Nie wiedziała jak długo siedziała na ławce. Straciła rachubę czasu. W końcu podniosła się, otarła łzy i powolnym krokiem ruszyła przed siebie. Czuła się podle. Zraniła nie tylko Sebastiana, ale również siebie. Przecież byli jednością! Tworzyli taką zgraną parę! Nie rozumiała dlaczego w tym całym zgiełku, pośród trudów codzienności i niepokojów, niegdyś uspokajała myśl że za te kilka lat jedno się nie zmieni, że będzie miała u swego boku Sebastiana. I ona to wszystko zniszczyła. Pozbyła się najlepszego, co ją spotkało w życiu. A co gorsza, zrobiła to świadomie.
- Kretynka – skwitowała w myślach
Zastanawiała się czy mogłaby to jeszcze naprawić. Czy mogłaby rzucić wszystkie dotychczasowe plany i postanowienia, w imię miłości. Czy mogłaby pociągnąć go za sobą na dno, żeby tylko byli razem. Chciała dla niego jak najlepiej. Wydawało się że rozstanie pozwoli mu rozwinąć skrzydła, tymczasem Joasia miała wątpliwości co do słuszności swojej decyzji.
Kiedy podniosła nieco głowę, spostrzegła postać idącą z naprzeciwka. Naszły ją złe przeczucia. Intuicja podpowiadała jej by była ostrożna. Przez moment nawet chciała zawrócić, ale to nie przyniosłoby oczekiwanego skutku. Wzięła głęboki oddech, wyprostowała się, udając pewność siebie.
- Masz zbyt bujną wyobraźnię – tłumaczyła sobie. Ale gdzieś z tyłu głowy pozostawała myśl że może stać się coś złego. Czasami wystarczy jedno krzywe spojrzenie, źle postawiony krok, by dać komuś pretekst.
Minęła mężczyznę, usiłując nie zwracać na niego uwagi. Nie zdążyła jednak odetchnąć z ulgą, gdy usłyszała za sobą głos.
- Ej, laska – zawołał – Masz szluga?
- Sory, nie palę – rzuciła, nie zatrzymując się. Miała nadzieję że facet machnie ręką i pójdzie dalej. Na wszelki wypadek skręciła w boczną alejkę, by zniknąć mu z oczu. Nie wiedziała że popełniła błąd. Zrobiła ledwie kilka kroków, kiedy poczuła nagle silny ból. Zachwiała się i wpadła na najbliższe drzewo. Podparła się jedną ręką, a drugą dotknęła głowę, w miejscu w którym piekła ją skóra. Kiedy spojrzała na dłoń, zobaczyła krew. Podniosła nieco wzrok i zobaczyła że dwa kroki dalej stoi jakaś postać, a w ręku trzyma gruby kij. To zapewne tym ją uderzył. Odrzucił go teraz na bok i ruszył ku Joasi.
- Zostaw mnie! - zdołała krzyknąć, nim zasłonił jej usta dłonią
W tym samym czasie Sebastian siedział w pubie i zamówił już drugie piwo. Dołączył do niego Maciek, który pozytywnie odpowiedział na niespodziewaną propozycję spotkania. Zamówił to samo, po czym zajął miejsce naprzeciw niego.
Nie można było mówić o jakiejś wielkiej męskiej przyjaźni. Poznali się lepiej, odkąd brunet spotykał się z Joasią. Dobrze się dogadywali, ale nie mieli wspólnych zainteresowań i nie spędzali dużo czasu w swoim towarzystwie. Głównie w szkole, na przerwach, kiedy towarzyszył blondwłosej, gdy ta wykorzystywała czas między lekcjami na pogaduchy z paczką przyjaciół. Jednak nie bez powodu napisał do Maćka. Liczył na to że będzie mógł dowiedzieć się czegoś o zdradzie swojej dziewczyny. Owszem, najbliżej była z Anią, ale ona z pewnością dochowa tajemnicy.
- Co tam? - spytał Sebastian, nie chcąc tak bezpardonowo rozpoczynać tematu
- W porządku, szukam sobie jakiejś dorywczej roboty na wakacje, żeby tak bezczynnie w domu nie siedzieć. A u ciebie?
- Szczerze? Do dupy – nie miał siły udawać że nic się nie stało. Zresztą, i tak zamierzał o tym powiedzieć.
- To znaczy? Stało się coś?
- Dobra – westchnął – Nie obraź się, ale wyciągnąłem cię, bo chcę pogadać o Aśce.
- Tak myślałem – odparł ku zaskoczeniu Sebastiana – No co? Jakimiś wielkimi kumplami nie jesteśmy, a skoro chcesz ze mną pogadać to musi być jakiś wspólny mianownik.
- Mianownik – sam nie wiedział dlaczego uśmiechnął się pod nosem – To idąc tym matematycznym slangiem, zastanawiam się kto był licznikiem i znalazł się nad nią.
Maciek pokręcił głową zdezorientowany. Nie potrafił rozszyfrować tego stwierdzenia. Jak to nad nią? Jak licznikiem?
- Wybacz, ale nie rozumiem.
- Aśka przyznała się do zdrady.
Maciek zrobił wielkie oczy. Nie mógł uwierzyć w to co właśnie usłyszał. Asia i zdrada? Przyznała się? Dla niego to było niemożliwe. Znał ją dość dobrze. Na tyle dobrze, by mieć pewność że to nie w jej stylu. Zresztą, ona świata poza Sebastianem nie widziała!
- No co? - dodał Sebastian – Też mi to do niej nie pasuje, ale... widocznie nie jest taka idealna, za jaką wszyscy ją mamy.
- Nie, nie – pokręcił głową – To musi być jakiś ponury żart.
- Powiedz mi szczerze – pochylił się nieco – Naprawdę nie wiedziałeś?
- A myślisz że obgadywałbym teraz Aśkę, gdyby mi powiedziała że spała z innym?
Nie musiał odpowiadać. Był rozczarowany. Maciek nic nie wiedział i nie mógł mu wskazać „współwinnego”. Miał nadzieję że będzie mógł się z nim spotkać, dać w zęby, spojrzeć prosto w oczy, wzbudzić strach, choć trochę sobie ulżyć. Wtedy pozostałby jedynie żal że stało się to co się stało. Póki co był przepełniony gniewem, ale nawet nie wiedział wobec kogo.
- A może coś zauważyłeś? Może jakąś zmianę w jej zachowaniu, może ktoś ją zaczepiał? - spytał z nadzieją że trafi się choćby poszlaka
- Nie wiem, ostatnio się rzadko widywaliśmy. Ale w szkole było jeszcze wszystko okej.
- Szlag by to – zaklął pod nosem
- Poczułbyś się lepiej, gdybyś wiedział kto to?
- Nie wiem – wzruszył ramionami – Ale chyba mam prawo wiedzieć kto mi rozpierdolił związek. Chyba mam prawo go nienawidzić, skoro... przeleciał moją dziewczynę.
- Daj sobie spokój, chrzanić dupka – usiłował go pocieszyć, choć dość nieporadnie – Skup się lepiej na Aśce. Przecież ją kochasz, co nie?
- Na Aśce? - powtórzył drwiąco – Jak, skoro nie mogę na nią patrzeć! Jak mi powiedziała... ja tylko ten jeden obraz miałem przed oczami. Że są na jakimś cholernym tapczanie, że ona się tuli do niego, że jej się podobało... No krew mnie zalewa, no!
- Daj sobie czas, zastanów się czy jesteś w stanie jej wybaczyć – poradził, z nadzieją że po pewnym czasie uratują ten związek
- Może nie będę potrafił przestać jej kochać... Ale zawsze już gdzieś z tyłu głowy zostanie mi myśl że pewnego wieczora odstawiła mnie na boczny tor i zabawiała się z innym. A ona, nawet jak się nie przyzna, też do tego będzie wracać...
Ukrył twarz w dłoniach. Spod maski rozgniewanego, żądnego zemsty chłopaka wyłonił się obraz rozbitej, zrozpaczonej, zranionej duszy. Maciek wsparł się na łokciu. Nie mógł mu pomóc. Żadne słowa nie były w stanie ukoić teraz jego bólu.
Joasia usiłowała się bronić, ale wciąż była jeszcze oszołomiona po uderzeniu w głowę. Szarpała się z mężczyzną, ale nie miała na tyle siły, by wyrwać się z jego uścisku. Czuła że sprawa jest przegrana. Nie wiedziała tylko co się z nią stanie. Czego mógł od niej chcieć? Nie miała nic. Była tylko ona. A więc wszystko jasne.
- Puść dziewczynę – nagle zza zakrętu wybiegła inna postać
- Spadaj, bo oberwiesz – warknął napastnik, ale nie zdołał wystraszyć mężczyzny. Pchnął Aśkę na ziemię i rzucił się na rywala. Przez moment się szarpali, po czym jeden powalił drugiego. Blondwłosa nie potrafiła rozpoznać który jest który. Podniosła się, obserwując bójkę. Raz jeden zyskiwał przewagę, raz drugi.
- Laska, spieprzaj – krzyknął do niej. Teraz rozpoznała go po głosie. To był ten sam facet, który zaczepił ją chwilę wcześniej i pytał o papierosa. Zastanawiała się jak mu pomóc, jak przerwać walkę, kiedy powtórzył, tym razem ostrzej:
- Spierdalaj!
Ruszyła przed siebie najszybciej jak mogła, ale w tym stanie ledwo utrzymywała się na nogach. Mężczyzna wyprowadził dwa szybkie ciosy, po czym zerwał się i pobiegł za nią.
- Spokojnie, zaraz będziesz bezpieczna – rzucił, kiedy się z nią zrównał. Musiał się odezwać, by nie pomyślała że to napastnik ją goni. Chwycił ją za rękę i pociągnął w bok. Pozostało jeszcze kilkanaście sekund biegu, kilkadziesiąt metrów do opuszczenia parku. Adrenalina sprawiła iż dziewczyna nie czuła bólu, ale szybko traciła siły. Wydawało się jej że dała z siebie wszystko, że za chwilę padnie i nie będzie w stanie się podnieść, ale świadomość zagrożenia pozwalała jej wydobyć jeszcze dodatkowe pokłady energii. Wybiegli na chodnik. Oparła się o budynek, oddychając głęboko.
- Dzięki – wysapała z trudem.
środa, 24 stycznia 2018
środa, 17 stycznia 2018
Zdana na siebie cz. 12
Bywały takie chwile, kiedy chciałaby się zdać na ślepy los i rzucić monetą. Chciałaby zdjąć z siebie ten ciężar, nie decydować. Nie bała się ewentualnych konsekwencji podjętych kroków, lecz samej siebie. Że sumienie nie pozwoli jej spać spokojnie, jeśli coś pójdzie nie tak. Mimo analiz i przemyśleń nie potrafiła określić która opcja będzie lepsza. Dla niej żadna nie była dobra.
Po opuszczeniu cmentarza krążyła jeszcze po mieście przez kilkanaście minut, jakby szukała wskazówki, podpowiedzi. Wewnętrzny głos nie pozwalał jej zostawić Sebastiana, ale sumienie nakazywało jej pomóc rodzinie. Czy mogła to w jakikolwiek sposób pogodzić? Przez chwilę pojawił się pomysł że mogłaby pracować w Krakowie, ale wtedy ponad połowę jej dochodu pochłonęłyby wydatki związane z utrzymaniem się w dużym mieście. To nie prowadziło do niczego.
- Wróciłaś – stwierdził ojciec, kiedy zobaczył ją w progu – Powiedziałaś Sebastianowi?
- Nie widziałam się z nim – wyznała, ku jego zdumieniu – Byłam na cmentarzu. Skłamałam, bo chciałam iść sama. Musiałam się wyciszyć, pomyśleć.
- I co wymyśliłaś?
- Usiądźmy.
Widziała że jest nieco przybity po wczorajszej kłótni. Musiała przyznać przed samą sobą że potraktowała go zbyt ostro, ale wtedy nerwy ją poniosły. Wyładowała się, bo była wściekła że wszystko ukrywał. Że nie potraktował sprawy wystarczająco poważnie i wpakował się w kłopoty.
- Zrozum że nie mogę tak tego zostawić – zaczęła spokojnym i pewnym głosem – Nie mogłabym spać po nocach wiedząc że mogłam pomóc, ale wypięłam się na was i wybrałam własną wygodę.
- Asia, przecież wiesz że to nie tak...
- Podjęłam już decyzję – oznajmiła stanowczo – Idę do pracy, a ty spłacasz długi z kasy, którą odłożyliście z mamą.
Pokręcił głową. Nie chciał przyjąć pomocy od córki, tym bardziej że sam narobił problemów, a ona nie miała z tym nic wspólnego. Przecież to były pieniądze dla niej, by mogła je wykorzystać z pożytkiem dla siebie.
- Tato – westchnęła – Chociaż raz schowaj tę swoją dumę w buty, okej? Przecież jesteśmy rodziną...
- Dobrze, Asia, masz dziewiętnaście lat, jesteś młoda, energiczna i wydaje ci się że możesz zawojować cały świat. Jesteś pewna że tego chcesz? Jesteś gotowa by rzucić się na tak głęboką wodę?
- Przy brzegu nie nauczysz się pływać – uśmiechnęła się lekko – Kiedyś i tak trzeba będzie.
- Tylko że kiedyś, gdybyś była parę lat starsza i zdobyła wykształcenie, byłoby ci łatwiej.
- Esz, ty dalej mi trujesz o te studia? - przewróciła oczami – Spokojnie, nie odpuszczam tak całkiem. Na razie rok przerwy, poprawimy naszą kondycję finansową i wrócimy do tego tematu.
- Nie musisz czekać. Mogłabyś studiować zaocznie – zauważył, myśląc że blondwłosa nie wzięła tego pod uwagę
- To trochę kosztuje. Myślę że w naszej sytuacji lepiej poczekać z takim wydatkiem.
Mężczyzna rozłożył bezradnie ręce. Joasia i tak postawiła na swoim, choć tym razem udało się jej przynajmniej trochę uspokoić ojca. Cieszył się że córka nie porzuciła myśli o dalszym kształceniu się, a jedynie to odroczyła. Był dumny iż mimo wszystko postanowiła pomóc i znalazła rozwiązanie, które wydawało się być dość dobre w tej sytuacji.
Blondwłosa jednak nieco inaczej przez to przechodziła. Wcale nie poczuła ulgi, bowiem to był dopiero pierwszy krok, a schody wciąż przed nią. Teraz zapadła jedynie decyzja że idzie właśnie tą drogą, jaka by ona nie była i jak wiele będzie ją to kosztowało.
Zdawała sobie sprawę że jej paczka przyjaciół się rozpadnie. Marta planowała kontynuować naukę w Warszawie, Ania, Paulina i Maciek, podobnie jak Sebastian, w Krakowie, zaś Kuba w Katowicach. Tylko ona miała pozostać w rodzinnym mieście. Może w weekend udałoby się spotkać, może przez internet udałoby się utrzymać kontakt, ale czy pochłonięci przez swoje nowe, studenckie życie, nowe znajomości, imprezy integracyjne i oczywiście naukę, znaleźliby na to czas? Czy wtedy jeszcze taka blondwłosa Joasia, która nie płynęła z nurtem, będzie im do czegokolwiek potrzebna?
Bała się zmian. Wypierała myśl że idzie nowe, ale mimo wszystko nie mogła tego powstrzymać. Skończyli szkołę, ten wspólny mianownik, który stwarzał okazję do częstych spotkań i scalał grupę. Teraz każdy stał przed indywidualnym wyborem. Każdy miał iść w swoją stronę, nie zważając na to czy ich drogi jeszcze kiedykolwiek się przetną. A co gorsza, kierunek który obrała był zupełnie inny od reszty. Nie było szans na żadne przypadkowe spotkanie.
Szybko rozpoczęła poszukiwanie pracy, ale bez doświadczenia nie mogła liczyć na wiele. Najbardziej jednak dobijała ją myśl, że musi załatwić sprawy z Sebastianem. Nie chciała mu się przyznać do swoich planów. Obawiała się iż zrezygnuje dla niej z marzeń i zmarnuje sobie życia. Nie mogła być dla niego „hamulcem”. W tej sytuacji pozostawało jej tylko jedno – rozstanie.
Odwlekałaby ten moment w nieskończoność, lecz musiała to zrobić zanim podejmie pracę. Mogłaby okłamać chłopaka że to tylko na czas wakacji, a potem, przed samym rozpoczęciem roku akademickiego, załatwić sprawę. Ale wtedy wcale nie byłoby łatwiej. Co gorsza, pojechałby do Krakowa wściekły i rozgoryczony. Powinna to zrobić na tyle wcześnie, by zdążył się z tym pogodzić i rozpocząć nowy etap z dobrym nastawieniem, z chęcią do poznawania nowych ludzi i z entuzjazmem. Pierwszego października musiała być dla niego jedynie nieprzyjemnym wspomnieniem. Tak, nieprzyjemnym. Doszła do wniosku że szybciej przestanie o niej myśleć, jeśli ją znienawidzi.
Sebastian widział że Joasia chodzi ostatnio przygnębiona, choć usiłowała to zamaskować. Próbował drążyć, ale blondwłosa za każdym razem ucinała temat lub zbywała go półsłówkami. Nie rozumiał dlaczego dziewczyna nabrała nieco dystansu w ich relacji, dlaczego nie mówi mu całej prawdy. Chciał jej pomóc, ale nie wiedział jak.
W końcu pewnego lipcowego wieczora blondynka podjęła decyzję że to będzie ten dzień. Nie sugerowała się niczym, po prostu miała już dość udawania. Brakowało jej sił by to dłużej ciągnąć. Pozostało tylko zebrać się na jedną, bardzo trudną rozmowę i zakończyć całe przedstawienie, które ciągnęło się już od kilku tygodni. Sebastian zabrał ją do kina, ale prawie wcale nie zwracała uwagi na film.
- Asia? - trącił ją lekko, kiedy szli w milczeniu przez park – Wszystko w porządku?
Pokręciła głową. To był ten moment. Teraz albo nigdy. Musiała zebrać siły, dać z siebie wszystko i wypaść wiarygodnie. Ostatnie spotkanie. Ostatnia rozmowa. Ostatnie kłamstwo...
- Ja już tak dłużej nie mogę – przystanęła w miejscu ze spuszczoną głową. Brunet stanął naprzeciw niej i chwycił ją za rękę. Natychmiast ją odtrąciła.
- Co się dzieje?
- Nie spodoba ci się to co usłyszysz.
- Ktoś cię skrzywdził? - spytał z troską i niepokojem. Asia zacisnęła mocno powieki. Nie wierzyła że to robi. Że z własnej, nieprzymuszonej woli niszczy takie piękne uczucie. Nie chodziło nawet o jej ból, ale że zada cios prosto w serce swojemu ukochanemu.
- Nie – rzuciła cicho – To ja ciebie skrzywdziłam.
- Słucham? - uniósł brwi zdumiony. Joasia poczuła że jej nogi tracą siły. Usiadła na ławce, a Sebastian zaraz znalazł się tuż obok.
- Mów jaśniej, bo nic z tego nie rozumiem.
Wzięła głęboki oddech. Koniec owijania w bawełnę. Czas rozpętać piekło.
- Zdradziłam cię – rzuciła jednym tchem.
W pierwszej chwili pomyślał że to żart. Roześmiał się, ale kiedy dziewczyna nie zaprzeczyła, kiedy zobaczył że wciąż siedzi przygarbiona, że wzrok błądzi gdzieś po ziemi i ani przez chwilę nie skierował się w jego stronę, po jego plecach przeszedł nieprzyjemny dreszcz.
- Asia? Powiedz że to nieprawda – nie mógł uwierzyć w jej słowa. Byli parą od półtora roku, blondwłosa nigdy nie spojrzała na innego chłopaka z zainteresowaniem, nigdy nie dała mu powodów do zazdrości. Znał ją bardzo dobrze i nie wierzył że mogła to zrobić. Nie ona.
- Aśka! - warknął, wciąż oczekując zaprzeczenia
- Jest mi z tym cholernie źle. To nic nie znaczyło, myślałam że o tym zapomnę, ale... z każdym naszym spotkaniem czułam się coraz gorzej. Wiedziałam że popełniłam błąd i nie mogę go już naprawić.
- Z kim? - rzucił oschle, podnosząc się do pozycji stojącej. Kilkukrotnie widziała go w stanach wzburzenia, ale teraz... Po raz pierwszy wydawał się jej groźny. Odniosła wrażenie że jest gotów rzucić się na pierwszą napotkaną osobę.
- Z kim do cholery?! - powtórzył głośno – Co, będziesz chronić tego swojego chłoptasia? Czyli jednak było ci z nim dobrze, co? Nic nie znaczyło, tak?! To czemu milczysz?!
Miała ochotę zapaść się pod ziemię. Czuła się okropnie, tak jakby naprawdę go zdradziła. Spodziewała się że Sebastian źle to przyjmie, ale nie miała pojęcia że ona sama równie mocno to odczuje.
- Tak, masz rację – rzucił nieco spokojniej, kiedy nieśmiało podniosła wzrok – Połamałbym kości temu gnojowi. Wiesz co, Aśka? Pierdol się – splunął pod jej nogi – Ile chcesz i z kim chcesz. Mnie to już nie dotyczy. Z nami koniec.
Odwrócił się na pięcie i nerwowym, energicznym krokiem jak najszybciej oddalał się od blondwłosej. Nie spodziewała się że będzie aż tak źle. Że tak szybko zacznie żałować swojej decyzji. Usiłowała wmówić sobie iż tak będzie lepiej, przynajmniej dla niego, lecz bezskutecznie. Dlaczego nie powiedziała mu prawdy? Dlaczego wpadła na tak głupi pomysł? Ukryła twarz w dłoniach i pozwoliła płynąć łzom.
Po opuszczeniu cmentarza krążyła jeszcze po mieście przez kilkanaście minut, jakby szukała wskazówki, podpowiedzi. Wewnętrzny głos nie pozwalał jej zostawić Sebastiana, ale sumienie nakazywało jej pomóc rodzinie. Czy mogła to w jakikolwiek sposób pogodzić? Przez chwilę pojawił się pomysł że mogłaby pracować w Krakowie, ale wtedy ponad połowę jej dochodu pochłonęłyby wydatki związane z utrzymaniem się w dużym mieście. To nie prowadziło do niczego.
- Wróciłaś – stwierdził ojciec, kiedy zobaczył ją w progu – Powiedziałaś Sebastianowi?
- Nie widziałam się z nim – wyznała, ku jego zdumieniu – Byłam na cmentarzu. Skłamałam, bo chciałam iść sama. Musiałam się wyciszyć, pomyśleć.
- I co wymyśliłaś?
- Usiądźmy.
Widziała że jest nieco przybity po wczorajszej kłótni. Musiała przyznać przed samą sobą że potraktowała go zbyt ostro, ale wtedy nerwy ją poniosły. Wyładowała się, bo była wściekła że wszystko ukrywał. Że nie potraktował sprawy wystarczająco poważnie i wpakował się w kłopoty.
- Zrozum że nie mogę tak tego zostawić – zaczęła spokojnym i pewnym głosem – Nie mogłabym spać po nocach wiedząc że mogłam pomóc, ale wypięłam się na was i wybrałam własną wygodę.
- Asia, przecież wiesz że to nie tak...
- Podjęłam już decyzję – oznajmiła stanowczo – Idę do pracy, a ty spłacasz długi z kasy, którą odłożyliście z mamą.
Pokręcił głową. Nie chciał przyjąć pomocy od córki, tym bardziej że sam narobił problemów, a ona nie miała z tym nic wspólnego. Przecież to były pieniądze dla niej, by mogła je wykorzystać z pożytkiem dla siebie.
- Tato – westchnęła – Chociaż raz schowaj tę swoją dumę w buty, okej? Przecież jesteśmy rodziną...
- Dobrze, Asia, masz dziewiętnaście lat, jesteś młoda, energiczna i wydaje ci się że możesz zawojować cały świat. Jesteś pewna że tego chcesz? Jesteś gotowa by rzucić się na tak głęboką wodę?
- Przy brzegu nie nauczysz się pływać – uśmiechnęła się lekko – Kiedyś i tak trzeba będzie.
- Tylko że kiedyś, gdybyś była parę lat starsza i zdobyła wykształcenie, byłoby ci łatwiej.
- Esz, ty dalej mi trujesz o te studia? - przewróciła oczami – Spokojnie, nie odpuszczam tak całkiem. Na razie rok przerwy, poprawimy naszą kondycję finansową i wrócimy do tego tematu.
- Nie musisz czekać. Mogłabyś studiować zaocznie – zauważył, myśląc że blondwłosa nie wzięła tego pod uwagę
- To trochę kosztuje. Myślę że w naszej sytuacji lepiej poczekać z takim wydatkiem.
Mężczyzna rozłożył bezradnie ręce. Joasia i tak postawiła na swoim, choć tym razem udało się jej przynajmniej trochę uspokoić ojca. Cieszył się że córka nie porzuciła myśli o dalszym kształceniu się, a jedynie to odroczyła. Był dumny iż mimo wszystko postanowiła pomóc i znalazła rozwiązanie, które wydawało się być dość dobre w tej sytuacji.
Blondwłosa jednak nieco inaczej przez to przechodziła. Wcale nie poczuła ulgi, bowiem to był dopiero pierwszy krok, a schody wciąż przed nią. Teraz zapadła jedynie decyzja że idzie właśnie tą drogą, jaka by ona nie była i jak wiele będzie ją to kosztowało.
Zdawała sobie sprawę że jej paczka przyjaciół się rozpadnie. Marta planowała kontynuować naukę w Warszawie, Ania, Paulina i Maciek, podobnie jak Sebastian, w Krakowie, zaś Kuba w Katowicach. Tylko ona miała pozostać w rodzinnym mieście. Może w weekend udałoby się spotkać, może przez internet udałoby się utrzymać kontakt, ale czy pochłonięci przez swoje nowe, studenckie życie, nowe znajomości, imprezy integracyjne i oczywiście naukę, znaleźliby na to czas? Czy wtedy jeszcze taka blondwłosa Joasia, która nie płynęła z nurtem, będzie im do czegokolwiek potrzebna?
Bała się zmian. Wypierała myśl że idzie nowe, ale mimo wszystko nie mogła tego powstrzymać. Skończyli szkołę, ten wspólny mianownik, który stwarzał okazję do częstych spotkań i scalał grupę. Teraz każdy stał przed indywidualnym wyborem. Każdy miał iść w swoją stronę, nie zważając na to czy ich drogi jeszcze kiedykolwiek się przetną. A co gorsza, kierunek który obrała był zupełnie inny od reszty. Nie było szans na żadne przypadkowe spotkanie.
Szybko rozpoczęła poszukiwanie pracy, ale bez doświadczenia nie mogła liczyć na wiele. Najbardziej jednak dobijała ją myśl, że musi załatwić sprawy z Sebastianem. Nie chciała mu się przyznać do swoich planów. Obawiała się iż zrezygnuje dla niej z marzeń i zmarnuje sobie życia. Nie mogła być dla niego „hamulcem”. W tej sytuacji pozostawało jej tylko jedno – rozstanie.
Odwlekałaby ten moment w nieskończoność, lecz musiała to zrobić zanim podejmie pracę. Mogłaby okłamać chłopaka że to tylko na czas wakacji, a potem, przed samym rozpoczęciem roku akademickiego, załatwić sprawę. Ale wtedy wcale nie byłoby łatwiej. Co gorsza, pojechałby do Krakowa wściekły i rozgoryczony. Powinna to zrobić na tyle wcześnie, by zdążył się z tym pogodzić i rozpocząć nowy etap z dobrym nastawieniem, z chęcią do poznawania nowych ludzi i z entuzjazmem. Pierwszego października musiała być dla niego jedynie nieprzyjemnym wspomnieniem. Tak, nieprzyjemnym. Doszła do wniosku że szybciej przestanie o niej myśleć, jeśli ją znienawidzi.
Sebastian widział że Joasia chodzi ostatnio przygnębiona, choć usiłowała to zamaskować. Próbował drążyć, ale blondwłosa za każdym razem ucinała temat lub zbywała go półsłówkami. Nie rozumiał dlaczego dziewczyna nabrała nieco dystansu w ich relacji, dlaczego nie mówi mu całej prawdy. Chciał jej pomóc, ale nie wiedział jak.
W końcu pewnego lipcowego wieczora blondynka podjęła decyzję że to będzie ten dzień. Nie sugerowała się niczym, po prostu miała już dość udawania. Brakowało jej sił by to dłużej ciągnąć. Pozostało tylko zebrać się na jedną, bardzo trudną rozmowę i zakończyć całe przedstawienie, które ciągnęło się już od kilku tygodni. Sebastian zabrał ją do kina, ale prawie wcale nie zwracała uwagi na film.
- Asia? - trącił ją lekko, kiedy szli w milczeniu przez park – Wszystko w porządku?
Pokręciła głową. To był ten moment. Teraz albo nigdy. Musiała zebrać siły, dać z siebie wszystko i wypaść wiarygodnie. Ostatnie spotkanie. Ostatnia rozmowa. Ostatnie kłamstwo...
- Ja już tak dłużej nie mogę – przystanęła w miejscu ze spuszczoną głową. Brunet stanął naprzeciw niej i chwycił ją za rękę. Natychmiast ją odtrąciła.
- Co się dzieje?
- Nie spodoba ci się to co usłyszysz.
- Ktoś cię skrzywdził? - spytał z troską i niepokojem. Asia zacisnęła mocno powieki. Nie wierzyła że to robi. Że z własnej, nieprzymuszonej woli niszczy takie piękne uczucie. Nie chodziło nawet o jej ból, ale że zada cios prosto w serce swojemu ukochanemu.
- Nie – rzuciła cicho – To ja ciebie skrzywdziłam.
- Słucham? - uniósł brwi zdumiony. Joasia poczuła że jej nogi tracą siły. Usiadła na ławce, a Sebastian zaraz znalazł się tuż obok.
- Mów jaśniej, bo nic z tego nie rozumiem.
Wzięła głęboki oddech. Koniec owijania w bawełnę. Czas rozpętać piekło.
- Zdradziłam cię – rzuciła jednym tchem.
W pierwszej chwili pomyślał że to żart. Roześmiał się, ale kiedy dziewczyna nie zaprzeczyła, kiedy zobaczył że wciąż siedzi przygarbiona, że wzrok błądzi gdzieś po ziemi i ani przez chwilę nie skierował się w jego stronę, po jego plecach przeszedł nieprzyjemny dreszcz.
- Asia? Powiedz że to nieprawda – nie mógł uwierzyć w jej słowa. Byli parą od półtora roku, blondwłosa nigdy nie spojrzała na innego chłopaka z zainteresowaniem, nigdy nie dała mu powodów do zazdrości. Znał ją bardzo dobrze i nie wierzył że mogła to zrobić. Nie ona.
- Aśka! - warknął, wciąż oczekując zaprzeczenia
- Jest mi z tym cholernie źle. To nic nie znaczyło, myślałam że o tym zapomnę, ale... z każdym naszym spotkaniem czułam się coraz gorzej. Wiedziałam że popełniłam błąd i nie mogę go już naprawić.
- Z kim? - rzucił oschle, podnosząc się do pozycji stojącej. Kilkukrotnie widziała go w stanach wzburzenia, ale teraz... Po raz pierwszy wydawał się jej groźny. Odniosła wrażenie że jest gotów rzucić się na pierwszą napotkaną osobę.
- Z kim do cholery?! - powtórzył głośno – Co, będziesz chronić tego swojego chłoptasia? Czyli jednak było ci z nim dobrze, co? Nic nie znaczyło, tak?! To czemu milczysz?!
Miała ochotę zapaść się pod ziemię. Czuła się okropnie, tak jakby naprawdę go zdradziła. Spodziewała się że Sebastian źle to przyjmie, ale nie miała pojęcia że ona sama równie mocno to odczuje.
- Tak, masz rację – rzucił nieco spokojniej, kiedy nieśmiało podniosła wzrok – Połamałbym kości temu gnojowi. Wiesz co, Aśka? Pierdol się – splunął pod jej nogi – Ile chcesz i z kim chcesz. Mnie to już nie dotyczy. Z nami koniec.
Odwrócił się na pięcie i nerwowym, energicznym krokiem jak najszybciej oddalał się od blondwłosej. Nie spodziewała się że będzie aż tak źle. Że tak szybko zacznie żałować swojej decyzji. Usiłowała wmówić sobie iż tak będzie lepiej, przynajmniej dla niego, lecz bezskutecznie. Dlaczego nie powiedziała mu prawdy? Dlaczego wpadła na tak głupi pomysł? Ukryła twarz w dłoniach i pozwoliła płynąć łzom.
poniedziałek, 8 stycznia 2018
Zdana na siebie cz. 11
Mina Joasi mówiła sporo. Choć dziewczyna nie wiedziała co było tematem rozmowy, była przekonana że ojciec coś przed nią ukrywa. Pod maską złości ukrywała że jest jej przykro. Miała nadzieję iż uchodzi za odpowiedzialną osobę, że będzie traktowana jak dorosła. Przerwała ciszę, siląc się na spokojny ton.
- Rozmawiałeś z babcią? - postanowiła dać mu jeszcze jedną szansę na wyznanie prawdy
- Tak – przyznał cicho, opadłszy na fotel
- O mnie?
- Też. Ogólnie, o nas.
- Na co miałabym się nie zgodzić? - wypaliła, wykonując dwa kroki naprzód
Mężczyzna nie odpowiedział. Widziała jak wyciera pot z czoła. Denerwował się tą rozmową. Najwyraźniej zrobiło mu się głupio, kiedy wyszło na jaw że oszukuje córkę.
- Tato – naciskała, podchodząc bliżej. Postanowiła spuścić nieco z tonu. Być może to nie był łatwy temat i obawiał się jej reakcji.
- Chyba mi ufasz, prawda? - dodała po chwili
Spojrzała mu prosto w oczy. Dostrzegła w nich strach, bezsilność. Słabość, którą zawsze chciał przed nią ukryć. Zrozumiała że sytuacja jest trudna. Że nie da się dłużej zaklinać rzeczywistości i nadszedł czas by się z nią zmierzyć. Musiała poznać prawdę. Musiała wreszcie dowiedzieć się w jakim znajdują się położeniu i określić jaką ona może odegrać rolę by to zmienić.
- Chcesz prawdy? - spytał drżącym głosem – Dobrze. Chodź.
Podążyła za nim do kuchni. Obserwowała każdy ruch. Wyciągnął z szafki butelkę wódki i dwa kieliszki. Wskazał jej by zajęła miejsce przy stole. Chwilę później miała przed sobą „pięćdziesiątkę” przezroczystej cieczy i szklankę soku.
- Bez tego się nie da? - podniosła wzrok, kiedy dotarło do niej że będzie piła alkohol ze swoim ojcem. W życiu nie wymyśliłaby takiego scenariusza. Nawet w wyobraźni nie potrafiłaby stworzyć takiej sceny.
- Jeśli mam być z tobą szczery... - wzruszył ramionami
- Okej – westchnęła. Uniosła kieliszek, przechyliła go zdecydowanym ruchem i połknęła całą jego zawartość. Nie minęła nawet sekunda, a poczuła jak jej gardło i przełyk zaczynają płonąć. Natychmiast chwyciła sok i upiła spory łyk. Pożar ugaszony, ale w ustach pozostał nieprzyjemny posmak.
Tylko raz w życiu piła wódkę, na osiemnastych urodzinach Ani. Wraz z nią i Martą wypiły półlitrową butelkę. Kilka minut po tym zrobiło się jej niedobrze, a do końca imprezy nie tknęła już alkoholu. W drodze do domu wymiotowała. Nie mogła uwierzyć że ona, raczej rozsądna i spokojna dziewczyna zwracała zawartość żołądka pod przypadkowo napotkanym wtedy drzewem. Czuła jakby tego jednego wieczora upadła nisko, właśnie w to co zwróciła. To miał być pierwszy i ostatni raz z wódką.
Nie wiedziała dlaczego sięgnęła po drugi kieliszek. Tym razem nie poszło tak łatwo. Tylko część przeszła przez gardło, a reszta pozostała na języku, drażniąc jej kubki smakowe. Natychmiast zerwała się z miejsca i pochyliła nad zlewem. Mimo że wszystko wypluła, wciąż wydawało się jej że wódka pozostawała w jej ustach. Zakasłała, a w oczach pojawiły się łzy.
- Miałaś rację – przyznał, kiedy po chwili wróciła na miejsce – Tak się nie da żyć. Chciałem wam zapewnić wszystko czego potrzebujecie, ale bez mamy nie miałem szans... Duma nie pozwalała mi się do tego przyznać.
- Dlatego musiałeś ją uciszyć alkoholem.
- To nie jest takie proste. Umiałabyś tak od razu przyznać się przed kimś że go zawiodłaś?
- A kogo ty zawiodłeś? Mnie? Bartka? - dopytywała, nie rozumiejąc jego motywów
- Przede wszystkim waszą mamę.
- Żartujesz? Byłaby z ciebie dumna.
Zakryła kieliszek, gdy wziął do ręki butelkę. Nie chciała więcej pić, szczególnie że tego wieczora miała już na swoim koncie trzy piwa.
- O czym rozmawiałeś z babcią? Do czego chcesz mnie przekonać?
Wziął głęboki oddech. Zanosiło się na długą opowieść. Ale ona miała czas. Mogłaby siedzieć nawet do samego rana, byle poznać prawdę.
- Idziesz na studia, a my z Bartkiem przeprowadzamy się do babci. Tak, do Kielc.
Milczała. Trzykrotnie powtarzała sobie w myślach jego słowa. Przymknęła na moment oczy, próbując sobie wyobrazić taką przyszłość.
- Rozmawiałeś z nim na ten temat?
Skinął głową. Joasia była wściekła, ale nie wiedziała już z jakiego powodu. Czy dlatego że dowiedziała się ostatnia, czy może dlatego że ktoś inny usiłował zdecydować za nią. Wydawało się że wszystko jest już postanowione, a na przeszkodzie stoi jedynie ona. Doceniła jednak szczerość, choć nieco wymuszoną, i odliczyła do dziesięciu by nieco się uspokoić.
- O czym jeszcze powinnam wiedzieć?
- Obiecaj mi że to nie wpłynie na twoją decyzję.
- Nie mogę tego zrobić w ciemno. Mów.
- Mam trochę długów.
- Trochę? - uniosła głos – To znaczy ile? Jak do tego doszło? Za dużo chciałeś nam dać i nie wyrobiłeś finansowo, prawda?
- Asia... - odezwał się błagalnym tonem
- Czyli mam rację. Tato, do cholery! - ukryła twarz w dłoniach – I ty mówisz mi o tym dopiero teraz? Zamierzałeś mi w ogóle powiedzieć?
- Chciałem. Ale musiałem mieć pewność że zadbasz o swoją przyszłość.
- Bo zadbam – podniosła się z krzesła – Teraz na pewno. Ty chciałeś to zrobić, ale cóż, nie wyszło. Bo musiałeś zgrywać pieprzonego bohatera. Nie, nie mogliśmy żyć skromniej, tylko musiałeś udawać że mamy nie wiadomo ile kasy. Co, w ten sposób chciałeś nam zastąpić mamę? Że będziemy mieli wszystko czego zapragniemy?
- Aśka – warknął stanowczo, nie mogąc dłużej słuchać jej oskarżeń
- Wiesz co? Chcecie, proszę bardzo, przeprowadzajcie się do tych cholernych Kielc – mimo zdenerwowania, starała się nie unosić głosu, by krzyki nie obudziły brata – Ja się nigdzie stąd nie ruszam. A jak sprzedasz mieszkanie to sobie coś wynajmę.
Odwróciła się na pięcie, nie czekając na odpowiedź. Dla niej rozmowa była skończona. Wiedziała już na czym stoi. Że znalazła się na kruchym lodzie, który w każdej chwili może pęknąć. Jednocześnie czuła iż jedyną osobą, która może ją z tego wydostać jest ona sama.
Ojciec jednak się nie mylił. Zawiódł, rozczarował. Nie dlatego że walczył, że się starał i wyciskał z siebie siódme poty, lecz dlatego że nie umiał odpuścić, nie umiał się poddać, kiedy wiedział że nie ma już szans. Przegrywać też trzeba z klasą, z godnością, a on wpędził ich w kłopoty. I do tego okłamywał.
Zastanawiała się czy naprawdę powiedziałby jej o wszystkim. Był na tyle dumny że chciał ze wszystkim poradzić sobie sam. A przez to tylko tonął. Gdyby wiedziała wcześniej, nie pozwoliłaby na to. Nie miała pojęcia jak, ale zrobiłaby wszystko by temu zapobiec. Przecież w grę wchodziło dobro dzieci! Jej i Bartka! W takiej sytuacji rodzic byłby skłonny do wszystkiego. Byłby gotów schować w buty swoją godność i zrobić wszystko by o nie zadbać. A on? Pomyślała że jest egoistą. Że miał być wspaniałym ojcem, który się poświęcił. Że chciał napawać się dumą, że chciał samemu sobie udowodnić że jest zdolny do wielkich osiągnięć. A takim, zdaniem Joasi, byłoby przede wszystkim przyznanie się do słabości i pogodzenie się z porażką. Teraz, kiedy ich pogrążył, był niczym kapitan tonącego statku, który do samego końca wierzy że uda się uratować sytuację.
Następnego ranka nie zamieniła z ojcem ani słowa. Wciąż była na niego zła. Chciała mu wygarnąć jego błędy, ale nie potrafiła. Pojawiły się nawet wyrzuty sumienia, że zbyt ostro go potraktowała. Jej ostatnie słowa musiały zaboleć. Ale najpierw musiało ujść z niej nieco złości, nim przeprosiny zdołają przejść przez gardło.
Zjadła śniadanie i wybrała się na cmentarz. Okłamała Bartka że idzie spotkać się z Sebastianem. Inaczej chciałby iść z nią, a ona potrzebowała trochę ciszy, zadumy. Musiała przemyśleć wszystko, czego dowiedziała się wczoraj.
Zapaliła znicz i stanęła przed grobem mamy. Od jej śmierci minęło już nieco ponad półtora roku. Wciąż pamiętała ten feralny wieczór, moment wypadku, jakby przez mgłę, ale nie mogła tego wymazać z pamięci. Choćby ze względu na mamę. Mimo tragiczności tej sytuacji, to właśnie ten moment uświadomił jej jak bardzo ją kochała.
- Pewnie wiesz co się u nas dzieje – wyszeptała, spoglądając na nagrobek – I znałaś prawdę od początku. Wiem, poniosło mnie wczoraj. Ty byś mu wybaczyła, prawda?
Przerwała na moment, jakby oczekiwała odpowiedzi. Natychmiast otarła łzę, która spłynęła jej po policzku.
- Niby jestem dorosła, niby jestem odpowiedzialna, a tak naprawdę... tak naprawdę to chyba się wściekam za to że nie dał rady. Przecież nie powinnam, nie mogę tego wymagać. Czuję się taka... bezsilna. Nie wiem co mam ze sobą zrobić.
Wciąż miała dwie drogi do wyboru. Studia w Krakowie, pozostając tym samym na utrzymaniu zadłużonego ojca, albo praca. Zarobki pozwoliłyby jej zapewnić jakikolwiek byt, przynajmniej sobie. A także pośrednio pomogłaby ojcu, bo nie musiałby już pokrywać jej wydatków. Ale wobec tego musiała zrezygnować z miłości. Musiała rozstać się z ukochanym, jeśli nie chciała wyjechać.
- Co byś zrobiła na moim miejscu? - zapytała łamiącym się głosem
- Rozmawiałeś z babcią? - postanowiła dać mu jeszcze jedną szansę na wyznanie prawdy
- Tak – przyznał cicho, opadłszy na fotel
- O mnie?
- Też. Ogólnie, o nas.
- Na co miałabym się nie zgodzić? - wypaliła, wykonując dwa kroki naprzód
Mężczyzna nie odpowiedział. Widziała jak wyciera pot z czoła. Denerwował się tą rozmową. Najwyraźniej zrobiło mu się głupio, kiedy wyszło na jaw że oszukuje córkę.
- Tato – naciskała, podchodząc bliżej. Postanowiła spuścić nieco z tonu. Być może to nie był łatwy temat i obawiał się jej reakcji.
- Chyba mi ufasz, prawda? - dodała po chwili
Spojrzała mu prosto w oczy. Dostrzegła w nich strach, bezsilność. Słabość, którą zawsze chciał przed nią ukryć. Zrozumiała że sytuacja jest trudna. Że nie da się dłużej zaklinać rzeczywistości i nadszedł czas by się z nią zmierzyć. Musiała poznać prawdę. Musiała wreszcie dowiedzieć się w jakim znajdują się położeniu i określić jaką ona może odegrać rolę by to zmienić.
- Chcesz prawdy? - spytał drżącym głosem – Dobrze. Chodź.
Podążyła za nim do kuchni. Obserwowała każdy ruch. Wyciągnął z szafki butelkę wódki i dwa kieliszki. Wskazał jej by zajęła miejsce przy stole. Chwilę później miała przed sobą „pięćdziesiątkę” przezroczystej cieczy i szklankę soku.
- Bez tego się nie da? - podniosła wzrok, kiedy dotarło do niej że będzie piła alkohol ze swoim ojcem. W życiu nie wymyśliłaby takiego scenariusza. Nawet w wyobraźni nie potrafiłaby stworzyć takiej sceny.
- Jeśli mam być z tobą szczery... - wzruszył ramionami
- Okej – westchnęła. Uniosła kieliszek, przechyliła go zdecydowanym ruchem i połknęła całą jego zawartość. Nie minęła nawet sekunda, a poczuła jak jej gardło i przełyk zaczynają płonąć. Natychmiast chwyciła sok i upiła spory łyk. Pożar ugaszony, ale w ustach pozostał nieprzyjemny posmak.
Tylko raz w życiu piła wódkę, na osiemnastych urodzinach Ani. Wraz z nią i Martą wypiły półlitrową butelkę. Kilka minut po tym zrobiło się jej niedobrze, a do końca imprezy nie tknęła już alkoholu. W drodze do domu wymiotowała. Nie mogła uwierzyć że ona, raczej rozsądna i spokojna dziewczyna zwracała zawartość żołądka pod przypadkowo napotkanym wtedy drzewem. Czuła jakby tego jednego wieczora upadła nisko, właśnie w to co zwróciła. To miał być pierwszy i ostatni raz z wódką.
Nie wiedziała dlaczego sięgnęła po drugi kieliszek. Tym razem nie poszło tak łatwo. Tylko część przeszła przez gardło, a reszta pozostała na języku, drażniąc jej kubki smakowe. Natychmiast zerwała się z miejsca i pochyliła nad zlewem. Mimo że wszystko wypluła, wciąż wydawało się jej że wódka pozostawała w jej ustach. Zakasłała, a w oczach pojawiły się łzy.
- Miałaś rację – przyznał, kiedy po chwili wróciła na miejsce – Tak się nie da żyć. Chciałem wam zapewnić wszystko czego potrzebujecie, ale bez mamy nie miałem szans... Duma nie pozwalała mi się do tego przyznać.
- Dlatego musiałeś ją uciszyć alkoholem.
- To nie jest takie proste. Umiałabyś tak od razu przyznać się przed kimś że go zawiodłaś?
- A kogo ty zawiodłeś? Mnie? Bartka? - dopytywała, nie rozumiejąc jego motywów
- Przede wszystkim waszą mamę.
- Żartujesz? Byłaby z ciebie dumna.
Zakryła kieliszek, gdy wziął do ręki butelkę. Nie chciała więcej pić, szczególnie że tego wieczora miała już na swoim koncie trzy piwa.
- O czym rozmawiałeś z babcią? Do czego chcesz mnie przekonać?
Wziął głęboki oddech. Zanosiło się na długą opowieść. Ale ona miała czas. Mogłaby siedzieć nawet do samego rana, byle poznać prawdę.
- Idziesz na studia, a my z Bartkiem przeprowadzamy się do babci. Tak, do Kielc.
Milczała. Trzykrotnie powtarzała sobie w myślach jego słowa. Przymknęła na moment oczy, próbując sobie wyobrazić taką przyszłość.
- Rozmawiałeś z nim na ten temat?
Skinął głową. Joasia była wściekła, ale nie wiedziała już z jakiego powodu. Czy dlatego że dowiedziała się ostatnia, czy może dlatego że ktoś inny usiłował zdecydować za nią. Wydawało się że wszystko jest już postanowione, a na przeszkodzie stoi jedynie ona. Doceniła jednak szczerość, choć nieco wymuszoną, i odliczyła do dziesięciu by nieco się uspokoić.
- O czym jeszcze powinnam wiedzieć?
- Obiecaj mi że to nie wpłynie na twoją decyzję.
- Nie mogę tego zrobić w ciemno. Mów.
- Mam trochę długów.
- Trochę? - uniosła głos – To znaczy ile? Jak do tego doszło? Za dużo chciałeś nam dać i nie wyrobiłeś finansowo, prawda?
- Asia... - odezwał się błagalnym tonem
- Czyli mam rację. Tato, do cholery! - ukryła twarz w dłoniach – I ty mówisz mi o tym dopiero teraz? Zamierzałeś mi w ogóle powiedzieć?
- Chciałem. Ale musiałem mieć pewność że zadbasz o swoją przyszłość.
- Bo zadbam – podniosła się z krzesła – Teraz na pewno. Ty chciałeś to zrobić, ale cóż, nie wyszło. Bo musiałeś zgrywać pieprzonego bohatera. Nie, nie mogliśmy żyć skromniej, tylko musiałeś udawać że mamy nie wiadomo ile kasy. Co, w ten sposób chciałeś nam zastąpić mamę? Że będziemy mieli wszystko czego zapragniemy?
- Aśka – warknął stanowczo, nie mogąc dłużej słuchać jej oskarżeń
- Wiesz co? Chcecie, proszę bardzo, przeprowadzajcie się do tych cholernych Kielc – mimo zdenerwowania, starała się nie unosić głosu, by krzyki nie obudziły brata – Ja się nigdzie stąd nie ruszam. A jak sprzedasz mieszkanie to sobie coś wynajmę.
Odwróciła się na pięcie, nie czekając na odpowiedź. Dla niej rozmowa była skończona. Wiedziała już na czym stoi. Że znalazła się na kruchym lodzie, który w każdej chwili może pęknąć. Jednocześnie czuła iż jedyną osobą, która może ją z tego wydostać jest ona sama.
Ojciec jednak się nie mylił. Zawiódł, rozczarował. Nie dlatego że walczył, że się starał i wyciskał z siebie siódme poty, lecz dlatego że nie umiał odpuścić, nie umiał się poddać, kiedy wiedział że nie ma już szans. Przegrywać też trzeba z klasą, z godnością, a on wpędził ich w kłopoty. I do tego okłamywał.
Zastanawiała się czy naprawdę powiedziałby jej o wszystkim. Był na tyle dumny że chciał ze wszystkim poradzić sobie sam. A przez to tylko tonął. Gdyby wiedziała wcześniej, nie pozwoliłaby na to. Nie miała pojęcia jak, ale zrobiłaby wszystko by temu zapobiec. Przecież w grę wchodziło dobro dzieci! Jej i Bartka! W takiej sytuacji rodzic byłby skłonny do wszystkiego. Byłby gotów schować w buty swoją godność i zrobić wszystko by o nie zadbać. A on? Pomyślała że jest egoistą. Że miał być wspaniałym ojcem, który się poświęcił. Że chciał napawać się dumą, że chciał samemu sobie udowodnić że jest zdolny do wielkich osiągnięć. A takim, zdaniem Joasi, byłoby przede wszystkim przyznanie się do słabości i pogodzenie się z porażką. Teraz, kiedy ich pogrążył, był niczym kapitan tonącego statku, który do samego końca wierzy że uda się uratować sytuację.
Następnego ranka nie zamieniła z ojcem ani słowa. Wciąż była na niego zła. Chciała mu wygarnąć jego błędy, ale nie potrafiła. Pojawiły się nawet wyrzuty sumienia, że zbyt ostro go potraktowała. Jej ostatnie słowa musiały zaboleć. Ale najpierw musiało ujść z niej nieco złości, nim przeprosiny zdołają przejść przez gardło.
Zjadła śniadanie i wybrała się na cmentarz. Okłamała Bartka że idzie spotkać się z Sebastianem. Inaczej chciałby iść z nią, a ona potrzebowała trochę ciszy, zadumy. Musiała przemyśleć wszystko, czego dowiedziała się wczoraj.
Zapaliła znicz i stanęła przed grobem mamy. Od jej śmierci minęło już nieco ponad półtora roku. Wciąż pamiętała ten feralny wieczór, moment wypadku, jakby przez mgłę, ale nie mogła tego wymazać z pamięci. Choćby ze względu na mamę. Mimo tragiczności tej sytuacji, to właśnie ten moment uświadomił jej jak bardzo ją kochała.
- Pewnie wiesz co się u nas dzieje – wyszeptała, spoglądając na nagrobek – I znałaś prawdę od początku. Wiem, poniosło mnie wczoraj. Ty byś mu wybaczyła, prawda?
Przerwała na moment, jakby oczekiwała odpowiedzi. Natychmiast otarła łzę, która spłynęła jej po policzku.
- Niby jestem dorosła, niby jestem odpowiedzialna, a tak naprawdę... tak naprawdę to chyba się wściekam za to że nie dał rady. Przecież nie powinnam, nie mogę tego wymagać. Czuję się taka... bezsilna. Nie wiem co mam ze sobą zrobić.
Wciąż miała dwie drogi do wyboru. Studia w Krakowie, pozostając tym samym na utrzymaniu zadłużonego ojca, albo praca. Zarobki pozwoliłyby jej zapewnić jakikolwiek byt, przynajmniej sobie. A także pośrednio pomogłaby ojcu, bo nie musiałby już pokrywać jej wydatków. Ale wobec tego musiała zrezygnować z miłości. Musiała rozstać się z ukochanym, jeśli nie chciała wyjechać.
- Co byś zrobiła na moim miejscu? - zapytała łamiącym się głosem
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)