środa, 26 kwietnia 2017

Małżeństwo z rozsądku cz. 1

Kraków, 2007 rok.
           Piękny letni poranek. Promienie słońca wpadały przez szybę, padając dokładnie na twarz blondynki. O ile ciepło, które niosły ze sobą, było przyjemne, to jednak jasność nie pozwalała jej dłużej spać. Mogła zasłonić okna poprzedniego wieczora. Mogła, ale nie zrobiła tego, gdyż chciała wstać wcześnie.
- Jeszcze tylko pięć minut – mruknęła do samej siebie, zasłaniając oczy dłonią. Nie, żadnych pięciu minut, żadnej chwili. To mogło się skończyć tylko w jeden sposób – zaspałaby.
Mozolnie podniosła się z łóżka i udała do łazienki. Natychmiast przemyła twarz chłodną wodą, by nieco się orzeźwić. Następnie prysznic. Długo stała pod strumieniem wody, odpływając myślami gdzieś daleko. Kiedy wyobrażała sobie współlokatorki, które korzystały z wakacji, opalały się na plaży, pływały w morzu czy też miło spędzały czas w towarzystwie swoich chłopaków, żałowała że musiała zostać w Krakowie. Właściwie to była jej decyzja. Podjęła ją świadomie, po długich rozważaniach. Rodzice co miesiąc przysyłali jej pieniądze, tyle ile mogli. Wiedziała że jeśli potrzebuje więcej, musi je sama zdobyć. Dlatego też zrezygnowała z jakichkolwiek wyjazdów w te wakacje i podjęła pracę. Miała już w końcu 22 lata, sześć semestrów studiów za sobą i całe trzy miesiące wolnego czasu.
Zaczęła szukać już w kwietniu. Zdawała sobie sprawę iż to może potrwać, tym bardziej że nie każdy pracodawca będzie zainteresowany krótką współpracą. Była gotowa nawet roznosić ulotki, ale los się do niej uśmiechnął i trafiła do kawiarni. Pełny etat, nie najgorsze wynagrodzenie i co najważniejsze, praca na miarę jej obecnych możliwości.
Przynajmniej to jej się udało. W ostatnich latach jedynymi sukcesami były wyniki na studiach. Po stronie porażek mogła sporo zapisać. Trzykrotnie zmieniała mieszkanie, raz ze względu na nieodpowiedzialnych i hałaśliwych współlokatorów, potem przez właścicieli – jeden niespodziewanie podniósł czynsz, drugi zaś składał częste i niezapowiedziane wizyty, pod pretekstem utrzymania lokalu w dobrym stanie.
Najbardziej dotkliwą porażką był chyba jednak związek z Kamilem. Poznała go na jednej z imprez integracyjnych na początku studiów. Nie myślała że to coś poważnego, lecz w nowym mieście, wśród nowych ludzi czuła się samotna. Wydawał się być porządnym facetem, dopóki któregoś wieczora wręcz nie „wypożyczył” jej koledze. Obaj dostali od niej w twarz, a dzień później, kiedy emocje opadły, zdecydowała się z nim zerwać. Nikomu nie przyznała się jak bardzo poczuła się upokorzona. Chciała być twarda, silna, udawała że wszystko po niej spłynęło, lecz kiedy została sama, nie potrafiła powstrzymać łez.
Nie mogła też nie pamiętać o przerwanym kursie na prawo jazdy, gdzie poddała się po piątym niezaliczonym egzaminie, o kompromitacji podczas wizyty rodziców, kiedy wyszło na jaw że wcale nie radzi sobie w kuchni tak doskonale jak mówiła czy kiedy chłopak przyjaciółki zaczął ją podrywać, a ona oskarżyła Joasię o nielojalność. Blondwłosa traciła już powoli nadzieję że zła karta się odwróci i kolejne miesiące będą miłą odmianą od pasma porażek z ostatnich lat.

           To miał być zwykły dzień. Szybki obiad, osiem godzin w pracy, książka na wieczór i do łóżka. Pierwsza połowa dnia nie zwiastowała nic szczególnego. Do czasu, gdy w kawiarni starsza koleżanka zwróciła jej uwagę.
- Widzisz tego bruneta przy stoliku pod ścianą? Tam, po lewej.
- Widzę, no i co? - wzruszyła ramionami
- Wczoraj też tu był. I przedwczoraj. Patrzy na ciebie – uśmiechnęła się porozumiewawczo do blondynki
- Sugerujesz coś?
- Wpadłaś mu w oko – oznajmiła bezceremionialnie
Joasia dokładniej zmierzyła wzrokiem wskazanego osobnika. Młody, przystojny, dobrze ubrany. Podeszła bliżej pod pretekstem przyjęcia zamówienia. Delikatne rysy twarzy, szeroki uśmiech, brak zarostu, brązowe oczy i ciemne włosy. Była pewna iż nie jest starszy od niej. Zapewne maturzysta, który ma bogatych rodziców i dumnie wkracza w świat studentów. Myśli że wszystko ma u swoich stóp, że jest panem i władcą, że przed niczym nie można go powstrzymać.
„Przyjemnie będzie dać mu kosza” - pomyślała dziewczyna. Nie zauważyła nawet że stoi przy stoliku już dłuższą chwilę i obserwuje gościa, tak samo jak on ją. Długie i proste blond włosy, smukła sylwetka, sympatyczny wyraz twarzy i kształtne pośladki. Od razu zrobiła na nim wrażenie. Kiedy ją zobaczył po raz pierwszy, miał nadzieję że to ona będzie go obsługiwać, jednak musiał przyjść tutaj aż trzykrotnie, by w końcu móc zobaczyć dziewczynę z bliska.
- Co dla pana będzie? - odezwała się w końcu, oczekując ewentualnej próby flirtu bądź podrywu z jego strony
- Cappuccino orzechowe poproszę i... sernik.
- Oczywiście – skinęła głową, po czym odwróciła się na pięcie by wrócić za ladę. Czuła na sobie jego wzrok, jak obserwuje sposób jak się porusza. Specjalnie zarzuciła włosami, by go sprowokować. Sama nie wiedziała dlaczego, ale zaczęło się jej to podobać, choć w pierwszej chwili była przekonana by nie wdawać się w żadne relacje.
- No i co? - koleżanka natychmiast znalazła się przy niej
- Nic – rzuciła chłodno – Kawa i ciasto.
- Nic? - uniosła brwi zdumiona – Nie zapytał cię czy usiądziesz? Albo o numer telefonu? Zresztą, jeszcze nie wychodzi.
- Natalia, nie nakręcaj się – ucięła temat Joasia, choć w jednym musiała się z nią zgodzić - naprawdę nieźle wyglądał.
Przygotowała zamówienie i zaniosła je do stolika. Brunet podziękował, jednak nie odrywał wzroku od Joasi. Wykorzystała sytuację i znów poprawiła włosy. Chciała żeby to on zaczął. Żeby rzucił komplementem, zaproponował spotkanie czy coś... Milczeli oboje. Postanowiła zacząć.
- A pan tak sam? - spytała, licząc na korzystną dla siebie odpowiedź. Coś w stylu „byłoby miło gdyby pani mi towarzyszyła” albo „już nie, przecież pani tu jest”. Czekała, zaciskając zęby. Musi się udać. Mężczyzna jednak okazał się sprytniejszy.
- Jak widać – odpowiedział z uśmiechem. Znów chwila ciszy. Teraz jej ruch.
- Czy będzie coś jeszcze dla pana? - rzuciła machinalnie, nieco zbita z tropu
- Dziękuję, na razie to wszystko.
- Życzę smacznego – wysiliła się na uprzejmy ton. Chciała jak najszybciej wrócić do pracy. Nie wyszło jej. Nie tego się spodziewała.
- Idiotka – wyrzucała sobie w myślach – Źle to rozegrałam. Mogłam go spytać czemu mi się tak przygląda, czy się ubrudziłam, czy coś. Zmieszałby się i pogubił. Cholera, no.
Starała się nie zwracać uwagi na bruneta, jednak kiedy tylko podnosiła głowę, jej wzrok mimowolnie wędrował w jego stronę. Na szczęście już nie patrzył na nią. Zrobił właśnie to samo co ona chciała zrobić jemu. Nie przewidziała że da się podejść.
Obsługiwała kolejnych klientów jak gdyby nic, kiedy brunet podszedł do lady. Przez moment udawała że go nie widzi, rozpaczliwie rozejrzała się na boki, ale nigdzie nie dostrzegła Natalii. Chcąc nie chcąc, musiała się nim zająć.
- Tak? - spytała, podnosząc głowę
- Jeszcze raz cappuccino.
Znowu się jej przyglądał. Tym razem było to dla niej krępujące. Poczuła że się czerwieni, więc natychmiast odwróciła się, udając że ma tam coś do zrobienia. On jednak nie ruszył się z miejsca.
- Przyniosę do stolika – zadeklarowała, chcąc jak najszybciej się go pozbyć
- Dziękuję – odparł, po czym usłyszała kroki. Odetchnęła z ulgą. Natychmiast udała się na zaplecze i odnalazła koleżankę.
- Dobra, daj, ja tu posprzątam, a ty idź obsługiwać.
- Twój wielbiciel będzie zawiedziony – rzuciła pół żartem, pół serio
- Chrzanić to, zbłaźniłam się. No proszę cię.
- Dobrze – westchnęła – Zawołam cię jak pójdzie.
- Dzięki. Aha, jeszcze cappuccino dla niego.
- Nie będzie mu smakowało tak jak twoje.
- Natalia – spojrzała na nią zrezygnowana
- Dobrze, już nic nie mówię.
Minęło dobre kilka minut nim Joasia wróciła na salę. Podeszła do stolika przy którym siedział brunet i zabrała filiżanki i talerzyk. Dopiero wtedy dostrzegła pod nim serwetkę. Zamierzała ją natychmiast wyrzucić, lecz kiedy ją podniosła, zobaczyła że coś jest na niej napisane. Cyfry. Dziewięć cyfr.
- Co to? - Natalia spojrzała jej przez ramię
- Nie wiem. Wygląda jak numer telefonu.

piątek, 14 kwietnia 2017

Dokąd zmierzasz? cz. 17

           Chwila zapomnienia trwała. Maciek delikatnie gładził ją opuszkami palców po policzku, a drugą ręką obejmował dziewczynę w pasie. Ona zaś obie ręce zarzuciła na jego szyję. To nie było to samo co z Marcelem. To wyszło tak nagle, niespodziewanie i pozwoliło jej oderwać się od wszystkiego. Czuła się niesamowicie lekka, niesiona jego zapachem i smakiem ust... Nawet nie pomyślała że mogłaby to przerwać. Nawet przez myśl jej nie przeszło że właśnie całuje się z najlepszym przyjacielem! W tej chwili nim nie był. Pierwszy raz dostrzegła w nim faceta, kogoś kto działał na jej zmysły i sprawił że poczuła się fantastycznie.
On pierwszy odzyskał przytomność umysłu. Zdał sobie sprawę że całuje Martę, dziewczynę z którą łączyła go silna więź, długotrwała relacja, ale nie coś, co można było nazwać miłością. Jeszcze kilka dni wcześniej sam przyznał że jej nie kocha, a teraz co? Nawzajem oddawali sobie pocałunki w najlepsze.
Delikatnie odsunął głowę, a potem wyswobodził z jej objęć. Ukradkiem spojrzał na brunetkę, która cofnęła się o dwa kroki i spostrzegł że do niej już także dotarło co właśnie zrobili. W tej chwili Marcel przestał być problemem, a stało się nim to co zaszło. Oboje przekroczyli granicę, której nigdy nie powinni byli naruszyć, gdyż to mogło mieć katastrofalne skutki dla ich relacji.
- Przepraszam – powiedział cicho. Nie odważył się nawet wyciągnąć ku niej ręki. Nie po tym jak blisko byli przed chwilą.
- Cholera, co ja robię – mówiła jakby do siebie, przeczesując dłonią swoje włosy – Wczoraj spałam z Marcelem, a dzisiaj całuję się z najlepszym przyjacielem.
- Dlatego nie wierzę w przyjaźń kobiety i mężczyzny. Sama widzisz że prędzej czy później do czegoś dochodzi.
- Ty chyba nie chcesz powiedzieć że coś się między nami zmieniło? - spytała z niepokojem
- A nie? No chyba że jesteś w stanie zapomnieć o tym pocałunku. Bo ja nie.
Pokręciła głową zawiedziona. Chciała tylko z nim porozmawiać, chciała żeby ją pocieszył, powiedział kilka miłych słów, które podniosą ją na duchu. Tak jak zawsze, gdy miała gorszy moment.
- Czyli co? Mam ci teraz dać kosza? - w jej oczach znów pojawiły się łzy
- A chcesz to zrobić? - starał się zabrzmieć naturalnie, jednak nie panował nad drżącym głosem
- Nie. Ale to nie oznacza że widzę nas jako parę.
- Mi też to trudno sobie wyobrazić, ale... taki pocałunek nie bierze się z niczego – zauważył, choć sam nie wiedział co o tym wszystkim myśleć – Tak nie całują się przyjaciele.
- Nie w usta – dodała brunetka.
Zamilkli. Ani on, ani ona, nie wiedzieli jak się w tej sytuacji zachować. Pocałunek, który teoretycznie mógłby otworzyć im drogę do czegoś nowego i wspaniałego okazał się być murem, który niespodziewanie wyrósł między nimi. Znali się tyle lat, tyle razem przeżyli... Ten status nie mógł się tak dłużej utrzymać. Musieli zdecydować czy po latach dzieciństwa, dorastania, chcą naprawdę razem stawić czoła dorosłości, czy iść osobno swoimi ścieżkami. Tak długo nie chcieli przyjąć tego do świadomości, że dopiero sytuacja między nimi postawiła przed nimi ten wybór.
- Czego ty do cholery chcesz? - odezwała się w końcu
- A ty?
Nie potrafili odpowiedzieć. Maciek podszedł do niej. Położył dłonie na jej ramionach i spojrzał głęboko w oczy. Prześwietlał ją na wylot, chcąc dowiedzieć się czy naprawdę jej zależy.
- Wiem czego nie chcę – wyszeptał – Nie chcę cię stracić.
Czuła że traci głowę. Że za chwilę znów znajdzie się w tym błogim stanie i zapomni o całym świecie. W głębi duszy tego chciała, ale resztki rozumu domagały się, by natychmiast to przerwała. Gwałtownym ruchem strąciła jego ręce, odwróciła się na pięcie i pobiegła przed siebie.

Pięć lat później, Kraków.
Joasia szła przez rynek, nerwowo poszukując telefonu w torebce. Na moment przestała obserwować drogę przed sobą, jednak chwila wystarczyła. Zderzyła się z jakimś mężczyzną, który na całe szczęście zdążył ją złapać i pomógł utrzymać równowagę.
- Kobieto, uważaj jak chodzisz! - warknął poirytowany
- Maciek? - spytała zaskoczona, podnosząc głowę. Nie myliła się. Nie tylko jego głos się nie zmienił, ale też i wygląd. Wciąż był szczupłym, krótko ściętym brunetem. Jedynie rysy twarzy, choć znajome, wydawały się trochę bardziej pociągłe.
On w pierwszej chwili jej nie poznał. Rozpuszczone blond włosy i długa grzywka skutecznie odmieniły Joasię. Dopiero kiedy przyjrzał się jej spojrzeniu, nieco chytremu uśmiechowi i skrzyżowanym na piersi rękom, rozpoznał znajomą z dawnych lat. Zaproponował by usiedli w najbliższej kawiarni i porozmawiali. Rzuciła okiem na zegarek i po chwili udawanego zastanowienia zgodziła się. Była gotowa nawet opuścić następne zajęcia, by spędzić trochę czasu z dawno niewidzianym kolegą.
- Co u ciebie? - nie kryła zaciekawienia
- Mam nudne życie, jeśli o to pytasz – ostudził nieco jej entuzjazm – Niewiele się dzieje. Pracuję, raz na miesiąc czy dwa wyjdę z kimś na piwo... I to właściwie na tyle.
- Masz kogoś?
Westchnął głęboko. Pokrótce opowiedział jej historię swojego krótkiego, burzliwego związku sprzed dwóch lat, właściwie to romansu. Od tamtej pory był sam. Obiecał sobie że nie będzie szukał na siłę, gdyż to nie mogło przynieść nic dobrego.
- A ty?
- Obecnie jestem sama. Z Danielem rozstałam się, kiedy wstąpiłam do policji. Nie wiem czemu, ale nie potrafił pogodzić się z moją decyzją.
Maciek wytrzeszczył oczy. Na szczęście w tamtym momencie nie popijał kawy, bo jeszcze w przypływie zaskoczenia i szoku wyplułby ją na stół.
- Jesteś policjantką? Od kiedy?
- Od niedawna. Nie wyszło mi na studiach, przepadłam pod koniec drugiego roku – oznajmiła bezprecedensowo – Od początku nie widziałam siebie jako poukładanej specjalistki w garniturze, ale nie miałam na siebie pomysłu, więc padło na sugestie rodziców.
- I jak praca?
- Wiesz jak to jest na początku – machnęła ręką – Musisz sobie zasłużyć na więcej. Podstawowa pensja bez premii i dodatków, nieprzyjemny rewir i niezbyt poważne traktowanie. To ostatnie mam już na szczęście dawno za sobą. Ale zanim uda mi się przebić wyżej, to czeka mnie jeszcze sporo nocnych dyżurów, bezsensownych interwencji i patologii.
- Zawsze byłaś zadziorna. A gdzieś tam w środku także wrażliwa. Chyba w końcu się odnalazłaś.
- A co z pozostałymi – wypaliła nagle, nie chcąc opowiadać tylko o sobie – Marta? Anka i Rafał? Sebastian?
Ostatnie imię wypowiedziała nieco ciszej. Unikała go jeszcze za czasów szkoły, a po maturze całkowicie zerwała z nim kontakt. Z Anką i Rafałem widywała się, lecz rzadko i w końcu także ta znajomość odeszła w zapomnienie, zaś Marta po prostu zniknęła.
- Sebastian – powtórzył wyraźnie – Widujemy się czasem. Jest z jakąś laską, mają razem dziecko.
- Żartujesz?! - wypaliła usłyszawszy tę wiadomość. Sebastian ojcem? To chyba ostatnia rzecz, której spodziewała się dowiedzieć od Maćka.
- Nie, całkiem poważnie mówię. Rodzice tej dziewczyny mają dużo kasy, kupili im mieszkanie. Sebastian przeniósł się na studia zaoczne i pracuje, a resztki wolnego czasu spędza w domu. Zaora się chłop, ale cóż... wszystko dla rodziny, co nie?
- Tak – uśmiechnęła się – Dobrze że nie załamał się po... po historii ze mną. Że się znowu zakochał i że jest szczęśliwy.
- Owszem, jest – co do tego nie miał wątpliwości – Ale z tą miłością to chyba nie do końca tak było. Myślę że on chciał odreagować po tobie, wyleczyć tę ranę.
- I co, udało się?
- Nie za pierwszym razem. Za drugim, właśnie z Weroniką. Kiedy już zapomniał o tobie, dostrzegł że to wartościowa dziewczyna. Nie tylko ładna, ale też mądra, sumienna, uczynna i życzliwa. Był z nią i zakochiwał się. Na szczęście nie wpadł na pomysł żeby jej o tym mówić.
- Fakt, to nie byłoby mądre posunięcie – przyznała, rozumiejąc powody dla których kobieta mogłaby poczuć się urażona. Sama wolałaby żyć w niewiedzy niż coś takiego usłyszeć.
- Ania i Rafał mają się dobrze, choć ich plany nie do końca wypaliły. Nadal mieszkają u jego rodziców. Rafał nawet nie podjął studiów, musiał zarobić na nią i na dziecko. Za to Anka się uczy, dostała stypendium, radzi sobie jako matka... To nie jest ta sama osoba co kiedyś. Pewna siebie, zdecydowana, silna...
- Sporo się pozmieniało.
- Sporo i ani trochę nie przypomina tego co sobie wyobrażaliśmy czy planowaliśmy lata temu.
- Wcale – przytaknęła – Powiedz mi jeszcze co z Martą? Wiesz co się z nią stało po szkole?
Zauważyła że Maciek posmutniał, kiedy wspomniała o brunetce. Więc tak jak podejrzała tuż przed maturą, coś było na rzeczy. Zachowywali się dziwnie, raz jakby siebie unikali, raz on biegał za nią, a jeszcze innym razem ona za nim. Żadne nie chciało się przyznać co było tego powodem. Być może teraz, po latach, miała szansę dowiedzieć się co wtedy się działo.
- Wyjechała za granicę na studia, od tamtej pory nie mam z nią kontaktu – wyrzucił jednym tchem
- Czyli to też się spieprzyło – westchnęła – Tęsknisz za nią, co?
- Czasem – odwrócił głowę i skupił wzrok na jednym, odległym punkcie – W pewnym momencie nawet myślałem że spróbujemy. Jako para.
- Wy? - spytała zdumiona – Przecież byliście przyjaciółmi i utrzymywaliście że nic więcej nas nie łączy.
- Do czasu. Całowaliśmy się parę razy. Byliśmy trochę jak... - mówił, siedząc nieruchomo z odwróconą bokiem głową – Jak dwa magnesy. Przyciągaliśmy się, a kiedy biegun się odwrócił, odpychaliśmy. Potem biegun się znów zmieniał i znów się przyciągaliśmy...
- Żałujesz?
- Czego? Że się skończyło? Że nie spróbowaliśmy? Widocznie tak musiało być – westchnął – Przecież wszystko się pochrzaniło, dlaczego ta jedna rzecz miałaby się udać?
Nie potrafiła mu odpowiedzieć, choć mogła znaleźć setki powodów. Ale on wtedy znalazłby setki kontrargumentów.
- Aśka, nie chcę gdybać co by było i nie chcę myśleć co będzie za dwa lata czy za pięć. Na własnej skórze przekonaliśmy się że to nic nie daje. Lepiej pogadajmy sobie luźno jak kiedyś, spędźmy miło ten czas i ewentualnie powtórzmy to niebawem.
- Czemu nie – przystała na propozycję, odpowiadając mu uśmiechem – W końcu życie toczy się dalej.

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Dokąd zmierzasz? cz. 16

           Czy mógł sobie coś zarzucić? Czy mógł winić siebie za porażkę? Wydawało mu się że nie. Ania i Rafał byli podobnego zdania. Zapewniali go iż miło spędzili wieczór we trójkę, a Maciek udawał zadowolonego. W głębi duszy czuł jednak że wolałby zostać w domu. To nie był dobry pomysł. Dotarło do niego że nic już nie będzie takie jak kiedyś. Może to i lepiej? Może właśnie o to chodziło, by pozbyć się iluzji i spojrzeć realnie na zmiany w jego otoczeniu?
Dwójka licealistów, z którą spędził dwie godziny w pizzerii nie była już tylko parą. Czuł się trochę jak piąte koło u wozu w ich towarzystwie, jak przyzwoitka na randce dwojga młodych ludzi. Udało mu się spostrzec iż łącząca ich więź jest silniejsza niż w przypadku większości rówieśników. Oni naprawdę dojrzewali do tego by żyć wspólnie pod jednych dachem i wychowywać dziecko. Podziwiał ich. Gdyby on został ojcem, prawdopodobnie nie mógłby odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Ogrom zmian i nowych obowiązków przyprawiałby go o niesamowity ból głowy, a świadomość własnego położenia doprowadzałaby do szaleństwa.
- Wiecie co? - wypalił nagle, gdy ich spotkanie dobiegało końca – Naprawdę, dobrana z was para. To niesamowite jak potraficie się wspierać, jak się świetnie dogadujecie, rozumiecie...
- Kiedyś też trafisz na swoją – odparł Rafał, obejmując ukochaną ramieniem – A my nadal będziemy przyjaciółmi.
- Tylko muszę przyzwyczaić się że nie mam już dwójki przyjaciół, tylko zaprzyjaźnione małżeństwo – zaśmiał się, na co Ania i Rafał wymienili się spojrzeniami. Przez moment zapanowała cisza, podczas której Maciek wyrzucał sobie w myślach własną głupotę i niewyparzony język.
- Powiedziałem coś nie tak?
- Nie, tylko... My w sumie nie rozmawialiśmy o ślubie – przyznała dziewczyna
- Najważniejsze że jesteście szczęśliwi – uciął temat, usiłując ratować atmosferę.

           Klapa. Dno. Porażka. Spotkanie nie poszło po jego myśli, co pogorszyło jego humor po wcześniejszych odmowach Joasi, Sebastiana i Marty. Kiedy wyobraził sobie brunetkę, która dobrze się bawi w towarzystwie Marcela bądź blondwłosą, która najprawdopodobniej siedziała właśnie na kanapie przytulona do swojego chłopaka, oglądając z nim film, załamał się całkowicie. Chyba tylko jedna osoba czuła się tego wieczora nie lepiej niż on. Wyciągnął telefon i wybrał znany mu numer. Po pięciu sygnałach usłyszał w słuchawce głos. Nie brzmiał tak jak zwykle. Był nienaturalnie wysoki i niewyraźny. Przypominał bełkot.
- Sebastian?
- Tso?
- Jak wieczór?
- D... dobrze – trudność w wypowiedzeniu słowa przekonała już Maćka iż przyjaciel jest pijany. Mimo że westchnął głośno, po drugiej stronie nie doczekał się żadnej reakcji. Wiedział już że ta rozmowa nie ma sensu i najlepiej ją jak najszybciej zakończyć.
- Spoko, to ja nie przeszkadzam – rzucił po chwili namysłu
- Cz... czekaj.
- Co czekaj? - poczuł nagły przypływ złości – Stary, masz zjebany dzień, nie pierwszy w ostatnim czasie i niestety nie ostatni. Prześpij się, pogadamy jutro.
- Nie ma jutro! - wrzasnął nagle – Jak sss spotkanie?
- Nie chcę o tym gadać. Kończę, cześć.
- Taaki z ciebie kolega?
Zastrzygł w bezruchu. Niewiele już brakowało by zakończył połączenie, lecz słowa które właśnie usłyszał przeciążyły szalę. Granica jego wytrzymałości została właśnie przekroczona. Byłby gotów nawet cisnąć telefonem o asfalt bądź najbliższe drzewo, gdyby nie świadomość że urządzenie nie jest niczemu winne, a taki ruch naraziłby go na straty.
- Kolega?! - powtórzył poirytowany – Stary, wolałeś się schlać zamiast wyjść z nami albo przynajmniej ze mną pogadać! I ty będziesz mi pieprzył o koleżeństwie?! Ty masz do mnie pretensje?! Do siebie miej, że idiotą jesteś! Biegaj za tą cholerną Aśką dopóki sobie w łeb nie strzelisz z tego wszystkiego, a do mnie się nie odzywaj dopóki ci rozum nie wróci!
Nie czekał na odpowiedź. Nie musiał. Miał pretensje do wszystkich, do całego świata, do siebie także. Odnosił wrażenie że w pewnym momencie coś poszło nie tak, ale nie potrafił określić w którym. Setki razy analizował sytuację i za każdym razem wyciągał inne wnioski. Nie zmieniało się tylko jedno. Każdy szedł w swoją stronę. Nie było już paczki, tylko indywidualność. Czy to jest właśnie ta dorosłość? Że każdy zostaje sam? Co to za popieprzona kolej rzeczy? Co to za popieprzony świat?

           W następnych dniach Maciek w żadnym stopniu nie przypominał tej osoby, którą dotychczas znali. Nie dbał już o słowa, nie przejmował się niczym. Zachowywał się jak Aśka w pierwszych dniach w nowej szkole, jak Sebastian podczas rozwodu rodziców. Okres buntu dopadł także i jego.
Starał się być miły jedynie dla Ani i Rafała, jednak nawet im nie chciał wyjawić co stoi za nagłą przemianą. Pozostali nie potrafili do niego dotrzeć. Nie zostawił suchej nitki na Sebastianie, gdy ten zarzucił mu że zostawia go samego w trudnej sytuacji, zamiast pomóc i wspierać. Choć obaj mieli po trochę racji w tym co mówili, żaden nie chciał odpuścić. Kłótnia ostatecznie miała doprowadzić do zerwania znajomości, przynajmniej tak się zarzekali. Joasia próbowała nawiązać kontakt, lecz skutecznie unikał tematu. Marcie dostało się, kiedy próbowała ich pogodzić. Brunetka przypomniała mu niedawną rozmowę, podczas której oczyścili relacje i przez moment było jak dawniej.
- No właśnie, przez moment. A potem znowu uciekłaś do Marcwelka i olałaś naszą paczkę.
- Maciek, to nie tak – westchnęła – Przecież to mój chłopak.
- I dla niego można olać przyjaciół, tak?
- Nic takiego nie zrobiłam. A na pewno nie świadomie.
- Wiesz co się dzieje z Sebastianem? Co u Rafała i Anki? Dlaczego Aśka nas unika?
Milczała. Nie potrafiła odpowiedzieć na żadne z pytań. Spuściła głowę zażenowana. Nie chciała żeby tak wyszło.
- No właśnie – odwrócił się na pięcie
- Przepraszam.
- Nie przepraszaj. Naszej paczki już nie ma, rozumiesz? Każdy się zajął sobą, tak jak ty.
- Nasza przyjaźń miała mimo to przetrwać, pamiętasz? - oznajmiła drżącym głosem
- Ale nie przetrwała – zakończył ze smutkiem i ruszył przed siebie. Marta stała jak wryta. Czuła że jeśli ktoś ma to z niego wyciągnąć, to będzie to właśnie ona. Znali się w końcu już dziesięć lat, od podstawówki. Nie sądziła tylko że będzie to tak bardzo bolesne.
Nie chciał z nią rozmawiać. Usiłowała się z nim skontaktować, wyjaśnić, naprawić wszystko, co było jeszcze możliwe do naprawienia. Ale on ciągle ją odrzucał. Nie zwracał uwagi na jej zaczepki na korytarzu, ignorował wiadomości. Spodziewał się że dziewczyna w końcu da mu spokój. I już przez tydzień milczała, kiedy w czwartkowy wieczór dostał smsa.
„Wyjdź na dwór”
„Po co?” - odpisał, leniwie odkładając telefon na biurko. Odpowiedź nadeszła błyskawicznie.
„Po prostu WYJDŹ”
- Chyba trzeba jej prosto z mostu powiedzieć że ma się odpieprzyć – powiedział sobie w myślach lekko poirytowany. Pospiesznie założył buty, kurtkę, rzucił tylko że idzie na spacer i zniknął za drzwiami. Zbiegł po schodach i znalazł się na podwórku. Marta stała naprzeciw w odległości trzech kroków. Mierzyli się spojrzeniami. Jej ból, smutek, rozpacz i żal oraz jego chłód, niechęć i gniew. Po policzkach brunetki spłynęły łzy. Maćkowi nie zadrżała nawet powieka. Wydawało się iż jest okrutny, niewzruszony, jednak wszystkie uczucia tłumił w środku. Chciał wykrzyczeć że jej nienawidzi, że go opuściła i nie ma już czego szukać, lecz ten widok rozłożył go na łopatki. Jego serce biło mocniej, czuł uderzenia gorąca, oddech stał się płytki, a umysł odmawiał posłuszeństwa. Cokolwiek zaplanował, nie mógł nic zrobić.
- Poszłam na całość z Marcelem – wyznała cicho, po czym wybuchnęła płaczem. Nie wytrzymał. Błyskawicznie pokonał dystans między nimi, złapał ją gwałtownie w ramiona i mocno przytulił. Obejmował ją jedną ręką, zaś drugą gładził delikatnie po włosach. Jego obawy potwierdziły się. Chłopak ją wykorzystał, zabawił się i zostawił. Maciek cierpiał razem z nią. Czuł ten ból w sercu, ten nieprzyjemny ścisk w żołądku. W tym momencie zrozumiał jak wiele dla niego znaczyła. Że te dziesięć lat na zawsze pozostawi po sobie ślad. Nie mógł się na nią dalej gniewać. Nie w takim momencie, nie kiedy jej serce właśnie zostało złamane.
- Marta, proszę cię – szeptał jej do ucha – Nie płacz już, bo i ja zaraz zacznę. On tego pożałuje, obiecuję ci to.
- Ale ja nie chcę zemsty – mówiła, łkając – Chcę żebyś był, rozumiesz?
- Jestem.
Pocałował ją w czoło. Podniosła głowę i spojrzała na niego. Delikatnie otarł jej łzy z policzków. Ich spojrzenia znów się spotkały. Nagle cały świat przestał dla nich istnieć, byli tylko oni. Dystans między ich twarzami zmniejszał się, aż w końcu się pocałowali.

wtorek, 4 kwietnia 2017

Dokąd zmierzasz? cz. 15

          Humor Sebastiana poprawił się dopiero pod koniec lekcji. Przez większość czasu starał się unikać Joasi, jednak będąc z nią w jednej klasie było to niewykonalne. Usiłował skupić się na zajęciach i nie zwracać uwagi na blondynkę, lecz co jakiś czas jego wzrok mimowolnie kierował się na jej osobę. Pierwsze dni po takiej rozmowie zawsze były trudne. Brunet długo nie mógł pogodzić się z odrzuceniem, aż w końcu w jego głowie pojawił się pewien pomysł.
- Myślisz że mógłbym się nadal przyjaźnić z Joasią? - zagadnął w pewnej chwili Maćka
- Powinieneś znać moje zdanie na ten temat – westchnął – Nie ma przyjaźni między kobietą a mężczyzną. Zresztą, po co ci to?
- Szansa – rzucił tajemniczo – Jedyna.
Maciek popatrzył na niego z ukosa. Milczał przez chwilę, bowiem nauczycielka przechodziła obok. Musieli zachować pozory, by nie dostać upomnienia.
- Co kombinujesz? Chyba nie zamierzasz rozwalać jej związku? Przecież ona cię wtedy znienawidzi.
- Nic nie będę psuł – odparł zawiedziony podejrzeniami kolegi – Po prostu przeczekam. Jeśli kiedyś się rozejdą, minie trochę czasu... a ja będę blisko cały czas.
- To się nie może udać – pokręcił głową
- Dlaczego nie?
Westchnął z politowaniem. Nie spodziewał się że Sebastian będzie aż tak zdesperowany, by wybiegać w dalszą przyszłość. Nigdy nie miał długoterminowych planów, zawsze skupiał się na tym co jest teraz.
- A wytrzymasz? Zniesiesz ten ból, kiedy będziesz patrzył jak jest szczęśliwa z innym? Będziesz w stanie normalnie z nią rozmawiać? Bez złośliwości, aluzji? Będziesz i dobrze życzył?
- Spróbuję. Przecież robię to dla niej.
- Tobie kompletnie rozum odebrało z tej miłości – irytował się – Nie rozumiesz że właśnie chcesz spisać na stracenie najlepsze lata swojego życia?
- Wręcz przeciwnie. Ja właśnie walczę o te najlepsze lata, żeby w ogóle nadeszły.
Maciek ukrył twarz w dłoniach. Nie mógł uwierzyć że jego przyjaciel niemal zatracił kontakt z rzeczywistością. Snuł utopijną wizję, która nie mogła mieć dużo wspólnego z prawdą. Odpłynął w wycieczce po świecie swoich marzeń i najwidoczniej niespieszno było mu wracać.
- A co twoim zdaniem powinienem zrobić?
- Odpuścić. Może nawet najlepiej zerwać kontakt – odpowiedział, wbijając wzrok w ławkę – Wiem że to byłoby cholernie trudne, będąc w jednej klasie, ale myślę że w ten sposób najszybciej mógłbyś się z tym uporać.
- Nie można się tak od razu poddawać.
- Ona cię nie kocha. Jak chcesz to zmienić?
- Po prostu będę sobą. Muszę spróbować, rozumiesz?
- To twoje życie – błyskawicznie uciął temat. Dotarło do niego że nie zdoła przemówić przyjacielowi do rozsądku. Nie teraz, kiedy był tak bardzo zadurzony w Joasi, a jego nowy, przyszłościowy plan pozwolił odzyskać nadzieję. Nie pozostało nic innego jak zaakceptować decyzję i mieć nadzieję że nie będzie bardzo cierpiał.

          Kiedy Maciek wracał powolnym krokiem do domu, ze smutkiem obserwował zakochane pary, które to uśmiechały się, trzymały za ręce bądź obejmowały ramieniem. Po prostu dobrze spędzali czas w swoim towarzystwie. Chłopak poczuł się samotny. Nie tylko dlatego że jemu się nie udało, że Ewelina okazała się być kimś innym niż sobie to wyobrażał. Jako jedyny zauważył coś, na co reszta paczki przyjaciół jeszcze nie zwróciła uwagi. Atmosfera uległa zmianie. Każdy powoli odchodził w swoją stronę. Pojawiły się indywidualne problemy, które ich podzieliły. Czy mógł kogoś za to winić? Za samodzielność, za kierowanie swoim życiem? Za to że ma swoje sprawy, które nie dotyczyły przyjaciół?
Cofnął się myślami o kilka tygodni wstecz. Dokładnie do dnia, w którym pojawiła się Joasia. Wtedy jeszcze byli zgraną ekipą. Ale to nie ona wpłynęła na ich relacje. To była naturalna kolej rzeczy. Kiedyś to musiało nastąpić. Nie spodziewał się tylko że już teraz, na nieco ponad rok przed końcem szkoły.
Wszystko zaczęło się od ciąży Ani. Życie dziewczyny i Rafała wywróciło się do góry nogami. Pojawiły się nowe priorytety, nowe zajęcia, a tym samym mniej czasu dla przyjaciół. Nieobecności na imprezach tylko pogłębiały tworzący się dystans. Ich relacje z pozostałą trójką ograniczyły się do kontaktów w szkole. Szybko stało się jasne że kiedy pojawi się dziecko, para całkowicie zostanie pochłonięta przez nową rzeczywistość.
Joasia pierwszy raz w tamtym momencie pokazała ludzką twarz. Zaczęła być bliżej paczki, złapała kontakt. Wszystko szło w dobrym kierunku i wydawało się że blondwłosa do nich dołączy, jednak pojawiało się coraz więcej indywidualności. On sam uganiał się za Eweliną, Sebastian zakochiwał się w Joasi, a Marta przez moment została sama.
Punktem zwrotnym okazała się być impreza urodzinowa Dawida. Sytuacja zmieniła się – teraz to Maciek był sam, zaś Marta odnalazła się u boku Marcela. Obawiał się jednak że ten związek zakończy się źle dla brunetki, a jeśli nie będzie już wtedy ich paczki to z całym bólem pozostanie sama. Jednak w tej chwili angażowała się w tę relację, poświęcając swojemu chłopakowi sporo wolnego czasu. Nawet nie dopuszczała do siebie myśli że coś może pójść nie tak.
I teraz jeszcze ta feralna, nieszczęśliwa miłość Sebastiana. On jeden jeszcze podzielił się swoimi problemami, lecz niestety Maciek nie był w stanie mu pomóc. Jego rady nie przyniosły nic dobrego. Teraz był pewien, że Joasia nie powinna o tym wiedzieć. Gdyby mógł tylko cofnąć czas... Czuł się winny, choć przyjaciel ani przez moment nie dał mu tego odczuć. Wręcz przeciwnie – teraz to on uważał że wykonał dobry ruch.
Największą obawę Maćka budziło jednak podejście Sebastiana. Mimo że dostał kosza, wciąż pozostał optymistą. Nie załamał się, nie odreagował. Być może powinien uznać to za dobry znak, jednak uważał że wszystkie emocje będą się zbierać, aż w końcu dadzą o sobie znać. Wtedy zaboli jeszcze mocniej. Wtedy to będzie cios, po którym nie będzie łatwo się podnieść. Złudne nadzieje niepotrzebnie pompowały balonik, który i tak musiał pęknąć.
Został sam pośrodku chaosu. Dlaczego więc nie mógł zająć się swoim życiem? Nie miał go. To przyjaciele byli jego życiem. Zawsze robili coś wspólnie, czy to bez powodu, dla zabicia czasu, czy też walczyli z poważnym problemem. I to było piękne. Świadomość że może tego zabraknąć odbierała mu energię. Miał ochotę położyć się do łóżka i nie wstawać przez kolejnych kilkanaście godzin albo nawet dłużej.

          Po długim śnie, następnego ranka obudził się wypoczęty i spokojniejszy. Czas pozwolił mu trochę zdystansować się od wczorajszych przemyśleń. Przecież jeszcze nic straconego, jeszcze mógł powalczyć o tę przyjaźń. I to właśnie zamierzał zrobić. Wyciągnąć ich na chwilę od swoich problemów, od nowej codzienności, by znów poczuć się fantastycznie i beztrosko jak kiedyś. Piątkowe spotkanie byłoby świetnym pomysłem, gdyby nie pewne konflikty, których dopatrzył się po chwili.
Marta zapewne chciałaby zabrać Marcela ze sobą. A to odebrałoby mu całą radość ze spotkania. Nigdy nie przepadał za chłopakiem, który często chwalił się nową dziewczyną czy też swoimi „pijackimi” możliwościami na imprezach. A odkąd zaczął spotykać się z brunetką, antypatia wzrosła. Dlaczego nie mógł wybrać sobie innej dziewczyny tylko właśnie jego przyjaciółkę?
Joasia i Sebastian. Polubił blondynkę i chciałby ją zaprosić, ale czy ze względu na Sebastiana byłby to dobry pomysł? Niby chciał się z nią nadal przyjaźnić, ale przecież w głębi duszy liczył na coś więcej. Zresztą, radził dziewczynie by unikała bruneta, więc miałby teraz zaprzeczyć samemu sobie i ją zaprosić? Może i Sebastian chciałby się z nią zobaczyć, a ona spędzić miło czas, ale podobnie jak Marta, miała chłopaka. Co jeśli znienacka go przyprowadzi? A to na pewno nie byłoby przyjemne dla Sebastiana.
Ania i Rafał. Skoro dziewczyna jest w ciąży to naturalną koleją rzeczy jest iż będzie się oszczędzać. Tym samym kluby i inne głośne, tłoczne miejsca odpadają. Może pizzeria? Nawet jeśli, nie będzie to długie spotkanie. A jeśli Ania pójdzie do domu, to oczywiście Rafał razem z nią. Jednak na tle pozostałych dwóch, to był najmniejszy problem.
Mimo wszystko postanowił spróbować. Na pierwszy ogień poszli Ania i Rafał, bowiem ich było najłatwiej przekonać. A co z pozostałymi? Potrzebował jeszcze chwilę czasu do zastanowienia...