszli do środka i od razu skierowali się do kuchni.
- Proszę, proszę, znowu się spotykamy – rzekł jadowitym tonem jeden z nich.
- A kto to jest? - spytał jego kolega
- Mój dawny kolega z liceum – odparł ironicznie
- Nigdy nie byliśmy kolegami – warknął Maciek – A może państwo się przedstawią? Kultura tego wymaga – uśmiechnął się lekko
- Nadkomisarz Marcin Chomikowski, a drugiego to znasz. Wydział wewnętrzny – machnął mu legitymacją przed oczyma.
- A w jakim celu przychodzicie? Nie chcę się wtrącać, ale to chyba wy powinniście zadawać mi pytania, a nie ja wam. Chyba że nie wiem o jakichś zmianach w przepisach – dogryzał im
- Sebastian Badyl, zameldowany tutaj. Jest? - Maciek poszedł do salonu, a oni za nimi. Stanął przy oknie, a oni obok niego, jeden z lewej strony, a drugi z prawej.
- To jest czy nie ma? - zaczynali się denerwować
- Spóźniliście się. Dzisiaj rano gdzieś wyjechał i poprosił mnie, bym zajął się jego mieszkaniem – starał się powstrzymać od uśmiechu i wyglądać jak najbardziej poważnie. Jeden z nich pokiwał głową.
- A dokąd? - zapytał po chwili
- Nie jestem księdzem, żeby mi się spowiadał – odpowiedział spokojnie. Marcin odwrócił się i akurat zauważył jak Sebastian przechodzi do drzwi.
- Stój! - krzyknął sięgając po broń i ruszając do biegu. Maciek szybko zareagował i podłożył mu nogę, przez co mężczyzna upadł na podłogę.
- Wyjechał, tak? Miarka się przebrała – oznajmił zdenerwowany drugi z mężczyzn – Jesteś aresztowany pod zarzutem współudziału w zabójstwie... yyy... jak ona miała?
- Mirella Poliszyńska – przypomniał mu kolega, podnosząc się z dywanu
- No, właśnie. Więc jesteś aresztowany – sięgnął po kajdanki
- Chyba cię coś boli – zakpił Maciek
- Umożliwiłeś ucieczkę mordercy. I z tego już się nie wywiniesz – powiedział Marcin, szyderczo się uśmiechając. Maciek tylko się uśmiechnął i dał im się skuć. Postanowił zaczekać na odpowiedni moment, by wyjąć asa z rękawa.

piątek, 27 kwietnia 2012

V. Scen nr 98


Impreza pożegnalna Ani wyszła znakomicie. Wszyscy dobrze się bawili. Dziewczyny wspominały dawne czasy, a chłopacy balowali w najlepsze. Zlekceważyli słowa Aśki, która radziła im, by nie przesadzali, gdyż nazajutrz trzeba będzie przecież rano wstać do pracy. To oczywiście nie mogło się skończyć dobrze. Następnego dnia blondynka, gdy weszła do biura ujrzała skacowanych policjantów: Maciek leżał na biurku, Kuba popijał wodę z butelki, a Rafał zasłaniał się gazetą przed słońcem.
- A mówiłam wam wczoraj... - pokręciła głową z uśmiechem
- Asiu, błagam cię, nie krzycz tak – jęknął Kuba
- Ale ja nawet głosu nie podniosłam – zaśmiała się. Zaraz po tym do biura weszła Anka, niosąca kawę.
- Mam nadzieję, że mocna kawa choć trochę postawi ich na nogi – powiedziała do przyjaciółki
- Jednak się zlitowałaś nad nimi?
- A chcesz żebyśmy w dwójkę wypełniały raporty? - rzekła rozbawiona
- Ja wiedziałem, że gdzieś tu jest haczyk – mruknął Maciek
- Cóż, nie ma nic za darmo – podsumowała. Kilkanaście minut później do biura wpadła Marta. Podeszła do biurka narzeczonego i wyciągnęła mu z ręki długopis.
- Koniec pisania na dzisiaj. Macie sprawę, zbierajcie się – zwróciła się do niego i do Rafała. Mężczyźni mimowolnie się uśmiechnęli.
- Gdzie mamy jechać? - spytał Rafał
- A to nie jest dla was istotna informacja. Podwiozę was – puściła do nich oczko – No co, chyba nie sądziliście że na kacu będziecie siadać za kółko – dodała widząc malujące się na ich twarzy zdziwienie.
- Możemy zajść do sklepu po drodze? - rzucił błagalnie Maciek
- A po co?
- Zapasy wody mi się skończyły – wskazał na pustą butelkę stojącą na biurku. Dziewczyna lekko uderzyła się dłonią w czoło, po czym pokręciła głową.
- Dobra, chodźcie – ponagliła ich. Wyszli we trójkę z komendy i wsiedli do samochodu. Po drodze zatrzymali się na stacji benzynowej. Rafał dotankował samochód a w tym czasie Maciek zakupił zgrzewkę wody.
- Nie będzie za mało? A może kup jeszcze drugą? - nabijała się Marta
- Ty jak miałaś kaca też dużo piłaś – warknął, nim zdążył ugryźć się w język. Dopiero po wypowiedzeniu tych słów, zdał sobie sprawę z nietaktu, jaki popełnił. Wygarnianie problemu alkoholowego, jaki miała, z pewnością nie było dla niej przyjemne.
- To ja może pójdę zapłacić za paliwo – oznajmił Rafał i ulotnił się jak najszybciej. Nie miał ochoty na słuchanie ich kłótni. Miał nadzieję, że szybko się uspokoją, nim zdąży wrócić. Było to jednak bardzo mało prawdopodobne.
- Ja przynajmniej mam już to za sobą – rzuciła chłodno i usiadła za kierownicę. Maciek także wsiadł do samochodu.
- Przepraszam. Nie chciałem...
- Ale jednak mnie zraniłeś – przerwała mu natychmiast
- Przepraszam – nie wiedział co ma powiedzieć więcej. Skoro odezwała się, nie czekawszy na wyjaśnienia to widocznie nie chciała ich słuchać. Kiedy wrócił Rafał, pojechali na miejsce zbrodni. Przed hotelem „Bazyl” było pełno ludzi, a na samym przodzie, tuż przy taśmie, oczywiście dziennikarze z kamerami, mikrofonami, aparatami i innym sprzętem. Jeden z mundurowych, widząc komisarzy, podniósł taśmę do góry, by mogli przejść. Wścibscy paparazzi skutecznie im to utrudniali.
- Państwo są z policji?
- Co tu się wydarzyło?
- Jakie są wstępne ustalenia?
- Kim była ofiara? - zasypywali ich pytaniami. Zdenerwowany Maciek zaczął się przepychać i jako pierwszy znalazł się przed tłumem. Po chwili dołączyli do niego Marta i Rafał.
- Proszę nam odpowiedzieć!
- Dlaczego państwo milczycie?!
- Nie wiecie nic, prawda? - przekrzykiwali się dziennikarze. Świeżo upieczony komisarz zmierzył ich wzrokiem i westchnął ciężko.
- Chodźmy do środka – mruknął do współpracowników. Weszli do hotelu, gdzie kolejny z munduowych wskazał im drogę. Weszli po schodach na drugie piętro i skierowali się do pokoju oznaczonego numerem 216. Technicy przeczesywali każdy kąt, w poszukiwaniu jakichkolwiek śladów, Adam coś zapisywał w notesie, a na łóżku leżała jasnowłosa dziewczyna w samej bieliźnie. Rafał podszedł bliżej i przyglądnął się ofierze, natomiast Maciek poszedł do techników po informacje.
- Rana postrzałowa w klatkę piersiową? - zapytał. Lekarz sądowy w odpowiedzi kiwnął głową.
- A konkretnie w serce. Zabójca musiał dobrze znać się na anatomii człowieka. Strzał oddano z bliska, nie mam żadnych wątpliwości – rozwinął myśl
- Sugerujesz coś?
- Nie. To tylko poszlaka, która może wskazać wam drogę do zabójcy, ale równie dobrze może was zmylić – oznajmił sucho
- Kiedy zginęła? - podrapał się za uchem
- Między dwudziestą drugą a pierwszą w nocy. Precyzyjniej będę w stanie określić po sekcji. Czy to wszystko? - spytał oschle
- Coś dzisiaj nie w humorze jesteś – zauważył Rafał
- Żona – wyjaśnił krótko – A właśnie, bym zapomniał. Dziewczyna odbyła stosunek seksualny przed śmiercią
- Z mężczyzną? - spytał, by trochę podenerować jeszcze lekarza
- Nie, z psem – rzucił ironicznie – oczywiście że z mężczyzną
- Dobra, trzymaj się – poklepał go po ramieniu. Wyszedł do holu, gdzie czekał już na niego Maciek.
- Rana postrzałowa w serce, strzał z bliska, zginęła około 9 – 12 godzin temu. Przed śmiercią zdążyła jeszcze przespać się z facetem – zdał relację
- To bynajmniej nie jest dziwne – mruknął pod nosem
- Co?
- Że przespała się z facetem. Dziewczyna nazywa się Mirella Poliszyńska...
- Mirella? Ciekawe jakie imiona jeszcze wymyślą... - przerwał koledze. Maciek postanowił puścić jego uwagę mimo uszu.
- Miała 27 lat, zameldowana w Krakowie. Kilkukrotnie notowana przez policję. Była prostytutką – kontynuował.
- To co, pogadasz z personelem, a ja i Marta z gośćmi z sąsiednich pokoi? - zaproponował
- Dobra. To potem spotkamy się tutaj – oznajmił i poszedł porozmawiać z recepcjonistami.

czwartek, 26 kwietnia 2012

V. Scen nr 97


Dziewczyna bardzo ucieszyła się, kiedy dowiedziała się, że znalazło się dla niej miejsce w Krakowie. Prawdę mówiąc, nie miała szczególnych wymagań co do miejsca, wzięła by każdą propozycję, a tu los się do niej uśmiechnął. Karol więc zadzwonił do Radka i wspólnie ustalili, że Sylwia, bowiem tak miała na imię, rozpocznie pracę na Pomorskiej za dwa dni. Po tym komendant postanowił pomyśleć nad kandydaturą Maćka na posadę komisarza. Właściwie to kogo innego ma tam dać? W tak krótkim czasie, jaki wyznaczył, będzie bardzo trudno znaleźć choć jedną osobę z odpowiednimi kwalifikacjami. Zgłoszeń byłoby pełno, ale z pewnością ich autorzy byliby przywyczajonymi do spokojnej pracy, znudzonymi monotonicznością sierżantami z drogówki. Tak więc chcąc nie chcąc, Maciek dostanie awans na wyższe stanowisko. Nic, tylko dzwonić do komendanta wojewódzkiego i upomnieć się o wyższy stopień dla niego. Sprawdził niemal wszystkie papiery dotyczące go, a zajęło mu to dużo czasu. Nawet nie zauważył, kiedy minęła godzina 18:00, a jego dzień pracy teoretycznie się skończył.
- Skoro wszystko w papierach wygląda dobrze i Aśka mi go poleciła, to jutro trzeba z nim pogadać – postanowił sobie. Nie brał pod uwagę odmowy. Taka okazja trafia się jak ślepej kurze ziarno. Nic, tylko skorzystać.

- Wszystko w porządku? - zapytał, podchodząc do narzeczonej. Brunetka odwróciła się i spojrzała na niego.
- Aśka jest moją przyrodnią siostrą – wyznała – Matka zdradziła ojca jakiś czas po tym, jak się urodziłam. To była tylko jedna noc, a widzisz jak się skończyła... Wybaczył jej, ale Aśkę traktował inaczej. Nie umiem tego nazwać. Może jak dodatek? Pamiętasz te plany wyswatania Asi, ten spisek? To wszystko on zaplanował. Chciał zrobić z niej swój kapitał biznesowy. Jaka ja głupia byłam, że w tym pomagałam.
- Ale w ostateczności powiedziałaś Asi o wszystkim. Przeszłaś na jej stronę. Zresztą... dlaczego się martwisz tym, że jesteście przyrodnimi siostrami? Czy to coś między wami zmienia? Czy to ma jakiś wpływ na wasze przywiązanie do siebie? Na więź, która was łączy? - uspokajał ją
- Nie, ale... ona o niczym nie wie – spuściła głowę i wbiła wzrok w podłogę. Maciek podszedł do niej i objął ją ramieniem.
- Chciałabyś jej powiedzieć, ale boisz się jak zareaguje? - kiwnęła twierdząco głową
- Zawsze chciałam to zrobić, odkąd tylko się dowiedziałam. Ale za każdym razem brakowało mi odwagi. Aż w końcu zapomniałam o tym, zignorowałam to. I dopiero dzisiaj te wszystkie rozterki wróciły, kiedy wyskoczyłeś z tym pytaniem – rozwinęła wątek
- Przepraszam – rzekł skruszony
- Nie przepraszaj. Nie miałeś pojęcia, że taki będzie tego skutek. Nie mogłeś tego przewidzieć. Niby na jakiej podstawie? - usprawiedliwiała go
- Jak się o tym dowiedziałaś? Oczywiście, jeśli nie chcesz to nie mów
- Miałam wtedy 19 lat, chodziłam do ostatniej klasy liceum. Pewnego dnia wróciłam wcześniej ze szkoły. Matka z kimś rozmawiała w salonie. Trudno było niesłyszeć co mówili. Raczej to była kłótnia, nie rozmowa. Mówił, że chce się widywać z córką, a ona odpowiedziała mu, że ojcem Aśki jest mój ojciec. Kiedy tamten facet wyszedł, matka zorientowała się, że wszystko słyszałam. Powiedziała mi prawdę i poprosiła o dyskrecję – opowiedziała
- Aśka ma prawo wiedzieć, że ma innego biologicznego ojca – powiedział łagodnie
- Racja. Ale ja nie wiem czy dam radę jej o tym powiedzieć – ukryła twarz w dłoniach
- Dasz. Musisz tylko odpowiednio się do tego przygotować – poradził. Nie odpowiedziała nic. Przytulił ją, delikatnie głaszcząc dłonią po ciemnych włosach.

Następnego dnia Radek w dobrym humorze zaparkował swojego mercedesa przed komendą. Wysiadł z samochodu i włączył alarm, gdy zauważył idącą chodnikiem Joasię.
- Dzień dobry – ukłonił się ładnie
- Dzień dobry panu – odparła z uśmiechem
- Zdecydowałem się, że zdam się na panią. Dzisiaj porozmawiam z panem Maciejem w sprawie posady komisarza – poinformował ją
- Miło mi, że potraktował pan to na poważnie
- Przecież to ja sam poprosiłem panią o pomoc. Zresztą, nie widzę powodu dla którego miałbym to zlekceważyć – wytłumaczył – Myśli pani, że się zgodzi? - zapytał po chwili
- Może być na początku zaskoczony, ale jak się zastanowi to na pewno nie odmówi – zapewniła go i poszła do biura. On natomiast zajrzał do biura asystentów. Były tam tylko dwie osoby: Maciek i Marta.
- Możemy porozmawiać? - zwrócił się do asystenta
- Oczywiście, słucham – odparł odwracając się w jego stronę – Nie mam żadnych tajemnic przed narzeczoną, proszę mówić – dodał, widząc jego spojrzenie
- Po głębszym zastanowieniu doszedłem do wniosku, że... jest pan idealnym kandydatem na stanowisko komisarza – oznajmił z kamienną twarzą. Maciek kiwnął głową i spojrzał na Martę. Obawiał się, że może być zazdrosna, że to on a nie ona dostaje taką propozycję. Dobrze, że nie powiedział tego na głos, gdyż mogłaby się poczuć niedoceniona. Dziewczyna pokazała mu, żeby się zgodził. Cieszyła się razem z nim.
- Od kiedy mogę zacząć? - zapytał, dając do zrozumienia, że akceptuje propozycję. Komendant się uśmiechnął i uścisnął mu dłoń.
- Jutro pan pracuje już tam. Rzeczy może pan przenieść już dzisiaj – zakomunikował. Kiedy wyszedł, Marta rzuciła się narzeczonemu na szyję i pocałowała go.
- Gratuluję! Należał ci się ten awans, wiesz? - uśmiechała się od ucha do ucha. Nie przeszkadzało jej, że nie będą pracowali już w jednym biurze. Nadal przecież będą pracować na tej samej komendzie. Przypomniała jej się sytuacja, kiedy dostał propozycję wyjazdu do Warszawy. Odmówił ze względu na nią. I teraz też pewnie by tak zrobił, gdyby miała choć jedno zastrzeżenie. Kilkanaście minut później Radek wszedł do biura komisarzy i chrząknął znacząco. Wszyscy odłożyli swoje długopisy i zwrócili uwagę na niego.
- Chciałbym wam przedstawić nowego komisarza – zaraz po tych słowach do pomieszczenia wszedł Maciek. Pozostali nie mogli wydusić słowa ze zdziwienia. Jako pierwszy ocknął się Rafał. Wstał i podszedł do przyjaciela. Bardzo się ucieszył, że to właśnie on będzie z nim pracował.
- Gratuluję – uścisnął mu dłoń i poklepał go po ramieniu – Naprawdę cieszę się, że to ty dostałeś tę posadę – uśmiechnął się
- Trochę mi nie zręcznie zastępować Ankę – wyznał
- Ale ty jej przecież nie zastępujesz. Nie będę cię traktował jako zastępcę, tylko normalnie, jak komisarza, który dzięki umiejętnościom i zasługom dostał to miejsce – wyjaśnił Rafał. Stary opuścił biuro, nie chcąc im przeszkadzać w dalszej konwesacji, która i tak nie trwała długo. Pozostali komisarze także pogratulowali mu awansu, po czym wrócił do asystentów, na ostatnie godziny pracy na starym stanowisku.

środa, 25 kwietnia 2012

V. Scen nr 96


 Następnego dnia, już z samego rana, na Pomorskiej pojawił się nowy komendant. W sumie spóźniony był o dwa tygodnie, a nie tydzień, tak jak zapowiadano. Przeziębienie nie było jednak taką błahostką jak mu się zdawało i lekarz przedłużył mu zwolnienie o kolejne 7 dni. Dzisiaj w końcu był jego pierwszy dzień pracy na nowym stanowisku i z nowym stopniem. Wraz z objęciem posady komendanta na Pomorskiej otrzymał awans z sierżanta na komisarza. Był to ciemnowłosy, przystojny mężczyzna o łagodnym, spokojnym spojrzeniu, średniego wzrostu. Chyba mu się dobrze powodziło i nie musiał zbyt wiele biegać na poprzednim stanowisku, gdyż był lekko przy kości. Mimo że był jeszcze przed czterdziestką, postanowili nazywać go starym, tak już się przecież u nich przyjęło. Nie na wszystkich wywarł dobre wrażenie. Osobiście z każdym się przywitał i się przedstawił, lecz przede wszystkim Maciek i Rafał odnosili się w stosunku do niego nieufnie. W przypadku tego pierwszego Asia tłumaczyła to zdenerwowaniem po wczorajszej akcji. A ten drugi? Rozgoryczenie spowodowane odejściem Ani. Policjantka złożyła już rezygnację z pracy i pakowała swoje rzeczy. Powoli żegnali się z nią już przyjaciele. Właśnie podeszła do niej Marta i przytuliła ją.
- Świetnie się z tobą pracowało. Nikt cię tu nie zastąpi – powiedziała ze smutkiem
- Z wami także było wspaniale. Stworzyliśmy wspaniały zespół. Nawet te twoje kłótnie z Maćkiem dobrze wspominam – uśmiechnęła się
- Stare, dobre czasy – rozmarzyła się – tu już nigdy nie będzie tak samo
- Zamykam pewien rozdział swojego życia. Ale na szczęście pozostaniemy przyjaciółkami – rzekła pokrzepiająco
- Powodzenia – puściła do niej oczko i wróciła do pracy. Żeby godnie ją pożegnać, postanowili na jutrzejszy wieczór zorganizować imprezę pożegnalną specjalnie dla niej. Sebastian zgodził się, by to u niego odbyła się ta impreza – miał przecież największe mieszkanie spośród komisarzy, które liczyło sobie niewiele ponad 100 metrów kwadratowych. Przygotowaniem mieli zająć się Marta i Aśka. Kilkanaście minut później w biurze pojawił się komendant.
- Wiem, że jeszcze stołek po waszej koleżance nie ostygnął, ale żeby wszystko działało sprawnie, zdecydowałem że już za dwa dni wybiorę nowego komisarza, który uzupełni waszą ekipę – oznajmił.
- A czy to będzie ktoś nowy, czy któryś asystent dostanie awans? - zapytał Rafał, sceptycznie nastawiony do ściągnięcia na tę posadę całkiem nowej osoby.
- Sądzę, że lepiej będzie, jeśli wybiorę któregoś z asystentów, gdyż taka osoba zna już zespół i łatwo wpasuje się w nowe obowiązki – wyjaśnił – Natomiast do asystentów dojdzie nowa osoba.
- Mam nadzieję, że nie skończy się jak poprzednio – mruknął pod nosem Sebastian
- Proszę? - zapytał Radosław, niedosłyszawszy go
- Nic, nic
- Dobrze, więc pracujcie – zatrzymał się w drzwiach i odwrócił na moment – Mogę panią na chwilę prosić? - zwrócił się do Joasi. Dziewczyna wstała od biurka i wyszła z nim na korytarz.
- Słucham panie komisarzu – powiedziała, kiedy odeszli kawałek
- Muszę się kogoś poradzić w sprawie wyboru nowego policjanta do waszej ekipy – odparł bez owijania w bawełnę
- I wybrał pan mnie? Nie sądzę by to była dobra decyzja – pokręciła głową z niedowierzaniem
- Dlaczego nie? - uśmiechnął się. Zastanawiając się nad zaletami Joasi, będzie od teraz pamiętał o jej skromności.
- Moja siostra jest asystentką, a jej narzeczony, czyli mój przyszły szwagier także pracuje na tym stanowisku – wytłumaczyła
- Doceniam pani szczerość. Ale myślę, że jest pani profesjonalistką i bez problemu będzie pani w stanie odsunąć na bok prywatne sympatie i ewentualne uprzedzenia, a wtedy wskaże mi pani osobę tylko ze względu na jej pracę, predyspozycje, potencjał i inne cechy – komplementował ją
- Skoro pan tak myśli... to uważam że Maciek zasługuje na tę posadę
- W takim razie poważnie się zastanowię nad jego kandydaturą – kiwnął głową. Dziewczynę zdziwiło jego zachowanie. Nie sądziła, że z taką ufnością przyjmie jej propozycję. A może ją sprawdzał? Może chce się dowiedzieć czy na pewno o jej wyborze nie decydowały pobudki osobiste?
- A nie będzie problemem to, że ma wykształcenie średnie, a nie wyższe? - spytała zaniepokojona. Wolała nie pomijać tego istotnego szczegółu, gdyż mogłoby to mieć dla niej nieprzyjemne konsekwencje.
- Oczywiście, że nie. Są niestety tacy, którzy koniecznie tego wymagają, ale ja uważam, że jeśli ktoś jest zdolny to nie musi mieć papierka ze studiów by dobrze wypełniać swoje obowiązki – rozwiał jej wątpliwości.
- Czy mogę już wracać do pracy?
- Tak, proszę. Nie będę już marnował pani cennego czasu – odprowadził ją wzrokiem – Młoda jak na policjantkę. Ile ona może mieć? 25 lat? Na pewno nie więcej niż 30. Ale jest bardzo ładna. I inteligentna. Widać to po sposobie wyrażania się – pomyślał sobie. Uśmiechnął się sam do siebie i wrócił do swojego gabinetu. Rozsiadł się w fotelu i wykręcił numer telefonu swojego znajomego.

- Marta? - Maciek podniósł głowę znad papierów
- Tak?
- Powiedz mi, jak to jest, że ty jesteś brunetką, a Aśka blondynką? - uśmiechnął się zobaczywszy jak przewraca oczami
- Nudzi ci się, prawda? - spytała
- No ba – mruknął pod nosem
- A nie masz inteligentniejszych tematów do rozmyślań? - spojrzała na niego błagalnie. Wiedziała, że się zgrywa, więc także postanowiła trochę poudawać.
- A to nie jest inteligentny temat? - starał się powstrzymać śmiech, lecz nie do końca skutecznie – A na poważnie, odpowiesz? - nagle spoważniała. Jej twarz zbladła.
- Może innym razem – wydusiła z trudem. Zdumiał się jej reakcją. Coś musiało być nie tak. Normalnie nie dałby za wygraną, ale nie chciał jej męczyć, więc tym razem wyjątkowo odpuścił.

- Cześć Karol – przywitał go
- Cześć Radziu. I jak tam pierwszy dzień komendantowania? - zaśmiał się
- A powiem ci że nieźle. Całkiem młody skład tu mają. A szczególnie taka jedna policjantka jest prześliczna. I jedna z asystentek też całkiem niezła. To chyba jej siostra, bo powiedziała mi, że jej siostra też pracuje tu na komendzie – chwalił się
- Co, dawny kasanowa powraca? - nabijał się
- A wiesz, że nie miałbym nic przeciwko? W sumie to nadal się czuję młodo, a wygląd nadal mam świetny – mruknął z uśmiechem – no dobra, pogadamy innym razem. Ja do ciebie w sprawie służbowej – przeszedł do sedna
- Mówcie towarzyszu, mówcie – komendant z Bochnii nie mógł się powstrzymać od kolejnego żartu. To tam pracował wcześniej Radek. Obaj się zaprzyjaźnili, gdy zaczynali jako asystenci w Dębicy. Pracowali tam przez kilka lat, a później ich drogi się rozeszły, by znowu spotkać się na jednej komendzie w Bochnii. Karol przyszedł tam około rok temu jako nowy komendant. I taki sam los spotkał teraz drugiego, z tym że on dostał posadę w Krakowie.
- Podobno jedna z asystentek od ciebie chce się przenieść. To nadal aktualne? Potrzebuję jedną osobę do siebie na to stanowisko – wyjaśnił bez zbędnych szczegółów
- Tak, aktualne. Złożyła wniosek tydzień temu, ale nigdzie nie mogłem znaleźć dla niej miejsca. Z nieba mi spadasz! - rzekł uradowany – Zapytam ją czy odpowiada jej ta komenda i dam ci znać, ok?
- Ok. To do usłyszenia – pożegnał się z przyjacielem
- Na razie – odłożył słuchawkę.

wtorek, 24 kwietnia 2012

V. Scen nr 95


- Asiu – zagadnął, kiedy wyszła z łazienki
- Tak? - spytała, kończąc czesać włosy
- Może pójdziemy na spacer? - zaproponował nieśmiało
- Ale...
- Nie bój się, przecież ja z tobą będę. Przy mnie nic ci nie zrobi – powiedział pewnie. Dopiero teraz zauważył tę wadę swojego planu. Nie przewidział, że gwałciciel może nie odważyć się zaatakować, gdy zobaczy że Asia nie jest sama. No cóż, warto spróbować. Może jednak się uda?
- No dobrze – dała się przekonać. Nie potrafiła mu się opierać. Perspektywa spaceru w jego towarzystwie była bardzo kusząca. Na wszelki wypadek wzięła ze sobą broń, lecz w tajemnicy przed Sebastianem. Mógłby to odebrać jako brak zaufania z jej strony. Wolała dmuchać na zimne. Nawet nie miała pojęcia, że podążają za nimi Marta i Maciek, a trochę bardziej z tyłu Tomek i Kamil. W parku dystans między nimi się trochę zwiększył. Sebastian tak bardzo się wciągnął w rozmowę, że aż zapomniał o obserwujących ich przyjaciołach.
- Zimno mi – poskarżyła się Joasia. Mężczyzna niewiele myśląc ściągnął swoją kurtkę i zarzucił przyjaciółce na ramiona.
- A teraz? - uśmiechnął się
- Teraz to ty się przeziębisz. Ubieraj z powrotem – nakazała. Zatrzymała się i oddała mu kurtkę. Ich spojrzenia się spotkały. Odległość między ich twarzami powoli się zmniejszała. Marta aż ścisnęła kciuki, by doszło do pocałunku. I tak faktycznie się stało.
- Tak jest! - ucieszyła – Widziałeś? Całują się! - mówiła rozradowana. Dopiero wtedy zauważyła, że narzeczonego nie ma obok niej.
- Maciek? - rozejrzała się dookoła, lecz nigdzie nie mogła go dostrzec – Ale go scena ominęła – mruknęła pod nosem. Ledwie Asia i Sebastian się od siebie odsunęli, z krzaków wyskoczył napastnik. Przystawił nóż do twarzy dziewczyny i złapał ją w pasie.
- Dwa kroki w tył! - rozkazał Sebastianowi – A ty piękna się nie wierć, bo urody ci ubędzie – zagroził
- Rzuć to! - Marta wyszła z cienia z bronią w ręku. Celowała w głowę napastnika.
- To ty to rzuć, bo inaczej zagłębię ostrze noża w jej policzku! - odkrzyknął. Brunetka nie miała wyjścia. Schowała broń i stanęła tuż obok Sebastiana.
- Jeśli coś jej zrobi to nie daruję ci tego – rzuciła do mężczyzny. Wiedział, że musi coś zrobić. To on do tego doprowadził. To jego wina. Jak mógł niezauważyć, że szykuje się do ataku? Zagapił się, a tamten to natychmiast bezlitośnie wykorzystał.
- Chcecie zobaczyć jak ją gwałcę czy poczekacie na nią w domu? - zapytał z szyderczym uśmiechem
- Tknij ją a zabiję cię własnymi rękami – wycedził przez zęby Sebastian. Zwykle spokojny i opanowany komisarz teraz, gdy chodziło o dziewczynę, którą kocha, dał się ponieść emocjom. Rzuciłby się już na niego z pięściami, gdyby Marta go nie złapała za rękę.
- Taki fighter teraz jesteś? - drwił z niego. Powoli przesuwał swą rękę w dół, zbliżając się do jej krocza. Joasia przymknęła oczy. Inni oczywiście nie mogli tego dojrzeć, ale po policzku spłynęła jej łza. Co takiego w życiu zrobiła złego, że musi tak cierpieć? Drugi raz tego chyba nie przeżyje. Prędzej złapie go za rękę i wbije sobie ten nóż w gardło niż pozwoli się drugi raz zgwałcić. Oddychała ciężko, drżała ze strachu. Położył rękę na jej udzie... kiedy nagle, nie wiadomo skąd padł strzał, raniący napastnika w dłoń. Nóż spadł na ziemię, a Joasia natychmiast mu się wyślizgnęła i rzuciła Sebastianowi w ramiona. Marta natychmiast skuła zatrzymanego. I dopiero wtedy spojrzeli w kierunku, z którego szła do nich jakaś postać, trzymająca broń w ręku.
- Dłużej poczekać nie mogłeś? - rzucił ironicznie Sebastian
- Myślisz że łatwo oddać precyzyjny strzał przy takiej widoczności? - warknął – Nigdy więcej takich akcji – powiedział oburzony – A wy co?! - krzyknął do pozostałych asystentów
- My... - zaczął Tomek
- Wezwaliśmy wsparcie – dokończył Kamil
- I na tylko tyle was było stać? Pieprzone tchórze! - denerwował się
- Maciek – powiedziała znacząco Marta
- A ty zamiast pasjonować się romansami powinnaś była czuwać! - jej także nie oszczędził. Mundurowi pojawili się na miejscu około dwie minuty później. Przyjechała także karetka, która zabrała rannego napastnika do szpitala. Maciek krążył raz w jedną, raz w drugą stronę i nikt nie odważył się do niego odezwać, aby go nie drażnić.
- Uspokój się – powiedziała w końcu Marta – o co ci chodzi? Przecież wszystko dobrze się skończyło
- Na szczęście. Wiesz co sobie pomyślałem, zanim strzeliłem? Że niepotrzebnie się na to zgodziłem! Nawet nie wyobrażasz sobie, jak wielka presja na mnie ciążyła! Musiałem oddać jeden celny strzał. Jeśli bym chybił to kula przeleciałaby gdzieś i spłoszyła go albo odbiła się od noża i zraniłaby któreś z nas, a co gorsza, kula mogła też trafić w Aśkę. Potrzebne było wyczucie na milimetry, rozumiesz?! - irytował się
- Maciek... dziękuję – odezwała się Joasia
- W porządku – rzucił krótko i odszedł.
- Wyjaśni mi ktoś, o co mu chodziło? - spytała zdezorientowana blondynka
- W domu, dobrze? - zaproponował Sebastian. Po tym wszystkim czuł się głupio. To on wciągnął Maćka w tę akcję i teraz mężczyzna miał prawo być wściekły. Gdyby nie jego interwencja, mogłoby się to wszystko skończyć fatalnie dla Asi. Jak mógł tak narazić życie kobiety, którą kochał? To wskazuje tylko na jedno: nie jest jej wart. Policjanci rozeszli się do swoich domów. Sebastian usiadł na kanapie obok Joasi i wbił wzrok w podłogę.
- Jestem beznadziejny – mruknął
- Przestań. Gdybyś podjął jakąkolwiek próbę, na pewno by mi coś zrobił. Maciek nie potrzebnie się denerwuje. Wiem, że cała odpowiedzialność spadła na niego, ale spisał się perfekcyjnie i chwała mu za to – pocieszała go
- Nie Asiu. On ma rację. Wymyśliłem, że wyciągnę cię na spacer, żeby sprowokować go do ataku. Nie mogłem patrzeć, jak obawiasz się jutra, jak czujesz się nie pewnie, jak się męczysz. Musiałem coś z tym zrobić. Marta i Maciek mieli iść za nami. Nie przewidziałem jednak, że sytuacja może się tak rozwinąć. Tak naprawdę to dałem ciała na całej linii – wyznał przygnębiony. Spodziewał się teraz długiego wykładu zdenerwowanej dziewczyny. Ku jego zaskoczeniu, przytuliła się do niego.
- Chciałeś mi pomóc. Miałeś dobre intencje – wyszeptała
- Tylko że te moje intencje o mało nie doprowadziły cię do zguby – rzekł z żalem
- Spójrz na to z innej strony. Nawet jeśli tobie nie wyszło, to zrobiłeś jeden wspaniały ruch.
- Jaki? - spojrzał na nią zdumiony
- Poprosiłeś Maćka o pomoc. Właśnie jemu powierzyłeś najważniejszą rolę, bo wiedziałeś, że można na niego liczyć – wyjaśniła – W sumie to dlaczego on jest asystentem? Marnuje się tylko
- Wiesz, wykształcenie – przewrócił oczami
- To niesprawiedliwe. Ktoś może skończyć tylko podstawówkę a być mądrzejszy od kogoś po studiach. I co? Będzie uważany za głupszego – żaliła się Joasia
- Takie życie – rozłożył bezradnie ręce
- Wiesz co? Może ja już bym wróciła do siebie? - spytała nieśmiało. Pomimo że nie powinna się wcale krępować, obawiała się jego reakcji.
- Jak chcesz. Podwieźć cię? - zaproponował
- A nie będzie to problem?
- Oczywiście, że nie – puścił do niej oczko
- Daj mi 5 minut, spakuję swoje rzeczy – wybiegła z pokoju
- Taa, 5 minut – mruknął pod nosem, spoglądając na zegarek. Dobrze wiedział, że te „5 minut” będzie trwało znacznie więcej, ale nie przeszkadzało mu to. Będzie miał więcej czasu by posiedzieć sobie i odpocząć.

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

V. Scen nr 94


          Następnego dnia Sebastian i Joasia pojechali do mieszkania dziewczyny. Miała ona spakować swoje rzeczy. Postanowiła, że bezpieczniej będzie, jeśli zamieszka z przyjacielem, póki nie złapią gwałciciela. Jak się okazało, za gwałtami i zabójstwami, których sprawcę tropili Ania i Kuba, także stał on. Zanim to jednak zrobili, odwieźli Trampa do Marty i Maćka. Asia nie chciała rozstawać się z psem, jednak by ograniczyć jej wyjścia z domu wieczorami, to był konieczny ruch. Pod blokiem, w którym mieszkał Sebastian, w samochodzie siedzieli asystenci, którzy co jakiś czas się zmieniali: w nocy czuwali Tomek i Kamil, których rano zmieniali Marta i Maciek. Po nich byli jeszcze Kasia i Bartek. Każdy z duetów „pełnił wartę” przez 8 godzin, dzięki czemu Asia miała dodatkową ochronę przez 24 godziny. Komisarze, dzięki informacjom o poprzedniej zbrodni gwałciciela, byli w stanie rozpoznać jego tożsamość. Niestety nie udało im się określić aktualnego miejsca pobytu. Co prawda był zameldowany w Krakowie, jednak tak jak się spodziewali, nikogo nie zastali pod danym adresem. Ukrywał się, co było logiczne. Puścili za nim list gończy, tylko tyle można było zrobić oprócz dobrego przygotowania się na ewentualny jego atak.

          Wieczorem Ania usiadła na kanapie i wpatrywała się w okno. Rafał położył syna do łóżka, ukołysał go do snu, a następnie dołączył do ukochanej. Wiedział, że mocno przeżywa sytuację Joasi, ale przecież wszyscy się o nią martwili. To przecież ich przyjaciółka.
- Nic jej nie zrobi. Pod blokiem jest dwóch naszych a z nią jeszcze Sebastian – pocieszał ją
- Nie o tym myślę – rzuciła zagadkowo
- A o czym?
- O naszej przyszłości – obróciła się i spojrzała na niego. Na jego twarzy malowało się zdziwienie pomieszane z dezorientacją.
- To znaczy? - wykrztusił po chwili
- Jak sobie wyobrażasz nasze wspólne życie? - zaskoczyła go tym pytaniem. Nie wiedział co ma powiedzieć. Nie zastanawiał się nad tym, gdyż chciał się nacieszyć chwilami spędzonymi z nią. Pierwsza myśl jaka mu przyszła do głowy: czyżby miała jakieś wątpliwości odnośnie ich związku?
- Tylko nie mów, że znów chcesz mnie zostawić – spojrzał błagalnie w jej oczy
- Ależ skąd – oburzyła się jego podejrzeniami. Odetchnął z ulgą.
- Nie każ mi zgadywać
- Dobrze – kiwnęła głową – kto twoim zdaniem będzie zajmował się Michałkiem? Nadal chcesz obarczać tym swoją siostrę?
- Nie wiem, nie myślałem o tym – wyznał prawdę
- To chyba najwyższa pora, byś pomyślał – upomniała go
- Czy nie możemy wrócić do tego tematu później? Teraz musimy pomyśleć nad tym jak złapać tego gnoja, żeby Aśka mogła wrócić do normalnego życia, żeby nie musiała się bać.
- To nie powód by odsuwać na bok życie rodzinne. Teraz jesteśmy w domu i praca spada na dalszy plan, jasne? Też się o nią martwię, ale sam przecież mówiłeś, że jest z Sebastianem. A oboje doskonale wiemy, że on nie da zrobić jej krzywdy – zdenerwowała się
- Nie mam teraz do tego głowy. Jestem zmęczony – wykręcał się
- To idź spać – mruknęła pogardliwe. Puścił to mimo uszu i podniósł się z kanapy – Rezygnuję z pracy – wypaliła nagle. Odwrócił się natychmiast w jej kierunku.
- Co takiego?! - krzyknął w przypływie emocji. Chwilę potem z pokoju obok dobiegł ich głos płaczącego dziecka.
- Widzisz co narobiłeś? - spytała z wyrzutem i poszła uspokoić Michałka. Wiedział, jak ciężko będzie im pokryć wszystkie wydatki z jednej pensji. Obawiał się, że nie dadzą rady. Kiedy ochłonął, poszedł ją przeprosić. Zatrzymał się w progu, gdy ujrzał jak nosi jego syna na rękach. Był to dla niego wzruszający obrazek. Ona naprawdę go pokochała, jak własnego syna. I to napawało go optymizmem. Stwierdził, że Ania nie zrobi nic głupiego, bo przecież także chce dobra Michałka.
- Przepraszam za moje zachowanie – podszedł do niej. Odłożyła śpiące dziecko do łóżeczka i przytuliła się do mężczyzny. Stali tak przez chwilę w milczeniu.
- Chodźmy do kuchni – szepnęła, nie chcąc by głosy obudziły dziecko.
- Wiesz, że z jednej pensji możemy nie dać sobie rady? - spytał zaniepokojony
- Wiem. Ale trafiła mi się naprawdę niesamowita okazja. Mój znajomy ma firmę budowlaną i potrzebuje księgowej. A ja... mam odpowiednie kwalifikacje. Dzięki temu mogłabym pracować w domu i pilnować Michałka – wyjaśniła
- No tak, zapomniałem że studiowałaś ekonomię. Jesteś pewna że tego chcesz? - nie chciał jej zmuszać. Nie chciał wywierać na niej niepotrzebnej presji. Przecież jakoś by sobie poradzili. Mógłby się przenieść do drogówki, aby mieć stałe godziny pracy.
- Ciężko mi się rozstawać z tą pracą – wyznała zasmucona – ale tak będzie lepiej. A do tego większe zarobki, na pewno się przydadzą. Wydatki na dziecko nie są małe – dokończyła
- Nie wierzę, że to dla nas robisz – uśmiechnął się do niej
- Bo was kocham – wyjaśniła – poza tym, dobrze by było, żeby przynajmniej jedno z rodziców miało bezpieczną pracę.
- Jedno z rodziców – powtórzył jak echo. Ania dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, co powiedziała. Myślała, że się za to pogniewa.
- Przepraszam – powiedziała zawstydzona
- Wiesz co? Cieszę się, że widzisz siebie w tej roli. Że akceptujesz mojego syna. Zauważyłem, że on także akceptuje ciebie jako matkę – pocałował ją w usta. Jakież puste byłoby jego życie bez ukochanej i bez syna.

Tymczasem Sebastian wpadł na ryzykowny, lecz być może skuteczny pomysł. Postanowił nic nie mówić o tym Joasi, żeby zachowywała się naturalnie i nie straszyć jej dodatkowo. Upewniwszy się, że dziewczyna jest w łazience, zadzwonił do Maćka.
- Słuchaj, mam plan – zaczął od razu
- Co tak cicho mówisz? Gardło cię boli? - zdziwił się przyjaciel
- Nie chcę żeby Aśka mnie słyszała – wyjaśnił
- Nie słyszę cię
- Podgłośnij rozmowę – poradził mu
- Co? - spytał zdezorientowany
- Podgłośnij rozmowę – powtórzył
- Nadal cię nie słyszę. Czekaj, podgłośnię rozmowę – Sebastian machnął ręką zrezygnowany. Nie ma co tłumaczyć, trzeba jak najszybciej przekazać mu informacje, bowiem Aśka w każdej chwili może wyjść z łazienki.
- Przyjedźcie samochodem pod nasz blok. Weźcie ze sobą bronie. Ja wezmę Asię na spacer. Wyjdziemy za 15 minut. Idźcie z Tomkiem i Kamilem kilkanaście metrów za nami. Kiedy nasz poszukiwany zaatakuje, wchodzicie. Jasne? - wytłumaczył
- Wiesz że to niebezpieczne?
- Nie mogę patrzeć jak Aśka się męczy. Jak się boi na każdym kroku. Musimy go złapać. Ona o niczym nie wie, żeby nie spanikowała kiedy będziemy iść przez park. Jeszcze dwa, trzy dni i się wykończy. Nie mogę na to pozwolić, rozumiesz?
- Tak. Dobra, będziemy – zakończył rozmowę. Sebastian poszedł do sypialni i zabrał stamtąd broń. Miał świadomość, że jest za nią odpowiedzialny. Jeśli wyjdą to jej bezpieczeństwo będzie w rękach jego i przyjaciół.

niedziela, 22 kwietnia 2012

V. Scen nr 93


Kilkanaście lat temu nie byłaby w stanie się opanować. Teraz jednak doświadczenie zrobiło swoje. Natychmiast odzyskała zimną krew, złapała psa za obrożę i pociągnęła do siebie, w obawie że mężczyzna zrani go nożem. Szybko zapięła smycz i pobiegła z nim w stronę miasta, ile sił w nogach, żeby jak najszybciej się od niego oddalić. Ucieczka to było jedyne wyjście. Nie miała z nim najmniejszych szans. Nawet gdyby nie paraliżujący ją strach, spowodowany wydarzeniami sprzed lat, ciężko byłoby jej z nim wygrać. Po wybiegnięciu z parku, nadal nie czuła się bezpiecznie. Musi gdzieś się schronić. Najbliżej miała... do Sebastiana. Zawahała się przez chwilę, czy to dobre wyjście.
- Chrzanić honor, życie i zdrowie jest ważniejsze – mruknęła pod nosem i wraz z psem ruszyła w kierunku jego mieszkania. Dotarła tam po pięciu minutach biegu. Miała już dzwonić na domofon, kiedy z klatki schodowej wyszła młoda dziewczyna. Skorzystała z okazji i weszła do środka. Powoli pokonywała kolejne stopnie, dysząc ciężko. Kiedy wreszcie znalazła się na drugim piętrze, zapukała do drzwi. Dopiero wtedy zauważyła, że z prawej łapy psa wycieka krew.
- Cholera – mruknęła martwiąc się o psa, ale jednocześnie obawiając się, że gwałciciel znajdzie drogę po kolejnych plamach krwi. Rana nie była duża, więc miała nadzieję, że wiele śladów nie pozostawili po sobie. Tramp trzymał się bardzo dobrze i nic nie wskazywało na to, by stracił dużo krwi, tak więc szansa, że znajdzie Asię tym sposobem, była niewielka. Sebastian w końcu otworzył drzwi. Nie ukrywał swojego zdziwienia na jej widok, które wzrosło, gdy spostrzegł Trampa.
- Możemy? - zapytała niepewnie. Spodziewała się, że może odmówić. I w sumie to nie miałaby do niego żalu, gdyby tak zrobił. Na jego miejscu, chyba właśnie tak by postąpiła. Lecz on odsunął się i wskazał ręką wnętrze mieszkania.
- Masz jakiś bandaż? - zapytała, gdy zamykał drzwi, przyglądając się rozcięciu na łapie psa. Na szczęście rana nie była duża. Spełnił jej prośbę bez zająknięcia. Przyglądał się jak opatrywała łapę swojemu czworonożnemu przyjacielowi.
- Zaraz ci wszystko wyjaśnie, dobrze? Daj mi jeszcze chwilkę – poprosiła, nie przerywając czynności.
- Może ci przeszkadzam? Jeśli chcesz to wyjdę – zaproponował
- Nie ma takiej potrzeby – zaprzeczyła – Już, skończyłam – dodała po chwili.
- Stało się coś, tak? Inaczej byś tu do mnie tak po prostu nie przyszła z Trampem, jakby tego było mało to rannym w łapę i nagle odnosisz się do mnie z innym nastawieniem niż kilka godzin temu – wydedukował
- Masz rację – przyznała ze skruchą – ale najpierw muszę cię przeprosić
- No wiesz, ja tam pamiętliwy nie jestem, długo się nie gniewam, a w szczególności do ciebie to już całkiem. Ale to raczej ja powinienem to zrobić.
- Ty zrobiłeś to już kilkukrotnie – przypomniała mu
- Ale za każdym razem spotykałem się z odrzuceniem – zauważył – tak więc jeszcze raz przepraszam
- Tym razem przyjmuję. Czasem mój upór jest nie do zniesienia – pokręciła głową.
- Mi tam nie przeszkadza – puścił do niej oczko. Tak to już jest, że kiedy zakochasz się w jakieś osobie, nie zauważasz jej wad albo wcale ci one nie przeszkadzają. A co gdy czar pryśnie? Nagle stają się one cholernie irytujące.
- Wyszłam na spacer z Trampem. Od początku czułam się jakoś dziwnie, niepewnie. Postanowiłam ograniczyć spacer do minimum i chodziłam tylko na obrzeżach parku. Jednak gdy przeszedł obok mnie mężczyzna w kapturze, usiłowałam sobie wmówić, że to tylko moja wyobraźnia. Poszłam dalej i... zaatakował mnie. Tramp się na niego rzucił i obalił na ziemię, ale widocznie za ten czas drasnął go nożem. No i uciekłam z nim do ciebie – relacjonowała
- Kto cię zaatakował? - zbliżył się do niej. Widział, że nie jest łatwo jej o tym mówić. Położył swoją dłoń na jej dłoni.
- To był ten sam... co przed laty – wyszeptała. Nagle rozmowę przerwało im pukanie do drzwi. Pierwsza myśl Aśki: znalazł ją.
- Nie otwieraj – przytuliła się do niego. Drżała ze strachu. Sebastian nie wiedział co ma zrobić.
- Sprawdzę kto to, dobrze? - powiedział spokojnie. Na palcach podszedł do drzwi i spojrzał przez wizjer. Gdy usłyszała, że otwiera drzwi, rozpaczliwie rozejrzała się za miejscem, gdzie mogłaby się schować. Podbiegła pod okno, najciszej jak tylko potrafiła i weszła za zasłonę. Słyszała kroki.
- Była tu przecież – mówił Sebastian – Aśka? - ona jednak milczała. Nie wyjdzie, dopóki nie będzie miała pewności, kim jest ta druga osoba.
- Wiesz, jest trochę przewrażliwiona ostatnio – tłumaczył. Przewrażliwiona?! On to nazywa przewrażliwieniem?! Nie ma pojęcia jak ona może się czuć! Znowu ją zawiódł! Powiedziała mu wszystko, jak na spowiedzi, a on co? Jak mógł coś takiego powiedzieć!
- To znaczy? - usłyszała kobiecy głos. Odetchnęła z ulgą i wyszła z ukrycia.
- Miałam dzisiaj w parku bliskie spotkanie trzeciego stopnia, którego oczywiście wolałabym uniknąć – przewróciła oczami. Czasami męczyły ją pytania siostry. No cóż, przez te wiele lat zdążyła się przyzwyczaić, że Marta lubi wszystko wiedzieć.
- Spotkała tego gnoja, który kilka lat temu ją skrzywdził – wyjaśnił Sebastian, starając się delikatnie dobierać słowa, by nie zranić dziewczyny.
- Że co?! - zdziwiła się brunetka. Chyba wszystkiego by się spodziewała, ale nie tego – Cała jesteś? – spytała z troską
- Tramp mnie uratował i przybiegłam z nim do Sebastiana – podeszła do leżącego na podłodze psa i pogłaskała go.
- Musimy złapać tego skurwiela – wycedziła przez zęby – No co? Trzeba nazywać rzeczy po imieniu – dodała, widząc zdumione spojrzenia Asi i Seby.
- Tylko jak? - zastanawiał się
- Nie wiem. Ale coś wymyślę – zapewniła – a póki co... może lepiej jeśli nie będziesz sama, co? - zwróciła się do siostry.
- Też o tym myślałam – odparła – Jeśli Sebastian nie ma nic przeciwko...
- Nie ma problemu – wtrącił się w rozmowę – Najważniejsze jest przecież bezpieńczeństwo
- Fajnie, że się rozumiemy. To ja idę – rzuciła w przedpokoju
- Sama?! - zatrzymała ją Joasia
- No coś ty. Maciek czeka na dole w samochodzie – uspokoiła dziewczynę – Będzie dobrze – uśmiechnęła się pokrzepiająco i wyszła. Asia spojrzała w lustro. I co zobaczyła? Wystraszoną, kompletnie bezradną i bezsilną dziewczynę o drobnej budowie ciała, potarganych blond włosach, wychudzoną, znudzoną życiem. Gdzie ta energia, którą miała choćby pół roku temu? Jest beznadziejna. Na tle siostry wyglądała fatalnie. Teraz rozumie, dlaczego rodzice chcieli ją wyswatać. Przecież na niej ani jeden facet wzroku nie zatrzyma! Była jednak w wielkim błędzie. Niejeden facet chciałby, żeby to w nim się zakochała. O tym właśnie marzył Sebastian. I wiedział, że tak jest. Lecz teraz nie może tego jej powiedzieć. Jest za wcześnie, a w dodatku nie pozwalają na to okoliczności. Postanowił sobie, że porozmawia z nią o tym, kiedy ich relacje się ustabilizują, gdy wszystko będzie już w należytym porządku. Ona natomiast nie miała pojęcia, co czuje do niej Sebastian. Wiedziała jednak jedno: obiecała sobie, że jeśli kiedykolwiek los da im szansę, nie zmarnuje jej. To z nim chciałaby spędzić życie. Chciałaby zasypiać i budzić się obok niego. Chciałaby doświadczyć z jego strony troski, bliskości i czułości. Nie, nawet nie chodziło o seks. To tylko dodatek. Zresztą, raz już przecież doszło między nimi do zbliżenia, spędzili razem noc. Ale czy to było z miłości? Z pożądania? A może tylko dla zaspokojenia potrzeby? Z jej strony to była miłość. Nie potrafiłaby przecież oddać się mężczyźnie, do którego nic nie czuje. A z jego strony? Tego już nie jest w stanie określić. I chyba nigdy się tego nie dowie. Jaka czeka ją przyszłość? Czas pokaże.

sobota, 21 kwietnia 2012

V. Scen nr 92


Spóźnieni komisarze dotarli do kościoła tuż przed czytaniem Ewangelii. Zajęli miejsce w jednej z ostatniej ławek i stamtąd wszystko obserwowali. Dziewczyna była wściekła na narzeczonego, jakby to była jego wina, że zepsuł mu się samochód. Podejrzewała nawet, że celowo to zrobił, aby pogodzić Asię i Sebastiana. Mimo dobrych intencji, takie działanie byłoby nieodpowiedzialne. Na szczęście nie wypowiedziała tego na głos. Takie słowa mogłyby go urazić. Taki pomysł nawet mu przez myśl nie przemknął! Następnie rozpoczęła się ta właściwa, najważniejsza dzisiaj część Po odnowieniu przyrzeczeń chrzcielnych, ksiądz zgodnie z formułką zadawał standardowe pytania rodzicom oraz chrzestnym. Joasia nie mogła się nie uśmiechnąć. Nie potrafiła trzymać dziecka na rękach ze smętną miną. Około 45 minut później skończyła się msza. Sebastian, widząc blondynkę w dobrym humorze, miał nadzieję, że wydarzenia z wczorajszego wieczora puściła w niepamięć i mu wybaczyła.
- Asia – podszedł do niej
- Czego chcesz? - warknęła ostrzegawczo. To był dla niego wyraźny sygnał, że nie miał racji.
- Przepraszam – spróbował ponownie
- Nie przepraszaj. Choćbyś robił to tysiąc razy, to ci tego nie wybaczę, rozumiesz? Jak mogę ufać komuś, kto grzebie w moich rzeczach? - irytowała się
- To był tylko pamiętnik – tłumaczył się
- Dla ciebie to tylko pamiętnik, ale dla mnie to aż pamiętnik – jej dobry nastrój gdzieś się ulotnił. Widocznie teraz był odwrotnie proporcjonalny do bliskości Sebastiana – im bliżej był mężczyzna, tym gorszy był humor dziewczyny. Na tę chwilę działał na nią alergicznie. Rafał zaprosił wszystkich na uroczysty obiad. Najbardziej ociągali się rodzice chrzestni.
- Asia, Seba, idziecie? - spytał zniecierpliwiony
- Wiesz co? Chyba nie jestem głodna – dała do zrozumienia, że nie ma ochoty jechać
- Kurcze no... jak to będzie wyglądać, jeśli rodziców chrzestnych zabraknie na obiedzie? Czy nie możecie chociaż na jeden dzień albo na kilka godzin przestać się kłócić? - mruknął poirytowany, po czym poszedł do samochodu. Obojgu zrobiło się głupio, jednak żadne z nich nie się odezwało. Zgodnie ruszyli ku samochodom i wsiedli do jednego z nich.

Wieczorem, kiedy Joasia wróciła do domu, od razu swoje kroki skierowała do łazienki. Zrzuciła z siebie sukienkę, zdjęła buty i bieliznę. Weszła pod prysznic i odkręciła kurek. Długo niewychodziła spod strumienia wody. Czuła, jakby całe zmęczenie po dzisiejszym dniu spływało z niej wraz z kroplami wody. Usłyszawszy dźwięk telefonu, zakręciła wodę, owinęła się ręcznikiem i wyszła do przedpokoju. Wyciągnęła go z torebki i odebrała połączenie.
- Słucham? - powiedziała do słuchawki. Ku jej zdziwieniu, nie usłyszała żadnej odpowiedzi.
- Halo? - jej głos zaczynał drżeć i stawać się coraz bardziej niepewny
- Jest tam kto? - nerwowo wyglądała przez okno. Podwórko było puste, ani jednej żywej duszy. Może to przez to, że padał śnieg? Rozłączyła się i odłożyła telefon na stół.
- Żartowniś pieprzony się znalazł – mruknęła poirytowana. Poszła do sypialni i usiadła przy stoliku. Zastanawiała się, co ma zrobić z Sebastianem... Nagle wzięła pustą kartkę, sięgnąwszy uprzednio po długopis. Już od jakiegoś czasu miała ochotę wymyślić jakąś fikcyjną historię. Dlaczego by jej nie spisać? Dostała nagle takiej jakby weny twórczej. Wpisała dzisiejszą datę i na środku wiersza napisała nagłówek:

OPOWIADANIE

Wrocław, wczesny ranek, godzina 6:41. Młody mężczyzna, Sebastian, niechętnie wstaje z łóżka i idzie do łazienki. Po kilku minutach idzie się ubrać, a następnie zjeść śniadanie i wypić poranną kawę. O godzinie ósmej musi być w pracy. Jest policjantem, a jego szef nienawidzi spóźnień i uwielbia dawać za nie kary, które polegają na dodatkowych raportach do wypełnienia. Kilka dni temu zmarła jego ciotka. O zmarłych nie powinno się źle mówić, ale w tym przypadku zrobił wyjątek. „Stara zrzęda. Miała tyle kasy i nawet nie myślała, żeby się podzielić. A gdyby dała mi trochę kilka lat temu to skończyłbym studia i został jakimś inżynierem czy cholera wie czym” - tak właśnie myślał podczas pogrzebu. Ciotka zawsze musiała kogoś wkurzyć. Uwielbiała powtarzać Sebastianowi, że powinien już być żonaty. „No tak, ale co za dziewczyna by za ciebie wyszła? Chyba by głupia była albo oczów nie miała! Wredny, niewykształcony, nieogarnięty, mało zarabiasz i prawie całymi dniami cię w domu nie ma.” - tak mówiła na dwa dni przed swoją śmiercią. Tak właściwie to co ona może o nim wiedzieć? Wredotę to akurat ma chyba po niej, nie ma wykształcenia wyższego, bo nie miał pieniędzy na studia, „nieogarnięty” był tylko w jej opinii, chyba że każdego faceta uważała za nieogarniętego, wypłata mu wystarcza i jeszcze zostaje, a o tym kiedy jest w domu to akurat nie mogła wiedzieć, bo z nim nie mieszkała. Zdenerwował go także jej testament. Zresztą nie tylko jego, reszta rodziny także nie była zachwycona. Podzieliła swój niemały majątek, że każdy by się ucieszył. Więc co nie tak? Był w tym pewien haczyk... i to jaki. Każdy musiał postawiony warunek, aby otrzymać swoją część. Na przykład, brat ciotki musiał... kupić samochód za minimum 40000 zł aby dostać pieniądze. Paranoja jakaś. Jakie zadanie dostał Sebastian? W ciągu trzech miesięcy musiał się ożenić! A gdzie on teraz znajdzie dziewczynę, z którą weźmie ślub? I straci trzysta tysięcy złotych. Nie obchodziło go co się z nimi stanie, istotne było, że nie trafią w jego ręce. Tak, dość egoistyczne podejście, ale chyba coś mu się od życia należało. A raczej od ciotki, którą regularnie odwiedzał i niewiadomo po co wysłuchiwał jej żali. Spojrzał na zegarek. Było kilkanaście minut po siódmej, więc stwierdził że może jechać już do pracy. W biurze natknął się na swoją partnerkę, z którą pracował, Asię. Miała długie blond włosy, niebieskie oczy i zgrabną figurę. Zdarzało mu się spojrzeć na nią nie jak na przyjaciółkę, lecz na kobietę, z którą chciałby spędzić noc. Ona jednak taka nie była. Nie zasługiwała na to. Jeśli miałby ją oceniać, nie byłby w stanie znaleźć odpowiednich słów. Ale jakoś to trzeba wyrazić. Wspaniała. Po prostu wspaniała i tyle.
- Cześć – mruknęła z entuzjazmem
- Cześć – odparł ze wzrokiem wbitym w podłogę
- Co ty taki ponury? - zagadnęła
- Ciotka nieboszczka zostawiła mi w spadku 200000 złotych – wyznał, bawiąc się palcami
- Ile?! Człowieku, powinieneś się cieszyć – spojrzał na nią smutnym wzrokiem. Aśka zrozumiała, że trochę dziwnie to zabrzmiało.
- Oczywiście nie z tego, że umarła, ale z tego, że będziesz miał tyle kasy – sprecyzowała
- No i co z tego? - rzucił lekceważąco
- Co jest? Przecież mówiłeś kiedyś, że nie lubisz ciotki, bo wszystkich dookoła chce wnerwiać
- Tak, ale... nie wiem czy tą kasę dostanę. Ciotka taki testament wymyśliła, że... szkoda gadać – machnął ręką zrezygnowany
- Dobra, pogadamy o tym u ciebie po pracy, ok? - położyła mu rękę na ramieniu. Ach, żeby ta chwila trwała jeszcze trochę...
- Ok – kiwnął twierdząco głową.

Tak dobrze się jej pisało, że nawet zapomniała, że miała się ubrać. Dopiero kiedy do pokoju wszedł Tramp i trącił ją pyskiem w łokieć, przypomniała sobie że jest w samym ręczniku. Spojrzała na zegarek.
- Zaraz wyjdziemy – rzuciła do psa, kierując się ku szafkom. Wyciągnęła z nich świeże rzeczy i ubrała się. Następnie zapięła psa na smycz, wzięła ze soba klucze i wyszła z domu. Nie brała telefonu, będąc przekonaną, że się nie przyda. Czuła się dziwnie odkąd tylko opuściła klatkę schodową. Nawet obecność Trampa i świadomość na co go stać, nie zapewniały jej poczucia bezpieczeństwa. Odnosiła wrażenie, jakby ktoś ją obserwował. Postanowiła chodzić na obrzeżach parku i ograniczyć czasowo spacer jak tylko to możliwe. Spuściła psa i odwróciła się za siebie. W jej kierunku szedł jakiś mężczyzna w kapturze.
- Tramp – przywołała zwierzę do siebie. Facet przeszedł obojętnie obok, jak gdyby nigdy nic. Joasia odetchnęła z ulgą.
- Dziewczyno, wrzuć na luz! To tylko twoja wyobraźnia. Za dużo pracujesz i masz urojenia. Przyda ci się w końcu urlop – powiedziała sobie w myślach. Zdecydowała się przełamać i poszła alejką w głąb parku. W pewnej chwili poczuła, że ktoś łapie ją za rękę. Chciała się odwrócić, lecz coś błysnęło jej przy twarzy. Było to ostrze niewielkiego nożyka. Ten zapach... wydawał jej się dziwnie znajomy. Ale czy to możliwe, by go jeszcze pamiętała? Czy to możliwe, by znów chciał ją zaatakować?
- Dawno się nie widzieliśmy, co kochana? - mruknął pogardliwie. A jednak. To on. Poznała ten głos. Czuła jak nogi się pod nią uginały. Czuła jak zaczyna tracić kontrolę nad sobą. Czuła przypływ paniki.
- Czego chcesz? - wykrztusiła
- Ciebie. Z żadną kobietą nie było mi tak dobrze jak z tobą. Nie mogę sobie odmówić drugiego razu – zaśmiał się
- Nie! - krzyknęła rozpaczliwie. Wtedy, niewiadomo skąd pojawił się Tramp, który skoczył na napastnika i swoim ciężarem obalił go na ziemię.

piątek, 20 kwietnia 2012

V. Scen nr 91


Wazon stłukł się w drobny mak. Nie powaliło to jednak Sebastiana. Nie wiedząc kto stoi za nim, zamachnął się i uderzył pięścią dziewczynę, obracając się. Działając spontanicznie, sięgnął po broń, gdy jeszcze upadała na podłogę. Pochylił się nad nią i przystawił jej pistolet do głowy.
- Zwariowałeś?! - jęknęła, gdy spostrzegła że jest to Sebastian. Zamarł. Broń wypadła mu z ręki.
- To ty? Przepraszam, myślałem że to jakiś włamywacz. Nie musiałaś rozbijać wazonu na mojej głowie – tłumaczył się
- A co ty w ogóle robisz w mojej sypialni? I dlaczego klęczałeś przy łóżku? - pytała, powoli wstając z jego pomocą. Zmieszał się. Jak na złość żadna wymówka nie przychodziła mu teraz do głowy.
- Yyy... klucze mi spadły. Schowałem je do kieszeni i właśnie miałem wstać, kiedy poczułem że coś ląduje na mojej głowie – wyjaśnił
- A skąd się w ogóle tutaj wziąłeś? - spojrzała na niego z ukosa. Nie bardzo przekonywała ją ta wersja o kluczach.
- Marta poprosiła mnie, bym ją wyręczył w sprawdzeniu mieszkania. Czy wszystko w porządku, no wiesz – jej mina zdawała się mówić „ach tak?”. Zajrzała pod łóżko i wyciągnęła swój pamiętnik.
- A tego przypadkiem nie czytałeś? - zmrużyła oczy. Nie musiał nic mówić. Wystarczyło, że opuścił głowę skruszony. Joasia poczuła rosnącą irytację. Nie było istotne, że przeczytał o jej sekretach, że dowiedział się, że go kocha. Miała ochotę podejść do niego i uderzyć go w twarz, lecz ją on ubiegł. Zbliżył się do niej i delikatnie pocałował. Jeszcze ma czelność?! Nerwy jej puściły. Zamachnęła się i już chwilę później mężczyzna trzymał rękę na bolącym policzku.
- Wynoś się – wycedziła przez zęby. Teraz to już przesadził. Nie mogła na niego patrzeć. Była wściekła.
- Ale...
- Wyjdź! - wskazała ręką na drzwi
- Pięknie wyglądasz jak się złościsz – rzucił z uśmiechem, po czym się ulotnił. Miał to być żart, lecz ona potraktowała to serio. Zdenerwowało to ją jeszcze bardziej. Rzuciła się na łóżko i otarła czoło ręką. Zawiódł ją, i to bardzo. Nigdy by się po nim czegoś takiego nie spodziewała. Ufała mu, dałaby sobie rękę uciąć za niego! A on wykorzystał jej nieobecność i przeczytał jej pamiętnik. Ciekawą lekturę sobie znalazł. Ciekawe jak wiele zdołał przeczytać. Kiedy trochę ochłonęła, usiadła przy stoliku, wzięła długopis do ręki i zaczęła pisać kolejny wpis.

21 lutego 2011 roku
Wróciłam. Pojechałam do rodziców, ale kiedy tylko rozpoczęliśmy szczerą rozmowę, przerodziła się w kłótnię. Dlaczego oni nie potrafią mnie zrozumieć? Dlaczego nie pocieszą mnie, kiedy cierpię, dlaczego nie cieszą się, gdy jestem szczęśliwa, dlaczego nie wysłuchają mnie do końca, dlaczego traktują mnie jak dziecko? Jestem przecież dorosła, osiemnastkę skończyłam prawie 10 lat temu. A jak tylko pojawiłam się w domu, pobiłam się z Sebastianem. Wzięłam go za włamywacza, a on się zaczął bronić. Nadużył mojego zaufania. Nadszarpnął swój wizerunek w moich oczach. Jednak faceci to świnie. Nie wszyscy, ale większość. Teraz została mi tylko Marta. Dobrze, że przynajmniej ona dobrze trafiła. Myślę, że za dużo myślę. Wiem, dziwnie to brzmi, ale tak jest. Chyba powinnam znaleźć sobie jakieś hobby. Może pisanie? Zobaczymy.

Zmęczona, schowała pamiętnik pod łóżko, pościeliła je i przebrała się w piżamę. Położyła się spać, chcąc już zasnąć, żeby ten ciężki dla niej dzień już się skończył.

          Goście powoli się już zbierali w kościele. Do rozpoczęcia mszy, na której ochrzczony miał być Michałek, pozostało jeszcze około 20 minut. Rafał niepokoił się nieobecnością Marty i Maćka. Kobieta, jako matka chrzestna, powinna być już na miejscu.
- Kurde, boję się, że coś pójdzie nie tak – wyznał zmartwiony
- Co by miało się stać? Marta jest odpowiedzialna, na pewno będzie na czas – pocieszała partnera
- Tak, ale... umawialiśmy się na za piętnaście – mruknął podenerwowany
- Ma jeszcze dwie minuty – zauważyła. Rafał niecierpliwie wyglądał srebrnego renault, należącego do jej narzeczonego. Niestety, także o wyznaczonej godzinie nie stawili się przed kościołem. Mężczyzna nerwowo spoglądał na zegarek. Wskazówka minutowa była coraz bliżej dwunastki.
- No i gdzie oni są? - wyciągnął z kieszeni telefon i wybrał numer dziewczyny. Usłyszał tylko informację poczty głosowej, żeby zostawić wiadomość. Nagrał prośbę o jak najszybszy kontakt. Co mógł więcej zrobić? Dlaczego zawsze w istotnych sytuacjach nie można się dodzwonić?
- Trzy minuty – oznajmiła po dłuższej chwili Ania. Zaniepokojony ksiądz wyszedł z kościoła i podszedł do nich.
- Wszystko w porządku? Za chwilę zaczynamy.
- Proszę księdza, nie można by poczekać jeszcze z 10 minut? Matka chrzestna jeszcze nie dojechała, a jestem pewien, że się pojawi – rzekł błagalnie
- Niestety, nie możemy czekać – wtedy zadzwonił telefon Rafała. Odetchnął z ulgą, zobaczywszy numer Maćka na wyświetlaczu
- No gdzie jesteście? Zaraz się zacznie msza
- Przepraszam cię najmocniej, ale nie zdążymy. Samochód nam się popsuł i musieliśmy wziąć taksówkę. Będziemy za jakieś piętnaście minut – wyjaśnił lekko przybity. Czuł się odpowiedzialny, za spóźnienie, pomimo że nic nie mógł na to poradzić. Takie wypadki losowe się zdarzają i ciężko je przewidzieć.
- Dobra, damy sobie radę – zapewnił, rozłączając się
- To będą te chrzciny? - spytał zdezorientowany ksiądz
- Będą – skinął głową Rafał i wszedł do kościoła. Podszedł do drugiej ławki i trącił lekko Joasię w łokieć.
- Musisz mi pomóc – oznajmił stanowczo
- Co jest? - zapytała wystraszona
- Maćkowi nawalił samochód i razem z Martą się spóźnią. Ksiądz nie zgodził się na przesunięcie mszy. Tylko ty możesz zostać matką chrzestną. Proszę, zgódź się – spojrzał na nią błagalnie. Wstała i wyszła z ławki.
- Z nim? Nigdy w życiu – opierała się
- Aśka, błagam. Nie robisz tego dla mnie. Robisz to dla mojego syna – odwróciła głowę. Jej wzrok zatrzymał się na dziecku. Patrzyło na nią swoimi błyszczącymi, niewielkimi oczkami.
- Nie patrz tak na mnie – pomyślała. Jej stanowczość słabła. Nie, nie mogła odmówić. Przymknęła oczy, zatrzymując łzy.
- Dobrze, zgadzam się – oznajmiła drżącym głosem. Ania i Rafał odetchnęli z ulgą.

czwartek, 19 kwietnia 2012

V. Scen nr 90


         Minęły dwa dni. Ania poszła do Joasi na babski wieczór, więc Rafał musiał zająć się swoim synem. Właśnie patrzył jak śpi, kiedy usłyszał pukanie do drzwi. Niechętnie wstał i poszedł otworzyć. Ujrzawszy rodziców Beaty, nie był w stanie wykrztusić ani słowa. Byli oni ostatnimi osobami jakich by się spodziewał. Czyżby ponownie chcieli go przekonywać, by dobrowolnie oddał im dziecko, bo i tak nie ma szans wygrać rozprawy? O nie, na to się nigdy nie zgodzi!
- Możemy wejść? - zapytał starszy pan. Rafał po chwili wahania odsunął się i wpuścił ich do środka. Zaprowadził ich do salonu.
- Napiją się państwo czegoś? - normalnie by im nic nie proponował, ale nakazywała mu to grzeczność
- Nie, dziękujemy – odmówił grzecznie.
- Co państwa do mnie sprowadza? - pomimo że się starał, w głosie wyczuwalny był niepokój. Nie potrafiło mu to tak po prostu przejść przez gardło. Nie w tym przypadku, nie przed nimi.
- W przyszłym tygodniu rozprawa... - zaczął tajemniczo
- Jeśli chcą mnie państwo przekonywać, że dla mnie i dla dziecka będzie lepiej, jeśli oddam je państwu i odwiedzał je raz na tydzień to szkoda państwa i mojego czasu. I proszę mi nie wmawiać, że nie mam szans w sądzie, bo mam i to niemałe – zastrzegł od razu
- Nie, my nie w tej sprawie – zaprzeczyła pani Barbara
- Może pan jednak wysłucha mnie do końca?
- Słucham, proszę mówić – rozłożył bezradnie ręce, w duchu przygotowując się do zachowania spokoju. Wiedział jednak, że może nie wytrzymać i wybuchnąć.
- Nasza druga córka zaszła w ciążę – kontynuował powoli. Przerwał natychmiast, gdy zauważył znudzenie Rafała.
- Przepraszam bardzo, ale co ma ciąża państwa drugiej córki do mojego syna? - dziwił się
- Już tłumaczę – powiedział, zaintrygowawszy swojego rozmówcę – oznacza to, że będziemy musieli wspomóc ją finansowo. Niestety, nasze dochody nie są wystarczające, by wychowywać dwoje dzieci.
- I co w związku z tym? - serce zabiło mu mocniej. Pojawiła się nadzieja, że jednak zostawią go w spokoju. Chciał to jednak oficjalnie od nich usłyszeć.
- Zgodnie doszliśmy do wniosku, że lepiej jednak będzie dla dziecka, jeśli to pan będzie za nie odpowiedzialny. Widać, że panu naprawdę na nim zależy i chce pan jego dobra. Dlatego postanowiliśmy... wycofać się. Nie chcemy ciągać się po sądach. To nie ma sensu. Popełniliśmy błąd – przynał się Tadeusz. Rafał starał się powstrzymać, lecz nie potrafił. Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
- I chcielibyśmy z tego powodu bardzo pana przeprosić – powiedziała skruszona Barbara
- No nic, najważniejsze że doszliśmy do porozumienia – uścisnął im dłonie
- W poniedziałek lub we wtorek powinien pan otrzymać pismo z sądu, że rozprawa się nie odbędzie. Mam nadzieję, że nie ma pan do nas żalu – zatrzymał się w drzwiach. Najchętniej uniknąłby odpowiedzi na to pytanie. Nie chciałby skłamać, ale nie chciał także powiedzieć prawdy.
- No... powiedzmy że nie – odparł niepewnie. To na szczęście wystarczyło. Rodzice Beaty opuścili mieszkanie, a Rafał wrócił do Michałka. Właściwie to miał swoją teorię na ten temat, w oparciu o przemyślenia Maćka. Skoro dziecko miało po części zrekompensować utratę córki, to teraz, jeśli ich druga córka jest w ciąży to właśnie jej dzieckiem mogą się opiekować, a jego syn nie jest im potrzebny. Dlatego więc odpuścili sobie rozprawę, bo po co im dwójka małych dzieci? Może z tymi finansami to była tylko wymówka, a może i faktycznie tak było. Może ma rację, a może się myli. Nieważne. Najważniejsze, że kiedy przyjdzie pismo z sądu o odwołaniu rozprawy, będzie mógł być pewny, że Michałek z nim zostanie.

          Na jeden dzień przed chrztem, Sebastian postanowił ostatecznie pogodzić się z Joasią. Była dla niego zbyt ważna, by mógł pozwolić sobie na kłótnie z nią z byle powodu. Nie mógł skontaktować się z nią przez cały dzień, więc po prostu pojechał do Marty, by o nią zapytać.
- Pojechała do rodziców i powinna wrócić jutro – wyjaśniła mu dziewczyna – Wiesz, kiedy rozmawialiśmy ostatnim razem nie miała najlepszych relacji z nimi. Ale teraz, gdy minęło trochę czasu, powinni wszystko sobie wyjaśnić.
- Aha – przytaknął – Czyli będzie dopiero jutro?
- Tak jest – potwierdziła – Sebastian? - zatrzymała go w drzwiach
- Tak?
- Mogę mieć do ciebie prośbę? - spytała nieśmiało
- Słucham cię
- Czy mógłbyś sprawdzić, czy wszystko tam w porządku? Miałam to zrobić, ale jestem już padnięta – uśmiechnęła się szeroko. Nie mógł jej odmówić.
- No dobrze, wyręczę cię – puścił do niej oczko. Podała mu klucze i pożegnała go. Jadąc do jej mieszkania, w jego wnętrzu walkę toczyła jego gorsza strona charakteru z ta lepszą. Zastanawiając się, co może być przyczyną niechęci Joasi do jego osoby, nasuwał mu się tylko jeden wniosek... poznała innego faceta, a jego teraz olewa. I właśnie w tej chwili pojawia się okazja, by to sprawdzić. Ale nie, przecież nie może grzebać w jej rzeczach! Pokusa była jednak bardzo silna. Po co ma się starać o jej względy, jeśli ma innego? Szkoda tylko jego nerwów, jego poczynań i cierpienia. Raz chciał to sprawdzić, czy warto o nią walczyć, czy ma u niej szanse, ale już za chwilę, próbując to sobie wyobrazić, głupio mu było że chce coś takiego zrobić. I tak się wahał przez całą drogę. Wysiadł z samochodu i wszedł po schodach na górę. Otworzył sobie drzwi i znalazł się w mieszkaniu. Szukać czy nie szukać? Sprawdzać czy nie sprawdzać? Cały czas walczył z pokusą. Zajrzał do sypialni. Łóżko pościelone, na szafkach porządek, okna zasłonione. Miał już odwrócić się na pięcie i zobaczyć do kuchni, kiedy nagle z ręki wypadły mu klucze. Pochylił się, by je podnieść i wtedy zobaczył pod łóżkiem jakiś zeszyt w twardej oprawie. Ciekawość wzięła nad nim górę. Sięgnął po niego i otworzył na pierwszej stronie, a klucze schował do kieszeni.
- Pamiętnik – mruknął pod nosem, przysiadając na skraju łóżka.

28 lipca 2010 roku
Poznałam dzisiaj świetnego faceta. Będzie nam pomagał w sprawie. Przyjechał z Włoch, jednak okazało się, że jest Polakiem. Ach, jakiż on jest przystojny... Nie ma co marzyć. Mam przecież narzeczonego. Chciałabym, żeby oprócz policjantki zauważył we mnie także kobietę. Zawsze to choć trochę poprawi humor i poczucie wartości.

Przewrócił kilka kartek dalej. Zatrzymał się na jednym z wpisów, napisanym niewiele ponad miesiąc później.

4 września 2010 roku
Jaka ja jestem szczęśliiiiwaaaa! Jak bardzo się cieszę! Sebastian wrócił. I to na stałe. Od jutra będzie moim partnerem w pracy. Lepszego chyba nie mogłam sobie wymarzyć. O jaaaa! Nie mogę się już doczekać!

Dobra, to mu coś mówi. Jednak to było prawie pół roku temu. A co pisze teraz? Sprawdził ostatni wpis – z wczorajszego dnia.

20 lutego 2011 roku
Znowu się z nim ścięłam. Nie rozmawiamy ze sobą. Dlaczego ja jestem taka głupia? Dlaczego nie chcę powiedzieć mu o swoich uczuciach? Jest dla mnie ważny, ale nie mogę mu tego pokazać. Boję się, że jeśli się o tym dowie, wykorzysta to przeciw mnie. Nigdy nie zaufam facetom w stu procentach. Po prostu nie potrafię. Sebastian jest wyjątkowy. Nie jest taki jak inni faceci. Czuję, że oprócz Marty jest jedyną osobą, której jestem w stanie powiedzieć o wszystkim. Nie wiem już, co z tym wszystkim zrobić. Chyba zaczyna mnie to przerastać. Muszę odpocząć.

I na tym koniec. Zrobiło mu się głupio, że czytał jej pamiętnik. Chyba by mu wydrapała oczy, gdyby się dowiedziała. A jednak nie jest jej obojętny. Źle się czuł ze świadomością, że są skłóceni. Utwierdził się tylko w przekonaniu, że musi się z nią pogodzić. I to bezzwłocznie! Zamyślił się tak bardzo, że nie usłyszał, że ktoś wchodzi do mieszkania. To była Joasia. Schylił się, by schować pamiętnik na swoje miejsce, przez co widziała tylko jego plecy i go nie poznała. Niewiele myśląc wzięła wazon i rzuciła nim w jego głowę.

środa, 18 kwietnia 2012

V. Scen nr 89


- To zorganizuj coś człowieku! Jakieś kino albo kolację – zasugerował Rafał. Maciek pokręcił przecząco głową

- Nie ma ciekawych filmów. A kolację to chyba sama umie sobie zrobić – mruknął pod nosem. Mężczyzna uderzył się otwartą dłonią w czoło.

- Umieć to chyba umie. Nie wiem, zabierz ją gdzieś. Do opery na przykład – nie tracił równowagi

- Przestań... nie chcę jej stamtąd wynosić i przez pół miasta nieść na rękach do domu – narzekał

- A czemu miałbyś ją nieść na rękach? - spytał zupełnie zaskoczony

- Bo zaśnie – wzruszył ramionami

- To ją ładnie obudzisz – uśmiechnął się – A może to niech ona gdzieś cię zaprosi? - kombinował

- Jakby to wyglądało? A tak poza tematem, masz jakieś piwo? Trochę zaschło mi w gardle – chrząknął znacząco.

- Pewnie. Jakie chcesz?

- To co zawsze – Rafał wyprostował się, wstał i poszedł do kuchni. Wyciągnął z lodówki dwie puszki piwa Tyskie i wrócił z nimi do salonu.

- Trzymaj – podał jedną z nich przyjacielowi

- Dzięki. A jak tam przygotowania do chrzcin? - zmienił nagle temat. Bał się dalszej rozmowy o swoich problemach. Dlaczego? Może bał się, że będzie musiał stawić czoła trafnemu argumentowi, który wykaże, że nie ma racji? Doskonale przecież o tym wiedział. Chciał jednak, żeby Marta trochę pomartwiła się o niego. Żeby przypomniała sobie tym, że jest dla niej ważny. Zdawała sobie z tego sprawę, lecz Maćkowi i tak się wydawało, że nie do końca.

- Ogólnie fajnie. Szkoda tylko, że Aśka nie chce być chrzestną... Sebastian by się ucieszył – westchnął rozmarzony

- On coś do niej czuje, prawda? - podniósł głowę i przysłuchał się dokładniej. Jako przyjaciel i jako jej przyszły szwagier, uważał że to dobry kandydat na męża dla niej. Zresztą, nie tylko on. Właściwie to chyba wszyscy komisarze, widzieli w nich parę. Ładnie razem wyglądali i nawet pasowali do siebie. Szkoda tylko, że oni sami tego nie zauważali.

- Tak mi się wydaje. Tylko nie wiem czy ona coś czuje do niego... - miał pewne wątpliwości. Gdyby jej tak na nim zależało, to chyba nie miałaby najmniejszego problemu z tym, żeby stanąć w kościele z nim ramię w ramię i zostać rodzicem chrzestnym.

- Widać, że ich ku sobie ciągnie. Mówię ci, coś z tego będzie. Ja z Martą też się sprzeczałem i? - powiedział optymistycznie

- Masz rację. Sprzeczaliście się długo, a teraz jesteście ze sobą – przyznał po chwili. Kto by pomyślał, że aż dwa lata nie mogli znaleźć ze sobą wspólnego języka, a teraz są parą. Niesamowite.

- A może ich tak po cichu... no wiesz, zeswatamy? - zaproponował nieśmiało. Mówił półszeptem, żeby Anka go nie usłyszała. Z pewnością niebyłaby zachwycona, że jej narzeczony chce ingerować w czyjeś życie. Nie, nie dlatego, że tak nie powinno się robić. Tylko że, po prostu, ona także chciałaby brać w tym udział. Więc jeśliby się dowiedziała to albo będzie musiał wtajemniczyć ją w ich plany, albo mogą sobie odpuścić, bo wszystko wygada Aśce.

- Niezły pomysł – skinął głową – Bo jak oni mają się sprzeczać tyle co ja i Marta... - machnął ręką zrezygnowany. Przypomniał sobie jak kiedyś się posprzeczali i w nerwach wysypał na nią cały kilogram mąki. Brunetka nie pozostała mu dłużna i w odwecie wylała na niego wiadro wody zmieszanej z cytryną i cukrem. Za karę musieli przez następne dwa tygodnie sprzątać komendę po pracy. Dziwne, że nic nie uległo zniszczeniu i się nie pozabijali. Wtedy nie było im do śmiechu, lecz teraz to tylko zabawne wspomnienie. Dobrze, że Aśka i Sebastian pozostają na etapie utarczki słownej.

- Możnaby wtedy trylogię napisać – zażartował Rafał

- A kto trzeci? - udał, że bierze to na poważnie

- Hmmm.. jakoś nie mam pomysłu – mruknął zrezygnowany

- Ty i Anka też nie mieliście łatwo – rzekł po chwili namysłu. Gdyby nie dziecko, z pewnością nie doszłoby do rozstania, a ich sielanka trwałaby nadal. Może to i lepiej, że tak się stało? Maciek odnosił wrażenie, że ten związek wygląda na bardziej dojrzały niż przedtem.

- Nie mieliśmy... Ale się udało...

- No popatrz jaki dziwny zbieg okoliczności – zauważył, mając na myśli, że Anka i Rafał, on i Marta nie mieli łatwo, a krętymi ścieżkami podążają także Asia i Sebastian, którzy nie wiedzą czy ich drogi się zejdą

- Widzę właśnie. A kiedy mamy poznać nowego starego? Straciłem już rachubę – wrócił do spraw służbowych. Nie miał w zwyczaju tego robić, lecz konieczne było przypomnienie sobie kilku istotnych lub nieistotnych rzeczy.

- Eee... to ma być za 5 dni – odparł po chwili zastanowienia

- Rozumiem. Ale jeśli to będzie jakiś wredny zgred, to nie wiem co zrobię... - martwił się na zapas
- Wiesz, to sierżant, więc chyba jakiś młodszy – wyciągał wnioski

- Ale dziwne, że sierżanta nam przysyłają... Bo nasz stary z tego co pamiętam był nadkomisarzem... - dziwił się Rafał. Były komendant miał najwyższy stopień w całej komendzie. U nich na wydziale teoretycznie najwyżej postawiony był Sebastian, mający stopień podkomisarza. Więc nie zgadzało im się, że ktoś niższy stopniem miałby nimi rządzić. A może nastąpiła jakaś pomyłka?

- Słyszałem, że ten ma dostać awans jak przyjdzie – podzielił się nieoifcjalną informacją z przyjacielem

- Zresztą ciekawe czy go dostanie...

- Dlaczego nie? - uniósł brwi ze zdumienia

- Znasz naszego komendanta wojewódzkiego. Obiecał awans komuś z nas i nic z tego nie wyszło...

- Nie wyobrażam sobie, żeby nami, aspirantami, rządził sierżant... - mruknął Maciek, kładąc nacisk na stopnie

- Ja właśnie też nie... - wtórował mu – Chyba że go awansują na jakiś wyższy stopień od naszych... W co mówiąc szczerze, wątpię.

- Zobaczymy jak to będzie – zakończył temat, widząc że swoim rozumowaniem doszli do punktu wyjścia.

- No właśnie... - Rafał ponownie się z nim zgodził. Zapadła cisza. Maciek nie mógł przestać myśleć o Marcie. Pomimo usilnych starań, cały czas wracała do jego myśli.

- Wiesz co... ja chyba jednak wrócę do domu – odezwał się po chwili

- Przyjechałeś samochodem? - spytał, podnosząc się z fotela

- Nie, spacer sobie zrobiłem

- To dobrze, bo gorzej byłoby gdybyś stracił prawo jazdy. I spróbuj z Martą jeszcze raz, szczerze porozmawiać – poradził, odprowadzając go do drzwi

- Dzięki za rady. Trzymaj się – poklepał go po ramieniu

- Na razie. Powodzenia

         Następny dzień zleciał komisarzom dość leniwie. Rafał i Ania żyli przygotowaniami do chrztu i starali się nie myśleć o zbliżającej się rozprawie sądowej. Asia i Sebastian ukradkiem zerkali na siebie, udając, że jedno drugiego wcale nie interesuje. Ona czekała na to, by po wczorajszej wymianie zdań to on zaczął rozmowę i ją przeprosił, on natomiast czekał na taki ruch z jej strony. Maciek natomiast niecierpliwie wyczekiwał wieczora. Planował zrobić Marcie niespodziankę w ramach przeprosin za wczoraj. Wyszedł z pracy wcześniej i przyjechał po nią około godzinę później. Pojechali gdzieś za miasto. Zatrzymał samochód na poboczu. Poszli kilka kroków dalej i znaleźli się na niewielkiej polanie.

- Po co tu jesteśmy? - rozejrzała się dookoła

- Musimy pogadać – oznajmił, chowając ręce do kieszeni

- To mów – ponagliła go

- Przepraszam za wczoraj – objął ją ramieniem

- Ja też

- Poniosło mnie. Wiesz przecież, że nie łatwo zapanować nad zazdrością – tłumaczył się. Przypomniał sobie sytuację, kiedy to na komendzie pojawiła się Alicja. Wtedy to ona robiła mu bezsensowne wymówki.

- Zazdrością? O faceta którego w życiu nie zobaczę na żywo? - zdumiała się

- A czy on jeden ma długie włosy?

- A co mają do tego włosy? - spytała z uśmiechem. Zaczynały ją bawić tłumaczenia ukochanego.

- Nie wiem. Ale twoje są naprawdę piękne – puścił do niej oczko

- Tak. Ale chyba nie po to tu jesteśmy

- No tak. Mam jeszcze jedną rzecz do zrobienia. I właściwie to nie wiem, dlaczego dopiero teraz się za nią zabieram – powiedział tajemniczo. Brunetka otworzyła usta ze zdziwienia. Maciek uklękął na śniegu i wyjął z kieszeni czerwone pudełeczko.

- Czy zostaniesz moją żoną? - zapytał drżącym głosem.

- Wiedziałam! - wykrzyknęła uradowana – No zgadnij – mruknęła

- Czy to znaczy tak? - z nadzieją w głosie

- No raczej – uśmiechnęła się szeroko. Założył jej pierścionek na palec i pocałował w dłoń.

- Zimny ten śnieg – westchnął pod nosem

- Wstawaj bo sie przeziębisz

- Oczywiście, narzeczono – podniósł się i przytulił ukochaną

- Tak jest – położył na chwilę głowę na jego ramieniu – Wracamy?

- A co, zimno ci? - chciał już zdjąć swoją kurtkę i podać brunetce, lecz pokręciła przecząco głową

- Nie mi, tylko tobie przez ten śnieg

- Nie przesadzaj – machnął ręką lekceważąco

- Ej – zatrzymała się

- Tak?

- Zaplanowales jeszcze jakąś atrakcję? - spytała zaciekawiona

- Zależy co masz na myśli – odparł tajemniczo

- Czy wracamy do domu – uzupełniła wypowiedź. Maciek nie mógł się doczekać, kiedy zobaczy jej reakcję.

- Wracamy. Poprowadzisz? - pokazał jej kluczyki

- Dlaczego ja?

- Tylko pytam – podniósł ręce w geście pokojowym. Kiedy wrócili do domu, natychmiast skierował swoje kroki do sypialni. Wyszedł po chwili, zadowolony siebie, co natychmiast zauważyła Marta. Zajrzała do pomieszczenia, a tam, ku jej miłemu zaskoczeniu, na łóżku rozsypane były płatki róż. Po jednej i po drugiej stronie paliło się kilkanaście świec.
- To twoja robota? - wykrztusiła zaskoczona. Mężczyzna stanął obok niej i zerknął w kierunku łóżka.
- Moja. Dla ciebie – wyszeptał, że ledwie go dosłyszała. Rzuciła mu się na szyję i namiętnie go pocałowała.

wtorek, 17 kwietnia 2012

V. Scen nr 88


         Kilka minut później, kiedy właśnie Aśka skończyła jeść kanapki, w mieszkaniu rozległo się pukanie do drzwi. Dziewczyna niechętnie podniosła się z kanapy i poszła otworzyć. Widok Sebastiana na korytarzu nie zrobił na niej większego wrażenia.
- Cześć – przywitał ją

- Cześć – odparła chłodno

- Wszystko w porządku? - spytał lekko zaniepokojony

- Dlaczego miałoby nie być? - oparła się o ścianę

- Twój głos przez telefon... - zaczął niepewnie

- Chwilowa słabość – natychmiast mu przerwała, nim zdążyła ugryźć się w język – Cholera – przeszło jej przez myśl.

- Co masz na myśli? - nie krył zdezorientowania

- Nieważne – próbowała uniknąć odpowiedzi

- Powiedz. Skoro zaczęłaś, to dokończ – naciskał na nią

- Wtedy potrzebowałam z kimś pogadać, co nie znaczy ze nadal potrzebuje – odparła szczerze. Nie chciała go urazić, ale co miała zrobić, skoro chce znać prawdę?

- Czyli że co? Muszę z kimś pogadać, to Seba przepraszam, a teraz mam sobie iść? To tak doceniasz moją troskę? Że się o ciebie martwię? - spytał poirytowany

- Tego nie powiedziałam – wykręciła się natychmiast

- Więc co znaczyło: co nie znaczy że nadal potrzebuję? - drążył temat

- Nie potrzebuję towarzystwa. Ani bohatera. Radzę sobie sama – zapewniła

- Wiesz co? Mam cię dość! Ale nie, nie myśl sobie, że nie zobaczymy się na chrzcie. Nie jestem tobą i nie boję się spojrzeć ci w twarz – zdenerwował się

- Tyle że to nie ja będę chrzestną, chyba wiesz? - nie dała się ponieść emocjom

- Co proszę? - uniósł brwi do góry. Tak, Rafał mu o tym powiedział, ale spodziewał się, że po tym jak przyjęła przeprosiny, zmieni zdanie.

- Słyszałeś.

- Myślałem, że po naszej rozmowie telefonicznej to już nieaktualne

- Było a potem tu przyszedłeś i puf - bańka mydlana pękła

- Jednak stchórzyłaś – powiedział z niedowierzaniem

- Nazywaj to jak chcesz – rzuciła obojętnie

- Szkoda mojego czasu. Myślałem, że jesteś cudowną kobietą, miałem cię za ideał! A ty jesteś jak te wszystkie inne – westchnął zawiedziony

- Przykro mi, że się myliłeś

- Nie ma sensu przeciągać tej rozmowy – zadecydował. Zaczynało go już to męczyć – Do zobaczenia

- Cześć – pożegnała go.



- To jak? Dołączysz się? - zagadnęła partnera, kiedy po ponad pół godziny wyszedł z łazienki.

- Nie mam ochoty. Będę ci tylko przeszkadzał – wykręcał się

- Przeszkadzał siedząc obok? - nie odpuszczała

- Raczej wiercąc się na kanapie – poprawił ją

- Nie słuchałeś ich. A nuż ci się spodoba – próbowała przekonać ukochanego

- Patrzenie na jakiegoś długowłosego kolesia? Proszę cię... a muzyki mogę posłuchać w radiu – upierał się przy swoim

- Ja jakoś z tobą F1 oglądam – wygarnęła mu

- Wiesz przecież, że nie musisz. Zresztą, mówiłaś że uwielbiasz kiedy ci to wszystko objaśniam – wytłumaczył się

- Więc myślałam, że będzie rewanż. ale ok – westchnęła zawiedziona

- Czekaj. Naprawdę chcesz, bym ci towarzyszył? - spuścił trochę z tonu. Złapał ją za rękę i spojrzał prosto w oczy

- Na umyśle – rzuciła ironicznie – Ale jeśli ma to być dla ciebie męczarnia czy coś, to idź. Krzyż na drogę

- Marta...

- Proszę? - zatrzymała się u progu pokoju

- Nie wiedziałem, że to dla ciebie takie ważne – wyznał skruszony

- Nie ej, to tylko mój ukochany zespół, przy którym ryczę, śmieję się, tańczę i myślę – ponownie ironizowała

- Przepraszam. Jeśli nadal chcesz to z przyjemnością poświęcę się dla ciebie – lekko się uśmiechnął. Niestety, to na nią nie podziałało.

- Nie chcę, zebyś się poświęcał

- Dla ukochanej osoby warto – szedł w zaparte

- Nie chcę poświęcenia, czy litości, rozumiesz? Mogę to równie dobrze obejrzeć sama. Wolę tak, niż miałbyś się męczyć – wyjaśniła

- Przy twoim towarzystwie nawet nie odczuję zmęczenia czy znudzenia

- Daj spokój – machnęła ręką

- No dobrze, nie będę się pchał na siłę – stwierdził obrażony

- I dobrze – mruknęła, jednak z małym niezadowoleniem. Mężczyzna ubrał buty i kurtkę, a upewniwszy się, że ma przy sobie portfel, telefon i klucze, ruszył ku drzwiom.

- Dokąd idziesz? - zatrzymała go

- Na spacer. Żeby przypadkiem ci nie przeszkadzać z kuchni, z sypialni czy też z kibla -

- Cokolwiek powiem i tak będzie źle. Idź, cześć. Uważaj na gałęzie! - zdenerwowała się na niego. Czasami jak coś powiedział, to najchętniej walnęła by go w głowę! Ale mimo wszystko, i tak go kochała. Nie ma przecież ludzi idealnych, którzy nie mieliby absolutnie żadnych wad.

- Mam przecież oczy... - westchnął, kładąc dłoń na klamce

- Tylko tak mówię

- Nie potrzebuję twoich uwag – oburzył się

- To była rada – zaznaczyła stanowczo

- Jeden pies - Marta westchnęła i przewróciła oczami - Co?

- Dziękuję za płytę

- Nie ma za co

- Yhm – przytaknęła. Maciek wyszedł, niezbyt cicho zamykając za sobą drzwi. Brunetka wzruszyła ramionami i wróciła do oglądania koncertu. Poszedł do Rafała. Postanowił porozmawiać z przyjacielem, może będzie w stanie mu pomóc, coś doradzić? Tak czy inaczej, przyda mu się poznać punkt widzenia osoby, można by rzec, neutralnej.
- Cześć Rafik – powitał go, wchodząc do mieszkania

- Cześć – odpowiedział, zamykając za nim drzwi. Mężczyźni poszli do salonu i rozsiedli się w fotelach.

- Mogę u ciebie... znaczy się u was, przenocować? - zapytał niepewnie. Rafał był zaskoczony tym pytaniem, lecz nie dał tego po sobie poznać. Maciek mógłby to źle odczytać, na przykład jako odmowę.

- No pewnie, a coś się stało? - powiedział po chwili

- I tak, i nie – rzekł tajemniczo

- To znaczy? Coś z Martą? - zgadywał

- Żebyś wiedział – mruknął przygnębiony – Ostatnio czuję się... odtrącony

- Dlaczego?! - wyrwało mu się

- Po prostu... coraz częściej nie zwraca na mnie uwagi – wyjaśnił. Nie potrafił wskazać jednoznacznie przyczyny. Znalazł wiele powodów i każdy byłby dobry.

- A próbowałeś z nią o tym rozmawiać? Jeśli tak, to co z tego wyniknęło? - dopytywał się. Miał nadzieję, że to tylko taka drobna sprzeczka i zaraz się pogodzą. Ostatnie kłótnie Asi i Sebastiana wystarczyły mu za czterech.

- Dałem jej w prezencie płytę z koncertem jej ulubionego zespołu. A ona co? Obejrzmy to razem! Trzy godziny patrzenia na Slasha, rozumiesz?! - denerwował się

- Rozumiem. Ale przecież to jej idol. Także raczej na lepszy model cię nie wymieni – usprawiedliwiał ją, jednocześnie chcąc załagodzić sytuację i uspokoić przyjaciela. Niestety, bez efektu.

- Skąd ta pewność?

- Bo znam ją i wiem, że zależy jej na tobie. Widać to po prostu – uzasadnił

- Niech mi to udowodni – oznajmił sucho. Rafał wytrzeszczył oczy. Nie wierzył, że mówi o tym poważnie. Jak ma to zrobić? Może ma skoczyć z czwartego piętra, wprost w jego ramiona?
- Odbiło mu z tej zazdrości – pomyślał sobie

niedziela, 15 kwietnia 2012

V. Scen nr 87


- Marta? – Maciek cicho zamknął za sobą drzwi. – Jesteś?
- Tak, tak. W łazience.
Szybko ściągnął kurtkę, wcześniej otrzepawszy ją ze śniegu, który delikatnie prószył na zewnątrz i buty, po czym żwawym krokiem ruszył w stronę odgłosów suszarki. Zanim wszedł, przyglądał jej się chwilę. Dziewczyna miała rumiane policzki od ciepła płynącego z urządzenia i rozsypane wkoło twarzy niedosuszone włosy. Nie dostrzegł makijażu, wyglądało na to, że Marta jest zmęczona i nie zamierza już nigdzie wychodzić.
- Nie musisz się tak na mnie patrzeć, wiesz? – wyłączyła suszarkę.
- Ale chcę. Mam coś dla ciebie. – wyciągnął rękę z prostokątnym opakowaniem i podał dziewczynie.
- Co to jest? – zamarła, a po chwili na jej twarzy wykwitł uśmiech. Prawie od ucha do ucha. – Dzięki! Obejrzymy? – miała w rękach płytę z koncertem w Tokio jej ulubionego zespołu, Guns n’Roses, na trasie promującej płytyUse Your Illusion I i II. Nie mogła uwierzyć. Zawsze o tym marzyła. Cudowny koniec okropnego dnia. – Obejrzysz ze mną? – zwróciła się do Maćka, który tymczasem poszedł do kuchni.
- A chcesz? – przekomarzał się z nią.
- Hmm. Nie chcesz słyszeć jak wzdycham do Slasha. – powiedziała rozbawiona.
- Dobra. – jego głos stał się zimny jak lód. Czuł, że muzyk zawsze będzie jej ideałem, a on nigdy nie zdoła go doścignąć. Musiałby zapuścić włosy, zapisać się na siłownie, zmienić styl (o ile w ogóle go ma) i grać na gitarze elektrycznej. Niemożliwe do zrealizowania. Jak to jest możliwe, że tak dużo zależy od wyglądu? Teraz nie liczy się środek, wnętrze, charakter, ale okładka. Ubrania, włosy. To jest niesprawiedliwe, bo przez czyjeś widzimisię ktoś cierpi. I gdzie tu jest ta cholerna sprawiedliwość? Czuł ukłucie żalu, że kobieta, którą kocha, woli siedzieć przed telewizorem i wzdychać do wysokiego kędzierzawego gitarzysty, który przez dwadzieścia lat zdążył nabrać brzuszka i się ożenić, niż chociażby pogadać ze swoim chłopakiem. No ku***, niesprawiedliwe!
- Hej, nie obrażaj się! – dobiegł go głos Marty z kanapy.
- Zapuszczam włosy. – rzucił, po czym zamknął się w łazience.
 
- Chodź Tramp, idziemy się przewietrzyć przed spaniem, co? – rzuciła w stronę psa, wylegującego się na dywanie. Ochoczo wstał i dumnym krokiem pomaszerował w stronę właścicielki, która stała w przedpokoju czekając na niego.
Nie chciało jej się. Do niczego nie miała motywacji. Czuła, że zawiodła. Nie gada z Sebastianem, nie gada z Martą. Czyli pokłóciła się z dwoma najważniejszymi osobami w swoim życiu. Pięknie. Jesteś mądra. Brawo, udało ci się.
Szli szybkim krokiem, próbując uciec przed zimnem. Jednocześnie chłodne powietrze wypełniało ich płuca. Nikogo więcej nie było – cisza. Jednak pies co chwila się oglądał. Aśka wyczuła, że Tramp się denerwuje. Pies wiedział, że ktoś za nimi idzie. Pełen podenerwowania i wyczekiwania nastrój udzielił się też policjantce. Po co? Podjęła decyzję i gwałtownie się odwróciła. Nieznajomy (a może znajomy?) natychmiast uciekł. Nie miał się gdzie schować, a udawać, że się nie śledziło, mimo że się to robiło, jest ciężko, jeśli osoba obserwowana nie jest głupia. Przez chwile Aśce wydawało się, że zobaczyła jego twarz. Widziała ją kiedyś. Tylko nie wie, gdzie.
Miała nadzieję, że napastnik (jeśli można tak go nazwać) się przestraszył i więcej za nią nie pójdzie. Wiedziała, że nie atakują wtedy, gdy ktoś gada przez telefon. Upchnęła więc dumę do kieszeni i wybrała bezpieczeństwo. Po kilku sygnałach Sebastian odebrał połączenie.
 
- Żartujesz? Chcesz ochronę? Może przyjechać po ciebie? – rewelacja Aśki spowodowała, że się przestraszył. O nią.
- Dam sobie radę. – odmówiła. Specjalnie przeciągała rozmowę, by nie skończyć jej, aż do wejścia do bloku.
- Boję się o ciebie.
- Niepotrzebnie.
Milczenie. Sebastian nie wiedział, co jeszcze mógłby jej powiedzieć. Przeprosić kolejny raz? Kajać się, mimo że nie wiedział, bo mu nie powiedziała? Słyszał chrzęst kroków na żwirze parkowej alejki i oddech dziewczyny, a w tle pomruki psa.
- Sebastian, ja… - zaczęła. – Głupio zrobiłam.
Czekał na dalszy ciąg wywodu.
- Nie powiedziałam ci, więc nie miałeś prawa wiedzieć, więc to musiało być moje… urojenie. Wiem, że nigdy byś nawet tak nie zasugerował, ale... – było jej głupio z dwóch powodów. Pierwsze: dlatego, że faktycznie niemądrze zrobiła, a drugie – nie cierpiała przyznawać się do błędów i przepraszać, szczególnie mężczyzn. Jednak zawiniła i cud, że Seba w ogóle podniósł słuchawkę.
Chciał ją teraz przytulić. Zdecydowanie.
- Zgoda?
- Oczywiście. – przytaknął policjant.
- Nie wracajmy do tego, dobrze? I niech to się już więcej nie zdarzy…
- Tak. Jesteś już na schodach?
- Jestem, dziękuję. – zakończyła połączenie, aby znaleźć klucze od mieszkania.