piątek, 28 lipca 2017

Małżeństwo z rozsądku cz. 7

           Zgodnie z ustaleniami, Joasia odwiedziła swoją siostrę w weekend. Uważnie rozglądała się w pomieszczeniach, doszukując się zmian, które mogły zajść od czasu jej ostatniej wizyty. Kobiety usiadły przy stole znajdującym się na pograniczu aneksu kuchennego i głównej części salonu. Blondwłosa jeszcze raz rozglądnęła się dookoła.
- Przytulnie tu masz – oznajmiła, wciąż mając w pamięci moment, gdy pierwszy raz zobaczyła lokum siostry
- Kiedyś też urządzisz jakieś gniazdko po swojemu – rzuciła krzepiąco – Wina?
- Chętnie – odparła, lecz bez przekonania – A jak twoje sprawy uczuciowe?
Zaskoczona pytaniem siostry Marta omal nie rozlała wina poza lampkę. Nie miała nic do ukrycia, lecz była przekonana że skupią się przede wszystkim na rozterkach blondwłosej. Pomyślała że dziewczyna nie wie jak zacząć temat i usiłuje sobie pomóc w ten sposób albo nie chce wyjść na egoistkę i stara się wykazać zainteresowanie jej sprawami.
- Dobrze – odparła z entuzjazmem – To znaczy, nie poznałam nikogo, ale nie jestem zdesperowana by coś zmieniać.
- Czyli korzystasz z wolności – uniosła delikatnie kąciki ust
- Na razie nie mam na to czasu. Praca – wzruszyła ramionami
- A w pracy nie kręcą się jacyś fajni faceci?
- Same zadufane w sobie dupki. Myśli taki że jak założy koszulę i krawat to już nie widać że ma krzywy nos albo duży brzuch. Oczywiście nie mówię dosłownie, wiesz co mam na myśli.
- Wiem – odparła nieco rozbawiona – Ale uważaj, bo równie dobrze faceci mogą pomyśleć podobnie o tobie.
- Mam to gdzieś. Obie wiemy gdzie – puściła do niej oczko.
- Zazdroszczę Ci.
- Czego?
- Podejścia do życia, tej radości, optymizmu, zdrowego rozsądku... Potrafisz się cieszyć tym co masz, a nie tylko zrzędzić jak stara baba – wskazała na siebie
- Stara, stara – mruknęła z dezaprobatą – Pamiętaj że to ja jestem starsza.
- Bardziej mam na myśli mentalność. Ty jesteś taką mieszanką... energia nastolatki, pewność siebie i rozwaga doświadczonej kobiety.
- A ty jesteś po prostu młoda i masz obawy przed nagłym wejściem w dorosłość – podsumowała ją, lecz Joasia miała nieco inne zdanie na swój temat
- Ja gadam jakbym przegrała życie. Jakby nie czekało na mnie już nic dobrego.
- Czasem za bardzo dramatyzujesz, wiesz?
Odpowiedziała brunetce wytrzeszczonymi oczyma. Nie miała jej za złe tego stwierdzenia, po prostu kobieta była szczera, próbując jednocześnie pomóc jej rozwiązać problem.
- Na przykład teraz. Co jest złego w tym że ten twój... Sebastian? - blondwłosa skinęła głową – Że on nie wyobraża sobie życia bez ciebie? Miliony ludzi twierdzą że mają takie osoby, które nadają sens ich życiu.
- A co jeśli będę chciała odejść?
- A co ja ci mówiłam? - spytała karcącym tonem – Chcesz teraz od niego odejść?
- Teraz nie...
- To nie martw się na zapas. Skoro tobie może się coś odmienić za parę miesięcy albo lat, to równie dobrze i jemu.
- Może i masz rację... - westchnęła
- Aśka – oznajmiła śmiertelnie poważnym tonem – Patrz teraz na mnie. Wiesz czego chcesz?
Odpowiedziała jej cisza. Joasia jeszcze przez kilka sekund utrzymywała kontakt wzrokowy, by po chwili zacząć błądzić gdzieś po ścianie, gorączkowo szukając tematu zastępczego.
- Nie wiesz – z zamyślenia wyrwał ją głos siostry – I na tym polega twój problem.
- Myślisz?
- Nie mam zdolności psychologicznych – wzruszyła ramionami – Ale myślę że właśnie tak jest. Nie potrafisz się zdecydować, a teraz, gdy w grę wchodzą uczucia, boisz się konsekwencji. Tylko że... - wzięła głęboki oddech – Jest już za późno, Aśka. Ty już weszłaś do tej rzeki.
- I muszę płynąć, nawet jeśli nie umiem – dokończyła smutnym tonem.
Niemal równocześnie sięgnęły po swoje lampki. Uniosły je do ust, wymieniły się spojrzeniami, po czym upiły solidnego łyka.
- Takie właśnie jest życie – westchnęła brunetka

           W niedzielę wieczorem Asia wróciła do Krakowa. Była wdzięczna siostrze za poświęcony czas i słowa otuchy. Miała nadzieję że nie będą musiały już dłużej rozważać tej sytuacji i następnym razem skupią się na przyjemniejszych tematach. Zdawała sobie sprawę, iż Martę męczy już jej niezdecydowanie i rozterki „rozkapryszonej” młodszej siostry, ale w końcu jako starsze rodzeństwo musiała jej pomóc, dać przykład bądź ukierunkować na właściwą drogę. Ceniła jej cierpliwość i wyrozumiałość, obiecując sobie że w razie odwrócenia ról, postara się zachować tak samo.
Na dworcu czekał na nią Sebastian z bukietem kwiatów. Mimo licznych wewnętrznych głosów, ucieszyła się na jego widok. Idąc za radą siostry, starała się je ignorować, z wyjątkiem dwóch – głosu serca i głosu rozumu. Ten drugi milczał, zaś pierwszy natychmiast wywołał na jej twarzy uśmiech.
Pilnowała się, by za dużo nie myśleć. Ani o przyszłości, ani o sensie życia, o potrzebie towarzystwa, o tym że ludzie łączą się w pary i świadomie bądź nieświadomie do tego dążą. Miała być dzięki temu szczęśliwsza, cieszyć się chwilą, towarzystwem Sebastiana. I wydawało się że wszystko zmierza ku dobremu, że ustabilizowała swoją sytuację emocjonalną. I tak też było, lecz tylko do pewnego momentu.
Od kilku dni czuła się nieswojo. Nie miała apetytu bądź w jednej chwili miała ochotę pochłonąć zawartość całej lodówki. Myśli o jakimkolwiek alkoholu przyprawiały ją o odruchy wymiotne. Przedwczoraj nawet zdarzyło się jej opuścić poranne zajęcia na uczelni, właśnie z tego powodu. Ponieważ objawy nie ustępowały, postanowiła że pójdzie do lekarza. Jednak nowe spojrzenie na zaistniałą sytuację rzuciła jej współlokatorka.
- Aśka, coś blada ostatnio jesteś – zaczęła delikatnie rozmowę
- Tak? Nie zauważyłam – rzuciła nieco lekceważąco, choć w głębi duszy zdawała sobie sprawę że nie wyglądała najlepiej
- Dobrze się czujesz?
- Tak, tak – zapewniła, choć samej siebie nie mogła oszukać. Najchętniej otuliłaby się kołdrą i nie wychodziła z łóżka przez cały dzień.
- Martwimy się o ciebie z Anią – wyznała z troską – Ostatnio chodzisz podenerwowana, cały czas jesteś zmęczona, nie wyglądasz najlepiej...
- Ciężki okres. Minie – wciąż próbowała udawać. Rozmówczyni w odpowiedzi westchnęła, przewracając oczami.
- Jak byś chciała pogadać...
- Wiem, wiem – uśmiechnęła się delikatnie, z nadzieją iż tym razem uda się jej zamaskować to co czuje – Przyjdę kiedy będzie taka potrzeba.
- Okej – skinęła głową, po czym zniknęła za drzwiami. Joasia korzystając z chwili samotności, ułożyła się wygodnie na łóżku, wtuliła w poduszkę i przymknęła oczy. Obiecała sobie że jeśli następnego dnia nic się nie poprawi, pójdzie do lekarza. Starała się unikać wizyt w przychodni, ale skoro trwa to już parę dni...
Chciała zebrać myśli, a wtedy cały ten szereg zdarzeń wydał się jej dziwnie znajomy. Nerwowość, zmienny humor, wymioty... no tak! W każdej opowieści czy serialu świadczyło to o ciąży. Że też wcześniej na to nie wpadła! Jednak radość z nowego odkrycia nie trwała długo, kiedy dotarło do niej jaką tezę postawiła. Co gorsza, nie zawsze się zabezpieczali z Sebastianem, więc ta teoria nie była całkiem oderwana od rzeczywistości. Natychmiast usiadła na łóżku i położyła rękę na czole. Miała dopiero 22 lata, nieskończone studia, całe życie przed sobą! Nie mogła teraz zostać matką!
- Spokojnie Aśka, to tylko przypuszczenia – mówiła do samej siebie – To nie musi być prawda.
Był tylko jeden sposób by się o tym przekonać. Nie tracąc już więcej czasu, wybrała się do apteki po test ciążowy...

wtorek, 4 lipca 2017

Małżeństwo z rozsądku cz. 6

          Po przerwie świątecznej Joasia powróciła do Krakowa. Wyjazd i pobyt u rodziców pozwoliły jej nieco zdystansować się do związku z Sebastianem. Nieoceniony wkład w to miała także siostra, która wsparła blondwłosą dobrym słowem i kilkoma radami. Chociaż dziewczyna zamierzała kierować się wyłącznie swoim rozsądkiem, była wdzięczna za wskazówki. Myśl że nie tylko ona ma problemy uczuciowe w jakimś stopniu podnosiła ją na duchu.
          Rozłąka pozwoliła jej na uświadomienie sobie jednej, lecz istotnej rzeczy. To nie był ten jedyny. Nie potrafiła odpowiedzieć czy widzi siebie za pięć bądź dziesięć lat u boku Sebastiana. Ale kto powiedział że musi sobie to wyobrazić, by być z nim szczęśliwa tu i teraz?
Owszem, tęskniła. Daleko było jej jednak do stanu, który znała z obszernych opisów rozmaitych powieści, gdzie bohaterka nie mogła spać, nie mogła jeść, bowiem nie potrafiła przestać myśleć o ukochanym. Czekała na jego odpowiedzi, czasem zastanawiała się co właśnie robi, czy jakby był tu z nią albo ona z nim... Nie przeszkadzało jej to jednak w normalnych czynnościach. Dopiero gdy rozbrzmiewał dźwięk telefonu, rzucała wszystko by sprawdzić czy to przypadkiem nie jest wiadomość od niego. W końcu stwierdziła że po prostu nie jest tak bardzo uczuciowa jak postacie z książek, ale to nie znaczy że jej nie zależy.
          Na początku roku wydawało się iż wszystko wróciło do stanu sprzed świąt. Spotykali się, mężczyzna zabierał ją na wieczorne spacery czy do kina, czasem przesiadywali pół dnia u niej w mieszkaniu, dopóki z zajęć nie wracały jej koleżanki, czasem u niego. Niejednokrotnie zdarzało się iż zostawała na noc, pod pretekstem zbyt późnej pory na powrót przez miasto. Kiedy pierwsze zauroczenie minęło, taki układ jej odpowiadał. Miała nadzieję że jemu też, jednak pewnej nocy przekonała się, iż nie miała racji.
          Obudziła się niespodziewanie. Nic jej się nie śniło, a przynajmniej nie pamiętała. Przewróciła się na drugi bok, z nadzieją iż za chwilę sen znów ją zmorzy. Chciała jednocześnie ręką objąć swojego chłopaka, lecz uderzyła ona o materac. Powoli otworzyła oczy i podniosła głowę. W ciemności niewiele mogła dostrzec. Wiedziała tylko że Sebastiana nie ma w łóżku. Kiedy znów się poruszyła, usłyszała jego głos.
- Nie śpisz? - spytał lekko zdumiony
- A ty?
- Myślę.
- O czym?
Odpowiedziało jej głębokie westchnienie. Po jej ciele przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Usiadła na łóżku i owinęła się kołdrą.
- Sebastian – szepnęła z naciskiem
- O nas.
- To znaczy?
- Co to dla ciebie właściwie znaczy? Nasz związek? - w jego głosie pojawił się niepokój. Joasia z trudem przełknęła ślinę. Nie było tak jak mówił? Przestała być ważna i chce się rozstać? A może w jakiś sposób zdradziła się że ma wątpliwości co do wspólnej przyszłości?
- Nie sypiałabym z tobą, gdybym nic do ciebie nie czuła – zapewniła z nutką rozżalenia w głosie
- Przepraszam, nie chciałem – zrozumiał że źle zadał to pytanie
- Ale nie chcę się spieszyć – dodała szybko – Jesteśmy młodzi, całe nasze życie to jeden wielki burdel. Potrzeba czasu żeby to ogarnąć, ale... mamy siebie i to jest piękne.
- Asia, bo chodzi o to że... - kiedy podszedł bliżej, zobaczyła zarys jego sylwetki. Przysiadł na skraju łóżka i wziął ją za rękę – Ja sobie to pytanie zadałem. Dzisiaj.
Nie odpowiedziała ani słowem. Chciała żeby sam powiedział co chodzi mu po głowie. Słyszała jego oddech. Jakby się uspokajał, cichł... Przysunęła się nieco bliżej.
- Chcesz znać odpowiedź? Głupie pytanie – westchnął – Oczywiście że chcesz. Jednego jestem pewien. Gdyby mnie teraz postawili z tobą przed ołtarzem, nie zastanawiałbym się ani chwili. Tak jak mówisz, nasze życie to jeden wielki bałagan, ale... wiem że cokolwiek by się działo, choćby wszystko się waliło, ziemia uciekała spod stóp, liczy się tylko to, żebyś była przy mnie. Rozumiesz? Życie w dostatku, miliony na koncie, trzy nowe mercedesy, willa z basenem i sława to wszystko jest niczym w porównaniu z tym, co mam będąc z tobą.
- Sebastian – rzuciła błagalnym tonem
- Wiem, jest za wcześnie. Boję się tylko jednej rzeczy.
Chciała zapytać o tą rzecz, ale on wtedy chwycił ją w ramiona i mocno przytulił. Nie podejrzewała że bez żadnej przyczyny, tak po prostu emocje wzięły nad nim górę.
- Boję się że cię stracę. Że to wszystko zniknie jak sen, kiedy człowiek się budzi do życia. Że nie będzie nic, co by mnie tutaj trzymało.
- Przechodziłam przez to, jak byłam u rodziców – wyznała – I wiesz co? Nie myśl o tym co będzie. Jestem i nigdzie się nie wybieram – szepnęła mu do ucha, po czym położyła głowę na jego ramieniu.

Rano Joasia miała mieszane uczucia. Z jednej strony była przerażona wyznaniem Sebastiana, z drugiej strony mogła być pewna jego miłości. Ale czy tego właśnie chciała? Związek powinien raczej opierać się na obustronnej relacji dwojga kochających się partnerów, a nie wzajemnym uzależnieniu. A co gorsza, w tym przypadku jednostronnym. Pospiesznie opuściła mieszkanie po śniadaniu, w nadziei iż Sebastian nie zdołał się niczego domyślić. W tej sytuacji mogła zrobić tylko jedno.
- Odbierz, odbierz, no! - cedziła przez zęby po każdym sygnale w głośniku swojego telefonu
- Halo? - odezwał się zaspany głos po drugiej stronie
- Marta! Nareszcie! - trudno było jej ukryć radość
- Możesz tak nie krzyczeć? Dopiero wstałam.
- Przepraszam – szybko się domyśliła że to jej telefon obudził brunetkę – Ale muszę z tobą porozmawiać.
- Cokolwiek się dzieje, ma to chwilę zaczekać – zastrzegła, po czym przez kilkanaście sekund słychać było szum wody – Dobra, mów.
- Sebastian wiąże ze mną swoją przyszłość. Wiesz co to oznacza?
- Brawo Aśka! - rzuciła ironicznie siostra – Jak czasem myślę że ty jesteś mądrą i odpowiedzialną kobietą, to w takich momentach jak ten nie rozumiem dlaczego. Powinnaś była się tego spodziewać.
- Marta, ale jemu kompletnie odbiło! Gdybyś ty słyszała co on mówił!
- Nie krzycz, proszę – jęknęła rozpaczliwie – Kochasz go w ogóle?
- Zależy co mam rozumieć przez „kochać”
- Z samego rana na filozofię cię wzięło? - westchnęła zrezygnowana
- No bo po tym co usłyszałam to myślę że ta cała miłość to może być uzależnienie.
- Aśka, zlituj się – brunetka zdecydowanie nie była w stanie wykorzystać swoich szarych komórek tuż po przebudzeniu. Słowa Joasi brzmiały dla niej jak w zupełnie obcym języku. Choć zapewne i tak by było gdyby rozmawiały o innej porze, wtedy starałaby się ją zrozumieć, a także delikatniej dobierać słowa.
- Mówię co myślę – wyjaśniła krótko blondwłosa
- Piłaś?
- Słucham? Nie, nic nie piłam, Marta... Powiedz mi lepiej czy mam się przejmować.
- Czym? - wypaliła zaskoczona – To normalne że ludzie dobierają się w pary i planują wspólną przyszłość.
- Czyli jestem nienormalna?
- Siostra... - westchnęła – Trochę tak.
- A idź ty – odparła z uśmiechem na twarzy, wiedząc że brunetka nie mówi tego całkiem poważnie.
- Dobra, Aśka – siliła się na poważny ton – To raczej nie jest rozmowa na telefon, a już na pewno nie na tak wczesną porę. Wpadniesz do mnie w weekend?
- No chyba nie mam wyjścia – udała zawahanie, by rozluźnić atmosferę, tak jak przed chwilą zrobiła to Marta – Będę. I przepraszam że cię obudziłam.
- Kiedyś ci się zrewanżuję – zapewniła półżartem, półserio – Pa.
- Pa – odpowiedziała samej sobie z nutką rozczarowania w głosie. Na co właściwie liczyła? Że Marta podejmie za nią decyzję? Że powie jej krok po kroku co robić albo rzuci magiczne hasło, które rozwiąże wszystkie problemy? Tym razem nie pomogło.
- Idiotka – usłyszała swój wewnętrzny głos, kiedy pokręciła głową