Minęła godzina trzynasta. Sebastian był jeszcze w pracy. Siedział w biurze i pochylał się nad kolejnym raportem, jednak jego myśli krążyły wokół innego wydarzenia. Rozmowa o pracę Joasi powinna się już zakończyć. Z niecierpliwością czekał na jakąkolwiek wiadomość od niej, z nadzieją iż będą to dobre wieści. Widział jak bardzo jej zależy, jak sumiennie się przygotowała i nie chciał żeby te starania poszły na marne. Gdyby tylko mógł, ściskałby kciuki przez cały czas, ale z długopisem w ręku to nie było takie proste.
Po raz kolejny spojrzał na zegarek i ponownie stwierdził że czas dzisiaj wyjątkowo wolno płynie. Westchnął głęboko, co nie uszło uwadze jego partnerki.
- A tobie co? - podniosła wzrok znad papierów
- Wybitnie mi się dłuży dzisiaj.
- Bywa – skwitowała krótko, po czym wróciła do pracy. Brunet także chciał to zrobić, ale wciąż nie mógł się skupić. Gwałtownym ruchem odsunął się od biurka i wstał.
- Idę zapalić – rzucił u progu. Nawet nie liczył który to już papieros w ciągu ostatnich dwóch godzin. Choć nie uspokajały go na długo, przynajmniej mógł w ten sposób odciągnąć uwagę od zegarka i przetrwać kolejnych kilka minut.
Czuł że zaraz wybuchnie, że ten cały niepokój i tysiące scenariuszy kotłujących się gdzieś z tyłu głowy wyjdą z niego w najmniej oczekiwanym momencie. Sam nie potrafił odpowiedzieć na pytanie dlaczego tak bardzo się przejmuje. Zależało mu, by Asi się w końcu udało, by wreszcie uśmiech na jej twarzy zagościł na dłużej. Żeby wreszcie stało się coś, co pozwoli kobiecie odzyskać wiarę w siebie i w życie.
Żałował że Maciek ma śledztwo i właśnie w tej chwili jeździ gdzieś po Krakowie, przepytując potencjalnych świadków. Tylko jemu mógłby się wygadać, tylko on podszedłby do sprawy poważnie. Nie potrzebował rad ani wniosków. Po prostu musiał dać upust temu, co nie dawało mu spokoju.
Wracał do biura, kiedy rozbrzmiał dźwięk jego telefonu. Natychmiast sięgnął do kieszeni i odczytał wiadomość od Joasi. Momentalnie poczuł ulgę i radość kiedy zobaczył zaledwie dwa słowa „Udało się!”
Cztery godziny podróży, wiele pytań i tylko jeden cel. Odnaleźć Joasię. Skoro jej matka nie chciała podać mu aktualnego adresu, zrobi to jej siostra. Dopilnuje tego, przekona ją. Blondwłosa nie mogła tak po prostu odejść bez słowa, zostawić go z dnia na dzień. Nie jego.
Najpierw musiał jednak dotrzeć do Anki. Wiedział że studiuje na Uniwersytecie Jagiellońskim, wiedział na jakim kierunku, wiedział jak wygląda. Sprawdziwszy plan zajęć dla jej roku, czekał przed budynkiem, uważnie obserwując opuszczające go kobiety. Wśród nich jednak nie zauważył żadnej, która przypominałaby siostrę Asi. Musiała zniknąć gdzieś w tłumie. Przegapił ją, o ile w ogóle była na zajęciach.
- Niech to szlag – zaklął w myślach – Ale ja nie odpuszczę.
Postanowił przejść się za studentami, by wytypować akademik, w którym mogłaby mieszkać poszukiwana przez niego dziewczyna. Zawsze to był jakiś trop. Działał instynktownie, bez opracowanego planu. Zależało mu na jak najszybszym odnalezieniu swojej dziewczyny i konfrontacji.
Wieczorem na Sebastiana czekała miła niespodzianka. Kiedy tylko otworzył drzwi swojego mieszkania, natychmiast poczuł zapach pieczonego mięsa. Zakradł się do kuchni, by sprawdzić co takiego przyrządziła Joasia i wtedy...
- Ej, to miała być niespodzianka! - aż podskoczył, kiedy usłyszał jej głos. Powoli odwrócił się i oparł o blat stołu
- Aśka, ty chcesz żebym zawału dostał?
- Ależ skąd. Sam się prosisz – odparła niewzruszona – Do pokoju, już!
- Ale...
- Bez dyskusji – oznajmiła stanowczo. Zaskoczony jej postawą bez słowa wykonał polecenie. Widok jaki tam zastał, wprawił go w osłupienie. Stół nakryty obrusem, na nim trzy rodzaje surówek, waza z zupą, koszyk z chlebem i wino. Prawdziwa kolacja. Podszedł bliżej i delikatnie musnął palcami biały materiał. Czuł jak do oczu napływają mu łzy. Wspomnienia gwałtownie wróciły, lecz ze zdwojoną siłą. Ostatni raz taką kolację jadł z żoną dobrych parę lat temu, kiedy byli jeszcze szczęśliwi i zakochani w sobie. Wtedy jeszcze się starali, budowali ten związek, który miał trwać aż do śmierci. Ale on sam umarł, zanim na dobre się rozpoczął. Już parę dni po ślubie Sebastian zrozumiał iż popełnił błąd. Błąd, którego nie dało się naprawić.
Nie był w stanie dłużej na to patrzeć. Wydawało mu się że za chwilę zamiast Joasi pojawi się Kamila i cały ten koszmar zacznie się od nowa. Zmarnowane dwa lata życia. Zerwał się z miejsca i pozostało po nim jedynie trzaśnięcie drzwiami.
Joasia nie rozumiała jego nagłego wyjścia. Przecież się postarała, chciała mu podziękować za pomoc w znalezieniu pracy. Być może za ostro go na początku potraktowała? Ale przecież to nie było na poważnie, powinien był to wyczuć. Źle odczytał jej intencje? To już mogła wziąć pod uwagę. Co jeśli pomyślał że ona chce mu coś wyznać?
Sama nie mogła nic przełknąć. Zostawiła jedzenie na stole, otworzyła jedynie wino, wzięła lampkę i usiadła na podłodze, opierając się o sofę. Co jakiś czas popijała trunek, zastanawiając się jak wyglądałoby jej życie, gdyby podejmowała inne decyzje. Jak bardzo zniszczyła samą siebie przez te lata, jaką krzywdę sobie wyrządziła. To miał być piękny i miły wieczór, tymczasem ona siedziała sama, rozczulała się i pogarszała nastrój, zamiast cieszyć się dzisiejszym sukcesem.
Po którejś z kolei lampce usłyszała dźwięk otwierających się drzwi. Nie miała siły by się podnieść. Zresztą, nie zależało jej w jakim stanie zobaczy ją Sebastian. Po wypiciu sporej ilości wina było jej już wszystko jedno.
- Asia? - przykucnął przy niej i przytrzymał jej twarz, by mogła spojrzeć wprost na niego – Asiu, przepraszam.
- Wal się – mruknęła zamroczona alkoholem
- Wiem że cię uraziłem. Wybacz, ale moja reakcja... - wziął głęboki oddech – Trochę się przestraszyłem.
- Mnie?
- To dłuższa historia.
- Mamy jeszcze jedno wino – dopiero teraz zobaczył że sama wypiła całą butelkę.
- Tobie chyba wystarczy?
- Na sucho chcesz opowiadać.
Westchnął głośno. Z jednej strony nie powinien jej pozwolić dalej pić, jednak z drugiej miał wyrzuty sumienia że wyszedł bez słowa i chciał się w jakiś sposób zrewanżować. Musiał jej wyjaśnić swoje zachowanie, a skoro nie zamierzała słuchać bez wina...
Nalał trunku jej i sobie. Wziął spory łyk, odetchnął i zaczął mówić.
- To bardzo miło z twojej strony, że to wszystko przygotowałaś.
- Chciałam ci podziękować za pomoc...
- Wiem, doceniam – spojrzał na nią przepraszająco – Kiedy tu wszedłem, wróciły bolesne wspomnienia. Ostatni raz taką uroczystą kolację jadłem jakieś cztery lata temu. Kamila... - wziął kolejny łyk wina, ale wciąż nie był na tyle rozluźniony, by łatwo o tym mówić – Nie byliśmy jeszcze małżeństwem. Zakochałem się jak gówniarz. Do szaleństwa.
Joasia cierpliwie słuchała, tak jak kilka dni wcześniej on, gdy otworzyła się i opowiedziała o swojej przeszłości. Teraz role się odwróciły.
- Wtedy jeszcze byliśmy zafascynowani sobą. Cały czas się poznawaliśmy, staraliśmy się, budowaliśmy tę miłość... A przynajmniej ja... Właśnie podczas takiej kolacji się jej oświadczyłem. Też był biały obrus, wino, serwetki, pełno jedzenia... Tylko świec tutaj zabrakło – w jego głosie zabrzmiała nutka rozpaczy – To było ostatnie takie spotkanie. Parę tygodni później wzięliśmy ślub. Na początku jeszcze wszystko pięknie, podróż poślubna, czułe słówka, wiesz. Ale kiedy w nasze życie wkradła się rutyna, codzienność dała o sobie znać, kiedy zaczęło się prawdziwe życie... Zrozumiałem. Zrozumiałem że to był błąd.
- Dlaczego? - spytała cicho, jakby mówiła tylko do siebie
- Nie była dojrzała do stałego związku. Tak naprawdę kręciło ją tylko to, że byliśmy ze sobą nieformalnie, że każdego dnia można było odejść i pójść w swoją stronę. Ta niepewność że któregoś razu po seksie nie usłyszy że to był ostatni raz, że to koniec. Potrzebowała emocji i w końcu je znalazła. Zaczęła mnie zdradzać, ta adrenalina i obawa przed ujawnieniem prawdy ją zaspokajały. W końcu się dowiedziałem. Kłótnia. Ostra. W złości tłukłem talerze. Ciskałem nimi o ścianę, przeklinając i nie mogąc pogodzić się z faktami. Ale kochałem ją jak wariat. Wybaczyłem jej, dostała drugą szansę.
- I jej nie wykorzystała – domyśliła się Joasia
- Tak. Znów to zrobiła, tyle że przestała się przejmować mną. Bardziej ją interesowało czy żona jej kochanka się dowie. Starałem się o nią zawalczyć, zabrać ją do jakiegoś psychologa, bo dla mnie to nie było normalne że ona chce sypiać z innym tylko dlatego, że podobają się jej schadzki po kryjomu i że w końcu to wyjdzie na jaw.
- Przykro mi – przysunęła się bliżej
- Sam nie zdecydowałbym się na rozwód. Na szczęście Maciek postawił sprawę jasno „masz wziąć się w garść i to skończyć”. Wspierał mnie, kiedy ja nawet nie chciałem wychodzić z łóżka, bo miałem wszystkiego dość.
- To dobrze że masz takiego przyjaciela.
- Dobrze – skinął głową i spojrzał w jej stronę. Ona też na niego patrzyła. W pewnej chwili ich twarze zaczęły się do siebie zbliżać. Położył dłoń na jej policzku, przymknął oczy i poczuł na swoich wargach jej usta. Pocałowała go, a on wcale nie miał zamiaru się odsuwać. Wręcz przeciwnie – oddał pocałunek, kładąc drugą dłoń na jej talii.
Nie wiadomo jak długo trwała by ta chwila, gdyby nie zabrzmiał dźwięk telefonu kobiety. Oderwali się od siebie natychmiast, niczym para nastolatków przyłapanych przez rodziców. Blondwłosa sięgnęła po telefon, ale litery rozmazywały się jej przed oczyma i nie była w stanie odczytać wiadomości. Sebastian postanowił jej pomóc i spojrzał na ekran.
- Aśka, musimy się spotkać. To ważne. Bardzo ważne – odczytał głośno.
środa, 30 listopada 2016
środa, 23 listopada 2016
Drugie podejście cz. 9
Sebastian nie potrafił długo trzymać za zębami dobrych wiadomości. Już od progu wołał Asię, chcąc jej jak najszybciej przekazać to co zdołał załatwić. Wykonał kilka telefonów, spotkał się z jednym swoim znajomym i umówił blondwłosą na spotkanie. Zaskoczona jego entuzjazmem kobieta nie zdążyła się nawet ubrać, wyszła z łazienki w szlafroku, przecierając mokre włosy ręcznikiem.
- Co tak krzyczysz? - spytała, nie przerywając swoich czynności
- Mam dla ciebie świetne wieści. Usiądź proszę – wskazał na krzesło naprzeciw siebie
Zaintrygowana Joasia wykonała polecenie i położyła ręcznik na kolanach. Podniosła głowę lekko ku górze i czekała na tę dobrą wiadomość, która tak bardzo ucieszyła Sebastiana.
- Swoją drogą fajnie wyglądasz w mokrych włosach.
- I to właśnie chciałeś mi powiedzieć? - rzuciła z politowaniem
- No nie. Więc... podobno skończyłaś technikum i masz zawód hotelarza.
- Owszem – skinęła głową
- Tak się składa że ojciec kumpla ma hotel. Pogadałem z nim i...
- I? - otworzyła szeroko oczy
- Jeśli chcesz, umówię cię na rozmowę kwalifikacyjną. Chcesz?
- Jeszcze się pytasz?! - rzuciła mu się na szyję, zapominając o mokrych włosach i ręczniku, który spadł na podłogę. Mimo to Sebastian przytulił ją, zapewniając że nie musi mu dziękować.
Zgodnie z zapowiedziami, Łukasz ponownie zjawił się u rodziców Joasi, tym razem oczekując przełomu w rozpoczętych niedawno poszukiwaniach byłej narzeczonej. Wiedział że dostanie jakiś trop, że jeśli jej matka coś wie, to na pewno o tym powie. Wystarczająco dobrze ją nastraszył, widział iż naprawdę się go obawia i jest gotowa wiele oddać za swój spokój. Nawet własną córkę.
Kiedy kobieta otworzyła mu drzwi, wszedł pewnym krokiem, jakby wchodził do swojego mieszkania. Uśmiechał się szyderczo, co o mało nie wyprowadziło gospodyni z równowagi. Ruszyła za nim, aż w końcu zatrzymali się w kuchni. Zasiadł przy stole i spojrzał na kobietę.
- Ty bydlaku – wycedziła przez zęby
- Ojej, czyżby sumienie się odezwało? - zakpił – No proszę, miłość matki do córki wciąż żywa. A ja myślałem że sześć lat temu została brutalnie zarżnięta...
- Powiem ci gdzie jest Aśka i więcej cię nie zobaczę, tak?
- Chyba że na naszym ślubie – zaśmiał się pod nosem – A mogę liczyć na jakąś kawę albo herbatę?
Kobieta zmierzyła go wzrokiem. Nie zamierzała nic podawać, poza bliżej nieznanym miejscem pobytu Joasi.
- No dobrze. Gdzie ją znajdę?
- Jest w Krakowie. Mieszka z jakąś koleżanką...
Zastanowił się przez chwilę. Blondwłosa nigdy nie wspominała o znajomych z Krakowa, choć niewykluczone że mogła kogoś stamtąd znać. W końcu studiowała tam przez dwa lata.
- Adres – powiedział stanowczo
- Nie znam.
- Adres.
- Naprawdę, nie znam dokładnego adresu.
Zdenerwował się, ale nie dał nic po sobie poznać. Powoli podniósł się z krzesła i zrobił krok w kierunku kobiety.
- Widziałaś się z nią?
- Nie.
- To skąd wiesz że jest w Krakowie?
- To potwierdzona informacja – odruchowo cofnęła się o krok, ale za sobą miała już tylko ścianę
- Twoja druga córka ci tak powiedziała?
- Zostaw ją w spokoju, ona nic nie wie – chciała chronić Anię, lecz nie miała na to szans. Łukasz chwycił kobietę za nadgarstki i ścisnął je mocno
- Wie, wie. Chyba nie chcesz żebym sam to zweryfikował?
Pokręciła głową. Zdała sobie sprawę że spotkanie mężczyzny z szatynką jest nieuniknione, nawet jeśli powie całą prawdę.
- Wiesz że wypadki chodzą po ludziach? Można wypić zbyt gorącą herbatę i poparzyć sobie przełyk... Albo pomylić płyn do płukania ust z płynem do muszli klozetowej... Można poślizgnąć się na schodach, można nie zauważyć samochodu i wtargnąć na jezdnię wprost pod koła...
- Czego ty jeszcze chcesz?! - krzyknęła zrozpaczona
- Nie waż się jej ostrzec. Ani jednej, ani drugiej – odwrócił się na pięcie i zatrzymał w progu – Bo komuś może stać się krzywda – dodał cicho
Myślała że tyle wystarczy, że dalej będzie szukał Aśki, tylko już na własną rękę, innymi sposobami. Była wściekła na męża. To on wymyślił by porozmawiać z Anią, zamiast zniechęcić chłopaka do dalszych działań.
- No i co, dumny jesteś z siebie? To twoja wina! - zarzuciła mu, gdy opowiadała o nieprzyjemnym spotkaniu – Zamiast pozbyć się problemu wolałeś umyć ręce, a ten ten chuligan będzie Anię zastraszał!
- To ty dałaś plamy – odpowiedział z zaskakującym spokojem w głosie – Gdybyś dała mu ten adres, nie miałby po co jechać do naszej córki.
- Kiedy ja naprawdę go nie znam!
- To trzeba było się dowiedzieć. Zdobyłaś za mało informacji, pretensje możesz mieć tylko do siebie.
- Cały ty – rzuciła z pogardą – Nic cię nie obchodzi, wszyscy dookoła zawsze ci źli, zawsze to oni są winni, ale ty nigdy. Ty zawsze jesteś w porządku, nigdy nie masz sobie nic do zarzucenia.
- Ania to mądra dziewczyna – dodał niewzruszony, jakby nie słyszał jej uwag – Na pewno nie będzie dyskutować z tym typem, tylko od razu poza mu ten cholerny adres.
- Wyda Aśkę? Ty nawet własnej córki nie znasz – wycedziła poirytowana – Zamiast zrobić coś, póki jeszcze nie jest za późno... Wiesz? Ty chyba robisz to specjalnie. Żeby ten bandzior zabrał Aśkę i jej coś zrobił, tak? Żeby tylko Aśkę spotkało coś złego, bo ci kiedyś podpadła? Nawet jeśli to oznacza że Ania jest w niebezpieczeństwie.
- Nie histeryzuj – westchnął znudzony
- Wiesz co? Chuj z ciebie, nie ojciec!
Joasia zgodziła się skorzystać z pomocy Sebastiana i dwa dni później poszła na umówioną przez niego rozmowę kwalifikacyjną. Wykorzystała ten czas na przygotowanie nowego CV oraz listu motywacyjnego, powtórzyła sobie kilka zagadnień z branży, sprawdziła informacje o hotelu w którym miałaby pracować, by nie wyjść na ignorantkę, a także sprawdziła w internecie ewentualne „nowinki”, które mogły się pojawić w ciągu ostatnich kilku lat. Zależało jej, musiała się dobrze przygotować. To że Sebastian znalazł dla niej szansę, nie oznaczało jeszcze że ją dostała.
Na rozmowę ubrała biały t-shirt, ciemnoniebieską spódnicę sięgającą niemal do kolan i jasną marynarkę. Zrobiła lekki makijaż, starannie uczesała włosy, zostawiając je rozpuszczone. Obiecała sobie że zdobędzie tę pracę. Denerwowała się, choć przez ostatnie dwa dni tak naprawdę nie myślała o niczym innym, tylko o tej rozmowie. Szukała w głowie pytań, jakie mogłyby paść, dobierała w myślach różne odpowiedzi i wybierała te najlepsze. Ale nerwy utrudniały jej skuteczne odtworzenie tego, co jej umysł przetworzył wcześniej. Musiała zrobić dobre wrażenie, szybko i umiejętnie odpowiadać, wykorzystać swoje atuty, takie jak dobra znajomość języka angielskiego, uprzejmość czy dobra prezencja. Jeszcze raz stanęła przed lustrem, przejrzała się, obróciła dookoła, a następnie uśmiechnęła, choć bez przekonania.
- Będzie dobrze – westchnęła
Założyła buty na obcasie, z nadzieją że nie połamie sobie nóg. Już dawno nie miała okazji chodzić w takim obuwiu. W końcu w pubie, gdzie pracowała ostatnio, najlepsze ostatecznie okazały się najzwyklejsze trampki. Jako jedyne pozwalały szybko się poruszać, nie obcierając pięt i nie powodując bólu.
Joasia wyprostowała się dumnie i wyszła z mieszkania. Najbliższe kilkadziesiąt minut miało zdecydować czy przyszłość wreszcie nabierze sensu.
- Co tak krzyczysz? - spytała, nie przerywając swoich czynności
- Mam dla ciebie świetne wieści. Usiądź proszę – wskazał na krzesło naprzeciw siebie
Zaintrygowana Joasia wykonała polecenie i położyła ręcznik na kolanach. Podniosła głowę lekko ku górze i czekała na tę dobrą wiadomość, która tak bardzo ucieszyła Sebastiana.
- Swoją drogą fajnie wyglądasz w mokrych włosach.
- I to właśnie chciałeś mi powiedzieć? - rzuciła z politowaniem
- No nie. Więc... podobno skończyłaś technikum i masz zawód hotelarza.
- Owszem – skinęła głową
- Tak się składa że ojciec kumpla ma hotel. Pogadałem z nim i...
- I? - otworzyła szeroko oczy
- Jeśli chcesz, umówię cię na rozmowę kwalifikacyjną. Chcesz?
- Jeszcze się pytasz?! - rzuciła mu się na szyję, zapominając o mokrych włosach i ręczniku, który spadł na podłogę. Mimo to Sebastian przytulił ją, zapewniając że nie musi mu dziękować.
Zgodnie z zapowiedziami, Łukasz ponownie zjawił się u rodziców Joasi, tym razem oczekując przełomu w rozpoczętych niedawno poszukiwaniach byłej narzeczonej. Wiedział że dostanie jakiś trop, że jeśli jej matka coś wie, to na pewno o tym powie. Wystarczająco dobrze ją nastraszył, widział iż naprawdę się go obawia i jest gotowa wiele oddać za swój spokój. Nawet własną córkę.
Kiedy kobieta otworzyła mu drzwi, wszedł pewnym krokiem, jakby wchodził do swojego mieszkania. Uśmiechał się szyderczo, co o mało nie wyprowadziło gospodyni z równowagi. Ruszyła za nim, aż w końcu zatrzymali się w kuchni. Zasiadł przy stole i spojrzał na kobietę.
- Ty bydlaku – wycedziła przez zęby
- Ojej, czyżby sumienie się odezwało? - zakpił – No proszę, miłość matki do córki wciąż żywa. A ja myślałem że sześć lat temu została brutalnie zarżnięta...
- Powiem ci gdzie jest Aśka i więcej cię nie zobaczę, tak?
- Chyba że na naszym ślubie – zaśmiał się pod nosem – A mogę liczyć na jakąś kawę albo herbatę?
Kobieta zmierzyła go wzrokiem. Nie zamierzała nic podawać, poza bliżej nieznanym miejscem pobytu Joasi.
- No dobrze. Gdzie ją znajdę?
- Jest w Krakowie. Mieszka z jakąś koleżanką...
Zastanowił się przez chwilę. Blondwłosa nigdy nie wspominała o znajomych z Krakowa, choć niewykluczone że mogła kogoś stamtąd znać. W końcu studiowała tam przez dwa lata.
- Adres – powiedział stanowczo
- Nie znam.
- Adres.
- Naprawdę, nie znam dokładnego adresu.
Zdenerwował się, ale nie dał nic po sobie poznać. Powoli podniósł się z krzesła i zrobił krok w kierunku kobiety.
- Widziałaś się z nią?
- Nie.
- To skąd wiesz że jest w Krakowie?
- To potwierdzona informacja – odruchowo cofnęła się o krok, ale za sobą miała już tylko ścianę
- Twoja druga córka ci tak powiedziała?
- Zostaw ją w spokoju, ona nic nie wie – chciała chronić Anię, lecz nie miała na to szans. Łukasz chwycił kobietę za nadgarstki i ścisnął je mocno
- Wie, wie. Chyba nie chcesz żebym sam to zweryfikował?
Pokręciła głową. Zdała sobie sprawę że spotkanie mężczyzny z szatynką jest nieuniknione, nawet jeśli powie całą prawdę.
- Wiesz że wypadki chodzą po ludziach? Można wypić zbyt gorącą herbatę i poparzyć sobie przełyk... Albo pomylić płyn do płukania ust z płynem do muszli klozetowej... Można poślizgnąć się na schodach, można nie zauważyć samochodu i wtargnąć na jezdnię wprost pod koła...
- Czego ty jeszcze chcesz?! - krzyknęła zrozpaczona
- Nie waż się jej ostrzec. Ani jednej, ani drugiej – odwrócił się na pięcie i zatrzymał w progu – Bo komuś może stać się krzywda – dodał cicho
Myślała że tyle wystarczy, że dalej będzie szukał Aśki, tylko już na własną rękę, innymi sposobami. Była wściekła na męża. To on wymyślił by porozmawiać z Anią, zamiast zniechęcić chłopaka do dalszych działań.
- No i co, dumny jesteś z siebie? To twoja wina! - zarzuciła mu, gdy opowiadała o nieprzyjemnym spotkaniu – Zamiast pozbyć się problemu wolałeś umyć ręce, a ten ten chuligan będzie Anię zastraszał!
- To ty dałaś plamy – odpowiedział z zaskakującym spokojem w głosie – Gdybyś dała mu ten adres, nie miałby po co jechać do naszej córki.
- Kiedy ja naprawdę go nie znam!
- To trzeba było się dowiedzieć. Zdobyłaś za mało informacji, pretensje możesz mieć tylko do siebie.
- Cały ty – rzuciła z pogardą – Nic cię nie obchodzi, wszyscy dookoła zawsze ci źli, zawsze to oni są winni, ale ty nigdy. Ty zawsze jesteś w porządku, nigdy nie masz sobie nic do zarzucenia.
- Ania to mądra dziewczyna – dodał niewzruszony, jakby nie słyszał jej uwag – Na pewno nie będzie dyskutować z tym typem, tylko od razu poza mu ten cholerny adres.
- Wyda Aśkę? Ty nawet własnej córki nie znasz – wycedziła poirytowana – Zamiast zrobić coś, póki jeszcze nie jest za późno... Wiesz? Ty chyba robisz to specjalnie. Żeby ten bandzior zabrał Aśkę i jej coś zrobił, tak? Żeby tylko Aśkę spotkało coś złego, bo ci kiedyś podpadła? Nawet jeśli to oznacza że Ania jest w niebezpieczeństwie.
- Nie histeryzuj – westchnął znudzony
- Wiesz co? Chuj z ciebie, nie ojciec!
Joasia zgodziła się skorzystać z pomocy Sebastiana i dwa dni później poszła na umówioną przez niego rozmowę kwalifikacyjną. Wykorzystała ten czas na przygotowanie nowego CV oraz listu motywacyjnego, powtórzyła sobie kilka zagadnień z branży, sprawdziła informacje o hotelu w którym miałaby pracować, by nie wyjść na ignorantkę, a także sprawdziła w internecie ewentualne „nowinki”, które mogły się pojawić w ciągu ostatnich kilku lat. Zależało jej, musiała się dobrze przygotować. To że Sebastian znalazł dla niej szansę, nie oznaczało jeszcze że ją dostała.
Na rozmowę ubrała biały t-shirt, ciemnoniebieską spódnicę sięgającą niemal do kolan i jasną marynarkę. Zrobiła lekki makijaż, starannie uczesała włosy, zostawiając je rozpuszczone. Obiecała sobie że zdobędzie tę pracę. Denerwowała się, choć przez ostatnie dwa dni tak naprawdę nie myślała o niczym innym, tylko o tej rozmowie. Szukała w głowie pytań, jakie mogłyby paść, dobierała w myślach różne odpowiedzi i wybierała te najlepsze. Ale nerwy utrudniały jej skuteczne odtworzenie tego, co jej umysł przetworzył wcześniej. Musiała zrobić dobre wrażenie, szybko i umiejętnie odpowiadać, wykorzystać swoje atuty, takie jak dobra znajomość języka angielskiego, uprzejmość czy dobra prezencja. Jeszcze raz stanęła przed lustrem, przejrzała się, obróciła dookoła, a następnie uśmiechnęła, choć bez przekonania.
- Będzie dobrze – westchnęła
Założyła buty na obcasie, z nadzieją że nie połamie sobie nóg. Już dawno nie miała okazji chodzić w takim obuwiu. W końcu w pubie, gdzie pracowała ostatnio, najlepsze ostatecznie okazały się najzwyklejsze trampki. Jako jedyne pozwalały szybko się poruszać, nie obcierając pięt i nie powodując bólu.
Joasia wyprostowała się dumnie i wyszła z mieszkania. Najbliższe kilkadziesiąt minut miało zdecydować czy przyszłość wreszcie nabierze sensu.
środa, 16 listopada 2016
Drugie podejście cz. 8
Nie mając wyboru, matka Joasi i Ani zaczęła działać. Przygotowała kilka domowych smakołyków – krokiety, gołąbki oraz sałatkę warzywną – i wybrała się w odwiedziny do młodszej córki. Miało to wyglądać na zwykłe odwiedziny, wizyta spowodowana tęsknotą. O to nie było trudno, bowiem nie musiała udawać. Naprawdę cieszyła się że choć przez paręnaście minut będzie mogła zobaczyć się ze swoim, dorosłym już co prawda, dzieckiem.
- Nie miała w życiu lekko – przyznał Sebastian, popalając papierosa – W końcu się przede mną otworzyła.
- Czyli się udało – skwitował Maciek – Gratuluję.
- Czego? Okrutnej prawdy czy bezsilności?
- Znalazła w tobie... no nie wiem, może nie przyjaciela – nie chciał przesadzać – W każdym razie stałeś się powiernikiem jej przeszłości.
- No i?
- Rusz głową. Chyba dobrze mieć kogoś takiego, co nie?
- Może – rzucił obojętnie, choć w głębi duszy przyznał Maćkowi rację. Choćby z własnego doświadczenia.
- Co jeszcze chciałbyś dla niej zrobić? Zaprowadzić schodami do nieba?
- Pomóc.
- Już to zrobiłeś.
- Mało.
- A możesz więcej?
Zamilknął na chwilę i zastanowił się. Czuł że powinien, że w końcu udało się zrobić jeden krok, to uda się zrobić też i drugi. Przez moment wczuł się w rolę Joasi. Przypomniał sobie, iż najbardziej brakuje jej samodzielności.
- Pomogę jej stanąć na nogi.
- A nie robisz tego? - uniósł brwi ze zdumienia
- Biernie. A teraz zacznę działać.
- To znaczy?
- Znajdę jej pracę.
- Tak, a potem mieszkanie, męża i dzieci. A nie, czekaj, siebie nie musisz szukać – zakpił, lecz jego już nie było. Pozostał jedynie zgnieciony w popielniczce niedopałek papierosa.
- Narwaniec – powiedział głośno brunet, jakby myślał że jego słowo przeniknie przez kilka grubych ścian i dotrze do uszu przyjaciela.
Jechała do Krakowa z niewielką dozą radości i głową pełną wspomnień. Chciałaby cofnąć czas, kiedy byli pełną rodziną, kiedy miała obie córki w domu, kiedy niejednokrotnie zamartwiała się o nie, gdy późno wracały z imprez czy od koleżanek, kiedy nie potrafiły się zrozumieć i dochodziło do spięć, kiedy koniec końców zawsze miały w niej oparcie i mogły liczyć na nią w niemal każdej sytuacji. Ostatni raz widziała się z Anią miesiąc temu, kiedy przyjechała na weekend do rodzinnej miejscowości. Choć to tylko trzydzieści parę dni, czuła się jakby minęły lata. Nawet nie musiałaby dużo opowiadać – po prostu miło było spędzić trochę czasu z córką.
Gdzieś z tyłu głowy kołatała się jednak myśl, która nie dawała jej spokoju. Prawdziwy powód tej wizyty. Nie chciała jednak przyznać się przed samą sobą, że jedzie na spotkanie przede wszystkim dlatego, że musi dowiedzieć się gdzie przebywa Joasia. Nie mogła tego dać po sobie poznać. Dlatego wypierała tę myśl, okłamywała się że jest inaczej.
Nie znała dokładnego planu zajęć Anki, dlatego też nie mogła wiedzieć że nie będzie jej w pokoju. Spotkała za to jej koleżanki, które wpuściły ją do środka i pozwoliły zaczekać na szatynkę.
- Może napije się pani czegoś? Kawa, herbata? - zaproponowała jedna ze współlokatorek
- Nie, dziękuję – odmówiła z uśmiechem – Jeśli to kłopot to naprawdę, mogę przyjść później.
Druga z dziewczyn, Ola, otworzyła już usta by się odezwać i w tym samym momencie spotkała się z groźnym spojrzeniem Marty.
- Ależ oczywiście że to żaden kłopot – powiedziała przesadnie uprzejmym tonem
- Każda z nas ma gości, jesteśmy przyzwyczajone.
Na twarzy Marty zagościł tryumfalny uśmiech. Oczywiście wypowiedziane słowa miały swój podtekst, który Ola szybko dostrzegła. Postanowiła natychmiast odpowiedzieć, by nie dać satysfakcji koleżance.
- Tak, na przykład do Marty ostatnio też przyjechali rodzice, a do Ani siostra. Nawet nocowała u nas.
- Olka, pomożesz mi z praniem?
- Sama nie dasz rady? - wzruszyła ramionami
- Nie tym razem, chodź.
Złapała ją za rękę i niemal na siłę wyciągnęła z pokoju. Odeszła parę kroków od drzwi, stanęła naprzeciw współlokatorki i ze złością spojrzała jej w oczy.
- Ty kretynko! - z trudem powstrzymała się by nie krzyczeć – Wiesz co najlepszego narobiłaś?
- Niby co?
- Właśnie powiedziałaś tej kobiecie, że jej druga córka nocowała w cztery osoby w małym pokoiku.
- Powiedziałam – potwierdziła – No i?
- I ty myślisz że gdyby ona o tym wiedziała, pozwoliłaby na to? Wiesz jak ona musiała się poczuć? Własna córka wolała iść do obcych po pomoc, zamiast do niej!
- Już? Skończyłaś? - spytała lekceważąco – To idź po to pranie i rób dalej z siebie idiotkę. Ja nie zamierzam.
Bez słowa wyminęła ją i wróciła do pokoju. Marta pokręciła głową z niedowierzaniem, ale po chwili odzyskała kontakt z rzeczywistością i również udała się do swojego lokum. Wolała nie zostawiać Oli samej z matką Ani, Bóg jeden wie co jeszcze skłonna byłaby jej nagadać.
Niczego nieświadoma Ania zjawiła się w domu kilkadziesiąt minut później. Była zaskoczona wizytą mamy, ale cieszyła się na jej widok. Ola tylko przewróciła oczami, jakby radosne powitanie nie robiło na niej najmniejszego wrażenia, zaś Marta uśmiechnęła się tylko i odwróciła głowę w bok. Wciąż nie dawało jej spokoju zdarzenie sprzed niespełna godziny. Czuła się jakby nie zrobiła nic by ją powstrzymać, a nawet sprowokowała koleżankę.
Tak naprawdę Marta wiedziała o trudnych relacjach Aśki z rodzicami. Po tym jak blondwłosa spędziła u nich noc, Ania wyjawiła jej prawdę, jednocześnie prosząc o dyskrecję. Nie mogła powiedzieć Olce. Ona i tak nie potraktowałaby tego poważnie, nie zrozumiałaby.
Chciała ostrzec Anię, przyznać się, iż jej matka dowiedziała się o spotkaniu z Joasią. Intuicja podpowiadała jej, że z tego nie wyniknie nic dobrego. Niestety, nie zdążyła. Po krótkiej wymianie zdań obie panie wyszły na spacer.
- Jak studia?
- Nie ma lekko, ale daję radę. Od sesji do sesji, byle zdać – zaśmiała się, by podkreślić że to nie jest jej prawdziwe podejście do tematu
- To dobrze że chociaż ty walczysz. Że nie odpuściłaś jak twoja siostra.
- Mamo...
- Co mamo, co mamo? Mówię tylko jak jest. Teraz ma problemy, musi się ciebie prosić o pomoc.
W pierwszej chwili spojrzała na nią przerażona. Była w szoku. Nie spodziewała się tych słów, nie miała pojęcia że jej matka wie. Kilkadziesiąt sekund później odzyskała panowanie nad sobą, spuściła głowę i westchnęła.
- Ja wiem że masz do niej żal i że zabolało cię jak was potraktowała. Ale nie możesz mi zabronić spotykać się z nią, rozmawiać, pomagać i wspierać.
- Nie zamierzam – zapewniła, co pozwoliło Ani odetchnąć z ulgą – Powiedz mi chociaż co u niej? Wyszła na prostą? Jest w Krakowie?
- Naprawdę cię to interesuje? - w jej głosie pojawiła się nutka zaskoczenia
- To że jestem z nią skłócona, nie znaczy że źle jej życzę. Więc?
- Jest lepiej. Szuka pracy, ale znalazłam jej mieszkanie. Moja koleżanka ją przygarnęła – skłamała, by nie martwić matki – A może... może chcesz się z nią spotkać?
- Nie, nie – odmówiła, bowiem nie miałaby odwagi spojrzeć jej w oczy. Nie kiedy dwa dni później ją wyda. Kiedy zamiast chronić córkę, wybierze własne bezpieczeństwo. Nie, tak nie postępuje matka. W jej oczach pojawiły się łzy, więc odwróciła głowę w drugą stronę.
- Ładna pogoda – zmieniła temat.
- Zależy ci – stwierdziła Ania, lecz kobieta puściła to mimo uszu – Tylko boisz się, bo nie wiesz jak się z nią pogodzić – dodała ciszej
- Muszę już wracać – zdecydowała że musi przerwać spotkanie, póki jeszcze jest w stanie ukryć swój ból – Ojciec nie wie, byłby zły że nie pojechaliśmy razem. Zostawiłam w pokoju torbę, masz tam trochę domowego jedzenia.
- Mamo – powiedziała wzruszona, przytulając się do niej – Dziękuję. Przyjedź niedługo, co?
- Zobaczymy. No już, wracaj do nauki i do koleżanek. Nie musisz mnie odprowadzać, trafię na autobus – uprzedziła jej pytanie. Ania zrozumiała, że kobieta chce pobyć trochę sama, przemyśleć parę spraw. Pożegnała się z nią i ruszyła w przeciwnym kierunku.
- Nie miała w życiu lekko – przyznał Sebastian, popalając papierosa – W końcu się przede mną otworzyła.
- Czyli się udało – skwitował Maciek – Gratuluję.
- Czego? Okrutnej prawdy czy bezsilności?
- Znalazła w tobie... no nie wiem, może nie przyjaciela – nie chciał przesadzać – W każdym razie stałeś się powiernikiem jej przeszłości.
- No i?
- Rusz głową. Chyba dobrze mieć kogoś takiego, co nie?
- Może – rzucił obojętnie, choć w głębi duszy przyznał Maćkowi rację. Choćby z własnego doświadczenia.
- Co jeszcze chciałbyś dla niej zrobić? Zaprowadzić schodami do nieba?
- Pomóc.
- Już to zrobiłeś.
- Mało.
- A możesz więcej?
Zamilknął na chwilę i zastanowił się. Czuł że powinien, że w końcu udało się zrobić jeden krok, to uda się zrobić też i drugi. Przez moment wczuł się w rolę Joasi. Przypomniał sobie, iż najbardziej brakuje jej samodzielności.
- Pomogę jej stanąć na nogi.
- A nie robisz tego? - uniósł brwi ze zdumienia
- Biernie. A teraz zacznę działać.
- To znaczy?
- Znajdę jej pracę.
- Tak, a potem mieszkanie, męża i dzieci. A nie, czekaj, siebie nie musisz szukać – zakpił, lecz jego już nie było. Pozostał jedynie zgnieciony w popielniczce niedopałek papierosa.
- Narwaniec – powiedział głośno brunet, jakby myślał że jego słowo przeniknie przez kilka grubych ścian i dotrze do uszu przyjaciela.
Jechała do Krakowa z niewielką dozą radości i głową pełną wspomnień. Chciałaby cofnąć czas, kiedy byli pełną rodziną, kiedy miała obie córki w domu, kiedy niejednokrotnie zamartwiała się o nie, gdy późno wracały z imprez czy od koleżanek, kiedy nie potrafiły się zrozumieć i dochodziło do spięć, kiedy koniec końców zawsze miały w niej oparcie i mogły liczyć na nią w niemal każdej sytuacji. Ostatni raz widziała się z Anią miesiąc temu, kiedy przyjechała na weekend do rodzinnej miejscowości. Choć to tylko trzydzieści parę dni, czuła się jakby minęły lata. Nawet nie musiałaby dużo opowiadać – po prostu miło było spędzić trochę czasu z córką.
Gdzieś z tyłu głowy kołatała się jednak myśl, która nie dawała jej spokoju. Prawdziwy powód tej wizyty. Nie chciała jednak przyznać się przed samą sobą, że jedzie na spotkanie przede wszystkim dlatego, że musi dowiedzieć się gdzie przebywa Joasia. Nie mogła tego dać po sobie poznać. Dlatego wypierała tę myśl, okłamywała się że jest inaczej.
Nie znała dokładnego planu zajęć Anki, dlatego też nie mogła wiedzieć że nie będzie jej w pokoju. Spotkała za to jej koleżanki, które wpuściły ją do środka i pozwoliły zaczekać na szatynkę.
- Może napije się pani czegoś? Kawa, herbata? - zaproponowała jedna ze współlokatorek
- Nie, dziękuję – odmówiła z uśmiechem – Jeśli to kłopot to naprawdę, mogę przyjść później.
Druga z dziewczyn, Ola, otworzyła już usta by się odezwać i w tym samym momencie spotkała się z groźnym spojrzeniem Marty.
- Ależ oczywiście że to żaden kłopot – powiedziała przesadnie uprzejmym tonem
- Każda z nas ma gości, jesteśmy przyzwyczajone.
Na twarzy Marty zagościł tryumfalny uśmiech. Oczywiście wypowiedziane słowa miały swój podtekst, który Ola szybko dostrzegła. Postanowiła natychmiast odpowiedzieć, by nie dać satysfakcji koleżance.
- Tak, na przykład do Marty ostatnio też przyjechali rodzice, a do Ani siostra. Nawet nocowała u nas.
- Olka, pomożesz mi z praniem?
- Sama nie dasz rady? - wzruszyła ramionami
- Nie tym razem, chodź.
Złapała ją za rękę i niemal na siłę wyciągnęła z pokoju. Odeszła parę kroków od drzwi, stanęła naprzeciw współlokatorki i ze złością spojrzała jej w oczy.
- Ty kretynko! - z trudem powstrzymała się by nie krzyczeć – Wiesz co najlepszego narobiłaś?
- Niby co?
- Właśnie powiedziałaś tej kobiecie, że jej druga córka nocowała w cztery osoby w małym pokoiku.
- Powiedziałam – potwierdziła – No i?
- I ty myślisz że gdyby ona o tym wiedziała, pozwoliłaby na to? Wiesz jak ona musiała się poczuć? Własna córka wolała iść do obcych po pomoc, zamiast do niej!
- Już? Skończyłaś? - spytała lekceważąco – To idź po to pranie i rób dalej z siebie idiotkę. Ja nie zamierzam.
Bez słowa wyminęła ją i wróciła do pokoju. Marta pokręciła głową z niedowierzaniem, ale po chwili odzyskała kontakt z rzeczywistością i również udała się do swojego lokum. Wolała nie zostawiać Oli samej z matką Ani, Bóg jeden wie co jeszcze skłonna byłaby jej nagadać.
Niczego nieświadoma Ania zjawiła się w domu kilkadziesiąt minut później. Była zaskoczona wizytą mamy, ale cieszyła się na jej widok. Ola tylko przewróciła oczami, jakby radosne powitanie nie robiło na niej najmniejszego wrażenia, zaś Marta uśmiechnęła się tylko i odwróciła głowę w bok. Wciąż nie dawało jej spokoju zdarzenie sprzed niespełna godziny. Czuła się jakby nie zrobiła nic by ją powstrzymać, a nawet sprowokowała koleżankę.
Tak naprawdę Marta wiedziała o trudnych relacjach Aśki z rodzicami. Po tym jak blondwłosa spędziła u nich noc, Ania wyjawiła jej prawdę, jednocześnie prosząc o dyskrecję. Nie mogła powiedzieć Olce. Ona i tak nie potraktowałaby tego poważnie, nie zrozumiałaby.
Chciała ostrzec Anię, przyznać się, iż jej matka dowiedziała się o spotkaniu z Joasią. Intuicja podpowiadała jej, że z tego nie wyniknie nic dobrego. Niestety, nie zdążyła. Po krótkiej wymianie zdań obie panie wyszły na spacer.
- Jak studia?
- Nie ma lekko, ale daję radę. Od sesji do sesji, byle zdać – zaśmiała się, by podkreślić że to nie jest jej prawdziwe podejście do tematu
- To dobrze że chociaż ty walczysz. Że nie odpuściłaś jak twoja siostra.
- Mamo...
- Co mamo, co mamo? Mówię tylko jak jest. Teraz ma problemy, musi się ciebie prosić o pomoc.
W pierwszej chwili spojrzała na nią przerażona. Była w szoku. Nie spodziewała się tych słów, nie miała pojęcia że jej matka wie. Kilkadziesiąt sekund później odzyskała panowanie nad sobą, spuściła głowę i westchnęła.
- Ja wiem że masz do niej żal i że zabolało cię jak was potraktowała. Ale nie możesz mi zabronić spotykać się z nią, rozmawiać, pomagać i wspierać.
- Nie zamierzam – zapewniła, co pozwoliło Ani odetchnąć z ulgą – Powiedz mi chociaż co u niej? Wyszła na prostą? Jest w Krakowie?
- Naprawdę cię to interesuje? - w jej głosie pojawiła się nutka zaskoczenia
- To że jestem z nią skłócona, nie znaczy że źle jej życzę. Więc?
- Jest lepiej. Szuka pracy, ale znalazłam jej mieszkanie. Moja koleżanka ją przygarnęła – skłamała, by nie martwić matki – A może... może chcesz się z nią spotkać?
- Nie, nie – odmówiła, bowiem nie miałaby odwagi spojrzeć jej w oczy. Nie kiedy dwa dni później ją wyda. Kiedy zamiast chronić córkę, wybierze własne bezpieczeństwo. Nie, tak nie postępuje matka. W jej oczach pojawiły się łzy, więc odwróciła głowę w drugą stronę.
- Ładna pogoda – zmieniła temat.
- Zależy ci – stwierdziła Ania, lecz kobieta puściła to mimo uszu – Tylko boisz się, bo nie wiesz jak się z nią pogodzić – dodała ciszej
- Muszę już wracać – zdecydowała że musi przerwać spotkanie, póki jeszcze jest w stanie ukryć swój ból – Ojciec nie wie, byłby zły że nie pojechaliśmy razem. Zostawiłam w pokoju torbę, masz tam trochę domowego jedzenia.
- Mamo – powiedziała wzruszona, przytulając się do niej – Dziękuję. Przyjedź niedługo, co?
- Zobaczymy. No już, wracaj do nauki i do koleżanek. Nie musisz mnie odprowadzać, trafię na autobus – uprzedziła jej pytanie. Ania zrozumiała, że kobieta chce pobyć trochę sama, przemyśleć parę spraw. Pożegnała się z nią i ruszyła w przeciwnym kierunku.
wtorek, 8 listopada 2016
Drugie podejście cz. 7
Zgodnie z postanowieniem, Łukasz nie odpuścił i ponownie zjawił się w domu rodziców Joasi. Tym razem jednak za dnia, kiedy była tam tylko jej matka. Kobieta od razu rozpoznała mężczyznę, który pytał o blondwłosą poprzedniego wieczora.
- Przecież mówiłam panu że nie miałam kontaktu z Joanną przez ostatnich kilka lat – przypomniała podniesionym głosem
- Mogę wejść? - silił się na uprzejmy ton
- Myślę że nie ma takiej potrzeby.
Nie posłuchał. Odepchnął lekko kobietę, nie zważając na jej pretensje. Szedł pewnym krokiem, jakby był u siebie. Rozglądał się uważnie, kiwając głową co jakiś czas. W końcu przystanął i odwrócił się do gospodyni.
- Ładny dom.
- Czego pan chce?!
- O, to jest konkretne pytanie – ucieszył się – Chcę Aśki. To moja kobieta i ma mieszkać ze mną – oznajmił stanowczo.
- Ale jej tu nie ma!
- Nie obchodzi mnie to – odparł niewzruszony – Za trzy dni chcę ją zobaczyć. Wystarczy mi adres.
- Kiedy ja nie wiem gdzie ona jest! - rzuciła rozpaczliwie
- To się dowiedz kobieto – warknął, wymijając ją – Wymyśl coś, w końcu jesteś do cholery jej matką.
Wzięła kilka głębszych oddechów. Pod wpływem stresu nie mogła się skupić, nie mogła szybko wymyślić jak dotrzeć do Asi.
- A co jeśli...
- Ładny dom – powtórzył – Szkoda by było, gdyby jacyś wandale się włamali, zrobili demolkę i rozkradli wszystko... A może instalacja elektryczna nie jest całkiem w porządku. Albo gazowa...
- Jak możesz... - wycedziła przez zęby
- To tylko interes – zakomunikował chłodnym tonem – Ja dostaję Aśkę, a wy spokój. Trzy dni.
Nie czekając na jej odpowiedź opuścił dom. Kiedy tylko drzwi się zatrzasnęły, kobieta dobiegła do drzwi i przekręciła zamki. Oddychała głęboko, nie mogąc się uspokoić po nieprzyjemnym spotkaniu. Chwilę później wyciągnęła telefon i drżącymi palcami wybrała numer męża.
Wraz z nawiązaniem relacji, poprawiła się atmosfera w mieszkaniu. Sebastian cieszył się że w końcu może z kimś pogadać, że nie otacza go pustka i że wreszcie znalazł kogoś, kto go wysłucha. Opowiadał jej jak to za czasów szkolnych wielokrotnie trafiał „na dywanik” do pokoju nauczycielskiego, gdyż często pakował się w dziwne historie, które nie kończyły się dobrze. Żartował że skłonność do problemów ma w genach, ale wraz z nią dostał dar wychodzenia z opresji cało. Mówił jej o przyjaciołach, o tym jak ich paczka się rozpadła, gdy po zakończeniu szkoły każdy poszedł w swoją stronę, a także o nieudanych próbach utrzymania znajomości. Starał się, lecz każdy wolał poświęcać czas nowym kolegom, jednocześnie zapominając o starych. Widać było, że wtedy był to dla niego spory cios. Czuła jakąś taką zadumę i nostalgię w jego głosie. Opowiadał też o policji. O tym jak zaczynał, jak niespodziewanie szybko zyskiwał uznanie i przebijał się przez kolejne szczeble, aż w końcu znalazł się w Krakowie. Właściwie to prawie opowiedział jej historię swojego życia, pomijając jedynie dzieciństwo oraz nieudane małżeństwo.
Ona sama niewiele o sobie mówiła. Kiedy go wysłuchała, doszła do wniosku że jej życie nie miało ani trochę barw czy emocji. Zawsze robiła wszystko pod dyktando rodziców. Nie wychodziła z przyjaciółmi, bo musiała się uczyć. Nie chodziła na imprezy urodzinowe, bo musiała pomagać w domu. Na większe zakupy nie wybierała się, bo zawsze miała dość ograniczony budżet. Z każdym rokiem miała coraz bardziej dość. Jednak cały czas brakowało jej odwagi by się postawić i żyć po swojemu. Czara goryczy przelała się po rzuceniu studiów.
- Na studia poszłam raczej dlatego, że rodzice tego chcieli. No i prawie wszyscy z klasy szli na jakieś studia. Nie mogłam być przecież gorsza – uśmiechnęła się ironicznie. Musiała opowiedzieć jakąś historię, bowiem Sebastian nie dawał jej spokoju.
- Ale?
- Ale wewnątrz sama nie wiedziałam czy tego chcę. Spróbowałam. Przynajmniej to była jakaś okazja by wyrwać się z tamtej dziury, by wyprowadzić się od rodziców. Chociaż i tak byłam od nich zależna, bo dawali mi kasę.
Sebastian pokiwał głową. Nie chciał przerywać, czekał na kontynuację.
- Dwa lata. Tyle wytrzymałam. Wróciłam, najpierw naściemniałam że mam już z głowy wszystkie egzaminy. Pękali z dumy. Wiem, powinnam powiedzieć od razu. Bałam się ich reakcji. Wiedziałam że się wściekną, ale tym kłamstwem chyba pogorszyłam swoją sytuację. Kiedy się wydało, nie zostawili na mnie suchej nitki. Zarzucali mi brak ambicji, głupotę, zero szacunku do nich i do pieniędzy, które zmarnowałam na te dwa lata. Fakt, z głupotą mieli rację.
- Asia, nie mów tak – westchnął z politowaniem
- Mieli, bo ja idiotka się zastanawiałam czy faktycznie nie popełniłam błędu. Czy naprawdę jestem ofermą, która dostała wszystko pod nos i miała tylko wykuć kilkadziesiąt formułek, zaliczyć egzaminy i obijać się przez kilka kolejnych miesięcy.
- Ale to oni tego chcieli, nie ty.
- Właśnie. I dlatego z perspektywy czasu przestałam żałować. Straszyli że będę siedzieć na kasie za grosze albo zmieniać pieluchy w domu starców, o ile mi się to nie znudzi tak jak studia. Słuchałam tego dopóki ojciec nie powiedział że nawet na dziwkę się nie nadaję.
- Naprawdę ci tak powiedział? - nie mógł uwierzyć w to co przed chwilą usłyszał
- Wpadłam w szał. Przewróciłam stół, rozbiłam kilka talerzy, wykrzyczałam wszystko co przez lata mi leżało na wątrobie. Wiedziałam już wtedy co się stanie. Wyrzucili mnie z domu i się mnie wyrzekli. Ale wiesz co? Nie żałuję.
Milczał. Nie wiedział co powiedzieć. Teraz rozumiał dlaczego stała się nieufna wobec ludzi, dlaczego trzyma wszystkich na dystans. Mimo że wiele przypadków widział już w pracy, wciąż nie był w stanie pojąć, jak niektórzy ludzie potrafią być okrutni, bezduszni. Dlatego też musiał nauczyć się nie przejmować uczuciami, a kierować jedynie rozumem. Ale teraz nie był w pracy. Prywatnie mógł sobie pozwolić posłuchać głosu serca.
Wpatrywała się w niego, oczekując reakcji. Po chwili namysłu podszedł i ją przytulił.
- Jesteś bardzo dzielna – wyszeptał
Ojciec Joasi niespecjalnie przejął się wizytą Łukasza w jego domu. Podał żonie szklankę wody i kazał się uspokoić. Kalkulował na chłodno, szukał wyjścia, które będzie najlepsze przede wszystkim dla niego.
- Co teraz? - zapytała kobieta
- Ania – rzucił po chwili – Nawet jeśli Aśka u niej nie była, to na pewno będzie wiedziała gdzie jest. Zawsze się dogadywały, zresztą to ona chciała żebyśmy się pogodzili.
- Zwariowałeś?! Mam napuścić tego bydlaka na naszą córkę?
- Oczywiście że nie – powiedział ze spokojem – Dlatego to ty pojedziesz do Krakowa i dowiesz się gdzie jest Aśka.
Wbiła wzrok w jeden punkt. Zrozumiała, że jej mąż naprawdę nienawidzi Joasi za to, co wydarzyło się sześć lat temu. Że woli ją wystawić niż rozprawić się z Łukaszem.
- Przecież on jej zrobi krzywdę! Nie da się inaczej tego załatwić?
- Inaczej, czyli jak? - spytał z oburzeniem – Może mam napuścić na niego bandziorów, co? Popełnić przestępstwo, wydać kasę i zadbać o to by nikt się nie dowiedział dla tej niewdzięcznej gówniary?! Czy ty siebie słyszysz?!
- Ta gówniara to mimo wszystko twoja córka – przypomniała mu
- Mam tylko jedną córkę – oznajmił tonem nieznoszącym sprzeciwu – Masz zrobić to co mówię, jasne? Inaczej sama będziesz użerać się z tym typem.
Ukryła twarz w dłoniach. Nie chciała tego robić, ale nie miała wyjścia. Mąż stanowczo odrzucił możliwość pomagania Asi, a sama nie mogła nic zrobić.
- Pojedziesz do Ani, niby w odwiedziny. Zejdź delikatnie na temat Joasi, a najlepiej jakby sama zaczęła. W razie czego powiesz że w tajemnicy przede mną chciałabyś się z nią spotkać i porozmawiać. I nie mów nic o tym typie. Jak tu przyjdzie to przekażesz mu informacje i powiesz że ma się tu więcej nie pokazywać. Jasne?
Nie zareagowała, więc odczekał chwilę i powtórzył pytanie, tym razem głośniej. Zrozpaczona kobieta skinęła głową. Też miała żal do blondwłosej, też zabolało ją jak się wtedy zachowała i że przez sześć kolejnych lat nie wyraziła chęci naprawienia relacji. Uważała iż to co zrobi jest podłe, ale nie miała innego wyjścia. Została zmuszona. I to nawet nie tyle przez Łukasza, co przez własnego męża, przez ojca Asi.
- Przecież mówiłam panu że nie miałam kontaktu z Joanną przez ostatnich kilka lat – przypomniała podniesionym głosem
- Mogę wejść? - silił się na uprzejmy ton
- Myślę że nie ma takiej potrzeby.
Nie posłuchał. Odepchnął lekko kobietę, nie zważając na jej pretensje. Szedł pewnym krokiem, jakby był u siebie. Rozglądał się uważnie, kiwając głową co jakiś czas. W końcu przystanął i odwrócił się do gospodyni.
- Ładny dom.
- Czego pan chce?!
- O, to jest konkretne pytanie – ucieszył się – Chcę Aśki. To moja kobieta i ma mieszkać ze mną – oznajmił stanowczo.
- Ale jej tu nie ma!
- Nie obchodzi mnie to – odparł niewzruszony – Za trzy dni chcę ją zobaczyć. Wystarczy mi adres.
- Kiedy ja nie wiem gdzie ona jest! - rzuciła rozpaczliwie
- To się dowiedz kobieto – warknął, wymijając ją – Wymyśl coś, w końcu jesteś do cholery jej matką.
Wzięła kilka głębszych oddechów. Pod wpływem stresu nie mogła się skupić, nie mogła szybko wymyślić jak dotrzeć do Asi.
- A co jeśli...
- Ładny dom – powtórzył – Szkoda by było, gdyby jacyś wandale się włamali, zrobili demolkę i rozkradli wszystko... A może instalacja elektryczna nie jest całkiem w porządku. Albo gazowa...
- Jak możesz... - wycedziła przez zęby
- To tylko interes – zakomunikował chłodnym tonem – Ja dostaję Aśkę, a wy spokój. Trzy dni.
Nie czekając na jej odpowiedź opuścił dom. Kiedy tylko drzwi się zatrzasnęły, kobieta dobiegła do drzwi i przekręciła zamki. Oddychała głęboko, nie mogąc się uspokoić po nieprzyjemnym spotkaniu. Chwilę później wyciągnęła telefon i drżącymi palcami wybrała numer męża.
Wraz z nawiązaniem relacji, poprawiła się atmosfera w mieszkaniu. Sebastian cieszył się że w końcu może z kimś pogadać, że nie otacza go pustka i że wreszcie znalazł kogoś, kto go wysłucha. Opowiadał jej jak to za czasów szkolnych wielokrotnie trafiał „na dywanik” do pokoju nauczycielskiego, gdyż często pakował się w dziwne historie, które nie kończyły się dobrze. Żartował że skłonność do problemów ma w genach, ale wraz z nią dostał dar wychodzenia z opresji cało. Mówił jej o przyjaciołach, o tym jak ich paczka się rozpadła, gdy po zakończeniu szkoły każdy poszedł w swoją stronę, a także o nieudanych próbach utrzymania znajomości. Starał się, lecz każdy wolał poświęcać czas nowym kolegom, jednocześnie zapominając o starych. Widać było, że wtedy był to dla niego spory cios. Czuła jakąś taką zadumę i nostalgię w jego głosie. Opowiadał też o policji. O tym jak zaczynał, jak niespodziewanie szybko zyskiwał uznanie i przebijał się przez kolejne szczeble, aż w końcu znalazł się w Krakowie. Właściwie to prawie opowiedział jej historię swojego życia, pomijając jedynie dzieciństwo oraz nieudane małżeństwo.
Ona sama niewiele o sobie mówiła. Kiedy go wysłuchała, doszła do wniosku że jej życie nie miało ani trochę barw czy emocji. Zawsze robiła wszystko pod dyktando rodziców. Nie wychodziła z przyjaciółmi, bo musiała się uczyć. Nie chodziła na imprezy urodzinowe, bo musiała pomagać w domu. Na większe zakupy nie wybierała się, bo zawsze miała dość ograniczony budżet. Z każdym rokiem miała coraz bardziej dość. Jednak cały czas brakowało jej odwagi by się postawić i żyć po swojemu. Czara goryczy przelała się po rzuceniu studiów.
- Na studia poszłam raczej dlatego, że rodzice tego chcieli. No i prawie wszyscy z klasy szli na jakieś studia. Nie mogłam być przecież gorsza – uśmiechnęła się ironicznie. Musiała opowiedzieć jakąś historię, bowiem Sebastian nie dawał jej spokoju.
- Ale?
- Ale wewnątrz sama nie wiedziałam czy tego chcę. Spróbowałam. Przynajmniej to była jakaś okazja by wyrwać się z tamtej dziury, by wyprowadzić się od rodziców. Chociaż i tak byłam od nich zależna, bo dawali mi kasę.
Sebastian pokiwał głową. Nie chciał przerywać, czekał na kontynuację.
- Dwa lata. Tyle wytrzymałam. Wróciłam, najpierw naściemniałam że mam już z głowy wszystkie egzaminy. Pękali z dumy. Wiem, powinnam powiedzieć od razu. Bałam się ich reakcji. Wiedziałam że się wściekną, ale tym kłamstwem chyba pogorszyłam swoją sytuację. Kiedy się wydało, nie zostawili na mnie suchej nitki. Zarzucali mi brak ambicji, głupotę, zero szacunku do nich i do pieniędzy, które zmarnowałam na te dwa lata. Fakt, z głupotą mieli rację.
- Asia, nie mów tak – westchnął z politowaniem
- Mieli, bo ja idiotka się zastanawiałam czy faktycznie nie popełniłam błędu. Czy naprawdę jestem ofermą, która dostała wszystko pod nos i miała tylko wykuć kilkadziesiąt formułek, zaliczyć egzaminy i obijać się przez kilka kolejnych miesięcy.
- Ale to oni tego chcieli, nie ty.
- Właśnie. I dlatego z perspektywy czasu przestałam żałować. Straszyli że będę siedzieć na kasie za grosze albo zmieniać pieluchy w domu starców, o ile mi się to nie znudzi tak jak studia. Słuchałam tego dopóki ojciec nie powiedział że nawet na dziwkę się nie nadaję.
- Naprawdę ci tak powiedział? - nie mógł uwierzyć w to co przed chwilą usłyszał
- Wpadłam w szał. Przewróciłam stół, rozbiłam kilka talerzy, wykrzyczałam wszystko co przez lata mi leżało na wątrobie. Wiedziałam już wtedy co się stanie. Wyrzucili mnie z domu i się mnie wyrzekli. Ale wiesz co? Nie żałuję.
Milczał. Nie wiedział co powiedzieć. Teraz rozumiał dlaczego stała się nieufna wobec ludzi, dlaczego trzyma wszystkich na dystans. Mimo że wiele przypadków widział już w pracy, wciąż nie był w stanie pojąć, jak niektórzy ludzie potrafią być okrutni, bezduszni. Dlatego też musiał nauczyć się nie przejmować uczuciami, a kierować jedynie rozumem. Ale teraz nie był w pracy. Prywatnie mógł sobie pozwolić posłuchać głosu serca.
Wpatrywała się w niego, oczekując reakcji. Po chwili namysłu podszedł i ją przytulił.
- Jesteś bardzo dzielna – wyszeptał
Ojciec Joasi niespecjalnie przejął się wizytą Łukasza w jego domu. Podał żonie szklankę wody i kazał się uspokoić. Kalkulował na chłodno, szukał wyjścia, które będzie najlepsze przede wszystkim dla niego.
- Co teraz? - zapytała kobieta
- Ania – rzucił po chwili – Nawet jeśli Aśka u niej nie była, to na pewno będzie wiedziała gdzie jest. Zawsze się dogadywały, zresztą to ona chciała żebyśmy się pogodzili.
- Zwariowałeś?! Mam napuścić tego bydlaka na naszą córkę?
- Oczywiście że nie – powiedział ze spokojem – Dlatego to ty pojedziesz do Krakowa i dowiesz się gdzie jest Aśka.
Wbiła wzrok w jeden punkt. Zrozumiała, że jej mąż naprawdę nienawidzi Joasi za to, co wydarzyło się sześć lat temu. Że woli ją wystawić niż rozprawić się z Łukaszem.
- Przecież on jej zrobi krzywdę! Nie da się inaczej tego załatwić?
- Inaczej, czyli jak? - spytał z oburzeniem – Może mam napuścić na niego bandziorów, co? Popełnić przestępstwo, wydać kasę i zadbać o to by nikt się nie dowiedział dla tej niewdzięcznej gówniary?! Czy ty siebie słyszysz?!
- Ta gówniara to mimo wszystko twoja córka – przypomniała mu
- Mam tylko jedną córkę – oznajmił tonem nieznoszącym sprzeciwu – Masz zrobić to co mówię, jasne? Inaczej sama będziesz użerać się z tym typem.
Ukryła twarz w dłoniach. Nie chciała tego robić, ale nie miała wyjścia. Mąż stanowczo odrzucił możliwość pomagania Asi, a sama nie mogła nic zrobić.
- Pojedziesz do Ani, niby w odwiedziny. Zejdź delikatnie na temat Joasi, a najlepiej jakby sama zaczęła. W razie czego powiesz że w tajemnicy przede mną chciałabyś się z nią spotkać i porozmawiać. I nie mów nic o tym typie. Jak tu przyjdzie to przekażesz mu informacje i powiesz że ma się tu więcej nie pokazywać. Jasne?
Nie zareagowała, więc odczekał chwilę i powtórzył pytanie, tym razem głośniej. Zrozpaczona kobieta skinęła głową. Też miała żal do blondwłosej, też zabolało ją jak się wtedy zachowała i że przez sześć kolejnych lat nie wyraziła chęci naprawienia relacji. Uważała iż to co zrobi jest podłe, ale nie miała innego wyjścia. Została zmuszona. I to nawet nie tyle przez Łukasza, co przez własnego męża, przez ojca Asi.
wtorek, 1 listopada 2016
Drugie podejście cz. 6
Joasia postanowiła przestać siedzieć z założonymi rękoma i zmieniła podejście do poszukiwań pracy. Przestała celować w konkretne stanowiska bądź zawody, zamierzała wziąć pierwszą lepszą ofertę, do której będzie się nadawać. I tak oto została sprzątaczką...
Relacje z Sebastianem wciąż były chłodne i mocno ograniczone. Powiedziała mu tylko tyle że ma już pracę i wierzy że niedługo stanie na nogi. Mężczyzna, w przeciwieństwie do niej, nie był aż takim optymistą.
- Więc popołudniami sprzątasz w biurowcu, tak?
- No tak – przyznała zadowolona, w końcu żadna praca nie hańbi.
- I myślisz że ile zarobisz? Że będzie cię stać na to by się wyprowadzić i żyć na poziomie?
- To już nie twoja sprawa – rzuciła oschle – Wiem co robię.
- Mam nadzieję – dodał cicho, gdy odwróciła się na pięcie.
Postanowił wtedy przyjąć taktykę Ani. Ignorować ją, dopóki sama nie przyjdzie porozmawiać. Maciek uważał że to błąd, ale nie zamierzał się narzucać ze swoimi pomysłami.
Tymczasem były narzeczony Joasi, Łukasz, był już znudzony oczekiwaniem na powrót Joasi. Liczył na to że dziewczyna szybko się wycofa ze swojej decyzji i poprosi go o wybaczenie. W końcu nie miała nic, ani mieszkania, ani środków do życia, ani przyjaciół którzy mogliby jej pomóc. Minęło jednak parę dni, a ona nie dała żadnego znaku. Musiała więc znaleźć kogoś, kto dał jej schronienie. Sporządził listę osób, które mogłyby „trzymać” z Joasią. Nie znalazło się tam wiele nazwisk. A właściwie tylko dwa, takie same jak jego dziewczyny. Chodziło o jej rodziców i siostrę. Szybko odrzucił myśl że zatrzymała się u kogoś z pracy. Wielkiej przyjaźni tam nie było, bardziej coś w rodzaju współpracy zawodowej.
O rodzicach nigdy nie mówiła. Twierdziła że jest z nimi skłócona, ale nie miał okazji tego zweryfikować. Zresztą, zawsze mogła się z nimi pogodzić. Nie znał ich adresu, więc blondynka mogła uznać to za dobrą kryjówkę. Dla niego to jednak nie był wielki problem...
Wystarczyło wpisać w wyszukiwarkę nazwisko dziewczyny, co w efekcie dało mu adres firmy jej ojca. Jeszcze nie domu, ale jeśli będzie wiedział jak wygląda, mógłby poczekać pod firmą i za nim pojechać.
Po trzecim dniu w pracy wróciła w nie najlepszym humorze. Zostawiła kurtkę na wieszaku i zamknęła się w pokoju. Sebastian siedział w kuchni i bawił się długopisem. Nie zauważył niczego dziwnego w jej zachowaniu, nawet nie miał kiedy. Prześlizgnęła się tak szybko, że nie wystarczyłoby czasu żeby podnieść wzrok. Nie zauważyłby nic, gdyby nie to że w jej torebce zaczął dzwonić telefon.
- Aśka, to do ciebie! - zawołał donośnym głosem, nie podnosząc się z krzesła. Dziewczyna jednak nie zareagowała. Nie przejął się tym, pomyślał że jego też nie usłyszała. Za chwilę jednak dźwięk telefonu znów zabrzmiał.
- Aśka! - zawołał ponownie, lecz tym razem także bez skutku. Zrezygnowany ruszył po torebkę, a następnie do jej pokoju. Zapukał do drzwi, uchylił je lekko i zobaczył że blondwłosa leży skulona na łóżku i przyciska poduszkę do twarzy. Kiedy podszedł bliżej usłyszał cichy szloch.
- Ty płaczesz? - spytał zdumiony, bowiem Joasia sprawiała wrażenie silnej i zdecydowanej kobiety
- Nie kurwa, przemywam oczy – rzuciła stłumionym przez poduszkę głosem
- Co się stało?
- Nieważne.
I wtedy przypomniał sobie słowa Maćka. Nie powinien teraz odpuszczać. Przecież nie płakałaby bez powodu.
- Powiedz, może ci jakoś pomogę – położył dłoń na jej ramieniu, lecz ona ją strąciła
- Zostaw mnie, chcę być sama.
- Twój telefon dzwonił.
- W dupie mam telefon – warknęła, pociągnąwszy nosem – Na co jeszcze czekasz? Nie możesz się napatrzyć jak płaczę.
- Chcę coś zrobić żebyś przestała.
- To wyjdź.
- A przestaniesz płakać? - spytał naiwnie
- Kiedyś na pewno.
- Dobra – podniósł się z krzesła – Za pięć minut tu wrócę i sprawdzę czy dotrzymałaś umowy.
Plan Łukasza zadziałał. Wcześniej spreparował paczkę (zaadresował puste pudełko na adres firmy) i podał się za kuriera, twierdząc że ma przesyłkę dla Henryka Hajki. W ten sposób udało mu się rozpoznać ojca Joasi. Oczywiście mężczyzna twierdził że to pomyłka i nic nie zamawiał, więc blondyn zabrał ze sobą fikcyjną dostawę. Następnie zaczekał na niego na parkingu, a kiedy ten po pracy wsiadł w samochód i odjechał, śledził go aż dotarł pod jego dom. Zadowolony poszedł do baru na piwo. Zamierzał wrócić tam, kiedy się ściemni.
Po godzinie dwudziestej pierwszej zapukał do drzwi. Otworzyła mu około pięćdziesięcioletnia kobieta, prawdopodobnie matka Joasi.
- Dobry wieczór, szukam Joanny Hajki – walnął prosto z mostu
- Przepraszam, kogo? - kobieta nie kryła zaskoczenia
- Pani Hajka, prawda?
- Prawda, ale... Joasi tu nie było ładnych parę lat! W ogóle się do nas nie odzywa. A pan to, przepraszam, kto?
- Ach, nie przedstawiłem się – udał że zapomniał – Marcin Nowicki, znajomy Asi z czasów liceum. Umówiliśmy się na spotkanie, ale niestety nie przyszła. Zmartwiłem się, więc postanowiłem tu przyjechać.
- Ale jej tu nie ma. Skąd ma pan ten adres? Od niej?
- Tak, powiedziała mi że mieszka teraz u rodziców.
- Nic z tego nie rozumiem – pokręciła głową – Musiała zajść jakaś pomyłka.
- W takim razie przepraszam, do widzenia, spokojnej nocy życzę.
Nie był przekonany czy kobieta mówi prawdę, ale nie chciał przeciągać rozmowy, w obawie że pojawi się jej mąż i go rozpozna. Nie zamierzał jednak tego tak zostawić. Obiecał sobie że jeszcze tu wróci i przekona ich by wydali swoją córkę, nawet jeśli nie zatrzymała się u nich...
Kiedy wrócił do pokoju z kubkiem herbaty, Joasia siedziała na łóżku otulona kocem. Podniosła wzrok i spojrzała na niego opuchniętymi od płaczu oczyma. Podziękowała i objęła kubek obiema dłońmi.
- A teraz mów – co się stało? - nie zamierzał dać za wygraną
- Już nic – odparła spokojnie – Nie ta praca to inna.
- Zwolnili cię? - uniósł brwi ze zdumienia
- Sama zrezygnowałam.
- Dlaczego?
- Nie nadaję się do tej roboty.
Spuściła wzrok i upiła łyk herbaty. Sebastian nie uwierzył w ani jedno słowo. Nie poddałaby się, nie kiedy była tak bardzo jej zależało, nie płakałaby z tego powodu. Nie chciał zbyt mocno naciskać, ale musiał dowiedzieć się co tak naprawdę się wydarzyło.
- Kręcisz – powiedział z uśmiechem, by w razie potrzeby móc obrócić to w żart
- Ani trochę – wciąż nie spojrzała na niego
- To dlaczego patrzysz w podłogę?
- A jeśli poznasz prawdę to co się zmieni?
- Poczujesz się lepiej, bo nie będziesz musiała tego tłumić w sobie. A może nawet uda mi się pomóc.
Mimowolnie uniosła kąciki ust. „Poczujesz się lepiej”, nie ma co, przekonywający argument. Już prędzej zdecydowałaby gdyby stwierdził że da jej spokój.
- Dobrze – westchnęła – Szef zasugerował mi że mogę zostać jego kochanką i bardziej mi się to opłaci niż latanie z mopem.
- To frajer – wycedził przez zęby
- A ja co? Zamiast udawać że to był żart to strzeliłam go w pysk i rzuciłam fartuchem.
- Bardzo dobrze zrobiłaś – usiadł obok i objął ją ramieniem. Była trochę zaskoczona, ale nie protestowała. Poczuła się jakoś dziwnie... Ale to było przyjemne. Zdała sobie sprawę że nie musi być w tym wszystkim sama. Dłoń była cały czas wyciągnięta. Wystarczyło tylko ją chwycić i dać sobie pomóc.
- Jak chcesz to mu poprawię – wyrwał ją z zamyślenia
- Nie, lepiej nie – roześmiała się – Wystarczy że samej sobie stwarzam problemy, tobie nie muszę.
- Ale przynajmniej humor ci poprawiłem.
- No fakt, nie mogę zaprzeczyć.
- To co? Koniec fochów i niedomówień?
- Koniec – przyznała, wstając i wyciągając ku niemu rękę. Liczyła na uścisk, który przypieczętuje tą umowę, ale Sebastian delikatnie ją ujął, troszkę podniósł i pocałował, jak przystało na prawdziwego dżentelmena.
Relacje z Sebastianem wciąż były chłodne i mocno ograniczone. Powiedziała mu tylko tyle że ma już pracę i wierzy że niedługo stanie na nogi. Mężczyzna, w przeciwieństwie do niej, nie był aż takim optymistą.
- Więc popołudniami sprzątasz w biurowcu, tak?
- No tak – przyznała zadowolona, w końcu żadna praca nie hańbi.
- I myślisz że ile zarobisz? Że będzie cię stać na to by się wyprowadzić i żyć na poziomie?
- To już nie twoja sprawa – rzuciła oschle – Wiem co robię.
- Mam nadzieję – dodał cicho, gdy odwróciła się na pięcie.
Postanowił wtedy przyjąć taktykę Ani. Ignorować ją, dopóki sama nie przyjdzie porozmawiać. Maciek uważał że to błąd, ale nie zamierzał się narzucać ze swoimi pomysłami.
Tymczasem były narzeczony Joasi, Łukasz, był już znudzony oczekiwaniem na powrót Joasi. Liczył na to że dziewczyna szybko się wycofa ze swojej decyzji i poprosi go o wybaczenie. W końcu nie miała nic, ani mieszkania, ani środków do życia, ani przyjaciół którzy mogliby jej pomóc. Minęło jednak parę dni, a ona nie dała żadnego znaku. Musiała więc znaleźć kogoś, kto dał jej schronienie. Sporządził listę osób, które mogłyby „trzymać” z Joasią. Nie znalazło się tam wiele nazwisk. A właściwie tylko dwa, takie same jak jego dziewczyny. Chodziło o jej rodziców i siostrę. Szybko odrzucił myśl że zatrzymała się u kogoś z pracy. Wielkiej przyjaźni tam nie było, bardziej coś w rodzaju współpracy zawodowej.
O rodzicach nigdy nie mówiła. Twierdziła że jest z nimi skłócona, ale nie miał okazji tego zweryfikować. Zresztą, zawsze mogła się z nimi pogodzić. Nie znał ich adresu, więc blondynka mogła uznać to za dobrą kryjówkę. Dla niego to jednak nie był wielki problem...
Wystarczyło wpisać w wyszukiwarkę nazwisko dziewczyny, co w efekcie dało mu adres firmy jej ojca. Jeszcze nie domu, ale jeśli będzie wiedział jak wygląda, mógłby poczekać pod firmą i za nim pojechać.
Po trzecim dniu w pracy wróciła w nie najlepszym humorze. Zostawiła kurtkę na wieszaku i zamknęła się w pokoju. Sebastian siedział w kuchni i bawił się długopisem. Nie zauważył niczego dziwnego w jej zachowaniu, nawet nie miał kiedy. Prześlizgnęła się tak szybko, że nie wystarczyłoby czasu żeby podnieść wzrok. Nie zauważyłby nic, gdyby nie to że w jej torebce zaczął dzwonić telefon.
- Aśka, to do ciebie! - zawołał donośnym głosem, nie podnosząc się z krzesła. Dziewczyna jednak nie zareagowała. Nie przejął się tym, pomyślał że jego też nie usłyszała. Za chwilę jednak dźwięk telefonu znów zabrzmiał.
- Aśka! - zawołał ponownie, lecz tym razem także bez skutku. Zrezygnowany ruszył po torebkę, a następnie do jej pokoju. Zapukał do drzwi, uchylił je lekko i zobaczył że blondwłosa leży skulona na łóżku i przyciska poduszkę do twarzy. Kiedy podszedł bliżej usłyszał cichy szloch.
- Ty płaczesz? - spytał zdumiony, bowiem Joasia sprawiała wrażenie silnej i zdecydowanej kobiety
- Nie kurwa, przemywam oczy – rzuciła stłumionym przez poduszkę głosem
- Co się stało?
- Nieważne.
I wtedy przypomniał sobie słowa Maćka. Nie powinien teraz odpuszczać. Przecież nie płakałaby bez powodu.
- Powiedz, może ci jakoś pomogę – położył dłoń na jej ramieniu, lecz ona ją strąciła
- Zostaw mnie, chcę być sama.
- Twój telefon dzwonił.
- W dupie mam telefon – warknęła, pociągnąwszy nosem – Na co jeszcze czekasz? Nie możesz się napatrzyć jak płaczę.
- Chcę coś zrobić żebyś przestała.
- To wyjdź.
- A przestaniesz płakać? - spytał naiwnie
- Kiedyś na pewno.
- Dobra – podniósł się z krzesła – Za pięć minut tu wrócę i sprawdzę czy dotrzymałaś umowy.
Plan Łukasza zadziałał. Wcześniej spreparował paczkę (zaadresował puste pudełko na adres firmy) i podał się za kuriera, twierdząc że ma przesyłkę dla Henryka Hajki. W ten sposób udało mu się rozpoznać ojca Joasi. Oczywiście mężczyzna twierdził że to pomyłka i nic nie zamawiał, więc blondyn zabrał ze sobą fikcyjną dostawę. Następnie zaczekał na niego na parkingu, a kiedy ten po pracy wsiadł w samochód i odjechał, śledził go aż dotarł pod jego dom. Zadowolony poszedł do baru na piwo. Zamierzał wrócić tam, kiedy się ściemni.
Po godzinie dwudziestej pierwszej zapukał do drzwi. Otworzyła mu około pięćdziesięcioletnia kobieta, prawdopodobnie matka Joasi.
- Dobry wieczór, szukam Joanny Hajki – walnął prosto z mostu
- Przepraszam, kogo? - kobieta nie kryła zaskoczenia
- Pani Hajka, prawda?
- Prawda, ale... Joasi tu nie było ładnych parę lat! W ogóle się do nas nie odzywa. A pan to, przepraszam, kto?
- Ach, nie przedstawiłem się – udał że zapomniał – Marcin Nowicki, znajomy Asi z czasów liceum. Umówiliśmy się na spotkanie, ale niestety nie przyszła. Zmartwiłem się, więc postanowiłem tu przyjechać.
- Ale jej tu nie ma. Skąd ma pan ten adres? Od niej?
- Tak, powiedziała mi że mieszka teraz u rodziców.
- Nic z tego nie rozumiem – pokręciła głową – Musiała zajść jakaś pomyłka.
- W takim razie przepraszam, do widzenia, spokojnej nocy życzę.
Nie był przekonany czy kobieta mówi prawdę, ale nie chciał przeciągać rozmowy, w obawie że pojawi się jej mąż i go rozpozna. Nie zamierzał jednak tego tak zostawić. Obiecał sobie że jeszcze tu wróci i przekona ich by wydali swoją córkę, nawet jeśli nie zatrzymała się u nich...
Kiedy wrócił do pokoju z kubkiem herbaty, Joasia siedziała na łóżku otulona kocem. Podniosła wzrok i spojrzała na niego opuchniętymi od płaczu oczyma. Podziękowała i objęła kubek obiema dłońmi.
- A teraz mów – co się stało? - nie zamierzał dać za wygraną
- Już nic – odparła spokojnie – Nie ta praca to inna.
- Zwolnili cię? - uniósł brwi ze zdumienia
- Sama zrezygnowałam.
- Dlaczego?
- Nie nadaję się do tej roboty.
Spuściła wzrok i upiła łyk herbaty. Sebastian nie uwierzył w ani jedno słowo. Nie poddałaby się, nie kiedy była tak bardzo jej zależało, nie płakałaby z tego powodu. Nie chciał zbyt mocno naciskać, ale musiał dowiedzieć się co tak naprawdę się wydarzyło.
- Kręcisz – powiedział z uśmiechem, by w razie potrzeby móc obrócić to w żart
- Ani trochę – wciąż nie spojrzała na niego
- To dlaczego patrzysz w podłogę?
- A jeśli poznasz prawdę to co się zmieni?
- Poczujesz się lepiej, bo nie będziesz musiała tego tłumić w sobie. A może nawet uda mi się pomóc.
Mimowolnie uniosła kąciki ust. „Poczujesz się lepiej”, nie ma co, przekonywający argument. Już prędzej zdecydowałaby gdyby stwierdził że da jej spokój.
- Dobrze – westchnęła – Szef zasugerował mi że mogę zostać jego kochanką i bardziej mi się to opłaci niż latanie z mopem.
- To frajer – wycedził przez zęby
- A ja co? Zamiast udawać że to był żart to strzeliłam go w pysk i rzuciłam fartuchem.
- Bardzo dobrze zrobiłaś – usiadł obok i objął ją ramieniem. Była trochę zaskoczona, ale nie protestowała. Poczuła się jakoś dziwnie... Ale to było przyjemne. Zdała sobie sprawę że nie musi być w tym wszystkim sama. Dłoń była cały czas wyciągnięta. Wystarczyło tylko ją chwycić i dać sobie pomóc.
- Jak chcesz to mu poprawię – wyrwał ją z zamyślenia
- Nie, lepiej nie – roześmiała się – Wystarczy że samej sobie stwarzam problemy, tobie nie muszę.
- Ale przynajmniej humor ci poprawiłem.
- No fakt, nie mogę zaprzeczyć.
- To co? Koniec fochów i niedomówień?
- Koniec – przyznała, wstając i wyciągając ku niemu rękę. Liczyła na uścisk, który przypieczętuje tą umowę, ale Sebastian delikatnie ją ujął, troszkę podniósł i pocałował, jak przystało na prawdziwego dżentelmena.
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)